Mali chłopcy zawsze chcą być żołnierzami,Indianami,
policjantami, strażakami albo prezydentami - rosną, starzeją się, bywają żołnierzami, Indianami, strażakami, policjantami, prezydentami. Miewają już swoje komże, psy i okręty - a jednak tak naprawdę chcą jedynie być kimś innym i zadręczają się tym do śmierci.
Nieszczęśliwy kto nie jest takim małym chłopcem, dorosłym małym chłopcem, który gdzieś w zakamarku duszy hołubi wielkie marzenie, tęsknotę za czymś innym, odległym, lepszym...
Łączna liczba wyświetleń
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą POLSKA REPREZENTACJA NARODOWA. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą POLSKA REPREZENTACJA NARODOWA. Pokaż wszystkie posty
Dziś krótkie, zabawne filmiki na temat ostatnich wydarzeń społeczno-obyczajowo sportowych (🤔) w naszym kraju, a mianowicie "zatrzymanie" złodzieja aut przez policję w Bolkowie - przy czym słowo "zatrzymanie" musi być w cudzysłowie, jako że tak nieudolnej próby ujęcia złodzieja nie widziałem od czterech lat, czyli od czasu gdy pewna kobieta próbowała uciec swoim samochodem ze stacji benzynowej w Rymaniu (sławne: "Strzelaj w opony, strzelaj w opony, człowieku" i "tylko nie strzel w instrybutor, w instrybutor żebyś nie strzelił" 🤭). W Bolkowie było "lepiej", bo nieudolność tamtejszej policji doprowadziła do tego, że jeden z nich strzelił drugiemu w stopę (normalnie to by się tam pozabijali podczas próby ujęcia jednego złodzieja zamkniętego w swoim aucie i próbującego wyjechać stamtąd - wiem że to nie jest śmieszne, ale jednak mnie to śmieszy 😂). Profeska pełną gębą. Ja tylko się zastanawiam czy ci policjanci w ogóle przeszli jakiekolwiek kursy i szkolenia, bo przecież na chłopski rozum można było zapobiec temu wszystkiemu, wystarczyło tylko podjechać bezpośrednio policyjnym autem w taki sposób, aby tamten nie miał manewru wycofania, a następnie wybicie okna z prawej czy nawet z lewej strony i po prostu wyciągnięcie gościa na zewnątrz. A to co oni pokazali to było żałosne, to jest gorzej niż dzieci bawiące się w wojnę w piaskownicy
To jedno, a drugie to oczywiście gównoburza związana z rezygnacją z wystąpień w kadrze narodowej Roberta Lewandowskiego, który obraził się na odebranie mu opaski kapitana przez trenera Rafała Probierza. Na początku tylko dodam że Probierz jako trener kadry narodowej nie pasuje mi i uważam że nigdy nie powinien on pełnić tej funkcji. Z drugiej jednak strony Robert Lewandowski to jest zwykły gwiazdorek, któremu się w dużej mierze w "pupie" poprzewracało. Kilkanaście lat już jest kapitanem drużyny narodowej jakoś nie widać specjalnych sukcesów, w klubach (czy to w Bayernie czy teraz w FC Barcelona) jakoś potrafi strzelać gole, a w kadrze narodowej nie umie, zapomina. No cóż, swoje już zarobił, także może teraz gwiazdorzyć. I niestety na dziś dzień tyle, postaram się więcej napisać w dniu jutrzejszym.
NA POCZĄTKU TROCHĘ HISTORII z 2021 CZYLI "STRZELAJ W OPONY", "INSTRYBUTOR" i "WSPARCIE, WSPARCIE WZYWAJ!"
TO WYDARZENIE STAŁO SIĘ PRAWDZIWYM MEMEM I NAWET POWSTAŁA Z TEJ OKAZJI PIOSENKA
TO WYDARZENIE ZNALAZŁO TEŻ SWÓJ ODDŹWIĘK W "BLOK EKIPIE" 🤭 😉
Po opanowaniu Sardes i śmierci króla Lidii - Krezusa (grudzień 547 r. p.n.e.) zwycięski Cyrus Perski przystąpił teraz do nowej organizacji greckich miast na małoazjatyckim wybrzeżu, dotąd podlegających Lidyjczykom. Co prawda, jeszcze w trakcie wojny z Krezusem, Cyrus posłał do wielu greckich polis swoich wysłanników, którzy mieli zaproponować Grekom wystąpienie przeciw Lidii i zawarcie nowego układu z Persami (który miał się opierać na zasadzie utrzymania dotychczasowego, dogodnego dla Greków status quo). Miasta te, zostały podporządkowane Lidii jeszcze za czasów pra-pradziada Krezusa, króla Gygesa - założyciela dynastii Mermnadów, który miał panować od ok. 687 r. p.n.e. Według legendy, pierwotnie miał on być pasterzem kóz i pewnego razu, gdy jak co dzień wypasał swe stado w dolinie Tmolosu, doszło do niewielkiego trzęsienia ziemi, które spowodowało wyrwę w ziemi i odsłoniło leżący w rozpadlinie dziwny obiekt, który nieco przypominał gigantycznego konia. Gyges wszedł do środka i choć wewnątrz panował mrok, oświetlił sobie drogę łuczywem i szedł dalej, aż dotarł do sali, w której leżały szczątki człowieka o nadludzkiej posturze. Uwagę Gygesa przyciągnął wspaniały pierścień, który ów olbrzym miał na palcu i zerwawszy go, zabrał go ze sobą. Dzięki temu pierścieniu, trafił Gyges na dwór królewski do Sardes i zdobył zaufanie króla Kandaulesa z rodu Heraklidów, zostając jednym z jego ministrów. Nawiązał też romans z żoną króla - Nyssą, która namówiła go do zamordowania jej męża, aby mogła poślubić i oficjalnie zostać żoną Gygesa. Ten, początkowo wzbraniał się na myśl o morderstwie człowieka, który był jego dobroczyńcą, ale ostatecznie zwyciężyła pycha i ambicja zostania nowym królem. Zaczaił się więc w sypialni Nyssy, gdy odwiedził ją tam król Kandaules, a gdy ten zasnął, Gyges wbił w niego swój sztylet. Nyssa ogłosiła, że ostatnią wolą jej męża, było przekazanie władzy w ręce Gygesa i tak oto były pasterz, został teraz nowym władcą Lidyjczyków. Niestety, spora część z nich nie zaakceptowała go jako swojego króla i oskarżyła o zamordowanie Kandaulesa. Aby ostatecznie uciszyć te głosy i uzyskać akceptację, wysłał on posłów do wyroczni Apollina w Delfach (ofiarowując Świątyni pokaźny datek i) prosząc o "boską akceptację" swego panowania. Pytia miała stwierdzić, że bóg nie jest zadowolony z postępku Gygesa, ale udziela mu swego błogosławieństwa, jednak tylko do piątego pokolenia. Według przepowiedni, pra-prawnuk Gygesa miał zostać zabity z ręki potomków rodu Heraklidów. Potomkiem Gygesa w piątym pokoleniu był właśnie Krezus, obalony przez Cyrusa, który to uznał się za mściciela Kandaulesa i całego rodu Heraklidów).
Za rządów Gygesa nastąpiły daleko idące zmiany w polityce i ekonomii Lidii, które oddziaływały także na inne ziemie. Przede wszystkim to właśnie od panowania Gygesa, Lidyjczycy (a za nimi Grecy) zaczęli bić na szeroką skalę monety, dając tym samym początek gospodarce walutowej, która zastąpiła dotychczasowy handel wymienny (co prawda wcześniej handlowano również złotem, srebrem, diamentami etc. etc. ale nie wybijano monet z domieszką tych szlachetnych metali). Gyges i Lidyjczycy zapoczątkowali więc cały system ekonomii, który właściwie trwa po dziś dzień, a który mocno rozpropagowali Grecy (Milet i Efez, a potem Fokaja, Chios i Samos). Ale system monetarny sensu stricte stworzony został w Argos, a jego twórcą był król Fejdon, który panował mniej więcej w czasie (ok. 650 r. p.n.e.), gdy ostatecznie ukształtował się system relacji pieniądza do różnych metali (w zależności od tego, z jakich był wybity). Powstały dwa systemy monetarne. Pierwszym był system lidyjski (zwany potem eubejskim), zapoczątkowany na Samos i obejmujący Lidię, Milet, Efez, Fokaję, Chios, Chalkis, Korynt, Cyrenę i (od 593 r. p.n.e.) Ateny. Drugim był system eginecki, obejmujący Eginę, cały Peloponez, Beocję, Megarę i (do 593 r. p.n.e.) Ateny. Gyges też jako pierwszy rozpoczął politykę wojenną, zrywając z dotychczasową pokojową polityką rodu Heraklidów wobec greckich polis małoazjatyckich. Toczył walki z Miletem, podporządkował sobie Kolofon, a jego syn i następca - Ardys (panował ok. 652-603 r. p.n.e.) zdobył Priene w Jonii. W tym też czasie (ok. 652 r. p.n.e.) Jonię i Eolię spustoszyli koczowniccy Kimmerowie pod królem Lygdamisem (którzy na krótko zdobyli także i Sardes). Następca Ardysa - Sadyattes (ok. 603-590 r. p.n.e.) kontynuował wojnę z Miletem (w latach 597-591 p.n.e.), ale nie udało mu się go zdobyć, musiał też wycofać się spod Klazomenaj. Ograbił jednak świątynię Ateny Asseja w Jonii i wkrótce potem poważnie zachorował, co poczytywano właśnie jako karę bogów za dokonanie owej profanacji. Król postanowił więc ostatecznie zawrzeć z Miletem pokój i oddać skradzione ze świątyni kosztowności, jednak niewiele mu to pomogło, gdyż zmarł w kilka miesięcy później. Jego syn - Alyettes (ojciec Krezusa, panujący ok. 590-560 r. p.n.e.) podbił i podporządkował sobie większość greckich miast-państw Jonii i Eolii, jednocześnie dalej utrzymywał pokój z Miletem (co było korzystne dla obu stron, bowiem Lidyjczycy - eliminując z wojny Milet - po kolei zdobywali poszczególne polis, a Milezyjczycy utrzymali dominację handlową na wodach Morza Egejskiego i Śródziemnego). Do ok. roku 580 p.n.e. stworzył potężne mocarstwo lidyjskie, które na Wschodzie sięgało rzeki Halys i graniczyło z Medami, na Zachodzie opanowało Karię, Jonię (wraz z Efezem - handlowym konkurentem Miletu) i Eolię. Nie udało mu się tylko zdobyć Lycji oraz Pamfilii na Południu, Myzji i Frygii na Północy, a także greckich małoazjatyckich wysp na Morzu Egejskim.
Sojusz z Miletem trwał nadal, ale widząc że niewspółmiernie wzmacnia on to greckie polis, Alyattes zaproponował Efezowi i pozostałym greckim portom przez siebie ujarzmionym, że nie będzie się wtrącał do ich wewnętrznej polityki i zadowoli się jedynie corocznymi daninami, które miasta te miały mu wypłacać również ze swych przychodów handlowych, a w zamian on otworzy przed greckimi kupcami z tych ośrodków rynki Lidii i całej Azji Mniejszej. Dzięki takiej polityce, gdy na tron wstępował Krezus (ok. 560 r. p.n.e.) Lidia była niezwykle majętnym królestwem, a sam władca cieszył się opinią wielkiego bogacza (porównywano go do mitycznego Midasa, który czego się dotknął, zmieniał to w złoto). Gdy więc przeciwko takiemu królestwu wyruszył na wojnę Cyrus, zaproponował on małoazjatyckim greckim polis wystąpienie przeciwko Krezusowi i zawarcie takiego samego polityczno-handlowego układu z Persami. Układ był korzystny dla zarządzającej polis oligarchii kupieckiej, ale Grecy postanowili dochować wierności Krezusowi i odrzucili perską propozycję sojuszu. Jedynie Milet (który uznał, że na zmianie pana może jedynie zyskać) przyjął tę propozycję. Aby usprawiedliwić swoją polityczną woltę, zwrócili się Milezyjczycy do Świątyni Apollona w Didymach (na południe od Miletu, na skrawku cyplu wychodzącego na morze), a tamtejsza wyrocznia miała im doradzić taki właśnie krok (nie wiadomo tylko ile perskiego złota tam poszło, aby ostatecznie "przekonać" kapłanów Świątyni do takiego kroku, wiadomo jednak że po zdobyciu Sardes, Cyrus miał do dyspozycji całą dotychczasową fortunę Krezusa i mógł ją wydać w dowolny dla siebie sposób). W każdym razie Milezyjczycy usprawiedliwiali się potem wyrocznią Apollona w tej sprawie. Gdy zaś miasta Jonii i Eolii przekonały się, że źle wybrały, postanowiły wysłać swych posłów do Cyrusa (wiosna 546 r. p.n.e.), z propozycją przystania na wcześniejsze warunki Persów. Cyrus uznał to za zuchwalstwo i odmówił im, żądając jednocześnie by wpuścili do siebie perskich naczelników. Małoazjatyckie polis, widząc że nic więcej nie ugrają, poczęły szykować się do wojny, przystępując do budowy i umacniania murów obronnych, angażując hoplitów oraz budując okręty wojenne. Wysłano też poselstwa z prośbą o pomoc - głównie do Sparty, która była wówczas najpotężniejszym polis kontynentalnej Grecji.
Lacedemończycy jednak, od chwili swego zwycięstwa nad Tegeą (ok. 560 r. p.n.e.), w której to wojnie pomścili swą klęskę sprzed piętnastu lat, postanowili oficjalnie zmienić dotychczasowa politykę podbojów i aneksji i zastąpić ją polityką układów z innymi miastami Peloponezu, opartych na zasadzie wzajemnej pomocy. A ponieważ Spartanie byli w tym układzie najsilniejsi, to właśnie oni zaczęli dominować w zaprojektowanym (ok. 556 r. p.n.e. za eforatu Chilona, kierując się przykazaniami mędrcy Glaukusa, syna Epikidesa) Związku Peloponeskim. Nie wiadomo ile w tym wszystkim było podstępu (tak naturalnego Grekom), ale wyrocznia delficka zapowiedziała Lacedemończykom, że nie pokonają Tegei dopóty, dopóki nie odnajdą i uroczyście nie pochowają kości owego Orestesa, syna Agamemnona i Klitajmestry (który pomścił śmierć ojca - zabitego przez matkę i jej kochanka, mordując jego zabójców, za co bogowie zesłali na niego szaleństwo), którego kości miały spoczywać gdzieś w nieuświęconej ziemi. Co w tym momencie uczynili Spartanie? Ano wygrzebali skądś kości jakiegoś rosłego mężczyzny i przedstawili je jako te orestesowe, po czym uroczyście złożyli je do grobu i... natchnąwszy tym samym swych obywateli do nowej wojny, ruszyli przeciwko Tegei i tym razem odnieśli sukces (uwalniając swych pobratymców, którzy przez piętnaście lat musieli - jako zakuci w kajdany niewolnicy, obrabiać pola wokół tego miasta). "Kości Orestesa" natchnęły Spartę nowym duchem (taka to jest moc symboli), jednak nie była ona już zdolna do ekspansji militarnej w celu podporządkowania sobie całego Peloponezu, dlatego też (za eforatu Chilona) nastąpiła zmiana tej polityki, na "progrecką" (Chilon miał wypowiedzieć te oto słowa: "Poniechajmy odtąd wszelkiej myśli o podboju ziem sąsiednich. Jeżeli jesteśmy silniejsi od innych - użyjmy siły naszej, żeby bronić Hellenów od wspólnego wroga i wspierać sprawiedliwość tam, gdzie będzie deptana"). Tak oto stworzona została potęga Symmachii Spartańskiej, ale w czasie, gdy małoazjatyckie polis szykowały się do wojny z Cyrusem, Sparta musiała jeszcze poskromić jedno uparte miasto na Peloponezie - Argos, stolicę Argolidy, która nie chciała przyłączyć się do owego Związku. Wojna 546 r. p.n.e. i mit "kości Orestesa" zrobiły swoje, a Argos zostało pokonane w bitwie (choć Argiwczycy również ogłosili zwycięstwo, ale potem wycofali się do swego miasta, czym dali Lacedemończykom okazję do pochowania swych zmarłych i postawienia pomnika zwycięstwa na placu bitwy). Musiało więc ono oddać Sparcie terytorium Cynurii z Tyreą (północno-wschodni rejon Lakonii), lecz wciąż zachowało swą niezależność.
Sparta była więc zajęta wojną, w czasie gdy miasta-państwa wybrzeża wschodniego gotowały się do odparcia perskiej inwazji, jednak - kierując się zasadą "obrony Hellenów" - nie mogła po raz drugi (Sparta nie udzieliła już raz pomocy Krezusowi, który miał z nią wzajemny sojusz od 555 r. p.n.e. i pozwoliła zniszczyć jego królestwo), zachować się w tak haniebny sposób. Wysłali więc Lacedemończycy do "Króla Królów" swoje poselstwo (pod przywództwem Lakrinesa), ostrzegając go, aby nie ważył się podnieść ręki na małoazjatyckich Greków, bo jeśli to uczyni, Sparta go ukarze. Cyrus musiał przysłuchiwać się tych gróźb zarówno z rozbawieniem (ponoć wybuchł śmiechem) jak i z zażenowaniem, jako że do tej pory znał Spartan głównie z faktu nieudzielenia pomocy Lidyjczykom, a jednocześnie zdumiony był tak hardą przemową skierowaną w jego stronę. Odpowiedział posłom, że uczyni tak, jak zechce, a jednocześnie zapowiedział, że jeśli raz jeszcze spotka posłów z Lacedemonu, a ci wcześniej nie upadną przed nim na twarz, ten ich nie przyjmie i nie wysłucha. Tak wyglądała wzajemna rozmowa, po czym poselstwo odpłynęło do Sparty, a Cyrus wrócił do Ekbatyny, powierzając dowodzenie wojskiem w Lidii nowo mianowanemu satrapie - Paktyesowi. A tymczasem małoazjatyccy Grecy musieli się naradzić, co czynić w sytuacji, gdy Sparta nie przyśle im pomocy (słowa i traktaty nie poparte siłą mieczy oraz włóczni nie były przecież nic warte). Zebrano się więc w Świątyni Posejdona w Panionion i radzono nad dalszym postępowaniem. Wielu mówców zabierało głos, niektórzy byli bardzo radykalni w swych planach - jak choćby Bias z Priene, który twierdził, że przewaga Persów jest zbyt duża i nie ma żadnego ratunku, poza opuszczeniem dotychczasowych miast i... emigracją na Sardynię. Tales z Miletu uważał zaś, że dotychczasowy związek 12 miast (Dodekapolis, w skład którego wchodziły: Fokaja, Klazomenaj, Erythraj, Teos, Lebedos, Kolofon, Efez, Priene, Myus, Milet oraz dwie wyspy - Samos i Chios) jest już nieefektywny i należy pomyśleć nad stworzeniem ściślejszego sojuszu politycznego wszystkich Jonów z głównym ośrodkiem na Teos. Ostatecznie postanowiono dalej trwać w oporze i nie poddawać się (jedynie Fokejczycy i Tejczycy postanowili zaprzestać dalszej walki i ratować się ucieczką - do nich jeszcze powrócę w kolejnej części).
Grecy mieli jednak nieco szczęścia, ponieważ mianowany przez Cyrusa satrapa - Paktyes, który pozostał w Sardes (i miał odesłać do Ekbatany złoto króla Krezusa), zapragnął sam obwołać się władcą Lidii i przejął cały tamtejszy skarb. Wojna z Cyrusa z Paktyesem (546/545 r. p.n.e.), który zaczął najmować do swej armii greckich hoplitów - trwała krótko i gdy z początkiem nowego roku został on oblężony w Sardes, przez posłanych w celu stłumienia tej rebelii: Persa Tabalosa oraz Meda Mazaresa, jego żołnierze (widząc przewagę liczebną wroga) odmówili dalszej walki i poddali się Persom, ale Paktyes zdołał zbiec z miasta i schronił się w Kyme (chodzi o małe miasto w Eolii, a nie to sławne polis z Kampanii na italskiej ziemi). Mieszkańcy Kyme wysłali poselstwo do Amfiktionii Apollona w Didyme, z pytaniem czy mają wydać zbiega w ręce Persów. Ponieważ zaś u milezyjskich Brachnidów dała się od początku tego konfliktu zauważyć wyraźna sympatia pro-perska (szczególnie gdy Cyrus obsypał Świątynię złotem Krezusa), przeto kapłani nakazali natychmiastowe wydanie Paktyesa w ręce Tabalosa, ale wówczas pewien Kymeńczyk, io imieniu Aristodikos, syn Herakleidesa, zabrał głos na zgromadzeniu współobywateli i... odmówił wykonania wyroku "boga" (co było rzadkością w tamtym czasie, gdyż groziło to oskarżeniom o bezbożność, a to znów wykluczało zarówno jednostkę, jak i całą społeczność z grona Hellenów i wystawiało ich na wszelkie niebezpieczeństwa losu bez widoków na jakąkolwiek pomoc). Stwierdził on bowiem że bóg musiał "się pomylić" (był to oczywiście eufemizm - wiadomo było o co chodzi, to nie "bóg się pomylił", tylko Brachnidzi z Didymy wzięli zbyt dużo złota od Persów i wyrok był taki, jakiego tamci oczekiwali). Wysłano więc do Świątyni nowe poselstwo na czele z Aristodikosem, który zadał Apollonowi podobne co wcześniej pytanie - czy naprawdę mają wydać w ręce Persów błagalnika, który prosi ich o schronienie? gdzie pewnym jest, że tam czeka go śmierć. Odpowiedź boga, jakiej udzielono mu za pośrednictwem kapłanów, była taka sama, jak poprzednio.
Wówczas Aristodikos namówił swych towarzyszy do popełnienia świętokradztwa i wyłapania wszystkich ptaków (oraz jaj) z drzew okalających Świątynię, które to - w opinii wiernych, uchodziły za błagalników Apollona. Wtedy ze Świątyni rozległ się potężny głos (akustyka w takich miejscach musiała być zadziwiająca, ale podobnie było w świątyniach egipskich, gdzie "wytwarzano" potężny, często przerażający "głos boga", który musiał oddziaływać na umysły zgromadzonych wiernych). Ozwał się więc ów głos słowami: "Człowieku najnikczemniejszy z nikczemnych, jak śmiesz to czynić? Jak śmiesz usuwać mych błagalników ze świątyni?" Towarzysze Aristodikosa zdrętwieli słysząc te przerażająco głośne słowa i wypuścili z rąk schwytane ptactwo, jednak sam Aristodikos, upadłszy na kolana zapytał: "O Panie, jakże to: swoim błagalnikom chcesz nieść pomoc, a Kymejczykom nakazujesz wydać ich własnego?". Bóg (a z pewnością mówiący w imieniu Apollona do pewnej niosącej echo tuby kapłan) odrzekł wówczas: "Tak właśnie nakazuję, żeby was tym bardziej zgubiła wasza bezbożność i byście nigdy więcej nie przychodzili po wyrocznię w sprawie błagalników!" Decyzja co prawda cofnięta nie została, ale swoim podstępem wykazał Aristodikos obłudę Brachnidów, którzy podszywając się pod miłosiernego Apolla, bardziej pokochali perskie złoto, niźli wypatrywanie boskich znaków. Co prawda Aristodikos nie został ukarany za swoją próbę "porwania" ptaków Apollona, ale ponieważ stanowisko Świątyni pozostało niezmienne w sprawie Paktyesa, nie mógł on dalej przebywać w Kyme - jeśli polis to nie chciało zesłać na siebie niechęci ze strony zarówno Persów, jak i Greków. Poradzono mu więc, aby się udał do Mityleny na Lesbos. To była wyspa, więc był bezpieczny, gdyż Persowie wówczas jeszcze nie mieli floty, zaś wyrocznia z Didymy odnosiła się tylko do Kymejczyków, nie zaś do mieszkańców Mityleny. Tak też postanowiono, jednak o tych planach i zawartych umowach dowiedzieli się Persowie, którzy zamierzali przekupić Mityleńczyków, by ci wydali uciekiniera. Gdy więc okręt z Kyme (na którego pokładzie znajdował się Paktyes) dopłynął na Lesbos, dowiedziano się o odstępie Persów i szybko odpłynięto na Chios, do tamtejszej Świątyni Ateny, gdzie przy jej ołtarzu miał Paktyes prosić o łaskę dla siebie. Chioci przysięgli, iż zapewnią błagalnikowi ochronę i nie wydadzą go Persom, bez względu na ich groźby, więc żeglarze okrętu z Kyme wrócili do siebie w nadziei dobrze spełnionego obowiązku.
Niestety, może i rzeczywiście na perskie groźby Chioci byli odporni, ale nie byli odporni na perskie złoto i wkrótce potem dobito targu z wysłannikiem Tabalosa. Nieszczęsnego Paktyesa wydarto siłą (co było jawnym świętokradztwem) sprzed ołtarza bogini Ateny i haniebnie ciągnięto go po ziemi, by potem jakby nigdy nic, oddać w ręce Persów. W zamian za to, wyspa Chios otrzymała mieścinę na stałym lądzie w Atarneus (naprzeciwko Wysp Arginuzy). Paktyes został zaś przewieziony w klatce do Ekbatany i tam zawieszony za nogi na cienkich drewnianych belkach nad płonącym poniżej stosem. Król i jego świta zapewne przyjmowali zakłady, czy najpierw ogień skruszy belkę i Paktyes wpadnie w stos, czy też płomienie osmolą mu włosy i z płonącą głową wyzionie ducha. Trochę to koszmarne, ale kto się niegdyś przejmował takimi detalami jak humanitarne pozbawianie człowieka życia, należało to raczej do pewnego rodzaju zabawy, która często rozpraszała nudę na królewskich dworach. Teraz Persowie przystąpili już bezpośrednio do pacyfikacji zbuntowanych greckich polis w Jonii oraz w Eolii, i do nich to (będę je wymieniał każde z osobna) przejdę w kolejnej części.
PS: Piękny mecz rozegrała z Anglią nasza reprezentacja i choć to tylko remis (1:1) to wydaje się, jakbyśmy pokazali większą klasę niźli Anglicy. Spokojnie mogliśmy ten mecz wygrać, zabrakło nieco więcej szczęścia (było kilka "pewnych" sytuacji, które nie zostały wykorzystane - szkoda). Niepotrzebnie wpadła ta pierwsza bramka, strzelona przez Harry'ego Kane'a, ale cóż, to zawodnik światowej klasy, a nasi obrońcy nieco przyspali i po prostu wykorzystał nadarzającą się okazję, strzelając z pierwszej piłki. Pięknie natomiast wyrównał Damian Szymański w 92 minucie meczu - wielkie brawa, piękne podsumowanie dobrej gry Polaków. Szkoda że tylko 1:1, mogło być co najmniej 3:0 dla nas w meczu z wicemistrzami Europy.
W zasadzie nie ma o czym pisać, gdyż należałoby po prostu wrócić do starej śpiewki kibiców reprezentacji Polski i zadeklamować: "Nic się nie stało, Polacy, nic się nie stało!" Pytanie tylko czy warto, gdyż czas poświęcony na oglądanie meczów polskiej reprezentacji (szczególnie pod przewodem trenera Paulo Sousy - choć po prawdzie to też nie jest do końca jego wina, być może miał za mało czasu na odpowiednie przygotowanie i "dotarcie" drużyny), wydaje się być czasem straconym i w zasadzie gdyby nie Robert Lewandowski i może jeszcze Wojtek Szczęsny, który w meczu z Hiszpanią fenomenalnie bronił swojej bramki, to w zasadzie nie ma żadnego powodu, by o kimkolwiek w drużynie napisać coś pozytywnego. Po upokarzającym blamażu ze Słowacją, meczu z Hiszpanią miałem nie oglądać, ale ze względu na to że wybraliśmy się na wypoczynek i spotkałem dawnego kumpla ze szkoły, mecz wydawał się jakoby naturalną rozrywką miło spędzonego czasu na łonie natury. Co zaś się tyczy spotkania ze Szwecją, to po drugiej bramce strzelonej przez Forsberga, wyłączyłem telewizor i dopiero po jakimś czasie, gdy od sąsiada (dwa domy dalej) dało się słyszeć gromkie okrzyki, ponownie sprawdziłem wynik i było 1:2 a wkrótce potem Lewandowski podwyższył wynik na 2:2 i był remis. Przyznam się szczerze, że miałem jeszcze cień nadziei, że uda się strzelić tą trzecią, ostatnią i zwycięską bramkę. Udało się, ale Szwedom i spotkanie zakończyło się wynikiem 2:3 dla Szwecji.
Nie ma sensu komentować gry naszej reprezentacji, ale w sieci jest piękne podsumowanie ostatniego mundialu z 2018 r. autorstwa Kabaretu Młodych Panów, który dokładnie podsumowuje nie tylko tamten mundial, ale również i Euro 2020/1, zakończone dla nas w fazie grupowej (jak zwykle, w ostatnich latach raz tylko w 2016 r. udało się nam wyjść z grupy). Zapraszam zatem do obejrzenia tego zabawnego skeczu i pamiętajcie proszę że nadzieja zawsze umiera ostatnia... dopiero po nadziei może umrzeć kibic polskiej reprezentacji. 😏
NAJZABAWNIEJSZE MOMENTY
"MOŻE TRZEBA BYŁO SIĘ BARDZIEJ POSTARAĆ, TAK JAK SENEGAL - MIELI SWOJEGO SZAMANA"
"U NAS TEŻ BYŁ BISKUP, POŚWIĘCIŁ AUTOKAR, WSPÓLNIE MODLILIŚMY SIĘ ABY BYĆ DŁUŻEJ NIŻ NIEMCY I SIĘ UDAŁO" 😄
"JAK MAM SIĘ DO PANA ZWRACAĆ?"
"TO MOŻE ORZEŁ"
"ROZUMIEM, ORŁY NAWAŁKI"
"NIE ROZŚMIESZAJ MNIE, ORZEŁ BO MI TO LATA" 😅
"W TAKIM RAZIE, CO NIE ZAGRAŁO?"
"STARY, TAM NIC NIE GRAŁO OD POCZĄTKU... 😄
"WZIELIŚMY W NOCY TEGO NAWAŁKĘ DO BAGAŻNIKA I DAWAJ Z NIM DO LASU, WYCIĄGAMY GO I MÓWIMY "CHŁOPIE, KOPIESZ GRÓB... PRZEPRASZAM, ALE TEN GŁOS TAKI FAJNY, PONIOSŁO MNIE" 😂
"GLIK NIE MÓGŁ GRAĆ!"
"CZYLI NIE BYŁ W FORMIE?"
"ON BYŁ W SZCZYTOWEJ FORMIE, ON PO TRZY, CZTERY REKLAMY DZIENNIE GRAŁ" 😄
"O CO WYŚCIE TAM W OGÓLE POJECHALI?"
"TEN MUNDIAL, TO BYŁY NAJLEPIEJ ZORGANIZOWANE WCZASY W ŻYCIU, NIGDY SIĘ TAK DOBRZE NIE BAWILIŚMY" 😎
"ALE JAK TO, PRZECIEŻ JUŻ PO PIERWSZYM MECZU WSZYSCY WIDZIELIŚMY U WAS ŁZY"
:ŁZY, ŁZY - WSZYSCY LALIŚMY ZE ŚMIECHU, BO KAŻDY WIDZIAŁ JAK GRAMY" 😂
"ALE TO CO, NIE CHCIELIŚCIE WYJŚĆ Z GRUPY?"
"CHCIELI, NIE CHCIELI - CHŁOPAKI MIELI JUŻ ŻYCIE POUKŁADANE, PAZDAN NA LIPIEC MALARZY MIAŁ ZAMÓWIONYCH W DOMU. POWIEM TAK - TEN MUNDIAL NAS TROCĘ ZASKOCZYŁ" 😁
DZIŚ KOLEJNA DAWKA ZABAWNYCH SKECZY Z POLSKICH KABARETÓW.
KABARET MŁODYCH PANÓW
"PODSUMOWANIE MUNDIALU 2018"
1:35 - "MY JAKO POLSKI ZWIĄZEK PIŁKI NOŻNEJ NIE MAMY SOBIE NIC DO ZARZUCENIA, 8 MILIONÓW DOLARÓW PRZYTULONE, TAKŻE JEST NA PLUS"
"ALE MOŻE TRZEBA BYŁO SIĘ BARDZIEJ POSTARAĆ, CHOCIAŻBY TAK JAK SENEGAL - MIELI SWOJEGO SZAMANA"
"U NAS TEŻ BYŁ BISKUP, POŚWIĘCIŁ AUTOKAR, POŚWIĘCIŁ KORKI, WSPÓLNIE MODLILIŚMY SIĘ ŻEBY BYĆ DŁUŻEJ NIŻ NIEMCY I SIĘ UDAŁO!" 😀
2:40 - "PRZED PAŃSTWEM BĘDZIE GOŚĆ, KTÓRY POSTANOWIŁ ZERWAĆ ZASŁONĘ MILCZENIA (...) JAK MAM SIĘ DO PANA ZWRACAĆ?"
"TO MOŻE ORZEŁ"
"ROZUMIEM - "ORŁY NAWAŁKI"
"NIE ROZŚMIESZAJ MNIE. ORZEŁ BO MI TO LATA PO PROSTU" 😅
4:50 - "WZIĘLIŚMY W NOCY TEGO NAWAŁKĘ DO BAGAŻNIKA I DAWAJ Z NIM DO LASU. WYCIĄGAMY GO I MÓWIMY - CHŁOPIE KOPIESZ SOBIE GRÓB"
"CO PAN OPOWIADA?"
"PRZEPRASZAM, ALE TEN GŁOS TAKI FAJNY, PONIOSŁO MNIE" 😂
6:35 - "... NIE MÓGŁ GLIK GRAĆ"
"CZYLI NIE BYŁ W FORMIE?"
"STARY, ON BYŁ W SZCZYTOWEJ FORMIE, ON PO TRZY, CZTERY REKLAMY DZIENNIE GRAŁ. 😊
7:10 - "CZYLI NAWAŁKA POSTAWIŁ NA PIŁKARZY MEDIALNYCH, GRAJĄCYCH W REKLAMACH. A MOŻE MÓGŁ POSTAWIĆ NA TYCH, KTÓRZY MIELI CZAS NA TRENINGI?"
"NAWAŁKA ZAWSZE POWTARZA ŻE TRENUJĄ CI, CO NIE UMIĄ" 😊
7:40 - "NIE BYŁO JAKIEGOŚ DEBILNEGO RYSOWANIA NA TABLICACH, TYLKO NORMALNIE PRZY ŚNIADANIU TRENER WZIĄŁ TE SWOJE PARÓWKI Z REKLAM, POUSTAWIAŁ JEDENAŚCIE PARÓWEK I MÓWI TAK: "TA PARÓWKA TO LEWANDOWSKI, TA PARÓWA TO PAZDAN". KAŻDY WIEDZIAŁ O CO CHODZI. A DLA TYCH MNIEJ KUMATYCH ZROBIŁ TAK, ŻE MY BYLIŚMY PARÓWKI A SENEGAL KASZANKA" 😅
9:00 - "TO PO CO WYŚCIE TAM W OGÓLE POJECHALI?"
"TEN MUNDIAL TO BYŁY NAJLEPIEJ ZORGANIZOWANE WCZASY W ŻYCIU. NIGDY SIĘ TAK DOBRZE NIE BAWILIŚMY"
"ALE JUŻ PO PIERWSZYM MECZU WIDZIELIŚMY U WAS ŁZY"
"ŁZY? WSZYSCY LALIŚMY ZE ŚMIECHU, KAŻDY WIDZIAŁ JAK GRAMY" 😂
9:45 - "ALE CO, NIE CHCIELIŚCIE WYJŚĆ Z GRUPY?"
"CHCIELI, NIE CHCIELI, CHŁOPAKI JUŻ MIELI ŻYCIE POUKŁADANE. PAZDAN NA LIPIEC MALARZY MIAŁ ZAMÓWIONYCH (...) TAKŻE POWIEM TAK - TEN MUNDIAL NAS TROCHĘ ZASKOCZYŁ" 😎
"PRZECIEŻ WIEDZIELIŚCIE O TYM JUŻ CZTERY LATA WCZEŚNIEJ!"
"JAK SIĘ KTOŚ PIŁKĄ NOŻNĄ INTERESUJE TO WIE"
11: 55 - "TO MOŻE TRENER NAWAŁKA BYŁ ZAŁAMANY I COŚ WAM POWIEDZIAŁ?"
"PO PIERWSZYM MECZU Z SENEGALEM, TRENER WSZEDŁ DO AUTOKARU, MYŚLELIŚMY ŻE BĘDZIE ZJEBKA, A TEN RYCZY ALE ZE ŚMIECHU BO SIĘ OKAZAŁO ŻE TAKI FILM W INTERNECIE WIDZIAŁ JAK TRENER WCHODZI DO SZATNI I PIŁKARZOM PO RYJU Z LIŚCIA DAJE" 😂
15:30 - "MARADONA NIGDY NIE PIŁ POLSKIEJ WÓDKI, A SŁAWEK GO TAK ZALAŁ, PIĄTA RANO A Z NIM NIE MA KONTAKTU. MY DO NIEGO "GDZIE MIESZKASZ, GDZIE MIESZKASZ?" A ON TRUP. TOŚMY GO WZIĘLI DO TAKSÓWKI I JEDZIEMY DO HOTELU ARGENTYNY (...) MESSI WYCHODZI TAKI ZASPANY, MARADONA GLEBA A ON DO NIEGO: "KTO CI TO ZROBIŁ, KTO CI TO ZROBIŁ", A ON: "I LOVE POLACCO" 😀
16:20 - "ALE MYŚMY W KRAJU MYŚLELI ŻE WAM CHOĆ TROCHĘ ZALEŻAŁO, A WYŚCIE SIĘ TAM BAWILI W NAJLEPSZE?"
"NIE, TAK NIE MOŻECIE MÓWIĆ, NAPRAWDĘ TEN MUNDIAL NIEKTÓRYM CHŁOPAKOM NA PSYCHIKĘ SIADŁ. JA SAM SŁYSZAŁEM W HOTELU JAK NIERAZ PRZEZ SEN KRZYCZELI TE SWOJE TEKSTY Z REKLAM (...) GROSIK PRZEZ SEN KRZYCZAŁ SPOCONY "NIE ZABIERAJCIE MI TELEWIZORA, NIE ZABIERAJCIE", A LEWANDOWSKI NA CAŁY HOTEL DARŁ SIĘ PRZEZ SEN: "ANIA, JA MAM ŁUPIEŻ!" 😂
KABARET MORALNEGO NIEPOKOJU
i JERZY KRYSZAK
"NAUCZYCIEL I LEKARZ"
4:30 - "JAKBY PAN MÓGŁ ZDJĄĆ UBRANIE... TO BYM PANA ZBADAŁ"
"CZYŚ TY OCIPIAŁ GAMONIU!? JA SIĘ BĘDĘ PRZED UCZNIEM ROZBIERAŁ?"
"TO JAK MAM PANA ZBADAĆ?"
"NIE WIEM, TO TY JESTEŚ LEKARZEM, KOMBINUJ" 😀
4:55 - "ZACZNIJMY OD BADAŃ, MA PAN BADANIA?"
"CO CI DO ŁOWY STRZELIŁO ŻE TY NA MEDYCYNĘ POSZEDŁEŚ? ŻEBYŚ TY ZOSTAŁ MECHANIKIEM SAMOCHODOWYM TO CHOCIAŻ KILKA OSÓB BY ZGINĘŁO, ALE TAK TO MOGĄ BYĆ TYSIĄCE"
6:55 - "PRZEJDŹMY ZATEM DO WYNIKÓW BADAŃ. TUTAJ JEST 90, A POWINNO BYĆ 40"
"A WIDZISZ, A JEST 90. TO POPRAW!" 😂
"JAK POPRAW, PRZECIEŻ TO JEST WYDRUK Z KOMPUTERA?"
"JAK POWIEDZIAŁEM POPRAW, TO POPRAW!"
"A TU ZNÓW JEST ZA MAŁO, TAM JEST ZA DUŻO A TU JEST ZA MAŁO"
"TO WEŹ TAM GDZIE JEST ZA DUŻO, PRZEŁÓŻ TAM GDZIE JEST ZA MAŁO. TO SIĘ WÓWCZAS WYRÓWNA. W PRZYRODZIE NIC NIE GINIE"
"A TU JEST 0, A POWINNO BYĆ CO NAJMNIEJ 40"
"A JEST ZERO? NIEDOBRZE! TO W TAKIM RAZIE DOPISZ Z PRZODU CZWÓRKĘ"
9:00 - "A TUTAJ TEGO WCALE NIE POWINNO BYĆ, A JEST"
"TO SIĘ ZASTANÓWMY! JA SIĘ BĘDĘ ZASTANAWIAŁ, TY JESTEŚ LEKARZEM! SKREŚL TO!... I JAK TERAZ MOJE WYNIKI?"
"TERAZ WYNIKI MA PAN JAK DWUDZIESTOLATEK" 😄
KABARET PARANIENORMALNI
"BIEGI"
1:40 - "NAJPIERW SIĘ ROZGRZEWAMY, A POTEM BIEGAMY"
"... JA SIĘ DOSTOSUJĘ. NIGDY SIĘ BEZ ROZGRZEWKI Z DOMU NIE RUSZAM" 😉
5:15 - "POKARZ JAKIEŚ SWOJE ULUBIONE ĆWICZENIE, MOŻE TEŻ SIĘ CZEGOŚ OD CIEBIE NAUCZĘ"
"ALE ŻE CO, JA TOBIE MAM POKAZAĆ?"
5:35 - "CO MAM ROBIĆ, JAK STAJEMY? WDECH NOSEM, WYDECH USTAMI?"
"CO? NIE WIEM, GDZIEŚ SE TAM WCIĄGNIJ I GDZIEŚ WYPUŚĆ" 😂
7:40 - "70 % SUKCESU TO DIETA"
"JA JUŻ JESTEM NA DIECIE. DIETA MOJEGO AUTORSTWA, PISANA PODE MNIE"
"NA CZYM POLEGA TA DIETA?"
CIĘ NIE JE... MIĘDZY POSIŁKAMI. JAK NIE JESZ, TO NIE JESZ. CHYBA ŻE JESZ, TO WTEDY JESZ" 😅
8:40 - "MUSISZ ODSTAWIĆ WĘGLOWODANY"
"CO ODSTAWIĆ? JA TEGO NIE MUSZE ODSTAWIAĆ, BO JA TEGO W OGÓLE NIE JEM"
"A BIAŁE PIECZYWO JESZ?"
"KTO BY NIE JADŁ"
"... MUSISZ TO WSZYSTKO ODSTAWIĆ. TAM SĄ WSZĘDZIE WĘGLOWODANY"
"CO TY MÓWISZ. PATRZ, ŚWIAT NA GŁOWIE STANĄŁ, ŻEBY DO WSZYSTKIEGO WĘGLOWODANY DODAWALI?
11:15 - "... BEKON TEŻ MUSISZ ODSTAWIĆ"
"DLACZEGO?"
"BARDZO NIEZDROWY, TŁUSZCZE NASYCONE"
11:45 - "A KOKTAJLE OWOCOWE MOGĄ BYĆ. KOKTAJLE UWIELBIAM, SZCZEGÓLNIE NA WIŚNIÓWCE"
12:25 - "STARY, ALKOHOL W ORGANIZMIE ZAMIENIA SIĘ W CUKIER A CUKIER JEST NAJGORSZY"
"DLA MNIE SIĘ LICZY, ŻE NA POCZĄTEK ALKOHOL SPEŁNIA SWOJĄ PODSTAWOWĄ FUNKCJĘ - WALI W DEKIEL. A PÓŹNIEJ TO ON SIĘ MOŻE ZAMIENIAĆ W CUKIER. NAWET W KOSTKACH" 😄
13:25 - "JEST TAKA ZŁOTA MYŚL: JESTEŚ TYM, CO JESZ"
"STARY, JAK JA WCZORAJ JADŁEM HOT-DOGI, TO CO JA JESTEM PARÓWA" 😂
17:00 - "STARY, TY JESZ BIAŁE PIECZYWO?"
"JEM, A CO?"
"PRZECIEŻ TO SĄ WĘGLOWODORY" 😀
17:55 - "POWIEDZ, A BOCZEK DO JAJECZNICY JEST OK?"
W dniu wczorajszym minęła 79 rocznica pierwszego transportu do niemieckiego-nazistowskiego obozu koncentracyjnego w Auschwitz - pierwszy transport - SAMI POLACY! To, że obóz zagłady w Auschwitz-Birkenau został zaprojektowany przez Niemców do masowej eksterminacji narodu polskiego, dziś nie jest jeszcze powszechnie wiadomym faktem (szczególnie na Zachodzie, w samych Niemczech czy USA, o Izraelu nawet nie wspominając). Postuluje bowiem (powielany w szkołach, gdzie wiele się mówi na temat Holokaustu samych Żydów) przekonanie, że w obozach koncentracyjnych, a szczególnie w Auschwitz ginęli tylko Żydzi (dokłada się jeszcze oczywiście homoseksualistów, Cyganów i jeńców sowieckich - choć o tych ostatnich też już raczej się nie pamięta), natomiast nikt nie mówi o pierwszej nacji, dla której cały ten obóz w ogóle został zbudowany - o POLAKACH! Tak, to Polacy było zarówno pierwszym, jaki i (do 1942 r.) najliczniejszym narodem, jaki był masowo uśmiercany w tym niemieckim obozie zagłady (zresztą tak na dobrą sprawę to i tak Polacy byli najliczniej mordowaną tam nacją do końca Wojny, jako że przecież Żydzi którzy tam zginęli, w ogromnej wiekszości nie tylko pochodzili z Polski, ale byli jej obywatelami - czyli byli Polakami. W Auschwitz nie ginęli więc Żydzi obywatele Izraela - bo takiego państwa wówczas jeszcze nie było - ale albo Żydzi - obywatele polscy, albo po prostu Polacy. Dopiero w dalszej kolejności byli to jeńcy sowieccy, Żydzi pochodzący z innych europejskich krajów zajętych przez niemiecki Wehrmacht, Cyganie, homoseksualiści, a także (nieliczni co prawda) niemieccy przeciwnicy narodowego socjalizmu). Tak więc wygląda stopień zagłady ludności zarówno w samym Auschwitz, jak i w czasie całej II Wojny Światowej: na pierwszym miejscu Żydzi - obywatele polscy, następnie Polacy, potem długo, długo nic - potem jeńcy sowieccy, Żydzi z innych krajów a następnie cała wyżej wymieniona reszta ludności.
Swoją drogą ciekawe czy dzień 14 czerwca - czyli dzień pierwszego transportu do obozu w Auschwitz, jest również wymieniany na lekcjach historii na temat II Wojny Światowej i Holokaustu? Mogę się założyć że nie, gdyż po pierwsze byli to sami Polacy (728 osób z Tarnowa), po drugie obóz w Auschwitz aż do 1942 r. był zdominowany przez więźniów - Polaków, po trzecie Holokaust dotyczy Żydów i tylko Żydów (tak przynajmniej to wygląda w oficjalnym przekazie), a jak wiadomo nikt nie lubi konkurencji nawet (a może przede wszystkim) w ilości doznanych cierpień i pomordowanej ludności. Pod tym względem jednak nikt nie może się z nami równać. Byliśmy bowiem notorycznie mordowani zarówno przez samych Niemców jak i przez Rosjan (Sowietów), a także Ukraińców, Litwinów, nawet Czechów, o stratach materialnych nawet nie wspomnę (bo już wielokrotnie je opisywałem), ale dodać muszę, że kwota ponad 700 000 000 000 (miliardów) dolarów, jakie Niemcy powinny zapłacić Polsce za II Wojnę Światową (Grecja żąda ponad 200 000 000 000 dolarów) jest śmiesznie niska. Realnie kwota ta nie powinna być mniejsza niż 1 000 000 000 000 (bilion) dolarów, a i to nie zadośćuczyniłoby nawet połowie zbrodni i zniszczeń, jakie oni tutaj popełniali. Oczywiście uzyskanie takich odszkodowań na razie jest mało prawdopodobne, ale... różnie już bywało w historii, oj różnie - myśmy nawet już kiedyś z Mongolią graniczyli... i pod Legnicą 😊. Wszystko jest więc możliwe - tylko trzeba być konsekwentnym i oczywiście przedstawić stronie niemieckiej pełny rachunek naszych strat, żeby dokładnie wiedzieli za co płacą - w ogólności - za GŁUPOTĘ swoich przodków!
WARSZAWA PO PAŹDZIERNIKU 1944
W szkołach nie uczy się zresztą nie tylko o pierwszym (i kolejnych, także złożonych głównie z Polaków, bowiem w kolejnych transportach byli już nieliczni Żydzi), transporcie do Auschwitz, ale również nic nie mówi się o pierwszej udanej ucieczce z tego niemieckiego obozu śmierci, dokonanej też 79 lat temu (niedługo będzie rocznica) - 6 lipca 1940 r. i również oczywiście przez Polaka - Tadeusza Wiejowskiego. Ten, urodzony w maju 1914 r. w Kołaczycach na Podkarpaciu - szewc, został w sierpniu 1939 r. (tak jak większość innych mężczyzn) zmobilizowany i wziął udział ze swoją jednostką w walkach o Małopolskę (Armia Kraków). Po sowieckim uderzeniu z 17 września 1939 r. i klęsce Wojny Obronnej, udało mu się uniknąć niemieckiej niewoli i wrócić do domu - do Kołaczyc. Już jesienią 1939 r. zawiązał lokalne struktury konspiracyjne. Gestapo aresztowało go z końcem kwietnia 1940 r. i trafił na początek do więzienia w Tarnowie. Wiejowski całą nadzieję pokładał we Francji, gdyż wówczas została ona zaatakowana przez Wehrmacht, jednak 14 czerwca, gdy pierwszy transport więźniów do Auschwitz (wysłany z Tarnowa 13 czerwca) dotarł do obozu, tego właśnie dnia skapitulował Paryż a niemieckie jednostki wkroczyły do stolicy Francji. Wkrótce potem cała Francja podpisała akt kapitulacji (22 czerwca 1940 r.). Wiejowski kompletnie się wtedy załamał, stracił bowiem wiarę że ta wojna może się skończyć niemiecką klęską. 14 czerwca, w pierwszym apelu obozowym, on i inni więżniowie usłyszeli z ust zastępcy komendanta obozu - Karla Fritzscha, takie oto słowa: "Nie przybyliście tutaj do sanatorium, lecz do niemieckiego obozu koncentracyjnego. Jeśli w transporcie są Żydzi, to mają prawo żyć nie dłużej niż dwa tygodnie, księża miesiąc, pozostali trzy miesiące". Żydów nie było, ale znalazło się kilku księży katolickich.
TADEUSZ WIEJOWSKI
Następnie wytatuowano Wiejowskiemu na przedramieniu numer 220 i od tej chwili to było jego obozowe imię. Przydzielono go do bloku więźniów czyszczących cegły, pochodzące z rozbiórki i noszących cement pod budowę krematorium i nowych baraków. Podczas tych prac, nawiązał on kontakt z obozowymi elektrykami, też Polakami i wówczas to w jego głowie zakiełkował plan ucieczki (każdy bowiem dzień w obozie wyczerpywał jego siły, należało więc uciec szybko, póki jeszcze jest się sprawnym fizycznie). Owych pięciu elektryków było członkami Związku Walki Zbrojnej - czyli konspiracyjnej organizacji niepodległościowej i to oni (a konkretnie jeden z nich - Józef Patek), zorganizowali mu kombinezon roboczy potrzebny do ucieczki. Plan został opracowany na 6 lipca, po porannym apelu. Wówczas to Wiejowski niepostrzeżenie wśliznął się do jednej z izb w bloku nr. 15 (gdzie pracowali owi elektrycy). Tam ściągnął swój obozowy pasiak i włożył strój roboczy. Następnie razem wyszli z bloku, kierując się do bramy obozu. Minęli strażników i szybko znaleźli się za bramą, po czym skierowali na pobliską stację kolejową. Tam Tadeusz Wiejowski wsiadł (a raczej wskoczył) do pociągu towarowego (dostał jeszcze na drogę od Patka trochę pieniędzy), jadącego na południe i po kilku dniach podróży dotarł do swojej rodzinnej miejscowości. Tymczasem w obozie już wiedziano o ucieczce, więc natychmiast zarządzono apel i ściągnięto wszystkich więźniów (1 300) z bloku nr. 1 (w którym przebywał Wiejowski) a Fritzsch nakazał by zgłosili się ci, którzy wiedzą coś na temat ucieczki więźnia 220. Nikt się nie odezwał, więc każdemu wymierzono karę 25 kijów (bito gdzie popadło, również po głowie). Wszyscy musieli też stać na baczność długie godziny, a kto nie wytrzymywał i osuwał się na ziemię, był polewany wodą i ponownie bity. Łącznie więźniowie stali tak przez 20 godzin, przy czym tylko 10 z nich dotrwało do końca, w postawie na baczność, inni leżeli na ziemi i ze zmęczenia nie reagowali już nawet na ciosy esesmanów.
Tymczasem zarządzone po okolicy poszukiwania Wiejowskiego nic nie dały, ale 8 lipca znaleźli się więźniowie, którzy wskazali na elektryków, jako tych, którzy mieli pomóc Wiejowskiemu w ucieczce. Oczywiście elektrycy nie przyznali się do winy, ale poddano ich brutalnemu sześciodniowemu śledztwu, w wyniku którego byli bici do nieprzytomności - lecz nie załamali się i nie przyznali do umożliwienia ucieczki Wiejowskiemu. Skazano ich więc na trzy lata obozu w Mauthausen w Austrii (wcześniej byli pracownikami zatrudnionymi przy rozbudowie obozu) i tam większość z nich (Józef Patek, Emil Kowalewski, Jerzy Muszyński i Stanisław Mrzygłód) została zamordowana - przeżył tylko jeden Bolesław Bicz. Natomiast Tadeusz Wiejowski także nie dożył końca wojny. We wrześniu 1941 r. (już po ataku Niemiec na Związek Sowiecki), został zadenuncjowany do Gestapo przez jednego z mieszkańców Kołaczyc (popełnił błąd, że wrócił w rodzinne strony). Trafił następnie do więzienia w Jaśle, gdzie przeszedł bardzo brutalne śledztwo (był nieludzko torturowany), a ostatecznie w grudniu 1941 r. rozstrzelany, wraz z grupą innych polskich więźniów, blisko nieczynnego szybu naftowego w okolicach Gorlic. Tak więc Tadeusz Wiejowski był nie tylko jednym z więźniów pierwszego transportu do Auschwitz, ale również pierwszym, który skutecznie uciekł z tego niemieckiego obozu śmierci. Nigdy o tym nie zapominajmy!
PS1:
NA OSTATNIEJ KONFERENCJI PRASOWEJ PREZYDENTÓW DUDY I TRUMPA (PODCZAS WIZYTY ANDRZEJA DUDY W USA - GDZIE RZECZYWIŚCIE, WITANY BYŁ NICZYM KRÓL, CO RZADKO SIĘ ZDARZA), I NIE WCHODZĄC W SZCZEGÓŁY TEGO, CO ONI TAM WYNEGOCJOWALI - PADŁY WAŻNE SŁOWA, ODNOSZĄCE SIĘ RÓWNIEŻ DO II WOJNY ŚWIATOWEJ, SOWIECKIEJ OKUPACJI CZY WOJNY POLSKO-BOLSZEWICKIEJ
PS2:
PIĘKNY MECZ ZAGRALI POLSCY PIŁKARZE Z IZRAELEM, AŻ MIŁO BYŁO POPATRZEĆ NA TO POPATRZEĆ
Piękny mecz - naprawdę szapo ba - udowodniliście że wreszcie mamy drużynę naszych marzeń, rzuty karne to wielka loteria, trochę szkoda niewykorzystanej szansy Kuby Błaszczykowskiego, ale taka jest piłka - przed nami teraz Mistrzostwa Świata - grunt że mamy drużynę której nie jest w stanie zatrzymać w polu nawet mistrz świata - wielkie dzięki dla Lewandowskiego, Fabiańskiego, Błaszczykowskiego, (pechowego ostatnio) Milika, Kapustki i wszystkich tych, którzy przyłożyli swoją "cegiełkę" do sukcesu polskiej reprezentacji -
CHYLĘ PRZED WAMI CZOŁA I WIEM ŻE TA REPREZENTACJA JEST W STANIE ODNIEŚĆ NAJWIĘKSZE SUKCESY, TO JEST DOPIERO POCZĄTEK - NIKT OD RAZU RZYMU NIE ZBUDOWAŁ, ALE DALIŚMY NASZYM PRZECIWNIKOM MOCNO WE ZNAKI I BEZ WĄTPIENIA WZROŚNIE POZYCJA POLSKIEJ REPREZENTACJI PO TYM TURNIEJU.
DZIĘKUJĘ WAM WSZYSTKIM I DO BOJU, DO DALSZEJ PRACY - BO TWORZYCIE NIESAMOWITY TEAM, KTÓREGO NIE POWSTYDZILIBY SIĘ NIEMCY, BRYTYJCZYCY CZY BRAZYLIJCZYCY - DO BOJU MISTRZOSTWA ŚWIATA BĘDĄ NASZE!
Zastanawialiście się kiedyś jak wspaniałą sprawą są takie mistrzostwa Europy w piłce kopanej, jak Euro? (a szczególnie to obecne Euro 2016). I nie chodzi mi tutaj tylko o sam fakt oglądania umiejętności meczowych poszczególnych drużyn narodowych, czy indywidualnych piłkarskich osobliwości, ja mam na myśli zupełnie inny aspekt całej sprawy. Chodzi mi o ... jedność narodową całego społeczeństwa, o ten niezwykły czas, gdy wszelkie spory i narodowe frustracje znikają a objawia się nam coś wspaniałego - Jedność i Zgoda. Kodowiec wpada w ramiona pisowca, peowiec całuje w głowę korwinistę, a nowoczesny idzie wspólnie na piwo z kukizowcem - piękne? Dla mnie coś wspaniałego, gdyż te krótkie chwile sportowej rywalizacji (a szczególnie, lub raczej przede wszystkim, niesamowitych zwycięstw polskiego teamu, który już udowodnił że może zdziałać bardzo wiele i że samo wyjście z grupy to dla nas za mało - my chcemy zwycięstw, łakniemy ich jak kania dżdżu i idziemy po po finał, pewni siebie, niczym rozpędzona husaria), w sposób wręcz niesamowity jednoczą ludzi, których raczej nic innego nigdy by ze sobą nie połączyło. Na przekór ruskim, brukselskim, niemieckim czy amerykańskim szpionom i agentom wpływu - Naród się jednoczy i kibicuje "Naszym", Polakom, myśli nie po rusku, niemiecku czy amerykańsku, tylko po POLSKU - i to jest właśnie piękne, ta rozbudzona narodowa jedność.
Nasi piłkarze w tym turnieju udowodnili już że są niesamowici i że myślą o zdobyciu ostatecznego trofeum - czyli pucharu Henri Delaunaya. Narodowe emocje sięgają zenitu i dziś Polacy już nie zadowolą się jakimikolwiek erzacami - pragną zwycięstw i sądzę że ten apetyt z każdym kolejnym rokiem będzie rosnąć. Być może dożyję jeszcze czasów (a że ostatecznie one nastąpią to nie mam najmniejszych wątpliwości), iż zaczniemy "na poważnie" krytykować naszą reprezentację, Polskę i samych Polaków. Tak, krytykować, np. w taki oto sposób: "Znów pokonaliśmy Niemców tylko 3:0, toż to upadek polskiej piłki", albo: "W tym roku tylko cztery noble dla polskiej nauki - to skandal", albo: "Natychmiast zdymisjonować ministra obrony, siła ognia polskiej armii nie gwarantuje obrony naszego terytorium przez połączone uderzenie Niemiec, Rosji i USA". Tak, marzę o takiej krytyce i mam cichą nadzieję że ujrzę nareszcie odbudowę potencjału Europy Środkowo-Wschodniej (o której, zauważcie - w mediach zachodnich się nie wspomina, pisze się tylko o "Europie Wschodniej"), pod polskim przewodem. A tylko silna i potężna Polska jest w stanie doprowadzić do zapewnienia stałego i długoletniego pokoju w Europie (oraz stabilności poszczególnych państw naszego kontynentu). Wiedział o tym Napoleon Bonaparte, wiedział o tym Józef Piłsudski, wiedzieli także i inni.
Rozbudzonych nastrojów Polaków nie da się już powstrzymać. Mam takie nieodparte wrażenie, że dziś dzieje się u nas coś, na wzór Francji w ostatnich latach przed Rewolucją Francuską, gdy państwo było słabe i skorumpowane a jedynie dwór królewski pławił się w luksusach. Już w kilka lat później Francuzi pokazali że potrafią "przenosić góry", a gdy władzę objął genialny Napoleon Wielki, Francuzi podporządkowali sobie prawie całą Europę. Sądzę że ten model się powtórzy teraz z udziałem Polski, z tą tylko różnicą, że nasza dominacja w Europie (spokojnie kochani, nawet jeśli dziś się ironicznie uśmiechacie, to wiedzcie że na tym świecie także nie ma rzeczy niemożliwych. Jeśli coś jest niemożliwe do wykonania, to trzeba znaleźć kogoś kto o tym nie wie, przyjdzie i to zrobi - i historia udowodniła nam już wielokrotnie że rzeczy niemożliwe na początku, stawały się realne już w zaledwie kilku następnych lat, bądź ... kilku miesięcy), będzie dominacją pokojową. Polacy bowiem nie są narodem w którego genach jest chęć podboju i niszczenia innych krajów. Wręcz przeciwnie - jesteśmy takimi tolkienowskimi Hobbitami, którzy kochają ten swój Shire, ale kiedy trzeba, potrafimy zamienić się w groźnych jeźdźców z Rohanu i przyp...ić w nieprzyjaciół z taką siłą, że żyć im się odechce.
Polacy nie stanowią zagrożenia dla nikogo w Europie, czego dowodem są słowa brytyjskiego filozofa i pisarza - Rogera Scrutona, który w rozmowie o "polskim nacjonalizmie", stwierdził: "Czy świat kiedykolwiek był zagrożony przez polski nacjonalizm? Albo przez nacjonalizm czeski?
Szkocki? To jest zwykły nonsens! A niemiecki nacjonalizm dwukrotnie
zagroził światu, za każdym razem doprowadzając go niemal do zniszczenia.
Niemcy nie potrafią
przyznać, że problemem nie jest zjawisko nacjonalizmu, tylko jego niemiecka odmiana (...) A jeśli chodzi o niemiecką krytykę, powiem jasno: w kwestii
nacjonalizmu Niemcy są głęboko pokręceni. Postrzegają nacjonalizm jako
zagrożenie dla świata. A prawda jest taka, że to niemiecki nacjonalizm
jest zagrożeniem dla tegoż świata". No właśnie, stąd się wziął też m.in.: Brexit Wlk. Brytanii z Unii Europejskiej, po prostu Brytyjczycy nie mieli już ochoty żyć w dążącej ku samozagładzie, (oczywiście jak zwykle w takim przypadku), pod niemiecką dominacją - neomarksistowskim Eurokołchozie.
Czym było sprowadzenie do Europy imigrantów z krajów muzułmańskich, którzy jedyne co potrafią to integrować się w sposób ... bombowy. Czym było zamienienie wielu zachodnioeuropejskich (i niemieckich), miast, w wyludnione przez mieszkańców w godzinach wieczorno-nocnych, miasta widma, po których jedynymi żywymi jeszcze postaciami, jakie się tam wówczas pokazują, są brodaci mężczyźni z Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej ("brodaci, kto wam płaci?" - jak zapytuje Witold Gadowski). Czym było zamienienie Europy w Afrykę i Azję razem wzięte, z ich problemami i ... chorobami? Czym jest samobójcza lewacka polityka multi-kulti, wprasowywana w mózgi Europejczyków z Zachodu, już od dziesięcioleci (wiecie dlaczego pierwszymi ofiarami szuszfoli z opuchniętymi jądrami, będą homoseksualiści, transwestyci i wszelkie to "postępowe" lewactwo? Dlatego, że oni nie potrafią nawet nazwać rzeczy po imieniu, i to w sytuacji gdy sami są tarczą strzelniczą, jak podczas ostatniej masakry w klubie dla gejów w Orlando na Florydzie. Nie potrafią powiedzieć: "Tak, to był islam, religia nienawiści i śmierci", nie ma radykalnego i nieradykalnego islamu - nieradykalny islam to jest obelga dla muzułmanina. Dlatego właśnie przedstawiciele mniejszości seksualnych i światopoglądowych, będą ginąć jako pierwsi w nowej islamskiej Europie Zachodniej - bo są na tyle głupi, że przed śmiercią jeszcze liżą buty islamistom, przepraszając ich że mogliby pomyśleć że islam ma cokolwiek wspólnego z ich mordem - przykre i śmieszne jest to wszystko).
Tymczasem ostatnimi czasy wszelka nienawiść zaczęła skupiać się na bogu ducha winnych ... Polakach. Miało to miejsce jeszcze przed 10 czerwca i rozpoczęciem Europ, gdy prezydent Francji Francois Hollande miał stwierdzić że polscy kibice są bardziej niebezpieczni od terrorystów i dlatego zostaną podczas Euro objęci specjalnym nadzorem policji. Czyżby, panie prezydencie? Czy naprawdę lewacka ideologia wyprała panu mózg do tego stopnia, czy tylko jest pan jednym z trybików presji i ataków na nasz kraj? Czy naprawdę trzeba być tak ograniczonym umysłowo człowiekiem, aby pleść takie androny? Bo oczywiście wszyscy powszechnie wiedzą że to Polacy podłożyli bomby w Paryżu i Brukseli, to to Polacy noszą długie brody i obłapują Niemki w niemieckich miastach, otaczając je, zdzierając bieliznę a nierzadko też gwałcąc? Wszyscy też zapewne powszechnie wiedzą, że to Polacy urządzają piątkowe modły przed meczetami w Londynie czy Paryżu, blokując tym samym ruch na głównych ulicach na kilka godzin? To Polacy także zapewne pragną zaprowadzić w Europie prawo szariatu i wymordować wszystkich niewiernych (poczynając od homoseksualistów i transwestytów), prawda, panie prezydencie Hollande?
To oczywiście także Polacy zapewne są winni tego, że Francuzom nie chciało się (wraz z Polską), obalić w 1933 r. Hitlera, a francuscy sportowcy wchodzili na stadion olimpijski w Berlinie w 1936 r. z uniesioną do góry dłonią w hitlerowskim pozdrowieniu? To pewnie również Polacy winni są tego, że Francja (a szczególnie Paryż i inne duże miasta), zmieniła się po klęsce w 1940 r. w jeden wielki niemiecki burdel? No oczywiście że Polacy są temu winni, przecież mogli nie walczyć za Francję w maju 1940 r. (1 Dywizja Grenadierów, 2 Dywizja Strzelców Pieszych, Samodzielna Brygada Strzelców Podhalańskich, Samodzielna Brygada Strzelców Karpackich, 10 Brygada Kawalerii Pancernej, 3 i 4 Dywizje Piechoty). Mogli zostawić Francję samopas, skoro Francuzom tak się spieszyło, by dać dupy nadchodzącym "chłopcom z Wehrmachtu" (tak jak obecnie nadstawiają swoje tyłki dla brodatych chłopców z opuchniętymi jądrami z Bliskiego Wschodu).
Ale zejdźmy z Francuzów. Kolejny przykład jawnego antypolonizmu pokazali Anglicy. którzy podeptali i podpalili ... polską flagę, a potem jeszcze krzyczeli: "Poland on fire" ("Polska w ogniu"). Należałoby się naprawdę zapytać - drodzy Anglicy, gdzie wy kurwa zgubiliście mózgi?
Doprawdy, nie rozumiem tego? Nie wiem, czy owi angielscy kibole naprawdę byli aż tak głupi, że nie wiedzieli przeciwko komu (w grupie) gra ich drużyna narodowa? Czy też tym samym chcieli się zemścić za poważny wpierdol, jaki otrzymali od ok. 200 rosyjskich kibiców, którzy pobili i rozbili kilka tysięcy Anglików (prawdopodobnie za to samo, czyli także za znieważenie rosyjskiej flagi). Kurwa (przepraszam za te wulgaryzmy, ale niekiedy ciężko jest utrzymać nerwy na wodzy, gdy widzi się jak grupa buraków depcze flagę państwa, które kiedyś broniło im tyłki). Czy Polacy was obrazili? Czy podeptali brytyjską flagę, czy znieważyli królową lub premiera Camerona? No ludzie, ku...a, pomyślcie trochę zanim znów zrobicie coś równie głupiego. Tym bardziej że jeśli chodzi o Polaków, to akurat gdyby nie my (a raczej nasi przodkowie), dziś Brytania byłaby niemiecką kolonią, małą rozbitą wysepką, wydrenowaną przez potężny niemiecki przemysł. To Polacy byli najdzielniejszymi obrońcami brytyjskiego nieba, w czasie "Bitwy o Anglię" (lipiec-październik 1940 r.). Jeśli nie wierzycie, to spytajcie się swoich dziadków i babć, oni jeszcze powinni to pamiętać. To poświęcenie polskich pilotów, którzy mieli zawsze najwięcej trafień niemieckich maszyn, gdyż podchodzili na o wiele bliższą odległość, niż Brytyjczycy. Spytajcie się jak Anglicy aby poderwać dziewczyny, uczyli się mówić po polsku, by wypaść na Polaków, bowiem tylko Polacy mieli w tym okresie, ogromne powodzenie u Angielek. Spytajcie się swoich dziadków jak było, może wtedy nabierzecie szacunku, a przynajmniej przestaniecie robić z siebie idiotów.
Dziś zaś krzyczycie: "Polacy wypierdalać z Anglii". Otóż powiem wam że nie tylko przelana krew w obronie Wlk. Brytanii pozwala nam mieszkać, pracować i bogacić się na terytorium Zjednoczonego Królestwa, ale również nasza pracowitość i twórczy zmysł. Polacy bowiem nie jadą do Anglii brać zasiłki i siedzieć na dupie (oczywiście zawsze będą jakieś wyjątki od reguły, ale nie na nie należy patrzeć, a na całokształt polskiej emigracji), tylko ciężko pracować i pomnażać bogactwo Wielkiej Brytanii, czyli również i wasze. Jakoś nie wybraliście sobie Polaka na burmistrza Londynu, a obdarzyliście tą godnością pewnego muzułmanina, który już teraz rozpoczyna wdrażanie swej rasistowskiej polityki, eliminując białych (czytaj Anglików), z miejsc w których ... jest ich za dużo i sprowadzając tam innych (kolorowych, szuszfoli etc. byle nie białych - dla mnie ewidentny rasizm, ale czy ktoś o tym wspomniał? Czy media o tym choćby napomknęły?). Róbcie jak chcecie, wasza sprawa, ale potem nie płaczcie że 200 ruskich spuściło łomot kilku tysiącom waszych , bo to nie jest nawet śmieszne - to jest żałosne.
No i teraz przechodzę do meritum. Mianowicie do ostatniego meczu Polska - Szwajcaria, który to wygraliśmy po rzutach karnych 5:4.
Otóż po meczu doszło do małego incydentu. Mianowicie oburzeni wynikiem szwajcarscy kibice, zaczęli rzucać w polskich piłkarzy kubkami z piwem. Wówczas Wojciech Szczęsny postanowił utrzeć Szwajcarskim kibicom nosa, podszedł sobie do jednego z tych kubków, podniósł go i napił się, po czym pokazał w stronę szwajcarskich trybun podniesiony w górę kciuk. Na zasadzie: "Dzięki, bardzo dobre". No i wtedy stało się coś, co według mnie trudno wytłumaczyć, mianowicie szwajcarscy piłkarze wpadli w szał i ... rzucili się w stronę Szczęsnego aby go pobić. Zostali co prawda odciągnięci, ale to ich nie uspokoiło. Następnie zaczęli domagać się wyjaśnień od kapitana naszej reprezentacji - Roberta Lewandowskiego. Pytanie tylko, co Lewandowski miał im wyjaśnić? Że ich kibice to zwykłe buractwo stadionowe, które nie potrafi przegrywać, a sami piłkarze szwajcarscy są im podobni. Bo przecież na logikę, każdy NORMALNY człowiek, na takie zachowanie własnych kibiców, powinien zareagować następująco - podejść do Polaków i powiedzieć: "Hej, nie przejmujcie się nimi, piłka jest jedna a bramki są dwie, dziś wygraliście, przyjmijcie więc nasze gratulacje" itd. itp. Ale rzucanie się na piłkarza, tylko za to że ten pokazał Szwajcarom pozytywny znak (kciuk podniesiony w górę), nikogo nie obraził, tylko napił się z rzuconego kubka z piwem, dziękując jakoby za to że (no właśnie, Szwajcarzy chcieli obrzucić Polaków piwem, dlatego że przegrała ich drużyna, natomiast Szczęsny podszedł i pokazał im że ma klasę i nie przejmuje się stadionowym buractwem.
Swoją drogą ciekawe czasy - do Europy ściągają setki tysięcy brodatych lekarzy i kobiet z dziećmi, gotowych urządzić Europejczykom "wybuchowe imprezy" (a co za tym idzie, wyludnione miasta o zmroku i powszechny strach o kobiety i dzieci), a Europa największego wroga widzi w swych największych (i bodajże obecnie jedynych) obrońcach - Polakach. No cóż, jak to się mówi jeśli Bóg chce komuś odebrać rozum, to czyni go ... politycznie (nie)poprawnym lewakiem.
PS: Wiecie co, ja się już teraz zupełnie nie dziwię, dlaczego coraz więcej Polaków uważa że na tym Zachodzie to wcale nie jest tak fajnie, jak nam mówiono w czasach komuny, u nas jest znacznie lepiej. A przede wszystkim - NORMALNIEJ. Do Polski przyjeżdża się jak do Europy, a nie kraju trzeciego świata, pełnego brodatych mężczyzn "o ciemnej karnacji". Trzymajmy się tego, bo ta normalność niedługo pozostanie już tylko w Europie Środkowo-Wschodniej, a cała reszta to wkrótce będzie druga Afryka.
POZDRAWIAM
(SZCZEGÓLNIE FRANCUZÓW, ANGLIKÓW I ... SZWAJCARÓW)