Łączna liczba wyświetleń

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą EPIDEMIE. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą EPIDEMIE. Pokaż wszystkie posty

środa, 26 czerwca 2024

ZEMSTA NA WROGACH! - Cz. X

CZY ZEMSTA JEST ROZKOSZĄ BOGÓW?





JUSTYNIAN II RINOTMETOS

(668-711)

Cz. X







RODZINA 
(608-668)
Cz. X



 Teraz celem cesarzowej Teodory i jej przyjaciółki Antoniny (małżonki Belizariusza walczącego na Wschodzie z Persami), było doprowadzenie do upadku potężnego ministra cesarza Justyniana, Jana z Kapadocji, gdyż Teodora zdawała sobie doskonale sprawę że jest on jej nieprzychylny, a poza tym to właśnie on sprowadził z kraju arabskich Gaznawidów jej nieślubnego syna, którego ona kazała następnie umieścić w domu dla obłąkanych). Nie było to proste zadanie, ale obie matrony postanowiły wykorzystać do tego celu córkę Jana - Eufemię. Cesarzowa Teodora wyznaczyła jej bowiem kandydata na męża, którego owa dziewczyna nie chciała poślubić i starała się znaleźć sposób, aby uniknąć owego ożenku. Tutaj z pomocą przyszła jej Antonina, która stwierdziła że rozumie młodą dziewczynę i pragnie jej szczęścia. Starała się zyskać zaufanie Eufemii, a gdy obie kobiety zaczęły się ze sobą coraz częściej widywać, wreszcie wyjawiła jej, iż nienawidzi Justyniana, gdyż nie traktuje on dobrze Belizariusza, który przecież rozszerzył panowanie rzymskie na Italię i Afrykę, zdobył wielkie bogactwa które zapełniły skarbiec cesarski, a mimo to nie uzyskał godnego zadośćuczynienia. Gdy zaś Eufemia dopytywała się dlaczego zatem Belizariusz nie użyje wojska i nie zrzuci z tronu Justyniana, ona odparła że to nie jest takie proste, że do tego trzeba mieć poparcie wpływowych ludzi na dworze, a poza tym Belizariusz nie ma ambicji zostania nowym władcą, natomiast ona wie że takie ambicje posiada ojciec Eufemii Jan i gdyby on im dopomógł, wspólnie pozbyliby się Justyniana I Teodory. Eufemia przekazała te informacje swemu ojcu, mówiąc że Antonina i Belizariusz liczą na jego pomoc w obaleniu cesarza. Janowi spodobał się ten pomysł, tym bardziej że kilka lat wcześniej nadworny astrolog rzekł do niego, iż w przyszłości przywdzieje on cesarską purpurę i będzie to najszczęśliwszy dzień na dworze. Kazał więc przekazać córce iż Antonina i jej małżonek mogą na niego liczyć. Antonina poinformowała więc Jana że wyjeżdża do Dary, aby spotkać się z mężem i opowiedzieć mu o zawiązanym spisku. Jednocześnie dała znać Janowi iż spotka się z nim następnej nocy w sadzie majątku Belizariusza w Rufinianae na przedmieściach Konstantynopola. Następnie poinformowała Teodorę że Jan wpadł w zastawioną na niego pułapkę. Teodora natychmiast poinformowała męża o zdradzie Jana z Kapadocji, ten jednak początkowo nie chciał uwierzyć w spisek, na którego czele miałby stanąć jego minister. Ostatecznie jednak uległ namowom małżonki i kazał swojej gwardii cesarskiej (dowodzonej przez Narsesa i Marcellusa) udać się do sadu Belizariusza i w ukryciu zaczekać tam na Jana. 

Gdy przybył na miejsce ze swymi dwunastoma ochroniarzami, zaczął od razu (w obecności Antoniny) wyklinać Justyniana i nazwać go tyranem. Wreszcie gdy ta wybuchnęła śmiechem z ukrycia wyszli żołnierze gwardii cesarskiej i zaczęła się walka. W jej wyniku poważnie ranny w kark został Marcellus (upadł na ziemię i myślano że nie żyje, ale rana nie była aż tak groźna). Ostatecznie obezwładniono owych dwunastu wojowników Jana, lecz on sam zdołał uciec i ukrył się w kościele św. Ireny. Popełnił błąd, gdyż Justynian nie był mimo wszystko do końca przekonany co do jego zdrady i gdyby natychmiast zjawił się w Pałacu i powiedział iż przybył do Rufinianae aby odwieść Antoninę od spisku, być może władca by mu wybaczył. Jednak teraz Teodora i Antonina obie oskarżyły go o udział w spisku, dlatego też cesarz napisał list do Jana, w którym stwierdzał kategorycznie: "Wiemy wszystko. Poddaj się albo umrzesz. Twoja wspólniczka, Antonina, jest w naszej niełasce". Cesarz zapewnił też że jeśli Jan się podda nie grozi mu śmierć, ten więc tak uczynił. Justynian dotrzymał słowa, wysłał go do klasztoru, a wszystkie jego ziemie i majętności skonfiskował. Władca uczynił go jednak archidiakonem i wysłał mu togę zmarłego niedawno jego poprzednika, który nosił imię August. Spełniła się więc przepowiednia pałacowego astrologa - Jan został wyniesiony do godności archidiakona i dano mu togę Augusta, jednocześnie wywołało to ogromną radość na dworze, gdyż był on osobą nielubianą (szczególnie wśród możnych, którym kazał płacić podatki podobne tym, jakie płaciła reszta mieszkańców miasta). Miało to miejsce w roku 541, który to jednocześnie był ostatnim rokiem w którym powołano konsula. Tak oto (po dokładnie 1050 latach) instytucja konsulatu przechodziła do historii (pierwszymi rzymskimi konsulami po obaleniu króla Tarkwiniusza Priskusa byli w 509 r. p.n.e. Lucjusz Juniusz Brutus i Tarkwiniusz Kolatyn, ostatnim zaś Bazyliusz). Paradoksalnie zniesienie konsulatu (chociaż - co też ważne - dla żyjących w tamtym czasie ludzi niepowołanie konsula w latach następnych nie oznaczało jeszcze całkowitego zniesienia tej instytucji. Sądzono bowiem że wcześniej czy później ponownie powoła się konsula, tak się jednak nie stało i z dzisiejszej perspektywy możemy już stwierdzić że był to ostatni konsulat) nie pociągnęło za sobą problemów z liczeniem kolejnych lat (w rzymskiej tradycji bowiem Nowy Rok zaczynał się nowym konsulatem i tak też liczono czas w starożytnym Rzymie oraz pierwszych wiekach Cesarstwa Wschodniego. Natomiast po likwidacji konsulatu po prostu pisano: ten a ten rok, po konsulacie Bazyliusza. Poza tym w tradycji bizantyjskiej liczono czas "od stworzenia świata", ale powoli wchodziła również rachuba Anno Domini, czyli od narodzin Chrystusa. Została ona obliczona w ok. 525 r. przez jednego z mnichów, który co prawda pomylił się w rachubach o ok. siedem lat jeśli chodzi o narodziny Jezusa Chrystusa, tak więc dzisiaj czas ten wciąż liczony jest z błędem). Teraz Teodora i Antonina triumfowały. Jana odesłano do klasztoru Cizicus, ale po roku cesarz zwrócił mu wszystkie majętności jakie wcześniej skonfiskował, co bardzo rozgniewało Teodorę. Starała się więc w każdy możliwy sposób uprzykrzyć życie Janowi. Wymyślała najróżniejsze przeszkody w wyniku których po pierwsze nie mógł on korzystać z własnych dóbr, a po drugie musiał skrupulatnie wypełniać wszystkie obowiązki mnicha.




Lata 540-541 nie należały do szczęśliwych dla Cesarstwa. Co prawda powrót z Italii do Konstantynopola Belizariusza wraz z licznymi łupami stał się prognostykiem szczęśliwego zakończenia wojny na Zachodzie, ale jednocześnie łupieżcza wyprawa władcy Persów Chosroesa I na Syrię, a w roku następnym na Lazykę, były katastrofalne dla państwa i jego funduszy. Poza tym wiosną 541 r. w głąb Cesarstwa ruszyli Bułgarzy, paląc i pustosząc wszystko na swej drodze. Realnie nie miał kto ich powstrzymać, gdyż większość armii rzymskiej stacjonowała w Italii lub na Wschodzie, tak więc Bałkany były całkowicie bezbronne. Bułgarzy podzielili się na dwie części, jedna część pustoszyła Grecję i dotarła aż do Przesmyku Korynckiego, druga weszła przez Trację na półwysep Gallipoli i dotarła nieopodal Konstantynopola. Ludność okolicznych terenów uciekała do miast, szczególnie do stolicy - gdyż Konstantynopol uważano za niezdobytą twierdzę (podobnie myślano o Rzymie, aż w 410 r. Alaryk władca Wizygotów zdobył miasto i to była nie tyle wojenna czy nawet polityczna, ale moralna i społeczna katastrofa dla ówczesnych rzymskich obywateli, gdyż utrata miasta które jeszcze nigdy nie zostało zdobyte przez barbarzyńców oznaczała realnie koniec ich świata, gdyż nic już nie mogło pozostać bezpieczne, skoro ostatni fundament został utracony). Bułgarzy co prawda wkrótce się wycofali (uprowadzając 120 000 jeńców i liczne łupy), ale granica na Dunaju wciąż była niebezpieczna. Cesarz rozpoczął więc projektowanie systemu nowych twierdz nadgranicznych, które miałyby uniemożliwić w przyszłości kolejną taką inwazję i mocno się w ten projekt zaangażował. Jednocześnie sytuacja zaczęła się psuć na Zachodzie. Po śmierci króla Ostrogotów Witigesa (540 r.) Goci, po utracie Neapolu, Rzymu i Rawenny, w Pawii wybrali sobie na króla Hildebalda, który szybko przystąpił do odtwarzania upadającego Królestwa. Niestety władca ten zginął wkrótce (541 r.) w wyniku zamachu na jego życie, a nowym królem wybrany został Eraryk z plemienia Rugiów (notabene za zabójstwem tym mogła również stać wzajemna niechęć żon Hildebalda i Eraryka). Nowy władca wysłał posłów do Konstantynopola z propozycją zawarcia pokoju na dotychczasowym status quo (gdyby zaś cesarz miał odmówić, prywatnie twierdził że gotów jest oddać całe Królestwo, jeśli cesarz zapewni mu majątek i bezpieczeństwo). Gdy wieści o tym ujrzały światło dzienne, Eraryk został zamordowany a nowym królem Goci wybrali Totilę -  siostrzeńca Hildebalda. I teraz też dla Rzymian w Italii zaczęły się ciężkie dni, gdyż Goci powoli zaczęli odzyskiwać zdobyte przez Belizariusza terytoria.




O ile jednak lata 540-541 były ciężkie dla Cesarstwa, o tyle nikt się nie spodziewał że rok 542 będzie wręcz katastrofalny i porównywalny jedynie do roku 536 który oficjalnie był uważany za rok diabła (w tym bowiem roku na Islandii doszło do erupcji tamtejszego wulkanu, co spowodowało że powietrze było bardzo ciężkie i wielu ludzi zmarło gdyż nie mogło oddychać. Poza tym nawet w środku dnia było ciemno prawie jak w nocy i stan ten trwał bodajże 15 albo 16 miesięcy, w czasie którego naliczono wiele zgonów - stąd też wzięła się nazwa owego roku). Rok 542 przyniósł bowiem dwie wielkie katastrofy. Po pierwsze szach Persji Chosroes I postanowił po raz trzeci wyprawić się przeciwko Cesarstwu, licząc na kolejne łatwe i szybkie zwycięstwo. Po drugie na Cesarstwo spadła okrutna zaraza, która wymordowała ponad 50% mieszkańców Imperium. Chosroes ruszył wiosną 542 r. że 100 000 armią idąc szlakiem swej wyprawy syryjskiej, z tym że zdawał sobie doskonale sprawę że skoro maksymalnie wycisnął finansowo Syrię, nie ma więc sensu drugi raz wracać tam po drobne. Dlatego też tym razem skierował się ku Palestynie, a konkretnie ku Jerozolimie. Dowódcą obrony Wschodu wciąż był Bouces (ten który zbiegł w czasie wyprawy Chosroesa z roku 540), który z małą armią zamknął się w twierdzy Hierapolis i nie wyściubiał z niej nosa. Słał tylko listy do Justyniana, domagając się posiłków co najmniej w liczbie 50 000 żołnierzy (było to niewykonalne, żeby zgromadzić taką liczbę wojska musiałby Justynian ogołocić całe centralne prowincje, a już nie było tam żołnierzy gdyż szczęść posłał do Italii). Justynian ponownie więc wysłał jako dowódcę Wschodu belizariusza, jednocześnie gdy powoływał go na to stanowisko, stwierdził rzekł do niego tymi słowy: "Najwierniejszy i najświetniejszy generale, przebaczamy ci wszelkie zło, jakie nam wyrządziłeś w przeszłości, i pamiętamy jedynie twoje zasługi..." - było to bez wątpienia upokarzające dla Belizariusza, tym bardziej że żadnych win swoich wobec cesarza nie pamiętał, natomiast w drugą stronę mógłby wymienić ich sporą liczbę). Belizariusz z 20 ludźmi popędził najpierw do Dara, tam zebrał 1 500 swych weteranów i z nimi ruszył do Karkemisz (gdzie również listownie wezwał Boucesa). Łącznie przybyło jeszcze 5 000 dalszych żołnierzy Belizariusza, 5 000 wojsk Boucesa, oraz 2 000 z Carrhae i Zeugmy. Łącznie siły Belizariusza nie przekraczały więc 14 000 żołnierzy. Król Chosroes choć dysponował znacznie liczniejszą armią, gdy dowiedział się że obroną kieruje Belizariusz nie był pewien jak ma postąpić, czy przyjąć bitwę bez zdobywania najpierw Hierapolis (co stwarzało niebezpieczeństwo dla jego flanki), czy też zdobywać twierdzę i narazić się na ataki wojsk Belizariusza (tym bardziej że Belizariusz nigdy jeszcze nie przegrał bitwy w obronie). Postanowił zasięgnąć najpierw wiadomości na temat liczebności armii rzymskiej, wysłał więc swoich posłów do obozu Belizariusza z propozycją zawarcia rozejmu (a tak naprawdę w celu rozejrzenia się jak liczna jest jego armia i czy warto przyjmować bitwę). Ten jednak odgadł zamiary szacha, zebrał przyboczny pułk i wyjechał posłowi na spotkanie rozbijając obóz gdzie indziej. Jego przeboczne wojsko nie miało ze sobą tarcz i mieczy a było uzbrojone jedynie w łuki i lekkie topory. 




Belizariusz przyjął perskiego posła siedząc na pieńku na środku swego nowo rozbitego obozu - ubrany był jedynie w cienką tunikę i bardziej zafrasowany wydawaniem komend dla swej jazdy. Poseł wyraził zdziwienie że Belizariusz nie jest przebrany w szkarłaty i w pancerze, na co ten odrzekł że gdyby wiedział iż zbliża się do niego perski poseł zapewne przyjąłby go inaczej, ale nie jest on dworzeninem a żołnierzem. Poseł następnie stwierdził że wielki król przybywa ze 100 000 armią, lecz pragnie najpierw uzgodnić warunki rozejmu aby nie przelewać krwi, na co Belizariusz miał się zaśmiać, twierdząc że walczył już w wielu krajach ale nigdy jeszcze nie widział sytuacji, w której król wiodący 100 000 żołnierzy pragnąłby najpierw rozmawiać. Poza tym stwierdził że okolica nie jest przygotowana na tak wielką liczbę "gości", i jeśli król rozpuści swą armię, ten gotów jest podjąć go po królewsku. W międzyczasie poseł przyglądał się dyscyplinie żołnierzy którzy pochodzili z różnych krain, a którzy teraz służyli pod rozkazami Belizariusza i to nie z przymusu, a z własnej woli. Gdy więc wrócił do swego króla, powiedział mu iż Belizariusz dał mu 5 dni do namysłu, ale on radzi wycofać się, gdyż jeśli główne siły rzymskie są choćby w połowie takie jak ta straż przednia którą widział, to Persowie nie mają szans. Król Królów postanowił skorzystać z rady swego posła (który jednocześnie był magiem - czyli kapłanem Ahura Mazdy i bogini Anahity) i wrócić do siebie. Miało to miejsce latem 542 r. zaś wojsko rzymskie kroczyło za armią perską krok w krok, jakby ją odprowadzając i pilnując, aby nie wyrządzili szkód na mijanych przez siebie ziemiach. Chosroes był rozczarowany, nie zyskał żadnych łupów, a wycofywał się jak przegrany (chodź nie przegrał też żadnej bitwy). Nie wiadomo co ostatecznie zadecydowało za podjęciem decyzji o wycofaniu się Persów z Syrii, czyżby jedynie była to obawa przed doświadczeniem wojennym Belizariusza i jego żołnierzy? wydaje się to mało prawdopodobne, aczkolwiek nie można w pewien sposób wykluczyć również i tej możliwości. Wydaje się jednak że głównym powodem wycofania się Persów była informacja o wybuchu zarazy, jaka pojawiła się w Palestynie i w Syrii z Egiptu (a do Egiptu miała dojść z Etiopii). Wkrótce też Justynian wezwał Belizariusza do Konstantynopola, a to spowodowało że rzymska armia przestała iść za Persami i postanowili oni to wykorzystać. Ruszyli na twierdzę Kalinikum której umocnienia nie były ukończone, załoga uciekła, a Chosroes wziął w niewolę mieszkańców miasta, zaś miasto całe spalił. Teraz miał swój łup i mógłbym wracać jako zwycięzca. Natomiast Belizariusz miał potem stwierdzić, że Karkemisz było najmilszym ze wszystkich jego zwycięstw, jako że przepędził tam 100 000 armią perską, nie tracąc przy tym ani jednego żołnierza (czyli postąpił zgodnie ze sztuką wojenną Sun Tsu, który twierdził iż największe zwycięstwa odnosi się bez wyciągania miecza i bez przelewu krwi).




Zaraza dymiczna, jaka wybuchła z pełną siłą wiosną i latem 542 r. nie była tutaj widziana od stuleci (ponoć ostatni tak gwałtowny przypadek odnotowano w Atenach w latach 430-426 p.n.e.). Mówi się że do Egiptu przybyła ona z Etiopii (inne źródła twierdzą że z Chin, zainfekowane miały być chińskie dywany). W każdym razie bardzo szybko - w roku 541 - rozprzestrzeniła się w Peluzjum i Aleksandrii oraz w innych miejscach Egiptu, wiosną 542 pojawiła się w Palestynie i Syrii, natomiast latem tego samego roku była już w Konstantynopolu niosąc za sobą ogromne śmiertelne żniwo (prawdopodobnie chorobę tę przenosiły szczury, które najpierw zaraziły się na okrętach, a te okrętowe potem zaraziły szczury portowe, te zaś szczury kanałowe i szybko przeszło to potem na ludzi). W kolejnych zaś miesiącach pojawiła się owa dżuma na Bałkanach, w Italii, w Afryce Północnej i w Galii frankońskiej. W Konstantynopolu dziennie umierało 5 000 mieszkańców, potem 10 000 a ostatecznie nawet i 16 000. System grzebania ciał totalnie się załamał, ciała po prostu wywożono za miasto i zostawiano w ułożone jeden na drugim w pustych domach, lub ładowano na okręty i puszczano je na Morze Marmara żeby sobie dryfowały. Objawami zakażenia było pokrycie ciała (najczęściej lędźwi lub okolic głowy, często były to miejsca za uszami) okropnymi wrzodami, które rosły i pęczniały, a gdy pękały, ludzie wyli z bólu i umierali (niektórzy przy tym tracili rozum, biegali po mieście jak szaleni i rzucali się do morza aby w nim utonąć). Ci którzy tylko mogli, całymi rodzinami opuszczali Konstantynopol i przenosili się w rejony wyżej położone, o czystszym powietrzu, ale zdarzało się - i to wcale nie rzadko - że również i ci chorowali i umierali, natomiast pracownicy którzy zajmowali się wywożeniem ciał (oczywiście nie wszyscy, ale o tym piszą współcześni temu historycy) i lekarze nie ulegali chorobie, chociaż mieli doczynienia z tysiącami zakażonych ciał dziennie (wydaje mi się że tajemnica tego ,fenomenu tkwi w DNA danego człowieka. Często bowiem bywało tak w historii, że określona grupa ludności nie chorowała na zarazę która dotykała na przykład ich sąsiadów. Tak było chociażby w latach 1347-1353 w czasie epidemii Czarnej Śmierci w Europie. Miejscem które w minimalny, wręcz śladowy sposób zostało dotknięte tą epidemią, to były ziemie Królestwa Polskiego: Małopolska, Wielkopolska i większa część Mazowsza, a także okolice Mediolanu. Trzeba natomiast powiedzieć że te pięć lat Czarnej Śmierci w Europie, to była katastrofa porównywalna z co najmniej trzema wojnami światowymi jednocześnie. Spadek ludności w miastach europejskich był nieprawdopodobny i nieporównywalny z niczym wcześniej. Jeżeli w danym miejscu zanotowano spadek w wysokości tylko 50% pierwotnej ludności, to był ogromny sukces i można było powiedzieć, że dane miasto przeszło epidemię prawie bez strat. Często zaś te straty sięgały 70 a nawet 80%. Były też takie miejsca, które zupełnie się wyludniły. Natomiast u nas było inaczej. Oczywiście Czarna Śmierć nie ominęła Królestwa Polskiego, ale były to jakieś nieliczne przypadki. To zaś pozwoliło bardzo krótkim czasie nadrobić pewien dystans demograficzny do Europy Zachodniej. W końcu triumf spod Grunwaldu nie wziął się tylko i wyłącznie z reform gospodarczych Kazimierza Wielkiego, ale również z tego, że przeszliśmy Czarną Śmierć suchą stopą).




Ludzie w Konstantynopolu na różne sposób ratowali się przed zarazą. Jedni odprawiali modły i używali krzyżyków lub innych talizmanów które miały chronić przed chorobą, inni wracali do kultów pogańskich również znajdują w najróżniejsze zaklęcia i przepisy ochronne, jeszcze inni stosowali zadymianie, czy też okadzanie dymem pomieszczeń domowych (w wielu przypadkach okadzanie okazywało się właściwym posunięciem, choć nie zawsze). Jeszcze inni pili wodę z cytryną, jedli marynowane śliwki lub spożywali duże ilości twarogu. Ale zaraza nie była jedynym problemem trapiącym mieszkańców miasta i okolic (jak również innych rejonów Europy). Inną równie groźną plagą był głód, jako że wszelki handel wymarł, okręty nie przybijały do portu w obawie przed epidemią i kto nie miał zrobionych zapasów żywności a oszczędziła go zaraza, umierał z głodu. Ponoć zachorował również sam cesarz Justynian - wrzód pojawił się na jego pachwinie, a on odmawiał spożywania posiłków. Szybko też gruchnęła wiadomość że cesarz umarł i dotarła ona również do obozu Belizariusza na Wschodzie. Gdy przybyła do niego delegacja oficerów z zapytaniem komu teraz będzie służył, on odparł że podporządkuje się decyzji Senatu, a będzie głosował za kandydaturą Justyna, syna siostry Justyniana - Wigilancji. Cesarz jednak wyszedł z choroby, wyzdrowiał (choć choroba pozostawiła u niego krótkotrwały paraliż języka) i dowiedziawszy się o słowach Belizariusza, kazał go czym prędzej wezwać do Konstantynopola. W tym czasie zaraza zaczęła już powoli ustępować z miasta zniknęła całkowicie na jesieni 542 r zabierając ze sobą żniwo 300 000 mieszkańców Konstantynopola (który przed epidemią liczył nieco ponad 800 000 mieszkańców). W każdym razie Belizariusz (wraz z innymi generałami) miał teraz przybyć na sąd do stolicy, który zarzucał mu zdradę stanu i nawoływanie do buntu przeciwko cesarzowi.


CDN.

piątek, 25 marca 2022

ZABAWNE MELODIE

 KILKA ZABAWNYCH PIOSENEK

UTRZYMANYCH W FORMACIE

BIEŻĄCYCH WYDARZEŃ

 
 
DZIŚ KILKA ZABAWNYCH PIOSENEK O WOJNIE NA UKRAINIE, SZCZEPIONEK NA COVID-19 ORAZ INNYCH BIEŻĄCYCH WYDARZEŃ Z ROSJI. ZACZNIJMY OD SZCZEPIONEK, CZYLI:
 
 
 
"ZASZCZEPIONA KACZKA DZIWACZKA"
 
 

 
 
"MASECZKI W KROPECZKI"
 
 

 
 
 UKRAINA, CYGANIE I "RUSKIE CZOŁGI"
 
 
 "UKRADNIEMY RUSKIE WOJSKO, PUTIN-MENDA PÓJDZIE PRECZ!" 😂
 
 

 
 
"BAJKA O PUTINIE"
 
 

 
 
A TERAZ COŚ Z ROSJI, CZYLI:
 
 
"ŻEGNAJ ELITO"
 
 

 
 
SKECZ: "NAJŚMIESZNIEJSZA ARMIA ŚWIATA"
 
 
0:30 - "TATIANA, GDZIE JEST KAPITAN BYKOW?" 😂
 
"MELDUJĘ, ŻE KAPITAN BYKOW NIE DOJEDZIE, BO CYGANIE UKRADLI MU CZOŁG"
 
1:40 - "CYGANIE WAM TEŻ UKRADLI CZOŁG?"
 
"NIE, NAM ROLNICY TRAKTOREM ZABRALI HAUBICĘ"
 
1:50 - "MELDUJĘ, ŻE MAM DWIE WIADOMOŚCI - DOBRĄ I ZŁĄ. DOBRA WIADOMOŚĆ - OD TRZECH DNI NIE POSUWAMY SIĘ NAPRZÓD, MAMY DUŻE STRATY W SPRZĘCIE, ALE ZDĄŻYLIŚMY ZATANKOWAĆ BENZYNĘ - A CZOŁGI SĄ NA ROPĘ" 😅
 
3:15 - "JAKIE MY RACJE OD WAS DOSTAJEMY, O 2014, 2012, A TO JEST REKORD ŚWIATA - ZDIELANOV SOVIECKI SOJUZ" 😂
 
"PRZEZ TE PUSZKI CAŁY MÓJ ODDZIAŁ ZACHOROWAŁ"
 
"WŁAŚNIE, WSZYSCY MYŚLĄ ŻE ROSYJSKI ŻOŁNIERZ SIĘ ZESRAŁ ZE STRACHU, A TO KONSERWA BYŁA" 😄
 
4:25 - "UKRAIŃCY!"
 
"NIE UKRAIŃCY, TYLKO SZWEDZI - JESTEŚMY Z IKEI I WYNOSIMY SIĘ Z ROSJI" 😉
 
5:15 - "JAK TO? TO W KIJOWIE NIE MA NAZISTÓW I NARKOMANÓW?"
 
"NIE MA! ALE WIEZIEMY SWOICH" 😂
 
6:15 - "RUSKIE SPOŁECZEŃSTWO, JEST JAK TRÓJKĄT. NA DOLE WY - MIĘSO ARMATNIE, WYŻEJ GENERALICJA I NA SAMYM SZCZYCIE TEGO TRÓJKĄTA JEST ON"
 
"CZUBEK" 😅
 
 

 
 
PIOSENKA O 
UKRAIŃSKICH BOHATERACH
 
 

 
 

sobota, 22 stycznia 2022

PRZYSZŁOŚĆ CZY TERAŹNIEJSZOŚĆ?

 JEDNO JEST PEWNE I NIEPODWAŻALNE:

ABY ZŁO ZATRIUMFOWAŁO, 

WYSTARCZY ŻE DOBRZY LUDZIE

POZOSTANĄ BIERNI

 
 
 
Dziś chciałbym zaprezentować futurystyczną wizję przyszłości, opowiedzianą z perspektywy przeszłości, która jednak doskonale wpasowuje się w tę naszą teraźniejszą covidową rzeczywistość. Ostatnio bowiem po głowie chodził mi fenomenalny film z czasów, gdy ja przychodziłem na ten świat i gdy łapałem pierwszy wdech na tym łez padole. Film jest niesamowity i doskonale ukazuje świat przyszłości, który z naszej perspektywy wcale nie jest już futurystyczny, a realny. Rzeczywistość ukazana w filmie o którym zaraz opowiem, jest częścią naszego życia od ponad dwóch lat. Oczywiście mam tu na myśli całe to pandemiczne szaleństwo (od razu pragnę wyjaśnić: co innego wirus SARS-CoV2 który rzeczywiście istnieje, a co innego restrykcje pandemiczne, które nie służą leczeniu ludzi, tylko uczeniu posłuszeństwa i wymuszaniu na ludziach "dobrowolnych" szczepień preparatami, które nie do końca są przebadane i nie wiadomo jak w przyszłości oddziaływać będą na nasz organizm. I jeszcze jedno - nie jestem i nigdy nie byłem antyszczepionkowcem, mam bowiem wykonany pełny komplet szczepień na najróżniejsze choroby, ale tego preparatu nie przyjmę choćby skały sr...y i morze się rozstąpiło), jakie zgotowali nam sprzedajni politycy i koncerny farmaceutyczne, których celem nie jest wcale dbanie o nasze zdrowie i życie, a wyszarpanie od nas naszych pieniędzy, podporządkowanie i ostateczne zniewolenie za pomocą restrykcji oraz... certyfikatów. Te ostanie bez wątpienia posłużą do zniewolenia ogromnych rzesz ludzi (choćby poprzez likwidację gotówki i zastąpienie jej odnawialnymi co miesiąc kredytami, które będą się początkowo wyświetlały na naszych rozszerzonych certyfikatach, gdzie znajdą się kompletne dane o naszej osobie. Brak gotówki i odnawialne kredyty to również brak oszczędności, a to właśnie one są podstawą naszej wolności, gdyż człowiek pozbawiony środków do życia ma tylko dwie drogi, którymi podążyć może aby nie umarł marnie - kradzież lub też pokorne oczekiwanie na państwowe dotacje i social. Nikt mi więc nie powie, że na tym świecie może istnieć jakakolwiek wolność bez pieniędzy, tak więc odebranie nam oszczędności to nasza całkowita niewola).
 
Taka rzeczywistość już jest wdrażana w życie na naszych oczach (i jedynie najwięksi głupcy, lub też ci, którzy zamykają oczy, zasłaniają uszy i zatykają usta, starając się tym samym nie dostrzegać rzeczywistości, mogą myśleć dziś inaczej). Jesteśmy balastem dla wielkich tego świata, niepotrzebni i niebezpieczni dla elit, bowiem demokracja i wolność kapitału powodują, że stajemy się "krnąbrni" i nieposłuszni (jak mówią niektórzy z "Władców" tego świata). A żaden władca nie chce (szczególnie taki władca, który dysponuje ogromnymi środkami finansowymi) nie chce, aby jego poddani mieli własne zdanie. Oni mają być posłuszni i wykonywać polecenia - demokracja więc już dzisiaj jest w odwrocie (spójrzmy bowiem co dzieje się obecnie w Unii Europejskiej i w Stanach Zjednoczonych, które to pod światłymi rządami "Brandona" i skrzeczącej Harris, kompromitują się w tempie szybkości światła). Tym bardziej, że ci "wielcy" ludzie, którzy władają światem, kontrolując nieprzebrane środki finansowe naprawdę uwierzyli w to, że są bogami. A bogowie to bogowie, ze śmiertelnikami nie chcą się w żaden sposób dzielić czymkolwiek (o władzy i pieniądzach nawet nie wspominając). Dlatego też demokracja jest dla nich niebezpiecznym ustrojem, bowiem przez przypadek (niedopatrzenie lub "błąd systemu") do władzy może dojść jakaś organizacja lub partia, która się "wielkim" nie spodoba. Plan jest już bowiem rozpisany dawno - wymieszanie kulturowe społeczeństw, zalanie Europy i Ameryki obcymi kulturowo i religijnie ludami, restrykcje pandemiczne, wzrost liczby certyfikatów i przyzwyczajanie do nich społeczeństw (początkowo dobrowolne wraz z wykazaniem zysków, jakie można będzie odnieść z ich posiadania, a potem już obowiązkowe). Z czasem i certyfikaty przestaną być potrzebne, bo wejdą chipy lub skanowanie twarzy (twarzą będziemy płacić w sklepie za towary, a właściwie nie "płacić" tylko będą nam one odliczane z naszej comiesięcznej puli kredytów). To może wydawać się zabawne lub nawet interesujące, ale realnie prowadzi do ciężkich, choć niewidzialnych kajdan, jakie zostaną wówczas założone na nasze ręce, nogi i szyję. Staniemy się własnością - skanowaną, kontrolowaną, podglądaną (już dziś większość tych "dobrodziejstw" jest wdrażana w życie). A wielcy lubią wiedzieć co ich "zwierzątka" porabiają (o tak będziemy traktowani, jak zwierzątka) i czy przypadkiem nie posługują się mowo-zbrodnią lub myślo-zbrodnią, bo wtedy trzeba będzie (profilaktycznie, na jakiś czas) wyłączyć im certyfikaty, chipy lub skaner twarzy, co realnie doprowadzi do tego, że albo ci ludzie umrą z głodu (gotówki już nie będzie), albo złożą samokrytykę i na kolanach przeproszą swoich "władców" że oto ośmielili się pomyśleć coś, co mogłoby im się nie spodobać.
 
Co prawda widać już coraz wyraźniej, że covidowe szaleństwo jest już w odwrocie (są kraje, gdzie jeszcze stosuje się poważne restrykcje, ale i tam z czasem nastąpi odwrót), szczególnie widać to w naszym kraju, gdzie rząd i opozycja idą równym, wspólnym krokiem w kierunku pandemicznego zniewolenia i zamordyzmu, ale nie są w stanie przegłosować nawet najprostszych ustaw do tego prowadzących (jak chociażby ta - praktycznie całkowicie już bezzębna ustawa, o możliwości szczepionkowej weryfikacji pracownika przez pracodawcę i ewentualnie powierzenie mu innych zadań, nie związanych z kontaktem z drugą osobą. Sam jestem pracodawcą i wiem, że to jest wydmuszka i nikt normalny - żaden normalny pracodawca - nie będzie narażał swojej reputacji, stabilności firmy i własnych finansów, bawiąc się w jakieś pseudo-obostrzenia). A to jest jedyna rzecz, jaką nasz rząd jest w stanie przegłosować, choć (pomimo całkowitej nieszkodliwości tej ustawy) i tak nie udaje mu się tego przegłosować od kilku miesięcy. Ludzie bowiem mają już dosyć tego całego tałatajstwa (żeby nie użyć mocniejszych słów). Dość sprzedajnych lekarzy, siedzących w kieszeniach wielkich koncernów, dość polityków, którzy również ubijają swoje interesy na tej pandemii, wreszcie dość bezczelności koncernów farmaceutycznych, które jasno deklarują że to jest "eksperyment medyczny" i że produkt nie został jeszcze dokładnie przebadany, a jednocześnie zrzucają z siebie wszelką odpowiedzialność prawną, za ewentualne powikłania poszczepienne teraz i w przyszłości. W Wielkiej Brytanii Borys Johnson też ogłosił zakończenie pandemii i wkrótce tak się stanie również i w innych krajach, ale wcale się nie cieszmy. Pandemia się skończy, zacznie się coś innego - bowiem do 2030 roku ma być "pozamiatane" (według tego co głosi Agenda 2030, która jest przecież rezolucją Zgromadzenia Ogólnego ONZ, a nie wytworem jakichś "szurów", "płaskoziemców" i "antyszczepionkowców"). Do 2030 r. większość społeczeństw ma zostać pozbawiona własności (inflacja i wykupywanie nieruchomości przez rządy, certyfikaty, likwidacja gotówki) i jak głoszą autorzy owej agendy: Ludzkość ma z tego powodu być prze-szczęśliwa ("Nie będziesz nic posiadał i będziesz szczęśliwy" - jak głoszą), czyli pełen komunizm. Oczywiście wiadomo że Nowego Świata nie da się stworzyć bez silnego aparatu restrykcji który zapewne powstanie (musi powstać, inaczej wszystkie te cele pozbawione byłyby sensu, a tak nie jest).

Zastanawiam się jednak, co przyjdzie po pandemii? Czy kolejny, znacznie śmiercionośny wirus (niedługo przecież mają mieć miejsce Zimowe Igrzyska w Chinach, a czytałem już o pojawieniu się tam jakiegoś nowego szczepu wirusa, który nie jest związany z SARS-CoV2, dlatego uważam że powinno się zbojkotować Igrzyska w Pekinie, do czasu wyjaśnienia sprawy rozprowadzenia Covid-19 po świecie, bo możemy zgotować sobie nową "niespodziankę", która ujawni się w kilka miesięcy po zakończeniu owych Igrzysk). A może to będzie zupełnie co innego, np. pozorowany atak kosmitów? To tylko na pierwszy rzut oka wydaje się nieprawdopodobne, bowiem czy ktoś jeszcze trzy lata temu spodziewał się, że wkrótce ludzie zostaną pozamykani w domach, że nakaże im się nosić na twarzy kagańce (zwane maseczkami) niczym zwierzętom, że zacznie się masowe testowanie ludzi (niczym królików doświadczalnych) nieprzebadanymi preparatami? Że ludzie zaczną od siebie stronić, a media będą uprawiać nagonkę na tych, którzy nie przyjęli nieznanego preparatu, podobną do tej, jaką uprawiano w III Rzeszy w stosunku do Żydów? Wydaje mi się, że trzy lata temu, gdyby ktoś o tym powiedział, został by w najlepszym przypadku potraktowany ironicznym uśmiechem, lub po prostu wyśmiany. A jednak tak się stało! Skąd zatem możemy założyć, że "Władcom" nie przyjdzie do głowy przestraszyć nas w inny sposób, np. właśnie mówiąc o jakimś możliwym ataku obcych z Kosmosu na Ziemię, po to aby całkowicie oddać im władzę (międzynarodowym gremiom które kontrolują) i ostatecznie zrezygnować z demokracji - oczywiście w celu obrony naszej planety. Tego nie możemy być już pewni. A oni z tej drogi nie zrezygnują, bo celem jest nie tylko władza równa boskiej, lecz również (a może przede wszystkim) o ich przyszłość, bowiem jeśli nie uda im się nas podporządkować i stłamsić, to wcześniej czy później ich pozycja dobiegnie końca, tym bardziej że demokracja i wolność są wartościami do których (tak czy inaczej) Ludzkość będzie dążyć.
 
W każdym razie cel jest jasny i "Oni" nawet się z tym zbytnio nie kryją, to raczej "My" mamy klapki na oczach, starając się nie dostrzegać faktów i żyjąc w świecie własnych marzeń. A fakty są chociażby takie, że w pandemii zarabiają najbogatsi, traci zaś klasa średnia i najubożsi. A po co tym najbogatszym pieniądze, którym ani oni, ani ich potomkowie przez kilka pokoleń nie będą w stanie zużyć? Odpowiedź jest prosta - ten kto ma nieograniczone środki, a tym samym posiada nieograniczoną wolność - jest... bogiem (a przynajmniej za takiego się uważa i nie zamierza dzielić się swą "boskością" z całą resztą "ludzkiego zwierzyńca"). Mam nadzieję, że tym przydługim wstępem jasno sprecyzowałem temat, który jednak miał być jedynie wstępem, bowiem celem moim było pokazanie filmu (o którym wspomniałem na samym początku), gdzie wszystkie te totalitarystyczne, antyludzkie i antyspołeczne tendencje zostały pokazane w wyśmienity sposób. A mam tutaj na myśli polski film fantastycznonaukowy z 1981 r. pt.: "Wojna Światów - Następne Stulecie". Ten film bowiem - z niesamowitą rolę Romana Wilhelmiego - niczym w soczewce pokazuje naszą dzisiejszą teraźniejszość, w której żyjemy. Czterdzieści lat temu, w czasach siermiężnej komuny (jeszcze przed wprowadzeniem Stanu Wojennego, choć cenzura zabroniła jego wyświetlania przed 1983 r.) powstał film, który dokładnie przewidział przyszłość i nakreślił piękną opowieść naszej współczesnej rzeczywistości. Warty więc jest obejrzenia, ale dla kontekstu pozwolę sobie nieco opisać jego fabułę, aby udowodnić, że film ten jest niezwykle dziś aktualny.
 
Otóż, rzecz dzieje się w futurystycznej rzeczywistości, w pewnym nieokreślonym państwie, do którego przybywają Marsjanie. Głównym (i tragicznym) bohaterem tej opowieści, jest niejaki - Iron Idem, mający swój program w telewizji pod nazwą "Iron Idem's Independent News". Pewnego dnia, gdy przygotowuje się do programu, pewien tajniak przynosi mu nowy tekst z propagandową wersją do odczytania, gdyż rząd ogłasza że przybyli Marsjanie są naszymi przyjaciółmi i jednocześnie zaraz powstają w całym kraju punkty poboru krwi, gdzie ludzie - oczywiście dobrowolnie - mają oddawać krew na potrzeby przybyszów, gdyż ci właśnie przybyli na Ziemię po ludzką krew. Wszystko jest dobrowolne, ale kto nie odda krwi, zostanie poddany szykanom, tak więc "dobrowolnie" każdy obywatel zmuszony jest zarejestrować swoją grupę krwi i oddać ją w specjalnych placówkach, w których krew ta jest pobierana. Iron Idem początkowo się buntuje i składa skargę u prezesa telewizji, ale jego zapowiedz że zerwie program, gdy raz jeszcze przyniosą mu do odczytania inny tekst, zostaje zauważona. Następnego dnia do jego mieszkania wdziera się tajna policja (przy której są Marsjanie - niewielkiego wzrostu krasnale), która demoluje mu dom, porywa żonę, a jego samego znakuje "dowodem przyjaźni" z Marsjanami, przekuwając mu ucho. Policja daje mu ultimatum - nie zobaczy żony, jeśli nie będzie posłuszny i nie będzie przekonywał ludzi do konieczności szczepień na covid-19 oddawania krwi dla Marsjan. Tajniacy żądają też, aby zarejestrował się jako przyjaciel Marsjan, co ten zmuszony jest uczynić - mając nadzieję, że w ten sposób odzyska żonę. Rządowa propaganda wszędzie podkreśla że Marsjanie są przyjaciółmi i oddawanie dla nich krwi jest symbolem przyjaźni. Organizowane są spotkania na których ludzie zmuszeni są powtarzać, jak bardzo kochają Marsjan i jacy oni są wspaniali.
 
Idem zostaje wyrzucony z mieszkania i musi odtąd zamieszkiwać w noclegowni dla bezdomnych. Tam poznaje pewnego starca, który szykuje się do wysadzenia całej telewizji, jako symbolu ogólnego okłamania i ogłupiania społeczeństwa. W noclegowni panuje obowiązek "dobrowolnego" pobierania krwi ("Krew dajecie dobrowolnie. Kto nie da, nie dostanie śniadania. Kto nie je, nie może dać krwi. Kto nie może dać krwi, traci miejsce w noclegowni"). Idem zostaje tam pobity - bo nie chce ćwiczyć wraz z innymi przed pobraniem krwi - i wyrzucony z noclegowni. Na ulicach rządowe "szczekaczki" informują że "wszystko jest dobrze", oraz by ludzie ustawiali się przed punktami poboru krwi, grożąc srogimi konsekwencjami za uniknięcie "dobrowolnego" oddania krwi. Organizowane są najróżniejsze konkursy, aby zmobilizować ludzi do posłuszeństwa, a dla tych, którzy oddadzą ponad miarowo więcej krwi, przyznawane są darmowe wejściówki na koncerty i zabawy. Zaś nieposłuszni i ci, którzy uciekają, są całkowicie pozbawiani krwi. Iron Idem udaje się do telewizji, gdzie w ubikacji zabija Marsjanina i przybywa na koncert, organizowany z okazji pożegnania Marsjan - którzy wkrótce mają odlecieć do siebie. Wchodzi na scenę i wygłasza do tłumów przemowę. Mówi np. : "Z telewizyjnego chaosu wybieracie prawdy, które uznajecie za wygodne. Przyswajacie sobie tylko to, co utwierdza was w przekonaniu że bierność jest cnotą i koniecznością. Bo to jest właśnie to, w co chcecie wierzyć. (...) Siadacie przed telewizorem (....) czujecie się bardziej ludzcy od tych, na których patrzycie, a przecież oglądacie takich samych, jak wy; tak samo zakłamanych, tak samo słabych, tak samo uległych. Telewizja jest stworzona na wasze podobieństwo. (...) Jesteście ogłupiani, bezwolni. Każą wam oddać krew - oddajecie, każą wam chodzić na czworakach - zrobicie to. Sprzedacie godność, sprzedacie uczciwość - bu kupić większy telewizor, by dostać jakiś marny ochłap władzy. Każdy z was chce rządzić i sam jest niewolnikiem. Każdy z was jest gwałcony, ale jedyne czego pragnie, to gwałcić innych". 

Idem zostaje wyrzucony ze sceny, a prezes telewizji wyjaśnia mu, że ludzie i tak jego przesłania nie zapamiętają, po czym inscenizuje pokaz mordu, jakiego mieli dokonać Marsjanie. Idem następnie spotyka starca, którego poznał w noclegowni, a planuje on wysadzenie telewizji w powietrze, za pomocą dynamitu. Idem jednak odmawia wzięcia w tym udziału, gdyż jak mówi: "Telewizji to ludzie" a nie tylko zimne mury. Starzec postanawia mimo wszystko dokończyć dzieła, ale nie wie, że jest obserwowany przez tajną policję (która przez pośredników sprzedała mu dynamit). Wszystko jest też kamerowane i ma posłużyć w rządowej propagandzie. Idem domyśla się w czym rzecz i stara się ocalić starca, ale ten nie daje za wygraną i ginie wysadzony w powietrze przez tajniaków. Idem ląduje w areszcie, gdzie obserwuje nowy program telewizyjny, w którym następuje całkowita zmiana narracji. Marsjanie odlatują, a rząd, który do tej pory im się wysługiwał i przymuszał ludzi do "dobrowolnego" oddawania krwi, staje na czele ruchu oporu wobec marsjańskiej inwazji, zaś Iron Idem zostaje pokazany jako ten, który namawiał do uległości wobec Marsjan (wycięto jego słowa, gdy mówił "bierność jest cnotą i koniecznością". Iron Idem staje przed sądem, gdzie skazany zostaje na śmierć za kolaborację z Marsjanami i namawianie społeczeństwa do bierności i uległości.Nim jednak wyrok zostaje wykonany, do jego celu strażnicy wprowadzają worek, w którym jest jego żona. Okazuje się jednak, że została ona całkowicie pozbawiona krwi i przynoszą mu jej trupa. Na drugi dzień Iron Idem staje przed plutonem egzekucyjnym, a jego śmierć jest transmitowana w telewizji. W rzeczywistości jednak Idem nie zostaje rozstrzelany, lecz dla milionów widzów jego śmierć jest oczywista, gdyż tak to pokazała telewizja. Idem opuszcza miejsce "egzekucji" i wychodzi, a ludzie i tak wierzą w to, w co chcą wierzyć dzięki potędze telewizyjnej propagandy.



Film bezwzględnie wart obejrzenia, przede wszystkim jako retrospekcja naszej rzeczywistości.
 
 
 
 
  

niedziela, 26 grudnia 2021

ZDROWIA, WOLNOŚCI I NORMALNOŚCI

 ŻYCZMY SOBIE W TE ŚWIĘTA 

PRZEDE WSZYSTKIM NORMALNOŚCI!

 
 

 
 
 Święta już powoli zbliżają się ku końcowi, a ponieważ ja jeszcze nie zdążyłem złożyć Czytelnikom tego bloga bożonarodzeniowych życzeń, zatem teraz właśnie naprawiam ten błąd. Jednocześnie chciałbym zabrać krótką chwilkę, aby zadumać się nad "szaleństwem" czasów w jakich przyszło nam żyć. Dlaczego szaleństwem i czemu słowo to wziąłem w cudzysłów? A choćby dlatego, że jeszcze trzy, cztery lat temu nikt by nie uwierzył, że oto ludzie zostaną zamienieni w zwierzęta, że będą zmuszeni publicznie nosić kagańce, że będzie się ich zamykać w boksach domach i wypuszczać po wypełnieniu pewnych odgórnie narzuconych nakazów, że ludzie podzielą się na wzajemnie zwalczające się obozy, że będą tresowani, a poprzez tresurę adekwatnie nagradzani lub karani. To wszystko jeszcze trzy lata temu wydawałoby się jako coś nieprawdopodobnego, jako chory sen wariata. A jednak przyzwyczajamy się i do obostrzeń sanitarystycznych i do prikazów antykulturowych i również do nowej religii, jaką obecnie staje się ekologizm (plus genderyzm i feminizm - bo to w dzisiejszych czasach występuje ze sobą w pakiecie. Po prostu nie można być ekologistą, nie "wspierając" osób lgbt, nie można wyznawać wiary w feminizm jednocześnie odrzucając genderyzm. Oczywiście można próbować tego ze sobą nie łączyć, ale wtedy skończy się smutno, choćby tak jak znane feministki: Martina Navratilova czy szczególnie J. K. Rowling).
 
Czytając wiadomości o świecie, o kolejnych lockdownach wprowadzanych w Austrii czy Australii, we Francji czy kraju który jeszcze do niedawna nazywano Stanami Zjednoczonymi Ameryki (a dziś to już pewnie jakiś bidenowy genderland z flagą lgbt wiszącą na równi flagi USA przy ambasadzie w Warszawie) to zastanawiam się do jak wielkich doszło zmian kulturowych na przestrzeni tych ostatnich dwudziestu lat. Jak my wszyscy (głównie ludzie tzw.: Zachodu, ale w naszej części Europy powszechne ogłupianie również idzie pełną parą) daliśmy się zniewolić, jak daliśmy się podporządkować w imię świętego spokoju. Weźmy choćby taką Amerykę z 2001 - nie mówiąc już o Ameryce z roku 1991 czy lat 80-tych - i porównajmy np. filmy, jakie wówczas kręcono, a jakie kręci się obecnie. Jaki był przekaz Ameryki lat 80-tych i 90-tych? Prosty i zrozumiały: Jesteśmy silni, jesteśmy najlepsi, dobiliśmy III Rzeszę, skopaliśmy tyłki komuchom w Korei i w Wietnamie (wojna w Wietnamie była do wygrania, niestety, amerykański establishment polityczny nie miał zamiaru tej wojny wygrać, chodziło tylko o to, aby ją jak najdłużej ciągnąć by zainicjowało i przyspieszyło to zmiany kulturowe w USA) i doprowadziliśmy do rozpadu Związku Sowieckiego, dziś zaś Ameryka ma twarz Antify, BLM, Bidena po zmianie pampersa (śmiejącego się żałośnie do Putina) oraz zabawnej jak skrzecząca wrona Kamali Harris. Ja sam wychowałem się na filmach z udziałem Sylwestra Stallone, Jean-Claude'a Van Damme'a, Arnolda Schwarzeneggera czy nawet Steven'a Seagala, na "Drużynie A", gdzie "Buźka" (grany przez Dirka Benedicta) ganiał jeszcze za spódniczkami, a nie próbował sam je nosić, czy też na "Bonanzie". A jak wyglądały społeczeństwa Francji czy Wielkiej Brytanii jeszcze na początku lat 90-tych, w porównaniu z tym, co mamy obecnie? Zresztą po co szukać daleko, wystarczy spojrzeć na nasz własny kraj, na nasze społeczeństwo i porównać to dzisiejsze, z tym z ostatnich lat PRL-u, aby zauważyć że i u nas zmiany kulturowe zostały przyspieszone.
 
 

 
Aby to ze sobą porównać, wystarczy po prostu stwierdzić - z czasach komuny mieliśmy władzę ateistyczną (a jednocześnie bardzo pruderyjną), ale naród był katolicki, dlatego też komuniści mogli robić sobie co chcieli (zamykać kościoły, zabraniać budowy nowych, organizować państwowe czyli ateistyczne "kontrprocesje", zamykać księży w więzieniach itd.), ale musieli respektować zastaną rzeczywistość, a rzeczywistość była taka, że Kościół był obecny w życiu Polaków i to do tego stopnia, że nawet wielu partyjnych kacyków incognito chrzciło własne dzieci (Jaruzelski - zbrodniarz epoki stalinowskiej służący w Informacji Wojskowej przez której kazamaty przetoczyło się tysiące Polaków, w tym Żołnierzy Niezłomnych, a potem dyktator lat 80-tych odpowiedzialny m.in. za antysemicką czystkę w wojsku w 1968 r. za najazd na Czechosłowację również w tym samym roku i za wprowadzenie Stanu Wojennego w grudniu 1981 r. - również on przed swą śmiercią w 2014 r. wyspowiadał się przed księdzem. Po co, skoro przez całe swoje życie walczył z Kościołem Chrystusowym? Czyżby się bał? A czego, skoro w światopoglądzie materialistycznym coś tak zabobonnego jak Bóg czy świat pozamaterialny nie istnieją. Czego więc się obawiał? Ciężaru własnych zbrodni i tego, że życie się skończyło i nie ma doprawdy z czego być dumnym, a pozostał cały ciężar wstydu i niepokoju? Spowiedzią i przyjęciem komunii świętej starał się więc w jakiś sposób usprawiedliwić swoje czyny w ostatnich chwilach swego życia.
 
 
Dziś społeczeństwo coraz częściej się laicyzuje (i także ja sam piszę te słowa nie jako wybitnie praktykujący katolik, gdyż nie jest, ale nie zmienia to faktu że mam ogromny szacunek do instytucji Kościoła, jako jednego z filarów cywilizacyjnego rozwoju Europy, podobnie jak do greckiej filozofii i prawa rzymskiego. Mądrość - Sprawiedliwość - Miłość, to właśnie na tych trzech filarach budowana była Europa i jeśli wyjmiemy z tego monolitu jakikolwiek element, cała konstrukcja musi się zawalić, gdyż nie można dziś wyobrazić sobie Europy bez antycznej cywilizacji greckiej i bez spuścizny republikańskiego oraz cesarskiego Rzymu. Ale tak naprawdę to Europa nie istnieje, gdy oderwiemy ją od Chrześcijaństwa, jako najsilniejszego budulca w całej tej konstrukcji. Wyobraźmy sobie dziś Europę bez chrześcijaństwa, co nam zostaje? Pytanie to pozostawię bez odpowiedzi). Oczywiście Kościół ma wiele za uszami i na przestrzeni wieków namnożyło się w tej instytucji bardzo wiele zła, ale należy należy pamiętać o dwóch rzeczach - po pierwsze, Kościół tworzą ludzie i jest on taki, jaki kierunek oni mu nadadzą (w czasach Borgiów albo w epoce średniowiecznej pornokracji Kościół wcale nie był lepszy), a człowiek jest sumą sprzeczności, nieustanną batalią wody z ogniem. Po drugie zaś - Kościół jest dziełem Chrystusa. Chrystusa który nie był imigrantem lub członkiem społeczności lgbt jak twierdzi współczesna neomarksistowska debilo-inteligencja, ale istotą, która przyjęła ludzkie ciało, po to tylko, aby wyprowadzić ludzkość na wyższy poziom duchowego rozwoju. Wielu wierzy że Jezus Chrystus był "Synem Bożym", niech tak będzie, gdyż Jego królestwo z pewnością nie pochodziło z tego świata. Dlatego też nie wierzę aby Skała, na której Chrystus wzniósł Kościół, mógł przez ludzką słabość tak łatwo ulec skruszeniu. Kościół Chrystusowy może co prawda osłabnąć - i zapewne jeszcze osłabnie - ale nie może zostać zniszczony. Nie może, gdyż zawsze znajdzie się taki Jaruzelski, który przed swą śmiercią zapragnie właśnie tędy zbliżyć się do Królestwa Niebieskiego.
 
Przepraszam za ów niespójny przydługawy wywód bożonarodzeniowy, ale to zapewne jeszcze wpływ owych świąt i dodam na koniec że prawdziwa siła ludzkości tkwi przede wszystkim w biernym oporze. Tak samo jak w czasach komunizmu, gdzie władza swoje a lud swoje, tak i teraz, w epoce postępującego nowego feudalizmu i sprowadzania nas do roli współczesnych niewolników - siła wszystkiego tkwi w trzymaniu się razem i w biernym oporze, w biernym oporze i w śmiechu, który niewątpliwie jest najgorszy dla rządzących, gdyż nie sposób go zdławić, spacyfikować i rozbić. Do tego bierny opór stosowany przez miliony niczym nie wyróżniających się zwykłych ludzi, to koszmar dla globalistów, propandemików faszerujących nas nowymi lekami i szczepionkami i wszystkich tych zamordystycznych, antykulturowych neomarksistów, których celem jest stworzenie nowego obozu koncentracyjnego o nazwie Ziemia i zarządzanie nim jako współcześni feudałowie, których chore wizję Nowego Wspaniałego Świata mają odebrać nam owe Trzy Filary naszej cywilizacyjnej egzystencji. Chrystus niegdyś rzekł Piotrowi: "Ty jesteś Piotr, czyli Skała, a na tej Skale zbuduję mój Kościół, a bramy piekielne nie przemogą go" (Mat. 16,13-19). Tak naprawdę to nie Piotr był ową Skałą, ową Skałą jesteśmy my wszyscy, ludzie wolni, którzy aby ocalić naszą wolność i nasze życie i przekazać je kolejnym pokoleniom, musimy w nienormalnym świecie elit stworzyć naszą własną normalność mas, nie izolować się od ludzi, a wręcz przeciwnie wzajemnie wspierać, gdyż nasza siła leży w ich słabości, a ich słabością jest strach przed tym, że projektowany od dekad Nowy Wspaniały Świat ludzkiej niedoli może nie powstać, gdyż stworzenie przez nas własnej normalności, bierny opór oraz świadomość naszej wewnętrznej siły (owej Skały) to nieprawdopodobna broń, przed którą oni realnie są bezbronni. Dlatego też ja, w te święta życzę wszystkim czytelnikom tego bloga (i wszystkim ludziom w ogóle):



ZDROWIA, WOLNOŚCI, 
NORMALNOŚCI I WYTRWAŁOŚCI!
 
 
 
"BÓG SIĘ RODZI - MOC TRUCHLEJE"
 
 
 
 

 

sobota, 30 października 2021

PRAWDZIWA HISTORIA KOPCIUSZKA - Cz. I

BAJKA OPARTA NA 

REALNYCH PRZYKŁADACH 

"KSIĄŻĄT" ZAKOCHANYCH W

PRAWDZIWYCH "KOPCIUSZKACH"

 




WPROWADZENIE

 
 Bez wątpienia najpopularniejszą bajką o Kopciuszku - czyli o biednej, ale pięknej, uprzejmej i niezwykle łagodnej dziewczynie, która zmagać się musi z przeciwnościami losu po śmierci swego ojca - jest opowieść autorstwa braci Grimm (Wilhelma Karola i Jakuba Ludwika). Ale takich historii jest znacznie więcej i nie mówię tutaj tylko o opowieściach Charles'a Perraulta, Giambattisty Basilie'go czy Antoniego Józefa Glińskiego, ale również o tych starożytnych (chińskiej i grecko-rzymskiej). Aby jednak nie oddalać się za daleko od naszego kręgu kulturowego, warto na szybko przedstawić krótką historią greckiej kurtyzany - Rhodopis, zamieszkałej w Egipcie, w której to miał zakochać się faraon Psametyk I (założyciel XXVI Dynastii, który przepędził z kraju zarówno czarnoskórych władców z dynastii nubijskiej, jak i z powodzeniem walczył z Asyryjczykami króla Aszurbanipala). Według opowieści, spisanej najpierw przez Strabona, a następnie powtórzonej w jego "Historii" przez Klaudiusza Elianusa - Rhodopis była piękną, grecką heterą zamieszkałą w Egipcie (co akurat nie było niczym zaskakującym i to nawet na długo przed najazdem Aleksandra Wielkiego), która pewnego razu wybrała się - wraz ze swoimi służebnymi - nad Nil, aby się wykąpać. Gdy służące pilnowały jej szat, nagle na ziemię zleciał orzeł, porwał jeden z jej bucików i ze swoją zdobyczą pognał ku niebu, do Memfis. Tam król Psametyk właśnie odprawiał sądy, gdy nagle z nieba spadł mu żeński but. Zafascynowany jego pięknem, polecił aby odnaleźć jego właścicielkę. Tak więc królewscy posłańcy wyruszyli do miast i wsi Egiptu, aby poszukiwać dziewczyny, na której stopę dokładnie pasował będzie ów bucik. Oczywiście bajka ta skończyła się happy endem, Rhodopis została odnaleziona, bucik na nią pasował, ona sama udała się do Memfis, gdzie zakochany król, uczynił z niej swą kochankę. A potem oczywiście żyli długo i szczęśliwie 😄. Tyle sama opowieść, która w następnych swych odsłonach prezentowana była przez kolejnych, bardziej współczesnych już nam autorów. Ale czy rzeczywiście były to wszystko tylko piękne bajki? Czy taka historia kiedykolwiek mogła się wydarzyć w rzeczywistości? 

Oczywiście że tak, i to nie raz. Takich miłości "książąt" do "kopciuszków" było w dziejach bardzo wiele, choć dla mnie jedna z najbardziej ciekawych, to historia miłości generała Jean-Louis Moranda (napoleońskiego oficera, który był bodajże najważniejszym autorem zwycięstwa w bitwie pod Auerstedt z 14 października 1806 r., gdy dywizja Gudina została rozbita przez Prusaków, a dywizja Frianta odcięta i zagrożona tym samym, wówczas właśnie atak sił Moranda przeważył szalę zwycięstwa na stronę Francji. Morand zresztą wsławił się również i pod Austerlitz) do panny Emilii Łucji Parys, która choć pochodziła z możnego rodu mazowieckiej szlachty - wielu jej przodków było kasztelanami, wojewodami i senatorami - to jednak jej rodzina w ciągu XVIII wieku bardzo zubożała i panienka ta - pomimo swojej urody - nie miała wielu adoratorów, gdyż nikt nie chciał wziąć sobie żony bez posagu, innymi słowy "żony-żebraczki". Generał Morand jednak tak się w niej zadurzył (na balu, zorganizowanym w Warszawie - 23 grudnia 1807 r. z okazji urodzin króla Saksonii i władcy Księstwa Warszawskiego - Fryderyka Augusta I), że wkrótce ją poślubił. Jest to bardzo ciekawa opowieść, którą z pewnością również zamieszczę w tej serii, ale jeszcze nie teraz. Teraz chciałbym się skupić na nieco innych "kopciuszkach", które w równy (a może jeszcze większy) sposób, potrafiły wywrzeć wrażenie na swoich "książętach z bajki". Będzie wiele takich historii, jak choćby opowieść o Loli Montez, kochance króla Bawarii - Ludwika I Wittelsbacha; o Marcie Skowrońskiej - niewolnicy i kochance cara Piotra I Wielkiego, która stała się pierwszą carycą Rosji pod imieniem Katarzyny I; o Matyldzie Krzesińskiej - metresie ostatniego cara Rosji Mikołaja II, która omal nie stanęła na przeszkodzie jego małżeństwu z Wiktorią Alicją Heską (czyli po prostu Aleksandrą Fiodorowną) i wielu, wielu innych. Można by ewentualnie ograniczyć się jedynie do tych z kobiet, które ostatecznie osiągnęły cel główny - jakim bez wątpienia było małżeństwo ze swoim "księciem" - ale myślę że wówczas pominąłbym wiele pięknych historii, które i tak kończył się dla tych niewiast happy endem, bez względu na to czy stawały na ślubnym kobiercu, czy też nie.




Jako zaś pierwszego "kopciuszka", pragnę zaprezentować w tej serii, postać niejakiej Teodory, która potrafiła tak bardzo rozkochać w sobie największego władcę Cesarstwa Bizantyjskiego - Justyniana I Wielkiego, iż ten całkowicie stracił dla niej głowę, a gdy zmarła, przywdział żałobę i już do końca swego życia (a żył jeszcze lat siedemnaście) nie ożenił się (co też oznaczało że nie spłodził następców, gdyż z Teodorą dzieci nie posiadał). Ponieważ interesującego tematu czasów Justyniana dotąd nie przedstawiłem (np. interesujący jest zakres i skala tzw.: "plagi justyniańskiej", która nawiedziła ówczesne Imperium w 542 r. i pochłonęła setki tysięcy ludzkich istnień. Zapewne więc ta plaga była w dużej mierze winną temu, że Cesarstwo po śmierci Justyniana w 565 r. tak łatwo zaczęło ustępować z Italii. Bez wątpienia duży spadek liczby ludności musiał być tego powodem, tak samo jak duży spadek liczby ludności w czasie epidemii "Czarnej Śmierci" w latach 1347-1353, spowodował to, że Europa przez kolejne prawie dwa stulecia musiała odbudować stan swej populacji sprzed epidemii, a ponieważ liczba ludności miała znaczenie, a ziemie Europy Środkowej - szczególnie zaś ziemie polskie - odnotowały wówczas jeden z najniższych przypadków śmiertelności, zaś Czarna Śmierć praktycznie nas ominęła - jako nielicznych na naszym kontynencie - przeto w wieku XV a potem XVI byliśmy w stanie stworzyć pierwsze, nowożytne, demokratyczne europejskie imperium. Dziś również wydaje się, jakoby historia zataczała koło i jestem przekonany, że stoimy u progu nowego "Imperium Idei Polskiej" i w ogóle, że jesteśmy dziś Italią Europy, na kilka - może kilkanaście - lat, przed wybuchem wielkiego konfliktu I wojny punickiej), dlatego teraz też nadrabiam to opóźnienie. To tyle wyrazem wprowadzenia do tematu nowej serii - dziś krótko, ale jutro obiecuję poprawę.   



 
CDN. 
  

czwartek, 5 sierpnia 2021

MYŚLI ROZPROSZONE... Cz. II

KILKA NIEPOWIĄZANYCH ZE SOBĄ

ŻARTÓW, SENTENCJI, MEMÓW

I ZABAWNYCH FILMIKÓW

KU POKRZEPIENIU SERC

 
NA PRZEKÓR WSZELKIM TOTALITARYSTYCZNYM ZAPĘDOM, KTÓRE DĄŻĄ DO DZIELENIA I UPOKARZANIA LUDZI ZE WZGLĘDU NA KOLEJNĄ "FALĘ" NAJMODNIEJSZEGO OBECNIE NA CAŁYM ŚWIECIE WIRUSA - PRAGNĘ PRZYNIEŚĆ NIECO ROZRYWKI I HUMORU DLA OSÓB, KTÓRE PRAGNĄ ODPOCZĄĆ OD TEGO CAŁEGO POLITYCZNEGO I MEDIALNEGO BAGNA I NIECO SIĘ ZRELAKSOWAĆ. ZAPRASZAM WIĘC NA MAŁĄ SZCZYPTĘ HUMORU, KTÓRY POMOŻE NIECO ZRESETOWAĆ UMYSŁ I ODPOCZĄĆ NIECO OD ZAMORDYSTYCZNYCH DZIAŁAŃ MACRONA WE FRANCJI, KTÓRY KAŻE POLICJI STRZELAĆ DO PROTESTUJĄCYCH PRZECIWKO SEGREGACJI LUDZI NA LEPSZYCH I GORSZYCH TŁUMÓW, O ANGELI MAKRELI MERKEL, KTÓRA JUŻ SZYKUJE NIEMCOM KOLEJNY TWARDY LOCKDOWN, O BIDENIE, KTÓRY WRESZCIE MA PODTARTĄ PUPKĘ - O CZYM RACZYŁ PUBLICZNIE NAS POINFORMOWAĆ, ORAZ O TYCH NASZYCH "DYPLOMATOŁKACH" O KTÓRYCH NIE CHCE SIĘ NAWET MYŚLEĆ, A CO DOPIERO MÓWIĆ I PISAĆ. A PONIEWAŻ ŚMIECH JEST BEZ WĄTPIENIA NAJPOTĘŻNIEJSZĄ BRONIĄ SPOŁECZEŃSTW W STARCIU Z PRAGNĄCYMI NAS SPROWADZIĆ DO ROLI "WYSZCZEPIONYCH" I "ZAMASECZKOWANYCH" ZWIERZĄT RZĄDÓW, PRZETO RAZ JESZCZE GORĄCO NAMAWIAM - SKORO ŻYCIE JEST ŚMIECHU WARTE, TO SIĘ Z NIEGO ŚMIEJMY!!!
 
 
 
 
NA POCZĄTEK TAKI OTO ŻART, NAWIĄZUJĄCY DO POPULARNYCH OSTATNIO (WŚRÓD NIEKTÓRYCH) LOTÓW W KOSMOS:
 
 
 
Spotyka się dwóch kumpli i jeden mówi do drugiego że chciałby polecieć w kosmos, na co ten rzecze:
- Ochujałeś? w kosmos chcesz lecieć, po co ci to?
- Wiesz, w końcu nawet pies poleciał w kosmos, to dlaczego nie ja!?
A tamten na to:
-Psy na wszystko lecą - bo są sukami! 😄
 


 
 
A KUKU - TWARZ JAKBY ZNAJOMA 😉
 
 

 
 
PRAWDZIWY MĘŻCZYZNA
 
 

 
 
NAJLEPSZA OCHRONA
 
 

 
 
NIE MA TO JAK ŚWIEŻE MLEKO O PORANKU
 
 

 
 
 CZY SĄ TU JAKIEŚ PANIENKI?
 
 

 
  
ACH, TE "OKRESOWE" HUMORKI" NASZYCH PAŃ
 
 

 
 
KTO POD KIM DOŁKI KOPIE, SAM W NIE WPADA
 
 

 
 
A NA KONIEC KILKA ZABAWNYCH FRAGMENTÓW Z SERIALU "MIODOWE LATA"
 
 
 
ROZMOWA BIZNESOWA Z MURZYNEM
 
 
 3:15 - "To może teraz twoja murzyńska i moja biała... konkreten machen, bitte"
 
"Ale że co?" 😎 (...) Twoja dać moja eine łapówken, eine kopertówen 😅

6:10 - "Panie Murzyn, ja rezygnuję z biznesu z panem. Do widzenia. Murzyn won!"

"Co ty wyprawiasz, ty rasisto jeden?"

"Nie będzie Murzyn pluł nam w twarz!" 😄




 
 WŁASNE TELEWIZYJNE SHOW
 
 
1:10 - "Przeczytał pan nasz list"
 
"Tak"
 
"To chyba musi pan wiedzieć o co chodzi?"
 
"Właśnie nie bardzo. Wiecie panowie, najbardziej w tym liście panów zainteresowało mnie to, że nic z niego nie zrozumiałem... "Panie Kiepski Andrzeju, Grabowski Ferdynandzie. Z największą przyjemnością informuję pana, że zrobię z pana idiotę w piątek o 17:00 na żywo, w siedzibie telewizji kablowej Wola Info Show. Zapewne ucieszy pana wiadomość, że zamierzam zrobić z pana idiotę w czynie społecznym - to znaczy za darmo. Jako osoba poniżana i pogardzana w dzieciństwie, nie może pan przepuścić takiej okazji". Proszę panów, byłbym panom niezmiernie zobowiązany za odrobinę wyjaśnień. Po pierwsze - jakie dzieciństwo? Po drugie - jaki idiota?, a po trzecie - jakie za darmo?"
 
"Ale pan nie będzie musiał za to płacić" 
 
"Tylko wie pan, jak pan będzie chciał przyjść drugi raz, to już trzeba będzie zapłacić" 😅
 
4:15 - "My naprawdę chcemy panu zrobić dobrze"
 
"Panowie, czy to na pewno jest telewizja?" 😉
 
5:25 - "To pan jest normalny?"
 
"Zupełnie tak jak pan" 😂
 
 

 
 
WŁASNY ZESPÓŁ MUZYCZNY
 
 

 
 
SĄSIAD KURSKI - DEGUSTACJA ALKOHOLU
 
 
"Bardzo dobry rocznik. Nasłonecznione kartofliska południowej Małopolski - raczej lewa strona Wisły"
 
 

 
 
 
 DZIŚ NIECO SWOBODNIEJSZY TEMAT,
ALE TAK CZASEM BYĆ MUSI. MIŁEJ NOCY