Łączna liczba wyświetleń

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą LEGIONY POLSKIE we WŁOSZECH. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą LEGIONY POLSKIE we WŁOSZECH. Pokaż wszystkie posty

sobota, 10 sierpnia 2019

PRZYSZŁOŚĆ POLSKI I EUROPY WEDŁUG OBJAWIEŃ I PRZEPOWIEDNI - Cz. IV

STANY ZJEDNOCZONE CZASÓW 

WOJNY SECESYJNEJ, 

"WIELKIEJ REKONSTRUKCJI"

I "WIEKU POZŁACANEGO"


PROGNOZY I PRZEPOWIEDNIE

ABRAHAMA LINCOLNA

(1861 r.) 

Cz. I




Ostatnimi czasy wielkie powodzenie w Polsce i na Ukrainie zdobywa ukraiński serial kostiumowy pt.: "Zniewolona". Obejrzałem kilka odcinków i muszę przyznać że serial ten rzeczywiście jest zrobiony z dość dużą dozą dokładności historycznej (jest co kilka aspektów do których na siłę można się przyczepić, ale przecież to jest swoisty romans historyczny, więc nie ma o czym mówić - więcej niedociągnięć jest choćby w takich "Wikingach","Rzymie" czy serii "Spartakus" o której nawet nie wspomnę, bo ten ostatni serial to jest jakieś kompletne nieporozumienie). Opowiada on o losie pewnej chłopki z guberni (chyba) czernihowskiej (jeśli dobrze pamiętam) na Ukrainie (która wówczas oczywiście nie istniała jako państwo, cała ta ziemia należała bowiem do Cesarstwa Rosyjskiego). Akcja serialu ma miejsce w latach po zakończeniu Wojny Krymskiej 1853-1855 czyli w okresie ok. 1856/58 - nim jeszcze car Aleksander II wprowadził swój ukaz (1861 r.) znoszący poddaństwo chłopów (który tak naprawdę niewiele zmieniał w położeniu samych chłopów, gdyż co prawda zyskiwali oni wówczas wolność prawną, ale wciąż byli przykuci do ziemi i nie otrzymali tej ziemi na własność. Ci zaś, którym udało się ją wykupić i tak musieli należeć do Miru - czyli wspólnoty wiejskiej - która zastąpiła szlachtę w roli "nowych panów"). Warto tu też odnotować że przez długi czas po III Rozbiorze Polski w 1795 r. "ziemie ukrainne" (bo tak je wówczas nazywano), w sporej mierze należały do szlachty polskiej (lub spolszczonej). "Ziemia ta, jest to nasza ziemia. Mamy ją w nozdrzach, oczach i ustach. Czujemy ją w każdym uderzeniu serca, soki jej bowiem tętnią w naszych żyłach (...) bo ona w nas jest" - jak pisał w swej powieści "Dzieciństwo i młodość Tadeusza Irteńskiego" - Michał K. Pawlikowski. Dlatego też Polacy mieszkający na tych terenach uważali za upokarzające (używane dziś powszechnie) określenia "Kresy Wschodnie" gdyż dla nich były tylko dwa twory - Korona i Wielkie Księstwo Litewskie, a ziemie ukrainne na których żyli należały właśnie bezpośrednio (od 1569 r.) do Korony Królestwa Polskiego.




Nie znaczy to jednak że określenie "Kresy" wówczas nie istniało. Owszem istniało, lecz odnosiło się do stójek i poczt rozstawionych po stepach Ukrainy i Podola - zwanych "kreska" lub "kresa". Co prawda szlachta polska żyła w morzu ruskiego, prawosławnego chłopstwa, ale kultura Ukrainy była... kulturą polską. Co prawda rywalizowała z nią kultura rosyjska (moskiewska), ale nie stanowiła ona realnej konkurencji z punktu widzenia intelektualnego, jako że oparta była o tyranię samodzierżawia i zaściankowość prawosławia. Opierała się bowiem na przykazaniach prawosławnego moskiewskiego kleru, które brzmiały: "Bój się cara i służ mu wiernie, jak samemu Bogu i bądź mu posłuszny we wszystkim, gdyż bojąc się cara, nauczysz się bać i Niebieskiego cara" i napominaniach: "Niemiły jest Bogu kto lubi geometrię, kochaj prostotę bardziej niż mądrość, nie poszukuj tego co za wysokie, nie roztrząsaj tego co za głębokie". Natomiast prawosławna cerkiew kijowska była już zupełnie inna. Duchowni kijowscy znali Kopernika i Bacona, Petrarkę i Kartezjusza, łacinę, grekę i po polsku korespondowali między sobą, wymieniając poglądy na astronomię, filozofię, teologię czy matematykę. Skąd to się u nich wzięło, skoro oni także byli wyznawcami prawosławia - można by o to zapytać? Otóż na ziemie ukrainne przynieśli im to wszystko Koroniarze - polska szlachta (która notabene bardziej uważała się za "tutejszą" niż na przykład za tożsamą ze szlachtą na Mazowszu, Wielkopolsce czy na Pomorzu - choć oczywiście odpowiedzialność za Rzeczpospolitą była wspólna dla wszystkich szlachetnie urodzonych "panów braci", dlatego też gdy sejm uchwalał podatki i zaciągi na wojnę z Moskalem czy Bisurmanem, to równo szli obok siebie i ci z Ukrainy i ci z Litwy, ci z Poznańskiego, z Mazowsza, Krakowa czy Pomorza). Ukraina zawdzięcza również Koroniarzom rozwój szkolnictwa powszechnego (klasztornego i cerkiewnego). Zresztą nie tylko Ukraina, również Moskwa zawdzięcza Polakom wiele nowinek, jak choćby założenie pierwszej akademii w Moskwie i pierwszego teatru (w czasach panowania cara Fiodora III w latach 1676-1682).

Zresztą pochodzenie etniczne nie miało w Rzeczpospolitej (a szczególnie na ziemiach wschodnich) większego znaczenia, bowiem można było być z urodzenia Polakiem, Rusinem, Litwinem czy Szkotem, wyznawana wiara też na dobrą sprawę była drugorzędna. To co naprawdę się liczyło, to był model kulturowej organizacji - który zawsze był polski ("z urodzenia Rusin z serca Polak" - jak wówczas mawiano). Ten kresowy raj zaczął powoli zanikać w ciągu kolejnych dekad po III Rozbiorze Polski. Nastąpiła deklasacja (pozbawianie drobnej szlachty dotychczasowych praw i zrównywanie jej z chłopstwem), odebrano też część majątków polskiej magnaterii i majętnej szlachcie (stąd aby ocalić majątki, pojawiały się przykłady perfidnego wręcz zaprzaństwa, jak choćby Szczęsnego Potockiego - jednego z targowiczan - który w 1794 r. tak pisał do carycy Katarzyny II: "Od tej chwili szczycę się tym, że jestem jedynie i niepodzielnie jednym z najwierniejszych poddanych Waszej Cesarskiej Mości (...) pragnąłbym wszędzie, gdziekolwiek się znajdę, nosić oznaki wyraźne tego zaszczytu (...) Wydawało mi się że miałem szczęście urodzenia się Rosjaninem. Czułem to samo przywiązanie i poświęcenie dla mojej Monarchini i mojej ojczyzny (Rosji)", natomiast o Polsce pisał: "Nie mówię już o przeszłej Polsce i Polakach. Znikło już to państwo, i to imię, jak znikło tyle innych w dziejach świata. Każdy z przeszłych Polaków ojczyznę sobie obrać powinien. Ja już jestem Rosjaninem na zawsze". Cóż, ta sprzedajna menda (staram się trzymać pewnych kulturalnych form wypowiedzi, ale doprawdy są tego granice), pewnie nie wiedziała że w tym samym czasie we Włoszech u boku młodego francuskiego generała rodem z Korsyki, powstają Legiony Polskie Henryka Dąbrowskiego, a niejaki Józef Wybicki pisze pieśń: "Jeszcze Polska nie umarła, kiedy My żyjemy" by pokazać że ani imię, ani pamięć o Polsce nie zaginie, póki żyje ostatni z Polaków/Rzeczpospolitan.




Prawdziwa katastrofa nastąpiła jednak po stłumieniu Powstania Listopadowego w 1831 r. Na Ziemiach Zabranych (czyli tych wszystkich poza Kongresówką, które zostały bezpośrednio włączone do Rosji), dla polskiej szlachty nie było zlitowania. Tam mordowano bez sądów lub zsyłano na katorgę. Skonfiskowano wówczas 156 polskich majątków na samej Ukrainie (gubernia kijowska i podolska), a na Litwie 217. Zmieniono też nazewnictwo. Od 1840 r. ziemie ukrainne stały się Krajem Południowo-Zachodnim, a Wielkie Księstwo Litewskie - Krajem Północno-Zachodnim. Zaczęto masowo rugować język polski ze szkolnictwa i ustawodawstwa prawnego, prześladowano Kościół Katolicki. Mimo to nie wyrugowano polskości z Ukrainy, czego dowodem było dołączenie do Powstania Styczniowego (1863-1864) sporej części guberni ziem ukrainnych i nie brakło tych, którzy podjęli się nierównej walki z rosyjskim zaborcom w imię odrodzenia niepodzielnej Rzeczpospolitej ("Do broni (...) narodzie Polski, Litwy i Rusi, do broni! Godzina wspólnego wyzwolenia już wybiła, stary miecz nasz wydobyty, święty sztandar Orła, Pogoni i Archanioła rozwinięty" - jak głosił Manifest Rządu Narodowego z 22 stycznia 1863 r.). Oni również przegrali, ale ci właśnie ludzie, którzy stanęli do tego Powstania, to byli właśnie "Żołnierze Wyklęci" dla pokoleń Marszałka Piłsudskiego i Leopolda Lisa-Kuli - pokoleń zwycięskich Legionów. Tych młodych chłopaków, którzy 6 sierpnia 1914 r. przekraczali granicę znienawidzonych zaborów, obalając rosyjskiego dwugłowego, czarnego orła, by ten już nigdy na powrót nie powstał. Powstańcy Styczniowi byli dla tych ludzi wzorem do naśladowania - tak jak dla nas (a szczególnie dla mnie) są ludzie Drugiej (antykomunistycznej) Konspiracji z lat 1944-1963. Dlatego też w owym serialu "Zniewolona" brakuje mi (wciąż wówczas silnych) wątków polskich.










Dlaczego uczyniłem ten przydługi wstęp i przywołałem akurat film o pańszczyźnianych chłopach z ziem ukrainnych wcielonych do Imperium Rosyjskiego? Ponieważ (tak jak w temacie) pragnę przytoczyć polityczne przepowiednie, jakie miał wypowiedzieć Abraham Lincoln - 16 prezydent Stanów Zjednoczonych tuż po swej elekcji w 1861 r. Nim jednak do tego przejdę, chciałem pokazać że sytuacja zarówno w Rosji jak i USA była bardzo podobna. Z tym że w południowych stanach latyfundia posiadaczy ziemskich zapełniali czarnoskórzy niewolnicy (zdarzali się i biali niewolnicy o czym też należy pamiętać), a w rosyjskich guberniach pańszczyźniani chłopi (których położenie znacznie się pogorszyło po rozbiorach Rzeczpospolitej, o czym pewnie jeszcze kiedyś napiszę), ale problem niewolnictwa sam w sobie nie stanowił powodu wybuchu amerykańskiej wojny domowej, gdyż większość mieszkańców Południa to byli drobni farmerzy, których nie było stać na niewolnika lub też czasem posiadali jednego (rzadziej dwóch) - którego traktowano jak członka rodziny (jak się nie ma pieniędzy na kolejnego niewolnika, to należy dbać o tego, który jest - proste). Niewolnicy w dużej ilości zapełniali latyfundia lokalnej arystokracji Południa, ale nie trzeba było wcale wojny aby niewolnictwo zostało zlikwidowane. Wystraszyło poczekać jeszcze kilkanaście lat i samo stałoby się nieopłacalne, jako że taniej byłoby wynająć robotnika sezonowego, niż utrzymywać masy niewolników, tym bardziej że Rewolucja Przemysłowa a co za tym idzie rozwój kolei coraz mocniej wkraczała do gospodarki i przemysłu. Gdyby więc wojna secesyjna nie wybuchła - niewolnictwo i tak zostałoby zniesione, tylko że w sposób pokojowy (jak to miało miejsce chociażby w Brazylii czy koloniach zamorskich Francji, Holandii i Wielkiej Brytanii). 

Oczywiście w czasach o których mówię, istnienie niewolnictwa było jeszcze opłacalne dla plantatorów (szczególnie bawełny i tytoniu) z Południa. Nie byli oni bowiem wówczas w stanie konkurować na rynku, płacąc jednocześnie robotnikom rynkowe stawki, ale ten proces ulegał zmianie, wystarczyło poczekać jeszcze z ok. 20 lat. Co jednak doprowadziło do rozpadu i podziału amerykańskiej Republiki na dwa zwalczające się państwa? Tak naprawdę głównymi prowodyrami podzielenia się Stanów Zjednoczonych były: Wielka Brytania i Francja a konkretnie - Londyn, Paryż i Frankfurt - gdyż to nie o państwa chodziło bezpośrednio a o bankierskie elity tych krajów. Siły te zaczęły przeć do secesji stanów i wojny, która zmusiłaby rządy do zaciągania wysokich kredytów. I oto tylko chodziło, nie o zwycięstwo jednej czy drugiej strony, a po prostu o rozbicie i zadłużenie podzielonych Stanów. Aby to osiągnąć nad rozbiciem Unii pracowano na długo przed wybuchem Wojny Secesyjnej. Od lat 20-tych XIX wieku, do Ameryki przybywali bowiem członkowie najróżniejszych protestanckich sekt religijnych (purytanie, prezbiterianie), którzy bardzo szybko zdobyli wpływ na politykę w stanach północnych. Ich poglądy opierały się na całkowitym podporządkowaniu życia obywateli (wiernych) rządowi centralnemu, polityce wysokich ceł zaporowych, powstaniem banku centralnego, wysokimi podatkami i wprowadzeniem papierowych pieniędzy. Jakoś dziwnie poglądy tych millenarystycznych sekt religijnych były zbieżne z celami międzynarodowej finansjery (wówczas mającej swoje siedziby głównie w Europie). Szybko też weszli oni w konflikt z protestantami i katolikami w Południa oraz Zachodu Stanów Zjednoczonych. Jednocześnie z końcem lat 50-tych XIX wieku międzynarodowa finansjera (a konkretnie dom Rotschildów) rozpoczęła realizację planów podziału USA, na dwa zwalczające się bloki.








W 1859 r. do USA przybył z Paryża bankier  - Salomon Rotschild, który zwiedziwszy kraj, szczególnie skupił swą uwagę na stanach południowych, obiecując lokalnym elitom potężne wsparcie finansowe oraz międzynarodowe uznanie w przypadku opuszczenia Unii i ogłoszenia niepodległości. Jednocześnie w tym samym czasie na Północy działał (mieszkający od 1837 r. w USA) bankier o imieniu - August Belmont (wżeniony w rodzinę Rotschildów), którego nazywano: "Królem Piątej Alei" w Nowym Jorku. On to obiecywał elitom przemysłowym Północy (i samemu prezydentowi Lincolnowi) znaczną pomoc finansową i wsparcie dla polityki ceł zaporowych (za Rotschildem i Belmontem stały oczywiście najróżniejsze banki). Jednocześnie uaktywniły się europejskie mocarstwa. 31 października 1861 r. Francja, Wielka Brytania i Hiszpania podpisały w Londynie układ, na mocy którego miano wysłać do Meksyku ekspedycję zbrojną, głównie w celu ochrony interesów owych państw (rząd prezydenta Benito Juareza zaprzestał bowiem spłacania długów wobec tych krajów, gdyż Meksyk był wówczas zniszczony wojną ze Stanami Zjednoczonymi z lat 1846-1848). To dało pretekst do interwencji zbrojnej, ale celem nie był sam tylko Meksyk. Deklaracja londyńska była jawnym dowodem dla elit Południa że w razie wojny z Północą, otrzymają oni wsparcie i to wsparcie zarówno z Meksyku (europejskich sił inwazyjnych) jak i z Kanady, gdzie Brytyjczycy w 1861 r. zgromadzili znaczne siły zbrojne, które przygotowywały się do następnego "marszu na Waszyngton" (następnego, bowiem pierwszy miał miejsce w 1814 r. podczas wojny brytyjsko-amerykańskiej z lat 1812-1815). Rozmiłowaną w powieściach Waltera Scotta, romantyczną elitę Południa, nie trzeba było długo przekonywać do działania i jeszcze 20 grudnia 1860 r. legislatura stanu Karoliny Południowej podjęła decyzję o wystąpieniu z Unii (trzeba pamiętać że poszczególne stany posiadały wówczas prawo nullifikacji - czyli anulowania poszczególnych ustaw rządu federalnego, jeśli te godziłyby w interesy danego stanu), ale opuszczenie Unii było aktem ostatecznym.




"Unia zostaje rozwiązana" - jak alarmował na pierwszej stronie "Charleston Mercury" (z 20 grudnia 1860 r.). Południowcy z Karoliny nie godzili się na presję rządu federalnego i utrzymywanie (godzącej w nich samych) polityki ceł zaporowych. Ci kawalerowie (którzy sami twierdzili że pochodzą od angielskiej szlachty, która szukała schronienia w Nowym Świecie po przejęciu władzy w Anglii przez Cromwella w czasach krwawej wojny domowej z lat 1642-1651), nie zamierzali podporządkowywać się "jankesom" z Północy. Sielankowe życie elit Południa, zostało przedstawione chociażby przez Margaret Mitchell w jej powieści "Przeminęło z wiatrem" (potem zekranizowanej ze wspaniałymi rolami Clarka Gable i Vivien Leight z 1939 r.), czy w serialu z lat 80-tych pt.: "Północ-Południe" z Patrickem Swayze i Jamesem Readem. Faktem jest iż Południowcy uważali się nie tylko za lepszych od całej reszty "jankesów", ale i wręcz odrębnych od Północy i zasługujących na własne państwo. Co prawda wielcy właściciele ziemscy i producenci bawełny, tytoniu, cukru, ryżu i kukurydzy z południowych stanów, byli w znacznej mniejszości (podobnie jak szlachta w guberniach rosyjskich, czy w ogóle w Europie), w porównaniu do drobnych farmerów z Południa - ale stanowili lokalną elitę i jeśli coś im się nie podobało, byli w stanie niszczyć kariery i interesy tym, którzy w jakiś sposób odstawali od powszechnej normy (jak choćby gen. Ulissesowi Grantowi - który sprzeciwiał się niewolnictwu, za co lokalne elity zniszczyły mu wszystkie intratne biznesy). Rozmijały się też ze sobą cele polityczne elit Południa i Północy. Ci pierwsi dążyli do ekspansji na Meksyk i Karaiby, by stworzyć tam jedno wielkie amerykańskie imperium niewolnicze, natomiast elity Północy dążyły ku Kanadzie, pragnęły oderwać ją od Wielkiej Brytanii i przyłączyć do Unii.








Mimo to było wielu polityków, którzy wbrew tym odśrodkowym tendencjom, dążyli do utrzymania Unii za wszelką cenę i wygaszania wszelkich wewnętrznych sporów oraz waśni (Południe miało duże pretensje do Północy o politykę ceł zaporowych, częściowej utraty wpływów politycznych i to że "jankesi" traktują ten obszar jak swoją kolonię. Coroczne konwencje kupieckie południowych stanów, odbywające się od 1837 r. były jedną wielką krytyką działań rządu federalnego i stanów północnych. Notabene również Północ miała wiele pretensji, choćby o taryfy celne z 1833 r. przyznające Południu szereg udogodnień finansowych, nadreprezentację sędziów z Południa w Sądzie Najwyższym etc.). Polityka abolicjonistyczna, która pojawiła się na Północy, realnie nie miała na celu pomóc murzyńskim niewolnikom w poprawie ich położenia, a jedynie... dać kuksańca w nos Południowcom, którzy bronili niewolnictwa wręcz jak niepodległości, obawiając się że jego zniesienie doprowadzi wiele majątków do finansowej katastrofy i całkowitego bankructwa. Jankesi zaś kalkulowali w taki sposób - jeśli zniesiemy niewolnictwo, pojawią się setki tysięcy nowych tanich rąk do pracy, które będzie można wykorzystać (płacąc im zaniżone stawki) i zatrudniając w przemyśle. Politycy Północy (w tym sam Abraham Lincoln, który twierdził: "Nie popieram - i nigdy nie popierałem - koncepcji doprowadzenia jakimikolwiek środkami do równości społecznej i politycznej ras białej i czarnej (...) Nie jestem - i nigdy nie byłem - zwolennikiem przyznania Murzynom praw wyborczych, prawa do zasiadania w ławie przysięgłych czy stworzenia im możliwości zdobycia kwalifikacji do obejmowania urzędów; nigdy też nie opowiadałem się za tym, aby czarni zawierali małżeństwa z białymi. Dodam jeszcze że istnieje między rasą białą i czarną naturalna różnica, która, jak sądzę, nigdy nie pozwoli na to, aby żyły one w warunkach społecznej i politycznej równości") mieli na sprawy czarnoskórych  w ogromnej większości takie samo zdanie, jak plantatorzy Południa, poróżniła ich jedynie polityka finansowa i krajowa (państwa centralistycznego o dużych kompetencjach rządu federalnego - do czego dążono na Północy - a szczególnie co w programie wyborczym zapowiadała Partia Wigów, która była tutaj głównym spiritus movens, oraz do systemu decentralistycznego - zapewniającego stanom USA dużą wewnętrzną autonomię - czego też chciały stany Południa).

Aby ocalić Unię, jeszcze w 1850 r. Kongres przyjął dwie ustawy autorstwa sędziwego Henry'ego Claya. Pierwsza o przyjęciu Kalifornii (zdobytej w latach 1846/1847 podczas wojny z Meksykiem), jako nowego stanu, utworzenia terytoriów Nowy Meksyk i Utah (które z czasem miały wejść w skład Unii), gdzie niewolnictwo zostanie zniesione jedynie za zgodą lokalnej ludności wyrażoną w głosowaniu (gdyby jednak zagłosowano nad zniesieniem niewolnictwa, rząd federalny miał wypłacić właścicielom adekwatne odszkodowania), oraz rezygnacja Kongresu ze sprawowania kontroli nad międzystanowym handlem niewolnikami. Jednocześnie przyjęta została druga ustawa o "Zbiegłych niewolnikach", która czyniła ukłon w stronę Południa. Zezwalała ona właścicielom niewolników na aresztowanie zbiega bez nakazu sądowego, uchylała wobec zbiegłego niewolnika możliwość świadczenia we własnej obronie przed sądem oraz nakładała surowe kary dla tych, którzy ukryli lub dopomogliby takiemu zbiegowi w ucieczce. Poza tym złapany niewolnik (nawet jeśli zostałby schwytany w stanach północnych) musiał być zwrócony właścicielowi. Powodowało to, iż aby pomóc zbiegowi, należało się grupowo zaangażować i tak w 1851 r. abolicjoniści ze stanu Nowy Jork (z miasta Syracuse) dopomogli zbiegłemu niewolnikowi w ucieczce do Kanady, a w 1854 r. tłum ludzi w Bostonie napadł na budynek sądu, starając się uniemożliwić oddanie zbiegłego niewolnika do jego właściciela w Wirginii - próba ta jednak nie powiodła się. W tym samym czasie rozpoczęła się długoletnia wojna partyzancka (1854-1861) zwolenników niewolnictwa z abolicjonistami w stanach Kansas i Missouri. Takie między innymi konsekwencje spowodowało przyjęcie ustawy o "Zbiegłych niewolnikach" a pod wpływem tych nastrojów Harriet Beecher napisała swą sławną książkę: "Chata wuja Toma" (1852 r.), a pewien sfanatyzowany abolicjonista John Brown dopuścił się w dniach 16-18 października 1859 r. próby zajęcia federalnego arsenału w Harpers Ferry, który miał być początkiem powszechnego powstania czarnoskórych niewolników na Południu i wymordowania wszystkich białych właścicieli. Za ten czyn Brown został skazany na karę śmierci. Tak oto wyglądała sytuacja społeczno-polityczna w Stanach Zjednoczonych, w chwili gdy urząd prezydenta kraju obejmował (notabene niczym większym się wcześniej nie wyróżniający) Abraham Lincoln, który zaraz po swoim zaprzysiężeniu w marcu 1861 r. wypowiedział dość ciekawe polityczne prognozy o przyszłości Ameryki (o czym będzie w drugiej części). 





 CDN.
     

sobota, 7 lipca 2018

SPOŁECZEŃSTWO DAWNEJ RZECZYPOSPOLITEJ - Cz. I

CZYLI - "ZGODY NAM TRZEBA, 

PANOWIE BRACIA"





"Cnota szlachcicem czyni" - jak mawiano w dawnej Rzeczpospolitej Obojga Narodów. No właśnie, szlachta, naród szlachecki, który był sercem i duszą tamtego, potężnego polsko-litewskiego państwa, jaki był naprawdę? co było jego kwintesencją? z czego czerpał swą siłę? i jaką spuściznę zostawił kolejnym pokoleniom Polaków (a raczej Rzeczpospolitan), na te właśnie pytania postaram się odpowiedzieć w tym temacie. Nad kwestią szlachty i szlacheckości bowiem natworzyło się przez dziesięciolecia bardzo wiele mitów lub jawnych przekłamań, szczególnie w tym drugim prym wiedli komuniści. W czasach komuny w Polsce, źródłem wszelkiego zła, ciemnoty, zabobonu i wstecznictwa, była właśnie polska szlachta - gburowata, skorumpowana, skora do waśni i rozróby ("do szabel przyrośnięte pięści" - jak śpiewał w swej pieśni "Tradycja" - Jacek Kaczmarski), oraz myśląca jedynie o własnym interesie. Obraz ten jest oczywiście (jak wszystko co głosili komuniści) mocno przekłamany, ale należy też pamiętać, że po tzw.: "upadku komuny" w Polsce, poczęła się u nas pojawiać chęć, do całkowitej i zupełnie nierozsądnej zmiany podejścia do kwestii dawnej szlachty Rzeczypospolitej. Ponieważ komuniści mówili o tych czasach głównie źle, to teraz na odwrót - zaczęto wychwalać tamto społeczeństwo, nie dostrzegając jednocześnie jego mankamentów. Ja pragnę to wypośrodkować, pokazać siłę i walory szlachty polskiej, z której dziś powinniśmy czerpać przykład i przekazywać następnym pokoleniom, jak również jej wady - o których również musimy pamiętać, gdyż to one właśnie były jednym z czynników, które doprowadziły dawną Rzeczpospolitą do upadku.

To oczywiste, że to szlachta stworzyła tamto potężne polsko-litewsko-ruskie mocarstwo europejskie, które było ostoją tolerancji i wolności w ogarniętej wojnami religijnymi i absolutyzmem władców - Europie. To prawda, że szlachta była ostoją takich wartości, jak tolerancja religijna (Edwin Sandys, angielski polityk, tak oto pisał pod koniec XVI wieku w swym: "A Relation of the State of Religion" - "Relacja stanu Religii" - iż: "Wielka mnogość religii (...) zwłaszcza w Polsce, o której mówią przysłowiowo, że jeżeli ktoś utracił swoją religię, to niechaj jej poszukuje w Polsce, a znajdzie ją z pewnością. Jeśli nie, to będzie mógł uznać, że zniknęła ze świata"), wolność osobista i wolność słowa ("Nikogo nie uwięzim, przód wpierw nie pobijem go prawem" - czyli nikt nie zostanie uwięziony bez sprawiedliwego wyroku sądowego, oraz: "Aby Rząd Pospolity każdego był Doma"), oraz stała na straży prawa i ładu Rzeczypospolitej ("Jesteśmy wyborcami królów, a pognębicielami tyranów, króluj nam, nie panuj (...) Polska twoją matką i blaskiem twoim; kochaj ją, kochaj twoich poddanych, jeżeli chcesz zestarzeć się pomiędzy nami" - mowa, jaką wygłosił hetman Jan Zamojski do króla Zygmunta III Wazy, na sejmie w 1605 r.). To wszystko prawda, podobnie jak i to, że właśnie szlachta w ogromnej mierze przyczyniła się do upadku tamtego mocarstwa, które mogło z powodzeniem stać się prawdziwym europejskim imperium (nieznany z imienia francuski podróżnik, przebywający w Polsce, pisał w początku XVII wieku: "Gdyby Polacy zjednoczyli się w politycznej zgodzie - żaden kraj w Europie nie sprostałby ich potędze, a Azja i Grecja stałyby się ich łatwym łupem", podobnie zresztą pisali inni cudzoziemscy podróżnicy) i zaprowadzić w Europie prawdziwy Pax Polonorum.




Oczywiście nie było to możliwe, jako że szlachta Rzeczpospolitej była... totalnie pacyfistyczna. Zawsze starano się dążyć do zgody i pokoju, dlatego też sprzeciwiano się na sejmach planom wzmocnienia armii, lub dalekim podbojom (czy to Rosji czy Imperium Osmańskiego). Ten swoisty genetyczny wręcz pacyfizm, przejęli Polacy z tamtego, szlacheckiego społeczeństwa. Oczywiście pacyfizm ten nie zakładał nigdy zgody na tyranię czy zamordyzm, na rządy bezprawia lub tylko próbę zniszczenia tego, dostatniego świata, w jakim chcieliśmy żyć. Wówczas naród polski zamieniał się w prawdziwego bojowego wilka w ataku, w orła spadającego na zdobycz. Walka ta, była jednak elementem narodowej "wojny sprawiedliwej", czyli takiej, z której kosztami godzi się cały naród. Ale w narodzie naszym brak było zawsze konsekwencji i determinacji w ukończeniu raz rozpoczętego dzieła. Co z tego że wygrywaliśmy wspaniałe bitwy z (często kilkakrotnie liczniejszym) przeciwnikiem, skoro nie potrafiliśmy zakończyć wojny całkowitym zwycięstwem. Nie dlatego że nie mieliśmy siły czy środków do jej prowadzenia i wygrania, ale właśnie przez nasz genetyczny pacyfizm (jedna, góra dwie zwycięskie bitwy i pokój - taka była mentalność tamtych ludzi). Polacy są ludźmi, którzy nigdy nie potrafili przeprowadzić do końca żadnej rewolucji, zawsze początkowy zapał, zamieniał się u nas w końcu w pijanie koguta. W Europie Zachodniej lub w Rosji, zawsze wszelkie wystąpienia, czy to religijne, czy polityczne kończyły się stosami trupów, gwałtami i prześladowaniami przegranych, u nas... zupełnie inaczej, nawet jeśli dochodziło do wystąpień religijnych i politycznych, zawsze w końcu dążono do ogólnej zgody (przy czym pokonani otrzymywali przebaczenie i wspólnie się jednano). Nie było takiej klasycznej nienawiści, takiej, która wytworzyłaby jakiś inny system społeczno-polityczny (oczywiście na stosach trupów wcześniej pomordowanych). Żyło nam się (a raczej naszym szlacheckim przodkom) w naszym ojczystym Shire, niczym Hobbitom z Władcy Pierścieni.




Nie było u nas determinacji do tworzenia czegoś nowego, gdyż żyło nam się całkiem dobrze i wygodnie na naszym własnym podwórku (polska szlachta była niezwykle majętna, można wręcz powiedzieć że w XVI i XVII wieku prócz Osmańskiej Turcji nie było drugiego tak majętnego narodu w całej ówczesnej Europie, wielu cudzoziemskich posłów i podróżników opisywało to, co widziało na dworach szlacheckich Rzeczypospolitan, jak choćby włoski podróżnik Marescotti, który pisał: "Takiego przepychu, jaki panował u polskich panów nie widziano nigdzie. Cudzoziemiec sądził się przeniesionym we śnie do cudownych pałaców", oraz Francuzi Labourer czy d'Avaux). Było dobrze, bardzo dobrze, nasza kultura święciła triumfy za granicą (w Rosji oficjalnym językiem dworu kremlowskiego, aż do czasów panowania Piotra I Wielkiego czyli do końca XVII wieku, był właśnie język polski, podobnie zresztą jak w krajach od Dunaju po Estonię, Anglicy zawierali swoje umowy handlowe z Rosją w języku polskim, podobnie jak... Chińczycy, którzy również po polsku tworzyli traktaty pokojowe z carską Rosją). W Europie (szczególnie w Anglii) tamtejsi poeci i literaci, pisali swoje dzieła, kierując się polskimi dziełami literackimi (np. William Szekspir, którego twórczość według mnie jest wprost totalnie spisana z dzieł wcześniejszych polskich autorów - temat ten jest niezwykle ciekawy, jeśli zbiorę odpowiednio dużo do niego materiału, jeszcze o tym napiszę, bo sprawa wydaje się ewidentna). Moda polska dominowała w całej Środkowo-Wschodniej Europie. Nasi możni panowie, jednym podjazdem zajmowali księstwa i hospodarstwa mołdawskie, wołoskie, siedmiogrodzkie, po wielokroć podchodzono pod Moskwę, a nasi Kozacy pustoszyli brzegi Morza Czarnego i swymi atakami doprowadzali do paniki sułtanów w Konstantynopolu. I to wystarczało naszej szlachcie - było dobrze, za dobrze. A należy pamiętać że nic nigdy nie jest dane raz na zawsze.

Dziś potęga dawnej Rzeczpospolitej przeminęła, a Polacy są uważani za jeden z wielu "małych" narodów w Europie (tak przynajmniej o nas myślą na Zachodzie), oraz obywateli ubogiego Wschodu. Jaka zmiana prawda - niegdyś to Zachód przyjeżdżał do nas podziwiać potęgę i majętność, a dziś to nas mają za "ubogich krewnych"😀. A przecież w swych sławnych kazaniach sejmowych, ksiądz Piotr Skarga przestrzegał (początek XVII wieku) senatorów, posłów i szlachtę Rzeczypospolitej przed zbliżającą się katastrofą i postulował przeprowadzenie reform ustrojowych, pisał tak: "Utoną wolności wasze i w śmiech się obrócą (...) Ziemie, które się w jedno z Koroną zrosły, odpadną, zaginie język a Polak obróci się w obcy ród (...) Polska bez pana (...) stanie się poddanką tych, którzy dziś przed majestatem Rzeczypospolitej karki zginają (...) Polak wygnany, nędzny, wzgardzony, będzie nogami popychany, gdzie go wpierw poważano". Nie tylko Skarga, wielu innych też przestrzegało, jak choćby Jakub Zadzik: "Szaleje lud nasz, jak to już w starzejącej się Rzeczypospolitej; odrzuca zbawienne rady. Przyjdzie nam poddać się swojemu losowi", ale naród szlachecki, pomny swej wielkości i potęgi - nie słuchał zbawiennych rad i (jak śpiewał Jacek Kaczmarski: "Sejmy, sejmiki, wnioski, veto i nie oddamy praw o włos - ten tłum idący za lawetą, nieświadom co mu niesie los"), kroczył ku swej zgubie. Dziś historia się powtarza, ale nie u nas, tylko w państwach Zachodniej Europy, która, podobnie jak niegdyś Rzeczpospolita Szlachecka, kroczy ku katastrofie, ale takiej, jakiej nie znano tutaj od Renesansu. Europa dziś też odrzuca zbawienne rady, kroczy ku swej zgubie, ale może właśnie tam musi być, taka jest bowiem kolejność losów państw i narodów oraz boski plan dla nas na tym "łez padole". Najważniejsze aby umieć się podnieść z upadku. Jak bowiem pisał Stanisław Staszic: "Upaść może i naród wielki, zginąć tylko nikczemny".




Ale przyszedł XVIII wiek i ukazał się wówczas w całej pełni błędny upór "szlacheckiej braci". Rzeczpospolita stała się wówczas igraszką losu, "chorym człowiekiem Europy", niezdolnym nie tylko do prowadzenia jakiejkolwiek podmiotowej polityki, ale również do obrony własnej Niepodległości. I do tego również szlachta polska dołożyła swój udział. Cudzoziemscy posłowie i podróżnicy, którzy jeszcze wiek wcześniej wyrażali się z podziwem i strachem przed potęga Rzeczypospolitej, w XVIII wieku pisali wręcz z pogardą, (jak brytyjski dyplomata Nathaniel William Wraxall): "Magnateria do gruntu zdeprawowana, skorumpowana i wyzbyta patriotyzmu, jej wychowanie i obyczaje tłumią w niej wszelką iskrę cnót obywatelskich. Magnateria i szlachta zdradzała Ojczyznę za obce pieniądze na sejmach, jednocześnie uważając się za patriotów i twierdząc że tym samym ratują Ojczyznę. To było straszne, parszywe, podłe - brak słów. Kobiety zresztą wcale nie były lepsze, te oddawały się zagranicznym posłom i oficerom, wręcz tabunami, jak pisał Waldemar Łysiak: "Te księżniczki w jasnopapuzich robach, białonóżki w pończoszkach z przeźroczystej pokrzywki, z fryzurami piętrzącymi się jak morskie bałwany, wśród których wczepione w splot włosów okręciki ze złota i korali kunsztownie cyzelowane, te wieczne dziewice po stu kogutach, okładające twarz cielęciną dla regeneracji i nie rozstające się z grattoire (...) wyrabianymi za złota, kości słoniowej i drogich kamieni, te modlące się co niedzielę pobożnisie, które płacą naszyjnikami z pereł za stragan pomarańczy (po perle za owoc), choć nie muszą, ale taki mają gest (jak pani Kossakowska, która sypia z pacyfikującym Polskę generałem Kreczetnikowem), a nie wezmą do ust herbaty jeżeli nie zagotowano jej na węgielkach sprowadzonych z Londynu, gdy plebs żre chleb z kory i żywi się tłuszczem skapującym ze świec podczas pańskich iluminacji (zbyt wiele mąki idzie na puder, by prostak mógł marzyć o codziennym chlebie) - czymże uniewinnią swoją zdradę, bo ptasiej etyki i motylej moralności nie muszą. Zapewne "nie było nic lepszego do roboty", a że robili to prawie wszyscy... To już zbiorowa psychoza". 




Tak, to prawda! To była zbiorowa psychoza powszechnej zdrady, szlachta XVIII wieku dostała małpiego rozumu i uznała że stan niemocy Rzeczypospolitej jest najlepszym z możliwych, gdyż gwarantuje bezpieczeństwo ("słabego nikt się nie boi i nikt go nie będzie atakować" - jak kalkulowano). Ale i tutaj od razu należy dodać, że to właśnie ta sama szlachta, która masowo zdradzała Ojczyznę, upominając się o zagraniczne pieniądze (choć ich nie potrzebowała, ale pobierała je dla zabawy, a Ojczyznę też zdradzała z... nudów. Po prostu większość szlachciurów na pytanie dlaczego sprzedają się obcym dworom, odpowiadała: "Bo i tak nie mam nic lepszego do roboty"), ta sama szlachta, pogrążona w upadku i rozpuście, potrafiła się otrząsnąć i podjąć próbę ratowania upadającego kraju. To właśnie polska szlachta opracowała pierwszą, nowoczesną, europejską konstytucję, zwaną (od daty ogłoszenia) Konstytucją 3 Maja (1791 r.). Państwo i ustrój został totalnie przemodelowany, wprowadzono chociażby dziedzictwo tronu królewskiego oraz stałą armię. Ale było już za późno, gdyż kontrolująca stosunki w Rzeczypospolitej od 1717 do 1788 r. Rosja, w żaden sposób nie mogła się zgodzić na wybicie się Polski na niepodległość, gdyż niepodległość Polski, była równoznaczna z upadkiem międzynarodowej pozycji Rosji. Początkowo wprowadzano w plan taktykę carycy Katarzyn II, która (w jednym z listów do swego ambasadora w Warszawie - Nikołaja Repnina) pisała: "Nie można zaanektować ich państwa, bo trzeba byłoby się dzielić z Prusami, Austrią, Turcją i Bóg wie jeszcze z kim. Po drugie nie można tego zrobić od ręki, gdyż są to znakomici żołnierze, a cały naród, gdy otwarcie zagrożony, przypomina wściekłego wilka w nagonce. Zbyt dużo by to kosztowało. Należy więc zdemoralizować ich do szpiku kości (...)
 Rozłożyć ten naród od wewnątrz, zabić jego moralność (…) Jeśli nie da się uczynić zeń trupa, należy przynajmniej sprawić, żeby był jako chory ropiejący i gnijący w łożu (…), wszczepić zarazę, wywołać wieczną anarchię i niezgodę (…), skłócić tak, aby się podzielili i szarpali, ogłupić i zdeprawować, zniszczyć ducha, doprowadzić do tego, by przestali wierzyć w cokolwiek oprócz mamony i pajdy chleba. Przyjdzie czas gdy sami sprzedadzą swój kraj, sprzedadzą go jak najgorszą dziwkę".

Gdy okazało się, że Polacy nie tylko nie zamierzają już sprzedawać się Rosji i gdy przyjęli prawa, umożliwiające narodowe odrodzenie i wybicie się na prawdziwą Niepodległość, caryca Katarzyna nie mogła tego zostawić i w 1792 r. wybuchła wojna polsko-rosyjska. Wojna ta, została przegrana, ale nie na froncie, nie w bitwach, ale w komnatach królewskich w Warszawie. Bowiem król Stanisław August Poniatowski (niegdyś kochanek carycy Katarzyny), obawiał się jej gniewu i konsekwencji, jakie spowoduje przeciągająca się wojna i... przystał na kapitulację. Kapitulację, pomimo walczącego na froncie wojska. To była kolejna zdrada, tym razem jednak dokonana przez człowieka, który od samego początku (od chwili kiedy Katarzyna II umieściła go na polskim tronie w 1762 r.) był jedynie rosyjską marionetką - swoistą matrioszką, niczym innym. To on właśnie - syn szlacheckiego narodu, przypieczętował upadek dawnej Rzeczypospolitej i jej II Rozbiór (1793 r. pomiędzy dwa państwa - Rosję i Prusy). Po III Rozbiorze (1795 r.) z udziałem Austrii, Polska, niegdyś "Najpotężniejsza twierdza Europy" i jej "Sklepienie", została wymazana z mapy świata. Upadek Niepodległości (a co za tym idzie wolności i swobód), spowodował otrzeźwienie się szlachty z owego marazmu bezsiły i głupoty. Trzy państwa zaborcze - Rosja, Prusy i Austria, stały teraz we wzajemnym sojuszu, który miał nigdy nie dopuścić do odrodzenia się państwa polskiego, a tymczasem młodzi ludzie z dawnej Rzeczypospolitej (oczywiście również głównie pochodzenia szlacheckiego), wyjeżdżali na Zachód, bo tam, rewolucyjna Francja toczyła swe boje na śmierć i życie z owymi krajami zaborczymi. We Włoszech, u boku młodego oficera Napoleona Bonaparte, zaczęły się formować Legiony Polskie, które miały przynieść Ojczyźnie niepodległość. 

Tamte walki jednak wówczas jeszcze owej niepodległości nie przywróciły (choć pamięć tamtych wydarzeń przetrwała w drugiej zwrotce polskiego hymnu narodowego: "Przejdziem Wisłę, przejdziem Wartę,Będziem Polakami. Dał nam przykład Bonaparte, Jak zwyciężać mamy". Następnie u boku Cesarza Napoleona, rozgromiliśmy najpierw Prusaków (1806-1807) a następnie Austriaków (1809 r.). Powstała namiastka dawnej Rzeczpospolitej - Księstwo Warszawskie, ale powszechnie wiedziano że jest to stan tymczasowy, teraz należy tylko rozbić Rosję. Plany rozbicia Rosji i podzielenia jej na małe części, opracował jeszcze ulubiony oficer Napoleona, jego adiutant Antoni Sułkowski (też polski szlachcic), ok. 1797 r. Ale w 1812 r. podczas ataku na państwo carów (owe "więzienie narodów"), Napoleon nie posłuchał próśb księcia Józefa Poniatowskiego, który radził, aby odpuścić sobie marsz na Moskwę, której zdobycie (prócz efekty propagandowego) niczego by nie wniosło do ostatecznego wyniku wojny. To nie Moskwa miałaby być celem ataku (zresztą atak na to tę dawną rosyjską stolicę, musiałby spowodować rozciągnięcie się linii aprowizacyjnych i komunikacyjnych na ogromnym froncie, który zaś mógłby zostać łatwo przerwany przez Rosjan, a zamknięta w Moskwie Wielka Armia napoleońska, musiałaby w końcu się stamtąd wycofać - co też się stało). Celem powinna być... Ukraina. Należało po prostu "odkroić ziemie ukraińskie od Rosji i przyłączyć je do odradzającej się Rzeczpospolitej. Taki krok, musiałby spowodować radykalną zmianę rosyjskiego planu wojennego, który był planem "na wyczerpania". Rosjanie w takiej sytuacji nie mogliby już czekać z atakiem, tylko musieli uderzyć, gdyż utrata Ukrainy, sprowadzałaby Rosję do rzędu poślednich, niewiele znaczących państw azjatyckich, i wypierałaby ją z Europy. Car Aleksander I i rosyjski sztab generalny musiałby wówczas zdecydować się za decydujące starcie na ziemiach dawnej Rzeczypospolitej. Starcie, którego notabene... nie mógł wygrać. Dlaczego? Otóż gdyby Wielka Armia napoleońska, nie przeszła morderczego szlaku na Moskwę, nie straciłaby tyle energii i środków, jakie były jej udziałem w rzeczywistości. Poza tym, zasilone nowymi poborami i odrodzone Wojsko Polskie, byłoby siłą dorównującą armii francuskiej, a takiej przewagi Rosjanie (którzy ulegali mniej liczniejszej armii napoleońskiej w bitwach) nie mogli wygrać. Wojna byłaby wygrana - zwycięstwo pewne - Rzeczpospolita odrodzona - Rosja upokorzona, rozbita i cofnięta do Azji - Cesarz Napoleon zwycięski. Ale, ten jeden błąd - marsz na Moskwę wszystko przekreślił - ten jeden cholerny błąd!




Upadek Napoleona doprowadził dopiero do wytworzenia się jego mitu (można powiedzieć że ów człowiek naprawdę podbił świat dopiero po swej śmierci, Puszkin pisał np. o Napoleonie tak: "Chwała mu za to, że jako swą spuściznę przekazał ideę wolności całemu światu", Mickiewicz: "Od czasów Jezusa nikt nie zrealizował na Ziemi więcej niż on", Nipperdey: "Na początku był Napoleon", Chateaubriand pisał o Napoleonie jako o: "najpotężniejszym duchu jaki kiedykolwiek ożywiał powłokę cielesną"  Balzac stwierdził: "Człowiek, który był najpiękniejszą władzą, jaką znam", a mieszkańcy Wietnamu i Birmy, opowiadali sobie o: "świętym królu Napoleonie, zesłańcu Niebios", zaś Meksykanie i Kolumbijczycy mawiali: "Napoleon Gran Hombre"), choć Polacy wiernie walczyli do końca u boku umiłowanego Cesarza (w bitwie pod Waterloo, oraz jako jedyni cudzoziemcy, byli wtajemniczeni w plany porwania Napoleona z wyspy św. Heleny). Potem przyszły czasy Powstań Narodowych, które jednak kończył się (z rożnych przyczyn) klęskami. Tam również (głównie) młodzież szlachecka uczestniczyła w tych walkach, starając się odpokutować krwią i poświęceniem grzechy swych przodków.


POWSTANIE STYCZNIOWE
(1863-1864)

0:05 - "WYDAWAŁO SIĘ ŻE DRAGONI NICZEGO NIE POTRAFIĄ DOKONAĆ, A TU OKAZAŁO SIĘ ŻE TO ONI ZAKOŃCZYLI WOJNĘ W TYM KRAJU"

"CO TO ZNACZY ŻE WOJNA SIĘ SKOŃCZYŁA?"

"TO ZNACZY, ŻE TEN OTO DOWÓDCA DRAGONÓW, POJMAŁ OSTATNIEGO POWSTAŃCZEGO WODZA"

"A GENERAŁ BOSAK?"

"GENERAŁ BOSAK? SIEDZI GDZIEŚ PEWNIE W AUSTRIACKIM CHLEWIKU, AWANSOWANYM NA CK ARESZT"

"TO NIEPRAWDA. TO WSZYSTKO NIEPRAWDA"

"JESTEŚMY OFICERAMI IMPERATORA, OŚMIELASZ SIĘ ZARZUCAĆ NAM KŁAMSTWO?"

"TAK, OŚMIELAM SIĘ, OŚMIELAM! JAK PANU NIE WSTYD NOSIĆ TEN MUNDUR?PAN JEST POLAKIEM! (...) PRECZ, TO JEST MÓJ DOM, MÓJ KRAJ, NIEDŁUGO PRZYJDĄ ZZA WISŁY NOWE KORPUSY GENERAŁA BOSAKA I ZNOWU WSZYSCY POLACY PORWĄ SIĘ DO BRONI I NIE ZOSTANIE TU NIKT Z WAS"
 
  
   
              
 Ostatnie wielkie Powstanie, zwane Powstaniem Styczniowym, wybuchło w 1863 r. i trwało ponad rok. W tym samym czasie w Stanach Zjednoczonych również trwała krwawa wojna domowa, zwana Secesyjną (w której, po obu zresztą stronach konfliktu, także walczyło wielu Polaków).


 



Ta amerykańska wojna była krwawym doświadczeniem wewnętrznej niezgody, jednak nie było tak, że toczyła się ona o zniesienie niewolnictwa na Południu USA (jak dziś głosi wszelkie liberalne lewactwo), zresztą sam Abraham Lincoln był zwolennikiem niewolnictwa (potem to się zmieniło ze względów politycznych i propagandowych). Wojna ta miała podłoże gospodarcze, ale nie o tym tutaj. Chciałbym jedynie stwierdzić, że w trzydzieści lat po zakończeniu Wojny Secesyjnej, gdy Stany Zjednoczone szykowały się na wojnę z Hiszpanią (1898 r.) orkiestry wojskowe grały pieśni wojenne oby walczących wcześniej stron (w tym moją ulubioną "Dixie's Land") - Północy i Południa, aby szybciej zjednoczyć podzielony naród. Tymczasem u nas, kraj wciąż był rozdarty na trzy zaborcze potęgi - carską imperialną Rosję, zjednoczone w 1871 r. przez Prusy Niemcy, oraz Cesarsko-Królewską Monarchię Austro-Węgierską. Kolejne pokolenie, dzieci Powstańców Styczniowych, nie myśleli już o wojnie orężnej, a raczej o bogaceniu się i zdobywaniu środków na wojnę ekonomiczną z zaborcami (głównie z Rosją, która była zalewana lepszymi produktami z Kongresówki, czyli tej części dawnej Rzeczpospolitej, która została włączona do Rosji). Oczywiście pielęgnowano dawne tradycje szlacheckie, śpiewano pieśni patriotyczne, odmawiano modlitwy w kościołach po polsku, ale głównie skupiano się na tworzeniu potęgi gospodarczej rodu i kraju poprzez produkcję i handel (otwierano nowe fabryki, kopalnie, rafinerie, zakłady przemysłowe, banki etc. etc.). 







Ich potomkowie zaś, bardziej przypominali dziadków, niż rodziców, bowiem zaczęli angażować się w konspirację niepodległościową, przygotowywali się w strzelaniu z karabinów i pistoletów na kursach strzelniczych organizowanych np. przez Towarzystwo Gimnastyczne "Sokół" czy też zdobywali swoje pierwsze szlify w harcerstwie. W 1914 r. ci dwudziesto, dwudziestopięcioletni młodzieńcy, doczekali się wybuchu jednej z największych wojen w dziejach Ludzkości - I Wojny Światowej. Wojna ta jednak była (przez świadome czynu niepodległościowego) społeczeństwo polskie, wyczekiwana z nadzieją, gdyż tylko po jej wybuchu można było na nowo odrodzić Polskę z niewoli i zerwać zaborcze kajdany. W sierpniu 1914 r. wojna wybucha i wnukowie Powstańców Styczniowych (którzy to byli dziećmi Powstańców Listopadowych 1830-1831, a ci z kolei byli dziećmi Legionistów Polskich i żołnierzy Wojska Polskiego, walczącego u boku Cesarza Napoleona Wielkiego - każde więc pokolenie Polaków, prócz jednego, urodzonego po 1864 r. miało swoją wojnę o Niepodległość Polski). Pięć pokoleń cierpiało w niewoli przez głupotę swych przodków - piąte pokolenie wywalczyło Niepodległość (swym poświęceniem, zdrowiem i życiem) i zbudowało naszą Najjaśniejszą Ojczyznę, zniszczoną potem przez totalitarnych bandytów - hitlerowskie Niemcy i sowiecką Rosję


NAJDUMNIEJSZA Z POLSKICH PIEŚNI

"MY, PIERWSZA BRYGADA"
("ŻOŁNIERSKA GROMADA, NA STOS, RZUCILIŚMY, NASZ ŻYCIA LOS, 
NA STOS, NA STOS")



Odrodziła się Rzeczpospolita - powstała z mroku dziejów, wyrwana z niego w ostatniej chwili. Należy tutaj jednak dodać, że odrodzenie Polski (jak i innych krajów Europy Środkowo-Wschodniej) było jednym z celów prometejskiej konspiracji, która (od czasów Sułkowskiego) działała konsekwentnie w celu rozbicia Rosji. W 1917 r. udało się owej prometejskiej konspiracji (w połączeniu z innymi siłami zewnętrznymi) doprowadzić zarówno do wybuchu w Rosji rewolucji, jak i jednocześnie do wejścia do I Wojny Stanów Zjednoczonych, co było niezwykle ważnym krokiem na drodze odbudowania dawnej Rzeczpospolitej. Józef Piłsudski - kontynuator myśli Sułkowskiego, konsekwentnie dążył do "rozbicia Rosji", aby to osiągnąć, musiała w tym kraju wybuchnąć krwawa rewolucja, która zmiotłaby dotychczasową, carską władzę, i to się stało (Piłsudski - również szlachcic, już w 1915 r. mówił coś, co nie do końca było jasne, dla jego towarzyszy broni, a mianowicie: "Rewolucja w Rosji mi się spóźnia"). Rosja miała zostać rozbita i pogrążona w anarchii, a jednocześnie do I Wojny miały wejść Stany Zjednoczone, które doprowadziłyby do klęski Państw Centralnych, czyli Niemiec i Austro-Węgier, bowiem ich zwycięstwo nad Rosją, nie gwarantowałoby niepodległości Polski - oni też musieli przegrać, i przegrali... wszyscy zaborcy dawnej Rzeczypospolitej w 1918 r. przegrali, upadli i skapitulowali. 

Prometejska konspiracja odniosła duży sukces, ale (co bardzo ważne) tworzona była przez dziesięciolecia i dlatego w końcu odniosła sukces. Teraz to odrodzone państwo czekała jeszcze wojna na śmierć i życie z owym potworem, który się wykluł w Rosji (a który był konieczny, aby mogła odrodzić się Niepodległa Polska) - z bolszewickim Mordorem. Ale, podobnie jak we "Władcy Pierścieni", armia bolszewickiego Mordoru została zniszczona, stojąc pod Warszawą, przez manewr oskrzydlający Józefa Piłsudskiego, wyprowadzony znad rzeki Wieprz. 






Dzięki tej i kolejnej wielkiej bitwie (nad Niemnem, obie stoczone w 1920 r.), armia sowiecka przestała istnieć, a Lenin musiał prosić o pokój. Ocalona została nie tylko Polska (na prawie dwadzieścia lat), ale cała Europa, która w przypadku polskiej klęski, znalazłaby się pod bolszewickim butem (Europa była osłabiona krwawą I Wojną Światową, a żołnierze totalnie zmęczeni długimi walkami i niesamowitymi stratami, nie mówiąc o efektach psychologicznych tej wojny, po której zdrowi mężczyźni, jeśli wracali do swych domów, to byli strzępami człowieka, kompletnie fizycznie i psychicznie rozbitymi). Ale to wystarczyło aby odrodzić państwo, natchnąć go nową mocą i wiarą w sukces Niepodległej Ojczyzny - i to się udało, również potomkom tej dawnej szlachty. Bardzo ciekawe są opowieści o oficerach Wojska Polskiego, którzy zachowywali się w dość ekstrawagancki sposób (np. gen. Bolesław Wieniawa-Długoszowski, pewnego razu, będąc w wykwintnej warszawskiej restauracji, rozebrał się do bielizny i wskoczył do wielkiego akwarium, które stało w sali, a gdy właściciel wezwał policję, gdyż Wieniawa nie chciał wyjść, ten z uśmiechem rzekł zdębiałym policjantom, że tera podlega... policji morskiej. Wiele było takich smaczków, postaram się je również umieścić opisując dawną szlachtę Rzeczypospolitej - tych, którzy stworzyli imperium, by potem doprowadzić je do upadku, a następnie... znów wynieść je ku wielkości.  
  




ACT 447 IS NOT APPLICABLE AND NEVER

WILL APPLY TO POLAND



 CDN.
 

sobota, 30 czerwca 2018

RUSYFIKACJA I DE-RUSYFIKACJA POLSKI - Cz. I

CZYLI JAK TO ROSJANIE PRÓBOWALI

ZAMIENIĆ POLAKÓW W (INNYCH)

RUSKICH I JAK W ODRODZONEJ

RZECZPOSPOLITEJ WSZELKIE TEGO

TYPU PRZEJAWY USUWANO


Rusyfikacja Polski była procesem dość długim i rozłożonym na dekady. Oczywiście nie zaczęła się od razu po utracie Niepodległości w 1795 r., gdyż wówczas państwu rosyjskiemu wystarczało poparcie nielicznych polskich elit politycznych, w ramach jednego państwa i wspólnej (szlacheckiej) klasy społecznej. Ta pierwsza utrata wolności, trwała 12 lat, do czasu odbudowy namiastki dawnej Rzeczpospolitej przez Cesarza Napoleona Wielkiego, pod nazwą Księstwa Warszawskiego. Był to twór w założeniu tymczasowy, który powstał tylko i wyłącznie na mocy porozumienia Napoleona z carem Aleksandrem I, zawartego 7 lipca 1807 r. w Tylży. Car bowiem nie godził się na odtworzenie państwa, pod nazwą "Polska", ani też nie wyrażał zgody na odbudowanie monarchii, dlatego też (aby zachować pokój), przyjęto kompromisową formę "Księstwo Warszawskie". Dla obu jednak stron - Napoleona i Aleksandra, było jednak wiadome, że jest to rozwiązanie tymczasowe. Rosjanie, którzy od 1807 r. byli sojusznikami Napoleona, mieli nadzieję iż Jego wojna z Austrią (1809 r.) zakończy się zajęciem Księstwa i jego likwidacją, jednak dzięki bohaterskiej obronie w wielkiej (choć nierozstrzygniętej) bitwie pod Raszynem 19 kwietnia 1809 r. książę Józef Poniatowski, wycofał się, zawierając najpierw z Austriakami umowę, na zajęcie przez nich Warszawy (z zachowaniem nietykalności mieszkańców miasta), a sam... ruszył z wojskiem na południe, zajmując dawne polskie tereny, zdobyte przez Austrię po III rozbiorze Polski.

 Zwycięstwo Napoleona w bitwie pod Wagram (5-6 lipca), przekreśliło jakiekolwiek austriacko-rosyjskie plany zajęcia ziem Księstwa Warszawskiego, zaś po pokoju w Schönbrunn (14 października 1809 r.), tereny Księstwa powiększyły się o zdobycze Poniatowskiego (jednak bez Lwowa, zajętego przez Wojsko Polskie 28 maja 1809 r.). Rozszerzenie granic Księstwa Warszawskiego, nie było po myśli rosyjskiej, dlatego też na przełomie 1810/1811 r. rozpoczęto w Rosji wielkie przygotowania do wojny z Polakami i Napoleonem, które nosiły kryptonim: "Wielikoje Dieło". I może naszą opowieść o rusyfikacji ziem polskich, zacznijmy właśnie od tego momentu:   


 II WOJNA POLSKA
PRÓBA ODTWORZENIA DAWNEJ RZECZPOSPOLITEJ PRZEZ CESARZA NAPOLEONA WIELKIEGO
(1812 r.)





 "STARA FRANCJA OPLUŁA SIĘ I ZHAŃBIŁA, PRZYPATRUJĄC SIĘ Z PODŁĄ BEZCZYNNOŚCIĄ ZAGŁADZIE TAKIEGO KRÓLESTWA, JAK POLSKA. POLACY BYLI ZAWSZE PRZYJACIÓŁMI FRANCJI I JA BIORĘ NA SIEBIE OBOWIĄZEK ICH POMSZCZENIA. DOPÓKI POLSKA NIE ZOSTANIE ODBUDOWANA, NIE BĘDZIE TRWAŁEGO POKOJU W EUROPIE. CIERPLIWOŚCI!"

 OSOBISTY SEKRETARZ NAPOLEONA - LUDWIK ANTONI de BOURRIENNE, ZANOTOWAŁ W SWYM PAMIĘTNIKU TAKĄ OTO WYPOWIEDŹ CESARZA O POLSCE


5 maja 1921 r. w setną rocznicę śmierci Napoleona Bonaparte na wyspie św. Heleny, na Placu Napoleona w Warszawie (po II Wojnie Światowej noszącym nazwę Placu Powstańców Warszawy), w obecności Naczelnika Państwa - Józefa Piłsudskiego, odsłonięto pomnik Cesarza. Z tej okazji Naczelnik Piłsudski wygłosił przemowę tej oto treści: ""Żołnierze! Pod dowództwem Napoleona niegdyś walczyli nasi dziadowie i pradziadowie, którzy ze czcią przed nim, jako najwyższym wodzem, skłaniali swe sztandary. I dziś dla uczcze­nia pamięci największego żołnierza i najlepszego nauczyciela żołnierzy niech wszędzie prawe serce żołnierskie silniej dla niego zabije, niech przed jego potężnym duchem skłonią się polskie sztandary, niech dla jego sławy zagrzmią pożegnalne salwy". Pomnik ten co prawda wkrótce potem został rozebrany, ale 3 maja 1923 r. (w 132 rocznicę uchwalenia pierwszej w Europie nowożytnej polskiej Konstytucji), ustawiono nowy postument, tym razem naprzeciw Wyższej Szkoły Wojennej na ulicy Koszykowej 79 w Warszawie. Był to widomy przykład przywiązania Polaków do Cesarza Francuzów i do Jego roli w próbie odbudowy niepodległego państwa polskiego. Polacy zawsze byli bardzo pronapoleońscy (i profrancuscy), niektórzy twierdzili nawet że byliśmy "bardziej napoleońscy od Francuzów". Nie można się temu jednak dziwić, tym bardziej że Cesarz rzeczywiście uczynił potężny krok (jako jedyny polityk Europy Zachodniej), aby sprawa polska nie zniknęła z politycznej mapy Europy. Historyk Jerzy Łojek tak pisał o Napoleonie: "Napoleon zrobił w końcu dla Polski więcej niż jakikolwiek inny mąż stanu Europy i świata (...) Gdyby nie Napoleon przez cały XIX wiek obowiązywałaby konwencja rosyjsko-prusko-austriacka z 15/16 stycznia 1797 r. o wytarciu na zawsze imienia Polski z jakichkolwiek aktów publicznych i prawno-państwowych".


 W SERIALU "PRZEPROWADZKI" SĄ RÓWNIEŻ ODNIESIENIA DO DAWNEJ WALKI POLAKÓW U BOKU CESARZA NAPOLEONA (3:40)

 ROK 1920 - "NOCNIK PANNY AGATY TURSKIEJ"



Niewielu jednak wie, że Cesarz ocalił również przed zniszczeniem i inne państwo, nie leżące bynajmniej w Europie. Były to Stany Zjednoczone Ameryki. Amerykański historyk (i polityk) Patrick J. Buchanan, tak oto przedstawia przetrwanie USA dzięki Cesarzowi Napoleonowi: "Oddziały brytyjskie wygrywały (w 1812 r.), spaliły Biały Dom, Kapitol i Ministerstwo Skarbu. Gdyby nie przemożne pragnienie Brytyjczyków, by zakończyć wojnę ze Stanami Zjednoczonymi i skoncentrować się na Napoleonie, młode państwo mogło nie przetrwać". Wielkie zasługi otrzymały od Napoleona również poszczególne kraje niemieckie, jak Badenia czy Westfalia, które przyspieszyły narodziny niemieckiej świadomości narodowej (no cóż, w tym przypadku akurat nie wiem czy wyszło to Europie na plus, swoją drogą ostatnio usłyszałem taki dowcip, odnośnie obecnego Mundialu w Rosji, że Niemcy po raz ostatni odpadli z Mundialu w 1938 r., a w 1939 r. Niemcom odbiło), a także księstwo Liechtenstein. Wróćmy jednak do Polski. Po latach, już na św. Helenie Napoleon wyznał iż: "Jedynym moim celem wojowania z Rosją, było odbudowanie Królestwa Polskiego", które miało obejmować prócz ziem polskich, zajętych w rozbiorach przez Prusy i Austrię, również tereny całej Litwy, Podola oraz Ukrainy". I rzeczywiście, realnie patrząc Napoleon nie miał w zasadzie żadnego innego interesu do wojny z Rosją, niż kwestia polska, i gdyby nie to, zapewne bardzo szybko dogadałby się z carem na podział Europy pomiędzy strefy wpływów. Ale owo "Sklepienie Europy" - jak Cesarz zwał Polskę, nie pozwalało mu na to. Jego sekretarz, przytoczony wyżej Bourrienne, tak pisał w swoich pamiętnikach o Napoleonie: "Wciąż miał na sercu pomszczenie rozbiorów Polski, ja sam odbyłem z nim chyba ze dwadzieścia tyczących tej kwestii rozmów". 




Wielu jednak polskich polityków owego okresu, miało mu za złe, że poprzestał tylko na stworzeniu kadłubowego Księstwa Warszawskiego i nie "poszedł na całość". Ale Bonaparte nie mógł w owym 1807 r. pójść na całość, bowiem groziło mu (w przypadku przedłużania wojny) również wystąpienie Austrii, która w połączeniu z Rosją i (pokonanymi ale wciąż istniejącymi) Prusami, byłaby bardzo poważnym przeciwnikiem. Dlatego też nie miał wyboru i musiał przystać jedynie na stworzenie małego Księstwa Warszawskiego. Tak to tłumaczył w rozmowie z hrabią Stanisławem Małachowskim: "Drogi hrabio, grałem w "dwadzieścia jeden". Dobrałem dwadzieścia i musiałem zatrzymać się na tym". No cóż, gen. Wielhorski słusznie stwierdził, pisząc w liście do Józefa Wybickiego o Księstwie Warszawskim i celach Napoleona: "Powinniśmy dawnego polskiego trzymać się przysłowia - darowanemu koniowi nie zaglądaj w zęby". Było wiadomo że Polska nie zostanie odtworzona w pełnych swych granicach, dopóki nie zostanie pokonana carska Rosja, ale Napoleon nie chciał wojny jako takiej, jednak gdy z początkiem 1811 r. uzyskał informacje ze Rosja szykuje się do wielkiej ofensywy (której celem minimum miało być zajęcie ziem polskich, a celem maksimum dotarcie do Paryża), stwierdził (15 sierpnia 1811 r.) w rozmowie z ambasadorem rosyjskim w Paryżu - Kurakinem: "aż pięć dywizji wycofaliście z armii naddunajskiej, by je pchnąć nad granice Polski! Znam wasze podstępy! (...) Nie jestem tak głupi, by przypuszczać, że wam chodzi o Oldenburg, o takie coś nikt bić się nie będzie! Wiem dobrze, o co wam chodzi - o Polskę!! (...) Przesyłacie mi tu różne plany dotyczące Polski. Otóż wiedzcie, że nie dam tknąć jednej wsi, jednego młyna, jednej piędzi polskiej ziemi, choćby nawet wasze wojska stały na wzgórzach Montmartre!!!", zaś ambasadorowi Francji w Petersburgu, polecił przekazać iż: "Musiałyby wojska rosyjskie przyprzeć nas do Renu, żebym zniósł taką hańbę jak oddanie choćby jednego powiatu polskiego! To jest zasada, i to jest kwestia honoru (...) Nie dajcie carowi cienia nadziei że będzie mógł tknąć Polskę". 

Takim był cesarz Napoleon, a Jego przeciwnik - car Aleksander I, jakim był w odniesieniu do Polski i Polaków? Dziś przytacza się opinie, iż nie był wrogiem naszego narodu (w porównaniu z jego poprzednikami i następcami to naprawdę wypada dość dobrze), miał ponoć stwierdzić: "Rozpocznę wojnę z Francją, dopiero wówczas, gdy wesprą nas Polacy. Przy ich udziale odniesiemy sukces, bo cesarz Francuzów nie ma tu wystarczającej liczby wojsk", oraz wielokrotnie miał zapewniać swój przyjazny stosunek do Polski, jak choćby w kwietniu 1814 r.: "Dwa narody sąsiedzkie, bliskie obyczajami i mową, raz złączone winny się pokochać na zawsze". Były to jednak puste deklaracje, które car odrzucał, gdy tylko wystąpiły ku temu sprzyjające uwarunkowania polityczne (np. w 1805 r. w Puławach, był witany radośnie, gdy zapowiedział zjednoczenie Polski i wyparcie Prusaków, po czym wkrótce - jeszcze w tym samym roku - zawarł sojusz z Fryderykiem Wilhelmem III i... oddał mu listę wszystkich Polaków, którzy w Puławach złorzeczyli na Prusy. Ci ludzie, będący w większości poddanymi pruskimi, zostali potem aresztowani i spadły na nich ostre represje władz pruskich. Kolejnym razem, gdy w 1815 r. nadał Królestwu Polskiemu konstytucję - bardzo liberalną - szybko w kolejnych latach zaczął ją łamać, wprowadzając np. cenzurę i nie zwołując sejmu, oddając przy tym całą władzę w ręce swego namiestnika w Polsce, którym był carski brat, sadysta i gbur - wielki książę Konstanty Romanow. W 1822 r. został aresztowany major Walerian Łukasiński, który założył organizację niepodległościową, pod nazwą Narodowe Towarzystwo Patriotyczne. Łukasiński został publicznie zdegradowany, po czym skazany na 9 lat pobytu w twierdzy - car zmniejszył mu wyrok o 2 lata. Jednak nigdy już, aż do swojej śmierci nie wyszedł z wiezienia. W 1830 r. został przewieziony do Petersburga i osadzony w tamtejszej Twierdzy Pietropawłowskiej, w której przebywał do końca życia, zmarł w 1868 r. przy czym przez 31 lat trzymany był w celi piwnicznej więzienia, bez okien i podłogi. Tak oto wyglądały carskie słowa dane Polakom).                 
 
 Niektórzy twierdzą, że Napoleon zapałał miłością do Polski, dopiero w czasie romansu z szambelanową Marią Walewską - no cóż, wielokrotnie pisałem już że to wierutna bzdura. Po pierwsze, Cesarz nie znosił kobiet, które zbytnio wtrącały się do polityki (wielokrotnie się na nich sparzył, jak choćby na madame de Steal), dlatego też nie pozwalał ani swym żonom, ani kochankom zajmować się sprawami polityki, uważając iż: "państwa upadają, gdy rządzą nimi kobiety", poza tym mawiał: "To prawda że ponad wszystko nienawidzę kobiet manipulatorek. Jestem przyzwyczajony do dobrych, łagodnych i litościwych". Nigdy więc nie zaakceptowałby u swego boku kochanki, która co jakiś czas powtarzałaby: "Sire, a Polska?" Jest to wymysł zarówno ludzi współczesnych (którzy stręczyli panią Walewską Napoleonowi, niczym prostytutkę), jak i późniejszych pokoleń, które uwierzyły w romantyczną wizję miłości wielkiego człowieka do polskiej szlachcianki, który dzięki temu postanowił odbudować Królestwo Polskie. 

 






Po drugie zaś, Napoleon bardzo wysoko stawiał Polaków jako żołnierzy, co wielokrotnie podkreślał, dając tym samym ich za przykład Francuzom. Po ośmiominutowej bitwie pod Samosierrą (30 listopada 1808 r.), w czasie której 125 polskich szwoleżerów zniosło broniących wąwozu Hiszpanów, otwierając Napoleonowi drogę na Madryt, Cesarz, po szturmie zdjął kapelusz i zawołał w stronę Polaków: "Viva la Pologne", po czym uznał że jedynie Polacy byli w stanie wygrać tę bitwę (notabene, bitwę która trwałą już kilkanaście dni i o której francuscy oficerowi twierdzili że zdobycie wąwozu Samosierry jest: "niemożliwe" (po bitwie francuscy kirasjerzy prosili Polaków: "Na Litość Boską, powiedz że byłem z wami"). Innym razem, po bitwie pod Frydlandem (14 czerwca 1807 r.), w trzy dni później nastąpił rosyjski kontratak, gdy wojska napoleońskie urządziły sobie mocną pijatykę po zwycięstwie. Gdy więc 17 czerwca przyszedł rozkaz wymarszu do boju, aby odeprzeć rosyjski atak, wszyscy byli pijani tak bardzo, że nie mogli się ruszyć. Okazało się że jedynie oddziały polskie, które również piły równo z Francuzami, są w stanie wziąć udział w walce. I tak też się stało, odparli atak rosyjski i wrócili do stołów dalej pić. Napoleon powiedział potem do Francuzów: "Jeśli już macie pić, to pijcie jak Polacy". Takich przykładów było znacznie więcej. 





ACT 447 IS NOT APPLICABLE AND

NEVER WILL APPLY TO POLAND



 CDN.
 

poniedziałek, 30 listopada 2015

POD POLSKIM PRZEWODEM ZŁĄCZYM ... KRAJE W MIĘDZYMORZE - Cz. I

"MAZUREK DĄBROWSKIEGO" JUŻ JEST

HYMNEM KILKU SŁOWIAŃSKICH

PAŃSTW W EUROPIE ORAZ ... IZRAELA



 "MAZUREK DĄBROWSKIEGO"
(Polski Hymn Narodowy)




Któż wie, że polski hymn narodowy - "Mazurek Dąbrowskiego" (pieśń napisana w 1797 r. przez Józefa Wybickiego, wzięła swą nazwę od imienia gen. Jana Henryka Dąbrowskiego, twórcy Legionów Polskich, które u boku młodego francuskiego generała - Napoleona Bonaparte, powstały na włoskiej ziemi, stąd słowa: "Marsz, marsz Dąbrowski, z ziemi Włoskiej do Polski, za Twoim przewodem, złączym się z narodem"), jest dziś hymnem narodowym kilku państw w Europie Środkowej, oraz ... państwa Izrael? Niemożliwe, nieprawdopodobne? Owszem, ale tak właśnie jest. Jak to możliwe, można by spytać, aby hymn odnoszący się do jednego, konkretnego narodu, stał się jednocześnie hymnem innych państw i narodów, a także ... hymnem wszystkich Słowian, przyjętym na pierwszym Zjeździe Wszechsłowiańskim w Pradze w 1848 r. Postaram się pokrótce wyjaśnić ten fenomen.

Mianowicie w roku 1795 Rzeczpospolita Polska, państwo które jeszcze sto lat wcześniej uchodziło za prawdziwą europejską potęgę - przestało istnieć, zostało wymazane z mapy Europy i Świata, przez trzy zaborcze mocarstwa - Rosję, Prusy i Austrię. 



Ci, nigdy nie pogodzili się z upadkiem tak sławnego niegdyś królestwa, postanowili bić się dalej o niepodległość Polski, daleko poza jej granicami. A ponieważ wówczas wojnę z naszymi zaborcami (przede wszystkim z Austrią), prowadziła republikańska Francja, to właśnie w Paryżu polscy patrioci, szukali wsparcia dla swych planów odtworzenia Armii Polskiej. A Polaków chętnych do wstąpienia do takiej armii, nie brakowało (dużo było emigrantów, którzy wyjechali po utracie niepodległości, z myślą o dalszej walce, sporą część stanowili również wzięci do niewoli Polacy, służący wcześniej w armii austriackiej). Rząd francuski, skierował Dąbrowskiego, Kniaziewicza i innych, do młodego gen. Napoleona Bonaparte, który we Włoszech z wielkim powodzeniem bił się z Austriakami. Tam też w 1797 r. zorganizowano po raz pierwszy polskie formacje zbrojne, które miały walczyć o niepodległość kraju. Nadano im nazwę Legiony Polskie (w 1914 r. Józef Piłsudski powróci do tej nazwy, tworząc je początkowo jedynie z Pierwszej Kompanii Kadrowej)


"RADUJE SIĘ SERCE"
(Pieśń Pierwszej Kompanii Kadrowej)


 "Raduje się serce, raduje się dusza,
Gdy Pierwsza Kadrowa na wojenkę rusza.

Oj da, oj da dana, kompanio kochana,
Nie masz to jak Pierwsza, nie masz nie!

Oj da, oj da dana ...

Chociaż do Warszawy mamy długą drogę,
Ale przejdziem migiem, byle tylko w nogę.

Oj da, oj da dana ...

Gdy Moskal, psia wiara, drogę nam zastąpi,
Kulek z mannlichera nikt mu nie poskąpi.

Oj da, oj da dana ...

Kiedy pobijemy po drodze Moskali,
Ładne warszawianki będziem całowali.

Oj da, oj da dana ...

Chociaż w butach dziury i na portkach laty,
To Pierwsza Kadrowa pójdzie na armaty.

Oj da, oj da dana ... 

A gdy się szczęśliwie zakończy powstanie,
To Pierwsza Kadrowa gwardyją zostanie.
Oj da, oj da dana ..."



Z Napoleonem przeszliśmy cały wojenny szlak, byliśmy w Hiszpanii (bitwa pod Samosierrą, była prawdziwym majstersztykiem wojennego kunsztu i zajęła szwoleżerom pułkownika Jana Kozietulskiego ... osiem minut, to czego francuska jazda i artyleria nie mogła uczynić przez kilkanaście dni, Polakom zajęło chwilkę. Po bitwie Napoleon zdjął kapelusz i krzyknął w stronę szwoleżerów: "Vive la Pologne", a francuscy oficerowie prosili Polaków: "Na miłość Boską powiedz że byłem z Wami").





Byliśmy w Moskwie (do rosyjskiej stolicy jako pierwszy wkroczył pułk polskich huzarów), oraz na Haiti (gdzie do dzisiaj żyją potomkowie polskich żołnierzy), a po upadku Cesarza, Polacy stanowili ostatni oddział, jaki pozostał mu jeszcze wierny. Potem też, Polacy jako jedyni obcokrajowcy, zostali wtajemniczeni w plany uwolnienia Cesarza z wyspy Św. Heleny (kiedyś jeszcze to opiszę). Z biegiem lat w zniewolonej (germanizowanej i rusyfikowanej na potęgę), Polsce, pamięć o Cesarzu Napoleonie rosła i zamieniała się w przepiękną legendę, którą żyły kolejne pokolenia powstańców (Listopadowych z 1830 -1831 r., Galicyjskich z 1846 r. Wielkopolskich z 1846 i 1848 r. oraz Styczniowych z lat 1863 - 1864, którzy to (wraz z postaciami narodowych wieszczów - Mickiewicza, Słowackiego, Sienkiewicza), stali się bohaterami Legunów Piłsudskiego. Tych samych, którzy w pięćdziesiąt lat po stłumieniu Powstania Styczniowego, w 1914 r. ruszyli na śmiertelny bój z Rosją (i na polityczną wojnę z Niemcami i Austrią).


"Synkowie moi, poszedłem w bój,
jako wasz dziadek, a ojciec mój,
jak ojca ojciec i ojca dziad,
co z Legionami przemierzył świat
szukając drogi przez krew i blizny
do naszej wolnej Ojczyzny!

Synkowie moi, da nam to Bóg,
że spadną wreszcie kajdany z nóg,
i nim wy męskich dojdziecie sił,
jawą się stanie, co dziadek śnił:
szczęściem zakwitnie krwią wieków żyzny
łan naszej wolnej Ojczyzny!

Synkowie moi, lecz gdyby Pan
nie dał wzejść zorzy z krwi naszych ran,
to jeszcze w waszej piersi jest krew
na nowy świętej Wolności siew:
i wy pójdziecie pomni puścizny
na bój dla naszej Ojczyzny!"

 JERZY ŻUŁAWSKI

Tak na marginesie należy dodać, że Legiony Piłsudskiego, były najbardziej inteligencką ze wszystkich ówczesnych armii świata, gdyż trzon zarówno kadry dowódczej, jak i żołnierzy-ochotników, składał się w ponad 90 % z ludzi, którzy ukończyli uniwersytety i szkoły wyższe. 

Gdy zaś w 1830 r. wybuchło w Polsce Powstanie Listopadowe (dziś właśnie mija 185 rocznica tego wydarzenia), Rosjanie mieli wielki problem z jego stłumieniem. W 1831 r. car Mikołaj I, tak pisał, do swego feldmarszałka, który miał stłumić polskie powstanie: "Pozwól pan wyrazić zdziwienie i żal, że w tej nieszczęśliwej wojnie donosisz mi częściej o klęskach niż o zwycięstwach, że w 180 tysięcy ludzi nie możemy nic zrobić 80 tysiącom, że nieprzyjaciel wszędzie jest liczniejszy, a przynajmniej równy liczebnie, a my prawie wszędzie słabsi stajemy wobec niego". 

Po stłumieniu zaś Powstania Listopadowego i Wielkiej Emigracji polskich patriotów, żołnierzy i literatów do Francji, Niemiec, Wlk. Brytanii, Belgii, Szwajcarii, Włoch, USA, Turcji czy Algierii, byli oni przyjmowani z wielkim entuzjazmem przez Niemców, Francuzów, Włochów, Austriaków, a Mazurek Dąbrowskiego, rozlegał się na ulicach Berlina, Paryża, Wiednia i Pragi (szczególnie w 1848 r. podczas Wiosny Ludów). 

W 1832 r. doszło na zamku Hambach w Palatynacie do wielkiej polsko-niemieckiej demonstracji, na rzecz zjednoczenia Niemiec i ... odzyskania przez Polskę niepodległości. Jeden z organizatorów owego zjazdu, niemiecki adwokat Johann Wirth, w taki oto sposób przemawiał do zebranych tłumów: "Tylko Niemcy są w stanie przyczynić się do odzyskania przez Polskę niepodległości. Nasz naród jest pod względem prawnym, jak i moralnym zobligowany do odpokutowania za ciężki grzech zniszczenia Polski. Nasz naród musi wreszcie przyjąć do wiadomości, że przywrócenie niepodległości Polski jest jego najpilniejszym, podstawowym zadaniem i leży w jego własnym interesie". W tłumie, oprócz czarno-czerwono-złotych chorągwi niemieckich, powiewały również czerwono-białe polskie flagi, a w całych Niemczech (wówczas podzielonych na szereg mniejszych państewek), przyjęły się pierwsze słowa Mazurka Dąbrowskiego: "Noch ist Polen nicht verloren" ("Jeszcze Polska nie zginęła"), w znaczeniu że nie wszystko jeszcze stracone i Niemcy wcześniej czy później się zjednoczą. 


Inne narody Europy Środkowo-Wschodniej, wkrótce poszły temu w sukurs, przyjmując w swych hymnach narodowych, słowa i muzykę Mazurka Dąbrowskiego.

O tym jednak w kolejnym temacie


CDN.