Łączna liczba wyświetleń

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą AKT 447. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą AKT 447. Pokaż wszystkie posty

piątek, 10 lipca 2020

POD FLAGĄ BIAŁO-CZERWONĄ!

PARĘ SŁÓW O 

NIEDZIELNYCH WYBORACH, 

TUŻ PRZED CISZĄ WYBORCZĄ





 

 Piękna pogoda szykuje się na cały lipiec (nie licząc oczywiście pewnych nieprzyjemnych anomalii pogodowych, jak choćby ulewne deszcze czy mini tornada w niektórych rejonach kraju) i człowiek znów rozmarza się na temat wakacyjnego wypoczynku. Niestety, tak mi się zdaje że ponownie w tym roku nie będzie mi dane wypocząć, wygrzać się w słońcu i zanurzyć w morskich falach, gdyż tak się akurat składa - któryś rok z kolei - że ciężko mi będzie wyrwać się na dłużej, niż kilka zaledwie dni. Ostatnimi czasy - z powodu natłoku spraw zawodowych - odpuściłem sobie zarówno siłownię jak i basen, a z powodu tej całej pandemii koronawirusa zrezygnowałem także z kilku innych przyjemności (takich jak kino, teatr czy skoki na spadochronie - chciałem sobie nawet wyrobić na to licencję). Co prawda zamierzam do tego wszystkiego jeszcze powrócić, podobnie jak do wyrobienia sobie uprawnień do prowadzenia autobusu i ciągnika rolniczego (co prawda nie jest mi to do niczego potrzebne, ale zawsze lepiej jest mieć takie prawko, niż go nie mieć - prawda?). Cóż, zamierzam się zmobilizować i konsekwentnie realizować wyznaczone cele (koronawirus stał się doskonałą wymówką dla mojego lenistwa). Ale nie o sobie chciałbym pisać w tym temacie, gdyż nieubłaganie zbliża się już druga tura wyborów prezydenckich i (niestety) muszę tutaj wcisnąć swoje "dwa zdania". Piszę "niestety" - ponieważ wolałbym tego nie czynić i zająć się zupełnie innym tematem, ale nie mogę, zbyt wiele jest do stracenia, aby przejść nad tym do porządku dziennego. Oczywiście nie zamierzam (bo nigdy wcześniej tego nie czyniłem na tym blogu) agitować tutaj za jednym czy drugim kandydatem do roli prezydenta Najjaśniejszej Rzeczypospolitej, a pragnę tylko wyrazić moje skromne zdanie. 

Pierwsza tura wyborów prezydenckich zakończyła się dwa tygodnie temu (dokładnie 28 czerwca) zwycięstwem dotychczasowego prezydenta Andrzeja Dudy z wynikiem 43,50 % głosów. Drugie miejsce zajął kandydat opozycji totalnej Rafał Trzaskowski, osiągając wynik 30,46 % głosów. Tym samym ci dwaj panowie przeszli do drugiej tury wyborów i jak widać ostro ze sobą rywalizują (sondaże dają im prawie równe szanse na zwycięstwo). Pozostali kandydaci: reprezentant TVN-u Szymon Hołownia (13,87 %), konfederata Krzysztof Bosak (6,78 %), "rozpacz ZSL-u"  Władysław Kosiniak-Kamysz (2,36 %), kandydat lgbt Robert Biedroń (2,22 %), oraz totalny polityczny plankton: Stanisław Żółtek (0,23 %), Marek Jakubiak (0,17 %), Paweł Tanajno (0,14 %), Waldemar Witkowski (0,14 %) i Mirosław Piotrowski (0,11 %) - że też im się chciało kandydować? Ale to już historia, zaś przed nami druga tura wyborów które - i to mówię z całą pewnością - mogą przesądzić o naszym losie nawet nie na pięć, ale na co najmniej dekadę, choć wydaje się wręcz że na całe pokolenie. Dzisiejszy wpis będzie krótki, gdyż nie ma co się tutaj zbytnio rozwodzić nad tematem, bowiem jacy owi dwaj kandydaci do prezydentury są - każdy widzi, problem polega jednak na tym, że nie wszyscy potrafią sobie wykalkulować co niosą ze sobą obie wizje prezydentury. Zacznę może od Andrzeja Dudy. W zasadzie nie ma co tu komentować - bardzo mnie on rozczarował, gdy po raz pierwszy zawetował ustawę (autorstwa Prawa i Sprawiedliwości) dotyczącą reformy sądownictwa. Miało to miejsce dokładnie trzy lata temu, w lipcu 2017 r. Przyznać się muszę, że zadeklarowałem wówczas że na tego pana więcej już nie zagłosuję, a czarę goryczy przelała kwestia nieupublicznienia tajnego raportu do aneksu WSI (czyli tej zmory postubeckiej, ciążącej nad Polską niczym jakiś złowrogi cień).




Wybitnie denerwuje mnie również ta jego serwilistyczna polityka (jeśli można ją nazwać polityką) wobec USA (choć ja sam jestem mocno proamerykański, ale w żaden sposób nie pochwalam pozycji serwilistycznych i klientystycznych, tym bardziej że w obecnej sytuacji polityki i geopolityki oba nasze kraje mają sobie do zaoferowania interes typu fifty-fifty i każda ze stron powinna być z tego zadowolona). Choć oczywiście w zbliżającym się globalnym konflikcie USA i Chin bez wątpienia poparłbym Stany Zjednoczone (lecz najpierw sami Amerykanie powinni zrobić porządek we własnym kraju i ostatecznie opowiedzieć się przeciw lewactwu niszczącemu ich kraj, obalającemu pomniki ich bohaterów, palącemu amerykańskie flagi i próbującemu stworzyć sobie na terytorium USA jakieś żałosne lewackie enklawy - choć akurat w tym przypadku, a nawiązuję tutaj do niedawnych wydarzeń w Seattle i powstania tam "strefy wolnej od policji", zwanej oficjalnie "Capitol Hill Autonomous Zone", w skrócie CHAZ - ten pomysł mi się podoba. Donald Trump mówił co prawda że może zakończyć istnienie tego tworu w ciągu pół godziny, choć nic w tej sprawie nie uczynił i to uważam za poważny błąd. Ale nie dlatego, że chciałbym aby Gwardia Narodowa czy US Army wkroczyły na ten lewacki grajdołek, tylko dlatego że byłaby to doskonała okazja do zademonstrowania debilizmu komunizmu. Skoro bowiem Antifa ogrodziła tych kilka przecznic zasiekami i proklamowała tam niezależne od USA państwo, należało czym prędzej wysłać w to miejsce Federalną Straż Graniczną, obstawić wejścia i... nie wpuszczać ani nie wypuszczać stamtąd nikogo, póki nie zostanie uzgodniona kwestia wymiany handlowej i dyplomatycznej z tym nowym "państwem". Donald Trump powinien obstawić dodatkowo cały teren kamerami telewizyjnymi i nagrywać to, co dzieje się w środku non stop, 24/h. I zero jakichkolwiek dostaw, zero jedzenia, wody, prądu, gazu - nic, skoro chcą niezależności, niech sami pokażą że potrafią coś zrobić i że do czegokolwiek innego się nadają, prócz darcia ryja na wiecach w imię "walki z kapitalizmem". Jestem przekonany że relacja z CHAZ, cieszyłaby się ogromną popularnością w USA [niczym swoisty Big Brother na żywo] i pokazałaby ludziom, do czego dąży komunizm i jak komunizm się kończy. A gdy antifiarze i reszta tej marksistowskiej hołoty zaczęłaby już się słaniać z głodu i pragnienia, wszedłbym do środka i dał po uszach całej tej hałastrze, aby nauczyć ją rozumu na przyszłość). Wróćmy jednak z powrotem do Polski i zbliżających się w naszym kraju wyborów prezydenckich.

Andrzej Duda mocno mnie rozczarował - zresztą nie tylko on jeden, rozczarował mnie cały PiS, partia, na którą pełen entuzjazmu głosowałem w wyborach parlamentarnych w 2015 r. Wówczas wydawało mi się że głosuję na Piłsudskiego, że po zwycięskich wyborach nastąpi konsekwentna sanacja całego państwa, oczyszczenie jego struktur i skrupulatna odnowa moralna. Niestety, nic takiego nie nastąpiło, a dziś już ostatecznie straciłem nadzieję na to, że Prawo i Sprawiedliwość stanie się swoistą "grupą rekonstrukcyjną Sanacji", szczególnie dobitnie zostało to wyartykułowane,  po wymianie premier Beaty Szydło na technokratę Mateusza Morawieckiego w grudniu 2017 r. Niestety, jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma i zarówno Andrzej Duda, jak i Prawo i Sprawiedliwość są na dzień dzisiejszy jedyną rozsądną opcją i choć prezydent Duda wypowiada się ostatnio dość ostro o uniemożliwieniu indoktrynacji dzieci w szkołach przez ideologów lgbt, o tym że "chłopak i dziewczyna to polska rodzina" - to ja się zapytuję: Dlaczego wcześniej się tym nie zajęliście, dlaczego dopiero teraz, gdy w oczy zaświtała wam groźba porażki wyborczej (i utraty Pałacu Prezydenckiego), próbujecie ten temat wciągnąć na publiczną wokandę? Dlaczego nie było i nie ma żadnych zdecydowanych kroków rządu i prezydenta w sprawie wypłaty przez Niemcy reparacji za II Wojnę Światową? Bowiem te reparacje - a mówimy tutaj o astronomicznej kwocie 1 biliona dolarów - Niemcy, czy chcą czy nie, będą musieli wcześniej czy później zapłacić. I nie ma w tej sprawie czegoś takiego, jak przedawnienie - zresztą czego przedawnienie - waszych zbrodni? Mordowaliście, paliliście i gwałciliście na potęgę. Zniszczyliście nam kraj i cofnęliście w rozwoju o kilkadziesiąt lat do tyłu, całkowicie zburzyliście i spaliliście naszą stolicę - "Paryż Północy" - jak przed wojną nazywano Warszawę. I co? Przedawniło się, tak? Nic się nie przedawniło, gdyż krew pomordowanych wciąż domaga się sprawiedliwości, a wy drodzy przyjaciele Niemcy - wybraliście sobie bydlaka na wodza, a potem zniszczyliście cały kontynent w morzu krwi, a po wojnie dawni  naziści znajdowali "ciepłe posady" w różnych miejscach odrodzonego państwa niemieckiego (np. w niemieckim ministerstwie spraw zagranicznych po wojnie pracowało więcej nazistów, niż... w czasach III Rzeszy, a jest to tylko jeden wybrany przykład). Jedyne więc co możemy dla Was zrobić, drodzy niemieccy sojusznicy z NATO i Unii Europejskiej, to rozłożyć wam tę kwotę na raty, abyście od razu nie zarżnęli swojej gospodarki - i tyle.






Drugą ważną sprawą, która ponownie wraca w kampanii wyborczej, to jest kwestia owych bezprawnych (wręcz zbrodniczych) żądań organizacji żydowskich (głównie, choć nie tylko) z USA, w sprawie pożydowskiego mienia bez-spadkowego (czyli takiego, gdzie zarówno właściciel już nie żyje, jak i nie pozostawił po sobie żadnych następców). W tym temacie odpowiedź jest tylko jedna: kierunek Berlin, chcecie pieniędzy, proszę bardzo, zwróćcie się do narodu sprawców Holokaustu Żydów i Holokaustu Słowian (w tym głównie Polaków - gdyż nasz kraj stracił najwięcej obywateli w przeliczeniu na liczbę mieszkańców), a nie do narodu ofiar, gdyż gdyby nie Polacy, nigdy nie powstałoby żadne państwo Izrael (należy bowiem pamiętać, że Polska lobbowała za powstaniem Izraela w Palestynie jeszcze w latach 30-tych XX wieku, zaś po 1948 r. pierwszym językiem odrodzonego Izraela, był właśnie język polski, zaś hymn tego państwa także został wzorowany na polskim hymnie narodowym - Mazurku Dąbrowskiego), a Niemcy wymordowaliby znacznie więcej Żydów, niż stało się to w rzeczywistości. Dla nas temat bez-spadkowych roszczeń nie istnieje i tyle, szkoda tylko że dopiero teraz prezydent Andrzej Duda zdaje sobie to uświadamiać. Inna sprawa - to przekop Mierzei Wiślanej i budowa Centralnego Portu Komunikacyjnego (jednego z największych lotnisk w Europie). Tutaj (szczególnie w tej pierwszej kwestii) podoba mi się upór rządu i prezydenta, aby te inwestycje doprowadzić do końca. Ani Rosja, ani Niemcy ani żaden inny kraj nie będą nam mówić, jakie inwestycje możemy u siebie podejmować i co się nam bardziej opłaca. Z CPK jest trochę więcej zawirowań związanych niestety z obsadzeniem dyrekcji mającej zajmować się tym projektem, przez tzw.: "BMW" (Biernych, Miernych ale Wiernych). Cóż się jednak dziwić, skoro prawie połowa PiS-u to jest Platforma Obywatelska lub dawna Unia Wolności, więc wcale nie należy się dziwić.

Bardzo ważną sprawą jest również edukacja (przecież te wszystkie marksizmy i Antify rodzą się głównie na uniwersytetach). Prawica i konserwatyści (na świecie) popełnili ogromny błąd - zostawili edukację w rękach lewicy, a efekty takiego kroku nie dały na siebie długo czekać. Wystarczyły zaledwie dwa pokolenia, aby całkowicie przeorać umysły młodych ludzi w USA i Europie Zachodniej (w Polsce oczywiście ten proces także postępuje - choć w znacznie mniejszej skali). Dziś właśnie tacy ludzie zakładają CHAZ, palą amerykańskie flagi i opowiadają brednie o komunizmie - jako o wspaniałym ustroju. Jaki "wspaniały" to ustrój, widać było dobitnie na przykładzie owego nieszczęsnego CHAZ-u, gdzie co prawda rozpoczęto uprawę jakiegoś zielska w okolicznym parku (zwanym "Ogrodem") ale oczywiście nic z tego nie wyszło, gdyż geniusze po wyższej szkole marskizmu-leninizmu (dziś to się już inaczej nazywa - marksizm-genderyzm, lub jak mawia prof. Chodakiewicz: marksizm-lesbianizm) sadzili również ukradzione ze sklepów rośliny w doniczkach, postawionych na... wysypanych piaskiem kartonach 😅. Nic dziwnego że wszystko im pousychało w ciągu dwóch dni. Tak więc, bez zmiany systemu edukacji, nie ma mowy o podjęciu jakiejkolwiek realnej walki z tą chorą marksistowską ideologią, gdyż co roku kilkaset tysięcy młodych ludzi kończy szkoły i uczelnie wyższe i wychodzi stamtąd psychicznie okaleczona, ze spaczonym światopoglądem, nastawiona roszczeniowo i niezdolna do podjęcia jakiejkolwiek efektywnej i pożytecznej pracy dla społeczeństwa. Prezydent Andrzej Duda wielu z tych kwestii w ogóle nie podjął i dopiero teraz, tuż przed samymi wyborami, gdy na gwałt poszukuje większości, która pozostawiłaby go u władzy – dopiero teraz zaczyna o tym mówić.



 
Mimo to, mimo tych błędów i zaniechań, mimo częstokroć bezmyślnej, serwilistycznej polityki względem USA, jego wybór i tak jest po stokroć lepszy, niż wybór jawnego reprezentanta "opcji niemiecko-brukselskiej" – pana Rafała Trzaskowskiego. O ile bowiem co do prezydenta Dudy mogę mieć jeszcze jakieś nadzieje, związane ze zmianą dotychczasowej polityki, o tyle w przypadku Trzaskowskiego nadziei nie ma ŻADNEJ! Jest to bowiem człowiek dotychczasowego establishmentu, wychowanek szkoły Sorosa, który doskonale się odnajduje wśród byłych ubeków (jak choćby pani Jolanta Gontarczyk-Lange), a także gotów jest powiedzieć i uczynić wszystko, byle tylko osiągnąć cel jakim jest odbicie Pałacu Prezydenckiego. Nic więc dziwnego, że ostatnimi czasy wypowiada się pozytywnie o Konfederacji, Marszu Niepodległości (okazuje się że dla Rafała to już nie są faszyści, tylko patrioci – powstają nawet memy, jak Rafałek krzyczy: "Czołem wielkiej Polsce!" 😂). Wychodzi na to że "pisowskie mordy" to też ludzie i że można do nich pisać listy i kierować apele (o czym Rafał ostatnio także sobie przypomniał). Najciekawsze jednak są jego poglądy na kwestię przyjmowania przez Polskę uchodźców. Okazuje się bowiem że ta sprawa już została rozwiązana i że Rafał także dziś byłby przeciwko przyjmowaniu imigrantów do Polski. Lecz jakże pięknie te słowa współgrają z jego deklaracjami z 2015 r., gdy mówił że musimy przyjąć na początek (choć on oczywiście nie dodawał że to jest dopiero początek) jakieś 5 000 migrantów i że decyzje już zapadły, i że nie udało się zebrać w Parlamencie Europejskim większości zdolnej aby ten proceder zatrzymać. Pięknie mówił też że i tak będziemy musieli przyjąć uchodźców, czy tego chcemy czy nie. Gdy jednak po wyborach z 2015 r. okazało się, że Polska nie zamierza przyjmować muzułmańskich hord darmozjadów (swoją drogą Niemcy ostatnio płakali że Polacy nie chcą przyjeżdżać do zbioru szparagów, gdyż przez 500 + i inne świadczenia socjalne – jakie wprowadził rząd PiS-u, nie potrzebują już się tak upokarzać pracą "u bauera". Czyżby więc Niemcy zapomnieli że mają u siebie pokaźną liczbę imigrantów, którzy - jak mówił Trzaskowski - przyjeżdżają tutaj aby szukać schronienia i pracy, więc mogą się podjąć zbierania szparagów - prawda? A może ktoś tutaj perfidnie kłamie i migranci nie tylko nie zamierzają, ale nawet nie myślą o podjęciu jakiejkolwiek pracy zarobkowej?), wówczas Rafał Trzaskowski zmienił swoją retorykę i okazało się że PiS jednak dobrze uczynił nie wpuszczając tutaj muzułmańskich "kardiochirurgów z opuchniętymi jądrami", czekających na wyposzczone białe kobiety.

To co mówi, co reprezentuje i czym się szczyci pan Rafał Trzaskowski, jest mi tak odległe, tak abstrakcyjne i tak nieprawdopodobnie obce, że nie ma nawet porównania z moimi żalami, niespełnionymi nadziejami i żądaniami (tak, właśnie ŻĄDANIAMI - bowiem jako wyborca który głosował na Dudę, mam prawo wymagać od niego prowadzenia bardziej podmiotowej polityki zagranicznej, oraz zdecydowanej obrony polskich interesów i wspierania Polonii na całym Świecie) jakie kieruję pod adresem obecnego prezydenta. Nie mam złudzeń - PiS to nie dawna Sanacja, a Duda nie przypomina nie tylko Walerego Sławka, Gustawa Orlicz-Dreszera czy choćby nawet prezydenta Ignacego Mościckiego (a wiadomo jaki wierszyk krążył za życia Piłsudskiego o Mościckim, bardzo podobny jak dziś o Dudzie porównywanym do "długopisu" prezesa Jarosława Kaczyńskiego - i brzmiał on następująco: "Tyle znacy co Ignacy, a Ignacy gówno znacy"). Skoro więc nie mam tego, czego bym oczekiwał, staję przynajmniej za kandydatem pod FLAGĄ BIAŁO-CZERWONĄ, a nie tęczową, różową, błękitną albo... czerwoną. Wybór więc jest oczywisty z mojego punktu widzenia i mam nadzieję że Andrzej Duda wygra te wybory - dla dobra Polski, dla dobra naszych dzieci i ich przyszłości. A potem będziemy go rozliczać z jego wyborczych obietnic.





 
 DZIĘKUJĘ ZA UWAGĘ!


czwartek, 16 stycznia 2020

ROZMONTOWYWANIE POLSKI - Cz. I

METODY NISZCZENIA 

POTENCJAŁU GOSPODARCZEGO,

INTELEKTUALNEGO I POLITYCZNEGO

POLSKI NA PRZESTRZENI DZIEJÓW






 Jakież to różne, dziwne rzeczy mogą wpaść człowiekowi do głowy, gdy tylko się nieco zamyśli. Tak się właśnie stało ze mną, gdy zacząłem zastanawiać się nad tym co nas jeszcze czeka w owym 2020 roku. Bez wątpienia jest to bowiem niezwykle ważny rok, w którym obchodzić będziemy kilka rocznic o międzynarodowym zasięgu, jak również jest to (według mnie) rok, w którym czyha na nas mnóstwo niebezpieczeństw (jednym z nich jest na przykład pytanie - czy w 2020 r. powstanie sztuczna inteligencja, która stopniowo zacznie przejmować kontrolę nad internetem tworząc z nas realnie swoich niewolników? Wiem że pytanie może nie należy do zbyt "lotnych", ale taka obawa istnieje i należy ją uwzględniać w tym naszym pędzie do "nowoczesności", gdyż kolejne drzwi które otwieramy, mogą prowadzić prosto... w przepaść). Już w styczniu czekają nas też podwójne obchody wyzwolenia niemieckiego obozu koncentracyjnego Auschwitz-Birkenau. Podwójne, ponieważ najpierw (w dniach 22-23 stycznia) zajmować się tym będzie w Jerozolimie prywatna organizacja, której przewodzi rosyjski oligarcha o żydowskich korzeniach - Mosze Kantor, a następnie 27 stycznia odbędą się już właściwe obchody w tymże obozie, które organizować będą polskie władze (w porozumieniu ze środowiskami żydowskimi). Znając powiązania zarówno Kantora z władzami Kremla, jak i dostrzegając owe "zbliżenie" (czy to związek partnerski, czy też wielka nieskończona miłość?) izraelsko-rosyjskie, można z całą stanowczością oczekiwać prawdziwie antypolskiej hucpy propagandowej, w której narody sprawców II Wojny Światowej (Niemcu oraz Związek Sowiecki), będą się publicznie masturbować wraz z narodem kolaborantów (Francja) i narodami aliantów (USA, Wielka Brytania), które co prawda wojnę tę zakończyły zwycięstwem nad nazizmem, ale jednocześnie doprowadziły do wyniesienia komunizmu i umożliwiły mu zajęcie połowy Europy oraz zdobycia kolejnych przyczółków w opanowywaniu świata. Oczywiście wszystkie te narody albo czynnie uczestniczyły w eksterminacji Żydów podczas II Wojny Światowej (Niemcy, Francuzi i... Sowieci, bowiem czym były sowieckie kontyngenty zamkniętych w bydlęcych wagonach Żydów, wysyłane do Niemiec przez Stalina w latach 1940-1941, jako swoisty "podarek" dla Hitlera. A teraz pytanie niespodzianka - kto o tym wie? Nawet nie tyle na Zachodzie, w samej Polsce nie ma na ten temat większej wiedzy), albo nie uczyniły nic, totalnie NIC, aby dopomóc ludności żydowskiej zamkniętej w gettach i mordowanej w obozach (Wielka Brytania, USA, międzynarodowe organizacje żydowskie).

Nie będzie zaś głosu jedynego państwa-ofiary II Wojny Światowej, państwa które od pierwszego do ostatniego dnia wojny, toczyło morderczą walkę o przetrwanie, o godność, o honor i o zwycięstwo z dwoma antyludzkimi totalitaryzmami. Nie będzie w Jerozolimie najwyższego przedstawiciela Polski, gdyż prezydent Andrzej Duda odmówił wzięcia udziału w tej moskiewsko-litwackiej ustawce, mającej tylko jeden cel - utopić prawdę w bagnie kłamstwa i tak ją przemodelować, aby wyszło iż to "bohaterska" Armia Czerwona - niesiona jakimś anielskim głosem mordowanych Żydów, spieszyła czym prędzej (po drodze dokonując oczywiście swoich tradycyjnych "wyzwoleń" - czyli gwałtów, konfiskat mienia i mordów na ludności cywilnej. Swoją drogą Rosjanie mają tę właśnie cechę, że bardzo lubią wyzwalać wszystkie inne narody oprócz siebie samych i gdzie nie pójdą, tam zaczynają od "wyzwalania" obywateli innych państw - na początek z wszelkich kosztowności i dóbr, a ostatecznie również z życia) by ocalić Żydów od tych podłych nazistów, którzy pobudowali obozy koncentracyjne na ziemiach polskich. Skoro obozy powstały na ziemiach polskich, to zapewne zakładali je Polacy prawda? (o nie, nie, nie - przepraszam - teraz jest zupełnie inny przekaz, który wychodzi bezpośrednio ze środowisk żydowskiej diaspory - litwaków - a litwacy to po prostu ruscy Żydzi, najgorszy sort żydostwa, ludzie bez kultury, bez wiary, bez religii, przesiedleni w drugiej połowie XIX wieku przez carat na ziemie polskie pod rosyjskim zaborem, stali się przedmiotem niechęci ze strony polskich Żydów - a to głównie za ich rusofilizm, brak poszanowania dla religii mojżeszowej i totalne wręcz prostactwo. Otóż prikaz teraz brzmi następująco - to nie Polacy zbudowali obozy koncentracyjne, powstałe na ich ziemiach lecz... naziści - a kim byli naziści? Nie wiadomo! Natomiast Polacy, jako naród półgłówków jedynie pomagali przy ich budowie, gdyż sami nie byliby na tyle inteligentni, aby takie obozy zbudować, ale potem to już gromadnie i chętnie zaganiali Żydów do komór gazowych - tak brzmi obecnie nieoficjalny przekaz zdominowanej - również mentalnie - przez litwaków, diaspory żydowskiej). Skoro więc po jednej stronie mamy bliżej nie sprecyzowanych nazistów i wspierających ich Polaków - po drugiej zaś - jak to mówi oficjalny komunikat, który swym autorytetem wspiera instytut Yad Vashem - "aliantów", na czele z Rosją, której to armia ostatecznie wyzwoliła obóz i pokonała nazistów. Tak to właśnie wygląda od projektowanej strony propagandowej.




Prezydent Polski - Andrzej Duda zrezygnował więc z udziału w tej hucpiarskiej ustawce, gdyż z oficjalnymi prezentacjami wystąpić mieli jedynie najwyżsi przedstawiciele Izraela (Netenjahu, Katz, Kantor i cała ta litwacka wierchuszka), Rosji (Putin), USA (w tym przypadku prezydent Trump również nie przyjedzie do Jerozolimy, zastąpi go zapewne wiceprezydent Mike Pence), Wielkiej Brytanii (książę Karol) i Francji (Macron) - czyli krajów i nacji, które podczas II Wojny Światowej, totalnie się skompromitowały w stosunku do Żydów i Holokaustu -  zaś nie przewidziano zabrania głosu przez prezydenta Polski. Nie przewidziano z dwóch powodów. Po pierwsze - Polska ma - zgodnie z moskiewsko-litwacką narracją propagandową - stać się w powszechnym przekazie wspólniczką nazistów w eksterminacji Żydów, więc jakikolwiek głos sprzeciwu, byłyby tu bardzo nie na miejscu. Po drugie zaś - ani Żydzi, ani tym bardziej Rosjanie nie są zainteresowani w polityczno-prawnym i obyczajowo-moralnym łączeniu komunizmu z nazizmem. Rosjanie wiadomo dlaczego - cały ich współczesny przekaz propagandowy i pozycja, jaką osiągnęła Rosja po II Wojnie Światowej - opiera się na micie "Zwycięstwa nad faszyzmem w Wielkiej Wojnie Ojczyźnianej" i to jest doprawdy jedyna rzecz, którą Rosjanie mogą się pochwalić w swych dziejach - JEDYNA! Stąd taka siła propagandy w wybielanie ustroju komunistycznego - jako tego sprawiedliwego - i przeciwstawianie go nazizmowi - jako wszelkiemu możliwemu złu. To Rosja. A dlaczego Żydom również nie jest na rękę by łączyć zbrodnie nazizmu i komunizmu? Otóż dlatego, że ogromna większość ludności żydowskiej jeszcze przed I Wojną Światową, w trakcie Rewolucji bolszewickiej w Rosji i po jej zakończeniu - stanowiła olbrzymią nadreprezentację wszelkich ruchów socjalistycznych i komunistycznych. Już w drugiej połowie wieku XIX, skrajnie lewicowe organizacje w Rosji zostały prawie w całości zdominowane przez Żydów (litwaków), a potem ten proces jedynie narastał. Żydzi brali udział w potwornych zbrodniach komunizmu, w katowniach Czeka, OGPU, NKWD czy Smiersza - byli zarówno wykonawcami wyroków, jak i skazującymi na śmierć. To oczywiste więc, że zrównywanie komunizmu z nazizmem, natychmiast rzuca cień na wyjątkowość zbrodni Holokaustu - którą to organizacje żydowskie, zamierzają uczynić jedyną i najstraszniejszą zbrodnią w całych dziejach ludzkości, a przy której wszystkie inne zbrodnie nie byłyby godne nawet wspomnienia.

Jest jeszcze jedna, poważna rzecz, która bardzo boli organizacje żydowskie i wszelkich nacjonalistów w Izraelu. Otóż, Żydzi doskonale zdają sobie sprawę że jedynym narodem, który podczas II Wojny Światowej poniósł zbliżone do nich samych straty - jest właśnie naród polski. Na Zachodzie Europy, tamtejsze społeczeństwa już w dwie dekady po zakończeniu Wojny, zaczęły przyswajać sobie tragedię Holokaustu i usuwać na dalszy tor własne ofiary jakie zostały wówczas poniesione. Było to o tyle usprawiedliwione, że straty ludności cywilnej w krajach takich jak Francja, Belgia, Holandia, Norwegia czy Dania - były zupełnie nieporównywalne z ludobójstwem, jakiego dopuścili się Niemcy na Żydach. Stąd też łatwiej im było uznać Holokaust za jedyną potworną zbrodnię. Natomiast w Polsce, takie postawienie sprawy już nie działa, gdyż Holokaust jaki został przeprowadzony na Polakach przez Niemców - jest... porównywalny z żydowskim i nawet dziś, po tylu dziesięcioleciach od zakończenia Wojny, nie ma rodziny w Polsce, która by nie straciła kogoś bliskiego w tamtym czasie i która by przeszła nad tym do porządku dziennego. Sytuacja jest na tyle poważna (z punktu widzenia Żydów-litwaków) że przecież Polacy byli mordowani nie tylko z rąk samych Niemców, ale również Ukraińców, Litwinów i oczywiście Sowietów. Jest to więc sytuacja dość poważna, bowiem gdy łatwo było stłamsić i podporządkować sobie pamięć ofiar innych narodów Europy (szczególnie Zachodniej), o tyle, w konfrontacji z Polakami już tak łatwo nie jest i tutaj należy całkowicie zamilczeć jakiekolwiek głosy krytyki pod adresem komunizmu i Związku Sowieckiego (nie mówiąc już o zbrodniach, jakich na swych współbraciach dokonywali w gettach Żydzi - o czym już zresztą też pisałem w innych tematach). Żydzi nie lubią słuchać, jak się mówi o ich współudziale w zbrodniach komunizmu, a szczególnie nie lubią słuchać, jak się im przypomina o ich współudziale w zbrodniach Holokaustu. Od dawna twierdzę, że nie ma większych antysemitów od samych Żydów i wystarczy tylko poczytać sobie co o Żydach i żydostwie mówili i pisali wielcy tego świata - którzy sami mieli korzenie żydowskie. Krótko mówiąc - można odnieść wrażenie, że niemieccy naziści w swej propagandzie antyżydowskiej, w ogromnej mierze wzorowali się właśnie na opinii owych wielkich Żydów (a przecież ci Żydzi wiedzieli o czym mówią, bowiem sami wyrośli w tym środowisku i znali go od środka).


 NIEMIECKIE ZBRODNIE NA POLAKACH



 SOWIECKIE ZBRODNIE NA POLAKACH
(MIAŁEM POKAZAĆ JESZCZE UKRAIŃSKIE ZBRODNIE NA LUDNOŚCI POLSKIEJ, ALE NIE BYŁEM JUŻ W STANIE OGLĄDAĆ TYCH BRUTALNYCH SCEN)



Zbrodnie, jakich dopuszczali się Żydzi na polskich Kresach Wschodnich po 17 września 1939 r. (czyli po ataku na Polskę Związku Sowieckiego), są przerażające i gdy się czyta wspomnienia ludzi, którzy uniknęli śmierci z rąk Sowietów i ich żydowskich pomagierów - doprawdy włos jeży się na głowie. To przecież głównie Żydzi (jak również Ukraińcy, Białorusini i polscy komuniści) w wielu miejscowościach na wschodzie Polski, stawiali... łuki triumfalne na powitanie Armii Czerwonej i czynili tak sąsiedzi, którzy żyli na tych ziemiach z Polakami (i innymi mniejszościami - gdyż bogactwo ludów Rzeczypospolitej było doprawdy ogromne) od dziesiątek a nawet setek lat. Ci ludzie witali kwiatami wkraczającego agresora, brutalnego najeźdźcę, wspólnika Hitlera - jak to musiało wpłynąć na świadomość ich polskich sąsiadów, którzy właśnie przeżywali najczarniejsze dni swego życia? Wyglądałoby na to, że oto na ziemiach polskich od setek lat żyła swoista "piąta kolumna", która nie była zainteresowana jakąkolwiek integracją czy asymilacją z Polakami. Swoją drogą jest w tym ogromnie dużo racji, gdyż o ile we wcześniejszych tematach o kwestii polsko-żydowskiej, pisałem, że było sporo Żydów, którzy się asymilowali i polonizowali (np. mój ulubiony wieszcz Dwudziestolecia Międzywojennego i czasów II Wojny Światowej - Marian Hemar, czy genialny pianista o międzynarodowej sławie - Artur Rubinstein, czy też inny kompozytor Władysław Szpilman - którego w filmie "Pianista" zagrał Adrien Brody, czy też wielu innych wielkich Polaków żydowskiego pochodzenia) to jednak w ogromnej większości żydowski interior w ogóle się nie zamierzał asymilować z Polakami. Ba, ci ludzie, żyjący na polskich ziemiach od pokoleń, często nawet nie potrafili porozumiewać się w języku polskim (często też wykluczali ze swej społeczności Żydów, którzy się zasymilowali z Polakami), więc dla nich istnienie bądź nieistnienie państwa polskiego, było zupełnie obojętną sprawą. A ponieważ w większości żydowska młodzież garnęła się do lewicowych (głównie komunistycznych) organizacji, stąd takie właśnie sytuacje, jak witanie Armii Czerwonej łukami triumfalnymi, całowanie gwiazd namalowanych na sowieckich czołgach i napisy w rodzaju: "Niech żyją czerwoni wyzwoliciele!"

Gen. Stefan Grot-Rowecki raportował do Londynu: "Ujawniło się, że ogół żydowski we wszystkich miejscowościach, a już szczególnie na Wołyniu, Polesiu i Podlasiu, zanim jeszcze ustąpiły polskie oddziały, wywiesił flagi czerwone i ustawił bramy triumfalne na powitanie wojsk bolszewickich, że zorganizował samorzutnie rewkomy i czerwoną milicję, że po wkroczeniu bolszewików rzucił się z całą furią na urzędy polskie, urządzał masowe samosądy nad funkcjonariuszami państwa polskiego, działaczami polskimi, masowo wyłapując ich jako antysemitów i oddając na łup przybranych w czerwone kokardy mętów społecznych". Po wejściu Sowietów, dochodziło do scen, które współczesny człowiek może sobie uzmysłowić, jedynie opierając się na takich kalkach poglądowych, jak choćby filmy "Hostel" czy "Teksańska masakra piłą mechaniczną", a i tak nie będziemy mieli pełnej skali okrucieństwa, jakie się tam wówczas dokonywało. Sowieci przystąpili bowiem do natychmiastowej eksterminacji polskich elit i mordowano wszystkich, których można by było posądzić o jakąkolwiek propaństwową czy patriotyczną działalność przed wojną. W okrutny i barbarzyński sposób zabijano więc przede wszystkim oficerów (np. rozcinając im brzuchy i wyjmując jelita, a następnie okręcając je o korbę studni i puszczając ją w ruch, co zmuszało nieszczęśnika do biegania w koło studni wokół swoich jelit, póki nie wyzionął ducha), księży, policjantów, właścicieli ziemskich, urzędników. W wyłapaniu tych ludzi Sowietom pomagali miejscowi Żydzi, którzy znając doskonale tutejsze środowisko, wiedzieli dokładnie kto gdzie mieszka, kto gdzie pracuje, kim jest i gdzie jest jego rodzina. Świadek tamtych wydarzeń Henryk Potopowicz pisał potem że to właśnie Żydzi najbardziej upokarzali, wziętych do niewoli przez Sowietów żołnierzy i oficerów polskich: "zdzierając im orzełki i inne odznaki, rzucając na ziemię i depcząc". Mógłbym oczywiście dość skrupulatnie opisać zbrodnie, popełniane w różnych miejscowościach na ludności polskiej przez Sowietów, Żydów, Ukraińców lub Białorusinów (jak choćby w Małej Brzostowicy, gdzie na dworek państwa Wołkowickich napadła pijana banda miejscowego żydowskiego handlarza o imieniu Ajzik i jego białoruskiego kompana - kryminalisty Koziejko. Zamordowali oni właścicieli - Ludwikę i Antoniego Wołkowickich jak również Zygmunta Woynicza-Sianożęckiego - brata pani domu, a także wójta gminy, sekretarza urzędu gminnego, kasjera, listonosza i nauczyciela - topiąc ich wszystkich w... wodzie z wapnem. A potem - mimo że część ofiar jeszcze żyło - zakopano ich żywcem w ziemi. Co ciekawe - zarówno Ajzik jak i Koziejko i kilku innych, zostało potem nagrodzonych przez Sowietów stanowiskami w "czerwonej milicji". Czy też w miejscowości Skidel gdzie komunistyczna banda - złożona głównie z Białorusinów i Żydów - zamordowała kilkanaście osób, w tym księcia Andrzeja Czetwertyńskiego - który z prośbą o wsparcie zwrócił się do znajomego żydowskiego kupca, ten zaś odwrócił się do niego plecami), tylko po co? Nie miałoby to większego sensu.


MAJOR HENRYK "HUBAL" DOBRZAŃSKI





Oczywiście, widząc co się dzieje i jak Żydzi, Ukraińcy czy Białorusini witali wkraczającą Armię Czerwoną łukami triumfalnymi czy kwiatami, wśród Polaków wzbierał gniew. We wspomnieniach żołnierzy września 1939 r. znajdują się ciekawe relacje, jak choćby ta z kolonii wojskowej Piaseczno w powiecie kowelskim: "Uzbrojona banda otworzyła ogień z broni maszynowej, kładąc trupem niemal wszystkich żołnierzy z patrolu. W odpowiedzi na to dowództwo owych jednostek (z grupy gen. Franciszka Kleeberga) wydało rozkaz otoczenia wsi, rozstrzelania części mieszkańców - mężczyzn i spalenia zabudowań. Zamieszkałym w kolonii Piaseczno Polakom poradzono, by uciekali do centralnej Polski, gdyż tu dla nich życia nie będzie". W miejscowości Trzcianne: "Ułani wpadli w tłum, zniszczyli bramę triumfalną (postawioną dla Sowietów), płazowali, rozbili parę sklepów żydowskich, chcieli spalić miasteczko, ale do tego już nie doszło (...) Ułani pojechali dalej. Żydzi w Trzciannym mieli broń". Podobnie było w innych miejscowościach, w których Wojsko Polskie napotykało albo bramy triumfalne - ustawiane dla Armii Czerwonej, albo też było atakowane z broni palnej, strzałami zza węgła. Major Henryk "Hubal" Dobrzański  który ze swoim oddziałem walczył aż do końca (do swej śmierci w kwietniu 1940 r.) w mundurze Wojska Polskiego - pomimo zajęcia całego kraju przez Niemców i Sowietów - i nie chciał przejść do partyzantki, deklarując że on przysięgał walczyć w mundurze do końca i że nie było przecież rozkazu demobilizacji - również puścił z dymem dwie takie wsie (Ostryna i Jeziory), w których właśnie uaktywniła się owa V kolumna. Biorąc więc pod uwagę wszystkie te fakty razem wzięte (zdrady, zbrodnie, umiłowanie komunizmu i Sowietów) nic więc dziwnego że międzynarodowe żydostwo (litwacy) nie jest zainteresowane w ukazywaniu zbrodni komunizmu i stawaniu go na równi z nazizmem, przeto obecność polskiego prezydenta nie jest i nie będzie mile widziana w Jerozolimie.

Ja zaś tylko czekam, co stanie się 27 stycznia w Auschwitz i jak na owe jerozolimskie kłamstwa, odpowie prezydent Duda. A tylko prawda jest ważna i ciekawa, reszta to zwykły shit, gdyż jak mawiał Abraham Lincoln: "Przez jakiś czas można okłamywać kilka osób czy nawet cały świat, lecz nie można okłamywać wszystkich w nieskończoność". Oczywiście moskiewsko-litwacka hucpa w Jerozolimie, będzie jedynie uwerturą do tego co zapewne stanie się w maju tego roku, gdy Putin zacznie świętować 75 rocznicę "zwycięstwa nad faszyzmem". Swoją drogą ciekawym jest, że jeden z dwóch bandytów, którzy wspólnie dopuścili się zbrodni - teraz świętuje swoje zwycięstwo na tym drugim, gdy obaj bandyci pokłócili się o łupy, skradzione zamordowanej ofierze. Bez wątpienia piękne to będzie widowisko, gdzie znów dowiemy się jak wielką ofiarę złożyła Rosja sowiecka w pokonanie nazistowskich Niemiec i ile wycierpiała podczas "wyzwalania" narodów Europy Środkowo-Wschodniej (choć przecież plan Stalina zakładał "wyzwolenie" całej Europy aż do Atlantyku i Morza Śródziemnego, tylko że otwarcie drugiego frontu w Europie 6 czerwca 1944 r. i działania takich alianckich dowódców jak gen. George Patton - który parł naprzód byleby tylko dojść do Berlina przed Sowietami - stanęła na przeszkodzie wyzwoleńczym planom "geniusza całej ludzkości" towarzysza Stalina). Ja nie jestem w stanie pojąć, jak to możliwe, aby jeden z bandytów - Związek Sowiecki - miał być obecnie honorowany jako "wyzwoliciel Europy od nazizmu" i "pogromca Hitlera", skoro to właśnie on, ręka w rękę z Hitlerem, razem podzielili między siebie Europę i rozpętali krwawą rzeź, zwaną powszechnie II Wojną Światową. Rosjanie nikogo wyzwolić nie mogli, gdyż aby kogokolwiek wyzwolić, trzeba najpierw samemu być wolnym - a w Związku Sowieckim o żadnej wolności obywatelskiej nie było mowy, tam panował totalitarny reżim, który zmuszał ludy tego kraju do najwyższej ofiary i poświęcenia "za Stalina!". Jak więc zniewoleni i totalnie kontrolowani żołnierze, mogli komukolwiek przynieść wolność? Zresztą wyzwolenie polega na przepędzeniu okupanta i daniu wyzwalanej ludności swobody osobistej, prawnej i politycznej, po czym wycofaniu się do własnego kraju, a nie na okupacji, eksploatacji i brutalnej kontroli, trwającej prawie pięćdziesiąt lat. Prawdziwe wyzwolenie miało miejsce na Zachodzie, gdzie alianci (w tym Polacy, którzy wyzwalali Belgię, Holandię, północną Francję i Włochy i gdzie do dziś pamięta się ich jako "Żołnierzy Wolności") realnie oswobodzili tamtejsze kraje.


 KRÓL BELGÓW DZIĘKUJE POLSKIM ŻOŁNIERZOM ZA WYZWOLENIE JEGO KRAJU



I wreszcie w sierpniu tego roku, czeka nas kolejne wielkie wydarzenie - setna rocznica zwycięstwa w Bitwie Warszawskiej, która ocaliła Europę od bolszewickiego jarzma na dwadzieścia pięć lat, przed owym planem "wyzwolenia" Europy przez Stalina. Mam nadzieję że do tego czasu już cała Europa będzie mogła ujrzeć i podziwiać Łuk Triumfalny, który ma stanąć z tej okazji w Warszawie i być widomym świadectwem tamtego zwycięstwa. Triumf warszawski (i niemeński z września 1920 r.) dał bowiem Europie dwadzieścia lat wytchnienia po krwawej I Wojnie Światowej i pozwolił milionom Europejczyków żyć w spokoju na własnej ziemi. Nie wszyscy jednak mieli tyle szczęścia. Na Ukrainie (która wówczas wchodziła w skład Związku Sowieckiego) totalitarny reżim komunistyczny zagłodził od 6 do 10 milionów ludzi, którzy zostali pozbawieni wszystkiego co tylko nadawało się do zjedzenia (nic dziwnego że z głodu jedzono tam suchą trawę, korę z drzew a także pojawiły się - dość częste - przypadki kanibalizmu, gdy głodni rodzice zjadali własne dzieci, mężowie żony itd.) Do takiego stanu doprowadziła ludzi owa "wyzwolicielska" sowiecka Rosja. Gdyby nie polskie zwycięstwo w 1920 r. w najlepszym razie cała Europa zostałaby sprowadzona do roli wielkiego gułagu, gdzie głód i niedobory żywności oraz wszelkich innych produktów - byłyby tylko jednym z elementów owej rzeczywistości (nie mówiąc oczywiście o mordach, gwałtach i rabunku). Powstałyby wówczas poszczególne "narodowe" republiki sowieckie, które podporządkowane byłyby Kominternowi (czytaj Stalinowi i każdemu kolejnemu sowieckiemu przywódcy) w Moskwie. Ciekaw jestem czy, gdyby doświadczyli tego na własnej skórze (choćby prorosyjscy dziś Francuzi), tych zbrodni, tych brutalnych tortur, tego powszechnego kłamstwa i inwigilacji, tego strachu, jaki cechował ludzi w tamtym czasie, gdzie za najmniejszy żart o władzy trafiało się na długie lata do syberyjskich kamieniołomów z których - jeśli nawet się wracało - to było się kaleką do końca życia. My Polacy (i myślę że nie tylko my), dzierżący od pokoleń w sobie gen wolności, nie bylibyśmy w stanie żyć w takim piekle stworzonym przez bolszewickiego najeźdźcę o wschodniej (turańskiej) ruskiej duszy niewolnika, w którym to systemie doskonale odnajdywało się mnóstwo Żydów (litwaków). Takie znaczenie miało więc polskie zwycięstwo w tej wojnie i nic dziwnego że brytyjski arystokrata - lord Vincent d'Abernon uznał Bitwę Warszawską 1920 r. za "Osiemnastą, decydującą bitwę w dziejach świata".





PS:W kolejnej części przejdę do tematu i nawiązując do współczesności, czyli tych wszystkich zagrożeń i wyzwań, które nas jeszcze czekają - postaram się wyjaśnić jak wyglądały próby "rozmontowywania" Polski w dziejach i jakie siły oraz jakimi metodami do tego doprowadzano

      

CDN.

czwartek, 21 listopada 2019

PRZYJACIELEM MI PLATON, LECZ WIĘKSZĄ PRZYJACIÓŁKĄ - PRAWDA

TYLKO PRAWDA JEST CIEKAWA




  
 Już od kilku tygodni (może miesięcy) zamierzałem zabrać się za nieco zapomniany (a z całą pewnością przemilczany w mediach) temat bandyckich prób wymuszenia na Polsce tak zwanej restytucji bezspadkowego mienia, wymordowanych przez Niemców obywateli polskich - wyznania mojżeszowego - ale jakoś konsekwentnie odkładałem to na później. Ostatnio jednak podjąłem (na jednym z komentarzy pod filmikiem Instytutu Pamięci Narodowej: "Niezwyciężeni" - "The Unconquered" - polemikę z pewnym Niemcem, który skrupulatnie dowodził że na tym filmie nie jest pokazana cała prawda, gdyż Niemcy w 1939 r. wcale nie napadli na Polskę, tylko wystąpili w imieniu mordowanej przez Polaków ludności niemieckiej przed wrześniem 1939 r. A poza tym ziemie polskie, takie jak Wielkopolska, Śląsk i Pomorze były ziemiami niemieckimi i zostały po I Wojnie Światowej zagrabione przez Polaków. Nie wiem kim był mój rozmówca, ale wydaje mi się że należał do zwolenników jednej ze skrajnie prawicowych niemieckich partii (takich jak np. AfD - Alternatywa dla Niemiec), gdyż od samego początku do końca powtarzał dokładnie to samo, co ja wcześniej znałem z historycznej propagandy nazistowskiej (goebbelsowskiej), jedynym wyjątkiem było to, iż nie dodał jeszcze sławnego stwierdzenia o "siedemnastodniowej kampanii w Polsce" (kiedyś już o tym pisałem na blogu). W każdym razie przytaczał linki do jakichś stron, na których z uporem maniaka, jacyś uczniowie Joachima Goebbelsa udowadniali że przed wybuchem wojny, Polacy masakrowali niewinną ludność niemiecką, zamieszkałą w Polsce i dlatego Hitler nie mógł już tego znieść i zaatakował. Co ciekawe, na argumenty, jakoby nigdy nic podobnego nie miało miejsca (poza jednym wypadkiem w Bydgoszczy, gdy uaktywniła się niemiecka piąta kolumna w postaci oddziałów Selbstschutzu, która strzelała w plecy do wycofujących się z miasta żołnierzy polskich i została za to ukarana, a Wojsko Polskie szybko stłumiło niemiecką dywersję 3 września 1939 r. czyli już po wybuchu wojny. Niemcy zajęli Bydgoszcz 5 września i zaczęła się masakra. Zaczęło się mordowanie Polaków, których lokalni Niemcy wskazywali jako współwinnych likwidacji niemieckich bojówek. W czasie walk z Selbstschutzem zginęło 254 osób zakwalifikowanych jako ewangelicy i uznanych za Niemców, oraz 86 katolików uznanych za Polaków. Po wkroczeniu Wehrmachtu do Bydgoszczy. Niemcy wymordowali od 600 do 800 Polaków w ciągu pierwszego tygodnia, a łączna liczba egzekucji dochodziła do 3 000), odpowiadał iż to ja powielam "żydowską i polską propagandę". Ciekawe prawda?

Goebbels uczynił z wydarzeń bydgoskich propagandową hucpę, rozgłaszając ją w całych Niemczech, jako przykład polskiego bandytyzmu i krwiożerczości i na tym do dziś bazuje wielu jego ideowych następców. Na zarzuty, iż powiela goebbelsowską, całkowicie kłamliwą propagandę - odpowiedział że no również może powiedzieć że to ja posługuję się "kłamliwą, żydowską i polską propagandą". A tak w ogóle dodał że na Pomorzu Polacy i sowieckie bojówki (skąd Sowieci na Pomorzu w 1939 r.? Ale mniejsza z tym) mordowały Niemców. Poza tym Pomorze, Śląsk i Wielkopolska to były przed 1918 r. niemieckie ziemie, zasiedlone przez Niemców. Ja tego nie neguję, pragnąłem tylko zauważyć iż ziemie te zostały najpierw wydarte Polsce w trzech rozbiorach 1772, 1793 i 1795 r. i siłą podporządkowane monarchii pruskiej oraz konsekwentnie niemczone. Ludność niemiecka na tych terenach zaczęła się pojawiać dopiero z początkiem XIII wieku a niemiecka akcja kolonizacyjna trwała gdzieś tak do drugiej połowy wieku XIV - potem się wyczerpała. Ale, co ciekawe ci Niemcy, którzy już osiedlili się na ziemiach Korony Polskiej, byli poddanymi króla polskiego i jedynym wyznacznikiem ich "niemieckości" był język a potem wiara luterańska. Państwo niemieckie jako takie nie istniało aż do drugiej połowy XIX wieku, a ziemie, które w średniowieczu zasiedlali niemieccy koloniści, wcześniej były słowiańskie (lechickie - polskie) i dosięgały nie tylko Odry, ale i Łaby a nawet Renu. Kto więc tu komu cokolwiek ukradł? Granica Rzeczpospolitej z państewkami niemieckimi w Rzeszy, była przez 500 lat najspokojniejszą granicą Europy, właśnie dlatego że Polska była wówczas potęgą a Niemcy nie istniały jako zjednoczone państwo i rozbite były na małe księstwa oraz elektoraty. Jednak od czasu wzmocnienia monarchii pruskiej, wszystko się zmieniło i wraz z rozbiorami Rzeczypospolitej, a następnie Powstaniami, a szczególnie po odbudowie po I Wojnie Światowej państwa polskiego, granica polsko-niemiecka zaczęła być nazywana "płonącą granicą" (oczywiście to był taki kolokwializm, ukazujący jednak dobrze wzajemne stosunki).

Ja przyznam się szczerze, dosyć mam już tej niemieckiej buty, która wciąż istnieje pod grubą warstwą odgórnie propagowanej w Niemczech politycznej poprawności. Zobaczcie, jak tylko trochę poskrobać, to z Niemca wyjdzie zarówno szowinista jak i... antysemita. Mordowanie Żydów można wręcz uznać za naturalny "sport" nie tylko Niemców, ale i Francuzów (którzy masowo podczas wojny wyłapywali swych żydowskich współobywateli i odstawiali ich Niemcom, by ci odwieźli ich do obozów zagłady. Tak, to właśnie robili ci rozmiłowani w sztuce Francuzi). Zresztą nie tylko tych nacji, mógłbym tutaj wymienić jeszcze wiele innych, jak choćby: Norwegów, Duńczyków, Holendrów, a także Rosjan, Ukraińców etc. etc.). Dziś te wszystkie narody, zdając sobie sprawę jak postępowały w czasie II Wojny Światowej (i nie tylko) wstydząc się swojej przeszłości, skrupulatnie ją usuwają z publicznej pamięci, niszcząc wszelkie pozostałości obozów zagłady jakie zbudowali na swoich ziemiach. A ci głupi Polacy? Utrzymują nie swoje, zbudowane przez niemieckich nazistów i podporządkowane masowej zagładzie Słowian i Żydów (większość obozów zagłady była bowiem od początku szykowana na fizyczną eksterminację Słowian - szczególnie zaś Polaków, Żydzi doszli dopiero po roku 1942). Utrzymujemy nie swoje obozy za własne pieniądze, w imię pamięci o tych strasznych latach, gdy nasi obywatele - Polacy (w tym ci wyznania mojżeszowego) byli mordowani i paleni w piecach krematoryjnych ku chwale niemieckiego narodu i Nowej Europy. A ja się pytam - może jednak skończyć z tym i zrównać z ziemią całe to Auschwitz oraz inne niemieckie obozy na ziemiach polskich? Po co utrzymywać fabryki śmierci? Aby Niemcy, Francuzi, Anglicy, Amerykanie i oczywiście żydowska diaspora światowa - powtarzali w nieskończoność kłamstwa o "polskich obozach śmierci?" Skończmy z tym, bo fakt iż sprawca (lub współsprawca) pluje na ofiarę, iż ta nie pozwoliła dać mu się zabić, jest sytuacją co najmniej kuriozalną i godną pożałowania. 

Oczywiście wina leży tutaj również w braku wiedzy, gdyż jeśli kłamstwo zaistnieje w przestrzeni publicznej i jest wielokrotnie powtarzane - staje się prawdą (stara, goebbelsowska szkoła). Skoro więc Polacy utrzymują niemieckie obozy zagłady (choć na Zachodzie nie używa się przymiotnika "niemieckie" tylko "nazistowskie" - po to aby jeszcze bardziej zamotać ludziom w głowach), to chyba oczywiste dla wielu jest, że to są "polskie obozy śmierci" - tym bardziej że znajdują się na polskich ziemiach. A dlaczego obozy koncentracyjne i zagłady znajdują się na polskich ziemiach? Oczywiście większość ludzi na Zachodzie odpowie na to pytanie tak, jak ich nauczono w szkołach - ponieważ Polacy byli antysemitami i Hitler tylko tutaj mógł znaleźć dogodne miejsce dla tego typu fabryk śmierci. I oto właśnie chodzi, aby kłamstwo powtarzane wiele razy, stawało się prawdą, gdyż bardzo niewielu zacznie szukać prawdziwych przyczyn zbudowania przez Niemców obozów zagłady na okupowanych ziemiach polskich. Komuż bowiem przyszłoby do głowy zastanowić się że najłatwiej jest (zarówno z logistycznego jak i geopolitycznego punktu widzenia) zbudować obozy tam, gdzie... mieszka najwięcej Żydów, gdyż ogranicza to do minimum konieczność transportowania ich do obozów wzniesionych na terenach słabiej przez nich zasiedlonych. A Polska przed wybuchem II Wojny Światowej, była państwem, zamieszkałym przez największą liczbę osób pochodzenia żydowskiego w Europie (chyba nawet w USA było mniej Żydów niż w Polsce) - było ich bowiem 3 500 000. Nigdzie indziej, w żadnym innym kraju nie można było spotkać tak wielu Żydów - dlatego też Hitler wybrał Polskę, jako najbardziej "zażydzony" kraj Europy na miejsce budowy swych fabryk śmierci. 

A skąd w ogóle Żydzi wzięli się w Polsce w takiej liczbie, skoro Polacy to tacy antysemici? Na to pytanie nikt na Zachodzie Europy (ani też w USA) nawet nie spróbuje odpowiedzieć, gdyż po prostu... nikt nie ośmieli się zadać takiego pytania. Bo co powiedzieć? Jak połączyć "polski antysemityzm" liczbą Żydów zamieszkałych na ziemiach polskich? Propagandowe kłamstwa też muszą opierać się na jakiejś logice, a tu brak nie tylko logiki ale i jakichkolwiek argumentów - więc tę kwestię należy pominąć i nigdy nie wracać do tego tematu. Podobnie jak nie należy wracać do tematu w jaki sposób ludność żydowska w Polsce (w ogromnej większości) przyjęła atak niemiecki na nasz kraj - 1 września 1939 r. Otóż albo z reguły zupełnie obojętnie, albo (szczególnie po 17 września i wkroczeniu Sowietów) wręcz euforycznie. Przecież te bramy triumfalne dla Armii Czerwonej nie zbudowały się same. Co musieli czuć Polacy, sąsiedzi Żydów, widząc jak ci demonstracyjnie okazują swoją radość z wkroczenia Sowietów na polskie Kresy Wschodnie i jak wręczają im kwiaty, wiwatują, całują? Co musiano czuć, gdy żydowskie bojówki wskazywały Sowietom mieszkania żołnierzy, policjantów, urzędników, przedstawicieli inteligencji, lokalnych elit - których NKWD następnie aresztowała (często całymi rodzinami) i wywoziła na Sybir lub do Kazachstanu (w najlepszym wypadku wysadzając bez żywności i żadnych narzędzi w szczerym polu, w śniegu po kolana). Oto żydowska wdzięczność za stulecia wspólnego życia na jednej ziemi - tak właśnie się odpłacali. Przecież naczelną zasadą Żydów, po wybuchu wojny i ataku Niemców, nie była wcale żadna walka z Niemcami (jak znów robią nam sieczkę z mózgów hollywoodzkie filmy). Ich podstawowym celem była... koabitacja, czyli dogadanie się z Niemcami ponad głowami Polaków. Żydzi bowiem kalkulowali w ten sposób: przyszli Niemcy i oni są teraz władzą, jeśli się z nimi dogadamy, to ci pozwolą nam stworzyć jakiś żydowski obszar narodowościowy na "dawnych ziemiach polskich" i wspólnie będziemy zarządzać tym polskim bydłem. Tak było, wystarczy poczytać sobie pamiętniki (choć w większości nie są one nie tylko przetłumaczone na język polski, ale nawet na angielski, gdyż pisane są w jidisz, do części z nich jednak można dotrzeć), w którym postuluje się "zrobić wreszcie porządek z tymi Polakami". 

Celem Żydów było więc dogadanie się z Niemcami i stworzenie w Polsce mieszanego niemiecko-żydowskiego państwa (lub żydowskiego okręgu narodowościowego, zarządzanego przez samych Żydów pod niemiecką kuratelą), w którym elitą będą właśnie Niemcy i Żydzi a Polacy będą tylko siłą roboczą na własnej ziemi. Taki był cel, tylko Żydzi nie rozumieli że Niemcy wcale nie zamierzają się z nimi dogadywać, gdyż zarówno Słowianie jak i Żydzi uważani byli przez nich za "podludzi". Oczywiście przez ponad dwa lata, Żydom podczas okupacji wiodło się znacznie lepiej niż Polakom (np. podczas łapanek - jakie Niemcy urządzali na ulicach polskich miast, otaczając dane ulice kordonem wojska i policji i pakując do ciężarówek ludzi tam się znajdujących, a następnie wywożąc ich albo do obozów koncentracyjnych i zagłady albo na przymusowe roboty do Niemiec - niektórzy Polacy, aby uniknąć wywózki, zakładali... gwiazdy Dawida, podając się za Żydów. Wtedy byli przez Niemców wypuszczani i to właśnie wzbudzało wśród Żydów protesty, że jak ci Polacy śmią podawać się za Żydów, należy z nimi wreszcie zrobić porządek. Kto o tym słyszał? Przyznam się szczerze że jeśli chodzi o II Wojnę Światową to jesteśmy jak dzieci we mgle. Wiele rzeczy zostało przed nami zatajone, a do prawdy wciąż trzeba się dokopywać, wbrew wszelkiej maści "elitom" i "autorytetom"). Dopiero po niesławnej konferencji w Wannsee w styczniu 1942 r. Żydzi zaczęli być fizycznie eksterminowani i skończyły się jakiekolwiek plany i marzenia co do współpracy z Niemcami. Niemcy nie potrzebowali Żydów, gdyż mieli w głowach swoją ludobójczą ideologię Lebensraumu i Drang nach Osten, do czego więc byli im potrzebni Żydzi? A Polacy jak zwykle wyszli na największych idiotów, nie tylko ukrywając Żydów wbrew logice (za to bowiem groziła śmierć dla całej rodziny - nie wyłączając kobiet i małych dzieci - i to bez sądu, od razu byli mordowani w miejscu zamieszkania wraz ze znalezionymi tam Żydami. Kto w USA lub Europie Zachodniej o tym wie?). Polscy księża i siostry zakonne fałszowali metryki, aby tylko uchronić żydowskie dzieci przed niemieckim ludobójstwem (którego notabene w równym stopniu doświadczali Polacy - o czym też się nie mówi i nie pamięta). 

Ja sam jestem filosemitą. Cenię i szanuję wielu polskich Żydów, którzy oddali polskiej kulturze ogromny wkład. Takie postaci jak: Marian Hemar, Janusz Korczak, Artur Rubinstein, Julian Tuwim, Władysław Szpilman czy wielu innych, to właśnie były osoby, których serca biły gorejącą miłością do Polski i którzy uważali się przede wszystkim za Polaków, dopiero w drugiej kolejności za Żydów (tak samo jak ja uważam się za Polaka i mimo moich korzeni rodzinnych nigdy nawet przez myśl mi nie przeszło bym pomyślał o sobie jako o Niemcu). Należy jednak jasno i wyraźnie powiedzieć - takie zachowania wśród Żydów polskich były w mniejszości, a większość w ogóle nie utożsamiała się z niepodległym państwem polskim (czego wyrazem właśnie ta radość z sowieckiego najazdu i chęć dogadania się z Niemcami ponad głowami Polaków). To jest niestety smutna prawda. Nie zmienia to jednak faktu, że wszyscy Żydzi, mieszkający przed wojną Polskę, byli obywatelami polskimi, więc jakiekolwiek obecne żądania bandyckich organizacji żydowskich w kwestii restytucji bezdziedzicznego mienia pożydowskiego w Polsce - są całkowicie bezprawne i nie mające precedensu w prawie międzynarodowym (choć oczywiście budowana jest do tego odpowiednia narracja - a służą temu również te wszystkie Netflixy - wypuszczające filmy takie jak ten o Iwanie Demaniuku - które są w ogromnej większości stekiem przekłamań i nie chodzi tu tylko o mapy i zaznaczone na nich obozy, które mogłyby zostać uznane za "polskie obozy śmierci" gdyż znajdują się we współczesnych granicach politycznych z dopiskiem "Poland" (zamiast w granicach z Europy podczas II Wojny Światowej). Chodzi również o to, w jaki sposób zostało tam pokazane Wojsko Polskie - jako jakaś prehistoryczna formacja, złożona głównie z kawalerii. Osoba nie mająca wiedzy historycznej na Zachodzie - czyli ponad 99 % ludności - pomyśli sobie tak: Niemcy uderzyli czołgami i bronią pancerną, a Polacy bronili się konno i szabelkami. Jakże zacofana musiała być ta Polska, skoro tak walczono. Nikt już jednak nie powie, że Polacy utrzymywali dużą ilość formacji jazdy, gdyż obawiano się wojny ze Związkiem Sowieckim, a na wielkich stepach Wschodu, kawaleria byłaby najdoskonalszą i najskuteczniejszą bronią ofensywną (o czym zresztą przekonali się Niemcy po ataku na ZSRS, gdy czołgi zaczęły brnąć w śniegu i nie można ich było odpalić, wtedy na szybko zaczęto formować jednostki kawaleryjskie, ale było już za późno). W wojnie z Niemcami kawaleria przydała się w mniejszym stopniu, ale i tak radziła sobie wyśmienicie w konfrontacji z czołgami (których zresztą Niemcy też wiele nie mieli, jako że Wehrmacht z 1939 r. to nie ten sam Wehrmacht z lat 1941/1945. Większość zaopatrzenia i taboru w niemieckiej armii była bowiem dostarczana konno). W bitwie nad Mławą, to przecież polska kawaleria zniszczyła ponad 80 % czołgów, będących na wyposażeniu atakujących tam, niemieckich dywizji. Jak do tego doszło? Bardzo prosto - polscy kawalerzyści nie atakowali czołgów konno. Zsiadali z koni, odstawiali je kilkaset metrów, może kilka kilometrów od działań wojennych i ostrzeliwali czołgi bronią przeciwpancerną - szczególnie sławnymi naszymi "Urugwajami" (wz.35) - najlepszym bodajże wówczas karabinem przeciwpancernym w Europie. Pocisk, wystrzelony z takiego karabinu, przebijał pancerz czołgu, po czym rozpryskiwał się wewnątrz zabijając przy okazji całą załogę. Była to śmiertelna pułapka i niezwykle skuteczna broń w walce z czołgami. To właśnie polska kawaleria w dużej mierze była też zaopatrzona w owe "Urugwaje". A polskie czołgi 7 TP, z obrotowymi wieżyczkami (zresztą też polskiej konstrukcji) miały znacznie większą siłę ognia i wytrzymałość na ostrzał, niż najlepsze w 1939 r. niemieckie czołgi PzKpfw IV. Kto jednak o tym jeszcze pamięta? Przecież Wojsko Polskie składało się z jakichś neandertalczyków wymachujących maczugami - prawda?



POLSKI KARABIN PRZECIWPANCERNY wz.35 "URUGWAJ"

 




POLSKI CZOŁG 7 TP

"SIÓDEMKI" NA MANEWRACH





To tyle, na koniec chciałbym jeszcze zaprezentować komentarz Witolda Gadowskiego - z którym zgadzam się w całości i pod którego wpływem napisałem właśnie ten dzisiejszy temat. Ale najpierw mój ulubiony wiersz, autorstwa jednego z najwspanialszych polskich Żydów - Mariana Hemara, napisany już we Francji w 1940 r. 

    

  "OTO ŚLUB NASZ, PANIE MARSZAŁKU, 
DZIŚ ROZBITKI MIOTANI PRZEZ FALE
JUTRO BĘDZIEMY WIELCY
ALBO NIE BĘDZIE NAS WCALE
  
ALBO STANIE NA GRUZACH WARSZAWY 
POMNIK SŁAWY, ŁUK ZWYCIĘSTWA PROMIENNY,  
ALBO NIECH ZATKNĄ TAM KRZYŻ NA GRÓB. 
ALE KRZYŻ BEZIMIENNY.
  
AŻEBY SIĘ NIE DOWIEDZIAŁ 
DO KOŃCA ŚWIATA WZROK LUDZKI, 
ŻE TU LEŻY NARÓD, KTÓREGO WODZEM, 
NA PRÓŻNO -  BYŁ JÓZEF PIŁSUDSKI."






 POZWOLĘ SOBIE ZAPREZENTOWAĆ NAJLEPSZE ZDANIA Z KOMENTARZA PANA GADOWSKIEGO:





0:25 - "PRZYKROŚCIĄ I TRAGEDIĄ NARODU ŻYDOWSKIEGO JEST TO, ŻE ZWYKLI, PORZĄDNI LUDZIE CZĘSTO MÓWIĄ - "PORZĄDNY CZŁOWIEK, CHOCIAŻ ŻYD". SĄ TO SŁOWA LUDWIKA HIRSZFELDA, KTÓRY DOWODZIŁ ŻE NIE ANTYSEMITYZM JEST PROBLEMEM DLA NARODU ŻYDOWSKIEGO, TYLKO WŁAŚNIE POSTAWA ZWYKŁYCH LUDZI, KSZTAŁTOWANA W CODZIENNYCH KONTAKTACH Z WYBRANYMI PRZEDSTAWICIELAMI "NARODU WYBRANEGO". CIERPIĄ NA TYM WSZYSCY ŻYDZI, 90-KILKA PROCENT PORZĄDNYCH LUDZI Z TEGO NARODU"

7:25 - "WSZYSTKO TO CO MÓWIĘ, NIE JEST ABSOLUTNIE ANTYSEMICKIE, JEST PROPOLSKIE. TAM GDZIE POLSKA WCHODZI W KOLIZJĘ Z INTERESAMI ŻYDOWSKIMI, JESTEM PO STRONIE POLSKI I TEGO SIĘ NIE OBAWIAM. A KTO JEST PO STRONIE DRUGIEJ - TEN NIE JEST POLAKIEM. PROSTE!"

7:50 - "BARDZO PODOBA MI SIĘ WYPOWIEDŹ 93-letniego EDWARDA MOSBERGA, OCALAŁEGO Z HOLOKAUSTU - KTÓRY PO PIERWSZE PODKREŚLIŁ ŻE NA CAŁYM TERYTORIUM POLSKI TO NIEMCY BUDOWALI OBOZY ŚMIERCI I TO BYŁY NIEMIECKIE OBOZY ŚMIERCI. NIGDY DOŚĆ PODKREŚLANIA TEJ PRAWDY. A PO DRUGIE (...) STWIERDZIŁ ŻE DUŻĄ ROLĘ W EKSTERMINACJI ŻYDÓW MIELI ŻYDOWSCY KOLABORANCI HITLERA (...) MAM TAKI PROJEKT DO INSTYTUTU PAMIĘCI NARODOWEJ I MINISTERSTWA KULTURY (...) DRODZY PAŃSTWO, SKORO PAN GRABOWSKI Z PANIĄ ENGELKING - STWORZYLI KSIĄŻKĘ "DALEJ JEST NOC", TĘ BZDURĘ W KTÓREJ UDOWADNIAJĄ ŻE Z RĄK POLAKÓW ZGINĘŁO PRAWIE 200 tys. ŻYDÓW, PROSZĘ, PODEJMIJCIE BADANIA I OPUBLIKUJCIE PRACĘ NA TEMAT TEGO, ILU POLAKÓW ZGINĘŁO NA SKUTEK DENUNCJACJI ŻYDOWSKIEJ"

9:55 - "ZNAM ŻYDÓW, POLSKICH PATRIOTÓW, KTÓRZY MYŚLĄ DOKŁADNIE TAK JAK JA. TAK WIĘC STYGMATYZOWANIE KOGOKOLWIEK ZE WZGLĘDU NA POCHODZENIE I NARÓD - JEST BEZSENSOWNE. ALE MÓWIĄC "ŻYDZI" TERAZ, MAM NA MYŚLI GRUPĘ CYNICZNYCH INTERESANTÓW - NIE NAROBIĆ SIĘ A ZAROBIĆ - OKRAŚĆ KOGOŚ, WSADZIĆ MU RĘKĘ DO KIESZENI. DLACZEGO? DLATEGO ŻE WOLNO (...) TO JEST TAK OBRZYDLIWA POSTAWA, ŻE DZIWIĘ SIĘ ŻE Z KRĘGÓW WIĘKSZOŚCIOWYCH NARODU ŻYDOWSKIEGO NIE ODZYWAJĄ SIĘ PROTESTY PRZECIWKO TAKIEJ POSTAWIE". 


10:50 - "NIE DOSTANIECIE NIC, DOPÓKI W POLSCE SĄ POLACY. NIE BĘDZIEMY WAM PŁACIĆ, BO NIE MUSIMY WAM PŁACIĆ, BO NIC WAM NIE JESTEŚMY WINNI. TO WY ZAMYKALIŚCIE OCZY NA CIERPIENIE POLAKÓW ŻYDOWSKIEGO POCHODZENIA W CZASIE II WOJNY ŚWIATOWEJ, NIE CHCIELIŚCIE O TYM SŁYSZEĆ. NAWET JAK KARSKI PRZYJEŻDŻAŁ Z PIERWSZYMI INFORMACJAMI, NIE CHCIELIŚCIE O TYM SŁYSZEĆ. A TERAZ CHCECIE SIĘ NA TYM BOGACIĆ?" 

 
 19:40 - "PROSZĘ WYBACZYĆ MOJE WZBURZENIE, ALE JUŻ MAM DOŚĆ TEGO. DOŚĆ TEGO BLICHTRU I KŁAMSTWA (...)"

26:35 - "DOM HITLERA W BRAUNAU AM INN, PO WIELU LATACH STARAŃ ZOSTAŁ ZAKUPIONY PRZEZ SKARB PAŃSTWA AUSTRIACKIEGO I NATYCHMIAST BĘDZIE PRZEROBIONY W POSTERUNEK POLICJI. OTO JAK AUSTRIACY PIORĄ SIĘ Z TEGO, ŻE BYLI NAZISTAMI I ŻE WSPÓLNIE Z NIEMCAMI MORDOWALI CAŁĄ EUROPĘ. WE FRANCJI WELODROM, GDZIE ZGROMADZONO W PARYŻU ŻYDÓW I WYDANO ICH DO OBOZÓW ŚMIERCI - ZOSTAŁ ZBURZONY, JEST TYLKO MAŁA TABLICZKA. UCIEKAJĄ OD TEJ PAMIĘCI, BO SIĘ JEJ BOJĄ. WSZYSTKO NA POLAKÓW NAJLEPIEJ ZRZUCIĆ, BO MY UTRZYMUJEMY TE MIEJSCA, W KTÓRYCH NIEMCY MORDOWALI"

 

ZGADZAM SIĘ Z PANEM GADOWSKIM 
W STU PROCENTACH!

 

A NA KONIEC COŚ RADOSNEGO:





środa, 11 września 2019

POLSKA I NIEMCY - KU NOWEJ EUROPIE

CZY MOŻLIWA JEST 

WSPÓLNA PRZYSZŁOŚĆ?



"PRZESZŁO TYSIĄC LAT TEMU PIERWSZY GOŚĆ, KTÓRY PRZYBYŁ Z NIEMIEC DO POLSKI, CESARZ OTTON III, PRZYSZEDŁ DO TEGO KRAJU BOSO JAKO ZWYKŁY PIELGRZYM, PRZYSZEDŁ BOSO NA ZNAK POKOJU I POKORY. TAK SAMO JA STOJĘ DZISIAJ PRZED POLSKIM NARODEM BOSY, JAKO CZŁOWIEK, JAKO NIEMIEC, OBARCZONY WIELKIM, HISTORYCZNYM BRZEMIENIEM. NIC NIE MOŻE COFNĄĆ PRZESZŁOŚCI. SŁOWA NIE MOGĄ UŚMIERZYĆ BÓLU. CZYNY NIE MOGĄ PRZYWRÓCIĆ UTRACONEGO. STOJĘ PRZED PAŃSTWEM BOSY, ALE NATCHNIONY DUCHEM POJEDNANIA, KTÓRYM POLSKA NAS OBDARZYŁA. 

Z TEGO MIEJSCA 40 LAT TEMU PAPIEŻ POLAK W DNIU ŚWIĘTA ZESŁANIA DUCHA ŚWIĘTEGO ZAWOŁAŁ DO ZGROMADZONYCH TŁUMÓW: "NIECH ZSTĄPI DUCH TWÓJ I ODNOWI OBLICZE ZIEMI! TEJ ZIEMI!" TĘ ZIEMIĘ, TEN KONTYNENT POLSKA ODNOWIŁA. TO DUCH POLSKI - TO WASZ DUCH WYZWOLENIA ZERWAŁ ŻELAZNĄ KURTYNĘ. TO WASZ DUCH POJEDNANIA OBDARZYŁ NAS NIEMCÓW NOWYM POCZĄTKIEM. TO WASZ DUCH ODNOWY POZWOLIŁ NAM WSPÓLNIE PRZEBYĆ DROGĘ KU NOWEJ, POKOJOWEJ EUROPIE. NIECH TEN DUCH TAKŻE DZISIAJ TCHNIE Z TEGO MIEJSCA W ŚWIAT!"

PREZYDENT NIEMIEC - FRANK-WALTER STEINMEIER 
(SŁOWA WYGŁOSZONE PODCZAS 80 ROCZNICY 
WYBUCHU II WOJNY ŚWIATOWEJ W WARSZAWIE)
















 "Polska i Niemcy - ku nowej Europie" - takie nieco buńczuczne, choć optymistyczne hasło przyjąłem za tytuł tego tematu. Bo rzeczywiście sam temat ewentualnej (bliższej) współpracy polsko-niemieckiej jest ciekawy i warty rozważenia oraz bliższego się mu przyjrzenia - wraz z podsumowaniem czy rzeczywiście taka relacja jest możliwa. Sławny wódz plemienia OTUA (którego ego od dawna wykracza poza wszelkie rozmiary naszej galaktyki) - "Bolesław" Wałęsa, kilka lat temu raczył stwierdzić (najprawdopodobniej powiedział głośno to, co wcześniej usłyszał w rozmowach nieoficjalnych) że Polska powinna się połączyć z Niemcami. Oczywiście wszelkie "elaboraty" pana "Bolesława" powalam sobie pomijać milczeniem, gdyż nie lubię znęcać się nad ludźmi intelektualnie niedojrzałymi - jednak muszę się przyznać że wówczas takie stwierdzenie mnie po prostu oburzyło. Co to bowiem znaczy: "połączyć z Niemcami?", wcielić? podzielić na (euro)regiony? O co w tym może chodzić? Po latach jednak, przy bardziej dogłębnym przemyśleniu tego aspektu doszedłem do dość ciekawego wniosku, który można by streścić w słowach: "Dlaczego nie?" Pomysł jest ciekawy i pozwolę sobie wyjaśnić sposób mojego myślenia, aby jednocześnie zostać dobrze zrozumianym. Otóż Niemcy i Polska są sąsiadami od co najmniej tysiąca lat (zapewne nie muszę tłumaczyć już tak oczywistego faktu, iż w średniowieczu nie było nie tylko żadnego państwa niemieckiego, ale nawet nie istniał naród niemiecki. Jedyną wspólnotą był język, który krystalizował się dość długo, wchłaniając sąsiednie dialekty - w tym języki słowiańskie - i tylko on był jedyny wyznacznikiem niemieckości aż do... XIX wieku). Można się tutaj oczywiście doczepić do pewnych detali, ale ważne jest to że słowiańscy Lechici graniczyli z Frankami Wschodnimi, których dialekt różnił się znacznie od języka słowiańskiego (w początkach średniowiecza dominującego na terenach od Renu - potem od Łaby - aż po Kaukaz). Oczywiście "Niemi" (jak ówczesnych Franków Wschodnich powszechnie nazywano w średniowieczu na terenach słowiańszczyzny, a szczególnie w Polsce) stanowili duże zagrożenie cywilizacyjne i kulturowe, przynosili bowiem nową wiarę i nowe idee.




Od średniowiecza trwały więc walki z ciągłymi najazdami Teutonów i ich "parciem na Wschód", jednak walki te nie wykraczały poza ogólnie przyjęty w średniowieczu sposób wojowania (który opierał się raczej na zależności lennej, niż na brutalnym podboju nieprzyjacielskich ziem). Frankowie walczyli i przejmowali ziemie "pogan", czyli słowiańskich Sasów, Wieletów i innych ludów, które to ludy nie przyjęły nauki Chrystusa (podobnie potem czynili Krzyżacy, dla których tereny pogańskich Prusów, Bałtów i Litwinów były polem wdrażania w życie polityki fizycznej eksterminacji, którą potem na Wschodzie kontynuował Hitler). Jednak formujące się (po rozpadzie Wielkiej Lechii) państwo polskie, przyjęło chrzest (w owym 966 r.) z Czech, a nie z Cesarstwa, więc Teutonowie utracili swoją ideologiczną podbudowę pod dalszą ekspansję terytorialną (notabene - o czym już też wcześniej pisałem - wraz z powstaniem Polski zakończył się niezwykle intratny handel słowiańskimi niewolnikami - porywanymi na Zachód Europy i potem sprzedawanymi do krajów islamskich). Były próby podważania prawdziwości naszego chrztu, twierdzenia że nie jesteśmy chrześcijanami, że tylko udajemy etc. etc. Wszystko miało uzasadniać dalszą ekspansję terytorialną na nasze ziemie, która została ograniczona do rzek Odry i Nysy. Dalej ekspansja Franków Wschodnich już nie dotarła, została skutecznie zatrzymana choćby w bitwie pod Cedynią w 972 r. Polska pod rządami Mieszka I Piastowica i jego syna Bolesława I Chrobrego stała się nie tylko silnym europejskim państwem, lecz kolejną potęgą, która swą siłą dorównywała potędze Cesarstwa i zaczęła odzyskiwać utracone niegdyś przez Lechitów ziemie na Zachodzie (trzy wojny toczone przez Bolesława z cesarzem Henrykiem II od 1002 r., ostatecznie zakończyły się w 1018 r. zdobyciem przez Polskę dzisiejszych wschodnich terenów Niemiec - Milska i Łużyc - opanowaniem Słowacji i Moraw oraz zdominowaniem Czech). W tymże samym 1018 r. Bolesław Chrobry wyprawił się na Wschód, zdobył Kijów i przyłączył do Polski Grody Czerwieńskie. Oto przykład, że po zjednoczeniu i przyjęciu chrztu, bardzo szybko Polska stała się jednym z największych europejskich mocarstw średniowiecza, dominującym zarówno na Zachodzie jak i na Wschodzie.

Jednak same walki między Polakami a Frankami Wschodnimi (jeszcze raz powtarzam - w średniowieczu nie istnieli Niemcy, więc używanie tej nazwy byłoby naginaniem rzeczywistości), choć niezwykle zapalczywe i krwawe, nie były w średniowiecznej Europie niczym szczególnym. Przecież równie wielkie wojny toczyli ze sobą Francuzi i Anglicy, włoskie państewka czy monarchie kastylijska i aragońska na Półwyspie Iberyjskim. Mało tego, bardzo intensywne walki toczyliśmy również z Węgrami, których przecież dziś uważamy za naszych bratanków (i jest w tym dużo prawdy). Nawet jeszcze w czasach króla Batorego (druga połowa XVI wieku) dochodziło do wzajemnych walk Polaków i Węgrów, a najazd księcia Siedmiogrodu - Jerzego II Rakoczego w 1657 r., był równie dewastujący jak potop Szwedzki czy walki z Moskwą. Ale kto dziś o tym pamięta? chyba jedynie historycy. W świadomości narodu, w pamięci pokoleń ukształtowała się wzajemna polsko-węgierska jedność historyczna, która wręcz zakrawała o jedność kulturową i genetyczną (co akurat nie jest prawdą, więcej bowiem łączy Polaków z Niemcami czy nawet Francuzami niż z Węgrami). Określenia: "Polak-Węgier dwa bratanki i do szabli i do szklanki" są dziś niezwykle popularne, a przekazy o dwóch dębach splątanych wzajemnie korzeniami podkreślały wzajemną narodową bliskość. Węgrzy odmówili też Hitlerowi nie tylko inwazji na Polskę w 1939 r. ale nawet użyczenia Niemcom ich infrastruktury wojskowej do przeprowadzenia tego ataku z południa. Premier Węgier - Pal Teleki miał się zwrócić do ambasadora Niemiec w Budapeszcie iż: "prędzej wysadzi własne linie kolejowe, niż weźmie udział w inwazji na Polskę". Gdy część polskich oficerów i żołnierzy po inwazji sowieckiej z 17 września 1939 r. znalazła się na terytorium Węgier (przedzierając się do Francji), Węgrzy co prawda (na życzenie Berlina) musieli ich internować, ale przypominało to bardziej komedię niż rzeczywiste uwięzienie. Obozów gdzie internowano Polaków pilnowano połowicznie. Przymykano oczy na codzienne ucieczki, a wręcz pomagano polskim oficerom przedostać się na Zachód (jak uczynili na przykład pewni węgierscy żołnierze, którzy spotkawszy na ulicy polskiego oficera w mundurze, wskazali mu drogę na peron kolejowy i poszli sobie). Węgrzy pomagali ludności polskiej także podczas Rzezi Wołyńskiej z rąk ukraińskich bandytów spod znaku Bandery (chroniąc ludność polską i brutalnie pacyfikując wioski ukraińskie, jeśli tylko zaszło podejrzenie że tamtejsi mieszkańcy brali udział w mordowaniu Polaków - zdarzało się i tak, że to sami Polacy musieli ich prosić by nie przelewali więcej krwi, by wzajemna nienawiść całkowicie nie zatruła do ludzkich serc i umysłów), czy podczas Powstania Warszawskiego. Po wojnie Polacy odwdzięczyli się Bratankom w 1956 r. gdy Sowieci brutalnie zgnietli Powstanie Węgierskie, w całej Polsce organizowano pomoc dla Węgrów. Ludzie masowo oddawali krew, oraz przekazywali żywność, ubrania, nawet zabawki dla dzieci węgierskich - co kto miał (a przecież Polska jako ofiara II Wojny Światowej, była krajem doszczętnie zniszczonym).


 PRZYZNAM SIĘ SZCZERZE ŻE SCEN TYCH MORDÓW, POPEŁNIANYCH NA POLSKIEJ LUDNOŚCI CYWILNEJ I ŻOŁNIERZACH WOJSKA POLSKIEGO PRZEZ BANDYTÓW UKRAIŃSKICH SPOD ZNAKU STEPANA BANDERY NIE JESTEM W STANIE OGLĄDAĆ, DLATEGO UMIESZCZAM TYLKO ZWIASTUN FILMU "WOŁYŃ"



Z Niemcami była trochę inna historia. Po raz pierwszy z planem "Nowej Europy" wystąpił właśnie cesarz frankoński Otton III. Zjechał on w 1000 roku do Gniezna, przybywszy tam jako pielgrzym i jako dyplomata, który planował (przy wsparciu Stolicy Apostolskiej) odnowić Europę pod sztandarem Jezusa Chrystusa, opartej na kooperacji i wzajemnym podziale zadań i celów, a nie na wojnie oraz brutalnym narzucaniu swojej woli. Otton III przybył do Polski, o której mawiał iż w Niej: "Nie postała nigdy stopa żadnego Rzymianina" (sam cesarz miał się za Rzymianina, nawet nie za Franka - szczególnie że bardziej wolał spędzać czas w Rzymie, niż w nudnej Moguncji czy Akwizgranie), z wielkim przepychem, lecz ujrzawszy przepych Bolesława Chrobrego nie mógł się mu nadziwić - jak pisze Gall Anonim: "Złoto bowiem było w owych czasach w tak powszedniej u wszystkich cenie, jak dzisiaj srebro, a srebro miano za nic niewartą plewę". U granic (w ziemi Dziadoszan) powitał go Bolesław ze swym orszakiem o którym Dietmar (kronikarz cesarski - notabene niechętny Bolesławowi i mający za złe Ottonowi że odbył ową pielgrzymkę do Polski), napisał w krótkich słowach: "To jest niesamowite! To jest niezgłębione!" Bolesław uszykował na równinie liczne zastępy rycerstwa, które mnożyły się, gdy tylko cesarz przybywał do kolejnych miast. Największe jednak wrażenie zrobiła różnobarwność i niezwykłe bogactwo szat, które prawie zawsze miały bławaty i złotogłowie. Drogę z Poznania do Gniezna (którą cesarz przebył boso, idąc do grobu swego przyjaciela i nauczyciela - św. Wojciecha, zamordowanego przez Prusów w 997 r., gdy próbował ich nawrócić na wiarę Chrystusową. Ciało św. Wojciecha Bolesław wykupił od Prusów i pochował w katedrze gnieźnieńskiej - stał się on tym samym pierwszym polskim męczennikiem za wiarę), wyłożono dla cesarza czerwonym suknem. Podczas przyjęcia w Gnieźnie stoły uginały się od jadła i napitku, a cesarz mógł zabrać wszystkie naczynia w których podawano potrawy wraz z ozdobami w podarunku. Tutaj rzuca się w oczy ogromna różnica pomiędzy ówczesnym Cesarstwem (Niemcami) a Polską. Otton III był zdumiony widząc bogactwo kraju, mnogość ludności, liczne, gęste i wielkie grody, wspaniały kościół gnieźnieński i wiele sztuk broni oraz rycerstwa (ponoć był nawet niewielki oddział uzbrojonych kobiet - swoistych lechickich amazonek). Cesarza biła w oczy różnica ówczesnych "Niemiec" i Polski, miał to wyrazić słowami: "Tam mury, u nas wszystko proste, wieśniacze". Bolesław Chrobry rozdawał też cesarzowi i i członkom jego dworu bogate upominki (jak dodaje Gall Anonim: "Nie zapomniał o nikim, o największym i najmniejszym (...) ani jeden ciura nie wyszedł bez upominku z Polski"). 

Otton III widząc to bogactwo i mnogość rycerstwa, zdjął z własnej głowy swoją koronę cesarską i łożył ją na głowę Bolesława, twierdząc iż władca takiej potęgi zasługuje nie tylko na tytuł królewski ale i cesarski - jest równy jemu samemu, świeckiej głowie całego zachodniego chrześcijaństwa. Tak oto Otton uznał Bolesława za równego sobie monarchę, nazwał go bratem i współwładcą cesarstwa. Przekazał mu władzę ustanawiania biskupstw i arcybiskupstw we wszystkich krajach pod jego panowaniem (i tymi które w przyszłości miał zdobyć). W Gnieźnie powstało arcybiskupstwo (niezależne od Magdeburga - a należy pamiętać że w średniowieczu taka deklaracja nie ograniczała się jedynie do kwestii religijnych. To  był jawny akt polityczny - kto bowiem rządził Kościołem w danym kraju - ten miał realną niezależność polityczną). W Krakowie, Kołobrzegu i Wrocławiu ustanowiono kolejne biskupstwa (w Poznaniu istniało już biskupstwo od 968 r.). Bolesław ofiarował Ottonowi dodatkowo 300 rycerzy na prowadzenie wyprawy do Italii, zaś Otton odwzajemnił się, ofiarowując Bolesławowi włócznię św. Maurycego i relikwię gwoździa z Krzyża Chrystusowego. Bolesław odprowadził w drodze powrotnej cesarza aż do Akwizgranu (gdzie Otton miał mu ofiarować jeszcze tron Karola Wielkiego, dając tym samym do zrozumienia że on i Bolesław to najpotężniejsi i równi sobie monarchowie w całej chrześcijańskiej Europie). Tak to wyglądało ponad tysiąc lat temu, choć wkrótce potem (1002 r.) cesarz Otton III zmarł w młodym wieku, a tron cesarski objął Henryk II, który odrzucił pojednawcze gesty i plany Ottona i wstąpił na ścieżkę wojenną. Trzy wojny polsko-cesarskie trwały do 1018 r. i zakończyły się ostatecznie zwycięstwem Bolesława Chrobrego. Przepadł wówczas ostatecznie bardzo ciekawy plan utworzenia "Nowej Europy", która firmowana była dodatkowo powagą papieża - Sylwestra II (papieża-naukowca, człowieka o bardzo otwartym umyśle, o którym mówiono iż czynił cuda. Wedle legendy miał nawet spętać i uwięzić w podziemiach Bazyliki watykańskiej szatana). Nowa Europa w planach cesarza Ottona wyglądała następująco: Cesarstwo (Niemcy) i Francja rządzą Europą Zachodnią, Włochy Europą Południową a Polska Europą Środkową i Wschodnią. Tak właśnie miał wyglądać podział władzy w ówczesnej Europie między Romę (Włochy), Germanię (Niemcy), Galię (Francja) i Sclawinię (Polska). Tak na marginesie można dodać, że ostatnio minister spraw zagranicznych Niemiec -Heiko Maas powiedział że po wyjściu Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej należy zmienić układ sił we wspólnocie, tak by wiodącymi krajami Unii było pięć państw: Niemcy i Francja na Zachodzie, Włochy i Hiszpania na Południu i Polska w Europie Środkowej i na Wschodzie.




Plan ten jednak wówczas upadł, co nie znaczy że jego idea ostatecznie przepadła. To przemówienie, jakie wygłosił na uroczystościach zakończenia II Wojny Światowej prezydent Niemiec - Frank-Walter Steinmeier, było właśnie powrotem do idei dialogu pomiędzy Polską i Niemcami. Dialogu, który przecież ma również w historii swoje niezwykle mocne podstawy. Bowiem Od XIII wieku, aż do rozbiorów Polski w wieku XVIII, granica polsko-niemiecka była... najspokojniejszą granicą w Europie. 500 lat pokoju, to mało aby uznać iż między Polakami i Niemcami wcale nie musi dochodzić do konfliktów? Już wielokrotnie wcześniej pisałem że były również okresy, gdzie albo Polska była potężniejsza i zamożniejsza od Niemiec, albo Niemcy potężniejsze i zamożniejsze od Polski. W czasach Bolesława Chrobrego w X i XI wieku to Polska była potęgą, ale już w wieku XII a szczególnie XIII to właśnie "Niemcy" stały się krajem znacznie zamożniejszym i potężniejszym. Wiek XIV to znów odwrócenie tej tendencji, wraz ze zjednoczeniem Polski przez Władysława I (IV - bowiem jako monarcha był on czwartym władcą o tym imieniu, ale jako król pierwszym) Łokietka i ponownym jej wzmocnieniu za syna jego - Kazimierza III Wielkiego, to właśnie Korona Polska stała się ponownie znacznie silniejszym i bogatszym królestwem od Rzeszy. Wiek XV, a szczególnie XVI tylko wzmocnił te tendencje. Rzeczpospolita wieku XVI i XVII była ekonomiczną i militarną potęgą w Europie. Od naszego zboża uzależniona była cała Europa (tak jak dziś w dużej mierze od rosyjskiego gazu). Byliśmy w Moskwie, robiliśmy rajdy aż do granicy z Persją, decydowaliśmy o tym kto zasiądzie na tronach w Moskwie, Szwecji czy księstwach naddunajskich, a wielosettysięczne tureckie armie były niszczone przez garstkę, zaledwie kilkutysięczną wojsk Rzeczpospolitej. Taka to była wówczas siła - pewien francuski podróżnik stwierdził nawet że gdyby Polacy zaprzestali wzajemnych niezgód i zjednoczyli się we wspólnym celu - żaden naród w Europie nie byłby w stanie ich zatrzymać, a cała Azja i Grecja (Bałkany) stały by się ich łatwym łupem. To prawda, tylko że Polacy nigdy nie mieli w sobie potrzeby napadania i niewolenia innych narodów. My zawsze podchodziliśmy pokojowo, powoli poprzez układy i unie wzajemne budowaliśmy potęgę naszego kraju. Nie mieczem a rozumem a nawet sercem przyjmowaliśmy tych wszystkich, którzy z nami chcieli budować przyszłość.




W całej naszej historii próżno odnaleźć choćby jakiegoś ewidentnie hańbiącego przykładu którego moglibyśmy dziś wstydzić. Nie było nic takiego! Gdy inne narody (a szczególnie nasi sąsiedzi Niemcy, Rosja) jak mówił Piłsudski po prostu "się skurwili", my pozostaliśmy nieubrudzeni wszelką niegodziwością. Doprawdy można by wymieniać w nieskończoność: nigdy nie prześladowaliśmy Żydów (podczas gdy prześladowała ich prawie cała Europa), nigdy nie paliliśmy kobiet na stosie, oskarżając je o czary (podczas gdy w Europie była to praktyka dość częsta w pewnych okresach historycznych). Nie mieliśmy kolonii zamorskich (choć były takie plany) i nie budowaliśmy swej potęgi ekonomicznej na trudzie i krwi czarnych niewolników (a tak czyniło wiele państw europejskich). I ostatecznie nigdy nie poddaliśmy się tyranii. Nigdy nie ugięliśmy karku przed totalitaryzmem nazistowskim ani komunistycznym, choć mieliśmy możliwość wyboru takiej drogi (pójść z nazistowskimi Niemcami lub ze Związkiem Sowieckim) po prostu "nie skurwiliśmy się", zachowaliśmy godność i człowieczeństwo -  i tak dziś jesteśmy jedynym narodem, który przetrwał nieopisane męczeństwo - śmierć, niewolę, ogromną biedę jaką przynieśli nam nasi zaborcy oraz okupanci - a mimo to nie pohańbiliśmy się. Co za to dostaliśmy? Zniszczenie naszych miast i wsi, okrutne cierpienia ludności i traumę kolejnych pokoleń, które pozbawione wolności musiały żyć w niewoli (czy to zaborców, czy nazistów czy też komunistów). Nasze położenie geopolityczne, jak wielokrotnie mawiali historycy, publicyści i politycy jest oczywiście naszym przekleństwem - to prawda, jest! Pamiętam jak kiedyś czytałem, iż taka np. Portugalia jest krajem szczęśliwym, położonym na uboczu, nikt jej nie napada nie morduje jej obywateli, nie niszczy dorobku całych pokoleń - jakże pięknie byłoby być taką właśnie Portugalią - prawda? Otóż... NIE! Jak już wcześniej wspomniałem, nasze położenie geopolityczne jest co prawda naszym dziejowym przekleństwem, ale tylko wówczas gdy jesteśmy słabsi od naszych sąsiadów. Gdy zaś zaczynamy dominować nad przynajmniej jednym z nich, natychmiast - NATYCHMIAST nasze położenie zmienia się nie do poznania i staje się prawdziwym błogosławieństwem. Właśnie tak - B-Ł-O-G-O-S-Ł-A-W-I-E-Ń-S-T-W-E-M!







My sobie zapewne nawet nie zdajemy sprawy w jak genialnym leżymy miejscu Europy. Jeśli miałbym to porównać do jakiegoś innego przykładu z historii, to rzekłbym że obecnie Polska jest taką - Italią przed wybuchem I wojny punickiej z Kartaginą. Celem ostatecznym będzie zaś Italia z czasów największej świetności Imperium Rzymskiego, bo właśnie do tego zobliguje nas nasze położenie. Oczywiście nie znaczy to, że tutaj mam na myśli jakiś podbój militarny na kształt podbojów rzymskich - nie, nie oto chodzi. Chodzi zaś o potęgę którą możemy się stać (i wszystko przemawia za tym że tak właśnie będzie), potęgę nie tylko ekonomiczną, ale polityczną i duchową Europy. Europa musi się bowiem nauczyć moralności od narodu, którego rany są tak wielkie że to jedynie cud iż wciąż jeszcze funkcjonuje, a mimo to ten kraj mówi - WYBACZAM! Wybaczam wam wszystkim! Polska - jak mawiał Marszałek Piłsudski - może być albo wielka, albo nie będzie jej wcale, wszelkie stany pośrednie, typu uzależnienie lub wchodzenie na drogę ku potędze (jak to dzieje się właśnie teraz) - są przejściowe i zawsze prowadzą do jednego z wyżej niewymienionych celów. Nie jesteśmy i nigdy nie będziemy Portugalią, jesteśmy Niemcami przyszłości, a nawet więcej Stanami Zjednoczonymi przyszłości i tak właśnie należy nas odbierać. Uczcie się już dziś języka polskiego, bo z całą pewnością będzie to jeden z głównych języków w świecie jutra. Co ciekawe, nam służy nawet klimat. O tym się głośno nie mówi, ale Polska będzie jednym z nielicznych krajów, które nie tylko nie stracą na zmianach klimatycznych (nie są one też niczym szczególnym w naszych dziejach, wielokrotnie już w historii dochodziło do podobnych zmian i teraz przyszła kolejna tego typu faza klimatyczna), a wręcz.... zyskają. Polska jest jedynym krajem w Europie który realnie zyskuje na zmianie klimatu, Niemcy natomiast są krajem który co prawda nie zyskuje ale też nie traci. Natomiast najwięcej stracą kraje śródziemnomorskie, Francja i częściowo również Wielka Brytania. I nie są to ani moje wymysły, ani pobożne życzenia, wystarczy przejrzeć projekt EPSON Climate sfinansowany przez Europejski Fundusz Rozwoju Regionalnego z 2013 r., by przekonać się że to o czym piszę jest prawdą. Oczywiście o tym się głośno nie mówi, tak jak i o tym że co prawda w wielu krajach (w tym głównie w USA) zmniejsza się populacja pszczół, natomiast akurat w Polsce populacja tych niezwykle pożytecznych owadów - rośnie i będzie rosła w przyszłości gdyż powodem tego są w dużej mierze zmiany klimatyczne.

Zmiany klimatyczne doprowadzą również w przyszłości do sytuacji, że staniemy się krajem samowystarczalnym żywnościowo (już teraz jesteśmy jednym z największych eksporterów żywności). Nawet sobie nie uświadamiany jakie zmiany następują na naszych oczach i jak bardzo Opatrzność wskazuje na Polskę, jako prawdziwą nową "Ziemię Obiecaną" - dosłownie mlekiem i miodem płynącą. Oczywiście nie znaczy to jednak iż zmiany klimatyczne nie niosą dla Polski też pewnych zagrożeń, owszem niosą (takie jak choćby fale upałów, powodzie, susze w sezonie wegetacyjnym, silne wiatry etc. etc.), tylko że trzeba jednocześnie sobie uzmysłowić że bilans strat jest zupełnie nierównomierny do bilansu zysków, jaki natura niesie nam w darze. Mówię otwarcie - przyszłość należy do Polski i nawet jeśli dziś można jeszcze zaklinać rzeczywistość, to droga po której kroczymy i nasze położenie geopolityczne - są jednoznacznie pozytywne. I tutaj powstaje pytanie - czy połączyć Polskę z Niemcami. Może to nie jest najlepszy przykład, ale Hitler stwierdził kiedyś: "Polacy są najbardziej inteligentnym narodem ze wszystkich, z którymi spotkali się Niemcy podczas tej wojny w Europie (...) Polacy (...) są jedynym narodem w Europie, który łączy w sobie wysoką inteligencję z niesłychanym sprytem. Jest to najzdolniejszy naród w Europie, ponieważ żyją cięgle w niesłychanie trudnych warunkach politycznych, wyrobili w sobie wielki rozsądek życiowy, nigdzie indziej nie spotykany." Uważam że pytanie to w przyszłości samo się rozwiąże, gdy Niemcy z pewnością będą chcieli się przyłączyć do nowej Polski w Nowej Europie (już teraz na Ukrainie słychać głosy że może lepiej przyłączyć się do Polski, bo wtedy natychmiast Ukraina znalazłaby się w Unii Europejskiej. Ja uważam że w obecnej sytuacji ani Ukraina ani Polska nie są na takie połączenie gotowe i wywołałyby one więcej komplikacji niż korzyści. Ale w przyszłości? nic nie stoi na przeszkodzie). Uważam wręcz że tak się po prostu stać musi i że będzie to jeden z filarów nowej Unii Jagiellońskiej.




Jednak obecnie pomiędzy Niemcami a Polską istnieje wiele kości niezgody, które będzie trzeba w przyszłości rozwiązać (a Niemcy ewidentnie bez Polski sobie nie poradzą, podobnie jak i my, przynajmniej na razie - nie poradzimy sobie bez Niemiec). Jednym z podstawowych jest kwestia zadośćuczynienia finansowego za II Wojnę Światową. Za wszystkie zbrodnie, mordy, krew, zniszczenia, za grabież dóbr kultury, za odbieranie polskim rodzinom, wywożenie i germanizację polskich dzieci, za cofnięcie nas o co najmniej pięćdziesiąt lat do tyłu i wreszcie za całkowite zniszczenie naszej stolicy - która (choć odbudowana) dziś utraciła już swoją duszę. Stała się miastem powstałym z popiołów i nie jest już tym samym, czym była kiedyś. To bez wątpienia sprawa do załatwienia i nie ma tu żadnych wymówek typu: "Polska dostała nasze ziemie wschodnie". Po pierwsze - jakie "nasze?" To były dawne tereny słowiańskie, germanizowane od końca XII wieku (na większą skalę w wieku XIII). A poza tym to co Niemcy utracili - czyli nasze "Ziemie Odzyskane", miały być zadośćuczynieniem ze utratę przez Polskę naszych Kresów Wschodnich z Wilnem i Lwowem na czele. Więc o czym my mówimy? Ja sam, mając korzenie niemieckie nie pragnę niczego bardziej, jak rzeczywistego zbliżenia polsko-niemieckiego, opartego jednak na prawdzie historycznej (która - co należy przyznać padła jednoznacznie z ust niemieckiego prezydenta podczas obchodów 80 rocznicy II Wojny Światowej w Warszawie) oraz na zadośćuczynieniu polskim ofiarom niemieckich zbrodni. To trzeba rozwiązać - nie można bowiem budować przyszłości bez stabilnych fundamentów, jakimi są prawda, pamięć i odpowiedzialność. Jak już wcześniej wspomniałem Polska może wybaczyć (ja w swoim imieniu wybaczam) ale zapomnieć NIGDY! Te zbrodnie, te nieprawdopodobne straty żyją w genotypie kolejnych pokoleń Polaków i choć na co dzień ich nie widać, to wystarczy usiąść i porozmawiać, by dowiedzieć się że nie było w Polsce rodziny, która nie straciłaby kogoś podczas wojny. Na razie oszacowano koszty reparacji na ponad 850 miliardów dolarów (w ramach łaski wybaczenia można by zmniejszyć tę sumę do 750 miliardów dolarów, wliczając - przynajmniej teoretycznie - Ziemie Odzyskane za część rekompensaty). Ale nie może być tak, że Niemcy mówią - nic się nie stało, albo "oddaliśmy nasze ziemie wschodnie. My też "oddaliśmy nasze ziemie wschodnie", tylko nie dlatego że przegraliśmy wojnę którą wywołaliśmy i doprowadziliśmy do śmierci  milionów ludzi, ale dlatego że zostaliśmy bandycko napadnięci najpierw przez Niemcy i Związek Sowiecki, a potem "wyzwoleni" przez Sowietów. A właśnie Niemcy są za to wszystko odpowiedzialne.






Piękne słowa prezydenta Stienmeiera, skierowane do 40 delegacji z całej Europy i Ameryki, spowodowało też pewną nerwowość powstałą w dwóch krajach. Oczywiście pierwszy z tych krajów to Rosja - której oficjalna propaganda brzmi iż to czerwonoarmiści przynieśli wolność i wyzwolenie Europie od nazistowskiej okupacji. W "Rossijskaja Gazieta" czytamy zatem: "Warszawa sprywatyzowała II wojnę światową (...) Choć Polska była nie pierwszą i nie ostatnią ofiarą reżimu nazistowskiego, a później kraj wyzwoliła Armia Czerwona, uroczystości żałobne przemieniły się w odpychające show PR-owskie, zorganizowane przez rządzącą partię Prawo i Sprawiedliwość (...) Kiedy polscy urzędnicy tchórzliwie nie zapraszają realnych wyzwolicieli swojego państwa (...) i objaśniają swój krok przestrzeganiem "współczesnych kryteriów", to mówi to nie tylko o krótkiej pamięci i o niewdzięczności historycznej władz polskich". Innymi słowy wylewają swoje łzy nad upadkiem mitu "niezwyciężonej Armii Czerwonej", która niosła na swych bagnetach wolność i pokój całej Europie. Po pierwsze - jak Rosjanie mieli przynieść nam wolność, skoro sami byli totalnie zniewoleni? To przecież nielogiczne. Po drugie Armia Czerwona napadała "wyzwalała" również i te kraje, które podczas II Wojny nie walczyły przeciwko Związkowi Sowieckiemu, jak choćby Bułgaria. Kraj ten w 1944 r. ogłosił neutralność, ale żołnierze bułgarscy nie walczyli przeciwko Rosji Sowieckiej. Mimo to ZSRS wypowiedział Bułgarii wojnę, napadł ją i "wyzwolił" 😔. I tak właśnie postępowali, byli niczym dżuma i cholera razem wzięta, niczym komiksowy Galaktus - pożeracz światów. Napadali i "wyzwalali" kolejne kraje, a potem wznosili tam swoje pomniki zwycięstwa i wmawiali ludziom że to dla dobra ich samych - że tak musi być że Armia Czerwona niezwyciężona przyniosła im wolność od faszyzmu. Nie! Nikogo nie wyzwoliliście. Zniewoliliście ponownie pół Europy i narzuciliście jej swój nieludzki, krwawy totalitaryzm. Taka jest prawda historyczna drodzy Rosjanie. Ostatnia sprawa to owa "niezwyciężoność" Armii Czerwonej. Doprawdy? Myślę że żołnierze polscy z 1920 r. mieli by na ten temat inne zdanie, szczególnie wtedy jak dali wam takiego kopa, że spieprzaliście tak szybko, że gdyby Lenin nie wyprosił pokoju, zatrzymalibyście się pewnie za Uraem. I co - gdzie ta wasza "niezwyciężoność" bracia Rosjanie?




Drugim krajem, który również przeżywa swoistą traumę po ostatnich obchodach II Wojny Światowej, jest... Izrael. W dzienniku "Haaretz" ukazał się artykuł, w którym autor Ofer Aderet pisze: "Prawicowy, nacjonalistyczny rząd Polski może świętować wielkie zwycięstwo. W długiej wojnie o "kulturę pamięci", którą za cel obrał sobie po dojściu do władzy w 2015 r., wczoraj (czyli 1 września 2019 r.) zdobył ostatni bastion. Po tym, jak Izrael uznał polską narrację - podkreślającą cierpienie narodu polskiego (umowa polsko-izraelska z czerwca 2018 r. prawnie zrównująca antypolonizm z antysemityzmem - czego do dziś wielu Żydów nie może przeboleć) i umniejszającą jego rolę w zadaniu cierpienia innemu narodowi - teraz także Niemcy i Stany Zjednoczone zostały przekonane o słuszności polskiego postulatu (...) Przedstawicieli narodu polskiego opisano jako bohaterów i bojowników o wolność, którzy ryzykowali życiem dla całego kontynentu europejskiego i płacili najwyższą cenę w wojnie przeciwko Niemcom: ich kraj przestał istnieć jako niezależny podmiot, ich miasta zostały zniszczone, a trzy miliony ich ludzi, chrześcijan, zapłaciły życiem (...) Ale Żydzi - grupa która w drugiej wojnie światowej zapłaciła najwyższą cenę - byli niemal całkowicie nieobecni w przemówieniach, zgromadzeniach, uroczystościach i marszach (...) Możliwe, że organizatorzy uroczystości i mówcy czuli, że kalendarz jest już pełen dni pamięci o żydowskim Holokauście i teraz nadszedł czas, aby zwrócić uwagę na cierpienia członków polskiego narodu - na którego okupowanej ziemi miał miejsce Holokaust (...) Być może stało się tak dlatego, że organizatorzy uroczystości i prelegenci nie chcieli otworzyć puszki Pandory, ponieważ wszelkie wzmianki o żydowskich cierpieniach podczas Holokaustu wymagałyby rozwiązania delikatnej i złożonej kwestii roli, jaką odgrywali obywatele polscy w zbrodniach nazistów". Czyli tradycyjna, stara śpiewka o mordowaniu Żydów przez Polaków, bez wskazania jakiegokolwiek choćby przykładu takiej zbrodni. 

Izrael i diaspora żydowska w USA i innych krajach nie może się po prostu pogodzić z faktem że cierpienie ludności wyznania mojżeszowego podczas II Wojny Światowej (którzy w ogromnej większości byli narodowości polskiej), nie było wcale takie wyjątkowe i nieprawdopodobne jak się to próbuje nam tłumaczyć. Wiele narodów cierpiało podczas tej wojny, a już szczególnie w Europie Środkowej i Wschodniej, gdzie doszło do prawdziwego Holokaustu Słowian na ogromną skalę (gdyby Niemcy wygrali II Wojnę Światową, narody Polski, Rosji, Ukrainy czy Białorusi zostałyby albo w większości eksterminowane, albo po prostu zamienione w niewolników, pasących świnie gdzieś za Uralem dla niemieckich "nadludzi". Taki był cel polityki niemieckiej - eksterminacja "podludzi" czyli właśnie Słowian, Żydów, Cyganów i innych. Nie udało się tylko dlatego, że III Rzesza istniała zaledwie 12 lat. Ale nie doszłoby nawet do tych zbrodni, jakie zostały popełnione podczas tej wojny, gdyby obalono Hitlera już w 1933 r. jak chciał Marszałek Piłsudski, ewentualnie w 1936 gdy Hitler remilitaryzował Nadrenię, lub w 1938 gdy zażądał on części ziem Czechosłowacji, lub wreszcie w 1939 r. gdy rzucił 90 % swych sił zbrojnych przeciwko Polsce, na granicy zachodniej utrzymując słabe wojsko (złożone głównie z weteranów) i nie posiadające broni pancernej. Jedno uderzenie francusko-brytyjskie przełamałoby te siły, ocaliło Polskę (Stalin by się wówczas nie ruszył z atakiem, on przecież właśnie dlatego dokonał inwazji 17 września, bo wiedział że Alianci nie przyjdą Polsce z pomocą, co zostało oficjalnie postanowione już 12 września). Francuzi i Anglicy wybrali jednak przeczekanie, poświęcili Polskę licząc że uda im się przygotować do wojny. Efekt - klęska Francji i prawie udany podbój Wielkiej Brytanii przez Hitlera (gdyby nie poświęcenie polskich pilotów w Bitwie o Anglię, wyspa ta padłaby łupem Niemców a król i królowa angielska wspólnie by hajlowali Hitlerowi, licząc że ten zostawi w spokoju monarchię).






Zresztą II Wojna Światowa okazała się przegrana dla wszystkich stron które teoretycznie wyszły z niej zwycięsko. Polska - która od pierwszego do ostatniego dnia wojny walczyła z hitlerowskimi Niemcami i ostatecznie znalazła się w gronie państw zwycięskich, realnie tę wojnę przegrała. Została bowiem "wyzwolona" przez Armię Czerwoną i na prawie pół wieku utraciła suwerenność i trafiła w sowiecką strefę wpływu, stając się swoistą kolonią Związku Sowieckiego. Francja i Wielka Brytania też teoretycznie tę wojnę przegrały - utraciły bowiem swoje ogromne kolonie, dzięki którym wspólnie panowali nad 1/3 terenów całej Ziemi. Dziś potomkowie tamtych Francuzów i Brytyjczyków konsumują już ostatnie frukty polityki kolonialnej (tylko dlatego gospodarki tych krajów jeszcze dość dobrze prosperują), za to mają u siebie niezliczone hordy potomków mieszkańców swoich dawnych kolonii. Jedynym zwycięzcą tej wojny były Stany Zjednoczone - które urosły wówczas do roli światowego supermocarstwa i Związek Sowiecki - tworząc świat dwubiegunowy. Związek Sowiecki rozpadł się w latach 1989-1991, a dzisiejsza Rosja nie jest już nawet jego cieniem. Natomiast siła i potęga USA również słabnie z roku na rok, z dekady na dekadę, rośnie zaś międzynarodowa pozycja Chin. Świat ulega ponownemu przebiedowaniu - jedne państwa znikają, inne rosną w siłę - jak śpiewał Lech Makowiecki. Takim państwem, który zniknie z powierzchni ziemi w przeciągu kilku kolejnych dekad będzie właśnie... Izrael (który już teraz jest bankrutem a funkcjonuje tylko dzięki datkom diaspory żydowskiej). Nic więc dziwnego że trwają zakusy międzynarodowej bandyterki syjonistycznej, szermującej hasłami Holokaustu, aby nie tyle ograbić Polskę (niesławna ustawa 447 o zwrocie mienia BEZDZIEDZICZNEGO), ale by na polskiej ziemi stworzyć... nowy Izrael, swoistą "Ziemię Obiecaną" - kraj Polin (zamieniając Polaków w to, w co chciał ich zmienić Hitler - niewolników, zaś najbardziej oporne grupy fizycznie eksterminując tak, jak to się dziś dzieje z Palestyńczykami). Po to tylko potrzebna jest wyjątkowość Holokaustu - jako nowej, świeckiej religii, umożliwiającej przetrwanie narodu żydowskiego. Tutaj walka nie toczy się o żadne pryncypia, ani nawet o żadne pieniądze - tutaj walka toczy się o fizyczne przetrwanie jednego bądź drugiego narodu.




Holokaustianizm jest więc niezwykle ważną i pożądaną w tym celu religią, ale Żydzi (mimo wszystko) nie biorą pod uwagę faktu że sytuacja się zmienia diametralnie i naród, który podczas II Wojny Światowej wycierpiał z rąk zarówno Niemców, Rosjan, Ukraińców czy nawet Żydów - już nie odda swej niepodległości i wolności. Nie schyłek bowiem przeżywamy (tak jak choćby Izrael) ale młodość. Mamy państwo które rośnie w siłę - czujemy w sobie radość tworzenia i błogosławieństwo Boże - dlatego nie pozwolimy żadnej międzynarodowej bandyterce ponownie nas ograbić. Co zaś się tyczy Niemiec a nawet Rosji, to jestem wręcz przekonany że za kilkadziesiąt lat (może wcześniej) same poproszą o wejście w skład odrodzonej Unii Jagiellońskiej, nowego Imperium Polonorum - imperium które odnowi Europę i zaprowadzi tutaj pokój na kolejne dekady a może nawet na kolejne stulecia. To tyle - nieco się dziś rozpisałem.