Łączna liczba wyświetleń

środa, 11 stycznia 2023

UNIA POLSKO-LITEWSKO-MOSKIEWSKA - Cz. I

CZYLI 

WIELKIE POSELSTWO

ROKU 1600





"ZIEMIĘ ICH WZIĄĆ OBFITĄ, HARDOŚĆ IM UKRUCIĆ, WIARĘ I ZŁE ZWYCZAJE W LEPSZY RZĄD OBRÓCIĆ"

JAN PALCZKOWSKI
"KOLĘDA MOSKIEWSKA TO JEST WOJNY MOSKIEWSKIEJ PRZYCZYNY SŁUSZNE"
(1609)


W roku 1600 Rzeczospolita Polsko-Litewska była bodajże najpotężniejszym państwem ówczesnej chrześcijańskiej Europy. Imperium co prawda nie byliśmy nigdy, ale za to istniały ogromne możliwości, aby takie europejskie Imperium Polonorum stworzyć, zabrakło do tego tylko jednej podstawowej rzeczy - chęci. Polski bowiem charakter narodowy nigdy nie wytworzył w naszym narodzie potrzeby podboju, ekspansji i dominacji. Jeśli przeprowadzano ekspansje militarne (a w owym 1600 r. tak właśnie się stało, gdy Polacy i Rusini (Kozacy) - położyli kres rumuńskim planom zjednoczeniowym i zajęli Bukareszt dochodząc do Dunaju) to były one krótkotrwałe i nakierowane raczej na szybkie korzyści, bez planów dłuższej okupacji czy eksploatacji zajętego terytorium. Zresztą nie było potrzeby dokonywać ekspansji, gdyż rozszerzanie państwa postępowało na zasadzie dobrowolnych unii, a nie na zasadzie podboju i eksploatacji. Kraj był ogromny, na południowo-wschodnich rubieżach w ogóle nie zasiedlony, dlatego też dla każdego było wystarczająco dużo miejsca i ziemi do życia i nie potrzeba było dokonywać ekspansji czy wielkich zamorskich podbojów (jak czyniły to Hiszpania, Portugalia, Francja, Anglia czy nawet Szwecja) by zdobyć to, co i tak było na miejscu, a czego brakowało - można było sprowadzić. Kraj wówczas był bogaty a zapotrzebowanie na polskie zboże tak ogromne w Europie, że kilkukrotnie obawa jego wstrzymania prowadziła do kryzysu politycznego a nawet zapowiedzi wybuchu klęski głodu w krajach Europy Zachodniej. Ekspansja militarna była więc niepotrzebna.




Ale ekspansja nie była możliwa również dlatego, że Polacy nie byli narodem łupieżców. Jeśli miałbym nas scharakteryzować, to byliśmy podobni do owych tolkienowskich hobbitów z Shire, którzy cieszyli się spokojnym życiem i tym, co mają. Dlatego też nigdy nie mogliśmy stać się imperium gdyż umiłowanie spokoju i wolności przeczyło koncepcji silnej władzy imperialnej. Dominowało bowiem przeświadczenie o konieczności łączenia się z innymi państwami i narodami i tworzenia obopólnie korzystnych unii. A było czym się dzielić, gdyż w tamtym czasie bycie Polakiem oznaczało nie tylko dużą wolność osobistą i polityczną umocowaną w prawie, którego nawet król nie mógł złamać, ale przede wszystkim liczne przywileje. Nic więc dziwnego, że do Rzeczpospolitej ściągały wówczas tłumy Szkotów, Francuzów, Anglików, Niemców czy nawet Hiszpanów. Wszyscy bowiem chcieli żyć wolni i bezpieczni, z możliwością wyznawania takiej religii - jaką pragną, czy życia w taki sposób, jaki uważają za właściwy (i rzecz ta tyczyła się nawet tak mało istotnej kwestii, jak choćby... orientacja seksualna. W Polsce bowiem nigdy homoseksualizm nie był penalizowany i nigdy nikogo nie karano za tego typu stosunki, podczas gdy w Europie Zachodniej jeszcze w końcu XX wieku za praktykowanie homoseksualizmu można było trafić do więzienia. Homoseksualizm bowiem na naszych ziemiach nigdy nie był problemem natury prawnej, choć może czasem dowcipkowano sobie w towarzystwie, że ten czy tamten ma pewien defekt - nie może założyć rodziny).




Tak jak nie byliśmy narodem ekspansywnym, tak też bardzo często pragnęliśmy "podzielić się" naszymi wolnościami z innymi, w tym również z tymi, których uważaliśmy za totalnych niewolników władzy - czyli Moskalami, poddanymi cara. Pojawiło się też kilka propozycji zjednoczenia naszych krajów i narodów (tak, jak stało się z Litwinami czy Rusinami). Już Batory w 1586 r. proponował Moskwie unię z Rzeczpospolitą (w celu wspólnej rozprawy z Osmańską Turcją), ale jego śmierć w tymże roku i nieufność bojarów pokrzyżowała owe plany. Mimo to poeta Jan Jurkowski tak oto pisał w swym panegiryku "Hymenausie": "... kto zaś będzie taki, kto zjednoczy miłością Moskwę i Polaki?" I właśnie w 1600 r. ruszyło do Moskwy wielkie poselstwo pod przewodnictwem kanclerza wielkiego litewskiego - Lwa Sapiehy. Liczyło ono aż 1200 osób orszaku poselskiego, a celem poselstwa było przekonanie Moskwicynów do sojuszu i unii z Rzeczpospolitą. 

W tym czasie w Rosji panował car Borys Godunow. Nie był on spokrewniony z poprzednią dynastią Rurykowiczów, tak więc nie dzierżył stygmatu dziedzicznego pomazańca Bożego i miał mniej praw do czapki Monomacha, niż wiele żyjących w Rzeczpospolitej rodów, spokrewnionych z Rurykowiczami (takich jak choćby: Ostrogscy, Nieświccy a po nich Wiśniowieccy, Zbarascy, Zasławscy, Poryccy, Woronieccy, Czetwertyńscy, Ogińscy, Massalscy, Sokolscy, Puzynowie, Sołomereccy, Żyżemscy czy Szujscy). Ci jednak nie wysuwali pretensji do władzy nad schedą po Iwanie IV Groźnym i jego synu Fiodorze I. Fiodor był ostatnim przedstawicielem dynastii Rurykowiczów i panował w latach 1584-1598. Nie były to dobre dla kraju rządy a sam władca uchodził za "Bożego głupca" czyli człowieka nie do końca sprawnego umysłowo, co oczywiście nie przeszkadzało mu w sprawowaniu władzy, jako że w Rosji uważano że niedostatki umysłowe wcale nie szkodzą carstwu, a wręcz przeciwnie - służą jego chwale (i to była jedna z podstawowych różnic dzielących nasze kraje, gdyż w racjonalnej Rzeczpospolitej nie było możliwości wyboru durnia do władzy, gdyż jakakolwiek niedyspozycja umysłowa natychmiast eliminowała takiego kogoś z grona kandydatów do tronu).




Fiodor zaś był "słaby na umyśle" jak określił go kanclerz Sapieha, podczas swego wcześniejszego poselstwa do Moskwy. Ponoć cały czas się do siebie uśmiechał i bawił swymi insygniami koronnymi, a wedle Petrejusa z Erlesundy, kazał też bić w dzwony i wsłuchiwał się w ich dźwięki. Realnie więc jeszcze podczas jego panowania, krajem rządził Borys Godunow, który całkowicie podporządkował sobie ułomnego cara. Fiodor był trzecim synem Iwana Groźnego i drugim, który dożył dorosłości. Jego starszego o trzy lata brata - Iwana, ojciec zabił podczas kłótni, uderzając go posochem (okutym berłem) w głowę (1581 r.). A Iwan był rezolutnym i energicznym księciem, który miał szansę stać się silnym i dobrym władcą (podobnie jak książę Mustafa, zamordowany przez swego ojca - Sulejmana Wspaniałego w 1553 r). Najmłodszy zaś syn Iwana Groźnego - został zamordowany w wieku dziesięciu lat w Ugliczu (1591 r.) zapewne z polecenia Borysa Godunowa. Tym samym droga do władzy stanęła przed Borysem otworem, gdy w 1598 r. car Fiodor Iwanowicz zmarł. Wówczas, wbrew moskiewskiej tradycji, "przyjęto tu polską metodę wyłaniania władcy" - jak pisał amerykański badacz kultury rosyjskiej James H. Billington. Nowego cara wybrał Sobór Ziemski. Borys Godunow pragnął zreformować państwo, widząc jak wiele jest pozostałości z czasów niewoli mongolskiej i jak silne są zabobony Cerkwi prawosławnej (np. gdy w 1595 r. Godunow pragnął utworzyć pierwszy uniwersytet w Moskwie, napotkał tak silny opór Cerkwii - której przedstawiciele twierdzili że łacina zaprowadzi prawosławnych wiernych po władzę szatana, oraz że nie należy studiować ksiąg, a trzeba je palić, gdyż także są dziełem szatana - że musiał z tego pomysłu zrezygnować). 

Wszelka nauka i oświata, oraz reforma Cerkwi prawosławnej, zawsze szła do Moskwy z Ukrainy - a konkretnie z Kijowa (a tam docierały naukowe nowinki ze Lwowa i Krakowa szlakiem łacińskich misjonarzy). Wszystko, co w religii rosyjskiej było wziosłe a jednocześnie nie było tępym zabobonem, pojawiło się tam właśnie z polsko-ruskiej Ukrainy o czym kiedyś już nieco więcej pisałem. Zamiłowanie do czytania Pisma Świętego, do studiowania łaciny (która w Polsce była drugim oficjalnym językiem kraju, rozpowszechnionym nie tylko wśród szlachty, ale również mieszczan i chłopców dzięki sieci szkół parafialnych), oraz do zdobywania wszelkiej wiedzy, szła zawsze do Moskwy z kierunku polsko-litewsko-ruskiego. I to mogło nawet być korzystne dla Godunowa, ale Unia z Rzeczpospolitą i przyznanie tych samych praw bojarom, jakimi cieszyła się polska szlachta, było wielkim niebezpieczeństwem dla jego władzy. Dlatego też na niewiele zdały się apele kanclerza Sapiehy: "Myśmy z wami Słowacy (Słowianie) narodu jednego, Boga z wami chwalimy, w Trójcy jedynego". Car nie chciał słyszeć o unii i nie chciał też w Rosji żadnych wolności, dlatego też wielkie poselstwo kanclerza Sapiehy niewiele osiągnęło. Po pięciu miesiącach swego pobytu w Moskwie (październik 1600 - marzec 1601) zawarto jedynie 20-letni rozejm.

Warto jeszcze dodać, że pierwszą mapę Moskwy wykonali Polacy i Litwini, którzy przybyli tam, wraz z carem Dymitrem I Samozwańcem w latach 1605-1606. Było to wówczas ogromne osiągnięcie w Rosji, gdyż Cerkiew zdecydowanie sprzeciwiała się nauce geometrii i matematyki jako... dzieł szatana.


MOSKWA w  1612
(W 1610 r. zdobyta i obsadzona przez Polaków i Litwinów)





CDN.

wtorek, 10 stycznia 2023

ZABAWNE SCENY Z POLSKICH FILMÓW I SERIALI - Cz. XXIV

MAKSYMILIAN "BYKU" MYRDAL 




DZIŚ MAŁY POWRÓT DO PRZESZŁOŚCI SPRZED PONAD DWUDZIESTU LAT Z SERIALU "MIODOWE LATA" I JEDNA Z NAJLEPSZYCH SCEN,CZYLI WIZYTA W DOMU KRAWCZYKÓW PIŁKARZA MAKSYMILIANA "BYKU" MYRDALA ("CIEKAWY PRZYPADEK, DOZNAŁ KONTUZJI I CAŁKOWICIE SIĘ ZAŁAMAŁ" - JAK MÓWIŁ O NIM DOKTOR ZAWISZA). WIZYTA "SPORTOWCA" ZWIĄZANA JEST Z CHĘCIĄ POZNANIA PRZEZ PANIĄ HALINĘ KRAWCZYK (W TEJ ROLI KATARZYNA ŻAK) I PANIĄ DANUTĘ NOREK (GRANA PRZEZ DOROTĘ CHOTECKĄ) FASCYNACJI, JAKĄ ICH MĘŻOWIE (KAROL KRAWCZYK/CEZARY ŻAK I TADEUSZ NOREK/ARTUR BARCIŚ) DARZĄ PIŁKĘ NOŻNĄ I WYCHODZI Z TEGO SZEREG ZABAWNYCH NIEPOROZUMIEŃ.


3:27 - "Może kompotu?"

"Nie, dziękuję, ja sportowcem jestem 😁"
 
3:35 - "Normalnie kurde jak się budzę, to pakuję łeb do wiadra i się normalnie super czuję, a dzisiaj się budzę, pakuję łeb do wiadra, a tam sucho. Normalnie kurde zapomniałem kupić żelu"

"To pan trzyma żel w wiadrze?"

"A gdzie?!" 😊

4:17 - "Co pan czuje, jak pan tak gra?"

"To zależy"

"Od czego?"

"Jak co się czuje? Jak się wszyscy umyją to się nic nie czuje". ☺




I NA KONIEC JESZCZE BONUS Z INNYM "DEGENERATEM" Z ULICY WOLSKIEJ - ROMANEM KURSKIM:



"Pod celą, pod celą, poezje się mielą..."



I "Czarna elka w kółeczku się mieni..."



DOBREJ NOCY

niedziela, 8 stycznia 2023

WŁADCZYNIE - ZAPOWIEDŹ

  KOBIETY U WŁADZY W WYBRANYCH KRAJACH EUROPY




W tej serii pragnę zająć się opowieścią o dziejach władczyń lub po prostu królowych - stojących u boku swych mężów i wspierających ich w istotnych dla państwa decyzjach. Postanowiłem na początek opisać wszystkie małżonki królów Polski, następnie Francji, potem Anglii/Wielkiej Brytanii, następnie zajmę się mało znanymi małżonkami osmańskich władców - które to nie były sułtankami (był to bowiem pierwotny okres budowy państwa osmańskiego, gdy turecku siły ani brali sobie za żony bizantyjskie, greckie i latyńskie księżniczki o których potem zapomniano). To na sam początek, potem może zajmę się jeszcze królowymi Hiszpanii (wśród których była w średniowieczu jedna Polka) i zobaczymy co dalej. 

Co się zaś tyczy polskich królowych, to jednak nie zamierzam sięgać zbyt daleko w przeszłość, a skupię się na tych kobietach, które były królowymi od czasów przywrócenia monarchii polskiej w 1320 r., pomijając cały szereg królowych, księżniczek i księżnych z okresu wczesnopiastowskiego i rozbicia dzielnicowego (o nich może też jeszcze kiedyś napiszę oddzielną serię). Postanowiłem jednak skupić się na okresie po roku 1320, ponieważ wówczas jes już zachowana ciągłość koronacyjna i każdy kolejny polski władca był wówczas koronowanym królem - a nie księciem (jak to często bywało w przeszłości), a to oznacza, że koronowane (choć nie zawsze) były i ich małżonki (ale nawet jeśli nie były koronowane, to i tak przysługiwał im tytuł królowych - jako małżonek króla).

W temacie tym, skupiał będę się głównie na samych kobietach i ich życiu na królewskich dworach (a to oznacza, że wydarzenia z nimi bezpośrednio nie związane, przedstawię w mniejszym lub większym skrócie). Wyjątek czynię jedynie dla osoby królowej Jadwigi - jako że ona panowała nie jako królowa, a jako król i choć miała męża (Jogaiłłę, Władysława II Jagielłę) to ona była najważniejszym monarchą (świadczy o tym fakt, że po jej śmierci (w 1399 r.), panowie polscy zastanawiali się, czy Jagiełło dalej może być królem. Ostatecznie uznano że nie ma sensu szukać nowego władcy (skoro stary jest jeszcze całkiem niezużyty 😁) i tak już zostało. Jadwiga była pierwszą żoną Władysława Jagiełły, ale przedłużył swój ród i założył dynastię Jagiellonów, dopiero ze swoją czwartą żoną - Zofią (Sonką) Holszańską.


JADWIGA I JAGIEŁŁO 



JAGIEŁŁO I SONKA HOLSZAŃSKA



To tyle jeśli chodzi o zapowiedź tej serii. Pierwszą królową od której zacznę, będzie więc małżonka Władysława I Łokietka - Jadwiga Kaliska (matka Kazimierza Wielkiego) i córka sławetnej Jolenty Węgierskiej (siostry św. Kingi i córki cesarzówny bizantyjskiej - Marii Lascaris). Ostatnią królową polską, będzie zaś Maria Józefa Austriaczka - żona króla Augusta III Sasa, zmarła w listopadzie 1757 r. w okupowanym przez Prusaków Dreźnie (jako że ostatni król Polski, Stanisław August Poniatowski nigdy się nie ożenił).




Zapraszam zatem do lektury nowej serii.


CDN.

wtorek, 3 stycznia 2023

PREZYDENT!

Z DZIEJÓW

PRIWISLENIJE





"JESTEM STARYNKIEWICZ, PREZYDENT MIASTA. PO POLSKU NIESTETY NIE MÓWIĘ, ALE ROZUMIEM. RACZ PAN WIĘC W ROZMOWIE NASZEJ UŻYWAĆ SWOJEGO JĘZYKA"

SOKRATES STARYNKIEWICZ W ROZMOWIE Z PUBLICYSTĄ ALEKSANDREM ŚWIĘTOCHOWSKIM





 Był to jeden z największych prezydentów Warszawy, a właściwie jeden z dwóch największych prezydentów tego miasta i można go porównać tylko do wielkiego Stefana Starzyńskiego (prezydenta Warszawy w latach 1934-1939), obaj bowiem zasadniczo odmienili oblicze stolicy Polski. Starzyński uczynił z Warszawy nowoczesną metropolię na miarę drugiej połowy XX wieku, zaś Starynkiewicz wprowadził miasto z XVIII bezpośrednio w XX wiek.

Sokrates Starynkiewicz, niesamowity Rosjanin, prawdziwy Warszawiak z serca i umysłu, został prezydentem miasta w listopadzie roku 1875. Miał wówczas 55 lat. Wcześniej służył w armii i brał udział w stłumieniu Powstania Węgierskiego z lat 1848-1849 (Moskwa wsparła wówczas Austrię Habsburgów w stłumieniu węgierskich marzeń o wolności i niepodległości). Następnie pełnił urząd zastępcy kancelarii gubernatora Noworosyjskiego i Besarabskiego - hrabiego Pawła Kotzube, a jeszcze wcześniej zarządzał dobrami jednego z najbogatszych ówcześnie ludzi Imperium Rosyjskiego - księcia Anatola Demidowa Sandonato (powiększając jeszcze jego majątek o kilkaset tysięcy rubli rocznie, co spowodowało że Sandonato nie chciał Starynkiewicza od siebie wypuścić). Jednocześnie sam Starynkiewicz żył bardzo skromnie i to zarówno wtedy, jak i potem, gdy był już prezydentem Warszawy  (utrzymywał się jedynie z pensji). Był kryształowo uczciwym człowiekiem (i tutaj przypomina mi się sławetna trójca: Piłsudski, Sławek, Prystor, czyli grupa wyjątkowo uczciwych - i to wręcz do przesady, przyznam się szczerze że ja chyba aż tak powsciągliwie i ubogo nie potrafiłbym żyć - ludzi. Zresztą w owej tak postponowanej przez endeków i komunistów tzw. "grupie pułkowników" było większość takich właśnie ludzi, ale ci trzej byli uczciwi aż do przesady. Marszałek Piłsudski nie pobierał pensji za pełniony przez siebie urząd Generalnego Inspektora Sił Zbrojnych i miał tylko dwa niewielkie dworki - jeden ofiarowany mu przez społeczeństwo w Sulejówku, a drugi w Druskiennikach nad granicą z Litwą, który otrzymał jako żołnierz po zwycięskiej Wojnie z Bolszewikami w 1920 r. w ramach zagospodarowania wyludnionych terenów przez osadników polskich. Utrzymywał się więc właściwie tylko z wykładów, książek i ewentualnie darowizn i gdy umierał w maju 1935 r. niewiele pozostawił żonie i córkom. Jego dewizą było bowiem stwierdzenie iż nie ma prawa obciążać odrodzonego państwa swymi prywatnymi potrzebami - i to tego samego państwa, którego był jednym z największych wskrzesicieli. W ślady Marszałka poszedł Walery Sławek. Ten pułkownik Wojska Polskiego, marszałek sejmu i premier, mieszkał w małym, dwupokojowym mieszkaniu i miał problem z jego opłaceniem, a w końcu został zmuszony do jego opuszczenia na krótko przed swą śmiercią w kwietniu 1939 r. Zaś Aleksander Prystor - pułkownik Wojska Polskiego i premier, mieszkał wraz z żoną w drewnianej chacie, a jego całym majątkiem był koń. Takie to były postawy, tacy ludzie - dziś wręcz jest to nieprawdopodobne).


OD LEWEJ: WIENIAWA, PIŁSUDSKI, PRYSTOR, STACHIEWICZ



Warszawa długo czekała na takiego prezydenta, jakim był Sokrates Starynkiewicz. Miasto to zostało nieformalną stolicą Rzeczypospolitej w 1611 r., ale nigdy nie dorównało Krakowowi. Warszawa wcześniej (do 1526 r.) była siedzibą książąt mazowieckich i byla małym, słabo zaludnionym i... brudnym miastem. Stan ten praktycznie (z niewielkimi zmianami) utrzymał się aż do połowy XIX wieku. Wówczas stało się to szczególnie uciążliwe, biorąc pod uwagę jak rozwijały się miasta takie jak Wiedeń, Berlin, Rzym nie mówiąc już o Paryżu czy Londynie. Tam powstawały nowe ulice, promenady, jeździły elektryczne tramwaje, było metro a ulice oświetlano lampami elektrycznymi. Warszawa w drugiej połowie XIX wieku, wciąż jeszcze przypominała miasto z wieku XVIII. Nie było kanalizacji, ulice wciąż pokryte były "kocimi łbami", jeździły tramwaje konne a miasto miało oświetlenie gazowe. Nie dość na tym. Z powodu braku kanalizacji, jak pisał do cara Aleksandra II Paweł  Kotzube: "Nieczystości wyciekają z podwórek na ulice odkrytymi rynsztokami, wydzielając paskudne zapachy, a potem wpadają do kanałów odpływowych, zbudowanych w większości z drewna w dawnych czasach, bez jakiegokolwiek planu. Kanały te znajdują się w całkowicie niezadowalajacym stanie: gnija, często się zapadają i nieustannie są zapychane. Na dodatek kanały te nie odprowadzają wód powierzchniowych, które powodują wilgoć w domach, zalewają cmentarze  (...) jednocześnie istniejący w Warszawie wodociąg pobiera wodę z Wisły dokładnie tam, gdzie wypływają nieczystości z kanałów miejskich". 

To powodowało że woda w Warszawie była "niesmaczna" a herbata często zmieszana była z piaskiem  (szczególnie w okresach przypływu Wisły). Do tego dochodziły jeszcze problemy z higieną mieszkańców miasta (pisałem już, że w wieku XVIII i XIX Polaków ogarnęła jakąś dziwna moda na niemycie się. Jeden z najczystrzych narodów Europy od czasów wczesnego średniowiecza (wystarczy wspomnieć tylko że panujący w latach 992-1025 Bolesław I Chrobry - pierwszy król Polski realnie od 1000 r., najczęściej przyjmował swych poddanych w... łaźni), w połowie wieku XVIII stał się narodem brudasów. Już Bolesław Prus narzekał iż: "Lud nasz myje się rzadko, a kąpie prawie nigdy". Codzienna higiena ograniczała się do splukania twarzy i rąk. Nieprawdopodobna zmiana, która zaczęła się w czasach upadku państwa, tak, jakby wraz z upadkiem Rzeczpospolitej zniknęła też potrzeba dbania o czystość własnego ciała).

Sokrates Starynkiewicz zaplanował więc budowę kanalizacji miejskiej, choć napotykał na tej drodze duże przeszkody. Najpoważniejszą z nich był ostry sprzeciw bogatych warszawskich kamieniczników z bankierem Janem Gotlibem Blochem na czele. Twierdzili oni, że kanalizacja "jest szkodliwa dla zdrowia" i "zabójcza dla rolnictwa", gdyż pozbawiała je cennych nawozów (tak naprawdę jednak sprzeciw bankierów spowodowany był odmową Starynkiewicza skorzystania z ich ofert kredytowych, a finansował inwestycję z nisko oprocentowanych obligacji miejskich. Mało tego, dla dobra inwestycji Starynkiewicz wykładał pieniądze własne i swojej rodziny i cierpliwie czekał kilka lat na zwrot tej pożyczki). Pracę rozpoczęto w kwietniu 1881 r. i trwały one siedem lat. W 1888 r. Warszawa miała już 42 km. tuneli kanalizacyjnych i 107 km. rur wodociągowych, a co ważne, wszystkie surowce wykonane zostały z krajowych komponentów. Należy jeszcze dodać, że Warszawa otrzymała kanalizację wcześniej niż Petersburg, wówczas stolicą Imperium Rosyjskiego.




Nie była to zresztą jedyna zasługa Starynkiewicza dla Warszawy. Za jego prezydentury  (1875-1892) zasadzono w mieście ponad 5000 nowych drzew, odnowiono kilkanaście zaniedbanych skwerów, rozbudowano Ogród Saski i Ogród Krasińskich obsadzając je pięknami klombami. Rozbudowano też sieć szpitali i ośrodków medycznych. W 1882 r. w mieście pojawiły się pierwsze telefony, a 1884 r. Warszawa oświetlona została pierwszymi latarniami elektrycznymi. Otwarto nowe parki: Agrykolę i Park Skaryszewski, powstał rynek Mirowski. Sokrates Starynkiewicz dbał także o budowę nowych kościołów katolickich (choć sam był prawoslawnym), powstał Kościół katedralny św. Anny i Kościół Wszystkich Świętych. W 1884 r. stworzono cmentarz Brudnowski.

Za czasów prezydenta Starynkiewicza często w miejskim Ratuszu organizowano akcje dobroczynne ze wsparciem dla ubogich, dla samotnych matek z dziećmi i dla sierot. Starynkiewicz rezygnował też z pobierania należnych mu środków z różnych tytułów (wpłacając tę pieniądze do budżetu miasta - co nie podobało się jego żonie), a często nawet wydawał pieniądze własnej rodziny na zakup różnych potrzebnych sprzętów (np. pożyczył od córki pieniądze na zakup pogłębiarki dna Wisły). Starynkiewicz ostro też traktował nieuczciwych urzędników (którzy często brali łapówki za przyznawanie różnych koncesji czy zezwoleń), niszczył tym samym ich interesy, co powodowało że był przez nich bardzo nielubiany (często pisali na niego skargi do cara, zarzucając mu "polonofilstwo" lub "opolaczenie". W rzeczywistości Starynkiewicz był rosyjskim patriotą lecz jednocześnie miłośnikiem Warszawy. Uwielbiał miasto i jego mieszkańców, był serdeczny, żył cicho, skromnie czym zjednywał sobie sympatie Warszawiaków).

Gdy w 1892 r. z powodu stanu zdrowia zrezygnował z dalszej prezydentury, spotkało się to z powszechnym żalem, a jego dom na ulicy Rysiej był wciąż odwiedzany przez mieszkańców, którzy traktowali Starynkiewicza jako "prezydenta na emeryturze". Gdy zmarł w 1902 r. tłumy Warszawiaków wzięły udział w jego pogrzebie. "Rdzenny Rosjanin dzięki swej uczciwości i sprawiedliwości, humanitarnemu traktowaniu interesów ludności, jej języka i cech odrębnych, zyskał popularność w takim stopniu, że ludność miejska zwała go zazwyczaj "naszym prezydentem" i wyrażała mu wszelkimi sposobami sympatię. Tysiące ludzi, stojących na ulicach w czasie pochodu pogrzebowego, były oczywistym dowodem, ze zmarły generał był tu bardzo lubiany" - jak o Starynkiewiczu pisała warszawska prasa rosyjskojęzyczna. 




W 1907 r.  wdzięczni mieszkańcy wystawili pomnik Starynikewiczowi, który 4 czerwca stanął przy ulicy Koszykowej 81. Po odzyskaniu przez Polskę Niepodległości w listopadzie 1918 r. wszędzie niszczono pozostałości rosyjskiej bytności w mieście, ale popiersia Starynkiewicza nikt nie odważył się ruszyć. Zostało ono  zniszczone dopiero w czasie Powstania Warszawskiego w sierpniu 1944 r., ale w roku 1996 zostało odtworzone i powróciło na swoje pierwotne miejsce.




niedziela, 1 stycznia 2023

MIKOŁAJ NIE ŚWIĘTY I SIEDMIU ŁAJDAKÓW

Z DZIEJÓW

PRIWISLENIJE






"OSIEM LWÓW, CZTERECH PTAKÓW PILNUJE SIEDMIU ŁAJDAKÓW"





Dziś, jeszcze w starym roku, pragnę na krótko powrócić do tematyki rosyjskiej, ale pomijając współczesność,przenoszę się (wraz z Wami, czytelnikami tego bloga) do XIX wieku. Chciałbym bowiem poruszyć temat stosunków polsko-rosyjskich na przykładzie trzech wizyt cara Rosji - Mikołaja I Romanowa w Królestwie Kongresowym (Priwislinskim Kraju - czyli tej części ziem dawnej Rzeczpospolitej, które znalazły się pod moskiewskim zaborem), z lat 1838, 1840 i 1841, ze szczególnym uwzględnieniem tej ostatniej daty, jako że wówczas doszło do otwarcia pomnika tzw. "Siedmiu oficerów lojalnych wobec swego króla" (którym w latach 1815-1831 był właśnie car Mikołaj I). Oficerowie ci, zostali zamordowani na początku Powstania Listopadowego w listopadzie 1830 r. za odmowę przyłączenia się do owej insurekcji. Od razu też pragnę wyjaśnić (biorąc pod uwagę tytuł) że ja takich mordów nie pochwalam, tym bardziej, że ci oficerowie (Potocki, Siemiątkowski, Trębicki, Hauke, Blumer, Nowicki i Mecieszewski) zasłużyli się znacznie w czasach Napoleońskich, podobnie jak np. Józef Zajączek, w latach 1815-1826 carski namiestnik Królestwa Polskiego. Zarówno on, jak i oni są bowiem doskonałym przykładem, jak piękną kartę swego życiorysu można zamienić w... gówno). Ci zaś, którzy ich zamordowali, niekoniecznie musieli być ludźmi o szlachetnych intencjach, mimo to jednak ich postawa była wybitnie demotywująca i podobnie jak postawa późniejszych dowódców powstańczych, nie sprzyjała szybkiemu wygraniu Wojny o Niepodległość w roku 1831 i przeniesieniu walk na tereny Ukrainy, Litwy i Białorusi - ludzie ci myśleli bowiem tylko o szybkim zakończeniu walk i dogadaniu się z carem, co powodowało spory dysonans pomiędzy niezwykle bojowo usposobionym korpusem oficerskim średniego i niższego szczebla jak również całym ówczesnym Wojskiem Polskim oraz patriotycznie zmotywowaną młodzieżą (jak bowiem pisał w 1839 r. brytyjski konsul w Warszawie - John Charles Barnett: "Surowość kary (...) zwiększa tylko z każdym dniem niepopularność Rosjan, zwłaszcza w szkole silny duch narodowy ujawnia się nieustannie, a każdy dwunastoletni chłopiec ma się za patriotę"). Dlatego też postawa owych siedmiu oficerów nie mogła być powszechnie akceptowalne.

Świadczą o tym również dzieje owego monumentu, postawionego na Placu Saskim w Warszawie w listopadzie 1841 r. Wypisano na nim nazwiska siedmiu oficerów, dodając że zginęli za wierność swojemu królowi (co ciekawe, wdowa po generale Potockim, prosiła listownie cara Mikołaja, aby ten nie umieszczał nazwiska jej męża na owym cokole, twierdząc iż "nie zasłużył na taki zaszczyt", car jednak odrzucił jej prośbę). Pomnik w formie małego obelisku, miał u swej podstawy osiem spiżowych lwów, a nieco wyżej umieszczone zostały cztery dwugłowe rosyjskie orły, stąd bardzo szybko monument ów otrzymał prześmiewczą nazwę, nadaną mu przez mieszkańców Warszawy, a brzmiała ona właśnie tak: "Osiem lwów, czterech ptaków pilnuje siedmiu łajdaków". Pomnik znajdował się pod ciągłą obserwacją (zawsze przy nim stacjonował jakuś ruski sołdat), gdyż ciągle dochodziło na nim do różnych aktów wandalizmu. Przylepiano na nim kartki (tzw.: paskiewiczówki, od nazwiska carskiego namiestnika Królestwa - Iwana Paskiewicza) z prześmiewczym przesłaniem (raz nawet taką kartkę przyklejono na plecach owego żandarma pilnujacego pomnika). Kilka razy próbowano go wysadzić w powietrze, ale ostatecznie przetrwał te wszystkie ataki i został rozebrany dopiero w 1917 r. (po abdykacji cara Mikołaja II) oczywiście za zgodą okupujących wówczas miasto władz niemieckich. Był to przedsmak tego, co miało nastąpić już po odzyskaniu Niepodległości i swoistej derusyfikacji Warszawy, prowadzonej od początku lat 20-tych XX wieku w czasie której usunięto większość rosyjskich cerkwi lub ponownie zamieniono je na katolickie Kościoły .




Tak to zatem wyglądało, ale wracając do XIX stulecia słów jeszcze parę powiem na temat wizyt cara Mikołaja w  wyżej wspomnianych latach. Otóż Powstanie w Królestwie Polskim wybuchło w listopadzie 1830 r. Był to rewolucyjny czas w całej Europie, niedawno zakończyła się Wojna o Niepodległość Grecji (1821-1829), która dzięki Wielkiej Brytanii i Francji, wyzwoliła się z tureckiego jarzma. Sama zaś Turcja popadła w długotrwały konflikt z Egiptem paszy Mohameda Alego (1831-1839). We Francji Rewolucja Lipcowa zrzuciła z tronu króla Karola X, a w jego miejsce wprowadzono Ludwika Filipa z orleańskiej linii Burbonów (1830). Belgia wyzwoliła się od Holandii (1830, choć niepodległość tego kraju uznana została dopiero w 1839 r.). W Wielkiej Brytanii trwał konflikt o nowe ułożenie reprezentacji miast i rozkładu głosów w parlamencie  (zakończony ostatecznie w 1832 r.). W Hiszpanii narastała wrogość zwolenników księżniczki Izabeli - córki Ferdynanda VII i jego brata don Carlosa, zakończonej wybuchem trzech wojen karlistowskich, toczonych z przerwami w latach 1833-1876. W Italii zyskiwała popularność idea Risorgimento - zjednoczenia Włoch (Garibaldii, Mazzini). Zaś w krajach języka niemieckiego trwała zimna wojna o dominację Prus i Austrii. A poza tym jak zwykle, codzienne problemy ludzi tamtych czasów  (np. walka o ograniczenie zatrudniania dzieci w przemyśle i w kopalniach - w Wielkiej Brytanii takie prawo weszło w 1833 r. jako pierwsze w Europie) i rozbudowa sieci kolejowej (pierwsza linia kolejowa została otwarta w Wielkiej Brytanii w 1825 r. między Stockton a Darlington, w Niemczech w Bawarii w 1835, we Francji w 1837 między Paryżem i Saint- Germain, a na ziemiach polskich Kolej Warszawsko-Wiedeńska powstała w latach 1846-1847. Taka była ówczesna rzeczywistość.

Car Mikołaj I nie ufał Polakom po Powstaniu Listopadowym, które to o mały włos zakonczyloby się klęską Rosji (Armia rosyjska mając ponad trzykrotną przewagę nie była w stanie pokonać w polu Wojska Polskiego, co doprowadzało cara do furii, natomiast jego brat, wielki książę Konstanty - choć musiał uciekać przed powstańcami, cieszył się z sukcesów Polaków). Dlatego też po stłumieniu Powstania, car odebrał Królestwu Polskiemu konstytucję i zniósł jego samodzielność i odrębność od Rosji, powołując tzw. Statut Organiczny (1832 r.). Wielu Polaków sądziło, że przyjazd cara do Królestwa spowoduje pewne łaski dla kraju, jak choćby zniesienie stanu wyjątkowego, wprowadzonego w 1833 r. Jego przyjazd w lipcu 1838 r. był jednak jednym wielkim rozczarowaniem. Brytyjski poseł - Barnett tak oto pisał o polskim społeczeństwie w raporcie z 1838 r.: "Towarzystwo warszawskie, które przed rewolucją składało się ze wszystkich prawie głównych rodzin polskich, obecnie ogranicza się do niewielu, które tu jeszcze rezydują, raczej z obawy, że ich nieobecność byłaby poczytania za niechęć do rosyjskiego rządu i podany ich w podejrzenie, aniżeli z chęci włączenia się do towarzystwa w jego obecnym składzie. Rosjanie i Polacy spotykają się w towarzystwie, na pozór po przyjacielsku. (...) Rosjanie są to albo oficerowie, albo wyżsi urzędnicy cywilni. Bardzo zwraca uwagę prawie całkowity brak młodych ludzi cokolwiek znaczących (...) budzi satysfakcję obserwowanie ich właściwej postawy, która ich skłania do obchodzenia się bez zabaw w stolicy (...) z ludźmi, w których upatrują najzaciętszych wrogów swego kraju. Wiele znanych mi rodzin, osiadłych w Warszawie, żyje bardzo w odosobnieniu i nie ukazuje się nigdy publicznie - takich ludzi obserwuje bacznie policja". W takiej atmosferze przyjazd cara (i króla) była nadzieją na nowe otwarcie i nastanie lepszych czasów. Wszystko to okazało się jednak  mrzonkom.

Car przyjechał, lecz swoje kontakty ograniczył do minimum i ku powszechnemu rozczarowaniu nie spotkał się z nikim - wcześniej apelującym o audiencję, a jedynie z przedstawicielami wojska, Rady Stanu i duchowieństwa. Nie odwiedził nawet specjalnie dla niego przygotowanej wystawy wyrobów przemysłu krajowego, nie pokazał się też publiczności w czasie uroczystego przedstawienia w Łazienkach. Ogólne wrażenie tej wizyty zostało bardzo negatywnie odebrane przez mieszkańców Warszawy i jeszcze bardziej pogłębiło ich niechęć do osoby Mikołaja.

Kolejna wizyta, do której doszło we wrześniu 1840 r. też okazała się nieudana. Tym razem jednak car przyjechał z małżonką- Aleksandrą Fiodorowną. Wiele też sobie obiecywano po tej wizycie, a zakończyło się skandalem. Otóż para cesarska urządziła przyjęcie w Pałacu w Łazienkach, na które m.in. zaproszono rosyjskie i polskie damy z warszawskich rodów. Spodziewano się że oto wreszcie dojdzie do przełamania impasu i polepszenia stosunków polsko-rosyjskich i przyznania pewnych ulg dla Królestwa. Okazało się jednak że nie oto chodziło moskiewskiemu monarsze. Wszystkie damy zostały zmuszone do przystrojenia się w rosyjskie stroje, a następnie wzięły udział w uroczystości dziewiątej rocznicy zdobycia przez Rosjan Woli (na szańcach Woli w obronie Warszawy zginął we wrześniu 1831 r. gen. Józef Sowiński. Wdowa po nim, generałowa Katarzyna Sowińska była postacią bardzo szanowaną w mieście, a jej śmierć w czerwcu 1860 stała się podstawą do zorganizowania wielkiej patriotycznej manifestacji, której brutalne stłumienie, było jednym z powodów wybuchu w 1863 r.  Powstania Styczniowego). Wizyta więc pary cesarskiej zakończyła się ponownie całkowitym rozczarowaniem.






Do kolejnej wizyty cara w Warszawie doszło w listopadzie 1841 r. i było związane właśnie z odsłonięciem pomnika "siedmiu łajdaków". Początkowo planowano huczną uroczystość, połączoną z wystrzałami artyleryjskimi (przywołującymi w pamieci szturm Warszawy sprzed dziesięciu lat) oraz z iluminacjami świetnymi (fajerwerkami), ostatecznie jednak z tego zrezygnowano. 
Ograniczono się jedynie do parady wojskowej 8 tys. żołnierzy przed pomnikiem i mszy pontyfikalnej na Placu Saskim. Mikołaj bowiem nie ufał Polakom, twierdził wręcz otwarcie że nasz naród jest jawnie rusofobiczny i że powodem tego było przede wszystkim katolickie wychowanie polskiej młodzieży, dlatego też włączył budynek dawnej szkoły pijarów Collegium Nobilium w obręb wznoszonej od 1832 r. Cytadeli warszawskiej, symbolu moskiewskiego zniewolenia kraju.


BÓG WYRZEKŁ SŁOWO "STAŃ SIĘ".
BÓG I "ZGIŃ" WYRZECZE,
KIEDY OD LUDZI 
WIARA I WOLNOŚĆ UCIECZE,
KIEDY ZIEMIĘ 
DESPOTYZM I DUMA SZALONA,
OBLEJĄ JAK MOSKALE
 REDUTĘ ORDONA
KARZĄC PLEMIĘ ZWYCIĘZCÓW 
ZBRODNIAMI ZATRUTE,
BÓG WYSADZI TĘ ZIEMIĘ,
JAK ON SWĄ REDUTĘ



To tyle na dziś. Wybaczcie mi tę i kilkunastodniową absencję, ale niestety muszę jeszcze trochę odpocząć. Ja bowiem tak już mam, że jak pracuję, to pracuję - nawet parę lat bez przerwy, ale przychodzi taki czas, że potrzebuję przerwy i wtedy biorę dłuższy urlop. Wkrótce wracam z nowymi pomysłami i planami, tak więc czekajcie cierpliwie. I oczywiście:


WSZYSTKIM CZYTELNIKOM MOJEGO BLOGA ŻYCZĘ SZCZĘŚLIWEGO, RADOSNEGO I SPOKOJNEGO 2023 ROKU


PS: Bardzo przepraszam za literówki,  ale związane to było z faktem iż pisałem na szybko z telefonu i nie przeprowadziłem korekty. Teraz to wszystko naprawiłem i tak też wygląda moją myśl (a pisałem to głównie z pamięci) już po korekcie.


sobota, 24 grudnia 2022

ZDROWYCH I SPOKOJNYCH ŚWIĄT BOŻEGO NARODZENIA

 Wszelkiej pomyślności, szczęścia i radosnych chwil w ten zbliżający się czas Świąt Bożego Narodzenia, życzy wszystkim Czytelnikom autor tego bloga.




Ponieważ jednak przed nami wciąż trudny czas ludzkiego cierpienia i wojennych traum milionów Ukraińców, nasze codzienne sprawy mimo wszystko muszą zejść na drugi plan.  Dlatego też przedstawiam kilka nieświątecznych a zabawnych mężów, ukazujących prawdziwe oblicze moskiewskich najeźdźców:  

Najpierw jednak piękniejsze oblicze tej wojny






Krwawiąca Ukraina 



Ukraina walczy 
 







Prawdziwy obraz Rosji i Putina 









Polska - Ukraina 







czwartek, 15 grudnia 2022

PRZEDŚWIĄTECZNA PRZERWA!

 ZIMOWE WAKACJE


Tak, przedświąteczna przerwa na tym blogu, ponieważ zaplanowałem wyjazd z moją Panią nad morze, aby trochę zrelaksować się i odpocząć od nawału obowiązków zawodowych,  a ponieważ w lecie nie udało nam się wyjechać nawet na kilkudniowy urlop, postanowiliśmy odbić to sobie właśnie teraz. Wyjazd ten nie był planowany, ale postanowiłem zadziałać spontanicznie i z dnia na dzień zapowiedziałem że wyjeżdżamy aby choć na chwilę odpocząć i się zregenerować, dlatego też przez kilka dni nie będzie nowych wpisów i tematów. 

Powróciły przed świętami a czas zimowego relaksu spędzimy aktywnie że sobą razem. Oj  będzie się działo  i już mam nawet kilka pomysłów na nasz "relaks". 



A na koniec dodam jeszcze że każdy relaksuje się, tak jak lubi, ja po pracy (albo jakimkolwiek intensywnym wysiłku umysłowym) lubię np. obejrzeć sobie... Pingwinów z Madagaskaru. Ktoś może uzna że to nieco infantylne czy dziecinne, ale to jest jedyna bajka którą lubię oglądać i przy której odpoczywam. Na koniec więc zamieszczę kilka zabawnych powiedzonek z tej bajki. oto one:

Skipper mówi
"Marlenko, należą ci się przeprosiny"
"OK. więc przepraszajcie"
"One ci się należą, ale kiedy je dostaniesz to inna sprawa. Kiedy masz urodziny? "

Król Julian mówi:
"Właśnie przegrywam wszystko, co posiadam, ale to nie powód aby nie ekscytować się grą" 

Szeregowy pyta:
"Szefie, czemu to właśnie ja jestem typowany na ochotnika?"
"Bo tylko bez ciebie oddział może dalej funkcjonować. To rzadka umiejętność szeregowy"

Kowalski licząc na liczydle, mówi:
"Szefie, właśnie przestawiłem kilka koralików..."
"Kowalski, dobrze że nas o tym informujecie, nie moglibyśmy dopuścić  do tego, żeby koraliki nie zostały przestawione"

Szeregowy zapytuje:
"Szefie, co teraz zrobimy? "
" Ojej, może wsiądziemy na jednorożce  i pomkniemy ku kolorom tęczy"
"Szef tak na poważnie?"
"Nie, chciałem tylko wam uzmysłowić z czym na codzień muszę się zmagać"

skipper mówi:
"Nic się już nie da zrobić, musimy opuścić tę planetę i odnowimy nasz gatunek gdzie indziej"
"Ale szefie do tego potrzebne są chyba dziewczyny"
"Coo?"

Julian mówi do Morisa:
"Tylko jeden może być moją prawą ręką (...) Ty Moris możesz za to być moją lewą nogą albo prawym łokciem (...) Moris, dlaczego zazdrościsz mojemu prawemu ... dłoniowi"


DZIĘKUJĘ ZA UWAGĘ I ŻYCZĘ MIŁEGO 
WIECZORU 

wtorek, 13 grudnia 2022

HISTORIA ŻYCIA WSZECHŚWIATA - WSZELKIEJ CYWILIZACJI - Cz. CLXIII

TWÓRCY EUROPEJSKICH CYWILIZACJI

SŁOWIANIE I CELTOWIE

 


 

 PIERWSZE EUROPEJSKIE CYWILIZACJE

SŁOWIANIE

(CYWILIZACJA FILISTYŃSKA)

(ok. 1200 r. p.n.e. - 925 r. p.n.e.)

Cz. VIII







FILISTEA
CZASY EKSPANSJI
(ok. 1100 r. p.n.e. - 925 r. p.n.e.)
Cz. VII




 
  
KRÓL SAUL
(ok. 1042 r. p.n.e. - ok. 1006 r. p.n.e.)
 
 
 Mniej więcej od czasów rządów sędzi Debory (ok. 1120 r. p.n.e.) niektóre plemiona dawnych koczowników, którzy opuścili Egipt pod wodzą Mojżesza ok. 1207 r. p.n.e. (i wcześniej, gdyż były co najmniej dwa lub nawet trzy duże wyjścia z Egiptu plemion o zbiorczej nazwie Apiru - czy Habiru) zaczęły podnosić głowę przeciw całkowitej filistyńskiej politycznej dominacji w Kanaanie. Powstania te trwały krótko i raczej kończyły się klęską lub podporządkowaniem się plemion Habiru (Hebrajczyków-Izraelitów) poszczególnym filistyńskim władcom (serenom) miast-państw Pentapolis i Szefeli (ogromną rolę odegrała tu również dominacja kulturowa i gospodarcza Filistei, powodująca to, iż realnie Hebrajczycy nie byli w stanie długo opierać się Filistynom, gdyż wychowani pod ich wpływem kulturowym z góry zakładali własną porażkę - i to pomimo wiary w swojego boga Jahwe. Nie jest to jedyne takie wydarzenie w historii, gdyż np. japoński admirał Isoroku Yamamoto, który opracował plany ataku na amerykańską bazę w Pearl Harbor na Hawajach, z góry zakładał klęskę Japonii w konfrontacji z "amerykańskim tygrysem", a było to związane z faktem, że Japonia od połowy XIX wieku poddana była przyspieszonej europeizacji i amerykanizacji - oczywiście przy dominacji własnej kultury i religii - i to był właśnie element amerykańskiej soft power, ponieważ człowiek, który ma w głowie odpowiednio ukształtowany szacunek do danej rzeczy, może wyrobić sobie pogląd o niemożności dokonania jakiegoś zamierzenia, które godziłoby w państwo lub organizację dotąd szanowaną a nawet podziwianą. Dlatego też Mojżesz miał czekać czterdzieści lat, nim wkroczył do Kanaanu, aby wymarło pokolenie pamiętające czasy niewoli i czujące respekt przed egipskim lub nawet filistyńskim batem. Młodzi ludzie nie mieli już bowiem żadnych tego typu kompleksów. To jak w tej opowieści: "Jeśli coś jest niemożliwe do zrobienia to należy znaleźć kogoś, kto o tym nie wie, przyjdzie i to zrobi", bowiem jeśli będzie się zastanawiał, czy to się uda, czy nie - to z reguły poniesie klęskę). I dlatego właśnie większość buntów podzielonych plemion Izraela kończyła się klęską (tak było np. w bitwie pod Afek [Eben-ezer] ok. 1050 r. p.n.e., gdzie koalicja filistyńsko-danicka pod przewodnictwem Ekronu i Aszdod rozgromiła siły plemion Beniamina, Judy i zapewne Efraima. Doprowadziło to do zniszczenia ośrodka kultowego Jahwe w Szilo i śmierci kapłana Helego).

Jednak Izraelitom zdarzało się okresowo zrzucić filistyńską dominację i tak było chociażby po bitwie pod Mizpą (ok. 1045 r. p.n.e.) w wyniku której udało się Hebrajczykom odzyskać osadę Bet-Szemesz (odzyskano wówczas też Arkę Przymierza). To właśnie pod Mizpą wyróżnić miał się niejaki Saul, syn Kisza z pokolenia Beniamina, który w jakiś czas potem namaszczony został przez sędziego Samuela na pierwszego króla Izraela. Samuel namaścił go (ok. 1042 r. p.n.e.) nieopodal flilistyńskiej twierdzy Gibea, co też pokazuje, że zwycięstwo pod Mizpą nie miało większego znaczenia politycznego i nie zmieniło ogólnej zasady filistyńskiej dominacji w Kanaanie. Saul przebywał w owej twierdzy w Gibei i podlegał tamtejszemu filistyńskiemu namiestnikowi (ponoć składał mu raporty i tytułował go słowem dôd [dwd - w zapisie spółgłoskowym] - co znaczy "stryj"). Ów filistyński namiestnik Gibei przyznał Saulowi prawo do powszechnej mobilizacji plemion Izraela (w rzeczywistości jednak władza Saula nie wykraczała wówczas poza granice plemienia Beniamina i Efraima, choć potem doszło prawdopodobnie jeszcze plemię Judy). Stało się to powodem do twierdzenia, iż Saul był pierwszym królem zjednoczonych plemion Izraela, choć akurat plemiona północne i południowe plemię Symeona wówczas nie podlegały jego władzy. Nie wiadomo ile jest prawdy w tym, że Saul wziął udział w kampanii przeciwko Ammonitom - mającym swe siedziby daleko na wschód za Jordanem (za terenami należącymi do plemion Rubena, Manassesa i Gada). Oficjalnie miał podjąć się tej kampanii, aby zabezpieczyć zagrożone najazdem ziemie Manassesa; tylko pytanie brzmi - czemu to uczynił, skoro ziemie te nie podlegały bezpośrednio jego władzy. A poza tym jakimi siłami miał podjąć ową kampanię. Nie znalazłem żadnych niezależnych od Biblii informacji że takowa kampania rzeczywiście została podjęta, ale zakładając nawet że tak było, to jak to miałoby wyglądać? Oficjalnie Saul podlegał filistyńskim Gibeonitom i nawet jeśli powstrzymanie Ammonitów miało służyć podporządkowaniu plemion północnych, to siły Saula - złożone jeszcze wówczas z pospolitego ruszenia - byłyby zbyt słabe, aby tego dokonać. Zapewne więc Filistyni w jakiś sposób wspomogli Saula w tej kampanii. Jej ukoronowaniem miało być obwołanie Saula królem całego Izraela (zapewne tylko plemion Manassesa i być może Rubena) w sanktuarium Jahwe w Gilgal.




Czy do tego rzeczywiście doszło - trudno powiedzieć, nie mając na to żadnych dowodów, poza biblijnymi opisami (które nie zawsze muszą być prawdziwe - należy bowiem pamiętać że Stary Testament był spisywany "ku pokrzepieniu serc" w dużej mierze jako przekaz propagandowy w czasach, gdy lud Izraela popadł w polityczną zależność od Asyryjczyków, Babilończyków, Egipcjan i Persów). Nie zrozumiały (przynajmniej dla mnie) jest też stopień zależności Saula od Filistynów z Gibea. Jeżeli bowiem przyjmiemy że zależność ta była zrzucana (częste są bowiem przekazy o bojach toczonych z Filistynami w czasach panowania Saula), to przecież następca Saula - Dawid też był zależny od serenów z Pentapolis. Jak to więc wytłumaczyć? Czyżby ta zależność powracała i próby jej zrzucenia, były tylko okresowymi buntami bez większego znaczenia, czy też może dochodziło do realnego wybicia się Królestwa Izraela na niepodległość? Nie potrafię do końca tego wyjaśnić, ale być może w Gibea wytworzyła się wówczas swoista społeczność filistyńsko-hebrajska, niezależna od reszty ziem Filistei. Wiadomo bowiem, że jedną z pierwszych walk po swym wstąpieniu na tron, stoczył Saul z Filistynami pod Michmas na południe od Betel (na ziemiach rodu Beniamina). W bitwie tej wziął udział syn Saula - Jonatan, a zakończyła się ona zwycięstwem Izraelitów. Prawdopodobnie (to jest tylko moja prywatna interpretacja) stacjonując w rejonie Betel (a wystarczy spojrzeć na mapę gdzie ono się znajdowało) Filistyni blokowali kontakty pomiędzy plemionami Beniamina, Judy i Efraima, ale czy to były siły Filistynów z Gibei, czy może z Gezer czy Ekronu, tego niestety nie wiadomo. Zresztą nie ma to większego znaczenia, bowiem zwycięstwo pod Michmas niewiele zmieniło w położeniu ówczesnego Królestwa Izraela (nie ma mowy o żadnej ekspansji terytorialnej, a jedynie o zmuszeniu Filistynów do wycofania się - prawdopodobnie chwilowego, z terenów położonych w głębi Kanaanu [między Pentapolis, Szefelą a Jordanem]). Zapewne więc taka polityka Saula doprowadziła go do konfliktu z prorokiem Samuelem (który Saula wcześniej namaścił na króla), tym bardziej, że klęska pod Michmas nie powstrzymała Filistynów, którzy szybko przeszli do działań pacyfikacyjnych na ziemiach plemienia Beniamina (armie Pentapolis ruszyć miały ku krainie Szual 1 Sm. 13,17; Bet-Horon i Geby 1 Sm. 13,18). Tam walki z nimi prowadzić miał Jonatan, ale nic nie wiadomo o żadnych sukcesach, zatem należy przyjąć, że filistyńskie akcje pacyfikacyjne okazały się skuteczne i szybko zmusiły Saula do uległości.

To zapewne doprowadziło do konfliktu z Samuelem, zakończonego ostatecznie śmiercią tego drugiego, przy - ukrywanym, lub nie - żalu Saula (ponoć ów król miał nawet sprowadzić pewną wróżkę z Endor, która miała wywołać ducha Samuela, aby Saul mógł się z nim pojednać). Drugim konfliktem, który osłabić miał panowanie Saula, był ten toczony z Dawidem - pasterzem owiec z okolic Betlejem. Dawid był jednym z synów Iszaja z Betlejem - mieście leżącym w granicach plemienia Judy (na południe od Jerozolimy). Saul zaprosił go na swój dwór do Gibei, po tym, jak usłyszał że ów pasterz w obronie swych owiec zabił lwa. Saul uczynił Dawida nie tylko swym sługą (ponoć przygrywał królowi na lutni), ale i przyjacielem. Na królewskim dworze Dawid zaprzyjaźnić się miał również z synem Saula - Jonatanem, a król ponoć nawet obiecał mu rękę swej córki - Michal, ale pod warunkiem że ten wcześniej przyniesie mu napletki stu zabitych Filistynów (nie wiadomo jednak czy to prawda, czy też jedynie wytwór wyobraźni późniejszych twórców Starego Testamentu). W każdym razie ok. 1020 r. p.n.e. doszło do kolejnego, dużego konfliktu Izraelitów z Filistynami, w którym to Dawid również wziął udział. Mowa tu oczywiście o słynnym starciu w dolinie Azeka. Naprzeciw wojskom króla Saula, stanęły siły z miasta Gat (wojownicy Gat trzydzieści lat wcześniej też uczestniczyli w zwycięskiej dla Filistynów bitwie pod Afek - o której wspomniałem na początku). Mieli oni w swych szeregach potężnego wojownika, którego wszyscy się lękali - olbrzyma o imieniu Goliat. Do bitwy długo nie dochodziło, ponieważ Izraelici obawiali się liczebności Filistynów z Gat i siły owego Goliata, ale do walki z nim zgłosić miał się właśnie Dawid, który - jak twierdzi biblijny przekaz - trafić miał olbrzyma kamieniem wypuszczonym ze swej procy - prosto w jego czoło, po czym tamten padł na ziemię martwy. Ile w tym prawdy? Wydaje mi się że niewiele, tym bardziej że Dawid nie był wcale sprawcą śmierci owego Goliata. Zabić go miał bowiem wojownik Elhannan (2 Sm. 21,19), a dopiero potem wydarzenie to zostało przypisane Dawidowi (zapewne twórcy Starego Testamentu uznali, że postać pasterza z procą w ręku, pokonującego olbrzyma Goliata, lepiej się "sprzeda" w przesłaniu skierowanym do ludu pozostającego w zniewoleniu). W każdym razie bitwa została wygrana (choć oczywiście nie doszło do takiej masakry Filistynów, jaką przedstawili twórcy Starego Testamentu, dając upust swojej fantazji).




Co zmieniła bitwa w dolinie Azeka? Wydaje się  że też niewiele lub zgoła nic (może poza faktem, że zniesiono dotychczasowy zakaz wytwarzania broni przez Izraelitów, którzy wcześniej musieli się zaopatrywać w potrzebne im miecze, tarcze i włócznie w miastach Pentapolis. W Księdze Samuela jest bowiem zapisane: "W całej ziemi izraelskiej nie można było znaleźć kowala, gdyż Filistyńczycy uważali, że Hebrajczycy mogliby sobie sporządzić miecze lub oszczepy. Więc cały Izrael chodził do Filistyńczyków, jeśli chcieli sobie naostrzyć swój lemiesz czy motykę, czy siekierę, czy oścień. Gdyż naprawa wyszczerbionych ostrzy lemieszów i motyk, i trójzębnych wideł, i siekier i nasadzanie ościeni na drągi u nich tylko było możliwe. Toteż czasu wojny nie było ani miecza, ani oszczepu w ręku całego zastępu, który był z Saulem i Jonatanem. Tylko Saul i Jonatan, jego syn, mieli je" (1 Sm 13,19–23)). Ponoć po tej bitwie Saul mianował Dawida dowódcą swej straży przybocznej. Szybko jednak doszło do konfliktu pomiędzy nimi, a powodem tego była zazdrość króla o popularność, jaką Dawid cieszył się wśród ludu. Z czasem między Saulem a Dawidem doszło do prawdziwej wrogości, a król nawet cisnął w jego stronę włócznią. Ostrzeżony przez Jonatana iż król czyha na jego życie, zbiegł Dawid z Gibea i udał się do Nob, gdzie uzyskał schronienie u tamtejszego kapłana Ewiatara (zwanego też Ahimelekiem). Król - dowiedziawszy się o ucieczce Dawida do Nob, postanowił skazać całe miasto na zagładę i wyznaczając do tej roli Doega Edomitę, wymordować miał w mieście 85 kapłanów, oraz setki mężczyzn, kobiet i dzieci, a także woły, osły i owce - wszystko żywe co posiadali mieszkańcy Nob. Ocalał z rzezi jedynie Ewiatar wraz ze swym synem - Achitubem, którzy zbiegli stamtąd razem z Dawidem i schronili się w jaskini Adullam, położonej na południowej pustyni. Następnie Dawid zaciągnął się na służbę u filistyńskiego serena Gat - Achisza, który oddał mu na czas pełnienia służby najemnej miasto Siklag. Tam też Dawid zgromadził różnych awanturników, niechętnych Saulowi i poślubił córkę zamożnego hodowcy kóz - Abigail.

A w tym czasie doszło do kolejnej, trzeciej już wielkiej wojny pomiędzy Filistynami a Izraelitami za rządów króla Saula. Do starcia doszło na północy Kanaanu, w dolinie Jezreel pod Gilboa (ok. 1006 r. p.n.e.). Nie wiadomo dokładnie z jakich miast wywodzili się filistyńscy wojownicy, ale można założyć, że skoro do konfrontacji doszło na północy, to mógł to być Ekron, Gezer i ewentualnie Aszdod; w każdym razie bitwa zakończyła się totalną klęską Izraelitów. Na polu bitwy poległo trzech synów Saula (w tym Jonatan), a sam król - ranny w brzuch - popełnił samobójstwo. Bez wątpienia stroną agresywną okazali się tutaj Filistyni, którzy uderzyli z całym swym impetem dzięki swej doborowej jeździe i wozach bojowych, kruszących izraelskie szeregi. Odciętą głowę Saula Filistyni złożyli w świątyni boga Dagona w Ekronie, jego ciało przybili do murów miasta Bejt-Szean, a zbroję zanieśli do świątyni bogini Asztarte. Królestwo Izraela rozpadło się a plemiona Beniamina i Efraima ponownie doświadczyły filistyńskiego jarzma. Późniejsi twórcy Starego Testamentu uznali, że klęska pod Gilboa była wynikiem bezbożności Saula i tym, że bliskie mu były również wierzenia filistyńskie i kananejskie. Poza tym stosunki Saula z kapłanami układały się w zależności od okresu od znośnych do bardzo złych, a wymordowanie w Nob 85 kapłanów rękoma poganina Doega, było tylko tego ukoronowaniem. Nic więc dziwnego, że panowanie Saula nie zostało opisane pozytywnie a król ten przeszedł do historii jako antyteza Dawida i jego szczęśliwych dla kraju rządów. Słowo pisane jest siłą, która kształtuje umysły i przekonania późniejszych pokoleń, co nie pamiętały już że Saul był silnym władcą, który (przynajmniej próbował) zrzucić filistyńskie jarzmo i w pewien sposób mu się to nawet udało (szczególnie po zwycięstwie w dolinie Azeka), choć nie był w stanie dokonać ekspansji na ziemie już opanowane przez Filistynów. Był to również człowiek mężny i obdarzony charyzmatem prawdziwego władcy, który nie docenił potęgi ówczesnej Filistei i zapłacił za to najwyższą cenę, tracąc synów, królestwo i życie. Teraz Dawid - ogłoszony nowym władcą - musiał wszystko zaczynać od początku.



 
CDN.