Łączna liczba wyświetleń

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą WYBORY 2015. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą WYBORY 2015. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 17 października 2023

DO PRZODU!

 JEST DOBRZE, A BĘDZIE JESZCZE LEPIEJ




Wybory, wybory i po wyborach, czyli wiadomo już wszystko jak się sprawa będzie układała przez następne co najmniej dwa (jeśli nie pełne cztery) lata. Prawo i Sprawiedliwość (+ Suwerenna Polska) zdobyło łącznie - 194 mandaty, Koalicja Obywatelska (czyli Platforma Obywatelska i przystawki bez większego znaczenia) - 157, Trzecia Droga (czyli Polskie Stronnictwo Ludowe i Polska 2050) - 65 mandatów, Lewica (+ Nowa Lewica) - 26 mandatów i ostatnią partię jaka weszła do sejmu jest Konfederacja (czyli zlepek różnych osobliwości) - 18 mandatów. Wybory do Senatu zaś wygrała opozycja z tak zwanego "Paktu senackiego", biorąc 66 mandatów, reszta (czyli 34 mandaty) przypadła PiS-owi. Referendum zaś, które odbywało się łącznie z wyborami to Sejmu i Senatu, choć oczywiście zakończyło się odpowiedzią "Nie" na wszystkie cztery pytania w ok. 96% {1) - "Czy popierasz wyprzedaż majątku państwowego podmiotom zagranicznym..?", 2) - "Czy popierasz podniesienie wieku emerytalnego..?", 3) - "Czy popierasz likwidację bariery na granicy Polski z Białorusią..?" oraz 4) - "Czy popierasz przyjęcie tysięcy nielegalnych imigrantów z Bliskiego Wschodu i Afryki..?"}, ale ponieważ nie uzyskało ustawowo wymaganej większości 50% uprawnionych do wzięcia udziału w tym referendum (wynik oscylował w okolicach 42%), prze to nie jest obiektywny dla rządzących (kimkolwiek by oni nie byli) i nie musi być przez nich brany pod uwagę. I tyle, i na tym w zasadzie można by było skończyć owe podsumowanie gdyby nie... No właśnie, gdyby nie co?

Gdyby nie ta cała masa jojczących (szczególnie na Twitterze) mymłoków (wybaczcie, ale ja już naprawdę mam dosyć czytania tych żałosnych potoków nieskrywanego żalu i rozpaczy) z "przegranej PiS-u", bo PiS nie będzie miał większości, a to oznacza że nie stworzy rządu. Dlaczego wkoło jest tylu czarnowidzów, to ja doprawdy nie rozumiem? Wszyscy patrzą na wyniki tych wyborów i mówią "Patrzcie, szklanka jest do połowy pusta, oj co to będzie co to będzie?" A ja odpowiadam dobrze będzie, można nawet dodać że jest dobrze, a będzie jeszcze lepiej. PiS co prawda stracił od ostatnich wyborów jakieś 500 tys. swoich wyborców z 2019 r. (straciłby również i mnie, gdyby nie moje poczucie obowiązku wobec Ojczyzny), ale to dobrze, bo to pozwoli zrozumieć że nic nie jest dane raz na zawsze i że zawsze trzeba liczyć się z głosem swych współobywateli. Mimo to, sytuacja jaka się klaruje nie jest zła i postaram się to wytłumaczyć na dwóch przykładach. PiS co prawda dostał trochę po głowie, bo za bardzo obrósł w piórka, za bardzo był przekonany że wszystko (albo co najmniej bardzo dużo) może i nikt mu za to nic nie zrobi (notabene, tak samo było przed 2015 rokiem z Platformą Obywatelską i to ich doprowadziło do katastrofy z której nie potrafią podnieść się po dziś dzień. Pycha zawsze kroczy o krok przed upadkiem). Ale ogólnie rzecz biorąc Prawo i Sprawiedliwość po raz trzeci z rzędu wygrało wybory, i to jest duży plus (Platforma analogicznie w tym samym czasie w 2015 r. wybory przegrała z kretesem po 8 latach swoich wcześniejszych rządów). Pytanie teraz czy politycy PiS-u będą na tyle inteligentni żeby to, co się stało przekłuć w sukces, nawet jeśli ten sukces będzie nieco przyciągnięty w czasie?




Oczywiście Prawo i Sprawiedliwość samodzielnie rządzić już nie może, ale... to wcale nie oznacza, że rządy będzie sprawowała opozycja, i to nawet paradoksalnie (jak wcześniej wspominałem) nawet jeśli uda jej się sklecić większość rządową. Sytuacja jest dla PiS-u (a raczej dla mądrych ludzi w PiS-ie) wprost wymarzona, ponieważ co prawda partia ta dostała od narodu prztyczka w nos za swą arogancję i butę (szczególnie w czasach pandemii, choć nie tylko) ale, co ciekawe nie została przez ten naród skreślona (tak jak stało się to z Platformą Obywatelską). Więc nie rozumiem skąd te żale? Owszem, emocje są bardzo ważne, emocje często pomagają mobilizować własnych wyborców (czy też zwolenników) i jednocześnie rezonują na konkurentów, ale czas emocji się już skończył wraz z końcem wyborów, teraz trzeba myśleć racjonalnie i jeśli PiS nie chce zatonąć, to musi zupełnie inaczej podejść do tego co się wydarzyło, niż rozpaczanie i grożenie drugiej stronie (czy też obrażanie wyborców opozycji, bo i takie głupoty można przeczytać chociażby na Twitterze, gdzie przyznam się szczerze po prostu rzygać mi się chce jak czytam te niekończące się potoki żalu i rozpaczy). PiS do sprawy musi podejść bardzo racjonalnie, pokazać ogromną klasę i po pierwsze postarać się zbudować większość rządową, a na to są szanse (tylko nie w sposób głupi, jak do tej pory to czynią, rozpowiadając wszem i wobec że my tutaj z tym, czy z tamtym, bo dopiero co zakończyły się wybory, a opozycja - która oczywiście nie jest monolitem - szła jednak do tych wyborów żeby odsunąć PiS od władzy, i tego chcieli wyborcy czy to PSL-u, czy Polski 2050, czy chociażby Konfederacji. Mówienie więc że my tutaj zaraz będziemy rozmawiać i zapewne stworzymy rząd z tymi lub z tymi jest przeciwskuteczne, bo nikt normalny od razu po wyborach się na to nie zgodzi - chyba że jest samobójcą i ma gdzieś poparcie swoich wyborców, ale na to bym nie liczył).




Trzeba poczekać, sytuacja jest bardzo dobra dla PiS-u (przepraszam, może nie bardzo dobra, ale jest dobra, na pewno lepsza niż mogliby oni oczekiwać, gdyby troszeczkę pomyśleli o swoich błędach w czasie tych ośmiu lat rządów). Ja uważam że jeżeli przedstawiciele PiS-u chcą kontynuować rządy, powinni sformułować ciekawą propozycję polityczną dla Kosiniaka-Kamysza i dla Hołowni - bo to właśnie oni są prawdziwymi zwycięzcami tych wyborów. Trzecia Droga - choć wydawało się że zejdzie pod próg wyborczy (8%) wyskoczyła do poziomu ponad 14%, co jest naprawdę dobrym wynikiem, i to oni (a nie Lewica czy Konfederacja) realnie będą rozdawać karty (przynajmniej te najważniejsze dla pis-u). Dlatego radziłbym zarówno Mateuszowi Morawieckiemu jak i innym pisowcom powstrzymać się przed głupimi deklaracjami że oni tutaj zaraz będą rozmawiać z PSL-em o przyszłej koalicji, bo takie deklaracje od razu będą odrzucane (nie po to wyborcy Trzeciej Drogi głosowali na Trzecią Drogę a nie na Prawo i Sprawiedliwość, czy nawet na Koalicję Obywatelską, żeby teraz wchodzić od razu w sojusz z PiS-em, tu trzeba mądrze). PiS ma ogromne atuty i możliwości negocjacyjne, ale tu trzeba powoli, nie śpieszyć się, mimo wszystko mamy czas - w końcu tu chodzi o Polskę. Zobaczymy co z tego wyjdzie, ale szczególnie ja bym uderzał do Kosiniaka-Kamysza i tej jego kamaryli, ofiarując im marchewkę, a jednocześnie pokazując bacik (spójrzcie, my dajemy wam to, to i to, Platforma wam tyle nie zaoferuje, a poza tym, jeśli pójdziecie z nimi to realnie nie będziecie mogli rządzić przez kolejne 2 lata ze względu na to że mamy prezydenta {co prawda jest to trochę ubezwłasnowolniejące Głowę Państwa, ale nieraz w negocjacjach się przydaje}, opłaca to się wam? nic na tym nie zyskacie a tylko stracicie, szczególnie wśród wyborców którzy na was głosowali).




Ja gdybym był na miejscu przedstawicieli PiS-u mógłbym takie rozmowy poprowadzić, (przede wszystkim jednak musiałbym poznać kilka słabych i mocnych stron swoich rozmówców - a politycy przecież mniej lub bardziej się znają - i odpowiednio do tego układać zarówno formę, jak i treść oraz ton rozmowy). Oczywiście nie sądzę też że na jednym takich spotkań by się skończyło, zapewne będzie ich kilka, może nawet kilkanaście, ale tutaj trzeba do każdego z nich podchodzić z otwartą głową, rozsądnie bez emocji i na spokojnie. Zobaczymy co się z tego urodzi i jak PiS do tego podejdzie, możliwości jest bowiem wiele i powstanie w większości rządowej jest jak najbardziej realne dla Prawa i Sprawiedliwości. Oczywiście należy również założyć i inną możliwość, że PiS-owi nie uda się sformować większości i Trzecia Droga oraz Lewica idą z... Ryżym. To też wcale nie jest zła wersja dla PiSu (przepraszam, dla ludzi powiązanych ze spółkami Skarbu Państwa to jest katastrofa, ale ja mam ich gdzieś. Ja nie jestem z PIS-u i moje rady tyczą się tylko pracy dla Polski i kontynuacji tych projektów, które Prawo i Sprawiedliwość rozpoczęło oraz zapewne następnych, które byłyby w planach). W tym wariancie PiS powinien przygotować się na "Długą drogę przez pustynię" - jak de Gaulle nazwał swój powrót do władzy w 1958 r. po 12 latach "odpoczynku". Oczywiście w tym przypadku wspólne rządy Koalicji Obywatelskiej, Trzeciej Drogi i Lewicy nie trwałyby ani 12, ani 10, a myślę że nawet nie przetrwałyby dwóch lat. Natomiast byłoby tam bardzo śmiesznie i można by było usiąść wygodnie, wziąć popcorn i patrzeć jak wzajemnie się zagryzają. Tusk bowiem ewidentnie te wybory przegrał i widać to już gołym okiem, nie udało mu się bowiem stłamsić Trzeciej Drogi i Lewicy i podporządkować ich sobie całkowicie, a to oznacza że realnie jest zakładnikiem obu tych partii, bo wystarczy że chociaż jedna się wysypie i koniec. A tyle było wysiłku, takie wzmożenie emocjonalne, tyle wylanych łez, tyle żalu - głównie za oderwanie od koryta na 8 lat ale nie tylko, bardzo ważny jest również aspekt "kto-kogo". 

Zauważyłem bowiem, że wśród wyborców Platformy panuje bardzo silna pogarda do zwolenników Prawa i Sprawiedliwości i to jest pogarda, którą można by było porównać do nienawiści, jaką wygnani z Francji po 1789 r. arystokraci darzyli zarówno rewolucjonistów jak i elity Cesarstwa łącznie z Napoleonem Wielkim. A gdy wrócili na tron przy pomocy innych państw, pierwsze co zrobili, to przystąpili do rozliczeń. Nic więc dziwnego, że Talleyrand stwierdził, dość ironicznie, iż Burbonowie: "Niczego się nie nauczyli i niczego nie zapomnieli". Efekt tego oczywiście jest znany, dynastia ta została ostatecznie obalona i do władzy już nie wróciła, a jej ostatecznym grabarzem stał się Henryk Karol Ferdynand, zwany też Henrykiem "V" (nigdy nie zasiadał na tronie). Bowiem o klęsce Francji w wojnie z Prusami (Niemcami) w 1870-71 r. i kapitulacji armii cesarza Napoleona III pod Sedanem, powrót Burbonów do władzy był więcej niż pewny a Republika (która wówczas powstała) była tylko formą tymczasową. Wszystkie partie polityczne były zgodne że Henryk V powinien objąć tron, nawet orleaniści dogadali się ze swymi kuzynami na zasadzie takiej, że Henryk V obejmie tron, a gdyby nie udało mu się spłodzić syna, to wtedy tron przypadnie przedstawicielowi linii orleańskiej dynastii Burbonów. Wszystko było dopięte na ostatni guzik i tylko należało oczekiwać kiedy dojdzie do oficjalnego odnowienia monarchii Burbonów i koronacji Henryka. Co więc się stało, że się ze...ło? Henryk nie został królem przez głupotę, bzdurę, mianowicie nie chciał się zgodzić na uznanie trójkolorowej flagi, która już wówczas mocno zakorzeniła się w świadomości Francuzów jako ich flaga narodowa, a wręcz żądał powrotu do starej przedrewolucyjnej białej flagi francuskiej ze złotymi liliami. Koniec końców zraził do siebie całą opinię publiczną, stronnictwa polityczne i społeczeństwo i w 1875 r. wydane zostały tak zwane ustawy konstytucyjne, które oficjalnie już uznawały istnienie III Republiki Francuskiej, a monarchia Burbonów przeszła do lamusa. Innymi słowy Henryk który uparł się o pierdołę, stał się grabarzem całej swojej rodziny.




Dziś ta sama pogarda do "motłochu" (który ośmielił się poprzeć nie to stronnictwo co trzeba), jaka wcześniej tyczyła się Burbonów (i wielu im podobnych), teraz uwidacznia się w postępowaniu zwolenników "totalnej opozycji" czy też bardziej konkretnie Platformy Obywatelskiej. Ostatnio słuchałem Tomasza Lisa i powiedział on że nie rozumie co złego było przed 2015 r. że doprowadziło do upadku Platformę Obywatelską. Cóż mogę powiedzieć, to że on tego nie rozumie to ja jestem w stanie pojąć, bo on zachowuje się dokładnie tak samo, jak zachowywali się Burbonowie na chwilę przed upadkiem. Oni też nie pojmowali dlaczego doszło do rewolucji 1789 r. i dlaczego naród pragnie zachowania chociażby takich oczywistości jak trójkolorowa flaga, za którą przelewali swą krew żołnierze od czasów rewolucji, po Napoleona Wielkiego i później w czasie wojny z Prusakami. Oni żyli w swoim świecie, w świecie pełnym nienawiści do motłochu (lub przynajmniej pogardy, a na pewno byli przekonani co do swoich boskich praw do władzy nad Francją). W ich świecie bowiem, powrót do tego co było wcześniej był oczywistością, tak jak dla Tomasza Lisa i wielu jemu podobnych przedstawicieli elyt, powrót do tego co było przed 2015 jest jak najbardziej oczywiste. Ci ludzie także żyją w swoim własnym świecie, w świecie swojej bańki w której czują się bardzo dobrze i wygodnie, ale gdy wyjdą poza nią, to już jest pewne zdziwienie połączone z przerażeniem a potem ze złością. I co prawda udało im się zmobilizować jakąś część niechęci do PiSu ale dalej na tym nie pojadą, bo to paliwo szybko się kończy, a totalna opozycja, "Sini Razem" i cały ten element od runów SS (zwanych też "strajkiem kobiet" czy jakoś tak) nie ma społeczeństwu nic pozytywnego do zaoferowania. A w rządzie złożonym z... dziewięciu stronnictw (bo z tylu składałby się rząd Koalicji Obywatelskiej, Trzeciej Drogi i Lewicy), będzie bardzo ciekawym zbiorowiskiem, w którym wiele sobie nie porządzą, ale zapewnią nam dobra zabawę, bo przecież różni ich tak wiele, że nie wiem jak uda mi się wspólnie porozumieć. W ogóle nie wiadomo kto miałby być premierem w takim rządzie? Wszyscy z Platformy chcieliby jaką lidera takiego rządu widzieć Donalda Tuska, ale na taki układ nie pójdzie Trzecia Droga (a szczególnie Kosiniak-Kamysz) która jest języczkiem u wagi i bez niej cała ta żałośnie spleciona budowla się rozsypie w drobny mak. Dopiero wtedy się zacznie, Tomasz Lis już wcześniej obrażał zarówno Hołownię jak i Kamysza, pamiętacie te "kałownie" i "tygryska"?), gdy więc nie będą chcieli podporządkować się miłości jego życia, jaką jest Donald Tusk, to gotów jest wyjść z siebie i stanąć obok 😄.




A podporządkować, się nie podporządkują - bo niby dlaczego mieliby? Gdyby chcieli się podporządkować, to zrobiliby to jeszcze latem, gdy sondaże dawały im jakieś 6/8 % i gdy wszyscy zwolennicy Platformy (w tym "dziennikarze" pokroju Tomasza Lisa) twierdzili, że jeśli Hołownia się nie połączy z Platformą to wyląduje na zielonej trawce (a swoje 3 grosze dodawał również Tusk, twierdząc, że albo godzicie się na moje warunki albo aut). W pewnym momencie - gdy okazało się że sondaże nie dają Trzeciej Drodze wystarczającego poparcia -  przestraszyli się również pesel-owcy którzy przekonywali Kosiniaka-Kamysza że warto jednak zostawić Hołownię, bo z nim nie ma szans, a wrócić do Tuska i podporządkować się jemu, w przeciwnym razie nie wejdą do sejmu. I tutaj Kosiniak-Kamysz - chyba po raz pierwszy swoim politycznym życiu -  wykazał się wyjątkowym zmysłem i determinacją i powiedział "nie". Tak więc to on jest twórcą dzisiejszego wyniku Trzeciej Drogi (oczywiście Hołownia też swoje dołożył, jego występ w czasie debaty przedwyborczej był dosyć obiecujący i mógł przysporzyć Trzeciej Drodze nowych zwolenników). Skoro wtedy się nie ugiął - gdy było pewne że wylądują pod progiem - to dlaczego miałby się ugiąć teraz, skoro to on tak naprawdę wygrał wybory i rozdaje karty. A między Trzecią Drogą i Lewicą też szykują się bardzo ciekawe relacje, co doprowadzi do tego że zarówno Kosiniak-Kamysz jak i Hołownia mogą pokazać się jako "obrońcy normalności" - mówiąc najogólniej jak można. Ja w ogóle uważam że jeżeli Platforma nie da Kosiniakowi stanowiska premiera w nowym rządzie, to nie ma szans na żadną koalicję i zaklęcia Tuska oraz bluzgi Lisa nic tutaj nie pomogą, a mogą tylko pogłębić rów już dzisiaj dzielący opozycję.




Dlatego w żadnym razie nie należy się denerwować (jak czynią to wyborcy PiS-u), a podejść do wszystkiego bardzo racjonalnie. Oczywiście nie można odpuszczać żadnych antypolskich akcji i należy  kontrolować poczynania Platformy - która chcąc nie chcąc (jak pisałem wcześniej) będzie musiała zapłacić, za pomoc udzieloną z zagranicy. I będzie płacić naszym kosztem. Na szczęście w dużej mierze nawet gdyby doszło do rządu Platforma-Trzecia Droga i Lewica, to PiS zostawił po sobie bardzo wiele przeszkód, które mogą zamienić się w miny wysadzające nowy rząd (a przynajmniej mocno utrudniające mu działalność). Pierwszą z takich min jest prezydent Andrzej Duda, który na każde antypolskie działanie totalnej opozycji (czyli Platformy Obywatelskiej) ma prawo zastosować weto, a taki rząd nie byłby w stanie tego weta obalić (z tego co wiem, trzeba do tego 276 posłów, a te trzy partie razem wzięte - łącznie jak wspomniałem złożone z dziewięciu klubów - miałyby zaledwie 248 mandatów). Zapewne pojawią się też próby wywierania presji na Prezydenta, ale przez lata obrażano go, nazywano "długopisem Kaczyńskiego", więc nie sądzę aby zapomniał tamte zniewagi. Taki rząd przez kolejne 2 lata byłby więc w dużej mierze ubezwłasnowolniony i niezdolny do realnego sprawowania władzy. Kolejną miną postawioną na drodze "totalnych" przez PiS, jest choćby Rada Mediów Narodowych, która wybrana została na sześcioletnią kadencję w lipcu 2022 r. Czyli żadne próby interwencji w Telewizji Publicznej nic nie dadzą i tak naprawdę PiS miałby TVP w dalszym ciągu pod swymi skrzydłami (stąd te zadowolone miny niektórych redaktorów tejże telewizji?). Poza tym PiS byłby najsilniejszą opozycją w historii III Rzeczpospolitej i mógłby tutaj wiele namieszać, tak więc nie sądzę że rząd stworzony przez platformę byłby takim złym rozwiązaniem. Wielu ludziom otworzyłyby się oczy (zresztą telewizja w dalszym ciągu byłaby pisowska 😄), a Prawo i Sprawiedliwość ustami Macierewicza już zapowiedziało, że jeśli do tego dojdzie to oni będą patriotyczną opozycją.




Tak więc nadchodzą bardzo ciekawe dni tygodnie i miesiące i wydaje mi się że należy być coraz lepszej myśli dobrej myśli bo nie sądzę żeby rząd spleciony przez tych fanatyków pełnych nienawiści - nawet nie tyle do PiS-u, co przede wszystkim do wyborców PiS-u (widzieliście drodzy Czytelnicy tego bloga niektóre tweety tych ludzi? ja widziałem i targają mną sprzeczne uczucia. Na początku uśmiałem się do rozpuku, ale potem po prostu zrobiło mi się ich żal. W końcu życie w takim rozbiciu emocjonalnym musi być koszmarem i należałoby zorganizować jakąś ogólnonarodową terapię psychiatryczną albo psychologiczną dla tych ludzi, bo wydaje mi się że oni mogą stanowić niebezpieczeństwo nie tylko dla siebie samych, ale również dla swego otoczenia), taki rząd nie będzie w stanie długo się utrzymać. Także nie ma co się martwić i przejmować na zapas. Jest dobrze, PiS wygrał kolejne wybory, a co do reszty to poczekajmy trochę. I nie nerwowo, nie agresywnie - jak mówiła niezapomniana Renata Beger. Przed nami bardzo ciekawe chwile o czym nie omieszkał wspomnieć również sam Jarosław Kaczyński. Tak więc głowa do góry!




niedziela, 15 października 2023

ZWYCIĘSTWO!

PiS WYGRAŁ TRZECIE WYBORY PARLAMENTARNE Z RZĘDU




 Kolejne parlamentarne zwycięstwo Prawa i Sprawiedliwości, trzecie z kolei i trzecie pod rząd, natomiast nie pamiętam już ile tych zwycięstw łącznie było od 2014 r., wliczając prezydenckie, samorządowe i do Parlamentu Europejskiego - po prostu nie chce mi się już tego liczyć. Co prawda wyniki exit poll wskazują tylko na 200 mandatów dla partii rządzącej (na 460 możliwych do wzięcia), ale to są tylko wyniki sondażowe, natomiast wielu już zanosi się płaczem, że opozycja zdobyła łącznie większość parlamentarną - bzdura totalna. Należy bowiem pamiętać że wciąż nie zostały podliczone wyniki ze wsi i małych miasteczek, a tam za Platformą Obywatelską ludzie w ogromnej większości nie przepadają, tak więc już jutro, albo pojutrze możemy się obudzić w zupełnie innej rzeczywistości. Na dzień dzisiejszy i tak Prawo i Sprawiedliwość kontynuuje misję tworzenia nowego rządu. Prezydent z pewnością bowiem powierzy tę misję przedstawicielowi zwycięskiej partii, a taką jest właśnie PiS. Myślę że większość sejmową spokojnie uda się zebrać, tak więc ja osobiście jestem dobrej myśli.

Reformy które PiS rozpoczął, muszą być kontynuowane, nawet jeśli uznamy że zabierał się za nie jak przysłowiowy pies do jeża. PiS popełnił też wiele błędów, szczególnie w czasach pandemii, ale wydaje mi się (i takie odczuwam wrażenie słysząc o tym, co mówił chociażby Morawiecki, że popełnili błędy i za nie przepraszają, choć oczywiście nie dodał jakie to były błędy, a pandemia to tylko niewielki wycinek owych błędów - choć najbardziej dotkliwy i najbardziej niszczący wizerunek partii, jaką było kiedyś Prawo i Sprawiedliwość) że zrozumieli iż pewne naciski zewnętrzne (takie, jakie szły choćby do Ministerstwa Zdrowia w czasach pandemii od pana Anthony'ego Fauci, czy też bardziej konkretnie od jego sekretarki, albo te, iż można się dogadać z Komisją Europejską i ona dotrzyma danego słowa) nie były warte poparcia Polaków i ostatecznie okazały się mrzonkami które miały tak czy siak zatopić tę partię (szczególnie widać to wyraźnie na przykładzie wymuszania na PiS-ie przez Komisję Europejską zgody, na rozładunek i sprzedaż ukraińskiego zboża w Polsce. Przedstawiciele tej instytucji bowiem - pomimo wcześniej złożonego polskiego weta w tej sprawie - byli pewni, że Polska to weto ostatecznie wycofa, bo taka była kalkulacja wcześniejszych relacji PiS-Komisja Europejska, a polegała ona na tym, że PiS najpierw głośno krzyczał i kładł się Rejtanem że czegoś nie zrobi, a potem ostatecznie i tak posłusznie wykonywał polecenia eurokratów. Dlaczego decyzja pani von der Leyen o zezwoleniu na przewóz i sprzedaż ukraińskiego zboża na terenie Unii Europejskiej zapadła dosłownie za pięć dwunasta? Ponieważ Unia - a raczej Komisja Europejska - do ostatniej chwili czekała na polską kapitulację w tej sprawie. W PiS-ie jednak ktoś wreszcie poszedł po rozum do głowy i zdał sobie sprawę, że sprawa ta ma po prostu zatopić tę partię przed zbliżającymi się wyborami parlamentarnymi w Polsce, bo jeśli Prawo i Sprawiedliwość zgodziłoby się wycofać weto na ukraińskie zboże w Polsce, spowodowałoby to olbrzymie straty a prawdopodobnie również bankructwo wielu polskich rolników i to jednocześnie przełożyłoby się na poparcie wsi dla partii PiS. Wówczas taki pan Kołodziejczak - którego na szybko przygarnęła Platforma Obywatelska wraz z Donaldem Tuskiem, mógłby piać z oburzenia, że zły PiS właśnie pogrzebał polską wieś i nie dba o polskich rolników. A to byłoby zabójcze dla tej partii, która największe swe poparcie ma właśnie na wsi i w małych miejscowościach.




Wydaje mi się więc że mówiąc o błędach które PiS wcześniej popełnił, Morawiecki mówił właśnie o tych faktach. O tym, że oni inaczej podchodzili do sprawy, oni ufali ludziom z którymi rozmawiali i z którymi się umawiali (w końcu każdy człowiek wychodzi z założenia, że jeśli się z kimś umawia, to ten drugi dotrzyma danego słowa. Chyba że ma do czynienia z szulerem, kłamcą i hochsztaplerem jak w przypadku przedstawicieli Komisji Europejskiej - to wtedy zupełnie inna sprawa, tylko że PiS musiał się o tym przekonać dopiero na własnym grzbiecie). W każdym razie opcja niemiecka czy też raczej tak zwana "partia pruska" nie ma czego w Polsce szukać. Bowiem jeśli na razie jeszcze jesteśmy za słabi aby móc sobie pozwolić na partię typowo polską, to już wolę Jankesów i partię amerykańską - jaką obecnie jest Prawo i Sprawiedliwości. Nie chcemy bowiem ani Moskala, ani Niemca. Chcemy zaś odnowienia Polskiej Siły i Polskiego Ducha, Odrodzenia dawnego Międzymorza i nowego ułożenia sił w Unii Europejskiej, bo to, co jest obecnie, to już jest trup, który jeszcze nie zdaje sobie sprawy że dogorywa. A Niemcy niestety ponownie dolewają oliwy do ognia, niszcząc Europę po raz trzeci w przeciągu 100 ostatnich lat. Nie chcemy Europy od Władywostoku po Lizbonę, nie chcemy "świeżej krwi afrykańskiej" w Europie, która ma nas kulturowo (czy też antykulturowo) ubogacić (gwałcenie kobiet, mordowanie ludzi czy choćby zwykłe wypróżnianie się na ulicy, nie jest elementem żadnej kultury - chyba że typowo pierwotnej). Nie chcemy na naszych ulicach mieć tego samego z czym zmagają się na Zachodzie. Chcemy mieć spokój, bezpieczeństwo i stabilne rządy, oraz świadomość, że nasze dzieci wysłane do szkoły wrócą bezpiecznie do domu i nie trzeba specjalnie po nie wychodzić, żeby ocalić je od napadu, pobicia czy ataku nożownika albo jakiegoś innego islamofila z bronią palną, czy pasem szahida wypełnionym TNT. Tu ma być spokój, tu jest Polska i my na to nie pozwolimy.




Tak więc podsumowując, jestem zadowolony z wyniku tych wyborów. Pokazują one bowiem że gen samozniszczenia - jaki mimo wszystko jeszcze w naszym narodzie się tli - jest już zbyt słaby aby triumfować. Tak więc jeszcze Polska nie zginęła póki my żyjemy, nie zginęła i nie zginie! - jak w swych ostatnich słowach rzekł do żołnierzy Samodzielnej Grupy Operacyjnej Polesie gen. Franciszek Kleeberg.




piątek, 13 października 2023

ORŁY I KURY!

 CZYLI PRZEDWYBORCZE MEMY




Jeszcze przed zapadnięciem ciszy wyborczej (czyli przed północą z piątku na sobotę), pozwolę sobie zaprezentować kilka wybranych przez siebie memów politycznych, pokazujących jednocześnie moje wyborcze preferencje. Nim jednak do tego przejdę, chciałbym wypowiedzieć kilka słów wyjaśnienia odnośnie tych wyborów.

Moje preferencje polityczne, choć oscylowały wokół Prawa i Sprawiedliwości, tak naprawdę nigdy nie były związane do końca z tą partią i realnie nie byłem w stanie zrozumieć ludzi, którzy twierdzili, że tylko PiS gwarantuje nam bezpieczeństwo i że to są jedyni patrioci. Śmiać mi się chciało gdy wypowiadali takie treści, ponieważ ja dosyć dobrze znam korzenie zarówno Jarosława jak i Lecha Kaczyńskich i z tego co mógłbym powiedzieć to bliżej im było do ideologii liberalnej (lub też bardziej socjal-liberalnej) niż do realnego patriotyzmu, który obecnie jest prezentowany przez partię Prawo i Sprawiedliwość. Jarosław Kaczyński (Lech trochę różnił pod tym względem), był zwolennikiem proponowanej przez Lecha Wałęsę na początku lat 90-tych koncepcji państwa neo-liberalnego (zresztą Wałęsa na ekonomii się nie znał i po prostu łykał to, co podpowiadali mu "doradcy", szczególnie jego osobisty kierowca i szara eminencja "dworu" prezydenta po 89 roku czyli Mieczysław Wachowski - kto dziś o nim pamięta? Ja przyznam się szczerze że też jestem za młody abym pamiętał dobrze tamte czasy, ale trochę się tymi zagadnieniami interesowałem). Dopiero z chwilą kiedy ich drogi się rozeszły i Lech Kaczyński założył Porozumienie Centrum, zaczęło się powolne (bardzo powolne) przechodzenie z liberalnego centrum, ku "socjalistycznej prawicy". Piszę to tylko po to, żeby uświadomić że przekonania Kaczyńskiego ewoluowały, a raczej były wypadkową jego politycznych niepowodzeń.

Już nie pamiętam kiedy dokładnie po raz pierwszy zagłosowałem na PIS (który założony został w 2001 r.), Chyba jeszcze w 2005 roku gdy miałem 24 lata. I w kolejnych latach już tak jakoś "poszło", ponieważ realnie nie widziałem alternatywy dla PiS-u. Dopiero pandemia z lat 20/21 mocno wyleczyła mnie z poparcia dla Prawa i Sprawiedliwości (przynajmniej tak mi się wydawało). Pamiętam, że za to co PiS odwalał w czasach pandemii covid 19 powiedziałem sobie, że już nigdy więcej na nich nie zagłosuję. Teraz niestety jednak muszę cofnąć tamte słowa i raz jeszcze zagłosować na tych ludzi. Niestety, nie mam wyjścia, ponieważ opcja przeciwna jest o stokroć gorsza i moje osobiste w tym momencie emocje nie mają już większego znaczenia. Problem według mnie bowiem stanowi największa partia opozycyjna, czyli Platforma Obywatelska czy też Koalicja Obywatelska (w skrócie PO i KO). Ci ludzie bowiem są tak bardzo uzależnieni od zewnętrznych mocodawców (jakkolwiek byśmy ich nie nazywali), że stanowi to bardzo poważne obawy przed bezpieczeństwem państwa. Ostatnio ktoś mądry napisał na Twitterze słowa z którymi się zgadzam i pod którymi się podpisuję, a mianowicie: "Ja nie obawiam się rządów Platformy Obywatelskiej, Ja obawiam się tego, co Polska będzie musiała zapłacić Zachodowi w zamian za pomoc udzieloną przez nich dla naszej totalnej opozycji". I te słowa jakby zostały wyrwane z moich ust, są bowiem doskonałym odzwierciedleniem obecnych realiów politycznych i tego, że głosujemy albo za Polską (mam tutaj na myśli partię najmniej uwikłaną we wszelkie zewnętrzne podległości i koligacje), albo za antypolską, czego mieliśmy ostatnio przykład przy okazji promocji tego chłamu pod nazwą "Zielona granica" Agnieszki Holland.

Pamiętajmy bowiem o jednym, a jest to wiedza powszechnie dostępna i wystarczy tylko otwarty umysł i trochę chęci do poznania historii, aby uświadomić sobie że zawsze gdy jakikolwiek władca zostawał obalany we własnym kraju i szukał wsparcia za granicą (a takich przypadków szczególnie w średniowieczu było dość dużo), i to wsparcie (w takiej lub innej formie - głównie militarnej oczywiście, bo to było wówczas najważniejsze) uzyskiwał, to musiał potem się odpowiednio swojemu wybawcy odpłacić i płacił kosztem swych własnych poddanych (to jest tak oczywiste, że wydaje mi się że tylko osoba o bardzo małym rozumku mogłaby tego nie pojmować). Ale i w czasach późniejszych było podobnie, np. podczas II Wojny Światowej. Rząd polski i Polska Armia która była tworzona we Francji, a potem w Wielkiej Brytanii, i która broniła brytyjskiego nieba czy też francuskiej ziemi przed niemieckim najazdem, wraz z końcem wojny polski rząd na uchodźstwie w Wielkiej Brytanii został zmuszony do zapłacenia za to, że wcześniej Wojsko Polskie broniło Brytyjczyków przed Niemcami. Polskie złoto, które udało się ewakuować z Polski we wrześniu 1939 r. i które dotarło najpierw do Francji a potem do Wielkiej Brytanii, zostało w pewnej części skonfiskowane przez Brytyjczyków w 1945 r. na pokrycie wydatków poniesionych przez nich na utrzymanie Wojska Polskiego na ich ziemi. W taki oto sposób Brytyjczycy odpłacali się nam za to, że przelewaliśmy własną krew w obronie ich Wyspy i w obronie ich kobiet i dzieci - a oni nawet nie byli w stanie zaprosić Polaków na paradę zwycięstwa w Londynie w 1946 r., bo Stalin zażyczył sobie, żeby Polaków tam nie było. Obrońcy brytyjskiego nieba z 1940 r. i żołnierze walczący na wszystkich frontach II Wojny Światowej przyglądali się więc tej paradzie z ulicy (co wtedy mogli czuć ci ludzie? trudno powiedzieć, ale ich serca zapewne rozdzierała żywa rozpacz). Ale to też był jawny przykład, że za wszystko trzeba zapłacić, nawet za to, że sojusznika bronisz własnym ciałem.






Co prawda na pewne usprawiedliwienie Brytyjczyków można dodać, że również Amerykanie kazali im sobie płacić za samoloty i broń i nie było sentymentów że to sojusznicy, że wspólna historia, że państwo z którego USA powstało i tak dalej i tak dalej. Natomiast chciałem jasno uświadomić że nie ma darmowych posiłków, nie ma darmowych posiłków! Ci, którzy proszą o pomoc zagranicę, będą musieli za tę pomoc zapłacić i będą za nią płacić naszym kosztem. A ja przyznam się szczerze mam już dosyć tego dziadostwa które było tutaj od lat 90-tych i tego kompleksu niższości i tego wysługiwania się obcym, czy to Niemcom, czy Ruskim, czy Francuzom, czy Amerykanom, czy komukolwiek innemu, tylko nie kurwa Polakom. A widać już otwarcie, że te wybory - które w niedzielę będą w Polsce - one są ważne nie tylko dla nas, ale przede wszystkim dla naszych sąsiadów z Niemiec (i to jest coś tak niezwykłego, ale przyszłość Niemiec zależna jest od tych polskich wyborów) ale również i dla całej Europy, bo od naszych wyborów zależy w jaką stronę pójdzie Unia Europejska. Czy będzie to nowy kołchoz pod nazwą IV Rzesza Europejska, czy też Europa Wolnych Narodów i Wolnych Państw. O skali ważności tych wyborów dla Niemiec nie będę dzisiaj pisał, postaram się napisać o tym już po wyborach czyli po niedzieli. Należy jednak pamiętać, że obecne kłopoty jakie mają Niemcy nie zostaną rozwiązane bez stłamszenia Polski, bez ponownego wciśnięcia nas w ten gorset podległości ekonomicznej i politycznej (na wzór Mitteleuropy Naumanna z 1915 r.) jaki był tutaj przez tyle lat po roku 1990. 

Dość już z tym! To już odchodzi w niepamięć. Teraz chciałbym, żeby ci na Zachodzie zaczęli się przyzwyczajać do polskiej siły - zarówno rozumianej jako siła ekonomiczna, polityczna jak i militarna, oraz oczywiście polskiego ducha, który wraz z innymi krajami Międzymorza poprowadzi Europę ku świetlanej przyszłości, bo takie kraje jak Niemcy i Francja (które mają w przysłowiowej dupie własnych obywateli i przede wszystkim martwią się o imigrantów, gdzie tutaj ich rozlokować i jak bardzo utrudnić życie rdzennym Europejczykom) już się skompromitowały i one już powinny usunąć się na dalsze pozycje, one już przegrały. Przykład niemieckiej indolencji widać chociażby w ewakuacji niemieckich obywateli z Izraela po ostatnim ataku Palestyńczyków, którym rząd niemiecki kazał szukać lotów rejsowych, a może nawet przez pustynię gdzieś na pieszo przedzierać się do Niemiec. Polski rząd po swoich obywateli (i nie tylko swoich co ciekawe) wysłał samoloty wojskowe. Można inaczej? Tylko trzeba mieć trochę innego podejścia do ludzi, do swoich własnych obywateli i do cywilizacji chrześcijańskiej w jakiej wyrośliśmy. Ale dla ludzi którzy mają w głowie jedynie imigrantów i tworzenie z Europy jakiś eurokouchozów na wzór sowiecki w stylu neomarksistowskim - człowiek nic nie znaczy, jest tylko statystyką, cyferką, którą można usunąć albo wymazać. I o to też są te wybory. Chciałbym powiedzieć że zagłosuję w tych wyborach na partię Piłsudskiego Tak powiedzieć jednak nie mogę, ponieważ PiS to nie jest dawna sanacja, to raczej jej parodia. Mimo wszystko jednak w porównaniu z konkurencją polityczną, z tak zwaną "totalną opozycją" i wszystkimi innymi przystawkami - to jak dzień do nocy i dlatego niestety muszę złamać swoje słowo, które wypowiedziałem w 2021 roku że już nigdy więcej na PIS nie zagłosuję. Wybieram więc mimo wszystko Orły, a nie KO, KO... Kokoszki.





 A teraz zapraszam na kilka politycznych memów które przygotowałem.


ON TEŻ POPIERA TUSKA



ONI TEŻ POPIERAJĄ TUSKA



👍



🧐



TEN MECZ BĘDZIE SIĘ TOCZYŁ O TO, JAKĄ WIZJĘ EUROPY WYBIERZEMY. POLSKĄ KONCEPCJĘ WOLNYCH NARODÓW CZY NIEMIECKIEGO EUROKOŁCHOZU?



PLATFORMA OBYWATELSKA I JEJ ZAGRANICZNI MOCODAWCY W TYCH WYBORACH



DZIĘKUJĘ
 

piątek, 10 lipca 2020

POD FLAGĄ BIAŁO-CZERWONĄ!

PARĘ SŁÓW O 

NIEDZIELNYCH WYBORACH, 

TUŻ PRZED CISZĄ WYBORCZĄ





 

 Piękna pogoda szykuje się na cały lipiec (nie licząc oczywiście pewnych nieprzyjemnych anomalii pogodowych, jak choćby ulewne deszcze czy mini tornada w niektórych rejonach kraju) i człowiek znów rozmarza się na temat wakacyjnego wypoczynku. Niestety, tak mi się zdaje że ponownie w tym roku nie będzie mi dane wypocząć, wygrzać się w słońcu i zanurzyć w morskich falach, gdyż tak się akurat składa - któryś rok z kolei - że ciężko mi będzie wyrwać się na dłużej, niż kilka zaledwie dni. Ostatnimi czasy - z powodu natłoku spraw zawodowych - odpuściłem sobie zarówno siłownię jak i basen, a z powodu tej całej pandemii koronawirusa zrezygnowałem także z kilku innych przyjemności (takich jak kino, teatr czy skoki na spadochronie - chciałem sobie nawet wyrobić na to licencję). Co prawda zamierzam do tego wszystkiego jeszcze powrócić, podobnie jak do wyrobienia sobie uprawnień do prowadzenia autobusu i ciągnika rolniczego (co prawda nie jest mi to do niczego potrzebne, ale zawsze lepiej jest mieć takie prawko, niż go nie mieć - prawda?). Cóż, zamierzam się zmobilizować i konsekwentnie realizować wyznaczone cele (koronawirus stał się doskonałą wymówką dla mojego lenistwa). Ale nie o sobie chciałbym pisać w tym temacie, gdyż nieubłaganie zbliża się już druga tura wyborów prezydenckich i (niestety) muszę tutaj wcisnąć swoje "dwa zdania". Piszę "niestety" - ponieważ wolałbym tego nie czynić i zająć się zupełnie innym tematem, ale nie mogę, zbyt wiele jest do stracenia, aby przejść nad tym do porządku dziennego. Oczywiście nie zamierzam (bo nigdy wcześniej tego nie czyniłem na tym blogu) agitować tutaj za jednym czy drugim kandydatem do roli prezydenta Najjaśniejszej Rzeczypospolitej, a pragnę tylko wyrazić moje skromne zdanie. 

Pierwsza tura wyborów prezydenckich zakończyła się dwa tygodnie temu (dokładnie 28 czerwca) zwycięstwem dotychczasowego prezydenta Andrzeja Dudy z wynikiem 43,50 % głosów. Drugie miejsce zajął kandydat opozycji totalnej Rafał Trzaskowski, osiągając wynik 30,46 % głosów. Tym samym ci dwaj panowie przeszli do drugiej tury wyborów i jak widać ostro ze sobą rywalizują (sondaże dają im prawie równe szanse na zwycięstwo). Pozostali kandydaci: reprezentant TVN-u Szymon Hołownia (13,87 %), konfederata Krzysztof Bosak (6,78 %), "rozpacz ZSL-u"  Władysław Kosiniak-Kamysz (2,36 %), kandydat lgbt Robert Biedroń (2,22 %), oraz totalny polityczny plankton: Stanisław Żółtek (0,23 %), Marek Jakubiak (0,17 %), Paweł Tanajno (0,14 %), Waldemar Witkowski (0,14 %) i Mirosław Piotrowski (0,11 %) - że też im się chciało kandydować? Ale to już historia, zaś przed nami druga tura wyborów które - i to mówię z całą pewnością - mogą przesądzić o naszym losie nawet nie na pięć, ale na co najmniej dekadę, choć wydaje się wręcz że na całe pokolenie. Dzisiejszy wpis będzie krótki, gdyż nie ma co się tutaj zbytnio rozwodzić nad tematem, bowiem jacy owi dwaj kandydaci do prezydentury są - każdy widzi, problem polega jednak na tym, że nie wszyscy potrafią sobie wykalkulować co niosą ze sobą obie wizje prezydentury. Zacznę może od Andrzeja Dudy. W zasadzie nie ma co tu komentować - bardzo mnie on rozczarował, gdy po raz pierwszy zawetował ustawę (autorstwa Prawa i Sprawiedliwości) dotyczącą reformy sądownictwa. Miało to miejsce dokładnie trzy lata temu, w lipcu 2017 r. Przyznać się muszę, że zadeklarowałem wówczas że na tego pana więcej już nie zagłosuję, a czarę goryczy przelała kwestia nieupublicznienia tajnego raportu do aneksu WSI (czyli tej zmory postubeckiej, ciążącej nad Polską niczym jakiś złowrogi cień).




Wybitnie denerwuje mnie również ta jego serwilistyczna polityka (jeśli można ją nazwać polityką) wobec USA (choć ja sam jestem mocno proamerykański, ale w żaden sposób nie pochwalam pozycji serwilistycznych i klientystycznych, tym bardziej że w obecnej sytuacji polityki i geopolityki oba nasze kraje mają sobie do zaoferowania interes typu fifty-fifty i każda ze stron powinna być z tego zadowolona). Choć oczywiście w zbliżającym się globalnym konflikcie USA i Chin bez wątpienia poparłbym Stany Zjednoczone (lecz najpierw sami Amerykanie powinni zrobić porządek we własnym kraju i ostatecznie opowiedzieć się przeciw lewactwu niszczącemu ich kraj, obalającemu pomniki ich bohaterów, palącemu amerykańskie flagi i próbującemu stworzyć sobie na terytorium USA jakieś żałosne lewackie enklawy - choć akurat w tym przypadku, a nawiązuję tutaj do niedawnych wydarzeń w Seattle i powstania tam "strefy wolnej od policji", zwanej oficjalnie "Capitol Hill Autonomous Zone", w skrócie CHAZ - ten pomysł mi się podoba. Donald Trump mówił co prawda że może zakończyć istnienie tego tworu w ciągu pół godziny, choć nic w tej sprawie nie uczynił i to uważam za poważny błąd. Ale nie dlatego, że chciałbym aby Gwardia Narodowa czy US Army wkroczyły na ten lewacki grajdołek, tylko dlatego że byłaby to doskonała okazja do zademonstrowania debilizmu komunizmu. Skoro bowiem Antifa ogrodziła tych kilka przecznic zasiekami i proklamowała tam niezależne od USA państwo, należało czym prędzej wysłać w to miejsce Federalną Straż Graniczną, obstawić wejścia i... nie wpuszczać ani nie wypuszczać stamtąd nikogo, póki nie zostanie uzgodniona kwestia wymiany handlowej i dyplomatycznej z tym nowym "państwem". Donald Trump powinien obstawić dodatkowo cały teren kamerami telewizyjnymi i nagrywać to, co dzieje się w środku non stop, 24/h. I zero jakichkolwiek dostaw, zero jedzenia, wody, prądu, gazu - nic, skoro chcą niezależności, niech sami pokażą że potrafią coś zrobić i że do czegokolwiek innego się nadają, prócz darcia ryja na wiecach w imię "walki z kapitalizmem". Jestem przekonany że relacja z CHAZ, cieszyłaby się ogromną popularnością w USA [niczym swoisty Big Brother na żywo] i pokazałaby ludziom, do czego dąży komunizm i jak komunizm się kończy. A gdy antifiarze i reszta tej marksistowskiej hołoty zaczęłaby już się słaniać z głodu i pragnienia, wszedłbym do środka i dał po uszach całej tej hałastrze, aby nauczyć ją rozumu na przyszłość). Wróćmy jednak z powrotem do Polski i zbliżających się w naszym kraju wyborów prezydenckich.

Andrzej Duda mocno mnie rozczarował - zresztą nie tylko on jeden, rozczarował mnie cały PiS, partia, na którą pełen entuzjazmu głosowałem w wyborach parlamentarnych w 2015 r. Wówczas wydawało mi się że głosuję na Piłsudskiego, że po zwycięskich wyborach nastąpi konsekwentna sanacja całego państwa, oczyszczenie jego struktur i skrupulatna odnowa moralna. Niestety, nic takiego nie nastąpiło, a dziś już ostatecznie straciłem nadzieję na to, że Prawo i Sprawiedliwość stanie się swoistą "grupą rekonstrukcyjną Sanacji", szczególnie dobitnie zostało to wyartykułowane,  po wymianie premier Beaty Szydło na technokratę Mateusza Morawieckiego w grudniu 2017 r. Niestety, jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma i zarówno Andrzej Duda, jak i Prawo i Sprawiedliwość są na dzień dzisiejszy jedyną rozsądną opcją i choć prezydent Duda wypowiada się ostatnio dość ostro o uniemożliwieniu indoktrynacji dzieci w szkołach przez ideologów lgbt, o tym że "chłopak i dziewczyna to polska rodzina" - to ja się zapytuję: Dlaczego wcześniej się tym nie zajęliście, dlaczego dopiero teraz, gdy w oczy zaświtała wam groźba porażki wyborczej (i utraty Pałacu Prezydenckiego), próbujecie ten temat wciągnąć na publiczną wokandę? Dlaczego nie było i nie ma żadnych zdecydowanych kroków rządu i prezydenta w sprawie wypłaty przez Niemcy reparacji za II Wojnę Światową? Bowiem te reparacje - a mówimy tutaj o astronomicznej kwocie 1 biliona dolarów - Niemcy, czy chcą czy nie, będą musieli wcześniej czy później zapłacić. I nie ma w tej sprawie czegoś takiego, jak przedawnienie - zresztą czego przedawnienie - waszych zbrodni? Mordowaliście, paliliście i gwałciliście na potęgę. Zniszczyliście nam kraj i cofnęliście w rozwoju o kilkadziesiąt lat do tyłu, całkowicie zburzyliście i spaliliście naszą stolicę - "Paryż Północy" - jak przed wojną nazywano Warszawę. I co? Przedawniło się, tak? Nic się nie przedawniło, gdyż krew pomordowanych wciąż domaga się sprawiedliwości, a wy drodzy przyjaciele Niemcy - wybraliście sobie bydlaka na wodza, a potem zniszczyliście cały kontynent w morzu krwi, a po wojnie dawni  naziści znajdowali "ciepłe posady" w różnych miejscach odrodzonego państwa niemieckiego (np. w niemieckim ministerstwie spraw zagranicznych po wojnie pracowało więcej nazistów, niż... w czasach III Rzeszy, a jest to tylko jeden wybrany przykład). Jedyne więc co możemy dla Was zrobić, drodzy niemieccy sojusznicy z NATO i Unii Europejskiej, to rozłożyć wam tę kwotę na raty, abyście od razu nie zarżnęli swojej gospodarki - i tyle.






Drugą ważną sprawą, która ponownie wraca w kampanii wyborczej, to jest kwestia owych bezprawnych (wręcz zbrodniczych) żądań organizacji żydowskich (głównie, choć nie tylko) z USA, w sprawie pożydowskiego mienia bez-spadkowego (czyli takiego, gdzie zarówno właściciel już nie żyje, jak i nie pozostawił po sobie żadnych następców). W tym temacie odpowiedź jest tylko jedna: kierunek Berlin, chcecie pieniędzy, proszę bardzo, zwróćcie się do narodu sprawców Holokaustu Żydów i Holokaustu Słowian (w tym głównie Polaków - gdyż nasz kraj stracił najwięcej obywateli w przeliczeniu na liczbę mieszkańców), a nie do narodu ofiar, gdyż gdyby nie Polacy, nigdy nie powstałoby żadne państwo Izrael (należy bowiem pamiętać, że Polska lobbowała za powstaniem Izraela w Palestynie jeszcze w latach 30-tych XX wieku, zaś po 1948 r. pierwszym językiem odrodzonego Izraela, był właśnie język polski, zaś hymn tego państwa także został wzorowany na polskim hymnie narodowym - Mazurku Dąbrowskiego), a Niemcy wymordowaliby znacznie więcej Żydów, niż stało się to w rzeczywistości. Dla nas temat bez-spadkowych roszczeń nie istnieje i tyle, szkoda tylko że dopiero teraz prezydent Andrzej Duda zdaje sobie to uświadamiać. Inna sprawa - to przekop Mierzei Wiślanej i budowa Centralnego Portu Komunikacyjnego (jednego z największych lotnisk w Europie). Tutaj (szczególnie w tej pierwszej kwestii) podoba mi się upór rządu i prezydenta, aby te inwestycje doprowadzić do końca. Ani Rosja, ani Niemcy ani żaden inny kraj nie będą nam mówić, jakie inwestycje możemy u siebie podejmować i co się nam bardziej opłaca. Z CPK jest trochę więcej zawirowań związanych niestety z obsadzeniem dyrekcji mającej zajmować się tym projektem, przez tzw.: "BMW" (Biernych, Miernych ale Wiernych). Cóż się jednak dziwić, skoro prawie połowa PiS-u to jest Platforma Obywatelska lub dawna Unia Wolności, więc wcale nie należy się dziwić.

Bardzo ważną sprawą jest również edukacja (przecież te wszystkie marksizmy i Antify rodzą się głównie na uniwersytetach). Prawica i konserwatyści (na świecie) popełnili ogromny błąd - zostawili edukację w rękach lewicy, a efekty takiego kroku nie dały na siebie długo czekać. Wystarczyły zaledwie dwa pokolenia, aby całkowicie przeorać umysły młodych ludzi w USA i Europie Zachodniej (w Polsce oczywiście ten proces także postępuje - choć w znacznie mniejszej skali). Dziś właśnie tacy ludzie zakładają CHAZ, palą amerykańskie flagi i opowiadają brednie o komunizmie - jako o wspaniałym ustroju. Jaki "wspaniały" to ustrój, widać było dobitnie na przykładzie owego nieszczęsnego CHAZ-u, gdzie co prawda rozpoczęto uprawę jakiegoś zielska w okolicznym parku (zwanym "Ogrodem") ale oczywiście nic z tego nie wyszło, gdyż geniusze po wyższej szkole marskizmu-leninizmu (dziś to się już inaczej nazywa - marksizm-genderyzm, lub jak mawia prof. Chodakiewicz: marksizm-lesbianizm) sadzili również ukradzione ze sklepów rośliny w doniczkach, postawionych na... wysypanych piaskiem kartonach 😅. Nic dziwnego że wszystko im pousychało w ciągu dwóch dni. Tak więc, bez zmiany systemu edukacji, nie ma mowy o podjęciu jakiejkolwiek realnej walki z tą chorą marksistowską ideologią, gdyż co roku kilkaset tysięcy młodych ludzi kończy szkoły i uczelnie wyższe i wychodzi stamtąd psychicznie okaleczona, ze spaczonym światopoglądem, nastawiona roszczeniowo i niezdolna do podjęcia jakiejkolwiek efektywnej i pożytecznej pracy dla społeczeństwa. Prezydent Andrzej Duda wielu z tych kwestii w ogóle nie podjął i dopiero teraz, tuż przed samymi wyborami, gdy na gwałt poszukuje większości, która pozostawiłaby go u władzy – dopiero teraz zaczyna o tym mówić.



 
Mimo to, mimo tych błędów i zaniechań, mimo częstokroć bezmyślnej, serwilistycznej polityki względem USA, jego wybór i tak jest po stokroć lepszy, niż wybór jawnego reprezentanta "opcji niemiecko-brukselskiej" – pana Rafała Trzaskowskiego. O ile bowiem co do prezydenta Dudy mogę mieć jeszcze jakieś nadzieje, związane ze zmianą dotychczasowej polityki, o tyle w przypadku Trzaskowskiego nadziei nie ma ŻADNEJ! Jest to bowiem człowiek dotychczasowego establishmentu, wychowanek szkoły Sorosa, który doskonale się odnajduje wśród byłych ubeków (jak choćby pani Jolanta Gontarczyk-Lange), a także gotów jest powiedzieć i uczynić wszystko, byle tylko osiągnąć cel jakim jest odbicie Pałacu Prezydenckiego. Nic więc dziwnego, że ostatnimi czasy wypowiada się pozytywnie o Konfederacji, Marszu Niepodległości (okazuje się że dla Rafała to już nie są faszyści, tylko patrioci – powstają nawet memy, jak Rafałek krzyczy: "Czołem wielkiej Polsce!" 😂). Wychodzi na to że "pisowskie mordy" to też ludzie i że można do nich pisać listy i kierować apele (o czym Rafał ostatnio także sobie przypomniał). Najciekawsze jednak są jego poglądy na kwestię przyjmowania przez Polskę uchodźców. Okazuje się bowiem że ta sprawa już została rozwiązana i że Rafał także dziś byłby przeciwko przyjmowaniu imigrantów do Polski. Lecz jakże pięknie te słowa współgrają z jego deklaracjami z 2015 r., gdy mówił że musimy przyjąć na początek (choć on oczywiście nie dodawał że to jest dopiero początek) jakieś 5 000 migrantów i że decyzje już zapadły, i że nie udało się zebrać w Parlamencie Europejskim większości zdolnej aby ten proceder zatrzymać. Pięknie mówił też że i tak będziemy musieli przyjąć uchodźców, czy tego chcemy czy nie. Gdy jednak po wyborach z 2015 r. okazało się, że Polska nie zamierza przyjmować muzułmańskich hord darmozjadów (swoją drogą Niemcy ostatnio płakali że Polacy nie chcą przyjeżdżać do zbioru szparagów, gdyż przez 500 + i inne świadczenia socjalne – jakie wprowadził rząd PiS-u, nie potrzebują już się tak upokarzać pracą "u bauera". Czyżby więc Niemcy zapomnieli że mają u siebie pokaźną liczbę imigrantów, którzy - jak mówił Trzaskowski - przyjeżdżają tutaj aby szukać schronienia i pracy, więc mogą się podjąć zbierania szparagów - prawda? A może ktoś tutaj perfidnie kłamie i migranci nie tylko nie zamierzają, ale nawet nie myślą o podjęciu jakiejkolwiek pracy zarobkowej?), wówczas Rafał Trzaskowski zmienił swoją retorykę i okazało się że PiS jednak dobrze uczynił nie wpuszczając tutaj muzułmańskich "kardiochirurgów z opuchniętymi jądrami", czekających na wyposzczone białe kobiety.

To co mówi, co reprezentuje i czym się szczyci pan Rafał Trzaskowski, jest mi tak odległe, tak abstrakcyjne i tak nieprawdopodobnie obce, że nie ma nawet porównania z moimi żalami, niespełnionymi nadziejami i żądaniami (tak, właśnie ŻĄDANIAMI - bowiem jako wyborca który głosował na Dudę, mam prawo wymagać od niego prowadzenia bardziej podmiotowej polityki zagranicznej, oraz zdecydowanej obrony polskich interesów i wspierania Polonii na całym Świecie) jakie kieruję pod adresem obecnego prezydenta. Nie mam złudzeń - PiS to nie dawna Sanacja, a Duda nie przypomina nie tylko Walerego Sławka, Gustawa Orlicz-Dreszera czy choćby nawet prezydenta Ignacego Mościckiego (a wiadomo jaki wierszyk krążył za życia Piłsudskiego o Mościckim, bardzo podobny jak dziś o Dudzie porównywanym do "długopisu" prezesa Jarosława Kaczyńskiego - i brzmiał on następująco: "Tyle znacy co Ignacy, a Ignacy gówno znacy"). Skoro więc nie mam tego, czego bym oczekiwał, staję przynajmniej za kandydatem pod FLAGĄ BIAŁO-CZERWONĄ, a nie tęczową, różową, błękitną albo... czerwoną. Wybór więc jest oczywisty z mojego punktu widzenia i mam nadzieję że Andrzej Duda wygra te wybory - dla dobra Polski, dla dobra naszych dzieci i ich przyszłości. A potem będziemy go rozliczać z jego wyborczych obietnic.





 
 DZIĘKUJĘ ZA UWAGĘ!


wtorek, 23 czerwca 2020

WYBORY JAK Z OBORY

NAJBARDZIEJ ŻENUJĄCE 

(A CZASEM ZABAWNE) SPOTY

WYBORCZE Z OSTATNICH LAT







DZIŚ ZAPRASZAM DO OBEJRZENIA NAJBARDZIEJ ŻENUJĄCYCH POLSKICH SPOTÓW WYBORCZYCH Z OSTATNICH DWUDZIESTU LAT. NIE UKRYWAM ŻE IMPULSEM DO TEJ "WYLICZANKI" STAŁ SIĘ OSTATNI SPOT WYBORCZY (PRAWDOPODOBNIE - BOWIEM SZTABY WYBORCZE ŻADNEJ Z PARTII POLITYCZNYCH, NIE CHCĄ SIĘ DO NIEGO PRZYZNAĆ) AUTORSTWA PLATFORMY OBYWATELSKIEJ - KOALICJI OBYWATELSKIEJ, KTÓRY BEZ WĄTPIENIA PRZEBIŁ JUŻ WSZELKĄ SKALĘ PROSTACTWA, POGARDY I GŁUPOTY I JAKO ANTY-SPOT POWINIEN BYĆ POKAZYWANY W CELACH PEDAGOGICZNYCH, JAKO PRZESTROGA JAK NIE NALEŻY ROBIĆ WYBORCZYCH SPOTÓW. ZAPRASZAM ZATEM DO OBEJRZENIA NIEZWYKLE ŻENUJĄCYCH SPOTÓW, KTÓRE OGROMNIE PRZYCZYNIŁY SIĘ DO KLĘSK WYBORCZYCH KANDYDATÓW, KTÓRYCH MIAŁY WSPIERAĆ. 


OTO ONE:  


 SPOT WYBORCZY LECHA WAŁĘSY
(2000 r.)

LECH WAŁĘSA W TYCH WYBORACH OTRZYMAŁ BODAJŻE NAJGORSZY WYNIK SPOŚRÓD WSZYSTKICH KANDYDATÓW






HYMN WYBORCZY SAMOOBRONY
(2004 r.)


W WYBORACH DO PARLAMENTU EUROPEJSKIEGO SAMOOBRONA ZDOBYŁA 6 MANDATÓW NA 54 PRZYPISANE DLA POLSKI, CZYLI NAWET NIEŹLE, BYĆ MOŻE TO EFEKT SKOCZNEJ MELODII: 
"TEN KRAJ JEST NASZ I WASZ..."






SPOTY WYBORCZE LESZKA BUBLA
(2005 r.)


WYBORY PREZYDENCKIE 2005
WYJĄTKOWA ŻENADA - LESZEK BUBEL MIAŁ POPARCIE W GRANICACH BŁĘDU STATYSTYCZNEGO 





CHOĆ NIE ZABRAKŁO MU TALENTU 
AKTORSKO-WOKALNEGO 😉






SPOT WYBORCZY 
KRZYSZTOFA KONONOWICZA
(2006 r.)


WYBORY SAMORZĄDOWE 2006
BYŁ TO BEZ WĄTPIENIA JEDEN Z NAJBARDZIEJ ZABAWNYCH SPOTÓW WYBORCZYCH W POLSKIEJ HISTORII, A KRZYSZTOF KONONOWICZ, BEZROBOTNY KANDYDAT KTÓRY MAWIAŁ: "ŻEBY NIE BYŁO BANDYCTWA, ŻEBY NIE BYŁO ZŁODZIEJSTWA, ŻEBY NIE BYŁO NICZEGO", ALBO TEŻ: "WIEM JAK USPRAWNIĆ DROGI, JAK WSZYSTKO, JAK ZLIKWIDOWAĆ PAPIEROSY, JAK WSZYSTKO ZLIKWIDOWAĆ" 😂 - BYŁ BEZ WĄTPIENIA JEDNYM Z NIEWIELU UCZCIWYCH I PRAWDOMÓWNYCH KANDYDATÓW DO ROLI POLITYKA I SAMORZĄDOWCA.

DUŻO ZDROWIA ŻYCZĘ PANU, PANIE KRZYSZTOFIE!


 



SPOT WYBORCZY 
PRAWA i SPRAWIEDLIWOŚCI
(2007 r.)


PiS WÓWCZAS PRZEGRAŁ WÓWCZAS 
WYBORY PARLAMENTARNE z 2007 r.






PIOSENKA WYBORCZA ANTY-PiS
(2010 r.)


WYJĄTKOWE GÓWNO, TYM BARDZIEJ ŻE DWA MIESIĄCE WCZEŚNIEJ DOSZŁO DO KATASTROFY PREZYDENCKIEGO SAMOLOTU LECHA KACZYŃSKIEGO z 96 PASAŻERAMI NA POKŁADZIE






SPOT WYBORCZY 
DAWIDA CHEŁMECKIEGO
(2010 r.)


WYBORY SAMORZĄDOWE z 2010 r. 
ZABAWNA WPADKA MŁODEGO KANDYDATA






 SPOT WYBORCZY 
POLSKIEGO STRONNICTWA LUDOWEGO
(2011 r.)


ÓW SPOT, TO JEDNA Z NIEWIELU RZECZY, 
KTÓRA NAPRAWDĘ UDAŁA SIĘ TEJ PARTII






ZWOLENNIK 
PLATFORMY OBYWATELSKIEJ - GDAŃSK
(2011 r.)


WYBORY PARLAMENTARNE



 
 

SPOT WYBORCZY RUCHU PALIKOTA
(2014 r.)


JEDNYM SŁOWEM - DNO!!!


 



WIZYTA PREZYDENTA POLSKI - BRONISŁAWA KOMOROWSKIEGO 
w PARLAMENCIE JAPONII
(2015 r.)


TO NIE JEST SPOT WYBORCZY, A RACZEJ GOTOWY MATERIAŁ JAK SAMEMU STRZELIĆ SOBIE W STOPĘ, A TAK WŁAŚNIE UCZYNIŁ NASZ BRONEK "BUL" KOMOROWSKI, GDY ZACZĄŁ SKAKAĆ PO KRZEŚLE SPIKERA JAPOŃSKIEGO PARLAMENTU i PRZYWOŁUJĄC SZEFA BIURA BEZPIECZEŃSTWA NARODOWEGO - STANISŁAWA KOZIEJA, ZACZĄŁ KRZYCZEĆ: 
"CHOĆ SZOGUNIE" 😂 
KOMOROWSKI PRZEGRAŁ WYBORY PREZYDENCKIE z 2015 r. z KRETESEM.





 POWSTAŁA NAWET NA TEN TEMAT PIOSENKA:






PIOSENKA "TOTALNEJ OPOZYCJI" WYMIERZONA W 
PRAWO I SPRAWIEDLIWOŚĆ
(2016 r.)


CI LUDZIE ZACZĘLI PRZYGOTOWYWAĆ OBALENIE RZĄDU JUŻ W... KILKA DNI PO ZWYCIĘSKICH DLA PiS-u WYBORACH Z 2015 r. PONIEWAŻ JEDNAK OKAZALI SIĘ BARDZIEJ KOMICZNI NIŻ GROŹNI - WYSZŁO TAK JAK ZWYKLE W ICH PRZYPADKU, CZYLI... DO DUPY!






SPOT WYBORCZY 
"TOTALNEJ OPOZYCJI" 
(PO-KO, ch...j wie kto?)
(2020 r.)


I TERAZ ÓW WSPOMNIANY NA POCZĄTKU SPOT WYBORCZY, DO KTÓREGO NIE CHCE SIĘ PRZYZNAĆ ŻADNA PARTIA POLITYCZNA (A KTÓRY Z PEWNOŚCIĄ POWSTAŁ NA POLECENIE tzw.: "TOTALNĄ OPOZYCJĘ") POZIOM ŻENADY BIJE SIĘ TUTAJ Z GŁUPOTĄ TYCH, KTÓRZY TAKIE COŚ W OGÓLE ZAMÓWILI





PEWNIE TWÓRCY TEGO GNIOTA, WZOROWALI SIĘ NA SPOCIE PARTII DEMOKRATYCZNEJ z 2018 r. WYMIERZONYM W DONALDA TRUMPA.





 DZIĘKUJĘ ZA UWAGĘ


środa, 4 grudnia 2019

KLAUDIA JACHIRA - WSTRZĄŚNIĘTA, NIEZMIESZANA

CZYLI KABARET W POLITYCE




 
 Co prawda chciałem dzisiaj umieścić jakiś temat z serii "zabawne filmy" lub "kabarety", ale ostatecznie uznałem że równie dobre będzie ukazanie w polityce nowej posłanki, pani... Klaudii Jachiry. O tej pani rozpisują się (głównie prawicowe) media i portale internetowe, więc dodawanie kolejnych na jej temat komentarzy, może powodować jedynie wzrost jej popularności (czy też zainteresowania jej osobą) - ale niestety, nie potrafiłem się pohamować. Po pierwsze dlatego, że jeszcze na jej temat się nie wypowiadałem (nie licząc krótkiego filmiku przed wyborami z jej udziałem), a po drugie dlatego że jest po prostu osobą, która w nieprawdopodobny wręcz sposób potrafi się skompromitować (do tej pory tę pałeczkę dzierżyli Januszek Palikot i Rysiu Petru). Co prawda uważa się za artystkę, ale nazwanie jej tak byłoby jednocześnie obrazą dla prawdziwych artystów, więc darujmy sobie. Ta pani co prawda skończyła wydział lalkarski szkoły teatralnej - więc jest co najwyżej lalkarką i po nazwisku można ewentualnie dodać: ksywa: "artystka". Pani Jachira nie jest bowiem nie tylko żadną artystką, ale nie jest też zabawna, jest żałosna i tym samym przyciąga do siebie odbiorców (w tym na przykład mnie). Satyry Klaudii Jachiry - nie są warte funta kłaków, a pełno w nich najzwyklejszej nienawiści zrodzonej z czystych emocji. Przyglądam się pani Jachirze już od jakiegoś czasu i widzę że jest ona albo niestabilna emocjonalnie, albo ma jakąś chorobę czy dysfunkcję o której nie wiemy (np. ADHD), gdyż bardzo trudno jej opanować emocje i wygląda to tak, jakby cała składała się z samych emocji.

Pani Klaudia Jachira jest bardzo ładną, młodą dziewczyną. Ma ładne ciało i ładną twarz - zupełnie jednak nie jest w moim typie. Ładna buzia i zgrabna nózia to nie wszystko, bowiem pani Jachira ma również w sobie coś takiego, co jawnie zamazuje jej urodę i działa odstraszająco. Nie jest to jednak jej niewiedza (również w tematach którymi pragnie się zajmować w komisjach sejmowych) i taki infantylizm, ponieważ to budzi bardziej politowanie i nawet pewną żałość nad tą osobą. To, co najbardziej odrzuca mnie od pani Jachiry, to jest mowa jej ciała, a raczej mimika twarzy. Zdążyłem bowiem zauważyć (co wcale w jej przypadku trudne nie jest), że pani Jachira ma bardzo ładny uśmiech. Problem polega na tym, że ona potrafi w ułamku sekundy zmienić mimikę tak, że twarz jej staje się lodowata, wręcz odpychająca, ma to swoje dodatkowe konotacje gdyż taka zmienność nadaje tej pani nawet pewną demoniczna powłokę. Nie znoszę takich kobiet i nie uważam aby mogły one w jakikolwiek sposób nadrobić tę zmienność charakteru swą urodą (bo o sensowności - nie mówiąc już o mądrości - wypowiedzi, nie ma nawet na co liczyć w przypadku pani Jachiry). Dla mnie ta pani nie różni się niczym szczególnym od pozostałych KOD-omitów, z tą różnicą że jej udało dostać się do sejmu (a panu Kasprzakowi nie - ha-ha-ha), zdobywając trochę ponad 6 000 głosów - jeden z najniższych wyników w skali kraju. I  w zasadzie tyle co mam do powiedzenia na temat tej pani, poniżej publikuję najnowsze i (według mnie) najpopularniejsze jej wypowiedzi - pani Jachira bowiem chce zarówno "ratować klimat", jak i "reformować polską edukację" i ma tam jeszcze inne swoje pomysły, których już nie pamiętam bo nie o nie chodzi. Nie chodzi też o to, aby mieć jakąś merytoryczną wiedzę na dany temat, wystarczą przecież dobre chęcią i oczywiście odpowiednie nastawienie (ideologiczne) jak twierdzi poniżej pani Klaudia Jachira. Ja też tak uważam, po co komu wiedza - wystarczy że ma się odpowiednie przekonania i wierzy w "szczęście ludu pracującego miast i wsi" (przemianowanego teraz na ekologizm, feminizm i genderyzm). Jaki szczytny cel - prawda? Już zresztą Lenin powtarzał że najważniejsze są kadry i gdyby ta pani urodziła się kilkadziesiąt lat wcześniej - byłaby doskonałym prokuratorem, skazującym "po linii" na kary śmierci wielu inaczej myślących. Jeszcze taka myśl mi się kołacze po głowie, już na sam koniec - czy gdyby w imię wyznawanych przez nią marksistowskich liberalnych kanonów wiary, dać tej pani nagana w dłoń i kazać wymierzyć do wrogów ludu, czy jakiejś innej, "faszystowskiej" swołoczy (np. z Marszu Niepodległości) - to zawahałaby się...?



ZAPRASZAM DO OBEJRZENIA 

"SATYRY Z KLAUDII JACHIRY"



"PRZYRODA WIE CO ROBI, JEŚLI JEJ NIE BĘDZIEMY PRZESZKADZAĆ, TO SIĘ SAMA ODBUDUJE" - PIĘKNE, DLATEGO TEŻ PO CO SIĘ SZCZEPIĆ, SKORO WSZYSCY JESTEŚMY CZĘŚCIĄ PRZYRODY - A PRZYRODA WIE CO ROBI - PRAWDA? TO PO CHOLERĘ SIĘ SZCZEPIĆ, SKORO PRZYRODA WSZYSTKO ZA NAS ZAŁATWI? 

 
"PANI POSEŁ, CZY JEST PANI DOBRZE PRZYGOTOWANA DO PRACY W SEJMIE I DO PRACY W KOMISJI OCHRONY ŚRODOWISKA?"

"CZUJĘ SIĘ PRZYGOTOWANA, PONIEWAŻ MAM WARTOŚCI" 😬


NO COMMENT 




TAKI DOWCIP: "CZYM SĄ "ZIELONI"? TO JESZCZE NIEDOJRZALI CZERWONI" 😂

"WIĘKSZA DEMOKRACJA W SZKOŁACH" - DROGA PANI KLAUDIO, SZKOŁA NIE JEST OD WZAJEMNYCH ROZMÓW UCZNIÓW MIEDZY SOBĄ, TYLKO OD NAUKI I WPAJANIA DZIECIOM DO GŁOWY WIEDZY. NATOMIAST TO, CO PANI PROPONUJE, TO NIC INNEGO JAK MARKSISTOWSKI KONCEPT tzw.: "SZKOŁY DEMOKRATYCZNEJ"

"PANI POSŁANKO, JEŚLI MOGĘ TAK ZAŻARTOWAĆ SIĘ TAK ZWRÓCIĆ" 😋