Łączna liczba wyświetleń

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą NIEMIECKIE ODSZKODOWANIA WOJENNE. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą NIEMIECKIE ODSZKODOWANIA WOJENNE. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 18 lutego 2025

"NIE LĘKAJCIE SIĘ...!"

CZYLI MÓJ KOMENTARZ DO OSTATNICH POLITYCZNYCH WYDARZEŃ




 14 lutego na monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa zwołanej do hotelu Bayerischer Hof przez Olafa Scholza i prezydenta Niemiec Franka-Waltera Steinmeiera wydarzyła się rzecz do tej pory niespotykana, niezwykła i wręcz nieprawdopodobna. A mianowicie amerykański wiceprezydent James David Vance, wszystkich jak tam siedzieli po prostu... opierdolił jak bure suki (😂). Po minach zebranych tam władców Europy (którzy mają się za nową arystokrację) było widać, że ewidentnie im to się nie spodobało a wręcz doprowadziło do niezwykle emocjonalnych i niekontrolowanych zachowań (np. rozpłakał się Christoph Heusgen, gość który był prawą ręką Angeli Merkel wówczas, gdy ta przyjmowała do Niemiec i Europy setki tysięcy niekontrolowanych muzułmańskich "kardiochirurgów" i któryś śmiał się z Trumpa podczas jego pierwszej kadencji, gdy ten mówił że Europa powinna więcej płacić na swoje własne bezpieczeństwo i utrzymanie armii). A przecież gość z Ameryki powiedział coś tak oczywistego, że wydaje się iż komentować tego nie ma nawet sensu. Ale to pokazuje do jakiej doszliśmy już paranoi, że powiedzenie o tym, iż są tylko dwie płcie jest doprawdy aktem odwagi, a wręcz bohaterstwem. Ludzie przecierają oczy ze zdumienia: "Patrzcie znowu są dwie płcie! hurra! Vivat Trump, vivat Vance" 🥳✌️👍. Oczywiście można się z tego śmiać, ale to mi od razu nasuwa zupełnie inne wyobrażenie, a mianowicie dopóki nas bezpośrednio to szaleństwo nie dotyka (co oczywiście jest już niemożliwe, bo wszystkie neokomunistyczne szaleństwa Europejskiej biurokracji dotykają nas już bezpośrednio, czy tego chcemy, czy nie) staramy się tego nie dostrzegać, siedzieć cicho i udawać że to nas nie dotyczy. Wiemy że z tym wszystkim jest coś nie tak, że to jest świat postawiony na głowie, że ten świat tak naprawdę nie jest naszym domem, tylko naszym więzieniem, że ma na celu nas kontrolować, inwigilować I mówić nam, jak mamy żyć. A wszystko po to, aby grupka niewybieralnych ludzi z urojeniem wyższościowym mogła zarabiać ogromne pieniądze i posiadać nieograniczoną wprost władzę.

Vance w Monachium wygarnął eurobiurokratom, że Europa którą oni chcą przewodzić, zmierza do tragicznego i nieuniknionego upadku. Stwierdził wszem i wobec do zebranych tam nierobów (klasy próżniaczej) w prostych słowach, mówiąc: (oczywiście przekładam tutaj z dyplomatycznego na normalny język): "Słuchajcie idioci (ten początek bardzo mi się podoba 😂😉) swoimi chorymi, ideologicznymi pomysłami doprowadzacie własne kraje na skraj ekonomicznej wydolności, wasz "zielony ład" powoduje, że Europa zamienia się w skansen, staje się obszarem trzeciego świata. I wy macie czelność jeszcze czegokolwiek oczekiwać, cokolwiek narzucać? Przecież Europy już nie ma, Europa jest totalnym ekonomicznym, politycznym i militarnym skansenem, a bez pomocy USA... nie istnieje. Poza tym Europa to obszar oddziaływania neokomunistycznej ideologii, która manifestuje się nie tylko w postaci chorej, a wręcz zabójczej dla gospodarek państw Unii Europejskiej polityki "zielonego ładu", ale również - a może przede wszystkim - w obszarze cenzury, jaką nakładacie na własne społeczeństwa. Vance przytaczał tutaj przykład tego, jak kraje Europy (i to niekoniecznie te które należą do Unii Europejskiej, bowiem mowa tutaj była o Anglii i Szkocji, choć te kraje są już poza Unią Europejską to jednak sam się dziwię dlaczego ją opuściły, gdyż zamordyzm i neobolszewicka polityka rządu brytyjskiego tego pajaca Keira Startera, jest gorsza niż ta, do której dąży Bruksela) traktują swoich obywateli, jak nakładają kaganiec na społeczeństwa, gdyż obawiają się że wolność słowa i demokracja którymi tak często wycierają sobie swoje mordy, doprowadzą ich do upadku, bo w demokratycznych wyborach nie mają oni większych szans (oczywiście nie mówię że nie mają ich w ogóle, gdyż należy pamiętać że duża część społeczeństw jest totalnie ogłupiona. Ludzie są tak ogłupieni - a nawet tak głupi - że jakby dzisiaj rządy ustami swoich przedstawicieli stwierdziły, że ludzie rodzą się w kapustach, i że jest to fakt bezsporny, to jestem przekonany że co najmniej od 13 do 15-17% {w różnych krajach} społeczeństw uwierzyłaby w to, bo tak mówi rząd. Zresztą w latach 2020-2021 mieliśmy tego próbkę, gdy politycy kazali nam chodzić w kagańcach na twarzy - zwanych maseczkami - które oczywiście nie chroniły przed żadnym wirusem, a miały na celu jedynie wymusić posłuszeństwo. To samo było również ze szczepieniami, gdzie często dochodziło do tego że nawet członkowie rodzin bali się zbliżyć do siebie, żeby się nie zarazić. Jeszcze w grudniu 2021 r. straszono nas powszechnym pomorem, a starszym ludziom wmawiano poprzez środki masowego przekazu, aby nie przyjmowali swoich bliskich na Święta Bożego Narodzenia, bo mogą się zarazić - tym bardziej jeśli się nie zaszczepili. I nagle w lutym 2022 r okazało się że koronawirus... uciekł. Przestraszył się ruskich czołgów atakujących na Ukrainie 🧐🤭😏 (w każdym razie ja nie uległem tej ogłupiającej panice i nigdy się nie zaszczepiłem - podobnie też jak moi bliscy - na wirus którego... nie powiem że nie było, bo był, ale na którego próbowano nas wyszczepić jak zwierzęta niesprawdzonymi środkami, na szybko, na już, bo taki był prikaz rządów idących na pasku Światowej Organizacji Zdrowia zarządzanej przez jawnego komunistę i koncernów farmaceutycznych. W czasie koronawirusa nigdy też nie zachorowałem, a nawet jeśli złapałem koronawirusa - w co wątpię - to o tym nie wiedziałem i miał u mnie przebieg całkowicie niezauważalny). 

Vance stwierdził więc, że stopień kontroli i zamordyzmu w Anglii, Szkocji, w Niemczech ale i w innych krajach Europy jest już tak duży, że obywatele nie mogą nawet pomodlić się przed klinikami aborcyjnymi, ba, nie mogą się modlić nawet w myślach, (co też pokazuje, że ci ludzie boją się nawet naszych myśli i modlitw - i nie jest to wcale żart). Ogólnie rzecz biorąc JD Vance otwarcie stwierdził, że w 35 lat po rozpadzie bloku wschodniego, komunistycznego (skąd ludzie uciekali na Zachód, bo tam był dobrobyt, a przede wszystkim tam była Wolność) Europa zamienia się w nowy Związek Sowiecki. Ideowi (i nie tylko) wyznawcy Altiero Spinelliego (który jest patronem Parlamentu Europejskiego), Adorno, Marcuse, Horkheimera czy Coudenhove-Kalergi, doskonale zdają sobie sprawę i pamiętają to, co napisał Marks, a mianowicie że komunizmu nie można zbudować w systemie demokratycznym gdyż nawet jeśli partia komunistyczna dojdzie do władzy, to wprowadzając swój program musi spotkać się z oporem społecznym, a to spowoduje, że w kolejnych wyborach władzę utraci. Dlatego możliwa jest tylko i wyłącznie rewolucja. Rewolucja mas, którzy dosłownie wymordują dawny świat, a na jego gruzach komuniści zbudują "nowy świat", całkowicie przez siebie kontrolowany. A owe masy (aby nie obróciły się teraz przeciwko samym komunistom) będą wzięte w karby przez tajną policję (jaką - jak zalecał Marks - należy natychmiast stworzyć), słanie donosów (w Związku Sowieckim donos był kluczowym elementem ówczesnego systemu utrzymania władzy przez komunistów mówiło się wręcz "towarzysz donos", a zauważcie że rząd Wielkiej Brytanii wręcz zachęca obywateli do wzajemnego donosicielstwa - ciekawe, prawda? 🧐) i oczywiście represje wymierzone we własne społeczeństwo. Te wszystkie trzy elementy składowe obecnie realizuje Unia Europejska, oraz podległe jej rządy krajowe. Nie godzisz się na masową imigrację muzułmańskich "kardiochirurgów", którzy będą ubogacać kulturowo i genetycznie europejskie kobiety? To znaczy że jesteś faszystą, złym człowiekiem, a tak w ogóle to powinieneś trafić za kratki, gdyż tacy jak ty, są zagrożeniem dla naszego społeczeństwa - taki jest przekaz. To samo jeśli nie chcesz się szczepić, jeśli nie chcesz słuchać władzy odnośnie zakładania na usta kagańców (wyobrażacie sobie gdyby jeszcze 10 lat temu powiedzieć ludziom, że w Europie i na Świecie wszyscy będą zmuszeni do noszenia kagańców, to popukaliby się w czoło i powiedzieli że chyba że uciekłeś ze szpitala dla obłąkanych. A okazało się, że dla rządzących Europę, a raczej dla ludzi o mentalności skomuszałych bydlaków - nic nie jest niemożliwe, jeśli chodzi o utrzymanie przez nich władzy, gdyż demokracja oczywiście jest pięknym hasełkiem który odmieniają przez wszystkie przypadki, ale demokracja ma to do siebie, że w nią wliczona jest zgoda na porażkę. A rządząca Europą (i do niedawna USA) elyta, nie zamierza godzić się na jakiekolwiek porażki. Oni rządzą, ponieważ zostali do tego stworzeni, są wybrańcami bogów, a my mamy się z tym pogodzić i słuchać wszystkiego co od nich wyjdzie. Na tym polega demokracja we współczesnym świecie w rozumieniu komunistów. 




I to wszystko skrupulatnie i konsekwentnie podsumował w Monachium Vance. I cóż się okazało, okazało się że Europa się z tym nie zgadza, że "Makaron" (czyli ten francuski pajacyk) zwołał nagle pilne zebranie do Paryża, bo w Ance powiedział parę słów prawdy i Europa teraz nie wie czy może liczyć na USA, czy nie. I zjechała się banda Juranda (🤭). Podebatowali, poklepali się po pleckach, zapewnili o własnej zajebistości, i w konkluzjach stwierdzili że bardzo źle się stało, jak się stało, oni są bardzo z tego powodu niezadowoleni i wyrażają swoje niezadowolenie poprzez widoczne niezadowolenie 😵‍💫. Innymi słowy to co powiedział Vance - Europy nie ma, nie stanowi żadnej siły, ani politycznej, ani ekonomicznej, ani militarnej, a czy tego chcemy czy nie chcemy i czy nam się to podoba, czy nie, na tym świecie zawsze - Z-A-W-S-Z-E liczy się siła. Tak było, jest i będzie. A jaką ekonomiczną siłę ma obecnie Europa, która zarzyna własne rolnictwo polityką "zielonego wału ładu" i uzależnia się od produktów z Ameryki Południowej i Ukrainy, tylko po to, aby ratować zdychające niemieckie sztrucle (czyli niemiecki przemysł samochodowy). Zobaczcie jak bardzo w ciągu ostatnich 20 lat odjechały nam Stany Zjednoczone (które przecież wcale się jakoś specjalnie dobrze nie rozwijały), a mimo to obecnie rozwój ekonomiczny całej Europy wynosi tylko 50% rozwoju ekonomicznego USA (20 lat temu było to 90%). To pokazuje, że Europa zmierza ku katastrofie i to właśnie powiedział Vance w Monachium tym idiotom, którzy tam siedzieli. Jeśli chodzi zaś o militaria, to tutaj jest jeszcze gorzej, gdyż kraje Unii Europejskiej (czy w ogóle Europy) prezentują się pod tym względem totalnie żałośnie. Obecnie najlepszą armię na kontynencie europejskim ma Turcja - kraj muzułmański. Dobrą, bo ostrzelaną i zaprawioną w bojach, choć mocno przerzedzoną i osłabioną armię ma Ukraina. Potem jesteśmy my, Polska ma drugą najlepszą europejską armię w NATO i to nawet biorąc pod uwagę, jak bardzo nasze magazyny zostały przerzedzone wysyłanym na Ukrainę sprzętem. Dobrą armię ma jeszcze Francja choć jest ona niewielka (nie wiem dokładnie jak jest w Szwecji i Finlandii, ale słyszałem że tam doszło ostatnio do jakichś reform i wzmocnień, ponoć tworzone są nowe jednostki na wypadek rosyjskiej agresji). Wielka Brytania praktycznie nie ma armii lądowej wcale. O Niemczech nawet nie ma co wspominać, bo to jest żałosne jak obecnie wygląda Bundeswehra (ci żołnierze nawet nie potrafią maszerować do taktu, co pokazuje że bardziej nadają się do ochrony dyskontów, niż do realnych działań bojowych). Politycznie zaś Europa upada także, gdyż nie ma żadnej możliwości oddziaływania ani na USA, ani na Rosję, ani na Chiny. Innymi słowy jest niczym i nic sobą nie reprezentuje.

Ale za to ma miliony muzułmańskich kardiochirurgów, których teraz zapragnęłaby się (chociaż w części) pozbyć, gdyż zdaję sobie sprawę że to, do czego doprowadziła Angela Merkel swoją polityką "herzlich willkommen" doprowadza Niemcy (i inne kraje Europy Zachodniej, ale tak naprawdę liczą się tylko Niemcy, a przynajmniej głównie Niemcy) do upadku. No i właśnie dlatego potrzebny był Brukseli, Berlinowi, jak również całej tej elicie postkomuszych suk...ynów, ktoś taki jak Donald Tusk. Ten patologiczny kłamca, (wydaje mi się że ten człowiek jest mocno zaburzony, bo albo przeszedł on jakieś specjalne szkolenie, które powoduje że może z pełną premedytacją kłamać, a na drugi dzień - pomimo obecności kamer - stwierdzić, że on niczego takiego nie mówił; albo jest to właśnie człowiek chory który wymaga interwencji medycznej) godzi się bowiem na wszystko, co wychodzi z Brukseli i z Berlina (albo na odwrót kolejność dowolna). Ten człowiek buduje w Polsce 49 luksusowych ośrodków dla imigrantów, które w zasadzie nie wiadomo po co są budowane, bo przecież Donald Tusk powiedział, że żadnych migrantów do Polski ściągać nie będzie, a jak Donald Tusk coś mówi, to, wiadomo że mówi (🤥). Kanclerz Scholz jasno stwierdził, że obdzwonił wszystkich sąsiadów Niemiec i im polecił (POLECIŁ) że mają przyjąć imigrantów z kraju wujka Adolfa, bo jak nie, to Sztolc się wścieknie (a jak wiadomo Tusk nie lubi wściekłego Sztolca, bo wtedy musi stać na baczność przez godzinę na mrozie (🥶). Oczywiście pośmieszkować można sobie, gdyby sprawa nie wyglądała tak diabelnie poważnie. W obecnych warunkach nie widzę innych możliwości jak rozpisać nowe referendum (dwudniowe, tak jak było w przypadku referendum o wstąpieniu do Unii Europejskiej, bo teraz również ważą się nasze egzystencjalne losy) w sprawie przyjęcia imigrantów, albo po prostu jednorazowo wypowiedzieć pakt migracyjny (najlepiej już po ogłoszeniu wyniku referendum). Niemcy chcieli migrantów, mają migrantów, niech więc się z nimi zajmują. Ale Niemcy, jak to Niemcy, jak nie nasrają do ogródka sąsiada to chodzą chorzy. Po raz trzeci od ponad 100 lat doprowadzili do wielkiej katastrofy europejskiej i zastanawiam się czy jest w ogóle sens istnienia zjednoczonego państwa niemieckiego? Może lepiej dla Europy i dla samych Niemiec byłoby, gdyby to państwo rozpadło się na szereg mniejszych krajów. Krajów które byłyby w ten czy inny sposób kontrolowane z zewnątrz (nie przez Brukselę, bo nie przewiduję aby Unia Europejska w tym kształcie przetrwała zbyt długo, co również można było wyczytać ze słów Vance'a w jego 18-minutowej mowie w Monachium). Europa pod rządami Niemiec zabrnęła w kozi róg i Niemcy nie wiedzą jak z tego wybrnąć (a raczej wiedzą trzeba podzielić się owym nieszczęściem które sprowadzili na własne głowy z innymi sąsiadami, szczególnie z Polakami). To ja powiem otwarcie już na zakończenie tego nazbyt emocjonalnego wpisu, drodzy Niemcy, członkowie narodu z którego pochodziła część mojej dawnej rodziny - jedyne czego od was chcemy, to zadośćuczynienie za zbrodnie, jakich dopuszczały się "wasze matki i wasi ojcowie" w czasie II Wojny Światowej na Polakach i na Żydach (w większości polskiego obywatelstwa). A całą resztę przyjemności związanych z kardiochirurgami którzy mieli zasilić waszą gospodarkę - zostawcie sobie. Za wszystko w życiu trzeba płacić, a wy najwidoczniej lubicie płacić non stop. 😚.





PS: Tytuł jaki zamieściłem, czyli słowa: "Nie lękajcie się" które przytoczył JD Vance, są słowami wypowiadanymi przez papieża Jana Pawła II, dla którego te właśnie słowa stały się jakoby swoistym mottem.







DZIĘKUJĘ ZA UWAGĘ!

piątek, 22 września 2023

WIELKA UNIA - Cz. I

 CZYLI CO SIĘ STAŁO, ŻE SIĘ UDAŁO?







 Wielka Unia! Tytuł jaki dałem tej serii od razu nastręcza odpowiedź, co do tematu jaki chciałem podjąć. Oczywiście, jak zapewne można się domyśleć, nie mam zamiaru pisać tutaj o współczesnym nam tworze, zwanym Unią Europejską (co oczywiście nie znaczy, że i tym tematem w przyszłości się nie zajmę, aby pokazać mechanizmy jakie ukształtowały Wspólnoty Europejskie potem przemianowane na Wspólnotę Europejską a ostatecznie na Unię Europejską i dlaczego przybrała ona taki charakter, jaki obecnie posiada). Moim celem jest ukazanie genezy, samych początków kształtowania się Unii polsko-litewskiej (zwanej też Unią Jagiellońską), zawartej po raz pierwszy w Krewie w roku 1385. Mechanizmy i siły które do niej doprowadziły nie miały wcale łatwego zadania, a można wręcz powiedzieć że była to tytaniczna praca, która od początku skazana była na niepowodzenie. Nic zresztą dziwnego, skoro Unia ta rwała się w kolejnych latach i dziesięcioleciach kilkukrotnie, lecz od razu należy dodać, że rozsądek polityczny naszych przodków pozwolił za każdym razem z powrotem ją zszywać. Nie było bowiem innej drogi, jak tylko wspólny sojusz Królestwa Polskiego i Wielkiego Księstwa Litewskiego, które również dominowało nad ziemiami ruskimi dawnego Księstwa Kijowskiego. W tym temacie (nim dojdę do początków Unii zawartej w Krewie) chciałbym również przedstawić opis społeczeństw, tamtych społeczeństw Lechitów (czyli Polaków) oraz Litwinów i Rusinów, a także (jako taki dodatek, który jednak był ważny, ponieważ determinował sojusz polsko-litewsko-ruski, przypieczętowany wiktorią grunwaldzką 1410 r.) pokażę również (począwszy od X/XI wieku) również społeczeństwo i mentalność Franków Wschodnich czyli Niemców. Wydaje mi się to niezbędne, biorąc pod uwagę fakt, iż wiele zjawisk z tamtych czasów można przenieść do współczesności.

Nim jednak przyjdę do tematu, chciałbym na moment jeszcze pochylić się nad bieżączką z ostatnich dni i tygodni, która jednak również swym wyrazem nawiązuje do tematu owej serii. Mam tutaj na myśli oczywiście (jak nie trudno się domyślić) ostatnią woltę niektórych polityków ukraińskich odnośnie Polski i Niemiec. Jest to temat niezwykle ciekawy i pasjonujący i zapewne nikogo nie zdziwię (a być może jednak zdziwię? 🤔) stwierdzając, że już od dłuższego czasu spodziewałem się czegoś takiego w wykonaniu ukraińskich polityków z Wołodymerem Żełeńskim na czele. Jest to naturalna kolej rzeczy która wcześniej czy później musiała się stać i wydaje mi się że dobrze, że stała się teraz. Nie należy według mnie obrażać się na ową rzeczywistość (a niestety my, Polacy, jesteśmy zbyt emocjonalni, mamy zbyt gorące głowy - co oczywiście dobrze świadczy o nas, jako ludziach, ponieważ potrafimy w chwili największej próby przyjąć pod własny dach miliony uchodźców wojennych, nie tworząc dla nich żadnych - ale to żadnych obozów, nie zmuszając ich do przebywania w jakiś obskurnych na szybko sklecionych budach, tylko zapraszamy ich do siebie, pod własny dach. Bo tak postępuje człowiek który pragnie pomóc innemu człowiekowi zagrożonemu śmiercią. I my już tacy jesteśmy. W czasie okupacji niemieckiej, gdy za pomoc udzieloną Żydom, za podanie szklanki wody groził natychmiastowy wyrok śmierci nie tylko dlatego który pomagał, ale dla całej jego rodziny, to mimo to nie ma w całej Europie drugiego takiego narodu, który pomagałby choć w zbliżonej do Polaków w skali. Chociaż na Zachodzie za pomoc Żydom nie groziła śmierć, a co najwyżej można było stracić pracę, lub doznać jakichś innych szykan administracyjnych i tyle. Mimo to, ten nasz emocjonalny stosunek przekłada się niestety również na kwestie polityczne, co nie jest zbyt rozsądne,, bowiem w polityce nie ma sentymentów).

Mimo to - jak już wspomniałem - spodziewałem się takiej volty najważniejszych polityków ukraińskich względem Polski, ponieważ oczywistym jest to, co dla niektórych jest albo niewidoczne, albo też traktowane w sposób właśnie emocjonalny (jak choćby niestety również nasze władze), a mianowicie to, że dobre stosunki jakie nastąpiły pomiędzy Polską i Ukrainą, realnie nie są nikomu w Europie potrzebne, mało tego - są wręcz przez niektórych uważane za śmiertelnie niebezpieczne. Z doświadczeń historycznych warto też przypomnieć, że gdy po zakończeniu I Wojny Światowej w 1918 r. odradzała się niepodległa Polska, realnie również nie była ona nikomu potrzebna, ponieważ Europa i Świat przez ponad stulecie po trzecim rozbiorze Polski w 1795 r przyzwyczaiła się do takiej właśnie sytuacji i nawet jeśli w pierwszych dekadach XIX wieku, na mapach wydawanych czy to w Wielkiej Brytanii czy Francji można jeszcze było ujrzeć kontury dawnej Rzeczpospolitej (oczywiście już w zmienionych granicach politycznych, ale jednak nadal istniała ta pamięć dawnej polsko-litewskiej państwowości), to mniej więcej od lat 50-tych XIX stulecia ten element również zanika. Europa i Świat po prostu przyzwyczaiły się do sytuacji że Polski nie ma, nie będzie, a nawet nie potrzeba. Dlatego też w 1919 czy 1920 r. tak trudno było Brytyjczykom, Amerykanom, a nawet Francuzom (którzy jako jedyni spośród Aliantów zachodnich byli naszym sojusznikiem - ale tylko dlatego, że w Rosji panował chaos rewolucyjny, a Francuzi potrzebowali mieć sojusznika na wschodzie który był szachował jednocześnie Niemcy i odciążał ich przed próbą kolejnej niemieckiej agresji), tak trudno im było zrozumieć nasze prawa do Lwowa, do Wilna i do ziem, na których wciąż mieszkali nie tylko Polacy, ale ludność o mentalności dawnych Rzeczpospolitan, czyli ziem sprzed pierwszego rozbioru Polski (1772 r.).




Dla nich to był przejaw polskiej zaborczości i imperializmu, nie pojmowali bowiem że tam na Wschodzie przebiega granica pomiędzy ludźmi miłującymi wolność i mającymi tę wolność wpojoną w geny i wyssaną z mlekiem matki, a między zniewolonymi rabami bez względu na ich status społeczny czy majątkowy. Nie rozumieli, że to tak, jakby oddać Mordorowi dużą część Śródziemia (posługując się oczywiście metaforą literacką) i im więcej tej ziemi Polska wówczas wyzwoli (niekoniecznie zaś przyłączy do swego kraju, bo nie taki był cel. Cel był bowiem w wyzwoleniu narodów ukraińskiego i białoruskiego i umożliwieniu im swobodnego rozwoju w sojuszu z odrodzoną Rzeczpospolitą), to tak, jakby wyrwać spod władzy ciemności kolejne rzesze zniewolonych ludzi. Tam, na Zachodzie, mieli bowiem zupełnie inne wyobrażenie, nie znając mentalności ani Polaków, ani Rosjan ani tym bardziej Ukraińców czy innych ludów zniewolonych przez ruski Mordor. Nie rozumieli że Polska nie idzie na Wschód w celu podboju i uzurpacji sobie ziem, które jej się "nie należą", ale idzie z wyzwoleńczym marszem Wolności, aby dać tym ludziom - którzy dotąd nie wiedzieli co to znaczy wolność, możliwość swobodnego rozwoju. Oczywiście samą wolnością człowiek się nie naje, a niekiedy niewolnik żyje lepiej niż człowiek wolny, to jednak życie w niewoli jest o stokroć gorsze niż możliwość decydowania o tym, jaką drogę dla siebie w życiu wybierzemy. Już sama możliwość wyboru jest ogromną zdobyczą ludzkości, a ludzi o mentalności wolnościowej nie tak łatwo jest zniszczyć. I z takim właśnie przeświadczeniem, z taką rolą szła Polska na Wschód, wyzwalając ziemie spod sowieckiej niewoli w roku 1919 i 1920.


"Polska idzie wszędzie z hasłem swobody, Polska idzie nie z chęcią ucisku brutalnym butem żołnierskim, nie z chęcią narzucenia komukolwiek stosowania się do jej praw. Będę dumny z Polski, będę dumny ze swoich żołnierzy, będę dumy wreszcie z siebie samego, jeżeli będę mógł tej nieszczęsnej ziemi dać najcenniejszy dar boży - dar swobody"

"Polska, której mam zaszczyt być przedstawicielem, polskie wojsko, któremu mam honor przewodzić, z chwilą uzyskania swej własnej swobody, z chwilą możliwości oddychania pełną piersią, postanowiła przeciwstawić systemowi gwałtu i przemocy system swobody"

"Przyniesienie wolności ludom z nami sąsiadującym będzie punktem honoru mego życia, jako męża stanu i żołnierza. Oswobadzając tych uciśnionych, chcę tym samym zetrzeć ostatnie ślady rozbioru. Przywiązać ich do Polski pod grozą bata? - Nigdy w życiu. Byłaby to odpowiedź udzielona gwałtem teraźniejszości na gwałty przeszłości"


Oto wypowiedzi ówczesnego Naczelnika Państwa - Józefa Piłsudskiego z 1919 i 1920 r.




Tak jak wówczas nie rozumiano a nawet nie potrzebowano odradzającej się Polski, tak i dziś wielu politykom zachodnim sens z powiek spędza świadomość, iż ta Polska, ta krnąbrna Polska która już dawno miała być tylko drenowaną kolonią gospodarczą i państwem politycznie podporządkowanym tzw. "Starej Europie", ta Polska nie tylko nie siedzi cicho (jak w 2003 roku życzył sobie prezydent Francji Jacques Chirac), ale wręcz ma czelność majaczyć o jakiejś równości w Unii Europejskiej. A już w ogóle nie do pomyślenia jest to, że Polska - udzieliwszy pomocy Ukrainie - liczy na sojusz z tym krajem w ramach Unii. Nie tak to wszystko miało wyglądać w 2004 r. gdy Polska i inne kraje Europy Środkowej wchodziły do owej Unii Europejskiej, nie tak. Tylko że wtedy były inne czasy, Polska była znacznie biedniejsza niż jest obecnie a Niemcy znacznie bogatsze niż są teraz. Panta rhei - jak rzekł Heraklit z Efezu, wszystko płynie i wszystko się zmienia. Szczególnie zmieniła się pozycja Polski po 24 lutego 2022 r. i od tego można by było w zasadzie zacząć, bo wydaje mi się że to, co się wówczas wydarzyło (i nie mam tutaj na myśli samej rosyjskiej agresji i toczącej się na Ukrainie wojny, choć ona również jest w tym przypadku istotna), kompletnie wszystkich zaskoczyło. I mówiąc wszystkich, mam na myśli największych graczy światowej geopolityki, największe mocarstwa, które zupełnie nie były przygotowane na to, co nadeszło. A bez wątpienia zmieniło się wiele i zmiany te wcale nie zostały zakończone, gdyż proces ten wciąż postępuje i jego końca jak na razie nie widać. Otóż zmieniło się to, że pozycja Polski w sposób gwałtowny poszybowała w górę niczym rakieta, a złożyło się na to wiele zjawisk które Wojna na Ukrainie jedynie przyspieszyła. A mianowicie szybki wzrost gospodarczy naszego kraju, który notowany był jeszcze na długo przed samym konfliktem. 

Poza tym niesamowita wręcz i nigdzie wcześniej niespotykana polska gościnność i dobroć, jaką okazali Polacy swoim sąsiadom z Ukrainy uciekającym przed bombami, przyjmując tych ludzi nie do przygotowanych dla nich obozów dla uchodźców, ale do własnych domów - co nigdzie w historii wcześniej nie zostało odnotowane na taką skalę (a trzeba pamiętać, że Ukraińców przybyło do nas w pierwszych miesiącach wojny ponad 5 milionów). Obecnie w Polsce pozostało ponad milion ukraińskich uchodźców (głównie kobiet i dzieci), którym państwo polskie zapewnia świadczenia i utrzymanie (dopóki nie znajdą pracy). Unia Europejska nie dała na to żadnych pieniędzy (przepraszam, wypłacone zostały jakieś niewielkie środki, które starczyły co najwyżej na przysłowiowe waciki 🤭) i do dziś ci ludzie utrzymywani są z pieniędzy polskiego podatnika, a Polacy nie mają z tym większych problemów (nie licząc szurii i kilku zaistników). Idźmy dalej, Polska jako drugi kraj po USA, przekazała Ukrainie ogromną część swego sprzętu wojskowego - wszystko dla frontu, wszystko aby Ukraina zdołała obronić swą niepodległość, bo ta wojna również jest naszą wojną (choć nie w takiej skali, w jakiej niektórzy politycy na Ukrainie chcieliby sądzić - o czym też kiedyś już pisałem). Polska udzieliła również Ukrainie ogromnego wsparcia finansowego, gdyż (trzeba to otwarcie powiedzieć i nie ma co bawić się w piękne słówka - Ukraina realnie jest bankrutem, a ta wojna, gdyby nie wsparcie udzielone przez takie kraje jak: Polska, USA, Wielka Brytania, czy Estonia, mimo bohaterstwa Ukraińców skończyłaby się ich sromotną klęską, bo nie mieli już czym walczyć i tak jak gen. Kleeberg - o którym pisałem w poprzednim temacie, skapitulował dopiero wówczas gdy skończyła mu się amunicja - tak i Ukraińcy musieliby się poddać, gdyż byliby wygłodzeni i nie mieliby czym strzelać). Na wzrost pozycji Polski przyczyniło się również jeszcze kilka pomniejszych elementów (o których teraz nie będę wspominał), ale fakt pozostaje faktem - Polska niewspółmiernie urosła do tego, co do tej pory o nas sądzono na Zachodzie i to niestety dla niektórych polityków Zachodu jest poważny problem.

Najbardziej interesujące w tym wszystkim jest (dla mnie osobiście) zaskoczenie samych Amerykanów, gdyż ta zmiana która nastąpiła, jest jedną z niewielu geopolitycznych zmian powstałych po zakończeniu II Wojny Światowej, w których Amerykanie aktywnie nie uczestniczyli. Mówiąc bardziej dobitnie Amerykanie nie tylko nie uczestniczyli w tej zmianie, w tym wzroście pozycji Polski, ale nawet nie chcieli tego i sam proces mocno ich zaskoczył. Jak już bowiem kiedyś wspominałem - Amerykanom zależy tylko na tym, aby Polska była na tyle silna, by ponownie nie wpadła pod dominacją rosyjską i ewentualnie niemiecką, natomiast w żadnym razie w ich interesie (niestety wbrew temu co pisał George Friedman), nie jest stworzenie z Polski lokalnego mocarstwa na wzór dawnej Rzeczpospolitej polsko-litewsko-ruskiej. Oczywiście można powiedzieć że akurat tej ekipie która obecnie jest u władzy w Waszyngtonie (ekipa Obamy która wciąż dominuje w administracji Bidena) niezbyt zależy na wsparciu rządu PiS-u, których oni postrzegają jako ideologicznych przeciwników? Ale ja niestety sądzę że również republikanom wcale nie zależy na tym, aby Polska zbytnio urosła w siłę. Mimo to zmiana owa nastąpiła i stało się to pomimo dążeń USA a nawet wbrew ich woli. Oczywiście dla wielu może to być dziwne, jak to się w ogóle stało że tak się wszystko zmieniło, ale dziwne nie jest dla mnie, który z tyłu głowy ma słowa wypowiedziane chociażby przez Stefana Ossowieckiego jednego z najsławniejszych jasnowidzów II Rzeczpospolitej, który jasno powiedział, że po zakończeniu II Wojny Światowej Polską będą rządzić komuniści, a następnie szubrawcy i świnie. "A potem będzie jeszcze większa niż jest obecnie, tylko nikt z nas tego nie dożyje, dopiero wnukowie". Ktoś może powiedzieć że to tylko głupia przepowiednia, która nie ma wiele wspólnego z rzeczywistością. Być może,  każdy ma prawo do własnych osądów. Ale należy też pamiętać, że to nie tylko Ossowiecki pisał o niezwykłym wzroście pozycji Polski w XXI wieku, lecz wielu było takowych jak choćby ojciec Klimuszko. I wszyscy oni deklarowali, że gdy patrzą na Wschód, to nie widzą końca polskiej granicy (czyżby zatem odrodzona Unia Jagiellońska, Unia Międzymorza czy też Trójmorza stanie się faktem oczywistym dla naszych dzieci a być może jeszcze dla nas samych? Nie mam co do tego żadnej wątpliwości). Ten proces się już rozpoczął i on trwa.




Pomimo tego, iż Amerykanie zostali zaskoczeni ową zmianą jaka się dokonała po 24 lutego 2022 roku, to jednak nie oni najbardziej się tym przerazili. Bez wątpienia ten fakt nie jest na rękę Moskwie, ponieważ Moskwa jasno zdeklarowała się jako nasz wróg i za takiego nas uważa (tutaj nie ma dwóch zdań, oni nadal roją że planujemy dokonać agresji na Ukrainę, że zamierzamy zająć Lwów i tego typu podobne bzdury). Stanowisko Moskwy (szczególnie w sytuacji wojny na Ukrainie i ogromnej pomocy jakiej udzieliła Ukrainie Polska), jest jasne i przewidywalne, więc nie ma sensu się nim zajmować - przejdźmy zatem dalej. Drugim państwem, któremu bardzo niesmak jest wzrost pozycji Polski w Europie, są oczywiście Niemcy. I ja się wcale temu nie dziwię, bowiem każdy kraj ma swoje własne interesy. Moskalom zależy na odrodzeniu dawnego Imperium Sowieckiego połączonego najlepiej z dawnym Imperium carskim, a bez wątpienia Polska i jej polityka, a już szczególnie wzrost pozycji naszego kraju temu nie służą. Niemcom zaś zależy na powrocie do dilu z Moskwą, który obu stronom przynosił (przed wojną na Ukrainie) obopólną korzyść. Ukraina w planach niemieckich zawsze była tylko przedmiotem które można w danym momencie przehandlować w imię dobrych wspólnych interesów z Moskwą. Trzeba bowiem pamiętać, że już od czasów Bismarcka Niemcy alergicznie reagowali na wszelkie konflikty na linii Berlin-Petersburg. Bismarck postawił wszystko na utrzymanie dobrosąsiedzkich stosunków z Rosją, zdając sobie sprawę że wojna pomiędzy tymi krajami może doprowadzić do katastrofy zarówno Niemcy jak i Rosję. Podobnie Moskale. Np. hrabia Kokowcow (który w styczniu 1914 r. został zwolniony przez cara Mikołaja II ze stanowiska przewodniczącego Rady Ministrów za swą podróż do Niemiec jesienią 1913 r. a już wówczas stosunki pomiędzy Berlinem a Petersburgiem zaczęły się psuć. Ów hrabia ponoć ostrzegał cara mówiąc że nadchodząca wojna skończy się dla Rosji i Niemiec katastrofą, bez względu na to który z nich zwycięży, a dynastia Romanowów zostanie zmieciona z powierzchni ziemi. Car na te słowa odparł krótko: "Wola Boża!"

Wojna rzeczywiście zakończyła się katastrofą dla wszystkich państw zaborczych, które z końcem XVIII wieku doprowadziły do rozbiorów Polski. Zgodnie z planem Józefa Piłsudskiego upadły trzy czarne orły, trzy mocarstwa zaborcze i na ich gruzach odrodziła się niepodległa Polska. Potrzeba było kolejnych 20 lat i sojuszu niemiecko-rosyjskiego (zwanego paktem Hitler-Stalin, czy też bardziej popularnie Ribbentrop-Mołotow), aby tę odrodzoną i wzrastającą ku mocarstwowości Polskę ponownie zniszczyć. Bez wsparcia Moskwy Berlin niczego by nie osiągnął, podobnie jak Moskwa nie zajęłaby połowy Europy, gdyby nie dopomógł jej w tym Hitler i Niemcy jako ich sojusznik. Niemcy więc zawsze będą dążyli ku Moskwie i poświęcą na tej drodze wszystkich, którym obecnie próbują robić wodę z mózgu twierdząc, że im pomagają. A takim krajem jest chociażby Ukraina, która zostanie sprzedana natychmiast, gdy tylko Moskwa zdecyduje się ponownie wysyłać do Niemiec swój gaz i inne surowce. Według mnie Ukraina - tak jak twierdzi Rafał Ziemkiewicz - została stworzona przez Niemcy w 1917 r. nie tylko jako część projektowanej niemieckiej mitteleuropy, ale przede wszystkim jako przeciwwaga dla Polski, która miała tylko i wyłącznie jedno zadanie - podgryzać i ewentualnie atakować Polskę od wschodu, gdyby tylko przyszłoby nam do głowy upomnieć się na Niemcach o Poznań, Wielkopolskę, Śląsk i Pomorze. Rola Ukrainy została więc jasno zdefiniowana, miała być swoistym pieskiem łańcuchowym na użytek niemieckiego pana, który będzie nią dyscyplinował niesforną Polskę, ot i cały sens istnienia państwa ukraińskiego w rozumieniu Niemców.

Warto zatem sobie uświadomić że do dzisiaj sytuacja się nie zmieniła i jeżeli Niemcy chcą odbudować swoją pozycję sprzed rosyjskiej inwazji na Ukrainę, to ich głównym i najważniejszym zadaniem jest podporządkowanie sobie Polski i obecnie nie ma ważniejszego dla Niemców zadania, niż właśnie zduszenie polskich ambicji, które bezpośrednio godzą w niemiecko-rosyjski plan nowej mitteleuropy od Władywostoku po Lizbonę. Ukraińcy w tym wszystkim znowu są jedynie wykorzystywaną i niestety łatwo dającą się manipulować marionetką, laleczką która gdy tylko przestanie być potrzebna zostanie wyrzucona jak niechciany śmieć. A Niemcy muszą zdławić Polskę bez względu na koszty i to z kilku powodów. Po pierwsze obecnie niemiecka gospodarka przeżywa lekkie załamanie, które już wkrótce może przerodzić się w poważny kryzys, a związane to jest oczywiście z brakiem taniego rosyjskiego gazu m.in. dla niemieckiego przemysłu samochodowego i chemicznego, aby nadal utrzymać je konkurencyjnymi. Poza tym Niemcy są strasznie zapóźnionym technologicznie krajem, szczególnie w branży komputerowej, gdzie np. płatność kartą w sklepie jest w większości przypadków niemożliwa, co w Polsce jest na porządku dziennym praktycznie wszędzie. Polacy wyprzedzają więc Niemców w branży ITI na wszystkich możliwych poziomach, co było nie do pomyślenia jeszcze 10-15 lat temu. Ale Niemcy niestety zawsze zachowywali się jak taki symbiot, który żeruje na czyimś organiźmie aby samemu móc przetrwać. Już w planach mitteleuropy w czasie I Wojny Światowej było stworzenie na Wschodzie szeregu zależnych od Niemiec gospodarczo i politycznie (oraz oczywiście militarnie) państewek, które będzie można gospodarczo drenować na potrzeby Wielkiej Rzeszy Niemieckiej. To, co nie udało się podczas tamtej wojny, Niemcy planowali uczynić w czasie II Wojny Światowej ale już bez tworzenia marionetkowych państw, tylko bezpośredniej kolonizacji, przesiedlenia i eksterminacji przede wszystkim Narodów słowiańskich, które miałyby pełnić funkcję niewolników (oczywiście tylko ci, którzy okazaliby się  pożyteczni dla nowej rasy panów. Resztę należałoby zlikwidować, ewentualnie zniemczyć).

Zbrodnie jakich dopuszczali się Niemcy głównie w Europie Środkowo-Wschodniej są niewyobrażalne i mogą być porównywalne jedynie z niemieckim złodziejstwem. Niemcy bowiem rozkradli w czasie wojny całą Europę i to do tego stopnia, że po wojnie pomimo klęski kraj mógł się z biegiem lat dźwignąć z upadku, dzięki właśnie rabunkom wojennym i amerykańskiej pomocy, która miała odbudować gospodarczo powojenne Niemcy. Zaś po 1989 r. i upadku Żelaznej Kurtyny Niemcy skutecznie zdominowały gospodarczo większość krajów Europy Środkowo-Wschodniej w tym Polskę. Następowało wówczas kupowanie za bezcen polskich gazet, mediów elektronicznych, likwidacja stoczni (aby nie czynić konkurencji dla stoczni niemieckich) i powolna likwidacja kopalni etc. etc. Przede wszystkim zaś postępował drenaż mózgów. Z czasem jednak to wszystko ustało, Polacy nie chcieli już jeździć na szparagi, coraz rzadziej Polki wyjeżdżają do pracy w Niemczech jako opiekunki dla starych osób (dobrze pamiętających czasy wujka Adolfa). Nie ma więc kto pracować na niemiecki dobrobyt bo Polakom żyje się za dobrze. Tak być nie może. Poza tym Polska gospodarka (i gospodarka innych krajów Międzymorza) nieustannie rośnie, co musi być niezwykle frustrujące dla Niemców. Niemcy przestały być też dysponentem dobrobytu w tej części Europy, co oczywiście nie znaczy że przestały być również potężnym gospodarczo krajem - tylko że to już nie jest to samo co było kiedyś. Inna kwestia to inicjatywa Trójmorza i Bukaresztańska Dziewiątki - które to inicjatywy bardzo powoli lecz nieubłaganie (z poparciem USA) mogą w przyszłości stać się alternatywą dla Unii Europejskiej zdominowanej przez Niemcy (niedawno do Trójmorza dołączyła Grecja). Cały ten region trzech mórz Bałtyk, Adriatyk, Może Czarne, to jedyny region w Europie który może skutecznie rzucić wyzwanie niemieckiej dominacji i odnieść sukces. Takiego wyzwania Niemcom nie mogą rzucić ani Francuzi, ani Włosi, ani Hiszpanie, ani Brytyjczycy gdyż interesy tych państw są ze sobą sprzeczne, a w pojedynkę są za słabi aby zagrozić Niemcom.

Ostatnim punktem dla którego Niemcy muszą zmiażdżyć Polskę aby ponownie wyjść na swoje, jest kwestia reparacji za zbrodnie wojenne z II Wojny Światowej, których Polska domaga się od Niemiec na kwotę ponad 1 biliona dolarów. Niemcy dotąd bowiem starały się wmówić światu, że oni się już rozliczyli z okresu nazizmu, że wszystko zapłacili (szczególnie izraelowi i Żydom) i oni mają to już za sobą, mają to już przepracowane i teraz mogą pełnić funkcję swoistego "moralnego mocarstwa", które będzie innym mówić jakie błędy popełnili i z czego się nie rozliczyli. Jest to oczywiście bardzo przyjemne i wygodne myślenie, niestety całkowicie niezgodne z prawdą. Wielokrotnie pisałem już o tym jak Niemcy po wojnie chroniły zbrodniarzy wojennych i że tak naprawdę ten cały proces norymberski to był pic na wodę fotomontaż (mówiąc kolokwialnie). Skazano bowiem wówczas na karę śmierci (ewentualnie na więzienie) kilku czołowych nazistów i tyle, i to było całe rozliczenie się z nazizmem. Ale przecież ci ludzie tak naprawdę nie brali udziału w zbrodniach do których doprowadzili. Hitler nikogo nie zabił, Himmler panicznie bał się widoku krwi - nie mówiąc już o tym żeby do kogoś strzelał, Goering co prawda walczył w I Wojnie Światowej w lotnictwie, ale potem spasł się strasznie i głównie kolekcjonował obrazy oraz inne dobra materialne, skradzione w całej Europie. Realnie zaś sprawcy zbrodni wojennych nie zostali ukarani i dożywali sobie spokojnie ostatnich dni na emeryturze, a często piastując także wysokie stanowiska publiczne (jak choćby Heinz Reinefarth - kat warszawskiej Woli, który mordował ludność cywilną Ochoty i Woli w czasie Powstania Warszawskiego w sierpniu 1944 r. Po wojnie był burmistrzem Westerlandu i zmarł w 1979 r. w wieku 75 lat. Nigdy nie poniósł odpowiedzialności za swe zbrodnie, a takich jak on były w Niemczech powojennych setki tysięcy jeśli nie miliony).




Podsumowując zatem - Niemcy nie są żadnym "mocarstwem moralnym", nie rozliczyli się z czasów nazizmu w żaden możliwy sposób, W ŻADEN! Dlatego też polskie żądania reparacyjne są dla nich tak niebezpieczne, ponieważ Polska nigdy się z tych żądań nie zrzekła i Niemcy nie mają żadnych (ponownie powtórzę - ŻADNYCH!) dowodów na to, że Polacy kiedykolwiek zrzekli się reparacji za II Wojnę Światową. Poza tym do Polaków mogą dołączyć również inni, jak choćby Grecy czy Serbowie - a to stanowi już poważny problem międzynarodowy i mocno obniża to niemiecką soft power. Poza tym temat reparacji jest bardzo dobrym biczem, którym można Niemców okładać przy jakiejkolwiek okazji i oni nie będą mogli w żaden sposób się przed tym obronić. To spowoduje ogromne straty wizerunkowe dla Niemiec a co za tym idzie kolejne straty dla niemieckiej gospodarki i trzeba będzie wreszcie coś z tym zrobić, temat bowiem nie umrze śmiercią naturalną, nie ma takiej możliwości. On będzie wracał przy każdej możliwej okazji, aż do ostatecznego wypłacenia Polsce przez Niemcy zaległych rekompensat za potworne straty (i cofnięcie nas realnie do XIX wieku) poniesione w czasie II Wojny Światowej. Wyobrażacie sobie że my Niemcy spełnili te żądania jeśli nie zostaną do tego przymuszeni? Oni przede wszystkim będą próbowali uciszyć Polskę ponownie podporządkować ją i sprowadzić do roli takiej, jaką chcieliby nas widzieć a nie jaką my sami dla siebie wybraliśmy. Jednym z tych elementów jest właśnie działanie poprzez ukraińskie władze, a przede wszystkim ukraińskich oligarchów i tak zwany "kryzys zbożowy". Niemcy próbują teraz przekonać Ukraińców że są jedynym ich (a przynajmniej drugim po Amerykanach) sojusznikiem i że nikt inny tak im nie pomagał, jak oni (głównie wysyłając nienadające się do użytku hełmy, bo to jest bez wątpienia największy dar, jaki Niemcy przekazali Ukraińcom w czasie tej trwającej od lutego 2022 roku wojny). Ukraińcy zaś niestety jak widzę mają w sobie ów gen samozagłady (w końcu Chmielnicki który wywalczył w XVII wieku dla Ukrainy pewną suwerenność, potem to wszystko oddał za bezcen Moskwie), co jest dla mnie trochę dziwne, ale jednocześnie przyjmuję to do wiadomości.




Natomiast radziłbym polskim gorącym głowom wstrzemięźliwość. My lubimy się unosić świętym oburzeniem albo wielką miłością, a w polityce coś takiego nie istnieje. Róbmy powoli swoje, pomagajmy Ukrainie i Ukraińcom w dalszym ciągu tak, jak pomagaliśmy dotąd, bo kacapia musi tę wojnę przegrać. A jednocześnie budujmy sobie naszą własne propolskie stronnictwo na Ukrainie, a mamy ku temu ogromne możliwości. Mamy u siebie w kraju ponad milion Ukraińców. To jest ogromna siła wyborcza. Wystarczy ich odpowiednio nakierować, pokazać pomoc jaką im daliśmy i co zyskali dzięki nam, i co jeszcze zyskają, oraz to, co stracą wraz z Niemcami. Poza tym na Ukrainie jest mnóstwo polityków nam przychylnych, jednym z nich jest np. Ołeksij Arestowicz. Jednocześnie nie rezygnujmy z Żełeńskiego - w końcu wciąż jest tam prezydentem. Powolutku, pocichutku budujmy naszą siłę na Ukrainie. Polska Fundacja Narodowa dostała jakiś czas temu 100 milionów złotych dotacji. Można by te pieniądze wykorzystać właśnie w interesie Polski, tworząc tam nasze stronnictwo. Nagradzajmy ludzi którzy wspierają projekt nowej Unii Jagiellońskiej i spuszczajmy w niebyt tych, którzy próbują temu przeszkodzić. Nie potrzebujemy bowiem tutaj kacapskich ani germańskich sługusów. Sami decydujemy o sobie, o naszej przyszłości i sami o tej przyszłości zadecydują Ukraińcy. Tylko trzeba im pomóc, bo niestety mają w sobie ten negatywny gen zagłady, który niszczy co chwila ich kraj. A jeśli im pomożemy, to razem będziemy nie do pokonania, tak jak to było przed wiekami.







CDN.

czwartek, 1 czerwca 2023

SZOŁ!

 CZYLI GRZEGORZ BRAUN W "AKCJI"




 30 maja 2023 r. w Niemieckim Instytucie Historycznym w Warszawie (placówce należącej do ambasady Niemiec, a podległej fundacji prawa publicznego im. Maxa Webera Niemieckie Instytuty Humanistyczne za Granicą, finansowany z budżetu niemieckiego Ministerstwa Edukacji i Badań) miał się odbyć wykład prof. Jana Grabowskiego pod dosyć ciekawym tytułem: "Polski (narastający) problem z historią Holokaustu". Wykład ten się rozpoczął, ale trwał zaledwie kilka minut, gdyż poseł na sejm Rzeczpospolitej Grzegorz Braun (obecny na sali) w pewnym momencie wstał ze swojego miejsca, podszedł do mównicy na której przemawiał Grabowski, zabrał mu mikrofon i rozbił go ze słowami: "Dość tego!", po czym zniszczył jeszcze sprzęt nagłaśniający. Od cały show pana posła Brauna, który potem tłumaczył się że działał pod wpływem wyższej konieczności i uczynił to co uczynił, aby położyć kres szerzącemu się w Polsce i wspieranemu przez Niemcy antypolonizmowi.

To że Niemcy jawnie (coraz bardziej jawnie, co też świadczy o pewnym zagubieniu z ich strony na zmieniające się realia polityczne po 24 lutego 2022 r.) wspierają wszelkie antypolskie działania (jednocześnie publicznie deklarując że przecież jesteśmy sojusznikami, prawie przyjaciółmi, że jesteśmy razem w NATO i w Unii Europejskiej itd. itp.) jest faktem znanym nie od roku, nie od dwóch, nie od ośmiu lat, tylko od początku całej tzw. transformacji ustrojowej, czyli od ponad 30 lat, nie licząc oczywiście dekad wcześniejszych. Ja sam mając korzenie niemieckie i pewne kontakty z ludźmi, którzy należą do mojej rodziny (tej od niemieckiej strony) nigdy, nawet przez moment nie przyszłoby mi do głowy pomyśleć, iż Niemcy mogą być naszym sojusznikiem czy tym bardziej przyjacielem (należy przecież pamiętać że w polityce nie ma przyjaciół, są tylko interesy), oczywiście pomijając tutaj stronę deklaratywną i fakt że razem jesteśmy w NATO i Unii Europejskiej, co oczywiście nie ma większego znaczenia w kwestii zasad które tyczą się geopolityki). Mając niemieckie korzenie (co jeszcze raz chciałbym podkreślić) nigdy nie wierzyłem w dobre intencje Niemiec wobec Nas, NIGDY! Wystarczy bowiem przyjrzeć się całej polityce najpierw Prus, a potem zjednoczonych Niemiec względem Polski, aby dojść do wniosku że realnie siła Niemiec budowana jest na słabości Polski (nie tylko zresztą Polski, ale nasz kraj jest główną barierą przed ekonomiczną, polityczną a wcześniej również i militarną ekspansją Niemiec na wschód, jesteśmy największym, najludniejszym i najsilniejszym krajem na wschodzie przed Rosją, a to powoduje że trudno nas sobie podporządkować, a jednocześnie jesteśmy zbyt słabi aby z samodzielnie przeciwstawić się Niemcom). 

Po II wojnie światowej społeczeństwo Niemiec przeszło swoiste programowanie na nowo, oczywiście o ile kwestie denazyfikacji zostały tam poczynione po macoszemu (o czym zresztą już wielokrotnie pisałem, ilu nazistów po wojnie znajdowało ciepłe posadzki w różnych niemieckich instytucjach nowych "wyzwolonych" jak mówi Scholz a wcześniej Merkel - Niemiec. Aż by się chciało zapytać - wyzwolonych od kogo? od nazistowskiego reżimu, który Niemcy sami sobie wybrali i któremu służyli wiernie praktycznie do końca jego istnienia? Ale to tylko taki szczegół, jak stopniowa likwidacja obozów koncentracyjnych w Niemczech, tak, aby kraj ten przestano utożsamiać z ludobójczą polityką wymyśloną przez przedstawicieli tego narodu), to kwestie związane z demilitaryzacją przeprowadzono w Niemczech dosyć skutecznie, o czym świadczy obecny stan uzbrojenia i bojowego przygotowania Bundeswehry (o tym że rząd niemiecki celowo doprowadza do rozkładu tę formację nie dofinansowując jej, również już kiedyś pisałem i również dlaczego tak się dzieje też pisałem, więc nie będę teraz do tego wracał). Oczywiście nie spowodowało to upadku niemieckich pragnień hegemonii w Europie, a jedynie zastąpiono ekspansję militarną innymi rodzajami dominacji, (ekspansją polityczną i softpower - dlatego też utożsamianie Niemiec z dawnym nazistowskim reżimem tak bardzo im przeszkadza) oraz oczywiście ekspansją gospodarczą. Te więzy są często skuteczniejsze niż działania militarne, gdyż tamte nie tylko łączą się ze stratami i zniszczeniami wojennymi, to jeszcze generują potrzebę wygenerowania ogromnych środków przeznaczonych na okupację danych terenów, co w dzisiejszych czasach jest bezproduktywne i oznacza raczej element desperacji (patrz - Rosja, która mogłaby połknąć Ukrainę w sposób pokojowy, ale Putin i cała ta klika moskalskich sukinsynów wymyśliła sobie "specjalną operację wojskową", która wykopała tak głęboki rów pomiędzy Ukraińcami a moskalami, że trudno go będzie zasypać w ciągu kolejnych dziesięcioleci a jednocześnie wygenerowała problemy które widać obecnie w Unii Europejskiej). Ekspansja militarna jest więc najmniej opłacalna i jest wyrazem albo desperacji albo głupoty.




Podporządkować sobie inny kraj można przecież na wiele sposobów, np w Niemczech do 2001 (a być może do 2002 już teraz nie pamiętam) roku istniał specjalny fundusz federalny, przeznaczony bezpośrednio na... korumpowanie polskich polityków. To się zaczęło zaraz po okresie tej całej transformacji ustrojowej, czyli na początku lat 90-tych, kiedy Polska wychodziła z komunizmu jako gospodarczy bankrut. Wiele państw (a co za tym idzie koncernów i firm z tych krajów) walczyło wtedy o wpływy w rodzącym się kapitalizmie polskim. Do 1995/6 r. bardzo aktywni nad Wisłą byli np. Francuzi, ale po tej dacie ustąpili miejsca Niemcom, uznając ostatecznie, że cały Wschód należy do nich (a piszę o tym nieco z autopsji, jako że zajmowałem się tym tematem pisząc swoją pracę licencjacką, więc wiem o czym mówię. Tak, tak - licencjat pisałem z geopolitycznych stosunków francusko-niemiecko-polskich w pierwszej dekadzie po 1989 r., pracę magisterską zaś ze relacji polsko-żydowskich w całym okresie naszych dziejów). Polska stała się więc jednym z wagoników napędzającym niemiecką lokomotywę gospodarczą, która od lat 90-tych zaczęła przekładać się na znaczenie Niemiec w Unii Europejskiej (wówczas jeszcze Wspólnoty Europejskiej). W 2004 r. Polska (wraz z dziewięcioma innymi państwami Europy) weszła do Wspólnoty Europejskiej i wówczas było to dla nas bardzo korzystne, gdyż podczepieni pod niemiecką lokomotywę i uzależnieni gospodarczo od Niemiec, jednocześnie pobudziliśmy naszą własną gospodarkę by stała się bardziej konkurencyjna. Ten model zależności trwał przez dłuższy czas, aż do chwili kiedy rozwój polskiej gospodarki znacznie przyspieszył i to do tego stopnia, że staliśmy się konkurentem a nie jednym z wagoników niemieckiej gospodarki (o tym jak szybki jest wzrost polskiej gospodarki - oczywiście pomijam tutaj inflację - świadczą słowa lidera brytyjskiej Partii Pracy - Keir'a Starmera, które w lutym tego roku powiedział: "Jeśli obecna polityka gospodarcza się nie zmieni, Wielkiej Brytanii grozi to, że do 2030 r. pod względem PKB na osobę zostanie wyprzedzona przez Polskę. Brytyjczycy zostają w tyle, podczas gdy nasi europejscy sąsiedzi się bogacą, zarówno na wschodzie, jak i w krajach takich jak Francja i Niemcy. Nie czuję się z tym komfortowo; nie czuję się komfortowo z trajektorią, na której wkrótce Wielka Brytania zostanie wyprzedzona przez Polskę. Nie jestem też gotów zaakceptować tego, co oznaczałyby konsekwencje tej porażki. Nie chcę Wielkiej Brytanii, w której młodzi ludzie w naszych wielkich miastach i miasteczkach nie mają innego wyjścia, jak tylko wyjechać. Drenaż mózgów, nie tylko do Londynu lub Edynburga, ale do Lyonu, Monachium i Warszawy — to nie jest przyszłość, na którą zasługuje nasz kraj". Chodź w tych słowach pobrzmiewa nieco dawnych rasistowskich odniesień do typowo brytyjskich kolonialnych wyobrażeń, to jednak należy odczytać te słowa jako jawne przyznanie się do porażki.

W latach 2010-2021 średni roczny wzrost gospodarczy Wielkiej Brytanii wynosił 0,5 proc., podczas gdy Polski - 3,6 proc., zaś wartość PKB na jednego mieszkańca w 2021 r. wynosiła w obu krajach odpowiednio 44 tys. 979 dol. i 34 tys. 915 dol. Brytyjczycy, Francuzi i oczywiście Niemcy przyzwyczaili się bowiem do świata, w którym to na Zachodzie generuje się wszelkie bogactwo, a Wschód to jest zapyziała dziura, biedny skansen gdzie po ulicach chodzą białe niedźwiedzie a na drogach jeżdżą furmanki zaprzężone w konie (pamiętam kilka lat temu wielkie zdziwienie pewnej holenderskiej dziennikarki, która przyjechała do Polski i była bardzo zaskoczona tym, że w naszym kraju żyje się tak samo, jak na Zachodzie, a w wielu kwestiach nawet lepiej. Ona się bowiem spodziewała, że przyjeżdża do jakiegoś biednego wschodniego kraju, gdzie nie ma infrastruktury a ludzie żyją pewnie tak, jak w XIX a może w XVIII wieku. To też jednak pokazuje tępotę tych ludzi, bo przecież w dzisiejszych czasach wystarczy wejść w internet i mamy wszelkie informacje na temat danego kraju. Ale stereotypy są jednak silniejsze od inteligencji). Tak więc przeświadczenie Brytyjczyków, Francuzów, Niemców a nawet i Włochów czy Hiszpanów o tym, że na Zachodzie żyje się lepiej niż na Wschodzie, wzięło się stąd, że przez co najmniej 300 ostatnich lat Europa Środkowo-Wschodnia praktycznie nie istniała, była bowiem totalnie zdominowana przez prądy moskiewsko-germańskie które narzuciły żyjącym tutaj ludom totalną niewolę. Oczywiście rozwój gospodarczy Zachodu zaczął szybko postępować od XVI wieku, gdy zaczęło napływać złoto z Nowego Świata a koloniści europejscy zasiedlali obie Ameryki. Jednak nie stało się tak od razu i były okresy w historii gdzie Wschód (mówiąc "Wschód" Mam na myśli Europę Środkowo-Wschodnią a nie to moskiewskie badziewie) był znacznie bogatszy i to zarówno gospodarczo (wystarczy sobie chociażby poczytać relacje z wjazdu do Paryża panów polskich w 1573 r. i w 1645 r. czy z wjazdu do Rzymu orszaku Jerzego Ossolińskiego z 1633 r., aby sobie to uzmysłowić) jak i kulturowo (o wpływie jaki odegrały relacje autorów polskich na powstanie angielskich dzieł światowej sławy, jak choćby twórczości Szekspira, też już wcześniej trochę pisałem). Teraz po prostu wracamy do tego okresu, który został już dawno zapomniany, ale to nie znaczy że nigdy nie istniał.




Rozwój gospodarki polskiej jest faktem i faktem jest również, że to stwarza ogromne niebezpieczeństwo dla Niemiec, dla niemieckiej gospodarki, ponieważ nie może być sytuacji w której nagle pojawiają się dwie lokomotywy pędzące w różnych kierunkach. A tak właśnie się dzieje gdy nagle polski wagonik - który był przytwierdzony do niemieckiej lokomotywy - teraz awansował do roli co prawda nieco mniejszej, ale jednak silnej i rozpędzonej lokomotywy która prze w przeciwnym kierunku. No i pojawia się problem. A do tego dochodzą jeszcze inne kwestie związane z wojną na Ukrainie, z rosnącą polityczną rolą Warszawy w tym konflikcie (notabene, pamiętam 2014 r. i pierwszy atak Rosji na Ukrainę, zabranie Krymu i Donbasu. Wówczas to Niemcy i Francja stworzyły dziwny twór zwany "formatem normandzkim", w w ramach którego oba te państwa obradowały razem z Rosją i Ukrainą starając się doprowadzić do jakiegoś kompromisu. Co z tego wyszło, widać dziś bardzo czytelnie. Ale zauważmy, w tamtym czasie ani Rosja (co oczywiste i zrozumiałe) ale również Niemcy, nie wyraziły zgody na to, aby do tego formatu dołączyć Polskę, która jest kluczowym krajem na drodze do Ukrainy i bez Polski nie ma pomocy dla Ukrainy (chciałbym aby to wybrzmiało jasno - bez Polski nie ma Ukrainy, tyle). I to w sytuacji gdy w Polsce wówczas rządził bardzo pro-niemiecki rząd Donalda Tuska a potem Ewy Kopacz. Nawet wówczas Niemcy nie odważyły się uznać Polski za równoważnego partnera w tak kluczowej kwestii, jak kwestia Ukrainy. To tyle jeżeli chodzi o naszego drogiego sąsiada i przyjaciela zza Odry). Dziś już pominięcie Polski jest niemożliwe, dziś to Polska stawia warunki - mówi Niemcom co źle robią, czego nie robią i jak powinny się zachować. To jest po prostu nieprawdopodobne i ja to rozumiem, bo kraj który do tej pory był traktowany jak pod-kolonia, nagle urósł do takiej pozycji, że z niemieckiej perspektywy staje się to już nawet nie tyle frustrujące i denerwujące co po prostu jest niebezpieczne. Niebezpieczne dla niemieckiej softpower i dla niemieckich planów zdominowania Europy (w tym przypadku Unii Europejskiej), czego głównym celem jest doprowadzenie do likwidacji prawa weta. Niemcy którzy zawsze uważali się za lepszych od Polaków, nagle muszą słuchać połajanek jakichś "biedaków" ze Wschodu, których oni do tej pory mordowali (w najgorszym przypadku), a w najlepszym traktowali jak tanią siłę roboczą. Czy to nie rodzi frustracji? Czyż to nie powoduje nerwowości a nawet pewnego zagubienia, w które to wpadła niemiecka polityka po 24 lutego 2022 r. i jak widać z której próbuje, ale nie może się otrząsnąć. 

Rafał Ziemkiewicz stwierdził kiedyś że Niemcy są jak maszyna a Polska jest jak roślina, i jest w tych słowach sporo prawdy, gdyż Niemcy rzeczywiście działają jak taka dobrze naoliwiona, sprawna i szybka maszyna - nawet jak mordują to działają kompleksowo jak roboty, jak maszyny. Ale wystarczy że coś się w tym mechanizmie popsuje, kilka śrubek wypadnie, odkręci się i zaczyna się problem, zaczyna się marazm, zaczyna się zastój taki jak widzimy to obecnie. I wtedy Niemcy szybko potrzebują naprawy, bo nie wiedzą co dalej mają czynić i w którym kierunku podążać. Polska zaś jest jak roślina, gdyż w naszej historii byliśmy wielokrotnie mordowani, wynaradawiani, wysiedlani, traktowani jak niewolnicy, jak ludność podległa etc. etc. Zaborcy i okupanci zabraniali nam mówić po polsku nie tylko w szkołach i urzędach, ale również na ulicach. Mordowano nasze elity, tak aby naród pozostał bez ludzi wybitnych i wykształconych, którzy wskazywali by kierunek rozwoju. Na 123 lata państwo nasze przestało istnieć, zostało wykreślone z mapy świata, potem przyszła okupacja niemiecka i sowiecka, a potem sowieckie "wyzwolenie", które zamieniło się w 45-letnią podległość Moskwie. A potem była transformacja ustrojowa i znowu wpadliśmy pod ekonomiczną zależność Zachodu (głównie Niemiec i USA). A mimo to wciąż się odradzamy jak ten Feniks z popiołów powstajemy na nowo, dlatego też jesteśmy jak roślina, która gdy się ją wytnie, to odrodzi się na nowo w innym miejscu, wypuści nowe pędy i znów zacznie się rozwijać. Dlatego też nie należy się dziwić że Niemcy czynią wszystko, aby ten rozwój zarówno polskiej gospodarki jak i siły politycznej - odradzającej się siły politycznej - zahamować, stłamsić i znów podporządkować pod swój własny but.

Co się zaś tyczy osoby znanej jako prof. Jan Grabowski, będący kimś w rodzaju historyka Holokaustu (o tym kim są historycy Holokaustu szczególnie na amerykańskich uczelniach wyższych, pisał kiedyś Richard C. Lukas, mówiąc że w USA historycy dzielą się na historyków II Wojny Światowej i historyków Holokaustu, jedni starają się opierać swoje badania na faktach i szukają źródeł z których czerpią swoje informacje, inni zaś szukają potwierdzenia już istniejących zasad i twierdzeń, czyli szukają źródeł "pod tezę", a jeśli takowych nie ma, to należy je stworzyć. I tym właśnie m.in. zajmuje się prof. Jan Grabowski. Jeśli zaś tezą jest, że trzeba mówić o tym, że Polacy mordowali Żydów w czasie Holokaustu, albo że współpracowali z Niemcami w mordowaniu Żydów - bo taka narracja na razie panuje, ale już coraz bardziej przechodzi się w narrację że to Polacy sami mordowali Żydów, natomiast Niemcy się przypatrywali, biernie patrzyli jak ta "wschodnia dzicz" morduje - to wówczas trzeba zrobić wszystko żeby taką tezę uprawomocnić, a żeby to uczynić to można nawet zmieniać fakty, zastępować je kłamstwami,mitami, wyrwanymi z kontekstu słowami które zupełnie odwracają znaczenie danych wydarzeń. 


JAN GRABOWSKI



Pięknie wyjaśnił to dr. Piotr Gontarczyk, który od lat śledzi "naukową" działalność Grabowskiego, Engelking i Grossa. Podczas niedawnego wywiadu stwierdził iż: "On (Grabowski) zabiera głos jako historyk, badacz Holocaustu. Problem o uzasadnienie jego uczestnictwa w debacie publicznej, to kwestia jego prac naukowych. Dla mnie jego publikacje są kompletnie niewiarygodne. Dopuszcza on się tam takich rzeczy, które się filozofom nie śniły. Gdybym u studentów znalazł takie rzeczy, jakie robi pan Grabowski ze źródłami, to niestety skończyłoby się natychmiastowym "wylotem" ze studiów. To są rzeczy w nauce niedopuszczalne: skracanie cytatów w sposób całkowicie zmieniający ich treść; są cytaty, które pan Grabowski skleja z różnych źródeł; są cytaty, które w publikacjach pana Grabowskiego mają charakter zmieniony na taką wersję historii, jaka mu się podoba. Żebym znalazł jeden, dwa, trzy takie przypadki. Niestety ta kolekcja to są dziesiątki, gdzie nawet w cytatach są pozmieniane pojedyncze poszczególne słowa. Oczywiście to wszystko w jedną stronę, niekorzystnie dla Polaków. Pan Grabowski nie jest wiarygodnym naukowcem. W swoich publikacjach robi rzeczy, które nigdy nie powinny się w nauce zdarzyć". W innym zaś w wywiadzie przyznaje: "Publikacje prof. Grabowskiego nie kwalifikują go do udziału w poważnej debacie. (...) Publikacje Jana Grabowskiego z ostatnich lat, które prześledziłem, nie mieszczą się w żadnych ramach poważnego piśmiennictwa naukowego. Dysponuję pokaźną kolekcją cytatów jego prac, które mają inną treść niż w oryginale. Są one zniekształcane, przeredagowywane, zamieniane są w nich pojedyncze, acz kluczowe słowa, jeszcze inne są "docinane nożyczkami" tak, że mają zupełnie inną treść i sens niż w oryginale. To są rzeczy w nauce kompletnie niedopuszczalne. Publikacje tego autora nie kwalifikują go do udziału w żadnej poważnej debacie. Przywiązywanie jakiejkolwiek wagi do wygłaszanych przez niego opinii i sądów jest po prostu nieuzasadnione i niecelowe. Intencji tego rodzaju działań mogę się tylko domyślać, ponieważ te zmiany poczynione w źródłach przez samego Grabowskiego oraz prezentowaną przez niego tzw. nową polską szkołę badań Holokaustu (Barbara Engelking et consortes) idą w jednoznacznym kierunku. Z jednej strony systematycznie znikają ze źródeł informacje niekorzystne dla Żydów, a z drugiej strony, i to wydaje się tu najważniejsze, wszystko jest tu "poprawiane" w źródłach tak, że wychodzi skrajnie negatywny fałszywy obraz postaw Polaków. Dosłownie tysiące żydowskich ofiar zamordowanych przez Niemców są tu "przepisywane" (lub z nich czyni się współwinnymi ich śmierci bez żadnych merytorycznych postaw) na Polaków. Tu widać prostą zasadę: im gorzej się Polaków opisze, tym lepiej. To jest bardzo wyraźne celowe działanie. Nie można się pomylić kilkaset razy tylko w jedną stronę. (...) Jedną z ostatnich książek pan Jan Grabowski poświęcił tematyce tzw. policji granatowej. Ta książka jest już sumą galopującego systemu przekręcania i fałszywego relacjonowania źródeł historycznych a nawet własnych, poprzednich publikacji. To zupełnie ekstremalny przypadek, jaki analizowałem. Książka ta została wydana przez pana Jana Grabowskiego jako stypendystę niemieckiej fundacji. Zwracam uwagę na to, że publikacje Grabowskiego, wydawane pod jego redakcją, w sposób nieuprawniony, jak już wspomniałem, przepisują winę za liczne zbrodnie dokonane przez Niemców na konto Polaków. Zachodzi tu pytanie, czy Niemiecki Instytut Historyczny działał w ramach nauki i działań otwartego społeczeństwa czy jest to jednak promocja karykaturalnej, zupełnie nieprawdziwej wizji historii przez niemieckie instytucje w Polsce. To jest pytanie do tejże instytucji".

Cóż tutaj dodać sprawa jest jasna i nad wyraz czytelna. Zarówno Niemcom jak i członkom społeczności żydowskiej, którzy myślą że coś ugrają na antypolonizmie (i przypisywaniu Polakom zbrodni na Żydach, podczas gdy z naszego kraju pochodzi najwięcej ludzi ratujących Żydów w czasie niemieckiej okupacji i jest to jedyny kraj - tak, JEDYNY KRAJ, gdzie realnie za pomoc Żydom groziła kara śmierci i to dla całej rodziny, nie tylko dlatego kto go ukrywał, a czasem nawet i dla całej wsi) jest ze sobą po drodze. Zresztą Grabowski, Engelking czy Gross (i im podobni na uniwersytetach w USA czy w Europie Zachodniej, tak zwani "historycy Holokaustu"), to często ludzie o mentalności rasistowskiej, czego dowodem jest choćby przykład Barbary Engelking, która kilka lat temu stwierdziła podczas jednego z wywiadów, że śmierć Polaka to była "kwestia biologiczna, śmierć jak śmierć", coś naturalnego, normalnego (prawie jak bydło - choć tego nie dodała), ale śmierć Żyda to coś niezwykłego, to spotkanie z najwyższym, to wzniosła chwilą itd. jeśli to nie jest rasizm w czystej postaci, to cóż nim jeszcze może być?


BARBARA ENGELKING



Zatem do pewnego stopnia rozumiem Grzegorza Brauna, który wziął udział w tym spędzie nienawistników, ludzi często wręcz genetycznie nienawidzących Polaków, iż mogły puścić mu hamulce i się po prostu zdenerwował, czyniąc to co uczynił. Ale Grzegorz Braun to jednocześnie człowiek bardzo spokojny, dosyć inteligentny i jeśli czyni takie eventy (pamiętam jak odwiedzał Ministerstwo Zdrowia w czasie pandemii i celowo nie zakrywał twarzy maseczką -  notabene ja również tak czyniłem, ale to nie znaczy że jesteśmy tutaj z Grzegorzem Braunem w jakiejś komitywie ideologicznej) to czyni to zapewne w jakimś celu, A cel jest raczej jasny -  dobrze mu się żyje jako posłowi i chciałby przedłużyć swoją karierę poselską w Sejmie, a ponieważ zbliżają się wybory na jesieni tego roku, to takie akcje zapewnią mu zwolenników i pozwolą ponownie zdobyć mandat, i to według mnie jest głównym powodem owego show które uczynił Braun w Niemieckim Instytucie Historycznym w Warszawie podczas tak zwanego wykładu tak zwanego profesora Jana Grabowskiego.





A TUTAJ DŁUŻSZY FRAGMENT TEGO INCYDENTU 




środa, 3 listopada 2021

KONCEPCJE MITTELEUROPY - Cz. I

JAK ONE WYGLĄDAŁY W TEORII

I JAK PRÓBOWANO 

(I NADAL PRÓBUJE SIĘ)

REALIZOWAĆ JE W PRAKTYCE?

 



 
 Zamierzałem dziś pisać o czymś zupełnie innym, ale zaintrygowała mnie niedawna wypowiedź byłego już (na szczęście) Rzecznika Praw Obywatelskich - Adama Bodnara, który na spotkaniu w Getyndze, na którym odebrał nagrodę Dialogpreis, przyznawaną przez Federalny Związek Towarzystw Polsko-Niemieckich, raczył wypowiedzieć takie oto słowa: "Polska kultura prawna i przemiany po 1989 r. zostały zainspirowane i były wspierane przez niemiecką myśl prawniczą. Na tym opierało się konstruowanie w Polsce nowoczesnego państwa prawa, mechanizmów ochrony praw człowieka i demokracji. Na tym opieraliśmy naszą integrację europejską. Ale to powoduje - po stronie mentora - także szczególną odpowiedzialność. Jak w przypowieści z "Małego Księcia". Jeśli oswoi się zwierzątko, to nie można go później porzucić" i dalej: "Aktualny kryzys w Polsce już teraz oznacza wiele złego dla Polaków, sędziów, prokuratorów, działaczy społecznych. Ale on może stać się także zarzewiem kryzysu egzystencjalnego dla Unii Europejskiej. Właśnie ze względu na tragiczne doświadczenia historyczne, właśnie na Niemcach i na Republice Federalnej Niemiec spoczywa szczególna odpowiedzialność za przyszłość Unii Europejskiej - całej Europy, w tym państw na wschód od dawnej Żelaznej Kurtyny". Ja oczywiście rozumiem aluzje do tego, że Polska po 1989 r. została "ukształtowana" na nowo przez Niemcy, jako: "kraj taniej siły roboczej" - o czym wspominał niedawno niemiecki ekonomista - Reinhard Petzold (oto link do artykułu na ten temat: "Zbudowaliśmy Polskę jako kraj taniej siły roboczej"), ale, nie pojmuję ile można mieć w sobie niechęci, czy wręcz nienawiści do Narodu Polskiego, aby płaszczyć się przed tymi, od których (w takiej lub innej formie) jesteś zależny - tego nie rozumiem. Przecież za komuny wielu Polaków wysługiwało się Moskwie dla władzy i pozycji, ale i tak ogromna większość z nich nie wchodziła Sowietom do tyłka, a i często krytykowała "porządki", panujące w Kraju Rad. Wcześniej było podobnie - magnaci i szlachta, którzy brali pieniądze od obcych dworów, by na sejmach forsować plany zgodne z linią polityczną swoich mocodawców, wcale nie byli ślepo zapatrzeni ani w Prusy, ani w Austrię, ani tym bardziej w Rosję (choć do carycy Katarzyny II odwoływano się, jako do obrończyni "wolności szlacheckich" w Polsce). A teraz mamy przypadki takiego skundlenia, bo przecież Adam Bodnar to nie jedyna osoba publiczna, która w sposób wręcz upokarzający wchodzi Niemcom w tyłek.

Kilkanaście lat temu przeczytałem (zdaje się na łamach "Polityki") tekst prawdopodobnie Ireneusza Krzemińskiego (choć dziś już nie mam pewności czy on był jego autorem), który zatytułowany został następująco: "Mijają wieki mijają lata, a Polak ma za Odrą brata" i odnosił się do braterstwa, jakie zapanowało po upadku komunizmu między Polakami a Niemcami. Już wtedy wydało mi się to mocno naciągane (jak przysłowiowa plandeka na Żuka) i jakoś tak mocno podejrzane. A potem przyszły jasne deklaracje panów: Radosława Sikorskiego - który jako minister spraw zagranicznych w rządzie Donalda Tuska, wygłosił 28 listopada 2011 r. w Berlinie swoisty hołd poddańczy wobec Niemiec, twierdząc że: "...z racji rozmiarów i historii Waszego kraju, ponosicie specjalną odpowiedzialność, aby chronić pokój i demokrację na naszym kontynencie. Jak mądrze stwierdził Jurgen Habermas, "Jeśli projekt europejski upadnie, pojawi się pytanie jak wiele trzeba będzie czasu, aby odzyskać status quo. Przypomnijmy sobie rewolucję niemiecką z 1848 r.: po jej klęsce potrzeba było stu lat, aby doprowadzić do tego samego poziomu demokracji". Co, jako minister spraw zagranicznych Polski, uważam za największe zagrożenie dla bezpieczeństwa i dobrobytu Europy dziś, w dniu 28 listopada 2011 roku? Nie jest to terroryzm, nie są to Talibowie, i już na pewno nie są to niemieckie czołgi. Nie są to nawet rosyjskie rakiety, którymi groził Prezydent Miedwiediew, mówiąc, że rozmieści je na granicy Unii Europejskiej. Największym zagrożeniem dla bezpieczeństwa i dobrobytu Polski byłby upadek strefy euro. I domagam się od Niemiec tego, abyście - dla dobra Waszego i naszego - pomogli tej strefie euro przetrwać i prosperować. Dobrze wiecie, że nikt inny nie jest w stanie tego zrobić. Zapewne jestem pierwszym w historii ministrem spraw zagranicznych Polski, który to powie: Mniej zaczynam się obawiać niemieckiej potęgi niż niemieckiej bezczynności. Niemcy stały się niezbędnym narodem Europy. Nie możecie sobie pozwolić na porażkę przywództwa". Zaś niedawno, gdy były podnoszone (jak zwykle w dość nieudolny sposób) kwestie odszkodowania, jakie Niemcy winni są Polsce za II Wojnę Światową, za zniszczenia, obozy, za deportacje ludności, za odbieranie i germanizację polskich dzieci, a przede wszystkim za masowe zbrodnie i śmierć milionów ludzkich istnień (Hitler chciał stworzyć tysiącletnią III Rzeszę, a ja jestem przekonany, że - poczynając od dziś, aby nie doprowadzić do całkowitej katastrofy niemieckiego budżetu - lekko licząc przez kolejne tysiąc lat Niemcy nie byliby w stanie spłacić swoich win wobec Polski), to wówczas pan Sikorski stwierdził również, że: "Niemcy stracili na naszą rzecz 20 proc. swego przedwojennego terytorium". Argument zupełnie niepasujący do kontekstu i nielogiczny.




Po pierwsze - to Niemcy (i Sowieci) rozpętali II Wojnę Światową, przy całkowitej uległości wielu innych państw Europy i Świata, zaś Polska jako pierwsza stanęła na drodze postępu totalitarnego zamordyzmu nazistów i komunistów. Po drugie - Niemcy tę wojnę przegrały; gdyby jednak ją wygrały, nie tylko nasze granice wyglądałyby dziś inaczej, ale żadnej Polski (i kilku innych krajów - głównie Europy Wschodniej) już by nie było; zresztą nie tylko krajów, ale i ich narodów - które zostałyby fizycznie eksterminowane przez "europejską" i "cywilizowaną" niemiecką "Rasę Panów". Po trzecie - Polska sama straciła znacznie większe tereny na Wschodzie, kosztem ZSRS i krajów, które powstały na gruzach "sowieckiego imperium", a ziemie zachodnie miały być (według Stalina) zrekompensowaniem tych strat. Natomiast, co się tyczy zniszczeń i zbrodni, jakie Niemcy popełnili w Polsce na Polakach i Żydach, sprawiedliwości nigdy nie stało się zadość - NIGDY, aż do dziś. Zresztą ziemie, które Niemcy stracili po II Wojnie Światowej, to tak naprawdę były ziemie polskie, które Niemcy podbili i  konsekwentnie przez wieki germanizowali, więc ich odzyskanie, to był zwykły powrót do Macierzy (same Niemcy tak naprawdę należałoby cofnąć jeszcze bardziej na Zachód - za Łabę, gdyż tamte tereny również należały do Słowian, którzy zostali przez to "cywilizowane" germańskie plemię po prostu wymordowani - to samo Hitler i jego banda chcieli uczynić po wojnie z Polakami, Rosjanami, Ukraińcami, Białorusinami i kilkoma innymi narodami, których po części zamieniono by w niewolników pracujących na rozległych latyfundiach nowej, nazistowskiej elity, oraz w gospodarstwach niemieckich chłopów; po części próbowano by zgermanizować; a po części po prostu by wymordowano w obozach zagłady i w ten sposób zbudowano by nową, "niemiecką Europę" - w morzu krwi i cierpienia, ładny akt założycielski - prawda? 😔).



CYKLICZNA ŚWIĄTECZNA AKCJA "PACZKA DLA RODAKA NA KRESACH"
DLA POLAKÓW ŻYJĄCYCH (CZĘSTO W BIEDZIE) NA DAWNYCH ZIEMIACH RZECZPOSPOLITEJ, KTÓRE TO DZIEŁEM BANDYTÓW SPOD ZNAKU SWASTYKI ORAZ SIERPA I MŁOTA, ZOSTAŁY ODERWANE OD MACIERZY





"DO DZIŚ DNIA JA CZEKAM TEJ POLSKI I JEJ NIE MA"




Ale Radosław Sikorski to nie jedyny taki "podległościowiec", któremu marzy się współcześnie powrót do koncepcji niemieckiej Mitteleuropy i w ogóle niemieckiej Europy. Kolejnym jest jeszcze choćby prezydent Warszawy - Rafał Czajkoski Trzaskowski, który przed wyborami prezydenckimi w 2020 r. stwierdził, że: "Mamy gigantomanię Premiera Mateusza Morawieckiego, który proponuje lotnisko w szczerym polu. W Berlinie udało się po latach i będziemy mieli lotnisko, które... no trudno będzie z nim konkurować". Innymi słowy - po co nam polskie lotnisko (Centralny Port Komunikacyjny - mający być największym tego typu portem lotniczym w całej Europie Środkowo-Wschodniej, łącznie z Niemcami. Notabene prace nie zostały jeszcze rozpoczęte i nie wiadomo jak to dokładnie będzie jeszcze wyglądało - oraz czemu może taki port dodatkowo służyć, bo na ten temat powstało też kilka ciekawych teorii spiskowych - ale sama koncepcja jest jednak bardzo interesująca), skoro w Niemczech, w Berlinie budowane jest podobne? Dla mnie wypowiedzi tych panów można podsumować następująco: mentalność kolonialnego niewolnika, który wykształcony w szkołach swego pana, uważa się teraz za lepszego od pozostałych swych rodaków - zwanych tubylcami - i za przywilej służenia panu, jest gotów pluć na własny kraj bez zastanowienia się i bez końca. Brak słów, ale może społeczeństwo wreszcie przejrzy na oczy, jakie to "cywilizowane" towarzystwo nami zarządzało przez te wszystkie lata (przecież Adam Bodnar wprost porównał Polaków do zwierząt, nad którymi stoi niemiecki treser z batem w ręku i szkoli całe to "polskie bydło") i nareszcie odeśle te osoby do ich mocodawców, za Odrę, czy może za Bug - gdziekolwiek, byle z dala od naszego kraju.

Jednak idąc tropem mentalności volksdeutscher'ów, postanowiłem zająć się niemiecką koncepcją Mitteleuropy i wszystkimi jej wprowadzanymi w życie realiami (począwszy od Generalnego Gubernatorstwa z czasów I Wojny Światowej, poprzez Polskę stworzoną pod niemiecką kontrolą w akcie dwóch cesarzy - Wilhelma II i Franciszka Józefa I z 5 listopada 1916 r., której żywot był dość krótki i zakończył się wraz z kapitulacją Niemiec - 11 listopada 1918 r. i odradzaniem się niepodległej Polski; następnie Generalne Gubernatorstwo tworzone od 26 października 1939 r. na okupowanych przez Niemcy ziemiach Środkowej Polski - zachodnie ziemie zostały bowiem przyłączone do Rzeszy, a wschodnie do kraju "wszelkiej szczęśliwości" czyli do ZSRS. Jako ciekawostkę opowiem także o planach stworzenia na ziemiach polskich - szczególnie podczas I Wojny Światowej, lecz również i w czasie Drugiej - niemiecko-żydowskiego państwa, zwanego umownie "Judeopolonią" - ale to już tylko na marginesie. Na końcu przejdę wreszcie do tego, co nastąpiło po tzw.: "transformacji ustrojowej", czyli po umownym i całkowicie kontrolowanym "upadku komuny" i początkach naszej III Rzeczpospolitej Polski. Swoją drogą zastanawiające jest, że tyle sił - zarówno w przeszłości jak i obecnie - było i jest nam wrogich, a my wciąż żyjemy, wciąż trwamy na tym skrawku Środkowej Europy. Mało tego - ośmielamy się również myśleć o stworzeniu nowego "Imperium Intermare" - czyli centrum Idei Polskiej, promieniującej nie tylko na całą Europę, ale również na cały świat (jak bowiem brzmiały słowa błogosławionego przez Kościół ojca Bronisława Markiewicza, które wypowiedział on podczas wizji przyszłości, jaka została mu ukazana w 1863 r.: "Wy, Polacy, przez niniejszy ucisk oczyszczeni i miłością wspólną silni, nie tylko będziecie się wzajem wspomagali, nadto poniesiecie ratunek innym narodom i ludom, nawet wam niegdyś wrogim. I tym sposobem wprowadzicie dotąd niewidzialne braterstwo ludów, Bóg wyleje na was wielkie łaski i dary, wzbudzi między wami ludzi świętych i mądrych i wielkich mistrzów, którzy zajmą zaszczytne stanowiska na kuli ziemskiej. Języka waszego będą się uczyć w uczelniach na całym świecie". Nieznana zaś z imienia mistyczka z Podlasia w podobnej wizji przyszłości rzekła w 1932 r.: "Nie do Germanów, lecz do Słowian należy przyszłość Europy. Polska jest wezwana do wielkiej misji i dlatego powinna stać się wzorem dla innych narodów"). Cesarz Napoleon Wielki stwierdził niegdyś (do swego sekretarza Bourrienne'a) iż: "Bez niezawisłej Polski nigdy nie będzie trwałego pokoju w Europie", ale nie tylko - należy bowiem dodać, że Europa przyszłości (wolna Europa przyszłości, już bez ciągłego zagrożenia islamskiego i bez dyktatury antykulturowych marksistów) to bez wątpienia Europa "Ducha Idei Polskiej" - i skorzystają na tym wszyscy: Niemcy, Francuzi, Włosi, Szwedzi, Brytyjczycy i Rosjanie. Amen!

Zatem do dzieła, z nową serią tematyczną (już trzecią pod rząd, którą rozpoczynam od nowa):
 


STOP WSZELKIM TOTALITARYZMOM!







CDN.
  

sobota, 1 sierpnia 2020

WSPOMNIENIE!

HOŁD CHRYSTUSOWEMU MIASTU










 

Poznań to miasto jedynego zwycięskiego powstania w naszych dziejach, Kraków to prastary gród królewski, tętniący historią, Lwów "Zawsze Wierny" (Semper Fidelis), Wilno to "Miłe miasto, jedno z najpiękniejszych miast w świecie", Grodno to miasto-bohater z września 1939 r. który od dawna zasługuje na swój krzyż Virtuti Militari (i nie ma żadnego znaczenia że obecnie miasto to znajduje się w granicach Białorusi. Jest to bowiem gród Rzeczpospolitan i tak właśnie należy do tej sprawy podejść). Ale spośród tych wszystkich miast-symboli polskiej kultury, tradycji i historii, jedno szczególnie rzuca się w oczy. Jedno niezwykłe i wyjątkowe miasto w świecie, które nie ma sobie równego spośród wszystkich metropolii ziemskiego globu. To miasto zwie się - WARSZAWA. 63 dni walki mieszkańców polskiej stolicy z niemieckim okupantem, 63 dni nadziei i wiary w ostateczne zwycięstwo nad znienawidzonym wrogiem, który rozszarpał nam kraj w 1939 r. Ci wszyscy młodzi ludzie, którzy wówczas przystępowali do walki o swą wolność, o niepodległość swego kraju, o dziejową sprawiedliwość za niemieckie zbrodnie, gwałty i szykany - ci ludzie już stali się świętymi, a zniszczone doszczętnie przez Niemców miasto, bez wątpienia zasługuje na miano "Chrystusowego". Zniszczone bowiem doszczętnie, spalone do gołej ziemi, ludność wymordowana lub wysiedlona oto bilans niemieckiego zwycięstwa nad warszawskimi powstańcami, oto bilans zwycięstwa "bohaterskiego" Wehrmachtu nad chłopcami i dziewczętami, którzy chcieli jedynie na powrót poczuć się wolni. Miasto to, podobnie jak Chrystus zostało ukrzyżowane i umarło, a przynajmniej miało umrzeć na wieki. Jednak dzięki poświęceniu ocalałych mieszkańców, którzy po wojnie powrócili do tego "morza ruin", ponownie się odrodziło i ponownie jak Jezus Chrystus zmartwychwstało do nowego życia. Tamtej Warszawy już nie ma - spłonęła w ogniu niemieckich dział i miotaczy płomieni. Ale dzisiejsza Warszawa jest jej kontynuacją, jest odrodzoną, wyrwaną z objęć śmierci, zmartwychwstałą nową metropolią, której mieszkańcy (często będący Warszawiakami zaledwie od dwóch lub trzech pokoleń) pamiętają dziś tragedię tamtej Warszawy i ludzi wówczas w niej żyjących i walczących. I to jest właśnie powód do radości, to jest fundament, który daje ogromną nadzieję i powoduje że współczesnym kontynuatorom tradycji hitlerowskiego Wehrmachtu (podobnie jak i tamci lubujących się w jaskrawych barwach) nie uda się ponowne zgnębienie tego dumnego, wielkiego narodu, którego stolica - według słów szwedzkiego pisarza  Ture Nermana: "po wieczne czasy zdobyła honorowe miejsce w historii. Warszawa stanie się miastem świętym".




1 SIERPNIA 2020 r. 
 HASŁEM MARSZU POWSTANIA WARSZAWSKIEGO JEST:

"NIEMIECKIE ZBRODNIE 
NIE ROZLICZONE"






A OTO FRAGMENTÓW JEDNEGO FILMU O POWSTANIU WARSZAWSKIM, ZMONTOWANYM Z KILKU FILMÓW DOKUMENTALNYCH, ZREALIZOWANYCH PODCZAS TOCZĄCYCH SIĘ W STOLICY WALK
1 VIII - 2 X 1944 r.








RELACJA CNN O POWSTANIU WARSZAWSKIM z 2004 r.


 

 

GODZINA "W"
FILM O WYBUCHU POWSTANIA z 1979 r.






CZEŚĆ I CHWAŁA BOHATEROM!