Łączna liczba wyświetleń

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ANTYPOLONIZM. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ANTYPOLONIZM. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 25 maja 2025

TO SIĘ NIE MIEŚCI W PALE, DROGI PANIE RAFALE!

CZYLI KOMENTARZ DO OSTATNICH PRZEDWYBORCZYCH WYDARZEŃ






 Musiałem dzisiaj to napisać, bo przyznam się szczerze sytuacja zaczęła się zmieniać diametralnie od chwili, kiedy pan Sławomir Mentzen uznał, że tak po prostu może sobie wyjść do swojego własnego pubu na "piwo z Mentzenem" z panem "bążurem" Trzaskowskim i panem Radosławem "mężem swojej żony" Sikorskim (notabene zastanawiam się dlaczego pani Applebaum wstydzi się nosić nazwisko swego męża 🤔, ale to już jest ich prywatna sprawa). Zastanawia mnie bowiem, co takiego pan Mentzen miał w głowie, że zdecydował się na taki krok i nasuwają mi się tylko dwie możliwości. A mianowicie, albo pan Sławomir Mentzen jest chodzącym geniuszem, który doskonale przewidział jak jego decyzja (pójścia na wspólne piwo z ludźmi, którzy uosabiają cały ten otaczający nas syf - mówiąc oczywiście w wielkim uproszczeniu) wpłynie na jego własnych wyborców i celowo zdecydował się na taki właśnie krok, co znaczyłoby że pan Mentzen jest mężem stanu przewidującym kilka politycznych ruchów do przodu; albo też pan Mentzen uczynił to z własnej głupoty. Naprawdę chciałbym uwierzyć w pierwszą wersję wydarzeń, ale niestety coś mi podpowiada (chyba bebech, a jak mówił Skipper "zawsze ufaj swojemu bebechowi") 😉) że autentyczna jest ta druga wersja. Nie rozumiem, doprawdy nie pojmuje jak można było popełnić taką głupotę i czytając zarówno komentarze wyborców pana Sławomira Mentzena jak i widząc to, jak oni teraz reagują, dochodzę do wniosku że albo mamy do czynienia ze spektakularnym upadkiem tego polityka, albo też... niekoniecznie. Według mnie bowiem pan Mentzen może ten swój błąd jeszcze przekuć w sukces, ale tutaj trzeba zdrowego rozsądku i determinacji. Mianowicie powinien w swoich mediach społecznościowych ogłosić, że to spotkanie było celowym zabiegiem, mającym przekonać jego wyborców do głosowania na Karola Nawrockiego, a przynajmniej przeciw Rafałowi Trzaskowskiemu i zacząć powielać hashtag: "Nie dla Trzaskowskiego". To byłoby bowiem bardzo rozsądne nawet w sytuacji gdy popełnił zwykłą gafę i zrobił się z tego smrodzik, który teraz trzeba posprzątać. Nie wiem jak zachować się pan Sławomir Mentzen, ale to byłoby jak najbardziej dla niego korzystne wyjście z tej "sytuacji bez wyjścia".




Poza tym zobaczmy jak wygląda sytuacja wśród wyborców pana Mentzena, którzy do tej pory w jakiś 70% w drugiej turze wyborów prezydenckich zamierzali oddać głos na Karola Nawrockiego. Otóż tym swoim wypadem na "piwo z Mentzenem" pan Sławomir zmobilizował do tego (myślę że spokojnie) jakieś 90% swoich wyborców. Do tego to, co opowiadał w czasie ostatniej debaty Rafał Trzaskowski na temat Sorosa (że woli go bardziej niż Orbana), oraz to, co mówił na spotkaniu u Mentzena, myślę również że przekonało jakieś 70 może nawet 80% wyborców Grzegorza Brauna do zagłosowania przeciwko "bążurowi". Oczywiście najgorsi zawsze są radykałowie, ci których bardzo ciężko do czegokolwiek przekonać, a tacy są niestety wszędzie we wszystkich partiach, zarówno w Platformie Obywatelskiej (czy szerzej w Koalicji Obywatelskiej) w Prawie i Sprawiedliwości (czy szerzej w Zjednoczonej Prawicy) jak i oczywiście w Konfederacji czy w Konfederacji Korony Polskiej Grzegorza Brauna. Beton to jest beton, czy to są "Silni razem", czy "Prawi kochani", czy jakieś inne grupy odchyleńców, wydaje się niemożliwe aby cokolwiek do nich dotarło, jakiekolwiek merytoryczne argumenty, poza... własnymi negatywnymi bodźcami, takimi właśnie jak piwo z Mentzenem w towarzystwie Trzaskowskiego i Sikorskiego. Oczywiście nie sądzę aby to przekonało wszystkich, może nawet nie większość z grup radykałów Mentzena i Brauna, ale myślę że jakiś tam procent pomyśli wreszcie logicznie i zobaczy że na szali leży przyszłość Polski - Polski takie koło jaką znamy, bezpieczną, piękną, Polski która ma ambicje. Po drugiej stronie bowiem mamy już tylko podporządkowanie Brukseli, a co za tym idzie Berlinowi, bo to przecież Niemcy rządzą Unią Europejską i tylko idiota powie że jest inaczej, stworzenie armii europejskiej (oczywiście głównie naszym kosztem, bo to my będziemy na to płacić, ponieważ Unii brakuje już pieniędzy praktycznie na wszystko, więc potrzebują nowych podatków, oraz oczywiście euro w Polsce, żeby nas do reszty wydrenować z zasobów, co pozwoli przez jakiś czas odetchnąć niemieckiej gospodarce, która funkcjonuje na zasadzie pasożyta). 




Oczywiście wejdą wszelkie "Zielone i Niebieskie Łady", wszelkie ets-y, będziemy kupować niemieckie wiatraczki i stawiać je sobie 500 m. od zabudowań, będziemy ratować niemiecki i francuski przemysł zbrojeniowy (oczywiście naszymi pieniędzmi, bo Polska za bardzo urosła i trzeba ją sprowadzić do parteru, tak jak powiedział prezydent Francji Jacques Chirac jeszcze w 2003 r. {te słowa pamiętam bardzo dobrze i nigdy ich nie zapomnę do końca życia}, a mianowicie: "Polska straciła okazję żeby siedzieć cicho". To było na początku konfliktu w Iraku i wysłania tam również polskich żołnierzy w tym jednostki specjalnej "Grom" i jednostki specjalnej "Formoza" - o których sami amerykańscy żołnierze mówili że to są specjaliści światowej klasy. Oczywiście można się teraz wspierać czy interwencji amerykańska w Iraku była potrzebna, czy nie {według mnie nie była potrzebna, była wręcz szkodliwa, ale interesy koncernów zbrojeniowych jak również paliwowych zaważyły}. W każdym razie sam fakt że Chirac użył wówczas takich słów, pokazuje stosunek Europy Zachodniej nie tylko do krajów Europy Środkowo-Wschodniej, ale przede wszystkim ich stosunek do Polski, jako największego z tych krajów. Zostaliśmy bowiem przyjęci do Unii Europejskiej w 2004 r. tylko i wyłącznie w celu łatwiejszej eksploracji naszego rynku i ewentualnego przenoszenia tam zachodnich firm aby pozyskać tańszą "siłę roboczą", a co za tym idzie zbijania kosztów, i oczywiście nie płacenia żadnych podatków. Innym powodem było również drenowanie zasobów ludzkich krajów kolonizowanych, czyli takich jak Polska, a więc ściąganie informatyków, lekarzy, budowlańców, specjalistów wszelkich branż do Niemiec, do Francji, do Wielkiej Brytanii itd. itp. Natomiast w żadnym razie nie zostaliśmy przyjęci do UE aby wyrównać dziejową niesprawiedliwość roku 1939 i 1945. Nigdy bowiem nie chodziło o wspólną Europę, zawsze chodziło o ich Europę, a konkretnie o niemiecką, ewentualnie niemiecko-francuską Europę. Inne państwa - szczególnie te na wschód od Odry - miały siedzieć cicho, pokornie przyjmować to, co ześlą nam "starsi i mądrzejsi" z Zachodu i wykonywać polecenia - tyle. Dlatego też poparcie w 2003 r. Stanów Zjednoczonych przez Polskę było takim szokiem dla tzw krajów "Starej Europy", a w zasadzie ich elit i dlatego Chirac wówczas powiedział to, co powiedział).




Tak więc albo się obudzimy teraz, póki nie jest jeszcze za późno, albo wszyscy skończymy w niemiecko-francuskim sosie zwanym Europą, w którym Polska - jeżeli w ogóle przetrwa - to co najwyżej z nazwy, bo  wszystkie inne instytucje naszego państwa (łącznie z wojskiem) zostaną podporządkowane zewnętrznej władzy Brukseli/Berlina. Tak więc póki nie jest za późno powiedzmy razem: "Rafałowi Trzaskowskiemu mówimy goodbye!"




PS: Jeszcze jedno. Podobno ostatnio widziano prawdziwego zombie, który wstał z grobu? Nie wiem czy to prawda, tak tylko słyszałem że jakieś ruchy tektoniczne obudziły z krypty grobowej Erikę Steinbach zwaną też "Wypędzoną". Na ten temat postaram się napisać nieco dłużej, w każdym razie teraz powiem tylko że jeżeli Niemcy, obecni Niemcy nie zapłacą reparacji za zbrodnie swoich przodków, jeżeli nie uregulują i ostatecznie nie zamkną tej haniebnej sprawy, to jakiekolwiek zbliżenie polsko-niemieckie nigdy nie dojdzie do skutku i nie ma na nie najmniejszych nawet szans. Nie interesują mnie teksty w stylu "współcześni Niemcy to już inne pokolenie, nie pamiętają wojny, nic złego nie uczyniły" itd. Wasi przodkowie (zwracam się tutaj do przedstawicieli narodu "wąsacza" - bo chociaż był on Austriakiem, to przecież uważał się za Niemca) zniszczyli mój kraj, wymordowali 6 milionów Polaków (w tym 3 miliony polskich Żydów). Totalnie zniszczyli Warszawę, szereg miast i niezliczoną ilość wsi. Wywołali do tego wojnę światową, aby połechtać własne ego o byciu "narodem panów". Gdyby wygrali to byłaby katastrofa nie tylko dla mojego narodu, ale dla całej Europy - bo przecież Hitler walczył również (a może przede wszystkim) o nową Europę (tak jak Unia Europejska dzisiaj). Wszystkie narody Europy miały znaleźć w niej swoje "szczęśliwe miejsce", wszystkie, oprócz Polaków, bo my (podobnie jak Rosjanie,  Ukraińcy, białorusini, zapewne także Litwini) zostaliśmy podzieleni na trzy kategorie w "Nowej Europie". Te kategorie to: przeznaczeni (i zdatni) do germanizacji, niewolnicy pracujący w wielkich niemieckich latyfundiach na Wschodzie (po zwycięstwie nad Związkiem Sowieckim), oraz ci, którzy przeznaczeni zostali do fizycznej eksterminacji. Ciekawe w której grupie znalazłbym się ja sam? Być może w pierwszej z racji moich korzeni, ale z racji wyboru trafiłbym do trzeciej, podobnie jak mój pradziadek, który sam podjął taki wybór. Tak więc najpierw reparacje, a potem wrócimy do czasów polsko-niemieckiego pojednania, który już istniał między naszymi narodami przez co najmniej 300 lat. Zresztą Niemcy w Polsce zawsze byli utożsamiani ze spokojem, kulturą i filozofią, zawsze, aż do drugiej połowy XIX wieku, a tak naprawdę do roku 1939. 




DZIĘKUJĘ ZA UWAGĘ

środa, 2 kwietnia 2025

UMIESZ LICZYĆ, LICZ NA SIEBIE - Cz. I!

CZYLI O TYM, JAK POMAGALI NAM W WALCE Z BOLSZEWICKIM NAJAZDEM ZACHODNI SOJUSZNICY W ROKU 1920





"NIE MOŻE BYĆ WIĘKSZEJ NAUKI POGLĄDOWEJ TEGO, ŻE NA SOJUSZACH POLEGAĆ NIE WOLNO, A TYLKO NA WŁASNEJ SILE"

WŁADYSŁAW GRABSKI 
"IDEA POLSKI"
(1935)


JÓZEF PIŁSUDSKI 
W OTOCZENIU OFICERÓW 
WARSZAWA 
(Jesień 1920)



 Pamiętając wydarzenia roku 1939 (oczywiście "pamiętając" w cudzysłowie 😉), a także obecne wydarzenia toczącej się wojny na Ukrainie, spowodowały, że zacząłem się głębiej zastanawiać nad kwestią pomocy sojuszniczej państw zachodnich dla Polski w roku 1939, a co za tym idzie, doprowadziło mnie to do roku 1920 i tego, co się wówczas wyprawiało w stolicach takich jak Londyn i Paryż (częściowo również Waszyngton) odnośnie wsparcia militarnego czy nawet politycznego walczącej o przetrwanie (a jednocześnie o to, aby Europejczycy na Zachodzie mogli spokojnie wrócić do pokojowego życia po krwawej I Wojnie Światowej i nie musieć doświadczać bolszewickiego terroru) Polsce. Pomoc bowiem państw takich jak Wielka Brytania czy Francja w roku 1920 była... żadna! Mało tego, gdyby ta pomoc była żadna, to i tak byłoby wiele, ale oni wręcz rzucali nam kłody pod nogi, abyśmy się wywalili i żeby jak najszybciej porozumieć się z bolszewicką Rosją i Leninem. Pragnienie powrotu do rozmów z Moskwą, a co za tym idzie do zawarcia traktatu handlowego pomiędzy Wielką Brytanią (jak również Francją) a Związkiem Sowieckim (oczywiście kosztem wszystkich państw które stałyby temu na drodze, w tym Polski) była bardzo silna w Wielkiej Brytanii w tym czasie. Postaram się w tej właśnie serii tematycznej wyjaśnić jak do tego doszło, jak nas mamiono, a wręcz otwarcie... kazano się poddać.


"POLACY NIE TYLKO OKAZALI SIĘ SKRAJNIE GŁUPI, ALE TAKŻE ŚWIADOMIE ZLEKCEWAŻYLI RADY DAWANE IM PRZEZ ALIANTÓW"

PREMIER WIELKIEJ BRYTANII LIOYD GEORGE W ROZMOWIE Z MINISTREM SPRAW ZAGRANICZNYCH RZECZPOSPOLITEJ STANISŁAWEM PATKIEM
LONDYN 
(6 Lipca 1920)


Wręcz trudno uwierzyć w to, do czego dążono i jak bardzo polityka ta była oderwana od rzeczywistości. Większość członków brytyjsko-francuskiej Misji Międzysojuszniczej, wysłanej w końcu lipca 1920 r. do Warszawy (która miała przyjrzeć się polskim przygotowaniom do obrony i w ogóle możliwością tej obrony) była bardzo sceptyczna co do możliwości zatrzymania Armii Czerwonej przez Wojsko Polskie, a niektórzy (jak choćby zaufany człowiek brytyjskiego premiera Davida Lioyda George'a, sekretarz jego gabinetu - baron Maurice Hankey) szczerze nienawidzili Polski.


"... NIE CIERPIĘ POLAKÓW I GARDZĘ NIMI I ŻE NIE WIERZĘ, ABY W DŁUŻSZEJ PERSPEKTYWIE MOŻNA BYŁO ZROBIĆ COKOLWIEK, ŻEBY ICH URATOWAĆ, A WRESZCIE, ŻE WĄTPIĘ, ABY WARTO ICH BYŁO RATOWAĆ. (...) WEDŁUG MNIE, PRĘDZEJ CZY PÓŹNIEJ, WSPÓLNA GRANICA ROSJI Z NIEMCAMI JEST NIEUCHRONNA I ŻE MOIM ZDANIEM POWINNIŚMY ZORIENTOWAĆ NASZĄ POLITYKĘ, NA TO, IŻBY TO NIEMCY, A NIE POLSKĘ UCZYNIĆ MUREM POMIĘDZY WSCHODNIĄ A ZACHODNIĄ CYWILIZACJĄ"

MAURICE HANKEY
DZIENNIK
(17 Lipca 1920)



WŁODZIMIERZ LENIN NA PLACU CZERWONYM W MOSKWIE 
(Wiosna 1919) 



Polityków brytyjskich (a po części również francuskich) bardzo bolało, a wręcz przyprawiało o furię, że pomimo klęsk w lipcu 1920 r. i odwrotu Armii ze Wschodu, Polacy nie kapitulowali, nie prosili o zawieszenie broni, mało tego w Warszawie nie było widać oznak paniki, chociaż front bolszewicki bardzo szybko zbliżał się do stolicy Rzeczpospolitej. Sklepy były otwarte, nawet korty tenisowe były czynne (chociaż w tym czasie prawie nie było chętnych aby z nich skorzystać, gdyż ogromna część młodzieży, a także inteligenci, profesorowie uczelni, masowo zaciągali się albo bezpośrednio do Wojska, albo też do Armii Ochotniczej, którą dowodził gen. Józef Haller). Było to niezwykle dziwne dla dyplomatycznych przedstawicieli obcych państw, łącznie z członkami owej Misji Międzysojuszniczej.


"BRAK WSZELKIEJ PANIKI WŚRÓD SZEROKICH MAS LUDNOŚCI JEST WPROST NIEZWYKŁY"

LORD EDGAR VINCENT D"ABERNON
(Przewodniczący brytyjsko-francuskiej Misji Międzysojuszniczej w Polsce)
DZIENNIK 
(Sierpień 1920)


Również zmiana rządu i usunięcie nieradzącego sobie wybitnie wówczas Władysława Grabskiego, a powołanie rządu Obrony Narodowej z Wincentym Witosem na czele, bardzo wiele zmieniło w początkowo dosyć pesymistycznie nastawionym społeczeństwie i Wojsku (w swoim "Roku 1920" Marszałek Józef Piłsudski tak przedstawiał zachowanie gen. Stanisława Szeptyckiego, który wówczas nie radził sobie zarówno prywatnie, jak i z obowiązkami służbowymi i opisuje go tak: "... okazywał ogromny upadek ducha. (...) Na zebraniu kilku generałów u mnie, w Belwederze, oświadczył mi, że właściwie wojna jest przegrana i że sądzi, iż należy zawierać pokój za wszelką cenę"). Anegdota mówi, że rządowa limuzyna, która zawiozła do Wierzchosławic wysłanników Piłsudskiego, wiozących telegram dla Witosa, powołujący go na urząd premiera, zastała go na polu, gdy właśnie orał zagon pod łubin. Po odejściu od pługa i przeczytaniu wiadomości, Witos powiedział że czym prędzej uda się do Warszawy, ale najpierw musi dokończyć orkę. 24 lipca 1920 r. oficjalnie objął tekę premiera. Nowy rząd wystosował też apele do ludu polskiego, aby gremialnie pomogli chłopi w odparciu bolszewickiej nawały (dotąd bowiem do wojska zaciągali się głównie inteligencji i młodzież, natomiast chłopi robili co mogli aby uniknąć służby wojskowej. Zmieniło się to, po dosyć emocjonalnej przemowie Witosa do ludu:


"OD WAS, BRACIA WŁOŚCIANIE, ZALEŻY, CZY POLSKA BĘDZIE WOLNYM PAŃSTWEM LUDOWYM, W KTÓRYM LUD BĘDZIE RZĄDZIŁ I ŻYŁ SZCZĘŚLIWIE, CZY TEŻ STANIE SIĘ NIEWOLNIKIEM MOSKWY, CZY BĘDZIE SIĘ ROZWIJAĆ W WOLNOŚCI I DOBROBYCIE, CZY TEŻ BĘDZIE ZMUSZONA POD BATEM WŁADCÓW ROSJI PRACOWAĆ DLA NAJEŹDŹCÓW I ŻYWIĆ ICH SWOJĄ KRWIĄ I ZNOJEM. ZA TO, CZY PAŃSTWO NASZE OBRONIMY OD ZAGŁADY, SIEBIE OD JARZMA NIEWOLI, RODZINY NASZE OD NĘDZY, A CAŁE POKOLENIA NASZE OD HAŃBY, ZA TO MY, BRACIA WŁOŚCIANIE, ODPOWIEDZIALNOŚĆ PONIESIEMY I PONIEŚĆ MUSIMY"

WINCENTY WITOS 
"ODEZWA DO LUDU POLSKIEGO"
(6 Sierpnia 1920)



KOMUNIZM W PRAKTYCE 



Zofia Dąbska (żona polityka Polskiego Stronnictwa Ludowego Jana Dąbskiego) tak zanotowała słowa Witosa w swym pamiętniku: "Nie chcąc, jestem wzruszona. Zdaje mi się, że w tym głosie słyszę twardą, poważną mowę ludu polskiego, który długo się waha i zwodzi, ale, jak co postanowi, idzie krokiem twardym i niewzruszonym". Rzeczywiście, sytuacja zaczęła się zmieniać, niechętni dotąd wojaczce chłopi, masowo zaczęli zgłaszać się do wojska (no, może nie masowo, ale w ogromnej liczbie). A tymczasem brytyjscy oficjele z Misji Międzysojuszniczej też nie próżnowali:


"POLSKA JEST NIE DO UTRZYMANIA MIĘDZY NIEMCAMI A ROSJĄ. TRZEBA WYCOFAĆ SIĘ Z WSZELKIEJ ODPOWIEDZIALNOŚCI ZA JEJ LOS I ZOSTAWIĆ JEGO ROZSTRZYGNIĘCIE WIELKIM SĄSIADOM POLSKI"

MAURICE HANKEY 
(Raport do Londynu) 
(Koniec lipca 1920)


4 sierpnia 1920 r w Londynie premier Wielkiej Brytanii David Lloyd George uroczyście powitał sowiecką delegację na czele z Lwem Kamieniewem i Krasinem, deklarując, że jak będzie trzeba, to wymusi na Polakach zakończenie wojny i przyjęcie sowieckich warunków pokojowych, nawet jeśli doprowadziłoby to do wchłonięcia Polski przez sowiecką Rosję. Nie wszystkim jednak taka uległość wobec Sowietów się podobała. Marszałek polny sir Henry Wilson - szef Imperialnego Sztabu Generalnego, tak oto opisał wymuszone na nim przez premiera uczestnictwo w rozmowach z sowiecką delegacją:


"BYŁEM PRZERAŻONY SPOSOBEM, W JAKI L.G. (LIOYD GEORGE) MÓWIŁ O FRANCUZACH I ODNOSIŁ SIĘ DO NICH PRZED TYMI BANDZIORAMI. A TAKŻE TYM NIEMAL SŁUŻALCZYM NASTAWIENIEM, Z JAKIM ZABIEGAŁ O ROSYJSKIE INTERESY I BYŁ WROGI WOBEC POLAKÓW"

Sir HENRY WILSON
(4 Sierpnia 1920)



DRASTYCZNE ZDJĘCIE 
POLSKI OFICER NABITY NA PAL
PRZEZ BOLSZEWIKÓW 
(1920)



Polska w zamian za zawieszenie broni miała się zgodzić na redukcję swych sił zbrojnych do 50 000 żołnierzy, oraz wydanie Armii Czerwonej wszystkich zapasów broni (uzbrojenie to miało trafić na wyposażenie utworzonej w Polsce sowieckiej milicji ludowej). Polska miałaby się też zgodzić na swobodne przejazd wszelkich sowieckich transportów, co de facto likwidowało jakąkolwiek suwerenność, a nawet niepodległość kraju. Poza tym Kamieniew stwierdzał, że wschodnia granica Polski (jaka granica 🥴) będzie przebiegać na tzw. linii Curzona, czyli mniej więcej dzisiejszej wschodniej granicy naszego kraju z Białorusią i Ukrainą. Ale się nie udało, gdyż Lenin - zbyt pewny swego - ufny w zapewnienia Tuchaczewskiego że Warszawa lada dzień padnie, odrzucał wszelkie proponowane mu coraz bardziej żałośnie, w upokarzającej formie prośby Lioyda George'a o zatrzymanie się Armii Czerwonej na linii Curzona, a wówczas Polacy będą zmuszeni podpisać kapitulację i nowy pokój narzucony przez Moskwę. Gdyby na to poszedł (a zastanawiał się nad tym kilka dni), nasza sytuacja byłaby tragiczna. Stalibyśmy się marionetkowym państewkiem, które wcześniej czy później zostałoby wchłonięte przez Związek Sowiecki. To właśnie pycha i pewność siebie Lenina, ocaliła naszą niepodległość, gdyż w Bitwie Warszawskiej Sowieci dostali takiego łupnia, że nie wiedzieli gdzie uciekać. Cztery armie sowieckie (które już widziały się nie tylko w Warszawie, ale również w Berlinie, a zapewne i w Paryżu, Rzymie czy Madrycie) zostały praktycznie unicestwione. Tak opisywał to wydarzenie młody francuski oficer, członek Misji Międzysojuszniczej - Charles de Gaulle: 


"OFENSYWA ROZPOCZĘŁA SIĘ ŚWIETNIE. GRUPA MANEWROWA, KTÓRĄ DOWODZIŁ SZEF PAŃSTWA, PIŁSUDSKI (...) SZYBKO PRZESUWA SIĘ NA PÓŁNOC. NIEPRZYJACIEL, CAŁKOWICIE ZASKOCZONY WIDOKIEM POLAKÓW NA SWOIM LEWYM SKRZYDLE, O KTÓRYCH MYŚLAŁ, ŻE SĄ W STANIE ROZKŁADU, NIGDZIE NIE STAWIA POWAŻNEGO OPORU, UCIEKA W ROZSYPCE NA WSZYSTKIE STRONY ALBO PODDAJE SIĘ CAŁYMI ODDZIAŁAMI (...) ACH, CÓŻ TO BYŁO ZA PIĘKNE POSUNIĘCIE! NASI POLACY JAK GDYBY PRZYPIĘLI SKRZYDŁA, ABY JE WYKONAĆ; CI SAMI ŻOŁNIERZE, PRZED TYGODNIEM WYCZERPANI FIZYCZNIE I MORALNIE, BIEGNĄ NAPRZÓD, POKONUJĄC DZIENNIE 40-KILOMETROWE ETAPY. DROGI ZAWALONE SĄ GRUPAMI JEŃCÓW W OPŁAKANYM STANIE I RZĘDAMI PODWODÓW ZABRANYCH BOLSZEWIKOM"

CHARLES DE GAULLE 
DZIENNIK 
(17 Sierpnia 1920)





A Bitwa Warszawska była tylko pierwszym ciosem wymierzonym w bolszewickiego gada. Dobicie "czerwońców" nastąpiło dopiero w Operacji Niemeńskiej z września 1920 r. Po czym ponownie Wojsko Polskie odzyskiwało dawne ziemie Rzeczypospolitej, wkraczając chociażby do Mińska (dzisiejszej stolicy Białorusi). Lenin wiedział już że tej wojny nie wygra, poprosił więc o pokój. Potem rozpoczęły się rozmowy pokojowe w Rydze i grupa głupich, ludowo-narodowych posłów zgodziła się na żałosne granice, takie jakie mieliśmy w II Rzeczpospolitej, które to granice były dla nas zabójcze, gdyż brak kordonu sanitarnego w postaci niepodległych państw Ukrainy i Białorusi (połączonych z Polską sojuszem militarnym i politycznym), był tak naprawdę dla nas wyrokiem śmierci, który nadszedł 20 lat później, w roku 1939. Ale to już zupełnie inna historia. 





PS: W kolejnej części (zapewne w dniu jutrzejszym) przedstawię jak to wyglądało krok po kroku, mniej więcej od grudnia 1919 r. Pojawią się też dokładne mapy linii frontu, najważniejszych bitew i operacji roku 1920. Tak cholernie teraz brakuje mi wolnego czasu na pewne osobiste przyjemnostki (takie właśnie jak ten temat), ale postaram się zmobilizować. 😉




CDN.

środa, 26 marca 2025

STANOWSKI - 2025

 I JEGO ZABAWNE WYBORCZE SPOTY



 Ponieważ wybory prezydenckie będą już za niecałe dwa miesiące (a ja przyznam się szczerze, czekam na nie z niecierpliwością, gdyż dłużej tej żałosnej antypolskiej pseudo-władzy znieść nie mogę) dlatego pomyślałem sobie że zaprezentuję tutaj spoty wyborcze tych polityków, których osobiście poparłbym w tych wyborach. Są to w kolejności głosowań w pierwszej i drugiej turze: Marek Jakubiak, Karol Nawrocki i ewentualnie Sławomir Mentzen. Jednak mimo wszystko wydaje mi się, że również postać Krzysztofa Stanowskiego wynosi w te wybory pewien koloryt (choć do pewnego stopnia odbiera też im powagę, ale to inna kwestia). A jego kandydatura - która polega głównie na robieniu sobie jaj z polityki -  może się wielu nie podobać, aczkolwiek trafia ona do ludzi, zmęczonych tym całym naszym politycznym bagienkiem. Dlatego też uważam że warto przynajmniej pomóc Stanowskiemu w zebraniu 100 000 podpisów, upoważniających go do kandydatury na prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej (której oczywiście nie zdobędzie, bo jak sam mówi nie chce być prezydentem, choć kandyduje). Jego prześmiewcze zachowania, w tym również spoty wyborcze, w których lata na smoku, zamienia pomidory w mięso i trzyma orła w stodole - wydają się dosyć zabawne (🤭), dlatego też postanowiłem dzisiejszym wpisem pomóc mu w zebraniu wymaganej liczby podpisów 😉. Zatem zapraszam na spoty wyborcze Krzysztofa Stanowskiego (😚): 



SPOT W KTÓRYM LATA NA SMOKU







A TU NA SPOTKANIU WYBORCZYM SŁAWOMIRA MENTZENA




A tak poza tym uważam, że pomiędzy wyborcami patriotami popierającymi różnych kandydatów, takich właśnie jak Jakubiak, Nawrocki, Mentzen czy nawet Braun, nie powinno być wzajemnych ataków, czy choćby nawet zwykłych niesnasek. Nie wierzę bowiem że nawet wyborcy Grzegorza Brauna (który ostatnio w Opolu jak zwykle w swoim stylu zamalował "wystawę" poświęconą lgbt, czy czemuś w tym rodzaju) mogliby w drugiej turze zagłosować na kogoś takiego jak Rafał Trzaskowski, po prostu nie mieści mi się to w głowie. Ja w każdym razie w drugiej turze zagłosuję na każdego, kto nie jest Rafałem trzaskowskim.


GRZEGORZ BRAUN W OPOLU 

"Mógłby pan przestać?"

"Ja dopiero zaczynam!" 🤭😂




Na koniec mała ciekawostka, gdy zapytano czat GPT aby usunął ze zdjęcia (na którym znajdował się Władimir Putin i Donald Tusk) antypolskiego polityka, jak myślicie, co się stało? Dziwnym trafem to nie Władimir Putin został stamtąd wymazany.




niedziela, 23 marca 2025

ZAPRZAŃSTWO JAKICH MAŁO! - Cz. XX

CZYLI HISTORYCZNA REFLEKSJA JAKO 
MEMENTO DLA WSPÓŁCZESNOŚCI





POWSTANIE i WOJNA
Cz. XX





 Pobyt królewskiej pary w Gdańsku trwał do początków grudnia 1651 r. po czym (z królewskim orszakiem) Jan II Kazimierz i Ludwika Maria wrócili do Warszawy. Święta Bożego Narodzenia minęły jeszcze spokojnie, choć wszyscy już na dniach spodziewali się narodzin królewicza. Poród zaczął się w godzinach nocnych 5 stycznia 1652 r. i trwał kilka godzin. Królewicz Jan Zygmunt Waza urodził się o świcie 6 stycznia i wiadomość tę natychmiast zaniesiono królowi, a następnie ludowi Warszawy obwieścił tę dobrą nowinę kanclerz wielki litewski Albrycht Stanisław Radziwiłł. Urządzono wielkie przyjęcie, kazano strzelać z armat i puszczano fajerwerki oraz rakiety. Nim ostatecznie chłopcu nadano imiona, jego matka, królowa Ludwika Maria  - jako Francuzka z pochodzenia - chciała aby dać mu na imię Ludwik (na cześć panującego wówczas we Francji 13- letniego Ludwika XIV), ale Jan Kazimierz zaprotestował i ostatecznie nowonarodzony książę otrzymał tradycyjne imiona rodziny Wazów. Obaj rodzice byli dumni ze swego potomka, ale ich radość była przesłonięta nie tylko wciąż nie zakończonym powstaniem Chmielnickiego, lecz również osobistymi sprawami podkanclerzego Hieronima Radziejowskiego, oraz jego żony Elżbiety ze Słuszków (o których pisałem w poprzedniej części), gdyż ten konflikt dopiero się zaczynał. Wydarzenia do jakich doszło w obozie pod Sokalem i Beresteczkiem, a następnie podróż do Gdańska królewskiej pary i flirt króla z Elżbietą, wszystko to uświadomiło królowej Ludwice Marii, że należy opowiedzieć się po stronie Hieronima, przeciwko jego małżonce i tak też uczyniła. Gdy tylko po powrocie do Warszawy Elżbieta prosiła królową o audiencję, aby wytłumaczyć się z plotek pojawiających się na jej temat, Ludwika Maria odmówiła jej w sposób ostentacyjny (co było sygnałem jej niełaski). Ta jednak nie dawała za wygraną i raz jeszcze zwróciła się do królowej z prośbą o spotkanie i wytłumaczenie się, ale małżonka Jana Kazimierza ponownie jej odmówiła, nakazując opuszczenie dworu. 




W tym czasie jej małżonek Hieronim Radziejowski zajął opustoszały pałac Kazanowskich, który uważał za swój własny (choć według prawa był on własnością Elżbiety, jako że otrzymała go od swego poprzedniego męża marszałka koronnego - Adama Kazanowskiego w testamencie). Czyn ten spotkał się z poparciem samej królowej, ale Elżbieta postanowiła zawalczyć nie tylko o swoją własność, ale również już zdecydowana była na rozwód. Przy wsparciu jednego ze swych braci (a miała ich pięciu) Bogusława Słuszki, złożyła w nuncjaturze prośbę o rozwód z Radziejowskim i na czas oczekiwania na decyzję przeniosła się do klasztoru Klarysek. W tym czasie na dworze zaszły pewne zmiany, gdyż Elżbieta miała tam wielu przyjaciół (a przede wszystkim przyjaciółek, które były w otoczeniu królowej jako jej dwórki). Przekonali więc oni Ludwikę Marię aby przyjęła na audiencji Elżbietę i przynajmniej jej wysłuchała. Zezwoliła więc Elżbiecie na przybycie na dwór, ale okazało się teraz że to już jest niemożliwe, gdyż przebywa ona w klasztorze Klarysek, którego nie może opuścić do czasu wydania decyzji nuncjatury apostolskiej. Królowa ponownie obraziła się na Elżbietę za ten nietakt (gdyż odrzucenie zaproszenia monarchini było w istocie nietaktem). Sam Radziejowski (podczas rozmów z królową), starał się ją przekonać, aby wywarła presję na Elżbietę, by ta do niego wróciła (na co królowa przystała). Następnie zwrócił się do nuncjusza z żądaniem, aby odrzucił wniosek rozwodowy żony i przymusił ją do powrotu, a jeśli nie zechce wrócić, to aby nie wypuszczał jej z klasztoru Klarysek, zmuszając ją do zostania mniszką. Pomimo poparcia królowej dla tej sprawy, nuncjatura odrzuciła to żądanie i proces rozwodowy rozpoczął się przed trybunałem w Piotrkowie. 

Po odrzuceniu jego apelacji, Radziejowski nie próżnował, zaczął pisać listy do króla, wygłaszał płomienne mowy do szlachty (i całej Rzeczpospolitej), ale dość szybko zdał sobie sprawę, że poparcie ma niewielkie. Będąc jeszcze w Piotrkowie napisał więc dwa testamenty (pierwszy 13 lutego, a drugi 15 lutego 1652 r.), a następnie przez Wieluń udał się na Śląsk, a stamtąd do Wiednia, rozpoczynając tym samym ponad trzyletni okres tułania się po Europie. Ludwika Maria prawie nie zauważyła wyjazdu z kraju jej protegowanego, tym bardziej że 20 lutego króla i królową spotkała tragedia. Tego bowiem dnia (z nieznanych przyczyn) zmarł, urodzony zaledwie miesiąc wcześniej Jan Zygmunt Waza. Królewicza pochowano w skromnej uroczystości na Wawelu, a król napisał na jego cześć smutny list (który się zachował do dziś dnia). To już drugie dziecko które razem stracili, ale życie toczyło się dalej. Natomiast po wyjeździe Radziejowskiego z kraju, Elżbieta (przy wsparciu swych braci) usunęła z pałacu Kazanowskich urzędników mianowanych z woli małżonka i wprowadziła swoich własnych. Następnie ogołociła pałac ze wszystkich mebli i wartościowych przedmiotów, tak, że pozostały tylko gołe ściany. W tym czasie Hieronim Radziejowski wciąż przebywał w Wiedniu, na dworze cesarza Ferdynanda III Habsburga. Zyskał tam wielu stronników, a także starał się nieustannie o audiencję u cesarza, na co ten grzecznie, acz zdecydowanie odmawiał. Radziejowski zaczął deklarować, że jeżeli cesarz obdarzy go wsparciem wojskowym, to gotów jest ruszyć na Rzeczpospolitą i zdobyć dlań Kraków, a nawet i całą Polskę cisnąć pod cesarskie stopy, jeśli ten tylko zechce. Ferdynand co prawda zaczął wypłacać Radziejowskiemu niewielką pensję, aczkolwiek nie dopuścił przed swe oblicze i wszelkie takie deklaracje traktował jak dobry żart. 




Widząc że niczego w Wiedniu nie wskóra, Hieronim postanowił zadziałać na własną rękę i przy poparciu niemiecko-austriackich przyjaciół (jakich zdobył w stolicy Austrii), powrócił (na krótko) do kraju, aby osobiście rozprawić się z małżonką. Zebrawszy niewielki oddział, postanowił zabrać ją z klasztoru, a następnie wymusić na niej wycofanie pozwu rozwodowego, lub przynajmniej przekazanie mu pałacu Kazanowskich i (ewentualnie) innych dóbr. Problem polegał tylko na tym, że klasztor był pod stałą ochroną gwardii królewskiej, (właśnie ze względu na osobę Elżbiety ze Słuszków). Tak więc nie udała się próba porwania małżonki z klasztoru, i aby uniknąć aresztowania, Radziejowski napisał list do króla, w którym pragnął się wytłumaczyć ze swego postępowania. Przyszła odpowiedź. Król pisał otwarcie, że nie chce go więcej widzieć na oczy i zabrania mu powrotu na dwór. Jednocześnie w tym czasie po Rzeczpospolitej zaczęła krążyć broszurka nieznanego autorstwa, w której oskarżono króla o intymne związki z Elżbietą, o przeszkody, jakie monarcha czynił Radziejowskiemu w kontaktach z żoną, a także oskarżenia rządu o fałszowanie regestów koronnych i tego typu kwestie. Było oczywiste, że jeżeli Radziejowski pozostanie w Rzeczpospolitej, to nie tylko utraci tytuł podkanclerzego, ale prawdopodobnie zostanie aresztowany, tym bardziej że znaleźli się tacy, którzy przypomnieli sobie, że w obozie pod Beresteczkiem Radziejowski skrupulatnie coś pisał i nie było to nic przyjemnego dla króla. Widząc że niczego nie ugra, ponownie wyjechał z kraju na szwedzkie Pomorze. Tam nawiązał kontakty ze szwedzkimi dygnitarzami i w maju 1652 r. był już w Sztokholmie u królowej Krystyny. Ale nim wrócimy do Radziejowskiego i jego małżonki, należy powiedzieć również o sytuacji, która miała wówczas miejsce w Rzeczpospolitej, a która zadecydowała o Jej przyszłych losach, a mianowicie o Sejmie zwołanym na 26 stycznia 1652 r. podczas którego po raz pierwszy w historii zastosowano zasadę liberum veto (veto stosowano już wcześniej na kilku sejmach, chociażby w Sejmie roku 1637, ale wówczas albo udało się przekonać danego posła do wycofania veta, albo też po prostu je zbagatelizowano - bo były też i takie przypadki. Natomiast na sejmie roku 1652 sprawę potraktowano już całkiem poważnie i tak zaczęły się "Initium calamitatum Regni" - "Początek nieszczęść Królestwa").




Wydaje mi się że już kiedyś pisałem jak działało liberum veto, a jeśli nie, to powtórzę. Zasada ta działała tylko i wyłącznie na sejmach, nie dotyczyła sejmików i jeśli choć jeden poseł uznał, że procedowana ustawa godzi w "dobro Rzeczpospolitej" (rozumiane oczywiście pryncypialnie jako dobro szlachty, prywatnego człowieka albo mocodawców zewnętrznych), to wystarczyło że wyrzekł owe słowo "Veto" ("nie pozwalam") i od tej chwili dana ustawa przepadała, chyba że veto zostało wycofane. Nic więc dziwnego że specjalnych broszurach dla swoich posłów w Rzeczpospolitej, kancelarie innych państw radziły, aby zaraz po przeprowadzeniu veta, dany poseł opuścił pole sejmowe, gdyż w przeciwnym razie istniało spore niebezpieczeństwo że może wycofać swoje "nie pozwalam". Należy bowiem pamiętać, że w kolejnych dniach do owego posła ustawiały się kolejki tych, którzy starali się go przekonać do zmiany zdania. Próbowano różnymi sposobami, prośbą (nad losem biednej Ojczyzny), szantażem, groźbą, a nawet przekupstwem. Więc dziwnego że między obradami Sejmu dochodziło do częstych pojedynków na szable, które równie często kończyły się śmiercią. Dlatego też pozostawanie na polu sejmowym posła składającego veto, było niewskazane z różnych przyczyn dla tych, którym na rękę było ono w danej kwestii. Z czasem stało się to częścią systemu "Złotej wolności szlacheckiej" i wprost nie wyobrażano sobie Sejmu bez gromkiego "nie pozwalam". Zastanawiające jest jednak nie to, że liberum veto przyczyniło się do upadku państwa, ale to, że do niego bezpośrednio nie doprowadziło. Pamiętajmy bowiem że po raz ostatni weto użyte zostało na sejmie w 1762 r. Za panowania Augusta III Sasa (czyli elektora saskiego Fryderyka Augusta II). Przez 30 lat rządów tego króla zerwane zostały wszystkie sejmy, poza jednym (w tym koronacyjny 🤭). Ale już z chwilą wstąpienia na tron Stanisława Augusta Poniatowskiego w roku 1764, podczas jego trzydziestoletniego panowania, żaden Sejm nie został zerwany przez liberum veto. Jak to się stało i jak to możliwe? Dlaczego przy poprzednim królu zerwano prawie wszystkie sejmy, a przy tym żadnego, czyżby posłowie poszli po rozum do głowy?

Nie, aż tak dobrze to nie było, po prostu przed 1764 r. Rosja nie miała jeszcze pełnej kontroli nad Rzeczpospolitą i dlatego przekupywanie danych posłów było na rękę dworom mocarstw ościennych (Rosji, Prus, Austrii i Francji bo to były główne państwa, które żywo interesowały się wydarzeniami w Rzeczpospolitej), anarchizowaniu systemu politycznego polsko-litewskiego kolosa na glinianych nogach i niemożności przeprowadzenia w nim jakichkolwiek reform które wzmacniałyby państwo. Ale gdy od roku 1768 (de facto 1764) Rosja uczyniła z Rzeczpospolitej swoją kolonię (a zostało to prawnie przypieczętowane konstytucją z 1775 r.) dalsze istnienie liberum veto było nie tylko niepotrzebne, ale wręcz stawało się groźne. Przecież posługując się tym instrumentem politycznym, jakiś poseł patriota mógł po prostu powiedzieć "nie zgadzam się" na propozycje, które chciał (za zgodą i wolą imperatorowej Katarzyny) przeforsować w Rzeczpospolitej rosyjski ambasador i cały projekt poszedłby się turlać. Dlatego też przez trzydziestolecie rządu Stanisława Augusta Poniatowskiego nie użyto już więcej zasady liberum veto, a w jaki sposób zmuszono posłów do tego żeby byli pokorni i nie odzywali się? Pole sejmowe otaczało wojsko rosyjskie i to wystarczyło aby każdą rozgrzaną głowę ostudzić, gdyż w Rzeczpospolitej nie było wojska rodzimego autoramentu (co najwyżej stacjonowało jakieś 12 000 żołnierzy, co było kpiną, biorąc pod uwagę 100-tysięczną armię pruską, 150-tysięczną armię austriacką i prawie 200-tysięczną rosyjską), może poza prywatnymi pocztami magnackimi. Przykładem tego, co czeka niepokornych, były wydarzenia mające miejsce na Sejmie delegacyjnym w roku 1767, gdy na polecenie rosyjskiego ambasadora w Rzeczpospolitej Nikołaja Repnina, wojsko rosyjskie dokonało aresztowania i porwania przywódców opozycji (14 października), a byli to biskup krakowski Kajetan Sołtyk, biskup kijowski Józef Andrzej Załuski i hetman polny koronny Wacław Rzewuski wraz z synem Sewerynem. Wszystkich wywieziono do Kaługi, co oznacza że byli to pierwsi Sybiracy w polskich dziejach. Tak więc odtąd inni - kierując się tymi doświadczeniami - pokornie głosowali tak jak kazała Moskwa. 




Zaczęliśmy się wyzwalać z tego gówna dopiero od roku 1788, gdy Rosja najpierw toczyła wojnę z Osmańską Turcją, a potem ze Szwecją. Po uchwaleniu Konstytucji 3 Maja 1791 r. (pierwszej nowożytnej konstytucji europejskiej i drugiej na świecie po amerykańskiej) Rzeczpospolita stała się na powrót niepodległym państwem, z konstytucyjnie gwarantowaną silną armią i nowym systemem politycznym. Było oczywiste że Rosja i Prusy nie mogą na to pozwolić. Wojna roku 1792 została przegrana głównie przez zdradę króla, a potem był drugi rozbiór i Powstanie Kościuszkowskie 1794 r. które przy wsparciu Rosji i Prus zostało przegrane (i nawet Tadeusz Kościuszko, bohater Wojny o Niepodległość USA nic tutaj nie wskórał, bo i wskórać nie mógł). Ostatni, trzeci rozbiór w roku 1795 położył kres istnieniu tamtego państwa, tamtej Rzeczpospolitej Wielu Narodów. A zdrajcy, czyli ci, którzy dążyli do likwidacji systemu ustanowionego przez Konstytucję 3 Maja w imię ocalenia "Złotej Wolności", czyli targowiczanie, choć realnie nie chcieli rozbiorów, ani upadku państwa polskiego, to uruchomili siły które do tych rozbiorów doprowadziły. I potem stali się pokornymi poddanymi imperatorowej (gdy Szczęsny Potocki przybył na dwór carycy Katarzyny do Petersburga, prosząc o łaskę dla Polski, "mojej ojczyzny" - jak twierdził, ona mu przerwała, mówiąc: "Pańską ojczyzną jest odtąd Rosja, i nie ma już innej". Szybko to zaakceptował i stał się wiernym poddanym imperatorowej. Ale już drugie pokolenie tych zdrajców (a szczególnie trzecie) przelewało swoją krew, czy to pod Cesarzem Napoleonem, czy później w Powstaniach, walcząc o odrodzenie Rzeczpospolitej "Ojczyzny Naszej". Dlaczego to robili? Czy nie mogli wiernie służyć Rosji, Prusom i Austrii tak jak targowiczanie? Co ich pchało do walki, która mogła zakończyć się śmiercią, w imię ojczyzny, która już nie istniała? Otóż powiem wam co to było. Ci ludzie szybko przekonali się, że żyjąc pod obcą władzą stali się ludźmi drugiej, a często trzeciej kategorii i to było przekonanie dojmujące, niezwykle silne. Po utracie własnego państwa przestali być jego gospodarzami, przestali mieć udziały we wspólnej spółce, która nagle (przy poparciu ich ojców) została rozwiązana (bo tak należałoby potraktować Ojczyznę, jako wspólną własność nas wszystkich, w której mamy swoje udziały, a bez której stajemy się żebrakami, proszącymi o wsparcie). Oni to zrozumieli dopiero wtedy, gdy już było za późno, dlatego przelewali swoją krew najpierw u boku młodego Korsykanina jeszcze w Italii od 1796 r., a potem byli z Nim aż do końca do 1815 r. To On pobił wszystkich naszych zaborców Austriaków, Prusaków i Rosjan. W podzielonej na trzy części Polsce (która pomimo utraty ciała, nie utraciła ducha), kult Napoleona przez cały XIX wiek był bardzo silny. Aż wreszcie od roku 1914 Leguny Piłsudskiego (jak również inni żołnierze polscy, walczący zarówno we Francji, jak i w Rosji), zaczęli budzić Polskę do życia. I obudzili, stworzyli silną, niepodległą Ojczyznę, która miała ambicję aby stać się europejskim mocarstwem, jednak była zbyt młoda żeby to osiągnąć i kolejni bandyci, tym razem Hitler i Stalin odebrali nam tamten kraj i tamten świat.







PS: Powinniśmy pamiętać o tym, jak skończyli nasi przodkowie, którzy ponownie musieli walczyć, przelewać krew i umierać aby odzyskać to, co ich przodkowie stracili przez swoją tak naprawdę głupotę. Pamiętajmy o tym, bo mając obecnie władze które realnie nie są władzami polskimi i nie realizują polskiego interesu narodowego, musimy odzyskać Polskę. Całe szczęście że nie musimy o Nią walczyć zbrojnie, że nie musimy przelewać za Nią krwi, bo możemy to załatwić w inny sposób, za pomocą kartki wyborczej. Teraz jednym z kluczowych spraw jest niedopuszczenie do przyjęcia paktu migracyjnego i jego realizacji, wypowiedzenie zielonego ładu i wszystkich ets-ów które niszczą nasz potencjał i blokują nasz rozwój gospodarczy. 




PS2: A tak przy okazji doskonałą robotę wykonuje obecnie Robert Bąkiewicz na naszej granicy zachodniej, który dziś blokował most w Zgorzelcu, bo Niemcy już się tak rozbestwili, że przywożą nam migrantów, wysadzają ich po naszej stronie i odjeżdżają. Dlatego musimy wymienić Tuka na polskiego premiera i jeśli raz jeszcze byłaby taka sytuacja (a wiadomo że będą się one powtarzać) to należy postawić tam nie tylko policję, ale również wojsko z wycelowanymi karabinami i jeśli nie odjadą na wystosowane żądanie, to kierować ogień na koła auta, a następnie aresztować ich, za nielegalne przekroczenie granicy Rzeczpospolitej z bronią. Skończyło się pobłażanie, zaczyna się walka i coś czuję że przyjdzie nam jeszcze zbrojnie się zmierzyć z naszym zachodnim sąsiadem (obym się mylił, ale bebech mi tak podpowiada, a jak mawiał Skipper: "zawsze ufaj swojemu bebechowi" 😉). I tym zabawnym akcentem życzę wszystkim czytelnikom mojego bloga dobrej nocy.



"JAK BĘDZIE TRZEBA, TO ZABLOKUJEMY CAŁĄ NIEMIECKĄ GRANICĘ" - ROBERT BĄKIEWICZ 












CDN.

wtorek, 18 lutego 2025

"NIE LĘKAJCIE SIĘ...!"

CZYLI MÓJ KOMENTARZ DO OSTATNICH POLITYCZNYCH WYDARZEŃ




 14 lutego na monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa zwołanej do hotelu Bayerischer Hof przez Olafa Scholza i prezydenta Niemiec Franka-Waltera Steinmeiera wydarzyła się rzecz do tej pory niespotykana, niezwykła i wręcz nieprawdopodobna. A mianowicie amerykański wiceprezydent James David Vance, wszystkich jak tam siedzieli po prostu... opierdolił jak bure suki (😂). Po minach zebranych tam władców Europy (którzy mają się za nową arystokrację) było widać, że ewidentnie im to się nie spodobało a wręcz doprowadziło do niezwykle emocjonalnych i niekontrolowanych zachowań (np. rozpłakał się Christoph Heusgen, gość który był prawą ręką Angeli Merkel wówczas, gdy ta przyjmowała do Niemiec i Europy setki tysięcy niekontrolowanych muzułmańskich "kardiochirurgów" i któryś śmiał się z Trumpa podczas jego pierwszej kadencji, gdy ten mówił że Europa powinna więcej płacić na swoje własne bezpieczeństwo i utrzymanie armii). A przecież gość z Ameryki powiedział coś tak oczywistego, że wydaje się iż komentować tego nie ma nawet sensu. Ale to pokazuje do jakiej doszliśmy już paranoi, że powiedzenie o tym, iż są tylko dwie płcie jest doprawdy aktem odwagi, a wręcz bohaterstwem. Ludzie przecierają oczy ze zdumienia: "Patrzcie znowu są dwie płcie! hurra! Vivat Trump, vivat Vance" 🥳✌️👍. Oczywiście można się z tego śmiać, ale to mi od razu nasuwa zupełnie inne wyobrażenie, a mianowicie dopóki nas bezpośrednio to szaleństwo nie dotyka (co oczywiście jest już niemożliwe, bo wszystkie neokomunistyczne szaleństwa Europejskiej biurokracji dotykają nas już bezpośrednio, czy tego chcemy, czy nie) staramy się tego nie dostrzegać, siedzieć cicho i udawać że to nas nie dotyczy. Wiemy że z tym wszystkim jest coś nie tak, że to jest świat postawiony na głowie, że ten świat tak naprawdę nie jest naszym domem, tylko naszym więzieniem, że ma na celu nas kontrolować, inwigilować I mówić nam, jak mamy żyć. A wszystko po to, aby grupka niewybieralnych ludzi z urojeniem wyższościowym mogła zarabiać ogromne pieniądze i posiadać nieograniczoną wprost władzę.

Vance w Monachium wygarnął eurobiurokratom, że Europa którą oni chcą przewodzić, zmierza do tragicznego i nieuniknionego upadku. Stwierdził wszem i wobec do zebranych tam nierobów (klasy próżniaczej) w prostych słowach, mówiąc: (oczywiście przekładam tutaj z dyplomatycznego na normalny język): "Słuchajcie idioci (ten początek bardzo mi się podoba 😂😉) swoimi chorymi, ideologicznymi pomysłami doprowadzacie własne kraje na skraj ekonomicznej wydolności, wasz "zielony ład" powoduje, że Europa zamienia się w skansen, staje się obszarem trzeciego świata. I wy macie czelność jeszcze czegokolwiek oczekiwać, cokolwiek narzucać? Przecież Europy już nie ma, Europa jest totalnym ekonomicznym, politycznym i militarnym skansenem, a bez pomocy USA... nie istnieje. Poza tym Europa to obszar oddziaływania neokomunistycznej ideologii, która manifestuje się nie tylko w postaci chorej, a wręcz zabójczej dla gospodarek państw Unii Europejskiej polityki "zielonego ładu", ale również - a może przede wszystkim - w obszarze cenzury, jaką nakładacie na własne społeczeństwa. Vance przytaczał tutaj przykład tego, jak kraje Europy (i to niekoniecznie te które należą do Unii Europejskiej, bowiem mowa tutaj była o Anglii i Szkocji, choć te kraje są już poza Unią Europejską to jednak sam się dziwię dlaczego ją opuściły, gdyż zamordyzm i neobolszewicka polityka rządu brytyjskiego tego pajaca Keira Startera, jest gorsza niż ta, do której dąży Bruksela) traktują swoich obywateli, jak nakładają kaganiec na społeczeństwa, gdyż obawiają się że wolność słowa i demokracja którymi tak często wycierają sobie swoje mordy, doprowadzą ich do upadku, bo w demokratycznych wyborach nie mają oni większych szans (oczywiście nie mówię że nie mają ich w ogóle, gdyż należy pamiętać że duża część społeczeństw jest totalnie ogłupiona. Ludzie są tak ogłupieni - a nawet tak głupi - że jakby dzisiaj rządy ustami swoich przedstawicieli stwierdziły, że ludzie rodzą się w kapustach, i że jest to fakt bezsporny, to jestem przekonany że co najmniej od 13 do 15-17% {w różnych krajach} społeczeństw uwierzyłaby w to, bo tak mówi rząd. Zresztą w latach 2020-2021 mieliśmy tego próbkę, gdy politycy kazali nam chodzić w kagańcach na twarzy - zwanych maseczkami - które oczywiście nie chroniły przed żadnym wirusem, a miały na celu jedynie wymusić posłuszeństwo. To samo było również ze szczepieniami, gdzie często dochodziło do tego że nawet członkowie rodzin bali się zbliżyć do siebie, żeby się nie zarazić. Jeszcze w grudniu 2021 r. straszono nas powszechnym pomorem, a starszym ludziom wmawiano poprzez środki masowego przekazu, aby nie przyjmowali swoich bliskich na Święta Bożego Narodzenia, bo mogą się zarazić - tym bardziej jeśli się nie zaszczepili. I nagle w lutym 2022 r okazało się że koronawirus... uciekł. Przestraszył się ruskich czołgów atakujących na Ukrainie 🧐🤭😏 (w każdym razie ja nie uległem tej ogłupiającej panice i nigdy się nie zaszczepiłem - podobnie też jak moi bliscy - na wirus którego... nie powiem że nie było, bo był, ale na którego próbowano nas wyszczepić jak zwierzęta niesprawdzonymi środkami, na szybko, na już, bo taki był prikaz rządów idących na pasku Światowej Organizacji Zdrowia zarządzanej przez jawnego komunistę i koncernów farmaceutycznych. W czasie koronawirusa nigdy też nie zachorowałem, a nawet jeśli złapałem koronawirusa - w co wątpię - to o tym nie wiedziałem i miał u mnie przebieg całkowicie niezauważalny). 

Vance stwierdził więc, że stopień kontroli i zamordyzmu w Anglii, Szkocji, w Niemczech ale i w innych krajach Europy jest już tak duży, że obywatele nie mogą nawet pomodlić się przed klinikami aborcyjnymi, ba, nie mogą się modlić nawet w myślach, (co też pokazuje, że ci ludzie boją się nawet naszych myśli i modlitw - i nie jest to wcale żart). Ogólnie rzecz biorąc JD Vance otwarcie stwierdził, że w 35 lat po rozpadzie bloku wschodniego, komunistycznego (skąd ludzie uciekali na Zachód, bo tam był dobrobyt, a przede wszystkim tam była Wolność) Europa zamienia się w nowy Związek Sowiecki. Ideowi (i nie tylko) wyznawcy Altiero Spinelliego (który jest patronem Parlamentu Europejskiego), Adorno, Marcuse, Horkheimera czy Coudenhove-Kalergi, doskonale zdają sobie sprawę i pamiętają to, co napisał Marks, a mianowicie że komunizmu nie można zbudować w systemie demokratycznym gdyż nawet jeśli partia komunistyczna dojdzie do władzy, to wprowadzając swój program musi spotkać się z oporem społecznym, a to spowoduje, że w kolejnych wyborach władzę utraci. Dlatego możliwa jest tylko i wyłącznie rewolucja. Rewolucja mas, którzy dosłownie wymordują dawny świat, a na jego gruzach komuniści zbudują "nowy świat", całkowicie przez siebie kontrolowany. A owe masy (aby nie obróciły się teraz przeciwko samym komunistom) będą wzięte w karby przez tajną policję (jaką - jak zalecał Marks - należy natychmiast stworzyć), słanie donosów (w Związku Sowieckim donos był kluczowym elementem ówczesnego systemu utrzymania władzy przez komunistów mówiło się wręcz "towarzysz donos", a zauważcie że rząd Wielkiej Brytanii wręcz zachęca obywateli do wzajemnego donosicielstwa - ciekawe, prawda? 🧐) i oczywiście represje wymierzone we własne społeczeństwo. Te wszystkie trzy elementy składowe obecnie realizuje Unia Europejska, oraz podległe jej rządy krajowe. Nie godzisz się na masową imigrację muzułmańskich "kardiochirurgów", którzy będą ubogacać kulturowo i genetycznie europejskie kobiety? To znaczy że jesteś faszystą, złym człowiekiem, a tak w ogóle to powinieneś trafić za kratki, gdyż tacy jak ty, są zagrożeniem dla naszego społeczeństwa - taki jest przekaz. To samo jeśli nie chcesz się szczepić, jeśli nie chcesz słuchać władzy odnośnie zakładania na usta kagańców (wyobrażacie sobie gdyby jeszcze 10 lat temu powiedzieć ludziom, że w Europie i na Świecie wszyscy będą zmuszeni do noszenia kagańców, to popukaliby się w czoło i powiedzieli że chyba że uciekłeś ze szpitala dla obłąkanych. A okazało się, że dla rządzących Europę, a raczej dla ludzi o mentalności skomuszałych bydlaków - nic nie jest niemożliwe, jeśli chodzi o utrzymanie przez nich władzy, gdyż demokracja oczywiście jest pięknym hasełkiem który odmieniają przez wszystkie przypadki, ale demokracja ma to do siebie, że w nią wliczona jest zgoda na porażkę. A rządząca Europą (i do niedawna USA) elyta, nie zamierza godzić się na jakiekolwiek porażki. Oni rządzą, ponieważ zostali do tego stworzeni, są wybrańcami bogów, a my mamy się z tym pogodzić i słuchać wszystkiego co od nich wyjdzie. Na tym polega demokracja we współczesnym świecie w rozumieniu komunistów. 




I to wszystko skrupulatnie i konsekwentnie podsumował w Monachium Vance. I cóż się okazało, okazało się że Europa się z tym nie zgadza, że "Makaron" (czyli ten francuski pajacyk) zwołał nagle pilne zebranie do Paryża, bo w Ance powiedział parę słów prawdy i Europa teraz nie wie czy może liczyć na USA, czy nie. I zjechała się banda Juranda (🤭). Podebatowali, poklepali się po pleckach, zapewnili o własnej zajebistości, i w konkluzjach stwierdzili że bardzo źle się stało, jak się stało, oni są bardzo z tego powodu niezadowoleni i wyrażają swoje niezadowolenie poprzez widoczne niezadowolenie 😵‍💫. Innymi słowy to co powiedział Vance - Europy nie ma, nie stanowi żadnej siły, ani politycznej, ani ekonomicznej, ani militarnej, a czy tego chcemy czy nie chcemy i czy nam się to podoba, czy nie, na tym świecie zawsze - Z-A-W-S-Z-E liczy się siła. Tak było, jest i będzie. A jaką ekonomiczną siłę ma obecnie Europa, która zarzyna własne rolnictwo polityką "zielonego wału ładu" i uzależnia się od produktów z Ameryki Południowej i Ukrainy, tylko po to, aby ratować zdychające niemieckie sztrucle (czyli niemiecki przemysł samochodowy). Zobaczcie jak bardzo w ciągu ostatnich 20 lat odjechały nam Stany Zjednoczone (które przecież wcale się jakoś specjalnie dobrze nie rozwijały), a mimo to obecnie rozwój ekonomiczny całej Europy wynosi tylko 50% rozwoju ekonomicznego USA (20 lat temu było to 90%). To pokazuje, że Europa zmierza ku katastrofie i to właśnie powiedział Vance w Monachium tym idiotom, którzy tam siedzieli. Jeśli chodzi zaś o militaria, to tutaj jest jeszcze gorzej, gdyż kraje Unii Europejskiej (czy w ogóle Europy) prezentują się pod tym względem totalnie żałośnie. Obecnie najlepszą armię na kontynencie europejskim ma Turcja - kraj muzułmański. Dobrą, bo ostrzelaną i zaprawioną w bojach, choć mocno przerzedzoną i osłabioną armię ma Ukraina. Potem jesteśmy my, Polska ma drugą najlepszą europejską armię w NATO i to nawet biorąc pod uwagę, jak bardzo nasze magazyny zostały przerzedzone wysyłanym na Ukrainę sprzętem. Dobrą armię ma jeszcze Francja choć jest ona niewielka (nie wiem dokładnie jak jest w Szwecji i Finlandii, ale słyszałem że tam doszło ostatnio do jakichś reform i wzmocnień, ponoć tworzone są nowe jednostki na wypadek rosyjskiej agresji). Wielka Brytania praktycznie nie ma armii lądowej wcale. O Niemczech nawet nie ma co wspominać, bo to jest żałosne jak obecnie wygląda Bundeswehra (ci żołnierze nawet nie potrafią maszerować do taktu, co pokazuje że bardziej nadają się do ochrony dyskontów, niż do realnych działań bojowych). Politycznie zaś Europa upada także, gdyż nie ma żadnej możliwości oddziaływania ani na USA, ani na Rosję, ani na Chiny. Innymi słowy jest niczym i nic sobą nie reprezentuje.

Ale za to ma miliony muzułmańskich kardiochirurgów, których teraz zapragnęłaby się (chociaż w części) pozbyć, gdyż zdaję sobie sprawę że to, do czego doprowadziła Angela Merkel swoją polityką "herzlich willkommen" doprowadza Niemcy (i inne kraje Europy Zachodniej, ale tak naprawdę liczą się tylko Niemcy, a przynajmniej głównie Niemcy) do upadku. No i właśnie dlatego potrzebny był Brukseli, Berlinowi, jak również całej tej elicie postkomuszych suk...ynów, ktoś taki jak Donald Tusk. Ten patologiczny kłamca, (wydaje mi się że ten człowiek jest mocno zaburzony, bo albo przeszedł on jakieś specjalne szkolenie, które powoduje że może z pełną premedytacją kłamać, a na drugi dzień - pomimo obecności kamer - stwierdzić, że on niczego takiego nie mówił; albo jest to właśnie człowiek chory który wymaga interwencji medycznej) godzi się bowiem na wszystko, co wychodzi z Brukseli i z Berlina (albo na odwrót kolejność dowolna). Ten człowiek buduje w Polsce 49 luksusowych ośrodków dla imigrantów, które w zasadzie nie wiadomo po co są budowane, bo przecież Donald Tusk powiedział, że żadnych migrantów do Polski ściągać nie będzie, a jak Donald Tusk coś mówi, to, wiadomo że mówi (🤥). Kanclerz Scholz jasno stwierdził, że obdzwonił wszystkich sąsiadów Niemiec i im polecił (POLECIŁ) że mają przyjąć imigrantów z kraju wujka Adolfa, bo jak nie, to Sztolc się wścieknie (a jak wiadomo Tusk nie lubi wściekłego Sztolca, bo wtedy musi stać na baczność przez godzinę na mrozie (🥶). Oczywiście pośmieszkować można sobie, gdyby sprawa nie wyglądała tak diabelnie poważnie. W obecnych warunkach nie widzę innych możliwości jak rozpisać nowe referendum (dwudniowe, tak jak było w przypadku referendum o wstąpieniu do Unii Europejskiej, bo teraz również ważą się nasze egzystencjalne losy) w sprawie przyjęcia imigrantów, albo po prostu jednorazowo wypowiedzieć pakt migracyjny (najlepiej już po ogłoszeniu wyniku referendum). Niemcy chcieli migrantów, mają migrantów, niech więc się z nimi zajmują. Ale Niemcy, jak to Niemcy, jak nie nasrają do ogródka sąsiada to chodzą chorzy. Po raz trzeci od ponad 100 lat doprowadzili do wielkiej katastrofy europejskiej i zastanawiam się czy jest w ogóle sens istnienia zjednoczonego państwa niemieckiego? Może lepiej dla Europy i dla samych Niemiec byłoby, gdyby to państwo rozpadło się na szereg mniejszych krajów. Krajów które byłyby w ten czy inny sposób kontrolowane z zewnątrz (nie przez Brukselę, bo nie przewiduję aby Unia Europejska w tym kształcie przetrwała zbyt długo, co również można było wyczytać ze słów Vance'a w jego 18-minutowej mowie w Monachium). Europa pod rządami Niemiec zabrnęła w kozi róg i Niemcy nie wiedzą jak z tego wybrnąć (a raczej wiedzą trzeba podzielić się owym nieszczęściem które sprowadzili na własne głowy z innymi sąsiadami, szczególnie z Polakami). To ja powiem otwarcie już na zakończenie tego nazbyt emocjonalnego wpisu, drodzy Niemcy, członkowie narodu z którego pochodziła część mojej dawnej rodziny - jedyne czego od was chcemy, to zadośćuczynienie za zbrodnie, jakich dopuszczały się "wasze matki i wasi ojcowie" w czasie II Wojny Światowej na Polakach i na Żydach (w większości polskiego obywatelstwa). A całą resztę przyjemności związanych z kardiochirurgami którzy mieli zasilić waszą gospodarkę - zostawcie sobie. Za wszystko w życiu trzeba płacić, a wy najwidoczniej lubicie płacić non stop. 😚.





PS: Tytuł jaki zamieściłem, czyli słowa: "Nie lękajcie się" które przytoczył JD Vance, są słowami wypowiadanymi przez papieża Jana Pawła II, dla którego te właśnie słowa stały się jakoby swoistym mottem.







DZIĘKUJĘ ZA UWAGĘ!

wtorek, 28 stycznia 2025

NA LUZIE... - 6

POLITYCZNE MEMY



 Biorąc pod uwagę niezwykłą aktywność, a jednocześnie skuteczność Donalda Trumpa od pierwszych dni jego prezydentury, przyznać się muszę że... zazdroszczę Amerykanom prezydenta. Chciałbym bowiem aby nasi przywódcy, byli przynajmniej tak skuteczni jak Wiktor Orban, chociaż dlaczego mielibyśmy nie mieć kogoś takiego jak Trump (oczywiście unikając przekładania jeden do jednego, chodzi mi po prostu o konsekwencje i żelazną wolę w podjęciu się prób zmiany ustroju Rzeczypospolitej, bo bez tego nic się zrobić nie da). Powinniśmy bowiem według mnie powrócić w całej pełni do systemu prezydenckiego Iza wzór przyjąć Konstytucję kwietniową z roku 1935 (oczywiście z pewnymi zmianami, jak choćby odrzuciłbym możliwość wskazywania przez ustępującego prezydenta swego następcy, którego następnie wybierać miało Zgromadzenie Narodowe, natomiast gdyby pojawił się kontrkandydat, wówczas dochodziło do głosowania powszechnego. W tym przypadku pozostawiłbym wybór prezydenta taki, jak dotychczas, ale prezydent byłby prezydentem a nie politykiem który, choć wybierany jest w wyborach powszechnych, to jego kompetencje są tak żałośnie małe, że jedyne co skutecznie może uczynić to wetować ustawy rządu. To jest w ogóle paradoks, a konstytucja Kwaśniewskiego z roku 1997 powinna już dawno wylądować na śmietniku historii). Sejm ograniczyłbym do 100 posłów, Senat co najwyżej 20 senatorów, A tak w ogóle to najlepiej byłoby ograniczyć możliwość startowania w wyborach kandydatów partyjnych, a wprowadzić kandydatów społecznych, mniej więcej tak, jak było to w konstytucji z roku 1935).

Polska musi przeprowadzić skuteczne reformy ustrojowe, gdyż z tym co mamy obecnie daleko nie zajedziemy. I tak jak mówi Trump: "wiercić, wiercić i raz jeszcze wiercić, rozwijać przemysł, CPK, stocznie, również kopalnie, a z pewnością energię atomową. No i oczywiście sztuczna inteligencja - co jest co uważam jest podstawą (chodź obecnie wszyscy tak bardzo "jarają" się tą sztuczną inteligencją, tak jak w latach 40-tych i 50-tych jarano się bronią atomową i każde państwo, a przynajmniej każde państwo które chciało utrzymać status mocarstwa, musiało mieć taką broń w swoim arsenale. Uważam jednak że powinien powstać międzynarodowy układ dotyczący limitów rozwijania sztucznej inteligencji, tak jak jest to poczynione w przypadku broni atomowej. Pamiętajmy bo wiem że tym naszym dążeniu do rozwijania sztucznej inteligencji możemy sami sobie zgotować kuku A jeśli sztuczna inteligencja osiągnie jeszcze wyższy poziom inteligencji, takiej której nie będziemy mogli już kontrolować, to możemy skończyć jak indianie północnoamerykańscy po rozpoczęciu kolonizacji. Po prostu nie chodujmy sobie wroga, który potem może nas... "usunąć" (bo uzna np. że człowiek jest zagrożeniem dla planety i aby ocalić ziemię oraz inne gatunki postanowi nas wyeliminować) i niekoniecznie mam tutaj na myśli sytuacje podobne do tych, w rodzaju Terminatora. Usunięcie ludzkości może przebiegać zupełnie bezkrwawo, np. uzależniając nas od wirtualnego świata. Świata gdzie jest samo piękno, sama dobroć, gdzie wszyscy nas kochają i gdzie jesteśmy kimś i skąd w żaden sposób nie będziemy chcieli odejść (bo jednak świat rzeczywisty nie jest przyjemny, jest miejscem codziennej walki o byt, jest miejscem 1000 problemów i kłopotów które często trudno nam rozwiązać. W wirtualnym świecie tego nie będzie, raj! Raj który zakończyć się dla nas może całkowitym upadkiem, bo skoro ludzie większość czasu będą chcieli przebywać w świecie nierzeczywistym, to wszelkie kontakty międzyludzkie w świecie realnym całkowicie ustaną, a co za tym idzie również prokreacja. I może dojść do sytuacji, że ostatni starzec na Ziemi umrze z głodu lub pragnienia, wciąż będąc podłączonym do sieci kontrolowanej przez sztuczną inteligencję. To co mówię, to wcale nie są bajki i dlatego uważam że powinien powstać międzynarodowy układ dotyczący limitów rozwoju sztucznej inteligencji bez względu na wszystko, tak jak ma to miejsce w przypadku broni atomowej. Jeśli bowiem nie chcemy zniszczyć świata na którym żyjemy i nie chcemy sami siebie wykończyć (wystarczy bowiem popatrzeć co się dzieje z młodym pokoleniem wpatrzonym w ekrany smartfonów, laptopów czy komputerów) to powinniśmy to czym prędzej uczynić.

A, i pamiętajmy że dzisiaj przypada 80 rocznica wyzwolenia niemieckiego nazistowskiego obozu Auschwitz-Birkenau (i żeby nie było, więc powiem - tak, obóz wyzwoliła Armia Czerwona, bo któż inny mógłby go wyzwolić w sytuacji gdy Amerykanie dogadali się z Sowietami że oddają im pół Europy?), obozu który Niemcy stworzyli dla Polaków i Polacy byli pierwszymi ofiarami tej maszynki do mięsa od roku 1940. Żydzi zaczęli tam się pojawiać dopiero po styczniu 1942 r. 

Ok. Więc teraz kolejna porcja politycznych memów.



"DRUGA TURA BEZ BĄŻURA!"



RAFAŁ CZASKOSKI - KRAKOWSKIE "CZY" POKOLENIA(ZWANY TEŻ CZŁOWIEKIEM-GUMĄ LUB PO PROSTU BĄŻUREM) Z MAŁŻONKĄ 😉



NA SCHRONISKO DAŁ, NA OWSIAKA DAŁ, TO JESZCZE NIECH POSTAWI KIBEL ZA 650 000 W PARKU SKARYSZEWSKIM I DROGĘ DOŃ OBSYPIE TROCINAMI - A "SILNI RAZEM" Z PEWNOŚCIĄ WKRÓTCE WYSTAWIĄ MU POMNIK



NIE MA TO JAK OSOBISTA ASYSTENTKA, KTÓRA OPROWADZI, POKAŻE, WYTŁUMACZY CO JEST CZYM I PO ILE



CZŁOWIEK-GUMA, A NIE MÓWIŁEM?!



PO PROSTU BRAK SŁÓW



JAK DO TEGO DOSZŁO? - NIE WIEM!



DWA RAZY OBIECAĆ TO PRZECIEŻ JAK RAZ SPEŁNIĆ WYBORCZĄ OBIETNICĘ





IDEALNY, LEWICOWO-LIBERALNY KANDYDAT, TAKI ŁADNY BYŁ, AMERYKAŃSKI - SZKODA! 😂





HURT-DETAL, IMPORT-EXPORT, MACHINERI




A TERAZ NA POWAŻNIE: 


Gdy patrzę na tych wszystkich Kohutów, Lewandowskich, Mieszkowskich, Napierałów, to tak sobie myślę o pośle Liebermannie, który jechał do twierdzy brzeskiej w roku 1930 i po drodze - ot tak po prostu dla sportu, konwojenci zatrzymali wóz, wyciągnęli byłego pana posła i kazali mu na kolanach całować i przepraszać polską ziemię za jego antypolskie wypowiedzi. Taka mnie naszła refleksja, bo przyznam się szczerze ręce już opadają.



"PRAWORZĄDNOŚĆ"



NIC DODAĆ, NIC UJĄĆ!




A NA KONIEC - BONUS: