Łączna liczba wyświetleń

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą IZRAEL. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą IZRAEL. Pokaż wszystkie posty

piątek, 15 listopada 2024

POLSKA NA WOJNIE! - Cz. IV

CZYLI JAK TO SIĘ ZACZĘŁO? 





Kolejna część wybranych przeze mnie fragmentów z książki Zbigniewa Parafianowicza: "Polska na wojnie. Nieznane fakty, kulisy rozmów. Wielkość i małość polskiej polityki".



AWARIA PREZYDENCKIEGO SAMOLOTU
Cz. II




Zbigniew Parafianowicz: Jaka była reakcja na to wszystko prezydenta?

Minister Y: Podczas lotu dostawał na bieżąco informacje o tym, co się dzieje. Nie widać było po nim zdenerwowania. Nic nie mówił. Nie komentował. Nie wtrącał się.

Minister X: Nie wiem czy się bał. Na pewno nie dał tego po sobie poznać. Przecież nie będzie panikował w takiej sytuacji. On zresztą miał 10 kwietnia 2010 lecieć tupolewem do Smoleńska. Ma to gdzieś z tyłu głowy. 

Człowiek z bliskiego otoczenia prezydenta: Po lądowaniu zmieniliśmy samolot na drugiego rządowego boeinga 737. Nie było czasu na komentowanie i dyskusje. Widziałem jednak, że prezydent był mocno zdenerwowany. Ponaglał ludzi. Przeklinał. Duda sporo przeklina. Nie gardzi przekleństwami. Nie jestem w stanie dziś powiedzieć, czy klął z powodu awarii samolotu, czy dlatego że mieliśmy poważne spóźnienie. Mieliśmy witać Bidena. Tymczasem przywitał go szef Ministerstwa Obrony Narodowej Mariusz Błaszczak.

Wojskowy: Wszyscy karnie wsiedli do drugiej maszyny. Nie było rozmów o tym, co się stało nad Warką. Lot do Rzeszowa przebiegał już bez problemów. Na miejscu pozwoliłem sobie na żart, że powinniśmy tego zepsutego boeinga ochrzcić jako 737 "Warka".




Minister Y: Amerykanie nie pytali o spóźnienie. Chyba ktoś ich poinformował, że jest problem z naszą maszyną. Możliwe, że sami się poinformowali. Zdaje się, że oni prowadzą nasłuch łączności ze swojego z samolotu bezzałogowego Global Hawk na całej długości wschodniej granicy NATO. Przed 24 lutego 2022 latali nim nawet nad Ukrainą, sięgając Donbasu. Zbierają nim dane dotyczące łączności. Musieli mieć informacje o tym, co się działo między wieżą a boeingiem, który lądował w Warszawie awaryjnie. Nie wiem, może ich przeceniam. Zakładam jednak, że musieli coś wiedzieć, bo w Rzeszowie byli ekstremalnie mili i nie nawiązywali w żaden sposób do naszego znacznego spóźnienia. 

Minister X: Pamiętam, że opozycja zachowała się wtedy w porządku. Nawet Radek Sikorski nie hejtował nas za spóźnienie po tym, gdy ogłoszono, że boeing miał awaryjne lądowanie. Nie było nic o lataniu na drzwiach od stodoły czy komentarzy w stylu jaki prezydent, taki zamach. My też nie naciskaliśmy na Amerykanów w tej sprawie. Choć mogliśmy. Maszyna była ich. Kupiliśmy ją niedawno. Co więcej, oni dopiero co wyplątali się z zamieszania wokół boeingów 737 Max, które spadały z powodu problemów technicznych. Chyba podobnych, bo miały problemy z tak zwanym przeciągnięciem. Gdybyśmy chcieli nagłośnić tę sprawę, ich koncern miałby poważne problemy. 

Wojskowy: Zapadła decyzja o śledztwie w sprawie tego incydentu. Prowadziły je prokuratura i Państwowa Komisja Badania Wypadków Lotniczych. Wiem, że interesował się tym też minister do spraw służb Mariusz Kamiński. Także MON prowadził własne postępowanie wyjaśniające w bazie odpowiedzialnej za transport VIP-ów. Zaprosiliśmy do śledztwa również Amerykanów z Boeinga. Dla nich ten incydent był sporym upokorzeniem. 

Człowiek z bliskiego otoczenia prezydenta: Prezydent interesował się tą sprawą przez kolejne miesiące. Pytał mnie co jakiś czas, jaki jest rezultat wyjaśnień. Ja nie widziałem raportu końcowego. Wiem jednak, że w bazie, która lata według instrukcji HEAD, miało dojść do zmian personalnych. Nie nagłaśniano tego. Nie wracano do sprawy, aby nie podgrzewać atmosfery i nie karmić zwolenników spiskowych teorii.

Minister X: Badano też wątek dywersji i celowego uszkodzenia samolotu. Lecieliśmy na spotkanie z Bidenem zaledwie miesiąc po rozpoczęciu wojny. Nie można było wykluczyć niczego. 

Minister Y: Lecieliśmy na spotkanie z Bidenem, którego chcieliśmy przekonać do przekazania Ukrainie pierwszej partii czołgów T-72. Dziś niewielu o tym pamięta, ale Amerykanie w tamtym czasie byli przeciwni dostarczaniu Ukraińcom jakiegokolwiek ciężkiego sprzętu. Biden dopiero po spotkaniu w Rzeszowie dał zielone światło na czołgi dla Ukrainy. Wcześniej Amerykanie skalowali pomoc. Nie chcieli doprowadzić do zaognienia konfliktu. Dopiero po Rzeszowie i spotkaniu w Warszawie w cztery oczy Duda-Biden amerykański prezydent podjął decyzję, że na Ukrainę pojadą polskie T-72. W tym sensie awaria boeinga miała znaczenie. Jeśli samolot by spadł, nie byłoby żadnej dyskusji o czołgach. Byłby chaos i lawina oskarżeń, a nie myślenie o wojnie.




Wojskowy: Dziś wiadomo, że doszło do usterki trymera stabilizatora. Był problem ze sterem wysokości i elementami, które odpowiadają za to, że samolot gwałtownie nie nurkuje albo gwałtownie się nie wznosi. Po stronie polskiej nie doszło do złamania procedur opisanych w instrukcji HEAD. Nie było problemu po stronie pilotów. Jeśli trymer nie działa, pilot walczy z maszyną. Stąd odczucie niektórych pasażerów, że trwało "siłowanie się" z samolotem. Dziś też wiadomo, że pilot nie miał wyboru, musiał przerwać lot, bo było niebezpiecznie. Przy usterce trymera ląduje się w asyście straży pożarnej. Lotnisko się wtedy zamyka. Inne maszyny czekają w powietrzu. 

Minister X: Jak na skalę problemu skończyło się nieźle. Byliśmy w Rzeszowie o piętnastej. Godzinę po lądowaniu Bidena, który chyba trochę posiedział w Air Force One, bo zakładano, że może jednak się wyrobimy. No nie wyrobiliśmy się. Przywitał go Błaszczak, a później Biden pojechał na spotkanie z amerykańskimi żołnierzami stacjonującymi w Jasionce. To byli spadochroniarze z 82 Dywizji Powietrznodesantowej. Duda spotkał się z żołnierzami polskimi z 18 Dywizji Zmechanizowanej, której patronem jest generał Tadeusz Buk. Ten, który 10 kwietnia 2010 zginął w Smoleńsku. Taki był początek dwudniowej wizyty Bidena w Polsce.

Wojskowy: Taka awaria może się zdarzyć w dowolnym samolocie, ale nie w trzyletnim boeingu, w którym lata prezydent. To nie miało prawa się wydarzyć.



AMERYKANIE




Minister Y: Było jasne, że demokratyczna administracja Joe Bidena nie będzie chciała z nami współpracować tak, jak wcześniej Donald Trump. To był paradoks, bo przecież z punktu widzenia polityki wschodniej korzystniejsze dla nas było zwycięstwo Bidena. On nie miał prorosyjskich sentymentów. Racjonalnie kalkulował. Niemniej jednak traktował Polskę jak Teksas. Dla demokraty Teksas to zło. Mówią o Południu jak o jakimś zjawisku zoologicznym. Tak też mówili o Polsce. 

Człowiek z bliskiego otoczenia prezydenta: W listopadzie 2021 roku do Warszawy przyjechała szefowa amerykańskiej wspólnoty wywiadowczej Avril Haines, która nadzoruje wszystkie agencje wywiadowcze w USA. Przedstawiła nam informacje na temat planów Rosji. Nie chcę mówić o szczegółach, ale w zasadzie przekazano nam informacje o tym, że na początku 2022 na Ukrainie wybuchnie wojna. Haines mówiła o kilku scenariuszach. Jednym z nich była wojna pełnowymiarowa. Inwazja. 

Minister Y: Amerykanie mówili nam, że chcą w razie wojny ewakuować do czterdziestu tysięcy obywateli USA. Zaczęliśmy to liczyć i zastanawialiśmy się, skąd niby jest tylu Amerykanów na Ukrainie. Nawet zakładając ludzi z podwójnym obywatelstwem plus Ukraińców z kanadyjskim paszportem, nie kalkulowało się to. Stało się jasne, że oni szykują się do wywiezienia ukraińskich władz. Całej ukraińskiej administracji. Czy też szerzej, do ewakuacji elit ukraińskich. 

Człowiek z bliskiego otoczenia prezydenta: Pamiętam, jak pierwszego albo drugiego dnia wojny zorganizowano łączenie z amerykanami i rozmowę Duda-Biden. Sullivan (Jake Sullivan - doradca do spraw bezpieczeństwa, zwolennik resetu z Rosją i "oddania" Europy pod niemiecki "zarząd komisaryczny") przekonywał że zaraz będzie koniec wojny. Ukraińcy mieli być zmieceni z planszy w ciągu trzech dni. Maksymalnie tygodnia. Sullivan szykował się na wojnę partyzancką, ale już po upadku państwa ukraińskiego. Opór w lasach, ale bez kontroli nad stolicą. Rozmowy kierował w takim kierunku. Jak możemy pomóc w dozbrajaniu Ukraińców do wojny partyzanckiej. (...)





PS: Dziś jak to się czyta, to ma się takie dziwne wrażenie, że w tamtym czasie popełniliśmy wiele błędów. Polska pomoc dla Ukrainy do dzisiaj jest największa ze wszystkich państw, które tej pomocy Ukrainie udzieliły (wliczam w to oczywiście utrzymywanie setek tysięcy, a być może milionów Ukraińców w Polsce, a także bezpośrednie finansowe wsparcie dla Ukrainy - która bez Polski realnie nie istnieje), ale po zachowaniu przywódców tego kraju widać, że oni nie mają najmniejszych nawet oznak wdzięczności z tego powodu. Oni w ogóle uważają (szczególnie Zełenski) że to, że im cokolwiek dajemy, to się należy jak psu kość, a poza tym... to i tak za mało dajemy. Ja w ogóle nie rozumiem jak można (i tutaj odnoszę się do prezydenta Dudy) tak mocno wspierać obce państwo, kosztem własnego? Nie rozumiem postępowania prezydenta Dudy i przyznam się szczerze że ja się przy tym zupełnie gubię, nie rozumiem tego człowieka i jego postępowania. Pomagać oczywiście trzeba i należy, ale na zasadzie coś za coś. My dajemy wam czołgi, wy dajecie nam polskie dzieła sztuki które pozostały we Lwowie, albo zgodę na rozpoczęcie przez polski Instytut Pamięci Narodowej (polski, nie ukraiński) ekshumacji bestialsko pomordowanych Polaków na Wołyniu w latach 1943-1944, których kości do dzisiaj nie zostały pochowane. Nic w życiu nie ma za darmo i nawet na wojnie trzeba płacić. 

PS2: Druga kwestia to porażająca wręcz murzyńskość naszych polityków, którzy zawsze szukają sobie jakiegoś szefa, jakiegoś zewnętrznego silnego protektora, który zapewni bezpieczeństwo, który w razie czego powie co i jak zrobić. I to jest straszne. Ja czuję się tak, jakbym był żył w jakimś skundlonym kraju i pół biedy gdyby tyczyło się to tylko pewnych polityków (czy z prawicy czy z lewicy - bez znaczenia, ale polityków). Problem polega na tym, że tak myśli co najmniej 20 parę procent moich rodaków i to jest dla mnie straszne, to jest niesamowicie osłabiające. Jedynym pocieszeniem jest to, że drugie tyle (a myślę że spokojnie 30 parę, być może nawet 40 parę) procent Polaków pragnie Polski wielkiej. Polski która nie musi się pytać o zgodę, tylko robi tak, jak uważa za stosowne. Jak trzeba zbudować Centralny Port Komunikacyjny, to to trzeba zrobić, bez względu na to czy politycy w Berlinie, Brukseli, Waszyngtonie i Moskwie się z tego powodu zesrają, czy nie. I tutaj widzę niesamowity potencjał dla stworzenia naszego własnego polskiego deep state (którego niestety nie mamy z powodu wojny, potem długoletniej sowieckiej realnej okupacji i potem budowy skundlonej III RP) opartego właśnie na rozwoju i polskiej sile (notabene Brytyjczycy też nie mają swojego deep state, ale oni akurat zupełnie innych powodów).

PS3: Każdy naród ma jakieś swoje traumy, jakieś swoje fobie i jakieś swoje plany (np. Niemcy według mnie wciąż żyją mentalnie w okresie I Wojny Światowej, która dla nich jest nie przebytą traumą, dlatego dziś próbują stworzyć mitteleuropę w projekcie gospodarczym, czyli to, czego nie udało im dokonać w latach 1914-18). Ja uważam że my, Polacy cierpimy na syndrom utraty państwa (jakkolwiek by to nazwać). Straciliśmy bowiem Pierwszą Rzeczpospolitą w końcu XVIII wieku i tak naprawdę od tego czasu realnie jesteśmy do tyłu. Zawsze bowiem w ciągu tych ponad 200 lat byliśmy albo pod zaborami, albo pod okupacją, albo pod dominacją innych potęg  i tylko ten jeden krótki, bo 20-letni okres Niepodległości, to za mało żeby wykształcić gen wiary we własne możliwości i własną siłę. Oczywiście pomimo istnienia polityków o mentalności sprzedajnych pań stojących pod latarnią, po roku 1989 społeczeństwo nabrało jednak przekonania że można budować potęgę gospodarczą, jeśli tylko ktoś obcy nie będzie nam przy tym przeszkadzał i tak się właśnie stało. W ciągu 35 lat - jakie minęły po tej tak zwanej transformacji ustrojowej - Polska odniosła niesamowity sukces. Staliśmy się drugim państwem na świecie, które przez ten czas rozwijało się w sposób niesamowicie dynamiczny, a przebiły nas pod tym względem tylko Chiny. I to jest właśnie to podglebie na którym według mnie należy budować oddolnie polską siłę, bo odgórnie widać że kundlizm panuje w najlepsze bez względu na opcję polityczną - czy to na lewicy (co naturalne według mnie), czy też na prawicy.

PS4: Problemem jest jednak spadek dzietności, ale gdybym ja był premierem rządu Rzeczpospolitej, to myślę że miałbym na to pewną radę. Oczywiście mówienie, że to kwestia żłobków, czy też braku pieniędzy powoduje, że pary nie chcą mieć dzieci - jest totalną bzdurą. Oczywiście te wszystkie problemy są ważne i na pewno składają się również na decyzję o odłożeniu albo o rezygnacji z potomstwa, ale nie jest on determinujący. Kiedy bowiem rodziło się najwięcej dzieci? Wtedy kiedy społeczeństwo było syte, bezpieczne i bogate, czy wtedy kiedy było biedne, zniszczone i słabe? Bo wydaje mi się (a raczej jest to pewność) że właściwą odpowiedzią jest ta druga opcja. W biednej Afryce rodzi się mnóstwo dzieci, w bogatych krajach tych dzieci jest coraz mniej, więc kwestii finansowe nie są wcale determinujące (są ważne ale nie najważniejsze) i to nie one decydują o braku lub posiadaniu potomstwa. Ważny jest przede wszystkim aspekt kulturowy. Zauważyłem bowiem że społeczeństwa w których religia wciąż jest bardzo ważnym aspektem życia społecznego, mają znacznie więcej dzieci, niż te, które się zlaicyzowały. Ciekawym przykładem jest tutaj państwo Izrael, które jest państwem realnie religijnym, choć na zewnątrz wydaje się być zupełnie inaczej - ale to tylko pozory. W Izraelu nie ma bowiem czegoś takiego jak świeckie państwo. Mało tego, w Izraelu nie ma ślubów cywilnych, tam są tylko i wyłącznie śluby rabiniczne, a wszyscy (dosłownie wszyscy) politycy izraelscy są jahwistami (a co za tym idzie szowinistami i fanatykami religijnymi). Oni naprawdę do dziś wierzą, że Bóg Jahwe dał im nie tylko tę ziemię którą posiadają obecnie, ale również tę, którą chcą zdobyć - czyli Strefę Gazy, Jordanię, wschodni Egipt do Nilu, Irak, Syrię i Liban. To jest tak zwana ziemia Wielkiego Izraela, którego naszywki żołnierze izraelscy noszą na mundurach. Co ciekawe gdy Palestyńczycy pytają się Żydów (którzy wypędzają ich z ich domów) dlaczego to robią, dlaczego pozbawiają ich domu, ci odpowiadają z całkowitą pewnością siebie, mówiąc: "To nie jest wasza ziemia i to nie jest wasz dom. Tę ziemię dał nam Pan i ona należy do nas" (😬). Wyobrażacie sobie aby obecnie coś takiego powiedział którykolwiek przedstawiciel europejskiego narodu? A u nas pewnym ludziom i środowiskom (i to wcale nie marginalnym) krzyż się w Sejmie nie podoba i w instytucjach publicznych, bo co, bo świeckie państwo tak? Otóż powiem tak - świeckie państwo polega na tym, że biskupi, kardynałowie i w ogóle klerycy nie zasiadają w Sejmie, nie pełnią funkcji publicznych i nie decydują bezpośrednio o naszym życiu (tak jak to czynią politycy), a krzyż nie tylko jest symbolem religijnym, ale również symbolem kulturowym. Jest częścią tradycji w której wyrośliśmy częścią naszych korzeni z drzewa naszych przodków. Wielu zaś pragnie, aby to drzewo straciło swoje korzenie. A drzewo które nie ma korzeni, nadaje się... tylko na opał. 

Wracając jednak do kwestii dzietności, to ciekawym pomysłem według mnie byłoby utrzymanie programu 500 plus, ale ja bym zrobił to trochę inaczej, bo te pieniądze realnie nie mogą doprowadzić do zwiększenia dzietności w kraju. Ja wprowadziłbym 500 złotych (nie 800) od drugiego dziecka, jak również od trzeciego i czwartego. Ale już za piąte dziecko byłoby 10 000, podobnie za szóste, siódme, ósme i dziewiąte, natomiast za dziesiąte dziecko wypłacono by już 100 000 złotych. Jestem przekonany, że to by był motywator który znacznie bardziej poprawiłby dzietność w naszym kraju, niż to co wprowadził wcześniej PiS.




CDN.

piątek, 4 października 2024

WIELKA SANACJA PAŃSTWA

KU ODRODZENIU RZECZPOSPOLITEJ




 Wczoraj, dnia 3 października w Niemczech obchodzono tzw. "Dzień Zjednoczenia", czyli dzień likwidacji Niemieckiej Republiki Demokratycznej i włączenia jej do Republiki Federalnej Niemiec w 1990 roku. Ponieważ ja jestem stałym gościem niemieckich forów społecznościowych i tematycznych (nie tylko X-a), zauważyłem tam w wielu miejscach przeplatające się takie oto stwierdzenia, że jest to niepełne zjednoczenie i że dzień ten należy nazwać dniem "częściowego zjednoczenia", ponieważ niemieckie ziemie wschodnie wciąż nie zostały odzyskane. A jakie to niemieckie ziemie wschodnie nie zostały odzyskane? przecież wschodni Niemcy (tzw. "Ossi") już dawno połączyły się z tymi zachodnimi (a tak naprawdę zostały przez nich po prostu wchłonięte). O czym wiem co oni mówią? Oczywiście każdy inteligentny człowiek zdaje sobie sprawę o czym jest mowa, po prostu znaczna część Niemców (oczywiście nie jest to większość, ale to jest dość pokaźna grupa) i to nie tylko tych, którzy głosują na AFD, wyraża żal za utratą i melancholijne pragnienie odzyskania w przyszłości ziem wschodnich, czyli naszych "Ziem Odzyskanych", naszych Kresów Zachodnich. I wydaje mi się że wcześniej czy później w jakiś tam sposób możemy mieć z tym problem, chociaż nie wydaje mi się aby te pragnienia w jakikolwiek sposób mogły zostać zrealizowane, to jednak próby takiego lub innego pozyskania owych ziem trwają już od jakiegoś czasu (co najmniej od roku 1990), różnymi metodami (głównie oczywiście finansowymi) poprzez wykupywanie tamtejszych polskich przedsiębiorstw, spółek etc. etc. i przyzwyczajenie mieszkańców, że "niemieckie znaczy lepsze".

Na Ukrainie wciąż trwa wojna, choć ta wojna realnie powoli dobiega końca, choć Ukraińcy tak naprawdę walczą z jedną ręką związaną za plecami, gdyż wszelki ofiarowany im sprzęt wojskowy nie może być użyty przez nich na terytorium Rosji, czyli tak naprawdę mogą się oni tylko bronić na własnej, zniszczonej ziemi. Przyjdzie więc taki moment, że Ukraina będzie zmuszona zgodzić się na przyjęcie warunków (prawdopodobnie rozejmu - co oznacza że konflikt ten zostanie jedynie zamrożony na kilka lat, być może na dekadę, co jest bardzo złe dla nas, państw bezpośrednio sąsiadujących z Ukrainą) na mocy których będzie musiała oddać Krym, Donbas, Zaporoże i kto wie co jeszcze. Pewnym ratunkiem dla Ukraińców przed taką wizją zakończenia tej wojny, był - podjęty 6 sierpnia 2024 r. - atak na obwód kurski i zajęcie znacznej jego części (co ciekawe Ukraińcy o owym ataku nie powiadomili Amerykanów, gdyby bowiem to zrobili, z pewnością nie dostaliby na to zgody, bo przecież to głównie Amerykanie - ale również i Francuzi i Niemcy, każą im walczyć z jedną ręką za plecami). Jest to pewien nabytek, który może stać się kartą przetargową w przyszłych rozmowach pokojowych (mam nadzieję) lub rozejmowych (oby nie), ale też nie wiadomo jak to się jeszcze rozwinie, gdyż Ukraina nie ma nie tylko sprzętu (obecnie dostawy sprzętu na Ukrainę są znacznie mniejsze niż były do tej pory), ale również ludzi, żeby utrzymać cały odcinek frontu z Rosją. A to może doprowadzić do sytuacji w której moskale po prostu odzyskają cały ten obwód (zresztą już teraz jest tam bardzo trudna sytuacja).

Na Bliskim Wschodzie Izrael właśnie uderzył na Liban. Ja oczywiście zdaję sobie sprawę że położenie państwa Izrael (które tak naprawdę jest wyspą leżącą na środku muzułmańskiego morza) jest niezwykle trudne, można wręcz powiedzieć beznadziejnie trudne, dlatego też celem polityki tego państwa jest maksymalna "likwidacja problemu muzułmańskiego" (jakkolwiek negatywnie to może zabrzmieć). W ogóle Izrael według mnie w pewien sposób przypomina chrześcijańskie państwa średniowieczne, które zostały założone na Bliskim Wschodzie po pierwszej krucjacie z lat 1096-1099. Te państwa również dysponowały przewagą technologiczną (w postaci zachodniego rycerstwa), tak jak dziś taką przewagą dysponuje Izrael w porównaniu z państwami arabskimi (a raczej muzułmańskimi) z którymi graniczy. Poza tym Izrael otrzymuje stałym wsparciem ze strony (głównie) USA, podobnie jak państwa krzyżowców (takim wsparciem dla nich były kolejne krucjaty). Państwa krzyżowców istniały na terenie Lewantu niecałe 200 lat (pierwsze państwa chrześcijańskie zaczęto tam zakładać w roku 1098, Jerozolima padła w roku 1099, w 1100 założono Królestwo Jerozolimskie, a ostatnia twierdza krzyżowców - Akka padła w roku 1291) to jest dosyć długi okres czasowy, ale powiedzmy sobie szczerze, realnie od początku skazane były one na upadek i choć ten upadek był znacznie odroczony w czasie, to jednak był nieunikniony. Według mnie również na Izraelu ciąży takie odium upadku i choć ono może być odroczone w czasie, to jednak jest nieuniknione (oczywiście ten fakt nie usprawiedliwia polityki Izraela która jest jawnie rasistowska, dążąca do fizycznej eliminacji Palestyńczyków ze Strefy Gazy, tam bowiem realnie trwają nie tylko czystki etniczne, ale wręcz prawdziwe ludobójstwo).

Unia Europejska wymyśla coraz więcej projektów, które mają na celu realnie likwidację zarówno państw narodowych, jak również (w dłuższej perspektywie, choć wydaje się że nie aż tak długiej) wymieszanie ras, poprzez sprowadzenie do Europy murzynów z Afryki, islamistów z Bliskiego Wschodu, a nawet Azjatów i zmieszanie ich z białą ludnością w państwach europejskich w taki sposób, aby powstał konglomerat bez żadnej przeszłości, bez żadnej pamięci o dokonaniach przodków, bez żadnego umiłowania ojczyzny (której już nie będzie) i oczywiście bez przyszłości. W ten sposób realizują nie tylko plan Richarda Coudenhove-Kalergi z 1922 r. (Gdzie postulował on że w przyszłości w Europie będzie tylko jedna rasa ludzi - mieszana - dzięki masowej migracji z Afryki i Azji - ludność podobna do starożytnych Egipcjan. Ma to doprowadzić oczywiście do likwidacji państw narodowych i ułatwienia elitom Europy zarządzanie tym ludzkim konglomeratem, który będzie znacznie łatwiej sterowalny). Już teraz widać że taki właśnie jest cel obecnych elit europejskich (widać to również w reklamach, gdzie czarnoskóry mężczyzna najczęściej występuje z białą kobietą, a biały mężczyzna jeśli w ogóle tam funkcjonuje, to tylko jako dodatek najczęściej podnóżek bo taka jest jego rola w przyszłej "zmieszanej" Europie. Zresztą nie tylko taki przekaz jest serwowany, również w bajkach coraz częściej pojawiają się osoby niebinarne, aby dzieciom już od maleńkości wkładać do głowy że to jest normalne że ktoś nie wie jaki jest płci. Czyli programowanie dzieci od maleńkości aby później można było nimi sterować w pożądanym przez elity kierunku i uczynić z nich - jak twierdził Kalergi - łatwo sterowalną masę). Innym patronem współczesnej Unii Europejskiej (którego imię nosi Parlament Europejski) jest przecież Altiero Spinelli, włoski marksista który w 1941 r. w więzieniu na wyspie Ventotene na rolce papieru toaletowego sporządził dziś obowiązującym manifest przyszłego państwa europejskiego (wystarczy chociażby zajrzeć do Białej Księgi Unii Europejskiej z 2017 r.), którego celem ma być całkowita likwidacja państw narodowych). Do tego dochodzą też unijne projekty tzw. zielonego wału ładu, które mają całkowicie zniszczyć europejskie rolnictwo i przemysł -  wyprowadzając je poza Europę i doprowadzając do skumulowania wielkiej własności ziemskiej w rękach niewielkiej grupy, wybranej (a raczej samo wybierającej się) elity europejskiej, która przypominać ma panów feudalnych ze średniowiecza.

To co powyżej przedstawiłem, to jest jedynie nakreślenie głównych problemów przed którymi stoi Polska i Europa (a także poniekąd większa część naszego globu), a przecież u nas obecnie sytuacja wewnętrzna również zmierza w złym kierunku. 15 października 2023 r. część społeczeństwa znudzona już w dużej mierze sobie-państwem PiS-u (ja uważam że taka nauczka jaką wówczas PiS dostał, była mu potrzebna, gdyż po trzeciej kadencji PiS zamieniłby się już całkowicie w partię wyleniałych tłustych kotów, którym po prostu się należy za sam fakt że są. Zresztą ja do dzisiaj nie widzę żadnej refleksji w tej partii, która by podjęła jakąś kompleksową debatę na temat realnej klęski wyborczej - bo co z tego że PiS wygrał te wybory, skoro nie rządzi. Jak widzę takie twarze jak Morawiecki, jak Błaszczak, jak Sasin, o Kurskim nawet nie wspominając - to zbiera mi się na wymioty. Ciekaw jestem kogo ta partia wybierze jako swojego kandydata na prezydenta w przyszłorocznych wyborach - które są szalenie ważne, wydaje mi się że są najważniejszymi wyborami od 1989 r. Prezes - który według mnie już dawno powinien odejść, ale jego odejście doprowadzi jednocześnie do bardzo poważnych ruchów odśrodkowych, realnie likwidujących tę partię, niestety więc musi trwać dalej - zapewne w żartach mówi coś o Błaszczaku, jako kandydacie na prezydenta. Ha ha, ja też lubię się pośmiać, ale tutaj nie ma się z czego śmiać, tu niestety trzeba płakać nad tą partią. Mam też nadzieję że mimo wszystko ktoś rozsądny pójdzie po rozum do głowy i kandydatem będzie osoba, która realnie może pokonać "siły destrukcji" które obecnie rządzą. Ja sam mam swoje typy, chodź część z nich jest niestety niewybieralna w drugiej turze, a takowymi są: Dominik Tarczyński -  chciałbym takiego prezydenta, ale nie ma on szans w drugiej turze, Marek Jakubiak - nie należy do PiS-u więc kandydatem tej partii nie będzie, choć może kandydować z poparciem innych komitetów, i Karol Nawrocki - były prezes Instytutu Pamięci Narodowej dyrektor Muzeum II Wojny Światowej. To są trzej główni kandydaci, których ja bym widział w roli przyszłego prezydenta Rzeczypospolitej i mam nadzieję że któryś z nich nim zostanie, bo inaczej, jak wejdzie tam "Czaskoski", "pan z Chobielina" czy posłaniec von der Leyen {pamiętamy przecież to: "Donaldzie, za rok widzimy ciebie w roli premiera Polski"}, to po prostu zostaje już tylko kiła mogiła i można gasić światło i zwijać dywanik).








Tak więc kara jako spotkała PiS w ostatnich wyborach, bez wątpienia należała się tej partii, ale już wystarczy! Na tym bowiem cierpi nie tyle PiS (który dla mnie jest tylko środkiem, a nie celem samym w sobie - jak dla wielu fanatyków ze strony tzw "prawych", a środki się zmienia, gdy przestają być użyteczne) ale cierpi moja Ojczyzna, mój dom - Polska. Ta władza, która rządzi (a raczej zarządza) od 13 grudnia 2023 r. jest kompletnie wyprana z jakichkolwiek pro-rozwojowych idei, tam nie ma żadnych pomysłów, żadnych planów rozwoju naszego kraju - zero, nul. Ostatnio na swoim kanale Rafał Ziemkiewicz (który jak już kiedyś mówiłem ma - czasem jeszcze - prawdziwego "zajoba" anty-sanacyjnego i anty-piłsudczykowskiego, co powoduje że nie chce mi się go słuchać, ale w zasadzie to jest jedyna negatywna kwestia którą mogę skierować w jego stronę), stwierdził ostatnio że taki mendy jak Donald Tusk nie było w polskich dziejach od czasów generała Zajączka (napoleońskiego oficera, który po roku 1815 przeszedł na służbę cara Aleksandra i sprawował funkcję carskiego namiestnika Królestwa Polskiego do swej śmierci w 1826 r.). Ciekawie to uzasadniał i przyznam się szczerze zgadzam się z nim gdy mówił, że przecież co prawda był taki Bierut, był Gomułka, niektórzy widzieliby W tym gronie nawet Gierka, na pewno Jaruzelski, dlaczego więc od generała Zajączka? Otóż każdy z wyżej wymienionych miał jakąś wizję Polski, jakąkolwiek. Była to oczywiście wizja Polski komunistycznej, zniewolonej, wizja podległości Moskwie, ale była, BYŁA! Donald Tusk natomiast nie ma żadnej wizji rozwoju kraju, totalnie żadnej, Donald Tusk interesuje się tylko i wyłącznie Donaldem Tuskiem (widać to było zresztą jeszcze w 2014 r. kiedy w lutym mówił że on się do żadnej Brukseli nie wybiera, że dla niego bycie polskim premierem to jest honor i obowiązek, a już w maju powiedział że jest spakowany i wyjeżdża 😂. Poświęcił wtedy partię, swoich wyborców - bo było wiadome że po jego odjeździe Platforma Obywatelska dostanie łupnia na całego, a on miał to wszystko głęboko w...). I tak jest teraz. Tusk nie chciał tu przyjeżdżać, nie chciał ponownie siedzieć w Sejmie, nie chciał być premierem, a został do tego zmuszony bo oczywiście zna swoje miejsce w szeregu i wie komu co jest winien, kto go wspierał, kto dawał pieniążki (jeszcze w latach 90-tych na Kongres Liberalno-Demokratyczny gdzie pieniądze z Niemiec przychodziły w reklamówkach) niestety długi trzeba oddawać. Poza tym Tusk chce ponownie wrócić do Brukseli, więc robi wszystko żeby przypodobać się jaśnie państwu, elicie europejskiej i pokazać im że jest dobrym i pokornym pieskiem i będzie spełniał ich polecenia, tylko żeby potem przygarnęli go ponownie do swojego grona. On może znowu zostać szatniarzem Europy (tak jak poprzednio, gdzie zawieszał marynarkę pijanemu Junckerowi, dla niego to nie ma znaczenia, on się tam dobrze czuje), a poza tym oczywiście kasa kasa kasa kasa...

Tak więc wszystkie pro-rozwojowe inwestycje dla Polski zostały wstrzymane, CPK zaorane )przewodniczącym budowy tego lotniska został Maciej Lasek, człowiek który od początku krytykował powstanie CPK), budowa komputera kwantowego przez Uniwersytet Poznański przeszła do historii poprzez wstrzymanie dofinansowania dla tego projektu właśnie przez Tuska, dziś czytam że Niemcy robią (a w zasadzie już zrobili taki komputer). Pogłębianie Odry przeszło do historii, wiadomo - ministra Zielińska (czyli w Odrze jest za mało wody, ryby się duszą - trzeba dolać 😭). Budowa Portu Kontenerowego w Świnoujściu - nawet nie ma sensu o tym wspominać. Co więc mamy po tych 10 miesiącach rządów żałosnej (a w zasadzie nie żałosnej, ale anty-rozwojowej i antypolskiej) koalicji 13 grudnia? Mamy kompletny rozkład kraju w zasadzie na poziomie cząstek elementarnych. Powoli, systematycznie niszczy się wszystko co było budowane nie tylko od czasów Prawa i Sprawiedliwości, ale w ogóle wszystko co może przynieść Polsce jakąkolwiek korzyść. Kompletna wręcz nieporadność rządu w czasie powodzi (czego przykładem są chociażby tanio oprocentowane kredyty, proponowane przez ministrę Henning-Kloskę, bo jak przecież stwierdziła Róża Thun und Hohenstein: "nisko oprocentowany kredyt jest najlepszą rzeczą na świecie" 🤭), pokazuje doskonale że Tusk ma gdzieś rządzenie krajem i wraca ponownie do wypróbowanych za "pierwszego Tuska" (w latach 2007-2015) sposobów odwracania kota ogonem, czyli szukania tematów zastępczych. Przyznam się szczerze że Tusk jest mistrzem w tej kwestii i gdy tylko ludzie zaczęli mówić o indolencji rządu w trakcie powodzi, wyszła kwestia wiz, którymi niby Prawo i Sprawiedliwość miało obdarowywać przybyszów z Bliskiego Wschodu i to w setkach tysięcy takich pozwoleń (w rzeczywistości realnych wiz wydano od 200 do 500 i nie były to wizy dawane ludzi w celu ściągnięcia ich do Europy, tylko wizy wydawane tym, którzy mieli je dostać, a łapówki dawali za przyspieszenie tego procesu). Teraz wyszła sprawa alko-tubek, czyli kolejny temat zastępczy, który będzie żył może z dwa tygodnie i zdechnie szybko, podobnie jak poprzednie (jak chemiczna kastracja pedofili z czasów pierwszego Tuska, czy walka z dopalaczami).

Ten rząd nie ma żadnego planu rozwoju Polski. To oczywiście est banał, ale to jest banał którego duża część naszego społeczeństwa nie rozumie, nie widzi, albo nie chce widzieć. Wszystko co do tej pory przez te 10 miesięcy zrobił Donald Tusk służyło przede wszystkim Niemcom i Brukseli, nic zaś nie dotyczyło planów rozwoju Polski - NIC! I nie będzie dotyczyło, gdyż w oczach nie tylko Niemców, ale również Francuzów, Brytyjczyków i w ogóle tych państw na Zachodzie Europy, których politycy a po części również społeczeństwa do dzisiaj czują się nad-ludźmi, nasz rejon Europy Środkowo-Wschodniej jest regionem "pomiędzy", pomiędzy Zachodem a Rosją (Rosji jako jedynego państwa słowiańskiego ci na Zachodzie się boją i dlatego też Rosję szanują, nas nie szanują, bo nie czują żadnej ku temu presji, nie czują żadnej konieczności aby nas szanowali). Polski się nie szanuje, bo Polska zawsze była naiwniakiem Europy, my zawsze wierzyliśmy w te wszystkie piękne hasełka, w braterstwo ludów, w "Wolność Naszą i Waszą" (które to hasła wypisywano na sztandarach jeszcze w czasie Powstania Styczniowego) itd. itp. Polska walczyła, żeby w Europie był spokój i bezpieczeństwo (odparcie inwazji Turków na Wiedeń w 1683 r. który miał być tylko pierwszym etapem podboju Europy przez Imperium Osmańskie, rozbicie bolszewickich armii idących na Niemcy i Europę w 1920 r. a wcześniej walka za obce mocarstwa, jak choćby za Francję na Haiti w 1802 r.). To wszystko nie ma najmniejszego znaczenia, nie ma też żadnego znaczenia to, że przez 30 lat po tzw. "upadku komuny" Polska rozwijała się najlepiej w Europie, że suchą nogą przeszliśmy przez okres pandemii, będąc wzorem dla reszty Kontynentu jak należy dbać o własną gospodarkę i jak ją rozwijać. Staliśmy się 20-tą największą gospodarką świata i to wszystko w ciągu zaledwie 30 lat (a startowaliśmy przecież z poziomu państwa bankruta, jakim realnie była Polska w roku 1990). Ale tam na Zachodzie oni doskonale wiedzą (i wiedzieli to już na początku lat 90-tych, co zostało wypowiedziane ustami Jeffrey'a Sachsa, który powiedział że po tej tak zwanej transformacji ustrojowej należy Polskę otoczyć specjalną "opieką", bo jeżeli pozwolimy Polakom normalnie się rozwijać, to wkrótce potem staną się oni drugą Japonią, dokonując inwazji ekonomicznej na nasze rynki i całkowicie je zdominują. On to powiedział na przełomie lat 80-90 gdy Polska realnie była bankrutem i nie mogła w żaden sposób równać się z potęgami ekonomicznymi świata zachodu) że Polacy są niezwykle przedsiębiorczym i mądrym narodem i jeżeli tylko mają ku temu możliwości, to natychmiast z nich skorzystają, budując swoją ekonomiczną stabilizację. 




Polski się nie szanuje, bo oni (ci na Wschodzie, jak i na Zachodzie) nie czują presji, dlatego uważam że bezwzględnie należy nie tylko doprowadzić do gruntownej sanacji państwa (ale to gruntownej do fundamentów), zreformować całkowicie ustrój, który tworzony był dla państwa słabego, dla państwa małego, dla państwa bez ambicji. My nie tylko mamy ambicje, ale nasze ambicje wydają się być większe niż tylko ekspansja gospodarcza. Dlatego też uważam że Polska musi mieć swoją broń atomową i to bezwzględnie! Mamy ku temu ludzi (naukowców), mamy możliwości aby taką broń zbudować samemu, brakuje tylko jednej rzeczy - woli politycznej i jedności narodowej. Oczywiście banałem byłoby również powiedzenie, że musimy mieć armię co najmniej 300 000 a tak naprawdę 500-tysięczną. Że musimy stać się tu, na ziemiach na których Polska od wieków istnieje swoistym "Izraelem Europy" - uzbrojonym po zęby i gotowym do oddania jakiegokolwiek ciosu tak, aby jeśli chociażby w Niemczech pojawił się pomysł "zjednoczenia ziem wschodnich"  wyprowadzić w ich stronę taką fangę, żeby już nigdy myśl podobna nie przyszła im do głowy (a tą fangą byłby w najlepszym przypadku całkowity rozpad Niemiec i to nie tylko doprowadzenie do sytuacji sprzed 1870 r. ale przede wszystkim sprzed 1834 czyli przed powstaniem Niemieckiego Związku Celnego, a także wspieranie wewnętrznych separatyzmów i patriotyzmów, typu bawarskiego, saskiego wirtemberskiego etc. z zakazem jednoczenia Niemiec na poziomie choćby kultury, jako że to państwo tak naprawdę jest przekleństwem Europy, zjednoczone Niemcy są przekleństwem Europy, podobnie jak zjednoczona, silna Rosja). Oczywiście początkowo byłby na pewno duży problem chociażby nawet z budową broni atomowej w naszym kraju, ponieważ - powiedzmy sobie szczerze - w naszym społeczeństwie żyje jakaś taka narośl (tak narośl), która realnie nie uważa się za Polaków chociaż mówi po polsku, urodziła się Polakami, ma korzenie polskie, ale nie czuje się Polakami. Tacy ludzie z całą pewnością ustawialiby się w kolejce, czy do Brukseli czy do Waszyngtonu, aby po prostu perfidnie kapować na Polskę, właśnie dlatego że coś im się nie podoba: że rozwój im się nie podoba, że CPK im się nie podoba, że atom im się nie podoba, nic im się nie podoba, poza Tuskiem i jego folksdojczerją. Myślę jednak że i z tym można by było sobie poradzić, bowiem z jednej tylko rzeczy zrezygnować nie można: z dalszego rozwoju i umocarstwienia naszego państwa, a co za tym idzie naszego regionu.




piątek, 10 lipca 2020

POD FLAGĄ BIAŁO-CZERWONĄ!

PARĘ SŁÓW O 

NIEDZIELNYCH WYBORACH, 

TUŻ PRZED CISZĄ WYBORCZĄ





 

 Piękna pogoda szykuje się na cały lipiec (nie licząc oczywiście pewnych nieprzyjemnych anomalii pogodowych, jak choćby ulewne deszcze czy mini tornada w niektórych rejonach kraju) i człowiek znów rozmarza się na temat wakacyjnego wypoczynku. Niestety, tak mi się zdaje że ponownie w tym roku nie będzie mi dane wypocząć, wygrzać się w słońcu i zanurzyć w morskich falach, gdyż tak się akurat składa - któryś rok z kolei - że ciężko mi będzie wyrwać się na dłużej, niż kilka zaledwie dni. Ostatnimi czasy - z powodu natłoku spraw zawodowych - odpuściłem sobie zarówno siłownię jak i basen, a z powodu tej całej pandemii koronawirusa zrezygnowałem także z kilku innych przyjemności (takich jak kino, teatr czy skoki na spadochronie - chciałem sobie nawet wyrobić na to licencję). Co prawda zamierzam do tego wszystkiego jeszcze powrócić, podobnie jak do wyrobienia sobie uprawnień do prowadzenia autobusu i ciągnika rolniczego (co prawda nie jest mi to do niczego potrzebne, ale zawsze lepiej jest mieć takie prawko, niż go nie mieć - prawda?). Cóż, zamierzam się zmobilizować i konsekwentnie realizować wyznaczone cele (koronawirus stał się doskonałą wymówką dla mojego lenistwa). Ale nie o sobie chciałbym pisać w tym temacie, gdyż nieubłaganie zbliża się już druga tura wyborów prezydenckich i (niestety) muszę tutaj wcisnąć swoje "dwa zdania". Piszę "niestety" - ponieważ wolałbym tego nie czynić i zająć się zupełnie innym tematem, ale nie mogę, zbyt wiele jest do stracenia, aby przejść nad tym do porządku dziennego. Oczywiście nie zamierzam (bo nigdy wcześniej tego nie czyniłem na tym blogu) agitować tutaj za jednym czy drugim kandydatem do roli prezydenta Najjaśniejszej Rzeczypospolitej, a pragnę tylko wyrazić moje skromne zdanie. 

Pierwsza tura wyborów prezydenckich zakończyła się dwa tygodnie temu (dokładnie 28 czerwca) zwycięstwem dotychczasowego prezydenta Andrzeja Dudy z wynikiem 43,50 % głosów. Drugie miejsce zajął kandydat opozycji totalnej Rafał Trzaskowski, osiągając wynik 30,46 % głosów. Tym samym ci dwaj panowie przeszli do drugiej tury wyborów i jak widać ostro ze sobą rywalizują (sondaże dają im prawie równe szanse na zwycięstwo). Pozostali kandydaci: reprezentant TVN-u Szymon Hołownia (13,87 %), konfederata Krzysztof Bosak (6,78 %), "rozpacz ZSL-u"  Władysław Kosiniak-Kamysz (2,36 %), kandydat lgbt Robert Biedroń (2,22 %), oraz totalny polityczny plankton: Stanisław Żółtek (0,23 %), Marek Jakubiak (0,17 %), Paweł Tanajno (0,14 %), Waldemar Witkowski (0,14 %) i Mirosław Piotrowski (0,11 %) - że też im się chciało kandydować? Ale to już historia, zaś przed nami druga tura wyborów które - i to mówię z całą pewnością - mogą przesądzić o naszym losie nawet nie na pięć, ale na co najmniej dekadę, choć wydaje się wręcz że na całe pokolenie. Dzisiejszy wpis będzie krótki, gdyż nie ma co się tutaj zbytnio rozwodzić nad tematem, bowiem jacy owi dwaj kandydaci do prezydentury są - każdy widzi, problem polega jednak na tym, że nie wszyscy potrafią sobie wykalkulować co niosą ze sobą obie wizje prezydentury. Zacznę może od Andrzeja Dudy. W zasadzie nie ma co tu komentować - bardzo mnie on rozczarował, gdy po raz pierwszy zawetował ustawę (autorstwa Prawa i Sprawiedliwości) dotyczącą reformy sądownictwa. Miało to miejsce dokładnie trzy lata temu, w lipcu 2017 r. Przyznać się muszę, że zadeklarowałem wówczas że na tego pana więcej już nie zagłosuję, a czarę goryczy przelała kwestia nieupublicznienia tajnego raportu do aneksu WSI (czyli tej zmory postubeckiej, ciążącej nad Polską niczym jakiś złowrogi cień).




Wybitnie denerwuje mnie również ta jego serwilistyczna polityka (jeśli można ją nazwać polityką) wobec USA (choć ja sam jestem mocno proamerykański, ale w żaden sposób nie pochwalam pozycji serwilistycznych i klientystycznych, tym bardziej że w obecnej sytuacji polityki i geopolityki oba nasze kraje mają sobie do zaoferowania interes typu fifty-fifty i każda ze stron powinna być z tego zadowolona). Choć oczywiście w zbliżającym się globalnym konflikcie USA i Chin bez wątpienia poparłbym Stany Zjednoczone (lecz najpierw sami Amerykanie powinni zrobić porządek we własnym kraju i ostatecznie opowiedzieć się przeciw lewactwu niszczącemu ich kraj, obalającemu pomniki ich bohaterów, palącemu amerykańskie flagi i próbującemu stworzyć sobie na terytorium USA jakieś żałosne lewackie enklawy - choć akurat w tym przypadku, a nawiązuję tutaj do niedawnych wydarzeń w Seattle i powstania tam "strefy wolnej od policji", zwanej oficjalnie "Capitol Hill Autonomous Zone", w skrócie CHAZ - ten pomysł mi się podoba. Donald Trump mówił co prawda że może zakończyć istnienie tego tworu w ciągu pół godziny, choć nic w tej sprawie nie uczynił i to uważam za poważny błąd. Ale nie dlatego, że chciałbym aby Gwardia Narodowa czy US Army wkroczyły na ten lewacki grajdołek, tylko dlatego że byłaby to doskonała okazja do zademonstrowania debilizmu komunizmu. Skoro bowiem Antifa ogrodziła tych kilka przecznic zasiekami i proklamowała tam niezależne od USA państwo, należało czym prędzej wysłać w to miejsce Federalną Straż Graniczną, obstawić wejścia i... nie wpuszczać ani nie wypuszczać stamtąd nikogo, póki nie zostanie uzgodniona kwestia wymiany handlowej i dyplomatycznej z tym nowym "państwem". Donald Trump powinien obstawić dodatkowo cały teren kamerami telewizyjnymi i nagrywać to, co dzieje się w środku non stop, 24/h. I zero jakichkolwiek dostaw, zero jedzenia, wody, prądu, gazu - nic, skoro chcą niezależności, niech sami pokażą że potrafią coś zrobić i że do czegokolwiek innego się nadają, prócz darcia ryja na wiecach w imię "walki z kapitalizmem". Jestem przekonany że relacja z CHAZ, cieszyłaby się ogromną popularnością w USA [niczym swoisty Big Brother na żywo] i pokazałaby ludziom, do czego dąży komunizm i jak komunizm się kończy. A gdy antifiarze i reszta tej marksistowskiej hołoty zaczęłaby już się słaniać z głodu i pragnienia, wszedłbym do środka i dał po uszach całej tej hałastrze, aby nauczyć ją rozumu na przyszłość). Wróćmy jednak z powrotem do Polski i zbliżających się w naszym kraju wyborów prezydenckich.

Andrzej Duda mocno mnie rozczarował - zresztą nie tylko on jeden, rozczarował mnie cały PiS, partia, na którą pełen entuzjazmu głosowałem w wyborach parlamentarnych w 2015 r. Wówczas wydawało mi się że głosuję na Piłsudskiego, że po zwycięskich wyborach nastąpi konsekwentna sanacja całego państwa, oczyszczenie jego struktur i skrupulatna odnowa moralna. Niestety, nic takiego nie nastąpiło, a dziś już ostatecznie straciłem nadzieję na to, że Prawo i Sprawiedliwość stanie się swoistą "grupą rekonstrukcyjną Sanacji", szczególnie dobitnie zostało to wyartykułowane,  po wymianie premier Beaty Szydło na technokratę Mateusza Morawieckiego w grudniu 2017 r. Niestety, jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma i zarówno Andrzej Duda, jak i Prawo i Sprawiedliwość są na dzień dzisiejszy jedyną rozsądną opcją i choć prezydent Duda wypowiada się ostatnio dość ostro o uniemożliwieniu indoktrynacji dzieci w szkołach przez ideologów lgbt, o tym że "chłopak i dziewczyna to polska rodzina" - to ja się zapytuję: Dlaczego wcześniej się tym nie zajęliście, dlaczego dopiero teraz, gdy w oczy zaświtała wam groźba porażki wyborczej (i utraty Pałacu Prezydenckiego), próbujecie ten temat wciągnąć na publiczną wokandę? Dlaczego nie było i nie ma żadnych zdecydowanych kroków rządu i prezydenta w sprawie wypłaty przez Niemcy reparacji za II Wojnę Światową? Bowiem te reparacje - a mówimy tutaj o astronomicznej kwocie 1 biliona dolarów - Niemcy, czy chcą czy nie, będą musieli wcześniej czy później zapłacić. I nie ma w tej sprawie czegoś takiego, jak przedawnienie - zresztą czego przedawnienie - waszych zbrodni? Mordowaliście, paliliście i gwałciliście na potęgę. Zniszczyliście nam kraj i cofnęliście w rozwoju o kilkadziesiąt lat do tyłu, całkowicie zburzyliście i spaliliście naszą stolicę - "Paryż Północy" - jak przed wojną nazywano Warszawę. I co? Przedawniło się, tak? Nic się nie przedawniło, gdyż krew pomordowanych wciąż domaga się sprawiedliwości, a wy drodzy przyjaciele Niemcy - wybraliście sobie bydlaka na wodza, a potem zniszczyliście cały kontynent w morzu krwi, a po wojnie dawni  naziści znajdowali "ciepłe posady" w różnych miejscach odrodzonego państwa niemieckiego (np. w niemieckim ministerstwie spraw zagranicznych po wojnie pracowało więcej nazistów, niż... w czasach III Rzeszy, a jest to tylko jeden wybrany przykład). Jedyne więc co możemy dla Was zrobić, drodzy niemieccy sojusznicy z NATO i Unii Europejskiej, to rozłożyć wam tę kwotę na raty, abyście od razu nie zarżnęli swojej gospodarki - i tyle.






Drugą ważną sprawą, która ponownie wraca w kampanii wyborczej, to jest kwestia owych bezprawnych (wręcz zbrodniczych) żądań organizacji żydowskich (głównie, choć nie tylko) z USA, w sprawie pożydowskiego mienia bez-spadkowego (czyli takiego, gdzie zarówno właściciel już nie żyje, jak i nie pozostawił po sobie żadnych następców). W tym temacie odpowiedź jest tylko jedna: kierunek Berlin, chcecie pieniędzy, proszę bardzo, zwróćcie się do narodu sprawców Holokaustu Żydów i Holokaustu Słowian (w tym głównie Polaków - gdyż nasz kraj stracił najwięcej obywateli w przeliczeniu na liczbę mieszkańców), a nie do narodu ofiar, gdyż gdyby nie Polacy, nigdy nie powstałoby żadne państwo Izrael (należy bowiem pamiętać, że Polska lobbowała za powstaniem Izraela w Palestynie jeszcze w latach 30-tych XX wieku, zaś po 1948 r. pierwszym językiem odrodzonego Izraela, był właśnie język polski, zaś hymn tego państwa także został wzorowany na polskim hymnie narodowym - Mazurku Dąbrowskiego), a Niemcy wymordowaliby znacznie więcej Żydów, niż stało się to w rzeczywistości. Dla nas temat bez-spadkowych roszczeń nie istnieje i tyle, szkoda tylko że dopiero teraz prezydent Andrzej Duda zdaje sobie to uświadamiać. Inna sprawa - to przekop Mierzei Wiślanej i budowa Centralnego Portu Komunikacyjnego (jednego z największych lotnisk w Europie). Tutaj (szczególnie w tej pierwszej kwestii) podoba mi się upór rządu i prezydenta, aby te inwestycje doprowadzić do końca. Ani Rosja, ani Niemcy ani żaden inny kraj nie będą nam mówić, jakie inwestycje możemy u siebie podejmować i co się nam bardziej opłaca. Z CPK jest trochę więcej zawirowań związanych niestety z obsadzeniem dyrekcji mającej zajmować się tym projektem, przez tzw.: "BMW" (Biernych, Miernych ale Wiernych). Cóż się jednak dziwić, skoro prawie połowa PiS-u to jest Platforma Obywatelska lub dawna Unia Wolności, więc wcale nie należy się dziwić.

Bardzo ważną sprawą jest również edukacja (przecież te wszystkie marksizmy i Antify rodzą się głównie na uniwersytetach). Prawica i konserwatyści (na świecie) popełnili ogromny błąd - zostawili edukację w rękach lewicy, a efekty takiego kroku nie dały na siebie długo czekać. Wystarczyły zaledwie dwa pokolenia, aby całkowicie przeorać umysły młodych ludzi w USA i Europie Zachodniej (w Polsce oczywiście ten proces także postępuje - choć w znacznie mniejszej skali). Dziś właśnie tacy ludzie zakładają CHAZ, palą amerykańskie flagi i opowiadają brednie o komunizmie - jako o wspaniałym ustroju. Jaki "wspaniały" to ustrój, widać było dobitnie na przykładzie owego nieszczęsnego CHAZ-u, gdzie co prawda rozpoczęto uprawę jakiegoś zielska w okolicznym parku (zwanym "Ogrodem") ale oczywiście nic z tego nie wyszło, gdyż geniusze po wyższej szkole marskizmu-leninizmu (dziś to się już inaczej nazywa - marksizm-genderyzm, lub jak mawia prof. Chodakiewicz: marksizm-lesbianizm) sadzili również ukradzione ze sklepów rośliny w doniczkach, postawionych na... wysypanych piaskiem kartonach 😅. Nic dziwnego że wszystko im pousychało w ciągu dwóch dni. Tak więc, bez zmiany systemu edukacji, nie ma mowy o podjęciu jakiejkolwiek realnej walki z tą chorą marksistowską ideologią, gdyż co roku kilkaset tysięcy młodych ludzi kończy szkoły i uczelnie wyższe i wychodzi stamtąd psychicznie okaleczona, ze spaczonym światopoglądem, nastawiona roszczeniowo i niezdolna do podjęcia jakiejkolwiek efektywnej i pożytecznej pracy dla społeczeństwa. Prezydent Andrzej Duda wielu z tych kwestii w ogóle nie podjął i dopiero teraz, tuż przed samymi wyborami, gdy na gwałt poszukuje większości, która pozostawiłaby go u władzy – dopiero teraz zaczyna o tym mówić.



 
Mimo to, mimo tych błędów i zaniechań, mimo częstokroć bezmyślnej, serwilistycznej polityki względem USA, jego wybór i tak jest po stokroć lepszy, niż wybór jawnego reprezentanta "opcji niemiecko-brukselskiej" – pana Rafała Trzaskowskiego. O ile bowiem co do prezydenta Dudy mogę mieć jeszcze jakieś nadzieje, związane ze zmianą dotychczasowej polityki, o tyle w przypadku Trzaskowskiego nadziei nie ma ŻADNEJ! Jest to bowiem człowiek dotychczasowego establishmentu, wychowanek szkoły Sorosa, który doskonale się odnajduje wśród byłych ubeków (jak choćby pani Jolanta Gontarczyk-Lange), a także gotów jest powiedzieć i uczynić wszystko, byle tylko osiągnąć cel jakim jest odbicie Pałacu Prezydenckiego. Nic więc dziwnego, że ostatnimi czasy wypowiada się pozytywnie o Konfederacji, Marszu Niepodległości (okazuje się że dla Rafała to już nie są faszyści, tylko patrioci – powstają nawet memy, jak Rafałek krzyczy: "Czołem wielkiej Polsce!" 😂). Wychodzi na to że "pisowskie mordy" to też ludzie i że można do nich pisać listy i kierować apele (o czym Rafał ostatnio także sobie przypomniał). Najciekawsze jednak są jego poglądy na kwestię przyjmowania przez Polskę uchodźców. Okazuje się bowiem że ta sprawa już została rozwiązana i że Rafał także dziś byłby przeciwko przyjmowaniu imigrantów do Polski. Lecz jakże pięknie te słowa współgrają z jego deklaracjami z 2015 r., gdy mówił że musimy przyjąć na początek (choć on oczywiście nie dodawał że to jest dopiero początek) jakieś 5 000 migrantów i że decyzje już zapadły, i że nie udało się zebrać w Parlamencie Europejskim większości zdolnej aby ten proceder zatrzymać. Pięknie mówił też że i tak będziemy musieli przyjąć uchodźców, czy tego chcemy czy nie. Gdy jednak po wyborach z 2015 r. okazało się, że Polska nie zamierza przyjmować muzułmańskich hord darmozjadów (swoją drogą Niemcy ostatnio płakali że Polacy nie chcą przyjeżdżać do zbioru szparagów, gdyż przez 500 + i inne świadczenia socjalne – jakie wprowadził rząd PiS-u, nie potrzebują już się tak upokarzać pracą "u bauera". Czyżby więc Niemcy zapomnieli że mają u siebie pokaźną liczbę imigrantów, którzy - jak mówił Trzaskowski - przyjeżdżają tutaj aby szukać schronienia i pracy, więc mogą się podjąć zbierania szparagów - prawda? A może ktoś tutaj perfidnie kłamie i migranci nie tylko nie zamierzają, ale nawet nie myślą o podjęciu jakiejkolwiek pracy zarobkowej?), wówczas Rafał Trzaskowski zmienił swoją retorykę i okazało się że PiS jednak dobrze uczynił nie wpuszczając tutaj muzułmańskich "kardiochirurgów z opuchniętymi jądrami", czekających na wyposzczone białe kobiety.

To co mówi, co reprezentuje i czym się szczyci pan Rafał Trzaskowski, jest mi tak odległe, tak abstrakcyjne i tak nieprawdopodobnie obce, że nie ma nawet porównania z moimi żalami, niespełnionymi nadziejami i żądaniami (tak, właśnie ŻĄDANIAMI - bowiem jako wyborca który głosował na Dudę, mam prawo wymagać od niego prowadzenia bardziej podmiotowej polityki zagranicznej, oraz zdecydowanej obrony polskich interesów i wspierania Polonii na całym Świecie) jakie kieruję pod adresem obecnego prezydenta. Nie mam złudzeń - PiS to nie dawna Sanacja, a Duda nie przypomina nie tylko Walerego Sławka, Gustawa Orlicz-Dreszera czy choćby nawet prezydenta Ignacego Mościckiego (a wiadomo jaki wierszyk krążył za życia Piłsudskiego o Mościckim, bardzo podobny jak dziś o Dudzie porównywanym do "długopisu" prezesa Jarosława Kaczyńskiego - i brzmiał on następująco: "Tyle znacy co Ignacy, a Ignacy gówno znacy"). Skoro więc nie mam tego, czego bym oczekiwał, staję przynajmniej za kandydatem pod FLAGĄ BIAŁO-CZERWONĄ, a nie tęczową, różową, błękitną albo... czerwoną. Wybór więc jest oczywisty z mojego punktu widzenia i mam nadzieję że Andrzej Duda wygra te wybory - dla dobra Polski, dla dobra naszych dzieci i ich przyszłości. A potem będziemy go rozliczać z jego wyborczych obietnic.





 
 DZIĘKUJĘ ZA UWAGĘ!


czwartek, 16 stycznia 2020

ROZMONTOWYWANIE POLSKI - Cz. I

METODY NISZCZENIA 

POTENCJAŁU GOSPODARCZEGO,

INTELEKTUALNEGO I POLITYCZNEGO

POLSKI NA PRZESTRZENI DZIEJÓW






 Jakież to różne, dziwne rzeczy mogą wpaść człowiekowi do głowy, gdy tylko się nieco zamyśli. Tak się właśnie stało ze mną, gdy zacząłem zastanawiać się nad tym co nas jeszcze czeka w owym 2020 roku. Bez wątpienia jest to bowiem niezwykle ważny rok, w którym obchodzić będziemy kilka rocznic o międzynarodowym zasięgu, jak również jest to (według mnie) rok, w którym czyha na nas mnóstwo niebezpieczeństw (jednym z nich jest na przykład pytanie - czy w 2020 r. powstanie sztuczna inteligencja, która stopniowo zacznie przejmować kontrolę nad internetem tworząc z nas realnie swoich niewolników? Wiem że pytanie może nie należy do zbyt "lotnych", ale taka obawa istnieje i należy ją uwzględniać w tym naszym pędzie do "nowoczesności", gdyż kolejne drzwi które otwieramy, mogą prowadzić prosto... w przepaść). Już w styczniu czekają nas też podwójne obchody wyzwolenia niemieckiego obozu koncentracyjnego Auschwitz-Birkenau. Podwójne, ponieważ najpierw (w dniach 22-23 stycznia) zajmować się tym będzie w Jerozolimie prywatna organizacja, której przewodzi rosyjski oligarcha o żydowskich korzeniach - Mosze Kantor, a następnie 27 stycznia odbędą się już właściwe obchody w tymże obozie, które organizować będą polskie władze (w porozumieniu ze środowiskami żydowskimi). Znając powiązania zarówno Kantora z władzami Kremla, jak i dostrzegając owe "zbliżenie" (czy to związek partnerski, czy też wielka nieskończona miłość?) izraelsko-rosyjskie, można z całą stanowczością oczekiwać prawdziwie antypolskiej hucpy propagandowej, w której narody sprawców II Wojny Światowej (Niemcu oraz Związek Sowiecki), będą się publicznie masturbować wraz z narodem kolaborantów (Francja) i narodami aliantów (USA, Wielka Brytania), które co prawda wojnę tę zakończyły zwycięstwem nad nazizmem, ale jednocześnie doprowadziły do wyniesienia komunizmu i umożliwiły mu zajęcie połowy Europy oraz zdobycia kolejnych przyczółków w opanowywaniu świata. Oczywiście wszystkie te narody albo czynnie uczestniczyły w eksterminacji Żydów podczas II Wojny Światowej (Niemcy, Francuzi i... Sowieci, bowiem czym były sowieckie kontyngenty zamkniętych w bydlęcych wagonach Żydów, wysyłane do Niemiec przez Stalina w latach 1940-1941, jako swoisty "podarek" dla Hitlera. A teraz pytanie niespodzianka - kto o tym wie? Nawet nie tyle na Zachodzie, w samej Polsce nie ma na ten temat większej wiedzy), albo nie uczyniły nic, totalnie NIC, aby dopomóc ludności żydowskiej zamkniętej w gettach i mordowanej w obozach (Wielka Brytania, USA, międzynarodowe organizacje żydowskie).

Nie będzie zaś głosu jedynego państwa-ofiary II Wojny Światowej, państwa które od pierwszego do ostatniego dnia wojny, toczyło morderczą walkę o przetrwanie, o godność, o honor i o zwycięstwo z dwoma antyludzkimi totalitaryzmami. Nie będzie w Jerozolimie najwyższego przedstawiciela Polski, gdyż prezydent Andrzej Duda odmówił wzięcia udziału w tej moskiewsko-litwackiej ustawce, mającej tylko jeden cel - utopić prawdę w bagnie kłamstwa i tak ją przemodelować, aby wyszło iż to "bohaterska" Armia Czerwona - niesiona jakimś anielskim głosem mordowanych Żydów, spieszyła czym prędzej (po drodze dokonując oczywiście swoich tradycyjnych "wyzwoleń" - czyli gwałtów, konfiskat mienia i mordów na ludności cywilnej. Swoją drogą Rosjanie mają tę właśnie cechę, że bardzo lubią wyzwalać wszystkie inne narody oprócz siebie samych i gdzie nie pójdą, tam zaczynają od "wyzwalania" obywateli innych państw - na początek z wszelkich kosztowności i dóbr, a ostatecznie również z życia) by ocalić Żydów od tych podłych nazistów, którzy pobudowali obozy koncentracyjne na ziemiach polskich. Skoro obozy powstały na ziemiach polskich, to zapewne zakładali je Polacy prawda? (o nie, nie, nie - przepraszam - teraz jest zupełnie inny przekaz, który wychodzi bezpośrednio ze środowisk żydowskiej diaspory - litwaków - a litwacy to po prostu ruscy Żydzi, najgorszy sort żydostwa, ludzie bez kultury, bez wiary, bez religii, przesiedleni w drugiej połowie XIX wieku przez carat na ziemie polskie pod rosyjskim zaborem, stali się przedmiotem niechęci ze strony polskich Żydów - a to głównie za ich rusofilizm, brak poszanowania dla religii mojżeszowej i totalne wręcz prostactwo. Otóż prikaz teraz brzmi następująco - to nie Polacy zbudowali obozy koncentracyjne, powstałe na ich ziemiach lecz... naziści - a kim byli naziści? Nie wiadomo! Natomiast Polacy, jako naród półgłówków jedynie pomagali przy ich budowie, gdyż sami nie byliby na tyle inteligentni, aby takie obozy zbudować, ale potem to już gromadnie i chętnie zaganiali Żydów do komór gazowych - tak brzmi obecnie nieoficjalny przekaz zdominowanej - również mentalnie - przez litwaków, diaspory żydowskiej). Skoro więc po jednej stronie mamy bliżej nie sprecyzowanych nazistów i wspierających ich Polaków - po drugiej zaś - jak to mówi oficjalny komunikat, który swym autorytetem wspiera instytut Yad Vashem - "aliantów", na czele z Rosją, której to armia ostatecznie wyzwoliła obóz i pokonała nazistów. Tak to właśnie wygląda od projektowanej strony propagandowej.




Prezydent Polski - Andrzej Duda zrezygnował więc z udziału w tej hucpiarskiej ustawce, gdyż z oficjalnymi prezentacjami wystąpić mieli jedynie najwyżsi przedstawiciele Izraela (Netenjahu, Katz, Kantor i cała ta litwacka wierchuszka), Rosji (Putin), USA (w tym przypadku prezydent Trump również nie przyjedzie do Jerozolimy, zastąpi go zapewne wiceprezydent Mike Pence), Wielkiej Brytanii (książę Karol) i Francji (Macron) - czyli krajów i nacji, które podczas II Wojny Światowej, totalnie się skompromitowały w stosunku do Żydów i Holokaustu -  zaś nie przewidziano zabrania głosu przez prezydenta Polski. Nie przewidziano z dwóch powodów. Po pierwsze - Polska ma - zgodnie z moskiewsko-litwacką narracją propagandową - stać się w powszechnym przekazie wspólniczką nazistów w eksterminacji Żydów, więc jakikolwiek głos sprzeciwu, byłyby tu bardzo nie na miejscu. Po drugie zaś - ani Żydzi, ani tym bardziej Rosjanie nie są zainteresowani w polityczno-prawnym i obyczajowo-moralnym łączeniu komunizmu z nazizmem. Rosjanie wiadomo dlaczego - cały ich współczesny przekaz propagandowy i pozycja, jaką osiągnęła Rosja po II Wojnie Światowej - opiera się na micie "Zwycięstwa nad faszyzmem w Wielkiej Wojnie Ojczyźnianej" i to jest doprawdy jedyna rzecz, którą Rosjanie mogą się pochwalić w swych dziejach - JEDYNA! Stąd taka siła propagandy w wybielanie ustroju komunistycznego - jako tego sprawiedliwego - i przeciwstawianie go nazizmowi - jako wszelkiemu możliwemu złu. To Rosja. A dlaczego Żydom również nie jest na rękę by łączyć zbrodnie nazizmu i komunizmu? Otóż dlatego, że ogromna większość ludności żydowskiej jeszcze przed I Wojną Światową, w trakcie Rewolucji bolszewickiej w Rosji i po jej zakończeniu - stanowiła olbrzymią nadreprezentację wszelkich ruchów socjalistycznych i komunistycznych. Już w drugiej połowie wieku XIX, skrajnie lewicowe organizacje w Rosji zostały prawie w całości zdominowane przez Żydów (litwaków), a potem ten proces jedynie narastał. Żydzi brali udział w potwornych zbrodniach komunizmu, w katowniach Czeka, OGPU, NKWD czy Smiersza - byli zarówno wykonawcami wyroków, jak i skazującymi na śmierć. To oczywiste więc, że zrównywanie komunizmu z nazizmem, natychmiast rzuca cień na wyjątkowość zbrodni Holokaustu - którą to organizacje żydowskie, zamierzają uczynić jedyną i najstraszniejszą zbrodnią w całych dziejach ludzkości, a przy której wszystkie inne zbrodnie nie byłyby godne nawet wspomnienia.

Jest jeszcze jedna, poważna rzecz, która bardzo boli organizacje żydowskie i wszelkich nacjonalistów w Izraelu. Otóż, Żydzi doskonale zdają sobie sprawę że jedynym narodem, który podczas II Wojny Światowej poniósł zbliżone do nich samych straty - jest właśnie naród polski. Na Zachodzie Europy, tamtejsze społeczeństwa już w dwie dekady po zakończeniu Wojny, zaczęły przyswajać sobie tragedię Holokaustu i usuwać na dalszy tor własne ofiary jakie zostały wówczas poniesione. Było to o tyle usprawiedliwione, że straty ludności cywilnej w krajach takich jak Francja, Belgia, Holandia, Norwegia czy Dania - były zupełnie nieporównywalne z ludobójstwem, jakiego dopuścili się Niemcy na Żydach. Stąd też łatwiej im było uznać Holokaust za jedyną potworną zbrodnię. Natomiast w Polsce, takie postawienie sprawy już nie działa, gdyż Holokaust jaki został przeprowadzony na Polakach przez Niemców - jest... porównywalny z żydowskim i nawet dziś, po tylu dziesięcioleciach od zakończenia Wojny, nie ma rodziny w Polsce, która by nie straciła kogoś bliskiego w tamtym czasie i która by przeszła nad tym do porządku dziennego. Sytuacja jest na tyle poważna (z punktu widzenia Żydów-litwaków) że przecież Polacy byli mordowani nie tylko z rąk samych Niemców, ale również Ukraińców, Litwinów i oczywiście Sowietów. Jest to więc sytuacja dość poważna, bowiem gdy łatwo było stłamsić i podporządkować sobie pamięć ofiar innych narodów Europy (szczególnie Zachodniej), o tyle, w konfrontacji z Polakami już tak łatwo nie jest i tutaj należy całkowicie zamilczeć jakiekolwiek głosy krytyki pod adresem komunizmu i Związku Sowieckiego (nie mówiąc już o zbrodniach, jakich na swych współbraciach dokonywali w gettach Żydzi - o czym już zresztą też pisałem w innych tematach). Żydzi nie lubią słuchać, jak się mówi o ich współudziale w zbrodniach komunizmu, a szczególnie nie lubią słuchać, jak się im przypomina o ich współudziale w zbrodniach Holokaustu. Od dawna twierdzę, że nie ma większych antysemitów od samych Żydów i wystarczy tylko poczytać sobie co o Żydach i żydostwie mówili i pisali wielcy tego świata - którzy sami mieli korzenie żydowskie. Krótko mówiąc - można odnieść wrażenie, że niemieccy naziści w swej propagandzie antyżydowskiej, w ogromnej mierze wzorowali się właśnie na opinii owych wielkich Żydów (a przecież ci Żydzi wiedzieli o czym mówią, bowiem sami wyrośli w tym środowisku i znali go od środka).


 NIEMIECKIE ZBRODNIE NA POLAKACH



 SOWIECKIE ZBRODNIE NA POLAKACH
(MIAŁEM POKAZAĆ JESZCZE UKRAIŃSKIE ZBRODNIE NA LUDNOŚCI POLSKIEJ, ALE NIE BYŁEM JUŻ W STANIE OGLĄDAĆ TYCH BRUTALNYCH SCEN)



Zbrodnie, jakich dopuszczali się Żydzi na polskich Kresach Wschodnich po 17 września 1939 r. (czyli po ataku na Polskę Związku Sowieckiego), są przerażające i gdy się czyta wspomnienia ludzi, którzy uniknęli śmierci z rąk Sowietów i ich żydowskich pomagierów - doprawdy włos jeży się na głowie. To przecież głównie Żydzi (jak również Ukraińcy, Białorusini i polscy komuniści) w wielu miejscowościach na wschodzie Polski, stawiali... łuki triumfalne na powitanie Armii Czerwonej i czynili tak sąsiedzi, którzy żyli na tych ziemiach z Polakami (i innymi mniejszościami - gdyż bogactwo ludów Rzeczypospolitej było doprawdy ogromne) od dziesiątek a nawet setek lat. Ci ludzie witali kwiatami wkraczającego agresora, brutalnego najeźdźcę, wspólnika Hitlera - jak to musiało wpłynąć na świadomość ich polskich sąsiadów, którzy właśnie przeżywali najczarniejsze dni swego życia? Wyglądałoby na to, że oto na ziemiach polskich od setek lat żyła swoista "piąta kolumna", która nie była zainteresowana jakąkolwiek integracją czy asymilacją z Polakami. Swoją drogą jest w tym ogromnie dużo racji, gdyż o ile we wcześniejszych tematach o kwestii polsko-żydowskiej, pisałem, że było sporo Żydów, którzy się asymilowali i polonizowali (np. mój ulubiony wieszcz Dwudziestolecia Międzywojennego i czasów II Wojny Światowej - Marian Hemar, czy genialny pianista o międzynarodowej sławie - Artur Rubinstein, czy też inny kompozytor Władysław Szpilman - którego w filmie "Pianista" zagrał Adrien Brody, czy też wielu innych wielkich Polaków żydowskiego pochodzenia) to jednak w ogromnej większości żydowski interior w ogóle się nie zamierzał asymilować z Polakami. Ba, ci ludzie, żyjący na polskich ziemiach od pokoleń, często nawet nie potrafili porozumiewać się w języku polskim (często też wykluczali ze swej społeczności Żydów, którzy się zasymilowali z Polakami), więc dla nich istnienie bądź nieistnienie państwa polskiego, było zupełnie obojętną sprawą. A ponieważ w większości żydowska młodzież garnęła się do lewicowych (głównie komunistycznych) organizacji, stąd takie właśnie sytuacje, jak witanie Armii Czerwonej łukami triumfalnymi, całowanie gwiazd namalowanych na sowieckich czołgach i napisy w rodzaju: "Niech żyją czerwoni wyzwoliciele!"

Gen. Stefan Grot-Rowecki raportował do Londynu: "Ujawniło się, że ogół żydowski we wszystkich miejscowościach, a już szczególnie na Wołyniu, Polesiu i Podlasiu, zanim jeszcze ustąpiły polskie oddziały, wywiesił flagi czerwone i ustawił bramy triumfalne na powitanie wojsk bolszewickich, że zorganizował samorzutnie rewkomy i czerwoną milicję, że po wkroczeniu bolszewików rzucił się z całą furią na urzędy polskie, urządzał masowe samosądy nad funkcjonariuszami państwa polskiego, działaczami polskimi, masowo wyłapując ich jako antysemitów i oddając na łup przybranych w czerwone kokardy mętów społecznych". Po wejściu Sowietów, dochodziło do scen, które współczesny człowiek może sobie uzmysłowić, jedynie opierając się na takich kalkach poglądowych, jak choćby filmy "Hostel" czy "Teksańska masakra piłą mechaniczną", a i tak nie będziemy mieli pełnej skali okrucieństwa, jakie się tam wówczas dokonywało. Sowieci przystąpili bowiem do natychmiastowej eksterminacji polskich elit i mordowano wszystkich, których można by było posądzić o jakąkolwiek propaństwową czy patriotyczną działalność przed wojną. W okrutny i barbarzyński sposób zabijano więc przede wszystkim oficerów (np. rozcinając im brzuchy i wyjmując jelita, a następnie okręcając je o korbę studni i puszczając ją w ruch, co zmuszało nieszczęśnika do biegania w koło studni wokół swoich jelit, póki nie wyzionął ducha), księży, policjantów, właścicieli ziemskich, urzędników. W wyłapaniu tych ludzi Sowietom pomagali miejscowi Żydzi, którzy znając doskonale tutejsze środowisko, wiedzieli dokładnie kto gdzie mieszka, kto gdzie pracuje, kim jest i gdzie jest jego rodzina. Świadek tamtych wydarzeń Henryk Potopowicz pisał potem że to właśnie Żydzi najbardziej upokarzali, wziętych do niewoli przez Sowietów żołnierzy i oficerów polskich: "zdzierając im orzełki i inne odznaki, rzucając na ziemię i depcząc". Mógłbym oczywiście dość skrupulatnie opisać zbrodnie, popełniane w różnych miejscowościach na ludności polskiej przez Sowietów, Żydów, Ukraińców lub Białorusinów (jak choćby w Małej Brzostowicy, gdzie na dworek państwa Wołkowickich napadła pijana banda miejscowego żydowskiego handlarza o imieniu Ajzik i jego białoruskiego kompana - kryminalisty Koziejko. Zamordowali oni właścicieli - Ludwikę i Antoniego Wołkowickich jak również Zygmunta Woynicza-Sianożęckiego - brata pani domu, a także wójta gminy, sekretarza urzędu gminnego, kasjera, listonosza i nauczyciela - topiąc ich wszystkich w... wodzie z wapnem. A potem - mimo że część ofiar jeszcze żyło - zakopano ich żywcem w ziemi. Co ciekawe - zarówno Ajzik jak i Koziejko i kilku innych, zostało potem nagrodzonych przez Sowietów stanowiskami w "czerwonej milicji". Czy też w miejscowości Skidel gdzie komunistyczna banda - złożona głównie z Białorusinów i Żydów - zamordowała kilkanaście osób, w tym księcia Andrzeja Czetwertyńskiego - który z prośbą o wsparcie zwrócił się do znajomego żydowskiego kupca, ten zaś odwrócił się do niego plecami), tylko po co? Nie miałoby to większego sensu.


MAJOR HENRYK "HUBAL" DOBRZAŃSKI





Oczywiście, widząc co się dzieje i jak Żydzi, Ukraińcy czy Białorusini witali wkraczającą Armię Czerwoną łukami triumfalnymi czy kwiatami, wśród Polaków wzbierał gniew. We wspomnieniach żołnierzy września 1939 r. znajdują się ciekawe relacje, jak choćby ta z kolonii wojskowej Piaseczno w powiecie kowelskim: "Uzbrojona banda otworzyła ogień z broni maszynowej, kładąc trupem niemal wszystkich żołnierzy z patrolu. W odpowiedzi na to dowództwo owych jednostek (z grupy gen. Franciszka Kleeberga) wydało rozkaz otoczenia wsi, rozstrzelania części mieszkańców - mężczyzn i spalenia zabudowań. Zamieszkałym w kolonii Piaseczno Polakom poradzono, by uciekali do centralnej Polski, gdyż tu dla nich życia nie będzie". W miejscowości Trzcianne: "Ułani wpadli w tłum, zniszczyli bramę triumfalną (postawioną dla Sowietów), płazowali, rozbili parę sklepów żydowskich, chcieli spalić miasteczko, ale do tego już nie doszło (...) Ułani pojechali dalej. Żydzi w Trzciannym mieli broń". Podobnie było w innych miejscowościach, w których Wojsko Polskie napotykało albo bramy triumfalne - ustawiane dla Armii Czerwonej, albo też było atakowane z broni palnej, strzałami zza węgła. Major Henryk "Hubal" Dobrzański  który ze swoim oddziałem walczył aż do końca (do swej śmierci w kwietniu 1940 r.) w mundurze Wojska Polskiego - pomimo zajęcia całego kraju przez Niemców i Sowietów - i nie chciał przejść do partyzantki, deklarując że on przysięgał walczyć w mundurze do końca i że nie było przecież rozkazu demobilizacji - również puścił z dymem dwie takie wsie (Ostryna i Jeziory), w których właśnie uaktywniła się owa V kolumna. Biorąc więc pod uwagę wszystkie te fakty razem wzięte (zdrady, zbrodnie, umiłowanie komunizmu i Sowietów) nic więc dziwnego że międzynarodowe żydostwo (litwacy) nie jest zainteresowane w ukazywaniu zbrodni komunizmu i stawaniu go na równi z nazizmem, przeto obecność polskiego prezydenta nie jest i nie będzie mile widziana w Jerozolimie.

Ja zaś tylko czekam, co stanie się 27 stycznia w Auschwitz i jak na owe jerozolimskie kłamstwa, odpowie prezydent Duda. A tylko prawda jest ważna i ciekawa, reszta to zwykły shit, gdyż jak mawiał Abraham Lincoln: "Przez jakiś czas można okłamywać kilka osób czy nawet cały świat, lecz nie można okłamywać wszystkich w nieskończoność". Oczywiście moskiewsko-litwacka hucpa w Jerozolimie, będzie jedynie uwerturą do tego co zapewne stanie się w maju tego roku, gdy Putin zacznie świętować 75 rocznicę "zwycięstwa nad faszyzmem". Swoją drogą ciekawym jest, że jeden z dwóch bandytów, którzy wspólnie dopuścili się zbrodni - teraz świętuje swoje zwycięstwo na tym drugim, gdy obaj bandyci pokłócili się o łupy, skradzione zamordowanej ofierze. Bez wątpienia piękne to będzie widowisko, gdzie znów dowiemy się jak wielką ofiarę złożyła Rosja sowiecka w pokonanie nazistowskich Niemiec i ile wycierpiała podczas "wyzwalania" narodów Europy Środkowo-Wschodniej (choć przecież plan Stalina zakładał "wyzwolenie" całej Europy aż do Atlantyku i Morza Śródziemnego, tylko że otwarcie drugiego frontu w Europie 6 czerwca 1944 r. i działania takich alianckich dowódców jak gen. George Patton - który parł naprzód byleby tylko dojść do Berlina przed Sowietami - stanęła na przeszkodzie wyzwoleńczym planom "geniusza całej ludzkości" towarzysza Stalina). Ja nie jestem w stanie pojąć, jak to możliwe, aby jeden z bandytów - Związek Sowiecki - miał być obecnie honorowany jako "wyzwoliciel Europy od nazizmu" i "pogromca Hitlera", skoro to właśnie on, ręka w rękę z Hitlerem, razem podzielili między siebie Europę i rozpętali krwawą rzeź, zwaną powszechnie II Wojną Światową. Rosjanie nikogo wyzwolić nie mogli, gdyż aby kogokolwiek wyzwolić, trzeba najpierw samemu być wolnym - a w Związku Sowieckim o żadnej wolności obywatelskiej nie było mowy, tam panował totalitarny reżim, który zmuszał ludy tego kraju do najwyższej ofiary i poświęcenia "za Stalina!". Jak więc zniewoleni i totalnie kontrolowani żołnierze, mogli komukolwiek przynieść wolność? Zresztą wyzwolenie polega na przepędzeniu okupanta i daniu wyzwalanej ludności swobody osobistej, prawnej i politycznej, po czym wycofaniu się do własnego kraju, a nie na okupacji, eksploatacji i brutalnej kontroli, trwającej prawie pięćdziesiąt lat. Prawdziwe wyzwolenie miało miejsce na Zachodzie, gdzie alianci (w tym Polacy, którzy wyzwalali Belgię, Holandię, północną Francję i Włochy i gdzie do dziś pamięta się ich jako "Żołnierzy Wolności") realnie oswobodzili tamtejsze kraje.


 KRÓL BELGÓW DZIĘKUJE POLSKIM ŻOŁNIERZOM ZA WYZWOLENIE JEGO KRAJU



I wreszcie w sierpniu tego roku, czeka nas kolejne wielkie wydarzenie - setna rocznica zwycięstwa w Bitwie Warszawskiej, która ocaliła Europę od bolszewickiego jarzma na dwadzieścia pięć lat, przed owym planem "wyzwolenia" Europy przez Stalina. Mam nadzieję że do tego czasu już cała Europa będzie mogła ujrzeć i podziwiać Łuk Triumfalny, który ma stanąć z tej okazji w Warszawie i być widomym świadectwem tamtego zwycięstwa. Triumf warszawski (i niemeński z września 1920 r.) dał bowiem Europie dwadzieścia lat wytchnienia po krwawej I Wojnie Światowej i pozwolił milionom Europejczyków żyć w spokoju na własnej ziemi. Nie wszyscy jednak mieli tyle szczęścia. Na Ukrainie (która wówczas wchodziła w skład Związku Sowieckiego) totalitarny reżim komunistyczny zagłodził od 6 do 10 milionów ludzi, którzy zostali pozbawieni wszystkiego co tylko nadawało się do zjedzenia (nic dziwnego że z głodu jedzono tam suchą trawę, korę z drzew a także pojawiły się - dość częste - przypadki kanibalizmu, gdy głodni rodzice zjadali własne dzieci, mężowie żony itd.) Do takiego stanu doprowadziła ludzi owa "wyzwolicielska" sowiecka Rosja. Gdyby nie polskie zwycięstwo w 1920 r. w najlepszym razie cała Europa zostałaby sprowadzona do roli wielkiego gułagu, gdzie głód i niedobory żywności oraz wszelkich innych produktów - byłyby tylko jednym z elementów owej rzeczywistości (nie mówiąc oczywiście o mordach, gwałtach i rabunku). Powstałyby wówczas poszczególne "narodowe" republiki sowieckie, które podporządkowane byłyby Kominternowi (czytaj Stalinowi i każdemu kolejnemu sowieckiemu przywódcy) w Moskwie. Ciekaw jestem czy, gdyby doświadczyli tego na własnej skórze (choćby prorosyjscy dziś Francuzi), tych zbrodni, tych brutalnych tortur, tego powszechnego kłamstwa i inwigilacji, tego strachu, jaki cechował ludzi w tamtym czasie, gdzie za najmniejszy żart o władzy trafiało się na długie lata do syberyjskich kamieniołomów z których - jeśli nawet się wracało - to było się kaleką do końca życia. My Polacy (i myślę że nie tylko my), dzierżący od pokoleń w sobie gen wolności, nie bylibyśmy w stanie żyć w takim piekle stworzonym przez bolszewickiego najeźdźcę o wschodniej (turańskiej) ruskiej duszy niewolnika, w którym to systemie doskonale odnajdywało się mnóstwo Żydów (litwaków). Takie znaczenie miało więc polskie zwycięstwo w tej wojnie i nic dziwnego że brytyjski arystokrata - lord Vincent d'Abernon uznał Bitwę Warszawską 1920 r. za "Osiemnastą, decydującą bitwę w dziejach świata".





PS:W kolejnej części przejdę do tematu i nawiązując do współczesności, czyli tych wszystkich zagrożeń i wyzwań, które nas jeszcze czekają - postaram się wyjaśnić jak wyglądały próby "rozmontowywania" Polski w dziejach i jakie siły oraz jakimi metodami do tego doprowadzano

      

CDN.

niedziela, 5 stycznia 2020

JANKESI KONTRA PERSOWIE

CZYLI O CO TYLE RABANU?




 
 3 stycznia 2020 r. w godzinach porannych (czasu polskiego), zabity został (pociskiem wystrzelonym z drona) na lotnisku w Bagdadzie, 62-letni irański generał Kasem Solejmani. Cały świat nagle wstrzymał oddech, cóż to się szykuje? Czyżby groził nam apokaliptyczny konflikt bliskowschodni, czy też nawet III wojna światowa, która - podobnie jak I Wojna - zacznie się od politycznego morderstwa? Obecnie panuje atmosfera wyczekiwania i wielkiego niepokoju - co też będzie dalej i jak należy się zachować przy ewentualnym wybuchu konfliktu zbrojnego na linii USA-Iran. Ja przyznam się szczerze, już od jakiegoś czasu przestałem interesować się problemami Bliskiego Wschodu i próbować "rozgryźć" sieć tamtejszych (często wzajemnie się przenikających i zmiennych) powiązań, układów i sojuszy. Wiem że to trochę krótkowzroczne na dłuższą metę, ale obecnie raczej interesują mnie zależności, jakie mogą powstać w obszarze umownie nazwanym "Międzymorzem" i "Trójmorzem" (wbrew pozorom - oba te określenia nie oznaczają tego samego), szczególnie zaś interesuje mnie i intryguje problem (jeśli można to tak nazwać) Białorusi i uważam że Polska, jako największy i najsilniejszy kraj Międzymorza, miałaby w tej kwestii wiele do zrobienia na drodze zbliżenia Mińska zarówno do Brukseli, jak i (przede wszystkim ) do Warszawy. Bowiem obecne kłopoty jakie ma Białoruś w relacjach z Moskwą i planem tzw.: "pogłębionej integracji" (czytaj - wcieleniem Białorusi do Rosji jako jednej z guberni, z czasowym zapewne pozostawieniem prezydenta Łukaszenki w charakterze lokalnego gubernatora w zamian za wyrażenie zgody na owe "zjednoczenie"), stanowi jawną próbę odbudowy imperium sowieckiego (którego to rozpad Władimir Putin uznał za: "największą geopolityczną katastrofę XX wieku"), nie mówiąc już o tym że Moskwa na Bugu, to Polska w rosyjskiej (lub projektowanej po cichu euroazjatyckiej: "Od Lizbony po Władywostok") strefie wpływów - do czego oczywiście nie można nigdy już dopuścić. Tym bardziej że ze strony Mińska już wychodzą sygnały, świadczące o tym że Białoruś nie zamierza dobrowolnie stać się kolejną moskiewską gubernią i woli zbliżyć się z zachodnim kręgiem kulturowym, który niegdyś stworzył obszar cywilizacyjny Rzeczpospolitan. O Białorusi mógłbym pisać dużo i w szczegółach, gdyż od jakiegoś czasu interesuję się tym krajem i mam kontakty z ludźmi którzy tam żyją. To jest jednak temat znacznie dłuższy i szalenie pasjonujący, ale (niestety) nie na dziś.

Wróćmy zatem na Bliski Wschód i odpowiedzmy sobie na fundamentalne pytanie - czy będzie wojna? Wojną straszą nas przecież najróżniejsi mędrkowie, od prawa do lewa - jedni mówią że Trump ma krew na rękach (krew nie, co najwyżej mógł się lodami pobrudzić, bo w czasie gdy Amerykanie namierzali i wysadzili w powietrze Solejmaniego - Donald Trump akurat... jadł lody, pewnie truskawkowe). Co do przepowiedni lewicy to ja od dawna nie mam już żadnych złudzeń, że w tym środowisku narodzi się jakaś pozytywna, państwowotwórcza i przede wszystkim kulturotwórcza myśl, więc odpuśćmy sobie słowa pana Biedronia czy innych jemu podobnych przedstawicieli tego środowiska. Co zaś się tyczy prawej strony, a szczególnie Konfederacji, to powiem tyle - jeśli ta formacja nie pozbędzie się ze swoich szeregów panów takich jak Korwin Krul czy Winnicki, to formacja ta zawsze będzie tylko kanapową pseudo-alternatywą dla Prawa i Sprawiedliwości i nie ma szans na zdobycie więcej niż co najwyżej 10 % głosów poparcia w wyborach. Uważam bowiem że te osoby jawnie szkodzą owej formacji i tym samym pociągają ją w dół (oczywiście co się tyczy samego PiS-u, to również uważam że istnieją tam siły które jawnie szkodzą tej partii, przestawiając wektory polityki w bardzo niepokojących kierunkach). To właśnie od tych środowisk wychodzą coraz bardziej alarmistyczne w przekazie ostrzeżenia przed czekającą nas już niedługo wielką wojną na Bliskim Wschodzie, która to z pewnością przerodzi się w konflikt światowy. Ja powiem tak - wojna o której mowa... już trwa i to od co najmniej kilkunastu lat, choć nie przybiera takich rozmiarów jak wielkie batalie wojen konwencjonalnych, a raczej jest to wojna cicha, walki toczą się na zupełnie innych polach rywalizacji a konflikty przybierają kształt wojen hybrydowych, czy też niewielkich uderzeń asymetrycznych (takich jak zamachy na kontenery lub rafinerie lub też ataki terrorystyczne). Dlatego powiem otwarcie - wojny konwencjonalnej, wyrosłej ze śmierci Solejmaniego NIE BĘDZIE!




Nie będzie, ponieważ żadnej ze stron tego konfliktu to się po prostu nie opłaca. Nie opłaca się to zarówno Stanom Zjednoczonym, które już od jakiegoś czasu starały się przekonać reżim ajatollahów do podjęcia rozmów w ramach rozładowania konfliktu i zniesienia niszczących irańską gospodarkę sankcji. Donaldowi Trumpowi tuż przed wyborami prezydenckimi nie jest potrzebny duży konflikt zbrojny, który (pomimo słabości gospodarczych Iranu i dość kiepsko uzbrojonej armii irańskiej, w której jedyną prawdziwą siłę stanowi co najwyżej Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej - a w nim szczególnie siły specjalne Al-Kuds, którymi to dotychczas dowodził Kasem Solejmani), mógłby potrwać dość długo i przysporzyć zarówno Ameryce jak i innym jej sojusznikom znacznych strat, a to ze względu na dużą liczebność wojsk Iranu (pomimo tych wojsk realnej słabości). Rozpętanie takiej wojny byłoby dla Donalda Trumpa politycznym samobójstwem, dlatego też zaraz po "wyeliminowaniu" (wybaczcie mi to oryginalne słowotwórstwo, niżej postaram się wyjaśnić dlaczego właśnie tak pisze o bądź co bądź - oczywistym morderstwie człowieka) Solejmaniego, wystosował on ponowny apel do Teheranu, z kolejną już propozycją podjęcia wzajemnych rozmów mających na celu zażegnać wzajemny konflikt bliskowschodni. Oczywiście Iran również nie pragnie wojny, zdając sobie doskonale sprawę z własnej zarówno gospodarczej jak i militarnej słabości - nie mówiąc już o niestabilnej sytuacji wewnętrznej i częstych antyrządowych protestach, które (tak jak te ostatnie) reżim musiał brutalnie stłumić. Wojna więc z USA wcale nie jest na rękę ajatollahom, a mimo to reżim ten zachowuje się prowokacyjnie i robi wszystko aby za żadną cenę nie doprowadzić do zażegnania tego konfliktu - dlaczego? Odpowiedź na to pytanie nie jest jednoznaczna i należałoby raczej postarać się wytłumaczyć dlaczego w zasadzie doszło do zabójstwa Solejmaniego i co się za tym kryje.

Zacznę może od tego, że ja osobiście bardzo lubię i cenię naród perski (Iran to jest sztuczna nazwa kraju, która została wprowadzona w 1935 r. aby oddzielić nowy rozdział historii Persji, od wcześniejszych okresów historycznych tego kraju - ale akurat to jest teraz zupełnie nieistotne). Persowie to wielki naród, który stworzył wielką kulturę i to zarówno tę sprzed arabskiego podboju, jak i tę, która wyrosła na korzeniach szyickiego islamu (np. Awicenna). Naród ten był też zawsze przychylny Polsce i Polakom (porównując Persów do chociażby Żydów z Izraela, którzy obecnie są nam już zdecydowanie wrodzy i to nie wrodzy na zasadzie jakiejś niechęci, ale wręcz wrodzy biologicznie. Wystarczy sobie obejrzeć te wszystkie filmy z wycieczek młodzieży izraelskiej do obozu w Auschwitz-Birkenau, jakie są na YouTube i tego co się tam wówczas wyrabia, jak ci młodzi ludzie są odgórnie programowani w genetycznej nienawiści do Polaków. Przyjeżdżają tutaj z ochroną - która ma przy sobie broń automatyczną jakby byli gdzieś w jakimś bantustanie ogarniętym wojną -  bo tłumaczy im się wcześniej że na każdym rogu czeka ich niebezpieczeństwo, a jeśli się na dłużej oddalą od grupy to już w ogóle mogą nie wrócić. Programuje się te młode umysły Izraelczyków potworną falą nienawiści, którą oni zarówno wysysają z mlekiem matki a potem utrwalają sobie w szkołach. W Izraelu zresztą wygrywa się wybory na antypolonizmie i kto ma bardziej antypolskie wypowiedzi ten zdobywa większą popularność. A jak jest w Polsce? U nas nie tylko nikt nie ma najmniejszych szans na zwycięstwo wyborcze posługując się hasłami antysemickimi, ale wręcz taka osoba od razu zostaje uznana za co najmniej szaloną i stanowi to dla niej całkowitą polityczną śmierć. Nikt jeszcze w Polsce nie wygrał wyborów ani nawet nie wprowadził istotnej siły politycznej do sejmu, posługując się antysemickimi hasłami. Zresztą Polakom bardzo daleko jest od wszelkich ekstremizmów i radykalizmów. My po prostu jesteśmy ludźmi którzy pragną żyć w zdrowiu i spokoju na tej ziemi i tyle. Nie lubimy tylko jak ktoś nas napada, obraża i próbuje przypisać nam własne, wrodzone cechy charakteru. Po za tym mamy alergię - a przynajmniej większość z nas - na wszelką propagandę i jawne kłamstwo, a już szczególnie to, która jest w tak prostackie,  a-humanitarne i w konsekwencji zawsze prowadzi do zbrodni. Taką propagandą jest właśnie to, czym są obecnie karmieni młodzi ludzie w Izraelu, którym celowo wbija się do głów przekaz, że cały świat jest przeciwko Żydom i że na każdym kroku muszą oni mieć się na baczności bo każdy może ich skrzywdzić. Czy można się zatem dziwić, że taki nastolatek, gdy już podrośnie i wstąpi do armii, nie będzie miał najmniejszych skrupułów moralnych przed zabiciem z zimną krwią palestyńskiego dziecka, jeśli tylko przekroczy ono linię wyznaczonego obszaru - a takie palestyńskie getta są zarówno w Strefie Gazy jak i na zachodnim brzegu Jordanu. W końcu skoro cały świat jest przeciwko Żydom, to dlaczego miałby izraelski żołnierz mieć jakiekolwiek skrupuły - prawda? I tak się właśnie rodzi nienawiść i tak się tworzy totalitaryzmy).


ILE TYM DZIECIAKOM WTŁACZA SIĘ DO GŁÓW NIENAWIŚCI, ILE PROPAGANDY, ILE JAWNYCH PERFIDNYCH KŁAMSTW. PRZY JEDZENIU OPOWIADA IM SIĘ JAKIEŚ PRZERAŻAJĄCE, WYMYŚLONE HISTORIE, ABY JESZCZE BARDZIEJ ICH PRZESTRASZYĆ I WYROBIĆ W NICH NIENAWIŚĆ. SWOJĄ DROGA OSTATNIE SŁOWA SĄ CIEKAWE - KRWAWA BRYGIDA - TO MI PRZYPOMINA EROTYCZNE KOMIKSY, WYDAWANE W IZRAELU W LATACH 50-tych i 60-tych, GDZIE NAZISTKI Z PEJCZAMI W DŁONIACH, BYŁY PRZEDSTAWIANE JAKO EROTYCZNE TOTEMY W PIEKLE HOLOKAUSTU. I TO TEŻ MUSIAŁ WYMYŚLIĆ JAKIŚ TOTALNIE SPATOLOGIZOWANY LUB TOTALNIE ZIDEOLOGIZOWANY UMYSŁ





Zresztą zarówno w Iranie jak i w Iraku Polska zawsze miała dobrą opinię. Przecież to Polacy (polski wywiad) uratowali i wywieźli z Iraku w 1990 r. podczas "Operacji Samum" amerykańskich wojskowych, którzy zostali tam uwięzieni i niechybnie czekałaby ich śmierć z rąk Irakijczyków - a stało się tak właśnie w ogromnej mierze dzięki dobrej opinii, jaką Polacy mieli na Bliskim Wschodzie (i trudno się dziwić, to przecież polscy inżynierowie budowali tamtejszą infrastrukturę drogową i przemysłową). Zresztą Izrael (o czym zapewne dzisiejsza młodzież tego kraju nie ma zielonego pojęcia) również został założony przez Polaków - a była jedyna skuteczna misja kolonizacyjna w całych polskich dziejach. Zresztą przyjazne nam narody to nie tylko Irakijczycy czy Irańczycy, ale również Syryjczycy, Libańczycy, Palestyńczycy, Kurdowie a także Hindusi czy też... Japończycy. Zresztą o stosunkach polsko-japońskich już nieco pisałem, można tylko dodać że Japończycy są wielkimi miłośnikami polskiej kultury klasycznej, ze szczególnym uwzględnieniem muzyki, a przede wszystkim muzyki Fryderyka Chopina. Nie mówiąc już o tym że w czasie II Wojny Światowej pomimo tego, że rząd polski został zmuszony przez naszych anglo-amerykańskich sojuszników do wypowiedzenia wojny Japonii (notabene był to jedyny kraj któremu w XX wieku Polska oficjalnie wypowiedziała wojnę), Japończycy nie tylko że nie przyjęli tego do wiadomości, ale przez całą wojnę pomiędzy wywiadem Armii Krajowej a wywiadem Cesarstwa Japonii trwała wzajemna współpraca (przekazywano sobie tajne informacje na temat ZSRS i hitlerowskich Niemiec). Polacy odmówili też jakiegokolwiek zbrojnego ataku na Pacyfiku (u boku Amerykanów), wymierzonego przeciw Japonii, gdyż naszym jedynym wrogiem podczas tamtej wojny, były dwa państwa (choć realnie traktowane jako jeden i ten sam totalitarny Mordor) nazistowskie Niemcy i Związek Sowiecki i tylko przeciwko tym totalitarnym anomaliom politycznym pragnęliśmy się bić. 


PODCZAS "OPERACJI SAMUM" w 1990 r. POLSKI WYWIAD W IRAKU, EWAKUOWAŁ AMERYKAŃSKICH ŻOŁNIERZY, RATUJĄC ICH TYM SAMYM PRZED TORTURAMI I ŚMIERCIĄ Z RĄK ŻOŁNIERZY SADDAMA HUSAJNA




Wróćmy jednak do tematu Iranu. Otóż należałoby odpowiedzieć sobie na pytanie kim tak naprawdę był zabity w Bagdadzie gen. Kasem Solejmani? Nie będę się zagłębiał w jego życiorys (który można sobie wyczytać z Wikipedii), a przejdę od razu do sedna sprawy, otóż powiem tak - Kasem Solejmani był wysoko postawionym oficerem armii irańskiej - i to też powszechnie wiadomo. Ale chciałbym dodać tutaj jeszcze pewne wyjaśnienie. Otóż niepisane prawo wojenne mówi, że oficerowie, którzy zostają skazani na karę śmierci, powinni zostać pozbawieni życia w sposób honorowy, to znaczy przez rozstrzelanie. Tak się przyjęło uważać, ale - i tutaj mała dygresja - nie każdy oficer jest godny by umrzeć w taki właśnie sposób i tak właśnie było z Kasemem Solejmanim. Powiem krótko (żeby zbytnio nie zawoalować tego, co powinno zostać wypowiedziane w sposób jasny i prosty) TO BYŁ ZWYKŁY BYDLAK! Może niektórym z czytelników te słowa się nie spodobają, ale ja już nic na to nie poradzę, mówię tylko to, czego wcześniej zdążyłem się o nim dowiedzieć, a zdążyłem dowiedzieć się już sporo. Taki człowiek jak Solejmani, dla mnie osobiście nie jest godnym nie tylko na karę śmierci poprzez rozstrzelanie, ale nawet na szubienicę - takich bydlaków należałoby po prostu topić w smole i to bez względu na ich stopień oficerski. Żeby wyrobić sobie przekonanie o tym człowieku, należałoby go porównać z najbardziej sadystycznymi zbrodniarzami (zarówno nazistowskimi jak i sowieckimi) z czasów II Wojny Światowej, dopiero wówczas - mając już pewne  wyobrażenie - można cokolwiek dalej na jego temat powiedzieć. Ten człowiek zabijał z zimną krwią, organizował zamachy terrorystyczne, nadzorował żołnierzy przygotowujących miny-pułapki które zabijały żołnierzy (wybuchając np. pod kołami wojskowego pojazdu), w tym i polskich żołnierzy. Torturował z zimną krwią wziętych do niewoli zarówno żołnierzy jak i pochwyconych cywilów - można by więc tę litanię jego zbrodni rozszerzać w nieskończoność a i tak byłoby to niczym, w porównaniu do tego jak zachowywał się w stosunku do własnych współobywateli - Irakijczyków. To był fanatyczny zwolennik islamskiej rewolucji (dla porównania taki typowy nazista czy sowiecki komisarz), on był gotów mordować własnych obywateli, urządzać jatki na ulicach, porywać ludzi, wyrywać paznokcie, torturować prądem, przypiekać i palić ludzi w piecach, łamać stawy kolanowe etc. etc. Praktyki wyjęte z kanonu niemieckich i sowieckich służb.

Ale kim tak naprawdę był Kasem Solejmani? Otóż był on prawą ręką (i wykonawcą woli) Alego Chamenei. A kim jest Ali Chamenei? Oficjalnie (od 1989 r.) pełni funkcję najwyższego przywódcy  Islamskiej Republiki Iranu, wcześniej zaś (od 1981 r.) piastował urząd prezydenta tego kraju. A nieoficjalnie? Chamenei nie jest nawet Persem, pochodzi z Azerbejdżanu i przez długi czas był agentem służb specjalnych wielu krajów (np. wschodnioniemieckiej Stasi, KGB, brytyjskiego MI6, współpracował też z CIA i z dużą pewnością z Mosadem), poza tym prywatnie jest homoseksualistą (co oczywiście nie miałoby większego znaczenia, poza tym jednym faktem że w Iranie homoseksualizm karany jest śmiercią). W ogóle cały ten reżim ajatollahów spod sztandaru Ruhollaha Chomeiniego, został Persom w 1979 r. w sposób perfidny narzucony w wyniku ówczesnej "irańskiej wiosny", czyli operacji specjalnej w wyniku której obalony został szach Mohammad Reza Pahlawi, władca dążący do zdecydowanej modernizacji kraju i w dużej mierze to mu się udało. Ale ponieważ chciał uczynić z Iranu bliskowschodnie mocarstwo, musiał zostać usunięty przez siły, dla których nie było to korzystne. Wprowadzono więc do władzy agenta (Chomeini tak samo miał kontakty z CIA, Stasi, KGB, MI6, DGSE - agencja wywiadu francuskiego, jak Chamenei). Sprzeciwił się on modernizacji kraju, oddania ziemi chłopom (nie było to "oddanie" ziemi za friko, chłopi musieli oczywiście wpłacić określoną kwotę, ale potem ziemia stawała się ich własnością, a wcześniej byli tylko wyrobnikami, pracującymi na ziemi należącej albo do szacha - czyli do państwa, albo do kleru szyickiego, który dysponował ogromnymi połaciami ziemi w Iranie i ostro sprzeciwiał się "Białej Rewolucji" szacha Pahlawiego, wprowadzanej konsekwentnie od 1963 r.), sprzeciwiał się też przyznaniu kobietom praw obywatelskich (można sobie sprawdzić jak wyglądał Iran jeszcze czterdzieści lat temu, a jak wygląda obecnie i jak wtedy żyły kobiety a jak żyją obecnie - można sobie wówczas wyrobić zdanie o odgórnie narzuconym Persom reżimie ajatollahów). W bardzo krótkim czasie po rewolucji islamskiej, kraj został cofnięty nawet nie o kilkadziesiąt a wręcz kilkaset lat wstecz, zaś Chomeini zajmował się również takimi sprawami obywateli jak... sposoby oddawania moczu i wypróżniania się. To, oprócz fanatyzmu religijnego, było szczytem jego możliwości intelektualnych, więc w zasadzie trudno się czemukolwiek dziwić.




Trudno też dziwić się temu, że taki bydlak jak Solejmani, fanatyczny zwolennik owych miłośników moczu i defekacji, gotów był zamienić kraj w krwawą łaźnię, jeśliby tylko społeczne bunty miały przybrać na sile (podczas protestów studenckich stwierdził nawet, że jeśli najwyższy przywódca nie położy kresu tym rozruchom, to on wkroczy do akcji wraz ze swoimi oddziałami Al-Kuds i zrobi "krwawy porządek"). Dlatego też, gdy słychać teraz coraz głośniejszych obrońców zabitego bydlaka, który gotów był bez mrugnięciem oka torturować i mordować w najbardziej wymyślny sposób swoich obywateli (nie mówiąc oczywiście o obywatelach innych krajów), oraz wylewanie kubłów pomyj na głowę Donalda Trumpa, któremu zarzuca się iż ma już "krew na rękach" - to ja powiem tak: społeczeństwo aby nie popaść w ekstremizm, nie stoczyć się w radykalizm lub nie poddać się wewnętrznemu rozkładowi - musi posiadać silne kody kulturowe, które będą je odróżniały od zachowań zwierząt (a według Darwina i dzisiejszego lewactwa, wszyscy przecież jesteśmy zwierzętami). Takie kody sygnalizują nam co jest dobre a co jest złe i nie na zasadzie bodźców oddolnych (np. strachu, bólu, smutku czy radości) jak zwierzęta, a na zasadzie rozumowego przyporządkowywania pojęć. Oczywiście wiadomo że nic nigdy nie jest czarno-białe i zawsze są tylko różne odcienie szarości. Jednak człowieczeństwo polega właśnie na tym, że potrafimy te "odcienie" rozpoznawać i przyporządkować do określonej kategorii. Jeżeli zaczniemy takich zbrodniarzy jak Solejmani, traktować na zasadach równoważnych z innymi ludźmi, którzy nie okazali się jemu podobnymi kreaturami - to rzeczywiście nie ma już żadnej różnicy między nami a zwierzętami. Przeto człowiek może być poddawany najróżniejszym społecznym doświadczeniom (czym bowiem był komunizm i nazizm, jak nie próbą wybadania jak pod takimi systemami będzie funkcjonowało społeczeństwo?), szkolony, sterowany i poddawany intensywnemu, programowemu praniu mózgu.

Już dziś próbuje się  to nam odgórnie narzucać i stosować zasadę: to nie zbrodniarz jest winny że popełnił zbrodnię. Winne jest społeczeństwo, które doprowadziło go do takiego stanu, że zdecydował się tę zbrodnię popełnić - tak bowiem brzmi już oficjalnie lewicowy przekaz. Nie godzę się na to i nigdy się nie zgodzę, jeśli bowiem popełniasz przestępstwo (nawet nie tyle przestępstwo, to dotyczy wszystkiego co robimy w naszym życiu) to odpowiedzialność jest tylko i wyłącznie twoja. Próba obarczenia tym kogokolwiek innego (naród, społeczeństwo, przywódcę politycznego, szefa w pracy lub Świętego Mikołaja, bo nie dotarł na czas z prezentami) jest jedynie nieudolną próbą zabicia własnych wyrzutów sumienia, bowiem to nie inni ludzie nami rządzą. To my sami decydujemy o własnym życiu i choćbyśmy siedzieli w obozie zagłady i zdani byli na łaskę i niełaskę obozowych kapo, to i tak to od nas zależy jak zechcemy to życie przeżyć. A ponieważ jest ono jedynie krótką igraszką, postarajmy się przeżyć je w miarę spokojnie i bezkonfliktowo. Chyba że już zdamy sobie sprawę że się nie da i jakiś bydlak spróbuje wedrzeć się do naszego domu, zabrać nam naszą własność, wymordować rodzinę a na koniec powiedzieć że przy paleniu mieszkania skaleczył się w palec - więc i on jest jednym z pokrzywdzonych. Otóż uważam że w takiej sytuacji należy zdecydowanie i do końca walczyć o sprawiedliwość, pomimo wszelakich życiowych przeszkód. To tyle, jeśli idzie o tę sprawę, na koniec jeszcze wiersz Władysława Broniewskiego, który według mnie doskonale oddaje sytuację, którą tu przedstawiłem:



               

Kiedy przyjdą podpalić dom,

ten, w którym mieszkasz - Polskę,

kiedy rzucą przed siebie grom,

kiedy runą żelaznym wojskiem

i pod drzwiami staną, i nocą

kolbami w drzwi załomocą -

ty, ze snu podnosząc skroń,

stań u drzwi.

Bagnet na broń!

Trzeba krwi!



Są w ojczyźnie rachunki krzywd,

obca dłoń ich też nie przekreśli,

ale krwi nie odmówi nikt:

wysączymy ją z piersi i z pieśni.

Cóż, że nieraz smakował gorzko

na tej ziemi więzienny chleb?

Za tę dłoń podniesioną nad Polską -

kula w łeb!



Ogniomistrzu i serc, i słów,

poeto, nie w pieśni troska.

Dzisiaj wiersz - to strzelecki rów,

okrzyk i rozkaz:

Bagnet na broń!

Bagnet na broń!

A gdyby umierać przyszło,

przypomnimy, co rzekł Cambronne,

i powiemy to samo nad Wisłą.








A CO RZEKŁ PIERRE CAMBRONNE POD WATERLOO, GDY BRYTYJSKI OFICER KAZAŁ CESARSKIEJ GWARDII NAPOLEONA ZŁOŻYĆ BRON, ABY UNIKNĄĆ ŚMIERCI?


GWARDIA UMIERA, 
ALE SIĘ NIE PODDAJE!





 
A POZA TYM:
 
MERDE!!!