Mali chłopcy zawsze chcą być żołnierzami,Indianami,
policjantami, strażakami albo prezydentami - rosną, starzeją się, bywają żołnierzami, Indianami, strażakami, policjantami, prezydentami. Miewają już swoje komże, psy i okręty - a jednak tak naprawdę chcą jedynie być kimś innym i zadręczają się tym do śmierci.
Nieszczęśliwy kto nie jest takim małym chłopcem, dorosłym małym chłopcem, który gdzieś w zakamarku duszy hołubi wielkie marzenie, tęsknotę za czymś innym, odległym, lepszym...
Poznań to miasto jedynego zwycięskiego powstania w
naszych dziejach, Kraków to prastary gród królewski, tętniący historią,
Lwów "Zawsze Wierny" (Semper Fidelis), Wilno to "Miłe miasto, jedno z najpiękniejszych miast w świecie",
Grodno to miasto-bohater z września 1939 r. który od dawna zasługuje na
swój krzyż Virtuti Militari (i nie ma żadnego znaczenia że obecnie
miasto to znajduje się w granicach Białorusi. Jest to bowiem gród
Rzeczpospolitan i tak właśnie należy do tej sprawy podejść). Ale spośród
tych wszystkich miast-symboli polskiej kultury, tradycji i historii,
jedno szczególnie rzuca się w oczy. Jedno niezwykłe i wyjątkowe miasto w
świecie, które nie ma sobie równego spośród wszystkich metropolii
ziemskiego globu. To miasto zwie się - WARSZAWA. 63 dni walki
mieszkańców polskiej stolicy z niemieckim okupantem, 63 dni nadziei i
wiary w ostateczne zwycięstwo nad znienawidzonym wrogiem, który
rozszarpał nam kraj w 1939 r. Ci wszyscy młodzi ludzie, którzy wówczas
przystępowali do walki o swą wolność, o niepodległość swego kraju, o
dziejową sprawiedliwość za niemieckie zbrodnie, gwałty i szykany - ci
ludzie już stali się świętymi, a zniszczone doszczętnie przez Niemców
miasto, bez wątpienia zasługuje na miano "Chrystusowego".
Zniszczone bowiem doszczętnie, spalone do gołej ziemi, ludność
wymordowana lub wysiedlona oto bilans niemieckiego zwycięstwa nad
warszawskimi powstańcami, oto bilans zwycięstwa "bohaterskiego"
Wehrmachtu nad chłopcami i dziewczętami, którzy chcieli jedynie na
powrót poczuć się wolni. Miasto to, podobnie jak Chrystus zostało
ukrzyżowane i umarło, a przynajmniej miało umrzeć na wieki. Jednak
dzięki poświęceniu ocalałych mieszkańców, którzy po wojnie powrócili do
tego "morza ruin", ponownie się odrodziło i ponownie jak Jezus
Chrystus zmartwychwstało do nowego życia. Tamtej Warszawy już nie ma -
spłonęła w ogniu niemieckich dział i miotaczy płomieni. Ale dzisiejsza
Warszawa jest jej kontynuacją, jest odrodzoną, wyrwaną z objęć śmierci,
zmartwychwstałą nową metropolią, której mieszkańcy (często będący
Warszawiakami zaledwie od dwóch lub trzech pokoleń) pamiętają dziś
tragedię tamtej Warszawy i ludzi wówczas w niej żyjących i walczących. I
to jest właśnie powód do radości, to jest fundament, który daje ogromną
nadzieję i powoduje że współczesnym kontynuatorom tradycji
hitlerowskiego Wehrmachtu (podobnie jak i tamci lubujących się w
jaskrawych barwach) nie uda się ponowne zgnębienie tego dumnego,
wielkiego narodu, którego stolica - według słów szwedzkiego pisarza
Ture Nermana: "po wieczne czasy zdobyła honorowe miejsce w historii. Warszawa stanie się miastem świętym".
1 SIERPNIA 2020 r.
HASŁEM MARSZU POWSTANIA WARSZAWSKIEGO JEST:
"NIEMIECKIE ZBRODNIE
NIE ROZLICZONE"
A OTO FRAGMENTÓW JEDNEGO FILMU O POWSTANIU WARSZAWSKIM, ZMONTOWANYM Z KILKU FILMÓW DOKUMENTALNYCH, ZREALIZOWANYCH PODCZAS TOCZĄCYCH SIĘ W STOLICY WALK
Utrata najwyższego dowództwa oraz Korpusu Warszawskiego wywołały początkowo duże trudności organizacyjne, którym próbowano zaradzić przez określone kroki. Tendencja zaobserwowana już przed powstaniem, zgodnie z którą siły zbrojne w swojej strukturze i nazewnictwie były zbliżone do armii polskiej sprzed roku 1939, była realizowana w szybkim trybie. W dalszym ciągu próbowano podkreślać wojskowy charakter Armii Krajowej - analogicznie do uchwały Komitetu Lubelskiego z 21 lipca 1944 r. o utworzeniu Wojska Polskiego - poprzez stworzenie jednolitego pojęcia, które objąć miało wszystkie narodowo-polskie siły zbrojne. Była to Armia Polska. Dążenie do zastąpienia pojęcia Armia Krajowa pojęciem Armia Polska okazało się nieudane, prowadziło ono natomiast do pomyłek zarówno ze strony polskiej, jak i ze strony niemieckiej, ponieważ jednostki Armii Krajowej również określały się jako Wojsko Polskie (Błąd! Armia Krajowa nie określała się jako Wojsko Polskie, używając zupełnie innych, konspiracyjnych określeń. Natomiast oficerowie i żołnierze Armii Krajowej nawiązywali do przedwojennego Wojska Polskiego i to zarówno w heraldyce, jak i w odwzorowaniu jednostek w terenie, które to w końcowej fazie wojny miały wyjść z konspiracji, przyjmując nazwy przedwojennych polskich pułków i dywizji). W dalszym ciągu zaobserwowano próbę opartą na doświadczeniach warszawskich, polegającą na tym, że niezmobilizowane jednostki poddaje się energicznemu szkoleniu wojskowemu i takiemuż dowodzeniu.
Ponieważ uznano za niecelowe, aby zmobilizowane z okazji powstania warszawskiego większe jednostki nadal utrzymywać w tej formie, Niedźwiadek (gen. Leopold Okulicki ps. "Niedźwiadek", ostatni komendant główny Armii Krajowej od 3 października 1944 r. do 17 stycznia 1945 r.) zdecydował się na szeroko zakrojoną demobilizację oraz powrót do konspiracji. W ten sposób dowództwo zamierzało zapobiec licznie występującym objawom rozprzężenia. Dowódcom jednostek wydano dokładne instrukcje dotyczące powrotu do konspiracji. Sztaby oraz te jednostki, które z jakiegoś powodu nie mogły już powrócić do konspiracji, pozostały zmobilizowane. Powrót do konspiracji miał być tak zorganizowany, aby podlegającym mu osobom nie stała się żadna krzywda, zwłaszcza ze strony niemieckiej, oraz aby zachować zdolność do ponownej, szybkiej mobilizacji. Ćwiczenia wojskowe oraz ogólnie szkolenia były przewidziane w trakcie konspiracji i miały być od początku prowadzone systematycznie. Prowadzenie działalności wywiadowczej miało być od tej pory zadaniem każdego AK-owca, a nawet każdego Polaka. Szczególną pozycję wewnątrz Armii Krajowej zajmowały formacje policyjne. Nie udało się pozyskać przejrzystego obrazu ich struktury, stanu liczebnego, uzbrojenia, zadań oraz miejsca w strukturze dowodzenia.
Opis sytuacji na przykładzie Radomia
Z powodu braku odpowiedniej dokumentacji nie da się sporządzić przeglądu stanu całej Armii Krajowej. Dzięki zdobytemu materiałowi można przedstawić strukturę Armii Krajowej jedynie w okręgu radomskim. Ponieważ kierował nim wybitny organizator - być może najzdolniejszy z dowódców Armii Krajowej - stan i struktura Armii Krajowej w tym okręgu może być traktowana jako przykład wzorcowy. Brak jest danych dotyczących komendanta okręgu Kamilińskiego, pseudonim Ein (płk. Jan Zientarski - dowódca okręgu AK Kielce-Radom od maja 1944 r.). Zdobyte dokumenty pozwalają wszakże wysoko ocenić jego zdolności organizacyjne. Chociaż efektywna praca została dostrzeżona już przed powstaniem warszawskim, jego działalność zaczyna nabierać znaczenia dla całej Armii Krajowej dopiero po powstaniu. Wydaje się że struktura organizacyjna AK jest dwutorowa, a mianowicie terytorialna i militarna, przy czym każdej jednostce wojskowej przydzielony jest określony teren, z którego była rekrutowana i który był dla niej właściwym zapleczem również w kwestiach aprowizacyjnych. Komendant jednostki jest jednocześnie komendantem jej obszaru. W ten sposób siły znajdujące się w konspiracji oraz te już zmobilizowane dowodzone są przez jednego człowieka. Tylko w nielicznych wypadkach jednostki nie mają własnego obszaru, lecz rekrutowane są z osób pochodzących z różnych terenów. W strukturze tej obwód odpowiadał pułkowi, a inspektorat dywizji. Pięć inspektoratów okręgu jest połączonych w trzy grupy. Na temat faktycznego i etatowego stanu liczbowego poszczególnych jednostek brak dokumentów.
Szczególne znaczenie ma praca wywiadowcza Oddziału II. Dzięki szeroko zakrojonej aktywizacji zaangażowani do niej zostali nie tylko właściwi agenci wywiadu, lecz także wszyscy członkowie Armii Krajowej, a poza tym wszyscy Polacy. Szczególnym celem podjętej po powstaniu specjalnej akcji zbierania informacji było szpiegowanie niemieckiego Wehrmachtu. Ze zdobytego materiału okręgu Radom wynika, że w dużym stopniu udało się osiągnąć założone cele. Zgodnie ze zdobytym rozkazem radomskiego komendanta okręgu polska sieć telegraficzna otrzymała pod koniec września 1944 r. nowe oznaczenia, a mianowicie:
Dotychczasowa sieć O/P na:
Sieć B - sieć bojowa wewnątrz grup bojowych.
Sieć K - sieć konspiracyjna na danym obszarze.
Dotychczasowa sieć I na:
Sieć B1 - wewnętrzna sieć grup bojowych.
Sieć K1 - wewnętrzna sieć poszczególnych inspektoratów.
Stacje nadawcze sieci B i K miały pracować za pośrednictwem Londynu i Bari. Ich liczba była ograniczona. Stacje sieci B1 i K1 miały pracować na falach przyziemnych. Ich liczba była nieograniczona. Zmian oznaczeń w komunikacji radiowej polskiej sieci nadawczej nie stwierdzono w innych rejonach. Można odnieść wrażenie, że chodziło tutaj o lokalne środki podjęte przez radomskiego komendanta okręgu, których nie zastosowano gdzie indziej.
Konflikty z Narodowymi Siłami Zbrojnymi i Armią Ludową
Dla Armii Krajowej po powstaniu znamienne stały się konflikty z Armią Ludową i Narodowymi Siłami Zbrojnymi. Umiejętności organizacyjne, które posiadał komendant okręgu Radom, nie mogły powstrzymać wewnętrznego kryzysu w Armii Krajowej, zwłaszcza że również i ten oficer nie sformułował wówczas nowych idei i nie wskazał nowych dróg. Dzięki surowej dyscyplinie i dobrej organizacji potrafił odpowiednio wcześnie przeciwdziałać symptomom rozpadu i zapobiec sytuacji, w której Armia Ludowa mogłaby zyskać poparcie w okręgu radomskim. Wobec tak zwartej postawy Armii Krajowej w okręgu radomskim Sowieci zareagowali wzmożoną propagandą oraz masowym zrzutem skoczków, wśród których po raz pierwszy były tzw. grupy Berlinga (gen. Zygmunt Berling - od marca 1944 r. dowódca 1 Armii Polskiej w Związku Sowieckim, agent NKWD. Zdrajca!). Do zbrojnych starć pomiędzy oddziałami Armii Krajowej a Armii Ludowej generalnie nie doszło. Stosunki pomiędzy spotykającymi się w terenie oddziałami AK i AL regulowali dowódcy jednostek między sobą, przy czym zgodnie z posiadanymi meldunkami rzadko dochodziło do poważniejszych konfliktów. Jednak Armia Krajowa nawet w tych miejscach, gdzie panowała surowa dyscyplina, zaczęła ulegać naciskowi liczebnie słabszej Armii Ludowej, ponieważ Armia Krajowa nie potrafiła przeciwstawić niczego równorzędnego czy lepszego ofensywie propagandowej i ideowej pro-sowiecko nastawionych Polaków. Z tego powodu miejscowa ludność podchodziła z rosnącą sympatią do polskich grup prosowieckich oraz sowieckich (jeśli jakaś sympatia ludności odnośnie Armii Czerwonej istniała, to trwała krótko i tylko do momentu pierwszego spotkania z krasnoarmiejcami, którzy nie tylko zaczęli od razu wszystko kraść, co im wpadło w ręce, ale przede wszystkim gwałcili kobiety, bili i mordowali. Istniało po wkroczeniu Sowietów takie powiedzenie: "Bierzcie czasy i rowery, idźcie sobie do cholery". Słowo "czasy" po rosyjsku znaczyło zegarek, a sołdaty wołały tylko: "Dawaj czasy". Na sławnym zdjęciu ze zdobycia Berlina, gdy żołnierz sowiecki zawiesza flagę na ruinach Reichstagu, stojący za nim drugi sowiecki sołdat ma na rękach... dwa zegarki. Wkrótce potem, to zdjęcie zostało wyretuszowane).
Nieliczne oddziały Narodowych Sił Zbrojnych, co do których sytuacji po powstaniu posiadamy dane wywiadowcze, operują całkowicie samodzielnie i wielokrotnie w użyciem broni przeciwdziałały rozprzestrzenianiu się polskich prosowieckich oraz sowieckich oddziałów. Starcia pomiędzy Narodowymi Siłami Zbrojnymi a Armią Krajową nie są znane. Nie wiadomo, czy wcielenie NSZ do AK z 7 marca 1944 r. może być traktowane jako ciągle aktualne lub czy doszło do jakiegoś oficjalnego rozwiązania tej kwestii. Narodowe Siły Zbrojne w dalszym ciągu stanowczo odrzucają polityczną drogę, jaką idzie Armia Krajowa.
Przeniesienie punktu ciężkości działań na Zachód
Całość ruchu oporu przed powstaniem miała swoją centralę w Warszawie. To tutaj zbiegały się wszystkie nici, to stąd też mógł wyjść impuls do zmiany i przekształceń. Wraz z upadkiem duchowej i geograficznej centrali konieczne stało się natychmiastowe przesunięcie punktów ciężkości działań ruchu oporu. Aż do sowieckiej ofensywy zimowej nie rozwinął się żaden centralny punkt, który dorównywałby Warszawie. Trzy miejsca rywalizowały o przywilej przejęcia dziedzictwa Warszawy. Są to: Radom-Kielce - najsilniejsze pod względem organizacyjnym; Częstochowa jako ośrodek religijny oraz Kraków z Wawelem, starym królewskim zamkiem, symbolem polskiej historii. Ze względu na liczebność oraz z powodów politycznych początkowo przewagę uzyskał rejon Kielce-Radom. Z tego powodu przesunięcie punktu ciężkości miało początkowo kierunek południowy. Inaczej rozwijała się sytuacja na obszarze Przedgórza Karpackiego, gdzie widoczne było przemieszczenie się struktur Armii Ludowej ze wschodu na zachód, połączone z penetracją w kierunku północno-zachodnim, czyli na tereny kontrolowane przez Armię Krajową. Ruch struktur Armii Krajowej w kierunku południowym nie zdołał się jeszcze utrwalić, gdy zmienił kierunek na zachodni z wyraźną tendencją do przelania się przez granicę Rzeszy początkowo na kierunku Łodzi, aby następnie przejść na kierunek Górnego Śląska. Na zwrot ten składa się wiele przyczyn.
Polska wschodnia znalazła się w posiadaniu Rosjan i bez względu na tęsknotę, z jaką Polacy spoglądają na swoje Kresy Wschodnie, wydarzenia rozgrywające się za linią frontu każdemu wpoiły przeczucie, pod ciężarek którego skapitulował Mikołajczyk (Stanisław Mikołajczyk - premier Rzeczpospolitej Polskiej na Uchodźstwie od lipca do listopada 1944 r.): Wschód jest utracony na zawsze i dlatego należy uratować na zachodzie to, co jest do uratowania. Polak nigdy nie uznał granicy Generalnego Gubernatorstwa jako granicy narodowej lub państwowej (Generalne Gubernatorstwo, była to utworzona przez Niemcy 26 października 1939 r. jednostka administracyjno-terytorialna, na której czele stanął Hans Frank - dotychczas Szef Zarządu Cywilnego przy Naczelnym Dowódcy Wschodu. Składała się z ziem środkowej i południowej Polski - po ataku Niemiec na Związek Sowiecki, przyłączono do Generalnego Gubernatorstwa jeszcze ziemie między Sanem z Zbruczem w tym również Lwów. Wszelką władzę w tym quasi państwie stanowili Niemcy, a Hans Frank - gubernator generalny rezydował na Zamku Królewskim na Wawelu w Krakowie, który nazywany był przez Niemców zamkiem gubernatora. Stolicą Generalnego Gubernatorstwa został Kraków, a Warszawę sprowadzono do roli miasta prowincjonalnego - po niemieckim zwycięstwie planowano uczynić z Warszawy niewielkie, kilkunastotysięczne miasteczko dla niemieckich kolonistów a plany "Die neue Deutsche Stadt Warschau" opracował jeszcze w 1940 r. sztab architektów niemieckich pod kierunkiem Friedricha Pabsta. W każdym razie w Generalnym Gubernatorstwie choć Polacy mogli używać języka polskiego, a ogłoszenia były zawsze dwujęzyczne - na górze po niemiecku a na dole po polsku, to jednak Polacy nie mieli tam nawet cienia władzy. Zresztą były też specjalne dzielnice tylko dla Niemców, specjalne miejsca w tramwaju tylko dla Niemców oraz publiczne ogłoszenia typu: "Polakom i psom wstęp wzbroniony". Pozostałe polskie ziemie zostały zaś bezpośrednio włączone do Rzeszy Niemieckiej i Wielkopolska otrzymała nazwę: "Kraj Warty" - zarządzana była przez Artura Greisera, Pomorze stało się "Gdańskiem-Prusami Zachodnimi" i zarządzane było przez Alberta Forstera, północną część Mazowsza i ziemi płockiej włączono do "Prus Wschodnich" i zarządzana była przez Ericha Kocha, zaś polski Górny Śląsk został włączony do niemieckiego Oberschlesien i zarządzany był przez Josefa Wagnera a potem Fritza Brachta. Na polskich ziemiach bezpośrednio włączonych do Niemiec był całkowity zakaz mówienia po polsku, nawet na ulicy. Poza tym Niemcy urządzili sobie na zajętych ziemiach polskich swoiste pole doświadczalne dla swych morderczych skłonności i zaczęli zakładać tutaj część obozów koncentracyjnych dla Polaków i dla Żydów. Teraz wymienię obozy zagłady, które zostały stworzone dla Polaków: Auschwitz-Birkenau 1940-1945, Majdanek 1941-1944, Bełżec 1941-1944, Chełmno 1941-1944 i Sztutowo 1939-1945. Dla Żydów: Auschwitz-Birkenau 1942-1945, Płaszów 1942-1945, Bełżec 1941-1943, Majdanek 1942-1944, Sobibór 1942-1943, Treblinka 1942-1943 i Chełmno 1941-1945. Żydzi na masową skalę byli zabijani dopiero od stycznia 1942 r. Polacy na masową skalę byli eksterminowani już od września 1939 r.). Wcielone obszary traktował jak ziemie zrabowane. (nie tylko ziemie, po dziś dzień w Niemczech jest wiele dzieł sztuki, kosztowności i arcydzieł zrabowanych z Polski podczas II Wojny Światowej).
Już przed 1939 r. linia Odry odgrywała ważną rolę w myśli polsko-szowinistycznej oraz w dorobionej do niej propagandzie. W następstwie obietnic trzech mocarstw, dotyczących rekompensaty na zachodzie jako zadośćuczynienia za straty terytorialne na wschodzie, linia Odry znalazła się jakby w zasięgu ręki. Wyobrażenia Polaków, które jakże chętnie wyprzedzają fakty, każą im już teraz patrzeć na ziemie aż po Odrę jako na własny kraj, toteż zaczynają nań wkraczać w ramach podjętych po powstaniu decyzji dotyczących przesunięcia punktu ciężkości działań. Czy i w jakim stopniu Polacy zamieszkujący we wschodnich okręgach Rzeszy tworzyli jeszcze przed rozpoczęciem ofensywy zimowej pomocny w tym celu wyłom, nie jest pewne; podobnie jak to, czy w sytuacji braku sowieckiej ofensywy pełniliby oni kiedykolwiek rolę takiego wyłomu. Fakty wyprzedziły w tym wypadku pytania. Co zrozumiałe, istniało szczególnie silne zainteresowanie Górnym Śląskiem. Na temat organizacji tamtejszej Armii Krajowej posiadamy wzajemnie sprzeczne meldunki. Jedne mówią o znakomitej, inne o zupełnie niewystarczającej, a nawet chaotycznej organizacji. Również tutaj sowiecka ofensywa uprzedziła ewentualne działania ruchu oporu. Reasumując, można powiedzieć, że zanim jeszcze operacja przeniesienia środka ciężkości działań polskiego ruchu oporu dobiegła końca, została zniweczona przez zaskakujące postępy sowieckiej ofensywy.
Postawa wobec Niemiec
W zasadniczym oporze wobec Niemiec nie zmieniło się nic ani na emigracji, ani w kraju. Nie wiadomo, jakimi motywami kierował się nowy komendant Niedźwiadek, zakazując operacji oraz działań dywersyjnych przeciwko jednostkom Wehrmachtu (nie zakazując - ograniczając takie operacje, ze względu na nowe, sowieckie niebezpieczeństwo, które parło jak taran ze Wschodu). Zrobił to, jak już wspomniałem, wbrew rządowi londyńskiemu. Również będącą w toku akcję "Burza" ograniczył do przeciwdziałania ewakuacji ludności polskiej przez cofający się niemiecki Wehrmacht. Rozkaz Niedźwiadka nie był ściśle realizowany. Istnieją meldunki, zgodnie z którymi oddziały Armii Krajowej dokonywały działań dywersyjnych. Może to być spowodowane tym, że co prawda niektóre jednostki Armii Krajowej formalnie pozostawały jeszcze w obozie narodowo-polskim, lecz w rzeczywistości przeszył już do obozu prosowieckiego.
Szkolenie
Szczególnie ważną kwestią w strukturach całego ruchu oporu jest szkolenie. Zarówno w sektorze ogólnym, jak i w specjalistycznym obszarze wojskowym Polacy wykonali po 1939 r. nadzwyczajną pracę. Ponieważ nie mieli do dyspozycji żadnej oficjalnej oświaty, i to nawet w skromnym wymiarze (Niemcy wprowadzili dla Polaków tylko trzy klasy, w czasie których mieli się nauczyć przyjmować komendy w języku niemieckim i dobrze wykonywać pracę jako niewolnicy niemieckich zdobywców. Hans Frank 31 października 1939 r. wydał rozkaz: "Polakom należy pozostawić tylko takie możliwości kształcenia się, które okażą im beznadziejność ich położenia narodowego". Następnie dodawał: "polski język w żadnym razie nie będzie dozwolony". Polskie dzieci miały więc jedynie nauczyć się: "Prostego liczenia do 500, napisania własnego nazwiska, wiedzy, iż boskim przykazaniem jest być posłusznym Niemcom, być uczciwym, pracowitym i rzetelnym", gdyż jak pisał Himmler: "Kraj ten powołany jest do spełnienia roli rezerwuaru robotników na wielką skalę. Mamy tu jedynie gigantyczny obóz pracy, w którym wszystko, co oznacza siłę i samodzielność jest w rękach Niemców". Dlatego też bardzo szybko powstało tajne nauczanie. Utworzono szkoły, gdzie polskie dzieci uczyły się nie tylko pisania, czytania i rachowania, ale również wiedzy o własnej historii i języków obcych, w tym języka niemieckiego - gdyż jak powiedział to pewien profesor podczas okupacji do ucznia, który twierdził że języka wroga nie będzie się uczył: "Język wroga musisz poznać bezwzględnie! Właśnie dlatego aby wiedzieć co on o tobie mówi, a nawet to, co o tobie myśli". Otwarto również podziemne Politechniki i Uniwersytety, gdzie młodzież zdawała maturę, a poziom nauczania był tam o wiele wyższy niż w dzisiejszych szkołach. Nad wszystkim zaś pieczę sprawował Departament Oświaty i Kultury powołany przy Delegaturze Rządu na Kraj. Nieoficjalnym mottem tajnych kompletów były słowa: "Nas kształci przeszłość niedawna, życie dzisiejsze i walka". I spójrzcie dziś wiele dzieci i młodzieży nie chce się uczyć, a wtedy dzieci nie mogły się uczyć, a mimo to uczyły się, bo wiedziały że ktoś chce im tę wiedzę zabrać, sprowadzić ich do roli parobków, niewolników, którzy nie będą mieli żadnego pojęcia nie tylko o własnych korzeniach, ale i o własnych możliwościach jakie zdobyliby dzięki zdobytej wiedzy. Ot, taki paradoks historii), także na tym obszarze działali nielegalnie, w konspiracji.
To, iż całe szkolnictwo nastawione było na walkę, rozumie się samo przez się. Dzięki temu tam, gdzie przekazywano wiedzę ogólną, w ostatecznym rezultacie wspierano również potencjał militarny. Wszak pozyskiwanie młodych oficerów i podoficerów jest powiązane z edukacją. Dokumentacja na temat treści nauczania jest znana tylko w jednym wypadku, a mianowicie przygotowania specjalistek w zakresie łączności. Stworzone przez polski ruch oporu nielegalne szkolnictwo jest jego niezmiernie ważną bronią i ma trudne do przecenienia znaczenie w dziedzinie militarnej i wywiadowczej.
b3. Narodowe Siły Zbrojne
Na temat Narodowych Sił Zbrojnych w okresie po powstaniu posiadamy jedynie pojedyncze meldunki, które nie tworzą klarownego obrazu ich dowodzenia, organizacji i stanu liczebnego. Wcielenie ich do Armii Krajowej nie wydaje się jeszcze oficjalnie zrealizowane, chociaż obie lepiej nam znane grupy (brygada "Bukownik" - 204. Pułk Narodowych Sił Zbrojnych w rejonie Częstochowy oraz grupa "Żbik" w rejonie Piotrkowa) operują całkowicie samodzielnie. Prowadzą one bezwzględną, wyniszczającą walkę przeciw sowieckim bandytom i jednostkom Armii Ludowej. Pod koniec 1944 r. istniało przypuszczalnie sześć grup bojowych Narodowych Sił Zbrojnych: trzy w Polsce centralnej, jedna w Polsce północnej, jedna w Polsce południowej i jedna w Polsce zachodniej. Na ich temat brak bliższych danych.
Polskie zmagania o przyszłość własnego narodu dzielą się coraz wyraźniej na dwie zmierzające w przeciwnych kierunkach drogi, a mianowicie narodowo-polską i prosowiecką. Jeśli nie uda się obu dróg połączyć w jakąś nadrzędną, względnie znaleźć ujście jednej w drugą, wtedy wskutek wzbierającej radykalizacji przed narodem polskim pojawi się widmo krwawej wojny domowej. Narodowo-polska elita przywódcza wydaje się obawiać takiego rozwoju sytuacji, dla Mikołajczyka było to jednym z powodów kapitulacji. Natomiast strona prosowiecka oraz radykalne kręgi Narodowych Sił Zbrojnych nie próbują jej uniknąć.
a. Droga narodowo-polska
aa. NA EMIGRACJI
a1. Walka Mikołajczyka w Moskwie
W październiku (1944 r.) Mikołajczyk udał się ponownie do Moskwy. Stosowna inicjatywa wyszła od Churchilla, który odnosząc się do swojej własnej podróży do Moskwy, oznajmił Mikołajczykowi, że głównym celem jego wizyty w Moskwie było uregulowanie sprawy polskiej. Z tego powodu chce on doprowadzić do nowych rozmów pomiędzy Mikołajczykiem a Stalinem jeszcze w trakcie swojej obecności w Moskwie. Mikołajczyk oświadczył, że jest gotowy do podróży, jeśli rzeczywiście miałaby ona na celu rokowania ze Stalinem w oparciu o memorandum, a nie dyskusje z Komitetem Lubelskim (czyli z sowieckimi nominatami z Polskiego Komitetu Wyzwolenie Narodowego). Otrzymawszy zapewnienia w tej kwestii, Mikołajczyk w połowie października udał się do Moskwy. Żądania Stalina były kategoryczne: natychmiastowe uznanie linii Curzona (linia demarkacyjna, wytyczona przez brytyjskiego ministra spraw zagranicznych - lorda George'a Curzona - 11 lipca 1920 r. gdy Armia Czerwona zbliżała się do Warszawy, w czasie wojny polsko-bolszewickiej 1919-1921. Polskie zwycięstwo w Bitwie Warszawskiej w dniach 13-25 sierpnia 1920 r., a następnie w Bitwie Niemeńskiej 20-26 września 1920 r., w wyniku której realnie wyeliminowano z walki osiem sowieckich armii, a Lenin musiał prosić o pokój - linia Curzona nie została wprowadzona w życie, gdyż odzyskaliśmy - i tak niewielkie, w porównaniu do strat z 1772 r. - ziemie na wschodzie. Jednak po 1 i 17 września 1939 r. i wspólnym niemiecko-sowieckim ataku na Polskę, a następnie wybuchu wojny pomiędzy tymi dwoma totalitaryzmami i kontrofensywie Armii Czerwonej, linia Curzona ponownie nabrała aktualności, gdyż to właśnie ją wybrał Stalin na wschodnią granicę powojennej Polski ze Związkiem Sowieckim. I dziś wschodnia granica Polski - z niewielkimi, symbolicznymi korektami - stanowi dokładne odzwierciedlenie linii Curzona), w zamian za to rekompensata terytorialna na zachodzie w postaci granicy na Odrze z Opolem, Szczecinem, Gdańskiem oraz Prusami Wschodnimi (bez miasta i okręgu Królewca).
Wniosek o przełożenia w czasie regulacji w sprawie granic został odrzucony. Stalin oświadczył, że jest gotowy do rozmów o Komitecie Lubelskim pod warunkiem spełnienia swoich podstawowych żądań. Przy tej okazji Stalin oświadczył, że w celu eliminacji germańskiego zagrożenia życzy sobie niepodległej i silnej, lecz przyjaznej wobec Sowietów Polski (czyli Polski na tyle silnej, aby mogła odeprzeć atak z Zachodu, ale całkowicie kontrolowanej przez Związek Sowiecki). Z niemieckich obszarów, które miałaby otrzymać Polska, wysiedleni mają być wszyscy Niemcy, a Polska ma otrzymać odpowiedni udział w zbliżającej się okupacji Niemiec (ludność niemiecka często sama uciekała przed zbliżającym się frontem sowieckim - mniej więcej 3 500 000 uciekinierów - a ci, którzy pozostali, zostali do 1949 r. wysiedleni, na mocy uzgodnień zawartych w Jałcie i Poczdamie przez tzw.: "Wielką Trójkę". Natomiast Polska żadnego udziału w okupacji Niemiec nie miała, choć Niemcy aż do lat 70-tych uważali że polskie ziemie do Odry i Nysy Łużyckiej, wraz Pomorzem, Śląskiem i Ziemią Lubuską - jakie otrzymała Polska w ramach tzw.: "rekompensaty" za utracone Kresy Wschodnie - były właśnie formą okupacji i na niemieckich mapach, aż do 1975, pokazywano owe Ziemie przez Polskę Odzyskane, przerywaną linią, jako tereny pod "tymczasową polską administracją").
Churchill i Eden solidaryzowali się z oczekiwaniami Stalina, przy czym Churchill określił odrzucenie rosyjskich żądań jako samobójstwo rządu londyńskiego, a tym samym narodu polskiego. Jednocześnie rozproszył wszelką nadzieję na zbrojną interwencję Wielkiej Brytanii celem udzielenia pomocy siłom narodowo-polskim. Wskazał również na tragizm walk bratobójczych, ponieważ siły narodowo-polskie będą w tej sytuacji osamotnione, podczas gdy za pro-sowiecko nastawionymi Polakami będzie stała Armia Czerwona. Podczas moskiewskich rokowań doszło do burzliwych scen. Mikołajczyk czuł się głęboko dotknięty postawą Churchilla. Wszystkie jego wysiłki, aby osiągnąć korzystniejszy rezultat, jeśli chodzi o przyszłą polską granicę wschodnią, spaliły na panewce. Uznał, że przeciwko niemu jest zwarty front wielkich mocarstw, które zgodnie z wypowiedziami Mołotowa już w Teheranie (podczas Konferencji teherańskiej 28 listopada-1 grudnia 1943 r.) zgodziły się na linię Curzona. W Moskwie nie przyjęto żadnych wiążących uzgodnień ani nie podjęto żadnych decyzji. Rozstrzygnięcia pozostawiono rządowi w Londynie.
a2. Walka Mikołajczyka w Londynie (kapitulacja i dymisja)
Ameryka w trakcie rokowań Mikołajczyka nie sprecyzowała swego stanowiska w kwestii polskiej. W wyniku oficjalnego zapytania Mikołajczyka, skierowanego do Roosevelta, które spowodowane było wypowiedzią Mołotowa, iż co do losu Polski trzy wielkie mocarstwa osiągnęły porozumienie już w Teheranie, Roosevelt przekazał Mikołajczykowi przez Harrimana osobistą, odręcznie pisaną odpowiedź, w której Ameryka w pełni akceptowała żądania Moskwy. Harriman poza odręcznym pismem otrzymał jeszcze polecenie, aby na szczególną polską prośbę spróbował wybadać Stalina, co do pozostawienia Lwowa oraz zasobów ropy naftowej przy Polsce. Mikołajczyk zrezygnował z tego pośrednictwa, ponieważ od początku uważał je za pozbawione szans. Jednocześnie nie pozostawiono żadnej wątpliwości, że wojskowa interwencja ze strony Amerykanów na rzecz orientacji narodowo-polskiej nie wchodzi w grę (oczywiście że nie wchodziła w grę, przecież administracja Roosevelta, OSS - poprzedniczka CIA jak i Rada Bezpieczeństwa Narodowego były, że ucieknę się do kolokwializmu - tak zasiana miłośnikami komunizmu i sowieckimi szpionami, pożytecznymi idiotami Kremla - jak dobra kasza skwarkami). Istnienie frontu trzech mocarstw wobec Polski stało się jasne dla wszystkich. Polska narodowa nieodwracalnie znalazła się na rozstajach i musiała się zdecydować albo na odrzucenie, albo ponowne zwlekanie, albo przyjęcie żądań moskiewskich. Mikołajczyk poddał pod rozwagę narodowi polskiemu te trzy możliwości oraz wynikające z nich konsekwencje. Według niego odmowa, gdyby miała mieć sens, musiałaby w rezultacie doprowadzić do decyzji o jak najostrzejszym zbrojnym oporze przeciwko Rosji, ponieważ Sowieci tylko w obliczu bezwzględnej siły mogliby zrezygnować z żądań, których przedmiot mieli już w ręku. Ale taki opór przeciw Sowietom oznaczałby zerwanie wszelkich stosunków i wojnę. Wojna przeciw Sowietom miałaby też skutek w postaci wojny domowej oraz wojny przeciwko Anglo-Amerykanom, co zmusiłoby Polaków do sprzymierzenia się z Niemcami, ponieważ tworzenie dodatkowego frontu przeciwko Niemcom byłoby czystym szaleństwem.
Wobec zdecydowanej postawy trzech mocarstw dalsza zwłoka w podjęciu decyzji miałaby fatalne skutki dla zorientowanych narodowo Polaków, a przede wszystkim dla rządu londyńskiego, ponieważ w drodze rokowań nie można już było nic osiągnąć. Komitet Lubelski, ciesząc się uznaniem i aprobatą trzech mocarstw, przejmowałby coraz więcej władzy w kraju i eliminował rząd londyński. Kierowana z Moskwy komunistyczna Polska byłaby końcowym rezultatem tego procesu. Przyjęcie żądań moskiewskich zapewniało, jak mogło się wydawać, przetrwanie Polski jako państwa narodowego, wprawdzie w okrojonych granicach, lecz utrzymującej stosunki z aliantami i korzystającej z ochrony Anglo-Amerykanów. W tej sytuacji Moskwa była gotowa na pewne ograniczenie roli Komitetu Lubelskiego. Mikołajczyk w obliczu powstałej sytuacji zdecydował się na przyjęcie żądań moskiewskich. Po długoletniej dyplomatycznej walce skapitulował bezwarunkowo. Jego wniosek w tej sprawie został odrzucony przez Radę Narodową, Radę Ministrów oraz Prezydenta. Za przyjęciem głosowała jedynie własna partia Mikołajczyka (Stronnictwo Ludowe), wszystkie inne ugrupowania były zjednoczone w odmowie (błąd! Mikołajczyk odrzucił żądania Sowieckie co do "reorganizacji rządu" londyńskiego w taki sposób, aby całkowicie podporządkować go polskim komunistom. Natomiast zaopiniował przyjęcie żądań sowieckich odnośnie granicy wschodniej Polski na linii Curzona, co spotkało się z odmową zarówno Rady Narodowej, rządu jak i Prezydenta Władysława Raczkiewicza. W takiej sytuacji premier Stanisław Mikołajczyk złożył dymisję - 24 listopada 1944 r.). Jako że Mikołajczyk nie widział w tych warunkach możliwości kontynuowania misji rządu, wyciągnął z tego konsekwencje i ustąpił.
a3. Rząd Arciszewskiego
Następca Mikołajczyka, Arciszewski (Tomasz Arciszewski - PPS-iak, członek Frakcji Rewolucyjnej, uczestnik Akcji pod Bezdanami z 1908r., piłsudczyk, żołnierz I Brygady i w młodości prawdziwy kaskader), wybrał drogę odwlekania decyzji. Mikołajczyk co prawda zaoferował mu swoją pomoc, jednocześnie wykluczając możliwość sprawowania jakiejkolwiek funkcji, ale nie wróżył mu powodzenia (Bzdura! nic takiego nie miało miejsca). Rzeczywistość niedługo potwierdziła te przewidywania. Apele Arciszewskiego kierowane do sumienia świata nie przyniosły żadnych efektów, Moskwa oświadczyła, że Komitet Lubelski jest jedynym legalnym polskim rządem, a Anglosasi nie sprzeciwili się temu krokowi, co więcej - przygotowywali się do jego legalizacji na arenie dyplomatycznej.
bb. W KRAJU
Polska narodowa emigracja prowadziła coraz bardziej rozpaczliwą i z każdą chwilą coraz bardziej beznadziejną walkę o samodzielny byt narodowy i państwowy, przy czym po powstaniu warszawskim została zepchnięta do głębokiej defensywy. Analogicznie do tej sytuacji w kraju narastała bezradność i niepewność najwyższego dowództwa.
b1. Problemy z przywództwem - nowy komendant Armii Krajowej
Cywilny przywódca, Delegat Rządu na Kraj, nigdy nie wystąpił w roli zwierzchnika dowódcy wojskowego w kraju, czyli Komendanta Głównego Armii Krajowej. Nie jest pewne, czy było to uwarunkowane charakterologicznie, czy też był to świadomy zamiar. Dlatego też gdy Bór (gen. Tadeusz Bór-Komorowski) stał się jeńcem wojennym (po upadku Powstania Warszawskiego - 2 października 1944 r.), problem przywództwa nad całą narodowo-polską częścią społeczeństwa stał się palący. W niewyjaśnionych jeszcze okolicznościach, ale najprawdopodobniej w drodze uzurpacji, udało się dotąd stosunkowo nieznanemu w kraju generałowi brygady Niedźwiadkowi (prawdziwe nazwisko prawdopodobnie Niedźwiecki, wcześniejszy pseudonim Kobra) przejąć dowodzenie nad Armią Krajową i umocnić się na stanowisku wbrew wszelkim atakom ze strony rządu londyńskiego (gen. Leopold Okulicki ps. "Niedźwiadek", Komendant Główny Armii Krajowej od 3 października 1944 r. Został aresztowany przez Sowietów 27 marca 1945 r., gdy udał się na rozmowy do Moskwy. Sądzony w tzw.: "procesie szesnastu" - czyli uwięzionych przywódców Polskiego Państwa Podziemnego, w dniach 18-21 czerwca 1945 r.). Niedźwiadek jest żołnierzem zawodowym. Po klęsce wrześniowej był przewodniczącym PZP (kryptonim Armii Krajowej) w Łodzi. Śledzony przez niemiecką policję uciekł do Warszawy, skąd na początku 1940 r. został wysłany do Lwowa, aby tam w warunkach sowieckiej okupacji organizować Polaków. 22 stycznia 1941 r. został aresztowany i przetrzymywany w różnych więzieniach (podobno był również wtedy torturowany). Uwolniony na podstawie polsko-rosyjskiego układu (Układ Sikorski-Majski z 30 lipca 1941 r., przywracający stosunki dyplomatyczne pomiędzy Polską a Związkiem Sowieckim, zerwane po sowieckiej inwazji na Polskę 17 września 1939 r. i umożliwiające utworzenie w Sowietach Armii Polskiej gen. Andersa), wstąpił w szeregi armii Andersa, gdzie został przez Andersa, miedzy innymi dlatego że otaczała go sława bojownika za ojczyznę, mianowany szefem sztabu. W tej roli od września 1941 r. do marca 1942 r. był właściwym organizatorem armii Andersa.
Tutaj wielokrotnie prezentował swoje antyżydowskie nastawienie. To za jego sprawą zwolniono z armii wszystkich Żydów i zablokowano ich dalsze przyjęcia (Kompletna Bzdura! Dużą część oficerów i żołnierzy Armii Polskiej na Wschodzie, zwolniono z przysięgi wojskowej, dopiero po wyjściu z Sowietów i dotarciu do Palestyny. Tam, na ich prośbę, gen. Władysław Anders zwolnił ich z przysięgi wojskowej i pozwolił pozostać w Palestynie, by tam rozpoczęli tworzenie przyszłego państwa żydowskiego. Przecież ogromna większość korpusu oficerskiego armii izraelskiej, składała się zarówno z żołnierzy przedwojennego Irgunu Władysława Żabotyńskiego - który swoje formacje w Palestynie, tworzył na wzór Legionów Piłsudskiego, a Polska dostarczała mu uzbrojenie i organizowała logistykę. Jeszcze 1 września 1939 r. w magazynach była broń i amunicja specjalnie przygotowana dla Irgunu. Kolejna fala żydowskich oficerów wzięła się po zwolnieniu ich z Armii Andersa w sierpniu 1942 r. A ostatnia taka fala napłynęła po 1968 r. i brała udział w wojnie Jom Kipur z 1973 r. w czasie której Związek Sowiecki wspierał Arabów. Wówczas mówiono: "Nasi Żydzi biją ruskich Arabów"). Natomiast swojej antysowieckiej postawy nie krył nawet przed sowieckimi dostojnikami (informacja niesprowadzona - najprawdopodobniej nieprawdziwa). Na gruncie politycznym podkreślano jego niezręczność. I tak na przykład wysłał do Teheranu otwartą depeszę, która zawierała jego polecenie jako szefa sztabu zakupu jednego miliona rubli. Wywołało to wielki skandal (większym skandalem jest wymyślanie przez Gehlena podobnych bzdur - tego bowiem nawet nie da się skomentować). Przybierające na sile konflikty spowodowały usunięcie go ze stanowiska szefa sztabu. Przejściowo przejął dowództwo dywizji, aż wreszcie opuścił armię Andersa.
Popadł w konflikt nie tylko z Andersem, ale również z Sikorskim. W tym punkcie schodzą się jego drogi z przeciwnikiem i następcą Sikorskiego, generałem Sosnkowskim (gen. Kazimierz Sosnkowski - PPS-iak, w Organizacji Bojowej, potem w Legionach, współpracownik Józefa Piłsudskiego, wraz z nim więziony przez Niemców m.in.: w twierdzy w Magdeburgu w latach 1917-1918. W czasie walk majowych w Warszawie w 1926 r. wysłał wojsko przeciw oddziałom Marszałka Piłsudskiego, po czym próbował popełnić samobójstwo, strzelając sobie w klatkę piersiową - został odratowany i i potem przechodził długą rehabilitację. Ostatecznie powrócił do służby). Uchodzi on za jego człowieka i ewidentnego faworyta. Został przez niego wyposażony w szczególne pełnomocnictwa. Mianowany generałem i w maju 1944 r. wysłany do Generalnego Gubernatorstwa (takiej efemerydy, jaką Niemcy stworzyli z ziem południowej, środkowej i południowo-wschodniej Polski, będącej pod ich okupacją), jako łącznik, gdzie jednak zatrzymał się tylko czasowo (Bzdura, bzdura i raz jeszcze bzdura! Nie chce mi się nawet pisać tych bredni, jakie na poczekaniu wymyśla - nie mając pełnej wiedzy - Gehlen. Okulicki pozostał w Warszawie jako szef sztabu Komendy Głównej Armii Krajowej). Jesteśmy w posiadaniu oceny jego charakteru przez rząd londyński: "Niedźwiadek wydaje się energiczny, pewny siebie oraz zarozumiały. W rzeczywistości w wielu wypadkach (jako szef sztabu armii Andersa) okazał się ignorantem. Podpisywał podsuwane mu dokumenty bez sprawdzenia ich. Jako człowieka nie można traktować go poważnie. Jest zarozumiały, niedbały, pyszny, leniwy, chorobliwie ambitny, a ponadto jest to podstępny intrygant" (nie znam tej opinii i nie wydaje mi się aby też była ona prawdziwa. Wcześniej Gehlen ukazuje swą elementarną niewiedzę na temat gen. Okulickiego, skąd więc nagle tak dokładna opinia na jego temat? Sądzę że to kolejny element "uzupełniania" biografii, co do której nie ma się pełnych danych).
Postawa i cele Niedźwiadka aż do rozpoczęcia sowieckiej ofensywy zimowej nie były jeszcze ustalone. Z jednej strony samowolnie rozwiązał Armię Krajową na obszarze zajętym przez Sowietów i zwolnił jej żołnierzy z dotychczasowej przysięgi, z drugiej strony zabronił wrogich działań wobec niemieckiego Wehrmachtu, przy czym za każdym razem ostro spierał się z rządem londyńskim, który był innego zdania (Nieprawda! Nie było żadnego "spierania się" a jedynie rozważano najlepsze wyjście z trudnej sytuacji, jaka powstała po upadku Powstania Warszawskiego i zajęcia dużej części ziem polskich przez Armię Czerwoną. Zorganizowana walka z Sowietami, w sytuacji kompletnego braku wsparcia ze strony aliantów, była z góry skazana na klęskę i dopuszczano jedynie lokalne centra oporu. Natomiast walka z Niemcami była prowadzona w dalszym ciągu i gen. Okulicki nie "zabronił wrogich działań wobec Wehrmachtu", jedynie postulował ich ograniczenie, ze względu na zbliżającą się sowiecką okupację). Wiedział jednak w jaki sposób realizować swoje cele. Nie doszło natomiast za jego sprawą do jakiegokolwiek zwrotu.
Ulicami Warszawy (jak również wielu innych miast w Polsce: Szczecina, Wrocławia, Poznania...) przeszedł 11 Listopada kolejny już - 10 Marsz Niepodległości (pierwszy Marsz został zorganizowany w 2010 r. jako bardzo nieliczna minidemonstracja, licząca może kilkadziesiąt, może kilkaset osób, w zeszłym roku maszerowało już prawie 300 tysięcy osób, a niektórzy twierdzą że na stulecie odzyskania Niepodległości, udział w Marszu wzięło aż 500 tysięcy ludzi). W tym roku nie było mnie na Marszu Niepodległości, gdyż zajęty byłem prywatnymi sprawami, ale myślą i sercem byłem i jestem z organizatorami i wszystkimi tymi, którzy w ten niezwykły dzień pragnęli oddać pokłon Niepodległości - 101 rocznicy odzyskania przez Polskę suwerennego bytu państwowego (oczywiście "przeoranej" na przestrzeni dziejów niemiecką okupacją z lat 1939-1945, a następnie sowieckim zniewoleniem 1945-1989, oraz powstaniem słabego państewka tzw.: III Rzeczpospolitej w 1989 r., która jak taki kawałek drewna dryfowała w "głównym ścieku" politycznych i geopolitycznych bojów ponad naszymi głowami. Dopiero od 2015 powoli - bardzo powoli i z wieloma przeszkodami rzucanymi pod nogi - wychodzimy ze stanu marazmu III Rzeczpospolitej, by powrócić do śmiałych wizji i planów Ojców Założycieli i wszystkich późniejszych kontynuatorów II Rzeczypospolitej z lat 1918-1939). Marsz jak zwykle był i jest wielką solą w oku wszelkich antypolskich środowisk (w kraju i za granicą), więc nie może dziwić, że nie jest tam przyjmowany jako uroczystość patriotyczna zwykłych ludzi - w tym rodzin z dziećmi - których bezczelnie wyzywa się od faszystów i nazioli. Ja sam mam poglądy piłsudczykowskie, więc nie powinienem utożsamiać się z Marszem organizowanym przez środowiska narodowe. Ale mnie nie interesuje kto go zorganizował. Nie sądzę też aby w obecnych czasach było ważne ponowne granie trumnami (Piłsudskiego i Dmowskiego) i analizowanie która wizja Polski jest lepsza. Dziś potrzeba nam narodowego zjednoczenia, bowiem siły chcące nas "pożreć" wciąż są wielkie i potężne (zarówno na Wschodzie jak i na Zachodzie). Nie sądzę też aby wiele dzieliło mnie od narodowców (poza grupkami całkowicie zdebilałych jednostek, które albo celowo albo przez własną głupotę wygadują stek bzdur o Marszałku i wręcz plują jadem i nienawiścią), podobnie jak nie sądzę aby wiele różniło mnie od socjalistów (poza grupkami całkowicie zdebilałych jednostek, które próbują nam tu zaprowadzić ideologię gender i lgbt).
Oczywiście są pewne priorytety, których nie wolno odpuścić - jak całkowite i niepodważalne potępienie komuny oraz marksizmu kulturowego (dominującego dziś wśród elit tzw.: Zachodu), jak również ustroju, który panował w Polsce w latach 1945-1989, będącym swoistą hybrydą pomiędzy komunizmem a jakąś taką "polską drogą do socjalizmu". To był kraj zależny od "Wielkiego Brata" ze Wschodu, kraj z narzuconą, nową elitą, która w ogromnej większości przyjechała tu na sowieckich czołgach, po tym jak zarówno Niemcy oraz Sowieci wymordowali naszą prawdziwą elitę podczas II Wojny Światowej i represji powojennych. Dzieci i wnuki tych ludzi dziś toczą walkę z dziećmi i wnukami ludzi przybyłych do Polski na sowieckich tankach ze Związku Sowieckiego, nic więc dziwnego iż mówi się o kolejnej walce "Trzeciego pokolenia Armii Krajowej z trzecim pokoleniem Urzędu Bezpieczeństwa". I to właśnie tych ostatnich ludzi tak bardzo boli Marsz Niepodległości, bo widzą w nim zagrożenie zarówno dla siebie samych, jak i dla przyszłości i pozycji swoich dzieci. Ja mam to gdzieś, dla mnie liczy się Polska, jej bezpieczeństwo i przyszłość - która bez wątpienia rysuje się w jasnych barwach, choć, niestety - droga do przyszłości usłanej różami wiedzie często przez pole pokryte kolcami. Ale damy radę, wielokrotnie już udowadnialiśmy że jesteśmy niesamowitym narodem w środku Europy, który zarówno teraz, jak i w przyszłości może być dla Europy (i świata) drogowskazem i nadzieją na lepszą, bezpieczniejszą przyszłość. Cóż, mogę tylko na koniec przytoczyć słowa piosenki Janusza Radka: "Ja to mam szczęście, że w tym momencie - żyć mi przyszło w kraju nad Wisłą, ja to mam szczęście!"
A TAK WYGLĄDAŁ TEGOROCZNY
MARSZ NIEPODLEGŁOŚCI
W WARSZAWIE
11 LISTOPADA 2019
NA KANALE - MEDIA NARODOWE
(MARSZ ROZPOCZYNA SIĘ OD 2:00:00)
NA KANALE - wREALU24
(warto obejrzeć całość)
"MY, JAKO POLACY I KONSERWATYŚCI - JESTEŚMY W STANIE WSKAZAĆ CAŁEJ EUROPIE DROGĘ DO KONTRREWOLUCJI"
W zachowaniu sowiecko-rosyjskim wobec Polski nie zaszła żadna zmiana. Na zewnątrz, ale szczególnie w nadzwyczaj aktywnej propagandzie, starają się stworzyć wrażenie, że Polska ma być tylko wyzwolona spod jarzma niemieckiej tyranii. Wobec londyńskiego rządu na emigracji nie zachowują już żadnego respektu, a Komitet Lubelski jest oficjalnie uznawany za jedyny legalny polski rząd.
a.Nasilenie propagandy
Niemieckiej propagandzie udało się przekonać szerokie kręgi polskiego narodu, że bolszewizm oznacza poważne niebezpieczeństwo również dla Polski. Należy wszakże wspomnieć, że ten niemiecki sukces propagandowy paradoksalnie przysłużył się nie tyle niemieckiej, lecz raczej antyniemieckiej, narodowo-polskiej sprawie, ponieważ jego efektem było powstrzymanie odpływu do obozu socjalistycznego. Przeciwko utrwalonemu przez Niemców obrazowi bolszewizmu w polskim narodzie sowiecka propaganda stosuje specyficzne środki. Nie da się ukryć, że dzięki nim w coraz większym stopniu odnosi ona sukcesy. Brak kompleksowego rozwiązania ze strony niemieckiej, bezduszna zdrada ze strony Amerykanów oraz przybierający na sile chaos w działaniu narodowo-polskich środowisk są bez wątpienia ważnymi przesłankami dla tych sukcesów. Sowieci wydają się tak pewni powodzenia swoich planów, że na przykład nie uważali za konieczne, aby ukrywać w zajętej przez nich części Polski, ich programu "przebudowy" kraju. To, co inni postrzegają jako okrucieństwo, jest dla nich wyłącznie środkiem porządkowym przeciwko "wrogim ludowi elementom". Jak bardzo sowiecka propaganda potrafiła odgadnąć polskie uczucia w tych kwestiach oraz dokonać ich zmiany, można pokazać na konkretnym przykładzie. W robotniczych środowiskach środkowopolskiego obszaru przemysłowego, które posłusznie i uczciwie wypełniały swe zadania zarówno w pracy, jak i przy budowie umocnień, wskutek sowieckiej propagandy rosło przekonanie, że Sowieci wcale nie są tacy źli, jak próbuje ich przekonywać strona niemiecka. Dodatkowo Polska posiada w osobie Wandy Wasilewskiej największą - jak twierdzą - polską patriotkę i znakomitą kobietę polityka, która jakoby potrafi omotać i oszukać nawet ponurego niedźwiedzia, Stalina. Poza tym Rosjanin w sowieckiej szacie jest ciągle tym samym starym, głupim mużykiem, którego każdy Polak przerasta o głowę; i wreszcie sowiecki system nie użyje żadnych groźniejszych i bardziej dokuczliwych metod, niż robił to carat, a ten zły czas naród przetrwał całkiem dobrze. Zagrożenie ze strony propagandy, która w ten sposób paraliżuje od wewnątrz, jest widoczne jak na dłoni.
b.Konsekwentna realizacja swoich celów
Podczas gdy naród polski na obszarze zajętym przez Niemców jest rozmiękczany przez propagandę i dojrzewa do oddania duszy bolszewizmowi, Sowieci bezwzględnie realizują imperialistyczne cele.
aa.WYŁĄCZENIE Z GRY RZĄDU LONDYŃSKIEGO
Po tym jak Mikołajczyk, a po jego rezygnacji Arciszewski, nie zdecydowali się ustąpić przed sowieckimi żądaniami, Moskwa porzuciła stosowane dotychczas dyplomatyczne względy i uznała Komitet Lubelski za jedyny legalny rząd polski. To posunięcie jest czymś znacznie ważniejszym niż tylko kwestią dyplomatyczną. Obnaża ono bowiem prastare rosyjskie pragnienie, aby doprowadzić nie tylko do państwowego, lecz również narodowej inkorporacji Polaków, tego słowiańskiego plemienia stojącego do tej pory na uboczu. Po raz kolejny Rosjanom wydaje się, że okazja jest korzystna i dlatego sięgają po nią z właściwą im bezwzględną chciwością. Znamienne jest, że również tacy ludzie jak Mikołajczyk sądzą, że w obliczu przygniatającej politycznej rzeczywistości muszą skapitulować przed Moskwą, aby przynajmniej móc uratować polską substancję narodową. Rząd Arciszewskiego trwał w negocjacji i produkował niezliczone protesty, które jednakowoż nie mogły zmienić biegu wydarzeń.
bb.PRZEKAZYWANIE PEŁNOMOCNICTW POLAKOM O NASTAWIENIU PROSOWIECKIM
W ramach zręcznie wyreżyserowanej inscenizacji skonstruowany został marionetkowy rząd, który ubrano w płaszcz państwowej i narodowej samodzielności, aby uczynić zadość polskim marzeniom o niepodległości. Przy tej okazji szczególnie zaakcentowane zostały idee słowiańskiej wspólnoty. W zmaganiach o naród polski Sowieci mają w ręku niezaprzeczalny atut, który z czasem będzie zyskiwał na znaczeniu. Wiele z tego, co było korzystne tylko dla Sowietów, Polacy akceptowali bez oporu. Istniejący lub rodzący się opór był bowiem i będzie nadal łamany przez Polaków posłusznych Sowietom. Jest to aspekt trudny do przecenienia w walce narodu, ponieważ dzięki niemu temu trzeciemu, w tym wypadku Sowietom, dana jest możliwość odgrywania roli bezstronnego arbitra, a niekiedy nawet czynnika łagodzącego sytuację, co może odwrócić od nich nienawiść, na którą zasłużyli.
cc.LIKWIDACJA ARMII KRAJOWEJ NA OBSZARACH ZAJĘTYCH PRZEZ SOWIETÓW
Głównym celem Sowietów na zajętych przez nich obszarach była dezorganizacja i rozbicie istniejących nielegalnych organizacji narodowo-polskich. Dlatego też wszystkie lokalne próby grup narodowo-polskich zmierzające do wypracowania jakiegoś modus vivendi z Sowietami były po prostu zbywane milczeniem. Za legalne uchodziły jedynie polskie organizacje prosowieckie , wszystkie inne były traktowane jako wrogie i dlatego zwalczane bezwzględnie przez NKWD. Istnieją dokładne raporty Grupy Wschód okręgu warszawskiego dotyczące ich stopniowej, lecz systematycznej eliminacji (nie wiadomo dokładnie o jakiej strukturze Armii Krajowej pisze Gehlen, gdyż nie istniał taki okręg, jak "Grupa Wschód". Po wrześniu 1939, a szczególnie od czerwca 1941 r. na wschodnich ziemiach Rzeczpospolitej istniały okręgi Armii Krajowej: Okręg Wilno, Okręg Nowogródek, Okręg Brześć, Okręg Wołyń, Okręg Tarnopol, Okręg Stanisławów i Okręg Lwów. Natomiast od połowy 1944 r. Okręg Brześć przemianowano na samodzielny Okręg Polesie, reszta została bez zmian. Podokręg "Wschód" istniał jedynie w ramach Okręgu Warszawa - być może to ma na myśli Gehlen). Jej przyczyną nie była bynajmniej absolutna przewaga NKWD nad konspiracyjnymi organizacjami narodowo-polskimi, lecz fakt, że do organizacji narodowo-polskich oraz ich dowództw nie dochodziły jasne polecenia (na terenach zajętych i odciętych przez Armię Czerwoną, rozkazy dla oddziałów Armii Krajowej przychodziły jedynie drogą radiową, prosto z Londynu).
Dwa elementy, które uważane były za korzystne w konfrontacji z Niemcami, powodowały teraz szczególnie zgubne następstwa. Po pierwsze: zasada, że poszczególne oddziały mogły działać tylko na podstawie jasnych poleceń z góry, a po drugie, że rezystencja ma sens tylko wtedy, gdy dochodzi do konkretnych aktów oporu. Żaden z tych elementów nie występował na obszarze zajętym przez Sowietów. Przypuszczenie to znajduje wielokrotne potwierdzenie w alarmistycznych meldunkach dowódcy Grupy Wschód. Tak więc NKWD miało do czynienia z przeciwnikiem wewnętrznie wątpiącym, niepewnym swojej sprawy i w kwestiach ideowych oraz praktycznych pozostawionym samemu sobie przez dotychczasowe dowództwo, które nie potrafiło zdecydować się na ten sam rodzaj oporu co dawniej, z wszystkimi wynikającymi z tego konsekwencjami. W ten sposób widoczne stają się skutki rezygnacji i kapitulacji Mikołajczyka, która zaczęła przynosić krwawe owoce. W jaki sposób osamotniona, wysunięta placówka ma zdecydować się na opór na śmierć i życie, którego wcześniej nie potrzebowała praktykować, jeśli dotychczasowy przywódca uznaje ten rodzaj oporu za bezsensowny oraz bezcelowy i dlatego podaje się do dymisji, a nowy jest w stanie jedynie apelować do światowego sumienia.
W ten sposób Sowieci byli w stanie w ciągu kilku tygodni unicestwić dorobek długoletniej pracy. Próba bojkotu sowieckiej mobilizacji okazała się bezcelowa podobnie jak anglo-amerykańskie dodawanie otuchy przy pomocy pojedynczych zrzutów oraz zakaz wstępowania w szeregi armii Berlinga (czyli utworzona w maju 1943 r. w Sielcach nad Oką w Związku Sowieckim [na południowy-wschód od Moskwy] - najpierw 1 Dywizja Piechoty im. Tadeusza Kościuszki, przemianowana w sierpniu 1943 r. w 1 Korpus Polski, a następnie 16 marca 1944 r. w Armię Polską, zaś od 21 lipca 1944 r. 1 Armię Wojska Polskiego gen. Zygmunta Berlinga, po tym jak w rejonie Rzeszowa zaczęła formować się od 8 sierpnia 1944 r. 2 Armia Wojska Polskiego gen. Karola Świerczewskiego. Zarówno Berling jak Świerczewski byli agentami sowieckimi - pierwszy, zwerbowany do współpracy jeszcze w obozie w Starobielsku, potem przewieziony do "willi szczęścia" w Małachowce pod Moskwą, gdzie z protekcją majora Wasilija Zarubina objął dowództwo formowanej przez Sowietów - 1 Armii Wojska Polskiego - z tych Polaków zesłanych w głąb Związku Sowieckiego po sowieckiej agresji na Polskę we wrześniu 1939 r., którzy w okresie sierpień 1941 - sierpień 1942 r. nie zdążyli do tworzącej się w Związku Sowieckim Armii Polskiej gen. Władysława Andersa, która w dwóch wielkich falach, w marzec-kwiecień i sierpień 1942 r. ewakuowała się przez Morze Kaspijskie do Iranu, a następnie na Bliski Wschód, gdzie od października 1942 r. nosiła nową nazwę: Armii Polskiej na Wschodzie. To właśnie wówczas zwolnieni ze służby zostali polscy oficerowie i żołnierze pochodzenia żydowskiego, którzy potem, po wojnie zaczęli tworzyć niepodległy Izrael. Stamtąd przeszła do Egiptu a następnie została przerzucona do Włoch, gdzie zdobyła niemieckie umocnienia w bitwie pod Monte Cassino, która otworzyła aliantom drogę do Rzymu, a następnie Ankonę i Bolonię. Natomiast gen. Karol Świerczewski był typowym sowieckim degeneratem, walczył już - na własną prośbę- przeciwko Polsce w wojnie 1920 r. Przeszedł do historii jako "pijany rzeźnik" który zamroczony oparami alkoholu, wydawał na śmierć setki tysięcy żołnierzy w bezmyślnych szturmach na karabiny maszynowe i czołgi, gdzie żołnierze ci byli dosłownie koszeni, niczym zboże na polu. Zresztą sztab, korpus oficerski i w dużej części podoficerski 1 i 2 Armii Wojska Polskiego, składał się z oficerów sowieckich, oddelegowanych na odcinek polski z misją "pełnienia obowiązku Polaków" czyli tzw.: POP-ów).
SERIAL "CZTEREJ PANCERNI I PIES" OPOWIADAŁ WŁAŚNIE O ŻOŁNIERZACH 1 ARMII WOJSKA POLSKIEGO gen. BERLINGA, IDĄCYCH ZNAD OKI DO POLSKI, BYŁ NIEZWYKLE POPULARNY
w latach 60-tych i 70-tyc. STANOWIŁ TEŻ ELEMENT PROPAGANDOWEGO URABIANIA POLAKÓW IDEĄ "POLSKO-RADZIECKIEGO BRATERSTWA BRONI"
Wszystkie te próby nie mogły powstrzymać całkowitego upadku, wynikającego z przyczyn wewnętrznych. Lokalne próby oporu kończyły się na niczym, ponieważ były nieskoordynowane w jakąś większą całość, a tylko prowokowały okrucieństwa ze strony NKWD. Nawet przysięga wobec rządu londyńskiego utraciła w tych okolicznościach swą wiążącą moc. Dlatego też następcą Bora (gen. Tadeusza Bora-Komorowskiego, dowódcy Armii Krajowej i wodza Polskich Sił Zbrojnych) na własną odpowiedzialność, jako aktualny najwyższy rangą wojskowy, w depeszy do dowódcy Grupy Wschód zwolnił całą znajdującą się na terenie zajętym przez Sowietów Armię Krajową z dotychczasowej przysięgi i zalecił wstępowanie do armii Berlinga, aby zapobiec wszechogarniającemu chaosowi. Jedyne, co potrafił zrobić, to apelować do "wiernego serca polskiego żołnierza", wyrażając nadzieję, że ono nawet "w tak tragicznym położeniu się nie złamie". Rząd londyński początkowo zdecydowanie zaprotestował przeciw tej samowolnej decyzji. Po ostrych sporach musiał jednak przedstawić oficjalne stanowisko wobec tych wszystkich wydarzeń. Miało to miejsce na posiedzeniu Rady Ministrów w dniu 16.11.1944. Podjęto wówczas nowe uchwały o kontynuowaniu konspiracji zarówno na obszarze okupowanym przez Sowietów, jak i przez Niemców. Uchwała dotycząca obszaru zajętego przez Sowietów jest nam znana. Jej właściwą treścią jest bezsilność. Z jednej strony cała Armia Krajowa ma być oficjalnie rozwiązana, z drugiej strony zachowana ma być gęsta siatka konspiracyjna, aby skutecznie infiltrować wszystkie prosowieckie instytucje polskie elementami narodowo-polskimi; z jednej strony wzywa się do zachowania spokoju, a z drugiej strony rząd lubelski jest określany jako "instytucja nielegalna i samozwańcza", której rozporządzenia, łącznie z czysto sowieckimi, uznane zostały za nieważne. Jednocześnie proklamowane zostało prawo do samoobrony.
Nieznana jest nam uchwała dotycząca obszaru zajętego przez Niemcy. Porównanie obu uchwał pozwoliłoby wyciągnąć wiele ważnych wniosków. Wydarzenia te ukazują jak w świetle błyskawicy rzeczywistą sytuację narodu polskiego na obszarze zajętym przez Sowietów. Poza tym jest to zwiastun pewnego ogólnoeuropejskiego fenomenu: Anglia wydaje na pastwę bolszewizmu narody Europy, którym chciałaby przewodzić, a narody Europy, które miały nadzieję na "demokratyczną wolność" pod przewodem Anglii, przechodzą zewnętrznie i wewnętrznie pod jarzmo bolszewizmu. A Niemcy po krótkim intermezzo, w czasie którego osiągnęły w zwycięskim pochodzie geograficzne i kulturowe granice Europy, są osamotnione, podobnie jak na początku tych potężnych zmagań. Obecnie nadchodzą wydarzenia o skali światowej, które na nowo uformują i uporządkują Europę, popychając jej narody ku nieznanemu przeznaczeniu.
dd.PROSOWIECKIE WOJSKO POLSKIE
Rzekome sowieckie koncesje na rzecz niepodległości Polski najbardziej widoczne stają się na przykładzie polskich prosowieckich sił zbrojnych, które rzeczywiście otrzymały daleko idące koncesje narodowe. Gest ten wychodzi w dużym stopniu naprzeciw polskiej mentalności i ma niewątpliwie w walce o naród polski duże znaczenie. Nieistotne są powtarzane często przez stronę narodowo-polską twierdzenia, że prosowieckie polskie siły zbrojne są "plamą" na mundurze polskiego żołnierza oraz że nie są one lubiane w polskim narodzie. Realne znaczenie ma natomiast wspomniany już rozkaz nowego komendanta Armii Krajowej (gen. Leopolda Okulickiego "Niedźwiadka". Rozkaz o rozwiązaniu Armii Krajowej wydał on 19 stycznia 1945 r.) do swoich podwładnych i braci na obszarze zajętym przez Sowietów, nawołujący do wejścia w szeregi tak pogardzanej polskiej prosowieckiej armii. Oznacza to, że prosowieckie Wojsko Polskie ma nie tylko realną wartość bojową po stronie sowieckiej, lecz poza tym stanowi niebezpieczną duchową siłę.
c.Polska odpowiedź
Chociaż sami Polacy nie mieli już żadnych wątpliwości co do sowieckich zamiarów, a metody wcielania tych zamiarów w życie były powszechnie znane, nie można stwierdzić, aby w narodowo-polskiej elicie przywódczej ani w szerokich masach narodu polskiego doszło do radykalizacji w duchu antysowieckim. Kapitulacja i dymisja Mikołajczyka zdusiła w zarodku kiełkujące po powstaniu warszawskim pozytywne tendencje i ciąży do tej pory jak konar na duszy polskiego narodu. Jeśli nie pojawią się inne żywotne siły, przenikające całą tkankę narodu, to postawa tego w chwili obecnej najwybitniejszego przedstawiciela polskości w wydaniu narodowym będzie jak przerwanie ostatniej tamy. Czy rząd Arciszewskiego będzie w stanie nadać temu rozwojowi inny kierunek, jest bardziej niż wątpliwe. Podtrzymywany przez niego dyplomatyczny sprzeciw, który wyraża się w niezliczonych protestach, nie ma żadnej politycznej siły przebicia. Tymczasem radykalna zmiana jego postawy w kwestii oporu była w stanie doprowadzić do zewnętrznego, decydującego zwrotu. Czas pokaże, czy meldunki z przełomu roku (1944/1945), docierające z obszaru zajętego przez Sowietów i informujące o napadach na kolumny wojskowe, eskorty, o sabotażach, szczególnie na kolei, a także wyraźna bierność całej Armii Krajowej na obszarze zajętym przez Niemców, mogą być traktowane jako symptom rodzącej się gruntownej przemiany w polskim ruchu oporu. Naród polski stoi obecnie jak nigdy przedtem w swojej barwnej historii przed jedyną w swoim rodzaju i nieodwołalną decyzją pomiędzy życiem po stronie niemieckiej lub śmiercią w bolszewickim chaosie i słowiańsko-rosyjskim tyglu. Czy decyzja ta już zapadła, czy może jeszcze nie? (wówczas wybór był tragiczny, podobnie jak we wrześniu 1939 r. Ale dziś, z perspektywy dziesięcioleci można powiedzieć - decyzją Polski na przyszłość jest stworzenie silnego projektu Międzymorza i Trójmorza [Międzymorze odnosi się do sojuszu z krajami tworzącymi niegdyś potężną Rzeczpospolitą, czyli Ukrainą, Białorusią, Litwą, Łotwą i Estonią, zaś Trójmorze oparte jest o sojusz z krajami takimi jak Węgry, Chorwacja, Rumunia, Grecja czy Szwecja, Norwegia, Finlandia] czyli głównie koordynacja polityki na linii Północ-Południe).