Łączna liczba wyświetleń

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą GRECJA. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą GRECJA. Pokaż wszystkie posty

środa, 12 lutego 2020

SUŁTANAT KOBIET - Cz. XIV

HAREMY (WYBRANYCH) WŁADCÓW

OD MEHMEDA II ZDOBYWCY

DO ABDUL HAMIDA II




SERAJ SULEJMANA WSPANIAŁEGO

Cz. III


MATKA

SERAJ POD RZĄDAMI AYSE HAFSY

(1520-1534)

Cz. II




 
 Sułtan Sulejman bardzo skrupulatnie przygotował swą wyprawę przeciw wyspie Rodos, pomny doświadczenia swego pradziada - sułtana Mehmeda II Zdobywcy sprzed czterdziestu dwóch lat. Tamto oblężenie potężnej rodyjskiej twierdzy, trwające od 23 maja do 17 sierpnia 1480 r., zakończyło się klęską i kompromitacją Imperium Osmańskiego, mimo że na początku wyprawy Turcy byli pewni swego i mieli już przygotowane worki do grabieży oraz sznury do wiązania dziewcząt i chłopców, a także 8 000 naostrzonych pali, na które miano wbijać obrońców miasta. Ale wówczas zdobycie Rodos okazało się dla Osmanów za trudne i wielki mistrz Zakonu Joannitów - Piotr d'Aubusson, dzięki dobrze przygotowanej obronie i determinacji obrońców, ocalił swoją wyspę. Mehmed II zemścił się za to na dowódcy tej nieudanej wyprawy - admirale Mesihu Paszy, który co prawda ocalił życie, ale został zesłany w charakterze zwykłego sandżakbeja do Gallipoli (udało mu się ponownie wrócić do łask po śmierci Mehmeda II w maju 1481 r. i objęcia władzy przez jego syna - a dziada Sulejmana Wspaniałego - Bajazyda II). Teraz Sulejman pragnął wyeliminować wszelkie przeszkody i niedociągnięcia, jakie popełniono podczas poprzedniej wyprawy, zdając sobie jednocześnie sprawę że mury Rodos wciąż są potężne i żeby dostać się do środka, należy je najpierw skutecznie skruszyć. W tym celu trwała więc wzmożona budowa nowych okrętów w stoczniach Złotego Rogu i odlewanie wielkich armat kruszących mury. Cel był bardzo ambitny, chodziło bowiem o zdobycie sporej wyspy, której nie udało się opanować dotąd żadnemu z poprzednich osmańskich władców, a która to stanowiła zagrożenie dla rozwoju osmańskiego handlu i tras pielgrzymkowych do Mekki (rycerze Zakonu Joannitów często napadali na okręty muzułmańskie wiozące wiernych, lub na okręty handlowe - jednocześnie zapewniali u siebie schronienie chrześcijańskim korsarzom, grasującym na Morzu Egejskim i Śródziemnym). Zdobycie Rodos stało się więc kwestią niezwykle palącą i ważną dla dalszej osmańskiej ekspansji w Europie.

Sprzyjała temu również ówczesna koniunktura polityczna, jako że Zakon Joannitów na Rodos (którego wielkim mistrzem został w 1521 r. Francuz - Filip Villiers de l'Isle-Adam) był praktycznie pozbawiony jakichkolwiek sojuszników. Hiszpania cesarza Karola V (który władał wówczas ziemiami rozciągającymi się od Renu po środkowy Dunaj i od Alp po Morze Północne, nie licząc oczywiście Hiszpanii i nowych, zamorskich nabytków w Ameryce Środkowej oraz na Karaibach), toczyła krwawe walki z Francją króla Franciszka I i hiszpańskimi comuneros na których czele stanęło kilku toledańskich caballero (rycerzy), niezadowolonych z polityki króla Karola (np. podniesienia podatków) i gotowych zastąpić go, jego obłąkaną matką (którą ten trzymał na zamku w Tordesillas) - Joanną Szaloną. Henryk VIII także był zajęty konfrontacją z Francją (w sojuszu z Hiszpanią). Co prawda król Anglii marzył o wielkiej, świętej wojnie - ale z Francją i liczył na powtórzenie sukcesu spod Azincourt (1415 r.), w której to bitwie jego przodek pokonał Francuzów i opanował całą północną Francję aż do Loary. Król Polski i wielki książę litewski - Zygmunt I Jagiellończyk też był wciąż zajęty, a to wojną z Moskwą Wasyla III, a to problemem Zakonu Krzyżackiego, a to znów wyniesieniem na tron wielkoksiążęcy na Litwie swego dwuletniego syna - Zygmunta Augusta (do czego skrupulatnie dążyła jego matka - królowa Bona Sforza), czy też sejmikami instrukcyjnymi i relacyjnymi, jakich było wiele na przełomie 1521/1522 r. będących zapowiedzią wielkiego ruchu egzekucji praw i dóbr - który już wkrótce opanuje Koronę i Litwę - mając na celu przeprowadzenie reform sądownictwa, skarbu i wojska, zwrotu nieprawnie przetrzymywanych przez magnatów królewszczyzn oraz ograniczenie władzy Kościoła (a raczej papieża nad monarchą) w myśl hasła: "Aby rząd pospolity każdego był doma". Co się zaś tyczy Turcji i Chanatu, to akurat wówczas Korona miała z nimi pokój (w 1522 r. wielką wyprawę na Moskwę przeprowadził Sahib-Girej, brat chana Mehmeda z Astrachania) i dopiero w 1524 r. 44 000 Turków i Tatarów najechało Podole i Ruś Czerwoną. Przeciwko nim stanęło (zebrane naprędce) pospolite ruszenie szlachty w liczbie 1 600 rycerzy, 400 piechoty i 430 żołnierzy wysłanych przez króla. W bitwach pod Komarnem (gdzie dowodził Jan Amor Tarnowski) i pod Trembowlą (gdzie był hetman wielki koronny - Mikołaj Firlej) zniesiono kilka turecko-tatarskich czambułów, a reszta pospiesznie uciekła, tracąc większość jasyru jeszcze na ziemiach Korony, lub potem już w Mołdawii.

Jedynie skory do pomocy Joannitom, był król Francji - Franciszek I Walezjusz, który w 1518 r. wysłał nawet swą flotę na Rodos. Ale po wybuchu wojny z Karolem V i konflikcie z Henrykiem VIII (nietrwały sojusz zawarty na Polu Złotogłowia pod Calais w 1520 r.), musiał ją stamtąd wycofać. Wenecja - która (przynajmniej teoretycznie) mogłaby dopomóc Joannitom na Rodos, gdyż posiadała dużą i silną flotę wojenną - właśnie w owym czasie (1522 r.) zawarła z Osmanami niezwykle intratny układ, na mocy którego Wenecja mogła do woli handlować na terenach opanowanych przez Turków i musiała tylko płacić 15 000 dukatów rocznie, za posiadanie Cypru i Zante. Mając więc pewność że nikt wyspie Rodos nie pośpieszy z pomocą, bowiem cała chrześcijańska Europa zajęta jest swoimi sprawami, wystosował Sulejman (1 czerwca 1522 r.) ultimatum do Joannitów, domagając się od nich kapitulacji i zaklinając się (na Boga Wszechmogącego, proroka Mahometa i 26 000 muzułmańskich proroków oraz cztery Święte Księgi - Koran, Biblię, Torę i zaratusztriańską Awestę), że nikomu na wyspie nie stanie się żadna krzywda. W przypadku zaś odmowy poddania się, mieszkańców wyspy czekałaby w najlepszym przypadku niewola - w najgorszym "ciężka śmierć". List-ultimatum kończył sułtan słowami: "I tego możecie być pewni!". Odpowiedź z Rodos nie nadeszła, więc Sulejman polecił zawiesić na dziedzińcu swego Pałacu w Konstantynopolu dwie turgi (sztandary z końskimi ogonami - symbole najwyższej władzy sułtańskiej), których wywieszenie zawsze symbolizowało wyprawę wojenną. W haremie wszystkie kobiety (zarówno matka, jak i faworyty czy zwykłe niewolnice) były zobowiązane modlić się za pomyślność wyprawy i zwycięstwo Sulejmana. Nie wiadomo czy w tych dniach, tuż przed swym wyjazdem z Konstantynopola, sułtan odwiedzał Hurrem i ich urodzoną w marcu córeczkę - Mihrimah (słowo to oznacza "Urocza"), wiadomo tylko że lubił spacery po ogrodzie różanym w swym haremie, a ponieważ wiosna była już w całej pełni, zapewne dochodziło tam do owych pożegnalnych spotkań tuż przed wyprawą. Sulejman uznał również że klęska rodyjskiej wyprawy Mehmeda II wzięła się głównie stąd, że sam władca nie wziął w niej udziału. Teraz postanowił to zmienić i osobiście stanąć na czele armii inwazyjnej, która w liczbie ponad 10 000 ludzi i prawie 400 okrętów wojennych, wyruszyła pod dowództwem Coban Mustafy Paszy z Konstantynopola.




Sam sułtan ruszył lądem z Uskudaru z ponad 100 000 żołnierzy. Po drodze dołączyli doń bejlerbejowie (namiestnicy) Rumelii - Kasim Pasza i Anatolii Ayas Pasza (razem ok. 70 000 ludzi). Obrońcy byli co prawda zdeterminowani i waleczni, ale liczyli jedynie 7 000 żołnierzy, z czego tylko 650 to byli rycerze Joannici, a reszta to jałmużnicy, mieszkańcy wyspy i przybyli ochotnicy (z Francji, Italii, Rzeszy, Hiszpanii i Anglii). Bitwa rozpoczęła się 1 sierpnia 1522 r., lecz przez pierwsze cztery dni Turcy (pomimo posiadania ponad stu dział, z czego aż 33 to były potężne działa kruszące) nie potrafili poczynić żadnego wyłomu w solidnych murach rodyjskiej twierdzy. Dopiero 4 sierpnia udało się doprowadzić do zawalenia muru w bastionie bronionym przez Anglików i tam właśnie sułtan skierował piechotę (w tym janczarów), aby przebili się do środka. To się im nie udało gdyż Anglicy bronili się wyśmienicie (ponoć tego dnia poległo w walce 2 000 Turków) i wyparli najeźdźców. W następnych dniach ataki się powtarzały. Cały czas trwała też kanonada artyleryjska i doszło do kolejnych wyłomów w murze, ale wciąż nie udawało się Turkom dostać do miasta. 23 września sułtan zarządził kolejny atak, tym razem na wszystkich bastionach twierdzy jednocześnie. Również i on zakończył się klęską Osmanów a ich straty wciąż rosły, co tylko potęgowało gniew Sulejmana, który zaczął (trochę bezmyślnie) mścić się na swych dowódcach za niepowodzenia (aresztował i złożył z urzędu Ayasa Paszę a następnie Cobana Mustafę Paszę, ale wkrótce pierwszego z nich uwolnił, a drugiego zesłał). Gniew sułtana potęgowały niepowodzenia i ogromne straty jakie ponoszono przy szturmach. Ostatecznie 10 grudnia Sulejman zaproponował wielkiemu mistrzowi Zakonu Joannitów - Filipowi Villiers de l'Isle-Adam honorową kapitulację miasta i możliwość wycofania się obrońców, w przeciwnym razie po zdobyciu twierdzy wszyscy mieszkańcy mieli zostać zabici. Po pewnej zwłoce (kapituła Zakonu chciała więcej czasu do namysłu), ostatecznie zgodzono się na warunki Osmanów, tym bardziej że w obozie chrześcijańskim także rosły straty i kurczyły się zapasy zarówno żywności jak i prochu, a nie można było przecież liczyć na jakąkolwiek odsiecz z zewnątrz. 22 grudnia zakończono więc walki i zawarto porozumienie, na mocy którego Zakon miał opuścić Rodos w przeciągu dwunastu dni, a w tym czasie (po otrzymaniu 50 zakładników) armia osmańska miała się cofnąć na ok. półtora kilometra spod murów miasta. Mieszkańcy Rodos (chrześcijanie) mieli być zwolnieni z podatków przez pięć kolejnych lat. Straty obu stron były ogromne: Turków poległo ok. 100 000 ludzi, straty chrześcijan sięgały zaś ponad 5 000 żołnierzy (wyspę opuściło zaledwie jakieś 1 800 obrońców, z czego jedynie 200 rycerzy). 

Jak wyglądało życie w haremie, w czasie gdy sułtan Sulejman toczył walki o Rodos? Takie informacje niestety nie przetrwały, ale można pokusić się o zaprezentowanie życia w seraju w czasie, gdy sułtani opuszczali stolicę i wyruszali na wyprawy wojenne (lub na inspekcje prowincji i terenów podbitych). Otóż życie w haremie toczyło się swym zwykłym, codziennym trybem (takim jak do tej pory opisywałem). Wciąż nabywano i przysposabiano do nauki nowe niewolnice (szczególnie preferowano Czerkieski, albo Gruzinki, albo zalotne Greczynki - choć uważano że są "niestałe w kochaniu", albo Persjanki - Turcy uważali je za najlepsze matki, albo Berberyjki - zmysłowe i zalotne, albo też... Polki. Turecki poeta Enderumi Fazuli tak oto pisał o Polkach: "Wszystkie kobiety nic nie znaczą wobec Polek. (...) Niewiasty Lechistanu to istoty całkiem wyjątkowe: lica ich piękne jak róża, kibić wyniosła jak cyprys, kiedy idą, postawa ich pełna wdzięku, kiedy mówią - usta ich pełne słodyczy. Każda z nich w sztuce kochania jest mistrzynią"). Prawdopodobnie w tym czasie (tak jak przy każdej dłuższej nieobecności) Sulejman pisywał też listy do Hurrem, aby podkreślić w nich swą miłość i oddanie. Przetrwało kilka takich listów, jeden z nich brzmi następująco: "Moja ty jedyna królowo. Moje ty wszystko. Moja kochana, mój jasny księżycu (...) Moja ty wybranko spośród wszystkich piękności. (...) Moje radości i moje szczęście. Jesteś dla mnie świetlistym porankiem. (...) Jesteś moją największą przyjemnością i zabawą, słońcem na niebie. (...) Jesteś rządcą mego serca i moją gołębicą. Moim Stambułem i wszystkimi ziemiami Anatolii, jakie posiadam. Moja jedyna ze swymi pięknymi włosami (...) Pomóż, błagam, moja miłości z innej religii. (...) Pieszczę szyję i bez przerwy całuję twoje uśmiechnięte usta (...) Będę to robił ciągle i ciągle". Jakże radosny musiał być powrót sułtana do stolicy? Cały harem, Pałac, całe miasto zostało przystrojone w odświętne barwy a lud powszechnie radował się ze zdobycia Rodosu. Także w haremie z tej okazji przygotowywano ucztę. Powitanie przybyłego do haremu sułtana (szczególnie z wyprawy wojennej) odbywało się zawsze wedle określonego ceremoniału dworskiego. Najpierw Sulejmana witała jego matka - czyli sułtanka Ayse Hafsa - jako władająca całym haremem. Następnie siostry sułtana okazywały mu swą radość z okazji zwycięstwa i szczęśliwego powrotu. Potem przyszła kolej na faworyty (kobiety które urodziły synów) a w tym przypadku bez wątpienia prym wiodła Hurrem (zapewne z małą Mihrimah na ręku), a następnie Mahidevran (jeśli w tym czasie nie została jeszcze odesłana do Starego Pałacu). Na końcu przychodził czas na pozostałe sułtańskie kochanki (ulubienice) i wreszcie na resztę niewolnic. Dzieci (które nie były już niemowlakami) witały swego ojca, stojąc po drugiej stronie "Złotej Drogi" (stumetrowego korytarza) ustawieni od najstarszego do najmłodszego (z tym że najpierw wszyscy synowie a potem wszystkie córki). Sułtan obsypywał swe siostry i nałożnice podarkami, a one całowały go w pierścień.




Po swym powrocie do stolicy, sułtan musiał rozwiązać kilka spraw, które były ważne z punktu widzenia interesów dynastii Osmanów. Otóż swych mężów jak dotąd miały jedynie trzy siostry sułtana Sulejmana. Fatma jeszcze w 1522 r. poślubiła Kara Ahmeda Paszę. Beyhan w 1521 r. wyszła za Ferhada Paszę, a Hafize stała się w 1517 r. żoną Coban Mustafy Paszy. Niestety, ten ostatni został pozbawiony swego stanowiska za nieudolność podczas zdobywania Rodos, co automatycznie oznaczało że i również Hafize musiała się z nim rozstać (żaden mężczyzna który był poślubiony córce lub siostrze sułtana, nie mógł się z nią rozwieść sam, bez jej zgody, za to ona mogła porzucić go wedle uznania - choć oczywiście liczyły się tutaj także względy polityczne, gdyż taki małżonek z reguły sprawował jakiś publiczny urząd - najczęściej wielkiego wezyra i rozstanie się z nim było zawsze uzależnione z utratą przez niego władzy. Oficjalnie wystarczyło, jeśli sułtanka publicznie do swego męża wypowiedziała trzykrotnie słowa: "Rozwodzę się z tobą", by rozwód uznać za właściwie dokonany). Bez mężów wciąż pozostawały dwie sułtańskie siostry: Hatice i Sah (a także zmuszona do rozwodu Hafize). Obu kobietom sułtan w tymże samym 1523 r. wybrał mężów. Sah poślubiła sandżakbeja Lutfi Paszę z Kastamonu. Nie był to szczęśliwy mariaż, gdyż młodej dziewczynie (była od niego młodsza o jakieś dwadzieścia lat) niezbyt spodobał się wybranek, ale musiała być posłuszna i poślubić tego, kogo dla niej wybrał brat. To że w tym małżeństwie nie układało się dobrze, wiemy choćby stąd, że rozstanie nastąpiło w atmosferze wielkiego skandalu z 1541 r. kiedy to Lutfi Pasza w sprzeczce uderzył w twarz swą małżonkę, sułtańską siostrę, co było równoznaczne z wyrokiem śmierci. Nie doszło do tego tylko ze względu na dzieci, jakie Sah Sultan z nim miała i zdołała przekonać sułtana by mimo wszystko darował mu życie.




Zupełnie inaczej ułożyło się życie sułtanki Hatice, która wyszła za mąż za "najprzystojniejszego mężczyznę w całym Imperium" - Pargali Ibrahima Paszę, sułtańskiego sokolnika a prywatnie bliskiego przyjaciela i powiernika Sulejmana Wspaniałego. W czerwcu 1523 r. Ibrahim został mianowany wielkim wezyrem, a ślub z Hatice odbył się wkrótce potem. Teraz on, zwykły niewolnik, starszy od Sulejmana jedynie o kilka miesięcy - wszedł do świata wielkiej polityki, wpływów i pieniędzy. Ponoć Ibrahim dostrzegał niebezpieczeństwo które się za tym kryje i prosił władcę by nie wywyższał go tak bardzo, gdyż wystarczy mu to, co już posiada. Sułtan jednak miał namawiać Ibrahima do przyjęcia godności i przysięgał że bez względu na wszystko nigdy nie pozbawi go życia. Ale człowiek jest istotą zmienną, często zapomina o danym słowie lub serce jego ogarnia zupełnie inna namiętność. Tak właśnie było w przypadku Sulejmana i Ibrahima. Ten drugi z biegiem lat stał się człowiekiem dumnym i pysznym, wierząc że to on kieruje sułtanem - niczym treser lwem. Sułtan zaś dostrzegł zmianę Ibrahima i jego umiłowanie władzy oraz pieniędzy i poczuł się zagrożony oraz zdradzony. Koniec tej historii był więc tragiczny, gdyż obaj przyjaciele zamienili się w śmiertelnych wrogów. Ale po kolei, nie wyprzedzajmy zbytnio faktów i dalej trzymajmy się chronologii wydarzeń.    

   






 CDN.

środa, 25 lipca 2018

LECHICI NA POMOC WIKINGOM

CZYLI POLSKA POMOC DLA SZWECJI


Szwecja płonie! Ogromne tereny kraju od północy, do Bałtyku pokrywa ściana ognia. Kraj ten potrzebuje więc natychmiastowej pomocy, w celu zapobieżenia dalszego rozprzestrzeniania się żywiołu. Na pomoc ruszyły zastępy straży pożarnych z takich państw jak: Dania, Norwegia, Francja, Włochy, Litwa, Portugalia, Austria i Polska. Łącznie wysłanych zostało 60 wozów strażackich, 7 helikopterów i 7 samolotów, oraz 340 strażaków. Polscy strażacy są bodajże największą grupą, gdyż do kraju Wikingów, zostało wysłanych 139 strażaków wraz z 44 wozami strażackimi. Poniżej chciałbym zademonstrować radość, jaką Szwedzi okazują Polakom, przybywającym walczyć z żywiołem ognia w ich kraju. Oto jak Lechici/Słowianiae, przybywają na pomoc dumnym (choć niestety już poddanym obróbce ideologicznej i w dużej mierze zlewaczałym) Wikingom:




Szwedzi ponoć są zadziwieni, pytają się czy Polacy przysłali im swój najlepszy sprzęt - zdziwienie nie znika, gdy otrzymują odpowiedź że nie, że jest to sprzęt, jakim polska straż (PSP - Państwowa Straż Pożarna) posługuje się na co dzień









"POMAGAMY SZWEDOM, NIE SZWEDZKIEMU (MARKSISTOWSKIEMU) RZĄDOWI"

DOMINIK TARCZYŃSKI




KOMENDANT GŁÓWNY PAŃSTWOWEJ STRAŻY POŻARNEJ, STWIERDZIŁ NIEDAWNO ŻE JESTEŚMY GOTOWI (JAK STRAŻ POŻARNA) DO UDZIELENIA POMOCY PŁONĄCEJ GRECJI, KTÓRA RÓWNIEŻ SAMA NIE RADZI SOBIE Z TYM NISZCZYCIELKOM ŻYWIOŁEM. SWOJĄ DROGĄ - DUMNY JESTEM ŻE MOŻEMY I CHCEMY POMAGAĆ INNYM W POTRZEBIE, TO JEST WŁAŚNIE TA NASZA POLSKA GOŚCINNOŚĆ (ROZUMIANA RÓWNIEŻ W FORMIE POMOCY UDZIELANEJ POTRZEBUJĄCYM). I TAK TRZYMAĆ KOCHANI.


A NA KONIEC (ZNÓW) MAŁY BONUS





ACT 447 IS NOT APPLICABLE AND NEVER

WILL APPLY TO POLAND



 

niedziela, 4 czerwca 2017

JAK TO MUZUŁMAŃSCY UCHODŹCY OPANOWALI KRETĘ

UCHODŹCZY NAJAZD 

ANNO DOMINI - 827 r.

KU PAMIĘCI





Mając na względzie obecny konflikt z "uchodźcami" z Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej, który dziś trapi (i rujnuje) Europę, pragnę przypomnieć zapomniany już właściwie arabski najazd na grecką wyspę Kretę, który spowodował jej opanowanie na długie dziesięciolecia przez wyznawców Islamu. Sytuacja mogłaby się wydawać mało znacząca i właściwie niewarta jakiegokolwiek wspomnienia - ot przecież, takie były czasy, armie inwazyjne dokonywały zbrojnych ataków, po to właśnie by opanować daną ziemię, co w tym takiego szczególnego. Otóż szczególnym w całej tej historii jest właśnie fakt, iż podboju dokonali... uchodźcy, muzułmańscy uchodźcy z Hiszpanii i Egiptu, którzy nie byli armią w pełnym tego słowa znaczeniu (na 12 000 przybyszów - głównie kobiet i dzieci, zdolnych do walki mężczyzn było może jakieś 3000). A niewątpliwie dodatkowego "smaczku" całej tej historii dodaje fakt, że Arabowie nie byli w stanie zdobyć Krety od początku swych wielkich podbojów z lat 30-tych VII wieku. Cesarstwo Bizantyjskie, które było spadkobiercą dawnego Imperium Rzymskiego na Wschodzie, nie było w stanie uratować cywilizacji grecko-rzymsko-chrześcijańskiej na ogromnych terenach Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej, bowiem napór wojsk arabskich był tak duży, że Bizantyjczycy musieli się cofać. Po kolei tracono więc takie kolebki cywilizacji hellenistycznej i chrześcijaństwa, jak Syrię (637 r.), Palestynę (636 r.), Egipt (642 r.), Armenię (639 r.), Afrykę (czyli tereny dzisiejszej Tunezji, skąd ostatnio pochodzi najwięcej muzułmańskich zabójców, terroryzujących swymi zamachami Europę - w 698 r.), Cypr (649 r.), Mauretanię (702 r.) i Hiszpanię (717 r.), jednak Krety nie zdobyli, pomimo wielu ponawianych prób. 

Straty jakie poniosło wówczas Bizancjum (a co za tym idzie Chrześcijaństwo), były ogromne, a koszty utraty tych ziem, dały się zobrazować w upadku ekonomicznym państwa bizantyjskiego i polityce zaciskania pasa, przez potężny dotąd dwór cesarski w Konstantynopolu. Utracone tereny były bowiem zarówno najbogatszymi, najludniejszymi i najbardziej rozwiniętymi prowincjami świata grecko-rzymskiego. Przez stulecia zarówno Rzym, jak i Konstantynopol były zaopatrywane w bezpłatne zboże, płynące okrętami z Egiptu (nadwyżkę, z której wyrównywano koszty kupna i transportu, wypracowywali... pracujący w pocie czoła wieśniacy egipscy). Utrata Egiptu i tamtejszego rynku, spowodowała że teraz zboże trzeba było sprowadzać z Italii lub nadczarnomorskich wybrzeży (było to jednak zboże znacznie gorszej jakości i nie budziło zachwytu mieszkańców Konstantynopola i innych miast Grecji oraz Azji Mniejszej), albo też płacenie wygórowanych sum, jakie zażyczyli sobie zwycięzcy Arabowie. Nie chodziło zresztą tylko o kwestie gospodarcze i upadek dotychczasowych rynków, ale również o bezpieczeństwo, które znacznie się obniżyło od chwili gdy arabska flota i arabskie zagony zaczęły krążyć po Morzu Śródziemnym i Anatolii. Dotychczasowe, ludne miasta zaczęły się wyludniać, w obawie przed ewentualnym atakiem muzułmanów, inne zamieniały się w twierdze, jeszcze inne zupełnie porzucano lub zmieniano ich położenie (np. budując nowe miasto na lepiej przygotowanym do obrony wzgórzu).




Dwór cesarski w Konstantynopolu znacznie się uszczuplił w wiekach VII i VIII. Pozbyto się całej nadwyżki zbędnych osób (które wcześniej były utrzymywane z państwowego skarbca), takich jak nauczycieli retoryki, osobistych prawników, dostawców przedmiotów luksusowych a często nawet zwykłych służących, wszędzie bowiem szukano oszczędności. Wielu dotychczasowych bogaczy, posiadających wielkie majątki, albo utraciło je w wyniku arabskich podbojów, albo też zostały one tak zniszczone, że dana osoba popadała w ruinę i z bogacza, stawała się w Konstantynopolu np. bezdomnym żebrakiem. Wraz z upadkiem finansowym, postępował upadek obyczajów i... higieny, ludzie po prostu przestali tak skrupulatnie dbać o własną czystość. Jeszcze w końcu VI wieku każde (nawet najmniejsze) miasto w Anatolii, Syrii czy Egipcie, posiadało przynajmniej jedną publiczną łaźnie, po katastrofie wielkich arabskich podbojów i konieczności szybkiego opuszczania zagrożonych terenów, oraz wznoszenia miast w charakterze obozów wojskowych, o łaźniach już nikt nie pamiętał - przestano więc je budować, były bowiem ważniejsze sprawy, na które wydawano wówczas pieniądze. 

Jednak pewne zmiany wówczas okazały się korzystne, bowiem marginalizowane dotąd grupy społeczne (jak np. wieśniacy, czy drobni rzemieślnicy), zaczęli odgrywać coraz poważniejszą rolę w polityce państwa bizantyjskiego, a to z tej przyczyny, że to właśnie oni zasilali szeregi wojskowe i to na ich determinację i zapał mogli liczyć zarówno cesarzowie, jak i cała imperialna (potwornie zbiurokratyzowana) administracja Imperium. Zaczęto więc ich dostrzegać do tego stopnia, że nawet w wielu przypadkach zmieniano prawo, aby dopasować je do potrzeb ludności wiejskiej. Gdyby bowiem kiedyś ich zapał opadł, wówczas nic nie uratowałoby Konstantynopola przed islamską inwazją, a wzmocnieni (i wzbogaceni) w ten sposób Arabowie, spokojnie mogliby się pokusić o podbój reszty Europy. Oczywiście ci ludzie nie angażowali się w obronę Imperium z przyczyn miłości do 1500-letniej tradycji cywilizacji grecko-rzymskiej, która dla nich była zwykłą mrzonką. Nie czynili tego również dla dobra dworu cesarskiego i biurokracji urzędniczo-politycznej Imperium, a jedynie z przyczyn dbania o własne bezpieczeństwo, oraz niezwykle silnej religijności, której zagrażał wojujący islam. Rządzący Bizancjum ludzie dobrze o tym wiedzieli i zaczęły nawet powstawać specjalne podręczniki, przeznaczone do przekonywania ludzi prostych do potrzeby walki z niewiernymi. Nie używano w nich żadnych wielkich sformułowań, nie mówiono o potrzebie utrzymania dotychczasowej cywilizacji grecko-rzymsko-chrześcijańskiej, a odwoływano się tam do motywów religijnych, takich jak zapłata w Niebie za walkę z niewiernymi, łaska i cesarska nagroda za bohaterską walkę, oraz ochrona własnej rodziny - żony i dzieci przez islamskim podbojem. 




Swoją drogą w tym momencie przypomina mi się fortel, jakiego użyła rządząca Rzymem nobilitas, aby przekonać lud do kolejnej wojny. Miało to miejsce w 200 r. p.n.e. a cała sprawa dotyczyła zagrożenia greckich miast-państw i helleńskich federacji macedońskim podbojem - czyli rzecz, która zupełnie była obca zwykłemu, ciężko zarabiającemu na swoją rodzinę, ubogiemu rzymskiemu obywatelowi. Co go obchodziła jakaś tam Grecja, jakaś tam macedońska inwazja, jego obchodziło tylko to, żeby on sam miał dobrze i jego rodzina, dlatego też ci spośród senatorskiej nobilitas poddali pod głosowanie na zgromadzeniu centurialnym, potrzebę walki o wspólną cywilizacyjną jedność Grecji i Rzymu - przegrali z kretesem, bowiem ogromna większość głosujących opowiedziała się przeciwko rzymskiej interwencji w obronie Grecji. Dla tych ludzi język, którym zwracali się do nich rządzący (elita senatorska), był zupełnie niezrozumiały - co ich bowiem obchodziła jakaś tam wspólnota cywilizacyjna, skoro niedawno zakończyła się ciężka wojna z Hannibalem, który okupował dużą część Italii, doprowadzając wiele chłopskich gospodarstw do ruiny. Poza tym chłopi, którzy latami służyli w armii, chcieli wreszcie odpocząć wśród swoich bliskich (wielu zaś wojna doprowadziła do takiej nędzy, że wręcz przymierali głodem). A teraz ktoś namawia ich do kolejnej wojny i kolejnych wyrzeczeń. Było oczywiste że nikt przy zdrowych zmysłach nie poprze kolejnej wojennej awantury, dlatego też klęska nobilitas była z góry pewna, przy tak sformułowanym przekazie. A Rzym był wówczas sprzymierzony z państwami greckimi i niewypełnienie sojuszniczych zobowiązań byłoby dyshonorem dla Republiki. Dlatego jeszcze w tym samym 200 r. p.n.e. sprawę postawiono na komicjach centurialnych po raz drugi, tym razem jednak zupełnie inaczej formuując przekaz, adresowany do zwykłych obywateli. Przekaz ten sprowadzał się do twierdzenia: Pamiętacie Hannibala, pamiętacie jego krwawe i okrutne rządy na waszej ziemi, którą doprowadził do upadku? Jeśli teraz nie pomożemy Grekom, to wkrótce król Macedonii (Filip V) wkroczy do Italii i rozpocznie kolejną krwawą okupację - tego chcecie, cierpienia i gwałtów waszych kobiet oraz dzieci? Drugie głosowanie, przy tak sformułowanym przekazie odniosło skutek, Rzymianie zagłosowali za wojną z Macedonią, która zakończyła się w 197 r. rozbiciem macedońskiej armii w bitwie pod Kynoskoefalaj, oraz ogłoszeniem "Wolności wszystkich Hellenów" na stadionie w Koryncie podczas Igrzysk Istmijskich, przez zhellenizowanego rzymskiego wodza - Tytusa Kwinkcjusza Flamininusa. Taki też przekaz zaczęli kierować do własnych poddanych bizantyjscy władcy.

Wracając jednak do islamskiej inwazji na Kretę, miała ona miejsce najprawdopodobniej w 827 r. (podaje się również datę 824), a została przeprowadzona przez wygnanych z Hiszpanii w 818 r. przedstawicieli szkół koranicznych, którzy rozpoczęli bunt przeciwko władcy emiratu Kordoby - Al-Hakamowi I. Ponieśli jednak klęskę i musieli wraz z rodzinami uciekać z Hiszpanii. Dotarli więc do Egiptu, który sobie podporządkowali ok 819/820 r. Jednak wysłana z Bagdadu ekspedycja zbrojna, pod wodzą Abdullaha ibn Tahira, zdobyła Aleksandrię w 827 r. przywracając ją na powrót kalifatowi Abbasydów bagdadzkich. Wówczas to, pokonani andaluzyjscy muzułmanie, na swych 40 okrętach (zapełnionych głównie kobietami i dziećmi), uciekli w kierunku Krety, będącej cały czas we władaniu Bizancjum. Mieszkańcy wyspy (mimo że żyli w tak bliskiej odległości świata arabskiego), nie byli przygotowani na arabską migrację i gdy tylko "uchodźcy" dotarli do brzegów Krety, bardzo szybko opanowali lokalne miasta (najprawdopodobniej prawie bezkrwawo, gdyż nic nie wiadomo o jakichś wielkich walkach, zresztą Arabów zdolnych do walki było tylko ok. 3000). Tak więc po prawie dwustu latach od rozpoczęcia arabskich podbojów, Kreta po raz pierwszy została opanowana (w sposób pokojowy) przez niewielką liczbę muzułmańskich nachodźców, którzy bardzo szybko zadomowili się na wyspie, traktując ją jak swój kraj. Wprowadzono dżizję (muzułmański podatek dla Chrześcijan i Żydów za możliwość swobodnego wyznawania własnej religii) i prawo szari'a. Stworzono też z Krety islamskie państwo pirackie i pod tym względem scentralizowano muzułmańską ludność wyspy, a ciągłe rajdy morskie całkowicie paraliżowały handlowy ruch statków po Morzu Egejskim, nie mówiąc już o wodach Morza Śródziemnego. Muzułmańska Kreta została ponownie zdobyta przez Bizantyjczyków w latach 960-961 w niezwykle krwawych walkach o wyspę, w wyniku których muzułmanie zostali zamienieni w niewolników, a Kreta powróciła do  cywilizacji chrześcijańskiej. 






KU PAMIĘCI I ROZWADZE DZISIEJSZYCH ELIT EUROPEJSKICH, KTÓRE Z TAKIM SPOKOJEM GODZĄ SIĘ PRZYJMOWAĆ NIEKONTROLOWANE ILOŚCI MUZUŁMAŃSKICH NAJEŹDŹCÓW, NIE CHRONIĄC JEDNOCZEŚNIE WŁASNYCH OBYWATELI. POWTÓRZĘ WIĘC SŁOWA PREMIER BEATY SZYDŁO, WYGŁOSZONE PODCZAS JEJ PRZEMOWY W SEJMIE 
24 Czerwca 2017 r. 



"POWSTAŃ Z KOLAN I OBUDŹ SIĘ Z LETARGU EUROPO, BO W PRZECIWNYM RAZIE CODZIENNIE BĘDZIESZ OPŁAKIWAŁA SWOJE DZIECI"          






niedziela, 14 sierpnia 2016

HELLADA OD ARYSTAGORASA DO ALEKSANDRA - Cz. I

CZYLI DZIEJE GRECJI KLASYCZNEJ






Historia starożytna to niewyczerpane bogactwo wspaniałej kultury i doświadczeń, stworzonych przez ludzki geniusz. Antyczne cywilizacje, które powstawały i ginęły w mrokach dziejów, robiąc tym samym miejsce innym kulturom, zawsze jednak pozostawiały po sobie jakiś ślad. Wielka cywilizacja kultury Indusu ze wspaniałymi budowlami Mohendżo-Daro (istniejąca ponad tysiąc lat), które pomimo zniszczeń przetrwały do naszych czasów, budzi zdziwienie i podziw dla tamtejszych budowniczych i zasiedlających to miasto ludzi. Miasto posiadało rozbudowaną sieć wodno-kanalizacyjną, i należało w swoim czasie do największych i najpiękniejszych skupisk ludzkich. Historia tego miejsca jednocześnie budzi zdziwienie gdy okazuje się że, ten rozbudowany ośrodek miejski nagle zniknął z powierzchni ziemi, jakby rażony piorunem. Fakt że nastąpiło to w sposób gwałtowny – (odnaleziono kości ludzkie, trzymające się jeszcze za ręce, oraz stopione ściany budynków), rodzi mnóstwo pytań (na które ja także w jakiejś części staram się odpowiadać).

Rozkwit i upadek cywilizacji Lewantu i Azji Mniejszej, jest równie ciekawy i pasjonujący. Kultury Izraela, Ludów Morza (czyli Ariów-Słowian), Amorytów, Hurytów, Hetytów, aryjskiego państwa Mitanni, Babilonii, starożytnej Asyrii, stanowią tego wystarczający dowód. Narodziny Egiptu, jednej z największych afro-europejskich cywilizacji, do dziś budzi zachwyt. Piramidy, sfinks, faraonowie zamierzchłych czasów, to wszystko razem daje nam niesamowitą mieszankę w postaci tradycji i osiągnięć którymi cieszymy się do dnia dzisiejszego. Powstanie alfabetu w Fenicji, babilońska i asyryjska astronomia, egipska medycyna umożliwiły tamtejszym ludom niesamowity rozwój cywilizacyjny, a i tak jest to jedynie niewielki ułamek osiągnięć starożytnych ludów Wschodu.

Owe osiągnięcia znaczą jednak niewiele w porównaniu z dokonaniami cywilizacji helleńskiej. Historia Grecji, jest nam najlepiej znana, ponieważ jest najlepiej udokumentowana. To greccy lub hellenistyczni historycy opisywali przebieg przeróżnych spraw dziejowych, nie tylko swych własnych państw, lecz także innych krajów. To dzięki nim dzisiaj posiadamy informacje o ludach, krainach i państwach, zamieszkujących odległe od greckich ziemie (w tym chociażby Atlantydy), to dzięki greckim historykom, poznajemy bogactwo kultur cywilizacji wymienionych na wstępie. To Grecy wymyślili pieniądz, położyli fundamenty pod wszelką ludzką naukę, filozofię, medycynę, historię, nauki przyrodnicze, teatr, wreszcie sztukę militarną.

Byli też prekursorami rozwoju nauk politycznych. To właśnie w Atenach, a za ich przykładem w innych greckich polis, narodziła się demokracja, ustrój który my dziś uważamy za jedyny i najlepszy do życia i działalności politycznej czy obywatelskiej. Biorąc to pod uwagę nie można zapomnieć o greckiej religii. Która będąc jednocześnie publiczną i wymagającą składania Bogom ofiar w imieniu rodziny czy całej społeczności, była jednocześnie niezwykle liberalna i łagodna nie narzucająca człowiekowi z góry określonych postaw czy zachowań, lecz pozwalająca samemu wedle własnych ludzkich przekonań i własnej cnoty, ją interpretować.

Wszystko to razem wzięte, skłoniło mnie do napisania historii antycznej Grecji (realnie zamierzam napisać tę książkę, choć inne obowiązki jak na razie skutecznie mi to uniemożliwiają) począwszy od ok. 500 r. p.n.e. do śmierci Aleksandra Macedońskiego w 323 r. p.n.e. czyli obejmujący okres tzw.: "klasyczny" greckiej historii. W pierwotnym bowiem założeniu miałem opisać jedynie historię filozofii świata, poczynając właśnie od Greków. Pomyślałem jednak sobie że rozszerzę trochę ten dział również o informacje historyczne, niekiedy mało znane dotyczące antycznej historii Grecji.


 POWSTANIE JOŃSKIE

(499 r. p.n.e. - 494 r. p.n.e.)




I

CHARAKTERYSTYKA WARUNKÓW

NATURALNYCH I STRUKTURY

GOSPODARCZEJ ANTYCZNEJ HELLADY

W OKRESIE KLASYCZNYM


1) WARUNKI NATURALNE GRECJI

Grecja leży w południowej części Półwyspu Bałkańskiego. Z trzech stron oblana jest wodami trzech mórz. Morza Jońskiego od strony zachodniej, Morza Egejskiego od strony wschodniej, i wreszcie Morza Śródziemnego od południowej strony Półwyspu Bałkańskiego. W starożytności Morze Śródziemne, dzieliło się od południowej strony owego Półwyspu, również na Morze Kreteńskie na północ od Krety, i Morze Myrtońskie znajdujące się między Cykladami a wschodnimi wybrzeżami Peloponezu.


MAPA STAROŻYTNEJ HELLADY (PÓŁNOC)
 


Grecja dzieli się na trzy części. Część północną w skład której wchodzą Epir, Macedonia i Tesalia. Część środkową której granice stanowią zatoki: Malijska - na północnym-wschodzie i Pagasyjska - na północnym zachodzie, oraz Koryncka i Sarońska - na południu. Oraz część południową którą tworzy Peloponez.


MAPA STAROŻYTNEJ HELLADY (POŁUDNIE)



Większość obszaru półwyspu greckiego zajmują rejony górskie i wyżynne. Góry stanowią bardzo często granicę pomiędzy poszczególnymi greckimi krainami, co w starożytności spowodowało powstanie samowystarczalnych małych polis, rządzących się własnymi prawami i niezależnych od innych. Od północnego Epiru, ciągną się więc, wpadając z terenów iliryjskich, góry Keraunyjskie. Na granicy między Epirem a Tesalią, przez ok. 160 km, rozciąga się pas gór Pindus. Granica pomiędzy Tesalią a Macedonią, przedzielona jest potężnymi szczytami gór Kambunyjskich, których najwyższym szczytem jest, święta dla starożytnych Hellenów, góra Olimp. W samej Tesalii, znajdują się góry Kynoskefalaj, stanowiące granicę między Tesalią a Magnezją, oraz między miastami: Ferai i Tebami Piotydyjskimi. Wejścia do Grecji Środkowej, strzeże nieprzystępne pasmo gór Termopilskich. Zajmuje ono szeroki pas centralnej Grecji, przecinając krainy Oteę, Dorydę oraz Lokrydę Ozolijską i dochodząc do rzeki Dafnus.

Zachodnią granicę pomiędzy Tesalią i wchodzącymi w jej skład ziemiami plemion Dolopów i Enianów, mającym swe siedziby nad rzeką Spercheus, a plemionami północnej Etolii - Agraiami i Eurytanejami, stanowią góry Tymprestius. Dalej na południe w rejon Fokidy, w której to znajduje się jedno z najsławniejszych ośrodków religijnych starożytnej Hellady - Delfy, naturalną granicę z Lokrydą Ozolijską, stanowi pasmo gór Parnas. Góra Helikon, zaś stanowi granicę pomiędzy Fokidą a Beocją. Wejścia z Beocji, do zasiedlonej przez plemię Jonów, Attyki, strzeże od zachodu góra Parnes, od wschodu zaś pasmo gór Citareon. Na południe od tych gór, w ziemi Pedyjskiej, znajduje się szerokie, przecinające całą Attykę aż do Dekelei, pasmo gór Egaleos. W Attyckiej krainie Diakrii, łączą się one z górami Pentelikon, zwanymi także Brillesyjskimi, tworząc w ten sposób łuk, skierowany w stronę nadmorskiego miasta Oropus, leżącego naprzeciw eubejskiej Eretrii.

Na południe od Aten, nad rzeką Ilisos, znajdują się góry Hymetyjskie, a na południowy-zachód od nich pasmo gór Anydrus. Na południu zaś mieszczą się srebronośne góry Laurion. Wejście na Peloponez strzeżone jest przez niezwykle ciasny Istm Koryncki, który tworzą góry Geranejskie. Granicę między Arkadią, Achają i Argolidą, stanowią na Peloponezie góry Kylleńskie. Zachodnią granicę Arkadii i południową Achai, stanowi pasmo Erymantejskie, które dochodzi do rzeki Peneus w Elidzie, krainie w której mieści się miasto Olimpia. Z Argolidy i Kynurii, wejścia do Lakonii, strzegą góry Parnon. Po ich przekroczeniu, można wejść do Lacedemonu - (pierwotna, starożytna nazwa Sparty). Granicę między dwoma członami państwa spartańskiego Lakonią a Mesenią, stanowi góra Tajget.

Na wyspie Kreta, po zachodniej jej stronie, znajduje się pasmo gór Leucyjskich. W części środkowej i zachodniej, w rejonie od Knossos, do Hierapytny, znajdują się góry Diktyjskie. Na północny wschód od Krety, na wyspie Rodos, mieści się góra Atabyrius. Wszystkie wyspy Morza Egejskiego, są z reguły terenami nizinnymi i nie dominują tam wysokie pasma górskie, wyjątkiem są nadbrzeżne niezwykle skaliste wybrzeża. Na Chalkidyce, po jej wschodniej stronie, na półwyspie Akte, położona jest góra Atos.

Nad-egejskie tereny Tracji, również nie obfitują w wysokie partie górskie, wyjątkiem jest tutaj masyw górski Pangeus, położony nad jeziorem Kercintis, w kraju trackich Edonów. Na nizinnym Chersonezie, podobnie jak i na wybrzeżach małoazjatyckiej Eolii, także brak jest gór, z wyjątkiem góry Ida, położonej w nadmorskiej Frygii, na północ od miasta Adrametium. Granicę między Eolią a Jonią, wyznacza góra Sipylus. W Jonii jest już o wiele więcej wyżynnych terenów. Na północy Przylądka Korykańskiego, znajduje się góra Mimas, na południu zaś góra Mykale, oraz masyw Latmus. Południowe wybrzeża Karii i Licii, pozbawione są wzniesień, podobnie jak północne rejony Bitynii i wybrzeża Propontydy. W całej Grecji dominują pasma górskie, stanowiące niejednokrotnie granice pomiędzy poszczególnymi miastami, krajami czy plemionami. Wiele naturalnych granic stanowią również rzeki i rzeczki, niezwykle gęsto rozlane na całym Półwyspie.

Klimat Hellady, podobnie zresztą jak klimat innych krajów śródziemnomorskich, należy do umiarkowanych. Nie ma w Grecji przybrzeżnej srogich zim, nie ma również afrykańskich upałów. Zimą od morza wieje łagodny atlantycki wiatr, zwany etezyjskim, przynoszący obfite opady, szczególnie w zachodniej części Półwyspu. Latem wiatry wiejące z północnego-wschodu, skutecznie łagodzą upały. Klimat śródziemnomorski dominuje jednak jedynie na wyspach, półwyspach i nadbrzeżnych terenach Hellady, w miarę posuwania się w głąb lądu, klimat ulega zmianie przechodząc w kontynentalny. Zupełnie więc inny klimat dominuje w sąsiadujących ze sobą krainach, np. w Beocji przeważa klimat kontynentalny, a w sąsiadującej z nią od południa Attyce, już klimat śródziemnomorski.

Podobnie wygląda to między Lakonią czy Mesenią a Arkadią, w której spotykamy już klimat kontynentalny, pomimo tego że Arkadia leży na Peloponezie, na którym dominuje klimat śródziemnomorski. Tak więc w lecie Attyka, muskana łagodnymi powiewami wiatru, jest bardzo przyjemnym miejscem, nie za gorącym i nie za chłodnym, natomiast już Beocja czy Tesalia, wyglądają podczas lata jak spalona słońcem pustynia. Natomiast zimy są, w obu tych krainach, wyjątkowo srogie. Opady występują obficiej po zachodniej stronie Półwyspu Bałkańskiego. Zmniejsza się zaś ich intensywność idąc ku Grecji środkowej i wschodniej.

Zbocza Grecji kontynentalnej pokrywają bujne lasy, w których dominują dęby, jodły, buki i kasztanowce. Wpływ klimatu miał decydujące znaczenie na rozwój kultur: minojskiej czy mykeńskiej, w których dominował klimat śródziemnomorski. Kolonizując więc wyspy Morza Egejskiego i Azji Mniejszej, Mykeńczycy wybierali tereny najbardziej zbliżone do ojczystych. Pierwsze cywilizacje pojawiły się na terenach nizinnych, tam gdzie był dostatek pól uprawnych oraz pastwisk do wypasania dużych stad owiec i kóz. Jednak to plemiona góralskie wykazywały zawsze znacznie większą siłę żywotną i wytrzymałość na trudy. Często dochodziło do konfliktów, gdy przeludnione plemiona górali, ruszały na rabunek bądź podbój bogatych terenów nizinnych. Jednak i te, niewielkie w Grecji tereny rolnicze, szybko przestały wystarczać wciąż wzrastającej liczbie ludności. Grecy szukali więc szczęścia za morzem, na przyległych wyspach, potem coraz dalszych, wreszcie nowych, rozległych nadbrzeżnych terenach nie tylko Azji Mniejszej, czy wybrzeży Morza Czarnego, lecz także całego basenu Morza Śródziemnego.

Najbardziej dogodnym miejscem dla osadnictwa i kolonizacji, były niewątpliwie wyspy i wybrzeża Morza Egejskiego, ze względu na umiarkowany klimat, i niezwykłe bogactwo wszelkiego rodzaju ryb. Morze to jednak potrafi być niebezpieczne, szczególnie podczas dość częstych szkwałów katabatycznych, oraz niezwykle stromych i skalistych wyspiarskich wybrzeży. Jednak bogactwo różnorodnych zatok, zatoczek i cyplów, jak Zatoka Sarońska, Argolidzka, Lakońska, Meseńska, czy Ledyjska, skutecznie zapewniających schronienie, chociażby przed atakami piratów, rekompensują znacznie wszelkie niedogodności.

Morze Jońskie jest o wiele bezpieczniejsze, dzięki letnim wiatrom wiejącym od lądu. Morze to posiada również dużą liczbę zatok m.in.: Zatoka Koryncka, Ambracka czy Orikońska. Zdarzają się tu jednak także silne szkwały. Szczególnie niebezpiecznie jest płynąć z Korkiry czy Orikonu, na Półwysep Italski. Równie niebezpieczna jest podróż z Zatoki Korynckiej do Italii czy na Sycylię. Kolejna równie ciężka przeprawa w kierunku południowym, do Egiptu, czy Syrii, należy do brawurowych wyczynów, ze względu na częste burze na otwartym morzu, spowodowane morskimi wiatrami wiejącymi w kierunku północno-zachodnim. Jedynym wyjściem jest płynąć wzdłuż wybrzeży Peloponezu, Krety, Rodos i Azji Mniejszej. Ta technika była wielokrotnie używana przez starożytnych greckich marynarzy.

Mimo tych wszystkich przeszkód, droga morska była najlepszą, najkrótszą, i najszybszą, ze wszystkich innych dróg lądowych, których na dodatek nie było wiele. Jedyne dobre drogi prowadziły do największych ośrodków kultu religijnego, jak Eleuzis - (odbywały się tam misteria ku czci bogini Demeter), Delf - (święte miasto Hellady, ośrodek kultu boga Apollina, przebywała tam wieszczka Pytia, która przepowiadała przyszłość), czy Olimpii - (miejsce rozgrywanych co cztery lata igrzysk olimpijskich). Prawie nie było mostów na licznych rzekach okalających Helladę, poza tym na drogach grasowali rozbójnicy, a także częste wojny pomiędzy różnymi ,"miastami-państwami", zmuszały niejednokrotnie podróżnych do zmiany trasy, a co za tym idzie jej wydłużenia. Pomimo więc wszelkich wad i niebezpieczeństw, podróż morska, znacznie skracała czas, stając się najczęstszym środkiem komunikacyjnym tak górzystego kraju jakim jest Grecja.


 2) GOSPODARKA STAROŻYTNEJ HELLADY

"Ziemia panią wszystkich śmiertelnych, która ich darzy swoimi płodami i skarbami, jakie w sobie kryje, tak jak największym dobrodziejstwem - winem obdarzył śmiertelnych Dionizos" (Pl. Ib. 672 A). Bez wątpienia, wino było jednym z podstawowych bogactw Hellady, a winnice były gęsto rozsiane po całej Grecji, podobnie jak i uprawa oliwki z oliwek, która szczególnie rozwinęła się w Attyce. Podstawą jednak gospodarczego rozwoju greckich państewek było zboże, głównie zaś pszenica i jęczmień. W kraju tak górzystym jakim jest Grecja, dostęp do pól uprawnych, położonych na terenach nizinnych, był niejednokrotnie błogosławieństwem dla danego państwa-miasta. Podobnie jak i dostęp do pastwisk, ponieważ hodowla bydła i owiec, była równie dochodową gałęzią gospodarki helleńskiej. Niejednokrotnie wojny wybuchały z chęci zajęcia rozległych terenów nizinnych, których było pod dostatkiem w jednym państwie, a brakowało ich w sąsiednim - (chociażby wojny spartańsko-meseńskie, powodowane były chęcią zdobycia żyznych terenów pod wypas kóz i owiec).

Zboże uprawiano na równinnych terenach Attyki, na obszarach doliny Pediasu, równinnych ziemiach Eleuzis i w południowo-zachodniej Diakrii, od strony zatoki maratońskiej a także na wschodnim wybrzeżu Attyki, między miastami Hymett a Pentelikon. Attyka należała do największych producentów zboża w Grecji. Poza tym w całej Helladzie znany był attycki miód z rejonu góry Hymmet, oraz niezwykle cenne w tym kraju figi, których wywóz był surowo zabroniony. Równie dobra była pszenica beocka, jednak od ok. połowy V w. p.n.e. północna część kraju, w rejonie miasta Orchomenus, uległa zabagnieniu. W wyniku wojen i zaniedbania, zniszczone zostały kanały nawadniające ten region.

Inną krainą, która słynęła z dobrej uprawy zbóż, była Arkadia, położona w środkowej części Peloponezu. Był to poza tym niezwykle urodzajny kraj, stąd wzięła się później nazwa Arkadii, jako krainy szczęśliwości i dobrobytu. Mesenia słynęła w całej Grecji ze swych ogromnych pól pod wypas bydła i kóz, oraz urodzajności swej ziemi, ale już granicząca z nią od wschodu Lakonia, była krajem górzystym i mało urodzajnym. Tesalia należała także do przodujących w Helladzie eksporterów zboża. Poza tym kraj słynął z doskonałej jakości koni, sławnych nie tylko w Grecji kontynentalnej, lecz także daleko poza jej granicami. Prowadzono również hodowlę bydła ze względu na obfitość pastwisk.

Kontynentalna Grecja nie posiadała złotonośnych terenów, jedyne ich większe złoża mieściły się w Macedonii i Tracji, które jednak nie były uważane przez starożytnych Hellenów za greckie ziemie. Poza tym złotonośne tereny występowały jeszcze na wyspach Tazos i Sifnos, a także w rejonie cieśniny chersoneskiej, po jej azjatyckiej stronie. Złoto występowało także w Lidii, w rejonie góry Tmolos i Kolchidzie. Oba te kraje nie należą jednak do państw helleńskich i choć z biegiem czasu przyjęto tam greckie obyczaje i kulturę, starożytni Hellenowie nie uważali mieszkańców tych ziem za Greków. Często jednak organizowano wyprawy po złoto, co zostało również przekazane nam w micie o wyprawie argonautów po "złote runo".

Natomiast jest w Grecji kilka rejonów występowania srebra. Są to głównie wyspy Sifnos i Tazos, położone na Morzu Egejskim. Były one popularne do ok. VI w. p.n.e. wówczas to rozgłosu i znaczenia nabrały attyckie kopalnie srebra w górach Laurion. Ok. zaś roku 483 p.n.e. Ateńczycy odkryli kolejne srebronośne źródło w swoim kraju, w rejonie Maronei. Duże pokłady złóż srebra występują również w Macedonii. Miedź była tym z surowców naturalnych, których w Grecji było pod dostatkiem. Do głównych wydobywców i eksporterów tego surowca w starożytnej Helladzie, należała wyspa Eubea, oraz wyspa Serifos. Macedonia, głównie region Chalkis i Argolida na Peloponezie, również należały do głównych wydobywców tego surowca w Grecji.

Macedonia stała się miejscem wydobycia również żelaza, skąd później eksportowano je do innych greckich krain. W wydobyciu i eksporcie żelaza doganiała ją także Eubea i Beocja, a także górzysta Lakonia. Prócz tych ziem kontynentalnej Grecji, żelazo wydobywano również na wyspach Keos, Skyros, Kytnos, Syros, Andros, Serifos, Rodos i na Krecie. Attycki Pentelikon słynął z najlepszej jakości marmuru, który wykorzystany był przez Ateńczyków m.in.: do budowy Partenonu - monumentalnej świątyni Ateny Promachos. Wydobywano go również na Peloponezie, w spartańskiej Lakonii i Argolidzie, a także w Beocji i oczywiście na wyspach morza egejskiego: Lesbos, Tazos, Chios, Skyros, Andros, Paros, Naksos, Melos, Mikonos, Rodos i na Eubei. Poza tymi głównymi ziemiami Grecji właściwej, także w Azji Mniejszej: w Lidii, Karii i Frygii. Wydobycie granitu odbywało się jedynie w Lakonii i Tesalii, oraz na wyspach Tinos i Delos. Dzięki tak nierównomiernemu rozłożeniu bogactw naturalnych w Grecji, bardzo szybko musiał narodzić się handel wymienny, następnie po wynalezieniu pieniądza, przerodził się on w handel pieniężny.

Aby jednak maksymalnie przystosować tereny własnego kraju do potrzeb gospodarki, czy to uprawnej, wydobywczej, czy też pod wypas bydła, Grecy bardzo często stosowali osuszanie terenów bagnistych oraz nawadnianie terenów leśnych i półpustynnych. Aby to osiągnąć, udoskonalono system budowy kanałów nawadniających i melioracji rzek. Podobnie praca na roli (w której widziano czynnik wychowawczy społeczeństwa), była ona postrzegana jako godna i rozwijająca, jednak tylko do ok. VIII - VII w. p.n.e. potem nastąpiły już pewne zmiany społeczno-kulturowe, które zabraniały wolnemu człowiekowi wykonywania prac fizycznych, tym mieli zajmować się tylko niewolnicy. Jednak w pierwszych wiekach nie było wielkiego rozwarstwienia społecznego w Grecji. Królowie wykonywali te same prace na roli co ich poddani, królowe i księżniczki z innymi kobietami prały swe ubrania nad brzegiem rzek i jezior, oraz wykonywały pozostałe kobiece prace. Nie było to wówczas jeszcze postrzegane jako zajęcie "niegodne wolnego człowieka", jak to później w swych ,"Prawach" - nazwie Platon.






CDN.
 

wtorek, 7 lipca 2015

KRYZYS W GRECJI - KTO ZAWINIŁ?

KTO NAPRAWDĘ DOPROWADZIŁ

GRECJĘ NA SKRAJ BANKRUCTWA?






"Grecy są nierobami", "Grekom nie chce się pracować", "Grecki sektor publiczny jest niewydolny i skorumpowany", "Grecy są sami sobie winni" - itd. itp. Ile to już razy słyszeliśmy w naszych (i nie tylko naszych), mediach i z ust wszelkiej maści "autorytetów", podobne określenia? 

Wszystkie one sugerują, że katastrofa finansowa, którą obecnie przechodzi Grecja, spowodowana jest działalnością samych Greków, którym (oczywiście, jakżeby inaczej), nie chce się pracować. Ile w tym prawdy, należałoby zapytać? Niewiele, zaledwie ziarenko, od niego też zacznę.


To prawda, to w dużej mierze Grecy są winni obecnego kryzysu, ale ... jacy Grecy? Nie moi drodzy, winni temu wszystkiemu są (m.in.:), greccy oligarchowie, którym cały ten kryzys, pozwalał nabijać kabzy. Jednym z nich jest niejaki Dimitris Melissanidis, właściciel 60 tankowców i ok. 600 stacji benzynowych. Dzięki nadzorowanej przez Międzynarodowy Fundusz Walutowy i Unię Europejską - prywatyzacji, nabył po śmiesznej wręcz cenie (nazwijmy ją "okazyjną"), jedną trzecią akcji greckiego przedsiębiorstwa loteryjnego. Będąc świadom swej pozycji i ochrony (również przez banksterów z UE, których celem był skok na greckie aktywa, a nie żadna tam prywatyzacja - o tym jednak niżej), którą zapewniał mu skorumpowany grecki system polityczno-biznesowy, Melissanidis, wysłał nawet do dziennikarza Lefterisa Charalampopoulosa (z magazynu "Unfollow", który badał wszystkie jego przekręty), taką oto wiadomość: "Mógłbym kazać cię zabić bez wcześniejszego ostrzeżenia. Jestem jednak człowiekiem. Ostrzegam zatem, że wysadzę w powietrze ciebie, twoją żonę, twoje dzieci i wszystko, co posiadasz, w czasie gdy wy będziecie smacznie spać". Charalampopoulos zgłosił tę groźbę na policję, która ... nie znalazła w tym niczego nagannego. 

Melissandis nie jest tu wcale jakimś wyjątkiem, bowiem kryzys w Grecji otworzył możliwość skorzystania z atrakcyjnych ofert inwestycyjnych, przez tamtejszych krezusów. Firmy, które przynosiły stabilne dla państwa dochody, wyprzedawano w prywatne ręce za bezcen i tak grecka sieć gazowa DESFEA, została sprzedana koncernowi z Azerbejdżanu, za sumę, która tamtym zwróciła się w przeciągu roku. Złoża węgla brunatnego w Vevi sprzedano za 171 mln. euro (pomimo tego, że ich wartość oceniano na ponad 3 mld. euro). Likwidowano też wszelaką konkurencję dla (krajowych bądź zagranicznych), oligarchów. W ten sposób rząd Antonisa Samarasa, zlikwidował w czerwcu 2013 r. państwową telewizję, powód? ... była konkurencją dla prywatnych telewizji rodzimych oligarchów. W ciągu jednego dnia, pracę tam straciło ponad 2,5 tys. ludzi - kogoś to obeszło? A telewizja publiczna, była najchętniej oglądaną przez Greków, chociażby dlatego, że stanowiła w miarę rzetelne źródło informacji (w przeciwieństwie do stacji prywatnych, które z roku na rok przynosiły straty). Mimo to rząd stwarzał im takie warunki, by mogły się utrzymać (chociażby prywatne stacje, nie płaciły na przykład licencji za nadawanie, gdyż w umowach, dostawały ją jedynie na czas ... tymczasowy, co powodowło zwolnienie z owych opłat. W rzeczywistości owa "tymczasowość" trwała latami).

W tym samym czasie dochodziło w Grecji do szeregu afer finansowych, na styku władzy i biznesu (skąd my to znamy?). W 2012 r. wyszła na jaw (dzięki agencji Reutera, gdyż w rodzimych mediach, nie było na ten temat nawet słowa), afera bankowa, z udziałem prezesa Piraeus Banku - Michalisa Salasa. Ten socjalistyczny polityk, został oskarżony o załatwianie preferencyjnych pożyczek firmom należącym do jego rodziny. W greckich mediach ograniczono się wówczas jedynie do ... zaprezentowania wyjaśnień samego Salasa, nie wgłębiając się w temat i "przykrywając go" innymi newsami" ze świata show-biznesu i sportu (skąd my to znamy?). W 2010 r. francuska minister finansów Christine Lagarde, przekazała greckiemu rządowi, listę ponad 2 000 nazwisk Greków, posiadających tajne konta w Szwajcarii. Sądziła że rząd ją upubliczni, nic takiego się nie stało. Ówczesny minister finansów Grecji - Giorgos Papakonstantinou (na liście figurowali m.in.: członkowie jego rodziny), ukrył listę, a potem przekazał ją swemu następcy Ewangelosowi Wenizelosowi, zamieszanemu w inne przekręty, jak choćby wprowadzenie podatku od nieruchomości (2011 r.), w którym znalazła się 60 proc. ulga, dla posiadłości większych niż ... 2 mkw (taki właśnie "metraż posiadał ów minister). Wenizelos (gdy w 2012 przestał być ministrem), płytę zabrał ze sobą i zwrócił ją dopiero, gdy w listopadzie 2012 r. o sprawie napisał grecki magazyn "Hot Doc". Co uczyniły wówczas władze tego kraju? Aresztowano redaktora naczelnego i wydawcę pisma - Kostasa Vaxevanisa, zarzucając mu ... ujawnienie danych osobowych. 

Inną sprawą są wielomilionowe przekręty finansowe, przy budowie stadionów olimpijskich. W 2004 r. gdy odbywały się igrzyska olimpijskie w Atenach, niejaki Konstantin Angelopulos, złożył w sądzie pozew, w którym oskarżał swego brata - Theodorosa i jego żonę Giannę Angelopulos-Daskalaki, o pranie brudnych pieniędzy z konta komitetu przygotowującego olimpiadę. Sprawę przegrał, a dziś stadiony, budowane przez konsorcjum Angelopulos - spokojnie sobie ... niszczeją. Podobnie było z niemieckim Siemensem, który płacił greckiemu rządowi, ogromne łapówki (liczone w setkach milionów euro), za zdobycie kontraktów na budowę stadionów olimpijskich. Gdy kontakty ministrów i polityków z socjaldemokratycznej partii Pasok (wśród nich m.in.: Tasos Mantelis), wyszły na jaw, okazało się że łapówki płacone przez Siemensa, przyniosły greckiej gospodarce straty w wysokości 2 mld. euro. Siemens oczywiście nie mógł sobie pozwolić na opinię firmy korupcjogennej, dlatego też dodatkowo wypłacił Grekom 330 mln. euro w ramach rekompensaty i ... zrzeczenia się wszelkich dalszych roszczeń z tego tytułu. Następnie koncern chwalił się publicznie że intensywnie ... walczy z korupcją.

To tylko niewielka część powodów obecnego stanu greckiej gospodarki. Inną są na przykład ulgi podatkowe w branży przewozów morskich (z których korzysta ok. 900 najbogatszych rodzin w Grecji), którego straty dla greckiego budżetu (w przeciągu ostatnich dziesięciu lat), wyniosły ok. 156 mln. euro. Co ciekawe, przez lata greccy oligarchowie, kontrolujący całą branżę przewozów morskich (Grecy kontrolują 15 proc. światowej floty handlowej), skutecznie przekonywali kolejne rządy, że ich przywileje są fundamentem rozwoju Grecji i jeśli odbierze się je odbierze - państwo upadnie. Podobnego zdania (co ciekawe - choć może nie tak do końca, znając biznesowo-osobiste kontakty greckich oligarchów z przedstawicielami Unii Europejskiej i Międzynarodowego Funduszu Walutowego), jest również UE i MFW, które to  instytucje, naciskają na rząd Grecji, by (łatając dziurę budżetową i ograniczając wielkość długu publicznego), sięgali głębiej do kieszeń Greków. Nie, nie chodzi wcale o oligarchów, tych (według poleceń płynących z Brukseli), należy zostawić w spokoju, gdyż w przeciwnym razie "państwo upadnie". Grecki rząd MUSI natomiast (według tych instytucji), sięgnąć głębiej do kieszeni emerytów (którym i tak od 2010 r. konsekwentnie obniżano świadczenia, obecnie wynoszą one 52 % stanu sprzed 2010 r.), a także, Grecy powinni dalej konsekwentnie wyprzedawać własny majątek narodowy (to właśnie są "rady" UE i MFW na grecki kryzys). 

Czy można się temu dziwić, skoro najbogatszy Grek - Spiros Latsis (jego majątek jest szacowany na 11,4 mld USD), jest przyjacielem byłego przewodniczącego Komisji Europejskiej - Jose Manuela Barroso (Latis organizował mu u siebie wakacje i przyjęcia, oraz udzielał prywatnego jachtu, na każde życzenie Barroso). Theodoros Angelopulos związany jest z biznesowym elitami Szwajcarii, Kostopoulos z finansjerą Francji i wielu, wielu innych greckich oligarchów. Nie przeszkadza to jednak zachodnim politykom i ich rządom, wywierać na Grecji presję w formie szantażu ekonomicznego, typu: "Jeśli nie kupicie naszych samolotów, nie dostaniecie kolejnej transzy pieniędzy". Tak właśnie szantażował Grecję francuski prezydent Nicolas Sarkozy w 2011 r. żądając by Ateny zakupiły francuskie samoloty z koncernu EADS (obecnie Airbus Group). Angela Merkel zaś, w tym samym roku naciskała na grecki rząd w sprawie zakupu niemieckich okrętów podwodnych (których Grecy nie chcieli przyjąć, z powodu częstych usterek i ich wadliwej konstrukcji). Szantaż okazał się jednak skuteczny - Grecy nabyli zarówno samoloty z EADS, jak i niemieckie okręty podwodne, ale zarówno Sarkozy jak i Merkel na tym nie poprzestali. Domagano się wręcz otwarcie ... likwidacji rodzimego przemysłu zbrojeniowego i zaopatrywania się w sprzęt wojskowy, w koncernach pochodzących z tych państw. Tak też się stało, skorumpowane rządy, zlikwidowały mały (ale prężny), grecki przemysł zbrojeniowy, jednocześnie zwalniając z pracy ok. 2 200 osób (skąd my to znamy?).





Dziś sytuacja jest dokładnie taka sama - MFW i kraje strefy euro (głównie Niemcy i Francja), domagają się spłaty kolejnej raty greckich zobowiązań, uzależniając od tego kolejne transze pomocy finansowej dla Grecji. Żądają by rząd Alexisa Ciprasa, sięgnął znów do kieszeni podatników (oczywiście tych najbiedniejszych ma się rozumieć) i kontynuował "reformy", sprowadzające się jedynie do bezprzykładnej wyprzedaży majątku narodowego i zwiększonego fiskalizmu. Ale już jest wiadome (i nie chodzi tutaj tylko o samo greckie referendum), że Grecja już jest bankrutem i nie zmienią tego żadne kolejne "transze pomocowe" (tym bardziej ze MFW i kraje strefy euro jedną ręką dają a drugą zabierają). Co więc należy rozbić w tej kwestii? Przede wszystkim trzeba stwierdzić, że Grecja ma te problemy również dlatego (a może przede wszystkim dlatego), że należy do strefy euro - dlaczego? Grecki dług publiczny jest obecnie nie do spłacenia i to bez względu na pomoc ofiarowaną z MFW czy strefy euro

Po pierwsze - Grecja nigdy nie powinna wchodzić do strefy euro (cały ten proces był motywowany politycznie). Po drugie - fundusze unijne przyznawane na rozwój, są rzeczywistości powodem stagnacji i marazmu, gdyż zmuszają państwa (lub osoby fizyczne), do partycypowania w kosztach, co napędza spiralę zadłużenia. A poza tym zabijają innowacyjność. Kwestia trzecia jest natomiast taka, że drachma, która była walutą słabszą od euro (podobnie jak nasza złotówka), w przypadku wejścia przez Grecję do strefy euro, waluta ta staje się natychmiast hamulcowym eksportu krajowego, sprzyja zaś importowi towarów (np. właśnie z Niemiec czy Francji). Gdyby Grecja nie była w strefie euro, mogłaby uczynić tak, jak zrobili Irlandczycy w 2008 r. gdzie pomoc publiczną skierowano do zwykłych ludzi (pod postacią np. umorzenia długów hipotecznych, bądź też zwrotu bankowych depozytów), poza tym należałoby uznać kredyty indeksowane w obcych walutach za nielegalne (co uczynili Irlandczycy w 2010 r.). Dzięki tym (realnym, a nie fikcyjnym) reformom - dziś Irlandia wyszła już na prostą. 

Innym powodem dla którego obecnie Grecja jest już bankrutem (cały dług publiczny Grecji wynosi 320 mld. euro), były "rady" MFW w kwestii zwiększenia podatków i cięcia wydatków we wszelkich możliwych obszarach (tę samą "terapię", MFW nakazał m.in.: Węgrom i Polsce. Rządzone przez Orbana Węgry poszły jednak inną drogą - serdecznie dziękując MFW za współpracę i dając mu kopa na rozpęd z ich kraju. Nie zamierzano robić cięć wydatków publicznych, ani też obarczać najbiedniejszych kolejnymi podatkami. Orban zaczął szukać pieniędzy gdzie indziej m.in.: opodatkowując sklepy wielkopowierzchniowe, należące do zachodnich koncernów. Efekt - dziś kryzys na Węgrzech jest już przeszłością, a MFW nie może się nachwalić gospodarczej przebojowości i skuteczności tego kraju. W Polsce zaś ... jak jest, każdy widzi. 

Problem z Grecją polega jednak nie tylko na tym, że nie może ona skorzystać z rozwiązań Irlandczyków (gdyż nie posiada już swej własnej waluty, którą można by zdewaluować), lecz także dlatego, że wierzycielami Grecji są obecnie państwa (a nie banki, jak w przypadku Irlandii), które dokonały "nacjonalizacji" wierzytelności swych własnych instytucji finansowych. Co więc należy zrobić w tej kwestii. Rozwiązanie nasuwa się tylko jedno - ogłosić bankructwo Grecji i zacząć od nowa, czyli od powrotu do własnej waluty (drachmy), przy jednoczesnej jej dewaluacji. Ale kraje euro (szczególnie zaś Niemcy, którzy straciliby na tym najwięcej), nie chcą do tego dopuścić. Tym bardziej że Grecja może dać przykład innym krajom Południa Europy, które także opuszczą strefę euro (uważam że już najwyższy czas). Zobaczymy co z tego wyniknie - trzymam kciuki za Greków, gdy walczą z MFW i banksterami z krajów euro, krytykuję zaś rząd Ciprasa za jego kontakty z Kremlem i nadskakiwanie Rosji.







niedziela, 25 stycznia 2015

MISS EUROPY - 1930

Oto kandydatki na konkurs Miss Europy, roku 1930.


Konkurs ten, odbył się 5 lutego 1930 roku, w Paryżu. Była to już trzecia taka impreza na skalę europejską, począwszy od pierwszego konkursu Miss Europy z 1928r. W konkursie uczestniczyło 19 dziewcząt, reprezentujących swoje kraje (reprezentantka Szwajcarii - wycofała się z konkursu).

Koronę najpiękniejszej Europejki, zdobyła 17-letnia Aliki Diplarakou, reprezentująca Grecję. Co ciekawe - koronę wicemiss Europy, zdobyła Polka - pochodząca ze Lwowa, 22-letnia Zofia Batycka. 

Oto zdjęcia z tej imprezy, pokazujące wszystkie uczestniczki konkursu Miss Europa 1930




MISS IRLANDII

VERRA CURRAN

 



MISS BELGII

JENNY VANPARAYS




MISS WĘGIER

MARIA PAPST




MISS AUSTRII

INGEBORG von GRINBERGER




MISS HOLANDII

RIE VAN der REST

 



MISS NIEMIEC

DORIT NITYKOWSKI

 



MISS BUŁGARII

KONIKA TCHOBANOVA




MISS CZECHOSŁOWACJI

MILADA DOSTALOVA 

 



MISS WŁOCH

MAFALDA MORITTINO




MISS POLSKI

ZOFIA BATYCKA




MISS DANII

ESTER PETERSEN




MISS RUMUNII

ZOICA DONA




MISS ROSJI (nie ZSRR)

IRENE WENTZEL




MISS ANGLII

MARJORIE ROSS




MISS JUGOSŁAWII

STEPHANIE "CACA" DROBUJAK




MISS HISZPANII

ELENA PLA MOMPÓ




MISS TURCJI

MUBEDJEL NAMIK




MISS FRANCJI

YVETTE LABROUSSE

 



MISS GRECJI

ALIKI (ALICE) DIPLARAKOU




MISS EUROPY 1930 roku (GRECJA):





WICEMISS EUROPY 1930 (POLSKA):






ZOFIA BATYCKA (po prawej) i ALICE DIPLARAKOU




MISS BUŁGARII




MISS RUMUNII




MISS NIEMIEC




MISS HOLANDII



 MISS ROSJI, AUSTRII i HOLANDII