Łączna liczba wyświetleń

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą FILOZOFIA. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą FILOZOFIA. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 30 września 2024

SŁOWA KTÓRE UCZĄ MYŚLEĆ - Cz. IV

CZYLI SENTENCJE I AFORYZMY OD STAROŻYTNOŚCI PO WSPÓŁCZESNOŚĆ





OTO KOLEJNI SŁAWNI LUDZIE ANTYKU, DZIŚ:


PITAGORAS
Cz. I





 Był on starożytnym greckim filozofem i eponimicznym założycielem pitagoreizmu, a jego nauki były dobrze znane, szczególnie w tzw. Wielkiej Grecji (czyli w helleńskich koloniach południowej Italii i Sycylii). Niestety nie wiadomo dokładnie kiedy przyszedł on na świat, nie zachowały się też żadne autentyczne jego własne pisma, a wszystko co o nim wiemy pochodzi najczęściej z krótkich, czasem satyrycznych wzmianek innych autorów antyku. I właśnie jednym z pierwszych (jeśli nie w ogóle pierwszym) źródłem dotyczącym życia i nauk Pitagorasa, jest satyryczny poemat nijakiego Ksenofanesa z Kolofonu (napisany zapewne już po śmierci Pitagorasa), człowieka, który był jemu współczesnym. W utworze tym Ksenofanes przedstawia Pitagorasa jako człowieka wstawiającego się za bitym psem, twierdząc że w jego piskach rozpoznaje głos zmarłego przyjaciela (Pitagoras bez wątpienia wierzył w reinkarnację - o czym również opowiem dalej, chociaż tak naprawdę stwierdzenie: "wierzył" jest nie na miejscu z wiadomych przyczyn. W  reinkarnację nie trzeba wierzyć, czy nie wierzyć, ona po prostu jest, jedynie określenie to odnosi się do naszego stopnia zrozumienia związanych z nią determinantów wiążących nas w tym oto ziemskim piekle).

Również Alkmeon z Krotonu (jeden z filozofów przyrody, a jednocześnie lekarz amator i bajkopisarz, o którym mówi się że był uczniem Pitagorasa, chociaż istnieją pewne wątpliwości czy rzeczywiście należał do pitagorejczyków. Jego dzieła - podobnie jak Pitagorasa - nie zachowały się, a wiadomo o nich jedynie z późniejszych przekazów i cytowań) również włączył wiele z nauk Pitagorasa do swoich pism. Pochlebnie w swoich dziełach o Pitagorasie wyrażali się chociażby: Ion z Chios (filozof, pisarz, i dramaturg urodzony już po śmierci Pitagorasa, żył w latach ok. 480-421 p.n.e.), oraz Empedokles z Akragas (filozof, twierdził że cała materia zbudowana jest z czterech elementów: ognia, wody, powietrza i ziemi, a wszystko to powiązane jest ze sobą za pomocą niewidzialnej nici, zwanej "Phila"  {Miłość}. On również urodził się już po śmierci Pitagorasa, a żył w latach ok. 493-432 p.n.e.). Natomiast ostro krytykował w swych pismach Pitagorasa i uważał go za szarlatana oraz hochsztaplera - Heraklit z Efezu. Jednak pierwszy, najbardziej zwięzły opis postaci Pitagorasa pochodzi z dzieł Herodota z Halikarnasu (pisarz i historyk, żył w latach ok. 484-413 p.n.e.), który m.in. stwierdza że Pitagoras pragnął nauczyć swych uczniów "nieśmiertelności" (a raczej co należy zrobić, aby uzyskać długowieczność, którą można porównać do nieśmiertelności). Ateński retor Izokrates (żył w latach 436-338 p.n.e.) jako pierwszy opisał Pitagorasa odwiedzającego Egipt. Arystoteles napisał zaś (utracone) dzieło o epikurejczykach, a jego uczniowie: Arystoksenos, Dikaearch i Heraklides z Pontu również kontynuowali ten temat. Wysyp informacji o Pitagorasie przyniosły czasy rzymskie, chociaż głównie są to powielane, legendarne (często bajkowe) informacje na jego temat, więc nie będę już wymieniał owych twórców.

Uściślimy zatem - Pitagoras przyszedł na świat na wyspie Samos, ok. 570 roku p.n.e. Na tej samej wyspie Samos, na której żył chociażby opisywany wcześniej przeze mnie Ezop (można by więc zaśpiewać słowa piosenki "Kuba wyspa jak wulkan gorąca", podmieniając słowo Kuba na Samos 😉). Jego ojcem był niejaki Mnesarchos - grawer kamieni szlachetnych, lub też bogaty kupiec samijski (Herodot i Izokrates różnią się tu między sobą). Data narodzin Pitagorasa również wybrana została nieco tak na chybił trafił, jako że Arystoksenos zanotował (jako jedyny z tych, którzy pisali o Pitagorasie) że w wieku 40 lat opuścił on Samos jeszcze w czasach rządów tyrana Polikratesa (który przejął władzę na Samos ok. 542 r. p.n.e. a jego rządy trwały kolejne 20 lat). Niewiele (lub też zgoła nic) wiadomo o młodości Pitagorasa. Jego matka nosiła ponoć imię Pythais, a gdyby była z nim w ciąży, wraz z mężem udała się do świątyni Apollina w Delfach, gdzie tamtejsza Pytia przepowiedziała jej, iż urodzi syna niezwykle przystojnego, mądrego i pożytecznego dla ludzkości. Prawdopodobnie pod wpływem tej właśnie przepowiedni nowo narodzone dziecię otrzymało imię Pitagoras, na cześć Pytii. Samos na której Pitagoras dorastał, była bogatą wyspą, słynącą z lukratywnego handlu z Syrią, Fenicją (i prawdopodobnie również z Egiptem), a także z hucznej kultury festiwalowej. Bez wątpienia wraz z kupcami na wyspę docierały wszelkie bliskowschodnie idee, poglądy i wiary. Poza tym w leżącym nieopodal Milecie, w tym właśnie czasie działali filozofowie przyrody, tacy jak: Anaksymander (żył w latach ok. 610-546 p.n.e. i twierdził że wszystko co pochodzi na świecie, zbudowane jest z bliżej nieokreślonego pierwiastka zwanego - apeiron) i Anaksymenes (żył w latach ok. 586-526 p.n.e. Ten zaś uważał że świat cały zbudowany jest na powietrzu a raczej na eterze). Bez wątpienia ich filozofia również miała wpływ na ukształtowanie poglądów młodego Pitagorasa.




Ponoć nauczycielem Pitagorasa był poeta Hermodamas z Samos (syn niejakiego Kreofilosa, który ponoć miał rywalizować nawet z samym Homerem, ale wydaje się to bardzo mało prawdopodobne, jako że Homer przyjęło się iż żył w wieku VIII, Kreofilos zaś - nawet jeżeli byśmy przeciągnęli jego narodziny do połowy VII wieku p.n.e. to i tak nie ma możliwości aby ci dwaj panowie mogli się ze sobą spotkać, a tym bardziej rywalizować w konkursach poetyckich. Był to więcej bez wątpienia wymysł późniejszych historyków antyku). Inni autorzy starożytni wymieniają również (jako nauczycieli Pitagorasa) Biasa z Prienne, Talesa, nawet Orfeusza (twórcę misteriów orfickich). Nie można temu ani zaprzeczyć ani bezrefleksyjnie przyjąć za pewnik, po prostu zdani jesteśmy na przyjęcie tego do wiadomości (co się tyczy Biasa z Prienne - podobnie jak Milet miasta bliskiego Samos - który to wydaje mi się najmniej znany z tej wyżej wymienionej trójki, to istnieje na jego temat ciekawa historia. Głosił on bowiem ideę, że dobro które okazujemy innym wraca do nas w dwójnasób . Pewnego razu przechadzając się po Agorze miasta Prienne, ujrzał on wystawionych na sprzedaż kilka młodych dziewczyn będących siostrami, wziętych wcześniej do niewoli - lub też porwanych przez handlarzy niewolników. Wszystkie je wykupił, zabrał do siebie do domu, wyzwolił i wychowywał jak własne córki przez kilka lat, a następnie opłacił im podróż do ich rodzinnego domu w Messynie na Sycylii, obdarowując każdą z nich pewną kwotą pieniężną. Nawoływał też aby postępować dobrze i łagodnie z innymi ludźmi, jako naszymi bliźnimi, chociaż... powszechnie twierdził że wszyscy ludzie są z natury źli. Był niezwykle sprawiedliwy i uczciwy, dlatego też mieszkańcy Prienne wybrali go na swego sędziego, a gdy rybacy pewnego razu wyłowili z morza trójnóg z brązu z napisem "Dla najmądrzejszego", ofiarowali go właśnie Biasowi. Ten jednak nie przyjął podarunku, a ofiarował go Apollinowi, twierdząc że to nie on, a Apollo jest najmądrzejszy, gdyż to właśnie przez niego spływa na ludzi mądrość i roztropność. Potem zaczęto w Grecji mówić, iż: "Jeśli jesteś sędzią, wydaj wyrok prienneński" co oznaczało - wydaj wyrok tak sprawiedliwy, jak Biasa. Albo też gdy któryś z sędziów był uczciwy i nieprzekupny, mawiano o nim: "Doskonalszy w swych decyzjach niż bias z Prienne". Bias ponoć umarł w sędziwym wieku w trakcie przemowy na korzyść swego klienta {tak więc pełnił rolę zarówno sędziego jak i adwokata}, w czasie rozprawy sądowej. Po zakończeniu swojej przemowy, usiadł u boku wnuka, kładąc głowę na jego piersi i tak zasnął. W tym czasie sędziowie orzekli na korzyści jego klienta, a gdy rozprawa się skończyła, okazało się że Bias nie żyje, zasnął z głową na piersi swego wnuka, wygrywając swoją ostatnią rozprawę sądową).

Pitagoras dorastał więc na Samos, lecz gdy miał lat około 30-tu, doszło w mieście (o tej samej nazwie) jak również na całej wyspie do zamachu politycznego, przeprowadzonego przez wymienionego wyżej Polikratesa podczas święta Hery (ok. 542 r. p.n.e.). Do tej pory bowiem wyspą władali arystokraci (być może również pewien wpływ na rządy mieli majętni kupcy, tacy jak ojciec Pitagorasa - Mnesarchos, choć oczywiście nie ma na ten temat żadnych informacji, a wszystko rozbija się w mgle przypuszczeń). Polikratesa wspierali jego dwaj bracia Pantagnot i Syloson, a także 15 innych młodzieńców, niezadowolonych z obecnych rządów (czyli tak naprawdę rewolucja dokonała się rękoma zaledwie 18 zamachowców, co też pokazuje że dotychczasowy ustrój był albo tak pewny siebie - a przez to tak słabo chroniony, albo też nie było żadnych przesłanek które mogłyby powodować niepokój dotychczasowych włodarzy wyspy). Pierwotnie wprowadzono nowy ustrój, który polegał na rządach wszystkich trzech braci, wspieranych przez resztę zamachowców. Ale Polikrates szybko pozbył się konkurentów do władzy, zabijając swego brata Pantagnota, a Sylosona wypędzając z wyspy. Ogłosił się tyranem, a bez wątpienia za jego rządów wyspa rozkwitła jeszcze bardziej (choć dotychczasowe rody zapewne utraciły swoją pozycję). Aby się umocnić, nowy reżim potrzebował uznania i sojuszy z jemu podobnymi tyrańskimi reżimami politycznymi i Polikrates znalazł takich sojuszników w osobach tyrana Naksos - Lygdamisa (który zdobył władzę w podobnym zamachu stanu w roku 546 p.n.e.) oraz faraona Egiptu Ahmose II (zwanego w Grecji Amazisem i to właśnie imię najbardziej się rozpowszechniło), panującym w kraju nad Nilem od roku 570 p.n.e. Mając takich sojuszników i pokaźny skarbiec Samos do dyspozycji, Polikrates wystawił armię złożoną z 1000 łuczników i stół okrętów wojennych (pentakonterów) I rozpoczął zdobywcze (a raczej bardziej łupieżcze) wojny na Morzu Egejskim. Pierwszą dużą wojnę wydał sąsiedniemu Milenowi, aby zademonstrować że to Samos posiada najsilniejszą flotę w tym regionie Morza Egejskiego. Flota Miletu została pokonana w rejonie wyspy Lade (chociaż samego Miletu Polikrates nie odważył się zaatakować). Potem doszło do konfrontacji z wyspą Lesbos, drugim największym konkurentem morskim na Morzu Egejskim. Lesbos (zwana "Szmaragdową Wyspą", od licznych lasów jakie się nań znajdowały), pierwotnie rządził arystokratyczny ród Pentylidów, przybyły z Tesalii w odległych czasach (XI wiek p.n.e.), którzy to założyli stolicę i największe miasto Lesbos - Mitylenę. Jednak rządy Pentylidów poważnie ciążyły mieszkańcom miasta, aż wreszcie (ok. 585 r. p.n.e.) doszło do ludowego buntu pod wodzą niejakiego Pittakosa, który doprowadził do obalenia tego rodu i wprowadzenia pierwotnie tyranii, która po śmierci Pittakosa ewoluowała w coś na kształt oligarchii z pewnymi elementami demokracji (w dużym uproszczeniu). Taki właśnie ustrój panował na wyspie Lesbos, gdy Polikrates płynął tam ze swą flotą. Wojna Samos z Lesbos zakończyła się kolejnym morskim zwycięstwem Polikratesa, chociaż nie zamierzał on podbijać samej wyspy, gdyż zdawał sobie sprawę że nie ma na to odpowiednich sił. Zdobył za to małą wyspę Rhenea (którą następnie połączył żelaznym łańcuchem z leżącą nieopodal jeszcze mniejszą wyspą Delos, poświęconą Bogu Apollinowi. W czasach rzymskich Delos stanie się centrum handlu niewolnikami - o czym pisałem już w innym temacie).




Dzięki tym podbojom Samos zalane zostało złotem i niewolnikami, dzięki czemu Polikrates mógł upiększyć swoje miasto i całą wyspę. Herodot pisał w swej "Historii" (w Księdze III): "Tak wiele mówiłem o Samijczykach, ponieważ ze wszystkich Greków to oni stworzyli trzy największe dzieła budowlane. Jedno to dwutorowy kanał wykopany pod ziemią przez wzgórze o wysokości 900 stóp. (...) Drugie to kret w morzu wokół portu, o głębokości 120 stóp. (...) Trzecie dzieło Samijczyków to największa świątynia, jaką kiedykolwiek widziałem". Po kolei. Herodot twierdzi również że miasto Samos miało 300 000 mieszkańców co jest znacznie przesadzone (300 000 mieszkańców i Polikrates był w stanie wystawić tylko 1000 łuczników? Wiadomo więc że autorzy tacy jak Herodot jeśli chodzi o liczbę wojowników często przesadzali, zawyżając ją do absurdalnych wręcz rozmiarów i według mnie należy liczbę mieszkańców miasta Samos ograniczyć do góra 10 000, a i to wydaje mi się znacznie zawyżoną liczbą). Jakkolwiek by jednak na to nie patrzeć, miasto miało problem z wodą (paradoks prawda, leżące nad morzem miasto które ma problem z wodą. Ale to tak samo jak z logiką feministek. Kiedyś słuchałem pewnego wywodu pani feministki, która stwierdziła na pytanie co by zrobiła gdyby zabrakło mężczyzn i gdyby wszystko przestało nagle działać prąd, gaz, woda co by zrobiła żeby zaopatrzyć się chociażby w samą wodę. Jej odpowiedź zbiła mnie z nóg, gdy powiedziała że gdyby mieszkała nad morzem, to poszłaby zaczerpnąć wody prosto z morza. Jakoś nie umiała znaleźć odpowiedzi na pytanie, co by zrobiła jakby taką wodą się po prostu zatruła, bo ona nie nadaje się do spożycia 😱🤭). Gorące lato jakie panowało na wyspie powodowało, że niedobór wody pitnej stawał się palącym problemem dla kolejnych reżimów (być może właśnie był to jeden z powodów dla których arystokraci tak łatwo utracili władzę a na rzecz Polikratesa i jego wspólników). Można było się zaopatrzyć w wodę po opuszczeniu miasta, jako że liczne strumienie spływające z gór (szczególnie po opadach) dawały taką możliwość, ale w przypadku gdyby wróg napadł na Samos i obległ mieszkańców, ci nie byliby w stanie długo się bronić i musieliby skapitulować - właśnie z powodu braku wody pitnej. Ten problem postanowił ostatecznie rozwiązać Polikrates, budując kanał (akwedukt) zaopatrujący miasto w wodę właśnie z górskich źródeł (ów kanał stał się nie tylko w czasach Polikratesa i późniejszych najsłynniejszym dziełem hydraulicznym Hellenów, ale jeszcze w czasach rzymskich organizowano wycieczki na Samos właśnie po to, aby zobaczyć to niesamowite dzieło sztuki architektonicznej i... praktycznej). Budowniczym owego akweduktu był niejaki Eupalinos z Megary, przez co cała konstrukcja otrzymała nazwę "Tunelu Eupalinosa" (ale robotnikami zatrudnionymi przy jego budowie byli niewolnicy, głównie jeńcy z Lesbos), którego budowa trwała w latach ok. 530-520 p.n.e. (ów akwedukt został odnaleziony i odkopany przez niemieckich archeologów w latach 1971-1973). Woda była transportowana przez rurę złożoną z 4000 mniejszych kawałków, każdy z nich wykonany ręcznie. Tunel ten był w użyciu przez prawie 1200 lat, do ok. 700 roku naszej ery.




Port na Samos powstał też w latach 540-523 p.n.e. a jego budowniczym również był Eupalinos z Megary. W celu jego ochrony zbudowano falochron o długości 370 m i głębokości 37 m (dziś jego ruiny znajdują się na dnie zatoki Tigani). Dzięki rozbudowie portu i zbudowaniu Tunelu Eupalinosa, Samos było zabezpieczone na wypadek wojny i dłuższego oblężenia (notabene greckie rozwiązania inżynieryjne zastosowali również Rzymianie przy budowie swoich akweduktów, szczególnie zaś Sekstus Juliusz Frontinus, który w latach rządów cesarza Nerwy {96-98 r.} pełnił funkcję zarządcy rzymskich akweduktów. Ten były namiestnik Brytanii z lat 74-78, uważał greckie rozwiązania inżynieryjno-architektoniczne za prawdziwe dzieła sztuki i w swym dziele {nie zachowanym w całości} "Zaopatrzenie w wodę miasta Rzym" pytał: "Czy ktokolwiek porówna bezczynne piramidy, lub te inne bezużyteczne choć bardzo znane dzieła Greków z tymi akweduktami, z tymi wieloma niezbędnymi strukturami?". Trzecim i ostatnim wielkim dziełem architektonicznym z czasów tyrana Polikratesa, było monumentalne Herejon, czyli świątynia bogini Hery na Samos. Do dzisiaj zachowały się niektóre rzeźby wykonane z białego marmuru, ustawione na świętej drodze wiodącej do świątyni. Polikrates wzniósł dla siebie również pałac (nie zachowany do dziś), który znacznie rozbudował cesarz rzymski Gajusz Kaligula (sprawujący władzę w latach 37-41). W ogóle rządy Polikratesa to okres wielkości wyspy Samos i to zarówno pod względem militarnym, ekonomicznym jak i kulturowym (choć, co należy podkreślić, za jego to rządów zaczęło się również psucie monety, gdyż aby znaleźć środki na owe inwestycje - które w ogromnej większości pochodziły oczywiście z łupów wojennych, jednak po części również ze środków samych mieszkańców Samos, czyli ze skarbu miejskiego - polikrates znacznie obniżał jakość pieniądza, zmniejszając ilość srebra z jakiego były one wykonane). Polikrates był też patronem kilku artystów, m.in. Anakreona z Teos (miasto to, leżące w Joni na północ od Samos, w roku 545 p.n.e. najechali Persowie pod wodzą satrapy Sardes - Harpagosa. Nim mury miasta padły, mieszkańcy wsiedli na statki i opuścili swoje miasto, udając się do nowej "Ziemi Obiecanej", na północ do Tracji, gdzie na tamtejszym wybrzeżu założyli nowe miasto, zwane Abdera {chociaż nie wszyscy obywatele Teos porzucili wówczas swoje domy, jako że w czasie zwycięskiej dla Persów bitwy morskiej pod Lade w roku 494 p.n.e. brał udział kontyngent właśnie z Teos. Poza tym Arrian pisze, że Teoczycy założyli również miasto Fanagoria nad Morzem Czarnym}). Anakreon (urodzony ok. 570 r. p.n.e.) poeta liryczny i autor... pieśni pijackich, brał udział w obronie swego rodzinnego miasta Teos w roku 545 p.n.e., choć jak sam przyznawał - w tych walkach niczym się nie wyróżnił. Kilka lat po przybyciu na tracką ziemię i założeniu Abdery, Anakreon został ściągnięty na dwór Polikratesa na Samos, gdzie stał się nadwornym poetą (dobrze opłacanym - co należy podkreślić) i napisał dla niego wiele pieśni lirycznych, w których wychwalał Polikratesa, swego patrona. Polikrates finansował również lekarza Demokedesa z Krotonu - miasta w południowej Italii, z tzw. Wielkiej Grecji (notabene to właśnie w Krotonie Pitagoras założy swoją słynną szkołę epikurejską).




Mijały lata a Polikrates panował szczęśliwie nad wyspą, która stała się lokalnym mocarstwem morskim i jednym z najbogatszych państw w Helladzie. Pewnego razu - mając dobre (wręcz przyjacielskie stosunki z królem Egiptu Ahmose - Amazisem) opowiedział mu w liście o swych sukcesach, a ten przerażony stwierdził, że człowiek nie może cały czas odnosić sukcesów i jeśli tak się dzieje, to znaczy że kres rządów Polikratesa będzie bolesny, a on sam straci władzę w sposób gwałtowny. Aby odwrócić od siebie to nieszczęście, Amazis radził, by Polikrates pozbył się natychmiast cennej rzeczy którą bardzo pożąda, tak aby utracił ją na zawsze. Być może w ten sposób odwróci od siebie zły los, który bez wątpienia nad nim ciąży. Polikrates postanowił poświęcić cenny pierścień który bardzo lubił, wrzucając go w morskie fale. Nazajutrz jednak na audiencję do tyrana udał się rybak, który pragnął ofiarować Polikratesowi złowioną przez siebie rybę. Gdy jednak owa ryba została rozkrojona okazało się że w jej żołądku znajduje się ów pierścień, który Polikrates dnia poprzedniego wyrzucił do morza. Gdy napisał o tym w kolejnym liście do Amazisa, ten (ponoć przerażony) zerwał wszelkie kontakty z Polikratesem, aby nieszczęście które bez wątpienie miało go nie ominąć, nie dotknęło również władcy Egiptu. Rzeczywiście kres rządów Polikratesa był niezwykle brutalny, a a nim skonał, cierpiał długo umierając wpatrzony we własną wyspę. Prawdopodobnie historyjka o pierścieniu i liście do Amazisa została wymyślona później. Mogło to być bowiem związane ze zmianą polityki jaką prowadził Polikrates, a mianowicie widząc coraz silniejszą potęgę Persji Achemenidów, postanowił sprzymierzyć się z Królem Królów - Kambizesem II przeciwko Amazisowi z Egiptu. Wcześniej jednak (być może ok. 527 r. p.n.e.) wysłał do Egiptu 40 trier, oficjalnie z pomocą dla Amazisa. Jednak obsadził te okręty wszystkimi swymi przeciwnikami politycznymi, a w liście do króla Egiptu poprosił go, aby na miejscu ich zgładził. Przeciwnicy Polikratesa domyślili się jednak jaki ma być cel ich wizyty w Egipcie, zawrócili stamtąd, popłynęli ponownie na Samos i udało im się pokonać flotę Polikratesa u brzegów wyspy, ale nie byli w stanie nic więcej osiągnąć i musieli odpłynąć w stronę Grecji kontynentalnej, a konkretnie w stronę Lakonii, prosząc władców Lacedemonu o wsparcie i obalenie tyrana Samos. Do takiej interwencji Sparty i Koryntu na Samos doszło ok. 525 r. p.n.e. Koalicjantom udało się nie tylko pokonać flotę Polikratesa po raz drugi i wysadzić desant na wyspę, ale również oblec samą stolicę - Samos. Niestety hoplici z Teb i Lacedemonu nie byli przygotowani na dłuższe oblężenie, nie mieli żadnych machin oblężniczych, a zaopatrzenie szybko im się skończyło. Po 40 dniach oblężenia miasta musieli stamtąd odpłynąć z niczym. Polikrates ponownie triumfował - już po raz ostatni.


SPARTAŃSKI HOPLITA 



 ATEŃSKI HOPLITA



Nadszedł rok 522 p.n.e. Polikrates starał się co prawda utrzymywać dobre stosunki z Persami (tym bardziej że był to czas, gdy Egipt został podbity przez Kambizesa, a Amazis zginął (525 r. p.n.e.). Jednak w tym mniej więcej czasie zlekceważył on jakieś poselstwo od satrapy Sardes - Oroetesa, a ten poprzysiągł mu zemstę. Nadal utrzymując dobre stosunki, zaprosił Polikratesa do Sardes na ucztę, na co ten ochoczo przystał, pragnąc zyskać przyjaciela w osobie satrapy, który mógł stanowić realne zagrożenie dla jego wyspy. Jednak po dotarciu do Sardes i rozpoczęciu uczty, Polikrates został oskarżony o wszelkie możliwe zbrodnie i przewiny, a następnie uwięziony i zakuty w łańcuchy przez Oroetesa. Ten skazał go na śmierć, a miał on umrzeć ukrzyżowany na przylądku Mykale (w roku 479 p.n.e. Ateńczycy i Spartanie rozbili pod Mykale armię Persów), które leżało naprzeciwko wyspy Samos, czyli Polikrates umierał patrząc się na swoją rodzinną wyspę, którą władał przez 20 lat. Po jego śmierci Oroetes szybko opanował Samos, włączając tę wyspę do swojej satrapii (a w kilka lat później powierzył zarząd nad nią, wygnanemu ponad 20 lat wcześniej bratu Polikratesa - Sylosonowi. W tym zaś czasie Pitagoras nie mieszkał już na wyspie. Opuścił ją ok. 530 r. p.n.e. udając się w swą podróż, która ostatecznie zaprowadzi go do Krotonu w południowej Italii.




CDN.

środa, 28 sierpnia 2024

SŁOWA KTÓRE UCZĄ MYŚLEĆ - Cz. III

CZYLI SENTENCJE I AFORYZMY OD STAROŻYTNOŚCI PO WSPÓŁCZESNOŚĆ





KOLEJNA "PORCJA" SENTENCJI SŁAWNYCH LUDZI ANTYKU



ARYSTOTELES




 Arystoteles, jeden z trzech najsławniejszych filozofów antycznej Grecji (zwany "mistrzem tych, którzy wiedzą") przyszedł na świat w roku 384 p.n.e. w mieście Stagira na półwyspie Chalkidyckim, w rodzinie lekarza Nikomachosa (pracującego dla macedońskiego króla Amyntasa II). Jego matką była kobieta o imieniu Fajstis (która zmarła, gdy Arystoteles był jeszcze dzieckiem). Nikomachos także zmarł, gdy Arystoteles miał prawie dziesięć lat i od tej pory - jako sierota - wychowywany był przez swego wuja Proksenusa z Aterneus, który stał się również jego nauczycielem retoryki i poezji. W wieku lat 18-tu Arystoteles udał się do Aten, gdzie został uczniem innego sławnego filozofa - Platona i uczęszczał na jego nauki do ateńskiej Akademii ("Akademeia" - było to miejsce w północno-zachodniej części Aten, już za murami miasta, gdzie - jak pisał Tukidydes - w VI wieku p.n.e. znajdował się święty gaj oliwny. Został on również zniszczony, gdy w 480 r. p.n.e. Persowie zdobyli i spalili Ateny, ale w latach 70-tych V wieku p.n.e., na fali swej popularności, niezwykle bogaty Ateńczyk Kimon - syn Miltiadesa, zwycięzcy spod Salaminy w 490 r. p.n.e. - konkurując politycznie Temistoklesem {zresztą lata 70-te V wieku p.n.e. były zdominowane - w Atenach - właśnie przez te dwie postaci, niczym Kaczyński i Tusk 😉}, otoczył obszar Akademii murem. Święty gaj poświęcony był Akademosowi i Dioskurom (Kastorowi i Polluksowi (Grecy zwali go Polideukusem, ale rzymska nazwa bardziej się przyjęła). Według mitu Akademosowi miał właśnie owym braciom bliźniakom wyjawić tajemnicę, gdzie Tezeusz ukrył Helenę Trojańską. Kult Dioskurów i Akademosa istniał w świętym gaju od co najmniej VI wieku p.n.e., a prawdopodobnie był jeszcze starszy. Obszar Akademii był miejscem świętym nie tylko dla Ateńczyków, ale i dla wszystkich Greków i nawet Lacedemończycy (Spartanie) w czasie Wojny Peloponeskiej - jak i później - nigdy nie odważyli się z bezcześcić tego świętego gaju oliwnego. Po raz pierwszy uczynił to dopiero rzymski wódz (a późniejszy dyktator) Lucjusz Korneliusz Sulla w roku 86 p.n.e. gdy podczas oblężenia Aten kazał wyciąć gaj oliwny w celu zbudowania machin oblężniczych. W Akademii odbywało się też wiele świąt i obrzędów religijnych, jak choćby nocny bieg z ołtarzy w mieście, do ołtarza Promemejkosa w Akademii, szła tędy procesja dionizyjska z Aten i z powrotem, a także w pobliżu Akademii odbywały się uroczystości pogrzebowe (droga wiodąca z Aten do Akademii wypełniona była nagrobkami).


ATENY
(UMIESZCZONE ZOSTAŁY TUTAJ MIEJSCA DOTARCIA DO AKADEMII JAK I LICEUM. ŻÓŁTY KOLOR OZNACZA ROZBUDOWĘ ATEN W CZASACH RZYMSKICH)



Akademię przeciwstawia się często utworzonemu znacznie później (w 335 r p.n.e.) właśnie przez Arystotelesa - Liceum (Lykaion), który znajdował się na wschód od Aten. Rektorami Akademii (wszystko oczywiście odbywało się pod gołym niebem i nie było tam żadnych budynków) od roku 387 p.n.e. był najpierw Platon (jako pierwszy rektor) który piastował tę funkcję aż do swej śmierci 40 lat później, lecz jego następcy nie zawsze cieszyli się dobrą opinią (lub też mieli na tyle potężnych wrogów, że ich wizerunek został skutecznie oczerniony dla potomnych). Następcą Platona został jego siostrzeniec - Speuzyp, syn Eurymedona i Potony (siostry Platona). Jego ośmioletnie rządy w Akademii zapisały się tam nieprawdopodobną wcześniej rozwiązłością, a sam Speuzyp otoczony był nieustannie kurtyzanami lub prostytutkami i w ich obecności nauczał swoich uczniów (umieścił on również w Akademii popiersie nagiej Gracji i ponoć do tego wizerunku pozowała jedna z jego kochanic, która odsłoniwszy piersi, pozwalała się tak portretować przy uczniach Speuzypa). Oczywiście nauka w Akademii była płatna, z tym że kobiety u Speuzypa uczęszczały na wykłady darmo (co prawda pierwsze dwie kobiety wprowadził do swej Akademii jeszcze Platon pod koniec swego żywota, a były to Lastenea z Mantinei i Aksjotea z Filus - ale Platon również nie pobierał od nich pieniędzy), zaś liczba kobiet w czasach Speuzypa znacznie się zwiększyła, choć nie wszystkie przybywały tam na nauki (Speuzyp miał zwrócić się też do jednego ze swych uczniów, który zakochany był w brzydkiej kobiecie, zapytał go: "Czego od niej chcesz? znajdę ci o wiele ładniejszą za 10 talentów"). Był on również mistrzem w wyplataniu lekkich koszyków z wiązek gałęzi, a w swej nauce opierał się na filozofii Platona. Ok. 340 r. p.n.e. Speuzyp dotknięty został paraliżem tak, że nie był w stanie się ruszać i musiał być noszony w lektyce, wkrótce potem zmarł. W roku 339 p.n.e. następcą Speuzypa (który ponoć sam go wybrał) został niejaki Ksenokrates z Chalcedonu i piastował tę funkcję do swej śmierci w roku 314 p.n.e. Jako nie Ateńczyk Ksenokrates uzyskał obywatelstwo dzięki strategowi Fokionowi, który uczęszczał na jego wykłady do Akademii. Był on człowiekiem oddanym nauce i za jego czasów liczba kobiet w Akademii znacznie zmalała, a w każdym razie kurtyzany i prostytutki nie miały już tam wstępu. Po klęsce pod Cheroneą (338 r. p.n.e.) Ateny wpadły w orbitę wpływów Macedonii, ale nie utraciły jeszcze wówczas pełnej suwerenności. Stało się to dopiero po przegranej przez Ateny wojnie lamijskiej (z lat 323-322 p.n.e.) wywołanej po śmierci Aleksandra Wielkiego. Wówczas realnie Ateny straciły suwerenność, a Antypater (regent Macedonii) prowadził tam oligarchię, ostatecznie likwidując ateńską demokrację (która w IV wieku p.n.e. była wręcz tożsama z bogami, gdyż Ateńczycy wystawili nawet świątynię bogini Demokratii i składali jej ofiary). 




W sprzeciwie wobec takiej hańby i takiego upokorzenia, Ksenokrates zrezygnował z obywatelstwa ateńskiego, które ofiarował mu Fokion, co bardzo szybko skończyło się dla niego ruiną finansową. Nie mogąc bowiem zapłacić podatku (jaki płacili rezydenci-obcokrajowcy), Ksenokrates popadł w tak ogromne długi, że jedyną możliwością ich spłaty było popadnięcie w niewolę. Gdy więc dłużnicy mieli go już wystawić na rynku niewolniczym do sprzedaży, ten się rozchorował i wkrótce potem zmarł (314 p.n.e.). Zapamiętano go jako męża miłującego prawdę, chociaż czasami bywał okrutny, ale chyba nie aż tak, jak jego poprzednik Speuzyp (który kiedyś dla zabawy wrzucił małego pieska do studni). Ateńczycy zapamiętali go też jako przykład obywatelskiego patriotyzmu, gdyż człowiek ten gotów był pójść w niewolę, rezygnując z obywatelstwa tylko dlatego, że Ateny dotknęła taka sromotna klęska i zniewaga ze strony Macedończyków. Ksenokrates w swej myśli filozoficznej poświęcił się głównie etyce, ale jego filozofia była mocno zwalczana przez Arystotelesa (zresztą ci dwaj panowie znali się dobrze, ale w pewnym momencie coś ich poróżniło i być może dlatego właśnie Arystoteles w 335 r. p.n.e. założył Liceum - nową szkołę filozofii Starożytnej Hellady). Jego następcą został Polemon z Aten, syn majętnego Ateńczyka Filosratosa. Ponoć Polemon pierwsze 30 lat swego życia spędzał na przyjemnościach, jakie ofiarowywały młodemu, bogatemu człowiekowi Ateny. Otaczał się głównie (tak jak Speuzyp) kurtyzanami i dziewczętami lekkich obyczajów. Aż pewnego razu - wraz z przyjaciółmi mocno podpici - wpadli do świętego gaju Akademosa, w czasie gdy nauczał Ksenokrates. Treść tych nauk tak przyciągnęła Pokemona, że już potem nie opuszczał wykładów w Akademii. Całkowicie też odmienił swoje życie, przestał pić, przestał też zabawiać się z dziewczętami, odrzucił dotychczasowe towarzystwo, stał się wstrzemięźliwy, poważny i surowy. Po śmierci swego mistrza Ksenokratesa (któremu proponował nawet wykupienie z niewoli, ale tamten odmówił i wkrótce potem zmarł) został nowym, czwartym już rektorem Akademii (była to funkcja dożywotnia, a Polemon zmarł w roku 273 p.n.e. jako starzec). Wychował szereg nowych uczniów, zaś jego następcą został jeden z nich, o imieniu Krates (nie ma jednak sensu brnąć w wymianie kolejnych rektorów, dlatego na tym właśnie zakończę).




Tak oto młody Arystoteles przybył do Aten i został uczniem Platona w Akademii. Przez prawie dwadzieścia kolejnych lat uczęszczał tam na wykłady, ale zawiedziony tym, że Platon na swego następcę wybrał Speuzypa a nie jego, opuścił Akademię i udał się na Wschód, na dwór tyrana miast Aterneus i Assos - Hermiasza (którego również poznał w Akademii i który stał się jego najlepszym przyjacielem). Przebywał tam tylko dwa lata (347-345 p.n.e.) lecz były to niezwykle obfite w wydarzenia lata. Arystoteles poznał tam (i prawdopodobnie zakochał się) niejaką Pytias - adoptowaną córkę (a tak naprawdę siostrzenicę Hermiasza) i ją poślubił. Ponieważ jednak Hermiasz był niezależnym władcą eolijskiego miasta-państwa, leżącego na małoazjatyckim wybrzeżu Morza Egejskiego, niezależność ta kuła w oczy Persów i król królów Artakserkses III w roku 345 p.n.e. zdobył Aterneus, zaś Hermiasz zginął w walce (Diogenes Laertios ułożył hymn na cześć Hermiasza,który brzmiał m.in. tak: "Który syn Grecji nie uznałby za godnym pozazdroszczenia losu, przeżyć życie, umrzeć śmiercią, która nie boi się żadnej żmudnej godziny, nie cofa się przed żadnym oddechem. Taki owoc masz niebiańskiego rozkwitu, (...) Dla ciebie Alkides, syn Zeusa i bliźniaki Ledy walczyli (….) Achilles, Ajaks z miłości do Ciebie wstąpili do krainy nocy. (...) Królu Aterneus, Twój wzrok na zawsze porzucił radosne światło słońca (...) Twoje nieśmiertelne imię żyć będzie w pieśniach, połączone z bojaźnią, bojaźnią Zeusa i prawem wiernej przyjaźni"). Arystoteles (wraz z małżonką) wyjechał więc teraz na Lesbos (wyspę leżącą naprzeciwko Aterneus), gdzie przez ok. dwa lata prowadził badania biologiczne. Tam właśnie przyszła do niego propozycja, zostania nauczycielem 13-letniego syna króla Macedonii Filipa II - Aleksandra. Arystoteles opuścił więc Lesbos i wrócił do Stagiry, a następnie udał się do Pelli - stolicy Macedonii (343 r. p.n.e.) i przez siedem kolejnych lat pozostawał pedagogiem i mistrzem Aleksandra, zwanego następnie Wielkim. Zaś w roku 336 p.n.e. po śmierci Filipa II, gdy 20-letni Aleksander objął władzę w Macedonii, Arystoteles pożegnał swego ucznia i wrócił do Aten, gdzie wkrótce potem założył Liceum.


EOLIA
(WRAZ Z MIASTEM ATARNEUS, KTÓREGO TYRANEM BYŁ PRZYJACIEL ARYSTOTELESA - HERMIASZ)




Sam przybytek poświęcony był Apollinowi Likejosowi (i stąd wzięła się nazwa), natomiast Arystoteles (w przeciwieństwie do wykładów czynionych w Akademii) lubił wraz ze swymi uczniami przechadzać się wokół stoa Apollina Likejosa (w Akademii zaś siadano wokół drzew oliwnego gaju i tak słuchano wykładów). Pozostał on pierwszym reaktorem założonego przez siebie Liceum aż do roku 323 p.n.e. (przez cały ten czas był finansowany przez swego ucznia Aleksandra Wielkiego, dlatego też początkowo wykłady w Liceum były darmowe - w przeciwieństwie do Akademii), ale po śmierci Aleksandra i wybuchu wojny lamijskiej, Arystoteles, jako zwolennik macedońskich rządów i nauczyciel zmarłego króla, stał się osobą niepożądaną w Atenach. Opuścił więc miasto i udał się do Chalkis na Eubei (rodzinnego miasta swej matki Fajstis), gdzie zmarł w kolejnym roku - 322 p.n.e. Lykeion przejął po nim niejaki Teofrast, syn Melantasa z Erestos na Lesbos. Teofrast nie było jednak jego prawdziwym imieniem, tak naprawdę zwał się Tyrtamos, ale ponieważ miał wyjątkowy talent do łatwej i pięknej wymowy, zwanego go więc "Eufrastos" ("Dobrze mówiący"), a potem narodziło się imię Teofrast ("Mówiący bosko"). Tyrtamos/Teofrast był głównie botanikiem, ale będąc uczniem Arystotelesa, zainteresował się również filozofią. Według jego posągów, był dobrze zbudowanym mężczyzną, ale również smakoszem (nie potrafił sobie odmówić przyjemności skosztowania różnych potraw, co też doprowadziło go do śmierci), był zaprzysięgłym kawalerem ale - według przekazów antycznych - podobno dość miłym gościem. Towarzyszył Arystotelesowi w Atarneus, a następnie na Lesbos. Potem ich drogi na trzy lata się rozeszły i choć nie ma żadnych wiadomości na temat tego, co wówczas czynił Teofrast, istnieją podejrzenia iż przebywał na Krecie i w Libii (gdzie prowadził badania botaniczne). Następnie udał się do Stagiry i do Pelli, gdzie znów przebywał u boku swego mistrza. Wraz z nim powrócił do Aten, gdzie po wygnaniu Arystotelesa został nowym rektorem Liceum. Teofrasta uważa się również za "ojca botaniki" i prekursora ekologii, gdyż to właśnie on opisał powstawanie roślin z nasion, zapylanie roślin na przykładzie fig, przeprowadził eksperymenty kiełkowania rośliny, był też autorem fachowych określeń używanych w po dziś dzień (łodyga, pęd, korzeń), sklasyfikował rośliny na drzewa, krzewy, podkrzewy i zioła, opisał ponad 500 gatunków i odmian roślin. Co się tyczy filozofii, to głównie opierał się na prawdach Arystotelesa, aczkolwiek twierdził że w naturze panuje ciągły chaos i nieporządek. Był też autorem kilku ciekawych powiedzonek, jak choćby takie: "Wino powoduje przedwczesne porody, a jeśli winogrona zjedzą psy, urodzą poronione dzieci", albo: "Czas jest najcenniejszą rzeczą, jaką można poświęcić". Gdy zaś Arystoteles powiedział że: "Jedna jaskółka wiosny nie czyni", Teofrast zabrał się do pisania traktatu zatytułowanego "O liczbie jaskółek potrzebnych do powstania wiosny". Chociaż Teofrast był łakomczuchem, to jednak jednocześnie nie jadał mięsa, był wegetarianinem, gdyż uważał (w przeciwieństwie do Arystotelesa) że zwierzęta nie tylko mają rozum, ale również duszę, dlatego też nie należy ich zjadać. Przeprowadzał też eksperymenty z elektrycznością. Zmarł w roku 287 p.n.e. w wieku 85 lat (ponoć stało się to na drugi dzień, po obfitej kolacji u jednego ze swych uczniów).


CHALKIDYKA
(GDZIE ZNAJDOWAŁA SIĘ STAGIRA -  RODZINNE MIASTO ARYSTOTELESA) 




Trzecim rektorem Liceum był Straton z Lampsakos, który specjalizował się głównie w fizyce. Opracował teorię pustki (mówiącą iż wszystkie ciała zawierają pustkę o zmiennej wielkości, w zależności od wagi pomiędzy ciałami). Zauważył też i opisał że spadające przedmioty przyspieszają gdy uderzają w ziemię (wbrew temu co twierdził Arystoteles, że spadają ze stałą prędkością). Był on też bodajże najsłynniejszym w owych czasach ateistycznym filozofem, twierdząc że bogowie nie istnieją, a Ziemia i cały Wszechświat poruszają się jakby mechanicznie (musiał też mieć, że tak się wyrażę "jaja", gdyż w tamtych czasach za choćby podejrzenie ateizmu skazywano ludzi na śmierć, gdyż w przypadku jakiegokolwiek nieszczęścia - naturalnego czy sprowokowanego ręką ludzką - ateiści byli głównymi winowajcami gniewu Bożego, który spadał na resztę ludzkości). Straton był też nauczycielem drugiego króla Egiptu z rodu Lagidów - Ptolemeusza II Filadelfosa (założyciela Biblioteki Aleksandryjskiej i twórcę Latarni morskiej na Faros - przepraszam, nie twórcę - sponsora). Żadne z prac Arystotelesa nie przetrwały do naszych czasów, wszystko bowiem co wiemy o jego naukach, pochodzi z notatek jego uczniów. Arystoteles ożenił się dwukrotnie, bowiem jego pierwsza żona Pytias (siostrzenica Hermiasza) zmarła w czasie, gdy był on rektorem liceum w Atenach. Wówczas Arystoteles najpierw wyzwolił a potem poślubił swą niewolnicę Herpylis, która dała mu syna Nikomachosa (Nikomacha), który był jeszcze chłopcem W chwili śmierci ojca (Arystoteles miał jeszcze jednego, starszego, lecz adoptowanego syna o imieniu Nikanora). Nikomachos został uczniem Teofrasta w Liceum. Wszystkich ciekawostek z życia Arystotelesa nie ma sensu tutaj wymieniać (być może przyjdzie na to jeszcze czas), jak również wszystkich jego prac z najróżniejszych zakresów tematycznych, dlatego też przejdźmy od razu do meritum, czyli do sentencji jakie wypowiadał:


"Edukacja potrzebuje trzech rzeczy: talentu, nauki i ćwiczeń"

"Początek to więcej niż połowa wszystkiego"

"Chociaż zarówno Platon jak i prawda są mi jednakowo bliskie, to jednak kierując się poczuciem obowiązku, daję pierwszeństwo prawdzie"

"Zbrodnia potrzebuje tylko pretekstu"

"Tyrania kocha zło właśnie dlatego, że kocha pochlebstwa, a wolny człowiek nie może się tak poniżać. Człowiek uczciwy umie kochać, ale nie pochlebia. Dlatego też właściwą tyrana jest odpychanie każdego, kto ma serce dumne i wolne"

"Dowcip to wykształcona śmiałość"

"Lepiej wykonać małą część zadania doskonale, niż źle całość"

"Władza nad wolnymi ludźmi jest piękniejsza i bardziej zgodna z cnotą, niż panowanie nad niewolnikami"

"Największe zbrodnie popełniane są z pragnienia nadmiaru, a nie z braku podstawowych potrzeb"

"Polityka nie tworzy ludzi, ale przyjmuje ich takimi, jakie stworzyła ich natura"

"Trzeba umieć żartować, aby czynić poważne rzeczy"

"Ci, którzy za pomocą zbyt drastycznych praw niszczą bogatych ludzi lub masy społeczne, w istocie niszczą system państwowy"

"W dzisiejszych czasach, ze względu na korzyści związane ze sprawami publicznymi i sprawowaniem władzy, każdy pragnie nieprzerwanie się nią cieszyć, tak, jakby sprawujący władzę cieszyli się nieustannie kwitnącym zdrowiem, pomimo choroby"

"Nadzieja jest marzeniem"

"W edukacji rozwój umiejętności musi poprzedzać rozwój umysłu"

"Jedna jaskółka wiosny nie czyni"



ARYSTOTELES Z MŁODYM ALEKSANDREM



CDN.

niedziela, 14 kwietnia 2024

WU ZETIAN... Cz. I

PIERWSZA I JEDYNA KOBIETA NA CHIŃSKIM TRONIE IMPERIALNYM





VARIA




 Postanowiłem zająć się dziś tym właśnie tematem, ponieważ uznałem że nie ma na tym blogu praktycznie żadnych odniesień czy jakichkolwiek informacji na temat kultur azjatyckich, ze szczególnym uwzględnieniem chińskiej, japońskiej, koreańskiej, tybetańskiej, indyjskiej i wietnamskiej (przyznać się bowiem muszę, że regiony Azji Południowo-Wschodniej, takie jak Indonezja czy Malezja prywatnie zbytnio mnie nie interesują). Postanowiłem więc nadrobić tę jakże rzucającą się w oczy zaległość i zapraszam do pierwszej historii z cyklu "azjatyckich opowieści", w której główną bohaterką będzie jedyna cesarzowa na tronie Chin - Wu Zetian (zwana też Wu Zhao lub Wu Hou, a po swej śmierci znana jako Tian Hou). Postanowiłem zająć się jej postacią, ponieważ jest to o tyle ciekawy przypadek, iż biorąc pod uwagę szereg postaci kobiecych jakie przewinęły się w całej historii cesarskich Chin (od królowych-wdów do królowych i cesarzowych regentek) to jednak nigdy jeszcze żadna kobieta, ani przed Wu Zetian, ani też po jej śmierci nie panowała oficjalnie jako cesarzowa (a raczej jako cesarz, bo taką tytulaturę przyjęła). Jej losy związane są bezpośrednio z dynastią Tang (drugą dynastią chińską od czasu drugiego zjednoczenia Chin po trwającym 360 lat okresie rozbicia dzielnicowego), była bowiem żoną i kochanką cesarzy tej dynastii oraz matką panujących przed nią i po niej władców z rodu Tangów. Zresztą pozycja kobiety w Chinach już od czasów dynastii Han (czyli w latach 206 p.n.e. - 220 naszej ery) była bardzo silna (chociaż John Barrow prywatny sekretarz ambasadora Jego Królewskiej Mości - Jerzego III w Chinach - hrabiego McCartneya, pisał w swych "Podróżach po Chinach" z 1804 r. iż co prawda: 

"Talenty kobiet na naszej szczęśliwej wyspie zaczęto traktować z należytym szacunkiem dopiero za panowania królowej Elżbiety. Jako kobiety podziwiano je i zabiegano o względy, ale trudno powiedzieć, że uczestniczą w męskim społeczeństwie. W rzeczywistości maniery naszych przodków przed tym panowaniem były dla nich zbyt szorstkie. W Walii żony sprzedawano mężom. W Szkocji kobiety nie mogły występować w charakterze świadków przed sądem. W czasach Henryka VIII uchwalono ustawę zabraniającą kobietom i praktykantom (stanu duchownego) czytania Nowego Testamentu w języku angielskim. Wśród wytwornych Greków nie ceniono ich. Homer poniża wszystkie swoje kobiety: każe greckim księżniczkom tkać przędzę i wykonywać całą harówkę współczesnej praczki; i rzadko pozwala im na jakikolwiek udział w stosunkach społecznych z płcią przeciwną. Jednak fundamentem, na którym zbudował swoje dwa niezrównane wiersze, są kobiety. Ze wszystkich pisarzy dramatycznych starożytnej Grecji wynika także, że celem ich było "trzymanie zwierciadła natury, ukazanie samego wieku i kształtu czasu, jego formy i ciśnienia", że pomimo ich skrajnej delikatności smaku i szybkiego postępu w sztukach pięknych, ich maniery były niskie i prostackie i że zupełnie obca im była jakakolwiek inna przyjemność wynikająca z towarzystwa kobiet, niż pobłażanie zmysłowym apetytom. Nawet Herodot z największą aprobatą wspomina babiloński zwyczaj sprzedawania na aukcji w określonym dniu wszystkich młodych, urodziwych kobiet, aby zebrać pieniądze na upiększanie reszty niewiast, którym natura obdarzyła swoje dary mniej hojnie (...). Ta degradacja kobiet wydawałaby się tyleż niepolityczna, co niezwykła, gdyż pod ich przewodnictwem najwcześniejsze, a czasem najbardziej niezatarte (myślę, że śmiało mogę dodać, najlepsze i najmilsze) wrażenia odciskają się w młodzieńczym umyśle. W niemowlęctwie ich ochrona jest niezbędna, a w chorobie lub w starszym wieku bez wątpienia zapewniają najlepszą i najmilszą ulgę: lub, jak trafnie zauważył francuski autor, "Bez kobiety oba krańce życia byłyby bezradne, a jego środek pozbawiony radości".

Dalej Barrow pisze jednak o Chinach: "Chińczycy, jeśli to możliwe, narzucili swoim kobietom większy stopień pokory i powściągliwości niż starożytni Grecy czy Europejczycy w ciemnych wiekach. Nie zadowalając się fizycznym pozbawieniem kończyn, postanowili, aby je bardziej ograniczyć, postrzeganie kobiety za granicą było zbrodnią moralną. Jeśli pragną odwiedzić przyjaciela lub krewnego, muszą być przewożone w zamkniętym fotelu: chodzenie byłoby szczytem wulgarności. Nawet wiejskie damy, które nie mają luksusu krzesła, mówią, że czasami są przewożone na czymś w rodzaju zakrytej taczki. Jednakże żony i córki z klas niższych nie są ograniczone do domu ani wolne od ciężkiej i niewolniczej pracy, wiele z nich jest zmuszonych do pracy z niemowlęciem na plecach, podczas gdy mąż najprawdopodobniej gra lub bezczynnie marnuje swój czas. Często widziałem kobiety pomagające ciągnąć lekki pług i bronę..."


BABIE NALEŻY ZAŁOŻYĆ CHOMĄTO 
CZYLI "CHŁOPAKI NIE PŁACZĄ"



"... Przewagi, jakie te kobiety posiadają w wyższej sferze życia, jeśli w ogóle istnieją, nie są godne pozazdroszczenia. Nawet w domu, we własnej rodzinie, kobiecie nie wolno ani jeść przy tym samym stole, ani siedzieć z mężem w tym samym pokoju. A dzieci płci męskiej w wieku dziewięciu lub dziesięciu lat są całkowicie oddzielone od sióstr. W ten sposób uczucia, które nie są instynktownymi wytworami natury, ale owocem częstych stosunków i wzajemnego komunikowania się o swoich drobnych pragnieniach i przyjemnościach, zostają zduszone w samym zarodku wschodzącego uczucia. Przy każdej okazji pomiędzy członkami tej samej rodziny należy przestrzegać zimnego i ceremonialnego zachowania. Nie ma wspólnego celu, aby przyciągnąć i skoncentrować miłość i szacunek dzieci do rodziców. Każdy żyje sam i jest oddzielony od drugiego. Drobne zdarzenia i przygody dnia, o których dzieci rozmawiają podczas wielu długich zimowych wieczorów przy wygodnym kominku w naszym własnym kraju, są w Chinach pogrzebane w milczeniu. To prawda, że chłopcy czasami spotykają się razem w szkołach, ale sztywne i ceremonialne zachowanie, które stanowi niemała część ich edukacji, powstrzymuje wszystkie drobne zabawy związane z ich okresem życia i całkowicie tłumi ducha aktywności i przedsiębiorczości. Chińska młodzież z wyższej klasy jest nieożywiona, formalna i nieaktywna, nieustannie starając się przyjąć na siebie powagę lat". Tyle sam Barrow, natomiast wiadomo że w Chinach od czasów dynastii Han i późniejszych każdy kolejny władca musiał toczyć prawdziwe walki, aby uniknąć zdominowania swego dworu przez ród swej cesarskiej małżonki. Poza tym po śmierci władcy, to właśnie jego oficjalna małżonka miała wyłączne prawo decydować o następstwie tronu, tak więc wydaje się że pomimo sztywnych reguł nałożonych na chińskie kobiety, szczególnie cesarzowe miały dosyć szerokie pole manewru politycznego i dość dużą swobodę własnych działań.



CHINY HAN


CAI LUN



 Przyszła cesarzowa Wu Zetian narodziła się w roku 624 w hrabstwie Wenshi w prowincji Shanxi w środkowo-zachodnich Chinach. Był to czas, gdy od sześciu lat panowała już dynastia Tangów, która nastała po pierwszej dynastii chińskiej, której udało się wreszcie zjednoczyć kraj po 360 latach politycznej anarchii i rozbicia dzielnicowego, czyli dynastii Sui. Swoją drogą rozbicie dzielnicowe i upadek władzy centralnej w Chinach, szedł w parze z odrodzeniem kulturowym i ze znacznym rozwojem chińskiej literatury i sztuki. Jeszcze w czasie panowania dynastii Han (Wschodni Hanowie) na szeroką skalę zaczęto w Chinach używać papieru. Za wynalazcę papieru (i nowoczesnego procesu wytwarzania papieru) uważany jest dworski eunuch z Luoyang - Cai Lun, a dokonać tego miał w roku 105 naszej ery. Cai Lun nie wymyślił jednak papieru, gdyż pierwsze formy papieru znane są w Chinach jeszcze III wieku p.n.e, ale doprowadził do jego masowej produkcji poprzez dodanie kory drzewnej i końcówek konopi, co właśnie zaowocowało szybkim rozprzestrzenieniem się papieru po całych Chinach. Jednak nim to papier przekroczył granicę Chin i ruszył na Zachód, minęło kilka kolejnych wieków. W Samarkandzie papier pojawił się dopiero w pierwszej połowie VIII wieku, ale pierwsza zarejestrowana na świecie drukarnia papieru (poza Chinami) powstała w Bagdadzie w roku 794 i to właśnie Arabowie za czasów rządów dynastii Abbasydów, w okresie złotego wieku tego kalifatu (czyli w latach 775-861) rozpoczęli jego produkcję za rządów najsławniejszego kalifa arabskiego Haruna al-Raszida (panującego w latach 786 -809), bohatera chociażby opowieści Szeherezady i legend tysiące jednej nocy (notabene w tym czasie w Europie po zagładzie cywilizacji rzymskiej - która po roku 100 osiągnęła swój najwyższy cywilizacyjny rozwój, w latach 20-tych lub 30-tych II wieku Rzymianie sprowadzili np. z Chin... lody, które potem sprzedawano w termach. Tak więc po kąpieli - a większość term w Rzymie była darmowa, lub też te lepsze za niewielką opłatą - można było zjeść nowinkę z Chin, tylko że tamte lody nie przypominały jeszcze naszych klasycznych lodów, one były bardziej takie wodniste roztopione, i podawane były w zamkniętych pojemnikach aby zbyt szybko się nie rozmroziły. W każdym razie w okresie złotego wieku cywilizacji kalifatu Abbasydów, w Europie poza może ziemiami dzisiejszej Italii, Francji (gdzie dał sobie znać renesans karoliński) oraz Hiszpanii - ale ta ostatnia już pod arabskim panowaniem - cywilizacja cofnęła się znacznie w swym rozwoju i rzeczywiście w porównaniu z Chińczykami czy Arabami, Europejczycy byli wówczas prawdziwymi barbarzyńcami.). Papier do Europy szedł jednak bardzo powoli, po raz pierwszy odnotowano jego obecność w klasztorach nestoriańskich w Gruzji w roku 981 i dopiero po tym czasie przedostał się do Europy.

Chiny okresu sprzed panowania dynastii Tangów, to również tradycja konfucjanizmu (z naczelną zasadą Konfucjusza która brzmiała: "Nie czyń drugiemu co tobie niemiłe"), wspaniała literatura (z naczelnym dziełem "Tao te ching" autorstwa Laozi z ok. 500 r. p.n.e., będącego podstawowym tekstem zarówno dla taoizmu filozoficznego, konfucjańskiego legalizmu, czy chińskiego buddyzmu), ze sławnym dziełem mistrza Sun Tzu pod tytułem "Sztuka wojenna" które to do dziś dnia jest omawiane w szkołach wojskowych). W Chinach opracowano też wiele zagadnień z dziedziny matematyki, zajmowano się pomiarami czasu, optyką, akustyką, magnetyzmem, taoistyczni mnisi - szukając pierwiastka nieśmiertelności - odkryli przez przypadek proch dymny (już w czasach dynastii Tang), który Chińczycy zaadoptowali do celów wojskowych (tworzono też pierwsze armaty miotające kule, wystrzeliwane za pomocą prochu. Ten wynalazek przyjął się w Europie dopiero w w końcu XIV wieku, ale europejskie armaty tak naprawdę czyniły więcej hałasu niż szkody i przez długi czas był jedynie efektowną ciekawostką. Dopiero ich ulepszenie z końcem XV i na początku XVI wieku spowodowało, że stały się one realnie śmiercionośną bronią). Tak więc Chiny pod względem rozwoju cywilizacyjnego, a także militarnego, stały znacznie wyżej od Europy rozumianej oczywiście jako całość - chociaż państw europejskich nigdy nie należy traktować jako całości, gdyż takiej mozaiki różnych narodów, państw i kultur, większych i mniejszych krajów mających własne tradycje jak w Europie, praktycznie nie spotka się nigdzie indziej na świecie). Gorzej jednak sprawa miała się jeśli idzie o jedność polityczną, gdyż po usunięciu ostatniego cesarza z dynastii Han -Xiana (220 r.) Chiny na 360 kolejnych lat popadły w okres niestabilności i rozpadu politycznego.




Państwo podzieliło się teraz na trzy części, nad którymi władzę objęli ambitni generałowie z czasów Han. Pierwszym i największym królestwem było Wei (północno-zachodnie i środkowe Chiny), drugim Wu (południowo-środkowe Chiny), a trzecim Shu (Chiny zachodnie). O tym które z tych trzech królestw było najsilniejsze mogą zaświadczyć chociażby raporty przeprowadzanych spisów ludności, z tym że nie istnieją spisy ludności z okresów po upadku dynastii Han, dlatego też aby móc rozeznać się w owej sytuacji polityczno-społecznej, należy odnieść się do ostatniego spisu ludności z roku 140 (czyli przeprowadzonego 80 lat przed rozpadem). Otóż wynika z nich że na terenach, na których potem powstanie państwo Wei, mieszkało wówczas 29 milionów mieszkańców, z czego sama stolica -Luoyang liczyła ponad milion mieszkańców. Państwo Wu zamieszkiwało zaś 11 700 000 mieszkańców (stolica Nankin, zwana wówczas Jankang, notabene leżała ona praktycznie tuż nad samą granicą z Wei). Natomiast państwo Shu Han liczyło 7 500 000 mieszkańców (stolica Chengdu). Nie uwzględniono w tych statystykach prymitywnej ludności tubylczej, która nie figurowała w raportach podatkowych. Oczywiście w państwach tych dominowała filozofia konfucjańska. Należy bowiem pamiętać że przed pojawieniem się Konfucjusza, Chińczycy realnie nie oddawali czci żadnemu niewidzialnemu bóstwu. Składano ofiary jedynie duchom przodków, i choć czczono potęgę nieba, to nie patrzono na nie w sposób transcendentny. To panujący władca był realnie bogiem na ziemi, a jego panowanie sprowadzało się do ściśle usankcjonowanej przemocy (czy to w czasie polowania, które było odbieraniem życia zwierząt, czy do wojny, która to była odbieraniem życia ludziom). Dopiero wraz z rozpoczęciem nauczania przez Konfucjusza (551-479 p.n.e.) i jego uczniów - jak choćby Mencjusza (372-289 p.n.e.), zaczęto patrzeć na kwestie życia i śmierci w nieco inny sposób.




Konfucjusz był legalistą, uważał że społeczeństwo (tak jak wszystko na tej ziemi) podlega uniwersalnemu porządkowi kosmicznemu, i każda istota musi się temu podporządkować. Rodzice sprawują władzę nad swymi dziećmi, jednocześnie je chroniąc, mężczyzna sprawuje władzę nad kobietą ze względu na swoją siłę i mądrość (tak bowiem uważano), a władca włada poddanymi zgodnie z uniwersalnym prawem kosmosu. Każdy na tym świecie ma swoją rolę do odegrania, dlatego też, zarówno władcy jak i urzędnicy muszą być ludźmi moralnie nieskazitelnymi, gdyż utrata twarzy stanowi dyshonor dla człowieka, a wówczas jest już tylko jedna droga żeby się oczyścić w oczach społeczeństwa lub rodziny - samobójstwo. Oczywiście Mensjusz nieco ten pogląd udoskonalił, twierdząc że człowiek rodzi się nieskazitelnie dobry i czysty, a dopiero późniejsze wychowanie i droga którą podąży, czyni z niego złego lub dobrego (było to zaprzeczenie temu, co głosili możni, twierdząc, że tylko dobrze urodzeni są ludźmi szczególnie wybranymi, a wszyscy inni mają im służyć zarówno w tym życiu, jak i po śmierci. Notabene w Europie wówczas zadawano pytanie tym, którzy również uważali że tylko królowie, książęta, możni i szlachta są szczególnie wybrani przez Boga, ustami zwykłych kapłanów pytano: "Gdy Adam i Ewa biegali nago po Raju, gdzie wówczas była szlachta?"




Filozofia konfucjańska podkreślała więc, że przez pracę nad samym sobą, ale również poprzez branie przykładu z ludzi wybitnych i mędrców, człowiek może osiągnąć to, czego nie uzyskał przez urodzenie. Odwoływanie się do wartości i przykładów ludzi moralnych (głównie mędrców) było w tej filozofii bardzo ważne. "Człowiek konfucjański" - czyli konfucjański człowiek szlachetny, kierował się przede wszystkim zapisami moralnymi samego Konfucjusza i jego uczniów (postaram się kiedyś jeszcze owe moralne zapiski zaprezentować na tym blogu). Podstawę moralności konfucjańskiej stanowiło bowiem postępowanie zgodne z obowiązującymi zasadami (czyli legalizm), tak więc przykład powinien iść z góry od tych, którzy którzy mają wpływ na umysły innych ("Lud jest jak trawa, władca jak wiatr, jak wiatr zawieje, tak trawa się ugina" - jak mawiał Konfucjusz). Konfucjański kodeks postępowania próbował uczynić z każdego człowieka istotę moralną, zdolną do działania imię wartości wyższych - obrony cnoty przed występkiem, czy też ludu przed złym władcą. Dlatego Konfucjusz tak wielkie znaczenie przywiązywał do moralności władców i urzędników (i choć nauczał moralności, to sam twierdził, że nie należy go odbierać jako nauczyciela, gdyż on sam nim nie jest. Twierdził też że nie czuje się na siłach aby być nauczycielem moralności swego ludu. Natomiast uważał, że te wskazówki które dał, mogą posłużyć jako drogowskaz dla ludzi którzy zechcą z nich skorzystać). Innymi słowy konfucjanizm był praojcem konserwatyzmu, głosząc większy szacunek dla starości niż dla młodości, dla uświęconego autorytetu niż dla nowości i dla przeszłości niż dla teraźniejszości.




Ucieczką od ściśle moralnych norm konfucjanizmu, była dla Chińczyków "Dao" (czyli "Droga"). Taoizm bowiem - bo o nim to mowa - był ludową religią chińską, opartą na kulcie przodków i oddawaniu im czci. Jego założycielem miał być Laozi (współczesny konfucjuszowi), myśliciel i filozof. Taoizm tak naprawdę jest zlepkiem chińskiego mistycyzmu, chińskiej medycyny, alchemii, ludowego animizmu i wszelkiej maści poszukiwaczy nieśmiertelności oraz "Wysp Szczęśliwych" (nic więc dziwnego, że jak wspomniałem wyżej, to właśnie mnisi taoistyczni wynaleźli proch, poszukując eliksiru nieśmiertelności). Swoją drogą, co się tyczy Wysp Szczęśliwych, to poszukiwali ich również Rzymianie, robiąc rajdy morskie poza słupy Herkulesa (czyli Cieśninę Gibraltarską - kiedyś już też o tym pisałem). Najbardziej taką skonkretyzowaną teorię taoizmu przedstawił Zhuangzi (369-286 p.n.e.), który w sposób dosyć relatywistyczny (aczkolwiek jakże ciekawy) pytał się ludzi co myślą na ten temat, opowiadając im swój sen. Pytał bowiem:  "Śniło mi się że jestem motylem, latającym w promieniach słońca, ale po przebudzeniu nie byłem już pewny, czy nadal jestem sobą. Pytam więc, czy śniło mi się że jestem motylem, czy też będąc motylem, śniłem że jestem Zhuangzi?" Do zwykłego ludu znacznie bardziej trafiały wskazówki taoistyczne (w której dużo było magii, alchemii, ziołolecznictwa wszelkich tego typu kwestii, niż moralne i sztywne zasady konfucjańskie. I tak było do końca istnienia dynastii Han. Natomiast z chwilą rozpadu państwa na trzy części, zarówno konfucjanizm jak i taoizm zaczął być coraz silniej wypierany przez idący z Tybetu buddyzm, który co prawda pojawił się w Chinach już na początku I wieku naszej ery, ale był raczej swoistą ciekawostką religijną (czymś takim, jakim zarówno w Chinach jak i w Japonii było chrześcijaństwo począwszy od XVI wieku) i przyciągało zaledwie nieliczne grupy chętnych "skosztować" czegoś nowego. Ale począwszy od III wieku buddyzm zaczął coraz bardziej dominować w Chinach, a wraz z nim zaczęła zmieniać się również mentalność społeczna.


LAOZI
("STARY MISTRZ")



CDN.


PS: Jako swoistą ciekawostkę dodam jeszcze, że już w czasach panowania Tangów, w roku 650 z oficjalną delegacją do Chin udał się wujek Mahometa od strony matki - Sa'adibn Waqqas i starał się nawrócić cesarza Gaozonga na islam. Cesarz będąc przychylnie usposobionym do nowych religii i kultów - choć sam oczywiście islamu nie przyjął - to jednak polecił zbudować pierwszy na chińskiej ziemi meczet w Kantonie.

czwartek, 9 czerwca 2022

GWAŁT - CZY NIEODZOWNY ELEMENT KOBIECEGO LOSU? - Cz. XXIX

NAJWAŻNIEJSZE I (NIEKIEDY)

NAJBRUTALNIEJSZE PRZYPADKI

GWAŁTÓW W HISTORII

 


 

145 r. p.n.e.

GWAŁT NA WESELU

Cz. XV





 
BÓG Z ODLEGŁEJ KRAINY
Cz. XV
 
 
 
TEBAŃSKA REWOLUCJA
Cz. II
  
 
 Po zamordowaniu Leontiadesa i jego zwolenników, Andokleidas i skupieni wokół niego: Melon, Epaminondas, Gorgidas stanęli przed nie lada wyzwaniem. Nie będąc bowiem przygotowanym do wojny, musiała ta grupa na szybko umocnić miasto, przed oczywistą i spodziewaną kontrakcją Spartan. Co prawda lacedemoński strateg - Fojbidias opuścił Kadmeę (czyli tebańskie akropolis) ze swymi 1500 hoplitami, to jednak za ten czyn (oraz rezygnacji z walki i obrony Kadmei przed buntownikami Andokleidasa) został w Sparcie skazany na karę śmierci, tak więc realnie nic nie stało na przeszkodzie przed umocnieniem się nowych tebańskich władz. Co prawda na pierwsze wezwanie Fojbidiasa odpowiedzieli pro-spartańscy mieszkańcy Platei, ale w potyczce z tebańską jazdą stracili ponad dwudziestu hoplitów i wycofali się do siebie. Platejczycy od niepamiętnych czasów wrodzy byli Tebom i ich dominacji w Beocji, dlatego też wchodzili w sojusze z miastami Sparcie wrogimi, jak np. Ateny. Na przykład w marcu 431 r. p.n.e. do pogrążonych we śnie Platei weszli Tebańczycy (ponad 300 hoplitów pod dowództwem beotarchów: Pitangelosa i Diemporosa), sprowadzeni tam przez zdrajcę Naukleidasa - który przy pomocy Teb pragnął zdobyć władzę dla swej frakcji w Platejach (i przy finansowym wsparciu zamożnego Eurymacha, obywatela Teb). Tebańczycy ogłosili na Agorze, iż kto z Platejczyków pragnie dołączyć do Związku Beockiego, powinien stanąć z bronią w ręku w jednym szeregu z Tebańczykami. Przerażeni widokiem tebańskich hoplitów (którzy w mrokach nocy wydawali się dwoić w oczach), Platejczycy poszli na układy i przyłączyli się do Związku Beockiego, a Tebańczycy - wbrew radom Naukleidasa, który pragnął wymordować wszystkich swych przeciwników politycznych - nie dokonali w Platejach żadnych gwałtów. Platejczycy jednak szybko zorientowali się, że Teban nie jest zbyt dużo i powzięli chęć zaatakowania ich. Czyniono więc przygotowania do wyzwolenia miasta i aby Tebańczycy nie widzieli owych przygotowań, ustawiano wozy zaprzężone w muły, służące za osłonę, lub przebijano ściany domostw, aby szybciej przejść z jednego do drugiego. Wreszcie nocą tebańska załoga została zaatakowana i pomimo oporu zmuszona do poddania się. Wielu zginęło próbując uciec z miasta, ale bramy zostały zamknięte i zaryglowane, więc w desperacji próbowali wspinać się na mury, aby przeskoczyć na drugą stronę, ale byli ściągani na ziemię, a kobiety i niewolnicy rzucali w nich kamieniami. Inna grupa tebańskich hoplitów wpadła w pułapkę, myśląc że otwarte drzwi jednego z domostw, są bramą ku wolności, ale gdy tylko tam weszli, zostali zamknięci w środku i zagrożono że Platejczycy spalą ich żywcem, jeśli ci nie złożą broni. Wobec takiej ewentualności Tebańczycy poddali się. 

Wiadomość o tym szybko dotarła do Teb i przedsięwzięto akcję ratunkową, mającą uwolnić jeńców, ale ponieważ warunki pogodowe uniemożliwiły im szybki marsz - padał rzęsisty deszcz, przez co drogi rozmokły, a dodatkowo rzeka Azopos zalała okoliczne pola - przez to element zaskoczenia nie wchodził już w grę, a do oblężenia Platei hoplici tebańscy nie byli przygotowani. Postanowili więc wziąć za zakładników mieszkańców Platei, którzy byli wówczas na polach pod miastem, próbując ratować swe plony przed powodzią, z zamiarem wymiany ich na jeńców tebańskich. Platejczycy posłali heroldów do Teban, deklarując że jeśli wypuszczą wziętych w niewolę i odejdą z ich ziemi, to oni również pozwolą tebańskim jeńcom opuścić Plateje, nie czyniąc im żadnej krzywdy. Tebańczycy wyrazili zgodę i odeszli, pozostawiając platejskich jeńców, którzy szybko wrócili do miasta; ale gdy tylko znaleźli się w jego murach, mieszkańcy Platei oskarżyli tebańskich jeńców o napaść na ich miasto i wymordowali ich, łamiąc tym samym dane wcześniej słowo. Spodziewając się zatem niechybnej reakcji Teb, natychmiast wysłali posła do Aten z prośbą o sojusz i przyjęcie ich miasta do Związku Morskiego. Ateńczycy posłali swego herolda do Platei, z prośbą by ci niczego nie podejmowali w kwestii tebańskich jeńców (pierwsze poselstwo Platejczyków wysłane zostało do Aten jeszcze przed wymordowaniem Teban), póki oni nie zadecydują w kwestii przyjęcia Platei do Związku Morskiego, ale gdy okazało się że Tebańczycy zostali wymordowani, Ateńczycy - zdając sobie sprawę że wojny już nie da się uniknąć - wysłali do Platei swój oddział (80 hoplitów) wraz z zaopatrzeniem, a jednocześnie internowali wszystkich Teban (i innych Beotów) przebywających wówczas w Attyce. Po dotarciu do Platei, Ateńczycy stwierdzili że obrona miasta jest bezsensowna i polecili wszystkim mieszkańcom, aby ci zabrali ze sobą swój najbliższy dobytek i przenieśli się do Aten, gdzie zapewni się im ochronę. W mieście pozostało jedynie 400 mężczyzn wojowników i 110 kobiet (które miały przygotowywać im strawę). Tebańczycy nie docenili głębi wrogości i woli walki Platejczyków, dla nich bowiem opanowanie tego miasta i włączenie go do Związku Beockiego, było jedynie dokończeniem pewnego etapu w jednoczeniu Beocji pod swoją dominacją, ale Platejczycy nie mieli powodów aby czuć się gorszymi od Teban. Co prawda ich polis było mniejsze a oni liczebnie także nie dorównywali Tebańczykom (prawdopodobnie Platejczyków łącznie żyło w tym czasie jakieś 5000 osób i to wraz z kobietami, dziećmi i niewolnikami którzy do spisów obywatelskich nigdy nie byli zaliczani), ale mieli swoją dumę i znacznie piękniejsze tradycje od tebańskich.

Teby skompromitowały się bowiem w czasie najazdów perskich na Grecję w latach 480-479 p.n.e., opowiadając się po stronie Króla Królów. Natomiast Platejczycy byli w pierwszym szeregu panhelleńskiej walki o niepodległość i to już od 490 r. p.n.e. (Platejczycy jako jedyni cudzoziemcy walczyli wówczas u boku Ateńczyków w bitwie pod Maratonem). Zaś po zwycięstwie nad Persami w bitwie pod Platejami w 479 r. p.n.e., mieszkańcy tego polis otrzymali uroczyste przyrzeczenie (przed bogami) iż nikomu nie wolno będzie podejmować przeciwko nim wojny niesprawiedliwej, a jeśli do takowej dojdzie, to zarówno Lacedemończycy jak i inni sprzymierzeńcy wystąpią zbrojnie przeciwko agresorowi. Jednak w pięćdziesiąt lat później, to właśnie sami Spartanie zbrojnie najechali Plateje, gdy ci odmówili opuszczenia Aten i udania się do jakiegoś neutralnego kraju na czas wojny, a przekazania Spartanom miasta w depozyt. Ateńczycy zapewnili Platejczyków że będą ich chronić, ale gdy w 429 r. p.n.e. król Sparty - Archidamos II zjawił się pod murami miasta, Ateńczycy - zajęci na innych kierunkach frontu - swej pomocy oblężonym nie wysłali. Walki o miasto trwały aż siedemdziesiąt dni (z reguły kampanie podejmowano na ok. 40 dni, bo na tyle starczało zapasów żywności) i były krwawe. Próby szturmów okazały się nieskuteczne, budowa machin oblężniczych także (im większą machinę postawili Spartanie, tym większy mur dobudowywali Platejczycy), wreszcie gdy obrońcy wznieśli drugi mur w środku miasta, Lacedemończycy uznali że nie ma sensu dalej wykrwawiać się w walkach o twierdzę i... należy po prostu miasto spalić. Między wał i mur nawrzucali więc chrustu, na to wylali siarkę i smołę i podpalili. Miasto stanęło w ogniu, ale los mimo wszystko nie sprzyjał najeźdźcom, gdyż wkrótce potem spadł rzęsisty deszcz, który ugasił pożar. Wreszcie w połowie września 429 r. p.n.e. Lacedemończycy odeszli, ale pozostawili tam przybyłe oddziały z Teb i kilku miast Peloponezu (m.in. Koryntu), które dalej miały blokować miasto.




Oblężenie trwało kolejne dwanaście miesięcy, a zamkniętym w mieście Platejczykom zaczęło w końcu brakować żywności. Ponieważ nie było mowy o tym, aby odesłać kobiety z miasta (w końcu były tam żony i córki obrońców) i posłać je na pastwę najeźdźców - aby tym samym pozostałe zapasy przypadły tylko wojownikom - opracowano wówczas dość szalony plan ucieczki z miasta i wyprowadzenia stamtąd wszystkich obrońców. Wyczekiwano tylko sposobnej chwili i gdy nadeszła ciemna, bezksiężycowa noc, postanowiono działać (grudzień 428 r. p.n.e.). Cicho podeszli pod mur, jaki wznieśli Tebańczycy - okrążając tym samym szczelnie miasto - i po drabinach wspięli się na jego szczyt. Niestety, nie udało się utrzymać elementu zaskoczenia, gdyż przez przypadek jeden z Platejczyków zrzucił z muru poluzowaną cegłę, co zaalarmowało nieprzyjaciół, którzy jednak w panujących ciemnościach niewiele widzieli. Rozpoczęła się regularna bitwa, przy czym Peloponezyjczycy - żeby oświetlić sobie pole - zapalili pochodnie, dzięki czemu byli łatwym celem dla atakujących Platejczyków. W wyniku tego starcia 212 Platejczyków przedarło się na drugą stronę, jeden dostał się do niewoli, a reszta wróciła do miasta. Aby zmylić pogoń, ruszyli oni w stronę Teb (wiedząc że tamci będą ich szukać na drodze wiodącej do Aten), a następnie skręcili w stronę Erytrai i Hysie, a stamtąd już górami Citheron przedostali się do Attyki i w Atenach dołączyli do swoich. Zamknięci zaś w Platejach obrońcy, pozbawieni widoków na odsiecz, skapitulowali w styczniu 427 r. p.n.e. po otrzymaniu zapewnienia od Tebańczyków, że staną przed niezależnym sądem, który zadecyduje o ich losie. Niestety, tak się nie stało, pełni nienawiści Tebańczycy - jako zadośćuczynienie za zbrodnię popełnioną na wziętych do niewoli tebańskich jeńcach - zaraz po kapitulacji miasta, wymordowali wszystkich mężczyzn, a kobiety sprzedali w niewolę. Władzę w mieście przejęli teraz Koryntyjczycy, pro-tebańscy platejscy zdrajcy (zbiegli wcześniej do Teb), oraz wygnańcy z Megary (zajętej przez Ateny), ale już w roku 426 p.n.e. zapadła decyzja o całkowitym zniszczeniu miasta, tak, aby już nigdy się nie odrodziło. 

W Atenach Zgromadzenie Ludowe - będąc pod wrażeniem bohaterstwa i poświęcenia Platejczyków - przyznało wszystkim obecnym w Atenach uciekinierom, równe prawa obywateli Aten  (427 r. p.n.e.) i nadano im tereny miasta Skione w Chalkidyce (ziemia Pallene), gdzie owi uchodźcy przebywali przez kolejne czterdzieści lat, aż do 387-386 r. p.n.e. gdy zawarto Pokój Królewski (Pokój Antalkidasa) z Persją, na mocy którego uchodźcy platejscy mogli ponownie wrócić na swe dawne ziemie i odbudować miasto swych ojców. To zmieniło stosunek Platejczyków do Spartan. Nie pamiętano już kto doprowadził do upadku Platei (w końcu ostatecznie to nie Spartanie zdobyli miasto i nie oni wymordowali jego obrońców), natomiast siła Lacedemonu stała się realnym gwarantem istnienia niepodległych Platei, na których istnienie czyhały nienawistne Teby. Tak więc, gdy po upadku pro-spartańskiego rządu Leontiadesa (grudzień 379 r. p.n.e.), Platejczycy poczuli się zagrożeni nowym tebańskim rządem Androkleidasa, swą przyszłość łączyli oni odtąd właśnie ze Spartą (Ateńczycy byli nieco zdziwieni i zniesmaczeni faktem, że teraz ich dawni sojusznicy - którym oni nadali obywatelstwo swego miasta - występują po stronie Lacedemończyków, czyli ich naturalnych wrogów - ale musieli taki stan rzeczy przyjąć do wiadomości i zaakceptować). A tymczasem Tebańczycy przygotowywali się do obrony przed spodziewaną interwencją ze strony Lacedemonu (wykopali fosę i przed murami miejskimi wznieśli dodatkową, drewnianą palisadę), ale jednocześnie starali się nie dawać Spartanom pretekstu do ataku na ich polis, przez co respektowali warunki Pokoju Królewskiego (który nakazywał im rozwiązanie Związku Beockiego i zakazywał jego odtwarzania). Posłali nawet posłów do Sparty, deklarując że nie odtworzą Związku i nie będą atakowali spartańskich sojuszników w Beocji, ale pragną też, aby Lacedemończycy zaakceptowali nowy tebański rząd i nie występowali przeciw nim zbrojnie, gdyż w przeciwnym razie będą zmuszeni się bronić. Spartanie posłów z Teb potraktowali "z buta", nakazali im ponowne przyjęcie spartańskiej załogi w Kadmei, którą wysłano już (styczeń 378 r. p.n.e.) pod dowództwem króla Sparty Kleombrotosa I. Przeciwnikiem politycznym Kleombrotosa był drugi król - Agesilaos II (co ciekawe, synowie owych dwóch władców byli... kochankami. Homoseksualizm w Starożytnej Grecji był dość popularny, szczególnie wśród mężczyzn), który sam miał dowodzić wyprawą, ale ostatecznie wymówił się od tego swym podeszłym wiekiem (miał 65 lat).

Spartańska armia Kleombrotosa ruszyła teraz na Teby i było już jasne że nowy tebański rząd musi walczyć o przetrwanie i szukać sojuszników. Naturalnym sojusznikiem Teb były Ateny (które w czasach wielkiej Wojny Peloponeskiej należały do wrogiego obozu, wspierającego Plateje), które oficjalnie nie były w stanie wojny ze Spartą. Oficjalnie też Ateny zadeklarowały neutralność w tym konflikcie i zabroniły armii Kleombrotosa przejścia przez swoje terytorium w drodze do Beocji, zaś ateński strateg - Chabrias obsadził graniczną twierdzę - Eleutheraj w Attyce, skąd można było obserwować całą dolinę aż do Agostena w Megarydzie. Kleombrotos został więc zmuszony wejść do Beocji z niewielkiej granicy, jaką ta miała z Megarydą, maszerując wzdłuż attyckiej granicy. Następnie Kleombrotos sforsował przełęcz w górach Citeron na granicy z Beocją i wkroczył do owych Platei (pierwszego miasta tuż przy granicy z Megarydą). Potem połączył się ze spartańskim garnizonem w Tespiach (miasto leżące na zachód od Teb i na północ od Leuktry), po czym - nie atakując samych Teb - urządzał demonstracje wojskowe, aby przestraszyć Tebańczyków i wymusić na nich zgodę na zajęcie Kadmei. Nic takiego jednak nie nastąpiło, przeto Kleombrotos wycofał się do Platei, a wkrótce potem wrócił do Sparty (pozostawiając jednak część armii pod wodzą Sfodriasa w Tespiach). Gdy okazało się, że dwaj ateńscy stratedzy przekroczyli granicę z Beocją i dotarli z małym oddziałem do Teb, Spartanie jawnie zaprotestowali przeciwko złamaniu przez Ateńczyków deklarowanej przez nich neutralności, a Ateńczycy - aby nie sprowokować nowej wojny - odwołali tych oficerów do Aten, postawili ich przed sądem (heliaia) i skazali na śmierć. To było bardzo niebezpieczne posunięcie z punktu widzenia nowego tebańskiego rządu, gdyż likwidowało jedyną realną pomoc na jaką Tebańczycy w tym czasie mogli liczyć - czyli pomoc ze strony Aten. I gdy wydawało się że sytuacja jest beznadziejna, a kolejny atak Spartan jest tylko kwestią czasu, strateg Sfodrias popełnił niewybaczalny błąd, który odmienił całą sytuację. A mianowicie... najechał Attykę. Po co, i dlaczego to uczynił (w sytuacji gdy Ateny mocno podkreślały swoją neutralność w tym konflikcie), do dziś nie wiadomo? Przypuszcza się jednak, że takie polecenie otrzymał od Kleombrotosa przed jego wyjazdem, gdyż ten chciał nastraszyć zarówno Tebańczyków jak i Ateńczyków i wymusić na nich uległość wobec Sparty.




Sfodrias niczego tym atakiem nie zyskał, spustoszył tylko równinę triazyjską (pomiędzy Eleusis a Atenami) i spalił kilka wsi, po czym zawrócił do Tespiów. Teraz to posłowie spartańscy (którzy jeszcze nie opuścili Aten) musieli się tłumaczyć z owego najazdu i choć zapewniali że atak Sfodriasa był nieodpowiedzialny i czeka go za to śmierć w Sparcie, to jednak Ateńczycy na Zgromadzeniu Ludowym głosowali już za otwartym sojuszem z Tebami. Lacedemończycy próbowali jeszcze ratować sytuację, nakazując Sfodriasowi czym prędzej stawić się w Sparcie, ale ten - zdając sobie sprawę że pojedzie po wyrok śmierci - nie posłuchał wezwania i nie wrócił do ojczyzny. Tymczasem jego proces i tak się odbył. W roli oskarżyciela wystąpił król - Agesilaos II, obrońcą zaś był król - Kleombrotos I i wszystko wskazywało że Sfodrias (choćby za to, iż nie stawił się na wezwanie) otrzyma wyrok śmierci, ale... stało się inaczej. Agesilaos (zapewne pod wpływem swego syna - Archidamosa, który w tym czasie wziął sobie na kochanka syna Sfodriasa - Kleonymosa, który był jeszcze chłopcem) wycofał swe oskarżenie i tym samym Sfodrias został uniewinniony z zarzutu złamania postanowień Pokoju Królewskiego. Tym bardziej że wojna już była faktem, a Ateńczycy posłali Tebańczykom 5000 hoplitów i 200 żołnierzy jazdy pod dowództwem stratega Chabriasa. Nim jednak przejdziemy dalej, na moment zatrzymajmy się nad strukturą wewnętrzną ówczesnych Aten. Poznajmy polityków, którzy w tym czasie nadawali ton odrodzonej demokracji (już wówczas bardzo radykalnej i traktowanej wręcz jak nowa religia, zupełnie jak dziś traktuje się ekologizm czy genderyzm) oraz frakcje, które wówczas przewodziły miastu Dziewiczej Pallady i które zyskiwały poklask, lub też traciły sympatię ateńskiego ludu.

Powiedzmy sobie bowiem otwarcie, że po klęsce w Wojnie Peloponeskiej, kapitulacji Aten, wydania całej floty i zniszczenia Długich Murów (łączących miasto z portem w Pireusie), oraz obsadzenia Akropolu przez spartańską załogę; i po krótkotrwałych rządach krwawych oligarchów Kritiasza, Charmidesa, Teramenesa i Drakonidesa (z czego dwóch pierwszych to byli uczniowie filozofa Sokratesa - który zresztą sam uchodził za "człowieka z miasta"), w maju 403 r. p.n.e. po zajęciu Pireusu przez Trazybulosa ze Stejrii (stojącego na czele zbiegłych z miasta demokratów, którym odebrane zostały prawa polityczne i prawo do noszenia broni) i przegranej przez oligarchów Kritiasza bitwie o wzgórze Munichii (co opisałem w poprzedniej części), Ateny ponownie zostały zajęte przez demokratów, (pod wpływem spartańskiej mediacji i obopólnej zgody). Tak oto powstały dwa państwa ateńskie pod lacedemońską opieką - jedno demokratyczne w Atenach, a drugie oligarchiczne w Eleusis (którego kres położyła zdrada demokratów i wymordowanie oligarchów, zaproszonych na rozmowy do Aten - latem 401 r. p.n.e.). Tak oto Attyka ponownie była zjednoczona, a demokracja stała się religią ustrojem panującym. Każdy sprzeciw wobec odrodzonej demokracji, był od razu podejrzany, a ten, kto go wygłaszał - jeśli nie był objęty amnestią ogłoszoną zaraz po zajęciu Aten przez demokratów w 403 r. p.n.e. - mógł się liczyć z oskarżeniem o próbę obalenia ustroju, co z reguły kończyło się wyrokiem śmierci. Tak właśnie skończył Sokrates, który nigdy nie potrafił trzymać języka za zębami i otwarcie mówił to, o czym myślał. Obciążające dla Sokratesa było również i to, że powszechnie uważany był za "człowieka z miasta", a także za "nauczyciela krwawych tyranów" - szczególnie Kritiasza, który w czasie krótkich rządów Trzydziestu Tyranów, dał się poznać mieszkańcom z jak najgorszej strony, jako prześladowca, zdrajca, morderca i tyran. Był tylko jeden problem - Sokrates objęty był amnestią Trazybula, więc skazanie takiego człowieka nie wchodziło w grę (już samo oskarżenie objętego amnestią, często kończyło się wyrokiem śmierci dla oskarżyciela). Sokrates dodatkowo miał piękną kartę życia obywatelskiego i wojskowego, dla ateńskiej ojczyzny wielokrotnie walczył w wielu bitwach i (jak mówią źródła) jako jeden z ostatnich uchodził z pola bitwy w przypadku klęski (jak np. pod Delion w 424 r. p.n.e.). Z takim człowiekiem, który miał wielu zwolenników i jawnych oraz ukrytych przyjaciół, trudno było mimo wszystko walczyć, a tym bardziej skazać go na śmierć pod zarzutem zdrady i próby obalenia demokracji.




Otóż, urodzony w 469 r. p.n.e. w demie (gminie) Alopeke i fyli (okręgu) Antiochis, Sokrates - syn ateńskiego rzeźbiarza Sofroniskosa i Fainarete (która była położną), praktycznie od zawsze był szczerym demokratą i przyjacielem Peryklesa. Już od młodości wyróżniał się od swych towarzyszy, zarówno pod względem fizycznym (był duży, dobrze zbudowany i dość silny) jak również intelektualnym (co często dziwiło jego kompanów podczas kampanii wojennych, gdy np. Sokrates potrafił pół dnia i całą noc stać w jednym miejscu, spoglądając w niebo lub przed siebie i szukając odpowiedzi na pytanie, jakie sam sobie zadał). Służbę wojskową po raz pierwszy odbył w roku 449 p.n.e., czyli miał wówczas lat dwadzieścia (w następnym roku podpisano pokój z Persją, kończący ponad czterdziestoletni okres wojen grecko-perskich). Wówczas (od 462 r. p.n.e.) ustrojem Aten (po reformie Efialtesa i Peryklesa) była już klasyczna (choć niektórzy historycy twierdzą że "radykalna", choć w porównaniu z tym, do czego Ateńczycy posunęli się w IV wieku p.n.e. o żadnym wcześniejszym radykalizmie mówić tu nie można) demokracja, zmieniająca dotychczasowy ustrój liberalnej demokracji Klejstenesa z roku 508 p.n.e. Przywódcą ludu był zaś Perykles, który od początku lat 50-tych do końca lat 30-tych V wieku p.n.e. zdominował i podporządkował sobie ateńską scenę polityczną. Oficjalnie była więc demokracja, a realnie rządził jeden człowiek, który stał się uosobieniem owego ustroju (podobnie jak Oktawian August w Rzymie, w którym przecież też oficjalnie panowała republika, a realnie o wielu sprawach decydował już młody cezar). To trzydziestolecie było dość płodnym okresem w życiu Sokratesa, jako że to właśnie wówczas poznawał on ówczesne zagadnienia filozoficzne (najpierw w szkole Archelaosa - ucznia Anaksagorasa z Klazomenaj - gdzie zapoznał się z filozofią przyrody), a potem w czasie buntu Samos (dokąd został skierowany jako hoplita tłumiący powstanie), które zbuntowało się w latach 441/440 p.n.e. nie chcąc dłużej być częścią ateńskiego Związku Morskiego (do tego związku można było się zapisać, ale opuścić go już nie - zupełnie jak mafia, z której Ateńczycy czerpali krociowe zyski. Można wręcz powiedzieć, że bez Związku Morskiego Ateny nigdy nie pobudowałyby takich cudów architektury, jakie stoją do dziś, ani też nie odnieśliby takiego sukcesu ustrojowego i politycznego, gdyby ekonomicznie nie drenowali kieszeni swoich sojuszników - a tak naprawdę klientów i poddanych Związku Morskiego).

To na Samos zapoznał się Sokrates z filozofią Melissosa (przywódcy buntu Samijczyków) ze szkoły eleackiej, która odcisnęła piętno na jego życiu. Po powrocie do Aten w 440 r. p.n.e. Sokrates był już innym człowiekiem. Potem jednak (jak twierdził Platon w "Lachesie", który był uczniem Sokratesa od 407 r. p.n.e.) Sokrates miał jednak twierdzić, iż do wszystkiego doszedł sam i nikt nie był jego nauczycielem w kwestii etyki filozofii: "Więc ja, Lizymachu i Melezjaszu, pierwszy mówię o sobie samym, że nauczyciela tych rzeczy (jak być dobrym i szlachetnym człowiekiem) nie miałem". Wbrew temu jednak, Sokrates poznawał i wdawał się w dysputy z różnymi ówczesnymi filozofami, np. ze sławnym Protagorasem z Abdery (odwiedzał on Ateny kilkukrotnie, począwszy od 444 r. p.n.e. i należał do bliskich przyjaciół Peryklesa); a także Antyfonem, Hippiaszem z Elidy, Trazymachem (zwolennikiem doktryny "prawa silniejszego") i innymi. Jednak sam Sokrates bardzo niechętnie opuszczał Ateny i (jak twierdzili jego uczniowie) jeśli już, to udawał się do najbliższej okolicy wokół miasta i gdyby nie wyprawy wojskowe w których uczestniczył, nigdy nie opuściłby Aten. W tym czasie Sokrates "przyjaźnił" się ze starszym od siebie Eurypidesem z Salaminy - najwybitniejszym dramaturgiem Antycznej Grecji (przy czym słowo "przyjaźń" należy w greckich warunkach zawsze interpretować z podtekstem). W połowie lat 30-tych V wieku p.n.e. Sokrates zgromadził wokół siebie grupkę uczniów (choć zawsze twierdził że nie jest sofistą i nie naucza za pieniądze jak oni, a raczej nazywał te spotkania wymianą myśli pomiędzy przyjaciółmi). Pierwszym z nich był niejaki Chajrefton ze Sfettos i jego brat Chajrekrates, a następnie młody (kilkunastoletni) syn siostry Peryklesa - Alkibiades (późniejszy zbawca i zdrajca Aten oraz bezbożnik, co w jego przypadku przeplatało się ze sobą mniej więcej po równo).




Sokrates oczywiście nie pracował (przejął zajęcie swego ojca i posiadał niewolników którzy zajmowali się rzeźbiarstwem, po czym sprzedawali swoje dzieła na Agorze, lub bardziej wytrawnym koneserom), całe dnie spędzał na dysputach w otoczeniu swych uczniów. Zakład ojca pozwolił mu się utrzymać na podstawowym poziomie (Sokrates nie nosił wyszukanych ubrań i pojawiał się w skromnych butach i płaszczu), ale twierdzenie iż nie pobierał pieniędzy od swych uczniów, nie do końca musi być prawdziwe, tym bardziej że w jego otoczeniu było wielu synów wielkich ateńskich bogaczy, którzy zapewne mogli sfinansować wiele planów swego nauczyciela. Ok. 433-432 r. p.n.e. do grona jego uczniów należeli już: Kriton (bardzo zamożny człowiek, a przy tym oddany Sokratesowi), Arystodemos (równie majętny i fanatycznie miłujący Sokratesa), Charmides i Kritiasz (czyli dwaj późniejsi krwawi oligarchiczni tyranii). Pierwsza i druga grupa uczniów otaczała Sokratesa do 432 r. p.n.e. (przy czym potem część z nich znalazła się po przeciwnych stronach ateńskiej wojny domowej, jak Kritiasz i Charmides stojący na czele oligarchów i Chajrefton - uciekinier z Aten po zdobyciu władzy przez oligarchów, który w styczniu 403 r. p.n.e. dołączył do Trazybula w twierdzy Fyle, a potem był w zdobytym przez demokratów Pireusie i pod Munichią walczył przeciw Kritiaszowi. Poległ w tej bitwie wraz z Kritiaszem, lub wkrótce po niej i dlatego podczas procesu Sokratesa z 399 r. p.n.e. nie mógł wystąpić w obronie swego mistrza. To właśnie Chajrefton w końcu lat 30-tych V wieku p.n.e. udał się do Delf, z zapytaniem: czy jest na świecie człowiek mądrzejszy od Sokratesa? i uzyskał odpowiedź pytii: "Sokrates jest najmędrszym ze wszystkich". Jednak Chajrefton inaczej to zinterpretował, twierdząc że Sokrates nie tyle jest najmędrszym ze wszystkich ludzi, ponieważ posiada jakąś nieznaną innym wiedzę, ale ponieważ zdaje sobie sprawę z własnych ograniczeń i wie, że tak naprawdę nic nie wie (to motto potem bardzo spodobało się Sokratesowi i przyjął je za swoje tuż przed wyprawą potidejską z 432 r. p.n.e. w czasie której musiał opuścić swoich uczniów i jako hoplita został powołany pod broń i pojechał na kolejną wojnę, tym razem na daleką północną Chalkidykę).

Sokrates i tam się odznaczył, będąc odpornym zarówno na głód, jak i na mróz (który w południowej Tracji doskwierał Ateńczykom, przywykłym do umiarkowanego klimatu Attyki, gdzie upały były neutralizowane łagodnymi powiewami wiatru, wiejącymi od morza, przez co nie było ani za gorąco latem, ani zimno zimą). Platon pisał w "Uczcie": "A jak on mróz znosić potrafił! Bo tam zimy są strasznie ostre(...) kiedy mróz chwycił taki, że to strach, kiedy nikt się z namiotu nie ruszał, a jeżeli się ruszał, to kładł na siebie, co tylko mógł, i na nogi, i zawijał stopy w pilśń i w futra, a on wtedy chodził w tym, co ma na sobie, w takiej samej narzutce, jak przedtem zawsze nosił, a boso łatwiej po lodzie chodził jak inni w butach. Toteż wojsko krzywo na niego patrzyło, jak gdyby się nad nie chciał wywyższać". Pod Potidają Sokrates miał uratować życie 18-letniego wówczas Alkibiadesa ("tylko on właśnie życie mi ocalił; byłem ranny, a on mnie odstąpić nie chciał, tylko ratował i zbroję, i mnie" - mowa Alkibiadesa w "Uczcie" Platona) za co po bitwie został nagrodzony. Potidaja padła jesienią 432 r. p.n.e., a armia ateńska wróciła do Aten, zaś Sokrates szybko ponownie zebrał wokół siebie dawnych uczniów. Wówczas szczególnie zaangażował się w rozwój kariery politycznej młodego Charmidesa (który notabene - jak mówią greckie źródła - miał być bardzo przystojny), a który potem skończył jako wspólnik Kritiasza i jeden z trzydziestu znienawidzonych przez Ateńczyków tyranów. W życiu Sokratesa ważne są jednak pewne daty, które zmieniały jego życie i kształtowały jego poglądy oraz filozofię. Pierwszą taką datą jest zapoznanie się z filozofią Melissosa z Samos w 440 r. p.n.e., następnie przyjęcie stwierdzenia "Wiem, że nic nie wiem!" (ok. 432 r. p.n.e.), które to dało podstawę metodzie elenktycznej (negatywnej - polegającej na konsekwentnym zbijaniu argumentów rozmówcy dotąd, aż on sam uzna, że jego poglądy są absurdem i że tak naprawdę nie wie nic). Ok. 430 r. p.n.e. na Sokratesie wrażenie robią słowa (widniejące przed wejściem do delfickiej wyroczni Apollona, o której Sokratesowi opowiedziano, bo przecież osobiście nigdy tam nie był) "Gnothi sauton" (czyli "Poznaj samego siebie"), ale Sokrates dochodzi ostatecznie do wniosku, że słowa te są nielogiczne (w "Fajdrosie" Arystofanes wkłada w usta Sokratesa wyznanie: "Ja nie jestem w stanie, jak napis w Delfach powiada, poznać samego siebie. Więc mi się to śmieszne wydaje, kiedy siebie jeszcze nie znam, bawić się w takie nie swoje niesamowite dociekania (...) czy ja sam nie jestem bydlę bardziej zawiłe i zakręcone, i nadęte niż Tyfon, czy też prostsze i bardziej łaskawe, które z natury ma w sobie coś boskiego i coś niskiego"; natomiast według Ksenofonta, Sokrates uważał że "poznać samego siebie" oznacza tyle, co znać swoje praktyczne możliwości, i nie porywać się na rzeczy które nas przerastają i narażają na niepowodzenie. Notabene z tym ostatnim bym się nie zgodził, wciąż bowiem mam w głowie słowa Marszałka Piłsudskiego: "W dzieciństwie moim ciągle mi szeptano w uszy tak zwane mądre przysłowia: "Nie dmuchaj pod wiatr", "Głową muru nie przebijesz", "Nie porywaj się z motyką na słońce", Doszedłem później do tego, że silna wola, energia i zapał mogą te właśnie zasady złamać").

Latem 431 r. p.n.e. wybuchła już regularna wojna Aten i ich sprzymierzeńców (ze Związku Morskiego) ze Spartą i ich sojuszników (ze Związku Peloponeskiego - notabene, w pierwszych latach Wojny Peloponeskiej, Sparta była uważana za "obrońcę Hellady" przeciw ateńskiej tyranii i wiele polis liczyło że jej zwycięstwo przyniesie im wolność od opłacania się skąpemu miastu Dziewiczej Pallady), a potem przyszła zaraza. W latach 30-tych V wieku p.n.e. Sokrates był częstym gościem w domu Peryklesa i Aspazji, ale te wizyty zostały ukrócone wraz z nastaniem epidemii. Zaczęła się już w 430 r. p.n.e. (wśród nagromadzonej w granicach Długich Murów ludności z północnej Attyki, która chroniła się w Atenach przed corocznymi najazdami i pustoszeniem kraju przez Spartan) i powracała rokrocznie, aż do początku 426 r. p.n.e. Ciężkie to były czasy, ludzie umierali masowo na ulicach, przy studniach (z których potem bano się pić), i nic nie gwarantowało przetrwania, ani pieniądze, ani pobożność, dlatego upadła też moralność i ludzie w obawie przed nieuniknioną śmiercią, oddawali się wszelkim praktykom, które wcześniej uznane byłyby za nie do pomyślenia. Modlitwy i ofiary niewiele lub zgoła nic nie dawały, przeto uznano że bogów jednak nie ma, a skoro ich nie ma, to można robić co się chce - przez co bardzo wzrosła przestępczość. Ofiarą zarazy padł sam Perykles, który zmarł w 429 r. p.n.e. a jego dom został zamknięty na cztery spusty, zaś Aspazja - w obawie przed zarażeniem się - ograniczyła swoje kontakty z mieszkańcami Aten do niezbędnego minimum. Sokrates - który skończył wówczas lat czterdzieści - stracił przyjaciela, ale sam nie zachorował. Przypisywano to potem jego tężyźnie fizycznej (był wysoki i dobrze zbudowany) oraz regularnemu trybowi życia (Platon pisze też, że Sokrates miał bardzo mocną głowę i mógł wypić tyle wina, że wszyscy jego kompani dawno posnęli, a po nim nie było nawet widać że cokolwiek wypił. Tracąc w taki sposób swych towarzyszy biesiady, Sokrates najczęściej opuszczał przyjęcie, udając się do Likejonu, gdzie brał poranną kąpiel, potem udawał się na Agorę gdzie oczekiwał swych uczniów i dopiero wieczorem wracał do swego domu. Wszystko było dobrze, póki nie był żonaty, ale gdy poślubił ową słynną Ksantypę - którą Platon przedstawił jako sekutnicę, mającą do Sokratesa ciągłe pretensje o jego późne powroty do domu i spędzanie całych dni w otoczeniu uczniów i przyjaciół. Sokrates ożenił się jednak stosunkowo późno, bowiem dopiero w 416 r. p.n.e. mając już ponad pięćdziesiąt lat), nie było to już takie łatwe. Ksantypa bowiem nie godziła się z dotychczasowym trybem życia swego małżonka i choć w Atenach poświęconych dziewiczej bogini, rola kobiety sprowadzała się w zasadzie do rodzenia dzieci (głównie synów), a mężowie mogli ukarać swe żony chłostą za niewypełnienie ich poleceń odnośnie utrzymania domu, oraz zamknąć mogli swe żony z dziećmi na klucz, w pokoju specjalnie przeznaczonym dla kobiet (gyneceum), to w tym związku przysłowiowe spodnie nosiła jednak Ksantypa, a Sokrates był takim trochę pantoflarzem, który nie potrafił się jej sprzeciwić.




Ale nim doszło do owego ślubu, w latach 20-tych V wieku p.n.e. działalność filozoficzna Sokratesa nabrała nowej jakości. Zwiększała się ilość otaczających go uczniów, a on, prócz metody elenktycznej (negatywnej) opracował również metodę majeutyczną (pozytywną), której celem nie było zbijanie argumentów, aż do stwierdzenia że tak naprawdę nic nie ma sensu i nikt nic nie wie, ale wspólne poszukiwanie sensu i odkrywanie prawdy drzemiącej w słowach, prawach, ideach i ludzkich przekonaniach. Ponownie powołany do wojska został Sokrates w roku 424 p.n.e. (po sławnym wielkim zwycięstwie Ateńczyków w bitwie z Lacedemończykami na wyspie Sfakterii w 425 r. p.n.e. nieopodal Pylos w Mesenii, która to bitwa mogła zakończyć się zawarciem pokoju na ateńskich warunkach i zakończeniem wojny, ale zbyt wygórowane ateńskie żądania przekreśliły myśl o pokoju). Armia ateńska ruszyła na Beocję, a wraz z nią 45 letni hoplita Sokrates. Pod Delion jednak doszło do katastrofy, gdy Ateńczycy wpadli w pułapkę, zastawioną przez Tebańczyków i Beotów. W "Uczcie" Platona o tej bitwie tak oto wypowiadał się Alkibiades: "A jeszcze warto też było: (...) widzieć Sokratesa, kiedy armia uciekała spod Delion. Wtedy właśnie ja byłem na koniu, a on był w ciężkiej piechocie. Schodził z Lachesem z pola dopiero, kiedy wszystko poszło w rozsypkę. Ja podjeżdżam, poznałem ich i wołam, żeby się nie bali, bo ich nie opuszczę. Tam się mogłem lepiej napatrzyć Sokratesowi niż pod Potideją, bom się i sam tak nie bał, choćby dlatego, że byłem na koniu. Naprzód uważałem, o ile on bardziej był spokojny i przytomny niż Laches, a potem (...) przyszło mi (...) że gdyby kto takiego męża zaczepił, niełatwa byłaby z nim sprawa. Toteż uszedł cało, i on i ten drugi. Bo w wojnie nikt nie napada takich, tylko się goni za tymi, co uciekają na łeb na szyję". Podobnie zachowanie Sokratesa chwalił Laches: "Podczas odwrotu spod Delion on razem ze mną schodził i ja ci to powiadam, że gdyby inni chcieli go naśladować, byłby się ostał cały honor naszego państwa i nie byłoby wtedy takiego upadku".

Paradoksalnie klęska Aten, otwarła przed Sokratesem ogromną popularność wśród współobywateli, a jego zachowanie podczas bitwy było publicznie przytaczane i chwalone, jako przykład patriotyzmu i poświęcenia dla ojczyzny. Gdyby Sokrates żył w naszych czasach, to nie opędziłby się od reklamodawców, ale nawet w tamtym czasie jego popularność biła wszelkie rekordy. Podczas święta Wielkich Dionizji w 423 r. p.n.e., aż dwie z trzech komedii, wystawionych w konkursie dramatycznym, dotyczyły jego osoby, a były to: "Konnos" Ameipsiasa i "Chmury" Arystofanesa. Ta pierwsza sztuka nie zachowała się w całości (zostały z niej tylko drobne fragmenty), ale wiadomo że autor wybrał sobie za bohatera Konnosa - nauczyciela muzyki Sokratesa z czasów dzieciństwa. Arystofanes zaś włożył w "Chmurach" całe swoje natchnienie i uważał tę komedię za najlepszą ze wszystkich dotychczasowych dzieł, a jednak w konfrontacji z opinią publiczną musiał przełknąć gorzką pigułkę, bowiem Ateńczykom "Chmury" po prostu nie spodobały się (pewnie gdyby żył dziś, dostałby miażdżącą opinię krytyków), co wyrazili swymi głosami na najlepszą komedię. Pierwsze miejsce zajęła wówczas "Flasza" Kratinosa, drugie "Konnos" Ameipsiasa i trzecie "Chmury" Arystofanesa. Arystofanes był tym załamany, tym bardziej że wcześniej drwił z Ameipsiasa, iż jego sztuka jest prostacka i godna najgłupszej widowni. Nie wiadomo czy doszło więc do jakichś zmian w owym dziele - zapewne tak - ale przeglądając już poprawioną wersję (która to ostała się do naszych czasów), wcale nie trudno zgadnąć, dlaczego Ateńczykom ta właśnie sztuka nie spodobała się. Opowiada ona bowiem o starym wiejskim Krętaczu (Strepsjadesie), który dorobił się majątku i który teraz zamartwiał się o przyszłość, mając syna (Fejdippidesa - Szczędzącego konie) spędzającego całe dnie w gronie przyjaciół i rozdającego pieniądze ojca na prawo i lewo. Ojciec chciał wpłynąć na syna, ale po jego stronie opowiedziała się matka - która popierała tryb życia syna i chwaliła go za obracanie się w kręgach "złotej, ateńskiej młodzieży" (czyli nierobów, żyjących z kasy swych ojców). Gdy okazało się że syn zaciągnął spore długi i przyszedł termin ich spłaty, a wierzyciele po pieniądze przychodzili do ojca, ten wpadł na pomysł w jaki sposób pozbyć się ich, i jednocześnie nie musieć spłacać długów swego syna. Otóż postanowił Strepsjades wprowadzić syna w krąg uczniów Sokratesa, który prowadził szkołę (zwaną "Dumalnią") gdzie uczono między innymi tego, co jest słuszne i co niesłuszne (notabene w rzeczywistości Sokrates nie zajmował się takimi kwestiami, a już na pewno nie prowadził żadnej szkoły). Wyszło z tego, że to co jest sprawiedliwe, jest jednocześnie niesprawiedliwe, a to co słuszne, jednocześnie niesłuszne i tą argumentację postanowił wykorzystać Strepsjades w konfrontacji z wierzycielami swego syna. W szkole Sokratesa panował wielki bałagan i okropny brud, a sam nauczyciel był zabiedzonym, brzydko pachnącym łachmaniarzem (już sam ten fakt budził w Ateńczykach zgorszenie, gdyż znali oni Sokratesa może nie jako wielkiego bogacza i strojnisia, ale na pewno jako dużego i silnego mężczyznę, bohatera wojennego który uratował kilku żołnierzy podczas bitew - co najmniej dwóch, a być może było ich więcej o których nie wiemy, choć zdarzają się też zmyślenia i dopisywanie mu osób, które w tym samym czasie były jeszcze dziećmi i nie mogły brać udziału w walkach - dobrze odzianego i wcale nie cuchnącego). Obraz Sokratesa, przedstawiony przez Arystofanesa, był godny pożałowania - on nawet zrobił z niego złodzieja, kradnącego mięso, gdyż nie miał czym za nie zapłacić.




Najpierw Strepsjades uczył się w "Dumalni" Sokratesa przede wszystkim filozofii przyrody i gramatyki, oraz poglądu, że bogowie tak naprawdę nie istnieją, a prawdziwymi bogami są Chmury - stąd tytuł utworu (Sokrates w rzeczywistości nigdy nie był zbyt religijny - podobnie jak Perykles - ale raczej nie twierdził publicznie że bogów nie ma, gdyż w tamtych czasach taka deklaracja budziła co najmniej zgorszenie, choć jeszcze nie prowadziło to do zarzutów o bezbożność, które z reguły kończyły się wyrokami śmierci). Stary Strepsjades nic jednak z tych nauk nie zrozumiał i opuścił "Dumalnię" a na swoje miejsce posłał swego syna - Fejdippidesa, który ostatecznie nauczył się pogardy dla bogów i rodziców, wiary że prawo pochodzi z ustanowienia i zawsze jest prawem silniejszego, oraz przekonania że kłamstwo zawsze wygrywa z prawdą, a raczej że prawda i kłamstwo są jednakie i można je użyć dowolnie (zupełnie jakbym słyszał współczesnych socjologów, mówiących że prawda nie istnieje i są jedynie różne formy jej interpretacji). Fejdippides udowadnia więc swym wierzycielom że gdyby zwrócił im pieniądze, dopuściłby się jawnej niesprawiedliwości, po czym bije ich i wyrzuca z domu. Ojca uważa za głupca i nie ma do niego szacunku (bo wierzy w Zeusa, a nie w Eurypidesa), a potem go bije i jeszcze udowadnia mu, że bicie rodziców jest jak najbardziej sprawiedliwe i słuszne, gdyż w ten sposób dzieci odwdzięczają się za razy, jakie otrzymywali w dzieciństwie. Następnie bije swą matkę. Strepsjades w gniewie każe swym sługom podpalić "Dumalnię" Sokratesa, a jego samego i jego uczniów ścigać jak psów. Tak komedia się kończy, a po jej obejrzeniu Ateńczycy opuszczali Teatr Dionizosa zniesmaczeni i wzburzeni - nic dziwnego że sztuka im się nie spodobała. Sama postać Sokratesa została tam przedstawiona - jak mówił Alkibiades w "Uczcie" jako : "niepodobna do nikogo z ludzi, ani do dawnych, ani dzisiejszych". Sokrates to brudny, zabiedzony grubas, z wyłupiastymi oczami i zadartym nosem. Jakież przeciwieństwo prawdziwego Sokratesa - dobrze zbudowanego mężczyzny, mającego na swym koncie wojenne laury (w "Fajdrosie" Sokrates prosi Zeusa: "Panie, przyjacielu nasz, i wy inni, którzy tu mieszkacie, bogowie! Dajcie mi to, żebym pięknym był na zewnątrz. A co mam z rzeczy zewnętrznych, to niechaj w zgodzie żyje z tym, co w środku").

Opis życia Sokratesa uznałem za ważny, gdyż nim przejdę do prezentacji polityków ateńskich z lat siedemdziesiątych IV wieku p.n.e., warto poznać ludzi, którzy obalili dawną demokrację i tych, którzy tę demokrację na powrót odrodzili. A nie wydało mi się lepiej tego opisać, niż właśnie na przykładzie Sokratesa i niektórych z jego uczniów. Tak więc w kolejnej części będzie dokończenie i zakończenie tematu Sokratesa, ateńskiej polityki lat 70-tych IV wieku p.n.e. i rewolucji tebańskiej, która ostatecznie zmieniła losy całej Hellady.    
    


 NA ZAKOŃCZENIE STARY SKECZ O SOKRATESIE 
KABARETU MORALNEGO NIEPOKOJU



 
CDN.