Łączna liczba wyświetleń

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą USA. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą USA. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 25 maja 2025

AMERICAN STORY - Cz. X

DZIEJE
STANÓW ZJEDNOCZONYCH AMERYKI
OPOWIEDZIANE PRZEZ PRYZMAT
KOLEJNYCH POKOLEŃ AMERYKANÓW





JAMESTOWN 
(Jak wyglądało tam życie 400 lat temu)
Cz. II





 Pocahontas została uprowadzona i była przetrzymywana dopóty, dopóki jej ojciec, wódz Indian Powhatan nie zgodził się na pokój z osadnikami. Pokój został przypieczętowany oficjalnym małżeństwem Pocahontas z jednym z osadników z Jamestown, plantatorem tytoniu (tytoń będzie bardzo ważny w tej opowieści, gdyż w kolejnych latach osadnicy z Jamestown kupowali sobie żony, płacąc za nie właśnie tytoniem) Johnem Rolfe'm, do którego doszło w kwietniu roku 1614. A już w styczniu 1615 Pocahontas powiła syna - Thomasa Rolfe'a. Wielkim problemem dla kolonistów z Jamestown był brak w osadzie kobiet. Trudno też się dziwić że perspektywa wyjazdu do odległego i dzikiego kraju - a w zasadzie na inny kontynent - gdzie trzeba w ciężkich warunkach zaczynać życie od nowa, nie mogła być atrakcyjna dla żadnej kobiety. Co prawda pierwsze dwie kobiety zjawiły się w osadzie już w roku 1608 (czyli zaledwie rok po założeniu Jamestown), były to pani Forrest i jej służąca Anna Burras, ale o ich dalszych losach niewiele wiemy, choć przetrwały one wielki głód zimą 1609 r. Od tego czasu do osady przybywali jedynie mężczyźni, ku ogromnemu żalowi osadników. Na czele Kompanii Londyńskiej (która była głównym udziałowcem i pomysłodawcą założenia osady w Jamestown) stał w Londynie sir Thomas Smythe. Ale jego rządy nad firmą były kompletną klapą, osada nie przynosiła żadnych dochodów, a tylko generowała koszty (nic dziwnego że król Hiszpanii Filip III wstrzymywał się od planów ataku na Jamestown, gdyż informatorzy donosili mu że stan kolonistów jest opłakany i wkrótce wszyscy oni sami pozjadają się z głodu {a do przypadków kanibalizmu dochodziło już w trakcie wielkiego głodu w osadzie}, albo pomrą na choroby, albo też wybiją ich Indianie). Smythe niczego nie uczynił aby poprawić życie osadników, ale też i za bardzo nie wiedział jak to zrobić. Co prawda w roku 1612 wydano trzecią kartę, (poprzednie wydawano w latach 1606 i 1609) znacznie zwiększające uprawnienia rady osady. Rządzący realnie Jamestown Thomas Dale (realnie, gdyż mianowany gubernatorem Thomas West, baron De La Warr, odpłynął stąd już w marcu 1611 - o czym było w poprzedniej części - chociaż aż do swej śmierci w 1618 r. uważał się za pełnoprawnego gubernatora osady. Natomiast inny mianowany gubernator - Thomas Gates, praktycznie nie wtrącał się do zarządu osadą). Teraz zawarto co prawda pokój z Indianami Powhatan, ale wciąż brakowało w osadzie zarówno kobiet, jak i wykwalifikowanych rzemieślników.

Tymi drugimi byli bez wątpienia sami Polacy, których liczba zaczęła wzrastać, gdyż Smythe pod tym względem jednak się wykazał. Przed rokiem 1619 przybyły trzy duże transporty Polaków do Jamestown (w 1608, 1610 i 1616). To właśnie oni założyli pierwsze manufaktury w mieście, to oni wyrabiali szkło i mydło (szczególnie szkło było bardzo pożądane i mogło zadecydować o przetrwaniu osady, gdyż wykonywane przez Polaków m.in. szklane koraliki następnie sprzedawano Indianom w zamian za żywność). W 1610 r. do osady przybył polski lekarz - Laurencjusz Bohun (zginął w 1620 r. walcząc z Hiszpanami na jednym ze statków osadników z Jamestown). Mimo to Polacy nadal byli ludźmi drugiej kategorii, byli wręcz traktowani jako - w najlepszym przypadku - pracownicy sezonowi, którzy mieli podpisane kontrakt na kilka lat (z reguły na 10), ale i tak większość została tam później na stałe. Nie mieli prawa głosu, nie mogli uczestniczyć w składzie 13-osobowej rady miejskiej, natomiast całe życie przemysłowe jak i gospodarcze osady spoczywało w ich rękach i przez pierwsze 11 lat byli pogodzeni ze swym losem (jako że w umowie którą podpisali, stało jasno że nie mogą się zbuntować). W każdym razie w latach 1610 i 1616 przybyli nowi rzemieślnicy z Polski, o nazwiskach takich jak: Tomasz Miętus że Lwowa, Karol Źrenica, Ignacy Machowski, Jan Kulawy, Gwidon Stójka, Herman Kromka, Mateusz Gramza, Michał Korczewski, Eustachy Miciński, Włodzimierz Terlecki, Mikołaj Syryński i Jan Pargo. Przybył nawet pewien porucznik, wywodzący się z arystokratycznej rodziny Potockich, którego Anglicy nazywali "Puttocke" (tak jak dzisiaj w niemieckich mediach o Karolu Nawrockim można przeczytać że to jest Karol "Nawroki" 🤭). Ich praca była kluczowa dla przetrwania osady Jamestown i w jakiś czas potem pozostali osadnicy się o tym przekonali. Zresztą nie tylko manufaktury w osadzie były w rękach Polaków, również pierwsze studnie to właśnie oni tam wykopali. Potem studnie stały praktycznie przy każdym domu wbudowanym w Jamestown (w czasie przeprowadzanych wykopalisk archeologicznych latem 1934 r. w jednej ze studni w Jamestown znaleziono ludzką lewą nogę i lewą połowę miednicy). Większość domów w osadzie miała również szyby w oknach (również dzięki Polakom), choć nie wszyscy, im bowiem biedniejszy dom, tym mieszkańców nie było stać na taki luksus. Warto też powiedzieć gdzie w mieście wyrzucano śmieci, bo jakieś miejsce przecież musiało być, nie wszystko bowiem można było wrzucić do rzeki Jakuba. Otóż po prostu wykopywano w ziemi doły i tam wrzucano śmieci, ale takie Doły kopano przede wszystkim przy manufakturach jako miejsce składowania gruzu i gliny ceramicznej, ale podczas wykopalisk archeologicznych z roku 1955 znaleziono w takim dole również dobrze zachowany kordelas (broń ręczna, nieco podobna do szabli), rapier, a także potłuczone gliniane, ceramiczne i szklane naczynia.




1616 r. Pocahontas, John Rolfe' i ich synek Thomas udali się w podróż do Anglii, gdzie młoda indiańska dziewczyna była pokazywana jako przykład "cywilizowanego dzikusa". Ubrano ją w suknie i wzięła udział w maskaradzie, zorganizowanej przez króla Jakuba I w pałacu Whitehall. Jednak gdy zamierzali oni powrócić do Wirginii, Pocahontas nagle zmarła - marzec 1617 r. (nie są znane przyczyny i jej zgonu). Miała zaledwie 20, może 21 lat. Pozostawiła po sobie jednak syna Thomasa, który przeżył lat 65 i był wnukiem wodza plemienia Powhatan - Wahunsunakoka. Natomiast przewodniczący Kompanii Londyńskiej, sir Thomas Smythe starał się pobudzić rozwój osady Jamestown, ale nijak mu to nie wychodziło. Zdał sobie sprawę, że problem leży w zbiorowej własności gruntów, gdyż to co wspólne, jest tak naprawdę... niczyje. Postanowił więc zmienić wspólnotową formę własności na prywatną własność ziemską i ogłosił że każdy, kto przetransportuje do Jamestown choć jedną osobę więcej, otrzyma 50 akrów ziemi na własność. Niestety stary Smythe był utożsamiany z polityką kryzysu, głodu i porażek jakie odnotowali ci, którzy wyłożyli pieniądze na zorganizowanie osady w Jamestown. Dlatego też musiał zrobić miejsce młodszym i w 1618 r. zastąpił go sir Edwin Sandys. To właśnie on zaczął realnie wdrażać w życie prawo własności ziemi, opracowane w ostatnich miesiącach urzędowania Thomasa Smythe'a (notabene jak można było pomyśleć że wspólna własność jest lepsza od własności prywatnej? Przecież każdy człowiek jest tak zbudowany, że lubi mieć coś na własność, coś swojego, wtedy lepiej o to dba i bardziej się do tego przykłada. Natomiast jak coś jest wspólne, to tak naprawdę jest niczyje, czyli można to albo ukraść, albo też czerpać z tego do chwili, aż się nie zużyje). To również właśnie Sandys postanowił wreszcie rozwiązać problem braku kobiet w osadzie Jamestown. W 1619 r. osada Jamestown liczyła 1000 ludzi, (w tym ok. 50 Polaków) z czego kobiety były zaledwie dwie (przepraszam napisałem "kilkanaście" - pomyłka i mój błąd, daty mi się pomyliły 😉). Ten problem należało czym prędzej rozwiązać i temu zadaniu podjął się właśnie nowy przewodniczący Kompani Londyńskiej - Edwin Sandys. Wpadł bowiem na pomysł że każdy mężczyzna - który chce mieć narzeczoną, a następnie żonę - musi za nią zapłacić, a ponieważ jedynym cennym środkiem płatniczym dostępnym praktycznie wszystkim osadnikom w Jamestown był tytoń, dlatego też płacono tytoniem i stąd kobiety - które następnie przypłynęły do osady - nazywano "żonami tytoniowymi".




Koszt sprowadzenia sobie żony do osady wynosił na początku 120 funtów tytoniu, potem wzrósł do 150 funtów. Osadnicy swoje wymarzone partnerki poznawali listownie, pisząc listy (jeżeli umieli pisać, jeśli nie korzystano z pomocy skrybów, którzy za odpowiednią dopłatę mogli nieco podkoloryzować opis kandydata na przyszłego małżonka). Te listy następnie wysyłano do Anglii i tam - za sprawą rozwiniętej przez Sandys'a "akcji promocyjnej" - prezentowano je ewentualnym chętnym do podróży kandydatkom do ożenku. Aby namówić kobiety do podróży (często niebezpiecznej), Sandys zaproponował im nie tylko darmowy transport (za podróż płacili koloniści), ale również odzież i podstawowe sprzęty gospodarstwa domowego. Na miejscu mogły też sobie wybrać partnera jakiego chciały (choć w rzeczywistości ich wybór był bardzo ograniczony). W Anglii było wiele młodych kobiet które nie mogły liczyć na zbyt dobre zamążpójście, a co za tym idzie na lepsze życie, dlatego część z nich zdecydowała się na podróż do Nowego Świata. Nie wszystkie jednak były chętne do tak niebezpiecznej przygody, większość wolała pozostać w kraju i tutaj poszukać sobie męża. Ostatecznie zebrano więc grupę zaledwie 90 kobiet w wieku od 15 do 28 lat, które wiosną 1620 r. wyruszyły po nowe życie do Nowego Świata - Ameryki. Ale nie wyprzedzajmy faktów, bowiem w roku 1619 miały miejsce niezwykle ważne wydarzenia i to nie tylko dla samej osady, ale również dla przyszłych Stanów Zjednoczonych. Oto bowiem w kwietniu 1619 r. nowym gubernatorem Wirginii (a w zasadzie kolonii Jamestown) został sir George Yeardley (który zastąpił na tym stanowisku pełniącego ten urząd od 1617 r. Samuela Agrylla, który to zastąpił Thomasa Dale'a - sprawującego zarząd nad osadą od marca 1611 r.). To właśnie Yeardley 30 lipca 1619 r. zorganizował pierwsze zgromadzenie ustawodawcze mieszkańców Wirginii (Jamestown). Zgromadzenie złożone z gubernatora, 13 radnych i 22 wybranych "burgesów" (wybierano po dwóch kandydatów z 11 istniejących wówczas plantacji Jamestown) odbyło się oczywiście w tamtejszym kościele (pierwszy kościół w Jamestown zbudowano zaraz po założeniu osady w 1607 r. ale spłonął on już w roku następnym. Dopiero ten odbudowany kościół - nadal drewniany, na planie krzyżowym - był miejscem owego zgromadzenia. Notabene tak na marginesie, modlitwy odprawiano w Jamestown dwa razy dziennie: rano i wieczorem).

Tak więc gdy rozpoczęły się obrady pierwszego zgromadzenia Wirginii, okazało się że wśród zasiadających tam delegatów... nie było Polaków, których wszyscy uważali za zwykłych robotników, a tak naprawdę za wyrobników (chociaż już John Smith pisał w swych pamiętnikach że 30 polskich rzemieślników jest bardziej wartościowych niż 1000 angielskich dżentelmenów). Ci, po latach milczenia, wykonywania swojej pracy i nie wychylania się, wreszcie postanowili powiedzieć dość! Zatrzymali pracę wszystkich manufaktur, urządzając pierwszy w dziejach Stanów Zjednoczonych (a tak naprawdę całej Północnej i Południowej Ameryki) strajk. Trwał on tylko dwa dni, ale tak bardzo wystraszył kolonistów, że już 1 sierpnia zgodzili się oni dopuścić do zgromadzenia również polskich delegatów. Mało tego, stworzono wspólne, dwujęzyczne (polsko-angielskie szkoły) w których miano uczyć w tych dwóch językach. Polscy rzemieślnicy w Jamestown otrzymywali również pełne prawa kolonistów i od tej pory mieli być traktowani na równi z innymi. Powiem więcej, ze swymi umiejętnościami wysuwali się wręcz na nową elitę Jamestown. Ostatecznie tak się nie stanie, ale po kolei, do tego również dojdziemy cóż było tego przyczyną. Warto jeszcze powiedzieć o innym doniosłym (dla przyszłych Stanów Zjednoczonych) wydarzeniu, który miał miejsce w roku 1619, a mianowicie w sierpniu tego roku do jamestown przepłynął holenderski statek przywożąc na pokładzie 20 porwanych w Afryce murzyńskich niewolników. Koloniści zakupili ich do pracy i tym samym po raz pierwszy w dziejach  angielskiej Ameryki niewolnictwo czarnoskórych Afrykanów stało się faktem. Latem 1620 r. do Jamestown przybył okręt z 90 pannami na pokładzie i koloniści mogli wreszcie wybrać sobie żony i rozpocząć normalne życie rodzinne. Jednocześnie już wówczas zaczęły tworzyć się większe i mniejsze majątki ziemskie. Więcej akrów (1500) otrzymywali przybyli do Jamestown urzędnicy, kupcy i skarbnicy, nieco mniej (500) lekarze i sekretarze, reszta zaś w zależności od tego jak wywiązała się z prawa Smythe/Sandys'a czyli tyle akrów, ile osób ściągnięto i przewieziono (na własny koszt) do kolonii.


"Wiesz skąd się wzięli murzyni w Ameryce? Handlarze niewolników przywieźli ich z Afryki. A myślisz że to takie proste wysiąść na plaży w Afryce, złapać w siatkę zwinnego, silnego murzyna i wywieźć go za ocean? Oczywiście że nie, udało im się to zrobić, ponieważ łapali tylko takich którzy albo Nie potrafili s********* przed siatką, albo też byli największymi głąbami w plemieniu i wódz sprzedawał ich za paczkę fajek bo i tak nie miałby z nich pożytku" 🤭



Jamestown wciąż się rozrastało, a to nie podobało się okolicznym Indianom Powhatan, tym bardziej że Pocahontas już nie żyła, nie było więc powodów aby utrzymywać pokój. Poza tym w roku 1618 zmarł wódz Wahunsunakok, a następcą został jego rodzony brat Opechankano. Nienawidził on kolonistów, gdyż niszczyli oni tereny łowieckie i stanowili realne zagrożenie dla plemienia, dlatego też przygotowywał się do wielkiego ataku, który miał być realnie eksterminacją wszystkich mieszkańców Jamestown. Taki atak spadł na osadę w marcu 1622 r. i był doprawdy podobny do trąby powietrznej, niszczącej wszystko na swej drodze. W każdym razie bezwzględnie był to największy atak, jaki do tej pory podjęli Indianie na tę osadę od chwili jej założenia, czyli od 15 lat.




CDN.

niedziela, 18 maja 2025

AMERICAN STORY - Cz. IX

DZIEJE
STANÓW ZJEDNOCZONYCH AMERYKI
OPOWIEDZIANE PRZEZ PRYZMAT
KOLEJNYCH POKOLEŃ AMERYKANÓW





 Postanowiłem reaktywować tę już nieco zapomnianą serię tematyczną o początkach Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej. Zamierzam ją poprowadzić (oczywiście przy dobrych wiatrach) aż do czasów obecnej prezydentury Donalda Trumpa. Na razie opowiedziałem o powstaniu kolonii Jamestown w roku 1607 i założeniu Wirginii, oraz o przybyciu purytańskich kolonistów z Anglii na statku o nazwie "Mayflower" i założeniu kolonii Plymouth w roku 1620. Teraz skupimy się jeszcze na Jamestown a następnie przeniesiemy się do Nowej Anglii, do Bostonu, który powstał jako jedna z kilku innych kolonii angielskich w rejonie Plymouth



JAMESTOWN 
(Jak wyglądało tam życie 400 lat temu)
Cz. I




 Jamestown, to była pierwsza angielska kolonia w Nowym Świecie (a konkretnie na ziemiach dzisiejszych Stanów Zjednoczonych, bo głównie tego właśnie dotyczy ta seria). Założona 13 mają 1607 r. przez 120 mężczyzn (nie było tam ani jednej kobiety) przybyłych na trzech statkach noszących nazwy: Constant, Godspeed i Discovery, w ramach akcji zasiedlania Nowego Świata przez założoną w roku 1606 przez kilku angielskich dżentelmenów (którym król Jakub I przyznał prawo osiedlania się i kolonizacji na całym obszarze Ameryki leżącym między 34 a 41 stopniem szerokości geograficznej północnej) Kompanię Londyńską. Jakub I jak i większość polityków i przedsiębiorców Królestwa Anglii, zdawała sobie sprawę z postępującej już wówczas hiszpańskiej kolonizacji dzisiejszej Ameryki Łacińskiej, jak również atlantyckich i karaibskich obszarów ziem współczesnych Stanów Zjednoczonych; jak również kolonizacji francuskiej w Ameryce północnej (Acadia, Quebec). Obawiano się więc że Anglia zostanie daleko w tyle za tymi dwoma państwami, a już przecież do kolonialnej eksploracji Ameryki szykowały się i inne kraje europejskie (jak choćby Holandia, czy nawet Szwecja). Po niezwykle owocnym zakończeniu podróży morskiej George'a Weymoutha do ziem Nowej Anglii w 1604, uznano że nadszedł czas aby ponownie rozpocząć zakładanie stałych kolonii w Ameryce (już wcześniej próbowano założyć tam kolonie jeszcze za czasów królowej Elżbiety I, ale los wszystkich angielskich kolonii był dramatyczny, ludność umierała z głodu w ciągu kilku kolejnych miesięcy, gdyż koloniści nastawiali się głównie na poszukiwanie złota, a nie na przetrwanie i gdy tylko kończyły się zapasy przywiezione z Anglii, zaczynał się głód i śmierć - pisałem o tym w poprzednich częściach tej serii). W kwietniu 1606 r. założono więc dwie kompanie, wspomniana wyżej przeze mnie Kompania Londyńska, oraz Kompania Plymouth (która miała zakładać kolonie między 38 a 45 stopniem szerokości geograficznej północnej). Każda z tych kompanii miała kontrolować obszar 50 mil na północ i na południe od pierwotnej osady, oraz 100 mil w głąb morza i 100 mil w głąb lądu. Kolonie te otrzymały królewski przywilej wydobywania złota, srebra i miedzi w Nowym Świecie (król miał otrzymać 1/5 wszystkich tych surowców), a także powołania rady złożonej z 13 przedstawicieli. Przez siedem lat od założenia Kolonii miał nie być pobierane żadne cła importowe, a także kolonistom przyznawano wszystkie prawa i przywileje poddanych króla Anglii. Oczywiście był również punkt w owym przywileju królewskim, w którym zobowiązywano się do nawracania miejscowych pogan na chrześcijaństwo.




Trzy (wymienione wyżej) okręty (wypożyczone przez Kompanię Londyńską od angielskiej Kompanii Moskiewskiej, jako że jedyny okręt tej kompanii "Richard" pod dowództwem Henry'ego Challonsa, został w sierpniu 1606 r przejęty przez flotę hiszpańską u wybrzeży Florydy, a sam Challons przewieziony do Sewilli) pod dowództwem się Christophera Newporta wypłynęły, podążając trasą na Wyspy Kanaryjskie i Indie Zachodnie. U wybrzeży dzisiejszej Wirginii okręty te dostały się w środek burzy, która zagnała je do zatoki Chesapeake. W maju 1607 r. płynąc rzeką Jakuba (nazwaną tak na cześć ich króla), koloniści osiedlili się nie na wyspie (jak początkowo zakładano), lecz na stałym lądzie, na bagiennym półwyspie (co odradzano nawet w instrukcji, którą koloniści mieli przy sobie). 13 maja 1607 r. pierwsi koloniści (którym udało się przeżyć podróż, gdyż 16 spośród 120 zmarło w jej trakcie) postawili stopę na amerykańskiej ziemi. Najpierw odprawiono nabożeństwo dziękczynne, a uczyniono to pod kawałkiem płótna żaglowego. Następnie przystąpiono do budowy osady, którą nazwano (również na cześć króla) Jamestown. Dookoła były nieprzepastne lasy nieznanego kraju, zbudowano więc najpierw drewnianą palisadę otaczającą osadę (na wypadek ataku "dzikusów") i kościół (jako jeden z pierwszych, a prawdopodobnie pierwszy budynek w Jamestown). Oczywiście pierwsze budynki w osadzie były drewniane (jako że tego budulca było pod dostatkiem) i dopiero z biegiem lat pojawiać zaczęły się pierwsze domy budowane z cegły. Otworzono też zapieczętowane instrukcje w których były zapisane nazwiska pierwszych członków 13-osobowej rady, pełniącej funkcję władzy wykonawczej, ustawodawczej i sądowniczej, której to przewodniczył prezes. W ciągu miesiąca od założenia kolonii, wybudowano już trójkątny fort otaczający osadę, kościół, magazyn oraz kilka szeregowych domów. W tym czasie Christopher Newport żeglował dalej wzdłuż rzeki Jakuba, aż do dzisiejszego Richmond. Podejmowano też eksploracje lądowe (głównie związane z poszukiwaniem złota, srebra i miedzi) w których m.in. uczestniczył John Smith. Podczas jednej z takich eskapad zasnął on zmęczony pod drzewem, a gdy się obudził, zobaczył nad sobą kilka indiańskich kobiet, które mu się przyglądały. W swych pamiętnikach zanotował że były prawie nagie i zaczęły się do niego przymilać pytając (oczywiście w swoim języku który on potem - dzięki Pocahontas - poznał) "czy mnie chcesz?", "czy mnie kochasz?" Odrzucił ich amory (dziwne, skoro w osadzie nie było kobiet. Może te opowieści były po prostu wytworami jego erotycznych fantazji?). Innym znowu razem Smith wpadł w zasadzkę i został przyprowadzony do wodza miejscowych Indian plemienia Powhatan - Wahunsunakoka (Anglicy nazywali go po prostu Powhatanem od nazwy plemienia). Miał zostać stracony (poprzez rozłupanie mu czaszki maczugą). Ale wówczas wstawiła się za Smithem Pocahontas, córka Wahunsunakoka, ratując mu życie.




Obszar na którym założono kolonię jamestown, Hiszpanie nazywali krajem Axacan, a nieopodal mieściła się hiszpańska misja jezuicka, założona w 1570 r. Badając wybrzeże rzeki Jakuba, spodziewali się koloniści znaleźć drogę do Chin, a być może nawet do Indii, gdyż wówczas sądzono w Europie że ten obszar Ameryki może prowadzić właśnie do Chin. Oczywiście nie znaleziono ani drogi do Chin, ani do Indii, ani też złota czy srebra - tak wyczekiwanego przez kolonistów. Znaleziono zaś nieprzepastne lasy i wrogich Indian, którzy już w czerwcu 1607 r. dokonali pierwszego ataku na osadę. Co prawda została ona odparta, ale koloniści musieli teraz mieć się na baczności i nie mogli sobie pozwolić na tak częste wypady poza osadę, jak wcześniej. W lipcu Christopher Newport wypłynął do Anglii, zabierając ze sobą kilka bezwartościowych skał (w których - jak sądził - znajdowało się złoto). Po jego wyjeździe koloniści zaczęli coraz bardziej cierpieć głód, gdyż zapasy żywności malały (a nikt nic nie uprawiał, wypady zaś poza osadę były coraz rzadsze, ze względu na częste ataki Indian Powhatan). Pojawiła się też malaria, na którą zapadło kilkudziesięciu kolonistów. Coraz więcej ludzi umierało czy to z głodu, czy to z powodu chorób, gdyż racje żywnościowe były ciągle zmniejszane - co bardzo nie podobało się kolonistom. Najgorsza była zima 1607-1608 r. która pochłonęła kolejne ofiary. Rządzący kolonią pierwszy przewodniczący rady - Edward Maria Winkfield, został usunięty ze stanowiska przy wyraźnym niezadowoleniu mieszkańców osady (dochodziło do częstych kłótni między nim, a wymienionym wyżej kapitanem Johnem Smithem). Przewodniczącym rady wybrano teraz Smitha, jako że udało mu się (dzięki zapewne znajomościom z Pocahontas), uzyskać od Indian nieco jedzenia, przez co  osada mogła przetrwać zimę. Ale gdy w styczniu 1608 r. z Anglii przypłynął Newport, w Jamestown zostało już tylko 40 kolonistów. Sytuacja była dramatyczna, osada (podobnie jak wcześniejsze angielskie kolonie w Ameryce) skazana była na wymarcie, a nie minął nawet rok od założenia Jamestown. 




Ci, którzy przybyli z Newportem do osady, nie wnosili tak naprawdę niczego dobrego do życia mieszkańców, oni bowiem również Nie potrafili ani nic hodować, ani też nic wytwarzać, a przybyli głównie z myślą o zdobyciu złota (zupełnie tak jak pierwsi koloniści). Tymczasem w Londynie akcjonariusze Kompanii Londyńskiej zaczęli namawiać kolejnych śmiałków do wypłynięcia do Ameryki. Słysząc od Newporta o trudnym położeniu kolonistów i obawiając się że osada może podzielić los chociażby tej z Roanoke (o której pisałem w poprzednich części tej serii), postanowili oni zatrudnić ludzi, którzy mieli pojęcie nie tylko o sadzeniu warzyw (co było podstawą przetrwania), ale również posiadali fach rzemieślniczy. Skontaktowali się więc z Michałem Łowickim polskim szlachcicem z Gdańska zajmującym się handlem i mieszkającym w Londynie. Zaproponowano mu ściągnięcie do Jamestown fachowców rzemieślników, oferując bliżej nieznane pieniądze za ich ściągnięcie. Łowicki - mając dobre kontakty w Gdańsku - popłynął tam i udało mu się przekonać do podróży za ocean kilku pracujących w stoczni gdańskiej fachowców. Ludzie ci potrafili wytwarzać smołę, zajmować się obróbką drewna i wypalać węgiel drzewny, tak potrzebny do produkcji zarówno mydła jak i szkła. Byli to w większości młodzi ludzie którym przedstawiono wizję wspaniałej przygody w odległym kraju, co spowodowało że podpisali wybitnie niekorzystną dla nich umowę, zobligującą ich do pracy w kolonii praktycznie tylko za wyżywienie i  zamieszkanie. Nie mogli też się zbuntować przez co najmniej 10 lat, nie mogli też zerwać tej umowy. Dziś znamy nazwiska owych Polaków, którzy w październiku 1608 r. na pokładzie angielskiego statku "Mary and Margaret" przypłynęli do kolonii Jamestown, a byli to: Stanisław Sadowski, Zbigniew Stefański, Jan Bogdan i Jur Mata. Towarzyszył im również Michał Łowicki. Po przybyciu do kolonii szybko pobudowali sobie domy, zbudowali piece do wyrobu szkła (zakładając pierwszą w Jamestown manufakturę szkła i w ogóle pierwszy zakład produkcyjny). Wkrótce też odkryli źródło pitnej wody, ale te wszystkie sukcesy nie przekładały się w żaden sposób na ich pozycję społeczną w osadzie. Ze względu na wybitnie niekorzystną umowę jaką podpisali z Kompanią Londyńską, a także ze względu na fakt że nie byli Anglikami i mówili w obcym języku, byli traktowani jako ludzie drugiej kategorii.




Jedynie rządzące wówczas kolonią John Smith miał z Polakami nieco lepsze kontakty, a to ze względu na fakt, że po pierwsze nieco rozumiał język polski, a po drugie poznał Polaków, gby kilka lat wcześniej służył w armii habsburskiej walcząc z Turkami na Węgrzech. Jako młody chłopak (urodził się w 1580 r.) w jednym z pojedynków pokonał trzech tureckich żołnierzy, za co przez księcia siedmiogrodu Zygmunta Batorego został wyniesiony do szlachectwa (Smith urodził się bowiem w Willoughby w rodzinie kupieckiej) i otrzymał herb trzech tureckich głów. Potem jednak w jednym ze starć dostał się do tureckiej niewoli i został sprzedany jako niewolnik tureckiemu paszy i w żelaznej obroży na szyi musiał wykonywać ciężkie prace na roli. Zdołał jednak stamtąd uciec i tułając się przez Bułgarię, Wołoszczyznę i Mołdawię, dotarł na ziemie Rzeczpospolitej. Tam poznał Polaków, a szczególnie polskich rzemieślników i potem wypowiadał się o nich zawsze w samych superlatywach. Jednak w Jamestown (pomimo sympatii Smitha) Polacy mieli gorszą pozycję niż Anglicy. Przekładało się to również na ich zachowanie względem angielskich kolonistów, którym bardzo niechętnie (a często w ogóle) nie udzielali wytworów swojej pracy. Ponieważ oprócz pracy jako rzemieślnicy, polscy koloniści w Jamestown założyli własny ogródek, gdzie hodowali pomidory, marchew, sałatę i kilka innych warzyw. Dzięki temu, gdy Anglicy umierali z głodu, Polacy mieli co jeść (chociaż Smith polecił im podzielić się częścią tych płodów, aczkolwiek czynili to bardzo niechętnie i rzadko). John Smith miał dla Polaków jeszcze jedną sympatię, gdy podczas ataku Indian Powhatan ocalili mu życie. Nie mogę liczyć jednak na wsparcie Polaków, zmusił angielskich kolonistów aby łowili ryby, zbierali ostrygi, a jednemu nawet polecił aby udał się do Indian i żył tam z nimi jak jeden z nich, dzięki czemu od czasu do czasu dostawał od nich coś do jedzenia dla kolonistów z osady. W lipcu 1609 r do Jamestown przybył z Anglii statek z zaopatrzeniem pod dowództwem Samuela Argalla. Oprócz żywności i wody pitnej przywiózł on również wiadomość o cofnięciu karty z 1606 r. i powołaniu nowej. Przywilej królewski Kompanii Londyńskiej z roku 1609 mówił, że koloniści otrzymują na własność ziemię 200 mil na północ i na południe od osady, a także stronę morza i w stronę lądu. Otrzymał także prawo zasiedlenia wysp 100 mil od wybrzeża. Rząd stanowiła również 13-osobowa rada, która  otrzymywała przywilej powoływania własnych urzędników. Akcjonariuszami nowej Kompanii Londyńskiej było 56 cechów Londynu i 659 osób prywatnych, wśród których znalazło się 21 parów, 96 szlachciców, 53 kapitanów i 11 robotników.

Gdy wiosną 1609 r John Smith przypadkowo zranił się bardzo poważnie, musiał niestety opuścić kolonię i wrócić do Anglii na statku kapitana Christophera Newporta, który w czerwcu 1609 r. wypłynął z Anglii w drogę powrotną wraz z nowym gubernatorem się Thomasem Gatesem i ok. 500 nowych kolonistów. Po dwumiesięcznej podróży przez ocean, w sierpniu 1609 r. okręty dotarły do Jamestown, a na pokładzie pozostało zaledwie 400 kolonistów (reszta zmarła w trakcie ciężkiej podróży). Dotarło tam tylko część okrętów, ale główny, ten na którym płynął nowy gubernator - osiadł na mieliźnie na Bermudach i aż do maja 1610 r. Thomas Gates nie przybył do Jamestown. Gdy zaś już mu się to udało, zastał kolonię ponownie w tragicznym położeniu. Wielu z nowych kolonistów nabawiło się już w Ameryce kolejnych chorób (głównie malarii), a poza tym jak zwykle głód, głód i jeszcze raz... śmierć. Nowych grobów w kolonii przybywało szybciej, niż nowych kolonistów. Paradoksalnie o ile społeczność angielska topniała, o tyle społeczność polska w Jamestown... rosła. Widząc jednak opłakany stan kolonistów angielskich, gubernator Gates zdecydował się zawrócić do Anglii, ale gdy tylko wyruszył w dół rzeki Jakuba, napotkał statek z informacją że oto płynie z Anglii Thomas West, baron De La Warr (Delaware) z zaopatrzeniem i 150 nowymi kolonistami. Czas jaki De La Warr spędził w Jamestown (sierpień 1610 - marzec 1611) był okresem, w którym realnie to on rządził kolonią, a nie Gates. W tym czasie doszło też do kilku hiszpańskich podjazdów, co wywołało wśród angielskich osadników przerażenie. Pierwszą próbę zdobycia osady Jamestown podjęli Hiszpanie jeszcze w 1609 r. gdy w lipcu tego roku kapitan Ecija - dowódca fortu w St. Augustine (założonego na Florydzie w 1565 r.) wpłynął do zatoki Chesapeake. Uznał on jednak wówczas że fort jest zbyt dobrze umocniony aby zdołał go zdobyć jeden okręt i odpłynął. Ecija zobowiązał jednak lokalne plemiona indiańskie aby nieustannie szpiegowały i atakowały angielskich kolonistów z Jamestown. To samo polecił Indianom gubernator hiszpańskiej Florydy - Ybarra. Atak Indian zimą 1610 r. był jednym z największych szturmów indiańskich na osadę i choć zakończył się odparciem czerwonoskórych, to jednak zginęło wówczas wielu kolonistów. Latem 1611 r. kilka hiszpańskich okrętów znów pojawiło się w w zatoce Chesapeake. Doszło do niewielkich starć, ale poza schwytaniem kilku ludzi (po jednej i drugiej stronie) niczym więcej ten atak się nie zakończył. Hiszpański ambasador w Londynie Zúñiga, w listach do króla Filipa III radził mu przedsięwziąć większą wyprawę zbrojną i zdobyć Jamestown, likwidując tę "angielską zadrę" w kraju Axacan. Filip jednak nie chciał tego uczynić, jako że liczył na sojusz z Anglią przeciwko Niderlandom.

Tymczasem napływ kolejnych kolonistów (choć śmiertelne żniwo wciąż było wielkie, gdy latem 1611 r. zmarło następnych 150 osób) spowodował, że założono nad zatoką Chesapeake dwa forty: "Karol" i "Henryk", a także zdołano wypędzić lokalnych Indian z ich siedzi w rejonie Kecoughtan. Mimo to powodów do zadowolenia praktycznie nie było żadnych. Wciąż na nowo pojawiały się te same problemy, które praktycznie wcale (lub w niewielkim jedynie zakresie) nie były rozwiązywane. Latem upał i niemiłosierne roje moskitów, zimą piętrzące się zwały śniegu przez które trzeba było się przebijać i trzaskający mróz, który zabrał nie jedno życie. Z powodu tych trudności baron De La Warr w marcu 1611 r. odpłynął do Anglii pozostawiając kolonię Jamestown w rękach sir Thomasa Gates'a, a szczególnie mianowanego przez siebie zastępcę sir Thomasa Dale'a (który realnie rządził kolonią). Dale - żołnierz i oficer, weteran walk w Holandii, natychmiast wprowadził w Jamestown rządy silnej ręki. Wszyscy mężczyźni (kobiet nadal tam nie było - ciekawe jak sobie radzili z tymi sprawami, pewnie polowali na Indianki ☺️) byli zmuszeni do intensywnej pracy dla dobra osady, pracy, która niczym nie różniła się od niewolnictwa, a ci, którzy się buntowali, byli karani z całą surowością (przy czym chłosta należała do najłagodniejszych z kar). Schwytani uciekinierzy byli po prostu paleni żywcem. Ale pomimo tych srogich kar i ciężkiej pracy, istniały też oczywiście rozrywki, którymi hołdowali koloniści. Jednym z najpopularniejszych było łucznictwo, które było zarówno rozrywką, jak i formą walki i obrony i zdobywania pożywienia. Popularne były również gry w kości, szachy oraz karty. Urządzano też zawody sportowe, takie jak zapasy czy boks. Nie mogło oczywiście zabraknąć muzyki a co za tym idzie również tańców koloniści znali przecież angielskie, walijskie, irlandzkie i szkockie ballady, pieśni oraz tańce. Ale w tym wszystkim nie mogło również zabraknąć jednej z największych (choć dopiero rodzących się) przyjemności, a mianowicie palenia tytoniu. Palenie tytoniu w Jamestown rozpoczęło się tak naprawdę w styczniu 1608, gdy do kolonii przybył angielski wytwórca fajek tytoniowych Robert Cotten. W latach 1611-1612 John Rolfe eksperymentował w kolonii z liśćmi tytoniu z Wirginii, Indii Zachodnich i Ameryki Południowej, tworząc nowe liście o słodkim zapachu. Szybko zmonopolizował handel tytoniem w kolonii i dzięki temu stał się pierwszym sprzedawcą papierosów w Nowym Świecie (oczywiście żartuję, Hiszpanie bowiem również palili tytoń i nim handlowali znacznie wcześniej, niż uczynił to Robert Cotten czy John Rolfe).

W roku 1613 wybuchł kolejny konflikt kolonistów z Indianami Powhatan, ale były też i plusy, mimo wszystko kolonia przetrwała już szósty rok (w ogromnej mierze przyczynili się do tego właśnie koloniści z Polski, którzy na razie nadal będą uważani za ludzi drugiej kategorii, chociaż wkrótce się to zmieni). A tymczasem wybuchł kolejny konflikt z Indianami, którego ofiarą padła córka wodza Wahunsunakoka - 17-letnia Pocahontas.



 
CDN.

piątek, 16 maja 2025

O RETY KABARETY! - Cz. XXIX

 ŚMIECH TO ZDROWIE!



DZIŚ KABARET: 

HRABI



"DELEGACJA"


1:00 - "Powiem ci Romek że nigdy tak nie miałam, będę cię polecała koleżankom"

"Super, się polecam" 🥳

2:00 - "Ewa powiedz mi że to nie jest prawda, że to nie jest prawda to, co ja tutaj widzę!"

"Tylko, nie wiem co akurat widzisz?" 🤭

"Co on robi w naszym łóżku, Co wy tutaj robicie?"

"No, a ty?" 😂 "Co tutaj Krzysiek robisz? To tak wyglądają twoje delegacje?" 🤣

"Pociąg mi uciekł!"

"Ale co, wystraszył się na twój widok?"

"Spóźniłem się!"

"To czemu zwalasz na pociąg? Ja nie wiem, może zaraz wszyscy będziemy winni oprócz ciebie? Może ty do mnie masz jeszcze jakiś żal? 😂 (...) A może do Romana?" 

"Też mam!"

"Kurde, ja byłem punktualnie!" 😉

"Krzysiek zastanów się nad sobą, powiedziałeś że jedziesz do Gdańska bo handlujesz płetwami, to jedź, a nie nagle rezygnujesz. I co, wracasz i dezorganizujesz to, co zorganizowane" 🤭

"Wracasz i w jakim ty ją w świetle stawiasz?" 😂

"Przecież nie było mnie 25 minut"

"I postawiłeś mnie w złym świetle w ciągu 15 minut".☺️ Człowieku, co ty myślisz że jak ty wyjeżdżasz tutaj życie zamiera?" 🙆

4:25 - "Ewa, ty jesteś z Romanem w łóżku!"

"A ty byś wolał żebym z obcym była? Co ty chcesz ze mnie dziwkę zrobić? 😭

4:45 - "Krzysztof ty się trochę uspokój, ogarnij się, pohamuj emocje, bo ja rozumiem jesteś poddenerwowany - pociąg ci uciekł, ale się nie drzyj na Ewę przecież to nie ona jest zawiadowcą" 😄

5:25 - "Nie wierzę już go bronisz, już się zwąchaliście? Chłopy pany! A na początku było tylko: "żeby się tylko Krzysiek nie dowiedział, Ewa, żeby się Krzysiek nie dowiedział!"

"A to ja jestem z Romanem w łóżku?"

"Proszę, bierz go sobie. Będzie ci jęczał w łóżku: "tylko nie mów Ewie..."





"NARWANA KOBIETA"


"Mówi się że kobieta jest słabsza i delikatniejsza od mężczyzny"

"Bo tak jest!"

"Czyli w razie czego będziesz nas bronił?"

"Oczywiście ale... Unikajmy "w razie czego"

0:50 - "Ale frajerzy, Ja pierdzielę!" 🤭

"Ciszej, bo nas usłyszą"

"Takie mają tępe ryje, nawet się nie zorientują że o nich mówię. Co się lampisz pajacu!" 😂

"Lepiej stąd chodźmy!"

"Ty się ich boisz? Kochanie, ty ich przerastasz: wykształceniem, obyciem, kulturą - to szmaciarze są!" 😭

2:37 - "E, zamknijcie mordy bo jak się Darek wkurzy to macie taki wpierdziel..." 🤭😂

3:05 - "Frajerze, twoja dupa nas wkurza!"

"Ja was bardzo przepraszam za moją dupę" 🤭

3:40 - "Kobietę? (...) Darek a on mnie uderzył! Oczywiście ty sobie leżysz, a mnie biją" 😂





"WYBACZ!"





PS: Joanna Kołaczkowska - jedyna kobieta w kabarecie Hrabi, zmaga się niestety z ciężką chorobą nowotworową 😮‍💨



A już w tą niedzielę pierwsza tura wyborów prezydenckich. Mam taki swój prywatny apel. Bez względu na to na kogo oddamy nasz głos, uczyńmy tylko to jedno, a mianowicie zróbmy wszystko aby tych wyborów nie wygrał Rafał Trzaskowski! Ktokolwiek niech będzie prezydentem, tylko nie on i to jest moja ogromna wielka prośba do wszystkich, którzy jeszcze mnie czytają. Dziękuję.



A TU NAJLEPSZE MOMENTY Z OSTATNIEJ DEBATY PREZYDENCKIEJ 
(DLA ROZRYWKI I HUMORU 😉)




Moi kandydaci są niezmienni:


PIERWSZA TURA: 





DRUGA TURA: 



I jeszcze jedno co warto odnotować, mianowicie amerykańscy prezydenci zawsze starali się trzymać dystans do wyborów w krajach sojuszniczych, co powodowało że nie fotografowali się z żadnym z kandydatów na urząd prezydenta w tych krajach. I teraz Donald Trump uczynił wyjątek wobec Karola Nawrockiego, spotykając się z nim w Białym Domu. Oczywiście zdaję sobie sprawę dlaczego to zrobił i jaki w tym jest cel polityki amerykańskiej, tym niemniej jest to symboliczne i warte przypomnienia.







niedziela, 16 marca 2025

WOKÓŁ AKTU 5 LISTOPADA - Cz. IV

CZYLI JAK NIEMCY CHCIELI SOBIE 
STWORZYĆ "SWOJĄ" POLSKĘ?





RZECZYWISTOŚCI
KRÓLESTWA POLSKIEGO 
PIERWSZE LATA
"ALEKSANDER BŁOGOSŁAWIONY"
(1815-1820)
Cz. III






DZIECI ROKU 1812 
Cz. III



"NA TRONIE ALEKSANDER! 
RĘKA BOŻA JEST Z NAMI.
ON BĘDZIE NOWYM PIOTREM"

ALEKSANDER SIMONOWICZ SZYSZŁOW



 Zajęcie Wilna (28 czerwca 1812 r.), Grodna -dokąd wkroczył korpus Hieronima Bonapartego (30 czerwca), powołanie przez Sejm Księstwa Warszawskiego Konfederacji Generalnej Królestwa Polskiego - mającej na celu restytucję przedrozbiorowej Rzeczpospolitej (28 czerwca), a także powołanie przez Cesarza Napoleona w Wilnie (1 lipca) Tymczasowego Rządu Litewskiego, mającego wyłonić przyszłe władze odrodzonego Wielkiego Księstwa Litewskiego złączonego na powrót z Koroną Królestwa Polskiego, wszystko to budziło ogromne nadzieję, którymi dawano upust organizując patriotyczne manifestacje, bale, przyjęcia i rauty. Nadzieje na odbudowę dawnej Rzeczypospolitej, były tak wielkie, że udzielały się praktycznie każdemu Polakowi i mało który uważał, że w tych sprzyjających okolicznościach mogłoby do tego nie dojść. Tym bardziej że Armia rosyjska dowodzona przez generałów: Michaiła Barclaya de Tolly (północna), oraz Piotra Bagrationa (południowa) była w ciągłym odwrocie. Napoleon szukał sposobności stoczenia bitwy z każdą z tych armii, jednocześnie uniemożliwiając do ich połączenia się, ale szybkość ich cofania się powodowała, iż stało się to niemożliwe (ani Hieronim Bonaparte, ani też marszałek Davout nie zdołali doścignąć i wydać bitwy armii Bagrationa, która cofała się nieustannie spod Wołkowyska na wschód ku Moskwie). Car Aleksander nie był zbyt przychylny taktyce cofania się i miał ochotę osobiście przejąć dowództwo nad armią (po raz ostatni dowodził Armią rosyjską w bitwie pod Austerlitz i skończyło się to fatalnie) ale plany te wyperswadowała mu jego siostra - Katarzyna (która - podobnie jak królowa Luiza Pruska - wybitnie nienawidziła Napoleona i była zwolenniczką walki z Nim aż do zwycięstwa) pisząc w liście do niego: "Na Boga, nie obejmuj osobiście naczelnego dowództwa! (...) Tam jest niezbędny wódz, do którego wojsko miałoby zaufanie, a ty przecież pod tym względem nie wzbudzasz żadnego (😂) (...) jesteś carem, nie wodzem, więc panuj!". Ostatecznie Aleksander zrezygnował z planów objęcia osobistego dowództwa nad wojskiem zaakceptował plan wycofania się armii na Wschód realizowany przez Barclaya de Tolly (choć tak naprawdę autorem tego planu był francuski emigrant pozostający na rosyjskiej służbie, o nazwisku Allonville).




Patriotyczne uniesienie, jakie było w tych dniach widoczne w Księstwie Warszawskim, oraz odradzającym się Wielkim Księstwie Litewskim (szczególnie w Wilnie i Grodnie) nie dotyczyło niestety całej ludności tych ziem. Szczególnie chłopi byli pod tym względem sceptyczni (lub niekiedy wręcz jawnie niechętni), tym bardziej że musieli cierpieć niewygody związane z utrzymaniem "wyzwolicieli". Częste rabunki, gwałty i kradzieże dokonywane przez żołdactwo, głównie Niemców (najbardziej pod tym względem we znaki dawali chłopom litewskim, ale również polskim Wirtemberczycy, którzy wręcz regularnie wchodzili w konflikty z żołnierzami polskimi. Podczas jednej z takich kłótni, wachmistrz Smulski wyrwał z ręki szablę jednemu z wiertemberskich oficerów, który chciał nią zaatakować polskiego szwoleżera, złamał ją na kolanie, mówiąc doń po niemiecku: "Naucz się jej pan na co innego używać!" Brygada wirtemberska została wkrótce potem na polecenie Napoleona rozwiązana. Ale we znaki ludności wiejskiej Polski i Litwy dawali również Bawarczycy i Westfalczycy), ale także Francuzów. Już wówczas przypadki dezercji były częste, a większość ściągniętych tutaj żołnierzy z wielu krajów Europy, nie uważało Rosjan za swych wrogów, a wręcz przeciwnie, Francuzów i Napoleona uważano za autentycznych ciemiężycieli, natomiast Rosjan za potencjalnych sojuszników. Najbardziej bitnymi formacjami Wielkiej Armii w roku 1812 były bez wątpienia formacje polskie i francuskiej Gwardii Cesarskiej, a cała reszta wydawało się jakoby przyszła tutaj za karę. Nic więc dziwnego że rekwizycje i gwałty były dla nich częstym sposobem rozrywki, a jednocześnie zapełnieniem brakujących produktów żywnościowych (najbardziej cierpiano na brak warzyw, natomiast mięs było pod dostatkiem). Dochodziło do tego, że chłopi, zdając sobie sprawę z częstych kontrybucji, przeganiali własne zwierzęta hodowlane do lasu.


ŻOŁNIERZE GWARDII 
CESARZA NAPOLEONA 



Natomiast car Aleksander, po opuszczeniu swej głównej kwatery w Wilnie (26 czerwca) planował czym prędzej wrócić do Petersburga. Po drodze zatrzymał się jednak w Święcianach, w sztabie Barclaya de Tolly, gdzie radzono nad możliwością zatrzymania wojsk Wielkiej Armii, a jednocześnie z przerażeniem przyjmowano do wiadomości szybkie posuwanie się tych oddziałów na Wschód. Nie widząc innego wyjścia, a pragnąc zyskać na czasie i odzyskać utracone tereny, Aleksander wysłał do Wilna, do sztabu cesarza Napoleona (który w Wilnie rozsiadł się pałacu, w którym wcześniej przebywał Aleksander) swego pełnomocnika, gen. Bałaszowa (29 czerwca), który w rozmowie z Bonapartym żądał wycofania wojsk Wielkiej Armii z Rosji, zaprzestania operacji wojennej i zawarcia rozejmu, grożąc, iż w przeciwnym wypadku Francja ściągnie na siebie piętno nie sprowokowanej napaści. Napoleon spokojnie wysłuchał tych żądań, po czym stwierdził, że wojnę sprowokował Aleksander swymi działaniami wymierzonymi (m. in.) w Księstwo Warszawskie, a następnie zażądał zwrotu Litwy (Wielkiego Księstwa Litewskiego), zgody na odrodzenie Królestwa Polskiego, oraz wypowiedzenia przez Rosję wojny Wielkiej Brytanii. Oczywiście te żądania były nie do zaakceptowania nie tylko dla Aleksandra, ale dla całej ówczesnej elity politycznej Cesarstwa Rosyjskiego i nawet jeśli by car chciał pokoju i zgodził się na te warunki, to realnie nie miałby możliwości ich wyegzekwować, jako że nie pozwoliłby mu na to cały ówczesny establishment polityczny. Napoleon deklarował również, że w otoczeniu cara znajdują się ludzie wrodzy Francji i Jemu samemu i postulował ich usunięcie z najbliższego otoczenia Aleksandra (nazywając ich "małymi ludźmi". Swoją drogą nasuwa się tutaj skojarzenie ze stwierdzeniem "zamilcz mały człowieku", które padło niedawno na Twitterze ze strony Elona Muska do Radosława Sikorskiego). Głównie twierdził Napoleon, iż są to ludzie pochodzenia niemieckiego. Oczywiście nie mogło to doprowadzić do realnego zakończenia wojny, a Bonaparte na zakończenie wizyty Bałaszowa dodał jeszcze, że Moskwa to tak naprawdę duża wieś i sam dziwi się, że w czasach, gdy ludzie odchodzą od religii, jest tam ponad 1000 cerkwi. Po tej deklaracji zakończenie wojny na drodze pokojowej stało się już praktycznie niemożliwe. 

Od 29 czerwca na Litwie zaczęły się częste opady deszczu i burze, które doprowadziły do zamiany tamtejszych dróg w grzęzawiska błotne, a jednocześnie znaczna część żywności szybciej zaczęła się psuć, nie mówiąc już o tym, że pomimo iż było lato (i to niezwykle upalne lato), noce - przez częste opady deszczu - były dosyć mroźne i to do tego stopnia, że konie oddziałów kawaleryjskich zaczęły padać z zimna, zalegając dodatkowo drogi którymi się przemieszczano. Cesarz Napoleon w swym liście do żony z 1 lipca pisał z Wilna: "Pogoda jest bardzo dżdżysta, w tym kraju burze są straszne". Następnie do deklarował że jest zdrowy i dopytywał się o jej zdrowie, a także o ich syna - Napoleona Franciszka Józefa Karola Bonaparte (zwanego też "Orlątkiem"). Napoleon, jako troskliwy tata dopytywał się w liście, czy syn zaczął już mówić, a jeśli tak, to jakie były jego pierwsze słowa. Bonaparte pisywał z Wilna do Marii Ludwiki praktycznie co drugi dzień, ona do Niego też dosyć często, aczkolwiek jej listy nie zachowały się. W każdym razie w listach do swego ojca, cesarza Austrii Franciszka I, Maria Ludwika pisała choćby tak: "Oby Bóg dał, żebym niebawem zobaczyła znów cesarza, bo rozłąka zbytnio mi dolega". Będąc w Wilnie Napoleon przekonywał też tamtejszych Polaków: "Kocham was naród! Przez ostatnie 16 lat widziałem waszych żołnierzy u mego boku na polach bitew we Włoszech i w Hiszpanii. (...) Zasłużyliście na szacunek i ochronę z mojej strony". Ponieważ jednak już w Wilnie zaczęły powstawać plany nie tylko restauracji Rzeczpospolitej z ziem I i II zaboru rosyjskiego, ale również z ziem zaboru austriackiego, czyli przyłączenie do Korony tzw. Galicji, to tutaj Bonaparte studził emocje litewskich Polaków, mówiąc: "Zagwarantowałem Austrii integralność jej państw i nie mogę zezwolić na żadne działania, które zakłócałyby jej spokojne panowanie w pozostałych przy niej prowincjach polskich" (poza tym druga żona Napoleona, Maria Ludwika też była Austriaczką). Mimo to, jeśli chodzi o rozwój Polski i Litwy kosztem ziem zrabowanych przez Rosję i Prusy (którymi Napoleon również gardził, podobnie jak ich królem - Fryderykiem Wilhelmem III) to tutaj nie było żadnych sprzeciwów z Jego strony. Zresztą odrodzona, silna Polska w systemie napoleońskiej Europy była kluczowym elementem i to należy sobie podkreślić. Bez Polski bowiem i bez szachowania przez Nią Prus, Austrii i Rosji od Wschodu, realny pokój nie miał szans nigdy nastać, ponieważ brytyjskie pieniądze nieustannie płynęłyby do owych państw, powodując powstawanie kolejnych koalicji antynapoleońskich, które -niczym fale - wcześniej czy później zalałyby i Francję i Napoleona (ile bowiem można rozbijać kolejne koalicje? tym bardziej że Napoleon nie był już młodzieniaszkiem, miał bowiem 43 lata i chciał spokoju, chciał przebywać z synem, uczyć go i wychowywać na dobrego władcę i dobrego człowieka. A to nie było możliwe w sytuacji kolejnych wojen). 




Tymczasem 5 lipca skończyły się ulewne deszcze i powrócił upał i to niemiłosierny upał, dający żołnierzom tak we znaki, że duża część z nich nie była w stanie zbyt długo maszerować (a niektórzy wręcz gubili własne oddziały, być może celowo, a być może ze zmęczenia i osłabienia). Zaczęło też brakować żywności, doszło też do pierwszych zgonów z głodu (gdy Napoleon się o tym dowiedział, mocno się zdenerwował, stwierdzając że żołnierze mieli zapasy na 20 dni, gdzie one się podziały? Przerażony szef intendentury, który został doń wezwany do Wilna, stwierdził, że ci żołnierze zmarli z przepicia, na co Bonaparte odrzekł: "Jedna wielka bitwa zakończyłaby ten stan chaosu"). Problemem były również konie, które padały notorycznie (wielki koniuszy cesarza Caulaincourt pisał w tych dniach: "Szybkie tempo przemarszów, niedobór luzaków, brak paszy, złe traktowanie - wszystko to razem wzięte zabijało nasze pochodzące przeważnie z zaprzęgów pocztowych konie. Człowiek, sam pozbawiony wszystkiego, nie jest w stanie zatroszczyć się o konie i bez żalu patrzy, jak giną; uwalniając się od powierzonego mu obowiązku, ma nadzieję na zmniejszenie własnych cierpień. Wyobraziwszy sobie to wszystko, zrozumiecie tajemnice naszych pierwszych klęsk i dalsze koleje losu". Problemy piętrzyły się wszędzie, ale bezwzględnie najwięcej było ich w dostarczaniu aprowizacji dla armii. Krytykujący te trudności gen. Kosiński został wówczas zdymisjonowany i w liście do gen. Jana Henryka Dąbrowskiego zapisał takie oto słowa: "Zjedliście, Panowie, swój chleb za rok 13,14 a może i 15 - jest to flota spalona, musicie koniecznie wypędzić Moskali na Lodowe Morze i te trzy lata tam przeżyć, inaczej razem z nami pomżecie głodem". Biorąc to wszystko pod uwagę, nic dziwnego że wielu nie wytrzymywało i rabowało dobytek chłopów, a nawet mieszczan. Mimo to nastroje co do wojny z Rosją i odbudowy Rzeczpospolitej nie zmieniały się zbytnio, chociaż ciekawy przypadek Michała Kleofasa Ogińskiego z wiosny roku 1811 pokazuje, że mogło z tym być różnie, Ogiński pisał bowiem wówczas: "Widziałem w Ostrołęce generała Różnieckiego, Trzecieskiego i kilku innych oficerów, których znałem od dawnego czasu. Wszystko było ożywione najlepszym duchem i pragnęło gorąco wojny; całkiem przeciwnie urzędnicy cywilni i mieszkańcy wsi".

8 lipca 1812 r. korpus marszałka Davout'a zajął Mińsk. Minęły już dokładnie dwa tygodnie, od czasu gdy Cesarz Napoleon na czele swej Wielkiej Armii przekroczył graniczną rzekę Niemen, kierując się w stronę serca Rosji. Dwa tygodnie, a jeszcze nie doszło do żadnych poważniejszych walk, poza niewielkimi potyczkami, które nie miały większego znaczenia. Pomimo trudów Wielka Armia parła cały czas na Wschód, jednocześnie gen. Bagration tego właśnie dnia zmienił dotychczasowy kierunek swego marszu i zamiast na północ, teraz skierował się na południe, w stronę Nieświeża. 9 lipca Cesarz Napoleon dowiedział się, że ścigana przez Niego (a w zasadzie przez Jego generałów, bo On nadal przebywał w Wilnie) I Armia Zachodnia, zamknęła się w dobrze ufortyfikowanej twierdzy Dryssa. Natychmiast posłał tam swą straż przednią, aby wybadała sytuację, w nadziei na przyjęcie bitwy i ostateczne rozwiązanie kwestii tej kampanii. Jednak Barclay de Tolly - widząc spore luki w obronie tej twierdzy, już 16 lipca opuścił ją i ruszył dalej na Wschód. Wysłane przez cesarza Napoleona oddziały, dotarły do Dryssy 17 lipca i nikogo już tam nie zastały, zajmując opustoszałą twierdzę. Do pierwszego poważniejszego starcia tej wojny i tej kampanii doszło w nocy z 9 na 10 lipca. Wówczas to polskie oddziały z korpusu Hieronima Bonapartego starły się pod Mirem z Kozakami gen. Płatowa. Kozacy wyszli z tego starcia zwycięsko, chodź zaraz potem się wycofali na Wschód. Napoleon, niezadowolony z postępów swego brata Hieronima, powierza kontrolę nad jego wojskiem marszałkowi Davout'owi (11 lipca), co powoduje że Hieronim składa dowództwo i obrażony wyjeżdża do Wirtembergii. Jednocześnie Cesarz zakazuje dalszego pościgu z armią Bagrationa.




12 lipca do cara Aleksandra dotarł list, napisany przez gen. Bałaszowa, gen. Arakczejewa i admirała Aleksandra Szyszkowa, z prośbą o opuszczenie wojska i jak najszybsze udanie się do Moskwy, gdzie car powinien - jak napisano "wzorem swych praprzodków z czasów Wielkiej Smuty" zorganizować obronę miasta, obejmującą wszystkie warstwy społeczne ("opołczenija"). Nalegania tych generałów, jak również swojej siostry Katarzyny aby czym prędzej Aleksander przybył do Moskwy (gdzie jest najbardziej potrzebny, w przeciwieństwie do Petersburga) tak też uczynił. 24 lipca wjechał do Moskwy i gdy tylko ukazał się na Czerwonym Podeście na szczycie schodów wiodących na Kreml, widział przed sobą tłumy Moskwiczan (jak potem miał stwierdzić: "Nie widziałem tam poddanych, widziałem za to Rosję zjednoczoną w religijnym uwielbieniu dla swego władcy i we wspólnej walce z najeźdźcą"). Deklaruje im, że nie podpiszę pokoju dopóki choć jeden wróg pozostanie na rosyjskiej ziemi, a udając się do cerkwi Zaśnięcia Najświętszej Marii Panny tamtejszy patriarcha wita go słowami: "Bóg jest z tobą. Twoim głosem wyda rozkaz burzy, a powróci spokój i cofną się fale powodzi". Aleksander wydał w Moskwie dwa manifesty: jeden skierowany do narodu, a drugi do mieszkańców Moskwy. Zwracał się w nich do swego ludu, aby: "bronili sławy i porządku wielkiej Rosji, której żadne siły ludzkie pokonać nie potrafią". Następnie te manifesty zostały przesłane do Senatu, a następnie rozesłane do wszystkich większych miast i guberni Cesarstwa Rosyjskiego (a także przetłumaczone na kilka języków). W tym czasie Rosja nie była już osamotniona w tej wojnie, gdyż 18 lipca w szwedzkim Orebro rosyjski ambasador podpisał traktat pokojowy (i de facto sojusz) z ambasadorem Wielkiej Brytanii (w tym czasie, dokładnie od miesiąca Wielka Brytania była w stanie wojny ze Stanami Zjednoczonymi, gdy Kongres USA 18 czerwca wypowiedział wojnę Wielkiej Brytanii. Wojna została powitana w USA z ogromnymi nadziejami i niezwykłym patriotycznym wzmożeniem.  Było wielu ochotników, szczególnie wśród ludzi młodych, których ojcowie walczyli w wojnie o niepodległość i oni sami chcieli również zapisać się w chwale i przejść do historii. Niestety wojna ta a nie toczyła się tak, jakby Amerykanie tego chcieli. Wkrótce potem Brytyjczycy zdobyli Waszyngton i spalili Biały Dom, ale poświęcenie wielu późniejszych amerykańskich bohaterów (w tym późniejszego prezydenta USA Andrew Jacksona - który dowodził w bitwie pod Nowym Orleanem w 1815 r. i w ogóle był prawdziwym zakapiorem tej wojny, w Polsce praktycznie nieznanym) pozwoliło Amerykanom tej wojny nie przegrać, chodź realnie też jej nie wygrali.


BRYTYJSKI I AMERYKAŃSKI
ŻOŁNIERZ WOJNY 1812 



A jeśli idzie o patriotyczne wzmożenie, to wróćmy do Warszawy. Jak już wcześniej wspomniałem, po ogłoszeniu aktu Konfederacji Generalnej Królestwa Polskiego ("Królestwo Polskie jest przywrócone i naród polski na nowo w jedno ciało jest połączony") zaczęto w całym kraju organizować patriotyczne manifestacje, przyjęcia i bale (choć pewien niesmak wzbudził stary książę Adam Kazimierz Czartoryski, który ogłaszał ten akt będąc w austriackim mundurze). Prym na owych przyjęciach wiodły żona i córka Adama Kazimierza Izabella i Maria Czartoryskie (choć ta druga już wówczas po mężu nosząca nazwisko Würtemberg-Montbéliard). Dało to asumpt niektórym paniom do krytyki zarówno pań Czartoryskich, jak i owych patriotycznych rautów. Na przykład Aneta z Tyszkiewiczów Potocka tak oto pisała: "Niepotrzebne było ani teatralne uniesienie, ani hałaśliwe demonstracje". A Wirydianna Fiszerowa otwarcie krytykowała Izabellę Czartoryską,, nazywając ją wprost "zgrzebłą małżonką księcia Adama Kazimierza". A tymczasem 16 lipca, po 18 dniach odpoczynku, Napoleon wreszcie wyjechał z Wilna.




CDN.

niedziela, 2 marca 2025

ZJEDNOCZENIE PRUS I INFLANT Z POLSKĄ - Cz. XVI

POCZĄWSZY OD PIERWSZEGO SPORU POLSKO-KRZYŻACKIEGO (1309-1310), AŻ PO WŁĄCZENIE INFLANT DO RZECZPOSPOLITEJ (1558-1561)





KONRAD I MAZOWIECKI 
Cz. XVI
(RETROSPEKCJA)


 Wiosną 855 r. na dwór Karola II Łysego (który coraz częściej przebywał w Paryżu) przybył władca z nieodległej Brytanii, a konkretnie z królestwa Wessexu (czyli królestwa Zachodnich Sasów) - Æthelwulf. Zdążał on bowiem na pielgrzymkę do Rzymu i po prostu drodze po drodze zatrzymał się na frankijskim dworze Karola II, gdzie został niezwykle dobrze przyjęty, a na jego cześć wyprawiano liczne uczty i bale. Zapewne już wtedy w głowie Karola zrodziła się myśl, aby swą 12-letnią córkę Judytę, wydać za mąż właśnie z owego Brytola. Tym bardziej że nie był on wcale ubogim władcą zamorskiego kraju (jak powszechnie postrzegano wówczas Brytanię i zasiedlających ją Anglów, Sasów, Jutów i Celtów), a królem potężnego Wessexu, który po pokonaniu Mercji (w 825 r.) stał się najpotężniejszym anglosaskim królestwem Brytanii. Oczywiście królestwo to (podobnie jak inne królestwa na Wyspie) było regularnie najeżdżane przez Wikingów i potwornie łupione, ale mimo to Æthelwulf był już uważany za jednego z potężnych chrześcijańskich władców. Wessex założony został w roku 519 przez niejakiego Cerdyka (inne królestwa anglosaskie powstawały na przestrzeni 150 lat od pierwszego lądowania Anglów, Sasów i Jutów w Brytanii w roku 449. I tak, królestwo Kent założone zostało jako pierwsze anglosaskie państwo w roku 467 przez wodza plemienia Jutów - Hengista. Sussex powstał w 490 r. założony przez króla Ellę. Essex założył Erkenwin w 527 r. W 547 r. król Ida zakłada Bernicję. Deirę założył Ella w 560 r. W 571 r. powstaje Wschodnia Anglia {Norfolk, Suffolk, Cambridge} króla Uffy. W 586 r. Krida założył Mercję, a w 617 r. król Edwin połączył ze sobą Bernicję i Dejrę, tworząc królestwo Northumbrii. Królestwo to też - jako pierwsze z królestw w Brytanii - przyjęło w 627 r. wiarę chrześcijańską {odbyło się to na zasadzie pojedynku na argumenty religijne, jaki zorganizował król Edwin na swym dworze. Z jednej strony stanął bowiem misjonarz z zakonu paulinów, z drugiej pogański arcykapłan i obaj mieli przekonać króla oraz innych możnych Northumbrii która religia będzie lepsza dla królestwa. Zdaniem zebranych lepszy okazał się zakonnik}).




Druga połowa V wieku, to był czas okrutnych walk pomiędzy Anglosasami, a spychanymi coraz bardziej na zachód Celto-Rzymianami (czyli zromanizowanymi Celtami). W tym czasie bohaterem tych ostatnich stał się nijaki Arthorius, Celto-Rzymianin który przez długi czas odnosił zwycięstwa nad Anglosasami (a największe z tych zwycięstw miało miejsce w roku 520 w bitwie pod górą Badon). Zapewne jest to postać realnie istniejąca, ale na jej kanwie zbudowano późniejszą legendę, która przetrwała w celtyckiej tradycji o królu Arturze i rycerzach Okrągłego Stołu. Arthorius musiał rzeczywiście dawać Anglosasom we znaki, jako że przez dłuższy czas (aż do jego śmierci) nie byli oni w stanie posunąć się na północ od Tamizy i od Colchester (według tej tradycji Arthorius miał zostać zamordowany przez swego siostrzeńca w roku 542). Nic więc dziwnego że tradycja o królu Arturze stała się potem tak popularną, gdyż wojownik który zapewne stał się przywódcą lokalnej porzuconej przez Rzym bryto-rzymskiej społeczności (legiony po raz pierwszy wycofały się z Brytanii w roku 407, ale wkrótce potem wróciły, chodź na krótko, bowiem już 410 ponownie wycofały się z stamtąd na stałe, a cesarz Honoriusz poinformował wówczas Brytów, że odtąd muszą sami zadbać o swoją ochronę, gdyż granica na Renie pruła się jak "stare galoty" a do Zachodniego Imperium wchodziły poszczególne ludy zza Renu praktycznie jak do siebie. Przez pierwsze 40 lat Brytowie jakoś sobie radzili, ale najazd Anglosasów spowodował, że zaczęli przegrywać i musieli się cofać coraz bardziej na zachód i coraz bardziej na północ, natomiast okres rządów Arthoriusa był jednym z bodajże nielicznych, podczas których Brytowie wygrywali).


31 grudnia 406 r. hordy Wandalów, Swebów, Alanów i Burgundów przekraczają zamarznięty Ren, kierując się w stronę rzymskiej Galii, jak wielokrotnie w przeszłości, z tym że teraz już nie zawrócą. Rzymski posterunek w niedalekiej Moguncji nawet nie próbuje interweniować. Mróz jest bowiem tak wielki, że żołnierzom nie chce się walczyć, a poza tym liczba barbarzyńców którzy wdzierają się przez Ren, napawa ich przerażeniem



W 789 r. właśnie do brzegów Wessexu (południowo-środkowa Brytania) dobiły pierwsze trzy okręty Wikingów (już kiedyś o tym pisałem, więc nie będę się powtarzał). Zabili oni lokalnego wójta i spalili wioskę, w każdym razie było to pierwsze spotkanie Anglosasów z Normanami. Potem był niesławny atak Wikingów na klasztor Lindisfarne w Northumbrii (793) który przeraził mieszkańców wyspy swym okrucieństwem. Po tej tragedii Alkuin z Yorku - dworski kronikarz Karola Wielkiego pochodzący właśnie z Northumbrii - zapisał w liście (będącym swoistymi kondolencjami) do króla Ethelreda: "To już około 350 lat, odkąd my i nasi ojcowie mieszkamy w tym najpiękniejszym kraju, i nigdy wcześniej nie spotkało Brytanii tak straszne wydarzenie, jak to, którego doświadczyliśmy ze strony pogan. Nie uważano też za możliwe, aby taka podróż mogła się kiedykolwiek powieść (Alkuin ma tutaj na myśli atak Normanów na Brytanię ze Skandynawii, chociaż doprawdy trudno zrozumieć jego tok myślenia, skoro sam wcześniej stwierdził, że jego przodkowie przybyli tutaj 350 lat wcześniej również drogą morską z Danii i północnych Niemiec. Może uważał że owi poganie nie są już do tego zdolni 🥴 To tak samo jak w jednym z programów "Matura to bzdura" pewien młodzieniec odpowiadając na pytanie w którym wieku odkryto Amerykę, stwierdził że w XX wieku, bo "wcześniej ludzie bali się wody", i dodał z takim wzrokiem pytający o rozum: "Ale jakąś łódkę to chyba zrobili, co?" 🤭😂 Wydaje mi się że jako społeczeństwa cofamy się w rozwoju i niedługo rozpocznie się proces dewolucji, bo trudno inaczej to zinterpretować, słuchając takich bredni). Dalej Alkuin pisał w swym liście: "Oto kościół św. Cuthberta splamiony jest krwią kapłanów Boga. Został ograbiony ze wszystkich ozdób. Najbardziej czcigodne miejsce w Brytanii zostało oddane pogańskim ludom na łup". A potem dopiero się zaczęło. Nie ma jednak sensu teraz opisywać wszystkich najazdów normańskich na Brytanię, dlatego pominę to. Natomiast warto sobie uświadomić, że ataki Wikingów na Brytanię dzielą się na trzy okres. Pierwszy okres, to okres grabieży, trwający od 793 do 851 r. Drugi to czas osadnictwa, trwający od 851 do 897 r. Ostatni okres, to - po prawie stuletniej przerwie - okres podboju, trwający od 980 do 1042 r. Powrót na tron Anglii Edwarda Wyznawcy w roku 1042 oznacza kres rządów Wikingów w tym kraju, aczkolwiek Edward Wyznawca był też przedostatnim anglosaskim królem, a jego syn  -Harold II 24 lata później poniósł klęskę w bitwie z Wilhelmem Zdobywcą pod Hastings. Normańska dynastia z północnej Francji, która od 1066 przejęła władzę, tak naprawdę rządzi po dziś dzień w Wielkiej Brytanii.

Æthelwulf był synem Egberta (syna Ealhmunda - króla Kentu, ale po kądzieli spokrewnionego również z władcami Wessexu). Egbert objął władzę w Wessexie w roku 802, gdy od prawie dwóch lat cesarzem reaktywowanego Cesarstwa Rzymskiego na Zachodzie był Karol zwany Wielkim, a w Konstantynopolu minister finansów cesarzowej Ireny - Nicefor obalił ją, wtrącił do lochu, gdzie zmarła, a sam objął władzę, zaś jeszcze bardziej na południe, Kalifacie Abbasydów w Bagdadzie władał najsławniejszy bodajże kalif - Harun ar-Raszid (taka mała retrospekcja ówczesnych głównie europejskich potęg). Egbert został królem gdy żona poprzedniego władcy Wessexu Beorhtrika - Eadburh otruła go (stało się to przez przypadek, po prostu trucizna była przeznaczona dla kogoś innego, ale niefortunnie wypił ją sam król Beorhtrik). Jej tak naprawdę niepodzielne rządy w Wessexie trwały 13 lat, gdyż to ona realnie rządziła za kulis, wykorzystując jedynie swego męża, jako swoisty parawan dla swych wpływów (gdyż kobieta nie mogła objąć władzy w krajach Anglosasów czy Franków). Ta córka króla Offy z Northumbrii była (podobnie jak jej tatuś) bezwzględna w dążeniu do utrzymania władzy. Na potęgę stosowała truciznę, usuwając niechętnych jej wielmożów, ale jej ludzie dokonywali również porwań i tortur na przeciwnikach politycznych królowej Eadburh. Gdy więc w 802 r. przez przypadek Beorhtrik wypił kielich z trucizną przeznaczony dla kogoś innego i zakończył swą ziemską wędrówkę, jej władza w Wessexie również dobiegła końca. Znając nienawiść wielu wielmożów do siebie, postanowiła opuścić kraj i udać się do Franków, na dwór Karola Wielkiego do Akwizgranu, wioząc ze sobą bogate dary dla cesarza (mające być łapówką, aby ten pozwolił jej zostać i zapewnił bezpieczeństwo, oraz spokojne i dostatnie dożywocie). Istnieje pewna anegdota, która twierdzi, że Karol Wielki siedząc wówczas na tronie, zadał jej pytanie podczas audiencji: "Kogo wolisz, mnie, czy mojego syna" który był tam również obecny. Ona odparła że wolałaby syna, gdyż jest młodszy, na co cesarz miał odpowiedzieć: "Gdybyś wybrała mnie, miałabyś również mojego syna, a tak nie będziesz miała nikogo z nas!". Ostatecznie pozwolił jej osiąść w jednym z opactw, którym władała jako przeorysza. Dysponowała również znacznymi ziemiami przypisanymi do opactwa, które realnie (choć nie oficjalnie) były jej własnością, ale nie potrafiła docenić tego, co otrzymała od losu. Bardzo szybko zaczęła sprowadzać do siebie mężczyzn (najczęściej byli to chłopi, pracujący na terenach przyklasztornych), z którymi figlowała, jednocześnie zakazując im (pod groźbą pozbawienia życia, jako że kara za spółkowanie z mniszką była surowa) mówić o tym głośno. Ale niestety jak to w życiu bywa pewien młody mężczyzna którego ona uwiodła, zaczął się tym publicznie chwalić. Jego los jest nieznany, natomiast ona straciła opactwo, stanęła przed sądem biskupim i została wygnana. Od tej pory błąkała się po Europie żebrząc o chleb. Ostatecznie zmarła w nędzy na ulicy w Pawii. Była królowa Wessexu która tak bardzo pragnęła władzy, skończyła łagodnie mówiąc - nieciekawie (ponoć przykład Eadburh był tak odstręczający dla kolejnych królów Wessexu, że odtąd nie pozwalali oni swym małżonkom tytułować się królowymi, tylko żonami króla).




Jednak podczas tej audiencji obecny był również Egbert, jako że wcześniej uciekł on do państwa Franków, gdyż król Beorhtrik (obawiając się jego praw do tronu Wessexu) ścigał go i zamierzał zgładzić. Teraz, gdy niebezpieczeństwo minęło, wrócił on do Brytanii i przez wielmożów królestwa został wybrany nowym królem. Skończyła się dynastia Bretwaldów z Wessexu, natomiast zaczęła się dynastia... królów Anglii, gdyż Egbert jest (nieoficjalnie) uznawany za pierwszego króla Anglii, jako że poczynił ogromne kroki ku zjednoczeniu królestw Brytanii (choć wydaje się że katalizatorem zjednoczenia nie był ani on, ani żaden inny Anglosas, tylko właśnie Wikingowie, przeciwko którym Brytowie jednoczyli się aby przetrwać, gdyż ich ataki były nie tylko niszczycielskie, ale przede wszystkim barbarzyńskie, jako że nie oszczędzali ani kobiet, ani dzieci. Innymi słowy ciężkie i okrutne były uderzenia zadane młotem Tora, ale prowadziły one do zjednoczenia plemion Anglów, Jutów i Sasów w jeden lud). Po przejęciu władzy w Wessexie Egbert musiał liczyć się z rzeczywistością polityczną, a ta sprowadzała się do faktu, że najsilniejszym królestwem wówczas w Brytanii była Mercja, którą od 796 r władał niejaki Cenwulf. Mercja była na tyle potężna, że kontrolowała również Kent (królestwo ojca Egberta) i Wschodnią Anglię (co prawda gdy Cenwulf wstąpił na tron, na krótko ta kontrola uległa rozluźnieniu, ale już w 798 r. Mercja ponownie odzyskała Kent). Zatem w razie wojny atak szedłby z dwóch stron, z północy i ze wschodu, należało zatem mieć się na baczności i nie prowokować konfliktu. Pierwsze 13 lat panowania Egberta upłynęło w pokoju. Prowokowanie Cenwulfa, który zawarł sojusz z Northumbrią i kontrolował praktycznie wszystkie kraje we wschodniej Anglii - byłoby wówczas szaleństwem, zresztą Cenwulf nie miał aspiracji podboju Wessexu. Dopiero w roku 815 doszło do pierwszej wojny Wessexu z królestwem Dumnonii (Kornwalia). Jej efektem był podbój Kornwalii i przyłączenie tego kraju do Wessexu. Od tej pory Wessex sięgał najdalej na Zachód ze wszystkich anglosaskich królestw Brytanii. Jedynie Wikingowie stali się prawdziwym utrapieniem zarówno Egberta, jak i innych anglosaskich królów.




Bez wątpienia podbój Kornwalii, nieco zmienił dotychczasowy układ sił w Brytanii. Potężny Cenwulf (który kontrolował również Londyn, należący do Essexu) również miał pragnienie podboju Zachodu, chcąc zdobyć Walię, ale pomimo najazdów prowadzonych na zachód od "rowu Offy" (wał ziemnego wykopanego przez króla  Offę, który miał chronić Mercję przed atakami Walijczyków), realnie nie doszło do żadnej większej kampanii wymierzonej przeciw Walii. Zresztą w ostatnich latach swego życia Cenwulf - pragnąc ukoronować swoją władzę - wdał się w konflikt z arcybiskupem Canterbury - Wulfredem, który pragnął zreformować diecezję na wzór karoliński i nie odpowiadała mu kontrola świeckiego księcia. Ostatecznie doszło do tego, że Cenwulf zawiesił Wulfreda w obowiązkach w 819 r. i aż do swej śmierci w Basingwerk we Flintshire (821 r.) już go nie przewrócił. Tymczasem Mercję ogarnęła swoista wojna domowa (a raczej wojna frakcji i koterii) których siedliskiem był pałac w Lichfield. Po śmierci Cenwulfa jego brat Ceolwulf I nakazał zamordować jego 7-letniego synka, po czym sam ogłosił się nowym królem. Napotykając jednak sprzeciw i rosnące wewnętrzne problemy, starał się porozumieć z klerem, zdając sobie sprawę, że musi mieć "dobre układy" zarówno z Rzymem jak "z Bogiem", aby spacyfikować opozycję. We wrześniu 822 r. Wulfred został więc przywrócony na arcybiskupstwo Canterbury. Niewiele mu to jednak pomogło, gdyż już kilka miesięcy później (823) został obalony w zamachu stanu przez niejakiego Beornwulfa (a stało się to z poparciem arcybiskupa Wulfreda, któremu wcześniej Beornwulf pomógł przejąć kontrolę nad kentyjskimi klasztorami - zarządzanymi wcześniej przez córkę Cenwulfa - Cwenthryth). Widząc teraz swoją sposobność do ataku, w sytuacji wewnętrznego chaosu w Mercji, Egbert ruszył na wschód i w bitwie pod Ellandun (Wiltshire) pokonał armię mercyjską i zdobył kontrolę nad Kentem, Wschodnią Anglią, Essexem i Londynem (825 r.). Od razu też Egbert uczynił swego syna - Æthelwulfa władcą Kentu (wcześniej wypędzając stamtąd wasala Mercji - Baldreda). Tak oto tron Kentu, należący wcześniej do ojca Egberta, wrócił ponownie do jego rodu.




Oczywiście Beornwulf nie pogodził się z tymi stratami i już w roku 826 najechał Wschodnią Anglię, ale zginął w jednej z potyczek, a jego wojsko zawróciło. Jego następca - Ludeka (wcześniej pełnił urząd eldormana - czyli zarządcy prowincji) powrócił już wiosną roku następnego, ale również zginął z rąk Wschodnich Anglów, niczego nie zyskując. Teraz sytuacja polityczna zmieniła się i najpotężniejszym krajem Brytanii stał się Wessex. Szczególnie zaś w roku 829 - gdy Egbert najechał Mercję i wypędził stamtąd króla Wilglafa i samemu ogłosił się władcą Mercji - wydawało się, że nic już nie stoi na przeszkodzie aby Wessex zjednoczył całą Brytanię. Okazało się jednak, że to jeszcze nie jest ten czas...








A NA ZAKOŃCZENIE TROCHĘ HUMORU: 



CDN.