Łączna liczba wyświetleń

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą OUN/UPA. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą OUN/UPA. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 13 lutego 2017

RZECZPOSPOLITA DLA RZECZPOSPOLITAN - Cz. II

CZYLI Z KIM ODTWORZYĆ

MIĘDZYMORZE?





I

UKRAINA






Nim przejdę do rozważań geopolitycznych, związanych z tym krajem i jego miejscem w strukturze odnowionej Rzeczpospolitej dla Rzeczpospolitan czyli Międzymorza, kilka bardzo nieprzyjemnych analiz na temat Ukrainy


Z BANDERĄ TO ONI DO EUROPY NIE WEJDĄ!!! 
(NIE MÓWIĄC JUŻ O MIĘDZYMORZU) 

 



Jak w ostatnim wywiadzie dla tygodnika "Do Rzeczy" stwierdził prezes Prawa i Sprawiedliwości - Jarosław Kaczyński i ja podpisuję się pod tym stwierdzeniem obiema rękami. Ukraina nie wejdzie do Europy (Unii Europejskiej) z Banderą, Szuchewyczem, Melnykiem, Konowalcem, OUN i UPA na sztandarach - to muszą sobie zarówno ukraińskie władze, jak i ukraiński naród uświadomić z całą powagą - nie ma najmniejszych szans na to, abyście z tymi zbrodniczymi indywiduami weszli do Unii, nie mówiąc już o odbudowie Międzymorza. Ukraina ma wybór, może nie jest on zbyt przyjemny, może budzi wrażenie wtrącania się Warszawy w wewnętrzne sprawy tego państwa, ale został wreszcie jasno zadeklarowany - "Nie wejdziecie do żadnego sojuszu z banderowcami na sztandarach". Jestem gorącym zwolennikiem ukraińskiej niepodległości i istnienia państwa ukraińskiego, co wielokrotnie udowodniłem na tym forum. Ale nie ma u mnie zgody na gloryfikowanie bandytów, więc Ukraina ma w zasadzie dwa wyjścia - albo będzie ponownie rosyjska, albo wejdzie do Unii (a w przyszłości do odnowionego Międzymorza), na warunkach obopólnej zgody i wyplenienia bandyterki ze swoich dziejów. 

Zdaję sobie sprawę że może to być bolesne dla Ukraińców, gdyż wasze tradycje niepodległościowe, niezwiązane z OUN-UPA, wypadają jakoś tak mizernie i nie trafiają do większości ukraińskiego społeczeństwa, ale nie macie już wyjścia kochani Ukraińcy, skończył się czas umizgów, sprawa jest jasna - albo ponownie stracicie niepodległość na rzecz Moskwy (jak to już wielokrotnie miało miejsce w historii), albo uznacie naszą wrażliwość i nasze racje, wyrzekając się bandytów, którzy na naszych - polskich wówczas Kresach Wschodnich, podczas okupacji niemieckiej w czasie II Wojny Światowej, dopuścili się nieprawdopodobnych wręcz zbrodni na polskich mieszkańcach. Wielu Polaków ma do was bardzo pozytywne usposobienie, jesteście (podobnie jak i my) Słowianami, traktujemy Was wiec jak naszych braci, tym bardziej że wspólna wielowiekowa historia (lepsza czy gorsza, ale oparta na wolności, nie moskiewskim zamordyzmie), także do czegoś zobowiązuje. Pragniemy Was widzieć w odnowionej Nowej Jagiellonii, czyli sojuszu Międzymorza - ale wybór należy do Was, czy chcecie istnieć jako niepodległy naród, czy też ponownie zostać podzielonym (i pamiętajcie że we Lwowie wciąż bije serce Polski, i jeśli Moskwa znów opanuje wasz kraj, trudno przewidzieć czy Polska nie powinna w takim wypadku sięgnąć po Lwów). 



UKRAIŃSKI FILMIK Z 2007 PROMUJĄCY BANDYTÓW Z OUN-UPA
 


Jeśli zaś zwyciężą antagonizmy i nieodpowiedzialność z Waszej strony - no cóż, należałoby znów zaintonować starą piosenkę, którą śpiewały polskie oddziały walczące z UPO-wcami na Wołyniu i w tzw.: Galicji Wschodniej, a jej refren brzmiał następująco: "Tu pagórek, tam dolina, w dupie będzie Ukraina". Jesteśmy Waszymi przyjaciółmi i chcemy znów, abyście realnie stali się naszymi braćmi, ale nie ma szans abyśmy zgodzili się na stawianie pomników bandytom, którzy przelali tyle niewinnej polskiej krwi. Tu nie tylko bowiem chodzi o kwestie sprawiedliwości i praworządności, ale również moralności. I mam nadzieję że pójdziecie po rozum do głowy, bo przykry byłby Wasz los w przeciwnym razie. 



 UKRAINA W RAMACH MIĘDZYMORZA


 



Sprawa z Ukrainą jest o tyle niewiadoma, że jej przyszłość, zarówno w ramach Unii (a nikt Ukraińców tam nie chce i jedynie Polska była przez długie lata i wciąż jest adwokatem Ukrainy w Unii), jak i odtworzonego Międzymorza - zależy od jej stanowiska na temat Bandery i OUN-UPA. To jest w tym momencie kluczowe zagadnienie naszych obopólnych stosunków, gdyż nie można budować żadnej trwałej wspólnoty na kłamstwie, podboju czy nienawiści. Jak bowiem brzmiały słowa, zawartej ponad 600 lat temu Unii w Horodle (1413 r.): "Nie dostąpi łaski zbawienia, kogo nie wspiera tajemnicza siła miłości - z miłości bowiem łączą się narody". Tak, aby dany organizm był silny i trwały, należy uznać ten właśnie fakt, że podstawowym lepiszczem (prócz wzajemnego zysku i wzrostu politycznego znaczenia), jest właśnie obopólny szacunek, poszanowanie tradycji i zwyczajów danego narodu, oraz właśnie... miłość, która dla wielu może być traktowana jako przejaw sentymentalizmu, zupełnie zbyteczny w polityce. Takie myślenie to błąd! Weźmy bowiem przykład z naszych przodków, którzy w tamtych czasach, ciągłych wojen i zagrożenia życia, wiedzieli że prawdziwym lepiszczem narodów jest wzajemna miłość, bowiem tylko na niej można budować trwałe fundamenty zarówno życia prywatnego (rodzinnego), jak i obywatelskiego i państwowego. Niech to będzie kolejnym powodem refleksji dla tych, którzy pragną niszczyć nasze polsko-ukraińskie zbliżenie, wykorzystując tutaj jakiej nacjonalistyczne mrzonki. 

To że Ukraina ma prawo do niepodległości i że to prawo potwierdziła obroną Donbasu (a należy pamiętać że tam walczą głównie ochotnicy, bowiem skorumpowane władze i wojsko ukraińskie - mają to tak naprawdę gdzieś. Pamiętam wypowiedź pewnego ukraińskiego generała sprzed kilku lat - jeszcze przed rosyjską inwazją na Krym i Donbas w 2014 r., który zapytany co by uczynił, gdyby jakiś kraj wypowiedział Ukrainie wojnę, odparł: "najpierw rozstrzelałbym nasze władze, za doprowadzenie naszych sił zbrojnych do całkowitego upadku, a następnie zawarłbym pokój"). Dziś, ci młodzi, dzielni ludzie walczący w Donbasie - udowadniają swymi czynami że pragną utrzymać ukraińską niepodległość i że jest ona dla nich czymś więcej, niż tylko chwilowym kaprysem oligarchów. Fakt że w Donbasie nie walczy też regularna armia rosyjska, tylko lokalni (oczywiście wspierani przez Moskwę) separatyści, to jednak determinacja Ukraińców budzi podziw. Ukraina jest dla Polski (zresztą zawsze była), bardzo ważnym partnerem i sąsiadem. Rzeczpospolita była potęgą, właśnie dlatego że posiadała ogromne tereny daleko na wschód od Kijowa. Nie licząc bowiem wcześniejszych kampanii, mających na celu opanowanie wschodnich terenów przygranicznych, toczonych od wczesnego średniowiecza, rok 1349 jest tutaj szczególną datą, bowiem to właśnie wówczas Polacy, pod królem Kazimierzem III Wielkim, na stałe opanowali całą Ruś Halicką (z takimi miastami jak Halicz, Sambor i Lwów). 

W 1385 r. zawarto pierwszą Unię polsko-litewską w Krewie, połączoną z wyborem litewskiego księcia na polski tron królewski, co spowodowało przesunięcie akcentów ówczesnej geopolityki środkowoeuropejskiej, daleko, daleko na Wschód, prawie aż pod samą Moskwę. Kolejne unie wzmacniające sojusz obu państw (wileńsko-radomska z 1401 r., wspomniana już horodelska z 1413 r., grodzieńska z 1432 r., krakowsko-wileńska z 1499 r., piotrkowsko-mielnicka z 1501 r. i wreszcie lubelska z 1569 r. która już oficjalnie łączyła Królestwo Polskie i Wielkie Księstwo Litewskie w jedno państwo - Rzeczpospolitą Obojga Narodów (z zaznaczeniem odrębności prawno-wojskowej i skarbowej obu państw, złączonych nie tylko wspólnym monarchą, ale także wspólnotą interesów), poszerzyły sferę wpływów Polski daleko poza jej granice. To dzięki tym sojuszom i uniom, udało się opanować Krym w latach 1462-1475, północne wybrzeże Morza Czarnego 1394-1633, podporządkować sobie Mołdawię 1387-1699, Wołoszczyznę 1395-1396 i 1600-1602, Szwecję 1598-1599, oraz Moskwę 1605-1606 i 1610-1612, oraz 1676-1682. Bez tych unii, Polska byłaby niewielkim państewkiem w środku Europy, trochę większym od Czech i Austrii. A terytorium państwa polsko-litewskiego (Litwa, już od końca XVII wieku zaczęła się całkowicie polonizować, przede wszystkim w kręgach dworskich i szlacheckich), było ogromne, same wschodnie województwa, zajmowały tyle terytorium, co cała Anglia i prawie cała Francja oraz Hiszpania (np. województwo kijowskie). 




Nic więc dziwnego, że gdy w XVIII wieku Rzeczpospolita znacznie osłabła, a kraj był niszczony od wewnątrz przez sprzedajnych magnatów i szlachtę, to mimo to, choć pojawiały się plany rozbiorów Polski, żaden z ościennych krajów nie odważył się ich zrealizować aż do lat 70-tych XVIII wieku. Caryca Rosji - Katarzyna II oficjalnie pisała do swych ambasadorów w Warszawie: "Nie można zaanektować ich państwa, bo trzeba byłoby się dzielić z Prusami, Austrią, Turcją i Bóg wie jeszcze z kim. Po drugie nie można tego zrobić od ręki, gdyż są to znakomici żołnierze, a cały naród, gdy otwarcie zagrożony, przypomina wściekłego wilka w nagonce. Zbyt dużo by to kosztowało. Należy więc zdemoralizować ich do szpiku kości (...) Rozłożyć ten naród od wewnątrz, zabić jego moralność (…) Jeśli nie da się uczynić zeń trupa, należy przynajmniej sprawić, żeby był jako chory ropiejący i gnijący w łożu (…), wszczepić zarazę, wywołać wieczną anarchię i niezgodę (…), skłócić tak, aby się podzielili i szarpali, ogłupić i zdeprawować, zniszczyć ducha, doprowadzić do tego, by przestali wierzyć w cokolwiek oprócz mamony i pajdy chleba. Przyjdzie czas gdy sami sprzedadzą swój kraj, sprzedadzą go jak najgorszą dziwkę". I tak waśnie postępowano, korumpowano elity, kupowano głosy sejmowe, oraz potęgowano słabość państwa i wewnętrzną anarchię przy pomocy elementów ustrojowych Rzeczpospolitej, które choć we wcześniejszych wiekach sprawdzały się dobrze, to w XVIII stały na przeszkodzie jakichkolwiek reform, służących naprawie kraju. 

Swoją droga, czy zastanawialiście się kiedyś, dlaczego za czasów ostatniego króla - Stanisława Augusta Poniatowskiego (notabene kochanka i marionetki carycy Katarzyny II), nie został zerwany ani jeden sejm? Ja przeprowadziłem już takie podsumowanie w jednym z wcześniejszych postów, gdzie wyliczyłem wszystkie sejmy, jakie zostały zerwane od 1652 r. do 1762 r. Zauważcie, ostatni sejm zerwano (za pomocą procedury liberum veto), w 1762 r. a Rzeczpospolita istniała do 1795 r. i o ile za rządów Augusta III (1733-1763) zerwane zostały wszystkie sejmy (prócz jednego), o tyle za panowania Stanisława Augusta Poniatowskiego (1764-1795) ani jeden, dlaczego? Otóż odpowiedź jest bardzo prosta, w czasach Augusta III, mocarstwa sąsiednie (głównie Rosja i Prusy), dążyły do przeszkodzenia w próbach zreformowania wewnętrznego ustroju Rzeczpospolitej, zdając sobie sprawę że jeśli by to się udało, kraj by się znacznie wzmocnił i mógłby (jak wcześniej w dziejach), toczyć wojny na kilku frontach jednocześnie a i tak wojska nieprzyjaciół nie zbliżyłyby się nie tylko do centrum kraju, ale nawet w jego znaczne przygraniczne tereny. Natomiast od roku 1768 (oficjalnie potwierdzone w 1775 r.) Rzeczypospolita stała się realną rosyjską satelitą, a na sejmach już nie tyle dążono do przeszkadzania we wdrażaniu reform, mogących naprawić kraj, ile takich, które były po myśli Rosji (czyli carycy Katarzyny), tak więc liberum veto już nie było potrzebne, a nawet więcej, stawało się przeszkodą podporządkowywaniu kraju Rosji. Dlatego też tereny obrad sejmowych, były otaczane przez wojska rosyjskie, co powodowało że posłowie głosowali tak, jak chciała tego imperatorowa.

 


Gdy jednak w wyniku wojen rosyjsko-szwedzkiej i rosyjsko-tureckiej, Rosja nieco osłabła, udało się powołać sejm, który przeszedł do historii jako Sejm Wielki (zwany również Czteroletnim), który obradował w latach 1788-1792. W tym czasie wprowadzono szereg reform, które całkowicie porządkowały ustrój wewnętrzny Rzeczypospolitej i uniezależniały go od Rosji. Ich kwintesencją, była ogłoszona 3 maja 1791 r. pierwsza w Europie i druga po amerykańskiej na świecie - Konstytucja, w której Rzeczpospolita stawała się jednorodnym państwem polskim (bez podziału na Koronę i Litwę). Reformowano w tej konstytucji ustrój, wprowadzając monarchię dziedziczną, reformowano wojsko, powołując stałe siły zbrojne, reformowano prawa o miastach i rolę chłopstwa, w zasadzie Konstytucja dotyczyła każdego aspektu życia społeczno-politycznego, wprowadzając tak przez dziesięciolecia oczekiwaną naprawę skostniałego i już coraz bardziej butwiejącego aparatu państwowego. Rzeczpospolita własnymi siłami potrafiła się zjednoczyć i wyplenić negatywne tendencje, które wiodły ją ku zgubie. Niestety, Rosja nie mogła do tego dopuścić i na prośbę zdrajców - konfederatów targowickich (którzy chcieli utrzymania dawnej "Złotej Wolności" szlacheckiej) i w maju 1792 r. rozkazała swej armii wkroczyć na terytorium Polski. 

Notabene nie wypowiedziała Rzeczpospolitej wojny (gdyż tym samym uznałaby Jej niepodległość i niezawisłość), tylko wydała proklamację, że zamierza przywrócić porządek (wymieniła też szereg zmyślonych pretekstów, takich jak obraza jej majestatu przez posłów Sejmu Czteroletniego czy prześladowanie prawosławnych). Pomimo zwycięstw pod Zieleńcami (czerwiec 1792 r.) gdzie książę Poniatowski rozbił generała Markowa i pod Dubienką (lipiec 1792 r.), gdzie Tadeusz Kościuszko pokonał armię rosyjską Kutuzowa i Tormasowa, król Stanisław August Poniatowski, stracił zapał i postanowił...poddać się. Wojna, która mogła zakończyć się zwycięstwem, okazała się przegraną w wyniku dywersji władcy. Przypieczętowało to los kraju i w 1793 r. miał miejsce drugi już (pierwszy odbył się w 1772 r.) rozbiór ziem Rzeczypospolitej miedzy Rosję i Prusy. Potem było jeszcze Powstanie Kościuszkowskie (1794 r.) i próba zrzucenia jarzma rosyjskiego, które jednak nie powiodło się w wyniku wspólnej kontrakcji Rosji i Prus. Klęska Insurekcji, oznaczała jednocześnie upadek całego kraju i trzeci, ostatni rozbiór ziem Rzeczypospolitej - 1795 r. pomiędzy Rosję, Prusy i Austrię. Państwo polskie - owa Rzeczpospolita przestało oficjalnie istnieć, ale... nie przestali istnieć Rzeczpospolitanie, którzy w kolejnych latach podjęli się zadania odzyskania niepodległości i odbudowy państwa.

Najpierw z Napoleonem i u Jego boku (od 1797 r.) walczono we Włoszech przeciwko Austriakom, potem przeciwko Prusakom (1806-1807) oraz Rosji (1807, 1812-1814). W wyniku tych walk i poświęcenia, odbudowano kadłubowe państwo polskie, pod nazwą Księstwa Warszawskiego, istniejące w latach 1807-1815. Wojna z Rosją z 1812 r. rozbudziła wielkie nadzieje odbudowy dawnej Rzeczpospolitej, nic dziwnego że do Armii Polskiej (drugiej największej napoleońskiej siły zbrojnej po Armii Francuskiej), zaciągali się wciąż nowi ochotnicy. Owe nadzieje zostały pięknie pokazane przez poetów, jak choćby przez Adama Mickiewicza w "Panu Tadeuszu", gdzie padają takie słowa: "Skarżyli się, że król im marszu nie dozwala; tak radzi by co prędzej doścignąć Moskala", a także w słowach: "Bitwa! gdzie? w której stronie? - pytają młodzieńce, Chwytają broń; kobiety wznoszą w niebo ręce, Wszyscy, pewni zwycięstwa, wołają ze łzami: "Bóg jest z Napoleonem, Napoleon z nami". Polacy byli też jedynymi cudzoziemcami, którzy pozostali wierni Cesarzowi nawet po jego upadku w 1814 i potem w 1815 r. Kolejne lata i dziesięciolecia to czasy niewoli i powstań, ale Rzeczpospolitanie pomimo upokorzeń i prób rusyfikacji (czy germanizacji), pozostali jednością kulturową, a pamięć o wspólnym dziedzictwie trwała w rodzinach osiadłych od Dniepru po Wartę. 





Kolejne powstania (przeciwko Rosji - Listopadowe 1830-1831, Styczniowe 1863-1864, przeciwko Prusom - Wielkopolskie 1846 i 1848, oraz przeciw Austrii - Galicyjskie 1846), pomimo klęsk i wielkich ofiar, umacniały tę jedność. W drugiej połowie XIX wieku zaczęły jednak budzić się lokalne nacjonalizmy, które w konsekwencji prowadziły do powstania państw narodowych (o ile to było możliwe na tak bardzo różnonarodowych terenach na wschód od Bugu). I Wojna Światowa,  klęska Państw Centralnych w 1918 r. oraz Rewolucja w Rosji w 1917 r., spowodowała wysyp wielu państw i państewek (w tym państwa polskiego i ukraińskiego). Wiele z nich istniało zaledwie kilka miesięcy, lub rok, dwa lata). 1 listopada 1918 r. próbą zbrojnego opanowania Lwowa, wybuchła wojna polsko-ukraińska. W tym czasie istniały dwa państwa ukraińskie Zachodnioukraińska Republika Ludowa (z którą wojowaliśmy o Lwów i Galicję Wschodnią), oraz Ukraińska Republika Ludowa ze stolicą w Kijowie, która walczyła zarówno z armią rosyjską gen. Denikina, jak i z bolszewikami (a dodatkowo Denikin i bolszewicy walczyli ze sobą). Wojnę tę Ukraińcy przegrali (zarówno o Lwów jak i o całą Galicję Wschodnią, którą opanowało Wojsko Polskie do lipca 1919 r. likwidując całe państwo Zachodnioukraińską Republikę Ludową). Przegrali ją również Ukraińcy na Wschodzie i tereny te raz zajmowali Rosjanie Denikina, a raz bolszewicy Lenina. I wówczas powstał śmiały plan naczelnika państwa i naczelnego wodza - Józefa Piłsudskiego - sojuszu z Ukraińcami i wyzwolenia Ukrainy przez Wojsko Polskie (ale Ukrainy rozumianej za rzeką Zbrucz), o którym to opowiem w kolejnej części.




CDN.
    

wtorek, 12 lipca 2016

KRWAWY TURAŃSKI MORDOR KONTRA "DZIECI WOLNOŚCI"

CZYLI DLACZEGO ROSJĘ NALEŻY 

RWAĆ PO SZWACH NARODOWYCH?






"KAŻDY MIESZKANIEC TEJ ZIEMI RODZIŁ SIĘ NIEWOLNY, ZE SKUTYMI RĘKAMI, ZE ZDŁAWIONĄ PIERSIĄ - ODDYCHAĆ SWOBODNIE, TAK JAK ODDYCHAJĄ INNI W SZCZĘŚLIWSZYCH ZIEMIACH, SYN TEJ ZIEMI NIE MÓGŁ. PANOWAŁ NA TEJ ZIEMI ZAWSZE GWAŁT, PANOWAŁA NA TEJ ZIEMI ZAWSZE PRZEMOC"

JÓZEF PIŁSUDSKI 
19 września 1919 r.


Lubię Rosję! Tak, lubię ten kraj i ludzi tam mieszkających, dlatego też ogarnia mnie wielki żal, gdy uświadomię sobie, w jak nieludzkim państwie przyszło im żyć. Czasami tak sobie myślę, co też uczynili ci ludzie, ci Rosjanie, że ciąży na nich takie przekleństwo życia w najprawdziwszym Mordorze? Rosjanie są cudownymi, wspaniałymi ludźmi, z którymi można się dogadać (zważywszy że nasze słowiańskie języki są trochę do siebie podobne i łatwiej jest zrozumieć Polakowi Rosjanina, jak Niemca, Amerykanina czy tym bardziej Francuza). Ale tutaj też mamy pewien dysonans poznawczy, mianowicie Rosjanie są cudownymi ludźmi, tylko na początku, przy pierwszym poznaniu, gdy zaś staramy się wgłębić w ową mityczną "rosyjską duszę", wychodzi na powierzchnię cały bród i łajno turańszczyzny. I tutaj znów odwrotnie niźli Polacy (którzy na pierwszy rzut oka, są raczej postrzegani jako nieprzystępni, smutni i chorobliwie markotni), Rosjan cechuje negatywizm wewnętrzny, zakorzeniony w ich tradycji i samej "rosyjskości".

Aby porównać Polaków z Rosjanami, należy zamienić po prostu słowa z wiersza Adama Mickiewicza (z III części "Dziadów"), w którym piętnuje on negatywne cechy Polaków, te ... zewnętrzne, pisząc: "Nasz naród jak lawa. Z wierzchu zimna i twarda, sucha i plugawa. Lecz wewnętrznego ognia i sto lat nie wyziębi. Plujmy na tę skorupę i zstąpmy do głębi". Dusza polska, w przeciwieństwie do duszy rosyjskiej, różni się tym, że Polacy mają w swych genach, w swym najgłębszym jestestwie zakodowane bezgraniczne umiłowanie Wolności i poszanowanie Godności ludzkiej. Tak, właśnie Wolności i Godności. Natomiast Rosjanie, przeżarci w ciągu poprzednich wieków najezdniczą turańską ideologię ludów Czyngis-Chana, są wspaniali jedynie z zewnątrz, a w środku dusi ich Mordor, niewolnicza ideologia przemocy, bólu, śmierci i niegodziwości. 

Nie kochani, nie piszę tego z jakichś antyrosyjskich pozycji - w żadnym razie! Na czym bowiem polega ta różnica między Polakiem (i w ogóle tzw.: Białym Człowiekiem kultur słowiańsko-celtycko-romańskich?), a Rosjaninem? Otóż różnica ta, odnosi się przede wszystkim w dbaniu o własnych obywateli, własnych synów i córek, którzy nierzadko oddają życie w obronie Ojczyzny. Turańczycy, Mongoły, Rosjanie nie znają tego pojęcia. Dla nich owszem, istnieje kult bohaterów narodowych, ale tylko w formie pomników i monumentów (stawianych najczęściej w państwach przez nich zajętych i okupowanych), nie zaś w bezpośredniej dbałości o życie własnych obywateli, czy przede wszystkim, życie żołnierzy, ginących dla "Mateczki Rossji". O czym ja właściwie piszę, należałoby zapytać? A no piszę o tym, że Rosjanie dziś domagają się od Zachodu uznania, za pełnoprawny, cywilizowany naród, który ma prawo zająć godne siebie miejsce wśród społeczności naszego globu. Ale jak? Jak kochani Rosjanie ktokolwiek ma was uważać za cywilizowany naród (a nawet za cywilizowanych ludzi), skoro wy sami - wy traktujecie swych własnych żołnierzy, niczym świnie przeznaczone na ubój.

Tak! Dobrze czytacie, dziś bowiem żołnierzy rosyjskich (prawdopodobnie pewien nadmiar, niewygodny dla Kremla), poległych w walkach na wschodniej Ukrainie, po prostu ładuje się na ciężarówki (po to właśnie Putin wysłał na Ukrainę słynne "białe ciężarówki"), a następnie przywozi się do kraju i tutaj ... spala się ciała w wielkich piecach przemysłowych, jak świnie po uboju. Ludzi traktuje się w tym wielkim, nienaturalnym "Więzieniu Ludów", niczym świnie. Sami się tak traktujecie, sami godzicie się na to, by wasze władze traktowały żołnierzy poległych w walce (nomen omen za Rosję), jak bydło, które po prostu się spala w piecu. Bez nagrobka, bez krzyża, bez jakiegokolwiek współczucia - nic, bydło zrobiło swoje, bydło można spalić (oczywiście jednym z  aspektów tego stanu rzeczy, jest również niechęć władz Rosji do płacenia rodzinie odszkodowań za życie poległego żołnierza). Hurra, za Stalinu, za Rodinu, za Putinu - do pieca!

Jak więc ktokolwiek ma was szanować Rosjanie, skoro wy sami uważacie się za podległe władzy bydło, które w odpowiednim czasie można się pozbyć? No jak? Dziś mówicie o tym że wyzwoliliście Europę od niemiecko-nazistowskiego zniewolenia, ocaliliście Europę. Pięknie tak, wspaniale, Hurra i wpieriod na giermanca. A czy wiecie moi drodzy, że wasze dowództwo, wymordowało prawie drugie tyle swych żołnierzy, ilu zginęło na polu bitwy? Wasz wspaniały, zwycięski marszałek Gieorgij Żukow, który przyjmował 24 czerwca 1945 r. (jadąc na białym koniu), triumf w Moskwie po zakończeniu II Wojny Światowej, wcześniej okazał się zwykłym bandytą, wręcz zbrodniarzem wojennym. I nie mówię tutaj wcale o mordach popełnianych za jego przyzwoleniem (lu nawet za zgodą a być może nawet na polecenie), na wziętych do niewoli żołnierzach (węgierskich oficerów i część żołnierzy, którzy walczyli w obronie Budapesztu grudzień 1944 - luty 1945 z Armią Czerwoną, po ich kapitulacji po prostu ... oblano benzyną i podpalono), czy ludności cywilnej (której strzelano w twarz, lub masakrowano w taki sposób, że nie można było odróżnić kim wcześniej była dana osoba), a szczególnie kobiet (np. przybijanych gwoździami za ręce do drzwi i w takiej pozie gwałconych przez niekiedy kilka batalionów aż do ich zgonu).




Nie o tym mówię kochani Rosjanie, mówię o waszych żołnierzach, którzy w oczach marszałka Żukowa (i innych przesiąkniętych jadem turańszczyzny bydlaków, jak choćby "polskiego" generała Karola Świerczewskiego, który prawie ciągle pijany - rzadko bowiem kiedy trzeźwiał, wysyłał swych żołnierzy tabunami jako mięso armatnie bezpośrednio pod kulę, działo czy minę wroga), byli jedynie nic nieznaczącym bydłem, a nawet pokuszę się o stwierdzenie że mogli nawet być dla niego zwykłym ... łajnem. I powtarzam, wcale nie piszę tego posta z pozycji antyrosyjskich, gdyż wszystko to co do tej pory powiedziałem, jest najszczerszą prawdą. Ale wracając do marszałka Żukowa. 

Pewnego razu ów Żukow wezwał do siebie dowódcę kompanii czołgów, z zapytaniem dlaczego czołgi jeszcze nie przejechały przez most pontonowy na drugi brzeg Odry (tam chodziło chyba o to, że Żukow chciał pewnie by Stalin dostał erekcji na wiadomość o zdobyciu Berlina dnia 1 maja - w to "robotnicze święto ludzi pracy"). Ów oficer stwierdził, że przeprawa na razie jest niemożliwa, gdyż na moście zalegają ranni sowieccy żołnierze, których nie da się szybko usunąć, ze względu na ich stan zdrowia. Co zrobił wówczas ów marszałek? Kazał wstrzymać natarcie, póki nie ewakuują się stamtąd jego żołnierze? Nie, kochani, on po prostu wyciągnął z kabury pistolet i ... strzelił temu oficerowi w twarz, po czym do osłupiałego jego zastępcy powiedział: "Teraz ty dowodzisz". Jak myślicie, co się stało z sowieckimi rannymi na owym moście pontonowym na Odrze? Nic wielkiego, po prostu owe czołgi ... przejechały sobie po nich, jak po już nic niewartym ludzkim śmieciu, niezdolnym by ginąć za Stalina, więc bezużytecznym i niepotrzebnym. To jest właśnie turańszczyzna, nie mająca nic, zupełnie NIC wspólnego z Cywilizacją Białego Człowieka (choć Rosja to też kraj białych ludzi, ale jedynie rasowo, nie mentalnie ani cywilizacyjnie). 

Spójrzcie jaka przepaść cywilizacyjna dzieliła wówczas Związek Sowiecki od Stanów Zjednoczonych Ameryki - gen. George Patton za uderzenie mającego depresję żołnierza w twarz, został pozbawiony dowództwa 7 Armii i przez długi czas miał poważne problemy prawne, aż do czasu gdy publicznie przeprosił owego żołnierza. Natomiast Żukow strzelał sobie do własnych oficerów, jeździł czołgami po swych żołnierzach - i stał się bohaterem, "pogromcą Giermańców". Ale to jest właśnie różnica pomiędzy Cywilizacją Białego Człowieka, a krwawym, morderczym, turańskim Mordorem, traktującym ludzi jak gówno, zużyte śmieci czy w najlepszym wypadku bydło, które można sobie spalić w piecu hutniczym.

Inny przykład. Pewnego razu jeden z sowieckich generałów po spotkaniu z amerykańskim generałem Irą Eakerem (dowódcą amerykańskiej 8 Floty powietrznej i twórcą planów strategicznych bombardowań Rzeszy), wypowiedział słowa: "Zdecydowaliśmy się zabić wszystkich Niemców, wziąć 17 mln niemieckich kobiet i to będzie rozwiązaniem". Nie były to wcale pochopnie wypowiedziane słowa owego sowieckiego "komandira", ale oficjalne stanowisko rządu Związku Sowieckiego, co do przyszłych losów Niemiec (i niemieckich kobiet, które skończyłyby jako niewolnice swych rosyjskich "wyzwolicieli"). I nie były to tylko czcze słowa, gdyż Sowieci swój plan zaczęli wprowadzać konsekwentnie w życie po 21 października 1944 r. czyli po zajęciu niemieckiej wsi Nemmersdorf. To co tam Sowieci uczynili, stało się powodem ogólno-niemieckiej paniki w Prusach Wschodnich, gdy ludność cywilna uciekała całymi wioskami na Zachód, byle dalej przed Armią Czerwoną. Ci który uciec nie mogli popełniali samobójstwa na różny możliwy sposób. Panikę podsyciła jeszcze niemiecka kronika filmowa, która w listopadzie pokazała zbrodnię w Nemersdorff (Niemcy odbili wioskę już na drugi dzień 22 października 1944 r.). Szok, spowodowany faktem że zaledwie kilka godzin wystarczyło Sowietom do wymordowania wszystkich mieszkańców był ogromny.

Oto relacja jednego z żołnierzy niemieckich po odbiciu wioski Nemersdorff: "W wylotu ze wsi od głównej drogi odchodziła boczna, wiodąca do okolicznych gospodarstw. Przy pierwszej zagrodzie, na lewo od drogi, stał wóz drabiniasty. Do niego przybito za ręce w pozycji ukrzyżowanej cztery nagie kobiety. Na drzwiach stodoły przybito dwie nagie kobiety również w pozycji ukrzyżowanej. W mieszkaniach znaleźliśmy w sumie 72 kobiety i dzieci oraz jednego starego mężczyznę w wieku 74 lat. Wszyscy byli martwi. Widać było, że torturowano ich w bestialski sposób, z wyjątkiem kilkorga, których zabito strzałem w potylicę. Wśród zabitych były nawet niemowlęta ze strzaskanymi czaszkami. Wszystkie kobiety, a także dziewczynki w wieku 8 - 12 lat nosiły na ciele ślady gwałtu. Nie oszczędzono nawet niewidomej staruszki". Wszystkie zamordowane kobiety ze wsi (w wieku od 8 do 80 lat), nosiły na ciele ślady gwałtu, poza tym ciała były zmasakrowane. Wywołało to ogromną panikę wśród ludności niemieckiej w Prusach Wschodnich.


 

A co za tym idzie, wielki eksodus ludności z tamtych terenów na Zachód. Wielu z nich przybyło do Wielkopolski (wówczas "Warthegau" - Kraju Wart"), lub na Śląsk. Gdy pociąg z uchodźcami przybył do Poznania, na dworcu powitała ich orkiestra grająca marsz powitalny. To wywołało wśród uciekinierów ogromny gniew. Rzucili się na orkiestrę z pięściami i okrzykami: "Głodujemy, uciekliśmy przed sowieckim piekłem, a wy nas witacie marszem. Chcemy chleba nie pieśni" - nikt nie interweniował. Często dochodziło do konfliktów pomiędzy uciekinierami a miejscowymi (lub przybyłymi wcześniej kolonistami niemieckimi). Uciekinierzy ze Wschodu (jak również i z Zachodu przed alianckim bombardowaniem), byli przydzielani do mieszkań tutejszych Niemców, co powodowało konflikty wewnątrz-niemieckie. Jedna Niemka z Monachium, która przyjechała na Śląsk do męża (który tu mieszkał i stacjonował), musiała przyjąć do swego mieszkania rodzinę uciekinierów ze wschodu. Pewnego razu na spacerze spotkała swoją współlokatorkę, ubraną od stóp do głów w jej sukienkę. Kobiety zaczęły się szarpać na ulicy, a cała sprawa znalazła swój finał na policji, gdzie owa Niemka z Monachium została ukarana grzywną pieniężną za: "nieobywatelskie odnoszenie się do nieszczęśliwych rodaków".

W wyniku sowieckiej apokalipsy, zaczęły zmieniać się też nastroje niemieckiej ludności w stosunku do "podludzi". Ogólnie zapanowały nastroje przygnębienia wśród niemieckiej ludności i to nie tylko ludności cywilnej, ale nawet członków partii nazistowskiej i żołnierzy. Jeden z dyrektorów fabryki na Śląsku, wskazując na rosyjskiego robotnika przymusowego powiedział: "To jest mój przyszły następca". Zmienił się też stosunek do ludności polskiej. Na terenach włączonych bezpośrednio do Rzeszy (Pomorze, Wielkopolska, Śląsk), używanie języka polskiego na ulicy było kategorycznie zabronione jako jedna z najcięższych zbrodni wobec niemczyzny. Na przełomie 1944 i 1945 r. zmieniło się to bardzo (choć propaganda hitlerowska wrzeszczała z jeszcze większą siłą domagając się wskazywania wrogów ojczyzny - głównie Polaków, oraz "denuncjowania nieobywatelskich postaw wśród ludności niemieckiej" - zakazano bowiem zwrotów grzecznościowych - Guten Morgen i Guten Tag, twierdząc że powitanie niemieckie jest tylko jedno - Hail Hitler).




Niewielu reagowało już na używanie języka polskiego nawet przez Polaków siłą wcielonych do Wehrmachtu. Pewien żołnierz niemiecki (Polak ze Śląska, siłą wcielony do niemieckiego wojska), w grudniu 1944 r. rozmawiał z dziewczyną w przedziale pociągu po polsku, mimo że naprzeciw niego siedziała grupa Niemców, w tym jeden z partyjnych urzędników, który wylegitymował się książeczką partyjną podczas kontroli biletowej. Nikt na to nie zareagował, choć jeszcze kilka miesięcy wcześniej takiemu żołnierzowi groziłby za to sąd wojenny i kula w łeb. Na murach stacji kolejowej w Katowicach pojawił się w grudniu 1944 r. napis: "Pakujcie walizki, wasz koniec już bliski" i dalej "Złodzieje i mordercy nie uciekniecie nam", nakazano go jedynie zamalować i nie ciągnięto już sprawy dalej, choć wcześniej za coś takiego groziły srogie represje dla ludności polskiej.




Niemcy coraz częściej w oficjalny sposób zmieniali swój stosunek do ludności polskiej. Jeden z niemieckich gospodarzy na wsi pod Śremem przywiózł polskiej rodzinie 2 tony węgla na zimę (1944/1945 r.) Gdy odjeżdżał zwrócił się do nich: "Tylko jak by co, pamiętajcie kto wam pomógł". Choć i nastroje antypolskie też się wzmagały 21 października 1944 r. w bydgoskiej fabryce obuwia "Bromberger Leder Industrie", przy ulicy Magraf Gero Strasse (ulica margrabiego Gerona - pogromcy Słowian, który pobił Wieletów i Obodrzyców i wielokrotnie najeżdżał państwo Mieszka I. Dziś ta ulica nosi nazwę Chocimskiej), odbyło się zebranie polityczne dla niemieckich pracowników. Przemawiał przysłany z Berlina oficer polityczny NSDAP, który stwierdził: "Gdybyśmy kiedykolwiek zostali zmuszeni do opuszczenia tych ziem, to zanim je opuścimy, wyewakuujemy stąd wszystkich Niemców wraz z III grupą NLN (Niemiecka Lista Narodowa. III grupa to - autochtoni uważani przez Niemców za częściowo spolonizowanych - do takiej właśnie listy miał przynależeć mój pradziadek, ale ... odmówił podpisania volkslisty), a Polaków (kontynuował), wyrżniemy do jednego. Ten kto będzie zajmował te tereny, zastanie tylko zgliszcza i gruzy (...) Trzeba raz na zawsze skończyć z polską bezczelnością". Cała sala powitała te słowa z entuzjazmem. To też był turanizm, morderczy krwawy Mordor, tylko że w wersji zachodnio-mongolskiej, czyli brandenburskiej, pruskiej (uważam że Prusy pełnią w Niemczech rolę właśnie takich turańczyków, którzy podporządkowali sobie inne niemieckie kraje Cywilizacji Białego Człowieka).

Ale wracając do Sowietów. Gdy wkroczyli oni do Wiednia zgwałcili w brutalny sposób 100.000 kobiet (od dziewczynek po staruszki). Gdy brytyjski biskup Bernard Gryffin odwiedził Wiedeń zaraz po zakończeniu wojny, był przerażony tym co zastał. W liście z 7 sierpnia 1945 r. do biskupa Chester pisze że dwie córki i 10-letnia wnuczka jego niemieckiego przyjaciela, luterańskiego pastora w Wiedniu "cierpią na rzeżączkę, nabytą w wyniku wielokrotnego gwałtu. Pani N. (żona pastora, pisze dalej biskup), została zabita, kiedy chciała bronić się przed gwałtem, podczas gdy jej córka była gwałcona i później wywieziona do Omska na "indoktrynację". Sowieci gwałcili wszystkie kobiety. Jak piszę wszystkie, należy rozumieć to dosłownie, gdyż po ich wkroczeniu do Nysy brzemiennych było aż 182 zakonnice, w Katowicach 66 zakonnic zaszło w ciążę, po przejściu "wyzwoleńczej Czerwonej Armii" (należy podkreślić że zakonnice w Katowicach były Polkami). Jeśli siostry przeorne próbowały ukrywać czy sprzeciwiały się gwałtom nad swymi podopiecznymi - były mordowane.




Gdy minister spraw zagranicznych Wlk. Brytanii Ernest Bevin odwiedził Berlin po zakończeniu walk, przeżył szok. Po powrocie do Anglii powiedział w parlamencie: "Poczułem, Boże, że to cena za głupotę ludzką (…) To był najstraszniejszy widok" (swoją drogą nie widział Warszawy, po tym co zrobili z niej Niemcy w sierpniu, wrześniu i październiku 1944 r. wówczas dopiero przeżyłby załamanie nerwowe, połączone z silnym wstrząsem psychicznym). Sowieci dodatkowo zabijali każdego, bez względu na narodowość, płeć czy wiek (choć w Polsce starali się jeszcze zachowywać "w miarę przyzwoicie", wszelkie hamulce im puściły po wejściu na etniczne niemieckie tereny). Ale czy można się temu dziwić, skoro w ich własnej armii nie było szacunku dla ludzkiego życia?

Gdy Armia Czerwona zajęła Tychy, sołdaty rozeszli się po mieście w poszukiwaniu "łupów". dwóch krasnoarmiejców weszło do jednego z domów i po przeszukaniu pokoi w poszukiwaniu broni i "skarbów" i wódki, wpadła im w oko pani domu, którą zaczęli gwałcić. Jej mąż za próbę sprzeciwu został pobity do nieprzytomności z zmasakrowaną i zakrwawioną twarzą. Wówczas ich syn, młody chłopak widząc co się dzieje pobiegł do miejscowego sowieckiego "komandira", prosząc go by przyszedł i powstrzymał swych żołnierzy. Udało mu się namówić oficera do pójścia z nim do domu. Gdy weszli zastali leżącego na ziemi zakrwawionego ojca owego chłopaka i matkę leżącą na stole. Po domu kręcili się owi dwaj krasnoarmiejcy w poszukiwaniu kosztowności. Oficer sowiecki podszedł do jednego z nich wyciągnął pistolet i zastrzelił go na miejscu. Następnie skierował broń na drugiego, kompletnie przerażonego, po czym kazał mu wypierd.../wyjść. Według niego rozwiązał sprawę i ukarał winnych.

Ale myliłby się ten, kto by stwierdził że zbrodni dokonywali tylko żołnierze niemieccy i sowieccy. Alianccy żołnierze również popełniali przestępstwa na niemieckiej ludności cywilnej. W czasie procesu z lipca 1945 r. toczącego się przed amerykańskim senatem, oskarżono o gwałt czarnoskórych żołnierzy Armii USA, którzy po wkroczeniu do Stuttgartu, mieli zgwałcić ok. 2000 Niemek. Takie przypadki były częste (choć oczywiście nie dorównywały skali sowieckiej, ani nawet niemieckiej w czasie okupacji przez nich podbitych ziem). Cały aliancki aparat administracyjno-wojskowy stał zawsze po stronie żołnierzy. I tak oficer armii USA po zajęciu Monachium powiedział do ludności cywilnej, pytającej jakie prawa będą posiadali pod amerykańską okupacją: "Prawa! Nie macie żadnych praw. Jesteście pokonani, słyszycie?". Amerykańscy i brytyjscy żołnierze traktowali Niemki jak prostytutki, które często im ulegały, gdyż aby przeżyć i wykarmić swe dzieci, musiały oddawać się żołnierzom w zamian za "prezenty" (głównie papierosy, mydło, buty lub żywność z przydziałów).




Amerykański ppłk. Gerald F. Beane powiedział, że gwałt nie stwarza żadnych problemów żandarmerii wojskowej, bo: “trochę żywności, tabliczka czekolady lub kostka mydła nie wymagają gwałtu". Szef Hunter College - dr. George N. Shuster, tak pisał po wizycie w amerykańskiej strefie okupacyjnej w Niemczech: "Za wyjątkiem tych, którzy chcą utrzymywać kontakty z wojskiem, Niemcy nie dostają nic poza mydłem i butami. Nic dziwnego, że młode dziewczyny, niezamężne, błąkają się i dobrowolnie ofiarują się za żywność lub łóżko. Mówiąc bardzo prosto, mają jedyną rzecz na sprzedaż, i sprzedają ją. Jako sposób na umieranie, to może być gorsze niż głód, ale odłoży to śmierć na miesiąc, może rok". Oczywiście nie tylko Niemki były w taki sposób traktowane przez Amerykanów, również Japonki, Filipinki, i Francuzki. Ponoć po wejściu do Francji aliantów, francuscy mężczyźni zaczęli w nocy nosić pałki, aby chronić swoje żony i siostry przed obelgami i gwałtem. Zaś amerykański admirał William Halsey stwierdził publicznie na kolacji wydanej dla waszyngtońskich dziennikarzy: "Nienawidzę Japończyków. Mówię wam chłopcy, że gdybym spotkał ciężarną Japonkę, kopnąłbym ją w brzuch".

Jak to się ma jednak do Cywilizacji Białego Człowieka i owej turańskiej, dzikiej sowiecko-brandenbursko-pruskiej mentalności? Powiem tak, wojna przynosi zdziczenie, wojna jest domeną mężczyzn (kiedyś słyszałem takie powiedzenie, że w czasie pokoju rządzą kobiety, natomiast w czasie wojny, bezwzględnie rządzą mężczyźni). Wojna przynosi niejednokrotnie zobojętnienie na śmierć i ludzką tragedię. Żołnierz, który jeszcze do niedawna rozmawiając ze swoim kumplem i częstując go papierosami, nagle zdejmuje ze swojej twarzy jego jelita, bo chwilę wcześniej trafił go jakiś odłamek artyleryjski, nie może potem normalnie funkcjonować. Wojna czyni z ludzi potwory, zabija w nich jakiekolwiek normalne (w czasie pokoju) ludzkie odruchy. Zobojętnia na widok cierpienia i walających się dokoła ludzkich szczątków. A jeśli chodzi o gwałty, to żołnierze, widząc okropności wojny i mając świadomość że wkrótce to ktoś inny będzie wycierał sobie twarz z ich krwi i wnętrzności, wyrwani ze swych rodzin, od swych kobiet, szukają czegoś zastępczego, chwili przyjemności, która może być ostatnią w ich życiu. I nie baczą w tym momencie na cierpienie i przerażenie kobiet, które zmuszają do uległości siłą (np. przystawiając im lufę pistoletu lub karabinu pod głowę).
 



Ale różnica polega na mentalności społeczeństw w sytuacji powojennej, na tym, że nie czcimy zbrodniarzy wojennych i nie wystawiamy im monumentów, tylko stawiamy ich przed sądem i gwarantujemy możliwość obrony. Szanujemy nawet bydlaków, którzy nie szanują nikogo, bo taka jest nasza natura - natura ludzi wolnych. Natomiast mentalność turańska, mentalność dzikich hord Czyngis-Chana polega na zupełnie innym rozłożeniu akcentów. Człowiek w tej kulturze degeneruje się nie tyle psychicznie pod wpływem jakiegoś zewnętrznego zagrożenia, ale wręcz genetycznie, mentalnie, z pokolenia na pokolenie przenosi te same geny swym potomkom. Turańszczyzna najpełniej uosabia się obecnie, w postaci geopolitycznej koncepcji Aleksandra Dugina (z którym kiedyś zamieniłem kilka zdań na Facebooku, ale potem zaczął mnie obrażać, a następnie przestał odpowiadać na moje pytania i wpisy), która zwie się Euroazjatycyzmem (lub koncepcją Euro-Azjatycką do której dziś śpieszno zarówno Moskwie, jak i Berlinowi - co zresztą zrozumiałe, gdyż to właśnie te kraje Rosja i Brandenburgia, stanowią dokładne odwzorowanie koncepcji turańskiej w Europie).

I teraz chciałbym porównać ową euroazjatycką turańską bezwzględność z Cywilizacją Białego Człowieka, a raczej z Cywilizacją Wolności, którą doskonale uosabia (i uosabiała w przeszłości) Polska. W polskiej historii politycznej nie ma bowiem tradycji upokarzania i niszczenia już pokonanego przeciwnika, nie ma w ogóle tradycji militarnego niewolenia narodów. Nie ma tego, gdyż I Rzeczpospolita Obojga (Trojga) Narodów, którą stworzyła tradycja szlachecka (za co powinniśmy być wdzięczni naszym przodkom), wymagała pewnego rodzaju zgody, konsensusu, debaty - którą później nazwano warcholstwem. Innymi słowy I Rzeczpospolita była państwem bardziej demokratycznym, niż wiele dzisiejszych państw w Europie (o autorytaryzmie Unii Europejskiej, zarządzanej przez niedemokratyczny twór, jakim jest Komisja Europejska - nawet nie powinienem wspominać), a już w ogóle nie można jej porównywać z absolutystycznie rządzonymi twardą ręką królów i książąt - państwami Europy Zachodniej, o moskiewskim krwawym despotyzmie nawet nie wspominając. Polską tradycję polityczną zbudował konsensus i odpowiedzialność za państwo, połączona z głębokim patriotyzmem i troską o dobro "Rzeczy-Pospolitej" , czyli wspólnej wszystkim obywatelom.  

Dlaczego ruskie miasta na wschodnich rubieżach Rzeczypospolitej, mając do wyboru pokojowe przejście i "zjednoczenie" z Moskwą (celowo stosuję tu podział pomiędzy ludnością ruską a moskiewską, czyli rosyjską, gdyż to dwa zupełnie odmienne narody), w ramach "zbierania ziem ruskich" (hasła które jeszcze w XIV wieku rzucił wielki książę moskiewski - Iwan Kalita) - a Rzeczpospolitą, wybierali tę "drugą opcję". Dlaczego, przecież z Moskwą łączyło ich o wiele więcej cech wspólnych, niż z Litwą czy Polską, jak choćby religia (prawosławie), pochodzenie etniczne (słowiańskie, choć bliższe Moskwie), a nawet język. Dlaczego więc nie tylko pragnęli pozostać przy Rzeczypospolitej, lecz także gdy król polski, dążąc do zgody z Moskwą, oddawał jakieś ruskie miasto Rosji, oni przygotowali się do jego obrony, jednocześnie wysyłając swych przedstawicieli do Warszawy, by na sejmie prosić króla do zmiany decyzji, oraz namawiać w przypadku królewskiej odmowy - posłów do buntu. Dlaczego tak się działo?  Odpowiedź jest bardzo prosta - działo się tak, ponieważ Rzeczpospolita była państwem wolności i prawa - Rosja, czyli Moskwa, krwawą despotią, z bezwzględną władzą cara, jako samodzierżcy państwa (czyli właściciela całego kraju).

PS: I na koniec jeszcze małe pytanie do Ukraińców, gdyż ... ręce i wszystkie członki normalnie mi opadają. Jak to jest, drodzy Ukraińcy, że jest z wami tak cienko? Jak to jest, że nie macie w swej historii (no może poza Chmielnickim i Mazepą), żadnej godnej uczenia postaci, z której moglibyście być dumni, której bez żalu i bez obaw, moglibyście nadać nazwę jednego z placów w Kijowie? Jak to jest, że jedyną wielką postacią z waszej XX-wiecznej historii jest zwykły zbrodniarz i bandyta, którego czcicie, ponieważ nie macie żadnego innego wyboru. Jak to z wami jest? Naprawdę jesteście tak beznadziejni, że musicie czcić zbrodniarza, który stał za potwornymi mordami Ukraińskiej Powstańczej Armii i Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów - Stepana Banderę? Jak można nazwiskiem zbrodniarza uhonorować jeden z placów miejskich waszej stolicy? No ja się pytam, gdzie wy jesteście drodzy Ukraińcy, po której z wyżej wymienionych stron. Po stronie Cywilizacji Białego Człowieka, czyli cywilizacji Wolności i Godności ludzkiej, czy też jesteście tylko jednym z odprysków turańsko-mongolskiej dziczy, która przed wiekami najechała słowiańskie ziemie ruskie i całkowicie odmieniła ich mentalność? To co zrobiliście, sytuuje was po tej właśnie stronie i wiecie co ... nie chce mi się więcej o was pisać. 



DASWIDANIA 
(rosyjsko-ukraińska, mordercza, turańska) 
DRUZJA.




PS2  Wychodzi więc na to że Piłsudski miał stuprocentową rację, mówiąc że Rosję należy "rwać po szwach narodowych", być może bowiem dopiero owe rozerwanie kokonu (niczym rozbicie ula szerszeni), spowoduje powrót Rosjan do swych pierwotnych, wolnościowych tradycji słowiańskiej braci. Ale skoro i Ukraina okazuje się również państwem o mentalności turańskiej, może i ją także należy rozerwać. Na cholerę ludzkości takie perfidne państwo, które gloryfikuje bandytę - Banderę jako swojego bohatera narodowego?


 

środa, 6 lipca 2016

BANDYCI! - Cz. I

"LUDZIE LUDZIOM ZGOTOWALI TEN LOS"


STEPAN BANDERA



To motto z "Medalionów" Zofii Naukowskiej, opisującej zbrodnie dokonywane przez Niemców na Polakach i Żydach, niech stanie się również mottem wielkiej zbrodni, której na ludności polskiej, żydowskiej, ukraińskiej, czeskiej i holenderskiej (grupa osadników na Niderlandów), dopuściły się zbrojne bandy ukraińskich nacjonalistów, sterowanych politycznie i ideowo przez grupę Stepana Bandery.

Nacjonalistyczna ideologia banderowców, opierała się na koncepcji "oczyszczenia Ukrainy" z obcych wpływów kulturalno-społecznych. Owe "oczyszczanie", rozumiane było oczywiście jako eksterminacja fizyczna. Jestem w posiadaniu niektórych zdjęć pokazujących okropności, jakich dopuszczali się banderowscy zbrodniarze na bezbronnej ludności Wołynia, Podola i wschodniej Galicji (nie będę jednak wstawiał ich do tematu, gdyż są zbyt brutalne i przypominają raczej poćwiartowane "zwierzęce mięso" w rzeźni, niż ludzkie szczątki. Korpusy są przecięte na pół, ręce, nogi, kobiece piersi i męskie genitalia poobcinane).

Najgorszy w tym wszystkim był nakaz UPA (Ukraińskiej Powstańczej Armii), likwidacji mieszanych małżeństw. Zmuszano wówczas Ukraińców w takich związkach do ... osobistego zamordowania własnych dzieci i własnej żony (lub męża), jako dowód przynależności do narodu ukraińskiego. Jeśli odmawiali, byli mordowani jako pierwsi w niezwykle okrutny sposób. Mordowano wszystkich, nie oszczędzano ni kalek, ni dzieci. Pewna dziewczynka z jednej z wołyńskich wiosek, ocalała tylko dlatego że schowała się pod ciałami swych pomordowanych rodziców i rodzeństwa.


 A oto niektóre przykłady jakie stosowali zbrodniarze banderowscy na bezbronnej ludności Wołynia i Galicji wschodniej (były takie wioski, gdzie każdego mieszkańca zabijano w zupełnie inny sposób):


1. Wbijanie dużego i grubego gwoździa do czaszki głowy.


2. Zdzieranie z głowy włosów ze skórą (skalpowanie).


3. Zadawanie ciosu obuchem siekiery w czaszkę głowy.


4. Zadawanie ciosu obuchem siekiery w czoło.


5. Wyrzynanie na czole "orła".


6. Wbijanie bagnetu w skroń głowy.


7. Wyłupywanie jednego oka.


8. Wyłupywanie obu oczu.


9. Obcinanie nosa.


10. Obcinanie jednego ucha


11. Obrzynanie obydwu uszu.


12. Przebijanie zaostrzonym grubym drutem ucha na wylot drugiego ucha.


13. Obrzynanie warg.


14. Obcinanie języka.


15. Pieczenie żywcem w piecu chlebowym.


16. Podrzynanie gardła i wyciąganie przez otwór języka na zewnątrz.


17. Podrzynanie gardła i wkładanie do otworu szmaty.


18. Wybijanie zębów.


19. Łamanie szczęki.


20. Rozrywanie ust od ucha do ucha.


21. Kneblowanie ust pakułami przy transporcie jeszcze żywych ofiar.


22. Podcinanie szyi nożem lub sierpem.


23. Zadawanie ciosu siekierą w szyję.


24. Pionowe rozrąbywanie siekierą głowy.


25. Skręcanie głowy do tyłu.


26. Robienie miazgi z głowy przez wkładanie głowy w ściski zaciskane śrubą.


27. Obcinanie głowy sierpem.


28. Obcinanie głowy kosą


(...)


65. Łamanie kości rąk w kilku miejscach tępym narzędziem.


66. Łamanie kości nóg w kilku miejscach tępym narzędziem .


67. Przecinanie tułowia na wpół piłą ciesielską, obłożonego z dwóch stron deskami.


68. Przecinanie tułowia na wpół specjalną piłą drewnianą.


69. Obcinanie piłą obu nóg.


70. Posypywanie związanych nóg rozżarzonym węglem.


71. Przebijanie gwoździami rąk do stołu, a stóp do podłogi.


72. Przybijanie w kościele na krzyżu rąk i nóg gwoździami.


73. Zadawanie ciosów siekierą w tył głowy, ofiarom ułożonym uprzednio twarzą do podłogi.


74. Zadawanie ciosów siekierą na całym tułowiu.


75. Rąbanie siekierą tułowia na części.


76. Łamanie na żywo kości nóg i rąk w tzw. kieracie.


77. Przybijanie nożem do stołu języczka małego dziecka, które później wisiało na nim.


78. Krajanie dziecka nożem na kawałki i rozrzucanie ich wokół.


79. Rozpruwanie brzuszka dzieciom.


80. Przybijanie bagnetem małego dziecka do stołu.


81. Wieszanie dziecka płci męskiej za genitalia na klamce drzwi.


82. Łamanie stawów nóg dziecka-


83. Łamanie stawów rąk dziecka.


84. Zaduszenie dziecka przez narzucenie na nie różnych szmat.


85. Wrzucanie do głębinowych studni małych dzieci żywcem.


86. Wrzucanie dziecka w płomienie ognia palącego się budynku.


87. Rozbijanie główki niemowlęcia przez wzięcie go za nóżki i uderzenie o ścianę lub piec.


88. Powieszenie za nogi zakonnika pod amboną w kościele.


89. Wbijanie dziecka na pal.


90. Powieszenie na drzewiach kobiety do góry nogami i znęcanie się nad nią poprzez odcięcie piersi i języka, rozcięcie brzucha i wybieranie oczu oraz odcinanie nożami kawałków ciała.


91. Przybijanie gwoździami małego dziecka do drzwi.


92. Wieszanie na drzewie głową do góry.


93. Wieszanie na drzewie nogami do góry.


94. Wieszanie na drzewie nogami do góry i osmalanie głowy od dołu ogniem zapalonego pod głową ogniska.


95. Zrzucanie w dół ze skały.


96. Topienie w rzece.


97. Topienie poprzez wrzucenie do głębinowej studni.


98. Topienie w studni i narzucanie na ofiarę kamieni.


99. Zadźganie widłami, a potem pieczenie kawałków ciała na ognisku.


100. Wrzucenie dorosłego w płomienie ogniska na polanie leśnej, wokół którego ukraińskie dziewczęta śpiewały i tańczyły przy dźwiękach harmonii.


101. Wrzucanie do klozetowego szamba żywych ofiar oraz bicie żelaznym narzędziem po głowie i ciskanie ich w głąb tego szamba.


102. Podwieszanie pod pachy na drzewie w lesie i palenie pod ofiarą gałęzi i chrustu.


103. Wiązanie rąk drutem i zadawanie na całym ciele ran kutych.


104. Oskalpowanie - ściągnięcie skóry z głowy i twarzy - wraz z wybraniem oczu, obcięciem uszu, przecięciem krtani i wyciągnięciem przez nią języka.


105. Obcięcie genitaliów, wydłubanie oczu i skucie całego ciała cienkimi igłami.


106. Porąbanie ośmiomiesięcznego dziecka na cztery części.


107. Rozbieranie do naga, związywanie ofiary drutem kolczastym i wpychanie do przerębli pod lód rzeki.


108. Przybicie bagnetem do stołu kilkumiesięcznego dziecka i włożenie mu do ust kawałka niedojedzonego kiszonego ogórka.


109. Duszenie sznurem zakładanym na szyję i zabijanie ciosem noża w serce.


110. Wyrywanie księżom wyznania rzymsko-katolickiego pulsujących serc z piersi, a niekiedy prezentowanie ich widzom i odliczanie na zegarku czasu trwanie agonii.


111. Duszenie drutem kolczastym.


112. Wypruwanie dzieciom wnętrzności i rozwieszanie jelit na ścianie w jakiś nieregularny sposób wraz z kartką wiszącą na gwoździu z napisem w ukraińskim języku: "Polska od morzu do morza!".


113. Przybijanie dzieci do ściany z rozkrzyżowanymi rękami.


114. Wyłamywanie dzieciom stawów rąk i nóg i przybicie martwego dziecka do stołu - na oczach dorosłych osób.


115. Pozbawienie życia dwudziestoma dwoma i więcej ciosami noża.


116. Przymocowanie tułowia do oparcia i rzucanie w nie nożami.


117. Wiązanie - skuwanie rąk drutem kolczastym.


118. Zadawanie śmiertelnych uderzeń łopatą.


119. Przybijanie rąk do progu mieszkania.


120. Przebijanie kołami dzieci na wylot.


121. Wleczenie ciała po ziemi za nogi związane sznurem.


122. Przybijanie małych dzieci dookoła grubego, przydrożnego drzewa, tworząc w ten sposób tzw. "wianuszki".


Niedobrze się robi gdy się to czyta, ale to nie jest scenariusz tortur do jakiegoś filmowego horroru, tylko rzeczywistość, jakiej doświadczali Polacy, Żydzi, Ukraińcy i inne narody, które zasiedlały tereny Wołynia i Podola w 1943 i 1944 r. Wówczas to Ukraińcy dopuścili się tych strasznych, nieludzkich zbrodni. Dziś zaś, na Ukrainie odżywa kult Stepana Bandery OUN (Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów) i UPA. Do pewnego stopnia jestem w stanie to nawet zrozumieć, gdyż jeśli się popatrzy na dzieje Ukrainy, to w zasadzie należy stwierdzić że takie państwo ... nigdy wcześniej nie istniało (wyjąwszy jedynie niedługi okres, w którym państwo kozackie stworzył na terenach dzisiejszej Ukrainy - Bohdan Chmielnicki, ale trwało ono króciutko, w latach 1648-1654, do czasu podporządkowania Kozaczyzny (Ukrainy), Moskwie w ugodzie perejesławskiej (18 stycznia 1654 r.) i niepodległa Ukraina przestała istnieć (ostatecznie Kozaczyznę i Sicz Zaporoską zlikwidowała caryca Katarzyna II w 1775 r. rozwiązując kozackie wojsko zaporoski i zakazując używania jego nazwy).

Potem Ukraińcy próbowali odzyskać niepodległość w październiku/listopadzie 1918 r. po zakończeniu I Wojny Światowej, jednak z tych planów niewiele wyszło. Raz, że powstały dwa niezależne od siebie państwa ukraińskie, na zachodzie - Zachodnioukraińska Republika Ludowa, z która w czasie wojny z również odradzającą się Polską 1 listopada 1918 - 16 lipca 1919 r. przestała istnieć, a cały jej teren został zajęty przez Wojsko Polskie i potem wszedł w skład trzech województw: lwowskiego, tarnopolskiego i stanisławowskiego, będących kontynuatorami przedrozbiorowych województw Rzeczypospolitej Obojga Narodów - podolskiego i bełskiego.

Drugim państwem ukraińskim była Ukraińska Republika Ludowa ze stolicą w Kijowie, która przestała istnieć w wyniku wojny z Rosją Sowiecką (Piłsudski w czasie wojny z bolszewikami 14 luty 1919 - 18 października 1920 r. zawarł układ sojuszniczy z ostatnim "prezydentem" (przewodniczącym Dyrektoriatu) Ukraińskiej Republiki Ludowej - Symonem Petlurą - 21 kwietnia 1920 r. i rozpoczął wielką ofensywę na Ukrainie (25 kwietnia), której celem miało być ponowne zdobycie Kijowa (z rąk bolszewików), w celu oddania tego miasta (i wielu innych zdobytych za linią Zbrucza), odrodzonej Ukrainie, która odtąd miała być związana sojuszami polityczno-militarno-gospodarczymi z Polską. Kijów został zdobyty dnia 4 maja 1920 r. Jednak upadek tego miasta pobudził Rosjan do działania, którzy zaczęli masowo zgłaszać się do jednostek Armii Czerwonej z prośbą o skierowanie na front kijowski, przeciwko Polakom.

Rozpoczęła się wielka sowiecka ofensywa Aleksandra Jegorowa i Siemiona Budionnego, która zmusiła Wojsko Polskie (i wspierające je oddziały ukraińskie), do wycofania się z Kijowa 13 czerwca 1920 r. A potem ruszyła także północno-zachodnia ofensywa Michaiła Tuchaczewskiego, która tak się rozpędziła, że zamierzała: "Po trupie Polski", przejść do "serca Europy". Nie powiodła im się jednak ta próba, gdyż w sierpniu 1920 r. Bitwie Warszawskiej (w której na południowym odcinku frontu, również walczyły nieliczne oddziały ukraińskie, które jeszcze dochowały wierności Petlurze), Wojsko Polskie wymierzyło im takiego kopa w sowiecki zadek, że nie wiedzieli gdzie mają się zatrzymać. A potem powtórzono to samo (likwidując łącznie osiem armii sowieckich), w kolejnej, wrześniowej Bitwie Niemeńskiej, co spowodowało że front sowiecki praktycznie przestał istnieć i droga na Wschód pozostawała przed Polakami otworem. Rozpoczęto więc ofensywę, zdobywając wiele miast (w tym np. Mińsk, stolicę dzisiejszej Białorusi), ale wówczas to Lenin zaproponował zawarcie pokoju (godząc się nawet na zajęcie przez Polaków ogromnych terenów na Ukrainie i Białorusi, z czego nasze endecko-ludowe "dyplomatołki" nie skorzystały, obawiając się że tak wielkiego terytorium nie uda się ... skutecznie spolonizować).

Państwo ukraińskie znów jednak przestało istnieć i nadzieja na jego odbudowanie pojawiła się wraz z atakiem hitlerowskich Niemiec na Związek Sowiecki - 22 czerwca 1941 r. Ukraińcy nigdy nie byli jednak dla Niemców partnerami do rozmowy, po prostu planowano ich wykorzystać w pierwszej fazie, ale o żadnej niepodległości Ukrainy, Niemcy nie chcieli słyszeć. Mimo to Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów, podjęła się próby depolonizacji całego terenu Wołynia, Podola i części Małopolski Wschodniej, przeprowadzając tam, rękoma Ukraińskiej Powstańczej Armii, potworne zbrodnie, jakich trudno nawet szukać wśród zbrodniarzy niemieckich czy sowieckich. Zaprezentowana powyżej przeze mnie lista metod zadawania śmierci, jest oryginalnym (choć nie pełnym) spisem, który powstał po masakrze.

Dziś Ukraina nie jest w stanie publicznie przeprosić za dawne zbrodnie, ba, w wielu miastach utrzymuje się kult zbrodniarza Bandery (ideowego wodza OUN-UPA, takiego ukraińskiego Hitlera). Tylko nieliczni są w stanie powiedzieć prawdę, tak jak pewien stary Ukrainiec, jakiego spotkałem we Lwowie kilka lat temu, który powiedział wprost: "To wielkie bandyctwo było, to nie po naszemu". Dopóki jednak Ukraińcy nie zdadzą sobie sprawy, że dla nas zbrodnia wołyńska, jest tak samo ważna, jak dla Żydów holocaust, dopóty nie ma mowy o żadnym zbrataniu naszych narodów, a wcześniej czy później Ukraina (bez wsparcia Polski) stanie się częścią Rosji (a zachodnie tereny, aż do Zbrucza, lub tylko do Lwowa, ponownie wrócą do polskiej Macierzy). Bez jawnej deklaracji władz ukraińskich, oficjalnie przepraszających za mordy na polskich Kresach Wschodnich w latach 1943-1944, nie ma mowy o ponownym pojednaniu i zjednoczeniu naszych słowiańskich narodów.


 OTO UKRAIŃSKI FILMIK Z 2007 r. GLORYFIKUJĄCY BANDYTÓW Z UPA




A OTO JEDNE Z "NAJŁAGODNIEJSZYCH"
ZDJĘĆ, DOKUMENTUJĄCYCH 
UKRAIŃSKIE ZBRODNIE  NA POLAKACH










 


 
 CDN.