Łączna liczba wyświetleń

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą CELTOWIE. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą CELTOWIE. Pokaż wszystkie posty

środa, 20 marca 2024

INWAZJA - Cz. II

 Z KRONIK DAWNEJ BRYTANII





TERRA ALBA






 Pewnego majowego dnia 796 roku Od Założenia Miasta, na brzegu Fretum Gallicum, nieopodal Gesoriacum w kraju Morynów w prowincji Belgii, zebrała się wielka liczba wojsk. Cztery legiony które miały wziąć udział w owej wyprawie w nieznane, stały obok siebie ustawione kohortami, ze znakami legionowymi tak, jak miałoby to miejsce podczas parady. Wzrok wszystkich padał teraz na postać kapłana, który miał zadecydować o tym, czy bogowie wesprą wyprawę, czy też nie. Wszystko było już jednak przygotowane do inwazji na tę Białą Ziemię - jak ją niegdyś nazwał Horacy, dlatego też nie można było polegać na tym, czy kury chciałyby jeść ziarno czy też nie - zbyt wiele bowiem od tego zależało. Zatem już od kilku dni nikt nie dawał im nic do jedzenia, tak więc gdy tylko wysypano zboże i wypuszczono kury, te zaczęły dziobać i wręcz wydzierały je sobie z dziobów. Augur musiał więc stwierdzić że oto bogowie wyprawie sprzyjają.

Wojsko co prawda nie było jej chętne, natomiast po mowie, jaką do żołnierzy wygłosił wyzwoleniec cesarza Klaudiusza - Narcyz, żołnierze byli jeszcze bardziej niespokojni i niezadowoleni tym, że o to jakiś były niewolnik mówi im o świętych zobowiązaniach wobec imperatora. Nic zatem dziwnego że z tysięcy żołnierskich gardeł podniosły się okrzyki "Io Saturnalia" (mniej więcej "Witaj" lub "Hurra święto niewolnicze". W czasie bowiem saturnaliów niewolnicy byli traktowani jak ludzie wolni i jak członkowie rodziny). Jednak biorąc pod uwagę autorytet Aulusa Plaucjusza dodali jednocześnie, że pod jego dowództwem pójdą nawet na koniec świata, nawet do kraju gdzie królują dzikie bestie, jeśli będzie trzeba.


***



- Panie! - głos żołnierza wyrwał Plaucjusza z 
obserwacji wzburzonego morza i rozmyślań na temat tego, co też napotkają po drugiej stronie Ziemi widocznej już z pokładu okrętów, wiozących flotę inwazyjną na drugą stronę Kanału Galijskiego - Prąd morski jest zbyt silny, znosi nas ponownie ku Gesoriacum!

- Wiosłować mocniej, musimy to przetrwać, brzeg już niedaleko, Neptun nam sprzyja! - stwierdził Aulus Plaucjusz.

- Na okręcie wiozącym część IX Legionu złamał się maszt, nie wydaje mi się aby zdołali dotrzeć do brzegu, chyba będą musieli zawrócić - dodał żołnierz.

- IX Hispana nie poddaje się tak łatwo, dajcie im sygnał aby płynęli dalej. Jesteśmy już niedaleko, zaraz dotrzemy do brzegu! - stwierdził Plaucjusz, po czym wyciągnąwszy zwitek relacje samego Cezara z "Wojny Galijskiej", który 100 lat wcześniej również zmagał się z podobnymi trudnościami w przeprawie ku Brytanii, zaczął czytać na głos ku pokrzepieniu żołnierskich serc: - "Nasze statki ze względu na znaczne zanurzenie nie mogły stanąć inaczej, jak tylko na głębokiej wodzie. Okoliczność ta sprawiła, że żołnierze, obciążeni wyposażeniem, w nieznanym terenie zmuszeni byli równocześnie przeskakiwać przez burty, utrzymywać równowagę i mimo zajętych rąk walczyć z nieprzyjacielem. Tymczasem barbarzyńcy, mając pełną swobodę ruchów i doskonałe rozeznanie terenu, bądź z brzegu, bądź wchodząc do wody razili naszych pociskami i napierali na nich oswojonymi z falami końmi. Gdy przerażeni żołnierze, nie zaprawieni do podobnych warunków, wzdragali się wejść do wody, chorąży X Legionu, wezwawszy bogów na pomoc, zeskoczył z okrętu i począł nieść orła w kierunku nieprzyjaciela. Wówczas podążyli zanim również pozostali".

-"Desilite, desilite milites" - krzyczał Plaucjusz - Dalej, wspólnie towarzysze! Damy radę, Neptun jest z nami. Spójrzcie tam, wysoko w niebo! Oto znak od bogów, od samego Jowisza Gromowładnego. Dotrzemy do brzegu, choćby przeciwko nam wystąpiły wszelkie morskie potwory.

Oczom żołnierzy na niebie ukazała się spadająca gwiazda, a może to było coś innego, może to rzeczywiście był znak od bogów? W każdym razie ta świetlista kropla na niebie, zmierzała ku zachodowi wskazując nam jednocześnie kierunek i napełniając serca nasze odwagą.


***



- Wodzu, musimy się wycofać, nie mamy z nimi szans. Musimy się zjednoczyć z Trynobantami i Katuwelaunami - takie głosy podniosły się na zgromadzeniu Kantów w oppidium - Dwr, leżącym tuż nad brzegiem Kanału Galijskiego.

- Płynie na nas cała rzymska flota królu Epillusie, musimy czym prędzej cofnąć się ku ziemiom Trynobantów, ku Llyn Dinowi. Wraz z nimi i Katuwelaunami Karatakusa mamy jeszcze szansę. Niegdyś też próbowaliśmy zatrzymać Rzymian tuż nad brzegiem morza i uniemożliwić im postawienie stopy na naszej ziemi, bezskutecznie. Strzelali do nas ze swych okrętów, z ogromnych katapult miotających strzały, które pokonywały odległość uważaną przez nas za całkowicie bezpieczną. Te machine zmusiły nas do cofnięcia się w stronę lasu, a następnie do porzucenia myśli o obronie naszej ziemi. Taki jest i teraz, tylko musimy czym prędzej podjąć ewakuację i przenieść się ku zachodowi, tak aby połączyć się z pozostałymi Brytami.

- Obrona wybrzeża jest niemożliwa, ich jest zbyt wielu, ale jeśli pójdziemy w lasy, przeczekamy ten najazd i ocalimy nasze kobiety i dzieci. W końcu Rzymianie wrócą do siebie, tak jak zrobili to sto lat temu.

- Nie jestem tego wcale pewien. Według bowiem informacji obserwatorów latarni morskiej stojącej na klifie, rzymskich okrętów jest co najmniej dwa razy tyle ile było wówczas, gdy przodkowie nasi zmusili Rzymian do odwrotu. Sądzę też że przybyli ponownie aby dokończyć tamto dzieło, oraz aby nas zniszczyć i odebrać nam naszą ziemię


_______________________________




Inwazja na Brytanię, podjęta przez Rzymian w maju 43 r. rzeczywiście miała początkowo wiele problemów. Żołnierze nie chcieli tej wyprawy, ponieważ nie znano Wyspy, a nawet nie sądzono że w ogóle to jest Wyspa i spodziewano się że to może być jakiś inny kontynent, o którym jednak nic nie wiedziano. Co prawda plemiona celtyckie w Galii i w południowej Brytanii były ze sobą spokrewnione, a zarówno w czasach sprzed podboju Galii przez Cezara jak i później rozwijał się pomiędzy dzisiejszym Kanałem La Manche (wówczas przez Rzymian zwanym Kanałem Galijskim - Fretum Gallicum) normalny handel, to jednak nie był on aż tak intensywny jakby mogło się to wydawać (problemem były liczne zmienne prądy na Kanale, które znacznie utrudniały żeglugę). Mimo to w rejonie gdzie Cezar w roku 55 i 54 p.n.e. wysadził swój desant, czyli w kraju Kantów nieopodal dzisiejszego Dover, i gdzie lądował również (choć nieco dalej na północ) Aulus Plaucjusz, stała wymieniona przeze mnie wyżej latarnia morska. Jej pozostałości świadczą o tym, że wykonana została z materiałów przywiezionych z Galii, czyli handel mimo wszystko wówczas kwit pomiędzy wybrzeżami kanału La Manche. Ale handel handlem, a wyprawa pełna niebezpieczeństw to coś zupełnie innego. Żołnierze (choć duża ich część to byli Galowie służący w rzymskiej armii nad Renem, a raczej Galo-Rzymianie, gdyż w większości czuli się oni już Rzymianami lokalnego pochodzenia) tak naprawdę nie znali Brytanii i mogli obawiać się że - jak głosiły legendy - kraj ten jest pełen najróżniejszych dziwactw i potworów. Mowa jaką wygłosił Narcyz do żołnierzy również miała miejsce, chodź nie przypadła ona im do gustu i tylko dzięki autorytetowi Aulusa Plaucjusza żołnierze nie odmówili dalszej wyprawy (a bunty w rzymskiej armii mimo surowej dyscypliny, zdarzały się dosyć często).

Co się tyczy plemienia Kantów, to warto wrócić do Cezara i przypomnieć sobie jego słowa z "Wojny galijskiej": "Ze wszystkich ludów Brytanii najbardziej cywilizowane są plemiona zamieszkujące nadmorski region Kancjum. Ich sposób życia niewiele się w istocie różni od galijskiego. Mieszkańcy środka wyspy nie sieją natomiast wcale zboża, lecz żywią się mlekiem i mięsem, odziewają zaś w skóry. Wszyscy Brytowie malują się na niebiesko barwnikiem z janowca, co przydaje im groźnego wyglądu w walce. Są długowłosi i golą całe ciało, prócz głowy i górnej wargi. Mają dziesięć do dwunastu wspólnych żon, którymi dzielą się zwykle bracia z braćmi i ojcowie z synami. Jeśli rodzą się z nich dzieci, to przypisuje się je temu, który pierwszy pojął za żonę dziewicę". Trudno stwierdzić czy w tym ostatnim zdaniu Cezar rzeczywiście miał rację, czy też poniosła go nieco wyobraźnia, ale poza tym opis plemienia Kantów (jak i innych Brytów) jest dość dokładny. Rzymianie poza tym na swych okrętach wojennych które dobijały do brzegów Brytanii, trzymali wieże przypominające oblężnicze, na których umieszczano ogromne kusze miotające wielkie strzały, które wystrzeliwane z okrętów dosięgały Brytów stojących na brzegu dziesiątkowały ich oddziały. Technicznie więc Rzymianie górowali nad owymi barbarzyńcami - jakich nazwano, ale za to Bytowie potrafili również siać przerażenie i to nie tylko swymi pomalowanymi na niebiesko twarzami, ale również dzikimi odgłosami jakie wydawali w czasie walki, oraz jazdą wokół rzymskich oddziałów na swych wozach bojowych nieco przypominających rydwany. Potrafili np ciskając swoje oszczepy w żołnierzy rzymskich, wjechać tymi rydwanami w ustawione w szyku kohorty, a następnie zaskakiwać z wozów i bić się pieszo toporami lub mieczami które mieli pod ręką. Jednak zarówno cesarz Klaudiusz był zbyt zdeterminowany aby dokończyć podbój ziem południowej i środkowej Brytanii, jak również Aulus Plaucjusz był zbyt doświadczonym wodzem, by nie znaleźć sposobu na tego typu taktykę Brytów. A, i jeszcze jedno - główny gród Brytów plemienia Trynobantów zwał się Llyn Din (z taką bowiem nazwą się spotkałem), na którego gruzach potem Rzymianie założą miasto Londinium, a dziś jest to oczywiście stolica Wielkiej Brytanii - Londyn.





PS: poprzednio stwierdziłem że zamierzam ten temat doprowadzić do IX wieku, otóż wydaje mi się że uda mi się go doprowadzić do roku 1066 i podboju Brytanii przez normańskiego władcę Wilhelma Zdobywcę. Będzie to bowiem piękne podsumowanie serii od rzymskiej inwazji do inwazji Normanów.


CDN.

czwartek, 14 marca 2024

INWAZJA - Cz. I

Z KRONIK DAWNEJ BRYTANII





VARIA


Silny wiatr nie ustawał już od kilku tygodni, a morze wciąż było niespokojne. Zresztą trudno się temu dziwić o tej porze roku i tylko głupiec mógłby sądzić że zamiar, jaki przedsięwziął człowiek, który niedawno objął najwyższą władzę w państwie, nie jest pomysłem szaleńca. Oczywiście nikt nie ośmieliłby się tego powiedzieć wprost, chociaż głosy niezadowolenia zaczęły pojawiać się tu i ówdzie i stawały się jakby coraz donioślejsze. Jak powiem traktować poważnie fakt, że człowiek który nie panuje nad samym sobą, a jedynie poprzez niesamowity zbieg przypadków stał się władcą ogromnego Imperium, zaprowadził swe wojska na kraniec świata, z zamiarem przedostania się na wyspę, o której nic nie wiadomo i która budzi jedynie lęk w najodważniejszych nawet mężach. Nie, to nie może być prawda! Nie może być prawdą bowiem fakt, że ów jakże ułomny fizycznie człowiek, postanowił nagle przeprawić wojsko na drugi brzeg, przez kanał wzburzonego morza, na ląd, skąd jak głoszą legendy - nie ma powrotu i który stanowi najdalej wysunięty kraniec ludzkiego świata. O bogowie, cóż tam bowiem może się kryć po drugiej stronie i jakie potworne bestie skrywa ta kraina, znajdujące się teraz po drugiej stronie naszych oczu? Cóż też za abominację spłodziła ta otchłań, która przed nami złowieszczo wyciąga swe fale. Te słowa pełne niepewności o przyszły nasz los, kreślę ja, Gajusz Perperna, legat XX Legionu Valeria Victrix, skierowanego tutaj, na owe piaszczyste wybrzeże w pobliżu Gesoriacum z nad Renu. Rozmyślania te brutalnie przerwane zostały przez tentent konińskich kopyt. Gdy koń tylko się zatrzymał, siedzący na nim żołnierz zaskoczył z niego, po czym wyraźnie nakierowany na moją osobę, ruszył w moim kierunku i gdy już stanął przede mną, wyciągnął rękę w geście pozdrowienia, zasalutował i rzekł: 

- Witaj legacie, jestem posłańcem z XIV Legionu Gemina Martia. Przybywam tutaj na specjalny rozkaz imperatora, aby uzyskać wiedzę na temat panujących wśród żołnierzy nastrojów.

Czyli jednak, nie tylko u nas niechęć do przeprawy ku tej dziwnej krainie, leżącej po drugiej stronie wzburzonego morza, jest równie silna.

- Aulus Plaucjusz wódz naczelny, obawia się bowiem dezercji lub nawet buntu - kontynuował dalej przybyły żołnierz - dlatego też wysłał mnie z misją, aby rozeznał się w sytuacji i wypadał nastroje jak wygląda rzecz w poszczególnych oddziałach.

- U nas jest spokój! - stwierdziłem zdecydowanie, gdyż przybycie tego żołnierza wydało mi się w jakiś sposób podejrzane - Co prawda pewne głosy niepokoju się pojawiły, ale nie sądzę aby mogły one mieć wpłynąć na przebieg całej kampanii.

- Z całym szacunkiem legacie, ale ja muszę wiedzieć dokładnie jakie są nastroje wśród żołnierzy, nie mogę bowiem bazować na przypuszczeniach ani na osądach.

- Skoro chcesz dokładnego raportu, to powiem ci tylko że żołnierze rzeczywiście są dosyć niespokojni. Nie tylko zresztą oni, również centurioni wyrażają obawy przed tą wyprawą, ale XX Legion jeszcze nigdy nie ustąpił pola i nie stanie się tak również teraz, choćbyśmy mieli walczyć z falami morskimi i z potworami, jakie, jak twierdzą niektórzy, znajdują się po tamtej stronie - uśmiechnąłem się do niego aby nie uznał, że i ja wierzę w te plotki. W każdym razie skoro Plaucjusz wysłał tutaj tego zwiadowcę, to znaczy że w innych legionach dzieje się podobnie i wszędzie pojawiają się głosy że wyprawa ta zapewne jest szaleństwem.


***

Cezarze, wszystko w porządku, dobrze się czujesz? 

Słowa Plaucjusza wyrwały mnie z rozmyślań.

- O tak wszystko dobrze. Wybacz Aulusie, zamyśliłem się. Wpatrując się w morskie fale przypomniało mi się pewne wydarzenie sprzed trzech lat. A wiesz że byłem tu wtedy, gdy mój bratanek też planował taką wyprawę. Omal wtedy nie straciłem życia.

- Nic z tego jednak wówczas nie wyszło, Panie - stwierdził Plaucjusz.

- Ale przynajmniej pozbieraliśmy tedy muszelki z plaży - cesarz Klaudii uśmiechnął się wypowiadając te słowa, lecz w jego wypadku i przy jego nerwowych tikach twarzy oraz niezgrabnie ukrywanym ślinotoku, wyglądało to raczej żałośnie.

- Muszę ci jednak powiedzieć Panie, że wojsko liczy na to, że i teraz skończy się na muszelkach.

- Nie Aulusie, tym razem pójdziemy tam, dokąd sto lat temu dotarł ze swymi legionami mój wielki przodek Juliusz Cezar. Wiesz, moja matka niezbyt mnie kochała, ale jako dziecko udawało mi się co jakiś czas ukryć tam, gdzie August snuł plany takiej wyprawy i pamiętam że marzyłem, iż to ja będę owym zdobywcą, chociaż moi bracia i kuzyni bardziej się do tego nadawali. A jednak teraz tu stoję, jestem cezarem! Kto by pomyślał? Ja, którego tak wstydziła się matka i którym pogardzała cała rodzina... no, może najmniej jeszcze stryjeczny dziadek August, ale i on nie chciał się ze mną pokazywać publicznie. Traktowali mnie jak zło konieczne, jak wybryk natury. A teraz ten Klaudiusz poprowadzi legiony na ziemię, której nie zdołał opanować nawet Cezar, i wiesz co Aulusie? Ja ją zdobędę!

- Niech ci bogowie sprzyjają Panie, wszyscy bogowie, bo będzie nam ta pomoc potrzebna, łącznie z Jowiszem, panem niebios i Apollem, władcą piękna, i oczywiście Plutonem królem podziemnego świata zmarłych. Chodź gdyby tu z nami była również moja małżonka Pomponia Grecyna,  zapewne dodałaby do tej puli również i swego bożka, niejakiego Chrestosa. Ponoć ukrzyżowanego jeszcze za twego stryja Tyberiusza w odległej Palestynie.

- Twoja żona Aulusie wyznaje judaizm? - spytał z zaciekawieniem Klaudiusz.

- Chyba tak, chociaż nie jestem pewien. To jest chyba jakaś sekta żydowska, ale z tego co wiem, to dochodzi do konfliktów między nimi a resztą Żydów, którzy w rzymskich synagogach nie pozwalają im odprawiać modułów.

- Ci Żydzi, wierzą w jednego Boga. Jak sądzisz Aulusie, to my czy oni jesteśmy w błędzie? Za młodu studiowałem rękopisy dawnych autorów na temat Etrusków. Oni co prawda też mieli dosyć dziwną wiarę, ale chyba nie aż tak pogmatwaną jak Żydzi. Jeden Bóg! Czy nie uważasz że to za mało na te wszystkie ludzkie codzienne sprawy, na nasze prywatne modlitwy i prośby, czy jeden Bóg dałby sobie z tym wszystkim radę? Wiesz, czasem się zastanawiam jak to się stało, że bogowie skazali mnie na życie w tym ciele. No życie które od moich najdawniejszych lat dziecinnych nie należało do przyjemnych. W każdym razie gdy tylko szczęśliwie wrócimy z tej wyprawy, należałoby bliżej przyjrzeć się religii żydowskiej i samym Żydom. Mówisz że dochodzi między nimi do konfliktów? ciekawe.

- Oczywiście nie znam szczegółów, ale podobno nie tylko chodzi tam o konflikt odprawiania modułów w synagogach, ale również w kwestii pochówków. Żydzi zabraniają bowiem wyznawcą Chrestosa spocząć na ich własnych cmentarzach w Rzymie.

- I uważasz że to oznaka ich wyższości wobec nas?

- Nie, ja tego nie powiedziałem cezarze!

- To że wierzą w jednego Boga, to może być równocześnie ich ułomność, tak jak ułomnym jest moje ciało. Przecież prawo pochówków z czasów królewskich zakazuje jakichkolwiek prześladowań, i to, czy ktoś wierzy w tego czy innego boga nie ma tutaj najmniejszego znaczenia, ale kapłani opiekujący się grobami nic mi na ten temat nie wspominali. Doprawdy, trzeba bliżej się przyjrzeć owym Żydom i jeśli okaże się że nie godni są naszej gościny, to należy ich wygnać z Rzymu, niech wracają tam skąd przyszli.


***




- Trzeba ich uspokoić i ty właśnie tego dokonasz! - głos cezara był autorytatywny i nie budził wątpliwości jak rzadko kiedy.

- Ależ Panie, cóż ja mogę im powiedzieć, jestem tylko zwykłym wyzwoleńcem.

- Jesteś moim wyzwoleńcem Narcyzie, i mam do ciebie pełne zaufanie jak do niewielu osób na tym świecie. Pojedziesz do żołnierzy, przemówisz do nich i ich uspokoisz! Ty to potrafisz, ja to wiem. Chcę bowiem żeby przestali się obawiać, żeby przestali myśleć że po drugiej stronie Kanału, który przyjdzie nam pokonać, czekają na nich jakieś nieznane i okrutne bestie.

- Ależ cezarze, czy z żołnierzami nie lepiej poradziłby sobie jakiś żołnierz? Jaki ja mogę mieć na nich wpływ?

- Narcyzie, jesteś ze mną już od kilku ładnych lat i nigdy nie zawiodłem się na twojej wiedzy oraz pomysłowości. Wierzę że tak będzie i teraz. Czy więc zatem starasz mi się powiedzieć że mogę się jednak zawieźć na tobie?

- Nie w tym rzecz o cezarze, po prostu nie widzę siebie w roli autorytetu, który mógłby oddziaływać na żołnierzy w taki sposób, w jaki uczyniłby to ich dowódca, albo choćby sam Plaucjusz.

- Owszem ,nie jesteś może autorytetem w sprawach wojny i wojskowości, ale nie ma to żadnego znaczenia, wierz mi. Kiedyś, gdy byłem jeszcze chłopcem, mój stryjeczny dziadek August starał się przekonać młodych mężczyzn do zawierania związków małżeńskich. W tamtym bowiem czasie modne było życie na kocią łapę i wielu uważało, że taki stan jest znacznie lepszy zarówno dla mężczyzny jak i dla kobiety,  choć doprawdy nie rozumiem w jaki sposób miałoby to pomóc niewiastom. Mniejsza o to jednak, tak bowiem wówczas rozumowano i wiesz co, dziadek August nie mając już argumentów mogących przekonać owych mężczyzn do zawierania małżeństw, wypatrzył gdzieś ukrytego pośród ogrodu pewnego chłopca, który miał problem z utrzymaniem swobodnego chodu i z poprawnym wysławianiem się. Jak możesz się domyślić chodziło o mnie. Podszedł do mnie, złapał mnie za rękę i pociągnął przed siebie ku owym mężczyznom, którzy stali jeden przy drugim niczym szpaler żołnierzy. I wiesz co im rzekł? Rzekł im, ze związków małżeńskich rodzą się takie dzieci. Wyobrażasz sobie jaką wzbudziło to wśród nich radość, gdy tylko spojrzeli na mnie? A mimo to August postanowił podać mnie jako przykład, choć byłem tak naprawdę anty przykładem tego, o co mu chodziło. Ostatecznie mężczyźni ci zrozumieli, a przynajmniej takie sprawiali wrażenie, że dziecko zrodzone w związku małżeńskim ma pełne prawa do dziedziczenia i że lepiej jest pozostawić po sobie potomka zrodzonego z legalnie poślubioną małżonką, niż z kobietą o nieznanym i niepewnym statusie. 




- Widzisz zatem Narcyzie, moja żona Messalina jest przykładem piękna, ja zaś jestem przeciwieństwem tego, niczym bogini Wenus i Wulkan. Mimo to kochamy się i jesteśmy sobie wierni. Ja jestem tutaj w Galii, ona zaś w Rzymie, a mamy do siebie zaufanie, przynajmniej ja mam do niej takowe. I do ciebie mam także zaufanie Narcyzie, gdyż wiem, że twoje retoryczne umiejętności są w stanie przekonać choćby Scyllę i Charybdę aby przypuściły przez cieśninę każdy nasz okręt.

- Skoro tak twierdzisz, o cezarze i takie pokładasz we mnie zaufanie, pojadę niezwłocznie aby wypełnić twój rozkaz.

- Śpiesz się zatem Narcyzie, za tydzień o tej porze chcę już być po drugiej stronie Kanału, tam, w Brytanii, która teraz stanie się częścią rzymskiego świata! Naszego świata Narcyzie.

***


RELACJA RODZINNA KLAUDIUSZA DO OKTAWIANA AUGUSTA BYŁA DOKŁADNIE TAKA SAMA, JAK OKTAWIANA AUGUSTA DO CEZARA, CZYLI BYLI ONI STRYJECZNYMI DZIADKAMI







W serii którą właśnie rozpoczynam, o nazwie "Inwazja", chciałbym opowiedzieć dzieje rzymskiego podboju Brytanii, rozpoczętego latem 43 r. i poprowadzić tę opowieść aż do czasów pierwszych królestw anglosaskich i pierwszych najazdów Wikingów, czyli gdzieś tak do VIII, może IX wieku. Zapraszam zatem do lektury nowej serii tematycznej.





CDN.

wtorek, 11 maja 2021

HISTORIA ŻYCIA WSZECHŚWIATA - WSZELKIEJ CYWILIZACJI - Cz. CXLVII

TWÓRCY EUROPEJSKICH CYWILIZACJI

SŁOWIANIE I CELTOWIE






PIERWSZE "EUROPEJSKIE" 

CYWILIZACJE:

SŁOWIANIE

(SŁOWIANIE W GRECJI)

(ok. 1800 r. p.n.e. - ok. 1180 r. p.n.e.)

Cz. V







DRUGA WOJNA TROJAŃSKA
(ok. 1194 - 1184 r. p.n.e.)
Cz. III



"Obce ludy na swych wyspach uczyniły spisek i żaden kraj nie oparł się ich broni. Hatti, Kizzuwatna (w oryginale Koda - była to egipska nazwa późniejszej Cylicji), Karkemisz, Arzawa, Alaszija jednocześnie zniknęły"


Fragment inskrypcji faraona Ramzesa III ze świątyni Medinet Habu w Tebach



 Czy Wojna Trojańska wybuchła naprawdę? Kim właściwie byli mieszkańcy Troi i czy to właśnie Achajowie rzeczywiście zdobyli Ilion? Żeby odpowiedzieć na te pytania, należy na samym początku uświadomić sobie jedną, niezwykle istotną rzecz, a mianowicie to, że Homer wybornie sobie z nas wszystkich zakpił (mam tutaj na myśli te wszystkie pokolenia czytające Iliadę). Tak, Homer był w rzeczywistości zwykłym propagandystą, zapewne bardzo utalentowanym i potrafiącym dobrze dobrać słowa (pomijając fakt że był niewidomy), ale jednak propagandystą, a nie historykiem czy poetą (już Stalin mawiał: "Musimy znaleźć zajęcie dla każdego utalentowanego szubrawcy"). Nie może to dziwić, jako że przetrwały o nim informacje iż miał być niewidomy, a to oznacza, że musiał mieć jakichś pomocników, którzy spisaliby te jego bajdurzenia. Zapewne więc za swoją pracę pobierał również wynagrodzenie od jakiegoś możnego władcy, któremu taki przekaz, jaki Homer zaprezentował, był bardzo na rękę. Oczywiście są to jedynie moje przypuszczenia, ale pojawiły się one właśnie w wyniku stwierdzenia, że nic w przekazie Homera nie zgadza się z tym, co można wyczytać ze źródeł pozostawionych przez Greków, Traków, Persów, Etrusków czy Rzymian (nie mówiąc już, że nie zgadza się to również z informacjami pochodzącymi z channelingów - chyba że uznamy że to właśnie one mówią nieprawdę). Jedynym zgodnym faktem jest to, że Wojna Trojańska rzeczywiście miała miejsce, poza tym nie zgadza się już nic, łącznie z... walczącymi stronami tego konfliktu. Ale być może oto właśnie chodziło (dziś np. lekarze siedzący w kieszeniach koncernów farmaceutycznych, każą nam się szczepić na potęgę, bo jak nie to wirus nas zje, a w tamtych czasach - nie mając współczesnych środków przekazu - starano się wpływać na ludzi na inny, odpowiedni wówczas sposób). Był bowiem potrzebny epos, który ukazałby walkę wszystkich Hellenów ze wspólnym wrogiem, i to oczywiście walkę zwycięską, podbudowaną interwencją bogów, którzy swą obecnością wsparli właściwą stronę. Co prawda Iliada jest przepięknym dziełem literackim, ale nic ponad to. Jednak aby pójść dalej i opisać cały ten konflikt (w wielkim skrócie, jako że informacje z channelingów na ten temat są również bardzo skąpe), musimy wyjaśnić sobie jedną, ale za to kluczową rzecz - kto z kim walczył w tej wojnie?

Czy rzeczywiście Achajowie popłynęli na podbój Troi w 1000 okrętów i 50 000 wojowników - jak podaje Homer? Aby nie przedłużać, powiem tylko że: NIE! To nie Achajowie wypłynęli na wojnę do Troady, w celu zdobycia tego miasta-państwa, a stało się tak, ponieważ... po prostu nie musieli tego czynić. Jak już w poprzedniej części wspomniałem, ziemiami na których leżał niegdyś gród Trojan, władał hetycki renegat - Tawagalawa, wysłany tam jeszcze (zapewne w latach 50-tych XIII wieku p.n.e.) przez króla Hetytów - Hattusilisa III. Przeszedł on jednak na stronę władcy Ahhijawy (czyli kraju Achajów - jak zwano Helladę - w Anatolii, Syrii i w Egipcie), następnie poślubił córkę swego dobroczyńcy i osiadł w kraju zwanym Wilusa (Troada), gdzie z poparciem swego teścia objął władzę i zaczął gromadzić wojsko do walki z Hattusilisem III (o czym opowiada tzw.: "List Tawagalawy" odnaleziony w ruinach Hattusas). Zapewne był on też założycielem jakiejś lokalnej dynastii, a jego potomkowie utrzymywali ożywione kontakty z Ahhijawą, upatrując w niej opieki i ochrony przed Hetytami. Achajowie nie mogli więc zdobyć Troi, gdyż nie miałoby to większego sensu, skoro i tak kontrolowali teren, poprzez uległych sobie władców. Kto więc zdobył Troję i czy mogli to być Hetyci? Otóż nie, również nie mogli! W czasach gdy Troja (i inne, mniejsze grody Wilusy) płonęła (pokłady archeologiczne Troi VIIA) państwo Hetytów ponownie (jak dwieście lat wcześniej, za czasów Arnuwandy I) przeżywało poważny kryzys wewnętrzny. Już za panowania Tuadhalij IV (zdobywcy Cypru ok. 1230 r. p.n.e., którego jednak nie był w stanie utrzymać i musiał się stamtąd wycofać), wystąpiły pierwsze poważne oznaki osłabienia kraju, ale uwidoczniły się one dopiero za rządów jego synów: Arnuwandy III i Suppiluliumy II. Musiała wówczas nastąpić jakaś poważna recesja gospodarcza, która doprowadziła do wybuchu klęski głodu, gdyż, jak można przeczytać w zachowanej przysiędze "Wielkiego Pisarza z Hatti": "Lud Hatti był nieprzychylny swojemu królowi". Czyżby doszło więc do jakichś poważnych zaburzeń społecznych, a być może nawet walk klasowych biednych z bogatymi? Nie można tego wykluczyć, jako że takie sytuacje zdarzały się już wcześniej, choćby w Syro-Palestynie (np. miasto Chasor w Kanaanie, którego zniszczenie niegdyś interpretowano pochodem Izraelitów do "Ziemi Obiecanej", to jednak współczesna historiografia wyklucza zagładę miasta, przeprowadzoną przez inwazję zewnętrzną, czy choćby nawet trzęsienie ziemi, a przychyla się do twierdzenia, że wynikiem zniszczenia grodu były jakieś wewnętrzne walki o władzę, być może właśnie na tle ekonomicznym, a miały one miejsce ok. 1230 r. p.n.e. czyli na jakieś trzydzieści lat przed wydarzeniami w kraju Hetytów). Hetyci w tym czasie nie byli zdolni do przeprowadzenia inwazji na inny kraj (to o czym pisałem w poprzedniej części, czyli o kolejnym ataku Suppiluliumy II na Cypr ok. 1205 r. p.n.e. i powstania z tej okazji odpowiedniej inskrypcji wotywnej, mogło wcale nie być żadną inwazją, a jedynie wojną obronną), gdyż ich własne państwo chyliło się już wówczas ku upadkowi.




Utracili oni całkowicie w tym czasie kontrolę nad Syrią (wywalczoną w bitwie pod Kadesz z 1274 r. p.n.e. i potem utwierdzoną pokojem królewskim z Egiptem, z 1259 r. p.n.e.), czego dowodem jest fakt, że Suppiluliuma II musiał uznać dotychczasowego namiestnika z Karkemisz, za równego sobie "brata". Gdyby dysponował wystarczającą siłą militarną i miał zapewniony spokój wewnętrzny, z pewnością nigdy nie przystałby na tak upokarzający dla siebie układ. A to oznacza, że nie dysponował wówczas odpowiednią siłą i musiał żebrać o sojusz nawet z władcą miasta Karkemisz, aby przynajmniej mieć zapewnioną osłonę od Wschodu, a być może nawet pomoc w przypadku ataku Asyrii. Najazd na Wilusę i Troję nie mógł więc wyjść ze strony zrewoltowanych i cierpiących wówczas głód Hetytów. Musiał to więc być zupełnie inny przeciwnik, ktoś obcy, nieznana siła na tyle liczna, że zdolna niszczyć i plądrować miasta oraz obalać ówczesne imperia. Któż to mógł być? Odpowiedź wydaje się oczywista - były to tzw.: "Ludy Morza", czyli zjednoczona grupa plemion, posuwających się z Północy ku Południowi i niczym walec zmiatająca wszystko na swojej drodze. Oczywiście "Ludy Morza" to jest nazwa umowna, nazwa zafałszowana, podobnie zresztą jak zafałszowana jest Iliada Homera, w której autor przedstawia stronę pokonaną (Trojan i wspomagających ich Achajów), jako zwycięzców w panhelleńskiej wojnie ze wspólnym wrogiem (zapewne niewielu historyków zdaje sobie również sprawę, że sama nazwa "Hellada" wywodzi się ze starogreckiego słowa: "Et Lah" - czyli "Od Lachów", przy czym Grecy "H" pisali jako "X" i stąd wychodziło im słowo Et Lax, zmiękczane potem w słowo "Ellas" - czyli Hellada). Takie propagandowe manewry były (i są do dziś) stosowane w różnych celach (np. w celu ukazania jedności i wyjątkowości Hellenów), nic więc dziwnego, że Homer z przegranych uczynił zwycięzców - któż bowiem po kilku wiekach (Homer żył przecież w VIII wieku p.n.e., czyli jakieś 400 lat po opisywanych przez siebie wydarzeniach) będzie dochodził prawdy? A historia opisana w Iliadzie jest bardzo ładna i może przyjemnie łechtać greckie ego, po co więc miano by to zmieniać (tym bardziej, że w tamtych czasach dotarcie do prawdziwych źródeł tego konfliktu byłoby praktycznie niemożliwe). Dzisiejsi historycy też opowiadają bajki o "Ludach Morza" przybyłych (jak owe elfy z powieści J.R.R. Tolkiena, na "białych okrętach") z nieznanych ziem (choć pochodzenie tych ludów z reguły określa się jako śródziemnomorskie, to jednak są i tacy, którzy ich siedziby widzą nawet w... Hiszpanii, ale nikt nie powie głośno i wyraźnie kim te ludy były i nikt nie nazwie rzeczy po imieniu. Cóż, przecież kłamstwo Homera trwa już 28 wieków i jak widać ma się dobrze, dlaczego więc nie "podrasować" historii, wrzucając "Ludy Morza" do Hiszpanii, Italii, Grecji czy nawet Tracji).

Żaden (prawie żaden, ale ci nieliczni są uważani za swoistych "oszołomów") z historyków nie powie wprost, skąd wzięły się te ludy i jaki był ich rodowy genotyp. Ale nim do tego przejdę, najpierw wymienię listę plemion, które były wrzucone do wspólnego koszyka pod nazwą "Ludy Morza". Lista ta pochodzi z Egiptu, ze steli faraona Merenptaha, który podaje ich nazwy, i tak, są to: Aqi-waša, Turiša, Šekeleš, Lukka, Šardana, Mešweš, Tjehenu i Tjemehu. Trzydzieści lat później (ok. 1177 r. p.n.e.) kolejny faraon - Ramzes III chwalił się odniesionym zwycięstwem (kolejny przykład propagandy politycznej, która porażkę próbowała przekuć w sukces) nad plemionami, których nazwy brzmiały w jego inskrypcji następująco: Danuna, Karkisa, Waschasch, Tjeker oraz Peleset. Warto pochylić się dłużej nad każdym z owych ludów, ale to może już w kolejnych tematach, teraz najważniejsze, to odpowiedzieć na pytanie, które plemię (lub plemiona) zdobyły antyczną Troję i skąd one tak naprawdę pochodziły? Oczywiście nie podlega żadnej wątpliwości ich pochodzenie - były to bowiem ludy słowiańskie, wywodzące się ze Środkowej Europy, z rejonu Wisły, Odry, Łaby, Karpat, Sudetów i wielkiej kotliny naddunajskiej. Były to słowiańskie ludy, dla których zapewne nie starczyło miejsca (lub byli wypychani przez agresywnych sąsiadów) na ich ojczystych ziemiach, a być może wpływ na to miał również szybki rozrost plemienia, w którym nie dla wszystkich starczało ziemi. Warto też sobie uświadomić, że dominacja słowiańska w Środkowej Europie i jej ekspansja ku Południowi (Grecja, Italia), oraz wypieranie stąd Celtów (którzy przybyli oczywiście na te ziemie dużo później po Słowianach, ale potem przez jakiś czas dominowali w południowych Niemczech, Austrii, Szwajcarii, Czechach, a nawet weszli na Śląsk - o czym już pisałem w poprzednich częściach), stała się faktem, szczególnie po wielkiej bitwie w Dolinie Dołęży (która miała miejsce ok. 1250 r. p.n.e. i uznawana jest dziś przez historyków za... największą bitwę starożytnego świata). Według badań haplogrup odkopanych szczątków, dominowała tam haplogrupa słowiańska R1a1a, ale wydaje się, że wojownicy z dominującą haplogrupą R1b, wcale nie musieli stać po przeciwnej stronie barykady, a wręcz mogło być tak, że podział przebiegał zupełnie inaczej. Zapewne walka toczyła się pomiędzy grupami słowiańsko-celtyckimi i tymi, które można w dużym uproszczeniu określić jako "nordyckie" (haplogrupa: I1, I2) plus ludy słowiańsko-celtyckie, które stały po tej drugiej stronie. W każdym razie bitwa zakończyła się całkowitym zwycięstwem żywiołu słowiańskiego (przy pewnym wsparciu Celtów), a to oznaczało wyparcie niektórych plemion z ich wcześniejszych siedzib. Te plemiona ruszyły teraz na Południe, ku cieśninom czarnomorskim, na Bałkany i do Italii.




Trzeba bowiem pamiętać, że ziemie zamieszkane przez Słowian (oraz Celtów), wcale nie były wówczas zapóźnione cywilizacyjnie - jak się powszechnie uważa w kręgach tzw.: "naukowców". Przecież najstarszy wizerunek koła, znaleziony został właśnie na ziemiach zasiedlonych przez Słowian (we wsi Bronocice w Małopolsce i pochodzi z ok. 3 490 r. p.n.e., a to oznacza, że jest o 150 lat starszy od modelu koła znalezionego w rejonie Eufratu). Była to więc cywilizacja rozwinięta, cywilizacja, którą zwie się również Kulturą Łużycką. Zresztą stopień politycznych zależności poszczególnych ludów słowiańskich (np. Traków, wspierających wówczas Trojan) był też bardzo różny, w każdym razie inwazja w kierunku Troady nie mogła odbyć się droga lądową, a to ze względu na duże niebezpieczeństwo walk toczonych po drodze z ludami, które nie życzyły sobie obcych migrantów na swojej ziemi. Walki toczone z Trakami, z pewnością znacznie osłabiłyby plemiona migrujące ("Ludy Morza") i dotarcie ich do celu nie byłoby już wcale takie pewne (a celem było dojść jak najdalej na Południe). Najlepszą i najbezpieczniejszą pozostawała więc droga wodna, a to oznaczało, że plemiona te musiały najpierw dotrzeć wielkimi rzekami na Wschód (np. Dniestrem, Bohem, Dnieprem), ku dzisiejszemu Krymowi i dalej do cieśnin czarnomorskich przeprawić się już drogą morską. Na Krymie zapewne powstała też flota, którą zdobywcy dotarli do Troady. Być może początkowo słowiańskie plemiona północne nie zamierzały atakować Troi, ale gdy dotarli na Krym i gdy dowiedzieli się o panującym tam monopolu handlowym Troady (o czym wspominałem też w poprzednich częściach), postanowili go ostatecznie złamać. Zapewne więc była to również w dużym stopniu wojna handlowa, która doprowadziła do rozpadu dotychczasowego systemu ekonomicznego (panującego w epoce brązu), polegającego na dominacji królestw nad scentralizowanym handlem międzynarodowym i zastąpienia go handlem zdecentralizowanym (charakterystycznym dla epoki żelaza), który opierał się na mniejszych miastach, lub nawet na prywatnych przedsiębiorcach (tak twierdzi np. brytyjska badaczka - Susan Sherratt z Uniwersytetu Sheffield, która w swej książce "Sea Peoples and the Economic Structure of the Late Second Millennium in the Eastern Mediterranean" pisze, że Ludy Morza: "z powodzeniem można postrzegać jako zjawisko strukturalne, produkt naturalnej ewolucji i ekspansji międzynarodowego handlu, postępujących w III i II tysiącleciu, niósł on w sobie zalążki ostatecznego upadku ekonomii opartej na pałacu"). Czy Wojna Trojańska, mogła więc w dużej mierze mieć podłoże ekonomiczne? Oczywiście, przecież zniszczenie monopolisty, jakim bez wątpienia była Troja, stwarzało szansę dla innych, mniejszych podmiotów i jednocześnie uzdrawiało handel, czyniąc go bardziej konkurencyjnym.

Trojanom nie pomogli (celtyccy) Achajowie, nie pomogli również (słowiańscy) Trakowie. Troja padła pod ciosami Słowian z Północy, przybyłych (niczym owe elfy na "białych okrętach") aby całkowicie przemodelować ówczesną scenę polityczną Bliskiego Wschodu. Prowadzący w latach 90-tych XX wieku na ruinach Troi VIIA badania wykopaliskowe - Manfred Korfmann z Uniwersytetu w Tybindze, tak pisał na temat tego, co się w owym grodzie wówczas wydarzyło: "Ślady wskazują na działanie ognia i katastrofę, do której doprowadziło jego oddziaływanie. Znaleźliśmy, na przykład, dziewczynę w wieku, jak sądzę, szesnastu-siedemnastu lat, która była do połowy zwęglona, a jej stopy pochłonął ogień. (...) Było to miasto, które szturmował nieprzyjaciel. Miasto, które było bronione przez swoich mieszkańców. Jednak przegrali oni starcie i ostatecznie zostali całkowicie rozgromieni". Co zaś się tyczy odpowiedzi na pytanie, które z owych plemion dokonało tej masakry i zniszczenia trojańskiego grodu, to odpowiem... nie mam zielonego pojęcia, gdyż ani źródła historyczne, ani tym bardziej channelingi nie mówią nic na ten temat. Wiadomo tylko, że do takiej inwazji doszło w latach 90-tych XII wieku p.n.e. co oznacza że sprawcami zagłady miasta mogła być pierwsza grupa, z wymienionych wyżej plemion. A Homer z przegranej dla Achajów wojny, uczynił niesamowite zwycięstwo, czym też położył podwaliny pod narodziny europejskiej kultury.






CDN.

środa, 21 kwietnia 2021

HISTORIA ŻYCIA WSZECHŚWIATA - WSZELKIEJ CYWILIZACJI - Cz. CXLVI

TWÓRCY EUROPEJSKICH CYWILIZACJI

SŁOWIANIE I CELTOWIE

 
 

 
 

PIERWSZE "EUROPEJSKIE" 

CYWILIZACJE:

SŁOWIANIE

(SŁOWIANIE W GRECJI)

(ok. 1800 r. p.n.e. - ok. 1180 r. p.n.e.)

Cz. IV

 
 
 
 
 
 

DRUGA WOJNA TROJAŃSKA

(OK. 1194 - 1184 p.n.e.)

Cz. II

 
 
 Nim Hattusilis III zasiadł na tronie kraju Hetytów, był wcześniej kapłanem bogini Isztar z Samuhy oraz wicekrólem w Hakmis. Gdy powracał do kraju z kampanii syryjskiej swego brata - Muwatallisa II przeciw Egiptowi (sławna bitwa pod Kadesz z ok. 1274 r. p.n.e.), zatrzymał się w mieście Lawazantija w Kizzuwatnie, gdzie poznał córkę tamtejszego kapłana bogini Hebat z Arinny, Pentipszarriego - Puduhepę, która też była kapłanką bogini słońca. Puduhepa zasłynęła jako autorka wielu modlitw do huryckich bóstw z Kizzuwatny, a gdy już została królową (ok. 1263 r. p.n.e.) odnowiła dawne obrządki huryckie na dworze w Hattusas (zaś nieopodal stolicy w Yazilikaya, Puduhepa kazała wykuć sanktuarium skalne z wyobrażeniami wszystkich bogów, które zostało ukończone dopiero za życia jej syna - Tuadhaliji IV). Odbudowywano również świątynie zapomnianych bóstw i w całym kraju odnawiano dawne obrzędy religijne. Oprócz bogini słońca z Arinny, wznoszono nowe świątynie Pani z Nagar (zapewne było to jedno z wyobrażeń asyryjskiej bogini nieba - Szawuszki "królowej Niniwy"), a także głównego boga hetyckiego panteonu, boga burz - Teszuba (którego wielbił sam Hattusilis). Ale królewska para kapłańska nie ograniczała się jedynie do odnowy dawnych (huryckich) kultów i rozbudowy świątyń. Przede wszystkim musiano się zająć niezakończonym konfliktem z Egiptem o Syrię, oraz niepokojami na wschodzie i zachodzie kraju, a ponieważ królowa/kapłanka była prawą ręką swego męża, przeto i ona również brała udział w podejmowaniu decyzji politycznych. Nim jednak przejdę do sprawy najważniejszej (genezy wybuchu wojny o Troję), warto pokazać też ówczesny krajobraz polityczny i podejmowane próby zażegnania konfliktów militarnych na Południu i Wschodzie.

Kluczowym i wciąż niewygasłym (po wstąpieniu Hattusilisa III na tron w Hattusas) konfliktem, był ten z Egiptem, toczony już od kilkudziesięciu lat o Syrię i Palestynę. Po zakończeniu nierozstrzygniętej bitwy pod Kadesz, stało się jasne, że obie potęgi są sobie równe i obie nie są w stanie skutecznie pokonać i zdominować jedna drugą, a ich wzajemny konflikt służy jedynie innym, wzrastającym w siłę państwom w regionie (Mitanni, a szczególnie Asyrii). Poza tym Hattusilis zdawał sobie sprawę, że okoliczni władcy uważali go za uzurpatora, a nie prawowitego króla, którego wcześniej obalił (w osobie swego bratanka - Mursilisa III) i uwięził. Ten jednak zdołał zbiec ze swego więzienia, w syryjskiej twierdzy Nuhaszsze i udał się do Egiptu - wroga Hetytów - a jako legalny król (należy bowiem pamiętać, o czym już pisałem w poprzedniej części, że nawet syn i następca Hattusilisa III - Tuadhalija IV uważał czyn swego ojca - który jemu samemu pozwolił odziedziczyć tron - za zwykłą uzurpację i zamach stanu, a to oznacza, że tak właśnie musiało wówczas myśleć bardzo wielu dworzan - zapewne także i ci, którzy zyskali na owym przewrocie - nie licząc oczywiście władców okolicznych krajów). Skoro więc Mursilis schronił się w Egipcie i był uważany za prawowitego dziedzica korony Hetytów, przeto było jasne że faraon Ramzes II może go wykorzystać w swoich staraniach o utrzymanie dominacji w północnej Syrii, a także w próbie narzucenia Hetytom pewnego rodzaju politycznej podległości. Dlatego też najlepszym wyjściem z owej patowej sytuacji, byłoby jak najszybsze zakończenie owego konfliktu i zawarcie trwałego pokoju z Egiptem, godząc się na podział stref wpływów i (oczywiście) na wydanie Mursilisa III z powrotem do Hattusas. I dlatego Hattusilis zainicjował rozmowy, które ostatecznie zakończyły się zawarciem w grudniu 1259 r. p.n.e. traktatu pokojowego z Egiptem. Został on spisany w dwóch wersjach: po aramejsku i po egipsku. Podczas rozmów nie brakowało też pewnych wzajemnych niesnasek (np. Hattusilisa III bardzo drażnił wyniosły i chełpliwy ton egipskiej kancelarii, oraz jej ocena bitwy pod Kadesz), jednak zdołano te wszystkie bariery pokonać i traktat ostatecznie zawarty został. Lecz co ciekawe, pomimo tylu dziesięcioleci wzajemnej konfrontacji w walce o Syrię, ten właśnie temat został w traktacie... zupełnie pominięty (wiadomo jednak że granica stref wpływów pomiędzy oboma mocarstwami, została wyznaczona na zasadzie status quo na rzece Orontes, a to oznacza, że cała północna Syria przypadła Hetytom, zaś południe pozostało w sferze dominacji Egiptu). Traktat ustalał natomiast wzajemną pomoc w przypadku ataku innego państwa, wzajemną gwarancję sukcesji oraz wydawanie zbiegów (a na tym szczególnie musiało wówczas zależeć Hattusilisowi, chociaż traktat nic nie wspominał o Mursilisie III i nie są znane jego dalsze losy). Wzajemna wymiana podarunków (rzecz niezwykle istotna w ówczesnej dyplomacji) oraz zaproszenie Hattusilisa III do Egiptu (nie wiadomo czy z niego skorzystał, ale istnieją pewne przesłanki że mógł przybyć do Egiptu ok. 1245 r., wraz ze swą córką, która weszła wówczas do haremu Ramzesa II, jako jego nowa żona), stało się podstawą trwałego ułożenia wzajemnych stosunków i zakończenia długotrwałych waśni pomiędzy oboma ówczesnymi mocarstwami.
 
 

 
Podobnie ułożono stosunki ze Wschodem, a szczególnie z rosnącą w siłę Asyrią, której władcy starali się nawiązać z Hetytami coś w rodzaju sojuszu. Asyria zyskiwała na znaczeniu od połowy XIV stulecia p.n.e., zaś rok 1350 p.n.e. był tutaj szczególnie ważny, jako że właśnie wówczas Asyryjczycy po raz pierwszy napadli i splądrowali Waszszuganni - czyli stolicę państwa Mitanni. Skarby władców Hanigalbatu (jak zwano Mitanni wśród ludów Anatolii i Mezopotamii - Egipcjanie bowiem kraj ten nazywali Nahariną) trafiły do Assur (odzyskano wówczas owe złote drzwi, zrabowane siedemdziesiąt lat wcześniej przez króla Mitanni - Szausztatara w czasie jego najazdu na Asyrię). Kraj został zniszczony a ostatni wojownicy (200 rydwanów wojennych) pod wodzą Akitteszuba, zbiegli do Babilonii, gdzie zostali internowani (i gdzie odebrano im broń oraz wszystkie rydwany). Na tronie w Waszszuganii zasiadł wówczas syn poprzedniego władcy, Tuszratty - Szuttarna III (wspierany przez Asyryjczyków), a wśród zbiegów był również drugi syn Tuszratty - Kiliteszub, który najpierw uciekł do Babilonii, ale obawiając się że Babilończycy wydadzą go Asyrii, zbiegł do kraju Hetytów i tamtejszemu władcy - Suppiluliumie I "upadł do stóp" nad rzeką Marassantiją (rzeka Halys, dziś pod nazwą Kizil-Irmak). Dotarł tam w pełnej niebezpieczeństw podróży przez pustynię, mając ze sobą zaledwie trzy rydwany i "jedną tylko szatę na sobie". Suppiluliuma przyjął go życzliwie, a nawet oddał mu za żonę, jedną ze swoich córek. Uzgodniono wówczas, że obalenie Szuttarny i oddanie tronu w ręce Kiliteszuba, dokona się siłami hetyckiego wicekróla Syrii - Pijassilisa z Karkemisz. Tak też się stało (ok. 1349 r. p.n.e.) wojska hetyckie przekroczyły Eufrat, pokonały siły Szuttarny i zbrojnie zajęły Waszszuganni, instalując tam Kiliteszuba, który teraz przyjął tronowe imię - Szattiwazy. Odtąd Hanigalbat był zależny od "wielkiego króla" Hetytów i kontrolowany z syryjskiego Karkemisz. Szattiwazie jednak udało się zrzucić zależność, po śmierci Suppiluliumy I i jego syna Arnuwandy II (ok. 1340 r. p.n.e.), a Mursilis II długo nie był w stanie ponownie zdominować Mitannijczyków i udało mu się to dopiero pod koniec życia Szattiwazy (lata 20-te XIV wieku p.n.e.), gdy ten - zagrożony przez Asyryjczyków - szukał przeciwko nim pomocy. Po złożeniu przez Szattiwazę (a potem jego syna Szattuara I) hołdu Hetytom, zyskał on sprzymierzeńca i poczuł się na tyle mocny, aby okazywać jawną wrogość władcy z Assur. Szattuara I zażądał nawet od nowego króla Asyrii - Adad-nirari I, aby kraj ten ponownie uznał swą zależność od Mitanni, tak, jak to było kiedyś. Czasy jednak już się zmieniły i Asyria (po lekkim kryzysie zaistniałym po śmierci Aszur-uballita I, tego który zdobył Waszszuganni), ponownie wróciła do swej mocarstwowej polityki. Ok. 1300 r. p.n.e. nie mogąc dłużej znieść arogancji Szattuara i jego syna - Wasaszatty, Adad-nirari I zorganizował kolejny wielki najazd na Mitanni, w czasie którego zajął Taidę (dokąd swą stolicę ze zniszczonego Waszszuganni przeniósł Szattiwaza), spalił ją a ludność uprowadził w niewolę. Następnie zajął inne miasta Hanigalbatu: Amasaku, Kahat, Szuru, Nabula, Hurra, Szuduhu, Uszukani, Irrite, Harran, Szudu i Elahat. Do niewoli dostał się również sam Wasaszatta wraz ze swoją rodziną, a tym samym cały kraj Mitanni podbity został przez Asyryjczyków (Hetyci nie udzielili Mitannijczykom żadnego wsparcia). Co prawda Wasaszacie udało się uciec z niewoli i dostać do Hattusas (a Muwatallis II osadził go nawet na tronie kadłubowego kraju leżącego na wschód od Eufratu i złożonego z pozostałych mitannijskich ziem, których Asyryjczycy nie zajęli), jednak większość Mitanni pozostała pod kontrolą ludu boga Assura, co też bardzo doskwierało władcom z Hattusas.
 
Nic więc dziwnego, że gdy Adad-nirari I chciał ułożyć sobie jakoś stosunki z Hetytami (żądając jednak, by władcy Hattusas uznali go jednocześnie za swego "brata", czyli równego sobie), Muwatallis (było to w jakiś czas po bitwie pod Kadesz) w obraźliwym tonie przesłał mu wiadomość tej treści: "Chełpisz się swoim zwycięstwem nad Wasaszattą i krainą Hurytów. Prawda że podbiłeś ją siłą. Pokonałeś mojego (sojusznika) i stałeś się Wielkim Królem. Ale co masz na myśli, mówiąc o braterstwie? (...) Czy zrodziła nas ta sama matka? Skoro mój ojciec i dziad nie mieli w zwyczaju pisywać do króla Asyrii o braterstwie, tak więc i ty przestań pisać do mnie o byciu Wielkim Królem. Nie życzę sobie tego!" Ok. 1270 r. p.n.e. pewny wsparcia hetyckiego syn Wasaszatty - Szattuara II wzniecił powstanie przeciwko Asyryjczykom w Hanigalbacie, jednak nowy król Asyrii, syn i nastepca Adad-nirari I - Salmanasar I, krwawo stłumił powstanie i dokonał najazdu na (będący jeszcze pod kontrolą Hetytów) teren Mitanni. Obalił Szattuarę II a cały ten kraj włączył bezpośrednio do Asyrii. Hetyci wówczas również nie przyszli z pomocą Mitanni i musieli pogodzić się z faktem, że tuż przy ich wschodniej granicy, wyrosło teraz silne państwo, mające mocarstwowe ambicje. Dlatego też, gdy tylko Muwatallis II zmarł, a na tron Hetytów ostatecznie wstąpił Hattusilis III, jego relacje z władcą Assuru diametralnie się zmieniły. Doszło do znacznego ożywienia stosunków dyplomatycznych, zaś posłowie jednego i drugiego monarchy krażyli pomiędzy Hattusas a Assurem z podarkami i wyrazami "braterskiej miłości". Mimo to jednak Hattusilis doskonale zdawał sobie sprawę, że na wschodzie pojawił się silny konkurent, z którym kiedyś przyjdzie jemu (lub jego potomkom) rywalizować zbrojnie. Dlatego też starał się podpuszczać Babilończyków do wojny z Asyrią, śląc listy do władców Babelu, zapewniające ich o swoim poparciu i sojuszu. W jednym z takich listów - wysłanych z okazji wstapienia na tron w Babilonie Kadaszman-Enlila (ok. 1263 r. p.n.e.), pisze on tak: "Słyszałem że brat mój stał się już mężem i wyrusza na polowania. Cieszę się bardzo, że Teszub wywyższył imię mego brata Kadaszmanturgu (...) Mówię teraz memu bratu: Idź i splądruj teraz kraj nieprzyjaciela (Asyrię) (...) Chciałbym usłyszeć, że brat mój pobił kraj wroga (...) Bracie mój, nie siedź tam! Wyrusz przeciw krajowi wroga i pokonaj go! Wiedz bowiem, że wyruszasz przeciw krajowi, który trzy lub czterokrotnie przewyższasz liczebnie". Tym samym Hattusilis pragnął rozwiązać problem Asyrii cudzymi rękoma, a jednocześnie doprowadzić do odnowienia dawnej wrogości Babilonu i Assuru, który mógłby potem wykorzystywać politycznie. Jednak król Kadaszman nie poszedł tą drogą i nie ruszył przeciwko Asyrii (zapewne zdając sobie sprawę, że owa przewaga, o której pisał Hattusilis, jest realnie znacznie mniejsza) i też utrzymywał z Salmanasarem oraz jego następcami przyjazne stosunki.
 
 

 
I teraz właśnie przechodzę już bezpośrednio do meritum, gdyż po ułożeniu napiętych stosunków z Egiptem i Asyrią, przyszedł czas na rozwiązanie kwestii zbytniej niezależności ludów Assuwy i Wilusy w zachodniej Anatolii. Według mitu Homera, Parys (syn króla Troi - Priama i jego małżonki Hekabe) w konkursie dla najpiękniejszej z bogiń (w którym startowały: Hera, Atena i Afrodyta), przyznał złote jabłko z napisem "Najpiękniejszej" (wrzucone pomiędzy bogów przez Eris - boginię niezgody. za to, iż ta nie została zaproszona na wesele Peleusa z Tetydą, a byli tam obecni wszyscy bogowie) właśnie Afrodycie, która w zamian obiecała, iż da mu za żonę najpiękniejszą kobietę w całej Helladzie i Azji (Hera zaś obiecywała Parysowi, że uczyni go przywódcą Azji i Hellady, zaś Atena, że ześle na niego wielkie zwycięstwa). Gdy Parys przebudził się ze snu (w którym miał właśnie ofiarować jabłko Afrodycie) wyglądało na to, iż rzeczywiście wszystko to tylko mu się przyśniło, ale gdy został wysłany z misją dyplomatyczną przez swego ojca, króla Priama do Sparty, tam właśnie ujrzał piekność doskonałą w której natychmiast się zakochał. Była to Helena - żona władcy Sparty Menelaosa. Zaczęły się więc tajne schadzki Parysa i Heleny, a ostatecznie zabrał on ją ze sobą do Troi. Menelaos zaś zaczął rozgłaszać po całej Helladzie, że jego żona została porwana (wbrew swojej woli) przez Parysa, który tym samym wzgardził jego gościnnością i podważył jego honor. Zaś po uzgodnieniu sprawy z bratem, królem Myken i Argolidy - Agamemnonem, zaczęto formować koalicję anty-trojańską, która ostatecznie wyruszyła na morze (1000 okrętów i 50 000 wojowników) w celu uwolnienia Heleny i ukarania owego wiarołomcy, wraz z całym jego grodem. Tyle homerowy mit, reszta tej historii też jest znana (dziesięcioletnie zmagania wojenne pod Troją, które nie przyniosły żadnych rezultatów i ostateczne zajecie miasta dzięki podstępowi Odyseusza z wielkim, drewnianym koniem, w którym skryli się achajscy wojownicy, a który to - jako symbol zwycięstwa - Trojanie wciągnęli we własne mury i ku własnej zgubie). Jak jednak mit ten ma się do prawdziwych wydarzeń historycznych i czy mogły one zainspirować Homera (oraz tych, którzy ów mit spisali) do skonstruowania takiej właśnie, ciekawej i barwnej opowieści?
 
 

 
Otóż pewne wydarzenia z historii Anatolii i ówczesnej Grecji znajdują potwierdzenie w owym micie, choć oczywiście nie w dosłownym przekładzie. Jednak misja dyplomatyczna Parysa do króla Sparty Menelaosa, wydarzyła się naprawdę, tylko że nie została wysłana z Troi, a z... Hattusas. Hattusilis III i jego małżonka - Puduhepa postanowili również ułożyć sobie jakoś stosunki z Zachodem, czyli właśnie z Ahhijawą (Achajami - Gracją achajską). Było to związane z działalnością niejakiego Piyama-radu, hetyckiego poddanego, który zbuntował się przeciwko królowi (jeszcze za panowania Muwatallisa II) i uzyskawszy poparcie oraz pomoc Achajów, stworzył sobie quasi pirackie państewko, atakując zbrojnie zachodnie rubieże królestwa Hetytów. Zdając sobie sprawę z faktu wspierania Piyama-radu przez władców Ahhijawy, postanowił Hattusilis wysłać tam swego człowieka, specjalnego posła, którego zadaniem miało być doprowadzenie do zawarcia sojuszu obu krajów (być może również na takiej samej zasadzie - czyli w formie traktatu politycznego - jaki został zawarty z Egiptem). Umożliwiłoby to Hetytom zdławienie rebelii w zachodniej Anatolii, a być może nawet ponowne podporządkowanie tamtejszych ludów. Dlatego też wybrano do tego zadania niejakiego Tawagalawę, mężczyznę pełnego dyplomatycznej ogłady (tego wyboru dokonała najprawdopodobniej właśnie królowa Puduhepa), którego celem było przekonanie "wielkiego króla" Ahhijawy do sojuszu z Hattusilisem III. Przybył on do Argos lub Myken i bardzo szybko wzbudził wielkie wrażenie na achajskich władcach, i to do tego stopnia, że król Myken zaproponował mu rękę swojej córki oraz ogłosił swym "bratem" (co też było niezwykłym wyróżnieniem, jako że określenie "brat" w dyplomacji tamtego okresu było używane jedynie w odniesieniu do monarchów równych sobie potęgą). Został też posłany (przez swego nowego teścia) do kraju Wilusa, by tam (zapewne) panować. I co ciekawe, cel misji Tawagalawy nie został osięgnięty z korzyścią dla Hetytów, gdyż ostatecznie ów posłaniec (już jako "brat" wielkiego króla Ahhijawy) uznał się za niepodlegającego władzy Hattusilisa III, a tym samym zaczął w Wilusie i Assuwie gromadzić armię na wypadek wojny z Hetytami. Spowodowało to wybuch nowego konfliktu pomiędzy Hattusas a Mykenami i Argos właśnie o tereny władztwa Tawagalawy, czyli Wilusy (Troady) gdzie znajdowała się owa homerycka Troja (Troja VIIA). Cały ten konflikt został spisany w tzw.: "Liście Tawagalawy", który został odnaleziony w ruinach Hattusas. Do wojny wówczas jeszcze jednak nie doszło, ale konflikt z Tawagalawą (oraz Piyama-radu) stał się zarzewiem przyszłych, krwawych wydarzeń we wzajemnych stosunkach władców Hatti i Ahhijawy.
 
Gdy (ok. 1237 r. p.n.e.) Hattusilis III zmarł, a tron po nim objął jego syn - Tuadhalija IV, wzajemny konflikt o Wilusę, Assuwę, oraz o wyspę Alasziję (Cypr) jeszcze wzrósł. Nie wiadomo kiedy ów stan "zimnej wojny" (z szeregiem niewielkich granicznych konfliktów) został zamieniony w wojnę "gorącą", ale wiadomo że w "Liście Milawata" (również znalezionym w ruinach Hattusas) datowanym na ok. 1225 r. p.n.e. spisano deklarację króla Tuadhaliji, który chwalił się, z iloma władcami równymi sobie nawiązał stosunki. Pisał więc: "Królami, którzy są mi równi rangą, są król Egiptu, król Babilonii, król Asyrii i król Ahhijawy" (przekreślenie słów "król Ahhijawy" znajduje się w oryginale i oznacza zapewne fakt, iż w tym właśnie okresie Achajowie z Grecji zostali usunięci z szeregu wielkich mocarstw, a to może być podyktowane jedynie faktem odebrania im znacznych połaci ziem). I właśnie w tym mniej więcej czasie (ok. 1230 r. p.n.e.) nastąpiła hetycka inwazja na (opanowany przez Achajów dwieście lat wcześniej) Cypr, oraz rejon miasta Milawata (Milet). Utrata tych terenów, spowodowała (z całą pewnością) skreślenie królów Ahijawy z szeregu władców równych Hetytom. Inskrypcja z czasów panowania Tuadhaliji, mówiąca o dokonanej przez niego inwazji na Cypr, brzmiała następująco: "Schwytałem króla Alasziji z jego żonami, z jego dziećmi (...) Wszystkie dobra, w tym srebro i złoto i wszystkich schwytanych ludzi wziąłem i przywiodłem do domu, do Hattusy. Zniewoliłem kraj Alaszija i natychmiast uczyniłem go poddanym". Opanowanie Miletu również mogło oznaczać likwidację pozostającego na usługach Ahhijawy, tamtejszego państwa pirackiego, założonego jeszcze przez Piyama-radu za czasów panowania Muwatallisa II. Jednak Hetyci nie podbili zajętych przez siebie ziem i wycofali się stamtąd (nakładając zapewne na lokalnych królów jakąś formę zależności), dlatego więc syn i nastepca Tuadhaliji IV - Suppiluliuma II, ponownie chwalił się podjęciem kolejnej inwazji na Cypr, każąc wykuć (ok. 1205 r. p.n.e.) w Hattusas taką oto inskrypcję: "Ja, Suppiluliuma, Wielki Król natychmiast (wyruszyłem) na morze. Okręty Alasziji trzy razy spotkały mnie w bitwie na morzu. Pokonałem je. Zdobyłem owe okręty i spaliłem pośrodku morza. Kiedy ponownie przybyłem na such ląd, wówczas wróg z wyspy Alaszija ponownie tłumnie stanął przeciwko mnie". To tyle wzajemnych podchodów i wojenek hetycko-achajskich, ale w tym wszystkim wciąż jeszcze nie doszliśmy do wybuchu samej wojny trojańskiej. Jak ona wyglądała, kiedy wybuchła i jak się zakończyła, o tym już bezpośrednio opowiem w następnej części.     
 
 
 

 
 
 
CDN.

sobota, 27 marca 2021

HISTORIA ŻYCIA WSZECHŚWIATA - WSZELKIEJ CYWILIZACJI - Cz. CXLV

TWÓRCY EUROPEJSKICH CYWILIZACJI

SŁOWIANIE I CELTOWIE

 
 

 
 

PIERWSZE "EUROPEJSKIE"

CYWILIZACJE:

SŁOWIANIE

(SŁOWIANIE W GRECJI)

(ok. 1800 r. p.n.e. - ok. 1180 r. p.n.e.)

Cz. III

 
 
 
 
 
 

DRUGA WOJNA TROJAŃSKA

(ok. 1194 - 1184 p.n.e.)

Cz. I

 
 
 

 
 
 Gdy ok. 1430 r. p.n.e. stłumiony został bunt miast-państw Assuwy i gdy (zapewne po roku 1425 p.n.e.) hetycki król - Tuadhalija II raz jeszcze ujarzmił zbuntowanego władcę tych ziem, noszącego imię - Kukkuli, ziemie Troady zostały wyludnione, a samo miasto spalone. Jednak (jak pisałem w poprzedniej części), po śmierci Tuadhalij i objęciu władzy przez jego syna - Arnuwandę I, państwo Hetytów popadło w poważny kryzys wewnętrzny, spotęgowany jeszcze najazdem ludu Kasków, mających swe siedziby w środkowej części Azji Mniejszej, tuż nad Morzem Czarnym. Hetyci obawiali się tego ludu, ponieważ sami nie potrafili go ujarzmić, a ponieważ lud ten nie był zjednoczony, tylko podzielony na szereg szczepów, przeto nie sposób było zawrzeć z nimi żadnego układu, gwarantującego Hetytom bezpieczeństwo od północy i można było zawierać jedynie lokalne układy z poszczególnymi kacykami, które nie były ani trwałe, ani nie obejmowały innych, równie agresywnych szczepów ludu Kasków (władca Hetytów - Suppiluliuma I wspominał w swej relacji z walk na północy, o dwunastu takich szczepach). Natomiast najazdy Hetytów na północne rubieże Azji Mniejszej też niewiele dawały, gdyż okoliczna ludność Kasków w takiej sytuacji porzucała swe liche domostwa i zbiegała w góry, skąd już nie było sposobu ich wypłoszyć (rydwany Hetytów nie był w stanie ścigać Kasków w wysokich partiach gór). Oczywiście Hetyci uważali Kasków z barbarzyńców i często zwali ich świniopasami, jednak realnie zawsze się ich obawiali. Czasem pojawiali się wybitniejsi wodzowie ludu Kasków, których imiona Hetyci zapamiętali (np. Pittaggatallis czy Pihhunijas), ale realnie był to lud, który nie miał nad sobą żadnej władzy królewskiej, stąd właśnie stał się tak uciążliwy dla Hetytów. Atak Kasków (który przytoczyłem w poprzedniej części i który przetrwał w modlitwie Arnuwandy I oraz jego małżonki Asmunikal do bogini matki z Arinny) miał miejsce ok. 1400 r. p.n.e. To właśnie wówczas ludy miast-państw Assuwy, jak również sąsiadującej z nią od wschodu Arzawy (dotąd ziem podległych Hetytom) odzyskały niepodległość.
 
Odrodziła się wtedy również i Troja (stanowisko archeologiczne - Troja VI). Miasto ponownie zaczęło budzić się do życia - wznoszono wówczas nowe domy i przede wszystkim odbudowano mury miejskie. Nastał czas odrodzenia, podczas którego Hetyci wciąż byli zajęci, a to obroną przed Kaskami, a to konfliktami i układami z władcami Kizzuwatny (bogatej krainy w południowej Azji Mniejszej), a to wreszcie wojną z Mitanni czy próbą opanowania Syrii i tym samym konfliktem z Egiptem. Kolejni władcy Hetytów, począwszy od odnowiciela tego państwa - Suppiluliumy I (panującego mniej więcej w latach 1380-1340 p.n.e.), nie przejawiali większego zainteresowania ziemiami w zachodniej Anatolii i ciągle musieli zmagać się (jeśli nie z najazdami, to przynajmniej) z powstaniami lokalnych władców, którzy podnosili bunt przy każdej zmianie panującego (np. Mursilis II, syn Suppiluliumy - który objął tron w młodym wieku - kazał potem wykuć takie oto słowa: "Zanim zasiadłem na tronie mego ojca, wszystkie sąsiednie wrogie kraje wszczęły ze mną wojnę. Skoro więc ojciec mój został bogiem (to znaczy umarł), Arnuwandas (II), mój brat, zasiadł na tronie swego ojca, jednakże i on zachorował. Skoro do wrogów doszło, że mój brat Arnuwandas zachorował, wrogie kraje wszczęły prawdziwą wojnę. Gdy zaś mój brat (...) został bogiem, wówczas także te wrogie kraje, które dotąd nie przystępowały do wojny, rozpoczęły otwarte działania wojenne. I sąsiednie wrogie kraje mówiły tak: (...) A ten, który teraz zasiadł na tronie ojca, jest młody. Ani kraju Hatti, ani granic kraju Hatti nie uratuje"). Suppiluliuma I (a potem jego syn i wnuk) okazał się zaś dobrym obrońcą swego ludu i potrafił pokonać Kasków, zmusić ich do ucieczki na północ, zbudować mur na granicy z nimi, podporządkować sobie kraj Azzi-Hajasa (zapewne dzisiejsza Armenia), którego rada starszych sama błagała go, by pozwolił uznać się za ich władcę, najechał też kraj Arzawa i zmusił go do uległości (w tej kampanii miał dotrzeć do Morza Egejskiego, ale nic nie wiadomo by toczył walki z koalicją miast-państw Assuwy). Potem skupił się już na Mitanni, Syrii i konflikcie z Egiptem. A to pozwoliło Trojanom zyskać czas na rozbudowanie swego miasta i umocnieniu jego politycznego, a przede wszystkim gospodarczego znaczenia w regionie.
 
 

 
Jednak wszystko co piękne, kiedyś się kończy i około 1300 r. p.n.e. Troadę nawiedziło potworne trzęsienie ziemi, które ponownie obróciło Troję (VI) w stertę gruzów, pod którym to zginęły tysiące  mieszkańców tego odrodzonego wiek wcześniej grodu. Nim jednak do tego doszło, władca Hetytów - Muwatallis II (wnuk Suppiluliumy I, który starł się z faraonem Ramzesem II w sławnej bitwie pod Kadesz w 1274 r. p.n.e.) zawarł sojusz z władcą kraju o nazwie Wilusa (czyli ziemi Assuwy/Troady) Aleksandusem, który zobowiązywał tamtego do udzielenia Hetytom pomocy wojskowej w przypadku najazdu Kasków (Muwatallis już wówczas kierował większość swych sił do Syrii). Skoro potężny król  Hetytów, zawarł układ z władcą krainy dość niewielkiej terytorialnie i uznał się w nim "bratem" (czyli równym) Aleksandusa, to znaczy że pozycja Troi już wówczas musiała być znacząca. Musieli Trojanie kontrolować znaczną cześć handlu zbożem i niewolnikami z Krymu i okolic, do Azji Mniejszej i Grecji (zwanej wówczas, ze względu na władających nią Achajów - Ahhijawą). Nie wiadomo jednak, czy owa pomoc została Hetytom udzielona, ale wiadomo że północną linią obrony przed atakami Kasków, dowodził młody brat Muwatallisa II - Hattusilis, kapłan bogini Isztar z Samuhy i wicekról w Hakmis. A dowodził skutecznie, odebrał im nawet ważne ze względów religijnych miasto Nerik (walczył też u boku swego brata w bitwie pod Kadesz, gdzie ocalił część wojsk po egipskim kontrataku). Wydaje się jednak, że pomoc ze strony Assuwy (Wilusy) ostatecznie do Hetytów nie nadeszła, gdyż Troja właśnie wówczas została zniszczona przez trzęsienie ziemi. Nie ma na ten temat żadnych większych informacji, zarówno w channelingach, jak i w innych źródłach, jedynie krótka wzmianka że do takiego trzęsienia ziemi (nie pierwszego zresztą na tych terenach) wówczas doszło. W ruinach Troi (VI), współcześni archeologowie odnaleźli bogate przedmioty, świadczące o tym, że już wówczas miasto to musiało stanowić centrum całego regionu i nim przewodzić (były tam przedmioty nie tylko z Grecji, ale również z Egiptu, Cypru czy odległej Mezopotamii i świadczyć mogły o tym, że Trojanie musieli dysponować towarem, na którym tamtym mogło zależeć, np. właśnie zbożem i niewolnikami sprowadzanymi na okrętach z Krymu i innych rejonów Morza Czarnego).

Jasno należy sobie jednak powiedzieć, że pomimo tego wszystkiego, Troada wciąż była postrzegana jako peryferia oraz kraj buforowy, zarówno przez Hetytów, jak i Achajów z Grecji. Jedni i drudzy chcieli kontrolować ten bufor, gdyż dawał on możliwości ekspansji zarówno militarnej jak i handlowej na inne ziemie. I takie najazdy zapewne były prowadzone, gdyż w Grecji achajskiej, w niektórych miastach (np. w Pylos, Knossos czy Tirynsie) odnaleziono gliniane tabliczki, z imionami niewolników pochodzących z Azji Mniejszej. Ci niewolnicy, to w ogromnej większości kobiety, które zapewne zostały stamtąd uprowadzone (oczywiście nie wiadomo tylko kiedy, czy przed upadkiem Troi VI, czy po owym trzęsieniu ziemi, czy też po zdobyciu klasycznej, homerowej Troi VIIa) i tam stały się niewolnicami. Kiedy i jak szybko Troja została ponownie odbudowana - na to pytanie nie ma właściwej odpowiedzi, wiadomo tylko że do odbudowy doszło, a mieszkańcy powrócili na te tereny i zaczęli odtwarzać zniszczone miasto. Władcy Hetytów skupili się już wówczas prawie całkowicie na ekspansji w kierunku Syrii i Palestyny (już Muwatallis II przeniósł swą królewską siedzibę z Hattusas w Anatolii, do Dattasy nieopodal Syrii, aby być bliżej prowadzonych tam działań wojennych) i nie zwracali większej uwagi na wydarzenia na zachodnich rubieżach Azji Mniejszej. Gdy więc Ramzes II i Muwatallis II toczyli ze sobą krwawą bitwę pod Kadesz (koniec maja 1274 r. p.n.e.), Troja (VIIa) była już odbudowana i ponownie zajęła miejsce swej poprzedniczki. Zastanawia jedynie brak większego przeciwdziałania temu ze strony Achajów, ale najprawdopodobniej ówczesna Troja była już silnie związana z Achajami (może nawet jakimś sojuszem politycznym, choć żadna informacja na ten temat nie przetrwała). Zapewne Achajowie skupili się wówczas na zupełnie innych kwestiach (np. na zdobywaniu terenów zasiedlonych przez Pelazgów, szczególnie na Peloponezie) i nieco "przespali" odrodzenie się potęgi miast-państw Assuwy, już pod całkowitą dominacją Troi. W każdym razie pewnym jest, że Trojanie ponownie wówczas opanowali szlaki handlowe, wiodące zarówno na Morze Czarne, jak na Cypr, (a może również i do Egiptu). A przecież dla okolicznych mocarstw Trojanie (wraz z miastami Assuwy, Arzawy i Karii) wciąż pozostawali jedynie buforem, odgradzającym Hetytów od Achajów, a Achajów od Hetytów. Tym bardziej, że te ludy prowadziły ze sobą dość przyjacielskie relacje (posłowie achajskich królów jeździli nawet w rydwanie samego króla Hetytów, o czym mówi choćby tzw.: "List Tawagalawy" wysłany przez króla Hetytów - Hattusilisa III, do jego "Wielkiego Brata", władcy Ahhijawy - nie wymienionego z imienia). Troja zaś była wygodnym miejscem równowagi wpływów, co - paradoksalnie - pozwoliło jej się rozwijać i rosnąć w siłę (notabene, nauczeni poprzednią katastrofą, teraz Trojanie zaczęli budować domy o kilku mniejszych pomieszczeniach [Troja VIIa], a nie jak poprzednio [Troja VI] o dwóch lub trzech dużych izbach. Zapewne liczyli na to, że pomoże im to przetrwać ewentualne kolejne trzęsienie ziemi. Przeliczyli się, bowiem tym razem mieszkańcy miasta zginęli od mieczy, łuków i włóczni wrogiej armii).
 
 

 
Natomiast w jakiś czas po bitwie pod Kadesz (bitwie nierozstrzygniętej, choć Egipcjanie utrzymali pole i przegnali stąd Hetytów, którzy próbowali złapać ich w pułapkę - więc to im przypisuje się zwycięstwo, ale obie strony poniosły dotkliwe straty. W armii egipskiej dwie z czterech dywizji uczestniczących w bitwie - Amona i Re - prawie kompletnie zostały zniesione, zaś Hetyci stracili wszystkie rydwany - jedynie nieliczne uciekły z pola bitwy - oraz większość dowódców. Zginęło dwóch braci Muwatallisa II, dwóch jego nosicieli tarczy, jego sekretarz, dowódca straży przybocznej i wielu innych wodzów), zmarł Muwatallis II (ok. 1270 r. p.n.e.). Powstał teraz w królestwie Hetytów problem dziedziczenia tronu, gdyż nie miał on synów. W takiej sytuacji naturalnym kandydatem do tronu pozostawał jego młodszy brat, wicekról Hakmis - Hattusilis. Jednak swe pretensje do korony zgłosił także - zrodzony z haremowej niewolnicy Muwatallisa - jego nieślubny syn, Urhiteszub. Hattusilis ustąpił więc bratankowi i oddał mu tron, a ten koronwał się pod imieniem - Mursilisa III. Młodemu i ambitnemu władcy szybko jednak zaczęła przeszkadzać obecność sławnego wuja (jak to mówił Zagłoba w "Potopie": "A czy ty wiesz, co to wuj?", "Wuj, to wuj", "A przecie jak mówi Pismo, gdzie ojca nie ma, tam wuja słuchał będziesz!" 😀). Z powrotem też przeniósł stolicę państwa do Hattusas, aby tylko być bliżej Hattusilisa i patrzeć mu na ręce. Odbierał też wujowi poszczególne ziemie i tytuły, aż pozostała mu jedynie funkcja kapłana bogini Isztar i siedziba w Hakmis. Około roku 1263 p.n.e. ("po siedmiu latach cierpliwego tolerowania niesprawiedliwości" - jak pisze Hattusilis w swym tekście z okazji wstąpienia na tron), przeciągnął na swoją stronę kapłanów, większość możnych i zadbał o wsparcie kilku szczepów ludu Kasków. W ten sposób opanował Hattusas, skąd Mursilis III zbiegł - wraz ze swoimi zwolennikami - do świątynnego miasta Samuha. Tam wuj otoczył go (jak dodaje Hattusilis: "został zamknięty przez boginię Isztar, jak świnia w chlewie") i zmuszony był się poddać. Wuj pozostawił go przy życiu, lecz skazał na wygnanie do syryjskiego miasta Nuhaszsze, gdzie miał pozostawać pod strażą. Mursilis jednak nie przebywał tam długo i wkrótce potem zbiegł do Egiptu. W tym zaś czasie, jego wuj wstąpił na tron pod imieniem Hattusilisa III (co ciekawe, Hetyci uważali to za jawny zamach stanu i nawet syn Hattusilisa, który objął po nim rządy - Tuadhalija IV, twierdził otwarcie że... ojciec jego dopuścił się jawnego przestępstwa wobec bogów). Dlaczego o tym piszę? Ponieważ ma to znaczenie z punktu widzenia Troi i pozostałych miast-państw Assuwy - ale o tym w swoim czasie.
 
 

 
Na tron wstąpił teraz kapłan, ożeniony z kapłanką (Putuhepą - córką kapłana z Kizzuwatny). Władzę objęli więc kapłani i choć Hattusilis musiał otoczyć się splendorem i haremem przynależnym władcy, to jednak żona była bardzo ważną osobą w jego życiu, o czym świadczy fakt, iż uczynił ją swym doradcą i konsultował z nią wszystkie swe polityczne posunięcia (zapewne też bardzo ją kochał, o czym pisze w swej relacji: "Bogini darzyła nas miłością małżonka i małżonki i spłodziliśmy synów i córki"). Wkrótce po objęciu władzy Hattusilis doprowadził do wydarzenia, które będzie kamieniem węgielnym cywilizacji europejskiej i doprowadzi do wybuchu wojny trojańskiej. Co to takiego było? Cóż, ile osób zna mit o Parysie i konkursie na najpiękniejszą z bogiń (której Parys ofiarował jabłko), a następnie uprowadzenie przez niego Heleny ze Sparty, co stało się powodem wybuchu wojny trojańskiej. Otóż Hattusilis (zapewne za namową swej małżonki) uczynił coś bardzo podobnego (stąd zapewne wziął się ów homerowy mit), ale na konkrety poczekajcie proszę do kolejnej części.
 
 
 

 
 
CDN.