Łączna liczba wyświetleń

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą POLACY W BITWIE O ANGLIĘ. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą POLACY W BITWIE O ANGLIĘ. Pokaż wszystkie posty

piątek, 13 października 2023

ORŁY I KURY!

 CZYLI PRZEDWYBORCZE MEMY




Jeszcze przed zapadnięciem ciszy wyborczej (czyli przed północą z piątku na sobotę), pozwolę sobie zaprezentować kilka wybranych przez siebie memów politycznych, pokazujących jednocześnie moje wyborcze preferencje. Nim jednak do tego przejdę, chciałbym wypowiedzieć kilka słów wyjaśnienia odnośnie tych wyborów.

Moje preferencje polityczne, choć oscylowały wokół Prawa i Sprawiedliwości, tak naprawdę nigdy nie były związane do końca z tą partią i realnie nie byłem w stanie zrozumieć ludzi, którzy twierdzili, że tylko PiS gwarantuje nam bezpieczeństwo i że to są jedyni patrioci. Śmiać mi się chciało gdy wypowiadali takie treści, ponieważ ja dosyć dobrze znam korzenie zarówno Jarosława jak i Lecha Kaczyńskich i z tego co mógłbym powiedzieć to bliżej im było do ideologii liberalnej (lub też bardziej socjal-liberalnej) niż do realnego patriotyzmu, który obecnie jest prezentowany przez partię Prawo i Sprawiedliwość. Jarosław Kaczyński (Lech trochę różnił pod tym względem), był zwolennikiem proponowanej przez Lecha Wałęsę na początku lat 90-tych koncepcji państwa neo-liberalnego (zresztą Wałęsa na ekonomii się nie znał i po prostu łykał to, co podpowiadali mu "doradcy", szczególnie jego osobisty kierowca i szara eminencja "dworu" prezydenta po 89 roku czyli Mieczysław Wachowski - kto dziś o nim pamięta? Ja przyznam się szczerze że też jestem za młody abym pamiętał dobrze tamte czasy, ale trochę się tymi zagadnieniami interesowałem). Dopiero z chwilą kiedy ich drogi się rozeszły i Lech Kaczyński założył Porozumienie Centrum, zaczęło się powolne (bardzo powolne) przechodzenie z liberalnego centrum, ku "socjalistycznej prawicy". Piszę to tylko po to, żeby uświadomić że przekonania Kaczyńskiego ewoluowały, a raczej były wypadkową jego politycznych niepowodzeń.

Już nie pamiętam kiedy dokładnie po raz pierwszy zagłosowałem na PIS (który założony został w 2001 r.), Chyba jeszcze w 2005 roku gdy miałem 24 lata. I w kolejnych latach już tak jakoś "poszło", ponieważ realnie nie widziałem alternatywy dla PiS-u. Dopiero pandemia z lat 20/21 mocno wyleczyła mnie z poparcia dla Prawa i Sprawiedliwości (przynajmniej tak mi się wydawało). Pamiętam, że za to co PiS odwalał w czasach pandemii covid 19 powiedziałem sobie, że już nigdy więcej na nich nie zagłosuję. Teraz niestety jednak muszę cofnąć tamte słowa i raz jeszcze zagłosować na tych ludzi. Niestety, nie mam wyjścia, ponieważ opcja przeciwna jest o stokroć gorsza i moje osobiste w tym momencie emocje nie mają już większego znaczenia. Problem według mnie bowiem stanowi największa partia opozycyjna, czyli Platforma Obywatelska czy też Koalicja Obywatelska (w skrócie PO i KO). Ci ludzie bowiem są tak bardzo uzależnieni od zewnętrznych mocodawców (jakkolwiek byśmy ich nie nazywali), że stanowi to bardzo poważne obawy przed bezpieczeństwem państwa. Ostatnio ktoś mądry napisał na Twitterze słowa z którymi się zgadzam i pod którymi się podpisuję, a mianowicie: "Ja nie obawiam się rządów Platformy Obywatelskiej, Ja obawiam się tego, co Polska będzie musiała zapłacić Zachodowi w zamian za pomoc udzieloną przez nich dla naszej totalnej opozycji". I te słowa jakby zostały wyrwane z moich ust, są bowiem doskonałym odzwierciedleniem obecnych realiów politycznych i tego, że głosujemy albo za Polską (mam tutaj na myśli partię najmniej uwikłaną we wszelkie zewnętrzne podległości i koligacje), albo za antypolską, czego mieliśmy ostatnio przykład przy okazji promocji tego chłamu pod nazwą "Zielona granica" Agnieszki Holland.

Pamiętajmy bowiem o jednym, a jest to wiedza powszechnie dostępna i wystarczy tylko otwarty umysł i trochę chęci do poznania historii, aby uświadomić sobie że zawsze gdy jakikolwiek władca zostawał obalany we własnym kraju i szukał wsparcia za granicą (a takich przypadków szczególnie w średniowieczu było dość dużo), i to wsparcie (w takiej lub innej formie - głównie militarnej oczywiście, bo to było wówczas najważniejsze) uzyskiwał, to musiał potem się odpowiednio swojemu wybawcy odpłacić i płacił kosztem swych własnych poddanych (to jest tak oczywiste, że wydaje mi się że tylko osoba o bardzo małym rozumku mogłaby tego nie pojmować). Ale i w czasach późniejszych było podobnie, np. podczas II Wojny Światowej. Rząd polski i Polska Armia która była tworzona we Francji, a potem w Wielkiej Brytanii, i która broniła brytyjskiego nieba czy też francuskiej ziemi przed niemieckim najazdem, wraz z końcem wojny polski rząd na uchodźstwie w Wielkiej Brytanii został zmuszony do zapłacenia za to, że wcześniej Wojsko Polskie broniło Brytyjczyków przed Niemcami. Polskie złoto, które udało się ewakuować z Polski we wrześniu 1939 r. i które dotarło najpierw do Francji a potem do Wielkiej Brytanii, zostało w pewnej części skonfiskowane przez Brytyjczyków w 1945 r. na pokrycie wydatków poniesionych przez nich na utrzymanie Wojska Polskiego na ich ziemi. W taki oto sposób Brytyjczycy odpłacali się nam za to, że przelewaliśmy własną krew w obronie ich Wyspy i w obronie ich kobiet i dzieci - a oni nawet nie byli w stanie zaprosić Polaków na paradę zwycięstwa w Londynie w 1946 r., bo Stalin zażyczył sobie, żeby Polaków tam nie było. Obrońcy brytyjskiego nieba z 1940 r. i żołnierze walczący na wszystkich frontach II Wojny Światowej przyglądali się więc tej paradzie z ulicy (co wtedy mogli czuć ci ludzie? trudno powiedzieć, ale ich serca zapewne rozdzierała żywa rozpacz). Ale to też był jawny przykład, że za wszystko trzeba zapłacić, nawet za to, że sojusznika bronisz własnym ciałem.






Co prawda na pewne usprawiedliwienie Brytyjczyków można dodać, że również Amerykanie kazali im sobie płacić za samoloty i broń i nie było sentymentów że to sojusznicy, że wspólna historia, że państwo z którego USA powstało i tak dalej i tak dalej. Natomiast chciałem jasno uświadomić że nie ma darmowych posiłków, nie ma darmowych posiłków! Ci, którzy proszą o pomoc zagranicę, będą musieli za tę pomoc zapłacić i będą za nią płacić naszym kosztem. A ja przyznam się szczerze mam już dosyć tego dziadostwa które było tutaj od lat 90-tych i tego kompleksu niższości i tego wysługiwania się obcym, czy to Niemcom, czy Ruskim, czy Francuzom, czy Amerykanom, czy komukolwiek innemu, tylko nie kurwa Polakom. A widać już otwarcie, że te wybory - które w niedzielę będą w Polsce - one są ważne nie tylko dla nas, ale przede wszystkim dla naszych sąsiadów z Niemiec (i to jest coś tak niezwykłego, ale przyszłość Niemiec zależna jest od tych polskich wyborów) ale również i dla całej Europy, bo od naszych wyborów zależy w jaką stronę pójdzie Unia Europejska. Czy będzie to nowy kołchoz pod nazwą IV Rzesza Europejska, czy też Europa Wolnych Narodów i Wolnych Państw. O skali ważności tych wyborów dla Niemiec nie będę dzisiaj pisał, postaram się napisać o tym już po wyborach czyli po niedzieli. Należy jednak pamiętać, że obecne kłopoty jakie mają Niemcy nie zostaną rozwiązane bez stłamszenia Polski, bez ponownego wciśnięcia nas w ten gorset podległości ekonomicznej i politycznej (na wzór Mitteleuropy Naumanna z 1915 r.) jaki był tutaj przez tyle lat po roku 1990. 

Dość już z tym! To już odchodzi w niepamięć. Teraz chciałbym, żeby ci na Zachodzie zaczęli się przyzwyczajać do polskiej siły - zarówno rozumianej jako siła ekonomiczna, polityczna jak i militarna, oraz oczywiście polskiego ducha, który wraz z innymi krajami Międzymorza poprowadzi Europę ku świetlanej przyszłości, bo takie kraje jak Niemcy i Francja (które mają w przysłowiowej dupie własnych obywateli i przede wszystkim martwią się o imigrantów, gdzie tutaj ich rozlokować i jak bardzo utrudnić życie rdzennym Europejczykom) już się skompromitowały i one już powinny usunąć się na dalsze pozycje, one już przegrały. Przykład niemieckiej indolencji widać chociażby w ewakuacji niemieckich obywateli z Izraela po ostatnim ataku Palestyńczyków, którym rząd niemiecki kazał szukać lotów rejsowych, a może nawet przez pustynię gdzieś na pieszo przedzierać się do Niemiec. Polski rząd po swoich obywateli (i nie tylko swoich co ciekawe) wysłał samoloty wojskowe. Można inaczej? Tylko trzeba mieć trochę innego podejścia do ludzi, do swoich własnych obywateli i do cywilizacji chrześcijańskiej w jakiej wyrośliśmy. Ale dla ludzi którzy mają w głowie jedynie imigrantów i tworzenie z Europy jakiś eurokouchozów na wzór sowiecki w stylu neomarksistowskim - człowiek nic nie znaczy, jest tylko statystyką, cyferką, którą można usunąć albo wymazać. I o to też są te wybory. Chciałbym powiedzieć że zagłosuję w tych wyborach na partię Piłsudskiego Tak powiedzieć jednak nie mogę, ponieważ PiS to nie jest dawna sanacja, to raczej jej parodia. Mimo wszystko jednak w porównaniu z konkurencją polityczną, z tak zwaną "totalną opozycją" i wszystkimi innymi przystawkami - to jak dzień do nocy i dlatego niestety muszę złamać swoje słowo, które wypowiedziałem w 2021 roku że już nigdy więcej na PIS nie zagłosuję. Wybieram więc mimo wszystko Orły, a nie KO, KO... Kokoszki.





 A teraz zapraszam na kilka politycznych memów które przygotowałem.


ON TEŻ POPIERA TUSKA



ONI TEŻ POPIERAJĄ TUSKA



👍



🧐



TEN MECZ BĘDZIE SIĘ TOCZYŁ O TO, JAKĄ WIZJĘ EUROPY WYBIERZEMY. POLSKĄ KONCEPCJĘ WOLNYCH NARODÓW CZY NIEMIECKIEGO EUROKOŁCHOZU?



PLATFORMA OBYWATELSKA I JEJ ZAGRANICZNI MOCODAWCY W TYCH WYBORACH



DZIĘKUJĘ
 

niedziela, 5 lutego 2023

O TOTALITARYZMACH... Cz. I

W PRZEDWOJENNEJ I POWOJENNEJ

PRASIE POLSKIEJ






 Znów naszła mnie ochota na zgłębianie tematów ustrojów totalitarnych, dlatego też zapraszam na cykl opisujący dzieje i rozwój totalitarnych systemów: nazizmu, komunizmu i faszyzmu w Niemczech, Rosji sowieckiej i we Włoszech. Nie chcą jednak pisać banałów które każdy może sobie znaleźć w książkach opisujących dzieje czy  ideologie danych systemów, wiodących ku zniewoleniu ludzkości. Oczywiście w dzisiejszym świecie wielu wciąż ma problem z odróżnieniem faszyzmu od nazizmu, czy też odnalezieniem wspólnych cech komunizmu i nazizmu. Np. postsowiecki gensek Putin-Chujło rozpoczął wojnę na Ukrainie z zamiarem walki z faszyzmem, chociaż jego postępowanie i cała jego polityczna kariera związana jest z rozwojem faszyzmu jako takiego. Można nawet powiedzieć że w dzisiejszej Rosji nie ma nawet faszyzmu a jest jakiś dziwny konglomerat komunizmu i nazizmu. Analogii bowiem jest bardzo wiele i już sam fakt że Rosja nie akceptuje niepodległego państwa, jakim jest Ukraina, wiele świadczy o tym, czym kierują się rosyjskie elity i jak bardzo widać tutaj podobieństwa do hitleryzmu. Mało tego, cała ta wojna na Ukrainie wydaje się praktycznie odwróconą kopią wojny obronnej Polski z 1939 roku i wydarzeń które do niej doprowadziły. Niemcy w dwudziestoleciu międzywojennym też nie akceptowały niepodległego państwa polskiego, uważając Polskę za kraj sezonowy i twierdząc że nie przetrwa kilku lat, że zostanie zajęta przez Rosję sowiecką i tylko trzeba czekać aż tak się stanie, a gdy w latach dwudziestych Niemcy te demokratyczne oczywiście) wypowiedziały Polsce wojnę handlową (1925 r.) były pewne, że kraj stworzony zaledwie kilka lat wcześniej i totalnie zniszczony w czasie I Wojny Światowej nie będzie w stanie zmierzyć się z niemiecką potęgą gospodarczą i tę wojnę szybko przegra, po czym będzie zmuszony zapłacić Niemcom za jej zakończenie naszymi ziemiami zachodnimi: Pomorzem, Śląskiem a zapewne również i Wielkopolską. Niestety, ku ich rozczarowaniu wojna handlowa została przez Polskę wygrana i to już w 1927 roku, chociaż trwała oficjalnie do 1933 r. i dojścia Hitlera do władzy (dopiero wówczas Hitler zakończył ten konflikt). Wojna handlowa była kompromitacją Niemiec, pokazała bowiem, że młode państwo jakim była wówczas Polska, potrafi nie tylko obronić własną niepodległość i rozbić sowieckie armie idące na podbój Europy, ale również wygrać wojnę gospodarczą z takim państwem, jakim były Niemcy. Jestem przekonany że Niemcy do dzisiaj pamiętają tamten konflikt i swój blamaż.

Niemcy w latach 1918-1939 zachowywały się dokładnie tak samo, jak dziś zachowuje się putinowska Rosja. Rosjanie bowiem uważają Ukraińców za Małorusów, za chłopów, że którzy bez ich pomocy nie są w stanie przetrwać. Niemcy zaś uważali Polaków za bydło, słowiańskie bydło które nie jest w stanie samodzielnie się rządzić bez niemieckiego bata i niemieckiej kontroli. Wojna 1939 roku też była podobna do tej, którą obecnie toczą Ukraińcy z Moskalami, z tą różnicą że Polska mając wówczas sojusze z takimi potęgami jak Francja i Wielka Brytania, tak naprawdę była osamotniona w swej walce z z Niemcami a następnie z Sowietami, natomiast Ukraina - dzięki temu że graniczy z Polską - jest krajem bezpiecznym i ma pewność że ta wojna zostanie przez nią wygrana. Ukraina ma niesamowite szczęście że graniczy z takim krajem jak Polska, gdyby bowiem zamiast Polski graniczyła z Francją czy Niemcami, to już od dawna w Kijowie siedziałby Putin a Ukraińcy uciekaliby gdzie tylko mogą, ryzykując własne życie. Myśmy w 1939 roku nie mieli tyle szczęścia - Zachód nas zdradził (tak jak dziś Francja Niemcy i kilka innych krajów zachodniej Europy zdradzają Ukrainę), sądzili że zdążą odbudować wojsko, zanim Hitler się wzmocni - naiwniacy. Utrata Polski jako sojusznika na Wschodzie była zabójcza dla tych dwóch krajów, a resztę znamy: kapitulacja Paryża i o mały włos upadek Londynu (przecież w Bitwie o Anglię najbardziej wsławili się piloci polscy którzy kupili Brytyjczykom czas nim Stany Zjednoczone weszły do wojny).






 Polska w 1939 roku nie miała również szczęścia mając za sąsiada Rumunię, która zachowała się w sposób haniebny zdradzając nas jako sojusznika (mieliśmy przecież podpisany wzajemny układ z 1921 roku zobowiązujący oba państwa do wojny przeciwko Sowietom w przypadku napaści na jedno tych dwóch z państw. Choć polski rząd zwolnił Rumunów z konieczności wypowiedzenia wojny Związkowi Sowieckiemu, to jednak Rumunia mogła pełnić taką samą rolę, jaką dziś pełni Polska w konflikcie rosyjsko-ukraińskim, będąc państwem przez który przechodzi wszelka pomoc na Ukrainę). Dlatego też uważam że bez Polski takie kraje jak Ukraina, Białoruś, Państwa Bałtyckie nie są w stanie przetrwać w konfrontacji z Rosją, ale utrata tych państw i podbój ich przez Rosję, to jednocześnie sprowadzenie Polski do roli małego, prowincjonalnego kraju, będącego całkowicie zależnym od Moskwy. To więc nie tyle miłość własna (choć i ona jest ważna) a geopolityka, zmusza nas do ponownego zjednoczenia.

Wracając zaś do owych totalitaryzmów o których wspomniałem na początku, pragnę zaprezentować jak widzieli to ludzie żyjący w tamtych czasach. Opierał będę się oczywiście na artykułach z prasy polskiej zarówno przedwojennej jak i powojennej (ale nie komunistycznej), dlatego też zapraszam do lektury tej nowej serii. Pierwszy artykuł, który pragnę tutaj przedstawić, został zamieszczony w czasopiśmie "Tęcza" z września 1935 roku i nosił tytuł:






POD ZNAKIEM SWASTYKI


Berlin w lipcu


"UKRYTE DĄŻENIA"


 "Kto wjeżdżał do Niemiec, ten zawsze pozostawał pod wrażeniem ładu i zewnętrznego porządku. Niemiec lubi, by go za rękę prowadzono i państwo spełnia to jego życzenie. Państwo hitlerowskie niczem się tu nie różni od dawnych Niemiec cesarskich czy od republiki weimarskiej. A jednak jest to dzisiaj kraj socjalistyczny, mimo wszelkich pozorów zewnętrznych i mimo propagandy wrogiej hitleryzmowi, która ten socjalistyczny charakter III Rzeszy stara się zatrzeć.

Jest to co prawda socjalizm bardzo kulturalny, nie w "rubaszce" zasmolonej, lecz w eleganckim garniturze, używający samochodu i wszelkich zdobyczy postępu. Taki socjalizm, o którym marzył Lenin, gdy jechał ze Szwajcarji do Petrogradu, by stopniowo nowy ustrój realizować.


"NIEMCY ZNOSZĄ WŁASNOŚĆ PRYWATNĄ" 


Własność prywatna istnieje w Niemczech i jest nawet oficjalnie popierana, ale czy rzecz odpowiada nazwie - to co innego. Właściciel przedsiębiorstwa jest tylko jego kierownikiem, "Betriebsführer", a całe ustawodawstwo zmierza do ugruntowania tego właśnie charakteru. Jest to proces, który nie jest jeszcze zakończony, ale logicznym wnioskiem z przesłanek hitleryzmu jest odebranie warsztatu pracy temu, który nim kieruje nieudolnie.

W imię rozwoju produkcji wprowadzono też ustawę o dziedzicznych majętnościach chłopskich. Zasada piękna, od dawna w Niemczech stosowana, gdzie jedno z dzieci dziedziczyło majątek, a inne dostawały spłaty. Jaką więc zmianę wprowadza nowa ustawa? Oto rodzeństwo dziedzica nie dostaje nic, jeżeli są długi na majątku, - a który rolnik nie ma długów? Rodzeństwo ma tylko prawo do wykształcenia i przytułku. Dawniej przechodziło ono do szeregów stanu średniego, otrzymując z domu pewien kapitał. Teraz przechodzić będzie do szeregów proletarjatu, chyba, że dostanie ziemię z parcelacji. Do tego trzeba dwu warunków: zapisania się do partji hitlerowskiej i dostatecznej ilości ziemi. Na razie parceluje się wielkie dobra wewnątrz kraju. Co będzie potem?

Tak samo, jak w ustawie o chłopskich gospodarstwach, przeciw stanowi średniemu zwraca się polityka gospodarcza Rzeszy, która popiera wielki przemysł. Gospodarczem życiem Niemiec kieruje genjalny niewątpliwie dyktator, Schacht. Prowadzi on w całej pełni gospodarkę planową, zadając kłam twierdzeniom tych, iż jest ona niemożliwa, bo nie da zatrudnienia ludności i spowoduje głód. Tymczasem liczba bezrobotnych w Niemczech spada. Należy jednak dodać, iż z rządami Schachta jest tak, jak z dyktaturą polityczną: dobry dyktator jest szczęściem dla kraju, zły dyktator - klęską. Co będzie, gdy Schacht ustąpi z widowni?


NIEMIECKIE DZIECI DEKORUJĄ PORTRET ADOLFA HITLERA



"NIEMCY ROZPORZĄDZAJĄ WIELKIEMI PIENIĘDZMI"


Jedno z pytań, które nasuwają się każdemu, dotyczy pieniędzy. Skąd Niemcy mają pieniądze teraz, w epoce kryzysu, na zatrudnienie mas bezrobotnych, prowadzenie robót publicznych, olbrzymie inwestycje na cele wojskowe. Otóż Niemcy zaciągnęły wiele pożyczek zagranicą przed r. 1931; procenty i raty ściąga nadal rząd, ale ich zagranicznym wierzycielom nie płaci, a używa na inwestycje i rozbudowę przemysłu wojennego. To jedno źródło pieniędzy. Drugiem źródłem jest całkowite uzależnienie banków od państwa. Poza tem państwo narodowo-socjalistyczne umie sięgać jeszcze inaczej do kieszeni obywateli. Ma wyjść ustawa, mocą której tylko mała część dywidendy ma być wypłacana akcjonariuszom w gotówce, za resztę ma się nabywać papiery państwowe. Ma być obniżone komorne domów o 25%, a właściciele mają otrzymać obligacje długów miejskich, które w ten sposób na nich spadną. Wreszcie zbiórki, nieustanne zbiórki. Płacą wszyscy, im kto więcej się boi, tem więcej płaci.

Te pieniądze idą na zbrojenia, drogi, inne mało rentowne inwestycje. Czy starczy na długo pieniędzy? Co będzie potem? Sceptycy mówią, że starczy nie na długo, że trzeba było już teraz zabrać pieniądze z Gdańska. Ale rządy narodowo-socjalistyczne są silne i wiele mogą wytrzymać. Tem bardziej, że czynią bardzo dużo dla robotnika. Wysokie płace (które zabijają eksport), wysoka stopa życia, rozrywki, wycieczki - wszystko to objawy troski szczerej i prawdziwej o robotnika. Być może, iż dążenie do podniesienia stopy życiowej robotnika, zachęcanie do wydatków, do nabywania samochodów i motocykli, do życia wygodnego przypomina błędy amerykańskie, wykazuje niezrozumienie, czem jest oszczędność w życiu społeczeństw. Ale mimo to tej troski o robotnika możemy się uczyć u hitlerowców.


"LISZEŃCY" - OBYWATELE DRUGIEJ KATEGORII"


Hitlerowcy odżegnują się od Sowietów. Ale i tu są "liszeńcy", tylko nie klasowi, a rasowi. Są to Żydzi, półaryjczycy, politycznie podejrzani. Ci ostatni zresztą siedzą przeważnie w obozach koncentracyjnych. Poza tem "liszeńcy" rasowi (półaryjczycy) pracy dostać nie mogą. Orzeczenie sądu niedawno wyjaśniło, iż mogą być bez przeszkód zwalniani z pracy, tak długo, jak są w danym zawodzie bezrobotni. "Liszeńcy" są skazani na śmierć głodową, a jeśli mają przedsiębiorstwa - na bojkot, który jest systematycznie organizowany. "Liszeńcy" politycznie podejrzani lub półaryjczycy nie mają prawa być oficerami w wojsku. Zupełnie jak w Sowietach.

Terror polityczny kwitnie nadal w Rzeszy. Obozy, sterylizacja są jego narzędziami. Zdarzają się "próby ucieczki", zakończone śmiercią więźnia. Oddziały S.S. (Schutz-Staffeln) chodzą w czarnych "frenczach", jak tam, na wschodzie czekiści. Na zewnątrz jednak wszystko zachowało pozory dawnego życia. Tylko emigrantów niewygodnych porywa się z zagranicy. Tak jak Kutiepowa. Narodowy komunizm zwyciężył u zachodnich ścian Rzeczypospolitej.


"NAGROMADZONA ENERGJA PSYCHICZNA WYŁADOWUJE SIĘ W WALKACH RELIGIJNYCH"


Politycy europejscy zastanawiali się długo, w którym kierunku "pęknie" kocioł niemiecki, gdy Hitler dojdzie do władzy. Zdawało się, że w kierunku Polski, potem - w kierunku Austrji, wreszcie - w kierunku Francji. Dobrze zablokowany kocioł pękł w kierunku religji chrześcijańskiej w ogóle, a Kościoła katolickiego w szczególności. Siedząc spokojnie poza granicą, nie zdajemy sobie sprawy, co się w Niemczech dzieje. Wydaje się nam, że neopoganie to rodzaj stowarzyszenia wolnomyślicieli lub kościoła narodowego. Tam, za granicą nie mówią o przyszłej walce, a mówią o walce, która się toczy, i to o walce o wiele cięższej i ostrzejszej, niż za czasów kulturkampfu. Bo hitlerowscy neopoganie są bardzo podobni do bezbożników komunistycznych.

Doszli oni do wniosku, że Niemcy są rozbite duchowo z powodu sporu katolików z ewangelikami. Ponieważ nie ma nadziei, by katolicy przeszli na protestantyzm, a ewangelicy na katolicyzm, należy wszystkich nawrócić na religję neopogańską czyli na ateizm. Religja neopogańska ma bowiem już cztery sekty w swem łonie, które złączone są wspólną nienawiścią do chrześcijaństwa i kultem rasy nordyckiej.


"ŚMIERĆ, GŁÓD, PRZEŚLADOWANIE"


Walka z Kościołem katolickim prowadzona jest bardzo przezornie. Duchowieństwo usunięte jest do kościołów, zabierać głos może tylko w kazaniach i gazetkach kościelnych, sprzedawanych w obrębie świątyń. Wybitniejszych księży osadza się w więzieniach. Poza tem przywódców katolików świeckich tępi się bezwzględnie. W dniu 30 czerwca 1934 kilku wybitnych katolików straciło życie, mówią, iż wypadki podobne sporadycznie się powtarzają. W każdym razie system terroru i prowokacji rzucił taki strach na szeregi katolickie, że elementy czynniejsze są sparaliżowane, a krytyka neopogaństwa i sterylizacji oraz opór przeciw niej są karane.

Główny atak neopogan skierowany został na młodzież, którą wychowuje się nie tyle w duchu kultu Baldura czy Wotana albo konia saskiego, ile w duchu sceptycyzmu wobec chrześcijaństwa. Organizacje wyznaniowe młodzieży są prześladowane. W niektórych prowincjach członkowie takich stowarzyszeń nie będą dostawali posad. To znaczy: będą umierali z głodu. To też młodzieży w kościołach jest mało: są dzieci i ludzie starsi. Tym ostatnim praktykować wolno bez przeszkód. Neopoganie liczą, że odebrawszy Kościołowi młodzież, zniszczą jego byt.


NARODOWOSOCJALISTYCZNY ŚLUB



"OBRONA I OPÓR"


Słyszałem kazanie, w którem Kościół w Niemczech, trwający w walce, porównano do cierpiącego Chrystusa. Jak Chrystusa, tak i Kościół odbiegli ludzie mali, myślący tylko o posadach, o kawałku chleba - możni Nikodemowie wolą unikać go publicznie - otoczyli go Judasze - tylko kobiety zostały mu wierne. Kaznodzieja mówił o przemocy, która zakazuje walczyć przeciw wrogom Kościoła poza murami świątyń, zwracał się z apelem do młodzieży, jakże nielicznej! Katolikom niemieckim nie brak odwagi i ma się wrażenie, że gdyby wystąpień nie wstrzymywano, walka doprowadziłaby do najgorszych konsekwencyj.

Nie zawsze bowiem katolicy niemieccy rozumieją swą sytuację: niektórzy zwątpili, by kiedykolwiek Kościół mógł odzyskać stracone wpływy wśród mas: z tych zrozpaczonych rekrutują się renegaci. Inni marzą o zmianie regime’u, o wojskowej dyktaturze - co jest jakże mało realne. A tymczasem trzeba się przeorganizować na zasadach akcji katolickiej, oczyścić metody z naleciałości politycznych, których tak wiele do życia katolickiego wniosło Centrum, dziś nieistniejące. Z pism, wydawanych przez kurje biskupie, widać, że ten kierunek pracy jest propagowany, odbywają się rekolekcje nawet dla wojska, silny nacisk położono na literaturę mistyczno-religijną, strona graficzna tych pism stoi na wysokim poziomie artystycznym. Ale wydaje się, że masy katolickie jeszcze tych metod nowych nie zrozumiały. A walkę z Kościołem toczą renegaci partji centrowej, doskonale obeznani ze wszystkiemi tajnikami życia kościelnego. Poza tem pełno prowokatorów kręci się dookoła organizacyj katolickich. W tej atmosferze terroru trudno jest o walkę.

Walka z kościołami ewangielickiemi na razie przycichła. To znaczy, niedawno wyszło rozporządzenie, które przekazało rozstrzyganie wszelkich sporów między kościołami ewangielickiemi (a więc i dogmatycznych) pewnemu urzędowi. Oczywiście jest on narodowo-socjalistyczny. Duchowni ewangieliccy, występujący w obronie chrześcijaństwa, są prześladowani nadal, podobnie ich zwolennicy.


"HOROSKOPY"


Co będzie dalej? Czy chrześcijaństwo wytrzyma w Niemczech? Napewno. Katolicy i ewangelicy niemieccy będą na pewno walczyć i to po bohatersku. Ale czy Kościół katolicki zdoła zreorganizować swych wyznawców? Oto pytanie. Wydaje się, że rozpęd neopogan nie będzie trwał długo - może dziesięć lat - a potem się załamie. Jeżeli do tego czasu nie będzie jawnego zerwania z Rzymem, walka zakończyć się może stopniowemi ustępstwami. Do tego zerwania prą bojowe grupy hitlerowców, ale wydaje się, że oficjalne sfery obawiają się walki z Kościołem, choć tolerują wyładowanie nienawiści w tym kierunku. Adolf Hitler pozostaje zagadką dla wszystkich.

Neopoganie są dziś w Niemczech wielką potęgą, propaganda jest prowadzona z urzędu, przez dołączanie druków do oficjalnych czasopism. Neopogaństwo jest dziś wyładowaniem nienawiści, jaką od lat w Niemców wpajano, do traktatu wersalskiego, do nowego porządku w Europie i tych, którzy doń rękę przykładali. Chcą oni za wszelką cenę zjednoczyć wewnętrznie Niemców, by ich później poprowadzić dalej. Nie ograniczają się jednak do propagandy u siebie: sięgają też do krajów skandynawskich. Czy powstanie międzynarodówka neopogan, wyznawców religji nordyckiej? Na razie na to się zanosi.



A NA KONIEC ZABAWNY MOMENT Z "WYŚCIGU SZCZURÓW"

Odwiedźmy muzeum... Barbie 😂



ALBO TO...



CDN.

sobota, 8 września 2018

RAPORT GEHLENA - Cz. IX

CZYLI JAK TO NIEMCY ZAMIERZALI

STWORZYĆ WŁASNY RUCH OPORU,

WZORUJĄC SIĘ NA POLSKICH

DOŚWIADCZENIACH

KONSPIRACYJNYCH





 E. WALKA O NARÓD POLSKI


dd. SIŁY ZBROJNE


 a2. NSZ

 Siły zbrojne bloku prawicowo-radykalnego połączyły się w NSZ (Narodowe Siły Zbrojne). Był to najsprawniej zorganizowany i najbardziej sprężyście dowodzony nielegalny polski związek zbrojny.Brak dokumentów na temat jego dowództwa, struktury, stanu liczebnego, uzbrojenia itd. Dowództwo NSZ, podobnie jak dowództwo AK, miało wypracować obszerny materiał, dotyczący przygotowania i wywołania ogólnopolskiego zbrojnego powstania. Brak na ten temat szczegółowych informacji. Podczas gdy polityczne kierownictwo bloku prawicowo-radykalnego trwało w uporczywej opozycji wobec rządu londyńskiego i odrzucało wszelką współpracę, dowództwo NSZ próbowało doprowadzić w jakiejś formie do współpracy z Armią Krajową. Rozstrzygającym argumentem w tym wypadku był punkt widzenia, że dzięki współpracy zwiększy się znaczenie organizacji oraz powstrzyma ona dryf na lewo wewnątrz AK. Starania te doprowadziły 7.03.1944 r. do organizacyjnego połączenia NSZ z AK, przy czym jednostki NSZ zachowywały samodzielność. Zostały one włączone do związków AK jako zwarte oddziały. Wspólne działania operacyjne przewidywano tylko przy okazji większych akcji. 

Tymczasem kierownictwo polityczne NSZ nie godziło się z wojskowym zjednoczeniem. Konflikt w środowisku prawicowych radykałów stał się bardzo poważny, ponieważ mianowany przez Bora w porozumieniu z NSZ nowy komendant wcielonych do AK jednostek NSZ został postawiony przed specjalnie do tego powołanym sądem partyjnym, który za odmowę wykonania rozkazu itp. skazał go na śmierć. Bór uznał, iż zmuszony jest zająć w tej sprawie jak najostrzejsze stanowisko w rozkazie dziennym. Wielki postęp, jakiego wskutek zjednoczenia spodziewały się obydwie strony, nie nastąpił ze względu na opisaną powyżej sytuację. Również później - zarówno podczas powstania warszawskiego, jak i potem - nie udało się już doprowadzić do niezakłóconej współpracy. Podobnie jak w AK również w NSZ powstała specjalna formacja ochronna, która jest znana pod różnymi określeniami. W jednym przypadku udało się zdobyć obszerną dokumentację. Mamy w niej do czynienia z określeniem Akcja Specjalna. W innym wypadku jest to ODB (Ochronne Drużyny Bojowe). Obok czystych funkcji ochronnych ta specjalna formacja ma za zadanie przeprowadzać akty terroru i sabotażu, jak również dokonywać egzekucji wydanych wyroków, dotyczących organizacji i pojedynczych osób (z wyrokami śmierci włącznie).

W szczególnie ostry sposób NSZ zwraca się przeciwko niemieckim organom policyjnym:
  • Na niemieckie akty terroru i zemsty należy natychmiast odpowiadać przy udziale całej ludności publiczną akcją plakatowania, zapowiadającą akty terroru i zemsty.
  • Przeciw wyższym oficerom Gestapo, żandarmerii oraz więziennictwa mają być wydawane i wykonywane wyroki śmierci.
  • Należy podejmować ataki na wiezienia w celu uwolnienia więźniów politycznych. 
  • Niemieccy agenci powinni zostać wybici. 
Natomiast wobec niemieckiego Wehrmachtu, co pokazują powtarzające się meldunki, dąży się do ugodowego ułożenia stosunków. Na poziomie lokalnym dość często dochodziło do uzgodnienia wspólnego zwalczania sowieckich, względnie polskich jednostek prosowieckich. Nie doszło jednak do zasadniczej współpracy. W kręgach tych uważa się co najwyżej, że w sytuacji nacisku z dwóch stron "niemieckie zło" jest mniej niebezpieczne w porównaniu ze "złem sowieckim", co sprawia, iż są one gotowe do sporadycznej lojalnej współpracy z jednostkami niemieckiego Wehrmachtu. Pomimo ostrego sprzeciwu wobec umów z niemieckimi jednostkami policyjnymi zdarzało się, że oddziały NSZ w porozumieniu z (niemiecką) policją bezpieczeństwa zwalczały polskie siły prosowieckie. Również w NSZ przywiązuje się wielką wagę do działalności wywiadowczej. 


 a3. PAL i BCH

Również blok demokratyczny sformował zbrojne jednostki. Na temat ich dowództwa, liczebności oraz uzbrojenia brak szczegółowych danych. Te słabe liczebnie jednostki nie mają szczególnego znaczenia. Poza tym coraz częściej poszczególne oddziały przechodzą do Armii Krajowej lub Armii Ludowej. 



PAL

Ostatnio, dzięki pojmaniu wyższego oficera PAL (Polska Armia Ludowa), pozyskany został całkiem nowy, ale jeszcze niepotwierdzony materiał. Zgodnie z nim PAL powstało w październiku 1943 r. przede wszystkim z należącej do demokratycznego bloku partii KOP (Korpus Obrońców Państwa) (właściwa nazwa to Komenda Obrońców Polski). Założycielem PAL był porucznik Czarny (Henryk Borucki ps. "Czarny", dowódca PAL i komendant główny Komendy Obrońców Polski w latach 1943-1945). Nastawienie KOP było początkowo apolityczne. Organizacja rekrutowała się głównie z byłych polskich wojskowych. Część z nich odeszła z armii jeszcze przed klęską wrześniową, a część znalazła się w cywilu później. W roku 1944 dowództwo PAL przejął gen. Skokowski (Julian Skokowski był dowódcą PAL w Powstaniu Warszawskim). Skokowski był przed rokiem 1939 inspektorem szkół oficerskich. Po roku 1939 działał początkowo w PZP (kryptonim Armii Krajowej), jednak opuścił jego szeregi, kiedy stwierdził, że sanacji udało się potajemnie przechwycić kierownictwo obozu rządowego. Skokowski miał być zdecydowanym przeciwnikiem grupy pułkowników. Miał on przejąć dowództwo PAL po długim wahaniu przede wszystkim po to, aby z pomocą PAL w odpowiednim momencie zdemaskować grupę pułkowników przed całym narodem. Bór miał wywołać powstanie warszawskie także i po to, aby przeciwdziałać temu zamiarowi (to ostatni stwierdzenie, to zwykłe konfabulacje Gehlena, ale rzeczywiście należy stwierdzić iż gen. Skokowski nie pałał sympatią ani do Marszałka Piłsudskiego, ani do jego następców).


BCH (Bataliony Chłopskie)  

Bataliony Chłopskie są zbrojnymi organizacjami lewicowych kręgów Stronnictwa Ludowego, którego prawe skrzydło popiera rząd londyński. Rekrutują się one przede wszystkim z biedniejszych okolic drobnomieszczańskich (raczej z małorolnych chłopów). Ich liczba wydaje się stosunkowo niewielka. Na temat dowództwa, uzbrojenia oraz stanu liczebnego brak jakichkolwiek danych. W konflikcie miedzy AK a AL skłaniają się w coraz większym stopniu ku obozowi AL, zwłaszcza że sowiecka propaganda zapewnia ich o przekazaniu chłopom większych posiadłości ziemskich (błąd! Ogromna większość oddziałów tworzących Bataliony Chłopskie połączyła się z Armią Krajową już z końcem marca 1943 r.).


 a4. Polskie siły zbrojne za granicą

Emigracji udało się w dwóch miejscach sformować poważne polskie kontyngenty wojskowe.


Armia Andersa w rejonie Morza Śródziemnego

O powstaniu Armii Andersa była już mowa w tej części tekstu, która traktowała o walce strony rosyjskiej, mającej na celu pozyskanie narodu polskiego. Właściwie konieczne byłoby zanalizowanie drogi Armii Andersa z Rosji, jej różne działania bojowe we Włoszech, dowództwo, uzbrojenie oraz stan liczebny, ponieważ również i ona składa się na polską zbrojną siłę oporu. Niestety, przygotowując niniejsze opracowanie, autorzy nie dysponowali odpowiednimi źródłami. W polskich kręgach sławione są rzekomo wyjątkowo odważne działania Armii Andersa przeciwko Armii Rommla oraz pod Monte Cassino.


Armia Andersa

Stan: czerwiec 1944 r.
2. Armia Polska (we Włoszech)
2 Dywizja
3 Dywizja
5 Dywizja
3 Armia Polska (w Egipcie)
4 Dywizja
6 Dywizja (w Syrii)
7 Dywizja
Stan liczebny: razem ok. 60 000 żołnierzy (te dane są błędne, zupełnie wyciągnięte wręcz z kapelusza. Zaskakuje nawet fakt takiej niewiedzy niemieckiego wywiadu na temat polskich oddziałów na południu Europy. Więc wyjaśniam: w październiku 1941 r. jeszcze w ZSRS, stan liczebny Armii Andersa wynosił ponad 38 000 żołnierzy i ok. 2 000 cywilów. Sformowano sześć dywizji: 5, 6, 7, 8, 9 i 10 Dywizję. Armia ta stali rosła i tak po całkowitym opuszczeniu terytorium Związku Sowieckiego i przejściu do Iranu - przez Morze Kaspijskie - w sierpniu 1942 r. Armia Andersa liczyła już ponad 78 000 żołnierzy i prawie 38 000 cywilów. W Iraku, gdzie mieścił się sztab Armii Andersa i miejsca rozlokowania poszczególnych jednostek, przeorganizowano armię i utworzono cztery Dywizje 3, 5, 6, i 7 - nie licząc oczywiście oddziałów dodatkowych i oddziałów wsparcia. Dowódcą pozostał gen. Władysław Anders. Armia ta wsławiła się wieloma zwycięstwami we Włoszech, jak choćby pod Monte Cassino, silnie umocnionej niemieckiej twierdzy, która była kluczowym elementem tzw.: "Linii Gustawa", dzielącej Półwysep Apeniński na pół. Pod Monte Cassino walczyło wiele armii alianckich: Amerykanie, Brytyjczycy, Kanadyjczycy, Australijczycy, Nowozelandczycy, Francuzi - lecz wszyscy oni nie zdobyli ani samej twierdzy Monte Cassino, ani innych punktów niemieckich umocnień, jak choćby wzgórze San Angelo, miejscowość Masserra Albaneta, Villa San Lucia czy Piedimonte San Germano. Dopiero Armia Andersa, a w zasadzie Armia Polska na Wschodzie, jak została nazwana po opuszczeniu ZSRS - zdobyła sam klasztor na górze Monte Cassino, będący głównym centrum niemieckiej obrony, jak i wspomniane wyżej miejscowości - w czasie tej bitwy polskim żołnierzom pomagał wnosząc pociski na szczyt góry, niedźwiedź brunatny o imieniu Wojtek, który wychowany przez żołnierzy od małego, potem doszedł do stopnia... kaprala w 22 Kompanii Zaopatrzenia Artylerii w 2 Korpusie. Po bitwie na cześć bohaterstwa polskich żołnierzy została napisana pieśń: "Czerwone maki na Monte Cassino").


"RAZEM Z ARMIĄ ANDERSA TRWAŁ, W ALEKSANDRII BYŁ I WIDZIAŁ RZYM. STRZEGŁ OGNISKA GDY PLUTON SPAŁ, ZAWSZE NIEBO PODPIERAŁ IM (...) BRUNATNY MUNDUR NA SOBIE MIAŁ, PO POLSKU MYŚLAŁ, JADŁ, PIWO PIŁ I NA "BATORYM" PRZEZ MORZA GNAŁ, WŚRÓD INNYCH BEZDOMNYCH SIEROT ŻYŁ. KAPRALEM ZOSTAŁ GDY MŁODY BYŁ, NIECH PAMIĘĆ O NIM WCIĄŻ SIĘ TLI, POD MONTE CASSINO ŁYKAŁ DYM AŻ W SZKOCJI ZASNĄŁ I MOCNO ŚPI. NIECH PAMIĘĆ TRWA I W SERCACH NAM SIĘ TLI, GDY ZBUDZI SIĘ, NA PEWNO NIE BĘDZIE ZŁY"  




Następnie Armia Andersa wsławiła się w walkach pod Anconą, którą zdobyła i pod Bolonią. Należy również dodać, że do Armii Andersa dołączyła też Samodzielna Brygada Strzelców Karpackich, która wsławiła się w walkach w Afryce Północnej: bitwa pod El-Mechilą, obrona twierdzy Tobruk, bitwa pod Bardiją).


 "CZY WIDZISZ TE GRUZY NA SZCZYCIE, TAM WRÓG TWÓJ SIĘ KRYJE JAK SZCZUR. MUSICIE, MUSICIE, MUSICIE, ZA KARK WZIĄĆ I STRĄCIĆ GO Z CHMUR. I POSZLI SZALENI, ZAŻARCI I POSZLI ZABIJAĆ I MŚCIĆ, I POSZLI JAK ZAWSZE UPARCI, JAK ZAWSZE ZA HONOR SIĘ BIĆ. CZERWONE MAKI NA MONTE CASSINO ZAMIAST ROSY PIŁY POLSKĄ KREW. PO TYCH MAKACH SZEDŁ ŻOŁNIERZ I GINĄŁ, LECZ OD ŚMIERCI SILNIEJSZY BYŁ GNIEW".

"PRZEJDĄ LATA I WIEKI PRZEMINĄ, POZOSTANĄ ŚLADY DAWNYCH DNI. I WSZYSTKIE MAKI NA MONTE CASSINO CZERWIEŃSZE BĘDĄ BO Z POLSKIEJ WZROSŁY KRWI. RUNĘLI PRZEZ OGIEŃ STRACEŃCY, NIE JEDEN Z NICH DOSTAŁ I PADŁ, JAK CI Z SAMOSIERRY (1808 r.) SZALEŃCY, JAK CI SPOD RACŁAWIC (1794 r.) SPRZED LAT. RUNĘLI IMPETEM SZALONYM I DOSZLI I UDAŁ SIĘ SZTURM I SZTANDAR SWÓJ BIAŁO-CZERWONY ZATKNĘLI NA GRUZACH WŚRÓD CHMUR"




Armia Polska w Anglii

Polskie oddziały, które w wyniku klęski uszły na Węgry i do Rumunii, po krótkim internowaniu w tych krajach zostały przetransportowane do Anglii (nie było to wcale takie proste, jak zdaje się sugerować Gehlen, wielu żołnierzy przedzierało się na własną rękę do Francji a potem, dopiero po jej klęsce w czerwcu 1940 r. do Wielkiej Brytanii). Stworzyły tam trzon polskiej armii stacjonującej na terenie Wielkiej Brytanii i walczącej na zachodnim teatrze działań wojennych. Armia ta uzupełniana jest na bieżąco przez dopływ rekruta z kraju oraz wszystkich innych państw. Celem rekrutacji oraz przeprowadzania ochotników przez granicę itp. stworzono specjalne organizacje, szczególnie we Francji. Polska strona szczyci się działaniami bojowymi tych oddziałów w Narviku (w Narwiku w kwietniu 1940 r. Polacy - Samodzielna Brygada Strzelców Podhalańskich - wraz z Brytyjczykami i Francuzami, wygrali bitwę z Niemcami i zdobyli miasto wraz z regionem).

 Stan: czerwiec 1944 r.

Armia Polska
1 Dywizja Pancerna
2 Dywizja Pancerna planowana (błąd! była to 2 Dywizja Grenadierów Pancernych - w takcie formowania, w takcie formowania była też 4 Dywizja Piechoty)
3 pułki spadochroniarzy (kolejny błąd! nie 3 pułki, tylko 1 Samodzielna Brygada Spadochronowa)
Stan liczebny: ok. 40 000 żołnierzy (błąd! w samych formacjach lądowych w czerwcu 1944 r. służyło 70 000 żołnierzy, nie licząc oczywiście Lotnictwa i Marynarki Wojennej. Planowano też znaczną rozbudowę tej liczby i tworzenie kolejnych jednostek, a to już w drugiej fazie, po wkroczeniu do Niemiec i wyzwoleniu ok. 17 000 oficerów i ok. 40 000 żołnierzy znajdujących się w obozach jenieckich na terenie Rzeszy, nie licząc też 300 000 Polaków siłą wcielonych do Wehrmachtu. W każdym razie planowano powiększyć stan liczebny armii o kolejne 200 000 żołnierzy. W trzeciej fazie, gdy Wojsko Polskie wkroczyłoby na ziemie polskie, miano wystawić od 1 500 000 do 2 000 000 żołnierzy).

Polskie Siły Powietrzne
7 dywizjonów myśliwców
1 dywizjon myśliwców nocnych
3 dywizjony bombowe
Stan liczebny: ok. 12 000 żołnierzy (błąd! było 10 dywizjonów myśliwców w tym jeden nocny, 4 dywizjony bombowe i 1 dywizjon współpracy i 1 dywizjon wsparcia artylerii, łącznie ponad 17 000 pilotów).


POLSCY LOTNICY BYLI NAJSKUTECZNIEJSZYMI ŁOWCAMI NIEMIECKICH MESSERSCHMIT'ÓW I JUNKERSÓW PODCZAS BITWY O ANGLIĘ W 1940 r.NIC DZIWNEGO, UCZYLI SIĘ PRZECIEŻ W SZKOLE SIŁ POWIETRZNYCH W DĘBLINIE, GDZIE PILOTÓW UCZONO BARDZO NIEBEZPIECZNEGO MANEWRU, PRZELOTU POMIĘDZY NISKO WZNIESIONYM MOSTEM NA RZECE WIEPRZ. BEZ UDZIAŁU POLAKÓW NAJPRAWDOPODOBNIEJ BITWA O ANGLIĘ NIE SKOŃCZYŁABY SIĘ TAKIM SUKCESEM, CHOĆ POCZĄTKOWO ANGLICY MYŚLELI ŻE POLACY NIC NIE UMIEJĄ I ŻE TRZEBA ICH WSZYSTKIEGO UCZYĆ OD PODSTAW. 

NIE SZANOWALI NAS, ALE TRZEBA PRZYZNAĆ ŻE BARDZO SZYBKO ZMIENILI ZDANIE, DOCENIAJĄC NIE TYLKO BOHATERSTWO POLSKICH LOTNIKÓW, ALE TAKŻE ICH WYSZKOLENIE I UMIEJĘTNOŚCI ORAZ OCZYWIŚCIE SKUTECZNOŚĆ ZESTRZELEŃ SAMOLOTÓW WROGA. NIC DZIWNEGO ŻE POTEM ANGIELSCY PILOCI PODAWALI SIĘ ZA POLAKÓW, ABY PODERWAĆ ANGIELSKIE PANIENKI


"JESZCZE NIGDY TAK WIELU, NIE ZAWDZIĘCZAŁO TAK WIELE, TAK NIELICZNYM"

WINSTON CHURCHILL O POLSKICH LOTNIKACH W BITWIE O ANGLIĘ


ZWIASTUN FILMU "303 BITWA O ANGLIĘ
(ANGIELSKI TYTUŁ TO "SPITFIRE")

0:05 - "DZIELNI, PRZYSTOJNI PILOCI Z POLSKI, WITAMY W RAF"
0:15 - "JAK WIDZICIE DUŻO KRZYCZĘ, TO SPRAWIA 
ŻE NIE MAM POWODZENIA U KOBIET"
0:20 - "JUŻ?"
"POLSKI TO BARDZO ZWIĘZŁY JĘZYK"



A TO JUŻ DRUGI FILM

DYWIZJON 303. HISTORIA PRAWDZIWA

 0:50 - "PRUJEMY SZWABÓW TAK, ŻEBY SIĘ WSZYSTKIM TUTAJ ANGOLOM GĘBY ZE DZIWIENIA POOTWIERAŁY"




 "LEĆ W GÓRĘ ZNAKU NASZ, NIE TRZEBA WCALE SŁÓW, SKRZYDLATY KLUCZ DO SŁAWY DRZWI ODMYKA ORŁA MAMY HART. GDY POLSKI CZUJNA STAŻ, HUSARII DAWNEJ HUF, NIE ŚCICHNIE NIGDY W DALI MOCNY GŁOS SILNIKA. HEJ  - NA START"
 




Polska marynarka
1 krążownik
7 niszczycieli i torpedowców
2 łodzie podwodne
3 kanonierki
Stan liczebny: ok. 3 000 żołnierzy (kolejny już błąd Gehlena. Polska Marynarka Wojenna w czasie II Wojny Światowej dysponowała: dziewięcioma niszczycielami: ORP (skrót od "Okręt Rzeczypospolitej Polskiej") "Błyskawica" i ORP "Grom" i ORP "Burza", ORP "Garland", ORP "Piorun", ORP "Krakowiak", ORP "Kujawiak" i ORP "Ślązak", ORP "Orkan" (niszczyciel ORP "Wicher" został zatopiony podczas Obrony Wybrzeża we wrześniu 1939 r.). Ośmioma okrętami podwodnymi: ORP "Orzeł", ORP "Wilk", ORP "Ryś", ORP "Żbik",  ORP "Sęp", ORP "Jastrząb", ORP "Sokół" i ORP "Dzik". Dwoma krążownikami: ORP "Dragon" i ORP "Conrad". Sześcioma trałowcami: ORP "Jaskółka", ORP "Mewa", ORP "Rybitwa", ORP "Czajka", ORP "Czapla" i ORP "Żuraw". Polska Marynarka Wojenna była czwartą siłą morską na Bałtyku w 1939 r. Stan liczebny w czasie II Wojny Światowej wynosił: ok. 5 000 marynarzy). 


"MORZE, NASZE MORZE - 
BĘDZIEM CIEBIE WIERNIE STRZEC
MAMY ROZKAZ CIĘ UTRZYMAĆ, 
ALBO NA DNIE, ALBO NA DNIE TWOIM LEC,
ALBO NA DNIE, Z HONOREM LEC"

(UCZYŁEM SIĘ TEGO JUŻ W PIERWSZEJ KLASIE SZKOŁY PODSTAWOWEJ)



 

NISZCZYCIEL ORP "BŁYSKAWICA" PO TYLU LATACH WCIĄŻ STOI SOBIE PRZY NABRZEŻU W PORCIE W GDYNI I SŁUŻY JAKO OKRĘT-MUZEUM. KIEDYŚ LUBIŁEM GO ODWIEDZAĆ, ALE TERAZ BRAKUJE MI DO TEGO MOTYWACJI. ALE GDY TYLKO DOCZEKAM SIĘ JUŻ POTOMKA, TO Z NIM (LUB NIĄ) ÓW OKRĘT PONOWNIE ODWIEDZĘ


 






A NA KONIEC SZCZYPTA DZIEGCIU:


OTÓŻ PO WOJNIE, NA ŻYCZENIE STALINA, BRYTYJCZYCY ODMÓWILI POLAKOM UCZESTNICTWA W WIELKIEJ PARADZIE ZWYCIĘSTWA Z MAJA 1946 r. MASZEROWALI TAM WSZYSCY, NAWET NAJBARDZIEJ ODLEGŁE I ORIENTALNE LUDY, TYLKO NIE BYŁO POLAKÓW, LUDZI KTÓRZY URATOWALI ANGLIĘ W 1940 r. I KTÓRZY WŁOŻYLI NIEBAGATELNY WKŁAD POD WSPÓLNE ZWYCIĘSTWO NAD HITLEROWSKIMI NIEMCAMI. A TO WSZYSTKO NA ŻYCZENIE STALINA, KTÓREMU ULEGLI BRYTYJCZYCY I AMERYKANIE.    

SMUTNE TO, SZCZEGÓLNIE JEŚLI WEŹMIEMY POD UWAGĘ ŻE SAMI ANGLICY PO ZAKOŃCZENIU WOJNY MÓWILI ABY POLACY "WRACALI DO DOMU". W 1940 CAŁOWALI NAS PO TYŁKACH, ABYŚMY TYLKO WALCZYLI Z NIEMCAMI, A  PO WOJNIE CHCIELI NAS WYGONIĆ LUB DAWALI NISKO PŁATNE A CZĘSTO UPOKARZAJĄCE ZAJĘCIA (gen. MACZEK np. ZOSTAŁ BARMANEM).    

PERSPEKTYWA POWROTU DO PODBITEGO I ZWASALIZOWANEGO PRZEZ SOWIETÓW KRAJU, NIE BYŁA OBIECUJĄCA, TYM BARDZIEJ ŻE TAM NIE CZEKAŁO NA POLSKICH ŻOŁNIERZY NIC DOBREGO A Z REGUŁY TORTURY I ŚMIERĆ W NIEOZNAKOWANYCH GROBACH. SZKODA ŻE ANGLIKOM ZABRAKŁO WÓWCZAS TEJ WRAŻLIWOŚCI CO LUDZI, KTÓRZY POŚWIĘCILI SWOJE ŻYCIE, ABY OCALIĆ ICH KRAJ.


1:10 - "DO ROBOTY"
"SPOKOJNIE, KOLEGA LEDWO ŻYJE"
"JA NIE PŁACĘ ZA LEŻENIEM, DO ROBOTY!"
"TROCHĘ SZACUNKU DLA SOJUSZNIKÓW! ZROZUMIANO?"
"NIE TY MNIE BĘDZIESZ UCZYŁ SZACUNKU, GÓWNIARZU! 
WYNOCHA, ZWALNIAM WAS! PIEPRZENI POLACY"




ACT 447 IS NOT APPLICABLE AND

NEVER WILL APPLY TO POLAND



 CDN.

poniedziałek, 14 maja 2018

RAPORT GEHLENA - Cz. III

CZYLI JAK TO NIEMCY ZAMIERZALI

STWORZYĆ WŁASNY RUCH OPORU,

WZORUJĄC SIĘ NA POLSKICH

DOŚWIADCZENIACH

KONSPIRACYJNYCH


POWRÓĆMY WIĘC DO DALSZEJ CZĘŚCI:





RAPORT GEHLENA
Cz. III


E. WALKA O NARÓD POLSKI

O pozbawiony swojej armii i państwowości naród wielkie mocarstwa rozpoczęły zaciętą i długotrwałą walkę. Poza niemieckim czynnikiem mocarstwowym od samego początku ujawnił się przy tym czynnik anglo-amerykański oraz sowiecko-rosyjski, przy czym Polacy nastawieni narodowo (National-Polen) oparli się na Anglo-Amerykanach, a Polacy nastawieni pro-sowiecko (Sowjet-Polen) na Sowietach.


1. ZE STRONY NIEMIECKIEJ 

Chociaż do chwili wybuchu konfliktu niemiecko-rosyjskiego pod niemiecką kontrolą znajdowała się tylko zachodnia część dawnego polskiego obszaru państwowego, od samego początku istniała możliwość ogólnego rozwiązania polskiego problemu, ponieważ na obszarze zajętym przez Niemcy mieszkała przeważająca część polskiej ludności. Poprzez kampanię rosyjską również część wschodnia przypadła Niemcom. Nie ma tu miejsca, aby przedstawiać drogę obraną przez stronę niemiecką. Natomiast musimy o niej wspomnieć, ponieważ powstanie polskiego ruchu oporu, a w szczególności rozbudowa jego sił zbrojnych, jest z nią w sposób istotny powiązana. Szczególnie podkreślić należy następujące aspekty niemieckiej polityki narodowościowej w regionie nadwiślańskim:
  • wykreślenie nowej granicy
  • narodowościowa komasacja gruntów (przesiedlenie)
  • lista narodowościowa
  • Generalne Gubernatorstwo
Po 1939 r. powtarzała się sytuacja, stwarzająca narodowi polskiemu okazję do zmiany nastawienia wobec Niemiec. Należy tu wymienić następujące kwestie:
  • wybuch wojny niemiecko-rosyjskiej
  • Katyń
  • Komitet Lubelski
  • koniec powstania warszawskiego
  • sowieckie roszczenia terytorialne itp.
Możliwości te zostały rozpoznane przez stronę niemiecką i przedstawione narodowi polskiemu. Jakkolwiek były one oczywiste i wydawały się atrakcyjne dla szerszych warstw, nie zaowocowały ostatecznie żadnymi sukcesami (Niemcy nigdy nie przedstawiły stronie polskiej, czy to rządowi Rzeczypospolitej na Uchodźstwie, czy też Armii Krajowej żadnych propozycji "unormowania" wzajemnych stosunków. Co prawda pewne niemieckie instytucje próbowały nawiązać kontakt i rozpocząć jakąś formę dialogu, ale stało się to albo za późno - w końcowej fazie wojny, gdy było już pewne że Niemcy tę wojnę przegrają, a poza tym po bezmiarze zbrodni, jakie niemieccy żołnierze okupacyjni popełnili w Polsce, jakakolwiek forma dialogu i próba nawiązania współpracy, musiała się zrodzić chyba jedynie w zupełnie niczego nieświadomej i naiwnej głowie. Zbyt wiele mordów zostało popełnionych, zbyt wiele nienawiści, aby można było o tym zapomnieć, wybaczyć i przejść do porządku dziennego, tutaj Gehlen zachowuje się niczym nieświadomy skali niemieckich zbrodni na Polakach ignorant). 




"NIE STRZELAĆ, JESTEM NIEMCEM - POLACY TRAKTOWALI MNIE DOBRZE, NIE ZROBILI MI KRZYWDY"
"A CZY JA KOMUŚ ROBIĘ KRZYWDĘ? PYTAM SIĘ TYLKO CZY SĄ TU BANDYCI? TY JESTEŚ BANDYTĄ?"

 

AUTENTYCZNA SYTUACJA - WYBUCH NIEMIECKIEGO MINI-CZOŁGU PUŁAPKI NA ULICY KILIŃSKIEGO W WARSZAWIE W CZASIE POWSTANIA WARSZAWSKIEGO - 13 SIERPNIA 1944 r. ZA TO MIELIŚMY KOCHAĆ NIEMCÓW?

 

Znamienne jest, że warstwa przywódcza narodu polskiego w wysokim stopniu nordycka i w dużej części mająca w żyłach niemiecką krew (na terenie dawnej Rzeczypospolitej żyły różne narodowości, nie tylko Polacy, ale ogromna większość z nich czuła się właśnie Polakami, jeśli nie w sensie etnicznym to na pewno w sensie politycznym i kulturowym. Moja rodzina też była zlepkiem najróżniejszych narodowości - począwszy od rodziny ze strony mego ojca o korzeniach niemieckich, poprzez rodzinę mojej mamy - ojciec mej babci należał do Komunistycznej Partii Polski i zginął w niemieckim obozie koncentracyjnym w Gross-Rosen w 1943 r, jak również jakieś boczne linie rodziny mamy, wśród których byli również członkowie... UPA - Ukraińskiej Powstańczej Armii. Zaś mój pradziadek od strony ojca, syn pruskiego oficera, poddanego cesarza Wilhelma II - walczył w Armii Hallera, formowanej z Polaków we Francji i walczącej z Niemcami podczas I Wojny Światowej, a następnie w wojnie polsko-bolszewickiej 1920 r. i zawsze uważał się za Polaka. Był Hallerczykiem, a ja np. jestem Piłsudczykiem i co? Nie ma to znaczenia, bowiem obracamy się tutaj w ramach jednej patriotycznej formacji, mającej jedynie różne pomysły na Polskę. Swoją drogą ciekawe - ja sam jestem Polakiem z niemieckimi korzeniami, a moja Pani jest Francuzką - dzieci zrodzone z takiego związku - mieszanka wybuchowa? 😊 A to, że w ogóle następowały takie rotacje, to jest oczywiste, np. gen. Józef Haller, pod którego rozkazami służył mój pradziadek, pochodził ze spolonizowanej niemieckiej rodziny von Hallenburgów, zaś np. kat Powstania Warszawskiego - Erich von dem Bach-Zelewski pochodził z etnicznie polskiej rodziny, a jeszcze jego dziadek nie znał nawet jednego słowa w języku niemieckim. Narodowość polska bowiem nie opierała się na szacunku etnicznym czy rasowym, a jedynie kulturowym. Zresztą jeśli mamy być do końca szczerzy, to przecież Niemcy w sporej części powstali ze słowiańskich plemion, niegdyś zamieszkujących ziemie między Łabą a Renem, więc mowa o "niemieckiej krwi" wypada tutaj raczej żałośnie) uparcie odrzucała porozumienia (Gehlen tutaj znów wybiega w sferę marzeń - żadnych porozumień nie było, więc nie było co odrzucać). 

W tym kontekście należy również zaznaczyć, że bardzo niewielu spolonizowanych Niemców (w Warszawie polonizacja świeżej daty, w Krakowie dawniejsza) odnalazło drogę powrotu do narodu, z którego pochodzili (tutaj Gehlen znów udaje ignoranta - nie mówi bowiem dlaczego, skoro państwo polskie nie istniało, a niemiecka kultura była tak wspaniała, wielu Niemców ulegało polonizacji? Dlaczego spolonizował się mój pradziadek, skoro mógł równie dobrze pozostać Niemcem? Otóż kultura polska przyciągała ku sobie, bo na Wschodzie była kulturą wyższą, zapewniającą pewien status - stąd wielu Rusinów całkowicie się spolonizowało jak również cała litewska elita rządząca, a na Zachodzie była to kultura wolności. To połączenie powodowało, że polonizacja była atrakcyjna, nawet w sytuacji braku istnienia Polski jako państwa). Z odwrotną sytuacją mieliśmy do czynienia wśród niższych warstw narodu, mających przeważnie słowiańskie korzenie, które wielokrotnie okazywały gotowość do porozumienia z Niemcami (znów błąd - kto "okazywał gotowość do porozumienia z Niemcami" - otóż co najwyżej jakieś męty społeczne i ludzie moralnie zdegenerowani. Degeneraci zaś nie są reprezentatywni dla żadnego narodu). Ale również te środowiska w coraz większym stopniu przestawały traktować niemieckie propozycje, a zwłaszcza działania (przede wszystkim wyznaczenie nowych granic czy polityka narodowościowa) jako akceptowalnej podstawy do takiego porozumienia. Wręcz przeciwnie, narastało przekonanie, że Niemcy chcą brutalnie zniszczyć naród polski, a wszystkie propozycje porozumienia, z którymi wychodziła strona niemiecka, były albo nieszczere, bądż też był wynikiem niemieckich porażek ponoszonych na frontach. 

W istocie nie znalazła się żadna znana polska osobistość, która pozyskałaby naród polski dla niemieckiej przebudowy Europy ("Za to że szabli twej klinga zdrady rdzą się nie kala, za to żeś nie miał Quislinga, za to żeś nie miał Lavala. Żeś nie zląkł się krwi własnej plusku. Kajdanów, stryczków ni kulek. Nie poddał się po francusku ani po czesku nie uległ. Żeś nie miał Hachy, Petaina, Lorda Haw-Haw ni Darlana - wysoka wdzięczności cena, zaplata nadspodziewana" - Marian Hemar). Polacy byli głęboko usatysfakcjonowani faktem, iż "nie znalazł się wśród nich żaden Quisling" (czyżby Gehlen czytał wiersze Hemara?). Ponieważ nie było sposobu, aby pozyskać naród polski do pozytywnej współpracy, musiał on ze strony niemieckiego kierownictwa być traktowany jako coraz bardziej oporny obiekt (Polacy byli tak traktowani przez Niemców od pierwszego dnia wojny, przecież nawet obóz koncentracyjny w Auschwitz został stworzony pierwotnie w 1940 r. właśnie dla Polaków, Żydzi byli w nim umieszczani dopiero z początkiem 1942 r.) Wskutek tego rosło zagrożeni, że Polska ponownie stanie się narzędziem w rękach naszych wrogów. 


2. ZE STRONY ANGLO-AMERYKAŃSKIEJ

Zainteresowanie Anglo-Amerykanów kwestią polską było i jest zasadniczo odmienne od zainteresowania nią ze strony sowiecko-rosyjskiej oraz niemieckiej, ponieważ nie wiążą oni z nią swoich interesów narodowych czy też państwowych, lecz patrzą na Polskę jak na obszar politycznego wpływ. Patrząc ogólnie, podejście angielskie i amerykańskie jest identyczne. Odnosząc się do szczegółów, można dostrzec pewne niuanse, ale z punktu widzenia tego opracowania nie są one istotne i dlatego nie zostaną uwzględnione. Przed rokiem 1939 stosunek Anglii do Polski charakteryzował się wzajemnym staraniem, zwieńczonym w końcu sukcesem, o zawarcie paktu o współpracy. Polska liczyła na kompleksową pomoc wojskową ze strony Anglii w wypadku wojny z Niemcami. Szczególnie powszechna była nadzieja na bombardowanie niemieckich miast w trakcie lotów wahadłowych z Anglii do Polski. Podczas osiemnastodniowej kampanii (sformułowanie "Kampania osiemnastu dni" - wyszła od Goebbelsa - mistrza propagandy i potem była w Niemczech powielana, lecz zupełnie nie oddawała prawdy wojny Polski z Niemcami i Związkiem Sowieckim. Gdyby bowiem Stalin nie dał Hitlerowi zielonego światła do ataku na Polskę i nie dopomógł mu w jej zniszczeniu, wojna wcale nie skończyłaby się tak łatwo i szybko, jak jeszcze do dziś wierzą Niemcy - głównie starszego pokolenia. Trzeba bowiem powiedzieć, że straty Niemiec w wojnie z Polską były tak duże, że Wehrmacht nie byłby w stanie od razu przerzucić swych sił na front zachodni i gdyby Francuzi i Anglicy ruszyli tyłki i zaatakowali, Niemcy poniosłyby całkowitą klęskę. Wojnę z Polską wygrał dla Niemiec Stalin 17 września 1939 r.) meldowano nawet że takie akcje miały miejsce. Pewność co do angielskiej pomocy wynikała między innymi stąd, że jak mówiło się wśród prostej ludności, działa przeciwlotnicze, które miały chronić Londyn przed niemieckimi nalotami, wyprodukowano w Polsce.

Brak jakiejkolwiek angielskiej pomocy połączony z wiedzą, że brytyjskie lotnictwo nie podjęło żadnych działań przeciw Rzeszy, czego po klęsce nie można już było ukryć, wywołał naturalnie silne rozczarowanie w szerokich kręgach narodu. Nie wyciągnięto jednak z tej sytuacji zasadniczych wniosków. Niezobowiązujące wyjaśnienia Anglików sprawiły, że zapomniano o rozczarowaniu. Gdy polscy emigranci na skutek niemieckiego zwycięstwa na Zachodzie zostali wypędzeni z tradycyjnego kraju ich emigracji, czyli z Francji, Anglia udzieliła im azylu. W ten sposób Londyn stał się siedzibą polskiego rządu emigracyjnego. Anglia nie skąpiła początkowo politycznych obietnic i dostarczyła znaczną pomoc finansową (którą, co ciekawe Polacy musieli po wojnie spłacić, tak Anglicy odpłacili się nam za obronę ich nieba, mórz i Wyspy), w zamian za co strona polska, w tym szczególnie wywiad, dostarczać musiał realnych korzyści w postaci informacji. Poprzez przymierze angielsko-sowieckie Polska stała się piłką do gry alianckiej dyplomacji. Jednak londyński rząd emigracyjny nadal uważał, że może działać jako równorzędny sojusznik i z tego powodu walczył o równorzędne traktowanie. Wraz ze wzmocnieniem Rosji Sowieckiej oraz ofensywą Armii Czerwonej na Zachód ujawnił się rzeczywisty stosunek Anglii wobec Polski. Stał się on jednoznaczny, gdy na początku roku 1944 Armia Czerwona przekroczyła byłą granicę państwa polskiego i rozpoczęła okupowanie polskiego obszaru. W tym momencie Anglia powinna wypełnić swoje traktatowe zobowiązanie i pomóc narodowo nastawionym Polakom w budowie ich własnego, traktatowo zagwarantowanego, niezależnego państwa, tym bardziej że Rosjanie nie podejmowali żadnych starań w tym kierunku. Stało się jednak dokładnie odwrotnie. Anglo-Amerykanie zaczęli kawałek po kawałku wyprzedawać polskie interesy Rosjanom (tutaj zgadzam się z Gehlenem w całej rozciągłości).





3. ZE STRONY SOWIECKO-ROSYJSKIEJ   


Rosja, jak już wspomniano, od zawsze traktowała polski problem jako zagadnienie tylko i wyłącznie własnej polityki. Jedynie presja militarna zmuszała ją w pewnych sytuacjach do uznania niepodległości polskiego państwa lub do dzielenia obszaru i narodu polskiego z innymi państwami. Dotyczy to w całej rozciągłości również bolszewickiej Rosji. W Polsce zawsze istniała warstwa rusofilska, która tworzyła naturalną bazę wypadową dla rosyjskich roszczeń. W czasach carskich należało jej szukać w wyższych kręgach społeczeństwa (chodzi tu głównie o członków organizacji narodowych z Narodową Demokracją Romana Dmowskiego na czele). Po zbolszewizowaniu Rosji doszło do odpowiedniego przesunięcia, toteż rusofilów należy szukać obecnie w kręgach robotniczych oraz drobnych chłopów (błąd! sowieccy rusofile to był margines społeczeństwa, głównie grupujący się z przedwojennych członków i sympatyków Komunistycznej Partii Polski). Kręgi te poddawane były przez Rosję propagandowej obróbce na wiele lat przed rokiem 1939. W traktowaniu kwestii polskiej ze strony Sowietów można rozróżnić cztery linie postępowania:
  • polityczną:stereotypowe oświadczenie przy każdej oficjalnej okazji, że Rosja życzy sobie w przyszłości wolnej, niepodległej, silnej i demokratycznej Polski
  • dyplomatyczną: żonglowanie stosownie do międzynarodowych konieczności
  • propagandową: obróbka mas sprzyjających bolszewizmowi ze względów społecznych
  • faktyczną: konsekwentna realizacja rzeczywistego celu, a mianowicie likwidacji kwestii polskiej w obrębie rosyjskiego obszaru wpływów
Bardziej szczegółowo sowiecko-rosyjska walka o naród polski od roku 1939 aż do powstania warszawskiego prezentuje się następująco:

Po zajęciu obszaru wschodniej Polski w 1939 r. Związek Sowiecki stanął na stanowisku, że jest to ziemia niczyja, która zgodnie z prawem wskutek okupacji należy do Związku Sowieckiego. Stanowisko to wraz z wydaniem dekretu z 29.10.1939 nabrało prawnego kształtu: wszystkim mieszkańcom okupowanych terenów przyznano obywatelstwo sowiecko-rosyjskie (błąd - obywatelstwo sowieckie zostało nadane mieszkańcom polskich ziem, zajętych przez Armię Czerwoną - 29 listopada 1939 r. Gehlen pomylił się o miesiąc. Ale prawdą jest że następowało to w formie wymuszonej, kto nie przyjął obywatelstwa sowieckiego, stawał się bezpaństwowcem i jeśli nie był od razu aresztowany, to wkrótce wywieziono go na Syberię lub do Kazachstanu. W filmie "Syberiada polska" jest taka scena, jak główny bohater, gdy wyczytywane są nazwiska i wręczane dokumenty z nowym obywatelstwem, odmawia przyjęcia mówiąc: "Takim świstkiem to można sobie dupę podetrzeć"). Aby zachować na zewnątrz pozór dobrowolności, Sowieci również tutaj, podobnie jak i w innych krajach, zainscenizowali tzw.: referendum ludowe, którego wynik wypadł jednogłośnie za Rosją. Aż do wybuchu konfliktu niemiecko-rosyjskiego Sowieci nie mieli żadnych ograniczeń, jeśli chodzi o traktowanie niedawno pozyskanych obywateli. Okupowany obszar był "opracowywany" za pomocą metod NKWD. Ponad 1 i 1/2 miliona osób narodowości polskiej (według polskich szacunków) zostało zesłanych do obozów przymusowych (głównie na Syberię). Jeńcy wojenni (dodatkowe ok. 180 000 osób) nie byli traktowani zgodnie ze swoim statusem, lecz jak przestępcy (ok. 22 000 oficerów zostało wymordowanych w Katyniu). Opieka ze strony rządu emigracyjnego nad znajdującymi się na obszarze rosyjskim Polakami była wykluczona.








ACT 447 IS NOT APPLICABLE AND NEVER WILL APPLY TO POLAND



CDN. 
 

niedziela, 25 lutego 2018

O WIELKOŚĆ POLSKI I SZCZĘŚCIE NARODÓW MIĘDZYMORZA - Cz. I

CZYLI OPOWIEŚĆ O TYM, 

JAK TO DAWNI OFICEROWIE

LEGIONOWI JÓZEFA PIŁSUDSKIEGO,

ZORGANIZOWALI W ANGLII

PODWALINY NOWEJ ARMII POLSKIEJ,

MAJĄCEJ WYZWOLIĆ OKUPOWANY

PRZEZ SOWIETÓW KRAJ 

Z POCZĄTKIEM WYBUCHU 

III WOJNY ŚWIATOWEJ


"NIM HITLER RUNIE - ŚMIERĆ KOMUNIE"

 



Niewiele dziś wiadomo w Europie na temat polskiego wkładu w II Wojnę Światową. W Polsce pod tym względem jest oczywiście trochę lepiej, ale tez wiele informacji jest zupełnie zapomnianych lub też całkowicie pomijanych. Obecny konflikt z Izraelem (litwakami) oraz diasporą żydowską w USA, pokazuje dobitnie jak słaba jest znajomość historii wśród Amerykanów, Brytyjczyków, Francuzów czy Niemców (ostatnio youtuber Stefan Thompson zrobił sondę uliczną na ulicach Berlina, pytając młodych Niemców o to czy "Polska była w czasie II Wojny po stronie nazistów czy przeciw nazistom" i wśród wypowiedzi młodych ludzi nie brakowało kuriozalnych i oburzających stwierdzeń że "Polska była po stronie nazistów", choć oczywiście więcej osób sądziło odwrotnie, ale nie wynikało to z ich wiedzy historycznej tylko z przypuszczeń - co sami zresztą przyznawali). Przez ponad pół wieku Polska była krajem okupowanym i realnie zależnym od innego mocarstwa (1939-1945 przez Niemcy a od 1944-1989/93 przez Sowiety/Rosję), przez co historia była pisana przez tych, którym nie zawsze było po drodze z prawdą historyczną (wiadomo - historię piszą zwycięzcy). Polska zaś była realnie sowiecką kolonią, a komunistom nie zależało na wyjaśnianiu nieścisłości i jawnych historycznych kłamstw, godzących w dobre imię Polski i Polaków na świecie. 




Polska, która jako pierwsza przystępowała do II Wojny Światowej, walcząc z dwoma totalitarnymi agresorami (Niemcami i Związkiem Sowieckim), kończyła tę wojnę jako zniszczony i wyludniony kraj, z największymi stratami wojennymi wśród ludności cywilnej (6 milionów pomordowanych tylko przez samych Niemców, nie licząc ok. 2 do 3 milionów pomordowanych przez Sowietów). Kończyliśmy tę wojnę jako kraj okupowany, którego siły zbrojne, walczące u boku państw alianckich nie mogły nawet uczestniczyć w sławnej paradzie zwycięstwa która miała miejsce w Londynie 8 czerwca 1946 r. Kraj, który wystawił czwartą armię koalicji antyniemieckiej (po ZSRS, USA i Wielkiej Brytanii), który bronił angielskiego nieba przed niemieckimi messerschmittami i junkersami, nie otrzymał prawa na uczestnictwo w tej paradzie, choć wzięły w niej udział tak egzotyczne kraje jak Meksyk, Nepal czy Transjordania. Nie mogliśmy weń uczestniczyć, ponieważ nie zgodził się na to... Stalin, a lewicowy rząd Wielkiej Brytanii (Clementa Attlee) ugiął się pod sowiecką "prośbą" (sowieckim ultimatum) i nie zezwolił polskim żołnierzom na wzięcie udziału w paradzie. To było ogromne upokorzenie dla wielu żołnierzy, walczących dotąd ramię w ramię z Brytyjczykami i Amerykanami o klęskę III Rzeszy i wyzwolenie okupowanej Ojczyzny. Tak ten dzień wspominał Witold Herbst - lotnik z Dywizjonu 303: "Stałem przy defiladzie i gdy wszystkie oddziały przeszły, a ja nie zobaczyłem naszych, łzy zaczęły mi cieknąć z oczu. Jakaś starsza kobieta spytała: "Dlaczego ty płaczesz młody człowieku?". Nie mogłem jej odpowiedzieć, tylko dalej płakałem. Zresztą nawet dziś, po blisko 70 latach, tamte emocje i łzy wracają, gdy wspominam, jak nas po wojnie potraktowano".




Świat bardzo szybko zapomniał jak było. Zapomniano iż Polska wystawiła w Anglii 10 dywizjonów myśliwskich, 2 dywizjony bombowe i 2 dywizjony obserwacyjno-transportowe (z których w Bitwie o Anglię najbardziej zasłużyły się dywizjony myśliwskie 302 i 303 oraz bombowe 300 i 301). Zapomniano iż polska Marynarka Wojenna patrolowała zarówno Ocean Atlantydzki i Morze Norweskie (Niszczyciele - ORP "Błyskawica", ORP "Grom", ORP "Burza", ORP "Garland", ORP "Orkan", ORP "Piorun", ORP "Krakowiak", ORP "Ślązak". Krążownik - ORP "Dragon". Okręty podwodne - ORP "Dzik" i ORP "Jastrząb"), oraz Morze Śródziemne (Niszczyciel - ORP "Kujawiak". Okręt podwodny - ORP "Sokół", następnie wysłane tam ORP "Błyskawica", ORP "Krakowiak", ORP "Piorun", ORP "Ślązak" i ORP "Dzik"). Okręty te nie tylko osłaniały alianckie konwoje do Kanady, USA i ZSRS, lecz także brały udział w bitwach morskich i dokonały kilku spektakularnych zatopień niemieckich okrętów (Bitwa o Atlantyk, zwycięskie bitwy pod Quessant 8/9 czerwca 1944 r., pod Jersey 13-14 czerwca 1944 r. Zatopienie "Bismarcka" - najpotężniejszego okrętu niemieckiej floty - to ORP "Piorun" pierwszy zlokalizował położenie "Bismarcka" po zatopieniu przez niego HMS "Hooda" i nawiązał z nim pierwszą ponad godzinną walkę 26 maja 1941 r. jednocześnie przekazując Brytyjczykom swoje położenie, dzięki czemu przybyła brytyjska eskadra zatopiła kolosa, zaś ORP "Piorun" poważnie uszkodzony, udał się do portu na niezbędne naprawy. Na Morzu Śródziemnym zaś zatapiano zarówno okręty niemieckie jak i włoskie, polska Marynarka Wojenna brała udział w walkach o Tunezję, lądowaniu na Sycylii, bombardowaniu niemieckich portów w Grecji, transporcie wojska do Włoch i oczywiście w osłonie desantu w Normandii).

Co się tyczy zaś wojsk lądowych, to we Francji sformowano następujące dywizje: 10 Brygadę Kawalerii Pancernej gen. Maczka, 2 Dywizję Strzelców Pieszych gen. Prugar-Ketlinga, 1 Dywizję Grenadierów gen. Ducha oraz Samodzielną Brygadę Strzelców Podhalańskich gen. Szyszko-Bohusza (uczestniczącą w walkach o norweski Narwik). w Wielkiej Brytanii sformowano: 1 Dywizję Pancerną gen. Maczka, 1 Samodzielną Brygadę Spadochronową gen. Sosabowskiego - razem tworzyły one Armię Polską na Zachodzie. Na Bliskim Wschodzie sformowano: 2 Korpus Polski (wyprowadzony przez gen. Andersa ze Związku Sowieckiego), przemianowywany w październiku 1942 r. na Armię Polską na Wschodzie, złożona ona była z 3 Dywizji Strzelców Karpackich gen. Kopańskiego, 5 Kresowej Dywizji Piechoty gen. Sulika, 6 Lwowskiej Dywizji Piechoty gen. Karaszewicza-Tokarzewskiego, 7 Dywizji Piechoty gen. Łakińskiego, Pułku Pancernego Ułanów Karpackich i innych mniejszych jednostek armijnych. W Związku Sowieckim sformowano (od maja 1943 r.) również (całkowicie zależną od Moskwy) - 1 Armię Polską i potem (sierpień 1944 r.) 2 Armię Polską, ale te oddziały akurat były całkowicie kontrolowane przez Sowietów i prócz nazwy "armia polska" niewiele je z Polską łączyło (zresztą to właśnie te siły były potem jednym z narzędzi zniewolenia naszego kraju i poddania go sowieckiej kontroli).




Oczywiście nie muszę chyba pisać o poszczególnych bitwach tych oddziałów oraz o istniejącej w okupowanym kraju konspiracji (Związek Walki Zbrojnej - Armia Krajowa), podległych Naczelnemu Wodzowi (w tym wypadku przebywającemu z rządem Rzeczypospolitej na emigracji w Anglii, premierowi gen. Władysławowi Sikorskiemu), liczącą w 1944 r. prawie 500 000 żołnierzy. Ci żołnierze (również ci, którzy szli od strony Moskwy, gdyż większość z nich to byłe proste chłopaki, którzy przeszli sowieckie piekło i pragnęli walczyć z Niemcami o niepodległość Polski, a ponieważ nie zdążyli do tworzonej od 14 sierpnia 1941 r. Armii Polskiej w ZSRS gen. Andersa która w marcu 1942 r. została zmuszona przez Stalina do opuszczenia Związku Sowieckiego (Stalin wiedział że nie może realnie kontrolować tej armii, podległej legalnemu rządowi Rzeczypospolitej na uchodźstwie, więc nakazał jej opuścić ZSRS i potem stworzył sobie drugą, już całkowicie zależną "armię polską" - to zaciągali się do tej armii, która dawała im możliwość opuszczenia nieludzkiej ziemi). Reasumując, wkład Polski w zwycięstwo aliantów nad nazistowskimi Niemcami był ogromny. Mówi o tym chociażby Halik Kochanski, brytyjska historyk, autorka książki "The Eagle Unbowed" ("Orzeł Niezłomny"). Oto kilka jej zdań, z wywiadu przeprowadzonego z nią w 2012 r.:

- "Czy ludzie na Zachodzie Wiedzą o Polskim Państwie Podziemnym?".
- "Niewiele (...) Zdają sobie sprawę, że w Polsce istniał jakiś ruch oporu, wiedzą że tak jak w większości innych okupowanych krajów w polskich lasach działała jakaś partyzantka. Nie mają jednak pojęcia, jaka była skala tego zjawiska. Nie wiedzą, jak potężne było Polskie Państwo Podziemne. Nie wiedzą że Armia Krajowa była największą armią konspiracyjną na świecie (...) Polacy się nie ugięli. Walczyli od pierwszego do ostatniego dnia wojny, wnosząc wielki wkład do zwycięstwa aliantów. Niestety, nie ma to odzwierciedlenia w wyobrażeniu przeciętnego mieszkańca Zachodu o II wojnie światowej. Polska odgrywa w niej rolę marginalną".

- "Czy Polacy mogą być dumni z Polskiego Państwa Podziemnego?"
- "Bez wątpienia. Gdy badałam to zjawisko, byłam zaskoczona tym, jak znakomicie zorganizowana była podziemna maszyna. Swoją drogą całkowicie zaprzecza to stereotypowi, że Polacy nie mają zmysłu organizacyjnego. Państwo Podziemne naprawdę działało znakomicie. Największym jego atutem byli jednak ludzie. Nie tylko żołnierze, ale także urzędnicy, sędziowie czy łączniczki".

- "A co było jego największą słabością?"
- "Brak broni i środków (...) Ważne jest też to, że Polacy mieli długie tradycje walki powstańczej i konspiracji".

- "Powstanie styczniowe, Polska Organizacja Wojskowa Piłsudskiego"
- "Dokładnie. Trudno więc się spodziewać, żeby podczas okupacji niemieckiej ludzie wychowani na takiej tradycji siedzieli z założonymi rękami".

- "Gdy badała pani Polskie Państwo Podziemne, co zrobiło na pani największe wrażenie?"
- "Zaskoczę pana. Nie było to wcale wojsko, tylko struktury cywilne. To było coś niesamowitego. W przeciwieństwie do innych podobnych tworów nie składało się z dwóch wydziałów - propagandy i cywilnego oporu. To było całe państwo. Ze wszystkimi ministerstwami, departamentami, wymiarem sprawiedliwości i służbami. Gdyby udało się po wojnie odzyskać niepodległość, cała ta skomplikowana struktura wyszłaby z podziemi i po prostu przeistoczyła się w normalne, sprawnie działające państwo. Jak wiemy, tragedia Polaków polega na tym, że celu tego osiągnąć się nie udało. Ale nie zmienia to faktu, że to, co zrobiono, było imponujące". 

- "A polski wywiad?"
- "To chyba jeden z największych, jeżeli nie największy, wkład Polaków w zwycięstwo nad Niemcami. Tak wynika z badań wspólnej polsko-brytyjskiej komisji historycznej, która pewien czas temu zajmowała się tą sprawą. Polski wywiad miał siatki nie tylko w okupowanym kraju, ale także w całej Europie, i na tych siatkach w dużej mierze oparł się wywiad brytyjski (...) Polacy przekazali do Londynu części rakiety V2. To była niesamowita operacja! Brytyjczycy, którzy przeczytali moją książkę, mówili mi, że nie mieli pojęcia, jak bardzo aktywni podczas wojny byli Polacy (...) Proszę pamiętać, że służby okupantów - gestapo, Abwehra i NKWD - starały się zrobić wszystko, żeby zinfiltrować, przejąć kontrolę i sparaliżować polskie organizacje podziemne (...) Pomimo aresztowania "Grota" ostatecznie ponieśli jednak porażkę (...) Znacznie gorzej sprawa wyglądała na Zachodzie. Francuski ruch oporu był całkowicie spenetrowany przez gestapo, a holenderski ruch oporu był w ogóle przez nie prowadzony". 

- "Rozmawiamy w 70 rocznicę powstania "Żegoty", podziemnej Rady Pomocy Żydom. To chyba kolejna sprawa, o której na Zachodzie nikt nie wie?"
- "Niestety, postrzeganie relacji polsko-żydowskich na ziemiach okupowanej Polski przez ludzi Zachodu zostało ukształtowane przez amerykańskich historyków zajmujących się Holokaustem. A ci ludzie skupiają się wyłącznie na cierpieniach Żydów (...) Ludzie na Zachodzie nie mają pojęcia o tym, jak straszliwy terror panował w okupowanej Polsce. Nie wiedzą, co groziło za pomoc Żydom. Wydaje im się, że sytuacja na wschodzie Europy była taka sama jak na zachodzie. Skala ignorancji jest rzeczywiście zastraszająca".

- "Wracając do "Żegoty".
- "Bez wątpienia była to organizacja unikalna w skali Europy. I co ciekawe, założyli ją właśnie Polacy, a cała jej działalność opierała się na pomocy Kościoła. Na wystawianiu metryk, ukrywaniu ludzi w klasztorach i na plebaniach (...) gdy Niemcy rozpoczęli na polskiej ziemi rzeż obywateli pochodzenia żydowskiego, dla Polaków to był szok. Dla czegoś takiego poparcia nie mogło być".

- "O ile na Zachodzie Polacy są demonizowani, o tyle Żydzi są idealizowani"
- "Najlepszy przykład - działające w polskich lasach grupy żydowskich partyzantów. Niedawno furorę zrobił film "Opór" z Danielem Craigiem w roli głównej, opowiadający o oddziale braci Bielskich. Pokazano ich jako nieskazitelnych bohaterów, a rzeczywistość była mniej romantyczna. Gdy Sowieci, z którymi oddział Bielskich blisko współdziałał, poprosili ich o przekazanie ludzi do napaści i zabicia żołnierzy Armii Krajowej, ci zgodzili się bez żadnych oporów".

- "Czy to ten film, w którym w kulminacyjnej scenie żydowscy partyzanci niszczą w walce na otwartym polu niemieckie czołgi?"
- "Tak, to ten sam film. Całkowite fantazje (...) Klęska, jaką poniosła Polska, nie przekreśla bohaterstwa żołnierzy, posłańców, sanitariuszek, podziemnych drukarzy i setek tysięcy innych ludzi, którzy z narażeniem życia budowali Polskie Państwo Podziemne. Po prostu czyni ich historię tragiczną. Z tych ludzi możemy być dumni".


Polski wkład w zwycięstwo nad III Rzeszą Niemiecką był więc ogromny, ale jednocześnie cierpienie też było niesamowicie duże. Łapanki, publiczne egzekucje (50 Polaków za 1 Niemca), gwałty i nieustanne aresztowania, upokorzenia i bicie. Podczas Powstania Warszawskiego (największego zrywu powstańczego podczas II Wojny Światowej), Niemcom został oficjalnie wydany rozkaz: "Mordujcie według upodobania" i mordowali, na niesamowitą wręcz skalę (na samej Woli - jednej z dzielnic Warszawy Niemcy w dniach 5-7 sierpnia 1944 r. ponad 27 000 ludzi (głównie kobiet i dzieci, nierzadko przy tym rozbijając główki noworodków o ziemię, strzelając do małych dziewczynek czy wyrywając dzieci rodzicom i wrzucając do płonących budynków), często wykorzystując przy tym "pomoc" formacji ukraińskich i rosyjskich kolaborantów, służących na niemieckim żołdzie (często były to zapijaczone, zdemoralizowane oddziały, które głównie zajmowały się grabieniem i mordowaniem ludności cywilnej). Niemcy mordowali na potęgę, a potem przyszli Sowieci/Rosjanie i ich zastąpili w tym dziele, stosując niejednokrotnie bardziej wymyślne sposoby zadawania tortur i powolnej śmierci. Kraj był zniszczony, totalnie zniszczony, kolejni okupanci robili co chcieli - gwałcili, mordowali, zamykali w więzieniach i obozach, oraz wyniszczali psychicznie - np. mówiąc że bliskich czekają takie same tortury, że żona zostanie publicznie zgwałcona, albo stosowano inne metody. 

 "TO NIEMCY CZY ROSJANIE?"
"PANIE OFICERZE CO Z NAMI ZROBIĄ, JESTEŚMY CYWILAMI - 
NIEMCY TAK NIE POSTĘPUJĄ"
"KTO TU DOWODZI? (...) PAŃSCY LUDZIE SĄ PIJANI. 
CO TO JEST W OGÓLE ZA JEDNOSTKA?"
"ROSYJSKA WYZWOLEŃCZA ARMIA LUDOWA"
"POSŁUCHAJ MNIE UWAŻNIE, NIE JESTEŚCIE W ROSJI. MACIE WYKONYWAĆ NASZE ROZKAZY A NIE CHLAĆ WÓDKĘ I KRAŚĆ TO, CO NALEŻY DO NIEMIEC. ZARAZ TU BĘDĄ MOI LUDZIE, WIĘC PROWADŹ TYCH CYWILÓW TAM, GDZIE ICH MIEJSCE - POJĄŁ?"



 "CO SIĘ Z TOBĄ DZIEJE?"
"ZE MNĄ? NIC, MAM TYLKO WŁAŚNIE PRZERWĘ W PALENIU MIESZKAŃCÓW DZIELNICY I POSTANOWIŁEM SIĘ NAPIĆ"
"JA CIĘ ROZUMIEM von HACKEL TO JEST DEGENERAT, ALE ZOBACZYSZ, TERAZ PRZYJEŻDŻAJĄ JESZCZE GORSI. CAŁA TA BANDA DIRLEWANGERA, RUSCY OD KAMINSKIEGO, JACYŚ KOZACY Z UKRAINY. MONGOŁY Z AZJI PRZYJEŻDŻAJĄ"
"NIE CHCĘ TEGO SŁUCHAĆ"
"A BĘDZIESZ MUSIAŁ, OBAJ MUSIMY. PRZECIEŻ JA PRZEZ CAŁY DZIEŃ JEŻDŻĘ PO MIEŚCIE I ORGANIZUJĘ KWATERY DLA TEJ HOŁOTY, U CIEBIE TEŻ MUSZĘ ICH ZAKWATEROWAĆ - WYBACZ"
"JA NIE ROZUMIEM, ONI NA GÓRZE NIC NIE ROZUMIEJĄ Z TEGO, PRZECIEŻ MY ZA CHWILĘ BĘDZIEMY Z TEGO WSZYSTKIEGO ROZLICZANI?"



"CO PAN ROBI? CHYBA WYRAZIŁEM SIĘ JASNO RAINER - WSZYSCY"



"TEN POLSKI FAŁSZERZ - UCIEKŁ"
"JAK TO UCIEKŁ? JAK TO DO CHOLERY UCIEKŁ?"
"ZABIŁ DWÓCH NASZYCH LUDZI W ARCHIWUM, JA NIE WIEM JAK TO SIĘ MOGŁO STAĆ?"
"JAK TO UCIEKŁ? KOGO WYSŁAŁEŚ Z NIM? TO JEST WARSZAWA ROZUMIESZ? NIE KOPENHAGA"





 "ŁADNE MIEJSCE, NIGDY TU NIE BYŁEM"
"NO CO TY, MIESZKASZ W WARSZAWIE I NIGDY TU NIE BYŁEŚ?
"JA W OGÓLE RZADKO WYCHODZĘ - BANDYCI WYDALI NA MNIE WYROK"




W sztuce Teatry Telewizji pt.: "Kontrym" jest taka scena jak komuniści cały czas puszczają w celi nagrane słowa: "Zobacz jak się ślini, ale się ślini, ślini się, ślini" - na okrągło, dzień i no, po kilku dniach... przetrzymywany w takich warunkach człowiek rzeczywiście zaczynał się ślinić. Innym razem cały czas puszczano głośną muzykę, uniemożliwiając zaśnięcie, a jeśli mimo to totalnie wyczerpany człowiek próbował zasnąć, polewano go zimna wodą i kontynuowano takie tortury, aż nie nie przyznał się do tego, do czego oni chcieli. Wyrywanie paznokci, szczypcami jeden po drugim, wybijanie zębów - jeden po drugim, łamanie żeber, sadzanie na odwróconym krześle, tak że noga krzesła wchodziła w odbytnicę - to była tylko cześć "repertuaru" nowych sowieckich wyzwolicieli. Nic dziwnego że w takich warunkach wielu się łamało i prosiło że przyznają się do wszystkiego, byle im oszczędzić dalszych tortur). Koniec wojny dla Polaków, Bałtów, Węgrów, Czechów, Słowaków,Rumunów, Bułgarów, Serbów, Chorwatów i Słoweńców nie oznaczał końca okupacji (choć należy też pamiętać, że spośród tych wszystkich narodów jedynie Polacy należeli do zwycięskiej koalicji alianckiej, reszta w takiej czy innej formie kolaborowała z Niemcami). Zaczynała się nowa, tym razem czerwona niewola, z którą należało podjąć walkę. Jedną z takich prób był plan wojny z lipca 1945 r. o czym w kolejnej części.    


 KOMUNIŚCI CZĘSTO ZAMYKALI ZŁAPANYCH ŻOŁNIERZY ARMII KRAJOWEJ WRAZ Z NIEMIECKIMI ZBRODNIARZAMI, ABY ICH DODATKOWO UPOKORZYĆ

"CO ON TU ROBI?"
"CO, DZIWI SIĘ PAN CO TU ROBIĘ? NALEŻĘ DO OBOZU PRZEGRANYCH, TYLKO ZASTANAWIAM SIĘ DLACZEGO PANA TU WSADZILI? U NAS BYŁBY PAN BOHATEREM"
"POLSKA SIĘ O MNIE UPOMNI"
"POLSKA PEWNIE BY SIĘ O PANA UPOMNIAŁA, TYLKO TAKI TWÓR JAK POLSKA JUŻ NIE ISTNIEJE, PODOBNIE JAK RZESZA. JESTEŚMY OBYWATELAMI NIEISTNIEJĄCYCH PAŃSTW. BEZ URAZY PANIE MICHALE, JA NIE CHCĘ PANA DENERWOWAĆ, PAN JEST OBYWATELEM NIEISTNIEJĄCEGO PAŃSTWA DUŻO BARDZIEJ NIŻ JA"



KONIEC WOJNY OZNACZAŁ DLA POLAKÓW 
NOWE ZNIEWOLENIE




W USA I ŚWIECIE ZACHODNIM TAK ŚWIĘTOWANO KONIEC WOJNY:




  A W ZAJĘTEJ PRZEZ SOWIETÓW POLSCE TAK:




SOWIECI PRZEJĘLI KONTROLĘ NAD CAŁYM PAŃSTWEM I O WSZYSTKIM DECYDOWALI
 


 WALKĘ Z NOWYM OKUPANTEM PODJĘŁY NIEWIELKIE JUŻ GRUPY ŻOŁNIERZY, KTÓRZY WIERNI PRZYSIĘDZE BYLI OSTATNIMI RYCERZAMI NIEPODLEGŁEJ PRZEDWOJENNEJ POLSKI. 



WYCZEKIWALI ONI POMOCY Z ZACHODU, WYCZEKIWALI AMERYKAŃSKICH CZOŁGÓW I POLSKIEJ ARMII Z gen. ANDERSEM NA CZELE. DOCZEKALI SIĘ JEDYNIE UPOKORZEŃ, TORTUR I ŚMIERCI W NIEOZNAKOWANYCH, ZBIOROWYCH MOGIŁACH. OSTATNI ŻOŁNIERZE WIERNI NIEPODLEGŁEJ RZECZYPOSPOLITEJ 


WIECZNA IM CZEŚĆ I CHWAŁA

1 MARCA DZIEŃ ŻOŁNIERZY NIEZŁOMNYCH


 "ZA TO ŻE WOLNYM CHCIAŁEM BYĆ, ŚCIGAJĄ MNIE JAK SFORA PSÓW, CI CO NA SMYCZY WOLĄ ŻYĆ I NIE PODNIOSĄ NIGDY ŁBÓW"




 GERMAN DEATH CAMPS
NEVER POLISH

  

 CDN.