Łączna liczba wyświetleń

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą STAROŻYTNA PERSJA. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą STAROŻYTNA PERSJA. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 30 września 2024

SŁOWA KTÓRE UCZĄ MYŚLEĆ - Cz. IV

CZYLI SENTENCJE I AFORYZMY OD STAROŻYTNOŚCI PO WSPÓŁCZESNOŚĆ





OTO KOLEJNI SŁAWNI LUDZIE ANTYKU, DZIŚ:


PITAGORAS
Cz. I





 Był on starożytnym greckim filozofem i eponimicznym założycielem pitagoreizmu, a jego nauki były dobrze znane, szczególnie w tzw. Wielkiej Grecji (czyli w helleńskich koloniach południowej Italii i Sycylii). Niestety nie wiadomo dokładnie kiedy przyszedł on na świat, nie zachowały się też żadne autentyczne jego własne pisma, a wszystko co o nim wiemy pochodzi najczęściej z krótkich, czasem satyrycznych wzmianek innych autorów antyku. I właśnie jednym z pierwszych (jeśli nie w ogóle pierwszym) źródłem dotyczącym życia i nauk Pitagorasa, jest satyryczny poemat nijakiego Ksenofanesa z Kolofonu (napisany zapewne już po śmierci Pitagorasa), człowieka, który był jemu współczesnym. W utworze tym Ksenofanes przedstawia Pitagorasa jako człowieka wstawiającego się za bitym psem, twierdząc że w jego piskach rozpoznaje głos zmarłego przyjaciela (Pitagoras bez wątpienia wierzył w reinkarnację - o czym również opowiem dalej, chociaż tak naprawdę stwierdzenie: "wierzył" jest nie na miejscu z wiadomych przyczyn. W  reinkarnację nie trzeba wierzyć, czy nie wierzyć, ona po prostu jest, jedynie określenie to odnosi się do naszego stopnia zrozumienia związanych z nią determinantów wiążących nas w tym oto ziemskim piekle).

Również Alkmeon z Krotonu (jeden z filozofów przyrody, a jednocześnie lekarz amator i bajkopisarz, o którym mówi się że był uczniem Pitagorasa, chociaż istnieją pewne wątpliwości czy rzeczywiście należał do pitagorejczyków. Jego dzieła - podobnie jak Pitagorasa - nie zachowały się, a wiadomo o nich jedynie z późniejszych przekazów i cytowań) również włączył wiele z nauk Pitagorasa do swoich pism. Pochlebnie w swoich dziełach o Pitagorasie wyrażali się chociażby: Ion z Chios (filozof, pisarz, i dramaturg urodzony już po śmierci Pitagorasa, żył w latach ok. 480-421 p.n.e.), oraz Empedokles z Akragas (filozof, twierdził że cała materia zbudowana jest z czterech elementów: ognia, wody, powietrza i ziemi, a wszystko to powiązane jest ze sobą za pomocą niewidzialnej nici, zwanej "Phila"  {Miłość}. On również urodził się już po śmierci Pitagorasa, a żył w latach ok. 493-432 p.n.e.). Natomiast ostro krytykował w swych pismach Pitagorasa i uważał go za szarlatana oraz hochsztaplera - Heraklit z Efezu. Jednak pierwszy, najbardziej zwięzły opis postaci Pitagorasa pochodzi z dzieł Herodota z Halikarnasu (pisarz i historyk, żył w latach ok. 484-413 p.n.e.), który m.in. stwierdza że Pitagoras pragnął nauczyć swych uczniów "nieśmiertelności" (a raczej co należy zrobić, aby uzyskać długowieczność, którą można porównać do nieśmiertelności). Ateński retor Izokrates (żył w latach 436-338 p.n.e.) jako pierwszy opisał Pitagorasa odwiedzającego Egipt. Arystoteles napisał zaś (utracone) dzieło o epikurejczykach, a jego uczniowie: Arystoksenos, Dikaearch i Heraklides z Pontu również kontynuowali ten temat. Wysyp informacji o Pitagorasie przyniosły czasy rzymskie, chociaż głównie są to powielane, legendarne (często bajkowe) informacje na jego temat, więc nie będę już wymieniał owych twórców.

Uściślimy zatem - Pitagoras przyszedł na świat na wyspie Samos, ok. 570 roku p.n.e. Na tej samej wyspie Samos, na której żył chociażby opisywany wcześniej przeze mnie Ezop (można by więc zaśpiewać słowa piosenki "Kuba wyspa jak wulkan gorąca", podmieniając słowo Kuba na Samos 😉). Jego ojcem był niejaki Mnesarchos - grawer kamieni szlachetnych, lub też bogaty kupiec samijski (Herodot i Izokrates różnią się tu między sobą). Data narodzin Pitagorasa również wybrana została nieco tak na chybił trafił, jako że Arystoksenos zanotował (jako jedyny z tych, którzy pisali o Pitagorasie) że w wieku 40 lat opuścił on Samos jeszcze w czasach rządów tyrana Polikratesa (który przejął władzę na Samos ok. 542 r. p.n.e. a jego rządy trwały kolejne 20 lat). Niewiele (lub też zgoła nic) wiadomo o młodości Pitagorasa. Jego matka nosiła ponoć imię Pythais, a gdyby była z nim w ciąży, wraz z mężem udała się do świątyni Apollina w Delfach, gdzie tamtejsza Pytia przepowiedziała jej, iż urodzi syna niezwykle przystojnego, mądrego i pożytecznego dla ludzkości. Prawdopodobnie pod wpływem tej właśnie przepowiedni nowo narodzone dziecię otrzymało imię Pitagoras, na cześć Pytii. Samos na której Pitagoras dorastał, była bogatą wyspą, słynącą z lukratywnego handlu z Syrią, Fenicją (i prawdopodobnie również z Egiptem), a także z hucznej kultury festiwalowej. Bez wątpienia wraz z kupcami na wyspę docierały wszelkie bliskowschodnie idee, poglądy i wiary. Poza tym w leżącym nieopodal Milecie, w tym właśnie czasie działali filozofowie przyrody, tacy jak: Anaksymander (żył w latach ok. 610-546 p.n.e. i twierdził że wszystko co pochodzi na świecie, zbudowane jest z bliżej nieokreślonego pierwiastka zwanego - apeiron) i Anaksymenes (żył w latach ok. 586-526 p.n.e. Ten zaś uważał że świat cały zbudowany jest na powietrzu a raczej na eterze). Bez wątpienia ich filozofia również miała wpływ na ukształtowanie poglądów młodego Pitagorasa.




Ponoć nauczycielem Pitagorasa był poeta Hermodamas z Samos (syn niejakiego Kreofilosa, który ponoć miał rywalizować nawet z samym Homerem, ale wydaje się to bardzo mało prawdopodobne, jako że Homer przyjęło się iż żył w wieku VIII, Kreofilos zaś - nawet jeżeli byśmy przeciągnęli jego narodziny do połowy VII wieku p.n.e. to i tak nie ma możliwości aby ci dwaj panowie mogli się ze sobą spotkać, a tym bardziej rywalizować w konkursach poetyckich. Był to więcej bez wątpienia wymysł późniejszych historyków antyku). Inni autorzy starożytni wymieniają również (jako nauczycieli Pitagorasa) Biasa z Prienne, Talesa, nawet Orfeusza (twórcę misteriów orfickich). Nie można temu ani zaprzeczyć ani bezrefleksyjnie przyjąć za pewnik, po prostu zdani jesteśmy na przyjęcie tego do wiadomości (co się tyczy Biasa z Prienne - podobnie jak Milet miasta bliskiego Samos - który to wydaje mi się najmniej znany z tej wyżej wymienionej trójki, to istnieje na jego temat ciekawa historia. Głosił on bowiem ideę, że dobro które okazujemy innym wraca do nas w dwójnasób . Pewnego razu przechadzając się po Agorze miasta Prienne, ujrzał on wystawionych na sprzedaż kilka młodych dziewczyn będących siostrami, wziętych wcześniej do niewoli - lub też porwanych przez handlarzy niewolników. Wszystkie je wykupił, zabrał do siebie do domu, wyzwolił i wychowywał jak własne córki przez kilka lat, a następnie opłacił im podróż do ich rodzinnego domu w Messynie na Sycylii, obdarowując każdą z nich pewną kwotą pieniężną. Nawoływał też aby postępować dobrze i łagodnie z innymi ludźmi, jako naszymi bliźnimi, chociaż... powszechnie twierdził że wszyscy ludzie są z natury źli. Był niezwykle sprawiedliwy i uczciwy, dlatego też mieszkańcy Prienne wybrali go na swego sędziego, a gdy rybacy pewnego razu wyłowili z morza trójnóg z brązu z napisem "Dla najmądrzejszego", ofiarowali go właśnie Biasowi. Ten jednak nie przyjął podarunku, a ofiarował go Apollinowi, twierdząc że to nie on, a Apollo jest najmądrzejszy, gdyż to właśnie przez niego spływa na ludzi mądrość i roztropność. Potem zaczęto w Grecji mówić, iż: "Jeśli jesteś sędzią, wydaj wyrok prienneński" co oznaczało - wydaj wyrok tak sprawiedliwy, jak Biasa. Albo też gdy któryś z sędziów był uczciwy i nieprzekupny, mawiano o nim: "Doskonalszy w swych decyzjach niż bias z Prienne". Bias ponoć umarł w sędziwym wieku w trakcie przemowy na korzyść swego klienta {tak więc pełnił rolę zarówno sędziego jak i adwokata}, w czasie rozprawy sądowej. Po zakończeniu swojej przemowy, usiadł u boku wnuka, kładąc głowę na jego piersi i tak zasnął. W tym czasie sędziowie orzekli na korzyści jego klienta, a gdy rozprawa się skończyła, okazało się że Bias nie żyje, zasnął z głową na piersi swego wnuka, wygrywając swoją ostatnią rozprawę sądową).

Pitagoras dorastał więc na Samos, lecz gdy miał lat około 30-tu, doszło w mieście (o tej samej nazwie) jak również na całej wyspie do zamachu politycznego, przeprowadzonego przez wymienionego wyżej Polikratesa podczas święta Hery (ok. 542 r. p.n.e.). Do tej pory bowiem wyspą władali arystokraci (być może również pewien wpływ na rządy mieli majętni kupcy, tacy jak ojciec Pitagorasa - Mnesarchos, choć oczywiście nie ma na ten temat żadnych informacji, a wszystko rozbija się w mgle przypuszczeń). Polikratesa wspierali jego dwaj bracia Pantagnot i Syloson, a także 15 innych młodzieńców, niezadowolonych z obecnych rządów (czyli tak naprawdę rewolucja dokonała się rękoma zaledwie 18 zamachowców, co też pokazuje że dotychczasowy ustrój był albo tak pewny siebie - a przez to tak słabo chroniony, albo też nie było żadnych przesłanek które mogłyby powodować niepokój dotychczasowych włodarzy wyspy). Pierwotnie wprowadzono nowy ustrój, który polegał na rządach wszystkich trzech braci, wspieranych przez resztę zamachowców. Ale Polikrates szybko pozbył się konkurentów do władzy, zabijając swego brata Pantagnota, a Sylosona wypędzając z wyspy. Ogłosił się tyranem, a bez wątpienia za jego rządów wyspa rozkwitła jeszcze bardziej (choć dotychczasowe rody zapewne utraciły swoją pozycję). Aby się umocnić, nowy reżim potrzebował uznania i sojuszy z jemu podobnymi tyrańskimi reżimami politycznymi i Polikrates znalazł takich sojuszników w osobach tyrana Naksos - Lygdamisa (który zdobył władzę w podobnym zamachu stanu w roku 546 p.n.e.) oraz faraona Egiptu Ahmose II (zwanego w Grecji Amazisem i to właśnie imię najbardziej się rozpowszechniło), panującym w kraju nad Nilem od roku 570 p.n.e. Mając takich sojuszników i pokaźny skarbiec Samos do dyspozycji, Polikrates wystawił armię złożoną z 1000 łuczników i stół okrętów wojennych (pentakonterów) I rozpoczął zdobywcze (a raczej bardziej łupieżcze) wojny na Morzu Egejskim. Pierwszą dużą wojnę wydał sąsiedniemu Milenowi, aby zademonstrować że to Samos posiada najsilniejszą flotę w tym regionie Morza Egejskiego. Flota Miletu została pokonana w rejonie wyspy Lade (chociaż samego Miletu Polikrates nie odważył się zaatakować). Potem doszło do konfrontacji z wyspą Lesbos, drugim największym konkurentem morskim na Morzu Egejskim. Lesbos (zwana "Szmaragdową Wyspą", od licznych lasów jakie się nań znajdowały), pierwotnie rządził arystokratyczny ród Pentylidów, przybyły z Tesalii w odległych czasach (XI wiek p.n.e.), którzy to założyli stolicę i największe miasto Lesbos - Mitylenę. Jednak rządy Pentylidów poważnie ciążyły mieszkańcom miasta, aż wreszcie (ok. 585 r. p.n.e.) doszło do ludowego buntu pod wodzą niejakiego Pittakosa, który doprowadził do obalenia tego rodu i wprowadzenia pierwotnie tyranii, która po śmierci Pittakosa ewoluowała w coś na kształt oligarchii z pewnymi elementami demokracji (w dużym uproszczeniu). Taki właśnie ustrój panował na wyspie Lesbos, gdy Polikrates płynął tam ze swą flotą. Wojna Samos z Lesbos zakończyła się kolejnym morskim zwycięstwem Polikratesa, chociaż nie zamierzał on podbijać samej wyspy, gdyż zdawał sobie sprawę że nie ma na to odpowiednich sił. Zdobył za to małą wyspę Rhenea (którą następnie połączył żelaznym łańcuchem z leżącą nieopodal jeszcze mniejszą wyspą Delos, poświęconą Bogu Apollinowi. W czasach rzymskich Delos stanie się centrum handlu niewolnikami - o czym pisałem już w innym temacie).




Dzięki tym podbojom Samos zalane zostało złotem i niewolnikami, dzięki czemu Polikrates mógł upiększyć swoje miasto i całą wyspę. Herodot pisał w swej "Historii" (w Księdze III): "Tak wiele mówiłem o Samijczykach, ponieważ ze wszystkich Greków to oni stworzyli trzy największe dzieła budowlane. Jedno to dwutorowy kanał wykopany pod ziemią przez wzgórze o wysokości 900 stóp. (...) Drugie to kret w morzu wokół portu, o głębokości 120 stóp. (...) Trzecie dzieło Samijczyków to największa świątynia, jaką kiedykolwiek widziałem". Po kolei. Herodot twierdzi również że miasto Samos miało 300 000 mieszkańców co jest znacznie przesadzone (300 000 mieszkańców i Polikrates był w stanie wystawić tylko 1000 łuczników? Wiadomo więc że autorzy tacy jak Herodot jeśli chodzi o liczbę wojowników często przesadzali, zawyżając ją do absurdalnych wręcz rozmiarów i według mnie należy liczbę mieszkańców miasta Samos ograniczyć do góra 10 000, a i to wydaje mi się znacznie zawyżoną liczbą). Jakkolwiek by jednak na to nie patrzeć, miasto miało problem z wodą (paradoks prawda, leżące nad morzem miasto które ma problem z wodą. Ale to tak samo jak z logiką feministek. Kiedyś słuchałem pewnego wywodu pani feministki, która stwierdziła na pytanie co by zrobiła gdyby zabrakło mężczyzn i gdyby wszystko przestało nagle działać prąd, gaz, woda co by zrobiła żeby zaopatrzyć się chociażby w samą wodę. Jej odpowiedź zbiła mnie z nóg, gdy powiedziała że gdyby mieszkała nad morzem, to poszłaby zaczerpnąć wody prosto z morza. Jakoś nie umiała znaleźć odpowiedzi na pytanie, co by zrobiła jakby taką wodą się po prostu zatruła, bo ona nie nadaje się do spożycia 😱🤭). Gorące lato jakie panowało na wyspie powodowało, że niedobór wody pitnej stawał się palącym problemem dla kolejnych reżimów (być może właśnie był to jeden z powodów dla których arystokraci tak łatwo utracili władzę a na rzecz Polikratesa i jego wspólników). Można było się zaopatrzyć w wodę po opuszczeniu miasta, jako że liczne strumienie spływające z gór (szczególnie po opadach) dawały taką możliwość, ale w przypadku gdyby wróg napadł na Samos i obległ mieszkańców, ci nie byliby w stanie długo się bronić i musieliby skapitulować - właśnie z powodu braku wody pitnej. Ten problem postanowił ostatecznie rozwiązać Polikrates, budując kanał (akwedukt) zaopatrujący miasto w wodę właśnie z górskich źródeł (ów kanał stał się nie tylko w czasach Polikratesa i późniejszych najsłynniejszym dziełem hydraulicznym Hellenów, ale jeszcze w czasach rzymskich organizowano wycieczki na Samos właśnie po to, aby zobaczyć to niesamowite dzieło sztuki architektonicznej i... praktycznej). Budowniczym owego akweduktu był niejaki Eupalinos z Megary, przez co cała konstrukcja otrzymała nazwę "Tunelu Eupalinosa" (ale robotnikami zatrudnionymi przy jego budowie byli niewolnicy, głównie jeńcy z Lesbos), którego budowa trwała w latach ok. 530-520 p.n.e. (ów akwedukt został odnaleziony i odkopany przez niemieckich archeologów w latach 1971-1973). Woda była transportowana przez rurę złożoną z 4000 mniejszych kawałków, każdy z nich wykonany ręcznie. Tunel ten był w użyciu przez prawie 1200 lat, do ok. 700 roku naszej ery.




Port na Samos powstał też w latach 540-523 p.n.e. a jego budowniczym również był Eupalinos z Megary. W celu jego ochrony zbudowano falochron o długości 370 m i głębokości 37 m (dziś jego ruiny znajdują się na dnie zatoki Tigani). Dzięki rozbudowie portu i zbudowaniu Tunelu Eupalinosa, Samos było zabezpieczone na wypadek wojny i dłuższego oblężenia (notabene greckie rozwiązania inżynieryjne zastosowali również Rzymianie przy budowie swoich akweduktów, szczególnie zaś Sekstus Juliusz Frontinus, który w latach rządów cesarza Nerwy {96-98 r.} pełnił funkcję zarządcy rzymskich akweduktów. Ten były namiestnik Brytanii z lat 74-78, uważał greckie rozwiązania inżynieryjno-architektoniczne za prawdziwe dzieła sztuki i w swym dziele {nie zachowanym w całości} "Zaopatrzenie w wodę miasta Rzym" pytał: "Czy ktokolwiek porówna bezczynne piramidy, lub te inne bezużyteczne choć bardzo znane dzieła Greków z tymi akweduktami, z tymi wieloma niezbędnymi strukturami?". Trzecim i ostatnim wielkim dziełem architektonicznym z czasów tyrana Polikratesa, było monumentalne Herejon, czyli świątynia bogini Hery na Samos. Do dzisiaj zachowały się niektóre rzeźby wykonane z białego marmuru, ustawione na świętej drodze wiodącej do świątyni. Polikrates wzniósł dla siebie również pałac (nie zachowany do dziś), który znacznie rozbudował cesarz rzymski Gajusz Kaligula (sprawujący władzę w latach 37-41). W ogóle rządy Polikratesa to okres wielkości wyspy Samos i to zarówno pod względem militarnym, ekonomicznym jak i kulturowym (choć, co należy podkreślić, za jego to rządów zaczęło się również psucie monety, gdyż aby znaleźć środki na owe inwestycje - które w ogromnej większości pochodziły oczywiście z łupów wojennych, jednak po części również ze środków samych mieszkańców Samos, czyli ze skarbu miejskiego - polikrates znacznie obniżał jakość pieniądza, zmniejszając ilość srebra z jakiego były one wykonane). Polikrates był też patronem kilku artystów, m.in. Anakreona z Teos (miasto to, leżące w Joni na północ od Samos, w roku 545 p.n.e. najechali Persowie pod wodzą satrapy Sardes - Harpagosa. Nim mury miasta padły, mieszkańcy wsiedli na statki i opuścili swoje miasto, udając się do nowej "Ziemi Obiecanej", na północ do Tracji, gdzie na tamtejszym wybrzeżu założyli nowe miasto, zwane Abdera {chociaż nie wszyscy obywatele Teos porzucili wówczas swoje domy, jako że w czasie zwycięskiej dla Persów bitwy morskiej pod Lade w roku 494 p.n.e. brał udział kontyngent właśnie z Teos. Poza tym Arrian pisze, że Teoczycy założyli również miasto Fanagoria nad Morzem Czarnym}). Anakreon (urodzony ok. 570 r. p.n.e.) poeta liryczny i autor... pieśni pijackich, brał udział w obronie swego rodzinnego miasta Teos w roku 545 p.n.e., choć jak sam przyznawał - w tych walkach niczym się nie wyróżnił. Kilka lat po przybyciu na tracką ziemię i założeniu Abdery, Anakreon został ściągnięty na dwór Polikratesa na Samos, gdzie stał się nadwornym poetą (dobrze opłacanym - co należy podkreślić) i napisał dla niego wiele pieśni lirycznych, w których wychwalał Polikratesa, swego patrona. Polikrates finansował również lekarza Demokedesa z Krotonu - miasta w południowej Italii, z tzw. Wielkiej Grecji (notabene to właśnie w Krotonie Pitagoras założy swoją słynną szkołę epikurejską).




Mijały lata a Polikrates panował szczęśliwie nad wyspą, która stała się lokalnym mocarstwem morskim i jednym z najbogatszych państw w Helladzie. Pewnego razu - mając dobre (wręcz przyjacielskie stosunki z królem Egiptu Ahmose - Amazisem) opowiedział mu w liście o swych sukcesach, a ten przerażony stwierdził, że człowiek nie może cały czas odnosić sukcesów i jeśli tak się dzieje, to znaczy że kres rządów Polikratesa będzie bolesny, a on sam straci władzę w sposób gwałtowny. Aby odwrócić od siebie to nieszczęście, Amazis radził, by Polikrates pozbył się natychmiast cennej rzeczy którą bardzo pożąda, tak aby utracił ją na zawsze. Być może w ten sposób odwróci od siebie zły los, który bez wątpienia nad nim ciąży. Polikrates postanowił poświęcić cenny pierścień który bardzo lubił, wrzucając go w morskie fale. Nazajutrz jednak na audiencję do tyrana udał się rybak, który pragnął ofiarować Polikratesowi złowioną przez siebie rybę. Gdy jednak owa ryba została rozkrojona okazało się że w jej żołądku znajduje się ów pierścień, który Polikrates dnia poprzedniego wyrzucił do morza. Gdy napisał o tym w kolejnym liście do Amazisa, ten (ponoć przerażony) zerwał wszelkie kontakty z Polikratesem, aby nieszczęście które bez wątpienie miało go nie ominąć, nie dotknęło również władcy Egiptu. Rzeczywiście kres rządów Polikratesa był niezwykle brutalny, a a nim skonał, cierpiał długo umierając wpatrzony we własną wyspę. Prawdopodobnie historyjka o pierścieniu i liście do Amazisa została wymyślona później. Mogło to być bowiem związane ze zmianą polityki jaką prowadził Polikrates, a mianowicie widząc coraz silniejszą potęgę Persji Achemenidów, postanowił sprzymierzyć się z Królem Królów - Kambizesem II przeciwko Amazisowi z Egiptu. Wcześniej jednak (być może ok. 527 r. p.n.e.) wysłał do Egiptu 40 trier, oficjalnie z pomocą dla Amazisa. Jednak obsadził te okręty wszystkimi swymi przeciwnikami politycznymi, a w liście do króla Egiptu poprosił go, aby na miejscu ich zgładził. Przeciwnicy Polikratesa domyślili się jednak jaki ma być cel ich wizyty w Egipcie, zawrócili stamtąd, popłynęli ponownie na Samos i udało im się pokonać flotę Polikratesa u brzegów wyspy, ale nie byli w stanie nic więcej osiągnąć i musieli odpłynąć w stronę Grecji kontynentalnej, a konkretnie w stronę Lakonii, prosząc władców Lacedemonu o wsparcie i obalenie tyrana Samos. Do takiej interwencji Sparty i Koryntu na Samos doszło ok. 525 r. p.n.e. Koalicjantom udało się nie tylko pokonać flotę Polikratesa po raz drugi i wysadzić desant na wyspę, ale również oblec samą stolicę - Samos. Niestety hoplici z Teb i Lacedemonu nie byli przygotowani na dłuższe oblężenie, nie mieli żadnych machin oblężniczych, a zaopatrzenie szybko im się skończyło. Po 40 dniach oblężenia miasta musieli stamtąd odpłynąć z niczym. Polikrates ponownie triumfował - już po raz ostatni.


SPARTAŃSKI HOPLITA 



 ATEŃSKI HOPLITA



Nadszedł rok 522 p.n.e. Polikrates starał się co prawda utrzymywać dobre stosunki z Persami (tym bardziej że był to czas, gdy Egipt został podbity przez Kambizesa, a Amazis zginął (525 r. p.n.e.). Jednak w tym mniej więcej czasie zlekceważył on jakieś poselstwo od satrapy Sardes - Oroetesa, a ten poprzysiągł mu zemstę. Nadal utrzymując dobre stosunki, zaprosił Polikratesa do Sardes na ucztę, na co ten ochoczo przystał, pragnąc zyskać przyjaciela w osobie satrapy, który mógł stanowić realne zagrożenie dla jego wyspy. Jednak po dotarciu do Sardes i rozpoczęciu uczty, Polikrates został oskarżony o wszelkie możliwe zbrodnie i przewiny, a następnie uwięziony i zakuty w łańcuchy przez Oroetesa. Ten skazał go na śmierć, a miał on umrzeć ukrzyżowany na przylądku Mykale (w roku 479 p.n.e. Ateńczycy i Spartanie rozbili pod Mykale armię Persów), które leżało naprzeciwko wyspy Samos, czyli Polikrates umierał patrząc się na swoją rodzinną wyspę, którą władał przez 20 lat. Po jego śmierci Oroetes szybko opanował Samos, włączając tę wyspę do swojej satrapii (a w kilka lat później powierzył zarząd nad nią, wygnanemu ponad 20 lat wcześniej bratu Polikratesa - Sylosonowi. W tym zaś czasie Pitagoras nie mieszkał już na wyspie. Opuścił ją ok. 530 r. p.n.e. udając się w swą podróż, która ostatecznie zaprowadzi go do Krotonu w południowej Italii.




CDN.

piątek, 26 lipca 2024

WINO, KOBIETY I... TRON WE KRWI - CZYLI PONURY CIEŃ BIZANCJUM - Cz. XXXIV

NIM JESZCZE 
NAD KONSTANTYNOPOLEM
ZAŁOPOTAŁ ZIELONY
SZTANDAR MAHOMETA





III

RZYMIANKA Z WYBORU

(W TROSCE O SYNA)

Cz. VIII







KRÓL KRÓLÓW
Cz. VIII


 Gdy więc w lecie roku 66 do Rzymu przybył władca Armenii z rodu Arsacydów Tiridates I (z którym to Rzymianie przez 5 ostatnich lat - do 63 roku - toczyli morderczą wojnę o Armenię), został tam wspaniale powitany przez Nerona, który na jego cześć urządził huczne igrzyska. Oczywiście Tiridates przybył do Rzymu, aby zgodnie z warunkami zawartego pokoju uzyskać koronę królewską z rąk rzymskiego cesarza, który miał sprawować "opiekę" nad Armenią. W rzeczywistości jednak po roku 63 rzymskie wpływy w Armenii znacznie osłabły (w porównaniu z tym co było wcześniej), natomiast koronacja miała być tylko symbolicznym podkreśleniem rzymskiej kontroli, która tak naprawdę była iluzoryczna. Natomiast Arsacydzi (Tiridates i jego brat, król Partów - Wolagazes I) zdobywali w tym regionie silną pozycję. W każdym razie uroczystość koronacji (i włożenia na głowę Tiridatesa) korony królewskiej władców Armenii z rąk cezara Nerona, miało wspaniałą oprawę (propagandowo-artystyczną) i pokazywało siłę oraz potęgę Imperium Rzymskiego, czyli to, co przede wszystkim chcieli ujrzeć i co lubili podkreślać Rzymianie. Miasto było więc udekorowane girlandami i tysiącami kwiatów, były orły legionowe, gwardia pretoriańska prezentowała się wyśmienicie, a cesarz siedział na tronie, za którym znajdował się wizerunek ogromnego rzymskiego orła (chociaż symbolem miasta była wilczyca). Wszystko to podkreślało oczywiście dumę i chwałę Imperium Rzymskiego, ale tak naprawdę mieszkańcy stolicy przede wszystkim oczekiwali na to, co miało dopiero nadejść, czyli na wielkie, wspaniałe igrzyska Neron dał im to, czego tak bardzo pragnęli.

Igrzyska rozpoczęły się od wyścigów rydwanów, czyli dyscypliny którą Rzymianie bardzo się pasjonowali (tak jak dzisiaj pasjonujemy się piłką nożną, siatkówką czy też bejsbolem - w zależności od miejsca pochodzenia). Tak jak już kiedyś wspominałem (przy innym temacie) w Rzymie (jak i w innych miastach Imperium) były cztery frakcje wyścigowe: Biali (factio albata), Zieloni (factio prasina), Niebiescy (factio veneta) i Czerwoni (factio russata) - (z początkiem II wieku naszej ery te cztery frakcje zaczęły się ze sobą łączyć tak, iż realnie powstały dwie: Biali i Zieloni oraz Niebiescy i Czerwoni. Natomiast już IV wieku Zieloni i Niebiescy po prostu wchłonęli swoich współtowarzyszy). Wyścigi rydwanów oczywiście odbywały się głównie w Cyrku Wielkim (Circus Maximus), którego początki sięgają roku 329 p.n.e. kiedy to obok dwóch drewnianych met, postawiono pierwsze drewniane wozownie i stajnie. W 296 r. p.n.e. dwaj bracia, edylowie kurulni: Gnejusz i Kwintus Ogulniuszowie - za pieniądze zebrane z kar nałożonych na lichwiarzy - wybudowali pierwszą w Rzymie brukowaną drogę, ciągnącą się od bramy kapeńskiej (Porta Capena), do świątyni Marsa Statora, która przechodziła również przez teren (prowizorycznego wówczas jeszcze) Cyrku Wielkiego. W tym też roku wznieśli po raz pierwszy na Forum Romanum posąg wilczycy karmiącej dwójkę ludzkich niemowląt - Romulusa i Remusa - założycieli Rzymu (aczkolwiek tamten pierwotny pomnik nie zachował się, a obecny, który znajduje się w Pałacu Konserwatorów w Rzymie pochodzi z czasów znacznie późniejszych). Poza tym edylowi kurulni uczynili coś jeszcze, a mianowicie osuszyli dolinę Murcja, co spowodowało że można było połączyć ziemnym półkolistym nasypem teren przyszłego Cyrku Wielkiego. W roku 194 p.n.e. na spinie (czyli szeroki murze oddzielającym tory w Cyrku Wielkim) wniesiono pierwsze drewniane siedziska dla senatorów, wkrótce potem podobne siedziska zaczęły powstawać również dla ludu. Dwadzieścia lat później dodano 7 jaj informujących o ilości pokonywanych okrążeń przez załogi rydwanów. Kolejną rozbudowę Circus Maximus przeprowadził w 46 r. p.n.e. Juliusz Cezar - powiększając arenę w kierunku wschodnim i zachodnim (wyrównując przeciwległe pagórki) i otaczając ją rowem wypełnionym wodą - eurypem, dzięki czemu Cyrk mógł teraz pomieścić 150 000 miejsc siedzących. W roku 33 p.n.e Marek Wipsaniusz Agryppa (rówieśnik, przyjaciel i późniejszy zięć Oktawiana Augusta) stworzył na spinie system sygnalizacji w postaci 7 delfinów, które miały odtąd wymieniać się miejscami z 7 jajami informującymi o ilości okrążeń. W 10 r. p.n.e. Oktawian August sprowadził z Egiptu dwa obeliski: Kleopatry i Ramzesa II, jeden z nich (właśnie Ramzesa II) kazał umieścić w Cyrku Wielkim (dziś ten obelisk znajduje się na Placu del Poppolo), a także dla siebie i swojej rodziny kazał wznieść w tymże przybytku specjalną lożę - pulvinar - która od tej pory była uważana za cesarską. Przed igrzyskami wiekowymi roku 47 (ludi saeculares) z okazji 800-rocznicy założenia Rzymu, cesarz Klaudiusz wymienił drewniane siedziska senatorów w Cyrku Wielkim na marmurowe z domieszką złoconego granitu, ale dla ludu kamienne siedziska ustawił dopiero Neron wkrótce po pożarze Rzymu w roku 64, gdy przystąpiono do odbudowy m.in. Cyrku Wielkiego.


MAKIETA STAROŻYTNEGO RZYMU 
(NA PIERWSZYM PLANIE CYRK WIELKI i KOLOSEUM)



Woźnice zaprzęgów należący do poszczególnych frakcji cyrkowych, wywodzili się najczęściej spośród niewolników, aczkolwiek ich sława była nieporównywalnie większa, od sławy współczesnych piosenkarzy czy celebrytów. Ich imiona były wypisywane nie tylko na murach domów, łaźni czy przybytków rozkoszy, ale nawet policja miejska przymykała oczy na ich występki. Gdy pewnego razu - a było to już za Domicjana (81-96 r.), dwójka woźniców z frakcji Niebieskich i Czerwonych zaczęła zaczepiać na ulicach ludzi i żądać od nich pieniędzy, wezwanie na miejsce strażnicy miejscy nie interweniowali, odwrócili głowy i odeszli. Niech pomniki i popiersia były ustawiane w przybytkach publicznych i - jak pisze Marcjalis - w przeciwieństwie do innych pomników błyszczały się one niczym psie genitalia 😉. Wielokrotni zwycięzcy wyścigów byli praktycznie bezkarni i mogli w zasadzie zrobić wszystko - łącznie z zabójstwem (może z tą różnicą, aby nie było to zabójstwo publiczne). Choć sami byli niewolnikami i nie uzyskali jeszcze wolności, to jednak zachowywali się jakby byli wielkimi panami, brali co chcieli, a jednocześnie zarabiali ogromne pieniądze (tak jak współcześni piłkarze). Może właśnie to spowodowało że już w II wieku zaczęły się tworzyć spośród woźniców grupy przestępcze, które zamieniały się w prawdziwe mafie. Ogromna większość z nich odnosiła kilkudziesięciokrotnie, kilkusetkrotnie, a niektórzy nawet kilkutysięczne zwycięstwa. Marcjalis pisze że (pierwsza połowa II wieku) niejaki Skorpus odniósł 1043 zwycięstwa, Pompejusz Epafroditus - 1467, Pompejusz Musklosus - 3359 zwycięstw i Diodes - 4462 (ten ostatni wycofał się z areny ok. roku 150 zgromadziwszy fortunę 35 milionów sesyerców, czyli kwotę za którą mógłby sobie kupić co najmniej kilka posiadłości w Kampanii, wystawić do ich obrony co najmniej 10 000 gladiatorów i obsadzić 50 okrętów wojennych. Jednocześnie gdy woźnice rydwanów umierali, gromadziło to ogromne tłumy na ich pogrzebach, a zdarzało się i tak - wcale nierzadko - że umierali w młodym wieku, ponieważ zawód jaki wykonywali był bardzo niebezpieczny. Oddajmy więc ponownie głos Marcjalisowi: Tuskus zginął w wieku 24 lat po odniesieniu 56 zwycięstw, Krescens w wieku 22 lat (zgromadziwszy 1 600 000 sesterców), a Marek Aureliusz Molicjusz w wieku 20 lat (po odniesieniu 125 zwycięstw). Juwenalis dodawał zaś, że wysokie zarobki woźniców brały się również z tego, że ludzie przed wyścigami po prostu zakładali się o to, który z nich wygra, a w Cyrku Wielkim (czy potem w Koloseum) były to profesjonalne stanowiska hazardowe, a zakłady przyjmowały pięknie wystrojone kobiety. Zamożni ludzie często zostawiali tam swoje fortuny, a ci biedniejsi przynosili sakiewki licząc na to, że dany woźnica z ulubionej frakcji przyniesie im szczęście. Po wyścigach zaś - aby nieco udobruchać tych, którzy stracili tam fortunę - organizowano w Cyrku ucztę dla ludu, w czasie której rozdawano łakocie w postaci ciepłych bułeczek i innych smakowitości, a także rozdawano talony, których numery licytowano z puli i dzięki którym można było wygrać np. dom, gospodarstwo wiejskie, albo nawet okręt. Takie loterie po raz pierwszy zaczął organizować właśnie Neron (przez co był ukochanym władcą dla ludu i o ile możni go nie znosili, o tyle lud wręcz ubóstwiał). Podczas tej właśnie wizyty Tiridatesa w Rzymie, Neron wystąpił jako woźnica w ulubionej przez siebie frakcji Zielonych.




Następnie urządzono wspaniałe igrzyska gladiatorskie (munera). Był to stary zwyczaj, zaczerpnięty jeszcze z tradycji etruskiej, który przeniknął do kultury rzymskiej w formie pośmiertnego uhonorowania ważnej osobistości. Gdy więc umierał jakiś senator (albo majętny ekwita) rodzina wynajmowała dwóch niewolników którzy mieli się nad jego grobem potykać na śmierć i życie. Według tradycji po raz pierwszy w Rzymie miano odprawić takie walki (stosując się ściśle do etruskich wymagań) na targu bydlęcym (Forum Beorium) w 264 r. p.n.e. Powodem była śmierć dostojnego senatora Decymusa Juniusza Brutusa Pery i do tej walki wynajęto sześciu niewolników którzy potykali się w trzech parach. Po raz pierwszy więcej niż kilkunastu, potykało się gladiatorów (bo już tak należałoby ich nazwać) w roku 216 p.n.e. (czyli w roku katastrofy kaneńskiej, kiedy po całym Rzymie rozchodziły się trwożne głosy: "Hannibal ante portas" czyli " Hannibal u bram"), wówczas to, podczas uroczystości pogrzebowych konsula Marka Emiliusza Lepidusa wystawiono 44 gladiatorów w 22 parach. Oczywiście walki takie najczęściej odbywały się na ulicach lub na forach, bowiem żadne amfiteatry wówczas nie istniały. Od tej chwili też każda rodzina (szczególnie wywodząca się z nobilitas), chciała pobić rozmachem uroczystości pogrzebowych poprzedników i liczba gladiatorów walczących na ich marach zwiększała się. 183 r. p.n.e rodzina zmarłego najwyższego kapłana (Pontifex Maximus) Publiusza Licyniusza Krassusa wystawiła do walki aż 200 gladiatorów. 164 r. p.n.e. gdy ludzie będący w teatrze i oglądający "Hecyrę" Terencjusza, dowiedzieli się o śmierci jakiegoś senatora i publicznym munera urządzanym na jego cześć, gremialnie opuścili teatr, udając się w tamto miejsce 🤭.




 Szybko też ambitni politycy zdali sobie sprawę z tego, jak potężna władza nad masami znajduje się w munera i ile można osiągnąć, jeśli tylko umiejętnie zorganizuje się takie uroczystości (można je porównać do współczesnych wydatków jakie ponoszą politycy na banery, ulotki, reklamy w mediach - szczególnie w internecie itd, które oczywiście są bardzo kosztowne, ale które zwrócą się w przeciągu góra dwóch lat na dobrym stanowisku). Tym bardziej że owe igrzyska przestały być już igrzyskami rodzinnymi, gdzie członkowie danego rodu w milczeniu przyglądali się w walce dwóch niewolników, wynajętych tylko po to, aby oddać ostatnią cześć zmarłemu. Teraz, gdy coraz więcej ludzi zaczęło przychodzić na takie widowiska, były one pełne gwaru, śmiechu, komentarzy i oczywiście zakładów - kto wygra, nadal jednak igrzyska organizowane były przez najbogatszych, czyli tych, których było na to stać. Po raz pierwszy zaś za publiczne pieniądze zorganizowano munera w roku 105 p.n.e. gdy armia rzymska poniosła druzgocącą klęskę w starciu z plemionami Cymbrów i Teutonów pod Arausio 6 października 105 r. p.n.e. w rzeczywistości jednak bitwa ta rozegrała się we wrześniu, jako że wówczas w Rzymie obowiązywał kalendarz księżycowy jeszcze sprzed reformy Cezara z 45 r. p.n.e. w czasie którego zmieniono kalendarz księżycowy na słoneczny dodając do tego oczywiście 30 dni, bez równać czas głównych świąt z porami roku. Natomiast data 6 października jest datą przyjętą w nauce). W Rzymie wybuchła wówczas panika i znów pojawiły się tutaj głosy nieznane od ponad 100 lat: "Barbari ante portas". Trudno też się temu dziwić, wówczas bowiem po zagładzie armii konsula Gnejusza Maliusza Maksymusa i Kwintusa Serwiliusza Cepiona, nie było w Italii siły zdolnej odeprzeć atak barbarzyńców. Co prawda można było powołać pod broń nowicjuszy - mających jeszcze mleko pod nosem, lub styranych życiem weteranów, ale przecież to nie były siły, które mogłyby zagrozić owym zwycięzcom, gdyby ci postanowili ruszyć na italię. Można było oczywiście odwołać wojska z Hiszpanii, Tracji, Azji i Afryki, ale jakim kosztem i ile by to trwało. Wróciły teraz niczym przekleństwo słowa wypowiadane przez braci Grakchów, że w Rzymie nie starczy ludzi gotowych do noszenia broni, a wszystko przez degradację i likwidację dotychczasowych rolników, przejmowanie ich majątków przez nobilitas i ich eksodus do miast (głównie do Rzymu), gdzie zasilali lokalną biedotę (najbiedniejsi wówczas w wojsku nie służyli, gdyż nie stać ich było na zakup broni i ekwipunku). Poza tym bardzo złe wrażenie sprawiała nobilitas, która nadal wierząc w hasła że to ona jest powołana do rządzenia państwem ze względu na swoją wiedzę, tradycję i umiejętności, teraz dawała popis żałosnej niekompetencji i tchórzliwości. Ostatecznie z sytuację ocalił Gajusz Mariusz wraz ze swym legatem Lucjuszem Korneliuszem Sullą (potem obaj panowie stali się śmiertelnymi wrogami), który po pokonaniu króla Numidii -  Jugurty (105 r. p.n.e.) wycofał armię z Afryki do Italii, aby bronić Rzymu przed barbarzyńcami. 

Ale problem z wojskiem to była jedna rzecz. Inną to były nastroje społeczne, które były wręcz katastrofalne. Dawno oczywiście zapomniano o lęku panującego w Rzymie w czasach Hannibala. Mówiono o tym ze śmiechem, drwiąc sobie z ludzi którzy wówczas żyli, że tak obawiali się tego kartagińskiego watażki, a teraz wszystko wróciło i to za sprawą nie jakiegoś wielkiego wodza, tylko grupy plemion przybyłych z Północy, które Rzymianie uważali za barbarzyńskie. Trzykrotnie Rzym w czasach Republiki narażony był na upadek. Po raz pierwszy w roku 390 p.n.e. gdy miasto zdobyli Galowie pod wodzą Brennusa (oprócz Kapitolu, który według legendy ocalić miały gęsi przed niespodziewanym, nocnym atakiem Galów). Były to jednak czasy bardzo odległe, w których nie zdobyto nawet jeszcze władzy nad całą Italią. Po raz drugi takie zagrożenie miało miejsce właśnie w czasach Hannibala, szczególnie w roku 216 p.n.e. a po raz trzeci w roku 105 p.n.e w czasie najazdu Cymbrów i Teutonów na Galię i północną Italię. Aby więc ratować się przed dojmującym nastrojem paniki i klęski, władze Republiki urządziły najpierw pokazowy proces winnych klęski spod Arausio. Serwiliusz Cepion i Maliusz Maksymus zostali pozbawieni dowództwa, odebrano im majątek i wygnano, ale to było jednak za mało aby nasycić żądny zemsty lud, szukano więc dalej. Starano się znaleźć kozła ofiarnego, którego można by było poświęcić w imię złagodzenia nastrojów i ponownego podporządkowania ludu władzy, więc pierwsza myśl - westalki. Rozpoczęły się więc skrupulatne kontrole przybytku dziewic służących bogini Weście, starało się bowiem znaleźć jakiekolwiek przykłady złamania ślubów czystości, które można by było rzucić ludowi na tacy i przedstawić owe kobiety jako winne klęski, gdyż swym ohydnym czynem obraziły boginię. Niczego jednak nie znaleziono, westalki prowadziły się bez zarzutu, a ostatni raz skazano westalkę na śmierć (przez zakopanie żywcem w ziemi - bo taka była kara), prawie dziesięć lat wcześniej, w roku 114 p.n.e. gdy trzy kobiety ze świętego przybytku bogini oskarżono o spółkowanie z mężczyznami, były to: Emilia, Licynia i Marcja. Na śmierć skazano jednak tylko Emilię, dwóm pozostałym dziewczętom udało się przeżyć tylko dlatego, że pochodziły z wpływowych rodzin, a ich ojcowie i krewni odpowiednio zapłacili sędziom. Jednak już w roku następnym na wniosek konsula Gnejusza Papiriusza Karbona powtórzono proces, gdyż znaleziono wiele nieścisłości, łącznie z zarzutami o przyjęcie łapówek przez sędziów. Ostatecznie pozostałe dwie kobiety również zostały skazane na śmierć i tak też się stało. Ale owym 105 r. p.n.e. nie znaleziono takich "koziołków" ofiarnych, musiano więc szukać dalej.

Powstała myśl aby przebłagać barbarzyńskich bogów (tak bowiem czynili Rzymianie żeby odwrócić gniew obcych bogów przeciwko nim samym), problem tylko polegał na tym, że nie znano imion owych bogów i nie wiedziano nawet do kogo się zwrócić. Trzeba więc było zwrócić się do bogów rodzimych, ale czy to mogłoby uspokoić gniew ludu? Czy mogłoby zadośćuczynić rodzinom 80 000 poległych pod Arausio żołnierzy w wyniku głupoty dowództwa (szczególnie Cepiona - który ewidentnie nie nadawał się na stanowisko które pełnił). Tu już nie było takiej prostej odpowiedzi, tym bardziej że ofiary przebłagalne bogów rodzimych mogły przekonać głównie najbardziej pobożnych Rzymian, a co z resztą? Może gdyby to zamienić na jakąś wielką publiczną ofiarę dla bogów, tylko jak to zrobić (ostatnie publiczne ofiary z ludzi złożono w Rzymie właśnie w roku 216 p.n.e. i nie zamierzano już więcej do nich wracać). No właśnie i tutaj przyszła z pomocą - munera. Na polecenie konsula Publiusza Rutiliusza Rufusa (Manliusz bowiem został wygnany) postanowiono wydać publiczne pieniądze na zorganizowanie spektaklu gladiatorskiego dla ludu, do czego mieli posłużyć gladiatorzy z rzymskiej szkoły Gajusza Aureliusza Scaurusa. Miało to pobudzić nastroje patriotyczne, przypomnieć Rzymianom dawne ojczyźniane cnoty, takie jak odwaga i honor, a także przypomnieć ludowi jak należy posługiwać się bronią przeciwko nacierającemu wrogowi, a w razie konieczności jak ginąć śmiercią prawdziwego Rzymianina. Tak też się stało a munus z roku 105 p.n.e. był pierwszym tego rodzaju widowiskiem, zorganizowanym nie w celu uczczenia jakiejś zmarłej postaci, lub też wydarzenia religijnego, a z czysto politycznych celów, co potem stało się normą dla rzymskich polityków. Czy jednak igrzyska roku 105 p.n.e. poskutkowały na rzymskie społeczeństwo? Trudno powiedzieć, gdyż Cymbrowie i Teutonii nie wykorzystali jakże sprzyjającej okazji i nie najechali bezbronnej Italii, natomiast trzy lata później konsul Gajusz Mariusz rozbił Teutonów pod Aquae Sextiae, a w 101 r. p.n.e. Cymbrów na polach raudyjskich pod Vercellae.


PIERWSZE PUBLICZNE MUNERA ZORGANIZOWANE NA FORUM ROMANUM w 105 r. p.n.e.



Od tej chwili munera weszło do corocznego wręcz zamiłowania Rzymian i traktowali oni to wydarzenie jako coś naturalnego, jako element rozrywki do której można uciec, od monotonnego i nudnego życia w Rzymie. Zresztą nie tylko w Rzymie, w miejscowości Pollentia w północnej Italii, mieszkańcy tak długo nie dopuszczali do pochowania zmarłego wcześniej wysokiego urzędnika miejskiego, dopóty rodzina zmarłego nie wyłożyła pieniędzy na zorganizowanie munera. Stało się więc to czymś naturalnym dla rzymskiego krajobrazu społecznego, chociaż bunty gladiatorów też się zdarzały, a do najsławniejszego doszło w latach 73-71 p.n.e. w Kapui w szkole Gnejusza Lentulusa Batiatusa, który rozlał się potem na całą italię, a zwany był powstaniem Spartakusa. Oczywiście nie był to jedyny bunt gladiatorów. Niecałą dekadę po stłumieniu powstania Spartakusa (64 r. p.n.e.), w Praeneste zbuntowali się tamtejsi gladiatorzy, ale lokalny garnizon wojskowy błyskawicznie przywrócił porządek. Popularność munera wśród ludu była tak wielka, że w 63 r. p.n.e zabroniono kandydować na urzędy publiczne tym, którzy dwa lata wcześniej zorganizowali igrzyska gladiatorskie. Od roku 27 p.n.e. gdy Gajusz Juliusz Cezar Oktawian stał się Augustem, polecił on w Rzymie pretorom organizować igrzyska dwa razy do roku, a na prowincji coroczny munus. Oczywiście przez cały ten czas aż do Oktawiana Augusta, igrzyska odbywały się prowizorycznie skleconych, drewnianych przybytkach (najczęściej na Forum Romanum) ogrodzonych palami, które na drugi dzień (lub po zakończeniu igrzysk) rozbierano. Pierwszy kamienny amfiteatr (bo tak też zaczęto odtąd nazywać owe przybytki) wzniósł w 29 r.p.n.e na południe od Pola Marsowego krewny Augusta - Kwintus Statyliusz Taurus (amfiteatr ten spłonął w roku 64 w czasie wielkiego pożaru Rzymu za Nerona i nie został już potem odbudowany aż do czasów Wespazjana, który założył swój własny amfiteatr, zwany amfiteatrem Flawiuszów, a potocznie znanym jako Koloseum. Tak więc w czasie wizyty Tiridatesa w Rzymie amfiteatr Taurusa już nie istniał). W 2 r. p.n.e. na Ianikulum (czyli prawym brzegu Tybru) Oktawian August wzniósł ogromnym kosztem naumachię - przeznaczoną do przedstawienia walk morskich, a jej szerokość była trzy razy większa od późniejszego Koloseum. Jej eliptyczny kształt (o średnicy 556 i 537 m.) wypełniony był wodą (dostarczaną przez akwedukt Aqua Alsietina), na środku której znajdowała się sztuczna wyspa (to tam właśnie cesarz Klaudiusz zorganizował swoją słynną bitwę morską w formie igrzysk dla ludu z 52 r.), a dookoła znajdowały się ogrody Cezara, a dalej jeszcze lasy. Oczywiście w czasach które nas obecnie interesują, była to jedyna rzymska naumachia, ale Rzymianon to przestało wystarczyć i już za Trajana w ogrodach watykańskich władca ten wzniósł drugą naumachię (na północny zachód od Zamku Świętego Anioła) oraz kolejny amfiteatr (amphitheatrum Castrense), również na terenie Watykanu.


NAUMACHIA KLAUDIUSZA z 52 r. ZORGANIZOWANA NA IANIKULUM
(WOKÓŁ SZTUCZNEJ WYSPY AUGUSTA)



Masowa budowa amfiteatrów, jaka nastąpiła w ostatnich trzech dekadach I wieku p.n.e. i na początku I wieku naszej ery, nie zawsze szła w parze z jakością. Trybuny najczęściej bowiem były drewniane, a jednocześnie stawiano je na niepewnym gruncie, często po kosztach, aby zaoszczędzić, rezygnowano ze specjalnych podpór które podtrzymywały całą konstrukcję (nie mówiąc już o tym że całość była łatwopalna). Często też dochodziło do mniejszych lub większych katastrof z tym związanych, a największa bodajże miała miejsce w Fidenie, w miasteczku położonym na północny-wschód od Rzymu, w 27 roku naszej ery. Trybuny bowiem (zbudowane przez konstruktora Atyliusza) zostały wzniesione tak niedbale i na tak nierównym terenie, że w ułamku chwili, w czasie trwania igrzysk cała konstrukcja zawaliła się, grzebiąc pod sobą 50 000 widzów. Tacyt tą katastrofę przyrównał do "przegranej bitwy w czasie wielkiej wojny". Atyliusza co prawda skazano na wygnanie, ale życia i zdrowia tym, którzy tego doświadczyli nikt już nie wrócił. Od tej pory zabroniono wznosić trybuny na nieutwardzonym gruncie, zaś organizator który nie chciał zrezygnować z drewnianych trybun, musiał jednocześnie udowodnić że dysponuje pieniędzmi na wypadek odszkodowania w wysokości co najmniej 400 000 sestercji (jakieś 800 000 zł). Po Wielkim pożarze Rzymu z roku 64 Neron wpadł na pomysł aby zbudować właśnie ogromny kamienny amfiteatr który przyćmi sławą wszystkie inne. Planu tego nie wprowadził jednak w życie, a zrealizował go dopiero Wespazjan, zakończyli zaś jego synowie -  Tytus i Domicjan w 80 roku naszej ery (notabene w roku tym również Rzym nawiedził kolejny - choć nieco mniejszy pożar - który strawił część zabudowań Kapitolu, spłonął też Panteon, Biblioteka Augusta i Teatr Pompejusza (po raz kolejny 🥴). Warto też wspomnieć jak wyglądał podział miejsc w Koloseum (jak również i w innych amfiteatrach) od czasów Augusta. Otóż pierwsze (dolne) miejsca zarezerwowane były dla nobilitas i ekwitów, ludzi zamożnych i dostojników państwowych, środkowe dla zwykłych obywateli, zaś górne miejsca w amfiteatrze przeznaczone były dla kobiet - bez względu na ich zamożność. Warto też dodać że kobiety gladiatorzy nie występowały w czasach Republiki i pierwszych dekadach Cesarstwa. Zaczęło to się zmieniać jednak już w drugiej połowie I wieku naszej ery, a szczególnie za czasów rządów Domicjana (81-96 r.) który lubił tego typu rozrywki. Zresztą miłośników walk amazonek (bo tak je nazywano) w Rzymie było dosyć sporo, choć ewidentnie nie stanowili większości. Dla nich to więc organizowano nawet łączone walki gladiatorów i amazonek, a nawet amazonek jeżdżących na wozach bojowych. O ile jednak Domicjan organizował takie widowiska w swoim prywatnym amfiteatrze i to najczęściej nocą przy blasku pochodni, o tyle już w II wieku naszej ery stały się one coraz częstsze. Widowiska kobiet wojowniczek miały swoich zagorzałych wielbicieli, aczkolwiek równie duża była grupa przeciwników, którzy po prostu wygwizdywali owe kobiety, domagając się aby zaprzestano tego gorszącego dla nich przedstawienia. Równie wielkim miłośnikiem kobiecych walk był Lucjusz Werus (panował w latach 161-169 wraz z Markiem Aureliuszem). Nawet na kampanię partyjską zabrał kilka takich amazonek, z którymi spółkował. Jednak z czasem górę wzięli przeciwnicy takich przedstawień, i w roku 200 - zasypany skargami na tego typu wypaczenie idei munera, cesarz Septymiusz Sewer zakazał ostatecznie kobietom walk na arenie.


KATASTROFA w FIDENACH 
(27 r.)



Igrzyska te zaczęły dobiegać końca, wraz z rosnącą pozycją chrześcijaństwa. W roku 326 cesarz Konstantyn Wielki (swoją drogą od zbrodniach tego władcy można by napisać litanię) wydał w Berytos (czyli dzisiejszym Bejrucie) po raz pierwszy publiczny edykt, piętnujący igrzyska gladiatorów w całym Imperium Rzymskim. Oczywiście nie oznaczało to ich końca, aczkolwiek było tą pierwszą kroplą drążącą skałę. W 357 r. Konstantyn II (syn tego pierwszego) zabronił wszystkim żołnierzom i oficerom uczestnictwa w igrzyskach, a w 365 r. cesarz Walentinian zakazał skazywania chrześcijan na karę areny. Ostatecznie pod koniec IV wieku, czyli 399 r. cesarz Honoriusz nakazał zamknąć wszystkie istniejące w Rzymie szkoły gladiatorskie, co było wstępem do całkowitej likwidacji igrzysk (które realnie na Wschodzie już się nie odbywały, jeszcze w Rzymie i w niektórych miastach Zachodniego Cesarstwa). Bezpośredniego jednak pretekstu do zlikwidowania igrzysk dał mnich Telemachos, który 404 r. wtargnął na arenę, próbując namówić walczących do zaniechania rozlewu krwi. Przyglądający się temu ludzie z trybun zapałali ogromnym gniewem i biorąc do ręki kamienie, ukamienowali mnicha. Pod wrażeniem tej męczeńskiej śmierci cesarz Honoriusz po wsze czasy zakazał odprawiania munera.


 

W każdym razie igrzyska gladiatorskie jak również wyścigi rydwanów oraz przedstawienia teatralne były tymi, którymi cesarz Neron powitał przybywającego do Rzymu w owym 66 roku króla Armenii - Tiridatesa I z rodu Arsacydów.


KOBIETA PRZEBRANA ZA RZYMSKĄ GLADIATRIX, CZYLI AMAZONKĘ 



CDN.

środa, 26 czerwca 2024

ZEMSTA NA WROGACH! - Cz. X

CZY ZEMSTA JEST ROZKOSZĄ BOGÓW?





JUSTYNIAN II RINOTMETOS

(668-711)

Cz. X







RODZINA 
(608-668)
Cz. X



 Teraz celem cesarzowej Teodory i jej przyjaciółki Antoniny (małżonki Belizariusza walczącego na Wschodzie z Persami), było doprowadzenie do upadku potężnego ministra cesarza Justyniana, Jana z Kapadocji, gdyż Teodora zdawała sobie doskonale sprawę że jest on jej nieprzychylny, a poza tym to właśnie on sprowadził z kraju arabskich Gaznawidów jej nieślubnego syna, którego ona kazała następnie umieścić w domu dla obłąkanych). Nie było to proste zadanie, ale obie matrony postanowiły wykorzystać do tego celu córkę Jana - Eufemię. Cesarzowa Teodora wyznaczyła jej bowiem kandydata na męża, którego owa dziewczyna nie chciała poślubić i starała się znaleźć sposób, aby uniknąć owego ożenku. Tutaj z pomocą przyszła jej Antonina, która stwierdziła że rozumie młodą dziewczynę i pragnie jej szczęścia. Starała się zyskać zaufanie Eufemii, a gdy obie kobiety zaczęły się ze sobą coraz częściej widywać, wreszcie wyjawiła jej, iż nienawidzi Justyniana, gdyż nie traktuje on dobrze Belizariusza, który przecież rozszerzył panowanie rzymskie na Italię i Afrykę, zdobył wielkie bogactwa które zapełniły skarbiec cesarski, a mimo to nie uzyskał godnego zadośćuczynienia. Gdy zaś Eufemia dopytywała się dlaczego zatem Belizariusz nie użyje wojska i nie zrzuci z tronu Justyniana, ona odparła że to nie jest takie proste, że do tego trzeba mieć poparcie wpływowych ludzi na dworze, a poza tym Belizariusz nie ma ambicji zostania nowym władcą, natomiast ona wie że takie ambicje posiada ojciec Eufemii Jan i gdyby on im dopomógł, wspólnie pozbyliby się Justyniana I Teodory. Eufemia przekazała te informacje swemu ojcu, mówiąc że Antonina i Belizariusz liczą na jego pomoc w obaleniu cesarza. Janowi spodobał się ten pomysł, tym bardziej że kilka lat wcześniej nadworny astrolog rzekł do niego, iż w przyszłości przywdzieje on cesarską purpurę i będzie to najszczęśliwszy dzień na dworze. Kazał więc przekazać córce iż Antonina i jej małżonek mogą na niego liczyć. Antonina poinformowała więc Jana że wyjeżdża do Dary, aby spotkać się z mężem i opowiedzieć mu o zawiązanym spisku. Jednocześnie dała znać Janowi iż spotka się z nim następnej nocy w sadzie majątku Belizariusza w Rufinianae na przedmieściach Konstantynopola. Następnie poinformowała Teodorę że Jan wpadł w zastawioną na niego pułapkę. Teodora natychmiast poinformowała męża o zdradzie Jana z Kapadocji, ten jednak początkowo nie chciał uwierzyć w spisek, na którego czele miałby stanąć jego minister. Ostatecznie jednak uległ namowom małżonki i kazał swojej gwardii cesarskiej (dowodzonej przez Narsesa i Marcellusa) udać się do sadu Belizariusza i w ukryciu zaczekać tam na Jana. 

Gdy przybył na miejsce ze swymi dwunastoma ochroniarzami, zaczął od razu (w obecności Antoniny) wyklinać Justyniana i nazwać go tyranem. Wreszcie gdy ta wybuchnęła śmiechem z ukrycia wyszli żołnierze gwardii cesarskiej i zaczęła się walka. W jej wyniku poważnie ranny w kark został Marcellus (upadł na ziemię i myślano że nie żyje, ale rana nie była aż tak groźna). Ostatecznie obezwładniono owych dwunastu wojowników Jana, lecz on sam zdołał uciec i ukrył się w kościele św. Ireny. Popełnił błąd, gdyż Justynian nie był mimo wszystko do końca przekonany co do jego zdrady i gdyby natychmiast zjawił się w Pałacu i powiedział iż przybył do Rufinianae aby odwieść Antoninę od spisku, być może władca by mu wybaczył. Jednak teraz Teodora i Antonina obie oskarżyły go o udział w spisku, dlatego też cesarz napisał list do Jana, w którym stwierdzał kategorycznie: "Wiemy wszystko. Poddaj się albo umrzesz. Twoja wspólniczka, Antonina, jest w naszej niełasce". Cesarz zapewnił też że jeśli Jan się podda nie grozi mu śmierć, ten więc tak uczynił. Justynian dotrzymał słowa, wysłał go do klasztoru, a wszystkie jego ziemie i majętności skonfiskował. Władca uczynił go jednak archidiakonem i wysłał mu togę zmarłego niedawno jego poprzednika, który nosił imię August. Spełniła się więc przepowiednia pałacowego astrologa - Jan został wyniesiony do godności archidiakona i dano mu togę Augusta, jednocześnie wywołało to ogromną radość na dworze, gdyż był on osobą nielubianą (szczególnie wśród możnych, którym kazał płacić podatki podobne tym, jakie płaciła reszta mieszkańców miasta). Miało to miejsce w roku 541, który to jednocześnie był ostatnim rokiem w którym powołano konsula. Tak oto (po dokładnie 1050 latach) instytucja konsulatu przechodziła do historii (pierwszymi rzymskimi konsulami po obaleniu króla Tarkwiniusza Priskusa byli w 509 r. p.n.e. Lucjusz Juniusz Brutus i Tarkwiniusz Kolatyn, ostatnim zaś Bazyliusz). Paradoksalnie zniesienie konsulatu (chociaż - co też ważne - dla żyjących w tamtym czasie ludzi niepowołanie konsula w latach następnych nie oznaczało jeszcze całkowitego zniesienia tej instytucji. Sądzono bowiem że wcześniej czy później ponownie powoła się konsula, tak się jednak nie stało i z dzisiejszej perspektywy możemy już stwierdzić że był to ostatni konsulat) nie pociągnęło za sobą problemów z liczeniem kolejnych lat (w rzymskiej tradycji bowiem Nowy Rok zaczynał się nowym konsulatem i tak też liczono czas w starożytnym Rzymie oraz pierwszych wiekach Cesarstwa Wschodniego. Natomiast po likwidacji konsulatu po prostu pisano: ten a ten rok, po konsulacie Bazyliusza. Poza tym w tradycji bizantyjskiej liczono czas "od stworzenia świata", ale powoli wchodziła również rachuba Anno Domini, czyli od narodzin Chrystusa. Została ona obliczona w ok. 525 r. przez jednego z mnichów, który co prawda pomylił się w rachubach o ok. siedem lat jeśli chodzi o narodziny Jezusa Chrystusa, tak więc dzisiaj czas ten wciąż liczony jest z błędem). Teraz Teodora i Antonina triumfowały. Jana odesłano do klasztoru Cizicus, ale po roku cesarz zwrócił mu wszystkie majętności jakie wcześniej skonfiskował, co bardzo rozgniewało Teodorę. Starała się więc w każdy możliwy sposób uprzykrzyć życie Janowi. Wymyślała najróżniejsze przeszkody w wyniku których po pierwsze nie mógł on korzystać z własnych dóbr, a po drugie musiał skrupulatnie wypełniać wszystkie obowiązki mnicha.




Lata 540-541 nie należały do szczęśliwych dla Cesarstwa. Co prawda powrót z Italii do Konstantynopola Belizariusza wraz z licznymi łupami stał się prognostykiem szczęśliwego zakończenia wojny na Zachodzie, ale jednocześnie łupieżcza wyprawa władcy Persów Chosroesa I na Syrię, a w roku następnym na Lazykę, były katastrofalne dla państwa i jego funduszy. Poza tym wiosną 541 r. w głąb Cesarstwa ruszyli Bułgarzy, paląc i pustosząc wszystko na swej drodze. Realnie nie miał kto ich powstrzymać, gdyż większość armii rzymskiej stacjonowała w Italii lub na Wschodzie, tak więc Bałkany były całkowicie bezbronne. Bułgarzy podzielili się na dwie części, jedna część pustoszyła Grecję i dotarła aż do Przesmyku Korynckiego, druga weszła przez Trację na półwysep Gallipoli i dotarła nieopodal Konstantynopola. Ludność okolicznych terenów uciekała do miast, szczególnie do stolicy - gdyż Konstantynopol uważano za niezdobytą twierdzę (podobnie myślano o Rzymie, aż w 410 r. Alaryk władca Wizygotów zdobył miasto i to była nie tyle wojenna czy nawet polityczna, ale moralna i społeczna katastrofa dla ówczesnych rzymskich obywateli, gdyż utrata miasta które jeszcze nigdy nie zostało zdobyte przez barbarzyńców oznaczała realnie koniec ich świata, gdyż nic już nie mogło pozostać bezpieczne, skoro ostatni fundament został utracony). Bułgarzy co prawda wkrótce się wycofali (uprowadzając 120 000 jeńców i liczne łupy), ale granica na Dunaju wciąż była niebezpieczna. Cesarz rozpoczął więc projektowanie systemu nowych twierdz nadgranicznych, które miałyby uniemożliwić w przyszłości kolejną taką inwazję i mocno się w ten projekt zaangażował. Jednocześnie sytuacja zaczęła się psuć na Zachodzie. Po śmierci króla Ostrogotów Witigesa (540 r.) Goci, po utracie Neapolu, Rzymu i Rawenny, w Pawii wybrali sobie na króla Hildebalda, który szybko przystąpił do odtwarzania upadającego Królestwa. Niestety władca ten zginął wkrótce (541 r.) w wyniku zamachu na jego życie, a nowym królem wybrany został Eraryk z plemienia Rugiów (notabene za zabójstwem tym mogła również stać wzajemna niechęć żon Hildebalda i Eraryka). Nowy władca wysłał posłów do Konstantynopola z propozycją zawarcia pokoju na dotychczasowym status quo (gdyby zaś cesarz miał odmówić, prywatnie twierdził że gotów jest oddać całe Królestwo, jeśli cesarz zapewni mu majątek i bezpieczeństwo). Gdy wieści o tym ujrzały światło dzienne, Eraryk został zamordowany a nowym królem Goci wybrali Totilę -  siostrzeńca Hildebalda. I teraz też dla Rzymian w Italii zaczęły się ciężkie dni, gdyż Goci powoli zaczęli odzyskiwać zdobyte przez Belizariusza terytoria.




O ile jednak lata 540-541 były ciężkie dla Cesarstwa, o tyle nikt się nie spodziewał że rok 542 będzie wręcz katastrofalny i porównywalny jedynie do roku 536 który oficjalnie był uważany za rok diabła (w tym bowiem roku na Islandii doszło do erupcji tamtejszego wulkanu, co spowodowało że powietrze było bardzo ciężkie i wielu ludzi zmarło gdyż nie mogło oddychać. Poza tym nawet w środku dnia było ciemno prawie jak w nocy i stan ten trwał bodajże 15 albo 16 miesięcy, w czasie którego naliczono wiele zgonów - stąd też wzięła się nazwa owego roku). Rok 542 przyniósł bowiem dwie wielkie katastrofy. Po pierwsze szach Persji Chosroes I postanowił po raz trzeci wyprawić się przeciwko Cesarstwu, licząc na kolejne łatwe i szybkie zwycięstwo. Po drugie na Cesarstwo spadła okrutna zaraza, która wymordowała ponad 50% mieszkańców Imperium. Chosroes ruszył wiosną 542 r. że 100 000 armią idąc szlakiem swej wyprawy syryjskiej, z tym że zdawał sobie doskonale sprawę że skoro maksymalnie wycisnął finansowo Syrię, nie ma więc sensu drugi raz wracać tam po drobne. Dlatego też tym razem skierował się ku Palestynie, a konkretnie ku Jerozolimie. Dowódcą obrony Wschodu wciąż był Bouces (ten który zbiegł w czasie wyprawy Chosroesa z roku 540), który z małą armią zamknął się w twierdzy Hierapolis i nie wyściubiał z niej nosa. Słał tylko listy do Justyniana, domagając się posiłków co najmniej w liczbie 50 000 żołnierzy (było to niewykonalne, żeby zgromadzić taką liczbę wojska musiałby Justynian ogołocić całe centralne prowincje, a już nie było tam żołnierzy gdyż szczęść posłał do Italii). Justynian ponownie więc wysłał jako dowódcę Wschodu belizariusza, jednocześnie gdy powoływał go na to stanowisko, stwierdził rzekł do niego tymi słowy: "Najwierniejszy i najświetniejszy generale, przebaczamy ci wszelkie zło, jakie nam wyrządziłeś w przeszłości, i pamiętamy jedynie twoje zasługi..." - było to bez wątpienia upokarzające dla Belizariusza, tym bardziej że żadnych win swoich wobec cesarza nie pamiętał, natomiast w drugą stronę mógłby wymienić ich sporą liczbę). Belizariusz z 20 ludźmi popędził najpierw do Dara, tam zebrał 1 500 swych weteranów i z nimi ruszył do Karkemisz (gdzie również listownie wezwał Boucesa). Łącznie przybyło jeszcze 5 000 dalszych żołnierzy Belizariusza, 5 000 wojsk Boucesa, oraz 2 000 z Carrhae i Zeugmy. Łącznie siły Belizariusza nie przekraczały więc 14 000 żołnierzy. Król Chosroes choć dysponował znacznie liczniejszą armią, gdy dowiedział się że obroną kieruje Belizariusz nie był pewien jak ma postąpić, czy przyjąć bitwę bez zdobywania najpierw Hierapolis (co stwarzało niebezpieczeństwo dla jego flanki), czy też zdobywać twierdzę i narazić się na ataki wojsk Belizariusza (tym bardziej że Belizariusz nigdy jeszcze nie przegrał bitwy w obronie). Postanowił zasięgnąć najpierw wiadomości na temat liczebności armii rzymskiej, wysłał więc swoich posłów do obozu Belizariusza z propozycją zawarcia rozejmu (a tak naprawdę w celu rozejrzenia się jak liczna jest jego armia i czy warto przyjmować bitwę). Ten jednak odgadł zamiary szacha, zebrał przyboczny pułk i wyjechał posłowi na spotkanie rozbijając obóz gdzie indziej. Jego przeboczne wojsko nie miało ze sobą tarcz i mieczy a było uzbrojone jedynie w łuki i lekkie topory. 




Belizariusz przyjął perskiego posła siedząc na pieńku na środku swego nowo rozbitego obozu - ubrany był jedynie w cienką tunikę i bardziej zafrasowany wydawaniem komend dla swej jazdy. Poseł wyraził zdziwienie że Belizariusz nie jest przebrany w szkarłaty i w pancerze, na co ten odrzekł że gdyby wiedział iż zbliża się do niego perski poseł zapewne przyjąłby go inaczej, ale nie jest on dworzeninem a żołnierzem. Poseł następnie stwierdził że wielki król przybywa ze 100 000 armią, lecz pragnie najpierw uzgodnić warunki rozejmu aby nie przelewać krwi, na co Belizariusz miał się zaśmiać, twierdząc że walczył już w wielu krajach ale nigdy jeszcze nie widział sytuacji, w której król wiodący 100 000 żołnierzy pragnąłby najpierw rozmawiać. Poza tym stwierdził że okolica nie jest przygotowana na tak wielką liczbę "gości", i jeśli król rozpuści swą armię, ten gotów jest podjąć go po królewsku. W międzyczasie poseł przyglądał się dyscyplinie żołnierzy którzy pochodzili z różnych krain, a którzy teraz służyli pod rozkazami Belizariusza i to nie z przymusu, a z własnej woli. Gdy więc wrócił do swego króla, powiedział mu iż Belizariusz dał mu 5 dni do namysłu, ale on radzi wycofać się, gdyż jeśli główne siły rzymskie są choćby w połowie takie jak ta straż przednia którą widział, to Persowie nie mają szans. Król Królów postanowił skorzystać z rady swego posła (który jednocześnie był magiem - czyli kapłanem Ahura Mazdy i bogini Anahity) i wrócić do siebie. Miało to miejsce latem 542 r. zaś wojsko rzymskie kroczyło za armią perską krok w krok, jakby ją odprowadzając i pilnując, aby nie wyrządzili szkód na mijanych przez siebie ziemiach. Chosroes był rozczarowany, nie zyskał żadnych łupów, a wycofywał się jak przegrany (chodź nie przegrał też żadnej bitwy). Nie wiadomo co ostatecznie zadecydowało za podjęciem decyzji o wycofaniu się Persów z Syrii, czyżby jedynie była to obawa przed doświadczeniem wojennym Belizariusza i jego żołnierzy? wydaje się to mało prawdopodobne, aczkolwiek nie można w pewien sposób wykluczyć również i tej możliwości. Wydaje się jednak że głównym powodem wycofania się Persów była informacja o wybuchu zarazy, jaka pojawiła się w Palestynie i w Syrii z Egiptu (a do Egiptu miała dojść z Etiopii). Wkrótce też Justynian wezwał Belizariusza do Konstantynopola, a to spowodowało że rzymska armia przestała iść za Persami i postanowili oni to wykorzystać. Ruszyli na twierdzę Kalinikum której umocnienia nie były ukończone, załoga uciekła, a Chosroes wziął w niewolę mieszkańców miasta, zaś miasto całe spalił. Teraz miał swój łup i mógłbym wracać jako zwycięzca. Natomiast Belizariusz miał potem stwierdzić, że Karkemisz było najmilszym ze wszystkich jego zwycięstw, jako że przepędził tam 100 000 armią perską, nie tracąc przy tym ani jednego żołnierza (czyli postąpił zgodnie ze sztuką wojenną Sun Tsu, który twierdził iż największe zwycięstwa odnosi się bez wyciągania miecza i bez przelewu krwi).




Zaraza dymiczna, jaka wybuchła z pełną siłą wiosną i latem 542 r. nie była tutaj widziana od stuleci (ponoć ostatni tak gwałtowny przypadek odnotowano w Atenach w latach 430-426 p.n.e.). Mówi się że do Egiptu przybyła ona z Etiopii (inne źródła twierdzą że z Chin, zainfekowane miały być chińskie dywany). W każdym razie bardzo szybko - w roku 541 - rozprzestrzeniła się w Peluzjum i Aleksandrii oraz w innych miejscach Egiptu, wiosną 542 pojawiła się w Palestynie i Syrii, natomiast latem tego samego roku była już w Konstantynopolu niosąc za sobą ogromne śmiertelne żniwo (prawdopodobnie chorobę tę przenosiły szczury, które najpierw zaraziły się na okrętach, a te okrętowe potem zaraziły szczury portowe, te zaś szczury kanałowe i szybko przeszło to potem na ludzi). W kolejnych zaś miesiącach pojawiła się owa dżuma na Bałkanach, w Italii, w Afryce Północnej i w Galii frankońskiej. W Konstantynopolu dziennie umierało 5 000 mieszkańców, potem 10 000 a ostatecznie nawet i 16 000. System grzebania ciał totalnie się załamał, ciała po prostu wywożono za miasto i zostawiano w ułożone jeden na drugim w pustych domach, lub ładowano na okręty i puszczano je na Morze Marmara żeby sobie dryfowały. Objawami zakażenia było pokrycie ciała (najczęściej lędźwi lub okolic głowy, często były to miejsca za uszami) okropnymi wrzodami, które rosły i pęczniały, a gdy pękały, ludzie wyli z bólu i umierali (niektórzy przy tym tracili rozum, biegali po mieście jak szaleni i rzucali się do morza aby w nim utonąć). Ci którzy tylko mogli, całymi rodzinami opuszczali Konstantynopol i przenosili się w rejony wyżej położone, o czystszym powietrzu, ale zdarzało się - i to wcale nie rzadko - że również i ci chorowali i umierali, natomiast pracownicy którzy zajmowali się wywożeniem ciał (oczywiście nie wszyscy, ale o tym piszą współcześni temu historycy) i lekarze nie ulegali chorobie, chociaż mieli doczynienia z tysiącami zakażonych ciał dziennie (wydaje mi się że tajemnica tego ,fenomenu tkwi w DNA danego człowieka. Często bowiem bywało tak w historii, że określona grupa ludności nie chorowała na zarazę która dotykała na przykład ich sąsiadów. Tak było chociażby w latach 1347-1353 w czasie epidemii Czarnej Śmierci w Europie. Miejscem które w minimalny, wręcz śladowy sposób zostało dotknięte tą epidemią, to były ziemie Królestwa Polskiego: Małopolska, Wielkopolska i większa część Mazowsza, a także okolice Mediolanu. Trzeba natomiast powiedzieć że te pięć lat Czarnej Śmierci w Europie, to była katastrofa porównywalna z co najmniej trzema wojnami światowymi jednocześnie. Spadek ludności w miastach europejskich był nieprawdopodobny i nieporównywalny z niczym wcześniej. Jeżeli w danym miejscu zanotowano spadek w wysokości tylko 50% pierwotnej ludności, to był ogromny sukces i można było powiedzieć, że dane miasto przeszło epidemię prawie bez strat. Często zaś te straty sięgały 70 a nawet 80%. Były też takie miejsca, które zupełnie się wyludniły. Natomiast u nas było inaczej. Oczywiście Czarna Śmierć nie ominęła Królestwa Polskiego, ale były to jakieś nieliczne przypadki. To zaś pozwoliło bardzo krótkim czasie nadrobić pewien dystans demograficzny do Europy Zachodniej. W końcu triumf spod Grunwaldu nie wziął się tylko i wyłącznie z reform gospodarczych Kazimierza Wielkiego, ale również z tego, że przeszliśmy Czarną Śmierć suchą stopą).




Ludzie w Konstantynopolu na różne sposób ratowali się przed zarazą. Jedni odprawiali modły i używali krzyżyków lub innych talizmanów które miały chronić przed chorobą, inni wracali do kultów pogańskich również znajdują w najróżniejsze zaklęcia i przepisy ochronne, jeszcze inni stosowali zadymianie, czy też okadzanie dymem pomieszczeń domowych (w wielu przypadkach okadzanie okazywało się właściwym posunięciem, choć nie zawsze). Jeszcze inni pili wodę z cytryną, jedli marynowane śliwki lub spożywali duże ilości twarogu. Ale zaraza nie była jedynym problemem trapiącym mieszkańców miasta i okolic (jak również innych rejonów Europy). Inną równie groźną plagą był głód, jako że wszelki handel wymarł, okręty nie przybijały do portu w obawie przed epidemią i kto nie miał zrobionych zapasów żywności a oszczędziła go zaraza, umierał z głodu. Ponoć zachorował również sam cesarz Justynian - wrzód pojawił się na jego pachwinie, a on odmawiał spożywania posiłków. Szybko też gruchnęła wiadomość że cesarz umarł i dotarła ona również do obozu Belizariusza na Wschodzie. Gdy przybyła do niego delegacja oficerów z zapytaniem komu teraz będzie służył, on odparł że podporządkuje się decyzji Senatu, a będzie głosował za kandydaturą Justyna, syna siostry Justyniana - Wigilancji. Cesarz jednak wyszedł z choroby, wyzdrowiał (choć choroba pozostawiła u niego krótkotrwały paraliż języka) i dowiedziawszy się o słowach Belizariusza, kazał go czym prędzej wezwać do Konstantynopola. W tym czasie zaraza zaczęła już powoli ustępować z miasta zniknęła całkowicie na jesieni 542 r zabierając ze sobą żniwo 300 000 mieszkańców Konstantynopola (który przed epidemią liczył nieco ponad 800 000 mieszkańców). W każdym razie Belizariusz (wraz z innymi generałami) miał teraz przybyć na sąd do stolicy, który zarzucał mu zdradę stanu i nawoływanie do buntu przeciwko cesarzowi.


CDN.

niedziela, 16 czerwca 2024

ZEMSTA NA WROGACH! - Cz. IX

CZY ZEMSTA JEST ROZKOSZĄ BOGÓW?





JUSTYNIAN II RINOTMETOS

(668-711)

Cz. IX







RODZINA 
(608-668)
Cz. IX


 Po zwycięstwie w kampanii syryjskiej roku 540, szach Chosroes I mógł być zadowolony ze zdobytych łupów i osiągnięć, jakich dokonano niewielkim kosztem (i przy niewielkich stratach). Tak naprawdę cała ta kampania była ogromnym blamażem sił rzymskich, które niezbyt chętnie przystępowały do obrony najechanych przez Persów ziem, i większą determinacją w walkach wykazywała ludność cywilna (szczególnie Antiochii), niż wojsko cesarskie. Wieści o klęsce Rzymian szybko rozeszły się po całym obszarze Bliskiego Wschodu, w tym również dotarły do Lazyki, górskiego kraju położonego u stóp Kaukazu (Tu mapka - Lazyka znajduje się południowo-wschodniej części Morza Czarnego), który był krajem lennym Cesarstwa Rzymskiego. Lazykanie byli góralami którzy po pierwsze toczyli częste najazdy pomiędzy sobą, a po drugie nienawidzili podatków, do których zmuszali ich cesarscy poborcy. Największym wrzodem dla Lazykan był gubernator wojskowy o imieniu Cibus, który zakazał wzajemnych walk, wprowadził monopol państwowy na szereg różnych towarów w porcie Petra, oraz konsekwentnie zbierał podatki. To miejscowym bardzo się nie podobało, dlatego też lokalny książę Gubaz wysłał poselstwo na dwór Wielkiego Króla do Ktezyfontu, z prośbą o interwencję i wypędzenie Rzymian z Lazyki. Ponieważ cesarz Justynian już w lipcu 540 r. zerwał podpisany zaledwie kilka tygodni wcześniej traktat pokojowy, zatem Chosroes nie zamierzał darować sobie kolejnej zwycięskiej wyprawy przeciwko Rzymowi (Konstantynopolowi), która by tym razem otworzyła Persom drogę do Morza Czarnego. Dlatego też wiosną 541 r. wyruszył zbrojnie do Lazyki.

Tymczasem cesarz Justynian miał inny problem, a problemem tym był... powrót (latem 540 r.) wodza Belizariusza ze zwycięskiej kampanii italskiej do Konstantynopola. Ktoś się zapyta jaki to mógł być problem, skoro Belizariusz wracał zwycięski? Otóż paradoksalnie właśnie ten fakt był niepokojący dla Justyniana, który po prostu zazdrościł Belizariuszowi sławy wojennej, przywiązania doń żołnierzy, oraz ogromnej popularności wśród ludu która mogłaby zagrozić jego panowaniu. Dodatkowo przywiózł on z Rawenny 10 milionów złotych i srebrnych monet w sztabach, regalia cesarskie ostatniego władcy Zachodniego Imperium Rzymskiego - Romulusa Augustulusa, wielką ilość złotych i srebrnych naczyń należących jeszcze do króla Ostrogotów - Teodoryka Wielkiego, skarby rozwiązanego przez siebie Kościoła ariańskiego w Italii, a także rzymskie sztandary zdobyte przez Gotów w bitwie pod Adrianopolem (378 r.) łącznie z koroną cesarską nieszczęsnego Walensa - który tam poległ. To wszystko razem sprawiało, że Belizariusz był przez lud uważany wręcz za półboga i jednego wodza, który mógłby uporać się z Persami i z jakimkolwiek innym wrogiem Imperium. Justynian nie mógł tego zaakceptować i wręcz kipiał z zazdrości. Powitał Belizariusza niezwykle chłodno, jak również odmówił mu prawa do triumfu (cesarz był również zły na słowa jakie wygłaszał Belizzariusz, mówiąc że wreszcie pomieścił klęskę adrianopolską) twierdząc iż wojna w Italii nie została zakończona, więc triumf jest przedwczesny. Zabronił również wystawić łupów italskich na widok publiczny (wyładowano je w porcie cesarskim i zgromadzono w Pałacu Porfirowym, pozwalając obejrzeć je jedynie senatorom). Nie dał też Belizariuszowi ani grosza na wojsko i dopiero dzięki wstawiennictwu cesarzowej Teodory (która miała ogromny wpływ na małżonka) będącej przyjaciółką żony Belizariusza Antoniny, dał mu pół miliona sztuk złota na jego przyboczny pułk (żołnierze bowiem nie otrzymywali ani żołdu, ani racji żywnościowych z budżetu państwa, jeśli nie znajdowali się w czynnej służbie). Belizariusz był dotknięty takim zachowaniem cesarza i czasem podczas spotkań powtarzał, iż gdyby jego wuj Modestus dożył tych czasów i zobaczył skarby jakie przywiózł z Italii, wyprawiłby dlań wspaniałą ucztę (było to oczywiście sarkastyczne odniesienie się do postępowania Justyniana, takie na jakie mógł sobie pozwolić).

Wrogowie Belizariusza dziwowali się też nad jego sposobem postępowania. A wiódł on życie bardzo skromne, ubierał się skromnie, jadał skromnie, ba, nawet nie można mu było zarzucić seksualnego rozpasania (a z Afryki i z Italii przywiózł wiele kobiet, w tym ostrogockich i wandalskich szlachcianek, które ponoć słynęły z urody). Poza tym Belizariusz udając się ze swego domu przy ulicy Wysokiej do Pałacu cesarskiego, nie jeździł ani konno, ani też nie był noszony w lektyce, a chodził pieszo, czym jeszcze bardziej zjednywał sobie ludzi, którzy mieli możliwość porozmawiania z nim w cztery oczy. Jedyny zarzut jaki można by było postawić Belizariuszowi, to była jego niezbyt gorliwa religijność. Jednak taki mąż wydawał się nie być wystarczający dla Antoniny, która prawdopodobnie (bo nie ma na to żadnych dowodów) miała cichego wielbiciela w osobie młodego Teodozjusza, który wkrótce po powrocie z Italii do Konstantynopola wstąpił do klasztoru w Efezie. Był on poetą i miał dość melancholijne usposobienie (podobnie zresztą jak Antonina), brał też udział w kampanii Belizariusza w Afryce i Italii od 533 r. (gdzie sławił piękno i hojność Antoniny). 540 roku miał on jakieś 27 lat, Antonina zaś 44 (Belizariusz ok. 40). Przebywanie w otoczeniu Antoniny naraziło go na wiele plotek i podejrzeń, iż związek ten jest czymś więcej, niż tylko klasycznym wsparciem barda przez wielmożną panią. Młody człowiek nie był w stanie wytrzymać tej presji, dlatego też postanowił wstąpić do klasztoru, pożegnawszy się z Antoniną jedynie listem. Po jego wyjeździe żona belizariusza bardzo posmutniała, wpadła w melancholię i przestała dbać o urodę. Nawet prosiła męża, aby on poprosił Justyniana, by ten nakazał Teodozjuszowi powrócić z Efezu, ale list jaki wysłał w tej sprawie cesarz do opata klasztoru w Efezie spotkał się z odmową Teodozjusza, który stwierdził że poświęcenie się Bogu jest jego wyborem i nawet cesarz nie może tego cofnąć. Widząc że żona mu usycha, Belizariusz wręcz wymusił na niej aby ponownie zaczęła spotykać się z przyjaciółkami (w tym również z cesarzową Teodorą), by znów używała kosmetyków, oraz uczęszczała na masaże. A tymczasem latem 541 r. Chosroes I ruszył na Lazykę, Justynian posłał więc tam Belizariusza z zadaniem powstrzymania Persów.




Niestety jednak, gdy ten przybył do nadgranicznej twierdzy Dara, stwierdził z przerażeniem że zarówno skład liczebny, uzbrojenie jak i morale wojska rzymskiego jest wprost tragiczne. Żołnierze wręcz drżeli na słowo "Persowie". Wiele pułków nie miało pełnych składów osobowych, natomiast te, które były w pełni obsadzone, okazywało się że są nieuzbrojone, a duża część z owych żołnierzy to zwykli robotnicy. Jedynie mógł liczyć Belizariusz na 7 000 korpus który sam sprowadził i który służył pod nimi jeszcze w Afryce i Italii. Tymczasem Chosroes I był władcą niezwykle odważnym, który nie zrzucał zadań na swych podkomendnych (tak jak czyniło to większość  władców) i sam brał je na własne karby. Wiedząc że przejście do Lazyki usiane jest gęstymi lasami, wysłał najpierw saperów, którzy mieli wyrąbać drogę dla armii, a przede wszystkim dla słoni - które również ze sobą prowadził. Wywiódł w pole Rzymian, rozgłaszając że wyrusza na Wschód, przeciw Heftalitom, a tymczasem przeszedł przez Armenię i dotarł do Petry, którą obległ i zdobył (zabijając gubernatora Cibusa). Tak oto Persowie mieli swój pierwszy port nad Morzem Czarnym. Tymczasem Belizariusz ściągnął wszystkich wodzów z Syrii, północnej Mezopotamii i wschodniej Anatolii, oczekując od nich postawienia wojska na nogi w ciągu dwóch miesięcy i jednocześnie zarzucając, że to ich zaniedbania doprowadziły do takiego stanu armii. Stwierdził też że skoro dawno go nie było na Wschodzie, oczekuje od nich rad odnośnie możliwości uderzeń, w tym również użycia kawalerii jaką sprowadził z Italii (z wziętych do niewoli oddziałów ostrogockich). Zdecydowano też, że aby odzyskać Lazykę, należy zmusić Chosroesa do wycofania się stamtąd, a aby to osiągnąć należy uderzyć prewencyjnie w innym miejscu. Tym miejscem była potężna, nadgraniczna twierdza Nisibis, gdzie też się udano z 15 000 wojskiem (w tym 5 000 Arabów Gassanidów pod królem Harithem i ibn Gabala z Bostry). Tam też doszło do konfliktu Belizariusza z jednym z wodzów Piotrem, który swój obóz (wbrew rozkazom naczelnego wodza) rozbił znacznie bliżej miasta. Gdy Belizariusz wysłał do niego gońca z rozkazem aby się cofnął, ten odparł buńczucznie iż nie boi się Persów tak jak Belizariusz, a poza tym w Italii Belizariusz też postępował wbrew rozkazom cesarza, więc nie powinien teraz go pouczać. Ponieważ walki pod murami twierdzy nie toczyły się, żołnierze Piotra pozdejmowali zbroje, odłożyli miecze i włócznie i poszli kraść melony z pobliskich ogrodów. Widzę to Persowie wykonali wypad i zaatakowali Rzymian, kładąc trupem 50 z nich i zmuszając resztę do opuszczenia obozu (w którym zdobyto sztandar pułkowy). Widząc to Belizariusz pośpieszył z pomocą napadniętym żołnierzom Piotra. W tej walce poległo 150 Persów i zmuszono ich do odwrotu do Nisibis. Potem dla kpin wywiesili oni na murach twierdzy zdobyty sztandar pułkowy, przystrajając go w... kiełbasy.


CHOSROES PRZYJMUJE HOŁD WŁADCÓW PLEMION LAZYKI



Belizariusz zdawał sobie sprawę że oblężenie Nisibis musiałoby potrwać co najmniej kilka miesięcy, jeśli nie rok, a to za długo aby tracić czas na jedną twierdzę. Postanowił więc opuścić Nisibis i pomaszerować na wschód, do mniejszej twierdzy Sisauranum (obsadzonej przez 4 000 żołnierzy, zaś w Nisibis było 6 000 perskiego wojska). Tę twierdzę musiał już zdobyć, bo nie mógł sobie pozwolić na pozostawienie dwóch takich twierdz na swoich tyłach. Rozpoczęło się więc oblężenie, a tymczasem wysłał Belizariusz Arabów, na rekonesans w kierunku Asyrii. Ta prowincja od wieków nie była niepokojona przez Rzymian, tak więc lokalni mieszkańcy obrośli w tłuszcz... i w bogactwo, co spowodowało że gdy pojawili się tam Arabowie króla Haritha (a jednocześnie wojska perskie były w Lazyce) mieli ułatwione zadanie ograbienia lokalnych mieszkańców ze złota i kosztowności. Król Harith widząc jakie ilości złota trafiły w jego ręce, postanowił że nie będzie się nimi dzielił z Belizariuszem i resztą Rzymian i postanowił wrócić do Bostry (już raz dziesięć lat wcześniej też zdradził Belizariusza, choć Justynian mu wówczas przebaczył). Belizariusz wysłał jednak z Harithem dwa szwadrony armii rzymskiej pod wodzą Trajana i Jana Epikura, ale król Arabów (Gaznawidów) oszukał ich, twierdząc iż zbliżają się do niego Persowie w znacznej liczbie, dlatego też wycofuje się na południe i im radzi również cofnąć się do wojsk Belizariusza, co też się stało. Tymczasem Belizariusz, po sześciu miesiącach oblężenia zdobył twierdzę Sisauranum. Miasto było pełne okolicznych uciekinierów, a ponieważ nie zdążono zrobić z zapasów żywności, tak więc obrońcy zostali wzięci głodem. Belizariusz ogłosił iż wszyscy chrześcijanie zostaną uwolnieni (miasto to niegdyś było rzymskie, ale w haniebnym traktacie pokojowym podpisanym przez cesarza Jowiana w 363 r. - wkrótce po śmierci cesarza Juliana - zostało przekazane Persom). Wyznawcy zaratusztrianizmu zostali wzięci do niewoli, ale 800 jeźdźcom perskim dano wybór: niewola albo służba pod rozkazami Belizariusza. Wybrali to drugie i zostali wysłani do Italii (tak jak Ostrogoci wzięci do niewoli w Italii, walczyli potem w Syrii i Mezopotamii). Natomiast umocnienia twierdzy Sisauranum zburzono do gołej ziemi. 

Belizariusz chciał iść za Eufrat ponieważ nie dostał żadnych informacji od króla Haritha (niepokoił się bowiem iż mógł zostać rozbity lub gdzieś się umocnić i oczekiwać odsieczy), ale wojsko było zmęczone (głównie upałem) i żądano odwrotu w granice Imperium. Nie wiadomo jaka zaś była prawda, w każdym razie taka informacja została podana jako oficjalna, ale nieoficjalnie istnieją przesłanki iż Belizariusz dowiedział się, że po jego wyjeździe na Wschód, Teodozjusz opuścił Efez i wrócił do Konstantynopola, do Antoniny. To właśnie Belizariusz pragnął teraz wycofać się, aby czym prędzej wrócić do stolicy (w końcu nikt nie lubi mieć przyprawianych rogów), gdyż choć wcześniej bagatelizował obecność Teodozjusza w otoczeniu Antoniny, to pewnie teraz ktoś musiał mu uzmysłowić że jest to co najmniej podejrzane. Jednym z powodów wycofania się Rzymian do siebie mogła być również informacja iż w armii perskiej która opuściła już Lazykę, wybuchła epidemia cholery. Poza tym król Chosroes miał problemy z aprowizacją dla wojska, a poza tym w okolicy przez którą przechodził miało miejsce trzęsienie ziemi, co też mocno przetrzebiło jego armię. Było oczywiste że Belizariusz nie mógł opuścić armii i nie mógł wrócić do Konstantynopola, ale informacje jakie uzyskał (a ich autorem był jego nieślubny syn - Focjusz), spowodowały że bardzo się zaniepokoił. Powrót Teodozjusza do Konstantynopola był bowiem pożywką dla najbardziej ordynarnych plotek, dlatego też Belizariusz listownie wezwał żonę do siebie na Wschód, a gdy ta przybyła, uwięził ją (jednocześnie Focjusz ścigał Teodozjusza, który schronił się w jednym z kościołów w Konstantynopolu. Uwięziony, został wysłany pod strażą do Cylicji). W tym momencie do akcji wkroczyła cesarzowa Teodora, która nakazała Belizariuszowi uwolnić jego małżonkę i pojednać się z nią. Następnie uwięziła Focjusza i skazała go na tortury, w czasie których miał wyjawić gdzie trzymany był Teodozjusz (ponoć osobiście przesłuchiwała torturowanego Focjusza). Jednocześnie uwięzić kazała również najbliższych przyjaciół Focjusza (jednego z nich przywiązać kazała w lochu na krótkim postronku niczym bydlę. Karmiony był też jak świnia w korycie, a ponieważ miał krótki łańcuch, to wszystkie potrzeby fizjologiczne musiał załatwiać w miejscu w którym jadał. Po czterech miesiącach został zwolniony, ale już jako obłąkany. Tymczasem Focjusz, - pomimo tortur - nie wyjawił gdzie uwięził Teodozjusza. Cesarzowej udało się jednak znaleźć trop i dotrzeć do Cylicji, gdzie uwolniła owego mężczyznę, zaprosiła go do Pałacu - dokąd również przybyła Antonina i tam, w uroczystej ceremonii cesarzowa pozwoliła się spotkać dwojgu kochanków. Tymczasem Focjusz trzymany był w lochu przez trzy lata (do 544 r.). W tym czasie trzykrotnie uciekał (po raz pierwszy na krótko znalazł schronienie w kościele Bogurodzicy, po raz drugi w katedrze Hagia Sophia - której budowę notabene ukończono właśnie w 540 r. I dopiero za trzecim razem udało mu się uciec na stałe, dotarł do Jerozolimy i tam przez wiele lat żył w przebraniu mnicha).




Ale w owym 541 r. sama cesarzowa Teodora również przeżywała ciężkie chwile. Do stolicy bowiem przybył młodzieniec, który zaczął twierdzić że jest... synem cesarzowej. Prawdopodobnie był to owoc jej miłości z czasów, gdy była ona jeszcze nastoletnią dziewczyną. Chłopak nazywał się Jan, zaś jego ojcem był arabski kupiec (przynajmniej oficjalnie). Teodora zaś przysięgała mężowi że nie miała dzieci (podpisała nawet specjalny dokument to stwierdzający). Przez lata zapomniała o synu, który pozostawał pod opieką ojca w Adanie, ale po jego śmierci (wyjawiwszy mu zapewne jego pochodzenie), młody Jan bękart wyruszył w podróż do Konstantynopola, aby spotkać się z matką. Ta jednak nie zamierzała się z nim spotykać, a wręcz przeciwnie - stwierdziła że jest wariatem i kazała go zamknąć w szpitalu dla obłąkanych, gdzie też zmarł (zapewne zagłodzony na jej rozkaz). W końcu nie kochała jego ojca, dlaczego więc miałaby kochać syna którego nie znała, a który był prostym niepiśmiennym kupcem. Ponieważ jednak chłopak został sprowadzony do stolicy przez ministra - Jana z Kapadocji (który należał do osobistych wrogów cesarzowej), postanowiła teraz wraz z Antoniną wspólnie doprowadzić do jego upadku...


ANTONINA I JOANNA 
ŻONA I CÓRKA BELIZARIUSZA



CDN.