Łączna liczba wyświetleń

czwartek, 5 stycznia 2017

PANNA BARTOLI - WYSPIARSKA "METRESA" NAPOLEONA - Cz. II

PRZY POMOCY KTÓREJ

CESARZ WYMKNĄŁ SIĘ Z ELBY

I WRÓCIŁ DO FRANCJI





Wszystko na jedną kartę - zwycięstwo albo klęska. Tego oto dnia - 25 stycznia 1814 r. takie myśli zaprzątały zapewne głowę Cesarza, wyruszającego na wrogów Francji. Dzień wcześniej polecił, aby papież Pius VII, mógł opuścić swe luksusowe wiezienie w Fontainebleau (gdzie przebywał od aresztowania - 6 lipca 1809 r. najpierw w Savonie a potem właśnie w Fontainebleau) i wrócił do Rzymu. Napoleon zdaje sobie doskonale sprawę ze swego ciężkiego położenia, w liście do brata - Józefa, pisze: "Położenie moje nie pozwala mi myśleć o jakimkolwiek obcym panowaniu, będę szczęśliwy, jeśli przez pokój zachowam starą Francję. Wszystko dokoła mnie grozi runięciem. Armie me są zniszczone, straty dadzą się z trudem naprawić, Holandia jest stracona, Italia chwiejna (...) Belgia i prowincja reńska są niezadowolone, granica hiszpańska w mocy nieprzyjaciela". Mimo to walczy - wciąż walczy. Przed sobą ma dwie pruskie armie, które przekroczyły już Ren - pierwsza Armia Czech, pod wodzą Schwarzenberga, kieruje się na Troyes, druga - Armia Śląska, którą dowodzi Blucher idzie w dół Marny na Paryż. Trzeba po kolei rozbić jedną i drugą armię, nim się one ze sobą połączą. 

29 stycznia dopada armię Bluchera pod Brienne i pokonuje go (lecz nie rozbija). Prusacy jednak się przegrupowują i 1 lutego pod La Rothiere to oni zmuszają Napoleona do odwrotu. Obie strony jednak nie ustępują 2 lutego dochodzi do potyczki pod Champaubert, 3 lutego - pod Montmirail a 4 lutego pod Vauchamps - wszystkie one kończą się sukcesem Napoleona. 5 lutego zbiera się kongres w Chatillon-sur-Seine, gdzie koalicjanci proponują Cesarzowi powrót do granic Francji z 1791 r. (czyli bez całej Belgii, Sabaudii i Piemontu), Napoleon odmawia, więc 10 lutego kongres zawiesza swą działalność do 17 lutego, gdy ponownie pada ta sama propozycja, która raz jeszcze zostaje przez Napoleona odrzucona w bitwie pod Monterau (18 lutego), w której ponownie bije on koalicjantów. Jest jeszcze nadzieja, może znów wszystko się odwróci. Napoleon jest wykończony, nie śpi już kilka dób, tej nocy jednak zaraz po zwycięstwie zjawia się w swym polowym namiocie i rzuca się na łóżko, zmęczony jak kłoda. Natychmiast zapada w błogi sen. 

Śpi do południa dnia następnego, po czym pisze kolejny list do żony: "Moja dobra przyjaciółko, wczoraj wieczorem byłem tak zmęczony, że spałem osiem godzin bez przerwy. Każ wystrzelić trzydzieści razy na cześć bitwy pod Montereau ...". Ponownie odzyskuje inicjatywę strategiczną, wkracza do wyzwolonego od Rosjan Troyes. Mieszkańcy wiwatują na jego cześć, wojna wciąż jednak trwa, tym bardziej że 1 marca państwa koalicji anty-napoleońskiej, podpisują w Chaumont traktat, na mocy którego Wielka Brytania wypłaci każdemu z koalicjantów (Austria, Prusy, Rosja) po 5 milionów subsydiów, w zamian za co państwa te maja wystawić 150 000 żołnierzy do dalszej walki z Napoleonem, oraz zobowiązać się że nie zawrą z Nim separatystycznego pokoju. Sytuacja strategiczna ponownie się odmienia na niekorzyść Cesarza - 9 marca zostaje pobity pod Laon, wcześniej kapituluje twierdza Soissons. 12 marca Anglicy i Szkoci wkraczają do Bordeaux, gdzie gen. Wellington każe wywiesić flagę Francji rojalistycznej (biały sztandar ze złotymi liliami). Kolejne dni to kolejne porażki - 20-21 marca pod Arcis-sur-Aube, a 30 marca Francuzi (jednak nie Napoleon) ponoszą ostateczną klęskę na przedmieściach Paryża. Cesarzowa Maria Ludwika wraz z synkiem uciekają ze stolicy, miasto kapituluje dnia następnego - 31 marca, gdy wkraczają doń wspólnie car Aleksander I i król pruski - Fryderyk Wilhelm III. 




Napoleon dowiaduje się o upadku Paryża będąc w Fontaines-de-Juvisy ok. godziny 23:00. Pierwsze jego słowa brzmią: "Co z cesarzową, gdzie jest mój syn?". Nie zdążył, Paryż poddał się zbyt szybko, choć on już szedł stolicy na odsiecz. "Gdyby tylko utrzymali się jeszcze przez kilka godzin, zabrakło czterech godzin" - te słowa już jednak nie są w stanie zmienić tragicznego położenia, w jakim się znalazł. Co robić dalej? - myśli sobie, będąc już w Fontainebleau, wycofać się w stronę Orleanu i umocnić na linii Loary? Ale ... z kim? Wojsko jak wojsko, wierności dochowa, podobnie ludność, która wiwatuje w kolejnych mijanych miasteczkach, ale generałowie, marszałkowie ... ich męczy Jego energia, Jego zapał i chęć walki, oni już dawno skapitulowali, tylko jeszcze tego nie wyartykułowali. "Caulaincourt" - krzyczy, - ruszamy na Paryż, odbijemy miasto. Bzdura, nie ma już zapału, a mimo to Napoleon wciąż walczy - "W najbliższych dniach zaatakuję Paryż, liczę na was" - zwraca się do swych marszałków, odpowiada mu głucha cisza. Na ten widok (i być może pod wpływem stresów i obaw o rodzinę), dostaje mdłości, wymiotuje. Naprawdę jest aż tak źle? Przecież ma jeszcze 70 000 wiernych sobie żołnierzy, na ich czele wkroczy jeszcze do Paryża i odmieni sytuację. 

Nie ma już jednak zapału ani nadziei wśród oficerów. Berthier, McDonald, Oudinot, Lefebvre, Ney - wszyscy mają posępne miny, któryś zaczyn też coś przebąkiwać o abdykacji. Abdykacja - oto czego pragną. "Abdykuję" - mówi Cesarz dnia 6 kwietnia, zapytuje się jednak czy uznają cesarzem jego syna, a Marię Ludwikę za jego regentkę? Zgadzają się, wszystko zrobią by tylko już się poddał. "Tron to tylko kawałek drzewa obitego aksamitem" powtarza Cesarz, znów milczenie - abdykuj wreszcie - wręcz słyszy ich myśli. Nie ma rady, wszystko dobiegło końca. W poniedziałek 11 kwietnia 1814 r. Napoleon spisuje swoje oświadczenie: "Ponieważ sprzymierzone mocarstwa, uznały że cesarz Napoleon jest jedyną przeszkodą do ustanowienia pokoju w całej Europie, więc wierny swej przysiędze cesarz Napoleon oświadcza, że zrzeka się w imieniu własnym i swoich spadkobierców (taki był warunek mocarstw sprzymierzonych) tronu Francji i Włoch oraz że nie ma takiej ofiary osobistej, nawet ofiary życia, jakiej nie byłby gotów ponieść dla dobra Francji". 

W zamian za zrzeczenie się tronu Francji, mocarstwa koalicji przekazują Napoleonowi władanie maleńką wysepką - Elbą, zostawiają mu tytuł cesarza i coroczną pensję w wysokości 2 mln. franków. Co jednak się stanie z Marią Ludwika i jego synkiem? Cesarz Austrii - Franciszek I, ani razu nie zapytał się o jej zdrowie, nie wykazał nawet najmniejszego zainteresowania jej osobą, a przecież to on zmusił ją, swą córkę, do małżeństwa z Napoleonem, którego ona początkowo wcale nie pragnęła. Teraz odwraca się od niej - cóż to za ojciec? Ostatecznie Maria Ludwika otrzymuje dla siebie i syna księstwo Parmy, Piacenzy i Guastalli. W środę 20 kwietnia Napoleon po raz ostatni żegna się w Fontainebleau ze swoją gwardią cesarską i w towarzystwie Anglika - Campbella, Rosjanina - Szuwałowa, Prusaka - Walburg-Truchsessa i Austriaka - Kollera, opuszcza swój pałac udając się na Elbę. 





 CDN.
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz