Mali chłopcy zawsze chcą być żołnierzami,Indianami,
policjantami, strażakami albo prezydentami - rosną, starzeją się, bywają żołnierzami, Indianami, strażakami, policjantami, prezydentami. Miewają już swoje komże, psy i okręty - a jednak tak naprawdę chcą jedynie być kimś innym i zadręczają się tym do śmierci.
Nieszczęśliwy kto nie jest takim małym chłopcem, dorosłym małym chłopcem, który gdzieś w zakamarku duszy hołubi wielkie marzenie, tęsknotę za czymś innym, odległym, lepszym...
Chronologiczne uporządkowanie powstających kultur ludu Ariów, który ok. 18 000 r. p.n.e. opuścił zniszczony region dzisiejszej Azji (tzw. "Kolebki") i przemaszerował na Zachód - jest praktycznie niemożliwe, ze względu na różnorodność danych i częste nakładanie się na siebie różnych okresów dziejowych. Jednak można wyodrębnić kilka podstawowych stref osadniczych i kierunków migracji plemion, które skierowały się bezpośrednio w kierunku zachodnim (należy bowiem pamiętać, że część poujghurskich ludów - zwanych również w niektórych badaniach ludnością sundalandzką [od nazwy kontynentu azjatyckiego, umownie nazwanego Sundalandem] - poszła w kierunku południowym, na ziemie dzisiejszych Indii i Iranu gdzie spotkała inne ludy - o czym już zresztą pisałem, więc do tej grupy wracał nie będę a skupię się tylko na aryjskiej ludności która dotarła do Europy). Otóż ludy te (według channelingów) przedzierały się z północnego-wschodu przez gąszcze lasów, a drogę oświetlała im zorza północna. Prowadzili ich wodzowie o jasnych włosach, którzy mieli do pomocy wytresowane psy i reny (renifery). Drogę wskazywały jednak jasnowidzące kobiety-kapłanki (zapewne ze świętego miasta Ujghurów - Wielkiej Saar-y). W tamtym czasie na ziemiach dzisiejszej Europy nie było już pierwotnych LuLu-sów, gdyż ostatni Neandertalczycy wymarli ok. 30 000 r. p.n.e. Wymarła też (zapewne na skutek znacznego zlodowacenia) ta ludność, która jako pierwsza przybyła na tereny dzisiejszej Europy ok. 40 000 r. p.n.e. posiadająca większościową haplogrupę I1 i I2. Ludność ta (umownie zwana "Nordykami" lub też "Ludźmi z Cro-Magnon") została zastąpiona przez kolejną falę migracji z Bliskiego Wschodu (najprawdopodobniej z regionu Mezopotamii i Syrii), mającą już dominującą haplogrupę JI (co ciekawe - ludność "nordycka" nie wymarła całkowicie, a jej część potem nawet złączyła się z Ariami, czego dowodem jest fakt, iż "Nordyk" - żyjący ok. 35 000 r. p.n.e. w belgijskiej jaskini w Goyet wraz ze swoim psem (tzw.: "Człowiek z Goyet"), jest dziś uważany za najbliższego praojca ludów Europy, a w szczególności zaś Polaków i Bałtów).
Ta ludność, która przetrwała zlodowacenie i napływ migranci z Bliskiego Wschodu, żyła na terenach zachodniej i północnej Europy, podchodząc swymi siedzibami pod tereny skute lodem. Natomiast aryjscy przybysze ze Wschodu, osiedlili się pierwotnie za Kaukazem na ziemiach w rejonie Morza Czarnego. Wówczas to zaczęto nazywać pozostałe tereny starosłowiańsko-aryjskim zwrotem: "navia" - oznaczające ziemię umarłych. Potem do tego słowa dołączono starosłowiański zwrot "skad", tworząc nazwę Skad ji navia ("skąd jest ziemia umarłych" - przemianowane również na "tam gdzie kraina umarłych"), ostatecznie zaś słowo to zaczęło ewoluować w Skandynawię (zapewne nazwa ta wzięła się stąd, iż na dalekiej Północy czyli właśnie w Skandynawii - było bardzo zimno - wciąż bowiem panowało tam zlodowacenie - stąd panowały tam niezwykle ciężkie warunki do przeżycia, nazwano więc te ziemie "krainą umarłych"). W tym też czasie, na czele skupisk aryjskich plemion (które w tym czasie już mocno się podzieliły od ok. 24 200 r. p.n.e. na grupę starszą o dominującej haplogrupie R1a - zwaną słowiańską, i grupę młodszą o dominującej haplogrupie R1b - zwaną celtycką) stali wodzowie, noszący głowy jeleni i wielkie rogi (niczym korony), jak choćby zostało to ukazane w jaskini Trois Freres. Prawdopodobnie byli to wielcy kapłani, którzy mogli pełnić również rolę wodzów. W każdym razie Ariowie po raz pierwszy ruszyli ze swych północnych siedzib nad Morzem Czarnym dopiero ok. 4 000 lat po opuszczeniu Kolebki. Miało to miejsce ok. 14 000 r. p.n.e. a ich ekspansja skierowała się ku Bliskiemu Wschodowi. Dotarli tak zarówno do Mezopotamii, jak również do Egiptu i Tunezji (gdzie wyodrębniła się aryjsko-słowiańska haplogrupa R1-YP1272. Notabene dziś jacyś lewicowi aktywiści, krytykują obsadę do filmu "Kleopatra" z Gal Gadot w roli głównej, próbując wmówić ludziom że nie tylko starożytni Egipcjanie, ale i ród grecko-macedońskich Ptolemeuszy to byli murzyni. Co za bzdura, i choć co prawda starożytni Egipcjanie nie byli tak biali, jak Grecy czy Rzymianie, to jednak nie byli też czarni, a raczej lekko czerwoni. Pięknie zresztą pokazał Egipcjan Jerzy Kawalerowicz w swym "Faraonie" z 1965 r. Zaś Kleopatra - córa rodu, gdzie od pokoleń praktykowano kazirodztwo, już w ogóle nie miała nawet grama ciemniejszej skóry).
Po raz pierwszy Aryjczycy ("grupa słowiańska") wkroczyli do Europy ok. 12 000 r. p.n.e., opuszczając swe dotychczasowe siedziby nad Morzem Czarnym i wypędzając lub podbijając lokalne ludy z tzw.: "grupy nordyckiej" (I1) w pasie Karpat (ziemie dzisiejszej Rumunii i Węgier), a tereny te są uważane za europejską kolebkę Słowiańszczyzny. Od ok. 10 700 r. p.n.e. zaczęła rosnąć temperatura i północny Lądolód zaczął się topić, a tym samym ukazywało się coraz więcej ziemi uprawnej na terenach Europy Środkowej i Północnej. W tym też czasie, pojawiła się pierwsza słowiańska cywilizacja, zwana kulturą świderską. Obejmowała ona dzisiejsze ziemie polskie, oraz większą część Białorusi, Litwy i Ukrainy. Według channelingów głównym bogiem ludów aryjskich (Słowian) był wówczas bóg Ogni o "płomiennych włosach" (jak sama nazwa mówi, był to bóg ognia, światła i Słońca - dawca wszelkiego życia). Miał on wiele nazw i wiele odniesień (np. jako "Żar" - był zwycięzcą nad ciemnością i chłodem, a jako "pożeracz ciał" - podobnym do szakala, okrutnym niszczycielem ludzi i ich dobytku). Nic nie wiadomo o innych bogach pierwotnych ludów aryjskich, wiadomo tylko jeszcze że oddawali oni kult także i Matce-Wody, utożsamianej z ziemią, która miała zrodzić boga Ogni (co by oznaczało, że to nie słońce dało życie, a właśnie ziemia zapoczątkowała byt, który rozwinął się pod wpływem słonecznego blasku. Zresztą z tego boga zrodził się potem gromowładny Dzeus-Zeus a z Matki-Wody bogini Gaia). Ok. 8 500 r. p.n.e. wyodrębnia się najsilniejsza haplogrupa słowiańska - R1-M417. W tym też czasie Słowianie opanują (do ok. 8 000 r. p.n.e.) całą Europę Środkowo-Wschodnią. Ok. 6 400 r. p.n.e. pojawia się praojciec wszystkich słowiańskich ludów środkowo-wschodnich (głównie zaś Polaków) tzw.: "Człowiek z Jeleniej Wyspy" zwany też "Karelczykiem". To od niego pochodzi właśnie mutacja R1a1-M459, uważana za typowo polską. Ok. 7 600 r. p.n.e. Słowianie dochodzą do ziem dzisiejszej Holandii, Belgii i północnej Francji. Tworzą się tam nowe wodzostwa, które przetrwają ponad 5 000 lat (aż do czasu nadejścia Celtów). Nie cała jednak Europa zostaje zajęta przez Słowian. "Ziemia umarłych" czyli Skandynawia, wciąż jest zasiedlona przez ludy "nordyków", podobnie jak i część Francji, południowych Niemiec, Włoch, Grecji.
Według channelingów pierwszym znanym Celtem, był niejaki Ossjan, który (ok. 4 200 r. p.n.e.) poprowadził swych pobratymców do Europy Środkowej i w wyniku nieustannych walk z ludnością słowiańską, zdołał wywalczyć sobie ziemie w rejonie południowych Karpat. Co ciekawe, w tym mniej więcej czasie nastąpiła widoczna zmiana i miejsce prorokiń - kapłanek (które wyprowadziły ludy aryjskie ze zniszczonej "Kolebki" oraz poprowadziły je ku nowemu światu) zajęli mędrcy i kapłani, zwani rishi (z nich potem powstanie kasta celtyckich druidów), czyli "Ludzie spod dębu". Co prawda zgromadzenia kapłanek istniały nadal (nawet w czasach Wercyngetoryksa kobiety-kapłanki pełniły bardzo ważne funkcje, choć już głównie dydaktyczne, ucząc młodych mężczyzn - przyszłych wojowników - nie tylko sztuki posługiwania się bronią, ale również... sztuki miłości). Ok. 2 500 r. p.n.e. Celtowie wkroczyli na słowiańskie ziemie południowych Niemiec oraz Czech i opanowali je. Ok. 2 250 r. p.n.e. Celtowie weszli do dzisiejszej Francji, ok. 2 200 r. p.n.e. do Włoch, a ok. 2 100 r. p.n.e. dokonali inwazji na Wyspy Brytyjskie. Dzięki temu z czasem opanowali ziemie od Pirenejów, po Wyspy Brytyjskie i Dunaj. Lecz na tym nie poprzestano i wkrótce potem rozpoczęła się kolejna słowiańsko-celtycka inwazja na nowe tereny osadnicze.
W następnej zaś części opowiem o powstaniu cywilizacji megalitycznej (głównie na ziemiach opanowanych przez Celtów), oraz o migracji ludów słowiańskich (Gorowie-Dorowie) na ziemie dzisiejszej Grecji, a potem również i o Etruskach, oraz o ich genezie ich pochodzenia.
Potomkowie dawnych żółtoskórych kolonistów z Bakaratini żyli na terenach dzisiejszej Azji Wschodniej od czasu założenia tam pierwszych kolonii (o których pisałem w temacie Hyperborei i zasiedlania jej przez żółtą i czarną rasę z Bakaratini). Z chwilą pojawienia się w "Azji" Asów (Ra-asów) z Procjona, czyli białych uchodźców z Daarii i Lemurii, obie rasy przez długi czas żyły ze sobą zgodnie, przy czym to rasa żółta (jako stojąca wówczas na znacznie niższym stopniu cywilizacyjnego rozwoju) była często wspierana przez naczelników z Imperium Iryjskiego. Gdy jednak do Rasenów z Irii, dołączyli ich pobratymcy z Lemurii: Swietowie i Darowie (ok. 70 000 r. p.n.e.), założone zostało Imperium Ujghur, które dość szybko zaczęło zmieniać dotychczasową politykę zgodnej "kohabitacji" obu ras i zdając sobie sprawę ze swej materialnej (i być może nawet liczebnej) przewagi, szybko obróciło dawnych Bakaratinian w niewolników. Owa niewola nie była jednak na tyle ciężka, aby wywołała jakieś niezadowolenie ze strony żółtoskórych (którzy wówczas jeszcze nie mieli nawet własnej nazwy) niewolników (nic nie wiadomo o jakichkolwiek buntach czy powstaniach i można założyć, że dawni Bakaratinianie pogodzili się ze swoim niewolniczym życiem. Co ciekawe, dzisiejsi Chińczycy też nie są jakoś szczególnie skorzy do buntu i pokornie godzą się na to, co wyprawiają z nim komunistyczne władze). Jednak złote lata świetności Imperium Ujghur minęły, a gwoździem do trumny okazała się konfrontacja militarna z potężnym wówczas II Imperium Atlantydy, którzy doprowadzili do zniszczenia stolicy Ujghurów: Kara-Koty i zagłady tamtego państwa. Wówczas nastąpiła ekspansja "Wielkiej Rasy" na Zachód, ku dzisiejszej Europie i Indiom, lecz nie wszyscy Ujghurzy opuścili wówczas dawną swą ziemię (zwaną zarówno w channelingach jak i w Wedach - "Kolebką"). Większość niedobitków dawnego Imperium co prawda ruszyła w długą i niebezpieczną podróż ku Nowemu Światu i Nowemu Życiu, ale spora część Ujghurów pozostała i postanowili oni - w nowych warunkach - jeszcze raz odbudować swoje państwo.
Jednak klęska z Atlantami z 18 000 r. p.n.e., spowodowała wyemancypowanie się żółtoskórych niewolników, którzy już wówczas (czy sami z siebie, czy też nazwa ta została im nadana przez Ujghurów) zwali się ludem: "Rasy Wielkiego Smoka" (w skrócie zaś ich nazwa brzmiała Ar-imia). Jednak owa emancypacja nie polegała na próbie realnej konfrontacji z pozostałymi tam Ujghurami, a jedynie na wyzwoleniu się z okowów dotychczasowej niewoli. Oznacza to że po klęsce w wojnie z Atlantami obie rasy: biała i żółta żyły obok siebie w zgodzie i współpracy. I rzeczywiście współpraca zaczęła przybierać takie rozmiary, że... biali Ujghurzy stawali na czele arimiańskich wodzostw, które z czasem zmieniały się w plemiona. Znani są dwaj Ujghurzy (co prawda channelingi nie precyzują ich pochodzenia, ale jest tam wyraźne stwierdzenie że biali wodzowie z plemienia Ujghur, stali pierwotnie na czele wodzostw ludu "Rasy Wielkiego Smoka"), którzy zapoczątkowali rozwój chińskiej cywilizacji. Byli to bracia: Tiandi, Dihuanga i Renhuanga, którzy objęli przywództwo plemienia Shonshe i zapoczątkowali jego ekspansję oraz jednoczenie innych plemion Arimiaków. Ogromny wkład w rozwój żółtoskórych społeczności na ziemiach dawnego Imperium Aryjskiego wnieśli również mieszkańcy legendarnej Agharty (czyli kompleksu podziemnych miast, stworzonego ok. 32 500 r. p.n.e. przez władcę Imperium Ujghur - Murasa i jego córkę Karyatide). Dlatego też wzajemna zgoda i współpraca pomiędzy tymi dwiema rasami trwała długo (przez kolejne 12 000 lat). Nie wiadomo dlaczego doszło do zerwania stosunków i wybuchu konfliktu, można jednak sądzić że powodem tego stanu rzeczy było ogromne wzmocnienie się ludu Ar-imia (również pod względem demograficznym) i tym samym rzucenie wyzwania dotąd żyjącym tam byłym Ujghurom. Ok. 5 510 r. p.n.e. wybuchła krwawa wojna tych dwóch ras, a jej głównym celem stała się teraz dominacja nad ziemiami dawnego Imperium Aryjskiego.
Niewiele wiadomo na temat toczących się walk, można jednak stwierdzić że pomimo liczebnej przewagi Arimaków, Ujghurzy bronili się dzielnie i wielokrotnie przystępowali do kontrataków. Wciąż istniało miasto Iria (zwana również Asgardem), które stanowiło główny punkt obrony Ariów. Siły ludu żółtoskórych Arimaków topniały w kolejnych atakach na miasto (niestety nie wiadomo po której stronie w tej walce opowiedziały się miasta podziemnej Agharty, być może po żadnej, a być może udzieliły jednak jakiegoś wsparcia Ujghurom?). Wojna ta nie została wygrana przez żadną ze stron, ale Arimakowie ponieśli w niej większe straty i nawet utracili część ziem, na których dotychczas żyły poszczególne plemiona dawnych Bakaratinian. Iria (Asgard) przetrwała, a Arimakowie zapewne doszli do wniosku, że nie będą w stanie wyprzeć Ujghurów z tych ziem i w taki właśnie sposób doszło do zakończenia wojny (nie wiadomo też dokładnie kiedy nastał pokój, prawdopodobnie stało się to ok. 5 500 r. p.n.e.) i zawarcia nowego "Traktatu Przymierza". Wzniesiona została wówczas także "Świątynia Przymierza" (brak jakichkolwiek większych informacji na ten temat). Prawdopodobnie właśnie wówczas (lub jeszcze podczas wojny z Ujghurami) w społecznościach Arimaków zaczęło pojawiać się określenie: "Człowiek, który ma gniazdo" ("Jou ts'ao szy"), które z pewnością oznaczało powstanie pierwszych, w pełni niezależnych przed-chińskich królestw (lub też wodzostw). Ale bez wątpienia pierwotna kultura Arimaków była w całości implementowana od Ujghurów. Rozwój typowo chińskiego pisma i kultury, to proces dosyć złożony i trwający kilka tysięcy lat - ostatecznie jednak dopiero pierwsi cesarze chińscy, zastąpili pismo wedyjskie swoimi znakami (nie wiadomo czy Wedy powstały jeszcze przed upadkiem Imperium Ujghur, czy też już po Zagładzie i wyjściu ludu "Wielkiej Rasy" ku Zachodowi, dlatego też użyłem takiej zbiorczej nazwy jak "pismo wedyjskie").
Kiedy jednak doszło do realnego upadku Irii i wchłonięcia ostatnich Ujghurów z dzisiejszej Azji do tworzących się Chin? Trudno odpowiedzieć na to pytanie posługując się przyporządkowaniem chronologicznym (w channelingach na przykład zupełnie brakuje dat na określenie tych wydarzeń). Warto jednak zaznaczyć że Tiandi i jego bracia, którzy stanęli na czele plemienia Shonshe, zapoczątkowali jednocześnie rozwój przed-chińskiej kultury Jangszao. Rozbicie plemienne wśród Arimaków było faktem (potrafili się jednak zjednoczyć w czasie wojny z Ujghurami) i ostatecznie po roku 3 000 p.n.e. największymi i najsilniejszymi plemionami Arimaków pozostały już tylko: plemię In z dzisiejszych prowincji Anjang i Honan (zwane też "plemieniem żółwich skorup" - prawdopdobnie to oni zapoczątkowali powstanie chińskich liter pierwotnie pisanych właśnie na skorupach żółwi), plemię Miao i plemię Li z Południa, a także plemię Czi'angów z Zachodu. Nie wiadomo czy na czele tych plemion stali jeszcze Ujghurowie czy byli to już rodzimi władcy (najprawdopodobniej byli to już rdzenni Arimakowie - choć są to jedynie spekulacje). Wiadomo jednak że plemiona te zaczęły toczyć ze sobą krwawe walki o ziemię i władzę i że zwycięsko wyszli z tej konfrontacji Inowie ze Wschodu, pokonując w dwóch bitwach (brak chronologii) pod Fanczu'an i pod Czolu plemię zachodnich Czi'angów. Potem toczyli też walki z Miao i Li. Gwoli ciekawostki warto też dodać, że w tym czasie istniało jeszcze państwo Ujghurów w mieście Iria, choć należeli już wówczas do mniejszości i w ciągu kolejnych dwóch tysiącleci ulegli wchłonięciu przez Arimaków/Chińczyków. Natomiast Inowie ze Wschodu stali się założycielami pierwszego chińskiego imperium. Więcej informacji na ich temat niestety nie posiadam.
PS: W kolejnej części zajmę się tworzeniem pierwotnych ujghurskich (aryjskich) społeczności w Europie i Indiach, choć muszę przyznać że temat ten jest tak rozległy i mętny, że obawiam się w ogóle za niego zabrać. W każdym razie wydaje mi się że chronologia zupełnie się już posypała. Cóż, trudno, channelingi są tak bardzo niejednoznaczne, że i tak cieszę się iż udało mi się dojść tak daleko.
Opuszczanie antarktycznej wyspy Daarii przez procjońskie plemiona/rody, rozpoczęło się w roku 109 806 p.n.e., po czym Darowie, Harowie, Swiatowie i Rasenowie osiedlili się w Lemurii (która została przez nich nazwana krainą Mo-Uru), w samym centrum cywilizacji Mu. Żyli oni tam w zgodzie z czerwonoskórymi potomkami przybyszów z planety Aremo przez następne 3 000 lat. Ok. 106 800 p.n.e. rozpoczął się proces kolejnej migracji rodów ku Zachodowi i Północy, a ponieważ nie wszyscy oni w jednym czasie opuścili Lemurię, przeto ten właśnie okres otrzymał w channelingach nazwę: "Wielkiego Rozproszenia Rodów". Pierwsi kontynent lemuryjski opuścili Harowie (Haryjczycy) i skierowali się ku brzegom dzisiejszej Ameryki (prawdopodobnie Środkowej lub Południowej) gdzie założyli państwo o nazwie Atlania (co się z nimi dalej stało, niestety nie wiadomo. Pewnie zostali wchłonięci przez przybyłych do Ameryki czerwonoskórych Lemurian po upadku cywilizacji Mu ok. 25 000 r. p.n.e.). Było to pierwsze "Wyjście z Mo-Ura", kolejne migracje skierowały się już ku Północy. Ok. 104 800 r. p.n.e. wyspę opuścili Rasenowie i dotarli na tereny dzisiejszych Chin (przy oczywistym założeniu że ówczesna linia brzegowa znacznie różniła się od obecnej), po czym przenieśli się jeszcze dalej na Wschód (zapewne w rejony obecnej Syberii) i tam też założyli miasto o nazwie Iria (104 778 r. p.n.e.), zwane także Asgardem. Niewiele wiadomości przetrwało o tym państwie, wiadomo jedynie że była to pierwsza duża cywilizacja w tym regionie, od czasu upadku Hyperborei (żółtoskórzy potomkowie kolonistów z Bakaratini wiąż żyli na tych terenach, ale ich rozwój cywilizacyjny od czasów Zagłady [czyli od ok. 1 320 000 r. p.n.e.] wciąż pozostawał na dość niskim poziomie, przeto dali się oni potem łatwo podporządkować przybyłym z Lemurii założycielom Imperium Ujghur). Iria kontrolowała znaczne obszary dzisiejszej Syberii i nawiązano wówczas kontakty nie tylko z Lemurianami z Mu, ale także z Toltekami z Atlantydy (I Imperium Atlantydy) a potem również i z Nagami. Jedyne co więcej można jeszcze powiedzieć na temat tego państwa, to informacja że wybór władcy odbywał się tutaj na zasadzie wiecu, podczas którego dorośli mężowie (którzy osiągnęli już wiek męski i którzy spłodzili dzieci) mieli prawo głosu i mogli decydować o wyborze swego króla. Nie wiadomo jednak jakie ów władca miał realne kompetencje i możliwości rządzenia oraz czy był ograniczany przez ów wiec również i w innych sprawach politycznych czy społecznych. Nie wiadomo tak naprawdę nic więcej o owym Imperium Iryjskim aż do czasu powstania Imperium Ujghur.
ZJEDNOCZENIE PLEMION "WIELKIEJ RASY"
i ZAŁOŻENIE IMPERIUM UJGHUR
(ok. 70 000 r. p.n.e.)
Do końca nie wiadomo dlaczego przedstawiciele plemion/rodów Swietów i Darów opuścili Lemurię dopiero ok. 70 r. p.n.e. a nie wcześniej, tak jak ich poprzednicy. Wiadomo natomiast że ich przybycie do Azji spowodowało ponowne zjednoczenie rodów i powstanie przymierza "Wielkiej Rasy" (taką nazwę nosi biała rasa w channelingach, zresztą nie tylko), mającego na celu przejęcie całkowitej dominacji nad całym regionem dzisiejszej Wschodniej i Środkowej Azji (dziś już nauka obaliła dotychczasowy pogląd, że wszyscy ludzie na Ziemi wywodzą się z Afryki. Okazało się bowiem że na terenach Środkowej Europy znaleziono czaszki białych ludzi znacznie starsze niż te, dotąd odnajdowane w Środkowo-Wschodniej Afryce, uważanej za "kolebkę ludzkości". W Ameryce Północnej także odnaleziono czaszkę białego człowieka, starszą nawet niż początek migracji Indian na ten kontynent. Tylko jakoś dziwnym trafem więcej na ten temat się nie mówi). Zawiązanie przymierza "Wielkiej Rasy" spowodowało konieczność usankcjonowania istnienia potomków dawnych Bakaratinian rasy żółtej. Pierwotnie uznano ich za "ludność sprzymierzoną" i tak też traktowano, jednak z czasem te relacje zaczęły się zmieniać i wraz rozwojem Imperium Ujghur, pozycja żółtoskórych mieszkańców tego Imperium zaczęła słabnąć. Ostatecznie zostali oni obróceni w niewolników, a ich niewola trwała aż do czasu upadku państwa Ujghurów w wojnie z Atlantami (ok. 18 000 r. p.n.e.) i ich migracji na Zachód, ku dzisiejszej Europie. Potomkowie Bakaratinian rasy żółtej (przodkowie dzisiejszych Chińczyków) zostali wówczas nazwani dziećmi "Rasy Wielkiego Smoka" i tak już zostało. W tym momencie rozpoczyna się klasyczna historia Imperium Ujghur, którą opisałem już w tym TEMACIE, nie będę więc się powtarzał, warto jednak zaznaczyć, że mieszkańcy Irii (którzy połączyli się ze swymi pobratymcami z Procjona i wspólnie założyli główne miasto oraz stolicę całego Imperium - Kara-Kotę), ok. 42 550 r. p.n.e. stali się twórcami innego dużego miasta, zwanego Wielką Saar(ą). Było to jedno z najważniejszych centrów kulturowych późniejszych Ujghurów, z których po upadku Imperium, wywodziły się "święte kapłanki", prowadzące rozbite ludy (na czele których stali oczywiście wybieralni wodzowie) - podzielone potem się na dwa główne plemiona jednego ludu: Słowian i Celtów - ku nowemu życiu, czyli ku Europie.
PS: W kolejnej części opowiem o konflikcie jaki wybuchł pomiędzy rasą żółtą a niedobitkami Ujgurów, którzy zdecydowali się pozostać we Wschodniej Azji po klęsce, jaką ok. 18 000 r. p.n.e. Imperium poniosło z rąk Atlantów. Następnie przejdę do tworzenia się pierwszych ujgurskich (czyli aryjskich) cywilizacji w Europie.
"HISTORIA GATUNKU LUDZKIEGO, ŻYJĄCEGO NA PÓŁWYSPIE, KTÓRY DZIŚ NAZYWAMY EUROPĄ LICZY SOBIE JAKIEŚ SIEDEMSET CZY OSIEMSET TYSIĘCY LAT (...) GDYBY PRZEMIJANIE CZASU W PREHISTORII NA PÓŁWYSPIE LICZYĆ W SKALI 1:100, TO POJAWIENIE SIĘ CZŁOWIEKA EPOKI NOWOŻYTNEJ (...) PRZYPADAŁOBY GDZIEŚ W OKOLICY PUNKTU 94 (...) WCZESNE POCZĄTKI TAK ZWANEJ REWOLUCJI NEOLITYCZNEJ - W OKOLICY PUNKTU 99"
NORMAN DAVIES
(brytyjski historyk)
Ok. 18 000 r. p.n.e. stało się coś nieprawdopodobnego, co odmieniło na zawsze losy dzisiejszego świata i całej Ludzkości. Oto bowiem ze wschodnich terenów największego kontynentu na Ziemi - Eurazji, wyszły grupy migrantów, które kierowały się na zachód. Co było tego powodem? Oficjalnie nie wiadomo, nieoficjalnie zaś było to związane z upadkiem tajemniczego, wielkiego wschodniego królestwa Ariów, które w mitach i legendach otrzymało nazwę "Kolebki". Ten właśnie okres jest niesłychanie ważny, bowiem to wówczas (powoli i etapami) całkowicie zmieniło się genetyczne oblicze terenów leżących za Uralem, które otrzymają potem nazwę - Europy. Kim jednak byli ci migranci (uciekinierzy?), którzy zasiedlili ten kontynent? Na tak postawione pytanie nie można odpowiedzieć inaczej, jak tylko kierując się badaniami genetycznymi, gdyż jedynie genetyka wyklucza jakiekolwiek "może", "prawdopodobnie", "ale", "gdyby" - tam nie ma gdybania, tam 1+1 zawsze równa się 2, a 1-1 zawsze wychodzi 0, bez żadnych niedomówień i przypuszczeń. I oto właśnie owa genetyka przynosi nam niesamowitą odpowiedź, a mianowicie - na kontynent, który następnie otrzyma nazwę Europa, migrowały dwie fale przybyszy ze wschodu, posiadające dominujące haplogrupy krwi - R1a1 i R1b1.
Dominującą i największą okazała się grupa ludności, posiadająca haplogrupę R1a1. Obie grupy, które rozpoczęły swą migrację do Europy w wyżej wspomnianym okresie, należą do wspólnego pnia genetycznego, który zaczął się dzielić już ok. 24 200 r. p.n.e. (jeszcze w Azji), skąd pochodzi tzw.: "Chłopiec z Mal'ta" - (nad Bajkałem) genetyczny praojciec ludności z haplogrupą R1b1 (czyli ludności celtyckiej, a szerzej całej ludności zachodnioeuropejskiej). Wyodrębnienie się ludności celtyckiej następowało jednak etapami i trwało do ok. 20 000 r. p.n.e. Pierwotną bowiem ludnością dominującą w ówczesnej Azji, byli tzw: Ariowie/Praindoeuropejczycy, których geny, są tożsame z genami Słowian. Była to więc ludność praindoeuropejsko-słowiańsko-bałtyjska (istnienie ojcowskiego - czyli posiadającego wspólnego męskiego przodka - rodu aryjsko-słowiańskiego R1a1, jest znane sprzed roku 31 900 p.n.e.). Przybysze z Azji, migrujący do Europy, nie zastali jej jednak zupełnie bezludnej. Zasiedlała ją grupa ludności, posiadająca haplogrupę I1 i I2 oraz J1 i J2. Nie byli oni jednak pierwotnymi mieszkańcami kontynentu europejskiego, zajęli oni miejsce tzw.: "Człowieka bohunickiego" (zwanego również "Człowiekiem z Cro-Magnon"), który zupełnie wymarł ok. 40 000 r. p.n.e. na skutek (zapewne) oziębienia klimatu i gwałtownych erupcji wulkanicznych. Jego miejsce zajął (ok. 38 000 r. p.n.e.) spokrewniony z nim, tzw.: "Człowiek oryniacki" (lub też "Człowiek z Kostienek"). Była to właśnie migrująca z terenów Bliskiego Wschodu, grupa ludności o łączonej haplogrupie IJ-M429 (obie grupy ludności - Człowiek z Cro-Magnon i Człowiek oryniacki są sobie pokrewne, gdyż pochodzą z jednego pnia genetycznego, który podzielił się na Bliskim Wschodzie ok. 50 000 r. p.n.e. na grupę IJ - Cro-Magnon, i grupę IJ-M429 - oryniacką).
Nie byli to Indoeuropejczycy/Ariowie, to była raczej ludność o ciemniejszym (choć nie czarnym) kolorze skóry migrująca z kierunku bliskowschodniego, w przeciwieństwie do białych Ariów-Indoeuropejczyków-Słowian i Celtów z terenów Azji Wschodniej (miejsce istnienia legendarnej "Kolebki" plemion aryjskich). Ludność oryniacka, stworzyła swoją kulturę, której rozkwit nastąpił w okresie 35 000 p.n.e. - 29 000 r. p.n.e. Ok. 28 000 r. p.n.e. ze wspólnej grupy IJ-M429, wyodrębniła się tzw.: "grupa ludności północnej" - I-M170 (choć do podziału doszło na terenach dzisiejszych Bałkanów), która potem migrując na północ, została zdziesiątkowana panującymi tam ciężkimi warunkami pogodowymi. Natomiast pozostała na Bałkanach ludność IJ, podzieliła się ponownie na "grupę południową" J-M304. Gdy rozpoczęło się ostatnie wielkie zlodowacenie Europy (ok. 20 000 r. p.n.e.) "grupa południowa" w swej większości wyemigrowała na wschód (tereny Kaukazu). a "grupa północna" została zdziesiątkowana i rozbita, tak iż po tym okresie mamy do czynienia jedynie z niewielkimi grupkami plemion, które dodatkowo jeszcze się podzieliły. I tak z haplogrupy I (M170) wyłoniła się (ok. 22 000 r. p.n.e.) tzw.: "grupa germańska" czyli I1 (M253). Wraz z cofaniem się zlodowacenia, zajmowali oni kolejne ziemie na północy, w tym dzisiejsze Niemcy, Polskę, oraz oczywiście Skandynawię (gdzie stworzyli wielkie przedneolityczne kultury). To właśnie tzw.: "grupa germańska" I1 starła się po raz pierwszy z przybywającymi do Europy plemionami aryjskich Słowian i Celtów. Nim jednak do tego doszło, ok. 21/20 000 r. p.n.e. wyodrębniła się kolejna grupa - I2-L460, która zasiedliła tereny dzisiejszej Hiszpanii i Portugalii, Półwysep Apeniński, południową Francję, Anglię, Irlandię oraz tereny południowych Niemiec. Ta ostatnia grupa zostanie wchłonięta przez Słowian i Celtów i przekształcona w słowiańską grupę I2a2 (M423).
Oczywiście nie nastąpiło to od razu. Proces ekspansji trwał bowiem bardzo powoli, a grupy "germańskie" długo opierały się aryjskiej inwazji. Przez pierwsze 4 000 lat nie udało się aryjskim Indoeuropejczykom wejść na Bałkany. Dopiero ok. 14 000 r. p.n.e zorganizowali oni ekspansję w kierunku południowym, na Bliski Wschód (gdzie wyodrębniła się słowiańska gałąź bliskowschodnia R1-YP5018, a część weszła do Egiptu i Tunezji (R1-YP1272). Ok. 12 000 r. p.n.e. Słowianie przeprowadzili swoją pierwszą, udany ekspansję na Europę, która wyszła właśnie z terenów Bliskiego Wschodu. Tej inwazji już przedstawiciele "grupy germańskiej" I1 nie byli w stanie powstrzymać, choć całkowite opanowanie Bałkanów i dojście do Bałtyku, zajęło Ariom/Słowianom kolejne ok. 4 000 lat. Ok. 8 500 r. p.n.e. wyodrębniła się główna i najsilniejsza grupa ludności słowiańskiej - R1-M417. Z tej grupy wyłoni się zaś (ok. 6 400 r. p.n.e.) praojciec wszystkich ludów słowiańskich Europy Środkowej i Wschodniej - tzw.: "Człowiek z Jeleniej Wyspy", zwany również "Karelczykiem" lub "Pierwszym Polakiem". Pełnił w swym plemieniu funkcję przywódcy plemienia oraz (zapewne) szamana. Uważany jest dziś za ojca wszystkich plemion Polaków i niektórych innych słowiańskich ludów południowo i wschodnioeuropejskich.
Podczas tej ekspansji, trwającej 4 000 lat, ludność zamieszkująca Bałkany (I2) została wchłonięta przez Słowian (prawdopodobnie w wiekszości bez walki), natomiast grupa (I1) była wypierana na północ (w kierunku Skandynawii), zapewne tutaj dochodziło już do walki zbrojnej. Ok. 7 600 r. p.n.e. Słowianie zajęli już ziemie całych północnych Niemiec, Holandii, Belgii, północnej Francji a nawet przeprawili się do południowej Brytanii. Od tej chwili, aż do ok. 4 200 r. p.n.e. Słowianie byli jedynymi panami większej części Europy (poza południową Francją, Półwyspem Iberyjskim, Południową Italią, wyspami śródziemnomorskimi, terenami z\dzisiejszej Grecji i oczywiście obszarem dzisiejszej Skandynawii). Ich władza rozciągała się nawet na tereny dzisiejszego Iranu u północnych Indii. Ok. 4 200 r. p.n.e. ma miejsce pierwsza ekspansja ludności celtyckiej na słowiańską Europę. Dochodzi do walk, pomiędzy ariami wywodzącymi się z tego samego pionu genetycznego, czego efektem jest (do ok. 4 000 r. p.n.e.) opanowanie części środkowej Europy przez plemiona celtyckie z kultury halsztackiej (tereny dzisiejszej Austrii, południowych Niemiec i Szwajcarii). Wzajemna rywalizacja plemion słowiańskich i celtyckich, po roku 4 000 p.n.e. ustępuje miejsca współpracy i kooperacji (dochodzi nawet do łączenia rodzin - stąd dziś wspólne geny słowiańsko-celtyckie zamieszkujące jedno terytorium), a pokój utrzymuje się przez kolejne 2 000 lat.
Ok. 2 250 r. p.n.e. plemiona celtyckie wkraczają do dzisiejszej Francji i bardzo szybko wypierają stamtąd dotychczasową niearyjską ludność - I2. Pochód Cetlów przez Francję (czyli ówczesną Galię) znamionują płonące wioski plemion o haplogrupie I2, którzy albo uciekają na południe (częściowo tereny Akwitanii, lub przechodzą przez Pireneje do Hiszpanii), albo też asymilują się ze zwycięzcami, tworząc lud celtyckich Galów. Ok. 2 200 r. p.n.e. Celtowie wkraczają do północnej Italii (tamtejsze słowiańskie osady były nieliczne i szybko uległy asymilacji), ok. 2 100 r. p.n.e. opanowują Brytanię (skąd wchodzą do Irlandii), zaś ok. 1 700 r. p.n.e. wchodzą do Skandynawii (przez ziemie dzisiejszej Danii, opanowane przez Słowian ok. 4 000 r. p.n.e.), ale tylko na tereny południowej Szwecji i Norwegii (Dania wciąż pozostaje słowiańska, co oznacza że Słowianie i Celtowie nadal utrzymywali między sobą pokój i wspólnie "dzielili" się Europą, choć na terenie Europy Środkowej mogło dochodzić do lokalnych walk niektórych plemion), wypierając tamtejsze ludy I1 na daleką, mroźną północ. Słowianie również podejmują wyprawy, ok. 1 800 r. p.n.e. wkraczają do Grecji (plemię "Gorów" - "Dorów" z którego narodzą się późniejsi Spartanie). Ok. 1 200/1 100 r. p.n.e. nastąpiła słowiańska inwazja na Italię (zapewne obyło się bez większych walk), plemienia - Etrusków (alfabet etruski jest praktycznie dokładnie tożsamy ze starosłowiańskim, zaś sens słów jest... identyczny). W kolejnej części przedstawię zarówno granice ówczesnej słowiano-celtyckiej Europy, jak i najpotężniejsze organizmy plemienne (nie tylko te, które dotyczą Ariów), religię ludów indoeuropejskich (oraz pierwotnych ludów o haplogrupie I1 i I2) no i parę słów na temat rozwoju języka Ariów (słowiańskiego i celtyckiego), który to jest bodajże najbliższy tzw.: prajęzykowi. A następnie przejdę do prezentowania dalszych rozwojów Europy (i wyznaczania jej nowych granic, tak wewnętrznych jak i zewnętrznych).
WZAJEMNE PRZENIKANIE SIĘ KULTUR SŁOWIAŃSKICH I CELTYCKICH
ACT 447 IS NOT APPLICABLE AND NEVER WILL APPLY TO POLAND
Dzieje Ludzkości są bez wątpienia niezwykłą mieszaniną najróżniejszych pląsów dziejowych i bez wątpienia można stwierdzić: WSZYSTKO JUŻ BYŁO! Cokolwiek byśmy dziś nie wymyślili, będzie to jedynie zaledwie pewna konfiguracja tego, co już wcześniej się wydarzyło (a o czym my często nie mamy pojęcia, bo nic dwa razy nie dzieje się dokładnie tak samo, ale zawsze powraca w zmiennych konfiguracjach dziejowych). Dziś uważamy na przykład, że w epoce w której przyszło nam żyć, osiągnęliśmy najlepszy, najbardziej doskonały system społeczny, jako że np.: przyjmujemy do Europy imigrantów, czyli nie jesteśmy ksenofobiczni i rasistowscy, inaczej wrócilibyśmy do średniowiecza, a może jeszcze dalej? Uważamy że osiągnęliśmy ostateczny pułap równości (a przynajmniej osiągamy) pomiędzy kobietami a mężczyznami, jakiego w poprzednich dziejach nigdy nie było. Och, Ach, jacy my jesteśmy nowatorscy, jacy nowocześni itd. itp. A ja powiem - WSZYSTKO JUŻ BYŁO! Wystarczy tylko umieć uczyć się z historycznych doświadczeń poprzednich pokoleń i wyciągać z tego wnioski, analizować i eliminować błędy naszych przodków, czyli innymi słowy uczyć się na błędach. Ci, którzy myślą że przyjmowanie niekontrolowanych mas najeźdźców imigrantów i płacenie im zasiłków za to, że gwałcą wasze żony i córki to przejaw nowoczesności i braku rasizmu, są co najmniej (CO NAJMNIEJ!) głupcami, z którymi nie warto wchodzić w jakąkolwiek logiczną i rzeczową rozmowę.
Starożytni doskonale wiedzieli czym jest niekontrolowana migracja obcych ludów, wystarczy poczytać sobie co pisał na ten temat chociażby Arystoteles w "Polityce", aby dojść do wniosku, że każde następne pokolenie jest prawdziwym historycznym dyletantem, nie uczymy się na błędach poprzedników, przez co powielamy te same błędy co oni, tylko że już w zmienionych konfiguracjach dziejowych, przez co wydają się nam one niezwykłe i wyjątkowe. A Arystoteles pisał otwarcie o niekontrolowanej imigracji: "Jeżeli bowiem w skład takiej masy wchodzą grupy zbyt różnorodne, to ciągle istnieje niebezpieczeństwo przewrotów. Swoistym przykładem takiej niebezpiecznej różnorodności jest napływ imigrantów (...) Obywatele Antissy, którzy przyjęli wygnańców z Chios byli zmuszeni wyrzucić ich z bronią w ręku. Przeciwnie zaś mieszkańcy miasta Zankle, którzy przyjęli Samijczyków, sami zostali przez nich wypędzeni. Mieszkańcy Apollonii nad Morzem Czarnym po sprowadzeniu nowych osadników wzniecili powstanie, a tak samo doszło do zaburzeń i walki w Syrakuzach, gdy po obaleniu tyranii nadano obywatelstwo obcym i najemnikom (pisałem o tym krótko w jednym z wcześniejszych postów). Mieszkańcy Amfipolis, którzy przyjęli osadników z Chalkis, zostali przez nich po największej części wyrzuceni". Zawsze niekontrolowana imigracja kończyła się powszechną katastrofą, walkami, krwią i śmiercią, a nie żadną integracją i społeczeństwami multikulturowymi, które są zwykłym wymysłem rządzącego teraz Unią Europejską i poszczególnymi krajami Zachodu (i Wschodu), marksizmu kulturowego.
Nie ma i nie będzie integracji, w sytuacji gdy nie zaistniały ku temu odpowiednie okoliczności, a nie zaistniały, bowiem rządzących nie interesuje żadna integracja (co najwyżej to mieszkańcy danych państw, do których przybywają islamiści, mają się dostosować do praw i zwyczajów islamistów, a nie na odwrót). Oto jak wygląda integracja w Niemczech, na przykładzie listu pewnej Niemki, wysłanego do burmistrza Monachium, w którym kobieta z żalem mówi że zmuszona jest wyjechać z miasta, bowiem zmienia się ono na jej oczach, a jej mąż uważa że Niemcy, teraz w ich własnym kraju stają się "największą mniejszością", do tego bezbronną, bo pozbawioną jakiegokolwiek wsparcia. Oto treść listu mieszkanki Monachium:
"Piszę dziś do Pana coś w rodzaju listu pożegnalnego wyjaśniającego, dlaczego ja i moja rodzina opuszczamy miasto, chociaż
pewnie nikogo to nie obchodzi. Mam 35 lat, mieszkam tutaj z moim mężem i
dwoma małymi synami w ekskluzywnym bliźniaku z miejscami parkingowymi.
Można by więc powiedzieć, że, jak na standardy panujące w Monachium,
powodzi nam się bardzo dobrze. (...) Żyje nam się bardzo dobrze, mamy dużo
przestrzeni, niedaleko znajduje się park. Dlaczego więc rodzina taka,
jak moja, decyduje się opuścić miasto? (...) Przypuszczam, że Pańskie
dzieci nie korzystają z obiektów użyteczności publicznej, transportu
publicznego, ani, że nie uczęszczają do szkół publicznych w "problemowych dzielnicach". Przypuszczam też, że ani Pan, ani inni
politycy rzadko, jeśli w ogóle, przychodzą tu na spacery. Tak
więc, w poniedziałek rano, poszłam na śniadanie kobiet z sąsiedztwa,
sponsorowane przez miasto Monachium. Spotkałam tam 6-8 kobiet, niektóre z
nich były z dziećmi. Wszystkie kobiety miały na głowach chusty i żadna
nie mówiła po niemiecku. Organizatorzy imprezy szybko poinformowali
mnie, że prawdopodobnie będzie mi trudno się tutaj zintegrować (ich
słowa!!!). Chciałam zauważyć, że jestem Niemką. Mówię płynnie po
niemiecku i nie noszę chusty na głowie. Uśmiechnęłam się więc delikatnie
i powiedziałam, że chciałabym spróbować zintegrować się. Niestety, na
śniadanie przyniosłam kanapki z salami i szynką, ponieważ wszystkie
kobiety poproszono, aby coś ze sobą przyniosły. Zatem oczywiście, miałam
jeszcze mniejsze szanse na integrację.
Nie byłam w stanie
porozmawiać po niemiecku z żadną z kobiet uczestniczących w śniadaniu, a
właśnie to miało na celu promowanie integracji. Nikt jednak nie był
zainteresowany. Organizatorzy nie nalegali na mówienie po niemiecku, a
kobiety, prawdopodobnie przynależące do tej samej arabsko-tureckiej
grupy, po prostu chciały wykorzystać salę. Wtedy zapytałam o rodzinny brunch (...) Powiedziano mi, że odbędzie
się on w osobnych pomieszczeniach. Mężczyźni i kobiety oddzielnie.
Najpierw pomyślałam, że to kiepski żart. Niestety, to nie był żart. (...) Więc
moje odczucie z tych imprez, mających promować integrację, jest bardzo
złe. W ogóle nie dochodzi do żadnej wymiany zdań!!! W jaki sposób miasto
Monachium może tolerować coś takiego? Moim zdaniem, należy
zakwestionować całą koncepcję tych imprez, organizowanych w celu
promowania integracji. (...) Poinformowano mnie, że nie wolno mi dawać
wieprzowiny dziecku na drugie śniadanie w szkole!! Zaraz?! Przecież
jesteśmy w Niemczech! (...) Podsumowując, panujące warunki
sprawiają, że czuję, iż tak naprawdę nikt nas tu nie chce. Że nasza
rodzina tak naprawdę tu nie pasuje. Mój mąż mówi, że czasem ma wrażenie,
iż jesteśmy teraz największą mniejszością, bez jakiegokolwiek lobby.
Dla każdej grupy istnieje jakaś instytucja, miejsce, publiczne
zainteresowanie, ale my, heteroseksualne małżeństwo z dwójką dzieci,
pracujący, ani nie niepełnosprawni, ani nie muzułmanie - my nie
wzbudzamy już żadnego zainteresowania".
Tak właśnie wygląda "integracja" muzułmanów z mieszkańcami Europy Zachodniej, i ma ona wsparcie i akceptację polityków rządzących tymi krajami (nie muszę zapewne dodawać, bowiem liczę na inteligencję moich Czytelników - jaka ideologia jest za to odpowiedzialna?). Ale wróćmy do tematu. Chciałbym bowiem zaprezentować te okresy w dziejach Ludzkości, w których kobiety miały takie same, lub bardzo podobne prawa do mężczyzn, nie jest bowiem prawdą (kolejne marksistowskie kłamstwo), że w obecnych czasach dzięki feminizmowi kobiety osiągnęły równy mężczyznom poziom społeczny - totalna bzdura, szczególnie jeśli chodzi o marksistów i komunistów (weźmy chociażby Francję, aż do 1946 r. francuska partia komunistyczna najmocniej sprzeciwiała się... przyznaniu kobietom prawa głosu, bo cały ruch sufrażystek, był ruchem... prawicowym).
Były epoki historyczne, gdzie pozycja kobiet, była znacznie większa od obecnej, i wcale nie żyjemy w najlepszym z okresów w historii (jak próbują nam wmówić najróżniejsi pajace z tytułami profesorskimi, tzw.: "autorytety" - jak choćby autorytetem był niejaki Zygmunt Bauman, ksywa "profesor", "miły i łagodny staruszek", celebrowany na uczelniach Europy Zachodniej i USA jako autorytet moralny, a ta gnida w latach swojej "świetności" działała w "polskiej" bezpiece i brała udział w walkach i mordowaniu Żołnierzy Podziemia Antykomunistycznego, czyli Żołnierzy Niezłomnych. Inny przykład "autorytetu moralnego", celebrowanego w zachodnich lewicowo-liberalnych mediach, to przykład wielkiego polakożercy, przyjaciela Adama Michnika, którego brat Stefan uciekł do Szwecji, aby uniknąć procesu za popełniane przez niego mordy sądowe na Żołnierzach Niezłomnych - mam tu oczywiście na myśli Jana Tomasza Grossa i jego paszkwile na Polskę i Polaków. Ostatnio wysmarował on kolejny felieton dla "New York Times'a", zatytułowany: "Polacy znowu tęsknią za "czystą krwią" - piękny tytuł prawda, szczególnie to ZNOWU jest tutaj wyjątkowo trafne, ale darujmy sobie złośliwości, przejdźmy do konkretów - oto co pan "profesor" Uniwersytetu Princeton pisze dalej: "(...) zapał, który nadaje polskiemu nacjonalizmowi tak bardzo agresywną i ksenofobiczną artykulację, wypływa pierwotnie z głębokich pokładów etnicznej i religijnej nienawiści, która jest organicznie polska i była historycznie wymierzona w Żydów" - jakieś konkrety panie "profesorze", przykłady, jakiejkolwiek "organicznej polskiej nienawiści wymierzonej w Żydów?" - tylko proszę o konkrety, a nie teorie s-f typu "Sąsiedzi" czy "Strach"). No właśnie i takie indywidua są w dzisiejszej zlewaczałej Europie. Przejdźmy więc już bezpośrednio do tematu.
I
EPOKA NAJDAWNIEJSZA
PRZEDHISTORYCZNA
(ok. 1 350 000 r. p.n.e. - ok. 3700 r. p.n.e.)
ZIEMIA - HYPERBOREA
POZYCJA KOBIET CYWILIZACJI HYPERBOREI
ok. 1 350 000 r. p.n.e. - ok. 1 346 400 r. p.n.e.
(Tackionizm - równe prawa kobiet i mężczyzn)
Postanowiłem zacząć od najdawniejszej "ludzkiej" cywilizacji na naszej planecie, czyli właśnie od pochodzącej z planety Bakaratini cywilizacji hyperboreańskiej, o której pisali także starożytni Grecy. W channelingach w zasadzie niewiele jest informacji na ten temat, a samą cywilizację hyperboreańską opisałem w jednym z poprzednich postów, to jednak warto jednak zacząć "od początku" i trudno pominąć (mimo że oficjalnie nauka uznaje te informacje za mity i legendy i nie uważa za wiedzę naukową) pierwszą cywilizację, jaka została założona na naszej planecie. Daruję sobie opis początków i kształtu tej cywilizacji, bowiem to wszystko już uczyniłem w poprzednich postach, teraz skupię się jedynie na pozycji kobiet i mężczyzn w tym społeczeństwie. Brakuje co prawda konkretnych opisów pozycji jednej lub drugiej płci, to jednak można (czytając pomiędzy wierszami) wywnioskować że pozycja kobiet cywilizacji hyperboreańskiej, niewiele różniła się od pozycji mężczyzn. Jak wiadomo (pisałem już o tym wcześniej), Bakaratinianie dzielili się na dwie rasy - żółtą i czarną. Dwie te rasy zasiedliły również Ziemię (a raczej wielki kontynent, który nazwano Hyperboreą), ok. 1 350 000 r. p.n.e. O dużym znaczeniu kobiet w tamtejszych społeczeństwach, niech świadczy kara jaką stosowano w przypadku gwałtu - a była nią okrutna śmierć (takiego delikwenta smarowano miodem i zakopywano do ramion w pobliżu kolonii mrówek, które żywcem zjadały nieszczęśnika przez kilka, a nawet kilkanaście dni). Nie ma też żadnych informacji, jakoby kobiety nie mogły pełnić roli przywódczej na wsiach, w miastach czy dzielnicach, choć bez wątpienia należały tam do mniejszości. Nie wiadomo jednak czy kobiety wchodziły do Rady Stanu (złożonej z ośmiu mędrców), bowiem nic na ten temat nie ma ani w channelingach ani w innych źródłach. Można jednak stwierdzić że w społeczeństwach żółtych i czarnych Bakaratinian, tworzących cywilizację Hyperborei, istniało pełne równouprawnienie kobiet, z niewielką dominacją mężczyzn (co uważam za stan naturalny każdego społeczeństwa).
Równa pozycja kobiet i mężczyzn była za to powszechna wśród hyperboreańskich kapłanów religii kreacjonistycznej (Tackionizmu). Kapłani i kapłanki tego kultu, wyniesionego jeszcze z rodzinnej planety Bakaratini (Tackionizm powstał jako religia dziękczynna, w podzięce "bogom" za uratowanie ich planety - o czym też już pisałem w poprzednich postach). Religia ta ewoluowała w przeciągu kolejnych milleniów i tak z kultu wielu bogów przerodziła się w religię monoteistyczną. Hyperboreanie wierzyli więc już w jednego Boga Stwórcę Wszechrzeczy (Pierwszego Poruszyciela) i choć wśród Bakaratinian nie było ludzi niewierzących (tak podają channelingi), nie istniała też żadna kasta kapłańska, bowiem kapłanami zostawiali ludzie, którzy albo czuli ku temu wewnętrzną potrzebę, albo byli do tego predestynowani (np. prorocy, jasnowidze). Nie było też żadnej hierarchii kapłańskiej ani też przywilejów dla kapłanów, choć sami kapłani i kapłanki cieszyli się powszechnym szacunkiem. Można więc powiedzieć, że społeczeństwo Bakaratinian na Hyperborei wyrosło z religii tackionistycznej (czyli religii która uznawała też reinkarnację), ale sama religia (choć ważna w życiu każdego mieszkańca) nie przekładała się na politykę społeczeństwa hyperboreańskiego. Pierwszą cywilizację ziemską, możemy więc spokojnie określić jako społeczeństwo równych praw kobiet i mężczyzn, wyrosłego z religii.
SECESJONISTYCZNA CYWILIZACJA
CZARNYCH W AFRYCE
ok. 1 346 400 r. p.n.e. - ok. 1 332 700 r. p.n.e.
(kobiety pozbawione wszelkich praw)
Od chwili secesji religijnej części tackionistycznych kapłanów (zarówno w społeczeństwie żółtych jak i czarnych Bakaratinian, choć żółci bardzo szybko stłumili bunt), ok. 1 346 400 r. p.n.e. rozpoczął się okres Secesji, czyli opuszczenia głównych hyperboreańskich siedzib, przez zbuntowanych kapłanów (tylko spośród ludu Czarnych) i popierających ich zwolenników w liczbie 500 000. Kapłani zaczęli się bowiem domagać reformy religii tackionistycznej, odzwierciedlającej potrzeby "Nowych Czasów", a ową reformę widzieli w sposób następujący: utworzenie ścisłej i hierarchicznej kast kapłańskiej, posiadającej silne wpływy ekonomiczne (kapłani tackionistyczni byli ubodzy, często nie nosili nawet butów) i polityczne (uważano że to kapłani powinni rządzić całym społeczeństwem, domagano się więc zniesienia dotychczasowego ustroju i zastąpienia go teokracją kapłańską). Domagano się jednak również zakazania sprawowania funkcji kapłańskich i politycznych przez kobiety, które uznano za "niegodne". Ponieważ jednak władze Czarnych z miast Hyperborei nie wyrażały zgody na taką zmianę, doszło do secesji i osiedlenia się w Afryce (ówczesny kształt kontynentów był zupełnie inny niż dzisiaj i Afryka była połączona z kontynentem hyperboreańskim przesmykiem, przez który przeszli secesjoniści). Tam utworzono nowe społeczeństwo, które całkowicie kontrolowane było przez kapłanów.
Secesjoniści zerwali bowiem z dawnym kultem w Jednego Boga, odrzucili reinkarnację, zaczęto tworzyć poszczególnych bogów do wielu funkcji kapłańskich. Na czele państwa stał arcykapłan, który (sam będąc wybierany przez zgromadzenie wielkich kapłanów), wyznaczał przywódców poszczególnych miast i dzielnic. Mniejsi kapłani rządzili na prowincji. Dotychczasowa demokracja hyperboreańska przestała istnieć, bowiem o wszystkim decydował kler. To kler wytyczał społeczeństwu prawa i nowe zwyczaje i decydował o losie każdego mieszkańca. To powodowało że kapłani stali się jedynymi możnowładcami, dysponującymi ogromnymi latyfundiami i majątkami). Kobiety zaś, pozbawione możliwości uczestniczenia w strukturze kapłańskiej, zostały sprowadzone do ludzi gorszej kategorii. Kobiecość stała się przekleństwem, a rodziny swoje wybawienie i możliwość utrzymania w przyszłości, widziały tylko w posiadaniu męskiego potomka, który, jeśli będzie miał szczęście, zostanie kapłanem i poprawi los rodziny. Narodziny więc dziewczynki były nieszczęściem dla rodziny, bowiem w najlepszym wypadku skończyłaby jako nałożnica któregoś z kapłanów, w najgorszym jako zwykła prostytutka (w późniejszym, ostatnim okresie Secesji, kobiety składano też w ofierze bogom). Najczęściej wydawano więc ją za mąż w młodym wieku, aby mogła urodzić jak najwięcej synów, po to, by któryś z nich miał szansę wejść do kolegium kapłańskiego, wówczas dopiero miałby możliwość utrzymać rodzinę na starość.
Okres Secesji trwał ok. 13 700 lat (do ok. 1 332 700 r. p.n.e.), a jego koniec przyszedł z zewnątrz, za sprawą "bogów" (TJehooba), którzy zniszczyli państwo secesjonistycznych kapłanów, a ludność powróciła do społeczeństwa hyperboreańskiego (przez ponad 13 000 lat istniało bowiem obok siebie secesjonistyczne społeczeństwo Afryki - choć kontynent ten nie był równoznaczny z dzisiejszym - i społeczeństwo Żółtych i Czarnych Hyperborejczyków - Żółci i Czarni mieli odrębne miasta). Zniszczenie afrykańskich miast Czarnych secesjonistów, spowodowało otwarcie nowego okresu w dziejach tego ludu (z którego do dziś bezpośrednimi potomkami, jacy jeszcze żyją na Ziemi są australijscy Aborygeni oraz częściowo Mongołowie - choć oni sami nie pochodzą bezpośrednio od Żółtych Bakaratinian, a są efektem późniejszych krzyżówek z kolejnymi przybyszami - m.in.: z białymi kolonistami z Malony czy Procjona).
POZYCJA KOBIET W ZJEDNOCZONEJ HYPERBOREI
ok. 1 332 700 r. p.n.e. - ok. 1 320 000 r. p.n.e.
("Nowa Droga" - kobieta wolna, ale już nierówna mężczyźnie)
Po zniszczeniu secesjonistów, mieszkańcy afrykańskich terenów powrócili do Hyperborei, ale wówczas należało stworzyć nową formułę religijno-społeczną, która pogodziłaby oba zwaśnione społeczeństwa. "Nowa Droga" wytyczona przez ostatniego arcykapłana społeczeństwa secesjonistów (a tak naprawdę przez TJehooba, którzy dali mu pewne wskazówki podczas snu), nawiązywała do Tackionizmu. Secesjoniści co prawda zjednoczyli się ponownie z Hyperboreańczykami, ale wciąż zamieszkiwali w Afryce. Stworzyli więc "Nową Drogę" która akceptowała istnienie jednego Boga Stwórcy Wszechrzeczy i uznawała reinkarnację, zakazywała też krwawych ofiar z ludzi, jednak nie zmieniała nic pod względem politycznym. Kapłani wciąż pełnili najważniejsze funkcje w polityce (z tym że teraz byli wybierani w wyborach przez lud) i tylko oni mogli decydować o kwestiach społecznych. Nadal istniała funkcja arcykapłana, czy raczej Najwyższego Kapłana. Kapłaństwo jednak ponownie pozbawiono podstaw ekonomicznych i odebrano im wielkie latyfundia ziemskie i nagromadzone majątki. Kobiety jednak, wciąż nie mogły wstępować do kolegiów kapłańskich i zostawać kapłankami. Uzyskały za to całkowitą wolność osobistą i polityczną, mogły głosować i same wybierać kapłanów jako swych przedstawicieli politycznych. Takie społeczeństwo zaczęło przyciągać również wielu Hyperborejczyków z rasy czarnej i żółtej. Przyjeżdżali i osiedlali się w Afryce, uznając to miejsce za lepiej zorganizowane od ich rodzinnych ziem. Żółci i Czarni zaczęli się ze sobą łączyć i płodzić dzieci, z których to powstała odrębna rasa (byli to przodkowie dzisiejszych Arabów, których ewolucja jeszcze będzie postępować w kolejnych milleniach).
Mijały więc stulecia, a potomkowie ze wspólnych łączonych małżeństw dorosły i odrzucając system religijno-społeczny "Nowej Drogi", która tak bardzo imponowała ich przodkom, postanowili więc go zreformować w kierunku starego Tackionizmu. Domagano się likwidacji hierarchii kapłańskiej i przywrócenia kapłaństwa kobiet. Ponieważ nie znaleźli oni uznania w we władzach kapłańskich, uznano że należy emigrować i w innym miejscu stworzyć wymarzone społeczeństwo. Tak doszło do II Secesji (ok.1 325 500 r. p.n.e.). Nowi secesjoniści zasiedlili tereny dzisiejszej Algierii i Tunezji i od tej chwili realnie obok siebie istniały aż cztery społeczeństwa - Czarni Hyperboreanie, wciąż wyznający Tackionizm, Żółci Hyperboreanie wyznający Tackionizm, Czarni i Żółci wyznający "Nową Drogę" w Afryce i ich potomkowie, założyciele pierwszego afrykańskiego społeczeństwa tackionistycznego. Istnienie tych czterech społeczeństw obok siebie, trwało stosunkowo krótko (jeśli liczyć historię dziejów naszej planety), bo zaledwie 5 500 lat. Ok. 1 3 20 000 r. p.n.e. doszło bowiem do galaktycznej katastrofy, która dotknęła również Ziemię, całkowicie niszcząc wszystkie ziemskie cywilizacje Hyperborei. Tą katastrofą był wybuch III Wielkiej Wojny Galaktycznej pomiędzy Federacją Galaktycznej Ludzkości (i innych sprzymierzonych ras), a Ligą Anchara (czyli Gadami). Cywilizacje Hyperborei zniszczone zostały poprzez nakierowane uderzenie wielkiej asteroidy, skierowanej na Ziemię właśnie przez Gadoidy, które spowodowało że planeta nasza przez ponad 400 000 lat nie była zasiedlona (nie licząc rozproszonych, i cofniętych w rozwoju do prymitywizmu, grupek dawnych społeczeństw Bakaratinian z Hyperborei, którym udało się przeżyć).
Reptilianie zostali stworzeni na planecie Aln w gwiazdozbiorze Oriona, przez potężną rasę Karian - o tym już pisałem we wcześniejszych tematach z tej serii. Należy tutaj jednak od razu dodać, że pierwszymi inteligentnymi Gadoidami, które zaczęły tworzyć większe organizmy plemienne, były Gady, których korzenie sięgają owych "cywilizacji ula", czyli pierwotnych istot na poły insektoidalnych, które jednak obdarzone zostały "gadzimi" genami i które jako pierwsze stworzyły pierwotne związku społeczne. Ponieważ mówimy o "cywilizacjach ula", należy więc od razu dodać, że kastą rządzącą w tych społeczeństwach były samice, czyli innymi słowy gadzie kobiety. Samice całkowicie zdominowały pierwotne gadzie społeczeństwo na Aln, tworząc nawet oddzielny język dla kasty rządzącej, czyli ich samych, oraz całej reszty poddanych, wykonujących ich polecenia - czyli gadzich samców. Każda płeć miała swój własny język, przy czym samce nie mogły porozumiewać się w języku samic, a one komunikowały się z nimi w stworzonym specjalnie dla nich "języku samców".
Na czele pierwotnych gadzich społeczności na Aln stały skrzydlate królowe (siedem pierwotnych, najszlachetniejszych żeńskich rodów). Te społeczności istniały na dość niskim stopniu rozwoju społecznego (samice pełniły rolę królowych, kapłanek a nawet wojowniczek), gdy ich "bogowie" zwani przez nich "Projektantami Życia" - czyli Karianie postanowili także przyspieszyć genetyczną ewolucję innych niż skupione wokół ula istot na Aln. Tak powstali Musgirowie, czyli "Wielkie Smoki" (lub "Wściekłe Smoki"), ojcowie wszystkich Drakonów, największe i najpotężniejsze Gady, jakie kiedykolwiek powstały. Posiadają skrzydła, rogi i po kilka par łap, przypominają znane nam Smoki. Bardzo inteligentne istoty. Zaraz po ich genetycznym ulepszeniu przez Karian (połączenie istot pełzających po ziemi, jaszczurkowatych i latających, w tym również ... ptaków), aby nie powodować spodziewanych konfliktów z dotychczasowymi paniami planety (zwanymi również Nugigami, czyli "obliczami zła"), zostały przeniesione początkowo do gwiazdozbioru Liry (potem, gdy na Avionie Felinianie doprowadzą do końca proces genetycznej ewolucji lądowo-morskich istot przypominających nasze walenie, z których narodzi się rasa Galaktycznej Ludzkości, Musgirowie w wyniku porozumienia Felinian z Karianami, będą musiały opuścić galaktykę Liry. Należy też pamiętać że Lutnia była pierwotnym światem zarówno dla Felinian jak i Karian).
Potem zaś zasiedlono (lub sami się tam rozprzestrzenili) Musgirami galaktyki Ursa Draconis, konstelację Te, Urbar, Plejady (głównie planeta Duku), Hiady oraz konstelacją Margidda, czyli całe "serce Anduruny" jak nazywa się w channelingach galaktykę Ursa Major. "Najszlachetniejsi" jak o sobie mawiali Musgirowie, stali się potem również twórcami innych, pomniejszych ras, jak "Mrówkowcy" (zupełnie przeze mnie pominięta rasa, głównie dlatego że na ich temat nie mam praktycznie żadnych informacji), których wykorzystują jako swoje sługi. Z czasem Karianie zaczęli również tworzyć rasę Dinoidów, wywodzącą się z istot błotnych i bagiennych, zamieszkujących zarówno Aln, jak i galaktykę Syriusza (zwaną w channelingach według samych Reptilian - "głębią Gagsisa"). Bagienne Dinoidy, w odróżnieniu od Dinoidów z "cywilizacji ula", różniły się m.in.: brakiem skrzydeł, ogonem (lub w późniejszych gatunkach jego pozostałością), miast odwłoka, grubszą budową ciała, brakiem jadowych kolcy (lub też substancji, która paraliżowała i uśmiercała przeciwnika, którą to posiadały jedynie dinoidalne, uskrzydlone samice Nugigami, nie posiadały ich natomiast samce z tego gatunku, które były wykorzystywane głównie do celów reprodukcyjnych i służebnych), oraz zupełnie inną strukturą społeczną.
CYWILIZACJE BAGIEN
Dinoidy stworzone przez kariańskich "Projektantów Życia" z istot bagiennych skupione były wokół dominacji pierwiastka samczego w ich społeczeństwie (podobnie zresztą jak Musgirowie). Wyewoluowali głównie na Aln, ale również i na Duku (białe Dinoidy, najbardziej swym wyglądem przypominające Galaktycznych Ludzi, choć posiadające szpony zamiast rąk - żyją w dobrych stosunkach z cywilizacjami ula). W konstelacji Smoka powstały czerwone (błotne) Dinoidy, które początkowo były całkowicie podporządkowane reptiliańskim Musgirom z tej konstelacji, ale z chwilą gdy Musgirowie opuścili Alpha Draconis, stali się władcami całej galaktyki. Czerwone Dinoidy są najbardziej waleczną i żądną podbojów rasą wśród przedstawicieli swego gatunku, ich społeczeństwo zdominowane jest przez samców, którzy są królami-wojownikami. Konstelacją Te zaś (początkowo, gdyż potem w czasach Ligii Anchara większość ras się ze sobą wymieszała) zdominowały zielone Dinoidy (również skupione wokół pierwiastka męskiego i również kładące duży nacisk na tworzenie rasy wojowników). Nie wiem czy do rebelii doszło przed rozdzieleniem się tych ras na poszczególne galaktyki, czy też w jej trakcje, gdyż channelingi tego nie wyjaśniają. W każdym razie w konstelacji Usu (a potem również i na Aln?), doszło do rebelii bagiennych Dinoidów, przeciwko wszechwładzy "Królowych-Matek", które chciały podporządkować sobie również te gadzie społeczności.
REBELIA i I WOJNA PŁCI
Nie wiadomo kiedy zaczęła się owa rebelia na Usu, zaważywszy jednak że jedyną "pewną" datą, pozostaje ta rozpoczynająca I Wielką Wojnę Galaktyczną pomiędzy Gadami a Ludzkością (ok. 770 000 000 lat temu), wcześniejsze dzieje giną w najodleglejszych mrokach dziejów (na pewno stało się to przed 4 400 000 000 lat temu, czyli okresem pierwszych międzygalaktycznych podróży). W każdym razie bagienne (głównie czerwone, choć nie tylko) Dinoidy, sprzymierzyły się w tym celu z Musgirami i wspólnie zaatakowały cywilizację ula w galaktyce Usu, szybko ją tam pokonując. Samice Nugigami były o tyle niebezpieczne, że potrafiły "pluć" substancją, która paraliżowała system nerwowy agresora, mimo to dość szybko zostały pokonane, uwięzione, a nastepnie pozbawiono je jadowych kolców. Potem przystąpiono do pewnych genetycznych eksperymentów, które miały za zadanie stworzyć zupełnie inną, całkowicie uległą i podporządkowaną Dinoidom z bagien, rasę samic Nugigami. Nie ma pewności czy stało się to od razu w wyniku rebelii i owej wojny płci, czy dopiero po jej zakończeniu, w każdym razie królowe i kapłanki z dotychczasowych cywilizacji ula, całkowicie utraciły nie tylko możliwości bojowe (zostały całkowicie pozbawione jadu), ale również utraciły skrzydła. Stały się następnie całkowicie zdominowaną kastą, pozbawioną jakiegokolwiek znaczenia w późniejszych dziejach Ligii Anchara.
Rebelia rozlała się na inne światy zasiedlone przez Reptilian, zamieniając się w niezwykle krwawą wojnę płci (jedna z bitew toczyła się m.in.: o nasz Układ Słoneczny, który zdobyli reptiliańscy Musgirowie, przybyli tutaj z "serca Anduruny", niszcząc dotychczasową kolonię żeńskich Nugigami w naszej galaktyce (nie jest jednak wyjaśnione na której z planet były owa kolonia). Tak po kolei padały kolejne galaktyki i planety (w tym Aln). Do ostatecznej bitwy pomiędzy owymi gadzimi płciami, doszło w konstelacji Plejad. Zakończyła się ona całkowitym zwycięstwem Musgirów, wspomaganych przez bagiennych (czerwonych, zielonych?) Dinoidów. Wkrótce potem światy te na jakiś czas zostały obsadzone przez Musgirów i rasę ich niewolników - "Mrówkowców". Wojny Płci trwały przez tysiąclecia (nie wiadomo jednak jak długo, na pewno jednak znacznie krócej niż 80 000 III Wielka Wojna Galaktyczna pomiędzy Ligą Anchara a Federacją Galaktyczną z ok. 1 320 000 lat temu do 1 240 000 lat temu). Należy też dodać że żeńskie Nugigami używały w tych walkach podporządkowanych sobie istot "pajęczych" (nie wiadomo jednak o kogo dokładnie chodzi?). Wojna jednak nie zakończyła się całkowitą klęską żeńskich Dinoidów z cywilizacji ula, gdyż po okresie pewnego zawieszenia broni (do którego według channelingów miało dojść), po jakimś czasie (jakim?) nastąpiło wznowienie walk. W tej drugiej odsłonie konfliktu, żeńskie Nugigami (pozbawione swych jadowych broni), zaczęły na wiekszą skalę wykorzystywać w walce jadowe istoty pajęcze, oraz atakować męskich Dinoidów za pomocą broni mentalnej i psychofizycznej, co w pierwszym okresie II Wojny Płci, spowoduje znaczne straty wśród męskich Dinoidów i Reptoidów, a w znacznie mniejszym stopniu wśród Musgirów. Po zakończeniu II Wojny Płci i zdominowaniu samic przez samce, powstanie Liga Anchara.
Droga wiodła przez lesiste tereny podmokłe, które na dobrą sprawę prowadziły donikąd. Już sam fakt że tutaj dotarłem, napawała mnie przerażeniem - A może jednak zawrócić - taka myśl pojawiła się w mojej głowie dość nagle, choć muszę przyznać że sam fakt iż zdecydowałem się na tę podróż już sama w sobie była nie lada wyczynem. - A co jeśli odkryją moje zniknięcie, co wtedy stanie się z moją żoną? Obawy szybko jednak ustąpiły, gdy uświadomiłem sobie cel mojej podróży - ten starzec, jest naszą ostatnią nadzieją, ponoć tylko on potrafi pokonać lęk. Tak, bowiem rodzimy się, żyjemy i umieramy w ciągłym lęku, nasze życie jest pasmem niekończących się upokorzeń, szykan i bólu, strach jest wszechogarniający. Ten starzec prawdopodobnie jest ostatnim który się nie boi. Nie wiem ile ma lat, chyba nikt tego nie wie, ale ponoć pamięta czasy gdy ludzie się nie bali, gdy potrafili z bronią w ręku zawalczyć przynajmniej o godną śmierć. My już nie jesteśmy ludźmi, żyjemy tu i umieramy jak zwierzęta, za które nas mają nasi władcy. Władcy - perfidne kreatury, nawet ja, który staram się otworzyć oczy naszym ludziom, nie potrafię myśleć o nich inaczej. Tak zostałem nauczony, tak zostałem wychowany, nie znam innego życia, niż to które mam. Jestem poddanym, jestem ich niewolnikiem. Czy się boję? Całe życie, strach nie opuszczał mnie w żadnej sekundzie mego podłego żywota. Ale czy w takim razie jeszcze jestem człowiekiem?
Teren, przez który się przemieszczałem, był niezwykle zdradliwy - te ścierwa lubią takie tereny, choć nie pamiętam aby kiedykolwiek tu zamieszkiwali - chyba nikt z żyjących tego nie pamięta. Człowiek do którego się udaję jest dla mnie wielką tajemnicą. Słyszałem od niektórych śmiałków, którym udało się do niego dotrzeć, że ponoć jest bardzo stary i bardzo mądry. Słyszałem też że ponoć kiedyś był kapłanem. Kapłanem, jak dziwnie to brzmi, człowiek kapłanem? Ale w czasach gdy dziad dziada mego dziada był jeszcze chłopcem, ponoć byli ludzcy kapłani na tym świecie, tak przynajmniej słyszałem z dawnych legend, przekazywanych w naszej rodzinie z pokolenia na pokolenie ... i nie bali się. Te moje rozmyślania przerwało moje wyjście na wielką polanę, gdzie kończyła się błotnista droga, a zaczynało potrójne rozwidlenie - trzy kierunki do wyboru. Którą drogę wybrać, która zaprowadzi mnie do celu mojej podróży? Jeśli źle wybiorę, mogę nie wrócić już żywy. Nigdy nie zdecydowałbym się na tą podróż gdyby nie fakt, że moja żona nosi pod sercem nowe życie - moje dziecko. Boję się, nigdy nie byłem odważny - tak naprawdę to nigdy nikogo takiego nawet nie widziałem, ale teraz, gdy wiem że mój syn lub moja córka, narodzi się w świecie pełnym strachu, że będzie musiała przejść to samo co ja za młodu, wzbiera we mnie ogromna złość. Ta złość nie tyle jest skierowana przeciwko Nim, ile przeciwko nam, którzy boimy się nawet spróbować zapewnić naszym dzieciom lepszy świat - świat bez strachu i niepewności.
Nie wiem dlaczego wybrałem środkową ścieżkę - intuicja? Wchodząc wgłąb lasu znów naszły mnie dziwne myśli - czy dobrze robię, czy swym postępowaniem nie narażę żony i mego dziecka na karę ze strony Władców? Głupie myśli, lepiej o nich zapomnieć, wyrzucić je z głowy. Wciąż pogrążony we własnych myślach, nie zauważyłem nawet że oto ziemia pod moimi stopami przestała być mokra, wyszedłem z tych mokradeł, tu już jest sucho, jest trawa, zielona trawa, czyli idę dobrze, nie pomyliłem się. Uff - przynajmniej tyle. Ale co dalej, gdzie mam szukać owego starca? Ta myśl ustąpiła jednak, gdy przystanąłem, zaczerpnąłem powietrza i zacząłem delektować się aromatyczną wonią tutejszych drzew. Nagle - co to, ktoś mnie złapał za nogę. Zdrętwiałem, nie mogłem ani wykrztusić z siebie słowa, ani nawet poruszyć głowa - ktoś trzymał mnie za nogę. Chciałem uciekać, ale nie mogłem, strach mnie kompletnie sparaliżował.
- Ani kroku dalej, jeśli ci życie miłe - usłyszałem za plecami donośny, męski głos, chociaż ja w tym momencie i tak nie byłem zdolny do wykonania jakiegokolwiek gestu, próbowałem coś powiedzieć
- To moja ziemia, nie chcę na niej nikogo obcego, zrozumiano? - w głosie nieznajomego wyczułem złość - Kim jesteś i co robisz w mojej samotni?
- Wybacz, nie zamierzałem naruszać twojego spokoju, ani też ci niczego odbierać, jestem podróżnikiem z daleka. Przybywam do starca, który mieszka na tych terenach, pragnę się z nim spotkać, pomówić. Proszę, nie rób mi krzywdy.
- Niewolnik? - zapytał nieznajomy.
- Niewolnik - odpowiedziałem.
- Po co przyszedłeś, czego chcesz od starca, a może to one cię tu przysłały, co? Jesteś ich szpiegiem, jesteś szpiegiem Ancharów?
- Ja sz ... szpi ... ja ... nie ... nie jestem szpiegiem, przysięgam. Przybywam tu właśnie po to, aby zdobyć wiedzę jak skutecznie się przed nimi bronić - przysięgam że mówię prawdę, proszę puść mnie.
Poczułem że nieznajomy puścił moją nogę, nadal jednak nie miałem pewności czy nie wyrządzi mi jakiejś krzywdy, więc zapytałem:
- Czy mogę się odwrócić?
- Odwróć się niewolniku - padła odpowiedź.
Powoli zacząłem odwracać najpierw głowę a następnie resztę ciała. Wciąż byłem przerażony tym co zobaczę, jednak mym oczom ukazał się widok pomarszczonego starca o siwej głowie i równie siwej, sięgającej prawie do pasa brodzie.
- Czy ... t ... to ... Ty?
- Nie, to nie ja, wracaj skąd przyszedłeś.
- Jeśli nie jesteś starcem którego poszukuje, to proszę, zaprowadź mnie do niego, proszę cię.
- A w jakim celu chcesz się z nim widzieć? On już ci w niczym nie pomoże, zresztą tobie i tobie podobnym niewolnikom już pomóc nie można, wszystko stracone.
- Tak, jestem niewolnikiem. Żyję z tym piętnem od chwili mych narodzin. Wiem że żyjemy jak zwierzęta, wciąż ta myśl kołacze się w mej głowie, ale ... nie znam innego życia, odkąd pamiętam były tylko zniewagi, ból i śmierć zadawana ręką naszych Władców.
- Waszych władców, nie moich, zresztą nie ma to już żadnego znaczenia - przerwał mi starzec. - Wracaj skąd przyszedłeś i zapomnij o mnie.
- Więc to jednak ty! Pomóż mi, nie proszę dla siebie, posłuchaj, moja żona jest w ciąży, będziemy mieli dziecko, nie chcę żeby doświadczyło tego co ja, nie chcę aby żyło w takim podłym świecie.
- Nie chcesz? A to nowina.
- Słyszałem że pamiętasz czasy, gdy strach nie był tak wszechobecny, gdy ludzie się nie bali, gdy potrafili się zjednoczyć aby walczyć z Władcami.
- Nie walczyć, lecz ginąć, jedyne czego potrafili to umrzeć jako wolni ludzie. Tak, oni nie znali strachu, ale ich już nie ma, nie ma już tamtego świata, ja jestem ostatnim żyjącym kapłanem tamtego społeczeństwa.
- Słyszałem że jesteś bardzo mądry, dlatego więc proszę cię, poradź mi co ja mam robić, aby uchronić moje dziecko przed niewolą i pohańbieniem, czy jest jeszcze jakakolwiek nadzieja na odtworzenie tamtego świata? Proszę powiedz mi o tym, to dla mnie bardzo ważne.
- To co było już nie powróci, jeśli chcesz uchronić swego potomka przed tym, co i tak mu jest pisane, to najlepiej od razu go zabij.
- C ... co ... ty ... mówisz, ja ... ja pragnę tego dziecka, ale nie chcę aby dorastało w tym świecie.
- Człowieku, o co mnie prosisz? Mam ci zdradzić tajemnicę Powstania, samobójczego buntu który wybuchł przed eonami, a który utopiony we krwi niewinnych, był początkiem obecnego świata? Tego pragniesz, tak? Pragniesz abym opowiedział ci o Powstaniu?
- P ... pow ... co? Jakim powstaniu, o czym mówisz?
- Głupcze, mówię o Powstaniu jakie wybuchło jako reakcja na zbrodnie tych, których dziś nazywacie swymi władcami - Ancharów. Mówię o Powstaniu, o którym nie słyszał żaden z żyjących dziś śmiertelników, a ja jestem ostatnim, który przechowuje pamięć tamtych dni, choć sam narodziłem się już w jego trakcie - o Powstaniu Czarnej Ligii Oriona, wymierzonego przeciw Gadoidom - o tym chcesz usłyszeć?
PS: PAMIĘTAJ - JESTEŚ NIESKOŃCZONY - ZAWSZE KIERUJ SIĘ W STRONĘ BOGA - A JEŚLI NIE WIESZ DOKĄD JECHAĆ PO "BOSKIEJ AUTOSTRADZIE" NIE WSTYDŹ SIĘ WYSŁAĆ BOGU SMS-A W SWYCH MYŚLACH - I ... CHROŃ SIĘ, WIEDZ ŻE ABY SKUTECZNIE SIĘ OCHRONIĆ PRZED NIEPOŻĄDANYMI DZIAŁANIAMI "Z ZEWNĄTRZ" (A NIEKIEDY I "Z WEWNĄTRZ"), WYSTARCZY TYLKO SAMA MYŚL-PROJEKCJA OCHRONY SIEBIE I NAJBLIŻSZYCH CI OSÓB - WIEDZ BOWIEM ŻE O ILE TY SAM JESTEŚ KREATOREM WŁASNYCH ZDARZEŃ, TO JEDNAK W PRZYPADKU NIEPEWNOŚCI, NIE WSTYDŹ SIĘ ZAPYTAĆ O "DROGĘ" BOGA - ON ZAWSZE WSKAŻE CI PRAWIDŁOWY KIERUNEK W JAKIM POWINIENEŚ PODĄŻAĆ.