Łączna liczba wyświetleń

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą SZKOCJA. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą SZKOCJA. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 18 lutego 2025

"NIE LĘKAJCIE SIĘ...!"

CZYLI MÓJ KOMENTARZ DO OSTATNICH POLITYCZNYCH WYDARZEŃ




 14 lutego na monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa zwołanej do hotelu Bayerischer Hof przez Olafa Scholza i prezydenta Niemiec Franka-Waltera Steinmeiera wydarzyła się rzecz do tej pory niespotykana, niezwykła i wręcz nieprawdopodobna. A mianowicie amerykański wiceprezydent James David Vance, wszystkich jak tam siedzieli po prostu... opierdolił jak bure suki (😂). Po minach zebranych tam władców Europy (którzy mają się za nową arystokrację) było widać, że ewidentnie im to się nie spodobało a wręcz doprowadziło do niezwykle emocjonalnych i niekontrolowanych zachowań (np. rozpłakał się Christoph Heusgen, gość który był prawą ręką Angeli Merkel wówczas, gdy ta przyjmowała do Niemiec i Europy setki tysięcy niekontrolowanych muzułmańskich "kardiochirurgów" i któryś śmiał się z Trumpa podczas jego pierwszej kadencji, gdy ten mówił że Europa powinna więcej płacić na swoje własne bezpieczeństwo i utrzymanie armii). A przecież gość z Ameryki powiedział coś tak oczywistego, że wydaje się iż komentować tego nie ma nawet sensu. Ale to pokazuje do jakiej doszliśmy już paranoi, że powiedzenie o tym, iż są tylko dwie płcie jest doprawdy aktem odwagi, a wręcz bohaterstwem. Ludzie przecierają oczy ze zdumienia: "Patrzcie znowu są dwie płcie! hurra! Vivat Trump, vivat Vance" 🥳✌️👍. Oczywiście można się z tego śmiać, ale to mi od razu nasuwa zupełnie inne wyobrażenie, a mianowicie dopóki nas bezpośrednio to szaleństwo nie dotyka (co oczywiście jest już niemożliwe, bo wszystkie neokomunistyczne szaleństwa Europejskiej biurokracji dotykają nas już bezpośrednio, czy tego chcemy, czy nie) staramy się tego nie dostrzegać, siedzieć cicho i udawać że to nas nie dotyczy. Wiemy że z tym wszystkim jest coś nie tak, że to jest świat postawiony na głowie, że ten świat tak naprawdę nie jest naszym domem, tylko naszym więzieniem, że ma na celu nas kontrolować, inwigilować I mówić nam, jak mamy żyć. A wszystko po to, aby grupka niewybieralnych ludzi z urojeniem wyższościowym mogła zarabiać ogromne pieniądze i posiadać nieograniczoną wprost władzę.

Vance w Monachium wygarnął eurobiurokratom, że Europa którą oni chcą przewodzić, zmierza do tragicznego i nieuniknionego upadku. Stwierdził wszem i wobec do zebranych tam nierobów (klasy próżniaczej) w prostych słowach, mówiąc: (oczywiście przekładam tutaj z dyplomatycznego na normalny język): "Słuchajcie idioci (ten początek bardzo mi się podoba 😂😉) swoimi chorymi, ideologicznymi pomysłami doprowadzacie własne kraje na skraj ekonomicznej wydolności, wasz "zielony ład" powoduje, że Europa zamienia się w skansen, staje się obszarem trzeciego świata. I wy macie czelność jeszcze czegokolwiek oczekiwać, cokolwiek narzucać? Przecież Europy już nie ma, Europa jest totalnym ekonomicznym, politycznym i militarnym skansenem, a bez pomocy USA... nie istnieje. Poza tym Europa to obszar oddziaływania neokomunistycznej ideologii, która manifestuje się nie tylko w postaci chorej, a wręcz zabójczej dla gospodarek państw Unii Europejskiej polityki "zielonego ładu", ale również - a może przede wszystkim - w obszarze cenzury, jaką nakładacie na własne społeczeństwa. Vance przytaczał tutaj przykład tego, jak kraje Europy (i to niekoniecznie te które należą do Unii Europejskiej, bowiem mowa tutaj była o Anglii i Szkocji, choć te kraje są już poza Unią Europejską to jednak sam się dziwię dlaczego ją opuściły, gdyż zamordyzm i neobolszewicka polityka rządu brytyjskiego tego pajaca Keira Startera, jest gorsza niż ta, do której dąży Bruksela) traktują swoich obywateli, jak nakładają kaganiec na społeczeństwa, gdyż obawiają się że wolność słowa i demokracja którymi tak często wycierają sobie swoje mordy, doprowadzą ich do upadku, bo w demokratycznych wyborach nie mają oni większych szans (oczywiście nie mówię że nie mają ich w ogóle, gdyż należy pamiętać że duża część społeczeństw jest totalnie ogłupiona. Ludzie są tak ogłupieni - a nawet tak głupi - że jakby dzisiaj rządy ustami swoich przedstawicieli stwierdziły, że ludzie rodzą się w kapustach, i że jest to fakt bezsporny, to jestem przekonany że co najmniej od 13 do 15-17% {w różnych krajach} społeczeństw uwierzyłaby w to, bo tak mówi rząd. Zresztą w latach 2020-2021 mieliśmy tego próbkę, gdy politycy kazali nam chodzić w kagańcach na twarzy - zwanych maseczkami - które oczywiście nie chroniły przed żadnym wirusem, a miały na celu jedynie wymusić posłuszeństwo. To samo było również ze szczepieniami, gdzie często dochodziło do tego że nawet członkowie rodzin bali się zbliżyć do siebie, żeby się nie zarazić. Jeszcze w grudniu 2021 r. straszono nas powszechnym pomorem, a starszym ludziom wmawiano poprzez środki masowego przekazu, aby nie przyjmowali swoich bliskich na Święta Bożego Narodzenia, bo mogą się zarazić - tym bardziej jeśli się nie zaszczepili. I nagle w lutym 2022 r okazało się że koronawirus... uciekł. Przestraszył się ruskich czołgów atakujących na Ukrainie 🧐🤭😏 (w każdym razie ja nie uległem tej ogłupiającej panice i nigdy się nie zaszczepiłem - podobnie też jak moi bliscy - na wirus którego... nie powiem że nie było, bo był, ale na którego próbowano nas wyszczepić jak zwierzęta niesprawdzonymi środkami, na szybko, na już, bo taki był prikaz rządów idących na pasku Światowej Organizacji Zdrowia zarządzanej przez jawnego komunistę i koncernów farmaceutycznych. W czasie koronawirusa nigdy też nie zachorowałem, a nawet jeśli złapałem koronawirusa - w co wątpię - to o tym nie wiedziałem i miał u mnie przebieg całkowicie niezauważalny). 

Vance stwierdził więc, że stopień kontroli i zamordyzmu w Anglii, Szkocji, w Niemczech ale i w innych krajach Europy jest już tak duży, że obywatele nie mogą nawet pomodlić się przed klinikami aborcyjnymi, ba, nie mogą się modlić nawet w myślach, (co też pokazuje, że ci ludzie boją się nawet naszych myśli i modlitw - i nie jest to wcale żart). Ogólnie rzecz biorąc JD Vance otwarcie stwierdził, że w 35 lat po rozpadzie bloku wschodniego, komunistycznego (skąd ludzie uciekali na Zachód, bo tam był dobrobyt, a przede wszystkim tam była Wolność) Europa zamienia się w nowy Związek Sowiecki. Ideowi (i nie tylko) wyznawcy Altiero Spinelliego (który jest patronem Parlamentu Europejskiego), Adorno, Marcuse, Horkheimera czy Coudenhove-Kalergi, doskonale zdają sobie sprawę i pamiętają to, co napisał Marks, a mianowicie że komunizmu nie można zbudować w systemie demokratycznym gdyż nawet jeśli partia komunistyczna dojdzie do władzy, to wprowadzając swój program musi spotkać się z oporem społecznym, a to spowoduje, że w kolejnych wyborach władzę utraci. Dlatego możliwa jest tylko i wyłącznie rewolucja. Rewolucja mas, którzy dosłownie wymordują dawny świat, a na jego gruzach komuniści zbudują "nowy świat", całkowicie przez siebie kontrolowany. A owe masy (aby nie obróciły się teraz przeciwko samym komunistom) będą wzięte w karby przez tajną policję (jaką - jak zalecał Marks - należy natychmiast stworzyć), słanie donosów (w Związku Sowieckim donos był kluczowym elementem ówczesnego systemu utrzymania władzy przez komunistów mówiło się wręcz "towarzysz donos", a zauważcie że rząd Wielkiej Brytanii wręcz zachęca obywateli do wzajemnego donosicielstwa - ciekawe, prawda? 🧐) i oczywiście represje wymierzone we własne społeczeństwo. Te wszystkie trzy elementy składowe obecnie realizuje Unia Europejska, oraz podległe jej rządy krajowe. Nie godzisz się na masową imigrację muzułmańskich "kardiochirurgów", którzy będą ubogacać kulturowo i genetycznie europejskie kobiety? To znaczy że jesteś faszystą, złym człowiekiem, a tak w ogóle to powinieneś trafić za kratki, gdyż tacy jak ty, są zagrożeniem dla naszego społeczeństwa - taki jest przekaz. To samo jeśli nie chcesz się szczepić, jeśli nie chcesz słuchać władzy odnośnie zakładania na usta kagańców (wyobrażacie sobie gdyby jeszcze 10 lat temu powiedzieć ludziom, że w Europie i na Świecie wszyscy będą zmuszeni do noszenia kagańców, to popukaliby się w czoło i powiedzieli że chyba że uciekłeś ze szpitala dla obłąkanych. A okazało się, że dla rządzących Europę, a raczej dla ludzi o mentalności skomuszałych bydlaków - nic nie jest niemożliwe, jeśli chodzi o utrzymanie przez nich władzy, gdyż demokracja oczywiście jest pięknym hasełkiem który odmieniają przez wszystkie przypadki, ale demokracja ma to do siebie, że w nią wliczona jest zgoda na porażkę. A rządząca Europą (i do niedawna USA) elyta, nie zamierza godzić się na jakiekolwiek porażki. Oni rządzą, ponieważ zostali do tego stworzeni, są wybrańcami bogów, a my mamy się z tym pogodzić i słuchać wszystkiego co od nich wyjdzie. Na tym polega demokracja we współczesnym świecie w rozumieniu komunistów. 




I to wszystko skrupulatnie i konsekwentnie podsumował w Monachium Vance. I cóż się okazało, okazało się że Europa się z tym nie zgadza, że "Makaron" (czyli ten francuski pajacyk) zwołał nagle pilne zebranie do Paryża, bo w Ance powiedział parę słów prawdy i Europa teraz nie wie czy może liczyć na USA, czy nie. I zjechała się banda Juranda (🤭). Podebatowali, poklepali się po pleckach, zapewnili o własnej zajebistości, i w konkluzjach stwierdzili że bardzo źle się stało, jak się stało, oni są bardzo z tego powodu niezadowoleni i wyrażają swoje niezadowolenie poprzez widoczne niezadowolenie 😵‍💫. Innymi słowy to co powiedział Vance - Europy nie ma, nie stanowi żadnej siły, ani politycznej, ani ekonomicznej, ani militarnej, a czy tego chcemy czy nie chcemy i czy nam się to podoba, czy nie, na tym świecie zawsze - Z-A-W-S-Z-E liczy się siła. Tak było, jest i będzie. A jaką ekonomiczną siłę ma obecnie Europa, która zarzyna własne rolnictwo polityką "zielonego wału ładu" i uzależnia się od produktów z Ameryki Południowej i Ukrainy, tylko po to, aby ratować zdychające niemieckie sztrucle (czyli niemiecki przemysł samochodowy). Zobaczcie jak bardzo w ciągu ostatnich 20 lat odjechały nam Stany Zjednoczone (które przecież wcale się jakoś specjalnie dobrze nie rozwijały), a mimo to obecnie rozwój ekonomiczny całej Europy wynosi tylko 50% rozwoju ekonomicznego USA (20 lat temu było to 90%). To pokazuje, że Europa zmierza ku katastrofie i to właśnie powiedział Vance w Monachium tym idiotom, którzy tam siedzieli. Jeśli chodzi zaś o militaria, to tutaj jest jeszcze gorzej, gdyż kraje Unii Europejskiej (czy w ogóle Europy) prezentują się pod tym względem totalnie żałośnie. Obecnie najlepszą armię na kontynencie europejskim ma Turcja - kraj muzułmański. Dobrą, bo ostrzelaną i zaprawioną w bojach, choć mocno przerzedzoną i osłabioną armię ma Ukraina. Potem jesteśmy my, Polska ma drugą najlepszą europejską armię w NATO i to nawet biorąc pod uwagę, jak bardzo nasze magazyny zostały przerzedzone wysyłanym na Ukrainę sprzętem. Dobrą armię ma jeszcze Francja choć jest ona niewielka (nie wiem dokładnie jak jest w Szwecji i Finlandii, ale słyszałem że tam doszło ostatnio do jakichś reform i wzmocnień, ponoć tworzone są nowe jednostki na wypadek rosyjskiej agresji). Wielka Brytania praktycznie nie ma armii lądowej wcale. O Niemczech nawet nie ma co wspominać, bo to jest żałosne jak obecnie wygląda Bundeswehra (ci żołnierze nawet nie potrafią maszerować do taktu, co pokazuje że bardziej nadają się do ochrony dyskontów, niż do realnych działań bojowych). Politycznie zaś Europa upada także, gdyż nie ma żadnej możliwości oddziaływania ani na USA, ani na Rosję, ani na Chiny. Innymi słowy jest niczym i nic sobą nie reprezentuje.

Ale za to ma miliony muzułmańskich kardiochirurgów, których teraz zapragnęłaby się (chociaż w części) pozbyć, gdyż zdaję sobie sprawę że to, do czego doprowadziła Angela Merkel swoją polityką "herzlich willkommen" doprowadza Niemcy (i inne kraje Europy Zachodniej, ale tak naprawdę liczą się tylko Niemcy, a przynajmniej głównie Niemcy) do upadku. No i właśnie dlatego potrzebny był Brukseli, Berlinowi, jak również całej tej elicie postkomuszych suk...ynów, ktoś taki jak Donald Tusk. Ten patologiczny kłamca, (wydaje mi się że ten człowiek jest mocno zaburzony, bo albo przeszedł on jakieś specjalne szkolenie, które powoduje że może z pełną premedytacją kłamać, a na drugi dzień - pomimo obecności kamer - stwierdzić, że on niczego takiego nie mówił; albo jest to właśnie człowiek chory który wymaga interwencji medycznej) godzi się bowiem na wszystko, co wychodzi z Brukseli i z Berlina (albo na odwrót kolejność dowolna). Ten człowiek buduje w Polsce 49 luksusowych ośrodków dla imigrantów, które w zasadzie nie wiadomo po co są budowane, bo przecież Donald Tusk powiedział, że żadnych migrantów do Polski ściągać nie będzie, a jak Donald Tusk coś mówi, to, wiadomo że mówi (🤥). Kanclerz Scholz jasno stwierdził, że obdzwonił wszystkich sąsiadów Niemiec i im polecił (POLECIŁ) że mają przyjąć imigrantów z kraju wujka Adolfa, bo jak nie, to Sztolc się wścieknie (a jak wiadomo Tusk nie lubi wściekłego Sztolca, bo wtedy musi stać na baczność przez godzinę na mrozie (🥶). Oczywiście pośmieszkować można sobie, gdyby sprawa nie wyglądała tak diabelnie poważnie. W obecnych warunkach nie widzę innych możliwości jak rozpisać nowe referendum (dwudniowe, tak jak było w przypadku referendum o wstąpieniu do Unii Europejskiej, bo teraz również ważą się nasze egzystencjalne losy) w sprawie przyjęcia imigrantów, albo po prostu jednorazowo wypowiedzieć pakt migracyjny (najlepiej już po ogłoszeniu wyniku referendum). Niemcy chcieli migrantów, mają migrantów, niech więc się z nimi zajmują. Ale Niemcy, jak to Niemcy, jak nie nasrają do ogródka sąsiada to chodzą chorzy. Po raz trzeci od ponad 100 lat doprowadzili do wielkiej katastrofy europejskiej i zastanawiam się czy jest w ogóle sens istnienia zjednoczonego państwa niemieckiego? Może lepiej dla Europy i dla samych Niemiec byłoby, gdyby to państwo rozpadło się na szereg mniejszych krajów. Krajów które byłyby w ten czy inny sposób kontrolowane z zewnątrz (nie przez Brukselę, bo nie przewiduję aby Unia Europejska w tym kształcie przetrwała zbyt długo, co również można było wyczytać ze słów Vance'a w jego 18-minutowej mowie w Monachium). Europa pod rządami Niemiec zabrnęła w kozi róg i Niemcy nie wiedzą jak z tego wybrnąć (a raczej wiedzą trzeba podzielić się owym nieszczęściem które sprowadzili na własne głowy z innymi sąsiadami, szczególnie z Polakami). To ja powiem otwarcie już na zakończenie tego nazbyt emocjonalnego wpisu, drodzy Niemcy, członkowie narodu z którego pochodziła część mojej dawnej rodziny - jedyne czego od was chcemy, to zadośćuczynienie za zbrodnie, jakich dopuszczały się "wasze matki i wasi ojcowie" w czasie II Wojny Światowej na Polakach i na Żydach (w większości polskiego obywatelstwa). A całą resztę przyjemności związanych z kardiochirurgami którzy mieli zasilić waszą gospodarkę - zostawcie sobie. Za wszystko w życiu trzeba płacić, a wy najwidoczniej lubicie płacić non stop. 😚.





PS: Tytuł jaki zamieściłem, czyli słowa: "Nie lękajcie się" które przytoczył JD Vance, są słowami wypowiadanymi przez papieża Jana Pawła II, dla którego te właśnie słowa stały się jakoby swoistym mottem.







DZIĘKUJĘ ZA UWAGĘ!

sobota, 5 listopada 2016

DZIEJE KORONY BRYTYJSKIEJ - Cz. IV

OD CELTÓW KU WSPÓŁCZESNOŚCI






LANCASTEROWIE i YORKOWIE

1399 - 1485

Cz. IV


HENRYK IV LANCASTER
(1367-1413)
(1399-1413)




4 kwietnia 1406 r. zmarł król Szkocji, panujący w tym kraju od 1390 r. - Robert III Stewart (żył 68 lat). Wraz z jego śmiercią, skończył się dobry czas dla hrabiego Northumberlanda i jego towarzyszy. Na tron teoretycznie wstąpił jedyny syn zmarłego władcy, 12-letni książę Jakub (panował jako Jakub I Stewart). Dlaczego teoretycznie? Ponieważ jeszcze przed śmiercią Roberta III, książę Jakub został wysłany przez ojca dla bezpieczeństwa do Francji (ojciec chciał go ratować przed niechybną śmiercią z rąk swego młodszego brata - Roberta Stewarta księcia Albany, który wcześniej zagłodził na śmierć w swym zamku starszego syna króla Roberta - księcia Dawida). Zatem w lutym 1406 r. młody książę wyruszył w otoczeniu dostojników królestwa do Francji. Okręt na którym podróżowali zwał się "Rycerzem Maryi" i należał do floty gdańskiej (wówczas Gdańsk był zajęty przez Zakon Krzyżacki). 22 marca 1406 r. u brzegów środkowo-wschodniej Anglii (w pobliży cyplu Flamborough), okręt którym płynął szkocki następca tronu, został napadnięty przez angielskich piratów. Tym sposobem książę Jakub został angielskim jeńcem i został przewieziony do londyńskiej Tower. Łącznie książę Jakub spędził w angielskiej niewoli ... 18-lat, dopiero w 1424 r. nowy król Henryk VI (wnuk Henryka IV), pozwolił mu powrócić do Szkocji. Przez ten cały czas Szkocją władał książę Albany Robert Stewart - wuj Jakuba. Pozbawił młodego władcę wszelkich praw, odebrał mu rodowe włości i dążył do tego by Henryk IV, a potem jego syn - uśmiercili królewicza.

Gdy więc książę Albany przejął władzę po śmierci króla Roberta III (który zmarł prawdopodobnie na atak serca, po wysłuchaniu wiadomości o uwięzieniu swego syna przez Anglików), sytuacja angielskich zbiegów ukrywających się w Szkocji, stała się niepewna. Tym bardziej że gubernator Szkocji, jak odtąd tytułował się książę Albany, dążył do poprawy stosunków angielsko-szkockich, sam mając nadzieję na uśmiercenie królewicza Jakuba rękoma Anglików (by samemu nie "brudzić sobie rak"). Dlatego też zaproponował Henrykowi IV wydanie Northumberlanda i jego kompanów. W zamian oczekiwał albo ścięcia Jakuba na angielskiej ziemi, albo odesłania go do Szkocji. Wszystko było już ponoć dogadane, do przekazania zbiegów miało dojść w najbliższych dniach, lecz właśnie wówczas sir Dawid Fleming (królewski dworzanin i zwolennik księcia Jakuba), poinformował Northumberlanda o planowanej "wymianie" i umożliwił mu i jego towarzyszom ucieczkę do Walii, będącej pod władaniem Owena Glendowera.

W tym samym czasie król Henryk IV ponownie cierpiał straszliwe bóle. Odnowiła się choroba skóry, która trapiła go już od kilku lat, poza tym król często słabł. Choroby te nawiedzały go cyklicznie co kilka miesięcy, ale gdy już przyszły, król nie był w stanie wstać z łoża, dochodziło nawet do tego że nie mogąc się podnieść, załatwiał się pod siebie, co powodowało że sprzątnięcie tego było dość trudne (króla bowiem należało podnieść z łoża i przenieść do innego by móc zmienić pościel). Gdy jednak choroba ustępowała, władca ponownie wracał do pełni sił. Ale najgorszy atak miał dopiero nadejść. Od 7 lutego 1403 r. król Henryk IV był żonaty z Joanną, córką króla Nawarry - Karola II. Kobieta ta nie miała z nim łatwego życia, nie mieli też żadnych dzieci, choć Joanna otaczała matczyną opieką dzieci króla z pierwszego małżeństwa z Marią de Bohun (zmarłą w 1394 r.). Starała się również zaskarbić sobie przyjaźń najstarszego syna króla - księcia Henryka (przyszłego Henryka V), i często brała jego stronę podczas kłótni Henryka z jego ojcem. Nie była jednak popularna wśród angielskiego ludu, powszechnie oskarżano ją o czary, które sprowadzają na króla nie tylko choroby skóry i słabe zdrowie, lecz także niemoc seksualną. W 1419 r. nowy władca Henryk V, nakaże nawet ją uwięzić pod zarzutem uprawiania czarnej magii.




Tymczasem Henryk Percy hrabia Northumberland niezbyt długo przebywał na dworze Owena Glendowera, zaraz też udał się w podróż do Francji, by prosić króla Karola VI (zwanego "Szalonym"), o pomoc militarną przeciwko królowi Anglii. Gdy przybył do Paryża starał się nakłonić francuskiego monarchę do interwencji zbrojnej przeciwko Henrykowi IV, twierdząc że król nie ma w Anglii poparcia i większość mieszkańców spiskuje przeciw niemu. Sam zadeklarował się jako zwolennik 15-letniego księcia Edmunda Mortimera hrabiego March, jako jedynego legalnego króla Anglii. Edmund Mortimer był wnukiem Filippy, wnuczki króla Anglii Edwarda III). Król Francji odrzucił jednak pretensje Mortimera, uznając prawo Henryka IV do karania swych zbuntowanych poddanych. Hrabia Northumberland musiał więc opuścić Francję. Wyjechał do Flandrii, potem do hrabstwa Holandii, wszędzie próbując zdobyć poparcie polityczne i militarne do dalszej walki z Henrykiem IV. Jego misja zakończyła się jednak totalnym fiaskiem i w lipcu 1407 r. powrócił do Szkocji.

W tym czasie zapał gubernatora Szkocji Roberta Stewarta księcia Albany i hrabiego Angus, do wzajemnego sojuszu z Anglią, dużo zmalał. Tym bardziej że nie mógł wpłynąć na Henryka IV by zgładził księcia Jakuba. Dlatego też pozwolił Henrykowi Percy'emu nie tylko osiedlić się w Szkocji, lecz także umożliwił mu przygotowania do inwazji na północną Anglię. Percy naprawdę sądził że panowanie Henryka IV jest tak niepopularne, a król tak znienawidzony przez lud, że poddani angielscy sami będą się garnąć pod sztandary księcia Edmunda Mortimera, którego on był najzagorzalszym zwolennikiem. Niestety, jego przypuszczenia okazały się płonne. Mimo to, w lutym 1408 r. z siłami jakimi dysponował, przekroczył granicę szkocko-angielską i rozpoczął "marsz na Londyn". Zajął miasteczko Thirsk i tam ogłosił swoją proklamację w której gwarantował uwolnienie ludu od obciążeń podatkowych nałożonych przez Henryka IV.

Następnie rozpoczął marsz w kierunku Knaresborough, nim jednak tam dotarł w rejonie mostu Grimbald, jego armia została zatrzymana przez siły królewskie pod wodzą szeryfa Yorkshire - Tomasza de Rokeby. Wówczas Northumberland skierował swą armię w kierunku Wetherby. 19 lutego wszedł do Tadcaster, lecz oddziały szeryfa de Rokerby posuwały się za nim i dotarły w podliże miasteczka około godziny 13:00. Henryk Percy postanowił przyjąć bitwę, nakazał więc swym siłom zająć pozycje i przygotować się do walki. Do starcia doszło pod Bramham Moor na południe od Wetherby 19 lutego 1408 r. Bitwa zakończyła się totalną klęską i pogromem armii Henryka Percy'ego, a sam hrabia Northumberland poległ w walce (prawdopodobnie przebity strzałą). Jego głowa została odcięta, zawieziona do Londynu i nabita na pal na moście londyńskim. Zaś części jego ciała zostały (podobnie jak przed pięciu laty jego syna Henryka Raptusa), poćwiartowane i wysłane do Lincoln, Berwick i Newcastle. Po jakimś jednak czasie (gdy ciało zaczęło cuchnąc i rozpadać się), król zezwolił na złożenie członków hrabiego Northumberlan'a do grobu. Został pochowany. Henryk IV odebrał jednak wszystkim przedstawicielom rodziny Percy'ego ich rodowe włości, doprowadzając do prawdziwej nędzy tak stary i niegdyś szlachetny angielski ród.




Wydawało się że król odniósł zwycięstwo, rozbił bowiem totalnie jakąkolwiek wewnętrzną opozycję przeciwko sobie. Możne rody angielskie nie próbowały już więcej podnosić buntu przeciw Henrykowi IV, widząc co stało się z rodem Percy. Możni zostali więc całkowicie spacyfikowani, pozostawała jeszcze co prawda kwestia Walii, ale na razie Owen Glendower nie próbował podejmować żadnych anty-angielskich akcji, dlatego też tę kwestię postanowiono odłożyć na potem. Henryk IV był odtąd niepodzielnym i powszechnie uznawanym monarchą, nie miał jednak czasu by się tym cieszyć. Po nowym 1408 roku, króla bowiem ponownie dopadła choroba. Medykom udało się ją co prawda osłabić, lecz w grudniu 1408 r. miał miejsce jeden z najgroźniejszych ataków. Króla "przybiło" do łoża na prawie trzy miesiące, wydawało się że już z tego nie wyjdzie. Henrykowi udało się jednak wyzdrowieć, doszedł do siebie na tyle że był nawet w stanie wziąć udział w turnieju rycerskim, który zorganizowano na cześć jego wyzdrowienia. Wziął udział tylko w jednym starciu, lecz starał się pokazać ludowi z jak najlepszej strony - jako zdrowy, silny i wciąż sprawny władca, dlatego też popisywał się wszem i wobec. Miał zresztą dopiero 42 lata.

Rok 1409 upłynął spokojnie i prawie bez dalszych objaw pogorszenia się królewskiego zdrowia (z drobnymi wyjątkami). W styczniu 1410 r. do Londynu przybyło poselstwo od Wielkiego Mistrza Zakonu Krzyżackiego - Ulricha von Jungingena, proszące króla o osobiste uczestnictwo (na czele rycerstwa Anglii), w wojnie z "pogańską" Polską i Litwą. Henryk, prawdopodobnie zdając sobie sprawę że taka podróż w jego stanie (nawrót choroby mógł nadejść w każdej chwili), nie jest możliwa, wymigał się twierdząc że on bardzo chętnie wziąłby udział w nowej wojnie z poganami, lecz niepewna sytuacja z Walią i Francją, zmusza go by pozostał w kraju. Henryk w młodości już brał udział w walkach w szeregach Zakonu Krzyżackiego, w 1390 r. oblegał wraz z Krzyżakami Wilno. Wiadomość o wizycie dyplomatycznej przedstawicieli Zakonu krzyżackiego, znalazła się także w liście komtura Dietricha von Logendorfa, wysłanego do Malborka (siedziby Zakonu), 20 stycznia 1410 r.




Von Logendorf pisze w nim nie tylko o samej wizycie przedstawicieli Zakonu i królewskich próbach wymigania się z uczestnictwa w wojnie, ale także stwierdza z wyraźnym zaniepokojeniem, że na tym samym statku którym przypłynęły listy wielkiego mistrza Ulricha von Jungingena, przybył do Anglii również polski poseł, wiozący listy od króla Władysława Jagiełły. Dalej w swym liście von Logendorf pisze że w ślad za przybyciem do Londynu polskiego herolda, przybyło tu również dwóch polskich rycerzy. Jednym z nich był niejaki Jarosław z Iwna. Podarował on angielskiemu monarsze cztery piękne ogiery, które były darem od króla Władysława II Jagiełły, prosząc jednocześnie Henryka IV by nie wspierał militarnie (ani politycznie), Zakonu Krzyżackiego. Jarosław z Iwna miał bowiem wytłumaczyć królowi Anglii przyczyny wybuchu anty-krzyżackiego powstania na Żmudzi, przedstawił królewskie listy i opisał okrucieństwa krzyżackie popełniane na ludności żmudzkiej, litewskiej i polskiej. Ponoć gdy doszedł do opisywania gwałtów, jakie popełniali rycerze Zakonu na bezbronnych Żmudzinkach, król Anglii, miał powiedzieć: "Po to istnieją kobiety, by je gwałcić", oraz miał totalnie zbagatelizować sprawę. Król Henryk oficjalnie dał polskim posłom do zrozumienia że czuje się "dziecięciem Prus" (było to nawiązanie do jego wcześniejszych walk po stronie Zakonu na Litwie i w Prusach), a co za tym idzie zamierza wciąż wspierać Zakon Krzyżacki. Jeszcze 10 października 1409 r. zawarł on z przedstawicielami Zakonu układ w Westminsterze.

Mimo że "polska misja" zakończyła się niepowodzeniem, przedstawiciele Zakonu, obecni przy angielskim dworze (wśród nich właśnie Dietrich von Logendorf), zaniepokoili się ewentualną zmianą nastawienia angielskiego dworu do "wojny z poganami". Dlatego też Logendorf namawiał listownie wielkiego mistrza by wysłał do Anglii odpowiedź na "polskie zarzuty". Tak też się stało 20 maja 1410 r. Ulrich von Jungingen wysłał kolejne poselstwo, tym razem ze skargami na króla Władysława Jagiełłę i księcia Witolda (brata Jagiełły), przedstawiając ich w jak najgorszym świetle. Mimo to jednak, choć misja polskich heroldów zakończyła się niepowodzeniem, to odniesiono jeden sukces - przedstawicielom Zakonu udało się namówić do udziału w wojnie niewielką liczbę angielskich rycerzy, zaś sam Henryk IV, prawdopodobnie właśnie pod wpływem opinii Jarosława z Iwna, nie udzielił Krzyżakom pomocy militarnej, do jakiej się zobowiązał w traktacie westminsterskim z 10 października 1409 r. Nadal jednak król Władysław II Jagiełło był postrzegany w Anglii jako "niewierny, udający jedynie chrześcijanina".


PARODIA GRUNWALDU I ... REKLAMA PIWA "LECH"

ŚNIEG PO PACHY W ... LIPCU

"O CO CHODZI?"

"DOSTALIŚMY PREZENT OD WIELKIEGO MISTRZA"

"DANKE, DANKE, NO ALE - W CZYM ON JEST TYM MISTRZEM?"

"WE WOJNĘ CHYBA?"

"TAK?"

 (...)

"ALE KRÓL BIJE DAMĘ"

"TO CHYBA U WAS"





CDN.
 

sobota, 23 kwietnia 2016

HENRYK VIII I JEGO (CZTERY OSTATNIE) ŻONY - Cz. XVIII

POCZĄWSZY OD EGZEKUCJI 

ANNY BOLEYN


Postanowiłem powrócić do tematu Tudorów, a konkretnie Henryka VIII i jego czasów. Tym razem jednak zamierzam zaprezentować losy ostatnich czterech żony Henryka VIII (Jane Seymour, Anny Kliwijskiej, Katarzyny Howard i Katarzyny Parr). Temat ten rozpocząłem już pod innym tytułem, gdzie opisałem panowanie Henryka VIII, od jego wstąpienia na tron i małżeństwa z Katarzyną Aragońską, poprzez miłość do Anny Boleyn, zmagania związane z rozwodem i uzyskaniem papieskiej zgody na poślubienie Anny, poprzez jej wyniesienie, koronację i małżeństwo z Henrykiem, aż do upadku Anny, który (należy to przyznać), spowodował w dużej mierze, dość beztroski i swobodny charakter samej Anny. W tym temacie zaprezentuję więc dalsze losy króla Henryka, od chwili egzekucji Anny Boleyn i małżeństwa z Jane Seymour


KATARZYNA PARR

Cz. IV

 



Koronacja dziewięciomiesięcznej królowej Szkocji Marii I Stuart, miała miejsce 9 września 1543 r. w kaplicy zamkowej zamku Stirling. Zamek był chroniony przez ludzi Mateusza Stuarta - hrabiego Lennox, zaś zarówno matka (Maria de Guise), jak i córka królowa Maria I, wiodły w Stirling dostatnie, beztroskie życie. Z chwilą oficjalnej koronacji córki, pozycja Marii de Guise wzrosła niewspółmiernie. Stała się ona rzeczywistą (choć nieoficjalną), władczynią Szkocji, przewodniczącą Tajnej Rady Szkocji i wraz z nią, w imieniu córki - decydowała o sprawach państwa, zaś Jakub Hamilton - hrabia Arran, tracił coraz bardziej swe wpływy. 3 września 1543 r. jeszcze przed koronacją Marii na królową Szkotów, Hamilton opuścił stolicę i udał się na zamek Blackness, oficjalnie by odwiedzić swą ciężarną małżonkę, na prawdę zaś by spotkać się z kardynałem Dawidem Beatonem. Do spotkania obu mężczyzn doszło na zamku Callendar, gdzie oficjalnie Hamilton pojednał się z Beatonem, swym niegdysiejszym rywalem do władzy regencyjnej nad Szkocją.

Tymczasem Maria de Guise, próbowała prowadzić politykę "dwu-frontowo", przede wszystkim zależało jej na nawiązaniu jak najlepszych stosunków ze swą ojczyzną - Francją, a środkiem ku temu miało być małżeństwo jej córki z synem francuskiego króla. Jednocześnie, ponieważ po ratyfikacji przez szkocki Parlament traktatu pokojowego z Greenwich, większość wielmożów nie chciała ponownie zadrażniać stosunków z Anglią, więc Maria obiecywała także angielskiemu ambasadorowi - Ralphowi Sadlerowi (o którym miała bardzo niskie mniemanie, uważając go wręcz za "głupiego człowieka"), że obietnica poślubienia Marii przez króla Henryka VIII, jest wciąż aktualna i gdy tylko jej córka skończy 10 lat, wyjedzie do Anglii by przygotowywać się do roli królewskiej małżonki (choć Henryk był już wówczas od 12 lipca żonaty po raz szósty z Katarzyną Parr).




Maria de Guise dążyła do zdobycia oficjalnej regencji zatwierdzonej przez Parlament. W tym celu zawiązała sojusz z hrabią Angus i sir Jerzym Douglasem. Spowodowało to, iż zaczęła zdobywać zwolenników wśród możnych królestwa i jednocześnie przekonywać ich do zmiany polityki Szkocji, czyli do ponownego sojuszu z Francją. Przeciwnicy takiej polityki (jak choćby Jakub Hamilton), zostali przez nią skutecznie zneutralizowani. Hrabia Arran, widząc że nie zdoła sprzeciwić się woli nowej władczyni Szkocji, postanowił całkowicie zmienić front (w myśl zasady: "Jeśli nie jesteś w stanie pokonać swego przeciwnika - przyłącz się do niego"). Zrezygnował z wspierania polityki proangielskiej i wyraził publicznie zgodę na małżeństwo królowej Marii z francuskim delfinem (tytuł następców francuskiego tronu, z reguły synów panującego władcy), oraz przyłączył się do stronnictwa profrancuskiego.

Przejście Hamiltona do obozu Marii de Guise, oznaczało upadek całej polityki proangielskiej, a to jednocześnie znaczyło że traktat z Greenwich, wkrótce zostanie wypowiedziany. I tak też się stało, dnia 11 grudnia 1543 r.,Parlament Szkocji wypowiedział ów traktat pokojowy z Anglią, co oznaczało tylko jedno - ponowną wojnę. Już 20 grudnia wiadomość o wypowiedzeniu wojny Szkocji, zaniósł angielski poseł pełnomocny - Henryk Ray, jednak do działań zbrojnych na razie nie dochodziło, bowiem król Henryk VIII miał nadzieję że uda się na drodze pokojowej doprowadzić do ponownego przyjęcia traktatu z Greenwich. Pragnął bowiem połączyć koronę Anglii, Irlandii i Szkocji pod jednym berłem - berłem Tudorów. Wykonał więc pierwsze gesty które miały świadczyć o jego pokojowym nastawieniu. Zwolnił więc z więzienia i odesłał do Szkocji (wcześniej wymuszając na nich honorowe przyrzeczenie że powrócą z powrotem do Anglii, gdy tylko on ich ponownie zawezwie), szlachciców wziętych do angielskiej niewoli, po zwycięskiej bitwie pod Solway Moss. Okazało się jednak że uwolnieni szkoccy możnowładcy oskarżyli Henryka, że wymusił na nich owo przyrzeczenie i nie zamierzali z powrotem wracać do Anglii. Henryk jeszcze w marcu 1544 r. wysłał w tej sprawie do Edynburga, swego herolda, lecz niczego nie wskórał. Wojna stawała się koniecznością.




Szkoci byli o wiele słabsi militarnie, oraz do niedawna bardzo podzieleni politycznie, by przygotować skuteczną obronę własnych granic. Zaś armia angielska, licząca ok. 17 tys. żołnierzy, pod wodzą Edwarda Seymoura - lorda Hertford (brata zmarłej królowej Jane Seymour), bardzo szybko przekroczyła szkocką granicę (w połowie kwietnia 1544 r.), i niczym nie niepokojona, maszerowała prosto na stolicę tego kraju - Edynburg. Król Henryk VIII polecił swemu dowódcy Edwardowi Seymourowi księciu Somerset i lordowi Hertford, by ten zniszczył miasteczko St. Andrews, miejsce koronacji królów Szkocji i tzw.: "religijnej stolicy Szkocji". Seymour stwierdził jednak że nie uda się dotrzeć do miasta, nie zdobywając wcześniej samej stolicy Szkocji - Edynburga. Wówczas król rzucił inny pomysł, nakazał opracowanie porwania kardynała Dawida Beatona, rzecznika zbliżenia szkocko-francuskiego, oraz głównego winowajcy odrzucenia w grudniu 1543 r. przez Parlament Szkocji traktatu z Greenwich. Król wyznaczył do przeprowadzenia tego śmiałego planu trzech mężczyzn - Jakuba Kirklcaldy-Grange, Normana Lesly i Jana Charterisa, wszyscy oni byli Szkotami pozostającymi na służbie angielskiej. Z planów tych nic jednak nie wyszło.

Tymczasem armia angielska pod wodzą lorda Hertford maszerowała na Edynburg. Miasto zostało postawione w stan gotowości obronnej przez regenta Szkocji Jakuba Hamiltona hrabiego Arran i burmistrza Edynburga - Adama Otterburna. Z pałacu królewskiego wywieziono również cenniejsze przedmioty w tym królewskie gobeliny i arrasy. Okoliczne brody wiodące do miasta obsadzono pośpiesznie ściągniętymi w to miejsce chłopami z okolicznych wsi, zaś mury obronne Edynburga wzmocniono powołanymi w ostatniej chwili posiłkami z okolicznych miasteczek.

3 maja 1544 r. rozpoczął się angielski desant. Angielska flota wojenna po spaleniu miasteczka St. Monans, wysadziła na brzeg w rejonie szkockiej stolicy (był to obszar hrabstwa Fife), prawie 10 000 żołnierzy, reszta sił Edwarda Seymoura operowała na lądzie. Łącznie siły angielskie liczyły ok. 17 000 żołnierzy i 11 armat plus 4 niewielkie działka. Szkoci posiadali ok. 15-20 armat (większa część z nich rozmieszczona była jednak poza murami miasta, na okolicznych umocnionych stanowiskach ogniowych), zaś ich łączne siły liczyły ok 6000 mężczyzn, do tego improwizowane oddziały kawalerii, które będąc rozsiane po okolicznych lasach, miały za zadanie "szarpać" Anglików, utrudniając im atak na miasto.

Nie doszło jednak do tego, gdyż z chwilą angielskiego desantu i po półgodzinnej wymianie ognia, szkoccy obrońcy ulokowani na umocnionym brodzie, wiodącym z miasteczka Granton do Leith, po prostu porzucili swe stanowiska i uciekli. Dowodzący nimi Jerzy Gordon hrabia Huntly i Jakub Stuart hrabia Moray, nie próbowali nawet zatrzymywać uciekających i sami rzucili się do ucieczki w kierunku stolicy. W ręce Anglików wpadło aż osiem szkockich dział. Następnie Anglicy podeszli pod umocnione Leith, gdzie również po kilkuminutowym ostrzale (prowadzonym ponoć jedynie przez trzech strzelców, reszta oddziałów także uciekła), miasteczko wpadło w angielskie ręce. Anglicy zajęli także zacumowane na redzie dwa szkockie okręty wojenne: "Salamandra z Leith" i "Jednorożec", pierwszy był prezentem ślubnym króla Francji Franciszka I dla Jakuba V z okazji jego małżeństwa z Magdaleną de Valois (córką Franciszka I). Po zajęciu miasteczka przez Anglików, spłonęło tam kilka budynków w tym okoliczna kaplica św. Niniana.




6 maja 1544 r. Anglicy podeszli pod stolicę Szkocji - Edynburg. Rozpoczął się szturm na bramę miejską, połączony z ostrzałem artyleryjskim szkockich pozycji ogniowych, w których zapanował chaos, w związku z rozkazem przeniesienia części dział z jednych pozycji na drugie. W czasie obrony bramy miejskiej poległo ok. 400 Szkotów, choć w angielskie szeregi także wkradło się rozprężenie, niektórzy Anglicy zaczęli bowiem walczyć między sobą. W końcu brama została wysadzona celnym ostrzałem artyleryjskim i atakujący wdarli się do środka. Szkoci próbowali jeszcze utworzyć przyczółek obronny na głównej ulicy miejskiej, gdzie próbowano ściągnąć część armat, oraz zamienić zamek królewski w twierdzę. Te plany okazały się jednak niewykonalne, jako że Anglicy szybko opanowali zamek, zaś duża część szkockich armat w chwili wdarcia się Anglików do miasta, została opuszczona przez załogi.

Upadek miasta stał się faktem, kto mógł uchodził z płonącej stolicy - teraz zaś rozpoczął się angielski rabunek. Angielscy żołdacy wdarłszy się do królewskich pałaców: Zamku Królewskiego i pałacu Holyrood, rabowali wszystko co miało jakąkolwiek wartość. Miasto płonęło jeszcze dnia następnego 7 maja, Edynburg został prawie doszczętnie zniszczy i ograbiony zaś ci z mieszkańców, którzy nie zginęli i nie zdążyli uciec - popadli w niewolę, jednak nie udało się ująć żadnego ze szkockich wodzów, ani Arrana, ani Otterburna, ani kardynała Beatona, wszyscy bowiem zdążyli w porę zbiec. Wieść o upadku i zniszczeniu Edynburga, bardzo szybko obiegła europejskie dwory, wywołując przerażenie i potępienie angielskiego gwałtu. Jednak król Henryk VIII, nie zważając na te głosy, jeszcze w maju 1544 r. nagrodził najdzielniejszych spośród swych żołnierzy, wielu z nich otrzymało tytuły szlacheckie.





Po zajęciu szkockiej stolicy, Anglicy zyskiwali potężną bazę wypadową i punkt o strategicznym znaczeniu do dalszej wojny ze Szkotami. Anglicy dalej też plądrowali i palili okoliczne wioski i miasteczka, chcąc zmusić Angusa do zawarcia pokoju na angielskich warunkach (Henrykowi VIII zależało na odnowieniu traktatu z Greenwich, by dziecięca królowa Maria I Stewart, poślubiła już nie jego samego, lecz jego synka - księcia Edwarda).



CDN.

środa, 20 kwietnia 2016

HENRYK VIII I JEGO (CZTERY OSTATNIE) ŻONY - Cz. XVII

POCZĄWSZY OD EGZEKUCJI

ANNY BOLEYN


 Postanowiłem powrócić do tematu Tudorów, a konkretnie Henryka VIII i jego czasów. Tym razem jednak zamierzam zaprezentować losy ostatnich czterech żony Henryka VIII (Jane Seymour, Anny Kliwijskiej, Katarzyny Howard i Katarzyny Parr). Temat ten rozpocząłem już pod innym tytułem, gdzie opisałem panowanie Henryka VIII, od jego wstąpienia na tron i małżeństwa z Katarzyną Aragońską, poprzez miłość do Anny Boleyn, zmagania związane z rozwodem i uzyskaniem papieskiej zgody na poślubienie Anny, poprzez jej wyniesienie, koronację i małżeństwo z Henrykiem, aż do upadku Anny, który (należy to przyznać), spowodował w dużej mierze, dość beztroski i swobodny charakter samej Anny. W tym temacie zaprezentuję więc dalsze losy króla Henryka, od chwili egzekucji Anny Boleyn i małżeństwa z Jane Seymour


KATARZYNA PARR

Cz. III


KATARZYNA PARR



Królowa Katarzyna Parr była powszechnie lubiana na dworze. Cechowała się bystrym intelektem, cnotliwością i skromnością, była wyśmienitym rozmówcą (m.in.: dzięki temu właśnie zdobyła uznanie króla Henryka VIII). Katarzyna wszystkich traktowała jednakowo, bez względu na pozycję jaką zajmowała dana osoba - wszystkich oczarowała swą serdecznością i dobrocią. Nowa królowa lubiła również muzykę, malarstwo, taniec, a przede wszystkim kochała zwierzęta. Katarzyna również była gorącą zwolenniczką reformacji i często wchodziła w dysputy z ludźmi przychylnymi jej kontynuowaniu w Anglii. W taki też sposób zaprzyjaźniła się z Katarzyną Willoughby, żoną Karola Brandona - księcia Suffolk, dzięki niej zapoznała wielu wpływowych protestanckich duchownych i występowała potem w ich imieniu, gdy król coraz bardziej zaczął się skłaniać w kierunku doktryny katolickiej w stworzonym przez siebie kościele anglikańskim.

Katarzyna również starała się działać w imieniu królewskich córek - lady Marii i lady Elżbiety, prosząc króla by ponownie przywrócił im prawo dziedziczenia tronu (dopięła swego w 1544 r. wówczas to księżniczka Maria i księżniczka Elżbieta otrzymały prawo do korony, ale dopiero po śmierci królewskiego syna - księcia Edwarda i jego ewentualnych męskich potomków, dopiero wówczas władzę mogła objąć najpierw lady Maria, po jej zaś bezdzietnej śmierci dopiero lady Elżbieta). Katarzyna także zajęła się edukacją, szczególnie księżniczki Elżbiety. Kontrolowała jej skrupulatną naukę obejmującą łacinę, grekę, język francuski, hiszpański i włoski. Elżbieta bardzo czule i z wielkim poważaniem odnosiła się do swej macochy, o czym świadczą listy, które pisała do Katarzyny, nazywając ją w nich "swą drogą mateczką". W 1544 r. Elżbieta (w wieku 11 lat), wysłała królowej Katarzynie, własne tłumaczenie dzieła Małgorzaty z Nawarry (siostry króla Francji - Franciszka I, u której w młodości służyła jej matka - Anna Boleyn, jako dwórka Małgorzaty. Małgorzata nazywana jest "pierwszą nowoczesną kobietą", jako ze była niezwykle przebojową, pewną siebie i "płodną" renesansową autorką literacką.), zatytułowanego "Zwierciadło grzesznej duszy".

Zaś w odniesieniu do lady Marii (znając jej przywiązanie do religii katolickiej), odnosiła się niezwykle delikatnie i taktownie, starając się jej niczym nie urazić a tym samym nie zrazić do siebie. Nie matkowała jej, bowiem księżniczka Maria była prawie jej rówieśnicą (Katarzyna była tylko 4 lata starsza od Marii), lecz traktowała ją jak swą przyjaciółkę i można by dziś rzec: "kumpelę". Wiadomym jest że Katarzyna prosiła Henryka by zapewnił Marii pierwszeństwo sukcesji tronu, jeszcze przed Edwardem, lecz ten przyjął ową propozycję bardzo źle, i wtedy chyba po raz pierwszy (i prawdopodobnie jedyny), zrobił Katarzynie dziką awanturę i zakazał wtrącania się w te sprawy. Stwierdził jednocześnie, że jego syn jest i pozostanie jedynym dziedzicem, a córki, jak stwierdził: "Jeśli Bóg da, nigdy na tronie nie zasiądą". Katarzyna pomna losów swych poprzedniczek już nigdy nie powróciła do tego tematu.




W tym czasie zaś ponownie popsuły się stosunki z Francją. Król bowiem zamierzał wejść w sojusz z cesarzem Karolem V i wraz z nim zaatakować Francję. Otrzymał również zapewnienie, że cesarz wyrazi zgodę na odebranie przez Anglię ziem francuskich, utraconych jeszcze w czasie wojny stuletniej (1337-1453). Poza tym król od początku swego panowania marzył o wielkiej wojnie która mogłaby przynieść mu sławę porównywaną do sławy Henryka V, jego imiennika, którego podziwiał i którego chciał przewyższyć w zwycięstwach. Pragnął bowiem bardzo zostać szczególnie zapamiętany przez potomność (sądził, że potrzebna była mu w tym wojna i wielka zwycięska bitwa, która opromieniłaby jego imię i sztandary na kolejne sto, dwieście lat. Nie zdawał sobie sprawy że potomność i tak go zapamięta z innej przyczyny).

Zawarł więc (kwiecień 1544 r.) sojusz z Hiszpanią i wprowadził swoje królestwo do Ligii Antyfrancuskiej, złożonej z Hiszpanii, Cesarstwa Rzymskiego ("Narodu Niemieckiego"), Saksonii i Brandenburgii i rozpoczął wielkie przygotowania wojenne. Królowa Katarzyna Parr, stanęła teraz przed wielkim i niezwykle odpowiedzialnym zadaniem - miała bowiem zostać regentką Anglii podczas nieobecności króla w kraju, była więc już drugą kobietą w czasie panowania Henryka VIII, która pełniła ten urząd - pierwszą była Katarzyna Aragońska i miało to miejsce w 1513 r. ponad trzydzieści lat wcześniej. 

Angielski plan wojenny zakładał wysłanie do Francji dwóch armii, pierwsza pod dowództwem Karola Brandona - księcia Suffolk, miała wylądować w Boulonnais, na północ od twierdzy Boulogne, a następnie przez Artios i wschodnią Pikardię, wkroczyć do Szampanii, by potem skierować się na Paryż. Druga armia pod osobistym dowództwem króla Henryka VIII, miała wylądować na południe od Boulogne, po czym obie armie miały zająć ową twierdzę. Następnie armia królewska skierować miała się przez zachodnią Pikardię na Paryż, wcześniej zajmując Amiens, Compiegne i Beauvais. Henryk liczył na szybkie i łatwe zwycięstwo, bowiem gros sił francuskich skoncentrowany był na froncie południowo-wschodnim i południowym, w walce z Hiszpanią i Cesarstwem Rzymskim. Poza tym monarcha jakby odżył. Król, który od kilku już lat nie uprawiał żadnych sportów, ani nie brał udziału w turniejach rycerskich - teraz ponownie nabrał animuszu i poczuł przypływ młodzieńczych sił. Nawet noga, która bardzo go bolała, przestała mu dokuczać, tak że czas spędzony w siodle królowi zbytnio nie przeszkadzał (na dworze zaś niekiedy nie był w stanie siedzieć na tronie, nie mówiąc już o staniu czy chodzeniu).

W czerwcu 1544 r. przygotowania do ataku na Francję zostały zakończone i w połowie lipca Henryk VIII ze swoją armią przepłynął Kanał La Manche lądując na francuskiej plaży w pobliżu twierdzy Boulogne. Tam też, już od 19 lipca trwało oblężenie owej twierdzy przez siły angielskie pod dowództwem Karola Brandona - księcia Suffolk, Henryk zaś z drugą armią dotarł pod Boulogne w kilka dni później. Pragnął odnieść wielkie zwycięstwo, na miarę Azincourt 1415 roku, by dorównać w sławie wojennej Henrykowi V, przybył jednak zbyt późno. Oblężenie było bardzo ciężkie i wyczerpujące dla obydwu stron. Król nakazał ostrzał artyleryjski twierdzy, który trwał do początku sierpnia, lecz właśnie owo spóźnienie armii królewskiej (a co za tym idzie nie wykorzystanie elementu zaskoczenia - siły Brandona były bowiem zbyt słabe by same mogły zająć Boulogne), stało się powodem sporu pomiędzy przyjaciółmi. Bowiem Karol Brandon w prywatnej rozmowie z monarchą zarzucił mu że to przez jego spóźnienie twierdza wciąż się broni, i że trzeba tu tracić tyle czasu. Doszło wówczas do dużej kłótni pomiędzy Henrykiem a Brandonem, lecz król nie tylko nie ukarał swego druha za jego bezczelność, lecz już wkrótce ponownie razem opracowali plany jak najszybszego zdobycia twierdzy.




W tym samym czasie, gdy król Henryk VIII oblegał francuską twierdzę Boulogne, Anglia toczyła również drugą wojnę, na północy przeciwko Królestwu Szkocji. Trzeba słów kilka powiedzieć również o tym konflikcie nim przejdę na "front francuski". Po śmierci króla Szkocji Jakuba V w nocy z 14 na 15 grudnia 1542 r. (król zmarł kilka minut po północy, był to więc już 15 grudnia, lecz w historiografii często występuje właśnie 14 grudnia, jako data dzienna jego śmierci), tron przeszedł w ręce niemowlęcia, zaledwie siedmiodniowej księżniczki Marii I Stewart. Oczywiście niemowlę, ani dziecko nie mogło rządzić państwem. Początkowo więc na kilka pierwszych dni władzę jako regent, objął kardynał Dawid Beton, szybko został jednak pozbawiony tego tytułu, przez Jakuba Hamiltona - hrabiego Arran.

Wówczas Szkocja została podzielona na dwa wrogie sobie obozy. Pierwszym z nich był obóz profrancuski, na którego czele stała (nieoficjalnie), sama królowa-matka Maria de Guise (będąc bowiem Francuzką, dążyła do sojuszu politycznego z tym państwem). Wspierał ją w tym przedsięwzięciu kardynał Dawid Beton, który oficjalnie stanął na czele właśnie owego profrancuskiego stronnictwa politycznego. Przeciwnikami tej polityki, byli zwolennicy ściślejszego sojuszu z Anglią i właśnie na ich czele stał hrabia Arran. Kardynał Beton odczytał królewski testament w dniu 17 grudnia, w którym to właśnie jemu Jakub V powierzał regencję nad swoją córeczką. Szybko jednak Beton został "obalony". Szkocki reformator, pisarz, dyplomata i historyk - Jan Knox, oskarżył go o zbyt bliskie stosunki z królową Marią de Guise, co wywołało poważny skandal w całym państwie, Beton został więc pozbawiony tytułu regenta i zaraz potem aresztowany, zaś nowym regentem Szkocji został Jakub Hamilton - hrabia Arran.

Najważniejszym zadaniem które stanęło przed regentem Szkocji, było jak najszybsze zakończenie wojny z Anglią (przy jak najmniejszych stratach własnych, zaś po zwycięstwie pod Solway Moss - 24 listopada 1542 r. Anglicy najeżdżali szkockie pogranicze) i doprowadzenie do sojuszu między oboma krajami. Hrabia Arran jednocześnie zaczął dążyć od marca 1543 r. do zawarcia małżeństwa pomiędzy trzymiesięczną królową Marią I, a swym 11-letnim synem Jakubem Hamiltonem młodszym. Plany te skutecznie pokrzyżował mu, przybyły w styczniu tego roku z Anglii - 26-letni Mateusz Stewart - hrabia Lennox. Lennox sam posiadał mocne prawo do tronu, był bowiem prawnukiem Marii, córki Jakuba II (panował w latach 1437-1460) i sądził że albo uda mu się pozbawić tronu niemowlę płci żeńskiej, albo córka Jakuba V szybko umrze (owe plany nie były bezpodstawne, mała królowa poważnie wówczas chorowała).



RÓŻA TUDORÓW



Hrabia Arran próbował przeciągnąć Lennoxa na swoją stronę, ofiarując mu tytuł swego oficjalnego zastępcy, ten jednak odrzucił ów gest pojednania (czy też neutralizacji), ze strony Hamiltona, i oskarżył jednocześnie regenta Szkocji w marcu 1543 r. o to że jest bękartem. Jak dowodził, drugie małżeństwo jego ojca Jakuba Hamiltona, z Janet Beaton, było od początku nieważne, zostało bowiem zawarte niezgodnie z prawem Kościoła. Hamilton jednak pozostał na swym stanowisku. Od początku 1543 r. angielski ambasador sir Ralph Sadler, prosił królową-matkę Marię de Guise, by wyraziła zgodę na małżeństwo swej córki z synem Henryka VIII - księciem Edwardem. Henryk (ewentualnie) proponował także małżeństwo Marii I Stewart ze ... sobą samym, na co królowa Maria de Guise wyraziła zgodę, mówiąc do angielskiego ambasadora takie oto słowa: "Jeśli król Henryk w swej łaskawości ofiarowuje mej córce taki zaszczyt, musi to być dla niej święty obowiązek".

Wreszcie dnia 1 lipca 1543 r. podpisano w pałacu Greenwich w Londynie, angielsko-szkocki traktat pokojowy. Jego kluczowym punktem była zgoda na ożenek królowej Marii I (siedmiomiesięcznego dziecka), z Henrykiem VIII, królem Anglii (liczącym sobie wówczas lat 52). Traktat mówił, że gdy Maria ukończy 10 rok życia, przyjedzie do Anglii i tam zamieszka, oczekując na swe małżeństwo z królem Anglii. W traktacie jednak zastrzeżono oddzielne prawa korony angielskiej i szkockiej. Odtąd zarówno młodziutka królowa jak i jej matka miały zamieszkać na zamku Linlithgow i być pod ciągłą obserwacją z polecenia hrabiego Arran, zaś kardynała Betona zamknięto na zamku Dalkeith, a następnie przeniesiono do zamku Blackness. Zamek Linlithgow został jednak oblężony przez ludzi Mateusza Stewarta - hrabiego Lennox, i padł po krótkim ostrzale artyleryjskim. Lennox umieścił matkę i córkę na zamku Stirling w dniu 27 lipca 1543 r.

25 sierpnia Parlament Szkocji ratyfikował traktat z Anglią, mimo to z początkiem września doszło do nieprzyjemnego incydentu który ponownie zadrażnił stosunki pomiędzy oboma krajami. Szkoccy kupcy, którzy robili swe interesy we Francji, zostali aresztowani w Anglii, gdy wracali do kraju, zaś ich towary zostały skonfiskowane na rozkaz Henryka VIII. Co ciekawe do aresztowania doszło bez przyczyny, co spowodowało ponowny wybuch nastrojów antyangielskich w Szkocji. Nawet optujący za sojuszem z Londynem - regent Szkocji hrabia Arran, opowiedział się zdecydowanie przeciwko takim praktykom i zażądał uwolnienia kupców. Jego żądanie przeszło jednak bez większego echa w Anglii.



CDN.

środa, 13 kwietnia 2016

HENRYK VIII I JEGO (CZTERY OSTATNIE) ŻONY - Cz. XIV

POCZĄWSZY OD EGZEKUCJI

ANNY BOLEYN


 Mała zmiana tematu. Ponieważ teraz już wkraczam w okres, w którym przyjdzie się Henrykowi VIII zmierzyć orężnie z Francją (w krótkiej wojence), oraz zabiegać o zdobycie tronu Szkocji, poprzez wydanie za tamtejszego króla (Jakuba V), jednej ze swych córek, zatem słów kilka należy również powiedzieć o samym Królestwie Szkocji, tym bardziej że królową małżonką, a od śmierci Jakuba IV Stewarta - regentką tego kraju, była siostra Henryka VIII - Małgorzata Tudor.


MAŁGORZATA TUDOR

(KRÓLOWA REGENTKA SZKOCJI)

Cz.V


 MARIA I 
KRÓLOWA SZKOCJI
(CÓRKA JAKUBA V i MARII DE GUISE)




Już w listopadzie 1541 r. Szkocja wypowiedziała Anglii wojnę i zaczęły się (niewielkie z początku), rajdy poszczególnych rycerzy na angielskie pogranicze. Działania te nie obejmowały dużego terenu i nie były znaczne, lecz bardzo uciążliwe, palono bowiem okoliczne wioski i miasteczka, zaś ludność z zagrożonych terenów uciekała na południe w obawie przed gwałtem i śmiercią. To jednak nie zadowoliło Jakuba V. Pragnął on bowiem dużego militarnego zwycięstwa w bitwie (takiej jak np. pod Bannockburn, gdzie w 1314 r. król Robert I Bruce, rozbił angielską armię pod wodzą króla Anglii - Edwarda II), po to by pomścić klęskę swego ojca Jakuba IV, pod Flodden w 1513 r. Z początkiem 1542 r. zbierać zaczął armię, by z nią uderzyć na Anglię z większym jeszcze impetem niż dotąd. Planował nie tylko dojść do Yorku, lecz miał w zamiarach nawet marsz na Londyn. Do tego jednak czasu również Henryk zmobilizował i dozbroił nadgraniczne posterunki, oraz stworzył armię, która miała wykonać prewencyjne uderzenie na Szkocję. Obie armie ruszyły przeciw sobie w sierpniu 1542 r.

Armią angielską dowodził sir Robert Bowes, szkocką zaś Jerzy Gordon - hrabia Huntly. Obie armie spotkały się w przygranicznej szkockiej miejscowości Haddon Rig. Bitwa która się wywiązała, zakończyła się całkowitym zwycięstwem Szkotów, armia angielska (choć liczniejsza), poszła w rozsypkę. Sukces militarny spod Haddon Rig, spowodował że plany Jakuba co do inwazji północnej Anglii, stały się teraz całkowicie realne. Sam zaś król Henryk, po utracie armii, zdawał sobie sprawę że nim wystawi nową minie trochę czasu, postanowił więc grać na zwłokę. Zaproponował swemu siostrzeńcowi zawarcie układu pokojowego, a nawet osobiste spotkanie obu monarchów w celu potwierdzenia "dozgonnej przyjaźni i miłości" pomiędzy obydwoma krajami. Jakub odrzucił tę propozycję, planując już inwazję, jak również oczekując narodzin kolejnego dziecka, kolejnego (a właściwie znów pierwszego syna). Królowa Maria bowiem z początkiem maja powiadomiła króla Jakuba, że ponownie jest w "błogosławionym stanie". Szczęśliwy i spokojny (o przyszłość dynastii) król Szkocji rozpoczął tym samym w miejscowości Lauder (na południowy-wschód od Edynburga), gromadzenie armii inwazyjnej przeciw Anglii. 

W listopadzie 1542 r. armia szkocka była praktycznie gotowa do inwazji na północną Anglię, jednak szlachta szkocka niechętna była tej wojnie. Król Jakub nie znosił takich nastrojów, często więc krzyczał i groził swym doradcom, oskarżając (w przypływach gniewu), nawet o zdradę. Utrata synów i defetystyczne nastroje w jego dowództwie, bardzo źle wpłynęły na zdrowie króla, który rozchorował się i musiał położyć do łoża. Ponieważ stan jego zdrowia nie polepszał się, nie było mowy by osobiście dowodził inwazją, tym bardziej że lekarze i wielu dworzan prosili go by powrócił do stolicy i wydobrzał, bowiem jeśli zdecyduje się na trudy marszu, jego zdrowie może tylko się pogorszyć. Jakub nie miał wyjścia, zresztą czuł się dość słabo, postanowił więc powrócić do Edynburga. Nim jednak jeszcze wyjechał, wyznaczył nowych wodzów armii oraz rozkazał im marsz na południe.




Henryk VIII również nie siedział z założonymi rękoma, przygotował nową armię, której zadaniem była wyprzedzająca inwazja na Szkocję. Jednym z dowódców wyprawy mianował Tomasza Whartona. Obie armie spotkały się pod Solway Moss, po angielskiej stronie granicy - 24 listopada 1542 r. Armia angielska pod wodzą Whartona, liczyła ok. 3000 żołnierzy, zaś Szkoci dowodzeni przez lorda Maxwella, byli pięciokrotnie liczniejsi. Trzeba jednak pamiętać że "niezdrowa" atmosfera oraz kłótnie w dowództwie szkockim, a także zbieranina chłopów, którym nagle dano do ręki broń i kazano walczyć, całkowicie niweczyły ową przewagę liczebną szkockiej strony. Bitwa zakończyła się więc całkowitą klęską armii szkockiej i co ciekawe w samej walce zginęło zaledwie kilkunastu Szkotów. Ok. tysiąca z nich  potopiło się w pobliskiej rzece Esk, podczas panicznej ucieczki w czasie angielskiego natarcia. Bitwa była wygrana dla Anglików, zaś straty angielskie minimalne - liczyły ok. ... 7 żołnierzy.

Wiadomość o porażce i utracie armii, która dotarła do Falkland (gdzie przebywał król Jakub V), dnia 6 grudnia, jeszcze bardziej pogorszyła stan zdrowia szkockiego monarchy. Król ponoć, mimo że lekarze zabraniali mu wstawać z łoża (miał bowiem wysoką gorączkę), chodził po komnatach ciskając i niszcząc co tylko stanęło mu na drodze, wszyscy zaś dworzanie uciekali, byle tylko nie narazić się na królewski gniew. Wreszcie Jakub V upadł i trzeba było szybko, ponownie przenieść go do łoża. Anglicy jednak byli zbyt słabi by ruszyć w głąb Szkocji, ograniczyli się więc jedynie do nadgranicznych najazdów, grabienia i palenia wsi oraz miasteczek.

Stan zdrowia króla wciąż się pogarszał. Królowa Maria de Guise nie przebywała wówczas z mężem, na jego prośbę wyjechała bowiem do zamku Linlithgow, na południe od Edynburga, zaś Jakub przebywał w pałacu Falkland. Tam też 10 grudnia dotarła do niego wiadomość o narodzinach dziecka dwa dni wcześniej 8 grudnia 1542 r. - przyszła na świat królewska córka - księżniczka Maria (bo takie właśnie imię nadała jej matka). Nie wiadomo czy informacja o narodzinach córki, a nie spodziewanego syna - pogorszyła w jakiś sposób stan zdrowia króla Jakuba, wiadomo jednak że gdy usłyszał że narodziła mu się córka odrzekł: "Zaczęło się od dziewczyny i na dziewczynie się zakończy". Jakub miał na myśli dynastię Stuartów, która swój początek wzięła od Marjorie de Bruce, córki króla Szkocji Roberta II (panował w latach 1371 - 1390), która założyła dynastię Stewartów, dzięki małżeństwu z hrabią Walterem Stuartem. Ich potomkowie panowali nad Szkocją do czasów Jakuba V. Zresztą narodziny córki nie oznaczały wcale końca dynastii, przyszła królowa Szkotów Maria I (panowała w latach 1542 - 1567), urodziła syna - króla Jakuba VI, który jako Jakub I zasiadł na tronie Anglii po śmierci Elżbiety I w 1603 r. jednocząc tym samym oba kraje we wspólnej unii personalnej. Co zaś się jeszcze tyczy samej królowej Marii I, to była ona polityczną (i osobistą - ponoć bowiem obie panie żywo się nienawidziły), rywalką królowej Anglii Elżbiety I, która w końcu uwięziła Marię i w 1587 r. skazała ją na śmierć przez ścięcie. 


SZKOCJA



Lekarze byli bezsilni, choroba postępowała, król Jakub wciąż gorączkował i nie można było zbić temperatury. Wreszcie zaczął majaczyć, co było mało zrozumiałe, jednocześnie przeklinając - co już było lepiej słyszalne (ponoć król rozpaczał nad utratą swego sztandaru w bitwie pod Solway Moss). Dzień 14 grudnia był dniem królewskiej agonii, król przyjął ostatnie namaszczenie (choć już zupełnie nie kontaktował). Zmarł kilka minut po północy 15 grudnia 1542 r. pozostawiając kraj swej siedmiodniowej córce, odtąd królowej Szkotów - Marii I Stuart. Król Jakub V był jednym z największych szkockich monarchów, stworzył szkocką flotę wojenną, oraz wzmocnił armię. Rozbudował pałace (choć nie budował nowych w przeciwieństwie do swego wuja Henryka VIII). Wielokrotnie w swych ustawach ulżył ciężkiej doli chłopstwa, które szczególnie go miłowało. Chciał stworzyć silną Szkocję, zapewnić jej bezpieczeństwo i niezależność od silniejszego i niezwykle agresywnego południowego sąsiada - Anglii. To mu się udało, lecz utrata armii pod Solway Moss, spowodowała że kraj musiał szybko zawrzeć pokój ze zwycięską Anglią. Jakub dążył także do wzmocnienia dynastii Stewartów i zapewnienia krajowi bezpieczeństwa poprzez narodziny syna - następcy tronu. Jednak czas pokazał że zarówno Maria I w Szkocji, jak również Elżbieta I w Anglii, były równie dobrymi władczyniami co ich ojcowie, zaś Elżbieta I jest obok swego ojca Henryka VIII, wymieniana w rankingu największych Brytyjczyków w dziejach.


KRÓLOWA SZKOCJI - MARIA I STUART




Od następnego postu ponownie wracam do opisywania Henryka VIII i jego następnej ostatniej już żony - Katarzyny Parr
CDN.
 

poniedziałek, 11 kwietnia 2016

HENRYK VIII I JEGO (CZTERY OSTATNIE) ŻONY - Cz. XIII

POCZĄWSZY OD EGZEKUCJI

ANNY BOLEYN


Mała zmiana tematu. Ponieważ teraz już wkraczam w okres, w którym przyjdzie się Henrykowi VIII zmierzyć orężnie z Francją (w krótkiej wojence), oraz zabiegać o zdobycie tronu Szkocji, poprzez wydanie za tamtejszego króla (Jakuba V), jednej ze swych córek, zatem słów kilka należy również powiedzieć o samym Królestwie Szkocji, tym bardziej że królową małżonką, a od śmierci Jakuba IV Stewarta - regentką tego kraju, była siostra Henryka VIII - Małgorzata Tudor.


MAŁGORZATA TUDOR

(KRÓLOWA REGENTKA SZKOCJI)

Cz. IV


KRÓL SZKOCJI JAKUB V



 Pomimo że Jakub V poślubił Marię de Guise w czerwcu roku 1538, to jednak nie została ona koronowana na królową Szkocji w dniu małżeństwa z królem. Jakub bowiem postanowił nie spieszyć się z koronacją Marii i poczekać aż będzie miał powód by właśnie to uczynić. Tym powodem oczywiście miało być zajście przez królową w ciążę i urodzenie mu prawowitego, męskiego następcy tronu (miał już bowiem kilku synów z nieprawego łoża). Lecz Maria wciąż nie była w błogosławionym stanie, pomimo wielkiej presji ze strony króla i dworu by powiła następcę tronu Szkocji. Wreszcie w połowie września 1539 r. Maria de Guise powiadomiła króla iż jest przy nadziei. Jakub był przeszczęśliwy, wszyscy na dworze spodziewali się narodzin syna, król też nakazał rozpoczęcie wielkich przygotowań do koronacji "matki jego syna". Miała być wspaniała (i przebić koronację Anny Boleyn z 1 czerwca 1533 r. wszystko by okazać się lepszym od swego wuja - Henryka VIII).

Z początkiem października ruszyły wielkie przygotowania, choć termin koronacji wyznaczony został przez króla na luty roku następnego. Do tego czasu zaś, Jakub pragnął by wszelkie waśnie w rodzinie poszły w zapomnienie, dlatego też nakazał swej matce by przestała starać się o uzyskanie rozwodu z Henrykiem Stewartem Lordem Methvenem. Małgorzata Tudor (zmuszona do tego przez syna), pojednała się więc z mężem, lecz nie zamierzała do niego już wracać. Jakub również postanowił się przemóc i spróbować w jakiś sposób pojednać się ze swym wujem - Henrykiem VIII, królem Anglii. W styczniu 1540 r. wysłał do Londynu swych ambasadorów, którzy przede wszystkim złożyli Henrykowi życzenia z powodu jego kolejnego małżeństwa z Anną Kliwijską, oraz zaproponowali ugodę i pewną formę sojuszu (lub przynajmniej życzliwej neutralności względem siebie). Jakub postanowił także zaprosić swego wuja na koronację Marii de Guise i to właśnie najprawdopodobniej spowodowało że Henryk odrzucił proponowany alians. Sam bowiem wcześniej konkurował z Jakubem o rękę Marii, a teraz miałby uczestniczyć w koronacji kobiety, która wybrała jego siostrzeńca? Poza tym Henryk zapewne nie uradował się życzeniami posłów szkockich, bowiem zamierzał jak najszybciej pozbyć się Anny Kliwijskiej. Był też i trzeci powód jego odmowy, być może właśnie najważniejszy - gdyby przyjął proponowany sojusz i uczestniczył w koronacji Marii de Guise na królową Szkocji, musiałby się udać do Edynburga, a wówczas zdany byłby na łaskę i nie łaskę swego siostrzeńca. Po owej audiencji stosunki angielsko-szkockie, miast się polepszyć - jeszcze bardziej się pogorszyły.


KRÓLOWA SZKOCJI MARIA DE GUISE



22 lutego 1540 r. odbyła się uroczysta koronacja Marii na królową Szkocji. Całe miasto zostało odświętnie udekorowane, a poszczególni wielcy panowie kłaniali się w pas królowej wchodzącej do opactwa Holyrood. Na cześć Marii oddano kilka salw z 30 dział umieszczonych na pałacowej "wieży Dawida". Korona królowej wysadzana była drogimi kamieniami i perłami, zaś berło wykonano ze srebra, dodając nań pozłacane ornamenty. Po koronacji urządzono turniej rycerski oraz bal na zamku królewskim, zaś wieczorem pokaz sztucznych ogni. Maria była już wówczas w zaawansowanej ciąży i nie mogła bezpośrednio uczestniczyć we wszystkich zabawach, to jednak starała się być obecna przynajmniej w tych najważniejszych, zresztą król zadbał o to, by wszystko było tak jak sobie zażyczy królowa, oraz by wszyscy dworzanie umilali jej czas konwersacją (Maria nie mogła tańczyć z powodu ciąży). Koronacja Marii de Guise była równie piękna i "bogato przystrojona", jak koronacja Anny Boleyn sprzed sześciu lat.

Z początkiem maja 1540 r. spodziewano się już szybkiego "rozwiązania", lecz poród nastąpił dopiero 22 maja, gdy królowa przebywała na odpoczynku w St. Andrews (miasto położone na północny-wschód od Edynburga). Narodził się następca tronu - syn, który otrzymał imię Jakub, po ojcu i dziadku. Gdy król dowiedział się że ma syna, był szczęśliwy i zadowolony, polecił również radosną nowinę ogłosić w całym królestwie, oraz nakazał by wszyscy Edynburczycy radowali się wraz z nim. W tym celu opłacił zakup wina, które popłynęło tego dnia miejskimi fontannami zamiast wody. Zaraz też nadał swemu synkowi tytuł księcia Rothesay. Wkrótce potem królowa ponownie zaszła w ciążę. 12 kwietnia 1541 r. narodził się kolejny syn królewskiej pary - książę Robert, który otrzymał od ojca tytuł księcia Albany. Jakub V nie mógł być szczęśliwszym, zapewnił dynastii Stewartów trwanie poprzez kolejnych synów, para królewska zaś darzyła się czułością i szacunkiem, jednak bardzo szybko w krótkim czasie, na króla Szkocji Jakuba V, spadło kilka nieszczęść naraz. 


 MAŁGORZATA TUDOR I HENRYK VIII 
W DZIECIŃSTWIE



Narodziny księcia Roberta (drugiego syna króla Jakuba V), 12 kwietnia 1541 r. były równie radosnym wydarzeniem co przyjście na świat pierwszego syna i następcy tronu - księcia Jakuba, jednak owa radość trwała bardzo krótko, bowiem niecałe dziesięć dni. Dzień 21 kwietnia, był sądnym dniem nie tylko dla Jakuba V i jego małżonki Marii de Guise, lecz przede wszystkim dla całej dynastii Stewartów, tego bowiem dnia obaj książęta bardzo poważnie się rozchorowali, na tyle poważnie że lekarze byli bez szans. Nie wiadomo co było przyczyną choroby i śmierci książąt, pewnym jest natomiast że królowa Maria dwukrotnie zmieniała mamkę dla Jakuba, bowiem miał on problemy z przyjmowaniem pokarmu. Książę Jakub i jego brat Robert zmarli tego samego dnia (21 kwietnia), w pałacu królewskim w Edynburgu. To był szok. Nagle okazało się że istnienie dynastii Stewartów stało pod znakiem zapytania, a to oznaczać mogło angielską interwencję i i narzucenie angielskich porządków w Szkocji. Mogło być również tak, że sam Henryk VIII mógł się po bezdzietnej śmierci Jakuba V, koronować na króla Szkocji, wówczas powstałoby jedno państwo - rządzone jednak z Londynu.

Nie wiadomo na ile śmierć synów, spowodowała pogorszenie się zdrowia samego króla, jednak pewnym jest, że przeżył to wydarzenie bardzo mocno, przede wszystkim psychicznie i emocjonalnie, co odbiło się na jego zdrowiu, a głównie na nerwach. Para królewska była w rozpaczy, jednak byli oni wciąż młodzi i kolejne dzieci mogły być jedynie kwestią czasu. Tak też w swym liście pisała do Marii de Guise (zapewne także by ją pocieszyć), jej matka - Antonina de Bourbon. Sprawy jednak dla przyszłości kraju i dynastii nie rysowały się różowo. Dnia 18 października 1541 r. zmarła również na zamku Methven, królowa-matka Małgorzata Tudor. Przed śmiercią w swym testamencie, błagała syna by obdarzył majątkiem i ziemią jej córkę ze związku z Archibaldem Douglasem (a przyrodnią siostrę króla Szkocji), po to, by zapewnić jej godne życie. Śmierć Małgorzaty pozwoliła jednak na podjęcie bardziej zdecydowanych kroków w polityce z królestwem Anglii. Jakub teraz mógł oficjalnie uderzyć na swego wuja i prewencyjnie zapobiec spodziewanej inwazji na Szkocję.





CDN.
 

sobota, 9 kwietnia 2016

HENRYK VIII I JEGO (CZTERY OSTATNIE) ŻONY - Cz. XII

POCZĄWSZY OD EGZEKUCJI 

ANNY BOLEYN


Mała zmiana tematu. Ponieważ teraz już wkraczam w okres, w którym przyjdzie się Henrykowi VIII zmierzyć orężnie z Francją (w krótkiej wojence), oraz zabiegać o zdobycie tronu Szkocji, poprzez wydanie za tamtejszego króla (Jakuba V), jednej ze swych córek, zatem słów kilka należy również powiedzieć o samym Królestwie Szkocji, tym bardziej że królową małżonką, a od śmierci Jakuba IV Stewarta - regentką tego kraju, była siostra Henryka VIII - Małgorzata Tudor.


MAŁGORZATA TUDOR

(KRÓLOWA REGENTKA SZKOCJI)

Cz. III


KRÓL SZKOCJI JAKUB V




Tak więc Małgorzata Tudor postanowiła ponownie prosić papieża o udzielenie jej rozwodu, tym razem z Henrykiem Stewartem. Z tego związku na świat przyszła córka - Dorota. Małgorzata poprosiła o wstawiennictwo swego syna, który miał bardzo dobre kontakty z Rzymem (19 stycznia 1537 r. niedługo po powrocie do Szkocji, Jakub V otrzymał od papieża miecz i kapelusz, które były symbolem jego trwania przy Kościele Katolickim. Jakub bowiem jeszcze w 1536 r. odmówił swemu wujowi - Henrykowi VIII, pójścia w jego ślady i zamknięcia klasztorów w Szkocji. W tym czasie zamierzał związać się już sojuszem polityczno-rodzinnym z królestwem Francji i nie chciał zrywać z Rzymem), jednak Jakub stwierdził że nie przyłoży ręki do rozwodu matki. Polecił jednak, by częściej pojawiała się na dworze i odebrał Henrykowi Stewardowi "kontrolę" nad swą matką.

Konflikt szkocko-angielski rozgorzał ponownie w z początkiem 1538 r. Wówczas zarówno Jakub V jak i jego wuj, konkurowali o rękę jednej kobiety - Marii de Guise. Henryk VIII, który w październiku 1537 r. stracił żonę - Jane Seymour, teraz postanowił ponownie się ożenić. W styczniu 1538 r. król Henryk powiedział francuskiemu ambasadorowi panu de Castillon, że "pragnie poślubić wielką żonę", miał oczywiście na myśli Marię de Guise, a określenie "wielka" odnosiło się do jej przymiotów charakteru i odwagi, a nie do tuszy. Jednak gdy tylko 22-letnia Maria dowiedziała się o czynionych jej awansach przez króla Anglii i jednocześnie wiedząc jak skończyły poprzednie żony Henryka VIII, odpowiedziała angielskiemu posłowi: "Mogę być wielką kobietą, lecz mam bardzo cienką szyję". Te słowa były prawdopodobnie celowo przez nią użyte, bowiem chciała nimi zapewne nawiązać do losu Anny Boleyn, która również siedząc w Tower stwierdziła, że kat nie będzie miał z nią wiele pracy, bowiem ma "cienką szyję".

Król Franciszek I wyraził zgodę na poślubienie Marii przez Jakuba V, choć ona sama podobnie jak w przypadku Henryka VIII - błagała swego ojca Klaudiusza de Guise - księcia Lotaryngii, by uprosił króla Franciszka, aby ten nie zmuszał jej do małżeństwa z Jakubem. Klaudiusz próbował interweniować u króla Francji w sprawie córki, tłumacząc iż Maria, podobnie jak królewska córka - Magdalena de Valois, jest wątłego zdrowia i może nie przetrzymać morskiej podróży do Szkocji, a nawet jeśli tak się nie stanie, to "ciężkie" szkockie powietrze może negatywnie wpłynąć na jej zdrowie. Król jednak nie zamierzał ustępować, tym bardziej że Jakub V nie chciał żadnej innej francuskiej księżniczki tylko Marię de Guise (być może czynił tak właśnie by zrobić na złość Henrykowi VIII), zaś Franciszek również pragnął utrzymania sojuszu ze Szkocją. W styczniu 1538 r. kontrakt małżeński został zawarty, a Maria nie miała odtąd już nic do powiedzenia. Zgodnie z zawartą umową, gdyby Jakub V zmarł przed swą małżonką, otrzymałaby ona wówczas pałac Falkland, pałac Dingwall oraz zamek Stirling, a także pokaźną dożywotnią "rentę". Maria nie mając wyjścia zgodziła się na małżeństwo, choć bardzo pragnęła pozostać we Francji.

W tym czasie jednak wybuchł wielki skandal na szkockim dworze, a główną jego bohaterką została matka króla - Małgorzata Tudor. Zmęczona szkockim dworem, intrygami i małżeństwem z Henrykiem Stewartem, postanowiła uciec do Anglii, tak samo jak uczyniła to dwadzieścia dwa lata wcześniej - w 1516 r. Wcześniej pisała do brata, coraz częściej skarżąc się na swój los i "duszną atmosferę Szkocji", prosiła go również w swych listach o ochronę i opiekę. Henryk zaproponował jej by, jeśli tylko zechce - wróciła do Anglii i Małgorzata postanowiła tak też zrobić. Tym razem jednak jej ucieczka się nie powiodła, choć przygotowała ją bardzo skrupulatnie, wtajemniczając w swój plan jedynie osoby z jej najbliższego otoczenia, które miały zorganizować transport i odpowiednio ukryć królową przed patrolami. Małgorzata dotarła już prawie do granicy z Anglią, gdy doścignął ją pościg wysłany przez jej syna. Została odeskortowana do Edynburga, gdzie Jakub urządził jej awanturę oskarżając o nielojalność wobec niego, a nawet o spiskowanie z królem Anglii w celu zrzucenia go z tronu. Nakazał zamknąć matkę w jej komnatach i trzymać pod kluczem. Ograniczył również jej kontakty z dworem i służbą, oraz zakazał jakiejkolwiek korespondencji listownej. Jakub długo jednak nie potrafił się gniewać na matkę, wkrótce wypuścił ją z owego "aresztu domowego", a nawet zezwolił na ponowną korespondencję z Henrykiem VIII.

18 maja 1538 r. w Paryżu w katedrze Notre -Dame, zawarte zostało małżeństwo per procura (przez pełnomocnika), pomiędzy królem Szkocji Jakubem V a Marią de Guise. Tym, który wówczas zastępował pana młodego był lord Robert Maxwell. Jakub wysłał do Francji także liczne okręty swej nowej floty (którą zbudował prawie od zera), a które teraz miały eskortować jego przyszłą małżonkę do Szkocji. Co ciekawe, Jakub V zabronił Marii zabrania do Szkocji jej dwóch synków z pierwszego małżeństwa - 3-letniego Franciszka, oraz prawie rocznego Ludwika (z małżeństwa z Ludwikiem księciem Longueville, którego Maria darzyła wielką miłością, i przez lata zachowała jego ostatni list, napisany do niej na krótko przed śmiercią Ludwika. Nazywała go także swym najlepszym małżonkiem i przyjacielem). Musiała ich pożegnać i pozostawić we Francji. W czerwcu 1538 r. wyruszyła w swą podróż do Szkocji, na powitanie nowego życia.


JAKUB V Z MAŁŻONKĄ MARIĄ DE GUISE



Swego przyszłego małżonka ujrzała 10 czerwca pod Edynburgiem, gdzie Jakub urządził, wraz ze swym dworem "piknik" w oczekiwaniu na wybrankę. Pobrali się już 14 czerwca w kościele w miasteczku St. Andrews, położonym nad brzegiem morza. To, co od razu rzuciło się w oczy, to stosunek teściowej - Małgorzaty Tudor, do synowej - Marii de Guise. Obie panie bardzo szybko nawiązały nić serdecznego porozumienia, co trochę przeszkadzało Jakubowi - uważał bowiem że najbliższe mu kobiety knują przeciw niemu. Małgorzata zaś w lipcu 1538 r. napisała list do brata, o Marii de Guise: "Ufam że okaże się ona mądrą księżniczką. Spędziłam dużo czasu w jej towarzystwie i stwierdzić muszę że odnosi się ona do mnie z wielką estymą i szacunkiem". Maria zapewne potrzebowała w Szkocji przyjaciółki, której mogłaby zwierzyć się z tego, czego nie mogła powiedzieć publicznie lub swemu małżonkowi.

Jakub obawiał się, by matka nie "przerobiła" Marii na "swoją stronę". Wiedział bowiem jak bardzo matka dąży do sojuszu z Anglią i jak często pisuje do brata. Natomiast konflikt angielsko-szkocki wszedł teraz w nową fazę. Nienawiść między wujem a siostrzeńcem była tak wielka, że zaczęli uciekać się oni do bardziej brutalnych środków względem siebie. Jakub V ponoć twierdził, że zdołał udaremnić aż dwie próby zamordowania go przez skrytobójców, nasłanych przez Henryka VIII. Sam zaś planował porwanie wuja i osadzenie go w jednej z twierdz skutego kajdanami. Wojna jednak pomiędzy oboma krajami nie wybuchała, w czym duży był udział właśnie Małgorzaty Tudor. 

Jednak stosunki pomiędzy Anglią i Szkocją były bardzo napięte, że wystarczyła jedynie iskra, która mogła spowodować wybuch konfliktu militarnego. Co ciekawe, mimo że obaj monarchowie tak bardzo wzajemnie się nienawidzili, to jednak byli do siebie niezwykle podobni pod względem zainteresowań i charakteru. Jakub V, podobnie jak Henryk VIII (za młodu), uwielbiał wszelakiego rodzaju gry sportowe i zręcznościowe - takie jak tenis, zapasy i turnieje rycerskie. Poza tym Jakub (podobnie jak Henryk), miał niezliczoną ilość oficjalnych i tych mniej oficjalnych nałożnic, często zdarzało się, że noc w noc zmieniał partnerki seksualne, wcześniej osobiście je sobie "oglądając" i wybierając te najpiękniejsze. Potem niektóre z nich powiły mu dzieci. Jakub miał, podobnie jak Henryk - wybuchowy temperament i potrafił być okrutny dla tych, których podejrzewał o nielojalność.

Ale miał też Jakub dość niez
wykłą, bardzo rzadko spotykaną cechę, nie tylko w odniesieniu do Henryka VIII, lecz w ogóle w porównaniu do innych europejskich monarchów. Bardzo lubił bowiem wykradać się z pałacu i chodzić po mieście przebrany za rzemieślnika, chłopa lub ulicznego grajka. Wykonywał wówczas publiczne pokazy gry na lutni, za co od przechodniów otrzymywał kilka miedziaków zapłaty, za którą, jak przystało na ulicznego trubadura - zawsze pięknie dziękował, nisko się kłaniając. Ciekawe hobby, lecz powiedzieć trzeba że historia zna bardzo podobne przykłady identycznego postępowania (czyli wtapiania się w tłum zwykłych mieszkańców).

Tak samo czynili na przykład Marek Antoniusz i Kleopatra, gdy nocami wymykali się w przebraniach na miłosne tete-a-tete. Często też byli przeganiani, gdy siadywali pod drzwiami domów i krążyli tak niekiedy do świtu, aż zmęczeni wracali nad ranem do pałacu. Podobnie wśród ludu (jednak już nie w przebraniu lecz osobiście), lubił przebywać Oktawian August, co bardzo niepokoiło jego małżonkę Liwię Druzyllę. Neron, nim jeszcze został (w wieku 17 lat), władcą imperium rzymskiego, często w grupie swych kompanów wymykał się "na miasto", gdzie wdawali się oni w bójki (np. w dzielnicy Subura, w której mieszkał tzw.: "podejrzany element"), dokonywali drobnych kradzieży, lub odwiedzali domy publiczne. Cesarz Trajan również często w przebraniu wymykał się z Palatynu, by chodzić po mieście, spotykać różnych ludzi, rozmawiać z nimi. Niekiedy ludzie go poznawali, niekiedy nie. Gdy zgłodniał, pukał do drzwi najbliższego domu i po prostu prosił o stawę. Wiele osób, które spotkały go na swej drodze i które wpuściły go do siebie na posiłek, na pewno tego nie pożałowały. Jego małżonka Pompeja Plotyna, nie mogła zrozumieć dlaczego tak często wychodzi on, by spotykać się z ludem, obawiała się również o jego bezpieczeństwo (na owe eskapady nie brał on bowiem żadnej straży). Gdy pewnego razu zarzuciła mu nierozsądne postępowanie, on odpowiedział: "Kobieto, ja jestem z ludem a lud jest zemną". Trajan nie przepadał także za ostentacyjnym bogactwem, czy umiłowaniem wszelakich wygód.

Gdy podczas kampanii partyjskiej 113-117 r. Plotyna wyprosiła na małżonku by ją również zabrał na tę wojnę (prawdopodobnie Plotyna miała w pamięci romans w który się wdał cesarz podczas kampanii dackiej - 105-106 r. Wówczas to, jego przyjaciel podarował mu młodą i piękną niewolnicę, która "ogrzewała" władcę w mroźne dackie noce. Po powrocie z wojny Trajan nie tylko wyzwolił dziewczynę, lecz kupił i podarował jej wspaniałe domy, jeden w Rzymie, drugi na wsi, oraz uczynił bardzo bogatą osobą). Cesarzowa jednak nie pojechała na tę wyprawę sama. Zabrała ze sobą swe przyjaciółki i większość "dworu", a wszyscy mieli mieć podczas całej podróży i walk które się tam toczyły, zapewnione odpowiednie traktowanie i luksusy. Posiłki przygotowywano (podobnie jak w Rzymie), na złotych półmiskach, sprowadzano najbardziej wyszukane produkty z Egiptu, Syrii i Azji Mniejszej. Prócz tego cesarzowa i jej towarzyszki, miały mieć odpowiednie schronienie przed słońcem i deszczem (stworzono specjalne altany w typie tarasów widokowych, a namioty były tak duże by pomieściły stroje, przybory do makijażu oraz obuwie cesarzowej i jej towarzyszek).



RZYMSKI CESARZ TRAJAN 
(98 - 117)



Kobiet wojna nie interesowała w ogóle, traktowały tę wyprawę jak przygodę lub wakacje z dala od miejskiego życia. Rozmawiały również głównie ze sobą, plotkując o różnych, dziwnych dla nich wydarzeniach których były tu świadkami. Pewnego razu Trajan (zapewne nie mogąc tego dłużej znieść), odszedł od stołu podczas posiłku i wyszedł z namiotu. Wywołało to pewną konsternację, sądzono jednak że cesarz szybko wróci. Gdy tak się nie stało rozpoczęto poszukiwania. Znaleziono go wśród żołnierzy gdy razem z nimi spożywał przeznaczony dla nich posiłek (wcześniej Trajan także był żołnierzem i zapewne lepiej czuł się w ich towarzystwie).

Kampania partyjska zakończyła się wspaniałym sukcesem, nigdy jeszcze Rzymianie nie zaszli tak daleko w konflikcie z Partami. Nigdy jeszcze żaden cesarz rzymski nie zasiadł na złotym tronie "Króla Królów", pamiętającym czasy wielkości imperium perskiego dynastii Achemenidów. Nigdy jeszcze istnienie państwa partyjskiego nie wisiało na przysłowiowym "włosku", tak jak właśnie wówczas (choć już sto pięćdziesiąt lat wcześniej, Gajusz Juliusz Cezar także planował podobną wyprawę, rozmyślał o tym np. pływając Nilem w towarzystwie Kleopatry). Podczas tej wojny utworzono aż trzy nowe prowincje - Armenię, Mezopotamię i Asyrię, w której mieściła się zimowa stolica partyjskiej dynastii Arsacydów - Ktezyfont, z którego to pośpiesznie zbiegł "Król Królów" - Wologazes III wraz ze swym dworem. Po śmierci Trajana (117 r.), jego wychowanek i następca Hadrian  uznał że tak wielkim imperium trudno będzie zarządzać i oddał bez walki wszystkie wcześniejsze nabytki terytorialne swego poprzednika.

Trzeba jednak oddać sprawiedliwość także jego małżonce - Pompeja Plotyna, choć była kobietą lubującą wszelakie wygody i przyjemności życia (była bowiem epikurejką i uważała że człowiek w swym życiu powinien dążyć do szczęścia i przyjemności, zaś unikać bólu, cierpienia i wszelkich niedogodności), to jednak nie była łasa na zaszczyty i władzę. Jeszcze w 98 r. gdy jej małżonek wybrany został przez poprzedniego władcę - Marka Kokcejusza Nerwę, na jego następcę, wchodząc na stopnie pałacu cesarskiego na Palatynie, w pewnym momencie odwróciła się i rzekła do tłumów: "taką jaka tu wchodzę, taką i zejść bym chciała". Spełniło się jej życzenie, po śmierci Trajana w 117 r. opuściła pałac przekazując go Hadrianowi i jego małżonce (a swej przyjaciółce), Vibi Sabinie. 


POMPEJA PLOTYNA
(ŻONA TRAJANA)


Sama żyła w dostatku aż do śmierci w 122 r. często angażując się w przeróżne działania intelektualne i oświatowe (to właśnie na jej życzenie Hadrian zezwolił by greka ponownie wróciła jako oficjalny język do szkół i urzędów, wypierając stamtąd definitywnie łacinę, która zniknie z terenów Wschodu, w przeciągu czterech kolejnych wieków). Hadrian traktował Plotynę z niezwykłą estymą, zawdzięczał (jak sam przyznawał), purpurę trzem kobietom - Plotynie, swej teściowej Saloninie Matyldzie i swej żonie Vibi Sabinie. Dwie pierwsze kobiety cenił i obsypywał pochlebstwami, wynosząc ponad niebiosa, zaś swą małżonkę traktował z niezwykłą wprost pogardą i upokarzał ją na każdym prawie kroku. Efektem tego Sabina popełniła samobójstwo w 137 r. na rok przed śmiercią samego cesarza, który ponoć konał w wielkich męczarniach. 


VIBIA SABINA
(ŻONA HADRIANA)
 


I jeszcze na koniec tych opowiastek (nie na temat), chciałbym przytoczyć ciekawą historię Ardaszira, która co prawda niewiele ma wspólnego z owymi przebierankami władców, jednak przypomniała mi się i pragnę ją przedstawić. Ardaszir był synem Babaka, perskiego wielmoży. Były to jednak czasy gdy Persowie nie stanowili elity państwa partyjskiego. Partyjska dynastia Arsacydów, przybyła na ziemie dzisiejszego Iranu i Afganistanu z terenów Kazachstanu, na czele plemienia Parnów. W 238 r. p.n.e. władca plemienia Parnów - Arszak (od jego imienia wzięła się nazwa dynastii), założył na terenach Partii i Hyrkanii - państwo partyjskie, pokonując lokalnego satrapę - Andragorasa. W tym czasie na terenach na które zerkali Parnowie, istniało potężne (choć przeżywające wówczas problemy gospodarcze i społeczne), państwo Seleucydów.

Imperium Seleucydów, założone przez Seleukosa I Nikatora w 305 r. p.n.e. (choć Seleukos rządził tymi terenami realnie od 320 r. p.n.e. czyli od podziału przez wodzów Aleksandra Macedońskiego jego imperium - w tzw.: Układzie w Triparadisos z 321 r. p.n.e. to jednak koronował się dopiero w 305 r. p.n.e.). Wcześniej Seleukos nie należał do elitarnego grona osobistych przyjaciół Aleksandra. Pełnił funkcję dowódcy jednego z korpusów piechoty armii macedońskiej - tzw.: "Argyraspidów" ("Srebrnych Tarcz"), to jednak w konsekwencji udało mu się "wykroić" dla siebie i swych potomków największy terytorialnie obszar (oczywiście nie bez walk). W czasach Imperium Seleucydów kultura grecka dotarła aż do granic Indii, niesiona na długich włóczniach macedońskiej armii. 

Parnowie jednak stopniowo zaczęli wydzierać poszczególne "kawałki" olbrzymiego państwa, szczególnie po 188 r. p.n.e. i klęsce (w wojnie z rzymską republiką), ostatniego wielkiego władcy dynastii - Antiocha III. W 144 r. p.n.e. władca Parnów - Mitrydates I, zajął Babilon, w 141 r. p.n.e. Ekbatanę (stolicę Medii), a 139 r. p.n.e. zdobył całą Persję. Kres państwu Seleucydów położył w 64 r. p.n.e. Gnejusz Pompejusz Wielki, późniejszy wielki przegrany wojny domowej z lat 49-48 p.n.e. którą toczył z Cezarem o władzę nad Imperium. Zaś państwo Parnów, teraz Partów, zaczęło się dynamicznie rozwijać. W 53 r. p.n.e. zadali oni Rzymowi jedną z najcięższych klęsk w historii Imperium Romanum - pod Carrhae (Karrami), gdzie poległ Krassus (ten który stłumił Powstanie Spartakusa w 71 r. p.n.e.). W latach 113-117 cesarz Trajan był blisko całkowitej likwidacji tego państwa, potem jego wyczyn próbował powtórzyć Marek Aureliusz w latach 163-166, gdy Rzymianie ponownie zajęli Ktezyfont (i gdyby nie zaraza pewnie dokończyliby dzieła Trajana), oraz Septymiusz Sewer w latach 195-198. Nie udało się jednak doprowadzić do jego upadku w wyniku agresji z zewnątrz.

Przechodząc teraz do Ardaszira, dorastał on w państwie w którym Persowie bardzo rzadko wchodzili w skład dworu królewskiego Arsacydów, a ci którym to się udawało mogli uważać się za szczęśliwców. Jego ojciec Babak (syn Sassana), był co prawda lokalnym wodzem, lecz w swych decyzjach podlegał partyjskiemu satrapie Persji - nie należał też do zbyt majętnych. I tu zaczyna się opowieść o Ardaszirze. Jako młody chłopak lubił on bowiem chodzić na pole gdzie pomagał chłopom w zbiorach zboża. Pewnego razu pracując w polu ujrzał on córkę lokalnego partyjskiego satrapy, która w otoczeniu służby i przyjaciółek przyglądała się pracy chłopów ze swej pięknej lektyki. A ponieważ bardzo mu się spodobała, postanowił zebrać się na odwagę, podejść do niej i się przedstawić. Gdy jednak zaczął się zbliżać do lektyki dziewczyny ta, zapewne urażona faktem że oto zwykły chłop ośmielił się do niej podejść - kazała go za to wybatożyć.

Nigdy jej tego nie zapomniał. Gdy już jako dorosły mężczyzna wzniecił powstanie przeciw Arsacydom w 224 r. i w przeciągu dwóch lat pobił i rozbił armie Partów, oraz zajął Ktezyfont (226 r.), postanowił się zemścić. Kazał odszukać ową dziewczynę (wówczas już kobietę), mężatkę. Nakazał zgładzić jej ojca i męża, zaś ją samą publicznie wybatożyć. Następnie dał jej wybór, oszczędzi jej dzieci z poprzedniego związku, jeśli zostanie jego nałożnicą. Kobieta nie mając innego wyjścia - zgodziła się. Włączył ją więc do swego licznego haremu, a potem miał z nią dwie córki. W swej retoryce nawiązywał do dawnych, "dobrych" czasów Imperium Achemenidów (zniszczonego przez Aleksandra Wielkiego), i zasad które wg. niego Partowie wykoślawili i zdegenerowali. 


KRÓL PERSJI ARDASZIR I
(224 - 242)



Stworzył pierwsze scentralizowane państwo perskie (zarówno Persja Achemenidów jak i kraj Partów były zdecentralizowanymi państwami, gdzie lokalny satrapa miał na podległym mu terenie, porównywalną władzę do króla). Ograniczył diametralnie wpływy i władzę satrapów, a na stanowiska odtąd promował wyłącznie Persów i Medów. W polityce zagranicznej dążył do "wskrzeszenia wielkiego imperium perskiego", zażądał nawet od Rzymu zwrotu wszystkich ziem dawniej należących do Achemenidów, a ponieważ cesarz Aleksander Sewer odmówił, rozpoczął cykl długich wojem z Rzymem (a potem Bizancjum), kontynuowanych przez jego następców. Państwo Ardaszira i jego dynastia przetrwały ponad czterysta lat - do 651 r. gdy zniszczyli je nowi groźni najeźdźcy - arabscy muzułmanie, którzy zmiatali dawne cywilizację, zatykając wszędzie zielony sztandar Mahometa.


PS: Do dalszych losów Jakuba V i Henryka VIII 
powrócę w kolejnej "części"






CDN.