Łączna liczba wyświetleń

wtorek, 18 marca 2025

ROMANS ALEKSANDRA - Cz. I

PRAWDZIWE I ZMYŚLONE WYDARZENIA Z DZIEJÓW ALEKSANDRA WIELKIEGO





 Dzieło, które zamierzam tutaj zaprezentować, oczywiście nie jest mojego autorstwa (😮‍💨). "Romans Aleksandra" - bo tak się ono nazywało, powstało w III wieku naszej ery i za jego autora uważano niejakiego Kallistenesa - greckiego pisarza i poetę, ale współcześnie już się tak nie uważa, dlatego też jeśli podaje się autorstwo owego dzieła, to mówi się po prostu o Pseudo-Kallistenesie. Jest to bowiem dosyć zabawna opowieść, opisująca dzieje Aleksandra Wielkiego od jego narodzin (356 r. p.n.e.), aż do śmierci (323 r. p.n.e.) z tym że wydarzenia historyczne i autentyczne przeplatają się tutaj z wydarzeniami fikcyjnymi, zmyślonymi przez autora (lub autorów). Pierwotnie dzieło to powstało w greckiej wersji językowej, potem też pojawiła się wersja ormiańska (V wiek naszej ery) i syryjska (VII wiek naszej ery). Ja dysponuję jedynie wersją grecką i syryjską, ale ponieważ uważam że pierwowzór jest ważniejszy (tak jak koszula jest bliższa ciału) przeto postanowiłem w tej oto serii zaprezentować jedynie wersję grecką (mam nadzieję że nikt czytelników nie będzie tym zawiedziony 😉), gdyż po prostu nie chce mi się pisać dwóch wersji - jedna pod drugą (choć ewidentnie widać tam różnice nie tylko w doborze zdań, ale również w opisie rzeczywistości). W przypadku greckiej wersji, będę się opierał na angielskim tłumaczeniu owego dzieła z roku 1955. Wydaje mi się że "Romans Aleksandra" warty jest przytoczenia, chociażby ze względu na swą starożytną, długowieczną epopeję, (chociaż tak naprawdę stał się on popularny dopiero w średniowieczu i to nawet w jego końcowej fazie). 
Zatem zapraszam do lektury (🥱):






ROMANS ALEKSANDRA


I


 Najmądrzejsi Egipcjanie, potomkowie bogów, zmierzyli ziemię, uspokoili fale morza, wyznaczyli bieg rzeki Nil, ustalili miejsca konstelacji na niebie, a następnie przekazali zamieszkanej ziemi moc, potęgę rozumu, odkrycie sztuki magii. Mówią bowiem, że Naktanebo (faraon egipski Cheperkare Nechtnebef z XXX Dynastii z Sebennytos - zwany też po grecku Nactanebos I, a po łacinie Nactanebus I, panujący w latach 379-361 p.n.e.), ostatni król Egiptu (Naktanebo był założycielem XXX Dynastii - ostatniej rodzimej dynastii egipskiej, po nim panowali jeszcze jego syn i wnuk do 341 r. p.n.e. czyli drugiego podboju Egiptu przez Persów. Egipt ponownie utracił niepodległość zaledwie na dekadę, nim przybył tam Aleksander Macedoński jako wyzwoliciel w 332 r. p.n.e.), po którym Egipt stracił swoją wielką chwałę, przewyższył wszystkich ludzi w używaniu magii. Bo dzięki rozumowi podporządkował sobie wszystkie elementy kosmiczne. Jeśli nagle pojawiła się chmura wojny, nie przygotowywał wyprawy ani nie zbierał broni, (...) ani machin wojennych, ale szedł do pałacu, wybierał brązowy kocioł, napełniał go deszczówką, formował małe łódki z wosku i żeglarzy, wrzucał ich do kotła i śpiewał zaklęcie, trzymając hebanową laskę. Przywoływał Posłańców i Amona, boga Libii. Więc kiedy za pomocą takiej magii (...) nadszedł wróg, łodzie w kotle zginęły i zginął też nieprzyjaciel, a on panował niepodzielnie. I używał tej samej kontroli nad wrogami, którzy przybywali lądem. 




W ten sposób, według swego doświadczenia, król pozostał na tronie (piękna bajka, a tak naprawdę Naktanebo utrzymał się na tronie - jednocześnie zachował niezależność Egiptu od Persji - głównie dzięki greckim najemnikom, których ściągał do Egiptu. Zaś greccy hoplici i grecka falanga była wówczas najdoskonalszą formacją zbrojną ówczesnego świata, do czasu, gdy nie pojawiła się formacja falangi macedońskiej, którą potem zastąpił rzymski legion), lecz po pewnym czasie spośród tak zwanych odkrywców wśród Rzymian (nie, Rzymian nie. Rzymianie w tym czasie bowiem byli jeszcze na etapie podbijania Italii i niewiele różnili się od literackiego Cincinata, a Rzym wciąż wówczas przypominał dużą wieś. Ponieważ jednak dzieło to powstało w III wieku naszej ery, przeto autor dodał tutaj również Rzymian - być może aby również ich zaciekawić swoją pracę, w końcu żył w Imperium Rzymskim, czyli na głównym obszarze znanego greckiego ojkumene {co prawda pozostałości greckich miast i państw istniały również na Wschodzie, ale kto by się wówczas udawał tak daleko na wschód, do tych wszystkich barbarzyńskich krajów 😉) i Greków zjawił się szpieg i przemówił do króla: "Najdostojniejszy Naktanebosie, odrzuć wiarę, że świat jest w pokoju, gdy wielka chmura tysięcy wrogów się wznosi. Są bowiem Scytowie, Arabowie, Oksydracesowie (plemię z Indii), Iberowie (ci z Kaukazu, nie ci z Hiszpanii), Seresowie (rzymska nazwa Chińczyków), Kaukonowie (?), Dapacesowie (?), Bosporianie, Agri Zalbi (?), Chaldeńczycy, Mezopotamczycy, Agriofagowie (?), Euonymici (?) - wszystkie wielkie narody Wschodu, niezliczona rzesza tysięcy, która spieszy się, by zdobyć twój Egipt".




Gdy informator złożył ten raport, Naktanebo uśmiechnął się i odpowiedział: "Wypełniasz starannie i dobrze powierzony ci obowiązek. Ale nie będę działał jak tchórz ani wojownik. Bo siła nie leży w liczbie, ale w rozsądku. Jeden umysł rozgromił wielu ludzi, przytłaczając tłumy prawą ręką(to prawda, chociażby przykład wynalazcy Archimedesa jest tutaj dosyć ciekawy, chociaż żył on 100 lat później. Ale jego wynalazki - jak choćby potężna łapa, przypominająca wielki dźwig, która łapała rzymskie okręty oblegające Syrakuzy i je miażdżyła - jest tego dowodem. Archimedes był tak zajęty wymyślaniem nowych wynalazków, że nie zauważył nawet że Rzymianie wdarli się do miasta, a nawet gdy rzymski żołnierz wszedł do jego komnaty, nie zareagował - zajęty swymi obliczeniami. Ostatecznie zginął tam z rozłupaną mieczem głową - 211 r. p.n.e.). Tymi słowami odprawił tego człowieka. On sam powrócił do pałacu i rozkazał wszystkim obecnym wyjść. Wtedy gdy był sam, wystawił kocioł i napełnił go wodą. A najpierw wrzuciwszy do niego małe woskowe łódeczki i biorąc laskę w rękę, wypowiedział potężne słowa. Wtedy, wpatrując się w kocioł, zobaczył, że bogowie Egipcjan sterują łodziami barbarzyńskich wrogów. Dlatego, zdając sobie sprawę, że król Egipcjan został zdradzony przez Błogosławionych, ogolił głowę i brodę, aby się przebrać, i włożywszy w swoją szatę tyle złota, ile mógł ukryć, uciekł z Egiptu przez Peluzjum (miasto i port na wschodnich rubieżach Egiptu, tuż przed wejściem na Synaj. Oczywiście opowieść o ucieczce Naktanebo jest fikcją, w rzeczywistości dożył on swych dni w spokoju i dopiero jego wnuk Naktanebo II {Senedżemibre Nachtnebef} dwadzieścia lat później utracił władzę i Egipt po inwazji Persów - 342/341 r. p.n.e.). A po podróży przez wiele narodów przybył do Pelli w Macedonii (bajka zaczyna się robić coraz ciekawsza, widać już że mamy do czynienia ze starożytnym stwierdzeniem: "Za górami za lasami..."). Tam odział się w lnianą szatę, jak egipski wróżbita i astrolog, i usiadł na placu publicznym, aby udzielać rad każdemu, kto się do niego zbliżył. Taka to była sytuacja. 

W Egipcie, gdy Naktanebo zniknął, Egipcjanie postanowili poradzić się przodka swoich bogów, Hefajstosa (greckiego boga kowali i rzemieślników), co stało się z królem Egiptu. Wysłał im wyrocznię, nakazując im stanąć wokół ukrytej części Synopejonu. Wówczas dał wyrocznię: "Król, który uciekł z Egiptu, potężny, silny, wiekowy władca, po pewnym czasie powróci na równinę Egiptu jako młody człowiek (alegoria Aleksandra), zrzuciwszy z siebie aspekt starości; i po przebyciu całego świata, da ci zwycięstwo nad twoimi wrogami". Kiedy ta wyrocznia została wypowiedziana, nie zrozumieli jej znaczenia, więc spisali na cokole posągu Naktanebosa wersety na pamiątkę, gdy kiedyś, gdzieś, wyrocznia się spełni. Teraz w Macedonii stało się jasne dla wszystkich, że Naktanebo był bardzo szanowany. Jego reputacja była rzeczywiście tak wielka, że Olimpias (matka Aleksandra) chciała go przesłuchać, i wezwała go, gdy Filip akurat był na wojnie. Kiedy poszedł do pałacu, zobaczył, że jej piękność była jaśniejsza niż księżyc. Był obojętny na kobiety, powstrzymując swój umysł od pożądania erotycznego. Teraz wyciągnął rękę i pozdrowił ją mówiąc: "Błogosławieństwo dla ciebie, królowo Macedończyków!" Nie uważał za stosowne zwracać się do niej "Pani", pamiętając, że i on kiedyś był królem. Olimpias odpowiedziała: "Błogosławieństwo dla ciebie, najszlachetniejszy uczony, podejdź i usiądź obok mnie". A gdy usiedli Olimpias rzekła: "Czy naprawdę jesteś Egipcjaninem?" Naktanebo odpowiedział: "Tak mówią ci, którzy mnie badali". Kontynuowała: "Jakiej formy sztuki używasz, aby dawać prawdziwe wyrocznie?" Odpowiedział: "Wydajesz się mądra, o królowo. Analiza sztuki jest złożona. Są bowiem tłumacze snów, tłumacze szyfrów, obserwatorzy ptaków, wróżbici różnych typów, studenci horoskopów, magowie, astrologowie. Teraz pilnie studiowałem wszystkie te sztuki, ponieważ jestem wybitnym egipskim prorokiem, a jestem też magiem i astrologiem".




Po tych słowach rzucił jej przenikliwe spojrzenie. A ona, wierząc w to spojrzenie jako omen, zapytała: "O czym myślisz, uczony proroku, gdy patrzysz na mnie tak poważnie?" Naktanebo odpowiedział: "Przywołuję wyrocznię, królowo. Po raz pierwszy usłyszałem od moich bogów: Musisz prorokować dla królowej, a słowa, które wypowiesz, okażą się prawdą". Po tych słowach wyjął tabliczkę, bardzo elegancką i królewską, której język nie jest w stanie opisać. Była zrobiona z kości słoniowej, hebanu, złota i srebra. Symbole na niej znajdowały się w trzech strefach: na pierwszym okręgu 36 dekanatów (36 małych konstelacji gwiazd, używanych w egipskiej astronomii), na drugim 12 znaków zodiaku, w centrum słońce i księżyc. Położył ją na stołku. Następnie ostrożnie otworzył małe etui z kości słoniowej i opróżnił siedem gwiazd i horoskop ośmiu różnych kamieni, odsłaniając wielkie niebo w małym okręgu. Słońce było z kryształu, księżyc z adamantu, Ares z krwistoczerwonego klejnotu, Hermes ze szmaragdu, Zeus z błękitnego kamienia, Afrodyta z szafiru, Kronos z wężowego, a horoskop z białego marmuru. Potem powiedział: "Powiedz mi, królowo, rok, miesiąc, dzień i godzinę twoich narodzin", a gdy mu powiedziała, Naktanebo porównał swój horoskop z jej, aby sprawdzić, czy gwiazdy się zgadzają. Wtedy, widząc, że jest harmonia, powiedział: "Czego chcesz usłyszeć, królowo?" Odpowiedziała: "Chcę poznać nowiny o Filipie. Bo plotka mówi, że po wojnie mnie opuści i poślubi inną". Naktanebo odpowiedział: "Plotka o natychmiastowym rozstaniu jest fałszywa, królowo. Po pewnym czasie to rzeczywiście nastąpi. Wtedy ja, jako egipski prorok i mag, mogę ci bardzo pomóc, gdy zajdzie potrzeba takiej pracy. Bo los postanowił, zgodnie z godziną twoich narodzin, którą mi dałaś, że spotkasz boga zrodzonego z ziemi, i zostaniesz przez niego objęta, i poczniesz syna, swoje własne dziecko, mściciela grzechów Filipa".

Powiedziała: "A kim jest ten bóg, z którym, jak mówisz, będę leżeć?" I rzekł: "Bóg Libii, rogaty, przynoszący bogactwo Amon". Zapytała: "Ile ma lat: czy jest młody, czy w średnim wieku? Jaka jest jego osobowość?" Odpowiedział: "Jest w średnim wieku. Jego włosy są siwe. Ma rogi baranie nad skroniami. Przygotuj się zatem jako kobieta i królowa na zaślubiny. Zobaczysz wizję i boga z tobą". (Niezłe... jaja 🤭). Olimpias powiedziała: "Kiedy?" Odpowiedział: "Po krótkim czasie, jutro. Dlatego namawiam cię, abyś była sobą, odrzucając swoją królewską rangę. Bo tej nocy we śnie zostaniesz objęta". Powiedziała: "Jeśli to zobaczę, będę cię czcić nie jako proroka czy maga, lecz jako boga". (Nie ma to jak porządnie wytarmosić i zapłodnić kobietę "boskim" nasieniem 🤭😉. W końcu ktoś taki jak Aleksander nie mógł się począć od kogoś tak szkaradnego jak Filip).





CDN.

niedziela, 16 marca 2025

WOKÓŁ AKTU 5 LISTOPADA - Cz. IV

CZYLI JAK NIEMCY CHCIELI SOBIE 
STWORZYĆ "SWOJĄ" POLSKĘ?





RZECZYWISTOŚCI
KRÓLESTWA POLSKIEGO 
PIERWSZE LATA
"ALEKSANDER BŁOGOSŁAWIONY"
(1815-1820)
Cz. III






DZIECI ROKU 1812 
Cz. III



"NA TRONIE ALEKSANDER! 
RĘKA BOŻA JEST Z NAMI.
ON BĘDZIE NOWYM PIOTREM"

ALEKSANDER SIMONOWICZ SZYSZŁOW



 Zajęcie Wilna (28 czerwca 1812 r.), Grodna -dokąd wkroczył korpus Hieronima Bonapartego (30 czerwca), powołanie przez Sejm Księstwa Warszawskiego Konfederacji Generalnej Królestwa Polskiego - mającej na celu restytucję przedrozbiorowej Rzeczpospolitej (28 czerwca), a także powołanie przez Cesarza Napoleona w Wilnie (1 lipca) Tymczasowego Rządu Litewskiego, mającego wyłonić przyszłe władze odrodzonego Wielkiego Księstwa Litewskiego złączonego na powrót z Koroną Królestwa Polskiego, wszystko to budziło ogromne nadzieję, którymi dawano upust organizując patriotyczne manifestacje, bale, przyjęcia i rauty. Nadzieje na odbudowę dawnej Rzeczypospolitej, były tak wielkie, że udzielały się praktycznie każdemu Polakowi i mało który uważał, że w tych sprzyjających okolicznościach mogłoby do tego nie dojść. Tym bardziej że Armia rosyjska dowodzona przez generałów: Michaiła Barclaya de Tolly (północna), oraz Piotra Bagrationa (południowa) była w ciągłym odwrocie. Napoleon szukał sposobności stoczenia bitwy z każdą z tych armii, jednocześnie uniemożliwiając do ich połączenia się, ale szybkość ich cofania się powodowała, iż stało się to niemożliwe (ani Hieronim Bonaparte, ani też marszałek Davout nie zdołali doścignąć i wydać bitwy armii Bagrationa, która cofała się nieustannie spod Wołkowyska na wschód ku Moskwie). Car Aleksander nie był zbyt przychylny taktyce cofania się i miał ochotę osobiście przejąć dowództwo nad armią (po raz ostatni dowodził Armią rosyjską w bitwie pod Austerlitz i skończyło się to fatalnie) ale plany te wyperswadowała mu jego siostra - Katarzyna (która - podobnie jak królowa Luiza Pruska - wybitnie nienawidziła Napoleona i była zwolenniczką walki z Nim aż do zwycięstwa) pisząc w liście do niego: "Na Boga, nie obejmuj osobiście naczelnego dowództwa! (...) Tam jest niezbędny wódz, do którego wojsko miałoby zaufanie, a ty przecież pod tym względem nie wzbudzasz żadnego (😂) (...) jesteś carem, nie wodzem, więc panuj!". Ostatecznie Aleksander zrezygnował z planów objęcia osobistego dowództwa nad wojskiem zaakceptował plan wycofania się armii na Wschód realizowany przez Barclaya de Tolly (choć tak naprawdę autorem tego planu był francuski emigrant pozostający na rosyjskiej służbie, o nazwisku Allonville).




Patriotyczne uniesienie, jakie było w tych dniach widoczne w Księstwie Warszawskim, oraz odradzającym się Wielkim Księstwie Litewskim (szczególnie w Wilnie i Grodnie) nie dotyczyło niestety całej ludności tych ziem. Szczególnie chłopi byli pod tym względem sceptyczni (lub niekiedy wręcz jawnie niechętni), tym bardziej że musieli cierpieć niewygody związane z utrzymaniem "wyzwolicieli". Częste rabunki, gwałty i kradzieże dokonywane przez żołdactwo, głównie Niemców (najbardziej pod tym względem we znaki dawali chłopom litewskim, ale również polskim Wirtemberczycy, którzy wręcz regularnie wchodzili w konflikty z żołnierzami polskimi. Podczas jednej z takich kłótni, wachmistrz Smulski wyrwał z ręki szablę jednemu z wiertemberskich oficerów, który chciał nią zaatakować polskiego szwoleżera, złamał ją na kolanie, mówiąc doń po niemiecku: "Naucz się jej pan na co innego używać!" Brygada wirtemberska została wkrótce potem na polecenie Napoleona rozwiązana. Ale we znaki ludności wiejskiej Polski i Litwy dawali również Bawarczycy i Westfalczycy), ale także Francuzów. Już wówczas przypadki dezercji były częste, a większość ściągniętych tutaj żołnierzy z wielu krajów Europy, nie uważało Rosjan za swych wrogów, a wręcz przeciwnie, Francuzów i Napoleona uważano za autentycznych ciemiężycieli, natomiast Rosjan za potencjalnych sojuszników. Najbardziej bitnymi formacjami Wielkiej Armii w roku 1812 były bez wątpienia formacje polskie i francuskiej Gwardii Cesarskiej, a cała reszta wydawało się jakoby przyszła tutaj za karę. Nic więc dziwnego że rekwizycje i gwałty były dla nich częstym sposobem rozrywki, a jednocześnie zapełnieniem brakujących produktów żywnościowych (najbardziej cierpiano na brak warzyw, natomiast mięs było pod dostatkiem). Dochodziło do tego, że chłopi, zdając sobie sprawę z częstych kontrybucji, przeganiali własne zwierzęta hodowlane do lasu.


ŻOŁNIERZE GWARDII 
CESARZA NAPOLEONA 



Natomiast car Aleksander, po opuszczeniu swej głównej kwatery w Wilnie (26 czerwca) planował czym prędzej wrócić do Petersburga. Po drodze zatrzymał się jednak w Święcianach, w sztabie Barclaya de Tolly, gdzie radzono nad możliwością zatrzymania wojsk Wielkiej Armii, a jednocześnie z przerażeniem przyjmowano do wiadomości szybkie posuwanie się tych oddziałów na Wschód. Nie widząc innego wyjścia, a pragnąc zyskać na czasie i odzyskać utracone tereny, Aleksander wysłał do Wilna, do sztabu cesarza Napoleona (który w Wilnie rozsiadł się pałacu, w którym wcześniej przebywał Aleksander) swego pełnomocnika, gen. Bałaszowa (29 czerwca), który w rozmowie z Bonapartym żądał wycofania wojsk Wielkiej Armii z Rosji, zaprzestania operacji wojennej i zawarcia rozejmu, grożąc, iż w przeciwnym wypadku Francja ściągnie na siebie piętno nie sprowokowanej napaści. Napoleon spokojnie wysłuchał tych żądań, po czym stwierdził, że wojnę sprowokował Aleksander swymi działaniami wymierzonymi (m. in.) w Księstwo Warszawskie, a następnie zażądał zwrotu Litwy (Wielkiego Księstwa Litewskiego), zgody na odrodzenie Królestwa Polskiego, oraz wypowiedzenia przez Rosję wojny Wielkiej Brytanii. Oczywiście te żądania były nie do zaakceptowania nie tylko dla Aleksandra, ale dla całej ówczesnej elity politycznej Cesarstwa Rosyjskiego i nawet jeśli by car chciał pokoju i zgodził się na te warunki, to realnie nie miałby możliwości ich wyegzekwować, jako że nie pozwoliłby mu na to cały ówczesny establishment polityczny. Napoleon deklarował również, że w otoczeniu cara znajdują się ludzie wrodzy Francji i Jemu samemu i postulował ich usunięcie z najbliższego otoczenia Aleksandra (nazywając ich "małymi ludźmi". Swoją drogą nasuwa się tutaj skojarzenie ze stwierdzeniem "zamilcz mały człowieku", które padło niedawno na Twitterze ze strony Elona Muska do Radosława Sikorskiego). Głównie twierdził Napoleon, iż są to ludzie pochodzenia niemieckiego. Oczywiście nie mogło to doprowadzić do realnego zakończenia wojny, a Bonaparte na zakończenie wizyty Bałaszowa dodał jeszcze, że Moskwa to tak naprawdę duża wieś i sam dziwi się, że w czasach, gdy ludzie odchodzą od religii, jest tam ponad 1000 cerkwi. Po tej deklaracji zakończenie wojny na drodze pokojowej stało się już praktycznie niemożliwe. 

Od 29 czerwca na Litwie zaczęły się częste opady deszczu i burze, które doprowadziły do zamiany tamtejszych dróg w grzęzawiska błotne, a jednocześnie znaczna część żywności szybciej zaczęła się psuć, nie mówiąc już o tym, że pomimo iż było lato (i to niezwykle upalne lato), noce - przez częste opady deszczu - były dosyć mroźne i to do tego stopnia, że konie oddziałów kawaleryjskich zaczęły padać z zimna, zalegając dodatkowo drogi którymi się przemieszczano. Cesarz Napoleon w swym liście do żony z 1 lipca pisał z Wilna: "Pogoda jest bardzo dżdżysta, w tym kraju burze są straszne". Następnie do deklarował że jest zdrowy i dopytywał się o jej zdrowie, a także o ich syna - Napoleona Franciszka Józefa Karola Bonaparte (zwanego też "Orlątkiem"). Napoleon, jako troskliwy tata dopytywał się w liście, czy syn zaczął już mówić, a jeśli tak, to jakie były jego pierwsze słowa. Bonaparte pisywał z Wilna do Marii Ludwiki praktycznie co drugi dzień, ona do Niego też dosyć często, aczkolwiek jej listy nie zachowały się. W każdym razie w listach do swego ojca, cesarza Austrii Franciszka I, Maria Ludwika pisała choćby tak: "Oby Bóg dał, żebym niebawem zobaczyła znów cesarza, bo rozłąka zbytnio mi dolega". Będąc w Wilnie Napoleon przekonywał też tamtejszych Polaków: "Kocham was naród! Przez ostatnie 16 lat widziałem waszych żołnierzy u mego boku na polach bitew we Włoszech i w Hiszpanii. (...) Zasłużyliście na szacunek i ochronę z mojej strony". Ponieważ jednak już w Wilnie zaczęły powstawać plany nie tylko restauracji Rzeczpospolitej z ziem I i II zaboru rosyjskiego, ale również z ziem zaboru austriackiego, czyli przyłączenie do Korony tzw. Galicji, to tutaj Bonaparte studził emocje litewskich Polaków, mówiąc: "Zagwarantowałem Austrii integralność jej państw i nie mogę zezwolić na żadne działania, które zakłócałyby jej spokojne panowanie w pozostałych przy niej prowincjach polskich" (poza tym druga żona Napoleona, Maria Ludwika też była Austriaczką). Mimo to, jeśli chodzi o rozwój Polski i Litwy kosztem ziem zrabowanych przez Rosję i Prusy (którymi Napoleon również gardził, podobnie jak ich królem - Fryderykiem Wilhelmem III) to tutaj nie było żadnych sprzeciwów z Jego strony. Zresztą odrodzona, silna Polska w systemie napoleońskiej Europy była kluczowym elementem i to należy sobie podkreślić. Bez Polski bowiem i bez szachowania przez Nią Prus, Austrii i Rosji od Wschodu, realny pokój nie miał szans nigdy nastać, ponieważ brytyjskie pieniądze nieustannie płynęłyby do owych państw, powodując powstawanie kolejnych koalicji antynapoleońskich, które -niczym fale - wcześniej czy później zalałyby i Francję i Napoleona (ile bowiem można rozbijać kolejne koalicje? tym bardziej że Napoleon nie był już młodzieniaszkiem, miał bowiem 43 lata i chciał spokoju, chciał przebywać z synem, uczyć go i wychowywać na dobrego władcę i dobrego człowieka. A to nie było możliwe w sytuacji kolejnych wojen). 




Tymczasem 5 lipca skończyły się ulewne deszcze i powrócił upał i to niemiłosierny upał, dający żołnierzom tak we znaki, że duża część z nich nie była w stanie zbyt długo maszerować (a niektórzy wręcz gubili własne oddziały, być może celowo, a być może ze zmęczenia i osłabienia). Zaczęło też brakować żywności, doszło też do pierwszych zgonów z głodu (gdy Napoleon się o tym dowiedział, mocno się zdenerwował, stwierdzając że żołnierze mieli zapasy na 20 dni, gdzie one się podziały? Przerażony szef intendentury, który został doń wezwany do Wilna, stwierdził, że ci żołnierze zmarli z przepicia, na co Bonaparte odrzekł: "Jedna wielka bitwa zakończyłaby ten stan chaosu"). Problemem były również konie, które padały notorycznie (wielki koniuszy cesarza Caulaincourt pisał w tych dniach: "Szybkie tempo przemarszów, niedobór luzaków, brak paszy, złe traktowanie - wszystko to razem wzięte zabijało nasze pochodzące przeważnie z zaprzęgów pocztowych konie. Człowiek, sam pozbawiony wszystkiego, nie jest w stanie zatroszczyć się o konie i bez żalu patrzy, jak giną; uwalniając się od powierzonego mu obowiązku, ma nadzieję na zmniejszenie własnych cierpień. Wyobraziwszy sobie to wszystko, zrozumiecie tajemnice naszych pierwszych klęsk i dalsze koleje losu". Problemy piętrzyły się wszędzie, ale bezwzględnie najwięcej było ich w dostarczaniu aprowizacji dla armii. Krytykujący te trudności gen. Kosiński został wówczas zdymisjonowany i w liście do gen. Jana Henryka Dąbrowskiego zapisał takie oto słowa: "Zjedliście, Panowie, swój chleb za rok 13,14 a może i 15 - jest to flota spalona, musicie koniecznie wypędzić Moskali na Lodowe Morze i te trzy lata tam przeżyć, inaczej razem z nami pomżecie głodem". Biorąc to wszystko pod uwagę, nic dziwnego że wielu nie wytrzymywało i rabowało dobytek chłopów, a nawet mieszczan. Mimo to nastroje co do wojny z Rosją i odbudowy Rzeczpospolitej nie zmieniały się zbytnio, chociaż ciekawy przypadek Michała Kleofasa Ogińskiego z wiosny roku 1811 pokazuje, że mogło z tym być różnie, Ogiński pisał bowiem wówczas: "Widziałem w Ostrołęce generała Różnieckiego, Trzecieskiego i kilku innych oficerów, których znałem od dawnego czasu. Wszystko było ożywione najlepszym duchem i pragnęło gorąco wojny; całkiem przeciwnie urzędnicy cywilni i mieszkańcy wsi".

8 lipca 1812 r. korpus marszałka Davout'a zajął Mińsk. Minęły już dokładnie dwa tygodnie, od czasu gdy Cesarz Napoleon na czele swej Wielkiej Armii przekroczył graniczną rzekę Niemen, kierując się w stronę serca Rosji. Dwa tygodnie, a jeszcze nie doszło do żadnych poważniejszych walk, poza niewielkimi potyczkami, które nie miały większego znaczenia. Pomimo trudów Wielka Armia parła cały czas na Wschód, jednocześnie gen. Bagration tego właśnie dnia zmienił dotychczasowy kierunek swego marszu i zamiast na północ, teraz skierował się na południe, w stronę Nieświeża. 9 lipca Cesarz Napoleon dowiedział się, że ścigana przez Niego (a w zasadzie przez Jego generałów, bo On nadal przebywał w Wilnie) I Armia Zachodnia, zamknęła się w dobrze ufortyfikowanej twierdzy Dryssa. Natychmiast posłał tam swą straż przednią, aby wybadała sytuację, w nadziei na przyjęcie bitwy i ostateczne rozwiązanie kwestii tej kampanii. Jednak Barclay de Tolly - widząc spore luki w obronie tej twierdzy, już 16 lipca opuścił ją i ruszył dalej na Wschód. Wysłane przez cesarza Napoleona oddziały, dotarły do Dryssy 17 lipca i nikogo już tam nie zastały, zajmując opustoszałą twierdzę. Do pierwszego poważniejszego starcia tej wojny i tej kampanii doszło w nocy z 9 na 10 lipca. Wówczas to polskie oddziały z korpusu Hieronima Bonapartego starły się pod Mirem z Kozakami gen. Płatowa. Kozacy wyszli z tego starcia zwycięsko, chodź zaraz potem się wycofali na Wschód. Napoleon, niezadowolony z postępów swego brata Hieronima, powierza kontrolę nad jego wojskiem marszałkowi Davout'owi (11 lipca), co powoduje że Hieronim składa dowództwo i obrażony wyjeżdża do Wirtembergii. Jednocześnie Cesarz zakazuje dalszego pościgu z armią Bagrationa.




12 lipca do cara Aleksandra dotarł list, napisany przez gen. Bałaszowa, gen. Arakczejewa i admirała Aleksandra Szyszkowa, z prośbą o opuszczenie wojska i jak najszybsze udanie się do Moskwy, gdzie car powinien - jak napisano "wzorem swych praprzodków z czasów Wielkiej Smuty" zorganizować obronę miasta, obejmującą wszystkie warstwy społeczne ("opołczenija"). Nalegania tych generałów, jak również swojej siostry Katarzyny aby czym prędzej Aleksander przybył do Moskwy (gdzie jest najbardziej potrzebny, w przeciwieństwie do Petersburga) tak też uczynił. 24 lipca wjechał do Moskwy i gdy tylko ukazał się na Czerwonym Podeście na szczycie schodów wiodących na Kreml, widział przed sobą tłumy Moskwiczan (jak potem miał stwierdzić: "Nie widziałem tam poddanych, widziałem za to Rosję zjednoczoną w religijnym uwielbieniu dla swego władcy i we wspólnej walce z najeźdźcą"). Deklaruje im, że nie podpiszę pokoju dopóki choć jeden wróg pozostanie na rosyjskiej ziemi, a udając się do cerkwi Zaśnięcia Najświętszej Marii Panny tamtejszy patriarcha wita go słowami: "Bóg jest z tobą. Twoim głosem wyda rozkaz burzy, a powróci spokój i cofną się fale powodzi". Aleksander wydał w Moskwie dwa manifesty: jeden skierowany do narodu, a drugi do mieszkańców Moskwy. Zwracał się w nich do swego ludu, aby: "bronili sławy i porządku wielkiej Rosji, której żadne siły ludzkie pokonać nie potrafią". Następnie te manifesty zostały przesłane do Senatu, a następnie rozesłane do wszystkich większych miast i guberni Cesarstwa Rosyjskiego (a także przetłumaczone na kilka języków). W tym czasie Rosja nie była już osamotniona w tej wojnie, gdyż 18 lipca w szwedzkim Orebro rosyjski ambasador podpisał traktat pokojowy (i de facto sojusz) z ambasadorem Wielkiej Brytanii (w tym czasie, dokładnie od miesiąca Wielka Brytania była w stanie wojny ze Stanami Zjednoczonymi, gdy Kongres USA 18 czerwca wypowiedział wojnę Wielkiej Brytanii. Wojna została powitana w USA z ogromnymi nadziejami i niezwykłym patriotycznym wzmożeniem.  Było wielu ochotników, szczególnie wśród ludzi młodych, których ojcowie walczyli w wojnie o niepodległość i oni sami chcieli również zapisać się w chwale i przejść do historii. Niestety wojna ta a nie toczyła się tak, jakby Amerykanie tego chcieli. Wkrótce potem Brytyjczycy zdobyli Waszyngton i spalili Biały Dom, ale poświęcenie wielu późniejszych amerykańskich bohaterów (w tym późniejszego prezydenta USA Andrew Jacksona - który dowodził w bitwie pod Nowym Orleanem w 1815 r. i w ogóle był prawdziwym zakapiorem tej wojny, w Polsce praktycznie nieznanym) pozwoliło Amerykanom tej wojny nie przegrać, chodź realnie też jej nie wygrali.


BRYTYJSKI I AMERYKAŃSKI
ŻOŁNIERZ WOJNY 1812 



A jeśli idzie o patriotyczne wzmożenie, to wróćmy do Warszawy. Jak już wcześniej wspomniałem, po ogłoszeniu aktu Konfederacji Generalnej Królestwa Polskiego ("Królestwo Polskie jest przywrócone i naród polski na nowo w jedno ciało jest połączony") zaczęto w całym kraju organizować patriotyczne manifestacje, przyjęcia i bale (choć pewien niesmak wzbudził stary książę Adam Kazimierz Czartoryski, który ogłaszał ten akt będąc w austriackim mundurze). Prym na owych przyjęciach wiodły żona i córka Adama Kazimierza Izabella i Maria Czartoryskie (choć ta druga już wówczas po mężu nosząca nazwisko Würtemberg-Montbéliard). Dało to asumpt niektórym paniom do krytyki zarówno pań Czartoryskich, jak i owych patriotycznych rautów. Na przykład Aneta z Tyszkiewiczów Potocka tak oto pisała: "Niepotrzebne było ani teatralne uniesienie, ani hałaśliwe demonstracje". A Wirydianna Fiszerowa otwarcie krytykowała Izabellę Czartoryską,, nazywając ją wprost "zgrzebłą małżonką księcia Adama Kazimierza". A tymczasem 16 lipca, po 18 dniach odpoczynku, Napoleon wreszcie wyjechał z Wilna.




CDN.

piątek, 14 marca 2025

NIM POWSTAŁY HAREMY - Cz. VII

ŻYCIE KOBIET KALIFÓW 
DYNASTII ABBASYDÓW





II
ASMA
Cz. III





 Muhammad, syn Alego (o którym pisałem w poprzedniej części), ten, którego przekonał do podjęcia walki o władzę nad Kalifatem Bukair, syn Mahana (który został stracony w Marwie w 742 r.) szczycił się tym, że prawo do kontynuowania ruchu Haszimija (a tym samym podjęcia walki o władzę z Ommajadami nad Kalifatem) i stanięcia na jego czele, otrzymał z woli ostatniego przywódcy szyitów (kajsanitów-rawandytów) Abu Haszima (potomka Alego, zięcia i najbliższego druha Mahometa, zamordowanego w 661 r., który przez szyitów jest uważany za prawdziwego kalifa i następcę proroka). Oczywiście nie była to główna linia potomków Alego, a jedynie linia wywodząca się z klanu Banu Hanifa, ale to wystarczyło Muhammadowi i jego potomkom, aby uważać się za powołanych do władzy nad wszystkimi muzułmanami. Muhammad twierdził, że Abu Haszim na łożu śmierci (716 r.) przekazał mu zwój żółtego pergaminu, na którym było napisane, iż w Churasanie pojawił się czarny sztandar symbolizujący Haszymitów (a potem stanie się on banderą Abbasydów), oraz że odnowę religijną, czyli rewolucję przeciwko Ommajadom należy rozpocząć w "roku osła" który to rok jest wymieniony w Koranie (oraz w opowieści o stuletnim śnie beduina Udajra). Rok osła przypadał na stulecie śmierci Mahometa (czyli był to 111 rok ery muzułmańskiej, natomiast licząc naszą, chrześcijańską rachubą czasu był to rok 729-730, jako że muzułmański rok księżycowy był nieco krótszy od słonecznego roku chrześcijańskiego, stąd stulecie śmierci Mahometa - przypadające na rok 632 - nie wypadało dokładnie w tym czasie). Muhammad, syn Alego (z Al-Humajmy) był kontynuatorem tego dziedzictwa aż do swej śmierci w roku 743. Następnie ta scheda przypadła jego najstarszemu synowi -  Ibrahimowi zwanemu imamem. Nowy przywódca ruchu Haszimija wysłał emisariuszy (kaznodziei) do wszystkich prowincji Kalifatu, którzy mieli oznajmiać ludziom że za wszystkimi dramatami i klęskami jakie spadły na muzułmanów, stoi ród Ommajadów (czyli ród Abu-Sufjana - pierwotnie wroga Mahometa, który potem się nawrócił i stał się jego stronnikiem).

"Kaznodzieje" Ibrahima imama, obiecywali wszystkim (szczególnie aktywni byli we wschodnich prowincjach Kalifatu) po obaleniu rządów uzurpatorów, potomków Abu-Sufiana, obniżenie podatków i wszelkich danin, zlikwidowanie przymusu budowlanego (polegającego na tym, że na rozkaz kalifa dana ludności miała obowiązek wznieść - najczęściej - na własny koszt meczet), a także obiecywano równouprawnienie nie Arabów i przyznanie im praw politycznych. Propagandą abbasydzką na terenie Chorasanu kierował Abu Salama (o którym pisałem już w poprzedniej części), który zdołał zbiec z więzienia w Marwie ok. 741 r. Jakiś rok później uwolniony stamtąd został również Abu Muslim (główny wódz i autor zwycięstwa Abbasydów nad Ommajadami), ale ponieważ wcześniej był zdeklarowanym szyitą, został odesłany do Al-Humajmy (głównej siedziby zarówno Muhammada, jak i teraz Ibrahima imama) "na nauki" (a tak naprawdę na indoktrynację polityczno-religijną), więc na razie był nieaktywny. Jednak w Chorasanie w tym czasie toczyło się już powstanie (od 734 r.) niejakiego Harisa bin Surajdż. Początkiem tego buntu było miasto Andchuj w Guzganie, a potem rebelia rozprzestrzeniła się. Abbasydzi oczywiście starali się również ten bunt wykorzystać na swoją korzyść, tym bardziej że to właśnie Haris jako pierwszy rozwinął czarny sztandar - symbol powrotu Mahdiego (było to takie połączenie islamu z chrześcijaństwem - oczywiście na gruncie arabskim, zapowiadające powrót nie tyle Syna Bożego, ile Mahdiego, czyli Mesjasza, ale jednak człowieka tyle że Bożego proroka). Ponieważ w wojska Harisa składały się głównie z chłopów (i z dekhańskiego pospolitego ruszenia), tak więc jego program polityczny opierał się na deklaracji zaprzestania pobierania podatków i danin od muzułmanów (co przyciągało do jego ruchu tych którzy dopiero co przeszli na islam) ale jednocześnie jego tak odważne projekty równouprawnienia najuboższych z bogatymi, oraz sojusz z Białymi Hunami (Heftalitami), odżegnywał wielu od wsparcia jego ruchu. Szczególnie niezadowoleni z sojuszu z Heftalitami byli dekhanowie, którzy cenili sobie porządek i stabilizację i sprzeciwiali się wszelkim nowinkom (szczególnie tym, związanym z kwestiami klasowymi).




Ale bunt Harisa bin Surajdż nie był groźny dla kalifatu Ommajadów. Doszło nawet do tego, że kalif Hiszam (panował w latach 724-743) postanowił nawet... wesprzeć bunt Harisa. To znaczy, zdając sobie sprawę z częstych rebelii, które wybuchały szczególnie na Wschodzie Kalifatu, postanowił Hiszam wykorzystać Harisa jako swoistego słupa, skupiającego wokół siebie wszystkich niezadowolonych z rządów dynastii Ommajadów, aby ich kontrolować i aby nie przyłączyli się do znacznie poważniejszych wrogów, jakich upatrywał zarówno w szyitach, jak i w Abbasydach. Po klęsce i śmierci pod Talqanem Jahji - syna Bukaira (743 r.), jego ciało zostało okrutnie pohańbione, został bowiem ukrzyżowany, a aby odstraszyć kolejnych buntowników, jego ciało wisiało tak przez kilka kolejnych lat, aż do ostatecznego zwycięstwa Abbasydów w bitwie nad Wielkim Zabem w styczniu roku 750. Wówczas to dopiero Abu Muslim zdjął ciało z krzyża, zawinął je w całun i pochował. A następnie ścigał i zabijał wszystkich, którzy mieli swój udział w śmierci Jahji. Natomiast miłość ojcowska Jahji i jego okrutna śmierć, stała się następnie powodem, że mieszkańcy Chorasanu przez kilka kolejnych lat swoich nowonarodzonych synów zaczęli nazywać właśnie Jahja. Tak więc, aby nie dochodziło do kolejnych rebelii, Hiszam (nieoficjalnie, ale przez swych przedstawicieli) złożył Harisowi propozycję stania się kontrolowaną opozycją i przyciągania tych wszystkich, którzy mogliby być niezadowoleni z władzy Kalifatu (w tym celu Haris został schwytany i aresztowany, a następnie, aby pokazać dobrą wolę kalifa - wypuszczony na wolność). Trudno przewidzieć czy Haris poszedł na ową współpracę, ale wydaje się że jednak nie, jako że jego późniejsze losy świadczą o tym dosyć dobitnie (choć przez pewien czas można by było podejrzewać, że jakieś tajne konszachty z kalifem wchodziły w grę). Wydaje się więc że kalif Hiszam był prekursorem tego typu praktyk, które potem zostały dopracowane do perfekcji przez różnych dyktatorów, ale również i przywódców demokratycznych (choć w tym przypadku bardziej w grę wchodzą służby specjalne, które tworzą kontrolowaną opozycję, aby nie urosła im ta prawdziwa i aby oni mogli temu przeciwdziałać).

Kalif Hiszam zmarł w lutym 743 r. a jego następcą został jego bratanek kalif al-Walid II. O ile 19-letnie rządy Hiszama nie należały do łatwych, jako że częste bunty we wschodnich prowincjach dawały o sobie znać, o tyle jego panowanie jest uważane za dosyć spokojny i stabilny czas dla ludności Kalifatu. Nie było zbyt wielkich podatków, oraz rozwijała się gospodarka i handel. Al-Walid zaś, jeśli opuszczał swoją komnatę, to często był pod wpływem alkoholu, natomiast gdy sypiał, to sypiał w towarzystwie kilku kobiet jednocześnie (najczęściej nagich). Jego wuj Hiszam (zdając sobie sprawę że to właśnie on zostanie następcą tronu kalifów z rodu Ommajadów), starał się go upominać i przekonywać - nadaremnie. Odsunął a nawet uwięził jego osobistego kompana, z którym al-Walid pijał wino - to też nie odmieniło jego przyzwyczajeń. Tak więc nowym kalifem został człowiek, który nie stronił od alkoholu, a także uwielbiam towarzystwo pięknych młodych kobiet (w tym czasie takie pomieszczenie jak haram jeszcze nie istniało, a kobiety te najczęściej były niewolnicami). Jednak po objęciu władzy, al-Walid jakoby sam doszedł do wniosku, że pewne rzeczy już nie przystoją. Oczywiście nie przestał spożywać wina, ale wówczas zamykał się w swej komnacie i póki nie wytrzeźwiał, nie wychodził. Był człowiekiem hojnym i sprawiedliwym, starał się bowiem aby negatywne opinie o nim, przesłonić tymi pozytywnymi. Nie zdołał jednak przekonać tych, którzy wielokrotnie mieli w pamięci jego pijaną facjatę i właśnie grupa takich ludzi na dworze w Damaszku zawiązała spisek, mający na celu zabicie al-Walida, jako człowieka który hańbi Kalifat. Wciągnięto do tego spisku gubernatora Mekki - Kalida al-Kasriego, lecz ten odmówił współuczestnictwa, a nawet ostrzegł kalifa przed spodziewanym zamachem. Niestety, uczynił to w tak niezręczny sposób, że al-Walid uznał, iż ten niedwuznacznie mu grozi i kazał go uwięzić, a następnie upokorzył go, sprzedając jako niewolnika niejakiemu Jusufowi, który poddał go torturom, a następnie uśmiercił. Ta śmierć spowodowała powszechne oburzenie na kalifa. Dowódca armii Kalifatu Sulejman (syn poprzedniego kalifa Hiszama) zbuntował się i ruszył na Damaszek przy wsparciu swego kuzyna Jazyda. Ostatecznie pałac kalifa został oblężony, a Jazyd przedostał się do jego komnaty i doszło do pojedynku pomiędzy kuzynami, zakończonego (po dzielnej walce) śmiercią al-Walida II. Teraz nowym kalifem został Jazyd III (kwiecień 744 r.).




Nie było mu jednak pisane długie panowanie, gdyż już w październiku tego samego roku Jazyd III zmarł na guza mózgu. Na łożu śmierci wyznaczył swym następcą brata - Ibrahima, ale ten młodzieniec był kompletnie nieprzygotowany do roli, jaka na niego spadła. Przerażony buntami i niepokojami w Kalifacie, a także tym, że również i na jego życie może czyhać niebezpieczeństwo, Ibrahim zrezygnował z władzy już w grudniu 744 r. Poeta i historyk al-Tabari stwierdził nawet, że Ibrahim "nie zdążył nawet stać się kalifem, a już przestał nim być" (potem, po zwycięstwie Abbasydów w 750 r., Ibrahim - jak większość Abbasydów -zostanie zamordowany w Damaszku). Nowym kalifem został teraz daleki kuzyn Ibrahima - Marwan II i teraz też zaczęły się schody, a raczej pojawiła się okazja, aby ostatecznie usunąć Ommajadów z tronu. Co prawda Marwan dążył do odbudowy pozycji Kalifatu i wzrostu znaczenia swego rodu, ale postępował w taki sposób, że szybko zrażał do siebie różne grupy ludności. Podniósł np. drastycznie podatek gruntowy (charadż), a jednocześnie od lat już na wielu terenach zaprzestano modernizacji sieci nawadniającej ziemię, przez co plony były słabe. Ludzie nie mieli więc z czego zapłacić owego podatku. W tym też mniej więcej czasie (645 r.) Abu Muslim opuścił Al-Humajmę i przybył do Chorasanu, gdzie dołączył do obecnego tam 
Abu Salamy al-Challaliego i zaczął głosić, że Ommajadzi to "dynastia nieprawdy"...





CDN.
 

czwartek, 13 marca 2025

MOGLIŚMY TO WYGRAĆ! - Cz. XIII

CZYLI, CZY RZECZYWIŚCIE WOJNA ROKU 
1939 BYŁA Z GÓRY SKAZANA NA KLĘSKĘ?





SOWIECI NIE WCHODZĄ 
(TYMOTEUSZ PAWŁOWSKI)



PRZYGOTOWANIA 
DO WOJNY 
Cz. II


UROCZYSTOŚĆ WRĘCZENIA BUŁAWY MARSZAŁKOWSKIEJ JÓZEFOWI PIŁSUDSKIEMU ZA ZWYCIĘSKĄ WOJNĘ Z SOWIETAMI
(PLAC ZAMKOWY W WARSZAWIE)
14 listopada 1920 r.



 (...) Europejskie dywizje piechoty w dwudziestoleciu międzywojennym nie różniły się między sobą. Nie różniły, bo nie mogły, opierały się na trakcji konnej. Zwiększenie "siły uderzeniowej" musiało skutkować drastycznym zmniejszeniem ruchliwości. Wielkość dywizji piechoty oraz jej struktura organizacyjna i stan uzbrojenia - ustaliły się dzięki praktyce: było to nieco więcej niż 15 000 ludzi, ponad setka karabinów maszynowych i około 40 dział artylerii lekkiej. Podjęto jednak próbę skokowego zwiększenia sprawności dywizji piechoty. W 1918 roku bolszewicy podjęli decyzję, że dywizje piechoty Robotniczo-Chłopskiej Armii Czerwonej będą liczniejsze, lepiej uzbrojone i silniejsze od "burżuazyjnych dywizji piechoty". Miały liczyć 27 batalionów strzeleckich, 500 karabinów maszynowych, sześć dywizjonów artylerii, dywizjon kawalerii i eskadrę lotniczą. Było to - bagatela - 38 000 żołnierzy. Rzeczywistość jednak szybko zweryfikowała te plany i w 1920 roku na froncie rosyjska dywizja piechoty liczyła mniej niż 10 000 żołnierzy, czyli mniej niż dywizja piechoty Wojska Polskiego.


SOWIECKI PLAKAT PROPAGANDOWY 
1920



Wojsko Polskie powstało przed około stu laty, w czasie I Wojny Światowej. "Około" gdyż jego geneza była skomplikowana: zdecydowanie się na datę wcześniejszą mogło świadczyć o nie polskich korzeniach polskiego wojska, zdecydowanie się natomiast na datę późniejszą - odbierało honor tym, którzy za ojczyznę walczyli dłużej niż inni. Z pewnością 11 listopada 1918 roku, gdy Polska odzyskiwała niepodległość, jej wojsko było już sprawnym i skutecznym narzędziem - narzędziem, które uratowało jedność kraju, jego granice i niepodległość. Pierwszą prawdziwie podręcznikową bitwą Wojska Polskiego, była ta stoczona nad Niemnem jesienią 1920 roku. W teorii - a praktyka niewiele od niej odbiegała - powinna wyglądać następująco: Po przygotowaniu artyleryjskim rzucona do szturmu piechota przełamywała pierwszą linię oporu wroga, rozbijała kontratakujące odwody nieprzyjaciela i zajmowała pozycje tyłowe broniącej się dywizji. Powinno to być łatwe gdyż stanowiska nieprzyjacielskich karabinów maszynowych - najpoważniejszego narzędzia obrony - mogły być łatwo zniszczone przez artylerię kierowaną przez obserwatorów. Następnie atakująca piechota, wzmocniona kolejnymi batalionami i wsparta ogniem artylerii, włamywała się w ostatnią linią obrony wroga i umożliwiała kawalerii wyjście na przestrzeń operacyjną nieprzyjaciela, co oznaczało przełamanie jego obrony, zniszczenie dowództw i artylerii, a w konsekwencji zrolowanie całego frontu i zmuszenie nieprzyjaciela do ucieczki (pamiętam jak godzinami z kolegami grałem w gry planszowe, m.in. bitwy wojen napoleońskich, jak i roku 1920).


PLAN BITWY NAD NIEMNEM 
(DRUGIEJ I OSTATNIEJ WIELKIEJ BITWY ROKU 1920, KTÓRA OSTATECZNIE PRZYPIECZĘTOWAŁA KLĘSKĘ SOWIECKIEJ ROSJI W WOJNIE Z POLSKĄ)
20-26 września 1920 r.



To, co w teorii przedstawiało się jasno i wyraźnie, w praktyce napotykało wiele trudności. Najpoważniejsza z nich pojawiała się wówczas, gdy atakujące bataliony zajmowały pozycje tyłowe broniącej się dywizji wraz ze stanowiskami ogniowymi artylerii wroga. Oznaczało to wyjście z zasięgu ognia własnej artylerii dywizyjnej. W dodatku współdziałanie między piechotą i artylerią pogarszało się z każdym metrem przebytym przez piechurów. W pewnym momencie boju należało przerwać ogień wspierających atak armat lekkich i przesunąć je do przodu, a przebycie kilku kilometrów i poprawne zajęcie nowych stanowisk ogniowych zajmowało - według regulaminu - kilka godzin. Rozwiązaniem tego problemu były czołgi, bowiem szybko przemieszczały się po polu walki, a wsparcie ogniem piechoty nie wymagało dokładnego - a więc czasochłonnego - zajmowania stanowisk. W razie powodzenia natarcia następował pościg: wówczas bataliony saperów naprawiały drogi, a przede wszystkim budowały mosty zniszczone przez uchodzącego nieprzyjaciela. Saperzy stawiali takie przyprawy, które były potrzebne ich macierzystym jednostkom: w pułku -  mosty dla piechoty i promy dla dział; w dywizji - mosty dla artylerii i lekkiej i promy dla artylerii ciężkiej; w armii - mosty dla artylerii ciężkiej, a nawet czołgów lekkich. Czołgi cięższe niż dziesięciotonowe mogły zostać użyte - ale byłaby to broń nieelastyczna, mało wydajna i nieekonomiczna. Tak samo jak bronią nieelastyczną (...) była artyleria najcięższa. Jednak cele dla potężnych polskich moździerzy 220 mm istniały i były jasno określone: umocnienia dookoła Kijowa i Królewca.


POLSKA PIECHOTA WSIADA 
DO POCIĄGU PANCERNEGO 
1920



Wojsko Polskie osiągnęło "europejski" poziom organizacyjny wiosną 1920 roku. Jego struktura została następnie ujednolicona z armią francuską, z którą Rzeczpospolita pozostawała w - sformalizowanym ostatecznie w 1921 roku - sojuszu wojskowym. Obszar Polski został podzielony na 10 okręgów, w których stacjonowały korpus armijne: trzy dywizje piechoty służące do walki, brygada kawalerii służąca do rozpoznawania i działań rajdowych, pułk artylerii ciężkiej mający ułatwiać przełamywanie pozycji wroga oraz batalion saperów ułatwiający wszelkie manewry. Wnet jednak okazało się, że taką strukturę organizacyjną należy zmodyfikować, bowiem to, co sprawdzało się na zachodzie Europy, było zbyt ciężkie i zbyt mało elastyczne w warunkach Europy Wschodniej (już kiedyś pisałem na temat błędu jaki popełnił Hitler po inwazji na Związek Sowiecki, nie przygotowując znacznych sił kawaleryjskich, które byłyby nieodzowne w warunkach zarówno srogiej rosyjskiej zimy, jak i praktycznego braku tam dróg, gdzie żołnierze w czasie roztopów praktycznie brodzili po kolana w błocie i zapadali się w nim. Większe formacje kawaleryjskie Wehrmachtu były tworzone dopiero od roku 1943, a w ich skład wchodzili przede wszystkim Kozacy, ale również Niemcy. Był to jednak czas, gdy hitlerowskich Niemiec nic już nie było w stanie ocalić. Zresztą o czym my mówimy skoro wojska niemieckie pod Moskwą nie miały nawet ciepłych ubrań ani czapek - co oczywiście nie znaczy że ich nie przygotowano. Owszem, były, stały w transportach kolejowych na dworcu w Warszawie, natomiast na front wschodni przerzucano przede wszystkim najpotrzebniejsze rzeczy, czyli broń i amunicję. Natomiast ciepłych ubrań, czapek i temu podobnych nie uznawano za aż tak istotne, co powodowało że Niemcy wręcz zamarzali we własnych czołgach).


POLSKI PLAKAT PROPAGANDOWY 
1920



Podstawowym problemem było zaopatrzenie. Amunicja, paliwo, jedzenie powinny trafić liniami kolejowymi do magazynów korpuśnych, a stąd dywizyjne tabory miały dowozić je do pułków. Tymczasem w kierunku wschodnim biegło z centralnej Polski jedynie pięć magistrali kolejowych. Nie dało się więc zastosować "zachodnioeuropejskiej" struktury dowodzenia i zaopatrzenia, w którym jedna magistrala służy do zaopatrywania jednego korpusu. Dowództwa okręgów korpusów przestały więc odpowiadać za planowanie wojenne, a zajęły się jedynie organizacją pokojową. Dowódcy okręgów korpusów również stracili na znaczeniu, generał na tym stanowisku określano złośliwym przymiotnikiem "gaciowy". Planowanie operacyjne powierzono zatem wybranej grupie generałów: inspektorom armii. Skoro na wschód prowadziło pięć magistrali kolejowych, zatem istniało jedynie pięć kierunków operacyjnych, stąd też było pięciu inspektorów armii dla przeciwsowieckiego frontu wschodniego (i pięciu inspektorów armii dla przeciwniemieckiego frontu zachodniego). Podjęto też decyzję, że sprawami kwatermistrzowskimi będą zajmowały się sztaby armii, którym będą bezpośrednio podlegały dywizje piechoty I brygady kawalerii. W razie potrzeby można było natomiast zorganizować z kilku dywizji "grupy operacyjne". Bardzo często porównuje się je do znanych z innych armii korpusów, krytykując polskie grupy operacyjne za zbyt małą liczbę oficerów. Tymczasem w czasie wojny liczenie zaopatrzenia - kiedy?, ile?, gdzie? - było najbardziej pracochłonnym zadaniem sztabów, a skoro zajmowały się tym polskie sztaby armijne, to sztaby grup operacyjnych były mniej liczne: zaopatrzenie dowożone było do magazynów armii, a stamtąd trafiało na front (podobna organizacja była - według słów amerykańskiego generała George'a Pattona - kluczem do sukcesu jego 3 Armii w latach 1944 i 1945. Taka sama organizacja funkcjonuje dziś niemal w każdych siłach zbrojnych świata).


TOTALNY ODWRÓT SOWIETÓW 
(TUTAJ ARMII BUDIONNEGO) 
Wrzesień-październik 1920



STANOWISKO POLSKIEGO KARABINU MASZYNOWEGO NA LINII ROZEJMOWEJ 
Październik 1920





CDN.

poniedziałek, 10 marca 2025

HISTORIA ŻYCIA WSZECHŚWIATA - WSZELKIEJ CYWILIZACJI - Cz. CXCIII

TWÓRCY EUROPEJSKICH CYWILIZACJI 
SŁOWIANIE I CELTOWIE





PIERWSZE EUROPEJSKIE CYWILIZACJE

SŁOWIANIE

(POD SKRZYDŁAMI ASYRII - UPADEK IZRAELA)

(ok. 738 r. p.n.e. - ok. 635 r. p.n.e.)

Cz. XIII







FILISTEA
PONOWNIE ODRODZENIE
(738 r. p.n.e. - ok. 635 r. p.n.e.)
Cz. XIII



DEWARIM
(738 r. p.n.e. - 586 r. p.n.e.)
Cz. XV



 Gdy tylko władca Asyrii, król Sannaherib dowiedział się o spisku i buncie miast Fenicji, Filistei i Judy wspartych przez Egipt, szybko zebrał armię i pomaszerował z Niniwy wybrzeżem Morza Śródziemnego przez kraje Lewantu. Nim jednak tam dotarł, musiał interweniować również na zachodzie, w kraju zwanym Kue (późniejsza Cylicja), gdzie greccy koloniści założyli miasto o nazwie Tars. Tamtejszy asyryjski namiestnik Kue zbuntował się, a Grecy z Tarsu poparli go. Sannaherib spadł na nich jednak jak jastrząb na swą ofiarę, Cylicja została spustoszona, a miasto Tars spalone (tamtejsi Grecy zaś w ogromnej większości wymordowani). Natomiast pierwszym miastem na drodze Sannaheriba w Lewancie, był Sydon (który również należał do spisku króla Judy Ezechiasza). Miasto to nawet nie próbowało stawiać oporu i od razu poddało się Sannaheribowi, wydając mu jednocześnie swego króla (którego ten wbił na pal). Następny był Tyr, miasto leżące na wyspie, które również skapitulowało (król Tyru - Luli, pomny tego, co stało się z jego sojusznikiem z Sydonu, uciekł na Cypr). Jednak ani Sydon ani Tyr jeszcze wówczas nie zostały przyłączone do asyryjskiego Imperium i oficjalnie nadal pozostawały niepodległymi miastami-państwami, z tym że musiały płacić coroczną daninę do skarbca Niniwy, a nowym władcą Tyru w w miejsce Luli Sannaherib mianował niejakiego Itobaala. Utrzymanie względnej niezależności było ważne dla miasta chociażby ze względów gospodarczych, gdyż Tyryjczycy, Sydończycy jak i Fenicjanie z innych miast, zarabiali spore pieniądze na handlu pomiędzy Asyrią, Egiptem, Cyprem a Helladą i nawet coroczna danina nie była aż tak zła, jak przyłączenie tych miast do Asyrii i odebranie im możliwości handlu morskiego. Nic więc dziwnego że ślad Tyru i Sydonu poszły inne miasta Fenicji. Królowie Menachem z Samsimuruny, Abdi-liti z Arwadu i Uru-miliki z Byblos padli przed asyryjskim władcą na twarz, błagając go o łaskę i przynosząc bogate dary. Im również Sannaherib pozwolił zachować względną suwerenność.

W tym czasie do Filistei wkroczyła już egipska armia, dowodzona przez współpanującego (od 701 r. p.n.e. wraz ze swym wujem Szabaką) faraonem Szabataką (Szebitko). Ten młody wojowniczy kuszycki władca Egiptu, już w swej tytulaturze odnosił się do imperialnej tradycji egipskiej z czasów Nowego Państwa (mówią o tym chociażby jego tytuły: "Ten, który ma wielką władzę nad wszystkimi krajami" czy "Ten, który ma potężne ramię, gdy uderza Dziewięć Łuków"). Jego marzeniem było przywrócenie dawnej chwały Egiptu i przejęcie kontroli nad ziemiami Lewantu. W kampanii tej u jego boku wziął udział również jego młodszy brat Taharka. Gdy Egipcjanie minęli Dolinę Sefata w Filistei, okazało się że armia asyryjska już ich minęła i poszła na południe, docierając pod mury Aszkalonu - najbardziej teraz antyasyjskiego miasta Filistei, zaraz po Gazie (z tym że Gaza w tym akurat konflikcie stała po stronie Asyrii). Król Sidqa nie zamierzał się poddawać, a nawet odgrażał się, że powiesi Sannaheriba na bramie swego miasta. Zapewne liczył na szybkie wsparcie Egipcjan, którzy już byli w Filistei, ale nim dowiedzieli się o oblężeniu Aszkalonu - miasto zostało zdobyte przez Asyryjczyków (trzeba tutaj od razu dodać, że w tym czasie armia asyryjska była bez wątpienia najlepszą armią tamtych regionów świata, a służby inżynieryjne Asyryjczyków były bodajże najsprawniejsze ze wszystkich takowych formacji ówczesnego czasu). Król Sidqa dostał się do niewoli wraz ze swą rodziną i dworem. Sannahereb urządził przedstawienie, w czasie którego on, jego żony i dzieci kolejno całowały asyryjskiego króla w stopę błagając o litość, po czym łaskawie przechylił się on do ich prośby i w zamian za życie króla oraz jego rodziny wymordował wielu szlachetnie urodzonych Aszkelończyków, a ich samych zabrał jako trofeum do Niniwy. Nowym królem Aszkelonu mianował teraz Sannaherib swego stronnika Szarru-lu-dari. Zdobycie Aszkalonu nie oznaczało jednak końca walk oblężniczych na tym terenie. Asyryjczycy musieli następnie zdobywać mniejsze filistyńskie miasta i twierdze, takie jak Bet-Dagon, Jafa, Banaibarka i Aszuru (? - tego miasta nie znam). Dopiero teraz Sannaherib skierował się przeciwko egipskiej armii Szabataki i Taharki. 




Do starcia obu armii doszło pod Altaku - nieopodal Timny (701 r p.n.e.). Egipcjanie zajęli pozycje w dolinie, tuż obok sprzymierzonych z nimi Filistynów (głównie z Ekronu). Asyryjczycy natarli na nich od południa, znad wzgórz, a bitwa ta szybko zamieniła się pogrom egipsko-filistyńskich wojsk. Szabataką i  Taharka co prawda zdołali uciec z pola bitwy, ale cały egipski korpus oficerski dostał się do asyryjskiej niewoli, a armia egipska praktycznie przestała istnieć (w tym najbardziej bitny i elitarny Korpus Delty). Po tym zwycięstwie było już oczywiste, że rebelia nie ma żadnych szans na sukces. Twierdza Altaku natychmiast skapitulowała, podobnie jak miasto Timna, a następnie Sannaherib ruszył na Ekron - miasto którego mieszkańcy obalili wiernego Asyrii króla Padiego, a następnie w łańcuchach (aby go bardziej upokorzyć) odesłali do Jerozolimy, do Ezechiasza, który wtrącił go do lochu. Po całkowitym zwycięstwie nad Egipcjanami, Ekron nie zamierzał już się bronić, gdyż większość wojska pochodzącego z tego miasta również zginęło w dolinie Altaku. Poddali się licząc na łaskę Sannaheriba, ale jej nie znaleźli. Na swej steli wojennej (wystawionej następnie w Niniwie) Sannaherib pisał po zajęciu Ekronu: "Zabiłem możnych i wodzów, którzy dopuścili się buntu, a ich ciała umieściłem na palach w okręgu wokół miasta. Tych mieszkańców, którzy dopuścili się przestępstw, wziąłem do niewoli, a tym, którzy nie dopuścili się przestępstw i nie przekroczyli granic, przebaczyłem". Brakowało jeszcze tylko przywróconego ponownie do władzy króla Padiego, który nadal przebywał w niewoli jerozolimskiej u Ezechiasza. Ten zaś zdawał sobie sprawę ze swego tragicznego położenia, jako że nagle okazało się iż... został sam, całkiem sam, bo wszyscy sojusznicy Judy zostali rozbici przez Asyryjczyków. Nic więc dziwnego że posłał do Sannaheriba wiadomość takowej treści: "Zbłądziłem. Odstąp ode mnie! Cokolwiek mi nałożysz, to poniosę" - innymi słowy godził się zapłacić każdą narzuconą daninę, aby tylko Sannaherib darował mu winy i odstąpił od oblężenia Jerozolimy.




Trzeba jednak dodać, że Ezechiasz dobrze przygotował się do obrony, szczególnie samej Jerozolimy. Wzniósł nowe mury, szerokości 8 m. Nakazał też rzemieślnikom wyrąbać w skale 500-metrowy tunel, ciągnący się od sadzawki Siloe (która teraz znalazła się w obrębie nowych murów Jerozolimy), aż do źródła Grichon, co w razie czego miało ułatwić ewakuację ludności, lub też dostarczenie pomocy miastu w sytuacji długiego oblężenia. Natomiast sadzawka Siloe miała stanowić główne zabezpieczenie miasta w wodę, gdyż dotychczasowe sadzawki Dolna i Stara były już niewystarczające. Swoim żołnierzom rozdawał dodatkowe porcje oliwy, wina i zboża, a jednocześnie aby zmobilizować ich do walki i upewnić o co i dla kogo walczą, rozdawał im to w dzbanach, na których znajdowało się jego godło - czteroskrzydły skarabeusz. Tymczasem Sannaherib podszedł pod potężną judzką twierdzę Lachisz, będącą jedną z bram wiodących do Jerozolimy. Było to silnie umocnione miasto leżące na wzgórzu, bronione przez dwie linie murów: zewnętrzną i wewnętrzną. Był też niewielki bastion oddzielony od murów, stanowiący pierwszą pocztę obrony. Dokoła zaś miasta rosły drzewa i krzewy, oraz rozciągały się winnice. Sannaherib gdy tylko podszedł pod miasto, złożył oblężonym propozycję poddania się, gwarantując że zachowają życie i umiejętności, w przeciwnym razie zostaną potraktowani okrutnie - na typowy asyryjski sposób. Odmówili, więc rozpoczęło się oblężenie. Asyryjczycy podciągnęli tarany i machiny oblężnicze, a łucznicy i procarze zaczęli oczyszczanie blanków z obrońców. Stosowano ciekawą taktykę, bowiem łucznicy chowali się za ogromnymi wiklinowymi tarczami - zakrzywionymi u góry - obsługiwanymi przez dwie osoby, jedna trzymała tarczę za uchwyty, druga strzelała. Dzięki temu byli praktycznie całkowicie chronieni przed strzałami obrońców, natomiast oni sami mieli doskonały cel na blanki. Natomiast asyryjscy inżynierowie skonstruowali i podciągnęli pod mury rampy oblężnicze i wieże szturmowe, wyłożone kamiennymi płytami. Atakowano na dwa sposoby, zarówno ostrzeliwując obrońców z wieży oblężniczej, jak również podstawiając drabiny pod mury i próbując dostać się do środka (był również trzeci sposób, kopania dołów pod murami w taki sposób, aby doprowadzić do ich zawalenia, ale tego akurat tutaj nie zastosowano). Po kilku dniach krwawych walk twierdza Lachisz padła.




Przywódcy miasta zostali poddani okrutnym torturom, a następnie wbici na pale. Zginęło wielu mieszkańców, natomiast szereg młodych chłopców, kobiet i dzieci poszło w niewolę. Następnie Sannaherib przystąpił do zdobywania innych miast Judei, w tym twierdz Maresza, Libna, Adullam Soko, Azeka i Bet-Szemesz (łącznie zdobył 46 twierdz judzkich, a przynajmniej tak chwalił się na swej steli wojennej). Wreszcie podszedł pod Jerozolimę. Na początku (podobnie jak pod Lachisz) Sannaherib posłał do Jerozolimy swego posła (którym był jego brat Sin-Ah-User) z propozycją natychmiastowej kapitulacji. Obiecywał mieszkańcom miasta że jeśli się poddadzą, zostaną potraktowani łagodnie i nic nie zostanie im odebrane, natomiast jeśli będą walczyć, czeka ich zagłada, tak jak tych, którzy dotąd ośmielili się rzucić wyzwanie "Panu Świata i Asyrii" (jak tytułował się Sannaherib). Ezechiasz będąc przypartym do muru i nie mogąc liczyć na żadną pomoc, zgodził się na te propozycje, obiecując odesłać Sannaheribowi jako zakładniczki swoje żony i córki, a także zapłacić mu 30 talentów złota i 800 talentów srebra natychmiastowej daniny, oraz zobowiązał się do corocznego przekazywania trybutu w mniejszej formie. Oczywiście takiej fortuny nie było w skarbcu królewskim, trzeba było więc sięgnąć do skarbca Świątyni, a na to nie było zgody ani arcykapłana, ani też wielu innych Żydów. Tak więc rozpoczęło się oblężenie miasta. Szybko jednak okazało się, że w asyryjskim obozie zaczęła szerzyć się jakaś epidemia (było to zapewne związane z brakiem wody) w każdym razie Sannaherib musiał zrezygnować ze zdobycia Jerozolimy. Wymusił jednak na Ezechiaszu coroczną daninę, a także część jego królestwa na zachodzie (w tym miasta które wcześniej zdobył) oddał we władanie filistyńskich miast Aszdod, Gazy i Ekronu. Król Padi został oczywiście uwolniony z jerozolimskiego lochu i z łaski Sannaheriba ponownie zasiadł na tronie Ekronu. Teraz kontrolę nad Judą jak również nad Aszkalonem miały sprawować owe trzy miasta, rządzone przez wiernych Asyrii królów: Mitintiego, Silli-Bela i Padiego. Kampania była skończona, a Sannaherib musiał wracać do kraju, gdyż w Babilonii ponownie wybuchł bunt.

Ezechiasz przeszedł więc przez to wszystko praktycznie suchą stopą. Co prawda utracił spore tereny na zachodzie, ale nie na długo, gdyż wkrótce Sannaherib zgodził się ponownie przyłączyć te ziemie do Judy, tworząc plany powstania buforowego państwa, oddzielającego Egipt od syryjskich prowincji Asyrii. Ostatecznie Sannaherib zdobył bogate łupy, licznych jeńców i rozbił koalicję która zagrażała jego władzy. Egipt nie myślał już o polityce anty-asyryjskiej, (przynajmniej na razie) klęska pod Altaku mocno otrzeźwiła czarnoskórych faraonów w kraju nad Nilem. Natomiast asyryjski władca kpił z Ezechiasza, mówiąc mu: "Oto ty się opierasz na Egipcie, na tej nadłamanej lasce trzcinowej, która gdy się kto oprze na niej, wchodzi w dłoń i przebija ją. Takim jest faraon, król egipski dla wszystkich, którzy na nim polegają". Jednak Z chwilą gdy asyryjski władca udał się do Palestyny, dwukrotnie obalony król Babilonu (po raz pierwszy w roku 710, po raz drugi w 703 r. p.n.e.) Chaldejczyk Merodach-Baladan powrócił z Elamu i ponownie dotarł do Kraju Nadmorskiego i do swego ludu Bit-Jakini, czym wzbudził przerażenie w Babilonie, oraz niepokój w Niniwie. Mianowany przez Sannaheriba król Babelu Bel-ibni słał prośby do Niniwy o szybką pomoc (czym wzbudzał tylko niechęć do siebie w oczach Sannaheriba). Merodach-Baladan nie zbliżył się nawet do Babilonu, a mimo to wzbudzał tam przerażenie samym swym imieniem. Ponaglenia Bel-ibniego nie wzbudzały w Sannaheribie większego wrażenia, ale niepokoiły go konszachty Merodach-Baladana z Elamem innymi plemionami Chaldejskimi, a także (wcześniej) z królem Judy - Ezechiaszem. Musiał więc (chcąc, nie chcąc) ponownie interweniować zbrojnie w Babilonii (700 r. p.n.e.). Wojska asyryjskie wkroczyły do Babilonu, następnie Sannaherib stwierdził że Bel-ibni nie nadaje się już na króla i usunął go, powierzając teraz tron Babelu swemu młodszemu synowi Aszur-nadin-szumi, po czym ruszył do Kraju Nadmorskiego, na bagna...




CDN.

sobota, 8 marca 2025

SUŁTANAT KOBIET - Cz. XLIX

HAREMY WYBRANYCH WŁADCÓW
OD MEHMEDA II ZDOBYWCY
DO ABDUL HAMIDA II





SERAJ SULEJMANA WSPANIAŁEGO

Cz. XXXVIII







ŻONA
SERAJ POD RZĄDAMI
ROKSOLANY/HURREM
(1534-1558)
Cz. XXII



"WIATR, KTÓRY PCHA DO WOJNY Z PERSJĄ - WIEJE Z HAREMU!"
Cz. II


Z początkiem 1544 r. do szacha Tahmaspa do Tebrizu przybył obalony muzułmański władca północnych Indii - Humajun. Przybył tam wraz ze swą małżonką Baga Begum i ok. czterdziestoma zwolennikami, aby prosić władcę Persji o wsparcie w odzyskaniu władzy, a na pewno o tymczasowe schronienie w jego kraju. Postać Humajuna jest dosyć ciekawa (a do tego kompletnie nie znana) dlatego postanowiłem parę słów poświęcić zarówno jego osobie, jak również osobie jego ojca - Babura, który niegdyś, gdy Humajun poważnie się rozchorował, w modlitwie do Allaha oddał za niego swoje "bezwartościowe życie". Zresztą Babura należałoby określić po prostu poszukiwaczem przygód. Przyszedł on na świat dnia 14 lutego 1483 r. (w walentynki, a raczej w chrześcijańskie święto św. Walentego), w domu władcy Fergany - Umara Szajcha Mirzy II, wywodzącego się z rodu Timurydów (którego to założycielem był Timur Kulawe, jeden z największych ludobójców w dziejach świata, który z głów pomordowanych na swój rozkaz ludzi, budował piramidy). Babur był też autorem ciekawego pamiętnika opisującego jego żywot, a w nim jest zapisane pod datą 1494 (oczywiście przekładając muzułmańską rachubę czasu na naszą, chrześcijańską): "W roku 1494, w dwunastym roku mojego życia, zostałem królem Fergany". 100 lat wcześniej jego przodek Timur Kulawy siał postrach na znacznych obszarach leżących od Indii na Wschodzie, po Anatolię i Syrię na Zachodzie, dochodząc nawet do Moskwy na Północy. Jednak gdy umierał na febrę w roku 1405 i pochowany został we wspaniałej świątyni, wzniesionej specjalnie dla niego w Samarkandzie - stolicy Imperium które sam zbudował na krwi setek tysięcy swoich ofiar (ojciec Timura był zwykłym, ubogim kupcem, a jego dziadek uczonym i pierwszym w rodzie konwertytą na islam), Imperium które zbudował chyliło się ku upadkowi (należy tutaj też dodać, że w roku 1402 Timur ocalił od upadku Konstantynopol, pokonując w bitwie pod Ankarą Turków Osmańskich, a sułtan Bajazyd I trafił do jego niewoli. Wyrok na Konstantynopol został więc odroczony o pół wieku). Szybko zaczęły odrywać się poszczególne prowincje, aż ostatecznie potomkowie Timura władali jedynie doliną fergańską (daleko na wschód od Samarkandy).


IMPERIUM TIMURA KULAWEGO 



Rok w którym Babur obejmował władzę w Ferganie po śmierci swego ojca - 1494 - był rokiem ciekawym i obfitującym w różne wydarzenia. W tym czasie Krzysztof Kolumb po raz drugi już eksplorował wybrzeża Haiti (Hispanioli - jak wyspa ta została nazwana), dla katolickich królów Kastylii i Aragonii - Izabelli I i Ferdynanda II. W Rzymie papieżem był Aleksander VI (czyli Rodrigo Borgia), który właśnie w tym roku wystawiał w Tordesillas traktat, dzielący wpływy na nowo odkrytych kontynentach amerykańskich, pomiędzy Kastylię (ojczyznę Rodrigo Borgii) a Portugalię. Poza tym król Francji Karol VIII rozpoczynał wojny włoskie swoją inwazją na Mediolan i Neapol (jego żołnierze głównie walczyli w burdelach, gdzie pozarażali się chorobą, która potem otrzymała nazwę "franca" 😉). W Anglii panował Henryk VII, natomiast w Polsce Jan I Albrecht (Olbracht), któremu w sprawach polityki (ku niezadowoleniu szlachty i możnowładztwa) doradzał włoski humanista Filip Kallimach, zaś jego brat, wielki książę litewski Aleksander, właśnie zakończył wojnę z Moskwą stratami terytorialnymi (co też już pokazywało dobitnie, że bez wsparcia Koroniarzy, Litwini nie są już w stanie oprzeć się Moskalom, nie mówiąc już o bezpośredniej agresji na Moskwę, jak to miało miejsce chociażby za czasów Witolda). Poza tym Leonardo da Vinci kończył właśnie malować "Ostatnią Wieczerzę", rewolucjonizując świat sztuki i nauki (jako że jego wynalazki prześcigały epokę w której żył, o co najmniej 300 lat), Michał anioł zaś dopiero rozpoczynał swoją karierę, podobnie jak Mikołaj Kopernik. Rok 1494 był również rokiem narodzin sułtana Sulejmana, jak również drugiej żony króla Zygmunta I Jagiellończyka - Bony Sforzy. Tak oto wyglądał świat głównie chrześcijańskiej proweniencji w chwili, gdy królem (emirem) Fergany zostawał 11-letni Babur.




Babur nie był jednak dumny ze swego mongolsko-tatarskiego pochodzenia, a postać jego przodka, założyciela dynastii Timura Kulawego napawała go lękiem. Wolał nazywać się Turkiem, natomiast o Mongołach swym pamiętniku pisał tak: "Gdyby rasa Mongołów miała swego anioła, i tak byłaby zrobiona z najpodlejszej ziemi; gdyby imię Mongołów było wypisane trzykrotnie wypalonym złotem, brzmiałoby równie fałszywie, jak dawniej. Z plonów Mongołów nie siej nigdy nasienia, bo nasienie Mongołów jest zaiste fałszywe". Oczywiście określenie Babur nie było imieniem właściwym nowego władcy Fergany, a jedynie przezwiskiem, które nadał mu (wkrótce po narodzinach) jego dziadek od strony matki - Junas i znaczyło ono tyle co "Tygrys". Właściwe zaś imię "Tygrysa" brzmiało Zahir ud-Din Muhammad (czyli "Dowód wiary"). Dziadek który nadał Baburowi jego przydomek, był dostojnym staruszkiem, aczkolwiek Mongołem, więc łamał sobie język jego arabskim imieniem i wolał po prostu nazywać go tygrysem. Jego babcia zaś - Isa-Begum - zasłynęła ze swej wierności mężowi, gdy pewnego razu szejk Dżimul (któremu podlegały ziemie należące do dziadka Babura) porwał ją i oddał innemu mężczyźnie (jednemu ze swych oficerów). Ta oczywiście powitała go w swej komnacie dostojnie, ale był to tylko pozór, gdyż jej służące czekały w ukryciu ze sztyletami w dłoniach i gdy dała im znak, zabiły owego mężczyznę, a ciało wyrzuciły na ulicę. Napisała ona zaraz też list do Dżimula, w którym kategorycznie stwierdzała: "Jestem żoną Junasa! Wbrew prawu oddałeś mnie innemu mężczyźnie, więc go zabiłam! Jeśli chcesz mnie za to ukarać, to przyjdź i mnie zabij, lecz należę do Junasa". Dżimul - będąc pod wrażeniem jej odwagi - zwrócił ją mężowi. 




Babur w wieku 5 lat został zaręczony ze swoją kuzynką Aiszą, a gdy miał lat 11, jego ojciec zginął w wypadku, który tak opisuje "Tygrys" swym pamiętniku: "Rzeka przepływa pod murami zamku, który jest położony na samym skraju wysokiej przepaści, tak, że służy jako fosa. (...) w całej Ferganie nie ma silniejszej twierdzy. Tak więc jeden z murów zapadł się, mój ojciec, karmiąc swoje gołębie, był z gołębiami i gołębnikiem strącony ze szczytu urwiska, i tak sam wzbił się w powietrze do innego świata". Następnie Babur opisuje swego ojca: "Mój ojciec był niskiego wzrostu, miał krótką, krzaczastą brodę i był gruby. Nosił tunikę bardzo ciasno, a gdy ją zakładał, to gdy ją puszczał, sznurki często pękały. Zaplatał turban bez fałd i pozwalał, by koniec zwisał. Średnio strzelał z łuku, ale miał tak niezwykłą siłę w pięściach, że nigdy nie trafił człowieka nie powalając go. Jego hojność była wielka, podobnie jak cała jego natura. Był dobrym władcą i dużo grał w traktaka". Następnie "Tygrys" przechodzi do opisu swego nowego królestwa, które przejął w dość młodym wieku: "Fergana leży na skrajnej granicy zamieszkałego świata. Jest to dolina otoczona ośnieżonymi górami ze wszystkich stron, z wyjątkiem z zachodu, dokąd płynie rzeka i tylko z tej strony mogą wejść wrogowie. Fergana jest niewielka, ale obfituje w zboże i owoce. Jej melony są liczne i doskonałe. Nie ma lepszych gruszek na świecie. Jej bażanty są tak tłuste, że cztery osoby mogą zjeść gulasz z jednego i nie skończyć go. Jej fiołki są szczególnie eleganckie i obfituje w strumienie czystej wody. Wiosną jej tulipany i róże kwitną w wielkiej obfitości, a w górach znajdują się kopalnie turkusu, podczas gdy w dolinie ludzie tworzą aksamit w kolorze karmazynowym". Tak wyglądał kraj oczami 11-letniego chłopca, w spisanej przez niego relacji (spisanej oczywiście znacznie później). 

Oczywiście chłopiec na tronie nie wszystkim się podobał. Jedni chcieli go usunąć, aby samemu objąć władzę, inni zaś chcieli wynieść na tron jego młodszego brata Dżihangira. Ogromnym problemem i niebezpieczeństwem byli jego dwaj wujowie (emirowie Samarkandy i Taszkientu), już wcześniej skonfliktowani z jego ojcem, którzy teraz postanowili obalić młodego Babura. Nie udało im się to - jak opisuje Babur - tylko "dzięki odwadze moich młodych żołnierzy". W tym też czasie "Tygrys" nawiązał przyjaźń z niejakim Hassanem-Jakubem "najlepszym graczem w skakanie żab, jakiego znałem". Okazało się jednak że ów młodzieniec był podstawionym figurantem (zapewne przez wujów młodego władcy), który miał na celu tak kierować emirem, aby ten popełniał błąd za błędem, co w konsekwencji doprowadzić miało do jego usunięcia. Namawiał go również - wbrew religii muzułmańskiej - do spożywania zakazanych mięs. I tutaj wkroczyła babcia Babura, przytoczona wyżej Isa-Begum, która usunęła tamtego chłopaka z otoczenia swego wnuka. Potem ów pisał: "Była niezwykle dalekowzroczna, niewielu przedstawicieli jej płci dorównywało jej w przenikliwości". W roku 1497, po śmierci jednego ze swych wujów (a głównego bodajże antagonistę) i przyjęciu władzy w Samarkandzie przez jego syna, Babur wyruszył zbrojnie na to miasto i po sześciu miesiącach oblężenia zdobył je w listopadzie. Nie miał jeszcze 15 lat, a już zdobył miasto, stolicę Timura Kulawego. Samarkanda była ładnym miastem, centrum kulturowym całego regionu dzisiejszego Kazachstanu, Turkmenistanu i Uzbekistanu. Miasto było bogate, ludne, pełne pięknych domów, świątyń i "domów mądrości" (bibliotek). Jak pisał o Samarkandzie Babur: "W całym zamieszkałym świecie jest niewiele miejsc tak przyjemnie położonych". Ponoć "Tygrys" przez pierwsze tygodnie swoich rządów w Samarkandzie dobrze się bawił, urządzając częste uczty i zabawy (był w końcu nastolatkiem), na których nie brakowało również skąpo odzianych dziewcząt. Te przyjęcia jednak doprowadziły go do bardzo poważnej choroby, która złożyła go w łożu wówczas, gdy z Fergany przyszły złe wieści.




Oto bowiem jego matka - Nigar Hatun pisała w liście, że w Ferganie wybuchł bunt i prosi syna aby czym prędzej wracał. Babur czuł się jednak bardzo źle, a mimo to postanowił wrócić do ojczyzny na wezwanie matki i to był błąd. Babur nie był w stanie usiedzieć na koniu, zemdlał i spadł z niego w taki sposób, że jego najbliżsi towarzysze myśleli że nie żyje. Przeniesiono go jeszcze do pałacu w Samarkandzie, ale jego stan wydawał się krytyczny. Posłano do Fergany jednego z posłów o imieniu Kwaja Kazi, aby zakomunikował matce, że jej syn zmarł. Gdy jednak w Ferganie jego wrogowie dowiedzieli się o tym, najpierw schwytali Kwaja Kazi i powiesili go nad bramą cytadeli (potem Babur napisał w swym pamiętniku: "Bez wątpienia Kwaja Kazi był świętym, był cudownie odważnym człowiekiem"). Następnie przejęli oni władzę w Ferganie, gdyż przyjaciele i stronnicy Babura na wieści o jego śmierci poddali się (1498). Jego matka, babka i siostra - Chanzada zostały wygnane, ale pojawił się inny problem. Otóż Babur stracił również Samarkandę (panował tam jakieś 100 dni). Gdy odzyskał przytomność i wyzdrowiał, okazało się że nie ma ani jednego ani drugiego królestwa... i stał się nikim. Przez dwa kolejne lata wędrował po górach wraz z matką, babką i siostrą i żył nieomal jak pustelnik. Oczywiście jako były emir Fergany, był w stanie przekonać miejscową ludność do tego, aby garnęła się pod jego sztandary, starając się odbudować wojsko i ponownie odzyskać utracone miasta - nie było to jednak łatwe zadanie. Jednak Babur nigdy - przez ten czas swego upadku - nie tracił nadziei na sukces. Gdy matka lub babka traciły ją i płakały, żaląc się nad swym losem, ten pocieszał je, mówiąc że przynajmniej "mamy co jeść, mamy melony, a to już coś". Najtrudniejszym dla nich okresem były pierwsze miesiące po upadku, gdy rzeczywiście stali się wyrzutkami i żebrakami. Mieszkali w górskich grotach, a Babur osobiście szykował swojej matce i babce najlepsze posłania jakie tylko mógł zdobyć, aby nie musiały spać na ziemi, gdyż twierdził że jako żony i matki emira zasługują na najlepsze, choć były to zwykłe stare łachy rozłożone jedynie na ziemi. Sam zasypiał byle gdzie, a poza tym - jak twierdzą źródła - zawsze był pogodny w tych dniach (może dlatego żeby natchnąć swoje kobiety optymizmem, natomiast co myślał prywatnie i jak bardzo był przerażony tą sytuację - bo w końcu jeszcze wciąż był nastolatkiem - tego oczywiście nie wiemy).

Jednak ludność miejsc do których przebywał, wspierała go i pomagała, a mężczyźni często chętnie garnęli się pod jego sztandary, jako że Babur był człowiekiem bardzo otwartym, przyjaznym innym ludziom i łatwo nawiązującym znajomości. Prawie nigdy się nie gniewał, rzadko też można go było widzieć smutnym, co przyciągało doń innych ludzi (powtarzał bowiem, co zresztą zapisał w swym pamiętniku: "Nic się nie dzieje, jak tylko z woli Boga"). W końcu roku 1500 Babur ponownie miał licznych żołnierzy pod swoimi rozkazami, ale byli oni po pierwsze niezbyt zdyscyplinowani, a po drugie nie aż tak liczni jak wojska jego wrogów. Mimo to wiosną roku 1501 z tymi wojskami obległ i ponownie zdobył Samarkandę. Tak oto w tym samym czasie, w którym w północno-zachodniej Persji przywódca zakonu kyzyłbaszy - Ismail (ojciec Tahmaspa), został ogłoszony szachem, a w Imperium Osmańskim sułtan Bajazyd II żył w błogiej nieświadomości tego, co za jakiś czas zaplanuje jego syn - Selim (ojciec Sulejmana), Babur znów był emirem. Niestety na krótko, gdyż samarkandę obległy wojska jego wroga chana Buchary - Muhammada Szajbaniego. Sytuacja była krytyczna, i babór w zamian za bezpieczne opuszczenie miasta wraz ze swoimi wojskami, musiał przystać na żądanie Szajbaniego, wydania za niego za mąż swojej siostry Chanzady. Musiał na to przystać, po czym opuścił Samarkandę i teraz skierował się do Fergany, po ojcowiznę. Miasto, którym władał jego ojciec, wpadło w jego ręce dosyć łatwo jeszcze w 1501 r., ale szybko znów zaczęły się problemy. Tutaj bo wiem ukazał się łagodny i ludzki stosunek Babura do innych, szczególnie tych najsłabszych i najbiedniejszych, którzy nie byli w stanie sami się obronić. Otóż jego żołnierze, którzy zajęli dlań Ferganę (praktycznie bez walki), łupili okolicznych chłopów tak bardzo, że praktycznie zabierali im wszystko. Babur nakazał im oddać zrabowane rzeczy, co doprowadziło do buntu i przez co utracił Ferganę, gdy żołnierze odmówili dalszej służby pod jego rozkazami (w sym pamiętniku opisuje to tak, przyznając się do błędu jaki popełnił: "To było bezsensowne, by drażnić tylu mężczyzn z bronią w ręku. Na wojnie i w sztuce rządzenia rzecz może wydawać się rozsądna na pierwszy rzut oka, ale powinna zostać ponownie rozważona przy stu zapalonych latarniach, nim zostanie ostatecznie podjęta. Ten mój źle oceniony rozkaz, był w rzeczywistości ostateczną przyczyną mojego drugiego wydalenia" (1502).




Wydawałoby się że ponowny upadek załamie ostatecznie Babura, ale nie. Nie tracił pogody ducha przez kilka kolejnych miesięcy swego drugiego wygnania i to nawet wówczas, gdy udając się do Taszkientu (którym władał jeden z jego wujów, a prywatnie osobisty wróg jego ojca) musiał znosić tam wiele upokorzeń. Powtarzał sobie jednak że wszystko jest wolą Boga i każdy dzień w którym ma co zjeść i może oddychać powietrzem oraz cieszyć się blaskiem słońca, nie jest dniem straconym, dlatego też nie powinien się smucić. Często wybierał się więc na konne przejażdżki, polował, słuchał śpiewu ptaków i czasem coś pisał w swoim pamiętniku (umiłowanie do piękna otaczającego go krajobrazu zapewne posiadł od swego dziadka od strony matki -Junasa, a miłość do książek od dziadka ze strony ojca - emira Abu Saida Mirzy). W swym pamiętniku Babur dziękuje Allahowi za każdy dzień, który może spędzić w blasku słońca (ja stosuję taką zasadę, że przed pójściem spać pod koniec dnia w swych myślach wypowiadam trzy słowa: "Dziękuję!" za każdą godzinę przeżytego dnia, "Wybaczam!" - wszystkim którzy w jakikolwiek sposób mogli źle o mnie pomyśleć, lub powiedzieli coś nie tak, oraz powtarzam sobie, że kolejnego dnia będę jeszcze lepszym człowiekiem, a jednocześnie że dopnę tego, czego pragnę). Druga tułaczka Babura trwała dosyć długo, bo aż do 1504 r. Wówczas to dowiedział się o śmierci jednego ze swych wujów - Ulug Bega II emira Kabulu, który zmarł, pozostawiając na tronie swego synka, który był jeszcze niemowlęciem. Dziecko to obalił, a następnie przejął władzę w Kabulu niejaki Mukin Beg. Babur postanowił interweniować wobec tej jawnej niesprawiedliwości, a ponieważ ponownie zgromadził wokół siebie licznych chłopów - z których robił żołnierzy - ruszył do Kabulu. Jego trasa przebiegała przez bardzo wąską przełęcz Sir-i-Tuk, leżącą wśród wysokich i stromych skał. Jak opisuje to w swym pamiętniku: "Na stromych i wąskich przejściach i wąwozach, które musieliśmy pokonać, wiele koni i wielbłądów upadło i wypadło. (...) Nigdy nie widziałem tak wąskiej i stromej przełączy, ani nie podążałem ścieżkami tak uciążliwymi. Mimo to parliśmy naprzód z niewiarygodnym trudem przez przerażające wąwozy i przez ogromne przepaście". Wreszcie dotarli do celu. 




Należy od razu dodać, że od roku 1499 gdy ukrywał się w górach, poślubił przeznaczoną mu wcześniej i zaręczoną z nim swoją kuzynkę Aiszę Begum. Urodziła ona córkę, która otrzymała imię Nissa, a Babur był w niej po uszy zakochany gdy tylko miał taką sposobność, wszystkim pokazywał swoją córeczkę, nazywając ją "Chwałą kobiecości". Niestety jednak, dziewczynka zmarła w jakiś czas po swym urodzeniu jeszcze w 1501 r. Ojciec nie potrafił ukryć swego żalu po stracie córeczki, a jednocześnie od tego momentu jego relacje z Aiszą zaczęły się psuć. Chociaż wydaje się, że stosunki te nigdy nie były dobre, jako że Babur niezbyt interesował się kobietami (co oczywiście nie znaczy że interesował się mężczyznami, wręcz przeciwnie, był raczej człowiekiem którego nazwalibyśmy dzisiaj aseksualnym. Będąc jeszcze chłopcem w gronie swych przyjaciół przebywał oczywiście w otoczeniu nagich kobiet, ale nigdy go to nie pociągało, raczej dostrzegał w człowieku jego duchową naturę niż cielesność). W 1503 r. gdy on miał 20 lat, doszło do ich rozwodu. Kolejne jego relacje z kobietami były trudne, jako że sam napisał w pamiętniku: "Nigdy nie poczułem namiętności do żadnej kobiety", a jednocześnie - jak sam przyznaje - wraz z wiekiem (co wydaje się dziwne) wzrastała w nim nieśmiałość do płci pięknej. Po prostu będąc w otoczeniu kobiet czuł się nieswojo, był nieco zażenowany, czasem plątał mu się język i nie wiedział jak i o czym z nimi rozmawiać, twierdząc że skupiają się one na rzeczach, których on nie pojmuje. Jak sam przyznaje, jeśli przebywał w towarzystwie kobiet, to rozmawiał z nimi o sztuce, literaturze lub pięknie otaczającej go przyrody, ale takie relacje przypominały stosunki pomiędzy przyjaciółmi, a nie kochankami. Natomiast jak wiemy przyjaźń pomiędzy kobietą a mężczyzną (raczej) nie istnieje, bo wcześniej czy później musi zamienić się w jakieś głębsze uczucie, albo zwykłe cielesne pożądanie (😚🥴🥰). I dlatego kontakty z kobietami tak bardzo przerażały Babura. Jednocześnie w pamiętnikach często pojawia się jego żal w stosunku do tych kobiet ze swojej rodziny, którym - czy to z jego winy, czy też z winy losu - powiodło się źle. Wraca tam bo wiem do swej siostry Chanzady, którą musiał oddać za mąż, za swego wroga Muhammada Szajbaniego. Jej ciężki los, który musiała spędzić w haremie Szajbaniego, leżał mu zawsze na sercu, a w swych pamiętnikach wielokrotnie prosił ją za to o wybaczenie, nazywając ją "Najdroższą Damą". Poświęca też trochę miejsca w swym pamiętniku matce oraz babce, kobietom które musiał zostawić podczas swojego drugiego wygnania i których już nie spotkał. Matce dziękował że wydała go na świat, babce zaś że była tak dzielną i mądrą kobietą. 




A tymczasem Babur - na czele swego nowo sformowanego wojska - zbliżał się do Kabulu.


CDN.