Mali chłopcy zawsze chcą być żołnierzami,Indianami,
policjantami, strażakami albo prezydentami - rosną, starzeją się, bywają żołnierzami, Indianami, strażakami, policjantami, prezydentami. Miewają już swoje komże, psy i okręty - a jednak tak naprawdę chcą jedynie być kimś innym i zadręczają się tym do śmierci.
Nieszczęśliwy kto nie jest takim małym chłopcem, dorosłym małym chłopcem, który gdzieś w zakamarku duszy hołubi wielkie marzenie, tęsknotę za czymś innym, odległym, lepszym...
Zgodnie z wcześniejszą zapowiedzią iż gdy tylko ukaże się anglojęzyczna wersja filmu Wojciecha Sumlińskiego pt.: "Powrót do Jedwabnego", to umieszczę na blogu link do niego i tak właśnie czynię. Film można zarówno obejrzeć na stronie sumlinski.pl jak i na cda.pl
"INNYM SPOSOBEM USYPIANIA SPOŁECZEŃSTWA JEST TELEWIZJA. PISYWAŁEM ŹLE O MACIEJU SZCZEPAŃSKIM, JEJ DYREKTORZE, A TERAZ POWIEDZIEĆ JEDNAK MUSZĘ, ŻE TO W SWOIM RODZAJU WIELKI MENEDŻER. DAJE MNÓSTWO AMERYKAŃSKICH FILMÓW, CORAZ LEPSZE PROGRAMY ROZRYWKOWE I SPORTOWE, I OTO CAŁA POLSKA SIEDZI BEZ PRZERWY PRZED TELEWIZOREM (...) I NIE MYŚLI, TYLKO CHŁONIE TĘ OPIUMOWĄ STRAWĘ. AMERYKA - OPIUM DLA LUDU, TO DOBRE HASŁO - TEN SPRYCIARZ WIE DOBRZE, ŻE JAKBY POKAZYWAŁ ROSJĘ, TOBY LUDZI SZLAG TRAFIŁ. I TAK POLSKA ŚPI - A ONI RZĄDZĄ"
STEFAN "KISIEL" KISIELEWSKI O MACIEJU SZCZEPAŃSKIM I JEGO EPOCE
1977 r.
Ostatnio nieco zastanawiałem się nad przykładami i rodzajami propagandy we współczesnych mediach i tego, jak wciąż łatwo ogłupiać setki milionów ludzi na świecie, serwując im odpowiednio przygotowany i spreparowany przekaz. Co prawda sieć internetowa nieco tę zależność ogranicza (chwała ci internecie 😜), ale przecież istnieją już całkiem skuteczne próby cenzurowania treści pojawiającej się również tam. Ostatnio nawet George Soros stwierdził że należy odebrać Facebook'a Zuckerbergowi oraz zwolnić Sheryl Sandberg (dyrektor ds. operacyjnych), ponieważ bardziej zależy im na pieniądzach, a nie na określonej (wiadomo jakiej) ideologii. Oczywiście Facebook wcale nie jest w pełni wolnym i bezpiecznym dla wolności słowa medium, lecz w porównaniu np. z Google czy choćby serwisem YouTube - radzi sobie w tej materii i tak całkiem nieźle. Nie ulega wątpliwości jednak że Soros i Zuckerberg za sobą nie przepadają i stąd zapewne te ataki (poza tym Soros oskarża szefa Facebook'a o wspieranie Donalda Trumpa - co jest absurdem - a miało to wyglądać w taki sposób, że Zuckerberg umożliwił zwycięstwo tego prezydenta w wyborach w 2016 r., nie cenzurując treści wychodzących od jego zwolenników. Ciekawe prawda?). Poza tym jakiś czas temu Mark Zuckerberg stwierdził że: "prywatne firmy nie powinny podejmować samodzielnie decyzji w sprawach, które dotyczą "podstawowych wartości demokratycznych" - a tłumacząc te słowa na zrozumiały język, oznacza to iż globalne firmy i korporacje nie powinny tak mocno angażować się we wszelkie współczesne lewicowe (lewackie) wynurzenia, takie jak choćby: ekologizm, aborcja, eutanazja, promocja lgbt, gender i feminizmu, walka z rodziną i oczywiście wszelka walka z cywilizacją białego człowieka (jeśli nie wierzycie jak bardzo biali ludzie na Zachodzie są dzisiaj dyskryminowani, to wpiszcie sobie w wyszukiwarkę Google słowa: "White American Family" lub "White Man" lub choćby "White Mother with Children" i zobaczycie ile tam się wyświetli białych ludzi. Ale o tym się nie mówi, tutaj rasizmu nie ma wcale prawda? A tak już na marginesie - mam takie wrażenie, że w mediach coraz częściej i coraz bardziej natarczywie preferowane są - związki czarnego mężczyzny z białą kobietą? I to jest wciskane na siłę, pomimo faktu że w prawdziwym świecie takie związki są jednymi z najrzadziej spotykanych (biorąc pod uwagę statystyki), zaś najczęstszymi ze związków mieszanych w USA są obecnie takie, w których występuje: biały mężczyzna i Azjatka). Oczywiście wcale nie twierdzę że Facebook również nie wspiera neomarksizmu antykulturowego i walki z cywilizacją białego człowieka, mówię tylko że nie chce tego robić na siłę, tak jak oczekuje tego od Zuckerberga Soros (i zapewne inni stojący za nim "architekci" NWO).
Tak więc, zastanawiając się nad przykładami współczesnej cenzury, postanowiłem wrócić do czasów tworzenia w Polsce (za pomocą bagnetów Armii Czerwonej) systemu komunistycznego (który tak naprawdę jeszcze nie był komunizmem sensu stricte. To był raczej ustrój socjalistyczny, czy też posiadający socjalistyczną treść i komunistyczną nadbudowę, choć do komunizmu marksistowskiego, lub nawet takiego jaki istniał w Związku Sowieckim - jeszcze sporo mu brakowało). Chciałbym więc prześledzić tworzenie się aparatu propagandowego Polski Ludowej, a ponieważ ostatnio czytałem biografię Macieja Szczepańskiego, czyli osławionego "Krwawego Maćka z Woronicza" - jak go powszechnie nazywano w środowisku medialnym - postanowiem się tym konkretnie zająć i prześledzić stopień propagandyzacji telewizji w poszczególnych epokach istnienia Polski Ludowej. Co się zaś tyczy Szczepańskiego, to rozpoczął on szefowanie "Radiokomitetu" (czyli Komitetu do spraw Radia i Telewizji - jaki istniał w czasie Polski Ludowej) w październiku 1972 r. i pozostawał na tym stanowisku do sierpnia 1980 r. Nie na darmo nosił przydomek "krwawego", gdyż w sposób brutalny zwalniał ludzi z pracy za najmniejsze przewinienia (jak choćby opowiedziany przypadkiem żart polityczny, niepoprawne politycznie słowo lub tylko za pokazanie się prezenterki na wizji z krzyżykiem na szyi - swoją drogą dziś jest to już europejska norma - i niech mi ktoś powie że dzisiejsza Europa i USA nie idą w stronę antykulturowego marksizmu). Zainstalował także (zgodnie ze starą, leninowską zasadą - w imię której zaufanie owszem, ale kontrola przede wszystkim) dodatkowe kamery w studiach, tak aby miał osobisty podgląd i podsłuch co prywatnie (przed wejściem na wizję) mówią jego pracownicy, o kim plotkują i jakich słów używają. Przekonała się o tym Barbara Borys-Damięcka, która została pewnego razu wezwana do gabinetu Szczepańskiego. Jak potem opisywała: "przechodzę przez telewizyjny dziedziniec do wysokiego budynku, w którym urzędował. Szczepański siedzi przy biurku. Przed nim kieliszek z koniakiem i... ściana monitorów. Przy moim Studiu 1 jest włączony dźwięk, słyszę dalsze rozmowy związane z ustawianiem światła. Zrozumiałam, że w gabinecie ma podgląd do wszystkich studiów. Nie mieliśmy o tym pojęcia". Ostatni sekretarz Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej - Mieczysław Rakowski (a wówczas redaktor naczelny "Polityki") pisał o nim: "To parszywe bydle! (...) Szczepański jest jednym z klasycznych typów, którzy mają w dupie jakąkolwiek ideologię. Ich ideologią jest forsa, stanowiska, baby, samochód, słowem - pełnia życia".
Mimo to należy przyznać, że "Krwawy Maciek" miał spore zasługi na polu wzbogacenia programów telewizyjnych o nowe treści (w stare zaś, jeśli były dobre i nikt niczego niewłaściwego się nie dopuścił - osobiście nie ingerował), przyciągnął też przed ekrany sporą widownię swoimi nowatorskimi i pełnymi ciekawostek programami (głównie kulturalnymi i sportowymi, gdyż w Polsce wówczas nie istniała normalna debata polityczna, i była tylko jedna opcja - być "ZA" władzą - innej opcji nie istniała). Scenarzysta Tadeusz Pikulski pisał po latach tak: "Nie ulega wątpliwości że lata rządów Szczepańskiego to rozkwit publicystyki kulturalnej kierowanej przez Janusza Rolickiego. Z perspektywy czasu widzimy - co należy stwierdzić ze smutkiem - że pełniła ona rolę substytutu. Nie było życia politycznego z prawdziwego zdarzenia, nie było ścierania się racji, wymiany poglądów o imponderabilia. Tak więc, gdy Kałużyński z Jackiewiczem pokłócili się w "Sam na sam" o "Noce i Dnie" Antczaka, to następnego dnia dyskutowała o tym cała Polska". Pojawiło się wiele nowych programów jak: "Kabaret Olgi Lipińskiej", "Pegaz", "Oto leci kabarecik", do tego dochodziły sukcesy polskich piłkarzy i siatkarzy, oraz ładnie skrojony na miarę garnitur pierwszego sekretarza Partii - Edwarda Gierka. Przede wszystkim zaś Szczepański wyświetlał sporo amerykańskich filmów i seriali, takich jak choćby: "Święty" (z Simonem Templarem), "Muppet Show", "Planeta Małp", "Rio Bravo", "Bonanza" i inne. Wraz z dopuszczeniem na rynek Coca-Coli (w 1972 r.), papierosów Marlboro (1973 r. - choć wcześniej były one sprzedawane w specjalnych sklepach: Pewexu i Baltony - ale tam towar można było dostać jedynie za dewizy). Była to taka namiastka Wolnego Świata za Żelazną Kurtyną i próba stworzenia kapitalistycznego ersatzu w państwie socjalistycznym o niewydolnej, centralnie sterowanej gospodarce. Mimo to, lata 70-te są w Polsce wspominane z rozrzewnieniem, gdyż realnie poprawiła się wówczas stopa życiowa całego społeczeństwa. Ludzie wyjeżdżali na wczasy, wiele rodzin dorobiło się swojego pierwszego "malucha" (czyli Fiata 126p). W ogóle za Gierka, w porównaniu do wcześniejszej epoki Gomółki, żyło się ludziom znacznie lepiej. Lecz wraz z upadkiem Edwarda Gierka i nastaniem czasów Jaruzelskiego, nastały siermiężne lata 80-te, które rozpoczęły się co prawda wybuchem wielkiej nadziei na realne zmiany wraz z powstaniem "Solidarności" i legalizacją przez władze tego pierwszego w bloku socjalistycznym - Niezależnego, Samorządnego Związku Zawodowego. Ale potem przyszedł 13 grudnia 1981 r. i Stan Wojenny - który wszystko zniszczył, jednocześnie grzebiąc szanse oraz marzenia milionów Polaków na odrodzenie Niepodległości i nastanie lepszego życia. Dlatego też lata 80-te zwykło się nazywać: "Straconą Dekadą", gdyż na pierwsze zmiany (choć były to zmiany czysto kosmetyczne, polegające na transformacji niewydolnego ustroju socjalistycznego w totalnie dziki kapitalizm lat 90-tch, z zachowaniem u władzy - szczególnie nad gospodarką, policją i wojskiem dawnej komunistycznej ekipy), trzeba było poczekać do 1989 r.
W tym temacie pragnę więc zająć się istotą propagandy komunistycznej w Polsce, jej tworzeniem, korzeniami i oczywiście ludźmi którzy się tym wszystkim zajmowali. Maciej Szczepański stworzył w Polsce "najnowocześniejszą telewizję w całym obozie socjalistycznym" - jak pisał Stefan Szlachtycz, a jak wyglądały jej początki? Aby jednak o tym opowiedzieć, należy cofnąć się do samych początków telewizji w Polsce, czyli do lat 30-tych XX wieku.
TELEWIZJA WOLNEJ POLSKI
(1938-1939)
Realne, kompleksowe i systematyczne prace nad uruchomieniem w Polsce telewizji, rozpoczęto w 1935 r. w Państwowym Instytucie Telekomunikacyjnym w Warszawie (w późniejszym budynku Hotelu "Warszawa"). Działem Telewizji kierował inżynier Lesław Kędzierski, a prace zainicjował profesor Janusz Groszkowski. Podobne prace (choć nakierowane bezpośrednio na skonstruowanie odbiornika telewizyjnego) trwały w Biurze Studiów przy Polskim Radiu. Pierwsze próby (o których pisała prasa w 1936 r.) musiały być odpowiednio charakteryzowane i można było nagrywać jedynie osoby ubrane w kolory jasne (białe) oraz ciemne (czarne), nie było zaś możliwości pokazać strojów kolorowych. Tak o tym pisała "Antena" w 1936 r.: "W telewizji wykonawca musi być ucharakteryzowany w najsilniejszych kontrastach czarno-białych. Zarost będzie czerniony, twarz silnie pudrowana, wargi czarne. O żadnych strojach kolorowych nie może być mowy, suknia musi być śnieżnobiała, przybrana co najwyżej czarnymi aksamitkami. Panowie całkowicie na czarno przy białych gorsach". Pierwszy publiczny przekaz telewizyjny w Polsce, uruchomiono 5 października 1938 r. emisją filmu historycznego: "Barbara Radziwiłłówna". Można go było oglądać przez zaledwie kilkanaście odbiorników telewizyjnych, z czego aż cztery znajdowały się kolejno w: Państwowym Instytucie Telekomunikacyjnym, Polskim Radiu, Urzędzie Telekomunikacyjnym i w gmachu YMCA przy ulicy Konopnickiej, pozostałe odbiorniki rozdano mieszkańcom Warszawy do celów badawczych. Wyświetlany obraz był jednak wielce zniechęcający (najlepiej wypadały zbliżenia twarzy i obiektów, ale już dalsze plenery często się rozmazywały), ponieważ jego jakość rozkładała się na zaledwie 120 linii (emisji sygnału). Jednak już w kilka miesięcy później (1939 r.) opracowano telewizję elektronową w systemie 343 linii, co spowodowało że obraz uległ znacznej poprawie.
W tym samym czasie regularne emisje sygnału telewizyjnego (jeszcze bardzo nieliczne ze względu na niewielką ilość odbiorników telewizyjnych) wprowadzono jedynie w kilku krajach Europy i Świata, takich jak Wielka Brytania (był to pierwszy kraj w którym zaczęto regularnie nadawać program telewizyjny: 2 listopada 1936 r., pasmo: 405 linii), Niemcy (1937 r., pasmo 455 linii, do 1936 r. w nieregularnych transmisjach było to pasmo 180 linii), Francja (1937 r., pasmo 455 linii), Związek Sowiecki (1939 r., pasmo 343 linii) i Stany Zjednoczone (1939 r., pasmo 343 linii). W Polsce w 1939 r. emitowano program telewizyjny nieregularnie (głównie filmy historyczne, obyczajowe i obrady Sejmu), a regularną transmisję zaplanowano na połowę 1940 r. (zamierzano w tym celu wykorzystać również kamerę telewizyjną polskiej konstrukcji). Planowano też przeprowadzić transmisję z wielu wydarzeń rocznicowych, takich jak choćby otwarcie na Placu Piłsudskiego monumentalnego Łuku Triumfalnego w sierpniu 1940 r., autorstwa Ivana Mestrovica, będącego wyrazem hołdu dla postaci Marszałka Piłsudskiego i zwycięstwa nad bolszewikami z roku 1920. Niestety, wybuch II Wojny Światowej we wrześniu 1939 r. uniemożliwił te plany i wstrzymał na kilkanaście lat prace nad rozwojem polskiej telewizji.
PROPAGANDA POLSKI STALINOWSKIEJ
(1951-1956)
W systemie komunistycznym telewizja początkowo była uważana jedynie za dodatek do oficjalnej propagandy, ukazującej się w prasie, radiu, kinie i kronikach filmowych. W ustroju, który organizował ludziom zarówno czas pracy jak i czas wolny (np. marsze "ku czci", zabawy ludowe etc.), telewizja była postrzegana raczej niechętnie, jako rodzaj wyrwania pojedynczego człowieka z kolektywnej zbiorowości. Jednak już przecież sam Lenin twierdził że: "Kino to najważniejsza ze sztuk", więc ostatecznie podjęto prace nad uruchomieniem pierwszego polskiego stałego sygnału telewizyjnego. Oczywiście (jakże by inaczej) za wzór stawiano sobie Związek Sowiecki, nazywając go prekursorem sztuki filmowej, który (we wszelkich możliwych dziedzinach) z łatwością bije "na łeb na szyję" stary, upadający świat kapitalistyczny. W tym okresie (1944-1956) Polska była całkowicie zależna od Związku Sowieckiego, a wojska sowieckie (stacjonujące w Polsce) nie miały nawet prawnie określonego statusu). W ówczesnym "Wojsku Polskim" najwyższe stopnie oficerskie pełnili naturalizowani (na zasadzie: "Od dziś Griszka ty jest Paliak, panimaju?") Rosjanie, którzy nagle - przebrani w polskie mundury - stawali się Polakami (mówiono na nich POP-y, czyli "Pełniący Obowiązki Polaków"). Obowiązywał oficjalny kult Stalina i wychwalanie we wszystkim "Wiekopomnych Sukcesów Ojczyzny Proletariatu". Ja sam na marginesie przyznać się muszę - lubię oglądać filmy z tego okresu, może właśnie dlatego że zawierają w sobie tak potężną dawkę prosowieckiej i prorosyjskiej propagandy (takie to moje zboczenie), szczególnie zaś takie filmy jak: "Pod Gwiazdą Frygijską", "Żołnierz Zwycięstwa", czy "Domek z kart" (poza tym "Pokolenie" i "Piątka z ulicy Barskiej"). Są to bardzo ciekawe przykłady, ukazujące nie tylko realną propagandę tamtych czasów, ale również poziom podległości Polski pod tą "czerwoną zarazą" ze Wschodu.
Pierwszy publiczny pokaz aparatury i sygnału telewizyjnego w Polsce Ludowej, miał miejsce 15 grudnia 1951 r. w siedzibie Związku Nauczycielstwa Polskiego przy ulicy Smulikowskiego 6/8 w Warszawie, zaś hasłem tej wystawy było: "Radio w walce o pokój i postęp" (w systemie komunistycznym hasła "walki o pokój" oznaczały nic innego jak tylko zbrojenie się ponad wszelką miarę). Emisja została otwarta dla publiczności (wejściówki były drukowane w "Ekspresie Wieczornym"), lecz chętnych było i tak znacznie więcej jak biletów nieuprawniających do wejścia do studia. Łącznie (w ciągu miesiąca) wystawę obejrzało prawie 100 tys. ludzi. Zamontowano dwa komplety aparatury studyjnej, jeden o paśmie 441 linii, a drugi o paśmie 625 linii. Zwyciężył oczywiście ten drugi, gdyż emitowany przezeń obraz był znacznie dokładniejszy. Propagandą wówczas zajmował się komunistyczny aparatczyk (i zbrodniarz, odpowiedzialny za mordy polityczne Żołnierzy Wyklętych i wszelkich innych przeciwników władzy komunistycznej) - Jakub Berman, który jednak nie wierzył w skuteczną możliwość oddziaływania telewizji na społeczeństwo (i trudno się temu dziwić, telewizory były wówczas rzadkością i otrzymywali je w pierwszej kolejności towarzysze partyjni z najwyższych stanowisk, dlatego też jakikolwiek przekaz telewizyjny nie mógł być w tych warunkach skuteczny). Kolejna emisja sygnału telewizyjnego nastąpiła dopiero 25 października 1952 r. - czyli prawie rok po pierwszej - "eksperymentalnej" audycji - w przeddzień wyborów do tzw.: "Sejmu Ustawodawczego" (wybory w systemie komunistycznym też były kpiną, bowiem nie głosowało się tradycyjnie, stawiając krzyżyk na określonym kandydacie, a otrzymywało się już gotową listę kandydatów do sejmu, której się nie skreślało. Było nawet takie hasło: "Głosuj, tylko bez skreśleń". Ale wybory były obowiązkowe, jak to w "ludowej demokracji"). Program był odbierany jedynie w kilkudziesięciu punktach Warszawy (wówczas też objawiła się pierwsza polska spikerka - Maria Krzyżanowska). Regularne, cotygodniowe (zawsze w piątki o godz. 17:00, trwające od pół godziny do godziny) emisje programów, rozpoczęto dopiero 23 stycznia 1953 r. ze studia telewizyjnego na Pradze w Warszawie. Powołano wówczas również (2 stycznia) "Komitet do Spraw Radiofonii "Polskie Radio", a na jego czele stanął przedwojenny dyrektor Rozgłośni Polskiego Radia we Lwowie - Juliusz Petry (1 kwietnia 1953 r. zastąpiony przez Eugenię Brunową). I tak oto - jak wspominał - Tadeusz Pszczołowski: "mijały tygodnie od piątku do piątku. Bez żadnego planu perspektywicznego, bez efektywnej pomocy ze strony radia i filmu".
Praca w ówczesnej telewizji nie należała do lekkich. Niewielu było w stanie bowiem wytrzymać wysoką temperaturę panującą w studiu (50 stopni Celsjusza), której nie wytrzymywała także aparatura techniczna i szybko się przegrzewała. Nie było zaplecza scenograficznego, nie było też oczywiście żadnej wentylacji. Te wszystkie trudności spowodowały, że w lecie 1953 r. przerwano emisję programów - wysyłając pracowników na urlopy wypoczynkowe (swoją drogą przypomniała mi się opowieść pewnego reżysera, który opowiadał kiedyś - co właśnie utkwiło mi w pamięci - jak do Polski na przełomie lat 50-tych i 60-tych przyjechała specjalna ekipa filmowa z Hollywood, która była bardzo ciekawa, w jaki sposób na polskich filmach opracowano tak realistyczne efekty specjalne, szczególnie interesowała ich tematyka wysadzania mostów i wybuchów. Był to bowiem jeszcze czas, gdy takie efekty specjalne należały do rzadkości i raczej były improwizowane. Tak więc oni przyjechali, zadziwieni jak to się udało polskim filmowcom przeprowadzić takie efekty wybuchów mostów, że wyglądały niezwykle autentycznie. Zaproszono ich na kawę i powiedziano po prostu: "pod most podkładamy dynamit i bum", zdziwieni tym, szybko wyjechali 😎. Taka mała anegdota z czasów początków telewizyjnych efektów specjalnych). Dopiero w roku 1954 uruchomiono nowoczesne (jak na tamte czasy) studio telewizyjne na 16 piętrze Hotelu "Warszawa" przy placu Wareckim (dziś: Plac Powstańców Warszawy), w tym samym budynku, w którym nad uruchomieniem telewizji pracowano przed wybuchem wojny, zaś kierownikiem artystycznym został Jan Marcin Szencer. Warunki znacznie się poprawiły, ale praca prezenterów telewizyjnych i artystów pozostawała dość ciężka, choć nie brakowało też sytuacji iście komicznych (jak choćby wtedy, gdy do Polski przyjechał francuski reżyser Rene Clair, który miał na wizji wyrecytować swoją rolę. Problem polegał jednak na tym, że nie pamiętał on tekstu, więc kamerowano go jedynie od pasa w górę, a u jego stóp siedziała młoda dziewczyna z tekstem w ręku i podpowiadała mu co ma mówić. Co ciekawe, gdy Clary poruszał się po studiu, ona musiała pełzać przy jego nogach, jednocześnie uważając by jej głowa nie pojawiła się w kadrze na wysokości jego pasa 😋). Takie to były trudne początki polskiej telewizji w dobie realnego socjalizmu, choć należy dodać że jeszcze w tym okresie telewizja była stosunkowo wolna od topornej propagandy komunistycznej, gdyż ograniczano w niej programy polityczne do zaledwie kilku relacji z obrad ówczesnego "ludowego" sejmu, natomiast dominowała publicystyka kulturalna i rozrywka. Ten okres względnej "małej wolności" telewizji i tzw.: "czasów złotej rączki" (jak nazywano ówczesne niedobory i improwizacje) zakończył się w roku 1963, gdy Partia przejęła pełną kontrolę nad treścią programów telewizyjnych. Ale spokojnie, nie wyprzedzajmy faktów...
Propaganda wizualna na scenie i na ekranie ma też wielkie znaczenie w życiu politycznym. Podczas rewolucji rosyjskiej, a także na frontach dwóch wojen, w Rosji wielkim powodzeniem cieszyły się teatry objazdowe, najwybitniejsi artyści służyli w tej formie, sprawie podnoszenia ducha walczących. Propaganda filmowa jest szczególnie charakterystyczna właśnie dla tego kraju, gdzie filmy, doskonale wyreżyserowane i grane przez najlepszych aktorów, są niemal bez wyjątku tendencyjne, to znaczy niosą przesłanie propagandowe po to, żeby ułatwiać realizację zadań stawianych w samej Rosji (bądź dawniej w Związku Sowieckim).
Zanim zajmiemy się nowoczesną propagandą polityczną jako taką, warto powiedzieć kilka słów o działalności ściśle z nią związanej, a mianowicie o zawodzie dziennikarza. Dziennikarz jest również "inżynierem dusz"; powinien doskonale znać instrument, na którym gra - całą klawiaturę ludzkich popędów i instynktów, ich otchłani i sublimacji, powinien umieć świadomie wywołać wśród mas pożądane odruchy warunkowe, hamować jedne, wyzwalać inne, tworzyć nowe, prowokować działania. Dla osiągnięcia tych celów dysponuje on potężnym narzędziem - prasą (chociaż prasa rozporządza dziś niezwykłymi i znacznie skuteczniejszymi niż kiedyś możliwościami technicznymi, stwierdzić trzeba, że jej wpływ maleje. Podczas Rewolucji Francuskiej odegrała ona bardzo wielką rolę jako organ propagandy politycznej, w wieku XIX i na początku naszego stulecia osiągnęła swe apogeum, ale od zakończenia pierwszej wojny światowej - z powodu stale rosnącej demokratyzacji polityki, stosowania jako broni propagandowej metod sugestywnych trafiających do każdego, a także ogromnego rozpowszechnienia radia (a w dzisiejszych czasach również telewizji i internetu) - rola prasy drukowanej schodzi na drugi plan). Wystarczy przypomnieć kryzys z września 1938 roku, czy
drugą wojnę światową, kiedy miliony ludzi tkwiły przy odbiornikach radiowych, które informowały ich oczywiście znacznie szybciej niż gazety. Inną przyczyną pewnego spadku wpływów prasy jest ogromna ilość tytułów, konkurencja między nimi, w widoczny sposób zbyt komercyjna oraz ich objętość - często 20 stron i więcej - utrudniająca szybkie zorientowanie się (czyli to. co dzisiejszy człowiek ceni najbardziej). Niemniej jednak rola jaką odgrywa prasa jest nadal na tyle poważna, że należy o niej wspomnieć, mówiąc o środkach propagandy politycznej.
Chociaż pismo polityczne z reguły odwołuje się do rozumowania, ponieważ dostarcza czytelnikowi informacje na temat interesujących go wydarzeń lub komentarze rzucające światło na całość mniej lub bardziej związanych ze sobą wydarzeń politycznych, to jednak ma ono możliwość (i z reguły z niej korzysta) odwoływania się do emocji czytelnika. Osiąga to za pomocą innej, bardziej tendencyjnej informacji, wywołującej u czytelnika pożądany stan emocjonalny, albo też używając takich a nie innych słów, czy też stylistyki, potrąca określone struny ludzkiej duszy, wyzwalając odruchy warunkowe, które chce wykorzystać do osiągnięcia własnych celów lub celów grupy społecznej, której jest organem. Pismo może też wywoływać określone stany emocjonalne wśród czytelników odpowiednio łamiąc publikowane materiały i opatrując je tytułami w formie sloganów czy symboli. W dzisiejszych czasach, kiedy ludziom tak się spieszy, że nie mają nawet czasu dokładnie przeczytać gazety, czytelnicy zadowalają się rzuceniem okiem na tytuły wiadomości i artykułów, a przede wszystkim na tytuły na pierwszej stronie, które w niewielu słowach kształtują określoną orientację, nastawienie, tendencję. Nie trzeba chyba dodawać, że pisma polityczne, zwłaszcza organy partyjne, wygrywają wojownicze instynkty. Okazję po temu stwarzają przede wszystkim polemiki z przeciwnikami politycznymi.Wspomniane tu możliwości działania mogą być pogłębione przez ilustracje przekazujące idee i uczucia z wyjątkową szybkością i szczególnie cenne jako środki wywołania pożądanych nastrojów. Racjonalna organizacja redakcji zmierza przede wszystkim do stworzenia archiwum informacji i ilustracji, sklasyfikowanych w takisposób, żeby można było szybko odnaleźć je i wykorzystać, co oczywiście zgodne jest z wymogami walki politycznej za pośrednictwem prasy.
Zanim omówimy kilka przykładów zaczerpniętych z historii politycznej ludzkości i stanowiących ilustrację tego co powiedzieliśmy, wydaje się nam celowe powiedzieć o samych zasadach nowoczesnej propagandy politycznej, zasadzającymi się na zdobyczach współczesnych nauk biologicznych. Analiza ta będzie przydatna do lepszego zrozumienia przykładów historycznych. Opiera się ona na następujących podstawowych faktach. Wielkie masowe ruchy cechujące naszą epokę i uzewnętrzniające się w czynności głosowania (wybory, plebiscyty) lub działaniach ulicznych (demonstracje, zamieszki rewolucyjne) nie są wynikiem świadomych przemyśleń jednostek składających się na masę, lecz skutkiem fizjologicznych procesów nerwowych, celowo wywoływanych przez bodźce zewnętrzne z arsenału propagandy, demagogii lub - jeszcze lepiej "psychologii". Dotyczy to zarówno "prawdziwych" demokracji, które - jak twierdzą kierują się tezami Deklaracji Praw Człowieka, jak i współczesnych dyktatur, które w rzeczywistości nie są prawdziwymi dyktaturami lecz dyktaturami o obliczu pseudodemokratycznym. Te ostatnie też cieszą się poparciem mas, ale w tym wypadku masy są zręcznie manipulowane i wprowadzane w błąd co do ich życiowych interesów - są gwałcone psychologicznie.
Współczesne teorie biologiczne, jak również doświadczenia i statystyki, szacują proporcję między mniej lub bardziej świadomymi i aktywnymi elementami danej zbiorowości a pozostałymi, czyli biernymi i podatnymi na sugestie emocjonalne. Tymczasem ze stwierdzenia tego wynika logicznie wniosek, że - z punktu widzenia propagandy - każdą z tych grup należy traktować inaczej. Pierwszych można i należy przekonywać, drugich - zglajchszaltować i podporządkować, uwzględniając specyfikę ich odbioru. A tę trzeba bardzo starannie przeanalizować. W środowiskach demokratycznych polityków występuje skłonność do bagatelizowania tego problemu, często się słyszy, że w propagandzie wystarczy trzymać się, zdrowego rozsądku. Nic biedniejszego i bardziej szkodliwego dla skuteczności walki politycznej niż takie stwierdzenie, propaganda polityczna jest prawdziwą dziedziną wiedzy, jedną z gałęzi stosowanej psychologii zbiorowej. Rzeczą podstawowej wagi w propagandzie racjonalnej jest plandziałania. Plan taki zawiera:
Dyferencjację grup jednostek, na które należy wpłynąć.
Ustalenie celów psychologicznych, jakie chce się osiągnąć wśród członków każdej z tych grup.
Powołanie organów realizujących działania zmierzające do osiągnięcia tych celów.
Wypracowanie przez te organy form działalności propagandowej.
Zaplanowanie działań w czasie i przestrzeni (opracowanie planu kampanii).
Koordynacja tych działań.
Kontrola przebiegu kampanii, m.in. przygotowania działań, ich wykonania i skutków.
Opracować należy i zaproponować system zasad, zgodnie z którymi należy konstruować kontrpropagandę. Oto one:
Rozpoznać tematy propagandy przeciwnika, wyodrębnić je, sklasyfikować według znaczenia i następnie pojedynczo zwalczać.
Atakować słabe punkty.
Jeśli propaganda przeciwnika jest potężna, nigdy nie atakować jej frontalnie.
Atakować przeciwnika i kompromitować go.
Wykazywać sprzeczność propagandy przeciwnika z faktami.
Ośmieszać przeciwnika.
Z powodu znaczenia, jakiego nabrała w naszych czasach propaganda emocjonalna, polityka stała się nieomal religią, ma ona swój ceremoniał i swój rytuał, swoje dogmaty i swoją wiarę, swoich wizjonerów i swoich fanatyków. Ten, kto chce prowadzić masową propagandę polityczną, powinien przede wszystkim wiedzieć jak to zrobić i potrafić rzeczywiście zgromadzić masy, wykorzystując - dzięki użyciu odpowiednich chwytów - wszystkie mechanizmy psychiczne, mogące oddziaływać na jednostki, z których te masy się składają.Mechanizmy te - to emocjonalne dążenia do ochrony interesów ekonomicznych, politycznych, społecznych i religijnych tych mas, pobudzone przez instynkt obrony ich egzystencji jako poszczególnych jednostek, a także jako grup i klas, do których one przynależą. Chcę to jeszcze raz podkreślić, gdyż jest oczywiste, że stan psychiczny mas, będący pochodną układu społecznego i właściwych im cech fizjologicznych, jest czynnikiem decydującym o skutecznej dominacji przywódcy nad tymi masami i że dominacja ta nie może być skuteczna sama w sobie, wyobcowana z czasu i miejsca.
Kiedy przywódca już zrealizuje to zadanie zgromadzenia jednostek (w tłum i masę), powinien rzucić w masy stanowcze hasła typu "słowa-trucizna" lub "słowa-wartości", czy wreszcie "słowa-świadectwa", są to właśnie spoiwa mające doprowadzić do stworzenia ze zgromadzonych mas zorganizowanych grup ożywionych tym samym duchem i gotowych do współpracy dla osiągnięcia celów, które łączą je z przywódcą. Pierwszym prawem propagandy jest wykorzystanie instynktu samozachowawczego jednostki. Aby wykorzystać ten czynnik w zachowaniu poszczególnych osobników, przywódca powinien zastosować następujący chwyt psychologiczny: winien on mianowicie zasugerować zagrożenie, a następnie ukazać wyjście z groźnej sytuacji, możliwość zapewnienia sobie bezpieczeństwa dzięki zasugerowanym przez niego działaniom. Zaaprobowanie przez masy - a także pojedyncze jednostki - nowych stanowisk i idei jest z reguły łatwiejsze, jeśli łączy się je z ideami, które są dobrze znane, opory psychologiczne wobec wszystkiego co nieznane i burzące dotychczasowy porządek rzeczy, łatwiej wówczas słabną. Każda racjonalna propaganda zasadza się na stosunkowo niewielkiej liczbie dobitnych i lapidarnych formuł, które należy energicznie wtłoczyć w psychikę mas, doprowadzonych uprzednio do stanu zwiększonej wrażliwości.
Walka polityczna nie ustaje nigdy i stąd propaganda nigdy nie może być bezczynna. Zrozumiał to doskonale Hitler. Nie ograniczał się do propagandy przedwyborczej, prowadził ją bezustannie, zgodnie z zasadą - nie pozostawiać czasu na samodzielne myślenie tym, do których była adresowana. Przeciwnicy Hitlera natomiast, ożywiali się tylko w pewnych momentach i nawet w okresie wyborów z radością witali świąteczne dni, żeby przerwać agitację i "odprężyć się" - było to ich ulubione powiedzenie. W rzeczywistości chodziło raczej o uniknięcie walki, w której czuli się nieswojo i pofolgowanie swym mieszczańskim przyzwyczajeniom. Widzieliśmy już, a jeszcze lepiej zobaczymy to dalej, że Hitler - plasując swą populistyczną propagandę na płaszczyźnie wojowniczych instynktów - odwoływał się do przemocy psychicznej, stosując przemoc fizyczną. Pisał o tym w Mein Kampf: "Zdecydowany bandyta ma zawsze możliwość uniemożliwienia uczciwemu człowiekowi działalności politycznej" i sam stosował tę zasadę w praktyce. W latach 1931 - 1932 członkowie oddziałów SA uniemożliwiali siłą swym przeciwnikom organizowanie zebrań w okręgach wiejskich. Kiedy już się raz wkroczy na tę drogę - dodawał Hitler - należy być konsekwentnym i nigdy nie oscylować między przemocą a pobłażliwością.
Inną zasadą propagandy hitlerowskiej i Mussoliniego było uciekanie się do przejaskrawiania. Goebbels na przykład, podawał, że oddziały szturmowe (SA) w Berlinie liczą 10 000 ludzi, podczas gdy w rzeczywistości było ich tylko 3 000. (Eugen) Hadamowsky, bliski współpracownik Goebbelsa, otwarcie zalecał ten proceder, mówiąc: "Należy pokazać swą siłę, a nawet więcej niż ma się jej naprawdę, propaganda za pomocą siły, jeśli jest właściwie skalkulowana, wywiera wielkie wrażenie i przynosi decydujące rezultaty, zwłaszcza na zewnątrz". Zresztą ta zasada przejaskrawiania nie jest wyłączną domeną propagandy hitlerowskiej (Rosja na przykład stosuje tę propagandę od co najmniej trzystu lat), dziś stosują ją często i inne partie.
Podkreślaliśmy już że propagandy nie powinno się prowadzić trzymając się ślepo jakiegoś schematu, lecz musi ona być zróżnicowana w zależności od środowiska, do którego się ją adresuje. W artykule zamieszczonym w piśmie "Deutsche Republik" w 1932 roku, Siegfried Höxter analizował problem propagandy na terenach wiejskich, i rozróżniał tam dwie strefy: jedną, przez którą przebiegają wielkie szlaki komunikacyjne - którą nazwał strefą mieszaną oraz drugą, gdzie chłopstwo stanowi bardziej jednorodną populację i gdzie idee Hitlera miały łatwiejszy dostęp. Co za tym idzie, był zdania, że metody agresywnej masowej propagandy opartej na pobudzaniu wojowniczych instynktów powinny być stosowane w pierwszej strefie. W drugiej natomiast, powinny one zostać zmodyfikowane i przystosowane do nastrojów i mentalności chłopstwa, to znaczy przybrać charakter szczegółowej, często indywidualnej propagandy, przypominającej metody stosowane przez komiwojażerów, czy agentów ubezpieczeniowych.
Wspomnieliśmy już, że racjonalna propaganda wymaga bardzo daleko idącej organizacji służb, które mają ją prowadzić. Pierwsza zasada polega na ścisłej kontroli wykonania i zasięgu posunięć propagandowych, nie ma nic ważniejszego niż ta sprawa, dziś zbyt często lekceważona. Tymczasem rzeczą niezbędną jest nieustanna kontrola uzyskiwanych efektów, ustalenie ich w sposób maksymalnie obiektywny, przedstawienie za pomocą możliwie dobitnych środków i wyciągnięcie z tego praktycznych wniosków na przyszłość. To samo dotyczy treści propagandy. W tym celu dokonana praca i uzyskane rezultaty powinny być kontrolowane przy użyciu nowoczesnych metod: mapy, plany schematyczne, tablice synoptyczne w typie "meteorologii politycznej". Racjonalna organizacja propagandy wymaga też centralizacji kierowania nią, a przede wszystkim służby informacji, prasy i tym podobnych, ponieważ propaganda, żeby przynieść oczekiwane rezultaty, powinna zasadzać się na całościowym widzeniu sytuacji.
Żeby prowadzić propagandę należy dysponować kadrami: ekipami specjalistów, agitatorów i tak dalej, kształcić je, organizować kursy propagandy. Hitler dobrze przyswoił sobie tę zasadę, formując cały korpus - SA - prawdziwych oddziałów szturmowych propagandy, to te właśnie oddziały doprowadziły go do władzy. Żeby jednak zmobilizować aktywistów-propagandzistów i rzucić ich do akcji we właściwym momencie trzeba dać im konkretne instrukcje i zapalić ich do czynu, to właśnie robi racjonalna propaganda za pomocą tak zwanych zebrań zapalających, organizowanych w celu zmobilizowania aktywu. Praktyka walki w Niemczech dowiodła, że jest to najlepszy sposób szybkiego organizowania kampanii politycznych.
I wreszcie, środki finansowe odgrywają naturalnie bardzo istotną rolę w propagandzie, ale wbrew szeroko rozpowszechnionemu przekonaniu, że nie można uprawiać skutecznej propagandy bez zmobilizowania bardzo znacznych zasobów pieniężnych, twierdzę, że jest w tym dużo przesady. Zdrowa zasada brzmi, że propaganda powinna wykarmić się sama. Zgromadzenie propagandowe prowadzi się według ściśle określonych zasad. Szaleństwo tłumu jest stanem rytmicznym, składającym się z okresów napięcia, po których następują momenty gwałtownego rozładowania. Przygotowanie pochodu czy wiecu powinno się odbywać z uwzględnieniem tego rytmu. Mówcy zaś winni wpleść w swe przemówienia przerywniki w postaci bon motów - zdań pełnych ironii, które rozładowują nagle napięcie słuchaczy i wywołują śmiech, co jest najlepszym sposobem zintegrowania tłumu, dając mu poczucie radosnej wspólnoty. Oto próbka instrukcji propagandowej tego typu, sporządzonej przez antynazistowski ruch Spiżowy Front pod znamiennym tytułem "Wzbudzanie entuzjazmu podczas wiecu":
"Jeśli rozporządza się urządzeniami nagłaśniającymi, zapewnić rozrywkę słuchaczom zbierającym się na wiec, grając przede wszystkim skoczne melodie ludowe. Podtrzymywać ożywienie i dynamizm audytorium tak, aby narastały one aż do końca wiecu. Od czasu do czasu nawiązywać dialog między mówcą lub prowadzącym a jego uczestnikami, zadając im pytania prowokujące zbiorowe odpowiedzi "tak", "nie", itp. Przeplatać wystąpienia chóralnym śpiewem (słuchacze powinni śpiewać zawsze na stojąco, nigdy na siedząco!). Przemówienia nigdy nie powinny przekraczać 30 minut. Uczestnicy powinni rozchodzić się po zakończeniu wiecu przy akompaniamencie bojowej pieśni. O ile to możliwe, zapewnić wykonanie podczas wiecu jakiegoś krótkiego dowcipnego skeczu, chóralną recytację lub występy chóru, albo też recytację wierszy pasujących do atmosfery wiecu. Symboliczny, żywy obraz albo rzucany na ekran obraz o dynamicznym i radosnym lub sarkastycznym charakterze, któremu towarzyszy podkład muzyczny, może być bardzo pożyteczny jako przerywnik odprężający nerwy. Zachęcać słuchaczy od czasu do czasu do "gimnastyki rewolucyjnej": chóralnego okrzyku-hasła Freiheit! (Wolność!) z jednoczesnym uniesieniem w górę pięści. Udekorować salę hasłami i symbolami na transparentach, sztandarami, zielenią, itp, rozmieścić w sali służbę porządkową składającą się młodych aktywistów w jednolitych strojach i z opaskami z emblematami na rękawie".
Czas zrozumieć, że mogą zachodzić sytuacje, w których masy - a ich głosy przesądzają w demokratycznym państwie o wszystkim - mogą ulec prawdziwemu zatruciu psychicznemu w najbardziej dosłownym, fizjologicznym sensie. Jeśli ktoś wyobraża sobie, że w takim wypadku wystarczy odwołać się do rozumu, próbować walczyć z tym zatruciem, z "gwałtem psychicznym", za pomocą propagandy perswazyjnej, to po tym co powiedzieliśmy wyżej, będzie chyba zmuszony przyznać, iż byłoby to niebezpieczne złudzenie. Jedynym sposobem, jeśli nie chce się ograniczyć swobody słowa, tak drogiej - i słusznie - prawdziwym demokratom, jest zabezpieczenie się przez wytworzenie odporności psychicznej za pomocą mechanizmów propagandowych, które powinny dbać o to, żeby każda próba pogwałcenia ducha zbiorowego przez praktyki psycho-fizjologiczne, będące środkami zatrucia umysłów, została udaremniona i napotkała natychmiastowy skuteczny odpór w dziedzinie ochrony psychicznej.
Praktyka propagandowa, jaką posługiwał się Hitler, zrodziła niechęć do propagandy, która ujawniła się zwłaszcza po drugiej wojnie światowej w środowiskach intelektualnych, zwłaszcza wśród "aktywnej" mniejszości, ale także wśród "niezdecydowanych". Ludzie są nieufni i każda propaganda jest przedstawiana jako kłamliwa, jako "ukryta trucizna, działalności której nie ma się odwagi nazwać po imieniu". Absencja wyborcza jest często spowodowana po prostu awersją do wszelkiej propagandy. I opinię taką rozciąga się także na informację, której - to prawda - jeśli jest tendencyjna, nie sposób czasem odróżnić od szkodliwej propagandy, prania mózgu. Jest to oczywiście podejście niesłuszne, bo wiarygodna informacja jest właśnie jedną z najskuteczniejszych broni przeciw gwałtowi psychicznemu i może nawet stanowić potężne siłę propagandy prowadzonej w dobrych zamiarach, a więc pożytecznej.
To prawda, że umiejętna propaganda stosuje często metody i chwyty, które wykryte czynią ją wyjątkowo odrażającą w oczach opinii publicznej. Wypuszcza ona na przykład "próbne balony", "kaczki dziennikarskie" w radiu (mediach elektronicznych) i prasie, rozpowszechnia wśród mas pogłoski, plotki a nawet fałszywe wiadomości, inspiruje zmowy milczenia, żeby zagłuszyć prawdę lub podejmuje dywersyjne kampanie. Nieufność wobec każdej propagandy, o czym mówiliśmy wyżej, jest nieuzasadniona, ponieważ "wiarygodna propaganda, to nic innego, jak wytłumaczenie i uzasadnienie pewnej polityki". Ma więc ona czysto informacyjny charakter.
PRZYKŁAD "PRÓBNEGO BALONU" PROPAGANDY ROSYJSKIEJ W WYKONANIU WŁADIMIRA PUTINA, KTÓRY STWIERDZIŁ NIEDAWNO ŻE TO NIE PAKT RIBBENTROP-MOŁOTOW z 23 SIERPNIA 1939 r. BYŁ POWODEM WYBUCHU II WOJNY ŚWIATOWEJ, TYLKO UKŁAD MONACHIJSKI z 29 WRZEŚNIA 1938 r. ZARZUCIŁ TEŻ POLSCE ŻE... TO MY ROZPĘTALIŚMY II WOJNĘ ŚWIATOWĄ, BO GDYBY NIE TA POLSKA, TO PRZECIEŻ MIŁUJĄCE POKÓJ I WPROWADZAJĄCE "POWSZECHNĄ SZCZĘŚLIWOŚĆ DLA LUDU MIAST I WSI" OWE DWA TOTALITARYZMY - ROSYJSKO-SOWIECKI I NIEMIECKO-NAZISTOWSKI, NIGDY BY DO WOJNY NIE DOPROWADZIŁY. TO JEST WŁAŚNIE PRZYKŁAD TAKIEGO PRÓBNEGO "BALONU PROPAGANDOWEGO". PONIŻEJ WIDEO WYJAŚNIAJĄCE W JĘZYKU ANGIELSKIM OWE KWESTIE
PS: W KOLEJNEJ CZĘŚCI PRZEJDĘ DO ROSYJSKIEJ PROPAGANDY Z CZASÓW ZWIĄZKU SOWIECKIEGO