Łączna liczba wyświetleń

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą KONSTYTUCJA 3 MAJA. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą KONSTYTUCJA 3 MAJA. Pokaż wszystkie posty

sobota, 6 maja 2023

GEN ZAPRZAŃSTWA I GEN WOLNOŚCI - Cz. II

  CZYLI O KONSTYTUCJI I NIE TYLKO


DOKOŃCZENIE CZĘŚCI PIERWSZEJ 






 Po przyjęciu Konstytucji Nihil Novi z 1505 r., już w roku następnym na polecenie nowego króla Zygmunta I Jagiellończyka (Aleksander bowiem zmarł w sierpniu 1506 r w Wilnie), kanclerz wielki koronny prymas Jan Łaski zrobił spis wszystkich istniejących dotąd unii polsko-litewskich, konstytucji sejmowych, przywilejów szlacheckich, praw miejskich, przywileju dla Żydów z 1264 r. oraz umów i traktatów międzynarodowych i zebrał to w jednym statucie, tak aby urzędnicy i historycy mieli szybszą i łatwiejszą możliwość zapoznania się z panującym prawem. Wydrukowanie Statutów Łaskiego w 1506 r. nie oznaczało jednak przyjęcia kodeksu praw, o co król znów toczył boje ze szlachtą. Szlacheckiej braci nie podobało się bowiem to, że król Zygmunt w swej polityce woli opierać się na senacie i arystokracji magnackiej i nie pali się do częstego zwoływania sejmów. W przyjętej w 1505 r. Konstytucji Nihil Novi wprowadzono ustrój demokracji szlacheckiej, lecz szlachta uważała że król tę demokrację łamie i otwarcie domagano się odeń respektowania praw Rzeczypospolitej. Podczas ostatniej wojny z Zakonem Krzyżackim w 1520 r. w obozie pod Bydgoszczą wymuszono na królu i senacie że co dwa lata będą się zbierać sejmy zwyczajne, a co cztery lata sejmy nadzwyczajne (wtedy też padło po raz pierwszy hasło egzekucji praw, które potem znacznie się nasili). W 1532 r król Zygmunt powierzył sędziemu krakowskiemu Mikołajowi Taszyckiemu misję stworzenia kodeksu prawa, zwanego Korekturą Praw (niesłusznie też nazywanego "Korekturą Taszyckiego" - niesłusznie, gdyż jest to nazwa późniejsza, nieużywana w czasach kiedy owa korektura powstawała). Jednak w grudniu 1534 r. gotową Korekturę Praw szlachta odrzuciła, w zamian domagając się egzekucji praw.

Ruch egzekucyjny szlachty domagał się opodatkowania kleru (tutaj dochodziło do konfliktu pomiędzy duchownymi a szlachtą, gdyż hierarchowie kościelni twierdzili zgodnie z prawdą, że przecież szlachta także nie płaci np. na wzmocnienie armii a wszelkie koszty przerzuca na chłopów), następnie rewindykację dóbr królewskich, nieprawnie wcześniej zajętych lub rozdanych przez monarchów, unię zupełną z Litwą, Prusami i księstwami śląskimi, uporządkowanie sądownictwa, za prowadzenie kontroli szlacheckiej nad administracją królewską i jako osobny punkt (choć nie zawsze wyliczany do ruchu egzekucji praw) -  założenie kościoła narodowego. Część tych postulatów udało się wprowadzić w życie (na przykład na sejmie lubelskim 1569 r. doprowadzono do włączenia do Korony litewskich prowincji: Podlasia, Wołynia i Kijowszczyzny, którym to ziemiom nadano odrębne przywileje i zachęcano szlachtę do ich zasiedlania. Poza tym w Lublinie 4 lipca 1569 r. ostatecznie Korona i Litwa zjednoczyły się w Rzeczpospolitą Obojga Narodów na zasadzie federacyjnej. Odtąd był tylko jeden wspólnie wybierany władca, jeden wspólny sejm, wspólna polityka zagraniczna i wspólna moneta. Odrębne pozostawały urzędy, skarb, wojsko i sądownictwo, a szlachta miała możliwość swobodnego osiedlania się: zarówno polska na Litwie i Rusi jak i litewska w Koronie. Wcześniej, bo 16 marca tego roku doprowadzono do ostatecznej unifikacji Prus Królewskich (czyli Pomorza) z Polską. Na mocy królewskiego dekretu posłowie pomorscy weszli do polskiego sejmu a Prusy utrzymały własny skarb, prawo sądowe i prawo do obsadzania urzędów przez ludzi urodzonych w tej prowincji.




Kolejna istotna zmiana w polskim systemie polityczno-prawnym, nastąpiła po wygaśnięciu dynastii Jagiellonów w 1572 r. Wówczas to wprowadzono nie tylko zasadę wolnej elekcji, czyli wyboru nowego władcy przez ogół narodu (szlachty),  ale również uchwalono kolejną istotną polską konstytucję, która przetrwała do końca istnienia państwa polskiego i była jedynie uzupełnieniem tej konstytucji z 1505 r. Od maja 1573 r. zaczęto spisywać postulaty, które musiał zaprzysiąc każdy kolejny władca Rzeczypospolitej. Zwały się one Artykułami Henrykowskimi (od imienia pierwszego elekcyjnego króla - francuskiego królewicza Henryka Walezego) i pactami conventami i były one zarówno spisem obowiązujących już praw stałych praw Rzeczypospolitej (Artykuły Henrykowskie) jak i jednorazowymi wymaganiami, oczekiwanymi od każdego nowego monarchy (pacta conventa). I to był również niepodważalny element panującego w Rzeczpospolitej ustroju, niezmienny i zdecydowanie egzekwowany wobec każdego kandydata do polskiej korony. Ten system polityczny trwał niezmiennie przez cały wiek XVII i większość wieku XVIII i znany był pod hasłem "Złotej Wolności" szlacheckiej. Jej obrończynią i protektorką w XVIII wieku stała się caryca Rosji Katarzyna II, szczególnie gdy jej kochanek - Stanisław August Poniatowski został wybrany w 1764 r. królem Polski.

Rządy Poniatowskiego początkowo były korzystne dla państwa, wprowadzono wiele reform w ciągu pierwszych czterech lat panowania nowego króla i co ciekawe realnie zlikwidowano wówczas liberum veto (Rafał Ziemkiewicz zastanawia się dlaczego Sejmu Wielkiego z lat 1788-1792 nie obalono przy pomocy weta poselskiego. Otóż odpowiadam - veto nie obowiązywało wówczas w Polsce już od 1764 r., ostatni sejm zerwany w ten sposób, to był sejm nadzwyczajny, który rozjechał się po zaledwie dwóch dniach obrad w kwietniu 1761 r.). A teraz pytanie-ciekawostka, dlaczego podczas 30 lat panowania króla Augusta III Wettyna (1733-1763) zerwane zostały wszystkie sejmy poza jednym, a za panowania Stanisława Augusta Poniatowskiego (1764-1795) nie został zerwany ani jeden sejm za pomocą liberum veto? Odpowiedź na to pytanie jest banalnie prosta, otóż w czasach rządów Wettynów (1697-1763) Rosja nie kontrolowała jeszcze Rzeczpospolitej w dostatecznym stopniu i instytucja veta była jej niezwykle potrzebna żeby blokować wszelkie możliwe pojawiające się plany oraz propozycje naprawy państwa. Wówczas wystarczył tylko jeden przekupiony (lub namówiony hasłem utraty Złotej Wolności) poseł, który powiedział "Nie pozwalam" i nie musiał nawet argumentować dlaczego nie pozwala, wystarczyło tylko to jedno jego słowo "weto". Z chwilą jednak wyboru na króla Polski Stanisława Augusta Poniatowskiego, rosyjska kontrola nad Rzeczpospolitą stawała się pełniejsza i wówczas instytucja weta mogła być szkodliwa, bo wystarczyłby jeden poseł-patriota którym mógłby unieważnić wszelkie ustawy przedstawiane przez rosyjskich ambasadorów na polecenie carycy Katarzyny II. Dlatego też ochraniająca wówczas pole sejmowe armia rosyjska pilnowała, żeby nikt nie ośmielił się nie pozwolić na te propozycje, które imperatorowa sobie życzyła (ci zaś, którzy się nie podporządkowali, mogli być pewni że skończą podobnie jak owi członkowie konfederacji radomskiej, którzy w październiku 1767 r. zostali porwani podczas obrad sejmu i wywiezieni na Syberię Byli to: biskup krakowski - Kajetan Sołtyk, biskup kijowski - Józef Andrzej Załuski i hetman polny koronny - Wacław Rzewuski z synem Sewerynem. Byli to pierwsi polscy zesłańcy polityczni wysłani na Syberię. Szczególnie zabawny w tym momencie jest fakt, że Polska w tamtym czasie - przynajmniej teoretycznie - wciąż była niezależnym krajem 😔).


Niezwykle autentycznie pokazane funkcjonowanie polskiego sejmu w czasach panowania liberum veto, na przykładzie zabawnej kreskówki o Kapitanie Bombie



W październiku 1767 r. narzucony przez ambasadora Rosji Nikołaja Repnina traktat gwarancyjny, realnie uzależniał Rzeczpospolitą od Moskwy. Potem wybuchła Konfederacja Barska (czyli pierwsze polskie powstanie przeciwko Rosji z lat 1768-1772), doszło do pierwszego rozbioru ziem Polski (1772), a w kwietniu 1775 r. utworzono Radę Nieustającą, czyli pierwszy stały rząd złożony z króla i konsyliarzy (18 senatorów i 18 posłów), który był całkowicie podległy w Moskwie i głównie wykonywał polecenia imperatorowej. To był realnie funkcjonujący rząd Polski, a ustrój Rzeczpospolitej był połączeniem wcześniej wprowadzonych Konstytucji (tych od 1505 r. plus praw odnośnie mieszczan i chłopów z 1496 r., poprzez Artykuły Henrykowskie, po traktat gwarancyjny i Radę Nieustającą). To wszystko zniszczyli "zamachowcy", którzy wprowadzili bezprawną )co trzeba otwarcie powiedzieć) Konstytucję 3 Maja 1791 r. gdyż została ona uchwalona podstępem (bo w normalnej procedurze prawnej nie miałaby szansy zostać przyjęta), Tak więc targowiczanie (czyli ci wszyscy zaprzańcy polityczni XVIII wieku, którzy doprowadzili Ojczyznę naszą do upadku) to tak naprawdę byli obrońcy praworządności, a twórcy Konstytucji byli "łamaczami" prawa.




I teraz przechodzę już do sedna sprawy. Powodem, dla którego dziś to napisałem, był artykuł jaki przeczytałem w w serwisie OKO.press, a zatytułowanym: "Czy Niemcy zatrzymają łamanie praworządności w Polsce?" I przyznam się szczerze że już bardzo dawno nic tak nie podniosło mi ciśnienia, jak te krótko brzmiące słowa, zapisane w serwisie, który słynie z zajadłego atakowania wszelkich przejawów polskości, suwerenności i niezależności. Od razu też miałem przed oczyma czami tych Rzewuskich, Branickich czy Szczęsnych Potockich kołatających u bram Petersburga i wijących się u stóp carycy Katarzyny II z prośbą o ratowanie zagrożonej w Polsce praworządności Złotej Wolności. Czego jednak innego można spodziewać się po ludziach, którzy promują takie indywidua jak rasistka i szowinistka Barbara Engelking, jej kompan Grabowski, Bilewicz czy Gross. Doprawdy brak mi słów na spuentowanie ich działalności (ich antypolskiej powiedzmy to sobie otwarcie - antypolskiej działalności) i doprawdy nie jestem w stanie tego nawet wytłumaczyć faktem jakichś tam rodzinnych "faktów i mitów", przekazywanych i wpajanych z mlekiem matki na temat "demonów polskiego nacjonalizmu" - hasła wymyślonego przez michnikowszczyznę na początku lat 90-tych XX wieku (bo jeżeli wiemy o co chodzi - a rozumiem że czytelnicy tego bloga to ludzie inteligentni - to wiemy jakie w większości są konotacje rodzinne tych ludzi i jakie były przekazy w tych rodzinach, szczególnie w czasach komuny ale również i w okresie międzywojennym. A potem to wszystko podrosło, porobiło kariery w polityce w dziennikarstwie w publicystyce w biznesie no i wydało owoce. 




Nabrało się tych plew, narosło przez lata zaborów a potem komunistycznego zniewolenia. Dla mnie osobiście jest to bardzo przykre, ponieważ nigdy nie chciałbym nazywać człowieka jakimiś odhumanizowującymi terminami, typu: "plewy", "robactwo" etc. daleki jestem od takich słów i takich określeń. A jednak cholera człowieka bierze i czuję się zupełnie bezsilny wobec natłoku tego kur....a, chamstwa i takiego zwykłego parszywego wręcz zaprzaństwa. Osobiście czuję się tak jakbym się dusił będąc zanurzony w jakiejś mazi z której tak naprawdę nie widać wyjścia. Ci ludzie są moimi rodakami i mam taką naiwną nadzieję, że gdyby przyszło co do czego, gdyby doszło do sytuacji wojennej albo jakiejkolwiek podobnej, to ci ludzie być może stanęliby na wysokości zadania (być może), ale to jest tylko moja naiwna nadzieja, bo jednocześnie widzę jak oni się wysławiają, kogo oni wspierają, widzę jaki mają stosunek do niepodległego bytu państwa do potrzeby odtworzenia naszej żywotnej narodowej siły i to mnie przeraża że to są moi rodacy. 

Przeraża mnie ten gen zaprzaństwa i dusi, ale jednocześnie patrząc na takich ludzi jak Witold Pilecki, Zygmunt Szendzielarz "Łupaszka", Danuta Siedzikówna "Inka" (ostatnio w "Wyborczej" zastanawiali się dlaczego Polacy coraz częściej nadają córkom imię Inka... jak kawa. Boże, ręce do ziemi opadają 😮‍💨 naprawdę jedyne ich skojarzenie z imieniem Inka wiąże się z kawą?), czy wielu im podobnych, nabieram jednak pewności że próżne ich starania. Owszem mogą jeszcze gdzieś czasowo nabruździć, kogoś upodlić, zniesławić, twierdzić że Polacy w czasie wojny za mało pomagali Żydom (choć sami byli narażeni bezpośrednio na śmierć w przypadku jakiejkolwiek pomocy - JAKIEJKOLWIEK - i to bez wyroku sądowego, no ale kogo to obchodzi prawda? przecież śmierć Polaka to jest naturalna sprawa, normalne zjawisko nic szczególnego śmierć jak śmierć jak twierdzi pani prof Engelking. Dobra, zostawmy to). Mimo wszystko jednak nie zdołają już przeszkodzić temu Odrodzeniu które już jest (ono może nie jest jeszcze widoczne, ale jest i będzie coraz silniejsze) i doprowadzi ostatecznie do odtworzenia dawnej siły, tej duchowej i moralnej ale również fizycznej politycznej militarnej i gospodarczej siły polskości która się już nie upodli. Nie pozwolimy na to żeby się ponownie upodliła.




piątek, 5 maja 2023

GEN ZAPRZAŃSTWA I GEN WOLNOŚCI - Cz. I

 CZYLI O KONSTYTUCJI I NIE TYLKO





 Raz jeszcze postanowiłem wrócić do tematu Konstytucji 3 Maja (i związanych z nią uroczystości), ponieważ po głębszym zastanowieniu chciałbym tutaj omówić pewne kwestie, których nie zdołałem przedstawić w poprzednim wpisie (popełnionym nieco na szybko). Zacząć chciałbym od tego, że ostatnio Rafał Ziemkiewicz (na swoim kanale na YouTube) przypomniał mi pewną kwestię o której zapomniałem i którą nieco bagatelizowałem, a mianowicie fakt, że Konstytucja 3 Maja nie była przecież pierwszą polską konstytucją. Oczywiście wszystkie ustawy przyjmowane Na sejmach przez brać szlachecką, były nazywane konstytucjami, ale nie w tym rzecz. Rzecz w tym, że istniały trwałe konstytucje polskie, które powstały przed uchwaleniem Konstytucji 3 Maja.

Już od XIV wieku wykształciła się bowiem zasada uczestnictwa szlachty danej ziemi w zjazdach sejmikowych, na których decydowano o istotnych sprawach dla danej ziemi, prowincji czy województwa (znaczenie sejmików znacznie wzrosło gdy uzyskały one prawo uchwalania podatków). 11 i 12 listopada 1454 r. (Po klęsce szlacheckiego pospolitego ruszenia w bitwie z Krzyżakami pod Chojnicami z 18 września tego roku) w Nieszawie szlachta wymogła na królu Kazimierzu IV Jagiellończyku swą dalszą zgodę na prowadzenie wojny z Zakonem Krzyżackim, od potwierdzenia ich dotychczasowych przywilejów i nadania nowych. Tak więc od tej pory król nie mógł nakładać nowych podatków nadzwyczajnych, zwoływać pospolitego ruszenia i ustanawiać nowych praw bez zgody sejmików ziemskich (głównie wielkopolskiego i małopolskiego, ale w ciągu kolejnych dni aż do grudnia 1454 r. przywilej ten rozciągnięto i na inne ziemie koronne). Tak oto wprowadzona została i potwierdzona królewską zgodą pierwsza oficjalna polska konstytucja, na mocy której władza w państwie należała odtąd do szlachty skupionej na zjazdach sejmikowych. Stopniowo król Kazimierz IV zaczął zwoływać sejmiki prowincjonalne (zwane generalnymi) gdzie również obradowali przedstawiciele sejmików ziemskich. Wreszcie powstała konieczność zwołania reprezentantów sejmików generalnych na wspólne spotkania z radą królewską i tak oto z tego połączenia zrodził się sejm walny, czyli złożony z dwu izb sejmowych: izby poselskiej (reprezentantów sejmików generalnych) i senatu (rady królewskiej). Pierwszy taki sejm otworzył na zjeździe piotrkowskim (18 stycznia 1493 r.) syn i następca Kazimierza IV Jagiellończyka - Jan I Olbracht (Albrecht), panujący od 27 sierpnia 1492 r. 

W marcu 1496 r. na sejmie w Piotrkowie pozycja polityczna szlachty w polskim systemie prawnym stała się całkowicie dominująca. W tym bowiem czasie król Jan wydał tzw. statuty piotrkowskie, będące realnie drugą polską konstytucją (choć jedynie umacniały one i rozszerzały polityczną władzę szlachty, wywalczoną przez nią w przywilejach nieszawskich roku 1454). Szlachecka brać zyskiwała w niej (oczywiście poza potwierdzeniem swych wcześniejszych przywilejów) również zwolnienie od ceł dla towarów przywożonych na potrzeby folwarków. Nie to jednak było najważniejsze. Najważniejszym był fakt, że od sejmu piotrkowskiego 1496 r. mieszczanie i chłopi realnie utracili prawa polityczne a nawet podmiotowość prawną. Mieszczanie zostali pozbawieni prawa nabywania majątków ziemskich (postanowienie to cofnęła dopiero Konstytucja 3 Maja po 295 latach), pod pretekstem że mieszczanie nie pełnią służby wojskowej (i te późniejsze dywagacje szlacheckie typu: "gardła nasze za Ojczyznę nadstawiamy"), utracili również mieszczanie prawo do piastowania wyższych godności cywilnych, wojskowych i duchownych; mieszczanie mieli również odpowiadać w procesach za długi przed sądami szlacheckimi, a ceny towarów w miastach ustalane miały być przez wojewodów. Najwięcej w Konstytucji Piotrkowskiej 1496 r. tracili jednak chłopi, ograniczono im bowiem możliwość przenoszenia się z jednej do innej wsi (tylko jeden chłop w ciągu roku mógł opuścić wieś i przenieść się pod władzę innego pana), tylko jeden syn z rodziny chłopskiej mógł raz w roku opuścić wieś i udać się do miasta (do nauki rzemiosła lub do szkoły); zwiększono też kary za ucieczkę chłopów z dóbr szlacheckich, powodując, iż tym samym wolni dotąd kmiecie stawali się przymusowymi robotnikami rolnymi przywiązanymi do ziemi i pracującymi na polu należącym do latyfundystów, wielkich właścicieli ziemskich czyli magnaterii i szlachty.




Wydawało się odtąd, że pozycja polityczna szlachty w państwie jest już nienaruszalna. W Polsce pojawił się jednak włoski poeta, humanista, zwolennik coraz bardziej popularnego wówczas renesansu - Filippo Buonaccorsi (urodzony w Toskanii w 1437 r.). Musiał on w lutym 1468 r. uciekać z Rzymu, gdyż zamieszany był w spisek na życie papieża Pawła II. Po krótkim pobycie w Konstantynopolu, z końcem 1469 r. zjawił się on w Krakowie, a w marcu 1470 r. pojawił się na dworze arcybiskupa lwowskiego Grzegorza z Sanoka. Po śmierci Pawła II w lipcu 1471 r. opuścił Buonaccorsi bezpieczny dwór w Dunajowie i przyniósł się do Krakowa, gdzie udało mu się dostać na dwór królewski i tym samym szybko zaskarbił sobie względy zarówno króla Kazimierza IV Jagiellończyka jak i jego małżonki, królowej Elżbiety Rakuszanki i został wychowawcą królewskich synów: Władysława, Kazimierza, Jana Olbrachta, Aleksandra i potem Zygmunta oraz Fryderyka. Najbardziej z nich wszystkich Buonaccorsi (którego już wówczas zaczęto nazywać Filipem Kallimachem) polubił właśnie Jana Olbrachta i gdy ten został królem w 1492 r. Kallimach pozostał przy jego boku jako doradca. Kallimach udzielać miał nowemu królowi rad politycznych, które sprowadzały się do apeli aby Jan oparł się w polityce na kilku zaufanych doradcach i urzędy powierzał osobom całkowicie sobie posłusznym, najlepiej z rodzin plebejskich, mieszczańskich a być może nawet i chłopskich, w każdym razie nie szlacheckich a już na pewno nie możnowładczych. Namawiał króla do ograniczenia roli senatu, zniesienia urzędu posła i jak najrzadszego zwoływania sejmów. Postulował też zorganizowanie silnej armii i twierdził, że opór szlachty można złamać, wyprawiając ją na wojnę do Mołdawii i tam wprowadzając ją w pułapkę, która zakończyłaby się śmiercią przedstawicieli możnych rodów i realnie likwidacją (albo wyraźnym osłabieniem) stanu szlacheckiego w Polsce. Szlachta oczywiście nienawidziła Kallimacha i domagała się jego usunięcia z dworu. Z pewnością więc pod wpływem kallimachowych rad na sejmie piotrkowskim 1496 r. uchwalono właśnie takie prawa, jakie wyżej przedstawiłem. 

W 1497 r. jednak król Jan Olbracht zorganizował wyprawę zbrojną do Mołdawii, która to zakończyła się klęską armii królewskiej. Celem było odzyskanie utraconych na rzecz Osmanów w 1484 r. czarnomorskich portów: Kilii i Białogrodu (Akermana), po to aby ponownie otworzyć Polski handel na rejon Morza Czarnego (idea oparcia się na tych dwóch morzach: Bałtyckim i Czarnym, była potem tak bardzo wyśmiewana przez komunistów, jako idea "Polski od morza do morza" - pewnie że tak przecież najlepsza dla nich byłaby pewnie Polska mała wciśnięta między Moskwę a Berlin). Duża, licząca ok. 50 000 żołnierzy armia królewska, została zaskoczona w lasach pod Koźminem przez 18 000 Mołdawian, wspartych przez 5000 Turków, 5000 Tatarów i 4000 Wołochów. Co prawda zaskoczony został jedynie ostatni oddział, złożony z 15 000 ludzi pod wodzą Jana Trnki, który Mołdawianie odcięli od reszty wojsk, zwalając nań odcięte drzewa. Rycerstwo małopolskie i ruskie oraz zaciężni Krzyżacy zostali zmasakrowani w nierównym boju, nienaruszone zostało jednak rycerstwo wielkopolskie i pomorskie, a król Jan Olbracht (wydostawszy się z pułapki) szybko zebrał siły i zorganizował kontratak, idąc na odsiecz stłoczony i walczącym w nierównym boju Małopolanom oraz Rusinom. Tysiąc rycerstwa pod wodzą starosty malborskiego - Jana Tęczyńskiego (za którymi osobiście podążał sam król z mieczem w ręku) uderzyło więc na atakujące Małopolan siły mołdawskie nadwornego sędziego hospodara mołdawskiego Stefana III - Boldura. Zaskoczeni niespodziewanym uderzeniem mołdawianie zaczęli się cofać a wreszcie rzucili się do ucieczki. Boldur sądził że po wyjściu z lasu na polanę uda mu się uporządkować szyki i przystąpić do walki, ale gdy tylko Mołdawianie wydostali się z gęstwin leśnych uderzyła na nie ciężkozbrojna jazda polska rozbijając ich doszczętnie. Pogoń za uciekającymi trwała do samej rzeki Seret, gdzie podczas panicznej przeprawy potopiło się wielu Mołdawian. Poległo ich łącznie kilkanaście tysięcy a Polacy utrzymali pole bitwy czyli realnie rzecz biorąc klęska pod koźminem nie była klęską, tym bardziej że wkrótce potem wojska koronne ponownie ruszyły na Czerniowce - stolicę Mołdawii. Ale straty polskie też były duże - zginęło aż 11 000 rycerzy małopolskich i ruskich, kilka tysięcy służby (choć większość wozów i artylerię ocalono). Dla szlachty te straty były jednak przerażające i otwarcie już twierdzono, że król celowo powiódł ich do Mołdawii żeby wypełnić wolę Kallimacha, którego celem było wytracenie szlachty i wzmocnienie władzy królewskiej w Polsce. To wówczas też zrodziło się hasło: "Za króla Olbrachta wyginęła szlachta". Od tej pory szlachta będzie reagowała wręcz alergicznie na jakiekolwiek próby wzmocnienia władzy królewskiej czy powiększenia armii. Kallimach zaś zmarł 1 listopada 1496 r. w Krakowie, jeszcze przed ową wyprawą.




Dominująca pozycja szlachty w państwie nie wszystkim jednak się podobała (i nie mówię tutaj o ludziach pokroju Kallimacha). Tak silna pozycja szlacheckiej braci nie podobała się bowiem możnowładcom, magnaterii, która uważała że to ona jest predestynowana do rządów w państwie, a nie jakiś tam szlachciura z Koziej Wólki, który głos ma równy wielkiemu panu. Tak więc gdy 17 czerwca 1501 r. zmarł Jan I Olbracht, jego naturalnym następcą (ponieważ nie miał dzieci) został jego młodszy brat, wielki książę litewski - Aleksander. Tę okazję postanowiła wykorzystać magnateria do zdobycia pełni władzy w kraju i gdy 19 sierpnia 1501 r. Aleksander wybrany został królem Polski, zmuszono go do podpisania w Mielniku specjalnego przywileju, który realnie zmieniał istniejący oficjalnie od 1454 r. (a nieoficjalnie od połowy wieku XIV) ustrój polityczny, w którym to szlachta miała dominujący wpływ na politykę państwa. Od tej pory (czyli od 25 października 1501 r., kiedy nowy król podpisał przywilej mielnicki), realnie zaczęła w Polsce obowiązywać nowa konstytucja, na mocy której pełnia władzy w państwie przechodziła z sejmu na senat. Zaczęła się kształtować oligarchia magnacka (która pełną skalę swej władzy i pozycji obejmie w wieku XVIII). Senat stawał się najważniejszym organem w państwie, a król był tylko jednym z senatorów, na zasadzie primus inter pares (co prawda przewodniczył senatowi, ale utracił prawo mianowania nowych senatorów), o wszystkim teraz miał decydować senat, a senatorowie mieli osobiście być podlegli i odpowiedzialni tylko przed senatem. Przywilej mielnicki ustalał też nowe zasady unii polsko-litewskiej. Od tej pory oba te kraje miały mieć wspólnego (i wspólnie wybieranego) władcę i przychodzić sobie wzajemnie z pomocą na wypadek wojny (punkt ten był pomyślany głównie z korzyścią dla Litwinów aby wyrazili zgodę na konstytucję mielnicką, ponieważ istniała obawa że Litwini ją odrzucą, a od 1500 roku toczyła się krwawa wojna litewsko-moskiewska z którą Litwini sobie nie radzili i bardzo potrzebowali wsparcia oraz posiłków z Korony, teraz te posiłki miały stać się obligatoryjne. Dlatego mówię że sytuacja z którą mierzymy się obecnie na granicy rosyjsko-ukraińskiej jest wprost niezwykła, gdyż nie mieliśmy podobnego przypadku - aby to inni walczyli za przyszłą potęgę "Korony i Litwy" w tym również za nasze bezpieczeństwo od ponad pięciuset lat). 






Notabene wojna litewsko-moskiewska trwała pomimo faktu, że wielką księżną Litwy (a potem królową Polski) była córka moskiewskiego kniazia Iwana III (należy bowiem pamiętać że tytuł cara, po raz pierwszy wprowadzony w Rosji w 1547 r. nie był uznawany przez Rzeczpospolitą aż do 1634 r. i tak właśnie należy tytułować w tym czasie panujących kolejnych władców Moskowi) - Helena Rurykowiczanka. Helena została żoną wielkiego księcia Litwy Aleksandra w lutym 1495 r. Jej posag ofiarowany ojca był niewielki (prawdopodobnie jedyne co zabrała z Moskwy, to były jej wyszywane perłami pantofle), choć moskiewskie źródła twierdzą, że otrzymała znaczny posag, po którym jednak nie ma śladu (niektórzy historycy twierdzą, że posag ten został skonfiskowany przez jej szwagra - Zygmunta I, gdy ten został już królem w 1506 r. ale mimo wszystko nie wydaje się aby rzeczywiście był on duży tym bardziej że zachował się list Heleny pisany do ojca, w którym czytamy: "Wiesz coś mi dał i com jemu ze sobą przywiozła", "jemu" czyli swemu mężowi Aleksandrowi). W każdym razie Helena przywiozła ze sobą do Wilna z Moskwy liczą świtę, wśród której byli również agenci Iwana. Aleksander jednak bardzo szybko nakazał jej pozbyć się moskiewskich dwórek i doradców i otoczył ją litewsko-polskim orszakiem dworski (z dawnego składu pozostali przy niej tylko moskiewska niania, kucharz i dwóch bojarów). Polecił jej też by nauczyła się języka polskiego co ta uczyniła. Odesłał też do ojca wszystkie jej moskiewskie suknie i wprowadził ścisłą modę polską. Gdy Aleksander został królem Polski, najpierw sam przyjechał na Wawel gdzie został koronowany, Helena dojechała do niego dopiero w lutym 1502 r. Była pierwszą w historii i jedyną w naszych dziejach Rosjanką - królową Polski. W czasie trwającej wojny moskiewsko-litewskiej, pisała do ojca listy w których prosiła go o zakończenie tej wojny. Pisała chociażby: "Od wieków nie słyszano, żeby ojciec wojował z dziećmi (...) Od kiedy przyszłam na Litwę, wszystko źle się dzieje. Oczekiwali tu, że ze mną przyjdzie z Moskwy wszystko dobre, wieczny pokój, miłość, przyjaźń, pomoc na pogaństwo, a przyszło wszystko złe: wojna, bój, pożoga grodów i włości, rozlew krwi chrześcijańskiej, wdowieństwo żon, sieroctwo dzieci, niewola, rozpacz, płacz i jęki (...) Jak mi się pokazać na oczy teściowej mojej". Ostatecznie wojna zakończyła się w marcu 1503 r. i para królewska przybyła do Polski, objeżdżając ziemie od Krakowa po Gdańsk, gdzie, jak zapisano: "weselono się od południa do wieczora". Po tym czasie stosunki córki z ojcem uległy znacznej poprawie, a ten często pisywał do niej i prosił o radę (jak na przykład w maju 1503 r. gdy poprosił ją o pomoc w znalezieniu żony dla jej brata Wasyla).


HELENA MOSKIEWSKA



Królowa następnie przebywała na Wawelu, gdy Aleksander udał się na sejm do Radomia, gdzie szlachta już od dłuższego czasu szykowała się do podważenia zasad przyjętej w Mielniku konstytucji i powrotu do stanu sprzed 1501 r. Na trwającym od 30 marca do 31 maja 1505 r. w sejmie radomskim ponownie zmieniono ustrój Polski, uchwalając jedną z najstarszych Konstytucji, która przetrwała praktycznie do końca istnienia państwa polskiego w 1795 r. Konstytucja Nihil Novi ("Nic Nowego" - bo tak ją nazwano, jako powrót do sytuacji przyjętej po 1454 r.) stwierdzała, że odtąd wszelkie decyzje w państwie będą podejmowane WYŁĄCZNIE za zgodą szlachty i "nic nowego" bez jej zgody nie mogło już zostać przyjęte w przyszłości. Od tej pory decydować o sprawach państwa miał sejm, czyli izba poselska złożona zarówno z wybranych posłów na zjazdach sejmikowych danych ziem, jak również przedstawicieli ogółu szlachty jako takiej, która również zjeżdżała się licznie na obrady sejmowe; oraz senatu (w skład którego  również mogli wchodzić przedstawiciele wyższej hierarchii kościelnej - natomiast w izbie poselskiej nie było i nie mogło być przedstawicieli niższego kleru), ale król ponownie uzyskał prawo do mianowania członków senatu. Trzecim stanem sejmującym była również osoba panującego monarchy, który pełnił w tym systemie rolę władzy wykonawczej wprowadzając w życie podjęte przez naród ustawy. Pewną pozycję w tym systemie (wraz z reprezentacją sejmową) uzyskały również miasta, ale tylko królewskie, duże miasta, takie jak Kraków, Lwów, Wilno, Lublin, Poznań i Gdańsk, ale bez prawa decydującego głosu. 

Tę nieco upośledzoną pozycję mieszczaństwa w Polsce (którą znosiła dopiero Konstytucja 3 Maja), był fakt, iż miasta postrzegano jako całkowicie zdystansowane co do wyzwań stojących przed krajem, szlachtę odrzucała również wzajemna rywalizacja miast o intratniejsze przywileje handlowe, a także dość liczny (szczególnie w Krakowie) żywioł niemiecki (np. pierwsza drukarnia na ziemiach polskich, w Krakowie została założona w 1473 r. przez Bawarczyka - Kaspra Straube, który co prawda szybko się spolonizował (tak jak moja rodzina od strony ojca, której spolonizowanie się zajęło może kilkanaście lat (?), w każdym razie skoro mój pradziadek - syn pruskiego oficera, uciekł przed branką rosyjską w 1914 roku na zachód (bo mieszkał w tzw. Królestwie Kongresowym, gdzie się ożenił z Polką, notabene ciekawe że nie uciekł do Niemiec tylko do Francji) żeby tam potem wstąpić do Armii Hallera, tworzącej się armii polskiej - to chyba o czym świadczy) ale jednak jego korzenie były niemieckie. W tym też roku wydał on pierwszy Almanach (kalendarz ścienny) na rok 1474. Był to pierwszy druk wykonany w Polsce. Zaś w 1475 r. ukazał się pierwszy druk w języku polskim - były to Statuty Synodu Biskupstwa Wrocławskiego pisane po łacinie, uzupełnione polskimi tekstami modlitwy "Ojcze nasz", "Zdrowaś Mario" i "Wierzę w Boga"). Szybko jednak zaczęły powstawać też w Krakowie inne drukarnie i tak ok. 1491 lub 1492 r. w krakowskiej drukarni Szwaipolta Fiola wyszły pierwsze w dziejach drukowane cyrylicą ruskie księgi liturgiczne, zaś w 1503 r. założona została bodajże najsławniejsza drukarnia krakowska Kaspra Hochfedera (również Niemca), którą w 1505 r. przejął inny Niemiec (choć spojonizowany) Jan Haller. Drukarnia Hallera stała się potem znana w całej Rzeczypospolitej i w kilku krajach europejskich, drukując chociażby takie dzieła jak "Statuty Łaskiego" czy "Bogurodzicę"). Trzeba też pamiętać że od mniej więcej połowy XIII wieku (tak gdzieś może od 1257 r.) do 1537 r. w Katedrze Mariackiej w Krakowie odprawiano msze głównie w języku niemieckim. Wraz ze wzrostem idei narodowych i popularnością nauk renesansu zaczęto ograniczać ten język do kilku dni w tygodniu, a ostatecznie do jednego dnia w tygodniu w 1537 r. kiedy to język polski już całkowicie dominował w Katedrze Mariackiej w Krakowie. Było to związane nawet nie tyle ze wzrostem liczebności ludności polskiej miasta Krakowa, co z polonizacją ludności niemieckiej, która wolała mówić po polsku niż po niemiecku (tak jak mój pradziadek, który we wrześniu 1939 r. zabronił rodzinie mówienia w języku niemieckim). Stąd zapewne brała się niechęć szlachty do wzmocnienia pozycji politycznej miast w Rzeczpospolitej.







Ponieważ główna idea mojej myśli nie została tutaj do końca wyrażona, pozwolę sobie podzielić ten temat na dwie części. Druga część powstanie obligatoryjnie zaraz po pierwszej, tak aby sens mojej myśli nie został utracony, gdyż jej celem jest pokazanie iż gen zaprzaństwa i zdrady wciąż istnieje.


CDN.

czwartek, 4 maja 2023

JUTRZENKA WOLNOŚCI

 NIEŚMIERTELNA KONSTYTUCJA 3 MAJA






 Dziś bardzo krótko dosłownie słów kilka po to tylko, aby uczcić dzisiejszy dzień którego przypada 232 rocznica uchwalenia pierwszej w Europie i drugiej na świecie (po USA) nowożytnej konstytucji, czyli Konstytucji 3 Maja 1791 r. Dzięki jej uchwaleniu na Sejmie Wielkim (trwającym od 1788 r.) udało się wreszcie zakończyć okres niewydolności politycznej i anarchizacji państwa, spowodowanej zarówno wewnętrznymi interesami magnaterii, krótkowzroczności "szlacheckiej braci" jak i zewnętrznymi wpływami europejskich mocarstw. Zniesione zostało zabójcze dla państwa liberum veto, uchwalone zostało stałe stutysięczne wojsko, wprowadzono dziedziczną monarchię znosząc elekcję (która wcześniej świadczyła o fenomenie polskiej demokracji, jednak w XVIII wieku przy rosnącym absolutyzmie państw ościennych, stała się jednym z oznak słabości państwa), wprowadzono reformy administracyjne i skarbowe, przyjęto uchwałę o miastach wprowadzającą wolność mieszczan w miastach królewskich (odtąd szlachcic, który chciał zająć się intratnym handlem miejskim, mógł to uczynić a mieszczanin miał prawo nabyć posiadłość ziemską, co wcześniej było niemożliwe, mieszczanie też łatwo mogli zostać uszlachceni). Nie zniesiono co prawda pańszczyzny, ale chłopów brano odtąd w opiekę państwa (czyli króla, sejmu i rządu). Wprowadzono w Konstytucji Majowej trójpodział władzy (władza ustawodawcza: czyli sejm i senat, władza wykonawcza: czyli król i mianowana przez niego "straż praw" - innymi słowy rząd i władza sądownicza: złożona z niezawisłych sądów) i zaczęto otwarcie głosić nienaruszalność praw obywatelskich i praw człowieka. Przede wszystkim zaś podkreślono zasadę niepodległości i suwerenności narodu i państwa.

Różne były międzynarodowe reakcje na uchwalenie Konstytucji polskiej. Radośnie powitali ją brytyjski publicysta i mówca - Edmund Burke, oraz Amerykanin - Thomas Payne, chwalili ją Francuzi Volney i Sieyes, gratulacje złożyli: papież - Pius VI, elektor Saksonii (który według Konstytucji miał być następcą króla Stanisława Augusta Poniatowskiego) - Fryderyk August III (późniejszy władca Księstwa Warszawskiego z lat 1807-1815), posłowie króla Szwecji Gustawa III (któremu wcześniej czyniono nadzieję i który do końca liczył, że będzie następcą Poniatowskiego na polskim tronie). Konstytucję 3 Maja pozytywnie przyjął również cesarz rzymski, król Czech i Węgier - Leopold II Habsburg. Wrogo się do niej odnosili jednak zarówno król Prus Fryderyk Wilhelm III (który przerażony wizją 100-tysięcznej armii polskiej, pisał do swego posła w Warszawie - Lucchesiniego, aby ten uczynił wszystko co w jego mocy "by tego olbrzyma zadusić w kołysce", poza tym Prusakom nie podobało się wzmocnienie ruchu mieszczańskiego w Polsce, aby miasta polskie - szczególnie Warszawa, Kraków Poznań, Wilno a nawet Gdańsk nie stanowiły konkurencji dla miast i fabryk w Niemczech). Oczywiście naturalnie wroga nowej Konstytucji, była również caryca Rosji - Katarzyna II, której Konstytucja odbierała dotychczasowy wpływ na kontrolowanie Rzeczpospolitej. Katarzyna pisała: "Polacy zakasowali wszystkie szaleństwa paryskiego Zgromadzenia Narodowego" i nazywając to co się stało 3 Maja "szałem warszawskim".

Konstytucja 3 Maja dała jednak Polsce taką jedność i rozbudziła taką świadomość narodową, że choć potem mocarstwa zaborcze (głównie Rosja i Prusy do których to ostatecznie dołączyła Austria) zniszczyły Polskę jako państwo, to jednak narodu zniszczyć już nie zdołały i naród ten po 123 latach niewoli (a w zasadzie 150 licząc od pierwszego rozbioru, czyli od 1772 r. do 1922 r. kiedy to ostatecznie ukształtowano granice odrodzonego państwa polskiego) siłą swych najlepszych synów i córek, ponownie potwierdził swe nigdy nie wygasłe prawo do Życia i Niepodległego istnienia wśród Narodów Świata. Zatem:









sobota, 7 maja 2022

JEDYNA TAKA...! Cz. II

CZYLI RZECZ O KONSTYTUCJI 3 MAJA

PIERWSZEJ W EUROPIE

I DRUGIEJ NA ŚWIECIE



 
Pomimo polsko-litewskiej Unii zawartej w Krewie w sierpniu 1385 r. (i następnie potwierdzonej w Wilnie i Radomiu roku 1401, w Horodle w 1413 - której to tekst był wyjątkowy ze względu na jego przekaz i jak pisał Joseph Conrad: "Żaden dokument polityczny nie wyraził nigdy ściślej prawdy niż wstępny ustęp pierwszego Traktatu Unijnego (1413). Zaczyna się on od słów: "Ten związek, będący wynikiem nie nienawiści, lecz miłości" - słów, których nie skierował do Polaków żaden naród w ciągu ostatnich lat stu pięćdziesięciu"; następnie w Grodnie w 1432 r., potem znów w Krakowie i Wilnie w 1499 r., w Mielniku w 1501 r. i ostatecznie w Lublinie w 1569 r.) oba kraje prowadziły oddzielną politykę i toczyły oddzielne wojny. Owszem udzielano sobie niekiedy wzajemnej pomocy, ale zdarzało się i tak, że jedna strona (pomimo istnienia owej unii personalnej) odmawiała udziału w wojnie strony drugiej, a nawet sprzeciwiała się wysłaniu zbrojnego kontyngentu ku wsparciu (tak było np. podczas Wojny Trzynastoletniej, którą Polska toczyła z Zakonem Krzyżackim w latach 1454-1466 i wówczas to Litwini odmówili udziału w tej wojnie). Pomimo wielu turbulencji przez które przechodziła Unia polsko-litewska w trakcie swego istnienia: jak choćby poważny konflikt wybuchł w roku 1429-1430, gdy wielki książę Litwy - Witold zapragnął korony królewskiej, którą obiecał mu przysłać cesarz rzymsko-niemiecki Zygmunt I Luksemburski, strona polska wówczas uczyniła wszystko, aby do koronacji nie doszło, nawet obstawiono granicę z Węgrami, skąd miała nadejść korona dla Witolda i uniemożliwiono posłańcom cesarskim dostarczenie jej do Wilna i to pomimo, iż wcześniej król Władysław Jagiełło nieopatrznie zgodził się na koronację Witolda. Było to niezwykle ważne z tego powodu, iż koronacja Litwy oznaczałaby realny rozpad Unii, do czego dążył cesarz i Zakon Krzyżacki. Ostatecznie śmierć Witolda położyła kres litewskim planom koronacyjnym. Drugim wstrząsem dla Unii było objęcie władzy na Litwie po śmierci Witolda przez młodszego brata Władysława Jagiełły - Świdrygiełłę, który pragnął się uniezależnić. Z tego powodu wybuchła nawet wojna polsko-litewska w roku 1431 i choć Jagiełło wzbraniał się przeciwko wojnie i starał się ją ograniczać, to jednak po pokonaniu Litwinów w bitwie nad Styrem i zajęciu Łucka przez Polaków, wojna realnie dobiegła końca, a Świdrygiełło został obalony przez panów litewskich już w sierpniu 1432 r., a jego miejsce zajął rodzony brat Witolda - Zygmunt, który nie miał już planów usamodzielnienia się i otwarcie przyznawał prawo do władzy nad Litwą (po swojej śmierci) synom Jagiełły. 
 
 

 






Następny konflikt z Litwą (ale już nie militarny) wybuchł w 1440 r., gdy Litwini wybrali sobie na władcę młodszego syna Jagiełły - Kazimierza Jagiellończyka i postąpili tak wbrew woli polskich panów. Klęska Władysława III Jagiellończyka w bitwie z Turkami pod Warną w 1444 r. i wybór księcia litewskiego Kazimierza na nowego króla Polski w 1447 r. pozwolił ostatecznie zażegnać ten konflikt. Potem raz jeszcze doszło do rozpadu Unii, gdy w 1492 r. rządy objęli dwaj synowie Kazimierza IV - Jan I Olbracht (Albrecht) w Polsce i Aleksander na Litwie. Ale znów bezpotomna śmierć Olbrachta (1501 r.) otworzyła drogę do polskiego tronu Aleksandrowi i ponownie jeden władca władał dwoma krajami. Od tej pory aż do Unii Lubelskiej z 1569 r. tworzącej jedno państwo dwóch krajów i (co najmniej) trojga narodów, ci sami królowie władali i Polską i Litwą. XVI wiek przyniósł następnie Polsce okres niesamowitego wprost rozkwitu (porównywalnego z tym, jaki miał miejsce za Kazimierza Wielkiego w wieku XIV). Wojen Polska wówczas praktycznie nie toczyła (poza niewielkimi sporami terytorialnymi na Południu z Mołdawią i zbrojnymi interwencjami w Mołdawii polskich panów). Pomorze Gdańskie i dostęp do Bałtyku został odzyskany po zwycięstwie w Wojnie Trzynastoletniej z Krzyżakami w 1466 r. (Gdańsk, Elbląg, Frombork, Puck i Braniewo - miasta leżące nad Morzem Bałtyckim przeszły na polską stronę już w 1454 r. czyli na początku konfliktu) a ostatni konflikt z Zakonem Krzyżackim miał miejsce w latach 1519-1521 i zakończył się rozwiązaniem Zakonu i powstaniem w Prusach świeckiego państwa zależnego od Korony Polskiej, a akt hołdu lennego złożył w Krakowie przed królem Zygmuntem I Jagiellończykiem ostatni wielki mistrz Zakonu - Albrecht Hohenzollern (1525 r.). Od tej chwili on, jego bracia i następcy mieli być lennikami Polski/Rzeczpospolitej i świadczyć mieli z tego tytułu pewne zobowiązania, jak choćby wysyłanie posiłków wojskowych na wojny toczone przez Rzeczpospolitą.

 


Polska była więc wolna od wojen i niszczących kraj najazdów (czasem tylko jakiś czambuł tatarski doszedł pod Lwów, ale dzięki szybkiej organizacji pospolitego ruszenia szlacheckiego, wypady takie prawie zawsze kończyły się dla Tatarów klęską i utratą całego jasyru), ale Litwa wręcz przeciwnie, wciąż narażona była na nowe wojny i najazdy. Południowe ziemie litewskie, szczególnie Wołyń, ale i Ruś Biała oraz Czarna narażone były na nieustanne grabieżcze najazdy Ordy tatarskiej, co było niezwykle uciążliwe dla mieszkańców (tym bardziej że takie najazdy odbywały się prawie co roku, a czasem nawet i dwa razy w roku). Jednak największy problem dla Litwy stanowiła wciąż rozszerzająca się kosztem chanatów powstałych po upadku Złotej Ordy, oraz kosztem ruskich republik kupieckich na Północy - Moskwa. Wojny litewsko-moskiewskie toczyły się praktycznie nieustannie (walki graniczne począwszy od 1442 r., potem interwencja Litwy w wojnę domową w Wielkim Księstwie Moskiewskim w 1445-1449, następnie w latach 1451-1471 walki pograniczne o księstwa ruskie: Twer, Możajsk, Riazań, Briańsk, Rżew i Nowogród, wojna litewsko-moskiewska 1470-1471, ostateczna utrata Nowogrodu Wielkiego przez Litwę w 1478 r. i Tweru w 1485 r. Kolejna wojna z Litwą zaczęła się w 1487 r. i trwała do roku 1490, ale wciąż były to jedynie drobne najazdy graniczne i dopiero w 1492 r. rozpoczęła się duża wojna litewsko-moskiewska, która trwała do 1494 r. i zakończyła się klęską Litwy i utratą Wiaźmy, Wołkony, Odojewu, Worotyńska i Kozielska. Po tej wojnie Litwini zdali sobie sprawę, że nie są już w stanie samodzielnie walczyć z Moskalami i jeśli dotąd sarkali na Unię z Polską twierdząc że są tam stroną słabszą, to teraz stawała się ona dla nich niezbędna do utrzymania posiadłości na Wschodzie, a nawet do samego przetrwania Litwy jako niezależnego państwa.

Problem polegał jednak na tym, że Polacy wcale nie garnęli się do walki z Moskwą i traktowali te wojny jak coś egzotycznego (można wręcz powiedzieć - przy całym zachowaniu skali tego konfliktu - że Koroniarze traktowali wojny litewsko-moskiewskie tak, jak dziś traktuje się w Polsce wojnę Ukrainy z Rosją). Kolejna wojna, jaka wybuchła w 1500 r. toczyła się już ze wsparciem polskiego kontyngentu, choć Polska oczywiście w tej wojnie nie uczestniczyła. Po klęsce wojsk litewskich w bitwie pod Mścisławiem (listopad 1501 r.), wojna zakończyła się w marcu 1503 r. rozejmem, oraz oddaniem Moskwie księstw wierchowskich (Mceńska, Sierpiejska, Lubucka, Masalska), Drohobuży, Nowogrodu Siewierskiego, Rylska i części Kijowszczyzny (łącznie 19 zamków, 70 włości, 22 miasta i 13 siół. Wsparcie polskie nie pomogło, gdyż było nieliczne i nie mogło zmienić niekorzystnego położenia Litwinów w tej wojnie. W 1507 r. gosudar (wielki książę) Wasyl II ponownie zaatakował Litwę, ale już wówczas Polacy udzielili Litwinom znaczniejszego wsparcia i w Nowogródku zebrała się wspólna polsko-litewska armia która zmusiła Moskali do odwrotu (dodatkowo od południa uderzyli na nich Tatarzy). W 1508 r. zbuntował się na Litwie kniaź Michał Gliński, co dało Moskalom okazję do kolejnego najazdu. Bunt jednak szybko stłumiono, a Gliński (notabene twórca w 1503 r. polsko-litewskiej formacji znanej jako husaria, która szczególnie w wieku XVII stała się najdoskonalszą wojskową formacją konną świata i rzadko która armia była w stanie sprostać atakowi polskich husarzy - mówiło się wręcz, że jeśli do trzeciego szeregu piechoty nie uda się powstrzymać ataku, to bitwa jest przegrana i należy czym prędzej ratować własne życie) uciekł do Moskwy (potem jego bratanica - Helena stała się matką Iwana IV Groźnego). Wojna zakończyła się zwycięstwem sił litewsko-polskich w bitwie pod Orszą (1508 r.), choć w wyniku tej wojny Litwa odzyskała jedynie Lubecz i drobne włości smoleńskie, ale zajęcie Lubecza odcinało Moskwę od Dniepru.


STAŃCZYK



Kolejna wojna wybuchła w roku 1512. Wcześniej Wasyl III opanował Psków (1510 r.) likwidując niezależność tej ruskiej kupieckiej republiki, tak jak w 1478 r. zlikwidowano niezależność republiki Nowogrodu Wielkiego. Zdając sobie sprawę, że Litwini znów uzyskają polską pomoc, zawarł gosudar sojusz z cesarzem rzymsko-niemieckim Maksymilianem I Habsburgiem, z Krzyżakami, z Kawalerami Mieczowymi w Inflantach i z Duńczykami. W tym samym czasie król Zygmunt I sprzymierzył się z chanem Mengli I Girejem, który miał uderzyć na Moskwę od południa. Wojna toczyła się głównie o pograniczne twierdze i nie było wyraźnej przewagi żadnej ze stron aż do 1514 r. gdy ostatecznie udało się Moskalom zdobyć Smoleńsk (30 lipca) - potężną twierdzę, będącą bramą zarówno do Wilna jak i do Moskwy. Upadek Smoleńska był potężnym ciosem dla Litwy (i dla Polski, Jan Matejko w 1862 r. namalował obraz zatytułowany: "Stańczyk w czasie balu na dworze królewskim w czasie straconego Smoleńska", przedstawiający bawiących się w oddali dworzan i zafrapowanego, siedzącego w drugiej komnacie królewskiego błazna - Stańczyka, który przeszedł do historii jako przykład rozsądku politycznego pomimo swej niezbyt poważnej profesji). Po tym zwycięstwie doszło już do otwartego sojuszu moskiewsko-niemieckiego (cesarskiego), a Maksymilian zamyślał nawet o opanowaniu Krakowa. Wkrótce potem jednak (8 września 1514 r.) doszło do drugiej bitwy pod Orszą, a było to jedno z największych starć zbrojnych ówczesnej Europy. 16 000 Litwinów i 14 000 ciężkiej jazdy polskiej starło się tam z prawie 90 000 wojsk moskiewskich. Bitwa zakończyła się całkowitym pogromem Moskali (ponoć miało ich zginąć nawet 40 000, a kolejne 30 000 dostało się do niewoli). Zwycięstwo to szybko odbiło się głośnym echem po całej Europie, a król Zygmunt dodatkowo posyłał jeńców moskiewskich do Wiednia, Rzymu, Paryża i innych miast europejskich, jako dowód owego triumfu. Niestety, pomimo tego zwycięstwa, Smoleńska wówczas nie udało się ponownie odzyskać, ale sojusz Maksymiliana z Wasylem dobiegł końca, zaś w 1515 r. w Wiedniu na zjeździe trzech monarchów (Zygmunta Jagiellończyka, króla Czech i Węgier - Władysława II Jagiellończyka i cesarza Maksymiliana Habsburga) zawarto wzajemny układ podparty wspólnym jagiellońsko-habsburskim matrymonium (to właśnie wówczas Maria Habsburg - córka Filipa I Pięknego i Joanny I Kastylijskiej, oraz siostra króla Hiszpanii Karola I [jako cesarz rzymski od 1519 r. znany był pod imieniem Karola V] - przyrzeczona została synowi Władysława II - Ludwikowi Jagiellończykowi).  

 
BITWA POD ORSZĄ
(1514)



Wojna z Moskwą trwała jednak dalej i ostatecznie zakończyła się w 1522 r. rozejmem na pięć lat, przy czym Smoleńszczyzna pozostała przy Rosji. W 1526 r. rozejm przedłużono o kolejne sześć lat, a w roku 1532 o rok. W 1533 r. po śmierci Wasyla III i wstąpieniu na tron jego syna, trzyletniego chłopca - Iwana IV (który przejdzie do historii jako Groźny) Litwa zażądała oddania wszystkich utraconych wcześniej ziem do terytorium z 1492 r., co oczywiście było nie do przyjęcia dla regentki Heleny Glińskiej i bojarów moskiewskich sprawujących władzę w imieniu małoletniego gosudara (tym bardziej że Wasyl III po zdobyciu Smoleńska myślał też o Kijowie). Nowa wojna wybuchła więc wiosną 1534 r. W lutym 1535 r. dwie armie moskiewskie (150 000 żołnierzy) planowały koncentryczny atak na Litwę z połączeniem się w Mołodecznie skąd miano ruszyć na Wilno. Ostatecznie pod Wilno podeszła tylko 60 000 armia, gdyż część sił moskiewskich została przyblokowana w przygranicznych twierdzach na północy Wielkiego Księstwa Litewskiego, jednak Moskale nie odważyli się szturmować miasta i zawrócili. W tym samym czasie Litwini oczekiwali nadejścia 10-tysięcznego polskiego kontyngentu, który latem 1535 r. przybył pod Mińsk. Powstała wówczas 40 000 litewsko-polska armia nad którą dowództwo objął hetman wielki koronny - Jan Amor Tarnowski. Ruszyła ona na Homel i w lipcu 1535 r. zdobyła tę twierdzę, atakując następnie Starodub i pustosząc całą Siewierszczyznę. Do większych działań już nie doszło i w lutym 1537 r. podpisano pięcioletni rozejm, pozostawiając Homel po stroni Litwy. W 1542 r. rozejm ten przedłużono na 7 lat, a w 1548 r. na kolejne 14 lat.

Nowa wojna wybuchła dopiero w 1558 r. gdy Iwan Groźny zaatakował Inflanty, należące wówczas do niemieckiego Zakonu Kawalerów Mieczowych. Opanował wówczas Narwę, Dorpat i 18 innych zakonnych twierdz, wdzierając się głęboko w głąb państwa zakonnego. Co prawda Iwan toczył tę wojnę z Zakonem, nie z Litwą a tym bardziej nie z Polską, ale od 1557 r. i układzie w Pozwolu, wielki mistrz - Wilhelm Furstenberg podpisał przymierze z Koroną i Wielkim Księstwem Litewskim godzące właśnie w Moskwę. Teraz zaś wytworzyła się sytuacja patowa, gdyż rycerze zakonni nie byli w stanie samodzielnie odeprzeć ataku Moskali, ale Litwa i Polska - mimo sojuszu z Kawalerami Mieczowymi - nie były w stanie wojny z Moskwą. Wielki mistrz apelował więc do króla z prośbą o natychmiastową pomoc, co nie było takie proste gdyż oznaczało zerwanie z Rosją ponad dwudziestoletniego okresu pokoju, na co nie godzili się wielcy panowie polscy. Inflantczycy usunęli więc dotychczasowego wielkiego mistrza i wybrali nowego - Gotharda Kettlera - który miał dobre stosunki z królem Zygmuntem II Augustem i polskim dworem królewskim. Jednocześnie biskup Rygi nakłaniał wielkiego mistrza, aby - jeśli chce uzyskać pomoc w wojnie z Moskalami - poddał się Zygmuntowi, składając mu podobny hołd lenny, jaki w 1525 r. złożył wielki mistrz Zakonu Krzyżackiego (zresztą Albrecht Hohenzollern - który wciąż żył - aktywnie działał w tym temacie, starając się uzyskać wpływ na postanowienia Kawalerów Mieczowych w tej sprawie). Tak też się stało i ostatniego dnia sierpnia 1559 r. wielki mistrz Zakonu Inflanckiego oddał się pod opiekę polskiego monarchy, a ten zobowiązał się do przestrzegania dotychczasowych praw i przywilejów. Państwo zakonne nie było jednak w stanie przetrwać w całości i jeszcze w 1559 r. wielki mistrz sprzedał Duńczykom wyspy Dago, Ozylia i miasto Hapsal wraz z przyległościami. Gdy Rosjanie podeszli pod Rygę i spustoszyli Kurlandię i Semigalię (1559 r.), a Szwedzi w 1561 r. zajęli Rewel (Tallin - dziś stolica Estonii) i doszli do Białego Kamienia, zajmując całe północne Inflanty, stało się jasne, że nie uda się utrzymać tego państwa. Dlatego też Gothard Kettler zawarł z polskim monarchą układ, na mocy którego Zakon Kawalerów Mieczowych zostałby rozwiązany (podobnie jak wcześniej Zakon Krzyżacki), a Kettler odtąd stawał się świeckim księciem Kurlandii i Semigalii, zaś całe pozostałe Inflanty miały zostać włączone do Litwy (potem, po sprzeciwie polskich panów, powstało tam kondominium polsko-litewskie). Tak doszło do podziału Inflant (w roku 1560 Duńczycy opanowali jeszcze Piltyń w Kurlandii, zaś Albrecht Hohenzollern zajął w tym samym roku Lipawę, którą posiadał do 1569 r.).

Tym samym wytworzyła się zupełnie nowa sytuacja w stosunkach polsko-litewsko-moskiewskich i doprowadziło to do wybuchu nowej wojny na wiosnę 1562 r. Atak na Litwę rosyjskiej armii północnej, zakończył się jej klęską pod Newlem (gdzie 2000 Litwinów zmusiło do odwrotu 40 000 moskiewską armię). Niestety jednak w lutym 1563 r. Moskale zdobyli Połock - potężną twierdzę leżącą nad Dźwiną, co automatycznie doprowadziło do upadku intratnego litewskiego handlu z Rygą, gdzie 90 % towarów wysyłano właśnie Dźwiną. Podobnie jak wcześniej w Smoleńsku, Rosjanie dokonywali tam niesamowitych wprost zniszczeń i okrucieństw. Wszystkich Żydów utopiono w rzece, kobiety gwałcono, a ciężarnym otwierano brzuchy i wyciągano z nich dzieci, po czym roztrzaskiwano je o mury; mężczyzn zaś bito i okaleczano w nieprawdopodobnie okrutny sposób. Następnie całą ludność wywieziono do Moskwy i osiedlono w jej okolicy, a do Połocka (podobnie jak wcześniej do Smoleńska) sprowadzono Moskali. W styczniu 1564 r. po dotarciu na Litwę polskich posiłków (i zawarciu przez króla sojuszu z Danią i Lubeką) ruszyła kontrofensywa. W bitwie nad rzeką Ułłą na polach druckich (pod Czaśnikami) Moskale zostali rozbici (poległo 18 000 Rosjan). Następnie w lutym 1564 r. druga armia moskiewska idąca z Wiaźmy rozbita została pod Orszą (to była już trzecia bitwa pod tym miastem w XVI wieku). Iwan IV wpadł we wściekłość, szczególnie gdy dowiedział się o zdradzie swego przyjaciela i druha z lat młodzieńczych - księcia Andrieja Kurbskiego, który przeszedł na stronę Litwy (potem do historii przeszły listy, jakie Kurbski miał pisać do cara już po swojej zdradzie, choć część historyków uważa je za fałszywki). Dodatkowo złość cara (oficjalnie Iwan koronował się na pierwszego cara w styczniu 1547 r. choć ani Polska, ani Litwa nie uznały tego tytułu aż do 1634 r., i w dalszym ciągu tytułowano Iwana gosudarem) spowodowana była klęską trzeciej armii moskiewskiej, która rozbita została w bitwie pod Wilnem. W tej wojnie oczywiście Litwinów wspierali Polacy (choć w niewielkiej liczbie). 

Car bolejąc nad zdradą Kurbskiego i nad klęskami jakich doświadczały jego wojska, uznał że otoczony jest przez zdrajców, którzy pragną jego zguby. Tak więc z tej paranoi narodziła się wizja Opryczniny - czyli epoki gwałtów i terroru, mającego zastraszyć bojarów i wymusić na nich bezwzględne posłuszeństwo. Powstała specjalna jednostka gwardzistów carskich, która pełniła funkcję podobną do późniejszej tajnej policji i na polecenie cara przeprowadzała czystki wśród niepokornych lub tych, których Iwan uważał za niebezpiecznych. W kraju zapanował terror a ludzi mordowano z najbłahszego powodu (Iwanowi nie wystarczało że uśmiercał swych poddanych, pragną też ich upokarzać, jak np. każąc żonom i córkom swych bojarów udać się na Kreml, po czym je gwałcił wraz ze swymi oprycznikami i odsyłał do mężów, a ci, którzy choćby się poskarżyli, kończyli tragicznie - jednemu bojarowi, tylko za to że zapłakał nad losem swej zgwałconej żony, car kazał ją uśmiercić i powiesić mu nad stołem, tak aby codziennie widział ją, gdy spożywał posiłek i by tym samym "ukoił" swój żal. Inną zaś kobietę kazał car przybić za ręce i nogi do drzwi domu jej męża). Konfiskowano również ziemie, pozbawiając ludzi wszelkiego majątku, tak, iż dotychczasowi bogacze, nagle stawali się żebrakami, a bojarskie córki musiały trudnić się nierządem jedynie za ciepłą strawę. Tym sposobem Iwan skutecznie zastraszył swoich poddanych, którzy już więcej nie pomyśleli o jakimkolwiek sprzeciwie wobec woli cara. Cenzura była wszechobecna i za jedno nieopatrznie wypowiedziane słowo szło się na śmierć (oczywiście po wcześniejszych okrutnych torturach, z których śmierć była już tylko wybawieniem). Zresztą cenzura (w mniejszej lub większej formie) istniała wówczas w całej Europie i to władcy określali jej granicę, ale w Rosji była ona nieporównywalna z niczym innym.


OPRYCZNINA

(IWAN GROŹNY DRWI Z PRZYWÓDCY BOJARÓW - IWANA FIODOROWA, SADZAJĄC GO NA SWYM TRONIE I UDAJĄC ŻE PRZED NIM KLĘKA, PO CZYM WYCIĄGA NÓŻ I ZABIJA FIODOROWA)



Natomiast zupełnie inaczej było w Polsce/Rzeczpospolitej, gdzie nie było... żadnej cenzury, poza cenzurą opinii publicznej. Każdy szlachcic mógł powiedzieć, napisać i przeczytać co tylko chciał i jeśli jego dzieło nie powodowało zgorszenia publicznego, nikt nie mógł mu tego zabronić. Markiz d'Oria czyli Bonifacio Giovanni Bernardino tak oto pisał o Polsce do swego przyjaciela - Sebastiana Castelliona: "Wielką, co mówię największą miałbyś tu wolność życia wedle swej myśli i upodobania, także pisania i publikowania. Nikt tu nie jest cenzorem. Miałbyś ludzi, którzy by cię miłowali i bronili i (co winno ci być szczególnie miłe) którzy podzielają z tobą wspólną sprawę". Z Polski wyszła też definicja chrześcijańskiej wojny sprawiedliwej, wygłoszona na soborze w Konstancji w latach 1414-1418. Jej autorem był Paweł Włodkowic - kanonik płocki, poseł Władysława Jagiełły. Jego traktat o władzy papieża i cesarza nad niewiernymi, jest w zasadzie przykładem współczesnej myśli humanistycznej. Włodkowic twierdził bowiem iż: "Nie wolno prześladować i ograbiać niewiernych z ich dóbr, o ile chcą oni żyć w pokoju. Żydom winni jesteśmy szacunek, gdyż wierzą we wspólne nam Księgi (...) Nie wolno zabierać niewiernym ich państw, posiadłości czy władzy, gdyż posiadają je bez grzechu i za sprawą Boga". Papieżowi zaś: "wolno mu wymierzać karę w trzech przypadkach - gdy poganin działa wbrew naturze, gdy Żydzi tworzą z własnych ksiąg herezję, gdy chrześcijanin łamie prawo Ewangelii". Papież i cesarz nie mogą też: "siłą nawracać pogan, gdyż wszystko zależy od Wolnej Woli którą każdemu z nas dał Bóg", oczywiście papież i cesarz mogą toczyć wojny z niewiernymi, jeśli ci: "krzywdzą lub nękają chrześcijan" lub "ingerują w ich wiarę". Takie postawienie sprawy nie było wówczas oczywiste, gdyż większość uważała że nawracanie mieczem jest konieczne i miłe Bogu, zaś jakakolwiek ingerencja we władzę papieża czy cesarza była niedopuszczalna. Poglądy Włodkowica nie były w Polsce osamotnione i większość uczonych wychodziła właśnie z tego punktu widzenia, jak choćby Andrzej Laskarz, który w latach 1412-1414 w Budzie podczas procesu z Krzyżakami twierdził otwarcie że niedopuszczalne jest stosowanie przemocy wobec pogan, bowiem nikogo nie wolno nawracać pod przymusem.

Z tradycji tej polskiej wolności wyrosła tolerancja religijna, a wolność, tolerancja i swoboda były podstawą każdego, kto mienił się wówczas imieniem Polaka. Od czasu "Neminem captivabimus..." (przyjęty w 1425 r., wszedł w życie w 1430 r. choć po raz pierwszy jego zapisy zostały użyte już w 1427 r. podczas procesu królowej Sonki Holszańskiej, posądzonej o zdradę swego męża - króla Władysława Jagiełły) żaden szlachcic nie mógł zostać uwięziony z wyroku królewskiego, nim wcześniej nie udowodniono mu winy przed sądem (podobne prawo weszło w Anglii dopiero w... 1679 r. pod nazwą "Habeas Corpus Act"). Gdy więc w styczniu 1573 r. przyjęto akt tolerancji religijnej (zwany Konfederacją Warszawską) było to już tylko ukoronowanie dotychczasowego zwyczaju powszechnego panującego w Rzeczpospolitej. We Francji w kwietniu 1598 r. Henryk IV wydał podobny akt tolerancyjny pod nazwą Edyktu Nantejskiego, ale jak pisał historyk Janusz Tazbir: "Trudno pojąć przyczyny, dla których nie tylko francuskie mass media, ale i tamtejszy świat naukowy starają się przedstawić edykt nantejski jako pierwszy tej wagi akt tolerancyjny i to w skali całego kontynentu (...) To nie duma narodowa, ale uważne zestawienie obu tych aktów pozwala stwierdzić, iż konfederacja pod każdym względem górowała nad edyktem wydanym w Nantes. Przyznawała ona swobodę nie jednej, nazwanej po imieniu, konfesji, ale wszystkim wyznaniom, podkreślając jedynie, iż różniący się w wierze powinni dla dobra Rzeczypospolitej żyć ze sobą w zgodzie. Od tego zaś, dokąd w niedzielę zwykli uczęszczać na nabożeństwa, nie może zależeć rozdawnictwo dóbr czy urzędów. Co więcej, konfederacja uroczyście postanawiała, iż nikt z powodu różnic w wierze nie może cierpieć prześladowań. Gdyby zaś zwierzchność (król) zechciała stosować jakiekolwiek represje, sygnatariusze tego aktu zobowiązali się stanowczo, energicznie i skutecznie przeciwko temu przeciwdziałać. Toczące się we Francji wojny religijne były często przerywane przez różnego rodzaju akty tolerancyjne. Te jednak obowiązywały zazwyczaj dość krótko. (...) Natomiast konfederacja nie kładła kresu żadnym walkom na tle wyznaniowym, ponieważ nad Wisłą nigdy one nie rozgorzały. W chwili jej uchwalenia od dawna bez przeszkód odbywały się synody protestanckie, działały różnowiercze szkoły, a w licznych typografiach swobodnie tłoczono dzieła propagujące zasady nowej wiary. Dlatego też z wyższością patrzono na Francję, która z tak znacznym opóźnieniem wzięła wreszcie przykład z Polski". 


POSELSTWO POLSKIE W PARYŻU
(1573 r.)

(Jak pisał francuski historyk i świadek wjazdu Polaków do Paryża - Jacques Auguste de Thou: "Całe miasto wysypało się na ten widok; ni wiek, ni płeć, ni słabość zdrowia nie zatrzymały nikogo. (...) Ulice były tak napchane, że orszak postępował z trudnością. Z podziwem patrzyli paryżanie na mężów okazałej postaci, ich szlachetne i nieco dumne spojrzenie, ich powaga, te długie i gęste brody, te sobolowe kołpaki, te miecze ozdobione drogimi kamieniami, buty ze srebrnymi podkówkami, te łuki, kołczany, wszystko dziwiło i zachwycało")



Polacy wręcz powtarzali, że po wydaniu edyktu w Nantes, Francuzi zażyli "polskie lekarstwo", zresztą wpływ Polaków na francuskich twórców i pisarzy był w tym okresie niebagatelny i może jeszcze kiedyś o tym więcej napiszę, a dziś jedynie wymienię ich nazwiska, i tak już w 1573 r. François Hotman domagał się w swym dziele "Franco-Galia" radykalnego ograniczenia władzy królewskiej na wzór polski. Anonimowy autor "Budzika dla Francuzów" (1574 r.) twierdził wprost że źródłem władzy jest lud, a nie król, i władca zależny jest od swego ludu (narodu, a nie poddanych) i że naród może się zbuntować wobec niesprawiedliwych rządów (w Polsce/Rzeczpospolitej istniała możliwość wypowiedzenia posłuszeństwa królowi, jeśli ten nie przestrzegał stanowionego na sejmach prawa, i był to tzw.: "rokosz"). Następnie Teodor Beza był autorem "Prawa urzędów" (1576 r.), a Hubert Languet i Filip Duplessis-Mornay stworzyli dzieło pod nazwą: "Prawo przeciw tyranom" (1579 r.), w której deklarowali że to lud powierzył władcom rządy na warunkach umowy społecznej, której złamanie przez władców może doprowadzić do wypowiedzenia im posłuszeństwa i zrzucenia ich z tronów. To wszystko było pokłosiem kontaktu z Polakami, a szczególnie przybycia ich do Paryża w 1573 r. po wyborze na króla francuskiego księcia - Henryka d'Valois, młodszego brata króla Francji - Karola IX. Zresztą Polacy domagali się nie tylko przysięgi, by nowy król zaakceptował panującą w Rzeczpospolitej wolność religijną, ale również domagano się, aby taki sam akt wprowadzić we Francji (co wówczas Karol IX uznał za wtrącanie się w wewnętrzne sprawy jego kraju). W każdym razie już podczas koronacji królewskiej Henryka Walezego w Krakowie (21 lutego 1574 r.) część szlachty domagała się raz jeszcze potwierdzenia od króla wolności religijnej i praw Rzeczpospolitej, a marszałek wielki koronny Jan Firlej otwarcie podszedł do monarchy, wstrzymał ręką prymasa Jakuba Uchańskiego, który chciał włożyć koronę na głowę Henryka i zwrócił się do monarchy tymi oto łacińskimi słowami: "si non iurabis, non regnabis" (czyli "jeśli nie przysięgniesz, nie będziesz panował"). Ostatecznie Henryk Walezy ponownie zaprzysiągł pokój religijny słowami: "inter dissidentesde religione pacem tuebor" ("między różnymi w wierze pokój zachowam"). 


"TO JEST WŁAŚNIE RZECZPOSPOLITA, JANIE. NA CAŁYM ŚWIECIE NIE MA TAKIEGO KRAJU, GDZIE KTOŚ OŚMIELIŁBY SIĘ PODEJŚĆ DO OŁTARZA I DOTKNĄĆ KORONY"



Dziś jednak zarówno Francuzi, jak i Anglicy i wielu innych dawno zapomnieli o tamtej Polsce, o tamtej potędze, gdyż nie było dotąd dobrej okazji by im się przypomnieć (po upadku Rzeczpospolitej przyzwyczaili się do tego, że Polski nie ma i nawet... nie potrzeba, choć jak sprawdzałem stare mapy, jeszcze z pierwszych dekad XIX wieku, to widać tam wyraźnie że ziemie polskie są przedstawione w granicach z 1772 r. czyli sprzed pierwszego rozbioru, choć oczywiście naniesione tam były już granice zaborcze. Ale sam fakt, że w latach 30-tych i 40-tych XIX wieku pokazywano na mapach dawną niepodległą Polskę, świadczy dobitnie że pamięć o potędze Rzeczypospolitej jeszcze wówczas nie umarła w Europie. Oczywiście z każdym pokoleniem było już tylko gorzej, gdyż po prostu akceptowano i przyzwyczajano się do stanu faktycznego, czyli Europy bez dawnej Rzeczpospolitej, za to z silnymi Rosją, Prusami i Austrią). Zwycięstwo nad bolszewikami w 1920 r. i okres Dwudziestolecia Międzywojennego był zbyt krótki i zakończył się katastrofą Drugiej Rzeczpospolitej i wybuchem II Wojny Światowej, a potem przyszedł czas Zimnej Wojny, gdzie Polska (jak i inne kraje Europy Środkowo-wschodniej) znalazła się w sowieckiej strefie wpływów, jako realnie satelita Moskwy. To znów nie służyło do budowania pamięci o dawnej środkowoeuropejskiej potędze i wychodzących stamtąd prądów wolnościowych i intelektualnych. "Upadek" komuny i transformacja ustrojowa państw naszego regionu, znów temu nie mogła służyć, gdyż Polska dopiero odradzała się w kapitalizmie i nie mogła konkurować z gigantami Zachodu, przez co większość zakładów została po prostu wyprzedana w obce ręce, (podobnie prasa - ponad 90 % prasy polskiej znalazło się w rękach obcego kapitału: amerykańskiego, francuskiego, brytyjskiego i oczywiście niemieckiego - co zakrawa wręcz na kuriozum, gdyż nie znam żadnego innego kraju, który by sobie na to pozwolił, a nasze rządy po 1989 r. wyprzedawały kraj na skalę masową). To również nie mogło służyć budowaniu pamięci o dawnej wielkości i dlatego w mentalności społeczeństw Zachodu wytworzyła się takowa "czarna dziura", która obejmuje tereny od Odry i Triestu na wschód aż do granic Rosji. Dla nich bowiem istnieje tylko świat Zachodu (do którego zaliczają również Niemców) i... Rosja, która jest najrozleglejszym krajem świata i której na Zachodzie po prostu się boją. Nic pomiędzy nie istnieje. 

Obecna wojna Ukrainy z Rosją jest tego dobitnym przykładem i jeśli nawet uznamy że USA i Wielka Brytania pomagają Ukrainie dość znacznie (USA jest na pierwszym miejscu w rankingu pomocy, potem Polska, a Wielka Brytania chyba jest trzecia lub czwarta), to należy pamiętać że jest to z ich strony po prostu cyniczna polityka - toczą wojnę z Rosją i (wspierającymi Moskwę) Chinami na Ukrainie do ostatniego Ukraińca (tzw.: "wojna przez pośredników"). Ale przynajmniej pomagają i nasze interesy w tej kwestii są ze sobą zbieżne. Natomiast inaczej rzecz ma się z Niemcami i Francją, gdyż te kraje od dawna już postawiły na Rosję i teraz co prawda głupio im się do tego przyznać i otwarcie kontynuować wcześniejszą prorosyjską politykę (szczególnie gdy Moskale zrzucają bomby na ludność cywilną i okrutnie mordują kobiety i dzieci), ale bez wątpienia wciąż tam się tli pragnienie zakończenia tej wojny i... powrotu do stanu sprzed 24 lutego 2022 r. (sam fakt, gdy zaraz po rosyjskim ataku na Ukrainę, ambasador tego kraju w Niemczech zwrócił się do niemieckich polityków z prośbą o pomoc, usłyszał od jednego z nich słowa: "Po co mamy wam pomagać, skoro i tak za 48 godzin już was nie będzie?"). W świadomości Francuzów i Niemców wciąż tli się przekonanie o możliwości powrotu do tego, co było przed wojną, czyli do budowania wspólnej euroazjatyckiej przestrzeni handlowej "Od Lizbony po Władywostok" - zresztą ostatnio wspominał o tym były kacapski prezydent Dmitrij Miedwiediew (to ten sam gostek, który pisał w serwisie Sputnik - cytując słowa, wypowiedziane przez prezydenta Polski Andrzeja Dudę z okazji święta 3 maja, iż: "Ukraina będzie na dziesięciolecia, a daj Boże i na stulecia, państwem bratnim dla Rzeczypospolitej, pomiędzy którym a nami, Polską - jak, mam nadzieję, proroczo powiedział prezydent Wołodymyr Żełeński - nie będzie granicy; że tej granicy faktycznie nie będzie; że będziemy żyli razem na tej ziemi, odbudowując się i budując swoje wspólne szczęście i wspólną siłę". Z tego przemówienia Miedwiediew wyciągnął wniosek, że oto Polska pragnie wchłonąć Ukrainę: "Maski zostały zrzucone.[Duda] oświadczył, że przez dziesięciolecia, jeśli nie stulecia, nie będzie już granicy między Polską a Ukrainą", po czym pisze dalej: "Nie zniknęły bóle fantomowe dawnej wielkości, nękające Polaków od kilku stuleci. Zadanie jest proste - odzyskać upragnione ziemie historyczne, pod przykrywką agresywnej antyrosyjskiej retoryki i fałszywych mantr o wspólnym szczęściu z "bezgraniczną" Ukrainą. Aby pomścić liczne rozbiory Polski". Najwidoczniej ów kacap zapewne nie pojmuje, że dziś - podobnie jak w 1431 r. nie potrzeba nam zdobywać Halicza, bo on i tak będzie nasz, nasz wspólny - nasz Rzeczpospolitan. I choć droga do owej jedności jest jeszcze daleka (podobnie jak długa i trudna była droga Unii polsko-litewskiej aż do ostatecznego zjednoczenia najpierw w 1569 r. a potem już tworząc jeden kraj w Konstytucji 3 Maja) to dojdziemy tam wcześniej czy później, wbrew kacapsko-teutońskim kłodom rzucanym pod nogi.




I tutaj wracam do owej mentalności ludzi Zachodu, która opiera się na nie dostrzeganiu niczego pomiędzy Niemcami a Rosją. Otóż ostatnio czytałem wywody francuskiego geopolityka- Henri de Grossouvre'a (przewodniczącego Stowarzyszenia Paryż-Berlin-Moskwa), który otwarcie twierdzi, że Europa ma dwa płuca, bez których nie może funkcjonować. Tymi "płucami" są kraje Europy Zachodniej i... Rosja (w tym momencie tutaj powinny zabrzmieć fanfary). Europę powinien połączyć z Rosją ścisły sojusz polityczny, handlowy i militarny, dlatego też "Nowa Europa" powinna rozciągać się od Brestu do Władywostoku, pomiędzy dwoma Oceanami: Atlantykiem i Pacyfikiem. Należy więc nie tylko czym prędzej wyprzeć USA z Europy, ale zastąpić NATO czymś innym, "trwalszym" z oczywistym dopuszczeniem Rosji do budowy nowego europejskiego bezpieczeństwa (tylko pytanie przed kim wtedy Europa miałaby się bronić?). Grossouvre jest nieodrodnym dzieckiem zachodniej niemiecko-francuskiej mentalności (o Niemcach nie piszę, gdyż wiadomym jest iż pragną oni czym prędzej powrócić do "normalnych" stosunków z Rosją i wspólnie budować tutaj IV Rzeszę Europejską od Lizbony po Władywostok, a w naszej części Europy mieć oczywiście swoją strefę wpływów, czyli swoją Mitteleuropę), gdyż nie tylko nie dostrzega on państw Europy Środkowo-Wschodniej, ale wręcz uważa, iż kraje takie jak Polska powinny znaleźć się w niemieckiej strefie wpływów (czyli znów Mitteleuropa) jako swoisty niemiecki protektorat (oczywiście Francja objęłaby swój protektorat nad Belgią i Holandią, Hiszpanią i Italią, oraz Północną Afryką), a Rosja zajęłaby kraje na wschód od Bugu (choć rzeka ta nie jest wymieniona z nazwy). Czyli w zasadzie mamy jasność dokąd to wszystko zmierza. Albo Mitelleuropa - czyli totalna gospodarcza i polityczna (a po utworzeniu Armii Europejskiej również militarna i technologiczna) kolonizacja całej Europy Środkowo-Wschodniej przez Niemcy i Francję, przy jednoczesnym tworzeniu z Rosją wspólnej geopolitycznej przestrzeni od Atlantyku do Pacyfiku; albo też powrót do koncepcji Międzymorza i prób ściślejszego zjednoczenia się krajów Europy Środkowo-Wschodniej, pod hasłem powrotu do tradycji jagiellońskiej i dążenia do ostatecznego rozpadu Rosji jako państwa (powrót do normalnych stosunków byłby możliwy dla ruskich państewek, powstałych po rozpadzie moskiewskiej tyranii - dopiero po wydaniu całej broni jądrowej, bez której Rosja nie ma już szans się ponownie zjednoczyć). 

Tak ja to widzę - Drodzy moi. A tak poza tym i już na marginesie powiem jeszcze że bardzo brakuje mi cotygodniowego "Geopolitycznego tygla" doktora Targalskiego, bo już tych wszystkich Sykulskich i Bartosiaków słuchać nie mogę. Oby doktor Targalski trafił do swojego wymarzonego kociego raju.


POKÓJ JEGO DUSZY 





PS: NIECO ODSZEDŁEM OD TEMATU, WIĘC W KOLEJNEJ CZĘŚCI POWRÓCĘ DO PLANÓW POLSKO-ROSYJSKIEJ FEDERACJI, KTÓRA - GDYBY ZAISTNIAŁA CAŁKOWICIE ZMIENIŁABY ŚWIAT I DZIEJE LUDZKOŚCI 


CDN.

czwartek, 5 maja 2022

JEDYNA TAKA...! Cz. I

CZYLI RZECZ O KONSTYTUCJI 3 MAJA

PIERWSZEJ W EUROPIE 

I DRUGIEJ NA ŚWIECIE

 


 
"POLSKĘ MUSIMY ZNISZCZYĆ, PODTRZYMUJĄC TAM NIEŁAD I NIESNASKI; LUDZI WPŁYWOWYCH TRZEBA POZYSKIWAĆ PIENIĘDZMI; SEJM TRZEBA PRZEKUPYWAĆ, ABY MIEĆ WPŁYW NA WYBÓR KRÓLA; MUSIMY TAM ZYSKIWAĆ STRONNIKÓW, OPIEKOWAĆ SIĘ NIMI, POSYŁAĆ WOJSKA ROSYJSKIE I TRZYMAĆ TAM DOPÓTY, DOPÓKI NIE ZNAJDZIE SIĘ SPOSOBNOŚCI POZOSTAWIENIA ICH TAM NA ZAWSZE. JEŻELI SĄSIEDNIE MOCARSTWA BĘDĄ ROBIŁY TRUDNOŚCI, TO TYMCZASEM NALEŻY JE ZASPOKOIĆ PODZIAŁEM"
 
Z TESTAMENTU POLITYCZNEGO CARA PIOTRA WIELKIEGO
 
 
 
 Nieco spóźniony, ale jednak postanowiłem odnieść się do tematu pierwszej nowożytnej europejskiej konstytucji, czyli polskiej Konstytucji 3 Maja 1791 r. Była to bowiem jak na tamte czasy ustawa przełomowa, choć oczywiście niedoskonała (ale przecież żadna konstytucja nie jest i nie będzie doskonała, gdyż w zmieniających się czasach konstytucje należałoby co pewien czas uzupełniać, a Konstytucja 3 Maja właśnie wprowadzała taką możliwość by być uzupełnianą i redagowaną co 25 lat), ale była dziełem naprawy chorego państwa, które w swej niemocy chyliło się ku nieuniknionemu upadkowi (rozumianemu jako wchłonięcie całego kraju przez Rosję). Wielokrotnie już pisałem o dawnej Rzeczpospolitej Obojga (Trojga) Narodów, o państwie, które powstało pod nazwą "Polska" w końcu wieku X i było jednym ze składowych części dawnego kraju Lechitów. Potęga tego kraju była tak wielka, że już w 1000 r. cesarz rzymski - Otton III z dynastii Ludolfingów (wywodzących się z Saksonii - kraju słowiańskiego, który podbity przez Karola Wielkiego w latach 772-804, poddawany był następnie nieustannej germanizacji) uznał władcę kraju Lechitów - Bolesława I Chrobrego za równorzędnego sobie i symbolicznie koronował go swoją cesarską koroną w Gnieźnie ("Gnieździe" - czyli głównym ośrodku państwa polskiego czasu pierwszych Piastów, nazwa zaś miasta wzięła się z legendy o orle, który tutaj właśnie założył sobie gniazdo i gdy ujrzał go książę Lech, orzeł w obronie swych piskląt rozłożył skrzydła w górę, które w świetle zachodzącego słońca przybrały śnieżnobiałą barwę. Oczarowany tym widokiem książę Lech, tu właśnie postanowił zbudować swój gród, a orzeł biały od tej pory stać się miał symbolem kraju Lechitów/Polaków). Otton III koronując Bolesława swą cesarską koroną "wywyższył go ponad innych władców" - jak pisał w swej Kronice XI-wieczny niemiecki biskup Merseburga - Thietmar. I rzeczywiście, bowiem ówcześni królowie koronowali się zwykłymi koronami królewskimi, a cesarze - cesarskimi diademami, przeto koronowanie Bolesława cesarskim diademem Ottona III, stawiało go na równi z cesarzem rzymskim i ponad wszystkimi europejskimi monarchami.


KORONACJA BOLESŁAWA CHROBREGO PRZEZ CESARZA OTTONA III
(1000 r.)



Co prawda cesarz Otton III pragnął odrodzenia Cesarstwa Rzymskiego (rozumianego jako zdecentralizowane państwo europejskie), a brało się to u niego zapewne również z ducha czasów w których żył (na przełomie tysiącleci), które rodziły wiele mistycznych teorii, opartych na przekonaniu o nieuchronnym zbliżaniu się końca świata. Idąc tym tropem i kierując się starotestamentową Księgą Daniela, która twierdziła że historia świata opiera się na czterech następujących po sobie mocarstwach: Babilonu, Persji, Imperium Aleksandra Wielkiego i Imperium Rzymskim, a ponieważ Otton III nosił tytuł "Romanorum Imperator Augustus" czyli mniej więcej "Szlachetny Cesarz Rzymian"), przeto uważał że utrzymanie i ponowne odrodzenie Cesarstwa Rzymskiego pozwoli światu przetrwać. Był to bowiem czas, gdy chrześcijańskie ludy Europy zaczęły przeżywać coś na kształt mistyki millenijnej, która głosiła że koniec tysiąclecia będzie oznaczał jednocześnie koniec świata i ponowne przyjście Chrystusa na Ziemię, Sąd żywych i umarłych i wywyższenie sprawiedliwych ku Niebiosom, a nikczemnych strącenie do czeluści piekielnych. Przeto ludzi ogarnął szał "dobroczynności" - masowo uwalniano zbiegów, złodziei i złoczyńców, oddawano ogromne kwoty dla najuboższych, rozdawano majątki (skoro bowiem miał nadejść koniec świata, pieniądze nie miały już żadnej wartości, a dzięki temu można było zasłużyć na życie wieczne w Niebie). Ludzie też masowo się umartwiali i pragnęli jakiegoś cierpiętnictwa (niektórzy wręcz pchali się do lochów i płacili spore kwoty tylko za to, aby doświadczyć razów zadawanych batem, zgodnie z przekonaniem że: "Prędzej wielbłąd przejdzie przez ucho igielne, aniżeli bogaty wejdzie do królestwa niebieskiego" Ewangelia Mateusza 19,24). Dlatego też odrodzenie Cesarstwa Rzymskiego było wówczas tak istotne w rozumieniu Ottona III. Ów cesarz wyobrażał sobie to tak: odnowione Cesarstwo Rzymskie stworzą cztery kraje (fundamenty Europy), Germania, kraj Franków (czyli Francja), Italia i Sclavinia (czyli słowiański kraj Lechitów/Polaków), w centrum zaś owego Imperium Otton widział cesarza, tylko że koronacja Bolesława Chrobrego swoją cesarską koroną, jednocześnie czyniła go równym Ottonowi, tak więc w owym odrodzonym Imperium byłoby wówczas... dwóch cesarzy, jeden Zachodu a drugi Wschodu - przynajmniej tak to pojmował cesarz Otton III, będący z wizytą w kraju Bolesława w owym 1000 roku. Należy też pamiętać, że podniesienie Bolesława do roli cesarza było z pewnością wcześniej uzgodnione przez Ottona III z papieżem Sylwestrem II - jednym z najgenialniejszych następców św. Piotra, człowiekiem niezwykle wykształconym i twórczym, autorem wielu wynalazków ułatwiających życie ludziom. Sylwester - o którym mawiano że w podziemiach Zamku św. Anioła uwięził szatana - również uważał że należy odrodzić dawne Cesarstwo Rzymskie w nowych granicach, które sięgałyby zarówno Zachodu jak i Wschodu Europy, a państwo Bolesława było jednym z najpotężniejszych i najbogatszych królestw Europy (Bolesław Chrobry groził najazdem cesarzowi bizantyjskiemu, jeśli ten wmiesza się do Rusi, gdzie swe wpływy po zajęciu Kijowa w 1018 r. widział Bolesław jako niepodzielne, natomiast o bogactwie kraju świadczy relacja chociażby biskupa Thietmara, który raczej nie darzył Bolesława ani też ówczesnej Polski sympatią. Potęga kraju była wówczas tak wielka, że sam Otton III był tym oszołomiony i stwierdził że nawet u siebie w Akwizgranie nie ma podobnych bogactw - może właśnie dlatego Otton III uznał Bolesława za równego sobie).


CESARZ OTTON III I CZTERY KOBIETY SYMBOLIZUJĄCE:
ITALIĘ, GALIĘ, GERMANIĘ I SLAVONIĘ (LECHIĘ, POLSKĘ)



Państwo następców Bolesława Chrobrego (czyli Sclavinia, Lechia, Polania) rozwijało się aż do XII wieku, gdy w 1138 r. Bolesław III Krzywousty postanowił podzielić kraj pomiędzy swych trzech synów (najmłodszy, czwarty syn - Henryk miał otrzymać swoją dzielnicę po uzyskaniu pełnoletności, czyli 16 lat, co nastąpiło w 1146 r.). Państwo zaczęło się sypać, choć wciąż jeszcze obowiązywała zasada senioratu, czyli rządów najstarszego z braci, który poza własną dziedziczną dzielnicą, panowałby także i w Krakowie (dokąd w 1039 r. przeniesiono stolicę państwa polskiego z Gniezna. Oczywiście nieoficjalnie, po prostu tam właśnie osiadł powróciwszy z wygnania Kazimierz I Odnowiciel, który wcześniej został zmuszony do ucieczki z kraju po buncie zwolenników dawnych pogańskich bogów - tzw. wielkie powstanie ludowe z lat 1037-1038 - oraz po najeździe księcia czeskiego Brzetysława I z 1038 r.). Szybko jednak pomiędzy braćmi doszło do konfliktów, a domena senioralna - choć przetrwała - traciła na znaczeniu, wskutek dalszego podziału kraju pomiędzy potomków synów Bolesława III. W XIII wieku państwo składało się już z kilkunastu do kilkudziesięciu dzielnic, które często ze sobą walczyły, a ponieważ władza seniora była coraz słabsza, kraj coraz bardziej uzależniał się od cesarstwa, a poszczególni książęta (szczególnie na Pomorzu i na Śląsku) często się niemczyli. Nastąpiła też masowa kolonizacja niemiecka, która została zatrzymana na początku wieku XIV, wraz z procesem odrodzenia i ponownego scalania ziem polskich pod władzą jednego monarchy. Takim monarchą okazał się książę kujawski - Władysław I (realnie IV) Łokietek, który w 1305 r. opanował Sandomierz a w 1306 r. dzielnicę senioralną z Krakowem i od tej daty rozpoczął się proces jednoczenia przez niego ziem polskich. Gdy zaś w 1311 r. wybuchł przeciw jego władzy bunt krakowskich Niemców, kierowanych przez wójta Alberta i wspieranych przez biskupa krakowskiego - Jana Muskatę, Łokietek po zdławieniu tego zrywu, okrutnie obszedł się z niemieckimi mieszkańcami Krakowa (każdy mieszczanin, który nie mówił po polsku był wyłapywany, ścinany lub wieszany za miastem, wójt Albert stracił majątek i dziedziczną władzę w Krakowie a pozostałym przywódcą buntu odebrano majętności. Co ciekawe, aby odróżnić Niemca od Polaka, książę Władysław Łokietek polecił aby wypowiadali oni słowa: "Soczewica, koło, miele, młyn" - kto nie potrafił poprawnie wymówić tych słów, ten Niemiec.)   
 

WYDANIE WYROKU NA PRZYWÓDCÓW BUNTU WÓJTA ALBERTA
(1311 r.) 
 

 
W 1314 r. Łokietek odzyskał Wielkopolskę, lecz w 1308 r. stracił Pomorze Gdańskie na rzecz Krzyżaków (sprowadzonych do Polski i osiedlonych na ziemi chełmińskiej jeszcze przez księcia mazowieckiego - Konrada I w 1226 r., choć pierwsi trzej rycerze zakonni przybyli do Torunia dopiero w roku 1228). Zakon Krzyżacki zaczął się rozrastać kosztem podbijanych ziem Prusów i Litwinów - które to ludy były jeszcze wówczas pogańskie, przeto teutońscy rycerze Najświętszej Marii Panny Domu Niemieckiego w Jerozolimie (jak brzmiała pełna nazwa owego Zakonu) uważali że mają obowiązek nawracać mieczem pogan, jednocześnie dla siebie zajmując ich ziemie. Oficjalnie zakonni rycerze byli mnichami, którzy prócz modłów posługiwali się jeszcze mieczem i nie mogli nawet spojrzeć na kobietę, ale w praktyce stosowali gwałty, rozboje i chciwi byli zarówno na złoto, jak i na nowe nabytki terytorialne. Wymordowanie przez Krzyżaków polskiej załogi Gdańska w 1309 r. otworzyło okres wzajemnego konfliktu, bowiem celem Zakonu stało się niedopuszczenie do ponownego ukoronowania polskiego władcy (ostatni polski król - Bolesław II Śmiały, stracił koronę w 1079 r. a jego brat - Władysław I Pobożny odesłał koronę królewską do króla niemieckiego - Henryka IV. Od tego czasu - poza krótkim okresem panowania Przemysława II w latach 1295-1296, Polska nie miała króla). Władysław Łokietek zapragnął jednak korony królewskiej i rozpoczął o nią starania w Rzymie, u papieża Jana XXII, który ostatecznie wyraził zgodę na koronację i 20 stycznia 1320 r. Władysław wraz ze swą małżonką - Jadwigą, został koronowany na Wawelu w Krakowie przez arcybiskupa gnieźnieńskiego - Janisława i w ten oto sposób Polska znów odrodziła się jako królestwo.

Następcą Władysława Łokietka został jego jedyny syn - Kazimierz, który w 1325 r. (jako 15-letni chłopak) poślubił córkę księcia Litwy Giedymina - Aldonę, która po przyjęciu chrztu otrzymała imię Anna. W 1333 r. Kazimierz III objął tron i stał się bodajże największym monarchą w polskich dziejach, stąd właśnie zyskał przydomek "Wielki". Kraj który odziedziczył, był wciąż słaby, mały, wyludniony ciągłymi najazdami Litwinów, Czechów, Tatarów i Krzyżaków (wojna z Zakonem z lat 1331-1332, pomimo zwycięstwa w bitwie pod Płowcami, zakończyła się porażką i koniecznością oddania Zakonowi Kujaw i ziemi Dobrzyńskiej), oraz niepewny swej przyszłości. Po 37-etnich rządach Kazimierza III Wielkiego, kraj ten zamienił się w jedno z europejskich mocarstw. Król stworzył bowiem jakby inne, nowe państwo. Zamki i nowe twierdze wyrastały jak grzyby po deszczu, miasta się rozwijały i rozrastały, w kraju kwitło rzemiosło i handel, lud się bogacił i nawet Czarna Śmierć (która zdziesiątkowała Europę Zachodnią i Wschodnią) na ziemiach polskich była praktycznie niezauważalna. Pozwoliło to znacznie nagonić kilkuwiekowe opużnienia względem Zachodu i to zarówno pod względem gospodarczym (rozkwit ziem polskich w połowie XIV wieku jest skorelowany z upadkiem gospodarczym takich krajów jak Francja, kraje Rzeszy, Flandria czy nawet Italia) jak i demograficznym (w wyniku Czarnej Śmierci wiele miast w Niemczech, Francji czy Anglii praktycznie przestało istnieć, a ludność największych z nich zmniejszyła się co najmniej o połowę, natomiast Kraków, Poznań, Sandomierz, Kalisz i wiele innych miast polskich cieszyło się sporą liczbą ludności która wciąż się rozrastała). To właśnie za panowania Kazimierza (który w 1343 r. zawarł pokój z Zakonem Krzyżackim odstępując mu Pomorze Gdańskie w zamian za Kujawy i ziemię Dobrzyńską) wykluwała się przyszła potęga Korony Polskiej, która ukazała swą siłę na polach Grunwaldu w 1410 r. A poza tym w 1364 r. król założył pierwszy Uniwersytet na ziemiach polskich, zwany Akademią Krakowską (potem nazwany Jagiellońską). Król Kazimierz był jednak nie tylko wielkim władcą, ale również wielkim kobieciarzem (mawiano że zbudował dziesiątki zamków, aby upchnąć w nich wszystkie swoje kochanki, mawiano też że w niektórych miastach utrzymuje całe haremy złożone z nałożnic). Mimo tylu kochanek król nie doczekał się męskiego potomka i po śmierci Aldony Anny w 1339 r. (w wyniku obrażeń, gdy spadła ze schodów na Wawelu), jeszcze trzykrotnie brał sobie żony (w tym dwukrotnie popełnił bigamię, żeniąc się z nową kobietą, gdy poprzednia żona jeszcze żyła), ale i one nie dały mu następcy tronu. Z pierwszą żoną miał dwie córki, z czwartą trzy (jedna zmarła w niemowlęctwie), ale syna nie miał co przyprawiało go o rozpacz.

   
ALDONA ANNA - PIERWSZA ŻONA KAZIMIERZA WIELKIEGO
(1325-1339)





DRUGĄ ŻONĘ - ADELAJDĘ Z HESJI, ZA TO ŻE NIE DAŁA MU SYNA - KAZIMIERZ KAZAŁ ZAMKNĄĆ W WIEŻY W 1356 r.
(1341-1370)





Nie mając następcy, Kazimierz musiał się zgodzić na objęcie tronu przez syna swej siostry - Elżbiety, króla Węgier - Ludwika I Wielkiego. O ile jednak na Węgrzech władca ten (1342-1382) zapisał się jako wielki król, o tyle jego rządy w Polsce (1370-1382) nie należały do udanych. Przez większość czasu rządziła tutaj jego matka jako regentka, która jednak nie mogła poradzić sobie z możnymi panami i gdy na początku 1377 r. doszło do mordu na Węgrach w Krakowie, postanowiła opuścić Polskę - kraj swego ojca i brata. I choć potem wróciła, to wkrótce potem zmarła w 1380 r., a po śmierci Ludwika tron Polski odziedziczyła (1384 r.) jedna z jego dwóch córek - Jadwiga, która ostatecznie panowała jako król, nie królowa.  








W 1385 r. dokładnie w sześćdziesiąt lat od chwili ślubu Kazimierza Wielkiego z Aldoną Anną, Korona Polska zawarła sojusz z Wielkim Księstwem Litewskim, a książę tego kraju - Jogaiła, zostać miał mężem króla Jadwigi. Tak też się stało i w lutym 1386 r. przybył on do Polski, przyjął chrzest, zmienił imię na Władysław i poślubił Jadwigę (która wcześniej była zaręczona z synem austriackiego księcia - Wilhelmem Habsburgiem, i nawet pokochała go, gdyż przebywali ze sobą od czasów dzieciństwa). Ostatecznie pod wpływem polskich panów, którzy twierdzili (jak np. Dymitr z Goraja) iż: "Nasza przyszłość jest na Wschodzie", postanowiła poświęcić miłość do Wilhelma dla dobra kraju i zaakceptowała Jogaiłę jako swego małżonka. Dzięki temu małżeństwu, Litwa oficjalnie przyjęła chrzest (1387 r.) a królowa odbyła podróż do ziemi swego męża. Jadwiga zmarła w lipcu 1399 r. po narodzinach swego jedynego dziecka - córki Elżbiety Bonifacji, która też zmarła w trzy tygodnie po swych narodzinach. Tak oto Jogaiła/Władysław - założyciel dynastii Jagiellonów został jedynym władcą Polski i Litwy (choć władzę na Litwie przekazał ostatecznie swemu kuzynowi - Witoldowi w 1392 r.).




W 1410 r. połączone siły Polski, Litwy, Rusi i Tatarów rozbiły w bitwie pod Grunwaldem największą ówczesną potęgę militarną chrześcijańskiego świata - Zakon Krzyżacki, wsparty ochotnikami z Europy Zachodniej (w tej wojnie chciał uczestniczyć - oczywiście po stronie Zakonu - również król Anglii Henryk IV Lancaster, ale niezakończona Wojna Stuletnia z Francją mu to uniemożliwiła). Klęska Zakonu była totalna, na polu bitwy legł sam wielki mistrz - Ulrich von Jungingen, a większość komturów i rycerstwa poległa lub dostała się do niewoli. Bitwa ta, stała się zaczątkiem potęgi polsko-litewskiego państwa, która przetrwała cztery wieki.






Władysław II Jagiełło także żenił się cztery razy i przez długi czas z żadną z żon nie mógł doczekać się syna i następcy, z drugą żoną - Anną Cylejską spłodził jedynie córkę (urodzona w 1408 r.), której nadał imię Jadwiga na cześć swej pierwszej żony, i dopiero czwarta żona - Sonka (Zofia) Holszańska - litewska księżniczka, dała mu upragnionych synów: Władysława (1424 r.) i Kazimierza (1427 r.). 








Otwarcie się Polski na Litwę, doprowadziło ostatecznie do konfrontacji z Moskwą, która pod rządami dynastii Rurykowiczów dążyła do zjednoczenia ziem ruskich i (w dalszej perspektywie) zrzucenia zależności od Tatarów. Litwa rozpoczęła walki z ruskimi księstwami w drugiej połowie XII wieku (w 1183 r. doszło do pierwszych najazdów Litwinów na ziemię pskowską), a państwo litewskie - hołdujące pogańskim bogom - zaczęło gwałtownie się rozszerzać już od czasów rządów księcia Witenesa (1295-1316). Ok. 1307 r. Litwa zdobyła Połock (choć potem miasto to szybko się uniezależniło), w 1313 r. podporządkowała sobie Wielkie Księstwo Smoleńskie, a gdy w 1316 r. do władzy doszedł młodszy brat Witenesa - Giedymin (1316-1341) rozwój Litwy jeszcze bardziej przyspieszył. Wydał on swoje dzieci za potomków władców na Wschodzie i Zachodzie i tak (przed 1320 r.) jego syn - Olgierd poślubił witebską księżniczkę Marię i objął tamtejszy tron książęcy, córka Giedymina - Aldona Anna wyszła za Kazimierza Wielkiego - króla Polski (1325 r.), inny zaś syn Giedymina - Lubart poślubił księżniczkę wołyńską (ok. 1333 r.),  druga córka - Maria wydana została za księcia Tweru - Dymitra, trzecia - Aigusta (Anastazja) za syna wielkiego księcia moskiewskiego Iwana I Kality - Siemiona Iwanowicza. Poza sojuszami matrymonialnymi, Litwini rozszerzali swoje państwo również zbrojnie i tak Giedymin zdobył (do 1340 r.) Połock, Nowogródek, Mińsk, Świsłocz, Słuck i Kleck. W 1321 r. po zwycięstwie w bitwie nad rzeką Irpień, podporządkował sobie Giedymin Kijów (co prawda go nie zdobył, ale uzależnił od siebie tamtejszego księcia - Stanisława). W 1323 r. Litwa po raz pierwszy zawarła antymoskiewski sojusz z Pskowem. W chwili śmierci Giedymina (1341 r.) granice państwa litewskiego na wschodzie sięgały linii Wiaźmy-Osiecz-Riasty (innymi słowy zachodnich granic Smoleńszczyzny). W 1340 r. gdy Rusini otruli swego władcę, księcia halicko-wołyńskiego - Bolesława Jerzego II (syna Trojdena I - księcia warszawsko-czerskiego i jego żony księżniczki halicko-lwowskiej - Marii z Rurykowiczów), Kazimierz Wielki zbrojnie najechał Ruś Halicką i zajął Lwów (uczynił to na mocy prawa, gdyż Bolesław Jerzy uznawał się za lennika króla Władysława Łokietka), mimo to, zajęcie Rusi Halickiej ze Lwowem spowodowało konflikt z następcą Giedymina, wielkim księciem Litwy - Olgierdem    




W 1341 r. Giedymin podzielił swoje państwo pomiędzy siedmiu synów. Jawnuta objął Wilno, Oszmianę, Brasław i Połock oraz tytuł wielkiego księcia, Kiejstut - Grodno, księstwo trockie i Żmudź, Olgierd - księstwo witebskie i krewskie, Monwid - księstwo kiernowskie i Słonim, Narymunt - Pińsk, Koriat - księstwo nowogródzkie, a Lubart odziedziczył Wołyń. Jawnuta utracił jednak tytuł wielkiego księcia już w 1345 r., gdy Wilno zdobył Olgierd (Jawnuta zbiegł wówczas do Moskwy) i doszło do nowego podziału Litwy. Usuwając pozostałych braci, władzę odtąd dzierżyło dwóch książąt - Olgierd w Wilnie, na Litwie właściwej i na Wschodzie, zaś Kiejstut w Trokach, na Rusi Czarnej, Żmudzi i na Podlasiu. Od ok. 1350 r. Olgierd przybrał tytuł Rex Litvinorum et multorum Ruthenorum ("Król Litwinów i wszystkich Rusinów") i zaczął głosić hasła wielkomocarstwowej Litwy i Rusi, a to prowadziło go do konfliktu z Moskwą. 




Jednak władców Moskwy wówczas mało obchodziła Ruś, byli w końcu poddanymi Wielkiego Chana i interesowało ich bardziej to, co działo się w Saraju - stolicy Złotej Ordy, niż w Kijowie czy Wilnie. Zresztą o tytule księcia Rusi nie mogli nawet marzyć, gdyż należał on do władców Litwy. Mimo to konflikt litewsko-moskiewski był tylko kwestią czasu a zaczął się od rywalizacji o utworzenie prawosławnej metropolii. Rywalizację tą wygrała Litwa, która otrzymała od patriarchy Konstantynopola - Kaliksta I dwie metropolie: jedną dla ziem litewskich i jedną dla ziem północno-wschodnich. W 1356 r. z tego powodu wybuchła już otwarta wojna z Moskwą. Olgierd zdobył wówczas Mścisław, Rżew, Mohylew, Białą i Toropiec i przyłączył je do Litwy (Smoleńsk też uznał zwierzchność wielkiego księcia Olgierda, lecz już w 1358 r. Moskwa znów zyskała tam większe wpływy). Wojna zakończyła się w 1359 r. znacznymi nabytkami dla Litwy. W 1362 Olgierd wyprawił się nad Dniepr i doszedł do brzegów Morza Czarnego (1363 r.), choć musiał się stamtąd wycofać a Litwa opanowała te tereny ponownie dopiero w 1397 r. Moskwa zaś w 1362 r. opanowała Włodzimierz - a było to spore księstwo, zaś w 1367 r. Dymitr Doński po raz pierwszy otoczył Moskwę kamiennymi murami obronnymi. W 1368 r. wybuchła druga wojna litewsko-moskiewska i Olgierd wraz z Kiejstutem wyprawili się na Moskwę. Miasto co prawda zostało zdobyte, ale Kreml bronił się dalej i ostatecznie postanowiono zawrócić, łupiąc resztę kraju. W 1370 r. ruszyła kolejna wyprawa, która rozbiła wojska moskiewskie nad rzeką Trosną i obległa Moskwę, ale oblężenie zostało zwinięte i Litwini zawrócili. W 1372 r. podczas trzeciej wyprawy na Moskwę, Litwini ponieśli porażkę w bitwie pod Lubuckiem, w wyniku czego zawarto "wieczny pokój". W 1377 r. Olgierd zmarł a władzę w kraju początkowo planował przejąć jego najstarszy syn z pierwszego małżeństwa - Andrzej (Andriej), ale wolą Olgierda było, aby władzę po nim odziedziczył jego najstarszy syn z drugiego małżeństwa - Jogaiła (ponoć na łożu śmierci wymusił na swym bracie - Kiejstucie przysięgę, iż ten dochowa wierności Jogaile).   




Kiejstut nie dotrzymał jednak przysięgi i w 1381 r. zdobył Wilno, obalając swego bratanka. Jogaiła został księciem Krewa i Witebska (ale po wcześniejszym złożeniu przysięgi na wierność Kiejstutowi jako wielkiemu księciu). Jednak już w czerwcu 1382 r. Jogaiła (dzięki pomocy mieszkańców Wilna, a gównie kupców wileńskich, niezadowolonych z polityki Kiejstuta) odzyskał Wilno. Kiejstut wraz ze swym synem Witoldem zorganizowali armię, która w sierpniu 1382 r. stanęła pod Trokami, jednak do bitwy nie doszło, gdyż Kiejstut uzyskał informację że Jogaiłę wsparli Krzyżacy, przez co miał liczebną przewagę. Doszło do rozmów pokojowych, a Kiejstut i Witold zjawili się w obozie Jogaiły, ten zaś (choć wcześniej dał im gwarancję bezpieczeństwa) kazał ich aresztować i zamknąć w lochu. Kiejstut tam zmarł (prawdopodobnie zamordowany przez Skirgiełłę - młodszego brata Jagiełły). 




Potem Jogaiła i Witold Kiejstutowicz jeszcze walczyli ze sobą, ale ostatecznie w 1392 r. nastąpiło pojednanie pomiędzy kuzynami i Jogaiła - wówczas już jako król Polski Władysław II Jagiełło, przekazał swemu stryjecznemu bratu władzę regencyjną nad Litwą, zaś od 1401 r. był Witold już oficjalnie wielkim księciem Litwy. W 1429 r. zapragnął korony królewskiej, ale ostatecznie nic z tego nie wyszło i gdy umierał w Wilnie w 1430 r. Jagiełło był tym, który był z nim do końca.




Książę Witold był wielkim władcą. Już w 1394 r. zdobył Smoleńsk (który ponownie stracił w 1401 r. po klęsce w bitwie z Tatarami nad Worsklą z roku 1399). Wspólna polsko-litewska wyprawa na Smoleńsk w 1404 r. oznaczała już wojnę z Moskwą. Smoleńsk został wówczas zdobyty i obsadzony polską załogą. W 1405 r. padła Wiaźma (również obsadzona przez Polaków), a w 1406 r. Psków. W tym samym roku zawarto litewsko-moskiewski rozejm nad rzeką Pławą pod Kropwinicą, ale trwał on krótko i już w 1407 r. Witold zdobył Odojew, Worotyń, Perem i Nowosilsk po czym znów zawarto rozejm. W 1408 r. doszło zaś do wspólnego polsko-litewskiego najazdu na Moskwę. Wielki książę moskiewski - Wasyl I przeraził sie tego ataku i uznał wschodnią granicę Litwy na rzece Ugrze (wręcz rzut kamieniem do Moskwy) i zawarł "wieczny pokój" z Witoldem, rezygnując z Nowogrodu Wielkiego w którym zasiadł namiestnik Witolda - Lingwen, a w Pskowie namiestnik Jagiełły - Jerzy Nos.

Po śmierci Jagiełły (1434 r.) władzę w Polsce i na Litwie objęli jego synowie: Władysław III i Kazimierz. Ten pierwszy zginął (oficjalnie) w wieku dwudziestu lat w bitwie z Turkami pod Warną w 1444 r. i tron polski objął (w 1447 r.) wielki księże litewski - Kazimierz IV Jagiellończyk. Panował on długo, a granica jego państwa na Wschodzie nie zmieniła się praktycznie od 1408 r., władał więc najrozleglejszym chrześcijańskim państwem w Europie (do tego należy doliczyć Mołdawię, zhołdowaną po raz pierwszy w 1387 r., oraz korony Czech (1471 r.) i Węgier (1490 r.), które objął syn Kazimierza IV - Władysław II Jagiellończyk). Gdy Kazimierz IV umierał w 1492 r. Krzysztof Kolumb (który prawdopodobnie był synem Władysława III, gdyż jego ciała nie odnaleziono pod Warną, a o tym jak młody Władysław mógł się znaleźć w Hiszpanii i Portugalii i jak to możliwe że Kolumb mógł być jego synem - już kiedyś o tym pisałem), docierał do brzegów Nowego Świata. Dynastia Jagiellonów miała więc przed sobą wspaniałą przyszłość, Kazimierz zaś był ojcem trzynaściorga dzieci - w tym sześciu synów, więc następstwo dynastii było zapewnione. Niestety, wkrótce okazało się, że wszyscy oni albo umierali w młodym wieku, albo też nie pozostawiali po sobie następców, co oznaczało że już w 1506 r. (czyli w czternaście lat po śmierci Kazimierza IV) pozostało już tylko dwóch męskich przedstawicieli dynastii Jagiellonów - Zygmunt I w Polsce i na Litwie, oraz Władysław II na Węgrzech i w Czechach. Po klęsce zaś syna Władysława - Ludwika II Jagiellończyka w bitwie z Turkami pod Mohaczem w 1526 r. pozostała już tylko polsko-litewska linia Jagiellonów. Niestety jednak Zygmunt I i jego małżonka, włoska księżniczka Bona Sforza mieli tylko jednego syna - Zygmunta Augusta, co nie wróżyło dobrze dla przyszłości dynastii Jagiellonów. I rzeczywiście, Zygmunt August, który objął tron po swym ojcu w 1548 r. pomimo iż był trzykrotnie żonaty, nie spłodził męskiego potomka, co również było dla niego powodem do zmartwień i zgryzoty. Tym bardziej, że jego trzecia żona - Katarzyna Habsburg była chora i przez pewien czas oszukiwała swego małżonka w sprawie ciąży, podwiązując się poduszkami. Gdy Zygmunt odkrył oszustwo, odsunął się od żony i już więcej nie chciał jej widzieć. 




Śmierć Zygmunta II Augusta (1572 r.) oznaczała kres istnienia dynastii Jagiellonów w linii męskiej i jednocześnie otworzyła drogę do objęcia polskiego tronu przez królów elekcyjnych. A to oznaczało również czasy wielkiej potęgi, która sięgnęła po Kreml i planów wspólnej federacji polsko-litewsko-rosyjskiej, jak również powolnego upadku państwa w XVIII wieku, którą to tendencję zatrzymała dopiero Konstytucja 3 Maja 1791 r.


POZWOLĘ SOBIE PODZIELIĆ TĘ SERIĘ NA TRZY CZĘŚCI:

I - WSTĘP OMAWIAJĄCY ROZWÓJ POLSKI I LITWY AŻ DO UNII W KREWIE z 1385 r. i KOŃCA DYNASTII JAGIELLONÓW

II - CZASY POTĘGI I WSPÓLNYCH POLSKO-ROSYJSKICH PLANÓW FEDERACYJNYCH

III - OKRES UPADKU I UCHWALENIE KONSTYTUCJI 3 MAJA


CDN.