Mali chłopcy zawsze chcą być żołnierzami,Indianami,
policjantami, strażakami albo prezydentami - rosną, starzeją się, bywają żołnierzami, Indianami, strażakami, policjantami, prezydentami. Miewają już swoje komże, psy i okręty - a jednak tak naprawdę chcą jedynie być kimś innym i zadręczają się tym do śmierci.
Nieszczęśliwy kto nie jest takim małym chłopcem, dorosłym małym chłopcem, który gdzieś w zakamarku duszy hołubi wielkie marzenie, tęsknotę za czymś innym, odległym, lepszym...
Jeśli prawdą jest że Prawo i Sprawiedliwość (a w zasadzie prezes Jarosław Kaczyński, bo wydaje się że to właśnie on podjął ostateczną decyzję) wybrało na kandydata na prezydenta Rzeczpospolitej Karola Nawrockiego, to uważam że ta decyzja jest jedyną możliwą jaką można było w tym momencie podjąć. Oczywiście pozostaje wiele znaków zapytania, przede wszystkim jak będzie prowadzona kampania i jaką charyzmą (lub też jej brakiem) kierował będzie się Karol Nawrocki - ale ja jestem dobrej myśli. To co jest obecnie trzeba usunąć jak najszybciej, gdyż obecny rząd jest rządem wybitnie szkodliwym (i naprawdę nie chodzi mi o to, czy ja lubię tą czy inną partię - to jest dla mnie bez znaczenia. Jedyne czym się kieruję, to dobrem mojego Kraju i tym, czy Polska zyskuje czy też traci, natomiast w tym przypadku cofamy się w tempie nieprawdopodobnie szybkim), natomiast klęska w wyborach prezydenckich to będzie pierwszy, ale poważny wyłom w tej całej koalicji 13 grudnia, który może doprowadzić do jej szybkiego rozpadu (realnie bowiem rząd będzie musiał albo dogadać się z nowym prezydentem, albo też zdecydować się na nowe wybory parlamentarne). Także krótko żeby nie przedłużać a jedynie napomknąć w temacie, gdyż nie jest on jeszcze potwierdzony ani pewny, a ostateczna decyzja ma zapaść dopiero w niedzielę, to jednak "wiewiórki" już szeptają że kandydatem PiS-u na prezydenta ma być właśnie dr. Karol Nawrocki (do tego były bokser). I ja się z tą decyzją całkowicie zgadzam, oraz podpisuję pod nią obiema rękami. Ta kampania jest do wygrania, i ta prezydentura jest do zdobycia. Wracamy do gry w bitwie o Polskę.
Dziś mały powrót do przeszłości, czyli do "Miodowych lat", serialu emitowanego w latach 1998-2003, gdzie w głównych rolach wystąpiła para zabawnych aktorów: Cezary Żak zagrał motorniczego Karola Krawczyka (który nieustannie poszukuje możliwości szybkiego wzbogacenia się), a Artur Barciś - Tadeusza Norka, pracownika Miejskiego Przedsiębiorstwa Wodociągów i Kanalizacji w Warszawie (trochę nieporadnego, ale jakże sympatycznego przyjaciela Karola Krawczyka). Postanowiłem wrócić do tego tematu, ponieważ wiewiórki mówią że ma być kontynuacja tego serialu którego ostatni odcinek wyemitowano w grudniu 2003 r (oczywiście nie liczę tutaj tej nieudolnie zrobionej serii "Całkiem nowych lat miodowych" z września-grudnia 2004, bo tam reżyser poszedł w zupełnie inną konwencję, która jednocześnie usadziła serial, odbierając mu dawną sympatyczną otoczkę, jaką posiadały "Miodowe lata"). Ciekawe czy kontynuacja Miodowych lat rzeczywiście powstanie po dwudziestu latach? W każdym razie Artur Barciś stwierdził, że jego zgoda na uczestnictwo w tym serialu zależna jest od pomysłu, jaki reżyser będzie miał co do nowej serii (chodzi po prostu o to, aby nie skończyło się tak, jak z "Całkiem nowymi latami miodowymi"). W każdym razie dzisiaj zapraszam na kilka wybranych przeze mnie zabawnych fragmentów tego serialu.
ŻART O CZAPAJEWIE
"Przypomina mi się pewien żart o Czapajewie, który jak wiadomo też nosił mundur. Otóż ten Czapajew walczył nad Donem"
"Dlaczego? Przecież te wasze jednostki są nadwiślańskie, to może lepiej żeby walczył nad Wisłą?!"
"Ale ten Czapajew walczył nad Donem... nie wiem dlaczego może on był taki donowy Czapajew, słuchaj! I nagle Niemcy do niego strzelili i on się utopił"
"I to już koniec?"
"Co ty widzisz śmiesznego w fakcie że Czapajew się utopił? 😄 Koniec będzie wtedy jak będzie śmiesznie"
"A, to mi powiesz tak?" 🤭
"Sama zauważysz Ala. Więc Niemcy strzelili do tego Czapajewa i on się utopił, ale nie do końca się utopił, bo go odratowali. Wyciągają go więc z wody ale tylko do pasa, od pasa w dół dalej był w wodzie i robią mu sztuczne oddychanie, rozumiesz? Godzinę mu robią to oddychanie, dwie godziny mu robią oddychanie, dzień mu robią oddychanie, kilka dni mu robią to oddychanie, tydzień mu robię oddychanie 🥱. W końcu ten Czapajew budzi się wkurzony i mówi: "Towarzysze, co wy robicie, przecież jak tak dalej pójdzie to cały Don przeze mnie przepompujecie". 🥴 Co tak patrzysz Ala?"
"Nie nic, mów dalej"
"Ale to już koniec było!"
"Przecież mówiłeś że na końcu będzie śmiesznie" 😊
PRUSZKÓW I WOŁOWINA
2:40 - "Karol, Pruszków na linii" 😂
"Jakie działki, ja teraz nie mam czasu na handel działkami... Od rana nie miałem nic w ustach"
"A pistolet?" 🤭
"U mnie teraz jest pan Sprężyna, tak, tak, wiem, wołowina, wiem... Pyta co pan u nas robi?"
"Panowie od dawna związani z Pruszkowem?... A Wołowina? Czy panowie i Wołowina jesteście ze sobą blisko?"
"A przepraszam, pan się źle czuje?" 😂
6:30 - "Panowie, ja wobec Wołowiny będę zawsze lojalny, zawsze lojalny, ja życie oddam za Wołowinę, tylko panowie pozwólcie mi odejść!"
PRUSZKÓW (CZY TEŻ GRUPA PRUSZKOWSKA), CZYLI NAJWIĘKSZA W LATACH 90-tych MAFIA w POLSCE
PŁYN NA POROST WŁOSÓW
0:10 - "I teraz ten ostatni składnik, co to może być?"
"To jest H2O"
"To lej, ale nie tyle. Człowieku, przecież profesor pracował nad tymi składnikami 30 lat! To jest H2O, a ty to lejesz jakby to była zwykła woda, myśl trochę" 🤣
6:05 - "Naprawdę nic pan nie czuje?"
"Trochę szczypie"
"A, widzi pan, rośnie dżungla, rośnie... Za tydzień będzie pan się cały składał z włosów" 😭
"9:00 - "Dużo urosło?"
"Nie jestem w stanie ich policzyć"
"Wyglądam na ile lat?"
"Tak na oko, to na 8 tygodni" 🤣
KAROL BOKSER "BOMBOWIEC"
1:40 - "Ty, duży, uważaj jak chodzisz!"
"Grubasie, nie gulaj bo ci zadam boksa".
"Słyszeliście co on do mnie powiedział?... Naprawdę tak powiedziałeś?"
3:10 - "Teraz tobie pokażę inną kombinację ciosów. Dostał z lewej, po prawej dwa tygodnie włosy nie rosną. Muszę wam powiedzieć że ja w ogóle nie lubię się bić... Jak raz pogłaskałem kota to zdechł" 😚
5:10 - "Ale Karol, to nie jest Zięba, Zięba jest chory, leży w łóżku ma grypę... Karol, to jest Grzegorz Skrzecz, wielokrotny medalista mistrzostw Polski i świata, olimpijczyk w wadze ciężkiej, Karol on nigdy nie leżał na deskach!"
"Ale Norek, jeśli to nie jest Zięba, a ja znokautowałem mistrza, to wołaj tego Myszkę, ja chcę z nim walczyć!"
"Myszka wracaj, Karol ci jednak przywali" 😂
ZADYMA NA ŻYLECIE, CZYLI FUTBOL
0:20 - "Alina, Tadeusz jest w więzieniu... Byli na meczu i tam była jakaś rozróba, kibice bili się z policją, i mój Tadzik, mój Tadeusz zdemolował 10 policyjnych wozów i ciężko pobił 20 policjantów" 😂
4:25 - "Otóż proszę pani, pani mąż, a pani zięć własnym ciałem staranował 6 gliniarzy" 👊
"Ja chciałem powiedzieć, że ja tu jestem przypadkiem, a tłum z tyłu napierał... Biegłem i nie zdążyłem wyhamować"
5:40 - "Karol, od przyszłego sezonu jeździmy na wszystkie bilanse, z tobą Karolku nikt nas nie pokona. Zdemolujemy wszystkie pociągi, wszystkie stadiony" 🤣
7:00 - "Pani Danuto, pani mąż Tadeusz Norek sam, ze sztandarem w ręku poprowadził nasze legiony na policję, jak jego imiennik Tadeusz Kościuszko 😄... Odnieśliśmy wielkie zwycięstwo pani Danuto, to nic że pani mąż poległ" 😂
11:05 - "Tadzik, siedziałeś z 20 szalikowcami?"
"Nie, mnie jako przywódcę posadzili oddzielnie. Było nas pięciu w celi, ja i czterech kolegów. Wszyscy wielokrotni mordercy" 😭
PONIŻEJ PREZENTUJĘ KILKA WYBRANYCH FILMIKÓW, GDZIE W ZABAWNY SPOSÓB PORUSZONA JEST KWESTIA RASIZMU. MIŁEGO OGLĄDANIA
"13 POSTERUNEK"
"TRZEBA ŁYSYCH POKRYĆ PAPĄ,
A CZARNYCH ASFALTEM"
(kultowa scena w wykonaniu Czarka Pazury 😂)
1:15 - "POWIEDZIAŁ ŻE JEGO PLEMIĘ RZUCI NAS NA POŻARCIE SIMBIE 😄
"CHCĘ ZABIĆ NIEMCA!"
0:00 - "COŚ MI SIĘ WYDAJE ŻE TO RASIŚCI"
"JACY RASIŚCI? JESTEŚMY ZUPEŁNIE NORMALNI, JAK WSZYSCY POLACY - TOLERANCYJNI I OTWARCI NA ODSZCZEPIEŃCÓW" 😅
0:45 - "POLNISCHE RASSISTEN. RAUS!"
"SŁYSZYCIE? ON MÓWI DRUTEM KOLCZASTYM" 😄
1:00 - "MOIM PRZODKIEM BYŁ ZAWISZA CZARNY. NIEMCY GO ZABILI!"
"ZABILI GO TURCY!"
"ALE NIEMCY IM KAZALI"
"MIAŁEŚ CZARNYCH PRZODKÓW, BRACIE?"
"NIEMCY TO NASZ WRÓG, BRACIE!" 😎
"INTEGRACJA MIĘDZYKULTUROWA:
POLAK, FRANCUZ I JAPOŃCZYK"
0:40 - "TO JAKIŚ RODZAJ OBŁĘDU!"
"TO JEST RODZAJ POPĘDU. GWAŁCIMY ZAWSZE W PRACY" 😉
1:40 - "TU JEST POLSKA I TU SIĘ PIJE!" 😋
1:50 - "CO TU SIĘ DZIEJE?"
"INTEGRACJA EUROPEJSKA!..."
"JAPONIA NIE LEŻY W EUROPIE"
"BO PRZEGRAŁA WOJNĘ. TO NIE JEST ICH WINA" 😅
4:15 - "JAPOŃCZYK, KTÓRY Z MIECZEM SAMURAJSKIM GONIŁ DZIŚ PO POŁUDNIU GRUPĘ POSŁÓW, ZOSTAŁ ZATRZYMANY POD ŁOWICZEM, GDY PRÓBOWAŁ ZATRZYMAĆ POCIĄG I WYMUSIĆ OD MASZYNISTY WÓDKĘ" 😂
A TERAZ PRZYKŁAD AMERYKAŃSKIEGO MIEDZYRASOWEGO HUMORU W WYKONANIU AMERYKAŃSKIEGO CZARNOSKÓREGO KOMIKA - ERICA BLAKE'A.
ŚWIETNY SKECZ, POKAZUJĄCY DOBITNIE, JAK AMERYKANIE MUSZĄ UWAŻAĆ ABY NIE PODPAŚĆ CENZURZE POLITYCZNEJ POPRAWNOŚCI
"NIGGER!" 😅
NA KONIEC CHCIAŁBYM DODAĆ ŻE JEDNYM Z MOICH ULUBIONYCH POLSKICH BOKSERÓW JEST IZU UGONOH. WOLAŁBYM MIEĆ W KRAJU WIĘCEJ TAKICH WSPANIAŁYCH, POLSKICH PATRIOTÓW JAK IZU, A W ZAMIAN Z RADOŚCIĄ ODDAŁBYM WIELU BIAŁYCH LEWACKICH MIERNOT SPOD ZNAKU SIERPA I MŁOTA
DZIŚ KILKA WYBRANYCH ZABAWNYCH (I NIE TYLKO) BÓJEK Z POLSKICH SERIALI, ZAMIESZCZONYCH TUTAJ W RAMACH TERAPII ŚMIECHEM, ZALECANEJ SZCZEGÓLNIE DLA LUDZI UWIĘZIONYCH WE WŁASNYCH DOMACH Z POWODU EPIDEMII COVID-19 (CZYLI POTOCZNEGO KORONAWIRUSA) 😇
SERIAL "RANCZO"
(2006 - 2016)
BÓJKA - 1
odc. 93 z 2014 r.
"JASEŁKA W LECIE"
BÓJKA - 2
odc. 10 z 2006 r.
BÓJKA - 3
"RANCZO WILKOWYJE" z 2007 r.
"JA TYLKO TYLE CHCIAŁEM"
PAMIĘCI ŚWIETNEGO AKTORA
PAWŁA KRÓLIKOWSKIEGO
ZMARŁEGO MIESIĄC TEMU
BÓJKA - 4
odc. 88 z 2013 r.
(niedoszła) BÓJKA - 5
odc. 64 z 2011 r.
"Z ŁAWECZKĄ ZADZIERASZ, CIULU NIEMYTY?"
(niedoszła) BÓJKA - 6
odc. 7 z 2006 r.
W PODWÓJNEJ ROLI NIEPRZEPADAJĄCYCH ZA SOBĄ BRACI BLIŹNIAKÓW -
KSIĘDZA I WÓJTA GMINY WILKOWYJE - WYSTĄPIŁ GENIALNY CEZARY ŻAK
(niedoszła) BÓJKA - 7
odc. 14 z 2007 r.
"CHOCIAŻ RAZ ZACHOWAJ SIĘ JAK MĘŻCZYZNA,
WYJDŹ ZZA KOBIETY" 😂
SERIAL "BARWY SZCZĘŚCIA"
(2007-202...)
BÓJKA - 8
odc. 1296 z 2015 r.
SERIAL "M JAK MIŁOŚĆ"
(2000 - 202...)
BÓJKA - 9
odc. 961 z 2012 r.
BÓJKA - 10
odc. 974 z 2013 r.
SERIAL "RODZINKA.PL"
(2011-2020)
(niedoszła) BÓJKA - 11
odc. 249 z 2018 r.
"JAKBY WAS TAK UBRAĆ W STROJE KĄPIELOWE I WYSMAROWAĆ OLIWKĄ, TO MOŻE JEDNO Z MOICH MARZEŃ BY SIĘ DZISIAJ SPEŁNIŁO"
BONUS:
ZA PRZYJAŹŃ WYPIJMY, BO TO JEDNA Z NAJPIĘKNIEJSZYCH RZECZY NA ŚWIECIE
"CZŁOWIEKU,
GDYBYŚ WIEDZIAŁ JAKA TWOJA WŁADZA, KIEDY MYŚL W TWOJEJ GŁOWIE
JAKO ISKRA W CHMURZE ZABŁYŚNIE NIEWIDZIALNA. GDYBYŚ WIEDZIAŁ ŻE
LEDWIE JEDNĄ MYŚL ROZNIECISZ, JUŻ CZEKAJĄ W MILCZENIU JAK GROM
ŻYWIOŁY – TAK CZEKAJĄ TWEJ MYŚLI SZATAN I ANIOŁY"
DZIADY Cz. III
Ostatnio zamyślałem sobie nad karierą aktorską Krzysztofa Majchrzaka (mam nieraz takie swoje intelektualne zboczenia), i doszedłem do wniosku że w zasadzie mało jest w polskim kinie (w światowym również), takich właśnie aktorów jak Majchrzak. To że podziwiam zarówno jego grę aktorską już od lat, to jedno, ale przede wszystkim podziwiam go jako człowieka. Tak, jako człowieka - co jest według mnie najważniejsze. Krzysztof Majchrzak to jedyny człowiek (być może jest ich więcej ale ja nic o innych nie wiem) który potrafił zachować się z godnością i który rzeczywiście (jako jeden z nielicznych) posiada jaja w polskim show-biznesie. Zauważcie Majchrzak nigdy się nie sprzedał, nigdy nie uczestniczył w żadnych akcjach (nawet bardzo dobrze płatnych), które podważałyby jego godność jako aktora. Oczywiście, ktoś może powiedzieć: "a jaką to godność ma aktor? Jest przecież od grania jak dupa od srania i ma zagrać to, co mu się każe" - oczywiście można tak powiedzieć, niektórzy mogą nawet dodać (sam tak myślę o wielu współczesnych aktorach) że to zwykli komedianci, błazny którzy mają nas bawić swymi wygłupami przed kamerą (jednocześnie mogą też i często są przekaźnikami wszelkich totalitarnych ideologii - dawniej komunistycznej czy nazistowskiej a dziś np. lgbt czy feminizmu). W Starożytności aktorzy byli jednymi z najbardziej pogardzanych zawodów, jako że dostarczali jedynie rozrywki dla możnych i plebsu. Jednak przykład Krzysztofa Majchrzaka (i wielu innych aktorów i aktorek) pokazuje że nie można tak ludzi szufladkować, gdyż to im po prostu ubliża, a od wielu z nich my sami moglibyśmy czerpać przykład do naśladowania.
Krzysztof Majchrzak kilkanaście lat temu wyraził się publicznie że... nigdy nie weźmie udziału w żadnej reklamie, bez względu na to jak dobrze płatnej, gdyż to stoi poniżej jego godności jako artysty. Dziś pewnie wielu popukałoby się w czoło i powiedziało: "dureń!". Nie chce zarobić? Przecież reklama to niezwykle dochodowe źródło dla wielu aktorów, często znacznie bardziej niż gra w filmach czy serialach. Poza tym nie trzeba się wiele napracować, wystarczy powiedzieć kilka wyuczonych zdań i kasa na konto płynie. Ja powiem tak, nie potępiam w żadnym razie aktorów którzy biorą udział w reklamach (każdy bowiem chce żyć i nie można nikogo potępiać za to, że pragnie sobie w jakiś sposób poprawić swój materialny status - jeśli oczywiście nie propaguje przy tym żadnych totalitarnych i zbrodniczych ideologii), ale jeżeli uznajemy że aktorzy to nie są komedianci i błazny powołane dla radowania publiki, że ich praca jest swoistym powołaniem (tak jak księży, pastorów czy w ogóle kapłanów), jeżeli uznamy że to są artyści, którzy pokazują nam swoją sztukę, którzy ciężko pracują po to by doskonalić się w tej trudnej sztuce "naśladowania innych" - to musimy wyrazić szacunek wobec takich postaw, jakie właśnie reprezentuje Krzysztof Majchrzak. A przynajmniej ja, we własnym imieniu wyrażam dla niego swój ogromny podziw i szacunek. Zresztą Krzysztof Majchrzak jest też pianistą, więc jego źródło utrzymania nie musi ograniczać się tylko do gry w filmach (a wiadomo jakie jest środowisko filmowe - tam jak nie jesteś "po linii", nie mówisz i nie myślisz tego co reszta, to jesteś sekowany, odrzucany na dalszy plan, pozbawiany dobrych kontraktów i co za tym idzie dobrych ról - dlatego też od 2007 r. Krzysztof Majchrzak przez prawie dekadę nie zagrał w żadnym filmie).
Tak, mam ogromny szacunek do takich postaw i ludzi którzy się nimi kierują w życiu. A Majchrzak jest dla mnie jednym z najlepszych polskich aktorów (do tego grona oprócz niego mogę jeszcze doliczyć: nieżyjącego już Gustawa Holoubka, Piotra Fronczewskiego, nieżyjącego Romana Kłosowskiego, nieżyjącego Romana Wilhelmiego, Wiesława Gołasa, Bohdana Łazukę, Jana Kobuszewskiego, nieżyjącego Leona Niemczyka, nieżyjącego Jana Himilsbacha, Mariusza Bonaszewskiego, Janusza Gajosa, Marka Kondrata, Jarosława Jakimowicza, Bogusława Lindę, Cezarego Pazurę i może jeszcze kilku innych o których teraz nie pamiętam). Najbardziej podobały mi się jego role w "Konopielce" z 1981 r. gdzie zagrał niezwykle przejmującą rolę chłopa, na którym robi wrażenie przybyła do wsi nauczycielka, którą zagrała Joanna Sienkiewicz. W "Pornografii" z 2003 r., a takż ciekawa była (z artystycznego punktu widzenia) jego drugoplanowa rola chłopa w "Ziemi Obiecanej" z 1974 r., oraz niezwykle prawdziwie ujęta rola Ofoniusza Tygellina - zbrodniczego prefekta pretorianów z czasów Nerona, w ekranizacji powieści Henryka Sienkiewicza - "Quo Vadis" z 2001 r. Najmocniej jednak zaimponowała mi jego rola w filmie "Aria dla atlety" z 1979 r. - opowiadającym historię jednego z najlepszych zapaśników na świecie - Stanisława "Zbyszko" Cyganiewicza (w filmie występuje on pod nazwiskiem Władysława Góralewicza) i właśnie do tej postaci (i jemu podobnych) chciałbym się teraz pokrótce odnieść.
STANISŁAW "ZBYSZKO" CYGANIEWICZ
Stanisław Cyganiewicz urodził się w 1881 r. we wsi Jodłowa w Galicji (wówczas część polskich ziem zaboru austriackiego). Był synem leśniczego i większość swych młodych lat spędził w lesie, co wyrobiło w nim siłę i charakter (jak sam pisał w swej autobiografii: "Na ringach całego świata": "Z dnia na dzień wzbierała we mnie siła, że wyrastałem na, co się zowie, zdrowego chłopaka"). Nie będę tutaj się rozpisywał o jego historii, bo informację na ten temat można zdobyć choćby z Wikipedii, w każdym razie swą karierę zapaśniczą rozpoczął jeszcze jako chłopak po 1896 r. występując w cyrku Rosencwajga. W Stanisławowie pokonał swego pierwszego przeciwnika, atletę Spechta (w drugiej walce, w pierwszej wytrzymał z nim 10 minut). Jego kariera jako zapaśnika zaczęła się na poważnie dopiero w 1899 r. a szczególnie w 1901 r. gdy spotkał na swej drodze atletę o międzynarodowej sławie - Władysława Pytlasińskiego, który podjął się go szkolić i wziął go na sparing-partnera. Jednak nie wspominam o Cyganiewiczu (który rzeczywiście odnosił wielkie sukcesy na obu kontynentach: w Niemczech, Rosji, Francji, Wielkiej Brytanii, Brazylii i w Stanach Zjednoczonych. Zdobył trzykrotnie tytuł zapaśniczego mistrza świata w Paryżu w 1906 r. i w Nowym Jorku w 1921 i w 1922 r. oraz został mistrzem zapasów w wolnoamerykance w 1925 r., który sam pisał po latach o swych przeciwnikach: "Stawałem i kładłem ich wszystkich po kolei"), jedynie ze względu na jego siłę, ale dlatego że należał do niezwykle elitarnego grona wykształconych i hołdujących dobrym manierom atletów. Przydomek jaki sobie wybrał Cyganiewicz "Zbyszko" - był chłodem dla "Krzyżaków" Henryka Sienkiewicza, gdzie w roli głównej występuje właśnie Zbyszko z Bogdańca. Świadczy to o tym, że Cyganiewicz był człowiekiem wykształconym (rzeczywiście w 1901 r. zdał maturę), uwielbiał też arie operowe i sztukę, a w 1903 r. zapisał się na prawo na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie (studiów tych jednak nie ukończył ze względu na częste wyjazdy i rozwój swej kariery zapaśniczej). Kładł wszystkich małych i dużych, tych którzy wyglądali na olbrzymów jak i tych którzy przerażali swym wyglądem: Tomaszewicza z Chorwacji, Antonicza z Serbii, Hitzlera z Niemiec, Saurera z Francji, Burgharda z Wielkiej Brytanii, de Bouillona z Belgii, Poddubnego z Rosji, Gamę z Indii i wielu, wielu innych. Stoczył łącznie ponad tysiąc zwycięskich walk (przegrał zaś tylko kilka podobnie jak i jedynie kilka zremisował). Zbił ogromny majątek a od 1924 r. zamieszkał na stałe w Stanach Zjednoczonych, gdzie stał się mistrzem zawodów w wolnoamerykance. Pozostał aktywny do 1935 r. po czym zakończył karierę zapaśniczą (w 1939 r. odbył jeszcze swoją ostatnią walkę). Zmarł w 1967 r. w Saint Joseph w Missouri i przeszedł do historii jako jeden z największych zapaśników wszech-czasów (a do tego nielicznych wykształconych atletów).
WŁADYSŁAW "PYTLAS" PYTLASIŃSKI
Główny mój temat skupia się oczywiście na postaci Cyganiewicza (i grającego go Majchrzaka), ale warto tu również wymienić dwóch innych sławnych atletów i bokserów, których można określić mianem "wykształconych dżentelmenów". Jednym z nich był mentor Cyganiewicza - starszy od niego o prawie dwadzieścia lat - Władysław "Pytlas" Pytlasiński. Urodził się on w 1863 r. w Warszawie (czyli w trakcie Powstania Styczniowego na ziemiach polskich tzw.: Kongresówki, a jego ojciec brał udział w Powstaniu). W 1882 r. wyjechał najpierw do Austrii a następnie Szwajcarii i Francji. Pracował tam jako tokarz m.in.: przy budowie wieży Eiffla w 1887 r. W tym samym czasie rozpoczął swoją przygodę z zapasami a w 1888 r. odniósł swoje pierwsze zwycięstwo. Po powrocie do Warszawy (w 1890 r.) dalej występował jako atleta w cyrku Cinisellego. Jego kariera zaczęła się na poważnie dopiero w 1892 r. gdy zwyciężył "niepokonanego" Ponsa. Potem przyszły kolejne zwycięstwa i tak dwukrotnie zdobywał tytuł mistrza świata: w 1900 r. i 1904 r. (wówczas szkolił już Cyganiewicza). W 1906 r. odbył swoją ostatnią zawodową walkę (zajmując czwarte miejsce w walce o mistrzostwo świata) i wycofał się z dalszej kariery. Odtąd już tylko szkolił młodych zapaśników oraz (po 1920 r.) był instruktorem wychowania fizycznego w szkole policyjnej w Mostach Wielkich nieopodal Lwowa. W 1929 r. napisał książkę: "Tajniki walki zapaśniczej (francuskiej)". "Pytlas" był również wykształconym człowiekiem i wynalazcą (opatentował w 1930 r. przyrząd do wzmacniania mięśni), oraz miał opinię "atlety-dżentelmena". Był niezwykle szarmancki wobec kobiet, jednocześnie lubił się dobrze ubrać i dbał o swoje wąsy, które skrupulatnie rozczesywał i przycinał. Był prawdziwym elegantem, wytwornym mężczyzną lubiącym towarzystwo pięknych pań i całego tego przepychu "wielkiego świata". Władysław Pytlasiński zmarł w Warszawie w 1933 r. i nazwany został: "Ojcem polskich zapasów" (podobnie jak papa Stamm: "Ojcem polskiej szkoły boksu").
JIM "GENTLEMAN" CORBETT
Jeśli zaś chodzi o boks, to nie mogę sobie darować zaprezentowania jeszcze jednego siłacza-dżentelmena, którego szczególnie sobie upodobałem w czasach młodości (gdy jeszcze amatorsko trenowałem boks). Był to James "Gentleman" Corbett (którego przyjąłem sobie za wzór). Ten amerykański bokser urodził się w 1866 r. w San Francisco w rodzinie irlandzkich emigrantów. Nim rozpoczął swoją bokserską karierę (która doprowadziła go do galerii największych sław światowego boksu), wcześniej zdał maturę i nawet ukończył wyższe studia. Karierę bokserską rozpoczął w 1888 r. i bardzo szybko stał się sławny. W 1891 r. zremisował z czarnoskórym bokserem - Peterem "Czarnym Księciem" Jacksonem, ale już w roku następnym pokonał dotychczasowego mistrza świata wagi ciężkiej - Johna Lawrence Sullivana i zdobył tytuł. Był znakomitym zawodnikiem, opracował własną metodę boksu (dlatego też nazywany jest "Ojcem nowoczesnego boksu"), był bardzo trudny do trafienia i po mistrzowsku operował techniką walki (notabene Cyganiewicz także opracował swój własny przepis na zwycięstwo, którego obawiali się jego przeciwnicy, nazwał go: "tylnym pasem"). To (m.in.) na jego osobie wzorował się Sylwester Stallone w swoim "Rockim" - jako "włoskim ogierze" (Corbett był co prawda Irlandczykiem ale też katolikiem. Niedawno pisałem że katolicy - Irlandczycy, Polscy i Włosi w ogromnej mierze zbudowali potęgę dzisiejszych Stanów Zjednoczonych, czego próbkę możemy odnaleźć choćby w filmie "Grand Torino" z 2008 r. z Clintem Eastwoodem), szczególnie gdy przygotowywał się do walk w ciężkich, spartańskich warunkach (podobnie jak Rocky przed swoją walką z Ivanem Drago).
W sierpniu 1903 r. Corbett po raz ostatni stanął na ringu przeciwko swemu uczniowi (podobnie jak Rocky) Jimowi Jeffriesowi. Podczas tej walki został znokautowany i wycofał się z dalszej kariery bokserskiej. Potem występował w filmach (podobnie jak Pytlasiński) i wspominał dawną chwałę. Zmarł na raka w 1933 r. w Nowym Jorku - tyle. Należy tutaj jednak dodać, że Corbett otrzymał przydomek: "Dżentelmen", jako że był zarówno wykształconym człowiekiem (co rzadko było spotykane wśród sportowców), ale również dlatego że odznaczał się dużą kulturą osobistą i niezwykłą (nawet jak na tamte czasy) estymą wobec płci pięknej. Jim "Dżentelmen" miał nienaganną aparycję, zachowanie i posługiwał się czystą angielszczyzną (z tzw. kręgów arystokratycznych), bez wszelkich wulgarnych lub uwłaczających lub potocznych zwrotów. Może właśnie dlatego wybrałem go sobie jako wzór do naśladowania w czasach młodości. W każdym razie to tyle, warto by może jeszcze byłoby przytoczyć biografię innego zapaśnika-dżentelmena, rosyjskiego atlety Iwana Poddubnego - ale myślę że na razie to wystarczy (może w jakimś innym temacie jeszcze do tego powrócę). W każdym razie na tej historii zapaśników i boksera chciałem pokazać iż siła fizyczna wcale nie musi stać w kontrze do inteligencji, dobrego wykształcenia czy wykwintnych manier i wcale jedno drugiemu nie przeszkadza, wręcz przeciwnie może tylko służyć dobremu.
PS: Miałem gdzieś fajne zdjęcie Corbetta, ale mi się zapodziało niestety.
NA KONIEC ZAPRASZAM DO OBEJRZENIA FILMU FILIPA BAJONA pt.:
"ARIA DLA ATLETY"
OPOWIADAJĄCYM WŁAŚNIE (W SPOSÓB NIECO UPROSZCZONY) HISTORIĘ STANISŁAWA "ZBYSZKA" CYGANIEWICZA (W FILMIE WYSTĘPUJĄCEGO ON POD NAZWISKIEM WŁADYSŁAWA GÓRALEWICZA)
PS: POJAWIAJĄCY SIĘ TAM ZAPAŚNIK O IMIENIU CYKLOP ISTNIAŁ NAPRAWDĘ. NAZYWAŁ SIĘ FRANCISZEK BIEŃKOWSKI I POCHODZIŁ Z GDAŃSKA. W RĘKU ŁAMAŁ MONETY I RWAŁ ŁAŃCUCHY. PODCZAS JEDNEGO Z TAKICH POKAZÓW, NATĘŻYŁ SIĘ TAK BARDZO ŻE... STRACIŁ WZROK, STĄD PRZYDOMEK: "CYKLOP"
W tym
temacie, chciałbym opisać największych bohaterów
(Supermanów) II Wojny Światowej, którzy dokonywali rzeczy wprost
niesłychanych, a dziś są już praktycznie zapomniani. Według mojej
skromnej opinii, będzie to (na początek) - Polak i Niemiec (potem dojdą
jeszcze Amerykanin i Rosjanin, oraz inni, gdyż te proporcje mogą ulec
zmianie). Oczywiście nie uważam że
lista bohaterów kończy się tylko na tych, wyżej wymienionych - takich
ludzi było zapewne dużo więcej, nie o wszystkich jednak wiemy i nie
każdego z nich historię potrafimy odtworzyć. Postaram się jednak opisać
tych - o których już wiem, by odkopać ich z mroków historycznej
niepamięci naszych czasów.
Nim jednak przejdę do tematu, chciałbym jeszcze coś dopowiedzieć, odnośnie poprzedniego posta o rosyjskich agentach wpływu i Ameryce. Otóż chciałbym dodać że ja wychowałem się na amerykańskich westernach, na "Rio Brawo", "Alamo" (w której to bitwie po stronie Amerykanów walczyli także Polacy - o czym wie zapewne niewielu), "3:10 do Yumy", czy "Siedmiu Wspaniałych". Zresztą nie tylko westernach, również amerykańskich filmach akcji, typu: "Rambo" i "Rocky" ze Stallonem, czy "Kickboxer" z van Dammem. Wspominam o tym tylko jako o pewnej ciekawostce, zresztą bardzo lubię amerykańskie kino, szczególnie (jak już wspominałem w poprzednim poście) - filmy z lat 30-tych, 40-ch, 50-tych, jak: "Panów w cylindrach" ("Top Hat") z 1935 r. z niesamowitym Fredem Astaire i Ginger Rogers w ich nieśmiertelnym przeboju: "Cheek to Cheek". Wielokrotnie nuciłem sobie potem: "W niebie, jestem w niebie ..."
A tutaj już czasy bardziej współczesne, choć ... z dzisiejszego punktu widzenia wciąż retro
Po obejrzeniu tego filmu, rozpocząłem naukę sportów walki (głównie na początku karate, potem już tylko boks)
PRAWDZIWA HISTORIA RAMBO!
CZY ZNACIE TEGO JEGOMOŚCIA?
GŁUPIE PYTANIE PRAWDA?
Filmowa kreacja Johna Rambo, w którą pięknie wcielił się Sylwester
Stallone, zyskała mu (wraz z rolą boksera Rokye'go Balboy),
nieśmiertelną sławę, wśród fanów kina na całym świecie.
Co się zaś tyczy Sylwestra Stallone, to spośród wszystkich aktorów
grających w filmach tzw.: "twardych facetów" - jego lubię i cenię
najbardziej.
Ale nie o tym pragnę tu dzisiaj pisać!
Piszę tu o Stallonym, Van Damme i innych aktorach, lecz czy ktoś z Was wie, że JOHN RAMBO ... istniał naprawdę?
I TEN WSTĘPNIAK NIECH POSŁUŻY JEDYNIE ZA INFORMACJĘ, GDYŻ W NASTĘPNYM POŚCIE PRZECHODZĘ JUŻ BEZPOŚREDNIO DO TEMATU
Teraz pragnę zaprezentować temat, którego jeszcze nie
poruszałem, a który jest mi szczególnie bliski. Chodzi mi oczywiście o boks - który uprawiałem przez kilka lat, potem zaś musiałem przerwać, ze względu na inne obowiązki (głownie zawodowe), które mnie całkowicie pochłonęły.
Lecz nie o samej dyscyplinie jako takiej pragnę tutaj pisać, a o niesamowitej walce, która zapisała się w historii boksu (i nie
tylko boksu), złotymi zgłoskami (oraz rozpalała wielkie emocje).
Zapraszam do lektury (nie tylko miłośników boksu)
Jednocześnie (choć to nie jest ta sama dyscyplina), pragnę oddać
tu hołd memu sławnemu przodkowi - pięciokrotnemu medaliście Igrzysk
Olimpijskich, siedmiokrotnemu złotemu medaliście Mistrzostw Świata (a
18-krotnemu medaliście Mistrzostw Świata w ogóle). Nie był on co prawda
bokserem, a szermierzem, lecz jak pamiętam z opowiadań ojca i bić też
potrafił. Zdarzyło się kiedyś, że po wygranej walce, stojąc obok swego
przeciwnika i sędziego, z tyłu ktoś z widowni podszedł do niego z
obnażonym nożem, chcąc zadać mu cios w plecy. Mój przodek
(stryjeczny dziadek), zauważywszy go kontem oka, wymierzył mu tak silny prawy prosty, ze
tamten stracił przytomność - to wiem z opowiadań ojca. Poza swymi
osiągnięciami sportowymi, był on podobno również szpiegiem (polskim i
amerykańskim), takim quasi poprzednikiem pułkownika Kuklińskiego. Teraz
zapewne wszyscy się domyślą o kogo chodzi.
To była niezwykła walka. Niezapomniana i jedna z największych w całej
historii polskiego boksu. Dziś już co prawda nieco zapomniana, ale
wówczas nie tylko rozpalała emocje kibiców, lecz (co ważniejsze), dawała
nadzieję milionom Polaków, zamkniętych w nowym "czerwonym" więzieniu,
upokarzanych i opluwanych. Walki tej słuchali w Polsce dosłownie
wszyscy, nawet w jednostkach wojskowych tak układano zajęcia, by
żołnierze mogli wysłuchać transmisji z turnieju przez megafony. A co to
była za walka i kiedy się odbyła? Odbyła się w maju 1953r. w ramach X Mistrzostw Europy w Boksie. W konkursie startowało 19
państw, które reprezentowało 119 pięściarzy. Warszawska Hala Gwardii,
była uroczyście przystrojona flagami wszystkich państw, biorących udział w
mistrzostwach. Na widowni tłumy (ci którym nie udało się zdobyć biletów,
kombinowali na inne sposoby, jak obejrzeć walki na żywo).
17 maja 1953r. turniej został otwarty i pod wielką błękitną flagą z
wizerunkiem białego gołąbka pokoju, przedefilowały narodowe poczty
sztandarowe poszczególnych krajów, wśród burzy oklasków zgromadzonych w
Hali Gwardii Warszawiaków. Wreszcie ktoś krzyknął: "Idą, idą nasi".
Polską flagę niósł na czele naszej reprezentacji - Leszek Piórkowski, a
obok niego szli Leszek Drogosz (który dorabiał sobie grą na akordeonie
na przyjęciach weselnych) i Bogdan Węgrzyniak. Prócz nich była cała
plejada młodych i bitnych chłopaków - Henryk Kukier (zwany "maszynką do ciosów"),
Zenon Stefaniuk, Józef Kruża, Aleksy Antkiewicz (były piłkarz, zdobywca
pierwszego powojennego medalu olimpijskiego dla Polski w 1948r.,
Zygmunt Chychła (Kaszub przymusowo w czasie wojny wcielony do
Wehrmachtu, zdobywca pierwszego powojennego złotego medalu olimpijskiego
dla Polski w 1952r.), Zbigniew Pietrzykowski, Tadeusz Grzelak i Bogdan
Węgrzyniak.
Same mistrzostwa były ekscytujące i pochłaniały emocje wielu kibiców,
ale najbardziej pasjonujące były walki finałowe, które rozpoczęły
się 24 maja, od walki Kukiera z Czechem Frantiskiem Majdlochem. Majdloch
był znany ze swej agresywności i bojowości (nazywany był "karabinem
maszynowym"), dlatego przed walką prowadzący naszą reprezentację trener
Feliks Stamm (przedwojenny pięściarz, do historii jednak przeszedł
gównie jako trener i wychowanek kilku pokoleń znakomitych polskich
bokserów. Jego taktyki przeszły do legendy i gdy tylko mówiło się że dany
bokser jest ze szkoły Papy Stamma - budziło to respekt i szacunek wśród
największych bokserów świata).
Taktyka Papy Stamma na walkę z Majdlochem, polegała więc na
zintensyfikowaniu ataku. Innymi słowy na każdy cios Majdlocha, Kukier
miał odpowiadać dwoma równie silnymi. To poskutkowało, Majdloch padł na
deski. Już po tej pierwszej walce tłum zebrany w Hali Gwardii krzyczał: "Niech żyje Stamm",
gdyż wszyscy wiedzieli kto tak naprawdę jest autorem zwycięstwa
Kukiera. Następną walką było starcie Stefaniuka z reprezentantem Związku
Sowieckiego - Borysem Stiepanowem. W tym przypadku rady Stamma
brzmiały: "Trzymaj go na dystans i zaskakuj lewymi prostymi oraz kontruj prawym",
Stefaniuk był praworęczny, więc niespodziewane uderzenia lewą ręką,
mogły skutecznie zdezorientować Stiepanowa i sprawić by się odsłonił.
Tak też się stało - Stefaniuk zwyciężył na punkty. Widownia oszalała,
ludzie wzajemnie się obcałowywali i wznosili radosne okrzyki ku czci
zwycięzców (a głownie samego Stamma). Dopiero po tej walce, na ustach
Papy Stamma pojawił się lekki uśmiech.
Na ring właśnie wchodził inny "Rusek" - Aleksandr Zasuchin, z którym
miał się zmierzyć inny wychowanek Stamma - Józef Kruża. Zasuchin był
zdecydowanym faworytem tych mistrzostw, wszystkie poprzednie walki
zakończył nokautem. Lecz i na niego był sposób. Przed walką Stamm
powiedział do Kruży: "Zagramy sobie z nim w szachy. Wszyscy wiedzą że się pochylasz w ringu (...) Wiec przyjmiesz postawę obronną".
Nie były to jedyne rady Stamma - w tym przypadku chodziło o szybkość, o
wyprzedzanie ciosów przeciwnika (Zasuchin był co prawda bardzo
niebezpieczny w ataku, ale w obronie już nie radził sobie tak dobrze) i
to właśnie był klucz do zwycięstwa - szybkie, zmasowane ciosy na klatę,
których nie potrafił zatrzymać Rosjanin. I znów zwycięstwo - trzeci już
raz Polak zdobył złoty medal. Po walce publiczność oddała hołd niedawno
zmarłemu synkowi Józefa Kruży (dla którego ten tak bardzo pragnął wygrać
tę walkę), minutą ciszy.
Kolejna walka to starcie Leszka Drogosza i Irlandczyka Terence
Milligana. W tym przypadku rady Stamma nie były potrzebne - "Czarodziej
ringu", jak nazywano Drogosza, był tak szybki, że niewielu przeciwnikom
udawało się go skutecznie trafić - ta sztuka nie powiodła się również
Milliganowi, który przegrał na punkty. Czwarte złoto dla Polski -
widownia skakała z zachwytu, ale oto na ring wchodził słynny Siergiej
Szczerbakow. Duma i nadzieja radzieckiego boksu. Przeciw niemu
występował Zygmunt Chychła. Ci panowie już się poznali, rok wcześniej na
Igrzyskach Olimpijskich w Helsinkach, w czasie których Chychla
znokautował Szczerbakowa i zdobył złoty medal olimpijski. Teraz ten
pragnął się "odwdzięczyć" i posłać Polaka czym prędzej na deski. Walka
była ciężka, lecz ani Szczerbakow, ani Chychła nie potrafili zwyciężyć
przez nokaut. Wreszcie na sali rozległy się okrzyki: "Bij Ruska".
Być może właśnie dzięki wsparciu publiczności poważnie chory Chychła
(miał już wówczas zaczątki gruźlicy), umiejętnie manewrował na ringu i
unikał silnych ciosów Rosjanina. Lecz po walce nie było jasności co do
jej wyniku, nawet sama publiczność nie była pewna czy Chychła zwyciężył.
Gdy jednak podliczono punkty okazało się że zwycięzcą jest właśnie
Polak. Piąty złoty medal dla Polski - publiczność wstała ze swych miejsc
i odśpiewała wszystkim polskim zawodnikom gromkie: "Sto lat".
To był co prawda ostatni, piąty złoty medal dla Polski, ale nie
ostatni w ogóle. Srebro zdobył jeszcze Tadeusz Grzelak (z Niemcem z NRD -
Ulrichem Nitzschke), oraz Bogdan Węgrzyniak w walce z Algirdasem
Socikasem (Litwinem walczącym oczywiście w barwach ZSRS). A brąz zdobyli
Aleksy Antkiewicz i Zbigniew Pietrzykowski. Papa Stamm, po walkach
zapisał w swych "Pamiętnikach": "To był najszczęśliwszy dzień w moim życiu".
Ale w "polskiej" prasie nazajutrz okazało się że Polacy wcale mistrzami
nie są, ku powszechnemu zdumieniu i złości milionów kibiców w Polsce.
Nagłówki "polskich" gazet krzyczały: "Bokserzy radzieccy mistrzami Europy", lub: "Zwycięstwo radzieckiej szkoły boksu".
Za najlepszego zawodnika mistrzostw wybrano reprezentanta Związku
Sowieckiego - Władimira Jengibariana (ponoć jak się po latach okazało na
polecenie "polskich" władz państwowych).
Wówczas już chyba nikt w Polsce nie mógł mieć wątpliwości czym
byliśmy: półkolonią Związku Sowieckiego, a traktowani byliśmy jak
kolejna republika ZSRS. Te zwycięstwa naszych chłopaków, były niczym
balsam na zbolałe polskie serca, upadlane i zakłamywane wylewającą się
zewsząd niby polską, a jednak całkowicie niepolską propagandą wrogiego
państwa o zbrodniczej ideologii.
NIE MOGĘ SIĘ OPRZEĆ JESZCZE JEDNEJ
PRYWATNEJ REFLEKSJI:
Jak tak patrzę na twarz Sylwestra Stallone, to widzę mego zmarłego ojca (też Sylwestra)