Łączna liczba wyświetleń

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą BDSM. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą BDSM. Pokaż wszystkie posty

środa, 19 kwietnia 2023

SPANKING - OPINIE KOBIET

 CZYLI DLACZEGO WARTO

PRZYNAJMNIEJ RAZ W TYGODNIU

MOCNO WYSMAGAĆ KOBIECĄ SEMPITERNĘ?





 Dziś nieco na luzie, chciałbym zademonstrować opinie kobiet, które opisują korzyści jakie przynieść może stosowanie dyscypliny domowej przez ich mężów lub partnerów, a które definiuje się częstą (przynajmniej raz w tygodniu) praktyką klapsów. Ja sam już kilkukrotnie wcześniej pisałem o korzyściach dla związku płynących ze spankingu, lecz dziś głos postanowiłem oddać tym z kobiet, które są pod tym względem znacznie bardziej zaawansowane niż ja i moja partnerka, chodź jak przynajmniej niektóre z nich przyznają - w życiu zawodowym są zupełnie niezależne i często nikt by nie uwierzył w to, że w domu dostają klapsy od swych mężów za jakieś drobne przewinienia. A one wręcz pokochały taki sposób dyscypliny domowej i otwarcie twierdzą że nie są już w stanie powrócić do innej formy (tzw. "normalnej") związku i polecają taki właśnie sposób praktykowania posłuszeństwa (bo przede wszystkim wymaga to uznania nad sobą całkowitej kontroli swego mężczyzny) innym kobietom. Zapraszam zatem do lektury, należy jednak pamiętać że większość tych kobiet pragnie pozostać anonimowa i często nawet ich najbliższe otoczenie (w tym przyjaciele) w ogóle nie ma pojęcia o tym, co się dzieje w ich rodzinach i jak wygląda rzeczywiście związek w którym kobieta uznaje nad sobą całkowitą władzę swego mężczyzny.





JAYLA


 Czuję się uległa. (...) Jeśli ustaliłeś uzgodnione zasady lub wytyczne dotyczące tego, jak prowadzisz swoje małżeństwo, a ona zgodziła się na dyscyplinę (jednorazowa zgoda i więcej nie jest potrzeba), to postępuj zgodnie z nią. Zasady mogą obejmować ogólny brak szacunku. Żonie może się to wydawać arbitralne, ale mąż ma nie tylko prawo, ale i OBOWIĄZEK, aby poprowadzić swoją żonę/dom w kierunku, który uzna za stosowny. Zostaniesz osądzony za prowadzenie swojej rodziny, więc nie wycofuj się.

Każda żona żyjąca w małżeństwie z dyscypliną domową powie ci, że dyscyplina nie jest dobrowolnie chciana lub akceptowana w danej chwili. Zwykle po gorącej wymianie zdań, wzmożonych uczuciach lub uczuciach intensywnego zaangażowania w punkt widzenia następuje klaps. W takich momentach nie lubię zbytnio moich klapsów, ponieważ myślę, że on się myli, a ja mam rację. Najlepsze, co mogę wyjaśnić, to to, że klapsy są rodzajem psychologicznego połączenia, które szybko łagodzi emocje obu zaangażowanych stron i przywraca równowagę patriarchalnego małżeństwa. Szybko też przywraca żonę do uległości, a męża wzmacnia w jego męskość. Przynajmniej takie jest moje niewykształcone przypuszczenie na temat magii klapsów w małżeństwie. Biorąc to pod uwagę, często nadal jestem zdenerwowana i nadąsana po intensywnym laniu. Przynajmniej przez jakiś czas.

Właśnie wczoraj wieczorem rozmawiałam z moim mężem i zapytałam, czy kiedykolwiek czuł się źle, i czy zauważył, czy czasami nadal jestem nadąsana lub zdenerwowana po laniu, którego nie uważałam za szczególnie sprawiedliwe? Powiedział mi, że tak, zauważa i nie, wcale go to nie obchodzi! Byłam trochę zszokowana. Powiedział mi, że moje uczucia nie są jego zmartwieniem. Prawe przewodnictwo i prowadzenie mnie i naszej rodziny to jego najważniejsze priorytety.

Żeby było jasne, mój mąż jest bardzo miły i wrażliwy na moje uczucia. Jest dla mnie więcej niż słodki i robi dla mnie więcej, niż szczerze czuję, że ja robię dla niego. Jest czuły, kochający i cierpliwy. A moje dzieci i wszyscy, których znamy, postrzegają go jako hojnego i honorowego człowieka. Jednakże, kiedy hańbię nasze małżeństwo tak, jak ON to widzi (a nie tak, jak ja to widzę), to jestem poprawiana. I często moje uczucia "urazy", "złości" lub "zranienia" są właśnie tym uczuciem. A uczucia są ulotne, nieprzewidywalne, ciągle się zmieniają. Dlatego to mężczyźni rządzą w małżeństwach. Bowiem nie kierują się ani nie rządzą uczuciami.

Wynik jest taki…. Postrzegam i szanuję mojego męża jako autorytet, nawet jeśli "rani moje uczucia", co często zdarza się w momencie słownej korekty lub czasami przerażającego lania. Moim zdaniem, jeśli będziesz działać z przekonaniem i wykonasz uzgodnione klapsy (nawet jeśli ona jest niechętna), to ogólnie będzie cię szanować.

Pozwól, że coś ci doradzę, nie powinno cię obchodzić jak bardzo twoja żona jest "uległa". Wciąż bowiem pozostaje kobietą i wymaga ciągłego poprawiania. Możesz nie dostrzegać buntu, jaki mój biedny mąż czasami widzi w stosunku do mnie, ale zaufaj mi, przejawia zachowania, z których nie jesteś zadowolony. Jej niechęć do korygowania w ogóle wiele mi mówi. TO TYLKO MOJA OPINIA, ale myślę, że manipuluje tobą i może potrzebować długoterminowej korekty za upokarzanie swojej postawy. JA nie mogę dyktować MOJEJ dyscypliny. Mąż jest dla mnie autorytetem i to ON dyktuje, co jest najlepsze. A twoja żona zachowuje się jak księżniczka, która potrzebuje tygodnia bolesnych klapsów tylko po to, aby utrzymać ją na właściwej drodze. Możesz zacząć to wprowadzać, dopóki nie zobaczysz przemiany jej serca.

Pamiętaj, jeśli naprawdę jest uległa, to wyraźnie rozumie, że to Ty rządzisz i musi połączyć swoją wolę z Twoją. Wygląda na to, że potrzebuje DUŻO klapsów, żeby to zrozumieć. Ktoś, kto głosi, że jest na dobrej drodze do tego, czego Pan pragnie w domu i małżeństwie, jest zwykle tak zboczony, że nie widzi błędu na swojej drodze wynikającego z braku pokory. Wlej w nią pokorę!

Mój mąż ma jasne oczekiwania co do mojego zachowania itp. i w większości całkowicie się z nim zgadzam i jestem mu posłuszna. Są jednak chwile, kiedy mu się sprzeciwiam. Czasami wynika to z czystego zapomnienia lub bycia pochłoniętym chwilą. Nie lubi przekleństw i czasami pozwalam, by słowo przekleństwa się wymcknęło ponieważ pasuje do narracji w danej chwili, a on albo komentuje od razu, żeby przestać, albo później, kiedy o tym wspomina, następuje rachunek sumienia.

Mam też obowiązek przestać się kłócić, komentować, generalnie kontynuować, kiedy mój mąż wypowiedział w jakiejś sprawie ostatnie słowo. Są jednak chwile, kiedy po prostu muszę się w nie wcisnąć ostatnie słowo! To mu nie pasuje. Postrzega to jako całkowite nieposłuszeństwo i jest odpowiednio traktowane.

Nigdy otwarcie nie próbuję lekceważyć mojego męża i okazywać mu nieposłuszeństwa, ale są chwile, kiedy robię to nieumyślnie. Pewnie zastanawiacie się, jak radzi sobie z moim nieposłuszeństwem poza karą słowną?! No ogólnie to on mnie bije. Mamy małżeństwo z dyscypliną domową. Oznacza to, że podążamy za małżeństwem patriarchalnym, tak jak jest to opisane w większości doktryn religijnych. Aby utrzymać ten rodzaj małżeństwa na dobrej drodze, wspólnie zgodziliśmy się, że tego właśnie chcemy i uważamy, że jest to najlepsze dla nas obojga. Jestem dyscyplinowana (lanie) za dowolną liczbę zachowań i jest to całkowicie prywatne pomiędzy nami. Klapsy nie zdarzają się cały czas, ale kiedy już się zdarzają, są szybkie, bolesne i zdecydowanie przywracają nasze małżeństwo na właściwe tory. Jesteśmy zupełnie normalną parą, która nie traktuje tego jako jakiegoś dziwnego fetyszu. To ścisła dyscyplina i dziwnie tworzy to szalone, ale silne małżeństwo.

Klapsy, nie zawsze, ale zwykle, zdarzają się wtedy, gdy mój mąż widzi wzorzec lekceważenia jego zasad lub naginania ich na moją korzyść. Natychmiast da klapsa, jeśli okażę mu całkowity brak szacunku. Brak szacunku kobiety do mężczyzny jest zabójcą wszystkich małżeństw. Mężczyźni zostali tak zaprogramowani, aby wierzyli, że każdy dotyk kobiet czyni ich oprawcami. Ale mężczyźni zostali wepchnięci do tego regulowanego pudła, w którym tak naprawdę nie rządzą swoimi domami, ich żony nie są im posłuszne, ich dzieci odpowiadają bardziej mamie jako szefowi gospodarstwa domowego niż im. To jest tak niezsynchronizowane z naturalnym porządkiem rzeczy. Nie wiesz, jakie są piękne możliwości, dopóki nie włączysz klapsów. I dopóki nie zanurzyłeś palca w możliwości, że możesz działać w prawdziwym patriarchalnym małżeństwie, w którym mąż ma władzę nad swoją żoną we wszystkim.

Myślałam, że byliśmy wcześniej całkiem dobrym małżeństwem, ale on tak nie uważał. Powiedział mi: "jeśli to zrobimy, chcę mieć pełną kontrolę". Więc zgodziłam się na 6 miesięcy związku z dyscypliną domową. Gdy jednak minęły 4 miesiące, mój mąż powiedział mi, że nigdy już nie wróci do naszego poprzedniego związku. Poczuł się bliżej mnie, poczuł się bardziej jak mężczyzna, bardziej kontrolował mnie i moje zachowania, bardziej kontrolował całą naszą rodzinę, był bardziej we mnie zakochany, opiekuńczy, odzyskał energię seksualną, czuł się bardziej pewny siebie poza naszym domem w pracy itp. (w której zawsze był bardzo pewny siebie i odnosił sukcesy, ale coś się w nim zmieniło, by być jeszcze bardziej).

Nigdy nie chciałam rezygnować z lania, kiedy denerwowałam się dyscypliną, którą czułam że jest niesprawiedliwa, ale przyzwyczaiłam się do rezygnacji z kontroli w naszym małżeństwie. To było szalone! I zawsze myślałam o nas przede wszystkim jako o małżeństwie patriarchalnym. Ale pozwól, że opowiem ci o kilku zachowaniach, które zrobiłam, aby dać ci wyobrażenie o tym, jak doszliśmy od przeciętnego małżeństwa do cholernie dobrego/wspaniałego związku.

Denerwowałam się i byłam poirytowana  przez cały dzień i noc. Albo dlatego, że byłam zmęczona, albo mój mąż coś powiedział, albo dzieci zachowywały się w określony sposób. Mogłabym się wściekać i denerwować z powodu rzeczy, które nie miały nic wspólnego z moim mężem, ale on brał na siebie cały ciężar. Czasami wdawałam się w spory o coś głupiego i zamiast o tym mówić, mogłam to ciągle eskalować. Potem unikaliśmy prawdziwych rozmów przez około 3-4 dni poza tym, co musieliśmy omówić.

Zwykle jestem bardzo niezależna, więc jeśli nie łączyłam się z mężem podczas jego i mojego dnia w pracy, byłam zadowolona, ale jemu się to nie podobało. Chciał więcej kontaktu. Wykonywałam większość obowiązków domowych, ale jeśli miałam ochotę dać mu znać, jakie to niesprawiedliwe (mimo że on pracuje bardzo ciężko, długo i załatwia wszystkie nasze dodatkowe rzeczy), to to robiłam. To były takie typowe sprawy małżeńskie. A dzięki dyscyplinie domowej mój mąż położył temu kres i nie tylko temu. Czuł też, że muszę bardziej skupić się na naszym życiu seksualnym, a nie tylko robić to, kiedy najdzie nas nastrój (nawiasem mówiąc, dyscyplina domowa troszczy się o to za ciebie, ponieważ gdy mężczyzna przeciągnie cię przez kolano, żeby dać ci klapsa, masz ochotę zedrzeć z niego ubranie przez następny tydzień lub coś koło tego… zaufaj mi!)

Mówię ci to wszystko, ponieważ jesteśmy najbardziej typowymi ludźmi, jakich spotkasz. Mówiłam to już wcześniej i powiem to jeszcze raz, z dyscypliną domową mój mąż jest bardzo zainteresowany mną, bardzo zestrojony ze mną i tym, co się dzieje, a ja nawet nie wiedziałam, że chcę tego poziomu połączenia, dopóki go nie mieliśmy i to sprawiło, że poczułam się tak szczęśliwa. Przestałam szukać zewnętrznych źródeł potwierdzenia własnej osoby w pracy, na Facebooku, u znajomych czy w innych miejscach i czuję się po prostu związana z moim mężczyzną w sposób przypominający nasze pierwsze spotkanie i zakochanie. Nie potrafię ci tego wytłumaczyć, po prostu musisz tego doświadczyć.

Nie wiem, dlaczego klapsy nam to zrobiły. Wierzę, że powoduje to, że przyjmujesz to, czego Bóg chce, abyś miała w swoim małżeństwie męża na czele, żonę pod jego władzą i życia zgodnie z wypróbowanym i prawdziwym sposobem, w jaki małżeństwo powinno być prowadzone. 

Oto główne zmiany, które wykraczają poza nasze normy od samego początku:

Mój mąż bardziej zaangażował się w nasze małżeństwo (szybciej wraca do domu po pracy i woli spędzać czas z nami niż wychodzić z kolegami do pubu), a ja martwię się jak go uszczęśliwić (zawsze witam go z uśmiechem na ustach, całuję i pytam jak minął mu dzień). Zachowanie naszych dzieci znacznie się poprawiło i wydają się być super (SUPER) zadowolone i szczęśliwe (choć nic nie wiedzą o naszym sekrecie w postaci domowej dyscypliny i klapsów jakie mama dostaje od taty). Obcy ludzie komentują też jak bardzo jesteśmy w sobie zakochani. Nasze dzieci zawsze przewracają oczami, że za często się całujemy, ale wiem, że to lubią. Mój mąż powiedział mi, że dzięki dyscyplinie domowej czuje się nadzwyczaj pewnie w swoim życiu biznesowym.

Z klapsami dojdziesz do słodkiego miejsca, które wydaje się właściwe. PROSZĘ WPROWADŹ TO W SWOJE ŻYCIE. CZĘSTO jestem bita. Mąż ma nade mną władzę. Mam głos w naszym domu i małżeństwie, ale mój mąż wie, kiedy muszę to zakończyć i ma pełną kontrolę nad tym, jak i kiedy dyscyplina jest stosowana. Jak pokazuje ta historia, poprzez praktykę bicia i dyscyplinę domową mój mąż przejął kontrolę nad naszą rodziną i naszym małżeństwem dla większego dobra i wszyscy na tym skorzystaliśmy. Dobrze jest być żoną z klapsami i już nigdy, ale to NIGDY z tego nie zrezygnuję.





KARINA 


 Mój mąż jest Głową Domu, rządzi stabilnie, troskliwie i odpowiedzialnie, ustala zasady, standardy i granice, trzyma mnie w ryzach oraz poprawia i karze mnie kiedy trzeba. W zależności od sytuacji i mojego wykroczenia, dyscypliną może być wszystko, od dezaprobującego spojrzenia lub surowej werbalnej korekty, poprzez surową naganę, podkreśloną przez kilka mocnych klapsów w mój ubrany tyłek lub nagie udo, aż po pełne klapsy z gołym tyłkiem.

Jestem szczęśliwa, że ​​mam dobrego, kochającego i troskliwego męża, który jest surowy i nie toleruje nieposłuszeństwa i złego zachowania, ale jest sprawiedliwy i nie karze mnie, chyba że na to zasługuję, więc to nie jest "zła rzecz".

Oczywiście nie jest przyjemnie zostać ukaranym za moje złe zachowanie, a szczególnie nieprzyjemnie jest odsłonić pupę i dostać klapsa paskiem, który zadaje szokująco ostry i intensywny ból i sprawia, że ​​moje pośladki są obolałe co najmniej przez kilka dni. Jednak sama natura kary jest nieprzyjemna i bolesna i dobrze sprawdza się jako moderacja i korekta mojego zachowania. Surowe lanie, kiedy byłam niegrzeczna, jest również pokutą, która oczyszcza mnie z poczucia winy, więc dobrze jest, aby mój szacunek do samego siebie został surowo i zasadniczo ukarany za moje wykroczenia, a mój mąż trzymał mnie w ryzach i dawał mi klapsy surowo z paskiem. Jednocześnie mój mąż zawsze zapewnia mnie, że pod jego władzą jestem bezpieczna i nie zrobi mi krzywdy.

Czuję się komfortowo dzieląc się moimi doświadczeniami jako żona w szczęśliwym i dobrze funkcjonującym małżeństwie przestrzegającym Dyscypliny Domowej, ponieważ bycie zdyscyplinowaną żoną nie jest powodem do wstydu. Gdybym była niezdyscyplinowaną żoną, miałabym wiele powodów do wstydu. Mimo to, na szczęście, jestem tak uprzywilejowana, że ​​mam dobrego i troskliwego męża, który rządzi stabilnie, odpowiedzialnie i mądrze, dobrze się mną opiekuje i przywraca mnie w bezpieczne miejsce, kiedy działam i źle się zachowuję.

Jest surowy, ale także sprawiedliwy, opiekuńczy i kochający, więc cieszymy się szczęśliwym i harmonijnym małżeństwem, o ile dobrze się zachowuję i nie zapominam o manierach. Kiedy tak się dzieje, znika harmonia i szczęście, a pojawia się płacz, surowe słowa i bolesna kara, ale tylko na chwilę. Kary są równie szybkie i natychmiastowe, jak nieuniknione i surowe, a kiedy się skończą, to się skończą i wrócimy do naszej szczęśliwej i harmonijnej normalności.

Inni ludzie powiedzą ci, że to znęcanie się i przemoc, gdy mąż daje żonie klapsy za złe zachowanie, i że szaleństwem jest podporządkowanie się władzy męża i domaganie się od niego ukarania. Nie wątpię, że inne pary mogą być razem szczęśliwe bez włączania Dyscypliny Domowej do swoich małżeństw, ani też nie wątpię, że istnieją kobiety, które są tak wyjątkowo dobre, że potrafią dobrze się zachowywać i uszczęśliwiać swoich mężów bez wymierzania im klapsów od czasu do czasu. Chcę tylko powiedzieć, że dla mnie i mojego męża Domowa Dyscyplina zadziałała wyjątkowo dobrze i zagwarantowała szczęście i harmonię, dlatego ośmielam się polecić ją innym parom.

 



JELENA


 Do dziewcząt i kobiet tak - Bóg uczynił nas uległymi i mamy wbudowaną potrzebę dyscypliny a nasze pośladki zostały stworzone do klapsów. Mężczyźni powinni dominować i tak powinno być zawsze. Oto jak wygląda nasz rytuał dyscypliny:

Kiedy złamię ustaloną przez mego męża zasadę, zapraszam nie do naszej wykończonej przez niego piwnicy (najczęściej o godzinie 22:00). Tak więc około 21:40 sprawdzam czy dzieci dobrze śpią, aby nas nie usłyszały. Czasami mąż mówi mi, w co mam się ubrać albo co zabrać do piwnic (ubieram się najczęściej wystrojona - zwłaszcza w sukienkę, pończochy i pas do pończoch, oraz szpilki). Mąż bije mnie ręką, szczotką do włosów, paletka do ping-ponga albo paleta z moim imieniem. Oczywiście nie wolno mi się spóźnić (spóźnienie doprowadziłoby do silniejszych i liczniejszych klapsów, chyba że któreś z dzieci by się obudziło). Mąż zawsze czeka na mnie w piwnicy, siedząc na swoim krześle na którym wymierza mi klapsy. Oczekuje, że stanę przed nim i nie powiem ani słowa gdy zacznie mnie besztać. Następnie zdejmuje mi spodnie / sukienkę / spódnicę i majtki. Następnie klepie mnie obiema rękami po udach jako sygnał, żeby do niego podejść i położyć mu się na kolanach. Chwyta moją prawą rękę i przyszpila mi za plecami, a następnie wymierza klapsy - mocno i szybko w jeden pośladek - bez rozgrzewki. A potem drugi pośladek . Tam i z powrotem.

Po klapsach pozwala mi zsunąć się ze swoich kolan i każe tańczyć z odkrytymi i piekącymi pośladkami. Potem rozkłada ramiona i przytula mnie do siebie. Całujemy się namiętnie, a on szepcze mi do ucha jak bardzo mnie kocha i jak jest ze mnie dumny. Potem zbieram swoje ubrania i odnoszę je. Kiedy wchodzimy po schodach na piętro naszej sypialni, on idzie kilka kroków za mną, mając bezpośrednio przy twarzy moje czerwone od klapsów pośladki. W naszej sypialni każe mi dokończyć rozbieranie się (oprócz pończoch i pasa do pończoch). Wejść na łóżko na rękach i kolanach - potem zgiąć  łokcie - głową w dół, tyłek w górę. Następnie on rozbiera, się a ja czuję jak we mnie wchodzi jego sztywny członek. Kilka ruchów i poczuł ulgę. Potem leżeliśmy w objęciach aż do rana.






Na dziś to tyle!

wtorek, 28 lutego 2023

PIĘKNOŚCI...

Z CZERWONYMI TYŁECZKAMI 




DZISIEJSZY TEMAT TYLKO DLA OSÓB POWYŻEJ 18 ROKU ŻYCIA!


Chyba idzie wiosna, bo znów nabrałem ochoty na tematy związane ze spankingiem. Moja Dama wie, że z nadejściem tej pory roku zawsze robiłem się trochę romantyczny (kwiaty, drobne upominki etc. etc.), co oczywiście nie zmienia również faktu, że właśnie z nastaniem tej pory roku nabieram szczególnej chęci ujrzenia sempiterny mojej Pani w pięknie zaróżowionych kolorach. Jak bowiem pisałem już kilkukrotnie wcześniej, uważam że spanking rozładowuje wiele napięć w związku (a nawet jeśli ich nie ma, to i tak jest fajną zabawą) i według mnie nie ma nic piękniejszego u kobiety niż widok jej czerwonego tyłka po zakończeniu takowej zabawy, dlatego też postanowiłem zaprezentować kilka poważnych zdjęć kobiet przed, w trakcie i po zakończeniu spankingu.


TYLKO DLA DOROSŁYCH!!!



W OCZEKIWANIU NA NIEUNIKNIONE 

 
 
ODPOCZYNEK 



 SPACER I PREZENTACJA


   
Uważam że klapsy są tym, czego pragnie każda kobieta nawet jeśli tego oficjalnie nie chce przyznać (lub boi się zaakceptować to przed samą sobą) i tak, uważam że każda kobieta jest w głębi duszy ulega i każda może zaakceptować fakt, iż ma w sobie bardzo silny gen uległości, tylko niektóre boją się jeszcze do tego przyznać. Są jednak i takie, które uparcie twierdzą że jest inaczej i na siłę próbują zawrócić rzekę kijem. 

Na jednym z anglojęzycznych forów wielotematycznych zapodałem temat spankingu i odezwała się wówczas pani która stwierdziła, cytuję: "Absolutnie tego nienawidzę, i nienawidzę też faktu, że wszyscy chłopcy sądzą, że wszystkie kobiety muszą być uległe. Nienawidzę klapsów, wyzwisk, mówienia co mam robić, duszenia, gryzienia itp. Z mężczyznami jest coraz gorzej, do tego stopnia, że wszyscy zachowują się w ten sposób na pewnym etapie, z tego powodu całkowicie już zrezygnowałam z internetowych randek. Jestem już zmęczona byciem poniżaną w łóżku jeśli ty tego nie lubisz to dlaczego ja miałabym to lubić?". 

Inna zaś pani, która początkowo również była bardzo sceptyczna wobec tego typu zabaw, ostatecznie uznała że jest to niezwykle emocjonujące i pobudzające związek doświadczenie i zaczęła tłumaczyć tej pierwszej dlaczego mężczyźni lubią spanking. Otóż stwierdziła: "Będę mówić szczerze o klapsach. Klapsy są niesamowicie erotyczne i seksowne. Jeśli dwie osoby mają do siebie głębokie zaufanie i dobrowolnie przynoszą się na ten poziom, takim że jestem ja albo ty żeby ich osądzać. Większość facetów uwielbia poczucie kontroli i przewagi w sypialni. Mężczyźni lubią wcielać się w rolę "tatusia" i okazywać swą dominację. Szczerze mówiąc, to jest część ich DNA. Patrzenie na nagi tyłek lub tyłek w seksownych majtkach sprawia, że mężczyźni stają się "pobudzeni". Pieszczoty i zabawa pysznym tyłeczkiem, doprowadzają ich do naturalnego, zwierzęcego instynktu klapsów. Chęć posmakowania, dotknięcia i pogłaskania "kotka" jest bardzo silna. Myśl, która opanowuje wówczas umysły mężczyzn, brzmi: ten gorący i seksowny tyłek jest mój, cały mój. Słuchanie jak ich kobieta jęczy, skomle i wije się próbując uwolnić z więzów, doprowadza ich do pasji. Oni to kochają! Potajemnie większość kobiet to uwielbia! Jestem jedną z tych kobiet, schowałam tą stronę w sobie i długo wypierałam się swych prawdziwych uczuć. W rzeczywistości polecam to! Będę tu bardzo szczera, jestem otwartą dziewczyną, niezależną i pewną swej zmysłowości i seksualności. Ale gdy mój partner chce mnie przełożyć przez kolano i dać mi klapsa, jeśli chce ściągnąć mi majtki lub je zedrzeć ze mnie, jeśli chce dać mi nauczkę i uczynić swą suką - nie mam nic przeciwko temu (oczywiście za obopólną zgodą). Oczywiście nie oznacza to że jestem słabą kobietą, ale kobietą, która chce zadowolić swego mężczyznę przy okazji dobrze się bawiąc. Ponadto, jeśli on łagodzi mój piekący od klapsów tyłek swymi ciepłymi, męskimi dłońmi i mówi, że jestem grzeczną dziewczynką i że mnie kocha, a potem zaczyna skubać i delikatnie całować moje pośladki, sprawia to, że przy jego boku dosłownie rozpływam się ze szczęścia"






















piątek, 20 stycznia 2023

KRONIKI OSHARA - Cz. II

OPOWIADANIE FANTASY 
Z SILNYMI ELEMENTAMI EROTYKI I BDSM





NEMEA, ZAKON I WIELKA BOGINI





Kraina o nazwie Nemea, była niegdyś zasiedlona przez szczepy okolicznych rybaków, zajmujących się połowem i handlem owocami morza. Co prawda ziemi uprawnej w Nemei było sporo, to jednak rolnictwo nie było tak rozpowszechnione jak rybołówstwo, a kraina ta żyła głównie z handlu. Ludy Nemei były podzielone, ale żyły ze sobą w większości w zgodzie i do wzajemnych walk dochodziło sporadycznie. Życie tu biegło spokojnie i monotonnie, aż do czasu, gdy krainę tę nawiedziła okrutna zaraza, która że zwierząt przeniosła się na ludzi. Przyniosła ona mnóstwo ofiar a ludzie nie wiedzieli jak uchronić się przed tym nieszczęściem, starzy, rodzimi bogowie nie pomagali a ludność popadała w coraz większe przygnębienie i rozpacz. I wówczas, gdzieś, w jakiejś nemejskiej wiosce, pojawiła się młoda dziewczyna, która twierdziła że nawiedziła ją Wielka Bogini i przykazała co czynić, aby uniknąć zakażenia, bolesnej choroby i śmierci. Początkowo nikt nie chciał jej wierzyć, twierdzono że jest szalona, z czasem jednak, gdy jej rady okazywały się skuteczne, wokół niej zaczął gromadzić się krąg wyznawców Wielkiej Bogini, który rósł adekwatnie do tempa wygaszania epidemii. Owa dziewczyna zaś - której nikt wcześniej nie znał, a ona sama twierdziła że osobiście widziała Wielką Boginię, choć niektórzy opowiadali, że przybyła tutaj z innego świata, a potem nie potrafiła lub nie chciała tam powrócić - została pierwszą wielką kapłanką swojej bogini. Zwała się ona Azala (Azalia) i dobrawszy sobie krąg sióstr - stworzyła pierwszy Zakon kapłanek, który z czasem przerodził się w Zakon kapłanek-wojowniczek.

Tak rozpoczęła się Pierwsza Era Świątyni, gdy przybytek ten został wzniesiony w nowo założonym przez Azalę mieście - Antarii. Elitą rządzącą Nemei stał się teraz Zakon kapłanek-wojowniczek i tylko one miały prawo wejść do Świątyni, a do jej najbardziej świętego i tajemniczego miejsca - tylko trzy osoby: wielka kapłanka, wybrana przez nią następczyni oraz niewolnik pozbawiony języka (aby nie opowiedział o tym, co tam ujrzał) potrzebny do kultowych posług. Mimo to, pojawiło się wiele plotek na temat tego, co tam się znajduje. Niektórzy opowiadali, że znajdowały się tam dziwne i tajemnicze przedmioty służące do odprawiania kultu ku czci Bogini. Były tam  przyrządy zarówno do ratowania życia jak i do jego odbierania, dziwne mikstury, tajemne urządzenia i inne dziwy, które nie przetrwały do naszych czasów. Wielka kapłanka bardzo o nie dbała i każda jej następczyni miała przykazane, aby ich tajemnicę zachować do grobu. Po śmierci pierwszej wielkiej kapłanki (której rządy trwały 22 lata Pierwszej Ery Świątyni, a ona sama zmarła nie mając lat 50), jej następczynią została córka (były to bowiem czasy, gdy stanowisko wielkiej kapłanki dziedziczone było bezpośrednio w rodzie Azali) - Isilena. To właśnie ona zamieniła Świątynię w Zakon kapłanek-wojowniczek, choć objęła władzę, mając zaledwie dziesięć lat. Przez pierwsze lata wspierały ją najbardziej doświadczone i najstarsze kapłanki, lecz gdy skończyła lat 19, przejęła Isilena pełną władzę nad Zakonem i Nemeą.




Cała ziemia uprawna należała do Zakonu Wielkiej Bogini, a uprawiali ją niewolnicy, pozyskiwani dzięki zasobom srebra zgromadzonym w Świątyni, a pochodzącym ze sprzedaży płodów rolnych i z danin nałożonych na rodzimych kupców morskich. Isilena założyła również świątynne ogrody, dokąd sprowadziła do pracy najprzystojniejszych niewolników. Ona to też zmieniła dotychczasowe, przygodne kontakty seksualne kapłanek z niewolnikami, w coś bardziej urozmaiconego. Każda kapłanka mogła bowiem wybrać sobie na noc tego niewolnika, który jej się spodobał (przy czym ten sam niewolnik dwie noce z rzędu nie mógł przebywać u jednej kapłanki) i w ramach tzw. "aktu oddania" musiał zadowolić ją seksualnie. Jeśli tego nie uczynił, kapłanka miała prawo ukarać go według własnej woli (ale tak, aby go trwale nie okaleczyć). Niewolnik nie mógł też dotykać ciała kapłanki swymi rękoma, gdyż ona była emanacją bogini i dotknięcie jej ciała przez niewolnika było uważane za świętokradztwo i karane śmiercią. Dlatego też często kapłanki przed stosunkiem wiązały ręce swym niewolnikom, aby nawet przez przypadek ich nie dotknęli. Część jednak kapłanek Zakonu zakochiwała się w niewolnikach i w wielkiej tajemnicy pozwalała im się dotykać (w przypadku, gdyby wyszło to na jaw, niewolnik ukarany zostałby śmiercią, a kapłanka musiałaby opuścić Zakon w niesławie).

Kapłanka Isilena zmarła w wieku 60 lat, z czego panowała nad Zakonem lat 50. Jej następczynią została córka - Reiza. Objęła rządy mając lat 24. Miała ona jeszcze dwóch starszych braci. Jeden z nich był zarządcą niewolników pracujących na polach należących do Świątyni, drugi zajmował się handlem. Wolnym mężczyznom Nemei wolno było żenić się z innymi kobietami lub pozostać stanu wolnego. Mogli też posiadać własnych niewolników i współżyć z niewolnicami, jednak w przypadku synów wielkiej kapłanki ich małżeństwa były wcześniej specjalnie dobierane. Oczywiście kapłanki nie mogły wychodzić za mąż, dlatego też męskim potomkom wielkich kapłanek dobierano jako kandydatki na żony, córki majetnych lub slawnych Nemejczyków i rzadko kiedy żeniono ich z kobietami z innych krajów. Kapłanka Reiza znacznie rozbudowała Świątynię, dodając do niej wysoką wieżę, z której widok roztaczał się nie tylko na całe miasto Antarię, ale i na okoliczne regiony. Panowała przez 34 lata. Miała dwie córki, starszą Harimę i młodszą Enorę. Harima była wojowniczką, Enora bardziej nadawała się na kapłankę, ale matka swą następczynią uczyniła najstarszą córkę i Harima objęła władzę nad Zakonem w wieku lat 24, podobnie jak wcześniej Reiza. W tym czasie Enora miała dopiero sześć lat. Harima była pierwszą kapłanką Wielkiej Bogini, która zorganizowała ataki na sąsiednie kraje: Liwonię - piękną, skąpaną w słońcu krainę wielu rzek, jezior i urodzajnych pól; Redanię - krainę koni i jeźdźców czy Argolidę - krainę wielu miast i bogatych kupców. W tym celu utworzyła spośród niewolników tzw. korpus posiłkowy.




Jej panowanie trwało przez 27 lat i choć sama miała dwie córki: Atlantę i Isilenę, to teraz ich ciotka - Enora upomniała się o władzę. Tak oto rozpoczął się konflikt, zakończony wybuchem wojny domowej między kapłankami i po 133 latach zakończyła się Pierwsza Era Świątyni a rozpoczął okres upadku, zwany Czasem Chaosu. Spowodował on nie tylko znaczne zubożenie przychodów Świątyni, rebelię i ucieczkę wielu niewolników, ale przede wszystkim utratę świętych narzędzi Wielkiej Bogini z czasów pierwszej kapłanki Azali. Przedmioty te bowiem zostały zabrane ze Świątyni przez kapłanki wierne córkom Harimy, aby nie wpadły w ręce Enory, a potem zaginęły. Enora zdobyła Antarię i zajęła Świątynię, gdzie ogłosiła się nową wielką kapłanką. Zebrała wokół siebie niewolników z korpusu posiłkowego, stworzonego przez Harimę i obiecała im wolność w zamian za poparcie. Niektórzy twierdzą, że Enora przestała czcić Wielką Boginię, cofnęła wiele zakazów - w tym zakaz dotyku ciała kapłanki przez niewolników - i dlatego przezwano ją Enorą Uzurpatorką lub Enorą Niewierną. Tak oto w Nemei rozpoczęła się krwawa wojna domowa, która trwała sześć lat i pochłonęła wiele ofiar a kraj doprowadziła do ruiny. W pierwszym etapie Enora odniosła spore sukcesy, nie tylko wypędziła swe siostrzenice z miasta i Świątyni, ale zdobyła uznanie dla ogłoszenia siebie samej wielką kapłanką (w chwili śmierci matki Atlanta miała 22 lata a Isilena 18 i były uważane za zbyt młode do objęcia władzy najwyższej). W trzecim roku wojny, gdy wiele kapłanek zbulwersowały nowe prawa ogłaszane przez Enorę, całkowicie zmieniające te, ustanowione jeszcze przez pierwszą wielką kapłankę (ponoć nakazała wyzwolenie wszystkich męskich niewolników i poślubiła w tajnej ceremonii dowódcę korpusu posiłkowego złożonego z niewolników-wojowników) zaczęły one dołączać do obozu córek Harimy, które to stały się teraz obrończyniami prawdziwej wiary. 

Atlanta i Isilena wzmocnione w ten sposób, pokonały wojska wierne Enorze w bitwie nad potokiem nieopodal Antarii, ale nie były w stanie odbić stolicy (trzeci rok Czasu Chaosu). Próba oblężenia i zdobycia Antarii podjęta w czwartym roku, też zakończyła się fiaskiem i dużymi stratami, a dodatkowo w czasie walk śmiertelną ranę odniosła Atlanta. Teraz z córek Harimy jedynie Isilena pozostała kandydatką do tronu Wielkiej Bogini. A tymczasem Enora powiła własne dzieci. W drugim roku wojny urodziła syna - Sigberta, a w czwartym roku córkę - Nemirę. Poślubiła swego niewolnika, dowódcę korpusu posiłkowego - Eryka i z nim miała owe dzieci. Ich relacja była jednak dość dziwna, a mianowicie publicznie on okazywał jej szacunek jako kapłance Wielkiej Bogini, ale prywatnie, za zamkniętymi drzwiami ich sypialni ponoć robił z nią co chciał. Nie tylko było słychać że wydaje jej polecenia, ale miał nawet założyć jej na szyję żelazną obrożę i kazał jej chodzić przy swej nodze, jak suce. Jej ciało nosiło też liczne ślady uderzeń bicza (szczególnie pośladków), skrupulatnie ukrywane przez Enorę pod ciężkimi sukniami. Erykowi najwidoczniej sprawiało radość obserwowanie, jak jego wybranka z obolałą pupą, musi godzinami siedzieć na swym tronie i wysłuchiwać skarg mieszkańców Antarii. Czasem jak byli sami, sam siadał na tym tronie, a ją sadzał sobie na kolanach i traktował jak małą dziewczynkę. Nikt tego nie potwierdza, ale istnieją plotki, że często ona klęczała przed nim siedzącym na tronie, modląc się do niego, jak do Boga. Eryk zresztą miał zamiar koronować się na pierwszego króla Nemei, likwidując Zakon i wiarę w Wielką Boginię. Sam bowiem pochodził z krainy hybernejskiej, leżącej daleko na północy, gdzie lato trwa tak krótko że praktycznie jest to kraina wiecznego śniegu i lodu. Tam wyznawano wiarę w boga Mitrę i ten kult Eryk pragnął przenieść do Nemei.




A tymczasem nadszedł piąty rok wojny i Isilena ponownie pokonała wojska swej ciotki, lecz wciąż nie była w stanie zdobyć miasta. Wydawało się że ponowna próba oblężenia skończy się kolejną klęską i jeszcze większymi stratami. Jej nadzieja tym razem opierała się o wierne jej kapłanki, które przebywały w mieście. Miały one otworzyć bramy, gdy wojsko Isileny ukryje się w okolicznych lasach i będzie mogło pod osłoną nocy wejść do miasta. Nawiązanie kontaktów z wiernymi kapłankami zajęło Isilenie trochę czasu, ale ostatecznie w szóstym roku wojny udało się ponownie podejść pod Antarię i wierne Isilenie oddziały weszły do miasta wcześniej otwartą bramą. Nim informacje o tym dotarły do Enory, śpiącej słodko w ramionach Eryka, było już za późno aby podjąć walkę w mieście, można było tylko zabarykadować się w Świątyni, co też uczyniono. Szturm nie wchodził w grę, możliwość podpalenia także (wiązałoby się to bowiem z upadkiem całego dziedzictwa Wielkiej Bogini). Można było tylko głodem wziąć broniących się w Świątyni zwolenników Enory. Nim jednak do tego doszło, Eryk postanowił przebić się i sprowadzić odsiecz wyzwalając niewolników z terenów zajętych przez Isilenę. Niestety nie udał mu się ten manewr, zginął trafiony kilkanaście razy strzałami wypuszczonymi z łuków kapłanek wiernych Isilenie, a jego odciętą głowę pokazano Enorze. Ta, w rozpaczy, kazała zabrać dzieci i tajnymi korytarzami wyprowadzić je ze Świątyni i z miasta, a sama rzuciła się z murów w dół, ponosząc śmierć na miejscu. Tak oto po sześciu latach wojny, Isilena odzyskała dziedzictwo swej matki i objęła władzę nad miastem i Nemeą jako nowa kapłanka Wielkiej Bogini - Isilena II. Nie były to już jednak takie rządy, jak wcześniej, a okres ten zwany jest Drugą Erą Świątyni.




CDN.

niedziela, 15 stycznia 2023

KRONIKI OSHARA - Cz. I

 OPOWIADANIE FANTASY 

Z SILNYMI ELEMENTAMI EROTYKI I BDSM





ROMERIA I WELIMIR 





Witajcie szlachetni mężowie i niewiasty, którym przyjdzie czytać spisane przez mnie dzieje i opowieści z czasów sprzed Zjednoczenia. Zwą mnie Oshar i jestem kronikarzem i doradca wielkiego króla Timura - władcy Północnych Plemion, oraz szczęśliwego małżonka królowej Zemfiry - najwyższej kapłanki Wielkiej Bogini z miasta Antaria, leżącego w krainie zwanej Nemea. Piszę te słowa w czternastym roku Zjednoczenia, w siódmym dniu miesiąca Lwa. Choć wydaje się to dziś oczywiste, to że udało się doprowadzić w końcu do zjednoczenia obu tak różnych ze sobą światów, zakrawa wręcz na cud. Tylko nie wiadomo któremu z bogów należałoby za to podziękować. Jak już bowiem wspomniałem, pan mój - Timur i królowa Zemfira to ogień i woda, dzieliło ich wszystko, łączyło niewiele. Obaj żyli w innych światach - On w krainie Północnych Plemion, zwanej Romeria; Ona na Wschodzie, w królestwie Nemea, którą władał Zakon kapłanek-wojowniczek Wielkiej Bogini. Romeria to kraina północnych gór, gdzie żyją twardzi górale, wyznający kult Boga wojny - Gunnara. Zamieszkiwali oni osady nielicznych dolin, wyciśniętych pomiędzy liczne góry pokrywające Romerię. Żyli oni głównie z najazdów i rabunków okolicznych krain, w tym również Nemei. Każdy romeryjski chłopiec od najmłodszych lat doskonalił się w sztuce władania bronią (łukiem, włócznią, mieczem i oczywiście toporem - który jest symbolem Gunnara). Śmierć na polu walki jest najwyższą chwałą i oznacza dołączenie do Świętego Kręgu Gunnara, tam, w Zaświatach.

Północne Plemiona Romerii nie zjednoczyły się i nie utworzyły miast, do czasu objęcia wodzostwa nad jednym z tychże plemion - Cymrów - przez ojca króla Timura - Welimira Mężnego lub Okrutnego (zwanego też przez niektórych Welimirem Heretykiem, jako że pierwszy dopuszczał kult innych bogów - i ponoć się nawet do nich modlił). Welimir podbił lub podporządkował swej władzy wszystkie góralskie plemiona Romerii i koronował się na pierwszego króla tej ziemi. Utworzył też silną, stała armię, którą była zdolna do rozpoczęcia podboju sąsiednich krain. Romeryjscy górale pod jego panowaniem zamienili się z hordy barbarzyńskich najeźdźców w zorganizowaną i zdyscyplinowaną armię zagrażającą wszystkim okolicznym ludom. Welimir najeżdżał też królestwo Nemei, szczególnie jeden z takich najazdów prawie zakończył się zdobyciem Antarii i likwidacją tego królestwa. Nemejczyków ocaliło tylko złożenie bogatej daniny w złocie i srebrze (ponoć na ten cel ograbiono świątynię Wielkiej Bogini z wszelkich kosztowności) oraz poświęcenia się Wielkiej kapłanki Zakonu - Tahminy, która w zamian za życie swego ludu, zgodziła się zostać żoną Welimira - przynajmniej tak to właśnie miało wyglądać. Nie na darmo jednak zwano Welimira okrutnym. Miast bowiem ja poślubić, zamknął ja w klatce w swym pałacu, w nowo zbudowanym przez siebie mieście o nazwie - Gunnaria (na cześć Boga Gunnara) i trzymał ją tam nagą, zawieszona w klatce kilka metrów nad podłogą i wypuszczał ją tylko wówczas, by zadowoliła jego pożądanie. Z czasem Tahmina (nie mają innego wyjścia) przyzwyczaiła się do życia w klatce, a raczej do tego, że mogła przebywać poza nią tylko wówczas, gdy była potrzebna Welimirowi - odtąd swemu panu życia i śmierci. Starała się więc zwrócić nań swą uwagę, chciała być potrzebna, nawet jeśli oznaczało to klęczenie u jego stóp przez kilka godzin dziennie. Robiła wszystko, aby tylko jak najmniej czasu spędzać sama w klatce.




Welimirowi podobała się jej delikatna skóra, jej kruczoczarne włosy opadające na jej krągłe, piękne piersi i nieziemskie zielone oczy, w których można było się utopić. Welimir lubił przyglądać się jej nagiemu ciału, potrafił godzinami zmuszać ją do klęczenia przed jego tronem i pozostawania w bezruchu. Szybko się do tego przyzwyczaiła, zresztą wolała to, niż przebywanie w małej klatce, w której nie mogła ani się wyprostować, ani nawet położyć. Przyzwyczaiła się że należy teraz do niego i może on z nią zrobić co tylko mu się spodoba. Sama wcześniej była wielką kapłanka i sama miała swoich niewolników i choć początkowo trudno było jej się odnaleźć w nowej roli, nie miała innego wyjścia jak szybko to zaakceptować i podporządkować się losowi. Teraz jej ciało było placem zabaw dla Welimira i nie należało już do niej. Ponieważ lubił ją oglądać w pełnej krasie jej uległości i całkowicie odsłoniętej kobiecości, karał ją chłostą bardzo rzadko, zresztą znacznie skuteczniejszym elementem dyscypliny, była obawa przed ponownym zamknięciem jej do klatki i aby tego uniknąć, gotowa była uczynić wszystko czego tylko od niej wymagał. Nie mogła patrzeć mu prosto w oczy a jedynie wzrok jej mógł sięgać do wysokości jego genitaliów.

Piersi miała jędrne choć niezbyt duże, Welimir lubił bawić się jej różowymi, nabrzmiałymi sutkami, gdy zaś miał ochotę na seks, układał ja na brzuchu na wysokim stole, tak że miał ją przed sobą ze wszystkimi jej atutami. Najbardziej lubił stosunek analny a z jej przedniej szparki korzystał bardzo rzadko, wręcz się chełpił że nie jest mu potrzebna i możnaby ją... zaszyć. Dał jej wybór, jeśli będzie mu niemiła lub opierać się będzie jego władzy, sprzeda ja handlarzom niewolników z dalekiego Kashiru - krainy położonej na Południu i zamieszkałej przez czarnoskórych koczowników, w których społeczeństwie stosuje się okaleczanie narządów rodnych kobiet. Nic dziwnego że Welimir zwany był okrutnym, a nawet on nie był pozbawiony uczuć. Z biegiem czasu, gdy uległość Tahminy stała się naturalna i przestała być wymuszana, nabrał do tej kobiety uczucia sympatii która z czasem zmieniła się w miłość. Oczywiście było to specyficzne uczucie miłości i polegało na całkowitej dyscyplinie i podporządkowaniu, ale bez wątpienia coraz bardziej zaczęło mu na niej zależeć. Spędzał z nią więcej czasu, brali wspólne kąpiele a nawet sypiali w jednym łożu (choć ona po stosunku musiała udać się do przygotowanego dla niej kojca i spała tam przy jego łożu na podłodze. Mimo to wiele się zmieniło, zniknęła klatka w której ją zamykał i pozwalał jej nosić stroje okrywające ciało, a nawet sam takowe jej sprowadzał (ale były to suknie w których zawsze miał do niej łatwy dostęp). 

Gdy zaszła w ciążę poślubił ja, a ona urodziła mu syna, któremu nadał imię Timur. To właśnie on zjednoczył oba królestwa, poślubiając kapłankę Wielkiej Bogini - Zemfirę. Nim do tego jednak doszło, warto przedstawić społeczeństwo Nemei, zarządzanej przez Zakon kapłanek-wojowniczek Wielkiej Bogini.




CDN.

niedziela, 24 kwietnia 2022

SPONSOR - Cz. I

 OPOWIADANIE EROTYCZNE 

Z KATEGORII BDSM




  
Przez kilka ostatnich dni nieco zmniejszyła się moja aktywność na tym blogu. Było to niestety spowodowane kilkoma czynnikami, z których do najważniejszych należą obowiązki zawodowe oraz lekkie "wyczerpanie materiału", czyli brak weny twórczej z mojej strony. Swoje zrobiły też współczesne wydarzenia, ze szczególnym uwzględnieniem najazdu Rosji na Ukrainę i wszystkich z tym związanych konsekwencji (głównie moralnych). Przyznać się muszę, że od pewnego już czasu chodziły mi po głowie dość dziwne myśli, które starałem się jakoś od siebie odsuwać, ale mimo to one i tak wracały. A związane one były z moimi planami wyjazdu na Ukrainę, aby tam, na własne oczy zobaczyć bezmiar wojny i nieszczęścia, jakie wolnemu i niby bratniemu narodowi zgotowali siepacze Putina. Brałem również przez jakiś czas pod uwagę możliwość nie tylko obserwowania sytuacji wojennej tam, na miejscu, ale również zaciągnięcia się w szeregi tzw.: Legionu Cudzoziemskiego i wzięcie bezpośredniego udziału w walkach w obronie Ukrainy, czyli jednej z składowej części dawnej Rzeczpospolitej. Tutaj muszę przyznać górę wzięła moja romantyczna dusza, wychowana na legendzie Legionów Polskich walczących u boku Napoleona Bonaparte we Włoszech (1797-1807), a następnie przeciw Prusakom (1807), Austriakom (1809) i Moskalom (1812-1813). Oczywiście swoje zrobiła też legenda Legionów Piłsudskiego z lat 1914-1918. Ale to oczywiście tylko przykłady, swoje zaś zrobiło również dojmujące uczucie bezradności na cierpienie, które mi towarzyszyło (a uczucia tego nie znoszę), oraz chęć udowodnienia przede wszystkim sobie samemu, że człowiek to brzmi dumnie nie tylko dlatego, że potrafi nieść pomoc cierpiącym, ale również dlatego, że potrafi walczyć nie o idealistyczne symbole, ale o rzeczywiste fakty (przecież żołnierze na pierwszej linii frontu wcale nie walczą za te wszystkie piękne ideały, w których obronie pierwotnie do wojska się zaciągnęli. Walczą tak naprawdę o siebie samych i o swoich druhów, towarzyszy broni z którymi dzielą wspólny los). Dlatego też już od jakiegoś czasu planowałem wyjazd na Ukrainę i zapewne bym tego dokonał (bo staram się być konsekwentny w tym co robię - choć niestety nie zawsze mi się to udaje), gdyby nie fakt, że owe moje plany i zamierzenia, wzbudziły niepokój i spotęgowały lęk mojej Pani, która wszelkimi możliwymi sposobami starała wybić mi z głowy pomysł wyjazdu na Ukrainę i uczestnictwa w tej wojnie.




Niestety (piszę "niestety" - gdyż mężczyzna jednak powinien dążyć do raz obranego przez siebie celu i go konsekwentnie zrealizować) udało jej się tego dokonać, szczególnie gdy uświadomiła mi wszelkie moje zobowiązania zawodowe i wszystko inne co się z tym nierozerwalnie wiąże. Musiałem (niechętnie) przyznać jej rację i uznać te moje pierwotne plany za (przynajmniej na razie) nieaktualne. Ponieważ jednak mam iście romantyczną duszę, czasem tracę przy tym umiejętność racjonalnego myślenia, a ponieważ moja Kobieta nie zna się zupełnie na prowadzeniu firmy spedycyjnej (choć oczywiście wcześniej wielokrotnie min w tym pomagała, więc podejrzewam że w grę wchodzi tutaj zwykła "babska intryga", próbująca uczynić ze mnie swoistego demiurga, bez którego ona sama by sobie nie poradziła), musiałem uznać ten argument i plany swoje odłożyć. Ponieważ jednak myśli moje cały czas zaprzątały sprawy polityki, a tego Pani moja akurat nie lubi, przeto użyła również nieco innych sposobów, aby mnie całkowicie "obezwładnić". A jak wiadomo najlepszym sposobem aby kobieta uzależniła od siebie faceta, jest... seks. Tak! właśnie seks. Nie zamierzam tu oczywiście wchodzić w szczegóły, ale przyznać muszę, że rzeczywiście już dość dawno nie praktykowaliśmy tych naszych "zabaw", które tak nas radują. Ponieważ jednak ja nie należę do osób które łatwo jest podniecić seksualnie (bielizna erotyczna czy nawet negliż praktycznie na mnie nie działają - niestety) i jest to prawdopodobnie związane z moim odchyłem seksualnym na punkcie spankingu i kobiecej uległości - które zawsze niezwykle mnie pociągały. Nawet nie tyle aspekt seksualny, ale sam fakt owej więzi mentalnej z moją Kobietą, był dla mnie zawsze bardzo ważny. Nie wiem czy to jest jakieś poważne zboczenie seksualne, ale tak właśnie mam - nie interesuje mnie zupełnie ciało kobiety, jeśli wcześniej nie zdołam podporządkować sobie całkowicie owej kobiety w taki sposób, aby w jej mentalności wytworzyła się myśl o całkowitym oddaniu i podporządkowaniu się mojej osobie. To oczywiście jest dość dziwne i dlatego zastanawiam się nad tym czy rzeczywiście jest to normalne, ale tak właśnie to wygląda w moim przypadku.




I tutaj też przechodzę od razu do tematu, ponieważ odnalazłem ostatnio moje stare opowiadanie na temat... hm - jak to nazwać? - zniewolenia, podporządkowania sobie kobiety, które kiedyś napisałem. I opowiadanie to pragnę właśnie dziś zaprezentować. Zatem, oto opowieść erotyczna z ulubionej przeze mnie kategorii BDSM (choć może powinienem wymyśleć na to jakąś inną nazwę), którą tutaj pragnę zaprezentować:
 


TEKST PZEZNACZONY TYLKO 
DLA OSÓB POWYŻEJ 18 ROKU ŻYCIA

 



 
SPONSOR


SCENA 1
 

Wiktoria Kwiatkowska była w swoim żywiole. Jako menager w dużej amerykańskiej firmie zajmującej się reklamą, sprawdzała się znakomicie i bardzo szybko awansowała po szczeblach korporacyjnej kariery, która wydawała się być stworzona jakby dla niej samej. Była jedną z tych osób, które bezdyskusyjnie uwielbiały swoją pracę, a ponieważ była ambitna i należała do kategorii owych "feministycznych suk" (jak za jej plecami nazywali ją jej podwładni) która bez względu na konsekwencje, pragnie udowodnić światu, że jest najlepsza, lepsza od wielu innych mężczyzn, którzy wcześniej pełnili to stanowisko. Mogła więc pochwalić się zawodowymi sukcesami, nowymi kontraktami, na których dzięki niej zarabiała firma, oraz śmiałymi planami rozwojowymi, które dzięki niej weszły w życie. Otrzymała też kilka nagród za swoją pracę i wydawało się iż nic nie stanie na przeszkodzie, aby wkrótce została szefową całej filii na Europę Środkowo-Wschodnią. Niestety, pomimo odnoszonych sukcesów, nie była ona lubiana wśród swoich współpracowników i podwładnych. Większość z nich widziała w niej arogancką i apodyktyczną, zimną jak stal i nieczułą na ludzkie słabostki jędzą. Od swoich podwładnych wymagała nie tylko wytężonej pracy, ale również poświęceń. Ponieważ poświęcała się swojej pracy na całego, praktycznie nie wychodziła ze swego biura i domu przyjeżdżała późno w nocy, tylko po to aby się przespać i ponownie rano udać do pracy. Takiego samego poświęcenia wymagała od innych, a szczególnie od kobiet które miały dzieci. W ogóle uważała że dziecko przeszkadzają w karierze i że kobieta która decyduje się na dziecko, nie powinna już szukać zatrudnienia, gdyż nie mogłaby całkowicie poświęcić się sprawom zawodowym, a sukces i karierę zawodową uważała Wiktoria za największą wartość w życiu, jednocześnie będąc feministką, pragnęła udowodnić szczególnie mężczyzną że potrafi być taka jak oni, a nawet lepsza.

Wiktoria poświęcając się jedynie obowiązkom służbowym, była samotna i nie miała nikogo na stałe, choć liczyła już sobie lat 35. Miała oczywiście kilka przelotnych romansów - choć jest to określenie nad wyraz, gdyż jej kontakty z mężczyznami ograniczały się jedynie do przelotnych spotkań w celu seksualnego zaspokojenia i nic poza tym. Kandydatów na noce wybierała sobie pożną nocą, najczęściej w weekendy w nocnych klubach. Podczas jednego z takich wypadów poznała mężczyznę, który wydał jej się atrakcyjny (każdego innego oczywiście automatycznie odrzucała), a ponieważ była dość bezpośrednia, zaproponowała mu seks u siebie w domu. Tak też się stało, a ponieważ facet ten szczególnie jej się spodobał, zatrzymała go ze sobą przez cały weekend, po czym w poniedziałek rano kazała mu się po prostu wyjść. Mężczyzna ów był nieco zaskoczony, gdyż sądził że naprawdę coś do niego poczuła. Okazało się jednak, że nie zamierza się wiązać uczuciowo ani w żaden inny prawny sposób, dlatego też poleciła mu, aby natychmiast opuścił jej dom i o niej zapomniał. Mężczyzna ów początkowo próbował dociec dlaczego kobieta, z którą przeżył dwa miłosne dni i trzy noce, nagle nie chce go już więcej widzieć, ale jej upór uświadomił mu, że nie ma szans, by z nią na ten temat polemizować, ubrał się więc i bez słowa wyszedł.


"MASZ MI ZROBIĆ DZIECKO"
"ALE TAK BEZ WSTĘPÓW?"
"JA NIE MAM CZASU NA WSTĘPY, MNIE SIĘ DNI PŁODNE KOŃCZĄ"
"TO JEST JAKIŚ PROGRAM, TAK? "USTERKA" 😂



Kolejne dni upływały Wiktorii tak samo, najpierw praca po 12/16 godzin dziennie, a potem powrót do domu do pustego łoża, które okazyjnie tylko zapełniał jakiś kochać na weekend lub od święta. Monotonne życie, które jednak wybrała sobie sama i uważała je za najwygodniejsze dla jej statusu społecznego, tego który już zdobyła i tego który pragnęła osiągnąć. Minął już prawie miesiąc, od czasu, gdy nagle zerwała z poznanym w nocnym klubie mężczyzną i kilkoma innymi, których sprowadziła do siebie tylko po to, aby przeżyć parę gorących chwil w ramionach mężczyzny, którego - jak sądziła - nie potrzebowała na co dzień. Mijały więc kolejne dni i tygodnie, a w życiu Wiktorii nic się nie zmieniało, aż do pewnej nocy, gdy po przyjeździe do swego domu, gdy szykowała się już spać, nagle usłyszała odgłos otwieranych drzwi. Wprawiło ją to w zdziwienie, jako że jej posiadłość była monitorowana i w przypadku włamania w ciągu kilku zaledwie minut zjawiała się zarówno ochrona, jak i policja. Myśli te jednak mignęły w jej głowie momentalnie i zastąpione zostały przez strach, gdy ujrzała jak do pokoju w którym sypiała, weszła jakaś zamaskowana postać. Nim zdążyła cokolwiek powiedzieć, postać ta wyciągnęła pistolet z tłumikiem i wymierzyła w jej kierunku, po czym oddała strzał. "To koniec, umieram!?" - pomyślała Wiktoria, nim ostatecznie straciła świadomość.

Wiktorii wydaje się teraz że jest gdzieś indziej, na jakiejś pięknej wyspie, dokoła której słychać szum morskich fal i skrzeczenie mew, a niebo jest błękitne i świeci słońce. "Mmmm... Wspaniale" - pomyślała Wiktoria, "jak tu pięknie". Tę idyllę zakłócała jedynie świadomość jakiegoś skrępowania, Wiktoria po prostu poczuła że nie może ruszyć ani ręką ani nogą, a dodatkowo jej ciało jest nieco obolały, tak jakby spała na niewygodnym łóżku. Świadomość tych ograniczeń powoli zaczęła docierać do głowy Wiktorii, gdy wreszcie zaczęła budzić się po swym długim i pięknym śnie.





SCENA 2


- Mmmmm... Co się stało? - zapytała Wiktoria, otwierając oczy.

Światło słonecznego poranka wpadało do pokoju w którym się znajdowała, a lekki powiew wiatru wpadający przez uchylone okno, dawał jej przyjemne orzeźwienie.

- Hallo, czy ktoś tu jest? - rzekła Wiktoria, ale odpowiedziała jej cisza.

Gdy świadomość zaczęła docierać do głowy Wiktorii, zdała ona sobie sprawę iż jej ręce i nogi są skrępowane sznurkiem a ona leży na małym łóżku w niewielkim pokoiku z rękami związanymi za siebie.

- Na pomoc! Czy ktoś mnie słyszy?! To wcale nie jest śmieszne! - Wiktoria poczęła krzyczeć, gdy uświadomiła sobie swoje położenie. 

Nikt jej jednak nie odpowiedział, a głucha cisza sprawiła, że zaczęła odczuwać większy strach, niż z faktu swego skrępowania "Zostałam porwana" - pomyślała - "Ale jak, to niemożliwe!" - próbowała uświadomić sobie położenie, w jakim się znalazła. Jednocześnie zaczęła przyglądać się pomieszczeniu w którym przebywała. Oprócz łóżka, znajdowała się w nim toaletka i mały klozet, nie było jednak żadnych mebli, a ściany i drzwi był pokryte nitowaną stalą. Na górze zaś dostrzegła małe okienko, przez które wpadał lekki powiew wiatru, okno jednak znajdowało się dość wysoko i również było zakratowane. "Co mi się stało?... Kto to zrobił?... Porwanie?" - nie mogła uwierzyć własnym myślom. Wreszcie próbuje się podnieść i choć więzy na jej rękach i nogach uniemożliwiają swobodne poruszanie się, Wiktorii udaje się wstać z łóżka i podejść do masywnych, stalowych drzwi.

- Jest tu kto? Zostałam porwana, niech mi ktoś pomoże - krzyczała tak głośno, jak tylko mogła.

Nagle otworzyło się niewielkie okienko w drzwiach i ukazała się w nim brodata, męska twarz. Tak to przeraziło Wiktorię, że ponownie upadła na łóżko. Brodata postać następnie otworzyła drzwi i weszła do środka. Był to duży, masywny mężczyzna, który przy boku miał pistolet, paralizator, pałkę a w lewej ręce trzymał karabin. Za nim do pokoju weszło jeszcze dwóch, równe rosłych, brodatych mężczyzn.

- Kim jesteście? Jakim prawem mnie więzicie - spytała przerażona Wiktoria.

- Wstań! - padła rozkaz od mężczyzny z karabinem w dłoni.

Wiktoria nie zamierzała jednak się ruszać z miejsca, zanim któryś z nich nie wyjaśni jej co tak naprawdę się stało i dlaczego została porwana, ale głos mężczyzny nie pozostawił jej złudzeń.

- Nie będę powtarzał dwa razy - rzekł brodacz i mocno złapał ją za ramię, podnosząc do góry niczym lalkę - Naucz się posłuszeństwa, suko! - dodał ściskając jej ramię tak mocno, że aż pisnęła. 

W dłoni drugiego mężczyzny dostrzegła Wiktoria pokaźnej długości bicz, który ten ściskał w dłoni.

- Dokąd mnie zabieracie? Co to jest za miejsce" - jej pytania pozostały jednak bez odpowiedzi.

Mężczyźni wyprowadzili Wiktorię na wąski korytarz, po czym rozwiązują jej stopy z więzów i każą iść przed siebie. Wiktoria starała się dokładnie przyjrzeć otaczającej pomieszczenie i wydawało jej się że cały korytarz przypomina jakieś średniowieczne lochy, z tą różnicą że wszędzie jest elektryczne oświetlenie. Wreszcie, po minięciu kilku długich korytarzy, dochodzą do długich, drewnianych, zaokrąglonych drzwi, lecz w tym momencie mężczyzna z biczem łapie Wiktorię za ramię i ciągnąc ją w swoją stronę mówi:

- Mam nadzieję że będziesz krzyczeć, nawet nie wiesz jak cholernie mnie to podnieca - po czym otworzył drzwi i popchnął ją przed siebie.

Wiktorii wydało się nagle, że znalazła się jakby w innym miejscu. Ponura, średniowieczna zabudowa zniknęła, zaś przed jej oczyma pojawiła się pięknie urządzona sala, poprzetykana kolumnami niczym antyczna świątynia. Stało tam też kilka posągów, a na ścianach widniały piękne malowidła. Sala ta była pusta, ale Wiktoria zbyt długo nie mogła się temu przyjrzeć, gdyż brodacz ponownie złapał ją za bolące ramię i rzekł:

- Naprzód!

Weszli na przestronny korytarz, na którym znajdowało się kilkanaście lub kilkadziesiąt pokoi, Wiktoria nie miała czasu tego policzyć. Pokoje te były zamknięte, a jej prześladowcy wciąż pchali ją ku jednemu z pomieszczeń. Gdy do niego dotarli, otworzyli ciężkie drewniane drzwi i weszli do środka. W pokoju panował półmrok, ale Wiktoria zdołała dostrzec na jego środku jakieś podium, na którym stało ciężkie, dębowe biurko. Mężczyźni uwolnili ręce Wiktorii z więzów, a następnie jeden z nich rzekł do niej:

- Na kolana!

Ponieważ nie spodziewała się takiego obrotu sprawy i nie zamierzała przed nikim klękać, splunęła mężczyźnie w twarz, po czym... przeszył ją ból, jaki spadł na jej pośladki, to mężczyzna z biczem zdzielił ją tak, że ledwie zdołał utrzymać równowagę. Mężczyzna któremu splunęła w oczy, złapał ją za włosy i podniósł do góry, mówiąc:

- Gdybyś nie była tak cenna, zrobiłbym sobie z twojej skóry piękny dywan. Byłaś kiedyś dywanem - zapytał ordynarnie.

Wiktoria nie wiedziała co odpowiedzieć, a przeszywający ból pośladków po jednym ciosie bicza sprawiał, że odechciało jej się oporu.

- Puśćcie mnie. Przecież nic wam nie zrobiłam, dlaczego mnie porwaliście? Dlaczego mnie więzicie i bijecie, czego ode mnie chcecie?!

Nim jednak mężczyźni zdołali cokolwiek powiedzieć, w sali rozległy się werble i nagle światła zaczęły rozbłyskać, oświetlając każdy kąt owego pomieszczenia. Następnie Wiktoria ujrzała, jak do sali weszło trzech zakapturzonych mężczyzn, którzy szybko zajęli miejsca przy dębowym biurku stojącym na niewielkim podium. Wiktoria przyjrzała się też samej sali, która była dość pusta, jedynie obok podium po jego prawej stronie, na miejscu gdzie normalnie powinien stać jakiś posąg, znajdowała się naga kobieta z zasłoniętymi oczyma, która w prawej, wyciągniętej do przodu ręce trzymała wagę. Naprzeciwko tamtej stała druga naga kobieta w hełmie na głowie i z mieczem w prawej dłoni. Zabawnie wyglądała w samym hełmie a poza tym całkiem naga. Jeden z mężczyzn siedzących przy stole nagle zastukał młotkiem trzy razy i powiedział:

- Wiktorio Kwiatkowska, zostałaś doprowadzona przed oblicze sądu, który zadecyduje o całym twoim przyszłym życiu, a ponieważ życie to jest puste i żałosne jak ty sama, przeto nie wolno ci stanąć przed sądem inaczej, niż tak, jak przyszłaś na świat. Rozbierz się więc teraz do naga, a gdy nabierzesz rozsądku i nauczysz się posłuszeństwa, w kolejnych procesach będziesz już mogła posiadać tylko okrycia, na ile zasłużysz. Tak aby ponownie stać się człowiekiem.

- Czy to jakiś żart! - wybuchnęła Wiktoria. - Wy jesteście sądem, zamierzacie mnie z mojego życia? To jakaś kpina, kto dał wam pra... - jej wywód został brutalnie przerwany kolejnym ciosem bicza, jaki spadł na jej pośladki, a cios ten zmusił ją do upadnięcia na kolana.

Jeden z brodatych mężczyzn podszedł do niej i jednym ruchem zerwał z niej majtki, jakie posiadała, a następnie ściągnął sukienkę - drąc ją na strzępy - po czym rzekł:

- Stanik, raz!

Przerażona tym co ją właśnie spotkało, ściągnęła Wiktora z siebie stanik i przerażona wpatrywała się w jej prześladowców.

- Zostałaś aresztowana i przewieziona tutaj, po czym będziesz osądzona za swoje postępowanie a wyrok tego sądu zdecyduje czy godna jesteś ponownie wrócić do społeczeństwa - rzekł zakapturzony sędzia, siedzący pośrodku stołu. - Potraktuj naszą i swoją rolę w tym, jako konieczność dziejową i postaraj się to zaakceptować, bo inaczej będzie tylko bardziej bolało, a i tak nic na swym uporze nie ugrasz. Czy rozumiesz co do ciebie mówię? - spytał mężczyzna.

- Niczego nie rozumiem! Dlaczego mnie porwaliście, dlaczego mnie sądzicie, co ja wam zrobiłam? Jakim prawem chcecie decydować o moim życiu?

- Mamy wszelkie prawo decydować o twoim życiu i ty sama nam je przyznałaś, żyjąc w sposób niegodny kobiety, czy wiesz ile grzechów popełniłaś? Proszę cię, abyś wreszcie zaczęła nas traktować poważnie, gdyż jesteśmy realni, a nasze decyzje zaważą na twoim życiu lub śmierci, więc przestań się dąsać, tupać nóżką i uskuteczniać inne babskie ceregiele. Zacznij wreszcie żyć prawdziwym życiem.

- Co to znaczy "żyć prawdziwym życiem?" - spytała Wiktoria.

- To znaczy takim, jakie zostało ci przypisane.

- O czym wy mówicie, nic z tego nie rozumiem. Wypuście mnie, proszę was, a nikomu o niczym nie powiem.

- I dokąd chcesz wrócić - spytał mężczyzna siedzący przy dębowym stole.

- Do siebie. Do swojego domu i swojego życia.

- Do życia, przez które trafiłaś tutaj? Widzę że nic nie rozumiesz, dlatego też dziś wystarczy nam, jak tylko przyznasz się do swych win i na tym zakończymy, a o kolejnej rozprawie zostaniesz powiadomiona niezwłocznie.

W sercu Wiktorii rozbłysła nadzieja na uwolnienie.

- Czyli jak się przyznam, to mnie wypuścicie i będą mogła wrócić do domu?

- Tak, jak powiedziałem!

- W takim razie przyznaję się do winy - rzekła Wiktoria.

- Dziękuję ci zatem za szczerość i aby udowodnić czystość twych słów, wrócisz teraz do siebie, gdzie przepracujesz kolejne winy, jeden po drugim. Odprowadźcie ją - mężczyzna w kapturze zwrócił się do brodatych strażników, którzy już nie zamierzali bawić się ze swą ofiarą i jeden z nich podszedł do Wiktorii, podniósł ją i przełożył sobie przez ramię, odprowadzając ją z powrotem do celi, z której ją wyciągnięto.

Krzyczała, wyrywała się i płakała, gdy wniesiono ją do małego pokoju i rzucono na łóżko.

- Prześpij się, jutro zaczynamy zabawę - rzekł brodacz, zamykając drzwi na klucz i pozostawiając przerażoną i zapłakaną Wiktorię samą w małym pokoju - Dobranoc!  





I NA KONIEC NIECO "PROSTACKIEGO" HUMORU




CDN.