Łączna liczba wyświetleń

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą RASIZM. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą RASIZM. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 11 sierpnia 2020

MIĘDZYKULTUROWI RASIŚCI

CZYLI SZCZYPTA HUMORU 

NA UPALNE DNI


 



PONIŻEJ PREZENTUJĘ KILKA WYBRANYCH FILMIKÓW, GDZIE W ZABAWNY SPOSÓB PORUSZONA JEST KWESTIA RASIZMU. MIŁEGO OGLĄDANIA




"13 POSTERUNEK"

"TRZEBA ŁYSYCH POKRYĆ PAPĄ, 
A CZARNYCH ASFALTEM"
(kultowa scena w wykonaniu Czarka Pazury 😂)


1:15 - "POWIEDZIAŁ ŻE JEGO PLEMIĘ RZUCI NAS NA POŻARCIE SIMBIE 😄





"CHCĘ ZABIĆ NIEMCA!"


0:00 - "COŚ MI SIĘ WYDAJE ŻE TO RASIŚCI"

"JACY RASIŚCI? JESTEŚMY ZUPEŁNIE NORMALNI, JAK WSZYSCY POLACY - TOLERANCYJNI I OTWARCI NA ODSZCZEPIEŃCÓW" 😅

0:45 - "POLNISCHE RASSISTEN. RAUS!"

"SŁYSZYCIE? ON MÓWI DRUTEM KOLCZASTYM" 😄

1:00 - "MOIM PRZODKIEM BYŁ ZAWISZA CZARNY. NIEMCY GO ZABILI!"

"ZABILI GO TURCY!"

"ALE NIEMCY IM KAZALI"

"MIAŁEŚ CZARNYCH PRZODKÓW, BRACIE?"

"NIEMCY TO NASZ WRÓG, BRACIE!" 😎


 


"INTEGRACJA MIĘDZYKULTUROWA: 
POLAK, FRANCUZ I JAPOŃCZYK"


 0:40 - "TO JAKIŚ RODZAJ OBŁĘDU!"

"TO JEST RODZAJ POPĘDU. GWAŁCIMY ZAWSZE W PRACY" 😉 

1:40 - "TU JEST POLSKA I TU SIĘ PIJE!" 😋

1:50 - "CO TU SIĘ DZIEJE?"

"INTEGRACJA EUROPEJSKA!..."

"JAPONIA NIE LEŻY W EUROPIE"

"BO PRZEGRAŁA WOJNĘ. TO NIE JEST ICH WINA" 😅

4:15 - "JAPOŃCZYK, KTÓRY Z MIECZEM SAMURAJSKIM GONIŁ DZIŚ PO POŁUDNIU GRUPĘ POSŁÓW, ZOSTAŁ ZATRZYMANY POD ŁOWICZEM, GDY PRÓBOWAŁ ZATRZYMAĆ POCIĄG I WYMUSIĆ OD MASZYNISTY WÓDKĘ" 😂






A TERAZ PRZYKŁAD AMERYKAŃSKIEGO MIEDZYRASOWEGO HUMORU W WYKONANIU AMERYKAŃSKIEGO CZARNOSKÓREGO KOMIKA - ERICA BLAKE'A. 
ŚWIETNY SKECZ, POKAZUJĄCY DOBITNIE, JAK AMERYKANIE MUSZĄ UWAŻAĆ ABY NIE PODPAŚĆ CENZURZE POLITYCZNEJ POPRAWNOŚCI


"NIGGER!" 😅

 




NA KONIEC CHCIAŁBYM DODAĆ ŻE JEDNYM Z MOICH ULUBIONYCH POLSKICH BOKSERÓW JEST IZU UGONOH. WOLAŁBYM MIEĆ W KRAJU WIĘCEJ TAKICH WSPANIAŁYCH, POLSKICH PATRIOTÓW JAK IZU, A W ZAMIAN Z RADOŚCIĄ ODDAŁBYM WIELU BIAŁYCH LEWACKICH MIERNOT SPOD ZNAKU SIERPA I MŁOTA
 




piątek, 5 czerwca 2020

JAKA PIĘKNA... PATOLOGIA! Cz. VI

CZYLI ROZWAŻANIA NAD

WSPÓŁCZESNOŚCIĄ


ANTIFA - ŁOWCY SYFA

CZYLI MÓJ KOMENTARZ 

DO WYDARZEŃ W USA





 
 Dnia 25 maja 2020 r. w Minneapolis w stanie Minnesota policjant o imieniu Derek Chauvin dopuścił się brutalnej interwencji, w wyniku której doszło do śmierci czarnoskórego 46-letniego George'a Floyda. Interwencja policji była brutalna, gdyż wspomniany policjant dociskał do ziemi kolanem szyję zatrzymanego mężczyznę i nie reagował na słowa Floyda o niemożności złapania tchu, czym też doprowadził do jego zgonu. Relacja z tego zatrzymania (nagrana z kilku kamer) i umieszczona w internecie, bardzo szybko sprowokowała wybuch zamieszek na tle rasowym, najpierw w samym Minneapolis, a następnie również i w innych miastach USA. Zamieszki wybuchły na tle rasowym właśnie dlatego że doszło do śmierci czarnoskórego Amerykanina, a tym, który do tego doprowadził, był biały policjant - Derek Chauvin. Bardzo szybko po śmierci Floyda zaczęły powstawać peany na jego cześć, sławiące go jako obywatela, który co prawda nie zawsze postępował właściwie, ale chciał się zmienić, chciał naprawić swoje życie. Wszyscy pytani o Floyda zgodnie podkreślali że był on dobrym człowiekiem i że dla wszystkich chciał dobrze, tylko nie dano mu szansy wcielenia tego w życie (a w domyśle: "przez tego rasistowskiego białasa, zginął nasz brat, nasz ziomal"). Piękne, łapiące za serce obrazki z córką zmarłego mężczyzny, której wręczono tabliczki z napisem jak bardzo to przeżyła i jak boleje nad stratą ojca (nie żebym trywializował - śmierć rodzica to dla dziecka z pewnością ogromny wstrząs, rozpacz i ból, gdyż nagle traci osobę która dała jej życie i którą z pewnością kochała - problem pojawia się jednak wtedy, gdy takie emocje próbuje się odpowiednio wykorzystać do całkiem innych celów, niż realna pomoc dla osieroconego dziecka). Nikt jednak (z owych świętych moralistów), nie próbuje zadać sobie podstawowego pytania - co właściwie było powodem zatrzymania George'a Floyda?

Otóż ów czarnoskóry mężczyzna został zatrzymany po nieudanej próbie zapłacenia w sklepie, za pomocą sfałszowanego czeku bankowego. George Floyd próbował wyłudzić towar ze sklepu i zapłacić za niego lipnym czekiem, co akurat się nie udało wskutek przytomności kasjera, który zaraz potem zawiadomił policję. Na interwencję przyjechało czterech policjantów (3 białych i 1 Azjata) i wówczas doszło do owego feralnego zatrzymania Floyda, które zakończyło się jego zgonem. I chciałbym od razu aby było jasne - nie pochwalam ani brutalnej formy zatrzymania tego mężczyzny, ani też głupoty policjanta, który słysząc że zatrzymany nie może oddychać, nic sobie z tego nie robił i dalej dociskał mu twarz do ziemi (uciskając szyję, chociaż - co ciekawe - amerykańscy patolodzy stwierdzili że Floyd nie miał uszkodzonej tchawicy, czyli że zgon mógł również być spowodowany czymś innym). Taki policjant powinien ponieść karę i zostać osądzony za swój bezmyślny czyn - i to nie podlega żadnym komentarzom. Problem pojawia się jednak wówczas, gdy okazuje się że ów zatrzymany George Floyd wcale nie był aniołkiem i że jego policyjna kartoteka była niezwykle długa i bogata. Policjant w takiej sytuacji musi również brać po uwagę fakt, że zatrzymany może po pierwsze - konfabulować, po drugie, próbować uciec, a po trzecie zaatakować stróża prawa. Ma więc prawo obawiać się o swoje życie i może użyć do tego środków, które uważa za stosowne, aby taką osobę unieszkodliwić. W tym akurat przypadku Derek Chauvin postąpił jednak bezmyślnie. Nic by bowiem się nie stało, gdyby zdjął kolano z szyi Floyda, mógłby wówczas go spokojnie aresztować (tym bardziej że Floyd miał już wówczas założone kajdanki) i zamknąć w radiowozie. Nie wiadomo dlaczego tak nie postąpił, natomiast ciekawym jest zupełnie inny fakt, który dzisiejsze lewicowe media w USA (i nie tylko tam zresztą) zupełnie pomijają. A mianowicie to, że panowie Chauvin i Floyd znali się, gdyż wcześniej pracowali ze sobą w jednym klubie. Być może więc w grę wchodziły również jakieś animozje prywatne.

Faktem jest jednak, że George Floyd przestał oddychać, w wyniku czego nastąpił jego zgon. Faktem również jest (o czym także media milczą) że był przestępcą, który kilkakrotnie dokonywał włamań i kradzieży - również z bronią w ręku (np. raz terroryzował pistoletem starszą kobietę, którą też chciał obrabować). Ja rozumiem że są różne "aniołki" - większe i mniejsze (jak to teraz media i cała ta lewicowa jaczejka - próbuje usprawiedliwiać, że co prawda nieco zbłądził, ale przecież chciał dobrze - komu dobrze, należałoby zapytać, ale pomińmy to milczeniem), jednak fakt pozostaje faktem, George Floyd nie był wcale miłym gościem i policjanci mieli pełne prawo obawiać się z jego strony wszystkiego najgorszego. Mało tego, teraz okazuje się że Floyd był pod wpływem narkotyków (czyli był naćpany i policjanci zapewne to widzieli), oraz pod wpływem alkoholu. Nikt mi nie powie, że naćpany człowiek od którego czuć alkohol, z policyjną kartoteką wielkości dzieł Szekspira - może nie stanowić zagrożenia. Każdy policjant (a przynajmniej znaczna ich część) codziennie podejmując służbę, naraża się na niebezpieczeństwo, które co prawda nieodzownie łączy się z rodzajem wykonywanej pracy, ale jednocześnie nie może stanowić usprawiedliwienia dla bandyty, który próbując wymknąć się z łupem, weźmie sobie takiego policjanta za cel. Ja osobiście mam ogromny szacunek do munduru - moi dwaj stryjowie byli policjantami (już są na emeryturze), kuzyn jest policjantem, a kolejny wuj wojskowym w stopniu pułkownika (w stanie spoczynku). Nasłuchałem się też najróżniejszych informacji z policyjnych interwencji i mógłbym z tych opowieści spisać prawdziwą litanię i wiem z jak dziwnymi, nieprzyjemnymi i odchylonymi od normy osobnikami mają często policjanci do czynienia. Dlatego też niekiedy brutalne interwencje policyjne są dopuszczalne, ale w przypadku Chauvina i Folyda ta prawidłowość nie występuje, gdyż nic nie tłumaczy bezmyślnej brutalności (Floyd już był skuty i leżał na ziemi, nie było więc najmniejszej potrzeby uciskać mu szyj i dociskać do ziemi). Dlatego też Chauvin powinien ponieść zasłużoną karę (głównie za swoją głupotę) i tak zapewne się stanie (tym bardziej teraz, pod wpływem "społecznego oburzenia" na "biały rasizm").




Jednak śmierć Floyda, doprowadziła do wybuchu zamieszek na tle etnicznym, które po raz ostatni na taką skalę pojawiły się w maju 1992 r. po brutalnym pobiciu innego czarnoskórego Amerykanina - Rodney'a Kinga. Tutaj jednak mamy do czynienia z czymś jeszcze, a mianowicie z projektowaniem (tak, właśnie z projektowaniem) zamieszek przez najróżniejsze (głównie lewicowe) środowiska, które jako swoje zbrojne ramię wyprowadziły na ulicę amerykańską Antifę. Ta przestępcza paramilitarna organizacja o charakterze terrorystycznym - która powinna być za takową uznana w każdym kraju na świecie - doprowadza do wzniecania burd, stymulowania (i kierowania) ataków na policję oraz zwykłych obywateli USA i dokonywania masowych przestępstw oraz kradzieży w imię walki z kapitalizmem. Nic dziwnego że wreszcie (bowiem obiecywał to zrobić znacznie wcześniej, ale opór "Deep State" chroniący tych bandytów był z pewnością zbyt silny) prezydent USA Donald Trump zaliczył Antifę do organizacji terrorystycznych. To co dzieje się obecnie w USA, przypomina preludium do wojny domowej, na której czele staną marksiści z Antify i wszyscy wspierający ich, opętani marksistowską ideologią idioci oraz degeneraci społeczni. Antifa to oczywiście nie wszystko. Inną neomarksistowską, skrajnie rasistowską i niebezpieczną organizacją, jest "Black Lives Matter". Jedni i drudzy wchodzą w skład lewicowych bojówek, które zostały zmobilizowane, aby dokonać siłowego "impeachmentu" prezydenta Trumpa. W wielu miastach USA dochodzi do masowych kradzieży, podpaleń i rozbojów na ogromną skalę, zaś policja jest namawiana (przez lewicowych gubernatorów stanów) do nieinterwencji, lub opieszałości w wykonywaniu swoich czynności. W efekcie dochodzi do ogromnych rozbojów i demolki sklepów, ulic, podpalania samochodów i ataków na zwykłych obywateli Stanów Zjednoczonych. To, z czym obecnie mamy do czynienia w USA, to marksizm w swej czystej postaci (pozbawiony tych wszystkich pięknych hasełek, w które się przebiera dla niepoznaki i prania ludziom mózgów) - to zło, które wypełzło ze swych nor i które niszczy nie tylko dorobek życia tysięcy ludzi, ale przede wszystkim podstawy naszej cywilizacji - czyli tego, o czym już wcześniej wielokrotnie pisałem. Spójrzmy teraz, gdyby zniknęło prawo, kultura, cały dorobek cywilizacji - do czego nawołują dziś marksiści - mielibyśmy "stan naturalny" i "dobrego dzikusa" w swej pierwotnej formie, czyli takiej, jaką obecnie można spotkać na ulicach wielu amerykańskich miast.

Józef Mackiewicz - człowiek który widział jak wygląda marksizm w samej swej naturze, powtarzał wielokrotnie - "Z komunistami się nie rozmawia, do komunistów się strzela!". I to jest jedyna prawda jaką należy sobie przyswoić, gdyż jakakolwiek próba wejścia w polemikę z tymi ludźmi skończy się tragicznie. To co dzieje się obecnie w USA to czyste zło, to czysty marksizm i mam nadzieję że wreszcie prezydent Donald Trump ostatecznie przywróci porządek w kraju i spacyfikuje wszelkie komunistyczne mendy (inaczej tego nazwać po prostu nie można), niszczące dorobek ludzi, którzy własną pracą zarabiają na życie (90% tych ataków skierowana jest przeciwko drobnym, często czarnoskórym przedsiębiorcom, bowiem wielkie koncerny stać na utrzymanie ochrony i odpowiednie zabezpieczenie własnych sklepów). A tutaj nie ma na co czekać, marksizm, który nie zostanie powstrzymany silnym ciosem pięści, zacznie się plenić jeszcze bardziej, powodując więcej cierpienia dla milionów zwykłych, spokojnych obywateli Stanów Zjednoczonych Ameryki (jak i w ogóle całego świata), którzy to wyczekują jakiegoś zdecydowanego działania ze strony prezydenta. A Trump ma taką możliwość bezpośredniego działania (wyprowadzenia na ulice Gwardii Narodowej lub nawet US Army), dają mu do tego prawo jeszcze przepisy z 1807 r. przyznane prezydentowi przez Kongres dla zapewnienia bezpieczeństwa w kraju (gdy ktoś jednak zapyta: chwila, chwila, to amerykańscy koloniści podnieśli bunt przeciwko Brytyjczykom, bo nie godzili się na drenaż ich portfeli przez Koronę, a potem nowy, amerykański rząd wprowadził ustawę, która uniemożliwia obywatelom podjęcie buntu przeciwko polityce rządu. Otóż wcale nie, w USA każdy ma prawo protestować, zakładać związki, organizacje i grupy wpływów, które mogą działać w imieniu danych grup lub społeczności i przekonywać senatorów oraz kongresmenów do swych racji. Wiele jest takich organizacji w USA, które w taki właśnie sposób działają, ale do tego trzeba się zjednoczyć w ramach jakiejś grupy, która niestety musi mieć poparcie również w sile kapitału. Natomiast wszelkie próby podważania ustroju, niszczenia miast i dobytku obywateli oraz wywoływania powstań i nawoływania do agresji i nienawiści - mają prawo i obowiązek spotkać się ze zdecydowaną reakcją ze strony rządu USA i samego prezydenta. Po to właśnie wprowadzono tę ustawę).

Ja oczekuję zdecydowanego działania Trumpa, nie może być bowiem tak, że bandy, które wypełzły ze swoich zatęchłych nor (często naćpane i pod wpływem alkoholu), demolują wszystko wokół niczym prawdziwe robactwo (rzeczywiście, takie myśli mogą się niestety nasuwać gdy tylko obejrzy się te wszystkie rozróby, które obecnie dzieją się w USA). Jestem też przekonany, że wielu z nich jest celowo zwożonych w pewne dzielnice, gdzie mają doprowadzić do zamętu i zniszczeń, tak aby w świat poszedł przekaz że USA płonie i pogłębia się w wewnętrznej anarchii, zaś prezydent Trump nie radzi sobie z zaistniałą sytuacją i potrafi tylko "grozić własnemu narodowi" (bo taki właśnie przekaz już jest powielany przez te wszystkie lewackie jaczejki). Walka z Donaldem Trumpem stała się życiowym mottem nie tylko polityków Partii Demokratycznej (i częściowo Republikańskiej), ale wręcz stanowi główny cel dla ludzi wchodzących w skład tzw.: "Głębokiego Państwa". Bowiem dotąd tak pięknie wszystko się układało od owego 2009 r. gdy prezydentem USA został Barak Obama. Zaraz też dokonał "resetu" z Moskwą (17 września - czego Obamie nie zapomnę), a w wyniku tego resetu doszło do skumulowanej pracy wywiadów, czego efektem była 10 kwietnia 2010 r. katastrofa samolotu prezydenta Rzeczpospolitej Polski pod Smoleńskiem. A potem już poszło z górki. W 2011 r. miała miejsce "Arabska Wiosna" (dokonana głównie rękami Francuzów i Włochów, ale przy bezpośrednim wsparciu innych wywiadów, w tym niemieckiego BND, izraelskiego Mosadu i oczywiście amerykańskiego CIA), która polegała na obaleniu dotychczasowych dyktatorów z muzułmańskich państw Północnej Afryki i Bliskiego Wschodu. Była ona zapowiedzią projektowanej już wówczas innej operacji o kryptonimie: "Zalew", która rozpoczęła się dopiero w 2015 r. otwarciem Europy dla muzułmańskich uchodźców z Lewantu i Bliskiego Wschodu, a której to symbolem stało się "zaproszenie" do Niemiec imigrantów przez Angelę Makrelę Merkel i danie zielonego światła dla polityki: "refugees willkommen". W 2013 r. przeprowadzono operację "wymiana papieża", aby łatwiej było zaakceptować imigrację, a przy konserwatywnym i zdroworozsądkowym papieżu Benedykcie XVI nie byłoby to możliwe w takiej formie. Wprowadzono więc pana Bergolio, jako pełniącego obowiązki papieża (za życia poprzedniego papieża, który co prawda został zmuszony do przejścia na emeryturę, ale przecież nie zrezygnował z pełnienia swej funkcji). Wszystko po kolei układało się więc wyśmienicie i choć w 2014 r. pojawiły się pierwsze rysy w owych globalnych planach stworzenia najprawdopodobniej jednego światowego rządu (doszło wówczas do zakończenia "resetu" z Rosją - gdyż interesy amerykańskie na Ukrainie były silne, a Rosja wkraczała do Syrii, czemu sprzeciwiali się Amerykanie - więc Moskwa zajęła Krym i rozpoczęła wojnę hybrydową na wschodniej Ukrainie), mimo to pierwotne plany nadal kontynuowano.




I stało się prawdziwe nieszczęście. W wyborach prezydenckich w USA w listopadzie 2016 r. zwyciężył niejaki Donald Trump (miliarder, który co prawda miewał wcześniej różne kontakty z politykami i przedstawicielami "Deep State", ale ogólnie był traktowany jako nuworysz i w żadnym wypadku nie był uważany za "swojego"), który pokonał kandydatkę globalistów, lady Clinton (pamiętam że wówczas do końca śledziłem wyniki wyborów w USA i ze względu na różnicę czasu położyłem się spać dopiero nad ranem, gdy już wiedziałem że Trump został wybrany na prezydenta). I wtedy się zaczęło: oskarżenia o kontakty z Rosją, o rosyjskie wpływy w Waszyngtonie (a służby kopały dogłębnie, a mimo to niczego nie udało im się wykopać, choć lewica do dziś powtarza bzdury o tym, że Trump jest sojusznikiem Putina i że został wybrany z jego pomocą. Natomiast należałoby pokopać po stronie Clintonów, bo tam jest rzeczywiście wiele wspólnych, niewyjaśnionych interesów zażyłości oraz wzajemnej "samopomocy" i to zarówno z Moskwą, jak i z Pekinem). Potem była próba obalenia prezydenta w trakcie trwania kadencji (impeachment), która również zakończyła się dla lewicy klęską. Wreszcie wybuchła "pandemia" koronawirusa i wówczas pojawiła się nadzieja, że ów wirus doprowadzi do upadku Trumpa, gdy USA nie poradzą sobie z rozprzestrzenianiem się zarazy (notabene, aby jeszcze bardziej podgrzać nastroje dr. Anthony Fauci zarządził wprowadzenie obowiązku noszenia maseczek w miejscach publicznych). Okazało się jednak, że pomimo tych wszystkich apokaliptycznych nawoływań (pamiętam jak pisano w lisowym portalu "naTemat" o pandemii w USA i Polsce - zawsze tylko źle, zaś o Niemczech jedynie dobrze lub neutralnie - i tylko idiota by się wówczas nie domyślił "gdzie są nóżki tej kaczuszki") Stany Zjednoczone poradziły sobie z "pandemią" i nie doszło z tego powodu do znacznego spadku poparcia dla Trumpa. Wszystko więc już wykorzystano, całą prawną i polityczną procedurę, mającą doprowadzić do impeachmentu i to się nie udało. Trump zwyciężył. Co więc im pozostało (tym, którzy pragną doprowadzić do uniemożliwienia Donaldowi Trumpowi startu w kolejnych wyborach, bowiem obawiają się że ponownie może je wygrać). Jedynie wariant uliczny i wyprowadzenie ludzi na ulice miast, którzy zaczną wszystko demolować, a potem spreparuje się narrację że Trump sobie nie radzi, że jest "obrzydliwym, białym, rasistą" i to on z pewnością wysłał Chauvina, by celowo udusił Floyda. Taka (mniej-więcej) byłaby narracja w lewicowych mediach typu CNN czy CNBC. Dlatego też uważam, że prezydent Trump powinien zdecydowanie odpowiedzieć na potęgujące się akty wandalizmu i spacyfikować całe to marksistowskie (naćpane i zapijaczone) bydło i pokazać wreszcie siłę Stanów Zjednoczonych Ameryki.




To bydło, zniszczyło również waszyngtoński pomnik Tadeusza Kościuszki, bohatera walk o Niepodległość Polski i USA, któremu za zwycięstwo w bitwie z Moskalami pod Dubienką w lipcu 1792 r., Francuzi przyznali honorowe obywatelstwo swego kraju, zaś w 1777 r. zwycięstwo w bitwie z Brytyjczykami pod Saratogą, odniesione zostało głównie dzięki doskonałym umocnieniom wzniesionym przez Kościuszkę, których Brytyjczycy nie byli w stanie sforsować. To Kościuszko zbudował umocnienia West Point. Za swoje zasługi, otrzymał on nadane przez Kongres obywatelstwo amerykańskie, stopień generała brygady armii amerykańskiej i ziemię (250 ha). Łącznie Tadeusz Kościuszko spędził w Ameryce osiem lat (od sierpnia 1776 r. do lipca 1784 r.), po czym (po krótkim pobycie we Francji) powrócił do kraju. Miał wówczas 38 lat i opuszczał Amerykę, przekonany o tym że jest możliwe prowadzenie zwycięskiej walki przez zaimprowizowaną armię i że wyszkolony i świadomy swych celów obywatel, jest również w stanie pokonać wyszkolonego żołnierza zawodowego. Swoje plany wojskowe zaczął wdrażać w życie w latach 1788-1792, a szczególnie podczas wojny z Moskwą. Co ciekawe, Kościuszko - choć miał problemy finansowe, to pieniądze które przyznał mu Kongres w 1798 r. (czyli 12 280 dolarów - wówczas była to olbrzymia suma), przeznaczył na... wyzwolenie i wykształcenie Murzynów (w swych listach do Jeffersona pisał, że pieniądze przeznacza na wykupienie takiej ilości czarnoskórych niewolników, aby potem starczyło jeszcze na ich wykształcenie i wychowanie), czyli był zwolennikiem równości ludności murzyńskiej i chciał aby się kształcili oraz budowali pomyślność swoich rodzin i swojego kraju (a nie - jak dziś - ulegali marksistowskiej ideologii i wszczynali rozróby, palili auta i okradali sklepy - gdyż nic innego widać nie potrafią). Taka właśnie hołota (głównie czarnoskóra, choć nie tylko bowiem sporo też jest białej hołoty spod znaku Antify) zniszczyła pomnik Tadeusza Kościuszki w Waszyngtonie.





W czasach zaborów o Tadeuszu Kościuszce krążył taki oto wiersz: "Co to za obraz wisi na ścianie? Rycerz z pałaszem w chłopskiej sukmanie, czworograniasta czapka na głowie, powiedz mi mamo, jak on się zowie? Zaraz ci powiem, moje serduszko - jest to nasz rodak sławny Kościuszko. Czy żyje jeszcze? Umarł od dawna, ale cześć jego jest taka sławna, że dziś w obrazach ozdabia ściany. Panom i kmieciom jest tak kochany, że żaden Polak dziś bez wzruszenia nie wypowie jego imienia. Jakie ma imię? On - Tadeusza, piękne imię nosiła ta dusza, a odważny był jak rzadko który, bił się za Polskę, tłukł wrogów z góry, aż sam spadł z konia krwią swą zalany. Oto wiesz teraz synu kochany. A jak się więcej o nim nie dowiesz... na dziś wystarczy, jutro ci powiem". Warto też tutaj odnotować, co o Kościuszce mówił wódz amerykańskiej Armii Południowej - gen. Nathaniel Greene, oto jego opinia: "Jednym z najbardziej użytecznych moich towarzyszy broni był pułkownik Kościuszko. Nic nie było w stanie przewyższyć jego zapału do służby publicznej ani też nic nie mogło być użyteczniejsze nad jego uwagę, czujność i pilność w prowadzeniu różnych przedsięwzięć, których dostarczała nasza mała, ale ruchliwa wojaczka. Skierowany do jakiego­kolwiek rodzaju służby był on zawsze chętnym i zdolnym pomocnikiem w wykonywaniu moich zamiarów. Słowem ­jednym z tych, których ani przyjemność nie może uwieść ani praca znużyć, ani niebezpieczeństwo odstraszyć. Co zaś go ponadto wielce wyróżniało, to niezrównana skromność i zu­pełna nieświadomość, że dokonał czegoś niezwykłego. Nigdy nie występował z roszczeniami lub pretensjami dotyczącymi jego osoby, a nigdy nie pominął sposobności wyróżnienia i polecenia zasług innych. Ten zdolny i dzielny żołnierz opuścił nas teraz, udając się na północ w zamiarze niezłom­nego powrotu do swej własnej ojczyzny, gdzie niezawodnie wkrótce się wyróżni". 






 

PS: Ostatnio pojawił się taki trend, aby biali przepraszali (klękali, całowali buty) czarnoskórych za to że są biali. Ja nie będę nawet tego komentować, bowiem już na samą myśl o takim upokorzeniu robi mi się niedobrze. I jednocześnie coraz częściej sądzę że dużo prawdy jest w tym zabawnym monologu z "Chłopaki nie płaczą", gdy gangster Fred (grany przez Cezarego Pazurę), tłumaczy Bolcowi (Michał Milowicz) skąd się wzięli Murzyni w USA. Przytoczę może ten fragment, bowiem jest wyjątkowo "na czasie": "Wiesz skąd przyjechali czarni do Ameryki? Handlarze niewolników przywieźli ich z Afryki. A myślisz że to taka prosta sprawa wysiąść na plaży w Afryce, złapać w siatkę zwinnego, silnego Murzyna i wywieźć go za Ocean? Jasne że nie! Udało im się to, ponieważ wywozili tylko takich, co albo nie potrafili spierdolić przed siatką, albo byli największymi głąbami w plemieniu i wódz sprzedawał ich za paczkę fajek bo i tak nie miałby z nich pożytku. I ci wszyscy nieudacznicy pojechali do Ameryki, pożenili się, porobili dzieci. Świat poszedł do przodu, pojawiły się komputery, amfetamina, samoloty, ale co z tego, jeżeli ich serca pompują tę samą krew, są potomkami człowieka, który na własnym podwórku dał się złapać w siatkę". I tyle w temacie.




 
PS2: Ostatnio nastąpiła zmiana na stanowisku ambasadora Niemiec w Polsce i pana Rolfa Wilhelma Nikela ma zastąpić pan Arndt Freytag von Loringhofen. To bardzo ciekawa postać - wiceszef BND i były zastępca sekretarza generalnego NATO. Ale ciekawsze jest to, kim był jego tatuś. Otóż Bern Freiherr Freytag von Loringhofen - bo tak właśnie nazywał się tatuś nowego ambasadora Niemiec, należał do grona wysokich oficerów Wehrmachtu i praktycznie do końca, do 29 kwietnia 1945 r. przebywał wraz z Hitlerem w jego berlińskim bunkrze. Otrzymał też Krzyż Żelazny za kampanię w Polsce w 1939 r. i za Bitwę pod Stalingradem (1942/43). Tak się zastanawiam - jak należałoby przywitać nowego pana ambasadora - który ma przejąć pieczę nad rodzimą partią volksdeutschów pruską? Może tak, jak to zostało pokazane w tym filmiku w sztuce "19 Południk" 😉. 




    

poniedziałek, 2 września 2019

ATEISTYCZNE ŚWIĄTYNIE - Cz. I

I WIELKIE ŚWIECKIE PIELGRZYMKI




 
 W tym temacie chciałbym podjąć się opisania najsławniejszych ateistycznych świątyń, zarówno tych sprzed kilkudziesięciu lat, jak i nam współczesnych (tak, tak - do dziś istnieją takie "świątynie"), oraz wielkich pielgrzymek do tych miejsc, świadczące o panującej ideologii, której wszyscy (a szczególnie ci, którzy odwiedzają te miejsca) bez-alternatywnie muszą się podporządkować. Chciałbym omówić trzy takie miejsca w trzech krajach - nazistowskich Niemczech, Związku Sowieckim i... współczesnych Stanach Zjednoczonych. Temat wydaje mi się niezwykle ciekawy (szczególnie wątek amerykański), gdyż nawet nie uświadamiamy sobie w jaki sposób na naszych oczach kształtują się ateistyczne religie które potrzebują dla swego przekazu (narracji) odpowiednich świątyń, miejsc gdzie należy wchodzić z pochyloną głową i w zadumie przyglądać się potędze "nowych czasów" i wykuwanego tam "nowego człowieka". Wszystkie te miejsca (i ideologie je wspierające) są ze sobą w pewien sposób nierozerwalnie związane. Przede wszystkim, całkowicie eliminują pojęcie siły wyższej, duchowej - pojęcie Boga. Rozumiem że nie każdy musi wierzyć w takiego czy innego Boga, ale w podobnych miejscach nie tylko sam Bóg jest całkowicie wymazany, zniszczone jest również jakiekolwiek pojęcie człowieczeństwa. Zauważyłem od pewnego już czasu, że ludzie którzy z niespotykaną furią walczą z wszelkimi przejawami religijności i starają się wyeliminować pojęcie Boga z kultury i ludzkiej świadomości (zaznaczam - nie mam tutaj na myśli ateistów, którzy po prostu nie wierzą w Boga i na tym poprzestają, nie nakazując innym ludziom przyjmować siłą ich poglądu), sami są niezwykle sfanatyzowani a przy tym bardzo okaleczeni moralnie i często emocjonalnie. Człowiek który eliminuje Boga - choćby tylko jako pewien kanon moralności i postępowania, twierdząc że on sam wie co jest dobre a co złe, automatycznie stawia na piedestale człowieka. Z tym że ów człowiek z piedestału, nie ma nic wspólnego z jakimkolwiek humanitaryzmem, z jakąkolwiek wyższą potrzebą duchowej ekspresji, chyba że jest to ekspresja ściśle kontrolowana i nakierowywana na owe ateistyczne kulty. 

Radykalni ateiści są bowiem nie tylko fanatykami, są wręcz inkwizytorami dla których wszelkie odstępstwo od wyznawanego przez nich światopoglądu, automatycznie eliminuje drugiego człowieka z wszelkich ludzkich form. Taką osobę, jako "niewiernego" można więc zniszczyć, upokorzyć a nawet zabić i to bez cienia litości czy jakichkolwiek wyrzutów moralnych. On jest bowiem "zły", jest kimś, kto podważa kanon "naszego piękna i dobra", więc to automatycznie eliminuje go z wszelkiego pojęcia człowieczeństwa. Natomiast człowiek który kieruje się świadomością istnienia Boga - jako siły wyższej, większego dobra, czy też źródła moralności (oczywiście nie mam tutaj na myśli fanatyków religijnych), nie jest w stanie z zimną krwią mordować drugiego człowieka i tłumaczyć to sobie jego "niewiernością". Ludzie mają bowiem pewne zakodowane wskazówki moralne, które uaktywniają się w sytuacjach kryzysowych. Jeżeli jednak te naturalne wewnętrzne "drogowskazy" zastąpimy ideologią kultu człowieka - zaczyna się problem, bo wówczas nie ma już żadnych (poza prawnymi) przeszkód, aby ludzi o innej wierze, kolorze skóry czy jak pragną/pragnęły najbardziej zradykalizowane feministki, takie jak Valerie Solanas, Judith Butler czy Andrea Dworkin - innej płci, po prostu mordować z zimną krwią. Człowiek pozbawiony Boga (i nie potrafiący wyrobić sobie własnego drogowskazu moralnego, opartego jednak na świadomości humanitaryzmu - która to świadomość jest również świadomością duchową, można powiedzieć bożą) szuka podniety, zastępczego bożka. I gdy go znajdzie (w postaci np. danej ideologii, która ma gotowy przepis jak to życie ludziom poukładać oraz w co wierzyć, skoro "nie ma Boga") zdolny jest do popełniania największych zbrodni w imię utwierdzania się w wyznawanej przez siebie ateistycznej wierze. 
W tym temacie zaprezentuję więc trzy świątynie w trzech państwach, które opierały się, lub wciąż opierają na pewnej ideologii polityczno-moralnej, całkowicie jednak eliminującej pojęcie Boga, zastępując go pojęciem człowieka lub misji dziejowej (w obu przypadkach jest to zaproszenie do mordów). 

Szaleństwo Rewolucji Francuskiej, która (jak wszystkie rewolucje) wyrosło ze szlachetnych pobudek, poprawy położenia materialnego i społecznego warstw najniżej sytuowanych - zamieniło się w powszechny terror, mordy i prześladowania jakich nie doznali obywatele tychże krajów przed rewolucją. Co się działo w Wandei w 1793 r., podczas antyrewolucyjnego powstania? Jak je zdławiono? Wrzucając noworodki do płonących domów lub rozbijając ich główki o ścianę! Po co? Co te dzieci były winne? Tylko jednemu - winne były nieprawomyślności ich rodziców i buntowi przeciwko rewolucyjnym kanonom nowej moralności, która co prawda zastępowała Boga pojęciem człowieka, ale tylko takiego, który wierny był zasadom rewolucji. Nic więc dziwnego że motto rewolucjonistów (którego dziś już się nie przytacza w całości), brzmiało: "Liberté, Égalité, Fraternité, ou la Mort" ("Wolność - Równość - Braterstwo albo Śmierć"). I tak było i będzie zawsze, w każdej ideologii, która poważy się w miejsce Boga wprowadzić człowieka. Po prostu nie ma innego wyjścia, bo wcześniej czy później owi ideolodzy moralni i kreatorzy "Nowego Wspaniałego Świata" dla ludzkości, dojdą do przekonania że jednak ich szczytne i piękne idee są... niezrozumiałe, mało tego, że ludzie się przeciwko nim buntują. Jak to możliwe? Przecież my wszystko dla ludu, my chcieliśmy im zrobić dobrze, chcieliśmy poprawić ich byt, ich podłe położenie - dlaczego oni tego nie rozumieją, dlaczego walczą z nami? Do jakich wniosków ostatecznie dojdzie taki ideolog, który uzna że jest niezrozumiany? Ano do takich, jak ów młody człowiek, uczestnik jednej z tzw.: "parad równości" w Warszawie, który stwierdził że jest komunistą, bo dużo na ten temat czytał i ten właśnie światopogląd najbardziej do niego przemawia. Na stwierdzenie że przecież komunizm próbowano zbudować już wielokrotnie w przeszłości i nigdy to się nikomu nie udało, odpowiedział z niezwykłą pewnością w głosie że problem stanowią ludzie, którzy nie dorośli jeszcze do tych ideałów i nie potrafią ich zrozumieć. A skoro nie potrafią ich zrozumieć i będą się buntować, co wtedy należy zrobić aby ów "wspaniały ustrój" zbudować mimo wszystko? Mrzonki o "Nowym Wspaniałym Świecie" dla ludzkości ZAWSZE kończą się tym samym - zbiorowymi egzekucjami, dołami z wapnem lub paleniem ludzi w piecach. Tak kończy się każda próba zastąpienia Boga człowiekiem i duchowości kultem materializmu.




     
 
Szaleństwo rewolucyjnego ateizmu może przybrać bardzo różne oblicza i nie musi być skierowane tylko przeciwko religii czy Bogu (rozumianemu nawet jako symbol pewnej nadziei). Może również przyjąć obraz nienawiści np. na tle rasowym lub nienawiści do wszystkiego co było przed nami. Przykład taki możemy prześledzić choćby w wydarzeniach dziejących się we Francji (głównie zaś w Paryżu) w październiku 1793 r. gdy opętany nienawiścią do monarchów i arystokratów paryski tłum, wdarł się do bazyliki Saint-Denis i zaczął wyrzucać z grobowców ciała francuskich monarchów. Jean Raspail pozostawił sugestywny opis tych wydarzeń: "Taranem wyważano drzwi krypty, w której na kilku różnych poziomach rzędami leżały trumny królów. Pierwszym "tyranem" wyrwanym z wiecznego spoczynku był dobry król Henryk IV. Kiedy odbito wieku trumny, jego ciało zdało się niemal nietknięte. W rozrzedzonym powietrzu krypty rozszedł się silny, aromatyczny zapach. Pięknie pachniał ten król. Czego nie można powiedzieć o pozostałych. Jego twarz zachowała się niemal w idealnym stanie - broda śnieżnobiała, rysy niezmienione. Trupa wywleczono z trumny i postawiono - niczym manekina - opierając go o kolumnę (...) Przepchnąwszy się do pierwszego rzędu, jakiś zuchwały żołdak wyciągnął z pochwy szablę i odciął pukiel królewskiej brody, po czym - przy wtórze śmiechów i oklasków - uczynił z niej sobie sztuczne wąsy. Po nim do króla zbliżyła się jakaś magiera, która z całej siły spoliczkowała władcę i ciało upadło na ziemię. Po kilku godzinach obelg i poniewierki, doprowadzone do niewyobrażalnego stanu zwłoki króla bez ceremonii wrzucono - jako pierwsze - do przeznaczonego dla Burbonów dołu (...) Ludwik XIII trafił niepoczęstowany nawet obelgą - za bardzo cuchnął. Za to z Ludwikiem XIV lud miał swoje porachunki. Jego ciało zostało rozprute nożem (...) Potem oprawca, tym samym nożem, siłą otworzył królowi usta, rozwierając zaciśnięte od siedemdziesięciu lat szczęki. Wyrwawszy stamtąd spróchniały pieniek zęba, ukazał go tłumowi niczym trofeum (...) Do dołu wrzucono też królową Marię Teresę - małżonkę Ludwika XIV i córkę Filipa IV Hiszpańskiego. Wpadła tam z głową wykręconą do tyłu i z rozrzuconymi, uniesionymi ku górze nogami - ona, tak cnotliwa za życia - co tłum powitał wulgarnym rechotem. Nie lepiej potraktowano Marię Medycejską (...) Było to dnia 16 października 1793 roku, dokładnie w godzinie, w której na rozklekotanym wózku wieziono na szafot Marię Antoninę, stojącą tyłem do konia, z rękami związanymi na plecach i włosami luźno opadającymi na kark".




Inny przykład odnosi się do (głośnej - choć głównie ze względu na kontekst) zbrodni na tle rasistowskim, dokonanej w 2008 r. w Stanach Zjednoczonych. Otóż 15 października tego roku zostało brutalnie zamordowane (po wcześniejszych torturach) małżeństwo: Jan Paweł Pietrzak i Quaiana Jenkins Pietrzak. On był sierżantem elitarnej formacji amerykańskiej armii - marines - polskiego pochodzenia (otrzymał imię na cześć papieża Jana Pawła II), ona - czarnoskórą dziewczyną - pobrali się jeszcze w tym samym roku. Niestety owe "splamienie rasy" (bo fakt że czarny facet może posuwać białe kobiety jest oczywisty, ale biały mężczyzna nie ma prawa do związku z czarnoskórą kobietą) nie spodobało się kilku czarnym bandytom, notabene podkomendnym sierżanta Pietrzaka (czyli żołnierzom z jego jednostki). Postanowili oni ukarać "dziwkę" za "splamienie rasy" i 15 października wdarli się do domu niczego nie podejrzewającej pary zakochanych w sobie ludzi. Jan Paweł próbował co prawda walczyć z napastnikami, ale oni mieli broń (on nie - nie trzymał bowiem broni w domu) i do tego było ich czterech. Następnie jego związali, a na niej dopuścili się wielogodzinnego gwałtu tępym narzędziem, które wkładali jej w miejsca intymne. Jednocześnie przez wiele godzin brutalnie torturowali swego dowódcę. Ostatecznie zabili ich strzałem w tył głowy (w katyński sposób). Pikanterii całej sprawie dodaje fakt, że ta zbrodnia została popełniona w czasie trwającej wówczas w Stanach Zjednoczonych prezydenckiej kampanii wyborczej, którą wygrał czarnoskóry (a raczej Mulat) Barack Obama. Swoją drogą, gdyby sytuacja była odwrotna i to "biali suprematyści" brutalnie zamordowali czarnoskórego oficera i jego białą żonę - byłyby organizowane wielotygodniowe zamieszki murzyńskiej ludności w USA i ataki na policję, a w "media" CNN, CNBC czy CBS grzały by ten temat na okrągło. Ponieważ jednak zabito tylko "czarną dziwkę, która zdradziła swoją rasę" (jak myśli zapewne większość murzyńskich rasistów) i jej białego fagasa - to ok. Wiadomo, kara jakaś musi być, bowiem opinia publiczna była zbulwersowana, ale bez przesady, a tak w ogóle do "niewolnictwo czarnych", "rasizm", "homofobia" "islamofobia", "biali suprematyści", etc. etc. Oficjalnie trzech z owych bandytów skazano na karę śmierci, jeden (zapewne za wsypanie reszty) dostał dożywocie, ale nie wiadomo czy wyrok ten został wykonany, w każdym razie matki zamordowanych do końca walczyły w sądzie o sprawiedliwość, pokazując jednocześnie światu że zarówno biały jak i czarny rasizm oraz szowinizm wyrasta z nienawiści i braku pokory wobec Boga. 



 NIE ZNALEŹLI SZCZĘŚCIA NA TYM ŚWIECIE

POZOSTALI RAZEM NA TAMTYM

CZEŚĆ ICH PAMIĘCI






  




Na zakończenie tego wstępu powiem jeszcze że to co powoduje iż zło się odradza co jakiś czas w różnych konfiguracjach - to również wina infantylizmu społecznego i braku wiedzy odnośnie przeszłości. Ostatnio rozbawił mnie Kazimierz Kaczor, który w jednym z wywiadów opowiedział jak jego wnuczka zapytała: "Dziadku, czy to prawda że jak byłeś młody, to nie było telefonów komórkowych?", gdy potwierdził, dziewczynka dodała: "To jak wyście wtedy żyli?" Równie naiwnie, wręcz prostacko żeby nie powiedzieć głupio pytali się ludzi - którzy przeżyli sowieckie wywózki i piekło tamtego życia - amerykańcy oraz brytyjscy dziennikarze: "Dlaczego, jak was wywozili, nie wzięliście adwokata?" 😨. Mając na względzie te i wiele im podobnych "rozsądnych" pytań i nie chcąc rozważać ich głębi, przejdę już bezpośrednio do właściwego tematu. Zaczniemy od... Berghofu.



SOWIECKIE WYWÓZKI - WARTO OBEJRZEĆ OD MINUTY:

29:10 - 37:40


 

 

CDN.