Mali chłopcy zawsze chcą być żołnierzami,Indianami,
policjantami, strażakami albo prezydentami - rosną, starzeją się, bywają żołnierzami, Indianami, strażakami, policjantami, prezydentami. Miewają już swoje komże, psy i okręty - a jednak tak naprawdę chcą jedynie być kimś innym i zadręczają się tym do śmierci.
Nieszczęśliwy kto nie jest takim małym chłopcem, dorosłym małym chłopcem, który gdzieś w zakamarku duszy hołubi wielkie marzenie, tęsknotę za czymś innym, odległym, lepszym...
"GDYBYŚCIE WIEDZIELI O WSZYSTKIM CO PRZED WAMI ZROBILIBYŚCIE WIELKIE OCZY"
Jakie były początki hrabiego de Saint-Germain i skąd właściwie się wziął? Nie wiadomo nic o czasach przed rokiem 1710 (a wszystko co wiadomo
pochodzi z jego własnych opowieści spisanych w formie urywek przez Madame du
Hausset, hrabinę de Georgy i Jeana-Phillippe'a Rameau, oraz z
późniejszych opisów. Zresztą rok 1710 jest zarówno pierwszym, jak i
przez długi czas ostatnim rokiem, w którym widziano hrabiego de
Saint-Germain (wówczas jeszcze znanego pod nazwiskiem markiza Balletti).
Po raz drugi pojawia się on dopiero w 1724 r. w Paryżu, a po raz trzeci na dworze władcy perskiego
Nadir Szaha, który zaledwie rok wcześniej obalił ostatniego władcę z
dynastii Safawidów - czteroletniego Abbasa III i sam koronował się na
władcę Persji (był założycielem dynastii Afszarydów), w 1737 r. W Persji Saint-Germain przebywał
przez pięć lat, zdobywając gruntowną wiedzę na temat powstawania i
obróbki diamentów, którą potem wykorzystywał. Nadir Szach pragnął by
Saint-Germain na stałe pozostał na jego dworze (ofiarował mu nawet
prywatny harem), ten jednak odmówił i w 1742 r. powrócił do Francji.
W 1743 r. był widziany na dworze wersalskim Ludwika XV, gdzie już wówczas
zasłynął z ogromnego majątku i wiedzy alchemicznej. Jednak w tym samym
jeszcze roku opuścił Francję i wyjechał do Anglii. Tam również wzbudzał
sensację, gdziekolwiek się tylko pojawiał (przede wszystkim swym gestem,
gdy rozdawał zgromadzonym wokół niego angielskim arystokratom
swoje diamenty), a także swą wiedzą, umiejętnościami i ... kontrowersyjnymi opowieściami. Stwierdził na
przykład że był już w Anglii, lecz na pytanie obecnych kiedy tu był
ostatnim razem stwierdził tylko: "Dość dawno temu".
W Anglii Saint-Germain opowiadał niezwykle dziwne, jak na współczesnych mu ludzi, historie. Mówił na przykład o tym że był we wnętrzu Wielkiej Piramidy w Gizie, że podróżował w przestrzeni kosmicznej, że widział wokół siebie różne kuliste światy, opowiadał dziwne relacje z przeszłości (nawet tej dość odległej, mówił na przykład że mieszkał ... na Atlantydzie, gdzie 13 000 lat temu, piastował urząd kapłana "Fioletowego Płomienia" ("Jedno Prawo"?). Że ponad 50 000 lat temu, żył w pewnym przedziwnym kraju w Afryce, który istniał na terenach Sahary. Opowiadał o starożytnym Rzymie i o narodzinach Jezusa Chrystusa. Takie informacje zapewne większość ludzi miała za niegroźne bajania, jednak nie wszystkim się one podobały, gdyż już w 1745 r. został on uwięziony w edynburskim lochu, lecz wkrótce go wypuszczono, dzięki wstawiennictwu wpływowych ludzi, których on bawił i obdarowywał swymi klejnotami.
W Anglii zaprzyjaźnił się z wieloma ludźmi nauki i sztuki, wkrótce jednak po uwolnieniu z więzienia wyjechał do Wiednia. Tam, na dworze cesarskim, zrobił olśniewającą karierę, otoczony wianuszkiem chętnych wysłuchania jego niezwykłych opowieści, oraz umiejętności tak alchemicznych, jak i oratorskich, lingwistycznych i muzycznych. Jednak w 1746 r. nagle ... zniknął. Jego pokój pozostał pusty, a po nim nie było żadnego śladu (takie nagłe "zniknięcia" zdarzały mu się dość często). Odnalazł się w Indiach w roku następnym, gdzie kontynuował i pogłębiał swą wiedzę wyniesioną z Persji, na temat przetapiania i obróbki kamieni szlachetnych. Potem znów zniknął na dłuższy czas i objawił się ponownie w Indiach w roku 1755.
Należy tutaj opowiedzieć również o niezwykłej wiedzy hrabiego, na temat ziołolecznictwa i naturalnych metod uzdrawiania ciała. W 1724 r. Saint-Germain przekazał młodej wówczas (25-letniej Madame de Geoffrin, pewien eliksir własnej roboty, który spowodował że ... przestała się starzeń (ponoć jeszcze w wieku 50 lat, wyglądała jak 25-letnia kobieta). Madame de Geoffrin słynęła w całej Francji z niezwykłej urody (w wieku 65 lat, wyglądała na ... 40), a żyła też dość długo (78 lat).
MADAME de GEOFFRIN
w wieku 40 lat
Kolejnym etapem podróży Saint-Germain'a była Japonia, do której zawitał w 1756 r. przebywając przez jakiś czas, na dworze szoguna Tokugawy Ieshige w Edo, gdzie dzięki swym miksturom, wyleczył władcę z przewlekłej choroby, na którą ten cierpiał od dawna. W 1757 r. ponownie zjawił się w Wersalu, u króla Ludwika XV. Pomagał mu pomnażać jego majątek, poprzez wytwarzanie i ulepszanie (np. pozbycie się skazy z kryształu), diamentów. Wytwarzał też czyste złoto, zmieniając w nie metale nieszlachetne (np. cynk, ołów, miedź, mosiądz, nikiel). Za swe zasługi, król obdarzył hrabiego dodatkowym zamkiem ("dodatkowym", biorąc po uwagę te, które już posiadał). Był to zamek Chambord. Przyjaźnił się też z markizą de Pompadour, która zwierzała mu się ze wszystkich (nawet tych intymnych), tajemnic.
Poniżej przedstawiam sylwetkę niezwykłego człowieka ("niezwykłego" - pod
wieloma względami, a głownie ze względu na swą ... długowieczność). Jego długowieczność
do dziś jest niewyjaśnionym fenomenem historii (uznaje się go za
czarownika lub tajemnego maga). Po raz pierwszy pojawił się on w epoce
Henryka VIII (król Anglii 1509 - 1547) i Franciszka I (król Francji 1515
- 1547), choć nie wiadomo jakie wówczas nosił nazwisko (a nazwiska
zmieniał często, prawie ... 80 razy). Skąd więc wiadomo że żył w tej
epoce? Z jego własnych opowieści w latach późniejszych. Były one tak dokładne i
prezentowały tak wyszukane detale (m.in.: życia dworskiego i
obyczajowości tamtych czasów, a także wyglądu i charakteru
poszczególnych osób - iż trudno było zrozumieć skąd ów mężczyzna posiada
taką wiedzę. Człowiek ten zmarł w 1784 r. A jak się nazywał? (to
znaczy, pod którym ze swych nazwisk przeszedł do historii). Nie znamy
jego imienia, pewnym jest że po raz pierwszy został opisany w 1710 r.
Wówczas to (jako markiz Balletti), widziany był podczas karnawału w
Wenecji. Widziały go tam i opisały potem w swych wspomnieniach dwie
osoby - kompozytor Jean-Phillippe Rameau i młodziutka hrabianka de
Georgy. Oboje opisali go jako człowieka w średnim wieku (ok. 40 lat).
A
teraz małą ciekawostka - był rok 1710, gdy markiz Balletti został po
raz pierwszy opisany już wówczas jako ok. 40-letni mężczyzna. A zmarł w
1784 r. Ile musiał mieć lat w chwili śmierci? Co najmniej 110 lat. A
teraz przyjrzyjcie się proszę temu obrazowi, przedstawiającemu markiza
Balletti (choć wówczas występował już pod innym nazwiskiem, pod którym
przeszedł do historii):
A czy wiadomo w którym roku został namalowany ów obraz? W ... 1783, na rok
przed śmiercią markiza. 1783 r. a jak wygląda jego twarz, czy przypomina
ona twarz ponad 110-letniego starca? (lekko licząc). Czy z tego obrazu
nie spogląda na nas mężczyzna ok. 40, może 45-letni? Zresztą w 1760 r.
hrabina de Georgy (wówczas już ponad siedemdziesięcioletnia staruszka),
ponownie spotkała markiza na francuskim dworze w Wersalu, który jak
oznajmiła ... nie zmienił się od ich ostatniego spotkania w Wenecji (w
1710 r.) i nadal wygląda na ok. 45 lat. To właśnie jej relacja jest
niezwykle ważna i rzucająca światło na tego (owianego nimbem
tajemniczości) człowieka. 50 lat upłynęło pomiędzy pierwszym a drugim
spotkaniem hrabiny de Georgy z, no właśnie, z kim? Bowiem w 1760 r. dawny
markiz Balletti już się tak nie nazywał. Teraz zwał się (i to właśnie
pod tym nazwiskiem przeszedł do historii):
HRABIA de SAINT-GERMAIN
Przytoczę tutaj jego niezwykłą historię, która zdumiewa po dziś dzień -
jak choćby fakt, iż dopiero na początku lat 80-tych XVIII wieku, hrabia
de Saint-Germain stwierdził publicznie (na jednym z bali które wyprawiał
w swym zamku), z żalem w głosie że: "Zaczynam się starzeć". Zmarł zaś
nagle dnia 27 lutego 1784 r. straciwszy przytomność (w objęciach dwóch
swoich pokojówek), której już nie odzyskał. Był niezwykle, wprost
bajecznie bogaty. Posiadał kilkanaście dużych zamków (nie licząc
kilkudziesięciu mniejszych posiadłości), a swymi majętnościami wprawiał w
zdumienie i zazdrość władców ówczesnej Europy i Świata. Nic dziwnego,
skoro na prywatnym pokazie w Wersalu dla króla Ludwika XV, na jego
oczach mnożył diamenty (dzięki wiedzy alchemicznej i obróbce kamieni
szlachetnych, którą posiadł w latach wcześniejszych, podczas swej
podróży do Indii i Persji).
Miał nieskazitelne maniery, był przystojny
(z tego co wiemy z opisów m.in.: hrabiny de Georgy). Doskonale grał na
skrzypcach i fortepianie, oraz był poliglotą (znał kilkanaście
europejskich języków - m.in.: język polski, oraz klasyczną grekę,
łacinę, język arabski, chiński, hinduski i wiele lokalnych narzeczy, z
krajów które przez swe długie życie odwiedzał). Ubierał się z niezwykłą
wprost gracją i prostotą, choć ciężko było o prosty ubiór, gdy same jego
sprzączki do butów kosztowały 200 tys. ówczesnych franków (kwota
wprost bajońska), a do tego należy doliczyć brylanty, które używał
jako ... guziki od mankietów, koszuli i płaszcza - których wartość była
jeszcze większa.
Hrabia de Saint-Germain jest niezwykle zagadkową i dziwną postacią
historyczną. Wiadomo że przyjaźnił się z Madame de Pompadour (faworytą
króla Francji Ludwika XV). Potem był powiernikiem i przyjacielem
królowej Marii Antoniny (którą ponoć ostrzegał przed
wybuchem ... Rewolucji Francuskiej, na długo zanim się zaczęła). Królowa
nie uwierzyła mu i traktowała te ostrzeżenia jako kolejną z jego
niesamowitych opowieści. Trudno zresztą było brać jego słowa na
poważnie, gdy opowiadał o swej przyjaźni z królową ... Katarzyną
Aragońską, pierwszą żoną Henryka VIII i o tym jak jej miejsce zajęła
Anna Boleyn.
Opowiadał to wszystko z taką dokładnością szczegółów i
faktów, iż zebranych arystokratów wprawiał w zdumienie, przechodzące
wręcz w osłupienie - skąd on może znać te wszystkie szczegóły. Mówił np.
o tym że uczestniczył w podróży Henryka VIII i Anny Boleyn do Calais i
Boulogne (spędzili tam razem miesiąc - od 11 października do 12 listopada
1532 r.), podczas której w niedzielę 27 października, Anna Boleyn wraz ze
swą siostrą Marią Boleyn (wówczas już Carey), hrabiną Derby, lady
Fitzwater, lady Rochford (Jane Boleyn - wcześniej Parker, żoną jej brata
Jerzego), lady Lisle i lady Wallop - wykonały taniec w maskach i w
stylizowanych na antyczne sukniach z satyny - przed Henrykiem VIII i
Franciszkiem I, królem Francji. Opowiadał o szczegółach tej
uroczystości, tak jakby był tam obecny (co zresztą sam przyznał).
Takie opowieści co prawda zabawiały króla i arystokratów nudzących się w
Wersalu, ale zapewne ogromna większość z nich nie brała ich na
poważnie. Zresztą jego opowieści nie ograniczały się tylko do czasów
Tudorów. Dla Polaków ciekawe powinny być jego rozważania na
temat ... samotności królowej Anny Jagiellonki, którą odtrącał "mąż wciąż
toczący wojny z Wielkim Wschodem" (mowa jest tu zapewne o królu Stefanie
Batorym, który uciekał jak najdalej od podstarzałej i niezbyt urodziwej
Anny Jagiellonki, angażując się w nowe wojny z Rosją Iwana IV
Groźnego w latach 1579-1582). Ale nie tylko. W prawdziwe zdumienie wpędzał obecnych, gdy
opowiadał o tym jak naprawdę wyglądała ... Kleopatra królowa Egiptu, oraz
co naprawdę myślał o Żydach i Jezusie - Poncjusz Piłat (wbrew temu co
zostało zapisane w Biblii).
Hrabia de Saint-Germain bardzo często
zjawiał się w tych krajach i na tych dworach, na których ktoś uległ
ciężkiej chorobie, lub był bardzo nieszczęśliwy - jednak jego kontakty
(w ogromnej większości), ograniczały się jedynie do samych monarchów,
ludzi z ich otoczenia, lub arystokracji i szlachty, bardzo rzadko
widziany był w towarzystwie mieszczan czy chłopów, choć i takie kontakty
się zdarzały. Saint-Germain był nie tylko wielkim bogaczem, poliglotą i
człowiekiem nauki - miał również wielkie serce i wielokrotnie to
udowadniał. Chłopom i mieszczanom rozdawał swe dukaty, a
arystokratom ofiarowywał diamenty, jeśli tylko im się podobały (a mało
komu się "nie podobały").
O ile opowieści o Henryku VIII, Annie Boleyn czy Annie Jagiellonce, były
(w miarę traktowane pobłażliwe przez obecnych), o tyle opowiadania o
Kleopatrze czy Poncjuszu Piłacie (wszystkie jego opowieści zawierały
mnóstwo informacji z uwzględnieniem najdrobniejszych detali - dziś byłby
skarbnicą wiedzy dla historyków, lecz wówczas nikt jego słów nie
spisywał), wprawiały króla i arystokratów w lekką konfuzję. Skąd on to
wszystko wie, naczytał się o tym? Ale gdzie? (wówczas nie było jeszcze
książek tak wszystko dokumentujących). Gdy pytano go skąd ma te
informacje, odpowiadał że widział to na własne oczy, a gdy pytano go ile
właściwie ma lat - odpowiadał ze śmiechem że ... nie pamięta, a potem
dodawał: "Starszy jestem chyba nawet od Matuzalema" (biblijny Matuzalem
był najstarszym człowiekiem wymienionym w Starym Testamencie - miał żyć
969 lat).
Hrabia de Saint-Germain żył (prawdopodobnie), prawie ... 2000 lat.
Niemożliwe? Dla jemu "współczesnych" (to znaczy arystokratów z XVIII
wieku), też było to nie do przyjęcia - niemożliwe, lecz trudno było
zrozumieć skąd on wie tak wiele. Żadne książki o tym wówczas nie pisały
(a podawał np. w co byli ubrani królowie i książęta podczas ważnych
przyjęć i uroczystości). Prawdopodobnie wymyślał to sobie - tak też
większość myślało. Lecz co począć z jego ostrzeżeniami dotyczącymi
przyszłości (np. właśnie Rewolucji Francuskiej), to również przez współczesnych było
traktowane jako co najmniej niesmaczna opowieść. My dziś wiemy że ta
opowieść była aż nadto realna . Saint-Germain proponował też królowej Marii Antoninie wyjazd z Francji nim
dojdzie do katastrofy, a innych arystokratów przestrzegał przed mającym
nadejść "gniewem ludu", z powodu ich samowoli, zdzierstw i
niesprawiedliwości. Mówił że to co nadchodzi, zniszczy stary świat i
spowoduje iż krew będzie płynąć strumieniami, a ulice pełne będą zwłok
zamordowanych arystokratów - "To będzie koniec waszego świata" -
dodawał. Skąd jednak hrabia Saint-Germain się wziął i jakie były (znane,
czyli spisane), koleje jego życia?
Przyszłość - niezmierzona, niezbadana, nieznana ... bzdura! przeszłość - teraźniejszość i przyszłość istnieją obok siebie i tak samo jak przestrzeń jest terenem który można pokonać (dysponując odpowiednimi pojazdami, umożliwiającymi podróżowanie), tak samo i czas już wkrótce (choć zapewne nie dla wszystkich ludzi jednakowo), będzie miejscem, który również możemy odkryć i osobiście doświadczyć. Zauważcie te tytuły biur podróży międzyczasowej, jakie w odległej przyszłości, zapewne zaczną się pojawiać: "Tylko u nas sensacja, zapraszamy na niesamowitą podróż do XVI wieku i zamku "krwawej" Elżbiety Batory", lub "Niesamowite wrażenia z podróży do Starożytnego Rzymu, w programie walki gladiatorów (dla tych, którzy lubią szczyptę ryzyka i za niewielką dopłata, można zorganizować walkę z ich udziałem jako gladiatorów z odpowiednim finałem, wcześniej wkalkulowanym), przyjemności stołu i łoża" (udział w orgiach) itd. itp. Myślicie że to niemożliwe?
Moi Drodzy - to JUŻ JEST MOŻLIWE! Obecnie już możemy dokonywać podróży w czasie. Ta informacja nie jest jednak powszechnie znana (z oczywistych powodów), gdyż nad wszystkim pieczę sprawują rządy poszczególnych państw świata (ze szczególnym uwzględnieniem rządu Stanów Zjednoczonych), ale w "przyszłości" podróże w czasie staną się dostępne również dla tych, którzy będą wydać na taką przygodę odpowiednie pieniądze. Wakacje, rocznica ślubu, urodziny - wszystko to, za odpowiednią zapłatę, będzie można spędzić w dowolnym czasie w przeszłości lub ... w przyszłości.
Badania nad możliwościami podróży w czasie, są prowadzone w Stanach Zjednoczonych (i nie tylko tam), od wielu dziesięcioleci i obecnie podróże te są już możliwe, od co najmniej czterdziestu lat. W tym temacie zaprezentuję i opiszę osoby, które brały udział w projekcje "Podróże w Czasie", zarówno w przeszłość, jak i w ... przyszłość. Szczególnie te drugie relacje, są niezwykle interesujące, gdyż opowiadają o dość niebezpiecznych i okrutnych wydarzeniach, które mają nadejść. Jeden z amerykańskich żołnierzy, który brał udział w tym projekcie, mówi na przykład o inwazji obcych istot z innej galaktyki, którzy napadną naszą planetę po roku 2 100. Będą to okrutne, mięsożerne istoty (żywiące się ludzkim mięsem), z którymi Ludzkość będzie prowadziła wojnę i których w końcu uda się pokonać. Potem nastanie okres odbudowy Ziemi na zupełnie nowych zasadach.
Populacja świata zostanie znacznie zmniejszona. Stanie się to na skutek polityki "banksterów", którzy już wkrótce będą próbowali wprowadzić przez siebie tworzony lub kontrolowalny rząd światowy - inwazja muzułmańska na Europę, jest dopiero początkiem tego planu rzeczy, który także szerzej opiszę w kontekście samej Unii Europejskiej. Następnie poprzez wybuch III Wojny Światowej, głód i choroby, które mają nas nawiedzić w "przyszłości", upadek projektu NWO - "Nowego Porządku Świata" wielkich korporacji i "banksterów", pragnących władać całą planetą, stanie się jednocześnie początkiem upadku systemu bankowego. Pieniądze oczywiście będą wciąż w użyciu, ale coraz bardziej będą one "lokalnym", a nie państwowym czy globalnym, systemem płatności (innymi słowy, każde miasto, będzie miało prawo drukować własną walutę). Odbudowa będzie postępować, aż do inwazji obcych, ale na razie nie wyprzedzajmy faktów. Nim jednak przejdę do opisu tych wydarzeń, chciałbym dodać parę słów od siebie, w kwestii czasu i tego co ma nas tam spotkać w przyszłości.
"CZAS UCIEKA WIECZNOŚĆ POZOSTAJE"
Chciałbym, abyście czytając to, co przedstawię, zdali sobie sprawę, że "przyszłość", którą opiszę, niekoniecznie musi tak wyglądać naprawdę. To znaczy inaczej, przyszłość, ta o której napiszę, ona ma wyglądać właśnie tak, jak to przedstawię, ale niekoniecznie właśnie tak musi wyglądać. Zauważcie bowiem, nasze życie jest z góry określone. My tego nie pamiętamy, ale przed naszymi narodzinami, przyjęliśmy pewien schematyczny "Plan Życia", który po prostu mamy "odegrać" na tym świecie. Ale "Plan Życia" nie jest wcale jednorodny i niezmienny. Więcej, on jest tak "nasycony" przeróżnymi "gałęziami", czyli możliwościami wyboru określonej "bocznej" drogi, że ostateczny "wynik życia" może być zupełnie inny, od tego, który był w tzw.: "głównym założeniu".
To samo dotyczy czasu i przestrzeni. To co ma się więc wydarzyć, niekoniecznie musi wyglądać tak samo, jak w opowieści owych podróżników w czasie, choć wynik może być identyczny. Ciężko to wytłumaczyć, bowiem biorąc pod uwagę wydarzenia historyczne, czyli takie, które już są "za nami", to nawet nasza interakcja w tamte wydarzenia (poprzez właśnie podróż w czasie), nie musi (a nawet nie powinna), zmienić teraźniejszości w której żyjemy i z której wyruszyliśmy. Jest to więc swoisty paradoks czasu, gdyż o ile przeszłość, teraźniejszość i przyszłość są sobie jednakie (i istnieją jednocześnie obok siebie w czasie i przestrzeni), to dlaczego przyszłość może być inna, od tej, którą deklarują tzw.: podróżnicy w czasie, a przeszłość (pomimo ich interwencji), ma być niezmienna. Nie potrafię tego dokładnie wyjaśnić, być może jest związane z doświadczeniem danej osoby, która w danym czasie postąpiła wedle jednego ze "schematów życia".
Co jednak, jeśliby postąpiła inaczej ? (poprzez na przykład naszą świadomą interwencję). Według mnie sytuacja mogłaby wyglądać następująco, nagięcie czasoprzestrzeni i wybranie innej ścieżki, nie mogłoby mimo wszystko doprowadzić do zmiany teraźniejszości, z której przybyliśmy, gdyż zmiana fragmentu życia, osoby z przeszłości (poprzez interakcję osoby z teraźniejszości lub przyszłości), nie wykluczyłaby powstania kolejnej, tym razem głównej "gałęzi", drogi wiodącej do celu, jaki i tak w przeszłości został osiągnięty. To znaczy, jeśli na przykład będziemy chcieli, by ktoś celowo postąpił tak, by dana osoba (np. jego wnuk), w ogóle się nie narodziła, i stworzymy ku temu kolejną "gałąź doświadczenia", to ta droga ... i tak zaprowadzi go do kobiety, którą ów człowiek ma poznać, by spłodzić z nią syna a następnie owego wnuka. Nawet cofnięcie się w czasie i zabójstwo człowieka, a tym samym zmiana jego przyszłości, nie spowodowałaby zmiany teraźniejszości z której przybył zabójca. Jedyne co, to w tym momencie mogłoby powstać, to kolejna "gałąź życia", tym razem w postaci świata alternatywnego do naszego, w którym wydarzenia przebiegają już zupełnie inaczej. Natomiast na naszej "drodze życia" z przeszłości do teraźniejszości, zmiana ta nie odcisnęłaby swego piętna, gdyż ta droga poszła innym torem i wytworzyła kolejną alternatywę rzeczywistości, która nie jest naszą alternatywą.
Co się zaś tyczy przyszłości, należy założyć, że wydarzenia, które mają się stać, staną się ale ... niekoniecznie w takiej formie i takim kształcie jak wcześniej założone lub "doświadczone" przez tych, którzy owych podróży w czasie dokonują. Dlatego też zmiana teraźniejszości (poprzez zmianę poszczególnych wydarzeń z przeszłości), nie jest możliwa, o tyle zmiana przyszłości może być możliwa, gdyż to jest nasze doświadczenie i kolejność wyboru drogi zależna od naszych wyborów (oczywiście też do pewnego stopnia). Można jednak też założyć, że żadne zmiany nie nastąpią i przyszłość będzie wyglądała właśnie tak, jak zamierzam ją opisać w kolejnym temacie.
"NIEKTÓRE ZMYŚLENIA SĄ O TYLE CENNIEJSZE OD FAKTÓW, ŻE SĄ ... PRAWDZIWE
JOHN BARTH
"CHIMERA"
CZY MOŻNA PODRÓŻOWAĆ W CZASIE?
Tak postawione pytanie można od razu z całą pewnością zakwalifikować
jako teorię s-f. (przynajmniej ogromna większość z nas tak uczyni). Czyż bowiem ktokolwiek zbudował kiedyś ów Wehikuł
Czasu, zdolny do podróży w przeszłość lub ... w przyszłość? Wielu twórców
tematyki s-f wielokrotnie podejmowało ten temat, jak choćby Herbert
George Wells w swej powieści "Wehikuł Czasu" z 1895 r. Ja jednak nie
zamierzam skupiać się tutaj na pozycjach z gatunku fantastyki naukowej,
lecz opisać prawdziwy wynalazek, który jest jedynie pierwszą próbą
stworzenia maszyny umożliwiającej nam podróże w czasie, a potem zaprezentować kilka ciekawych faktów, które nie mogły mieć miejsca (jak np.: zegarek z naszych czasów, odnaleziony w chińskim grobowcu, który według archeologów, nie był otwierany od prawie 400 lat). Ale po kolei.
Sądzicie że podróże w czasie są niemożliwe? Pierwsza myśl która powstaje w
głowie, gdy ktoś mówi o podróżach w czasie, to oczywiście zaprzeczenie.
Jak bowiem można (inaczej niż na filmach czy w powieściach), przenieść
się fizycznie w inny czas, inną epokę która już przeminęła? Przecież to
niemożliwe, gdyż tamtej epoki już nie ma!
Ale chwila, skąd wiemy, skąd mamy taką pewność że tamtej epoki już nie ma? Skąd właściwie pewność że tamta epoka (do której pragniemy się
przenieść), już nie istnieje? Oczywiście
odpowiedź brzmi - bo żyjemy w teraźniejszości, w której to ślady dawnych
epok przetrwały co najwyżej w postaci ruin zamków/budynków,
odkopywanych z ziemi przez archeologów naczyń, monet i innych
materialnych oznak dawnej bytności człowieka. Ale tamtego świata już nie
ma - dziś żyjemy inaczej, mamy samochody, samoloty, podróżujemy na
księżyc, prawie każdy z nas posiada możliwość skontaktowania się z drugą
osobą za pomocą telefonu, komputera, smartfona itd. Żyjemy "dziś" - "wczoraj" już
przeminęło, jak więc możemy przewinąć taśmę, by wrócić do tego
wcześniejszego momentu, do tamtej epoki?
Otóż możemy, a żadna z minionych epok nie przeminęła, one
wszystkie...nadal istnieją. Jak to możliwe zapytamy? Ano tak, lecz by to
wytłumaczyć należy najpierw odpowiedzieć sobie na pytanie - kim my
właściwie jesteśmy? Wszystko czym jesteśmy - składa się z energii. A czy
energię można zniszczyć? Nie ma takiej możliwości. Energii zniszczyć
się nie da. Skoro
energii zniszczyć się nie da - to jak można przypuszczać że cokolwiek
powstałe z energii - już nie istnieje, przeminęło, zginęło? A czym jest
energia? Energia składa się z atomów - te zaś z jeszcze mniejszych
cząsteczek np. elektronów. Żadna cząstka energii, choćby nie wiadomo jak
mała - nigdy nie ginie.
Skoro tak można by zapytać, to dlaczego dziś nie ma już tego co było
kiedyś, skoro tamto nie zginęło, dlaczego dziś - w teraźniejszości -
nie istnieje przeszłość lub...przyszłość. Odpowiedź jest bardzo prosta -
dzieje się tak dlatego, że energia której nie można zniszczyć i nigdy
nie ginie - po prostu ... się zmienia. Nie oznacza to jednak, że nie
istnieje już świat który istniał kiedyś dawno - np. czasy starożytne.
Udowodnił to człowiek który skonstruował niesamowity przyrząd - chronowizor.
Co to takiego jest, można by spytać? Przyrząd ten umożliwia nam w
naszej teraźniejszości ... odtwarzanie muzyki z dawnych czasów i jej
wizualizowanie. A co to w zasadzie za problem, odtworzyć muzykę z
dawnych lat, wystarczy wziąć do ręki zapis nutowy danego utworu i
odegrać go w ten sam sposób. Ok. problem jednak polega na tym, że zapis
nutowy utworów muzycznych istnieje dopiero od ok. 1200 r. zaś chronowizor umożliwia odtwarzanie i wizualizowanie muzyki z czasów znacznie odleglejszych, jak choćby I czy II wiek p.n.e.
Twórcą chronowizora był Alfredo Pelle
Ernetti - Włoch, benedyktyński zakonnik. Od dziecka pociągały go dwie
rzeczy - teologia (szukał odpowiedzi na pytanie kim lub czym jest Bóg),
oraz muzyka. Ojciec Ernetti wykładał w konserwatorium w Wenecji -
zajmował się tam prapolifonią, czyli historią muzyki starożytnej (tę
katedrę stworzono specjalnie dla niego - prowadził ją aż do śmierci w
roku 1994). Przez ten czas zdążył wydać 72 publikacje na temat muzyki
starożytnej, oraz 45 płyt z nagraną muzyką starożytności. Jak tego
dokonał nie mając zapisu nutowego tamtych utworów? Właśnie za pomocą
skonstruowanego przez siebie (oraz przy pomocy kilku innych naukowców), chronowizora.
W trakcie swych długoletnich badań nad tym urządzeniem, doszedł do
wniosku że dźwięk to energia (fale energii), które nie giną z ustaniem
dźwięku, lecz trwają nadal. Skoro więc istnieją - trzeba tylko je
odszukać i zrekonstruować. A skąd w ogóle wiedział że dźwięk ten można
odszukać i zrekonstruować od nowa? Pomocną ku temu okazało się badanie
ultradźwięków, które przecież też są niesłyszalne dla ludzkiego ucha - a
mimo to niektóre zwierzęta je słyszą. Czyż fakt że my ich nie słyszymy,
oznacza że...nie istnieją? Oczywiście że istnieją, tylko że nasz aparat
słuchowy jest pod tym względem bardzo ograniczony, człowiek słyszy
tylko te dźwięki które mamy usłyszeć. Idąc tym tropem skonstruował
urządzenie ułatwiające odtwarzanie, rekonstruowanie i wizualizowanie
dźwięków z przeszłości (bardzo odległej przeszłości).
W 1986 r. zaprezentował swoje dzieło na oficjalnej konferencji
prasowej w Riva del Garda, wprawiając obecnych w osłupienie. Zaczął od
wykładu na temat fizyki kwantowej, by potem przejść do wytłumaczenia
procesu odszukiwania dzięków z przeszłości. Stwierdził że wszystko,
cokolwiek wydarzyło się kiedyś na naszej Ziemi, a także w całym
Wszechświecie, pozostawiło swój ślad energetyczny, nie tylko dźwiękowy
(jak twierdził), lecz także wizualny (oznacza to że można nie tylko
słuchać muzyki z dawnych czasów, można naocznie obejrzeć jak te czasy
wyglądały). Ojciec Ernetti mówił że energia w całym Wszechświecie jest
niezniszczalna, podlega jednak pewnym zmianom, lecz mimo to trwa dalej w
naszej przestrzeni. Jeśli tylko można ją odnaleźć, to można również ją
odtworzyć (w oryginalnej formie), odsłuchać oraz obejrzeć.
Chronowizor Ernettiego składał się z połączonych ze sobą anten,
pochodzących z różnych stopów metali (nie wyjawił jakie są to metale).
One to właśnie miały wyłapywać te istniejące obok nas fale energetyczne z
dawnych wieków. Następnie "jednostka rekonstruująca" odtwarzała
zapisany na danej fali dźwięk, a transformator obrazu i dźwięku (ekran
telewizora), odtwarzał muzykę. W 1986 r. na owym spotkaniu w Riva del
Garda, w obecności dziennikarzy - w ten właśnie sposób ojciec Ernetti "ściągnął"
zupełnie wcześniej nieznany kawałek opery, wystawionej w starożytnym
Rzymie w roku 169 p.n.e. (chronowizor wyłapywał i odtwarzał dźwięki z dokładnością do kilku ... godzin, a nie tylko dni, czy miesięcy).
Rok 169 p.n.e. to czas poważnych zawirowań zarówno zewnętrznych jak i
wewnętrznych w rzymskiej polityce. Toczyła się wówczas (trwająca od 171
r. p.n.e.) - III wojna macedońska. Rzym miał poważne problemy zarówno
natury politycznej jak i militarnej w wojnie z królem tego państwa -
Perseuszem. Grecja uzyskała wolność po zwycięstwie Rzymu nad Macedonią
w bitwie pod Kynoskefalaj (197 r. p.n.e.) i zakończeniu II wojny macedońskiej
(196 r. p.n.e.). Zwycięski rzymski wódz w tej wojnie - Tytus Kwinkcjusz
Flamininus (prawdziwy hellenofil), podczas Igrzysk Istmijskich (ku czci
Posejdona), w Koryncie - ogłosił powszechną "Wolność Hellenów i całej
Hellady" (Grecja była wówczas od 142 lat okupowana i politycznie zależna
od Macedonii, dopiero Rzymianie zwyciężając Macedończyków dali Hellenom
wolność ... której jednak sami nie brali tak całkiem serio). Trudno
opisać szał radości jaki wówczas powstał na stadionie, gdzie miały odbyć
się igrzyska sportowe. Ludzie jeden przez drugiego przepychali się,
dążąc ku Flamininusowi, byle tylko dotknąć poły jego płaszcza, lub
ucałować jego dłoń.
Flamininus obiecał również że rzymskie oddziały wycofają się z Grecji
(przysiągł to Grekom na swój honor). Nie było to jednak takie proste,
zważywszy że teraz do działań zbrojnych przystąpił tyran Sparty - Nabis,
który pragnął odbudować dawną spartańską potęgę i jej wpływy w
regionie. W wojnie z Macedonią rozważnie poparł Rzymian. Teraz jednak liczył że
odwdzięczą mu się za uzyskane poparcie, uznając aneksję zajętego przez
niego jeszcze w 196 r. p.n.e. Argos (jednego z kluczowych miast-państw
Związku Achajskiego). Flamininus jednak przekonany przez Achajów co do
konieczności rozprawy militarnej z Nabisem, wkroczył w 195 r. p.n.e. na
Peloponez i pomimo bohaterskiego oporu Spartan, zniszczył ich ziemię,
zdobył Spartę i zmusił Nabisa do upokarzającego pokoju (oddanie nie
tylko Argos, ale i portu w Gytium - jedynego portu morskiego Sparty). Po
zakończeniu walk, w 194 r. p.n.e. (tak jak obiecał Flamininus - który
musiał wcześniej stoczyć solenną walkę w senacie, by przekonać senatorów
do opuszczenia Grecji), legiony rzymskie wycofały się z Hellady.
Opuszczono nawet kluczowe twierdze - Demetrias, Chalkis i Akrokorynt.
Ogromny entuzjazm i podziw Greków dla "rzymskich wyzwolicieli",
został bardzo szybko zaprzepaszczony z winy samego Rzymu. Już w trzy
lata po opuszczeniu Hellady (191 r. p.n.e.), armia rzymska ponownie tu
wylądowała, tym razem pod pretekstem wojny z królem Syrii Antiochem III
Wielkim. Antioch został "wezwany" do Grecji przez Związek Etolski -
który poparł Rzymian w poprzedniej wojnie i spodziewał się teraz nagrody
w postaci włączenia całej Tesalii w skład Związku. Tak się nie stało
więc wystosowali apel do Antiocha by "wyzwolił Helladę". Ten przystał na
ów apel i w 192 r. p.n.e. wylądował na greckim wybrzeżu (w porcie
Demetrias), z 10 000 żołnierzy na czele. Grecy przyjęli go wyjątkowo
chłodno, Związek Achajski wypowiedział mu nawet wojnę (za co senat
przyznał Achajom status foedus equum - równoprawnego
sojusznika). Z Rzymem związał się również dawny ich przeciwnik król
Macedonii (pokonany pod Kynoskefalaj), Filip V (za co senat również
nadał mu status sprzymierzeńca). Rzym miał wówczas inne problemy na
głowie i wojna w Grecji była ostatnią rzeczą której pragnął. Lecz
wylądowanie Antiocha w Demetrias zmieniło sytuację strategiczną - w
Rzymie zaczęto obawiać się, że po zajęciu Grecji Antioch może (podobnie
jak 25 lat wcześniej Hannibal), dokonać inwazji na Italię. Dlatego też w
191 r. p.n.e. wysłano do Grecji 20 000 armię pod wodzą Marka Acyliusza
Glabriona.
Antioch zaś nie spieszył się do wojaczki. Zajął Tesalię i rozkoszował
się przyjemnościami stołu i łoża w Demetrias. Spotkał tam dziewczynę,
która od razu przypadła mu do gustu tak bardzo, że natychmiast ją
poślubił (w Antiochii miał prawdziwy harem takich żon) i spędzał z nią
dnie i noce na wszelakich rozkoszach. Kupował dla niej stroje i
obsypywał klejnotami. Gdy wreszcie ruszył do walki - poniósł klęskę w
bitwie pod Termopilami (191 r. p.n.e.), gdzie wsławił się Marek Porcjusz
Katon, dowodząc oddziałem który oskrzydlił Syryjczyków (co ciekawe - po powrocie do
Rzymu Katon oskarży przed senatem swego dowódcę z tej bitwy - Glabriona,
o przywłaszczenie sobie złotych pucharów Antiocha, które widział w
Termopilach, a których potem w Rzymie na triumfie Glabriona już nie było
- wybuchła z tego powodu prawdziwa afera polityczno-korupcyjna). Potem poniósł
klęskę w bitwie morskiej pod Eurymedonem i wreszcie definitywnie
przegrał pod Magnezją w Azji Mniejszej (190 r. p.n.e.). Teraz Antioch
mógł wreszcie ze swą nową żoną wrócić do Antiochii, wcześniej jednak
musiał zgodzić się na pokój z Apamei (188 r. p.n.e.), który poważnie
skurczył jego posiadłości w Azji Mniejszej.
Po zakończeniu walk Rzymianie ponownie opuścili Grecję (188 r.
p.n.e.), powrócą do niej dopiero po siedemnastu latach w 171 r. p.n.e.
Rzymianie nie radzili sobie jednak w nowej wojnie z Perseuszem
macedońskim - zostali pokonani już na początku wojny pod Larissą (171 r.
p.n.e.), po której to porażce (Perseusz zniszczył tam jedynie przednią straż
armii rzymskiej), w legionach zaczęła szerzyć się dezercja i dał się
zauważyć upadek dyscypliny wojskowej. Dochodziło do częstych zmian
kolejnych wodzów (w przeciągu dwóch lat zmieniło się trzech wodzów -
Licyniusza Krassusa zastąpił najpierw Hostyliusz Mancynus potem Kwintus
Marcjusz Filippus). Filippusowi udało się w owym 169 r. p.n.e. obejść
rejon gór (w rejonie Olimpu) i wkroczyć do Macedonii, ale jego armia
była tak wyczerpana długim marszem że musiał się wkrótce stamtąd
wycofać. Zwycięstwo odniósł dopiero w roku następnym (168 p.n.e.)
Lucjusz Emiliusz Paulus w bitwie pod Pydną, gdzie definitywnie została
zmiażdżona potęga macedońskiej falangi, a wzrosła niekwestionowana
pozycja rzymskiego legionu.
A TAK WYGLĄDAŁ ŚWIAT ŚRÓDZIEMNOMORSKI
W OWYM 169 r. p.n.e.
BASEN MORZA ŚRÓDZIEMNEGO
Natomiast operę, którą "ściągnął" i ponownie odtworzył w 1986 r. ojciec
Ernetti, wystawił w 169 r. p.n.e. pod gołym niebem na Forum Holitorium w
Rzymie (był to targ warzywny w zachodniej części Kapitolu) - Kwintus
Ennius Calabera.Wystawienie jej pod gołym niebem było wówczas czymś zwykłym,
zważywszy że w rzymskim kalendarzu pojawiało się coraz więcej świąt
oficjalnych (państwowo-religijnych), oraz nieoficjalnych, takich jak
igrzyska, munera (czyli walki gladiatorów), itd. Co ambitniejsi politycy, by
przypodobać się ludowi, organizowali więc za własne pieniądze albo walki
gladiatorskie, albo igrzyska poetyckie, opery lub sztuki teatralne.
Przed rokiem 220 p.n.e. w Rzymie były tylko dwa święta. Pierwsze z nich
zwano Ludi Romani. Było to 15-dniowe święto na cześć ludu rzymskiego,
podczas którego organizowano igrzyska, wyścigi kwadryg i widowiska
teatralne. Rozpoczynało się zawsze 5 września. 13 września składano
Jowiszowi na Kapitolu ofiarę z krowy lub byka. Podczas tego święta
istniał zwyczaj układania posążków bogów Jowisza, Junony i Minerwy -
trójcy kapitolińskiej na łóżkach w domu - rodzice kładli je na łóżkach
swych dzieci, by zapewnić im pomyślność bogów. Święto kończyło się 19
września).
HELLENISTYCZNY WSCHÓD
W 220 roku p.n.e. pojawiło się drugie rzymskie święto - Ludi Plebeii, święto plebejuszy, które trwało w dniach 4-17 listopada i również było
świętem najwyższego z bogów - Jowisza Kapitolińskiego. A potem to już
było z górki - w 212 r. p.n.e. pojawiło się święto boga Apollona - Ludi Apollinares (6-13 lipca), w 204 r. p.n.e. Ludi Megalenses (ku czci bogini Kybele - trwało w dniach 4-10 kwietnia), w 203 r. p.n.e. - Ludi Ceriales (ku
czci bogini Cerery - trwało 12-19 kwietnia), a w 173 r. p.n.e.
wprowadzono święto zwane Ludi Florales (28 kwietnia - 3 maja), był to
czas karnawału, obchodzony ku czci bogini kwiatów i płodności Flory. W
ten dzień na stołach układano stosy kwiatów i przystrajano mieszkania
barwnymi girlandami. Było jeszcze jedno święto które pamiętało czasy
początków Rzymu - to święto ku czci Bony Dei (Dobrej Bogini), czyli
tradycyjne można by rzec dzisiejsze święto kobiet, które tym różniło się od naszego, że obchodzone było w ciągu jednego dnia w początkach
grudnia a nie w marcu. W tym dniu kobietom pozwalano na znacznie więcej swobody niż
miały jej w ciągu całego roku. Spotykały się więc z przyjaciółkami na
zamkniętych wieczorkach, gdzie oddawano się tańcom oraz pijaństwie. Mężczyźni mieli kategoryczny zakaz uczestniczenia w tym święcie.
STARY (SPRZED KLĘSKI ANTIOCHA III w 188 r. p.n.e.) ...
I NOWY (ok. 170 r. p.n.e.) UKŁAD POLITYCZNY W AZJI MNIEJSZEJ
Utwór z 169 r. p.n.e. miał w sobie pewne cechy postępowo-rewolucyjne,
gdyż senat nakazał wpisanie go na listę dzieł zakazanych, a sam Kwintus
Ennius Calabera zmarł w niewyjaśnionych okolicznościach jeszcze w tym
samym 169 r. p.n.e. Odtworzenie przez ojca Ernettiego całości nieznanego
wcześniej utworu, wprawiło obecnych na pokazie dziennikarzy w prawdziwe
osłupienie. Wynalazek Ernettiego kompleksowo przebadał austriacki pisarz
Peter Krassa, który stwierdził potem: "To co uczynił ojciec Alfredo Ernetti, to moim zadaniem prawdziwa transmisja telewizyjna z czasów starożytnych". Czy zatem można ojca Ernettiego nazwać prekursorem podróży w czasie?
proponuję filmową podróż w czasy odleglejsze od rzymskich, do Starożytnego Egiptu lat panowania faraona Amenhotepa III (panował w latach 1388 - 1351 p.n.e.)