Mali chłopcy zawsze chcą być żołnierzami,Indianami,
policjantami, strażakami albo prezydentami - rosną, starzeją się, bywają żołnierzami, Indianami, strażakami, policjantami, prezydentami. Miewają już swoje komże, psy i okręty - a jednak tak naprawdę chcą jedynie być kimś innym i zadręczają się tym do śmierci.
Nieszczęśliwy kto nie jest takim małym chłopcem, dorosłym małym chłopcem, który gdzieś w zakamarku duszy hołubi wielkie marzenie, tęsknotę za czymś innym, odległym, lepszym...
Dzisiaj dosłownie parę słów odnośnie zbliżających się 18 maja wyborów prezydenckich. Przyznam się szczerze że czekam tego dnia, aby ostatecznie przekonać się na ile mądrość naszego Narodu przetrwała przez te wszystkie potransformacyjne i wszelkie inne zmiany. Ciekawe ile jest Polaka w Polaku? Zadaję sobie to pytanie nie bez przyczyny, gdyż to co obecnie dzieje się w naszym kraju (totalny rozkład aparatu państwowego i próba rozmontowanie również więzów narodowych, a co za tym idzie także społecznych i rodzinnych - bo do tego wszystko zmierza). Poza tym "nasz" tak zwany premier wyjątkowo umiejętnie potrafi stawać na baczność i kłaniać się przed Niemcami. Nie wiem jak Was, ale mnie osobiście to upokarza i dlatego zadaję to pytanie: "Ile w nas jest Polaka?"
Za niecały miesiąc wybory prezydenckie które zdecydują tak naprawdę o naszej przyszłości, gdyż będą to wybory o to, czy Polska w ogóle ma istnieć, a nie wybory czy podoba mi się Nawrocki, Trzaskowski, Jakubiak, Mentzen, Biejat czy ktokolwiek inny. Tu już walka toczy się o sprawy fundamentalne o nasze być albo nie być, i o to czy będziemy żyli w kraju bezpiecznym, silnym, stabilnym gospodarczo, czy też staniemy się landem europejskim, nową generalną gubernią, w której w Warszawie, Wrocławiu, Poznaniu, Łodzi i Gdańsku będzie tak samo jak w Paryżu, Londynie, Berlinie czy Mediolanie - brud smród i ubóstwo na ulicach, a wokół ludzie z Trzeciego Świata.
Niektórzy regionalni prezydenci miast straszą już swoich obywateli że nieprzyjęcie migrantów (a raczej brak zgody na budowę "Centrum Integracji" - cokolwiek by to miało oznaczać, bo wiadomo że z integracją nie ma to nic wspólnego, gdyż tylko idiota może sądzić, że wpuszczając setki tysięcy obcych kulturowo ludzi nie znających języka, kultury kraju do którego zmierzają, ani nie będących w jakikolwiek sposób chętnymi do pracy, że oni się zasymilują z lokalną ludnością. Naprawdę albo trzeba być kompletnym debilem żeby tak sądzić, albo człowiekiem, który z premedytacją i na zimno realizuje pewien plan) że będzie się to wiązało z wstrzymaniem unijnych dotacji. To się pytam - czego!? Od kiedy to Unia Europejska ma swoje pieniądze? Przecież to inne kraje zrzucają się na to brukselskie pasożytnictwo, które może sobie dzięki temu roić o neo komunistycznej Europie bez państw narodowych i w społeczeństwach wzajemnie wymiksowanych, niezdolnych do podjęcia jakiegokolwiek buntu przeciwko owym panom.
Polska praktycznie już jest płatnikiem netto, czyli wpłaca do unijnego budżetu więcej niż z niego wyjmuje, ale jeżeli miałbym stawiać na szali bezpieczeństwo mojej kobiety, czy ewentualnie dzieci (których co prawda "jeszcze" nie posiadam) to mówię otwarcie: nie chcemy żadnych "pieniędzy brukselskich", a jednocześnie sami przestaniemy wpłacać do tego komuszego grajdołka i zobaczymy kogo to bardziej zaboli (po wypowiedzeniu ets-ów, zielonego ładu, niebieskiego ładu i oczywiście paktu migracyjnego), a jednocześnie nasi najbliżsi będą bezpieczni, a nasz kraj, nasza piękna Polska nie zostanie zamieniona w chlew, tak jak większość krajów Europy Zachodniej.
Nigdy nie byłem, nie będę ,nie jestem nawet w tym momencie w którym to piszę - rasistą, moje poglądy są dalekie od jakiegokolwiek uznawania wielkości jednej czy drugiej rasy, ale powiedzmy sobie otwarcie - murzyni są rasą niezwykle agresywną, to po pierwsze; po drugie, rasą która praktycznie nie wytworzyła żadnej cywilizacji (z drobnymi wyjątkami, które jednak były zapożyczeniami z zewnątrz). Natomiast cały rozwój cywilizacyjny naszej Planety odbywał się głównie dzięki rasie białej (kaukaskiej jak kto woli) i rasie azjatyckiej (chińskiej, japońskiej, koreańskiej). To jest smutna prawda, ale tak właśnie jest i nie zmieni tego ani propaganda, ani narzucone nam kalki, które sugerują że "murzyni tworzyli Cywilizację Europejską". Boże kochany, uwierzą w to tylko idioci, albo przerobieni na niewolników ludzie pozbawieni własnych korzeni. To już prędzej uwierzyłbym że taką cywilizację w Europie stworzyli Azjaci.
I właśnie takich ludzi trzeciego świata próbuję się nam tutaj implementować. Problem właśnie polega na tym, że nie mamy polskiego rządu, mamy rząd mianowańców brukselskich i (choć zabrzmi to wyjątkowo mocno) kundli niemieckich. Nie dziwmy się zatem że będziemy broczyć w tej brei, póki ten rząd nie przestanie istnieć. I dlatego tutaj nie chodzi o to czy podoba mi się ten czy tamten kandydat. Chodzi o to, czy my dalej będziemy mogli żyć w naszym kraju i tylko o to chodzi - to jest kluczowa sprawa. Dzisiaj bowiem jak patrzę na Wielką Brytanię i co się zrobiło z tym krajem to mam wręcz przekonanie graniczące z pewnością że to będzie pierwszy w Europie islamski kraj już wkrótce zaraz potem dołączy Francja i Niemcy. A tubylcy? No cóż, albo się dostosują i będą płacić dżizję za to, żeby w ogóle istnieć, albo przejdą na islam, albo... 🔪
MAPA MECZETÓW W EUROPIE
(Zielony - aktywne meczety
Czerwony - porzucone meczety
Biały - brak meczetów)
Zastanówmy się nad tym, bo jest jeszcze czas żeby pewne rzeczy poukładać i zmienić
FILIP II AUGUST - CZŁOWIEK KTÓRY "ODZYSKAŁ" FRANCJĘ
Był 21 sierpnia 1165 r gdy w Pałacu królewskim na Ile de La Cité w Paryżu, małżonka króla Ludwika VII Adelajda z Szampanii leżała na łożu połogowym. Przed 27 lat panowania tego króla nie narodził się żaden następca tronu (we Francji panowało bowiem prawo salickie mówiące o tym, że tron dziedziczyć mogą tylko potomkowie płci męskiej). Król miał już co prawda cztery córki (Marię, Alix, Małgorzatę i Alys) i prawdę powiedziawszy był tym faktem przerażony. Teraz istniała wreszcie nadzieja, że narodzi się długo oczekiwany następca tronu. Przed Pałacem na wyspie Cité gromadził się tłum poddanych, ciekawych informacji o narodzinach królewskiego potomka "szlachetniejszej płci" (jak mawiano o synach). Król bezpośrednio nieobecny podczas samego porodu, przypatrywał się jednak wszystkiemu przez dziurkę od klucza dobrze zaryglowanych drzwi gdy okazało się że wreszcie narodził się chłopiec, Ludwik VII nie posiadał się ze szczęścia. Wkrótce też informację o szczęśliwych narodzinach ogłoszono całemu miastu, które rozbłysło aureolą pochodni i dźwiękami klarnetów oraz dzwonów kościelnych. Tak Paryż radował się ze swego dziedzica, przyszłego króla. Pewien angielski student przebywający wówczas w Paryżu, obudził się na dźwięk owej powszechnej radości mieszkańców i widząc płonące pochodnie oraz iluminację świateł, myślał że miasto płonie. Ujrzał też dwie kobiety ze świecami w dłoniach które spieszyły pod pałac, zapytał je o powód tego całego zamieszania, na co one odparły: "Bóg dał nam tej nocy królewskiego dziedzica, z ręki którego twój król dozna hańby i nieszczęścia". Tak narodził się Philip le Dieu-donné (Filip posłany z Nieba), lepiej znany jako Filip August lub też po prostu Filip Rozczochrany (jako że rzadko dbał o własną fryzurę).
Rzeczywiście w tym czasie Królestwo Francji nie było tym, czym mogło się wydawać. Realnie domena królewska (czyli bezpośrednie władztwo króla Francji - władzy centralnej) ograniczało się do ziem wokół samego Paryża, Orleanu, Bourges i niewielkich terenów wokół Compiègne, cała zaś reszta "Francji" należała do królewskich wasali, a realnie mniej lub bardziej niezależnych książąt. Ludwik VII był synem i następcą Ludwika VI Grubego (to właśnie za jego panowania rozpoczyna się francuska komedia "Goście, Goście" z Jean Reno i Christian Clavier). Według opłata Saint-Denis - Sugera (który tworzył w czasach Ludwika Grubego), na panowanie tego króla złożyły się trzy elementy: element niemiecki, element rzymski i element chrześcijański z których powoli tworzyła się Francja. Król ten większość swego panowania (1108-1137) poświęcił walce ze swoimi wasalami, starając się zmusić ich do uległości, a także odebrać im ich domeny. Pod koniec zaś życia ów król-wojownik był już tak tęgi, że nie był w stanie wsiąść na konia. Twierdził też że wiedzę nabył wraz z doświadczeniem, a jednocześnie utracił siły witalne, które posiadał w młodości i rozpaczał mówiąc: "Jakże żałosny jest nasz stan, nigdy nie mieć wiedzy i siły jednocześnie". Pod koniec swego życia jednak Ludwik Gruby odniósł sukces polityczny, a mianowicie młoda dziedziczka ogromnych ziem Akwitanii, Poitou, Saintogne, Gaskonii i kraju Basków - Eleonora, miała zostać żoną jego syna Ludwika, a co za tym idzie ziemie te mogły zostać włączone do Królestwa. Ślub odbył się pod koniec lipca 1137 r. a 8 sierpnia książę Ludwik został koronowany w Poitiers na króla Akwitanii. W drodze powrotnej do Paryża dowiedział się, że 1 sierpnia zmarł jego ojciec, a on w ten sposób został również królem Francji. Rządy nowego władcy był nieco inne od jego ojca, który był raczej człowiekiem dążącym do zjednoczenia ziem Królestwa Francji i raczej niezbyt przywiązującym wagę do kwestii religijnych (w tym również do krucjat, które w tamtym czasie były popularne chrześcijańskiej Europie). Jego syn, Ludwik VII wziął zaś udział w drugiej (nieudanej) wyprawie krzyżowej w latach 1147-1149, w którą wplątał się trochę przypadkiem.
Mianowicie w roku 1142 22-letni wówczas Ludwik VII wdał się w konflikt z papieżem Innocentym II na temat wyboru arcybiskupa Bourges. Król i papież mieli bowiem swoich kandydatów na obsadę to tego stanowiska i żaden z nich nie zamierzał z tego zrezygnować. Papież powiadał: "Król jest jeszcze dzieckiem, musi się uczyć i nie wolno mu nabywać złych nawyków". Natomiast Ludwik twierdził: "Nigdy póki żyję Piotr de la Chatre (kandydat papieża) nie wjedzie do miasta Bourges". Kapituła miasta Bourges wybrała jednak Piotra na to stanowisko, a poparł go również hrabia Szampanii - Teobald II, choć Bourges nie leżało w granicach jego domeny. "Zajmij się swoimi sprawami! Twoje posiadłości są wystarczająco duże, abyś się nimi zajął, a mnie pozwól rządzić mini własnymi, tak, jak mam na to ochotę" - napisał Ludwik w liście do Teobalda. Ten jednak nie przestał wspierać Piotra de la Chatre, co doprowadziło do wybuchu wojny francusko-szampańskiej (1142-1144). Papież również nałożył na króla Ludwika ekskomunikę - oficjalnie z powodu masakry w mieście Vitry, w którego kościele schroniła się spora część mieszkańców i który w wyniku walk został spalony wraz z chroniącymi się tam ludźmi (prawie 1500 osób). Wywołało to powszechne oburzenie na postępowanie króla Ludwika. Św. Bernard, opat Clairvaux - czołowy autorytet kościelny tamtej epoki, oficjalnie wsparł hrabiego Teobalda. Król Ludwik wycofał się więc z Szampanii, uznał Piotra de La Chatre za arcybiskupa Bourges i odprawił pokutę, ale to było za mało. Tak więc na Boże Narodzenie 1145 r. ogłosił chęć udziału w wyprawie krzyżowej do Ziemi Świętej. Powodem tej decyzji był upadek hrabstwa Edessy, które to w roku 1144 zostało zdobyte przez Turków Seldżuckich. Miasto Edessa już w roku 1094 zostało wyzwolone z muzułmańskich rąk przez Ormian (zresztą w mieście tym zawsze było więcej chrześcijan niż muzułmanów). A gdy w roku 1097 pod Edessę przybył wydzielony oddział krzyżowców prowadzony przez Baldwina z Boulogne, mieszkańcy byli niezwykle tym faktem uradowani. Jak pisał Fulcher z Chartres: "Kiedy przyjeżdżaliśmy przez wioski Ormian, było zadziwiające widzieć ich, jak biegli do nas z krzyżami i chorągwiami, całując pokornie z miłości do Boga nasze stopy i szaty, ponieważ słyszeli, że będziemy ich bronić przed Turkami". Miastem władał wówczas ormiański król Toros, który był już w podeszłym wieku i nie miał dzieci. Baldwin więc (w kilka miesięcy później) przekonał Torosa, aby to właśnie jemu zostawił władzę nad miastem po swej śmierci. Tak też się stało, a niespełna dwa tygodnie później po ceremonii adopcji Baldwina przez Torosa, ten drugi zginął w trakcie zamieszek w mieście (prawdopodobnie sprowokowanych przez Baldwina), gdy próbował uciekać przez okno ze swego pałacu wpadł w ręce rozgniewanego ludu, który rozszarpał go na kawałki. W ten sposób Baldwin przejął władzę nad miastem i założył hrabstwo Edessy (1098 r.) którym aż do jego upadku w roku 1144 władał ród Courtenay. Baldwin poślubił ormiańską księżniczką, a skarbiec Torosa użył na opłacanie się muzułmańskim władcom, aby nie atakowali jego włości, ale niewiele to pomogło jego następcom, w grudniu 1144 r miasto padło z rąk Turków z emiratu Aleppo, a frankijskie hrabstwo przestało istnieć.
Święty Bernard Clairvaux głosił więc potrzebę zorganizowania kolejnej wyprawy krzyżowej przeciw niewiernym do Ziemi Świętej, jako że upadek Edessy spowodował w szeregach muzułmanów potrzebę zrodzenia z nowego dżihadu i wyzwolenia wszystkich ziem, które wcześniej opanowali chrześcijanie na Bliskim Wschodzie. Król Ludwik VII - klęcząc przed Bernardem na zebraniu możnych i biskupów w Bourges (grudzień 1145 r.) - przyjął z jego ręki krzyż, symbol nowej krucjaty, podobnie uczyniła królowa Eleonora Akwitańska. Bernard głosił że nie godzi si,ę aby puszczać płazem gwałty poczynione przez muzułmanów nie tylko w Edessie (gdzie większość mieszkańców została wymordowana), ale we wszystkich królestwach, powstałych w Ziemi Świętej, dlatego też krzyczał: "Biada temu, którego miecz nie zabarwi się kolorem krwi!", a reszta zgromadzonych w Bourges odpowiadała: "Bóg tego chce, Bóg tego chce!". Wyprawa francusko-niemiecka (bo udział w niej wziął również król rzymski - Konrad III z rodu Staufów) ruszyła w maju 1147 r. W przeciwieństwie do pierwszej wyprawy krzyżowej która szła oddzielnie (rycerstwo z różnych ziem Europy szło swoimi trasami), ta szła wspólnie (chociaż Francuzi postępowali za Niemcami mniej więcej w odstępie kilku tygodni) na trasie przemarszu idącej przez Austrię i Węgry. W wyprawie tej wzięła również udział królowa Eleonora wraz ze swymi damami, które ubrała w zbroję. Żadna z nich jednak nie zamierzała zrezygnować z wygodnego życia Podczas tej kampanii i każda była niesiona w lektyce lub też jechała na wozach, w otoczeniu wielu swych służących. W ogóle większość z tych kobiet które wzięły udział w drugiej wyprawie krzyżowej, traktowała ją jako niesamowitą przygodę, jako wycieczkę, a wręcz safari, które urozmaici ich nudne dworskie życie. W Konstantynopolu (do którego dotarli 4 października) po powitaniu przez cesarza Manuela I Komnena i jego świeżo poślubioną małżonkę Irenę (wcześniej Bertę z Sulzbach), para królewska Ludwik i Eleonora zostali ulokowani w letnim pałacu Filopation, usytuowanym niedaleko pałacu Blacherny. Krzyżowcy byli pod wielkim wrażeniem Konstantynopola, a także Kościoła Mądrości Bożej - symbolu tego miasta. Poza tym w trakcie uczt Bizantyjczycy zaszczycili ich różnymi potrawami, które wcześniej były nieznane przez Franków, jak karczochy, kawior i wiele innych warzyw. Królowa Eleonora była zaś pod wielkim wrażeniem widelców o dwóch ząbkach, które wkrótce potem wprowadziła na dwór królewski (wcześniej bowiem jedzono potrawy głównie rękoma, ewentualnie małymi nożami). Franków jednak bardzo odpychała taka wschodnia uniżoność. Żaden poddany cesarza bizantyjskiego (choćby nie wiem jaką pełnił funkcję), nie miał prawa w jego obecności usiąść do stołu bez jego pozwolenia, co na Zachodzie było uważane za naturalne, a królowie nie mieli aż takiej władzy, aby mogli swym lennikom i wasalom narzucać kiedy mogą usiąść do stołu, a kiedy nie. Poza tym odpychał ich język, który był tak uniżony, że sam Ludwik robił się czerwony na twarzy, gdy zwracano się do niego w słowach całkowitego poddaństwa które na Wschodzie, w Bizancjum było naturalną praktyką dworu i rządu.
Te kilkanaście dni jakie para królewska spędziła w Konstantynopolu, były szczęśliwą oazą spokoju i wytchnienia po trudach krucjatowej wędrówki. Ludwik brał udział wraz z cesarzem Manuelem w polowaniach w lasach otaczających Filopation. Król i królowa oklaskiwali zwycięskich woźniców na hipodromie - mogącym pomieścić 35 000 widzów, gdzie do wyścigu stawali przedstawiciele dwóch frakcji zielonej i błękitnej, ubrani w takowe tuniki. Eleonora wraz z swym królewskim małżonkiem podziwiali także obelisk przywieziony z Egiptu, a liczący sobie prawie 20 stuleci. Oglądali posąg karmiącej Romulusa i Remusa wilczycy, a także sławne konie z brązu, przywiezione z Aleksandrii (które to po roku 1204 zostaną zabrane z Konstantynopola i przewiezione do Wenecji, od tej pory zaś staną się symbolem tego miasta i chodź na krótko, w roku 1797 Napoleon Bonaparte zabierze je do Francji, to po Jego upadku wrócą z powrotem do Wenecji). Ludwika niepokoiły jednak informacje jakie otrzymywał, że cesarz Manuel pragnie porozumieć się z sułtanem Ikonium Masudem i odprawić zachodnie rycerstwo ze swych ziem. Przykład Niemców (których w Konstantynopolu nazywano "wieprzami gerazeńskimi" i o których mawiano że są brudni, demoniczni i dzicy oraz że mają niszczycielskie zamiary) był dla Ludwika niezwykle symboliczny. Zresztą Niemcy w czasie swego pobytu w Konstantynopolu zrobili bardzo złe wrażenie na ludności miasta. Dochodziło do częstych konfliktów pomiędzy nimi a ludnością Konstantynopola (w których to uczestniczyła również cesarska gwardia wareska). Sam pałac Filopation (w którym wcześniej ulokowany był król Konrad i możni niemieccy), został przez nich kompletnie zniszczony, tak, że nim przybyła do Konstantynopola francuska para królewska, należało ten pałac generalnie odmalować i odnowić (a Niemcy wyszli z Konstantynopola niecały miesiąc przed przybyciem króla Ludwika i jego małżonki). Manuel nie miał żadnego interesu w tym, aby wyprawa krzyżowa (szczególnie ta niemiecka) zakończyła się fiaskiem (w końcu żona Konrada Gertruda, była siostrą jego małżonki Ireny/Berty). Ale po tym co urządzali niemieccy rycerze najpierw w Konstantynopolu (i w pałacu Filopation), a potem w dzielnicy Fanar po drugiej stronie Złotego Rogu, doprowadziło do tego, że cesarz Manuel zażądał od Konrada odszkodowania za zniszczenia i gwałty poczynione przez jego rycerzy. Konrad początkowo uznał straty za niewielkie i odmówił zapłaty, a potem (gdy Manuel naciskał) zagroził, że w przyszłym roku przywiedzie jeszcze więcej rycerstwa (wiódł ze sobą ok. 50 000 rycerzy, giermków i osób cywilnych uczestniczących w wyprawie) i wówczas zdobędzie Konstantynopol. Ostatecznie we wrześniu 1147 r. Ostatecznie Manuel zaproponował Konradowi, aby kierując się do Ziemi Świętej szli przez jego tereny, wzdłuż Morza Egejskiego, wówczas nie napotkają niebezpieczeństwa i bezpiecznie dotrą do celu. Konrad uznał jednakże znacznie szybciej będzie przejść wzdłuż Anatolii i tak też uczynił. Wymarsz z Nikei nastąpił 15 października 1147 r. W tym czasie król Ludwik był już wraz z małżonką w Konstantynopolu.
Przewodnik jakiego dał Konradowi i rycerstwu niemieckiemu cesarz Manuel - Stefan, dowódca gwardii Wareskiej, radził im aby szli przez tereny bizantyjskie i aby odesłano do domu cywilnych pielgrzymów, gdyż będą spowalniać wojsko i utrudniać jego manewry. Cesarz Manuel dostarczył im też znaczne ilości jedzenia, ale wojsko Konrada nie robiło żadnych zapasów, jedzono na bieżąco - co doprowadziło do szybkiego opustoszenia taborów (potem Niemcy oskarżyli Bizantyjczyków, że ci fałszowali ilość dostarczanej mąki i... dosypywali tam kredę). Największym problemem był jednak brak wody. Nie pomyślano O tak podstawowej rzeczy jak zaopatrzenie wojska w żywność i wodę gdy armia dotarła do Doryleum (gdzie 50 lat wcześniej w czasie pierwszej wyprawy krzyżowej rycerstwo zachodnie odniosło wspaniałe zwycięstwo nad Sułtanatem Ikonium) 25 października 1147 r. uderzyła na nich szybka, lekka jazda seldżucka. Zaskoczenie było totalne, a poza tym rycerze byli spragnieni i nieprzygotowani do walki - doszło do masakry. Poległa większa część żołnierzy Konrada, a on sam ratował się ucieczką do Nikei. Natomiast w zdobytym niemieckim obozie Turcy seldżuccy zdobyli takie łupy, że potem handlowano nimi na bazarach w wielu muzułmańskich krajach, nawet w Persji. Natomiast król Ludwik (który wówczas wciąż przebywał w Konstantynopolu), dowiedziawszy się o klęsce pod Doryleum, obawiał się że było to spowodowane dywersją cesarza Manuela i jego próbami porozumienia się z muzułmanami i zastanawiał się czy warto dalej ufać Bizantyjczykom oraz kontynuować tę wyprawę.
CZYLI JAK WŁADCY MUCHOMORZA DOTARLI DO NOWEGO ŚWIATA
HALFDAN JASNOWŁOSY
Cz. XII
ZŁOTA BRAMA I PAŁAC KALIFA W BAGDADZIE
(Obraz wygenerowany przez sztuczną inteligencję)
Po objęciu władzy nad kalifatem przez Haruna ar-Raszida we wrześniu 786 r. (170 roku ery muzułmańskiej) spodziewana stabilizacja wewnętrzna Imperium Abbasydów jednak nie nastąpiła. Złożyło się na to oczywiście wiele nierozwiązanych spraw z poprzednich dekad, jednak rządy młodego, zaledwie 20-letniego nowego kalifa zapowiadały się początkowo pomyślnie i bezproblemowo. Perski ród Barmakidów na którego czele stał Jahja ibn Chalid (w poprzedniej części błędnie napisałem iż był on mlecznym bratem Haruna, mój błąd, po prostu Barmakidzi mi się pomylili. Jahja nie był mlecznym bratem Haruna, lecz ojcem jego mlecznego brata - czyli al-Fadla. Tę pomyłkę już skorygowałem), rósł w siłę i potęgę. Mieli oni co najmniej dwa pałace we wschodnim Bagdadzie otoczone rozległymi ogrodami, z którego jeden (al-Dżafari) zostanie po upadku tego rodu pałacem kalifa. Bogactwo Barmakidów było też wręcz bajeczne i to do tego stopnia, że ponoć ofiarowane przez nich podarki (dla ich stronników i klientów) czyniły z tamtych ludzi zamożnych. Jahja miał dwóch synów, wspomnianego wyżej al-Fadla - mlecznego brata Haruna i młodszego Dżafara. Ale to właśnie ten drugi, Dżafar stał się najbliższym przyjacielem i druhem Haruna (doszło do tego, że jego ojciec Jahja miał nawet zabronić Dżafarowi spotykać się z kalifem, gdyż podejrzewał że oddają się oni stosunkom homoseksualnym). W każdym razie pozycja tego rodu przez siedemnaście pierwszych lat panowania Haruna była niepodważalna, a oni sami czasem zdobywali się nawet na nieposłuszeństwo wobec poleceń samego kalifa. Wszyscy namiestnicy prowincji i urzędnicy którzy coś chcieli uzyskać na dworze bagdadzkim, słali im kosztowne podarki. Wydawali się bowiem niezatapialni i wszechpotężni. Ale oczywiście i Barmakidzi mieli na dworze kalifa w Bagdadzie silną opozycję. Na jej czele stał hadżib (czyli szambelan dworu) Al-Fadl Ibn ar-Rabi - Arab, zdecydowany przeciwnik perskich wpływów zarówno na dworze kalifa, jak i w całym Imperium. Należy bowiem pamiętać, że o ile Imperium tworzone przez pierwszych kalifów po śmierci Mahometa, jak również przez dynastię Omajadów, to było Imperium Arabskie, o tyle nie sposób nazwać tak państwo Abbasydów, które iranizowało się na potęgę (oczywiście zachowując pewne pozory). Dwór kalifa przyjął całkowicie wzorce perskiej dynastii Sassanidów, a co za tym idzie wprowadzono zarówno obowiązek padania przed kalifem na twarz (co wcześniej było nie do pomyślenia dla każdego pobożnego Araba, który padał na twarz jedynie przed Allahem), jak również kalifa nie obowiązywał wymóg posiadania najwyżej czterech żon i na wzór perski tworzyli sobie prawdziwe haremy, pełne kobiet sprowadzanych z najróżniejszych zakątków Imperium. I o ile Imperium Abbasydów można nazwać nie arabskim, ale muzułmańskim Imperium, o tyle dwór kalifa był bardzo daleko od tego określenia. kalif i jego świta żyli bowiem wytwornie, w całkowitym odcięciu od reszty społeczeństwa muzułmańskiego, dlatego też przywódcy szyitów z rodu Alego, którzy żyli w zgodzie z pierwotnym wzorcem Mahometa i Abu Bakra, byli tak niebezpieczni dla rządzącej Dynastii Abbasydów.
Ale spokoju nie było. Jeszcze w tymże 786 r. zaraz po objęciu władzy przez Haruna ar-Raszida, Bizantyjczycy zdobyli i zburzyli dwie arabskie twierdze: Al-Hadas i Zibatra. Harum snow marzenia o zepchnięciu "Rumów" (czyli Rzymian, bo tak nazywano Bizantyjczyków) daleko na zachód, odbierając im całą Anatolię, a nawet (jeśli byłyby ku temu sprzyjające okoliczności) zdobyciu samego Konstantynopola (tym bardziej że panował tam młody Konstantyn VI którym sterowała jego ambitna matka, cesarzowa Irena). W roku 787 kalif przeprowadził reformę administracyjną regionów przygranicznych z Cesarstwem "Rumów" i wydzielił dwie (wojskowe) prowincje z Syrii Północnej i Mezopotamii, zasilając je szeregiem odbudowanych twierdz i nowym pasem umocnień. Powstały prowincje As-Sughur i Al-Awasim, było to preludium do planowanej na 788 r. inwazji na Anatolię. Zakończyła się ona co prawda zwycięską bitwą w górach Izauryjskich pod Podandus, ale Arabowie ograniczyli się jedynie do tradycyjnych spustoszeń okolicy i nie zamierzali ryzykować kampanii w głąb Azji Mniejszej. W roku 789 zmarła Chajzuran - matka Haruna która realnie wyniosła go do władzy. Przez te ostatnie trzy lata jego rządów była jakby drugą osobą w państwie a wezyr Jahja musiał codziennie składać przed nią raporty na temat najważniejszych spraw w Imperium. Po krótkim okresie żałoby Harun powrócił do swego hulaszczego trybu życia, bawiąc się na biesiadach ze swym druhem i najbliższym przyjacielem Dżafarem Barmakidą, który uchodził za arbitra elegancji. Kalif powierzył mu też wiele funkcji, był bowiem dowódcą osobistej straży Haruna, zarządzał pocztą i mennicą, a także sprawował nadzór nad manufakturami włókienniczymi rozsianymi po całym Imperium (jednocześnie dokonując inspekcji owych manufaktur, nabywał dla siebie posiadłości w różnych miastach). Był też opiekunem młodszego syna kalifa Abd Allaha al-Mamuna (opiekunem następcy tronu, księcia al-Amina był zaś a jego starszy brat al-Fadl).
Niestety jednak rozwój kulturalny i gospodarczy Imperium Abbasydów (swoją drogą Barmakidzi zostali również przedstawieni w opowieści "Tysiąca i jednej nocy") nie szedł wcale w parze z jednością polityczną, która zaczęła się rozpadać. Jako pierwsza od Imperium Abbasydów odpadła Hiszpania (Al-Andalus) jeszcze w 756 r. (czyli na co najmniej dekadę przed narodzinami Haruna). Odzyskał tam władzę dla swego wygnanego rodu Omajadów Abd ar-Rahman, który uczynił tę krainę kwitnącą i bogatą. W 788 r. niepodległość odzyskała Gruzja, wyłamując się z muzułmańskiego Imperium. Natomiast w roku następnym, w dalekim Maghrebie (dzisiejsze Maroko) swoją szyicką dynastię założył ocalały z pogromu w bitwie pod Fachch (z czerwca 786 r.) Idris Ibn Abd Allah Ibn Hasan - założyciel Dynastii Idrysydów ze stolicą w założonym przez siebie Fezie. Cały zachód rwał się więc jak domek z kart, tym bardziej że w prowincji Ifrikija (czyli dzisiejsza Tunezja i wschodnia Algieria) od 768 r nieoficjalnie ale realnie rządziła Dynastia Muhallabidów, która co prawda uznawała zwierzchnictwo Abbasydów, ale było ono jedynie symboliczne. Tak naprawdę przedindustrialne imperia miały wielki kłopot z utrzymaniem ciągłości swych granic i jedności politycznej. Tym bardziej gdy wiadomości z Maghrebu czy Al-Andalus do Bagdadu szły (w najlepszym razie) kilka tygodni. Nie dosyć na tym, bowiem Sistanem (dziś jest to rejon wschodniego Iranu i zachodniego Afganistanu) realnie władali Charydżyci, którzy nawet w latach 758-759 wzniecili tam powstanie, a po jego upadku i tak nieoficjalnie zarządzali prowincją (każdy nowy namiestnik musiał uzyskać ich akceptację aby nie paść ofiarą skrytobójcy). Charydżyci to była sekta religijna, która wyodrębniła się w 656 r. na kanwie sporu Alego z namiestnikiem Syrii Muawiją (założycielem dynastii Omajadów) którzy wyznawali pogląd że kalifem może zostać każdy sprawiedliwy i pobożny muzułmanin bez względu na pochodzenie (dzielili się oni też na szereg podgrup, i gdy jedni akcentowali odrębność Persów od Arabów, inni byli zdania że wszyscy muzułmanie są równi, a jeszcze inni podkreślali wyższość Arabów). Charydżyci byli wpływowi również w górnym Iraku. W Syrii też nie było spokojnie, gdzie konkurowały ze sobą dwa arabskie plemiona Jamenitów i Mudarytów, tak więc Imperium Haruna al-Raszida nie było stabilne.
W 792 r. w górzystym, nadkaspijskim Tabaristanie wybuchło kolejne powstanie szyitów. Główna linia szyitów wywodząca się bezpośrednio od Alego, żyła w Medynie i tam skupiała się głównie na kwestiach koranicznych. W tym czasie (od 765 r.) siódmym imamem szyickim był Musa al-Kazim, który co prawda uważał się za prawomocnego kalifa, ale jednocześnie stwierdzał że nie zamierza dochodzić swej władzy, a tym samym przelewać krwi muzułmanów. Jednak boczna linia rodu Alego często doprowadzała do najróżniejszych buntów i powstań, przeciw - czy to Omajadom czy teraz Abbasydom. Takim właśnie człowiekiem był Jahja Ibn Abd Allah al-Mahd, wywołując szyickie powstanie w Tabaristanie. Szyici szybko opanowali tę prowincję i jedynie góry Zagros oddzielały ich od Iraku i Bagdadu i dopiero wysłany tam w roku następnym (793) al-Fadl Barmakida, zdołał załagodzić ów konflikt i przekonać al-Mahda do zaprzestania buntu. Jego zaś młodszy brat Dżafar - cieszący się niesłabnącym poparciem kalifa (Jahja zapewne miał rację, podejrzewając tę dwójkę o jakieś homoseksualne stosunki, gdyż Dżafar pisał ponoć do Haruna listy - gdy tylko musiał opuścić stolicę - i w tych listach żalił się, iż nie może znieść rozstania ze swoim kalifem). W 792 r. Harun powierzył mu stanowisko zarządcy zachodnich prowincji Imperium, ale Dżafar (aby nie opuszczać Bagdadu i zapewne kalifa), mianował na owych ziemiach swoich pełnomocników, którzy mieli go o wszystkim informować listownie. Dodatkowo w 791 r. 20-letni Konstantyn VI, pragnąc udowodnić że jest prawdziwym władcą (bowiem w październiku 790 r. armia obaliła regencję Ireny i zmusiła ją do wyjazdu z Konstantynopola, przekazując pełnię władzy młodemu cesarzowi), zorganizował wyprawę wojenną na prowincję syryjskie, ale wyprawa ta była - ogólnie rzecz biorąc kompromitująca - wojsko praktycznie nie przekroczyło gór Taurus i szybko wycofano się do Anatolii. W roku następnym Arabowie przeprowadzili kontratak na bizantyjski temu Chaldia, ale cesarza nie było wówczas ani w Anatolii ani nawet w Konstantynopolu, był bowiem w Rumelii (czyli na Bałkanach), gdzie podjął się wyprawy przeciwko Bułgarom. Wyprawa ta jednak zakończyła się katastrofą w bitwie pod Markellai (lato 792 r.). Chan bułgarski Kardam rozbił tam praktycznie całą armię bizantyjską, a młody cesarz musiał ratować się ucieczką. Wiadomość o tej klęsce, jak również ucieczce władcy, wywołała przygnębiające wrażenie w całym kraju. Okazało się bowiem że Konstantyn VI jest co najmniej nieudolny, a poza tym daleko mu do jego dziada Konstantyna V czy pradziada Leona III, a nawet do ojca (który panował zaledwie pięć lat) Leona IV, którzy z powodzeniem wielokrotnie rozbijali Arabów i Bułgarów (notabene jeszcze w styczniu 792 r. Konstantyn przywrócił regencję swojej matce, ponownie zapraszając ją do stolicy. Stracił tym poparcie wspierających go dotąd kręgów dworskich, niechętnych Irenie i jej ikonofilskiej polityce).
Walki toczyły się na granicach, bunty trwały wewnątrz Imperium. Państwo politycznej jedności z czasów pierwszych kalifów i tych z rodu Omajadów, na zachodzie (a także i na wschodzie) coraz bardziej się sypało. Mimo to gospodarka tego państwa rozkwitała, a kultura stawiała swoje pierwsze kroki (ale jakże intensywne kroki) znamionując złoty wiek Abbasydów. Harun ar-Raszid stał się też pierwowzorem owego kalifa, który w opowieściach Szeherezady miał każdą kobietę ze swego haremu która nie zdołała go rozśmieszyć, skazywać na śmierć. Szeherezada zaś zaciekawiła władcę swymi opowieściami i tak właśnie powstały opowieści "Tysiąca i jednej nocy". O Dżinie z lampy którą on znalazł Aladyn, o Alibabie i czterdziestu rozbójnikach i o wielu innych opowieściach (których niestety już nie pamiętam 🥴). Dwór abbasydzki był pierwowzorem dworu Sassanidów, a tym samym panowała tam zupełnie inna atmosfera, niż w domu zwykłego muzułmanina. Jak już wyżej wspomniałem, kalif praktycznie nie przestrzegał wielu zakazów Koranu (liczny harem, dużo alkoholu który lał się strumieniami na biesiadach - chociaż ponoć Harun nie pijał alkoholu - a także sztywna etykieta wymuszająca na poddanych wręcz boskie uwielbienie władcy). Z władcy przykład brali jego dworzanie, urządzając w swych własnych pałacach (budowanych na kształt pałacu kalifa, wraz z ogrodami), swoje małe, prywatne dwory. Ludziom z kręgu szyitów (także charydżytów) nie mogło się to podobać i stąd liczne bunty. Nie podobało się to również arabskiemu stronnictwu dworskiemu, na którego czele stał wspomniany wyżej al-Fadl Ibn ar-Rabi, ale dominująca pozycja wezyra Jahji (ojca) i Dżafara (syna) w otoczeniu kalifa była nie do przełamania. Taki stan rzeczy jednak nie miał trwać wiecznie (nic zresztą nie trwa wiecznie I na wszystko trzeba być gotowym) a upadek rodu Barkidów który nadejdzie, będzie dlań bardzo bolesny. Na razie jednak Dżafar jako arbiter elegancji i mistrz stołu w czasie biesiad organizowanych przez kalifa, nie miał sobie równych i cieszył się całkowitym poparciem władcy. Starał się też jak najmniej opuszczać Bagdad, aby zbyt długo nie pozostawiać Haruna w otoczeniu innych, być może niechętnych mu osób. I tak to się kręciło.
CZYLI JAK WŁADCY MUCHOMORZA DOTARLI DO NOWEGO ŚWIATA
HALFDAN JASNOWŁOSY
Cz. XI
Nim Harun ar-Rachid został kalifem Imperium Abbasydów, musiał wcześniej zmierzyć się ze swym starszym bratem Abu Muhammadem Musą al-Hadim, z którym jak się wydaje konfrontacji nie pragnął. Ojciec obu braci Abu Abd Allah Muhammad al-Mahdi (trzeci kalif Dynastii Abbassydów), także objął władzę wbrew wcześniej ustalonym regułom, gdyż pierwszy kalif tej dynastii Abu al-Abbas al-Saffach (750-754) sprecyzował jasne następstwo tronu po swej śmierci, i miał go objąć najpierw jego brat Abu Dżafar al-Manzur (754-775), a po nim kalifem zostać miał Isa Ibn Musa (bratanek owych kalifów). Jednak al-Manzur zmienił te zasady. Jeszcze w 762 r ów kalif żegnając Ibn Musę - wyruszającego z wojskiem przeciw zbuntowanym szyitom prowadzonym przez Muhammada Ibn Abd Allaha - rzekł do niego (mówiąc o następstwie władzy): "Niepokoi mnie to, kto z was obydwu zostanie zabity jako drugi". Ostateczni już dwa lata później (w 764 r.) al-Manzur zmienił zasady następstwa tronu, powierzając pierwszeństwo swemu synowi al-Mahdiemu, a dopiero w drugiej kolejności Ibn Musie. Musa został zmuszony do zaakceptowania tej zmiany, a w ramach rekompensaty wypłacono mu 20 000 dirhamów (w przeliczeniu na dzisiejszą walutę, wyszłoby mniej więcej jakieś 500 000 zł). Jednak nigdy się z tym nie pogodził i wciąż powoływał się na prawo następstwa al-Saffacha. Doprowadziło to również do rozłamu wśród muzułmanów, gdyż jedni twierdzili że wola kalifa (al-Saffacha) jest niepodważalna, inni zaś uważali że posłuszeństwo należy się kalifowi tylko za jego życia, natomiast po śmierci decyduje już kolejny kalif (w tym przypadku al-Manzur) i ten miał prawo zmienić decyzję swego brata. Upór Musy spowodował konflikt z kalifem, a ten pozbawił go namiestnictwa Al-Kufy, który to urząd pełnił Musa od piętnastu lat (765 r.). Gdy konflikt się zaostrzył, kalif pozbawił Musę również przywilejów związanych z przynależnością do rodziny panującej. Do wojny jednak nie doszło. Musa ostatecznie pogodził się z nowym rozdaniem i złożył hołd al-Mahdiemu (775 r.), pod warunkiem wszakże, że po jego śmierci to on obejmie kalifat. Ale al-Mahdi nie dotrzymał danego przez siebie słowa i już w kilka miesięcy później (776 r.) ogłosił następcą swego syna al-Hadiego. Musa ponownie został wystrychnięty na dudka, ale nie wszczął buntu. Wyjechał do swej potężnej twierdzy (położonej 150 km na południowy-zachód od Bagdadu) Al-Uchajdir - której potężne mury po dziś dzień budzą ciekawość historyków i archeologów (jej budowę rozpoczęto w 778 r.). W tym pałacu-twierdzy Musa pozostał aż do śmierci (ok. 783/84 r.).
Prawie dekada rządów al-Mahdiego (październik 775 - sierpień 785) upłynęła pod wpływem jego niezwykle ambitnej małżonki - Chajzuran, która szybko odsunęła w cień pierwszą żonę al-Mahdiego (a jednocześnie córkę pierwszego kalifa al-Saffacha) Raytę. Chajzuran nie spodobała się jednak deklaracja męża, iż swym następcą ogłasza najstarszego z synów al-Hadiego. Co prawda była ona również jego matką, ale najwidoczniej preferowała drugiego syna - Haruna ar-Raszida (który jest bohaterem tej części serii). Już w kilka miesięcy później (777 r.) przekonała małżonka, aby to właśnie ar-Raszida wyznaczył swym następcą, i tak też się stało. Urażony al-Hadi opuścił Bagdad i wyjechał do perskiej prowincji Dżurdżan, gdzie zajął się tłumieniem lokalnego buntu. Ale al-Mahdi miał wyrzuty sumienia iż skrzywdził swego pierworodnego syna pozbawiając go pierwszeństwa w objęciu władzy nad kalifatem. Latem 785 r. pragnąc naprawić swe relacje z al-Hadim, kalif wyruszył do Dżurdżanu, nie przeczuwając że jest to już podróż w jedną stronę. Nie wiadomo co też al-Mahdi obiecał al-Hadiemu, być może zapowiedział że zmieni swoją decyzję ale nie ma co do tego żadnej pewności. W każdym razie 4 sierpnia 785 r. (22 muharrama 169 r. według kalendarza muzułmańskiego), podczas polowania w miejscowości Masabadan (a właściwie w czasie pościgu za uciekającą gazelą), kalif spadł z konia i złamał sobie kręgosłup. Śmierć była natychmiastowa, choć przyszła w młodym wieku (kalif miał zaledwie 40 lat). W tej sytuacji 21-letni Al-Hadi ogłoszony został w Dżurdżanie nowym kalifem (Harun ar-Raszid w tym czasie przebywał w Bagdadzie, czyli był najbliżej władzy i mógł ją po prostu wziąć). Ar-Raszid nie zdecydował się jednak rzucić wyzwania bratu, zdając sobie doskonale sprawę że gdyby do tego doszło, niechybnie doprowadziłoby to do wojny domowej. Ustąpił więc i uznał przewodnictwo swego starszego brata. Ten jednak nie docenił wielkoduszności brata i próbował się go pozbyć na wszelkie możliwe sposoby. Najpierw uderzył w najbliższych przyjaciół ar-Raszida i na pierwszy ogień poszedł Jahja Ibn Chalid - mleczny brat Haruna - al-Fadla, a jednocześnie członek niezwykle wpływowego na bagdadzkim dworze, perskiego rodu Barmakidów i wnuk założyciela tego rodu - Chalida bin Barmaka). Został on wtrącony do lochu i oskarżony o spiskowanie przeciwko nowej władzy. Wkrótce z otoczenia Haruna zaczęli znikać kolejni jego towarzysze, wszyscy trafili do więzień i nad wszystkimi ciążył teraz wyrok śmierci.
Taki wyrok został wydany, a pierwszym straconym miał być właśnie Jahja (Harun miał zaś przymusowo obserwować egzekucję). Do tego jednak nie doszło, gdyż wcześniej kalif Al-Hadi... zmarł (14/15 września 786 r. / czyli 16 rabi 170 roku kalendarza islamskiego). Al-Hadi ponoć miał obsesję na punkcie swego brata i podejrzewał go, iż ten knuje przeciwko niemu w celu pozbawienia go władzy. Nie ufał też matce - Chajzuran i planował nawet jej otrucie. Nie zdążył, wydaje się bowiem że to matka pierwsza otruła swego syna (uczyniła to zapewne aby ratować Haruna, którego życie było nieustannie zagrożone). Al-Hadi bowiem zmarł w Isabadzie (nieopodal Bagdadu), po czterech dniach silnych bóli żołądka. Pomimo krótkich, 13-miesięcznych rządów Al-Hadiego, w tym czasie doszło do dwóch ważnych zdarzeń. Na polecenie kalifa Majuf Ibn Jahja al-Hudżari dokonał ataku na bizantyjskie posiadłości w Azji Mniejszej, wcierając się głęboko na ziemie Anatolii (w tym czasie w Konstantynopolu panował 15-letni Konstantyn VI, który był pod całkowitą kontrolą swej matki Ireny, sprawującej wówczas regencję. Jego pradziad Leon III Izauryjczyk i dziad Konstantyn V wielokrotnie bijali Arabów, rozszerzając swoje posiadłości znacznie na wschód od gór Taurus. Konstantyn VI był jednak zbyt młody, a do tego niezbyt nadawał się do przewodzenia armii, która w tamtym czasie zajmowała się głównie sporami teologicznymi. Wprowadzamy od 726 r. - z pełną mocą od 730 - oficjalny zakaz kultu świętych obrazów, napotkał najwięcej zwolenników właśnie w szeregach armii bizantyjskiej i gdy 31 lipca 786 r. cesarzowa Irena zwołała sobór do Konstantynopola - który miał ostatecznie obalić wprowadzony 60 lat wcześniej zakaz kultu świętych obrazów - gwardia cesarska wdarła się do Kościoła św. Apostołów gdzie odbywał się sobór i z obnażonymi mieczami rozpędziła zgromadzonych tam biskupów. Po tym wydarzeniu Irena wysłała większą część wojska stacjonującego w Konstantynopolu na Wschód, aby tam ochraniali granicę państwa przed atakami Arabów i nie przeszkadzali w planowanych przez nią zmianach. Nowy sobór został zwołany 24 września i trwał do 13 października 787 r. Wówczas zgodnie z wolą Ireny ostatecznie zlikwidowano zakaz kultu świętych obrazów, jednocześnie wyrzeczono się wszelkiej zemsty na zwolennikach niszczenia ikon, twierdząc iż większość z nich "urodziło się, wzrosło i wychowało w tej herezji", dlatego też wystarczy że jej się wyrzekną i i nie będą za nic prześladowani).
FROSSO KARYDI
JAKO CESARZOWA IRENA ATEŃSKA
(STAMBUŁ - 1936 r.)
W czerwcu 786 r. wybuchł w Medynie bunt szyitów pod wodzą potomka Alego - Husajna Ibn Ali Hasana. Bunt ów był spowodowany prześladowaniami i nadmiernym wyzyskiem szyitów, prowadzonym przez namiestnika Medyny - Umara Ibn Abd Aziza. Szyici szybko opanowali Mekkę i Medynę, a Husajn sądził, że te dwa święte muzułmańskie miasta dadzą mu poparcie wśród muzułmanów i dzięki temu obali Dynastię Abbasydów, przywracając do władzy ród Alego (który przecież - według samych szyitów - miał od początku prowadzić prawowiernych). Pomylił się jednak w swych założeniach bardzo i gdy już 11 czerwca doszło do starcia pod Fachch, naprzeciw niedoświadczonym i słabo uzbrojonym szyitom stanęła armia kalifatu - wynik można było od razu przewidzieć. Doszło tam do rzezi szyitów (sam Husajn poległ w bitwie). Z pogromu tego wyszedł jedynie niejaki Idris Ibn Abd Allah Ibn Hasan, który po wielu przygodach dotrze do Maroka i tam w 788 r. założy miasto Fez, zapoczątkowując jednocześnie Dynastię Idrysydów (notabene jego tułaczka jest bardzo podobna do tej, którą 30 lat wcześniej odbył Abd ar-Rahman - ostatni przedstawiciel Dynastii Omajadów, który po pięciu latach tułaczki dotarł w 755 r. do Hiszpanii - czyli do Al-Andalus). Jeszcze za panowania Al-Hadiego w roku 786 sławny Mukanna (o którym wspomniałem jedynie we wcześniej) ostatecznie zakończył swe życie wraz z kilkoma swoimi zwolennikami i towarzyszami. Ponieważ wcześniej obiecałem że dokończę jego historię, tak więc niech się stanie. Mukanna (czyli "Zawoalowany") nosił imię Haszim bin Hakim i pochodził z okolic Marwu w Chorezmie. Brał udział w ruchu Abu Muslima ("ubranych na czarno" - czyli symbolu rządów Abbasydów - takich facetów w czerni 🤭) wszechwładnego namiestnika Chorasanu i rzeczywistego twórcy wyniesienia Abbasydów do władzy. Ponieważ jednak po zwycięstwie w bitwie nad Zabem w 750 r. i przejęciu władzy z rąk Omajadów, Abbasydzi konsekwentnie likwidowali wszystkich tych, dzięki którym zawdzięczali swoją władzą - taki sam los spotkał również Abu Muslima, który został zaproszony przez kalifa al-Manzura do al-Kadisiji i tam uduszony (zapewne jedwabnym szalikiem) w lutym 755 r. Po upadku Abu Muslima Mukanna (jeszcze wówczas tak się nie nazywał), porzucił Abbasydów i zaczął głosić potrzebę sprawiedliwości społecznej, występując przeciwko nadużyciom władzy. W pewnym momencie odleciał już zupełnie i zaczął twierdzić że sam jest Bogiem i ten kto w niego wierzy, zostanie zbawiony, reszta zaś ludzkości trafi w czeluści piekielne.
UBRANI NA CZARNO
(WOJOWNICY ABBASYDÓW)
Mukanna przybierając ten oto przydomek, zaczął więc głosić że to on był Adamem, Noem, Abrahamem, Mojżeszem, Jezusem, Mahometem i... Abu Muslimem (chodź przecież byli sobie współcześni, a Mukanna służył w armii Abu Muslima). Abbasydzkie władze początkowo traktowały Mukannę jako niegroźnego szaleńca, ale z czasem zmieniły o nim zdanie, gdy okazało się że potrafi wokół siebie gromadzić niezadowoloną ludność Chorasanu, a ten region był szczególnie buntowniczy (w końcu upadek rodu Omajadów wyszedł właśnie stamtąd). Nowy namiestnik Chorasanu - Humajd Ibn Kutaba (769-776) postanowił go aresztować - jako powód podając szerzenie herezji mazdakidów. O ruchu Mazdaka pisałem niedawno. Był to ruch, który można nazwać pro-tokomunistycznym, zapowiadający powszechną równość wszystkich ludzi, oraz wspólną własność. Nie uznawali oni małżeństwa, gdyż uważali że wszystkie kobiety powinny należeć do wszystkich mężczyzn. Mazdak został zgładzony jeszcze w 528 r. na polecenie swego dotychczasowego protektora, szacha Persji Kawada I, ale prześladowania ruchu mazdakidów zaczęły się dopiero za panowania jego syna i następcy Chosroesa I. W każdym razie Ibn Kutaba zarzucił Mukannie głoszenie herezji mazdakickiej (zapewne nie było to aż tak przesadzone, tym bardziej że Mukanna głosił najróżniejsze hasła które można by nazwać pro-tokomunistycznymi). Aresztował go więc i zamierzał odesłać do Bagdadu ("Miasta Zbawienia") aby tam go osądzono. Mukannie udało się jednak wydostać z lochu (zapewne pomógł mu jakiś jego wyznawca) i uciec (ok. 775 r.). Mukanna znalazł schronienie wśród biednych ludzi w Chorasanie, i tam w domu pewnego Araba opracował podstawę ideologii ruchu "ubranych na biało", który miał stanąć w kontrze do "ubranych na czarno" - czyli oficjalnej ideologii Abbasydów. Gdy więc Ibn Kutaba dowiedział się że iż Mukanna zamierza przedostać się na północ, do Sogdiany, rozstawił konne patrole które w dzień i w nocy miały pilnować rzeki Amu-Darii i schwytać uciekiniera gdy tylko nadarzy się okazja. Ten jednak (dzięki pomocy okolicznych mieszkańców), przeprawił się nocą przez Amu-Darię i dotarł do Sogdiany (776 r.). Tam zaś ruch Mukanny rósł z miesiąca na miesiąc, a raczej z tygodnia na tydzień. Przyłączali się doń nie tylko mieszkańcy wsi, ale również miast, jak choćby Buchary czy Samarkandy. Tak więc ruch "ubranych na biało" zaczynał rosnąć w siłę, stanowiąc realne zagrożenie dla Abbasydów. Mukanna zdobywał nowych zwolenników, głosząc potrzebę sprawiedliwości społecznej i wyrzeczenie się majętności, jednocześnie głosząc że to on jest żywym Bogiem i każdy kto w niego wierzy dostąpi zbawienia.
UBRANI NA BIAŁO
(RUCH MUKANNY)
Ponieważ namiestnik Chorasanu Ibn Kutaba nie radził sobie z tym ruchem, kalif al-Mahdi usunął go z urzędu i na jego miejsce powołał Abu Ajuna, który zdołał wyprzeć zwolenników Mukanny z Narszachu, wkrótce potem zajął Samarkandę (777 r.). Z początkiem 778 r. zwolennicy Mukanny oblegli załogę kalifatu w Samarkandzie i choć z odsieczą pośpieszył tam kolejny namiestnik Chorasanu - Musa Ibn Muslim, to jednak jego wyprawa zakończyła się porażką, a "ubrani na biało" odzyskali Samarkandę z początkiem 779 r. Jednak w kolejnych latach ataki kalifatu były podejmowane cyklicznie i nieustannie. Wielcy właściciele ziemscy, kupcy a nawet chłopi wsparli w tej walce kalifa, natomiast wśród zwolenników Mukanny byli najbiedniejsi oraz wyznawcy dawnej perskiej religii zorastryzmu (sam Mukanna twierdził, że nie jest muzułmaninem i nie zamierza przyjmować islamu). Gdy Arabowie spacyfikowali Bucharę, poddał im się brat Mukanny - Kabzama, który przeszedł na stronę kalifatu ze swoim 3-tysięcznym oddziałem jazdy i przyjął islam (785 r.). Podobnie postąpił najzdolniejszy dowódca w obozie Mukanny - Sardżama, który mając do wyboru walkę do śmierci, albo poddanie się i przyjęcie islamu - wybrał to drugie. To przypieczętowało los Mukanny i ruchu "ubranych na biało", gdyż od tej chwili nie mogli oni już liczyć na żadne wsparcie. Ostatecznie więc sam prorok (czy też bóg, jak sam o sobie mówił), zaproponował towarzyszom aby wspólnie zażyli truciznę, popełniając samobójstwo w ostatniej twierdzy która była w ich posiadaniu (786 r.). Wcześniej jednak polecił aby jego ciało zostało spalone, tak aby nie pozostał po nim żaden ślad i jednocześnie jego zwolennicy nadal wierzyli że przetrwał i w każdej chwili może powrócić. Spalenie ciała nie było zbyt popularne w religii zoroastryjskiej (nie mówiąc już o pogrzebaniu ciała w ziemi) w której ciała zmarłych wystawiano na żer dzikich zwierząt i ptaków. Jednak Mukanna uważał, że aby jego ruch przetrwał, tak właśnie musi postąpić. Nie wiadomo czy to się do końca udało. Arabowie potem twierdzili, że znaleziono ciało Mukanny w piecu, jeszcze przed spaleniem i zdążono odrąbać mu głowę i wysłać do Bagdadu jako trofeum dla kalifa Al-Hadiego. Tak skończył człowiek, który twierdził że jest bogiem i że jest nieśmiertelny. I że był wszystkimi wcześniejszymi prorokami oraz mesjaszami w dziejach świata. (🥴). Co ciekawe jego zwolennicy przetrwali w rejonie Kaszu aż do XII wieku, co też świadczy o sile legendy, Mukanny i tego, że głosił swym wyznawcom iż zmartwychwstanie i powróci na gniadym koniu aby przejąć świat i go odnowić (zresztą jak patrzę na niektórych ludzi i to, jak łatwo można nimi manipulować, to dochodzę do wniosku że takich proroków w dziejach świata było wielu i będzie jeszcze całe mnóstwo).
Tak oto we wrześniu 786 r. (już po zdławieniu ruchu "ubranych na biało"), władzę nad kalifatem (po śmierci swego brata Al-Hadiego) przejął młody, bowiem zaledwie 20-letni nowy kalif Harun ar-Raszid. Zaczynała się teraz nowa epoka, która przetrwała w opowieściach tysiąca i jednej nocy. Ogromną władzę zyskała również matka Haruna - Chajzuran, która realnie (aż do swej śmierci w 789 r.) była nieformalnym współwładcą. Najbliższy przyjaciel (a w zasadzie nieformalny brat) nowego kalifa - Jahja, miał obowiązek składać jej codziennie sprawozdania z urzędowych czynności. Sam Jahja zaś został mianowany wezyrem i przez kolejne 17 lat (do 803 r.) posiadał prawie nieograniczone kompetencje władzy (legenda twierdzi, że Harun ar-Raszid osobiście wręczył Jahji swoją pieczęć, powierzając mu sprawowanie władzy w swoim imieniu, czym jednocześnie dał przykład nieprawdopodobnemu wręcz zaufaniu do swego mlecznego brata. Zresztą te 17 pierwszych lat panowania ar-Raszida nazywane jest otwarcie "rządami rodu Barmaka". Relacje tych dwóch osób można porównać do tych, jakie miał sułtan Imperium Osmańskiego Sulejman Wspaniały ze swym druhem i przyjacielem z młodości Ibrahimem Paszą. Wyniesienie i ogromna władza Jahji, a potem gwałtowny upadek jego i jego rodu, porównywalny jest z upadkiem samego Ibrahima). Ale do tego jeszcze przejdziemy.
CZYLI JAK WŁADCY MUCHOMORZA DOTARLI DO NOWEGO ŚWIATA
HALFDAN JASNOWŁOSY
Cz. X
Gdy w normańskich królestwach Agderu, Vestfoldu, Vingulmarku i Ringerike władał Halfdan Jasnowłosy, na ziemiach Królestwa Franków toczyła się śmiertelna rywalizacja o następstwo tronu. Na zjeździe w Wormacji (829 r.) wydawało się że sukces odniosło stronnictwo cesarzowej Judyty, która świętując tam szóste urodziny swego syna Karola, wymogła na małżonku - Ludwiku I Pobożnym, aby ten nadał księciu Karolowi ziemię koronna w skład których wchodziły: Alemania, Alzacja, Recja i połowa Burgundii. Tym samym najmłodszy potomek cesarza Ludwika, był jednocześnie równy swym przyrodnim braciom - najstarszemu Lotarowi, Pepinowi i Ludwikowi. Dodatkowo również w Wormacji ojciec polecił Lotarowi, aby ten udał się do Italii i tam pozostał, co było jawnym policzkiem wymierzonym najstarszemu z synów i jednocześnie od 817 r. oficjalnemu współwładcy i następcy Ludwika Pobożnego. Lothar jednak posiada spore poparcie wśród możnych Cesarstwa, szczególnie hrabiego Orleanu Matfrida, hrabiego Tours Hugona, Hilduina z rodu Geroldów, Jonasza biskupa Orleanu oraz swego doradcę i przyjaciela opata Walę - który posiada równie mocne co inteligentne pióro. Stronnictwo Judyty zaś głównie składa się z jej osobistego doradcy (a od 829 r. również szambelana Cesarstwa) markiza Septymanii - Bernarda z Tuluzy, którego zbyt bliskie kontakty z cesarzową są okazją do plotek o ich prawdopodobnym romansie. Od 824 Bernard żonaty jest z dziedziczką wielkiego austrazyjskiego rodu Dhoudą, z którą jednak pożycie nie udaje mu się zbyt dobrze, gdyż oddala ją od siebie już kilka lat później. To wszystko razem wzięte stanowi wspaniałą pożywkę dla oskarżenia cesarzowej o cudzołóstwo, co automatycznie wykluczyłoby młodego księcia Karola z dziedzictwa tronu Franków.
Zjazd w Wormacji wydaje się być sukcesem cesarzowej i Bernarda, ale ich dobry nastrój nie trwa długo. Lotar bowiem w Pawii (dawnej stolicy Królestwa Longobardów podbitego przez Karola Wielkiego w roku 774, a obecnie głównego miasta frankijskiej prowincji Italii), a szczególnie w ulubionym przez siebie wiejskim pałacu w Corteolonie, przygotowuje już zarówno siły (zbierając wojska) jak i ideologiczną podstawę swego powrotu. Opat Walo przygotowuję dla Lotara pamflet, w którym oskarża cesarzową nie tylko o romans z Bernardem, ale również o czary i o usiłowanie morderstwa najstarszych synów cesarza Ludwika. Pisze też otwarcie, że pałac cesarski zamienił się w dom publiczny. Gdy w kwietniu 830 r. Ludwik Pobożny wyrusza na kampanię przeciwko Bretończykom, Lotar decyduje się otwarcie zawalczyć o swoją przyszłość. Przekracza Alpy (przy pomocy posiłków zebranych przez hrabiów Orleanu i Tours, a także swego brata Pepina z Akwitanii oraz Ludwika zwanego potem Niemcem) i rusza na Akwizgran nie napotykając po drodze żadnej przeszkody. Przerażona Judyta ucieka do klasztoru w Laon, Bernard zaś na południe, do Barcelony w Marchii Hiszpańskiej. Lotar unieważnia postanowienia zjazdu w Wormacji i sam ogłasza się "cesarzem w imieniu ojca". Zwolennicy Bernarda tracą stanowiska (jego brat Herbert zostaje oślepiony), Judyta i jej bracia mają pozostać w klasztorze już na stałe, a mały Karol zostaje oddany pod opiekę mnichów, aby ci również przygotowali go do życia klasztornego. Ludwik Pobożny, który teraz został postawiony przed faktem dokonanym i teoretycznie pozostawał na łasce swego syna, nie powiedział jeszcze ostatniego słowa. Mając poparcie duchowieństwa, zdołał nakłonić swoich dwóch pozostałych synów Pepina i Ludwika, aby opuścili Lotara w zamian za nowe przywileje i nadania ziemskie. Tak też się dzieje i Lotar musi ponownie wycofać się do Italii. Ta gorzka lekcja wyrobi w nim przekonanie, że wszelkie układy poczynione w obrębie rodziny są bezwartościowe i że trzeba samemu się zbroić (najlepiej właśnie jako swą bazę rekrutacyjną uczynić niechętną Ludwikowi Pobożnemu i Judycie Italię).
Cesarz Ludwik uwalnia swą małżonkę z klasztoru i przywraca ją na dawną pozycję. Jednak musi również brać pod uwagę owe plotki, które stają się coraz głośniejsze, iż Karol nie jest jego synem. Według średniowiecznej tradycji, aby oczyścić się wszelkich podejrzeń królowa powinna publicznie przysiąc iż nie popełniła cudzołóstwa. Tak też się dzieje i Ludwik przywraca ją do pozycji cesarzowej, a Karola oficjalnie uznaje za syna (plotki te jednak nie ucichną i to do tego stopnia będzie męczące, że gdy Karol zmężnieje, uzna, że są one na tyle niebezpieczne że zagrażają jego dziedzictwu, a to doprowadzi go do konfliktu z Bernardem, którego potem każe zabić za to tylko, że ktokolwiek mógłby pomyśleć że jest jego synem). Październiku 830 r. Lotar spotkał się z ojcem w Neumegen, gdzie oficjalnie się pojednali. W lutym 831 r. wziął udział w zgromadzeniu w Akwizgranie, na którym ojciec ponownie wysłał go do Italii, a pozostałym synom chce podzielić Cesarstwo w taki sposób, aby każdy z nich otrzymał równą część. Do czasu śmierci cesarza Ludwika jego synowie mają mu być bezwzględnie podporządkowani, ale po jego śmierci ich trzy prowincje staną się niezależnymi krajami i nie będą oni zależni od nikogo (tym samym przypieczętowany został rozpad Cesarstwa Franków). Był to więc powrót do projektowanego jeszcze przez Karola Wielkiego w 806 r. planu podziału Cesarstwa pomiędzy jego synów, w którym to tytuł cesarza już nie istniał, gdyż wszyscy z braci byli sobie równi. Tak więc istnienie Cesarstwa na Zachodzie byłoby w tym wariancie krótkotrwałe i władcy Wschodu (Konstantynopola) nie musieliby się wspierać z tymi z Zachodu o pierwszeństwo w świecie chrześcijańskim (chociaż wielu biskupów było za utrzymaniem jedności Cesarstwa, m.in. biskup Lyonu - Agobart, który twierdził: "Nie ma już pogan, ani Żydów (...), ani barbarzyńców, ani Scytów, ani Akwitańczyków, ani Longobardów, ani Burgundów, ani Alamanów, ani chłopów pańszczyźnianych, ani wolnych, wszyscy stanowią jedność w Chrystusie").
W maju 831 r. doszło do zjazdu w Ingelheim na którym cesarz oficjalnie przebaczył wszystkim buntownikom, zaś jesienią tego samego roku na kolejnym zjeździe w Thionville (zapewne na prośbę cesarzowej Judyty), Bernard z Tuluzy został oczyszczony z wszelkich zarzutów o cudzołóstwo i przywrócony do łask. Ale spokoju nie ma. Pepin i Ludwik kłócą się pomiędzy sobą o pierwszeństwo u boku ojca. Oliwy do ognia dolewa Bernard, który namawia Pepina do nieustępliwości, a gdy wkrótce potem wychodzi na jaw że Pepin planował bunt (początek 832 r.), cesarz Ludwik odbiera mu Akwitanię i oddaję ją swemu najmłodszemu synowi Karolowi. Jeden przeciwnik z głowy - przynajmniej tak myśli Judyta. Wkrótce potem (wiosna 832 r.) buntuje się Ludwik i wkracza zbrojnie do Alemanii należącej do swego przyrodniego brata Karola. Bunt jednak szybko upada, a Ludwik zostaje wysłany przez ojca do klasztoru. Wydaje się że Judyta i Bernard ponownie triumfują, dwaj synowie Ludwika Pobożnego zostają usunięci. Pozostał tylko Lotar w Italii, choć bez wątpienia jest on najgroźniejszym przeciwnikiem. Judyta planuje ułożyć się z Lotarem (na zjeździe w Orleanie we wrześniu 832 r.) na zasadzie że państwo zostanie podzielone na dwie części, ale ten nie wyraża na to zgody, twierdząc oficjalnie że ojciec już w 817 r. uczynił go cesarzem i swym następcą i tylko on jako najstarszy syn może objąć władzę nad całym państwem. Postanawia też po raz kolejny zawalczyć o zdobycie całkowitej władzy. W tym celu namawia papieża Grzegorza IV do ingerencji w sprawy jedności Cesarstwa (i harmonii życia rodziny cesarskiej). Wiosną 833 r. Lotar podnosi bunt i ponownie z wojskiem przekracza Alpy. Po drugiej stronie owych gór dołączają do niego bracia Pepin i Ludwik (których ojciec uwolnił z klasztoru i wybaczył im próbę buntu). Teraz razem (mając przy sobie papieża Grzegorza IV) maszerują na Akwizgram. Lotar domaga się spotkania z ojcem. Ludwik Pobożny - nie mając wystarczająco sił aby odeprzeć atak - zgadza się na takie spotkanie. Dochodzi do niego na polach Rothfeld pod Colmarem. Spotkanie jednak nie przybiera pożądanego przez cesarza kierunku, Ludwik bowiem nie potrafi dojść do porozumienia z synami. Wzajemne debaty trwają kilka dni. Ostatecznie cesarz spotyka się również na krótkiej rozmowie z papieżem, ale i tutaj nie dochodzi do konsensusu. Co ciekawe dworzanie cesarscy którzy obserwują zachowanie swego władcy, są nim głęboko rozczarowani, i po nieudanej rozmowie z papieżem, w nocy większość z nich przechodzi na stronę synów wraz z całą cesarską armią. Rankiem u boku cesarza są już tylko nieliczni, najwierniejsi mu dworzanie, do których on zwraca się tymi oto słowy: "Idźcie do moich synów, nie chcę aby z mojego powodu którekolwiek z was utracił życie lub części ciała". Tak też się dzieje. Tym sposobem Ludwik Pobożny staje się zakładnikiem swych synów - głównie Lotara. Ten zażądał aby ojciec rozstał się z Judytą (która wraz z papieżem miała wyjechać do Rzymu). Książę Karol zostaje zamknięty w klasztorze w Prüm, a Lotar od tej chwili datuje swe akty, jako: "Rok I jego cesarskich rządów".
833 r. był również rokiem niepokoju w innym regionie świata. 7 sierpnia tego roku zmarł kalif Imperium Abbasydów Al-Mamun. Panował przez ostatnie 20 lat, zdobywając władzę również w wyniku wojny domowej. Był z synem wielkiego kalifa Haruna al-Raszida (tego który doprowadził arabskie Imperium Abbasydów do złotego wieku). Al-Mamun urodził się w 786 r. czyli w roku, w którym jego ojciec objął władzę jako kalif po swym bracie (jego brat Al-Hadi w chwili śmierci miał zaledwie 22 lata, a panował od niecałych 14 miesięcy. Prawdopodobnie został on otruty przez swą matkę Chajzuran, która obawiała się aby nie uśmiercił on Haruna al-Raszida, co Al-Hadi zapewne planował. Istnieje też teoria, że kalif ten został uduszony na polecenie matki). W każdym razie od 15 września 786 r. nowym kalifem został 23-letni Haruna al-Raszid. Jak już wyżej wspomniałem, jego panowanie to kulminacja złotego wieku Abbassydów. Za jego czasów powstały opowieści Szeherezady, Baśnie Tysiąca i Jednej Nocy. Za jego czasów powstały takie kluczowe (również dla współczesności) opowieści, jak Alibaba i 40 rozbójników, lampa Alladyna i wiele innych. Założone w 762 r. "Okrągłe Miasto" - Bagdad (jedno z największych w ówczesnym świecie, oprócz hiszpańskiej Kordoby, Konstantynopola, i Ch'angan w Chinach), było stolicą tego Imperium. Bagdad to było miasto, które funkcjonowało również nocą, zapewniając swym mieszkańcom wiele atrakcji (stąd wzięła się potem nazwa "arabskie noce"). Były tam np. darmowe łaźnie (nawet dla najuboższych). W 794 r. założono tam również pierwszą (na zachód od Chin) fabrykę papieru. W 805 r. również w Bagdadzie Harun al-Raszid założył pierwszy ogólny bimaristan (czyli szpital) który można nazwać pierwowzorem dla współczesnych szpitali. Było to pierwsze takie miejsce w ówczesnym świecie, w którym udzielano chorym wszechstronnej pomocy (również z zakresu zdrowia psychicznego). Szpital ten był dobrze wyposażony i podzielony na oddzielne działy odpowiadające za określone schorzenia, działające 24 godziny na dobę. Personel był dobrze przeszkolony i kompetentny (przede wszystkim wzięło się to stąd, że w dużej mierze przetłumaczono na arabski dzieła antycznych lekarzy z Grecji i Rzymu). Był to ewenement ówczesnym świecie, nigdzie indziej nie było tak dobrze wyposażonego szpitala jak w bagdadzie (mówiąc nigdzie indziej mam na myśli nigdzie w świecie muzułmańskim, bo pierwszy bimaristan powstał w Damaszku w 705 r. ale nie był on jeszcze szpitalem ogólnym, natomiast po upadku Imperium Rzymskiego w świecie zachodnim panowało totalna niewiedza i barbarzyństwo pod tym względem). Szpital ten był finansowany ze składek ludności (składek dobroczynnych) i doskonale prosperował do roku 1258, gdy Mongołowie zdobyli Bagdad i zniszczyli to miasto (chodź do roku 1000 w Bagdadzie było już 5 takich ogólnych szpitali, a ich liczba w kolejnych dekadach jeszcze wzrosła).
Rozwój jaki nastąpił zaś za Al-Mamuna (syna i następcę Haruna al-Raszida) był jeszcze większy. Ok. 830 r. założył on Wielką Bibliotekę w Bagdadzie (zwaną "Domem Mądrości"), która składała się głównie w prywatnej bibliotek i jego ojca i pradziada al-Manzura. Ok 820 r. perski uczony na dworze Abbasydów - Muhammad ibn Musa al-Khwarizmi rozszerzył algebę, wprowadzając do arabskiego systemu liczebnego nowe cyfry (1 2 3 4 5 6 7 8 9) które oficjalnie przywiózł z Indii (pisałem już o tym wcześniej. W "Misji" Desmarquet'a jest jasno powiedziane, że system liczbowy który Arabowie uznali za swój własny i który się przyjął również u nas, zastał podarowany przez Galaktycznych Ludzi z TJehooba). Ok. 830 r. Habash al-Hasib al-Marwazi wprowadził do użycia stosunki trygonometryczne (czyli sinus, cosinus, tangens, cotangens - używane dzisiaj w matematyce). W tym też mniej więcej czasie, wspomniany wyżej al-Khwarizmi obliczył obwód Ziemi - mierząc od Tadmur w Palmirze do Rakki w północnej Syrii (oczywiście te obliczenia były wówczas bardzo niedokładne, bo dokładne być nie mogły). W każdym razie rozwój arabskiego Imperium Abbasydów (jak również hiszpańskiego Emiratu Kordoby), był bez porównania większy, niż rozwój zachodnich królestw chrześcijańskich, wliczając w to oczywiście Cesarstwo Karola Wielkiego i jego następców. Warto też co nieco powiedzieć o najważniejszej żonie Haruna al-Raszida (która to nie była matką al-Mamuna), czyli o Zubaidzie bint Jafar. Była ona bez wątpienia najbardziej wpływową kobietą swoich czasów (zaraz po matce Haruna, czyli Chajzuran). Znana jest chociażby z tego, że w czasie swojej piątej pielgrzymki do Mekki (800 r.) zobaczyła że susza praktycznie doprowadziła do wyschnięcia studni Zamzam. Natychmiast kazała pogłębić studnię i wydała 2 miliony dinarów na lepsze zaopatrzenie w wodę Mekki i okolicznych terenów. W tym celu zbudowała dwa akwedukty wiodące - jeden do jeziora Hunajun (95 km na wschód od Mekki), drugi zaś do źródła Zubaidy (leżącego na równinie Arafat). Dzięki temu była zapamiętana i podziwiana przez ludność tych terenów, którzy w ten sposób okazywali jej swą wdzięczność (m.in. nazywając owe źródło jej imieniem). Inżynierowie starali się odwieźć ją od tego pomysłu, twierdząc że koszty pracy będą zbyt duże a poza tym wynajdywali wiele problemów technicznych i geologicznych, Ona im odpowiedziała że jest zdeterminowana kontynuować te prace, nawet gdyby każde uderzenie kilofa kosztowało dinara. Prace doprowadzono do końca, a Zubaida została zapamiętana w Mekce i okolicach jako "dobra pani"
Rok 786 i początek panowania Haruna al-Raszida wydaje się interesujący, gdyż jak wspomniałem wyżej ten właśnie kalif stał się symbolem wielkości arabskiego kalifatu (jest nawet taki komiks "Iznogud" opowiadający o wezyrze, który robi wszystko aby obalić kalifa Haruna Arachida i "zostać kalifem w miejsce kalifa". Kiedyś uwielbiałem ten komiks). Dlatego też wydaje mi się że pewne cofnięcie się w czasie i w miejscu, czyli powrót ponownie ze Skandynawii w tamte tereny - oczywiście tymczasowo - wydaje mi się ciekawy. Panowanie bowiem Haruna i jego syna al-Mamuna nie jest może aż tak ważne dla dalszych eskapad Wikingów po Morzu Północnym, Śródziemnym, Bałtyckim czy Czarnym (a już w ogóle jeśli chodzi o ich wyprawy do Irlandii, Islandii, Grenlandii, a potem... do Ameryki), ale okres ten jest niezwykle płodny i bardzo ciekawe warto więc coś nie coś o nim opowiedzieć. Oczywiście nie zapominając o głównym temacie tej serii (należy też coś powiedzieć o Ragnarze Lodbroku, czym zajmę się już wkrótce).
CZYLI JAK WŁADCY MUCHOMORZA DOTARLI DO NOWEGO ŚWIATA
HALFDAN JASNOWŁOSY
Cz. VII
Po okresie powstań najróżniejszych odłamów religijnych islamu (przy wsparciu wyznawców religii zaratusztriańskiej), lata 60-te VIII wieku były okresem znacznie spokojniejszym. Kalif al-Mansur postanowił wykorzystać ten czas na zbudowanie nowego reprezentacyjnego miasta, swojej stolicy, która byłaby zarówno symbolem rodu Abbasydów, jak i by promieniowała blaskiem swych minaretów i arabsko-perskich niezwykłości. Damaszek został już skompromitowany jako dawna stolica Omajadów, oraz miasto, w którym przelano krew tego rodu, natomiast al-Kufa jak i al-Haszymija zupełnie nie nadawały się na miasta reprezentacyjne. Wreszcie w roku 762 (czyli 145 roku hidżry, według kalendarza arabskiego) w niedalekiej odległości od arabskiego miasta-obozu al-Madain, w miejscu gdzie Tygrys i Eufrat płynęły blisko siebie, a system kanałów stwarzał żyzne tereny które mogły dostarczać żywność dla wielkiego miasta, nieopodal nestoriańskiego klasztoru, al-Mansur postanowił wznieść swoją stolicę którą nazwał Bagdad (Bagh dat - "Stworzony przez Boga"). Tak wydarzenie to opisał kronikarz At-Tabari: "Przekroczył rzekę w miejscu Kasr as-Salam, potem odprawił popołudniową modlitwę, a było lato. Na miejscu pałacu był kościół księdza. Spędził tam noc do samego rana. Był to najwspanialszy i najmilszy nocleg na ziemi. Pozostał przez cały dzień, a wszystko co widział, podobało mu się. Powiedział: "W tym miejscu będę budował (...)" Opracował plany i wyznaczył pieniądze na jego budowę. Własną ręką położył pierwszą cegłę, mówiąc: "W imię Boga! Chwała niech mu będzie! Ziemia należy do Boga. Odziedzicza ją ten z jego sług, którego wyznaczy ze swojej woli, a reszta jest sprawą ludzi bogobojnych". Potem dodał: "Budujcie z błogosławieństwem Bożym".
Centrum Bagdadu położone na zachodnim brzegu Tygrysu stanowiło tzw: "Okrągłe Miasto", będące swoistą elitarną rezydencją. Mieścił się tam pałac kalifa, koszary i biura, natomiast targowiska i osiedla mieszkaniowe leżały poza jego obrębem. Abbasydzi porzucili dotychczasowy, dosyć prosty styl życia Arabów (już Omajadzi zaczęli go zmieniać, ale jeszcze nie w takim stopniu, jak to się stało za kolejnej dynastii). Teraz kalif izolował się od ludu, zamykał w swym pałacu, w otoczeniu żołnierzy, paziów, eunuchów, szambelanów i kobiet z jego haremu. Oczywiście było to połączenie stylu perskiego i bizantyjskiego (oczywiście z naciskiem na ten pierwszy). Wokół pałacu znajdował się ogród, w którym było drzewo o osiemnastu gałęziach, na których były mniejsze gałązki częściowo pokryte srebrem i złotem. W ogrodzie tym były liczne ptaki, a ich śpiew radował uszytych tych, którzy mieli możliwość odwiedzić to miejsce (jak choćby posłowie innych państw). Tron kalifa wykonany był z kości słoniowej, a gdy na nim siedział, dostępu do niego strzegli dworscy urzędnicy oraz stojący w pobliżu kat, który był gotów natychmiast dekapitować każdego, kto tylko nie spodobał się władcy. Stworzono bardzo rozbudowaną biurokrację uosabiającą się w licznych ministerstwach zwanych dywanami, którymi przewodził wezyr - odpowiadający bezpośrednio przed kalifem. Oczywiście aby utrzymać ten rozbudowany system biurokratyczno-wojskowy, należało mieć stały dopływ gotówki, a to powodowało, że wprowadzono jednolity podatek dla wszystkich, zwany charadż (stąd wzięło się potem słowo haracz, jako symbol wymuszonej daniny). Był to podatek od płodów rolnych. Drugim podatkiem była dżizja, którą płacili tylko nie muzułmanie (poza tym wprowadzano najróżniejsze cła, a także podatki od posiadanego majątku płacili również ci, którzy mieli go zbyt wiele).
Bagdad zwano również Madinat as-Salam ("Miasto Pokoju" lub też "Miasto Zbawienia" - w zależności od interpretacji), a pomysł aby wznieść stolicę rodu Abbasydów nieopodal dawnych centrów monarchii perskiej (Ktezyfontu i Seleucji), miał (ponoć) nasunąć kalifowi al-Mansurowi Pers, o imieniu Chalid bin Barmak. Zresztą perska świadomość narodowa (bardzo rozbudzona już wcześniej i nieco stłumiona po podboju arabskim) szybko zaczęła się ponownie odradzać. Coraz bardziej intensywnie Persowie dążyli do odzyskania niepodległości, z tym tylko że ową niepodległość zamierzali budować na gruncie islamu, a nie jak wcześniej zaratusztrianizmu, Ahura Mazdy i magów. Oczywiście za al-Mansura i jego bezpośrednich następców nie było to jeszcze możliwe, ale perska świadomość narodowa i perska kultura całkowicie zdominowały kalifat Abbasydów. Dowodem na to niech będzie niesamowity wprost wzrost znaczenia dwóch perskich rodów na dworze kalifa: Bachtiszydów i Barmakidów. Ta pierwsza rodzina wywodziła się z miasta Dżundiszapur (Gund-i-Szapur) i była rodziną lekarzy, która leczyła jeszcze szachów perskich z rodu Sasanidów. Barmakidzi wywodzili się zaś z okolic Balchu i byli rodem kapłańskim, pełniącym posługę w buddyjskiej świątyni w Naubaharze (z racji pełnionej funkcji przysługiwał im tytuł "barmak", który potem Arabowie zaczęli utożsamiać z nazwiskiem rodowym). Świątynia ta została zniszczona podczas najazdu arabskiego w latach 663-664 a ród ten dosyć szybko przeszedł następnie na islam. Wymieniony wyżej Chalid bin Barmak był wezyrem i pierwszym założycielem arabskiej linii Barmakidów. Wraz ze zwycięstwem Abbasydów, zaczął w swym ręku dzierżyć poszczególne dywany (głównie związane z podatkami). Był ponoć tak blisko kalifa, że żona kalifa karmiła jego córki, a jego żona dzieci kalifa. Ostatecznie jednak po prawię 15 latach niepodzielnych rządów bin Barmaka, został on uwikłany w spisek, który ostatecznie doprowadził do jego upadku. Co prawda został tylko zesłany do Tabaristanu jako jego gubernator i był nim przez kolejne siedem lat, aż do 772 r. Przez ten czas założył miasto al-Mansur, stłumił bunt lokalnego księcia nieuznającego islamu i podporządkował swej władzy niedostępne regiony górskie. Opromieniony tymi sukcesami powrócił do Bagdadu, ale wkrótce potem ponownie został oskarżony o udział w jakimś spisku i zmuszony do zapłacenia wysokiej kontrybucji (775 r.). Ostatecznie nowy kalif mianował go gubernatorem najpierw Mosulu, a następnie Farsu - gdzie też zmarł w 782 r. Jednak przez cały okres jego rządów (zarówno wtedy kiedy był u szczytu sławy, jak i gdy był w niełasce), perski ród Barmakidów bogacił się i opływał w dostatki u boku kalifa. Zresztą Chalid bin Barmak zawsze bardziej czuł się Persem niż muzułmaninem, co też wielokrotnie udowadniał (np. odwodząc kalifa od rozbiórki ruin Ktezyfontu, dawnej stolicy Sasanidów, jak również przed zburzeniem bliskiego sercu Persów zespołu pałacowego Ajwan-i-Kisra. Dostrzegł to sam kalif, który pewnego razu stwierdził: "Zaprawdę ty, Chalidzie, chcesz być dalej Persem". Zostawmy jednak na razie tę postać i ten ród i przenieśmy się do Hiszpanii, do królestwa wygnanych z kalifatu Omajadów.
Gdy 14 sierpnia 755 r. Abd ar-Rahman, omajadzki książę, który uniknął śmierci z rąk siepaczy Abbasydów nad Eufratem (a potem ukrywał się przymierzając Syrię, Palestynę, Egipt, Libię, Tunezję i Algierię), przepłynął na okręcie cieśninę gibraltarską i znalazł się w Hiszpanii (zwanej wówczas al-Andalus), gubernatorem tej prowincji był Syryjczyk Balj, który niedawno zwyciężył swego konkurenta do władzy Abdulmalika ibn Kattana (którego pochwycił i ukrzyżował w upokarzający sposób pomiędzy świnią a psem, dając tym samym do zrozumienia, że frakcja ibn Kattany nie była prawdziwym muzułmanami). Jednak jego władza nie trwała długo i cieszył się nią tylko przez jedenaście miesięcy od chwili uśmiercenia ibn Kattany, gdyż do Kordoby zbliżał się (zjednawszy sobie wcześniej poparcie okolicznych klanów arabskich i jemeńskich, którzy masowo-garnęli się pod sztandary ostatniego bodajże przedstawiciela rodu Omajadów) młody, zaledwie 25-letni Abd ar-Rahman. Miasto zostało oblężone a Balj dawał przykład odwagi i determinacji w walce, ale odniósł ranę która okazała się śmiertelna i Abd ar-Rahman wkroczył do Kordoby (maj 756 r.) gdzie też ogłosił się emirem. Jednak jego władza nie została uznana przez wszystkich, a na ich czele stanął niejaki Jusuf, który zorganizował partyzantkę atakując wojska ar-Rahmana gdy tylko opuszczały one miasto. Doszło też do bitwy pod Kordobą, która zakończyła się zwycięstwem omajadzkiego księcia. Natychmiast ruszył on w pogoń za resztkami uciekającej armii Jusufa, pozostawiając władzę w mieście w ręku swego generała Abu Otmana. Ar-Rahman jednak nie doścignął Jusufa, ten zaś wycofawszy się na tereny które były mu wierne, uzupełnił tam poniesione straty i wrócił pod Kordobę z nowymi wojskami. Teraz przewaga była po stronie Jusufa i ten wysłał wiadomość do Abu Otmana, że jeśli podda miasto, nie spotka go żadna krzywda i będzie mógł żyć spokojnie i dostatnio. Otman jednak odmówił, a pod Kordobę ponownie przybyły wojska ar-Rahmana. Obaj wodzowie spotkali się terazna rozmowie (rozmawiali konno, mając przy sobie ochronę kilkunastu ludzi). Ostatecznie zawarto porozumienie polegające na tym, że odtąd będzie dwóch emirów Abd ar-Rahman i Jusuf zgodnie panujących w Kordobie. Tak też się stało, ale jak wiadomo żądza władzy bywa silniejsza niż jakiekolwiek porozumienia i po roku ponownie doszło do konfliktu (758 r.) Jusuf opuścił miasto, ponownie zebrał armię i znów ruszył na Kordobę, gdzie jednak poniósł klęskę w bitwie z ar-Rahmanem. Następnie uciekł do Toledo, gdzie też został rozpoznany na ulicy i zabity (jego głowę odesłano do Kordoby i przybito do łuku mostu wraz z głową jego syna). Od tej chwili jedynym panem al-Andalus był Abd ar-Rahman.
ABD AR-RAHMAN
Fala która wówczas przetaczała się przez południową Hiszpanię, była swoistą mieszaniną religijnego zapału, brutalnego człowieczeństwa oraz wyrafinowanej mądrości i niegodziwości. Abd ar-Rahman, czyli owy władca al-Andalus, był wysokim mężczyzną, miał rude włosy i wydatne kości policzkowe. Lubił wysiłek i często trenował zarówno walkę wręcz, jak i uprawiał inne dyscypliny ówczesnego sportu (na przykład bardzo lubił sokolnictwo i osobiście szkolił sokoły). Jego strój zawsze składał się z białego lnu, ale emir żył bardzo skromnie (w przeciwieństwie do rozpasania, jakie zaczęło panować w założonym przez Abbasydów Bagdadzie). Miał też prawdziwą pasję budowania, wzniósł dla siebie nowy pałac (jako symbol władzy, ale jak wspomniałem nie otaczał się przepychem nawet w połowie zbliżonym do tego, panującego w Bagdadzie), wznosił meczety i łaźnie, a także zbudował akwedukt, który miał doprowadzać do Kordoby czystą wodę z gór. Według tego, co można wyczytać od biografów jego osoby, odznaczał się odwagą, bystrością i inteligencją. Był też łaskawy. Ale miał również i ciemną stronę natury (jak zawsze). Jeśli się do kogoś uprzedził, nigdy nie wybaczał. Potrafił być okrutny i mścić się nawet na dzieciach swoich wrogów. Jako nastolatek i młody mężczyzna widział upadek swego rodu. Widział jak jego bratu żołdacy Abbasynów podrzynają gardło nad brzegiem Eufratu, a potem odcinają mu głowę. Dostąpił wielu zniewag i upokorzeń przez pięć lat swej tułaczki. Wielokrotnie był głodny, kilkakrotnie musiał kraść, aby zapełnić sobie brzuch. To wszystko wyrobiło w nim nie tylko twardy charakter i gruboskórność, ale również pragnienie zemsty na wszystkich, którzy dopuścili się upadku rodu z którego pochodził. Jeśli więc uznał kogoś za wroga i ten ktoś dostał się w jego ręce, to nie było już dla niego ratunku. Nowemu emirowi nie dane było jednak panować w spokoju i już w pięć lat po klęsce i śmierci Jusufa, pojawiło się nowe niebezpieczeństwo. W 763 r. nowym gubernatorem al-Andalus z ramienia Abbasydów, mianowany został przez al-Mansura nijaki ibn Mughith. Jeszcze w tym roku dokonał on ataku na Hiszpanię, przeprawiając się tam z wojskiem przez cieśninę gibraltarską. Dotarł on do prowincji dawnego gubernatora Balj, gdzie zyskał licznych zwolenników, a czarne sztandary Abbasydów załopotały na Półwyspie Iberyjskim. Szybko okazało się że dotychczasowe emir nie ma aż takiego poparcia w Hiszpanii, na jakie liczył a siły ibn Mughithiego wciąż rosły, co doprowadziło do wycofania się ar-Rahmana z Kordoby, do której wkroczył wysłannik Abbasydów. Ar-Rahman wycofał się do Karmony, którą wkrótce Mughithi obległ. Sytuacja stawała się bardzo niebezpieczna, obrońcom zaczęło brakować żywności, a czarne sztandary wciąż rosły w siłę. Wreszcie ar-Rahman nakazał rozpalić wielki stos, po czym zapowiedział że nie liczy na nic innego, jak tylko zwycięstwo albo śmierć i mówiąc to, wrzucił pochwę swego miecza w ogień. Za jego przykładem postąpiło tak 700 innych żołnierzy, deklarując że nigdy już nie schowają mieczy do pochew, jeśli nie będą wolni. Na szali uniesienia, z białym sztandarem Omajadów w ręku, ruszono do ostatniej bitwy z taką zaciętością, że wrogom wydawało się jakoby same demony wyszły z miasta. W potwornym wrzasku, wymachując co tylko było pod ręką (a niekiedy gryząc i drapiąc pazurami), żołnierze ar-Rahmana zwyciężyli, przeganiając znacznie liczniejsze siły Mughithiego. Sam wódz armii inwazyjnej też poniósł śmierć w tej bitwie. Natomiast ar-Rahman kazał ściąć głowy wszystkim wodzom pokonanej armii, przyczepił karteczki do ich uszu (z nazwiskiem i wulgarnym określeniem każdego z nich), po czym te głowy odesłał do Bagdadu, do al-Manzura (z listem przyczepionym do czoła samego Mughithiego, w którym nazywał al-Mansura mordercą i ciemięrzycielem wyznawców Allaha.
Paradoksalnie - choć widok który ujrzał kalif był odrażający (trzeba bowiem pamiętać, że worek w którym przyniesiono mu te głowy przesiąknięty był krwią zapewne cuchnęły, nie mówiąc już o muchach które musiały tam latać i składać jajeczka w różnych zakamarkach tego, co niegdyś było jeszcze głową), zrobiło to na al-Mansurze ogromne wrażenie i to do tego stopnia, że publicznie stwierdził o ar-Rahmanie: "Wspaniała jest odwaga, mądrość i roztropność które pokazał! Aby wkroczyć na ścieżkę zniszczenia, rzucił się do odległej krainy, trudnej do osiągnięcia i dobrze bronionej. Tam, aby skorzystać z zazdrości rywalizujących stron, aby zmusić je do zwrócenia broni przeciwko sobie, a nie przeciwko niemu, aby zdobyć hołd i posłuszeństwo swoich poddanych, a po pokonaniu wszystkich trudności, stać się najwyższym panem! I on to zrobił!" Oczywiście nie oznaczało to, że Abbasydzi ostatecznie wyrzekli się Hiszpanii. Po prostu na razie nie widzieli możliwości, aby ją odzyskać. Natomiast ar-Rahman zaraz po pokonaniu sił inwazyjnych zmusił do uległości mieszkańców Toledo, którzy dotąd mu się sprzeciwiali (ich wodzowie zostali ukrzyżowani). Innego swego konkurenta - wodza zbuntowanej frakcji Jemeńczyków, zaprosił ar-Rahman do swego pałacu w Kordobie na ucztę, w czasie której... osobiście chciał go dźgnąć sztyletem, ale ponieważ tamten dzielnie się bronił, ar-Rahman wezwał straże które go zamordowały. Po tym wydarzeniu zbuntowali się Jemeńczycy na północy, a wraz z nimi Berberowie (oczywiście oba bunty były niezależne od siebie). Emirowi zeszło kolejne dziesięć lat zanim ostatecznie zakończył owe bunty (notabene, nie był w stanie ich pokonać za pomocą siły militarnej, musiał więc to uczynić przebiegłością, co oznaczało że napuszczał jedną frakcję na drugą, podjudzał, szukał słabych punktów wśród zbuntowanych wodzów i ostatecznie ok. 774 r. zakończył bunt Jemeńczyków. Wkrótce potem - 775 r. - zwyciężył Berberów, pokonując ich w bitwie w której poległo 30 000 wojowników. Pochowani w masowym grobie, stali się pamiątką, odstraszającą ewentualnych następców w udziału w buncie przeciwko emirowi z rodu Omajadów). Nie zakończyło to jednak buntowniczych nastrojów na Półwyspie Iberyjskim. Ok. 776 r. zbuntował się bowiem gubernator Saragossy (którego podległość była tylko symboliczna, gdyż władza emira praktycznie nie sięgała poza rzekę Ebro) - Ibn al-Arabi który w 777 r. przybył do Paderborn, gdzie władca Franków - Karol zwany Wielkim, urządzał zjazd możnych podbitego przez siebie saskiego plemienia (o czym już pisałem). Ostatecznie (jak wiadomo) wyprawa ta zakończyła się klęską Franków na przyłączy Roncesvalles (gdzie m.in. poległ hrabia Roland, bliski przyjaciel Karola). Po tej zaś bitwie (choć to nie Arabowie, a Baskowie rozbili tylną straż frankijską), Saragossa podporządkowała się władzy emira Abd ar-Rahmana.
Ale chyba już mamy dosyć na razie tych słonecznych okolic Andaluzji, oraz owych urodzajnych ziem Międzyrzecza na których kalif al-Mansur założył Bagdad. Powróćmy więc ponownie na północ, do lodowej krainy Odyna, tylko że na moment jeszcze nie do rodu norweskich Ynglingów, a do Szwecji. Tam bowiem również kształtowała się kultura przyszłych Wikingów i warto prześledzić kto tam panował, jakie były zależności i jak to się później powiązało z wielkimi wyprawami władców Muchomorza zarówno na Zachód jak i na Wschód. A tak poza tym, to coraz bardziej przybliżamy się do pierwszej wyprawy Wikingów do Ameryki.