Łączna liczba wyświetleń

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą SATANIZM. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą SATANIZM. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 24 stycznia 2022

"PRAWDZIWA RELIGIA!"

CZYM JEST - JEŚLI ISTNIEJE?






 Od dłuższego już czasu planowałem podjąć się tego tematu, ale jakoś nigdy nie było okazji, lub też to ja nie miałem chęci tego wówczas rozpoczynać. W każdym razie teraz spłynęła na mnie "wena" i ostatecznie temat ten podejmuję. A o co konkretnie chodzi? A o to, co zawarłem w pytaniu tematu - czy istnieje prawdziwa religia świata, a jeśli tak, to jak się nazywa i czym jest? Nim bezpośrednio przejdę do tematu, pragnę najpierw zapodać pewien wstęp, który według mnie jest istotny, a mianowicie chodzi o... ateizm. Czytając komentarze i posty pod najróżniejszymi artykułami - najczęściej o tematyce religijnej, ale nie tylko - dostrzegam specyficzną tendencję, polegającą na tym, iż ludzie, którzy z jakichś powodów przestali wierzyć w Boga (lub też bardziej konkretnie w tę religię w której zostali wychowani, lub też odziedziczyli ją na zasadzie "pamięci kulturowej" swojego społeczeństwa - jest coś takiego - że posłużę się zabawnym zwrotem z Kabaretu Moralnego Niepokoju 😅) nagle wydaje im się że pozjadali wszystkie rozumy i uważają, iż od chwili gdy dokonali apostazji (oficjalnej lub tej w swym sumieniu) stali się nagle inteligentniejsi i lepsi od całej masy "moherowych beretów" które w dalszym ciągu swoją wiarę praktykują. Mam takie wrażenie że ludzie, którzy - z jakichś wzglądów, często rodzinnych - nienawidzą chrześcijaństwa i katolicyzmu, to doprawdy uważają się za tych, którzy nagle znaleźli brakujące ogniwo ewolucji lub odkryli perpetuum mobile. Kierują się bowiem swoistą dozą "lepszości" i większej "mędrkości", bo nagle z ich oczu spadła ta niezwykle dojmująca zasłona wiary i przejrzeli na oczy. Oczywiście wiara lub niewiara, to jest prywatna sprawa każdej osoby, każdego człowieka, ale twierdzenie że nagle z oczu twych spadły zasłony i przejrzałeś, jest nieco żałosne, gdyż przypomina... wiarę. Tak, uważam bowiem że ateizm (oczywiście ten "ateizm walczący") jest formą religii, gdyż aby utwierdzić się w przekonaniu że "nie wierzę", musisz w to bardzo wierzyć. "Wierzę, że nie wierzę" - tak właśnie należałoby sprecyzować religijną formę ateizmu, ale niestety nie do końca jest to prawdziwe stwierdzenie. Jak bowiem można wierzyć w to, że się nie wierzy? (mam tu oczywiście na myśli wiarę w Boga, bowiem każdy z nas wierzy w jakieś tam swoje prywatne idole, ale to należy pominąć, gdyż nie ma nic wspólnego z puentą, do której dążę). Wiara w to, że się nie wierzy nie jest bowiem wyznacznikiem mądrości czy szczególnej inteligencji, ale niestety (i wybaczcie jeśli kogoś obrażę) totalnej głupoty.

Głupich ludzi (przekonanych o swej mądrości) jest niestety na świecie mnóstwo i temat ten można by było odpuścić, gdyby nie jeden szczegół. A szczegółem tym jest wdrażane wszędzie (mam tutaj na myśli głównie Europę, ale i USA i inne kraje np. Ameryki Południowej) przekonanie o potrzebie stworzenia stref całkowicie ateistycznych (np. placówki szkolne, biura, urzędy, sądy itd.), podkreślając iż należy zdecydowanie oddzielić religię od sfery świeckiej (oddać Bogu co boskie, a Cezarowi co cesarskie). Zafiksowanie na punkcie "ateistycznej religii" jest obecnie bardzo silne w społeczeństwach Zachodu, podobnie jak i w naszym, które to również postępuje w tym małpim pędzie. Oczywiście ateizm nie oznacza niewiary a wręcz przeciwnie, ci, którzy często odwracają się od Boga, znajdują sobie szybko jakieś ersatze, jakieś zastępcze bożki, które pozwalają im umocnić przekonanie o swej niewysłowionej mądrości z faktu odejścia od Boga, a jednocześnie zdają sobie sprawę że wiara bardzo pomaga w codziennym życiu. Ludzie, którzy twierdzą że chrześcijaństwo to zabobony, a Jezus prawdopodobnie nie istniał, jednocześnie tak ochoczo korzystają z wizyt u różnych wróżek, z kart tarota, z najróżniejszych medalików które mają chronić osoby je posiadające, lub też ciekawe są przyszłości losów swoich i świata. Zastępczych ersatzów jest mnóstwo (np. Czechy - kraj bodajże najbardziej zlaicyzowany, odnotowuje jednocześnie ogromny wzrost zainteresowania wróżbiarstwem, parapsychologią i futurystką), bo niestety człowiek jest tak skonstruowany, że nie ucieknie od wiary i jest ona częścią jego jestestwa. Dlatego też ateizm jest para-religijnym błazeństwem (i mówię całkiem otwarcie), a ci, którzy go praktykują - to zagubieni ludzie, którym wydaje się że oto znaleźli odpowiedź na wszelki sens życia (oczywiście oni potrafią to wytłumaczyć po swojemu, ale i tak wszystko sprowadza się właśnie do tego jednego - odnalezienia nowego sensu życia). Ateizm to głupota, gdyż my wszyscy jesteśmy tak skonstruowani, że nie uciekniemy od wiary, co najwyżej możemy odrzucić jedną, a przyjąć jakąś inną (często jest to para-religijna papka, która jest "łatwa, lekka i przyjemna" - a to dziś wszystko, czego człowiek pragnie oczekiwać od Siły Wyższej). Dlatego też nie miejcie do mnie pretensji, ale ateistów (którzy często tak bardzo walczą o "świeckość", gdyż sami nie potrafią wyzwolić się od wiary) uważam za zagubione i błąkające się po omacku istoty, podobne do tych z obrazu Bruegela - ślepcy prowadzeni przez ślepców).




Para-religia jaką jest ateizm ("Wierzę w to, że nie wierzę" - czyli absurd sam w sobie, ale absurd z którego nie można się wyzwolić, jednocześnie twierdząc że jest się wolnym) jest też pozbawiony sensu i sprzeczny z ludzkim instynktem samozachowawczym, zaś namawianie do świeckości społeczeństwa jest potworną głupotą, choć - co bardzo ważne - taka świeckość w państwie utrzymana być powinna (absurd? - tylko pozorny, zaraz to wyjaśnię). Czym bowiem jest i na czym polega "świeckie państwo"? Czy na tym, że wiara zostaje całkowicie oderwana od instytucji publicznych (szkół, sądów, urzędów etc.). Czy to jest "świeckie państwo"? Zapewne takim chcieli by je widzieć ci, którzy wierzą w swoje "bóstwa", ale przeszkadza im wiara chrześcijańska, a ponieważ nie można tego w inny sposób od siebie oddzielić, jak właśnie przez propagandę "społecznej ateizacji", to ten kierunek właśnie jest obierany. Tak naprawdę jednak nie walczy się o świeckie państwo (gdyż "świeckie" znaczy jakie? komuniści też wprowadzili świeckie państwo, i co im z tego wyszło? Bez wątpienia nowa wiara, ale tym razem w "czerwonego boga" znanego pod wieloma innymi postaciami - partii, wodza lub idei, ), walczy się z chrześcijaństwem, aby całkowicie tę religię usunąć z życia społeczeństw, z życia ludzi. Zauważmy że nikt nie atakuje islamu, nie atakuje się też judaizmu czy choćby nawet buddyzmu - atakuje się TYLKO chrześcijaństwo. A przecież świeckie państwo nie polega na tym, że w szkołach czy w sądach nie mogą na ścianach wisieć krzyże. Spójrzmy bowiem jak to wyglądało jeszcze kilkadziesiąt lat temu, gdy w instytucjach publicznych krzyże były czymś tak oczywistym jak powietrze. To dotyczyło też np. sądów polowych, gdzie sędziowie w trybie pilnym, w warunkach wojennych sądzili oskarżonych i pierwsze co wówczas czyniono, to stawiano na stole krzyż. Tak, aby oskarżony wiedział, że oprócz sprawiedliwości ludzkiej, jest jeszcze wyższa instancja - czyli Sprawiedliwość Boska. Tak więc nie na tym polega świeckie państwo, że usuwa się symbole kultu religijnego z przestrzeni publicznej (muzułmanie lub wyznawcy innych religii gdy przybywają do Europy, mają OBOWIĄZEK dostosować się do naszych zasad. Nie muszą się modlić przy krzyżu, ale nie wolno im domagać się jego usunięcia. Ja, gdy wchodzę do meczetu to zdejmuję buty - bo taki jest zwyczaj i poprzez to wyrażam szacunek dla kultury i tradycji społeczeństw muzułmańskich, dlatego też domagam się aby inni również tolerowali prawa narodów, do których przybywają. Jak bowiem mawiał Napoleon Wielki w prostych słowach: "W Egipcie byłem mahometaninem, we Francji jestem katolikiem"). Świeckie państwo polega więc na tym, że księża, biskupi lub prałaci nie są wybierani na urzędy publiczne - tyle i tylko tyle, nic więcej.

Przejdźmy jednak teraz do tematu i zastanówmy się, czy istnieje jakaś "prawdziwa religia", która uzurpuje sobie wszechwładzę i uznaje, iż tylko jej wyznawcy wierzą w prawdziwego Boga? Odpowiedż jest prosta - oczywiście, że taka religia istnieje i paradoksalnie nie jest to żadna ze znanych nam wielkich religii świata (choć wyznawcy każdej z nich także uważają że wierzą w prawdziwego Boga). Jest jedna religia o której publicznie się nie mówi, a która istnieje i ma się dobrze. Religia ta szczególną nienawiścią darzy przede wszystkim jedną postać - Jezusa Chrystusa i zrodzone z Jego czynów oraz życiowej misji chrześcijaństwo. Paradoksalnie ową religią nie jest islam, nie jest nią też judaizm (którego wyznawcy wierzą np. że demony gotują Jezusa w piekielnym kotle, pełnym ekskrementów). Ta religia ma wiele obliczy, a jednym z nich jest chociażby marksizm. Marksizm też jest wiarą i para-religią, stworzoną w pewnym sensie dla zaciemnienia prawdziwych celów religii właściwej, która za tym wszystkim stoi. Marksizm (i wszelkie jego późniejsze twory: bolszewizm, nazizm, komunizm, feminizm, dżenderyzm, lgbt-yzm, ekologizm i rasizm zwany dla niepoznaki antyrasizmem) to tylko wydmuszka, stworzona przez człowieka, co Manifest Komunistyczny wydany w 1848 r., napisał dlatego, że wcześniejsze jego plany w ówczesnej rzeczywistości nie byłby możliwe do realizacji i zapewne traktowane byłyby jako objaw pewnego niedorozwoju umysłowego. Otóż człowiek ten już w 1845 r. napisał dziełko pt.: "Ideologia niemiecka" w której dokładnie streścił co należy zrobić, aby doprowadzić społeczeństwo do rozkładu moralnego, ekonomicznego i wszelkiego innego. Wszystko miało być wyparte, wszystko usunięte, cała przeszłość miała zostać kompletnie wymazana. Promowane miały być też homoseksualizm, zoofilia i oczywiście pedofilia - wszystko, co mogłoby rozbić społeczeństwo od wewnątrz i doprowadzić do jego zniszczenia, a następnie zbudowania od nowa, lecz już w taki sposób, w jaki życzyliby sobie tego owi "Kreatorzy". Religia, a szczególnie religia chrześcijańska miała być jako pierwsza poddana zmasowanemu atakowi, miano ją usunąć ze świadomości i serc ludzi, a zastąpić chwilowymi ersatzami kontrolowanej przyjemności. Czy muszę tłumaczyć, że tego typu plany były nierealne w XIX wieku? Chyba nie, a ponieważ tamten plan był niemożliwy do zrealizowania w społeczeństwie rodzącego się kapitalizmu i ekspansji ekonomicznej, Karol Marka - bo o nim to mowa - musiał zaproponować jakiś zamiennik, który przemawiałby do ludzi tamtych czasów. I taki zamiennik powstał już w trzy lata później pod nazwą - Manifestu Komunistycznego.




Ale marksizm też nie był celem głównym tego ruchu, który uważa się za "prawdziwą religię". Był co prawda jego kluczowym narzędziem w rozbiciu społeczeństw i walce z Chrystusową wiarą, ale tylko narzędziem (jak młot, który uderza aby skruszyć skałę). Karol Marks tak naprawdę nie był marksistą (?), choć bez wątpienia wyznawał inną "prawdziwą religię". Jeśli ktoś się jeszcze nie domyślił, powiem wprost - Marks był... lucyferianinem, czyli wyznawcą "jedynej, prawdziwej religii", dla której chrześcijaństwo stanowi śmiertelne zagrożenie, stąd tak silne ataki na jego twórcę - Jezusa Chrystusa. Ponoć Marks był mistrzem pewnego satanistycznego rytu masońskiego (takim bowiem tytułem zwracała się doń jego żona - Jenny von Westphalen) i jego obsesją była walka z chrześcijaństwem, które pragnął zniszczyć dla swego boga i pana - Lucyfera. A ponieważ był człowiekiem niezwykle inteligentnym, opracował plan zniszczenia chrześcijaństwa poprzez rewolucję: najpierw społeczną (seksualną) potem ekonomiczną (ta pierwsza nie miała wówczas szans, więc musiała ustąpić miejsca tej drugiej). Celem Marksa zawsze była rewolucja i to krwawa rewolucja - utopienie "starego porządku" i "starej religii" (sataniści uważają że ich religia jest najstarsza i najprawdziwsza) w morzu ludzkiej krwi. Piękna ofiara prawda? ofiara mająca był zaczątkiem nowego świata, w którym "prawdziwa religia" mogłaby oficjalnie zaistnieć i zapanować. Ateizm ma więc w tym momencie do wykonania wielką pracę, musi musi wyrwać ludzkość z objęć wiary, która dwa tysiące lat temu wielce pokrzyżowała plany ludziom, oddającym cześć rogatemu panu. Ateizm i ateiści jednak są uważani przez lucyferian za istoty pozbawione rozumu, wręcz za głupców, którzy w swej tępocie wykonają zadanie, któremu sami lucyferianie nie są w stanie podołać i tyle. To, że kult lucyfera i szatana jest dość powszechny w kręgach show-biznesu i polityki nie należy się dziwić (przecież jakiś czas temu - chyba w 2010 r., była głośna historia o piosenkarce - Kate Perry, która na pytanie jednej z jej fanek o to jak odnieść taki sukces, odparła: "Sprzedaj duszę diabłu i czcij szatana!"). Świat ten bowiem jest oddany diabłu i doprawdy nie wiem jak wielką mocą dysponowała istota, którą znamy pod imieniem Jezusa Chrystusa, ale skoro potrafiła Ona przerwać ten lucyferiański ryt wieków (te wszystkie Bahomety, Assury, Balle, Re, Sety) i doprowadzić do takiej furii wyznawców "prawdziwej religii" iż nie byli oni w stanie osobiście mierzyć się ani z naszym Mistrzem (bo uważam że tak właśnie należy nazywać istotę znaną jako Jezus Chrystus), ani też z Jego następcami, to znaczy że naprawdę dwa tysiące lat temu doszło do prawdziwej rewolucyjnej zmiany duchowej, a poświęcenie się i śmierć Mistrza na krzyżu, pozwoliło nam wyrwać się z tej "szatańskiej gęstości" w jakiej dotąd żyliśmy (a to że oddanie swego życia za inne, kasuje wcześniejsze nasze winy i "przebija skalę" w naszym duchowym "liczniku" - tego chyba nie muszę tłumaczyć. Przykładem niech będzie tutaj ojciec Maksymilian Kolbe, który w Auschwitz oddał swe życie za innego więźnia wcześniej skazanego na śmierć. Chrystus zaś oddał swe życie za... całą ludzkość, czy można więc w tym momencie nie rozumieć nienawiści wyznawców "prawdziwej religii" w stosunku do Chrystusa i chrześcijan?).


"JA WSZYSTKO CZYNIĘ NOWE"



Dlatego pamiętajmy o jednym, gdy ktoś będzie teraz nawoływał do zdjęcia krzyży ze ścian budynków użyteczności publicznej, twierdząc że tego wymaga "świeckie państwo", to wiedzmy jedno - krzyż jest symbolem męki Mistrza, tego, czego dwa tysiące lat temu dokonał, abyśmy weszli w inny stopień duchowych wibracji i abyśmy wyrwali się z lucyferiańskiego kręgu gęstości. Jeżeli ktoś żąda usunięcia symbolu naszego wyzwolenia - bez wzglądu na to, jakie podaje argumenty, gdyż piękna i kwiecista mowa może być zwodnicza (a przecież: "Jezus powiedział do swoich uczniów: Słyszeliście, że powiedziano przodkom: "Nie będziesz fałszywie przysięgał, lecz dotrzymasz Panu swej przysięgi". A Ja wam powiadam: Wcale nie przysięgajcie, ani na niebo, bo jest tronem Bożym; ani na ziemię, bo jest podnóżkiem stóp Jego; ani na Jerozolimę, bo jest miastem wielkiego Króla. Ani na swoją głowę nie przysięgaj, bo nie możesz nawet jednego włosa uczynić białym albo czarnym. Niech wasza mowa będzie: Tak, tak; nie, nie. A co nadto jest, od Złego pochodzi"). Krzyż musi być, gdyż jest symbolem prawdziwego wyzwolenia, takiego, którego często nie potrafimy dostrzec gołym okiem - wyzwolenia naszego ducha. Dlatego też uważam, że w Parlamencie Europejskim imienia marksisty Altiero Spinellego, należy... zawiesić krzyż w sali obrad - a bodaj by obecni tam marksiści i wyznawcy "prawdziwej religii" kwiczeli z nienawiści, złości i strachu (raz już w 2012 r. Polak zawiesił krzyż w Parlamencie Europejskim, ale został potem usunięty. Trudno - należy próbować do skutku). 
 


 

sobota, 1 maja 2021

AUTOSTRADA DO NIEBA

WYSTARCZY WSKAZAĆ KIERUNEK


 



 Więc mamy maj, miesiąc zagadkowy jak mawiali starożytni Rzymianie (czego dowodem jest fakt, że miesiąc ten - podobnie jak czerwiec, czyli Junius - nie ma swojego odpowiednika ani w postaci bóstwa, ani też w postaci liczb lub przedmiotów jak pozostałe miesiące w rzymskim kalendarzu). Maj to także ciekawa pora dla Polaków (szczególnie 3 Maj - jak bowiem śpiewano "Vivat Maj, Trzeci Maj, dla Polaków błogi Raj"), swoisty magiczny czas. Miesiąc ten był też w naszej historii czasem dosyć spokojnym (nigdy nie wybuchło przecież żadne "powstanie majowe") i nawet ów sławny "przewrót majowy" Marszałka Piłsudskiego z 1926 r., mimo wszystko również wyszedł nam na dobre (nawet nie pytajcie co mogłoby się zdarzyć, gdyby do władzy doszła ekipa pana Romana. I pisząc "do władzy" nie mam wcale na myśli wyborów, a projektowany w środowisku narodowym plan siłowego zdobycia lub wymuszenia władzy, na wzór faszystowskich Włoszech). Był to bowiem akt desperacji przeciw nieodpowiedzialnej władzy, która co prawda miała demokratyczny mandat, ale czy oznacza to również zdrowy rozsądek i automatycznie buduje w politykach odpowiedzialność za ową Res-Publikę i Politeję na straży których oni stoją? Marszałek powiadał: "Nie może być w państwie za wiele niesprawiedliwości względem tych, co pracę swą dla innych dają. Nie może być w państwie  - gdy nie chce ono iść ku zgubie - za dużo nieprawości", a także: "Kompromis jest nieszczęśliwym słowem. W wielu umysłach łączy się ono z pojęciem zdrady. Tymczasem kompromis jest ściśle związany z istotą demokratyzmu. Polega on bowiem na uznaniu, że nie tylko moja wola (...) jest uprawniona (...) lecz że równe prawa ma wola i chęć innych". I Polska pomajowa była tego dobitnym przykładem, gdyż kraj, w którym doszło do swoistej "rewolucji", okazał się krajem, w którym nie zaistniały żadne rewolucyjne konsekwencje (nie została rozwiązana żadna partia opozycyjna, istniało wiele politycznych i społecznych organizacji antyrządowych, zaś opozycyjne gazety od prawa do lewa wciąż tradycyjnie opluwały Marszałka, a piłsudczycy dominowali realnie tylko w jednej instytucji - w wojsku, które to było szczególnie wierne twórcy polskiej państwowości), a co za tym idzie istota demokratyzmu (w takich warunkach, na jakich pozwalało otoczenie polityczne lat 30-tych XX wieku, złożone z agresywnych państw totalitarnych) zostało zachowane.




I dziś również chciałbym się odnieść do wydarzenia, które też w pewien "magiczny" sposób, wpisuje się w ten majowy czas. Oto bowiem 29 kwietnia (w czwartek) doszło do "spontanicznej" (zapowiadanej w mediach społecznościowych już od kilku dni) demonstracji aktywistów lgbt, którzy wyszli z hasłami: "Chryja pod Radiem Maryja" i "orgii satanistycznej". Cała ta akcja, była skierowana bezpośrednio w toruńskie środowisko Radia Maryja i ojca (zakonu redemptorystów) Tadeusza Rydzyka. Tutaj muszę dodać na marginesie, że chociaż ja sam nigdy nie byłem ani słuchaczem radia, ani czytelnikiem "Naszego Dziennika", ani też nie mogę się zaliczyć do abonentów "Telewizji Trwam", to jednak muszę przyznać otwarcie i jasno (co dostrzegam już od jakiegoś czasu) że jedyne duże, ogólnopolskie media, które są (według mnie) najbardziej obiektywne i najmniej jest w nich propagandy - to są właśnie media ojca Rydzyka. Mówcie co chcecie, ale jak włączam TVP, TVN, Polsat, Republikę czy inną tego typu stację - to dostaję  skrętu kiszek od nadmiaru wylewającej się stamtąd propagandy, która rozlewa się niczym szlam z rozbitego kontenera (nie wiem, może to moja wina, Może nie przywykłem do pokornego zginania karków i godzenia się z wszystkim, co też nasi "władcy" nam wymyślą i zaaplikują, może po prostu moja dusza pragnie wolności i prawdy, niczym spieczona słońcem ziemia, oczekująca kropli deszczu. Może więc nie przystaję do tego zakłamanego świata). Natomiast stopień propagandy, jaki znaleźć można w programach Telewizji Trwam (bo przecież nie oszukujmy się - liczy się tylko skala, gdyż wszystkie media kłamią, konfabulują, lub zatajają prawdę w zależności od sympatii politycznych, nacisków lub innych "zjawisk przyrodniczych" występujących w tym środowisku. I chodzi tylko o to, by ów szlam nie przebił się przez dopuszczalny poziom bezpieczeństwa), mogę bez wątpienia uznać za zadowalający do przeżycia. 




Tak więc aktywiści lgbt urządzili sobie przed warszawskim sądem "orgię satanistyczną" (swoją drogą zastanawiające jest, jak ciągnie marksistów do ich prawdziwego "ojca-założyciela"), gdzie modliła się również grupa starszych kobiet i mężczyzn, prosząc Boga o zaprzestanie ataków na Radio Maryja. Wówczas to, do owych kobiet podeszła pewna młoda 21-letnia aktywistka lgbt, która znana była już wcześniej (głównie w sieci) ze swej niechęci do Kościoła, chrześcijaństwa oraz Polski jako kraju (wiadomo bowiem, że w tym środowisku nienawiść do Kościoła idzie w parze z nienawiścią do własnego narodu, państwa, tradycji i wszystkiego co się z tym wiąże i to zawsze występuje w pakiecie). Zaczęła więc wyśpiewywać słowa: "Kto ty jesteś? - Polak mały. Jaki znak twój? - Torba z białym. Gdzie ty mieszkasz? Na strzeżonym. W jakim kraju? W tym popierdolonym!" I w tym momencie do dziewczyny podeszła modląca się staruszka, 83-letnia kobieta, która upadła przed nią na ziemię i ucałowała jej stopy, po czym zaczęła płakać. Dziewczynie najwidoczniej zrobiło się głupio, bo przestała śpiewać i starała się uspokoić staruszkę, by ta przestała płakać. Wreszcie zaczęły się obie przytulać, co było wyjątkowym i prawdziwie magicznym wydarzeniem. Babcia dodała jeszcze, iż: "Całe życie walczyłam o Polskę i doczekałam się, że już jestem przed odejściem z tego świata, a Polska jest podzielona i bardzo mi przykro, przeżywam to bardzo. I te dzieci, nasze biedne dzieci, które były wychowywane przez "niepolskich" Polaków". To ostatnie zdanie jest szczególnie dojmujące i niestety wybitnie prawdziwe. My, Polacy, ale nie tylko my, również inne kraje Europy oraz Ameryki - wybitnie się pogubili. Zatracono naturalny przekaz pokoleniowy, który szedł z rodziców na dzieci a następnie na wnuki. W tym momencie dzieci, wnuki, a być może nawet prawnuki nie otrzymały naturalnego kodu pamięci genetycznej, co spowodowało przerwanie linii życia narodowego i duchowego. Większość młodzieży się zagubiła (ale też trudno wymagać od nich aby postępowali rozsądnie, gdy wciąż są bombardowani ideologicznymi przekazami, mającymi uczynić z nich prawdziwe zombi, czyli chodzące monstra. "Bez serc, bez ducha, to szkieletów ludy" - jak pisał jeszcze w pierwszej połowie XIX wieku Adam Mickiewicz), jednak przykład tej młodej dziewczyny pokazał dobitnie jak krucha, jak pozbawiona wszelkich fundamentów i jakiegokolwiek oparcia jest ideologia "satanistyczna" (czyli marksizm, bolszewizm, nazizm, gender, lgbt, feminizm, ekologizm), w starciu z bezinteresowną Miłością Chrystusową.




Ta starsza kobieta ucałowała przecież stopy dziewczyny, która chwilę wcześniej z niej kpiła i była gotowa wygłosić wszelkie wulgaryzmy, jakie tylko przyszłyby jej do głowy. Ale ten jeden, drobny gest, niczym Chrystus obmywający stopy swych uczniów, ta staruszka zmyła z dziewczyny całą nienawiść, całe to lgbt. I nawet jeśli ona nadal będzie wierzyć w te swoje ideologie, to ziarno już zostało zasiane. Przecież ostatecznie obie kobiety objęły się i wspólnie przeżegnały. Aktywistka lgbt uczyniła więc coś, czego sama z siebie zapewne nigdy by nie zrobiła, a już na pewno nie publicznie. I to jest właśnie prawdziwa siła Miłości, prawdziwa moc Chrystusa Mistrza. Gdzież się bowiem podziała ta pewność siebie owej dziewczyny, gdzie jej wiara w słuszność "sprawy"? Piasek, na którym zbudowano w jej umyśle tę konstrukcję, właśnie został zmyty tą bezinteresowną Miłością owej staruszki. To też pokazuje czym my tak naprawdę jesteśmy i że... chyba jednak nie wszystko stracone i należy walczyć o dusze, o umysły a przede wszystkim o serca młodych ludzi, których obecnie spycha się na manowce, ku piaskom nihilizmu, marksizmu i oczywiście satanizmu. Przykład staruszki i młodej dziewczyny wzajemnie się obejmujących i wykonujących znak krzyża, oznacza, że nawet po najgorszej burzy piaskowej, po najgorszym tornadzie, Miłość się odrodzi - zawsze i wszędzie. Warto więc pójść tą drogą oraz zawalczyć o młodych ludzi i choć łańcuch pokoleń został przerwany, to przecież nikt nie powiedział że kolejne pokolenia dalej będą popełniać błędy swoich rodziców - amen!    







PS: Gdy czasem odwiedzam moich siostrzeńców, lubię się z nimi powygłupiać. Ten młodszy zaś jest jeszcze w takim wieku (2,5 roku) że lubi się przytulać, a ostatnio powiedział do mnie: "Kocham cię wujaszku". I wiem że dziecko mówi to szczerze, a siła tego przekazu jest tożsama z tą, którą położyła owa starsza kobieta upadając do stóp młodej dziewczyny. To są fundamenty na których należy budować przyszłość!



poniedziałek, 5 kwietnia 2021

CZAS Z TYM SKOŃCZYĆ!!!

 JAK POWINNIŚMY REAGOWAĆ NA

NADCHODZĄCY WIELKIMI KROKAMI

ZAMORDYZM?!

 
 
 
 
 Dziś krótko, dosłownie kilka słów na temat tego całego covidowego szaleństwa, jakie nas otacza i któremu zostaliśmy poddani, oraz przykład jak powinno się podchodzić do narzucanych nam (coraz częściej siłą) restrykcji "epidemiologicznych", mających (oczywiście, jakże by inaczej) ratować nasze zdrowie. Krótko, ponieważ wciąż trwają święta i należy nam się odpoczynek od "dbających o nasze zdrowie" polityków, lekarzy (szczególnie tych koncesjonowanych, którzy siedzą w kieszeniach wielkich korporacji), czy innych pismaków straszących nas masowym pomorem. Przyznam się szczerze, że ja osobiście nie jestem już w stanie słuchać tych wiadomości i gdy tylko cokolwiek takiego się pojawia, natychmiast - albo jeszcze szybciej - zmieniam kanał. Szczególnie zaś w święta chcielibyśmy trochę odpoczynku od polityki, pandemii, zafajdanych autorytetów z wypchanymi portfelami i niedojedzoną pizzą i całego tego szlamu. Dlatego też dziś będzie krótko i optymistycznie. Zresztą, patrząc na to co się dzieje, ja w ogóle jestem pełen optymizmu, gdyż co prawda ludzi można przez jakiś czas skutecznie ogłupiać i nimi manipulować (szczególnie jak ma się wielkie media i władzę w postaci zablokowania twojego konta na Facebooku, YouTube, Instagramie, Twitter'ze etc. etc. A wielu ludzi niestety jest od tych komunikatorów mocno uzależnionych), ale nie da się manipulować wszystkimi ludźmi, ani też nie można ogłupiać ludzi w nieskończoność. Czy dlatego właśnie tak się spieszą? 
 
Szczepionki - zaszczepmy się wszyscy... najlepiej przeciwko własnej głupocie! Jak wiele osób dało się podpuścić temu hasłu, jak wielu mocno  wierzy że szczepionka im pomoże? Ja oczywiście życzę im, aby rzeczywiście tak się stało, ale boli mnie to, że tak wiele osób daje się prowadzić na krótkiej smyczy, niczym zwierzątka i robić z siebie króliczki doświadczalne. Zauważcie przecież, że szczepią nas jak zwierzęta, nie jak ludzi i nie ma znaczenia że szczepionka z pewnością obniży naturalny układ odpornościowy człowieka - ważne żeby się szczepić na potęgę i nosić maseczki (a większość z nich nie ochroni nas przed covid-19), w których ludzie się duszą - to nie ma znaczenia. Mamy słuchać naszych panów (którymi mienią się dla nas politycy, ale oni nie są żadnymi panami - to potrząsane kukiełki, którymi się steruje po to, by ci, którym marzy się świat bez ludzi - wreszcie urzeczywistnili swój plan: władzy-kontroli-posłuszeństwa). A na przeszkodzie temu stoi wszystko, co może się w jakikolwiek sposób wyłamać z tego schematu, a tym jest chociażby wiara i modlitwa. Ale nie wolno! Nie wolno chodzić do kościoła, nie wolno otwierać hoteli, nie wolno wychodzić nam na basen, nic nie wolno. Wolno w zasadzie tylko siedzieć w domach i czekać na śmierć dalsze dyrektywy od "naszych panów". To nam wolno i tylko to. Zamknięci w domach, nie kontaktujący się z bliskimi i obserwowani przez nasze urządzenia mobilne, - to właśnie świat, jaki szykują nam ci, którym się marzy świat bez ludzi. To oni wprowadzali wcześniej tematy typu: ekologia, gender, feminizm, lgbt, a potem masową migrację "pigmentalnie uposażonych" (bo słowo "Murzyn" jest już rasistowskie 😲) hord "proroka". Teraz zaś wpadli na pomysł pandemii. Chiny oczywiście służą tu pomocą i wraz z WHO (notabene, ostatni plakat tej organizacji, w której nawołuje ona do wirtualnego uczestnictwa w uroczystościach religijnych i prezentuje symbole islamu i judaizmu, przy całkowitym braku krzyża - symbolu chrześcijaństwa - jest niezwykle dobitny i jasno pokazuje czym dziś jest Światowa Organizacja Zdrowia i do czego ów marksizm/satanizm współcześnie dąży. Jego celem nie tyle jest walka z religią jako taką, a właśnie... walka i całkowite zniszczenie chrześcijaństwa, które uważa - zgodnie z prawdą - za największe dla siebie zagrożenie).

Postaram się ten temat jakoś jeszcze rozwinąć po świętach, ale przyznam się szczerze że ani nie chcę, ani nie lubię o tym pisać. Boli mnie bowiem, jak widzę (szczególnie starsze, ale nie tylko) osoby, które tak łatwo dają sobą manipulować i nie chodzi mi o to, że "wirusa nie ma" - bo jest! Ale o to, że nikt nie chce nas leczyć, nikt nie próbuje nawet udawać że cokolwiek w tym temacie robi, natomiast wszyscy chcą nas szczepić, szczepić na potęgę, szczepić szczepionką, która nie przeszła wszystkich badań (normalnie takie szczepionki testuje się od pięciu, do siedmiu lat, a tutaj wyprodukowali ją - bez znaczenia czy to Pfizer, czy AstraZeneca - w kilka miesięcy i każą nam się nimi szczepić) a o której niepożądanych powikłaniach poszczepiennych dokładnie nie wiedzą nawet ci, którzy tę szczepionkę wyprodukowali. Ale my wszyscy - całe ludzkie bydło - ma się koniecznie zaszczepić, bo taki jest odgórny prikaz? Otóż ja deklaruję wszem i wobec, że NIE ZAMIERZAM I NIGDY NIE ZASZCZEPIĘ SIĘ na modnego obecnie koronawirusa. Ale też nikomu tego nie odradzam, każdy bowiem ma swój własny rozum i jeśli sam nie myśli, to nikt inny za niego już nie pomyśli. Każdy ma swoje życie, szkoda tylko że niektórzy tak konsekwentnie je sobie niszczą.

I teraz właśnie dochodzimy do sedna tematu, a mianowicie do reakcji polskiego pastora - Artura Pawłowskiego z Calgary w Kanadzie, który w sposób konsekwentny rozprawił się z policją, próbującą narzucić mu "covid'owy obowiązek" zaprzestania udzielania mszy. Oczywiście trudno też mieć pretensje do kanadyjskiej policji - oni tylko wykonują polecenia swoich przełożonych, którzy wykonują polecenia swoich przełożonych, a ci swoich. I tak po nitce do kłębka doszlibyśmy do prawdziwego autora tych wszystkich "pandemicznych" zakazów i obostrzeń. Ale, postaram się jeszcze kiedyś więcej o tym napisać, a teraz - aby nie psuć świątecznego nastroju - zapraszam na film (warto też zastanowić się nad słowami, które ów pastor wypowiada):
 
 
 

 
  

czwartek, 24 grudnia 2020

ŻYCZENIA ŚWIĄTECZNE

 CZYLI PO CO SĄ ŚWIĘTA 

BOŻEGO NARODZENIA?

 
 
 
 
Czas ucieka rok za rokiem, nadchodzą kolejne święta i znów ludzkie myśli biegną wokół realizacji codziennych, zwykłych spraw. Pomimo pandemii Covid-19 i tego wszystkiego, co wiąże się z podtrzymywaniem (ponadnarodowego) wzmożenia (graniczącego wręcz z paniką) z tym związanego, ludzie chcą żyć normalnie, pragną jak najszybciej powrócić do swego codziennego, naturalnego trybu życia. To oczywiście napawa optymizmem, ale należy też pamiętać, że powrót do normalności wcale nie będzie łatwy, gdyż są pewne siły na tym świecie, które nie chcą już żadnej normalności ani też powrotu do tego co było, gdyż planują stworzyć nam "nową normalność" która ani z normalnością ani tym bardziej z wolnością nie będzie miała już nic wspólnego.
 
Rok 2020 właśnie się kończy. Był to rok dosyć ciekawy i dający wiele do myślenia. Na przykład w USA odbyły się wybory prezydenckie i na tym w zasadzie można by było poprzestać, gdyż właśnie te wybory pokazały jak w praktyce ma wyglądać owa projektowana dla nas po-pandemiczna "nowa normalność". Otóż wybory te wygrał Donald Trump, a prezydentem zostanie Joe Biden. Zdziwieni? Takiego numeru jeszcze nie grali, a okazuje się że można, wszystko można i nie ma żadnego znaczenia kto na kogo głosuje, znaczenie ma jedynie to (jak mawiał batiuszka Stalin) kto liczy i kontroluje głosy. Można to oczywiście obśmiać na zasadzie że gdy dwóch kandydatów startuje w wyborach, a jednemu co chwila ciężarówkami dowożą do lokali wyborczych nowe głosy, to ten drugi choćby stanął na rzęsach i zrobił salto w powietrzu to nie ma żadnych szans na zwycięstwo. Zresztą było to widać już podczas kampanii wyborczej i owych debat, gdy Biden przemawiał do pustych aut i sprawiał wrażenia człowieka któremu zależy tylko na tym, aby jak najszybciej skończyć i iść spać. Nie było w nim żadnej niepewności co do ewentualnej przegranej, nie było obawy iż mógłby te wybory przegrać. A to oznacza że wybory te były już w góry ustalone i jedynie należało "dograć" kwestie techniczne podczas "liczenia głosów". Ktoś jednak powie - jak to, przecież nawet Sąd Najwyższy nie dopatrzył się uchybień podczas głosowania i liczenia głosów, więc o żadnych wyborczych fałszerstwach nie może być mowy. Sytuacja jednak nie wygląda tak cukierkowo, jak się nam to próbuje sprzedać w mainstreamowych mediach. Sąd Najwyższy Stanów Zjednoczonych nawet nie podjął się próby rozpatrzenia skarg wyborczych, gdyż zdano sobie doskonale sprawę, iż fałszerstwa były podejmowane (co najmniej w trzech stanach) na masową wręcz skalę i nie dotyczyły jakichś poszczególnych uchybień z jakimi można mieć do czynienia podczas każdych wyborów. Gdyby więc Sąd Najwyższy USA podjął się rozpatrzenia tych skarg, musiałby unieważnić wybory w kilku stanach, a to oznaczałoby ni mniej nie więcej a prawdziwą... kompromitację USA w skali międzynarodowej. Dokładnie oznaczałoby to, iż Stany Zjednoczone jako kraj nie są w stanie nie tylko przeprowadzić na własnym terytorium uczciwych wyborów i zapewnić ich pełną transparentność, ale również pokazałoby to, iż amerykański system polityczny jest do cna zdegenerowany, przeżarty korupcją i całkowicie oderwany od problemów i oczekiwań obywateli. Tego oczywiście Sąd Najwyższy przyznać nie mógł, dlatego też odmówił rozpatrzenia skarg wyborczych i tym sposobem "śpiący Joe" - choć wybory przegrał - to został nowym, 46 prezydentem USA. Tak więc aby publicznie nie skompromitować i tak już skompromitowanego kraju jakim są Stany Zjednoczone Ameryki i nie podważyć i tak już leżącego zaufania własnych obywateli do amerykańskiego systemu politycznego i tamtejszej "demokracji" - należało uczynić wszystko, aby uznać wyborcze fałszerstwa za coś naturalnego i dalej tematu nie drążyć. Wygrał ten, co i tak miał wygrać, gdyż wspierał go prawie cały amerykański establishment polityczny (w tym spora część republikanów), a ten "buc" który miał przegrać, przegrał. Więc o co chodzi? Czy koś ma jeszcze jakieś pytania? Je...o  to je...o, na h...j drążyć temat - oto "nowa normalność!"
 
Unia Europejska pragnie zmienić się w superpaństwo kontrolowane z Berlina Brukseli. Trudno się temu dziwić, gdyż w jakim kierunku zmierza Unia, było wiadome co najmniej od połowy lat 80-tych XX wieku (należy jednak pamiętać że wówczas Unia jeszcze nie istniała. Istniały zaś Wspólnoty Europejskie - które po traktacie z Maastricht z 1992 r., co to wszedł w życie 1 listopada 1993 r. - zmieniły się we Wspólnotę Europejską a dopiero ta w traktacie z Lizbony z grudnia 2007 r., który w życie wszedł 1 grudnia 2009 r. ostatecznie zmieniła się w dzisiejszą Unię Europejską). Unia również jest elementem tworzonej na naszych oczach "nowej normalności", której podstawową zasadą jest odejście od demokracji i powstanie ponadnarodowych struktur, istniejących poza jakąkolwiek kontrolą społeczeństw krajów wchodzących w ich skład. Czy obywatele państw Unii mają jakikolwiek wpływ na wybór i politykę Komisji Europejskiej? (na której czele notabene stoją komisarze - tak samo jak to było w Związku Sowieckim), Parlament Europejski zaś (i tak opanowany przez marksistów) jest jedynie swoistym dodatkiem, pozbawionym realnego znaczenia i wpływu politycznego na rozwój kierunku tej organizacji (istnieje jedynie po to, aby dać ludziom wrażenie że w Unii Europejskiej istnieje jeszcze jakaś forma szczątkowej demokracji). Cel jest jasny - stworzenie zjednoczonego i ściśle kontrolowanego z centrum (Berlin, Frankfurt, Bruksela, ewentualnie Paryż) totalitarnego superpaństwa, zbudowanego na totalnej inwigilacji, kontroli oraz nagrodach i karach dla całej reszty europejskiego prekariatu (czyli zwykłych obywateli państw należących do Unii). Na razie odpuszczę sobie ten temat, choć bez wątpienia jeszcze do niego powrócę, gdyż jakakolwiek próba stworzenia marksistowskiego superpaństwa (owe "wartości" europejskie o których tak często się mówi, to są właśnie wartości żywcem wyjęte z "Manuskryptów paryskich" Karola Marksa z 1844 r. twórczo potem rozwijane przez jego następców) musi się spotkać ze zdecydowanym sprzeciwem każdego, miłującego wolność człowieka. Należy więc głośno o tym mówić i przypominać ludziom o niebezpieczeństwie, gdyż mainstream pragnie nas uśpić i doprowadzić do tego, aby "nowa normalność" stała się faktem akceptowanym przez zdecydowaną większość społeczeństw.

Dosyć jednak tych smętów. Oto bowiem nadchodzą kolejne święta a wraz z nimi powinna w nasze serca wlać się miast "nowej normalności" Nowa Nadzieja. Pamiętajmy bowiem że oto nadchodzi czas niezwykły, czas który jest symbolem Radości, Szczęścia i przede wszystkim Nadziei. Oto kolejny raz rodzi się nam Mistrz, który podobnie jak dwa tysiące lat temu - przynosi ludzkości proste i jasne przesłanie: "Nie lękajcie się!" Na świat przychodzi Niebieskie Dziecię - Zbawiciel, który dwa tysiące lat temu położył kres barbarzyństwu i odhumanizowanej dzikości antyku, dziś zaś to samo Niebiańskie Dziecię stoi w kontrze przed antyludzką ideologią marksizmu. Jeśli tylko będziemy mieli wiarę w sens i możliwość podjęcia walki ze złem wówczas nic nie może nam stanąć na przeszkodzie (a marksizm - który spłodził bardzo wiele swych "czerwi" w postaci bolszewizmu, nazizmu, ideologii gender, lgbt, feminizmu, ekologizmu - jest poważną siłą. Wydaje mi się jednak - a wręcz jestem tego pewien - że sam marksizm wcale nie jest najgorszą siłą, z jaką przyjdzie nam się zmierzyć, gdyż istnieje większa i znacznie potężniejsza siła, która to sama marksizm zrodziła. Tą siłą jest... satanizm! I nie mam tutaj na myśli powstających od czasu do czasu w niektórych rejonach świata "kościołów szatana" czy tworzącej się religii tego typu. To są zabawy "głupców w piaskownicy", a prawdziwy satanizm ZAWSZE pozostaje w cieniu i nigdy nie stara się publicznie ukazywać swej prawdziwej natury. Prawdziwy satanizm posługuje się właśnie takimi narzędziami jak marksizm, feminizm czy gender, rozsiewając przy tym niszczące zarodki i pozwala im wzrastać. To jest właśnie prawdziwe niebezpieczeństwo. Zresztą należy też pamiętać że Karol Marks był satanistą do którego żona zwracała się jak do swego "wielkiego mistrza"). Pamiętajmy też że jesteśmy "dziećmi Gwiazd" i sądzę że już wkrótce (choć może jeszcze nie w 2021 r.) poznamy przynajmniej część prawdy o naszym pochodzeniu, oraz o tym że "obcy" są wśród nas od wieków i byli twórcami nie tylko szeregu cywilizacji, ale i religii.
 
 

 
To tyle, teraz chciałbym abyśmy pamiętali że zbliżające się święta to nie jest czas konsumpcji i oczekiwania na grubasa jadącego na saniach z workiem prezentów, tylko radosny czas narodzin Nadziei, jaka objawiła się ludzkości w betlejemskim żłóbku dwa tysiące lat temu. Zbawiciel przyszedł na świat nie w pałacach królewskich ani w willach wielmożów, narodził się wśród prostego ludu, wśród najbardziej poniżanych i niszczonych ludzkich grup społecznych. A swymi narodzinami przyniósł nam Nadzieję, zaś poprzez swą męczeńską Śmierć na krzyżu i Zmartwychwstanie - wprowadził nas w Nową Erę, którą to obecnie pewne (niecne) siły próbują zakończyć, cofając nas być może nawet dalej niż do mroków przedchrześcijańskiego antyku. Warto więc odpowiedzieć sobie na pytanie, po co właściwie są owe święta Bożego Narodzenia? I najlepszą na tak postawione pytanie odpowiedzią, będą słowa księdza Jana Twardowskiego:
 
 
 
"Dlaczego jest święto Bożego Narodzenia?
Dlaczego wpatrujemy się w gwiazdę na niebie?
Dlaczego śpiewamy kolędy?

Dlatego, aby uczyć się miłości od Jezusa Chrystusa.
Dlatego, aby podawać sobie ręce.
Dlatego, żeby uśmiechać się do siebie
i dlatego, aby sobie przebaczać"
 
 
 
 
"Nie było miejsca dla Ciebie, w Betlejem w żadnej gospodzie.
I narodziłeś się Jezu, w stajni, w ubóstwie i chłodzie.
Nie było miejsca choć zszedłeś, jako Zbawiciel na Ziemię,
by wyrwać z czarta niewoli, nieszczęsne Adama plemię.
 
Nie było miejsca choć chciałeś, ludzkość przytulić do łona
i podać z krzyża grzesznikom, Zbawcze, skrwawione ramiona. 
Nie było miejsca choć zszedłeś, ogień miłości zapalić.
I przez swą mękę najdroższą, świat od zagłady ocalić.

Gdy liszki mają swe jamy, i ptaszki swoje gniazdeczka,
dla Ciebie brakło gospody, Tyś musiał szukać żłóbeczka.
A dzisiaj czemu wśród ludzi, tyle łez, jęku, katuszy?
Bo nie ma miejsca dla Ciebie, w niejednej ludzkiej duszy!"
 
 
 
 
ZDROWYCH, POGODNYCH, 
WESOŁYCH, RODZINNYCH 
ŚWIĄT BOŻEGO NARODZENIA
 
 
 

 
 
 MOJA ULUBIONA KOLĘDA
 
"BÓG SIĘ RODZI"