Łączna liczba wyświetleń

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą BIZANCJUM. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą BIZANCJUM. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 11 maja 2025

ZJEDNOCZENIE PRUS I INFLANT Z POLSKĄ - Cz. XXI

POCZĄWSZY OD PIERWSZEGO SPORU POLSKO-KRZYŻACKIEGO (1309-1310), AŻ PO WŁĄCZENIE INFLANT DO RZECZPOSPOLITEJ (1558-1561)





KONRAD I MAZOWIECKI 
Cz. XXI
(RETROSPEKCJA)




 Rok 863 to również czas drugiego buntu Karlomana - najstarszego syna Ludwika II "Niemca" - przeciwko swemu ojcu. Dążący do niepodzielnej władzy Karloman, chciał  pozbyć się ojca i nie tylko uniezależnić prowincję którą władał - czyli Karyntię (zwaną wówczas Karantanią), ale przede wszystkim zdobyć koronę Królestwa Franków Wschodnich. Ludwik II z ciężkim sercem ponownie musiał wyprawić się przeciwko swemu synowi. Karlomana zdradził i opuścił hrabia Gunakar, który otworzył jego ojcu drogę do Karyntii, poddając gród Schwarzafurt leżący przy przełęczy Semmering (uzyskał za to tytuł margrabiego), a to spowodowało że nieprzygotowany jeszcze do walki Karloman musiał ponownie przed ojcem kapitulować. Ponownie złożył więc przysięgę wierności, le cz tym razem ojciec był bardziej czujny i umieścił go w areszcie domowym w Ratyzbonie (skąd wkrótce potem ucieknie i... wznieci trzeci bunt 🤭). Drugi zaś syn Ludwika "Niemca" Ludwik III zwany "Młodszym", na razie też dotrzymał ojcu wierności (zbuntuje się dopiero w 866 r.). W drugim buncie Karlomana również poparł go władca Wielkich Moraw - Rościsław I co ponownie zagrażało wschodniofrankijej dominacji na Wschodzie, ale okazało się że Morawianie wcale nie są najgorszą zmorą, z jaką mogli spotkać Frankowie. Oto bowiem w roku 863 po raz pierwszy w historii na Królestwo Franków Wschodnich (czyli ziemie dzisiejszych Niemiec) swój najazd skierowali Madziarzy. Jest to pierwszy poświadczony historycznie najazd tego przybyłego z Azji plemienia, które realnie osiądzie w Europie (na nizinie węgierskiej) dopiero w roku 896 (w Monarchii Austro-Węgierskiej, a raczej w samym Królestwie Węgier w roku 1896 obchodzono 1000-lecie węgierskiej bytności w Europie). Madziarzy zachowywali się niczym Hunowie, Normanowie a nawet Saraceni, niszczyli na swej drodze wszystko, co napotkali. Był to jednak dopiero przedsmak tego, co czeka Europę w pierwszej połowie X wieku, gdy węgierskie zagony dotrą do Italii i Burgundii (a nawet do północnej Hiszpanii i dopiero klęska w bitwie nad rzeką Lech w Bawarii {notabene skąd się wzięła lechicka nazwa rzeki w tamtym "germańskim" kraju 🤔}, położyła kres węgierskim najazdom i pozwoliła ucywilizować to plemię, które jako pierwsze - przed nami - stało się królestwem, gdyż już w roku 1001 {ponoć Węgrzy mieli ukraść koronę, która pierwotnie była przeznaczona przez papieża Sylwestra II dla Bolesława Chrobrego).




Problemów nie brakowało również bratu Ludwika "Niemca" Karolowi II "Łysemu". Najbardziej palącym z nich, była obecnie kwestia Normanów, osiadłych na wyspie Oissel, na Sekwanie. Nijak nie można było się ich stamtąd pozbyć, tym bardziej że spodobała im się praktyka wymuszania okupu w zamian za spokój i ułudę bezpieczeństwa. Jedyne do czego doprowadził Karol, to zabezpieczenie tego terenu na tyle, aby ataki Wikingów nie były zbyt dokuczliwe i nie rozlewały się zbyt daleko poza Sekwanę, przeto na południe od tej rzeki obroną regionu dowodził Robert Mocny - późniejszy założyciel rodu Robertyngów, którzy na krótko przejmą królewską władzę we Francji; na północy zaś obroną dowodził Baldwin "Żelazne Ramię" z Flandrii (choć jego ród wywodził się pierwotnie ze środkowej Nadrenii i Alzacji. W Królestwie Lotaryngii zaś Lotar II cierpiał z powodu wymuszonego (przez papieża Mikołaja I i poniekąd również swych stryjów Ludwika "Niemca" i Karola "Łysego") rozstania ze swą ukochaną Waldradą i ponownego przyjęcia na dwór swej małżonki Teutbergi. Już wkrótce jego miłość do nałożnicy (która urodziła mu syna z którego on chciał uczynić swego następcę) stanie się silniejsza niż papieski zakaz i ponownie przywoła ją do siebie, a oddali  Teutbergę, czym ponownie rozpęta małżeński konflikt (865 r.). W Królestwie Italii cesarz Ludwik II (zwany pogardliwie przez Hinkmara - arcybiskupa Reims i sojusznika Karola Łysego - "cesarzem Italii") kontynuuje swoją pracę objeżdżania królestwa i osobistego rozwiązywania spraw ludu. Dodatkowo miał on problem ze swoimi możnowładcami, a szczególnie z dążącym ku suwerenności księciem Benewentu Radelchisem (który tytułował się księciem Longobardów i był nadzieją tych wszystkich, którzy widzieli odrodzenie Italii w wypędzeniu stamtąd Franków). Aby osłabić władzę Benewentu, dzięki osobistej interwencji Ludwika II Italskiego jeszcze w 844 r. powstało księstwo Salerno, które zarówno w walce z Radelchisem jak i Saracenami z Bari, Brindisi i Tarentu, a także muzułmańskimi korsarzami z Sycylii, musiało orientować się właśnie na pomoc Ludwika. Podobnie jak rządzący Kapuą (leżącą w księstwie Benewentu) Gastaldowie (notabene starożytna Kapua, miasto w którym w 73 r. p.n.e. swe sławne powstanie wzniecił Spartakus, zostało całkowicie zniszczone przez Saracenów w roku 841 i ród Gastaldów odbudował nową Kapuę nad Volturno). Najwięcej jednak problemów sprawiają Saraceni z Bari (miasto to opanowali w roku 841, zaś Brindisi i Tarent w 840). Ich ciągłe wypady powodują, że tamtejsze klasztory są nieustannie grabione, albo muszą się opłacać muzułmanom. Pierwsza kampania zorganizowana przez Ludwika II przeciwko Bari w latach 851-852 zakończyła się fiaskiem, do drugiej dojdzie w roku 866, w czasie której cesarz wezwie pod swe sztandary wszystkich wolnych i zdolnych do noszenia broni mężczyzn w Italii. Ta kampania też nie przyniesie sukcesu, ale nieustanne walki trwające przez kolejne pięć lat, w roku 871 zaowocują zdobyciem Bari przez italskich chrześcijan.




W styczniu roku 863 w Królestwie Burgundii umiera prawie 18-letni najmłodszy syn Lotara I - Karol Prowansalski. Ten młody chłopak (cierpiący na epilepsję) nie tylko nie zdążył spłodzić potomstwa, ale również realnie nigdy nie rządził swym królestwem.
Czynił to w jego imieniu hrabia Girard, który był prawdziwe władcą Burgundii. W roku 861 ów były hrabia Paryża, a obecnie hrabia Vienne, pan Avallonu, Vézelay i Pothiéres zwyciężył pod Camarque Wikingów, którzy dotarli aż do Arles. Ów potężny możnowładca (żonaty z Bertą - córką Hugona Trwożliwego z rodu Eutychonidów) i mający oparcie w Rzymie u samego papieża Mikołaja, dąży do zjednoczenia Burgundii z Lotaryngią, tak, aby ponownie (jak za czasów Lotara I) połączyć ze sobą dolinę Rodanu i dolinę Renu, umożliwiając tym samym odrodzenie handlu w tym regionie. Jednak jego plany podporządkowania Burgundii Lotarowi II, wywołują sprzeciw cesarza Ludwika II Italskiego (który dotąd pomagał bratu w kwestii jego rozwodu z Teutbergą, a nawet rozpoczął marsz na Rzym - o którym pisałem w poprzedniej części). Ludwik bowiem również pragnie dostać swoją "działkę" po najmłodszym z braci. Ale oto pojawia się kolejny trzeci, konkurent w postaci Karola Łysego, który najeżdża Burgundię (863 r.) pragnąc przyłączyć ją do Królestwa Franków Zachodnich. Jego interwencja jednak kończy się fiaskiem (dociera tylko do Mačon) i musi zawrócić niczego nie zyskawszy. Wiedząc jednak że Burgundia może być teraz przedmiotem kolejnych wojennych zabiegów braci i stryjów zmarłego króla Karola, Girard postanawia rozwiązać tę sprawę raz na zawsze (oczywiście również z korzyścią dla siebie) i zaprasza obu braci na wielki zjazd do swego pałacu Mantaille, nieopodal Vienne. W wyniku tego spotkania (863 r.) Burgundia zostaje podzielona na dwie części: część zachodnia (z Lyonem, Vienne i Grenoble) przypada w udziale Lotarowi II a rządzi nią dalej Girard; część wschodnia zaś (Arles, Aix, Embrun) zostaje przyłączona do Królestwa Italii Ludwika II (jednak cesarz, tak bardzo pochłonięty sprawami swego królestwa, nigdy nie odwiedzi tych ziem, w zasadzie cały okres po roku 863 spędzając na południu Italii, gdzie organizuje albo obronę, albo też ataki na Saracenów z Bari Tarentu czy Brindisi).

Nadchodzi rok 864 i od razu wybucha wielki skandal związany z usuniętymi biskupami Kolonii i Trewiru - Guntara i Teutgauda (o których pisałem w poprzedniej części). Oto bowiem oni (wraz z również wyrzuconym ze swego biskupstwa Hilduinem z Cambrai) nie zyskawszy nic na interwencji Ludwika II Italskiego w Rzymie, postanawiają sami wziąć sprawy w swoje ręce i przy akompaniamencie jawnych złorzeczeń na papieża Mikołaja I ("podstępny tyran") zebrawszy przy sobie grupę zbrojnych (a raczej wydaje się zwykłych rzeźmieszków) na grobie św. Piotra na Lateranie piszą ordynarny list do papieża, którego pierwsze słowa rozpoczynają od: "Słuchaj, panie papieżu, Mikołaju...!" Wywołują tym ogromny skandal, a ponieważ cały czas są w Rzymie, papież nakazuje ich aresztowanie. Oni jednak zabijają jednego ze strażników który przyszedł ich aresztować, a pozostałych zmuszają do złożenia broni, a następnie zasileni ich mieczami, uciekają z miasta. Od tej pory żyli jak wygnańcy i zbiedzy (choć oczywiście słali listy do królów - głównie Ludwika II Italskiego, w których prosili o wsparcie we własnej sprawie, lecz zawsze bezskutecznie) i zmarli też na wygnaniu w Italii (Teutgaud w 868 r. a Guntar w 871 r.). Na północy, w Bawarii zbiegły ze swego aresztu domowego w Ratyzbonie Karloman, ponownie wznieca trzeci już bunt przeciw swemu ojcu (861, 863, 864) -  Ludwikowi II "Niemcowi". Ponownie też kończy się on fiaskiem, ale po raz trzeci ojciec wybacza swemu wyrodnemu synowi. W tym samym czasie, w miejscowości Tulln nad Dunajem, dochodzi do spotkania Ludwika II "Niemca" z carem Bułgarów - Borysem I. Spotkanie to ma dwa cele. Pierwszym i najważniejszym jest zawiązanie sojuszu z Bułgarami w planowanej inwazji na państwo Wielkich Moraw Rościsława I; drugim celem zaś jest przygotowywana już przez duchowieństwo bawarskie misja chrystianizacji Bułgarii. Wielka ofensywa Ludwika II przeciwko Morawianom, rusza w sierpniu 864 r. właśnie z obozu pod miastem Tulln (jest to bowiem obszar na którym znajdują się  dawne rzymskie drogi, ułatwiające szybki przemarsz wojsk). Celem tej inwazji był podbój Wielkich Moraw i zamiana tego słowiańskiego kraju we frankijską marchię. Uderzenie następowało od południowego-wschodu, ale Rościsław nie zdecydował się na przyjęcie walnej bitwy i wycofał się do twierdzy Devin (koło Bratysławy), gdzie został oblężony i gdzie musiał przyjąć warunki Ludwika II. Wielkie Morawy ponownie więc stawały się wasalem Cesarstwa, a książę zobowiązywał się "wiernie dochować wierności królowi". Sukces Ludwika "Niemca" był jednak tak krótkotrwały, jak jego kampania. Po wycofaniu się wojsk frankijskich z Moraw, Rościsław ponownie zrzucił wszelką zależność od Franków. Dodatkowo w tym właśnie czasie na Morawy przybyło dwóch misjonarzy z Konstantynopola: Cyryl (Konstantyn) i Metody. A od tej właśnie chwili my również powracamy nad Bosfor.




Jak już wcześniej wspominałem w jednej z wcześniejszych części tej serii, Morawianie przyjęli chrzest od Franków Wschodnich w roku 831 (a konkretnie z Bawarii, ustanawiając jednocześnie podległość diecezjalną - a co za tym idzie również polityczną - arcybiskupstwu w Ratyzbonie), gdy biskup Reginhart miał ochrzcić "wszystkich Morawian". Przez lata jednak, w wyniku ciągłych niepokojów i jawnych wojen morawsko-frankońskich wzrastała wśród słowiańskiego ludu niechęć wobec duchowieństwa bawarskiego, które ostatecznie zostało usunięte z wielkich Moraw w latach 853-854. Do dziś jednak pokutuje przekonanie, że usunięcie kleru frankijskiego (głównie bawarskiego, ale silne są również wpływy Iro-Szkotów na chrystianizację Morawian,) i przyjęcie chrztu z Konstantynopola za przykładem ojców misjonarzy Cyryla i Metodego, związane było z niechęcią odprawiania przez duchownych frankijskich mszy świętej w języku starosłowiańskim. Nie jest to prawda i pisałem już o tym wcześniej, gdyż Frankowie w celu chrystianizacji Słowian (a głównie Morawian) założyli co najmniej trzy ośrodki misyjne w których uczono języka starosłowiańskiego i w tym właśnie języku odprawiano liturgię. Były to miejscowości: Tulln, Maria Saal i Mosaburg (w Tulln mieściła się również sławna biblioteka Madalwina, stanowiącą bazę wykładowczą dla działającej tam szkoły nauki języka starosłowiańskiego). Dlatego też twierdzenie że Morawianie nie mogli odprawiać mszy w swem własnym języku, tylko w języku staro-dolnoniemieckim, jest fałszywe. Dlatego też wypędzenie duchowieństwa frankijskiego z Wielkich Moraw i przyjęcie misjonarzy bizantyjskich, związane było przede wszystkim z polityką, czyli z niechęcią podporządkowania się zarówno arcybiskupstwu w Ratyzbonie jak i bezpośrednio królowi Ludwikowi II "Niemcowi". Zagrożenie ze strony Konstantynopola było niewielkie, dlatego też wybranie tamtej drogi misyjnej, chociaż Rościsław I szukał dróg porozumienia z Papiestwem już od roku 854/855, kiedy wysłano pierwsze morawskie poselstwo do Rzymu. Papież Mikołaj I jednak zwodził Morawian, niechcąc udzielić im jasnego wsparcia, lub też potępić za usunięcie frankijskiego kleru. Ostatnie poselstwo Rościsława przybyło do Rzymu w roku 861, potem stracono nadzieję na jakiekolwiek pozytywne rozwiązanie w tej kwestii.




W 863 r. na dwór cesarza Michała III w Konstantynopolu zjawiło się poselstwo Morawian, prosząc władcę Rzymian (mówiących po grecku 😉) o przysłanie im... i tutaj dokładnie nie wiadomo czy Rościsław prosił o przesłanie im "biskupa i nauczyciela", czy tylko z samego "nauczyciela" - gdyż opinie na ten temat są bardzo różne. Wydaje się jednak że to pierwsze, gdyż Rościsławowi bardziej zależało na przysłaniu osoby posiadającej wyższe święcenia duchowne, który byłby w stanie wyświęcić lokalnych kapłanów, którymi to możnaby było zastąpić duchownych z kraju Franków. Oczywiście warunkiem koniecznym była również znajomość języka słowiańskiego, aby mogli się swobodnie porozumiewać z wiernymi. Cesarz Michał jednak postanowił wysłać na Morawy nie biskupa, ale dwóch braci, którzy nie posiadali jeszcze święceń kapłańskich (Konstantyn był diakonem, a Metody mnichem). Pytanie dlaczego cesarz nie zdecydował się na wysłanie tam biskupa, wydaje się dosyć oczywiste - Morawy leżały daleko na północy, poza obrębem diecezjalnych wpływów Konstantynopola, natomiast bezpośrednio w sferze wpływów arcybiskupstwa bawarskiego, gdyby więc posłano tam biskupa, doszłoby do bezpośredniego zatargu nie tylko z duchowieństwem bawarskim, ale również z Rzymem. Natomiast wysłanie dwóch kleryków było najbardziej optymalną opcją, cesarz bowiem w każdej sytuacji umywał ręce, a jednocześnie zyskiwał na tym politycznie (Morawy wchodziły - choć nieoficjalnie a realnie - w obszar wpływów Konstantynopola). Ponieważ dodatkowo zarówno Konstantyn jak i Metody uzyskali poparcie papieża dla swej misji w kraju słowiańskim dzięki "odnalezieniu" na Chersonezie szczątków jednego z pierwszych papieży - św. Klemensa i wysłaniu ich do Rzymu, gdzie służyły za relikwie; przeto zgoda została udzielona i można było ruszać w daleką i niebezpieczną podróż. Obaj bracia misjonarze ruszyli w pierwszej połowie roku 864, a ich podróż trwała ok. 7 tygodni. Przebyli 1700 km na trasie Konstantynopol-Serdica-Nisz-Belgrad-Sirmium-Carnuntum. Tam też rozpoczęła się ich trzyletnia misja chrystianizacyjna, która przyniosła nadspodziewane efekty. Przez te trzy lata Konstantyn (zwany Cyrylem) i Metody wyświęcili więcej kapłanów spośród Słowian morawskich, niż duchowni bawarscy przez ponad 20 lat swej posługi kapłańskiej. Do tej sprawy jeszcze powrócimy, a tymczasem wróćmy do Konstantynopola.




O ile książę Rościsław Morawski wolał Bizantyjczyków od Franków, o tyle (panujący od 852 r.) car Bułgarów - Borys I wolał przyjąć chrześcijaństwo z Rzymu, a nie z Konstantynopola. Co prawda Borys jeszcze w 863 r wysłał poselstwo do Konstantynopola deklarując iż pragnie przyjąć stamtąd chrzest, pod warunkiem jednak, że zarówno patriarcha Focjusz jak i cesarz Michał zgodzą się na utworzenie niezależnej od Konstantynopola diecezji Kościoła bułgarskiego. Focjusz (który sprawował swój patriarchat od grudnia 858 r. wcześniej bowiem był człowiekiem świeckim, dlatego też na szybko, tuż przed Bożym Narodzeniem roku 858 musiał przyjąć wszystkie święcenia kapłańskie) co prawda wysłał do Pliski biskupa z misją nawracania Bułgarów na chrześcijaństwo, to jednak nie zgodził się na oddzielną metropolię diecezjalną. Car Borys podziękował więc mu za przybycie i nakazał wracać z powrotem, a sam wysłał poselstwo do Rzymu, do papieża Mikołaja, prosząc o przesyłanie misjonarzy, a jednocześnie o zgodę na autokefalię. Papież oczywiście zgodził się wysłać biskupów do Bułgarii, ale ze zgodą na utworzenie samodzielnej diecezji bułgarskiej wstrzymywał się. Trwało to kilka miesięcy i nadszedł rok 864, a do Bułgarii nie przybył jeszcze żaden biskup, ani mnich z Rzymu. Mimo to sam fakt zgody na wysłanie swego przedstawiciela przez papieża do Bułgarii, którą Konstantynopol bezpośrednio uważał za swoją strefę wpływów zarówno politycznych jak i misyjnych, wzbudził niezadowolenie w Konstantynopolu. Wspólnie cesarz i patriarcha postanowili więc przeprowadzić wielką demonstrację wojskową, która w przypadku niepowodzenia miała zakończyć się inwazją na Bułgarię, a ponieważ armia bizantyjska w tym właśnie okresie zaczęła ponownie przeżywać swoje odrodzenie, przeto nie były to jedynie czcze pogróżki. Dowodem tego była kampania roku 863, podczas której to emir Melitene - Omar (działając za zgodą i wiedzą kalifa al-Mustaina) przedsięwziął wielką inwazję na Anatolię. Pomocy udzieliły mu liczne formacje mnichów wojowników zwanych paulicjanami (o których już kiedyś pisałem w tym temacie) a którymi w tamtym czasie przewodził niejaki Karbeas. Był on niegdyś bizantyjskim oficerem, który jednak porzucił służbę w armii i zbiegł do Kalifatu po tym, jak na rozkaz cesarzowej Teodory (matki Michała III) rozpoczęto w roku 843 wielkie prześladowania heretyków (głównie paulicjan) zakończone wymordowaniem większości z nich (reszta uciekła na Wschód). Podczas tych rzezi zginął również ojciec Karbeasa, który był paulicjaninem. W Kalifacie (a raczej w emiracie Melitene) Karbeas napotkał dwa rozproszone siedliska paulicjan, złożone z mnichów wojowników - w Argaoun i Amarze. Szybko zdobył nad nimi kontrolę, a następnie wyprowadził ich w górę Eufratu, do miejscowości Tefrike - gdzie założono nową siedzibę Zakonu i wzniesiono potężną twierdzę. Emirowie Melitene pozwalali paulicjanom przebywać na swym terytorium, gdyż wykorzystywali ich podobnie jak mrówki mszyce, do ataków na Bizancjum. Karbeas miał też bardzo dobre stosunki z emiratem (mówiło się nawet, że potajemnie przeszedł na islam). W czasie inwazji na Anatolię z roku 863 paulicjanie byli jedną z kluczowych formacji armii emira Omara z Melitene.


CESARZOWA TEODORA



Inwazja ta rozpoczęła się nadzwyczaj dobrze dla muzułmanów. Spustoszyli oni tem Armeniakon - biorąc tam licznych jeńców, a następnie zdobyli potężną twierdzę, leżącą nad brzegami Morza Czarnego - Amisos. Następnie skierowali się dalej na zachód, ale na granicy temu Paflagonii, drogę zastąpiła im armia rzymska (bizantyjska) dowodzona przez Petronasa - stryja cesarza Michała III i młodszego brata realnie władającego wówczas Cesarstwem Bardasa. Tam właśnie, 3 września 863 r. w bitwie pod Lalakon w pobliżu Kastamonu, armia rzymska pokazała swoją odnowioną skuteczność bojową (po latach zastoju), zadając muzułmanom z emiratu Melitene i paulicjanom całkowitą klęskę. W bitwie polegli zarówno Karbeas jak i emir Omar, a Bizantyjczycy odzyskali wszystkie łupy i jeńców wcześniej pochwyconych (w tym oczywiście miasto Amisos). W bitwie tej poległo wielu mnichów wojowników paulicjan, a bitwa pod Lalakon jest punktem zwrotnym w dziejach Bizancjum, gdyż od tej chwili zaczyna się ich kontrofensywa we wszystkich kierunkach, zarówno przeciwko Kalifatowi, jak i Bułgarom, Słowianom czy Saracenom w Italii (swoją drogą jako ciekawostkę dodam, że gdy Bolesław I Chrobry zdobył Kijów w 1018 r. to wysłał list do cesarza bizantyjskiego Bazylego II Bułgarobójcy do Konstantynopola, w którym zapowiadał że jeśli cesarz nie złoży mu hołdu, to ruszy na Konstantynopol, zdobędzie miasto i sam koronuje się na cesarza). Bizantyjczycy przystąpili więc do ofensywy i wkroczyli na ziemie Kalifatu, gdzie w listopadzie tego samego 863 r. w bitwie pod Mayafaraqin rozbili armię muzułmańską dowodzoną przez Ali ibn-Jahię "Ormianina" (byłego chrześcijanina który przyjął islam) i Ostikana z Azerbejdżanu (a w zasadzie to z temu Armeniakon), którzy dostali się do niewoli, a następnie - wzorem dawnych rzymskich wodzów - szli w triumfalnym marszu Petronasa przez ulice Konstantynopola, a następnie z rozkazu cesarza Michała III zostali straceni.  Paulicjanie zaś wybrali sobie na nowego przywódcę Chryzocheirosa, który był równie zaprawionym w boju wojownikiem jak i wodzem. Po tej kampanii Kalifat został skutecznie spacyfikowany na przynajmniej kilka lat, dlatego też można było przeprowadzić demonstrację wojskową przeciwko Bułgarom na północy.




CDN.

niedziela, 22 grudnia 2024

ZJEDNOCZENIE PRUS I INFLANT Z POLSKĄ - Cz. X

POCZĄWSZY OD PIERWSZEGO SPORU POLSKO-KRZYŻACKIEGO (1309-1310), AŻ PO WŁĄCZENIE INFLANT DO RZECZPOSPOLITEJ (1558-1561)





KONRAD I MAZOWIECKI
Cz. X


MOJMIR I
(Obraz wygenerowany przez sztuczną inteligencję) 



 W roku 863 książę Wielkich Moraw -  Rościsław I wysłał na dwór  konstantynopolitański swych posłów, z listem do cesarza Michała III (notabene napisanym po grecku, czyli znajomość tego języka musiała być w krajach słowiańskich już wówczas dość powszechna {oczywiście jedynie w "dyplomacji"}, w końcu przez tzw. Bramę Morawską już od starożytności biegł szlak bursztynowy, czyli trakt handlowy idący ku ziemiom cywilizacji śródziemnomorskiej). W liście tym morawski książę prosił cesarza rzymskiego o wysłanie mu "biskupa i nauczyciela" (przekaz w "Żywocie Konstantyna" i "Żywocie Metodego" trochę się od siebie różni, w jednym jest bowiem stwierdzenie o "biskupie i nauczycielu", a w drugim jedynie o "nauczycielu"). Rościsław przede wszystkim prosił o przesłanie kogoś, kto posiada wyższe święcenia duchowne, oraz kto dobrze zna i rozumie język słowiański. Cesarz Michał odpowiedział pozytywnie na prośbę morawskiego kagana, aczkolwiek zdawał sobie doskonale sprawę że wysłanie biskupa do Moraw, czyli miejsca które już od ponad trzydziestu lat było miejscem "religijnej eksploracji" Kościoła zachodniego (Rzymskiego) narazi go na kolejny konflikt z papieżem Mikołajem. Aby tego uniknąć - a jednocześnie nie zamykać sobie drogi z możliwości religijnego podporządkowania słowiańskiego kraju na północy, leżącego tuż przy granicy z Królestwem Wschodnich Franków - postanowił po prostu obniżyć rangę wysłanego tam "misyjnego poselstwa". Wybór padł więc nie na żadnego z biskupów, a na dwóch nauczycieli, pochodzących z Tessalonik, braci Metodego (zwanego również Michałem) i Konstantyna. Starszy o prawie dziesięć lat od brata Metody, był początkowo prawnikiem w Tessalonikach, a następnie pełnił funkcję archonta miasta (gdzie miał częstą styczność z licznie zamieszkującymi to greckie miasto Słowianami i tam też nauczył się języka słowiańskiego).  Jednak ok. 840 r. (w wieku dwudziestu paru lat) Metody wybrał życie zakonne i wstąpił do sławnego zakonu, mieszczącego się na górze Olimp w Bitynii. Jego zaś młodszy brat Konstantyn (też w wieku dwudziestu lat) w 847 r. przyjął święcenia kapłańskie a od 860 r. uczył filozofii w akademii cesarskiej (powołanej do życia w pałacu Magnaura przez wuja cesarza Michała III - Bardasa, o czym pisałem w poprzednich częściach) i był tam bibliotekarzem. Co prawda Konstantyn był protegowanym poprzedniego patriarchy Ignacego, ale również patriarcha Focjusz pozostawił go na tym stanowisku, tym bardziej że Konstantyn miał opinię człowieka szlachetnego, nie zaangażowanego w politykę filozofa i moralistę. Teraz jednak gdy cesarz zwrócił się do Focjusza z radą kogo wysłać na Morawy, ten bez wahania wskazał na Konstantyna, a Konstantyn zapowiedział że wyruszy tam wraz z bratem, więc posłano ludzi do klasztoru na górze Olimp, aby sprowadzić stamtąd Metodego.

Ci dwaj mnisi już kilkukrotnie przysłużyli się Cesarstwu w misjach dyplomatycznych. Co prawda misja do Samary z roku 851 nie zakończyła się sukcesem Bizancjum (kalif al-Mutawakkil nie wyraził zgody na zakończenie prześladowań chrześcijan i Żydów, jakie rozpoczął kilka miesięcy wcześniej - o których także pisałem już w poprzednich częściach tej serii), to jednak czas który spędzili zarówno tam, jak i w Bagdadzie, upłynął im na nauce języka arabskiego, oraz studiowaniu Koranu. Jednak już wyprawa z roku 860 na dwór kagana Chazarów Manassesa I do Itilu, zakończyła się pełnym sukcesem i odnowieniem traktatu bizantyjsko-chazarskiego wymierzonego zarówno w Kalifat, jak i plemiona Słowian południowo-wschodnich. Wracając do Konstantynopola obaj bracia mieli odnaleźć na Chersonezie kości św. Klemensa Rzymskiego, czwartego chronologicznie papieża, który miał zginąć męczeńską śmiercią w 102 r. za panowania cesarza Trajana właśnie na Chersonezie (miał wyrokiem cesarskim zostać skazany na utopienie w morzu z kotwicą przywiązaną do szyi, ale najprawdopodobniej do tej śmierci nie doszło a Klemens I zmarł wkrótce po zrzeczeniu się pontyfikatu w roku 97. Co prawda cesarz rzymski Marek Ulpiusz Trajan prześladował chrześcijan, ale nie czynił tego zbyt konsekwentnie, a jedynie na zasadzie faktu, iż stawiają oni wyżej Boga niż cezara. Jego przyjaciel {a na pewno zapatrzony w Trajana druh} Gajusz Pliniusz Młodszy {którego wuj, Gajusz Pliniusz Starszy jako dowódca floty wojennej w Misenum, zginął w roku 79 podczas próby ratowania mieszkańców niszczonych przez wybuch Wezuwiusza miast: Pompei, Herkulanum i Metapontum} jako namiestnik {od 111 r.} prowincji Bitynii i Pontu {notabene Trajan powołał tę prowincję w roku 110, po zjednoczeniu dotychczasowych Bitynii i Pontu. W roku 134 cesarz Hadrian włączył tę prowincję do prowincji cesarskich, w zamian za uczynienie Licji i Pamfilii prowincjami senatorskimi} słał do Trajana liczne listy z zapytaniem jak powinien postępować z chrześcijanami {główna część korespondencji pochodzi z roku 112}. Tamten radził, aby uwzględniał jedynie podpisane donosy, gdyż te anonimowe -  chociaż są istnieje wielka pokusa aby również je sprawdzić - jak twierdził Trajan: "są niegodne naszych czasów". Cesarz radził też swemu namiestnikowi aby starał się przede wszystkim przekonywać chrześcijan nie tyle do wyrzeczenia się ich religii, co do zaakceptowania obowiązków wobec państwa, natomiast jeśli by odmówili, miał nakładać na nich kary finansowe. Gdyby to nie poskutkowało, taka osoba trafiałaby do lochu, a gdyby nadal upierał się przy swej wierze, dopiero wówczas miał być uśmiercony. Jako ciekawostkę dodam jeszcze, że zafascynowany Trajanem {w końcu na jego rządy przypada bodajże najwspanialszy okres w rzymskich dziejach, kiedy Rzym osiągnął swe największe terytorialne rozmiary. Zdobył Ktezyfont - stolicę Partów, Mezopotamię, Asyrię, Armenię i uczynił z nich swe prowincje. Podbił Dację - która tyle kłopotów stwarzała cesarzowi Domicjanowi w latach 80-tych I wieku, wreszcie zajął tereny Arabii północnej, czyniąc tam nową prowincję. Poza tym Rzym stał się prawdziwą metropolią świata, liczącą ponad 1 200 000 mieszkańców. Wtedy też powstały prawdziwe dzieła sztuki, takie jak Kolumna Trajana, czy Forum jego imienia, będące prawdziwie nowoczesnym jak na tamte czasy miejscem spotkań Rzymian} papież Grzegorz Wielki {którego pontyfikat przypadł na lata 590-604} według późniejszej legendy miał poprosić Boga aby pozwolił duszy Trajana powrócić na kilka chwil do ciała, a gdy tak się stało, natychmiast go ochrzcił).


IMPERATOR 
MAREK ULPIUSZ TRAJAN 





Tak więc wybór jaki padł na dwóch braci misjonarzy, wydawał się wówczas najbardziej optymalny z punktu widzenia Cesarstwa. Oczywiście wyprawa do tak odległego kraju musiała być dobrze przygotowana, a przede wszystkim musiała również uzyskać aprobatę samego papieża i o to starali się też dwaj bracia misjonarze. Paradoksalnie przekonanie papieża Mikołaja okazało się łatwe, a z tego powodu, że Konstantyn i Metody wysłali do Rzymu relikwie św. Klemensa rzymskiego odnalezione na Chersonezie (według mnie te szczątki miały tyle wspólnego z Klemensem, co kości ateńskiego króla i herosa Tezeusza, jakie w roku 473 p.n.e. na wyspie Skiros odnaleźć miał ateński strateg i polityk - Kimon. W tym bowiem przypadku po prostu po wcześniejszym spacyfikowaniu wyspy przez ateńskich hoplitów, po prostu odkopano kości jakiegoś nieszczęśnika, a ponieważ zgodnie z legendą na tej właśnie zginął śmiał Tezeusz, więc przywieziono te kości do Aten co oczywiście znacznie podniosło prestiż i znaczenie miasta, a przede wszystkim umocniło polityczne wpływy z samego Kimona. Natomiast czyjekolwiek kość nie zostałyby odnalezione na Chersonezie, to jednak przysłużyły się sprawie uzyskania papieskiego poparcia dla misji Konstantyna i Metodego do Wielkich Moraw). Teraz zaś (ponieważ w poprzedniej części stwierdziłem, iż według mnie owi bracia nie przybyli na Morawy wcześniej, niż w roku 864 {z reguły podaje się datę 862}), postaram się wyjaśnić dlaczego tak uważam. Plemię Morawian przez długi czas nie budziło zainteresowania ani dziejopisów Zachodu, ani też Wschodu i po raz pierwszy pojawiają się oni wymienieni z nazwy w roku 822 podczas zjazdu zwołanego przez cesarza Ludwika I Pobożnego do Frankfurtu (gdzie też zjechać mieli nie tylko wielmoże Cesarstwa Franków, ale również okolicznych plemion słowiańskich i niedobitki Chanatu Awarskiego). Na tym właśnie spotkaniu po raz pierwszy w dziejach wymienili zostali Morawianie w dziele "Roczniki królestwa Franków". Nie stanowili oni wcześniej zainteresowania, ani też nie byli przedmiotem wypraw wojennych Cesarstwa (czy wcześniej Królestwa Franków), jak choćby działo się to z ich sąsiadami Czechami (Wielka wyprawa wojenna wojsk Karola Wielkiego przeciwko Czechom w latach 805-806 czego efektem było zajęcie pasa ziem zasiedlonych przez Czechów i Serbów i powstanie tam Marchii Serbskiej, której granice mniej więcej pokrywają się z dzisiejszą północno-zachodnią granicą niemiecko-czeską. Wyprawa przeciwko Czechom miała być wsparciem dla Awrów, którzy prosili Karola Wielkiego o pomoc przeciwko Bohemom, którzy napadali na ich ziemie. Doszło wówczas do bitwy nad rzeką Ochrza, która zakończyła się klęską Czechów i śmiercią ich wodza Lecha. Według "Kroniki Prokosza" owym Lechem miał być młodszy brat władcy Lechitów - Lecha IX zwanego Walecznym, który został przez zwycięskich Franków skazany na rozerwanie końmi. Notabene Lech IX był dziadkiem niesławnego w naszej tradycji króla Popiela II Zbrodniarza. Dynastia Popielidów/Lechitów która tak pięknie zaczęła {w końcu ojciec Lecha IX Lech VIII objął władzę po zwycięstwie w maratonie, który miał wytypować przyszłego władcę. Lech VIII objąć miał władzę w kraju Lechitów w 20 lat po śmierci w nurtach Wisły sławnej królowej Wandy-amazonki. Notabene, gdyby dzisiaj tak było, to pewnie pan Karol Nawrocki by zwyciężył w pierwszej turze 😄} a ostatecznie tak marnie skończyła).


KIMON NA SKIROS



Oczywiście Czesi nie pozostawali bierni i również napadali ziemie Cesarstwa (w roku 811 Karol Wielki musiał wysłać liczne wojsko do Marchii Panońskiej, zdobyte przez Franków w roku 791 na Awarach, gdyż Panonia zmagała się wówczas z najazdem Czechów). Ale o Morawianach nic nie słychać aż do roku 822. W roku 833 Morawianie zajmują ziemie zachodniej Słowacji (jest to też ogólnie przyjęta data w której większość historyków umiejscawia powstanie Księstwa Wielkich Moraw). Jednak ekspansja militarna nie była jedyną, jaka cechowała wówczas rzeczywistość polityczną tamtych czasów. Równie silna (a można nawet powiedzieć znacznie skuteczniejsza) była ekspansja religijna, która miała za zadanie podporządkowanie sobie danych władców i obszarów polityce dworu, który tej ekspansji by dokonał. Po zniszczeniu przez Franków Chanatu Awarskiego i zdobyciu Ringu (ufortyfikowanego miasta obozu Awarów) w roku 796, natychmiast działalność tam rozpoczęli frankońscy misjonarze. Przyciśnięty do ściany (od zachodu ekspansją Franków, od wschodu wojowniczą polityką bułgarskich chanów -  szczególnie Kruma, zaś od północy inwazjami słowiańskich plemion -  głównie Czechów) kapkan Awarów - Teodor w roku 805 oficjalnie przyjął chrzest z rąk frankońskich misjonarzy. Opanowane zaś jeszcze w 791 r. ziemie Panonii, zostały oficjalnie po roku 796 podzielone pomiędzy diecezje w Pasawie i Salzburgu (metropolia salzburska powstała w roku 798). Spowodowało to od razu konflikt pomiędzy biskupami, o tereny leżące pomiędzy Drawą a Rabą, które do tej pory wchodziły w skład metropolii akwilejskiej, a teraz weszły w skład metropolii Salzburga. Cesarz Karol Wielki dwukrotnie wydawał ukaz, w którym określał rzekę Drawę, jako granicę pomiędzy oboma metropoliami (803 i 811 r.). Pierwszym metropolita Salzburga, biskup Arn otrzymał od Karola Wielkiego jeszcze w 798 r. polecenie udania się na ziemie Słowian w celu ich chrystianizacji i budowy tam kościołów. Arn swoją posługę kapłańską pełnił aż do swej śmierci w roku 821, ale skupiał się przede wszystkim na chrystianizacji Słowian panońskich i Awarów, natomiast jego działalność na północ od Dunaju praktycznie nie istniała. Jednak nieprawdą jest, jakoby to właśnie działalność owych dwóch braci Konstantyna (później przyjął zakonne imię Cyryl pod którym jest bardziej znany) i Metodego, rozpoczęła liturgię w języku słowiańskim. Już bowiem biskup Arn utworzył na terenie swojej metropolii szkoły dla księży, którzy mieli nauczać wśród Słowian, a którzy najpierw musieli dobrze poznać język słowiański (takie szkoły powstały w Tulln, Maria Saal i Mosaburgu). To właśnie bawarscy duchowni jako pierwsi rozpoczęli tłumaczenie modlitwy (głównie słów "Ojcze nasz") na język słowiański, a także podjęli pierwsze próby zapisu i tłumaczenia Pisma Świętego w języku słowiańskim (należy też dodać że bardzo licznie - o czym świadczą zachowane eksponaty archeologiczne - na ziemiach słowiańskich pracę misyjną podjęli również misjonarze z dalekiej Irlandii, a także z Brytanii, którzy "ponoć" jako pierwsi mieli stosować język słowiański w kontaktach z ludnością, którą zamierzali nawracać. Mówi się też, że to właśnie dzięki ich pracy misyjnej zanikał stopniowo dotychczas stosowany rytuał pogrzebowy na ziemiach słowiańskich, polegający na paleniu zmarłych i chowaniu ich spopielonych szczątków w mniejszych i większych kurhanach, natomiast coraz większą popularność zyskiwały pochówki szkieletowe, czyli po prostu chowanie zmarłych w grobach).

Nie wiadomo co dokładnie doprowadziło do przyjęcia chrztu z rąk frankońskich misjonarzy (bawarsko-iroszkockich) przez panującego na Morawach księcia Mojmira I w 831 r. (panującego w latach ok. 820-846). Czy doprowadziła to do tego właśnie intensywna działalność misjonarska skupiona głównie w klasztorze Kremsmünster w Tulln (gdzie znajdowała się sławna biblioteka Madalwina, licząca 56 woluminów i skąd wychodzili misjonarze dobrze znający język słowiański). Trudno powiedzieć. Wiadomo tylko że właśnie w roku 831 książę Mojmir, wraz ze swym dworem i licznymi poddanymi przyjął chrzest z rąk biskupa Passawy - Reginharda (przy czym na Słowacji musiało to nastąpić wcześniej, gdyż pierwszy kościół wzniesiony tam został w roku 828 w Nitrze przez lokalnego księcia Priwinę na obszarze grodu książęcego. W roku 833 Nitra została przyłączona do Księstwa Wielkich Moraw -  Mojmira I). Co prawda po przyjęciu chrztu książę Mojmir (a bardziej dokładnie po zajęciu zachodniej Słowacji wraz z Nitrą i wygnaniu księcia Priwiny z kraju) zaczął dążyć do stworzenia rodzimej metropolii, niezależnej od tej w Passawie. Wydaje się że było to w dużej mierze spowodowane właśnie ucieczką Priwiny najpierw do Marchii Wschodniej (inaczej zwanej Marchią Panońską), gdzie od razu (jeszcze w 833 r.) popadł w konflikt z tamtejszym zarządcą - Ratbodem. Jednak poparcie możnych bawarskich i samego cesarza Ludwika spowodowało, że Ratbod musiał pogodzić się z Priwiną, a to stwarzało duże niebezpieczeństwo dla rosnącego w siłę Księstwa Mojmira. Jednak pomimo faktu iż hołubiony na salonach Akwizgranu, Pawii i Salzburga Priwina (uważany za prawowitego władcę Nitry), nie doczekał się nigdy takiego poparcia, aby cesarz w jego imieniu wystąpił zbrojnie przeciwko Mojmirowi. Według mnie istnieje na to wytłumaczenie trojakie. Po pierwsze "źle się działo w państwie duńskim", czyli po prostu w samym Cesarstwie nie było spokoju (w latach 832-833 zbuntowali się synowie Ludwika Pobożnego pod przywództwem najstarszego z nich - Lotara, który uznał że ojciec chce pozbawić go tronu wbrew złożonej przysiędze i prawu sukcesji określonemu w roku 817. Braciom udało się początkowo pozbawić ojca władzy na kilka miesięcy, ale potem doszło między nimi do konfliktu i ostatecznie ojciec wrócił na tron, a Lotar został wygnany do Italii, którą zarządzał z tytułem króla - pisałem już o tym w innym temacie. Zresztą w latach 838-840 Lotar ponownie się zbuntował przeciwko ojcu). Po drugie sam Priwina nie był do końca fair, gdyż przyjął on chrześcijaństwo dopiero po ucieczce z Nitry - i to na polecenie samego cesarza, ale uważano (i te przypuszczenia wcale nie były bezpodstawne), że nie przestał on wyznawać wiary w dawnych bogów, a jego konwersja była jedynie aktem politycznym (zauważcie proszę że to wcale nie wyklucza faktu wzniesienia przez niego kościoła w Nitrze, kościół mógł bowiem służyć kupcom frankońskim). Po trzecie zaś (pomimo prób, czy też zamiarów utworzenia własnej metropolii na Morawach), Mojmir nie prowadził w żadnym aspekcie swej polityki działalności antyfrankońskiej.




Pomimo starań Mojmira realnie chrystianizacja Wielkich Moraw szła opornie przez długie lata. Ludzie co prawda powoli przyzwyczajali się do pewnych nowych zachowań (w tym na przykład nowych form pochówku), ale szło to bardzo ciężko. Często zdarzało się też tak że nawet ci którzy przyjęli już chrześcijaństwo, nadal praktykowali pogańskie kulty jak choćbym urządzanie przyjęć na grobach zmarłych w rocznicę ich śmierci (picie dużych ilości wina i częstowanie się nim również ze zmarłymi), a także składanie ofiar za pomyślność zmarłych w zaświatach (archeolodzy na odkopanych warstwach grobów słowiańskich na obszarze Wielkich Moraw znaleźli szkielety ptaków i drobnych zwierząt). Zresztą to normalne, przyjęcie nowej religii nigdy nie następuje w ciągu roku czy dwóch, a jest to etap rozciągający się nie tylko na dekady, ale wręcz na pokolenia. Oczywiście to nie miało żadnego znaczenia z punktu widzenia polityki (a ta w tamtym czasie łączyła się nierozerwalnie z religią). Dla Cesarstwa liczyło się tylko to, że Księstwo Mojmira jest księstwem chrześcijańskim i co najważniejsze, podległym zarówno instytucjonalnie (poprzez metropolię w Passawie, a po średnio również w Salzburgu) jak i politycznie Frankom. W dokumentach frankońskich Księstwo mojmira nie jest wymieniane ani razu po roku 838 (aż do 846), co też sugeruje, że w tym czasie stosunki między nimi były dobre. Zapewne Mojmir płacił Cesarstwu jakąś formę trybutu, w zamian zaś otrzymywał spokój na granicach, bezpieczeństwo wewnętrzne i ochronę zewnętrzną w przypadku najazdu wrogów (choć sam nie musiał wysyłać wojska jako wsparcia dla cesarza). To było wszystko czego potrzebował, aby skutecznie skonsolidować i umocnić swoje państwo. Poza tym zapewne trwała również intensywna wymiana handlowa pomiędzy Wielkim Morawami a krajami Franków. Niestabilność polityczna i częste bunty synów Ludwika Pobożnego, były również pozytywnym aspektem rozwoju kraju Mojmira. Gdy więc zmarł on 20 czerwca 840 r. w namiocie (raczej był to mały domek przypominający namiot) na małej wyspie na Renie w pobliżu Ingelheim, przygotowując się do kolejnej wyprawy wojennej przeciwko swym synom (głównie Lotarowi), wydawało się że los ponownie uśmiechnął się do Wielkich Moraw. Cesarz Ludwik zmarł w wieku 62 lat na rozedmę płuc i guz który go powalił (w ostatnich miesiącach życia cierpiał na mdłości oraz liczne duszności, nie mógł też niczego jeść i odczuwał wręcz fizyczny wstręt do jadła). Umierał niespokojnie, krzyczał bowiem do kogoś: "Precz, precz!" tak jakby widział ducha który po niego przyszedł (często jest bowiem tak, że umierający ludzie na krótko przed śmiercią widzą swoich bliskich, którzy do nich przychodzą. Jest to bardzo częsta praktyka wydaje się wręcz że prawie zawsze tak się dzieje. Jeden mężczyzna który doświadczył stanu śmierci klinicznej, stwierdził że odwiedził go jego dziadek, którego on zawsze bardzo dobrze pamiętał, ale który zmarł gdy był dzieckiem. Pokazał mu się jako młody chłopiec, więc ów mężczyzna stwierdził, że nie może być jego dziadkiem, skoro jest młodszy od niego. Tamten uśmiechnął się tylko i rzekł że przybrał tę postać aby było mu swobodniej z nim rozmawiać, ale skoro nie czuje się komfortowo, to przybrał postać dziadka którego on pamiętał). W zapisach historycznych jest też powiedziane, że Ludwik zmarł, gdy przez dłuższy czas wpatrywał się w jeden punkt. Zmarł z uśmiechem na twarzy, tak jakby mówił "Wracam!" (Ponieważ świat w którym żyjemy jest tylko naszą szkołą doświadczeń, często bywa tak, że z najbliższymi nam z naszej grupy docelowej mówimy sobie przed narodzinami "do zobaczenia po śmierci". Wiem że to dla nas żyjących brzmi bardzo dziwnie - i to jest stwierdzenie dosyć łagodne, ale doświadczyłem już tylu rzeczy z "Tamtej strony" że do prawdy nie jest to coś, czego mógłbym nie uznać za jak najbardziej możliwe). Jego ciało zostało złożone w starym grobowcu Karolingów w Metzu, obok jego matki Hildegardy (953 lata później sankiuloci wedrą się do tego grobowca i wyrzucą stamtąd ciała Ludwika Pobożnego, jego matki oraz innych Karolingów).

Po śmierci Ludwika jego synowie rzucili się sobie do gardeł, niczym młode wilki, a żaden z nich nie chciał pozwolić którekolwiek innemu (szczególnie zaś Lotarowi) aby objął tron po ojcu. To dawało księciu Mojmirowi szansę wyrwania się z zależności od Cesarstwa i realnego usamodzielnienia, poprzez stworzenie własnej metropolii na Morawach.

 
WILLA HADRIANA W TIVOLI
(REKONSTRUKCJA)



CDN.

niedziela, 8 grudnia 2024

ZJEDNOCZENIE PRUS I INFLANT Z POLSKĄ - Cz. IX

POCZĄWSZY OD PIERWSZEGO SPORU POLSKO-KRZYŻACKIEGO (1309-1310), AŻ PO WŁĄCZENIE INFLANT DO RZECZPOSPOLITEJ (1558-1561)





KONRAD I MAZOWIECKI
Cz. IX





 Cesarstwo Bizantyjskie za rządów młodego Michała III bezwzględnie z każdym rokiem rosło w siłę i to pomimo kilku nieoczekiwanych perturbacji (jak choćby najazd Rusów na Konstantynopol w roku 806 - zresztą w dużej mierze nieudany). Zmieniała się natomiast sytuacja w państwach graniczących z Cesarstwem (Kalifat Abbasydów mocno osłabł gdy wielkie wpływy zdobyli tam Turcy, którzy wcześniej przybyli jako zwykły niewolnicy lub osiedleńcy, poza tym ambicje lokalnych szejków rozsadzały kalifat od środka; Bułgaria - do tej pory postrach Bizancjum na północy, dryfowała w kierunku chrześcijaństwa, czyli zgody i pojednania na zasadzie religijnej - Konstantynopol dążył do tego aby to pojednanie było określone na ich zasadach, a nie na zasadach wyznaczonych przez papieży rzymskich; w Italii trwał spór pomiędzy papieżem a arcybiskupem Rawenny,  który to cieszył się autokefalią i uważał się za równego biskupowi Rzymu, co osłabiało autorytet papieża i wzmacniało pozycję cesarza konstantynopolitańskiego; kraje leżące w Europie Zachodniej, czyli kraje Franków były w większości poza obecnym interesem Cesarstwa; natomiast Hiszpania już dawno przestała być celem polityki władców Konstantynopola). Co prawda trwał w stolicy Cesarstwa spór o obsadę patriarchatu, do którego pretendowało dwóch kandydatów: mianowany przez cesarza Michała w roku 858 Focjusz (zwany również Wielkim) i pełniący tę funkcję przez dziewięć poprzednich lat Ignacy, który jednak nie pogodził się z decyzją cesarską i odwołał do papieża jako głównego mediatora w tej sprawie. W roku 861 w Konstantynopolu zwołano synod, na którym otwarcie uznano Focjusza za legalnie wybranego patriarchę (legalnie wybranego - ponieważ były co do tego nieścisłości odnośnie jego wcześniejszego stanu duchownego przed wyborem na patriarchię, czyli po prostu nie miał był on osobą duchowną). Pod dokumentem końcowym tego synodu podpisało się dwóch papieskich wysłanników: Radoald z Porto i Zachariasz z Agnani - co bardzo nie spodobało się papieżowi Mikołajowi I (po powrocie do Rzymu dostali oni swoiste OPR za to, że zgodzili się na coś, na co wcześniej nie wyraził zgody papież. Zresztą zastrzegł oficjalnie że ostateczną decyzję podejmie on, a nie jego wysłannicy, co automatycznie przekreślało prawdopodobnie wcześniej zaaprobowaną decyzję Mikołaja o uznaniu Focjusza - piszę "prawdopodobnie", gdyż wydaje mi się że bez wiedzy o tym, wysłannicy papieża nie złożyliby podpisu pod końcowym dokumentem synodu konstantynopolitańskiego, w którym ostatecznie uznano go za legalnie wybranego patriarchę). Papież Mikołaj był dodatkowo wściekły iż jego wysłannicy pominęli kwestię jurysdykcji kościelnej nad Ilirią (czyli ziemiami dzisiejszej Serbii, Chorwacji, Bośni i Hercegowiny), miano  bowiem zażądać przekazania jej w ręce Kościoła Rzymskiego. Nic takiego się jednak nie wydarzyło. 

Focjusz próbował załagodzić ten konflikt i wysłał list do papieża, deklarując że to nie on stoi za całym tym zamieszaniem i że decyzja o jurysdykcji kościelnej nad Ilirią należy do cesarza Michała, a nie do niego. Papież odpisał że żąda nowych dowodów na winę Ignacego, bez których nie uzna decyzji soboru konstantynopolitańskiego. Ten list został przez Focjusza zbyty milczeniem, co automatycznie oznaczało poparcie papieskie dla Ignacego i jednocześnie konflikt, jaki wówczas zaiskrzył na linii Rzymu-Konstantynopol. Nim jednak zapadła oficjalna decyzja papieska w tej kwestii (863 r.), na Boże Narodzenie roku 861 (które w tamtym czasie było automatycznie nowym rokiem, gdyż to nie 1 stycznia uważano za pierwszy dzień nowego roku, ale właśnie dzień Bożego Narodzenia, czyli 25 grudnia) gruchnęła w stolicy Cesarstwa wiadomość o śmierci w Al-Dżafarijj (mieście wzniesionym w ciągu kilku miesięcy, do którego kalif przyniósł się w lipcu 860 r. na kilkanaście miesięcy przed swą śmiercią) kalifa al-Mutawakkila. Kalif ten, który pragnął przywrócić świetność Kalifatu Bagdackiego z czasów rządów swego dziadka Haruna ar-Raszida, z biegiem lat miał coraz mniej sił do walki o to, aby ów plan wprowadzić w życie. Wycofał się z formuły mutazylickiej wprowadzając na powrót ortodoksję sunny (o czym pisałem w poprzednich częściach), jednocześnie był niezwykle srogi wobec innowierców (głównie chrześcijan i Żydów). Otoczył się turecką gwardią osobistą (ghulamami), przez co znacznie się od nich uzależnił (tak naprawdę ghulamami otoczył się już jego ojciec, kalif al-Mutasim panujący w latach 833-842). Jednym z osobistych przyjaciół i druhów z lat młodzieńczych kalifa al-Mutawakkila, był turecki jeniec o imieniu al-Fath Ibn Chakan, którego kalif uczynił szambelanem swego dworu, a potem (ok. 854 r.) wielkim wezyrem mianował jego bratanka - Ubajd Allaha. To właśnie w otoczeniu Ibn Chakana spędzał al-Mutawakkil noce pełne przebitego alkoholu (podobnie jak w Konstantynopolu czynił to cesarz Michał w towarzystwie wielkiego szambelana - Bazylego). Ulegał mu też w wielu kwestiach, jak choćby w tym, że Kalifat należy podzielić już za życia kalifa pomiędzy jego synów: al-Mutasira, al-Mutazza i al-Mu'ajjada - którzy co prawda w tamtym czasie byli jeszcze dziećmi (lipiec 850 gdy dokonano podziału Kalifatu), ale przecież każdy z nich otrzymał swojego wezyra, którym najczęściej był przedstawiciel tureckiego ludu. Teraz, po ponad dziesięciu latach od tamtego podziału, uzależniony od ghulamów i nie mogący złamać ich potęgi (pragnął to uczynić przenosząc stolicę najpierw do Damaszku a później do Al-Dżafarijj, ale bezskutecznie), kalif, obawiając się że może przestać być potrzebny Turkom i mogą go zastąpić jednym z jego synów (prawdopodobnie najstarszym), postanowił uczynić coś, co zapobiegnie temu niebezpieczeństwu. Odebrał następstwo tronu najstarszemu synowi al-Mutasirowi, a jednocześnie odebrał znaczne posiadłości ziemskie w rejonie isfahanu w Persji wspierającemu go tureckiemu przywódcy korpusu szakirijja - Wasifowi. Wówczas ghulamowie poczuli się zagrożeni i postanowili działać.




7 grudnia 861 r. (W dniu święta Al-Fitr, kończącego ramadan) kalif al-Mutawakkil dokonał przeglądu garnizonu w Al-Dżafarijj, po czym udał się na modły do tamtejszego meczetu, a wracając do pałacu wziął garstkę ziemi i posypał sobie nią głowę. Według kronikarza al-Tabariego (nieodzowne źródło jeśli chodzi o historię Abbasydów do roku 915) kalif: "Na trzeci dzień, we wtorek 3 szawwala (10 grudnia 861 r.) był pełen życia, wesół i szczęśliwy i wszystko potoczyło się zwykłym biegiem. Władca zapragnął ucztować. (...) Rozpoczął biesiadę i wezwał nadimów i śpiewaków. (...) Kabiha, matka al-Mutazza, sprezentowała mu kraciastą narzutę z zielonego jedwabiu, tak wspaniałą że żadna inna nie mogła się z nią równać. Al-Mutawakkil przez dłuższy czas był w nią wpatrzony, wychwalając i podziwiając wielce, a następnie rozkazał przeciąć to na dwie części i odesłał jej mówiąc (...): "Serce mówi mi, że nie będę tego nosił i nie życzę też sobie, aby nosił to ktokolwiek po mnie. Oto dlaczego ją przedarłem". Ponoć wypowiadając te słowa miał spojrzeć na obecnego również tam swego najstarszego syna al-Mutasira. Następnie rozpoczęła się biesiada. Kalif jak zwykle nie wylewał za kołnierz, pił bez umiaru, tak jakby to był ostatni dzień jego życia. Gdy zaś al-Mutasir nie mógł dorównać ojcu w pijaństwie i odmawiał niektórych kielichów, ten kazał mu wypić wszystkie kolejne, a gdy chłopak już nie mógł, kalif zaczął go lżyć, po czym złapał za szyję i wlewał w niego wino, a następnie spoliczkował swego pierworodnego syna przy obecnych tam biesiadnikach. Następnie zwrócił się do wszystkich, iż pozbawia swego najstarszego syna następstwa tronu i zmienia mu imię z al-Mutasir bi Allah ("Chroniony przez Boga") na al-Mustadżil ("Nalegający") twierdząc że to przez jego głupotę. Upokorzony al-Mutasir opuścił salę, udając się na spoczynek. Podobnie uczyniła większość gości i na sali biesiadnej pozostał tylko sam kalif, jego szambelan i osobisty przyjaciel - al-Fath Ibn Chakan, czterech służących i jeszcze jedna osoba. Co prawda dwa i najmłodsi synowie władcy (al-Mu'ajjad i Abu Ahmad) chcieli nadal uczestniczyć w biesiadzie, ale po wyjściu do toalety nie wpuszczono ich już do sali, w której przebywał kalif. Tego dnia miała się bowiem dokonać zemsta tureckich gwardzistów na kalifie, który (jak się obawiano) zamierza odciąć ich od przywilejów które już posiadali i odsunąć ich wybranka, młodego al-Mutasira od następstwa tronu (co też właśnie uczynił). Tej samej nocy z 10 na 11 grudnia 861 r. Do pałacu wdarła się grupa zamachowców pod przywództwem Bugha as-Szarabiego, która pozamykała wszelkie wyjścia z Pałacu poza jednym, wyjściem w kierunku rzeki. Wdarłszy się do sali, od razu zaatakowali kalifa. Najpierw odcięto mu ucho i rozcięto bark, a potem leżącego na ziemi dobito i pocięto na kawałki. Wraz z nim zginął również stojący w jego obronie szambelan al-Fath Ibn Chakan, służba uciekła (jeden niewolnik-eunuch ukrył się za kotarą).

Po dokonanym mordzie Bugha as-Szarabi udał się do komnat al-Mutasira i wedle opisu al-Tabariego rzekł: "Dobre nowiny, o panie wiernych. Allah dał tobie wielką nagrodę w zamian za naszego Pana, księcia wiernych. Był on posłuszny Bogu, a Allah wezwał go i on odszedł w wieczność". al-Mutasir był zaskoczony nie tylko zaistniałym hałasem, ale również tym, co nastąpiło (jak notował al-Tabari), a jednocześnie szybko zaakceptował zmianę na tronie kalifów (tym bardziej że dotyczyła jego własnej osoby). Al-Mutawakkil zginął w wieku 39 lat, panował zaś od sierpnia 847 r. Niego najstarszy syn al-Mutasir w chwili objęcia władzy miał 24 lata. Natychmiast wezwał do pałacu dowódcę korpusu szakirijja - Wasifa i polecił mu zabezpieczyć pałac oraz wszystkie wyjścia. Potem sprowadzono pozostałych synów al-Mutawakkila a braci nowego kalifa, którym kazano publicznie złożyć przyrzeczenie wierności, oraz wyrzeczenia się wszelkich pretensji do tronu. Al-Mutasir nie ufał jednak braciom, kazał ich wszystkich osadzić w dobrze pilnowanych miejscach, których nie mogli opuszczać bez jego zgody. Szczególnie popularny wśród ludu był jego młodszy brat al-Mutazza, dlatego też on był pilnowany wyjątkowo dokładnie. Co prawda kronikarz al-Tabari twierdzi, że śmierć władcy była jedynie wyprzedzeniem jego zamiarów, bowiem planował on zamordowanie swego syna i zgładzenie ghulamów, ale można założyć że słowa te są jedynie usprawiedliwieniem mordu dokonanego na już nieobecnym władcy i jednocześnie wybielenie jego syna, na którym bezwzględnie ciążyło podejrzenie o współudział w owej zbrodni (znacznie łatwiej zrzucić winę na władcę który już nie żyje, niż na tego, który żyje i na jego potomków, którzy mogliby się zemścić - to jest oczywiste. Z drugiej jednak strony nie należy do końca wykluczyć tego, że al-Mutawakkil rzeczywiście planował rozprawić się z ghulamami i "realnie" usunąć syna jak on następcą tronu. Zrobił ku temu już pierwszy zdecydowany krok, a drugi mógł zakończyć się tragicznie dla al-Mutasira). W każdym razie nowy kalif nie zamierzał dłużej pozostawać w tym "zhańbionym przelaną krwią" mieście i ponownie wrócił do Samary, a Al-Dżafarijja od tej pory powoli popadała w ruinę. Miasto, które miało być symbolem sunnickiego odrodzenia, stało się symbolem żałosnego końca panowania kalifa, na którego barki rzucono więcej, niż potrafił on udźwignąć. Ludowi Samary zaś oznajmiono że al-Mutawakkil zachłysnął się zbyt dużą ilością wypitego wina (co też było usprawiedliwieniem tego mordu, jako że Koran zabrania picia wina, a to oznaczałoby innymi słowy że Al-Mutawakkil został ukarany przez Allaha za złamanie jego przykazań 😙).




Dowiedziawszy się o zmianie władzy na tronie Kalifatu, cesarz Michał postanowił rozpocząć kolejną kampanię wojenną na Wschodzie (wiosna lato 862 r.). Ale pomimo panującej już wówczas anarchii politycznej w Kalifacie, nie osiągnął spodziewanych rezultatów, a nawet został zmuszony do odwrotu. Tymczasem nowy kalif myślał jak tu umocnić swoją władzę, jednocześnie pozbawiając swych braci praw do tronu. Zmusił ich co prawda do złożenia przysięgi na wierność, oraz zrzeczenia się władzy. Każdego też otoczył strażą i agentami, którzy donosili mu wszelkich ich poczynaniach. Swego małego synka Abd al-Wahhaba uczynił swym następcą i... w zasadzie byłoby to na tyle jeśli chodzi o to panowanie. Al-Mutasir zmarł bowiem już w czerwcu 862 r. w wieku 25 lat, po zaledwie półrocznym panowaniu. Wiele było teorii na temat powodów jego zgonu: jedni mówili że popełnił samobójstwo, dręczony wyrzutami sumienia po zamachu do jakiego doprowadził na swego ojca; inni, że skaleczył się zatrutym ostrzem; a jeszcze inni, że po prostu został otruty. Nowym władcą obrano teraz 24-letniego Ahmada Ibn Muhammada, wysokiego mężczyznę o jasnej cerze i krętych, rudych włosach (włosy miał po matce, słowiańskiej niewolnicy imieniem Mucharik). Był on jednocześnie bratankiem al-Mutawakkila i kuzynem jego synów. Znaczne poparcie uzyskał nowy kalif (który przyjął imię al-Musta'in) jedynie wśród licznych w Samarze i Bagdadzie Słowian (głównie niewolników, chociaż zajmowali się oni takimi sprawami jak administracja, nauka, zarządzanie itd.), natomiast negatywnie podeszli do niego zarówno Turcy jak i Persowie (a także Berberowie z gwardyjskich formacji Maghariba). Raziła ich bowiem jego blada skóra, i nie chcieli aby ktoś podobny do ludów Północy (albo "barbarzyńców", albo też "niewiernych" jak nazywano chrześcijan), nimi władał. Nieformalną przywódczynią stronnictwa przeciwnego rządom al-Musta'ina, była matka al-Mutazza Kabiha, ulubienica al-Mutawakkila i niezwykle wpływowa kobieta na dworze Abbasydów. Była niezwykle majętna, miała własny pałac i służbę, a każdy liczył się też z jej zdaniem. Teraz stała ona w jednej z pierwszych linii oporu przeciwko rządom nowego kalifa (swoją drogą była to bardzo ciekawa kobieta, a jednocześnie ambitna do bólu, wyrodna matka. Posługiwała się bowiem swym synem tylko i wyłącznie w celu zdobycia realnej władzy, a gdy popadł on w kłopoty i został uwięziony przez gulhamów - o czym postaram się opowiedzieć - nie dała mu nawet jednego dirhama aby wyciągnąć go z kłopotów, a następnie sama uciekła ze swego pałacu, przygotowanym wcześniej podziemnym tunelem, wraz ze swą przyjaciółką z haremu. Postaram się o tym też jeszcze opowiedzieć).




Gdy zaś jesteśmy przy słowiańskich rządach w Kalifacie, to warto jest przenieść się również na tereny Europy Wschodniej, gdzie w tym właśnie czasie miały miejsce dosyć istotne zdarzenia. Oto bowiem bowiem w 862 r. Słowianie Ilmeńscy (znad jeziora Ilmen, nieopodal Nowogrodu Wielkiego) którzy toczyli między sobą wewnętrzne walki, aby zaprowadzić spokój w swoim państwie wezwali wodza szwedzkich Waregów (Wikingów) imieniem Ruryk. Nestor w "Powieści minionych lat" tak przedstawia propozycję, z jaką do Waregów przybyli posłowie z Nowogrodu: "Ziemia nasza wielka jest i obfita, a ładu w niej nie ma. Przychodźcie więc rządzić i władać nami". Wtedy Ruryk, jego bracia i wodzowie "wzięli ze sobą wszystką Ruś" i popłynęli na ziemie Słowian. Wydaje się więc że Rusini to byli po prostu Waregowie/Wikingowie czyli Normanowie - chociaż oczywiście teoria ta ma też wielu przeciwników. Ruski kronikarz z XII wieku Nestor w "Powieści minionych lat" twierdzi, że już w roku 852 istniała Ruś (tym samym poniekąd sam sobie zaprzecza, pisząc że Ruryk wziął ze sobą całą Ruś). Twierdzi bowiem: "Gdy zaczął panować Michał (w Cesarstwie Bizantyjskim), zaczęła się nazywać ziemia ruska. O tym zaś dowiedzieliśmy się stąd, że za tego cara przychodziła Ruś nad Carogród (Konstantynopol), jak napisano o tym w latopisie greckim". Tutaj jednak pojawia się pewien problem i wydaje się że Nestorowi albo pomyliły się daty (bo przecież najazd na Konstantynopol miał miejsce w roku 860 jeszcze przed przybyciem Ruryka do Nowogrodu), albo mówi on o dwóch Rusiach. Pierwszą jest ta, z którą przybyli wodzowie Waregów, ale drugą ta, która znajduje się u źródeł Wołgi, Dźwiny i Dniepru. Potem zresztą to się jeszcze pozmieniało, a w czasach Nestora w wieku XII słowo "Ruś" oznaczało już przede wszystkim ludzi mówiących "jazykiem ruskim", czyli wyznającym ruską wiarę prawosławną (pochodzącą właśnie od Greków z Konstantynopola). A w ogóle to do najazdów mongolskich z lat 30-tych XIII wieku Ruś pod względem geograficzno-politycznym definiowano jedynie jako ziemię kijowską, perejesławską i czernichowską, natomiast nie obejmowała ona Halicza, Wołynia, Smoleńska, Połocka, Nowogrodu Wielkiego, Rostowa czy Sudala. Wydaje się więc że rzeczywiście pierwotnie nazwa Rusi wywodziła się od szwedzkich Waregów, natomiast potem, od roku 882 (czyli po opanowaniu Kijowa przez brata Ruryka - Olega) termin ten stał się określeniem dla całego obszaru skupionego wokół Kijowa i okolic, które potem (w roku 988) przyjęły chrześcijaństwo z Konstantynopola, czyli w obrządku wschodnim. Tak ja to widzę i definiuję, opierając się na przekazach autorów średniowiecznych (kKroniki Nestora, Kroniki Kijowskiej z XII wieku i Kroniki Halicko-Wołyńskiej z XIII wieku).


PRZYBYCIE RURYKA DO KRAJU SŁOWIAN ILMEŃSKICH
(862)



Nadszedł rok 863 i papież Mikołaj I wydał wreszcie decyzję w kwestii prawowitej obsady stolca patriarszego w Konstantynopolu. Ponieważ wcześniej próbowano wymusić jakoby jego decyzję (przynajmniej on to tak widział), przeto teraz, na soborze laterańskim w Rzymie decyzją papieża usunięcie patriarchy Ignacego stało się bezprawne i nakazano przywrócenie go na to stanowisko, natomiast usunięcie z niego Focjusza. Oczywiście ten nie uznał decyzji papieża i po kilku dosyć ostrych w formie listach wymienionych pomiędzy Mikołajem a cesarzem Michałem, dalsza korespondencja całkowicie ustała, a pomiędzy Rzymem i Konstantynopolem zapadła swoista "zimna wojna". Teraz przedmiotem sporu stała się nie tylko Iliria ale również Bułgaria, którą zamierzano szybko schrystianizować, ale pytanie brzmiało kto uczyni to pierwszy, Rzym czy Konstantynopol? Zanim jednak można było odpowiedzieć na to pytanie, przybyło do stolicy Cesarstwa Bizantyjskiego poselstwo z jeszcze innego kraju, Wielkich Moraw, którymi to władał książę Rościsław, z prośbą o przesłanie misjonarzy w celu rechrystianizacji jego kraju. Piszę tutaj o wysłaniu poselstwa z Wielkich Moraw w roku 863, natomiast w oficjalnych tekstach można przeczytać że bizantyjscy kapłani Cyryl i Metody (zwani następnie misjonarzami Słowian) posłani zostali do kraju Rościsława w roku 862, co wydaje mi się niemożliwe z kilku powodów, o których napiszę już w kolejnej części, a związane są one z kwestiami politycznymi w tym regionie właśnie w latach 862-864. Zatem przybycie Cyryla i Metodego wcześniej niż w roku 864 po prostu uważam za n-i-e-m-o-ż-l-i-w-e i wyjaśnię to w kolejnej części.




CDN.

piątek, 22 listopada 2024

ZJEDNOCZENIE PRUS I INFLANT Z POLSKĄ - Cz. VIII

POCZĄWSZY OD PIERWSZEGO SPORU POLSKO-KRZYŻACKIEGO (1309-1310), AŻ PO WŁĄCZENIE INFLANT DO RZECZPOSPOLITEJ (1558-1561)





KONRAD I MAZOWIECKI 
Cz. VIII





 Kampania którą dowodzić miał cesarz Michał III (wraz ze swym wujem Bardasem), wyruszyła wiosną roku 859 i była skrupulatnie przygotowana. Przed wyprawą cesarz zadbał przede wszystkim o ponowne obwarowanie głównych miast na linii ataku, szczególnie zaś Nikei i Ankyry (dzisiejszej stolicy Turcji), o czym świadczyły inskrypcje pozostawione w tych miastach. Wyprawa "Na chwałę Bożą" miała dalekosiężne cele, ale ostatecznie siły zgromadzone na tą wyprawę okazały się mimo wszystko za słabe, aby ponownie odbić Syrię i Armenię, mimo to wyprawa i tak odniosła olbrzymi sukces. Trzeba bowiem zaznaczyć że Kalifat w tamtym czasie był już w odwrocie i to zarówno na froncie zewnętrznym, jak i wewnętrznym (wiele poszczególnych rodów rozszarpywało sobie państwo od środka, tworząc lokalne dynastie i władztwa). Kalif al-Mutawakkil (pomimo wielkich chęci), nie był w stanie nad tym zapanować. Już sam fakt że przebywał w Samarze (która stała się stolicą Kalifatu od roku 836), zdany na łaskę i niełaskę tureckich niewolników, zwanych gulamami (byli to tzw. "pretorianie władzy", a konkretnie rekrutowali się spośród porwanych tureckich chłopców, których następnie szkolono na osobistych ochroniarzy kalifa. Szczególnie zdominowali oni Bagdad, ale również i Samarę). Poza tym Samara była twierdzą zwolenników dawnego reżimu, z którym od roku 850 jawnie zerwał al-Mutawakkil (czyli ideologii mutazylickiej, głoszącej potrzebę zjednoczenia sunnitów i szyitów, oraz nieco bardziej mistycznego podejścia do spraw religijnych niż głosił to pierwotny islam). Kalif źle się tam czuł, można powiedzieć że "dusił się" w oparach knowań zwolenników mutazylizmu. Wpadł więc na ciekawy pomysł, a mianowicie przenieść cały swój dwór do innego miasta, a konkretnie... do Damaszku. Miasto to - jako stolica Kalifatu - zostało opuszczone ponad 100 lat temu wraz z nadejściem dynastii Abbasydów (i wymordowaniem praktycznie wszystkich przedstawicieli rodu Ommajadów) w roku 750. Teraz jednak al-Mutawakkil postanowił przenieść się do miasta, w którym (jak sądzono) nadal przebywały cienie kalifów tamtej dynastii. 

Z końca maja 858 r. (safar 244 r. według chronologii muzułmańskiej) rozpoczęto wielkie przygotowania do przeprowadzki dworu z Samary do Damaszku. Dwór musiał więc teraz pożegnać ogromny kompleks Dar al-chilafa (Domu Kalifów) obejmujący jakieś 125 hektarów (1346 km z zachodu na wschód i 1150 z północy na południe). Ozdobiony był on wspaniałymi złotymi i srebrnymi obrazami oraz dywanami i tkaninami dekoracyjnymi. Al-Mutawakkil kazał też tam zbudować dla siebie basen, przy którym posadził drzewo (na które to zlatywały się - zapewne specjalnie szkolone - ptaki, aby umilać kalifowi kąpiel swym śpiewem). Oczywiście również przenieść musiał się cały harem, a raczej harim (czy też huram - jak mawiali kalifowie, a co odnosiło się nie tyle do budynku, ile do przebywających tam kobiet). Należy jednak powiedzieć że w haremie władcy przebywały jedynie zwykłe niewolnice, natomiast ulubione żony władcy miały oddzielne pałace i często własne dwory (zmieni się to dopiero po roku 892 gdy kalifowie ponownie wrócą z Samary do Bagdadu. Od tego czasu nie słyszy się już aby księżniczki - czy to żony czy córki kalifów - miały własne pałace i własne dwory, a wszystkie przebywają już w haremie swego pana, ojca lub męża). W każdym razie wyprawa ruszyła i na początku czerwca 858 r. dotarła do Damaszku, gdzie ponownie musiano się rozgościć, a miasto przygotować pod dwór i samego kalifa, co też wymagało wielu prac. Ciekawostką jeśli chodzi o harem jest choćby przedstawiona w "Kitab al-Aghani" ("Księdze Pieśni") napisanej przez Ahmada Ibn Abi Tahira właśnie w czasach panowania kalifa al-Mutawakkila, której bohaterem jest poeta Ibrahim al-Mausili a cała opowieść osadzona jest w czasach panowania kalifa Haruna ar-Raszida (dziadka al-Mutawakkila). Pokazany jest tam harem, w którym jedną z atrakcji jest wielki kosz podwieszany do sufitu, na którym przebywa część dziewcząt, i do takiego kosza trafia - nieco przez przypadek - właśnie ów Ibrahim. Dziewczęta początkowo (gdy orientują się że jest on innym mężczyzną niż ten, na którego czekały), zasłaniają swe twarze woalami, ale wkrótce potem (niezwykle podniecone) pragną z nim baraszkować. Opowiastka kończy się dobrze kalif wybaczę Ibrahimović, wynagradza go a dziewczyny otrzymują dodatkowe nagrody (🤭). Taka nieco historyjka która jednocześnie pokazuje że już w tamtym czasie wpływ haremu był dosyć duży na władzę kalifa, a jednocześnie że nieco aroganckie dziewczyny (co wynika z ich podejścia), trzymane w prawdziwym więzieniu kontrolowanej rozkoszy, potrafią być zadziorne seksualnie niebezpieczne (twierdzą bowiem że Ibrahima wypuszczą dopiero po tygodniu, gdy je wszystkie zadowoli, na co on szybko przestaje, choć w tym czasie poszukuje go wkurzony kalif 😂).




Przeniesienie dworu kalifa do Damaszku okazało się jednak błędem. Od początku bowiem mocno przeciwko temu zaprotestowali tureccy gulamowie (strażnicy kalifa) widząc tej przeprowadzce próbę umniejszenia ich osobistej władzy. Poza tym doradcy kalifa twierdzili, że przeniesienie dworu do Syrii (czyli w otoczenie wrogich Abbasydom i Persom Syryjczyków) nie jest dobrym pomysłem. Początkowo kalif lekceważył te głosy. W końcu bowiem wyzwolił się z otoczenia mutazylitów i chciał poczuć się wreszcie panem sytuacji. Wkrótce jednak przyznał im rację, gdyż chłodniejszy klimat Damaszku i częste deszcze spowodowały, że stracił zapał do tego miejsca. Rozpoczęto więc ponownie przygotowania do powrotu do Samary, a pobyt w Damaszku trwał tylko... 38 dni. Jednak Samara była miejscem które bardzo źle działało na kalifa i nawet jeśli nie mógł dalej pozostać w Damaszku i musiał wrócić do stolicy, to chciał jednocześnie, aby był to powrót tymczasowy. Będąc jeszcze w Damaszku przygotował plany budowy nowego miasta, raczej nowej rezydencji dla siebie o nazwie Al-Dżafarijja (dziś Abu Dulaf). Położenie tego nowego ośrodka umiejscowił po wschodniej stronie Tygrysu, nieco na północ od Samary, gdzie (jak uważał) będzie czuł się bezpieczniej niż w samym mieście. Prace budowlane rozpoczęły się w drugiej połowie roku 859, wcześniej zaś teren ten został wyludniony (mieszkańców wypędzono, a ich domostwa i ziemie wykupiono), a następnie przystąpiono do budowy kanałów nawadniających, gdyż teren ten był nieco suchy i jałowy (przy pracach tych zatrudniono 12 000 robotników, którym płacono dobre wynagrodzenie, aby tylko ich zachęcić do dalszej pracy. Nie wiadomo jednak dlaczego kalif w tym właśnie przypadku zrezygnował z użycia taniej siły roboczej - czyli niewolników?). Ogólnie koszty budowy tej rezydencji były ogromne i mocno nadwyrężyły skarb kalifa, W każdym razie była ona ukończona już w początkach roku 860 (czyli w tempie błyskawicznym jak na tamte czasy), a kalif przyniósł się tam ze swym dworem - 25 lutego 860 r. Al-Mutawakkil marzył o nowym Bagdadzie, wielkim mieście które zdominuje Samarę i stanie się ośrodkiem muzułmańskiej sunny w całym świecie islamu. Wkrótce jednak okazało się, że te jego marzenia szybko zostały zaprzepaszczone wraz z jego śmiercią w roku 861, a miasto Al-Dżafarijja (zwane też Al-Mutawakkilijja) szybko podupadło, kanały zostały zasypane przez piasek, a dwór ponownie wrócił do Samary. Wielcy tego świata, patrzcie na moje dzieło i rozpaczajcie - można by było napisać na murach Al-Dżafarijja w kontekście al-Mutawakkila.




Poza tym dwór al-Mutawakkila był zupełnie inny od dworu jego poprzedników. Od czasów Haruna ar-Raszida (a poniekąd również i wcześniejszych kalifów z dynastii Abbasydów) dwór szedł w kierunku kultury elitarnej, przeznaczonej głównie dla wybranych, najbogatszych i najbardziej wykształconych wyznawców Allaha. W czasach następców Haruna, al-Mamuna, al-Mutasima i al-Wasika triumf zaczęła święcić ideologia mutazylicka, a co za tym idzie również nieco bardziej mistyczne podejście do islamu (rozważano tam bowiem takie pojęcia jak fakt, iż człowiek - za sprawą Boga oczywiście ale jednak - jest w stanie sam kreować swoją rzeczywistość). Triumf też zaczęła święcić muzułmańska filozofia, a kalifowie (szczególnie al-Wasik) organizowali konferencje naukowe na których rozważano wiele kwestii filozoficznych, moralnych, religijnych i społecznych. Z chwilą zaś zerwania przez al-Mutawakkila z mutazylizmem, natychmiast poniechano tych praktyk. Odtąd komentowanie i rozważanie Koranu stało się zabronione, a twierdzenie że człowiek może cokolwiek osiągnąć za sprawą siły swego umysłu stało się jawnym bluźnierstwem. Wrócono do pierwotnej "czystości" sunny (przynajmniej w przekonaniu al-Mutawakkila). Było to poniekąd zgodne z dążeniami prostego ludu, który nie miał ani czasu, ani niekiedy nawet kompetencji do tego, aby rozważać pewne kwestie filozoficzne związane z zagadnieniami Koranu ("Wybór należy do Boga a nie do jego niewolników. Wszystkie sprawy są w rękach Boga, a nie w rękach ludzi! Zaś wasze życie, magowie muzułmanów, kierowane jest przeznaczeniem. Umieracie nie mając wyboru, jesteście siłą prowadzeni do tego, co wam przeznaczone" - oto fragment makamy "O domu dla obłąkanych" autorstwa al-Hamadaniego, napisanej właśnie w czasach panowania kalifa al-Mutawakkila, a zdecydowanie potępiającej mutazylizm właśnie jako ów "dom dla obłąkanych") On po prostu pragnął jasnego, prostego przekazu i taki właśnie był cel polityki religijnej kalifa al-Mutawakkila. Ponieważ jednak Samara (jak również poniekąd Bagdad) przypominały mu o mutazylickiej przeszłości jego poprzedników, dlatego też pragnął stworzyć nowe miasto, nową siedzibę która będzie  twierdzą czystej sunny, a Koran księgą objawioną nad którą nie tylko nie należy, ale wręcz nie można dywagować. Taka była rzeczywistość religijna w okresie, w którym cesarz Michał III wyruszył w swej kampanii wojennej na wschód przeciwko Kalifatowi.




Wyprawa okazała się sukcesem (oczywiście nie na taką skalę o jakiej marzył Michał, ale jednak bez wątpienia był to duży sukces). Wojska bizantyjskie przekroczyły góry Taurus i dotarły aż do Samosaty którą zdobyły. Zdobyto też ogromne łupy, a bizantyjska flota pojawiła się pod portem Damietta w Egipcie. Michał mógł być bez wątpienia zadowolony z wyników tej wyprawy i tak zapewne było. Warto jednak dodać że w tym właśnie czasie po stronie muzułmanów przebywali wszyscy dotychczasowi paulicjanie (o których pisałem we wcześniejszych częściach), gdyż po wielkiej wyprawie przeciwko ich siedzibom we wschodnich rejonach Bizancjum (szczególnie tych w Argaoun i Amarze) i związanej z tym krwawej masakrze paulicjan z roku 855 (w wyniku której śmierć poniosło aż 100 000 członków tej sekty) musieli oni uciec za granicę, a jedyne bezpieczne schronienie uzyskali właśnie od kalifa al-Mutawakkila w mieście Tefrike nad Eufratem. Poprowadził ich tam pierwszy od dłuższego czasu przywódca tej sekty - Karbeas (który w czasie rzezi w 855 r. stracił ojca). Paulicjanie Tefrike zamienili w prawdziwą twierdzę, a całą okolicę w mini państewko pod swoim zarządem. Zaczęto coraz intensywniej zamieniać się w wojowniczą grupę religijną, która zamiast jedynie Pismem Świętym to będzie operowała również mieczem. Nowi członkowie byli więc szkoleni przede wszystkim z walki wręcz i umiejętności posługiwania się różnymi rodzajami broni. Bardzo to pomogło później kalifom (paulicjanie bowiem walczyli po ich stronie przeciwko Bizantyjczykom) w kampaniach z lat 60-tych IX wieku. Jednak w tej z roku 859 paulicjanie niezbyt się spisali, obawiając się że młody cesarz ruszy również przeciwko ich ziemiom w Tefrike. Ten wrócił jednak do Konstantynopola w glorii sławy. Odbył wspaniały triumf na wzór triumfów dawnych rzymskich wodzów wkraczających do Rzymu, a rzeczywiście miał coś świętować. Zarówno bowiem kampania lądowa jak i ta morska pod Damiettą w Egipcie zakończyła się sukcesem, zdobyto znaczne łupy. Teraz lud Konstantynopola miał możliwość obejrzeć zarówno muzułmańskich jeńców, jak i dobra które udało się zrabować. Wkrótce po tym wydarzeniu Bazylii (czyli bohater tej części naszej opowieści), jako główny szambelan dworu cesarskiego, otrzymał od swego przyjaciela, cesarza Michała propozycję nie do odrzucenia, a mianowicie miał rozwieść się ze swoją żoną Marią i poślubić Eudokię Ingerinę - cesarską kochankę, gdyż w ten właśnie sposób mogłaby ona nadal pozostać na dworze. Natomiast żona cesarza Eudokia Dekapolitina żyła realnie jak mniszka. Cesarz jej nie odwiedzał (poza oficjalnymi spotkaniami) i zupełnie zaniedbywał. Bazyli oczywiście przystał na taki układ (niektórzy autorzy piszą że w zamian cesarz uwolnił swoją siostrę Teklę z klasztoru i uczynił ją kochanką Bazylego - czego tamten pragnął, ale oczywiście nie można tego zweryfikować i potwierdzić). Oficjalnie bowiem Bazyli był mężem Ingeriny, realnie noce spędzała ona w sypialni cesarza, a on wraz z Teklą. Układ wydawać by się mogło korzystny dla wszystkich, aż do chwili gdy okazało się że Ingerina jest w ciąży - ale do tego jeszcze wrócimy.




Nadszedł rok 860. Imperium po odniesionym sukcesie na Wschodzie było pewne swego, a cesarz był przekonany że kolejne kampanie powalą al-Mutawakkila na kolana i Bizancjum ponownie odzyska utracone ponad 200 lat wcześniej ziemie Orientu. Wszystko wydawało się układać pomyślnie, a Michał z optymizmem planował kolejne swoje posunięcia polityczne i militarne. Aż tu nagle okazało się że na Morzu Czarnym pojawiły się jakieś dziwne okręty. Było ich mnóstwo i płynęły z Północy. Wkrótce okazało się że to byli Rusowie, a raczej Słowianie południowo-wschodni, jako że nazwa Rusowie czy Rusini wówczas jeszcze nie istniała. W ogóle bardzo ciekawe są teorie skąd pojawiła się taka nazwa na określenie Słowian Wschodnich. Było o tym kilka teorii, a większość z nich sprowadzała się do tego, że Rusowie to po prostu byli... chłopi, którzy pracowali dla swoich panów, a najczęściej w tym przypadku wymienia się... Lachów i to wcale nie jest żart. Sam fakt że to właśnie Polanie czyli Lachowie byli założycielami miasta Kijów, jest niezwykle symboliczny. Rusami więc miano nazywać chłopów, którzy pracowali na ziemi należącej do Polan/Lachów. Z czasem się zbuntowali podporządkowując się przybyłym ze Skandynawii Waregom, którzy pod przywództwem Ruryka i jego braci (Askolda i Dira) odtąd mieli panować nad wschodnią Słowiańszczyzną. Nestor (ruski kronikarz średniowieczny z XII wieku) w swej "Powieści minionych lat" nazywa Ruryka i jego braci Rusami, mówiąc że oni przybyli z krain Wikingów, z plemienia Rusów. Ale również w języku łacińskim istniało słowo "rustico" co oznaczało po prostu "wiejski" (inaczej rustykalny). Czyżby słowo to przeniknęło do Słowiańszczyzny z łaciny, z krain rzymskich, czy też Rzymianie zaimplementowali je do swego języka po swych kontaktach z Lachami (głównym bowiem miastem w którym odbywał się rzymsko-słowiański handel począwszy od rządów cesarza Nerona, był Kalisz, zwany przez Rzymian - Calisia, gdzie był wielki targ na którym dokonywano transakcji - głównie handlu bursztynem). Istnieje też inne wyjaśnienie słowa "Rus", a mianowicie pochodzące od rusałki - czyli słowiańskiej nimfy wodnej (choć tak naprawdę tą nazwą określano młode dziewice, które poświęcały się służbie bogom. Stąd nazywano je po prostu "ne rusane" czego narodziły się rusałki). Są też oczywiście i inne teorie na wyjaśnienie tego słowa, a mianowicie łacińskie słowo "risus" oznacza uśmiechnięty, podobnie jak niemieckie "lahen" (śmiać się), wydaje się więc że zarówno Lachowie jak i Rusowie to... synonimiczne etnonimy 😂. W każdym razie - jak możemy przeczytać w "Powieści minionych lat" Słowianie "siedli nad Wisłą i przezwali się Lachami, a od tych Lachów przezwali się jedni Polanami, drudzy Lachowie Lutyczanami, inni Mazowszanami, inni Pomorzanami. (...) Także ci Słowianie przyszedłszy siedli nad Dnieprem i nazywali się Polanami, a drudzy Drewlanami, że siedli w lasach, a jeszcze inni siedli między Prypecią a Dźwiną i nazywali się Dregowiczami, inni siedli nad Dźwiną i nazywali się Połocczanami. (...) Inni zaś Słowianie, którzy siedli koło jeziora Ilmenia, przezwali się swoim imieniem i założyli gród i nazwali go Nowogrodem. A drudzy siedli nad Desną i nad Semą i nad Sułą i nazwali się Siewierzanami. I tak rozszedł się naród słowiański, a od niego i pismo nazwane słowiańskim".




W każdym razie pod Konstantynopol w roku 860 przybyła flota Słowian południowo-wschodnich (i jeśli nawet mówiono o nich wówczas Rusowie, to na pewno nie w tym samym kontekście, w jakim później zaczęto ich tak nazywać), wywołując w mieście powszechne przerażenie. Mieszkańcy byli zupełnie nie przygotowani na atak, miasto było praktycznie bezbronne, bramy otwarte, duża część ludności (głównie chłopów) przebywała na polach wokół miasta, a tu nagle (po zaokrętowaniu swych statków), Słowianie zaczęli atakować bezbronnych ludzi, część z nich kładąc od razu trupem, część biorąc w niewolę. Ponoć atak Słowian został sprowokowany przez samych Bizantyjczyków, którzy rozpoczęli budowę twierdzy Serkiel u delty Donu, tym samym ograniczając słowiański handel spławny tą rzeką, zmuszając ich do wybrania kierunku wschodniego, przez ziemię Chazarów (Chazarowie byli wówczas sojusznikami Bizantyjczyków w walkach z Arabami). Co ciekawe w Chanacie Chazarskim oficjalną religią przyjętą przez władców tego ludu był judaizm. Pierwszym chanem Chazarów był niejaki Bułan, który objął władzę ok. 740 r. i od razu przyjął judaizm jako oficjalną religię tego tureckiego ludu (wcześniej bowiem wśród Chazarów nie było ani książąt ani chanów, a jedynie wybieralni wodzowie i jednym z nich był właśnie Bułan, który po konwersji on przyjął imię Sabriel). W tym okresie który nas interesuje, władcą Chazarów był potomek Bułana - Manasses I, a twierdza Serkiel u źródeł Donu istotną przeszkodą dla Słowian południowo-wschodnich. Stąd też zapewne - pierwszy w dziejach - atak Słowian na Konstantynopol. Słowianie splądrowali i spalili przedmieścia Konstantynopola, a tę ludność, która nie zdążyła schronić się za murami miasta, wzięto w niewolę lub zabito. Próbowano jeszcze dniem i nocą szturmować mury miasta, ale zakończyły się one niepowodzeniem i wreszcie Słowianie odpłynęli. Bizantyjczycy bowiem na murach miasta wystawili wizerunki Marii, Matki Jezusa - Bogurodzicy i potem wierzono, iż to właśnie Jej interwencja spowodowała ocalenie miasta i jego mieszkańców. Na początku jednak ataku Słowian samego cesarza nie było w stolicy, gdyż przygotowywał się do kolejnej inwazji na Kalifat, ale dowiedziawszy się o ataku zawrócił, przedarł się przez Bosfor do miasta i wraz z patriarchą Focjuszem starał się podtrzymać ludność na duchu. Po zakończonym ataku, mieszkańcy długo nie mogli wyjść z przerażenia że nowy lud może w każdej chwili przypłynąć i tak po prostu próbować zdobyć miasto, które dotąd było uważane za nie do zdobycia (próbowali tego zarówno Awarowie jak i Persowie oraz Arabowie - bezskutecznie). Patriarcha Focjusz wpadł wówczas na ciekawy pomysł. A mianowicie żeby skutecznie zabezpieczyć się przed atakami tych "barbarzyńców", należało po prostu ich... ochrzcić, czyli wprowadzić w obręb kultury rzymsko-greckiej. Na razie jednak postanowiono wysłać poselstwo do władcy Chazarów - Manassesa, celem odnowienia traktatów na wypadek kolejnych ataków wojowników z Północy. Na czele tego poselstwa stanął młody, ale już wówczas wyróżniający się pokaźną wiedzą na temat kultur judaizmu i islamu - mnich Konstantyn z Tesalonik. Kilka lat później (pod imieniem Cyryla i wraz ze swym bratem Metodym) stanie się on jednym z dwóch apostołów Słowian w państwie wielkomorawskim. 




A poza tym jako ciekawostkę jeszcze dodam że w tym właśnie czasie na ziemiach Lechii właściwej (jeśli można tak się wyrazić) władał król (choć oczywiście nie koronowany) Koszyszko, który jest tożsamy z mitycznym Piastem, założycielem dynastii Piastów. Wstąpić on miał na tron (po upadku dynastii Popielidów) w roku 842, mając wówczas 70 lat. Przeniósł siedzibę Lechii ze skalnej zbrodniczą krwią Kruszwicy (siedziby Popielidów) do Gniezna. Starał się rządzić sprawiedliwie, a za jego panowania ustać miały wszelkie wojny domowe, rozboje oraz gwałty z lat poprzednich. Nie był w stanie jednak poskromić ruchów odśrodkowych, odpadu kolejnych książąt i usamodzielnianie się ich. Jego synem zaś był Ziemowit, który objął władzę po śmierci ojca w roku 862 (100 lat później władzę objął pierwszy historycznie uznany władca Lechitów/Polan - Mieszko I, prawnuk Ziemowita, który w roku 966 przyjąć miał chrześcijaństwo). 




Za rządów króla Koszyszko/Piasta - 1 stycznia 845 r 14 książąt lechickich (głównie byli to książęta czescy) przyjęło (wraz ze swymi dworami, wojskiem i ludnością) chrzest w obrządku rzymskim, dokonanym przez misjonarzy wschodniofrankońskich (dzisiaj byśmy powiedzieli niemieckich). Zostało to na nich wymuszone (opowiem o tym w kolejnej części, gdy będę omawiał misję Cyryla i Metodego w kraju wielkomorawskim, a także w podległej temu państwu krainie Wiślan - których to stolicą była twierdza Kraków). Jak to się stało że państwo wielkomorawskie, które już dużo wcześniej (831 r.) przyjęło chrzest w obrządku zachodnim (również wymuszonym przez Franków Wschodnich), nagle stało się niezwykle skutecznym miejscem działań misjonarzy Cyryla i Metodego, misjonarzy kościoła wschodniego? O tym również w kolejnej części. Oczywiście nie możemy też zapomnieć o kwestii rzymskiej i o decyzji jaką miał wydać papież w sprawie uznania Focjusza lub Ignacego za prawowitych patriarchów Kościoła konstantynopolitańskiego (o czym pisałem w poprzedniej części), a także jak to się stało że Bazyli stał się cesarzem i założycielem dynastii, która doprowadziła do odrodzenia złotego wieku Bizancjum, a po której upadku rozpoczęły się krucjaty do Ziemi Świętej.


STARA BAŚŃ. KIEDY SŁOŃCE BYŁO BOGIEM 
(KONIEC PANOWANIA POPIELA II ZBRODNIARZA i POCZĄTEK RZĄDÓW KOSZYSZKO/PIASTA - ok. 840 r.)



ZIEMOWIT i DZIWA



CDN.