Łączna liczba wyświetleń

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą KARTAGINA. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą KARTAGINA. Pokaż wszystkie posty

sobota, 13 kwietnia 2024

NIEWOLNICY DO ZADAŃ SPECJALNYCH - Cz. XXII

CZYLI JAKIE BYŁY NAJWIĘKSZE
OŚRODKI HANDLU NIEWOLNIKAMI W
STAROŻYTNOŚCI I ŚREDNIOWIECZU,
ORAZ SKĄD I Z JAKICH
WARSTW SPOŁECZNYCH NAJCZĘŚCIEJ
POCHODZILI KANDYDACI
NA NIEWOLNIKÓW





II

STAROŻYTNY RZYM

(II wiek p.n.e. - V wiek)

Cz. XIII







SPRZEDAŻ, DZIEDZICZENIE I WYZWOLENIE NIEWOLNIKÓW
(NA PODSTAWIE ZACHOWANYCH LISTÓW I DOKUMENTÓW STAROŻYTNOŚCI)
(XIX wiek p.n.e. - I wieku naszej ery)
Cz. X






XXII
SOSTUS
DELFY
(144 r. p.n.e.)
Cz. V



 Rok 151 p.n.e. był w Rzymie i Italii rokiem wojny w Hiszpanii, oraz narastającego problemu związanego z Kartaginą. Wojna hiszpańska nie szła dobrze (ale ponieważ rzecz odnosi się do Grecji i Rzymu, nie będziemy się zbytnio nad tym pochylać), dlatego też gdy konsulowie (Lucjusz Licyniusz Lukullus i Aulus Postumiusz Albinus) zarządzili pobór, znaleźli się oczywiście i tacy, którzy zamierzali wykupić się od tej przykrej konieczności. Konsulowie jednak byli nieugięci i nie pozwolili nikomu - bez względu na oferowane kwoty - wykupić się od obowiązku służby wojskowej. Wielu więc (szczególnie Rzymian z klasy średniej - czyli ekwitów) poskarżyło się trybunom ludowym. Ci, starali się wyjednać zwolnienia głównie dla swych przyjaciół, ale i to nie pomogło, w takim wypadku trybuni ludowi polecili... wtrącić konsulów do więzienia. Dopiero gdy Publiusz Korneliusz Scypion Emilianus (rodzony syn pogromcy Perseusza Macedońskiego - Lucjusza Emiliusza Paulusa), zgłosił się na ochotnika do udziału w tej wojnie, dopiero wówczas inni poszli za jego przykładem (na wojnie też się wsławił, jako pierwszy wspinając się na mury obleganego celtyberyjskiego miasta Interkatii i zabijając w walce Hiszpana broniącego murów). Wojna hiszpańska dobiegła końca jeszcze w tymże 151 r. p.n.e. gdy konsul Lucjusz Lukullus spacyfikował celtyberyjskie plemiona w Wakcejów i Kantabrów.

Problem jednak stanowiła Kartagina, gdyż w przekonaniu Rzymian zbyt szybko i zbyt intensywnie się rozwijała gospodarczo, co też stwarzało realne zagrożenie na przyszłość. Oczywiście nie wszyscy byli zdania że rozwój Kartaginy jest niekorzystny dla Rzymu. Jednym z tych, którzy twierdzili że ten południowy sąsiad jest jak najbardziej potrzebny i jego likwidacja (tak jak żądał Katon Starszy) nie ma sensu (choćby dlatego, że jeśli Rzymianie utracą Kartaginę, czyli realną obawę o swoje bezpieczeństwo, to popadną w marazm i zniewieściałość. Staną się ludem pozbawionym cnoty, honoru i męstwa, natomiast skupią się na wszelkich przyjemnościach życia), był Publiusz Korneliusz Scypion Nazika (której już po raz kolejny pojawia się jako nasz bohater, po raz pierwszy napisałem o nim, gdy w 159 r. p.n.e. postawił w Rzymie pierwszy zegar wodny). Teraz (151 r. p.n.e.) do Kartaginy wysłana zostaje kolejna rzymska delegacja, na której czele staje właśnie Nazika (notabene przeciwnik polityczny Katona Starszego). Jak już wspomniałem, Nazika był zwolennikiem pokoju z Kartaginą i utrzymania tego państwa w charakterze swoistej rzymskiej satelity na południu Morza Śródziemnego. Oczywiście nie kierowały nim żadne sympatie dla grodu bogini Tanit i boga Melkarta, tylko obawa o rozprzężenie rzymskiej moralności (notabene miał rację. Rzeczywiście, niedługi czas po upadku Kartaginy, Rzymianie wolni od tego zagrożenia, coraz częściej zaczęli praktykować dosyć hedonistyczny sposób życia. Doszło do tego, że na początku II wieku naszej ery historycy Juwenalis i Marcjalis odwoływali się do dawnych rzymskich cnót, gdy Kwiryci {była to obywatelska nazwa Rzymian} stali pod bronią, a ich żony w Rzymie przędły wełnę. Panowała więc powszechna harmonia i porządek, a nie jak ich czasach, rozdmuchany feminizm - bo tak należy nazwać ogromny wzrost pozycji rzymskiej kobiety, szczególnie w I wieku naszej ery i co za tym idzie zniewieściałość mężczyzn).




Co prawda kartagińscy geronci nie zamierzali wzniecać nowej wojny z Rzymem, bo dobrze wiedzieli że ich państwo (które teraz stało się małą republiką, ograniczoną zaledwie do ziem dzisiejszej północnej i środkowej Tunezji), nie ma najmniejszych szans w konfrontacji z supermocarstwem, jakim po pokonaniu Macedonii (oraz syryjskiego króla Antiocha III Wielkiego) stał się Rzym. Pasowała im też sytuacja w której mogli się bogacić, będąc jednocześnie pod polityczną i militarną "opieką" rzymskiej Republiki. Tym bardziej że chrapkę na ich ziemie miał stary już (bo 90-letni) władca Numidii Masynissa. Lepiej było więc trzymać się Rzymu, niż wzniecać jakiekolwiek z nim konflikty, mając jednocześnie z tyłu równie silnego wroga. Tylko że Rzymianie nie rozumowali w ten sam sposób. Co prawda Katon pokazywał w Senacie kartagińską figę i powtarzał że "Kartaginę należy zniszczyć", ale tak naprawdę nie miał większej możliwości przełożenia swoich słów na czyny, gdyż ani italscy rolnicy (jako konkurenci tych z Kartaginy) nie mieli realnego wpływu na postanowienia Senatu, ani też ani też nie opłacało się Rzymianom (na razie) wzniecać wojnę z państwem, który przynosił dochód. Po pokonaniu Hannibala w bitwie pod Zamą (202 r. p.n.e.) i po kapitulacji Kartaginy (201 r. p.n.e.) na gród Dydony został nałożony coroczny haracz w wysokości 10 000 talentów eubejskich (trzykrotnie większa kwota, niż ta, którą Kartagińczycy musieli zapłacić po klęsce w I Wojnie Punickiej) płatne w ciągu 50 lat. Ostatnia rata przypadała więc na rok 151 p.n.e i rzeczywiście, teraz dopiero Rzymianie nie mieli już żadnych korzyści z utrzymywania Kartaginy jako swojej satelity. Po prostu naród chłopów (jakim wciąż byli Rzymianie) wychodził z dość racjonalnych wniosków, że skoro krowa już więcej nie da mleka, to należy ją zarżnąć na mięso, i tak właśnie miało się stać z grodem bogini Tanit.




A tymczasem nieświadoma damoklesowego miecza ciążącego nad nimi (co znalazło wyraz w zmieniających się nastrojach Rzymian) Kartagina rozwijała się w niesamowitym tempie. Miasto piękniało i rozbudowywało się już nie z dekady na dekadę, ale z roku na rok. Pozbawiona konieczności utrzymywania floty wojennej oraz armii zaciężnej Kartagina, przeznaczyła fundusze zdobyte na handlu, na rozwój miasta i pomnażaniu bogactwa jego mieszkańców (podobnie jak po II Wojnie Światowej czyniły Niemcy i Japonia pod amerykańskim parasolem ochronnym). W odnalezionej w 1966 r. kartagińskiej inskrypcji, wykutej na pięknym czarnym wapieniu (która opowiada o podejmowanych już pod koniec istnienia państwa kartagińskiego pracach budowlanych) i można tam wyczytać: "Lud Kartaginy otworzył i zbudował tę ulicę w kierunku placu Nowej Bramy, która znajduje się w południowym murze, w roku sufetów Szafata i Adonibaala, w czasie urzędniczej kadencji Adonibaala, syna Eszmunhillesa (...). Robotami kierowali Abdelmelkart (...) konstruktor budowlany, Bodmelkart (...) budowniczy dróg, Jehewielon, brat Bodmelkarta kamieniarz. I wszyscy wzięli w tym udział - handlarze, tragarze, pakowacze, ci, którzy żyją w Dolnym Mieście, ci, którzy ważą monety, ci, którzy nie mają ani srebra ani złota, i ci, którzy je posiadają, złotnicy, garncarze, robotnicy przy piecach i sandalarze, wszyscy pospołu".




Jak już wspomniałem w poprzednich częściach, w tamtym czasie w Kartaginie istniały trzy stronnictwa polityczne. Od roku 201 p.n.e. (a szczególnie po 193 r. p.n.e. i ucieczce Hannibala z Kartaginy na Wschód) dominowała "partia" pro-rzymska, której przywódcą (od ok 175 r. p.n.e.) był niejaki Hannon III Wielki. Było to stronnictwo bogatych kupców kartagińskich, którzy głosili tezę, iż lepiej prowadzić politykę spełniania rzymskich życzeń i podporządkowania się Rzymowi, w zamian za bezpieczeństwo i bogacenie się. Drugim stronnictwem była "partia" kierowana przez Hannibala Szpaka, która opowiadała się za zawarciem porozumienia a nawet sojuszu z Masynissą, widząc w tym jedyne wyjście na przetrwanie państwa (tym bardziej że król Numidii jak tylko mógł podgryzał i kąsał Kartagińczyków, wydzierając im zachodnie ziemie, począwszy od 174 r. po.n.e. kiedy to po raz pierwszy złamał traktat zawarty w 201 r p.n.e.). Hannibal Szpak uznał bowiem, że jeśli nie dojdzie do zawarcia jakiegoś układu z Masynissą (lub ewentualnie z jednym z jego synów) to Numidyjczycy nie zaprzestaną swych ataków, a Rzymianie mogą wykorzystać je przeciwko Kartaginie. Trzecim zaś stronnictwem w Radzie Starszych, była formacja kierowana przez Kartalona i Hamilkara Samnitę i była to "partia" arystokratyczna, która głosiła potrzebę odrodzenia dawnej potęgi Kartaginy (stronnictwo to zyskało przewagę w roku 165 p.n.e., ale już 161 r.p.n.e. górą był Hannibal Szpak i jego zwolennicy. Kartalon i Hamilkar ponownie wrócili do władzy w 157 r. p.n.e. ale na bardzo krótko, gdyż wkrótce potem władzę znów przyjęli zwolennicy całkowitego sojuszu z Rzymem). Gdy w 153 r.p.n.e podczas nieobecności Masynissy w kraju (gdy udał się z wojskiem wspomóc swoich rzymskich sojuszników do Hiszpanii), pełniący urząd boetarchy (dowódcy wojskowego) Kartalon zaatakował obóz Numidyjczyków znajdujący się na spornym terytorium i ich rozgromił. Gdy jednak Masynissa wrócił do kraju, wyprawił się zbrojnie przeciwko Kartaginie, a w tym samym czasie Rzymianie przyznali mu prawo do przejęcia ogromnych terenów kartagińskich, zwanych Wielkimi Polami, z pięćdziesięcioma mniejszymi miejscowościami skupionymi wokół dużego miasta Thugga. Kartagińczycy poczuli się upokorzeni takim obrotem sprawy i w roku 152 p.n.e. ponownie stronnictwo ludowe Kartalona i Hamilkara zyskało większość w Radzie Starszych. 

Ponieważ sytuacja była na tyle niebezpieczna że zagrażała istnieniu państwa kartagińskiego, Kartalon rozpoczął prawdziwe czystki; a mając zdecydowane poparcie społeczne, zdołał przekonać swych współobywateli na Zgromadzeniu Ludowym aby wygnano z miasta Hannibala Szpaka i jego 39 zwolenników, odbierając im obywatelstwo i zabraniając wracać pod karą śmierci. Banici, nie mając gdzie się podziać, oczywiście poszli do tego, którego wcześniej wspierali, czyli do Masynissy, starając się go namówić do rozpoczęcia wojny ze swoją ojczyzną. Masynissa obawiał się nieco reakcji Rzymu, ale postanowił wysłać do Kartaginy w poselstwie dwóch ze swoich licznych synów - Gulussę i Micypsę (jednym z jego nieślubnych synów był późniejszy król Numidii - Jugurta, który wsławił się w wojnie z Rzymem przy końcu II wieku p.n.e.). Przybyli oni do Kartaginy, lecz nie zostali dopuszczeni przed Radę Starszych, a mimo to w butnym tonie (wręcz ultimatywnym) zażądali odwołania banicji i przyjęcia wygnańców z powrotem do miasta. Mowa ta była prawdziwym policzkiem wymierzonym Kartagińczykom. Owszem, pogodzili się oni już z tym, że rozkazują im Rzymianie, ale Masynissa? A kimże on był, jak nie zwykłym władcą nomadyjskiego królestwa, politycznym zawadiaką, który urósł tylko i wyłącznie wysługując się Rzymianom. Natychmiast wygnano ich z miasta, a w drodze powrotnej na ich orszak napadł Hamilkar Samnita i zabił wielu spośród ludzi księcia Galussy. Było to więc jawne wypowiedzenie wojny i jeszcze w tymże 152 r. p.n.e. Masynissa wkroczył na ziemię kartagińską i opanował tam kilka miejscowości. W Kartaginie teraz rozpoczęto wielkie przygotowania i ogłoszono mobilizację, zbierając 25 000 piechoty i 4000 jeźdźców, którymi dowodzić miał, pełniący funkcję sufeta (był to urząd cywilny a nie wojskowy, odpowiadający jednak pozycji rzymskiego konsula) Hazdrubal Samnita.




Kartagińczycy ruszyli do ofensywy z początkiem 151 r. p.n.e., jednocześnie uczynili to bez wcześniejszego porozumienia z Rzymem (do czego zobowiązywał ich traktat pokojowy, zawarty pięćdziesiąt lat wcześniej, na mocy którego nie mogli oni prowadzić żadnych wojen bez zgody Rzymu). Hazdrubalowi udało się odnieść kilka sukcesów, a nawet na jego stronę przyszła część jazdy numidyjskiej w liczbie 6000 (co znacznie podbudowało kartagińskie morale). Masynissa był jednak starym i doświadczonym lisem, który zęby zjadł (dosłownie, miał już bowiem 88 lat) na taktyce podjazdowej i wciąganiu wroga w zasadzki. Udało mu się więc wciągnąć Hazdrubala w do bitwy na własnej ziemi, gdzie był dobrze przygotowany do walki (Appian twierdzi, że w bitwie tej każda ze stron liczyła po 110 000 żołnierzy, co wydaje się nieprawdopodobne i jest niemożliwe. Siły te były co najmniej o połowę mniejsze, a w przypadku Kartagińczyków być może nawet o ⅓. Pomimo zasadzki w której Numidyjczycy atakowali z trzech stron jednocześnie, Hazdrubalowi udało się nie tylko wytrzymać pierwszy atak, ale przeszedł również do ofensywy i o mały włos bitwa ta nie zakończyłaby się zwycięstwem Kartaginy, gdyby nie pewna informacja która nagle pojawiła się na placu boju. Oto bowiem ktoś doniósł Hazdrubalowi, że w obozie Masynissy są Rzymianie. Plotka ta była oczywiście fałszywa i zapewne została specjalnie rozgłoszona, w każdym razie poskutkowała, bowiem Hazdrubal natychmiast zaprzestał walki i wycofał się ze swoim wojskiem. Ponieważ to Masynissa pozostał na placu boju, uznał się więc za zwycięzcę, chociaż to on poniósł większe straty i realnie bitwę mógł przegrać gdyby Hazdrubal się nie wycofał. Wkrótce potem wódz Kartagińczyków wysłał do króla Numidyjczyków poselstwo, w którym proponował pokój i aby doszedł on do skutku, oferował Masynissie południowe wybrzeże Wielkiej Syrty z kupieckimi miastami Oea, Sabrata i Leptis Magna, a także zaproponował mu od razu wypłatę 400 talentów za rozpoczęcie wojny i dalszych 800 talentów w ratach. Dlaczego Hasdrubal choć nie został pokonany, zgodził się na tak upokarzające warunki pokojowe? Wydaje się oczywiste, że wojna którą Kartagina rozpoczęła nie powiadamiając o niej Rzymian (stało się to nie dlatego, że starano się tutaj coś zataić, tylko uczyniono to z powodu pośpiechu) mogła stać się pretekstem do rzymskiej interwencji w Afryce, czego osłabiona Kartagina nie była w stanie przetrwać. Pokój z Masynissą był więc jedyną szansą ocalenia miasta i państwa.

Masynissa jednak odrzucił kartagińskie warunki pokojowe. Zażądał bowiem przekazania mu - zbiegłych wcześniej do kartagińskiego obozu - wodzów i żołnierzy numidyjskiej jazdy, na co Hazdrubal nie mógł się zgodzić, jeśli nie chciał stracić twarzy, a co za tym idzie utracić honor, który w tamtym czasie był niezwykle ważny dla każdego wodza (swoją drogą przypomina mi się tutaj to, co zrobili alianci po zakończeniu II Wojny Światowej, gdy Stalin zażądał od Amerykanów i Brytyjczyków aby przekazali mu walczące wcześniej po stronie Niemców - ale tylko ze Związkiem Sowieckim - formacje kozaków dońskich, które uzyskały zapewnienie od aliantów że nie spotka ich nic złego, jeśli złożą broń. Tak też się stało, a potem ci sami ludzie, którzy dali im słowo honoru że ich nie wydadzą, brutalnie ich zdradzili. Dochodziło do dantejskich scen, gdy Kozacy odbierali sobie życie, woląc zginąć jako wolni ludzie, niż zostać wydanym Sowietom). W tym też czasie przybyła z Rzymu delegacja pod przewodnictwem Scypiona Nazyki, a wiadomość o tym została przez Hazdurbala przyjęta z radością (liczył on bowiem na to, że dzięki rzymskiej mediacji uda się wreszcie uzgodnić ostateczny pokój w Masynissą). Jak już wspomniałem wyżej Nazyka był przychylnie nastawiony do Kartaginy, ale przed wyjazdem z Rzymu otrzymał jasne instrukcje Senatu, mówiące, że pokój może zostać zawarty tylko wówczas, gdy to Masynissa będzie tym pokonanym, w każdym innym wypadku Rzymianie mieli namawiać władcę Numidyjczyków do kontynuowania walki. Rzymianie przybyli więc do obozu Masynissy i nie odwiedzili obozu Hazdurbala, dając tym samym do zrozumienia, że nie są zainteresowani spotkaniem z nim. Kartagińczycy czekali jednak długo, aż w ich obozie zaczęło brakować prowiantu i wody, dopiero wówczas zgodzili się na warunki Masynissy wydania numidyjskich jeźdźców, zapłacenie w ciągu 50 kolejnych lat 5 000 talentów oraz złożenie broni. Numidyjczycy nie dotrzymali jednak warunków traktatu. Książę Gulussa wysłał bowiem na wracających do Kartaginy, bezbronnych wojowników swoją jazdę, otoczył ich i w większości pozabijał (tylko nielicznym udało się wydostać z tego kotła). Wiadomość o kapitulacji i klęsce Hazdrubala wywołała w Kartaginie popłoch. Nie wiedziano bowiem jak zareagują Rzymianie i obawiano się najgorszego. 

I rzeczywiście, jeszcze w tym samym 151 r. p.n.e. wraz z powracającą delegacją rzymską do Rzymu udał się numidyjski książę Gulussa, aby przed Senatem zdać raport z ostatnich wydarzeń. Oczywiście odmalował Kartagińczyków w jak najgorszym świetle, zrzucając na nich całą winę za wojnę, co było bardzo na rękę Rzymianom. Było oczywiste że Rzymianie chcą się już pozbyć tego północno-afrykańskiego państwa, które jeszcze kilkadziesiąt lat temu realnie groziło zagładą ich panowaniu w Italii, a nawet samemu Rzymowi, zaś słowa "Hannibal ante portas" ("Hannibal u bram"), jeszcze długo po śmierci tego ostatniego budziły grozę w sercach Rzymian (ponoć Rzymianki tymi słowami straszyły swoje dzieci).




Wróćmy jednak do Grecji i spraw helleńskich, gdyż w tymże 151 r. p.n.e. okazało się wreszcie, że Senat (po 16 latach) zgodził się na powrót greckich jeńców wziętych przez Paulusa w 167 r. p.n.e. i którym długo nie pozwalano wrócić do ojczyzny. Dlaczego teraz zmieniono zdanie i jakie argumenty zaważyły na tym, żeby ci ludzie wreszcie powrócili w swe rodzinne strony? O tym opowiem w  kolejnej części.




CDN.

niedziela, 17 marca 2024

NIEWOLNICY DO ZADAŃ SPECJALNYCH - Cz. XXI

CZYLI JAKIE BYŁY NAJWIĘKSZE
OŚRODKI HANDLU NIEWOLNIKAMI W
STAROŻYTNOŚCI I ŚREDNIOWIECZU,
ORAZ SKĄD I Z JAKICH
WARSTW SPOŁECZNYCH NAJCZĘŚCIEJ
POCHODZILI KANDYDACI
NA NIEWOLNIKÓW





II

STAROŻYTNY RZYM

(II wiek p.n.e. - V wiek)

Cz. XII







SPRZEDAŻ, DZIEDZICZENIE I WYZWOLENIE NIEWOLNIKÓW
(NA PODSTAWIE ZACHOWANYCH LISTÓW I DOKUMENTÓW STAROŻYTNOŚCI)
(XIX wiek p.n.e. - I wieku naszej ery)
Cz. IX



XXII
SOSTUS
DELFY
(144 r. p.n.e.)
Cz. IV






 Pokój zawarty pomiędzy Attalosem z Pergamonu i Prusjaszem z Bitynii nie oznaczał mimo wszystko końca wojen w Grecji. W tym samym 154 r p.n.e. doszło do poważnego konfliktu pomiędzy Rodyjczykami a Kreteńczykami, a jego powodem była zawiść mieszkańców Krety do darów, jakie najróżniejsi władcy słali na Rodos. Rodyjczycy bowiem - twierdząc iż posiadają najlepszy ustrój na świecie (co pół roku na Zgromadzeniu Ludowym spośród przedstawicieli najdostojniejszych rodów Wyspy wybierano członków Rady, na której czele stało pięciu prytanów, z czego głową państwa był najważniejszy spośród nich. Było to więc połączenie demokracji z oligarchią, z tym że do władzy mogli kandydować tylko przedstawiciele najbogatszych rodów, ale za to musieli oni wypełniać na korzyść ludu wiele liturgii - czyli świadczeń majętnych obywateli na rzecz państwa - i dbać o to aby wszyscy obywatele mieli co jeść, czyli musieli im zapewnić zboże, dlatego też na Rodos nikt oficjalnie głodu nie cierpiał), jednocześnie Rodyjczycy umizgiwali się do wielu hellenistycznych władców, stawiając im posągi lub honorując w inny sposób, w zamian za co tam ci czuli się zobligowani do odpłacenia się mieszkańcom Rodos w formie darów (najczęściej różnego rodzaju zbóż, ryb i owoców). Kreteńczycy czuli się przez to poszkodowani i postanowili zablokować Rodos. Problem tylko polegał na tym, że Rodyjczycy uważali się za prawdziwych władców morza, chełpiąc się, iż posiadają najlepszą flotę (choć złożoną raczej z niedużych okrętów) i najlepszego admirała imieniem Arystokrates. Był to bowiem wysoki i dobrze zbudowany mężczyzna, co powodowało że samym swym wyglądem budził strach. Gdy jednak Kreteńczycy zablokowali Wyspę, ten wypłynął im naprzeciw i... poniósł klęskę, tracąc prawie całą flotę. Konflikt ten jednak nie zakończył się tak szybko i trwał również w roku następnym.

Rzymianie zresztą mieli inne sprawy na głowie, jak choćby konflikt pomiędzy rodzeństwem z kraju nad Nilem. Faraon Ptolemeusz VI Filometor ("Kochający matkę") nie chciał bowiem zgodzić się aby jego młodszy brat Ptolemeusz VIII Fyskon ("Grubas") przejął we władanie Cypr. Filometor objął rządy w Egipcie - po śmierci swego ojca Ptolemeusza V - w 180 r. p.n.e. w wieku lat sześciu. Pięć lat później współpanującą została jego młodsza siostra Kleopatra II, a w roku 170 również Fyskon. Gdy więc Egiptowi (a Aleksandrii w szczególności) zagroził swym wojskiem król Syrii z rodu Seleucydów - Antioch IV w roku 168 p.n.e., cała trójka rodzeństwa panowała jednocześnie. Szybko jednak pojawiły się pierwsze niesnaski i w 164 r. p.n.e. Ptolemeusz VI usunął zarówno brata, jak i swoją siostrę/żonę i wygnał ich z kraju. Ostatecznie rok później pozwolił Kleopatrze powrócić i znów władali razem, natomiast Ptolemeusz VIII Fyskon zesłany został do Cyrenajki, której to władcą się ogłosił. Teraz zaś zapragnął zdobyć również Cypr. Militarnie nie był jednak w stanie zająć tej Wyspy, ale postanowił działać na płaszczyźnie politycznej i zwrócił się do Rzymian z prośbą o wsparcie w tej kwestii. Nieoczekiwanie dla Filometora, Rzymianie uznali Fyskona za władcę Cypru (154 r. p.n.e.). W tamtym czasie władcy egipscy byli już realnie zależni politycznie od Rzymu (chociaż Rzym był zależny ekonomicznie od dostarczanego z Egiptu do Italii zboża), dlatego też Filometor nie mógł się sprzeciwić tej decyzji, ale postanowił inaczej rozwiązać ten problem, a mianowicie porwał swojego brata z Cyreny, zmusił go do tego aby wyrzekł się Cypru, darował mu jednak życie i odesłał z powrotem do Cyrenajki. Sprawa została więc rozwiązana, chociaż szybko okazało się też że gubernator Cypru niejaki Archias, przyjął 500 talentów od króla Syrii - Demetriusza I Sotera ("Zbawcy"), jeśli to jemu oddać Cypr. Gdy to się wydało, Archias powiesił się w swym pałacu w Salaminie cypryjskiej (154 r. p.n.e.).




Rzymianie w tym czasie skupili się bardziej na Zachodzie i Północny, gdyż tam właśnie doszło do krwawych zajść, które przerodziły się w konflikt zbrojny - ale ponieważ tereny te jako niezwiązane bezpośrednio z Grecją nas nie interesują, zatem jedynie napomknę, że z powodu skarg greckich mieszkańców Massalii, Antibes i Nicei na nieustanne ataki Liguryjczyków, Rzymianie musieli tam skierować swoje wojska. Poza tym Hiszpanii w kraju Celtyberów (Appian twierdzi że to byli Luzytańczycy, czyli dzisiejsi Portugalczycy) pod wodzą niejakiego Punika (wygnał on dwóch rzymskich pretorów - Maniliusza i Kalpurniusza Pizo), który zabił 6000 Rzymian w Hiszpanii i doszedł do Morza Śródziemnego. Senat musiał więc interweniować zbrojnie i wysłał wojsko do Hiszpanii (Punik wkrótce potem zginął uderzony kamieniem w głowę, ale jego miejsce zajęli inni). W każdym razie Hiszpania to była część rzymskiego Imperium, dlatego też bardziej przyciągała uwagę Senatu niż kwestie wschodnie. Ze spraw obyczajowych jakie miały miejsce w roku 154 p.n.e. należy wymienić narodziny syna Marka Porcjusza Katona (który miał wówczas 81 lat), zrodzonego ze związku z jego niewolnicą, a teraz oficjalnie poślubioną małżonką Saloniką - Solonianusa. Trybun ludowy Lucjusz Aureliusz Kotta (konsul z roku 144 p.n.e., czyli z okresu o którym piszę w kwestii wyzwolenia niewolnika o imieniu Sostus), dziesięć lat wcześniej był wręcz oblegany przez swych wierzycieli, ponieważ miał duże problemy ze spłatą pożyczek które od nich nabrał. Doszło też do konfliktu pomiędzy prokonsulem Publiuszem Korneliuszem Scypionem Naziką (tym, który 159 r. p.n.e ustawił w Rzymie zegar wodny, o którym już wcześniej pisałem) a cenzorem Gajuszem Kasjuszem Longinusem w sprawie budowy teatru (w grę wchodziły tutaj zapewne jakieś kwestie osobiste i godnościowe, w końcu w roku poprzednim, czyli 155 p.n.e. Nazyka odmówił wzięcia udziału we własnym triumfie, który uzyskał dzięki swym zwycięstwom w wojnie dalmatyńskiej).




Rok 153 p.n.e. rozpoczął się rzymskimi klęskami w Hiszpanii (m.in. pod Numancją) i w Luzytanii. Senat odmówił również Achajom zgody na powrót jeńców, którzy trafili do Rzymu w roku 167 p.n.e. (był wśród nich ów Polibiusz, o którym pisałem we wcześniejszych częściach). Kreteńczycy zajęli Sifnos - wyspę na Morzu Egejskim należącą do Rodos i po wzięciu w niewolę mieszkańców oraz zrabowaniu tamtejszych świątyń bogów, odpłynęli. Wyprawa ta jednak mimo wszystko zakończyła się dla nich katastrofą, jako że zerwał się silny wiatr, a ponieważ oni wypłynęli w nocy, okręty zaczęły wpadać zarówno na siebie, jak i na okoliczne skały. Ostatecznie ocalała tylko niewielka liczba z tych, którzy brali udział w ataku na Sifnos. Rodyjczycy nie mogąc pokonać Kreteńczyków na morzu, wysłali wreszcie do Rzymu swoją ambasadę na której czele stanął Astymedes. Kreteńczycy też posłali tam swoje poselstwo pod przewodnictwem Antyfatasa z Gortyny. Rzymianie obu stronom polecili natychmiast zakończyć ów konflikt. Do konfliktu doszło również pomiędzy władcą Numidii - Masynissą, a Kartaginą, która po klęsce w II Wojnie Punickiej w roku 201 p.n.e. stała się realnie rzymską satelitą na afrykańskim wybrzeżu. Jednym z elementów tego uzależnienia był choćby fakt, iż nie mogła ona prowadzić wojen bez zgody Rzymu. Upadek dawnego kolonialnego Imperium Kartaginy i utrzymywania licznej floty oraz najemnej armii, wpłynął mimo wszystko pozytywnie na rozwój samego miasta i jego obywateli. Trzydzieści lat po zakończeniu wojny i klęsce Hannibala pod Zamą, Kartagina była bogatym ośrodkiem handlowym na śródziemnomorskim wybrzeżu, milczącym 200 000 mieszkańców, a co za tym idzie będącym jednocześnie trzecim miastem cywilizacji śródziemnomorskiej pod względem liczby ludności (po Aleksandrii i Rzymie). Massimissa był zaś już starym władcą, liczył sobie 85 lat z czego ponad 50 był królem Numidii, a wcześniej walczył po stronie Rzymian z braćmi Hannibala w Hiszpanii i Afryce. Wielokrotnie też zagarniał przygraniczne ziemie kartagińskie, ale o ile wcześniej nie dochodziło na tym tle do konfliktów, o tyle około roku 153 p.n.e. taki konflikt się pojawił i ponieważ Kartagińczycy nie mogli samodzielnie interweniować zbrojnie, wysłali swe poselstwo do Rzymu aby tam rozsądzono tę kwestię. W Kartaginie zaś powstały trzy stronnictwa polityczne w tym czasie (takie odpowiedniki dzisiejszych partii, ale oczywiście nie należy tego słowa traktować dosłownie). Było bowiem stronnictwo prorzymskie na którego czele stał Hannon Wielki, było stronnictwo zwolenników Masynissy - pod przewodnictwem Hannibala zwanego Szpakiem, oraz tzw. "partia" demokratyczna Hamilkara Samnity i Kartalona. Wszystkie one miały różne pomysły na temat rozwiązania kryzysu kartagińsko-numidyjskiego, ale zgodnie uważano że powrót Kartaginy na drogę mocarstwowości jest już niemożliwy i lepiej bogacić się będąc pod skrzydłami Rzymu, niż ginąć atakowany z dwóch stron przez rzymskie legiony i pustynnych jeźdźców numidyjskich.


HANNIBAL BARKAS



Z kroniki towarzysko-obyczajowej roku 153 p.n.e. należy odnotować, że staremu Masynissie urodził się (kolejny) syn, o imieniu Metimannus. Konsul roku 162 p.n.e. Publiusz Korneliusz Lentulus ofiarował swej córce (która wyszła wówczas za mąż), posag w wysokości zaledwie 25 sestercji, czym wzbudził zdumienie wielu przedstawicieli nobilitas (zapewne jego zięć nie był z tego faktu zadowolony). Inne przedstawiciel tego rodu, Lucjusz Korneliusz Lentulus Lupus został wówczas skazany za zdradę stanu, podobnie jak kilku innych pretorów, którzy dopuszczali się wymuszeń finansowych w podległych im prowincjach. Z kroniki kryminalnej należy też odnotować fakt, iż wówczas (153 r. p.n.e.) w Rzymie odnotowano kilku zatruć i poszukiwano sprawcy owych zbrodni. Wreszcie okazało się że to dwie dostojne Rzymianki - Publicja i Licynia, które otruły również swoich mężów, byłych konsulów. Ostatecznie - biorąc pod uwagę stan społeczny obu kobiet, sąd postanowił nie skazywać ich na śmierć. Mimo to ich rodziny postanowiły ukarać je w taki właśnie sposób i obie zostały zabite. A według spisu powszechnego w Rzymie zarejestrowanych było 324 000 obywateli (mężczyzn).

Rok 152 p.n.e. przyniósł rzymskie zwycięstwa w wojnie z Luzytanami (Lucjusz Mummiusz odbył wówczas triumf po swych zwycięstwach w Ligurii), nad Celtyberami (Marek Klaudiusz Marcellus) i nad Luzytanami (Marek Atiliusz). Konflikt numidyjsko-kartagiński przybrał na sile, a Masynissa zażądał włączenia do swego kraju obszaru ziemi zwanej Tyska (inna jej nazwa to "wielkie pola"). Kartagińczycy zaapelowali do Rzymu, a Senat wysłał komisję rozjemczą, w skład której m.in udział wziął Marek Porcjusz Katon (pomimo swego sędziwego już wieku). Ostatecznie komisja przyznała te ziemie Numidyjczykom, ale Rzymianie (a szczególnie Katon) byli przerażeni tym, co ujrzeli w Kartaginie. Miasto było znacznie bogatsze od Rzymu, piękniejsze bez porównania, a rozwój podmiejskich sadów i winnic budził zazdrość. Wróciwszy do Rzymu Katon zabrał ze sobą kartagińską figę i pokazując ją swoim towarzyszom z Senatu, powtarzał, że tuż pod nosem Rzymian rośnie wróg, który bogaci się z każdym rokiem (porównywał Kartaginę wręcz do choroby, która jeśli nie zostanie zwalczona to zniszczy cały organizm). Ostatecznie wyrzekł swoje słynne słowa: "Ceterum censeo Cartaginem esse delendam" - czyli "A poza tym uważam że Kartaginę należy zniszczyć". Z innych ciekawostek to w Hiszpanii Marek Klaudiusz Marcellus w tym że roku zakłada Kordobę (o tym mieście napiszę jeszcze nieco więcej, gdy wrócę do tematu emira Abd al-Rahmana i jego następców z rodu arabskich Omajadów, bowiem literaturę na temat tego miasta posiadam ogromną i to jeszcze z XIX wieku, pytanie tylko czy kosztem tego tematu za bardzo nie odbiegnę od innych tematów których powinienem się trzymać. Ale zobaczymy).

Kroniki towarzysko obyczajowej roku 152 p.n.e. odnotować należy śmierć prawie 40-letniego prawnika Marka Porcjusza Katona Licynianusa - syna Katona Starszego. Umiera również Marek Emiliusz Lepidus konsul roku 187 p.n.e., a wówczas przewodniczący Senatu (Primus Inter Pares). Śmierć dopada także konsula roku 152 p.n.e. Lucjusza Waleriusza Flakkusa (umiera w czasie pełnienia urzędu). Tyle w samym Rzymie, natomiast w Grecji znów był to rok Igrzysk Olimpijskich, a zwycięzcą biegu stadionowego został po raz czwarty z rzędu Leonidas z Rodos (jako jedyny zawodnik w historii Igrzysk zdobył aż 12 koron olimpijskich w czterech Olimpiadach). Poza tym stoicki filozof Diogenes z Seleucji podczas wykładu na temat gniewu i kontrolowania tych emocji, został opluty przez jednego ze swych uczniów, aby sprawdzić jego reakcję. Ostatecznie zdał ten sprawdzian, gdyż wytarłszy plucinę z twarzy dalej kontynuował wykład. A poza tym w dalekim Egipcie Arystarch z Samotraki zostaje następcą Apoloniusza jako dyrektor Biblioteki Aleksandryjskiej.




CDN.

niedziela, 17 grudnia 2023

HISTORIA ŻYCIA WSZECHŚWIATA - WSZELKIEJ CYWILIZACJI - Cz. CLXXVI

TWÓRCY EUROPEJSKICH CYWILIZACJI
SŁOWIANIE I CELTOWIE





PIERWSZE EUROPEJSKIE CYWILIZACJE

SŁOWIANIE

(POLITYCZNY UPADEK FILISTEI - DOMINACJA IZRAELA I JUDY)

(ok. 925 r. p.n.e. - 738 r. p.n.e.)

Cz. X




ŚMIERĆ ZACHARIASZA




FILISTEA
CZASY UPADKU
(ok. 925 r. p.n.e. - 738 r. p.n.e.)
Cz. X



RECHABICI
(841 - 753 r. p.n.e.)
Cz. III



 Pierwsze kilka lat panowania młodego króla Joasza (panował od 836 r. p.n.e.), upłynęły pod znakiem (nieoficjalnej) regencji prawdziwego władcy Królestwa Judy - czyli arcykapłana Świątyni Jerozolimskiej Jechojady. Zakazał on wszelkich innych kultów poza religią Mojżeszową, kazał zniszczyć wszelkie świątynie kananejskich i syryjskich bóstw - a ich kapłanów wygnać lub uśmiercić. Jego wpływ na króla też był całkowity, tym bardziej że chłopiec, jakim był Joasz, realnie nie mógł jeszcze rządzić krajem. Z biegiem lat jednak, gdy Joasz dorastał, zaczął coraz częściej pokazywać swoją niezależność wobec decyzji arcykapłana i tak na początku nieoficjalnie a z czasem coraz bardziej jawnie, zaczął się modlić przed posągiem Baala, co doprowadziło do konfliktu z Jechojadą (do czego zapewne młody król dążył). Gdy arcykapłan próbował siłą usunąć posąg bala z królewskiego pałacu w Jerozolimie, król rozkazał przeprowadzić kontrolę finansów Świątyni, oskarżając tamtejszych kapłanów o malwersacje finansowe. Wzajemne walki króla i arcykapłana trwały aż do śmierci Jechojady (ok. 825 r. p.n.e.). Ponieważ jednak stanowisko arcykapłana było dziedziczne w obrębie jednego rodu (wywodzącego się według legendy od Aarona - brata Mojżesza), przeto następcą Jechojady został jego syn Zachariasz, który wcale nie okazał się lepszym kandydatem dla króla i również ostro krytykował odradzające się pogańskie praktyki Joasza i jego dworu. Zachariasz posunął się nawet do tego, że publicznie oskarżył króla o bezbożność i wyrzeczenie się wiary przodków, a takie oskarżenie było bardzo poważnym aktem politycznym i musiało pociągnąć za sobą radykalne konsekwencje. Król Joasz nakazał więc ukamienować bezczelnego arcykapłana i tak się właśnie stało (ok. 820 r. p.n.e.?).

W tym też czasie Królestwo Judy bardzo traciło na znaczeniu w lokalnym układzie sił politycznych. Było ono znacznie słabsze - zarówno militarnie jak i gospodarczo - od Królestwa Izraela, a teraz miasta Filistei (które bardzo powoli odradzały się po katastrofie egipskiej z 925 r. p.n.e.) ponownie zaczęły dominować w tym regionie. Ponoć jeszcze za czasów Atalii, a na pewno już za czasów Joasza, filistyńskie miasto Gat narzuciło Judzie obowiązek corocznej daniny. Filistea odradzała się więc nie tylko gospodarczo ale i politycznie, a takie miasta jak Gat czy Aszdod ponownie stawały się poważnym problemem politycznym dla władców podzielonego królestwa Dawida i Salomona. Równie poważnym problemem był wzrost siły Królestwa Aramu, którego władca Hazael z Damaszku - po osłabieniu swego najpoważniejszego wroga, czyli Asyrii - w wyniku długoletniego buntu jaki w tym kraju wybuchł i o którym pisałem w poprzedniej części) ponownie urósł siłę, stanowiąc zagrożenie dla Izraela (podobnie jak miasta Gat, Aszdod czy Jabna dla Judy). W 814 r. p.n.e. zmarł król Jehu - władca Północnego Królestwa, jego następcą został syn Joachaz. Teraz było już pewne że najazd Aramejczyków jest już tylko kwestią czasu. Nowy król Joachaz starał się odnowić swój stosunek lenny z Asyrią (jego ojciec Jehu złożył hołd lenny Salmanasarowi III), namawiając króla Szamszi-Adada V do zaatakowania Damaszku, ale bezskutecznie. Wzrok Szamszi-Adada V padał teraz na zupełnie inne ziemie. Aby stłumić długoletni bunt swego brata Aszurdaninapla (820 r. p.n.e.) musiał Szamszi-Adad poprosić o pomoc króla Babilonu - Marduk-balassu-ikbi i podpisać z nim haniebny traktat, na mocy którego Asyria stawała się krajem zależnym od Babilonii. Teraz, gdy umocnił już swą władzę, mógł wreszcie podjąć konfrontację z południowym sąsiadem i zrzucić - uznawaną co prawda tylko formalnie, ale zawsze - zależność.




Ok. 815 r. p.n.e. Szamszi-Adad napadł na pogranicze będące w obrębie wpływów Babilonu, zniszczył je, a ludność przesiedlił do Asyrii. Ponieważ nie spotkał się ze sprzeciwem, w roku następnym przekroczył graniczną rzekę Dijalę i wkroczył do wschodniej Babilonii, pustosząc całą krainę. Zagrożony tą inwazją król Marduk-balassu-ikbi nie czekając na podejście Asyryjczyków pod Babilon, zorganizował koalicję, złożoną z państw: Elamu, Nimri (małe królestwo leżące na północ od Elamu), kilku plemion Chaldejskich (ich siedziby znajdowały się na południe od Babilonu i Zatoki Perskiej czyli Morza Gorzkiego - jak mawiali Asyryjczycy) oraz nielicznych plemion aramejskich. W 812 r. p.n.e. doszło do decydującej bitwy pomiędzy armią asyryjską pod wodzą króla Szamszi-Adada V a koalicją, którą prowadził władca Babilonii. Bitwa zakończyła się całkowitym zwycięstwem Asyryjczyków, Szamszi-Adad podszedł pod Babilon który otworzył przed nim swe bramy. Marduk-balass-ikbi został wyprowadzony na swoistym łańcuchu (wyglądało to tak że w wargę wkładano mu metalowe urządzenie, które zaciskało się i zmuszało go do podążania tam, gdzie chciał udać się ten który trzymał końcówkę łańcucha). Potem przewieziono go do Kalchu, gdzie najprawdopodobniej został zabity. Nowym królem Babilonu Szamszi-Adad mianował niejakiego Baba-aha-iddina (kapłana świątyni Marduka), a sam złożył ofiary przed posągiem Marduka w Esangili. Wybór Baby-aha-iddina szybko okazało się niewłaściwy, jako że ten dążył do usamodzielnienia się i zrzucenia asyryjskiej kontroli. Tak więc w roku następnym 811 p.n.e. Szamszi-Adad ponownie wyprawił się do Babilonu, zrzucił z tronu kapłana Marduka i na jego miejsce wstawił niejakiego Ninurtę? (brak pełnej nazwy jego imienia). Oczywiście ponownie odprawił ofiarę w Esangili i wrócił do Kalchu. Warto też wspomnieć, że jego małżonka królowa Sammuramat (zwana przez Greków Semiramidą) w tym czasie zajmowała się projektowaniem królewskiego ogrodu w Kalchu, który przeszedł do historii pod jej imieniem (wydaje się jednak że nie był on aż tak imponujący, jak dwa następne, które to zrodziły się właśnie z legendy "wiszących ogrodów Semiramidy". Kolejną próbę stworzenia podobnych ogrodów podjęła się królowa Zakutu, małżonka Sannacheryba, który w 689 r. doszczętnie spalił Babilon, zaś jej syn Asarhaddon po 681 r. p.n.e. rozpoczął odbudowę tego miasta i wówczas to Zakutu zapewne podjęła się misji stworzenia pierwszych wiszących ogrodów Semiramidy w Babilonie. Po raz drugi owe wiszące ogrody kazał wznieść w Babilonie ok. 600 r. p.n.e. król Nabuchodonozor II dla swej medyjskiej małżonki Amytis i właśnie te ostatnie ogrody Babilonu zostały uznane za jedno z Siedmiu Cudów Starożytnego Świata).




Natomiast przed inwazją na Babilonię Szamszi-Adada V zajmował problem rosnącego w siłę Królestwa Urartu, leżącego w górach pomiędzy jeziorem Wan a jeziorem Urmia i jeziorem Sewan. Mieszkańcy tego królestwa świetnie znali się na metalurgii, a ich wyroby docierały do najdalszych zakątków ówczesnego świata. Ich miasta (np. Tuszpa) były zaś położone w górskich terasach i trudno dostępne, natomiast pragnienie opanowania Syrii przez władców Urartu stało się poważnym zagrożeniem dla handlowych wpływów Asyrii i Szamszi-Adad musiał coś z tym zrobić. W latach 819-816 p.n.e. podjął on więc aż trzy kampanie wojenne przeciwko pogranicznym plemionom Nairi (nie należy mylić z Nimri - królestwem leżącym na północ od Elamu, w rejonie dzisiejszego środkowego Iranu). Szamszi-Adad zdołał podporządkować sobie te pograniczne tereny i dzięki temu na jakiś czas uniemożliwił Urartyjczykom próby ekspansji na południe i południowy-zachód, jednak wkrótce potem (bo w 811 r. p.n.e.) zmarł, po zaledwie 13 latach swoich rządów. Jako swego następcę pozostawił niepełnoletniego syna, noszącego imię Adad-Nirari III. Tak więc jako regentka (a tak naprawdę jako królowa) władzę przejęła teraz małżonka Szamszi-Adada V - Sammuramat. Była to pierwsza władczyni w historii Asyrii, pierwsza kobieta na tronie tego kraju, stąd może też wzięła się jej tak wielka popularność. W każdym razie przez kolejne pięć lat swoich regencyjnych rządów, Sammuramat będzie oficjalnie równa wszystkim poprzednim i następnym królom Asyrii, bowiem jej wizerunki będą umieszczane w takiej samej pozycji w jakiej umieszczono dotąd królów (a wydaje się nawet że pozycję, jaką udało jej się osiągnąć, posiadała jeszcze za życia swego małżonka, jako że występuje razem z nim na steli jako równa wzrostem - co miało ogromną symbolikę polityczną, gdyż królów z reguły pokazywano jako olbrzymów, aby tym samym podkreślić ich pozycję i władzę). Rządy Sammuramat były jednak okresem osłabienia międzynarodowej pozycja Asyrii, gdyż w tym czasie nie podejmowano żadnych wypraw wojennych (swoją drogą, tak mi się wydaje że królowie asyryjscy być może uciekali w owe wyprawy wojenne, aby nie musieć sprostać tym wszystkim ograniczeniom, jakie były im narzucane w sytuacji, gdy wiedli pokojowy żywot Któż bowiem mógłby noc w noc spółkować z nową dziewczyną, to trzeba by było naprawdę niespożytej energii, nic więc dziwnego że większość z nich wolała wojaczkę niż... takie tortury 😉).




W tych warunkach król Joachaz nie mógł w żaden sposób liczyć na pomoc Asyrii przed spodziewaną inwazją Hazaela z Damaszku na Królestwo Izraela. Starał się co prawda o sojusz z Joaszem z Judy i ten zapewne doszedł do (skutku choć nie ma co do tego żadnej pewności, ale późniejsze wydarzenia mogą o tym świadczyć), jednak to nie wystarczyło. Co prawda Aramejczycy wielokrotnie dostawali łupnia w bitwach z Asyryjczykami, to jednak ich armia bezwzględnie górowała nad Izraelitami. W każdym razie do owego ataku doszło (nie wiadomo dokładnie kiedy ono nastąpiło, można jednak założyć że około 810 r. p.n.e.) i Aramejczycy prowadzeni przez swego króla Hazaela natarli na Północne Królestwo. Doszło do bitwy w rejonie Samarii, która zakończyła się totalnym pogromem armii izraelskiej i to tak wielkim, że król Joachaz musiał podpisać upokarzający pokój, na mocy którego nie tylko przywracał w kraju usunięte (w wyniku rewolty jego ojca z 841 r. p.n.e.) kulty syryjskie i kananejskie, ale wręcz przyznawał im pierwszeństwo kosztem religii Mojżeszowej. Dodatkowo musiał zapłacić złotem i srebrem Hazaelowi i uznać się za jego lennika, w zamian tamten łaskawie pozwolił mu dalej panować. Teraz, po tak łatwo odniesionym zwycięstwie, król Aramu ruszył na Judę, która również nie była przygotowana do wojny (zapewne jednak ów atak spowodowany był tym, że jakieś kontyngenty z Judy znalazły się wśród wojsk Joachaza pod Samarią). Joasz zmobilizował swoich żołnierzy i stanął na ich czele. Doszło do bitwy z najeźdźcami (dokładnie nie wiadomo gdzie się to odbyło), która zakończyła się podobnie jak ta pod Samarią, całkowitym zwycięstwem Aramejczyków. Grube mury Jerozolimy co prawda zniechęciły Hazaela do prób zdobywania miasta, ale i tak wymógł na Joaszu dokładnie taki sam upokarzający pokój, jak wcześniej na Joachazie. Król musiał się wykupić złotem i srebrem, a poza tym przyznać pogańskim religiom pierwszeństwo w swoim królestwie. Następnie podbudowany kolejnym łatwym zwycięstwem Hazael, ruszył przeciwko filistyńskiemu miastu Gat. Miasta tego jednak nie zdobył i po uzyskaniu okupu powrócił do Damaszku. Mógł być jednak zadowolony ze swoich osiągnięć. Po latach kryzysu i asyryjskiej ekspansji, zdołał odbudować pozycję swego kraju i rozszerzyć kontrolę Aramu na królestwa Izraela i Judy (a także częściowo na Filisteę). W Asyrii panowała pokojowo nastawiona królowa Sammuramat, więc nie musiał obawiać się ataku z tej strony (tym bardziej jako kobieta raczej nie poprowadziłaby armii). Mógł więc być pewien że los mu sprzyja... ale nie na długo. 

Szczęście i nieszczęście często wymieniają się miejscami i to bardzo szybko, a człowiek powinien po prostu to akceptować i zarówno w chwilach szczęścia nie przejawiać zbytniej radości, jak również w chwilach upadku nie rozpaczać, wszystko bowiem można odwrócić (wszystko bowiem jest grą na tym świecie i choć ta gra często bywa dla nas smutna, bolesna albo traumatyczna, to jednak nie zmienia to faktu że jest to gra. Prawdziwy spokój osiągamy dopiero po zakończeniu gry, w miejscu, gdzie już nie musimy się o nic martwić i gdzie możemy - że tak się wyrażę - nieustannie się bawić i czynić co tylko nam się podoba - oczywiście nie w tej typowo egoistycznej postawie, ale tak to właśnie można sprecyzować. Tam jest nasz prawdziwy Dom, tu zaś jest kołchoz, który musimy znosić po to, aby ponownie na stałe już poznać drogę powrotu do Domu). Tak więc w roku 806 p.n.e. królowa Sammuramat ustąpiła (lub też zmarła) i pełną władzę objął jej syn - Adad-Nirari III. Tym samym skończył się spokojny i bezpieczny czas dla Hazaela, gdyż już w następnym roku nowy władca Asyrii podjął wielką kampanię syryjską, której zwieńczeniem było dotarcie pod mury Damaszku. Miasta tego co prawda nie zdobył, ale Hazael utracił już wszelkie wpływy zarówno w Izraelu jak i w Judzie, gdyż kraje te ponownie weszły w strefę wpływów Asyrii (zarówno Joachaz jak i Joasz musieli złożyć Adad-Nirariemu hołd i uznać się za jego lenników). Krótko więc trwała dominacja Damaszku nad Izraelem i Judą. Kampania ta jednak była również ostatnią i dla Asyryjczyków, jako że w kolejnych latach znacznie wzrosła potęga Królestwa Urartu i tam właśnie kumulowała się odtąd uwaga władców Kalchu. Hazel zaś został ponownie osłabiony i nie był w stanie zorganizować kolejnej wyprawy przeciwko południowo-zachodnim sąsiadom, to zaś dało czas i okazję władcom Izraela i Judy aby odbudować swoją pozycję i podjąć konfrontację z rosnącymi w siłę Filistynami.




Jako ciekawostkę można dodać, że rok 814 p.n.e. to również rok tradycyjnego założenia Kartaginy na afrykańskim wybrzeżu (na ziemiach dzisiejszej Tunezji). Dokonać tego miała (według rzymskiego historyka Pompejusza Trogusa, żyjącego na przełomie I wieku p.n.e i I wieku naszej ery) księżniczka tyryjska, córka króla Tyru Muttonesa - Dydona (zwana też Elissą). Po śmierci bowiem Muttonesa, jego syn i następca (a brat Dydony) Pigmalion, kazał zamordować jej męża, kapłana boga Melkarta Acherbasa (zwanego też w innych źródłach Sycheusem). Wszystko po to, aby dobrać się do nieprzebranych skarbów świątyni Melkarta, jakimi dysponował Acherbas. Dydona postanowiła więc uciec spod władzy swego brata i nakłoniła do tego wielu obywateli Tyru (samych mężczyzn), którzy pod osłoną nocy wsiedli na okręty i wypłynęli w morze. Po dotarciu do Cypru przyłączył się do nich tamtejszy kapłan bogini Asztarte, który wraz z rodziną postanowił udać się na przygodę życia do nowej ojczyzny, pod warunkiem wszakże, iż Dydona zagwarantuje mu, że on i jego potomkowie będą w nowym miejscu sprawować na wieki godność kapłańską. Z Cypru uprowadzono również 80 młodych dziewcząt, które miały w świątyni pełnić posługę kapłanek-prostytutek i jednocześnie być towarzyszkami dla uciekinierów z Tyru, którym bez wątpienia doskwierał brak kobiet. Po dotarciu do afrykańskich wybrzeży i zejściu na ląd, tyryjskim kolonistom na powitanie wyszedł władca libijskich Maksytanów, król Jarbas. Powitał on ich serdecznie, ale na prośbę Dydony o możliwość osiedlenia się, odparł, że mogą oni zająć tylko tyle miejsca, ile zajmie rozciągnięta na ziemi skóra upolowanego wołu. Dydona zgodziła się, choć wiedziała że był to zwykły podstęp ze strony Jarbasa. Postanowiła jednak go przechytrzyć i nakazała ciąć skórę wołu na drobne, cieniutkie paseczki, tak, aby objąć nimi znaczny obszar ziemi. Gdy tak się stało, pokazała swoje dzieło Jarbasowi, a ten musiał zgodzić się oddać im cały teren objęty skórą woła, gdyż w przeciwnym razie złamałby własne słowo. Ziemia ta była pierwotnym osadnictwem Fenicjan i znana była jako wzgórze Byrsa (Rzymianie stracili tam wielu żołnierzy w czasie zdobywania Kartaginy w 146 r p.n.e., gdyż każdy dom był tam swoistą twierdzą). Byrsa bowiem po łacinie znaczy "skóra", a tak właśnie tradycja rzymska przekazała wcześniejszą tradycję fenicką. Tak więc zaczęto budować pierwsze domy na wzgórzu Byrsa i oczywiście świątynię Melkarta i Asztarte (w czym pomogli Tyryjczykom ich feniccy ziomkowie z pobliskiej kolonii Ityke).

Pigmalion, gdy się o tym dowiedział, wpadł w złość i postanowił wyprawić się za morze, aby zniszczyć kolonię założoną przez jego siostrę. Ostatecznie wyperswadowali mu to kapłani, twierdząc że tak chcieli bogowie, zaś Kart Hadaszt (bo tak właśnie nazwano nową kolonię, czyli "Nowe Miasto") jest kolejną fenicką osadą w tamtym regionie. Według legendy zaś, gdy zaczęto kopać fundamenty, natknięto się na czaszkę wołu, co niosło za sobą zapowiedź że co prawda miasto będzie bogate, ale dochodzić do tego będzie ciężką pracą, w trudzie i znoju. Dydona poleciła więc kopać w innym miejscu, gdzie natknięto się na czaszkę konia i to uradowało wszystkich, gdyż świadczyło że będzie to dumny, bogaty i wojowniczy gród (innymi słowy, bogactwo zawdzięczać będzie rabunkowi). Panowanie Dydony nie trwało długo, zaledwie kilka lat, gdyż Jarbas postanowił się z nią ożenić, a ona - aby nie odrzucać otwarcie jego oświadczyn i nie skazywać mieszkańców na zemstę Libijczyków, postanowiła zginąć na stosie ofiarnym. Od tej pory stała się wieczną królową w pamięci Kartagińczyków, panią i opiekunką ich miasta, chociaż realnie wydaje się że jest to tylko piękna legenda i nie ma ona zbyt wiele wspólnego z prawdą. Na przykład bowiem grecki historyk Filistros z Syrakuz (żyjący w IV wieku p.n.e.) twierdził, że prawdziwymi założycielami Kart Hadaszt było dwóch tyryjskich wodzów Karchedon i Zoros (ale to też wydaje się mocno podejrzane, jako że imię Zoros jest zniekształconą nazwą Tyru). Cyceron zaś twierdził że Kartaginę założyła niejaka Cartere. Dziś już zapewne prawdy nie poznamy (chyba że uda nam się kiedyś skonstruować wehikuł czasu). W każdym razie piękna tradycja o Dydonie przetrwała wśród mieszkańców Kartaginy i stała się potem częścią wspólnej grecko-rzymskiej, a potem europejskiej cywilizacji.




O ile jednak opowieść o Dydonie wydaje się być jedynie zbieraniną najróżniejszych legend - lokalnych i fenickich, o tyle późniejsze o co najmniej dwa pokolenia założenie miasta na siedmiu wzgórzach, zwanego Rzymem, ma już znacznie więcej wspólnego z prawdą niż z legendami. Oczywiście przez dłuższy czas historycy twierdzili, że opowieść o dwóch braciach bliźniakach - Romulusie i Remusie jako założycieli grodu nad Tybrem, to też tylko wytwór fantazji twórców i historyków antycznych. Okazuje się jednak, że współczesna archeologia robi takie postępy, że pewne rzeczy możemy już dziś potwierdzić lub wykluczyć. Odnalezienie zaś (kilka lat temu, już dokładnie nie pamiętam kiedy) kompletnej chaty, wzniesionej w Rzymie w czasie kultury Villanowa (czyli wtedy, kiedy Rzym miał zostać założony) pokazuje dobitnie że tradycje o dwóch braciach wcale nie musi być legendą. Oczywiście dowody które archeolodzy przytaczali należałoby ponownie przedstawić i odnaleźć (przynajmniej ja musiałbym je odnaleźć, bo mam je gdzieś zapodziane), być może na ten temat powinienem zrobić oddzielny wątek (może właśnie w serii o początkach Rzymu, który planuje). W każdym razie twierdzenie iż dwaj bracia założyli Rzym jest znacznie bardziej prawdopodobne niż twierdzenie że  Kartaginę założyła Dydona (choć to ostatnie oczywiście też może w przyszłości okazać się prawdą).




CDN.

piątek, 17 lutego 2023

GWAŁT - CZY NIEODZOWNY ELEMENT KOBIECEGO LOSU? - Cz. XXXIV

NAJWAŻNIEJSZE I (NIEKIEDY)
NAJBRUTALNIEJSZE PRZYPADKI 
GWAŁTÓW W HISTORII





145 r. p.n.e.

GWAŁT NA WESELU

Cz. XX







BÓG Z ODLEGŁEJ KRAINY
Cz. XX



TEBAŃSKA REWOLUCJA
Cz. VII



Aby zobrazować jaka idea zawładnęła Atenami po 403/401 r. p.n.e. i jacy politycy nadawali jej ton, muszę jeszcze powrócić do opisu życia Sokratesa, gdyż właśnie na jego przykładzie widać będzie dokładnie proces formowania się demokratycznej paranoi, jaka wówczas zawładnęła Ateńczykami, którzy szybko przeszli z jednej (oligarchicznej) skrajności, do drugiej (czyli ubóstwienia demokracji). 





Po śmierci tyrana Gelona (478 r. p.n.e.), jego brat i następca Hieron wyprawił mu wspaniały pogrzeb w Syrakuzach i to wbrew ostatniej woli samego Gelona, który prosił brata aby ten pochował go skromnie, tak, jak nakazywało prawo, które wcześniej sam wprowadził. Hieron jednak miał inne plany, doskonale bowiem zdawał sobie sprawę że to, iż Dejnomenidzi ogłosili się królami i panami Syrakus czy Geli, nie ma tak naprawdę większego znaczenia. Owszem lud mógł ich ogłosić swymi władcami, mógł im przyznać wiele przywilejów i tytułów ale to nie zmieniało faktu, że synowie Dejnomensa (czyli Gelon i Hieron, a także Polyzelos i Trazybulos), byli po prostu uzurpatorami, którzy władzę swoją zdobyli podstępem i siłą. Dlatego też uroczysty pogrzeb Gelona miał mieszkańcom Syrakuz uświadomić, że Dejnomenidzi to szlachetny ród władców. Dlatego też Hieron ufundował bratu bogaty grobowiec (na który zrzucili się również mieszkańcy Syrakuz) i nadał mu tytuł herosa (za zwycięstwo odniesione w bitwie z Kartagińczykami pod Himerą z 480 r. p.n.e.). Na początku swoich rządów musiał też Hieron rozwiązać kilka niezwykle istotnych spraw, związanych z rozdzieleniem obowiązków wśród pozostałych braci, oraz uporządkowaniem kwestii spadkowej. Na władcę Geli (w której sam dotąd władał) wyznaczył Hieron swego młodszego brata - Polyzelosa - którego nie znosił i którego chciał jak najszybciej pozbyć się z Syrakuz. Sam ogłosił się opiekunem małoletniego synka Gelona (o nieznanym imieniu) zaś jego matkę a żonę swego zmarłego brata - Demarete, wydał za Polyzelosa i odesłał do Geli. Polyzelos przystał na to małżeństwo, choć wielokrotnie dawał też bratu do zrozumienia, że czuje się lepszym od niego (chełpił się na przykład że jest najlepszy w powożeniu rydwanem) i to właśnie tak bardzo irytowało Hierona, szczególnie że tamten miał rację (w czasie Igrzysk Olimpijskich w 478 r. p.n.e Polyzelos odniósł zwycięstwo w wyścigach rydwanów i wówczas to ufundował w świątyni Apollina w Delfach rzeźbę woźnicy (zapewne wraz z końmi ale te się nie zachowały), która przetrwała do naszych czasów, z napisem "Polyzelos - pan Geli" (po kilku latach inskrypcja ta została usunięta i zastąpiona inną).

Bez wątpienia Polyzelos działał Hieronowi na nerwy, dlatego też gdy tylko nadarzyła się okazja postanowił w ogóle pozbyć się go z Sycylii. A taką okazją było pojawienie się w Syrakuzach posłów z italskiego miasta Kroton (477 r p.n.e.), leżącego nad Zatoką Tarencką, którzy przybyli tam, aby prosić Hierona o pomoc przy odbudowie miasta Sybaris (tego samego miasta, które Krotonidzi zniszczyli trzydzieści trzy lata wcześniej - o czym już kilkukrotnie wcześniej wspominałem). Hieron polecił więc Polyzelosowi, aby ten udał się do Krotonu na czele najemników i wziął udział w odbudowie Sybaris. I tutaj pojawiają się rozbieżne relacje co do tego jak postąpił Polyzelos. Według bowiem według Timajosa, Polyzelos udał się do Sybaris, wziął udział w odbudowie miasta a następnie - obawiając się że brat zechce pozbawić go życia - zbiegł do Akragas i władającego tym polis starego tyrana Therona (któremu notabene obiecał rękę swej nowo narodzonej z małżeństwa z  Demarete córki). Druga zaś wersja (Diodora) mówi zaś, że Polyzelos w ogóle odmówił wyjazdu do Sybaris i wówczas uciekł do Akragaz - nie wiadomo która wersja jest prawdziwa, ale nie zmienia to faktu, że Polyzelos zbiegł to Therona, a to oznaczało że między Syrakuzami a Akragas (dotychczasowymi sojusznikami i beneficjentami zwycięstwa pod Himerą) mogła teraz wybuchnąć wojna. I rzeczywiście obie strony zaczęły szykować się do wojny, aż wreszcie w drugiej połowie 477 r. p.n.e. Theron zebrał swe wojsko i ruszył na Syrakuzy. Do walki jednak nie doszło gdyż zapobiegł jej poeta Simonides, nawołując obie strony do opamiętania i pogodzenia się. Dzięki jego mediacji trzej mężowie - Hieron, Theron i Polyzelos spotkali się i zawarli pokój. Hieron pozwolił Polyzelosowi wrócić do Geli i oddał cały zachód Sycylii pod władzę Therona, samemu zaś biorąc sobie cały wschód i południe.

Rok 476 p.n.e. bogaty był w wydarzenia i tak Theron zaczął umacniać swoje wpływy na zachodzie i uderzył na Kartagińczyków z Motye i wspierających ich Elymów z Segesty. W bitwie pod Motye pokonał Kartagińczyków oraz ich sprzymierzeńców i zmusił te dwa miasta do uznania jego dominacji. Bitwa ta była jednak raczej tylko "wypadkiem przy pracy" niż konsekwentną polityką pro-wojenną i nie pociągnęła za sobą większego konfliktu między Grekami i Kartagińczykami gdyż obie strony do takiego konfliktu nie dążyły. Kartagińczyków jednak niepokoił wzrost pozycji Therona na Sycylii, a szczególnie dążenie do uzależnienia od niego ich zachodnich emporiów, mimo to pozostawali bierni. Natomiast Hieron starał się utrzymać swoją strefę wpływów poprzez dyplomację i pośrednictwo. Otóż bowiem w owym 476 r. p.n.e tyran Anaksilas z Messany (główny autor dawnego przymierza północnego, obecnie zaś sojusznik Hierona) postanowił podporządkować sobie miasto Lokroy Epizefrygijskie leżące w południowej Italii. Hieron wówczas namówił Anaksilasa do poniechania tego kroku i poprzestania na kontrolowaniu samego miasta Rhegion, a co za tym idzie całej Cieśniny Messeńskiej. Sam zaś Hieron dążył do etnicznej zmiany we wschodniej Sycylii i nakazał jońskim mieszkańcom Naksos oraz Katany opuścić swoje miasta i przenieść się do Leontinoi i tam zamieszkać na stałe wraz z ludnością miejscową. Następnie sprowadził do Katany i Naksos 1000 kolonistów z miast doryckich, 5000 najemników z Peloponezu i 5000 kolonistów z Syrakuz. Przy tej okazji zmienił nazwę miasta Naksos na Etna, jako że w okolicy tego miasta znajdował się wulkan pod tą właśnie nazwą. Hieron szykował bowiem Naksos i Katanę jako dziedzictwo dla swego syna - Dejnomenesa, który był jeszcze zbyt młody aby objąć tam władzę.




Nie można było jednak tego powiedzieć o Thrasydajosie, synu Therona z Akragas, który władał wówczas zdobytą Himerą i tak bardzo dał we znaki mieszkańcom miasta, że ci poprosili Hierona, aby ten usunął go z rządów nad miastem. Hieron jednak - będąc lojalnym wobec Therona - powiadomił go o planach mieszkańców miasta, a Theron przeprowadził tam czystkę, zabijając najbardziej aktywnych przeciwników polityki jego syna i sprowadzając do jońskiej Himery doryckich kolonistów (476 r. p.n.e.), tym samym spacyfikował sytuację - przynajmniej na razie. Ale spokoju nie było, i konflikty rodziły się jak nie z jednej to z drugiej strony. Na przykład Anakilas ufortyfikował wybrzeże Cieśniny Messeńskiej i zabronił przepływać tam okrętom etruskim, co bardzo szybko doprowadziło do ich konfliktu z Grekami. Powodem takiej decyzji Anaksilasa był napad Etrusków na greckie miasto w środkowej Italii - Kyme, leżące na północny zachód od Neapolis). Kymejczycy poprosili o pomoc Hierona, a ten wysłał im swoją flotę. W tym czasie Etruskowie zawarli sojusz z Kartagińczykami (podobnie jak to było sześćdziesiąt lat wcześniej gdy pod Alalią floty etruska i kartagińska rozbiły grecką i zmusiły Fokejczyków do ucieczki z tego korsykańskiego polis). Tym razem było jednak inaczej, flota Hierona (wsparta posiłkami Anaksilasa) rozbiła połączone floty etruską i kartagińską uwalniając miasto Kyme z oblężenia (474 r. p.n.e.). Część zdobytych wówczas łupów złożono w świątyni Apollina w Delfach. Hieron osadził też syrakuzańskich kolonistów na wyspie Pithekusaj leżącej nieopodal Kyme (Rzymianie zwali ją Enaria), lecz ci wkrótce potem uciekli, przerażeni trzęsieniem ziemi. Warto też dodać, że w tym czasie Rzymianie nie uczestniczyli w tych wielkich zmaganiach pomiędzy Grekami, Kartagińczykami czy Etruskami. Żyli swoim życiem drewnianej pipidówy, która niedawno bo zaledwie 35 lat wcześniej zrzuciła etruską dominację i wprowadziła system rządów republikańskich. W 477 r. p.n.e. Rzymianie (a raczej Fabiusze, gdyż ten ród toczył walkę), ponieśli klęskę w bitwie pod Kremerą na wojnie z etruskimi Wejami (polec miało 306 Fabiuszy, a przeżył tylko Kwintus Fabiusz Vibulanus, który jako chłopiec pozostał w Rzymie. Wydaje się jednak że była to tylko jedna z gałęzi rodu fabiuszy gdyż ród ten w późniejszych wiekach bardzo się rozrósł i jest mało prawdopodobne aby jego protoplastą był tylko Kwintus Vibulanus). W każdym razie zwycięstwo pod Kyme ocaliło wówczas Rzym, gdyż Etruskowie nie mogli wykorzystać swego zwycięstwa spod Kremery i w 474 r. p.n.e. zgodzili się na kompromisowy pokój zawarty na 40 lat.

A tymczasem mijały kolejne lata. W 472 r. p.n.e. zmarł stary już tyran Akragas - Theron (notabene żonaty z kilkuletnią córką Polyzelosa z Geli). Teraz jego syn - Thrasydajos objął po nim władzę i postanowił zerwać stary sojusz z Hieronem. Obie strony zaczęły intensywnie przygotowywać się do wojny, ale pierwszy ruch wykonał Hieron, który wyprzedził atak Thrasydajosa i w 471 r. p.n.e. zaatakował Akragas. Rozbił wojska syna Therona i zajął miasto (po obu stronach poległo ok. 6000 hoplitów). Thrasydajos zbiegł zaś do Megary w Grecji, gdzie został skazany na śmierć. W tym samym mniej więcej czasie zmarł również Aneksilas z Messany (472 lub 471 r. p.n.e.). Pozostawił po sobie dwóch małoletnich synów, powierzając ich opiekę regentowi Mykythosowi, który założył kolonię w Pyksos na zachodnim wybrzeżu Italii. Po zwycięstwie nad Thrasydajosem, Hieron zdobył całkowitą dominację na Sycylii od wschodu po zachód (Akragas i Himerą otrzymały nowe ustroje i jak pisze Diodor z Halikarnasu - prawdopodobnie była to demokracja). Teraz Hieron zapragnął zdobyć również Messanę i Rhegion, a aby ten cel urzeczywistnić, wystąpił w obronie prawa do sprawowania władzy przez synów zmarłego Anaksilasa i przeciwko Mykythosowi, który ponoć dążył do przejęcia pełni władzy. W 470 r. p.n.e. obalił on Mykythosa i skazał na wygnanie, ale nie wszystko poszło po jego myśli, gdyż okazało się że synowie Anaksilasa bardzo przywiązali się do Mykythosa i mało że nie zamierzali odbierać mu regencji, ale wręcz poprosili go aby wrócił i ponownie objął władzę. Ten jednak urażony wygnaniem, odmówił powrotu i resztę życia spędził w Tegei w Grecji otoczony powszechnym szacunkiem i poważaniem. Dzięki temu pełną opiekę nad synami Anaksilasa i kontrolę nad Cieśniną Messeńską przejął Hieron. Sam też umieścił swego syna Dejnomedesa w Naksos/Etnie (470 r. p.n.e.), powierzając nad nim opiekę ojcu Demarete - Chromiosowi. Objęcie władzy w Etnie przez Dejnomedesa miało być wielkim świętem i tak też zostało przedstawione, Hieron nie szczędził pieniędzy aby uświetlić tę uroczystość. Pindar skomponował wówczas swą "I odę pytyjską" a Ajschylos wystawił tragedię "Kobiety z Etny" (niestety zaginiona), a Hieron sprowadzał na dwór swego syna jeszcze wielu innych poetów i twórców jak Simonidesa, Bakchylidesa,  Epicharmosa czy Formosa. Wszystko bowiem miało uświetnić dynastię Dejnomenidów i sprawić, aby uznano ten ród za prawdziwie królewski.




Wszystko układało się doprawdy znakomicie, gdyż Hieron w ciągu zaledwie dekady po objęciu władzy w Syrakuzach zdołał realnie podporządkować sobie całą Sycylię a jego wpływy sięgały nawet po miasto Kyme w środkowej Italii. Umieścił swego syna u władzy dwóch miast Etny i Katany, jednocześnie dając do zrozumienia że widzi go jako swego następcę. I rzeczywiście problem następcy był niezwykle istotny, gdyż Hieron już od kilku lat cierpiał na poważne schorzenia które utrudniały mu sprawne poruszanie się. Bóle, na które cierpiał, stawały się z biegiem czasu nie do zniesienia a lekarze załamywali ręce. Ostatecznie 467 r. p.n.e. Hieron po raz ostatni zamknął oczy - przebywając na dworze swego syna w Etnie. Dejnomedes był jednak za młody aby objąć po ojcu następstwo, tak więc władzę przejął teraz najmłodszy z czterech braci Dejnomenidów - Trazybulos (nie wiadomo czy w tym czasie żył jeszcze Polyzelos z Geli, prawdopodobnie nie, bo historycy o nim milczą). O ile wcześniej mieszkańcy miast nad którymi panował Hieron narzekali na szpiegów których wspierał tyran (niestety takie to już jest zjawisko, że większość władców którzy zdobywają władzę i nawet wychodzą ze szlachetnych pobudek, potem wcześniej czy później sami zamieniają się we własne przeciwieństwa, a to wszystko po to, żeby zachować, utrzymać i przekazać dalej swą władzę członkom swej rodziny lub stronnikom, a tak naprawdę to chodzi przecież tylko i wyłącznie o zapewnienie sobie zarówno bogactwa i wygodnego życia, jak i wpływu na innych ludzi - bo władza jest nieprawdopodobnie silnym narkotykiem który uzależnia i trudno mu się przeciwstawić), to teraz pod rządami najmłodszego z Dejnomenidów życie Greków z Sycylii stało się prawdziwym koszmarem.





CDN.

niedziela, 20 listopada 2022

GWAŁT - CZY NIEODZOWNY ELEMENT KOBIECEGO LOSU? - Cz. XXXIII

NAJWAŻNIEJSZE I (NIEKIEDY)

NAJBRUTALNIEJSZE PRZYPADKI

GWAŁTÓW W HISTORII

 



145 r. p.n.e.

GWAŁT NA WESELU

Cz. XIX



 



BÓG Z ODLEGŁEJ KRAINY
Cz. XIX
 
 
 
TEBAŃSKA REWOLUCJA
Cz. VI
 
 
Aby zobrazować jaka idea zawładnęła Atenami po 403/401 r. p.n.e. i jacy politycy nadawali jej ton, muszę jeszcze powrócić do opisu życia Sokratesa, gdyż właśnie na jego przykładzie widać będzie dokładnie proces formowania się demokratycznej paranoi, jaka wówczas zawładnęła Ateńczykami, którzy szybko przeszli z jednej (oligarchicznej) skrajności, do drugiej (czyli ubóstwienia demokracji). 

 


 Aby zrealizować plan opanowania całej zachodniej Sycylii i wypędzenia stamtąd Kartagińczyków, musiał Gelon zyskać potężnych sojuszników. Co prawda Gela (której tyranem stał się po śmierci - w bitwie z Sykulami - dotychczasowego władcy Geli - Hippokratesa w 491 r. p.n.e.) była już wówczas najpotężniejszym miastem Sycylii (kontrolowała co najmniej takie polis jak: Kamarinę, Naksos, Kallipolis i Leontinoj), ale to mogło nie wystarczyć, aby usunąć z wyspy osadników z Kart Hadaszt. Przezorny Gelon postanowił wówczas zawrzeć sojusz z tyranem sąsiedniego miasta Akragas (leżącego na północny-zachód od Geli) Theronem i poślubił jego córkę - Demarate, samemu zaś ofiarował Theronowi za żonę córkę swego brata Polyzelosa. Gelon starał się jeszcze o wsparcie Greków z kontynentu, szczególnie zaś Lacedemończyków, ale były to czasy dość niespokojne w Grecji Centralnej, związane z najazdem perskim na Ateny i Eretrię (zakończone zwycięską bitwą pod Maratonem w 490 r. p.n.e.), dlatego też Spartanie (choć nie wzięli udziału w tej części kampanii perskiej) nie byli skorzy wysyłać swych wojsk za morze i pomoc taka z ich strony nie została Gelonowi wówczas udzielona. Mimo to zawiązało się przymierze południowe (doryckie) na którego czele stały dwa duże doryckie ośrodki na Sycylii - Gela i Akragas. Wytyczono też kierunki ekspansji każdego z tych polis, ponieważ wrogów nie brakowało, zaś Kartagińczycy byli najmniejszym problemem tworzącego się przymierza. Oto bowiem na północy tworzyć się zaczęło drugie przymierze (zwane północnym lub jońskim), a jego centrum stało się miasto-państwo Rhegion (leżące w Italii, nad Cieśniną Mesyńską). Władał tam (jako tyran) arystokrata meseński (wówczas jeszcze miasto to zwało się Zankle) Anaksilas. W 494 r. p.n.e. pomógł on kolonistom z Samos opanować swoje rodzinne miasto - Zankle (leżące po drugiej stronie Cieśniny Mesyńskiej) licząc na wspólny sojusz, ale ponieważ Samijczycy nie byli chętni wchodzić z Anaksilasem w układy, ostatecznie wyprawił się przeciwko nim zbrojnie, zdobył Zankle, przepędził Samijczyków i założył miasto na nowo, teraz już pod nazwą Messana (ok. 491/490 r. p.n.e.). Teraz Anaksilas kontrolował już całą Cieśninę, a wkrótce potem zawarł układ z Himerą (miastem leżącym daleko na północny-zachód od Messany), dawnej kolonii Zankle (założonej ok. 650 r. p.n.e.). Anaksilas poślubił też córkę tyrana tego miasta - Terillosa. Tak oto narodziło się przymierze północne, którego celem stało się niedopuszczenie do opanowania całej Sycylii przez Gelona i jego teścia Therona.

A tymczasem w 490 r. p.n.e. miało miejsce pewne wydarzenie, które zmieniło równowagę sił na Sycylii. Otóż, w tym czasie mieszkańcy Syrakuz wypędzili z miasta lokalną arystokrację (zwaną gamoroi) która dotąd rządziła tymże polis. W Syrakuzach wprowadzono demokrację na kształt ateński, a wypędzeni oligarchowie (wraz z rodzinami) znaleźli schronienie w mieście o nazwie Kasmene (leżące na południowy zachód od Syrakuz). Gelon postanowił to wykorzystać, a ponieważ dażył on pogardą ludzi ubogich (i postępował z nimi okrutnie) przeto wystąpił jako obrońca i mąż opatrznościowy wypędzonych syrakuzańskich arystokratów. Zaproponował im, że zdobędzie Syrakuzy i pozwoli im na powrót do miasta, pod warunkiem jednak, że uznają go swoim władcą. Arystokraci zgodzili się na taki układ, ale mniej chętne były władze miasta Kasmene - które co prawda obawiały się zbyt ekspansjonistycznej polityki Syrakuz (które przecież w 550 r. p.n.e. zdobyły i zniszczyły swoją własną kolonię - Kamarinę, która sprzeciwiła się władzy swej metropolii. Kamarina została odbudowana dopiero za rządów tyrana Geli - Hippokratesa w 498 r. p.n.e., po jego zwycięstwie nad armią Syrakuz w bitwie nad rzeką Eloros). Jednak strach przed Syrakuzami był mniejszy, od strachu przed rosnącą potęgą Geli i przymierza południowego, które realnie zagrażało teraz suwerenności Kasmene. Dlatego też władze miasta odrzuciły propozycję Gelona. Ten jednak wyjątkowo źle przyjmował wszelkie odmowy i w 485 r. p.n.e. pomaszerował zbrojnie na owe polis, zdobył je i włączył do swego południowego imperium sycylijskiego. Teraz zaś przyszła kolej na Syrakuzy. Miasto, otoczone z morza i lądu (armia Gelona składała się z 20 000 hoplitów, 2000 jazdy, 2000 łuczników, tyleż samo procarzy i tyle samo lekkozbrojnej piechoty, wyćwiczonej do walki u boku jeźdźców; a poza tym dysponował 200 okrętami wojennymi - trójrzędowcami) broniło się dzielnie przez kilka miesięcy, ostatecznie jednak pozbawione wsparcia musiało się poddać (co prawda tyran miasta Cumae - Aristodemos obiecywał wsparcie - sam w końcu też przejął władzę w wyniku zamachu stanu w 505 r. p.n.e. i wymordował wszystkich dotąd rządzących miastem oligarchów, ale ostatecznie takiej pomocy nie udzielił. Tym bardziej że sam miał już problem z niejakim Tarkwiniuszem Priskusem, wypędzonym ponad dwadzieścia lat wcześniej ostatnim królem Rzymu - latyńsko-sabińsko-etruskiej wioski, leżącej nad Tybrem, która dotąd czerpała pewne handlowe przywileje dzięki temu że należała do etruskiej strefy wpływów i była postrzegana jako miasto etruskie).

Po kapitulacji Syrakuz (pod koniec 485 r. p.n.e.) Gelon przeniósł swój dwór do tego miasta i tam ogłosił się tyranem, czyniąc z Syrakuz swoją stolicę i główną siedzibę (a ponieważ był dość pamiętliwy, przeto nie zapomniał o obietnicy Aristodemosa z Cumae udzielenia pomocy najechanym Syrakuzańczykom i uruchomił przeciw niemu opozycję, wysyłając swe złoto na wsparcie arystokratów z Cumae, zbiegłych i poukrywanych w kampańskich miastach i wioskach. Dzięki tym pieniądzom stworzył z nich armię, która wkrótce potem (ok. 485/84 r. p.n.e. zdobyła Cumae, zabijając Aristodemosa i po dwudziestu latach tyranii, ponownie przywracając w mieście rządy oligarchiczne). Władzę zaś w Geli powierzył Gelon swemu bratu - Hieronowi, a sam przeprowadził do Syrakuz wielu mniej zamożnych Gelijczyków, wszystkich mieszkańców Kamariny (a ich miasto zburzył - osobiście mordując sprzeciwiającego się temu tyrana Kamariny - Glaukosa, którego wcześniej sam tam zainstalował, a który był też bokserem i zwycięzcą Igrzysk Olimpijskich), oraz zamożnych obywateli Kasmene (wraz syrakuzańskimi oligarchami), zaś tych niezamożnych po prostu sprzedał w niewolę (jak wcześniej pisałem - Gelon gardził niezamożnymi ludźmi i uważał ich za równych niewolnikom), a uzyskane w ten sposób pieniądze przeznaczył na rozbudowę i utrzymanie swej armii. Dzięki tym przesiedleniom, uczynił Gelon z Syrakuz najludniejsze miasto greckiego świata. Wzniósł też nowe, potężne mury obronne (które przez prawie trzy stulecia uczyniły to miasto niezdobytym, aż do zajęcia Syrakuz przez Rzymian w 212 r. p.n.e. Syrakuzy wówczas wspomagał swymi wynalazkami jeden z największych konstruktorów starożytności - Archimedes, póki rzymski miecz nie rozłupał mu głowy). Znacznie się też wzbogacił, dzięki łupom, sprzedawanym w niewolę najbiedniejszym mieszkańcom podbijanych polis, jak również dzięki nakładanym podatkom. Stał się teraz najpotężniejszym władcą greckiego świata, a Syrakuzy pragnął uczynić stolicą tego świata.




Oczywiście nie zrezygnował też z nowych podbojów i już w 483 r. p.n.e. napadł na Megarę Hybleę (miasto założone ok. 720 r. p.n.e. przez doryckich najemników, którzy przybyli na Sycylię w poszukiwaniu nowego zajęcia i lepszego życia). Miasto broniło się kilka miesięcy, ale ponieważ nie miało szans na jakąkolwiek odsiecz, było zdane na klęskę. Ostatecznie (po długich negocjacjach) miasto skapitulowało. Oligarchów - którzy dotąd władali miastem i mobilizowali lud do walki z nim - przesiedlił Gelon do Syrakuz nadając im obywatelstwo, biedotę zaś ponownie sprzedał w niewolę (część została sprzedana poza Sycylię, ale część - zamieniona w niewolników - miała odtąd pracować na roli wokół miasta dla swoich nowych panów z Syrakuz). Następnie (jeszcze w tymże 483 r. p.n.e.) Gelon wyruszył zbrojnie przeciwko miastu Euboa, zdobył je i postąpił dokładnie tak, jak wcześniej z Kasmene i Megarą Hybleą, miasto zaś zburzył doszczętnie, tak iż do dziś trudno jest ustalić dokładnie jego położenie. A tymczasem zięć Gelona - tyran Akragas - Theron również nie próżnował. W tym samym czasie, gdy Gelon podbijał Syrakuzy i inne okoliczne polis, Theron obległ i zdobył Himerę, miasto przymierza północnego, zarządzane przez Terillosa (który stamtąd uciekł do swego zięcia Anaksilasa z Rhegion). Teraz wpływy Therona sięgały Fitnery na północy Sycylii, a Gelona całego pasa południowo-wschodniego osadnictwa dorycko-jońskiego z największym miastem Syrakuzami na czele. Tak oto przymierze południowe odniosło zwycięstwo, choć wojna nie została jeszcze zakończona i należało spodziewać się wzmożonego oporu, tym bardziej że Therillos pragnął odzyskać Himerę, a Anaksilas również widział się jako przywódca całej greckiej Sycylii (a aby to osiągnąć musiał pokonać Gelona). Jak jednak tego można było dokonać? Odpowiedź nasuwała się sama - zawrzeć sojusz z kartagińskimi emporiami na Zachodzie oraz z samym Kart Hadaszt (należy bowiem pamiętać, że opanowanie przez Kartaginę miast w zachodniej Sycylii w latach 555-545 p.n.e. za czasów króla Malthusa - ostatniego przedstawiciela rodu Dydonidów - nastąpiło co prawda zbrojnie, ale miasta te zawsze posiadały bardzo szeroką wewnętrzną autonomię, łącznie z prawem wyboru własnych lokalnych władz). W 481 r. p.n.e. Anaksilas i Therillos wyprawili poselstwo do grodu bogini Tanit i tam zostali przyjęci i wysłuchani przez lokalną arystokrację rządzącą Kartaginą (Grecy zwali ich gerontami, Rzymianie senatem, zaś w języku punickim ich instytucja - czyli Rada Starszych - zwała się h'drm, co można tłumaczyć jako hederim) oraz oczywiście przez samego króla Hamilkara I (trzeciego władcę z rodu Magonidów). Postanowili oni przyjść Jonom z odsieczą oraz wspomóc ich w walce z Gelonem i Theronem.

Jednocześnie w tym samym czasie (481 r. p.n.e.) do Syrakuz przybyło poselstwo z Grecji właściwej, z prośbą o przysłanie - w imię jedności wszystkich Hellenów - wsparcia przez Gelona polis kontynentalnych, zagrożonych nową inwazją Persów. Ponoć Gelon miał się wówczas żalić, że gdy on dziesięć lat wcześniej prosił miasta Grecji właściwej o pomoc w walce z Kartagińczykami w imię "jedności Greków" i pomszczenia śmierci Dorieusa (pisałem o tym w poprzedniej części), to ci wówczas owego wsparcia mu nie udzielili. Zapowiedział też, że przyjdzie im z pomocą, jeśli Grecy kontynentalni wybiorą go naczelnym dowódcą anty-perskiej krucjaty, na co ci nie mogli się zgodzić i do sojuszu nie doszło (bez żalu ze strony Gelona, który miał przecież na głowie wojnę z przymierzem północnym i ich sojuszem z Kartagińczykami). Obawiając się jednak zarzutu o "medyzm" (czyli zdradę greckiego świata i sprzyjanie Persom - w mentalności Greków będących barbarzyńcami), posłał do Delf swego zaufanego człowieka imieniem Dorieus (noszącym to samo imię, co poległy w bitwie z Kartagińczykami pod Eryksem w 510 r. p.n.e. brat króla Sparty - Kleomenesa I), z pokaźną ilością złota dla tamtejszej amfiktionii i cichą prośbą do tamtejszych kapłanów boga Apolla, aby wieszczka tego boga zabroniła Syrakuzańczykom wyprawy na Persów, wróżąc tym niepomyślne znaki. Tak też się stało (złoto najwidoczniej zawsze czyni cuda), a Gelon zyskał czas na przygotowanie się do nieuniknionej konfrontacji ze swymi sycylijskimi wrogami. Kartagińczycy bowiem na wiosnę 480 r. p.n.e. rozpoczęli wyprawę na Sycylię (matką króla Hamilkara I Magonidy była grecka arystokratka z Syrakuz, był on więc po części Hellenem i szybko znalazł wspólny język z Therillosem z Himery, a Anaksilas z Rhegion posłał mu nawet swoje dzieci jako zakładników, aby udowodnić że ma czyste intencje i nie knuje spisku ani nie zawrze z Gelonem i jego teściem separatystycznego pokoju). Niestety, w drodze ku zachodnio-sycylijskim emporiom kartagińską flotę (złożoną z ok. 100 okrętów) dosięgła burza, która mocno nadwyrężyła ich szeregi, zatapiając kilka okrętów i poważnie uszkadzając kolejnych kilkanaście. Gelon dowiedziawszy się o tym, postanowił wykorzystać to propagandowo, rozgłaszając po całej Sycylii że bogowie są niezadowoleni z greckich zdrajców i renegatów spod znaku przymierza północnego i tak jak o mały włos nie unicestwili kartagińskiej armii i floty, tak z pewnością zniszczą ów "nikczemny sojusz" (Gelon celowo głosił takie rzeczy, aby odwrócić uwagę greckiego świata od siebie samego i nieudzielenia wsparcia Hellenom z kontynentu przeciw perskiej inwazji Króla Królów).




Kartagińczycy, dotarłszy do portu w Panormos, wysadzili na brzeg swoją armię (ok. 30 000 zbrojnych, z czego zapewne jakaś część utonęła w morzu podczas przeprawy). Armia złożona była z rodowitych Kartagińczyków (zapewne ochotników) i jakiejś części libijskich najemników (nie była to więc - jak potem oskarżano króla w Kartaginie - "prywatna wyprawa Hamilkara", ta wojna miała poparcie Rady Starszych i zapewne sporej części kartagińskiego społeczeństwa, choć należała raczej do wypraw awanturniczo-przygodowych i nie była istotna z punktu widzenia żywotnych interesów grodu bogini Tanit). Król Hamilkar do Panormos (punickiego emporium w północno-zachodniej Sycylii) ściągnął posiłki, złożone z Fenicjan, rdzennego plemienia sycylijskich Elymów oraz Greków z miasta Selinunt (leżącego na południu Sycylii, bliżej portów kartagińskich na zachód od Akragas, ale i tak bardziej obawiającego się owego greckiego polis niż kartagińskich emporiów; Selinuntem od 505 r. p.n.e. władał dawny oficer armii Dorieusa - Euryleon) i na czele taj armii ruszył wzdłuż północnego wybrzeża wyspy ku Himerze (jego plan zakładał zdobycie miasta i zwrócenie go Terillosowi, a następnie połączenie się z armią Anaksilasa pod Messaną i wspólny marsz na Syrakuzy). Gelon najmniejsze poparcie miał wśród marynarzy swej floty (złożonej z Syrakuzańczyków, którzy nie widzieli w Kartagińczykach dla siebie żadnego zagrożenia), dlatego też nie wyprowadzał swej liczniejszej (złożonej z 200 okrętów) floty na morze, by zaatakować Kartagińczyków pod Panormos, bo obawiał się zdrady w tych szeregach. Jednak armia była jego oczkiem w głowie (szczególnie wierna mu była konnica, obsadzona przez przedstawicieli wielkich rodów z Syrakuz czy Geli) i całkowicie na niej polegał.

Pod Himerą wojska Therona z Akragas (które okupowały miasto) postanowiły przyjąć bitwę i hoplici wyszli z miasta w pole, ale Kartagińczycy szybko zmusili ich do ucieczki i powrotu do miasta. Dla Hamilkara było jasne, że miasto szybko się nie podda i trzeba je będzie zmusić do kapitulacji oblężeniem, dlatego też kazał założyć obóz pod miastem i wyciągnąć swe okręty na brzeg - otaczając je ochronną palisadą. Gelon tymczasem zdążał już pod Himerę, prowadząc prawie całą swoją armię - 20 000 hoplitów, 2000 jazdy i 6000 lekkozbrojnych piechurów. Greccy (a potem macedońscy) hoplici przez długie wieki od mniej więcej połowy VI wieku p.n.e. uważani byli za najdoskonalszych żołnierzy swoich czasów, a ich uzbrojenie za idealne i godne prawdziwego wojownika. Owi "mężowie spiżowi" zakuci w hartowany metal ze swoją włócznią, tarczą i mieczem (oraz nagolennikami i często nałokietnikami) byli tożsami ze średniowiecznymi rycerzami i przez długi czas (do połowy II wieku p.n.e.) stanowili najdoskonalszą siłę militarną Antyku (potem ich miejsce zajęli rzymscy legioniści - zdobywając przewodzenie mniej więcej od bitwy pod Kynoskefalaj z 197 r. p.n.e. a szczególnie od bitwy pod Pydną z 168 r. p.n.e. gdzie już definitywnie rzymski legion okazał się lepszy od grecko-macedońskiej falangi). Gelon zjawił się pod Himerą i założył własny obóz po wschodniej stronie miasta.


REPUBLIKAŃSKI LEGION OBYWATELSKI Z II WIEKU P.N.E. 
OSTATECZNIE ROZBIJA ZAWODOWĄ MACEDOŃSKĄ FALANGĘ 
W BITWIE POD PYDNĄ 
(168 r. p.n.e.)


 
Do bitwy doszło w pogodny, letni dzień o wschodzie słońca. Armie wyszły w pole i stanęły naprzeciw siebie, ale o ile Grekami osobiście dowodził Gelon, o tyle król Hamilkar wyznaczył do bitwy swoich oficerów, a sam pozostał w obozie, rozpalając wielki stos i składając w ofierze Melkartowi (takiemu punickiemu Herkulesowi) kilkadziesiąt sztuk bydła (potem, za ów czyn był Hamilkar przez greckich historyków wyszydzany, gdyż w ich wyobrażeniu, wódz powinien zagrzewać swoich żołnierzy do walki, a ofiary składać przed bitwą a nie w jej trakcie. Ci, którzy tak pisali - np. Eforos czy Diodor z Halikarnasu - zupełnie nie rozumieli punickiej mentalności i religijności. Król dla Kartagińczyków co prawda był wodzem naczelnym, ale przede wszystkim był kapłanem i do jego obowiązku należało zapewnić przychylność bóstw dla wojska i całej kampanii właśnie w trakcie bitwy. W punickiej religijności bardzo ważnym aspektem była obrzędowość i ofiarność - w rozumieniu składania ofiar, a nie łożenia na biednych i potrzebujących. Kohanim - czyli puniccy kapłani, byli służebnikami swych strasznych bogów i nie mogli zapomnieć czy pominąć żadnej ofiary, przewidzianej dla bogini Tanit, boga Baal Hammona, Melkarta, Eszmuna, Reszefa, Szadrapy, Istarty, Jama, Dagona czy wielu pomniejszych bóstw. Czasem, w przypadku wielkiej katastrofy naturalnej czy poważnej klęski militarnej składano też ofiary z ludzi - niekiedy, choć rzadko, również z kapłanów. Niestety, punicka religijność pozbawiona była tego, co u Greków wprowadzone zostało drogą filozofii i literatury a u Rzymian drogą papugowania Greków - czyli elementu bożego miłosierdzia [oczywiście zarówno u Greków jak i u Rzymian było ono bardzo prymitywne, dlatego potem chrześcijaństwo tak łatwo zdobyło poklask wśród ciemiężonych warstw rzymskiego społeczeństwa, gdyż dawało ludziom nadzieję na zbawienie  i lepsze życie po śmierci. W Quo Vadis Sienkiewicza, Marek Winicjusz zapytuje się chrześcijan: "Grecja dała światu piękno, Rzym siłę, a co wy przynosicie?" i odpowiedział mu św. Piotr: "My przynosimy Miłość"]. Kartagina pozbawiona była nawet tego ułomnego, "filozoficznego" pojęcia bożego miłosierdzia (o kartagińskiej i punickiej religijności oraz wierze w życie pozagrobowe mógłbym nieco więcej napisać, ale nie czas teraz na to w tym temacie. Warto może nadmienić tylko, że tuż po śmierci Dariusza Wielkiego w październiku 486 r. p.n.e. i objęciem władzy przez jego syna - Kserksesa, ale jeszcze przed perską inwazją na Grecję z 480 r. p.n.e. do Kartaginy przybyło poselstwo od Króla Królów. Przywieźli oni skargę i jednocześnie żądanie od swego władcy, aby Kartagińczycy zaprzestali "składać ofiary z ludzi i zjadać psie mięso". Nie wiadomo czy to poselstwo było powodem, ale rzeczywiście od V wieku p.n.e. w Kartaginie coraz rzadziej składano ofiary z ludzi, coraz częściej zaczęto palić zwłoki niż grzebać w ziemi oraz ponoć zaprzestano spożywania psiego mięsa).          
 
 

 
Bitwa pod Himerą trwała cały dzień. Kartagińczycy starali się przełamać linie greckiej falangi, ale wszędzie napotykali pancerną ścianę z wyciągniętych ku nim włóczni i tarcz. Król Hamilkar przez cały dzień - aż do zapadnięcia zmroku - wrzucał w ogień kolejne zarżnięte ofiary z cieląt, kóz i owiec aby Melkart (mający również cechy solarne) dopomógł jego wojom w zwycięstwie. Niestety, bóg pozostał głuchy na owe prośby i krwawe ofiary. Gdy więc słońce poczęło zachodzić a mrok nadchodzącej nocy zaczął otaczać pole bitwy, Hamilkar już wiedział że bitwa jest przegrana (choć kartagińskie szeregi jeszcze nie zostały rozbite). Kartagińczycy bowiem toczyli bitwy zawsze w dzień, przy słonecznym blasku, bowiem zapadająca noc przynosiła triumf nadchodzącego chaosu (a wówczas żadne ofiary nie miały już znaczenia). Puniccy wojownicy również tak myśleli i gdy tylko słońce zaszło za horyzont, oni... rzucili się do ucieczki. Wówczas dopiero doszło do rzezi, gdyż najwięcej Punitów padło właśnie podczas ich panicznej ucieczki z pola bitwy. Widząc że jego armia się rozpadła, król Hamilkar nad ofiarnym stosem popełnił rytualne samobójstwo, rzucając się w płonący stos. Na placu boju polegli prawie wszyscy kartagińscy wojownicy (tylko garstce udało się uciec i schronić w zachodnich punickich emporiach), Grecy spalili też całą kartagińską flotę. Była to jedna z największych klęsk militarnych grodu bogini Tanit w historii, Grecy zaś odnieśli pełne zwycięstwo a przymierze południowe ostatecznie zatriumfowało na Sycylii. Rada Starszych (Hederim) całą winę za klęskę zrzuciła na zmarłego władcę, zarzucając mu przy tym że bez jej zgody podjął się tej wyprawy (wypędzono też z miasta jego syna - Giskona, który osiadł w greckim Selinuncie). Władza królewska została też znacznie osłabiona (prawdopodobnie w ogóle zaprzestano używania słowa król czyli "milk", a władców z rodu Magonidów zaczęto nazywać sędzią ["szofet" l.m. "szofetim" czyli sufet). W 396 r. p.n.e. ponownie dokonano reformy i podzielono urząd króla i sufeta - ten drugi przejął wszystkie urzędowe i religijne uprawnienia władcy, królowi pozostało "tylko" dowodzenie wojskiem na polu bitwy i funkcje ceremonialne, zaś po 308 r. p.n.e. w ogóle zniesiono monarchię, pozostawiając w to miejsce dwóch (zaś po klęsce Kartaginy w wojnie z Rzymem w 201 r. p.n.e. wprowadzono aż czterech) wybieranych co roku sufetów. Tak oto monarchia w Kart Hadaszt przestała istnieć.

Ale nim to nastąpiło, królowie wciąż jeszcze byli wybierani (zawsze z rodu Magonidów). Wina, jaką Hederim chcieli obarczyć Hamilkara, nie mogła jednak przekroczyć pewnych granic, bowiem król ten postąpił honorowo - popełniając rytualne samobójstwo i rzucając się w ogień (podobnie jak przed wiekami uczyniła to założycielka Kartaginy - Dodona). Poza tym lud uważał go za bohatera (a niektórzy wręcz za boga) i zaczęto stawiać mu pomniki w wielu kartagińskich emporiach na Sycylii, a nawet na Sardynii i w samej Kartaginie. Bitwa pod Himerą była jednak dla Kartagińczyków poważnym ciosem nie tylko militarnym i gospodarczym (o czym zaraz powiem), ale również mentalnym i metafizycznym. Oto bowiem okazało się, że pomimo tylu złożonych ofiar, Melkart nie usłuchał modlitw Hamilkara i nie dopomógł Kartagińczykom odnieść zwycięstwa. To było dla nich dojmujące i niewytłumaczalne przeżycie, które nieco zmieniło ich zapatrywania religijne. Oto bowiem dotychczasowi potężni bogowie: Baal Hammon i Melkart ustąpili miejsca bogini Tanit (która już wcześniej była czczona, ale zawsze znajdowała się na boku owych dwóch głównych bogów). To pomogło nieco złagodzić psychiczną traumę odwrócenia się bogów od mieszkańców Kart Hadaszt, a Kartaginę odtąd zwano "grodem bogini Tanit". Była to więc - jak się zdaje - wielka, zbiorowa terapia psychologiczna mieszkańców tego miasta, terapia uzdrawiająca bo nic tak nie dołuje człowieka, jak świadomość że bogowie (lub Bóg) się od niego odwrócili. Po klęsce pod Himerą nastąpiła też dość poważna (ale krótkotrwała) stagnacja gospodarcza, o czym świadczą uboższe nagrobki wystawiane w Kartaginie po 480 r. p.n.e. I choć zasada ta utrzymała się dość długo (praktycznie do końca istnienia tego miasta), to twierdzenie iż panował tam odtąd permanentny kryzys nie wytrzymuje krytyki, tym bardziej, że dość majętne nagrobki wciąż były wystawiane w kartagińskich emporiach na Sycylii, Sardynii, Korsyce, Balearach czy nawet w Małej Syrcie. Jedynie stan taki utrzymał się w Kartaginie, więc jeśli nawet pojawił się kryzys gospodarczy, to był on krótkotrwały, ale jednocześnie doprowadził do stałego ograniczenia zbytku cmentarnego Kartagińczyków (być może wydane zostało prawo, które obowiązywało w samym mieście i jego okolicy, że należy ograniczyć wystawność pogrzebów oraz wkładanie do grobu cennych przedmiotów. To tylko moja hipoteza, ale wydaje mi się ona jak najbardziej logiczna).

Co się zaś tyczy Gelona, to odniósł on pod Himerą swoje najwspanialsze zwycięstwo, jednak nie zamierzał (wbrew radom swego teścia) kontynuować tej wojny i gdy tylko przybyli doń posłowie z Kartaginy z zamiarem podpisania pokoju, szybko na to przystał (dalsza wojna wzmacniałaby raczej Therona, a szczególnie opanowanie kartagińskich emporiów na zachodzie). Kartagina zapłaciła kontrybucję w wysokości 2000 talentów (czyli ponad 50 ton srebra) i zakupili złoty wieniec dla Damarete (małżonki Gelona) która oficjalnie występowała w imieniu Kartaginy jako łagodząca konflikt. Jednak posiadłości Kartaginy na Sycylii nie zostały uszczuplone. Anaksilaos z Rhegion pogodził się z Gelonem, zaś Terillos z Himery zginął w dziwnych i do końca niewyjaśnionych okolicznościach. W Selinuncie obalono (sędziwego już) tyrana Euryleona i wprowadzono tam ustrój oligarchiczny, zawierając jednocześnie sojusz z Akragas i Syrakuzami. Gelon stał się odtąd bardzo sławny w greckim świecie, wystawił też na własny koszt trzy nowe świątynie (w Himerze, Akragas i Syrakuzach), ale wciąż było mu mało, tym bardziej po zwycięstwie Greków kontynentalnych w bitwach z Persami pod Salaminą (480 r. p.n.e.) i Platejami (479 r. p.n.e.). Wciąż mu się wydawało, że w Grecji nazywają go "medystą" (sojusznikiem Persów) co go bardzo irytowało. Zaczął więc rozgłaszać (a ponieważ jego skarbiec był pełen złota i srebra, znalazł do tego wielu chętnych poetów, pisarzy i mówców) po całej Helladzie, że nie mógł przyjść z odsieczą, ponieważ walczył na Sycylii z takim samym zagrożeniem, z jakim zmagali się Grecy z kontynentu. Mało tego, to właśnie od niego wyszła plotka (potem powtarzana przez kilku greckich pisarzy, jak choćby wspomniani tu wcześniej: Eforos i Diodor z Halikarnasu, choć już Herodot o tym nie wspomina) że Kartagina była w ścisłym sojuszu z Persami i wspólnie pragnęli oni zgnieść Hellenów od Wschodu i Zachodu. Ta plotka miała zamknąć usta tym wszystkim, którzy oskarżali Gelona o "medyzm", ale realnie była bzdurą. Kartagińczykom wcale nie zależało na zwycięstwie Persów nad Grecją, bo wtedy powstałaby tam perska satrapia, a kolejnym etapem perskiej zachłanności stałaby się zapewne Sycylia - a tam przecież były punickie emporia podporządkowane Kartaginie. Jaki sukces odniosłaby więc Kartagina w takiej sytuacji, musząc zmierzyć się z wielonarodową potęgą Króla Królów (który już stawiał Kartagińczykom warunki we wspomnianym wyżej poselstwie). Co prawda być może Persowie chcieliby zawrzeć taki anty-grecki sojusz, ale Kartagińczycy nie wyrazili na niego zgody i nawet jeden okręt z Kart Hadaszt nie popłynął na Wschód na pomoc Persom w bitwie z Grekami (głównie Ateńczykami) pod Salaminą. Miasto bogini Tanit nie życzyło sobie perskiej obecności w pobliżu własnych portów i perskich interesów, które kolidowałyby z ich własnymi. Dlatego też pogląd że doszło do zawarcia persko-kartagińskiego sojuszu jest zwykłą propagandową... lipą.




Ale Gelon miał ten kompleks, czego przejawem było ufundowanie przez niego w Świątyni Apolla w Delfach złotego trójnoga i posągu bogini Nike z napisem: "Poświęcił Apollonowi Gelon, syn Dejnomedesa, Syrakuzanin, wykonał zaś trójnóg i posąg Nike Bion, syn Diodora, Milezyjczyk". Podobny trójnóg i posąg wystawili w tej świątyni po bitwie pod Platejami Ateńczycy i Spartanie. Gelon zmarł wkrótce potem (jeszcze w 478 r. p.n.e.) u szczytu swej sławy, pozostawiając władzę nad stworzonym przez siebie sycylijskim imperium, swemu bratu - Hieronowi, który kontynuował ekspansywną politykę brata. 




CDN.