Łączna liczba wyświetleń

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą GENDER. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą GENDER. Pokaż wszystkie posty

piątek, 4 lutego 2022

BAT NA FEMINISTKI!

 CZYLI JAK REWOLUCJA 

POŻERA WŁASNE DZIECI

 
 
 
 
 Dziś krótko, choć temat który zamierzam omówić jest istotny a przy tym niestety w większości pomijany w oficjalnym mainstreamie medialnym (co oczywiście nie jest przypadkiem, jako że media w ogromnej większości lewicowo-liberalne nie mogą o tym mówić i pisać, bo to po prostu by ich ośmieszało). A o co konkretnie chodzi? Chodzi o feminizm! O ten współczesny feminizm, który bardzo często robi kobietom, a szczególnie młodym dziewczętom wodę z mózgu - wmawiając im że ich największymi wrogami są mężczyźni (i to bardzo konkretni - biali, heteroseksualni mężczyźni) i że powinny wstąpić na barykady walki z "męską opresją" zwaną potocznie patriarchatem! Patriarchat jest bowiem doskonałą opcją zastępczą określenia "męska opresja", bowiem nie jest aż tak ostro sprecyzowany i oficjalnie nie mówi o mężczyznach (a część feministek - szczególnie te "mniej wtajemniczone" w kanony feministycznej religii, a jedynie uważające się za feministki - przyznają oficjalnie, że przecież one wcale nie walczą z mężczyznami, że feminizm to "równość", że feminizm to "sprawiedliwość społeczna" i że one pragną jedynie "wolności wyboru" etc. etc.). Zupełnie inaczej brzmiałoby oskarżenie, że to mężczyźni są winni całemu złu tego świata i że to z nimi należy podjąć zdecydowaną i bezkompromisową walkę. Taka deklaracja z całą pewnością odrzuciłaby od feminizmu większość kobiet (które jedynie za feministki się uważają i jedynie pragną "równości", ale nie chcą z mężczyznami konkurować, ani tym bardziej z nimi walczyć). Zupełnie inaczej brzmi więc hasło: "Walki z Patriarchatem" - które jest nieostre i tak naprawdę nie wiadomo (teoretycznie - nie wiadomo) przeciwko komu jest wymierzone. Patriarchat jest więc w tym przypadku doskonałym zamiennikiem, swoistym ersatzem ideologii feministycznej, który nie godzi bezpośrednio w sens samej ideologii. Tak naprawdę jednak zarówno pomiędzy patriarchatem a męskością w ogóle istnieje w całym feminizmie znak równości, i nie ma żadnego znaczenia (jak znów pragną twierdzić "nieradykalne" feministki), żeistnieje wiele odłamów feminizmu. Owszem, istnieje, tak samo jak w XIX wieku istniało bardzo wiele odłamów socjalistycznego marksizmu (często odłamy te były ze sobą mocno skonfliktowane), ,a jednak udało się w wieku XX doprowadzić do tego, że marksizm (w wydaniu bolszewickim) zwyciężył w kilku krajach świata (w tym w Rosji i w Chinach) i nigdy nie porzucił planów podboju całego świata. 
 
Tak samo jest z feminizmem - istnieje wiele odłamów, ale cel jest jeden - bezwzględna walka z "opresyjnym systemem", który to niby ma niszczyć i upokarzać kobiety, który ma je kontrolować i zniewalać - czyli z patriarchatem (czytaj - z męskością). Większość kobiet w to wierzy i żyje w świecie iluzji, w którym zniszczenie patriarchatu byłoby lekiem na całe zło świata i pozwoliłoby wreszcie zaprowadzić ową mityczną równość pomiędzy płciami (o tym że równości  - i to nie tylko pomiędzy płciami, ale przede wszystkim poszczególnymi ludźmi nigdy nie było i nigdy nie będzie - pisałem już wielokrotnie). Problem polega jednak na tym, że kobietom najlepiej żyje się właśnie w systemach stricte patriarchalnych, gdyż każde "poluzowanie" tych systemów oznacza anarchizację życia społecznego, a to w żadnym wypadku nie służy kobietom. Wystarczy spojrzeć na dzieje świata, aby przekonać się, że choroba marksizmu feminizmu godzi przede wszystkim w same kobiety, a służy jedynie kilku wybranym "aktywistkom", o to też bardzo nielicznym, które dzięki temu ruchowi robią kariery polityczne. Owszem, mężczyźni w systemach patriarchalnych narzucali na kobiety pewne ograniczenia (szczególnie związane z obyczajowością), ale to akurat było całkowicie zrozumiałe, gdyż mężczyzna, w przeciwieństwie do kobiety nigdy nie mógł mieć pewności, że jego dzieci są rzeczywiście jego, a było to bardzo ważne w kwestii dziedziczności pokoleń. Innymi słowy - facet po prostu chciał mieć pewność, że wychowuje i przekazuje swój majątek dziecku, które jest JEGO synem lub córką. Poza tym jednak życie kobiet w systemie patriarchalnym było znacznie lepsze niż życie mężczyzn. Ci bowiem od dziecka byli przygotowywani do odpowiedzialności, odwagi i konsekwencji w działaniu (co przede wszystkim służyło samym kobietom - natomiast mężczyźni nic na tym nie zyskiwali). Obrona domu rodzinnego, miasta lub ojczyzny była podstawą wychowania młodych mężczyzn w systemach patriarchalnych, a przecież gdyby zabrakło owych obrońców, kobiety stałyby się łatwym łupem wielu łotrzyków, wykorzystujących anarchię polityczno-społeczną do swoich celów (prawo silniejszego). Mężczyźni więc ginęli na frontach wielu wojen po to właśnie, aby ocalić swoje rodziny i swoje kobiety (i dopiero gdy przegrywali kobiety i dzieci trafiały do niewoli, a wcześniej były seksualnie upokarzane i wykorzystywane).
 
 

 
Spójrzmy bowiem na historię. Antyczna Grecja była wielka w czasach, gdy dominującym systemem społecznym był tam patriarchat - wówczas panował nie tylko porządek społeczny, ale poprzez jasne definicje religijne - również wymuszano sprawiedliwość i budowano wolność (przecież kolebką demokracji w dziejach świata były Ateny - miasto, w którym kobieta bez zgody swego męża nie mogła nawet wyjść na ulicę). Co się zaś stało, gdy Grecy po podbojach Aleksandra Macedońskiego znacznie rozszerzyli swój horyzont obyczajowo-polityczno? Gdy kobiety zaczęły zyskiwać większy wpływ na rządy? Doszło przede wszystkim do większej seksualizacji życia społecznego, a po drugie do osłabienia jedności obywatelskiej, a co za tym idzie do znacznego osłabienia odpowiedzialności mężczyzn za obronę własnego domu. Dokładnie te same czynniki zaistniały w Starożytnym Rzymie. W czasach gdy dominowało patriarchalne poczucie jedności i odpowiedzialności za ojczyznę (rozumianą przede wszystkim jako ojczysty dom), gdy na czele rodziny stał ojciec (pater familias) z praktycznie nieograniczoną władzą, obejmującą wszystkie dziedziny życia rodzinnego (patria potestas), gdy w życiu społecznym i obywatelskim Rzymu dominowała cnota (virtus), wolność opinii (libertas), chwała (gloria), szacunek i pobożność (pietas), wierność (fides) i poważanie (dignitas), Rzym rósł w siłę, a mieszkańcy Imperium byli bezpieczni i żyli spokojnie (odnosi się to przede wszystkim do kobiet i dzieci). Jednak, począwszy od I wieku naszej ery, a szczególnie w wieku II i III, gdy te mechanizmy bezpieczeństwa zaczęły zawodzić (m.in. poprzez większą emancypację kobiet - mówcie bowiem co chcecie, ale to się ze sobą wiąże - emancypacja wiąże się z anarchizmem), gdy mężczyźni zapomnieli o obowiązku obrony własnej ojczyzny (przecież w III, IV i V wieku naszej ery rodowici mieszkańcy Imperium Romanum bardzo rzadko, lub prawie wcale nie wstępowali do armii, woląc płacić za ochroną swych granic owym "barbarzyńcom", którymi tak pogardzali), a co za tym idzie następowała swoista feminizacja mężczyzn (która nieodłącznie związana jest z emancypacją kobiet i anarchizacją życia społecznego), prowadziło to do sytuacji, gdy kobiety nie mogły znaleźć dla siebie odpowiedniego partnera (a co to znaczy "znaleźć dla siebie odpowiedniego partnera?" - to znaczy znaleźć odpowiedzialnego za swą rodzinę ojca, który zapewni byt i ochroni przed zagrożeniem), a to wymuszało na nich procesy maskunalizacyjne (innymi słowy faceci się feminizowali a kobiety starały się przejąć męskie role), co oczywiście tylko pogłębiało anarchizację i prowadziło do jeszcze szybszego upadku społeczno-cywilizacyjnego (kobieta bowiem nigdy nie będzie w stanie zastąpić mężczyzny, a mężczyzna kobiety). A że takie procesy postępowały wówczas, wiadomo chociażby z dzieł Juwenalisa czy Marcjalisa - którzy ostro ganili rozprzężenie obyczajów, panujące w ich czasach, feminizację mężczyzn i maskulinizację kobiet).
 
Wiadomo jak kończył się takie "eksperymenty?" Najazdem nowych, patriarchalnych społeczeństw, które ponownie tworzyły cywilizację, ale już na swoich warunkach. Tak było w przypadku monarchii hellenistycznych - które jedną po drugiej wchłaniał Rzym, i tak też było z samym Rzymem - którego wchłonęli "barbarzyńcy" z Północy, którzy reprezentowali silną kulturę patriarchalną. Dlatego też bardzo śmieszą mnie te wszystkie deklaracje i opinie, że oto wiek XXI będzie wiekiem kobiet i że teraz to kobiety będą tą "silniejszą płcią". Nie będzie tak, ponieważ - podobnie jak nigdy w dziejach cywilizacji nie stworzono prawdziwej równości, która jest niemożliwa na tym świecie - nigdy nie powstanie cywilizacja matriarchalna. Okresy większej emancypacji kobiet, zawsze idą w parze w anarchizacją społeczną, większą seksualizacją i powolnym upadkiem cywilizacyjnym. Nie było bowiem w dziejach społeczeństwa, które rozwijałoby się, kierując się systemem matriarchalnym lub matrylinearnym (czyli takim, w którym dziedziczenie następuje w linii żeńskiej). Nigdy nie było takiego społeczeństwa i nigdy ono nie nastąpi. Społeczeństwa matriarchalne (lub matrylinearne) które przetrwały do naszych czasów - są to niewielkie, zanikające zbiorowości, które niczego nie stworzyły i niczego nie rozwinęły, za to bardzo często wydały mężczyzn o skłonnościach sadystycznych (np. dziedziczący w linii żeńskiej - północnoamerykańscy Irokezi, byli niezwykle brutalnymi wojownikami i nawet przez wspierających ich Brytyjczyków - byli uważani za zwyrodniałych bandytów). Tak więc okresy emancypacji (czyli anarchizacji) są czasem przejściowym, pomiędzy jednym systemem patriarchalnym a drugim systemem patriarchalnym (często znacznie radykalniejszym od poprzedniego). Tak było dawniej, tak jest i dzisiaj, gdzie zaklinacze rzeczywistości piszą o "nowym wieku kobiet", nie dostrzegając wielkiego niebezpieczeństwa, jakie przed nimi stoi - a mianowicie wielkiego zniewolenia kobiet w postaci triumfu nowego patriarchatu - triumfu islamu.
 
 


A teraz podsumowując - islam nie jest jedynym zagrożeniem, jakie może spotkać kobiety w "nowym wieku". Nowe, poważne zagrożenie, które już podważa całą tę feministyczną narrację i ją kompletnie dezawuuje w taki sposób, że najbardziej radykalne feministki są bezbronne niczym małe dziewczynki. A o co konkretnie się rozchodzi? O genderyzm! Dziś mężczyzna, który tylko zadeklaruje, że czuje się kobietą, ma prawo (u nas co prawda jeszcze nie, ale wszystkie te negatywne tendencje szybko płyną do nas zarówno z Zachodu jak i ze Wschodu) wejść do żeńskiej ubikacji, ma prawo przebierać się w żeńskich przebieralniach i gdy popełni przestępstwo - trafi do żeńskiego więzienia. Co się bowiem dzieje z kobiecym sportem? Następuje jego powolny rozkład, gdyż jeśli do żeńskich konkurencji dopuści się mężczyzn, to wiadomo że kobiety w takim starciu nie mają żadnych szans (faceci, którzy deklarują się jako "kobiety" biorą dodatkowo duże ilości estrogenu, który osłabia organizm, a mimo to i tak wygrywają z najlepszymi kobietami. I nikt nie może nic na to poradzić, nikt nie może nawet się odezwać, bo od razu zostanie mu przypięta łatka homofoba lub osoby nietolerancyjnej. A co robią z tym kolejnym zniewoleniem kobiet - "siostry radykalne feministki?" Nic, kompletnie nic - siedzą cicho bo dobrze wiedzą jaka jest "kolejność dziobania". Wiedzą dobrze że nie tylko nie mogą tego krytykować, że wręcz muszą ten destrukcyjny proces przenikania mężczyzn do świata kobiet - entuzjastycznie chwalić, bo inaczej środki pieniężne, jakie idą na wsparcie ruchów feministycznych (a konkretnie tych feministek, które na kobietach chcą się wybić do polityki lub do mediów) przestaną płynąć. Źródełko dochodów wyschnie i co wtedy począć z radykalizmem i pieprzeniem głupot o "nowym wieku kobiet". Nowy wiek kobiet właśnie nadchodzi, tylko kobiety nie mają z tym nic wspólnego.
 
 

 
Genderyzm jest bowiem ruchem, który bezpośrednio godzi w feminizm i podważa jakiekolwiek "dokonania" matek feminizmu z przeszłości. A co najśmieszniejsze - feministki muszą takie ruchy wspierać i muszą je chwalić, choć są one bezpośrednio wymierzone w kobiety. Co bowiem mają zrobić młode dziewczęta, które damskich ubikacjach są molestowane seksualnie przez męskich zwyrodnialców uważających się za kobiety? Nie mogą się nawet poskarżyć, bo od razu zostaną uznane za homofobki i zapewne "zwolenniczki patriarchatu". Mało tego, jeśli się poskarżą, lub będą krytykować mężczyzn przebierających się za kobiety (albo tylko deklarujących iż są kobietami) mogą nawet trafić do więzienia, jak to się stało z feministką - Jennifer Swayne z Walii, która za rozklejanie ulotek z hasłami: "Nikt nie rodzi się w niewłaściwym ciele" trafiła na dwanaście godzin do policyjnego aresztu i traktowana jest jako "zbrodniarka". W tym "Nowym Wspaniałym Świecie" nie wolno podważać ustalonych dogmatów i trzeba znać swoje miejsce w marksistowskiej hierarchii ofiar, a tu akurat kobiety znajdują się znacznie poniżej homoseksualistów, genderystów i oczywiście muzułmanów (islamu też feministkom krytykować nie wolno - wolno im jedynie krytykować białych, heteroseksualnych mężczyzn - czyli ich dziejowych obrońców). Co zrobiono z ikoną feminizmu - J.K. Rowling, gdy ta zaczęła jasno i logicznie podważać absurdy nowej odmiany marksizmu - czyli właśnie genderyzmu? Ta tak majętna i popularna autorka serii książek o Harrym Potterze, która dotąd była wielbiona i wynoszona pod niebiosa - nagle została odsunięta i zmarginalizowana (nie zaproszono jej nawet na galę promującą jej twórczość). Została odsunięta przez siły znacznie od niej potężniejsze i tym samym pokazano innym "siostrom feministkom" co się z nimi stanie, jeśli podważą kanony nowej religii (a może właśnie "prawdziwej religii" - o której już wcześniej pisałem). Wydaje się że w tym przypadku rewolucja znów zjada własne dzieci. Feministki zrobiły swoje godząc w mężczyzn, teraz można je odsunąć (jak niepotrzebny przedmiot - aby nie użyć mocniejszego języka) jeśli zaczną protestować przeciw ustalonej hierarchii. Swoje już zrobiły, teraz mają chwalić swoich nowych oprawców (genderystów i islamistów) i dawać się gwałcić oraz molestować przez zboczonych przebierańców i cierpieć w milczeniu. A, zapomniał bym - a przede wszystkim walczyć z tym okropnym patriarchatem i dominacją białych, heteroseksualnych mężczyzn. 😔
 
 
 


 
 NA KONIEC "RUSKIE ŁZY" STAŚKA WIELANKA
(MOJA ULUBIONA PIOSENKA TEGO AUTORA)
 
 

 
 

czwartek, 23 grudnia 2021

JULKI Z TWITTERA

 CZYLI O RÓWNOLEGŁYM ŚWIECIE

PEŁNYM FANTAZJI I ZABOBONÓW

 
 
 
 
 Dziś krótko, ponieważ sprawy zawodowe zajęły mi więcej czasu niż przypuszczałem (a poza tym zbliżają się święta Bożego Narodzenia i należy moją Panią nieco odciążyć z obowiązkami domowymi, tym bardziej, że jeśli chodzi o przygotowywanie niektórych potraw to ja tutaj jestem prawdziwym mistrzem - nie chwaląc się oczywiście). Otóż, odnalazłem na Facebooku ciekawą stronę o której istnieniu wcześniej nie wiedziałem, choć oczywiście ten tok myślenia był mi znany, a mianowicie chodzi o stronę Julka z Twittera, pokazujący w sposób niezwykle prosty - to rozumowania współczesnych "dzieci-kwiatów", czyli takich żyjątek, które do końca nie wiedzą po co żyją? jaka jest rzeczywistość dokoła nas? ile jest płci? czy płeć w ogóle istnieje? dlaczego Bóg zawsze jest mężczyzną? itd. itp. Jest to przyznam się szczerze ciekawe miejsce - ten cały świat sennych marzeń Juleczek i Oskarków - których wiedza o ekonomi, biologii, historii i kilku innych dziedzinach wiedzy, jest na poziomie kilkuletniego dziecka (a przecież to w większości są studenci, od których wymagałoby się już pewnej dojrzałości). Ci młodzi ludzie (choć w tym przypadku adekwatniejsze byłoby określenie "osobo-człowiek", a może... "zwierzo-człowiek"? 😉) w swej nieograniczonej naiwności pytają się np.: "Dlaczego nie można dodrukować więcej pieniędzy, aby biedni ludzie też żyli jak pączki w maśle?". Przypomnę że to są studenci, czyli osoby wykształcone, a ja przyznam się szczerze bałbym się powierzyć im jakąkolwiek prostą pracę (choćby sprzątanie domu lub garażu) bo bałbym się żeby sobie przy tym czegoś nie zrobili. Ci ludzie mają się za przyszłą elitę (niektórzy tak właśnie o sobie piszą), dlatego też należałoby zapytać - elitę czego? Nie chcę tu się zbytnio wyzłośliwiać, dlatego też od razu przejdę do rzeczy i zaprezentuję kilka wybranych przeze mnie screenów z Twittera i Facebooka, które odnalazłem na owej stronie, a Czytelnikom pozostawiam kwestię oceny owych "mądrości".
 
 
PS: Jeśli tacy ludzie mają się stać przyszłą elitą, to sądzę za już za jakieś pięćdziesiąt lat, ludzkość cofnęłaby się do poziomu małp człekokształtnych, które patykiem wydłubują mrówki z mrowiska (bo przecież jedzenie mięsa jest wielką zbrodnią, gdyż przy tym gwałcone są krowy, kury i koguty 😂 jak twierdzi pani europosłanka Sylwia Spurek, natomiast jedzenie trawy, lub robaków jest jak najbardziej cool).   
 
 

"Z MLEKIEM NIE JEST JAK Z MOCZEM - 
NIE DAJE SIĘ BEZ PRZYCZYNY"
(to dobre - muszę zapamiętać 😅)
 
 


 
 
JULKI - JULECZKI, 
OSKARKI - OSKARECZKI
CZYLI CO KOMU W GŁOWIE SIEDZI?
 
 
 
JULKA PISZE - "NIE PRZEŻYŁABYM, GDYBY MÓJ CHŁOPAK BYŁ HETERO"

SPOKOJNIE, SPOKOJNIE, ZNAJDŹ SOBIE CHŁOPAKA O SKŁONNOŚCIACH HOMOSEKSUALNYCH, A POTEM... ZMIEŃ PŁEĆ I DOKONAJ ABORCJI 😄
 
 

 
 
 JULKA PISZE - "PO CO KOMU PŁEĆ?"

A PO CO KOMU MÓZG? NIE WIDAĆ, GO, NIE MOŻNA SIĘ PODRAPAĆ - SZCZEGÓLNIE JAK WYSKAKUJĄ NA NIM JAKIEŚ WYPRYSKI

(NIEŚMIERTELNY TEKST TADZIA NORKA DO KAROLA KRAWCZYKA Z "MIODOWYCH LAT" - "KAROL POWINIEN SIĘ LECZYĆ, JEMU NA MÓZGU WYSKAKUJĄ JAKIEŚ WYPRYSKI, TO GO SWĘDZI, A NIE MOŻE SIĘ PODRAPAĆ, BO NIE MA W CO" 😅)
 
 

 

 
 
TO POZOSTAWIĘ BEZ KOMENTARZA, CHOĆ EWIDENTNIE UWIDACZNIA SIĘ TUTAJ JAKAŚ UKRYTA ZAZDROŚĆ O PENISA
 
 

 
 
TUTAJ PRAWDZIWA PEREŁKA
 
JULKI NIE MAJĄ WPŁYWU NA TO, JAK WYGLĄDAJĄ - BO IM SIĘ NIC NIE CHCE I TRZEBA JE KOCHAĆ ZA TO CO MAJĄ W ŚRODKU, ALE SAME CHCIAŁBY CHŁOPAKA Z SZEŚCIOPAKIEM NA BRZUCHU

(SWOJĄ DROGĄ CO TEŻ TAM W ŚRODKU MOŻE BYĆ - MÓZG ZAMIENIONY W MAŚLANKĘ, CIAŁO W BAJADERKĘ A Z TWARZY... PODOBNE SĄ ZUPEŁNIE DO NIKOGO 😉)
 
 

 



 
 
JULKA PISZE - "NIENAWIDZĘ KAPITALIZMU, PATRIARCHATU, MĘŻCZYZN, SPOŁECZEŃSTWA, POLITYKÓW, POLICJI, COVIDA, SZKOŁY" I PYTA - "NIE MOŻNA PO PROSTU WYDRUKOWAĆ WIĘCEJ PIENIĘDZY BY ROZWIĄZAĆ PROBLEMY BIEDNYCH LUDZI"
 
A NA KOŃCU CREME DE LA CREME, JULKA DODAJE - "NIENAWIDZĘ GŁUPICH LUDZI" 😂
 
 
 
 
 
TO TEŻ ŚWIETNE! 😋
 
 

 
 
 OSKAREK STUDIUJĄCY MEDYCYNĘ, ALE WCIĄŻ ŻYJĄCY W BAŃCE Z MCHU I PAPROCI

MĘŻCZYŹNI MIESIĄCZKUJĄ CZY NIE MIESIĄCZKUJĄ?

(NIE WIADOMO - TRZEBA PEWNIE SKOŃCZYĆ WYŻSZE STUDIA MEDYCZNE ABY ODPOWIEDZIEĆ NA TO PYTANIE 😵 POZA TYM TAK TUTAJ TĘCZOWO I "CZERWONO" ŻE AŻ MNIE OŚLEPIA. SWOJĄ DROGĄ SYMBOL ZACIŚNIĘTEJ PIĘŚCI PRZYPISUJE SIĘ HISZPAŃSKIEJ MARKSISTCE - DOLORES IBARRURI, KTÓRA STWIERDZIŁA KIEDYŚ ŻE ŻOŁNIERZE FRANCO "NIE PRZEJDĄ" - "NO PASARAN". ALE ONI PRZECHODZILI I Z UŚMIECHEM NA USTACH MÓWILI: "HEMOS PASADO" - "PRZESZLIŚMY!" MÓWIĘ O TYM NIE ŻEBY USPRAWIEDLIWIAĆ REŻIM FRANCISCO FRANCO, ALE BY DODAĆ: "PRECZ Z KOMUNĄ, TERAZ I ZAWSZE!!!")
 
 

 
 
JULKA PISZE ŻE KOBIETA MUSI MIEĆ PRAWO DO WŁASNEGO ZDANIA, PO CZYM DODAJE ŻE JAK KOBIETA MA PRAWICOWE POGLĄDY (JA WOLĘ OKREŚLENIE PATRIOTYCZNE) TO JEST NIE DO ZAAKCEPTOWANIA. KOBIETA MUSI WSPIERAĆ FEMINIZM, LGBT, GENDER, EKOLOGIZM I OCZYWIŚCIE MUZUŁMAŃSKICH "KSIĄŻĄT ORIENTU", A JAK WSPIERA WŁASNY KRAJ, RODZINĘ I NIEDAŃ BOŻE SWEGO MĘŻA - TO JEST ZDRAJCZYNIĄ Z KTÓRĄ TRZEBA WALCZYĆ. PODOBNIE TWIERDZIŁA IKONA FEMINIZMU - SIMONE de BEAUVOIR, KTÓRA BEZDYSKUSYJNIE ORZEKAŁA, ŻE KOBIETA NIE MOŻE MIEĆ PRAWA DO WYBORU (CZY ZOSTAĆ W DOMU I ZAJĄĆ SIĘ RODZINĄ, CZY TEŻ PODJĄĆ PRACĘ ZAROBKOWĄ) GDYŻ JEŚLI KOBIECIE POZOSTAWI SIĘ TAKI WYBÓR - TO W OGROMNEJ WIĘKSZOŚCI KOBIETY WYBIORĄ OPCJĘ PIERWSZĄ, DLATEGO - JAK TWIERDZIŁA de BEAUVOIR - KOBIETY NALEŻY ZMUSIĆ DO PRACY I CIĄGŁEJ KONFRONTACJI Z MĘŻCZYZNAMI, NAWET JEŚLI JEST TO WBREW ICH NATURZE (BOWIEM KOBIETY WOLĄ MĘŻCZYZN KOCHAĆ, NIŻ Z NIMI KONKUROWAĆ). TAKA TO FEMINISTYCZNA "WOLNOŚĆ" CZEKA KOBIETY W WYKONANIU ZARÓWNO ZAWODOWYCH MARKSISTEK, JAK I WSPÓŁCZESNYCH JULEK Z TWITTERA.
 
 (JA OSOBIŚCIE ZNAM MNÓSTWO KOBIET, KTÓRE ODNAJDUJĄ PRAWDZIWE SWE POWOŁANIE WŁAŚNIE W GRONIE RODZINNYM, ALE NIE JESTEM I NIGDY NIE BYŁEM PRZECIWNIKIEM PRACY ZAROBKOWEJ KOBIET. SZANUJĘ PRAWO KAŻDEGO CZŁOWIEKA DO WYBORU JEGO ŻYCIOWEJ DROGI, ALE PROBLEM W TYM, ŻE W IDEOLOGII FEMINAZISTEK WOLNOŚĆ JUŻ NIE ISTNIEJE).
 
 

 
 
JA TYLKO DODAM ŻE NAJWIĘKSZYM WROGIEM KOBIETY JEST DRUGA KOBIETA I JEST TO PRAWDA STARA JAK ŚWIAT
 
 

 
 
JULKA PISZE - "GDYBY TYLKO LUDZIE PRZEJRZELI NA OCZY I SKUPILI SIĘ NA GENIALNYM KOMUNIZMIE - WTEDY DOPIERO POLSKA ZACZĘŁABY SIĘ ROZWIJAĆ"
 
MYŚMY SIĘ JUŻ SKUPIALI NA "GENIALNYM KOMUNIZMIE", ALE KOMUNIZM NIE JEST PRZYSTOSOWANY DO LUDZKIEJ NATURY. JEDNAK SKORO WSZYSTKIEMU WINIEN JEST "CZYNNIK LUDZKI" - JAK MAWIAŁ PEWIEN MŁODY MARKSISTA NA JEDNYM Z LEWIACKICH MARSZY - TO ZAWSZE KOŃCZY SIĘ TAK SAMO - CZYNNIK LUDZKI DO WYMIANY
 
 
 
 

 
 
JULKA PISZE - "DUŻO KRAJÓW W AFRYCE NIE MA DOSTĘPU DO CZYSTEJ WODY, DLATEGO JA SPECJALNIE BRUDZĘ SOBIE WODĘ ABY SIĘ Z NIMI SOLIDARYZOWAĆ... JEŚLI PIJESZ CZYSTĄ WODĘ TO JESTEŚ RASISTĄ"
 
JA UWAŻAM NAWET, ŻE W RAMACH SOLIDARNOŚCI Z AFRYKĄ WSZYSTKIE JULKI I OSKARKI POWINNY PIĆ BEZPOŚREDNIO Z KAŁUŻY. W KOŃCU SOLIDARNOŚĆ WYMAGA POŚWIĘCEŃ A CELEM LUDZKOŚCI JEST OSIĄGNĄĆ WRESZCIE POZIOM ROZWOJU ZWIERZĄT
 
 
 
 

 
 
 BIALI SĄ OPRESORAMI, "KOLOROWI" TO OFIARY, ALE TAK NAPRAWDĘ RASY TO SPOŁECZNY KONSTRUKT, PODOBNIE JAK PŁEĆ - WIĘC O CO CHODZI Z TYM PODZIAŁEM NA UCIŚNIONYCH CZARNOSKÓRYCH I OPRESYJNYCH BIAŁYCH?
 
 

 
 
JULKA MÓWI - "JEZUS BYŁ CZARNOSKÓRYM MARKSISTĄ LGBT", "SZWENDAJĄCYM" SIĘ W MĘSKIM GRONIE!?

(ZALECIŁBYM  MNIEJ SERIALI Z NETFLIXA A WIĘCEJ KSIĄŻEK, ZE SZCZEGÓLNYM UWZGLĘDNIENIEM PISMA ŚWIĘTEGO)
 
 

 
TE I RESZTA CIEKAWYCH SPOSTRZEŻEŃ MŁODYCH MARKSISTÓW ZE STRZEŻONYCH OSIEDLI KTÓRZY NIGDY NIE ZHAŃBILI SIĘ ŻADNĄ PRACĄ - ZNALEŹĆ MOŻNA NA STRONIE JULKA Z TWITTERA NA FACEBOOKU 
 
 
 
 
 

sobota, 1 maja 2021

AUTOSTRADA DO NIEBA

WYSTARCZY WSKAZAĆ KIERUNEK


 



 Więc mamy maj, miesiąc zagadkowy jak mawiali starożytni Rzymianie (czego dowodem jest fakt, że miesiąc ten - podobnie jak czerwiec, czyli Junius - nie ma swojego odpowiednika ani w postaci bóstwa, ani też w postaci liczb lub przedmiotów jak pozostałe miesiące w rzymskim kalendarzu). Maj to także ciekawa pora dla Polaków (szczególnie 3 Maj - jak bowiem śpiewano "Vivat Maj, Trzeci Maj, dla Polaków błogi Raj"), swoisty magiczny czas. Miesiąc ten był też w naszej historii czasem dosyć spokojnym (nigdy nie wybuchło przecież żadne "powstanie majowe") i nawet ów sławny "przewrót majowy" Marszałka Piłsudskiego z 1926 r., mimo wszystko również wyszedł nam na dobre (nawet nie pytajcie co mogłoby się zdarzyć, gdyby do władzy doszła ekipa pana Romana. I pisząc "do władzy" nie mam wcale na myśli wyborów, a projektowany w środowisku narodowym plan siłowego zdobycia lub wymuszenia władzy, na wzór faszystowskich Włoszech). Był to bowiem akt desperacji przeciw nieodpowiedzialnej władzy, która co prawda miała demokratyczny mandat, ale czy oznacza to również zdrowy rozsądek i automatycznie buduje w politykach odpowiedzialność za ową Res-Publikę i Politeję na straży których oni stoją? Marszałek powiadał: "Nie może być w państwie za wiele niesprawiedliwości względem tych, co pracę swą dla innych dają. Nie może być w państwie  - gdy nie chce ono iść ku zgubie - za dużo nieprawości", a także: "Kompromis jest nieszczęśliwym słowem. W wielu umysłach łączy się ono z pojęciem zdrady. Tymczasem kompromis jest ściśle związany z istotą demokratyzmu. Polega on bowiem na uznaniu, że nie tylko moja wola (...) jest uprawniona (...) lecz że równe prawa ma wola i chęć innych". I Polska pomajowa była tego dobitnym przykładem, gdyż kraj, w którym doszło do swoistej "rewolucji", okazał się krajem, w którym nie zaistniały żadne rewolucyjne konsekwencje (nie została rozwiązana żadna partia opozycyjna, istniało wiele politycznych i społecznych organizacji antyrządowych, zaś opozycyjne gazety od prawa do lewa wciąż tradycyjnie opluwały Marszałka, a piłsudczycy dominowali realnie tylko w jednej instytucji - w wojsku, które to było szczególnie wierne twórcy polskiej państwowości), a co za tym idzie istota demokratyzmu (w takich warunkach, na jakich pozwalało otoczenie polityczne lat 30-tych XX wieku, złożone z agresywnych państw totalitarnych) zostało zachowane.




I dziś również chciałbym się odnieść do wydarzenia, które też w pewien "magiczny" sposób, wpisuje się w ten majowy czas. Oto bowiem 29 kwietnia (w czwartek) doszło do "spontanicznej" (zapowiadanej w mediach społecznościowych już od kilku dni) demonstracji aktywistów lgbt, którzy wyszli z hasłami: "Chryja pod Radiem Maryja" i "orgii satanistycznej". Cała ta akcja, była skierowana bezpośrednio w toruńskie środowisko Radia Maryja i ojca (zakonu redemptorystów) Tadeusza Rydzyka. Tutaj muszę dodać na marginesie, że chociaż ja sam nigdy nie byłem ani słuchaczem radia, ani czytelnikiem "Naszego Dziennika", ani też nie mogę się zaliczyć do abonentów "Telewizji Trwam", to jednak muszę przyznać otwarcie i jasno (co dostrzegam już od jakiegoś czasu) że jedyne duże, ogólnopolskie media, które są (według mnie) najbardziej obiektywne i najmniej jest w nich propagandy - to są właśnie media ojca Rydzyka. Mówcie co chcecie, ale jak włączam TVP, TVN, Polsat, Republikę czy inną tego typu stację - to dostaję  skrętu kiszek od nadmiaru wylewającej się stamtąd propagandy, która rozlewa się niczym szlam z rozbitego kontenera (nie wiem, może to moja wina, Może nie przywykłem do pokornego zginania karków i godzenia się z wszystkim, co też nasi "władcy" nam wymyślą i zaaplikują, może po prostu moja dusza pragnie wolności i prawdy, niczym spieczona słońcem ziemia, oczekująca kropli deszczu. Może więc nie przystaję do tego zakłamanego świata). Natomiast stopień propagandy, jaki znaleźć można w programach Telewizji Trwam (bo przecież nie oszukujmy się - liczy się tylko skala, gdyż wszystkie media kłamią, konfabulują, lub zatajają prawdę w zależności od sympatii politycznych, nacisków lub innych "zjawisk przyrodniczych" występujących w tym środowisku. I chodzi tylko o to, by ów szlam nie przebił się przez dopuszczalny poziom bezpieczeństwa), mogę bez wątpienia uznać za zadowalający do przeżycia. 




Tak więc aktywiści lgbt urządzili sobie przed warszawskim sądem "orgię satanistyczną" (swoją drogą zastanawiające jest, jak ciągnie marksistów do ich prawdziwego "ojca-założyciela"), gdzie modliła się również grupa starszych kobiet i mężczyzn, prosząc Boga o zaprzestanie ataków na Radio Maryja. Wówczas to, do owych kobiet podeszła pewna młoda 21-letnia aktywistka lgbt, która znana była już wcześniej (głównie w sieci) ze swej niechęci do Kościoła, chrześcijaństwa oraz Polski jako kraju (wiadomo bowiem, że w tym środowisku nienawiść do Kościoła idzie w parze z nienawiścią do własnego narodu, państwa, tradycji i wszystkiego co się z tym wiąże i to zawsze występuje w pakiecie). Zaczęła więc wyśpiewywać słowa: "Kto ty jesteś? - Polak mały. Jaki znak twój? - Torba z białym. Gdzie ty mieszkasz? Na strzeżonym. W jakim kraju? W tym popierdolonym!" I w tym momencie do dziewczyny podeszła modląca się staruszka, 83-letnia kobieta, która upadła przed nią na ziemię i ucałowała jej stopy, po czym zaczęła płakać. Dziewczynie najwidoczniej zrobiło się głupio, bo przestała śpiewać i starała się uspokoić staruszkę, by ta przestała płakać. Wreszcie zaczęły się obie przytulać, co było wyjątkowym i prawdziwie magicznym wydarzeniem. Babcia dodała jeszcze, iż: "Całe życie walczyłam o Polskę i doczekałam się, że już jestem przed odejściem z tego świata, a Polska jest podzielona i bardzo mi przykro, przeżywam to bardzo. I te dzieci, nasze biedne dzieci, które były wychowywane przez "niepolskich" Polaków". To ostatnie zdanie jest szczególnie dojmujące i niestety wybitnie prawdziwe. My, Polacy, ale nie tylko my, również inne kraje Europy oraz Ameryki - wybitnie się pogubili. Zatracono naturalny przekaz pokoleniowy, który szedł z rodziców na dzieci a następnie na wnuki. W tym momencie dzieci, wnuki, a być może nawet prawnuki nie otrzymały naturalnego kodu pamięci genetycznej, co spowodowało przerwanie linii życia narodowego i duchowego. Większość młodzieży się zagubiła (ale też trudno wymagać od nich aby postępowali rozsądnie, gdy wciąż są bombardowani ideologicznymi przekazami, mającymi uczynić z nich prawdziwe zombi, czyli chodzące monstra. "Bez serc, bez ducha, to szkieletów ludy" - jak pisał jeszcze w pierwszej połowie XIX wieku Adam Mickiewicz), jednak przykład tej młodej dziewczyny pokazał dobitnie jak krucha, jak pozbawiona wszelkich fundamentów i jakiegokolwiek oparcia jest ideologia "satanistyczna" (czyli marksizm, bolszewizm, nazizm, gender, lgbt, feminizm, ekologizm), w starciu z bezinteresowną Miłością Chrystusową.




Ta starsza kobieta ucałowała przecież stopy dziewczyny, która chwilę wcześniej z niej kpiła i była gotowa wygłosić wszelkie wulgaryzmy, jakie tylko przyszłyby jej do głowy. Ale ten jeden, drobny gest, niczym Chrystus obmywający stopy swych uczniów, ta staruszka zmyła z dziewczyny całą nienawiść, całe to lgbt. I nawet jeśli ona nadal będzie wierzyć w te swoje ideologie, to ziarno już zostało zasiane. Przecież ostatecznie obie kobiety objęły się i wspólnie przeżegnały. Aktywistka lgbt uczyniła więc coś, czego sama z siebie zapewne nigdy by nie zrobiła, a już na pewno nie publicznie. I to jest właśnie prawdziwa siła Miłości, prawdziwa moc Chrystusa Mistrza. Gdzież się bowiem podziała ta pewność siebie owej dziewczyny, gdzie jej wiara w słuszność "sprawy"? Piasek, na którym zbudowano w jej umyśle tę konstrukcję, właśnie został zmyty tą bezinteresowną Miłością owej staruszki. To też pokazuje czym my tak naprawdę jesteśmy i że... chyba jednak nie wszystko stracone i należy walczyć o dusze, o umysły a przede wszystkim o serca młodych ludzi, których obecnie spycha się na manowce, ku piaskom nihilizmu, marksizmu i oczywiście satanizmu. Przykład staruszki i młodej dziewczyny wzajemnie się obejmujących i wykonujących znak krzyża, oznacza, że nawet po najgorszej burzy piaskowej, po najgorszym tornadzie, Miłość się odrodzi - zawsze i wszędzie. Warto więc pójść tą drogą oraz zawalczyć o młodych ludzi i choć łańcuch pokoleń został przerwany, to przecież nikt nie powiedział że kolejne pokolenia dalej będą popełniać błędy swoich rodziców - amen!    







PS: Gdy czasem odwiedzam moich siostrzeńców, lubię się z nimi powygłupiać. Ten młodszy zaś jest jeszcze w takim wieku (2,5 roku) że lubi się przytulać, a ostatnio powiedział do mnie: "Kocham cię wujaszku". I wiem że dziecko mówi to szczerze, a siła tego przekazu jest tożsama z tą, którą położyła owa starsza kobieta upadając do stóp młodej dziewczyny. To są fundamenty na których należy budować przyszłość!



czwartek, 15 października 2020

JAKA PIĘKNA... PATOLOGIA! Cz. VII

CZYLI ROZWAŻANIA NAD

WSPÓŁCZESNOŚCIĄ

 
 
 
 
 

 STREFY WOLNE OD LGBT!

 
 
 Dziś na spokojnie, zacznę od tematu który przez jakiś czas (a być może nawet i po dziś dzień) rozgrzewał do czerwoności wszelkie globalne instytucje marksistowskiej międzynarodówki (zwanej w skrócie lewactwem). Chodzi oczywiście o tak zwane "strefy wolne od lgbt", których to powstanie stało się kolejnym powodem do lewicowego wypróżniania się na Polskę. Nawet sama ambasador USA, pani Georgette Mosbacher raczyła stwierdzić, że Polska w tej kwestii znajduje się po: "złej stronie historii!". W Parlamencie Europejskim jakieś feministyczno-genderowe czarownice, odprawiają swe rytualne szabaty nad zaściankowością naszego społeczeństwa, sugerując nam że "prawa osób lgbt to prawa człowieka". Obserwując z boku cały ten ideologicznie motywowany cyrk i nie mając żadnej wiedzy o tym, jak rzeczywiście wygląda prawda - można by było sądzić że coś w tym jest i że wprowadzając strefy godzące w osoby lgbt, tak naprawdę rzeczywiście jesteśmy jakimś cywilizacyjnym zaściankiem i wypisujemy się z "europejskiej cywilizacji". Tak można by sądzić, będąc zupełnie nieświadomym zarówno formy lingwistycznej i logicznej zgłaszanej krytyki pod naszym adresem, jak i rzeczywistych aspektów prawdy i fałszu. 
 
Zacznijmy może od tego pierwszego, czyli formy lingwistyczno-logicznej. Bowiem od jakiegoś czasu w mediach wciąż pojawia się pojęcie (forsowane oczywiście przez antykulturowych neomarksistów) "Ludzi LGBT". Na pierwszy rzut oka, niby wszystko wygląda poprawnie i nie ma się do czego przyczepić. Doprawdy? Z nowomową i teoriami lewicy jest już tak, że rzeczywiście na pierwszy rzut oka (patrząc z dala) wyglądają one bardzo pięknie i siłą swych pojęć mogą przyciągać (wabić) do siebie nieświadome lub naiwne jednostki (jak owady do światła które może je spalić), ale gdy tylko przyjrzeć się im z bliska, a (nie daj Boże) poskrobać nieco farbę, jaka została nałożona by można było XIX-wieczne starocie sprzedać w nowym opakowaniu i pod inną nazwą, nazywając to "postępem" - to wówczas bardzo szybko uświadomimy sobie że to, co z daleka wydawało nam się ładne i pociągające, w rzeczywistości jest spróchniałą i rozlatującą się konstrukcją, która prócz nowej farby, nie została w żaden sposób odnowiona. I tak właśnie jest choćby z pojęciem "Ludzie LGBT". Przewrotne pytanie (po zadaniu którego z trudem podtrzymywana konstrukcja zaczęłaby się chwiać) brzmiałoby: czy istnieją w ogóle ludzie lgbt? Zapewne skoro lewica mówi że istnieją, to istnieją i koniec dyskusji, ale podchodząc do tego problemu w sposób logiczny (a należy pamiętać że lewica, w szczególności zaś jej rewolucyjny, marksistowski odłam z logiką nie ma NIC wspólnego), należałoby zapytać - skoro tak, to proszę wskażcie mi choć jedną (powtarzam - JEDNĄ!!!) osobę lgbt, a wówczas rzeczywiście przyznam wam rację i nie będę w tej sprawie zabierał głosu. Lewicowa jaczejko - wskaż więc choć jedną osobę lgbt, a wówczas zamilknę w tym temacie. Zastanawiam się dlaczego ludzie nie myślą logicznie, a tym samym powielają szkodliwą nowomowę, która wdziera się do języka i przez to całkowicie przemeblowuje naszą rzeczywistość (a w tej kwestii rzeczywiście przyznaję rację lewicy - język jest bronią, poprzez którą możemy kształtować i opisywać świat, dlatego tak ważne jest wiedzieć co i o czym się mówi, aby nie wpaść w lingwistyczne pułapki, które następnie zakodowane w naszej głowie, staną się - narzuconymi, aczkolwiek przez nas potem już akceptowalnymi formami opisywania naszej rzeczywistości). 
 
Wielokrotnie podawałem już podobne przykłady używania narzuconego języka, który z czasem stał się naturalną i akceptowalną formą wyrażania naszych myśli (przykładem niech będzie choćby słowo: "radziecki" - któż dziś bowiem pamięta, że słowo to również przyjechało do nas po 1944 r. na sowieckich tankach, wraz z Armią Radziecką - a jak w szkołach uczono naszych rodziców i dziadków - Armia Radziecka z nami od dziecka. Przed II Wojną nie istniało słowo "radziecki" - a jeśli już to tylko w środowisku agentów z KPP czy innych tego typu przybudówek Kremla. Wcześniej używano po prostu słowa "Sowiety", "Czerwoni", "Komuniści", "Bolszewicy" ewentualnie "Ruskie" lub "Moskale". A dziś słowo "radziecki" jest poprawnym określeniem, odnoszącym się do państwa bolszewickiego. Praktyka wtłaczania tego lingwistycznego potworka w głowy Polaków - który w żaden sposób się nie odmienia, np. nie nożna użyć tego słowa na opisanie Sowietów, gdyż wyszłoby to jakoś karykaturalnie np. "Radziety"? - zrobiła swoje i nowomowa stała się akceptowalną formą nowego opisywania rzeczywistości). I tak właśnie jest też z pojęciem "Ludzie LGBT", choć nikt nigdy nie widział na oczy "człowieka lgbt", to wielu bezrozumnie powtarza wciąż tę lingwistyczną papkę dla idiotów, nie zastanawiając się nawet nad własną bezmyślnością. O co mi chodzi (tłumaczę tym, którzy jeszcze nie załapali), określenie: "człowiek lgbt" jest wzajemnie sprzeczne i wykluczające się, bowiem nikt taki nie może istnieć w rzeczywistości, a gdyby nawet istniał to byłyby chodzącym kuriozum, którego można by było pokazywać w cyrku, lub jako obwoźną atrakcję. Słowo LGBT, znaczy bowiem: "Lesbijki-Geje- Biseksualiści i Transwestyci", tak więc gdyby istniał człowiek lgbt, musiałby on być zarówno gejem, jak i lesbijską (co by oznaczało że byłby zarówno kobietą jak i mężczyzną), a do tego być biseksualny (co automatycznie oznacza że nie mógłby być już ani gejem, ani też lesbijską), a dodatkowo miałby być i transwestytą (co jak wiadomo nie jest wcale równoznaczne z byciem gejem czy biseksualistą). Stąd właśnie kuriozum samej nazwy, jak i głupota tych, którzy bezmyślnie powtarzają (nawet w dobrej sprawie) to określenie. Tak więc raz jeszcze trzeba powtórzyć (dla utrwalenia): NIE ISTNIEJE CZŁOWIEK LGBT! Co oczywiście nie znaczy że nie istnieją aktywiści ideologii lgbt (zwanej również ideologią gender), bo tacy rzeczywiście są dość aktywni (szczególnie gdy są "zraszani" pieniędzmi z najróżniejszych NGO-ów) i jedynie w takim kontekście należy stosować to słowo.
 
 
JAK ŁATWO MOŻNA SIĘ ZDEKONSPIROWAĆ, GDY SIĘ NIE ZNA DOBRZE NARODOWYCH KODÓW JĘZYKOWYCH I KULTUROWYCH
FRAGMENT "CZASU HONORU":
 
"NIKT Z NAS NIE MÓWI RADZIECKIE!"
 
 

 
Druga sprawa jest taka, że w Polsce nie ma żadnych stref wolnych od lgbt. Oczywiście w narracji dla Zachodu, nasza piąta kolumna (czyli cała ta targowica i volksdojczeria o której nawet nie chce mi się wspominać, aby nie psuć sobie humoru) przedstawia sytuację wprost katastroficznie, jakoby rzeczywiście istniały jakieś miejsca, gdzie nie ma wstępu dla homoseksualistów czy transwestytów. Próbuje się dorobić Polsce "gębę" powielając fake news o "strefach wolnych od lgbt" i okrutnych zniewag a nawet samosądów - jakimi mają padać homoseksualiści. I znów, jeżeli człowiek nie ma pojęcia o rzeczywistości i nie szuka prawdy, to może poprzestać na tej papce, jaką serwują nam współczesne globalistyczne media - pierwsze szczekaczki "Nowego Wspaniałego Świata". Dopiero wówczas, gdy zaczyna się intensywnie poszukiwać prawdy i ją odkrywać, można uzyskać realne informacje na każdy temat podawany nam przez media (trzeba tylko poświęcić nieco czasu na poszukiwanie innych, niż te establishmentowe źródeł - a na to niestety większość ludzi nie ma po prostu czasu, a często i chęci). Należy bowiem od razu wyjaśnić, że w Polsce homoseksualizm NIGDY nie był penalizowany - w przeciwieństwie do krajów Europy Zachodniej i USA, gdzie za takowe stosunki można było trafić do więzienia. W Polsce nikt nigdy nikomu nie zaglądał do łóżka i nie oceniał kto co i z kim robi. Mnie osobiście (a myślę że tak sądzi jakieś 99.9 % polskiego społeczeństwa) zupełnie nie interesuje czy ktoś jest homo czy hetero i co robi ze swoim partnerem (lub partnerką) prywatnie. Jeśli tylko nie łamie prawa (pedofilia-zoofilia-nekrofilia) to po pierwsze nie interesuje mnie nie tylko z kim śpi, ale również co ma w majtkach - mnie interesują tylko kompetencje i doświadczenie oraz umiejętności danej osoby. Ale to jest tak oczywista rzecz, że aż mi głupio gdy muszę o tym pisać. 
 
Natomiast została wytworzona atmosfera, jakoby w Polsce dochodziło do jakichś pogromów lub jawnej dyskryminacji osób homoseksualnych w sferze publicznej. Czym bowiem są tzw.: "strefy wolne od lgbt", przyjęte przez część samorządów w południowo-wschodniej części naszego kraju i czemu mają służyć? Dyskryminacji gejów, lesbijek i osób transseksualnych? Nie, mają przede wszystkim służyć ochronie rodziny i braku przyzwolenia na agresywną propagandę środowisk lgbt i gender - która już próbuje wedrzeć się do szkół i zmuszać dzieci na przykład do... nakładania prezerwatyw na sztuczne penisy w ramach zajęć lekcyjnych (bowiem nie tylko takie rzeczy dzieją się dziś w szkołach w Niemczech, we Francji czy Wielkiej Brytanii). Samorządowa Karta Praw Rodziny (a nie żadna propagandowo wtłaczana do głów "strefa wolna od lgbt"), jest jedynie deklaracją ideową, bez formalnie sprecyzowanych konsekwencji prawnych, która jest jawnym sprzeciwem lokalnych mieszkańców przeciwko zmasowanej, agresywnej polityce niszczenia podstaw naszego społecznego bytu, poprzez podkopywanie fundamentów na których powstała nasza cywilizacja (część kobiet zakażono na przykład feminizmem i wmówiono im że "samiec twój wróg", idź i z nim walcz). Poza tym uznano mordowanie nienarodzonych ludzkich istnień za... prawo wyboru kobiety (czyli zabójstwo dziecka jest prawem kobiety?), a ostatecznie zabrano się za już narodzone dzieci, dążąc do ich seksualizacji już od najmłodszych lat. I właśnie przeciwko temu protestują w tej uchwale samorządy. Żeby jednak być dosłownym, oto co jest zapisane we wstępie Samorządowej Karty Praw Rodziny:
 
 
 





A powodem tego całego zamieszania (i ataku na Polskę) jest jeden człowiek - Bartosz Staszewski, który jako aktywista lgbt (można wręcz napisać że funkcjonariusz, gdyż pobiera sute dotacje z NGO-sów za plucie na Polskę i robienie z siebie męczennika za lgbt), jeździ po gminach i przykręca tabliczki (specjalnie stworzone na tę okazję) z hasłem: "Strefa wolna od LGBT", następnie robi zdjęcia, wrzuca je do sieci i szybko odkręca tabliczkę, po czym udaje się do innego miasta i tam robi to samo od początku. To tyle jeśli chodzi o całą tę napompowaną histerię lewactwa na temat "stref wolnych od lgbt" w Polsce, stoi za nimi jeden człowiek (prowokator), którego - jak się okazuje - coraz więcej gmin (wciąż dołączają kolejne) pozywa do sądu o ochronę dóbr osobistych. I przynajmniej to - w tym naszym coraz bardziej zwariowanym i dążącym do permanentnej inwigilacji świecie - można uznać za pozytywne światełko w tunelu. Zaś filmik, który jeszcze lepiej pozwoliłby zrozumieć zakłamanie, jakie jest powielane w światowych mediach głównego nurtu na temat polskiej uchwały o ochronie rodziny - właśnie został usunięty przez YouTube. Wiadomo że dla totalitarystów prawda musi być pierwszą ofiarą w ich walce o zniewolenie społeczeństw. Aleśmy ku...a dożyli perfidnych czasów.  
 
 
 
ZATEM NA KONIEC MAŁY REBUS:
 
JAK SPOWODOWAĆ ROZDYGOTANIE EMOCJONALNE U FEMINISTKI?
 
POWIEDZIEĆ JEJ PARĘ SŁÓW PRAWDY
 
 

 
 

sobota, 15 sierpnia 2020

OPÓR!!!

HOMOSEKSUALIŚCI PRZECIW

IDEOLOGII lgbt






DZIŚ NA SZYBKO, CHOĆ TEMAT NIEZWYKLE POWAŻNY I WART SZERSZEJ DYSKUSJI


 Czy jest możliwe wystąpienie osób homoseksualnych przeciwko marksistowskiej - nastawionej na zdobycie władzy politycznej - ideologii lgbt? To dość interesujące pytanie i z pewnością wymaga szerszej dyskusji, szczególnie właśnie po tej tzw.: prawicowej, czy też konserwatywnej stronie, która  nie została jeszcze całkowicie poddana (a przynajmniej nie w tak destrukcyjnym stopniu, jak ma to miejsce na lewicy) antykulturowej obróbce ideologicznej. Uważam bowiem że homoseksualiści stanowią realną siłę (mimo iż jest ich w każdym społeczeństwie z reguły niewielu, od 1 do 3 %) i mogą pokazać swoje niezadowolenie w próbach neomarksistów, wpisania ich w rolę "zastępczej ofiary", której zadaniem jest jedynie pełnić funkcję "mięsa armatniego" i tym samym umożliwić marksistom zdobycie pełni władzy politycznej. Pisałem już wielokrotnie o prawdziwej naturze marksizmu i o jego pasożytniczych skłonnościach bez których nie jest on w stanie funkcjonować, gdyż w normalnych warunkach życia społecznego, po prostu nie jest nikomu do niczego potrzebny - nikomu, prócz samych wyznawców marksizmu, którzy postrzegają siebie jako swoistych nadludzi, przeznaczonych do zarządzania całą resztą ludzkości na zasadzie pasożytnictwa (czyli po prostu ograbiania innych z owoców ich pracy i dzięki temu zapewniania sobie łatwego i zasobnego życia). Marksiści potrzebują więc dawcy - z którego następnie uczynią ofiarę i wyślą go do walki na ideologiczne barykady za ich własny interes, który nie służy ani owej wybranej przez nich ofierze, ani tym bardziej całemu społeczeństwu - służy on tylko marksistom. Dlatego też ofiara (czyli dawca) jest niezbędna, gdyż bez niej wirus - zwany marksizmem - po prostu samoistnie obumiera. Dlatego potrzebuje wciąż nowych dawców, nowych ofiar, które wystawi na barykady, licząc na to że owe ofiary zostaną upokorzone, mocno pobite a najlepiej dla nich byłoby gdyby polała się krew i zginęli ludzie (oczywiście po stronie wybranych przez nich ofiar), wtedy mają już męczenników i mogą dalej urabiać pod to kolejną ideologię, jednocześnie dalej żywiąc się krwią i cierpieniem ludzi, których z pełną premedytacją posyłają na rzeź. Od swych początków marksizm miał tylko dwa cele do zrealizowania - zniszczyć dotychczasową kulturę, religię, cywilizację, rodzinę etc. etc. oraz znaleźć sobie ofiarę, która zostanie złożona na ołtarzu władzy do której zdobycia dążą marksiści, a następnie (na krwi i tej ofiary) zaprowadzenia nowego, totalitarnego porządku, w którym to oni (marksiści) będą kastą uprzywilejowanych władców, a cała reszta jedynie łupionym i bezwzględnie wykorzystywanym (oraz wciąż ogłupianym) przez nich motłochem.

Dlatego też próbowali najpierw z robotnikami i chłopami. Wzywano więc do strajków powszechnych i do "rewolucyjnego zagarniania ziemi" (jak choćby w uchwale II Plenum Komitetu Centralnego Komunistycznej Partii Polski ze stycznia 1934 r.) do działalności antypaństwowej (dziś bardziej antyspołecznej), wspierano mniejszości narodowe i podburzano ich do działań na rzecz odrywania się od Polski (dziś mamy dokładnie to samo - w USA zamiast mniejszości narodowych, marksiści z partii demokratycznej i częściowo również, bowiem jest ich tam też sporo, z partii republikańskiej - wykorzystują czarnoskórych aktywistów black lives matter i starają się stworzyć atmosferę ciągłej wrogości pomiędzy białymi i czarnymi Amerykanami, ciągłego, nieustannego konfliktu, który to może ponownie przywrócić im władzę i usunąć wreszcie tego znienawidzonego Trumpa z Białego Domu). Liczy się tylko to, co służy interesom marksistowskiego kolektywu, zatem wszelkie akcje mogące go osłabić, muszą zostać wcześniej wykryte i zneutralizowane (choćby poprzez oskarżenia o: "faszyzm", "rasizm", "homofobię", "islamofobię", "biały supremacjonizm"). Ważne jest więc nieustanne wrzenie, nieustanny niepokój i nieustanna rewolucja. Chodzi o to, aby stworzyć wrażenie, iż jedyną siłą która będzie w stanie położyć kres bezprawiu (tak jak to było w USA, Niemczech, Wielkiej Brytanii czy Francji po zabójstwie tego czarnoskórego bandyty - George'a Floyda), są właśnie ci, którzy wcześniej wszystko to rozkręcili na potrzeby walki politycznej, czyli ideowi marksiści (głównie trockiści, a także zwolennicy Róży Luksemburg, Spinellego, Adorno czy Marcuse). Tak więc ani robotnicy, ani chłopi, ani czarnoskórzy (murzyni), ani homoseksualiści, ani kobiety, ani jakakolwiek inna ofiara, która zostanie przez nich wyciągnięta na sztandary i puszczona w ogień rewolucji, po to tylko, aby oni - siedząc wygodnie w swoich domach lub biurach i przyglądając się wszystkiemu z bezpiecznej odległości z uśmiechem na ustach - mogli potem wystąpić jako obrońcy ofiar i tym samym przejąć władzę, która to jest ich jedynym (podkreślam - JEDYNYM!) celem. Nie chodzi o żadne prawa dla mniejszości, ani o sprawiedliwość społeczną - chodzi tylko o władzę ("Tylko", albo "", bowiem zdobycie władzy otwiera bardzo wiele możliwości, a w przypadku marksistów jest podstawą do stworzenia opresyjnego systemu totalitarnego, całkowicie przez nich kontrolowanego).

Dlatego też uważam że homoseksualiści powinni (w zgodzie z własnym interesem) zdecydowanie opowiedzieć się przeciw marksistom z lgbt, podobnie jak czarnoskórzy Amerykanie powinni zdecydowanie wystąpić przeciwko black lives matter czy antifie. Uważam jednak że osoby homoseksualne same z siebie nie odważą się na taki krok (i to nie dlatego że popierają lgbt, wręcz przeciwnie - ogromna większość społeczności homoseksualistów to ludzie inteligentni i zdają sobie doskonale sprawę że tu nie chodzi o walkę o równe prawa, tylko idzie o brutalną konfrontację, która ma za zadanie doprowadzić do wrzenia społecznego i stworzyć pierwszych męczenników po stronie homoseksualistów. Tylko że tymi męczennikami, którzy mają stracić życie, nie będą aktywiści lgbt, tylko normalni ludzie, ogłupieni ich propagandą i posłani jak mięso armatnie na barykady "walki o równość". A im więcej w tej walce zginie homoseksualistów, feministek, czarnoskórych, tym lepiej dla lgbt, gender, black lives matter - po prostu dla ideologicznych potomków Karola Marksa). Osoby o orientacji homoseksualnej nie zdecydują się na taki krok dlatego, że po pierwsze nie będą chciały się ujawniać (aby żeby skrytykować lgbt z tzw.: "pozycji wewnętrznych", trzeba jawnie się zdeklarować - "Jestem homoseksualistą i nie popieram lgbt" - a na tki krok niewielu jest gotowych), w obawie np. przez opinią rodziny czy środowiska w którym żyją, a poza tym tacy pojedynczy homoseksualiści spotkają się ze zdecydowaną agresją aktywistów lgbt i ogłupionych przez nich młodych ludzi. A te ataki (nawet jeśli przybiorą jedynie formę internetowego hejtu) mogą być zmasowane i bardzo intensywne, a przez to niestety skuteczne. Dlatego też uważam że osoby homoseksualne nie są w stanie sami (jako jednostki) przeciwstawić się tej neokomunistycznej machinie rozpędzonej nawały lgbt i bez wsparcia środowisk prawicowych (mam na myśli realną, antykomunistyczną, antymarksistowską prawicę, a nie te "farbowane lisy", które przeszły do partii chadeckich lud republikańskich, a mimo to nadal aktywnie wspierają antykulturową ofensywę), po prostu nie dadzą rady. Wsparcie jest więc konieczne i uważam że należy na ten temat rozpocząć rzeczową dyskusję w jaki sposób aktywnie wspierać i pomagać osobom homoseksualnym, które jawnie opowiedzą się przeciw ideologii lgbt, oraz jak wyrwać innych młodych ludzi z ich szponów i pokazać im że istnieje inny świat, bez nienawiści, bez wzajemnego jątrzenia jeden na drugiego. Życie przecież jest wystarczająco poplątane, abyśmy mieli jeszcze wzajemnie skakać sobie do gardeł żyjąc w jednym społeczeństwie i w jednym narodzie. 


CIEKAWA ROZMOWA W JAKI SPOSÓB HOMOSEKSUALIŚCI POWINNI SPRZECIWIĆ SIĘ IDEOLOGII lgbt, PROWADZONA Z WALDEMAREM KRYSIAKIEM Z FACEBOOKOWEJ  STRONY "GEJ PRZECIWKO ŚWIATU" I Z JAKUBEM ZGIERSKIM ZE STRONY "MŁOT NA MARKSIZM"





A TERAZ WYWIAD "ATORA" WOŹNIAKA Z AKTYWISTĄ lbgbt. POSŁUCHAJCIE PROSZĘ UWAŻNIE CO ON MÓWI I JAK OTWARCIE WYKŁADA PRAWDZIWE CELE IDEOLOGII lgbt





 A NA KONIEC PRAWDZIWA DELICJA. FEMINISTKI Z KRYTYKI POLITYCZNEJ DEBATUJĄ NAD... "IDEOLOGIĄ HETEROSEKSUALIZMU"





PS: Nie zamierzam pisać o tym agresywnym działaczu lgbt - Michale Sz. który o sobie mówi: "Margot", a który to 27 czerwca wraz z bandą sobie podobnych wyrostków lgbt - zaatakował samochód Fundacji "Pro-Prawo do Życia" i pobił kierowcę (za co został skazany na 2 miesiące więzienia). 




Nie będę o nim pisał, choć muszę jednak przyznać że to z niego niezły cwaniak, gdyż niewielu potrafiłoby tak podejść dziewczynę i na tyle zakręcić jej w głowie, aby zmusić ją do uznania związku z mężczyzną, mimo że sama deklaruje się jako... lesbijka. Na czym polegała przebiegłość "Margota"? Otóż zakochał się on w dziewczynie, która wolała kobiety i nie chciała zawrzeć z nim znajomości, więc fiku-miku sam "Margot" przerobił się na... kobietę, wmawiając jej (i wszystkim innym) że teraz jest osobą niebinarną (to znaczy że nie wie czy jest kobietą, czy mężczyzną) i choć ma męskie ciało to jednak "drzemie w nim ukryta kobieta". Cóż, w środowiskach (lgbt, gender, feminizm) w których młodzi ludzie mają kompletnie wyprane mózgi i gdzie można zwać się kobietą będąc w pełni heteroseksualnym mężczyzną - taka deklaracja mogła się jedynie spotkać z aprobatą, zatem jej odrzucenie przez ową lesbijkę od razu naraziłoby ją na zarzut "homofobii" czy też "transfobii" (a może i "queerfobii" - po prostu nie nadążam już z tą nowomową), dlatego uznała Michała Sz. ps. "Margot" za kobietę i została jego/jej dziewczyną. Niesamowite - prawda? Młody cwaniak wykorzystał głupotę środowiska lgbo i tym samym zdobył dziewczynę, która w normalnych warunkach nie zaakceptowałaby go - jako mężczyznę. A przecież "Margot" ani nie zmienił płci, ani też nie przestał ubierać się po męsku. Wciąż jest tym samym, heteroseksualnym mężczyzną jakim był wcześniej, tylko że teraz mówi o sobie: "M-a-r-g-o-t" i twierdzi że jest kobietą, więc głupkowata lesbijka zaakceptowała to i zostali parą. Normalnie mistrzostwo świata doskonale pokazujące głupotę tych środowisk.    

 




piątek, 31 lipca 2020

HISTORIA ANTYKULTURY - Cz. I

A WIĘC WOJNA...!



 

"Z KOMUNISTAMI SIĘ NIE ROZMAWIA, 
DO KOMUNISTÓW SIĘ STRZELA!"

JÓZEF MACKIEWICZ



 Uff, jak gorąco - upał leje się z nieba, więc taki czas najlepiej spędzić gdzieś nad wodą lub ewentualnie w górach (choć ja bezapelacyjnie preferuję morze). Niestety mnie nie uda się chyba w tym roku wyrwać na jakiś dłuższy wypad na urlop - nad czym boleję (czasem sobie myślę że naprawdę odpocznę dopiero po śmierci). Niestety, obecny upalny czas łączy się jeszcze nierozerwalnie z dwoma kolejnymi aspektami. Pierwszym jest (ogłaszany coraz stanowczo) nawrót epidemii Covid-19, a co za tym idzie odnawianie wcześniejszych obostrzeń. Rządy jakoś dziwnie zgodnie postępują w kierunku przywrócenia ograniczeń i ponownego odebrania nam pełni praw obywatelskich i społecznych (wiadomo, łatwiej się kieruje ludźmi, którzy czują strach przed jakimś - prawdziwym lub wykreowanym - zagrożeniem, i w imię własnego bezpieczeństwa gotowi są znacznie ograniczyć swoje prawa obywatelskie). Co prawda u nas, w Polsce rząd na razie nie mówi nic o przywracaniu obostrzeń (choć takie półgębki się pojawiają tu i ówdzie) to jednak wcale nie oznacza że tak nie nastąpi jesienią, gdy okaże się że epidemia narasta i każdy ponownie jest zagrożony niechybną śmiercią (😉), a jedynym ratunkiem będzie szczepionka - nad którą już pracują naukowcy finansowani przez Billa i Melindę Gates. Przerażeni ludzie zaczną więc masowo się szczepić, nie zaprzątając sobie nawet głowy tym, co w takich szczepionkach może się znajdować (i tu małe wyjaśnienie - ja nie jestem durnym przeciwnikiem szczepień i nie powielam anty-szczepionkowych haseł, ja jedynie pragnę zwrócić uwagę że szczepionka wyprodukowana przez laboratoria należące do człowieka który jawnie dąży do światowej depopulacji i który oficjalnie wspiera aborcję oraz utrzymuje przyjazne kontakty zarówno z międzynarodowymi marksistami - jak choćby dyrektor generalny Światowej Organizacji Zdrowia Teodros Adhanom - oraz z komunistami z Chin - nie zasługuje na zaufanie, i uważam że bez dokładnej znajomości składników które się w owej szczepionce znajdą - oraz jaki mają one wpływ na nasze zdrowie - ludzie nie powinni przyjmować tych szczepionek). A do tego właśnie próbuje się nas zmusić, poprzez - najpierw powracającą epidemię medialnego strachu przed powrotem pandemii koronawirusa, a następnie powrotem obostrzeń i wymuszeniem na społeczeństwach przymusowych szczepień (również poprzez najróżniejsze zachęty czy nagrody, np. zaszczepieni będą mieli prawo do pełnego korzystania z uciech życia, zaś ci niezaszczepieni będą stopniowo stygmatyzowani i będzie im się utrudniało nawet głupie zrobienie zakupów w sklepie, lub nakładało ogromne kary finansowe).

To jedna sprawa, a jest jeszcze druga strona tego "medalu" - czyli kolejna ofensywa marksizmu antykulturowego, jak zwykle wymierzona przede wszystkim w Polskę i Węgry. Ostatnie wydarzenia, związane z odrzuceniem przez Komisję Europejską wniosku o dofinansowanie kilku polskich samorządów z unijnego programu "Partnerstwo miast", z powodu rzekomego wprowadzenia tzw.: "stref wolnych od lgbt" - dobitnie pokazuje w jakiej fazie rewolucji neomarksistowskiej już się znajdujemy. Do tego doszło również wczorajsze (dokładnie popełnione w nocy 29/30 lipca) sprofanowanie kilku warszawskich pomników (w tym pomnik Chrystusa niosącego krzyż sprzed kościoła św. Krzyża na Krakowskim Przedmieściu, oraz pomnik warszawskiej Syrenki, Kopernika i paru innych) poprzez umieszczenie na nich tęczowych szmat lgbt. Te dwa wydarzenia (i to zaledwie z ostatnich dni, bowiem praktyka taplania w błocie i kale polskości, chrześcijaństwa, wartości rodzinnych i normalności trwa już od dłuższego czasu) dobitnie pokazują że jesteśmy w przededniu krwawej, neomarksistowskiej rewolucji i tak naprawdę jesteśmy obecnie jedyną tak dużą (i w miarę silną) ostoją normalności w tej popapranej Europie, budowanej na kształt pomysłów Spinell'ego, Marcuse'a czy Horkheimera. To rewolucja - czyli wojna, a podczas wojny wszelkie sentymenty schodzą na plan dalszy i liczy się tylko to, jak bardzo można będzie pognębić wroga. Do tego dochodzi oczywiście kwestia wypowiedzenia przez Polskę (nie wyobrażam sobie aby to nie doszło do skutku, choć już widać w pisowskim obozie pewne "trzęsienie kuperkami") tzw.: "konwencji stambulskiej", która w teorii (jak zwykle - widział bowiem ktoś kiedyś aby marksiści kogoś nie chronili? Przecież całe jestestwo tej ideologii zbudowane jest na pasożytniczym poszukiwaniu ofiary, którą potem będzie można "wyzwalać" - nawet do końca świata i jeden dzień dłużej) ma chronić kobiety przed przemocą domową. W rzeczywistości jest to zwykły, neomarksistowski bełkot ideologiczny, który jedyne co powoduje, to tworzy większą biurokrację i wprowadza tylnymi drzwiami nowe pojęcia, będące skutecznymi wytrychami do walki politycznej ze społeczeństwem i państwem, rodziną i normalnością. Gdyby bowiem konwencja - zwana "antyprzemocową" -  powodowała spadek przemocy wobec kobiet i przemocy w rodzinach, to takie państwa jak Szwecja, Dania, Francja czy Niemcy byłyby oazami bezpieczeństwa, a przecież wcale tak nie jest (w rok po owych haniebnych gwałtach na kobietach w Kolonii w sylwestrową noc 2015 r., burmistrz tego miasta - Henriette Reker poleciła kobietom, aby odtąd... nosiły na ręku odblaskowe opaski, na których miało być napisane "nie gwałć mnie" 😂. Jakież to piękne - prawda? A jeśli dodam jeszcze że madame Reker jest feministką, to mamy już pełne spektrum owej bezgranicznej troski o kobiety ze strony feministycznych ideologów).



 RANKING AGENCJI PRAW PODSTAWOWYCH 
UNII EUROPEJSKIEJ, DOTYCZĄCY 
PRZEMOCY WOBEC KOBIET W EUROPIE




Natomiast - o zgrozo - gdzie jest najmniejszy odsetek przemocy wobec kobiet i w ogóle przemocy w rodzinie (gdyż mężczyźni także doświadczają przemocy ze strony swoich partnerek, choć jest to głównie przemoc psychiczna). Otóż okazuje się że najmniejszy odsetek aktów przemocy w Europie doświadczają kobiety właśnie w krajach katolickich, takich jak: Hiszpania, Austria, Chorwacja, Portugalia, Włochy i Węgry. Natomiast na ostatnim miejscu w rankingu - zamówionym przez Agencję Praw Podstawowych Unii Europejskiej - jest właśnie... Polska. U nas feministyczna "kultura gwałtu" praktycznie nie istnieje, a ranking odzwierciedla nie tylko skalę przemocy oficjalnej, ale przede wszystkim realnej, gdyż - co znów obala feministyczne teorie, mówiące że w Polsce ten odsetek jest tak mały, ponieważ Polki są tak totalnie zastraszone przez swych oprawców, że boją się zgłaszać takie akty przemocy na policję - otóż okazuje się że Polki należą do europejskiej czołówki kobiet, które są doskonale świadome zarówno swoich praw jak i aktów przemocy, którym zostałyby poddane (chodzi tutaj zarówno o przemoc fizyczną jak i psychiczną). Poza tym Polska charakteryzuje się najmniejszą liczbą przypadków molestowania seksualnego dziewczynek poniżej 15 roku życia, a także przemocy fizycznej wobec dziewcząt w ogóle. Natomiast (co ciekawe 😏) największy wskaźnik przemocy wobec kobiet, odnotowują te państwa, w który neomarksistowska rewolucja antykulturowa odniosła jak dotąd największe sukcesy, czyli właśnie: Dania, Finlandia, Szwecja, Holandia, Francja, Wielka Brytania i oczywiście Niemcy. Coś więc jest nie tak. Skoro bowiem "antyprzemocowa" konwencja stambulska tak skutecznie walczy z przemocą wobec kobiet, to dlaczego w tych krajach, w których już ona obowiązuje, są tak negatywne wskaźniki? Co się więc stało? Ano, auto muchę przejechało i na końcu dachowało 😉. Jak zwykle jeśli chodzi o marksistów, komunistów, bolszewików, nazistów, genderystów i innych lgbciarzy - jak czegoś nie ma, to należy to stworzyć i następnie deklarować że walczy się w jego obronie (a najlepiej do tego nadają się kobiety, imigranci, czarnoskórzy, homoseksualiści etc. etc.). Wyzwalana ofiara jest nieważna, ważne jedynie aby narracja o ciągłym "wyzwalaniu" owej ofiary była nieustannie powielana i aby na tym przykładzie skutecznie zamykać usta swym przeciwnikom politycznym (oskarżając ich np. o faszyzm, nietolerancję, rasizm lub o akceptację przemocy wobec kobiet), oraz zastraszać całą resztę (ile już firm, ile instytucji lub ile prywatnych osób ugięło się i zaczęło przepraszać za swe rzekome "zbrodnie", gdy lewicowa maszyna - wsparta ogromnymi pieniędzmi z korporacji lub ze wspierających rewolucję rządów - skierowała przeciw nim swój atak).

To jest wojna i jedynie osoby całkowicie ślepe i głuche nie dostrzegają że Polska już znalazła się w jej centrum. Jesteśmy i będziemy atakowani (mimo że rząd Morawieckiego bardziej przypomina  ugodowych technokratów, niż jakąkolwiek realną konserwatywną i chrześcijańską alternatywę dla tego postępującego i tworzonego z zimną kalkulacją oraz dokładnie przemyślanego, lewicowego szaleństwa), ponieważ dla marksistów jakikolwiek (nawet najmniejszy) wyłom od ich ideologii - która już stała się w Unii Europejskiej nową religią - jest nie do przyjęcia i eurokraci oraz cała banda feministek, genderystów i lgbtowców dostaje prawdziwej furii, gdy musi wciąż jeszcze tolerować w Europie tych podłych konserwatystów i chrześcijan. Przecież miało być tak pięknie, kolorowo i tęczowo, a tu jakieś polskie samorządy ośmielają się przyjmować Karty chroniące rodziny i deklarować swój sprzeciw wobec promocji (w szkołach, na uczelniach wyższych i w mediach) ideologii lgbt i ideologii gender. Należy czym prędzej skierować tam nasze "tęczowe" oddziały, które przykładnie nauczą (czytaj: wymordują) te nazistowskie świnie i ponownie zaprowadzą tam marksistowski porządek. Problem polega na tym, że Unia Europejska nie ma jeszcze swoich sił zbrojnych, więc - na razie - musi jedynie odebrać tym faszystom pieniądze, ale gdyby tylko była już armia europejska (najlepiej złożona w większości z brodatych "lekarzy" z Bliskiego Wschodu), to można by było zaprowadzić tam prawdziwie europejskie porządki - porządki grobowe (Niemcy mają już w tym wprawę). Obecna sytuacja ma wymusić na Polsce posłuszeństwo, gdyż w przeciwnym razie pojawi się straszak w postaci odebrania funduszy na programy lokalne (i nie tylko). Szkoda, że owi zagrzebani w swej ideologicznej papce eurokraci, nie dostrzegają że nasz kraj jest już płatnikiem netto w Unii Europejskiej, co oznacza że więcej pieniędzy wpłacamy, niż z niej dostajemy (oczywiście nie wspominam już o tym, że prawie 90 centów z 1 euro jakie "otrzymuje" Polska z Unii, z powrotem wraca do Niemiec, do Francji, czy do Holandii...). "A więc wojna!" - jak rzekł w swej sławnej przemowie przed sejmem (5 maja 1939 r.) minister Józef Beck - a na wojnie nie ma zgniłych kompromisów, tym bardziej że druga strona reprezentuje odhumanizowaną antykulturę, totalitarną ideologię i ogłupiający fanatyzm. Ta ideologia to marksizm, to komunizm a z komunistami - jak pisał Józef Mackiewicz - się nie rozmawia, do komunistów się strzela. Nie ma z nimi żadnego kompromisu. Wcześniej bolszewicy wywieszali swoje czerwone szmaty na naszych pomnikach (a potem je burzyli stawiając swoje własne), dziś zaś czynią to ich pogrobowcy - ideolodzy lgbt i gender, wieszając tam swoje tęczowe "chusteczki do nosa".




Ja sam przyznam się szczerze, nie potrafiłbym spojrzeć sobie w twarz, nie potrafiłbym zachować szacunku do samego siebie, jeślibym tylko uczynił jakikolwiek nawet gest uległości wobec tej marksistowskiej bandy i nie ma znaczenia czy byłoby to przyklęknięcie przed Black Lives Matter lub też cokolwiek innego (notabene ostatnio w trakcie zamieszek w Portland, jakiś biały pedofil z antify, próbował zamordować czarnoskórego youtubera o przezwisku "Black Rebel", który jednocześnie był zwolennikiem Donalda Trumpa. I co? Cisza, w mediach głównego nurtu zero informacji na ten temat. Dlaczego? Czyżby czarne życie jednak nie miało znaczenia dla tych suk...ów? Z przestępcy i narkomana George'a Floyda uczyniono wręcz nowego świętego, zaś tutaj zginąłby kolejny czarnoskóry człowiek - piszę "kolejny" ponieważ tych śmierci czarnoskórych obywateli USA było ostatnimi czasy dość sporo, a większość z nich spowodowana była atakiem na ich mienie. Nie chcieli oddać, to zostali zabici - i cisza. Jak widać, te czarne życia dla amerykańskiej lewicy nie mają już żadnego znaczenia, a to znów pokazuje jak marksistów obchodzą murzyni, kobiety czy homoseksualiści. Wszyscy oni są jedynie "mięsem armatnim", mającym przysłużyć się upadkowi kultury, tradycji, rodziny i historii, oraz stworzyć podstawy nowego totalitaryzmu, w którym ludzie będą całkowicie kontrolowani i hodowani - jak zwierzęta). Ja chcę żyć i umrzeć jako człowiek wolny. Pragnę również, aby moi siostrzeńcy i ewentualne dzieci żyły w wolnym kraju. Dlatego też nie jestem w stanie zaakceptować choćby promila tego, co ze sobą reprezentuje współczesna ideologia marksistowska. Życie przecież nie po to jest, aby jeść, kopulować i wydalać, tylko po to, aby rozwijać się intelektualnie i moralnie, aby zdobywać wiedzę i doświadczenie i aby bronić słabszych i chronić wartości drogie naszemu sercu. Rotmistrz Witold Pilecki nie namyślał się długo, gdy postanowił dać się złapać Niemcom i trafić do obozu koncentracyjnego w Auschwitz, tylko po to, aby spróbować (gdyż gwarancji nie było żadnej) zorganizować tam ruch konspiracyjny, który doprowadziłby do buntu i wyzwolenia więźniów, połączonego z atakiem oddziałów Armii Krajowej i bombardowaniem obozu przez alianckie lotnictwo. Niestety, Amerykanie i Brytyjczycy mieli ważniejsze sprawy na głowie, niż ratowanie ludzi idących na śmierć w niemieckich obozach zagłady i do takiego ataku nie doszło. Pilecki musiał więc stamtąd czym prędzej uciekać i uciekł. A potem katowali go komuniści i to katowali w sposób nieludzki (jak wspominał syn Tadeusza Płużańskiego: Witold Pilecki "był torturowany wręcz barbarzyńsko: zdarto mu paznokcie, z nóg, miażdżono mu jądra, nadziewano go na nogę od stołka. Katowany był w sposób nieludzki"), sam potem przyznał swej małżonce: "Marysiu, Auschwitz to była igraszka". A mimo to nie dał się złamać. Tak samo do końca wierni swym ideałom, walczyli i ginęli za Wolną i Niepodległą Polskę Żołnierze Niezłomni - za co nieśmiertelna im Cześć i Chwała.





"BO CHCIAŁEM ŻYĆ INACZEJ, 
NIE MOGŁEM BYĆ JAK ONI. 
WOLAŁEM ZGINĄĆ W WALCE 
NIŻ SKUTY GDZIEŚ W NIEWOLI"    





Chciałbym jeszcze zamieścić fragment wywiadu, przeprowadzonego z europosłem - Ryszardem Legutko - na temat obecnych wydarzeń w Polsce, Europie i Unii Europejskiej:


Komisja Europejska odrzuciła sześć wniosków o środki na projekty w ramach unijnego programu "Partnerstwo miast". Uczyniła to nie z powodów merytorycznych, ale stricte ideologicznych, z powodu ochrony przez te samorządy rodziny i wprowadzenia tzw. stref wolnych od ideologii LGBT. Jest to co najmniej niepokojące, bo wygląda na to, że środowiska lewicowo-liberalne nie cofną się przed niczym, żeby wymusić na Polsce wprowadzenie ideologii gender.

To nie powinno być nic zaskakującego, ponieważ ideologia gender i LGBT jest bardzo mocno osadzona w Unii Europejskiej. Tam przecież co drugi dokument mówi o tym. To jest dla nich sprawa święta, więc można się było tego spodziewać. To oczywiście jest zupełnie bezprawne.  Tu nie chodzi o dyskryminację ludzi, tylko chodzi o to, żeby na przykład w szkołach nie prowadzić tej propagandy, chronić prawa rodziny i nauczać o kluczowej roli rodziny, żeby się sprzeciwiać eksperymentom moralnym i społecznym. Już nie mówiąc o tym, że LGBT, co ostatnio mogliśmy widzieć w Warszawie, to ideologia silnie antychrześcijańska, często uciekająca się do bluźnierstw i do rzeczy, które bardzo boleśnie gwałcą uczucia religijne Polaków, co zresztą widać na każdej paradzie homoseksualistów, gdzie te wątki bluźniercze są zawsze wyeksponowane. Mamy tu więc do czynienia z kwestią wolności słowa i wolności sumienia, zatem tak należy rozumieć te oświadczenia, te deklaracje niektórych samorządów.  Komisja Europejska to jest coraz bardziej instytucja monoideologiczna, lewicowa, która próbuje tę ideologię narzucić, uciekając się właśnie do takich ewidentnie bezprawnych zabiegów. Powtarzam raz jeszcze: bezprawie to jest drugie imię Unii Europejskiej.

Nie ma żadnej podstawy prawnej do podejmowania tego typu decyzji, jakie podjęła KE, czyli kierowania się kwestiami ideologicznymi a nie wykładnią prawa i procedurami obowiązującymi przy przyznawaniu i wypłacaniu pieniędzy. Pytanie, gdzie polskie samorządy mogą się teraz odwołać, żeby zaskarżyć tą decyzję?

Myślę, że w tej sprawie powinna być presja polityczna, bo mam bardzo poważne wątpliwości, czy jakakolwiek inna instytucja europejska jest zdolna do tego, żeby stanąć po stronie polskich samorządów i po stronie traktatów i prawa. Te wpływy ideologii gender są niesłychanie silne. Oni się nie odważą wystąpić przeciw temu. Nawet Trybunał Sprawiedliwości się nie odważy. Atmosfera w tej chwili w Europie jest taka, że ktoś kto występuje przeciw temu, to czeka go śmierć cywilna i staje się przedmiotem niezwykle brutalnych ataków - on i jego rodzina. Jest więc taka atmosfera zastraszenia, że jedyna rzecz, jaką można zrobić, to walczyć z tym. Na sprawiedliwość nie ma co liczyć. (...) Jak już wielokrotnie podkreślałem, w krajach zachodniej części Europy rozrasta się nowy despotyzm, który jest coraz groźniejszy i z którym trzeba walczyć. Ma on poparcie dużych instytucji a także niektórych rządów i tam są pieniądze. Popierają to też wielkie korporacje. Sytuacja jest bardzo groźna. Sprawa naszych samorządów to jest część większej całości. Chodzi po prostu o każdą organizację, grupę społeczną, która się nie chce podporządkować i która natychmiast bywa karana. Zresztą obserwujemy to w Polsce, jak rozmaite wydawałoby się silne grupy, korporacje się uginają, przepraszają, podlizują się, płaszczą, stosują cenzurę wobec swoich członków. Widzimy to nawet w Polsce, mimo że Polska jest jednym z niewielu krajów, gdzie jeszcze wolność jest, więc jeżeli tu nie obronimy, to może być źle i z pewnością instytucje europejskie nie będą nas chronić, bo one są po drugiej stronie. One są po stronie tego despotyzmu.

(...) Jak w tej sytuacji skutecznie bronić wartości? Jakie mamy narzędzia, jeżeli okazuje się, że prawo nie może zostać zastosowane, bo nikt go w Unii za bardzo nie przestrzega?

Musimy przede wszystkim bronić się tutaj, w Polsce, nie dać się zastraszyć. Musimy zwracać uwagę na niebezpieczeństwa. Musimy mówić o tym despotyzmie, który przychodzi walczyć przy pomocy cenzury. Jeśli chodzi o sposoby zewnętrzne, to szukać sojuszników. Są jednak grupy w Europie, one nie są liczne, są dość słabe i zastraszone, ale rozumieją, co się dzieje. To nie jest sprawa jakichś zmian kosmetycznych, to jest jakaś wielka inżynieria społeczna, która się dokonuje. To jest neokomunizm. Trzeba bić na alarm. Nie można ustępować. Nie można tu działać na zasadzie kompromisu. Ta druga strona nie chce kompromisu, ona chce nas całkowicie wyeliminować. Tu zatem nie ma mowy o jakiejkolwiek łagodności i perswazji. Albo my, albo oni.


CAŁOŚĆ: TUTAJ



Na zakończenie dodam jeszcze jedną rzecz. W tym temacie rozpocznę prezentowanie historii antykultury, tak, jak to zostało przedstawione w książce Krzysztofa Karonia pt.: "Historia Antykultury. Podstawy wiedzy społecznej". Oczywiście skupię się na kluczowych rozdziałach i fragmentach (postaram się jednak nie przepisywać tutaj całej książki, a to choćby z szacunku dla pracy intelektualnej autora). Jednak poznanie podstawowych pojęć marksizmu (czego nie naucza się w szkołach ani na uniwersytetach), jest bowiem kluczowe dla zrozumienia tego, co się dzieje wokół nas i do czego to wszystko prowadzi. Oczywiście odpowiedź jest jasna: prowadzi to do totalitaryzmu i do mordów, bowiem każdy lewicowy pomysł na "wyzwolenie ofiar" kończył tak samo: obozami zagłady i stosami pomordowanych w przemysłowy wręcz sposób. Ludzka istota ma bowiem silnie zakodowaną potrzebę wolności i sprawiedliwości (niektórzy tylko boją się do tego przyznać), zaś marksizm nie ma nic, totalnie NIC wspólnego z wolnością i sprawiedliwością, natomiast jest ich całkowitym zaprzeczeniem. I dlatego w kolejnej części zaczniemy od pojęć podstawowych, takich jak: Wolność, Zniewolenie, Własność, Dobrobyt, Autorytaryzm, Totalitaryzm czy Kultura. Potem zaś przejdziemy do piramidy ludzkich potrzeb i motywów, oraz do innych kwestii, które wyjaśnią nam obecny stan powszechnej rzeczywistości.



ŻOŁNIERZE WYKLĘCI/ŻOŁNIERZE NIEZŁOMNI
ZARÓWNO DLA POKOLEŃ: JÓZEFA PIŁSUDSKIEGO
 I LEOPOLDA KULI-LISA




 CDN.