Łączna liczba wyświetleń

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ŻYCZENIA. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ŻYCZENIA. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 31 grudnia 2024

SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO 2025 ROKU!!!





 OBY TEN ZBLIŻAJĄCY SIĘ ROK BYŁ ZNACZNIE LEPSZY OD POPRZEDNIEGO, A OBYŚMY WRESZCIE WYSZLI NA PROSTĄ ZARÓWNO MY POLACY, JAK I MY EUROPEJCZYCY, OBYŚMY POTRAFILI ZNALEŹĆ NASZĄ DROGĘ, NASZ CEL I POWOŁANIE. MAM GŁĘBOKĄ NADZIEJĘ ŻE TEN ZBLIŻAJĄCY SIĘ 2025 ROK BĘDZIE ZNACZNIE LEPSZY OD POPRZEDNIEGO (CHOCIAŻ ROZSĄDEK PODPOWIADA MI ZUPEŁNIE CO INNEGO, ALE STARAM SIĘ NA TO NIE ZWAŻAĆ PRZYNAJMNIEJ DZISIAJ 😉). 

PRZEDE WSZYSTKIM CHCIAŁBYM ŻYCZYĆ NAM DUŻO ZDROWEGO ROZSĄDKU, BO ZAUWAŻYŁEM (RÓWNIEŻ WŚRÓD LUDZI KTÓRYCH ZNAM OSOBIŚCIE) ŻE Z TYM ROZSĄDKIEM JEST BARDZO RÓŻNIE (NAJCZĘŚCIEJ KWADRATOWO I PODŁUŻNIE 😆)


A POZA TYM JAK ZWYKLE: ZDROWIA, ZDROWIA I JESZCZE RAZ PIENIĘDZY 


🥳🍾🥂


I OBY NAM SIĘ...




piątek, 27 grudnia 2024

HISTORIA ŻYCIA WSZECHŚWIATA - WSZELKIEJ CYWILIZACJI - Cz. CXCI

TWÓRCY EUROPEJSKICH CYWILIZACJI 
SŁOWIANIE I CELTOWIE





PIERWSZE EUROPEJSKIE CYWILIZACJE

SŁOWIANIE

(POD SKRZYDŁAMI ASYRII - UPADEK IZRAELA)

(ok. 738 r. p.n.e. - ok. 635 r. p.n.e.)

Cz. XI







FILISTEA
PONOWNIE ODRODZENIE
(738 r. p.n.e. - ok. 635 r. p.n.e.)
Cz. XI



DEWARIM
(738 r. p.n.e. - 586 r. p.n.e.)
Cz. XIII



 Teraz, gdy książę Sais - Tefnacht koronował się w Leontopolis na króla Egiptu (720/719 p.n.e.), tym samym podważył władzę nad oboma krajami (Górnym i Dolnym Egiptem) kuszyckiego władcy - Pianchiego (który koronował się w Heliopolis w roku 726 p.n.e. po wcześniejszej zwycięskiej kampanii, w wyniku której podbił Egipt, lecz pozostawił lokalnych książąt jako swoich wasali i wrócił do Napaty) i rzucił mu wyzwanie. Jednocześnie podporządkował sobie praktycznie całą deltę, w tym takie miasta jak Leontopolis, Tanis i Memfis (natomiast zależny teraz od niego Acheperre Osorkon IV z Tanis wprowadził swoje wojska do królewskich Teb - którymi zarządzała jako wielka małżonka Amona-Re Szepuseneb I). Wyglądało na to, że Delta po zaledwie sześciu latach kuszyckiej dominacji oderwała się od władztwa czarnoskórych królów Napaty, ale Mencheperre Usermare Pianchi mimo to nie zareagował. Zajęty był wówczas rozbudową swojej nubijskiej stolicy Napaty, budową wielkiej świątyni Amona-Re, a także własnej świątyni grobowej w nekropolii El-Kurru. Zafascynowany zresztą piramidami w Gizie (jakie miał możliwość obejrzeć podczas swojej kampanii egipskiej z lat 727-726 p.n.e.) postanowił również (jako pierwszy kuszycki władca Napaty) postawić taką piramidę na dachu własnej świątyni grobowej. Oczywiście ta piramida była dużo mniejsza niż egipskie, miała ostry kąt nachylenia (68°) i nie miała żadnych związków z podziemnymi komorami (pod kamienną ścianą piramidy kryje się bowiem usypisko szutru i kamieni połączonych zaprawą mułową). Piramidy z Napaty nie miały żadnego przeznaczenia praktycznego, a były jedynie formami dekoracyjnymi królewskich grobów. Zresztą w swojej świątyni grobowej Pianchi nakazał pochować również pięć ze swoich siedmiu żon, oraz dwie córki. Wyjątkiem pochówków nubijskich władców z Napaty, są pochówki koni (i to dość liczne) które właśnie zapoczątkował Pianchi. Po jego śmierci jego ulubione rumaki zostały zabite, a następnie zabalsamowane i ustawione pionowo w specjalne otwory na kopyta, które podtrzymywały całe ciało w pozycji stojącej. Wyglądało to zarówno dosyć ciekawie, jak i nieco przerażająco, gdy po wejściu do świątyni Pianchiego witały nas mumie jego dwóch koni, wyglądających jak żywe.

Pianchi odszedł do "krainy Ozyrysa" ok. 713 r. p.n.e. po prawie 35 latach swoich rządów w kraju Kusz i 13 bez mała rządów nad Egiptem. Był pierwszym czarnoskórym władcą Egiptu, a jednocześnie założycielem dynastii, której panowanie zakończy dopiero najazd na Egipt Asyryjczyków w latach 60-tych VII wieku p.n.e. W tym czasie w Sais również nie było już Tefnachta, gdyż Szepsesre Tefnachtowi zmarło się ok. 718 r. p.n.e. po ponad 20 latach swych rządów nad Sais (i zaledwie półtora roku kontroli nad Deltą). Tron po nim objął teraz jego syn, młody, waleczny Uahkare Bekenranef (Grecy nazywali go Bakchoris i to imię wydaje się łatwiejsze do wymówienia, dlatego też będę go używał). Pomimo faktu iż temu faraonowi przyszło panować zaledwie pięć lat, to pozostawił po sobie bardzo dobrą pamięć i był bardzo ceniony przez swoich poddanych, o czym świadczą liczne inskrypcje. Był to władca przede wszystkim dążący do reformy prawa, które starał się zreformować tak, aby ulżyć nieco najuboższym swoim poddanym (czyli chłopom, którzy realnie traktowani byli jako niewolnicy i wykorzystywani do prac nie tylko publicznych, ale również prywatnych, na folwarkach wezyrów i wielmożów). Ostatecznie nic nie wiadomo aby cokolwiek z tego udało mu się wprowadzić w życie, ale sam fakt że takie plany miał, spowodował iż pozostawił po sobie w oczach Egipcjan bardzo dobrą opinię i żałowano go powszechnie jako niefortunnego władcę, który tak pięknie się zapowiadał ale z woli bogów przegrał w konfrontacji z najazdem Nubijczyków. Prowadził też Bakchoris dosyć udaną politykę zagraniczną, zdając sobie sprawę ze wzrastającego niebezpieczeństwa z północy od strony Asyrii, słał daniny Sargonowi do Kalchu, a jednocześnie wspierał finansowo (wraz z Osorkonem IV) lokalne filistyńskie i palestyńskie miasta do buntu przeciwko Asyryjczykom. Z drugiej strony nie niepokojony długo od południa, uznał, że władcom kuszyckim z Napaty nie będzie chciało się ponownie interweniować na północy i że uznają oni obecny status quo. Tak może było jeszcze za Pianchiego, który przygotowywał się do swojej ostatniej podróży (do krainy zmarłych), skupiając się głównie na modłach do Amona-Re. Ale wraz z jego śmiercią i wstąpieniem na tron jego brata Neferkare Szabako (Szabaka) sytuacja diametralnie się zmieniła. Jeszcze w 714 r. p.n.e. w Tebach zmarła wielka małżonka Amona-Re, córka libijskiego władcy Osorkona III -  Szepuseneb I po 40 latach swoich rządów. Była pierwszą wielką małżonką, której władza była równa władzy arcykapłanów Amona-Re (urząd ten został zniesiony, wraz z powierzeniem władzy nad królewskimi Tebami w ręce "dynastii kobiet"). Od ok. 736 r. p.n.e. (i pierwszego najazdu na Górny Egipt Pianchiego), jej uczennicą i następczynią została córka władcy Napaty, czarnoskóra Amenardis I, która teraz objęła pełnię władzy, jako druga wielka małżonka Amona-Re.




Szabaka ruszył na Deltę zaraz po objęciu władzy w roku 713 p.n.e. Ze swoją siostrzenicą - Amenardis spotkał się w Tebach (skąd uciekły nieliczne oddziały Osorkona IV). Następnie ruszył na północ, zdobywając Leontopolis i Sais (to pierwsze miasto zdobył bez walki). W Sais Bakchoris próbował zorganizować obronę, a jednocześnie słał prośby o wsparcie do Osorkona, nadaremnie. Sais zostało zdobyte, a Bakchoris publicznie spalony na rozkaz Szabaki. Następnie władca Napaty pozostawił w Sais czarnoskórego namiestnika, a sam pomaszerował na Tanis. Osorkon IV nie udzielił pomocy Bakchorisowi, gdyż liczył na wspaniałomyślność zwycięskiego Szabaki, który pozwoli mu nadal panować w Tanis. Ten jednak zdobył również i to miasto, a Osorkona (a który był ostatnim z tzw. "libijskich" władców) uśmiercił (712 r. p.n.e.). Szabaka postanowił, że nie popełni błędu swego brata i nie pozwoli lokalnym egipskim książętom dojść do władzy. Zamiast tego sam koronował się na faraona "Obydwu Krajów" (z tym że ten tytuł za rządów czarnoskórych władców z Napaty miał już nieco inne konotacje, dla nich bowiem "oba kraje" to nie był Górny i Dolny Egipt, a po prostu Egipt i Nubia). Swoją stolicą uczynił Teby, gdzie polecił wykuć na pylonie Haremu Południowego w Luksorze swoją podobiznę w objęciu dwóch bogiń, na jednym reliefie jest w otoczeniu bogini Mut (bogini nieba i patronki górnego Egiptu), na drugim zaś, w otoczeniu bogini Amonet (bogini wiatru północnego i patronki Delty). Szabaka uruchomił też liczne prace budowlane w Karnaku, Luksorze i Medinet Habu. Ozłocił bramę Amona-Re w Karnaku i dodał tam nowy portal, w Esna wystawił naos z czarnego granitu dla boga Ozyrysa, a przed Haremem Południowym w Luksorze wybudował kolumnadę, która wiodła wewnątrz pomieszczeń i przechodziła przez nowo utworzony ogród. Po przyjęciu władzy przez władców kolejnej XXVI Dynastii z Sais (czyli rodzimej dynastii egipskiej), większość reliefów władców nubijskich zostanie zniszczona, postacie nubijskich władców zostaną wykute, tak aby całkowicie zatrzeć pamięć o istnieniu tej dynastii i o jej rządach na Egiptem. 




Ok. 710 r. p.n.e. Szabaka powierzył Amenardis opiekę nad swoją córką, (która przyjęła imię) Szepuseneb i została tym samym wybrana na następczynię swej dużo starszej kuzynki w roli wielkiej małżonki Amona-Re (oczywiście nim obejmie samodzielne rządy, miną jeszcze dwie dekady). Przez ten czas musiała uczyć się wszystkiego, czego wcześniej Amenardis I nauczyła jej mentorka Szepuseneb I (głównie chodziło tu o erotyczne pobudzenie boga do życia każdego poranka, aby świat mógł ponownie cieszyć się życiodajnym blaskiem słońca). Warto też odnotować, że wraz ze wstąpieniem na tron Egiptu Szabaki, zanika na prawie pół wieku używanie w Egipcie błękitnej korony, zwaną kepresz. Nie wiadomo dlaczego kuszyccy władcy woleli używać tzw. "kuszyckiego czepka" (prosty czepek, najczęściej biały, przedstawiany również na wyobrażeniach boga Ptaha). Oczywiście nie oznacza to że nie używano podwójnej czerwono-białej korony Górnego i Dolnego Egiptu, a także pierzastych koron Ozyrysa, Amona, i Onurisa, ale całkowicie zrezygnowano z niebieskiej korony kepresz. I nie wiadomo dlaczego tak się stało? Co było tego powodem? Wydaje się (a jest to tylko i wyłącznie moje przypuszczenie) że niechęć do używania błękitnej korony mogła wziąć się z faktu, iż była ona najczęściej używana przez egipskich władców podczas ich ekspansjonistycznych wypraw, również tych na południe, do Nubii, kraju Kuszytów. Być może więc kuszyccy władcy z Napaty nie chcieli używać symbolu, który był źródłem zniewolenia ich kraju, a jednocześnie starali się wykazać, że są bardziej egipscy od Egipcjan i to zarówno na polu religijnym, jak i kulturowym (co jest naturalne dla nuworyszy). Szczególna dbałość o zachowanie świątyń i ich rozbudowę, niezwykle wyszukane moduły do bogów, renowacja zniszczonych tekstów (w tym jednego papirusu "zżartego przez robaki", którego tekst wykuto w kamieniu). To wszystko cechowało panowanie Szabaki i jego następców (ich polityka została doceniona przez potomnych. Egipcjanie w każdym razie nie mogli się skarżyć na rządy czarnoskórych faraonów, a ikonoklastyczna polityka wymazywania ich wizerunków ze świątyń i steli za czasów XXVI Dynastii założonej przez Psameryka I w 664 r. p.n.e., nie doprowadziła do zatarcia pamięci o tamtych czasach, również w tak zwanej pamięci ludowej. Efektem tego niech będzie fakt, że już pod koniec XXVI Dynastii, w czasach panującego turbopatriotyzmu egipskiego {negującego wszelkie obce wpływy polityczne i kulturowe w Egipcie, głównie zaś wymierzonego przeciwko Asyryjczykom, Babilończykom, Nubijczykom i co ciekawe, coraz częściej zasiedlającym Egipt... Grekom} za panowania Ahmose II, jedną z ulic w Memphis nazwano właśnie imieniem Szabaki).

Mijały lata, zmieniało się również polityczne otoczenie kuszyckiego Egiptu w Palestynie i dalej, w samej Asyrii. W najbliższej granic Egiptu Gazie, po próbach buntu przeciwko Asyrii z lat 720 i 716 p.n.e., oraz obaleniu tamtejszego władcy Hanona, władzę objął Silli-Bel I a polityka miasta zmieniła się na pro-asyryjską. W Aszkalonie panował Sidqa, który został wprowadzony na tamtejszy stolec przez Asyryjczyków, po ich kampanii z roku 722 p.n.e. i obaleniu wcześniejszego króla Aszkalonu (prowadzącego pro-egipską politykę) - Rukibti. W Aszkalonie zaś, po śmierci lokalnego władcy Ahimti (ok. 706 r. p.n.e.) Sargon II wprowadził na tamtejszy stolec człowieka o imieniu Mitinti (zwanego też w niektórych źródłach - głównie w Starym Testamencie - Jamani - jest to jednak ta sama osoba, biorąc pod uwagę lata panowania jak i okoliczności w wyniku których utracił władzę). W Ekronie zaś, (mieście który najbardziej był wierny Asyryjczykom i jednocześnie który czerpał największe korzyści ekonomiczne z wymiany handlowej pomiędzy Krajem Nadmorskim a Judą, oraz posiadającym preferencyjne umowy na handel z Asyrią) dobiegał już swych lat król Ada (panujący od 730 r. p.n.e.). Natomiast w Jeruzalem od 715 r p.n.e. panował król Ezechiasz, syn i następca Achaza. Wszystko było jasno określone, królestwa Syro-Palestyny, należały do asyryjskiej strefy wpływów, a sam Szabaka nie zamierzam tego zmieniać. Starał się też utrzymywać dobre stosunki z Sargonem, tak, aby nie musieć niepotrzebnie toczyć wojny z Asyryjczykami, którzy już wielokrotnie pokonali rodzimych egipskich władców na polach bitew (ostatni raz pod Gazą w 716 r. p.n.e.). Wszystko wydawało się więc poukładane i oczywiste, ale tak naprawdę było to kłębowisko żmij, które tylko czekały na nadarzającą się okazję, aby zrzucić wreszcie zależność od Asyrii i egipska pomoc byłaby im ponownie jak najbardziej na rękę. Tymczasem Sargon (o czym wspomniałem zaledwie w poprzednich częściach) szykował się do wyprawy przeciwko barbarzyńskim plemionom Kimmerów, idącym z Kaukazu, a drogę ich pochodu znamionował ogień palonych miast i mordowanych ludzi. Król Frygijczyków (plemię Meszków) Midas, który do tej pory prowadził anty-asyryjską politykę zmierzającą do wywołania buntów w nadgranicznych ziemiach podporządkowanych Asyrii na północnym-zachodzie (szczególnie w kraju Tabal - wschodnia Anatolia), teraz, gdy władca Urartu - Argiszti poniósł klęskę w bitwie z Kimmerami i musiał się schronić w swojej położonej w górach stolicy Tuszpie (707 r. p.n.e.) postanowił zawrzeć sojusz z Sargonem II wymierzony przeciwko najeźdźcom (sojusz ten negocjował syn Sargona - Sannacherib, który w tym celu udał się do Gordium w stolicy Frygów). 




Jeszcze w 707 r. p.n.e. ziemie asyryjskie zostały częściowo najechane przez Kimmerów, (ale nie odnotowano większych szkód, chociaż część uchodźców z północy przedostała się do Kalchu). Wiosną 706 r. p.n.e. Sargon wyruszył na wyprawę wojenną przeciw Kimmerom. Zgodnie z zawartym wcześniej układem, mieli z nim się połączyć Frygowie, aby łatwiej pokonać barbarzyńców o których opowiadano sobie niestworzone historie (np. że jedzą surowe ludzkie mięso - szczególnie zaś serca wycięte pokonanym wojownikom), ale gdy Sargon przybył do kraju Tabal, Midasa tam nie został (chociaż ten drugi miał bliżej). Natomiast natknął się na hordy Kimmerów którym wydał bitwę. Bitwa była bardzo ciężka, a w pewnym momencie gruchnęła nawet wiadomość że Sargon poległ. Okazało się to nieprawdą, ale pokonanie Kimmerów spowodowało znaczne straty w armii asyryjskiej. Pokonanie, gdyż nie udało się ich rozbić, a jedynie zmusić do odwrotu z powrotem w kierunku Kaukazu. Sargon wrócił do swojej nowej stolicy Dur-Szarrukin (Miasto Sargona) do której przyniósł się po 10 latach jej budowy w roku 707 p.n.e. ale wieści o jego śmierci na polach Tabal obiegły wówczas Syro-Palestynę, dając wielu ponownie nadzieję na rozniecenie kolejnego buntu przeciw znienawidzonej Asyrii. Co prawda Sargon nie zginął pod Tabal, ale za to zmarł śmiercią naturalną w swym pałacu w Dur-Szarrukin w kilka miesięcy po powrocie z tej kampanii (705 r. p.n.e.) i wtedy się zaczęło, a prekursorem buntu był nie kto inny niż władca Judy, król Ezechiasz, choć też nie stało się to zaraz po wstąpieniu na tron Sannacheriba. Ezechiasz bowiem zdawał sobie sprawę, że aby pokonać niezwyciężonych Asyryjczyków, musi utworzyć koalicję miast równie wrogich asyryjskiej dominacji jak Jeruzolima, musi też zreformować własną armię i przygotować się na wojnę oblężniczą (a to wymagało również naprawy murów obronnych Jerozolimy i innych głównych miast Judei). Stało za królem stronnictwo wojenne, skupione głównie wokół Świątyni Jerozolimskiej. Popierał go także prorok Izajasz, ale ten był przeciwnikiem jakimkolwiek sojuszom z Egiptem, za to był autorem wielu reform jakie powstały za panowania tego władcy, szczególnie na polu religijnym i administracyjnym. A tymczasem nowy król Assuru - Sannacherib miał na głowie zupełnie inny problem, a mianowicie jak najszybciej opuścić Dur-Szarrukin (miasto swego ojca, które stolicą było zaledwie dwa lata) i przenieść się do nowo wybranego przez siebie miejsca, a było nim miasto Niniwa, które miało zostać ostatnią już w dziejach stolicą tego Imperium.


JEROZOLIMA W CZASACH STAREGO TESTAMENTU 
(OD MIASTA DAWIDA DO MIASTA NEHREMIASZA I EZDRASZA)




PS: PONIEWAŻ NIESTETY NIE BYŁEM W STANIE WCZEŚNIEJ ZŁOŻYĆ ŻYCZEŃ Z OKAZJI ŚWIĄT BOŻEGO NARODZENIA, A ŚWIĘTA TE JUŻ SIĘ SKOŃCZYŁY, WIĘC DARUJĘ SOBIE, ALE JAKO PEWNE ZADOŚĆUCZYNIENIE PRZYJMIJCIE ODE MNIE CHOCIAŻ TO: 




CDN.

piątek, 31 grudnia 2021

SZCZĘŚLIWEGO I RADOSNEGO 2022 ROKU

 NOWOROCZNE ŻYCZENIA

 
 
 
 
 Wszystkim czytelnikom tego bloga, życzę dużo szczęścia i radości w tym nowym, nadchodzącym 2022 roku. Abyśmy tylko nie zatracili z oczu tego, co ważne, a co (w większości pragną nam odebrać najwięksi kłamcy i oszuści współczesnych dziejów - czyli politycy i koncerny farmaceutyczne) decyduje o naszej przyszłości i temu, w jakim świecie przyjdzie nam jeszcze żyć i jak będzie wyglądał świat, który przekażemy naszym dzieciom (ja sam mam również dużą nadzieję, że w tym roku wreszcie stanę się ojcem - czego bardzo pragnę). Na ten ostatni dzień starego roku, planowałem napisać coś więcej, ale moje plany się nieco zmieniły i postanowiliśmy z moją Damą wyjechać na krótki noworoczny odpoczynek nad morze (Gdynia-Gdańsk-Sopot-Reda), dlatego też panuje większa kilkudniowa absencja nowych tematów. Ten wyjazd nie był przez nas planowany, zrodził się nagle, nieco spontanicznie - aby spędzić święta nad brzegiem bałtyckiego morza w pięknym mieście Gdyni. Dzisiejszy dzień spędziliśmy w aquaparku w Redzie, gdzie (m.in.) pływaliśmy z rekinami (😉). Wielka frajda, szczególnie dla dzieci, dlatego tak wielkim nieszczęściem jest fakt, że jeszcze wciąż nie doczekaliśmy się naszego potomka (choć bardzo wierzę w to, że wreszcie ów zły los się odmieni). Nie piszę tego, aby coś insynuować lub się przechwalać, ale aby pokazać że życie jest (mimo wszystko) piękne, ale życie bez wolności nic nie znaczy i nie wolno pozwolić aby ludzie, którzy tę wolność pragną nam odebrać - dopięli swego (bo to że będą próbowali na różne sposoby - m.in. poprzez pozbawienie nas pieniądza papierowego czyli gotówki, co ma być wstępem do totalnej inwigilacji i podporządkowania niczym w filmach s-f, których to scenariusze już pisane są na naszych oczach). Jeśli pozwolimy im się upodlić - życie straci sens. Ja na przykład ciesząc się tymi chwilami beztroski, jednocześnie zdaję sobie sprawę, że gdybym musiał wyrzec się tego wszystkiego i walczyć o wolność, to (po wcześniejszym zabezpieczeniu rodziny) podjąłbym się tego bez wahania. I jeśli nawet miałbym skończy tak, jak kończyło wielu przede mną, którzy nie podporządkowali się sowieckiej tyranii i do końca - do ofiary swego życia walczyli o to, w co wierzyli: Wolność Niepodległość i Boga - to tak właśnie bym uczynił, gdyż życie trwa tylko krótką chwilę i ważne jest nie to czy żyjemy, a jak żyjemy - jakimi jesteśmy ludźmi. Nie piszę tego również z jakichś specjalnie klerykalnych pozycji, gdyż dzisiejszy Kościół jest prawdziwym siedliskiem wszelkich patologii i prawdziwa siła Wiary i Nadziei tkwi nie w hierarchach, ale w zwykłych ludziach - zarówno świeckich jak i duchownych. I to są wartości których należy bronić jednocześnie podkreślając że Wolność jest najważniejsza i każdy ma prawo żyć tak, jak tego zapragnie - o ile nie czyni przy tym szkody drugiej osobie.
 
 
 
 "NASZA EPOKA PRZYCIĄGAĆ BĘDZIE OCZY ZNACZNIE BLIŻSZE NAM, NIŻ TO NIERAZ NAM SIĘ WYDAJE. SĘDZIÓW ZNAJDZIEMY W NASZYCH DZIECIACH, DZIECI NASZE, TE DORASTAJĄCE OBECNIE MAŁE GŁÓWKI, KTÓRE CIEKAWYMI OCZKAMI JUŻ TERAZ NA NAS SPOGLĄDAJĄ, NIERAZ BĘDĄ Z TRWOGĄ SZUKAĆ W STRONICACH HISTORII, GDZIE W DNIU PRÓBY BYLI ICH RODZICE"

MARSZAŁEK JÓZEF PIŁSUDSKI
 


Na dziś już kończę, my wracamy dopiero w niedzielę, więc pewnie wtedy coś więcej jeszcze napiszę, w każdym razie powtórzę swoje życzenia ze świąt Bożego Narodzenia: życzę Wam wszystkim



ZDROWIA - WOLNOŚCI I NORMALNOŚCI
 
 
 
 
 

czwartek, 24 grudnia 2020

ŻYCZENIA ŚWIĄTECZNE

 CZYLI PO CO SĄ ŚWIĘTA 

BOŻEGO NARODZENIA?

 
 
 
 
Czas ucieka rok za rokiem, nadchodzą kolejne święta i znów ludzkie myśli biegną wokół realizacji codziennych, zwykłych spraw. Pomimo pandemii Covid-19 i tego wszystkiego, co wiąże się z podtrzymywaniem (ponadnarodowego) wzmożenia (graniczącego wręcz z paniką) z tym związanego, ludzie chcą żyć normalnie, pragną jak najszybciej powrócić do swego codziennego, naturalnego trybu życia. To oczywiście napawa optymizmem, ale należy też pamiętać, że powrót do normalności wcale nie będzie łatwy, gdyż są pewne siły na tym świecie, które nie chcą już żadnej normalności ani też powrotu do tego co było, gdyż planują stworzyć nam "nową normalność" która ani z normalnością ani tym bardziej z wolnością nie będzie miała już nic wspólnego.
 
Rok 2020 właśnie się kończy. Był to rok dosyć ciekawy i dający wiele do myślenia. Na przykład w USA odbyły się wybory prezydenckie i na tym w zasadzie można by było poprzestać, gdyż właśnie te wybory pokazały jak w praktyce ma wyglądać owa projektowana dla nas po-pandemiczna "nowa normalność". Otóż wybory te wygrał Donald Trump, a prezydentem zostanie Joe Biden. Zdziwieni? Takiego numeru jeszcze nie grali, a okazuje się że można, wszystko można i nie ma żadnego znaczenia kto na kogo głosuje, znaczenie ma jedynie to (jak mawiał batiuszka Stalin) kto liczy i kontroluje głosy. Można to oczywiście obśmiać na zasadzie że gdy dwóch kandydatów startuje w wyborach, a jednemu co chwila ciężarówkami dowożą do lokali wyborczych nowe głosy, to ten drugi choćby stanął na rzęsach i zrobił salto w powietrzu to nie ma żadnych szans na zwycięstwo. Zresztą było to widać już podczas kampanii wyborczej i owych debat, gdy Biden przemawiał do pustych aut i sprawiał wrażenia człowieka któremu zależy tylko na tym, aby jak najszybciej skończyć i iść spać. Nie było w nim żadnej niepewności co do ewentualnej przegranej, nie było obawy iż mógłby te wybory przegrać. A to oznacza że wybory te były już w góry ustalone i jedynie należało "dograć" kwestie techniczne podczas "liczenia głosów". Ktoś jednak powie - jak to, przecież nawet Sąd Najwyższy nie dopatrzył się uchybień podczas głosowania i liczenia głosów, więc o żadnych wyborczych fałszerstwach nie może być mowy. Sytuacja jednak nie wygląda tak cukierkowo, jak się nam to próbuje sprzedać w mainstreamowych mediach. Sąd Najwyższy Stanów Zjednoczonych nawet nie podjął się próby rozpatrzenia skarg wyborczych, gdyż zdano sobie doskonale sprawę, iż fałszerstwa były podejmowane (co najmniej w trzech stanach) na masową wręcz skalę i nie dotyczyły jakichś poszczególnych uchybień z jakimi można mieć do czynienia podczas każdych wyborów. Gdyby więc Sąd Najwyższy USA podjął się rozpatrzenia tych skarg, musiałby unieważnić wybory w kilku stanach, a to oznaczałoby ni mniej nie więcej a prawdziwą... kompromitację USA w skali międzynarodowej. Dokładnie oznaczałoby to, iż Stany Zjednoczone jako kraj nie są w stanie nie tylko przeprowadzić na własnym terytorium uczciwych wyborów i zapewnić ich pełną transparentność, ale również pokazałoby to, iż amerykański system polityczny jest do cna zdegenerowany, przeżarty korupcją i całkowicie oderwany od problemów i oczekiwań obywateli. Tego oczywiście Sąd Najwyższy przyznać nie mógł, dlatego też odmówił rozpatrzenia skarg wyborczych i tym sposobem "śpiący Joe" - choć wybory przegrał - to został nowym, 46 prezydentem USA. Tak więc aby publicznie nie skompromitować i tak już skompromitowanego kraju jakim są Stany Zjednoczone Ameryki i nie podważyć i tak już leżącego zaufania własnych obywateli do amerykańskiego systemu politycznego i tamtejszej "demokracji" - należało uczynić wszystko, aby uznać wyborcze fałszerstwa za coś naturalnego i dalej tematu nie drążyć. Wygrał ten, co i tak miał wygrać, gdyż wspierał go prawie cały amerykański establishment polityczny (w tym spora część republikanów), a ten "buc" który miał przegrać, przegrał. Więc o co chodzi? Czy koś ma jeszcze jakieś pytania? Je...o  to je...o, na h...j drążyć temat - oto "nowa normalność!"
 
Unia Europejska pragnie zmienić się w superpaństwo kontrolowane z Berlina Brukseli. Trudno się temu dziwić, gdyż w jakim kierunku zmierza Unia, było wiadome co najmniej od połowy lat 80-tych XX wieku (należy jednak pamiętać że wówczas Unia jeszcze nie istniała. Istniały zaś Wspólnoty Europejskie - które po traktacie z Maastricht z 1992 r., co to wszedł w życie 1 listopada 1993 r. - zmieniły się we Wspólnotę Europejską a dopiero ta w traktacie z Lizbony z grudnia 2007 r., który w życie wszedł 1 grudnia 2009 r. ostatecznie zmieniła się w dzisiejszą Unię Europejską). Unia również jest elementem tworzonej na naszych oczach "nowej normalności", której podstawową zasadą jest odejście od demokracji i powstanie ponadnarodowych struktur, istniejących poza jakąkolwiek kontrolą społeczeństw krajów wchodzących w ich skład. Czy obywatele państw Unii mają jakikolwiek wpływ na wybór i politykę Komisji Europejskiej? (na której czele notabene stoją komisarze - tak samo jak to było w Związku Sowieckim), Parlament Europejski zaś (i tak opanowany przez marksistów) jest jedynie swoistym dodatkiem, pozbawionym realnego znaczenia i wpływu politycznego na rozwój kierunku tej organizacji (istnieje jedynie po to, aby dać ludziom wrażenie że w Unii Europejskiej istnieje jeszcze jakaś forma szczątkowej demokracji). Cel jest jasny - stworzenie zjednoczonego i ściśle kontrolowanego z centrum (Berlin, Frankfurt, Bruksela, ewentualnie Paryż) totalitarnego superpaństwa, zbudowanego na totalnej inwigilacji, kontroli oraz nagrodach i karach dla całej reszty europejskiego prekariatu (czyli zwykłych obywateli państw należących do Unii). Na razie odpuszczę sobie ten temat, choć bez wątpienia jeszcze do niego powrócę, gdyż jakakolwiek próba stworzenia marksistowskiego superpaństwa (owe "wartości" europejskie o których tak często się mówi, to są właśnie wartości żywcem wyjęte z "Manuskryptów paryskich" Karola Marksa z 1844 r. twórczo potem rozwijane przez jego następców) musi się spotkać ze zdecydowanym sprzeciwem każdego, miłującego wolność człowieka. Należy więc głośno o tym mówić i przypominać ludziom o niebezpieczeństwie, gdyż mainstream pragnie nas uśpić i doprowadzić do tego, aby "nowa normalność" stała się faktem akceptowanym przez zdecydowaną większość społeczeństw.

Dosyć jednak tych smętów. Oto bowiem nadchodzą kolejne święta a wraz z nimi powinna w nasze serca wlać się miast "nowej normalności" Nowa Nadzieja. Pamiętajmy bowiem że oto nadchodzi czas niezwykły, czas który jest symbolem Radości, Szczęścia i przede wszystkim Nadziei. Oto kolejny raz rodzi się nam Mistrz, który podobnie jak dwa tysiące lat temu - przynosi ludzkości proste i jasne przesłanie: "Nie lękajcie się!" Na świat przychodzi Niebieskie Dziecię - Zbawiciel, który dwa tysiące lat temu położył kres barbarzyństwu i odhumanizowanej dzikości antyku, dziś zaś to samo Niebiańskie Dziecię stoi w kontrze przed antyludzką ideologią marksizmu. Jeśli tylko będziemy mieli wiarę w sens i możliwość podjęcia walki ze złem wówczas nic nie może nam stanąć na przeszkodzie (a marksizm - który spłodził bardzo wiele swych "czerwi" w postaci bolszewizmu, nazizmu, ideologii gender, lgbt, feminizmu, ekologizmu - jest poważną siłą. Wydaje mi się jednak - a wręcz jestem tego pewien - że sam marksizm wcale nie jest najgorszą siłą, z jaką przyjdzie nam się zmierzyć, gdyż istnieje większa i znacznie potężniejsza siła, która to sama marksizm zrodziła. Tą siłą jest... satanizm! I nie mam tutaj na myśli powstających od czasu do czasu w niektórych rejonach świata "kościołów szatana" czy tworzącej się religii tego typu. To są zabawy "głupców w piaskownicy", a prawdziwy satanizm ZAWSZE pozostaje w cieniu i nigdy nie stara się publicznie ukazywać swej prawdziwej natury. Prawdziwy satanizm posługuje się właśnie takimi narzędziami jak marksizm, feminizm czy gender, rozsiewając przy tym niszczące zarodki i pozwala im wzrastać. To jest właśnie prawdziwe niebezpieczeństwo. Zresztą należy też pamiętać że Karol Marks był satanistą do którego żona zwracała się jak do swego "wielkiego mistrza"). Pamiętajmy też że jesteśmy "dziećmi Gwiazd" i sądzę że już wkrótce (choć może jeszcze nie w 2021 r.) poznamy przynajmniej część prawdy o naszym pochodzeniu, oraz o tym że "obcy" są wśród nas od wieków i byli twórcami nie tylko szeregu cywilizacji, ale i religii.
 
 

 
To tyle, teraz chciałbym abyśmy pamiętali że zbliżające się święta to nie jest czas konsumpcji i oczekiwania na grubasa jadącego na saniach z workiem prezentów, tylko radosny czas narodzin Nadziei, jaka objawiła się ludzkości w betlejemskim żłóbku dwa tysiące lat temu. Zbawiciel przyszedł na świat nie w pałacach królewskich ani w willach wielmożów, narodził się wśród prostego ludu, wśród najbardziej poniżanych i niszczonych ludzkich grup społecznych. A swymi narodzinami przyniósł nam Nadzieję, zaś poprzez swą męczeńską Śmierć na krzyżu i Zmartwychwstanie - wprowadził nas w Nową Erę, którą to obecnie pewne (niecne) siły próbują zakończyć, cofając nas być może nawet dalej niż do mroków przedchrześcijańskiego antyku. Warto więc odpowiedzieć sobie na pytanie, po co właściwie są owe święta Bożego Narodzenia? I najlepszą na tak postawione pytanie odpowiedzią, będą słowa księdza Jana Twardowskiego:
 
 
 
"Dlaczego jest święto Bożego Narodzenia?
Dlaczego wpatrujemy się w gwiazdę na niebie?
Dlaczego śpiewamy kolędy?

Dlatego, aby uczyć się miłości od Jezusa Chrystusa.
Dlatego, aby podawać sobie ręce.
Dlatego, żeby uśmiechać się do siebie
i dlatego, aby sobie przebaczać"
 
 
 
 
"Nie było miejsca dla Ciebie, w Betlejem w żadnej gospodzie.
I narodziłeś się Jezu, w stajni, w ubóstwie i chłodzie.
Nie było miejsca choć zszedłeś, jako Zbawiciel na Ziemię,
by wyrwać z czarta niewoli, nieszczęsne Adama plemię.
 
Nie było miejsca choć chciałeś, ludzkość przytulić do łona
i podać z krzyża grzesznikom, Zbawcze, skrwawione ramiona. 
Nie było miejsca choć zszedłeś, ogień miłości zapalić.
I przez swą mękę najdroższą, świat od zagłady ocalić.

Gdy liszki mają swe jamy, i ptaszki swoje gniazdeczka,
dla Ciebie brakło gospody, Tyś musiał szukać żłóbeczka.
A dzisiaj czemu wśród ludzi, tyle łez, jęku, katuszy?
Bo nie ma miejsca dla Ciebie, w niejednej ludzkiej duszy!"
 
 
 
 
ZDROWYCH, POGODNYCH, 
WESOŁYCH, RODZINNYCH 
ŚWIĄT BOŻEGO NARODZENIA
 
 
 

 
 
 MOJA ULUBIONA KOLĘDA
 
"BÓG SIĘ RODZI"
 
 
 


 

poniedziałek, 9 marca 2020

NA DZIEŃ KOBIET!

Z POZDROWIENIAMI DLA 

WSZYSTKICH PAŃ!


ŻYCZENIA MOŻE NIECO SPÓŹNIONE, ALE TO DLATEGO ŻE CAŁY WCZORAJSZY DZIEŃ, PRZEZNACZYŁEM NA CELEBROWANIE DNIA KOBIET Z MOJĄ NAJCUDOWNIEJSZĄ PANIĄ, DLATEGO Z GÓRY WSZYSTKIE POZOSTAŁE PANIE PRZEPRASZAM ZA MAŁE OPÓŹNIENIE 





Dziś pragnę zaprezentować parę retro-fotek, przedstawiających piękne (i nie tylko), za to wszystkie wspaniałe i kochane kobiety. Miłego oglądania! 


BARBARA STANWYCK i HENRY FONDA

"THE LADY EVE"

(1941)




 RITA HAYWORTH

"GILDA"

(1946)




ROMY SCHNEIDER

"SISSI - LOSY CESARZOWEJ"

(1957)

 


MARILYN MONROE

(1955)




AVA GARDNER

(1951)




JAYNE MANSFIELD

(1957)




SOPHIA LOREN

(1957)




JANE RUSSELL, CHARLES COBURN 

i MARILYN MONROE

"MĘŻCZYŹNI WOLĄ BLONDYNKI"

(1953)




TOM EWELL i MARILYN MONROE

(1955)



 

DORIS DAY

"CALAMITY JANE"

(1953)





 




JANE MANSFIELD

(1953)





A NA ZAKOŃCZENIE


CAMERON DIAZ

"MASKA"

(1994)





Wczoraj był Dzień Kobiet, jutro mam urodziny, a dziś miałem niesamowity sen o tym, że we własnym domu odnalazłem wielką fortunę (duże pieniądze i kosztowności). Być może więc już wkrótce w moim/naszym życiu nastąpi jakaś wyjątkowa zmiana. Może Pan Bóg wreszcie pobłogosławi nas bobasem!?





wtorek, 31 grudnia 2019

SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU!






 
OBY TEN NADCHODZĄCY, NOWY 2020 r. PRZYNIÓSŁ NAM WIĘCEJ POGODY DUCHA I WIARY W MOŻLIWOŚĆ ZMIANY KAŻDEJ ZAISTNIAŁEJ SYTUACJI - NAWET TAKIEJ, KTÓRA WYDAJE SIĘ NAM ZUPEŁNIE BEZ WYJŚCIA. 

ZBLIŻAJĄCY SIĘ ROK, BĘDZIE WEDŁUG MNIE ROKIEM SZCZEGÓLNYM W KTÓRYM CZEKAJĄ NAS Z PEWNOŚCIĄ NOWE WYZWANIA, ZARÓWNO TE POZYTYWNE, JAK I NEGATYWNE. BĘDZIE TO RÓWNIEŻ SETNA ROCZNICA OCALENIA EUROPY PRZED BOLSZEWICKIM ZAMORDYZMEM I BARBARZYŃSTWEM, ROK WIELKIEGO TRIUMFU W KTÓRYM POLACY - ODWIECZNI OBROŃCY EUROPY - MUSIELI ZMIERZYĆ SIĘ Z POTĘGĄ ZŁA, JAKIEGO DO TEJ PORY LUDZKOŚĆ NIE ZAZNAŁA I KTÓRE W SWEJ KRWIOŻERCZEJ, HEKATOMBICZNEJ MASIE, GOTOWE ZNISZCZYĆ WSZYSTKO NA SWEJ DRODZE. TRIUMF 1920 ROKU, BYŁ WIĘC TRIUMFEM CAŁEJ CYWILIZOWANEJ EUROPY, GDYBY BOWIEM NIE UDAŁO SIĘ WÓWCZAS ZATRZYMAĆ I ROZBIĆ SOWIETÓW, DO DZIŚ NIE PRZETRWAŁOBY NIC, CO ŚWIADCZYŁOBY O KULTURZE POPRZEDNICH POKOLEŃ, A KONTYNENT ZROSZONY KRWIĄ, DZIŚ PEWNIE DOPIERO POWOLI WYCHODZIŁBY Z KOMUNISTYCZNEGO JARZMA, MAJĄC NA SWYM KONCIE MILIONY LUDZKICH OFIAR ORAZ NIEPOJĘTĄ WRĘCZ BIEDĘ. EUROPA STAŁABY SIĘ IGRASZKĄ W RĘKACH CHIŃCZYKÓW, AMERYKANÓW NAWET HINDUSÓW I JEŚLI DZIŚ UNIA EUROPEJSKA, NAWIEDZONA CHORĄ IDEOLOGIĄ MARKSISTOWSKICH POPŁUCZYN - LEDWIE SOBIE RADZI W KONFRONTACJI Z CHINAMI CZY USA, TO MOŻNA BY SOBIE WYOBRAZIĆ JAK WYGLĄDAŁABY SYTUACJA, GDYBY SOWIECI OPANOWALI CAŁY KONTYNENT AŻ DO GIBRALTARU, A BYĆ MOŻE NAWET PO IRLANDIĘ. 

JEDNAK TA PAMIĘĆ NIE JEST ŻYWA W EUROPIE, PAMIĘĆ POŚWIĘCENIA ŻOŁNIERZY POLSKICH I SOJUSZNICZYCH (WALCZĄCYCH U BOKU POLAKÓW Z SOWIECKĄ ZARAZĄ) BIAŁORUSINÓW, UKRAIŃCÓW, AMERYKANÓW, FRANCUZÓW A NAWET TATARÓW I ROSJAN. BYŁ TEŻ JEDEN JAPOŃSKI OFICER, KTÓRY OSOBIŚCIE Z SAMURAJSKIM MIECZEM BIŁ SOWIECKICH KACAPÓW. DZIŚ JEDNAK PAMIĘĆ CHOĆBY O TAKIM MERIANIE C. COOPERZE - AMERYKAŃSKIM REŻYSERZE  FILMOWYM (TWÓRCY CHOCIAŻBY SŁAWNEGO FILMU "KING KONG" Z 1933 r.), KTÓRY W 1920 r. JAKO PILOT, WALCZYŁ W POLSKIM WOJSKU PRZECIWKO SOWIETOM. TAKICH PRZYKŁADÓW JEST ZNACZNIE WIĘCEJ, CHOĆBY SŁAWNA 7 ESKADRA MYŚLIWSKA im.: TADEUSZA KOŚCIUSZKI, W KTÓREJ SŁUŻYLI LOTNICY AMERYKAŃSCY (W TYM WŁAŚNIE COOPER), A ZBLIŻAJĄCY SIĘ ROK, STANOWI NIESAMOWITĄ OKAZJĘ DO PODKREŚLENIA TEGO ZWYCIĘSTWA, KTÓRE BYŁO ZWYCIĘSTWEM LUDZKIEJ CYWILIZACJI NAD ZBLIŻAJĄCYM SIĘ ANTYLUDZKIM ZAMORDYZMEM I WSZECHOGARNIAJĄCĄ BARBARIĄ. 




ŻYCZĘ TEŻ WSZYSTKIM CZYTELNIKOM ABY W NADCHODZĄCYM ROKU NIE MUSIELI ZMAGAĆ SIĘ Z OTACZAJĄCYM BEZMIAREM KŁAMSTWA, ZARÓWNO TEGO MAŁEGO, JAKI WIELKIEGO, KTÓREGO CELEM JEST SPOTWARZENIE NARODU BOHATERÓW I OFIAR, W CELU (PRZY WSPARCIU LUDZKIEJ NAIWNOŚCI I NIEWIEDZY) ZAMIENIENIE ICH MIEJSCAMI Z NARODEM ZBRODNIARZY. NIE BĘDĘ TEGO TEMATU ROZWIJAŁ, GDYŻ NIE JEST ON TEGO GODNY, POWIEM TYLKO ŻE SMUTNO MI SIĘ ROBI, JAK PATRZĘ W JAK ZAKŁAMANYM KRAJU MUSZĄ ŻYĆ CI BIEDNI ROSJANIE.

NOWY ROK TO RÓWNIEŻ MASA NOWYCH WYZWAŃ, PRZED JAKIMI Z PEWNOŚCIĄ UCIEC NIE ZDOŁAMY. TECHNOLOGIA 5G, SZTUCZNA INTELIGENCJA, MASOWA MUZUŁMAŃSKA MIGRACJA, ZAGROŻENIE TERRORYSTYCZNE, EKO-RELIGIA, GENDERYZM - TO WSZYSTKO SĄ PROBLEMY PRZED KTÓRYMI WSPÓŁCZESNY CZŁOWIEK NIE BĘDZIE W STANIE PRZEJŚĆ SPOKOJNIE W ZBLIŻAJĄCYM SIĘ ROKU (CHOĆ OCZYWIŚCIE NIE WSZYSTKIE ONE MUSZĄ STANOWIĆ ZAGROŻENIE), WAŻNE JEDNAK ABYŚMY PAMIĘTALI ŻE JEDYNĄ RZECZĄ POTRZEBNĄ ZŁU DO ZWYCIĘSTWA - JEST BIERNOŚĆ DOBRYCH LUDZI, A JEDNA MYŚL O TYM, ŻEBY ZATRIUMFOWAĆ NAD ZŁEM - JEST DLA DOBREGO CZŁOWIEKA NICZYM. 






TAK WIĘC ODWAGI, SIŁY I WYTRWAŁOŚCI, POGODY DUCHA I WIARĘ W MOŻLIWOŚĆ ODMIANY WŁASNEGO LOSU - ŻYCZĘ WSZYSTKIM CZYTELNIKOM TEGO BLOGA I SZERZEJ WSZYSTKIM LUDZIOM DOBREJ WOLI






wtorek, 24 grudnia 2019

ZDROWYCH, WESOŁYCH ŚWIĄT BOŻEGO NARODZENIA

SPOKOJU, ROZWAGI I WYTRWAŁOŚCI


 



ZDROWYCH, WESOŁYCH, SPOKOJNYCH ŚWIĄT BOŻEGO NARODZENIA. DUŻO RADOŚCI, SZCZĘŚCIA I ZDROWIA, ABYŚCIE SPĘDZILI TEN ŚWIĄTECZNY CZAS NARODZENIA PAŃSKIEGO W BLISKOŚCI NAJBLIŻSZYCH - Z CAŁEGO SERCA ŻYCZĘ WSZYSTKIM CZYTELNIKOM TEGO BLOGA.

ŻYCZĘ RÓWNIEŻ WAM WYTRWAŁOŚCI W DĄŻENIU DO CELU, ORAZ ROZWAGI PRZY PODEJMOWANIU KLUCZOWYCH WYBORÓW ORAZ SPOKOJU NAWET W NAJTRUDNIEJSZYCH CHWILACH ŻYCIA.

KTOŚ KIEDYŚ POWIEDZIAŁ ŻE ŚWIĘTA BOŻEGO NARODZENIA TO CZAS MAGICZNY, A JA UWAŻAM JEDNAK ŻE NIE TYLE MAGICZNY, CO DUCHOWY. RODZI SIĘ BOWIEM ZBAWICIEL - WSZEGO ŚWIATA ODKUPICIEL I NAWET CI, KTÓRZY PREFERUJĄ BARDZIEJ ATEISTYCZNE (MATERIALISTYCZNE) PODEJŚCIE DO ŚWIATA I LUDZI, MUSZĄ PRZYZNAĆ, ŻE DWA TYSIĄCE LAT TEMU, W MALEŃKIEJ STAJENCE W BETLEJEM, NARODZIŁA SIĘ POSTAĆ NIEZWYKŁA, KTÓRA CAŁKOWICIE ODMIENIŁA I WYPROWADZIŁA NA ZUPEŁNIE INNY POZIOM LUDZKĄ WIARĘ, RELIGIJNOŚĆ A PRZEDE WSZYSTKIM LUDZKĄ DUCHOWOŚĆ. 

DLATEGO TEŻ WITAJĄC ŚWIĘTEGO MIKOŁAJA W SWYCH DOMACH, PAMIĘTAJMY, ŻE TO NIE ON JEST GŁÓWNYM BOHATEREM TEGO DNIA, A WŁAŚNIE OWE MALEŃKIE DZIECIĘ, KTÓRE ODMIENIŁO NASZ ŚWIAT I MILIONY LUDZKICH SERC.



A NA SZCZĘŚLIWE I RADOSNE ŚWIĘTA PARĘ KOLĘD


 
"PASTUSZKOWIE BRACIA MILI"


 


"ŚWIĘTY NIEPOJĘTY JEZU"
 




"DZISIAJ W BETLEJEM"


 


"LULAJŻE JEZUNIU"
 

 


I NA KONIEC MOJA ULUBIONA KOLĘDA:



"BÓG SIĘ RODZI"

 


 





środa, 27 listopada 2019

ROCZNICOWO!

PIĘĆ LAT MINĘŁO, JAK JEDEN DZIEŃ...

 




Lecą latka, lecą, mija dzień za dniem - tak można by było zatytułować jakiś nowy utwór muzyczny, który mógłby zainaugurować pięciolecie założenia tego oto bloga. Tak, minęło bowiem właśnie pięć lat od czasu gdy (trochę z ciekawości) postanowiłem założyć sobie bloga, na którym mógłbym prezentować "swoją twórczość". Przez te lata wielokrotnie zamierzałem dopracowywać lub udoskonalać blog, nawet założyłem drugi, analogiczny - na którym jednak już od dawna jestem nieaktywny - ale nigdy jakoś nie miałem na to ani czasu ani większej ochoty do konkretnych działań. 

Zresztą, sam ten blog też założyłem tylko z ciekawości i prawdę powiedziawszy... nawet nie zamierzałem na nim nic pisać, traktując go nieco, jako taką zabawkę gdzie będę mógł od czasu do czasu zamieścić jakieś tam swoje myśli i zaprezentować własne opinie oraz poglądy - bez nadziei że ktokolwiek będzie w ogóle chciał te moje "wypociny" czytać. Ale stało się, założyłem bloga i tyle, przez długi czas bowiem nie publikowałem tutaj żadnych tematów. Dopiero po nowym roku, w styczniu (zdaje się 6 stycznia 2015 r.) blog ten nabrał życia wraz z pierwszą większą serią, jaką  postanowiłem tutaj upublicznić. Temat (chyba) się spodobał, bowiem było nawet sporo komentarzy pod kilkoma artykułami z tej serii, więc postanowiłem rozpocząć kolejną, prezentując doświadczenia z metod hipnoterapii odwołujących się do doświadczeń "życia po życiu". Ta seria też chyba się spodobała, choć aby nie być monotematycznym rozpocząłem tworzenie nowych, skupiając się już głównie na tematach politycznych i historycznych (jak to mawiają Chińczycy, gdy chcą kogoś znieważyć: "Obyś żył w ciekawych czasach"). Niestety, jak dotąd nie zamieściłem żadnych tematów odnoszących się do sportu (głównie piłka nożna, boks) lub takich, które związane byłyby z tematyką nieco bardziej techniczną (auta, motocykle, mechanika), ale nie wiem czy takie oto tematy by się tu przyjęły i spodobały i czy nie popsułbym sobie nimi pewnego już wypracowanego profilu tego bloga. Zresztą stanowi on moją odskocznię od tychże kwestii, więc chyba nie ma to większego sensu.

Cóż, podsumowując - gdyż jest to jedynie temat rocznicowy, pokrótce prezentujący moją tutaj, pięcioletnią już pracę (może to wcale tak nie wygląda, jak się czyta te tematy, ale naprawdę, w każdy - lub w prawie każdy - z nich, włożyłem ogromnie dużo pracy, energii, sił i czasu - wszystko to oczywiście za friko - bo jakże inaczej? Jak bowiem wytłumaczył to już kiedyś pewien klasyk: "Pieniądze to nie wszystko, to tylko premia za dobrą koncepcję lub dobrze wykonaną pracę", tylko że ja ten blog założyłem i prowadzę przede wszystkim dla przyjemności gdyż pieniędzy - gdybym chciał aby pojawiały się tutaj jakieś reklamy, lub abym realnie na tym zarabiał, stworzyłbym własną stronę i tam publikował - na razie mi nie brakuje - odpukać w niemalowane - taki bowiem jestem zacofaniec - i sądzę że nie zabraknie). Powstało już prawie czterdzieści serii tematycznych (nie ze wszystkich jestem jednak zadowolony) i jak Bóg da - powstaną kolejne. Ostatnio powróciłem do nieco już zapomnianej serii o "Historii Wszechświata...", ponad dwa i pół roku zupełnej absencji w tym temacie (więcej niż połowa istnienia tego bloga), a był on moim pierwszym, od którego w ogóle zacząłem intensywniej pisywać tutaj kolejne artykuły.

Pięć lat minęło, w moim życiu też nico się pozmieniało i mam nadzieję że za kolejne pięć lat (być może powinienem wówczas ufundować jakąś nagrodę dla najwytrwalszych czytelników, cy cóś? 😊) zmieni się jeszcze i wreszcie zostanę ojcem, na co czekam już od dawna i co jak na razie jeszcze się nie ziściło. Ale - jak to się mówi - całe życie jechałem na boskim farcie (że tak nazwę to, w jaki sposób my, ludzie jesteśmy w stanie kształtować i porządkować sobie rzeczywistość), więc wierzę że i to się wreszcie ziści. W każdym razie tak w ramach pięciolecia istnienia bloga, przypominając o jego istnieniu, otwieram sobie butelkę łyskacza i wznoszę toast za tych czytelników, którzy wciąż jeszcze ze mną pozostali.



NA ZDROWIE!




poniedziałek, 31 grudnia 2018

SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO 2019 ROKU!!!

NIECH "PRZEBUDZONE DOBRO" CZUWA

NAD WAMI WSZYSTKIMI





Szczęścia życzę wszystkim Czytelnikom tego bloga (dodałbym też i "zdrowia" - ale ktoś mi kiedyś uzmysłowił że na Titanicu przecież też wszyscy byli zdrowi, zabrakło im tylko szczęścia 😉), wszystkim moim Rodakom i wszystkim Ludziom na całym świecie. Wierzmy że ten nadchodzący 2019 r. będzie lepszy niż poprzedni. Że Przebudzone Dobro w osobie narodzonego cieśli z Nazaretu dopomoże nam odmieniać ten świat, pełen zła i cierpienia, głupoty, bzdur, terroru i nienawiści. A przynajmniej odmienić go w niektórych ludzkich sercach i umysłach. Życzę też wam wszystkim przede wszystkim rozwagi i mądrości (o co zawsze, prócz próśb o opiekę nad Ojczyzną staram się prosić Stwórcę w modlitwach, jakie w swym sercu i umyśle staram się odmawiać), gdyż bez wątpienia czekają nas jeszcze ciężkie próby, które będziemy musieli jakoś rozwiązać, jakoś je pokonać, ale też wszystko co nas nie zabije, to z pewnością nas wzmocni - każde złe doświadczenie bowiem wzmacnia nas na naszej drodze (zarówno tej - tu na Ziemi, jak i Tamtej). Dlatego też będąc dobrej myśli na przyszłość pragnę raz jeszcze złożyć wszystkim Wam najserdeczniejsze życzenia:


SZCZĘŚLIWEGO, NOWEGO 2019 ROKU
 






 "Dziewięćset sześćdziesiąt sześć - to był pamiętny rok 
Inne gdzieś przepadły, okrył je historii mrok. 
Gall Anonim spisał to, co najważniejsze jest 
Mieszko - książę Polan - przyjął chrzest! 
Dziesięć i pól wieku przeminęło tak jak myśl, 
Dzisiaj - to już wczoraj, jutro się zamienia w dziś 
Tyle się tu wydarzyło, tyle zabrał czas, 
Lecz to jedno pozostało w nas! 

Ref. Ja wierzę! Mocno wierzę! Jak rycerze - ci sprzed lat. 
Wiarą świętą, jak "Orlęta", jak żołnierzy naszych kwiat. 
Moja wiara - pieśń prastara, jest mi tarczą. To mój miecz! 
W niej Ojczyzna, krew i blizna, Pospolita Wielka Rzecz.

 Pod Legnicą Bóg nas chronił - i choć brakło szans,
Książę Henryk II wstrzymał Dżingis Chana marsz. 
Na grunwaldzkim polu odprawiono kilka mszy. 
Tam Krzyżakom wyrwaliśmy kły! 
 Szwedzki potop nie zatopił Częstochowy bram; 
Ostał się Czarniecki, ale czuwał nad nim Pan. 
Z Marią na sztandarach król Sobieski Turka zmiótł! 
Klęska bolszewików to był cud! (nad Wisłą) 

Ref. Ja wierzę! Mocno wierzę! jak rycerze - ci sprzed lat. 
Wiarą świętą, jak "Orlęta", jak żołnierzy naszych kwiat. 
Moja wiara - pieśń prastara Jest mi tarczą. To mój miecz! 
W niej Ojczyzna, krew i blizna, Pospolita Wielka Rzecz.

Wichry wojny nas miotały, spowijała noc,
Jedne państwa stąd znikały, inne rosły w moc. 
Siła i bogactwo na nic, gdy upadnie duch; 
Wiarą silny - mocny jest za dwóch. 
 Przetrwaliśmy czas rozbiorów, i brunatne zło. 
Komunistów i lewaków. Genderowe dno. 
Od dżihadu ocalimy świat kolejny raz,
Tylko Panie miej w opiece nas!"






ACT 447 IS NOT APPLICABLE AND NEVER

WILL APPLY TO POLAND