Łączna liczba wyświetleń

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą PAPIESTWO. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą PAPIESTWO. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 11 maja 2025

ZJEDNOCZENIE PRUS I INFLANT Z POLSKĄ - Cz. XXI

POCZĄWSZY OD PIERWSZEGO SPORU POLSKO-KRZYŻACKIEGO (1309-1310), AŻ PO WŁĄCZENIE INFLANT DO RZECZPOSPOLITEJ (1558-1561)





KONRAD I MAZOWIECKI 
Cz. XXI
(RETROSPEKCJA)




 Rok 863 to również czas drugiego buntu Karlomana - najstarszego syna Ludwika II "Niemca" - przeciwko swemu ojcu. Dążący do niepodzielnej władzy Karloman, chciał  pozbyć się ojca i nie tylko uniezależnić prowincję którą władał - czyli Karyntię (zwaną wówczas Karantanią), ale przede wszystkim zdobyć koronę Królestwa Franków Wschodnich. Ludwik II z ciężkim sercem ponownie musiał wyprawić się przeciwko swemu synowi. Karlomana zdradził i opuścił hrabia Gunakar, który otworzył jego ojcu drogę do Karyntii, poddając gród Schwarzafurt leżący przy przełęczy Semmering (uzyskał za to tytuł margrabiego), a to spowodowało że nieprzygotowany jeszcze do walki Karloman musiał ponownie przed ojcem kapitulować. Ponownie złożył więc przysięgę wierności, le cz tym razem ojciec był bardziej czujny i umieścił go w areszcie domowym w Ratyzbonie (skąd wkrótce potem ucieknie i... wznieci trzeci bunt 🤭). Drugi zaś syn Ludwika "Niemca" Ludwik III zwany "Młodszym", na razie też dotrzymał ojcu wierności (zbuntuje się dopiero w 866 r.). W drugim buncie Karlomana również poparł go władca Wielkich Moraw - Rościsław I co ponownie zagrażało wschodniofrankijej dominacji na Wschodzie, ale okazało się że Morawianie wcale nie są najgorszą zmorą, z jaką mogli spotkać Frankowie. Oto bowiem w roku 863 po raz pierwszy w historii na Królestwo Franków Wschodnich (czyli ziemie dzisiejszych Niemiec) swój najazd skierowali Madziarzy. Jest to pierwszy poświadczony historycznie najazd tego przybyłego z Azji plemienia, które realnie osiądzie w Europie (na nizinie węgierskiej) dopiero w roku 896 (w Monarchii Austro-Węgierskiej, a raczej w samym Królestwie Węgier w roku 1896 obchodzono 1000-lecie węgierskiej bytności w Europie). Madziarzy zachowywali się niczym Hunowie, Normanowie a nawet Saraceni, niszczyli na swej drodze wszystko, co napotkali. Był to jednak dopiero przedsmak tego, co czeka Europę w pierwszej połowie X wieku, gdy węgierskie zagony dotrą do Italii i Burgundii (a nawet do północnej Hiszpanii i dopiero klęska w bitwie nad rzeką Lech w Bawarii {notabene skąd się wzięła lechicka nazwa rzeki w tamtym "germańskim" kraju 🤔}, położyła kres węgierskim najazdom i pozwoliła ucywilizować to plemię, które jako pierwsze - przed nami - stało się królestwem, gdyż już w roku 1001 {ponoć Węgrzy mieli ukraść koronę, która pierwotnie była przeznaczona przez papieża Sylwestra II dla Bolesława Chrobrego).




Problemów nie brakowało również bratu Ludwika "Niemca" Karolowi II "Łysemu". Najbardziej palącym z nich, była obecnie kwestia Normanów, osiadłych na wyspie Oissel, na Sekwanie. Nijak nie można było się ich stamtąd pozbyć, tym bardziej że spodobała im się praktyka wymuszania okupu w zamian za spokój i ułudę bezpieczeństwa. Jedyne do czego doprowadził Karol, to zabezpieczenie tego terenu na tyle, aby ataki Wikingów nie były zbyt dokuczliwe i nie rozlewały się zbyt daleko poza Sekwanę, przeto na południe od tej rzeki obroną regionu dowodził Robert Mocny - późniejszy założyciel rodu Robertyngów, którzy na krótko przejmą królewską władzę we Francji; na północy zaś obroną dowodził Baldwin "Żelazne Ramię" z Flandrii (choć jego ród wywodził się pierwotnie ze środkowej Nadrenii i Alzacji. W Królestwie Lotaryngii zaś Lotar II cierpiał z powodu wymuszonego (przez papieża Mikołaja I i poniekąd również swych stryjów Ludwika "Niemca" i Karola "Łysego") rozstania ze swą ukochaną Waldradą i ponownego przyjęcia na dwór swej małżonki Teutbergi. Już wkrótce jego miłość do nałożnicy (która urodziła mu syna z którego on chciał uczynić swego następcę) stanie się silniejsza niż papieski zakaz i ponownie przywoła ją do siebie, a oddali  Teutbergę, czym ponownie rozpęta małżeński konflikt (865 r.). W Królestwie Italii cesarz Ludwik II (zwany pogardliwie przez Hinkmara - arcybiskupa Reims i sojusznika Karola Łysego - "cesarzem Italii") kontynuuje swoją pracę objeżdżania królestwa i osobistego rozwiązywania spraw ludu. Dodatkowo miał on problem ze swoimi możnowładcami, a szczególnie z dążącym ku suwerenności księciem Benewentu Radelchisem (który tytułował się księciem Longobardów i był nadzieją tych wszystkich, którzy widzieli odrodzenie Italii w wypędzeniu stamtąd Franków). Aby osłabić władzę Benewentu, dzięki osobistej interwencji Ludwika II Italskiego jeszcze w 844 r. powstało księstwo Salerno, które zarówno w walce z Radelchisem jak i Saracenami z Bari, Brindisi i Tarentu, a także muzułmańskimi korsarzami z Sycylii, musiało orientować się właśnie na pomoc Ludwika. Podobnie jak rządzący Kapuą (leżącą w księstwie Benewentu) Gastaldowie (notabene starożytna Kapua, miasto w którym w 73 r. p.n.e. swe sławne powstanie wzniecił Spartakus, zostało całkowicie zniszczone przez Saracenów w roku 841 i ród Gastaldów odbudował nową Kapuę nad Volturno). Najwięcej jednak problemów sprawiają Saraceni z Bari (miasto to opanowali w roku 841, zaś Brindisi i Tarent w 840). Ich ciągłe wypady powodują, że tamtejsze klasztory są nieustannie grabione, albo muszą się opłacać muzułmanom. Pierwsza kampania zorganizowana przez Ludwika II przeciwko Bari w latach 851-852 zakończyła się fiaskiem, do drugiej dojdzie w roku 866, w czasie której cesarz wezwie pod swe sztandary wszystkich wolnych i zdolnych do noszenia broni mężczyzn w Italii. Ta kampania też nie przyniesie sukcesu, ale nieustanne walki trwające przez kolejne pięć lat, w roku 871 zaowocują zdobyciem Bari przez italskich chrześcijan.




W styczniu roku 863 w Królestwie Burgundii umiera prawie 18-letni najmłodszy syn Lotara I - Karol Prowansalski. Ten młody chłopak (cierpiący na epilepsję) nie tylko nie zdążył spłodzić potomstwa, ale również realnie nigdy nie rządził swym królestwem.
Czynił to w jego imieniu hrabia Girard, który był prawdziwe władcą Burgundii. W roku 861 ów były hrabia Paryża, a obecnie hrabia Vienne, pan Avallonu, Vézelay i Pothiéres zwyciężył pod Camarque Wikingów, którzy dotarli aż do Arles. Ów potężny możnowładca (żonaty z Bertą - córką Hugona Trwożliwego z rodu Eutychonidów) i mający oparcie w Rzymie u samego papieża Mikołaja, dąży do zjednoczenia Burgundii z Lotaryngią, tak, aby ponownie (jak za czasów Lotara I) połączyć ze sobą dolinę Rodanu i dolinę Renu, umożliwiając tym samym odrodzenie handlu w tym regionie. Jednak jego plany podporządkowania Burgundii Lotarowi II, wywołują sprzeciw cesarza Ludwika II Italskiego (który dotąd pomagał bratu w kwestii jego rozwodu z Teutbergą, a nawet rozpoczął marsz na Rzym - o którym pisałem w poprzedniej części). Ludwik bowiem również pragnie dostać swoją "działkę" po najmłodszym z braci. Ale oto pojawia się kolejny trzeci, konkurent w postaci Karola Łysego, który najeżdża Burgundię (863 r.) pragnąc przyłączyć ją do Królestwa Franków Zachodnich. Jego interwencja jednak kończy się fiaskiem (dociera tylko do Mačon) i musi zawrócić niczego nie zyskawszy. Wiedząc jednak że Burgundia może być teraz przedmiotem kolejnych wojennych zabiegów braci i stryjów zmarłego króla Karola, Girard postanawia rozwiązać tę sprawę raz na zawsze (oczywiście również z korzyścią dla siebie) i zaprasza obu braci na wielki zjazd do swego pałacu Mantaille, nieopodal Vienne. W wyniku tego spotkania (863 r.) Burgundia zostaje podzielona na dwie części: część zachodnia (z Lyonem, Vienne i Grenoble) przypada w udziale Lotarowi II a rządzi nią dalej Girard; część wschodnia zaś (Arles, Aix, Embrun) zostaje przyłączona do Królestwa Italii Ludwika II (jednak cesarz, tak bardzo pochłonięty sprawami swego królestwa, nigdy nie odwiedzi tych ziem, w zasadzie cały okres po roku 863 spędzając na południu Italii, gdzie organizuje albo obronę, albo też ataki na Saracenów z Bari Tarentu czy Brindisi).

Nadchodzi rok 864 i od razu wybucha wielki skandal związany z usuniętymi biskupami Kolonii i Trewiru - Guntara i Teutgauda (o których pisałem w poprzedniej części). Oto bowiem oni (wraz z również wyrzuconym ze swego biskupstwa Hilduinem z Cambrai) nie zyskawszy nic na interwencji Ludwika II Italskiego w Rzymie, postanawiają sami wziąć sprawy w swoje ręce i przy akompaniamencie jawnych złorzeczeń na papieża Mikołaja I ("podstępny tyran") zebrawszy przy sobie grupę zbrojnych (a raczej wydaje się zwykłych rzeźmieszków) na grobie św. Piotra na Lateranie piszą ordynarny list do papieża, którego pierwsze słowa rozpoczynają od: "Słuchaj, panie papieżu, Mikołaju...!" Wywołują tym ogromny skandal, a ponieważ cały czas są w Rzymie, papież nakazuje ich aresztowanie. Oni jednak zabijają jednego ze strażników który przyszedł ich aresztować, a pozostałych zmuszają do złożenia broni, a następnie zasileni ich mieczami, uciekają z miasta. Od tej pory żyli jak wygnańcy i zbiedzy (choć oczywiście słali listy do królów - głównie Ludwika II Italskiego, w których prosili o wsparcie we własnej sprawie, lecz zawsze bezskutecznie) i zmarli też na wygnaniu w Italii (Teutgaud w 868 r. a Guntar w 871 r.). Na północy, w Bawarii zbiegły ze swego aresztu domowego w Ratyzbonie Karloman, ponownie wznieca trzeci już bunt przeciw swemu ojcu (861, 863, 864) -  Ludwikowi II "Niemcowi". Ponownie też kończy się on fiaskiem, ale po raz trzeci ojciec wybacza swemu wyrodnemu synowi. W tym samym czasie, w miejscowości Tulln nad Dunajem, dochodzi do spotkania Ludwika II "Niemca" z carem Bułgarów - Borysem I. Spotkanie to ma dwa cele. Pierwszym i najważniejszym jest zawiązanie sojuszu z Bułgarami w planowanej inwazji na państwo Wielkich Moraw Rościsława I; drugim celem zaś jest przygotowywana już przez duchowieństwo bawarskie misja chrystianizacji Bułgarii. Wielka ofensywa Ludwika II przeciwko Morawianom, rusza w sierpniu 864 r. właśnie z obozu pod miastem Tulln (jest to bowiem obszar na którym znajdują się  dawne rzymskie drogi, ułatwiające szybki przemarsz wojsk). Celem tej inwazji był podbój Wielkich Moraw i zamiana tego słowiańskiego kraju we frankijską marchię. Uderzenie następowało od południowego-wschodu, ale Rościsław nie zdecydował się na przyjęcie walnej bitwy i wycofał się do twierdzy Devin (koło Bratysławy), gdzie został oblężony i gdzie musiał przyjąć warunki Ludwika II. Wielkie Morawy ponownie więc stawały się wasalem Cesarstwa, a książę zobowiązywał się "wiernie dochować wierności królowi". Sukces Ludwika "Niemca" był jednak tak krótkotrwały, jak jego kampania. Po wycofaniu się wojsk frankijskich z Moraw, Rościsław ponownie zrzucił wszelką zależność od Franków. Dodatkowo w tym właśnie czasie na Morawy przybyło dwóch misjonarzy z Konstantynopola: Cyryl (Konstantyn) i Metody. A od tej właśnie chwili my również powracamy nad Bosfor.




Jak już wcześniej wspominałem w jednej z wcześniejszych części tej serii, Morawianie przyjęli chrzest od Franków Wschodnich w roku 831 (a konkretnie z Bawarii, ustanawiając jednocześnie podległość diecezjalną - a co za tym idzie również polityczną - arcybiskupstwu w Ratyzbonie), gdy biskup Reginhart miał ochrzcić "wszystkich Morawian". Przez lata jednak, w wyniku ciągłych niepokojów i jawnych wojen morawsko-frankońskich wzrastała wśród słowiańskiego ludu niechęć wobec duchowieństwa bawarskiego, które ostatecznie zostało usunięte z wielkich Moraw w latach 853-854. Do dziś jednak pokutuje przekonanie, że usunięcie kleru frankijskiego (głównie bawarskiego, ale silne są również wpływy Iro-Szkotów na chrystianizację Morawian,) i przyjęcie chrztu z Konstantynopola za przykładem ojców misjonarzy Cyryla i Metodego, związane było z niechęcią odprawiania przez duchownych frankijskich mszy świętej w języku starosłowiańskim. Nie jest to prawda i pisałem już o tym wcześniej, gdyż Frankowie w celu chrystianizacji Słowian (a głównie Morawian) założyli co najmniej trzy ośrodki misyjne w których uczono języka starosłowiańskiego i w tym właśnie języku odprawiano liturgię. Były to miejscowości: Tulln, Maria Saal i Mosaburg (w Tulln mieściła się również sławna biblioteka Madalwina, stanowiącą bazę wykładowczą dla działającej tam szkoły nauki języka starosłowiańskiego). Dlatego też twierdzenie że Morawianie nie mogli odprawiać mszy w swem własnym języku, tylko w języku staro-dolnoniemieckim, jest fałszywe. Dlatego też wypędzenie duchowieństwa frankijskiego z Wielkich Moraw i przyjęcie misjonarzy bizantyjskich, związane było przede wszystkim z polityką, czyli z niechęcią podporządkowania się zarówno arcybiskupstwu w Ratyzbonie jak i bezpośrednio królowi Ludwikowi II "Niemcowi". Zagrożenie ze strony Konstantynopola było niewielkie, dlatego też wybranie tamtej drogi misyjnej, chociaż Rościsław I szukał dróg porozumienia z Papiestwem już od roku 854/855, kiedy wysłano pierwsze morawskie poselstwo do Rzymu. Papież Mikołaj I jednak zwodził Morawian, niechcąc udzielić im jasnego wsparcia, lub też potępić za usunięcie frankijskiego kleru. Ostatnie poselstwo Rościsława przybyło do Rzymu w roku 861, potem stracono nadzieję na jakiekolwiek pozytywne rozwiązanie w tej kwestii.




W 863 r. na dwór cesarza Michała III w Konstantynopolu zjawiło się poselstwo Morawian, prosząc władcę Rzymian (mówiących po grecku 😉) o przysłanie im... i tutaj dokładnie nie wiadomo czy Rościsław prosił o przesłanie im "biskupa i nauczyciela", czy tylko z samego "nauczyciela" - gdyż opinie na ten temat są bardzo różne. Wydaje się jednak że to pierwsze, gdyż Rościsławowi bardziej zależało na przysłaniu osoby posiadającej wyższe święcenia duchowne, który byłby w stanie wyświęcić lokalnych kapłanów, którymi to możnaby było zastąpić duchownych z kraju Franków. Oczywiście warunkiem koniecznym była również znajomość języka słowiańskiego, aby mogli się swobodnie porozumiewać z wiernymi. Cesarz Michał jednak postanowił wysłać na Morawy nie biskupa, ale dwóch braci, którzy nie posiadali jeszcze święceń kapłańskich (Konstantyn był diakonem, a Metody mnichem). Pytanie dlaczego cesarz nie zdecydował się na wysłanie tam biskupa, wydaje się dosyć oczywiste - Morawy leżały daleko na północy, poza obrębem diecezjalnych wpływów Konstantynopola, natomiast bezpośrednio w sferze wpływów arcybiskupstwa bawarskiego, gdyby więc posłano tam biskupa, doszłoby do bezpośredniego zatargu nie tylko z duchowieństwem bawarskim, ale również z Rzymem. Natomiast wysłanie dwóch kleryków było najbardziej optymalną opcją, cesarz bowiem w każdej sytuacji umywał ręce, a jednocześnie zyskiwał na tym politycznie (Morawy wchodziły - choć nieoficjalnie a realnie - w obszar wpływów Konstantynopola). Ponieważ dodatkowo zarówno Konstantyn jak i Metody uzyskali poparcie papieża dla swej misji w kraju słowiańskim dzięki "odnalezieniu" na Chersonezie szczątków jednego z pierwszych papieży - św. Klemensa i wysłaniu ich do Rzymu, gdzie służyły za relikwie; przeto zgoda została udzielona i można było ruszać w daleką i niebezpieczną podróż. Obaj bracia misjonarze ruszyli w pierwszej połowie roku 864, a ich podróż trwała ok. 7 tygodni. Przebyli 1700 km na trasie Konstantynopol-Serdica-Nisz-Belgrad-Sirmium-Carnuntum. Tam też rozpoczęła się ich trzyletnia misja chrystianizacyjna, która przyniosła nadspodziewane efekty. Przez te trzy lata Konstantyn (zwany Cyrylem) i Metody wyświęcili więcej kapłanów spośród Słowian morawskich, niż duchowni bawarscy przez ponad 20 lat swej posługi kapłańskiej. Do tej sprawy jeszcze powrócimy, a tymczasem wróćmy do Konstantynopola.




O ile książę Rościsław Morawski wolał Bizantyjczyków od Franków, o tyle (panujący od 852 r.) car Bułgarów - Borys I wolał przyjąć chrześcijaństwo z Rzymu, a nie z Konstantynopola. Co prawda Borys jeszcze w 863 r wysłał poselstwo do Konstantynopola deklarując iż pragnie przyjąć stamtąd chrzest, pod warunkiem jednak, że zarówno patriarcha Focjusz jak i cesarz Michał zgodzą się na utworzenie niezależnej od Konstantynopola diecezji Kościoła bułgarskiego. Focjusz (który sprawował swój patriarchat od grudnia 858 r. wcześniej bowiem był człowiekiem świeckim, dlatego też na szybko, tuż przed Bożym Narodzeniem roku 858 musiał przyjąć wszystkie święcenia kapłańskie) co prawda wysłał do Pliski biskupa z misją nawracania Bułgarów na chrześcijaństwo, to jednak nie zgodził się na oddzielną metropolię diecezjalną. Car Borys podziękował więc mu za przybycie i nakazał wracać z powrotem, a sam wysłał poselstwo do Rzymu, do papieża Mikołaja, prosząc o przesyłanie misjonarzy, a jednocześnie o zgodę na autokefalię. Papież oczywiście zgodził się wysłać biskupów do Bułgarii, ale ze zgodą na utworzenie samodzielnej diecezji bułgarskiej wstrzymywał się. Trwało to kilka miesięcy i nadszedł rok 864, a do Bułgarii nie przybył jeszcze żaden biskup, ani mnich z Rzymu. Mimo to sam fakt zgody na wysłanie swego przedstawiciela przez papieża do Bułgarii, którą Konstantynopol bezpośrednio uważał za swoją strefę wpływów zarówno politycznych jak i misyjnych, wzbudził niezadowolenie w Konstantynopolu. Wspólnie cesarz i patriarcha postanowili więc przeprowadzić wielką demonstrację wojskową, która w przypadku niepowodzenia miała zakończyć się inwazją na Bułgarię, a ponieważ armia bizantyjska w tym właśnie okresie zaczęła ponownie przeżywać swoje odrodzenie, przeto nie były to jedynie czcze pogróżki. Dowodem tego była kampania roku 863, podczas której to emir Melitene - Omar (działając za zgodą i wiedzą kalifa al-Mustaina) przedsięwziął wielką inwazję na Anatolię. Pomocy udzieliły mu liczne formacje mnichów wojowników zwanych paulicjanami (o których już kiedyś pisałem w tym temacie) a którymi w tamtym czasie przewodził niejaki Karbeas. Był on niegdyś bizantyjskim oficerem, który jednak porzucił służbę w armii i zbiegł do Kalifatu po tym, jak na rozkaz cesarzowej Teodory (matki Michała III) rozpoczęto w roku 843 wielkie prześladowania heretyków (głównie paulicjan) zakończone wymordowaniem większości z nich (reszta uciekła na Wschód). Podczas tych rzezi zginął również ojciec Karbeasa, który był paulicjaninem. W Kalifacie (a raczej w emiracie Melitene) Karbeas napotkał dwa rozproszone siedliska paulicjan, złożone z mnichów wojowników - w Argaoun i Amarze. Szybko zdobył nad nimi kontrolę, a następnie wyprowadził ich w górę Eufratu, do miejscowości Tefrike - gdzie założono nową siedzibę Zakonu i wzniesiono potężną twierdzę. Emirowie Melitene pozwalali paulicjanom przebywać na swym terytorium, gdyż wykorzystywali ich podobnie jak mrówki mszyce, do ataków na Bizancjum. Karbeas miał też bardzo dobre stosunki z emiratem (mówiło się nawet, że potajemnie przeszedł na islam). W czasie inwazji na Anatolię z roku 863 paulicjanie byli jedną z kluczowych formacji armii emira Omara z Melitene.


CESARZOWA TEODORA



Inwazja ta rozpoczęła się nadzwyczaj dobrze dla muzułmanów. Spustoszyli oni tem Armeniakon - biorąc tam licznych jeńców, a następnie zdobyli potężną twierdzę, leżącą nad brzegami Morza Czarnego - Amisos. Następnie skierowali się dalej na zachód, ale na granicy temu Paflagonii, drogę zastąpiła im armia rzymska (bizantyjska) dowodzona przez Petronasa - stryja cesarza Michała III i młodszego brata realnie władającego wówczas Cesarstwem Bardasa. Tam właśnie, 3 września 863 r. w bitwie pod Lalakon w pobliżu Kastamonu, armia rzymska pokazała swoją odnowioną skuteczność bojową (po latach zastoju), zadając muzułmanom z emiratu Melitene i paulicjanom całkowitą klęskę. W bitwie polegli zarówno Karbeas jak i emir Omar, a Bizantyjczycy odzyskali wszystkie łupy i jeńców wcześniej pochwyconych (w tym oczywiście miasto Amisos). W bitwie tej poległo wielu mnichów wojowników paulicjan, a bitwa pod Lalakon jest punktem zwrotnym w dziejach Bizancjum, gdyż od tej chwili zaczyna się ich kontrofensywa we wszystkich kierunkach, zarówno przeciwko Kalifatowi, jak i Bułgarom, Słowianom czy Saracenom w Italii (swoją drogą jako ciekawostkę dodam, że gdy Bolesław I Chrobry zdobył Kijów w 1018 r. to wysłał list do cesarza bizantyjskiego Bazylego II Bułgarobójcy do Konstantynopola, w którym zapowiadał że jeśli cesarz nie złoży mu hołdu, to ruszy na Konstantynopol, zdobędzie miasto i sam koronuje się na cesarza). Bizantyjczycy przystąpili więc do ofensywy i wkroczyli na ziemie Kalifatu, gdzie w listopadzie tego samego 863 r. w bitwie pod Mayafaraqin rozbili armię muzułmańską dowodzoną przez Ali ibn-Jahię "Ormianina" (byłego chrześcijanina który przyjął islam) i Ostikana z Azerbejdżanu (a w zasadzie to z temu Armeniakon), którzy dostali się do niewoli, a następnie - wzorem dawnych rzymskich wodzów - szli w triumfalnym marszu Petronasa przez ulice Konstantynopola, a następnie z rozkazu cesarza Michała III zostali straceni.  Paulicjanie zaś wybrali sobie na nowego przywódcę Chryzocheirosa, który był równie zaprawionym w boju wojownikiem jak i wodzem. Po tej kampanii Kalifat został skutecznie spacyfikowany na przynajmniej kilka lat, dlatego też można było przeprowadzić demonstrację wojskową przeciwko Bułgarom na północy.




CDN.

sobota, 26 kwietnia 2025

ZJEDNOCZENIE PRUS I INFLANT Z POLSKĄ - Cz. XX

POCZĄWSZY OD PIERWSZEGO SPORU POLSKO-KRZYŻACKIEGO (1309-1310), AŻ PO WŁĄCZENIE INFLANT DO RZECZPOSPOLITEJ (1558-1561)





KONRAD I MAZOWIECKI 
Cz. XX
(RETROSPEKCJA)






 Powracającemu (z końcem 860 r.) z Królestwa Franków Zachodnich (które zajął na swym bracie Karolu II "Łysym") po prawie dwuletniej nieobecności we własnej domenie, Ludwik II "Niemiec" zastał tutaj sytuację, której się nie spodziewał. Mianowicie jego 30-letni syn Karloman (władający dotąd Bawarią i Karyntią), bardzo szybko wszedł w buty króla Franków Wschodnich i to na tyle skutecznie, że powrót ojca nie był mu na rękę. Poślubiwszy córkę bawarskiego hrabiego Ernesta ("pierwszego wśród możnych") i mając wsparcie opata Waldo, Karloman postanowił usunąć ojca z tronu i sam koronować się na nowego króla wschodniej domeny Franków. Zebrawszy liczne wojsko, wiosną 861 r. ruszył na południowy-wschód, odbierając ojcu znaczne tereny aż do rzeki Inn. Nie był jednak w stanie opanować całego kraju, a i Ludwik "Niemiec" niezbyt chętnie pragnął walczyć ze swym pierworodnym. Zdając sobie sprawę że niczego więcej nie wskóra, późną wiosną 862 r. Karloman postanowił pojednać się z ojcem na zasadzie ponownego złożenia mu przysięgi wierności, a jednocześnie zatrzymał przy sobie wszystkie nabytki terytorialne, jakie uzyskał w trakcie swojego buntu. Dzięki temu sama Bawaria znacznie poszerzyła się terytorialnie. W tym buncie przeciwko ojcu wspierał Karlomana i hrabiego Ernesta książę Wielkich Moraw - Rościsław, dzięki czemu Karloman (jeszcze w 860 r.) wydał w jego ręce - ukrywającego się dotąd w Bawarii - obalonego władcę Nitry - Prywinę (którego Rościsław kazał zamordować, chociaż istnieją też przekazy że Priwina, dowiedziawszy się o zdradzie Karlomana i zamiarze wydania go w ręce Rościsława, uciekł, lecz szybko dopadła go pogoń i wówczas zginął w walce. Nie wiadomo jaka wersja jest prawdziwa, lecz fakt pozostaje bezsporny - Priwina stracił wówczas życie). Teraz następstwo nitrzańskiego stolca przeszło w ręce (również ukrywającego się u Franków) syna Prywiny - Kocela. Natomiast hrabia Ernest i jego bracia: Uton i Berengar (a także opat Waldo) utracili swoje ziemie i musieli ratować się ucieczką na Zachód, do Karola Łysego.

Gdy jeden bunt został zażegnany, nagle okazało się że... wybuchł drugi, gdyż oto zarządzający (w imieniu ojca oczywiście) wschodnią Frankonią, Saksonią i Turyngią, młodszy syn Ludwika Niemca - Ludwik III, pozazdrościł bratu separatystycznych ciągotek i postanowił owe prowincje też  wykroić spod władzy swego królewskiego ojca (862 r.). Jednak po porozumieniu się Karlomana z ojcem, znalazł się Ludwik III w nieciekawej sytuacji i natychmiast zrezygnował z planów suwerennościowych, udał się do ojca, padł przed nim na kolana i  podobnie jak starszy brat złożył mu przysięgę wierności (byle tylko zachować władzę nad zarządzanymi przez siebie prowincjami). Cóż, można powiedzieć że Ludwik Niemiec nie miał szczęścia do synów, którzy albo chcieli pozbawić go władzy i usunąć w cień (najlepiej do jakiegoś klasztoru), albo wykroić sobie swoje własne domeny 🥴. Również szczęścia do własnych synów nie miał młodszy brat Ludwika Niemca, Karol II Łysy, który zarządzał Królestwem Franków Zachodnich (czyli ziemiami dzisiejszej Francji). Jego najstarszy (urodzony w 846 r.) syn Ludwik, był dzieckiem niezwykle wrażliwym i delikatnym, często też zapadał na zdrowiu. Szybko też się denerwował (szczególnie gdy miał podjąć jakąś decyzję,) a gdy to następowało, zaczynał się jąkać, co spowodowało że przeszedł do historii pod nazwą Ludwika Jąkały. Młodszy od niego o rok, Karol zwany Dzieciątkiem, był szalony (stało się to zapewne w wyniku odniesionej jeszcze we wczesnym dzieciństwie rany mieczem, co kompletnie pomieszało mu zmysły). Ojciec co prawda uczynił go księciem Akwitanii, ale realnie ani tam nie panował, ani też nie podejmował żadnych decyzji, nawet tych, dotyczących siebie samego. Trzeci, urodzony ok. 848 r. syn Karola Łysego - Lotar, był natomiast kulawy, co spowodowało że ojciec przeznaczył go do stanu duchownego. Jedynym zdrowym synem Karola Łysego był jego czwarty,  najmłodszy potomek - Karloman (urodzony ok. 849 r.) który jednak również musiał przywdziać strój zakonny i w 860 r. (w wieku zaledwie 12 lat) został opatem klasztoru Świętego Medarda (bardzo mu to jednak nie pasowało i gdy tylko trochę podrośnie zbierze wokół siebie różnych rzeźmieszków i zbójców, stanie na ich czele i stworzy z nich prawdziwą łotrowską bandę, a następnie zbuntuje się przeciwko ojcu i wypowie mu posłuszeństwo).




Po odzyskaniu władzy nad domeną zachodnią (860 r.)Karol Łysy musiał wprowadzić tutaj nowe porządki, usunąć ludzi którzy wypowiedzieli mu posłuszeństwo i poparli jego brata Ludwika Niemca, a poprzeć tych, co do których mógł mieć zaufanie. Mając oparcie w arcybiskupie Reims Hinkmarze, Karol Łysy początkowo-planował zrobić totalną czystkę wśród możnych którzy go zdradzili. Ostatecznie jednak postanowił ukarać zaledwie kilku dla przykładu, a większości przebaczyć, gdyż w przeciwnym razie taki bunt mógł się bardzo szybko ponownie powtórzyć. Problem stanowiły dwie prowincje: Akwitania i Bretania. W tej pierwszej (wypuszczony z klasztoru Świętego Medarda) bratanek Karola - Pepin II Akwitański, miał znaczne poparcie zarówno możnych jak i ludu. Co prawda był to król obecnie bardziej "partyzancki" (gdyż często zmieniał miejsce pobytu, aby tylko ponownie nie wpaść w ręce swego wuja), mimo to dla Karola jego obecność była niezwykle dokuczliwa (samą bowiem swą obecnością podważał władzę Karola Łysego nad Akwitanią). Dodatkowo największym miastem Akwitanii - Tuluzą zarządzał ród Rajmundytów (hrabia Rajmund dowodził obroną miasta przed wojskami Karola Łysego w roku 844 - o czym już pisałem), który lawirował pomiędzy wiernością Karolowi a Pepinowi (raczej wspierał tego drugiego). Septymanią zarządzał hrabia Bernard "Kosmata Stopa" (miał bowiem niezwykle owłosione nogi) marzący o niezależności i oderwaniu się od domeny Karola Łysego. Owernią zarządza inny Bernard (łącznie w tym czasie było 11 hrabiów o tym imieniu, co bardzo komplikuje rozróżnienie który naprawdę zarządzał jakimi ziemiami). Wszyscy oni myślą tylko o tym, jak tu ostatecznie uniezależnić się od wnuka Karola Wielkiego i przestać uznawać go za swego króla. Karol usuwa kilku wielmożów, aczkolwiek czyni to niezwykle delikatnie, aby nie sprowokować kolejnego buntu możnych (np. ród Rorgonidów traci swoje wpływy jedynie na parę lat). oficjalnie przebacza Robertowi Mocnemu (założycielowi rodu Robertyngów) którego w 861 r. mianuje diukiem ziem pomiędzy Sekwaną a Loarą, z zadaniem obrony tych terenów przed atakami Normanów i Bretończyków. W ogóle całe Królestwo podzielone jest na większe i mniejsze mini domeny, zarządzane przez poszczególne rody, a Karol jako wasal musi znaleźć złoty środek żeby ponownie nie zrazić do siebie swoich lenników.




Na odcinku bretońskim zaś udało się Karolowi dojść do porozumienia z królem Erispoë i wydać swego syna Ludwika Jąkałę za córkę tego władcy. Niestety Bretończykom nie w smak była ugoda z Frankami i w 857 r. Erispoë zostaje przez nich zamordowany, a władzę obejmuje jego krewniak - Salomon, który prowadzi anty-frankońską politykę, spiskując z możnymi Królestwa, którzy gotowi byliby podjąć się ponownej próby obalenia Karola Łysego. Udało mu się przekabacić na swoją stronę również syna Karola - Ludwika Jąkałę (który przebywał wówczas w Bretanii jako mąż córki Erispoë). W 861 r. wybucha więc kolejna wojna frankońsko-bretońska (przy czym Ludwik Jąkała walczy po stronie Bretończyków przeciwko swemu ojcu). Wojskami Franków dowodzi (wspomniany wyżej) Robert Mocny, któremu udaje się pokonać Bretończyków w kilku starciach. Zapomnieć o sobie nie dają również Wikingowie z Oissel (wyspa na Sekwanie z której od 858 r. zrobili swoje mini państewko). Dokonują kolejnych ataków, podpaleń i zniszczeń. Atakują głównie klasztory, ale także domy wielmożów (podczas jednego z takich ataków uprowadzają świeżo poślubioną żonę pewnego hrabiego, który zdążył wcześniej uciec, a następnie każą mu zapłacić za nią ogromną kwotę. Ten musi się zapożyczyć u krewnych, gdyż nie ma takiej sumy, a gdy ostatecznie gdy dochodzi do transakcji i odzyskuje swoją małżonkę, wkrótce porzuca ją, oskarżając że w tym czasie mogła nie dochować mu wierności - ponoć wystąpił również o zgodę na rozwód do papieża, ale ostatecznego werdyktu w tej sprawie nie znam). Robert Mocny zwraca się do Wikingów z propozycją walki w jego szeregach przeciwko Bretończykom, przez co mogliby zdobyć bogate łupy po spacyfikowaniu tego kraju. Znaczna ich część zaciąga się pod jego sztandary, ale szybko okazuje się, że zapanowanie nad nimi nie jest wcale proste. Zamiast atakować Bretończyków wolą napadać na pobliskie klasztory, mordować księży i rabować tamtejsze kosztowności. Do tego dochodziły częste konflikty pomiędzy chrześcijańskimi wojownikami, a wyznawcami Odyna i Thora. Pomimo tych trudności (w 863 r.) ostatecznie Salomon bretoński musi prosić o pokój. Jeden sukces powoduje jednak kolejne problemy, gdyż zwolnieni ze służby Normanowie ponownie rozlewają się na tereny Loary rabując, mordując i grabiąc.




Jak widzimy więc, każdy z braci miał swoje własne problemy. Nie ominęły one również władcy Austrazji i Lotaryngii - Lotara II (syna zmarłego w 855 r. Lotara I). Ten (jak pisałem we wcześniejszych częściach) miał problem z żoną Teutbergą. Mianowicie chciał się z nią rozwieść, aby poślubić swoją kochankę Waldradę, z którą miał jednego syna Hugona i bardzo pragnął aby to on po nim dziedziczył (a było to niemożliwe dla dzieci ze związków pozamałżeńskich). Był ku temu tak zdeterminowany, że oskarżył brata swej małżonki (opata klasztoru Świętego Maurycego w Alpach Julijskich) Huberta, o gwałt na siostrze - czemu zarówno on, jak i ona zaprzeczali (860 r.). Hubert, aby oczyścić swoje imię, podjął się nawet "Sądu Bożego" który przeszedł z powodzeniem (pisałem o tym w poprzednich częściach). Mimo tego prośbą i groźbą, szantażem i obietnicami, zdołał Lotar przekonać Teutbergę do potwierdzenia faktu owego gwałtu i umieścił ją w klasztorze. Ale na krótko, gdyż tam wszystkiemu ponownie zaprzeczyła, poddała się badaniu stwierdzającemu posiadanie błony dziewiczej, a z pomocą swych braci wysłała list do papieża, przedstawiając mu swoje położenie i zarzekają że jest dziewicą, a następnie udała się na dwór Karola Łysego. Lotar nie zamierzał jednak jej tego darować. Słał listy do swych wujów: Karola i Ludwika Niemca, prosząc ich o wsparcie w sprawie rozwodu z Teutbergą i podkreślając, że to właśnie on doprowadził do pojednania pomiędzy nimi dwoma. Również zwrócił się do swych braci, władającego Italią Ludwika II i zarządzającego Prowansją młodego Karola (realnie tą ziemią władał preceptor Karola prowansalskiego, dawny hrabia Paryża i hrabia Vienne - Girard), czyniąc im pewne cesje terytorialne w zamian za poparcie jego sprawy. Ludwik II co prawda obiecał poparcie, ale było ono tylko deklaratywne, sprawy małżeńskie Lotara zupełnie go nie obchodziły, tym bardziej że był to człowiek niezwykle energiczny, bardzo pracowity, dokonujący częstych inspekcji swojego italskiego Królestwa i osobiście przeglądający zarówno akta sądowe, jak i skarbowe (w zasadzie można zaryzykować stwierdzenie, że ten człowiek chyba wcale nie odpoczywał 😉). Karol prowansalski zaś był zbyt młody aby o czymkolwiek decydować i był całkowitą kontrolą Girarda, który nawet dobierał mu osobistych opiekunów. Ssłał więc Lotar również listy do Rzymu (deklarując w nich, że Teutberga została zhańbiona przez brata) a jednocześnie (nieoficjalnie wszakże) namawiał swoich hrabiów, aby ci najeżdżali i atakowali opactwo Huberta - brata jego żony (który notabene był hersztem grupy przestępczej i stworzył sobie ze swego opactwa prawdziwe mini księstwo, grabiąc podróżnych i kupców).




Nie czekając na decyzję papieża, w 862 r. Lotar oficjalnie poślubił swoją kochankę Waldradę i uznał swego synka za następcę tronu, pragnąc tym samym wymusić korzystne dla siebie orzeczenie papieża Mikołaja I. Problem tylko polegał na tym, że Mikołaj uważał, iż jako głowa Kościoła Chrystusowego, to do niego należy ostatnie słowo w kwestii religii i nie tylko religii (a sprawa rozwodu była z tym ściśle związana). Mikołaj wezwał więc biskupów do osądzenia Lotara za jego czyn, ogłaszając synod w Metzu, który miał się zebrać jeszcze w tym samym 862 r. Jednak ze względów proceduralnych, biskupi zjechali się tam dopiero w czerwcu 863 r. Ponieważ miasto to znajdowało się w domenie Lotara, przeto biskupi (z dala od Rzymu), czuli że muszą wydać taki werdykt, jaki spodoba się władcy. Tym bardziej że widzieli jego determinację i niejeden z nich obawiał się że jeśli wyrok nie będzie pomyśli króla, to... różnie z nimi może być. Ostatecznie więc zgodzono się potwierdzić synodalnie rozwiązanie małżeństwa Lotara z Teutbergą i zgodę na małżeństwo z Waldradą. Wiadomość tej treści zawieźli do Rzymu arcybiskupi Guntar z Kolonii i Teutgaud z Trewiru. Papież Mikołaj wpadł w gniew, obaj też natychmiast stracili swoje arcybiskupstwa (a papież zabronił wyznaczania zastępców bez swojej zgody). Natychmiast też zwołał do Rzymu nowy synod, który unieważnił postanowienia synodu z Metzu, a na usilne listowne prośby Lotara, aby ze względu na jego synka, zgodził się na rozwód z Teutbergą i małżeństwo z Waldradą, papież odpowiedział, że gotów jest to uczynić, ale ma jeden warunek: Waldrada musiałaby zostać dziewicą do ślubu (co ze względu na fakt urodzenia przez nią syna, było niemożliwe). Widząc że papież stawia mu żądania niemożliwe do spełnienia (czyli nie zamierza dobrowolnie zgodzić się na ślub i uznanie Hugona za jego następcę), Lotar zaczął pisać do swego brata, cesarza Ludwika II - króla Italii, prosząc go aby... coś zrobił z papieżem (🤔). Ten otrzymał list, będąc akurat w miejscowości Bobbio pod Pawią, gdzie rozsądzał spór ludności przeciwko samowoli lokalnego hrabiego. Bardzo, ale to bardzo było mu to nie na rękę  i najchętniej w ogóle by się nie odnosił, do sprawy ożenku swego brata, ale słali do niego listy również usunięci arcybiskupi, którzy również prosili go o podjęcie działania "wpłynięcia" na papieża. Nie było wyjścia, Ludwik II zebrał więc wojsko i ruszył na południe, w stronę Rzymu.

W Wiecznym Mieście na wiadomość o tym wybuchła panika, chociaż większość ludzi nie wiedziała czy ma uciekać, czy zostać - w końcu katolicki władca nie powinien uczynić im nic złego, nie jest przecież barbarzyńcą, tak jak Saraceni czy Normanowie. Cesarz Ludwik stanął z wojskiem pod miastem i wysłał delegację do papieża, prosząc o spotkanie. Papież Mikołaj miał się zapytać dlaczego cesarz przybył do bram miasta Świętego Piotra z mieczem przy boku, tak jakby widział tutaj wrogów? Ludwik ponowił propozycję spotkania i rozmowy cztery oczy, bez mieczy i wojska. Ostatecznie do tego doszło, a efekt tych rozmów był następujący: wojsko cesarskie nie weszło do miasta i miało wraz z samym Ludwikiem wkrótce zawrócić na północ, papież godził się pozostawić u swego boku na stałe cesarskiego posła ("oczy i uszy" Ludwika), natomiast w sprawie rozwodu Lotara papież był niegięty. Wręcz zażądał aby ten opuścił Waldradę i wrócił do swej małżonki Teutbergi, Ludwik ustąpił (nie miał w tym żadnego interesu, więc nie chciał naciskać). Gdy wiadomość o tym dotarła do Lotara, ten był załamany, tym bardziej że jego wujowie (zarówno Karol Łysy jak i Ludwik Niemiec) listownie namawiali go, aby podporządkował się papieskiemu wyrokowi. Sprawa była więc przegrana, ze łzami w oczach Lotar oddalił Waldradę (i swego synka Hugona), i polecił ponownie przybyć Teutberdze. Miał już jednak plan zemsty, a skupi się on na osobie Hugona brata Teutbergi, który wkrótce potem zostanie zamordowany (864 r.).


CDN.
 

piątek, 11 kwietnia 2025

ZJEDNOCZENIE PRUS I INFLANT Z POLSKĄ - Cz. XIX

POCZĄWSZY OD PIERWSZEGO SPORU POLSKO-KRZYŻACKIEGO (1309-1310), AŻ PO WŁĄCZENIE INFLANT DO RZECZPOSPOLITEJ (1558-1561)





KONRAD I MAZOWIECKI 
Cz. XIX
(RETROSPEKCJA)





 Coraz bardziej tracący popularność wśród swych poddanych Karol II "Łysy", zmuszony był do podjęcia zdecydowanych działań przeciwko zagrażającym jego królestwu wikingom, osiadłym na wyspie Oissel na Sekwanie i latem 858 r. wyruszył przeciwko nim z zebraną przez siebie armią. Pokonał ich w jednym ze starć i zamknął w okrążeniu na wyspie, nie był jednak w stanie przepuścić frontalnego ataku i zdobyć Oissel szturmem. W tym samym czasie jego starszy brat Ludwik II "Niemiec" przygotowywał przy arnie do jednoczesnego ataku na słowiańskie plemiona Morawian, Serbów, Obodrytów i Linianów. Przeciw Wielkim Morawom wyruszał najstarszy syn Ludwika "Niemca" - Karloman, na północ, ku plemionom Obodrytów skierował się młodszy syn - Ludwik, zaś przeciwko Serbom wyruszył jeden z wodzów króla Ludwika - Takulfa. Miała to być kampania zarówno karna, jak i zdobywcza. Miano posiąść ogromne łupy i nowych słowiańskich niewolników, a jednocześnie przymusić lokalnych książąt do całkowitej uległości wobec zachodniofrankijskiego władcy. Niepowodzenia poprzednich lat miały zostać zmazane tą jedną, zwycięską kampanią. Jednak nim jeszcze te wyprawy ruszyły, na dwór Ludwika "Niemca" przybyli poddani jego brata Karola "Łysego", prosząc go, aby ukrócił samowolę ich władcy, obalił go i sam zasiadł na tronie Franków Zachodnich, albo wyznaczył tam jednego ze swych synów, gdyż oni nie mogą już dłużej zdzierżyć samowoli i okrucieństwa Karola. Ludwik przyjął ich życzliwie i obiecał "z Bożą pomocą" wesprzeć ich czym prędzej w kolejnych miesiącach. Tymczasem ruszyła wyprawa przeciwko Słowianom i choć "Kroniki Fuldajskie" nie opisują jej dokładnego przebiegu, wiadomo o pewnych jej osiągnięciach. Na odcinku południowym przeciwko Serbom Takulf odniósł sukcesy, zmuszając tamtejsze plemiona do uległości wobec Franków i zakładając nową marchię - "Sorabici limitis", która miała pilnować owej zależności i nie dopuścić do ponownego oderwania się Serbów od zwierzchnictwa Ludwika. Kampania Północna przeciwko Obodrytom zakończyła się połowicznym sukcesem, wzięciem zakładników i uznaniem nominalnej zwierzchności Franków Wschodnich. Najgorzej poszło Karlomanowi w kampanii przeciwko Morawianom, która to zakończyła się porażką, choć nie odnotowano zbyt intensywnych walk. W zasadzie można powiedzieć że Karloman został stamtąd wycofany na polecenie ojca i skierowany na Zachód, w celu obalenia Karola "Łysego".

Był początek sierpnia 858 r. W Królestwie Franków Zachodnich wrzało już na dobre,  przeciwko Karolowi zbuntowali się (m.in.) opat Adalhard z St. Bertin, hrabia Otton i opat klasztoru Marmourier, hrabia Andegawenii i Turenii - Robert Mocny (protoplasta dynastii Kapetyngów, która obejmie władzę w Królestwie Franków Zachodnich w roku 987 i tak naprawdę panować będzie - a przynajmniej jej różne linie dynastyczne - aż do czasów Ludwika XVI, XVIII, Karola X i Ludwika Filipa Orleańskiego, czyli do 1848 r. Nic dziwnego że rewolucjoniści francuscy po obaleniu monarchii w 1792 r. nazwali króla Ludwika XVI "obywatelem Kapetem"). Spora część możnowładztwa zachodniofrankijskiego opowiedziała się przeciwko Karolowi, zdecydowanie wsparł go bodajże jedynie biskup Reims Hinkmar (był to bez wątpienia jeden z najwybitniejszych metropolitów duchownych i jeden z najbardziej płodnych pisarzy swych czasów. Wspierał Karola "Łysego" od czas objęcia arcybiskupstwa w Reims (845 r.). Często wchodził też w konflikty z papieżami, biskupami i teologami, ale wiernie stawał po stronie swego króla). Wystosował on wobec Ludwika "Niemca" ostrzeżenie, że atakując brata "kroczy ku potępieniu". Zabronił też innym biskupom przyłączania się do buntu możnych przeciwko Karolowi. Tymczasem Ludwik "Niemiec" osobiście stanął na czele wyprawy, która miała obalić jego brata w Królestwie zachodniofrankijskim i wkroczył tam od strony Alzacji. Wojska jego posuwały się bardzo wolno, starając się bardziej zyskać poparcie możnych i biskupów, niż od razu uderzyć na armię Karola. Ten zaś cały czas oblegał Wikingów na wyspie Oissel, jednak gdy dowiedział się iż zdradził go biskup Wenilo z Sens (który dziesięć lat wcześniej w Orleanie koronował go na króla Akwitanii), postanowił zwinąć oblężenie Oissel i wyruszyć przeciwko bratu. Do spotkania obu armii doszło 12 listopada 858 r. w okolicach Brienne nad rzeką Aube. Karol pragnął przed bitwą rozmówić się z bratem, ale ten odmówił. Potem starał się przekonać "swoich" biskupów do rzucenia klątwy na Ludwika, ale ci nie byli skorzy aby to uczynić. W tej sytuacji - wraz z najbliższymi współpracownikami - opuścił obóz nocą, pozostawiając swą armię na pastwę losu. Żołnierze, gdy uświadomili sobie że król ich zostawił, przyłączyli się do Ludwika. Stał się on więc zwycięzcą bitwy, bez bitwy. W tej sytuacji sprzymierzony z Karolem jego bratanek Lotar II - władca Lotaryngii, również przyłączył się do Ludwika.




Cały kraj wydawał się teraz uznawać zwierzchność nowego króla Ludwika, a ten triumfalnie kroczył od miasta do miasta, przyjmując hołdy poddanych, obdarowując ich ziemią i domenami, zwalniając klasztory z dziesięcin i nadając nowe hrabstwa swym zwolennikom. Gdy wkroczył do Reims, arcybiskup Hinkmar powitał go bardzo ozięble. Zamknął przed nim katedrę i zagroził że występując przeciwko bratu, tak naprawdę występuje przeciwko woli Boga, który to powołał Karola jako jednego z królów. Ludwik jednak nie przejął się tymi ostrzeżeniami i ruszył dalej do St. Quentin, gdzie hucznie spędził Boże Narodzenie w klasztorze św. Kwintusa męczennika. Ludwik już czuł się królem Franków Zachodnich i przygotowywał się do swej koronacji, ale ani arcybiskup Reims, ani też biskup Rouen nie zamierzali mu jej udzielić. Wręcz przeciwnie,  Hinkmar przybył do St. Quentin i napominał Ludwika, że to co czyni jest niemiłe Bogu, gdyż występuje przeciwko chrześcijanom, swym braciom i tym samym postępuje niczym poganin. A poza tym Królestwo jest rozdarte, poganie wciąż okupują Oissel dokonując gwałtów i grabieży, jak więc nowy król zamierza temu sprostać? Tym bardziej że pewny siebie Ludwik, na wiosnę 859 r. rozpuścił swoją armię, wierząc że ma oparcie w możnych i poddanych Królestwa. Jeszcze latem 858 r. inna grupa normańskich najeźdźców pustoszy klasztor Saint-Martin w Tours. Ludzie są przerażeni, opuszczają obszary wielkich rzek i zbiegają na tereny położone dalej. W kościołach trwają modlitwy: "Od okrutnego ludu, od Normanów, którzy pustoszą nasz kraj, wybaw nas Panie!" Ludwik nie podejmuje żadnych przeciwko nim działań. Mało tego, Wikingowie z Oissel domagają się "upominków" i Ludwik musi im zapłacić aby nie dokonali kolejnych gwałtów. Hinkmar zapytuje się Ludwika: "Co czynisz, występując przeciwko bożemu pomazańcowi, występujesz przeciwko Chrystusowi, królowi wszystkich pomazańców!" Nawołuje go aby opuścił Królestwo Franków Zachodnich i zwołał synod, który zadecyduje o przyszłości tych ziem. W tym czasie Wikingowie (którzy zdobyli Tours) porwali również opata Saint-Denis Ludwika (858), którego matka Rotruda była córką Karola Wielkiego. Ludwik musi więc wyłożyć złoto i kosztowności na jego uwolnienie z rąk morskich piratów, władców Muchomorza.




Tymczasem w brytańskim Królestwie Wessexu 13 stycznia 858 r. zmarł król Æthelwulf. W testamencie podzielił cały kraj pomiędzy swoich synów, lecz głównym następcą został Ethelbald. Æthelwulf ofiarował również 12,5 funtów srebra na zakup olejów do świateł św. Piotra w Rzymie, oraz taką samą sumę na zakup olejów do świateł św. Pawła (poza Rzymem), aby "Wieczne Miasto" było (w najważniejszych jego częściach) nocą oświetlone. Ofiarował również 100 funtów srebra na prywatny użytek papieża, a poza tym nakazał swym następcom aby wybrali jednego człowieka w swoim Królestwie (bez znaczenia na to, czy ich poddanego czy obcokrajowca) i aż do "Dnia Sądu" (czyli do końca jego życia) zapewnili mu darmowe mięso, napoje i ubrania. A po jego śmierci aby wybrali kolejną taką osobę, i tak dalej, i tak dalej. Ot, taka ciekawostka z Królestwa Wessexu. A w italskim Królestwie Ludwika II (syna zmarłego Lotara I) pierwsze miesiące 858 r. przyniosły śmierć papieża Benedykta III, po jego krótkim, zaledwie trzyletnim pontyfikacie. Nowym papieżem (z poparciem cesarza Ludwika II) zostaje syn znanego urzędnika, miłośnik literatury, człowiek gruntownie wykształcony, niespełna 40-letni Mikołaj I. Ludwikowi wydaje się że będzie mógł go łatwo kontrolować, ale tylko tak mu się wydaje, gdyż Mikołaj I będzie wyjątkowo niezależnym papieżem. Stało się to jasne już w kolejnych miesiącach po jego konsekracji (24 kwietnia 858 r.). Mimo to spokojne panowanie cesarza Ludwika II, jego częste inspekcyjne podróże po Italii (związane z kontrolą poczynań możnych oraz opatów), zapewniły bodajże w tamtym czasie najlepszą władzę dla poddanych Cesarstwa, ze wszystkich ziem podzielonych pomiędzy potomków Ludwika I Pobożnego. Bezwzględnie młody Ludwik II italskim był tym, któremu się chciało coś uczynić dla swych poddanych, a nie tylko przebywać na zamku wśród dworaków lub też podejmować kolejne kampanie (czy to przeciwko wrogom zewnętrznym, czy też pomiędzy braćmi).




Latem 859 r. w Savonniéres niedaleko Toul Ludwik "Niemiec" zwołuje synod biskupi. Przybywa 45 prałatów Neustrii, Akwitanii, Lotaryngii i Prowansji, aby zadecydować nad przeszłością Królestwa Franków Zachodnich. Obecny tam Lotar II z Lotaryngii (młodszy syn Lotara I i brat Ludwika II italskiego) stara się przekonać swego wuja Ludwika "Niemca", aby spotkał się z Karolem "Łysym" i przynajmniej z nim porozmawiał. Arcybiskup Reims Hinkmar namawia jednocześnie Ludwika aby opuścił Królestwo Franków Zachodnich i wrócił do siebie, na co ten ostatecznie - pod wpływem wielu głosów wspierających to Hinkmara, to Lotara - ostatecznie się godzi. Ale przez kilka kolejnych miesięcy do tego spotkania jeszcze nie dochodzi. Ludwik jednak ewidentnie nie radzi sobie z problemami Zachodnich Franków. Wikingowie robią w zasadzie co chcą (ci z Oissel dokonują kolejnych rabunków, żądając jednocześnie kolejnych "upominków"). Ludwik jednak coraz mniej przejmuje się tymi sprawami, głównie skupiając się na modlitwie i kontemplacji. Ale również obecny w Savonniéres Lotar II ma też i swoje kłopoty. W poprzedniej części pisałem o jego nieudanym małżeństwie z Teutbergą, którą konsekwentnie chciał się pozbyć, aby poślubić swą kochankę Waldradę (która urodziła mu jednego, lecz nieślubnego syna - Hugona, a on pragnął uczynić go swym następcą). Starał się więc prośbą i groźbą przekonać małżonkę, aby zgodziła się na rozwód i pozwoliła mu poślubić kobietę, którą kochał. Ta jednak była uparta, a poza tym miała wsparcie tej rodziny, szczególnie zaś swego brata, opata klasztoru św. Maurycego w Valais - Huberta. Był on opatem tylko z nazwy, tak naprawdę był zwykłym rzezimieszkiem, gdyż napadał na podróżnych, rabował ich, a kosztowności znosił do swego opactwa. Nie wahał się również przed popełnianiem najróżniejszych zbrodni i gwałtów, był więc swoistym utrapieniem dla Lotara. Ten, nie wiedząc jak przekonać żonę do rozwodu, uległ namowom biskupa Kolonii - Gunthara, który zaproponował takie rozwiązanie: Teutberga miała zostać jeszcze przed ślubem z Lotarem (855 r.) zgwałcona przez swego brata Huberta i wystarczyło aby kobieta to potwierdziła. Ta jednak kategorycznie zaprzeczyła by doszło do  gwałtu ze strony jej brata. Lotar jednak nie ustępował, ofiarowywał Teutberdze "złote góry" jeśli tylko zgodzi się na rozwód i potwierdzi że została zgwałcona przez brata. Odmówiła. 

Jednak zakochany mężczyzna jest zdolny do wszystkiego i nie patrząc na zdanie żony, oskarżył Huberta o gwałt na siostrze. Ten został aresztowany i wtrącony do lochu, ale przysięgał że jest niewinny i na potwierdzenie tych słów zgodził się na "Sąd boży". Polegało to na tym że przywiązanego do kija obwinionego, wrzucano do wcześniej poświęconej przez księdza rzeki lub jeziora i jeśli nie tonął, oznaczało to że jest winny, bowiem woda - żywioł czysty stworzony przez Boga - nie przyjmie przestępcy. Jeśli zaś tonął, uznawano go za niewinnego i wyciągano z wody za przywiązany w pasie powróz. Jak się można domyśleć Hubert zaczął tonąć, przez co uznano go... niewinnym. Werdykt Sądu Bożego nie spodobał się Lotarowi i zaczął on jeszcze bardziej dojeżdżać swoją małżonkę, aby ta przyznała się do popełnionego na niej przez Huberta gwałtu. Zaczął ją publicznie upokarzać, twierdząc że chroni brata ze wstydu i dodawał że nigdy nie będzie z nią dzielił łoża, gdyż go okłamuje. Presja jaką na nią wywierał ostatecznie poskutkowała i w początkach 860 r. młoda dziewczyna przyznała się do popełnionego na niej gwałtu. Zadowolony Lotar wezwał biskupów na sąd, aby oficjalnie to potwierdziła, co też uczyniła, a następnie wysłał ją do jednego z klasztorów, ciesząc się że wreszcie ma rozwiązane ręce. Gdy trwały przygotowania do ślubu z Waldradą, okazało się że nic z tego nie będzie, gdyż Teutberga (będąc już w klasztorze) odwołała swoje wcześniejsze zeznania (860 r.),  na niej wymuszone. Aby zapewnić o swej i brata swego niewinności, stwierdziła że nie mogła zostać zgwałcona, skoro nadal jest dziewicą. Aby to udowodnić wezwano zakonnice które miały potwierdzić lub zaprzeczyć jej słowom. Potwierdziły, mówiąc że królowa Teutberga rzeczywiście jest dziewicą. Lotar wpadł w szał, zabronił żonie powrotu na dwór, a jej bracia (w tym Hubert) przedłożyli sprawę papieżowi Mikołajowi I pod jego osąd (Teutberga zaś wyjechała na dwór Karola "Łysego" gdzie znalazła schronienie). Sprawa ta toczyła się jeszcze kilka kolejnych lat i ostatecznie Lotar nie mógł się rozwieść, ani też zapewnić swemu nieślubnemu synkowi następstwa tronu.




Wiosną 860 r. w Warq koło Mezierés spotkali się ze sobą Lotar II i Karol "Łysy" (był to wstęp do późniejszego spotkania Karola z Ludwikiem "Niemcem"). Potwierdzono wcześniejszy sojusz pomiędzy oboma częściami cesarstwa (Lotaryngią i Neustrią oraz Akwitanią). W czerwcu 860 r. w Koblencji, w kościele św. Kastora wreszcie spotkali się (będący ze sobą w stanie wojny od dwóch lat) bracia Ludwik i Karol. Ludwik zgadza się opuścić Królestwo Franków Zachodnich i oddać je ponownie w ręce brata, a 7 czerwca składają oni przysięgę (podobną do tej z Mersen sprzed dziewięciu lat), wzajemnie potwierdzając swoje dominia i obiecując że każdemu z poddanych w swych królestwach zapewnią prawo, sprawiedliwość i bezpieczeństwo. Tym razem (w przeciwieństwie do tego co było w Mersen) Ludwik zwraca się do swych poddanych w języku germańskim, a Karol w romańskim. Ludwik wyjeżdża do siebie, tym bardziej że od czasu gdy bezczynnie przebywał na Zachodzie, cały wasalny system plemion słowiańskich na Wschodzie ponownie się posypał. Jeszcze bowiem w 858 r. zaraz po odwrocie Franków, zamordowany został książę serbski - Cieścibor, który został wprowadzony na tron jako lennik Franków. Wkrótce potem Serbowie zrzucili zależność od Franków i sprzymierzyli się z księciem Rościsławem I -  władcą Wielkich Moraw (859 r.). Powoli przybliżamy się do roku 864, gdy dwaj bracia-misjonarze wysłani z Konstantynopola do Wielkich Moraw: Cyryl (Konstantyn) i Metody, staną się następnie apostołami Słowian i twórcami prawosławnej liturgii słowiańskiej. Jednocześnie będziemy mogli opuścić ziemię Franków i ponownie przenieść się nad Bosfor. Tymczasem powrót Ludwika do kraju nie był przyjemny, szybko bowiem przekonał się, że nie jest już tam mile widziany.


CDN.

czwartek, 20 marca 2025

ZJEDNOCZENIE PRUS I INFLANT Z POLSKĄ - Cz. XVII

POCZĄWSZY OD PIERWSZEGO SPORU POLSKO-KRZYŻACKIEGO (1309-1310), AŻ PO WŁĄCZENIE INFLANT DO RZECZPOSPOLITEJ (1558-1561)





KONRAD I MAZOWIECKI 
Cz. XVII
(RETROSPEKCJA)






 Gdy w 829 r. król Egbert z Wessexu zajął Mercję i wypędził stamtąd dotychczasowego władcę Wilglafa, dzierżył w swych rękach znaczny obszar południowej, wschodniej i zachodniej Anglii, poza północnym królestwem Northumbrii (której król Eanred uznał jego władzę na południu). Prócz Wessexu i zdobytej Kornwalii (815 r. choć ostatni wojownicy Królestwa Dumnonii poddali się dopiero w 825 r.) bezpośrednio kontrolował również Essex wraz z Londynem. Syn Egberta - Æthelwulf był już królem Kentu (825 r.) i kontrolował też Sussex, natomiast we wschodniej Anglii panował jego syn Æthelstan. Teraz zaś, gdy Egbert przejął Mercję (i został uznany przez Northumbrię), wydawało się że nic już nie stanie na przeszkodzie do zjednoczenia przez niego Anglii. Ale wypędzony Wilglaf zebrał swoich stronników i powrócił już w następnym (830 r.) odzyskując tron w Mercji. Zdobył również władzę nad obszarem Berkshire na południe od Tamizy. Znów zatem było trzech kandydatów do dominacji nad całą Anglią, z czego Egbert wydawał się jednak najsilniejszym. Po roku 830 przez następne pięć lat Egbert panował w pokoju, w swoim Winchester, ale w 835 r. otrzymał wiadomość o najeździe Wikingów na wyspę Sheppey w Kent i od dokonywanych tam gwałtach. Natychmiast zebrał wojsko i wyruszył aby wesprzeć swego syna Æthelwulfa, ale nim tam dotarł, Wikingów już nie było. Ograbili wyspę, porwali kobiety i dzieci, a mężczyzn wybili. Następnym roku znów się pojawili, tyle tylko że bezpośrednio uderzyli już na Zachodni Dorset (czyli w Królestwie Wessexu). 35 okrętów z czarnymi prostokątnymi żaglami, wiozących wojowników skorych do grabieży i walki, pojawiło się nagle w okolicach Charmouth. Egbert zebrał więc swych wojowników i ruszył tam, aby wydać Wikingom bitwę. Była ona niezwykle krwawa, poległo w niej aż dwóch biskupów i dwóch eldormenów (była to nazwa saskich zarządców prowincji, lub danej ziemi) i zakończyło się porażką, oraz odwrotem Egberta. Jednak pomimo tego że "Duńczycy zajęli pole rzezi" (jak pisze angielski kronikarz), nie mieli już sił, aby dokonać wielkich grabieży i wkrótce odpłynęli.




Dwa lata później (838 r.) Wikingowie z Danii ponownie pojawili się w Kanale La Manche i dopłynęli do zachodniej Kornwalii. Tam zjednoczyli się ze zbuntowanymi (przeciw Egbertowi) Kornwalijczykami i z dużymi siłami ruszyli na Winchester. Egbert ze swym wojskiem zastąpił im drogę pod Hengestdune a bitwa która się wówczas wywiązała, zakończyła się zwycięstwem króla Wessexu. Było to już ostatnie starcie zbrojne, w jakim uczestniczył sędziwy Egbert, który zmarł w kilka miesięcy później (839 r.). Panował przez 37 lat, a teraz na tron Wessexu wstąpił jego syn (i jednocześnie bohater tej części naszej serii) Æthelwulf (władzę nad Kentem i Sussex powierzając swemu synowi Æthelstanowi). Nowy król Wessexu nie miał wojowniczej natury swego ojca, raczej był mężczyzną o naturze łagodnej, nieco melancholijnej (a William z Malesbury, XII-wieczny angielski kronikarz, nazywa go wręcz "otępiałym i ospałym"). Tego też powodu miał przy sobie dwóch doradców. Pierwszym z nich był jego nauczyciel z młodości, późniejszy biskup Winchester - Swithun (potem uznany świętym). To on wyrobił w młodym Æthelwulfie nie tylko zamiłowanie do ksiąg, ale również do gwiazd (jako że Swithun układał horoskopy, a także zajmował się astrologią). Drugim nauczycielem był prałat Ealhstan, z tym że jego powołanie niewiele miało wspólnego z jego realnym życiem. Człowiek ten bowiem posługiwał się mieczem równie sprawnie co najlepsi wojownicy i był skory do bitew, w których wielokrotnie osobiście brał udział, przelewając mnóstwo krwi. On to uczył Æthelwulfa nie tylko sztuki posługiwania się bronią, ale przede wszystkim sztuki rządzenia (jeszcze gdy byli w Kencie). O ile Swithun nauczał króla jak być miłym Bogu i postępować zgodnie z przykazaniami "Pana naszego, Jezusa Chrystusa", o tyle Ealhstan namawiał go do bitew i wojen (głównie z Wikingami). Był też tak sprawny, że osobiście zajmował się pobieraniem podatków dla królewskiego skarbca, tak, aby król miał z czego opłacić swoich wojowników (wielokrotnie dokonywał w tej kwestii wymuszeń, również na klasztorach, zaś klasztor w Malmesbury został szczególnie mocno doświadczony jego działalnością).

Jednak wojowniczy zapał Ealhstana da się łatwo wytłumaczyć tym, co w czasach panowania Æthelwulfa robili Wikingowie w Anglii, szczególnie zaś w Wessexie, który był notorycznie plądrowany, praktycznie rok do roku. W 840 r. splądrowali oni Portland i Southampton, a w 843 Charmouth. W pozostałych królestwach Anglii Wikingowie uderzyli: na Wschodnią Anglię, w Lindsey (841 r.) dokonując potwornej rzezi mieszkańców (wybito wszystkich, łącznie z kobietami i dziećmi), a w 844 r. Redwulf - król Northumbrii poległ w przegranej bitwie z Wikingami na własnej ziemi. Zagrożenie było więc oczywiste i bardzo niebezpieczne, dlatego też król Æthelwulf musiał pod tym względem wykazać zdecydowanie i do tego właśnie namawiał go prałat Ealhstan. Zdobycie Paryża przez Ragnara Lodbroka, jego syna Bjorna Żelaznobokiego i innych Wikingów w 845 r. praktycznie nie zostało odnotowane na Wyspach, nieco więcej wiadomości dotarło na temat zdobycia Rzymu przez Saracenów w 846 r., ale i tak Anglowie i Sasowie mieli swoje własne sprawy, z którymi musieli się uporać. W roku 848 spora eskadra Wikingów pojawiła się u ujścia rzeki Parret w zatoce Bridgwater. Król Æthelwulf wysłał tam właśnie Ealhstana na czele swej armii, który wydał Wikingom bitwę i wygrał ją, zmuszając ich do odwrotu (notabene Ealhstan walczył w tej bitwie osobiście i to w stroju mnicha 😚, a po bitwie jego miecz i szata ociekały krwią pokonanych wrogów). Ale te wszystkie zwycięstwa były zaledwie kroplą w morzu wciąż ponawianych normańskich wypraw. Należy zaś pamiętać, że jak na razie Wikingowie tylko rabowali, a wkrótce zaczną się w Anglii osiedlać i nie pomoże ani miecz, ani krzyż. Rok 851 był pod tym względem symboliczny, gdyż właśnie wówczas 350 "smoczych" okrętów wpłynęło do ujścia Tamizy. Była to ogromna siła, dlatego też szybko zdobyli oni Londyn i Canterbury. Przywołany na pomoc król Mercji - Beorhtwulf, ujrzawszy wielką liczbę pogan, po prostu uciekł, modląc się aby nie dotarli oni do jego królestwa. Wikingowie dokonywali ogromnych zniszczeń, palili miasta i wioski, gwałcili i porywali kobiety, mordowali mężczyzn i mnichów (niektórych krzyżowali, albo też urządzali sobie konkurs strzelniczy, celując do nich z łuków jak do tarcz). Wydawali się niepokonani. Przekraczając Tamizę i kierując się do Surrey, pod Ockley napotkali jednak armię Æthelwulfa, jego starszego syna Ethelbalda i oczywiście prałata Ealhstana. Bitwa, która rozegrała się pod Ockley (tuż nad granicą z Sussex) zakończyła się ogromnym zwycięstwem Wessexu. Wielu Wikingów zostało zginęło w bitwie (niektórzy z nich zaś, będąc otoczonymi i nie mając szans na wycofanie się, popełnili samobójstwo, przebijając się własnymi mieczami - dzięki temu wierzyli że ich dusze pojawią się w Walhalli, gdzie w Pałacu Odyna będą mogli jeść i pić do woli, by następnie pojedynkować się z innymi  poległymi z mieczem w dłoni, których z pola walki zbierały boskie córy Odyna -  Walkirie).




Zwycięstwo w bitwie pod Ockley było rzeczywiście imponujące, ale rok 851 był również rokiem pewnego wydarzenia, które zmieniło dotychczasowe działania Wikingów, a mianowicie druga ich grupa (która zaatakowała Kent) zamiast po najeździe i rabunkach powrócić na okręty i odpłynąć do siebie, osiadła na zimę na wyspie Thanet, gdzie założyła obozowisko. Osiedlenie się akurat na tej wyspie, było niezwykle symboliczne, szczególnie dla Kentejczyków. Bowiem 400 lat wcześniej (449 r.) na tej właśnie wyspie osiedlili się pierwsi władcy z plemienia Jutów Hengist i Horsta (również przybyli z ziem duńskich). Przybyli oni wówczas na wezwanie wodza Brytów Wortigerna, który walczył z Piktami i Szkotami. Pomogli mu, pokonali jego wrogów, ale osiedli na ziemiach Kentu, a Hengist w 467 r. założył tam swoje królestwo. Teraz osiedlenie się na owej wyspie Wikingów było bardzo złym znakiem, dla panowania Anglów, Sasów i Jutów w Brytanii, a rok ten uważa się za początek normańskiego (stałego) osadnictwa w Anglii. Natomiast w nagrodę za zwycięstwo (i wykazane w bitwie męstwo) Ealhstan został nagrodzony przez Æthelwulfa biskupstwem Sherborne (hrabstwa Somerset i Dorset), zaś św. Swithun w 852 r. został biskupem Winchester. Jednak ataki Wikingów nie były jedynym problemem, jaki w tamtym czasie trapił królestwa Sasów. W 844 r. królem i wodzem Walijczyków został bowiem niejaki Rhodi Mawra (zwany po prostu Roderykiem Wielkim). Był to wojowniczy król, który zaczął od zachodu najeżdżać, szczególnie Królestwo Mercji (które było pod tym względem najbardziej narażone). Rów Offy (ziemne umocnienia zbudowane na zachodnich rubieżach Mercji) okazał się już niewystarczający, tym bardziej że Walijczykom wiatru w skrzydła dodawały ataki Wikingów na Brytanię od wschodu i południa. W 853 r. król Mercji Burgred, za radą swego witana (rady królewskiej), zwrócił się do Æthelwulfa z oficjalną prośbą i wezwaniem o pomoc przeciwko Cymri ("Ludziom północnej Walii"). Sojusz ten miał zostać z scementowany małżeństwem Burgreda z córką Æthelwulfa (do czego doszło na Wielkanoc 853 r.). Jednak nim Æthelwulf mógł udzielić wsparcia burgredowi, najpierw musiał rozprawić się z Wikingami z wyspy Thanet, którzy jeszcze w 852 r. pokonali w bitwie stoczonej w Surrey i zabili jego młodszego syna, władcę Kentu - Æthelstana.




Ponownie jak w czasie bitwy pod Ockley, do kentu przybyła owa trójca (Æthelwulf, jego syn Ethelbald i biskup Ealhstan - notabene ten był już biskupem, więc nie wypadało mu nie tylko uczestniczyć w walkach, ale również nosić miecza przy boku, mimo to nie zważał na te konwenanse epoki i postępował nadal jak zwykły wojownik ⚔️). Eldormeni również prowadzili swoich ludzi, i choć często byli to ludzie odważni, to jednak o bardzo małym, lub wręcz niewielkim doświadczeniu wojskowym. Przeciwko sobie zaś mieli drapieżne "kruki Odyna", ludzi zahartowanych w walkach, którzy na najazdach i rabunkach zjedli często swoje zęby (😉). W trakcie tych bitew sama odwaga niestety nie wystarczała, a często jedynie pozwalała na to, aby... pięknie zginąć. Æthelwulf aby zdobyć Thanet, ściągnął jakieś okręty i obsadził je swoimi wojownikami, ale nie wyglądało to dobrze. Wikingowie zresztą zdążyli już się przeprawić na ląd stały i rozpoczęła się bitwa, zarówno lądowa, jak i morska. Na lądzie początkowo wojska Wessexu wzięły górę, ale gdy okręty (które przyprowadził Æthelwulf) zostały zdobyte lub spalone przez Wikingów, sytuacja zaczęła wymykać się spod kontroli. Po pokonaniu sił Wessexu na wodzie, Wikingowie zaczęli zdobywać przewagę również na lądzie i ostatecznie wyparli Æthelwulfa, zmuszając go do ucieczki (w tej bitwie poważnie ranny został biskup Ealhstan, który osobiście uczestniczył w walkach i którego ledwie co ocalono od niechybnej śmierci). Straty sił Wessexu były znaczne, poległo bowiem wielu wojowników (straty Wikingów też musiały być spore, choć zapewne znacznie mniejsze niż Sasów), a Thanet pozostała w rękach Normanów. Wikingowie postanowili odpłacić się Æthelwulfowi za ten atak i już w następnym - 854 r. spalili Wembury. Wydawałoby się że po takich batach, Æthelwulf będzie starał się ponownie zebrać armię i uporać z Wikingami, którzy teraz na dobre rozsiedli się w Brytanii. Ale wiosną 855 r. postanowił on udać się na pielgrzymkę do Rzymu i właśnie wówczas spotykamy go w Paryżu, na przyjęciu u Karola Łysego, który już wówczas zaczął stręczyć mu swoją córkę Judytę.




Do Rzymu Æthelwulf zabrał również swego najmłodszego, prawie sześcioletniego syna Alfreda (późniejszego króla Alfreda Wielkiego, pierwszego króla zjednoczonej Anglii od roku 886), który pomimo młodego wieku, dwa lata wcześniej też udał się na taką pielgrzymkę (oczywiście w towarzystwie opiekunów), była to więc jego druga wizyta w Rzymie i wydaje się że pierwsza, którą mógł lepiej zapamiętać. Będąc w królestwie Karola II Łysego, był Æthelwulf przyjmowany z najwyższym dostojeństwem, a w Paryżu organizowano na jego cześć liczne uczty i bale. Karol odprowadził go również do granicy swego Królestwa. Następnie przez Italię ojciec, syn (i liczna grupa towarzyszących im wojowników oraz mnichów), przybyli wreszcie do Rzymu. Papież Leon IV (sprawujący swój pontyfikat od roku 847), autor nowych, silnych murów Watykanu (konsekrowanych 27 czerwca 852 r.) był w tym czasie już umierający. Ów papież, który 2 lata wcześniej położył swoje ręce w geście błogosławieństwa na główce małego Alfreda, teraz praktycznie już nie mówił i kontakt z nim był bardzo utrudniony. Zmarł 17 lipca 855 r. wkrótce po tym, jak Æthelwulf wraz z synem przybyli do Rzymu. To, co się działo w kolejnych miesiącach, było bez wątpienia burzliwymi wydarzeniami, których świadkami musieli być Æthelwulf i Alfred. Należy od razu dodać, że po śmierci Leona IV miała pełnić pontyfikat tzw. papieżyca Joanna, czyli papież Jan Anglicus, ale jest to XIII-wieczny wymysł, a raczej nieco bajkowa opowiastka, nie mająca nic wspólnego z prawdą. Tak naprawdę między lipcem a wrześniem 855 r. (czyli okresem gdy król Wessexu przebywał w Rzymie), działy się tam rzeczy przypominające wojnę domową, pomiędzy Lateranem, a Bazyliką Świętego Piotra. Spora część kardynałów opowiedziała się za niejakim Anastazym, kierownikiem papieskiej Biblioteki i stąd zwanym po prostu "Bibliotekarzem" (był on zwolennikiem bizantyjskiego ikonoklazmu, stąd był mało popularny w Rzymie). Dochodziło do walk ulicznych i krwawych rozruchów, ale ostatecznie nie udało się zwolennikom Anastazego, konsekrować go na papieża. We wrześniu nowym papieżem został ostatecznie obrany Benedykt III. Natomiast kronikarz papieski (który miał jednak problem z zapisem nieco barbarzyńskiego imienia Æthelwulfa, stąd to miejsce pozostawił puste 🤭) Tak oto odnotował wizytę króla Wessexu w Rzymie: "W tym czasie król Sasów o imieniu ... pozostawiwszy swoje dobra i własne królestwo, przybył na modlitwę z mnóstwem zwolenników do progów Apostołów Piotra i Pawła w Rzymie. I dał św. Piotrowi koronę z czystego złota ważącą cztery funty; naczynia z czystego złota ważące dwa funty; miecz oprawiony w czyste złoto; dwa mniejsze obrazy z czystego złota; patenę ze srebra złoconego saksońskiej roboty, ważącej cztery funty; szatę purpurową ze złotą obwódką; białą komżę całą z jedwabiu (...) Wtedy król Sasów, na prośbę papieża Benedykta (...) rozdał złoto biskupom, prezbiterom, 270 diakonom i całej reszcie duchowieństwa, oraz przywódcą Rzymu. Dał też drobne, srebrne monety zwykłym ludziom".

Ponoć Æthelwulf w czasie swojego pobytu w Rzymie miał również założyć Schola Saxonum - czyli miejsce (coś pomiędzy klasztorem a akademickim hostelem), gdzie młodzi Anglosasi, przeznaczeni do zawodu duchownego, mieszkali miesiącami a nawet latami, ucząc się łaciny, mszału i śpiewów gregoriańskich (nie ma jednak pewności czy to rzeczywiście Æthelwulf założył to miejsce, bo wiem niektóre źródła mówią również o królu Mercji - Offie, chociaż wydaje mi się że można to pogodzić ze sobą, gdyż znalazłem informację, że na rok przed wizytą Æthelwulfa w Rzymie owa Schola spłonęła i zapewne król Wessexu po prostu ją odbudował). Æthelwulf spędził w Rzymie rok, po czym ponownie przez kraj Franków Zachodnich wrócił do Brytanii, ale teraz niby już sam, bowiem zabrał ze sobą 13-letnią żonę, córkę Karola Łysego - Judytę.


ALFRED WIELKI



CDN.

sobota, 8 marca 2025

SUŁTANAT KOBIET - Cz. XLIX

HAREMY WYBRANYCH WŁADCÓW
OD MEHMEDA II ZDOBYWCY
DO ABDUL HAMIDA II





SERAJ SULEJMANA WSPANIAŁEGO

Cz. XXXVIII







ŻONA
SERAJ POD RZĄDAMI
ROKSOLANY/HURREM
(1534-1558)
Cz. XXII



"WIATR, KTÓRY PCHA DO WOJNY Z PERSJĄ - WIEJE Z HAREMU!"
Cz. II


Z początkiem 1544 r. do szacha Tahmaspa do Tebrizu przybył obalony muzułmański władca północnych Indii - Humajun. Przybył tam wraz ze swą małżonką Baga Begum i ok. czterdziestoma zwolennikami, aby prosić władcę Persji o wsparcie w odzyskaniu władzy, a na pewno o tymczasowe schronienie w jego kraju. Postać Humajuna jest dosyć ciekawa (a do tego kompletnie nie znana) dlatego postanowiłem parę słów poświęcić zarówno jego osobie, jak również osobie jego ojca - Babura, który niegdyś, gdy Humajun poważnie się rozchorował, w modlitwie do Allaha oddał za niego swoje "bezwartościowe życie". Zresztą Babura należałoby określić po prostu poszukiwaczem przygód. Przyszedł on na świat dnia 14 lutego 1483 r. (w walentynki, a raczej w chrześcijańskie święto św. Walentego), w domu władcy Fergany - Umara Szajcha Mirzy II, wywodzącego się z rodu Timurydów (którego to założycielem był Timur Kulawe, jeden z największych ludobójców w dziejach świata, który z głów pomordowanych na swój rozkaz ludzi, budował piramidy). Babur był też autorem ciekawego pamiętnika opisującego jego żywot, a w nim jest zapisane pod datą 1494 (oczywiście przekładając muzułmańską rachubę czasu na naszą, chrześcijańską): "W roku 1494, w dwunastym roku mojego życia, zostałem królem Fergany". 100 lat wcześniej jego przodek Timur Kulawy siał postrach na znacznych obszarach leżących od Indii na Wschodzie, po Anatolię i Syrię na Zachodzie, dochodząc nawet do Moskwy na Północy. Jednak gdy umierał na febrę w roku 1405 i pochowany został we wspaniałej świątyni, wzniesionej specjalnie dla niego w Samarkandzie - stolicy Imperium które sam zbudował na krwi setek tysięcy swoich ofiar (ojciec Timura był zwykłym, ubogim kupcem, a jego dziadek uczonym i pierwszym w rodzie konwertytą na islam), Imperium które zbudował chyliło się ku upadkowi (należy tutaj też dodać, że w roku 1402 Timur ocalił od upadku Konstantynopol, pokonując w bitwie pod Ankarą Turków Osmańskich, a sułtan Bajazyd I trafił do jego niewoli. Wyrok na Konstantynopol został więc odroczony o pół wieku). Szybko zaczęły odrywać się poszczególne prowincje, aż ostatecznie potomkowie Timura władali jedynie doliną fergańską (daleko na wschód od Samarkandy).


IMPERIUM TIMURA KULAWEGO 



Rok w którym Babur obejmował władzę w Ferganie po śmierci swego ojca - 1494 - był rokiem ciekawym i obfitującym w różne wydarzenia. W tym czasie Krzysztof Kolumb po raz drugi już eksplorował wybrzeża Haiti (Hispanioli - jak wyspa ta została nazwana), dla katolickich królów Kastylii i Aragonii - Izabelli I i Ferdynanda II. W Rzymie papieżem był Aleksander VI (czyli Rodrigo Borgia), który właśnie w tym roku wystawiał w Tordesillas traktat, dzielący wpływy na nowo odkrytych kontynentach amerykańskich, pomiędzy Kastylię (ojczyznę Rodrigo Borgii) a Portugalię. Poza tym król Francji Karol VIII rozpoczynał wojny włoskie swoją inwazją na Mediolan i Neapol (jego żołnierze głównie walczyli w burdelach, gdzie pozarażali się chorobą, która potem otrzymała nazwę "franca" 😉). W Anglii panował Henryk VII, natomiast w Polsce Jan I Albrecht (Olbracht), któremu w sprawach polityki (ku niezadowoleniu szlachty i możnowładztwa) doradzał włoski humanista Filip Kallimach, zaś jego brat, wielki książę litewski Aleksander, właśnie zakończył wojnę z Moskwą stratami terytorialnymi (co też już pokazywało dobitnie, że bez wsparcia Koroniarzy, Litwini nie są już w stanie oprzeć się Moskalom, nie mówiąc już o bezpośredniej agresji na Moskwę, jak to miało miejsce chociażby za czasów Witolda). Poza tym Leonardo da Vinci kończył właśnie malować "Ostatnią Wieczerzę", rewolucjonizując świat sztuki i nauki (jako że jego wynalazki prześcigały epokę w której żył, o co najmniej 300 lat), Michał anioł zaś dopiero rozpoczynał swoją karierę, podobnie jak Mikołaj Kopernik. Rok 1494 był również rokiem narodzin sułtana Sulejmana, jak również drugiej żony króla Zygmunta I Jagiellończyka - Bony Sforzy. Tak oto wyglądał świat głównie chrześcijańskiej proweniencji w chwili, gdy królem (emirem) Fergany zostawał 11-letni Babur.




Babur nie był jednak dumny ze swego mongolsko-tatarskiego pochodzenia, a postać jego przodka, założyciela dynastii Timura Kulawego napawała go lękiem. Wolał nazywać się Turkiem, natomiast o Mongołach swym pamiętniku pisał tak: "Gdyby rasa Mongołów miała swego anioła, i tak byłaby zrobiona z najpodlejszej ziemi; gdyby imię Mongołów było wypisane trzykrotnie wypalonym złotem, brzmiałoby równie fałszywie, jak dawniej. Z plonów Mongołów nie siej nigdy nasienia, bo nasienie Mongołów jest zaiste fałszywe". Oczywiście określenie Babur nie było imieniem właściwym nowego władcy Fergany, a jedynie przezwiskiem, które nadał mu (wkrótce po narodzinach) jego dziadek od strony matki - Junas i znaczyło ono tyle co "Tygrys". Właściwe zaś imię "Tygrysa" brzmiało Zahir ud-Din Muhammad (czyli "Dowód wiary"). Dziadek który nadał Baburowi jego przydomek, był dostojnym staruszkiem, aczkolwiek Mongołem, więc łamał sobie język jego arabskim imieniem i wolał po prostu nazywać go tygrysem. Jego babcia zaś - Isa-Begum - zasłynęła ze swej wierności mężowi, gdy pewnego razu szejk Dżimul (któremu podlegały ziemie należące do dziadka Babura) porwał ją i oddał innemu mężczyźnie (jednemu ze swych oficerów). Ta oczywiście powitała go w swej komnacie dostojnie, ale był to tylko pozór, gdyż jej służące czekały w ukryciu ze sztyletami w dłoniach i gdy dała im znak, zabiły owego mężczyznę, a ciało wyrzuciły na ulicę. Napisała ona zaraz też list do Dżimula, w którym kategorycznie stwierdzała: "Jestem żoną Junasa! Wbrew prawu oddałeś mnie innemu mężczyźnie, więc go zabiłam! Jeśli chcesz mnie za to ukarać, to przyjdź i mnie zabij, lecz należę do Junasa". Dżimul - będąc pod wrażeniem jej odwagi - zwrócił ją mężowi. 




Babur w wieku 5 lat został zaręczony ze swoją kuzynką Aiszą, a gdy miał lat 11, jego ojciec zginął w wypadku, który tak opisuje "Tygrys" swym pamiętniku: "Rzeka przepływa pod murami zamku, który jest położony na samym skraju wysokiej przepaści, tak, że służy jako fosa. (...) w całej Ferganie nie ma silniejszej twierdzy. Tak więc jeden z murów zapadł się, mój ojciec, karmiąc swoje gołębie, był z gołębiami i gołębnikiem strącony ze szczytu urwiska, i tak sam wzbił się w powietrze do innego świata". Następnie Babur opisuje swego ojca: "Mój ojciec był niskiego wzrostu, miał krótką, krzaczastą brodę i był gruby. Nosił tunikę bardzo ciasno, a gdy ją zakładał, to gdy ją puszczał, sznurki często pękały. Zaplatał turban bez fałd i pozwalał, by koniec zwisał. Średnio strzelał z łuku, ale miał tak niezwykłą siłę w pięściach, że nigdy nie trafił człowieka nie powalając go. Jego hojność była wielka, podobnie jak cała jego natura. Był dobrym władcą i dużo grał w traktaka". Następnie "Tygrys" przechodzi do opisu swego nowego królestwa, które przejął w dość młodym wieku: "Fergana leży na skrajnej granicy zamieszkałego świata. Jest to dolina otoczona ośnieżonymi górami ze wszystkich stron, z wyjątkiem z zachodu, dokąd płynie rzeka i tylko z tej strony mogą wejść wrogowie. Fergana jest niewielka, ale obfituje w zboże i owoce. Jej melony są liczne i doskonałe. Nie ma lepszych gruszek na świecie. Jej bażanty są tak tłuste, że cztery osoby mogą zjeść gulasz z jednego i nie skończyć go. Jej fiołki są szczególnie eleganckie i obfituje w strumienie czystej wody. Wiosną jej tulipany i róże kwitną w wielkiej obfitości, a w górach znajdują się kopalnie turkusu, podczas gdy w dolinie ludzie tworzą aksamit w kolorze karmazynowym". Tak wyglądał kraj oczami 11-letniego chłopca, w spisanej przez niego relacji (spisanej oczywiście znacznie później). 

Oczywiście chłopiec na tronie nie wszystkim się podobał. Jedni chcieli go usunąć, aby samemu objąć władzę, inni zaś chcieli wynieść na tron jego młodszego brata Dżihangira. Ogromnym problemem i niebezpieczeństwem byli jego dwaj wujowie (emirowie Samarkandy i Taszkientu), już wcześniej skonfliktowani z jego ojcem, którzy teraz postanowili obalić młodego Babura. Nie udało im się to - jak opisuje Babur - tylko "dzięki odwadze moich młodych żołnierzy". W tym też czasie "Tygrys" nawiązał przyjaźń z niejakim Hassanem-Jakubem "najlepszym graczem w skakanie żab, jakiego znałem". Okazało się jednak że ów młodzieniec był podstawionym figurantem (zapewne przez wujów młodego władcy), który miał na celu tak kierować emirem, aby ten popełniał błąd za błędem, co w konsekwencji doprowadzić miało do jego usunięcia. Namawiał go również - wbrew religii muzułmańskiej - do spożywania zakazanych mięs. I tutaj wkroczyła babcia Babura, przytoczona wyżej Isa-Begum, która usunęła tamtego chłopaka z otoczenia swego wnuka. Potem ów pisał: "Była niezwykle dalekowzroczna, niewielu przedstawicieli jej płci dorównywało jej w przenikliwości". W roku 1497, po śmierci jednego ze swych wujów (a głównego bodajże antagonistę) i przyjęciu władzy w Samarkandzie przez jego syna, Babur wyruszył zbrojnie na to miasto i po sześciu miesiącach oblężenia zdobył je w listopadzie. Nie miał jeszcze 15 lat, a już zdobył miasto, stolicę Timura Kulawego. Samarkanda była ładnym miastem, centrum kulturowym całego regionu dzisiejszego Kazachstanu, Turkmenistanu i Uzbekistanu. Miasto było bogate, ludne, pełne pięknych domów, świątyń i "domów mądrości" (bibliotek). Jak pisał o Samarkandzie Babur: "W całym zamieszkałym świecie jest niewiele miejsc tak przyjemnie położonych". Ponoć "Tygrys" przez pierwsze tygodnie swoich rządów w Samarkandzie dobrze się bawił, urządzając częste uczty i zabawy (był w końcu nastolatkiem), na których nie brakowało również skąpo odzianych dziewcząt. Te przyjęcia jednak doprowadziły go do bardzo poważnej choroby, która złożyła go w łożu wówczas, gdy z Fergany przyszły złe wieści.




Oto bowiem jego matka - Nigar Hatun pisała w liście, że w Ferganie wybuchł bunt i prosi syna aby czym prędzej wracał. Babur czuł się jednak bardzo źle, a mimo to postanowił wrócić do ojczyzny na wezwanie matki i to był błąd. Babur nie był w stanie usiedzieć na koniu, zemdlał i spadł z niego w taki sposób, że jego najbliżsi towarzysze myśleli że nie żyje. Przeniesiono go jeszcze do pałacu w Samarkandzie, ale jego stan wydawał się krytyczny. Posłano do Fergany jednego z posłów o imieniu Kwaja Kazi, aby zakomunikował matce, że jej syn zmarł. Gdy jednak w Ferganie jego wrogowie dowiedzieli się o tym, najpierw schwytali Kwaja Kazi i powiesili go nad bramą cytadeli (potem Babur napisał w swym pamiętniku: "Bez wątpienia Kwaja Kazi był świętym, był cudownie odważnym człowiekiem"). Następnie przejęli oni władzę w Ferganie, gdyż przyjaciele i stronnicy Babura na wieści o jego śmierci poddali się (1498). Jego matka, babka i siostra - Chanzada zostały wygnane, ale pojawił się inny problem. Otóż Babur stracił również Samarkandę (panował tam jakieś 100 dni). Gdy odzyskał przytomność i wyzdrowiał, okazało się że nie ma ani jednego ani drugiego królestwa... i stał się nikim. Przez dwa kolejne lata wędrował po górach wraz z matką, babką i siostrą i żył nieomal jak pustelnik. Oczywiście jako były emir Fergany, był w stanie przekonać miejscową ludność do tego, aby garnęła się pod jego sztandary, starając się odbudować wojsko i ponownie odzyskać utracone miasta - nie było to jednak łatwe zadanie. Jednak Babur nigdy - przez ten czas swego upadku - nie tracił nadziei na sukces. Gdy matka lub babka traciły ją i płakały, żaląc się nad swym losem, ten pocieszał je, mówiąc że przynajmniej "mamy co jeść, mamy melony, a to już coś". Najtrudniejszym dla nich okresem były pierwsze miesiące po upadku, gdy rzeczywiście stali się wyrzutkami i żebrakami. Mieszkali w górskich grotach, a Babur osobiście szykował swojej matce i babce najlepsze posłania jakie tylko mógł zdobyć, aby nie musiały spać na ziemi, gdyż twierdził że jako żony i matki emira zasługują na najlepsze, choć były to zwykłe stare łachy rozłożone jedynie na ziemi. Sam zasypiał byle gdzie, a poza tym - jak twierdzą źródła - zawsze był pogodny w tych dniach (może dlatego żeby natchnąć swoje kobiety optymizmem, natomiast co myślał prywatnie i jak bardzo był przerażony tą sytuację - bo w końcu jeszcze wciąż był nastolatkiem - tego oczywiście nie wiemy).

Jednak ludność miejsc do których przebywał, wspierała go i pomagała, a mężczyźni często chętnie garnęli się pod jego sztandary, jako że Babur był człowiekiem bardzo otwartym, przyjaznym innym ludziom i łatwo nawiązującym znajomości. Prawie nigdy się nie gniewał, rzadko też można go było widzieć smutnym, co przyciągało doń innych ludzi (powtarzał bowiem, co zresztą zapisał w swym pamiętniku: "Nic się nie dzieje, jak tylko z woli Boga"). W końcu roku 1500 Babur ponownie miał licznych żołnierzy pod swoimi rozkazami, ale byli oni po pierwsze niezbyt zdyscyplinowani, a po drugie nie aż tak liczni jak wojska jego wrogów. Mimo to wiosną roku 1501 z tymi wojskami obległ i ponownie zdobył Samarkandę. Tak oto w tym samym czasie, w którym w północno-zachodniej Persji przywódca zakonu kyzyłbaszy - Ismail (ojciec Tahmaspa), został ogłoszony szachem, a w Imperium Osmańskim sułtan Bajazyd II żył w błogiej nieświadomości tego, co za jakiś czas zaplanuje jego syn - Selim (ojciec Sulejmana), Babur znów był emirem. Niestety na krótko, gdyż samarkandę obległy wojska jego wroga chana Buchary - Muhammada Szajbaniego. Sytuacja była krytyczna, i babór w zamian za bezpieczne opuszczenie miasta wraz ze swoimi wojskami, musiał przystać na żądanie Szajbaniego, wydania za niego za mąż swojej siostry Chanzady. Musiał na to przystać, po czym opuścił Samarkandę i teraz skierował się do Fergany, po ojcowiznę. Miasto, którym władał jego ojciec, wpadło w jego ręce dosyć łatwo jeszcze w 1501 r., ale szybko znów zaczęły się problemy. Tutaj bo wiem ukazał się łagodny i ludzki stosunek Babura do innych, szczególnie tych najsłabszych i najbiedniejszych, którzy nie byli w stanie sami się obronić. Otóż jego żołnierze, którzy zajęli dlań Ferganę (praktycznie bez walki), łupili okolicznych chłopów tak bardzo, że praktycznie zabierali im wszystko. Babur nakazał im oddać zrabowane rzeczy, co doprowadziło do buntu i przez co utracił Ferganę, gdy żołnierze odmówili dalszej służby pod jego rozkazami (w sym pamiętniku opisuje to tak, przyznając się do błędu jaki popełnił: "To było bezsensowne, by drażnić tylu mężczyzn z bronią w ręku. Na wojnie i w sztuce rządzenia rzecz może wydawać się rozsądna na pierwszy rzut oka, ale powinna zostać ponownie rozważona przy stu zapalonych latarniach, nim zostanie ostatecznie podjęta. Ten mój źle oceniony rozkaz, był w rzeczywistości ostateczną przyczyną mojego drugiego wydalenia" (1502).




Wydawałoby się że ponowny upadek załamie ostatecznie Babura, ale nie. Nie tracił pogody ducha przez kilka kolejnych miesięcy swego drugiego wygnania i to nawet wówczas, gdy udając się do Taszkientu (którym władał jeden z jego wujów, a prywatnie osobisty wróg jego ojca) musiał znosić tam wiele upokorzeń. Powtarzał sobie jednak że wszystko jest wolą Boga i każdy dzień w którym ma co zjeść i może oddychać powietrzem oraz cieszyć się blaskiem słońca, nie jest dniem straconym, dlatego też nie powinien się smucić. Często wybierał się więc na konne przejażdżki, polował, słuchał śpiewu ptaków i czasem coś pisał w swoim pamiętniku (umiłowanie do piękna otaczającego go krajobrazu zapewne posiadł od swego dziadka od strony matki -Junasa, a miłość do książek od dziadka ze strony ojca - emira Abu Saida Mirzy). W swym pamiętniku Babur dziękuje Allahowi za każdy dzień, który może spędzić w blasku słońca (ja stosuję taką zasadę, że przed pójściem spać pod koniec dnia w swych myślach wypowiadam trzy słowa: "Dziękuję!" za każdą godzinę przeżytego dnia, "Wybaczam!" - wszystkim którzy w jakikolwiek sposób mogli źle o mnie pomyśleć, lub powiedzieli coś nie tak, oraz powtarzam sobie, że kolejnego dnia będę jeszcze lepszym człowiekiem, a jednocześnie że dopnę tego, czego pragnę). Druga tułaczka Babura trwała dosyć długo, bo aż do 1504 r. Wówczas to dowiedział się o śmierci jednego ze swych wujów - Ulug Bega II emira Kabulu, który zmarł, pozostawiając na tronie swego synka, który był jeszcze niemowlęciem. Dziecko to obalił, a następnie przejął władzę w Kabulu niejaki Mukin Beg. Babur postanowił interweniować wobec tej jawnej niesprawiedliwości, a ponieważ ponownie zgromadził wokół siebie licznych chłopów - z których robił żołnierzy - ruszył do Kabulu. Jego trasa przebiegała przez bardzo wąską przełęcz Sir-i-Tuk, leżącą wśród wysokich i stromych skał. Jak opisuje to w swym pamiętniku: "Na stromych i wąskich przejściach i wąwozach, które musieliśmy pokonać, wiele koni i wielbłądów upadło i wypadło. (...) Nigdy nie widziałem tak wąskiej i stromej przełączy, ani nie podążałem ścieżkami tak uciążliwymi. Mimo to parliśmy naprzód z niewiarygodnym trudem przez przerażające wąwozy i przez ogromne przepaście". Wreszcie dotarli do celu. 




Należy od razu dodać, że od roku 1499 gdy ukrywał się w górach, poślubił przeznaczoną mu wcześniej i zaręczoną z nim swoją kuzynkę Aiszę Begum. Urodziła ona córkę, która otrzymała imię Nissa, a Babur był w niej po uszy zakochany gdy tylko miał taką sposobność, wszystkim pokazywał swoją córeczkę, nazywając ją "Chwałą kobiecości". Niestety jednak, dziewczynka zmarła w jakiś czas po swym urodzeniu jeszcze w 1501 r. Ojciec nie potrafił ukryć swego żalu po stracie córeczki, a jednocześnie od tego momentu jego relacje z Aiszą zaczęły się psuć. Chociaż wydaje się, że stosunki te nigdy nie były dobre, jako że Babur niezbyt interesował się kobietami (co oczywiście nie znaczy że interesował się mężczyznami, wręcz przeciwnie, był raczej człowiekiem którego nazwalibyśmy dzisiaj aseksualnym. Będąc jeszcze chłopcem w gronie swych przyjaciół przebywał oczywiście w otoczeniu nagich kobiet, ale nigdy go to nie pociągało, raczej dostrzegał w człowieku jego duchową naturę niż cielesność). W 1503 r. gdy on miał 20 lat, doszło do ich rozwodu. Kolejne jego relacje z kobietami były trudne, jako że sam napisał w pamiętniku: "Nigdy nie poczułem namiętności do żadnej kobiety", a jednocześnie - jak sam przyznaje - wraz z wiekiem (co wydaje się dziwne) wzrastała w nim nieśmiałość do płci pięknej. Po prostu będąc w otoczeniu kobiet czuł się nieswojo, był nieco zażenowany, czasem plątał mu się język i nie wiedział jak i o czym z nimi rozmawiać, twierdząc że skupiają się one na rzeczach, których on nie pojmuje. Jak sam przyznaje, jeśli przebywał w towarzystwie kobiet, to rozmawiał z nimi o sztuce, literaturze lub pięknie otaczającej go przyrody, ale takie relacje przypominały stosunki pomiędzy przyjaciółmi, a nie kochankami. Natomiast jak wiemy przyjaźń pomiędzy kobietą a mężczyzną (raczej) nie istnieje, bo wcześniej czy później musi zamienić się w jakieś głębsze uczucie, albo zwykłe cielesne pożądanie (😚🥴🥰). I dlatego kontakty z kobietami tak bardzo przerażały Babura. Jednocześnie w pamiętnikach często pojawia się jego żal w stosunku do tych kobiet ze swojej rodziny, którym - czy to z jego winy, czy też z winy losu - powiodło się źle. Wraca tam bo wiem do swej siostry Chanzady, którą musiał oddać za mąż, za swego wroga Muhammada Szajbaniego. Jej ciężki los, który musiała spędzić w haremie Szajbaniego, leżał mu zawsze na sercu, a w swych pamiętnikach wielokrotnie prosił ją za to o wybaczenie, nazywając ją "Najdroższą Damą". Poświęca też trochę miejsca w swym pamiętniku matce oraz babce, kobietom które musiał zostawić podczas swojego drugiego wygnania i których już nie spotkał. Matce dziękował że wydała go na świat, babce zaś że była tak dzielną i mądrą kobietą. 




A tymczasem Babur - na czele swego nowo sformowanego wojska - zbliżał się do Kabulu.


CDN.