Łączna liczba wyświetleń

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ARABOWIE. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ARABOWIE. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 11 maja 2025

ZJEDNOCZENIE PRUS I INFLANT Z POLSKĄ - Cz. XXI

POCZĄWSZY OD PIERWSZEGO SPORU POLSKO-KRZYŻACKIEGO (1309-1310), AŻ PO WŁĄCZENIE INFLANT DO RZECZPOSPOLITEJ (1558-1561)





KONRAD I MAZOWIECKI 
Cz. XXI
(RETROSPEKCJA)




 Rok 863 to również czas drugiego buntu Karlomana - najstarszego syna Ludwika II "Niemca" - przeciwko swemu ojcu. Dążący do niepodzielnej władzy Karloman, chciał  pozbyć się ojca i nie tylko uniezależnić prowincję którą władał - czyli Karyntię (zwaną wówczas Karantanią), ale przede wszystkim zdobyć koronę Królestwa Franków Wschodnich. Ludwik II z ciężkim sercem ponownie musiał wyprawić się przeciwko swemu synowi. Karlomana zdradził i opuścił hrabia Gunakar, który otworzył jego ojcu drogę do Karyntii, poddając gród Schwarzafurt leżący przy przełęczy Semmering (uzyskał za to tytuł margrabiego), a to spowodowało że nieprzygotowany jeszcze do walki Karloman musiał ponownie przed ojcem kapitulować. Ponownie złożył więc przysięgę wierności, le cz tym razem ojciec był bardziej czujny i umieścił go w areszcie domowym w Ratyzbonie (skąd wkrótce potem ucieknie i... wznieci trzeci bunt 🤭). Drugi zaś syn Ludwika "Niemca" Ludwik III zwany "Młodszym", na razie też dotrzymał ojcu wierności (zbuntuje się dopiero w 866 r.). W drugim buncie Karlomana również poparł go władca Wielkich Moraw - Rościsław I co ponownie zagrażało wschodniofrankijej dominacji na Wschodzie, ale okazało się że Morawianie wcale nie są najgorszą zmorą, z jaką mogli spotkać Frankowie. Oto bowiem w roku 863 po raz pierwszy w historii na Królestwo Franków Wschodnich (czyli ziemie dzisiejszych Niemiec) swój najazd skierowali Madziarzy. Jest to pierwszy poświadczony historycznie najazd tego przybyłego z Azji plemienia, które realnie osiądzie w Europie (na nizinie węgierskiej) dopiero w roku 896 (w Monarchii Austro-Węgierskiej, a raczej w samym Królestwie Węgier w roku 1896 obchodzono 1000-lecie węgierskiej bytności w Europie). Madziarzy zachowywali się niczym Hunowie, Normanowie a nawet Saraceni, niszczyli na swej drodze wszystko, co napotkali. Był to jednak dopiero przedsmak tego, co czeka Europę w pierwszej połowie X wieku, gdy węgierskie zagony dotrą do Italii i Burgundii (a nawet do północnej Hiszpanii i dopiero klęska w bitwie nad rzeką Lech w Bawarii {notabene skąd się wzięła lechicka nazwa rzeki w tamtym "germańskim" kraju 🤔}, położyła kres węgierskim najazdom i pozwoliła ucywilizować to plemię, które jako pierwsze - przed nami - stało się królestwem, gdyż już w roku 1001 {ponoć Węgrzy mieli ukraść koronę, która pierwotnie była przeznaczona przez papieża Sylwestra II dla Bolesława Chrobrego).




Problemów nie brakowało również bratu Ludwika "Niemca" Karolowi II "Łysemu". Najbardziej palącym z nich, była obecnie kwestia Normanów, osiadłych na wyspie Oissel, na Sekwanie. Nijak nie można było się ich stamtąd pozbyć, tym bardziej że spodobała im się praktyka wymuszania okupu w zamian za spokój i ułudę bezpieczeństwa. Jedyne do czego doprowadził Karol, to zabezpieczenie tego terenu na tyle, aby ataki Wikingów nie były zbyt dokuczliwe i nie rozlewały się zbyt daleko poza Sekwanę, przeto na południe od tej rzeki obroną regionu dowodził Robert Mocny - późniejszy założyciel rodu Robertyngów, którzy na krótko przejmą królewską władzę we Francji; na północy zaś obroną dowodził Baldwin "Żelazne Ramię" z Flandrii (choć jego ród wywodził się pierwotnie ze środkowej Nadrenii i Alzacji. W Królestwie Lotaryngii zaś Lotar II cierpiał z powodu wymuszonego (przez papieża Mikołaja I i poniekąd również swych stryjów Ludwika "Niemca" i Karola "Łysego") rozstania ze swą ukochaną Waldradą i ponownego przyjęcia na dwór swej małżonki Teutbergi. Już wkrótce jego miłość do nałożnicy (która urodziła mu syna z którego on chciał uczynić swego następcę) stanie się silniejsza niż papieski zakaz i ponownie przywoła ją do siebie, a oddali  Teutbergę, czym ponownie rozpęta małżeński konflikt (865 r.). W Królestwie Italii cesarz Ludwik II (zwany pogardliwie przez Hinkmara - arcybiskupa Reims i sojusznika Karola Łysego - "cesarzem Italii") kontynuuje swoją pracę objeżdżania królestwa i osobistego rozwiązywania spraw ludu. Dodatkowo miał on problem ze swoimi możnowładcami, a szczególnie z dążącym ku suwerenności księciem Benewentu Radelchisem (który tytułował się księciem Longobardów i był nadzieją tych wszystkich, którzy widzieli odrodzenie Italii w wypędzeniu stamtąd Franków). Aby osłabić władzę Benewentu, dzięki osobistej interwencji Ludwika II Italskiego jeszcze w 844 r. powstało księstwo Salerno, które zarówno w walce z Radelchisem jak i Saracenami z Bari, Brindisi i Tarentu, a także muzułmańskimi korsarzami z Sycylii, musiało orientować się właśnie na pomoc Ludwika. Podobnie jak rządzący Kapuą (leżącą w księstwie Benewentu) Gastaldowie (notabene starożytna Kapua, miasto w którym w 73 r. p.n.e. swe sławne powstanie wzniecił Spartakus, zostało całkowicie zniszczone przez Saracenów w roku 841 i ród Gastaldów odbudował nową Kapuę nad Volturno). Najwięcej jednak problemów sprawiają Saraceni z Bari (miasto to opanowali w roku 841, zaś Brindisi i Tarent w 840). Ich ciągłe wypady powodują, że tamtejsze klasztory są nieustannie grabione, albo muszą się opłacać muzułmanom. Pierwsza kampania zorganizowana przez Ludwika II przeciwko Bari w latach 851-852 zakończyła się fiaskiem, do drugiej dojdzie w roku 866, w czasie której cesarz wezwie pod swe sztandary wszystkich wolnych i zdolnych do noszenia broni mężczyzn w Italii. Ta kampania też nie przyniesie sukcesu, ale nieustanne walki trwające przez kolejne pięć lat, w roku 871 zaowocują zdobyciem Bari przez italskich chrześcijan.




W styczniu roku 863 w Królestwie Burgundii umiera prawie 18-letni najmłodszy syn Lotara I - Karol Prowansalski. Ten młody chłopak (cierpiący na epilepsję) nie tylko nie zdążył spłodzić potomstwa, ale również realnie nigdy nie rządził swym królestwem.
Czynił to w jego imieniu hrabia Girard, który był prawdziwe władcą Burgundii. W roku 861 ów były hrabia Paryża, a obecnie hrabia Vienne, pan Avallonu, Vézelay i Pothiéres zwyciężył pod Camarque Wikingów, którzy dotarli aż do Arles. Ów potężny możnowładca (żonaty z Bertą - córką Hugona Trwożliwego z rodu Eutychonidów) i mający oparcie w Rzymie u samego papieża Mikołaja, dąży do zjednoczenia Burgundii z Lotaryngią, tak, aby ponownie (jak za czasów Lotara I) połączyć ze sobą dolinę Rodanu i dolinę Renu, umożliwiając tym samym odrodzenie handlu w tym regionie. Jednak jego plany podporządkowania Burgundii Lotarowi II, wywołują sprzeciw cesarza Ludwika II Italskiego (który dotąd pomagał bratu w kwestii jego rozwodu z Teutbergą, a nawet rozpoczął marsz na Rzym - o którym pisałem w poprzedniej części). Ludwik bowiem również pragnie dostać swoją "działkę" po najmłodszym z braci. Ale oto pojawia się kolejny trzeci, konkurent w postaci Karola Łysego, który najeżdża Burgundię (863 r.) pragnąc przyłączyć ją do Królestwa Franków Zachodnich. Jego interwencja jednak kończy się fiaskiem (dociera tylko do Mačon) i musi zawrócić niczego nie zyskawszy. Wiedząc jednak że Burgundia może być teraz przedmiotem kolejnych wojennych zabiegów braci i stryjów zmarłego króla Karola, Girard postanawia rozwiązać tę sprawę raz na zawsze (oczywiście również z korzyścią dla siebie) i zaprasza obu braci na wielki zjazd do swego pałacu Mantaille, nieopodal Vienne. W wyniku tego spotkania (863 r.) Burgundia zostaje podzielona na dwie części: część zachodnia (z Lyonem, Vienne i Grenoble) przypada w udziale Lotarowi II a rządzi nią dalej Girard; część wschodnia zaś (Arles, Aix, Embrun) zostaje przyłączona do Królestwa Italii Ludwika II (jednak cesarz, tak bardzo pochłonięty sprawami swego królestwa, nigdy nie odwiedzi tych ziem, w zasadzie cały okres po roku 863 spędzając na południu Italii, gdzie organizuje albo obronę, albo też ataki na Saracenów z Bari Tarentu czy Brindisi).

Nadchodzi rok 864 i od razu wybucha wielki skandal związany z usuniętymi biskupami Kolonii i Trewiru - Guntara i Teutgauda (o których pisałem w poprzedniej części). Oto bowiem oni (wraz z również wyrzuconym ze swego biskupstwa Hilduinem z Cambrai) nie zyskawszy nic na interwencji Ludwika II Italskiego w Rzymie, postanawiają sami wziąć sprawy w swoje ręce i przy akompaniamencie jawnych złorzeczeń na papieża Mikołaja I ("podstępny tyran") zebrawszy przy sobie grupę zbrojnych (a raczej wydaje się zwykłych rzeźmieszków) na grobie św. Piotra na Lateranie piszą ordynarny list do papieża, którego pierwsze słowa rozpoczynają od: "Słuchaj, panie papieżu, Mikołaju...!" Wywołują tym ogromny skandal, a ponieważ cały czas są w Rzymie, papież nakazuje ich aresztowanie. Oni jednak zabijają jednego ze strażników który przyszedł ich aresztować, a pozostałych zmuszają do złożenia broni, a następnie zasileni ich mieczami, uciekają z miasta. Od tej pory żyli jak wygnańcy i zbiedzy (choć oczywiście słali listy do królów - głównie Ludwika II Italskiego, w których prosili o wsparcie we własnej sprawie, lecz zawsze bezskutecznie) i zmarli też na wygnaniu w Italii (Teutgaud w 868 r. a Guntar w 871 r.). Na północy, w Bawarii zbiegły ze swego aresztu domowego w Ratyzbonie Karloman, ponownie wznieca trzeci już bunt przeciw swemu ojcu (861, 863, 864) -  Ludwikowi II "Niemcowi". Ponownie też kończy się on fiaskiem, ale po raz trzeci ojciec wybacza swemu wyrodnemu synowi. W tym samym czasie, w miejscowości Tulln nad Dunajem, dochodzi do spotkania Ludwika II "Niemca" z carem Bułgarów - Borysem I. Spotkanie to ma dwa cele. Pierwszym i najważniejszym jest zawiązanie sojuszu z Bułgarami w planowanej inwazji na państwo Wielkich Moraw Rościsława I; drugim celem zaś jest przygotowywana już przez duchowieństwo bawarskie misja chrystianizacji Bułgarii. Wielka ofensywa Ludwika II przeciwko Morawianom, rusza w sierpniu 864 r. właśnie z obozu pod miastem Tulln (jest to bowiem obszar na którym znajdują się  dawne rzymskie drogi, ułatwiające szybki przemarsz wojsk). Celem tej inwazji był podbój Wielkich Moraw i zamiana tego słowiańskiego kraju we frankijską marchię. Uderzenie następowało od południowego-wschodu, ale Rościsław nie zdecydował się na przyjęcie walnej bitwy i wycofał się do twierdzy Devin (koło Bratysławy), gdzie został oblężony i gdzie musiał przyjąć warunki Ludwika II. Wielkie Morawy ponownie więc stawały się wasalem Cesarstwa, a książę zobowiązywał się "wiernie dochować wierności królowi". Sukces Ludwika "Niemca" był jednak tak krótkotrwały, jak jego kampania. Po wycofaniu się wojsk frankijskich z Moraw, Rościsław ponownie zrzucił wszelką zależność od Franków. Dodatkowo w tym właśnie czasie na Morawy przybyło dwóch misjonarzy z Konstantynopola: Cyryl (Konstantyn) i Metody. A od tej właśnie chwili my również powracamy nad Bosfor.




Jak już wcześniej wspominałem w jednej z wcześniejszych części tej serii, Morawianie przyjęli chrzest od Franków Wschodnich w roku 831 (a konkretnie z Bawarii, ustanawiając jednocześnie podległość diecezjalną - a co za tym idzie również polityczną - arcybiskupstwu w Ratyzbonie), gdy biskup Reginhart miał ochrzcić "wszystkich Morawian". Przez lata jednak, w wyniku ciągłych niepokojów i jawnych wojen morawsko-frankońskich wzrastała wśród słowiańskiego ludu niechęć wobec duchowieństwa bawarskiego, które ostatecznie zostało usunięte z wielkich Moraw w latach 853-854. Do dziś jednak pokutuje przekonanie, że usunięcie kleru frankijskiego (głównie bawarskiego, ale silne są również wpływy Iro-Szkotów na chrystianizację Morawian,) i przyjęcie chrztu z Konstantynopola za przykładem ojców misjonarzy Cyryla i Metodego, związane było z niechęcią odprawiania przez duchownych frankijskich mszy świętej w języku starosłowiańskim. Nie jest to prawda i pisałem już o tym wcześniej, gdyż Frankowie w celu chrystianizacji Słowian (a głównie Morawian) założyli co najmniej trzy ośrodki misyjne w których uczono języka starosłowiańskiego i w tym właśnie języku odprawiano liturgię. Były to miejscowości: Tulln, Maria Saal i Mosaburg (w Tulln mieściła się również sławna biblioteka Madalwina, stanowiącą bazę wykładowczą dla działającej tam szkoły nauki języka starosłowiańskiego). Dlatego też twierdzenie że Morawianie nie mogli odprawiać mszy w swem własnym języku, tylko w języku staro-dolnoniemieckim, jest fałszywe. Dlatego też wypędzenie duchowieństwa frankijskiego z Wielkich Moraw i przyjęcie misjonarzy bizantyjskich, związane było przede wszystkim z polityką, czyli z niechęcią podporządkowania się zarówno arcybiskupstwu w Ratyzbonie jak i bezpośrednio królowi Ludwikowi II "Niemcowi". Zagrożenie ze strony Konstantynopola było niewielkie, dlatego też wybranie tamtej drogi misyjnej, chociaż Rościsław I szukał dróg porozumienia z Papiestwem już od roku 854/855, kiedy wysłano pierwsze morawskie poselstwo do Rzymu. Papież Mikołaj I jednak zwodził Morawian, niechcąc udzielić im jasnego wsparcia, lub też potępić za usunięcie frankijskiego kleru. Ostatnie poselstwo Rościsława przybyło do Rzymu w roku 861, potem stracono nadzieję na jakiekolwiek pozytywne rozwiązanie w tej kwestii.




W 863 r. na dwór cesarza Michała III w Konstantynopolu zjawiło się poselstwo Morawian, prosząc władcę Rzymian (mówiących po grecku 😉) o przysłanie im... i tutaj dokładnie nie wiadomo czy Rościsław prosił o przesłanie im "biskupa i nauczyciela", czy tylko z samego "nauczyciela" - gdyż opinie na ten temat są bardzo różne. Wydaje się jednak że to pierwsze, gdyż Rościsławowi bardziej zależało na przysłaniu osoby posiadającej wyższe święcenia duchowne, który byłby w stanie wyświęcić lokalnych kapłanów, którymi to możnaby było zastąpić duchownych z kraju Franków. Oczywiście warunkiem koniecznym była również znajomość języka słowiańskiego, aby mogli się swobodnie porozumiewać z wiernymi. Cesarz Michał jednak postanowił wysłać na Morawy nie biskupa, ale dwóch braci, którzy nie posiadali jeszcze święceń kapłańskich (Konstantyn był diakonem, a Metody mnichem). Pytanie dlaczego cesarz nie zdecydował się na wysłanie tam biskupa, wydaje się dosyć oczywiste - Morawy leżały daleko na północy, poza obrębem diecezjalnych wpływów Konstantynopola, natomiast bezpośrednio w sferze wpływów arcybiskupstwa bawarskiego, gdyby więc posłano tam biskupa, doszłoby do bezpośredniego zatargu nie tylko z duchowieństwem bawarskim, ale również z Rzymem. Natomiast wysłanie dwóch kleryków było najbardziej optymalną opcją, cesarz bowiem w każdej sytuacji umywał ręce, a jednocześnie zyskiwał na tym politycznie (Morawy wchodziły - choć nieoficjalnie a realnie - w obszar wpływów Konstantynopola). Ponieważ dodatkowo zarówno Konstantyn jak i Metody uzyskali poparcie papieża dla swej misji w kraju słowiańskim dzięki "odnalezieniu" na Chersonezie szczątków jednego z pierwszych papieży - św. Klemensa i wysłaniu ich do Rzymu, gdzie służyły za relikwie; przeto zgoda została udzielona i można było ruszać w daleką i niebezpieczną podróż. Obaj bracia misjonarze ruszyli w pierwszej połowie roku 864, a ich podróż trwała ok. 7 tygodni. Przebyli 1700 km na trasie Konstantynopol-Serdica-Nisz-Belgrad-Sirmium-Carnuntum. Tam też rozpoczęła się ich trzyletnia misja chrystianizacyjna, która przyniosła nadspodziewane efekty. Przez te trzy lata Konstantyn (zwany Cyrylem) i Metody wyświęcili więcej kapłanów spośród Słowian morawskich, niż duchowni bawarscy przez ponad 20 lat swej posługi kapłańskiej. Do tej sprawy jeszcze powrócimy, a tymczasem wróćmy do Konstantynopola.




O ile książę Rościsław Morawski wolał Bizantyjczyków od Franków, o tyle (panujący od 852 r.) car Bułgarów - Borys I wolał przyjąć chrześcijaństwo z Rzymu, a nie z Konstantynopola. Co prawda Borys jeszcze w 863 r wysłał poselstwo do Konstantynopola deklarując iż pragnie przyjąć stamtąd chrzest, pod warunkiem jednak, że zarówno patriarcha Focjusz jak i cesarz Michał zgodzą się na utworzenie niezależnej od Konstantynopola diecezji Kościoła bułgarskiego. Focjusz (który sprawował swój patriarchat od grudnia 858 r. wcześniej bowiem był człowiekiem świeckim, dlatego też na szybko, tuż przed Bożym Narodzeniem roku 858 musiał przyjąć wszystkie święcenia kapłańskie) co prawda wysłał do Pliski biskupa z misją nawracania Bułgarów na chrześcijaństwo, to jednak nie zgodził się na oddzielną metropolię diecezjalną. Car Borys podziękował więc mu za przybycie i nakazał wracać z powrotem, a sam wysłał poselstwo do Rzymu, do papieża Mikołaja, prosząc o przesyłanie misjonarzy, a jednocześnie o zgodę na autokefalię. Papież oczywiście zgodził się wysłać biskupów do Bułgarii, ale ze zgodą na utworzenie samodzielnej diecezji bułgarskiej wstrzymywał się. Trwało to kilka miesięcy i nadszedł rok 864, a do Bułgarii nie przybył jeszcze żaden biskup, ani mnich z Rzymu. Mimo to sam fakt zgody na wysłanie swego przedstawiciela przez papieża do Bułgarii, którą Konstantynopol bezpośrednio uważał za swoją strefę wpływów zarówno politycznych jak i misyjnych, wzbudził niezadowolenie w Konstantynopolu. Wspólnie cesarz i patriarcha postanowili więc przeprowadzić wielką demonstrację wojskową, która w przypadku niepowodzenia miała zakończyć się inwazją na Bułgarię, a ponieważ armia bizantyjska w tym właśnie okresie zaczęła ponownie przeżywać swoje odrodzenie, przeto nie były to jedynie czcze pogróżki. Dowodem tego była kampania roku 863, podczas której to emir Melitene - Omar (działając za zgodą i wiedzą kalifa al-Mustaina) przedsięwziął wielką inwazję na Anatolię. Pomocy udzieliły mu liczne formacje mnichów wojowników zwanych paulicjanami (o których już kiedyś pisałem w tym temacie) a którymi w tamtym czasie przewodził niejaki Karbeas. Był on niegdyś bizantyjskim oficerem, który jednak porzucił służbę w armii i zbiegł do Kalifatu po tym, jak na rozkaz cesarzowej Teodory (matki Michała III) rozpoczęto w roku 843 wielkie prześladowania heretyków (głównie paulicjan) zakończone wymordowaniem większości z nich (reszta uciekła na Wschód). Podczas tych rzezi zginął również ojciec Karbeasa, który był paulicjaninem. W Kalifacie (a raczej w emiracie Melitene) Karbeas napotkał dwa rozproszone siedliska paulicjan, złożone z mnichów wojowników - w Argaoun i Amarze. Szybko zdobył nad nimi kontrolę, a następnie wyprowadził ich w górę Eufratu, do miejscowości Tefrike - gdzie założono nową siedzibę Zakonu i wzniesiono potężną twierdzę. Emirowie Melitene pozwalali paulicjanom przebywać na swym terytorium, gdyż wykorzystywali ich podobnie jak mrówki mszyce, do ataków na Bizancjum. Karbeas miał też bardzo dobre stosunki z emiratem (mówiło się nawet, że potajemnie przeszedł na islam). W czasie inwazji na Anatolię z roku 863 paulicjanie byli jedną z kluczowych formacji armii emira Omara z Melitene.


CESARZOWA TEODORA



Inwazja ta rozpoczęła się nadzwyczaj dobrze dla muzułmanów. Spustoszyli oni tem Armeniakon - biorąc tam licznych jeńców, a następnie zdobyli potężną twierdzę, leżącą nad brzegami Morza Czarnego - Amisos. Następnie skierowali się dalej na zachód, ale na granicy temu Paflagonii, drogę zastąpiła im armia rzymska (bizantyjska) dowodzona przez Petronasa - stryja cesarza Michała III i młodszego brata realnie władającego wówczas Cesarstwem Bardasa. Tam właśnie, 3 września 863 r. w bitwie pod Lalakon w pobliżu Kastamonu, armia rzymska pokazała swoją odnowioną skuteczność bojową (po latach zastoju), zadając muzułmanom z emiratu Melitene i paulicjanom całkowitą klęskę. W bitwie polegli zarówno Karbeas jak i emir Omar, a Bizantyjczycy odzyskali wszystkie łupy i jeńców wcześniej pochwyconych (w tym oczywiście miasto Amisos). W bitwie tej poległo wielu mnichów wojowników paulicjan, a bitwa pod Lalakon jest punktem zwrotnym w dziejach Bizancjum, gdyż od tej chwili zaczyna się ich kontrofensywa we wszystkich kierunkach, zarówno przeciwko Kalifatowi, jak i Bułgarom, Słowianom czy Saracenom w Italii (swoją drogą jako ciekawostkę dodam, że gdy Bolesław I Chrobry zdobył Kijów w 1018 r. to wysłał list do cesarza bizantyjskiego Bazylego II Bułgarobójcy do Konstantynopola, w którym zapowiadał że jeśli cesarz nie złoży mu hołdu, to ruszy na Konstantynopol, zdobędzie miasto i sam koronuje się na cesarza). Bizantyjczycy przystąpili więc do ofensywy i wkroczyli na ziemie Kalifatu, gdzie w listopadzie tego samego 863 r. w bitwie pod Mayafaraqin rozbili armię muzułmańską dowodzoną przez Ali ibn-Jahię "Ormianina" (byłego chrześcijanina który przyjął islam) i Ostikana z Azerbejdżanu (a w zasadzie to z temu Armeniakon), którzy dostali się do niewoli, a następnie - wzorem dawnych rzymskich wodzów - szli w triumfalnym marszu Petronasa przez ulice Konstantynopola, a następnie z rozkazu cesarza Michała III zostali straceni.  Paulicjanie zaś wybrali sobie na nowego przywódcę Chryzocheirosa, który był równie zaprawionym w boju wojownikiem jak i wodzem. Po tej kampanii Kalifat został skutecznie spacyfikowany na przynajmniej kilka lat, dlatego też można było przeprowadzić demonstrację wojskową przeciwko Bułgarom na północy.




CDN.

piątek, 14 marca 2025

NIM POWSTAŁY HAREMY - Cz. VII

ŻYCIE KOBIET KALIFÓW 
DYNASTII ABBASYDÓW





II
ASMA
Cz. III





 Muhammad, syn Alego (o którym pisałem w poprzedniej części), ten, którego przekonał do podjęcia walki o władzę nad Kalifatem Bukair, syn Mahana (który został stracony w Marwie w 742 r.) szczycił się tym, że prawo do kontynuowania ruchu Haszimija (a tym samym podjęcia walki o władzę z Ommajadami nad Kalifatem) i stanięcia na jego czele, otrzymał z woli ostatniego przywódcy szyitów (kajsanitów-rawandytów) Abu Haszima (potomka Alego, zięcia i najbliższego druha Mahometa, zamordowanego w 661 r., który przez szyitów jest uważany za prawdziwego kalifa i następcę proroka). Oczywiście nie była to główna linia potomków Alego, a jedynie linia wywodząca się z klanu Banu Hanifa, ale to wystarczyło Muhammadowi i jego potomkom, aby uważać się za powołanych do władzy nad wszystkimi muzułmanami. Muhammad twierdził, że Abu Haszim na łożu śmierci (716 r.) przekazał mu zwój żółtego pergaminu, na którym było napisane, iż w Churasanie pojawił się czarny sztandar symbolizujący Haszymitów (a potem stanie się on banderą Abbasydów), oraz że odnowę religijną, czyli rewolucję przeciwko Ommajadom należy rozpocząć w "roku osła" który to rok jest wymieniony w Koranie (oraz w opowieści o stuletnim śnie beduina Udajra). Rok osła przypadał na stulecie śmierci Mahometa (czyli był to 111 rok ery muzułmańskiej, natomiast licząc naszą, chrześcijańską rachubą czasu był to rok 729-730, jako że muzułmański rok księżycowy był nieco krótszy od słonecznego roku chrześcijańskiego, stąd stulecie śmierci Mahometa - przypadające na rok 632 - nie wypadało dokładnie w tym czasie). Muhammad, syn Alego (z Al-Humajmy) był kontynuatorem tego dziedzictwa aż do swej śmierci w roku 743. Następnie ta scheda przypadła jego najstarszemu synowi -  Ibrahimowi zwanemu imamem. Nowy przywódca ruchu Haszimija wysłał emisariuszy (kaznodziei) do wszystkich prowincji Kalifatu, którzy mieli oznajmiać ludziom że za wszystkimi dramatami i klęskami jakie spadły na muzułmanów, stoi ród Ommajadów (czyli ród Abu-Sufjana - pierwotnie wroga Mahometa, który potem się nawrócił i stał się jego stronnikiem).

"Kaznodzieje" Ibrahima imama, obiecywali wszystkim (szczególnie aktywni byli we wschodnich prowincjach Kalifatu) po obaleniu rządów uzurpatorów, potomków Abu-Sufiana, obniżenie podatków i wszelkich danin, zlikwidowanie przymusu budowlanego (polegającego na tym, że na rozkaz kalifa dana ludności miała obowiązek wznieść - najczęściej - na własny koszt meczet), a także obiecywano równouprawnienie nie Arabów i przyznanie im praw politycznych. Propagandą abbasydzką na terenie Chorasanu kierował Abu Salama (o którym pisałem już w poprzedniej części), który zdołał zbiec z więzienia w Marwie ok. 741 r. Jakiś rok później uwolniony stamtąd został również Abu Muslim (główny wódz i autor zwycięstwa Abbasydów nad Ommajadami), ale ponieważ wcześniej był zdeklarowanym szyitą, został odesłany do Al-Humajmy (głównej siedziby zarówno Muhammada, jak i teraz Ibrahima imama) "na nauki" (a tak naprawdę na indoktrynację polityczno-religijną), więc na razie był nieaktywny. Jednak w Chorasanie w tym czasie toczyło się już powstanie (od 734 r.) niejakiego Harisa bin Surajdż. Początkiem tego buntu było miasto Andchuj w Guzganie, a potem rebelia rozprzestrzeniła się. Abbasydzi oczywiście starali się również ten bunt wykorzystać na swoją korzyść, tym bardziej że to właśnie Haris jako pierwszy rozwinął czarny sztandar - symbol powrotu Mahdiego (było to takie połączenie islamu z chrześcijaństwem - oczywiście na gruncie arabskim, zapowiadające powrót nie tyle Syna Bożego, ile Mahdiego, czyli Mesjasza, ale jednak człowieka tyle że Bożego proroka). Ponieważ w wojska Harisa składały się głównie z chłopów (i z dekhańskiego pospolitego ruszenia), tak więc jego program polityczny opierał się na deklaracji zaprzestania pobierania podatków i danin od muzułmanów (co przyciągało do jego ruchu tych którzy dopiero co przeszli na islam) ale jednocześnie jego tak odważne projekty równouprawnienia najuboższych z bogatymi, oraz sojusz z Białymi Hunami (Heftalitami), odżegnywał wielu od wsparcia jego ruchu. Szczególnie niezadowoleni z sojuszu z Heftalitami byli dekhanowie, którzy cenili sobie porządek i stabilizację i sprzeciwiali się wszelkim nowinkom (szczególnie tym, związanym z kwestiami klasowymi).




Ale bunt Harisa bin Surajdż nie był groźny dla kalifatu Ommajadów. Doszło nawet do tego, że kalif Hiszam (panował w latach 724-743) postanowił nawet... wesprzeć bunt Harisa. To znaczy, zdając sobie sprawę z częstych rebelii, które wybuchały szczególnie na Wschodzie Kalifatu, postanowił Hiszam wykorzystać Harisa jako swoistego słupa, skupiającego wokół siebie wszystkich niezadowolonych z rządów dynastii Ommajadów, aby ich kontrolować i aby nie przyłączyli się do znacznie poważniejszych wrogów, jakich upatrywał zarówno w szyitach, jak i w Abbasydach. Po klęsce i śmierci pod Talqanem Jahji - syna Bukaira (743 r.), jego ciało zostało okrutnie pohańbione, został bowiem ukrzyżowany, a aby odstraszyć kolejnych buntowników, jego ciało wisiało tak przez kilka kolejnych lat, aż do ostatecznego zwycięstwa Abbasydów w bitwie nad Wielkim Zabem w styczniu roku 750. Wówczas to dopiero Abu Muslim zdjął ciało z krzyża, zawinął je w całun i pochował. A następnie ścigał i zabijał wszystkich, którzy mieli swój udział w śmierci Jahji. Natomiast miłość ojcowska Jahji i jego okrutna śmierć, stała się następnie powodem, że mieszkańcy Chorasanu przez kilka kolejnych lat swoich nowonarodzonych synów zaczęli nazywać właśnie Jahja. Tak więc, aby nie dochodziło do kolejnych rebelii, Hiszam (nieoficjalnie, ale przez swych przedstawicieli) złożył Harisowi propozycję stania się kontrolowaną opozycją i przyciągania tych wszystkich, którzy mogliby być niezadowoleni z władzy Kalifatu (w tym celu Haris został schwytany i aresztowany, a następnie, aby pokazać dobrą wolę kalifa - wypuszczony na wolność). Trudno przewidzieć czy Haris poszedł na ową współpracę, ale wydaje się że jednak nie, jako że jego późniejsze losy świadczą o tym dosyć dobitnie (choć przez pewien czas można by było podejrzewać, że jakieś tajne konszachty z kalifem wchodziły w grę). Wydaje się więc że kalif Hiszam był prekursorem tego typu praktyk, które potem zostały dopracowane do perfekcji przez różnych dyktatorów, ale również i przywódców demokratycznych (choć w tym przypadku bardziej w grę wchodzą służby specjalne, które tworzą kontrolowaną opozycję, aby nie urosła im ta prawdziwa i aby oni mogli temu przeciwdziałać).

Kalif Hiszam zmarł w lutym 743 r. a jego następcą został jego bratanek kalif al-Walid II. O ile 19-letnie rządy Hiszama nie należały do łatwych, jako że częste bunty we wschodnich prowincjach dawały o sobie znać, o tyle jego panowanie jest uważane za dosyć spokojny i stabilny czas dla ludności Kalifatu. Nie było zbyt wielkich podatków, oraz rozwijała się gospodarka i handel. Al-Walid zaś, jeśli opuszczał swoją komnatę, to często był pod wpływem alkoholu, natomiast gdy sypiał, to sypiał w towarzystwie kilku kobiet jednocześnie (najczęściej nagich). Jego wuj Hiszam (zdając sobie sprawę że to właśnie on zostanie następcą tronu kalifów z rodu Ommajadów), starał się go upominać i przekonywać - nadaremnie. Odsunął a nawet uwięził jego osobistego kompana, z którym al-Walid pijał wino - to też nie odmieniło jego przyzwyczajeń. Tak więc nowym kalifem został człowiek, który nie stronił od alkoholu, a także uwielbiam towarzystwo pięknych młodych kobiet (w tym czasie takie pomieszczenie jak haram jeszcze nie istniało, a kobiety te najczęściej były niewolnicami). Jednak po objęciu władzy, al-Walid jakoby sam doszedł do wniosku, że pewne rzeczy już nie przystoją. Oczywiście nie przestał spożywać wina, ale wówczas zamykał się w swej komnacie i póki nie wytrzeźwiał, nie wychodził. Był człowiekiem hojnym i sprawiedliwym, starał się bowiem aby negatywne opinie o nim, przesłonić tymi pozytywnymi. Nie zdołał jednak przekonać tych, którzy wielokrotnie mieli w pamięci jego pijaną facjatę i właśnie grupa takich ludzi na dworze w Damaszku zawiązała spisek, mający na celu zabicie al-Walida, jako człowieka który hańbi Kalifat. Wciągnięto do tego spisku gubernatora Mekki - Kalida al-Kasriego, lecz ten odmówił współuczestnictwa, a nawet ostrzegł kalifa przed spodziewanym zamachem. Niestety, uczynił to w tak niezręczny sposób, że al-Walid uznał, iż ten niedwuznacznie mu grozi i kazał go uwięzić, a następnie upokorzył go, sprzedając jako niewolnika niejakiemu Jusufowi, który poddał go torturom, a następnie uśmiercił. Ta śmierć spowodowała powszechne oburzenie na kalifa. Dowódca armii Kalifatu Sulejman (syn poprzedniego kalifa Hiszama) zbuntował się i ruszył na Damaszek przy wsparciu swego kuzyna Jazyda. Ostatecznie pałac kalifa został oblężony, a Jazyd przedostał się do jego komnaty i doszło do pojedynku pomiędzy kuzynami, zakończonego (po dzielnej walce) śmiercią al-Walida II. Teraz nowym kalifem został Jazyd III (kwiecień 744 r.).




Nie było mu jednak pisane długie panowanie, gdyż już w październiku tego samego roku Jazyd III zmarł na guza mózgu. Na łożu śmierci wyznaczył swym następcą brata - Ibrahima, ale ten młodzieniec był kompletnie nieprzygotowany do roli, jaka na niego spadła. Przerażony buntami i niepokojami w Kalifacie, a także tym, że również i na jego życie może czyhać niebezpieczeństwo, Ibrahim zrezygnował z władzy już w grudniu 744 r. Poeta i historyk al-Tabari stwierdził nawet, że Ibrahim "nie zdążył nawet stać się kalifem, a już przestał nim być" (potem, po zwycięstwie Abbasydów w 750 r., Ibrahim - jak większość Abbasydów -zostanie zamordowany w Damaszku). Nowym kalifem został teraz daleki kuzyn Ibrahima - Marwan II i teraz też zaczęły się schody, a raczej pojawiła się okazja, aby ostatecznie usunąć Ommajadów z tronu. Co prawda Marwan dążył do odbudowy pozycji Kalifatu i wzrostu znaczenia swego rodu, ale postępował w taki sposób, że szybko zrażał do siebie różne grupy ludności. Podniósł np. drastycznie podatek gruntowy (charadż), a jednocześnie od lat już na wielu terenach zaprzestano modernizacji sieci nawadniającej ziemię, przez co plony były słabe. Ludzie nie mieli więc z czego zapłacić owego podatku. W tym też mniej więcej czasie (645 r.) Abu Muslim opuścił Al-Humajmę i przybył do Chorasanu, gdzie dołączył do obecnego tam 
Abu Salamy al-Challaliego i zaczął głosić, że Ommajadzi to "dynastia nieprawdy"...





CDN.
 

piątek, 21 lutego 2025

NIM POWSTAŁY HAREMY - Cz. VI

ŻYCIE KOBIET KALIFÓW 
DYNASTII ABBASYDÓW





II
ASMA
Cz. II





 Ziarno które zasiali Bukair syn Mahana i Muhammad syn Alego w małej wiosce leżącej zaledwie kilka kilometrów na północ od Morza Czerwonego - Al-Humajma (ok. 720 r.) powoli, acz konsekwentnie zaczęło rodzić owoce. Abbasydzi twierdzili jeszcze, że zmarły w 716 r. imam Abu Haszim (z plemienia Banu Hanifa), wnuk Alego (która to linia miała odziedziczyć prawo do Kalifatu, a ponieważ Abu Haszim był ostatnim przedstawicielem tego rodu, na nim prawo to wygasało) przekazał wszelkie prawa do kalifatu, imamatu i reprezentowania plemienia Banu Hanifa właśnie na ręce Muhammada syna Alego (potomka al-Abbasa). Istniała co prawda linia starszego syna Alego, która dalej reprezentowała ród Alidów i stała się kontynuatorką wiary szyickiej, na której to czele w tym właśnie czasie stał Muhammad al-Bakir (wnuk Husajna, syna Alego, który poległ w bitwie z wojskami Kalifatu Ommajadów pod Karbalą październiku 680 r. - do dziś szyici świętują ten dzień jako "męczeństwo rodu Alego", gdyż przy życiu pozostał tylko najmłodszy syn Husajna - Ali al-Sajjad, właśnie ojciec al-Bakira). Ziarno buntu przeciwko kalifom z rodu Abu-Sufjana (Ommajadom) rozrastało się w trzech, niekontrolowanych kierunkach. Pierwszy kierunek szedł od miejscowości Al-Humajma (dokąd powrócił Muhammad i gdzie również zamieszkał jego ojciec Ali). Drugi rozrastał się w Iraku, w rejonie miasta Al-Kuffa (gdzie istniała anty-ommajadzka organizacja, której jednym członków był właśnie Bukair). Trzecim za miejscem w którym ziarno to napotkało niezwykle urodzajną glebę, były wschodnie obszary Kalifatu, szczególnie zaś prowincja Chorasan, której stolicą było miasto Marw.

Prowincja Chorasan rozciągała się od wielkich pustyń centralnej Persji na południu i zachodzie, aż prawie po granice Chin na wschodzie (północ zaś stanowiły ziemie Transoksanii). Była to kraina w większości porośnięta krzakami i piaszczystym stepem, na którym latem panowały niemiłosierne upały, zimą zaś przenikliwe mrozy. Ziemia ta miała jednak kilka urodzajnych oaz, na których to wyrosły ludne miasta (Samarkanda, Buchara, Niszapur, Merw). Przez krainę tę przepływała rzeka Amu-Daria, płynąca z gór Pamiru (Grecy, jeszcze za Aleksandra Wielkiego nazwali tę rzekę Oksus i tak zwała się w starożytności), która przecinała kraj na dwie części (większą południowo-zachodnią i mniejszą północno-wschodnią). Prowincja ta graniczyła również od zachodu z Morzem Kaspijskim, a od północy z Jeziorem Aralskim. Znajdowały się tam również dwie wielkie pustynie: Kara-Kum ("Czarny Piasek") i Kyzył-Kum ("Czerwony Piasek"). Dalej znajdowały się potężne góry Pamiru i Hindukuszu, gdzie na mniejszych partiach górskich budowano wioski i zamki lokalnych książąt (którzy żyli wedle odwiecznych zwyczajów tych ziem). Arabowie nie mieli tutaj łatwego życia i chociaż w ogromnej większości ludność Chorasanu przyjęła islam, to jednak utrwalenie języka arabskiego i arabskich zwyczajów stało się prawie niemożliwe, gdyż tutejsza ludność kultywowała perskie tradycje, zarówno językowe, jak i kulturowe. Arabowie którzy tutaj osiadali, żenili się z lokalnymi dziewczętami i przyjmowali tutejsze zwyczaje, tworząc swoistą kulturę arabsko-perską (z tym że arabskość sprowadzała się tam w zasadzie jedynie do religii, poza tym wszystko, od mowy, po wystrój domostw było na modłę perską). Widać było że tutejsza ludność niezwykle mocno tęskni do suwerenności politycznej i nawet jeśli wyznaje tę samą religię, jaką wyznają kalifowie zasiadający na tronie w Damaszku, to jednak dla większości mieszkańców byli oni abstrakcją. 




Z Marwu do Damaszku podróż trwała trzy tygodnie (dokładnie 20 dni). Było to zbyt długo i zbyt daleko aby tutejsza ludność mogła utożsamiać się z polityką kalifów, którzy w większości wspierali "arabskość" a tępili wszystko co było perskie, gdyż do niedawna Persowie to byli wrogowie, wyznający pogańską religię zaratusztranizmu-zoroastryzmu. Tutejsi gubernatorzy zaś byli niezwykle wyczuleni na wszelkie, nawet najmniejsze formy opozycji wobec dotychczasowej władzy i ich działania sprowadzały się w większości do srogiego karania ludzi, którzy nie godzili się na niesprawiedliwość Kalifatu (najczęstszą karą było obcięcie rąk, ale zdarzały się również bardziej okrutne praktyki). Nic więc dziwnego że w takiej sytuacji ziarno zasiane przez Bukaira, tu właśnie zrodziło najbardziej dorodne owoce. A tymczasem w lutym 720 r. zmarł kalif Umar II (ósmy kalif Ommajadów począwszy od Muawij I który przejął władzę po śmierci Alego w roku 661). Był to władca niezwykle pobożny, dobrotliwy i (można powiedzieć) nieco łatwowierny. Ufał ludziom i chciał dla nich jak najlepiej, gdyż tak został wychowany (w Medynie), ale jakoś nie miał szczęścia w życiu. Władał Kalifatem niecałe 3 lata (dokładnie 2 lata i pięć miesięcy) od września 717 r. Zaraz po objęciu władzy starał się zakończyć zwycięsko (rozpoczęte jeszcze przez jego kuzyna, kalifa Sulejmana w lipcu 717 r.) oblężenie Konstantynopola, ale szybko doszedł do wniosku że walka ta przynosi więcej strat niż korzyści. Obroną stolicy Cesarstwa Rzymskiego (Bizantyjskiego) dowodził nowy władca - Leon III Izauryjczyk i to dowodził niezwykle skutecznie. Bizantyjska flota (dzięki skutecznej metodzie ognia greckiego), paliła arabskie okręty niczym zapałki, co powodowało, że odcięcie miasta od dostaw i szturm od strony portu, stały się niemożliwe. Więc gdy nadeszły wiadomości o potęgujących się stratach, ostatecznie wiosną 718 r. Umar polecił wycofać armię arabską spod Konstantynopola. Co prawda na innych obszarach trwały zwycięstwa, jak choćby w odległej Hiszpanii (Al-Andalus), gdzie Arabowie zajęli Septymanię (z miastem Narbonne) w 719 r. Ale rok wcześniej ponieśli pierwszą wielką i upokarzającą klęskę z rąk Asturyjczyków (dowodzonych przez ich króla Pelayo) pod Cowadonga.



BIZANTYJCZYCY ZA POMOCĄ "OGNIA GRECKIEGO" PALĄ OKRĘTY ARABSKIE JAK ZAPAŁKI POD MURAMI KONSTANTYNOPOLA



Umar był też pierwszym kalifem, który nie czynił różnicy pomiędzy Arabami a obcoplemieńcami, którzy przyjęli islam (wcześniej bowiem Arabowie byli tak zwaną "rasą panów", teraz to się zaczęło zmieniać). Jako bogobojny człowiek, namawiał też wszystkich mieszkańców Kalifatu do przyjęcia islamu, co niestety nie było korzystne dla ekonomiki tego tworu, gdyż muzułmanie nie płacili podatków, a płacili je jedynie wyznawcy innych religii (chrześcijanie, żydzi oraz zoroastryści, chociaż ci ostatni byli mocno prześladowani, znacznie bardziej niż wyżej wymienione "ludy księgi"). W lutym 720 r. temu właśnie kalifowi się zmarło w młodym wieku, zaledwie 40 lat. Władzę przyjął teraz 30-letni Jazdy II, rodzony brat poprzedniego kalifa Sulejmana i kuzyn Umara. Jego czteroletnie rządy były pasmem rozczarowań i zapewne właśnie on w dużej mierze doprowadził do wzmocnienia ruchu anty-ommajadzkiego w prowincjach. Jazyd II nie podejmował kampanii wojennych praktycznie wcale (wyjątkiem były ataki muzułmanów z Al-Andalus na hrabstwo Tuluzy w 721 r. i krótka wojna z Kaganatem Chazarskim, zakończona zwycięską dla Arabów bitwą pod Balandżar w 723 r.). Był on klasycznym przykładem władcy, który praktycznie nie opuszczał nie tylko Damaszku, ale nawet swojego pałacu. Otaczał się zaś sprowadzonymi dla siebie niewolnicami i przepychem, co bardzo nie podobało się wielu pobożnym muzułmanom (szczególnie na prowincji). Nieumiarkowany tryb życia, obżarstwo i praktycznie zupełny brak ruchu spowodowały, że kalif roztył się, a poza tym rozchorował w młodym wieku i już w 624 r. odszedł z tego świata umierając na gruźlicę. Teraz władzę nad Kalifatem objął jego młodszy brat - Hiszam. Znów był to kalif pokroju Umara, bardzo religijny a jednocześnie skuteczny. Ukrócił tendencje odśrodkowe w prowincjach, zlikwidował rozboje jakie pojawiły się w niektórych regionach i zabezpieczył ludność kalifatu, ale jednocześnie wprowadził centralizację władzy, która bardzo nie podobała się wielu muzułmanom. Najbardziej radykalni w tym czasie (w krytyce Kalifatu) byli członkowie rodu Alego, natomiast potomkowie al-Abbasa pozostawali jakby w cieniu.

Pomimo swoistej sprawczości w uporządkowaniu wewnętrznych spraw Kalifatu, na arenie międzynarodowej kalifowi Hiszamowi niezbyt się szczęściło. Doznał dwóch wielkich klęsk (choć oczywiście to nie on osobiście dowodził wówczas armiami arabskimi), jedna zadana przez bizantyjczyków w roku 727 pod Niceą, druga zaś (znacznie sławniejsza) pod Poitiers w roku 732, gdzie majordom ziem Austrazii i Neustrii Karol Młot (dziadek Karola Wielkiego) zadał Arabom klęskę, która przeszła do historii jako "bitwa na drodze męczenników" (ze względu na liczbę poległych mniej muzułmanów). Pisałem o tym już we wcześniejszych tematach, więc pozwolę sobie pominąć dalszy tego komentarz. To właśnie za panowania kalifa Hiszama, zmarł Ali - ojciec Muhammada (ok. 736 r.). On sam zmarł w sierpniu 743 r przed śmiercią przekazując prawa do Kalifatu na ręce swego najstarszego syna - Ibrahima (zwanego następnie "Imamem"), a który stanął teraz na czele ruchu Haszimija. Ludy Kalifatu żyły jakby w wielkim ulu, w którym nieustannie się kotłowało. Arabowie wciąż byli ludnością uprzywilejowaną (a przecież wśród Arabów też były podziały), po nich zaś Syryjczycy, reszta zwana "maulami" (czyli "klientami") stanowiła ludność drugiej, albo nawet trzeciej kategorii (chociaż oczywiście te zależności powoli się zmieniały, lecz zbyt wolno aby nie zdołały wywoływać społecznych buntów). Chorasan stał się jakoby soczewką buntowniczych nastrojów całego Kalifatu. Najgorzej mieszkańcom dały we znaki rządy namiestnika Asada syna Abd Allaha, który zarządzał Chorasanem w latach 725-727. Stosował on niezwykle okrutne kary, które za jakąkolwiek agitację przeciwko władzy (na korzyść czy to Alidów czy Abbasydów) skazywał takowych na obcięcie rąk i nóg. Okrutne rządy Asada spowodowały że kalif Hiszam usunął go z tego stanowiska (aby uspokoić prowincję) i powołał na jego miejsce Aszrasa as-Sulamiego, ale nie zakończyło to buntowniczych nastrojów ludności Chorasanu, więc jego wkrótce usunął (ok. 729 r.) i wysłał tam al-Dżunajda. Następnie powołał na to miejsce Asima al-Hilaliego (732 r.). Żaden z owych naczelników prowincji nie był w stanie uporać się z wzrastającą opozycją antyommajadzką. Tak więc 7035 r. Hiszam powołał na to stanowisko namiestnika Iraku - Chalida al-Kasriego, a ten wyznaczył na to stanowisko swego brata, czyli ponownie Asada (735-738), który był tam wybitnie znienawidzony. 




Znowu zaczęły się krwawe prześladowania opozycji, odrąbywanie rąk i nóg, a nawet tortury. W roku 738 do Marwu, czyli do tego niebezpiecznego miejsca przybył posłaniec Muhammada - Chidasz. Nawiązał on tam kontakt z mazdakitami - radykalną sektą muzułmańską która nie była uznawana ani przez szyitów, ani przez sunnitów. Spowodowało to krótkotrwały konflikt pomiędzy ośrodkiem abbasydzkim w Al-Humajmie, a Chorasanem, gdzie wsparcie mazdakitów ratowało częstokroć życie (lub zdrowie) przed prześladowaniami ze strony namiestnika Asada. W każdym razie Chidasz bezpiecznie wyjechał z Marwu i nic mu się tam nie stało. Asad co prawda został usunięty z namiestnictwa w roku 738, ale jego następcy kontynuowali dotychczasową politykę represji. Przekonał się o tym na własnej skórze, wysłany do Marwu w roku 741 Bukair syn Mahana. Został on tam rozpoznany jako główny agitator Abbasydów i trafił do lochu, gdzie już znajdowali się liczni członkowie rozbitego ruchu Haszimija w Marwie. Ten człowiek, który 20 lat wcześniej przekonał w Al-Humajmie Muhammada do podjęcia walki o następstwo po proroku, teraz już nie mógł liczyć ani na jego wsparcie, ani na łaskę Ommajadów. Co prawda w lochu poznał również osadzonego tam niejakiego Abu Muslima, człowieka który ubierał się jak Pers i tak też zachowywał, ale Persem nie był, był za to zwolennikiem Alidów, a Bukairowi udało się namówić go, aby wsparł sprawę Abbasydów. Bukair zdawał sobie sprawę że żywy już z tych lochów nie wyjdzie, tym bardziej że mocno się rozchorował. W więzieniu poznał również niejakiego Abu Salama al-Hallala, którego namaścił nas swego następcę i polecił mu być głównym pośrednikiem pomiędzy Chorasanem a domem potomków Abbasa w Al-Humajmie (Abu Salama będzie nim - a nawet stanie się pierwszym wezyrem Abbasydów aż do swej śmierci w nurtach Zabu w grudniu 749 r). Wkrótce potem został stracony (742 r ). Wcześniej jednak do Marwu przybył syn Bukaira - Jahja, który planował uwolnić ojca z więzienia (wywołując bunt w mieście), ale nie udało mu się to przed jego śmiercią. Jahja teraz poprzysiągł Ommajadom zemstę i stanął na czele powstania, które wkrótce potem  wybuchło w Chorasanie, ale poniósł klęskę w bitwie z wojskami namiestnika pod Talqanem i poległ (743 r. ). Jednak synowska miłość Jahji do ojca i jego próba uwolnienia staruszka z więzienia spowodowała, że pamięć o tym młodym człowieku w Chorasanie trwała jeszcze długo, a wkrótce po jego śmierci wszyscy chłopcy którzy urodzili się w tej prowincji, otrzymywali imię Jahja. A tymczasem w kalifacie Ommajadów też zaszły spore zmiany. Natomiast rodzina matki Asmy (która należała do rodu panującego, choć oczywiście była to boczna linia Ommajadów która bezpośrednio nie uczestniczyła w rządach, aczkolwiek z racji pochodzenia była uprzywilejowana) żyła sobie w tym czasie spokojnie w Damaszku.




CDN.
 

czwartek, 13 lutego 2025

NIM POWSTAŁY HAREMY - Cz. V

ŻYCIE KOBIET KALIFÓW 
DYNASTII ABBASYDÓW





II
ASMA
Cz. I





 25 stycznia 750 r. (11 dżumada 132 roku hidżry) nastąpił kres świata, który wielu dotąd znało. Tego bowiem dnia w bitwie nad Wielkim Zabem (w północnym Iraku) kalif Marwan II poniósł druzgocącą klęskę w walce z rodem al-Abbasa - czyli rodem poganina. Wielu zachodziło w głowę, jak to się mogło stać, że zwycięstwo odniosła opozycja abbasydzka, a nie alidzka -  wywodząca się w końcu od Alego, który był najbliższym druhem, przyjacielem i powiernikiem Mahometa (a przez wielu uważany był jeszcze za życia proroka za jego naturalnego następcę). To nie on i jego potomkowie jednak zwyciężyli teraz starcie z potomkami Abu-Sufjana, ale ci, którzy wywodzili swoje korzenie od al-Abbasa, który co prawda był wujem Mahometa i co prawda Mahomet mieszkał pod jego dachem, a ten co najmniej raz ochronił swego bratanka przed śmiercią z rąk wzburzonych mieszkańców Mekki, to jednak ciążył na nim grzech pierworodny, grzech nie podlegający dyskusji i nie mający żadnego wytłumaczenia. Otóż al-Abbas nigdy nie przyjął islamu (czyli dla wyznawców Allaha, po śmierci smażył się w piekle - jak reszta pogan). Potomkowie takiego człowieka (choćby nawet sami byli już muzułmanami), nie byli godni aby przewodzić ummie. Bo przecież nawet Abu-Sufjan, przodek kalifa Marwana II, który przez długi czas był przeciwnikiem Mahometa i walczył w bitwach przeciwko niemu, gdy ten zajął Mekkę (styczeń 630 r.) poddał się, przyjął islam i odtąd był wiernym sojusznikiem proroka. Ale nie Abbas, ten zmarł bowiem jako poganin (paradoksalnie pamiętam że jak byłem jeszcze dzieckiem, to bardzo się bałem że niektórzy moi bliscy - którzy byli wierzący -  że nie pójdą do nieba po śmierci i tam ich nie spotkam. Realnie się tego obawiałem, choć obecnie wydaje się to niezwykle zabawne).




Przerażenie jakie ogarnęło mieszkańców Damaszku, a szczególnie członków rodu Abu-Sufjana (Ommajadów) po przegranej bitwie, było wprost proporcjonalne do szybkości zbliżania się zwycięskich wojsk prowadzonych przez Abu al-Abbasa. Kalif Marwan uciekał na południe, przez Harran, Damaszek ku Palestynie. Większa część przedstawicieli rodu Abu-Sufjana podążyła za nim, w Damaszku zaś pozostali nieliczni (tym rodzina matki, bohaterki naszej opowieści). Ci nieliczni, to były boczne linie Sufianidów i Marwanidów (obie linie wywodzące się od Abu al-Asa ibn Ummaji - założyciela dynastii Ommajadów) które nie miały realnej możliwości zdobycia władzy. Miasto szykowało się do obrony, chociaż inne ośrodki miejskie w Syrii bez oporu otwierały bramy przed zwycięskimi Abbasydami. Ubrani na czarno, pod czarnymi sztandarami (i prowadząc osły, którym nadano imię... Marwan), przyjmowali kolejno miasta Syrii. Na ich czele stał Abu al-Abbas (nie cieszący się już wówczas dobrym zdrowiem, choć wydaje się że skutecznie to ukrywającym), który po zdobyciu Al-Kuffy (20 października 749 r.) został tam ogłoszony przez swych zwolenników i mieszkańców miasta -  pierwszym kalifem z rodu Abbasydów (28 listopada 749 r.). Prowadząc swoich przyodzianych w czerń Chorezmijczyków (zarówno Persów jak i Arabów, których teraz zjednoczył nie tyle miejscem urodzenia, ile nową ojczyzną, tworząc z nich "Lud Chorezmu"), wspierany był jednocześnie przez dwóch wybitnych przywódców i generałów: Abu Salama al-Challal i Abu Muslima. Ten pierwszy był jednym z założycieli i przywódców ruchu Haszimija (który we wschodnich rejonach Imperium Arabskiego stworzył podwaliny pod wniesienie do władzy Abbasydów), oraz zdolnym wodzem, ale Abu Muslim niewiele mu ustępował. Abu Salam utonął jednak (jeszcze w grudniu 749 r.) podczas przekraczania Tygrysu, tak więc odtąd Abbasydzi musieli liczyć albo na siebie, albo właśnie na Abu Muslima.




Abu al-Abbas nie był pierwszym ze swego rodu, który rzucił wyzwanie kalifom dynastii Ommajadów. Już jego dziadek Ali ibn Abd Allah (wnuk stryja Mahometa - al-Abbasa al-Muttaliba, od którego to wywodzili się Abbasydzi) sprzeciwił się polityce Ommajadów i za to został skazany na publiczną chłostę za panowania kalifa al-Walida I (705-715). Jednak dopiero jego syn (a ojciec Abu al-Abbasa) Muhammad był pierwszym buntownikiem w tym rodzie. A stało się to w następujący sposób. Otóż ok. 720 r. po rozległych terenach Imperium Arabskiego podróżował pewien człowiek, który na pierwszy rzut oka niczym nie wyróżniał się od zwykłych sprzedawców pachnideł. Podróżował on na swym osiołku od odległych wschodnich ziem Chorasanu i Dżurdżanu (południowe rejony Morza Kaspijskiego) aż po tereny Syrii i Palestyny. Odwiedzał wioski i miasta, oferując klientom swój towar. Nikomu nie wydał się on podejrzany, był bowiem zwykłym domokrążnym sprzedawcą pachnideł zachwalającym swoje towary. Nikt jednak z jego klientów i ludzi z którymi rozmawiał, nie zdawał sobie sprawy, że ów człowiek nie potrzebuje w ten sposób zarabiać na życie, gdyż jest to majętny weteran wielu bitew (stoczonych głównie na wschodzie Imperium Arabskiego) z Al-Kuffy, gdzie posiadał piękny dom z ogrodem (a nawet niewolników). Wszyscy muzułmanie na ziemiach zajętych przez kalifów mieli prawo dowolnie podróżować z jednej ziemi do drugiej i nie było granic wewnętrznych (istniały one jedynie dla chrześcijan, szczególnie zaś dla egipskich Koptów, którzy musieli nosić specjalne ołowiane tabliczki na szyi i nie mogli opuszczać miast w których mieszkali, a jeśli już, to musieli uzyskać specjalną zgodę na piśmie naczelnika lub gubernatora danej prowincji), nikogo więc nie zdziwił domokrążca, oferujący swoje luksusowe towary (do jakich należały wszelakie pachnidła i przybory do oczyszczania ciała). Zwał się on Bukair ibn Mahan i miał ważne zadanie do wykonania (czemu przebranie sprzedawcy pachnideł bardzo pomogło).

Podróżując tak sobie swobodnie po ziemiach kalifatu, dotarł do wioski Al-Humajmy (dziś Al-Hisma) leżącej kilka kilometrów na północ od Morza Czerwonego. Jego wizyta tam nie była przypadkowa, choć miejscowość do której przybył była już tylko bladą pozostałością po wcześniejszych czasach, gdy założyciele owej osady - Nabatejczycy rozwinęli tutaj wspaniałe rolnictwo, które po upadku imperium palmirańskiego królowej Wschodu - Zenobii w roku 272 (Palmira została zniszczona w roku 273) przejęli Rzymianie, budując tutaj nawet łaźnię (która w czasach Bukaira była już tylko rozpadającymi się ruinami). Potem zaczęły powstawać tu również chrześcijańskie kościoły i aż do najazdu arabskiego (w latach 30-tych VII wieku), miejscowość ta rozkwitała. Ale Bukair ibn Mahan nie przybył tam aby podziwiać dawne osiągnięcia, czy też delektować się morską bryzą która wpadała do miasta i powodowała że upały stawały się mniej dokuczliwe. Przybył tam tylko z jednego powodu, dla człowieka który posiadał  w tej właśnie wiosce swój dom. Muhammad syn Alego (bo o nim to właśnie mowa), miał tam dom z sadem, w którym rosło 300 drzew owocowych których to osobiście doglądał, wiodąc życie spokojnego ziemianina. Bukair przybył więc do jego domu początkowo udając sprzedawcę pachnideł, ale gdy weszli do pobliskiego meczetu w którym spotykała się rodzina Muhammada (męscy członkowie), wyjawił mu prawdziwy powód swojej wizyty. Otóż stał on na czele założonego w Al-Kuffie zgromadzenia ok. 30 osób, którym nie podobały się rządy Ommajadów (głównie dlatego, że po upadku kalifa Alego w roku 661 jego następca Muawija I czyli {założyciel Kalifatu Ommajadów} przeniósł stolicę Kalifatu z Kufy do Damaszku, tam zaś przysyłając syryjskich wojowników którzy mieli kontrolować mieszkańców, co bardzo nie podobało się dumnym i wiernym prorokowi obywatelom miasta). Bukair zaproponował więc Muhammedowi aby rozpoczął walkę o władzę, gdyż to właśnie on (jako potomek wuja Mahometa) ma prawo objąć po nim schedę, nie zaś ci, którzy są następcami jego politycznego wroga Abu-Sufjana. Deklarował wsparcie wielu ludów Kalifatu, (szczególnie na Wschodzie) a ponieważ odbył liczne "handlowe" podróże, wiedział też o czym mówi i znał nastroje społeczne. 




W podarku przekazał Bukair Muhammedowi 190 złotychdinarów, złoty pierścień oraz szatę, którą utkała jedna z jego bliskich kobiet (miała to być deklaracja wsparcia i jego prawdomówności). Bukair był Persem i miał bardzo złe zdanie o Arabach, którzy według niego postąpili wbrew woli proroka i pominęli rodzinę al-Abbasa (jak również Alego) zaś wysunęli do władzy nad kalifatem ludzi tego niegodnych. Ostatecznie Bukair zdołał przekonać Muhammada do opuszczenia Al-Humajmy i wyjazdu do Damaszku. Tam też się rozstali, Muhammad zadeklarował że pojedzie na północ, aby walczyć w świętej wojnie z Bizantyjczykami, natomiast Bukair udał się na Wschód, aby dalej agitować ludność za nowym "prawowitym kalifem". Żaden z nich nie dożył bitwy nad Wielkim Zabem i zwycięstwa Abbasydów, ale zasiane przez nich ziarna wkrótce zaczęły wydawać owoce...




PS: Asma - ciotka Haruna ar-Raszida była bowiem potomkinią zarówno Ommajadów jak i Abbasydów (jedyny taki przypadek w dziejach Kalifatu), dlatego też staram się nakreślić początki tego rodu i tragiczny koniec potomków Abu-Sufiana.


CDN.

wtorek, 4 lutego 2025

NIM POWSTAŁY HAREMY - Cz. IV

ŻYCIE KOBIET KALIFÓW 
DYNASTII ABBASYDÓW





I
AL-CHAJZURAN
Cz. IV





Gdy tylko al-Chajzuran została poinformowana o śmierci syna (nim jeszcze wiadomość ta dotarła do ludu) poleciła uwolnić Jahję Barmakidę i wezwała go do siebie. Poleciła mu następnie, aby poinformował o śmierci brata Haruna, który przebywał w Pałacu Wieczności poza murami Bagdadu. Gdy Jahja tam dotarł była jeszcze noc, a Harun spał w swym łożu i gdy ten otworzył drzwi i wszedł do jego komnaty, natychmiast powitał go jako nowego kalifa. Harun początkowo przestraszył się. Sądził bowiem że jest to podstęp, który ma wykazać jego wierność wobec brata, a w sytuacji gdyby uznał się kalifem miał zostać aresztowany i zapewne skazany na śmierć, dlatego też konsekwentnie odmawiał przyjęcia tytułu i objęcia władzy. Dopiero gdy Jahja spokojnie poinformował go że jego brat już nie żyje i że to on jest teraz nowym kalifem, początkowo niechętnie, ale potem coraz śmielej zaakceptował rzeczywistość. Gdy słońce stało i nastał poranek (14 września 786 r.), Harun ar-Raszid pierwsze co uczynił, to udał się do matki, do pałacu w dzielnicy Ar-Rusafa, gdzie ją powitał. Następnie pojechał do Isabadu gdzie zmarł jego brat - al-Hadi i tam długo modlił się nad jego ciałem, a następnie (zgodnie z islamskim zwyczajem) polecił pochować go jeszcze tego samego dnia. Oczywiście lud od razu zaakceptował nowego kalifa, natomiast przeciwnicy Haruna nie byli przygotowani na taki rozwój wydarzeń i zostali nim całkowicie zaskoczeni. Oczywiście pozostawał jeszcze przy życiu synek al-Hadiego - Dżafar, który natychmiast został aresztowany i dalszy słuch po nim zaginął (co świadczy dobitnie o tym, jaki spotkał go los, jako że Harun nie mógł sobie pozwolić na pozostawienie przy życiu bratanka, który mógł w przyszłości zagrozić jemu, lub jego potomkom). Tak oto rozpoczęło się nowe panowanie.

al-Chajzuran oczywiście stała się osobistym doradcą syna, a jej władza była porównywalna (a niektórzy historycy twierdzą że nawet większa) jak w czasach al-Mahdiego (swego małżonka, na którego wywierała wielki wpływ). Wkrótce potem Harun uczynił Jahję Barmakidę wezyrem (ofiarowując mu przy tym swój sygnet) i polecając aby sprawował rządy w taki sposób w jaki "uzna za najlepszy" (jak opisuje to kronikarz al-Tabari). Jahja miał dwóch synów. Starszym z nich był al-Fadl (zapewne rówieśnik Haruna), którego własną piersią karmiła al-Chajzuran (natomiast żona Jahji i matka al-Fadla własną piersią karmiła Haruna. Było to tak zwane wieczyste zjednoczenie braci mlecznych i od tej pory wykarmiony na mleku al-Chajzuran al-Fadl był traktowany jako brat Haruna). Drugim, młodszym synem Jahji był Dżafar, z którym Harun miał znacznie lepsze stosunki, niż ze swym bratem mlecznym. W każdym razie perska rodzina Barmakidów wywodziła się z Balchu a jej męscy przedstawiciele byli dziedzicznymi kapłanami buddyjskiej świątyni Naubachar pod Balchem (słowo "Barmak" - które następnie stało się rodowym nazwiskiem, pierwotnie było tytułem kapłanów owej świątyni i znaczyło tyle co "przełożony"). Pod rządami perskich Sasanidów, pomimo okresów krótkotrwałej nietolerancji religijnej (które były raczej wypadkiem przy pracy niż praktyką stosowaną przez Persów) i zorastryjskiej dominacji, świątynia rozwijała się świetnie. Jednak w roku 652 Balch został zdobyty przez Arabów. Początkowo też nie przywiązywali oni zbytniej uwagi do owej buddyjskiej świątyni, zajęci raczej wewnętrznymi konfliktami i "rozszerzaniem" nauk Mahometa na ziemie Bizancjum. Ale w roku 663 świątynia w Naubachar została przez Arabów spalona, a sam Balch spustoszony i zniszczony. Barmakidzi w ten sposób utracili swoją pozycję dziedzicznych kapłanów, choć nadal pozostawali jednym z najbogatszych (jeśli nie najbogatszym) rodem w okolicy.




Staraniem tej rodziny miasto Balch zostało odbudowane na polecenie arabskiego gubernatora już w roku 664 (choć to miasto było potem powodem częstych buntów ludności Perskiej w Transoksanii), ale świątyni w Naubachar odbudować nie pozwolono. Tak więc aby utrzymać swój status rodzina Barmakidów musiała zająć się innym (choć może mniej zyskownym) zajęciem. Niejaki Barmak noszący imię Chalid był zapewne lekarzem, który to zawód również przynosił dochodowe zyski. Oni mi jednak nie ma żadnych większych informacji, natomiast jego syn o tym samym imieniu (Chalid ibn Barmak - czyli Chalid syn Barmaka) był już lekarzem z całą pewnością. To właśnie on stał się założycielem muzułmańskiej (najsławniejszej) linii Barmakidów. Urodzony w roku 709 Chalid, w 725 r. trafił (wraz ze swym ojcem i trzema braćmi) na dwór Ommajadów do Damaszku, gdzie wszyscy przeszli na islam. Ojciec i większość braci Chalida (wraz z nim samym) wróciła do Balchu już w 726 r. Od 742 r zaangażowany był w ruch polityczno-religijny Haszimiya, a z chwilą wybuchu powstania Abbasydów w czerwcu 747 r. na wschodnich krańcach Imperium Arabskiego (Chorasan i Transoksania) aktywnie przyłączył się do tego ruchu. Zaprzyjaźnił się z Abu al-Abbasem (zwanym potem al-Saffah "Rozlewca krwii") i został jego medykiem. Po zwycięstwie w bitwie nad Wielkim Zabem w styczniu 750 r. i wymordowaniu większości Ommajadów w Damaszku (poza Abd ar-Rahmanem, który przedostał się do Hiszpanii i w roku 756 został tam emirem Al-Andalus) Chalid Barmakida mianowany został kierownikiem poboru podatku gruntowego (charadż) oraz sekretarzem kalifa (niektórzy historycy widzą w nim wezyra, ale pierwszym wezyrem był dopiero jego syn Jachja). Zażyłość pomiędzy kalifem al-Saffahem a jego sekretarzem była tak duża, że żona Chalida karmiła córkę al-Abbasa, natomiast żona kalifa córkę Chalida.

Po śmierci al-Saffaha w roku 754, Chalid Barmakida pozostał na swych stanowiskach jeszcze około roku, następnie został wysłany do Farsu jako jego gubernator. W roku 757 wrócił do Kufy i pozostawał w otoczeniu kalifa (najpierw tam, a od 762 w Bagdadzie), aż 766 został ponownie wysłany jako gubernator Tabaristanu. Powrócił stamtąd do Bagdadu w roku 772, a 3 lata później (po wstąpieniu na tron kalifów al-Mahdiego), został Chalid ukarany (z nieznanego powodu) karą grzywny w wysokości 3 milionów dirhamów. Przed uwięzieniem i prawdopodobną egzekucją uratowała go jedynie zmasowana akcja, jaką rozpoczął jego syn, Jahja Barmakida, który starał się pozyskać wielu wpływowych przyjaciół aby wsparli jego ojca i przekonali kalifa co do jego ułaskawienia. Ostatecznie Chalid zmarł ok. 781 r. I od tej chwili na arenę dziejową Barmakidów (a także Kalifatu) wstępuje jego syn Jahja - od 775 r. gubernator Azerbejdżanu, a od 778 r. nauczyciel, sekretarz i "mleczny ojciec" Haruna ar-Raszida. To on właśnie poinformował Haruna o następstwie tronu i to on został pierwszym w rodzie Barmakidów wezyrem, pierwszym wezyrem z nieograniczonymi kompetencjami. Od roku 786 władza Jahji była tak wielka, że podlegał on bezpośrednio jedynie samemu kalifowi, oraz... jego matce al-Chajzuran (przed którą codziennie musiał składać raporty). Pierwsze lata rządów Haruna (a ponieważ obiecałem w tym temacie nie skupiać się na sprawach innych, niż związane bezpośrednio z głównymi bohaterkami) mijały szczęśliwie (kronikarz al-Tabari praktycznie nie poświęca trzem ostatnim latom życia al-Chajzuran większych informacji, niekiedy jego zapiski sprowadzają się zaledwie do kilku zdań na rok, natomiast w czasach kryzysów jego zapiski zajmują nawet kilkadziesiąt, a często i po 100-kilkanaście stron na jeden rok). Al-Chajsuran zmarła w roku 789. Ponoć odeszła spokojnie, natomiast jej miejsce zajęła teraz inna kobieta, pierwsza małżonka Haruna - Zubajda córka Dżafara. Ale nie tylko ona będzie bohaterką kolejnej części, również i inne kobiety: Asma ciotka Haruna, oraz jego dwie siostry Banuka i al-Abbasa - które również miały swoje własne pałace w Bagdadzie i o których również opowiem.




CDN.

niedziela, 2 lutego 2025

ZJEDNOCZENIE PRUS I INFLANT Z POLSKĄ - Cz. XIV

POCZĄWSZY OD PIERWSZEGO SPORU POLSKO-KRZYŻACKIEGO (1309-1310), AŻ PO WŁĄCZENIE INFLANT DO RZECZPOSPOLITEJ (1558-1561)





KONRAD I MAZOWIECKI 
Cz. XIV
(RETROSPEKCJA)





 Nieustanne najazdy Wikingów i Saracenów były prawdziwą plagą trapiącą ówczesne ziemie Cesarstwa, a raczej tego, co z niego pozostało. Ponieważ Italia również wchodziła w jego skład (jak i tereny tzw. Państwa Kościelnego), przeto należy też wspomnieć o kolejnej próbie zdobycia Rzymu (lub też pozyskania bogatych łupów, co udało się w roku 846) przez tunezyjskich Aglabidów. Władający Ifrikiją (dzisiejszą Tunezją plus wschodnie obszary Algierii i zachodnie Libii) emir Muhammad I al-Aglab "Cień Allaha" ponownie wysłał swą flotę do Italii latem 849 r. Jednak wcześniej poinformowany o ataku papież Leon IV zdołał szybko zgromadzić floty Rzymu, Księstwa Neapolu, Amalfi i Gaety, które w bitwie morskiej pod Ostią zadały klęskę inwazyjnej flocie tunezyjskich Saracenów (papież bardzo aktywnie zaangażował się w obronę, osobiście udzielał mszy i błogosławił marynarzy i żołnierzy którzy szli do bitwy, obiecując im zbawienie w przypadku śmierci). Po tej porażce Aglabidzi już więcej nie pojawili się u brzegów Tybru. Ale południowe niebezpieczeństwo było niczym w porównaniu z północnym, czyli z Normanami zwanymi również Wikingami, którzy notorycznie najeżdżali szczególnie królestwo Karola II (czyli ziemie dzisiejszej Francji). Gdy po zniszczeniu Bordeaux wiosną 848 r. i związanej z tym utracie władzy nad Akwitanią i Gaskonią przez Pepina II (możni Akwitani wybrali wówczas swym władcą jego wuja - Karola II) i po pochwyceniu przez władcę Franków Zachodnich młodszego brata Pepina II - Karola (i zmuszeniu go do przyjęcia ślubów zakonnych - o czym pisałem w poprzedniej części), teraz pozbawiony władzy Pepin postanowił się zemścić na swym wuju (który jednocześnie był jego rówieśnikiem). A zemsta polegała na tym, że skontaktował się z Wikingami i zaprosił ich do oblężenia i zdobycia największego miasta Akwitanii Tuluzy (850 r.). Miasto zostało zdobyte i splądrowane, a ludność po części wymordowana po części uprowadzona w niewolę. Pepin zapewne zakładał, że tak jak on utracił władzę po upadku Bordeaux, tak samo Karol straci ją po zniszczeniu Tuluzy przez Wikingów, ale się pomylił. Możni nie odwrócili się od Karola II (którego notabene los poddanych niewiele obchodził, o czym świadczą chociażby słowa Hincmara - biskupa Reims, który pisał do Karola w roku 859 tak oto: "Wielu mówi, że nieustannie powtarzasz, że nie powinieneś mieszać się do tych grabieży i rabunków, i że każdy musi się bronić najlepiej, jak potrafi").

Tymczasem na Wielkanoc roku 850 do Rzymu ponownie (podobnie jak sześć lat wcześniej) zjechał król Italii - Ludwik II, syn cesarza Lotara I. Ten 25-letni młodzian nie był już tak niechętnie witany przez Rzymian jak poprzednio, tym razem (oczywiście za zgodą i wiedzą Lotara) papież Leon IV koronował go uroczyście na cesarza (w zamyśle Lotara ta koronacja miała być zapewnieniem jego synowi pierwszeństwa wśród innych przedstawicieli rodu Karolingów, niestety jednak pomimo usilnych pragnień tytuł cesarski Ludwika II niewiele znaczył po śmierci Lotara w roku 855. Jego wujowie konsekwentnie tytułowali go albo królem albo też cesarzem Italii. W końcu on sam zaakceptował ten stan rzeczy i nie próbował go zmieniać, chociaż starał się uzyskać część ziem z domeny przypadłej jego ojcu, szczególnie w południowo-wschodniej Francji). Będąc w Rzymie mógł Ludwik na własne oczy ujrzeć rozbudowę murów Watykanu i zamianę tej części miasta w Leopolis lub też (jak chcieliby zwolennicy mowy łacińskiej) Civitas Leonina (notabene nawet autor powieści "Ja, Klaudiusz" - Robert Graves w usta swego bohatera, czyli właśnie owego cesarza Klaudiusza - panującego w latach 41-54, wkłada takie oto słowa: "Spisuję tę historię po grecku, jako że uważam iż ten język przetrwa, w przeciwieństwie do pospolitej, ludowej łaciny". Należy bowiem pamiętać że Graves był doskonałym znawcą okresu o którym pisał i dobrze wiedział że nawet w czasach Klaudiusza wielu wykształconych Rzymian uważało łacinę za mowę pospolitą, natomiast grekę za język ludzi wykształconych, filozofów i mędrców. Średniowiecze oczywiście odwróciło te proporcje. Greka była bowiem na wielu uniwersytetach językiem dodatkowym, drugorzędnym i niewiele znaczącym, natomiast łacina była najważniejsza, była językiem międzynarodowym którym ówczesna Europa się porozumiewała. Trzeba bowiem pamiętać że ogromna popularność XVI-wiecznych dzieł wydawanych przez polskich pisarzy, robiła oszałamiającą karierę nawet w Anglii właśnie dlatego, że była pisana po łacinie i każdy wykształcony człowiek mógł się tym tekstem zaznajomić. Gdyby bowiem pisano wówczas w językach narodowych, to tutaj byłby znacznie większy problem z komunikacją i rozprzestrzenianiem różnych idei i poglądów).




Wszyscy synowie Ludwika I Pobożnego oczywiście zapewniali się nieustannie o wzajemnej braterskiej miłości i wsparciu, realnie jednak patrzyli jakby tutaj zdobyć więcej władzy i uzyskać choćby tytuł cesarski, kosztem reszty rodzeństwa. Latem 851 r. trzej bracia spotkali się ponownie na zjeździe w Mersen. Wyrazili tam nadzieję na przetrwanie idei konfraterni (czyli jedności Cesarstwa pomimo podziałów wewnętrznych) również i po ich śmierci, oraz puścili w niepamięć dawne konflikty i niesnaski. Tak naprawdę jednak po tym zjeździe dało się zauważyć jedno, wyraźne zbliżenie Karola II i Lotara, natomiast Ludwik II "Niemiecki" prowadził od tej pory dość samodzielną, niezwiązaną z braćmi politykę. Zbliżenie z najstarszym synem Ludwika Pobożnego było również marzeniem cesarzowej Judyty - matki Karola, która starała się przekonać go do akceptacji domen przyznanych jej synowi. Natomiast Ludwik Niemiecki jeszcze w owym 851 r. wyprawił się zbrojnie przeciwko Serbom Łużyckim. Pokonał ich wodzów i narzucił im swoją władzę (biorąc jednocześnie licznych słowiańskich jeńców, których notabene potem sprzedawano na rynkach niewolniczych w Ratyzbonie - gdzie znajdował się wielki rynek handlu słowińskim niewolnikami, w Verdun -  podobnie i w Wenecji. Prawdopodobnie właśnie w Ratyzbonie narodziło się zespolenie słów "niewolnik" i "Słowianin", które do dziś funkcjonuje w wielu językach zachodnioeuropejskich. Inną odmianą słowa "niewolnik" jest wschodnio i południowoeuropejskie określenie "rab". I tak naprawdę jedynie w języku polskim, czeskim i słowackim istnieją inne na to określenia - "otrok"). Już wcześniej, bowiem w roku 844 Ludwik Niemiecki podporządkował sobie lud Obodrytów, gdy na polu bitwy poległ władca tego plemienia - Gościemysł. A jak zanotowano w "Annales Bretiniani": "Król Ludwik spustoszył cały obszar Słowian i poddał go swemu panowaniu". Zresztą wyprawy wojenne były tym, co oprócz modłów Ludwik Niemiecki lubił robić najczęściej i choć kochał swoją żonę Emmę i nigdy jej nie zdradził, to jednak nie przepadał zbyt długo przebywać w jej towarzystwie (czy to w Ratyzbonie, czy we Frankfurcie), dlatego też wyprawy wojenne były dla niego tym, czym dla współczesnego mężczyzny wypad do baru z kolegami bez kobiety.


NOMINOE



Ale Karol II - władca Franków Zachodnich również nie miał spokojnego życia. Prócz walk z Pepinem i ciągłych najazdów Wikingów, musiał toczyć walki z odrzucającym jego władzę księciem Bretanii - Nominoe. Nominoe właśnie w roku 850 kazał mianowanemu przez siebie biskupowi Dol koronować się na króla, czym całkowicie odrzucał zwierzchność braci Karolingów (synów Ludwika Pobożnego). Oczywiście twierdził on, że tak naprawdę uznaje jedynie zwierzchność Lotara, jako cesarza, natomiast nie uznaje praw Karola II do ziem Bretanii i rozpoczął przygotowania do nieuniknionej nowej wojny z Karolem. Zmarł jednak już w roku 851 (po dziesięciu latach panowania) w dosyć dziwnych okolicznościach (do dziś jest uważany za "Ojca Bretanii" i symbol niezależności od centralnych władz Paryża), ale pozostawił po sobie syna o imieniu Erispoe. Karol sądził, że nowy władca będzie łatwiejszy do pokonania, nie zdając sobie sprawy że przecież to właśnie Erispoe prowadził do bitwy wojowników bretańskich, którzy pokonali Franków pod Messac w 843 r. Pewny siebie i butny, ruszył więc Karol na podbój Brytanii w roku 851, a pod wsią Jengland-Besle w Andegawenii napotkał wojska nowego króla Bretanii. Doszło do trzydniowej, krwawej bitwy (22-24 sierpnia), w wyniku której Frankowie doznali upokarzającej klęski i musieli zawrócić do siebie (a raczej uciec w popłochu). Tym samym niepodległość Bretanii została utrzymana, a suwerenność władzy Erispoe stała się faktem. Oczywiście zdając sobie sprawę z możliwości podjęcia przez Karola kolejnych ataków na jego kraj, postanowił Erispoe (wkrótce po bitwie pod Jenglandem) porozumieć się z Karolem i tym samym zlikwidować owe zagrożenie. W zamian za pokój Karol przekazał Erispoe ziemie zdobytej jeszcze przez Karola Wielkiego po roku 786 Marchii Bretańskiej (czyli głównie miasta Nantes i Rennes wraz z okolicami). Zapanował pokój, a Karol stał się nawet ojcem chrzestnym małego synka Erispoe - Conana (notabene był już ojcem chrzestnym swego bratanka Karola, którego zmusił do zostania mnichem, ale w tamtym czasie nikt się zbytnio nie przejmował takimi detalami gdy w grę wchodziły kwestie polityczne i dynastyczne).

Jednak radość z zakończonych na zachodzie kraju walk, nie trwała długo. Już wiosną 852 r. na Sekwanę wpłynęły setki okrętów ze smokami na dziobach i prostokątnymi ciemnymi żaglami, siejąc postrach i panikę we wszystkich miastach położonych nad tą rzeką. Tym razem atakiem kierował Wiking o imieniu Oskar, a pierwszą ofiarą było miasto Rouen. Najpierw dopadli zakonników w klasztorze Fontanelle (większość z nich w porę uciekła) który doszczętnie zrabowali i spalili. Następnie zaatakowali przedmieścia Rouen i pochwycili wszystkich, którzy w porę nie schronili się za murami miasta. Potem podobnie postąpiono w Bayeux, Beauvais i Meaux. Południowe i północne obszary Paryża ponownie (jak podczas inwazji Ragnara Lodbroka i jego syna Bjorna Żelaznobokiego w roku 845) zapłonęły, a Chartres i Evreux zostały doszczętnie spustoszone. Wikingowie odpłynęli, porywając ze sobą ogromną liczbę jeńców (głównie kobiet i dzieci). Powiadomiony o ataku Karol II wysłał nad Sekwanę swoje wojsko, ale żołnierze odmówili walki i... uciekli. Karol jednak długo się tym nie trapił i tak naprawdę te ataki (jeśli bezpośrednio nie godziły w jego pozycję) niewiele go obchodziły, tym bardziej że miał na głowie inne problemy. Ponownie (właśnie w nowym 852 r.) spotkał się on ze swym starszym bratem Lotarem (tym razem bez udziału Ludwika Niemca), umacniając wzajemny "braterski" sojusz. Karol jednak potajemnie rozmyślał nad zdobyciem cesarskiej korony w przypadku śmierci Lotara. W żaden bowiem sposób nie akceptował cesarskiej koronacji jego syna - Ludwika II, władającego w Pawii. Ale poza tym udało mu się pochwycić wreszcie (po tylu latach wzajemnej walki) swego bratanka i główne zagrożenie w Akwitanii - Pepina II. Kazał go uwięzić i zaproponował mu dobrowolne zrzeczenie się władzy i wybór klasztoru, w którym spędzi resztę życia jako mnich. Oczywiście Pepin nie zamierzał się na to godzić, co spowodowało że Karol kazał go zakuć w łańcuchy w kościele w Soissons, a gdy to nie pomogło to głodził go, jednocześnie deklarując że gotów jest na brutalniejsze metody w przypadku dalszej odmowy swego bratanka (ponoć pokazywał mu narzędzia tortur i mówił, że jeśli Pepin będzie trwał w swym uporze, to on nie zawaha się wydać polecenia ich użycia). Ostatecznie po kilku tygodniach takich tortur (głównie psychicznych) Pepin zgodził się przyjąć tonsurę i zostać mnichem. Natychmiast więc Karol sprowadził biskupów, którzy przyoblekli go w szaty duchowne, ogolili mu środek głowy i zawieźli do klasztoru św. Medarda gdzie go zamknięto. Tak oto wymuszając przyjęcie przez nich drogi duchownej, Karol II zlikwidował swoich obu bratanków i teraz bezsprzecznie został już jedynym władcą Akwitanii, nie mającym żadnych konkurentów.




Rok 852, to również rok kolejnego ataku Wikingów na Hamburg (wówczas Hammaburg), miasta leżącego w Królestwie Franków Wschodnich Ludwika Niemca. Około 100 okrętów ze smokami i innymi maszkarami na dziobach wpłynęło do portu w Hamburgu siejąc postrach, zniszczenie i śmierć. Ów Atak był jeszcze bardziej niszczycielski, niż ten sprzed paru lat (845), zniszczono m.in. kościół opata Ansgara, którego Ludwik Pobożny wyznaczył na misjonarza Duńczyków. Co prawda atak Wikingów na Królestwo Franków wschodnich nie było pierwszym, to jednak było na tyle poważnym, że zwróciło uwagę samego Ludwika Niemca i mocno wstrząsnęło jego władzą (według przeprowadzonych w roku 1947 prac archeologicznych na tym terenie, archeolog Reinchard Schindler ustalił czas owego ataku na czerwiec lub lipiec 852 r. A wszystko to bazując na odnalezionych w popiołach owadzich skrzydełkach żuków gnojaków, rojących się właśnie w tym okresie roku). Po ataku Normanów Hammaburg realnie przestał istnieć, a co za tym idzie również tamtejsze biskupstwo. Ludwik II Niemiec połączył więc biskupstwo Hamburga i Bremy tworząc nowe arcybiskupstwo, a pod wpływem obaw ludności kolejnych ataków "Ludzi Północy", ufundował klasztor w Lorsch, a sam leżał krzyżem aby przebłagać Boga i prosić go o zmiłowanie oraz "odsunięcie karzącej ręki" której emanacją byli owi Wikingowie. Podniosły się wówczas również głosy, że najazd wikingów na Hamburg był karą za okrutne postąpienie z pewną charyzmatyczką o imieniu Thiota, mieszkającą w okolicach Konstancji, którą synod wschodniofrankoński skazał w roku 847 na publiczne wychłostanie, w wyniku którego straciła ona zmysły. Wcześniej bowiem była ona kaznodziejką, za którą (jak piszą Roczniki Fuldajskie) podążali nawet "mężowie świętego stanu (...) jak za nauczycielką naznaczoną przez niebo". Ponieważ jednak wielu biskupom nie podobało się zarówno to, że podważa ona ich władzę i pozycję, jak i to że... jest kobietą, kazali ją uwięzić i publicznie wychłostać. Nie wytrzymała tej zniewagi i oszalała. Teraz wielu twierdziło że najazd Wikingów był spowodowany karą za tak haniebne potraktowanie "Matki Thioty" - jak ją nazywano. Sami Wikingowie też bywali przesądni. Na przykład właśnie w owym 852 r. w czasie ataku na klasztor Saint-Sauveur and Vilaine zaskoczyła ich tak ulewna burza, że odstąpili od ataku, a nawet złożyli ofiarę chrześcijańskiemu Bogu, aby przebłagać "rywala Odyna". A tak na marginesie 27 czerwca 852 r. papież Leon IV przewodniczył uroczystości poświęcenia nowych murów Watykanu.

Natomiast zamknięty w klasztorze św. Medarda Pepin II nie zamierzał tak łatwo dawać za wygraną i pragnął zemścić się na swym wuju za własne upokorzenie. Opracował plan ucieczki, przekonał do niego dwóch mnichów którzy pomogli mu wydostać się z klasztoru. Nie ujechał jednak daleko i wkrótce został schwytany i ponownie umieszczony w klasztorze (lecz tym razem trzymany pod kluczem). Karol II pozwolił mu opuścić ową celę dopiero wówczas, gdy na synodzie w Soissons Pepin złożył mu uroczystą przysięgę wierności, obiecał przyjąć śluby zakonne i zrezygnował z jakiegokolwiek życia świeckiego, a tym bardziej z praw do tronu Akwitanii (853 r.). Wkrótce jednak ponownie wróci do życia świeckiego i do walki o władzę.




CDN.