Łączna liczba wyświetleń

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą HOMOSEKSUALIZM. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą HOMOSEKSUALIZM. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 25 kwietnia 2023

WINO, KOBIETY I... TRON WE KRWI - CZYLI PONURY CIEŃ BIZANCJUM - Cz. XXV

NIM JESZCZE 
NAD KONSTANTYNOPOLEM
ZAŁOPOTAŁ ZIELONY
SZTANDAR MAHOMETA





II

Z EMESY DO RZYMU

(CZYLI AGRYPINA WSCHODU)

Cz. IV






 Młody, bo zaledwie 17-letni cesarz Varius Awitus (chodź oficjalnie Marek Aureliusz Antoninus Augustus) szybko, bo już po kilku miesiącach znudził się swą "boską małżonką", czyli kapłanką bogini Westy - Emilią Sewerą i pod byle pretekstem oddalił ją z pałacu. Teraz zapragnął poślubić (połowa 221 r.) słynną z urody prawnuczkę cesarza Marka Aureliusza - Anię Faustynę. Według Awitusa ona właśnie bardziej nadawała się na żonę boskiego cesarza i kapłana boga Elah-Gabala znacznie bardziej niż kapłanka bogini Westy, prócz bowiem urody i świetnego pochodzenia miała również liczne dobra ziemskie (po mężu) we Frygii i w Azji Mniejszej. Był tylko jeden problem, Ania Faustyna była już zamężna, jej mężem był majętny Pomponiusz Bassus, konsul roku 211. Awitus/Heliogabal wybrnął jednak z tego kłopotu w iście patologiczny sposób, który cechował cały okres jego rządów - nakazał po prostu aby senat skazał Bassusa na śmierć, jako powód podając tajne knowania których miał się podjąć mąż Anni Faustyny celem obalenia młodego Heliogobala. I tak też się stało, senat oczywiście bez szemrania przychylił się do prośby imperatora, skazując Pomponiusza Bassusa na śmierć za zdradę, czyli próbę obalenia władcy (oczywiście zarzut ten był  całkowicie nieprawdziwy, ale jak to się mówi jak chcesz uderzyć psa, to kij zawsze się znajdzie). Przerażonej wdowie nie pozwolono na jakiekolwiek okazanie żałoby i jeszcze tego samego dnia w którym zginął Bassus (lub dnia następnego) musiała poślubić mordercę swego męża - cesarza Heliogabala. Faustyna przyniosła się teraz na Palatyn, do pałacu cesarskiego, gdzie już pierwszej nocy Awitus powitał ją... przebrany za kobietę. Zresztą w pałacu tym Ania Faustyna doznawała nieustannych upokorzeń, Awitus bowiem traktował ją tak samo przedmiotowo jak wszystkie swoje poprzednie żony i nie zważając na to, że jest już żonaty, brał sobie kolejne kobiety z którymi oficjalnie zawierał śluby (ich imiona nie są znane, zresztą nie miało to żadnego znaczenia, ponieważ Heliogabal jednego dnia się żenił, a drugiego rozwodził) zaś Annia Faustyna musiała w tych zaślubinach uczestniczyć jako swoista druhna następnych wybranek męża. Nie to jednak było najgorsze, Awitus bowiem nieustannie pragną stać się kobietą i malowanie się oraz przebieranie już mu nie wystarczyło, zapragnął teraz stać się prostytutką. Wymykał się nocami z Palatynu i przebrany za kobietę w tawernach oraz domach publicznych oddawał się najbardziej lubieżnym czynnościom seksualnym z tymi z mężczyzn, którzy najwięcej za niego (czy też raczej za nią - jak kazał się nazywać) zapłacili. Niekiedy zmuszał mężczyzn do tego, aby licytowali się o to, który będzie z nim spółkował tej nocy (niektórzy po takiej licytacji tracili całe majątki).

Z czasem zdano sobie jednak sprawę, że nocne eskapady Awitusa po mieście mogą być niebezpieczne, dlatego odradzono mu tego typu praktyki, ale żeby zadowolić władcę urządzono dom publiczny na Palatynie w pałacu cesarskim, gdzie cesarz stojąc za kotarą, przebrany za kobietę przyjmował swoich klientów 🙄. Mając już kilka, być może nawet kilkanaście żon i mnóstwo... klientów, zapragnął teraz wyjść za mąż jako kobieta, czyli poślubić mężczyznę. Jego wybór padł na niewolnika o imieniu Herokles - woźnicę rydwanów w Cyrku Wielkim, któremu pewnego razu (gdy cesarz był na trybunach) spadł z głowy hełm i ukazały się oczom wszystkich jego bujne jasne włosy. Awitusowi od razu się spodobał, kazał go sprowadzić i przebrany za kobietę poślubił go jako swego męża. Hierogles, który dotąd był zwykłym woźnicą rydwanów a przede wszystkim niewolnikiem, teraz uzyskał wielką władzę. Miał bowiem prawo nie tylko dyscyplinować swoją "żonę" słownie, ale również bić "ją" za zdrady, których Awitus dopuszczał się notorycznie (Heliogabal wręcz żądał aby Hierokles robił mu sceny zazdrości i bił go za prostytuowanie się z innymi mężczyznami). Nierzadko można było więc ujrzeć cesarza z podbitym okiem lub z innymi śladami na ciele, czym lubił się chwalić publicznie mówiąc że ma zazdrosnego męża. Hierokles zdobył taką władzę, że to co powiedział było ważniejsze od tego, co mówił Heliogabal - tym bardziej że sam cesarz otwarcie deklarował że przechyla się do opinii "męża". On, do niedawna jeszcze niewolnik uczestniczył w obradach senatu u boku władcy (czyli swojej żony), a nawet Awitus zamierzał uczynić go swym następcą i nadać tytuł cezara. Być może władza Hieroklesa zaczęła wielu przeszkadzać, gdyż dyskretnie zwrócono uwagę cesarzowi że w małoazjatyckiej Smyrnie przebywa pewien świetnie zbudowany atleta o imieniu Aureliusz Zotikus i zasugerowano czy ewentualnie cesarz nie chciałby go sprowadzić do siebie. Ten oczywiście wyraził radość z takiego pomysłu i kazał sprowadzić Zotikusa do Rzymu. Na jego powitanie cesarz urządził wspaniałe święto w pałacu, powitano go kwiatami, girlandami oraz ognistymi iluminacjami, a gdy Zoticus uklęknął przed cesarzem nazywając go swym panem, Awitus rzekł don: "Nie nazywaj mnie panem, jestem panią", po czym zaprosił go do wspólnej kąpieli w czasie której leżał przytulony do jego piersi, jak czyniły to prostytutki. Przerażony utratą swej pozycji Hierokles, namówił kucharza aby ten podał Zotikusowi pewien napój, który odebrał mu moc męską i ten nie był w stanie stanąć na wysokości zadania, co też bardzo rozgniewało Heliogabala, który kazał wygnać go z pałacu, potem z Rzymu, a wreszcie z Italii. Tak oto pozycjach Hieroklesa znów była niezagrożona.




Rok 221 zbliżał się ku końcowi, gdy zniewieściały imperator postanowił oddalić swoją małżonkę - Annię Faustynę. Nakazał też ponownie sprowadzić do siebie Akwilię Sewerę (czyli byłą westalkę) i po raz drugi ją poślubił (licząc zapewne na spłodzenie "boskiego potomstwa"). Heliogabal miał nie tylko bardzo dziwne - wręcz patologiczne upodobania seksualne, ale również kulinarne (w poprzedniej części pisałem już o konkursie na nowy rodzaj sosu, który miał spodobać się cesarzowi, ten zaś z kucharzy, który nie dogodził pod tym względem Awitusowi musiał tak długo jeść sam sos, aż nie wymyślił takiej potrawy, która by cesarzowi przypadła do gustu). Awitus jadał też ryby, ale tylko wówczas, gdy był daleko od morza, a poza tym lubował się w piętach wielbłądów, kogucich grzebieniach (które wyrywano tym ptakom żywcem), pawich językach i jajkach kuropatw. Latem organizował też uczty, na które każdego dnia schłodzono się ubranym w dany kolor (obowiązujący tego właśnie dnia). Awitus lubił też robić sobie żarty ze swych gości, każąc podawać im potrawy z wosku, drewna lub kości słoniowej, po czym dziwował się dlaczego nie jedzą i udawał iż czuję się obrażony, że nie chcą skosztować jego potraw. Czasem dla zabawy kazał też wpuszczać do sali pełnej gości lwy i lamparty - co wywoływało powszechny popłoch, a Awitus skręcał się wtedy ze śmiechu (były to jednak zwierzęta nieszkodliwe, pozbawione kłów i pazurów). Ale nie zawsze miewał tak dobry humor, czasem dla przyjrzenia się reakcji zebranych, kazał rzucać w ich kierunku np. jadowite węże. Poza tym pływał w fontannach specjalnie dla niego wypełnionych winem, jeździł rydwanem zaprzężonym w wielbłądy i słonie i kazał sadzić kwiaty w pałacowych korytarzach (a ogrodników, którzy nie dopilnowali owych kwiatów - pozbawionych zresztą słońca, za karę kazał zakopywać w ziemię aż po szyję). Potrafił też ponad miarę nagradzać ludzi, np. fryzjerów (za ostrzeżenie go lub zgolenie mu brody) ofiarowywał im perły, diamenty albo nawet majątki ziemskie; tancerkom oddawał fortuny za jeden taniec wykonany w jego obecności, a poganiaczom mułów nadawał tytuły polityczne i stanowiska tylko dlatego że taki miał kaprys. Poza tym oczywiście nie zaniedbywał nieustannej celebracji swego boga. Awitus bez wątpienia bawił się życiem, był młody, a już tak bardzo zdegenerowany.


HELIOGABAL
(TWARZ ZREKONSTRUOWANA NA PODSTAWIE WIZERUNKÓW TEGO WŁADCY)



Oczywiście ktoś taki nie był w stanie władać państwem, dlatego też realna władza spoczywała na barkach jego babki - Julii Mezy i matki - Julii Soemias. Obie te kobiety (szczególnie Meza) całkowicie przejęły zarząd państwem i to one rządziły wówczas Imperium. Julia Soemias przymykała oczy na ekscesy swego syna, tym bardziej że sama również lubiła "zakosztować życia". Stworzyła nawet swoisty senat niewieści, złożony z najprzedniejszych matron Imperium, której jednak zajmował się głównie sprawami etykiety wśród rzymskich kobiet. Meza zaś była kobietą znacznie mocniej stąpającą po ziemi, która zdawała sobie sprawę że wybryki jej wnuka mogą zakończyć się dla niego (a tym samym dla całej rodziny) tragicznie, tym bardziej że Rzym w swych dziejach już wiele widział, nawet szalonych władców, ale wszystko zawsze miało swoje granice, których przekroczenie było swoistą czerwoną linią ostrzegawczą. Widząc że Soemias pozwala Awitusowi na bardzo wiele i straciwszy nadzieję na zmianę jego zachowania, postanowiła Meza ratować to, co jeszcze można było uratować (zapewne zdawała sobie sprawę, że koniec młodego Awitusa jest bliski i starała się doprowadzić do tego, aby nie pociągnął za sobą całej rodziny). W lipcu 221 roku nakazała mu więc Meza adoptować i uczynić cezarem jego kuzyna (syna Julii Mamei - drugiej córki Julii Mezy) Aleksjana Basjana, mającego wówczas zaledwie 13 lat. Awitus początkowo się opierał, nie zamierzał bowiem dzielić się władzą ze swym młodszym kuzynem, ale ostatecznie uległ babce i spełnił jej prośbę adoptując Basjana (publicznie też wygłosił wówczas mowę przed senatem, w której deklarował, iż to z woli boga Elah-Gabala on, 17-latek, stał się ojcem tak dużego 13-letniego chłopca) Mianowanie cezarem, czyli wyznaczenie na następcę Heliogabala Basjana (któremu nadano wówczas nowe imię Aleksander), było krokiem w dobrym kierunku, co pokazała przyszłość, ocaliło to rodzinę przed upadkiem. Młody zaś Aleksander Basjan był zupełnym przeciwieństwem swego pozbawionego moralności, skrupułów i rozumu kuzyna. Cichy, grzeczny, spokojny, całkowicie uległy matce - wydawał się wyśmienitym kandydatem dla żeńskich rządów swej babki i matki nad Imperium. Zresztą już za rządów Awitusa Julia Meza i Julia Soemias oficjalnie pojawiały się w senacie i zajmowały miejsca tuż przy konsulach (rzecz zupełnie niesłychana i bodajże pierwsze w historii Rzymu uczestnictwo kobiet w obradach senatu. Co prawda już 165 lat wcześniej w obradach senatu brała udział matka Nerona - Agrypina Młodsza, ale choć wszyscy wiedzieli że ona tam jest, to jednak nigdy publicznie nie pokazała się w senacie, stała za kotarą przysługując się obradom i nie zabierała głosu. Natomiast Julia Meza wręcz przeciwnie, jako pierwsza kobieta uczestniczyła w obradach senatu i zapewne również wyrażała tam swoje opinie).

Heliogabal, chodź zamieniał tylko przyjemności łoża na przyjemności stołu, nie mógł nie zauważyć co się święci i zapewne nie zamierzał tego tolerować. Babka bowiem zamierzała dokonać swoistej podmianki, widząc że jej starszy wnuk kompromituje się w sposób nieprawdopodobnie szybki a poza tym staje się śmieszny, co dla władcy jest najgorszym przekleństwem - chciała się ubezpieczyć na przyszłość, wysuwając do władzy młodego Basjana. Początkowo Awitus zamierzał cofnąć swoją adopcję, a gdy to okazało się niemożliwe, starał się różnymi sposobami (na przykład trucizną) zgładzić swego kuzyna i jednocześnie konkurenta do purpury, ale i te wysiłki okazywały się daremne, młody Basjan był bowiem bardzo dobrze chroniony i zarówno przez babkę jak i swoją matkę - Julię Mameę, oraz pretorianów, którym szaleństwa Awitusa coraz mniej przypadały do gustu. Wreszcie w marcu 222 roku Awitus udając zgodę z Basjanem, zabrał go do koszar pretorianów, gdzie chciał oskarżyć go o próbę buntu i podburzania wojska, (jednocześnie zamierzał stracić kilku żołnierzy gwardii pretoriańskiej i ogłosić, że cudem uniknął śmierci z ich rąk na rozkaz swego zbuntowanego kuzyna). W pewnym momencie Basjan gdzieś zniknął w tłumie żołnierzy, a Awitus zaczął otwarcie głosić iż chciał on przeprowadzić zamach na jego życie i zamierzał zbuntować się wbrew prawu i obyczajowi. Zdezorientowani żołnierze zaczęli szukać Basjana - doszło do krzyków i rozruchów. Wreszcie wyjęli oni swe miecze i wbili je w ciało 18-letniego zaledwie Awitusa/Heliogabala. Wraz z synem zginęła też jego matka Julia Soemias. Następnie żołnierze gwardii ruszyli na pałac gdzie zginął Hierokles i kilku innych dworzan. Ciała pomordowanych (szczególnie zaś Heliogabala i jego matki) wleczono cały dzień po ulicach Rzymu, a wraz z nastaniem z mroku wrzucono je do kanału, gdzie spłynęły do Tybru. Tak oto zginął cesarz, który chciał stać się kobietą, a nie mogąc spełnić swego marzenia zrobił z siebie prostytutkę. Basjan zaś (teraz już Aleksander Sewer) został odnaleziony i okrzyknięty augustem. Tak oto rozpoczęły się rządy 13-letniego chłopca, którym kierowała jego babka i matka.





CDN.

niedziela, 21 sierpnia 2022

MEMORIAM - Cz. XXI

 VIRGINES VESTALES i TRZY CIOSY

  



UMIŁOWANY POKÓJ 

I ZŁUDNE NADZIEJE 

SIEDEMDZIESIĄTYCH LAT

Cz. VI







CO Z TYM WSCHODEM? 
 
 
 Po podpisaniu pokoju w Dardanos (85 r. p.n.e.) wydawało się że konflikt Rzymu z królem Pontu - Mitrydatesem VI Eupatorem ostatecznie się zakończył, ale ci, którzy tak myśleli byli w wielkim błędzie. Po pierwsze pokój z Dardanos (król Pontu musiał zrezygnować ze wszystkich swoich dotychczasowych zdobyczy w Azji Mniejszej, uznać Grecję i prowincję Azję za część składową Imperium Romanum, zapłacić 3000 talentów odszkodowania i wydać Rzymianom całą swoją flotę) nie satysfakcjonował żadnej ze stron; Mitrydates wciąż pozostawał najpotężniejszym władcą hellenistycznego Wschodu i czekał sposobności ponownego podporządkowania sobie reszty małoazjatyckich królestw; rzymski Senat zaś nie mógł ścierpieć faktu, iż zmuszony był pozostawić u władzy króla, który dopuścił się nieprawdopodobnych zbrodni na Rzymianach i Italikach zamieszkujących prowincję Azję (dawne Królestwo Pergamonu - "Państwo Słońca" jak o nim mawiano jeszcze w czasach hellenistycznych). Dla obu stron było więc pewne, iż zawarty w Dardanos pokój był jedynie krótkotrwałym zawieszeniem broni, celem wzmocnienia się obu stron przed kolejnym starciem. O tym, że Rzymianie nie zamierzają odpuścić, przekonał się Mitrydates już w dwa lata później, gdy namiestnik Azji - Lucjusz Licyniusz Murena zaatakował jego królestwo (83 r. p.n.e.), pod pozorem niewypełnienia postanowień traktatu z Dardanos. Atak ten został odparty, ale to wcale nie zniechęciło Mureny do dalszych działań i już w następnym roku (82 p.n.e.) ponownie zaatakował Pont, tym razem pod pretekstem zawarcia przez Mitrydatesa sojuszu z władcą Kapadocji - Ariobarzanesem. I ten atak został odparty, zaś nie mogąc liczyć na wsparcie Rzymu i Italii (w której to toczyła się wojna domowa optymatów z popularami), a także buntem Sertoriusza w Hiszpanii, Murena został zmuszony na początku 81 r. p.n.e. do ponownego zawarcia pokoju ze znienawidzonym królem Pontu, ale nie chcąc się z nim widzieć twarzą w twarz, uczynił to przez pośrednika (wybrał do tego zadania władcę Kapadocji - Ariobarzanesa, z którym wcześniej Mitrydates zawarł sojusz; teraz zaś Ariobarzanes występował w roli pośrednika pomiędzy Rzymem a Pontem i w imieniu Republiki podpisał pokój.

Ta krótkotrwała wojenka (zwana w historiografii szumnie "Drugą wojną z Mitrydatesem") zakończyła się ostatecznie sukcesem króla Pontu, jako że podporządkował on sobie plemiona żyjące w rejonie Bosforu, które już wcześniej pragnął ujarzmić. Murena zaś (człowiek Sulli, pozostawiony w charakterze namiestnika Azji w 84 r. p.n.e. i mający pilnować na Wschodzie interesów dyktatora) większe sukcesy odniósł w walkach z piratami na morzu, niż z królem Pontu. W 83 r. p.n.e. (tuż przed atakiem na Mitrydatesa) kazał on umieścić trzy kamienne inskrypcje w języku greckim (w Kaunos, na Rodos i w Mesenii) w których to nazywał się: "Dobroczyńcą", "Opiekunem" i "Zbawcą" Hellady; a owym zbawcą stać się miał właśnie po pokonaniu karyjskich piratów pod wodzą Moagetesa, tyrana Kibyry. Nie wiadomo na ile jest to prawdziwe osiągnięcie, jako że Kibyryjczycy raczej nie parali się piractwem, zaś sam Moagetes (choć rzeczywiście był tyranem tertapolis w południowej Anatolii), najprawdopodobniej nie przewodził piratom (tutaj jednak należy poprzestać na domysłach, jako że z braku źródeł nie ma na ten temat pełnej wiedzy). W każdym razie Murena ogłosił się pogromcą piratów i tak już zostało, zaś po niepowodzeniu ataku na Pont i zakończeniu swego namiestnictwa, powrócił on do Italii (81 r. p.n.e.) nie rozwiązawszy wielu istotnych spraw, wciąż gnębiących tamtejszych Rzymian i Greków (np. nierozwiązana kwestia miasta Mityleny na Lesbos), za to w glorii sławy "pogromcy piratów". Jego miejsce w prowincji Azji zajął Marek Minucjusz Termus, który szybko rozgościł się na Wschodzie (szczególnie zaś w pięknej willi w Kolofonie, z której to był wspaniały widok na miejscowy port; podziwiał go - przybyły tam również w 81 r. p.n.e. - 19-letni wówczas Gajusz Juliusz Cezar. Cezarowi bardzo się tam spodobało, szczególnie że to właśnie w Kolofonie po raz pierwszy zetknął się ze zbytkiem i (często) zniewieściałością Orientu, jakże różnej od życia w Rzymie, gdzie wciąż jeszcze ideałem była chłopska pracowitość, oszczędność, ofiarność dla sprawy publicznej i męstwo. Podstawowe cechy Rzymianina: Wierność, Męstwo i Praca. Swoją drogą Timagenes - grecki historyk i retor z Aleksandrii, wzięty przez Rzymian jako jeniec w 55 r. p.n.e. i potem wyzwolony przez Oktawiana Augusta - jako przyczynę upadku hellenistycznych królestw upatrywał (m.in.) ich zniewieściałość i pod tym względem skrycie podziwiał Rzymian, którzy wciąż utrzymali dawne, patriarchalne cnoty, dzięki którym ich kraj stał się potęgą. Timagenes jednak - choć pół życia spędził w Rzymie - nigdy nie uległ urokowi tego miasta i zawsze gdy Rzymianie toczyli boje z jakimś ludem na Wschodzie, brał stronę owych "barbarzyńców". Kiedyś stwierdził nawet, że pożary Rzymu smucą go tylko z tego powodu, że na miejsce starych gmachów, powstaną nowe, jeszcze wspanialsze. Wyzwolony przez Oktawiana, należał do ścisłej elity intelektualnej ówczesnego Rzymu, którego do swej śmierci nie przestał nienawidzić).




Nowy rzymski namiestnik Azji wytyczył sobie cel ostatecznego zdobycia Mityleny - miasta na wyspie Lesbos, które (w 88 r. p.n.e.) przyłączyło się do Mitrydatesa VI i które do tej pory było wrogie Rzymowi, niczym bolesna zadra tkwiąca w palcu. Co prawda Minucjusz Termus posiadał sporą flotę (rozbudował ją Murena), ale wydawała się ona niewystarczająca do całkowitego odcięcia miasta i zmuszenia go do kapitulacji, dlatego też wysłał młodego Cezara na dwór króla Bitynii - Nikomedesa IV. Tam też, w Nikomedii Cezara olśnił zbytek Wschodu, którego nie widział nawet w Kolofonie. Na jego powitanie Nikomedes nakazał rozsypać po drodze płatki róż, zaś mijane marmurowe posągi z pozłacanymi obręczami, sprawiały wrażenie niezwykłości a nawet nieziemskości. Jakże inaczej było w surowym Rzymie, gdzie budynki były wznoszone w najprostszy sposób z myślą głównie o użyteczności sakralnej i codziennej. Jakże złe wrażenie robił na tym młodym człowieku jego rodzinny Rzym, gdzie nieczystości były wylewane wprost na ulice, a samo miasto wciąż przypominało dużą wieś otoczoną niewielką ilością murowanych świątyń i gmachów publicznych, niż typową hellenistyczną metropolię. Tu, w Nikomedii Cezar nie widział chodzących po ulicach kur, kóz czy świń, których w Rzymie było mnóstwo i które nie rzadko wchodziły do domów co poniektórych mieszkańców grodu Romulusa. Tam, w pałacu Nikomedesa Cezar stracić miał kontrolę i oddać się wyuzdanym orgiom, które przygotował dla niego władca Bitynii i ponoś oddawał się tam "miłości greckiej" która w świecie hellenistycznym nie była już uważana za niewłaściwą (choć wcześniej homoseksualizm był w Grecji często praktykowany, ale głównie dotyczył relacji pan-niewolnik, zaś w epoce hellenistycznej te zasady moralne już dawno ustąpiły i nikt nie zwracał uwagi na detale "męsko-męskiej miłości"), jednak wśród Rzymian nie było to popularne ani akceptowane (pisałem już kiedyś o tym, jak siostrzeniec Sulli zakochał się w pewnym oficerze, a jego "amory" były zbyt nachalne, co doprowadziło do śmierci owego młodzieńca. Sulla nie tylko nie zganił owego żołnierza, ale dowiedziawszy się powodu zabicia swego siostrzeńca, przyznał mu jeszcze nagrodę), dlatego też, gdy Cezar powrócił z Nikomedii, za nim już podążała plotka, jakoby stał się tam kochankiem króla Nikomedesa i żołnierze Minucjusza Termusa żartowali sobie, mówiąc o młodym Cezarze: "Oto kochanka Nikomedesa, oto królowa Bitynii". W każdym razie Cezar sprowadził z Nikomedii potrzebną Termusowi flotę, przy pomocy której ów wódz zmusił Mitylenę do kapitulacji (80 r. p.n.e.). Wkrótce potem Termus został odwołany z namiestnictwa w Azji i wrócił do Rzymu (zaś Cezar - na krótko - powrócił na dwór Nikomedesa). Jego miejsce zajął (79 r. p.n.e.) prokonsul Gajusz Klaudiusz Neron - za którego rządów powstała nowa rzymska prowincja - Cylicja, obejmująca ziemie Pamfilii i Cylicji Górzystej, zaś bez terenów Cylicji właściwej - przeto nowa prowincja nie odzwierciedlała prawdziwego zasięgu owej krainy; zaś pierwszym jej namiestnikiem został wybrany Gnejusz Korneliusz Dolabella.




W roku 78 p.n.e. król Mitrydates Eupator postanowił jakoś porozumieć się z Rzymianami i poprosić Senat o przyznanie mu statusu "przyjaciela" ("amicus") Ludu Rzymskiego, ale wysłanych posłów nie miał kto przyjąć i Senat odmówił im posłuchania (stwierdzono wówczas że senatorowie są zbyt zajęci by przyjąć posłów, co było jawną deklaracją nieprzyjaźni i publicznym policzkiem wymierzonym człowiekowi, który dziesięć lat wcześniej nakazał wymordowanie wszystkich Rzymian i Italików w zdobytej przez siebie prowincji Azji). Gest ten był nad wyraz jasny i widoczny dla wszystkich - Rzym nie ma zamiaru czynić z mordercy swego przyjaciela i wciąż traktuje go jako wroga ("hostis"), a nie wszczyna z nim wojny tylko dlatego, że zajęty jest na innych frontach, ale gdy tylko się umocni, natychmiast odnowi wojnę z Pontem. Wiedział o tym sam Mitrydates (który w rozmowie z królem Partów otwarcie przyznał: "Rzym nie zaatakował mnie wówczas tylko dlatego, że przeszkodziły mu w tym kłopoty w innych częściach tego państwa"). Wojna była więc pewna i należało dobrze się do niej przygotować i król Pontu tak właśnie uczynił. Zlikwidował nieefektywne wielojęzyczne, niezdyscyplinowane oddziały, zastępując je karnymi jednostkami sformowanymi na kształt rzymskiego legionu. Również w polityce Mitrydates dobrze przygotował się do pewnej konfrontacji z Rzymem, zawiązując sojusze z wieloma państwami i ludami (swoje córki: Nysę i Mitridatis wydał za faraona Ptolemeusza XII Auletesa [ojca królowej Kleopatry VII] i jego brata Ptolemeusza władcę Cypru; ten jednak sojusz, gdy już przyszło do wojny na niewiele się zdał, jako że Egipt był wówczas politycznie i militarnie uzależniony od Rzymu, a Rzym uzależniony był od dostaw egipskiego zboża). Sprzymierzył się Mitrydates z Sarmatami, Scytami z Azji, z mieszkańcami Taurydy, z Trakami i oczywiście z... piratami, którzy już w poprzednich wojnach wyświadczali mu spore usługi. W 75 r. p.n.e. posłał Mitrydates do Hiszpanii dwóch byłych żołnierzy z armii Gajusza Flawiusza Fimbrii (stronnika Cynny i Mariusza, wysłanego w 86 r. p.n.e. na Wschód do walki zarówno z królem Mitrydatesem, jak i z Korneliuszem Sullą), byli to: Lucjusz Magiusz i Lucjusz Fanniusz; ich celem było zawarcie sojuszu z rzymskim renegatem Kwintusem Sertoriuszem (byłym oficerem Gajusza Mariusza, od 80 r. p.n.e. sprawującym niepodzielną władzę quasi-królewską w Hiszpanii i toczącym wojnę z Rzymem, oraz zwycięskim stronnictwem optymatów dyktatora Sulli). I tak właśnie się stało, Sertoriusz posłał Mitrydatesowi jednego ze swoich oficerów - Marka Mariusza (który miał koordynować przekształcenie armii pontyjskiej na sposób rzymski), oraz oddał królowi wolną rękę w Bitynii, Kapadocji, Galacji i Paflagonii, w zamian za co król Pontu obiecał Sertoriuszowi posłanie pieniędzy i okrętów do Hiszpanii.

Rzymianie wciąż jednak nie podejmowali rzuconej im rękawicy i choć w prowincji Azji stacjonowały dwa legiony, nie poczyniono wówczas większych przygotowań do obrony, sądząc zapewne że władca Pontu nie zdecyduje się na atak. W tym czasie walki toczyły się na innych ziemiach rzymskiego Wschodu i tak w 77 r. p.n.e. nowy namiestnik Cylicji - Publiusz Serwiliusz Watia zajął wybrzeża Likii i Pamfilii, umacniając tym samym granice swojej prowincji; zaś namiestnik Macedonii - Appiusz Klaudiusz Pulcher skutecznie walczył z ludami Skodrysków i Rodopanami. W 75 r. p.n.e. nowy namiestnik Macedonii - Gajusz Skryboniusz Kurion rozpoczął kampanię przeciwko Dardanom (ludowi zamieszkującemu ziemie dzisiejszej południowej Albanii i Macedonii), a w ciężkich walkach dotarł wówczas aż do Dunaju, ale zdobyczy swoich nie był w stanie utrzymać, jako że wojsko odmówiło dalszej walki (jak pisał Fronton: "Gdy konsul Gajusz Kurion prowadził kampanię przeciwko Dardanom w okolicach Dyrrachium, jeden z pięciu legionów wszczął bunt, odmówił dalszej służby i stwierdził, że nie będzie brał udziału w trudnej i niebezpiecznej ekspedycji, rozkazał pozostałym czterem legionom uzbroić się i stanąć w szyku pod bronią, tak, jak do bitwy"). Bunt ten został stłumiony siłą (przez zastraszenie mniejszej liczby buntowników, część żołnierzy została ukarana - nie wiadomo jednak w jaki sposób - wiadomo tylko że zbuntowany legion brał udział w walkach już kilka lat i żołnierzom nie uśmiechało się dalej walczyć z "barbarzyńskimi" plemionami i pragnęli zostać wycofani na tyły. Swoją drogą takie bunty w armii rzymskiej wcale nie należały do rzadkości i żołnierze buntowali się dość często przeciwko wojnom których nie pojmowali i poświęceniu, którego wówczas od nich wymagano). Jednak zdobycze Kuriona w kraju Dardanów przepadły. W owym 75 r. p.n.e. namiestnik Cylicji dalej kontynuował walki i doszedł do góry Taurus, pokonując tam lud Izaurów. A tymczasem w Poncie trwały gorączkowe przygotowania do wojny, wykuwano broń, masowo ścinano lasy pod budowę nowych okrętów i szkolono rekrutów. Mitrydates wiedział że ta konfrontacja zadecyduje o przyszłości Wschodu na kilka dekad i czynił wszystko, by usunąć jakiekolwiek błędy i niedoskonałości w swojej armii, które w poprzednich latach były powodem jego militarnych klęsk w starciu z rzymską machiną wojenną.




A tymczasem w 74 r. p.n.e. w Nikomedii ostatnie tchnienie wydał stary zbereźnik, król Bitynii - Nikomedes IV Filopator (który utrzymywał w swoim pałacu harem złożony z młodych niewolników obojga płci i który swym zbytkiem i nieskrępowaną niczym seksualną ekspresją tak zauroczył Cezara). Ponieważ Nikomedes (pomimo "bzykania" wszystkiego na prawo i lewo) nie pozostawił po sobie następców (ponoć nie miał też i córek), w swym testamencie całe królestwo zapisał Rzymowi (podobnie jak prawie sześćdziesiąt lat wcześniej uczynił król Pergamonu - Attalos III Euergetes). Teraz, namiestnik prowincji Azja - Marek Junkus Sylanus przygotowywał się do przejęcia Bitynii i zamienienia jej w kolejną rzymską prowincję, ale opanowanie tej ziemi oznaczałoby, że Rzymianie całkowicie kontrolowaliby cieśniny wychodzące z Pontus Euxinus (Morza Czarnego) na Morze Trackie i Morze Egejskie, a to doprowadziłoby do zamknięcia Pontu w "kotle" z którego trudno byłoby się wydostać. Dlatego też Mitrydates nie uznał testamentu Nikomedesa i sprzeciwił się opanowaniu tej krainy przez Rzymian (sam bowiem miał ochotę zająć tę ziemię i to niekoniecznie w wyniku podboju, uważał bowiem że również ma prawo do tronu bityńskiego i to jemu właśnie po śmierci ostatniego króla z rodu Basydów, przypaść powinna korona). W Rzymie tymczasem w owym 74 r. p.n.e. konsulat sprawowali - Marek Aureliusz Kotta i Lucjusz Licyniusz Lukullus, który w czasach Sulli wsławił się walkami z królem Pontu i teraz pragnął powtórzyć i powiększyć swą sławę. Wojna jednak wciąż nie była oficjalnie rozpoczęta, a król Mitrydates - niezwykle ostrożny - nie zamierzał zaczynać konfliktu, bez pomocy swych sojuszników i czekał na ich przybycie do Pontu. Głównym portem kraju (i miejscem w którym najczęściej przebywał Mitrydates ze swoim dworem) była Synopa, którą od reszty kraju oddzielała rzeka Halys. Synopa leżała zaś w kraju zwanym Paflagonia, którego to północne regiony opanowali Pontyjczycy, ale reszta tej krainy mogła sprawiać pewne problemy w przypadku dotarcia sojuszniczych kontyngentów do Synopy, dlatego też pierwszym zadaniem Mitrydatesa stało się opanowanie całej Paflagonii. Była to nieduża kraina, leżąca na wschód od Bitynii, ale miała kluczowe znaczenie pod względem strategicznym, dlatego też szybkim marszem władca Pontu opanował Gangrę (stolicę i największe miasto Paflagonii), przyłączając tę krainę do swego królestwa. Tak oto Junkus Sylanus zaczął urządzać się w Bitynii, zaś Mitrydates w Paflagonii i zarówno jedna jak i druga strona nie zamierzały tego tolerować. Dla Rzymian wreszcie pojawiła się okazja wyeliminowania mordercy kobiet i dzieci, zaś dla Mitrydatesa owa wojna była okazją do zjednoczenia całej Azji Mniejszej pod swymi rządami i uczynienia tam nowego, hellenistyczno-irańskiego królestwa zdolnego zatrzymać rzymskie postępy uczynienia z Mare Internum (Morza Śródziemnego) Mare Nostrum ("Naszego" czyli rzymskiego Morza).




PS: Jako ciekawostkę warto jeszcze nadmienić, że na początku 74 r. p.n.e. Gajusz Juliusz Cezar wypłynął z Rzymu na Rodos, aby pobierać tam studia retoryczne w szkole sławnego Molona, u którego wcześniej terminował Cyceron. Po drodze jednak miał pecha, w pobliżu wysepki Farmakusa jego okręt został zaatakowany przez piratów a Cezar dostał się do ich niewoli. Pozwolili oni Cezarowi posłać swoje sługi do miast greckich, celem zebrania okupu. W tym czasie Cezar zdołał przekonać swych porywaczy, że im nie ucieknie i nie trzymali go cały czas pod strażą, a nawet grywał z nimi w kości i dowcipkował. W czasie tych "przyjaznych" biesiad, niby w żartach mówił, że gdy tylko odzyska wolność, każe ich wszystkich poprzybijać do krzyży. Traktowali oni owe słowa nie jako pogróżki, a jako dobry żart, tym bardziej że młody Cezar nie tylko nie dysponował żadną siłą wojskową, ale nie pełnił też żadnego politycznego urzędu, dającego mu jakąkolwiek władzę. Ponoć piraci zażądali za uwolnienie Cezara ogromnej sumy 2 talentów, ale ten uznał to za zniewagę jego rodu (wywodzącego się przecież od Askaniusza/Julusa syna Eneasza, uciekiniera spod Troi) i podwyższył okup za siebie do 50 talentów. Gdy po 40 dniach niewoli, okup ten został zebrany i dostarczony (przez sługi Cezara) do rąk piratów, Cezar został uwolniony i odstawiony do portu w Milecie. Natychmiast (bez chwili wytchnienia) nakazał obsadzenie okrętów stojących w tamtejszym porcie opłaconymi przez siebie ochotnikami i sam wypłynął na ich czele w pościgu za swymi niedawnymi porywaczami. Zaskoczył ich przy tej samej wysepce Farmakusie (na której był przetrzymywany) i po krótkiej walce (kilka pirackich okrętów zatopiono, większość poddała się prawie bez walki) ci sami piraci stali się teraz jeńcami Cezara. Odstawił on ich do Pergamonu, gdzie wyrok na nich (zgodnie z prawem) wydać miał namiestnik prowincji Azji - Marek Junkus Sylanus. Tego jednak nie było, przebywał wówczas w Nikomedii, gdzie przygotowywał Bitynię pod przejęcie przez rzymskich prokuratorów. Cezar wysłał do niego list, żądając ukarania piratów i skazania ich na ukrzyżowanie, ale Sylanus (powodowany zapewne ambicją i zawiścią, jakoby jakiś młokos wydawał mu polecenia co też ma uczynić) oficjalnie odmówił i polecił piratów sprzedać jako niewolników. Cezar jednak nie czekał na odpowiedź namiestnika i polecił zarządcy więzienia natychmiastowe wykonanie wyroku śmierci na piratach (oczywiście deklarując, iż taki był rozkaz Sylanusa). Gdy więc posłaniec z Nikomedii wjeżdżał w bramy Pergamonu z listem namiestnika w sprawie piratów, ci wisieli już na krzyżach. Tak oto Cezar urzeczywistnił groźbę, która wówczas dla jego porywaczy wydawała się być zwykłą groteską.      
 



CDN.
 

czwartek, 23 grudnia 2021

JULKI Z TWITTERA

 CZYLI O RÓWNOLEGŁYM ŚWIECIE

PEŁNYM FANTAZJI I ZABOBONÓW

 
 
 
 
 Dziś krótko, ponieważ sprawy zawodowe zajęły mi więcej czasu niż przypuszczałem (a poza tym zbliżają się święta Bożego Narodzenia i należy moją Panią nieco odciążyć z obowiązkami domowymi, tym bardziej, że jeśli chodzi o przygotowywanie niektórych potraw to ja tutaj jestem prawdziwym mistrzem - nie chwaląc się oczywiście). Otóż, odnalazłem na Facebooku ciekawą stronę o której istnieniu wcześniej nie wiedziałem, choć oczywiście ten tok myślenia był mi znany, a mianowicie chodzi o stronę Julka z Twittera, pokazujący w sposób niezwykle prosty - to rozumowania współczesnych "dzieci-kwiatów", czyli takich żyjątek, które do końca nie wiedzą po co żyją? jaka jest rzeczywistość dokoła nas? ile jest płci? czy płeć w ogóle istnieje? dlaczego Bóg zawsze jest mężczyzną? itd. itp. Jest to przyznam się szczerze ciekawe miejsce - ten cały świat sennych marzeń Juleczek i Oskarków - których wiedza o ekonomi, biologii, historii i kilku innych dziedzinach wiedzy, jest na poziomie kilkuletniego dziecka (a przecież to w większości są studenci, od których wymagałoby się już pewnej dojrzałości). Ci młodzi ludzie (choć w tym przypadku adekwatniejsze byłoby określenie "osobo-człowiek", a może... "zwierzo-człowiek"? 😉) w swej nieograniczonej naiwności pytają się np.: "Dlaczego nie można dodrukować więcej pieniędzy, aby biedni ludzie też żyli jak pączki w maśle?". Przypomnę że to są studenci, czyli osoby wykształcone, a ja przyznam się szczerze bałbym się powierzyć im jakąkolwiek prostą pracę (choćby sprzątanie domu lub garażu) bo bałbym się żeby sobie przy tym czegoś nie zrobili. Ci ludzie mają się za przyszłą elitę (niektórzy tak właśnie o sobie piszą), dlatego też należałoby zapytać - elitę czego? Nie chcę tu się zbytnio wyzłośliwiać, dlatego też od razu przejdę do rzeczy i zaprezentuję kilka wybranych przeze mnie screenów z Twittera i Facebooka, które odnalazłem na owej stronie, a Czytelnikom pozostawiam kwestię oceny owych "mądrości".
 
 
PS: Jeśli tacy ludzie mają się stać przyszłą elitą, to sądzę za już za jakieś pięćdziesiąt lat, ludzkość cofnęłaby się do poziomu małp człekokształtnych, które patykiem wydłubują mrówki z mrowiska (bo przecież jedzenie mięsa jest wielką zbrodnią, gdyż przy tym gwałcone są krowy, kury i koguty 😂 jak twierdzi pani europosłanka Sylwia Spurek, natomiast jedzenie trawy, lub robaków jest jak najbardziej cool).   
 
 

"Z MLEKIEM NIE JEST JAK Z MOCZEM - 
NIE DAJE SIĘ BEZ PRZYCZYNY"
(to dobre - muszę zapamiętać 😅)
 
 


 
 
JULKI - JULECZKI, 
OSKARKI - OSKARECZKI
CZYLI CO KOMU W GŁOWIE SIEDZI?
 
 
 
JULKA PISZE - "NIE PRZEŻYŁABYM, GDYBY MÓJ CHŁOPAK BYŁ HETERO"

SPOKOJNIE, SPOKOJNIE, ZNAJDŹ SOBIE CHŁOPAKA O SKŁONNOŚCIACH HOMOSEKSUALNYCH, A POTEM... ZMIEŃ PŁEĆ I DOKONAJ ABORCJI 😄
 
 

 
 
 JULKA PISZE - "PO CO KOMU PŁEĆ?"

A PO CO KOMU MÓZG? NIE WIDAĆ, GO, NIE MOŻNA SIĘ PODRAPAĆ - SZCZEGÓLNIE JAK WYSKAKUJĄ NA NIM JAKIEŚ WYPRYSKI

(NIEŚMIERTELNY TEKST TADZIA NORKA DO KAROLA KRAWCZYKA Z "MIODOWYCH LAT" - "KAROL POWINIEN SIĘ LECZYĆ, JEMU NA MÓZGU WYSKAKUJĄ JAKIEŚ WYPRYSKI, TO GO SWĘDZI, A NIE MOŻE SIĘ PODRAPAĆ, BO NIE MA W CO" 😅)
 
 

 

 
 
TO POZOSTAWIĘ BEZ KOMENTARZA, CHOĆ EWIDENTNIE UWIDACZNIA SIĘ TUTAJ JAKAŚ UKRYTA ZAZDROŚĆ O PENISA
 
 

 
 
TUTAJ PRAWDZIWA PEREŁKA
 
JULKI NIE MAJĄ WPŁYWU NA TO, JAK WYGLĄDAJĄ - BO IM SIĘ NIC NIE CHCE I TRZEBA JE KOCHAĆ ZA TO CO MAJĄ W ŚRODKU, ALE SAME CHCIAŁBY CHŁOPAKA Z SZEŚCIOPAKIEM NA BRZUCHU

(SWOJĄ DROGĄ CO TEŻ TAM W ŚRODKU MOŻE BYĆ - MÓZG ZAMIENIONY W MAŚLANKĘ, CIAŁO W BAJADERKĘ A Z TWARZY... PODOBNE SĄ ZUPEŁNIE DO NIKOGO 😉)
 
 

 



 
 
JULKA PISZE - "NIENAWIDZĘ KAPITALIZMU, PATRIARCHATU, MĘŻCZYZN, SPOŁECZEŃSTWA, POLITYKÓW, POLICJI, COVIDA, SZKOŁY" I PYTA - "NIE MOŻNA PO PROSTU WYDRUKOWAĆ WIĘCEJ PIENIĘDZY BY ROZWIĄZAĆ PROBLEMY BIEDNYCH LUDZI"
 
A NA KOŃCU CREME DE LA CREME, JULKA DODAJE - "NIENAWIDZĘ GŁUPICH LUDZI" 😂
 
 
 
 
 
TO TEŻ ŚWIETNE! 😋
 
 

 
 
 OSKAREK STUDIUJĄCY MEDYCYNĘ, ALE WCIĄŻ ŻYJĄCY W BAŃCE Z MCHU I PAPROCI

MĘŻCZYŹNI MIESIĄCZKUJĄ CZY NIE MIESIĄCZKUJĄ?

(NIE WIADOMO - TRZEBA PEWNIE SKOŃCZYĆ WYŻSZE STUDIA MEDYCZNE ABY ODPOWIEDZIEĆ NA TO PYTANIE 😵 POZA TYM TAK TUTAJ TĘCZOWO I "CZERWONO" ŻE AŻ MNIE OŚLEPIA. SWOJĄ DROGĄ SYMBOL ZACIŚNIĘTEJ PIĘŚCI PRZYPISUJE SIĘ HISZPAŃSKIEJ MARKSISTCE - DOLORES IBARRURI, KTÓRA STWIERDZIŁA KIEDYŚ ŻE ŻOŁNIERZE FRANCO "NIE PRZEJDĄ" - "NO PASARAN". ALE ONI PRZECHODZILI I Z UŚMIECHEM NA USTACH MÓWILI: "HEMOS PASADO" - "PRZESZLIŚMY!" MÓWIĘ O TYM NIE ŻEBY USPRAWIEDLIWIAĆ REŻIM FRANCISCO FRANCO, ALE BY DODAĆ: "PRECZ Z KOMUNĄ, TERAZ I ZAWSZE!!!")
 
 

 
 
JULKA PISZE ŻE KOBIETA MUSI MIEĆ PRAWO DO WŁASNEGO ZDANIA, PO CZYM DODAJE ŻE JAK KOBIETA MA PRAWICOWE POGLĄDY (JA WOLĘ OKREŚLENIE PATRIOTYCZNE) TO JEST NIE DO ZAAKCEPTOWANIA. KOBIETA MUSI WSPIERAĆ FEMINIZM, LGBT, GENDER, EKOLOGIZM I OCZYWIŚCIE MUZUŁMAŃSKICH "KSIĄŻĄT ORIENTU", A JAK WSPIERA WŁASNY KRAJ, RODZINĘ I NIEDAŃ BOŻE SWEGO MĘŻA - TO JEST ZDRAJCZYNIĄ Z KTÓRĄ TRZEBA WALCZYĆ. PODOBNIE TWIERDZIŁA IKONA FEMINIZMU - SIMONE de BEAUVOIR, KTÓRA BEZDYSKUSYJNIE ORZEKAŁA, ŻE KOBIETA NIE MOŻE MIEĆ PRAWA DO WYBORU (CZY ZOSTAĆ W DOMU I ZAJĄĆ SIĘ RODZINĄ, CZY TEŻ PODJĄĆ PRACĘ ZAROBKOWĄ) GDYŻ JEŚLI KOBIECIE POZOSTAWI SIĘ TAKI WYBÓR - TO W OGROMNEJ WIĘKSZOŚCI KOBIETY WYBIORĄ OPCJĘ PIERWSZĄ, DLATEGO - JAK TWIERDZIŁA de BEAUVOIR - KOBIETY NALEŻY ZMUSIĆ DO PRACY I CIĄGŁEJ KONFRONTACJI Z MĘŻCZYZNAMI, NAWET JEŚLI JEST TO WBREW ICH NATURZE (BOWIEM KOBIETY WOLĄ MĘŻCZYZN KOCHAĆ, NIŻ Z NIMI KONKUROWAĆ). TAKA TO FEMINISTYCZNA "WOLNOŚĆ" CZEKA KOBIETY W WYKONANIU ZARÓWNO ZAWODOWYCH MARKSISTEK, JAK I WSPÓŁCZESNYCH JULEK Z TWITTERA.
 
 (JA OSOBIŚCIE ZNAM MNÓSTWO KOBIET, KTÓRE ODNAJDUJĄ PRAWDZIWE SWE POWOŁANIE WŁAŚNIE W GRONIE RODZINNYM, ALE NIE JESTEM I NIGDY NIE BYŁEM PRZECIWNIKIEM PRACY ZAROBKOWEJ KOBIET. SZANUJĘ PRAWO KAŻDEGO CZŁOWIEKA DO WYBORU JEGO ŻYCIOWEJ DROGI, ALE PROBLEM W TYM, ŻE W IDEOLOGII FEMINAZISTEK WOLNOŚĆ JUŻ NIE ISTNIEJE).
 
 

 
 
JA TYLKO DODAM ŻE NAJWIĘKSZYM WROGIEM KOBIETY JEST DRUGA KOBIETA I JEST TO PRAWDA STARA JAK ŚWIAT
 
 

 
 
JULKA PISZE - "GDYBY TYLKO LUDZIE PRZEJRZELI NA OCZY I SKUPILI SIĘ NA GENIALNYM KOMUNIZMIE - WTEDY DOPIERO POLSKA ZACZĘŁABY SIĘ ROZWIJAĆ"
 
MYŚMY SIĘ JUŻ SKUPIALI NA "GENIALNYM KOMUNIZMIE", ALE KOMUNIZM NIE JEST PRZYSTOSOWANY DO LUDZKIEJ NATURY. JEDNAK SKORO WSZYSTKIEMU WINIEN JEST "CZYNNIK LUDZKI" - JAK MAWIAŁ PEWIEN MŁODY MARKSISTA NA JEDNYM Z LEWIACKICH MARSZY - TO ZAWSZE KOŃCZY SIĘ TAK SAMO - CZYNNIK LUDZKI DO WYMIANY
 
 
 
 

 
 
JULKA PISZE - "DUŻO KRAJÓW W AFRYCE NIE MA DOSTĘPU DO CZYSTEJ WODY, DLATEGO JA SPECJALNIE BRUDZĘ SOBIE WODĘ ABY SIĘ Z NIMI SOLIDARYZOWAĆ... JEŚLI PIJESZ CZYSTĄ WODĘ TO JESTEŚ RASISTĄ"
 
JA UWAŻAM NAWET, ŻE W RAMACH SOLIDARNOŚCI Z AFRYKĄ WSZYSTKIE JULKI I OSKARKI POWINNY PIĆ BEZPOŚREDNIO Z KAŁUŻY. W KOŃCU SOLIDARNOŚĆ WYMAGA POŚWIĘCEŃ A CELEM LUDZKOŚCI JEST OSIĄGNĄĆ WRESZCIE POZIOM ROZWOJU ZWIERZĄT
 
 
 
 

 
 
 BIALI SĄ OPRESORAMI, "KOLOROWI" TO OFIARY, ALE TAK NAPRAWDĘ RASY TO SPOŁECZNY KONSTRUKT, PODOBNIE JAK PŁEĆ - WIĘC O CO CHODZI Z TYM PODZIAŁEM NA UCIŚNIONYCH CZARNOSKÓRYCH I OPRESYJNYCH BIAŁYCH?
 
 

 
 
JULKA MÓWI - "JEZUS BYŁ CZARNOSKÓRYM MARKSISTĄ LGBT", "SZWENDAJĄCYM" SIĘ W MĘSKIM GRONIE!?

(ZALECIŁBYM  MNIEJ SERIALI Z NETFLIXA A WIĘCEJ KSIĄŻEK, ZE SZCZEGÓLNYM UWZGLĘDNIENIEM PISMA ŚWIĘTEGO)
 
 

 
TE I RESZTA CIEKAWYCH SPOSTRZEŻEŃ MŁODYCH MARKSISTÓW ZE STRZEŻONYCH OSIEDLI KTÓRZY NIGDY NIE ZHAŃBILI SIĘ ŻADNĄ PRACĄ - ZNALEŹĆ MOŻNA NA STRONIE JULKA Z TWITTERA NA FACEBOOKU 
 
 
 
 
 

piątek, 15 października 2021

ZLEWACZENIE!

 KRÓTKI KOMENTARZ NA PODSTAWIE

REKLAMY POBORU DO WOJSKA

 
 
 
 
 Przyznać się muszę, że początkowo nie wierzyłem w to, co widziałem, oglądając reklamy poboru do armii trzech największych państw świata - Chin, Rosji i USA. O ile bowiem dwa wcześniejsze filmy nie budzą większego zdziwienia, o tyle Amerykanie zaprezentowali ewentualnym kandydatom do służby wojskowej w US Army... bajeczkę! I nawet nie chodzi o to, że jest to rysunkowa bajka zrobiona po najmniejszej linii oporu, ale o jej treść, gdyż owa reklama jest skierowana z pewnością nie do mężczyzn (i całe szczęście, bowiem po obejrzeniu tego krótkiego filmiku reklamowego, ostatnie co przyszłoby mi do głowy, to wstąpić do takiej armii). Warto obejrzeć te reklamy i zastanowić się co (w przypadku Amerykanów) poszło nie tak? Już pomijając fakt, iż film jest skierowany bezpośrednio do kobiet (jeszcze nie widziałem żeby kobiety kiedykolwiek w historii wygrały jakąkolwiek wojnę, ale może jestem zwykłym seksistą, więc z pewnością to moja wina że ni w ząb nie rozumiem całej tej femino-bolszewii 😕) , ale ten film jest przede wszystkim skierowany do homoseksualistów, a raczej do... lesbijek - bo to lesbijki są jego głównymi bohaterami (a raczej córka lesbijek, czyli "cudowne dziecko dwóch pedałów" - jak o Ryszardzie Szurkowskim rzekł kiedyś na wizji Bohdan Tomaszewski).

I może w tym wszystkim też nie byłoby niczego złego (w końcu jedną z najlepszych armii świata, był tzw.: "Święty Tebański Zastęp" złożony w 100 % z homoseksualistów, który wsławił się chociażby w bitwach pod Tegyrą - 375 r. p.n.e., Leuktrami - 371 r. p.n.e., podczas wyzwalania Messeni z rąk Spartan w 369 r. p.n.e. i w bitwie pod Mantineją - 362 r. p.n.e. Ostatecznie został rozbity przez Macedończyków Filipa II i jego syna Aleksandra Macedońskiego w bitwie pod Cheroneją w 338 r. p.n.e.), ale znów tematyka nie jest skierowana do mężczyzn, lecz do kobiet. Były oczywiście w historii pewne zbrojne formacje "amazonek", ale bez przesady. To bowiem, co zostało pokazane w tej krótkiej bajeczce, to kolejna odsłona femino-bolszewizmu zatruwającego umysły milionów Amerykanów (a szczególnie Amerykanek - które naprawdę myślą, że są same w stanie przenosić góry). Rzeczywistość jednak weryfikuje taką propagandę w sposób niezwykle prosty - wystarczy bowiem że choćby przez tydzień nie było prądu, gazu, ciepłej wody, internetu - co wówczas zrobiłyby te wszystkie feministki, które lubią się lansować na tak silne i niezależne (silne i niezależne w męskim świecie, który [m.in.] dla nich stworzyli i który [m.in.] dla nich utrzymują swą pracą właśnie mężczyźni). Świat, w którym doszłoby do upadku cywilizacji (choćby nawet przez tydzień) i powszechnej anarchii, byłby światem w którym żadna kobieta nie ostałaby się bez pomocy jakiegoś mężczyzny. Bowiem świat pozbawiony ram cywilizacyjnych (i kulturowych), jest światem drapieżników, światem siły, odporności i męstwa - a w tych akurat kategoriach kobiety w żaden sposób nie są w stanie sprostać mężczyznom, choćby nie wiem jak by się starały (najsilniejsza kobieta zawsze będzie porównywana zaledwie do zwykłego faceta).
 
 

 
Podobnie jest w kwestii edukacji. Dziś feministki głoszą z radością, że na uczelniach studiuje znacznie więcej kobiet, niż mężczyzn (statystycznie jakieś 65 a nawet 70 % kobiet). Wszystko ok., ale nikt nie mówi skąd to się bierze. A tak w ogóle to dziś wykształcenie nie zawsze idzie w parze z dobrą pracą i zarobkami - a tutaj cały czas dominują mężczyźni, gdyż kobiety z reguły wybierają takie zawody, które są gorzej płatne. A mimo to feministki są niezwykle dumne z faktu z dominacji kobiet na uczelniach wyższych i żadna nawet nie zastanowi się że ten proces tak naprawdę łatwo odwrócić, tylko trzeba zmienić politykę. Dziś bowiem uniwersytety i wszelkie inne uczelnie wyższe są totalnie sfeminizowane. Dla kobiet organizowane są specjalne kursy (np. akcja: "dziewczyny na politechniki" czy inne temu podobne). Z reguły uczelnie organizują albo kursy dla wszystkich (mężczyzn i kobiet) albo jedynie dla kobiet, faceci zaś są traktowani tam jak zło konieczne. A teraz zastanówmy się, gdyby wrócić do modelu edukacji jeszcze z XIX wieku, lub z pierwszych dziesięcioleci wieku XX - jestem więcej niż pewien że te statystyki uległyby natychmiastowej zmianie na korzyść mężczyzn. Gdyby przywrócić taki męskie zasady, jak konkurencyjność (zarówno w nauce jak i w sporcie), odpowiedzialność, pielęgnowanie typowo męskich wzorców braterstwa i wierności (wyznawanym zasadom, ojczyźnie, rodzinie) to nie ma siły, aby dość znaczny procent kobiet się nie wykruszył. Dlaczego? Dlatego że kobiety inaczej myślą i nie przepadają za takimi wyżej wymienionymi cnotami, nie odnajdują się w tym, nie czują tego, one są nastawione raczej na koncyliację a nie konfrontację i to by spowodowało znaczną zmianę w owych rankingach względem płci.
 
Bowiem kobiety nie są stworzone do walki i konkurencji (jak to próbują na nich wymusić feministki i wszelkiego typu macherzy od public relation, dla których target żeński stanowi bardzo pożądaną i liczną grupę klientów i pracowników). Najważniejszym celem i zadaniem kobiety jest przecież macierzyństwo i w tym potrafią się one doskonale sprawdzać, ale wszechobecna propaganda femino-bolszewicka sprawia, że zaczynają uważać (wbrew swej naturze) za normalne takie kwestie jak np. aborcja, jak poświęcenie urodzenia i wychowania dzieci na rzecz kariery (i piesków, kotków oraz innych nieludzkich zwierząt, jak mawia pani europosłanka Sylwia Spurek 😵). Kobieta może się realizować w wielu dziedzinach życia, ale podstawą zawsze będzie macierzyństwo i opieka nad dziećmi, a nie walka i konfrontacja. Przeto amerykański spot reklamowy (mający namawiać młodych ludzi do wstępowania do armii) jest czysto ideologiczny, prostacki (adresowany bardziej do dzieci niż dorosłych), wynaturzony (skupiony na mniejszościach seksualnych jakby to miało jakiekolwiek znaczenie) i po prostu głupi.  
Jest to bowiem zwykła kpina nie tylko ze zdrowego rozsądku, ale i z poczucia patriotyzmu oraz chluby bycia Amerykaninem i w porównaniu z tym, co zaprezentowały Chiny oraz Rosja - amerykańska reklama jest policzkiem wymierzonym amerykańskim żołnierzom, weteranom i tym wszystkim, którzy w przeszłości walczyli o wolność i niepodległość Stanów Zjednoczonych Ameryki. Przy takiej armii (złożonej z kobiet i homoseksualistów) Chiny i Rosja przejadą po Was jak walec i nawet tego nie zauważą. Ale to już pytanie do samych Amerykanów, jak długo pozwolą opluwać swoją historię i swoje dziedzictwo, poddając się tępej ideologii?
 
 




A OTO WSPOMNIANE FILMIKI REKLAMOWE NAMAWIAJĄCE DO WSTĘPOWANIA DO ARMII:
CHIN - ROSJI I USA


CZY TYLKO MNIE WYDAJE SIĘ, ŻE JEDEN Z TYCH SPOTÓW 
ZUPEŁNIE NIE PASUJE DO CAŁEJ RESZTY?
 
 
 

 
 
 

poniedziałek, 17 maja 2021

WIELKA HISTORIA SEKSU - Cz. XI

OD CZASÓW STAROŻYTNYCH

PO NAM WSPÓŁCZESNE



ANTYCZNA GRECJA, MACEDONIA

i EPOKA HELLENISTYCZNA

(ok. 800 r. p.n.e. - ok. 146 r. p.n.e.)

Cz. IV






KULT WIELKICH BOGIŃ

Cz. IV






KULT MEGALE METER I MISTERIA ATTISA
Cz. II



 Kult bogini Kybele i jej kochanka Attisa nie był zbyt popularny w Grecji, a to ze względu na jego hermafrodyczny charakter (według mitu, o którym pisałem w poprzedniej części, bogini Kybele pierwotnie zrodziła się z czarnego kamienia - na którego to spadły krople nasienia Zeusa - jako potwór Agdystis posiadający kobiece piersi i męskie narządy rodne. Bogowie jednak odcięli Agdystis męskie przyrodzenie i przemienili go w kobietę). Poza tym kult Kybele i Attisa opierał się na odwróceniu naturalnego porządku społecznego, chociażby w kwestii ubioru. Bogini Kybele (Wielka Macierz, czy też Macierz Idejska - jak ją zwali Rzymianie) zachowała cząstkę swojej dawnej, męskiej tożsamości, nosząc ubrania przynależne mężczyznom. To ona nosiła zbroję, hełm i włócznię, natomiast jej kochanek - Attis (po odcięciu sobie przyrodzenia - o czym też już poprzednio pisałem) przywdziewał stroje przynależne dla kobiet. Grekom taki kult nie przypadał do gustu, dlatego też główne świątynie bogini Kybele ulokowane były poza Grecją właściwą (w Pessynuncie i w Pergamonie w Azji Mniejszej). Grecy mieli też bardzo negatywny stosunek do obojniactwa i uważali je za karę boską lub zapowiedź nadejścia ciężkich czasów. Jeśli rodziło się dziecko, które miało jednocześnie męskie i żeńskie cechy płciowe, było (za zgodą władz miejskich) najczęściej zabijane (wrzucane w koszu do wody, lub też ciskane do rozpadliny w ziemi, a w niektórych przypadkach nawet palone, jak podaje żyjący w II wieku naszej ery - Flegon z Tralleis, który opisuje publiczne spalenie takiego dziecka wraz z jego matką, gdyż nie chciała ona go opuścić). Jeśli ta przypadłość zaś nie została zauważona dość wcześnie, rodzice starali się wychowywać swoje dziecko albo jak chłopca albo też jak dziewczynkę (najczęściej zaś wybierano pierwszą możliwość, gdyż tak było łatwiej ukryć ową przypadłość). Jednak zdarzało się, że ktoś wychowany jako mężczyzna, nagle ujawniał się jako kobieta i np. wychodził za mąż. Było to jednak bardzo niebezpieczne postępowanie, gdyż kogoś takiego z reguły skazywano na śmierć przez spalenie.

Grecy nie akceptowali hermafrodytyzmu, podobnie jak nie akceptowali przywdziewania ubrań przynależnych jednej płci, przez przedstawicieli płci przeciwnej. Dlatego też przebieranie się mężczyzn za kobiety było powszechnie uważane za upokarzające, a każdy kto przywdziewał niewieście stroje, był postrzegany w najlepszym przypadku za głupca, godnego jedynie wyśmiania. Równie godne wyśmiania były dla Greków te kobiety, które w jakikolwiek sposób próbowały upodobnić się do mężczyzn. Dlaczego bowiem Grecy pokładali się ze śmiechu w teatrach, oglądając sztuki Arystofanesa: "Lizystratę" (wystawioną po raz pierwszy na Lenajach w Atenach w 411 r. p.n.e.) czy "Tesmoforie" (wystawione również w 411 r. p.n.e. na Djonizjach). Odpowiedź na to pytanie jest prosta, ponieważ kobiety tam przedstawione nabierały cech męskich, co już samo w sobie było powodem do śmiechu (szczególnie dla Ateńczyków). Rozbawić mogło również samo ukazanie środka, jakimi kobiety zdobyły sobie władzę, a mianowicie "strajku miłosnego" czyli odmowie spółkowania z mężami, jeśli ci nie zawrą pokoju i nie wrócą do domów. Greków tak skonstruowana sztuka musiała rzeczywiście bawić do rozpuku, jako że greckie kobiety niewiele miały do powiedzenia pod tym względem (a Atenki były wręcz zmuszane do abstynencji seksualnej i zamykane przez mężów w swych pokojach - gynecejonach. Większość z nich marzyła więc o tym, aby mąż ponownie wziął je w ramiona, miast organizować sympozjony w towarzystwie lubieżnych heter, a myśl o "strajku miłosnym" była im z pewnością bardzo odległa). Oczywiście zdarzały się wyjątki od tej reguły, ale ze względu na swój lokalny i bardzo symboliczny charakter, nie mogą być w żaden sposób uważane za jakąkolwiek formę innego sposobu działania Greków. Mam tutaj oczywiście na myśli obywateli miasta Argos na Peloponezie, którzy w święto o nazwie Hybristika, zamieniali się ze sobą rolami. Mężczyźni przywdziewali kobiece suknie, zaś kobiety ubierały się po męsku (na pamiątkę mitu o dawnych mieszkankach Argos, które odstraszyły nacierającego wroga, przywdziewając zbroje, podczas gdy przerażeni mężczyźni zamierzali się poddać). W czasie tego święta, kobiety mogły robić wszystko to, co powszechnie czynili mężczyźni, zaś ci musieli oddawać się kobiecym obowiązkom. Ale gdy święto się kończyło, wszystko szybko powracało do porządku dziennego. Bardzo podobnie było też na kreteńskiej Gortynie, gdzie co prawda kobiety nie przywdziewały męskich ubrań, ale za to miały (prawie) równe prawa z mężczyznami. Również Spartanie byli postrzegani jako wielcy pantoflarze i wyśmiewani przez Ateńczyków jako ci, którymi: "władają kobiety". Biedne Atenki nie miały tyle szczęścia i choć żyły w najbardziej demokratycznym kraju Grecji, w którym (od IV wieku p.n.e.) nawet modlono się do bogini Demokrati, one same żyły jak w najgorszej tyranii, niczym współczesne muzułmanki w kraju talibów.




Rzymianie też nie byli zwolennikami obojniactwa i także dopuszczali się mordowania osób mających jednocześnie męskie i żeńskie cechy płciowe, ale oni czynili to znacznie rzadziej niż Grecy. Co się zaś tyczy przebierania się mężczyzn za kobiety, to również było to całkowicie nieakceptowalne i choć Rzymianki miały o wiele więcej praw, niż Greczynki, to jednak ich mężowie patrzyli na tę swobodę przez palce dopóty, dopóki kobiety nie wtrącały się do polityki i do typowo męskich zajęć. Jeśli zaś postępowały inaczej to były z reguły pacyfikowane, choć ich argumenty ostatecznie brano pod uwagę (sławetny bunt kobiet ze 195 r. p.n.e. przeciwko ustawie Oppiusza z 215 r. p.n.e. zabraniającej kobietom noszenia kolorowych sukni, posiadania przy sobie dużej ilości "gotówki" czyli ówczesnych sesterców, oraz powożenia rydwanem w granicach miasta, a także w styczniu 42 r. p.n.e. gdy triumwirowie - Marek Antoniusz, Gajusz Juliusz Cezar Oktawian i Marek Emiliusz Lepidus przepchnęli przez senat ustawę, nakładającą nowe podatki również na wszystkie rzymskie kobiety. Wówczas matrony się zbuntowały i pod przewodem niejakiej Hortensji, głośno protestowały na Forum Romanum, krzycząc: "Kto nie ma praw politycznych, nie płaci podatków", a Hortensja podburzała inne kobiety, mówiąc: "Na cele waszej wojny płacić nie chcemy i nie będziemy panowie". Kobiet zebrało się wówczas tak dużo, że straż miejska była bezradna i dopiero wejście weteranów Antoniusza i Oktawiana, którzy wyłapywali poszczególne panie i wyprowadzali je, zaczęło kruszyć ich jedność. Ale pisk podniósł się tak straszny, że na pomoc swoim żonom ruszyli mężczyźni, co spowodowało że żołnierze cofnęli się. Senat zaś zmienił prawo, obarczając podatkiem tylko najbogatsze matrony, co też skutecznie rozbiło kobiecą solidarność). Przebieranie się mężczyzn w kobiece szaty, było uważane przez Rzymian za równoznaczne z pohańbieniem i odebraniem praw politycznych. Grecy uważali za szczególnie upokarzający seks oralny, który wykonywały hetery lub niewolnicy, Rzymianie zaś za upokarzający uważali seks analny, a ponieważ w obu tych czynnościach kobiety pełniły rolę bierną, przeto uważano je za pozbawione godności. I takim właśnie był w oczach Rzymian ten mężczyzna, który z własnej woli godził się przywdziewać kobiecy ubiór.

Warto tutaj jeszcze przytoczyć historię niejakiego Sporusa, czyli chłopca, którego Neron wziął sobie za kochanka i chciał z niego uczynić kobietę. Neron sprowadził do siebie Sporusa po tym, jak w 65 r. będąc pijanym pozbawił życia swą żonę - Sabinę Poppeę (kopiąc ją w brzuch, gdy była w ciąży z drugim dzieckiem). Poppeę Neron odebrał swemu przyjacielowi - Markowi Salwiuszowi Ottonowi, jego samego zsyłając na "honorowe wygnanie" do Luzytanii (dzisiejsza Portugalia), gdzie miał objąć namiestnictwo. Cesarz poślubił Poppeę w 62 r., gdy rozwiódł się ze swą pierwszą żoną - Oktawią (córką cesarza Klaudiusza) zsyłając ją na wygnanie na wyspę Pandaterię, gdzie też wkrótce potem została zamordowana. Poppea urodziła pierwsze dziecko już w 63 r., ale córka - Klaudia zmarła cztery miesiące po urodzeniu. Senat (by ułagodzić rozpacz Nerona po stracie córki) zaliczył ją wówczas w poczet bogów i kazał wznieść dla niej świątynię oraz wyznaczył do niej kapłana, jako Boskiej Klaudii Auguście. Prawdopodobnie to właśnie Sabina Poppea (jako prozelitka - czyli miłośniczka judaizmu) skierowała oskarżenie Nerona za pożar Rzymu, który miał miejsce w dniach 19-28 lipca 64 r., tylko przeciw samym chrześcijanom - jako niebezpiecznej sekty, chroniąc jednocześnie Żydów (swoje poparcie dla judaizmu okazała po raz pierwszy w 61 r., gdy do Rzymu przybyło poselstwo arcykapłana Świątyni Jerozolimskiej - Izmaela). W 65 r. Neron, w przypływie złości (będąc pod wpływem alkoholu), kopnął w brzuch swą brzemienną żonę, co spowodowało że zmarła ona tracąc również dziecko. Zrozpaczony Neron nakazał ogłosić żałobę publiczną i tak bardzo przeżywał stratę, aż ktoś (być może był to właśnie prefekt pretorianów - Ofoniusz Tygellinus) podsunął mu młodego niewolnika o imieniu Sporus, który ponoć bardzo przypominał zmarłą Augustę. Cesarzowi chłopiec bardzo się spodobał i uczynił z niego swego kochanka. Ale ponieważ przeszkadzała mu jego płeć, postanowił zamienić go w kobietę. Polecił niejakiej Kalwii Kryspinilli (która uchodziła wówczas za luksusową burdelmamę) zadbać o jego stroje, kosmetyki i zachowanie. Sporus miał się teraz ubierać i zachowywać jak kobieta, ale nawet to nie wystarczało Neronowi i ostatecznie nakazał chłopca wykastrować. Był on obecny u boku cesarza, gdy do Rzymu przybył król Armenii - Tirydates I (66 r.), aby złożyć hołd i otrzymać koronę z rąk rzymskiego władcy. A gdy Neron postanowił udać się do Grecji (66/67 r.) Sporus towarzyszył mu w podróży i jak dotarli na miejsce, Neron oficjalnie się z nim ożenił (rolę ojca "panny młodej" odgrywał Gajusz Ofoniusz Tygellinus).




A gdy przeciw Neronowi zbuntowali się: namiestnik Galii Lugduńskiej - Gajusz Juliusz Windeks, namiestnik Hiszpanii Tarrakońskiej - Serwiusz Sulpicjusz Galba, oraz namiestnik Luzytanii - Marek Salwiusz Otto (68 r.), dni Nerona zostały policzone. Sporus (jako jego żona) pozostał przy Neronie do końca, czyli do chwili gdy ten popełnił samobójstwo (9 czerwca 68 r.). Los wykastrowanego chłopca nie okazał się jednak potem wcale lepszy, gdyż przypadł on w "spadku" po cesarzu nowemu prefektowi pretorianów - Gajuszowi Nymfidiuszowi Sabinusowi. Ten również traktował Sporusa jak kobietę i także zwał go Poppeą (ponoć niegdyś się w niej podkochiwał). Sabinus zginął jednak jeszcze w 68 r. z rozkazu nowego cesarza - Serwiusza Sulpicjusza Galby, a po jego zamordowaniu (15 stycznia 69 r.) przypadł on w udziale kolejnemu imperatorowi - Ottonowi. On także uczynił ze Sporusa swoją żonę i również zwał go Poppeą. Gdy Otton popełnił samobójstwo po przegranej bitwie pod Bedriakum (16 kwietnia 69 r.), nowy władca - Aulus Witeliusz już nie zamierzał przygarniać do siebie Sporusa, lecz wymyślił dla niego znacznie bardziej okrutną i upokarzającą rolę. Chłopiec miał wystąpić w teatrze w roli dziewicy, która zostaje porwana i zgwałcona. Nie mogąc przeżyć takiego upokorzenia, Sporus odebrał sobie życie. Witeliusz wkrótce potem również został pokonany w drugiej bitwie pod Bedriakum (październik 69 r.) i zamordowany w Rzymie (grudzień 69 r.), a rządy objął przybyły z Syrii i Egiptu - Tytus Flawiusz Wespazjan. Tak zakończył się "Rok Czterech Cesarzy" i tak też zakończyło się nieszczęsne życie niejakiego Sporusa. To tyle, jeśli chodzi o stosunek Rzymian do mężczyzn (czy też chłopców) przebierających się za kobiety.

Wracając jednak do obrzędów ku czci bogini Kybele i Attisa, to w Grecji organizowano je w miesiącu lipcu (hekatombajon). Dwunastego dnia tego miesiąca obchodzono bowiem uroczyście święto ukończenia żniw ku czci Kronosa i jego małżonki Rei (którą też często zastępowano Kybele). Kronia - były wesołym, radosnym świętem równości, zarówno kobiet i mężczyzn, jak i panów oraz niewolników. Wydawano wówczas w wielu rodzinach ucztę, na którą zapraszano także niewolników, uznając ich tym samym za takich samych domowników jak ludzie wolni. Święto kończyło się złożeniem krwawej ofiary ze zwierząt (najczęściej królików, owiec lub ptactwa) zwanej - synojkia (szesnastego dnia miesiąca) i w ten sposób Kronia dobiegała końca. Jednak najbardziej popularne był obchody święta ku czci Kybele i Attisa w samym Rzymie w okresie cesarstwa. Obchodzono je (od lat 40-ych I wieku naszej ery) w dniach 15-28 marca. Co prawda kult Kybele nie był zbyt popularny wśród Rzymian, a jej kapłanami mogli być jedynie obcokrajowcy, to jednak włączano do tego kultu kilka elementów religii samych Rzymian. Otóż, już pierwszego dnia (15 marca) rzymskie bractwo trzcinowe przynosiło do świątyni bogini świeżo ścięte trzciny (na pamiątkę odnalezienia Attisa przez Kybele wśród trzcin na brzegu rzeki Sangarios). Siedem dni później następowało złożenie Attisa do grobu (po tym, jak w opętańczym szale pozbawił się męskości i zmarł z wykrwawienia), w postaci ściętego pnia jodły, który owijano bandażami (jak mumię) i przytwierdzano tam wizerunek Attisa. 24 marca, w "dzień krwi" ("dies sanguinis") nowi kapłani bogini Kybele, odurzywszy się wcześniej jakimś narkotykiem (był to zapewne wywar przyrządzony z jakichś ziół), który dawał im znieczulenie, tańczyli w orgiastycznym szale, tnąc sobie nożami ręce i nogi, a ostatecznie pozbawiali się swojego przyrodzenia, ofiarowując je następnie na ołtarzu Kybele. Kastracja była przez nich uważana za "wyrwanie zła u samych korzeni" i osiągnięcie doskonałości, poprzez zbliżenie się do żeńskiej formy istnienia. Nic dziwnego że wśród Rzymian te praktyki budziły obrzydzenie, ale zapewne były masowo oglądane przez gawiedź, jako że nic tak nie przyciąga publiczności jak seks i przemoc - a w tym przypadku mieli oni zapewnione jedno i drugie, choć może w nieco innej wersji.




Cała noc, z 24 na 25 marca przebiegała pod znakiem lamentów z powodu śmierci Attisa, ale za to ranek przeradzał się w powszechny wybuch radości, gdy kapłan Kybele oznajmiał ludziom że Attis zmartwychwstał (ponoć jego słowa brzmiały: "Odwagi, mystowie [ofiarnicy - czyli ci, którzy złożyli na ołtarzu bogini swoje przyrodzenia], bóg jest ocalony, dla was także nadejdzie wybawienie z cierpień"). Tego dnia (zwanego "dniem radości" - "dies hilaria") padano sobie w objęcia i radowano się odrodzeniem boga w nowym wcieleniu i w nowej roli (jako mężczyzny bez penisa przebranego w kobiecą suknię) i dlatego też sami kapłani bogini Kybele nosili kobiece stroje. 27 marca wyjmowano posąg Matki Idajskiej ze świątyni i w uroczystej procesji podążano ku rzece (Tyber), gdzie dokonywano rytualnego obmycia bogini. Zaś 28 marca ci, spośród kapłanów, którzy kilka dni wcześniej dokonali samookaleczenia, zostawali teraz oficjalnie przyjęci do zgromadzenia, a odbywało się to poprzez oblanie ich krwią złożonego w ofierze byka lub barana. Spożywali oni rytualny posiłek złożony z chleba i wina (po kilkudniowym okresie postu) i przechodzili "pod baldachim" (czyli do świętego miejsca gdzie znajdował się ołtarz bogini). Tak też święto dobiegało końca, a nowi kapłani stawali się członkami zgromadzenia Kybele i Attisa, które odtąd określało ich byt do końca ich życia. Co ciekawe, zwolennikami tego  kultu byli szczególnie dwaj ostatni cesarze z rodu Antoninów - Marek Aureliusz i jego syn Kommodus, którzy widzieli w tym możliwość powstrzymania chrześcijaństwa zdobywającego coraz większe poparcie szczególnie w niższych i średnich warstwach rzymskiego społeczeństwa. To tyle, jeśli chodzi o kult Wielkiej Macierzy. W kolejnej części przejdę do innej wielkiej bogini (kojarzącej się z seksem i seksualnością) do egipskiej Izydy, która swą popularność zyskała także i w Rzymie.
 





CDN.