Łączna liczba wyświetleń

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą EKOTERRORYZM. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą EKOTERRORYZM. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 5 listopada 2024

GNIEW LUDU!

POWÓDŹ W HISZPANII




 Ciekawe, a zarazem tragiczne wydarzenia dzieją się obecnie w Hiszpanii, gdy kraj ten nawiedziła potworna powódź, która już w tym momencie pochłonęła życie prawie 220 osób. Ogromna tragedia dla tamtejszych mieszkańców, którzy w sposób niezwykle gwałtowny ale jak najbardziej zrozumiały dają wyraz swemu niezadowoleniu wobec obecnie rządzącej partii komunistów Hiszpańskiej Socjalistycznej Partii Robotników (ten ostatni człon mogliby sobie darować, współcześni bowiem komuniści już dawno nie mają nic wspólnego robotnikami czy chłopami, dzisiaj na sztandarach mają lgbt, zielony ład i walkę o klimat, czyli doprowadzanie ludzi do totalnej biedy, a jednocześnie rozciągnięciem nad nimi totalnej kontroli i inwigilacji). Premier Hiszpanii (zwykły komuszy czopek) Pedro Sanchez, gdy przyjechał do prowincji Walencja która najbardziej ucierpiała w czasie powodzi, musiał się stamtąd ewakuować w taki sposób, że ochrona poleciła mu aby leżał w samochodzie na ziemi i się nie ruszał. Notabene na włosach miał odłamki potłuczonego szkła z rozbitej szyby z jego służbowego auta (które zresztą w dużej mierze zostało uszkodzone przez protestujących podobnie jak kilka innych wozów ochrony premiera). 

Wybaczcie, ale od razu mi się tutaj narzuca skojarzenie z sytuacją z roku 1930, gdy poseł Libermann z partii socjalistycznej (ale mocno komunizujący), po usunięciu mu immunitetu, był przewożony przez policję do twierdzy w Brześciu, jako miejsca jego osadzenia. Po drodze jednak policjanci zatrzymali wóz gdzieś w szczerym polu, wyciągnęli pana posła auto, po czym kazali mu uklęknąć i całować oraz przepraszać polską ziemię za jego (często) antypolskie wypowiedzi. Może coś jest ze mną nie tak ale wydaje mi się że w obecnych sytuacji politycznej w kraju jak również na świecie powinniśmy wrócić do tych starych sprawdzonych metod, do ludzi takich jak kostek Biernacki i jemu podobni. Oczywiście nie mówię tutaj o żadnym znęcaniu się czy jakimś maltretowaniu ludzi, ale o tym, że człowiek który szkodzi własnemu krajowi wewnątrz czy na zewnątrz, często nie powstrzyma swojej szkodliwej działalności gdy zostanie o to poproszony i dopiero jak dostanie w ucho, to się zastanowi że musiał zrobić coś złego (jest to wypowiedź Marszałka Piłsudskiego, więc nie miejcie tutaj do mnie pretensji że ja nawołuję do przemocy).

Rząd komunistów Sancheza nie na darmo jest nazywany "rządem morderców", (szczególnie o samym Sanchezie ludzie mówią otwarcie "morderca!" i żądają jego natychmiastowej dymisji, a ten czopek próbował ostatnio zorganizować wspólną konferencję prasową z władzami Walencji - którą notabene rządzi prawicowa Partia Ludowa - gdzie miano wspólnie potępić atak ludzi którzy stracili nie tylko dorobek całego życia w owej powodzi, ale również swoich bliskich, na jego żałosną postać. Władze Walencji się na to nie zgodziły. Swoją drogą to zastanawiające że ci wszyscy premierzy, prezydenci i w ogóle politycy tak bardzo dbają o swoje własne osoby, a jednocześnie w pogardzie mają własny naród, który musi cierpieć przez ich często chore decyzję. A przecież rząd Sancheza wciąż ściąga do Hiszpanii imigrantów z Maghrebu, czyli "ubogacaczy kulturowych"). Jest to bowiem spowodowane tym, że w latach 2021-2022 w ramach "Agendy 2030" i "przywracania naturalnego biegu rzek" (czyli tego, co u nas próbuję zrobić m.in. z Odrą ta cała żałosna koalicja 13 grudnia), zniszczono prawie 260 zapór na rzekach, które obecnie doprowadziły do tej katastrofy. Najciekawsze jest to że to były działania całkowicie pozbawione jakiejkolwiek logiki (zresztą tak samo jak i u nas, wystarczy bowiem posłuchać co wygadują panie Paulina Hennig-Kloska czy Urszula Zielińska), wszystko bowiem było podporządkowane ideologicznemu celowi walki o klimat czyli nowemu marksizmowi. Jak to jest, że zawsze jak do władzy dochodzi lewica (no może nie zawsze, ale w tych 90%) to ludziom żyje się gorzej, niż gdy rządzą partie prawicowe. Zobaczcie ile potoków gnoju było wylane na takiego człowieka jak Francisco Franco. Przytaczam go nie bez powodu, gdyż obecnie Hiszpanie coraz częściej mówią, że za Franco było lepiej i to o niebo lepiej niż obecnie. Natomiast komuniści i wszelkie lewactwo od dekad obrzydzają ludziom tę postać. A wystarczy tylko wczytać się w jego biografię, jaki to był człowiek prywatnie i publicznie (notabene ratował Żydów w czasie II Wojny Światowej, umożliwiając im przedostanie się do Hiszpanii). Dla nas, Polaków też wiele uczynił, znacznie łatwiej bowiem można było znaleźć schronienie po wojnie w Hiszpanii, niż w tych zblazowanych z wujkiem Joe krajach, takich jak Wielka Brytania czy Francja.

Ogólnie rzecz biorąc sytuacja w Hiszpanii jest nieciekawa. Ludzie stracili dorobek całego życia, zginęło mnóstwo ludzi przez głupotę rządu, a osobiście również z samego premiera. Najciekawsze jest jednak to, że media w wielu krajach (widziałem głównie nasze, polskie i anglojęzyczne, więc tylko do nich się odniosę) powtarzają bzdury, że ludzie są również mocno wkurzeni na samego króla Filipa VI i królową Letizię, a to jest nieprawda. Para królewska została wśród ludzi starając się ich pocieszyć i nie sposób w hiszpańskich mediach społecznościowych (ale nawet na filmikach stamtąd) znaleźć jakiegokolwiek negatywnego słowa wobec pary królewskiej. A u nas TVN-y, Polsat-y, TVP (przejęte w bandycki sposób przez bandę ryżego) pieprzą androny że para królewska została obrzucona błotem, a ludzie są co najwyżej niezadowoleni z samego Sancheza itd. itp. Oczywiście koincydencja do ostatnich powodzi, jakie miały miejsce w Polsce jest tutaj bardzo istotna. Rząd Tuska nie zrobił nic żeby pomóc powodzianom, ci ludzie wobec zbliżającej się zimy zostali bez żadnej pomocy i nawet ten błazen z Wielkiej Orkiestry co trzymał transparent "pomagamy" z oczywistym dopiskiem WOŚP, powiedział że pieniądze które obiecał nie zostaną bezpośrednio przekazane powodzianom, tylko będzie tam za to prawdopodobnie (słowo "prawdopodobnie" jest w tym przypadku niezwykle istotne - bo nie wiadomo dokładnie kiedy) coś dla kupione. Zresztą ja się temu nie dziwię, gdzie by miał przykleić swoje serduszko, na czole powodzianina?. Czyżby pojawił się ogólny prikaz że nie należy wydarzeń hiszpańskich łączyć z polskimi, bo jeszcze ktoś by wyciągnął wnioski z indolencji rządu w sprawie powodzią? 

To tyle. Dziś chciałem na szybko tylko przedstawić sytuację powodziową w Hiszpanii (oczywiście w bardzo ogólnych słowach), bo wydaje mi się że żyję w jakimś matriksie informacyjnym, a opierając się tylko na mediach głównego nurtu (również tych prawicowych, bo i "Republika" też powtarza te brednie, nawet im się ku...a nie chce sprawdzić źródeł, a nas traktują jak stado baranów - dziennikarze za dychę) czuję się jakby ktoś mi wmawiał chorobę. Na koniec przytoczę jeszcze tylko słowa, często wypowiadane przez Wojciecha Cejrowskiego: "Precz z komuną!"









sobota, 6 czerwca 2020

JAK ŻYĆ MORALNIE I DOSTATNIO - Cz. I

CZYLI ANTYCZNE PORADY JAK ZDOBYĆ

FINANSOWĄ NIEZALEŻNOŚĆ I ŻYĆ W

ZGODZIE Z WŁASNYM SUMIENIEM






 "Od tego, kto jest bogaty, lepszy jest ten, kto może zostać bogatym" - jak mawiał Perykles z Aten i to właśnie przesłanie mną kierowało, gdy podjąłem się rozpoczęcia tego tematu, bowiem zaprezentuję w nim antyczne porady na wzbogacenie się, a jednocześnie moralne konsekwencje pewnych naszych działań, o których często zapominamy, a które (niestety) nie zapominają o nas. Demostenes mawiał: "Jaka myśl, taki czyn", a Ajschylos dodawał: "Ranę zadałeś, ranę otrzymasz", co dobitnie określa myślenie ludzi tamtych epok o człowieczym losie, konsekwencji naszych działań, podejmowanych wyborach i zawieranych znajomościach. Cały nasz byt określa tylko to, jacy tak naprawdę pragniemy się stać, niestety jednak - jak mawiał Tales: "Najtrudniej jest poznać samego siebie". Starożytni dobrze wiedzieli, że aby odnieść sukces, niezbędne jest po pierwsze to, co nazywamy - "pozytywnym myśleniem" (choć należałoby to bardziej sprecyzować, dodając że takie myślenie musi być jeszcze odpowiednio ukierunkowane), a poza tym bardzo ważna jest również nasza konsekwencja, determinacja i dyscyplina ("Dyscyplina jest matką dobrobytu" - jak mawiał Ajschylos). Aby jednak uświadomić sobie do czego dążymy, może na początek warto podać tutaj podstawową definicję dobrobytu. Otóż dobrobytem nazywamy taki stan, w którym człowiek dysponuje środkami materialnymi, umożliwiającymi zaspokojenie wszystkich jego potrzeb i realizację wszystkich jego praw, a także dysponuje wolnym czasem, potrzebnym do realizacji owych potrzeb. Wszystkie cywilizacje od zawsze darzyły do rozwoju (oczywiście wiadomo że żadna cywilizacja nie może trwać wiecznie i każdy kraj, każde państwo, każdy naród otrzymuje dziejową szansę, aby wlać swój kielich do wspólnej czary ludzkich dziejów - spójrzmy np. taka Mongolia dziś, a jeszcze siedemset lat temu, taka Albania dziś, a Albania z czasów Skanderbega z XV wieku, Serbia dziś a Serbia z wieku XIV i tak można by w nieskończoność - dzięki temu jest ciągły ruch i zawsze coś się dzieje, nie ma zastoju), każda więc cywilizacja dążyła do poszerzania własnej sfery dobrobytu (zupełnie innym pozostaje pytanie, czyim kosztem często ten dobrobyt był osiągany - ale zostawmy to), zaś dziś najróżniejsi (często wpływowi, ulokowani w polityce, na uniwersytetach lub w mediach) marksiści twierdzą, że cywilizację powinniśmy zwijać, dobrobyt zmniejszać, ograniczać wyjazdy turystyczne (bo się nam planeta zagotuje) i w ogóle ograniczać naszą sferę wolności i prywatności.

Ten ostatni przykład podałem oczywiście jako jedynie swoistą analogię porównawczą, zaś moje zdanie na temat marksizmu czytelnicy tego bloga zapewne zdążyli już wielokrotnie poznać, więc nie zamierzam raz jeszcze się powtarzać. Pragnę jednak uzmysłowić, że to co się obecnie aplikuje światu w formie chociażby swoistego ekologizmu, jest niczym innym, jak zwykłą odmianą totalitarnego zniewolenia ludzkości i zamknięcia nas w specjalnych "klatkach", w których każdy będzie posiadał swój własny numer i poddany permanentnej inwigilacji i praniu mózgu, stanie się podatnym na wszystko, swoistym lemingiem - cieszącym się że żyje tylko dlatego, że ci, którzy nim sterują jeszcze się na to godzą. W każdym razie człowiek ma pełne prawo do życia w dobrobycie i na tym właśnie dziś chciałbym się skupić, prezentując (i co jakiś czas dodając nowe) antyczne opowieści, dzięki którym będziemy mogli zapoznać się z myśleniem ludzi tamtych epok, gdy praca stanowiła podstawę dobrobytu (dziś bowiem dobrobyt jest projektowany sztucznie - produkuje się bowiem "pieniądze z pieniędzy", które tak naprawdę w niczym nie mają pokrycia i stanowią jedynie wartość papieru, na którym zostały wydrukowane. Ale ponieważ ludzie godzą się te papierki przyjmować, oddając za to wytwory własnej pracy - to jak na razie cała ta gospodarka wzajemnego okradania i tworzenia wirtualnych pieniędzy bez żadnego pokrycia, wciąż się jakoś kręci). Zamierzam zaprezentować porady na osiągnięcie finansowej stabilizacji, jeszcze z odległych czasów starożytnej Mezopotamii, a także starożytnej Grecji i Rzymu. Zaprezentuję również listy, jakie pisywał Seneka (wychowawca cesarza Nerona) i o czym była w nich mowa. Tak więc, aby nie przedłużać, zapraszam na wizytę po starożytnym świecie glinianych tabliczek, papirusów i pergaminów, aby poznać mentalność ludzi antyku na kwestię wygodnego życia w dobrobycie. Na zakończenie dodam tylko jeszcze jedną sentencję, wypowiedzianą przez Antystenesa z Aten, która powinna być podsumowaniem tego wszystkiego, co wcześniej napisałem, otóż: "Jaka jest najlepsza nauka?", zapytuje grecki filozof, i odpowiada: "Oduczyć się złego!"    



 OPOWIEŚĆ PIERWSZA

STAROŻYTNA BABILONIA






HISTORIA BANSIRA - BUDOWNICZEGO RYDWANÓW W OPOWIEŚCI:


"TEN, KTÓRY PRAGNĄŁ ZŁOTA"


"Smutno spoglądał na swój skromny dom i warsztat pod gołym niebem, gdzie stał częściowo już ukończony rydwan. Jego żona co chwilę pojawiała się na progu, a jej ukradkowe spojrzenia w jego kierunku przypominały mu, że worek z żywnością jest już niemal pusty i że powinien pracować. Bansir, budowniczy rydwanów, był zbyt pogrążony we własnych problemach, by zwracać uwagę na dobiegające go odgłosy życia przebiegającego wewnątrz murów Babilonu. To miasto było mieszaniną wielkości i nędzy - niewiarygodne przejawy bogactwa i najokropniejszego ubóstwa. Bansir nie potrafił zrozumieć, dlaczego pracował tak ciężko, a wciąż należał do najuboższych. Był tak zajęty swymi myślami, że nie dostrzegł nawet swego przyjaciela Kabbiego, który zbliżał się w jego kierunku, grając na lirze. Wyszukany ukłon Kabbiego pozostał niezauważony, podobnie jak jego prośba o "dwa nędzne szekele".

"Gdybym miał dwa szekele", ponuro odpowiedział Bansir, "nie mógłbym ich nikomu pożyczyć, nawet tobie, najlepszemu z mych przyjaciół, bo to by była moja fortuna - moja cała fortuna. Nikt nie pożycza całej swojej fortuny, nawet swym najlepszym przyjaciołom". Potem zaszokowany Kabbi wysłuchał opowiadania Bansira o śnie, jaki miał on ostatniej nocy. Bansir śnił, że jest człowiekiem zamożnym, cieszącym się miłym, wygodnym życiem i zawsze pełną kiesą. "Dlaczego więc te przyjemne uczucia, jakie to musiało wywołać, zmieniły cię w ponurą figurę, podobną do tych na miejskich murach?" - spytał Kabbi. "Rzeczywiście, dlaczego?! Ponieważ po przebudzeniu uświadomiłem sobie, jak pusta jest moja sakiewka i przepełniło mnie uczucie buntu. Pogadajmy może teraz o tej sprawie".

Wspominając dni, gdy byli młodymi ludźmi, Bansir i Kabbi doszli do własnych doświadczeń dotyczących pieniędzy. Zarobili przez te wszystkie lata całkiem sporo złota, jednak wcale nie było tego teraz widać. Obaj wierzyli, że któregoś dnia spłynie na nich bogactwo. Teraz zaczynali dochodzić do wniosku, że nic takiego raczej się nie zdarzy, a jednocześnie często byli zmuszeni ostro kombinować, co zrobić, by ich rodziny nie chodziły głodne. Wkrótce ponury nastrój Bansira udzielił się i Kabbiemu. I kiedy tak w przygnębieniu snuli swe niewesołe rozważania, w końcu przyszedł im do głowy najlepszy dotychczas pomysł. 

"Nie chcemy przecież rok po roku żyć jak niewolnicy. Praca, praca, praca, która nigdzie nie prowadzi! Czy nie dałoby się dowiedzieć, jak inni zdobywają złoto i robią to, co robią?" - podsunął Kabbi. "Może jest jakiś sekret, którego moglibyśmy się nauczyć, gdybyśmy poszukali kogoś, kto go zna?" - odparł Bansir z namysłem. Przypomnieli sobie o swym szkolnym przyjacielu sprzed lat, o imieniu Arkad, który był "błogosławiony przez dostatek", a którego powszechnie uznawano za "Najbogatszego Człowieka w Babilonie". Postanowili poprosić Arkada o radę. "Sprawiłeś, że zrozumiałem, dlaczego nigdy nie udało nam się dojść do jakiegokolwiek bogactwa - nigdy go nie szukaliśmy! Przecież w tym wszystkim, do czego naprawdę się przyłożyliśmy, osiągnęliśmy sukcesy. Musimy więcej się dowiedzieć, byśmy mogli lepiej prosperować. Lepiej rozumiejąc, znajdziemy skuteczniejsze sposoby realizacji naszych pragnień". "Idźmy do Arkada jeszcze dzisiaj!" - ponaglał Bansir. Bansir i Kabbi zebrali grupę swych dawnych przyjaciół z dzieciństwa, potrzebujących tego samego rodzaju przewodnictwa".   






HISTORIA BANSIRA - BUDOWNICZEGO RYDWANÓW, W OPOWIEŚCI:


"NAJBOGATSZY CZŁOWIEK W BABILONIE"


"Arkad był znany w całym kraju ze swego bogactwa, hojności wobec własnej rodziny i dobroczynności. Grupa, którą zebrali Bansir i Kabbi, rozpoczęła dyskusję od interesujących poglądów na życie. "Dlaczego ma być tak, że kapryśny los ciebie wyróżnił, byś cieszył się wszystkimi życiowymi dobrami, całkiem zapominając o nas, którzy też na to zasługujemy?". "Jeśli nie zdobyliście przez te lata więcej niż absolutnie minimum potrzebne do przeżycia, to dlatego, że albo zaniedbaliście nauczenia się praw rządzących budowaniem bogactwa, albo też się do nich nie stosowaliście. Kapryśny los to złośliwa bogini, nieprzynosząca nikomu trwałego dobra... Tworzy rozrzutników, szybko tracących wszystko, co zdobyli".

Łatwe pieniądze długo nie trwają, tego właśnie uczy Arkad. To absolutna prawda! Pomyśl o tych wszystkich w swym otoczeniu, którzy wygrali na loterii czy w podobny sposób zdobyli pieniądze. Większość z nich nie ma już z tego nic. Spytano Arkada o oczywistą sprawę, czyli o to, jak zdobył swą fortunę. Okazało się, że już we wczesnej młodości doszedł do wniosku, że wszelkie dające zadowolenie i szczęście rzeczy zostają wzmocnione dzięki obecności bogactwa. "Bogactwo jest potęgą, dzięki bogactwu wiele rzeczy staje się możliwe". Kiedy sobie to uświadomił, postanowił upomnieć się o swoją część życiowych dóbr, ponieważ nie zadowoli go życie biedaka. Zdecydował o następujących rzeczach:

- Z całą energią odda się studiom nad zdobywaniem bogactwa.

- Kiedy już pozna jego zasady, będzie się do nich ściśle stosował.

Arkad wyjaśnił całej grupie, że istnieją dwa typy uczenia się. Jednym jest to, czego się dowiedzieliśmy i teraz wiemy, drugim - trening uczący nas znajdować to, czego nie wiemy. Arkad zaraz po szkole znalazł pracę skryby i wykonywał ją przez wiele miesięcy za bardzo niewielką pensyjkę. Jeden z jego klientów, bogacz o imieniu Algamish, chciał, by pewną pracę wykonano mu w ciągu nocy. Arkad w zamian za tak szybką usługę zażądał od Algamisha informacji o tym, jak sam także mógłby się stać bogaty. 

Pierwsza rada otrzymana od Algamisha brzmiała tak: "Odnalazłem drogę do bogactwa, kiedy zdecydowałem, że część wszystkiego, co zarabiam, jest moja na zawsze". Ta rada, aby oszczędzać nie mniej niż dziesiątą część wszystkiego, co Arkad zarabia, stała się początkiem transformacji. "Każda złota moneta, którą zaoszczędzisz, jest niewolnikiem pracującym na ciebie. Każdy miedziak, który ona zarabia, jest jej dzieckiem, które także może dla ciebie zarabiać". 

Kiedy Arkad spotkał się po dwunastu miesiącach z Algamishem, miał zaoszczędzoną dziesiątą część tego, co zarobił, ale oddał ją murarzowi Azmurowi, by zainwestował w rzadkie klejnoty. Wtedy otrzymał też od Algamisha następną radę, która naprawdę wiele zmieniła w jego życiu. "Każdy musi się najpierw nauczyć, ale dlaczego ufać wiedzy murarza na temat klejnotów?" - warknął... "Następnym razem, kiedy będziesz chciał się czegoś dowiedzieć o klejnotach, idź do handlarza klejnotów. Rady, w odróżnieniu od większości innych rzeczy, otrzymuje się za darmo, ale uważaj, by brać tylko to, co warto posiadać". 

Klejnoty zakupione przez murarza okazały się bezwartościowe i Arkad odebrał nauczkę. Miał już w pełni wyrobiony nawyk oszczędzania, więc szybko zebrał więcej złota. Po następnych dwunastu miesiącach Algamish znowu spotkał się z Arkadem. Arkad zameldował, że swoje oszczędności pożycza Aggerowi producentowi tarcz, który mu za to wypłaca pewien procent. Część uzyskanych w ten sposób pieniędzy Arkad przeznacza na uczty i kupowanie luksusowych przedmiotów. Algamish udzielił mu następnej rady: "Przejadasz dzieci swoich oszczędności. Jak więc oczekujesz, że będą na ciebie pracowały? I jak same mają mieć dzieci, które też na ciebie będą pracować? Najpierw dorób się armii złotych niewolników, potem będziesz mógł bez żalu spożywać wystawne bankiety". 

Mijają następne dwadzieścia cztery miesiące i Algamish chwali Arkada za ścisłe przestrzeganie swych nauk. "Arkadzie" - mówi - "dobrze się nauczyłeś swej lekcji. Najpierw się nauczyłeś żyć za mniej, niż zarabiasz. Potem nauczyłeś się szukać rady u tych, którzy są kompetentni... I na koniec - nauczyłeś się sprawiać, by złoto na ciebie pracowało". Arkad nauczył się, jak zdobywać złoto, jak je utrzymać oraz jak go używać. Algamish uczynił Arkadowi propozycję, której ten nie mógł odrzucić - by dla niego pracował i miał udział w jego majątku. Jeden z przybyłej grupy stwierdził, że Arkad miał szczęście, ponieważ został spadkobiercą. Ten odpowiedział, że "Tylko o tyle miałem szczęście, że pragnąłem zostać zamożnym, zanim jeszcze go spotkałem. Okazja to wyniosła bogini, niemarnująca swego czasu na tych, którzy są nieprzygotowani. Siła woli to tylko niewzruszony zamiar przeprowadzenia do końca tego, co sobie przeprowadzić postanowiłeś. Kiedy postawię sobie jakieś zadanie, wykonuję je. Dlatego też jestem ostrożny, by nie rozpoczynać zadań trudnych i niepraktycznych, bo po prostu za bardzo lubię nie pracować. Bogactwo wzrasta wszędzie, gdzie ludzie wydatkują energię". 

Arkad wyjaśnia, że musisz żyć z następującymi myślami: Część tego, co zarabiam, jest moja na zawsze. Musisz o tym myśleć rano, w południe i wieczorem. Wyryj sobie tę myśl w mózgu. Przesiąknij nią. W miarę wzrostu będzie Cię ona pobudzać. Uczyń złoto swoim niewolnikiem. Szukaj mądrej rady. Cała grupa podziękowała Arkadowi za rozmowę i rozeszła się - jedni cicho i nadal nic nie rozumiejąc, myśląc sarkastycznie, że Arkad powinien po prostu podzielić się z nimi wszystkimi swą ogromną fortuną. Inni wychodzili z nowym błyskiem w oku, by potem często radzić się Arkada, który nie skąpił im swej mądrości".

 




HISTORIA ARKADA - NAJBOGATSZEGO CZŁOWIEKA W BABILONIE, W OPOWIEŚCI:


"SIEDEM LEKÓW DLA CHUDEJ SAKIEWKI"

 
"Dobry Król Sargon ubolewał nad stanem miasta. Bogaci stawali się coraz bogatsi, biedni coraz biedniejsi. Całe znajdujące się w mieście złoto jakoś trafiało w ręce "kilku bardzo bogatych obywateli miasta". "Dlaczego tak niewielu ludzi potrafi zdobywać całe złoto?" - powiedział Król". "Ponieważ wiedzą, jak to robić" - odpowiedział Kanclerz. Nie można potępiać nikogo za jego sukces, ponieważ wie, jak to robić". "Kto najlepiej w naszym mieście wie, jak się bogacić, Kanclerzu?" - spytał Król. "Wasza dostojność, twoje pytanie samo stanowi odpowiedź. Kto w Babilonie zgromadził największą fortunę? Arkad!" - odparł Kanclerz. 

Wezwano więc Arkada do stawienia się przed obliczem Króla. Oto początek rozmowy, która się tam odbyła: "Jak stałeś się tak bogaty? Nic nie miałeś na początku" - spytał Król. "Tylko ogromne pragnienie bogactwa, poza tym nic" - odrzekł Arkad. "Czy istnieje jakiś sekret zdobywania bogactwa? Czy można się tego nauczyć?" - spytał znowu Król. "Oczywiście, wasza dostojność. Tego, co wie jeden człowiek, można nauczyć i innych" - odpowiedział Arkad. Król wyraził życzenie, by Arkad podzielił się swą wiedzą z mieszkańcami miasta. Sam Król wyznaczył "Setkę Wybrańców", którzy mieli spotykać się z Arkadem. Ten zaś wielki człowiek stanął przed nimi i opowiedział im, jak to w młodości nie miał całkiem nic, poza pustą sakiewką, jak poszukiwał wszelkich leków na chudą sakiewkę i w końcu znalazł ich siedem. Oto Siedem Leków na Chudą Sakiewkę:

I - "Zacznij swą sakiewkę tuczyć. Z każdych dziesięciu monet, które wkładasz do sakiewki, wyjmij i zużyj tylko dziewięć. Twoja sakiewka od razu zacznie nabierać ciała, a jej zwiększająca się waga sprawi, że przyjemnie będzie ci ją trzymać w ręku, a także sprawi radość twej duszy". 

II - "Kontroluj swe wydatki. Tak zorganizuj swój budżet, byś miał dość monet na opłacenie niezbędnych rzeczy, przyjemności i sensownych potrzeb, nie wydając więcej niż dziewięć dziesiątych swych dochodów.

III - "Spraw, by twoje złoto się mnożyło. Poślij każdą monetę do pracy, tak by reprodukowała się w postaci do niej podobnych, niczym stada na pastwisku, i by wytwarzała stały strumień dochodów płynących do twej sakiewki".

IV - "Chroń swe skarby przed ich utratą, inwestując tylko tam, gdzie ich zasadnicza część (czyli sam kapitał) jest bezpieczna, gdzie można je w razie potrzeby odzyskać oraz gdzie będziesz otrzymywał uczciwe odsetki. Skonsultuj to z mądrymi ludźmi. Zapewnij sobie radę tych, którzy mają doświadczenie w zyskownym inwestowaniu. Niech ich doświadczenie uchroni twój skarb przed zbyt ryzykownymi inwestycjami". 

V - "Uczyń swe mieszkanie zyskowną inwestycją. Posiadaj własny dom".

VI - "Zapewnij sobie dochody w przyszłości. Zawczasu zadbaj o zaspokojenie swych potrzeb w starszym wieku, jak też o zabezpieczenie swej rodziny". 

VII - "Stale zwiększaj swą zdolność zarabiania. Kultywuj własne zdolności, ucz się i stawaj się coraz mądrzejszy, coraz zręczniejszy, coraz bardziej szanowany". 

Arkad zakończył swój wykład, mówiąc całej setce, że istnieje więcej złota, niż można by marzyć, dosłownie bogactwo dla każdego, i podsumował to słowami: "Idźcie i bogaćcie się, to wasze prawo!"






HISTORIA ARKADA - NAJBOGATSZEGO CZŁOWIEKA W BABILONIE, W OPOWIEŚCI:


"SPOTKAJ BOGINIĘ POWODZENIA W ŻYCIU"


"Jeśli ktoś ma szczęście, to nie da się po prostu przewidzieć rozmiaru powodzenia, które może odnieść.Wrzućcie go do Eufratu, a całkiem możliwe, że wypłynie z perłą w dłoni - przysłowie babilońskie. 

Następnym razem Arkad tak oto mówił setce Wybrańców: "Czy istnieje jakiś sposób przyciągnięcia powodzenia? Większość z was zapewne najpierw pomyślała o stołach gry i w ogóle hazardzie. W takich przypadkach szansa jednak jest zawsze przeciw grającemu, sprzyja natomiast właścicielowi przybytku. Zresztą, nawet jeśli wygrasz, czy ta wygrana przyniesie ci trwałe korzyści? Nie znam nikogo - dosłownie ani jednego człowieka - który by od czegoś takiego rozpoczął swój życiowy sukces. Czemu zamiast tego nie zastanowić się nad tymi wszystkimi sukcesami, które niemal odnieśliśmy, ale które nam umknęły? Tymi zdarzeniami, które mogły się były okazać bardziej korzystne, niż się w istocie okazały? Byłyby to rzadkie przykłady autentycznego powodzenia, gdyby tylko zdarzyły się naprawdę. Szczęście czeka tylko, by przybyć do tego, kto umie wykorzystać okazję. Wszyscy przeżyliśmy niezliczone sytuacje, w których nie zareagowaliśmy dość szybko, czego teraz gorzko żałujemy. Odkładanie na później bardzo często staje się przyczyną zmarnowanych okazji, po prostu stając na drodze szczęśliwym przypadkom! Pragniemy bogactwa, a jednak jak często, kiedy nadarza się okazja, nawyk odkładania na później opóźnia naszą jej akceptację i sami stajemy się swoimi najgorszymi wrogami? Niektórzy z nas potrafią chwycić okazję za rogi i zbliżyć się w ten sposób do realizacji swych najskrytszych marzeń, jednak większość waha się, zwleka i odkłada na później. Aby przyciągnąć powodzenie, konieczne jest wykorzystywanie pojawiających się okazji. Ludzie czynu są faworytami Bogini Powodzenia".






A W KOLEJNEJ CZĘŚCI:

PIĘĆ PRAW TYCZĄCYCH ZŁOTA



CDN.
 

sobota, 4 kwietnia 2020

ZRESETOWALI NAS!

CZYLI JAK I CZY W OGÓLE 

OCZYSZCZA SIĘ SYSTEM?





 Przyznam się szczerze, że nie chce mi się pisać już na temat tego całego koronawirusa (znanego również jako Covid-19), ale ponieważ wszystkie media od rana do wieczora mówią tylko o tym, postanowiłem również zabrać głos i zaprezentować moje prywatne zdanie, na temat całej tej zarazy. Jak do tej pory, powstało już multum teorii spiskowych o Covid-19 (niektóre wręcz tak bzdurne, że aż szkoda tracić na nie czasu), choć teoria spiskowa sama w sobie, wcale nie musi być zabawna czy niedorzeczna (jeśli spojrzymy rozsądnie na dzieje świata, to cała historia ludzkości składa się wręcz z teorii spiskowych, gdyż w wielu kwestiach, nim cokolwiek zaistniało, pojawiała się najpierw myśl, a potem opracowywany był - często w tajemnicy - plan jej realizacji). Prawdziwym problemem jest jednak to, że my, jako społeczeństwo, nie jesteśmy rzetelnie informowani o prawdziwych powodach i realnych skutkach tej pandemii. Nie wiemy dokładnie (a możemy się tylko domyślać, lub spekulować) kiedy realnie rozpoczęto prace nad tym wirusem (gdyż fakt, iż jest to zaraza stworzona ręką człowieka, jest już dziś bezsporny), dlaczego wydostał się on z laboratorium i z jakiego powodu chińskie władze tak długo ukrywały informacje o Corona-chan? Jak to się stało, że Światowa Organizacja Zdrowia - informowana już wcześniej (w końcu grudnia 2019 r.) przez władze Tajwanu, o zaistnieniu takiej epidemii w prowincji Wuhan - nic z tym nie zrobiła, a wręcz celowo sprawę uciszyła, pozwalając by setki tysięcy turystów przybywało do Chin i tam się zarażało? (a Chińczycy wyjeżdżali do innych krajów świata). Komu (prócz oczywiście chińskiej Partii Komunistycznej) zależało również na tym, aby Covid-19 wydostał się za granicę i w przeciągu kilku-kilkunastu tygodni opanował praktycznie cały świat, oraz - jakie są prawdziwe (a nie znacznie zaniżane - może nie aż tak jak w Chinach, gdzie prognozuje się iż oficjalne statystyki zgonów, są... aż 40-krotnie wyższe) dane ofiar tej pandemii? Na te pytania próżno dziś jednak szukać odpowiedzi w mediach.

Należy jednak zadać sobie pytanie - komu mogło zależeć na wyprowadzeniu tego wirusa z Chin w taki sposób, aby objął on swym zasięgiem cały ziemski glob? Aby postarać się odpowiedzieć na tak postawione pytanie, należy przede wszystkim popatrzeć dokoła co się dzieje na świecie i jak Corona-chan wpływa nie tylko na politykę i gospodarkę, ale również na inne dziedziny naszego życia. Co też takiego się stało i dlaczego świat przechodzi swoisty reset systemu, który wręcz wali się na naszych oczach. Spójrzmy ile warte dziś były te wszystkie lewicowo-liberalne gadki o potrzebie zjednoczonej Europy, budowaniu jednego europejskiego państwa, tworzeniu jednej europejskiej armii itd. itp. Dziś, w tych dniach, gdy obywatele państw Unii Europejskiej najbardziej potrzebują jakiejś pomocy z jej strony, Unii nie ma, Unia nie istnieje, przestała realnie funkcjonować, zaś jedna z jej czołowych przedstawicielek - przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen - umywa ręce (i to dosłownie, gdyż jedyne co w tym momencie potrafi, to pokazywać jak powinno się prawidłowo myć ręce). To wszystko co owa "wspólnota" ma dziś do zaoferowania państwom takim jak Włochy, czy Hiszpania - gdzie odsetek zarażonych i odsetek zgonów jest jednym z najwyższych w skali całego globu (nie licząc USA - gdzie pandemia też przybiera niepokojące rozmiary i niektórzy twierdzą że to dopiero początek, a właśnie w Stanach Zjednoczonych dojdzie wkrótce do prawdziwej apokalipsy, gdzie zarażonych może być nawet kilka milionów ludzi). Unia przestała funkcjonować, liczą się tylko państwa narodowe, a przed laty wmawiano nam, że jedynym wyjściem dla przyszłości Europy, jest ścisła integracja, która uniemożliwi powstanie nacjonalizmów prących ku wojnie (swoją drogą to ciekawe że za nacjonalizmy uważa się najbardziej lewicowe reżimy jakie kiedykolwiek istniały - rosyjski komunizm i niemiecki nazizm - które to razem wzięte, doprowadziły do niewyobrażalnych zbrodni i śmierci setek milionów ludzi. To nie państwa narodowe, ani nawet nacjonalizm popychał te kraje do wojen i podbojów, ale właśnie chore, lewicowe ideologie, które miast Boga, zawsze stawiały sobie na cokołach swoich bożków - rasę czy też klasę społeczną, zaś dziś ich ideowi kontynuatorzy dodają do tego jeszcze płeć i orientację seksualną).




Niektórzy twierdzą, że Unia nie może działać sprawnie, gdyż traktaty europejskie (te podpisane w Lizbonie w 2007 r., które weszły w życie ostatecznie 13 listopada 2009 r. po ratyfikacji przez ostatni kraj członkowski - Czechy) nie przyznają Unii żadnych uprawnień w tej kwestii. A gdyby jednak przyznawały, to co? byłoby lepiej? Zresztą fakt, iż podpisane traktaty ograniczają Unię w jakiejś materii, nie ma większego znaczenia w sytuacji, w której sama Unia konsekwentnie dąży do pozatraktatowego zwiększenia swych uprawnień i przywilejów. Tak np. jest w kwestii tak zwanej: "praworządności", czyli brutalnemu wtrącaniu się Unii Europejskiej - wbrew podpisanym traktatom, nie przyznającym jej żadnych co do tego kompetencji - w wewnętrzny kształt systemu sądownictwa w krajach członkowskich. Widać to wyraźnie w próbie wymuszenia na Polsce zaprzestania wdrażania tych reform w sądownictwie, które (w jakiś ograniczony choćby sposób) eliminowałaby  wszechwładzę owej kasty sędziowskiej, która po 1989 r. uniknęła lustracji. Ci wszyscy wielcy "eksperci", jak choćby profesor Strzembosz - dziś tak bardzo krytykujący zmiany w sądownictwie - na progu transformacji ustrojowej sprzed trzydziestu lat mówili: "Nie dotykajmy sądownictwa, zostawmy je, sędziowie sami się oczyszczą". Dziś widać jak to "sędziowskie oczyszczenie" postępuje  a kasta ta (mam tutaj oczywiście na myśli niewielką, lecz bardzo wpływową grupę ludzi, którzy uważają się wręcz za żyjących bogów i zdolni są do wszelkich niegodziwości, byle tylko utrzymać swe wpływy) z biegiem lat jeszcze bardziej się zdegenerowała. Widać też jawną obłudę, gdy słyszy się że obecnie jest już za późno na przeprowadzenie reformy sądownictwa. Za późno? Ale przecież po 1989 r. sędziowie sami mieli się oczyścić i usunąć ze swojego grona osoby totalnie  skompromitowane w służbie komunistycznemu aparatowi przemocy (jak choćby takich sędziów jak Stefan Michnik - który w latach 50-tych skazywał na śmierć w sfingowanych procesach politycznych Żołnierzy Wyklętych, a potem uciekł do Szwecji w obawie przed karą i tam się zamelinował), wówczas to nie nastąpiło i gdy po roku 2000 wrócono do planów lustracji sądownictwa, to znów podniosły się głosy: "Zostawmy sądownictwo, sędziowie sami się oczyszczą". Dziś zaś, ci sami ludzi obłudnie twierdzą: "Teraz chcecie rozliczać sądownictwo, trzeba było zrobić to wcześniej" (zresztą żadne środowisko samo w sobie, przez nikogo nie przymuszone, nie ma ani osobistego interesu, ani chęci do przeprowadzania jakichkolwiek zmian - to powinno być oczywiste dla każdego, w miarę inteligentnego człowieka).

Ale wracając do tematu - Unia Europejska praktycznie przestała istnieć, a brukselscy eurokraci gdzieś się zadekowali w obawie przed zarazą. I oto nagle przestały być słyszalne te wszystkie lewicowe przesłania - stanowiące dotąd niepodważalny kanon lewicowej propagandy - jakoby istniało jakieś kilkadziesiąt płci, jakoby homoseksualizm był wrodzony, jakoby płeć można sobie wybrać w zależności od nastroju i jakoby dzieci były wrażliwe na bodźce seksualne już od urodzenia? Gdzie podziała się propaganda feministek, widzących wciąż największe zagrożenie dla świata w białych, heteroseksualnych mężczyznach, a jednocześnie twierdzących że kobieta i mężczyzna niczym się od siebie nie różnią? Dziś, gdy okazuje się że to właśnie mężczyźni są bardziej podatni na zarażenie Covid-19 i że prócz płuc, serca, przełyku oraz systemu nerwowego - wirus atakuje również jądra, okazuje się że nie ma już wymyślonych kilkudziesięciu płci, tylko są (i zawsze były, a wszelkie od tego odstępstwa, znane od starożytności - w postaci osób androgynicznych - są jedynie pewną anomalią, czyli odstępstwem od reguły) są dwie płcie i jeśli mężczyzna przebierze się za kobietę, oraz będzie myślał i twierdził że jest kobietą - to przecież realnie nie przestanie być mężczyzną, co najwyżej będzie facetem w damskich ciuchach i tyle. Zabawne w tym wszystkim jest to, że ci wszyscy ekolodzy, walczący o ograniczenie dwutlenku węgla pod tęczowo-feministycznym przywództwem Grety Thunberg (jakiś czas temu miała ona stwierdzić, że kryzys klimatyczny spowodowany jest przez "kolonializm, rasizm i patriarchalny system opresji"), nie są w stanie przyjąć i zaakceptować prawideł natury, która czyni nas od urodzenia mężczyznami i kobietami, i która powoduje że rodzimy się jako istoty płciowe, ale w żadnym razie nie seksualne.




Dziecko nie jest wrażliwe seksualnie dopóty, dopóki nie osiągnie dojrzałości seksualnej, a staje się tak dopiero w wieku dojrzewania - czyli mówimy tutaj już o nastolatku, a nie o dziecku. To też już zostało naukowo udowodnione (okazało się że nie ma ani żadnego "wrodzonego genu homoseksualizmu", ani też dzieci nie rodzą się jako istoty seksualne, natomiast lewica z WHO na czele - tym samym które nie kiwnęło palcem, aby przeciwdziałać chińskiej pandemii z Wuhan i na którego czele stoi zagorzały marksista Teodros Adhanom - zaleca rozpoczęcie seksualizacji dzieci od najmłodszych lat życia, zaś w matrycy dla grupy wiekowej dla dzieci lat 0-4, znajdują się takie zalecenia Światowej Organizacji Zdrowia - "masturbacja w okresie wczesnego dzieciństwa, odkrywanie własnego ciała i własnych narządów płciowych (...), wyrażanie własnych potrzeb, życzeń i granic, na przykład w kontekście "zabawy w lekarza" (...). Pozytywne nastawienie w stosunku do własnej płci biologicznej i społeczno-kulturowej (...). Prawo do badania nagości i ciała, do bycia ciekawym. Pomóż dziecku rozwijać ciekawość dotyczącą własnego ciała i ciał innych osób". Cóż to innego jest, jak nie najzwyklejsza pedofilia, jak przygotowywanie dziecięcych haremików, dla zboczonych pedofilów?). Innymi słowy celem jest uczynienie z dzieci istot niestabilnych zarówno płciowo, jak i seksualnie, a służy temu również otaczająca nas popkultura i oczywiście media. Skąd bierze się w ostatnich latach nagły wzrost osób, które twierdzą że są homoseksualne lub biseksualne? (w takich krajach jak Szwecja, Wielka Brytania, Niemcy czy USA w przeciągu dekady, osobu z podejrzeniami zaburzeń tożsamości płciowej wzrosły o... 1000 %). A spowodowane to jest przede wszystkim kulturą masową, tymi wszystkimi serialami, filmami, muzyką w której homoseksualizm uważany jest za coś naturalnego i wrodzonego (żeby było jasne - ja nie mam nic przeciwko homoseksualistom, w żadnym razie, to są ludzie którzy żyją sobie w taki sposób, w jaki chcą sobie żyć i póki nie łamią prawa, to jest tylko i wyłącznie ich prywatna sprawa, mnie nic do tego. Ale zawsze będę się sprzeciwiał ekspansji ideologii homoseksualnej i ideologii gender, która robi sieczkę w mózgach naszych dzieci i tworzy z nich istoty nieprzystosowane ani do świata ani do życia, ani też do jakiejkolwiek odpowiedzialności za siebie samych, jak i za swoją rodzinę. Są to takie żywe, współczesne, chodzące zombi).

A przecież już samo Amerykańskie Stowarzyszenie Psychiatrów LGBTQ+ stwierdza iż: "Obecnie odnowiło się zainteresowanie poszukiwaniem biologicznych źródeł homoseksualizmu. Jakkolwiek jak dotąd nie znaleziono powtarzalnych naukowych badań wspierających tezę o decydującym wpływie jakiegoś czynnika biologicznego. (...) Niektórzy ludzie wierzą, że seksualna orientacja jest wrodzona lub niezmienna, ale seksualna orientacja zmienia się w ciągu życia. Niektóre osoby na poszczególnych etapach życia stają się świadome, że są heteroseksualne, homoseksualne lub biseksualne". Innymi słowy: nie ma czegoś takiego, jak gen homoseksualizmu, gdyż ludzie nie rodzą się jako istoty seksualne. Rodzimy się jako istoty płciowe (chłopcy-dziewczynki, mężczyźni-kobiety) i uczymy się naszej seksualności w trakcje całego procesu dojrzewania. Niekiedy ulegamy modzie, wpływom otoczenia, innym razem chcemy poeksperymentować, doświadczyć czegoś innego. Zdarza się też, że nasza orientacja seksualna zostaje zaburzona (np. poprzez homoseksualny gwałt) i wtedy dalej wkręcamy się w to środowisko, twierdząc że jesteśmy (co najmniej) biseksualni. Przyczyn wzrostu osób o orientacji homoseksualnej jest wiele, ale wszystkie sprowadzają się zarówno do wychowania, jak i do kultury masowej, którą dzieciaki chłoną niczym gąbka. I tutaj właśnie mamy poważny problem - ponieważ media są w rękach wielkiego kapitału, któremu bardzo zależy na tworzeniu "seksualnych zombi", niezdolnych nie tylko sprecyzować własnej orientacji seksualnej, ale nawet... wskazać własnej płci. Zastanówmy się, co może osiągnąć w życiu człowiek, który nie wie nawet czy jest mężczyzną czy kobietą? Jak ma zadbać o swoją przyszłość, o bezpieczeństwo swojej rodziny, jak ma stać się oparciem i ochroną dla swojej kobiety? Przecież taka istota, niestabilna uczuciowo (i rozedrgana psychicznie), zdana jest jedynie na pomoc innych, w tym przypadku pomoc władzy - która w jakiś "magiczny" sposób zapewni mu przetrwanie. Taka osoba będzie więc wspierała tych, którzy "dadzą mu jeść" i będą go wspierać w jego emocjonalnym rozedrganiu - czyli głównie wszelkie lewactwo. Ci wszyscy wielcy aktywiści (czy to lgbt, czy też pseudo-ekolodzy) istnieją dopóty, dopóki jest kasa. Jak się kasa kończy, nie ma żadnych aktywistów - gdyż oni sami nie są w stanie zarobić na swoje utrzymanie i muszą polegać na datkach od rządu lub organizacji pozarządowych (wspieranych przez wielkie koncerny i ludzi pozostających w cieniu światowej finansjery i polityki).

Podobnie jest z feministkami, które głośno krzyczą, widząc opresję jedynie w owym mitycznym patriarchacie, a nie dostrzegają że każda płeć ma swoje role do wypełnienia na tym świecie i nie jest to wcale żadna narzucona nam opresja kulturowa (choć kultura nieznacznie wzmacnia ten proces), tylko naturalny proces rozwoju. Spójrzmy tylko jak nasza planeta w sposób wręcz genialny potrafi układać świat. Jak zwierzęta z różnych gatunków wykształciły cechy, umożliwiające im kamuflaż i obronę przed drapieżnikami. I to wszystko w celu przetrwania, rozwoju gatunku. Tylko gatunek ludzki wydaje się być na tyle głupi, aby sądził że anomalie (które występują także i w świecie zwierząt) jak choćby homoseksualizm - można uważać za coś naturalnego i wrodzonego. Popatrzmy wokół siebie a następnie zamknijmy oczy i weźmy głęboki oddech - co czujemy? ŻYCIE! Otaczające nas zewsząd pragnienie i dążenie do życia. Prawdą jest bowiem, że wszystko zmierza ku życiu, każdy organizm, każda komórka pragnie przetrwać i przekazać dalej swoje geny. Taki jest cel trwania nie tylko tutaj na Ziemi, gdyż jeśli tylko mamy choć trochę rozsądku i nie jesteśmy całkowicie zaplątani w te wszystkie nasze "ziemskie sprawy", to uświadomimy sobie, że życie nie kończy się także po naszej fizycznej śmierci - że istniejemy dalej, że wokół nas otoczeni jesteśmy ciągłym i nieprzeniknionym, niekończącym się życiem. Natura jest genialna w swej prostocie i potrafi w cudowny sposób obalać ludzkie przesądy i mity (gdybyśmy bowiem porzucili Ziemię na jakiś czas, zauważylibyśmy że po kilkuset latach, nasze wspaniałe miasta, pokryłyby się zielenią, domy zarosły drzewami i trawą, a dzieła ludzkich rąk, w konfrontacji z siłami natury stałyby się niczym), także i te, związane z płcią i seksualnością (przypomniał mi się przypadek pewnego transwestyty, który trafił do szpitala i miał być operowany - chodziło o przerost prostaty. Tylko że on uważał się za kobietę i chciał być leczony jak kobieta - a jak wiadomo kobiety prostaty nie posiadają. Ponieważ lekarze nie chcieli się na to zgodzić, zawiadomił on jedną z organizacji NGO i wkrótce do szpitala przybyła przedstawicielka tejże organizacji, która starała się wymusić na lekarzach, by uszanowali wybór pacjenta i leczyli go jak kobietę. Ostatecznie lekarze wyrazili na to zgodę, ale najpierw zażądali, by owa przedstawicielka NGO, podpisała dokument, w którym brałaby na siebie prawną i finansową odpowiedzialność za wszelkie ewentualne powikłania takiego leczenia, łącznie ze śmiercią pacjenta. I co się stało? Owa kobieta bardzo szybko się ulotniła, zniknęła i nie został po niej ślad, a ów transwestyta musiał być leczony w naturalny sposób, czyli jak mężczyzna).


CIEKAWE PRZEMÓWIENIE DONALDA TRUMPA I JFK

 

Podsumowując - nie wiadomo dokładnie kto i dlaczego wypuścił Covid-19 z laboratorium w Wuhan, ale, jedno jest pewne. Ten mały, zabójczy (choć sam w sobie ponoć nie jest zabójczy, oddziałuje jednak na komórki, obniżając automatycznie odporność całego organizmu - co oznacza że jeśli ktoś choruje na inne choroby np. cukrzycę, ma większą możliwość wystąpienia poważniejszych skutków chorobowych) wirus, nagle zaczął nam resetować dotychczasowy system na naszej małej planecie. Już teraz ustąpili z zajmowanych stanowisk prezesi kilkudziesięciu międzynarodowych korporacji, a platformy takie jak Google czy YouTube nagle ograniczyły cenzurę internetu. Wielcy tego świata zadekowali się w swoich willach i pałacach, jakby obawiając się tego, co nadchodzi. Trwają też ponoć aresztowania najbardziej zaangażowanych zwolenników wdrażania planów NWO, zaś aby to umożliwić (i aby zginęło przy tym jak najmniej osób) wprowadzono nakaz "Zostań w domu" (swoją drogą, jest to bardzo dobra i przemyślana akcja, gdyż w najlepszy sposób ogranicza zarówno przyrost nowych zarażonych, jak i ewentualnych ofiar śmiertelnych). Czy tak jest naprawdę? Coś w tym musi być, gdyż wielcy tego świata nagle... zniknęli. Albo schowali się w swoich norach, albo też zostali w jakiś sposób wyeliminowani, co oznacza że światowy system oczyszcza się z dotychczasowych bredni i jawnych kłamstw, serwowanych nam w opakowaniu niezbywalnej i jedynej prawdy objawionej lewicy. Sai Baba - hinduski mistyk, właśnie na 2020 r. przewidywał nastanie radykalnego resetu dotychczasowego systemu, być może właśnie w celu pewnego przebudzenia się ludzkości i uświadomienia sobie, że dotąd żyliśmy w matriksie pełnym kłamstwa i obłudy. Sai Baba twierdził również (ok. roku 2000) że właśnie od 2020 r. nastąpi podniesienie się świadomości ludzi i wyjście z tej naszej "zwierzęcej" częstotliwości, ku częstotliwości ludzkiej - przygotowującej nas na to co nieubłaganie nadchodzi, czyli na uzmysłowienie sobie, że my, ludzie, nie jesteśmy jedyną formą życia, nie tylko w całym Wszechświecie, ale także i w naszej Galaktyce. Do wszystkiego tego ludzkość musi dojrzewać powoli, tak samo jak do swej seksualności dojrzewa powoli nastolatek, który dopiero uczy się poznawać damsko-męski świat. Obecnie posiadamy już taką wiedzę, że jesteśmy w stanie uświadomić sobie - lub jedynie przyjąć do wiadomości - że nasze istnienie nie jest wyjątkowe, a przecież, gdybyśmy cofnęli się do starożytności lub średniowiecza, lub nawet do XVI, XVII, XVIII wieku - to wszelkie niezrozumiałe dla nas zjawiska, tłumaczylibyśmy jedynie interwencją bogów (Boga). Spójrzcie więc jak daleko już doszliśmy, a ile jeszcze przed nami...?!


 




PS: Jak Covid-19 wpłynie na światową gospodarkę, zobaczymy dopiero za kilka miesięcy, choć już nastąpiło duże spowolnienie. Ja sam też musiałem ograniczyć aktywność zawodową, choć na razie nie jest tak źle i (jeszcze) nie muszę nikogo zwalniać. Wierzę też że my wszyscy jakoś wyjdziemy z tego doświadczenia obronną ręką, nawet jeśli obecnie trzeba nieco zacisnąć pasa. Pamiętajcie o jednym - Umysł to My! To co rodzi się w naszej głowie, urzeczywistnia się wcześniej czy później w naszej rzeczywistości, dlatego też, jeśli teraz będziemy rozmyślać tylko o naszych problemach finansowych - które bez wątpienia są ważne, ale nie najważniejsze - to one wciąż będą do nas powracać. Myślmy o tym co dobre, zajmijmy się odnową relacji z naszymi partnerami, z naszymi dziećmi, spędzajmy więcej czasu w gronie rodziny, jedzmy wspólnie posiłki. Odłóżmy telefony, smartfony, komputery, a wróćmy do naszych bliskich, gdyż każdy człowiek potrzebuje trochę uwagi i ciepła, a w naszym zabieganym dotychczasowym życiu, nie było na to dotąd zbyt wiele czasu. 


PS2: Wedle tego, co mówi Witold Gadowski - opierając się na już przeprowadzonych doświadczeniach naukowych - jedną z najlepszych metod na skuteczne ograniczenie zachorowania na koronawirusa, jest zakwaszenie organizmu... chininą, która zawarta jest chociażby w Tonicu. Pijmy więc Tonic, myślmy pozytywnie i z wiarą podchodźmy do tego, co przed nami. Bo to, co jest nam przeznaczone i tak musimy przeżyć - a życie trwa dalej i trwać będzie dalej, gdyż wszystko zmierza ku życiu!




 
DZIĘKUJĘ ZA UWAGĘ

 

czwartek, 12 marca 2020

ŻYCIE W CZASACH ZARAZY!

CZYLI ZDROWY ROZSĄDEK 

PRZEDE WSZYSTKIM



 
 Nie! Nie będzie dziś wcale o koronawirusie i tej całej pandemii histerii, jaka coraz silniej wylewa się obecnie z mediów i od polityków, powodując niekiedy wręcz szaleńcze zachowania ludzi. Przyznam się szczerze, że ja już po dziurki w nosie mam tych ciągłych, podawanych na okrągło, praktycznie 24/h informacji o tym jak to z poważną pandemią mamy do czynienia i co należy zrobić aby się nie zarazić. Oczywiście rozumiem że należy informować ludzi o konieczności zachowania podstawowych zasad higieny i bezpieczeństwa, ale co za dużo, to nie zdrowo. Rozumiem też że politycy muszą się wykazać, aby nie spadła na nich krytyka że nie podejmują żadnych działań by uchronić ludzi przed skutkami chińskiego wirusa z Wuhan, ale nie pojmuję dlaczego tą drogą podążają również dziennikarze - gdyż to właśnie przez nich tworzy się swoista panika i ludzie na potęgę wykupują towary ze sklepów, oraz boją się nawet podać drugiej osobie ręki na powitanie - tak jakby oczekiwali z niepokojem kiedy w końcu ich samych dopadnie ta zaraza. Ja jeszcze nie pisałem o koronawirusie na blogu, ale prawdę powiedziawszy nie zamierzam tego czynić. Nie będę też analizował przyczyn dlaczego koronawirus wydostał się z laboratorium w Wuhan, gdyż na ten temat powstały już najróżniejsze elaboraty, łącznie z najbardziej niesamowitymi teoriami spiskowymi. Osobiście przychylam się do opinii, że wirus (który był przygotowywany już od lat w Chinach i zapewne miał posłużyć jako broń biologiczna w konfrontacji z Tajwanem - szczególnie że to właśnie Azjaci są najbardziej podatni na jego wpływ), został celowo wypuszczony, w wyniku wewnętrznych walk o władzę w chińskiej partii komunistycznej i miał ugodzić bezpośrednio w Xi Jinpinga. Tylko że "nieco" wymknął się spod kontroli (podobnie jak zakładana przez peerelowską bezpiekę Solidarność, która też nieco wymknęła im się z rąk i miast obalić samego Edwarda Gierka, stała się na tyle poważnym zagrożeniem dla całego systemu komunistycznego - nie tylko w Polsce - że nie było wyjścia i Jaruzelski musiał wprowadzić Stan Wojenny aby ocalić system). Ale nie mam zamiaru dalej drążyć tego tematu (chyba że coś się wyjątkowo zmieni, choć nic takiego nie przewiduję) i sądzę że za kilka, kilkanaście dni temat zarazy umrze śmiercią naturalną i tyle będzie z zapowiadanej medialnie "epoki koronawirusa" (te głupkowate teksty w stylu: "Jak się żyje ludziom w epoce koronawirusa?". Należałoby to pytanie odwrócić w stronę dziennikarzy i zapytać ich: "jak wam się żyje w epoce dominacji marksizmu i wszech-otaczającej nas głupoty?").

W zasadzie miałem dziś pisać o czymś zupełnie innym, a tego tekstu wcale nie powinno być, ale do jego napisania sprowokowała mnie pewna żurnalistka z Newsweek'a (czy też raczej z Lisweeka - jak mawiają niektórzy złośliwcy 😉). Otóż ta pani, o imieniu zdaje się Katarzyna Burda, była łaskawa wyrzucić z siebie artykuł pt.: "Dżuma. Jak 700 lat temu zaraza zabiła pół Europy". Ponieważ jednak rzadko ostatnio czytuję tygodniki, a już w szczególności Lisweeka, przepraszam - Newsweeka, czy też postkomunistyczną "Politykę", to jednak czasem korci mnie aby sprawdzić, co też tam za nowe mądrości powstają. I tak się właśnie stało dziś, gdy przez przypadek - stojąc w kolejce do kasy w sklepie - przejrzałem sobie tygodnik redaktora Lisa i natrafiłem właśnie na artykuł pani Burdy. Szybko przeleciałem najważniejsze fragmenty, z których pani żurnalistce wyszło dlaczego to w XIV wieku epidemia dżumy - przywleczona z Krymu przez genueńskich żeglarzy, wracających z Kaffy w styczniu 1348 r., która opanowała całą południową Europą, skąd momentalnie rozeszła się na resztą kontynentu - nie dotarła na polskie ziemie (a raczej na tereny ówczesnego Królestwa Polskiego, gdyż Pomorze i Śląsk zostały objęte tą epidemią). Otóż według pani Burdy - która opierała się o opinię pewnego norweskiego czy też szwedzkiego historyka, nie pamiętam jego nazwiska - było to spowodowane... zapóźnieniem cywilizacyjnym Europy Środkowej, którą omijały główne w średniowieczu szlaki handlowe. To jest jedna, ale wcale nie jedyna przyczyna ominięcia przez dżumę ziem polskich. Inna (również oparta o tezy Norwega) to stwierdzenie że... do żadnego ominięcia nie doszło, tylko po prostu nikt tego nie badał i nikt wówczas o tym nie pisał, ale epidemia czarnej śmierci wcale nie ominęła Polski (czyli w jednym tekście wzajemnie sobie przeczy). Co ciekawe, była jeszcze trzecia przyczyna ominięcia Europy Środkowej przez tę zarazę. Pani żurnalistka raczyła stwierdzić że Czarna Śmierć wybuchła w Europie dlatego, że... Zachodni Europejczycy ze swoich krajów wypędzili ludność żydowską, która to przybyła na ziemie polskie i tutaj uchroniła mieszkańców od niebezpieczeństwa, pokazując im jak dbać o higienę 😂. I to w zasadzie tyle, pani żurnalistka Burda pisząc o Czarnej Śmierci zainkasowała za ten tekst zapewne jakieś pieniądze i finito. Tylko że ja, czytając te jej wypociny robiłem się coraz bardziej czerwony na twarzy.




I właśnie dlatego postanowiłem stworzyć ów temat, bo przyznam się szczerze - większych głupot nie słyszałem. Zastanawia mnie bowiem jak można sobie wzajemnie przeczyć, pisząc w jednym tekście o tym że dżuma dotarła do Polski, a następnie że jednak nie dotarła i że było to spowodowane cywilizacyjnym zapóźnieniem Polaków (wiadomo, przecież dopiero niedawno zeszli oni z drzewa) i jednocześnie próbą udowodnienia że prawdziwą cywilizację (w tym oczywiście higienę) przynieśli nam dopiero uciekający z europejskich krajów Żydzi. Dużo pracy umysłowej musiała ta pani Burda wnieść, aby jakoś to ze sobą spróbować połączyć, bo zupełnie nie trzyma się to kupy. A już w ogóle stwierdzenie że Europa Środkowa, czyli centrum kontynentu, bez którego dziś nie można utrzymać stabilnych relacji handlowych na linii Wschód-Zachód, to był jakiś zapóźniony w rozwoju grajdołek, to jest jakaś totalna aberracja umysłowa. Jeżeli tak by doprawdy było, to należy tu od razu postawić pytanie - dlaczego więc o te ziemie w centrum Europy, od wieków wojowali z wielką natarczywością i konsekwencją zarówno Niemcy jak i Moskale? Skoro te ziemie nic nie znaczyły i były swoistą białą plamą, to po co jedni i drudzy chcieli je sobie pozyskać, a co jeszcze ciekawsze - dlaczego im się to nie udało? Przyznam się szczerze, że nie oczekuję od pani żurnalistki odpowiedzi na powyższe pytania (nie sądzę też aby potrafiła nawet na nie odpowiedzieć), przeraża mnie jednak poziom umysłowy wielu dziennikarzy, polityków i tzw.: "autorytetów". Większość z nich bowiem nie ma zielonego pojęcia o tematach na które się wypowiada. Sądzę też że pani Burda miałaby spore problemy w wytłumaczeniu, dlaczego to właśnie przez polskie ziemie biegły główne szlaki handlowe z Południa na Północ, a także ze Wschodu na Zachód? A już w ogóle zwoje mózgowe z pewnością by się przegrzały, gdyby musiała odpowiedzieć na pytanie, dlaczego polscy władcy piastowscy ofiarowywali cesarzom rzymskim niezwykle bogate prezenty, nie ograniczające się jedynie do kosztowności, ale również do rzadkich zwierząt, jak choćby wielbłądów czy żyraf. Przecież w Polsce takie zwierzęta w średniowieczu nie występowały, podobnie zresztą jak i w Niemczech czy w innych krajach Europy, a mimo to polscy władcy ofiarowali te zwierzęta władcom zachodnioeuropejskim. Skąd je brali? Ja nie wiem, za głupi jestem, może pani Burda odpowie. 

Co zaś się tyczy drugiego zarzutu, o tym że nie było żadnych informacji na temat Czarnej Śmierci, to rzeczywiście, tutaj muszę przyznać że po przeanalizowaniu kilku średniowiecznych kronik i relacji z epoki, w zasadzie nigdzie nie natknąłem się na żadną informację o tej zarazie dziesiątkującej wówczas Europę. Są co prawda bardzo nieliczne, jedno, dwu zdaniowe wstawki o tym że epidemia taka grasuje w Europie, ale nie ma nic o liczbie zgonów ludności na ziemiach polskich (dopiero XIX-wieczny kronikarz Teodor Morawski, w dosłownie jednym słowie, wciśniętym w informacje na temat zjazdu krakowskiego z 1364 r. mówi że w Krakowie też wcześniej doszło do epidemii zarazy w wyniku której miało zginąć... 20 000 mieszkańców miasta. Problem polega jednak na tym, że nigdzie indziej takie - czy nawet zbliżone do nich - liczby nie występują. Gdyby to była prawda - a nie kronikarska nadinterpretacja - to czy naprawdę byłoby możliwe aby nie zauważyć szalejącej po kraju epidemii, która zbierała ogromne śmiertelne żniwo? Czy śmierć 20 000 mieszkańców Krakowa, w sytuacji gdy ówczesne miasta nie miały nawet 100 000 mieszkańców - mogła przejść zupełnie niezauważona? I gdyby nawet było tak, że epidemia dotarła do Polski i również tutaj czyniła "postępy", to nikt by o tym nie wspomniał, nie napisał? Jak to w ogóle możliwe?). Gdy w latach 1349-1353 wszyscy okoliczni sąsiedzi Polski (także Czechy, gdzie epidemia miała dość łagodny przebieg), Zakon Krzyżacki, kraje Rzeszy, Żmudź oraz księstwa rosyjskie (czyli ziemie dzisiejszej europejskiej Rosji), wszystkie objęte zostały epidemią dżumy, to jedynie ziemie Korony Królestwa Polskiego i dużej części Litwy oraz Rusi (a także niewielkie tereny wokół Mediolanu i te w Pirenejach) nie zostały nią objęte. Czy to może być prawda, aby tak duże połacie ziemi wolne były od przywleczonej do Europy Czarnej Śmierci?




Otóż odpowiem tak - ziemie polskie nie były całkowicie wolne od tej epidemii, gdyż takowymi być po prostu nie mogły. Polska nie była odcięta od reszty państw Europy ani przez wielkie góry, ani przez rzeki, ani też inne naturalne przeszkody uniemożliwiające rozwój tej pandemii. Dlatego też w niektórych relacjach średniowiecznych polskich kronikarzy (np. Jana Długosza) pojawiają się wręcz symboliczne stwierdzenia o tejże epidemii, przywleczonej z Zachodu, ale są one tak skąpe, że doprawdy musiałem stracić na ich poszukiwanie prawie pół dnia. Czarna Śmierć więc do Polski przyszła, lecz były to symboliczne przypadki zachorowań i śmierci, których nawet nie notowano w żadnych kościelnych kronikach. Jak więc to się stało, że Polaków i (w dużej mierze) Litwinów oraz Rusinów (ale już nie Rosjan - co bardzo ważne), ominęła te europejska pandemia, która w samych Niemczech zebrała ogromne, śmiertelne żniwo (w wielu miastach, np. w Munsterze i Erfurcie życie straciła ponad połowa mieszkańców, w Strasburgu naliczono zaś 16 000 ofiar - choć przypuszcza się że są to znacznie zaniżone dane). W 1300 r. w Niemczech żyło 11 milionów mieszkańców, a w 1450 r. już tylko 7 milionów (należy też pamiętać że przez ponad sto lat od czasów tej pandemii, nieco odtworzono już demografię), co pokazuje skalę jaką zebrała ta epidemia (w całej Europie zaś w 1300 r. mieszkało 73 miliony ludzi, a w 1450 r. już tylko 50 milionów). W ogóle lata 1342-1356 były bardzo niekorzystne (mokre i zimne lata, powodzie które niszczyły mosty na rzekach jak choćby w Ratyzbonie, Bambergu, Wurzburgu, Frankfurcie, Dreźnie czy Erfurcie, podniesienie poziomu mórz, szarańcza, częste opady gradu, przeplatające się ze sobą zimne i ciepłe lata a nawet trzęsienia ziemi). Na to wszystko właśnie w roku 1348 nałożyła się epidemia Czarnej Śmierci, która trwała przez kolejne cztery lata. W tym samym zaś czasie Królestwo Polskie zaczęło rozkwitać i jak pisał Teodor Morawski: "Rósł porządek, z porządkiem rosła potęga krajowa". Należy jednak zadać sobie pytanie, jak to się właściwie stało, że ziemie polskie zostały w dużej mierze oszczędzone przed zalewem epidemii dżumy, która dziesiątkowała wówczas całą Europę i to zarówno na Zachodzie jak i na Wschodzie?

Przede wszystkim należy podkreślić tutaj kwestie higieny. Co prawda epoka średniowiecza nie była okresem brudu - jak się dziś próbuje wmawiać - szczególnie zaś w porównaniu z epokami późniejszymi, to jednak zamiłowanie do częstych kąpieli i wizyt w saunach, nie wszędzie było jednakie. Na ziemiach polskich, ruskich i w Imperium Osmańskim często kąpiele były oczywistością. W wydanej w 1687 r. w Paryżu książce - Gaspara de Tende, skarbnika francuskiej księżniczki i królowej Polski - Ludwiki Marii Gonzagi, pt.: "Relation Historique De La Pologne. Contenant Le pouvoir de ses Rois, leur élection" ("Historyczne związki Polski. Zawierające potęgę swych Królów i ich elekcje"), autor pisał: "Mimo że w Polsce panuje wielkie zimno, kąpiele są tam bardzo popularne i nie ma lepszego domu, który by nie posiadał łazienki. Zwyczaj ten pochodzi zapewne stąd, że wszystkie dzieci w Polsce kąpie się dwa razy dziennie. Każde miasto posiada publiczne łaźnie". Zwyczaju tego więc wcale nie przynieśli na polskie ziemie Żydzi - jak sugeruje żurnalistka Burda, a było ono znacznie starsze, niż sama polska państwowość, pamiętające jeszcze czasy pogańskiej Lechii. Ale to tylko jedna z ewentualnych przyczyn, które spowodowały zatrzymanie zarazy mniej więcej na granicach królestwa. Drugą był fakt dużej ilości kotów w Koronie, a koty wyłapywały myszy i szczury rozsiewające tę epidemię (dopiero w 1894 r. odkryto że średniowieczną dżumę przenosiły pchły z rodzaju Xenopsylla Cheopsis, gnieżdżące się w sierści szczurów i susłów). Zarażone szczury, opuszczały swe nory w poszukiwaniu jedzenia (szczególnie gdy występowały silne deszcze, powodzie, susze i trzęsienia ziemi - o czym wspominałem wyżej) i tym samym zbliżały się do siedlisk ludzkich, czyli do miast. A ponieważ już były zarażone, straciły wiele ze swego pierwotnego instynktu samozachowawczego. Wówczas to pchły (które wysysając krew szczurów, jednocześnie wraz z nią połykały wielką ilość bakcyli - które te zwierzęta miały w sobie - a zarazki te blokowały pchłom przewód pokarmowy, co doprowadzało je do szału) zaczęły kąsać mocniej i zajadlej nie tylko zwierzęta, ale i ludzi, w błyskawiczny sposób przenosząc bakcyla dżumy z jednej osoby na drugą. Nieodzowne więc w tym momencie okazywały się koty, lub przynajmniej domowe łasice - a z kotami w Europie Zachodniej był wówczas... duży problem. 

Koty były bowiem w Europie Zachodniej zabijane od lat 30-tych XIII wieku, gdyż podejrzewano je iż są zwierzętami diabła. Szczególnie aktywna była w tym procederze papieska inkwizycja, której przedstawiciele zaczęli twierdzić że szatan pojawia się na ziemi albo jako upiór, albo też pod dwiema postaciami zwierząt: ropuchy i czarnego kocura. To niejednokrotnie był wyrok śmierci, wydany na te zwierzęta. W Królestwie Polskim zaś inkwizycja praktycznie nie istniała (nie licząc Śląska), a jej władza była wręcz iluzoryczna i w niczym nie porównywalna do tej, jaką cieszyła się we Włoszech, Hiszpanii, Francji, Niemczech czy nawet Anglii, dlatego też tutaj nie przeprowadzono holokaustu kotów, a w Europie Zachodniej w przeciągu kolejnych dziesięcioleci liczba kotów diametralnie spadła, co zaowocowało rozprzestrzenieniem się plagi szczurów i myszy (zaś te szczury, które przybyły na genueńskich okrętach z Kaffy w 1347 r. - były już zarażone), co doprowadziło w szybkim tempie do rozwoju epidemii dżumy. I tak właśnie to się zaczęło. Natomiast jeśli chodzi o ziemie polskie, to mówi się iż król Kazimierz III Wielki nakazał wprowadzić kwarantannę na granicach (tak jak obecnie uczynił już - jako pierwszy w Europie - polski rząd w sytuacji zagrożenia tym koronawirusem), ale nic więcej na ten temat nie wiadomo. W ogóle w Polsce życie toczyło się tak, jakby o żadnej epidemii nie było mowy, król zajęty był sprawami kodyfikacji prawa (statut wiślicki wydany w 1347 r.) i opanowywaniem Rusi (1349 r. - zdobyte Chełm, Łuck, Włodzimierz, Brześć, czyli Cały Wołyń z Polesiem Brzeskim), i jak już pisałem wyżej, nie ma żadnych informacji na temat szalejącej w Europie epidemii dżumy. To w zasadzie tyle w kwestii owej średniowiecznej zarazy (która w drugim rzucie powróciła do Europy jeszcze w 1361 r., choć już wówczas zebrała znacznie mniej śmiertelne żniwo). To samo tyczy się szaleństwa koronawirusa - myjmy ręce, bierzmy kąpiele, utrzymujmy czystość i będzie dobrze, a już za kilkanaście dni (sami zobaczycie) ta zaraza zacznie obumierać (wszystkie one są cykliczne i żerują jedynie na brudzie) a w mediach nareszcie przestaną pisać o "życiu w epoce koronawirusa".





PS: Pewnej młodej pannicy ze Szwecji przydałby się wykład na temat zmieniających się na przestrzeni dziesięcioleci zjawisk klimatycznych, aby wreszcie przestała opowiadać androny w stylu: "za kilka lat wszyscy zginiemy, nastąpi masowe wymieranie"


Więc Greta:     

  



  HOW DARE YOU!

 

piątek, 21 lutego 2020

DZIENNIKI ZBRODNIARZA - Cz. VI

CZYLI OPIS I KOMENTARZ DO

DZIENNIKÓW JOSEPHA GOEBBELSA





1924

 

DZIENNIKI DLA JOSEPHA GOEBBELSA

od 27 CZERWCA 1924 r.

do 9 CZERWCA 1925 r.

Cz. I





 "MUSIMY SIĘ POŚWIĘCIĆ. 
PRACA UMYSŁOWA TO NAJWYŻSZA OFIARA"



27 CZERWCA 1924 r.


 Oby ta księga sprawiła, że stanę się jaśniejszy na umyśle, prostszy w myśleniu, potężniejszy w miłości, bardziej wytrwały w nadziei, żarliwszy w wierze i skromniejszy w mowie! 

Franz Herwig Sankt Sebastian vom Wedding (Święty Sebastian z Weddingu). Chrystusowa nowela. Muszę wiele myśleć o (powieści) Jakoba Wassermanna Christian Wahnschaffe. Ale ten Sankt Sebastian jest przecież czystszy, bardziej przekonujący, słowem - bardziej chrześcijański. Coś na kształt prawdziwego ducha katolicyzmu przenika tę książeczkę. Coś jakby od Franciszka z Asyżu. Jak daleko oficjalny Kościół oddalił się od tego ducha! Te wszystkie książki pochodzą z ducha prachrześcijaństwa, to nic innego jak emanacja silnej tęsknoty do Chrystusa. Hauptmanna Der Narr in Christo ("Szaleniec Boży Emanuel Quint" z 1910 r.). Na razie jeszcze to pierwsza książka w języku niemieckim, wywodząca się z tej myśli. Ale jak daleko znajduje się Der Narr w tyle za Idiotą Dostojewskiego! Rosja odnajdzie nową wiarę Chrystusową z tą całą młodzieńczą żarliwością i z tą całą dziecinną ufnością, całym religijnym cierpieniem i fanatyzmem. 

Rozmyślam wiele w tych dniach nad przyszłością Niemiec i Europy. Jak będzie wyglądał obraz tej części ziemi za 50 lat? Prawdopodobnie całkiem inaczej. Dzisiaj mamy nowego człowieka, przynajmniej początek jego. Ludzkie społeczeństwo pozostało bez zmian. Tak długo nie będzie spokoju w Europie, jak długo nie zostanie zlikwidowana ta forma ludzkiego społeczeństwa. Nowe społeczeństwo stworzy sobie samo nową, jemu tylko właściwą formę. Biegu historii nie można zatrzymać. Nowy człowiek ma zawsze i wszędzie tylko jedną tęsknotę: do nowego świata.

Else jest dla mnie letnio dobra. Chciałbym z nią pojechać w podróż poślubną, z dużą ilością pieniędzy, miłości, bez trosk, w dół do Włoch i Grecji! 

Czytałem dzisiaj Die Kunst des Dirigierens (Sztuka dyrygentury) Richarda Wagnera. Dla muzyka to niewyczerpane źródło subtelności. Lektura: Prozesse (Procesy) (Nagłówki, część 3) Maximiliana Hardena (alias Isidor Witkowski). Cóż to za obłudna świnia ten przeklęty Żyd. Lumpy, szubrawcy, zdrajcy. Wysysają nam krew z żył. Wampiry! 

Siedzę w nowo postawionej altance i raduję się pięknym dniem lata. Słońce! Ciepłe, cudowne powietrze! Zapach kwiatów! Jaki piękny jest ten świat! 



30 CZERWCA 1924 r.


 Wczoraj w Elberfeldzie. To są więc przywódcy ruchu volkistowskiego na okupowanym obszarze. Wy Żydzi oraz wy, panowie Francuzi i Belgowie, nie musicie się obawiać. Wobec nich jesteście bezpieczni. Rzadko kiedy brałem udział w zgromadzeniu, podczas którego gadałoby się tak wiele głupstw jak wczoraj. A przy tym najczęściej w stosunku do własnych towarzyszy. Na obszarze nieokupowanym walka rozgorzała na dobre, i tak jak już od dawna tego oczekiwałem, między volkistowską Partią Wolnościową i narodowosocjalistyczną Partią Robotniczą. Obie do siebie zupełnie nie pasują. Ci pierwsi chcą pruskiego protestantyzmu (nazywają to Kościołem niemieckim), ci drudzy opowiadają się za wielkoniemieckim kompromisem - trochę chyba z domieszką katolicyzmu. Monachium i Berlin stanęły do walki. Można także powiedzieć, Hitler i Ludendorff. Dokąd pójdę, co do tego nie ma w ogóle wątpliwości. Do młodych, którzy faktycznie chcą nowych ludzi. Starzy bojownicy Niemiecko-Volkistowskiego Związku Obronno-Zaczepnego (istniejącego w latach 1919-1935 w Bawarii), chcą odsunąć młodzież. Możliwe, że sukcesy młodzieży budzą w nich zgrozę. Jestem za skrupulatnym rozwodem - również w Reichstagu. Tam, gdzie mogą wspólnie występować, niech to czynią, tam gdzie nie mogą - niech nie przesłaniają tego zakłamaną jednością. Jak żałosne było to wczorajsze popołudnie. Tylko małostkowość. Personalne utarczki. Żadnego zbawczego słowa, żadnej opromieniającej myśli. Mieszanka tchórzostwa, podłości, manii wielkości i karierowiczostwa. Jakże to przykre wrażenie, które zabrałem ze sobą do domu. Muszę czym prędzej jechać do Monachium, a potem do Berlina. Gdyby tak Hitler wyszedł na wolność! (Hitler wyszedł na wolność w grudniu 1924 r. po zaledwie 9 miesiącach twierdzy w Landsbergu nad Lechem, mimo że w procesie, jaki się odbywał w dniach 24 luty - 1 kwietnia 1924 r., sąd skazał go na 5 lat więzienia).



2 LIPCA 1924 r.


Maximilian Harden, ten tak zakłamany polski, chamski Żyd (Maximilian Harden czyli Felix Ernst Witkowski, był polskim pisarzem pochodzenia żydowskiego tworzącym w Niemczech). Czasami jakże podły. I to tchórzostwo ukryte pod pseudopatriotyczną dzielnością. To działające na nerwy żydowskie krętactwo. To czułe semickie kadzenie sobie. "Działam jedynie z najczystszych pobudek patriotycznych". "Możecie mnie skazać, jeśli tylko to uratuje naród". (...). Na przykładzie Hardena można studiować cały problem rasy. Najbardziej podłe jest przy tym to, że te goje na prowincji niczego nie zauważają. "Pańskie nazwisko?". "Ernst Felix Maximilian Harden, wyznania protestanckiego". Cha, cha! Prawdziwy patriota! Człowiek, który kocha prawdę. Nie babrzę się w błocie. Nie uganiam się za sensacją. Maximilian Harden! Pisarz o określonej renomie. Potem sztuczne podniecenie. Sędzia kuli ogon pod siebie. (Prawdopodobnie także jakiś żydowski nicpoń, nazwiskiem Lehmann, prokurator nazywa się Preuß). To łowienie naiwnych na patriotyczne hasła. "Zmagałem się ze sobą siedem lat". Ale potem przelałem to z rozkoszą na niemiecką opinię publiczną. Boże, co za szwindel. Pan Maximilian Harden = Isidor Witkowski, protestanckiego = żydowskiego wyznania, niemieckiej = polskiej = semickiej narodowości, Panie patrioto, Panie dzielny bojowniku o prawdę i prawo, jest Pan prostakiem, łotrem i największym oszustem XX wieku. Udowodnił Pan to po wojnie nawet najgłupszym ludziom za pomocą oszczerczych artykułów przeciwko Pańskiej niemieckiej "ojczyźnie". Potem mógł Pan zerwać maskę ze swojej żydowskiej mordy - i zrobił to Pan z rozkoszą. Assez! ("Dość!"). Próżny trud! Gdybym ja miał coś do powiedzenia w Niemczech, to jeszcze dzisiaj zostałby Pan w towarzystwie panów Warburga, Louisa Hagena, Nathana i kilku innych żółtych chamów wywieziony w bydlęcym wagonie przez granicę (może do Auschwitz? Tylko że wtedy jeszcze obóz ten nie istniał, a zbudują go dopiero koledzy pana Goebbelsa za jakieś szesnaście lat. Swoją drogą, jakże to przewidywalne).



 W TEJ PARODII pt.: "19 POŁUDNIK", RÓWNIEŻ JEST CIEKAWY DIALOG Z NIEMIECKIM AMBASADOREM:


"JESTEŚMY SOJUSZNIKAMI - TAK?"

"NATURALNIE, SOJUSZNIKAMI W NATO"

"PRZYJACIÓŁMI NA ŚMIERĆ I ŻYCIE?"

"PRZYJACIÓŁMI TEŻ, BARDZO"

"JEŻELI WIĘC PRZYJACIEL, SĄSIAD - ZROBI DRUGIEMU COŚ BARDZO BRZYDKIEGO (...) POWIEDZMY ŻE NIECHCĄCY. TO CO POWINIEN ZROBIĆ?"

"PRZEPROSIĆ?!"

"TAK JEST - PRZEPROSIĆ. I CO JESZCZE?"

"NAPRAWIĆ WINĘ"

"TAK, NAPRAWIĆ WINĘ LABO SZKODĘ. A JAK SZYBKO POWINIEN ZAPRAWIĆ TĘ SZKODĘ?"

"NAJSZYBCIEJ JAK SIĘ DA. NATYCHMIAST!"

"KLAUS, NA CO TY JESZCZE CZEKASZ? KLAUS, MÓJ PRZYJACIELU Z NATO, KTÓRY WYRZĄDZIŁEŚ MI KRZYWDĘ, NA CO TY JESZCZE CZEKASZ?"

"NIE ROZUMIEM?"

"KIEDY ZAMIERZASZ ODBUDOWAĆ NAM WARSZAWĘ? (...) TWOI KOLEDZY SWEGO CZASU ZBURZYLI NAM WARSZAWĘ!"

"MOI KOLEDZY ZBURZYLI WARSZAWĘ?"

"A CO, MOI?"

"TO NIE TAK"

"NIE TAK? A JAK? SAMA SIĘ ROZLECIAŁA?"

 


Duch stanowi dla nas niebezpieczeństwo. Musimy przezwyciężyć ducha. Ten duch dręczy nas i pcha od katastrofy do katastrofy. Tylko w czystym sercu znajduje udręczony człowiek wybawienie od nieszczęścia. Ponad duchem ku czystemu człowiekowi! 

"Listy z więzienia do Karla Liebknechta" Róży Luxemburg. Możliwe, że to idealistka (jak wszyscy komuniści - idealistka z naganem w dłoniach). Czasem zaskakująca w swojej intymności, w ciepłym, drogim tonie przyjaźni (oj, bo się rozczulę). Zresztą listy są skierowane do Sonji, żony Liebknechta, a nigdy do niego. W każdym razie Róża cierpiała za swoje idee, za nie siedziała przez wiele lat w więzieniu i w końcu - za nie umarła. O tym wszystkim nie można zapomnieć. Lecz ci żydowscy ideolodzy nie zauważają tego, co w sercach ludzi z Zachodu zapisane jest jako wieczne prawo: miłość do ojczyzny. Dlatego zwalczamy ten fantastyczny i kłamliwy - bo nienaturalny - świat idei. (kolejny dowód jak blisko było nazistom nie tylko do komunistów pokroju Lenina czy Stalina, ale nawet dzisiejszych zamordystów i dewiantów spod znaku Spinellego, Horkheimera, Marcuse, Adorno, Kinseya, oraz gender, lgbt, ekoterroryzmu i zwolenników masowej depopulacji ludności. Tak się czasem zastanawiam - człowiek jest istotą ułomną i słabą. Wiele nas ogranicza, wiele rzeczy jest przeciwko nam, nawet nasze własne ciało stanowi swoistą barierę uniemożliwiającą nam podejmowanie wielu działań. Poza tym wciąż umysłowo jesteśmy na poziomie przedszkolaków, bawiących się w piaskownicy. Tak, my Ludzie, którzy żeśmy oderwali się od ziemi, wymyśliliśmy samochody, samoloty, dotarliśmy na Księżyc, zdobywamy najodleglejsze miejsca globu, zarówno te podwodne jak i te górskie, odkryliśmy fizykę kwantową, tworzymy niesamowite dzieła sztuki i nauki, niesamowitą muzykę - a mimo to ciągle jeszcze jesteśmy dziećmi, którzy bawią się w swojej piaskownicy, nie wiedząc nic o otaczającym ich dalej świecie. Do tego wymyślamy wciąż nowe teorie, które skutecznie potrafią spieprzyć nam życie jeszcze bardziej i myślimy że dzięki temu zbawimy świat. Nie! Nie zbawimy niczego ani nikogo, nawet siebie samego, jeśli nie uświadomimy sobie że każdy dogmat, którego nie wolno krytykować, staje się - wcześniej czy później - totalitarną religią, która prowadzi tylko i wyłącznie do cierpienia i śmierci milionów istnień. Dziś na publicznych uczelniach wykładają ludzie, którzy - podobnie jak niegdyś komuniści czy naziści - oficjalnie dążą do uśmiercenia ogromnej ilości ludzi i to na wiele sposobów - z których najważniejszym wydaje się namawianie ludzi by przestali się rozmnażać - a aby to osiągnąć powiela się i pochwala w mass mediach i w kulturze wszelkie anomalie, czyli: aborcję,  homoseksualizm i eutanazję. Ostatnio na jednym z anglojęzycznych portali trafiłem na feministkę, która oficjalnie postuluje wprowadzenie totalitarnego ustroju, na zasadzie: to faceci są winni całemu złu świata, więc należy ich po pierwsze wysterylizować - zostawiając niewielką liczbę tych, od których można będzie pobrać nasienie. Kobiety powinny rządzić światem i całkowicie kontrolować wszystkich mężczyzn pod każdym względem. Było tam jeszcze wiele innych, naprawdę ciekawych - pod względem umysłowego zapętlenia się - i niedorzecznych pomysłów, w których co prawda oficjalnie nie napisała ona jeszcze, że należy część mężczyzn fizycznie wyeliminować, ale w sposób zawoalowany tak to właśnie brzmiało i było to całkiem czytelne przesłanie. Tak samo było z Karolem Marksem czy Różą Luksemburg - których dziś się wynosi na ołtarze - dosłownie, w 2018 r. przewodniczący Komisji Europejskiej - Jean-Claude Juncker oddał hołd Marksowi w... Katedrze w Trewirze, a kardynał, przewodniczący Episkopatu Niemiec - Reinhard Marx (😯) stwierdził: "Manifest komunistyczny zrobił na mnie wrażenie". I cóż tu więcej dodać, skoro na jednym z przywódców Kościoła, kardynale "Manifest Komunistyczny" zrobił wrażenie, to znaczy że ów człowiek - i wielu podobnie myślących - pochwala masowe morderstwa i tworzenie niewydolnego gospodarczo, a całkowicie odgórnie sterowanego społeczeństwa totalitarnego, w którym ludzi poddaje się permanentnej inwigilacji, jak to już teraz ma miejsce choćby w Chinach. Wielu ludzi z tytułami profesorskimi, kardynalskimi oraz książęcymi zamyśla cały czas jak by tu nas wszystkich... wymordować! I to jest jedyna rzecz, jaka przyświeca każdym rewolucjom, nawet tym, które - dla niepoznaki - rozłożone są w czasie w sposób ewolucyjny. Co prawda wiele z nich to zwykłe fantasmagorie, jak choćby próba podporządkowania mężczyzn kobietom itd. Przecież te wszystkie panie feministki kompletnie nie zdają sobie sprawy, że cały ten feminizm jest od początku do końca finansowany przez ponadnarodowe koncerny, których zarząd składa się prawie w 100 % z samych mężczyzn. To oni decydują o przyznaniu pieniędzy na feministyczne czy genderowe "eventy" i wszystko rozbija się zawsze o pieniądze. Wystarczy że tylko pstrykną palcem, a cały ten feminizm w jednej chwili się skończy, bo nie będzie po prostu zabraknie pieniędzy. Dlaczego komunizm i nazizm przetrwały? Bo dostawały grubą kasę z międzynarodowych banków i trustów, które zainteresowane były w powstaniu takich właśnie eksperymentów. Tak więc ci mężczyźni, tam na górze - finansują durne feministki aby te podburzały kobiety przeciwko mężczyznom. Po co? Cóż, nikt nie lubi konkurencji, prawda? Po co władcy zakładali sobie haremy, złożone z setek a nawet tysięcy kobiet, skoro i tak z większością z nich nigdy nie spali? Po to aby udowodnić innym "samcom" że jestem najlepszy i mogę posiąść wszystkie "samiczki" z okolicy jeśli tylko tego zapragnę. Reszta męskiej populacji musi zaś się obejść samkiem. To jest tak samo, jak w stadzie lwów, gdzie dominuje jeden samiec, który całymi dniami śpi i je - nic więcej nie robi. Polują tylko lwice i to one dbają by stado miało co jeść. Ale wystarczy by na horyzoncie pojawił się jakiś inny samiec i wówczas ten ospały lew zamienia się w mordercę i z taką furią naciera na przeciwnika, że tamten musi albo uciec, albo go pokonać. Jeśli konkurent zwycięrzy, lwi harem przechodzi na niego, a młode lwy z poprzedniego miotu zostaną uśmiercone. Zresztą tak samo jest, gdy dorosną młode lwy, wówczas ojciec wypędza synów ze stada, aby założyli sobie swój własny lwi harem. To samo myslenie działa w świecie ludzi, gdzie stosuje się starą, wypróbowaną zasadę "Dziel i rządź", dzięki której komuniści najpierw podzielili ludzi na lepszych i gorszych, to samo potem zrobili naziści, a dziś dokładnie to samo robią ruchy lgbt - domagające się dla siebie coraz więcej przywilejów, oraz oczywiście feministki. I tak się kręci ten nasz świat - od jednej masowej zbrodni, do drugiej i tylko my - małe misie - musimy znaleźć dla siebie jakieś miejsce w tych "ciekawych czasach").

      
FEMINISTKI I STARA DOBRA PYTA

7:35 - PRZEPRASZAM, A JAKIEJ PETYCJI PANIE KONKRETNIE SZUKAJĄ?

PRZECIW USTAWIE ANTY-ABORCYJNEJ

(...)

TO MY MOŻEMY PRZYJĄĆ JAKIEŚ PODPISY EWENTUALNIE, MASZ JAKIŚ DŁUGOPIS?

8:10 - CO MAM NAPISAĆ?

IMIĘ, NAZWISKO I CO PANI POPIERA 😂

8:50 - ŻEBY PAN MNIE NIE WPISAŁ NA TĘ DRUGĄ LISTĘ"

NIE, MY TO MAMY ODDZIELNE FOLDERY 😅 




      
4 LIPCA 1924 r.


 (...) Czytałem "Von Kiel bis Kapp" (Od Kilonii do Kappa) Gustava Noskego (gubernator Kilonii, który stłumił komunistyczne Powstanie Spartakusa w styczniu 1919r.). Jak bardzo wstrząsnęła tym socjaldemokratą sławetna rewolucja. Cóż za suma tchórzostwa, podłości i wyświechtanych frazesów w okresie od Kilonii do Kappa. Brakuje nam w Niemczech silnej ręki. Trzeba zrobić koniec z eksperymentem i frazesem. Zacząć od powagi i pracy. Wysadzić w powietrze tę żydowską zgraję (tak, właśnie - uśmierćmy wszystkich innych i wtedy nam będzie dobrze, ocalimy rasę, klasę społeczną, płeć i planetę. A sumienie? A co to takiego, czy ktoś w ogóle widział sumienie? Już Gagarin powiedział kiedyś że w kosmosie nie ma Boga, a skoro nie ma Boga to nie ma też sumienia - proste, prawda?), która nie chce zastosować się do odpowiedzialnych myśli o wspólnocie narodowej. Również przetrzepać skórę. Wysadzić w powietrze awanturników finansowych. Gustav Noske miał coś z człowieka o silnej ręce. Gdybyż ten człowiek, dysponujący takimi środkami władzy, podjął walkę z niebezpieczeństwem żydowskim! Dzisiaj bylibyśmy dalej. 

Niemcy tęsknią za tym jedynym człowiekiem niczym ziemia za deszczem w lecie. Uratuje nas tylko ostateczna koncentracja sił, zapał i bezgraniczne oddanie. To jest wszystko na miarę cudu. Ale czyż nie może nas uratować tylko cud? Panie, spraw niemieckiemu narodowi cud! Cud!! Mężczyznę!!! Bismarcku, powstań! Rozum i serce wyschły we mnie z rozpaczy nade mną samym i moją ojczyzną. Jakiś ciężar dławi Niemcy. Trzeba spodziewać się najgorszego. Chciałem pomagać przy odbudowie, ale wszędzie mnie odtrącano. Dzisiejsza walka o oblicze Niemiec to odwieczne zmagania między ojcem i synem. Rozpacz! Rozpacz! Nie chce mi się dłużej żyć, patrząc na to całe bezprawie. Muszę włączyć się do walki o prawo i wolność! Rozpacz! Pomóż mi, wielki Boże! Jestem u kresu moich sił!



7 LIPCA 1924 r.


 Sytuacja polityczna w Europie, szczególnie w relacjach niemiecko-francuskich, popycha w stronę gwałtownego wstrząsu. To niepojęte, jak ogólne nastroje społeczne mogły tak szybko po 1918 roku obrócić się o 180 stopni. Jeszcze dzisiaj działają złe siły. Jak długo jeszcze? Kto to może powiedzieć? W końcu jednak któregoś dnia zaświeci wielki promień naszej wolności. Nie wolno tylko stracić odwagi. Myśl żyje i maszeruje ku przyszłości. Niech żyje i zwycięża! Dla nowych ludzi! 

Czytam wspomnienia Bebla (August Bebel - jeden z założycieli w 1869 r. Socjaldemokratycznej Partii Robotników. Niemiecki marksista). Ten człowiek zaczął od niczego i stał się później wielkim, budzącym respekt przywódcą socjalistycznym. Sądzę, że w młodości był ambitnym idealistą, potem zrobiło się na odwrót, to znaczy został socjalistycznym kapitalistą. Przywódcy, którzy wywodzą się z ludu! O Boże, ci osławieni autodydaktycy! I tyle się kręci wokół nich hołoty. Mielenie frazesów! Przez to czcze gadanie niedouczków zejdziemy na psy. Niebawem człowiek będzie się obawiał prezentować swoje myśli publicznie: po paru dniach odnajdzie je jako najbardziej trywialne frazesy. Beblowski socjalizm oznaczał zdrowy rozwój w stosunku do wszechmocnego wówczas liberalizmu. Był również nastawiony patriotycznie. Dowód: walka przeciwko Lassalle’owi (Ferdynand Lassalle - również niemiecki marskista, tyle że pochodzenia żydowskiego), możliwe, że instynktowna. Później ten socjalizm został zażydzony. Jak pasują do niemieckiego kołtuna krwiożercze idee światowej katastrofy niejakiego Karola Marksa czy też Lenina i Trockiego? Rosjanin jest dostatecznie zanurzony w fantazjach, jemu bolszewizm może się mieszać z obszarem myśli o mistyce, fantazji i ekstazie itd.; możliwe, że bez woli i wiedzy przywódców. Już choćby z tego powodu bolszewizm może się tak długo utrzymywać w Rosji. Tu w Niemczech byłby on od dawna rozpoznany i osądzony. Bolszewizm jest zdrowy w swoim jądrze. To, co my widzimy w nim dzisiaj, to polowanie na żłób, brak efektywności, niedojrzałość i tchórzostwo. Ci fantastycznie ekstremistyczni przywódcy niemieckiego komunizmu giną przy niemieckim kołtunie. Przy niemieckiej głupocie albo - jak kto woli - rozsądku. Bebel ma sympatyczne cechy. Szanuje się go za prostolinijny i otwarty charakter. Ale on nic nie daje ludziom na pewnym poziomie duchowym. Nie ma żadnej kultury, pisze okropnym stylem, mówi chętnie i w sposób działający na nerwy (podobnie jak Noske, wygląda więc, że taka jest moda u różowo-czerwonych), jest więc zupełnie nie do zaakceptowania dla subtelnych umysłów. (...)

 



11 LIPCA 1924 r.


 Czytam wspomnienia Bebla po części z zainteresowaniem i przyjemnością, po części z przykrym uczuciem niedosytu. Przyjemności dostarcza mi jego natura poszukiwacza, jego odwaga i wytrzymałość. Przykre są natomiast jego wspomnienia osobiste. Wszystko to brzmi tak podniośle i dumnie, a w rzeczywistości to czcze i niewiele mówiące słowa. (...) 

Rozmyślam ciągle jeszcze nad planem wydawania tygodnika w Elberfeldzie. W teorii zgadza się wszystko. Brakuje tylko 2 tysięcy marek kapitału początkowego. Ta praktyka, przeklęta praktyka! 

Piękne letnie dni! Gorąco niczym w Afryce. Gdybyż tak można było gdzieś wyskoczyć, nad morze czy w góry. Najchętniej nad morze. 

W polityce dnia codziennego mieszają się konwulsje z bzdurną gadaniną. Francja pogodziła się z Anglią, naturalnie kosztem Niemiec. Herriot to podstępny łajdak. Poincaré jest mi sympatyczniejszy. Angielski premier MacDonald - o tak - to apostoł pokoju z gałązką oliwną, angielski świętoszek, hipokryta, tego nie lubi się w Niemczech, mój panie. 

Czekam - na co, nie wiem. Na coś niepewnego, ale na co? (...) Czyż natura nie jest potwornie okrutna? Czyż walka o przetrwanie - między ludźmi, państwami, rasami i częściami kuli ziemskiej - nie jest najokrutniejszym procesem, jaki zna świat? Prawo silniejszego - musimy to prawo natury znowu ujrzeć jaśniej, a wtedy ulotnią się wszelkie fantazje dotyczące pacyfizmu i wiecznego pokoju. Co mówicie dzisiaj o pacyfizmie! Chcecie cmentarnego spokoju? Dzisiejszy pokój na świecie został zawarty kosztem Niemiec. Możecie mówić o pokoju światowym, kiedy 60 milionów żyje w niewoli. Czyż te 60 milionów nie zrzuci jarzma, jak tylko poczuje w sobie dostateczną siłę? Co wtedy powiecie o pacyfizmie! Czy nie chcemy powrotu do natury? Czy nie jest to ciągle nasza wielka przewodniczka i nauczycielka? Idźcie pomiędzy lwy i tygrysy i rozprawiajcie tam o pacyfizmie! Pacyfizm to zawsze narzędzie zwycięzcy przeciwko pokonanemu. Jeśli mówię o wiecznym pokoju, a jednocześnie łupię cię do ostatniej koszuli, Boże - ciągle jeszcze są tacy, co wierzą moim słowom.



19 LIPCA 1924 r.


 (...) Lektura: "Unterhaltungen mit Friedrich dem Grossem. Tagebücher des Herrn de Catt 1758–1760" ("Rozmowy z Fryderykiem Wielkim. Dzienniki Pana de Catt 1758-1760"). Pewien bardzo wówczas błyskotliwy człowiek otrzymywał co wieczór "rozkaz" od króla prowadzenia z nim rozmowy o świecie, życiu, sztuce, filozofii i poezji. Wiele czczej gadaniny Francuza, ale przebijają przez to cudowne słowa tego jedynego w swoim rodzaju monarchy. Każdemu staje się bliski przez swoje człowieczeństwo. Widać, jak cierpi i umiera. Ten największy z ludzi toczy za dnia swoje wielkie bitwy, a wieczorem rozprawia z przyjacielem o nieśmiertelności duszy, o Bogu, obowiązkach, o sztukach i nauce. To najwybitniejszy przedstawiciel rodu Hohenzollernów. "Życie to hańba, umieranie to obowiązek", powie on w związku z bitwą, która jest nieodwołalnie przegrana. Cóż to za słowo, które brzmi niczym sygnał do ataku w uszach jego niegodnych następców. Tak, monarchia pod rządami starego Fryca to byłaby najlepsza forma państwa. Ale to tylko iluzja. Skąd wziąć wielkiego Fryca? Taki człowiek zdarza się jedynie raz na 100 lat w historii świata. (...) Ten wielki dowódca nazywa wojnę jedynie "udręką". Jego ideał to Sanssouci (letnia rezydencja władców Prus a potem niemieckich cesarzy, wzniesiony na polecenie króla Fryderyka II w latach 1745-1747), filozoficzne dysputy przy stole i (...) koncert na flecie. Wojnę prowadzi on jedynie z poczucia obowiązku i służby dla własnego narodu. Wielcy ludzie tworzą wielkie czasy - ale wielkie czasy nie tworzą wielkich ludzi. Co to znaczy wielkie czasy? Są czasy spokojne i niespokojne. Nasze należą do tych ostatnich. Czasy jednak stają się wielkie dzięki człowiekowi. Aleksander, Cezar, Barbarossa, Napoleon, Fryderyk, Bismarck. A jak żałosne były ich czasy, chciałoby się o nich nie myśleć. A tak w ogóle czas i człowiek są w organicznym związku. Gdy brakuje wielkiego człowieka, to oznacza, że czas jeszcze nie dojrzał. (...) Decyduje nie rozprzestrzenianie się na strony, lecz w dół i do góry. Już nasze dojrzałe czasy wydadzą wielkiego człowieka. Fryc to świetlisty wzorzec dla naszej słabej generacji. (...)






23 LIPCA 1924 r.


 (...) Polityka to kwaśny owoc. Konferencji londyńskiej znowu grozi impas (w czasie tej konferencji, mającej miejsce w lipcu i sierpniu 1924 r. amerykański finansista Charles Gates Dawes - przedłożył plan zmniejszenia i rozłożenia na dogodne raty reparacji wojennych, jakie miały zapłacić pokonane w I Wojnie Światowej Niemcy. Pomogło to ożywić niemiecką gospodarkę, ale jednocześnie nabiło bańkę spekulacyjną, która wybuchła w październiku 1929 r. i skończyła sie krachem na Wall Street, a nastepnie Wielkim Kryzysem finansowym). Żydzi nie chcą pieniędzy, nie mając pewności. A znowu Francuzi chcą innej formy zabezpieczenia. Przypadek, w którym nakładają się interesy niemieckie i żydowskie. Wyzyskiwacze nie będą więc zgodni. Walka między pieniądzem a narodem. Ostatnia walka o formę naszej kultury. Być może wkrótce będziemy tymi, którzy się śmieją ostatni. Francuski instynkt jest taki pewny i właściwy. Trzeba podziwiać ten uparty naród za jego narodową jednorodność. Francja ponad wszystko. Trudno wprost uwierzyć, że ten chory kraj stać jeszcze na takie narodowe uniesienie. (...)



28 LIPCA 1924 r.


 "Mein Leben" ("Moje życie") Richarda Wagnera. Tę książkę musi czytać co roku każdy młody artysta, który chciałby zwątpić w ten świat. To jest źródło odwagi, wytrwałości i siły przetrwania. Dlaczego mielibyśmy zwątpić, gdy w tym rozchwianym czasie akurat nam nie wiedzie się najlepiej, jeśli taki geniusz jak Wagner nie stracił odwagi. W tym czasie, który upływa przecież pod znakiem wyraźnie lepszych uwarunkowań zewnętrznych? 

Niemcy udają się do Londynu na konferencję. Złożyć podpis. Nie ma mowy o ewakuacji Zagłębia Ruhry (okupacja Nadrenii, w tym Zagłębia Ruhry przez Francuzów i Belgów, trwała od 1 grudnia 1918 r. do końca czerwca 1930 r.). Chcą nas wystrychnąć na dudka. W okresie pacyfizmu i demokracji. W tym świecie chce się wyć, można pęknąć ze śmiechu. 

Żyję stale w nerwowym niepokoju. Ta nędza pasożytnictwa. Łamię sobie głowę, jak mógłbym położyć kres tej niegodnej sytuacji. Jeśli się niczego nie chce - nic nie może się udać. Najpierw trzeba wszystko odrzucić: własny pogląd, odwagę cywilną, osobowość, charakter, aby stać się jakąś liczbą w tym świecie protekcji i kariery. Ja jeszcze tą liczbą nie jestem. Jestem wielkim zerem. I pewnie trudno mi będzie nią zostać. (...)

Młodzież akademicka. Przyszli przywódcy narodu. Narybek burżuazji. Nie można brać komunistom za złe, że nienawidzą oni tej burżuazji niczym zarazy. Rozmowa na tematy duchowe jest dla nich nudna i nieprzyjemna. Lubią natomiast sprośne kawały i paplaninę przy piwie. Są nawet zbyt leniwi, aby zagrać w skata. Wielu twierdzi, że także aby spółkować. Nic dziwnego, że stają się grubi, okrągli i tłuści. Entuzjazm - to przeżytek. Ci młodzi ludzie są starzy jak Matuzalem (biblijny Matuzalem - dziadek Noego, miał żyć 969 lat). To jest typ niemieckiego, małomiasteczkowego mieszczanina. Z takim nie rozprawimy się do końca. Tego rodzaju obywatel ma swoją wielką organizację w Reichstagu. Ten sam gatunek, tyle tylko że w powiększeniu i uzbrojony w bezpłatny bilet kolejowy pierwszej klasy. (...) Hasło: wyleźć z bagna. Niech żyje stowarzyszenie życzliwych. Niech żyje międzynarodowa swojskość. Co ma być, to będzie. Nic przecież nie możemy na to poradzić. 
 
Czy szkoda utracić takich "przyjaciół"? Biedny Richard (Flisges - najlepszy przyjaciel Goebbelsa, zginął w kopalni w 1923 r.)! Do jakiego towarzystwa chce się ciebie zaliczyć! Po stracie Anki i śmierci Richarda nie mam już prawdziwych przyjaciół i towarzyszy. Ale i tak muszę być wdzięczny losowi, że przez kilka lat wskazywał mi, co to jest prawdziwa miłość i takaż przyjaźń.Skąd wezmę inspirację i zachętę, jeśli nie z siebie samego? Czerpać z własnych zapasów oznacza jednak na dłuższą metę bezpłodność i zubożenie. Tęsknię za nowym człowiekiem. Mój eros jest chory. Nawet nie wolno mi o nim myśleć. W miłości my, ludzie, jesteśmy przecież wszyscy bezwstydnymi egoistami. Za fallusa ofiaruje się hekatombę nieśmiertelnych dusz. Przemawia przeze mnie rozpacz, ale przecież takie uczucie nie może zatriumfować. Negatywne myślenie prowadzi do zmęczenia, poczucia beznadziejności i rozpaczy. Z powrotem więc do rzeczy pozytywnych. 

 



CDN.