Łączna liczba wyświetleń

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ZSRS. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ZSRS. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 8 kwietnia 2025

UMIESZ LICZYĆ, LICZ NA SIEBIE - Cz. III

CZYLI O TYM, JAK POMAGALI NAM W WALCE Z BOLSZEWICKIM NAJAZDEM ZACHODNI SOJUSZNICY W ROKU 1920





"OJCZYZNA MOJA TO PRAOJCÓW SŁAWA, SZCZERBIEC CHROBREGO, CECORSKA BUŁAWA. TO DUCH RYCERSKI, SZLACHETNY A MĘSKI - TO NASZE WIELKIE ZWYCIĘSTWA I KLĘSKI!"


 Nim rozpoczęły się polsko-ukraińskie walki o Lwów i Galicję Wschodnią, na fali Rewolucji Lutowej w Rosji i stworzeniu w Piotrogrodzie Rządu Tymczasowego 15 (2 - data według kalendarza juliańskiego, obowiązującego jeszcze wówczas w Rosji, który był opóźniony w stosunku do kalendarza gregoriańskiego o jakieś 13 dni w wieku XX) marca 1917 r. (najpierw na jego czele stanął Gieorgi Lwow, a potem od 20 (7) lipca 1917 r. Aleksander Kiereński), już 17 (4) marca 1917 r. w Kijowie powstała ukraińska Centralna Rada, stawiająca sobie za cel reprezentowanie narodowych interesów Ukraińców. Zwołała ona w dniach 17-21 kwietnia (odtąd daty przytaczam tylko w kalendarzu gregoriańskim) do Kijowa I Ukraiński Zjazd Narodowy, w którym uczestniczyło przeszło 1000 delegatów reprezentujących różne ukraińskie ugrupowania polityczne, zawodowe i kulturalne. Żądano na nim wyznaczenia granic Ukrainy "zgodnie z wolą ludu" oraz udziału przedstawicielstwa ukraińskiego w przyszłej konferencji pokojowej. Na tym zjeździe wyłoniono tzw. Małą Radę składającą się z prezydenta (Hruszewski), dwóch wiceprezydentów, sekretarzy Rady, oraz po dwóch reprezentantów każdej z ukraińskich partii politycznych. W kolejnych tygodniach maja i czerwca 1917 r. zwoływano inne zjazdy: Wojskowy i Chłopski. Szybko też doszło do konfliktu pomiędzy Centralną Radą a rosyjskim Rządem Tymczasowym, który widział w poczynaniach Ukraińców świadomą akcję zmierzającą do rozbicia Rosji. Coraz więcej głosów na Ukrainie nawoływało do ogłoszenia autonomii i zaprzestania konsultacji z Rządem Tymczasowym (były też głosy jawnie nawołujące do niepodległości). Wiedząc że konflikt jest nieunikniony, Centralna Rada poczęła organizować własne siły zbrojne i jeszcze w kwietniu 1917 r. w miejscowości Zwienihorodka (w guberni kijowskiej) zaczęto formować ochotniczą formację Wolnych Kozaków (w październiku 1917 r. liczyli oni już 60 000 żołnierzy). Atamanem tej formacji został gen. Paweł Skoropadski.

23 czerwca 1917 r. Centralna Rada ogłosiła I Uniwersał w którym proklamowała autonomię Ukrainy i tworzyła rząd autonomiczny - Sekretariat Generalny (od 28 czerwca - a jego czele stanął niejaki Wynnyczenko). Jednak konflikt Centralnej Rady z Rządem tymczasowym został zażegnany już 13 lipca, gdy zawarto ugodę z Kiereńskim, wymierzoną głównie przeciwko bolszewikom działającym na Ukrainie. Kwestia autonomii Ukrainy miała zostać odłożona do czasu zwołania Ogólnorosyjskiego Zgromadzenia Ustawodawczego, choć Centralna Rada stała się przedstawicielką Rządu Tymczasowego w pięciu guberniach (kijowskiej, podolskiej, połtawskiej, wołyńskiej i części czernihowskiej), a składała się z 822 przedstawicieli. Efektem tego porozumienia było wydanie 16 lipca przez Centralną Radę II Uniwersału, w którym informowano o pełnym poparciu dla Rządu Tymczasowego. W dniach 16-20 lipca 1917 r. bolszewicy Włodzimierza Lenina (którzy już od maja byli przygotowani do przejęcia władzy), wzniecili pucz w Piotrogrodzie. Zakończył się on jednak ich klęską, Rząd Tymczasowy dokonał wielu aresztowań działaczy bolszewickich, a sam Lenin musiał uciekać do Finlandii (gdzie żył pod zmienionym nazwiskiem i ogoloną brodą). Te wydarzenia doprowadziły również na Ukrainie do ataków na siedziby miejscowych komitetów Socjaldemokratycznej Partii Robotniczej Rosji (bolszewików). Rozpoczęły się aresztowania w Charkowie, Odessie, Winnicy i oczywiście w Kijowie (oliwy do ognia dolały również niepowodzenia na froncie i załamanie się ofensywy rozpoczętej 30 czerwca, a zakończonej już 11 lipca 1917 r. głównie na Froncie Galicyjskim, ale również w rejonie Wilna. Stracono tam prawie to 60 000 żołnierzy zabitych, rannych i wziętych do niewoli. To też wywołało gniew przeciwko bolszewikom, jako winnym akcjom defetystycznym i poniemieckim).


BOLSZEWICKA PROPAGANDA Z CZASÓW WOJNY DOMOWEJ 
(Na pierwszym planie admirał Kołczak) 



Po upadku "białego" puczu gen. Ławra Korniłowa w Piotrogrodzie (10 - 13 września 1917 r.), dążącego do objęcia władzy w Rosji i obalenia rządu Kiereńskiego, jego echa wystąpiły również i na Ukrainie. W Berdyczowie aresztowano kilku uczestników puczu którzy znaleźli się na Ukrainie, w tym gen. Antona Denikina - bliskiego współpracownika Korniłowa. Jednak gdy 7 listopada (25 października) 1917 r. wybuchła w Piotrogrodzie rewolucja bolszewicka i obalono rząd kiereńskiego wprowadzając bolszewicką dyktaturę, pozycja Sekretariatu Generalnego i Centralnej Rady na Ukrainie również zaczęła się pogarszać. Już 11 listopada 1917 r. komuniści próbowali przejąć władzę w Kijowie i początkowo rzeczywiście udało im się wyeliminować wiele agend Rządu Tymczasowego oraz Centralnej Rady, ale oddziały ochotnicze Wolnych Kozaków szybko sobie z nimi dały radę i już 13 listopada Centralna Rada odzyskała władzę nad miastem. Nawiązano też kontakt z operującym nad Donem gen. Aleksem Kaledinem, mianując go "atamanem wojska dońskiego". Starał się on przywrócić władzę Rządu Tymczasowego na kontrolowanych przez siebie obszarach. W tym czasie zaś zdominowana przez bolszewików Rada Komisarzy Ludowych w Piotrogrodzie, ogłosiła 15 listopada 1917 r. "Deklarację Praw Narodów Rosji" w której uznawała prawo wszystkich narodów zamieszkujących dawną Rosję do swobodnego decydowania o własnym losie (m.in. prawo narodu polskiego, jednak trzeba pamiętać że było to tylko i wyłącznie działanie czysto propagandowe. Tak naprawdę celem bolszewików było wywołanie rewolucji bolszewickiej w Europie, Rosja zaś była tylko odskocznią która miała zanieść żagiew rewolucji na Zachód. Lenin bowiem nigdy nie zamierzał budować komunizmu w samej Rosji, jeśli już to w Niemczech, ale nie w Rosji - którą uważał za zacofaną i niezdolną do realnego stworzenia dyktatury proletariatu).

Pod wpływem tej deklaracji, już 20 listopada Centralna Rada ukraińska wydała swój III Uniwersał, w którym proklamowano utworzenie niezależnego państwa Ukraińskiej Republiki Ludowej, obejmującej ziemie zamieszkane w większości przez Ukraińców (choć jednocześnie deklarowano utrzymanie federacyjnego związku z Rosją). Szybko jednak okazało się że nowe państwo jest ponownie zagrożone przez bolszewików, którzy zyskiwali coraz większą władzę w Radach Delegatów Robotniczych i Żołnierskich na różnych terenach Ukrainy, tym bardziej że wciąż toczyła się wojna z Niemcami i Austro-Węgrami, z której to Centralna Rada nie chciała się wycofać. 16 grudnia 1917 r. bolszewicka Rada Komisarzy Ludowych wydała "Manifest do narodu ukraińskiego", w którym uznawała oficjalnie niepodległość Ukrainy, jednocześnie skierowała do Centralnej Rady ultimatum, domagając się zaprzestania rozbrajania formacji bolszewickich i przepuszczenia przez tereny ukraińskie, oddziałów tworzącej się Armii Czerwonej. Tekst bolszewickiego ultimatum został odrzucony przez Centralną Radę. W grudniu bolszewicy zajęli Charków, gdzie na zorganizowanym w dniach 24-25 grudnia 1917 r. zjeździe stwierdzono, iż: "Od chwili obecnej władza na terytorium Republiki Ukraińskiej należy wyłącznie do Rad Delegatów Robotniczych, Żołnierskich i Chłopskich (...) Ukrainę ogłasza się Republiką Rad!" Już 27 grudnia powołano Sekretariat Ludowy Ukraińskiej Republiki Robotniczo-Chłopskiej, czyli pierwszy rząd Ukrainy sowieckiej. W kolejnych dniach stojący na czele Czerwonej Gwardii - Włodzimierz Antonow-Owsiejenko skierował swe siły z Charkowa przez Połtawę do Czerkas, a stamtąd na południe, ku Jakaterynosławowi. Nie udał się anty-sowiecki pucz, przygotowany przez dowódcę Frontu Rumuńskiego gen. Szczerbakowa. Już w styczniu 1918 r. bolszewicy zajęli po ciężkich walkach Odessę, Mikołajów, Chersoń i Aleksandrowsk. Utworzono też pułk Czerwonych Kozaków, na czele którego stanął Witalij Prymakow.





Front bolszewicki zbliżał się już do Kijowa, padały kolejne miasta, a w samym Kijowie bolszewicy zorganizowali powstanie (15 stycznia 1918 r ). Główne uderzenie szło z dwóch stron, od strony "Arsenału", gdzie podążali zmobilizowani przez bolszewików robotnicy, i ze strony dzielnicy Padoł, gdzie skoncentrowano oddziały czerwonogwardyjskie. Krwawe walki trwały do końca stycznia i początku lutego. Ostatecznie oddziały gen. Semena Petlury zdobyły "Arsenał" i krwawo rozprawiły się z jego obrońcami. Ale 4 lutego do lewobrzeżnej strony Kijowa wkroczyły oddziały Gwardii Czerwonej Antonowa-Owsiejenki, zajmując przedmieście Darnicę i opanowując most na Dnieprze. Wojska ukraińskie (i tym członkowie Centralnej Rady) ewakuowali się do Żytomierza, a do 8 lutego cały Kijów został opanowany przez bolszewików, gdzie 12 lutego zainstalował się rząd Ukrainy Sowieckiej. W styczniu 1918 r. opanowane przez bolszewików zostało również Zagłębie Donieckie (które w marcu Komitet Centralny partii bolszewickiej uznał za "nierozłączną część Ukrainy" - gdyż pojawiły się głosy o włączenie tego obszaru bezpośrednio do Rosyjskiej Republiki Sowieckiej). W tym czasie (1 lutego 1918 r.) Ukraińska Republika Ludowa została uznana przez Niemcy i Austro-Węgry, a 9 lutego podpisany został traktat pokojowy. Jako granicę uznano na południu dotychczasową granicę rosyjsko-austriacką z 1914 r. a na północy przebiegającą od Tarnogrodu przez Biłgoraj, Szczebrzeszyn, Krasnystaw, Puchaczów, Radzyń Podlaski, Międzyrzecz, Mielnik, Kamieniec Litewski i Próżany. Jednocześnie w Brześciu nad Bugiem trwały rozmowy niemiecko-austro-węgiersko-bolszewickie, gdyż od 15 grudnia 1917 r. Rosja Sowiecka zawarła rozejm z Niemcami i Austro-Węgrami na froncie. Mimo to wysłannik sowiecki na rozmowy pokojowe Lew Trocki nie chciał się zgodzić na niemieckie warunki, licząc na szybki wybuch rewolucji bolszewickiej w Europie Zachodniej, szczególnie zaś w Niemczech. Efektem tej odmowy był szybki atak niemiecki na froncie, który do końca lutego posunął front daleko na wschód (Niemcy opanowali całą Estonię i Łotwę, dochodząc do Narwy, podeszli pod Psków, zajęli twierdzę Dyneburg, zdobyli Mińsk i Połock, zajęli Homel, a 1 marca 1918 r. wkroczyli do Kijowa (rząd Ukrainy Sowieckiej uciekł do Jakaterynosławia), Berdyczowa i winnicy. Te sukcesy zmusiły bolszewików do przyjęcia niemieckich warunków pokojowych i 3 marca 1918 r. w Brześciu nad Bugiem podpisano traktat na warunkach narzuconych przez Państwa Centralne.




Wraz z wojskami niemieckimi do Kijowa wróciła Centralna Rada ukraińska. 22 marca na wniosek Dymitra Antonowicza (już pod niemiecką kontrolą) uchwalono ustawę o godle Ukraińskiej Republiki Ludowej którym został stylizowany trójząb (tryzub) w wieńcu laurowym, przejętym z monety księcia kijowskiego - Włodzimierza Wielkiego. Realnie Ukraina stała się niemiecką kolonią i była częścią przygotowywanego planu Mitteleuropy (już w kwietniu Centralna Rada musiała się zgodzić na wysłanie do Niemiec i Austro-Węgier znacznych ilości produktów żywnościowych, w tym przeszło 45 000 ton mięsa, niemal miliona ton zboża, 500 000 sztuk jajek itd, natomiast kraj był totalnie wyczerpany i zniszczony przedłużającą się wojną). Wielu ukraińskich patriotów zaczęło protestować wobec tym nakazom, co doprowadziło (28 kwietnia 1918 r.) do aresztowania przez Niemców na posiedzeniu Centralnej Rady kilku działaczy ukraińskiego ruchu narodowego. Nazajutrz zaś Centralna Rada - jakby nigdy nic - uchwaliła konstytucję Ukraińskiej Republiki Ludowej i wybrała Hruszewskiego prezydentem tejże republiki. Konstytucja deklarowała iż Ukraina jest państwem niepodległym, a jej granice są nienaruszalne, jednocześnie najwyższą władzą ustawodawczą miało być Zgromadzenie Narodowe (Wsenarodni Zbory), wykonawczą - Rada Ministrów Ludowych. Przyznano autonomię polityczną mniejszościom: rosyjskiej, żydowskiej i polskiej. Jednocześnie tego samego dnia (czyli 29 kwietnia) na zjeździe ukraińskiej partii chłopskiej gen. Paweł Skoropadski (przy poparciu Niemców) został okrzyknięty "hetmanem Ukrainy". Ogłosił on powstanie państwa ukraińskiego (Ukrajinśka Derżawa) i proklamował się jego jednowładcą. Dotychczasowy rząd został aresztowany. Przywrócił on przedrewolucyjne porządki (w tym prywatną własność środków produkcji). W tym czasie wojska niemieckie dotarły do Rostowa i Charkowa nad Donem, opanowując praktycznie całą Ukrainę (w tym Krym wraz z Sewastopolem i Kerczem).

W dniach 5-12 lipca 1918 r. w Moskwie odbył się I Zjazd Komunistycznych Organizacji Ukrainy, na którym powołano do życia Komunistyczną Partię (bolszewików) Ukrainy. Przygotowywano się teraz do wywołania na Ukrainie powszechnego powstania ludowego przeciwko rządom "hetmańszczyzny" - czyli proniemieckiej dyktaturze Skoropadskiego. I rzeczywiście, bunty wybuchały już od lata 1918 przeciwko rządom Niemców i ich mianowańca, co doprowadziło do tego, że rządy Skropadskiego utrzymały się tylko w miastach, a wsie praktycznie były poza kontrolą Hetmanatu. W tych warunkach bolszewicy postanowili 5 sierpnia wywołać powstanie na Ukrainie, które jednak zakończyło się katastrofą i już dwa dni później musiano je odwołać. Podpisanie kapitulacji Niemiec na Froncie Zachodnim - 11 listopada 1918 r. doprowadziło również do zakończenia reżimu Skoropadskiego na Ukrainie (choć w samym Kijowie nadal trzymał się mocno). 14 listopada ukonstytuował się w Białej Cerkwi pięcioosobowy Dyrektoriat, na czele którego stanął Wynnyczenko. Tam też stacjonowała 3 500 formacja Strzelców Siczowych dowodzona przez Eugeniusza Konowalca i Andrzeja Melnyka. Dowództwo nad siłami zbrojnymi Dyrektoriatu objął Semen Petlura, który ruszył na Kijów przeciwko Skoropadskiemu i 14 grudnia 1918 r. zdobył miasto, ostatecznie likwidując Hetmanat (sam Skoropadski uciekł do Niemiec).




A tymczasem nocą z czwartku na piątek 31 października na 1 listopada 1918 r. we Lwowie, formacje ukraińskie z koszar przy ul. Jabłonowskich, św. Piotra i Pawła, oraz Zyblikiewicza, obsadziły najważniejsze gmachy miejskie (Magistrat, Policję, Pocztę Kolej), wywieszając tam flagi żółto-niebieskie. Rankiem zdążający na cmentarze ludzie (gdyż był to dzień Wszystkich Świętych), ujrzeli owe flagi, a także porozlepiane na mieście odezwy Ukraińskiej Rady Narodowej, proklamujące powstanie Zachodnioukraińskiej Republiki Ludowej ze stolicą we Lwowie. Atamanem tego tworu państwowego został Dymitr Witowski. Ogłosił on mieszkańcom Lwowa wydanie wszelkiej broni (tej, której jeszcze nie zabrali Rosjanie po 1914 r.), a także wprowadził godzinę policyjną od 18:00 i zakaz zgromadzeń. Ludność polska, która we Lwowie stanowiła znaczną większość, postanowiła zaprotestować wobec tym ukraińskim gwałtom. Jego przejawem było ściągnięcie z wieży ratuszowej żółto-niebieskiej flagi ukraińskiej, a zawieszenie tam flagi miejskiej. Natomiast Polacy chwycili za broń i rozpoczęły się walki o Lwów. Do walki garnęła się głównie młodzież, a nawet dzieci (notabene Aleksandra Bitschan-Zagórska zorganizowała formację wojskową zwaną Ochotniczą Legią Kobiet - OLK-a, która liczyła 17 kobiet z bronią i 410 w służbach pomocniczych). Łącznie do obrony Lwowa zaangażowało się 6022 osoby (chodź nazwa ta też jest myląca, gdyż były to głównie ataki na pozycje ukraińskie, a nie obrona) z czego poległo 439 (w tym 12 kobiet), rannych zostało 760 żołnierzy i 150 cywilów. Ukraińców zginęło 250 a zostało rannych ok. 500 żołnierzy. I tak, najdzielniej biły się dzieci, o dorosłych nie można już tego powiedzieć. Najmłodszy żołnierz z karabinem miał zaledwie 9 lat, dziesięciolatków było pod bronią siedmiu, a dzieciaków do 15 roku życia łącznie 501. Zginęło z nich 30. 16 i 17-latków poległo 84. 




W wydanej w latach 30-tych "Obronie Lwowa" liczącej 3 tomy (najgrubszy liczył 1096 stron) znajduje się taki opis: "(...) małe szkraby drwiąc z niebezpieczeństw, umiały się przyślizgiwać przez najpilniej strzeżone pozycje. (...) W Sokolnikach kilku młodych strzelców, dzieci prawie, zdobyło armatę. (...) Masa podrostków, dzieci nawet, wlot umiała znaleźć się w sytuacji. (...) Znakomici wywiadowcy, łącznicy, noszący meldunki i rozkazy w sposób nieporównanie szybki - tu przynosił amunicję, tam żywność, ówdzie znalazł porzucony karabin. Ukraińcy z zawziętością ścigali tych malców, mszcząc się doraźnie. (...)", a także: "Kobieta wywarła w obronie Lwowa wydatną rolę. (...) Nie tylko w charakterze sanitariuszki i kucharki, także z karabinem. Obecność kobiet na placówkach w podniecający sposób działała na młodego żołnierza". I tutaj w zasadzie słowa pochwały się kończą, ponieważ poza dziećmi, kobietami które zgłosiły się do obrony Lwowa, kadrą Politechniki Lwowskiej i miejskimi dziennikarzami, cała reszta (łącznie z oficerami zawodowymi) wykazała się skrajnym tchórzostwem i niekompetencją. Powiadano że grypa nigdy jeszcze tak ostro nie grasowała we Lwowie jak wówczas. Wielu bowiem tzw "patriotów" kładło się do szpitali obłożnie chorych, aby tylko nie iść walczyć (jeden z oficerów podszedł do grupy walczących wyrostków i zapytał: "Ile macie armat?", "Ani jednej" - usłyszał w odpowiedzi, "A ile karabinów maszynowych?", "Pięć", "Ilu was?", "Dwustu", "To do widzenia" - odparł oficer). Kapitan Antoni Kamiński (mianowany komendantem placu we Lwowie), wspominał później, że czekał na niego goniec ze Szkoły Sienkiewicza z kartką od porucznika Trześniowskiego, na której było zapisane pytanie: "Co mam robić, jak mnie Rusini zaatakują?", kapitan odpisał na odwrocie "Strzelać!" 🥴 Trudno też odpowiedzieć na pytanie dlaczego obecna we Lwowie Polska Organizacja Wojskowa oraz legioniści niestety I i III Brygady Legionów (których było w mieście kilkuset) nie zmobilizowali własnych sił do walki o Lwów? Nie znajduję odpowiedzi na to pytanie i myślę że chyba nie tylko ja. Przypadków porzucania broni i ucieczek też było mnóstwo, jak choćby wśród kolejarzy z dzielnicy Bogdanówka, których zgłosiło się 100 kilkudziesięciu do walki (z 3 000 na których liczono), a po dwóch dniach zostało tylko... trzech.




Gdy zdobyto Dworzec Główny, zaczęły się tam dziać rzeczy... żałosne, bowiem okoliczna ludność rozpoczęła rabunek, a że znaleziono znaczne pokłady alkoholu, to żołnierze którzy zdobyli Dworzec po prostu się popili, co następnie umożliwiło Ukraińcom odzyskanie tego obiektu. Ale oni też lubili wypić i na drugi dzień znowu Polacy zdobyli Dworzec. Teraz do jego obrony wyznaczono harcerzy, żaden się nie upił - dworzec utrzymano. Dochodziło też do kradzieży. Gdy przy ulicy Sykstuskiej oddział podporucznika Adolfa Massara zajął Pocztę, znaleziono tam 6 milionów koron. Mascar uznał to za swój łup i gdy Tadeusz Felsztyn nakazał przekazać zdobycz dowództwu, Massar odrzekł "Moje karabiny mogą strzelać również w drugą stronę!" (Massar został osądzony i skazany za grabież dopiero w roku 1920). Pomimo tych wszystkich przywar, wzajemnych kłótni i niesnastek, Polacy bezwzględnie górowali nad Ukraińcami zarówno wyszkoleniem wojskowym, jak i przewagą liczebną. Armat posiadaliśmy 10, Ukraińcy tylko kilka. Nie posiadali też jazdy, podczas gdy polscy Lwowianie sformowali szwadron kawalerii "Wilki" składający się z 83 szabel, wspierany przez konny pluton ckm-u, zwany "Lotną Maszynką". Ale to nie wszystko był również "oddział samochodów", złożony z 34 pojazdów różnych typów, oraz auto pancerne... domowej roboty 😉 (niestety, zostało użyte tylko do jednej akcji, potem się popsuło 🤭). Był też przebudowany pociąg pancerny z armatą i trzema ckm-ami. Ale to nie wszystko, bowiem Lwowianie posiadali również... lotnictwo, a dokładnie trzy samoloty (jeden austriacki samolot został zarekwirowany, gdy przypadkowo wylądował na Błoniach Janowskich. Te samoloty dokonały łącznie 69 lotów wywiadowczych, łącznikowych i bojowych. Pomimo tej przewagi, szczególnie wśród polityków Magistratu pojawiało się zniechęcenie dalszą walką. Na przykład 13 listopada 1918 r. na posiedzeniu rady wojennej inżynier Stanisław Widomski zgłosił taki oto projekt ugody z Ukraińcami: "Poddajmy miasto, a oni pozwolą się nam wycofać bez broni za San, skąd ewentualnie powrócimy z odsieczą". Przez dłuższy czas zapanowała cisza na sali, aż wreszcie podniósł się dr. Wacław Majbaum i krzyknął: "Judasze, Polskę sprzedajecie, hańba wam i dzieciom waszym!" Pomogło, Widomski już nie wrócił do swego projektu.

Walki obronne o Lwów trwały przez prawie trzy tygodnie. 20 listopada pociągami z Przemyśla przybyła odsiecz, pod dowództwem podpułkownika Michała Karaszewicza-Tokarzewskiego i po krótkich walkach nocą 21 na 22 listopada oddziały ukraińskie pod dowództwem pułkownika Hnata Stefaniwa wycofały się z miasta (podpaliwszy jednocześnie kilka gmachów miejskich). Do godziny 8:00 rano 22 listopada cały Lwów był już w polskich rękach. Ok. godziny 9:00 rozpoczęły się rabunki w dzielnicy żydowskiej, jako że Żydzi w czasie tych walk stanęli po stronie Ukraińców i jak napisał Antoni Jakubski: "Tracąc głowę i występując zbrojnie przeciwko naszym oddziałom, Żydzi sprowadzili sądny dzień na siebie. Zarazem szumowiny zaczęły grabież. Zostali zatem przykładnie ukarani. Wedle relacji żydowskich puszczonych w świat miało być 6000 zamordowanych. A było 60 zabitych, w tym zabitych na linii frontu. O pogromach absolutnie nie słyszałem". Postawa Żydów w czasie tych walk była karygodna, mieszkało ich we Lwowie ponad 60 000, a tylko 20 dołączyło do oddziałów polskich, reszta ochoczo współpracowała z Ukraińcami, brała udział w walkach z Polakami, a także (a może przede wszystkim) wskazywała Ukraińcom kryjówki polskich żołnierzy (jak choćby po zdobyciu Zamarstynowa przez sotnię atamana Dołuda, gdzie Żydzi wskazali mu kryjówki Polaków, których on potem zamordował). Mimo to za udział w akcjach anty-żydowskich następnie aresztowano łącznie 1500 osób (400 żołnierzy i ponad 1000 cywilów). Spośród nich 60 skazano na śmierć przez rozstrzelanie. Ale Lwów już był polski, podobnie jak Wilno.




CDN.

czwartek, 3 kwietnia 2025

UMIESZ LICZYĆ, LICZ NA SIEBIE - Cz. II!

CZYLI O TYM, JAK POMAGALI NAM W WALCE Z BOLSZEWICKIM NAJAZDEM ZACHODNI SOJUSZNICY W ROKU 1920


PIŁSUDSKI POD WILNEM 



 Koniec I Wojny Światowej, wybuch rewolucji bolszewickiej w Rosji, klęska Państw Centralnych (szczególnie zaś Niemiec), a co za tym idzie likwidacja niemieckiego Frontu Wschodniego Ober-Ostu, spowodowała, że zarówno odradzające się państwo polskie, jak i Rosja bolszewików, zaczęły przejmować tereny, które wcześniej albo zajmowali Niemcy, albo też narody odradzające się do niepodległego życia (takie jak Ukraińcy, Łotysze, Estończycy, Finowie czy Litwini). Polska szła z Zachodu na Wschód, Rosja bolszewicka ze Wschodu na Zachód, w tej sytuacji konfrontacja była nieunikniona. I rzeczywiście, do pierwszego starcia w wojnie polsko-bolszewickiej doszło już w styczniu 1919 r. (20 stycznia kawaleria majora Władysława Dąbrowskiego rozbiła w Różanie nad Zelwianką bolszewicki garnizon. 3 lutego polskie formacje ochotnicze stoczyły zwycięskie walki z oddziałami bolszewickimi w okolicach Prużan, 11 lutego grupa gen. Listowskiego zajęła Małoryty i Mokran, 12 lutego po walce z bolszewikami Wojsko Polskie wkroczyło do Kobrynia, 14 lutego batalion kapitana Mienickiego dotarł do Berezy Kartuskiej na Polesiu. Tego też dnia miało miejsce zwycięskie dla Polaków starcie pod Mostami nad Niemnem itd.). W kolejnych dniach i miesiącach Polacy zajmowali coraz większe tereny na Wschodzie, wypierając stamtąd formacje bolszewickie, które jednocześnie toczyły w tym czasie zażarte walki z rosyjską Armią Denikina i Kołczaka, zarówno na wschodzie Rosji, jaki na południu. Jednak należy pamiętać, że Lenin już 12 stycznia 1919 r. nakazał rozpocząć Armii Czerwonej tzw. "Operację Wisła", czyli marsz na Zachód w celu wsparcia rewolucji komunistycznej w Niemczech (rozkaz wydał jednak komandarm Miasznikow). Był to nie tylko atak na Polskę, ile na Europę. Pomimo tych początkowych starć, tak naprawdę ani Lenin, ani bolszewicy nie traktowali konfrontacji z Polską jako czegoś poważnego, ot, po prostu zwykłe starcia, które będzie można przekuć w sukces, gdy ostatecznie front bolszewicki ruszy pełną siłą na Zachód, na podbój Europy.


TERENY ZAJMOWANE PRZEZ WOJSKO POLSKIE I ARMIĘ CZERWONĄ 
NA PRZEŁOMIE 1918 i 1919 



Tymczasem takie miasta jak Słonim, Lida, czy ukochane miasto Naczelnika Państwa Józefa Piłsudskiego - Wilno, były w rękach  bolszewickich. Było to nie do zaakceptowania nie tylko dla Piłsudskiego, ale również dla ogromnej rzeszy Polaków, gdyż Wilno (choć było historyczną stolicą Litwy, to jednak realnie) było polskim miastem, zamieszkałym w ponad 60 % przez Polaków (dwadzieścia kilka procent stanowili Żydzi, Litwini zaś zaledwie kilka procent). Więc 16 kwietnia 1919 r. ruszyła (przygotowana przez Naczelnika Państwa) operacja wileńska, która 19 kwietnia zakończyła się zdobyciem Wilna (odznaczył się tutaj oddziału płk. Beliny-Prażmowskiego - twórcy polskiej kawalerii, który po prostu obszedł Sowietów z boku, wychodząc na ich tyły i zmuszając do panicznej ucieczki. Takie zagony polskiej kawalerii były dość częste w tej wojnie). Należy jednak pamiętać, że Piłsudski nie zdobywał wówczas Wilna dla Polski. To jest błąd w który wpada się z tego względu, że realnie miasto to weszło potem w skład Rzeczpospolitej. Ale Piłsudski myślał w tamtym czasie o Federacji polsko-litewsko-białoruskiej (na kształt dawnej Rzeczpospolitej), a Wilno miało być stolicą sfederowanej z Polską Litwy. Piłsudski dotarł do Wilna dopiero 21 kwietnia (choć na obrazie Ludomira Ślendzińskiego z 1927 r. pt: "Piłsudski pod Wilnem", jest On ukazany w otoczeniu swoich żołnierzy). Mieszkańcy Wilna niezwykle radośnie, wręcz entuzjastycznie powitali swego wybawiciela (tak opisywał to późniejszy marszałek, Edward Rydz-Śmigły: "Naczelny wódz przybył. Jedziemy konno od dworca, pod Ostrą Bramę do miasta. Tłumy śmiejące się, płaczące, rzucające kwiaty, dzieci wbiegające między konie, które denerwują się i ślizgają na nierównym bruku. Spojrzenia nabrzmiałe łzą i pieszczotą, gdyby mogli, rzucaliby serca pod kopyta końskie. Jesteśmy dla nich uosobieniem siły, polotu, dobroci, piękna - wszystko, co jest nasze, jest śliczne").


POWSTANIE FRONTU POLSKO-BOLSZEWICKIEGO 
STYCZEŃ-KWIECIEŃ 1919 



22 kwietnia (czyli dnia następnego po swym przyjeździe do miasta) Naczelnik Państwa Józef Piłsudski wydał odezwę do mieszkańców "byłego Wielkiego Księstwa Litewskiego", w której deklarując, iż od stu kilkudziesięciu lat kraj ten nie zna swobody, ("na tej ziemi, jakby przez Boga zapomnianej, musi zapanować swoboda" - jak brzmiały słowa odezwę - "Wojsko Polskie niesie wam wszystkim wolności i swobodę. Chcę dać wam możność rozwiązania spraw wewnętrznych, narodowościowych i wyznaniowych tak, jak sami sobie tego życzyć będziecie". Odezwę wydrukowano w językach: polskim, litewskim, białoruskim i żydowskim, celowo zaś pominięto rosyjski). Nie wprowadzono więc zarządu wojskowego, lecz cywilny. Miano też przygotować się do wyborów swych przedstawicieli (oczywiście w wyborach mogły wziąć udział również kobiety). To były piękne dni spędzone w Wilnie, a 26 kwietnia o godzinie 21:00 mieszkańcy miasta przygotowali dla Piłsudskiego "Wieczór hołdu" w Sali Miejskiej przy ul. Ostrobramskiej, przygotowany przez Ferdynanda Ruszczyca. Tak opisywał to wydarzenie, obecny wówczas na sali Władysław Zahorski: "Wieczorem w sali miejskiej odbył się raut na cześć Piłsudskiego. (...) O godzinie 20:00 sala przybrana w barwy narodowe była zapełniona przez publiczność. Przez środek dziewczynki i chłopcy tworzyli szpaler. Na gustownie przybranej estradzie, na tle chorągwi polskiej z Orłem i Pogonią, i portretem naczelnika, oczekiwał chór dziewcząt w strojach ludowych. (...) Przemawiali burmistrz, biskup i inni, po czym chór dziewczynek odśpiewał "Boże coś Polskę", "Rotę" i inne pieśni. W czasie tej uroczystości naczelnikowi ofiarowano klucze Wilna pomysłu Ruszczyca - w postaci rysunku wykonanego przez artystę" (do rysunku dołączony był napis wykonany także przez Ruszczyca, a brzmiał on: "Ziemia ojczysta, kraj, który Cię wydał, składa Ci dziękczynienie serc braci Twoich za to, żeś przyszedł wybawić ich z mroków wiekowej niewoli, że zwycięskim swym mieczem rozcinasz to pasmo udręczeń, żeś podniósł wieko trumny, którym byliśmy przywaleni i do nowego przywołujesz nas życia. Przyszedłeś w chwili, kiedy cierpienia nasze doszły do szczytu. W tym dniu Zmartwychwstania wskrzesiłeś hasła nieskalane ojców naszych. W imię tej najdroższej spuścizny przywołujesz ludy zamieszkujące tę ziemię do tworzenia wspólnej rodziny, dołączenia się wolnych z wolnymi. Szczytne przymierze miłości, przed pół tysiącem lat w Horodle zawarte (1413), ofiarą krwi żołnierza polskiego zostało na nowo przypieczętowane. Chcielibyśmy w uścisku bratnim wylać bezmiar uczucia naszego dla poświęcenia i męstwa wybawców naszych. Błogosławiąc imię Polski, błogosławiąc zwiastunów nowego życia w nierozerwalnym związku braterstwa i wolności, pragniemy złożyć Tobie, Wodzu i Opiekunie nasz, wiadomy znak cudu, który się stał. W stolicy Jagiellonów, której bramy Ci się otwarły, przyjm te klucze, a z nimi klucze serc naszych". Wręczenie Piłsudskiemu srebrnych kluczy do miasta, nastąpiło dopiero 18 kwietnia 1922 r.


OPERACJA WILEŃSKA 
KWIECIEŃ-MAJ 1919 



27 kwietnia 1919 r. odbyła się msza dziękczynna pod Ostrą Bramą i obrazem Najświętszej Maryi Panny. Tak widział to Tadeusz Święcicki: "Spojrzałem na Komendanta. Stał twarzą zwróconą do obrazu, oparty na szabli, nasrożony i... spod nasrożonych brwi ciężka łza spływała mu na wąsy. Śmigły za nim miał jakby jakiś nerwowy tik na twarzy. Twarz drgała i też łzy ciekły mu po twarzy. A Belina beczał po prostu jak smarkacz". Już 2 maja Józef Piłsudski udzielił wywiadu francuskiemu dziennikarzowi dla gazety: "Journal des Débats" w którym z całą stanowczością podkreślał, iż ludność powinna sama stanowić o swoim losie. Następnie mówił że Unia z samą Białorusią byłaby łatwiejsza, natomiast z Litwą sprawa jest trudna, choć wierzył że nie niemożliwa. Te poglądy przedstawił raz jeszcze 9 maja w rozmowie z amerykańskim posłem - Hughem Gibsonem. Tymczasem Wojsko Polskie konsekwentnie podążało w kierunku wschodnim, docierając do linii starych okopów niemieckich z I Wojny Światowej (7-10 maja 1919 r ), choć tam Wojsko musiało się zatrzymać i przegrupować na zachód, gdyż w tym właśnie czasie obawiano się niemieckiego ataku na Polskę, tym bardziej że Niemcy mobilizowali swoje wojska i wojna wisiała na ostrzu noża. Nie doszło do niej wówczas tylko dlatego - Niemcy bowiem byli zdeterminowani aby ostatecznie zniszczyć państwo polskie, jako przeszkodę, która odebrała im tereny z roku 1914, czyli ziemie pierwszego i drugiego zaboru pruskiego - że w naszej obronie zdecydowanie interweniowali Francuzi (oczywiście dyplomatycznie, ale to wówczas wystarczyło). Rzesza Niemiecka nie mogła bowiem sobie pozwolić na nową konfrontację z Francją (a być może również z Wielką Brytanią) i musiała zrezygnować z wojny z Polską (niemiecki plan minimum zakładał zajęcie Wielkopolski i Górnego Śląska, plan maksimum zaś, całkowitą eliminację państwa polskiego). Ostatecznie obawy ("dwa miesiące niepokoju") o wybuch wojny z Niemcami przekreślił Traktat Wersalski, podpisany 28 czerwca 1919 r. Na mocy którego Polska odzyskiwała pas Pomorza, a co za tym idzie również dostęp do morza (choć bez Gdańska - które stało się Wolnym Miastem).




1 lipca 1919 r. ruszyła kolejna polska ofensywa na Froncie Litewsko-Białoruskim, zakończona zdobyciem Wilejki (1 lipca) i Mołodeczna (4 lipca). Do 12 lipca wszystkie sowieckie kontrataki zostały rozbite i tereny te (będące w polskich rękach), zostały dodatkowo umocnione. Zaś na Froncie Poleskim ofensywa polska ruszyła 3 lipca. Posuwanie się po podmokłym, bagiennym terenie trwało dosyć długo, zatem Stolin zajęto dopiero 7 lipca, Łuniniec - 8 lipca, Dawidgródek - 9 lipca i Łachwę - 11 lipca. Teraz celem kolejnej polskiej ofensywy (która ruszyła 5 sierpnia) był Mińsk białoruski. W tym czasie Józef Piłsudski odbywał wiele rozmów z przedstawicielami białoruskich delegacji, na temat przyszłego stanu Unii odrodzonej Rzeczypospolitej, (zgadzano się w większości na granice z roku 1772, z tym że  na zasadzie federacyjnej - choć niektórzy białoruscy delegaci, jak Jan Łuckiewicz, Klaudiusz Duszewski czy Paweł Aleksiuk zgadzali się na przyłączenie całej Białorusi do Polski. Notabene te polsko brzmiące nazwiska doskonale pokazują, jak bardzo elity białoruskie były w tamtym czasie spolszczone). Po rozpoczęciu ofensywy 5 sierpnia 1919 r. ponownie nic nie było w stanie zatrzymać Polaków, a bolszewickie oddziały były szybko okrążane, rozbijane lub musiały zawczasu uciekać. Nieśwież zajęto 6 sierpnia, podobnie jak Słuck. 7 sierpnia Wojsko Polskie wkroczyło do Miru i Klecka, a 8 sierpnia 2 Dywizja Piechoty Legionów jako pierwsza wkroczyła do Mińska, a Sowieci na całym odcinku frontu rozpoczęli odwrót aż za Berezynę. Wojsko Polskie dotarło tam 20 sierpnia (północna Berezyna), 21 sierpnia obsadzono środkową Berezynę aż po Świsłocz. 28 sierpnia 1 Dywizja Strzelców Wielkopolskich wkroczyła do Bobrujska, 2 września osiągnięto linię Dźwiny na północy, 11 września wkroczono do Borysowa, a 22 września Polacy stali już na przedmieściach Połocka. Kontrofensywa sowiecka ruszyła w październiku 1919 r. ale szybko się załamała do grudnia 1919 r. praktycznie na północnym i środkowym odcinku frontu nic się nie zmieniło (choć Sowieci podejmowali kolejne natarcia, z tym że ich natężenie w listopadzie i grudniu było znacznie mniejsze niż to z października).



JÓZEF PIŁSUDSKI, EDWARD RYDZ-ŚMIGŁY I WŁADYSŁAW BELINA-PRAŻMOWSKI
POD OSTRĄ BRAMĄ W WILNIE 
(27 kwietnia 1919) 



Józef Piłsudski przybył do zdobytego Mińska dopiero 19 września i wziął udział w uroczystościach związanych z zajęciem miasta. Podobnie jak w Wilnie, również w Mińsku (który to też był polskim miastem, dokładnie nie pamiętam już proporcji ludnościowej, ale z tego co kojarzę, to było  ponad 50 parę procent Polaków mieszkających w Mińsku. Cała miejska elita, władze, oraz śmietanka towarzyska, lekarze, prawnicy, adwokaci, artyści praktycznie w 70 procentach byli Polakami, reszta zaś to Żydzi a miasto mówiło po polsku) mieszkańcy wylegli na ulice na powitanie Naczelnika Państwa. Odbyła się oczywiście msza w kościele, odprawiana przez biskupa Łozińskiego, natomiast w soborze prawosławnym Piłsudskiego przyjął arcybiskup Melchizedek. Po paradzie wojskowej odbyło się przyjęcie 44 delegacji w Domu Szlacheckim. Przemawiali tam przedstawiciele gmin muzułmańskiej i żydowskiej (prezes Narodowego Komitetu Białoruskiego - Aleksander Pruszyński wezwał nawet Piłsudskiego do wyzwolenia całej Białorusi, wraz z Mohylewem, Witebskiem i Smoleńskiem). Piłsudski deklarował szeroką autonomię Białorusi ("dar swobody"), żądał tylko jednego - lojalności wobec Rzeczpospolitej i to otrzymał.




Ale nim ruszyła sowiecka ofensywa na Polskę w lipcu 1920 r. Polska coraz dalej poszerzała swoje panowanie na Wschodzie, odradzając dawne tereny Rzeczpospolitej, jakby zapomniane i pokryte dużą warstwą kurzu. Wielu mieszkańców tej ziemi nie zapomniało tego, kim byli ich przodkowie i kim oni sami się czuli (a czuli się Rzeczpospolitanami, choć tak tego nie nazywali). W każdym razie wraz z postępami na północnym i środkowym odcinku frontu polsko-bolszewickiego, trwały również walki w Galicji Wschodniej z Ukraińcami, zakończone całkowitym zajęciem tej ziemi (o czym krótko opowiem również w kolejnej części, nim przejdę do głównego tematu, jako że będzie to również jeden z pretekstów "polskiego imperializmu", o jaki oskarżać nas będzie  brytyjski premier David Lloyd George).


JEDEN Z ODCINKÓW SERIALU
"WOJNA I MIŁOŚĆ 1920
Z ANGIELSKIM TŁUMACZENIEM



CDN.

środa, 2 kwietnia 2025

UMIESZ LICZYĆ, LICZ NA SIEBIE - Cz. I!

CZYLI O TYM, JAK POMAGALI NAM W WALCE Z BOLSZEWICKIM NAJAZDEM ZACHODNI SOJUSZNICY W ROKU 1920





"NIE MOŻE BYĆ WIĘKSZEJ NAUKI POGLĄDOWEJ TEGO, ŻE NA SOJUSZACH POLEGAĆ NIE WOLNO, A TYLKO NA WŁASNEJ SILE"

WŁADYSŁAW GRABSKI 
"IDEA POLSKI"
(1935)


JÓZEF PIŁSUDSKI 
W OTOCZENIU OFICERÓW 
WARSZAWA 
(Jesień 1920)



 Pamiętając wydarzenia roku 1939 (oczywiście "pamiętając" w cudzysłowie 😉), a także obecne wydarzenia toczącej się wojny na Ukrainie, spowodowały, że zacząłem się głębiej zastanawiać nad kwestią pomocy sojuszniczej państw zachodnich dla Polski w roku 1939, a co za tym idzie, doprowadziło mnie to do roku 1920 i tego, co się wówczas wyprawiało w stolicach takich jak Londyn i Paryż (częściowo również Waszyngton) odnośnie wsparcia militarnego czy nawet politycznego walczącej o przetrwanie (a jednocześnie o to, aby Europejczycy na Zachodzie mogli spokojnie wrócić do pokojowego życia po krwawej I Wojnie Światowej i nie musieć doświadczać bolszewickiego terroru) Polsce. Pomoc bowiem państw takich jak Wielka Brytania czy Francja w roku 1920 była... żadna! Mało tego, gdyby ta pomoc była żadna, to i tak byłoby wiele, ale oni wręcz rzucali nam kłody pod nogi, abyśmy się wywalili i żeby jak najszybciej porozumieć się z bolszewicką Rosją i Leninem. Pragnienie powrotu do rozmów z Moskwą, a co za tym idzie do zawarcia traktatu handlowego pomiędzy Wielką Brytanią (jak również Francją) a Związkiem Sowieckim (oczywiście kosztem wszystkich państw które stałyby temu na drodze, w tym Polski) była bardzo silna w Wielkiej Brytanii w tym czasie. Postaram się w tej właśnie serii tematycznej wyjaśnić jak do tego doszło, jak nas mamiono, a wręcz otwarcie... kazano się poddać.


"POLACY NIE TYLKO OKAZALI SIĘ SKRAJNIE GŁUPI, ALE TAKŻE ŚWIADOMIE ZLEKCEWAŻYLI RADY DAWANE IM PRZEZ ALIANTÓW"

PREMIER WIELKIEJ BRYTANII LIOYD GEORGE W ROZMOWIE Z MINISTREM SPRAW ZAGRANICZNYCH RZECZPOSPOLITEJ STANISŁAWEM PATKIEM
LONDYN 
(6 Lipca 1920)


Wręcz trudno uwierzyć w to, do czego dążono i jak bardzo polityka ta była oderwana od rzeczywistości. Większość członków brytyjsko-francuskiej Misji Międzysojuszniczej, wysłanej w końcu lipca 1920 r. do Warszawy (która miała przyjrzeć się polskim przygotowaniom do obrony i w ogóle możliwością tej obrony) była bardzo sceptyczna co do możliwości zatrzymania Armii Czerwonej przez Wojsko Polskie, a niektórzy (jak choćby zaufany człowiek brytyjskiego premiera Davida Lioyda George'a, sekretarz jego gabinetu - baron Maurice Hankey) szczerze nienawidzili Polski.


"... NIE CIERPIĘ POLAKÓW I GARDZĘ NIMI I ŻE NIE WIERZĘ, ABY W DŁUŻSZEJ PERSPEKTYWIE MOŻNA BYŁO ZROBIĆ COKOLWIEK, ŻEBY ICH URATOWAĆ, A WRESZCIE, ŻE WĄTPIĘ, ABY WARTO ICH BYŁO RATOWAĆ. (...) WEDŁUG MNIE, PRĘDZEJ CZY PÓŹNIEJ, WSPÓLNA GRANICA ROSJI Z NIEMCAMI JEST NIEUCHRONNA I ŻE MOIM ZDANIEM POWINNIŚMY ZORIENTOWAĆ NASZĄ POLITYKĘ, NA TO, IŻBY TO NIEMCY, A NIE POLSKĘ UCZYNIĆ MUREM POMIĘDZY WSCHODNIĄ A ZACHODNIĄ CYWILIZACJĄ"

MAURICE HANKEY
DZIENNIK
(17 Lipca 1920)



WŁODZIMIERZ LENIN NA PLACU CZERWONYM W MOSKWIE 
(Wiosna 1919) 



Polityków brytyjskich (a po części również francuskich) bardzo bolało, a wręcz przyprawiało o furię, że pomimo klęsk w lipcu 1920 r. i odwrotu Armii ze Wschodu, Polacy nie kapitulowali, nie prosili o zawieszenie broni, mało tego w Warszawie nie było widać oznak paniki, chociaż front bolszewicki bardzo szybko zbliżał się do stolicy Rzeczpospolitej. Sklepy były otwarte, nawet korty tenisowe były czynne (chociaż w tym czasie prawie nie było chętnych aby z nich skorzystać, gdyż ogromna część młodzieży, a także inteligenci, profesorowie uczelni, masowo zaciągali się albo bezpośrednio do Wojska, albo też do Armii Ochotniczej, którą dowodził gen. Józef Haller). Było to niezwykle dziwne dla dyplomatycznych przedstawicieli obcych państw, łącznie z członkami owej Misji Międzysojuszniczej.


"BRAK WSZELKIEJ PANIKI WŚRÓD SZEROKICH MAS LUDNOŚCI JEST WPROST NIEZWYKŁY"

LORD EDGAR VINCENT D"ABERNON
(Przewodniczący brytyjsko-francuskiej Misji Międzysojuszniczej w Polsce)
DZIENNIK 
(Sierpień 1920)


Również zmiana rządu i usunięcie nieradzącego sobie wybitnie wówczas Władysława Grabskiego, a powołanie rządu Obrony Narodowej z Wincentym Witosem na czele, bardzo wiele zmieniło w początkowo dosyć pesymistycznie nastawionym społeczeństwie i Wojsku (w swoim "Roku 1920" Marszałek Józef Piłsudski tak przedstawiał zachowanie gen. Stanisława Szeptyckiego, który wówczas nie radził sobie zarówno prywatnie, jak i z obowiązkami służbowymi i opisuje go tak: "... okazywał ogromny upadek ducha. (...) Na zebraniu kilku generałów u mnie, w Belwederze, oświadczył mi, że właściwie wojna jest przegrana i że sądzi, iż należy zawierać pokój za wszelką cenę"). Anegdota mówi, że rządowa limuzyna, która zawiozła do Wierzchosławic wysłanników Piłsudskiego, wiozących telegram dla Witosa, powołujący go na urząd premiera, zastała go na polu, gdy właśnie orał zagon pod łubin. Po odejściu od pługa i przeczytaniu wiadomości, Witos powiedział że czym prędzej uda się do Warszawy, ale najpierw musi dokończyć orkę. 24 lipca 1920 r. oficjalnie objął tekę premiera. Nowy rząd wystosował też apele do ludu polskiego, aby gremialnie pomogli chłopi w odparciu bolszewickiej nawały (dotąd bowiem do wojska zaciągali się głównie inteligencji i młodzież, natomiast chłopi robili co mogli aby uniknąć służby wojskowej. Zmieniło się to, po dosyć emocjonalnej przemowie Witosa do ludu:


"OD WAS, BRACIA WŁOŚCIANIE, ZALEŻY, CZY POLSKA BĘDZIE WOLNYM PAŃSTWEM LUDOWYM, W KTÓRYM LUD BĘDZIE RZĄDZIŁ I ŻYŁ SZCZĘŚLIWIE, CZY TEŻ STANIE SIĘ NIEWOLNIKIEM MOSKWY, CZY BĘDZIE SIĘ ROZWIJAĆ W WOLNOŚCI I DOBROBYCIE, CZY TEŻ BĘDZIE ZMUSZONA POD BATEM WŁADCÓW ROSJI PRACOWAĆ DLA NAJEŹDŹCÓW I ŻYWIĆ ICH SWOJĄ KRWIĄ I ZNOJEM. ZA TO, CZY PAŃSTWO NASZE OBRONIMY OD ZAGŁADY, SIEBIE OD JARZMA NIEWOLI, RODZINY NASZE OD NĘDZY, A CAŁE POKOLENIA NASZE OD HAŃBY, ZA TO MY, BRACIA WŁOŚCIANIE, ODPOWIEDZIALNOŚĆ PONIESIEMY I PONIEŚĆ MUSIMY"

WINCENTY WITOS 
"ODEZWA DO LUDU POLSKIEGO"
(6 Sierpnia 1920)



KOMUNIZM W PRAKTYCE 



Zofia Dąbska (żona polityka Polskiego Stronnictwa Ludowego Jana Dąbskiego) tak zanotowała słowa Witosa w swym pamiętniku: "Nie chcąc, jestem wzruszona. Zdaje mi się, że w tym głosie słyszę twardą, poważną mowę ludu polskiego, który długo się waha i zwodzi, ale, jak co postanowi, idzie krokiem twardym i niewzruszonym". Rzeczywiście, sytuacja zaczęła się zmieniać, niechętni dotąd wojaczce chłopi, masowo zaczęli zgłaszać się do wojska (no, może nie masowo, ale w ogromnej liczbie). A tymczasem brytyjscy oficjele z Misji Międzysojuszniczej też nie próżnowali:


"POLSKA JEST NIE DO UTRZYMANIA MIĘDZY NIEMCAMI A ROSJĄ. TRZEBA WYCOFAĆ SIĘ Z WSZELKIEJ ODPOWIEDZIALNOŚCI ZA JEJ LOS I ZOSTAWIĆ JEGO ROZSTRZYGNIĘCIE WIELKIM SĄSIADOM POLSKI"

MAURICE HANKEY 
(Raport do Londynu) 
(Koniec lipca 1920)


4 sierpnia 1920 r w Londynie premier Wielkiej Brytanii David Lloyd George uroczyście powitał sowiecką delegację na czele z Lwem Kamieniewem i Krasinem, deklarując, że jak będzie trzeba, to wymusi na Polakach zakończenie wojny i przyjęcie sowieckich warunków pokojowych, nawet jeśli doprowadziłoby to do wchłonięcia Polski przez sowiecką Rosję. Nie wszystkim jednak taka uległość wobec Sowietów się podobała. Marszałek polny sir Henry Wilson - szef Imperialnego Sztabu Generalnego, tak oto opisał wymuszone na nim przez premiera uczestnictwo w rozmowach z sowiecką delegacją:


"BYŁEM PRZERAŻONY SPOSOBEM, W JAKI L.G. (LIOYD GEORGE) MÓWIŁ O FRANCUZACH I ODNOSIŁ SIĘ DO NICH PRZED TYMI BANDZIORAMI. A TAKŻE TYM NIEMAL SŁUŻALCZYM NASTAWIENIEM, Z JAKIM ZABIEGAŁ O ROSYJSKIE INTERESY I BYŁ WROGI WOBEC POLAKÓW"

Sir HENRY WILSON
(4 Sierpnia 1920)



DRASTYCZNE ZDJĘCIE 
POLSKI OFICER NABITY NA PAL
PRZEZ BOLSZEWIKÓW 
(1920)



Polska w zamian za zawieszenie broni miała się zgodzić na redukcję swych sił zbrojnych do 50 000 żołnierzy, oraz wydanie Armii Czerwonej wszystkich zapasów broni (uzbrojenie to miało trafić na wyposażenie utworzonej w Polsce sowieckiej milicji ludowej). Polska miałaby się też zgodzić na swobodne przejazd wszelkich sowieckich transportów, co de facto likwidowało jakąkolwiek suwerenność, a nawet niepodległość kraju. Poza tym Kamieniew stwierdzał, że wschodnia granica Polski (jaka granica 🥴) będzie przebiegać na tzw. linii Curzona, czyli mniej więcej dzisiejszej wschodniej granicy naszego kraju z Białorusią i Ukrainą. Ale się nie udało, gdyż Lenin - zbyt pewny swego - ufny w zapewnienia Tuchaczewskiego że Warszawa lada dzień padnie, odrzucał wszelkie proponowane mu coraz bardziej żałośnie, w upokarzającej formie prośby Lioyda George'a o zatrzymanie się Armii Czerwonej na linii Curzona, a wówczas Polacy będą zmuszeni podpisać kapitulację i nowy pokój narzucony przez Moskwę. Gdyby na to poszedł (a zastanawiał się nad tym kilka dni), nasza sytuacja byłaby tragiczna. Stalibyśmy się marionetkowym państewkiem, które wcześniej czy później zostałoby wchłonięte przez Związek Sowiecki. To właśnie pycha i pewność siebie Lenina, ocaliła naszą niepodległość, gdyż w Bitwie Warszawskiej Sowieci dostali takiego łupnia, że nie wiedzieli gdzie uciekać. Cztery armie sowieckie (które już widziały się nie tylko w Warszawie, ale również w Berlinie, a zapewne i w Paryżu, Rzymie czy Madrycie) zostały praktycznie unicestwione. Tak opisywał to wydarzenie młody francuski oficer, członek Misji Międzysojuszniczej - Charles de Gaulle: 


"OFENSYWA ROZPOCZĘŁA SIĘ ŚWIETNIE. GRUPA MANEWROWA, KTÓRĄ DOWODZIŁ SZEF PAŃSTWA, PIŁSUDSKI (...) SZYBKO PRZESUWA SIĘ NA PÓŁNOC. NIEPRZYJACIEL, CAŁKOWICIE ZASKOCZONY WIDOKIEM POLAKÓW NA SWOIM LEWYM SKRZYDLE, O KTÓRYCH MYŚLAŁ, ŻE SĄ W STANIE ROZKŁADU, NIGDZIE NIE STAWIA POWAŻNEGO OPORU, UCIEKA W ROZSYPCE NA WSZYSTKIE STRONY ALBO PODDAJE SIĘ CAŁYMI ODDZIAŁAMI (...) ACH, CÓŻ TO BYŁO ZA PIĘKNE POSUNIĘCIE! NASI POLACY JAK GDYBY PRZYPIĘLI SKRZYDŁA, ABY JE WYKONAĆ; CI SAMI ŻOŁNIERZE, PRZED TYGODNIEM WYCZERPANI FIZYCZNIE I MORALNIE, BIEGNĄ NAPRZÓD, POKONUJĄC DZIENNIE 40-KILOMETROWE ETAPY. DROGI ZAWALONE SĄ GRUPAMI JEŃCÓW W OPŁAKANYM STANIE I RZĘDAMI PODWODÓW ZABRANYCH BOLSZEWIKOM"

CHARLES DE GAULLE 
DZIENNIK 
(17 Sierpnia 1920)





A Bitwa Warszawska była tylko pierwszym ciosem wymierzonym w bolszewickiego gada. Dobicie "czerwońców" nastąpiło dopiero w Operacji Niemeńskiej z września 1920 r. Po czym ponownie Wojsko Polskie odzyskiwało dawne ziemie Rzeczypospolitej, wkraczając chociażby do Mińska (dzisiejszej stolicy Białorusi). Lenin wiedział już że tej wojny nie wygra, poprosił więc o pokój. Potem rozpoczęły się rozmowy pokojowe w Rydze i grupa głupich, ludowo-narodowych posłów zgodziła się na żałosne granice, takie jakie mieliśmy w II Rzeczpospolitej, które to granice były dla nas zabójcze, gdyż brak kordonu sanitarnego w postaci niepodległych państw Ukrainy i Białorusi (połączonych z Polską sojuszem militarnym i politycznym), był tak naprawdę dla nas wyrokiem śmierci, który nadszedł 20 lat później, w roku 1939. Ale to już zupełnie inna historia. 





PS: W kolejnej części (zapewne w dniu jutrzejszym) przedstawię jak to wyglądało krok po kroku, mniej więcej od grudnia 1919 r. Pojawią się też dokładne mapy linii frontu, najważniejszych bitew i operacji roku 1920. Tak cholernie teraz brakuje mi wolnego czasu na pewne osobiste przyjemnostki (takie właśnie jak ten temat), ale postaram się zmobilizować. 😉




CDN.

czwartek, 13 marca 2025

MOGLIŚMY TO WYGRAĆ! - Cz. XIII

CZYLI, CZY RZECZYWIŚCIE WOJNA ROKU 
1939 BYŁA Z GÓRY SKAZANA NA KLĘSKĘ?





SOWIECI NIE WCHODZĄ 
(TYMOTEUSZ PAWŁOWSKI)



PRZYGOTOWANIA 
DO WOJNY 
Cz. II


UROCZYSTOŚĆ WRĘCZENIA BUŁAWY MARSZAŁKOWSKIEJ JÓZEFOWI PIŁSUDSKIEMU ZA ZWYCIĘSKĄ WOJNĘ Z SOWIETAMI
(PLAC ZAMKOWY W WARSZAWIE)
14 listopada 1920 r.



 (...) Europejskie dywizje piechoty w dwudziestoleciu międzywojennym nie różniły się między sobą. Nie różniły, bo nie mogły, opierały się na trakcji konnej. Zwiększenie "siły uderzeniowej" musiało skutkować drastycznym zmniejszeniem ruchliwości. Wielkość dywizji piechoty oraz jej struktura organizacyjna i stan uzbrojenia - ustaliły się dzięki praktyce: było to nieco więcej niż 15 000 ludzi, ponad setka karabinów maszynowych i około 40 dział artylerii lekkiej. Podjęto jednak próbę skokowego zwiększenia sprawności dywizji piechoty. W 1918 roku bolszewicy podjęli decyzję, że dywizje piechoty Robotniczo-Chłopskiej Armii Czerwonej będą liczniejsze, lepiej uzbrojone i silniejsze od "burżuazyjnych dywizji piechoty". Miały liczyć 27 batalionów strzeleckich, 500 karabinów maszynowych, sześć dywizjonów artylerii, dywizjon kawalerii i eskadrę lotniczą. Było to - bagatela - 38 000 żołnierzy. Rzeczywistość jednak szybko zweryfikowała te plany i w 1920 roku na froncie rosyjska dywizja piechoty liczyła mniej niż 10 000 żołnierzy, czyli mniej niż dywizja piechoty Wojska Polskiego.


SOWIECKI PLAKAT PROPAGANDOWY 
1920



Wojsko Polskie powstało przed około stu laty, w czasie I Wojny Światowej. "Około" gdyż jego geneza była skomplikowana: zdecydowanie się na datę wcześniejszą mogło świadczyć o nie polskich korzeniach polskiego wojska, zdecydowanie się natomiast na datę późniejszą - odbierało honor tym, którzy za ojczyznę walczyli dłużej niż inni. Z pewnością 11 listopada 1918 roku, gdy Polska odzyskiwała niepodległość, jej wojsko było już sprawnym i skutecznym narzędziem - narzędziem, które uratowało jedność kraju, jego granice i niepodległość. Pierwszą prawdziwie podręcznikową bitwą Wojska Polskiego, była ta stoczona nad Niemnem jesienią 1920 roku. W teorii - a praktyka niewiele od niej odbiegała - powinna wyglądać następująco: Po przygotowaniu artyleryjskim rzucona do szturmu piechota przełamywała pierwszą linię oporu wroga, rozbijała kontratakujące odwody nieprzyjaciela i zajmowała pozycje tyłowe broniącej się dywizji. Powinno to być łatwe gdyż stanowiska nieprzyjacielskich karabinów maszynowych - najpoważniejszego narzędzia obrony - mogły być łatwo zniszczone przez artylerię kierowaną przez obserwatorów. Następnie atakująca piechota, wzmocniona kolejnymi batalionami i wsparta ogniem artylerii, włamywała się w ostatnią linią obrony wroga i umożliwiała kawalerii wyjście na przestrzeń operacyjną nieprzyjaciela, co oznaczało przełamanie jego obrony, zniszczenie dowództw i artylerii, a w konsekwencji zrolowanie całego frontu i zmuszenie nieprzyjaciela do ucieczki (pamiętam jak godzinami z kolegami grałem w gry planszowe, m.in. bitwy wojen napoleońskich, jak i roku 1920).


PLAN BITWY NAD NIEMNEM 
(DRUGIEJ I OSTATNIEJ WIELKIEJ BITWY ROKU 1920, KTÓRA OSTATECZNIE PRZYPIECZĘTOWAŁA KLĘSKĘ SOWIECKIEJ ROSJI W WOJNIE Z POLSKĄ)
20-26 września 1920 r.



To, co w teorii przedstawiało się jasno i wyraźnie, w praktyce napotykało wiele trudności. Najpoważniejsza z nich pojawiała się wówczas, gdy atakujące bataliony zajmowały pozycje tyłowe broniącej się dywizji wraz ze stanowiskami ogniowymi artylerii wroga. Oznaczało to wyjście z zasięgu ognia własnej artylerii dywizyjnej. W dodatku współdziałanie między piechotą i artylerią pogarszało się z każdym metrem przebytym przez piechurów. W pewnym momencie boju należało przerwać ogień wspierających atak armat lekkich i przesunąć je do przodu, a przebycie kilku kilometrów i poprawne zajęcie nowych stanowisk ogniowych zajmowało - według regulaminu - kilka godzin. Rozwiązaniem tego problemu były czołgi, bowiem szybko przemieszczały się po polu walki, a wsparcie ogniem piechoty nie wymagało dokładnego - a więc czasochłonnego - zajmowania stanowisk. W razie powodzenia natarcia następował pościg: wówczas bataliony saperów naprawiały drogi, a przede wszystkim budowały mosty zniszczone przez uchodzącego nieprzyjaciela. Saperzy stawiali takie przyprawy, które były potrzebne ich macierzystym jednostkom: w pułku -  mosty dla piechoty i promy dla dział; w dywizji - mosty dla artylerii i lekkiej i promy dla artylerii ciężkiej; w armii - mosty dla artylerii ciężkiej, a nawet czołgów lekkich. Czołgi cięższe niż dziesięciotonowe mogły zostać użyte - ale byłaby to broń nieelastyczna, mało wydajna i nieekonomiczna. Tak samo jak bronią nieelastyczną (...) była artyleria najcięższa. Jednak cele dla potężnych polskich moździerzy 220 mm istniały i były jasno określone: umocnienia dookoła Kijowa i Królewca.


POLSKA PIECHOTA WSIADA 
DO POCIĄGU PANCERNEGO 
1920



Wojsko Polskie osiągnęło "europejski" poziom organizacyjny wiosną 1920 roku. Jego struktura została następnie ujednolicona z armią francuską, z którą Rzeczpospolita pozostawała w - sformalizowanym ostatecznie w 1921 roku - sojuszu wojskowym. Obszar Polski został podzielony na 10 okręgów, w których stacjonowały korpus armijne: trzy dywizje piechoty służące do walki, brygada kawalerii służąca do rozpoznawania i działań rajdowych, pułk artylerii ciężkiej mający ułatwiać przełamywanie pozycji wroga oraz batalion saperów ułatwiający wszelkie manewry. Wnet jednak okazało się, że taką strukturę organizacyjną należy zmodyfikować, bowiem to, co sprawdzało się na zachodzie Europy, było zbyt ciężkie i zbyt mało elastyczne w warunkach Europy Wschodniej (już kiedyś pisałem na temat błędu jaki popełnił Hitler po inwazji na Związek Sowiecki, nie przygotowując znacznych sił kawaleryjskich, które byłyby nieodzowne w warunkach zarówno srogiej rosyjskiej zimy, jak i praktycznego braku tam dróg, gdzie żołnierze w czasie roztopów praktycznie brodzili po kolana w błocie i zapadali się w nim. Większe formacje kawaleryjskie Wehrmachtu były tworzone dopiero od roku 1943, a w ich skład wchodzili przede wszystkim Kozacy, ale również Niemcy. Był to jednak czas, gdy hitlerowskich Niemiec nic już nie było w stanie ocalić. Zresztą o czym my mówimy skoro wojska niemieckie pod Moskwą nie miały nawet ciepłych ubrań ani czapek - co oczywiście nie znaczy że ich nie przygotowano. Owszem, były, stały w transportach kolejowych na dworcu w Warszawie, natomiast na front wschodni przerzucano przede wszystkim najpotrzebniejsze rzeczy, czyli broń i amunicję. Natomiast ciepłych ubrań, czapek i temu podobnych nie uznawano za aż tak istotne, co powodowało że Niemcy wręcz zamarzali we własnych czołgach).


POLSKI PLAKAT PROPAGANDOWY 
1920



Podstawowym problemem było zaopatrzenie. Amunicja, paliwo, jedzenie powinny trafić liniami kolejowymi do magazynów korpuśnych, a stąd dywizyjne tabory miały dowozić je do pułków. Tymczasem w kierunku wschodnim biegło z centralnej Polski jedynie pięć magistrali kolejowych. Nie dało się więc zastosować "zachodnioeuropejskiej" struktury dowodzenia i zaopatrzenia, w którym jedna magistrala służy do zaopatrywania jednego korpusu. Dowództwa okręgów korpusów przestały więc odpowiadać za planowanie wojenne, a zajęły się jedynie organizacją pokojową. Dowódcy okręgów korpusów również stracili na znaczeniu, generał na tym stanowisku określano złośliwym przymiotnikiem "gaciowy". Planowanie operacyjne powierzono zatem wybranej grupie generałów: inspektorom armii. Skoro na wschód prowadziło pięć magistrali kolejowych, zatem istniało jedynie pięć kierunków operacyjnych, stąd też było pięciu inspektorów armii dla przeciwsowieckiego frontu wschodniego (i pięciu inspektorów armii dla przeciwniemieckiego frontu zachodniego). Podjęto też decyzję, że sprawami kwatermistrzowskimi będą zajmowały się sztaby armii, którym będą bezpośrednio podlegały dywizje piechoty I brygady kawalerii. W razie potrzeby można było natomiast zorganizować z kilku dywizji "grupy operacyjne". Bardzo często porównuje się je do znanych z innych armii korpusów, krytykując polskie grupy operacyjne za zbyt małą liczbę oficerów. Tymczasem w czasie wojny liczenie zaopatrzenia - kiedy?, ile?, gdzie? - było najbardziej pracochłonnym zadaniem sztabów, a skoro zajmowały się tym polskie sztaby armijne, to sztaby grup operacyjnych były mniej liczne: zaopatrzenie dowożone było do magazynów armii, a stamtąd trafiało na front (podobna organizacja była - według słów amerykańskiego generała George'a Pattona - kluczem do sukcesu jego 3 Armii w latach 1944 i 1945. Taka sama organizacja funkcjonuje dziś niemal w każdych siłach zbrojnych świata).


TOTALNY ODWRÓT SOWIETÓW 
(TUTAJ ARMII BUDIONNEGO) 
Wrzesień-październik 1920



STANOWISKO POLSKIEGO KARABINU MASZYNOWEGO NA LINII ROZEJMOWEJ 
Październik 1920





CDN.

czwartek, 6 lutego 2025

MOGLIŚMY TO WYGRAĆ! - Cz. XII

CZYLI, CZY RZECZYWIŚCIE WOJNA ROKU 
1939 BYŁA Z GÓRY SKAZANA NA KLĘSKĘ?





SOWIECI NIE WCHODZĄ 
(TYMOTEUSZ PAWŁOWSKI)






PRZYGOTOWANIA DO WOJNY 
Cz. I


Wojsko Polskie z 1939 roku - w książkach, filmach, prasie, publikacjach i widowiskach - uchodzi za przestarzałe. Najlepsze, co można o nim przeczytać, to że w chwili rozpoczęcia II wojny światowej swoim standardem dorównywało wojskom walczącym w I wojnie światowej. Warto więc się przyjrzeć, jak wyglądały armie dwudziestolecia międzywojennego i w jaki sposób ich używano.


WETERAN UCZY TAKTYKI WOJENNEJ CHŁOPCÓW
Z ARYSTOKRATYCZNYCH RODÓW
(POŁOWA XVIII WIEKU)



Nowoczesna organizacja sił zbrojnych - której odejścia do historii jesteśmy świadkami - powstała na przełomie XVIII i XIX wieku. Jeszcze w XVIII wieku armie były jednolitymi formacjami, maszerującymi w jednej kolumnie - zarówno ze strachu przed nieprzyjacielem, jak i ze strachu przed masową dezercją własnych żołnierzy, siłą wcielonych do wojska. Armia podchodziła do swojego celu, staczała o niego bitwę i wygrywała - lub przegrywała - wojnę. Wszystko zmieniła rewolucja francuska. Do francuskiej armii trafili żołnierze, którzy wiedzieli, o co walczą. Walczyli o zdobycze rewolucji: o wolność, równość, braterstwo, a przede wszystkim o pieniądze, majątek i liberalną politykę podatkową. To właśnie był duch, który umożliwił Napoleonowi podbój Europy, bronionej przez armię ancient regimé'u. Nic dziwnego, że francuski system został zaadoptowany przez wszystkie państwa europejskie. Polegał przede wszystkim na przekonaniu żołnierzy, że będąc częścią armii, walczą nie tylko w interesie władcy, lecz także - a może przede wszystkim - we własnym interesie. Poborowy był indoktrynowany od najmłodszych lat w specjalnie przygotowanej instytucji - obowiązkowej szkole państwowej. Patriotyzmu uczył się na lekcjach historii, języka narodowego, religii, geografii, a krzepę fizyczną zdobywał na lekcjach gimnastyki. W XIX wieku regułą było, że wojny wygrywały państwa, w których był obowiązkowy system edukacji. Te, w których takiego systemu nie było - wprowadzały go po pierwszej przegranej wojnie. 

Armie stawały się masowe. Nikt - czy raczej prawie nikt - z nich nie dezerterował. Olbrzymie armie sprawiły, że konieczny stał się ich podział na takie formacje, które mogły oddzielnie maszerować i samodzielnie toczyć małe bitwy, a w razie potrzeby skoncentrować się do stoczenia bitwy walnej. Konieczne było także zreorganizowanie dowodzenia, które umożliwiłoby skuteczne zarządzanie masami ludzkimi. Od dawien dawna - często od średniowiecza - funkcjonowały kompanie, bataliony, pułki i dywizje. Kompania liczyła około 100 ludzi i nie była niczym więcej, jak grupą żołnierzy skupioną wokół swojego dowódcy - kapitana (czyli "głowy"). Kilka kompanii łączono w bataliony, które na polu bitwy mogły samodzielnie wykonywać działania bojowe: maszerować, atakować, bronić się. Pułk, czyli regiment, początkowo różnił się od batalionu jedynie tym, że funkcjonował także w czasie pokoju: rekrutował, szkolił, zarządzał żołnierzami. Dywizja natomiast - jak sama nazwa wskazuje - była częścią armii. Warto pamiętać, że dywizje były czymś wyjątkowym, bowiem nowożytne armie stanowiły z reguły całość. Nową wartość organizacji wojskowej nadała rewolucja francuska. Najważniejszą formacją był wciąż batalion. Dywizja ewoluowała w stałą formację, w której zgrupowanych było kilka batalionów. Dowódca dywizji na polu walki dowodził wszystkimi tymi batalionami albo samodzielnie, albo korzystając z pomocy dowódców pułków lub dowódców brygad (różnica pomiędzy tymi formacjami polegała na tym, że pułk przede wszystkim służył do administrowania wojskiem w czasie pokoju, a brygada - mająca niewiele więcej batalionów niż pułk - mogła służyć jako miniaturowa dywizja).


11-letni KSIĄŻĘ PORUCZNIK DOGLĄDA SWÓJ REGIMENT 
(FRANCJA - POŁOWA XVIII WIEKU)



Najważniejszym jednak wojskowym wynalazkiem Napoleona był korpus. Korpus składał się z kilku dywizji piechoty, brygady jazdy oraz artylerii. Stanowił armię w miniaturze. Korpusem dowodził marszałek i jedynie na czas walnej bitwy bezpośrednie dowództwo obejmował sam cesarz. Skoncentrowanie korpusów było przedsięwzięciem niesamowicie trudnym, wymagającym olbrzymiego doświadczenia, doskonałego planowania, efektywnego współdziałania i wiele szczęścia. Czasem koncentracja korpusów nie udawała się nawet Francuzom, a wówczas przegrywali bitwy, operacje i kampanie. W kolejnych latach nauczono się jednak i tej trudnej sztuki. Bardzo pomocne okazały się koleje żelazne oraz telegraf. W drugiej połowie XIX wieku na froncie walczyły trzy-cztery armie składające się z trzech-czterech korpusów każda. Gdy w 1914 roku wybuchła wielka wojna, w każdej ze stron walczyło po kilkanaście armii, konieczne stało się więc zgrupowanie ich w jeszcze większe formacje, nazwane grupami armii albo frontami. Lecz tak samo jak w czasach wojen napoleońskich współdziałanie kilku korpusów nie zawsze było efektywne, tak samo podczas I wojny światowej współdziałanie grup armii nie zawsze przynosiło pożądane efekty. Trudności związane z dowodzeniem wielkimi armiami nie wynikały z kwestii militarnych, lecz ekonomicznych. Ekonomia to umiejętność wykorzystania zasobów, których - zawsze -  jest zbyt mało. W XVIII wieku dawano sobie z tym radę, tworząc system magazynów i walki toczono właśnie z reguły o te magazyny. Napoleon nadał wojnie zupełnie nową dynamikę i wojska żywiły się, ubierały i zbroiły, wykorzystując zasoby zdobyte na przeciwniku. Tam, gdzie brak było takich zasobów, starano się dowieźć je wszelkimi możliwymi środkami. Jako że naziemne środki transportu były mało wydajne, to i wydajność żywionych w ten sposób armii nie była wielka. Wzrosła dopiero w połowie XIX wieku - po pojawieniu się linii kolejowych.


FRANCUSCY KIRASJERZY PRZECHODZĄ PRZEZ DUNAJ 
PRZED BITWĄ POD WAGRAM 
(1809)



Wciąż pozostawały nierozwiązane problemy: jedna linia kolejowa może pomieścić ograniczoną liczbę pociągów. W dodatku zapasy przywiezione koleją trzeba jeszcze dowieźć do wojsk oddalonych od stacji rozładunkowych. Problemy ekonomiczne - w dawnym języku wojskowym zwane kwatermistrzowskimi, a we współczesnym: logistycznymi - doprowadziły do tego że w XIX i XX wieku organizacja wojskowa sprowadzała się do prostego podziału: korpus to formacja, która działa wzdłuż jednej linii komunikacyjnej (najczęściej kolejowej). Schodząc niżej po drabinie organizacyjnej, również możemy znaleźć podobne powiązania pomiędzy ekonomią (kwatermistrzostwem, logistyką) a organizacją wojenną. Z tym, że należy wziąć pod uwagę nie transport kolejowy, ale konny (jeszcze w ostatnim roku II Wojny Światowej 1944/1945 w Wehrmachcie było aż 100 000 koni). Kompania to - w gruncie rzeczy - formacja skupiona wokół kuchni polowej. Bynajmniej nie jest to żadna kpina (bowiem zapewnienie żołnierzy w stały posiłek jest kluczowym zadaniem każdej armii, w jednym z kolejnych tematów opowiem jak ten problem rozwiązywano chociażby w czasie Powstania Styczniowego w latach 1863-64, gdzie przecież była to wojna oddziałów bardziej powstańczych niż regularnej armii po stronie polskiej). Kuchnia polowa -  wynaleziona w początkach XX wieku - umożliwiała przygotowanie posiłku jeszcze podczas marszu i zaserwowanie go żołnierzom tuż po dotarciu na miejsce postoju. Jako że koń pociągowy jest w stanie - zgodnie z regulaminami wojskowymi i zdrowym rozsądkiem - pociągnąć po drodze gruntowej ciężar 500 kg. Taką więc masę miały kuchnie polowe. Mogły one wydać około 200 posiłków - i taką wielkość miały kompanie strzeleckie przez cały niemal XX wiek.


ATAK "SZARYCH" SZKOTÓW gen. WILLIAMA PONSOMBY'EGO NA 45 PUŁK LINIOWY ARMII FRANCUSKIEJ W BITWIE POD WATERLOO
(1815)



Podział na kampanie miał znaczenie czysto administracyjne: dowódca prowadził ewidencję żołnierzy, wydawał im przepustki, a szef kompanii ubierał i - z pomocą kuchni polowej - karmił żołnierzy. Kompanie nie walczyły samodzielnie. Najmniejszą formacją zdolną do prowadzenia samodzielnego boju był batalion. Liczył blisko 1000 żołnierzy w czterech kompaniach. Przemiany I wojny światowej sprawiły, że jedna z tych kompanii była wyposażona w "broń zespołową" - ciężkie karabiny maszynowe pomagające w obronie oraz moździerze piechoty pomagające w natarciu. To właśnie ta kompania - nazywana najczęściej kompanią ciężkich karabinów maszynowych - stanowiła o sile batalionu. Smutna prawda była taka, że regulaminy zakładały, iż utrata nawet połowy strzelców nie wpłynie znacząco na siłę batalionu. Walczyła przede wszystkim broń zespołowa, strzelcy służyli natomiast przede wszystkim jako zasłona dla niej oraz jako elementy rozpoznające stanowiska broni zespołowej przeciwnika. To właśnie w kompanii ciężkich karabinów maszynowych batalion miał uzbrojenie potrzebne do powstrzymania szturmu przeciwnika, zniszczenia jego pozycji obronnych, powstrzymania czołgów, a nawet - do samoobrony przeciwlotniczej. Bataliony piechoty armii europejskich niewiele się od siebie różniły. Wielowiekowe doświadczenie wskazywało, że batalion powinien liczyć kilkaset ludzi, raczej nie więcej niż 1000 - ponieważ taką grupą można skutecznie dowodzić. Liczniejszy ma większą siłę ognia, staje się jednak trudny w dowodzeniu i manewrowaniu. O ile kompanie strzeleckie wymagały jedynie kilku wozów - kuchni polowej i jakiejś bryczki kancelaryjnej - to kompanie karabinów maszynowych potrzebowały jednego wozu konnego dla każdego karabinu maszynowego czy moździerza. Po wielu próbach znaleziono kompromis pomiędzy siłą ognia a długością batalionowych kolumn taborowych - kompania karabinów maszynowych liczyła z reguły 12 karabinów maszynowych oraz pojedyncze sztuki moździerzy czy też działek piechoty.


HIRAM MAXIM PREZENTUJE SKONSTRUOWANY PRZEZ SIEBIE
KARABIN MASZYNOWY
(1884)



Jakość tego uzbrojenia była jednakowa w całej Europie. Niemal wszystkie ciężkie karabiny maszynowe wywodziły się od wspólnego przodka zbudowanego przez Hirama Maxima, miały podobną masę i podobną sprawność. Takie samo było również wyposażenie w amunicję - trzeba bowiem pamiętać, że karabin maszynowy wraz z amunicją był przewożony na wozie konnym zaprzężonym w jednego konia. A wozy dla karabinów maszynowych i konie pociągowe były w całej Europie takie same. W niektórych armiach pozwalano co prawda na większe obciążenie wozów, ryzykując wytrzymałość zarówno samych wozów, jak i koni, a istotne różnice pojawiały się w państwach o odmiennych systemach komunikacyjnych - na przykład w górzystej Jugosławii. (...)


W BITWIE NAD SOMMĄ BRYTYJCZYCY PO RAZ PIERWSZY W HISTORII UŻYWAJĄ CZOŁGÓW, TYM SAMYM SIEJĄC PANIKĘ 
W NIEMIECKICH SZEREGACH
(14 września 1916)





CDN.