Łączna liczba wyświetleń

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą EPOKA16 - OKRES PÓŹNEGO ŚREDNIOWIECZA (1204 - 1492). Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą EPOKA16 - OKRES PÓŹNEGO ŚREDNIOWIECZA (1204 - 1492). Pokaż wszystkie posty

czwartek, 5 września 2024

ZJEDNOCZENIE PRUS I INFLANT Z POLSKĄ - Cz. I

POCZĄWSZY OD PIERWSZEGO SPORU POLSKO-KRZYŻACKIEGO (1309-1310), AŻ PO PRZYŁĄCZENIE INFLANT DO RZECZPOSPOLITEJ (1558-1561)




 Był czas w naszych dziejach, kiedy sięgaliśmy naprawdę daleko i to nie tylko na Wschód, ale również na Północ, Południe i... Zachód. Był czas gdy Moskwa mówiła po polsku, a Anglicy, Francuzi czy nawet Niemcy próbując robić interesy handlowe z Moskwą, musieli w kontaktach z tym państwem używać języka polskiego (m.in.: bo używano również greckiego i włoskiego). Był czas gdy Polacy władali ziemiami na których dzisiaj leży miasto Berlin, a także czas gdy Morze Bałtyckie i Morze Czarne zjednoczone zostały przez mocarstwo Jagiellonów. W tym temacie przede wszystkim chciałbym opisać w jaki sposób do Polski zostały przyłączone Prusy Królewskie, jak Prusy Książęce pragnęły pójść w ślady tych pierwszych, oraz w jaki sposób Inflanty stały się częścią ziem polsko-litewskiego państwa. Do podjęcia się tego tematu tak naprawdę zainspirował mnie pewien człowiek który nosi tytuł doktora historii, aczkolwiek wygaduje tak wierutne bzdury, że postanowiłem (na swój własny, skromny sposób dać odpór tym bredniom), a nazywa się Piotr Napierała. Przyznam się szczerze że ów pan nie był mi znany przez dłuższy czas, ale ponieważ udziela się zarówno na X-ie i YouTubie, to wpadł mi w oko i obejrzałem kilka jego filmów. Ogólnie rzecz biorąc nie polecam tego kanału (chyba że ktoś lubi katować się propagandą naszych zaborców, bo to jest wypisz wymaluj dokładnie to samo), ale ponieważ te jego toksyczne treści (bo naprawdę słuchając go, czułem się jakby mi ktoś na siłę wciskał do głowy rzeczy dobrze mi znane z propagandy zarówno krajów zaborczych, jak i hitlerowskich Niemiec czy Związku Sowieckiego, a ponieważ poznałem te techniki manipulacji dosyć dobrze, więc wydaje mi się że zaszczepiłem się na tego typu propagandowe treści). Ogólnie wszystko sprowadza się do tego że oczywiście Polska nigdy nie była żadnym imperium (imperium nie, ale mocarstwem byliśmy), że tak naprawdę nie panowała nad tak zwanym przesmykiem bałtycko-czarnomorskim (udowodnię w tym temacie że było zupełnie inaczej), i że w ogóle wolność to narodziła się tak naprawdę w Holandii a nie u nas (🤭😂). Ale jedna rzecz przekonała mnie że pan Napierała tak naprawdę nie jest żadnym historykiem, tylko zwykłym propagandystą, a mianowicie stwierdzenie że prof. Andrzej Nowak (człowiek o nieprawdopodobnie wielkim dorobku naukowym), nie jest dla niego historykiem, tylko (jak on to nazwał): "pisowskim propagandystą". Ta jedna rzecz tak naprawdę przekonała mnie że z panem Napierałą tak naprawdę nie ma sensu dyskutować, bo skoro nie szanuję dorobku naukowego innych ludzi, to jego samego również nie warto szanować (tym bardziej że sieje antypolską propagandę - nazywajmy bowiem rzeczy po imieniu). 






W tym temacie pragnę więc nie tylko opisać spory polsko-krzyżackie (począwszy od zajęcia przez Zakon Krzyżacki Pomorza Gdańskiego w 1309 r.) aż do odzyskania całej tej ziemi w roku 1466, oraz w jaki sposób Inflanty stały się częścią Rzeczpospolitej. Wydaje mi się bowiem że o ile ten pierwszy temat związany z Pomorzem Gdańskim jest mniej więcej Polakom znany (z naciskiem na mniej), o tyle ten drugi, czyli pozyskanie Inflant jest kompletnie nieznane, a jest to bardzo ciekawy i niezwykle fascynujący okres, tym bardziej że Inflanty (czyli Kurlandia i Semigalia a także Inflanty Polskie) były częścią ziem polskich od roku 1561 aż do końca istnienia I Rzeczypospolitej, czyli do 1795 r. Zresztą przetrwało to również w kulturze (chociażby w powieści Tadeusza Dołęgi-Mostowicza pt.: "Kariera Nikodema Dyzmy" wydanej w 1932 r. główny bohater podaje się właśnie za przedstawiciela szlachty kurlandzkiej).




Warto więc pamiętać że ogromna część obszaru Bałtyku, kontrolowana była wówczas przez Rzeczpospolitan, ale przecież nie tylko. Jest takie powiedzenie, że w czasach Wielkiej Rzeczpospolitej Polaka mówiącego iż wyjeżdża nad morze, pytano się nad które, i rzeczywiście, gdyż nie tylko Bałtyk ale również Morze Czarne było spięte tym Jagiellońskim łańcuchem polsko-litewskiego mocarstwa. Więc i w tym temacie nie pominę polskiej obecności nad Morzem Czarnym, oraz polskich portów które tam istniały. Tak na przekór propagandzie sianej przez pana Napierałę. Oczywiście warto też wybrać się na Zachód, na ziemie należące dziś do Niemiec, a raczej na ziemie, na których dzisiaj leży Berlin, a które również znajdowały się w rękach Polaków (o tym wydaje mi się wie jeszcze mniej naszych rodaków, niż o Inflantach i Pomorzu). Zatem (żeby już nie przedłużać) przejdźmy wreszcie do tematu.



VARIA




 W marcu Roku Pańskiego 1226 r. w Borgo San Donnino (dziś Fidenza we Włoszech), doszło do spotkania posłów wysłanych przez księcia mazowieckiego - Konrada I, z cesarzem rzymskim - Fryderykiem II Hohenstaufem (który reprezentował tam wielkiego mistrza Zakonu Krzyżackiego Domu Niemieckiego w Jerozolimie - Hermanna von Salzę). Tematem rozmów było ofiarowanie przez księcia Konrada ziem pogańskich Prusów, w ręce Zakonu rycerskiego misjonarzy niemieckich, w celu ochrony pogranicza mazowieckiego i chrystianizacji Prusów. W wydanej w Paryżu (w drukarni Martinet) w 1860 r. "Historyi Polskiej" Tekli Wołowskiej jest zapisane o tym wydarzeniu: "Popełnił Konrad obrazę narodowej godności, uznając konieczność obcej obrony, i oraz błąd wielki, że się nie udał do najskuteczniejszej z czasem duchowej pomocy, przekonywania przez świętej religii zasady". Konrad Mazowiecki oczywiście ściągnął rycerzy zakonników po to, aby uchronili jego ziemie przed ciągłymi atakami pogańskich Prusów, które były bardzo uciążliwe, a kolejne wyprawy przeciwko nim na niewiele się zdawały, gdyż nawet jeśli zajmowano jakieś ziemie w Prusach, to z czasem i tak musiano się stamtąd wycofać, a wówczas Prusowie powracali i wszystko zaczynało się od nowa. Konrad I uznał więc, że lepiej będzie ofiarować Prusy Zakonowi Krzyżackiemu (który miał regułę misyjną) i stworzyć tam "Państwo Chrystusowe", niż nieustannie wyprawiać się zbrojnie przeciwko Prusom w kampaniach, które nie przynosiły trwałego rezultatu. Wcześniej co prawda książę powołał swój własny Zakon rycerski Braci Dobrzyńskich (ok. 1217 r. a oficjalnie w 1228 r.), ale byli oni bardzo nieliczni i ponosili porażki z rąk Prusów. W rozumieniu Konrada nie było więc innego wyjścia jak sprowadzić rycerzy, którzy mieli doświadczenie w walkach z niewiernymi w Palestynie, tym bardziej że Krzyżacy wówczas intensywnie szukali nowego miejsca do osiedlenia się, zatem syn Kazimierza II Sprawiedliwego postanowił ściągnąć ich na Mazowsze i ofiarować Ziemię Dobrzyńską, jako punkt wyjścia pod ekspansję na tereny Prusów.



KONRAD I MAZOWIECKI
Cz. I





 Był od synem księcia Kazimierza II Sprawiedliwego i wnukiem Bolesława III Krzywoustego. Jego dziad (umierając w październiku roku 1138), ogłosił swój polityczny testament (do takiego właśnie rozumienia testamentu Krzywoustego przyzwyczaił nas mistrz Wincenty Kadłubek, spisujący dzieje Królestwa Polskiego w wieku XV. Tak naprawdę jednak testament Bolesława Krzywoustego nie został podyktowany na łożu jego śmierci, a sporządzony kilka lat wcześniej i prawdopodobnie również wysłany do zatwierdzenia Stolicy Apostolskiej - chociaż nie zachował się żaden pisemny egzemplarz. Tak więc był on znany już znacznie wcześniej, natomiast rok jego wejścia w życie - czyli 1138 uznaje się również powszechnie jako rok jego powstania). Celem testamentu, w którym Bolesław Krzywousty dzielił Polskę pomiędzy swoich czterech synów (pomijając piątego, ponoć miał stwierdzić że rolą ostatniego syna, czyli właśnie Kazimierza Sprawiedliwego ojca Konrada Mazowieckiego - jest rola piątego koła w czterokołowym wozie. Powszechnie potem uważano że była to pogarda Krzywoustego wobec jego najmłodszego syna, urodzonego właśnie w roku jego śmierci, czyli w 1138, ale historycy z reguły pomijają słowa Krzywoustego, które dodawał on jakoby na marginesie, a brzmiały one, iż w źrenicy swego oka widzi cztery strumienie wzajemnie na siebie spadające, a następnie wysychające, a w miejscu ich zderzenia wzbija piąte źródło wonności). Tylko najstarszy syn był zrodzony z pierwszej żony Bolesława Zbysławy Świętopełkówny Kijowskiej - Władysław, pozostali zaś synowie pochodzili ze związku z drugą żoną Krzywoustego Salomeą z Bergu. 

Najstarszy Władysław (urodzony w roku 1105), uważał się za prawowitego i tak naprawdę jednego dziedzica tronu po ojcu (właśnie dlatego żeby był najstarszy). Gdy miał 6 lat ojciec zaręczył go z Agnieszką, córką Leopolda, margrabiego na Rakuszach (dzisiejsza Austria). Stało się to wkrótce po narodzinach Agnieszki (jeszcze w roku 1111). Do ożenku młodej pary doszło dopiero w roku 1125, gdy Władysław miał prawie 20 lat, a Agnieszka zaledwie 14 (dzięki małżeństwu z nią wszedł Władysław w pokrewieństwo z burgrabią Ratyzbony - Henrykiem i księciem czeskim - Władysławem II z rodu Przemyślidów, którzy pożenili się z siostrami Agnieszki). W chwili śmierci ojca Władysław miał już Agnieszką dwóch synów (Bolesława Wysokiego ur. w 1127 r. i Mieszka Plątonogiego ur. ok. 1131 r.) oraz córkę (Ryksę ur. ok. 1135 r.). Drugim synem Bolesława Krzywoustego który w chwili śmierci ojca pozostał przy życiu (bowiem Krzywousty miał bodajże jeszcze co najmniej dwóch synów którzy zmarli w dzieciństwie), był urodzony w 1122 r. już z Salomei z Bergu Bolesław Kędzierzawy (od koloru jego włosów). Ponoć jego matka rok wcześniej urodziła brata Kędzierzawego - Kazimierza, który zmarł w 1130 r. (stało się to ponoć po sześcioletnim okresie bezpłodności Salomei, w wyniku którego nie mogła ona począć dziecka, ale potem rodziła już zarówno z synów jak i córki). Bolesław Kędzierzawy w 1136 r poślubił Wierzchosławę (zwaną następnie Anastazją), córkę Wsiewołoda, księcia Nowogrodu Wielkiego (dziewczyna w chwili ślubu miała 10 albo 11 lat). Trzecim synem Krzywoustego był Mieczysław (Mieszko) urodzony ok. 1125 r. Czwartym synem był Henryk (urodzony ok. 1130 r. zapewne w 1132). Piątym zaś właśnie Kazimierz Sprawiedliwy (urodzony w 1138 r.). Bolesław Krzywousty miał również kilka córek, chociaż daty ich życia są podawane w przybliżeniu. Najstarszą, zrodzoną jeszcze ze Zbysławy Świętopełkówny, była Judyta (urodzona ok. 1107 r.). 1113 r miała zostać poślubiona księciu stefanowi z Węgier, a zmarła przed rokiem 1125. Miała też być Ryksa, Gertruda (mniszka w klasztorze w Zwiefalten) i Agnieszka (a także prawdopodobnie jeszcze dwie Judyty, chociaż ich istnienie jako córek Bolesława Krzywoustego jest dyskusyjne).


POLSKA ZA BOLESŁAWA III KRZYWOUSTEGO 
(1102-1138)



Bolesław III Krzywousty wyznaczył testament dzielący Polskę pomiędzy synów właśnie dlatego, aby uchronić ich przed walką o władzę, przed bratobójczym okrucieństwem (czego doświadczył sam, gdy walczył o władzę ze swym starszym bratem Zbigniewem w latach 1102-1107, zmuszając go ostatecznie do ucieczki z kraju, a następnie pozwolił mu wrócić w 1111 r. po czym podstępnie go uwięził i oślepił, w wyniku czego Zbigniew zmarł. Potem -1113 r. - przerażony możliwością nałożenia na niego klątwy przez papieża za oślepienie brata, Krzywousty odbył pielgrzymki pokutne do sanktuariów św. Idziego i św. Stefana na Węgrzech, oraz do grobu św. Wojciecha w Gnieźnie). Bolesław pragnął więc oszczędzić synom wzajemnej walki o władzę, a jednocześnie zapewnić jedność państwa, dzieląc go pomiędzy czterech swych potomków. Dzielnicę najważniejszą, czyli senioralną (ziemię krakowską, sieradzką i oświęcimską) z królewskim miastem Krakowem (który stał się stolicą ok. 1040 r. po wcześniejszym zdobyciu i zniszczeniu pierwszej stolicy państwa polskiego - Gniezna, w czasie wyprawy księcia czeskiego Brzetysława w roku 1039). Kraków był więc wówczas stolicą od prawie 100 lat (oczywiście w tamtym czasie stolicą było zawsze to miasto, w którym głównie przebywał król lub książę). Władysław więc w Krakowie był księciem zwierzchnim, seniorem i opiekunem swoich młodszych braci. Poza tym jako senior otrzymywał również władzę nad Pomorzem, od Zatoki Gdańskiej do Odry.  Natomiast jako swoją własną dzielnicę dostał Śląsk (Górny i Dolny) z głównym miastem Wrocławiem. Drugi syn Bolesław Kędzierzawy otrzymał Mazowsze i Kujawy (z głównym grodem w Płocku). Mieszko zaś dostał Wielkopolskę z głównym grodem w Poznaniu. Czwarty syn Henryk otrzymał Sandomierszczyznę z miastem Sandomierz (wykrojonym z pierwotnej dzielnicy senioralnej Władysława), natomiast najmłodszy - Bolesław Sprawiedliwy nie dostał żadnej dzielnicy i pozostawał pod opieką braci (oraz matki Salomei, która zyskała oprawę wdową w postaci ziemi łęczyckiej i żarnowskiej).


PODZIAŁ POLSKI W TESTAMENCIE BOLESŁAWA III KRZYWOUSTEGO (
1138)



Bolesław III Krzywousty zmarł 28 października 1138 r. w wieku 52 lat (chociaż w innych źródłach mówi się o 54 latach jego żywota). Panował od czerwca 1102 r., czyli od śmierci jego ojca Władysława I Hermana. Przez pierwsze 5 lat władał wraz ze swym bratem Zbigniewem, Bolesław otrzymał od ojca ziemie południowe: Małopolskę (wraz z Krakowem), Sandomierz, Śląsk oraz część Wielkopolski. Zbigniew zaś dostał Mazowsze, ziemię kujawską, łęczycką i wschodnią część Wielkopolski (Pomorze zaś miało być zarządzane przez obu braci, z tym że samo Pomorze Gdańskie kontrolował Zbigniew). Jak już wcześniej wspomniałem 1107 r Bolesław pokonał i wypędził brata z kraju, a ten udał się na dwór cesarza rzymsko-niemieckiego Henryka V, który w 1109 r zorganizował wielką wyprawę na Polskę (zakończoną jego porażką). Od roku 1113 do 1122 Bolesław podporządkowywał sobie Pomorze Gdańskie, w latach 1121 1127 zajął Pomorze Zachodnie wraz z Białogardem, Słupskiem, Kołobrzegiem, Szczecinem, wyspami Wolin i Uznam, Wołogoszczą, Dyminem, Radogoszczą (cztery ostatnie wymienione miasta i wyspy należą dziś do Niemiec). Wielokrotnie interweniował również w Czechach (1110 r., 1114-1115), na Węgrzech (1132 r.), wszedł w zatarg z księciem kijowskim Włodzimierzem Monomachem (1120-1123), a w roku 1135 na zjeździe w Merseburgu Bolesław złożył hołd lenny cesarzowi Lotarowi III z Pomorza Zachodniego i Rugii (jako ciekawostkę dodam tylko - choć nie ma ona związku ani z Bolesławem ani z Lotarem, że w roku 1127 w północnej Frankonii odbył się pierwszy w dziejach Europy turniej rycerski). Teraz rządy przejmowali synowie Bolesława, a właściwie jeden najstarszy senior -  Władysław II, który wkrótce otrzyma przydomek "Wygnańca".


CDN.

niedziela, 19 lutego 2023

WŁADCZYNIE - Cz. II

KOBIETY U WŁADZY W WYBRANYCH 
KRAJACH EUROPY





KRÓLESTWO POLSKI

Cz. II







I
św. KINGA
Cz. II


Było niegdyś Królestwo Polskie świetne, wielkie, potężne ale tylko dzięki temu że następowali po sobie dzielni monarchowie. Gdy zaś tylko nastąpił mniej zdolny, zaraz państwo upadało, a gdy następował nieudolny, upadek był tak wielki że ledwie można się było poddźwignąć z przepaści. Bo państwa w tym okresie były wówczas potężne tylko przez władców, a nie przez lud przez społeczeństwo. W niegdyś świetnym piastowskim państwie Bolesławów, Mieszków i Kazimierzów nastał w połowie XII wieku czas politycznego rozpadu, ale nigdy wcześniej jednak rozpad ten nie był tak wielki jak za czasów rządów w Krakowie księcia Bolesława V Wstydliwego, czyli małżonka owej św. Kingi, o której jest teraz mowa. W czasie bowiem 36-letnich rządów Bolesława (1243-1279), Polska rozpadła się dosłownie na atomy. Śląsk podzielił się na parę księstewek, Wielkopolska podobnie, Mazowsze rozpadło się na szereg ziem i największą wówczas dzielnicą rzeczywiście była jedynie Małopolska (rządzona przez Bolesława Wstydliwego), a to powodowało że Bolesław nie czynił pretensji do ziem przynależnym jego kuzynom. Przez pierwsze lata musiał się jednak zmagać z ambicjami Konrada I Mazowieckiego (tego, który sprowadził Zakon Krzyżacki do Polski), pragnącemu zdobyć Kraków i ogłosić się księciem senioralnym. Udało mu się to uczynić w lipcu 1241 r. (zaraz po zakończeniu najazdu tatarskiego), ale długo nie utrzymał się w Krakowie i już w maju tego roku - po klęsce w bitwie pod Suchodołem (gdzie siłami wiernymi Bolesławowi Wstydliwemu dowodził wojewoda krakowski i sławny rycerz - Klemens z Ruszczy), musiał opuścić Kraków (pozwoliło to wówczas 17-letniemu Bolesławowi wrócić wraz z żoną Kingą i siostrą Salomeą z Węgier do Polski). Zagrożenie jednak nie minęło i już w roku następnym (1244) Konrad Mazowiecki ponownie spustoszył ziemię Małopolską, ale nie udało mu się zbliżyć do Krakowa.

Książę Bolesław tymczasem miał jeszcze inne zmartwienia. Ziemia małopolska była bowiem potwornie zniszczona przez Mongołów, jak również przez ciągłe wojny pomiędzy książętami piastowskimi, brakowało ludzi, którzy zostali wcześniej uprowadzeni w jasyr lub wymordowani (naturalnym widokiem wówczas po odejściu Mongołów, były spalone wsie i miasta oraz trupy tych, których nie wzięto w niewolę). Dotychczasową praktyką było zasiedlanie wyludnionych terenów przez wziętą w niewolę ludność najechanych obcych księstw i królestw, ale w czasach, gdy Polska realnie stała się zlepkiem niewielkich dzielnic, takie praktyki nie były możliwe. Należało więc sprowadzić ludność z zagranicy umożliwiając jej tutaj osiedlenie się. Bolesław Wstydliwy nie miał więc wyjścia i musiał zdecydować się na kolonistów niemieckich z cesarstwa rzymskiego (z Rzeszy), choć praktyki podobne prowadziły do zniemczenia wielu miast, na przykład na Śląsku i na Pomorzu). Przybysze z Rzeszy przynosili nad Wisłę swój język, swoje obyczaje i swoje prawo które w miastach coraz bardziej się upowszechniało. Następował wówczas proces niemczenia polskich miast, który to proces ostatecznie został zatrzymany i odwrócony w XV a szczególnie w XVI wieku, gdy większość niemieckich rodzin całkowicie się spolonizowała (było to widoczne chociażby podczas odprawienia mszy w Kościele Mariackim w Krakowie, gdzie od połowy XV wieku msze odprawiano w języku niemieckim (który wyparł łacinę), ale już w pierwszej połowie wieku XVI dominował tam już język polski a w języku niemieckim można było odprawiać nabożeństwa tylko raz w tygodniu, zaś w drugiej połowie XVI wieku zupełnie zwyczaj ten zanikł).

Innym problemem księcia Bolesława (już jednak natury osobistej) był upór jego małżonki, księżniczki Kingi - dochowania przysięgi czystości. Bolesław miał już prawie 20 lat, Kinga była (prawdopodobnie) o 3 lata od niego młodsza, i młody książę zapragnął posiąść swą małżonkę a jej opory wprawiały go w coraz większą drażliwość. Bolesław na początku osobiście próbował przekonać Kingę do porzucenia ślubów czystości, ale w żaden sposób nie był w stanie jej do tego namówić (pewnego razu, w gniewie zagroził nawet jej że jeśli będzie mu się opierać to weźmie ją siłą, bo ma do tego prawo jako jej mąż). Ponieważ Kinga przysięgła dochować cnoty przed Bogiem, przeto Bolesław nieustannie posyłał jej spowiednika, którego zadaniem było namówić ją, by pozwoliła "użyźnić swoją dziewiczość książęcem nasieniem". Kapłan ten starał się przekonać księżną, że macierzyństwo to najwspanialsze co może spotkać każdą niewiastę (wymieniał wówczas wszystkie te kobiety, które stały się sławne za sprawą swych wybitnych synów - tylko i wyłącznie synów. Mówił więc o Sarze matce Izaaka, Rebece matce Jakuba, Racheli matce Józefa, Joabad - Aarona i Mojżesza, Anny - Samuela, Elżbiety - Jana Chrzciciela czy Heleny cesarza Konstantyna Wielkiego. Kinga na te wszystkie argumenty odpowiadała, że co prawda bardzo by pragnęła obdarzyć swego małżonka synem tak sławnym, jak owi wymienieni, ale przecież nie ma pewności że w ogóle urodzi syna, dlatego też woli już dochować swej cnoty niż ryzykować. Bolesław jednak nie dawał za wygraną, co noc posyłał do jej komnaty tego samego spowiednika, który co noc nakłaniał ją do tego samego, aby pozwoliła księciu pozbawić ją dziewictwa. Kinga odpowiadała, że życie małżeńskie to nie tylko radość i przyjemności ale również boleść i ciężki znój i prosiła kapelana, aby przekonał jej męża z zaniechania prób odebrania jej wianka. Gdy ten jednak uparcie wykonywał polecenia Bolesława, Kinga skarciła go, iż bardziej dba o cielesne pragnienia jej męża, niż o świętość, jaką jest cnota niewieścia w oczach Boga i on jako kapłan powinien tej cnoty strzec. Ostatecznie spowiednik ów uznał swą porażkę i zrezygnował z dalszych prób namówienia księżnej Kingi do współżycia z Bolesławem.




Ale Bolesław nie zamierzał tego tak zostawić. Zapowiedział Kindze, że jeśli ta nie zgodzi się na pozbawienie jej dziewictwa i urodzenie synów, wówczas książę weźmie sobie do łoża nałożnicę a ona okryta zostanie hańbą. Były to jednak pogróżki bez pokrycia, gdyż Kinga miała zbyt dużą pozycję, a przede wszystkim wniosła ogromny posag, dzięki któremu Bolesław mógł wystawić nowych zbrojnych a nawet sprowadzić kolonistów niemieckich do wyludnionych i zniszczonych miast. Bolesław jednak nie tracił nadziei na pozytywne rozwiązanie jego zamierzeń, tym bardziej że spali przecież w jednej komnacie jak mąż z żoną, w jednym łożu i co prawda Kinga pragnęła, aby w tej samej komnacie spały jej dwie damy dworu, to jednak książęce łoże miało zasłony i nie zawsze można było dojrzeć co się tam dzieje. I pewnej nocy doszło do takiej sytuacji, że Kinga nie mogą zasnąć kręciła się na łożu i rąbkiem swej koszuli dotknęła Bolesława. Ten uznał, że jest to zaproszenie do współżycia i że wreszcie księżna zrezygnowała ze swego uporu w celu utrzymania cnoty. Zaczął więc ją przytulać i całować, ale gdy zobaczył że jednak jest mu niechętna, zrezygnował ze swych amorów. Mimo to, ich łóżkowe baraszkowanie zostało odebrane przez obydwie damy dworu - które sypiały w książęcej komnacie - za zgodę na współżycie i szybko pojawiła się na Wawelu plotka, że księżna jednak uległa swemu mężowi i rozłożyła przed nim nogi. W kolejnych dniach zarówno książę, jak i księżna musieli wyjaśniać swym dworzanom, że jednak do niczego nie doszło, co rzeczywiście musiało być dość zabawne. Kinga rozmawiała więc ze swymi damami dworu i przekonywała je że pozostała dziewicą, zaś Bolesław w rozmowie ze swoimi rycerzami stwierdził, że rzeczywiście do niczego wówczas nie doszło a ci posmutnili, gdyż uznali że książę nie doczeka się potomka. Była to więc iście komiczna sytuacja w której książęca para, której zadaniem było przedłużenie swego rodu a tym samym bezpieczeństwa księstwa - musiała tłumaczyć się poddanym, że do niczego między nimi nie doszło i że dzieci nie będzie 😅.

Książę Bolesław zresztą coraz bardziej utwierdzał się też w przekonaniu, że coś z nim, jako mężczyzną musi być nie tak, skoro odrzuca go własna żona. Zrobiło to na nim tak wielkie wrażenie i tak bardzo utkwiło w jego psychice że przestał się z czasem interesować w ogóle płcią piękną i jakimikolwiek cielesnymi uciechami, dlatego też do historii przeszedł z przydomkiem "Wstydliwy", choć bardziej właściwe  powinno być - "Wstrzemięźliwy". Należy też dodać, że dobrowolna zgoda na utrzymanie dziewictwa była dla kobiet w średniowieczu próbą dorównania mężczyznom, gdyż cenione one były właśnie za swą pobożność i cnotliwość, tak jak mężczyźni za waleczność i sprawiedliwość. A co do waleczności, to było ku temu wiele okazji gdyż już w 1246 r. Małopolskę ponownie najechał książę mazowiecki Konrad I. Zdołał on nawet pokonać rycerstwo małopolskie w bitwie pod Zaryszowem i zbudował twierdze w Tyńcu i Lelowie w niedalekiej odległości od Krakowa, pragnąc zmusić mieszkańców miasta do kapitulacji. Miasto jednak nie zamierzało się poddać, a on sam ze swym wojskiem nie był w stanie realnie otoczyć grodu Kraka i zarówno stan zdrowia jak i obowiązki w księstwie mazowieckim, zmusiły go do powrotu, a wówczas Bolesław przejął prawie bezkrwawo zamki w Tyńcu i Lelowie. Był to już ostatni najazd Konrada Mazowieckiego na Małopolskę, gdyż zmarł on w sierpniu roku następnego (1247) w wieku sześćdziesięciu lat. Jednak zmiana władcy Mazowsza spowodowała, że księciu Bolesławowi udało się nawiązać przyjazne relacje z synem i następcą Konrada  księciem Ziemowitem I Mazowieckim, a tym samym niebezpieczeństwo najazdu z północy zostało na jakiś czas zażegnane, tym bardziej że samo księstwo mazowieckie zaczęło popadać w coraz większe wewnętrzne trudności które owocowały jeszcze większym podziałem tych ziem pomiędzy synów Konrada.


ZIEMIE KTÓRYMI WŁADAŁ KSIĄŻĘ BOLESŁAW V WSTYDLIWY OZNACZONE SĄ NA MAPIE KOLOREM CZERWONYM I RÓŻOWYM



W tym samym mniej więcej czasie na ziemi krakowskiej pojawiła się zaraza. Trąd pokrywał ciała ludzi i zwierząt i niszczył ich organizmy prowadząc ku śmierci. Dwór na Wawelu co prawda wiedział o panującej chorobie, ale ponieważ ograniczono kontakty z resztą miasta do minimum, nikt na Wawelu jeszcze nie zachorował. Natomiast pewnego razu księżna Kinga w towarzystwie swych dwórek wybrała się w podróż z Nowego Korczyna do Pacanowa i na swej drodze spotkali trędowatego. Rycerze straży książęcej zaczęli go odganiać ale księżna Kinga nakazała zatrzymać powóz, podeszła do trędowatego i... zaprosiła go do swej karocy. Uczyniła to wbrew radom swych dwórek, które były przerażone jej postępowaniem, tym bardziej że ów trędowaty, pokryty był odrażającymi ranami na całym ciele, a poza tym jak pisze kronikarz, był: "brudny śmierdzący i odrażający". Jedną z tych, które najgłośniej demonstrowały swoje niezadowolenie wobec zachowania Kingi, była jej dwórka o imieniu Przecława, która krzyczała iż księżna pani świadomie naraża je na niebezpieczeństwo. Kinga, aby ją uspokoić podeszła do niej i pocałowała ją w usta, ale to tylko pogorszyło sytuację ponieważ Przecława zaczęła teraz twierdzić, że na jej wargach pojawiły się krosty i że już jest zakażona. Zaczęła też nawet złorzeczyć Kindze i przeklinać ją, że celowo sprowadziła nań zarazę i świadomie pragnie jej śmierci. Księżna niezrażona jednak tym postępowaniem, pocałowała ją w usta po raz drugi i gdy Przecława zdumiona takim postępowaniem uspokoiła się, zauważyła że na jej ustach nie ma żadnych krost i dała się namówić na odwiezienie owego trędowatego do leprezorium dla trędowatych (nie ma żadnych informacji ażeby potem którakolwiek z owych dam dworu zachorowała i zmarła, co potem uznano za bożą opiekę, zesłaną z Niebios dzięki protekcji dziewiczej księżniczki). W kolejnych dniach i tygodniach Kinga organizowała datki dla zarażonych, a nawet osobiście odwiedziła leprezorium w Sandomierzu (wówczas miało dojść do sytuacji, w której na idącą do szpitala księżnę wypadło stado zdziczałych psów, które warczały i szczekały na nią. Ponoć nie ulękła się tego i zrzuciwszy na nich swój płaszcz, dumnie weszła do leprezorium).

Kinga bardzo interesowała się losem swych poddanych, dbała o ich bezpieczeństwo oraz często udzielała jałmużny. Pewnego razu zaś dowiedziałaś się, że jeden z krakowskich wielmożów - Piotr z Wojczy haniebnie potraktował swą małżonkę Katarzynę. Wygnał ją bowiem ze swego łoża i wprowadził tam pewną dziewczynę o imieniu Agata, zaś małżonkę swoją zmusił do posług służebnych wobec owej dziewczyny. Agata zaczęła uważać się za panią i coraz bardziej rozpanoszyła się w domu w którym mieszkała Katarzyna. Małżonek zmuszał ją też do tego, aby przygotowała posiłki dla niego i jego kochanki i aby służyła jej na przykład podczas nocnych ablucji. Nocą zaś była zamykana na klucz w jednej z komnat w kasztelu w Wojczy. Księżna Kinga - gdy tylko się o tym dowiedziała, natychmiast zebrała grupkę zbrojnych i osobiście udała się na spotkanie z owym wielmożą. Lecz gdy orszak księżnej dotarł do Wojczy, rycerze  będąc w jej szeregu obawiali się podejść do bramy, przy której z mieczem w dłoni stał w butnej postawie sam Piotr, pan kaszelu na Wojczy. Niektórzy z rycerzy nie chcieli walczyć, gdyż dobrze się z nim znali, inni zaś dlatego że obawiali się jego zemsty, gdyż słynął z okrucieństwa. Widząc to, Kinga wysiadła z pojazdu w którym ją tutaj przywieziono, podeszła do Piotra z Wojczy, minęła go (ten nie ośmielił się jej zatrzymać), weszła do kasztelu a następnie przeszukiwała kolejne komnaty w celu odnalezienia Katarzyny. Gdy już ją znalazła, uściskała ją czule i zapowiedziała że przybyła tutaj aby zwrócić jej te prawa, które jako żonie jej przysługują. Księżna wiedziała jednak, że dopóki kochanka Piotra Agata przebywa w Wojczy, nic się nie zmieni i gdy tylko ona wyjedzie, wszystko wróci do poprzedniej sytuacji. Agata wiedziała o tym, i dlatego postanowiła się ukryć, a schowała się w... piecu, ale nie mieściła się w nim cała i wystawały jej nogi. Za te nogi złapała ją księżna Kinga, wyciągnęła ją z tego pieca i ciągnąc po podłodze zawlokła za sobą do karocy, wepchnęła do środka i dała rozkaz do odjazdu. Wszyscy świadkowie tej przedziwnej sytuacji byli tak zdziwieni że gdyby mogły, to szczęki opadły by im do ziemi, a najbardziej zdziwiony - szczególnie swą biernością - był Piotr z Wojczy, który nie tylko wpuścił księżną i pozwolił jej zabrać swą kochankę, ale przede wszystkim został upokorzony. Co się potem stało z ową Agatą, nie wiadomo. Wiadomo jednak, że księżna Kinga wiele kobiet - szczególnie nierządnic - namówiła do bogobojnego życia, przekonując je do wstąpienia do klasztoru.




W roku 1247 księżna Kinga postanowiła odwiedzić rodziców i wyjechała na Węgry. Jej ojciec król Bela IV zwyciężył niedawno czteroletnią wojnę z księciem austriackim Fryderykiem II z rodu Babenbergów (tego samego, który w 1241 r. przybył z niewielką odsieczą na Węgry, ale potem zawrócił zagarniając jednocześnie trzy węgierskie komitaty), pokonując go nad Litawą (czerwiec 1246 r.). Poza tym król Bela intensywnie odbudowywał kraj po zniszczeniach najazdu mongolskiego. Zakładał nowe miasta (m.in.: Buda, Zagrzeb, Kieżmark, Lewocza, Zwolen) oraz umacniał kraj, budując nowe twierdze przygraniczne - czyli postępował dokładnie tak samo jak książę Bolesław, jego zięć w ziemi małopolskiej. Oczywiście rodziło to również i kłopoty, gdyż przede wszystkim sprowadzano ludność niemiecką co w późniejszych latach będzie stanowiło poważny problem na Węgrzech, a poza tym budowa nowych twierdzy kosztowała duże pieniądze, a tych król nie posiadał, natomiast posiadali je wielcy panowie węgierscy, którzy byli chętni na wyłożenie owych środków tylko wówczas, jeśli król zrezygnuje z części swej władzy zwierzchniej. Bela IV nie miał więc wyjścia, bezpieczeństwo kraju było bowiem najważniejsze. Kraj też bardzo się rozwijał, budowano nowe kościoły, pałace, szkoły, szpitale. Znacznie zmniejszył się też poziom analfabetyzmu wśród duchownych i wśród szlachty - teraz możni wysyłali swoje dzieci na uniwersytety, szczególnie do Francji i do Włoch. Księżna Kinga była pod wrażeniem zmian jakie dokonywały się w jej kraju rodzinnym, a Bela IV obwoził ją w karecie, pokazując jej nowe budowle i powstające miasta. Król zabrał ją również do kopalni soli w Marmuruszu, a ona poprosiła ojca aby podarował jej jeden szyb, a gdy ten się zgodził wrzuciła weń swój pierścień (był to początek legendy tzw. pierścienia Świętej Kingi o którym jeszcze opowiem). Wracając do Krakowa zabrała ze sobą Kinga węgierskich górników, którzy mieli w Polsce wydobywać sól (tym bardziej że kilka lat wcześniej odnaleziono w Bochni duże pokłady soli, ale nie można było się do nich dokopać. Uczynili to dopiero węgierscy górnicy, którym udało się to w 1251 roku). Tym sposobem księżna Kinga do już ofiarowanego małżonkowi ogromnego posagu z którego ten opłacał zbrojnych jak i zakładał nowe szpitale oraz kościoły, doszły również żupy solne w Bochni. Bolesław doprawdy wiele zawdzięczał swej małżonce i niewiele mógł uczynić aby swój dług wobec niej spłacić. Przynajmniej jednak przestał ją nagabywać w kwestii spłodzenia potomstwa.


CDN.

czwartek, 9 lutego 2023

WŁADCZYNIE - Cz. I

KOBIETY U WŁADZY W WYBRANYCH 
KRAJACH EUROPY





I

św. KINGA 

Cz. I






Nim bezpośrednio przyjdę do dziejów Jadwigi Kaliskiej małżonki Władysława I Łokietka i matki Kazimierza III Wielkiego, warto słów parę napisać również o jej matce  i ciotce - czyli Jolencie i Kindze. Wszystkie one bowiem były węgierskimi księżniczkami pochodzącymi z rodu Arpadów, a poza tym były to sławne kobiety swoich czasów, których nie sposób pominąć i wszystkie one zostały żonami polskich książąt z rodu Piastów. Postać Jolenty i jej córki Jadwigi jest mniej znana, Kinga zaś - która została świętą - jest nieco bardziej popularna, ale też tylko z nazwy, o jej życiu niewielu jednak wie więcej, niż to, co można wyczytać w oficjalnej biografii (np. na Wikipedii). 

Św. Kinga pochodziła z rodziny w której mnóstwo kobiet oddawało się Bogu i uznawane były za święte lub błogosławione. Takie to były wówczas czasy, gdy wielu wędrownych kaznodziejów nawoływało ludzi do odnowy moralnej i żalu za grzechy. Te nawoływania przede wszystkim kierowane były do mężczyzn, gdyż kobiety uważano za co najwyżej dodatek do mężczyzny i ich zbawienie nie było aż tak istotne - przynajmniej dla wielu ówczesnych kapłanów. Jednym z niewielu kaznodziei, którzy wówczas na równi traktowali kobiety i mężczyzn, był chociażby Robert z Arbrissel. Nawoływał on do porzucenia wszelkich dóbr doczesnych i podążania drogą Chrystusa oraz Jego uczniów, przy czym nie stosował on tutaj żadnej różnicy pomiędzy mężczyznami i kobietami, a ludzie podążali za nim, porzucając własne domostwa i żyjąc życiem pustelników. Ruch pustelniczy i chrześcijański mistycyzm był bardzo silny w ówczesnej Europie, również na węgierskim dworze w Królewskim Białogrodzie, gdzie od 1235 r. panował ojciec św. Kingi - król Bela IV. Ten energiczny monarcha przejął pełnię władzy w wieku 29 lat po śmierci swego ojca - Andrzeja II (choć Bela został koronowany jeszcze za życia swego ojca w 1214 r. będąc jeszcze dzieckiem). Król Andrzej miał wielkie ambicje (chciał np. zostać władcą Konstantynopola), ale brakowało mu ku temu siły i determinacji, a poza tym nie radził sobie z wewnętrzną opozycją, jaką miał we własnym kraju, a złożoną zarówno z wielkich możnowładców jak i serwientów (drobnej szlachty węgierskiej, wcześniej złożonej z wolnych jeźdźców stacjonujących w nadgranicznych komitatach). Królowi brak też było konsekwencji gdyż raz przyznawał pewne prawa a następnie je odbierał (np. w 1222 r. wydał tak zwaną Złotą Bullę, w której zrównywał prawa serwiantów z władzą wielkich możnowładców węgierskich, a tym ostatnim przyznawał również prawo do wypowiedzenia posłuszeństwa władzy królewskiej. Jednak pod wpływem silnej opozycji węgierskiego kleru z prymasem Węgier na czele, król Andrzej cofnął postanowienia Złotej Bulli, wydając w 1231 r. drugą Złotą Bullę, w której odbierał szlachcie prawo do buntu wobec władzy królewskiej. Nie uchroniło go to wcale przed klątwą, jaką w 1232 r. rzucił nań i na całe Węgry prymas Robert, a powodem tego było dzierżawienie przez Żydów dochodów królewskich. Na mocy więc ugody zawartej w Bergu w 1233 r., król Andrzej zobowiązał się wygnać z kraju Żydów, oraz poczynić pewne ustępstwa podatkowe dla węgierskiego kleru). Miał też ów król spore problemy z żyjącymi w południowym Siedmiogrodzie Niemcami (Sasami) którym w 1224 roku przyznał autonomię. W tym też mniej więcej czasie (1226 r.) zmusił Zakon Najświętszej Maryi Panny domu niemieckiego w Jerozolimie (czyli Krzyżaków) do opuszczenia południowego Siedmiogrodu, gdy tylko zrozumiał że ich celem było stworzenie własnego państwa na własnej jego ziemi (a tak się akurat złożyło, że w tym czasie książę mazowiecki - Konrad poszukiwał rycerzy, którzy by mu dopomogli w walce z pogańskimi Prusami, notorycznie najeżdżającymi Księstwo mazowieckie i postanowił sprowadzić Zakon Krzyżacki na ziemie polskie (pierwsi trzej rycerze zakonni przybyli do ziemi chełmińskiej w roku 1228) i tak oto rozpoczęła się 300-letnia epopeja krzyżacka, która ostatecznie zakończyła się hołdem lennym ostatniego wielkiego mistrza Zakonu - Albrechta Hohenzollerna przed królem Zygmuntem I Jagiellończykiem w Krakowie w kwietniu 1525 roku).




Król Bela IV rozpoczął zaś swoje panowanie ( 1235 r.) od aresztowania lub wypędzenia dawnych doradców swojego ojca, a dążąc do wzmocnienia władzy królewskiej ustanowił specjalną kancelarię, do której zwracać mieli się pisemnie wszyscy możnowładcy oraz cała szlachta węgierska. Napotkał jednak silny opór wielkich panów węgierskich, którzy przyzwyczajeni do słabej władzy królewskiej jaka była za czasów Andrzeja II, nie zamierzali podporządkowywać  się królewskim przykazaniom, a ponieważ ich prywatne armie były często liczniejsze od sił królewskich - byli pewni swego (tym bardziej że serwianci nie wsparli wówczas króla). W takiej to atmosferze politycznej przyszła na świat (ok. roku 1234 - choć węgierskie źródła podają rok jej narodzin 1224, ale zapewne nie są one dokładne) córka Beli IV która otrzymała na imię Kinga (prawdopodobnie urodziła się ona ok. roku 1230, jako że spotkałem się ze stwierdzeniem iż była zaledwie o trzy lata młodsza od swego małżonka, księcia sandomierskiego - Bolesława Wstydliwego, urodzonego w 1226 r.). Istnieje legenda (nie wiadomo na ile prawdziwa) że autorką małżeństwa młodej Kingi i swego młodszego brata Bolesława, była córka księcia siedmiogrodzkiego Leszka Białego - Salomea, żona króla halickiego - Kolomana. Widziała ona bowiem w Kindze swą bratanicę, lecz problemem była niechęć jej matki królowej Węgier - Marii Laskariny do wydania za mąż młodej dziewczyny za jednego z Piastów. Mijało już prawie 100 lat od ogłoszenia testamentu Bolesława III Krzywoustego i rozpadu terytorialnego dawnego państwa polskiego. Teraz poszczególnymi ziemiami władali lokalni książęta niezależni jeden od drugiego, a siła i pozycja państwa polskiego dawno minęła. Salomea postanowiła jednak nie dać za wygraną i prowadzić swój cel do końca a ponieważ mieszkała ona (wraz z mężem) na Węgrzech od końca 1221 r. (ponoć w wieku trzech lat Salomea przyrzekła Bogu że pozostanie dziewicą, a Koloman - choć z trudem - szanował jej wybór. Ona jednak, aby go nie prowokować nosiła tylko czarne suknie, aż pewnego razu Koloman rzekł do niej: "Na Boga przecież ja jeszcze nie umarłem, zrzuć więc ten strój wdowi". Gdy więc wyjechał on na polowanie, ona ubrała się w kolorową suknię aby zrobić mu niespodziankę, a gdy wrócił i ujrzał ją takową, tak go ona podnieciła, że porwał ją z miejsca i zaniósł na łoże. Nim jednak doszło do stosunku oprzytomniał i przypomniawszy sobie dane jej słowo, rzekł: "O Jezu Chryste, jakże wielkich rzeczy wyrzekam się dla ciebie").

Salomea zaprzyjaźniła się z młodą Kingą i starała się namówić ją do małżeństwa z jej bratem Bolesławem. Jednocześnie Salomea słała listy do swej matki Grzymisławy do Skały (gdzie ta wówczas przebywała, usiłując utrzymać dziedzictwo swego syna) aby wysłała poselstwo do Budy z prośbą o rękę Kingi dla Bolesława. Gdy takie poselstwo przybyło, Salomea namówiła Kingę aby ta schowała się w skrzyni, która następnie miała zostać przewieziona do Polski (Kinga zgodziła się na to, ciesząc się iż spotka ją ciekawa przygoda). Tak też się stało, młoda Kinga odbyła swą podróż w skrzyni i po przybyciu do Skały została powitana przez księżną Grzymisławę i panów z jej otoczenia (1239 r.) jako przyszła małżonka księcia Bolesława Wstydliwego. Tymczasem w budzie wybuchła ogromna afera. Królowa Maria - gdy dowiedziała się o zniknięciu córki - nie była w stanie pohamować swej złości, a gdy poinformowano ją, że to Salomea stała za przewiezieniem Kingi do Polski, postanowiła ją zgładzić. Salomea musiała ratować się ucieczką i pod osłoną nocy - opłaciwszy ludzi którzy jej w tym pomogli - przedostała się do Polski. Królowa Maria ogłosiła, że w przypadku powrotu Salomei na Węgry każdy kto udzieli jej schronienia lub choćby się do niej odezwie, zostanie surowo ukarany.




Tymczasem w Wojniczu doszło do zaślubin (a raczej do zrękowin, gdyż oboje byli jeszcze za młodzi na ślub) 13-letniego księcia Bolesława i (zapewne trzy lata od niego młodszej) Kingi (1239 r.). W czasie tej uroczystości młoda dziewczyna tymi oto słowy zwróciła się do swego przyszłego małżonka: "Błagam cię gorąco, prześwietny młodzieńcze, ażebyś dzięki twej władzy i troskliwości stał się obrońcą mojego dziewictwa, które nietknięte uchowałam". Tym samym Kinga poszła w ślady Salomei i postąpiła dokładnie jak ona. Salomea zaś dobrze zdawała sobie sprawę, że na dłuższą metę nie może utrzymywać konfliktu z królową Marią i że w jej osobistym interesie jest pogodzenie się z matką Kingi. Dlatego też postanowiła powrócić na Węgry wraz z Kingą i Bolesławem a wsparta przez swego małżonka Kolomana (brata króla Węgier Beli IV) stanęła przed obliczem królowej Marii i padła jej do stóp prosząc o wybaczenie. Podała jej również rózgę, mówiąc, że jeśli tego pragnie, aby wymierzyła jej karę chłosty. Królowa Maria ujęta jej uległością i pokorą - zrezygnowała z kary, wybaczyła Salomei i zgodziła się na małżeństwo Kingi z Bolesławem, po czym oboje hojnie obdarowała. Młoda para zamieszkała teraz na Węgrzech a Salomea wróciła do męża do księstwa Kroacji (którym Koloman zarządzał).




Ale nadszedł rok 1241 i nad Węgrami, Polską a także na całą Europą zawisła groza mongolskiego najazdu. O to bowiem Batu-chan wnuk Czyngis-chana zarządzający Niebieską Ordą postanowił wyprawić się na podbój Europy. Zaczęło się jeszcze w 1237 r. Gdy padł riazań. W roku następnym Batu-chan podporządkował sobie całą Ruś, zdobył Władimir, Rostów, Jarosławl, Twer, pod Kozielskiem rozgromił w bitwie księcia czernichowskiego, a w dwa lata później (1240 r.) ruszył na Perejesław, Kijów i Włodzimierz i Halicz po drodze paląc i niszcząc wszystko, gdziekolwiek tylko napotykał opór. Rok 1241 był więc rokiem tragicznym dla Europy i w wielu krajach wizja mongolskiego najazdu była równa końcowi świata i narodzin antychrysta (np. król Anglii - Henryk III Plantagenet pisał tak w swym liście do matki). Na feudalną, kościelną i heretycką Europę w której ścierali się zarówno święci, inkwizytorzy jak i wolnomyśliciele, oraz rzemieślnicy cechowi i uczenie uniwersyteccy, spadła teraz nawała zdyscyplinowanych hord mongolskich, krusząc jeden po drugim feudalne rycerstwo miniaturowych królestw i księstw europejskich. Główne uderzenie pod wodzą Batu-chana Mongołowie skierowali na Węgry, natomiast uderzenie osłaniające pod wodzą Ordy i Bajdara (również wnuków Czyngis-chana) wyprowadzone zostało na ziemie polskie. W tym czasie najpotężniejszym polskim księciem był Henryk II Pobożny, który zjednoczył cały Śląsk, Wielkopolskę, ziemię opolsko-raciborską oraz Małopolskę z Krakowem i Sandomierzem. Pod Turskiem i Chmielnikiem rycerstwo małopolskie próbowało zatrzymać Mongołów - bezskutecznie. W ogniu stanął Lublin i Sandomierz a ludność uprowadzona została w niewolę. Obronił się Kraków (prawdopodobnie to wtedy miejski trębacz, który ujrzał nieprzyjaciela i zaczął trąbić na alarm został przyszyty strzałą, a na pamiątkę tego wydarzenia do dziś dzień w Kościoła Mariackiego rozbrzmiewa hejnał który zawsze kończy się w połowie). Ostatecznie książę Henryk II poległ w bitwie pod Legnicą i choć bitwa ta była przegrana, to jednak Mongołowie zawrócili ze względu na zbyt duże straty i skierowali się na Węgry.




A tymczasem na Węgrzech tamtejsi magnaci nie spieszyli się z obroną kraju. Niektórzy z nich nawet życzyli Beli IV klęski, a także zamordowali króla plemienia Kumanów - Kotenya, których węgierski władca dwa lata wcześniej sprowadził do swego kraju i osiedlił ich między Dunajem a Cisą, z zamiarem wyzyskania ich pomocy w obronie przed Mongołami. Kumanowie byli dość specyficznym i raczej niechętnie przyjętym sojusznikiem. Po pierwsze - Kumanowie byli poganami - co już budziło sprzeciw, a po drugie - nie tolerowali oni własności prywatnej, uważając że wszystko jest wspólne i nie respektowali węgierskiego prawa. Skargi, jakie w latach 1240-1241 składali węgierscy poddani na postępowanie Kumanów, król Bela bagatelizował i nic z tym nie robił, spodziewając się iż wesprą go oni w walce z Mongołami. Jednak gdy węgierscy magnaci zamordowali ich króla, Kumanowie opuścili nadane im ziemie i odeszli na wschód, grabiąc i paląc wszystko na wzór Mongołów. Węgrzy byli praktycznie osamotnieni w tej walce, jedyne wsparcie udzielił im książę austriacki - Fryderyk Babenberg który jednak przybył z tak nielicznym oddziałem, że nadawał się on bardziej na paradę niż do walki. 
 Książę ten wycofał się jednak jeszcze przed walną bitwą na polach Mochi (po drodze zagarnął trzy węgierskie komitaty nad Litawą), do której doszło w kwietniu 1241 r. Po kilkugodzinnej bitwie węgierskie rycerstwo przestało istnieć, król ledwo uszedł z życiem a cały kraj praktycznie wpadł w ręce Mongołów (rejon Dalmacji zdobyli oni w 1242 r.). Co prawda Ostrzychom i Białogród oparły się najazdowi, ale Węgry ocaliła dopiero wiadomość o śmierci chana Ogotaja (zmarł w grudniu 1241 r.) a Batu-chan pragnął zająć jego miejsce, co ocaliło Europę przed mongolskim zniewoleniem.




Węgry jednak jak pisał pewien niemiecki kronikarz pod datą 1241: "W tym roku państwo węgierskie po trzystu pięćdziesięciu latach istnienia zostało zniszczone przez Tatarów". Król Bela uciekł na jedną z dalmatyńskich wysp i dopiero wycofanie się Mongołów z Węgier spowodowało, iż wrócił do kraju i podjął się szybkiej pracy odbudowy (nie na darmo Bela IV nazywany jest w węgierskiej historiografii "drugim założycielem Węgier"). A tymczasem Kinga, Bolesław i Salomea (której mąż poległ w walce z Mongołami) w 1243 roku wrócili do Krakowa. Młody, ale już dojrzewający 17-letni książę coraz bardziej pragnął skonsumować zawarte małżeństwo, a ponieważ Kinga chciała dotrzymać złożonej przysięgi dochowania swej cnoty, Bolesław wpadał w coraz większy gniew. Od tej chwili na Wawelu działy się rzeczy zarówno zabawne jak i przedziwne.




CDN.

niedziela, 8 stycznia 2023

WŁADCZYNIE - ZAPOWIEDŹ

  KOBIETY U WŁADZY W WYBRANYCH KRAJACH EUROPY




W tej serii pragnę zająć się opowieścią o dziejach władczyń lub po prostu królowych - stojących u boku swych mężów i wspierających ich w istotnych dla państwa decyzjach. Postanowiłem na początek opisać wszystkie małżonki królów Polski, następnie Francji, potem Anglii/Wielkiej Brytanii, następnie zajmę się mało znanymi małżonkami osmańskich władców - które to nie były sułtankami (był to bowiem pierwotny okres budowy państwa osmańskiego, gdy turecku siły ani brali sobie za żony bizantyjskie, greckie i latyńskie księżniczki o których potem zapomniano). To na sam początek, potem może zajmę się jeszcze królowymi Hiszpanii (wśród których była w średniowieczu jedna Polka) i zobaczymy co dalej. 

Co się zaś tyczy polskich królowych, to jednak nie zamierzam sięgać zbyt daleko w przeszłość, a skupię się na tych kobietach, które były królowymi od czasów przywrócenia monarchii polskiej w 1320 r., pomijając cały szereg królowych, księżniczek i księżnych z okresu wczesnopiastowskiego i rozbicia dzielnicowego (o nich może też jeszcze kiedyś napiszę oddzielną serię). Postanowiłem jednak skupić się na okresie po roku 1320, ponieważ wówczas jes już zachowana ciągłość koronacyjna i każdy kolejny polski władca był wówczas koronowanym królem - a nie księciem (jak to często bywało w przeszłości), a to oznacza, że koronowane (choć nie zawsze) były i ich małżonki (ale nawet jeśli nie były koronowane, to i tak przysługiwał im tytuł królowych - jako małżonek króla).

W temacie tym, skupiał będę się głównie na samych kobietach i ich życiu na królewskich dworach (a to oznacza, że wydarzenia z nimi bezpośrednio nie związane, przedstawię w mniejszym lub większym skrócie). Wyjątek czynię jedynie dla osoby królowej Jadwigi - jako że ona panowała nie jako królowa, a jako król i choć miała męża (Jogaiłłę, Władysława II Jagielłę) to ona była najważniejszym monarchą (świadczy o tym fakt, że po jej śmierci (w 1399 r.), panowie polscy zastanawiali się, czy Jagiełło dalej może być królem. Ostatecznie uznano że nie ma sensu szukać nowego władcy (skoro stary jest jeszcze całkiem niezużyty 😁) i tak już zostało. Jadwiga była pierwszą żoną Władysława Jagiełły, ale przedłużył swój ród i założył dynastię Jagiellonów, dopiero ze swoją czwartą żoną - Zofią (Sonką) Holszańską.


JADWIGA I JAGIEŁŁO 



JAGIEŁŁO I SONKA HOLSZAŃSKA



To tyle jeśli chodzi o zapowiedź tej serii. Pierwszą królową od której zacznę, będzie więc małżonka Władysława I Łokietka - Jadwiga Kaliska (matka Kazimierza Wielkiego) i córka sławetnej Jolenty Węgierskiej (siostry św. Kingi i córki cesarzówny bizantyjskiej - Marii Lascaris). Ostatnią królową polską, będzie zaś Maria Józefa Austriaczka - żona króla Augusta III Sasa, zmarła w listopadzie 1757 r. w okupowanym przez Prusaków Dreźnie (jako że ostatni król Polski, Stanisław August Poniatowski nigdy się nie ożenił).




Zapraszam zatem do lektury nowej serii.


CDN.

czwartek, 29 września 2022

"NASZA WSPÓLNOTA JEST WYJĄTKOWA!"

 CZYLI JAK UCZYNIĆ POLSKĘ 

ZNOWU WIELKĄ?

 
 
"UPAŚĆ MOŻE I NARÓD WIELKI,
ZNIESZCZEĆ - TYLKO NIKCZEMNY"
 
STANISŁAW STASZIC
 
 
 

 
 
NA PRZYKŁADZIE ANALIZY, UDZIELONEJ MIESIĘCZNIKOWI: "WPIS. PATRIOTYZM I SZTUKA" 
- nr. 6/2017 r. - przez prof. ANDRZEJA NOWAKA
 
 
 
 Stawiając pytanie o źródła wielkości Polski w wiekach XIV i XV, przedmiocie trzeciego tomu "Dziejów Polski", zastanawiamy się równocześnie nad wiekiem XXI - co i jak robić, żeby Polska znów była wielka? Nie kosztem poniżania innych, sąsiadów, nie kosztem zaborów ich ziem, ale własną pracą i wysiłkiem. Żeby była wielka własnym wzlotem duchowym. Tak jak parę wieków temu. Zacznę przekornie może, jakby po marksistowsku, od materialnej podstawy tej wielkości, bo o niej też nie można zapominać; wszak nie samą strawą duchową żyje człowiek.  
 
Nasza wspólnota jest wyjątkowa  
 
 Nie byłoby wielkości Polski, gdyby nie budowa jej materialnych fundamentów przez króla Kazimierza Wielkiego. W wiekach XIV i XV ogromnie wiele zawdzięczaliśmy wyjątkowo udanym monarchom. Był to okres doskonałej, owocnej ich współpracy z narodem - od Kazimierza Wielkiego, przez królową Jadwigę i jej męża Władysława Jagiełłę, po Kazimierza Jagiellończyka. W przyszłym roku moglibyśmy obchodzić uroczyście 650-lecie reorganizacji ekonomicznej państwa, odbudowy tego, co pozwala planować wszystko inne. Mam na myśli ordynację żup solnych, które były naszym głównym bogactwem, naszym najważniejszym przedsiębiorstwem państwowym, jednym z największych w Europie, zatrudniającym w szczytowym okresie rozwoju ok. 2 tys. górników. Bez reorganizacji, której dokonał Kazimierz Wielki, rozwój Polski nie mógłby nabrać takiego rozmachu. Pieniądze są bowiem potrzebne w życiu politycznym. Kazimierzowi Wielkiemu udało się powstrzymać marnotrawstwo grosza publicznego, które dokonywało się przez rabunkową gospodarkę w salinach. Prywatni dzierżawcy żup przejmowali bowiem dochody, które należały się państwu. Monarcha to ukrócił i swym bardzo mądrym, dalekowzrocznym aktem zreformował w bardzo wielu aspektach funkcjonowanie tego ogromnego przedsiębiorstwa. Mowa o Statucie Żup Krakowskich z 22 kwietnia 1368 r. 
 
Dziś może wydawać się to dziwne, ale powtórzmy: sól była naszym głównym bogactwem. Nie mieliśmy złota jak Węgrzy, nasi południowo-wschodni, bardzo dobrzy wtedy i dzisiaj sąsiedzi. Nie mieliśmy też srebra, jak nasi południowo-zachodni sąsiedzi Czesi, którzy korzystając ze wspaniałych kopalń tego kruszcu, mogli w XIV stuleciu zbudować swój złoty wiek. Nie mieliśmy również dostępu do morza, czego pozbawił nas zakon krzyżacki. Jedynym naszym bogactwem materialnym występującym w dużej obfitości była więc sól. Umiejętność jej wykorzystania, stworzenia z niej stałego źródła dochodów dla najrozmaitszych przedsięwzięć w następnych dekadach, była jednym z wielu działań gospodarczych Kazimierza Wielkiego.
 
 
 KAZIMIERZ III
(1333-1370) 
(WIELKI KRÓL KTÓRY Z ROZBITEGO I PODZIELONEGO POLSKIEGO KRAJU ZBUDOWAŁ EKONOMICZNĄ, POLITYCZNĄ I MILITARNĄ EUROPEJSKĄ POTĘGĘ)
 

  
Gdyby jednak Polska żyła tylko strawą materialną, stałaby się ostatecznie łupem dla silniejszych od niej wspólnot politycznych, które mieczem rozgrabiłyby bogactwa, jakie potrafilibyśmy zgromadzić i zbudować. Narody wbrew pozorom żyją także, a może przede wszystkim, strawą duchową. Bardzo pięknie i mądrze mówił o tym Prymas Tysiąclecia, ksiądz kardynał Stefan Wyszyński, że narody, które ustawiły sobie ideały zbyt nisko, na materialnym tylko poziomie, karleją i umierają. Ideały trzeba wystawić sobie na tyle wysoko, by mieć poczucie i pewność, że warto być członkiem właśnie tej, a nie innej narodowej wspólnoty. Potrzebne jest zadanie, wartość wyższego rzędu, może nawet wyzwanie, które przekonuje nas, że nasza wspólnota jest wyjątkowa. Że nie wystarczy tylko ciepła woda w kranie i równa droga, choć jedno i drugie jest bardzo potrzebne. Gdzie indziej jednak woda może być jeszcze cieplejsza, a droga jeszcze równiejsza i szersza - o to bardzo łatwo, to nie może być wystarczającym wyróżnikiem narodu.
 
Gdyby nie unia z Polską
 
 Jest też druga data, o której zapomnieliśmy, a którą w kontekście owej wielkości Polski warto by przywołać dla połączenia perspektywy materialnej z duchową. Ideał, który Polska podjęła na przełomie XIV i XV wieku w sposób tak efektywny, wiąże się z misją chrztu Litwy. Właśnie w tym roku w lutym minęła, niestety niepostrzeżenie, 630. rocznica tego ważnego, brzemiennego w wielowiekowe skutki wydarzenia, jakie dokonało się za sprawą Władysława Jagiełły. Chodzi o uposażenia katedry wileńskiej, której nadano imię świętego Stanisława Biskupa i Męczennika. Ta łączność między Krakowem a Wilnem, między Polską a Litwą, miała od początku duchowy patronat polskiego, krakowskiego świętego. Minęła zatem 630. rocznica już nie tylko religijnego, ale i cywilizacyjnego wymiaru tej misji. Oba te wymiary są razem splecione, o czym pięknie mówił, przypominając słowa papieża Benedykta XVI, ksiądz arcybiskup Marek Jędraszewski.  Misja religijna nawrócenia całego narodu litewskiego, misja krzewienia chrześcijaństwa w jego łacińskim obrządku na wschód od Polski, związana była także z przeniesieniem, rozwijaniem wspaniałych instytucji kultury europejskiej przez Polskę dalej na wschód. Wilnu jako pierwszemu miastu na Litwie zostało 22 marca 1387 r. nadane prawo magdeburskie. To prawo, które tworzy w mieście samorządność, czyni mieszczan obywatelami, szło na Litwę i na Ruś przez Polskę. Potem dojdzie do Mińska, Grodna, aż do Kijowa i obejmie cały obszar, z którym Polska złączy się unią przez ślub Władysława z Jadwigą.
 
 
JADWIGA I JAGIEŁŁO
(1386-1399)
(NARODZINY ŚRODKOWOEUROPEJSKIEJ, JAGIELLOŃSKIEJ POTĘGI)
 

 
To przypomnienie wysokiego ideału, jakim była łacińska misja chrześcijańska, cywilizacyjna, kulturowa i religijna podjęta wobec krajów, z którymi Polska zjednoczyła się unią, jest dziś bardzo ważne. Uświadomienie sobie, jak ważne dzisiaj jest to dziedzictwo dla miejsca Polski, jest nieodzowne, by móc przeciwstawić się głupiemu, nierozsądnemu (mówiąc najdelikatniej) tzw. realizmowi politycznemu. "Realizm" ten podpowiada bowiem, że nasze interesy kończą się na Bugu, że od krajów, które nas jakoby nie lubią, są jakoby półdzikie lub "chaotyczne", powinniśmy się raczej odwrócić, a zwrócić się do bardzo wąsko rozumianej Europy - tej na zachód od Polski. Jakbyśmy byli wyłącznie peryferiami, jakąś zacofaną ścianą tej Europy, a za nami tylko chaos i barbaria. Jakby za nami nie było sześciu wieków pracy, które przyniosły przecież niezwykłe rezultaty. Jeśli tego nie zrozumiemy, nie zrozumiemy również niczego zarówno z historii, jak i z naszego obecnego położenia geopolitycznego. Gdyby bowiem nie unia z Litwą i praca wykonana w ślad za nią w oparciu o materialne fundamenty, nie mielibyśmy za wschodnią granicą Ukrainy, Litwy i Białorusi, a tylko jedno państwo wschodniosłowiańskie. Może i sami bylibyśmy częścią tego niezróżnicowanego ogromu, bo przecież bardzo niewiele oddzielało ziemie ruskie, w rozumieniu dzisiejszej Ukrainy i Białorusi, od ziem, na których wtedy rodziła się potęga Moskwy. Była to jedna wspólnota cywilizacyjna, kulturowa, duchowa. Przestała nią być wskutek spotkania, włożenia w tę przestrzeń ruską, wschodniosłowiańską szczepu cywilizacji łacińskiej, co dokonywało się najdłużej poprzez Polskę i sprawiło, że dziś Ukraina nie może być Rosją, podobnie jak Białoruś, oraz że Litwa nie została zatopiona kompletnie w morzu wschodniosłowiańskim. A groziło jej to w sposób absolutnie nieuchronny, gdyby nie unia z Polską. To jest właśnie geopolityczny wymiar pracy, która wtedy się zaczęła.
 
 
 "NASZA PRZYSZŁOŚĆ JEST NA WSCHODZIE"

JÓZEF PIŁSUDSKI
 
 
Mieczem i słowem
 
 Pozwolę sobie wskazać jeszcze na dwa inne punkty w historii, zamknięte między rokiem 1340 a 1468, które mogą i dla nas dzisiaj być istotnymi drogowskazami. Przypomnę dzień 10 maja 1418 r. Było to osiemnaście dni po zamkniętym 22 kwietnia soborze w Konstancji, największym w historii XV-wiecznej Europy zgromadzeniu intelektualistów, polityków, duchownych - całej ówczesnej elity europejskiej w dobrym tego słowa znaczeniu. Polacy wciąż upominają się wtedy o dobre imię Polski na arenie międzynarodowej, bo sprawa ta na soborze nie została do końca załatwiona. Z wielkim uporem i mądrością bronią naszego (swego) dobrego imienia, które opluł, zszargał krzyżacki najmita Falkenberg w swoich rozesłanych po Europie paszkwilach, opisując Polaków jako całkowitych barbarzyńców, których należy wytępić w imię dobra chrześcijaństwa. Do potępiania tego "traktatu", do uznania go za heretycki, dążyli wówczas reprezentanci Polski, zarówno duchowni, na czele z arcybiskupem, pierwszym naszym prymasem, Mikołajem Trąbą, jak i świeccy - dwaj rycerze, Janusz z Tuliszkowa oraz bardzo znany na europejskich dworach, niepokonany uczestnik licznych turniejów rycerskich, Zawisza Czarny z Garbowa. Świadek konsystorza publicznego, który odbywał się przed papieżem Marcinem V właśnie 10 maja 1418 r., opisał, że wystąpili oni twardo z żądaniem, iż dobre imię Polski musi być obronione. Polscy rycerze dotknęli rękami głowni swoich mieczy, co było niesłychanie zuchwałym zachowaniem w obliczu papieża, pokazując, jak zanotował tenże obserwator, że są gotowi "ręką i gębą", czyli czynem i słowem, bronić sprawy Polski.
 
Tak właśnie trzeba postępować w obronie Polski, własnej ojczyzny, i dobrego jej imienia. Nie samą tylko ręką; czyn ręki już się wtedy dokonał - to był Grunwald w 1410 r., który pozwolił Polsce odzyskać suwerenność zagrożoną przez dominację zakonu krzyżackiego nad naszą północną granicą i dostępem do morza. Ale sam czyn, sama ręka nie wystarczy, potrzebne jest także mądre słowo. I to słowo już Polska potrafiła powiedzieć w języku nie tylko zrozumiałym dla Europy, ale też w języku, który zadziwiał Europę swą nowatorską ideą - ideą prawa narodów, które przedstawione zostało na soborze w Konstancji przez profesorów Uniwersytetu Krakowskiego, w szczególności przez Pawła Włodkowica, ale oczywiście w oparciu o naukę jego uniwersyteckich współpracowników. Owa idea prawa narodów mogła być sformułowana na Uniwersytecie Krakowskim dlatego, że uczelnia uposażona była solidnie na żupach wielickich. Bez tych pieniędzy nie byłoby działalności Pawła Włodkowica ani Stanisława ze Skarbimierza. Trzeba było mieć z czego płacić za działalność tak ważnej instytucji jak Uniwersytet Krakowski, który w postawieniu Polski wśród wielkich narodów europejskich odgrywa rolę nie mniej istotną od tej, jaką odegrały miecze polskie, litewskie i ruskie w bitwie pod Grunwaldem czy w innych wtedy i później toczonych bojach. 10 maja 1418 r. wydaje się datą wartą przypomnienia także w roku przyszłym, kiedy będziemy obchodzili stulecie odzyskania niepodległości. Warto bowiem pamiętać, że o dobre imię Polski trzeba umieć upomnieć się mądrze, czyli w sposób zrozumiały i skuteczny, by docierać do odbiorców z zachodniej Europy - i nie tylko tam. Upominać się stanowczo, a więc nie uginając się pod presją rozlegających się krzyków, że jesteśmy izolowani czy że jesteśmy barbarzyńcami. Trzeba jak Zawisza z Garbowa i Janusz z Tuliszkowa chwycić za głownię miecza i odpowiedzieć słowami profesorów Uniwersytetu Krakowskiego z roku 1418.
 
 
 DZIEJE KRÓLESTWA POLSKIEGO 
I ZAKONU TEUTOŃSKIEGO
(1335-1410)
(CZYLI OD WYSZEHRADU DO GRUNWALDU - GDZIE ZRODZIŁA SIĘ POTĘGA RZECZPOSPOLITEJ TRWAJĄCA NASTĘPNE TRZYSTA LAT)
 

 
 
Pouczają nas niedouczeni
 
 Jest jeszcze jedna data, którą przywołał marszałek Sejmu Marek Kuchciński, rozumiejąc jej znaczenie - 9 października 1468 roku. Jestem ogromnie wdzięczny, że zarówno pan marszałek, jak i polski parlament zdecydowali się nawiązać do przypadającej w roku następnym 550. rocznicy uregulowanego, systematycznego polskiego parlamentaryzmu. Bo to nie od 1493 roku, jak przyjmują na ogół podręczniki szkolne, zaczyna się historia polskiego parlamentaryzmu, ale od roku 1468, jak napisał Jan Długosz, a przypomniał i odświeżył tę argumentację najwybitniejszy w moim przekonaniu z dzisiejszych historyków prawa, prof. Wacław Uruszczak z Uniwersytetu Jagiellońskiego. Pozwoliłem sobie podjąć za nim tę interpretację. Właśnie 9 października 1468 roku zebrał się po raz pierwszy w Rzeczypospolitej sejm, który oparty był na strukturze dwuizbowej i regularnego wyboru posłów z poszczególnych ziem do izby niższej. Oparty był nie na zasadzie konfrontacji, ale spotkania racji. Posłów wybrały poszczególne ziemie po dwóch z każdego powiatu. Izba wyższa, którą moglibyśmy nazwać senacką, składała się z najważniejszych urzędników królestwa, duchownych i świeckich. Od tamtej pory aż do upadku Rzeczypospolitej, spowodowanego przez agresję zewnętrznych imperiów, odbyło się blisko 300 posiedzeń takich sejmów.
 
To wielka i wspaniała tradycja, o której trzeba pamiętać, zwłaszcza kiedy słyszymy pouczenia czy połajanki ze strony niedokształconych polityków unijnych, nawiązujące do rzekomej młodości (a więc niedorozwoju) naszej demokracji. Z chęcią pouczają nas bowiem na czym polega demokracja przedstawiciele rozmaitych krajów, w których zrodziła się ona wieki później. Przypomnę tu choćby połajankę ze strony byłego prezydenta Stanów Zjednoczonych Billa Clintona, który w zeszłym, 2016 roku próbował w tej kwestii pouczać Węgrów i Polaków. Węgry są akurat pod względem doświadczeń parlamentarnych jeszcze starsze od Polski i wiele żeśmy się od nich nauczyli. Te tradycje sięgają u nich XIII, XIV wieku. W Polsce także są głębokie, a ugruntowały się ostatecznie 550 lat temu, na 300 lat przed powstaniem Stanów Zjednoczonych Ameryki. Powinniśmy o tym pamiętać oraz innym o tym opowiadać, żeby chronić dobre imię Polski, a także po to, żeby sobie uświadamiać, na czym wtedy polegała istota polskich sukcesów i na czym dzisiaj może polegać: na wolnej reprezentacji interesów wszystkich ziem Rzeczypospolitej, spotykającej się w swobodnej - ale i odpowiedzialnej za dobro wspólne - debacie w parlamencie.
 
Co powinni studiować dyktatorzy Unii Europejskiej
 
 Trzeci tom "Dziejów Polski" opisuje okres bardzo wielu sporów. To nie jest okres żadnej idylli, nie wszyscy nas wówczas kochają. Także unia polsko-litewska nie polega wyłącznie na wzajemnej miłości, o której tak pięknie pisze wprowadzenie do jej horodelskiej wersji z 1413 r. Zawsze jest to ucieranie się rozmaitych interesów, poglądów, a przede wszystkim poczucia godności stron, które wchodzą w większy wspólny krąg polityczny czy tworzą wspólny parlament jednego kraju. Polska stanęła na pierwszym miejscu wśród narodów Europy Środkowo-Wschodniej, choć jeszcze w połowie XIV wieku znajdowała się zdecydowanie niżej w tej hierarchii. Jednak pod koniec wieku XV jest już na szczycie. Dzieje się tak dlatego, że Polacy i Litwini umieli dopracować się zasady zgody i rozstrzygania sporów poprzez kompromis, w którym rozwiązaniem nie była wojna domowa i w której nie było miejsca na opozycję totalną, a była konsekwentnie powtarzana, ponawiana i ostatecznie efektywna próba znalezienia dobra wspólnego. Dlatego to działało. Historia Polski owych 128 lat, które opisuję w III tomie "Dziejów Polski" (1340–1468), nie jest historią wojen domowych; tylko przez chwilę rozgrywała się taka walka na peryferii, na fragmentach ziemi wielkopolskiej rozgrywa się mała wojenka domowa Grzymalitów z Nałęczami. Ale cóż to jest w porównaniu z tym, co się działo wówczas u wszystkich naszych sąsiadów. Wojny domowe niszczą wtedy Węgry, które są dramatycznie osłabiane przez ciągłą walkę wspólnie organizujących się, jak byśmy to dzisiaj powiedzieli, oligarchów z królami. W Czechach zaś trwa największa, najbardziej wstrząsająca Europą Środkową wojna domowa, spowodowana przez husytyzm, która zepchnęła ten kraj w dół hierarchii europejskiej - to był wielki, ważny, ale ostatecznie tragiczny rozdział w historii Czech. Wojny domowe niszczyły wtedy również Moskwę, kraje niemieckie, Francję i Włochy. A u nas tych wojen nie było, choć - powtórzmy - nie wszystko działo się w atmosferze idyllicznej, lecz w atmosferze ciągłego sporu parlamentarnego, w którym ludzie wolni, Polacy z Litwinami, Małopolanie z Wielkopolanami, zwolennicy biskupa Oleśnickiego z rzecznikami wzmocnienia władzy królewskiej Kazimierza Jagiellończyka, wszyscy oni spierali się, nieraz kłócili, dochodzili do krawędzi konfliktu i - zawsze się znad tej krawędzi cofali. Potrafili znaleźć wspólne dobro Rzeczypospolitej, podnieść je ponad partykularny interes. 
 
Nie wszyscy, którzy Polskę zamieszkują i są jej obywatelami, Polskę lubią. Takich trudno przekonać do współpracy na rzecz dobra wspólnoty, jaką jest Rzeczpospolita. Są tacy, którzy chcą, żeby Polska przestała być Polską. Większość Polaków jednak na pewno można przekonać do znaczenia kompromisu, do zgody dla budowania lepszej i silniejszej Ojczyzny. Nigdy jednak nie może to być zgoda dobra ze złem, bo z takiej niby-zgody nic pozytywnego wyniknąć nie może. W polityce wszakże rzadko mamy do czynienia z radykalnym podziałem, takim, jaki rysuje dzisiejsza opozycja absolutna, totalna. Tylko człowiek nierozumny może uwierzyć, że jakieś siły ciemności zapanowały w centrum polskiego rządu i parlamentaryzmu i dopiero jak zbiorą się opozycyjne siły światła, to ta ciemność zostanie rozproszona. Tego rodzaju manicheizm, działanie według takiej koncepcji jest niszczące dla każdej wspólnoty. Podobnie jak pogarda wobec mających inne zdanie, której wyraźne ślady znajdujemy w poczynaniach dzisiejszej Unii Europejskiej. Unia Europejska powinna udać się po naukę w sposobie ucierania, minimalizowania konfliktów do Polski; tu zaś powinni postudiować sobie, jakie stosowano rozwiązania w unii horodelskiej, która trwała przez 382 lata (a kontynuując tradycję wcześniejszej unii w Krewie – 410 lat). Nie została zerwana wskutek niezgody między jej partnerami, tylko wskutek zewnętrznego zaboru. Ta zgoda odnowiona została w unii polsko-litewskiej w sposób, który warto przedstawić przed oczy dzisiejszym dyktatorom Unii Europejskiej. Wiele jest lekcji, które można, jak sądzę, wyciągnąć współcześnie z naszej historii. W szczególności zaś z historii tego fenomenalnego wzlotu polskości, polskiej wspólnoty politycznej i polskiej politycznej dojrzałości.
 
 
 
 
 

czwartek, 5 maja 2022

JEDYNA TAKA...! Cz. I

CZYLI RZECZ O KONSTYTUCJI 3 MAJA

PIERWSZEJ W EUROPIE 

I DRUGIEJ NA ŚWIECIE

 


 
"POLSKĘ MUSIMY ZNISZCZYĆ, PODTRZYMUJĄC TAM NIEŁAD I NIESNASKI; LUDZI WPŁYWOWYCH TRZEBA POZYSKIWAĆ PIENIĘDZMI; SEJM TRZEBA PRZEKUPYWAĆ, ABY MIEĆ WPŁYW NA WYBÓR KRÓLA; MUSIMY TAM ZYSKIWAĆ STRONNIKÓW, OPIEKOWAĆ SIĘ NIMI, POSYŁAĆ WOJSKA ROSYJSKIE I TRZYMAĆ TAM DOPÓTY, DOPÓKI NIE ZNAJDZIE SIĘ SPOSOBNOŚCI POZOSTAWIENIA ICH TAM NA ZAWSZE. JEŻELI SĄSIEDNIE MOCARSTWA BĘDĄ ROBIŁY TRUDNOŚCI, TO TYMCZASEM NALEŻY JE ZASPOKOIĆ PODZIAŁEM"
 
Z TESTAMENTU POLITYCZNEGO CARA PIOTRA WIELKIEGO
 
 
 
 Nieco spóźniony, ale jednak postanowiłem odnieść się do tematu pierwszej nowożytnej europejskiej konstytucji, czyli polskiej Konstytucji 3 Maja 1791 r. Była to bowiem jak na tamte czasy ustawa przełomowa, choć oczywiście niedoskonała (ale przecież żadna konstytucja nie jest i nie będzie doskonała, gdyż w zmieniających się czasach konstytucje należałoby co pewien czas uzupełniać, a Konstytucja 3 Maja właśnie wprowadzała taką możliwość by być uzupełnianą i redagowaną co 25 lat), ale była dziełem naprawy chorego państwa, które w swej niemocy chyliło się ku nieuniknionemu upadkowi (rozumianemu jako wchłonięcie całego kraju przez Rosję). Wielokrotnie już pisałem o dawnej Rzeczpospolitej Obojga (Trojga) Narodów, o państwie, które powstało pod nazwą "Polska" w końcu wieku X i było jednym ze składowych części dawnego kraju Lechitów. Potęga tego kraju była tak wielka, że już w 1000 r. cesarz rzymski - Otton III z dynastii Ludolfingów (wywodzących się z Saksonii - kraju słowiańskiego, który podbity przez Karola Wielkiego w latach 772-804, poddawany był następnie nieustannej germanizacji) uznał władcę kraju Lechitów - Bolesława I Chrobrego za równorzędnego sobie i symbolicznie koronował go swoją cesarską koroną w Gnieźnie ("Gnieździe" - czyli głównym ośrodku państwa polskiego czasu pierwszych Piastów, nazwa zaś miasta wzięła się z legendy o orle, który tutaj właśnie założył sobie gniazdo i gdy ujrzał go książę Lech, orzeł w obronie swych piskląt rozłożył skrzydła w górę, które w świetle zachodzącego słońca przybrały śnieżnobiałą barwę. Oczarowany tym widokiem książę Lech, tu właśnie postanowił zbudować swój gród, a orzeł biały od tej pory stać się miał symbolem kraju Lechitów/Polaków). Otton III koronując Bolesława swą cesarską koroną "wywyższył go ponad innych władców" - jak pisał w swej Kronice XI-wieczny niemiecki biskup Merseburga - Thietmar. I rzeczywiście, bowiem ówcześni królowie koronowali się zwykłymi koronami królewskimi, a cesarze - cesarskimi diademami, przeto koronowanie Bolesława cesarskim diademem Ottona III, stawiało go na równi z cesarzem rzymskim i ponad wszystkimi europejskimi monarchami.


KORONACJA BOLESŁAWA CHROBREGO PRZEZ CESARZA OTTONA III
(1000 r.)



Co prawda cesarz Otton III pragnął odrodzenia Cesarstwa Rzymskiego (rozumianego jako zdecentralizowane państwo europejskie), a brało się to u niego zapewne również z ducha czasów w których żył (na przełomie tysiącleci), które rodziły wiele mistycznych teorii, opartych na przekonaniu o nieuchronnym zbliżaniu się końca świata. Idąc tym tropem i kierując się starotestamentową Księgą Daniela, która twierdziła że historia świata opiera się na czterech następujących po sobie mocarstwach: Babilonu, Persji, Imperium Aleksandra Wielkiego i Imperium Rzymskim, a ponieważ Otton III nosił tytuł "Romanorum Imperator Augustus" czyli mniej więcej "Szlachetny Cesarz Rzymian"), przeto uważał że utrzymanie i ponowne odrodzenie Cesarstwa Rzymskiego pozwoli światu przetrwać. Był to bowiem czas, gdy chrześcijańskie ludy Europy zaczęły przeżywać coś na kształt mistyki millenijnej, która głosiła że koniec tysiąclecia będzie oznaczał jednocześnie koniec świata i ponowne przyjście Chrystusa na Ziemię, Sąd żywych i umarłych i wywyższenie sprawiedliwych ku Niebiosom, a nikczemnych strącenie do czeluści piekielnych. Przeto ludzi ogarnął szał "dobroczynności" - masowo uwalniano zbiegów, złodziei i złoczyńców, oddawano ogromne kwoty dla najuboższych, rozdawano majątki (skoro bowiem miał nadejść koniec świata, pieniądze nie miały już żadnej wartości, a dzięki temu można było zasłużyć na życie wieczne w Niebie). Ludzie też masowo się umartwiali i pragnęli jakiegoś cierpiętnictwa (niektórzy wręcz pchali się do lochów i płacili spore kwoty tylko za to, aby doświadczyć razów zadawanych batem, zgodnie z przekonaniem że: "Prędzej wielbłąd przejdzie przez ucho igielne, aniżeli bogaty wejdzie do królestwa niebieskiego" Ewangelia Mateusza 19,24). Dlatego też odrodzenie Cesarstwa Rzymskiego było wówczas tak istotne w rozumieniu Ottona III. Ów cesarz wyobrażał sobie to tak: odnowione Cesarstwo Rzymskie stworzą cztery kraje (fundamenty Europy), Germania, kraj Franków (czyli Francja), Italia i Sclavinia (czyli słowiański kraj Lechitów/Polaków), w centrum zaś owego Imperium Otton widział cesarza, tylko że koronacja Bolesława Chrobrego swoją cesarską koroną, jednocześnie czyniła go równym Ottonowi, tak więc w owym odrodzonym Imperium byłoby wówczas... dwóch cesarzy, jeden Zachodu a drugi Wschodu - przynajmniej tak to pojmował cesarz Otton III, będący z wizytą w kraju Bolesława w owym 1000 roku. Należy też pamiętać, że podniesienie Bolesława do roli cesarza było z pewnością wcześniej uzgodnione przez Ottona III z papieżem Sylwestrem II - jednym z najgenialniejszych następców św. Piotra, człowiekiem niezwykle wykształconym i twórczym, autorem wielu wynalazków ułatwiających życie ludziom. Sylwester - o którym mawiano że w podziemiach Zamku św. Anioła uwięził szatana - również uważał że należy odrodzić dawne Cesarstwo Rzymskie w nowych granicach, które sięgałyby zarówno Zachodu jak i Wschodu Europy, a państwo Bolesława było jednym z najpotężniejszych i najbogatszych królestw Europy (Bolesław Chrobry groził najazdem cesarzowi bizantyjskiemu, jeśli ten wmiesza się do Rusi, gdzie swe wpływy po zajęciu Kijowa w 1018 r. widział Bolesław jako niepodzielne, natomiast o bogactwie kraju świadczy relacja chociażby biskupa Thietmara, który raczej nie darzył Bolesława ani też ówczesnej Polski sympatią. Potęga kraju była wówczas tak wielka, że sam Otton III był tym oszołomiony i stwierdził że nawet u siebie w Akwizgranie nie ma podobnych bogactw - może właśnie dlatego Otton III uznał Bolesława za równego sobie).


CESARZ OTTON III I CZTERY KOBIETY SYMBOLIZUJĄCE:
ITALIĘ, GALIĘ, GERMANIĘ I SLAVONIĘ (LECHIĘ, POLSKĘ)



Państwo następców Bolesława Chrobrego (czyli Sclavinia, Lechia, Polania) rozwijało się aż do XII wieku, gdy w 1138 r. Bolesław III Krzywousty postanowił podzielić kraj pomiędzy swych trzech synów (najmłodszy, czwarty syn - Henryk miał otrzymać swoją dzielnicę po uzyskaniu pełnoletności, czyli 16 lat, co nastąpiło w 1146 r.). Państwo zaczęło się sypać, choć wciąż jeszcze obowiązywała zasada senioratu, czyli rządów najstarszego z braci, który poza własną dziedziczną dzielnicą, panowałby także i w Krakowie (dokąd w 1039 r. przeniesiono stolicę państwa polskiego z Gniezna. Oczywiście nieoficjalnie, po prostu tam właśnie osiadł powróciwszy z wygnania Kazimierz I Odnowiciel, który wcześniej został zmuszony do ucieczki z kraju po buncie zwolenników dawnych pogańskich bogów - tzw. wielkie powstanie ludowe z lat 1037-1038 - oraz po najeździe księcia czeskiego Brzetysława I z 1038 r.). Szybko jednak pomiędzy braćmi doszło do konfliktów, a domena senioralna - choć przetrwała - traciła na znaczeniu, wskutek dalszego podziału kraju pomiędzy potomków synów Bolesława III. W XIII wieku państwo składało się już z kilkunastu do kilkudziesięciu dzielnic, które często ze sobą walczyły, a ponieważ władza seniora była coraz słabsza, kraj coraz bardziej uzależniał się od cesarstwa, a poszczególni książęta (szczególnie na Pomorzu i na Śląsku) często się niemczyli. Nastąpiła też masowa kolonizacja niemiecka, która została zatrzymana na początku wieku XIV, wraz z procesem odrodzenia i ponownego scalania ziem polskich pod władzą jednego monarchy. Takim monarchą okazał się książę kujawski - Władysław I (realnie IV) Łokietek, który w 1305 r. opanował Sandomierz a w 1306 r. dzielnicę senioralną z Krakowem i od tej daty rozpoczął się proces jednoczenia przez niego ziem polskich. Gdy zaś w 1311 r. wybuchł przeciw jego władzy bunt krakowskich Niemców, kierowanych przez wójta Alberta i wspieranych przez biskupa krakowskiego - Jana Muskatę, Łokietek po zdławieniu tego zrywu, okrutnie obszedł się z niemieckimi mieszkańcami Krakowa (każdy mieszczanin, który nie mówił po polsku był wyłapywany, ścinany lub wieszany za miastem, wójt Albert stracił majątek i dziedziczną władzę w Krakowie a pozostałym przywódcą buntu odebrano majętności. Co ciekawe, aby odróżnić Niemca od Polaka, książę Władysław Łokietek polecił aby wypowiadali oni słowa: "Soczewica, koło, miele, młyn" - kto nie potrafił poprawnie wymówić tych słów, ten Niemiec.)   
 

WYDANIE WYROKU NA PRZYWÓDCÓW BUNTU WÓJTA ALBERTA
(1311 r.) 
 

 
W 1314 r. Łokietek odzyskał Wielkopolskę, lecz w 1308 r. stracił Pomorze Gdańskie na rzecz Krzyżaków (sprowadzonych do Polski i osiedlonych na ziemi chełmińskiej jeszcze przez księcia mazowieckiego - Konrada I w 1226 r., choć pierwsi trzej rycerze zakonni przybyli do Torunia dopiero w roku 1228). Zakon Krzyżacki zaczął się rozrastać kosztem podbijanych ziem Prusów i Litwinów - które to ludy były jeszcze wówczas pogańskie, przeto teutońscy rycerze Najświętszej Marii Panny Domu Niemieckiego w Jerozolimie (jak brzmiała pełna nazwa owego Zakonu) uważali że mają obowiązek nawracać mieczem pogan, jednocześnie dla siebie zajmując ich ziemie. Oficjalnie zakonni rycerze byli mnichami, którzy prócz modłów posługiwali się jeszcze mieczem i nie mogli nawet spojrzeć na kobietę, ale w praktyce stosowali gwałty, rozboje i chciwi byli zarówno na złoto, jak i na nowe nabytki terytorialne. Wymordowanie przez Krzyżaków polskiej załogi Gdańska w 1309 r. otworzyło okres wzajemnego konfliktu, bowiem celem Zakonu stało się niedopuszczenie do ponownego ukoronowania polskiego władcy (ostatni polski król - Bolesław II Śmiały, stracił koronę w 1079 r. a jego brat - Władysław I Pobożny odesłał koronę królewską do króla niemieckiego - Henryka IV. Od tego czasu - poza krótkim okresem panowania Przemysława II w latach 1295-1296, Polska nie miała króla). Władysław Łokietek zapragnął jednak korony królewskiej i rozpoczął o nią starania w Rzymie, u papieża Jana XXII, który ostatecznie wyraził zgodę na koronację i 20 stycznia 1320 r. Władysław wraz ze swą małżonką - Jadwigą, został koronowany na Wawelu w Krakowie przez arcybiskupa gnieźnieńskiego - Janisława i w ten oto sposób Polska znów odrodziła się jako królestwo.

Następcą Władysława Łokietka został jego jedyny syn - Kazimierz, który w 1325 r. (jako 15-letni chłopak) poślubił córkę księcia Litwy Giedymina - Aldonę, która po przyjęciu chrztu otrzymała imię Anna. W 1333 r. Kazimierz III objął tron i stał się bodajże największym monarchą w polskich dziejach, stąd właśnie zyskał przydomek "Wielki". Kraj który odziedziczył, był wciąż słaby, mały, wyludniony ciągłymi najazdami Litwinów, Czechów, Tatarów i Krzyżaków (wojna z Zakonem z lat 1331-1332, pomimo zwycięstwa w bitwie pod Płowcami, zakończyła się porażką i koniecznością oddania Zakonowi Kujaw i ziemi Dobrzyńskiej), oraz niepewny swej przyszłości. Po 37-etnich rządach Kazimierza III Wielkiego, kraj ten zamienił się w jedno z europejskich mocarstw. Król stworzył bowiem jakby inne, nowe państwo. Zamki i nowe twierdze wyrastały jak grzyby po deszczu, miasta się rozwijały i rozrastały, w kraju kwitło rzemiosło i handel, lud się bogacił i nawet Czarna Śmierć (która zdziesiątkowała Europę Zachodnią i Wschodnią) na ziemiach polskich była praktycznie niezauważalna. Pozwoliło to znacznie nagonić kilkuwiekowe opużnienia względem Zachodu i to zarówno pod względem gospodarczym (rozkwit ziem polskich w połowie XIV wieku jest skorelowany z upadkiem gospodarczym takich krajów jak Francja, kraje Rzeszy, Flandria czy nawet Italia) jak i demograficznym (w wyniku Czarnej Śmierci wiele miast w Niemczech, Francji czy Anglii praktycznie przestało istnieć, a ludność największych z nich zmniejszyła się co najmniej o połowę, natomiast Kraków, Poznań, Sandomierz, Kalisz i wiele innych miast polskich cieszyło się sporą liczbą ludności która wciąż się rozrastała). To właśnie za panowania Kazimierza (który w 1343 r. zawarł pokój z Zakonem Krzyżackim odstępując mu Pomorze Gdańskie w zamian za Kujawy i ziemię Dobrzyńską) wykluwała się przyszła potęga Korony Polskiej, która ukazała swą siłę na polach Grunwaldu w 1410 r. A poza tym w 1364 r. król założył pierwszy Uniwersytet na ziemiach polskich, zwany Akademią Krakowską (potem nazwany Jagiellońską). Król Kazimierz był jednak nie tylko wielkim władcą, ale również wielkim kobieciarzem (mawiano że zbudował dziesiątki zamków, aby upchnąć w nich wszystkie swoje kochanki, mawiano też że w niektórych miastach utrzymuje całe haremy złożone z nałożnic). Mimo tylu kochanek król nie doczekał się męskiego potomka i po śmierci Aldony Anny w 1339 r. (w wyniku obrażeń, gdy spadła ze schodów na Wawelu), jeszcze trzykrotnie brał sobie żony (w tym dwukrotnie popełnił bigamię, żeniąc się z nową kobietą, gdy poprzednia żona jeszcze żyła), ale i one nie dały mu następcy tronu. Z pierwszą żoną miał dwie córki, z czwartą trzy (jedna zmarła w niemowlęctwie), ale syna nie miał co przyprawiało go o rozpacz.

   
ALDONA ANNA - PIERWSZA ŻONA KAZIMIERZA WIELKIEGO
(1325-1339)





DRUGĄ ŻONĘ - ADELAJDĘ Z HESJI, ZA TO ŻE NIE DAŁA MU SYNA - KAZIMIERZ KAZAŁ ZAMKNĄĆ W WIEŻY W 1356 r.
(1341-1370)





Nie mając następcy, Kazimierz musiał się zgodzić na objęcie tronu przez syna swej siostry - Elżbiety, króla Węgier - Ludwika I Wielkiego. O ile jednak na Węgrzech władca ten (1342-1382) zapisał się jako wielki król, o tyle jego rządy w Polsce (1370-1382) nie należały do udanych. Przez większość czasu rządziła tutaj jego matka jako regentka, która jednak nie mogła poradzić sobie z możnymi panami i gdy na początku 1377 r. doszło do mordu na Węgrach w Krakowie, postanowiła opuścić Polskę - kraj swego ojca i brata. I choć potem wróciła, to wkrótce potem zmarła w 1380 r., a po śmierci Ludwika tron Polski odziedziczyła (1384 r.) jedna z jego dwóch córek - Jadwiga, która ostatecznie panowała jako król, nie królowa.  








W 1385 r. dokładnie w sześćdziesiąt lat od chwili ślubu Kazimierza Wielkiego z Aldoną Anną, Korona Polska zawarła sojusz z Wielkim Księstwem Litewskim, a książę tego kraju - Jogaiła, zostać miał mężem króla Jadwigi. Tak też się stało i w lutym 1386 r. przybył on do Polski, przyjął chrzest, zmienił imię na Władysław i poślubił Jadwigę (która wcześniej była zaręczona z synem austriackiego księcia - Wilhelmem Habsburgiem, i nawet pokochała go, gdyż przebywali ze sobą od czasów dzieciństwa). Ostatecznie pod wpływem polskich panów, którzy twierdzili (jak np. Dymitr z Goraja) iż: "Nasza przyszłość jest na Wschodzie", postanowiła poświęcić miłość do Wilhelma dla dobra kraju i zaakceptowała Jogaiłę jako swego małżonka. Dzięki temu małżeństwu, Litwa oficjalnie przyjęła chrzest (1387 r.) a królowa odbyła podróż do ziemi swego męża. Jadwiga zmarła w lipcu 1399 r. po narodzinach swego jedynego dziecka - córki Elżbiety Bonifacji, która też zmarła w trzy tygodnie po swych narodzinach. Tak oto Jogaiła/Władysław - założyciel dynastii Jagiellonów został jedynym władcą Polski i Litwy (choć władzę na Litwie przekazał ostatecznie swemu kuzynowi - Witoldowi w 1392 r.).




W 1410 r. połączone siły Polski, Litwy, Rusi i Tatarów rozbiły w bitwie pod Grunwaldem największą ówczesną potęgę militarną chrześcijańskiego świata - Zakon Krzyżacki, wsparty ochotnikami z Europy Zachodniej (w tej wojnie chciał uczestniczyć - oczywiście po stronie Zakonu - również król Anglii Henryk IV Lancaster, ale niezakończona Wojna Stuletnia z Francją mu to uniemożliwiła). Klęska Zakonu była totalna, na polu bitwy legł sam wielki mistrz - Ulrich von Jungingen, a większość komturów i rycerstwa poległa lub dostała się do niewoli. Bitwa ta, stała się zaczątkiem potęgi polsko-litewskiego państwa, która przetrwała cztery wieki.






Władysław II Jagiełło także żenił się cztery razy i przez długi czas z żadną z żon nie mógł doczekać się syna i następcy, z drugą żoną - Anną Cylejską spłodził jedynie córkę (urodzona w 1408 r.), której nadał imię Jadwiga na cześć swej pierwszej żony, i dopiero czwarta żona - Sonka (Zofia) Holszańska - litewska księżniczka, dała mu upragnionych synów: Władysława (1424 r.) i Kazimierza (1427 r.). 








Otwarcie się Polski na Litwę, doprowadziło ostatecznie do konfrontacji z Moskwą, która pod rządami dynastii Rurykowiczów dążyła do zjednoczenia ziem ruskich i (w dalszej perspektywie) zrzucenia zależności od Tatarów. Litwa rozpoczęła walki z ruskimi księstwami w drugiej połowie XII wieku (w 1183 r. doszło do pierwszych najazdów Litwinów na ziemię pskowską), a państwo litewskie - hołdujące pogańskim bogom - zaczęło gwałtownie się rozszerzać już od czasów rządów księcia Witenesa (1295-1316). Ok. 1307 r. Litwa zdobyła Połock (choć potem miasto to szybko się uniezależniło), w 1313 r. podporządkowała sobie Wielkie Księstwo Smoleńskie, a gdy w 1316 r. do władzy doszedł młodszy brat Witenesa - Giedymin (1316-1341) rozwój Litwy jeszcze bardziej przyspieszył. Wydał on swoje dzieci za potomków władców na Wschodzie i Zachodzie i tak (przed 1320 r.) jego syn - Olgierd poślubił witebską księżniczkę Marię i objął tamtejszy tron książęcy, córka Giedymina - Aldona Anna wyszła za Kazimierza Wielkiego - króla Polski (1325 r.), inny zaś syn Giedymina - Lubart poślubił księżniczkę wołyńską (ok. 1333 r.),  druga córka - Maria wydana została za księcia Tweru - Dymitra, trzecia - Aigusta (Anastazja) za syna wielkiego księcia moskiewskiego Iwana I Kality - Siemiona Iwanowicza. Poza sojuszami matrymonialnymi, Litwini rozszerzali swoje państwo również zbrojnie i tak Giedymin zdobył (do 1340 r.) Połock, Nowogródek, Mińsk, Świsłocz, Słuck i Kleck. W 1321 r. po zwycięstwie w bitwie nad rzeką Irpień, podporządkował sobie Giedymin Kijów (co prawda go nie zdobył, ale uzależnił od siebie tamtejszego księcia - Stanisława). W 1323 r. Litwa po raz pierwszy zawarła antymoskiewski sojusz z Pskowem. W chwili śmierci Giedymina (1341 r.) granice państwa litewskiego na wschodzie sięgały linii Wiaźmy-Osiecz-Riasty (innymi słowy zachodnich granic Smoleńszczyzny). W 1340 r. gdy Rusini otruli swego władcę, księcia halicko-wołyńskiego - Bolesława Jerzego II (syna Trojdena I - księcia warszawsko-czerskiego i jego żony księżniczki halicko-lwowskiej - Marii z Rurykowiczów), Kazimierz Wielki zbrojnie najechał Ruś Halicką i zajął Lwów (uczynił to na mocy prawa, gdyż Bolesław Jerzy uznawał się za lennika króla Władysława Łokietka), mimo to, zajęcie Rusi Halickiej ze Lwowem spowodowało konflikt z następcą Giedymina, wielkim księciem Litwy - Olgierdem    




W 1341 r. Giedymin podzielił swoje państwo pomiędzy siedmiu synów. Jawnuta objął Wilno, Oszmianę, Brasław i Połock oraz tytuł wielkiego księcia, Kiejstut - Grodno, księstwo trockie i Żmudź, Olgierd - księstwo witebskie i krewskie, Monwid - księstwo kiernowskie i Słonim, Narymunt - Pińsk, Koriat - księstwo nowogródzkie, a Lubart odziedziczył Wołyń. Jawnuta utracił jednak tytuł wielkiego księcia już w 1345 r., gdy Wilno zdobył Olgierd (Jawnuta zbiegł wówczas do Moskwy) i doszło do nowego podziału Litwy. Usuwając pozostałych braci, władzę odtąd dzierżyło dwóch książąt - Olgierd w Wilnie, na Litwie właściwej i na Wschodzie, zaś Kiejstut w Trokach, na Rusi Czarnej, Żmudzi i na Podlasiu. Od ok. 1350 r. Olgierd przybrał tytuł Rex Litvinorum et multorum Ruthenorum ("Król Litwinów i wszystkich Rusinów") i zaczął głosić hasła wielkomocarstwowej Litwy i Rusi, a to prowadziło go do konfliktu z Moskwą. 




Jednak władców Moskwy wówczas mało obchodziła Ruś, byli w końcu poddanymi Wielkiego Chana i interesowało ich bardziej to, co działo się w Saraju - stolicy Złotej Ordy, niż w Kijowie czy Wilnie. Zresztą o tytule księcia Rusi nie mogli nawet marzyć, gdyż należał on do władców Litwy. Mimo to konflikt litewsko-moskiewski był tylko kwestią czasu a zaczął się od rywalizacji o utworzenie prawosławnej metropolii. Rywalizację tą wygrała Litwa, która otrzymała od patriarchy Konstantynopola - Kaliksta I dwie metropolie: jedną dla ziem litewskich i jedną dla ziem północno-wschodnich. W 1356 r. z tego powodu wybuchła już otwarta wojna z Moskwą. Olgierd zdobył wówczas Mścisław, Rżew, Mohylew, Białą i Toropiec i przyłączył je do Litwy (Smoleńsk też uznał zwierzchność wielkiego księcia Olgierda, lecz już w 1358 r. Moskwa znów zyskała tam większe wpływy). Wojna zakończyła się w 1359 r. znacznymi nabytkami dla Litwy. W 1362 Olgierd wyprawił się nad Dniepr i doszedł do brzegów Morza Czarnego (1363 r.), choć musiał się stamtąd wycofać a Litwa opanowała te tereny ponownie dopiero w 1397 r. Moskwa zaś w 1362 r. opanowała Włodzimierz - a było to spore księstwo, zaś w 1367 r. Dymitr Doński po raz pierwszy otoczył Moskwę kamiennymi murami obronnymi. W 1368 r. wybuchła druga wojna litewsko-moskiewska i Olgierd wraz z Kiejstutem wyprawili się na Moskwę. Miasto co prawda zostało zdobyte, ale Kreml bronił się dalej i ostatecznie postanowiono zawrócić, łupiąc resztę kraju. W 1370 r. ruszyła kolejna wyprawa, która rozbiła wojska moskiewskie nad rzeką Trosną i obległa Moskwę, ale oblężenie zostało zwinięte i Litwini zawrócili. W 1372 r. podczas trzeciej wyprawy na Moskwę, Litwini ponieśli porażkę w bitwie pod Lubuckiem, w wyniku czego zawarto "wieczny pokój". W 1377 r. Olgierd zmarł a władzę w kraju początkowo planował przejąć jego najstarszy syn z pierwszego małżeństwa - Andrzej (Andriej), ale wolą Olgierda było, aby władzę po nim odziedziczył jego najstarszy syn z drugiego małżeństwa - Jogaiła (ponoć na łożu śmierci wymusił na swym bracie - Kiejstucie przysięgę, iż ten dochowa wierności Jogaile).   




Kiejstut nie dotrzymał jednak przysięgi i w 1381 r. zdobył Wilno, obalając swego bratanka. Jogaiła został księciem Krewa i Witebska (ale po wcześniejszym złożeniu przysięgi na wierność Kiejstutowi jako wielkiemu księciu). Jednak już w czerwcu 1382 r. Jogaiła (dzięki pomocy mieszkańców Wilna, a gównie kupców wileńskich, niezadowolonych z polityki Kiejstuta) odzyskał Wilno. Kiejstut wraz ze swym synem Witoldem zorganizowali armię, która w sierpniu 1382 r. stanęła pod Trokami, jednak do bitwy nie doszło, gdyż Kiejstut uzyskał informację że Jogaiłę wsparli Krzyżacy, przez co miał liczebną przewagę. Doszło do rozmów pokojowych, a Kiejstut i Witold zjawili się w obozie Jogaiły, ten zaś (choć wcześniej dał im gwarancję bezpieczeństwa) kazał ich aresztować i zamknąć w lochu. Kiejstut tam zmarł (prawdopodobnie zamordowany przez Skirgiełłę - młodszego brata Jagiełły). 




Potem Jogaiła i Witold Kiejstutowicz jeszcze walczyli ze sobą, ale ostatecznie w 1392 r. nastąpiło pojednanie pomiędzy kuzynami i Jogaiła - wówczas już jako król Polski Władysław II Jagiełło, przekazał swemu stryjecznemu bratu władzę regencyjną nad Litwą, zaś od 1401 r. był Witold już oficjalnie wielkim księciem Litwy. W 1429 r. zapragnął korony królewskiej, ale ostatecznie nic z tego nie wyszło i gdy umierał w Wilnie w 1430 r. Jagiełło był tym, który był z nim do końca.




Książę Witold był wielkim władcą. Już w 1394 r. zdobył Smoleńsk (który ponownie stracił w 1401 r. po klęsce w bitwie z Tatarami nad Worsklą z roku 1399). Wspólna polsko-litewska wyprawa na Smoleńsk w 1404 r. oznaczała już wojnę z Moskwą. Smoleńsk został wówczas zdobyty i obsadzony polską załogą. W 1405 r. padła Wiaźma (również obsadzona przez Polaków), a w 1406 r. Psków. W tym samym roku zawarto litewsko-moskiewski rozejm nad rzeką Pławą pod Kropwinicą, ale trwał on krótko i już w 1407 r. Witold zdobył Odojew, Worotyń, Perem i Nowosilsk po czym znów zawarto rozejm. W 1408 r. doszło zaś do wspólnego polsko-litewskiego najazdu na Moskwę. Wielki książę moskiewski - Wasyl I przeraził sie tego ataku i uznał wschodnią granicę Litwy na rzece Ugrze (wręcz rzut kamieniem do Moskwy) i zawarł "wieczny pokój" z Witoldem, rezygnując z Nowogrodu Wielkiego w którym zasiadł namiestnik Witolda - Lingwen, a w Pskowie namiestnik Jagiełły - Jerzy Nos.

Po śmierci Jagiełły (1434 r.) władzę w Polsce i na Litwie objęli jego synowie: Władysław III i Kazimierz. Ten pierwszy zginął (oficjalnie) w wieku dwudziestu lat w bitwie z Turkami pod Warną w 1444 r. i tron polski objął (w 1447 r.) wielki księże litewski - Kazimierz IV Jagiellończyk. Panował on długo, a granica jego państwa na Wschodzie nie zmieniła się praktycznie od 1408 r., władał więc najrozleglejszym chrześcijańskim państwem w Europie (do tego należy doliczyć Mołdawię, zhołdowaną po raz pierwszy w 1387 r., oraz korony Czech (1471 r.) i Węgier (1490 r.), które objął syn Kazimierza IV - Władysław II Jagiellończyk). Gdy Kazimierz IV umierał w 1492 r. Krzysztof Kolumb (który prawdopodobnie był synem Władysława III, gdyż jego ciała nie odnaleziono pod Warną, a o tym jak młody Władysław mógł się znaleźć w Hiszpanii i Portugalii i jak to możliwe że Kolumb mógł być jego synem - już kiedyś o tym pisałem), docierał do brzegów Nowego Świata. Dynastia Jagiellonów miała więc przed sobą wspaniałą przyszłość, Kazimierz zaś był ojcem trzynaściorga dzieci - w tym sześciu synów, więc następstwo dynastii było zapewnione. Niestety, wkrótce okazało się, że wszyscy oni albo umierali w młodym wieku, albo też nie pozostawiali po sobie następców, co oznaczało że już w 1506 r. (czyli w czternaście lat po śmierci Kazimierza IV) pozostało już tylko dwóch męskich przedstawicieli dynastii Jagiellonów - Zygmunt I w Polsce i na Litwie, oraz Władysław II na Węgrzech i w Czechach. Po klęsce zaś syna Władysława - Ludwika II Jagiellończyka w bitwie z Turkami pod Mohaczem w 1526 r. pozostała już tylko polsko-litewska linia Jagiellonów. Niestety jednak Zygmunt I i jego małżonka, włoska księżniczka Bona Sforza mieli tylko jednego syna - Zygmunta Augusta, co nie wróżyło dobrze dla przyszłości dynastii Jagiellonów. I rzeczywiście, Zygmunt August, który objął tron po swym ojcu w 1548 r. pomimo iż był trzykrotnie żonaty, nie spłodził męskiego potomka, co również było dla niego powodem do zmartwień i zgryzoty. Tym bardziej, że jego trzecia żona - Katarzyna Habsburg była chora i przez pewien czas oszukiwała swego małżonka w sprawie ciąży, podwiązując się poduszkami. Gdy Zygmunt odkrył oszustwo, odsunął się od żony i już więcej nie chciał jej widzieć. 




Śmierć Zygmunta II Augusta (1572 r.) oznaczała kres istnienia dynastii Jagiellonów w linii męskiej i jednocześnie otworzyła drogę do objęcia polskiego tronu przez królów elekcyjnych. A to oznaczało również czasy wielkiej potęgi, która sięgnęła po Kreml i planów wspólnej federacji polsko-litewsko-rosyjskiej, jak również powolnego upadku państwa w XVIII wieku, którą to tendencję zatrzymała dopiero Konstytucja 3 Maja 1791 r.


POZWOLĘ SOBIE PODZIELIĆ TĘ SERIĘ NA TRZY CZĘŚCI:

I - WSTĘP OMAWIAJĄCY ROZWÓJ POLSKI I LITWY AŻ DO UNII W KREWIE z 1385 r. i KOŃCA DYNASTII JAGIELLONÓW

II - CZASY POTĘGI I WSPÓLNYCH POLSKO-ROSYJSKICH PLANÓW FEDERACYJNYCH

III - OKRES UPADKU I UCHWALENIE KONSTYTUCJI 3 MAJA


CDN.