Łączna liczba wyświetleń

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą STAROŻYTNY EGIPT. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą STAROŻYTNY EGIPT. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 22 maja 2025

MORITURI TE SALUTANT - Cz. V

CZYLI DZIEJE IMPERIUM 
WSCHODU I ZACHODU





PROLOG
Cz. V





 Po złożeniu ciała Kleopatry do grobu, Oktawian stał się teraz panem Aleksandrii i całego Egiptu. Wstąpiwszy na (wcześniej przygotowaną mównicę) w wielkiej sali gimnazjonu aleksandryjskiego (tej samej, w której cztery lata wcześniej Marek Antoniusz ogłosił Kleopatrę "królową królów", a swoim dzieciom - zrodzonym z Kleopatry - ofiarował różne krainy Wschodu). Tam, w towarzystwie swego przyjaciela i nauczyciela Arejosa (był on przez pewien czas pedagogiem Oktawiana gdy przebywał w Rzymie, ale potem wrócił do Aleksandrii i należał do grona uczonych, skupionych wokół Wielkiej Biblioteki Aleksandryjskiej. Gdy zaś Oktawian przybył do miasta, Arejos wyszedł mu na spotkanie i razem towarzyszył podczas wkraczania w mury Aleksandrii), rozpoczął mowę do skupionych w gimnazjonie mieszkańców miasta. Wszyscy oni - gdy tylko wszedł na mównicę - padli przed nim na twarz, jako przed nowym królem Egiptu, tak jak czynili to wielokrotnie wcześniej przy każdym kolejnym władcy. Oktawian jednak nie miał nic wspólnego z człowiekiem Wschodu, bezwzględnie był człowiekiem Zachodu, rzymskiego świata republikańskiego i wychowany w tym duchu nie znosił tak bardzo upodlonej służalczości. Nakazał więc wszystkim wstać, a następni, mówiąc do nich po grecku - tak aby wszyscy zrozumieli - orzekł, iż daruje wszystkie winy, jakie miasto ma wobec Rzymu, nikogo nie skrzywdzi i samego miasta nie zniszczy. Dodał że czyni to trzech przyczyn: po pierwsze - ze względu na postać Aleksandra Wielkiego, założycielami miasta; po drugie - ze względu na piękno Aleksandrii; i po trzecie - ponieważ poprosił go o to jego przyjaciel Arejos. Niestety, nie wszyscy mogli liczyć na zmiłowanie Oktawiana Cezara, niektórzy musieli jednak dać głowę. Tak też się stało z Cezarionem - synem Kleopatry i Cezara, którego matka wysłała - pod opieką jego nauczyciela Rodona - w podróż przez Etiopię, gdzie mieli dostać się na statek i przedostać do Indii. Tak się jednak nie stało, gdyż Rodon (obawiając się zapewne trudów tak dalekiej podróży), przekonał chłopca że należy wrócić, gdyż Oktawian zastanawia się czy nie przekazać Cezarionowi władzy nad Egiptem po jego matce. A nawet gdyby okazało się to nieprawdą, zawsze można uciec na Rodos. Postanowiono wrócić i gdy Cezarion stanął przed Oktawianem - licząc nie tylko na łaskę, ale również na koronę - ten zastanawiał się co z nim uczynić i wówczas usłyszał słowa Arejosa, który parafrazując Homera, stwierdził: "Niedobrze jest w państwie, gdy jest zbyt wielu królów" (z tym że on użył słowa "Cezarów"). Tym stwierdzeniem wydał wyrok na chłopca, gdyż słowo "cezar" przestawało być nazwiskiem, a stawało się tytułem i symbolem nowego systemu politycznego.

Przez krótki czas Cezarion był traktowany jak brat Oktawiana (z tym że cały czas był pod obserwacją i pod strażą). Pewnego dnia do jego komnat weszli żołnierze i... tak zakończyła się jego 17-letnia ziemska wędrówka. Wkrótce w jego ślady poszedł Antyllus (najstarszy syn Marka Antoniusza zrodzony z jego pierwszej żony Fulwii). Ten rówieśnik Cezariona (w niektórych źródłach mówi się iż był od niego dwa lata młodszy) również był pod opieką swego nauczyciela  Teodorosa. Ten jednak - obawiając się również o własne życie - wydał chłopca, który zdążył zbiec do świątyni, jaką królowa Kleopatra postawiła w Aleksandrii Cezarowi i przed ołtarzem "Boskiego Juliusza" modlił się o łaskę. Dostał stamtąd jednak brutalnie zabrany i zabity. Następnie żołnierze odcięli mu głowę i zanieśli Oktawianowi. Nie wiadomo dlaczego dokładnie Cezar Oktawian zdecydował się na taki krok w przypadku Antyllusa? Tym bardziej że zarówno on, jak i jego siostra Oktawia lubili go, cenili i uważali za inteligentnego młodego człowieka. Czyżby - podobnie jak w przypadku Cezariona - górę wziął fakt, iż był on głównym dziedzicem swego ojca? jako najstarszy syn). W każdym razie stracił życie. Pozostałe zaś dzieci Antoniusza i Kleopatry - Aleksander Helios, Kleopatra Selene i młodziutki Ptolemeusz, a także równie młody Antoniusz nie musieli się niczego obawiać. Oktawian zabrał ich następnie ze sobą do Rzymu i pozostawił pod opieką swojej siostry Oktawii, gdzie dorastali w dostatku i spokoju (Kleopatra Selene została potem wydana za mąż za przyszłego władcę Mauretanii - Jubę II. Z tego związku narodził się syn - Ptolemeusz I -  król Mauretanii, którego w 40 roku cesarz Kaligula kazał zamordować, formalnie przyłączając wówczas Mauretanię do Imperium {formalnie, gdyż realnie stała się ona częścią Cesarstwa ok. 44 r. już za Klaudiusza, gdy wojska rzymskie ją zajęły}. Natomiast młody Antoniusz dorastał u boku rodziny cesarskiej, będąc jednym z ulubieńców samego Oktawiana). Poza najstarszymi dziećmi Kleopatry i Antoniusza, tak naprawdę represje ze strony Oktawiana Cezara dotknęły niewiele osób z ich najbliższego otoczenia. Filostratos (najzdolniejszy wówczas mówca- improwizator) ocalił życie za wstawiennictwem Arejosa. Stary Tyrannion z Amisos (jeden z nauczycieli Strabona - geografa i pisarza) został co prawda aresztowany i przewieziony do Rzymu, ale tam mu wybaczono. Śmierć poniósł jeszcze tylko pewien Grek z otoczenie Antoniusza, który niegdyś namówił go do porzucenia Oktawii i poślubienia Kleopatry.


OKTAWIA
(SIOSTRA CEZARA AUGUSTA)



Egipt stał się odtąd rzymską prowincją, a pierwszym namiestnikiem Oktawian mianował Gajusza Korneliusza Gallusa (tego samego, którego Antoniusz nie był w stanie pokonać w Paraetonium). Gallus był co prawda żołnierzem, ale przede wszystkim był poetą i to dosyć popularnym w swoim czasie (chociaż do naszych czasów jego twórczość prawie się nie zachowała, ale inni grecko-rzymscy autorzy często się na niego powołują). Gallus nie należał do stanu senatorskiego - nobilitas. Nie był senatorem, co miało ogromne plusy, gdyż Oktawian obawiał się powierzyć tak dużą i bogatą prowincję jak Egipt jakiemuś senatorowi z Rzymu, dla którego byłaby to odskocznia do zdobycia władzy nad całym Imperium, dlatego też Gallus był tutaj najlepszą możliwą opcją. Oktawian Cezar oczywiście zwiedził samą Aleksandrię (często w towarzystwie Arejosa, który oprowadzał go po różnych rejonach miasta). Zapragnął też odwiedzić grobowiec Aleksandra (w trakcie tych odwiedzin ponoć odłupano kawałek nosa zmarłego prawie 300 lat wcześniej Aleksandra Wielkiego). Gdy jednak Aleksandryjczycy zaproponowali mu aby odwiedził również grobowce innych królów Egiptu z dynastii Ptolemeuszy, ten odparł krótko, acz dobitnie: "Króla chciałem odwiedzić, zwłoki mnie nie interesują!" Nim Cezar Oktawian wyruszył w drogę powrotną do Rzymu - gdy już uporządkował sprawy Wschodu - w ręce wpadł mu wówczas nieoczekiwany prezent. Mianowicie wydano mu niejakiego Gajusza Kasjusza Parmensisa - który był już ostatnim żyjącym zabójcą Juliusza Cezara. Oczywiście szybko został zgładzony, jeszcze w tym samym 30 r. p.n.e.
Wyjeżdżając z Egiptu Oktawian zabrał ze sobą ogromne skarby zgromadzone wcześniej przez samą Kleopatrę (która przygotowując się do ucieczki z kraju, ogołociła również wiele aleksandryjskich świątyń, co potem ułatwiło Rzymianom zadanie, gdyż przywłaszczyli sobie te kosztowności, nie narażając się na zarzut zbyszczeszczenia świątyń). W samym Rzymie zaś wiadomość o śmierci Marka Antoniusza przyszła 13 września. Publicznie ogłosił ją na Forum konsul Marek Tulliusz Cyceron - syn owego wielkiego Cycerona, którego z rozkazu Marka Antoniusza zabito 13 lat wcześniej i którego dłonie przybito do wrót Senatu. Teraz miał on chwilę swego własnego, prywatnego triumfu, ogłaszając mieszkańcom Rzymu że wróg ludu, Antoniusz nie żyje.


MAREK ANTONIUSZ i FULWIA
(JEGO PIERWSZA ŻONA)



Cezar Oktawian wracał teraz powoli do Rzymu przez Syrię, Azję Mniejszą i Grecję. W Syrii ostatecznie rozpatrzył sprawę wsparcia dwóch walczących ze sobą królów z dynastii Arsacydów partyjskich: Tiridatesa i Fraatesa (już wcześniej prosili go obaj o wsparcie, ale póki nie zakończył sprawy z Antoniuszem i Kleopatrą, nie chciał się nigdzie indziej angażować). Ponieważ w międzyczasie Tiridates przegrał, a dotychczasowy król Partów Fraates IV utrzymał swą władzę, Oktawian zawarł z nim układ o przyjaźni, a jednocześnie pozwolił zbiegłemu do Syrii Tiridatesowi tam zamieszkać i odmówił wydania go Fraatesowi (który wstąpiwszy na tron w roku 38 p.n.e. wymordował wszystkich swoich braci). Potem Oktawian Cezar ruszył w dalszą drogę. W Grecji przepłynął morzem do Brundyzjum, gdzie czekał już na niego łuk triumfalny tam wystawiony, ozdobiony trofeami. Senat oczywiście przyznał mu prawo triumfu nad Antoniuszem i Kleopatrą "wrogami ludu rzymskiego" i oczekiwano Oktawiana jeszcze przed końcem roku, wznosząc dla niego również w Rzymie wspaniały łuk triumfalny. Ten jednak wcale tam się nie wybierał... przynajmniej nie od razu. Po trudach kampanii wojennej i marszu przez wschodnie prowincje, Oktawian Cezar zapragnął odpocząć, tym bardziej że zbliżała się zima. Ciasny Rzym - który już dawno wyszedł poza pierwotne granice muru serwińskiego - co prawda w zimie był mniej cuchnący niż latem, ale Oktawian wolał zatrzymać się w Neapolu (dawnym mieście greckim), które w pewien sposób przypominało Aleksandrię ( najpiękniejsze wówczas i najbogatsze miasto ówczesnego świata). W Neapolis odpoczywał nad brzegiem morza, a nawet popłynął statkiem na wyspę Capri, aby ją zwiedzić. Nieśpieszno mu było do domu i rodziny, do czekającej żony Liwii i siostry Oktawii, a także do wszystkich Rzymian, którzy z niecierpliwością oczekiwali jego powrotu. Wyspa Capri tak bardzo spodobała się Oktawianowi, że wykupił ją od miasta Napolis (ofiarowując w zamian kilka mniejszych wysepek). Nie dość jednak na tym, następnie Oktawian przeniósł się do miejscowości Atella, gdzie również odpoczywał. Tam odwiedził go Gajusz Cilniusz Mecenas (który dotąd - wraz z Agryppą - wspólnie rządził Rzymem i Italią). Przywiózł on ze sobą poetę Publiusza Wergiliusza Maro, który zaprezentował przed Cezarem swoje nowe dzieło: "Georgikę" (której odczytywanie zajęło mu następnie kilka dni). To właśnie od tego momentu (i nie tylko tym utworem - które przetrwało do dzisiaj i bezwzględnie jest jednym z piękniejszych wierszy spisanych po łacinie) kariera owego chłopskiego syna spod Mantui - Wergiliusza przyspieszyła, tak, iż stał się zamożnym człowiekiem (bogactwo jednak nie zmieniło jego charakteru, ani też sposobu życia. Żył więc tak jak dotąd, czyli jak wieśniak 😉).


WIEJSKA WILLA 
W POBLIŻU NEAPOLIS



Mijały kolejne dni, potem tygodnie i miesiące, a Oktawian nie opuszczał Atelli. Po zaprzysiężeniu nowych konsulów - czyli po Nowym Roku (jednym z nich był sam Oktawian Cezar, a drugim niejaki Sekstus Apulejusz) 11 stycznia 29 r. p.n.e. zamknięto bramy świątyni boga janusa. Było to niesamowite wydarzenie, dotąd bowiem w całych prawie 500-letnich dziejach Republiki rzymskiej tylko dwukrotnie to uczyniono. Świątynia Janusa była nieco dziwacznym przybytkiem, niepodobnym do żadnych innych świątyń, a mianowicie były to dwie stojące obok siebie bramy, ustawione w pobliżu Forum Romanum, które przez wszystkie te lata, dekady i wieki pozostawały otwarte. Zamykano je tylko i wyłącznie wówczas, gdy w całym państwie (w tym przypadku w całym Imperium) panował pokój (biorąc pod uwagę że w czasach Republiki zamknięto je tylko dwukrotnie, to może sugerować że Rzym prawie cały czas toczył wówczas wojny i nie jest to wcale opinia bezzasadna, Rzymianie byli bowiem niezwykle agresywni i żądni dominacji, a ich system społeczny, polityczny i rodzinny oparty na silnej strukturze patriarchalnej, bardzo temu służył. Tak więc gdy Grecy - którzy po podbojach Aleksandra Wielkiego zaczęli utożsamiać się z kulturą Wschodu, a co za tym idzie zaczęli "niewieścieć", Rzymianie byli mega męscy. Oczywiście z czasem to też się zmieniło i Rzymianie zbabieli - o czym pisałem wielokrotnie, powołując się chociażby na takich autorów jak Juwenalis czy Marcjalis. A wszystko to było związane ze wzrostem pozycji i praw kobiet, im bowiem więcej praw kobiet, tym społeczeństwo stawało się bardziej rozlazłe, bardziej sfeminizowane i bardziej podatne na taki z zewnątrz. Nie jest to zarzut, a jedynie stwierdzenie faktu. Tylko bowiem społeczeństwa silnie patriarchalne są w stanie nie tylko przetrwać, ale też dokonywać ekspansji, cała reszta skazana jest praktycznie na wymarcie lub uznanie nowych zwycięzców, którzy jak w przypadku Rzymian przyszli z północy). Tak więc bramy świątyni Janusa zostały zamknięte (choć nie na długo wszakże i wkrótce ponownie je otwarto) co było wówczas wielkim wydarzeniem w samym Rzymie. Uczyniono to również z tego powodu, aby ponaglić Oktawiana Cezara do powrotu do Rzymu, gdyż ewidentnie mu się nie spieszyło. W tych letnich, nadbrzeżnych małych miasteczkach spędził on nie tylko zimę, ale również wiosnę i początek lata 29 r. p.n.e. Oktawian stanął pod Rzymem na początku sierpnia, a 13 dnia tego miesiąca odbył wspaniały triumf.




CDN.

sobota, 17 maja 2025

MORITURI TE SALUTANT - Cz. IV

CZYLI DZIEJE IMPERIUM 
WSCHODU I ZACHODU





PROLOG
Cz. IV





 Oktawian rozbił obóz po wschodniej stronie miasta, tuż nieopodal hipodromu. Lecz nim jazda Cezara ruszyła w stronę Aleksandrii, zaskoczył ją nagły atak konnych Antoniusza, a tempo i furia owego ataku była tak silna, że oddziały Cezara zaczęły się cofać w stronę swego obozu. Marek Antoniusz odniósł swoje pierwsze od dłuższego już czasu zwycięstwo. Wreszcie - ponownie - zaświeciło mu światełko nadziei: może jednak nie wszystko stracone, może uda się pokonać Oktawiana w bitwie pod miastem? Takie myśli musiały wówczas kołatać się w jego głowie. Gdy Antoniusz powrócił do pałacu - cały we krwi swych wrogów - podszedł do Kleopatry, przycisnął ją do siebie i mocno pocałował. Następnie przedstawił jej najdzielniejszego żołnierza, który odznaczył się w tej bitwie. Królowa Egiptu ofiarowała żołnierzowi w nagrodę za jego męstwo złoty napierśnik i hełm. Antoniusz miał powody do radości nie tylko ze względu na wynik tego starcia, ale również na fakt, że udało się wysłać do obozu Oktawiana ulotki przebite strzałami, w których Antoniusz obiecywał każdemu żołnierzowi po 6 000 sestersji za przejście na jego stronę. Ulotki te dostały się również w ręce Oktawiana i zgromadziwszy wokół siebie swoich żołnierzy, zaczął je publicznie czytać, jednocześnie kpiąc sobie z Antoniusza iż musi imać się tak żałosnych metod. Następnie powołał się na pamięć swego ojca Gajusza Juliusza Cezara i wierność, jaką żołnierze jemu dochowali. Potem zaś stwierdził, że kto tylko tego pragnie, może przejść do obozu Antoniusza, ale jeśli dostanie się do niewoli, nie będzie dla niego łaski i zmiłowania a jedynie śmierć, gdyż zdrajcy w taki właśnie sposób są karani. To poskutkowało, żaden z żołnierzy nie odważył się opuścić szeregów Oktawiana Cezara. Antoniusz złożył teraz przedziwną propozycję Oktawianowi, a mianowicie stwierdził, że aby powstrzymać rozlew krwi wśród samych Rzymian, należy ten konflikt zakończyć w sposób bardzo prosty - mianowicie obaj skłóceni wodzowie będą ze sobą walczyć na miecze na śmierć i życie, a ten który zwycięży, wygra również całą kampanię. Nie wiadomo czy Antoniusz rzeczywiście wierzył w to, że Oktawian może być tak nierozsądny aby przystać na ową propozycję, ale nie należy tego wykluczyć, w końcu tonący chwyta się nawet brzytwy. Wysłał mu więc odpowiedź, w której pozostawiał mu wybór co do rodzaju śmierci jaką pragnie zginąć.


MAREK ANTONIUSZ



Antoniusz zaczął teraz przygotowywać egipskie okręty do bitwy,  licząc na to, że tu, w Aleksandrii stoczona zostanie nowa bitwa pod Akcjum, w której to on odniesie ostateczne zwycięstwo. Pełny nadziei przekonywał swych żołnierzy do walki, a gdy okręty ruszyły, obserwował je z Heptastadion - kamiennego mostu wzniesionego, aby można było suchą stopą przyjść z miasta na wyspę Faros. Gdy już, już okręty były bliskie starcia z przybyłą flotą rzymską Oktawiana Cezara, nagle stało się coś, czego Antoniusz się nie spodziewał, a co było już wówczas bardzo prawdopodobne. Mianowicie egipskie okręty podniosły wiosła do góry i zaczęły pozdrawiać Rzymian, rezygnując z walki. Za ich przykładem poszły również ostatnie oddziały lądowe Antoniusza (zdezerterował również ów żołnierz, tak hojnie obdarzony przez Kleopatrę po bitwie konnej pod Aleksandrią). To był koniec! Antoniusz stracił wszystko, dosłownie wszystko, została mu już tylko Kleopatra, która już wcześniej podejmowała z nim tematy związane ze śmiercią i tym, że w ten sposób mogliby się uwolnić od tej całej niepewności. Ale co z dziećmi? Co z nimi będzie, jeśli wpadną w ręce Oktawiana? Największe obawy tyczyły się właśnie Cezariona, gdyż był on najbardziej zagrożony, jako że był rodowitym synem Cezara. Oktawian nie mógł pozwolić mu przeżyć, bo godziłoby to w jego prestiż, a poza tym nie mogło być w Imperium dwóch Cezarów, dwóch "Synów Boskiego". Antyllus - syn Antoniusza ze związku z Fulwią (jego pierwszą żoną) również był zagrożony, ale w tym przypadku istniała duża szansa że zdoła jednak ocalić życie. Natomiast pozostałe dzieci Antoniusza i Kleopatry praktycznie były całkowicie bezpieczne. Królowa - przygotowując się do dnia ostatecznego - jednocześnie chciała zabezpieczyć swoje dzieci i w tym właśnie celu wybrała niejakiego Hammoniusza 72-letniego filozofa którego poważała, aby pomógł jej ukryć Cezariona i wywieźć go z kraju. Ten dobrał sobie do pomocy niejakiego Archimedesa, który miał zabezpieczyć trasę przejazdu młodego królewicza do Arabii lub na południe, do Nubii. Cezarion jednak był bardzo przywiązany do swojego wychowawcy - Rodona, który uczył go literatury. Ta zażyłość syna w stosunku do jego wychowawcy nie podobała się Kleopatrze i to nie tylko dlatego że Rodon miał swoiste umiłowanie do klejnotów i pieniędzy (np. chwalił się publicznie ofiarowanymi mu przez Cezariona klejnotami, które wplatał we własne włosy), ale również dlatego, że Rodon był uczniem filozofa Ariosa, którego Kleopatra nienawidziła, jako że niegdyś wspierał on jej siostrę Arsinoe. Jednak teraz, w obliczu zbliżającej się śmierci, nie mogła nie zgodzić się na żądania syna, aby to właśnie Rodon towarzyszył mu podczas podróży.

Reszta dzieci była raczej bezpieczna i nie trzeba było specjalnie organizować ich ucieczki. Antyllus co prawda był młodszy od Cezariona o jakieś 2 lata (nie miał jeszcze 15 lat) i był lubiany zarówno przez Oktawię (siostrę Oktawiana, a drugą żonę Antoniusza) jak i przez samego Oktawiana Cezara, który traktował go zawsze uprzejmie. Dzień w którym flota i armia Antoniusza ostatecznie poddała się Oktawianowi (1 sierpnia 30 r. p.n.e.), był również dniem, w którym Cezar wkroczył do Aleksandrii. Nie ma więc czasu, najpierw trzeba odesłać Cezariona z miasta, gdzie grozi mu wielkie niebezpieczeństwo. I tak właśnie się dzieje, Kleopatra - pożegnawszy się z synem i wyposażywszy go w niezbędne przedmioty (w tym dużo złota, aby można było bezpiecznie dotrzeć do celu), pozostawia go opiece jego wychowawcy Rodona. Obaj w przebraniu zwykłych mieszkańców opuszczają miasto (Cezarion jedzie na osiołku). Teraz tylko trzeba dokończyć całej reszty. Gdy więc w pałacu zjawia się Antoniusz, pragnący zyskać ukojenie od wszechobecnej zdrady w ramionach swej małżonki, na spotkanie wyszła mu zapłakana Charmion, która stwierdziła że jej pani zamknęła się w swym grobowcu (który to kazała wznieść nieopodal świątyni Izydy i w którym znajdowało się mnóstwo złota oraz kosztowności). Dodała też, że tam właśnie Kleopatra popełniła samobójstwo, pozostawiwszy list, w którym prosi swego małżonka aby niezwłocznie dołączył do niej w krainie umarłych, bo skoro nie było im dane być szczęśliwym za życia, to przynajmniej niech będą szczęśliwi po śmierci. Antoniusz był załamany, płakał i zachowywał się tak, jak nigdy wcześniej. Udał się do swej komnaty, tam zdjął pancerz i stwierdziwszy że cóż z niego za wódz, skoro nawet kobieta pokonała go odwagą, wziął do ręki miecz, próbując wbić go sobie w pierś. Nie miał jednak odwagi. Poprosił więc swego niewolnika - Erosa, aby uczynił to za niego, jednocześnie obdarowawszy go wolnością. Eros wziął do ręki miecz, zamachnął się i... sam się nim przebił, padając martwy u stóp Antoniusza. Ten widząc owe poświęcenie, rzekł: "Dobrze żeś mi pokazał, jak to się robi". Następnie wziął zamach i... wbił sobie miecz w brzuch, ale tak niezręcznie że nie poniósł śmierci od razu, natomiast mocno krwawił i upadłszy na ziemię, prosił wszystkich aby go dobili. Problem polegał tylko na tym, że prawie wszyscy już uciekli, a ranny, leżący w kałuży własnej krwi Antoniusz, jęcząc z bólu prosił o łaskę śmierci.




W takim stanie zastał go tam sekretarz Kleopatry, niejaki Diomedes, który stwierdził że królowa co prawda zamknęła się w swym grobowcu, ale nie popełniła samobójstwa, żyje i pragnie widzieć się ze swym małżonkiem. Zorganizowawszy kilku niewolników (którzy zanieśli rannego Antoniusza do grobowca Kleopatry), Diomedes przekonał się że już zaryglowane i nie można ich było otworzyć. Wobec tego Kleopatra (i dwie zamknięte z nią w grobowcu niewolnice) spuściły przez górne okno sznury, którymi obwiązano Antoniusza i zaczęły go w ten sposób wciągać. Gdy to im się wreszcie udało, królowa ułożyła swego małżonka na łożu i okryła sukniami. Antoniusz był już bliski śmierci, ona zaś płakała, nazywając go swoją największą miłością, swym mężem i panem. Antoniusz poprosił o łyk wina, a następnie pocieszał ją aby nie rozpaczała nad nim, gdyż ma się za szczęśliwca. Przeżył wiele pięknych chwil, odniósł wiele wspaniałych zwycięstw, zdobył wielką potęgę, a przede wszystkim poznał ją, królową Nilu - Kleopatrę. Dodał również że nie czuje się przegrany, a wręcz przeciwnie, umiera w chwale jak Rzymianin pokonany przez Rzymianina. Tymczasem gdy Antoniusz umierał w ramionach Kleopatry w jej prywatnym grobowcu, ktoś ze służby wziął zakrwawiony płaszcz Antoniusza i jego miecz i zaniósł go do obozu Oktawiana Cezara, spodziewając się że otrzyma za to sowitą nagrodę. Oktawian jednak nie tylko że nie nagrodził owego człowieka, to na wiadomość o śmierci Antoniusza ukrył się za kotarą swego miotu i... płakał. Gdy jednak zorientował się że w tych okolicznościach taka melancholijna postawa nie przystoi wodzowi zwycięskiej armii (notabene Oktawian był bardzo wrażliwym mężczyzną, często zdarzało mu się płakać nawet w wieku starczym), wyszedł do żołnierzy z listami które wcześniej pisywał doń Antoniusz i zaczął publicznie odczytywać najbardziej obraźliwe i butne wypowiedzi zmarłego. Na marginesie warto też odnotować, że tego samego dnia co Antoniusz (czyli 1 sierpnia 30 r p.n.e.) w Memfis zmarł tamtejszy kapłan świątyni Ptaha - Imhotep-Pedubast. Prawdopodobnie był ofiarą upadającego systemu władzy, ale dokładnych powodów jego śmierci nie znamy. W każdym razie w chwili śmierci miał zaledwie 16 lat, a kapłanem Ptaha był od dziewięciu lat. Zresztą urodził się w rodzinie kapłańskiej (co oczywiste, rzadko bowiem można było awansować na kapłana, nie będąc kapłanem z urodzenia). Wcześniej urząd kapłana świątyni Ptaha w Memfis sprawował jego ojciec - Pasherienptah III (zmarły w 41 r. p.n.e.). Matką Imhotepa-Pedubasta była zaś (pochodząca również z rodziny kapłańskiej) Taimhotep (zmarła w wieku 30 lat w 42 r. p.n.e.). Tyle gwoli ciekawostki.


OKTAWIAN CEZAR ODCZYTUJE STARE LISTY MARKA ANTONIUSZA 



Pomimo jawnego żalu po śmierci swego małżonka, Kleopatra miała jednak nadzieję, że teraz uda jej się porozumieć z Oktawianem i za pewne koncesje utrzymać tron Egiptu. Wyraz jego dobrej woli był choćby fakt iż zezwolił jej na odprawienie niezwykle hucznego i bogatego pogrzebu Antoniusza (wcześniej Kleopatra została wyprowadzona ze swego grobowca przez ludzi Oktawiana Cezara i umieszczona w pałacu). Kleopatra była non stop obserwowana przez ludzi Cezara, gdyż obawiano się że może pójść w ślady Antoniusza i popełnić samobójstwo, a Oktawian pragnął uczynić z niej symbol swego triumfu w Rzymie. Ona sama zresztą zapewne liczyła też że może nie wszystko stracone. Oktawian - po zajęciu się najważniejszymi sprawami odnośnie wojska i jego aprowizacji - kilka dni po śmierci Antoniusza (zapewne minęło trochę więcej niż tydzień) udał się do pałacu Kleopatry aby się z nią spotkać. Widział ją teraz po raz pierwszy od dłuższego czasu, jako że gdy miał możliwość widzieć ją ostatnim razem, pełnił urząd pontyfika, gdy Kleopatra odwiedziła Rzym (45 r. p.n.e.). On miał wtedy lat 18, ona zaś 24. Teraz Oktawian był 33-letnim mężczyzną, a ona, królowa Egiptu 39-letnią kobietą. Gdy wszedł do jej komnaty, królowa leżała na niskim łożu, odziana jedynie w lekką tunikę, a jej włosy były rozpuszczone. Mówi się że była zabójczo piękna, ale wydaje się to nieprawdą; była raczej przeciętna z urody, ale emanowała z niej siła dynastii z której się wywodziła, a poza tym była niezwykle inteligentna, a gdy trzeba wrażliwa i delikatna. Gdy tylko Oktawian wszedł, upadła mu do stóp, lecz on poprosił aby ponownie usiadła. Zaczęła się teraz usprawiedliwiać, twierdząc że wszystkiemu co złe, winna była postawa Antoniusza, jego upór i zła wola; lecz gdy Oktawian przypomniał pewne niekorzystne dla niej fakty, zmieniła temat rozmowy. Wyjęła listy które niegdyś wpisywał do niej sam Cezar i zaczęła je głośno czytać, co jakiś czas powtarzając niby to do siebie niby to do Cezara: "Czemuś mnie opuścił?", "czemuś nie zabrał mnie ze sobą?". W pewnym momencie Oktawian jej przerwał mówiąc: "Nie obawiaj się, nie spotka cię nic złego". Wówczas przekazała Oktawianowi spis wszystkich swych kosztowności i pieniędzy jakie posiadała, ale obecny podczas tej rozmowy intendent królowej, chcąc wkupić się w łaski Oktawiana stwierdził, że spis ten jest niepełny, gdyż królowa część majątku ukryła. Wówczas ona wstała ze swego miejsca, podeszła do owego intendenta i wymierzyła mu siarczysty policzek, co bardzo rozbawiło Oktawiana. Następnie dodała, iż rzeczywiście część swego majątku odłożyła, ale nie dla siebie, a w formie prezentu, jaki zamierzała wysłać żonie i siostrze Oktawiana (czyli Liwii i Oktawii). Oktawian stwierdził że zostawia jej w tej sprawie wolną rękę i że może liczyć na większą wyrozumiałość z jego strony niż jej się to wydaje, po czym pożegnał się i wyszedł.


RZYMSKA STRAŻ W PAŁACU KLEOPATRY



Kleopatra zaczęła być dobrej myśli. Również jej najbliżsi dworacy (którzy przy niej pozostali), sądzili że ich pani zachowa koronę. Ale pewnego dnia jeden z Rzymian z orszaku Oktawiana (który był cichym miłośnikiem Kleopatry) wyznał jej, że Cezar zamierza uczynić z niej symbol swego triumfu, a ona - wraz z dziećmi - ma pomaszerować ulicami Rzymu uświetniając jego zwycięstwo. 15 lat temu kroczyła ona po ulicach Rzymu jako królowa owianego legendami i bogactwem dawnych faraonów Egiptu, teraz zaś miała tam pomaszerować jako jeniec, co było dlań okrutnym upokorzeniem. To właśnie wówczas zdała sobie sprawę że nie ma już nadziei i aby nie stać się marionetką w rękach zwycięzcy, musi pójść w ślady Antoniusza. Musi dołączyć do niego w krainie umarłych. Rankiem następnego dnia udała się na grób Antoniusza, złożyła na nim kwiaty i długo płakała. Po powrocie do pałacu kazała sobie przygotować kąpiel, a następnie zjadła wykwintne śniadanie. W tym czasie do pałacu zmierzał już wcześniej umówiony człowiek, który w wiklinowym koszu pełnym fig, przyniósł jej... wyzwolenie. Drzwi do pałacu strzegli Rzymianie, którzy spytali się owego mężczyzny co tam niesie, na co on pokazał im koszt pełen fig, a nawet poczęstował ich kilkoma ma z nich. Wpuścili go, a on udał się do komnat królowej. Kleopatra skończyła właśnie pisać list do Oktawiana, a następnie poleciła go dostarczyć do adresata. W liście tam była jej prośba, aby spoczęła u boku ukochanego Antoniusza. Gdy Oktawian przeczytał ów list, z przerażeniem pobiegł ku jej komnatom, ale gdy tylko otworzono drzwi, było już za późno. Królowa właśnie umierała po wcześniejszym ugryzieniu jej przez żmiję, którą przyniósł óu mężczyzny w wiklinowym koszu pełnym fig. Obok królowej spoczęły również jej dwie służące i długoletnie współpracowniczki: Eiras i... Charmion. To ostatnia jeszcze żyła, gdy ktoś z otoczenia Oktawiana krzyknął: "Ładnie to tak, Charmion?!" Na co padła odpowiedź: "Tak, bo ona była potomkiem tylu królów!". Początkowo jednak nie wiadomo było w jaki sposób owe trzy kobiety poniosły śmierć, nie znaleziono bowiem żadnych ran i dopiero na lewym ramieniu Kleopatry dostrzeżono dwa małe ślady ukłuć. Nie było jednak żadnego węża, ani żmii (pewnie zdążyła już wypełznąć przez otwarte drzwi w stronę plaży). Pomimo złości jaką odczuwał Oktawian (gdyż plan jego triumfu został tym aktem zaprzepaszczony), uszanował on ostatnią wolę królowej Egiptu i pochował ją w uroczystej ceremonii obok grobowca Antoniusza. Nieopodal królowej spoczęły również jej dwie współpracownice Charmion i Eiras. Dzień w którym z tego świata odeszła królowa Egiptu, to 10 sierpnia 30 r. p.n.e.




CDN.

wtorek, 13 maja 2025

MORITURI TE SALUTANT - Cz. III

CZYLI DZIEJE IMPERIUM 
WSCHODU I ZACHODU





PROLOG
Cz. III





 Gladiatorzy Antoniusza z Kyzikos (gdzie trenowali aby uczcić spodziewane zwycięstwo ich pana nad Oktawianem Cezarem w bitwie pod Akcjum), ruszyli więc na południe, celem dotarcia do Egiptu. Przeszli przez Galację, Kapadocję i dotarli do gór Taurus, gdzie "wrotami cylicyjskimi" (wąwozem umożliwiającym przejście z Azji Mniejszej do Syrii) weszli do Cylicji. Nim jednak wkroczyli do Syrii wysłali posłów do tamtejszego rzymskiego namiestnika Kwintusa Didiusza, prosząc o bezpieczne przejście do Aleksandrii, do ich wodza i pana Marka Antoniusza - któremu Didiusz również przysięgał wierność. Ten zapewnił ich że udzieli im przejścia, ale gdy tylko weszli do Syrii zatrzymał ich przy pomocy jednego legionu i przekonywał do złożenia broni, obiecując że nie spadnie im włos z głowy jeśli to uczynią. Gladiatorzy odparli że przysięgali wierność tylko Antoniuszowi i tylko on może ich zwolnić z owej przysięgi, następnie wysłali posła do Aleksandrii z prośbą, by Antoni czym prędzej przybył do Syrii i by razem ze swym wodzem mogli walczyć, a jeśli tego pragną bogowie, również zginąć. Ta wiadomość, którą otrzymał Antoniusz, wyrwała go z totalnego marazmu, który wiódł już od kilku miesięcy w pałacyku zwanym Timonejonem, mieszczącym się na wyspie leżącej nieopodal Faros. Teraz jego pokuta i melancholijny nastrój (topiony w winie oraz udach nałożnic), ustąpił miejsca nadziei, że nie wszystko stracone. W noc przesilenia zimowego (gdy w Aleksandrii śpiewano pieśni o narodzeniu słońca) Antoniusz udał się do pałacu Kleopatry i poinformował ją że nazajutrz odpływa do Paraetonium (port w Libii) aby przejąć stacjonujące tam pięć legionów, które są teraz bardzo potrzebne do obrony Egiptu. Dowódcą tych legionów był Skarpus (o którym wspomniałem w poprzedniej części) oficer i przyjaciel Antoniusza jeszcze z czasów wojny galijskiej. Ponieważ siły te stacjonowały na zachodzie Egiptu, a Skarpus przebywał częściej w Aleksandrii (pijąc ze swym wodzem w Timonejonie) przeto Oktawian Cezar posłał tam swego człowieka - Gajusza Korneliusza Gallusa, który szybko przekonał legionistów do przejścia na stronę zwycięskiego wodza. Teraz pomimo próśb swych gladiatorów w Syrii, Antoniusz nie mógł się tam udać, gdyż ważniejsze było odzyskanie legionów Skarpusa, a sądził że uda mu się to uczynić dość łatwo, jako że żołnierze ci walczyli pod jego rozkazami w wielu bitwach i byli mu wierni, a poza tym zabrał ze sobą 40 okrętów obsadzonych egipskimi i rzymskimi żołnierzami. 




Nie udało mu się jednak osiągnąć tego, czego pragnął, jako że gdy tylko zbliżył się do portu w Paraetonium i zaczął nawoływać  swych żołnierzy aby do niego dołączyli, jego okrzyki zagłuszył Gallus, każąc dąć w trąby, tak, że okrzyków Antoniusza nie było w ogóle słychać. Podjął się on więc próby ataku na umocnienia owych legionów, ale poniósł porażkę i musiał się wycofać na swe okręty. Nocą zaś oddziały Gallusa rozciągnęły pod wodą żelazny łańcuch, zamykający dostęp do portu, a rano żołnierze podjęli atak, paląc wiele z tych statków. Antoniusz - jako jeden z nielicznych - na swym okręcie wyszedł bez szwanku z tej katastrofy. Teraz dopiero był problem, bo nie dosyć że na Egipt od strony północno-wschodniej maszerowała główna armia Oktawiana, to również na zachodzie stacjonowało pięć legionów pod wodzą Gallusa - które mogły w każdej chwili uderzyć na Aleksandrię, a do tego Marek Antoniusz nie mógł już tej sytuacji odpłynąć do Syrii, aby wesprzeć tam swych gladiatorów. Ci zaś nie zamierzali się poddać i odrzucali wszelkie składane im deklaracje Didiusza. Ostatecznie namiestnik Syrii poinformował ich, że Antoniusz poległ w walce w Libii i nie mają już komu służyć. Początkowo nie chcieli wierzyć w te słowa, czekając na jakikolwiek znak ze strony Antoniusza, ale gdy ten nie nadchodził, ostatecznie zgodzili się złożyć broń pod jednym wszakże warunkiem - że otrzymają wolność i nigdy już nie będą musieli walczyć jako gladiatorzy. Kwintus Didiusz zgodził się na to, a nawet ofiarował im przedmieścia Antiochii zwane Dafne, aby mogli się tam osiedlić. Tymczasem Kleopatra zaczęła coraz poważniej rozważać żądanie Oktawiana, aby w zamian za pozostanie u władzy, pozbyła się Antoniusza. Takie wyjście podpowiadali jej dwaj najbliżsi i najwierniejsi współpracownicy: Charmion (grecka arystokratka, która większość swego życia spędziła u boku królowej Kleopatry jako jej doradczyni i organizatorka dworu), oraz osobisty eunuch królowej Hefajstionos (który miał jej powtarzać słowa: "Wasza Wysokość, przeżycie znaczy wszystko, tylko ci, którzy żyją, mogą negocjować swą przyszłość"). Kleopatra patrzyła na swego 17-letniego syna Cezariona i zapewne w jej głowie pojawiały się myśli aby zapewnić mu przyszłość, aby mógł przejąć koronę Egiptu, a to jest możliwe tylko i wyłącznie za zgodą Oktawiana Cezara. Tylko czy ten by się na to zgodził? W końcu Cezarion jest prawdziwym synem Cezara, a nie adoptowanym, tak jak Oktawian. A przecież w Imperium Rzymskim (czy raczej w rzymskim świecie, do którego należałby również Egipt) nie mogło być dwóch Cezarów. Ostatecznie Kleopatra doszła do wniosku, że nie uczyni niczego przeciwko Antoniuszowi, ojcu dwójki jej dzieci: Aleksandra Heliosa i Kleopatry Selene. Wymogła również taką przysięgę od Charmion i Hefajstiona (bała się bowiem że Charmion może po prostu otruć Antoniusza dla ratowania swej pani).

Mimo porażek, jakie spadały na tę dwójkę zakochanych w sobie ludzi, teraz już nie tracili oni nadziei na przetrwanie. Antoniusz np .organizował publiczne szkolenia wojskowe, w których najważniejszymi postaciami był Cezarion i jego syn z pierwszego małżeństwa Antyllus. To właśnie ci dwaj młodzieńcy mieli (gdyby jemu i Kleopatrze stało się coś złego), stanąć na czele Egiptu i dalej walczyć z Oktawianem (nawet w odległej Hiszpanii, jeśli zajdzie taka potrzeba). Kleopatra przyglądała się temu i liczyła nie tyle na obronę (choć ludność Egiptu chciała walczyć za swoją królową, ale ona odrzucała ich poświęcenie. Wiedziała że byłoby daremne, pochłonęłoby tysiące, a być może dziesiątki tysięcy niewinnych ofiar, a Oktawian i tak zdobyłby Egipt). Liczyła na coś innego... na ucieczkę. Zgromadziła przecież znaczne skarby (które ukryła w różnych miejscach wokół świątyni Izydy). Mogłyby one posłużyć nie tylko do ucieczki, ale również do sformowania wojska gdzieś indziej poza Egiptem, a być może do przekupienia władcy, u którego mogliby się schronić wraz z Antoniuszem. Myślała początkowo o ucieczce albo do Medii albo do Partii, ale droga wschodnia została zamknięta przez dwóch władców niechętnych Kleopatrze. Pierwszym z nich był władca Nabatejczyków z Petry (Arabów zachodnich) Malchus, który wcześniej spalił okręty Kleopatry przetransportowane z Morza "Egipskiego" (Śródziemnego) na Morze Czerwone. Nienawidził on Kleopatry za ustępstwa terytorialne, jakie musiał scedować na korzyść Egiptu po roku 36 p.n.e. Drugim z nich zaś był niejaki Herod Judumejczyk, król Judei od 37 r. p.n.e. (ojcem Heroda był Antypater, ten sam, który przyszedł Cezarowi z odsieczą, gdy ten był z zamknięty w pałacu w Aleksandrii wraz z Kleopatrą przez siły jej brata Ptolemeusza XIII, a za to otrzymał zarząd nad judeą, gdzie władał aż do śmierci, czyli do 43 r. p.n.e. Dziadkiem Heroda zaś był Antypas, którego cierpiący co najmniej od 79 r. p.n.e. na gorączkę kwartanową {pojawiającą się mniej więcej co kwartał} król Judei - Aleksander Janneusz, mianował po swej śmierci (76 r. p.n.e.) zarządcą Judei. Antypas długo owym zarządcą nie był, wkrótce bowiem po śmierci Janneusza został pozbawiony władzy przez jego żonę - królową wdowę Aleksandrę. Natomiast Herod {urodzony w 72 r. p.n.e.} który tak niesławnie zapisał się na kartach Biblii, miał zostać wybrany na króla Żydów już w roku 59 p.n.e., przynajmniej tak mówi legenda. Otóż żydowski mędrzec Menachem Esseńczyk pewnego razu miał ujrzeć Heroda na ulicy, gdy ten był jeszcze chłopcem i chodził do szkoły. Nagle upadł przed nim na kolana i pozdrowił go jako króla Żydów. Gdy ten jednak się wzbraniał, mówiąc że jest osobą prywatną, tamten wstał i wymierzył mu kilka klapsów w tyłek, po czym powiedział: "Jakkolwiek by było, będziesz królem i rozpoczniesz swoje panowanie szczęśliwie, bo Bóg uważa cię za godnego. I pamiętaj o ciosach, które zadał ci Menachem, jako o wskazówce zmiany twojego losu. (...) Przewyższysz wszystkich ludzi szczęściem i zdobędziesz wieczną reputację, ale zapomnisz o pobożności i prawości; a te zbrodnie nie będą ukryte przed Bogiem").


"HEROD NIGDY NIE BYŁ MŁODY" 😉



Herod też nienawidził Kleopatry i nawet jeśli zawdzięczał swoje wniesienie na tron Judei Antoniuszowi, to wielokrotnie słał na nią donosy. Ona doskonale zdawała sobie z tego sprawę, tym bardziej teraz, po porażce pod Akcjum było pewne że Herod nie dotrzyma wierności Antoniuszowi, właśnie dlatego, że nienawidzi Kleopatry. A poza tym znacznie łatwiej trzymać ze zwycięzcą niż z przegranym. I tak też się stało, Herod zdając sobie sprawę że Antoniusz już przegrał, postanowił przyłączyć się do zwycięzcy i udał się na Rodos (gdzie wówczas przebywał Oktawian Cezar), aby się z nim spotkać i wytłumaczyć z dotychczasowego poparcia dla Antoniusza. Podczas rozmowy o nic nie prosił Oktawiana, a jedynie stwierdził że darzył Antoniusza przyjaźnią, jako że on ofiarował mu tron Judei. Deklarował też że nie opuścił go nawet po bitwie pod Akcjum, a namawiał do tego, aby Antoniusz pozbył się Kleopatry, gdyż ona jest jego złym duchem i powodem wszystkich jego klęsk i cierpień. Ten nie posłuchał jednak jego rady, a teraz gdy przegrał, on - czyli Herod - przybywa przed oblicze Oktawiana nie prosząc o łaskę, gdyż nadal ceni Antoniusza, a jedynie oczekując spodziewanej kary, jaka i tak na niego spadnie. Mówiąc to oddał Oktawianowi swój królewski diadem. Ten jednak, słysząc jego słowa i deklarowaną wierność Antoniuszowi - który nie mógł już udzielić mu wsparcia, zwrócił diadem Herodowi i dodał: "Szczęśliwi są ci, którzy mogą liczyć na przyjaciół nawet w obliczu klęski". Uzyskawszy takie wsparcie od Oktawiana, powrócił Herod do Judei jeszcze silniejszy i mimo nadziei jego osobistych wrogów,  teraz dopiero stał się prawdziwym królem Judei. Tak więc droga wschodnia była dla Kleopatry i Antoniusza zamkniętą (gdyby zdecydowali się na ucieczkę z Egiptu). Ale powstały plany ucieczki na zachód, właśnie do Hiszpanii, gdzie zamierzano wzorem chociażby Kwintusza Sertoriusza sprzed prawie pięćdziesięciu lat (o którym pisałem w innej serii) stworzyć swoje własne królestwo hiszpańskie, zasilone egipskim złotem. Ostatecznie okazało się że również ucieczka na Zachód była mrzonką, a zarówno Antoniusz jak i Kleopatra łudzili się jeszcze ostatnimi przebłyskami nadziei, niczym tonący, który chwyta się wszystkiego aby tylko ocalić życie.




Tymczasem legiony Oktawiana Cezara minęły Syrię i wkroczyły do Judei, gdzie pod Ptolemaidą Herod wyjechał mu naprzeciw w asyście 150 bogato przyodzianych żołnierzy, a następnie wydał tam na cześć Cezara Oktawiana wykwintną ucztę, podczas której obdarował go licznymi prezentami (a także podarunkami obdarował zwykłych legionistów). Towarzyszył mu też w drodze aż do granic Egiptu, do twierdzy Pelusium, która miała bronić wschodnich granic królestwa Kleopatry. A tymczasem ta (za radą Charmion i Hefajstiona) przyjęła w swym pałacu wysłannika Oktawiana, jakim był jego wyzwoleniec o imieniu Tyrsos. Rozmawiała z nim w cztery oczy, bez świadków - co rodziło najróżniejsze plotki, choć, co ciekawe, przez długi czas Antoniusz nie miał pojęcia o jego obecności w Aleksandrii. Pojawiły się nawet plotki tego typu, iż Oktawian wyznał Kleopatrze miłość i zapragnął ją poślubić (pomimo faktu że w Rzymie miał już żonę Liwię Druzyllę). Ostatecznie (co było do przewidzenia) Antoniusz dowiedział się o obecności Tyrsosa na dworze, nakazał go publicznie wychłostać, a następnie odesłał Oktawianowi. Kleopatrzę zaś urządził awanturę, że knuje za jego plecami. Ta - aby go obłaskawić - urządziła dla niego przyjęcie urodzinowe, przyjęcie, którego Aleksandria ja dawno nie pamiętała. Ponoć nigdy nie widziano w tym mieście (a było to wówczas najbogatsze miasto ówczesnego świata) takiego zbytku i takich uroczystości, jakie dla swego małżonka przygotowała królowa Egiptu. Hucznie więc obchodził Marek Antoniusz swoje 53 urodziny, już ostatnie. A tymczasem niewidzialne kleszcze zagłady coraz bardziej zaciskały się na szyi obu kochanków. Oktawian był już pod Pelusium, dokąd też - zaraz po uroczystościach urodzinowych - zamierzał udać się Antoniusz, aby osobiście objąć dowództwo nad obroną miasta. Obroną dowodził niejaki Seleukos, który wielokrotnie deklarował swą wierność i oddanie królowej. Mimo to otworzył bramy owej twierdzy bez walki, wpuszczając doń legiony Oktawiana Cezara. Antoniusz ponownie miotał się pomiędzy melancholijnym pogodzeniem się z losem, a wybuchami gniewu, dającymi nadzieję że jeszcze nie wszystko stracone. Pojawiły się też plotki, że Seleukos poddał twierdzę na osobisty rozkaz królowej, która miała porozumieć się z Oktawianem kosztem Antoniusza. Aby przeciąć te plotki, królowa wydała swemu mężowi żonę i dzieci Seleukosa, dla przykładnego ich ukarania.

W każdym razie było oczywiste że bitwa o przetrwanie Antoniusza i Kleopatry, będzie się toczyła pod murami Aleksandrii. Antoniusz wdział więc swą zbroję, pożegnał się z żoną i na czele swej jazdy (która jeszcze dochowała mu wierność) ruszył przeciw legionom Oktawiana...






CDN.

niedziela, 4 maja 2025

MORITURI TE SALUTANT - Cz. II

CZYLI DZIEJE IMPERIUM 
WSCHODU I ZACHODU





PROLOG
Cz. II


 Po zwycięstwie w bitwie pod Akcjum (bezwzględnie to właśnie 2 września 31 r. p.n.e. należy uważać za pierwszy dzień jednowładczych rządów Oktawiana Augusta) i przekonaniu legionów Antoniusza do poddania się, Cezar Oktawian zajął się kwestią reorganizacji wschodnich prowincji. Ukarał wiele miast które wspierały Antoniusza i Kleopatrę (a trudno żeby nie wspierały, skoro Antoniusz był - zgodnie z rzymskim prawem - wodzem Armii Wschodu i wszyscy owi królowie oraz miasta jemu właśnie podlegały). Usunął kilku królów małych państw w Azji mniejszej takich jak: Filopator, Likomedes i Aleksander (tego ostatniego, ponieważ zapewnił sobie swoje królestwo jako nagrodę o oskarżenie Cezara, zabrał ze sobą w niewolę, a potem weźmie on udział w triumfalnym marszu Oktawiana w Rzymie i zostanie stracony). Wielu królom Wschodu odebrał nabytki terytorialne, które otrzymali z woli Antoniusza (bodajże tylko dwóm pozwolił je zachować). Wyzwolił mieszkańców Cydonii i Lampe (a zniszczone miasto Lampejów pomógł odbudować). Co do Rzymian schwytanych, lub tych którzy przyłączali się do niego, a wcześniej służyli Antoniuszowi, postępował bardzo różnie. Na senatorów nakładał znaczne kontrybucje majątkowe, niektórym zaś wybaczał (w zależności od tego, kiedy do niego przystali). Szans na przeżycie nie mieli tylko bezpośredni sprawcy śmierci Cezara w dniu Id marcowych roku 44 p.n.e. (ale tych równie zapalczywie ścigał Antoniusz), choć w tym czasie zostało już ich niewielu przy życiu (trzech lub dwóch) i byli ścigani niczym zwierzyna łowna (istnieją też przekazy mówiące że Oktawian był okrutny i nie wszystkim przebaczał, ani też nie wszystkich karał jedynie finansowo. Np. raz polecił wylosować "życie albo śmierć" ojcu i synowi, ale syn nie czekając na los, oddał się w ręce kata, a jego ojciec miał umrzeć z rozpaczy nad ciałem syna. Nie wiadomo na ile te przekazy są prawdziwe - być może zostały stworzone przez nieprzychylną Oktawianowi propagandę {a ludzie którzy go nienawidzili nie zniknęli przecież}, Ja osobiście nie daję im wiary, ale również je przytaczam).


GAJUSZ OKTAWIUSZ
(CEZAR OKTAWIAN) 



Wraz z legionami weteranów Antoniusza (i częściowo swych własnych) odesłanych do Italii, posłał tam również z władzą konsularną raczej dyktatorską swego przyjaciela Gajusza Cilniusza Mecenasa (właściciela sławnych rzymskich ogrodów), z ogromną władzą. Obawiając się jednak że Mecenas, jako że był tylko ekwitą (czyli "rycerzem" - mniej więcej była to rzymska klasa średnia) nie zdobędzie po słuchu ani wśród żołnierzy, ani też wśród senatorów, odesłał tam również drugiego swego przyjaciela Marka Wipsaniusza Agryppę (właściwego autora zwycięstwa w bitwie morskiej pod Akcjum). Ten co prawda miał jeszcze niższe pochodzenie społeczne, gdyż urodził się w rodzinie plebejskiej, ale jako doświadczony wódz i bliski przyjaciel Cezara Oktawiana, był bardziej szanowany (chociaż Mecenas już raz osobiście rządził Rzymem i Italią w roku 36 p.n.e. gdy Agryppa i Oktawian udali się na Sycylię, aby pokonać Sekstusa Pompejusza {syna Gnejusza Pompejusza Wielkiego} który uważał się za niekoronowanego króla Sycylii i wszystkich mórz, nazywając się "nowym Neptunem"). Zarówno Mecenas jak i Agryppa mieli ogromną władzę, mogli np. jako pierwsi odczytywać listy Oktawiana pisane do Senatu, a nawet... zmieniać ich treść wedle własnego uznania. Po rozwiązaniu tych wszystkich spraw, Oktawian Cezar udał się do Aten. Miasto Sokratesa i Peryklesa przeżywało wówczas ciężkie dni, gdyż Antoniusz narzucił na mieszkańców srogą kontrybucję w pieniądzu i zbożu, do tego stopnia, że mieszkańcy aby zapłacić ową kontrybucję musieli się zapożyczać - wcześniej wyprzedając swoich niewolników i sprzęty domowe. Oktawian (będąc na ateńskiej Agorze), publicznie zwolnił miasto z owych kontrybucji i pozwolił zatrzymać to zboże, które miało zostać skonfiskowane (historyk Plutarch pisał, że jego pradziadek Nikarchos był zmuszony - wraz z innymi Ateńczykami - zanosić na swych barkach odmierzoną ilość pszenicy nad morze koło Antykiry {miasto w Fokidzie nad Zatoką Koryncką, czyli kawał drogi idąc z Aten}. Dodatkowo byli przy tym poganiani biczami niczym niewolnicy przez strażników Antoniusza. Jedna miara pszenicy została dostarczona, drugą właśnie odmierzano i miano ją zanieść, gdy nadeszła wiadomość o klęsce floty Antoniusza pod Akcjum. Radość zapanowała wśród mieszkańców, strażnicy nagle uciekli, a już odmierzone zboże Ateńczycy podzielili pomiędzy siebie).




Po krótkim pobycie w Atenach, Cezar Oktawian odpłynął na Samos (gdzie chciał spędzić zimę, oczywiście w Grecji niezwykle łagodną i nie mającą nic wspólnego ze śniegiem i mrozem). Tam przyszła do niego wiadomość, że jego osobisty lekarz - Artoriusz zginął w katastrofie morskiej w drodze na wyspę. Na Samos Oktawian Cezar otrzymał również listy od Antoniusza i od Kleopatry. Antoniusz pisał, że gotów jest wycofać się z życia politycznego i żyć odtąd jako człowiek prywatny, z dala od polityki i wojska; jeśli nie będzie mu zezwolone mieszkać w Egipcie, to pragnie przynajmniej osiąść w Grecji, gdzie ostatnie lata chce spędzić wśród przyjaciół w Koryncie lub w Atenach. Kleopatra pisała zaś, że gotowa jest wiele zapłacić za pozostawienie jej u władzy w Egipcie, a jeśli nie będzie to możliwe, to przynajmniej aby jej następcą został Cezarion. Oktawian odpowiedział w liście do królowej Egiptu: "Nie mogę się z Tobą układać, dopóki nie okażesz, że jesteś gotowa postępować stosownie do tytułu, który Senat kiedyś ci nadał: przyjaciela i sprzymierzeńca ludu rzymskiego. Jest tylko jeden sposób na dopełnienie mojego warunku: przekaż Marka Antoniusza w ręce najbliżej urzędującego przedstawiciela rzymskiego Senatu, albo przyślij dowód jego egzekucji". Kleopatra nie mogła i nie chciała się na to zgodzić. Nadal uczęszczała na przyjęcia organizowane przez Antoniusza w Timonejonie, z jednej strony przekonując go (a przede wszystkim samą siebie) że nie wszystko stracone, że mają złoto, mogą wystawić armię większą niż poprzednia, że Oktawian jest w tarapatach, bo obiecał wojsku coś, czego nie jest w stanie dotrzymać i gdy żołnierze to odkryją, zwrócą się przeciwko niemu. Z drugiej zaś strony już przygotowywała się do nieuniknionego, testując najróżniejsze trucizny - aby znaleźć taką, która najmniej boli i jednocześnie pozwala spokojnie zasnąć. Najpierw jej słudzy wypróbowywali trucizny na zwierzętach, ale te pod wpływem bólu często same się atakowały i cierpiały umierając. Potem zaczęła testować trucizny na więźniach i niewolnikach, starając się znaleźć taki, który działa szybko i bezboleśnie. Okazało się że jedynie jad żmii działa bezboleśnie, choć śmierć nie następuje od razu, tylko po pewnym czasie. Wybrała tę truciznę i zostawiła ją na zbliżający się czas.




Są ciekawe opisy erotycznych igraszek Antoniusza z Kleopatrą (oczywiście wymyślone) aczkolwiek jestem w ich posiadaniu więc pozwolę sobie jedną z takich zaprezentować (😉): "(...) Teraz leżeli na łóżku w ciszy. Kleopatra zamknęła oczy i zaniosła do bogini dziękczynną modlitwę za to, że jej wódz i mąż, ojciec jej dzieci jest bezpieczny, nawet jeśli nieco przygnębiony. Widziała go w podobnym stanie po odwrocie spod Fraaspy, kiedy stracił tak wielu ludzi w ośnieżonych górach Armenii. (...) - Pomóż mi się z tym uporać - powiedział Antoniusz i rozluźnił uścisk, a ona rozwiązała skórzane sznurówki jego tuniki. (...) Antoniusz zawsze pachnie mężczyzną, pomyślała, istotą mężczyzny, zwycięstwem. Jego zapach zawsze emanuje mocą i potęgą. (...) Wasza Królewska Łaskawość, Matko Egiptu, nie jesteś lepsza od zwykłej prostytutki z Fajum, zaśmiała się do siebie, obwodząc wskazującym palcem brodawki jego piersi. Lecz Antoniusz nie miał cierpliwości do takiej gry. (...) Przetoczył się więc na królową i podciągnął jej suknię pod samą szyję. Nie zadał sobie trudu, by dotknąć nabrzmiałych piersi, choć przez moment na nie popatrzył. Zadowolony z siebie, zgarnął mocną dłonią jej włosy i odgiął jej głowę do tyłu. (...) Jedną ręką unieruchamiając jej głowę, drugą podtrzymując pośladki, wbijał się w nią głębiej i głębiej. Poruszyła się razem z nim, wyszła mu na spotkanie, ale on szepnął jej do ucha: "Przestań, chcę cię wziąć jak dziwkę!" Lubił to czasami. Lubił, kiedy nie była królową Egiptu i jego wspólniczką ani też żoną, a jedynie naczyniem biernie służącym jego przyjemności. (...) Oddychała jego wonią, przyjmowała go całego, jego zapach w swoje nozdrza, miłosne odgłosy w swoje uszy, jego pot w swoją skórę, by mieszał się z jej krwią, ssała jego język , jakby była na pustyni, a jego usta stanowiły jedyne źródło wody. A kiedy (...) zapragnęła go rozpaczliwie, on, wyczuwając jej pragnienie, wycofał się i zaczął wszystko od początku, zaczął wchodzić w nią powoli, jak żołnierz ostrożnie chowający niebezpieczny oręż. Kochała to w nim. (...) . Antoniusz sięgnął po kubek zimnej wody. Pociągnął długi łyk, a resztę wylał prosto na brzuch Kleopatry. Zaskowytała jak przestraszony szczeniak, szarpnęła się w górę i na pewno zderzyliby się głowami, ale on przewidział i szybko na powrót przycisnął ją do łóżka. Roześmiał się głośno i hałaśliwie, widząc jej oburzoną minę, a ona mu zawtórowała".




Na Samos Cezara Oktawiana zastał początek nowego roku (30 p.n.e.), a wraz z nim przyszedł czwarty już konsulat oraz nadeszła wiadomość od Mecenasa, że w Brundyzjum wybuchł bunt weteranów Antoniusza, którzy poczuli się oszukani obietnicami Cezara, jakoby mieli otrzymać ziemię w Italii, której już tam nie było do podziału, a nigdzie indziej ziemi nie chcieli. Oktawian Cezar musiał więc wrócić do Italii i tak też się stało. Następnie nakazał konfiskatę ziemi i bogactw wszystkich zwolenników Antoniusza którzy zostali w Italii i rozdzielił je pomiędzy najstarszych weteranów, resztę zaś kupił obietnicami że wkrótce dostaną co im się należy. Żeby zaś nie być gołosłownym, wystawił na licytację swoją własną posiadłość (ofiarowaną mu w testamencie przez Cezara). Problem polegał tylko na tym, że nikt jej nie chciał kupić (a może właśnie o to chodziło 🤔). Po miesiącu swego pobytu w Italii i uspokojeniu weteranów (ci, którzy nie dostali nadań ziemskich, otrzymali pieniądze, które wycisnął z miast greckich i miast Azji Mniejszej), Oktawian powrócił na Wschód. Dotarłszy do Akcjum, na pamiątkę odniesionego zwycięstwa kazał postawić trzy pomniki (dwa oficjalne i jeden... mniej oficjalny). Dwa pomniki przedstawiały bogów Apolla i Neptuna, trzeci pomnik, - wzniesiony ze spiżu - przedstawiał mężczyznę z osłem. Niewielu wiedziało jaka się za tym kryje tajemnica, a tak naprawdę znał ją tylko sam Oktawian Cezar (potem zapewne wyjawił ją również innym swym przyjaciołom). Mianowicie tuż przed bitwą pod Akcjum, gdy wyszedł ze swego namiotu (Oktawian bowiem nie uczestniczył w walce) spotkał idącego drogą mężczyznę z osłem. Zdziwionych tym widokiem, zapytał się go kim jest, na co mężczyzna odparł: "imię moje Eutyches (Szczęśliwiec), a osła Nikon" (Zwycięzca). Zapamiętał ich sobie dobrze, bo przynieśli mu szczęście i dlatego postawił im pomnik. Oktawian jednak nie poprzestał na tym i w Zatoce Ambrackiej (w której doszło do bitwy, to znaczy nie w samej zatoce a tuż za nią) założył miasto Nikopolis (Miasto-Zwycięstwa). Sławne bowiem niegdyś miasto tej zatoki - Ambracja, leżało obecnie praktycznie w gruzach i było w większości opuszczone. Był to efekt toczących się wojen (nie tylko zresztą tej, ale również wcześniejszych wojen Cezara z Pompejuszem, a nawet walk toczonych jeszcze w II wieku p.n.e.). Oktawian odwiedził to miasto i widział ruiny dawnej królewskiej siedziby Pyrrusa Epiroty, a pragnąc odwdzięczyć się całemu regionowi za odniesione zwycięstwo, założył właśnie miasto Nikopolis (gdzie ściągał okoliczną ludność, również z Ambracji). Czas jednak naglił, miał Oktawian bowiem pewne zobowiązania które musiał spłacić (głównie wobec żołnierzy), a żeby to uczynić, trzeba było ruszyć na Egipt i posiąść tamtejsze skarby.




Los chciał jednak, że nim wyruszył w swym zwycięskim marszu na Wschód i Południe, wpadł mu w ręce jeden ze spiskowców, który brał udział w zamordowaniu jego boskiego ojca - Gajusza Juliusza Cezara (Cezar bowiem decyzją Senatu został zaliczone w poczet bogów jako "Divus Julius" - czyli "Boski Juliusz", a Oktawian od tej pory nosił tytuł "Divi Filius" czyli "Syn Boskiego"). Był to niejaki Turullius, którego władze wyspy Kos (gdzie też się schronił) skazały na śmierć, za wycięcie (pod budowę okrętu) świętego gaju boga zdrowia i medycyny - Eskulapa. Turullius zdołał jednak stamtąd uciec i przedostał się do Egiptu, ofiarowując Antoniuszowi swoje usługi. Ten odesłał go jednak Oktawianowi wraz z kolejnym listem, w którym prosił go o możliwość wycofania się z polityki i spędzenia reszty życia w Grecji (lub w Egipcie, ale na to - jak sądził - Oktawian by się nie zgodził). List pozostał bez odpowiedzi, natomiast Turullius skazany został na śmierć przez Oktawiana Cezara, który sam siebie nazywał "mścicielem swego Boskiego Ojca". Teraz dopiero - zebrawszy swoje legiony - Oktawian Cezar ruszył w drogę do Aleksandrii. Przeprawiwszy się przez Morze Egejskie, znalazł się w Efezie, mieście, które szczególnie wiele łask zyskało od Antoniusza i Kleopatry i które pozostało im wierne. W mieście tym najpiękniejszym budynkiem była sławna Świątynia Artemidy (zaliczana do jednego z Siedmiu Cudów antycznego świata). 




To dzieło sztuki zostało odbudowane przez macedońskiego architekta Deinokratesa (Plutarch myli jego nazwisko, nazywając go raz Stasikratesem, a raz Cheirokratesem) po pożarze, jakiego dopuścił się niejaki Herostratos - który będąc zwykłym obywatelem Efezu, pragnął bardzo zapisać się w historii, a ponieważ nie miał ani środków ani zapewne żadnych innych talentów mogących mu to umożliwić, postanowił podpalić Świątynię Artemidy, wzniesioną pierwotnie przez architekta Chersifrona. Miało to miejsce w roku 356 p.n.e. i gdy potem wielu pytało, jak to się stało że bogowie (w tym sama Artemida) pozwolili na to, aby ową Świątynia spłonęła, odpowiadano: "Bogowie byli w tedy w Pelli, u żłóbka dopiero co narodzonego Aleksandra Wielkiego" (gwoli ciekawostki dodam że Deinokrates był twórcą Aleksandrii - wytyczył sieć tamtejszych ulic, a jednocześnie namawiał Aleksandra Wielkiego aby górę Atos... zamienił na swoją własną podobiznę, coś na wzór wykutych w skale wizerunków amerykańskich prezydentów na górze Rushmore. Ciekawe, już wtedy wiedziano że to jest możliwe 😙).


KRÓLOWA OLIMPIAS 
Z MAŁYM ALEKSANDREM 



Efez był bardzo pięknym miastem, wizytówką Ionii. Posiadał piękny port (chociaż Strabon pisał, że według niego port jest za płytki na zbyt duże okręty i twierdził że niegdyś też był płytki, ale wcześniej na dnie zalegał mu który z czasem się rozchodził, więc łatwiej było podejść do portu większym statkom, ale gdy tylko zbudowano tam kreta, sprawa się znacznie pogorszyła) oraz majestatyczny arsenał. Centralnym punktem miasta było jednak Świątynia Artemidy, majestatyczna i piękna (wszyscy jej kapłani byli eunuchami, a służba w Świątyni była zaszczytem. Do pomocy w Świątyni mieli kapłani dziewice - które pełniły rolę swoistych... zakonnic? (Strabon pisze: "Ale chociaż w obecnych czasach niektóre z ich zwyczajów są zachowane, to inne jednak nie; ale świątynia pozostaje miejscem schronienia, takim samym jak w dawnych czasach"). Oktawian przybywszy do Efezu, nałożył na mieszkańców znaczną kontrybucję (w tym na samą Świątynię), a wszyscy wiedzieli że była to kara za wsparcie Antoniusza. Tymczasem w Aleksander Kleopatra skazała na śmierć (przebywającego na jej dworze w charakterze jeńca od 34 r. p.n.e.) byłego króla Armenii - Artawasdesa. Nie wiadomo dlaczego wydała taki rozkaz? Ale marazm i ogólne topienie smutków w winie i rozkoszach cielesnych ustąpiły miejsca, gdy Antoniusz (który wciąż słał kolejne listy do Oktawiana, jeden z takich listów dostarczył nawet sam Antyllus - syn Antoniusza ze związku z Fulwią) dowiedział się o wyjściu z Kyzikos (mieście leżącym w północno-zachodniej Azji Mniejszej nad Propontydą - dziś Morze Marmara) sporej grupy gladiatorów, którzy na rozkaz Antoniusza szkolili się tam, aby dać przedstawienie po zwycięstwie swego pana nad Oktawianem pod Akcjum. Teraz, gdy wiedzieli już że Antoniusz przegrał, nie opuścili go jak reszta (odeszli bowiem nawet starzy weterani) i postanowili połączyć się ze swym panem w Egipcie, dokąd też rozpoczęli marsz. Liczebnie nie stanowili oni wielkiej siły, ale byli symbolem, który należało zatrzymać i Oktawian poczynił to sobie za punkt honoru.




CDN.

sobota, 3 maja 2025

MORITURI TE SALUTANT - Cz. I

CZYLI DZIEJE IMPERIUM

WSCHODU I ZACHODU





 Zapewne nikogo z szanownych czytelników tego bloga nie zaskoczę stwierdzeniem, że od zawsze fascynowały mnie dzieje Starożytnego Rzymu jak również Antycznej Grecji. Pamiętam jak po raz pierwszy - idąc do szkoły podstawowej - dostałem książkę historyczną opowiadającą właśnie o czasach antyku i ona tak bardzo mnie wciągnęła... a jednocześnie wydała mi się tak marnie uboga, tak niekompletna i tak bardzo pozostawiająca niedosyt, że pragnąłem jak najszybciej to zmienić. Potem przez kolejne lata (wykorzystując do tego również pracę zawodową), udało mi się zdobyć sporo informacji na temat grecko-rzymskiego antyku. Szczególnie zaś interesowała mnie nie tyle historia polityczna - która była powszechnie znana - ale ta bardziej ukryta, historia życia codziennego ludzi w tamtych czasach. Lubiłem bowiem (i lubię do dziś) to, co nie było łatwo dostępne, a jednocześnie co kształtowało klimat tamtych czasów, co mówiło bezpośrednio lub też pośrednio o tym, jak wówczas żyli ludzie. Ponieważ to zainteresowanie wcale nie minęło, a wręcz przeciwnie, przeto w tym właśnie temacie postaram się zaprezentować próbkę tego, co udało mi się zebrać przez te lata, a co nie odnosi się do wielkiej historii cezarów rzymskich, ich losów i wydarzeń politycznych które kształtowali, ale właśnie skupię się na tym, co na samym dole, czyli na szarym człowieku żyjącym w tamtym czasie w poszczególnych miejscach wielkiego Imperium, czyli w Rzymie, w Italii, Macedonii, Judei, Egipcie, Syrii, Galii, Hiszpanii, Brytanii, Afryce (pięknej ówczesnej prowincji) i wielu innych ziemiach, nad którymi kontrolę swą roztoczyła dumna Wilczyca znad Siedmiu Wzgórz Tybru. Nie pominę również obszaru ziem polskich i tego, jakie ludy tam żyły i czy rzeczywiście Słowianie są tak starym ludem o jakim częstokroć pisałem, a o którym wielu historyków (szczególnie od XVIII wieku) bodajże zapomniało, kształtując "germańską wersję" historii. 




Temat którym przedstawię, będzie obejmował okres 600 lat, począwszy od zakończenia bitwy pod Akcjum (w której to Gajusz Oktawiusz - a w zasadzie już Gajusz Juliusz Cezar Oktawianus - rozbił flotę Marka Antoniusza i Kleopatry egipskiej) w roku 31 p.n.e. i poprowadzę temat ten przez poszczególne prowincje, pod rządami kolejnych władców, aż do roku 568, w którym to plemię Longobardów - przybyłe z terenów dzisiejszych Węgier - najechało północną Italię, niwecząc zdobycze 20-letniej niezwykle ciężkiej i krwawej wojny z czasów Justyniana Wielkiego, którego celem było odzyskanie Italii, Afryki i Hiszpanii i który w dużej mierze cel swój osiągnął. Wydaje się to okres niezbyt długi, aczkolwiek jakby no to popatrzeć z naszej perspektywy, to gdyby cofnąć się dzisiaj o te 600 lat znaleźlibyśmy się w czasach rodzącej się polskiej potęgi króla Władysława II Jagiełły, narodzin najpierw Władka, a potem Kaźka - kontynuatorów dzieła swego ojca. W domenie moich zainteresowań są więc nie tylko kwestie życia codziennego, począwszy chociażby od takich kwestii jak istnienie lub brak łaźni, czy też publicznych wychodków; ale również sprawy wyższego rzędu, jak choćby kwestie religijno-duchowe. Pokażę też, że były okresy rządów poszczególnych władców rzymskich, gdzie świątynie pogańskie stały obok świątyń chrześcijańskich i jedni drugim nie czynili z tego powodu problemów. Oczywiście nie zabraknie też krwawych walk religijnych, jakie (szczególnie w III i w IV wieku naszej ery) miały miejsce w niektórych prowincjach, a toczyły się one pomiędzy coraz bardziej rosnącym w siłę chrześcijaństwem i równie popularnym (głównie wśród żołnierzy stacjonujących w obozach nadgranicznych) kultem perskiego boga Mitry. Walki te były niezwykle krwawe i brutalne, a kończyły się częstokroć napadami na świątynie, paleniem ich i niszczeniem, mordowaniem kapłanów w wyszukany sposób (jak choćby przybiciem do krzyży, czy też wrzuceniem w ogień - który był centralnym punktem mitreów). Opowiem o bezpiecznej i szczęśliwej Afryce, która pozbawiona najazdów aż do V wieku naszej ery, żyła sobie szczęśliwie, jakby z boku wydarzeń dziejących się na innych obszarach Imperium Rzymskiego. To wszystko i jeszcze więcej będzie więc przedmiotem tej serii. Zapraszam.



PROLOG
Cz. I




 Ach, cóż to była za bitwa! Teoretycznie walczyły ze sobą okręty wojenne obsadzone przez załogi obu armii, ale tak naprawdę bitwa ta przypominała bitwa lądową. Rzymianie mieli więc to, w czym byli najlepsi i poniekąd sprawdziły się słowa jednego ze starych weteranów Marka Antoniusza, który tuż przed bitwą zapytał go, wskazując na swoje blizny odniesione w licznych bitwach: "Wodzu, dlaczego Ty gardzisz tymi ramami i tym mieczem, a nadzieje swe pokładasz w nieszczęsnym drzewie? Niech sobie Egipcjanie i Fenicjanie walczą na morzu, nam ty daj ziemię, na której przywykliśmy dotrzymać miejsca i ginąć albo zwyciężać wroga". Okręty antoniusza i królowej Egiptu Kleopatra były duże i masywne, zbudowane na czworograniastych belkach, co powodowało że okręty Oktawiana i Marka Agryppy bały się nie tylko czołowego z nimi zderzenia, ale również uderzenia dziobem w bok. Tak więc mniejsze okręty Oktawiana, dopadały po prostu jeden okręt Antoniusza i załoga takich trzech okrętów biła się włóczniami, oszczepami, żagwiami a nawet wystrzeliwanymi z katapult pociskami, próbując zdobyć lub ewentualnie zatopić wrogi okręt. Walka trwała w taki oto sposób przez kilka godzin, gdy nagle na horyzoncie ujrzano 60 królewskich okrętów, które podniosły żagle i zaczęły wycofywać się z bitwy. Był to widok niezwykły dla obu walczących stron, gdyż okręty królowej Kleopatry stały nieco z tyłu, tak więc gdy ruszyła ona na południe, musiała przepłynąć przez walczących, a ponieważ akurat wiał dogodny wiatr, kierowała się ku Peloponezowi. Gdy Marek Antoniusz ujrzał że jego ukochana żona odpływa, postąpił całkowicie nieracjonalnie, udowadniając jednocześnie że nie rządzi nim ani rozum, ani logika, a jedynie serce i uczucie do kobiety, która zawładnęła całym jego życiem. Natychmiast wsiadł do niewielkiej pentery (towarzyszył mu jeszcze Aleksas z Syrii i Scyllus) i popłynął za nią w siną dal. Jej okręt zatrzymał się, gdy ujrzano znaki dawane przez zbliżającą się łódź, zabrano więc ich na pokład i okręty popłynęły dalej, zostawiając walczących swemu losowi żołnierzy i weteranów sławnego Marka Antoniusza.




Logika wróciła doń, wróciła jednak zbyt późno, gdy był już na pokładzie królewskiego okrętu. Nie spotkał się z Kleopatrą, ani ona z nim, usiadł tylko na rufie okrętu, objął głowę rękoma i w takiej pozie płynął, jakby świadomy zbliżającego się losu. Cóż to się stało, jakże mógł tak postąpić, czy uczucie do tej kobiety przesłoniło mu nie tylko zdrowy rozsądek, ale również chęć przetrwania? Siedział w ten sposób na rufie okrętu przez trzy kolejne dni, nie chcąc ani spotkać się z królową (choć ta zapraszała go do siebie), ani też nie przyjmując posiłków. Stał się uciekinierem, tym jednym czynem przekreślił budowaną przez dekady swoją pozycję i swoje imię. Czyżby więc Oktawian - wygłaszając przed Senatem w Rzymie swe propagandowe mowy, jakoby był on podnóżkiem królowej i jej niewolnikiem - miał rację? Trzeciego dnia (5 września 31 r. p.n.e.) okręty królewskie zatrzymały się na przylądku Tajnaron i tam Kleopatra postanowiła ostatecznie przekonać Antoniusza, by przynajmniej spojrzał jej w oczy i zamienił z nią parę słów. Posłała więc do niego swoje dwórki, na czele z wierną służącą o imieniu Charmion. Ta grecka arystokratka urodzona w Aleksandrii, służyła królowej już wiele lat i zajmowała się praktycznie wszystkim, od dobierania niewolnic, które miały próbować królewskich potraw, poprzez te, które przygotowały jej stroje i kąpiel, tak więc Charmion zajmowała się wszystkim co dotyczyło królowej, a ta całkowicie jej ufała. Być może dlatego że traktowała ją jako swoją przyjaciółkę, a to nie jest zbyt częste wśród monarchów, którzy otoczeni są całą rzeszą wszelkich pochlebców i trudno spośród nich odróżnić tych, którzy rzeczywiście pragną przyjaźni. W owym 31 r. p.n.e. królowa Kleopatra miała 38 lat, Charmion była od niej starsza o jakieś 12, a może 13 lat. Jako jedna z nielicznych kobiet w otoczeniu królowej (a może nawet jedyna) nie uległa nigdy urokowi Antoniusza, a wręcz przeciwnie, uważała związek Kleopatry z nim za błąd (choć związek z Cezarem popierała). Mówiło się na aleksandryjskim dworze, że Chermion w młodości sypiała z kobietami, choć ona sama zaprzeczała tym słowom. Jednocześnie przez lata które Antoniusz spędził w Aleksandrii zdołała go dobrze poznać, wiedziała co lubi, czego nie lubi, co go raduje, a co gniewa. Dlatego też była najlepszą osobą, aby przekonać go do powrotu do łoża królowej.




Na rozkaz Kleopatry wybrała więc najpiękniejsze dziewczęta spośród niewolnic, przystroiła je w piękne stroje, a w ich włosy wpleciono drobne świecidełka i klejnoty. Kleopatra ponoć wybrała je osobiście aby spodobały się Antoniuszowi. Jaką to trzeba być królową, jaką kobietą aby swemu mężowi posyłać prostytutki i to jedne z najładniejszych? Kleopatra jednak nie ma wyjścia, potrzebuje Antoniusza bardziej niż jej się wydawało, a on sam zdaje się nie móc bez niej żyć, choć teraz nie chce z nią rozmawiać, ani jej widzieć. Trzeba to zmienić i owe kobiety muszą to zrobić. Ostatecznie kobietom tym udało się namówić Marka Antoniusza do powrotu najpierw do stołu, a potem do łoża królowej. W tym czasie do Tajnaronu zaczęło się zbliżać coraz więcej zbiegłych z bitwy okrętów transportowych, których załogi przyniosły meldunki o zagładzie całej floty. "Flota przepadła, wodzu! Ale armia nadal istnieje" - tak brzmiały meldunki. Słowa te wytrąciły Antoniusza z dobrego nastroju w jaki wprowadziła go wcześniej królowa, zapewne zapewniając że nie ma czym się martwić i on, jako wódz całej Armii Wschodu, nie powinien tego czynić, tym bardziej jeśli jego żołnierze w tym momencie dzielą między siebie zdobyczne złoto Oktawiana. Teraz raporty które przynieśli jego żołnierze, rozwiały wszelkie nadzieje - flota już nie istnieje. Antoniusz wysłał więc czym prędzej listy. Pierwszy do Kanidiusza Krassusa który dowodził jego legionami, nakazał mu czym prędzej maszerować przez Macedonię do Syrii. Drugi list wysłał do Teofila do Koryntu (który zajmował się tam finansowymi i wszelkimi innymi sprawami Antoniusza). Teofil był młodym mężczyzną, a Antoniusz uważał go za swego przyjaciela, sam zresztą uwolnił jego ojca Hipparcha (który w tym czasie przebywał już w obozie Cezara Oktawiana). W liście do Teofila Antoniusz polecił mu, aby znalazł schronienie i ukrył gdzieś jego przyjaciół - których mu posyła -  do czasu, aż ci będą mogli w jakiś sposób pojednać się z Oktawianem. Następnie wybrał jeden okręt, załadował go złotem i wszelkimi kosztownościami, a następnie polecił swym przyjaciołom by nań wsiedli i udali się do Koryntu, gdzie znajdą schronienie. Ci ze łzami w oczach żegnali go, choć nie chcieli opuszczać, lecz ostatecznie ulegli. Posłaniec zaś, który udał się pod Akcjum do obozu Kanidiusza Krassusa, nikogo tam nie zastał.




W dniu ucieczki Antoniusza (2 września 31 r. p.n.e.) jego legioniści na okrętach wojennych wciąż skutecznie odpierali ataki wojsk Oktawiana i Agryppy. Ogromna większość spośród tych żołnierzy nie wiedziała w ogóle że ich wodza nie ma już pośród walczących. Poddali się dopiero po 10 godzinach walki, gdy ostatecznie poinformowano ich że Antoni uciekł. Początkowo nie chciano dawać wiary tym słowom. Jak to bowiem, wódz, który nawet podczas ciężkiego odwrotu spod Fraaspy z gór Armenii, sprzed pięciu lat dawał przykłady ogromnego bohaterstwa i odwagi, teraz miałby uciec? Ostatecznie flota tego samego dnia (2 września) poszła w rozsypkę - "Zabitych było nie więcej niż 5 000, zdobytych 300 okrętów" - jak pisał Oktawian. Ale jego wojska lądowe, jego legiony które przeszły z nim tyle, jeszcze w czasie kampanii galijskiej Cezara i potem w czasie wojny domowej z Pompejuszem, a następnie konfrontacji z Brutusem i Kasjuszem, czy wojny peruzyjskiej czy kampanii perskich, ci, nie chcieli dawać wiary w to, że ich wódz mógł uciec. Nawet gdy wiadomość o ucieczce Antoniusza została potwierdzona, zewsząd oczekiwano jego powrotu i przez siedem kolejnych dni po bitwie odmawiano złożenia broni przed Oktawianem, wierząc głęboko że ich wódz powróci. W końcu wciąż stało tam 19 legionów i 12 000 jazdy. Dopiero gdy nocą (8/9 września) z obozu wojsk Antoniusza uciekł sam dowódca -  Kanidiusz Krassus, żołnierze ci złożyli broń. Oktawian obiecał im znaczną ilość złota i przydziały ziemi jako weteranom i dopiero wówczas żołnierze ci poddali się (choć też nie wszyscy, bo niektórzy zdezerterowali i uciekli na wschód lub na południe, tak jak Krassus, który dotarł do Antoniusza na przylądku Tajnaron i poinformował go że armia też już nie istnieje). Natomiast zdemobilizowani żołnierze Antoniusza zostali przewiezieni do portu w Brundyzjum w Italii, gdzie oczekiwali szybkiego przyznania im obiecanych nadań ziemi (a tej ziemi w Italii nie było i Oktawian o tym wiedział, ale nie miał wyjścia, musiał czymś skusić owych żołnierzy do kapitulacji. Gdy uświadomili wreszcie sobie że wystawił ich do wiatru, wszczęli bunt w Brundyzjum, co wkrótce zmusi Oktawiana do powrotu do Italii).




Natomiast Antoniusz i Kleopatra - po wydaniu rozkazów (do armii której już nie było) i zabezpieczeniu swych stronników oraz przyjaciół w Grecji, popłynęli do Egiptu. Dotarli najpierw do Parajtanionu - miasta leżącego na zachód od Aleksandrii - gdzie się rozdzielili. Kleopatra popłynęła do stolicy, natomiast Antoniusz z dwoma tylko towarzyszami: greckim retorem - Arystokratesem i Rzymianinem Gajuszem Lucyliuszem (który w bitwie pod Filipi w 42 r. p.n.e. służył w armii Brutusa i Kasjusza i był im wierny, a nawet przebrał się w strój Brutusa żeby umożliwić mu ucieczkę i zmylić pogoń. Dogoniony przez jazdę Antoniusza, został przyprowadzony przed jego oblicze, a ten nie tylko że nie uczynił mu nic złego, ale przebaczył i uwolnił, co spowodowało że Lucyliusz czuł że zawdzięcza mu życie i pozostał mu wierny, a nawet stał się jego przyjacielem). Jaki był cel Antoniusza aby wysiąść z okrętu Kleopatry na totalnym pustkowiu, gdzieś na piaskowych wydmach, w towarzystwie tylko dwóch przyjaciół? Co powiedział z samej Kleopatrze? Niestety, tego nie wiadomo i zapewne już się tego nigdy nie dowiemy (chyba że cofniemy się w czasie 😉👍), wiadomo natomiast jaki miał cel aby tam zostać. Antoniusz po prostu chciał się zabić, gdyż ponownie wróciły do niego depresyjne myśli, szczególnie, gdy jeszcze będąc w Parajtanion - dowiedział się że jego oficer - który dowodził armią w Egipcie - uciekł do Oktawiana. Pożegnawszy się więc ze swymi przyjaciółmi, Antoniusz zamierzał przebić się mieczem, ale... (jakże komediowo to wszystko musiało wyglądać - zupełnie jak gen. Sosnkowski, który otrzymał rozkaz powstrzymania wojsk Marszałka Piłsudskiego, idących w maju 1926 r. na Belweder, wydał takowy rozkaz do swoich oddziałów - zgodnie z decyzją prezydenta Wojciechowskiego, a następnie wyciągnął pistolet i strzelił sobie w pierś, ale tak nieudolnie, że co prawda poważnie, ale tylko się zranił. Nie wiadomo czy zamierzał rzeczywiście się zabić, ale wydaje się że tak, w końcu był oddanym żołnierzem Komendanta jeszcze z czasów legionowych, choć owa nieudolność nieco zaskakuje), został przez nich powstrzymany.


PRZEWRÓT MAJOWY W WARSZAWIE 
(12-14 maja 1926)



Królowa Kleopatra wpływała do portu w Aleksandrii na okrętach przyozdobionych girlandami kwiatów, a z pokładów tych okrętów płynęły radosne dźwięki muzyki wygrywanej na kitarach, trąbach, bębnach, lutniach i trąbach. Kleopatra kazała też rozgłosić po całym mieście, że ona i Antoniusz odnieśli pod Akcjum wspaniałe zwycięstwo i wszyscy mieli się z tego powodu radować, a kto tylko przejawiał jakieś formy malkontenstwa, albo zaprzeczał odniesionemu zwycięstwu, ten... kończył swój żywot. Zresztą Kleopatra potrzebowała pieniędzy, mnóstwo pieniędzy aby wystawić nową armię, dlatego największymi piewcami sukcesu królowej i jej rzymskiego małżonka, byli ludzie zamożni, bo gdy tylko jej agenci donieśli że w którymś z możnych domów zaprzeczano jej słowom, wówczas głowa rodziny (a często wszyscy męscy członkowie rodu), witali się z katem, a cały majątek przechodził na własność królowej. Ale nie dość na tym, Kleopatra dopuszczała się też świętokradztwa (szczególnie w oczach pobożnych Egipcjan i Greków), czyszcząc ze złota i drogich kamieni także i świątynie. Ale pieniądze były potrzebne królowej nie tylko do wystawienia armii, a również na wypadek ostatecznej klęski i konieczności ucieczki z kraju, co również brała pod uwagę. Tymczasem Antoniusz dotarł do Aleksandrii. Uczynił to po cichu, w przebraniu, ale po przybyciu znów nie odwiedził królowej, a przeniósł się do letniego pałacyku, leżącego na cyplu koło wyspy Faros. Przeprawił się tam oczywiście łódką i zamierzał żyć jak pustelnik. Twierdził też że idzie w ślady Timona - Ateńczyka żyjącego w V wieku p.n.e. w czasach wojny peloponeskiej (o którym już kiedyś wydaje mi się że pisałem). Ten mizantrop nie znoszący ludzi i będący samotnikiem z wyboru, tylko Alkidiadesa poważał i tylko z nim się spotykał. Na pytanie zaś czemu tak wyjątkowo polubił tego młodzieńca, odpowiadał iż wie, że on będzie przyczyną wielu przykrości dla Ateńczyków (co prawda Timon spotykał się czasem również z niejakim Apamentosem, który również stronił od ludzi i chyba dlatego pozwolił mu czasem się odwiedzać. Pewnego razu ucztowali oni razem podczas jednego ze świąt, a Apamentos rzekł: "Jak miłe, Timonie, to nasze ucztowanie!", na co Timon odparł: "Owszem, gdyby ciebie tu nie było". 😆




Antoniusz swoją samotnię na cyplu pod wyspą Faros nazwał Timonejonem. Początkowo nie dopuszczał do niej innych osób, jak tylko swego weterana Skarpusa, z którym spędzał długie wieczory przy winie i wspominkach o minionych dniach wielkiej chwały (razem bowiem walczyli u boku Cezara jeszcze w Galii). Z czasem krąg jego towarzyszy w Timonejonie znacznie się poszerzył. Najpierw dołączali kolejni przyjaciele i weterani, potem nawet 16-letni syn Kleopatry i Cezara, następca egipskiego tronu Cezarion. Zjawił się tam także syn Antoniusza z jego pierwszej żony Fulwii - Antyllus. Ostatecznie zjawiła się tam sama królowa (tęskniąca zapewne do swego małżonka) odziana jedynie w prześwitującą szatę. Zaczęły się dni pijaństwa i orgii, gdy dołączyły kolejne kobiety z dworu królowej (a raczej nierządnice, specjalnie przygotowane przez Chermion). Zawiązano tam też najpierw "Związek żyjących niezrównanie" (zwany też czasami w innych źródłach: "Towarzystwem nienaśladowalnych"). Potem zaś założono jeszcze jedno towarzystwo: "Współumierających". Ta nazwa była symboliczna, gdyż wydawało się jakoby zebranych w Timonejonie nie interesowała reszta świata. Marek Antoniusz rzadko bywał trzeźwy, rankiem sypiał długie godziny na piersiach nierządnic, lub też baraszkując ze swą małżonką, nocami zaś pił do porzygu. Sprawiał wrażenie szaleńca, któremu już jest wszystko jedno co się z nim stanie. Ale Kleopatra - pomimo pozoru uczestniczenia w tych libacjach - zachowała trzeźwość umysłu. Nadal trwały konfiskaty majątków osób prywatnych w Aleksandrii, a jednocześnie królowa zamierzała przerzucić okręty z Morza Śródziemnego (zwanego wówczas w Aleksandrii "Morzem Egipskim") na Morze Czerwone, w kierunku Arabii. Flota miała zostać przerzucona na palach wąskim przejściem dzielącym oba morza, tuż u wejścia na Półwysep Synaj. Tam, okręty załadowane złotem i kosztownościami miały zabrać ją, Antoniusza, Cezariona, Aleksandra Heliosa i Kleopatrę Selene (dzieci Kleopatry ze związku z Antoniuszem) oraz inne bliskie osoby na południe. Wszystko się jednak posypało, gdy Arabowie z Petry (zapewne na usługach Oktawiana, lub chcący wkupić się w jego łaski) spalili tę flotę. Kleopatra zrezygnowała więc z tych planów, wystawiła jedynie straże u wybrzeży Morza Czerwonego. A tymczasem Oktawian spod Akcjum ruszył do Aten...




CDN.