Łączna liczba wyświetleń

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą PAKISTAN. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą PAKISTAN. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 18 maja 2021

NIEWOLNICE - Cz. LIII

CZYLI CZTERY HISTORIE

WSPÓŁCZESNYCH KOBIET

KTÓRE STAŁY SIĘ PRAWDZIWYMI

NIEWOLNICAMI






HISTORIA DRUGA

TEHMINA

NIEWOLNICA Z PAKISTANU

Cz. XXXII






 Niestety zamieszanie, jakie tworzyli wokół mnie Mustafa wraz z moją rodziną, nie wpływało na mnie dobrze. Nie miałam jednak do kogo zwrócić się o pomoc, sama więc musiałam znaleźć w sobie dość siły, aby walczyć. W dniu Ashury (dziesiątego dnia tragedii w Karbali, gdy imam Husajn, wnuk Proroka, i jego rodzina zostali brutalnie zamordowani przez tyrana kalifa Yazida) zadzwoniłam do matki i powiedziałam jej:

- Chcę cię poinformować, że zostawiam moją walkę w rękach Boga. Islam nie nakazuje dzieciom kochać rodziców, którzy wyrządzają im krzywdę. Islam zwalcza niesprawiedliwość. Jeśli jesteś w porządku, wyjdziesz z tego oczyszczona, jeśli nie, powstanę z grobu, który dla mnie przygotowałaś. Przeklinam tych wszystkich, którzy mnie skrzywdzili i będę modliła się do Boga, by mnie pomścił, tak jak pomścił imama Husajna. 

Powiedziałam moim rodzicom, że nie chcę ich więcej znać. Potem zadzwoniłam do Mustafy.

- Umowa między tobą a moim ojcem jest nieważna - oświadczyłam mu. - Nie znam już pana Durrani, wyparłam się swojej rodziny. Wszystkie dotyczące mnie umowy, jakie z nim podpisałeś, zostają tym samym anulowane. 

Jeden z kuzynów wyjechał na miesiąc i udostępnił mi na ten czas mieszkanie, więc znów się przeprowadziłam. Rozpoczęłam moją tułaczkę, nie miałam ani telefonu, ani żadnego środka transportu. Shugufta, która była już kiedyś świadkiem intryg matki i Adili, gdy usłyszała, co się dzieje, porzuciła wszystko, wsiadła do pociągu i przyjechała do mnie i Hamzy. Gdy usłyszeliśmy dzwonek u drzwi, pobiegliśmy razem z Hamzą je otworzyć. Przez chwilę staliśmy wszyscy troje w milczeniu, po czym rzuciliśmy się sobie w ramiona i zaczęliśmy płakać. Hamza cieszył się z przyjazdu Shugufty, a ja pomyślałam, że czasami zawodzi własna rodzina, a na ratunek pośpiesza biedna służąca. Teść Zarminy, wuj Sadiaa, dowiedziawszy się o mojej sytuacji, przysłał mi dziesięć tysięcy rupii. Gdy otrzymałam te pieniądze, płakałam dziękując mu za współczucie jak żebraczka. Tymczasem doszły mnie słuchy, że Matloob przeklina mnie za to, że z mojego powodu jego niewinna żona miała kłopoty i że od czasu skandalu często miewa napady złości. Cała rodzina odsunęła się od niego twierdząc, że przynosi im wstyd. 

Matka była na mnie wściekła i reszta rodziny automatycznie zmuszona była podzielać jej uczucia. Byłam przemęczona, ale nie mogłam pozwolić sobie na odpoczynek, znajdowałam się w środku bitwy, którą toczyłam już od piętnastu lat, a być może nawet całe życie. Od rozwodu minęły dwa miesiące, gdy zawiadomiłam Mustafę poprzez wuja Sadiaa, żeby zwolnił mój dom w Lahore. Mustafa miał świadomość, że jego pozycja była teraz słaba i że mogłam anulować zawartą z udziałem mojego ojca umowę. Zaczął się więc ze mną targować. Powiedział, że odda mi dom w Lahore w zamian za nasz majątek w Anglii. Nauczyłam się wiele od Mustafy podczas wspólnie spędzonych lat i zdecydowałam się zagrać jego kartami. Podpisałam zobowiązanie, że przekażę nasze brytyjskie mienie, a ponieważ nie było czasu na poświadczenie dokumentu przez ambasadę brytyjską, a bez tego nie można było go złożyć w brytyjskim sądzie, zwróciłam się do wuja Sadiaa, by podpisał moje zobowiązanie jako świadek.

-  Unieważniła zobowiązanie ojca - podejrzliwie rzekł do niego Mustafa. - Nie będzie szanować twojego.

- Nie postawię Zarminy w kłopotliwej sytuacji, wiesz o tym dobrze - odrzekłam. - Gdybym nie była pewna, że będę mogła dotrzymać danego słowa, nie mieszałabym w to teściów Zarminy. 

Wuj Sadiąa obiecał Mustafie całkowite poparcie w razie, gdybym zmieniła zdanie:

- Tym razem ja jestem w to wmieszany - powiedział mu. - Nie pozwolę, by okryła mnie hańbą. 

Dopiero gdy gwarancję wuja Sadiąa potwierdzili podpisami również Zarmina i jej mąż Riaz, Mustafa w końcu uległ i wyraził zgodę. Przeprowadził się do naszego dużego domu nie opodal kanału, a ja miałam z powrotem swój... Kiedy przekroczyłam jego próg, zdałam sobie sprawę, jak bardzo kochałam ten nawiązujący do lokalnego folkloru wystrój. Dach nad głową dawał mi znów poczucie bezpieczeństwa. Wszyscy, Hamza, Zarmina, Shugufta i ja spoglądaliśmy na siebie w radosnym uniesieniu. Jednak mimo że Mustafa wyprowadził się z domu, wszyscy odczuwaliśmy w nim jego obecność. Tęskniłam za dai Ayeshą i pozostałymi dziećmi.




Trzymiesięczny okres oczekiwania, zwany idat, dobiegł końca i rozwód się uprawomocnił. Moje dzieci były ze swoim ojcem coraz bardziej nieszczęśliwe. Mustafa próbował je przekonać, że to ja byłam przyczyną rozpadu naszego małżeństwa i rodziny, że to ja wyrządziłam jemu, a zatem i im, krzywdę. Zatruwał mnie i dzieciom czas spędzany razem. Gdy dzieci odwiedzały mnie w domu, za bramą czekała ochrona, uniemożliwiająca wejście innym osobom. Cały czas była z nami jakaś służąca Mustafy, która potem składała mu sprawozdanie z treści naszych rozmów. Dzieci były wyraźnie udręczone i serce mi ściskało, że one nadal przebywały w więzieniu, z którego ja zdołałam się już uwolnić. Dzieci stanowiły mój łącznik z Mustafą. Rozpaczliwie chciałam pozbyć się jego nieustannego nadzoru, ale nie wiedziałam, jak to zrobić. Zostało mi niewiele pieniędzy, ale i te potrzebne mi były, żeby przeżyć. Shugufta pracowała u mnie przez wiele miesięcy bez wynagrodzenia, a gdy byłyśmy w prawdziwej potrzebie, pożyczała pieniądze od swych pracujących krewnych. Próbowałam przekonać Mustafę przez różnych znajomych, że dzieci potrzebują matki i że musimy spróbować zapewnić im bardziej normalne warunki. Wspominałam, że kilkoro dzieci z jego poprzednich małżeństw było nieprzystosowanych.

- Daj im szansę na lepsze życie - prosiłam. 

Mustafa był jednak nieugięty, stracił kontrolę nade mną, ale nie miał zamiaru zrezygnować z kontroli nad dziećmi. 

Zaniepokojony podejrzanym zachowaniem żony, Matloob założył podsłuch na swojej linii telefonicznej i nagrał godzinę rozmowy pomiędzy Adilą a Mustafą, której treść nie pozostawiała żadnych wątpliwości co do ich wzajemnych stosunków. Jeździł potem samochodem po Karaczi i płacząc przesłuchiwał kasety. Następnie poczekał na powrót naszej matki z Londynu i gdy wracali razem z nią i Adilą z lotniska, znów je włączył. Obydwie kobiety osłupiały. Potem z dowodami cudzołóstwa w ręku przybył do Lahore i zapoznał mnie oraz kilkoro innych krewnych z treścią kaset. W końcu miałam dowód, że byłam przy zdrowych zmysłach. Matloob był również feudalnym panem i zgodnie z przyjętym zwyczajem, by odzyskać honor, musiał popełnić zbrodnię w afekcie. Zdecydował się jednak na bardziej nowoczesne wyjście, założył pierwszą w historii Pakistanu sprawę w sądzie, w której jeden z wpływowych panów feudalnych oskarżył drugiego o cudzołóstwo. Wszyscy wiedzieli, że w naszym społeczeństwie związki pozamałżeńskie były na porządku dziennym, ale nikt nie odważył się dotychczas otwarcie o tym mówić. Rodzice odesłali Adilę do swojego domu w Londynie, by uniknąć rozgłosu i uchronić ją przed aresztowaniem! Niestety, Matloob wybrał zły czas. Zwolennicy Mustafy oświadczyli, że oskarżenie go było jedynie tanią i brudną próbą wyeliminowania Lwa Pendżabu z kampanii pod nazwą "łapać Nawaza". Publicznie zastanawiano się nad wysokością łapówki, jaką otrzymał Matloob od przeciwników politycznych Mustafy. Mustafa oświadczył prasie:

- Będę teraz walczył jak zraniony lew. Jestem bardziej niebezpieczny niż kiedykolwiek. 

Za tego rodzaju przestępstwo każdy sędzia wysłałby oskarżonego do więzienia, Mustafa zaś wyszedł za kaucją, co w Pakistanie równoznaczne jest uniewinnieniu. Został wyniesiony z sali sądowej jak bohater na ramionach wykrzykujących polityczne hasła członków i przywódców Partii Ludowej. Partia Ludowa wygrała wybory uzupełniające i zwycięstwo to całkowicie przypisywano Mustafie. Następnym posunięciem Mustafy miało być zrzeczenie się miejsca w Zgromadzeniu Narodowym i walka o wakujące miejsce w lokalnym zgromadzeniu, by w ten sposób "dostać Nawaza" w Pendżabie. Chciał zostać głównym komisarzem prowincji z ramienia rządzącej Partii Ludowej.

W przeciwieństwie do Mustafy ja czułam się wyrzucona poza nawias, zarówno na płaszczyźnie towarzyskiej, jak i politycznej. Ludzie, których kiedyś darzyłam szacunkiem, odwrócili się teraz do mnie plecami. Przerażenie mnie ogarniało, gdy uświadamiałam sobie, w jakiej sytuacji znajduje się kobieta po rozwodzie, zwłaszcza gdy jej były mąż jest ważną i wpływową osobą. Zaczęłam rozumieć, dlaczego kobiety nie mają odwagi odchodzić od mężów. W miarę upływu czasu coraz bardziej traciłam pewność siebie i poczucie własnej wartości. Często w nocy płakałam, w ciągu dnia jednak odnajdowałam nowe siły. Będąc u szczytu swojej kariery politycznej, gdy niemal jednogłośnie obwołano go jedynym kandydatem na stanowisko głównego komisarza, Mustafa niespodziewanie ogłosił swe siódme małżeństwo z dwudziestodwuletnią rozwódką, którą znał zaledwie od miesiąca, mając czelność powoływania na siedem małżeństw Proroka. Potrząsnęłam z niedowierzaniem głową, gdy mi obwieścił:

- Ona kocha mnie bardziej niż ty.




Zranił mnie tą swoją powierzchowną oceną, ponieważ ja kochałam go bez względu na to, jaki był, a ona przecież nawet go nie znała. Rozmyślałam nad jego politycznymi flirtami: opuścił Bhutto, schronił się na wygnaniu, układał się z generałami, paktował z indyjskim wywiadem, planował pokonanie sił zbrojnych własnego kraju, by potem się z nimi pogodzić, dąsał się na sukcesy Benazir. Jego kolejne posunięcia to nóż w plecy jego dotychczasowych sojuszników, a pokrywał to wszystko zręczną retoryką bez znaczenia oraz swoją charyzmą. To, co brano za inteligencję i intuicję, nie było niczym innym niż tylko sprytem i przebiegłością. Gdyby pozostał na wygnaniu czy w więzieniu i nie zrezygnował ze swoich zasad, być może nadal bym z nim była. Ale ja byłam świadkiem tego, jak na skróty dążył do władzy, i wiedziałam, że jego ideały służyły mu do tego, by zwieść naiwnych. Zaczynałam dochodzić do wniosku, że ten Mustafa Khar, którego broniłam, istniał jedynie w mojej wyobraźni. Stworzyłam go sobie, by pasował do moich ideałów.

Mustafa zaprosił mnie na lunch, żeby zastanowić się wraz ze mną nad wpływem, jaki jego nowe małżeństwo będzie miało na dzieci. Przejeżdżałam przez bramę jego luksusowej rezydencji, zajmującej ogromny teren w ekskluzywnej części miasta, i przypominałam sobie nasze marzenia o powrocie do tej siedziby. Kiedy przebywaliśmy na wygnaniu, dom skonfiskowało wojsko i doprowadziło do ruiny. Po wyjściu Mustafy z więzienia kazałam go odnowić. Przypomniałam sobie obietnicę, jaką sobie wzajemnie złożyliśmy, że będziemy mieszkać w naszym małym domu. Podobnie jak wiele innych, złamaliśmy ją. Mustafa był wolny i potężny, miał szesnaście osób służby. Odzyskał swój majątek, a jego pozycja polityczna była silniejsza niż kiedykolwiek. Był drugim pod względem znaczenia przywódcą Partii Ludowej. Ja natomiast straciłam wszystko, nawet swoje dzieci. Szłam długimi korytarzami mojego byłego domu i rozmyślałam nad tym, jak wiele mi zabrał. To była różnica między mężczyzną a kobietą. Gdy weszłam, rozmawiał właśnie z mężem Benazir, Asifem Zardarim. Powiedział mu jakiś dowcip i zaczął się śmiać. Po skończeniu rozmowy kazał podać lunch. W przerwie gawędziliśmy o polityce.

- Mustafa - zapytałam go - czy zdajesz sobie sprawę, że zabrałeś mi wszystko, co posiadałam, trzynaście lat życia, rodzinę, dzieci, moją młodość i wszystko, w co wierzyłam? Muszę zaczynać od początku. - Słuchał mnie z uwagę, a ja ciągnęłam dalej: - Nie wiem, co mam zrobić. Być może znajdę sobie jakieś zajęcie, zajmę się pracą społeczną. Nie chcę zmarnować tego, czego się nauczyłam i czego doświadczyłam. 

Mustafa przeciągnął się, wziął głęboki oddech i powiedział spokojnie i z lekką pogardą w głosie: 

- Tehmino, ty już nic nie znaczysz. Kiedyś byłaś Begum Tehminą Mustafą Khar, teraz jesteś jedynie Tehminą Durrani. Kiedy dzwonisz do ludzi, musisz przedstawiać się jako moja była żona. Nie masz własnej tożsamości. Nikt cię nie zna. Ludzie spotykają się z tobą, ponieważ masz coś interesującego do powiedzenia o mnie. Lecz wkrótce skończą ci się te historie i nie będziesz już miała nic do opowiadania. Wtedy stracisz wszystkich swoich tak zwanych przyjaciół. Znudzą się tobą. Kobiety zabronią ci przychodzić do ich domów, gdyż stanowisz zagrożenie dla ich małżeństw. Nawet jeśli wydaje ci się, że możesz zajmować się polityką, to robiąc to będziesz zmuszona godzinami czekać, aż przyjmie cię jakikolwiek urzędnik, ponieważ pozbyłaś się mojego nazwiska. 

Połykałam łzy udając, że jego przemowa nie robiła na mnie wrażenia. Na myśl przyszedł mi wiersz poety Ghaliba: "Twoje szyderstwa targają moją tożsamością, Nikt nie mówi o mnie z taką zuchwałością". Słowa Mustafy zraniły mi serce. 

Tego wieczoru, gdy zostałam w domu sama, zaczęłam analizować swoje życie i próbowałam określić, kim jestem. Nie jestem już panią Mustafową Khar, wyzbyto się mnie, wypluto jak przeżutą gumę. On zrobił wszystko co w jego mocy, by mnie zniszczyć, i prawie mu się to udało. Wiele osób radziło mi, żebym zachowała jego nazwisko, ponieważ pod nim byłam znana. Mnie oburzały jednak takie sugestie, nie chciałam opierać się na czymś, co zamiast mnie podeprzeć, przygniotło mnie. Ale jeśli nie byłam panią Mustafową Khar, to kim byłam? Tehmina Durrani, którą znałam z dzieciństwa, była mi obca, była zagubioną, małą dziewczynką, którą dawno przerosłam i której nie mogłam zrozumieć. Czy kryła się we mnie nowa Tehmina Durrani, starsza, smutniejsza, ale także mądrzejsza? Myśli miałam rozproszone, snułam domysły, że los musiał mieć jakiś cel, że tak mnie doświadczał. W naszym zamkniętym społeczeństwie uważa się za nieprzyzwoite, gdy kobieta ujawnia swoje intymne tajemnice, lecz czy milczenie nie byłoby większym grzechem? Milczenie kryje niesprawiedliwość, popiera zniewolenie i podsyca obłudę. Mustafa Khar i inni feudalni panowie na milczeniu zyskują. Muzułmańskie kobiety muszą nauczyć się głośno protestować przeciwko niesprawiedliwości, której są ofiarami. Dotychczasowa polityka kraju nie rozwiązuje tego problemu. Panujący w Pakistanie ustrój społeczny służy dalszemu oszukiwaniu tych, którzy już są wykorzystywani. Uświadomiłam sobie, że największą przysługą, jaką mogę wyświadczyć mojemu krajowi i narodowi, jest unieść tę zasłonę. Zdecydowałam, że nie zmarnuję trzynastu lat swojego życia. Zdecydowałam, że pierwsza rzucę kamień w panującą obłudę. Zdecydowałam, że napiszę tę książkę i przerwę nią tradycyjne milczenie.




Matloobowi nie udało się postawić Mustafy przed sądem. Zrobił więc to, co na jego miejscu zrobiłby każdy inny feudał, to znaczy wrócił do swojego dawnego życia. Poleciał do Londynu, pogodził się z Adilą i zaprzeczał, jakoby istniały jakieś taśmy. Moi rodzice wybaczyli mu. Zarówno oni, jak Adila uznali, że powrót Matlooba stanowi dowód jej niewinności. Matka zdobyła się w końcu na odwagę i wyznała nam, swoim dzieciom, że ojciec był uzależniony od alkoholu. Przyznała, że to był powód ścisłej kontroli, jaką nad nim sprawowała. Musiała być surowa i bezwzględna, żeby uchronić go przed samozniszczeniem. Jeśli to prawda, to mogliśmy zrozumieć, że poświęciła się, by ratować honor rodziny. Jednak cena, jaką zapłaciła, była zbyt wysoka, gdy mój ojciec odszedł do innej, miała sześćdziesiąt lat i było już o wiele za późno, by móc coś naprawić. Ojciec utrzymuje teraz dwa domy w Karaczi i próbuje równo dzielić czas pomiędzy obie żony. Tak właśnie nakazuje Koran.

 Członkowie Partii Ludowej byli oburzeni, że Mustafa zamiast skupić się na akcji "dostać Nawaza", żenił się. Jego polityczna gwiazda zbladła i Mustafa na jakiś czas zniknął z życia publicznego. Szóstego sierpnia 1990 roku protegowany Zii, prezydent Ghulam Isaak Khan, rozwiązał rząd Benazir Bhutto i Mustafa Jatoi został zaprzysiężony jako tymczasowy premier Pakistanu. Ze smutkiem oglądałam telewizyjną relację o upadku demokracji w wyniku cywilnego zamachu stanu. Gdy kamera przesuwała się wolno po twarzach członków gabinetu i zatrzymała się na jednej z nich, zamarłam. Mustafa Khar został zaprzysiężony w rządzie federalnym jako minister do spraw wody i energii. Tym razem wsadził nóż w plecy Partii Ludowej i ponownie wykonał salto w stronę Jatoi i IJI. Mustafa zatelefonował do mnie później i udzielił mi reprymendy.

- Nie gratulowałaś mi, Tehmino.

- Mustafa - odparłam - jeśli o to tylko ci chodziło, to dlaczego od razu nie zdecydowałeś się na ugodę z generałem Zią? Dziewięć lat na wygnaniu i dwa spędzone w więzieniu to chyba zbyt wysoka cena jak na takie głupie i nic nie znaczące stanowisko w tymczasowym rządzie. Straciłeś najważniejszą rzecz, jaką w życiu osiągnąłeś, możliwość pracy dla Partii Ludowej. Straciłeś poparcie i wiarygodność. Trzeba ci raczej  złożyć kondolencje, właśnie nastąpiła twoja polityczna śmierć. 

Rozpoczął się proces jego rozpadu. Mustafa popełniał jeden błąd polityczny za drugim. Nowe wybory umożliwiły mu powrót do Parlamentu, ale zamiast Jatoi premierem został jego wróg Nawaz Sharif. Za rok Mustafa Jatoi i Mustafa Khar znów byli w tłumie tych, którzy przyłączyli się do prowadzącej długi pochód do Islamabadu Benazir, by obalić rząd i "dostać Nawaza". 

Kiedy przyszedł na świat kolejny syn Mustafy, zdecydowałam się na następny akt odwagi. Zwołałam konferencję prasową i oświadczyłam na niej, że Mustafa jest nieodpowiedzialnym ojcem, niezdolnym do wychowywania samotnie, bez matki, czworga dzieci. Powiedziałam, że podejmowałam próby negocjacji w sprawie zwrotu moich dzieci, ale starałam się nie nadawać sprawie rozgłosu, co pozwoliło Mustafie wykorzystać panujące prawo dżungli. Obecnie zdecydowałam się na konfrontację i byłam przygotowana na stoczenie publicznej walki o prawo do opieki nad moimi dziećmi. Zresztą faktycznie się nimi opiekowałam. Zamknęłam dzieci u siebie w domu, zaryglowałam bramę, odesłałam ochronę i zadzwoniłam do Mustafy.

- Jeśli jeszcze raz zakłócisz nasz spokój - ostrzegłam go - będę z tobą walczyć do końca życia. Powinieneś już wiedzieć, że nigdy się nie poddaję i walczę o to, w co wierzę, do końca. - Słuchał w milczeniu, a ja ciągnęłam dalej: - Ta walka będzie bardzo nierówna, ponieważ ja jestem gotowa umrzeć, a ty rozpaczliwie pragniesz żyć. 

Mustafa wycofał się z pola bitwy. Nie mieliśmy od niego wiadomości przez pół roku, kiedy to zatelefonował i bez sprzeciwu zgodził się na pozostawienie mi dzieci z prawem do ich odwiedzania. Dzieci zachowały serdeczne stosunki z ojcem. Mustafa ma teraz dwóch małych synków. Opiekuje się nimi nadal biedna dai Ayesha, której zabronił nas odwiedzać. Nie dotrzymałam zobowiązania, jakie podjęłam w obecności wuja Sadiaa, ale zrozumiał on, jak ciężko mi było wychowywać dzieci bez pomocy i bez żadnych stałych dochodów. Gdy mój doradca prawny z Londynu zaproponował Mustafie ugodę, ten nie miał innego wyboru i bez sprzeciwu przepisał na moje nazwisko mieszkanie w Londynie, w zamian za co ja przepisałam na niego naszą wiejską posiadłość. Moja najstarsza córka Tanya skończyła w Ameryce szkołę średnią i powróciła do Pakistanu. Nareszcie mogłam przywitać ją w moim własnym domu. Zamieszkała z nami i czuliśmy, jak gdyby nigdy nas nie opuszczała. Ma zdolności artystyczne i chciałaby studiować grafikę. Naseeba chce poświęcić się polityce. Zamierza kandydować w wyborach do Parlamentu z okręgu Mustafy, aby dotrzymać obietnic, które kiedyś złożył ludności Kot Addu jej ojciec. Nisha mówi, że chce studiować prawo karne, żeby pomagać biednym. Ali, "mój mały feudał", wykazuje ogromne zainteresowanie matematyką i "strzelaniem". Hamza jest dzieckiem delikatnym i niewiele pamięta z okresu, gdy mieszkał z Mustafą. Cała piątka stanowi moje prawdziwe oparcie w walce, którą toczę. Nuscie i J.J., razem ze swoimi dziećmi Nadią i O.J., często nas odwiedzają. Stali się członkami naszej rodziny i pomagają nam w wykreowaniu w naszym zacofanym społeczeństwie nowego rodzaju domu. Są moją najsilniejszą podporą. Shugufta nauczyła się prowadzić samochód i jest dla nas także prawie jak członek rodziny. 

Książka została po raz pierwszy wydana w Pakistanie w roku 1990. Początkowo jej recenzje były bardzo krytyczne. Wielu uważało, że jest to skandalizująca tandeta i że napisałam ją dla  rozgłosu. Inni nazwali ją nieprzyzwoitą i pornograficzną. Jednakże nikt w Pakistanie nie wątpił w jej prawdziwość. Niektórzy recenzenci spekulowali, że przyjęłam łapówkę od politycznego rywala Mustafy, Nawaza Sharifa. W kraju, gdzie handluje się wszystkim, nawet lojalnością w stosunku do parlamentu, trudno kogokolwiek obwiniać, że w to uwierzył. Mój ojciec wysłał do prasy pisemne oświadczenie, że się mnie wypiera i wydziedzicza mnie. Zabronił mi używać swojego nazwiska. W odpowiedzi na jego oświadczenie ja też oświadczyłam prasie, że przyjmuję wydziedziczenie mnie jako naturalny wynik niekonwencjonalnego zachowania i że taka izolacja jest powodem milczenia kobiet w naszym społeczeństwie. Odmówiłam jednak odstąpienia od swojego nazwiska. Od tamtej pory nie rozmawiałam ani nie widziałam się więcej z rodzicami. Z mojego życia zniknęła większość mojej rodziny. Jedynymi osobami, które nie zawiodły mnie w nieszczęściu, były moje dwie siostry Zarmina i Minoo, ich mężowie Riaz i Ali, oraz moja kuzynka Bina z mężem Aslamem Quraishi.

Po opublikowaniu tej książki skierowano przeciwko mnie do sądu dwie sprawy. W jednej z nich oskarżono mnie o zdradę stanu za pomoc, jakiej udzieliłam Mustafie w jego kontaktach z agentami indyjskiego wywiadu. Sprawa ta wywołała wiele dyskusji, ale nie pociągnęła za sobą żadnych działań. Nie byłam nawet przesłuchiwana przez badającą sprawę komisję rządową, a Mustafa, którego udział w tym był bardziej znaczący niż mój, nadal zasiada w Parlamencie. W drugiej sprawie oskarżano mnie o cudzołóstwo. Według obrządku Hadood jest to przestępstwo karane śmiercią przez ukamienowanie, ale jak dotąd nikt nie odważył się pierwszy rzucić we mnie kamieniem. Krytyka stopniowo ucichła i moją historię zaczęto odbierać tak, jak ja ją widziałam, a mianowicie jako próbę spojrzenia na zamęt, jaki panuje w życiu społecznym i politycznym naszego kraju. Nadal pozostałam zjawiskiem kuriozalnym, ale zaakceptowano mnie. Na moje imię powołują się w Pakistanie powszechnie feudalni mężowie, mówiąc do swych żon, gdy te się buntują: "Nie próbuj być Tehminą". Gdy rozeszła się wiadomość, że "Mój pan i władca" zostanie wydany za granicą, zadzwonił do mnie Mustafa. Był wściekły, próbował się jednak kontrolować i zapytał:

- Co to za bzdury z tą książką? 

Nie mogłam się powstrzymać, by nie przypomnieć mu naszej rozmowy podczas lunchu, kiedy to stwierdził, że straciłam własną tożsamość i że zawsze będę musiała przedstawiać się jako była żona Mustafy Khara. Powiedziałam mu:

- Mustafo, wkrótce ty będziesz znany w całym świecie jedynie jako były mąż Tehminy Durrani.






CDN.
 

niedziela, 11 kwietnia 2021

NIEWOLNICE - Cz. LII

CZYLI CZTERY HISTORIE

WSPÓŁCZESNYCH KOBIET

KTÓRE STAŁY SIĘ PRAWDZIWYMI

NIEWOLNICAMI

 
 
 
 
 

HISTORIA DRUGA

TEHMINA

NIEWOLNICA Z PAKISTANU

Cz. XXXI

 
 

 
 
 Był dwudziesty czwarty czerwca 1989 roku. Mustafa wybierał się na polowanie. Włożył na siebie ten sam strój, który nosił, gdy się w nim zakochałam: spodnie koloru khaki wsunięte w długie buty i kurtkę w barwach ochronnych. Przez ramię miał przewieszoną torbę z amunicją, a na głowie czapkę w stylu Mao. Obserwowałam, jak wybierał ze swojej bogatej kolekcji broń. Siedziałam w milczeniu, gdy odwrócił się do mnie z uśmiechem, żeby się pożegnać. Patrzyłam, jak zbliżał się do drzwi i znikał z mojego życia, tak samo jak się w nim pojawił. Odbyłam z dziećmi długą i bolesną rozmowę, w której wyjaśniłam im, najlepiej jak umiałam, swoją sytuację. Przeżyły już wystarczająco dużo tragedii w życiu i nie mogłam znieść myśli, że mogłoby im się przytrafić następne porwanie, chciałam, by w tych przerażających warunkach żyły możliwie normalnie. Kiedy oznajmiłam im o swojej decyzji, płakały, lecz miałam jednocześnie świadomość, że minie wiele czasu, zanim będą w stanie to zrozumieć. Wiedziałam również, że nie będę szczęśliwa, dopóki nie ucieknę wraz z nimi z tego więzienia, jakie stworzył nam Mustafa. Ja jednak musiałam uciekać pierwsza. Powierzyłam dzieci opiece szwagierki Mustafy, a po mnie przyjechała do domu Zarmina i razem z nią po raz czwarty i ostatni opuściłam dom Mustafy Khara. Zbyt wiele było falstartów, tym razem jednak moje postanowienie było nieodwołalne.
 
Jeszcze raz moje życie skurczyło się do rozmiarów tytułów na pierwszych stronach gazet i znowu mnie piętnowano, oskarżając o niezdecydowanie i brak konsekwencji. Wścibskiej prasie, mimo starań, nie udało się wyciągnąć ode mnie, jaką rolę w historii jednego z najsławniejszych małżeństw w Pakistanie odegrała Adila. Ku mojemu rozczarowaniu odkryłam, że Mustafa spodziewał się takiego mojego kroku i podjął z naszych wspólnych kont bankowych wszystkie pieniądze. Nigdy wcześniej nie musiałam zmagać się z biedą i czułam się upokorzona, że teraz będę zmuszona udać się po jałmużnę do krewnych. Przyjęli mnie do swego domu. Ciotka Samar i wuj Akhtar starali się pomóc mi tak, jakby to zrobiła moja zmarła babka. Udało mi się podreperować trochę swoje wątłe siły, gdy matka zaczęła mobilizować rodzinę, żeby próbowali zmusić mnie do zmiany decyzji. Moi dotychczasowi sojusznicy zaczęli jeden po drugim odsuwać się ode mnie. Spustoszenie wokół mnie było tak wielkie, że przestałam cokolwiek odczuwać. Nie było teraźniejszości ani przyszłości, była tylko przeszłość, która na mnie napierała i spowijała całe moje jestestwo.
 
Mustafa zabronił mi widywania dzieci. Po dwóch tygodniach zabrał je do Karaczi, by przedyskutować sprawę z moimi rodzicami. Adila także tam była i dziwiłam się niepomiernie, że rodzice nie wysłali jej z domu na czas wizyty Mustafy. Dzieci chodziły po domu zagubione, nie rozumiejąc, co się dzieje. Wiadomość, że bawiły się z ciocią Adilą, podczas gdy ja nie mogłam nawet się z nimi zobaczyć, wprawiła mnie we wściekłość. Mustafa próbował przekonać ojca, żeby interweniował u mnie i nakłonił mnie do powrotu. Twierdził, że historię z Adilą wyssałam sobie z palca i że jedynym powodem, dla którego żądałam rozwodu, było moje przyzwyczajenie do wolności i wpływ przyjaciół, których poznałam, gdy on przebywał w więzieniu. Chociaż matka znała ode mnie szczegóły sprawy, to jednak popierała Mustafę i... Adilę. Chciała, by za wszelką cenę temat rozwodu przestał istnieć, ponieważ zbyt wiele osób wytykało palcami jego przyczynę. W powietrzu wisiał skandal i moje życie wydawało jej się bardzo niską ceną, jaką trzeba było zapłacić za jego uniknięcie. Być może w ogóle nic nie było warte. Ojciec jednak był mądrzejszy i poradził Mustafie, żeby ten rozważył, czy nie lepiej zgodzić się na rozwód i w ten sposób spowodować, by o wszystkim szybko zapomniano.
 
 
 
 
 
Naseeba zadzwoniła do mnie w dzień swoich dwunastych urodzin i płacząc w słuchawkę błagała mnie, żebym była przy niej, gdy będzie dzielić swój tort urodzinowy. Ponieważ Mustafy nie było, zdecydowałam się pojechać na przyjęcie. Zastałam tam kilkoro braci Mustafy wraz z żonami i dziećmi. Naseeba była bardzo podniecona i trzymając mnie kurczowo za rękę dzieliła razem ze mną tort. Widziałam, że nie chce ani na chwilę puścić mojej ręki, nie zdawała sobie w swej niewinności sprawy, że szuka siły i oparcia u tej, która sama była bardzo słaba. Niespodziewanie, dla mnie przynajmniej, zjawił się Mustafa. Przywitaliśmy się jak ludzie dobrze wychowani. W chwilę potem zapytał spokojnie: 
 
- Czy możesz pójść ze mną na górę? Muszę z tobą porozmawiać. 
 
Dom był pełen gości i nie chciałam na urodzinowym przyjęciu Naseeby robić sceny, więc się zgodziłam. Rozumiałam, że Mustafa nie odważy się nic mi zrobić pośród tylu ludzi. Poszłam za nim na górę do pomieszczenia, które niegdyś było naszą sypialnią. Kiedy usłyszałam, jak szybko zatrzasnął za sobą drzwi, zorientowałam się, że znalazłam się w pułapce.
 
- Nie możesz odejść - oświadczył groźnie. - Zamieszkasz ze mną i dasz mi dwa miesiące na przekonanie cię, abyś została ze mną na zawsze. Twoja matka uważa, że powinnaś ze mną zostać. Jutro zabieram cię do mojej wioski. 
 
Ogarnęła mnie panika, w przeszłości uprowadził moje dzieci, teraz przyszła kolej na mnie. Kiedy skończy się to szaleństwo? Próbowałam ukryć przerażenie i nadałam memu głosowi stanowczy ton:
 
- Mustafo! - rozkazałam mu - albo natychmiast otworzysz te drzwi, albo postawię na nogi cały dom. Nie zapomnij, że masz teraz do czynienia z zupełnie inną osobą.
 
- Krzycz, jeśli chcesz, wszystko mi jedno - odparł. - Możesz postawić na nogi nawet cały kraj. 
 
Najpierw krzyknęłam cicho, a potem zaczęłam głośno wzywać pomocy. Natychmiast się na mnie rzucił, złapał mnie za nadgarstki, wepchnął do łazienki i zamknął drzwi na klucz. Zaczęłam krzyczeć o pomoc w nadziei, że ktoś mnie usłyszy: służba, sąsiedzi, jego znajomi i rodzina. Na górę wbiegła synowa Mustafy, Marikha, a za nią inni. Słyszałam, jak krzyczała: 
 
- Tato, nie możesz tego robić!
 
- Wynoś się stąd! - wrzasnął Mustafa. - Nikt nie będzie się wtrącał w moje życie prywatne - Marikha wycofała się.
 
Odczekałam kilka chwil próbując się pozbierać. Groziło mi poważne niebezpieczeństwo. Mustafę stać było na zabranie mnie do położonej z dala od świata wioski Kot Addu, gdzie żyłabym jak więzień, kto wie, jak długo, być może nawet do końca życia. Nikt, z wyjątkiem Nuscie, Zarminy i Minoo, nie byłby zainteresowany udzieleniem mi pomocy, ale co one mogły zrobić? Wiele kobiet w naszym kraju było podobnie więzionych. Mustafa mógł w tych warunkach z łatwością wymusić na mnie zaniechanie rozwodu. Gdy odezwałam się przez zamknięte drzwi, starałam się, by mój głos brzmiał zdecydowanie i rozsądnie jednocześnie:
 
- Nie możesz mi tego zrobić, Mustafa - oświadczyłam. - Moja prawniczka każe cię aresztować.
 
- Mogę i zrobię to. Mam po swojej stronie twych rodziców.
 
- Chcę z nimi porozmawiać, chcę usłyszeć to z ich ust.
 
- Nie - odparł Mustafa. 
 
Ciotka i wuj zaczęli się niepokoić z powodu mojej przedłużającej się nieobecności i wuj Akhtar zatelefonował do domu Mustafy.

- Tehmina nie wróci - poinformował go Mustafa. - Zdecydowała się tutaj zostać. 
 
Wuj Akhtar poczuł, że coś jest nie w porządku. Zaraz po tym zadzwoniła do niego przypadkiem z Londynu moja siostra Minoo i wuj poinformował ją o zajściu. Minoo przystąpiła do akcji, zadzwoniła do domu głównego komisarza i poprosiła go o interwencję rządu, a następnie powiadomiła o wszystkim prasę. Wkrótce o moim "uwięzieniu" dowiedziała się moja prawniczka, Asma Jehangir. Postanowiła odłożyć akcję do następnego rana, kiedy będzie już miała gotowe oskarżenie przeciwko Mustafie o nielegalne przetrzymywanie oraz próbę uprowadzenia. Nie miałam pojęcia, co działo się na zewnątrz, wiedziałam tylko, że tutaj syn Mustafy, Bilal, organizował nasz wyjazd do Kot Addu. 
 
Mustafa otworzył drzwi do łazienki. Byłam przerażona i zmęczona, lecz ukrywałam swoje uczucia. Mustafa przyniósł buteleczkę z valium, wyjął z niej dwie tabletki i podał mi je. Próbowałam odmówić, lecz on użył tej samej metody, którą stosował w stosunku do swoich psów: złapał mnie z całej siły, wepchnął tabletki do ust i zatykając mi nos wlewał we mnie wodę tak długo, dopóki nie przełknęłam proszków. Adrenalina w mojej krwi stoczyła zwycięską walkę z valium i po kilku minutach stałam się bardziej przytomna niż kiedykolwiek. Mustafa miał jednak ogromną wiarę w tabletki i gdy uznał, że się uspokoiłam, pozwolił mi zadzwonić do matki.

- Zawiadom ją, że zgodziłaś się zostać - rozkazał mi. 
 
Potaknęłam głową. Kiedy jednak usłyszałam w słuchawce głos matki, zaczęłam krzyczeć:
 
- Co z ciebie za matka?! Jeśli zmusisz mnie do pozostania z tym człowiekiem, popełnię samobójstwo. Ogłoszę całemu światu, że to ty doprowadziłaś do mojej śmierci.
 
- Nie wiem, o czym ty mówisz - powiedziała matka. - Co on ci naopowiadał? 
 
Mustafa wyrwał mi słuchawkę.
 
- Potrzebuję twojej pomocy - zaczął ją przekonywać. - Nic jej się nie stanie, jak ją ze sobą zabiorę. 
 
Nie usłyszałam odpowiedzi. Odłożył słuchawkę, a ja kazałam mu usiąść i wysłuchać, co mam mu do powiedzenia. Starałam się, by mój głos brzmiał rozsądnie, lecz stanowczo.
 
- Słuchaj mnie uważnie - powiedziałam. - Nie zabawiaj się ze mną w te same gierki co w przeszłości, są nic niewarte. Graj sobie z kimś, kto ich nie zna. Żachnął się i mruknął:
 
- Co w ciebie wstąpiło, Tehmino? 
 
Uśmiechnęłam się i z pewną siebie miną odrzekłam:
 
- Ty we mnie wstąpiłeś, Mustafo.
 
 


Nagle usłyszeliśmy stukanie do drzwi. Mustafa otworzył i do pokoju weszli jego bracia z żonami. Próbowali przekonać Mustafę, by mnie uwolnił, lecz on odpowiedział tylko:
 
- Nie wtrącajcie się do mojego małżeństwa.
 
- Jakiego małżeństwa? - krzyknęłam. - Według praw Koranu twoje małżeństwo przestało istnieć wiele lat temu, kiedy poszedłeś do łóżka z moją siostrą. Przez cały ten czas żyłam z tobą w grzechu. Nasza umowa małżeńska już dawno straciła ważność.
 
Mustafa został wezwany do telefonu i z przerażeniem stwierdził, że dzwonił jakiś dziennikarz i zaczął zadawać kłopotliwe pytania. Nikt z nas nie wiedział, w jaki sposób rozeszła się wiadomość o moim przetrzymywaniu. Rozpaczliwie chciałam się stąd wydostać. Nie interesował mnie ten dom, który kiedyś z taką dbałością i zaangażowaniem urządzałam, ani jego wystrój. Wszystko, co miałam, wszystkie przedmioty przywiezione z różnych odległych stron naszego kraju wydały mi się teraz zupełnie bezwartościowe. A czy Mustafa coś jeszcze dla mnie znaczył? Wraz z miłością do niego odeszła miłość, jaką żywiłam do tego, co nas otaczało. Patrzyłam już na to wszystko oczami rozwódki. Powiedzenie, że łatwiej jest zmywać naczynia w domu męża niż w jakimś innym domu gdzieś na świecie, stawało się z każdą minutą bardziej prawdziwe i jednocześnie traciło znaczenie. Po naszym małżeństwie nie pozostał nawet ślad. I po tym mężczyźnie również. Kiedy Mustafa wyszedł z pokoju, zapisałam na kawałku papieru numer telefonu ciotki Samary i podałam go Amnie, piętnastoletniej córce Mustafy z poprzedniego małżeństwa.
 
- Proszę, idź gdzieś i zadzwoń pod ten numer - poprosiłam ją. - Powiedz im, żeby przybyli mi na pomoc.
 
Amna nie była przyzwyczajona do oszustwa, poszła niepewnie w kierunku drzwi z wypisaną na twarzy winą. Mustafa spotkał się z nią wchodząc i natychmiast nabrał podejrzeń.
 
- Co tam chowasz? - zapytał przeszywając ją wzrokiem. 
 
Złapał ją za rękę i z zaciśniętej pięści wyrwał papier.  Gdy go przeczytał, zaczął na nią krzyczeć. Amna patrzyła na mnie szlochając, jakby chciała powiedzieć: "Próbowałam". Zadzwonił mój ojciec, Mustafa podał mi słuchawkę. Ojciec oznajmił mi, że zaszło straszne nieporozumienie. Mustafa powiedział im, że jeśli tylko damy mu szansę, przekona mnie, bym do niego wróciła. Tylko na to wyrazili zgodę. Zaczęłam krzyczeć do słuchawki, że Mustafa zmusza mnie do powrotu wbrew mej woli. Wtedy ojciec poprosił go do telefonu:
 
- Puść ją. Natychmiast - powiedział stanowczo. 
 
Reakcja Mustafy zaszokowała mnie. Zgodził się. Kiedy wychodziłam, Mustafa stał ze słuchawką w dłoni i wykręcał numer. W połowie drogi na dół uświadomiłam sobie, że w pośpiechu zapomniałam o  torebce. Wróciłam więc na górę i zatrzymałam się w drzwiach, Mustafa rozmawiał z moją matką.

- Ona ma jakiś żal do mamy - usłyszałam jak mówi. - Gdy widzi, jak bardzo mamę szanuję, czuje się niepewnie. Mama i Adila stałyście się jej zmorą. Ja nie mam z tym nic wspólnego. 
 
Przerwałam mu swoim wejściem rozmowę. Znalazłam torebkę, po czym odwróciłam się do Mustafy i powiedziałam tak głośno, żeby moja matka usłyszała:
 
- Jesteś bardzo niebezpiecznym i chorym człowiekiem. I robisz idiotkę z mojej matki. 
 
Przyjechał ojciec. Chciał położyć kres temu małżeństwu, zanim dowie się o tym Adila. Mustafa zażądał opieki nad dziećmi i całego naszego majątku: wiejskiej rezydencji w Anglii i mieszkania w Londynie, które były naszą wspólną własnością, oraz domu w Lahore, który zapisany był na moje córki. Ojciec zgodził się na te warunki.
 
- Możesz zostawić ją bez grosza - oświadczył z pogardą. - Nic od ciebie nie potrzebuje, potrafię ją utrzymać. 
 
Następnym warunkiem było to, co obydwaj mężczyźni w moim życiu uznawali za takie ważne, a mianowicie, żebym wydała oświadczenie dla prasy, że powodem rozwodu była niezgodność charakterów. Oboje podpisaliśmy również deklarację, że żadne z nas nie udzieli prasie więcej informacji na ten temat. Ostatni punkt naszej umowy stanowiła zgoda na codzienne widywanie przeze mnie dzieci.
 
Następnego ranka Mustafa przyjechał podpisać zgodę na rozwód. Byłam oburzona, gdy zwołał do pokoju dzieci i oznajmił im z płaczem:
 
- Chcę, abyście, moje drogie dzieci, były świadkami, że nie chcę, aby wasza matka od nas odeszła. Pragnę, by pozostała moją żoną. Kocham ją. Ona jednak chce mnie opuścić. 
 
Uśmiechnęłam się i pomyślałam: "Ależ z ciebie wspaniały aktor, Mustafo". Podpisał dokumenty i gdy mi je wręczał, słyszałam płacz i błagalne prośby dzieci, żebym nie niszczyła naszej rodziny. Gdy składałam swój podpis, moja twarz nie miała wyrazu, a oczy były suche. Poczułam się, jakby ktoś zdjął mi z ramion wielki ciężar. Życie Tehminy Khar dobiegło końca. Spojrzałam na Mustafę i powiedziałam do niego:
 
- Odarłeś mnie ze wszystkiego i od dzisiaj nie masz już prawa powiedzieć, że Tehmina jest twoją żoną. Straciłeś mnie w tym przetargu.
 
 

 
Faktycznie rozwód nabiera mocy po trzech miesiącach od momentu podpisania. W okresie tym, znanym w prawie islamskim jako idat, zainteresowane strony mają czas na staranne przemyślenie decyzji i ewentualną jej zmianę. Mustafa wykorzystał owe trzy miesiące na regularne próby zmuszenia mnie do powrotu. Dzwonił do mnie i z płaczem prosił o wybaczenie.
 
- Nie mogę bez ciebie żyć - mówił. - Byłem szalony, że pozwoliłem ci odejść. Nie zapomniałem, jak mnie wspierałaś i ile przy tym wykazałaś cierpliwości. Nie karz mnie tak strasznie, daj mi jeszcze jedną, ostatnią szansę.

- Nie! - krzyczałam. - Jestem już całkiem inną kobietą. Nie jestem ofiarą. Twoje prośby nigdy nie odniosą skutku, nigdy. 
 
Wkrótce potem przybył do domu ciotki Samary na czele delegacji złożonej z jego braci oraz ich żon. Wszyscy chcieli mnie przekonać do powrotu ze względu na dzieci. Patrząc mu prosto w oczy, wyjawiłam w obecności wszystkich prawdziwy powód mojego odejścia. Opowiedziałam całą historię ze szczegółami. Mustafa milczał przez długi czas, a gdy już kończyłam, przerwał mi:
 
- Wymyśliłaś to sobie. 
 
Wtedy wstałam, wskazałam na drzwi i kazałam mu wyjść. Zaczęłam krzyczeć:
 
- Możesz wrócić dopiero wtedy, gdy będziesz miał odwagę przyznać się, co łączyło cię z moją siostrą! W innym wypadku nie waż się wchodzić mi w drogę, bo zniszczę cię tak, jak sobie nawet tego nie potrafisz wyobrazić! 
 
Poszłam na górę pozostawiając za sobą osłupiałego Mustafę i jego rodzinę. Wszystkie gazety zaczęły rozpisywać się na temat sensacyjnego związku Mustafy z Adilą i podejrzewano, że to ja byłam źródłem informacji. Zaprzeczyłam temu stanowczo i dla dobra Adili oświadczyłam, że kocham moją siostrę i że to wszystko było jedynie złośliwą plotką. Nie chciałam niszczyć jej małżeństwa. Matka, osaczona ze wszystkich stron, rozpaczliwie pragnęła ocalić dobre imię rodziny. Poprosiła mnie, bym spotkała się z Matloobem, mężem Adili oraz jego rodziną i przekonała ich, że wymyśliłam sobie tę całą historię, bo chciałam uwolnić się od Mustafy. Ostrzegła mnie, że jeśli tego nie zrobię, pozbawią mnie wraz z ojcem wszelkiej materialnej pomocy. Odmówiłam, nie chciałam dłużej kłamać dla dobra "mojej biednej siostrzyczki". Byłam przerażona: nie miałam dachu nad głową ani środków do życia. Podczas gdy ja próbowałam stanąć jakoś na nogi, Mustafa w tym czasie w dalszym ciągu umacniał swoją pozycję i związane z nią wpływy. 
 
Pozycja Benazir w rządzie słabła. Jej piętą achillesową był Pendżab, którym zarządzali Nawaz Sharif i Liga Muzułmańska. Mustafa był jedynym człowiekiem, który cieszył się takim poparciem w Pendżabie, że zdolny był podjąć i wygrać kampanię przeciwko Nawazowi. Nadarzała się właśnie ku temu okazja, ponieważ zwolniło się miejsce w Parlamencie Lokalnym i ogłoszono w związku z tym dodatkowe wybory. Partia Ludowa, która rozpaczliwie pragnęła, by ich kandydat odniósł sukces, namawiała Mustafę do kandydowania z jej ramienia. Chcieli, by po tylu latach ponownie przyłączył się do nich i dał Nawazowi do zrozumienia, że pamięć o Bhutto jest w Pendżabie wciąż żywa. Mustafa miał na tyle czelności, że zadzwonił do mnie z Islamabadu i poprosił, żebym się za niego modliła, miał właśnie zamiar ogłosić swój powrót do Partii Ludowej.
 
- Powinnaś być teraz ze mną - powiedział. - To bardziej twój sukces niż mój.
 
Modliłam się żarliwie, żeby Bóg wskazał mu właściwą drogę. Publiczne ogłoszenie, że Mustafa przyłączył się do swojej dawnej partii, powitane zostało z radością. Członkowie partii poczuli w sobie siłę Lwa. Mustafa stał się teraz drugim co do ważności po Benazir Bhutto przywódcą partii, znalazł się tam, skąd z łatwością mógł się dostać na sam szczyt. Jatoi, który dzięki Mustafie stał się członkiem Zgromadzenia Narodowego, został tymczasem mianowany przywódcą opozycji. IJI zamierzało otwarcie głosować przeciwko Benazir i jeśli uzyskałoby w wyborach większość głosów, Jatoi zostałby zgodnie z konstytucją premierem kraju. Mustafa jednak zapomniał o swoim starym sojuszniku i przyczynił się walnie do upadku propozycji "otwartego głosowania", żeby dowieść swej lojalności wobec Benazir i własnej niezbędności w parlamencie. Wuj Asad namawiał mnie do powrotu do niego:
 
- Byłaś przy nim w trudnych chwilach, teraz przyszedł czas, byś zaczęła zbierać wraz z nim owoce. Nie bądź niemądra, wróć do niego ze względu na dzieci, najgorsze już jest za tobą. 
 
Ale tak jak kiedyś nie byłam w stanie go opuścić, gdy walczył o przetrwanie, tak teraz nie mogłam do niego powrócić, gdy był wolny i piął się do góry. Nie widziałam powodu, dla którego miałabym wracać do małżeństwa, z którego nic nie zostało. Chociaż wszyscy dookoła wywierali na mnie presję, trzymałam się kurczowo tego, o czym byłam głęboko przekonana. Wuj Asad znalazł się w trudnej sytuacji. Chciał w nadchodzących wyborach uzupełniających kandydować do parlamentu z ramienia Partii Ludowej i bardzo mu było nie na rękę, że wszyscy w jego rodzinie popierali mnie, a nie Mustafę. Gdy wszystko inne zawiodło, polecił swej siostrze, a mojej ciotce Samar, żeby wymówiła mi dom.
 
- Pozbądź się jej natychmiast - powiedział. - Niech idzie do krewnych. - Zamówię ci pokój w hotelu - zaproponował mi. - Nie chcę, żeby w tym momencie moja rodzina miała z tobą do czynienia.
 
- Nie potrzebuję od ciebie łaski - odparłam. - Jesteś przykładem mentalności, która przynosi kobietom krzywdę. Zrozumiałam właśnie, co powoduje, że skazują się one na niewłaściwe związki. Brak ci honoru - po czym z jeszcze z większą determinacją dodałam: - wygrałeś tę rundę, ale chcę cię zapewnić, że ostatecznie to ja odniosę zwycięstwo. 
 
Zdecydowałam się nie sprawiać kłopotu swoim gospodarzom i przez następne kilka tygodni zamieszkałam w domu innego wuja. W tym czasie Mustafa złożył mi wizytę i poprosił mnie o rozmowę. Powołując Boga na świadka wyjawił mi w końcu prawdę o Adili. Powiedział, że opętał go szatan i że nie mógł opanować żądzy. Płacząc prosił mnie o wybaczenie. 
 
- Bóg wystawił mnie na próbę, chciał sprawdzić, czy naprawdę spokorniałem w więzieniu - stwierdził. 
 
- Przebaczyłam ci już - odrzekłam.
 
- Więc wróć do mnie - powiedział szybko. 
 
Zdałam sobie sprawę, z jaką łatwością przychodziło mu zawsze otrzymywanie rozgrzeszenia za to, co robił, miał na to swój niezawodny sposób: przeproś, niech ci wybaczą, i zacznij z czystym sumieniem od początku. Lecz w moim sercu i pamięci zalegały sterty jego przewinień i nie było już miejsca na nowe. 
 
- Nigdy do ciebie nie wrócę - przysięgłam. - Za nic. 
 
Po tej rozmowie zaczął mnie atakować z innej strony. Odwiedzał moją rodzinę i przyjaciół, oświadczając im, że go zostawiłam, ponieważ chciałam być "wolna". Powtarzał im, że wymyśliłam historię z Adilą jako pretekst, żeby móc od niego odejść. To, że rozpowiadał to wszystko po tym, jak wyznał mi prawdę, odebrało mi resztki szacunku, jaki miałam jeszcze dla tego człowieka.




 
 
 CDN.
 

sobota, 27 lutego 2021

NIEWOLNICE - Cz. LI

CZYLI CZTERY HISTORIE

WSPÓŁCZESNYCH KOBIET

KTÓRE STAŁY SIĘ PRAWDZIWYMI

NIEWOLNICAMI

 
 

 
 

HISTORIA DRUGA

TEHMINA

NIEWOLNICA Z PAKISTANU

Cz. XXX

 
 
 

 
 
 Wyjechaliśmy w towarzystwie rodziny Jatoi i klanu Kharów oraz hordy ich braci z żonami do Arabii Saudyjskiej. Mieliśmy zamiar odbyć pielgrzymkę do Mekki i odprawić tam umrę w podziękowaniu za zwycięstwo Jatoi w wyborach w Kot Addu. Ja jednak zanosiłam własne modły, wołałam do Allaha, że brak mi już sił, by znosić dalsze zdrady i zniewagi Mustafy, i błagałam Go o miłosierdzie. 
 
Po powrocie z pielgrzymki udałam się razem z Mustafą do Londynu, gdzie mieliśmy do załatwienia pewną drażliwą sprawę. Adwokat, który mnie reprezentował w sprawie przeciwko Mustafie o porwanie dzieci, pan Garret, zaskarżył nas do sądu w sprawie swojego wynagrodzenia. Mieli mu zapłacić moi rodzice, ale gdy powróciłam do Mustafy, odmówili i Garret żądał od nas pięćdziesięciu tysięcy funtów i groził nam przejęciem naszego brytyjskiego mienia - apartamentu w mieście i domu na wsi. Przyglądałam się jak Mustafa, siedząc naprzeciwko adwokata targuje się z nim jak z jakimś sprzedawcą na bazarze: 
 
- Płacę panu za nic - zaczął. - Nie widzi pan, że to śmieszne? Pańska klientka siedzi tutaj ze mną. Nie udało się panu sprowadzić mnie tutaj ani aresztować, nie potrafił też pan zwrócić jej dzieci. Musiała do mnie wrócić.
 
Garret nie stracił pewności siebie i przypomniał Mustafie, że prawo jest po jego stronie. Jeśli nie zapłacimy, będzie mógł sprzedać nasze mienie bez naszej zgody. Mustafa żądał od adwokata obniżenia honorarium ze względu na to, że ten "poniósł porażkę", ostatecznie zgodzili się na sumę trzydziestu pięciu tysięcy funtów. Pieniądze pochodziły z naszego wspólnego portfela i miałam ogromną satysfakcję, że Mustafa musiał się dołożyć do zapłaty za wszystkie spowodowane przez siebie kłopoty. Nareszcie, choć w małym stopniu, zapłacił za to, co zrobił. Śmiałam się w duchu, że musiał zapłacić za własny nakaz aresztowania. Gdy wypisywał czek, pomyślałam: "Jakie to pocieszające wiedzieć, że jestem winna temu człowiekowi trzydzieści pięć tysięcy funtów". 
 
Po powrocie do Pakistanu dowiedzieliśmy się, że moja babka umiera na raka płuc, dawano jej jeszcze dwa miesiące życia. Wszyscy zebraliśmy się w domu mojego wuja Asada w Lahore, gdzie seniorka rodu oczekiwała na swoje odejście. Adila nie czuła powagi chwili i nawet wtedy, gdy z naszej babki ulatywało życie, nie zaniedbywała strojów pilnie bacząc, by wszystkie dodatki pasowały do całości. Jej obecność mnie irytowała, ale nie mogłam jej na razie nic konkretnego zarzucić.
 
Mustafa miał odebrać mnie z domu wuja Asada o piątej po południu, ale zadzwonił i powiedział, że się spóźni z powodu ważnego spotkania. W tym momencie zdałam sobie sprawę, że Adila wyjechała godzinę temu samochodem babki. Zapytałyśmy z Zarminą kierowcę, dokąd ją zawiózł. Odpowiedział, że wysiadła przy księgarni i poprosiła by na nią nie czekał, bo sama wróci do domu. Brzmiało to bardzo dziwnie, nawet ci, którzy mieszkali w Lahore nie ruszyliby się nigdzie bez środka transportu. Zarmina spojrzała na mnie znacząco. Szybko poszłam do łazienki i połknęłam dwie tabletki na uspokojenie. Adila wróciła około wpół do ósmej wieczorem, a Mustafa wkrótce po niej. Nie mogłam spojrzeć im w twarz. Ojciec powiedział mi, że źle wyglądam. Chora babka wyczuła, że jestem roztrzęsiona, ona jedna była w stanie rozszyfrować moje uczucia. Zapytała mnie, co się stało.
 
- Módl się za mnie - poprosiłam ją. - Potrzebuję twojej modlitwy. Nie wiem, co się ze mną dzieje. 
 
Nagle twarz babki poszarzała i wyglądała, jakby się skurczyła, jeszcze nigdy jej takiej nie widziałam. Wiedziała, czuła to w powietrzu - powróciła Adila! Czułam, że Mustafa czeka tylko na śmierć mojej babki, po jej śmierci będzie mógł bez obaw atakować i niszczyć osobę, którą się przez te lata stałam. Mustafa Khar nie był po prostu zdolny żyć z dorosłą kobietą, która była w stanie wziąć na siebie odpowiedzialność za własne życie. Chciał mnie ponownie sprowadzić do poziomu nerwowo chorej i zastraszonej dziewczynki. Młoda i atrakcyjna Adila idealnie nadawała się do tego, by zepchnąć mnie z powrotem na moje dawne miejsce. 
 
Nadchodził kres życia babki, podobnie jak nadchodził kres mojego małżeństwa. Przewieziono babkę do szpitala. Przesiadywałam w jej pokoju, patrzyłam, jak walczy z bólem, pragnąc przekazać jej, jak bardzo ją kocham. Kiedy zadzwoniłam do domu, włączyłam się w jakąś rozmowę, słyszałam głos Mustafy, ale nie mogłam usłyszeć, z kim rozmawiał.
 
- Ktoś jest na linii - zwrócił się Mustafa do swojego rozmówcy. - Zadzwonię do ciebie później. 
 
Natychmiast posłałam Zarminę i Riaza do ich domu, gdzie zatrzymały się Adila z matką. Mieli udać się na górę i podnieść drugą słuchawkę telefonu. Ja zostałam w tym czasie w szpitalu, wykonując przy babce drobne zabiegi, które mogły jej przynieść ulgę i modliłam się, by moje podejrzenia się nie sprawdziły. Zarmina wróciła, usiadła obok mnie i powiedziała, że rozmówcą nie była Adila. Powiedziawszy to, szybko się odwróciła. Szeptem, tak żeby babka nie usłyszała, poprosiłam ją, aby powiedziała mi prawdę.
 
- Miałaś rację - przyznała Zarmina. - To była Adila. Umawiali się na wieczór. Teraz, gdy umiera nasza babka. - to rzekłszy, pobiegła do łazienki, żeby zwymiotować. 
 
Musieli jednak zmienić plany. Babka poczuła, że nadszedł jej czas, więc zwołała całą rodzinę i w obecności wszystkich oświadczyła:
 
- Będę się modliła, żeby Bóg zesłał karę na każdego, kto przysporzy cierpienia Tehminie. Na sercu tego, kto to zrobi, wyrosną wrzody i będzie cierpieć tak, jak nigdy sobie nie wyobrażał że można cierpieć. - Spojrzała na sufit, a właściwie gdzieś hen poprzez sufit i wykrzyknęła: - O Allahu! Zostawiam Tehminę pod Twoją opieką. Nie zawiedź mnie, ona nie ma nikogo, kto by ją chronił, nawet mnie od niej zabierasz. Idę do Ciebie z radością, ale moja dusza błaga Cię, chroń Tehminę. 
 
Przywołała do siebie Mustafę, wzięła go za rękę i powiedziała:
 
- Tehmina jest z tobą bardzo nieszczęśliwa, ale była przy tobie w ciężkich chwilach i walczyła o ciebie. Dzisiaj ja proszę cię o przysługę. Bądź dla niej dobry. Bądź dobrym mężem. Ona nie może być znów nieszczęśliwa. To moja ostatnia prośba do ciebie. To moja ostatnia prośba do wszystkich na tej ziemi. - gdy wypowiadała te słowa, jej głos stawał się coraz słabszy: - Jeśli będziesz szedł przez życie sam bez Tehminy, każdy twój krok, o którym będziesz myślał, że przynosi ci zaszczyt, w rzeczywistości przyniesie ci wstyd. Będziesz szukał sławy, władzy i szacunku, ale nie znajdziesz nic poza upokorzeniem. Jeśli ona będzie z tobą, Bóg pozwoli ci panować nad wszystkimi. Będę się o to modlić.
 
- Proszę się nie martwić - wyszeptał w odpowiedzi Mustafa. - Zaopiekuję się Tehminą, obiecuję. 
 
Babka zapadła w śpiączkę. Czuwaliśmy przy niej na zmianę przez całą, straszną noc. Mimo że była już prawie nieprzytomna, każdy z nas miał jej coś do powiedzenia. Kiedy przyszła moja kolej, płakałam, mówiąc do niej cicho:
 
- Tym razem nie będzie cię przy mnie. Nie będziesz się już za mnie modliła. Nie będę mogła już nigdy przyjść do twego domu. Dokąd mam się udać? Dokąd? 
 
Nie usłyszałam odpowiedzi i spojrzałam na nią, jej twarz była pozbawiona wyrazu. Babka zostawiała mnie, miałam sama stanąć twarzą w twarz z najboleśniejszą sytuacją, jaką mogłam sobie wyobrazić. Wiedziałam, że nie mogę oczekiwać wsparcia ze strony rodziców, zbyt zajętych ratowaniem swej utraconej pozycji towarzyskiej. Wątpiłam, czy babka mogła mnie jeszcze usłyszeć, ale ciągnęłam dalej: 
 
- Odchodzisz ode mnie wtedy, gdy wszystko zaczyna się od nowa. Jestem taka samotna. Dlaczego musisz mnie opuszczać? Dlaczego? - zaczęłam histerycznie płakać. 
 
Nagle zobaczyłam spływające po policzkach babki wielkie łzy. Zapomniałam o własnym cierpieniu i zdałam sobie sprawę, że w ostatnich chwilach jej życia zadawałam jej jeszcze więcej bólu. Chociaż była nieprzytomna, wiem, że usłyszała moje słowa. Próbowałam ją uspokoić:
 
- Nie martw się - szeptałam do niej. - Proszę, przestań płakać. Wytrzymam to, obiecuję ci. Jestem silna, wiesz, że tak jest - wolno odsunęłam się od tej, która była mi zawsze tak oddana.
 
Po mnie przyszła kolej na Adilę. Moja najmłodsza siostra weszła do pokoju pożegnać się z nią, ale była tam tylko przez chwilę i wybiegła z krzykiem:
 
- Coś jej się stało! Kręci głową... wygląda, jakby z kimś walczyła. To straszne. Chodźcie zobaczyć. 
 
Wiedziałam, co się stało, babka, nawet nieprzytomna, nie mogła wytrzymać obecności Adili. Zaraz po tym zmarła, a ja, chociaż żyli moi rodzice, zostałam sierotą. Stałam się taka jak dawniej. Spędzałam całe dnie podsłuchując rozmowy telefoniczne, wąchając jego koszule czy nie pachną jej perfumami, i szukając na nich śladów szminki. Ponownie zaczęłam się modlić. Nienawidziłam go, a jednocześnie chciałam go trzymać przy sobie. Czy to moje serce cierpiało, czy raczej moja miłość własna? Ból był zbyt przejmujący, abym była w stanie to rozróżnić. 
 
Pewnego dnia spotkałam się z Adilą w obecności reszty rodziny. Widziałam, jak spłonęła rumieńcem, gdy mnie zobaczyła. Podejrzewałam, że miała umówione spotkanie z Mustafą, bo chodziła po pokoju i wymyślała jedną za drugą wymówki, dlaczego musi wyjść. W końcu powiedziała, że ma umówione spotkanie z przyjaciółką, niejaką "Sarą", która właśnie przyjechała z Karaczi, i w pośpiechu wybiegła z domu. Zapytałam o to Tasneem, u której to Adila mieszkała.
 
- Nic nie wspominała o przyjeździe przyjaciółki z Karaczi - odrzekła szwagierka Adili. - Właściwie jest tylko jedna "Sara", o której często wspomina, ale ona przebywa za granicą. 
 
Odkryłam ku mojemu zdziwieniu, że mam w niej sojuszniczkę i poczułam ulgę. Tasmeen powiedziała mi, że wie, co się dzieje. 
 
- Twój mąż przyjeżdża tu po nią, a potem ją odwozi - opowiadała. - Nie mogę powiedzieć o tym mojemu bratu, nie uwierzy mi. 
 
Mustafa wrócił do domu po wpół do jedenastej wieczorem, cały zlany potem. Na jego koszuli widniały wyraźne ślady różowej szminki. Powiedział mi, że był na publicznym spotkaniu, gdzie było tak gorąco, że nawet buty mu przemokły! Z tym wyjaśnieniem udał się do łóżka. Przez pewien czas leżałam obok niego z otwartymi oczami zastanawiając się, co począć. Potem zeszłam na dół, zadzwoniłam do Tasneem i zapytałam, o której godzinie wróciła Adila.
 
- Około dziesiątej trzydzieści - odrzekła Tasneem. - Była cała mokra. Od razu pobiegła na górę, unikając ze mną spotkania na wszelki wypadek, gdybym miała jakieś podejrzenia. Ale widziałam, jak ją odwiózł beżowym pajero. 
 
Nasz samochód! Powróciłam do łóżka bez czucia. Mustafa obudził się o trzeciej nad ranem, wziął prysznic, a potem rozłożył matę i zaczął się modlić. Nie zdawał sobie sprawy, że ja wciąż nie spałam i zdziwił się słysząc mój pełen szyderstwa głos.
 
- Myślałam, że robisz ze mnie idiotkę, ale nie miałam racji, ty próbujesz oszukać Boga. 
 
Nie zwracał na mnie uwagi i kontynuował modlitwę, lecz ja nie dawałam za wygraną.
 
- Ośmielasz się zwracać do Niego po tym, jak robiłeś to wszystko, czego On zakazuje? Zrobiłeś dziś coś, czego On wyraźnie zabronił i za co już kiedyś błagałeś Go o wybaczenie. Ponownie Go zdradziłeś. O czym z Nim teraz rozmawiasz, Mustafo? Że znowu jest ci przykro? Czy naprawdę myślisz, że możesz okłamać Boga? Naprawdę tak uważasz? Jeśli wydaje ci się że możesz Go oszukać, to ja muszę być niczym. Nie chcę już nawet dłużej z tobą walczyć, On musi przejąć tę walkę. To Jemu ubliżyłeś znacznie bardziej niż mnie.
 
- Skończ z tymi bzdurami! - powiedział rozkazującym głosem Mustafa przerywając modlitwę. - Zwariowałaś. Nic nie zrobiłem. Wyssałaś sobie to wszystko z palca. Jesteś psychicznie chora. 
 
Do oczu napłynęły mi łzy, instynktownie sięgnęłam po obrazek mojego patrona, świętego Hazrata Ali i trzymałam go przez chwilę kurczowo w ręce. To on wspomagał Mustafę w więzieniu. Mustafa zapomniał o nim po wyjściu na wolność, bo tak mu było wygodnie, ale on wiedział, że moja wiara nie była tylko przelotnym kaprysem. Mustafa podszedł do mnie i wyrwał mi z rąk obrazek.
 
- To! - krzyknął, spoglądając z pogardą na wizerunek świętego. - To ma cię uratować? - porwał obrazek na strzępy i wypadł jak burza z pokoju. 
 
Zbierając kawałki poświęconego papieru, prosiłam Boga o przebaczenie. Od tej chwili nieustannie go śledziłam. Zadzwoniłam do Nuscie, gdy go nie było w domu i razem zastanawiałyśmy się, jak ich złapać na gorącym uczynku. Ponieważ nie wolno mi było wychodzić i nie potrafiłam prowadzić samochodu, detektywem została Nuscie. Była załamana widząc, jaki mam słaby charakter, zamiast się z nim rozwieść, rozpaczliwie próbowałam zbierać kawałki rozbitego szkła pozostając w rezultacie z krwawiącymi ranami. Na nic zdały się jej rady, żadne inne wyjścia były nie do przyjęcia. Zresztą nie mogłam nic zrobić, dopóki nie miałam dowodów. Każdy inny mąż byłby ostrożniejszy wiedząc, że jego żona jest wyjątkowo podejrzliwa, ale nie Mustafa. 
 
Następnego dnia wyszedł z domu o siódmej wieczorem oświadczając, że wróci o dziewiątej. Jak tylko odjechał, zadzwoniłam do Tasneem, która potwierdziła, że Adila także wybiera się gdzieś między siódmą a dziewiątą wieczorem. Potem zadzwoniłam jeszcze raz. Tym razem Tasneem oświadczyła mi, że moja siostra odjechała już z Mustafą. Nie mogłam znaleźć Nuscie. Szybko poprosiłam o pomoc jedną z moich kuzynek. Razem podjechałyśmy pod dom Tasneem i zaparkowałyśmy samochód na rogu, skąd mogłyśmy obserwować wejście. Za piętnaście dziewiąta przed domem zatrzymał się beżowy pajero. Mustafa siedział za kierownicą, a Adila wyskoczyła z przedniego siedzenia, które zwykle ja zajmowałam, i pobiegła do domu. Zauważyłam w oknie wyglądającą zza zasłony Tasneem. Szybko wróciłyśmy z moją kuzynką do domu wyprzedzając Mustafę. Tego wieczoru nie miałam siły z nim się kłócić, nie chciałam słuchać ani jego zaprzeczeń, ani potwierdzenia.
 
 

 
Następnego dnia polecieliśmy do rodzinnej wioski mojej matki, by wziąć udział w chelan zmarłej babki (obrządek kończący czterdziestodniowy okres żałoby). Zdecydowałam się powiedzieć o wszystkim matce. Matka bardzo się tym przejęła i nie ujawniając źródła informacji, zapytała o to Adilę. Adila przyznała, że umawiała się z Mustafą trzykrotnie, utrzymywała jednak, że "nic się nie wydarzyło" i matka jej uwierzyła.
 
- Co to znaczy "nic się nie wydarzyło"? - krzyknęłam, gdy matka mi o tym powiedziała. - Jak mogłaś w to uwierzyć? Jak mogłaś siedzieć i spokojnie wysłuchiwać, jak tłumaczy się z randki z mężem swojej siostry? Jak możesz być taka nieczuła i bierna? Wiesz, że miała kiedyś z nim romans. Widzisz, że zaczęło się to na nowo. A jednak jej wierzysz mimo dowodów, jakie ci dostarczyłam? Podziwiam cię. Zgrzeszyła ponownie i ma odwagę powiedzieć, że nic nie zrobiła? Czy uwierzyłabyś Sabinie, gdyby to ona poszła na randkę z twoim mężem?
 
W stosunku do siebie matka stosowała inne kryteria. Tak było zawsze. Moja rozpacz nie miała końca. Wszyscy widzieli, że płaczę, ale myśleli, że to z powodu babki. W końcu udało mi się porozmawiać z Adilą w obecności matki. Powiedziałam jej, że wiem o wszystkim, i oświadczyłam:
 
- Chcę poinformować was oboje, że udało wam się zniszczyć dom, który ja tak rozpaczliwie próbowałam utrzymać. Zniszczyliście nie tylko mój dom, zniszczyliście również dom czwórki moich dzieci, ale ostrzegam was, że tym razem macie do czynienia z inną osobą. Być może uważacie, że nadal jestem tym nędznym robakiem, którego znaliście w Londynie i którego nieomalże rozdeptaliście. Wiedzcie jednak, że między "Tiną"  a "Tehminą Khar" jest wielka różnica, będę walczyć z niesprawiedliwością, która mnie spotkała, nawet gdybym miała umrzeć.

Adila, niewzruszona, odrzuciła do tyłu długie włosy.
 
- Czy zdajesz sobie sprawę, co dla ciebie zrobiłam? - spytała. - Nie nazwałabyś mnie siostrą, gdybyś wiedziała, nazwałabyś mnie aniołem. Ocaliłam twoje małżeństwo. 
 
Oświadczyła, że Mustafa ugania się za nią i chce się z nią ożenić, lecz ona powiedziała mu, że nie ma zamiaru niszczyć mojego domu. Jeżeli nawet mówiła prawdę, to nie powinna była nigdy pozwolić mu się do siebie zbliżyć. Dlaczego wdawała się w negocjacje, skoro nie miała czego negocjować? 
 
Próbowałam ostrzec Mustafę o gniewie bożym, jaki go czekał.
 
- On wystawia cię na próbę, czy ty tego nie widzisz? - spytałam go. - Sprawdza, czy twoja prośba o miłosierdzie, jaką wznosiłeś do Niego w więzieniu, była szczera. Tauba to umowa z Bogiem co do przyszłości, nie możesz jej tak lekko traktować. - prosiłam go, żeby nie działał na swoją szkodę. - Zniszczysz siebie, żonę, o której odzyskanie walczyłeś, oraz dzieci, które, jak twierdzisz, darzysz miłością. Ucierpi na tym nawet polityka. Dzięki roli, jaką odegrałam w twoim życiu, jestem osobą znaną. Opinia publiczna cię nie oszczędzi.
 
Nic nie odnosiło skutku, nie chciał mnie słuchać. Czasem pocieszał mnie i mówił o moim "rosnącym obłąkaniu", innym razem łajał mnie za "histeryczny brak pewności siebie". Oświadczył, że cierpię na kryzys okresu przejściowego.
 
- Zdarza się to kobietom, które nie mogą zaakceptować faktu, że się starzeją - stwierdził zadowolony z siebie. 
 
Mam trzydzieści sześć lat, Adila o trzynaście mniej. Mustafa zaczął się zachowywać jak młodzieniec, nosił koszulki z krótkim rękawem i dżinsy oraz garnitury w stylu safari i buty z krokodylej skóry. Patrzyłam w lustro i myślałam ze smutkiem, że może ja również powinnam się zmienić: muszę wyglądać jak ona, muszę zacząć ubierać się jak ona, muszę zmienić całą swoją osobowość, tak aby upodobnić się do niej. To jedyny sposób. Być może wtedy moje małżeństwo odżyje. "Spójrz tylko na siebie - myślałam - w tych białych strojach i z głową w chmurach nie podobasz mu się, nie jesteś w jego typie. Adila tak. Lecz mimo to twierdzi, że cię kocha. On tylko tak mówi, cały czas tylko tak mówi". Patrzyłam na swoje odbicie w lustrze i słyszałam głos Mustafy: "Nie ma drugiej takiej kobiety jak ty. Ale chcę, żebyś znów miała szesnaście lat, chcę z tobą romansować". Cofnęłam się. "Nie mogę tego zrobić - pomyślałam - nie mam szesnastu lat. Jestem matką pięciorga dzieci. Mam trzydzieści sześć lat. Jak mogę romansować z mężczyzną, który ma romans z moją siostrą? Jak?" Uciekłam się do Boga. Odwiedzałam świątynie, modliłam się na wszystkie znane mi sposoby:
 
- Proszę, spraw, by mój dom się nie rozpadł. Oszczędź moje dzieci, proszę.
 
Płakałam i błagałam Boga o pomoc. Odpowiadała mi cisza. "Nie możesz się załamać - tłumaczyłam sobie. - Nie wolno ci. Wyjedź na jakiś czas, spojrzyj na wszystko z dystansu". Byłam w stanie zaakceptować inną kobietę, pogodziłabym się z tym i wyszłabym silniejsza. Ale nie moją siostrę, nie Adilę. Wiedziałam, że muszę odejść od Mustafy, ale nie wiedziałam, kiedy, ani jak mam to zrobić. Potrzebowałam też dowodów. Mimo że moja rodzina znała prawdę, to jednak przyjmowała do wiadomości wersję Mustafy i Adili. Utrzymywali, że były to moje urojenia i że tracę znowu rozum. Ponownie stałam się dla nich warzywem.
 
Pewnej nocy Mustafa chciał się ze mną kochać i z jego zachowania wnosiłam, że nie przyjmie odmowy. Musiałam się zgodzić. Kontrolowałam swą nienawiść. Patrzyłam ponad jego ramieniem i błagałam Boga, by go ukarał: "Boże - wołałam w myślach - to jest kazirodztwo, zabroniłeś mężczyźnie żyć w tym samym czasie z dwiema siostrami, tak jest napisane w Twoim Koranie. Jeśli stworzyłeś taką zasadę, to nie pozwolisz, żeby znów mnie to spotkało. Nie pozwól temu człowiekowi nigdy więcej mnie dotknąć, nie pozwól, by z taką zuchwałością sprzeciwiał się Tobie. Ja nie mogę nic zrobić, ale Ty potrafisz położyć temu kres". Zdarzył się cud. Od tamtej nocy Mustafa przestał mnie dotykać. Każdej nocy wchodził do łóżka, kładł głowę na poduszce i usypiał. Było to niezaprzeczalnym dowodem boskiej interwencji. 
 
 
 
 
 
 
CDN.