Łączna liczba wyświetleń

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą SŁOWIANIE. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą SŁOWIANIE. Pokaż wszystkie posty

sobota, 26 kwietnia 2025

ZJEDNOCZENIE PRUS I INFLANT Z POLSKĄ - Cz. XX

POCZĄWSZY OD PIERWSZEGO SPORU POLSKO-KRZYŻACKIEGO (1309-1310), AŻ PO WŁĄCZENIE INFLANT DO RZECZPOSPOLITEJ (1558-1561)





KONRAD I MAZOWIECKI 
Cz. XX
(RETROSPEKCJA)






 Powracającemu (z końcem 860 r.) z Królestwa Franków Zachodnich (które zajął na swym bracie Karolu II "Łysym") po prawie dwuletniej nieobecności we własnej domenie, Ludwik II "Niemiec" zastał tutaj sytuację, której się nie spodziewał. Mianowicie jego 30-letni syn Karloman (władający dotąd Bawarią i Karyntią), bardzo szybko wszedł w buty króla Franków Wschodnich i to na tyle skutecznie, że powrót ojca nie był mu na rękę. Poślubiwszy córkę bawarskiego hrabiego Ernesta ("pierwszego wśród możnych") i mając wsparcie opata Waldo, Karloman postanowił usunąć ojca z tronu i sam koronować się na nowego króla wschodniej domeny Franków. Zebrawszy liczne wojsko, wiosną 861 r. ruszył na południowy-wschód, odbierając ojcu znaczne tereny aż do rzeki Inn. Nie był jednak w stanie opanować całego kraju, a i Ludwik "Niemiec" niezbyt chętnie pragnął walczyć ze swym pierworodnym. Zdając sobie sprawę że niczego więcej nie wskóra, późną wiosną 862 r. Karloman postanowił pojednać się z ojcem na zasadzie ponownego złożenia mu przysięgi wierności, a jednocześnie zatrzymał przy sobie wszystkie nabytki terytorialne, jakie uzyskał w trakcie swojego buntu. Dzięki temu sama Bawaria znacznie poszerzyła się terytorialnie. W tym buncie przeciwko ojcu wspierał Karlomana i hrabiego Ernesta książę Wielkich Moraw - Rościsław, dzięki czemu Karloman (jeszcze w 860 r.) wydał w jego ręce - ukrywającego się dotąd w Bawarii - obalonego władcę Nitry - Prywinę (którego Rościsław kazał zamordować, chociaż istnieją też przekazy że Priwina, dowiedziawszy się o zdradzie Karlomana i zamiarze wydania go w ręce Rościsława, uciekł, lecz szybko dopadła go pogoń i wówczas zginął w walce. Nie wiadomo jaka wersja jest prawdziwa, lecz fakt pozostaje bezsporny - Priwina stracił wówczas życie). Teraz następstwo nitrzańskiego stolca przeszło w ręce (również ukrywającego się u Franków) syna Prywiny - Kocela. Natomiast hrabia Ernest i jego bracia: Uton i Berengar (a także opat Waldo) utracili swoje ziemie i musieli ratować się ucieczką na Zachód, do Karola Łysego.

Gdy jeden bunt został zażegnany, nagle okazało się że... wybuchł drugi, gdyż oto zarządzający (w imieniu ojca oczywiście) wschodnią Frankonią, Saksonią i Turyngią, młodszy syn Ludwika Niemca - Ludwik III, pozazdrościł bratu separatystycznych ciągotek i postanowił owe prowincje też  wykroić spod władzy swego królewskiego ojca (862 r.). Jednak po porozumieniu się Karlomana z ojcem, znalazł się Ludwik III w nieciekawej sytuacji i natychmiast zrezygnował z planów suwerennościowych, udał się do ojca, padł przed nim na kolana i  podobnie jak starszy brat złożył mu przysięgę wierności (byle tylko zachować władzę nad zarządzanymi przez siebie prowincjami). Cóż, można powiedzieć że Ludwik Niemiec nie miał szczęścia do synów, którzy albo chcieli pozbawić go władzy i usunąć w cień (najlepiej do jakiegoś klasztoru), albo wykroić sobie swoje własne domeny 🥴. Również szczęścia do własnych synów nie miał młodszy brat Ludwika Niemca, Karol II Łysy, który zarządzał Królestwem Franków Zachodnich (czyli ziemiami dzisiejszej Francji). Jego najstarszy (urodzony w 846 r.) syn Ludwik, był dzieckiem niezwykle wrażliwym i delikatnym, często też zapadał na zdrowiu. Szybko też się denerwował (szczególnie gdy miał podjąć jakąś decyzję,) a gdy to następowało, zaczynał się jąkać, co spowodowało że przeszedł do historii pod nazwą Ludwika Jąkały. Młodszy od niego o rok, Karol zwany Dzieciątkiem, był szalony (stało się to zapewne w wyniku odniesionej jeszcze we wczesnym dzieciństwie rany mieczem, co kompletnie pomieszało mu zmysły). Ojciec co prawda uczynił go księciem Akwitanii, ale realnie ani tam nie panował, ani też nie podejmował żadnych decyzji, nawet tych, dotyczących siebie samego. Trzeci, urodzony ok. 848 r. syn Karola Łysego - Lotar, był natomiast kulawy, co spowodowało że ojciec przeznaczył go do stanu duchownego. Jedynym zdrowym synem Karola Łysego był jego czwarty,  najmłodszy potomek - Karloman (urodzony ok. 849 r.) który jednak również musiał przywdziać strój zakonny i w 860 r. (w wieku zaledwie 12 lat) został opatem klasztoru Świętego Medarda (bardzo mu to jednak nie pasowało i gdy tylko trochę podrośnie zbierze wokół siebie różnych rzeźmieszków i zbójców, stanie na ich czele i stworzy z nich prawdziwą łotrowską bandę, a następnie zbuntuje się przeciwko ojcu i wypowie mu posłuszeństwo).




Po odzyskaniu władzy nad domeną zachodnią (860 r.)Karol Łysy musiał wprowadzić tutaj nowe porządki, usunąć ludzi którzy wypowiedzieli mu posłuszeństwo i poparli jego brata Ludwika Niemca, a poprzeć tych, co do których mógł mieć zaufanie. Mając oparcie w arcybiskupie Reims Hinkmarze, Karol Łysy początkowo-planował zrobić totalną czystkę wśród możnych którzy go zdradzili. Ostatecznie jednak postanowił ukarać zaledwie kilku dla przykładu, a większości przebaczyć, gdyż w przeciwnym razie taki bunt mógł się bardzo szybko ponownie powtórzyć. Problem stanowiły dwie prowincje: Akwitania i Bretania. W tej pierwszej (wypuszczony z klasztoru Świętego Medarda) bratanek Karola - Pepin II Akwitański, miał znaczne poparcie zarówno możnych jak i ludu. Co prawda był to król obecnie bardziej "partyzancki" (gdyż często zmieniał miejsce pobytu, aby tylko ponownie nie wpaść w ręce swego wuja), mimo to dla Karola jego obecność była niezwykle dokuczliwa (samą bowiem swą obecnością podważał władzę Karola Łysego nad Akwitanią). Dodatkowo największym miastem Akwitanii - Tuluzą zarządzał ród Rajmundytów (hrabia Rajmund dowodził obroną miasta przed wojskami Karola Łysego w roku 844 - o czym już pisałem), który lawirował pomiędzy wiernością Karolowi a Pepinowi (raczej wspierał tego drugiego). Septymanią zarządzał hrabia Bernard "Kosmata Stopa" (miał bowiem niezwykle owłosione nogi) marzący o niezależności i oderwaniu się od domeny Karola Łysego. Owernią zarządza inny Bernard (łącznie w tym czasie było 11 hrabiów o tym imieniu, co bardzo komplikuje rozróżnienie który naprawdę zarządzał jakimi ziemiami). Wszyscy oni myślą tylko o tym, jak tu ostatecznie uniezależnić się od wnuka Karola Wielkiego i przestać uznawać go za swego króla. Karol usuwa kilku wielmożów, aczkolwiek czyni to niezwykle delikatnie, aby nie sprowokować kolejnego buntu możnych (np. ród Rorgonidów traci swoje wpływy jedynie na parę lat). oficjalnie przebacza Robertowi Mocnemu (założycielowi rodu Robertyngów) którego w 861 r. mianuje diukiem ziem pomiędzy Sekwaną a Loarą, z zadaniem obrony tych terenów przed atakami Normanów i Bretończyków. W ogóle całe Królestwo podzielone jest na większe i mniejsze mini domeny, zarządzane przez poszczególne rody, a Karol jako wasal musi znaleźć złoty środek żeby ponownie nie zrazić do siebie swoich lenników.




Na odcinku bretońskim zaś udało się Karolowi dojść do porozumienia z królem Erispoë i wydać swego syna Ludwika Jąkałę za córkę tego władcy. Niestety Bretończykom nie w smak była ugoda z Frankami i w 857 r. Erispoë zostaje przez nich zamordowany, a władzę obejmuje jego krewniak - Salomon, który prowadzi anty-frankońską politykę, spiskując z możnymi Królestwa, którzy gotowi byliby podjąć się ponownej próby obalenia Karola Łysego. Udało mu się przekabacić na swoją stronę również syna Karola - Ludwika Jąkałę (który przebywał wówczas w Bretanii jako mąż córki Erispoë). W 861 r. wybucha więc kolejna wojna frankońsko-bretońska (przy czym Ludwik Jąkała walczy po stronie Bretończyków przeciwko swemu ojcu). Wojskami Franków dowodzi (wspomniany wyżej) Robert Mocny, któremu udaje się pokonać Bretończyków w kilku starciach. Zapomnieć o sobie nie dają również Wikingowie z Oissel (wyspa na Sekwanie z której od 858 r. zrobili swoje mini państewko). Dokonują kolejnych ataków, podpaleń i zniszczeń. Atakują głównie klasztory, ale także domy wielmożów (podczas jednego z takich ataków uprowadzają świeżo poślubioną żonę pewnego hrabiego, który zdążył wcześniej uciec, a następnie każą mu zapłacić za nią ogromną kwotę. Ten musi się zapożyczyć u krewnych, gdyż nie ma takiej sumy, a gdy ostatecznie gdy dochodzi do transakcji i odzyskuje swoją małżonkę, wkrótce porzuca ją, oskarżając że w tym czasie mogła nie dochować mu wierności - ponoć wystąpił również o zgodę na rozwód do papieża, ale ostatecznego werdyktu w tej sprawie nie znam). Robert Mocny zwraca się do Wikingów z propozycją walki w jego szeregach przeciwko Bretończykom, przez co mogliby zdobyć bogate łupy po spacyfikowaniu tego kraju. Znaczna ich część zaciąga się pod jego sztandary, ale szybko okazuje się, że zapanowanie nad nimi nie jest wcale proste. Zamiast atakować Bretończyków wolą napadać na pobliskie klasztory, mordować księży i rabować tamtejsze kosztowności. Do tego dochodziły częste konflikty pomiędzy chrześcijańskimi wojownikami, a wyznawcami Odyna i Thora. Pomimo tych trudności (w 863 r.) ostatecznie Salomon bretoński musi prosić o pokój. Jeden sukces powoduje jednak kolejne problemy, gdyż zwolnieni ze służby Normanowie ponownie rozlewają się na tereny Loary rabując, mordując i grabiąc.




Jak widzimy więc, każdy z braci miał swoje własne problemy. Nie ominęły one również władcy Austrazji i Lotaryngii - Lotara II (syna zmarłego w 855 r. Lotara I). Ten (jak pisałem we wcześniejszych częściach) miał problem z żoną Teutbergą. Mianowicie chciał się z nią rozwieść, aby poślubić swoją kochankę Waldradę, z którą miał jednego syna Hugona i bardzo pragnął aby to on po nim dziedziczył (a było to niemożliwe dla dzieci ze związków pozamałżeńskich). Był ku temu tak zdeterminowany, że oskarżył brata swej małżonki (opata klasztoru Świętego Maurycego w Alpach Julijskich) Huberta, o gwałt na siostrze - czemu zarówno on, jak i ona zaprzeczali (860 r.). Hubert, aby oczyścić swoje imię, podjął się nawet "Sądu Bożego" który przeszedł z powodzeniem (pisałem o tym w poprzednich częściach). Mimo tego prośbą i groźbą, szantażem i obietnicami, zdołał Lotar przekonać Teutbergę do potwierdzenia faktu owego gwałtu i umieścił ją w klasztorze. Ale na krótko, gdyż tam wszystkiemu ponownie zaprzeczyła, poddała się badaniu stwierdzającemu posiadanie błony dziewiczej, a z pomocą swych braci wysłała list do papieża, przedstawiając mu swoje położenie i zarzekają że jest dziewicą, a następnie udała się na dwór Karola Łysego. Lotar nie zamierzał jednak jej tego darować. Słał listy do swych wujów: Karola i Ludwika Niemca, prosząc ich o wsparcie w sprawie rozwodu z Teutbergą i podkreślając, że to właśnie on doprowadził do pojednania pomiędzy nimi dwoma. Również zwrócił się do swych braci, władającego Italią Ludwika II i zarządzającego Prowansją młodego Karola (realnie tą ziemią władał preceptor Karola prowansalskiego, dawny hrabia Paryża i hrabia Vienne - Girard), czyniąc im pewne cesje terytorialne w zamian za poparcie jego sprawy. Ludwik II co prawda obiecał poparcie, ale było ono tylko deklaratywne, sprawy małżeńskie Lotara zupełnie go nie obchodziły, tym bardziej że był to człowiek niezwykle energiczny, bardzo pracowity, dokonujący częstych inspekcji swojego italskiego Królestwa i osobiście przeglądający zarówno akta sądowe, jak i skarbowe (w zasadzie można zaryzykować stwierdzenie, że ten człowiek chyba wcale nie odpoczywał 😉). Karol prowansalski zaś był zbyt młody aby o czymkolwiek decydować i był całkowitą kontrolą Girarda, który nawet dobierał mu osobistych opiekunów. Ssłał więc Lotar również listy do Rzymu (deklarując w nich, że Teutberga została zhańbiona przez brata) a jednocześnie (nieoficjalnie wszakże) namawiał swoich hrabiów, aby ci najeżdżali i atakowali opactwo Huberta - brata jego żony (który notabene był hersztem grupy przestępczej i stworzył sobie ze swego opactwa prawdziwe mini księstwo, grabiąc podróżnych i kupców).




Nie czekając na decyzję papieża, w 862 r. Lotar oficjalnie poślubił swoją kochankę Waldradę i uznał swego synka za następcę tronu, pragnąc tym samym wymusić korzystne dla siebie orzeczenie papieża Mikołaja I. Problem tylko polegał na tym, że Mikołaj uważał, iż jako głowa Kościoła Chrystusowego, to do niego należy ostatnie słowo w kwestii religii i nie tylko religii (a sprawa rozwodu była z tym ściśle związana). Mikołaj wezwał więc biskupów do osądzenia Lotara za jego czyn, ogłaszając synod w Metzu, który miał się zebrać jeszcze w tym samym 862 r. Jednak ze względów proceduralnych, biskupi zjechali się tam dopiero w czerwcu 863 r. Ponieważ miasto to znajdowało się w domenie Lotara, przeto biskupi (z dala od Rzymu), czuli że muszą wydać taki werdykt, jaki spodoba się władcy. Tym bardziej że widzieli jego determinację i niejeden z nich obawiał się że jeśli wyrok nie będzie pomyśli króla, to... różnie z nimi może być. Ostatecznie więc zgodzono się potwierdzić synodalnie rozwiązanie małżeństwa Lotara z Teutbergą i zgodę na małżeństwo z Waldradą. Wiadomość tej treści zawieźli do Rzymu arcybiskupi Guntar z Kolonii i Teutgaud z Trewiru. Papież Mikołaj wpadł w gniew, obaj też natychmiast stracili swoje arcybiskupstwa (a papież zabronił wyznaczania zastępców bez swojej zgody). Natychmiast też zwołał do Rzymu nowy synod, który unieważnił postanowienia synodu z Metzu, a na usilne listowne prośby Lotara, aby ze względu na jego synka, zgodził się na rozwód z Teutbergą i małżeństwo z Waldradą, papież odpowiedział, że gotów jest to uczynić, ale ma jeden warunek: Waldrada musiałaby zostać dziewicą do ślubu (co ze względu na fakt urodzenia przez nią syna, było niemożliwe). Widząc że papież stawia mu żądania niemożliwe do spełnienia (czyli nie zamierza dobrowolnie zgodzić się na ślub i uznanie Hugona za jego następcę), Lotar zaczął pisać do swego brata, cesarza Ludwika II - króla Italii, prosząc go aby... coś zrobił z papieżem (🤔). Ten otrzymał list, będąc akurat w miejscowości Bobbio pod Pawią, gdzie rozsądzał spór ludności przeciwko samowoli lokalnego hrabiego. Bardzo, ale to bardzo było mu to nie na rękę  i najchętniej w ogóle by się nie odnosił, do sprawy ożenku swego brata, ale słali do niego listy również usunięci arcybiskupi, którzy również prosili go o podjęcie działania "wpłynięcia" na papieża. Nie było wyjścia, Ludwik II zebrał więc wojsko i ruszył na południe, w stronę Rzymu.

W Wiecznym Mieście na wiadomość o tym wybuchła panika, chociaż większość ludzi nie wiedziała czy ma uciekać, czy zostać - w końcu katolicki władca nie powinien uczynić im nic złego, nie jest przecież barbarzyńcą, tak jak Saraceni czy Normanowie. Cesarz Ludwik stanął z wojskiem pod miastem i wysłał delegację do papieża, prosząc o spotkanie. Papież Mikołaj miał się zapytać dlaczego cesarz przybył do bram miasta Świętego Piotra z mieczem przy boku, tak jakby widział tutaj wrogów? Ludwik ponowił propozycję spotkania i rozmowy cztery oczy, bez mieczy i wojska. Ostatecznie do tego doszło, a efekt tych rozmów był następujący: wojsko cesarskie nie weszło do miasta i miało wraz z samym Ludwikiem wkrótce zawrócić na północ, papież godził się pozostawić u swego boku na stałe cesarskiego posła ("oczy i uszy" Ludwika), natomiast w sprawie rozwodu Lotara papież był niegięty. Wręcz zażądał aby ten opuścił Waldradę i wrócił do swej małżonki Teutbergi, Ludwik ustąpił (nie miał w tym żadnego interesu, więc nie chciał naciskać). Gdy wiadomość o tym dotarła do Lotara, ten był załamany, tym bardziej że jego wujowie (zarówno Karol Łysy jak i Ludwik Niemiec) listownie namawiali go, aby podporządkował się papieskiemu wyrokowi. Sprawa była więc przegrana, ze łzami w oczach Lotar oddalił Waldradę (i swego synka Hugona), i polecił ponownie przybyć Teutberdze. Miał już jednak plan zemsty, a skupi się on na osobie Hugona brata Teutbergi, który wkrótce potem zostanie zamordowany (864 r.).


CDN.
 

czwartek, 17 kwietnia 2025

HISTORIA ŻYCIA WSZECHŚWIATA - WSZELKIEJ CYWILIZACJI - Cz. CXCV

TWÓRCY EUROPEJSKICH CYWILIZACJI 
SŁOWIANIE I CELTOWIE





PIERWSZE EUROPEJSKIE CYWILIZACJE

SŁOWIANIE

(POD SKRZYDŁAMI ASYRII - UPADEK IZRAELA)

(ok. 738 r. p.n.e. - ok. 635 r. p.n.e.)

Cz. XV







FILISTEA
PONOWNE ODRODZENIE
(738 r. p.n.e. - ok. 635 r. p.n.e.)
Cz. XV



DEWARIM
(738 r. p.n.e. - 586 r. p.n.e.)
Cz. XVII



 Opuszczając ziemie wojowniczej Asyrii i obszar Judei, przenieśmy się zatem ponownie nad Nil, gdzie w roku 698 p.n.e. (w którym to król Ezechiasz pod okiem proroka Izajasza rozpoczął wielkie reformy religijne, w celu wzmocnienia jahwizmu w kraju i uczynienia z Jahwe nie tylko boga narodowego Judejczyków, ale przede wszystkim jedynego boga państwowego) faraon Neferkare Szabaka wydał w Tebach swe ostatnie tchnienie. Podczas 15-letnich rządów tego czarnoskórego władcy, egipcjanom żyło się naprawdę dobrze, spokojnie, bezpiecznie i dostatnio, i to do tego stopnia, że jako jedyny nubijski władca został on upamiętniony w czasach narodowego odrodzenia za rządów XXVI Dynastii, założonej przez Uahibre Psametyka I z Sais w 664 r. p.n.e. Jego naturalnym następcą (chociaż Szabaka miał syna - Taharkę, który wydaje się jednak był jeszcze za młody aby przejąć władzę) został bratanek i jednocześnie od trzech lat współwładca - Dżedkaure Szabataka. Jeśli mówimy o narodowym odrodzeniu egipskiego (antycznego) patriotyzmu w czasach XXVI Dynastii, to bez wątpienia rozpoczął się on już za XXV Dynastii kuszyckiej, a przede wszystkim za tych trzech ostatnich czarnoskórych władców: Szabaki, Szabataki i Taharki (oczywiście nie przybrał on jeszcze rozmiarów takiego szowinizmu, z jakim można było się spotkać później, gdy Egipcjanie - uważając siebie samych za najlepszy naród na świecie -  czuli wstręt nawet do tego, żeby spożywać posiłek w jednym pomieszczeniu np. z Grekami, nie mówiąc już o takich ludach jak Syryjczycy, Nubijczycy, Babilończycy, Asyryjczycy czy Żydzi. Od razu jednak należy dodać, że w egipskiej kulturze przejaw takiego szowinizmu wystąpił bodajże pierwszy i ostatni raz, bowiem nigdy wcześniej z czymś takim się nie spotkałem w historii tego kraju, a i później nie przypominam sobie takich praktyk, Co nie oznacza że Egipcjanie zawsze uważali się za lepszych od chociażby czarnoskórych Kuszytów/Nubijczyków, z którego to narodu wywodzili się faraonowie XXV Dynastii).






Szabataka również pozostał w Tebach, chociaż znacznie częściej podróżował na południe, do Napaty (stolicy swego nubijskiego Królestwa), niż czynił to jego wuj. Natomiast gdy opuszczał Egipt (a często jego nieobecność trwała nawet kilka lat) pozostawiał swego zarządcę nad "Północnym Królestwem" (jakkolwiek byśmy to dzisiaj tłumaczyli, dla Nubijczyków określenie to znaczyło zupełnie co innego, niż dla Egipcjan. Dla tych pierwszych bowiem Północne Królestwo było po prostu Egiptem, natomiast dla tych drugich obszarem Delty - Dolnym Egiptem. Dlatego też określenie "Pan Dwóch Krajów" dla jednych i drugich znaczyło co innego). Na zarządcę Egiptu podczas nieobecności króla na północy, wybierano zawsze rodowitego Egipcjanina, a do roku 695 p.n.e. był nim niejaki Ammeris rezydujący w Sais. Jego śmierć w tymże czasie spowodowała, że Szabataka na nowego namiestnika wyznaczył człowieka o imieniu Stefinates. Był on protoplastą XXVI Dynastii saickiej i (prawdopodobnie) ojcem (albo dziadkiem, ewentualnie stryjem) Uahibre Psametyka I. Niestety nie wiadomo czy Stefinates był synem ostatniego władcy Sais - Uahkare Bakenranefa (zwanym też z grecka Bokchorisem, pojmanym a następnie spalonym żywcem w 712 r. p.n.e. z rozkazu pierwszego czarnoskórego władcy Egiptu, brata Szabaki, faraona Pianchiego - o czym pisałem w poprzednich częściach). W każdym razie podczas swoich siedmioletnich rządów nad Sais, odwoływał się właśnie do jego panowania, jakoby celowo pomijając Szabatakę. Jeśli jednak w jakimś stopniu Stefinates był spokrewniony z Bakchorisem, oznacza to że wywodził się z dynastii założonej w Sais jeszcze przez Szepsesre Tefnachta w roku 740 p.n.e. Dodawszy zaś do tego fakt, że historycy często nazywają go Tefnachtem II, być może coś było na rzeczy i XXVI Dynastia nie wypadła przysłowiowej sroce spod ogona.


AMENARDIS I 



Wydarzenia w Sais niewiele jednak zaprzątały głowę Szabataki, tym bardziej że (oficjalnie) Stefinates pełnił władzę z jego nadania i był mu wierny. Egipcjanie zaś przyzwyczaili się już do czarnoskórego władcy, który przyniósł im pokój, bowiem krótka, acz nieszczęsna wyprawa do Palestyny (zakończona klęską w bitwie z Asyryjczykami pod Eltekech w 701 r. p.n.e. co jednak nie sprowokowało asyryjskiej inwazji na Egipt, a Szabaka szybko wycofał się z koalicji palestyńskich miast-państw {co dało potem pretekst Sannaheribowi aby przestrzegać wszystkich "małych królów" przed egipską pomocą, która przypomina "złamaną strzałą, boleśnie raniącą dłoń która ją trzyma"}. Pomimo tego jedynego niefortunnego wydarzenia w polityce zagranicznej, kraj rozkwitał. Gospodarka Egiptu przeżywała ponownie złoty okres: handlowano daktylami, nenufarami znad Nilu (zbieranymi najczęściej przez młode dziewczęta, a kwiaty te potem dekorowały pałace i rezydencje faraonów oraz wielmożów), budowano nowe magazyny zbożowe na prowincji (dzięki czemu ludność miast i wiosek nie musiała obawiać się głodu, nawet w przypadku katastrof naturalnych, czy też wszelkiego rodzaju zarazy która w Egipcie zdarzała się dosyć często). Po prostu trwało normalne, dostatnie życie, do którego zaczęto się coraz bardziej przyzwyczajać i zapominać o latach wojen, klęsk żywnościowych i związanego z tym głodu). Wiele też budowano (głównie świątyń, ale również pałaców, rezydencji, magazynów i arsenałów). Chodź w polityce zewnętrznej Egipt nazywany był "złamaną strzałą" i przestrzegano przed wchodzeniem z nim w sojusze (szczególnie mocno optował przeciwko temu prorok Izajasz), to jednak wielu mieszkańców Syro-Palestyny zapewne chciałaby przeprowadzić się wówczas do Egiptu. Południem, z Teb (pod nieobecność w Egipcie faraona) zarządzała Boska Małżonka Amona-Re, którą w tym czasie była siostra Szabaki i ciotka Szabataki - Amenardis I - która kazała dla siebie wznieść kaplicę grobową w okręgu świątynnym w Tebach Królewskich. Amenardis (od 710 r. p.n.e.) przygotowywała do roli swej następczyni, swą bratanicę - Szepuseneb II (która wkrótce obejmie niepodzielne rządy). I tak właśnie rozkwitał Egipt pod rządami XXV kuszyckiej Dynastii z Napaty.




Tymczasem w Niniwie, pomimo zakończonej sukcesem kampanii 700 r. p.n.e., osadzeniu na tronie Babilonu syna Sannaheriba - Aszur-nadin-szumiego, ucieczce (na wyspę na Zatoce Perskiej) Merodach-Baladana i spustoszeniu Kraju Nadmorskiego, Sannaherib nie mógł spać spokojnie. Co prawda wszyscy lokalni "mali królowie" okazywali wierność i lojalnie przesyłali daniny władca Asyrii, to jednak bliskie sąsiedztwo z Elamem (gdzie przecież wcześniej schronił się Merodach-Baladan) powodowało, że nigdy nie można było być pewnym, że ten stan utrzyma się długo. W głowie Sannaheriba powstał więc plan całkowitej neutralizacji wschodniego sąsiada. Oczywiście ta imperialna polityka asyryjska zawsze, ale to zawsze miała nadbudowę religijną i wszystko co czynił władca Asyrii (łącznie z nabijaniem na pal swych królewskich przeciwników), czynił w imieniu i z woli "wielkiego boga Assura". Nawet podczas oblężenia Jerozolimy w 701 r. po.n.e. gdy posłowie asyryjscy udali się do miasta w celu wymuszenia na królu Ezechiaszu i elitom profetyczno-populistycznym kapitulacji miasta, zwracali się owi posłowie w języku hebrajskim, a nie aramejskim. Był to oczywiście celowy zabieg propagandy asyryjskiej, dążącej do poróżnienia nieświadomego ludu, z winnymi całemu nieszczęściu elitami religijno-politycznymi Jerozolimy. Chodziło o wywołanie wrażenia, że Asyryjczycy przybyli tutaj jako kara boska, wysłani bezpośrednio przez samego Jahwe i taka właśnie była narracja - zresztą nie pierwsza i nie ostatnia w dziejach politycznej propagandy Asyryjczyków. Dzisiaj w wielu opracowaniach historycznych można przeczytać stwierdzenie, że Asyryjczycy (podobnie zresztą jak Persowie) byli tolerancyjni wobec odmiennych kultów i religii - i to prawda. Tylko że nie w tym rzecz, gdyż oni obce kulty i religijne odwołania wykorzystywali w swojej własnej propagandzie, która miała przynieść im konkretny cel polityczny. Z tego powodu władcy Asyrii często po kilka razy zwracali się do obleganych przez nich nieprzyjaciół, z żądaniem kapitulacji, siebie samych w tym momencie traktując jako narzędzie woli "wielkiego Assura" i innych bogów (np. podczas oblężenia judzkiej twierdzy Szubria Sannaherib miał zwrócić się do mieszkańców takimi oto słowy: "Czy kiedykolwiek zdarzyło wam się słyszeć rozkaz potężnego króla powtarzany dwa razy? Ja zaś, który jestem królem najpotężniejszym, trzy razy do was mówiłem, ale wy nie słuchaliście słów z ust moich. Nie przeląkliście się mojej osoby, nie zaniepokoiliście. To wy mnie zmusiliście do rozpętania bitwy, wy wywołaliście dzikie armie Assura z ich stanowisk!").




Tak więc przygotowując inwazję na Elam, Sannaherib zadbał o odpowiednie religijne przesłanie całej kampanii, które brzmiało: "W imię Assura i innych wielkich bogów". Ale Asyryjczycy byli przede wszystkim pragmatykami, dlatego też do każdej wojny przygotowywali się skrupulatnie i to w najdrobniejszych szczegółach. Pomimo posiadania wspólnej granicy lądowej z Elamem, Sannaherib postanowił uderzyć na ten kraj od nieoczekiwanej strony, a mianowicie drogą morską na tereny, na których Elamici nie byliby przygotowani do obrony, gdyż nie spodziewaliby się stamtąd ataku. Polecił więc przesiedlonym przez siebie do Niniwy syryjskim rzemieślnikom, skonstruowanie silnej floty, która zapełniona doświadczonymi marynarzami z Tyru, Sydonu i Cypru (czyli obszarów będących pod dominacją Asyrii), przewiozłaby asyryjską armię na elamicką ziemię, co doprowadziłoby do szybkiego zdobycia Suzy i załamania obrony tego kraju. Plan Sannaheriba był bardzo dobry, można nawet powiedzieć że genialny w swojej prostocie, ale jak to zawsze bywa diabeł tkwi w szczegółach - co innego plan, a co innego jego wykonanie. Gdy flota była już gotowa, ruszono na południe rzeką Tygrys. Następnie pod miejscowością Opis rozebrano okręty na części i przeniesiono w pobliże kanału łączącego Tygrys z Eufratem, gdzie je ponownie złożono. W tym samym czasie asyryjska armia maszerowała lądem do Kraju Nadmorskiego, gdzie wraz z końmi i zaopatrzeniem została załadowana na okręty (694 r. p.n.e.). Aby inwazja się powiodła, przed wyprawą Sannaherib złożył bogate ofiary bogu EA (bóg wody, mądrości i rzemiosł), w tym okręt w wyładowany złotem. Element zaskoczenia jednak nie udał się, gdyż nie mógł się udać. Mimo wszystko że w tamtych czasach nie było internetu, telefonów i innych tego typu gadżetów, to jednak wiadomości rozchodziły się bardzo szybko, tym bardziej te, które mówiły o inwazji. Dlatego też Elamici w różnych punktach swego kraju byli gotowi do obrony. Co prawda sam desant zakończył się szczęśliwie dla Asyryjczyków, to jednak nie udało się z marszu zająć Suzu, a tamtejszego króla (oczywiście w imię boga Assura) nabić na pal i wkrótce pod miejscowością Ulai (dziś Karun) drogę zastąpiła im gotowa do bitwy elamicka armia (ten desant przypomniał mi pewne wydarzenie, a mianowicie przypomniało mi się, jak w młodości toczyłem planszowe batalie z moją siostrą i kuzynką - które to wszystko traktowały jako dobrą zabawę, a tylko ja podchodziłem do tego  poważnie 🤭. W ich wyniku moja armia przeprawiła się przez cieśninę dzielącą nasze królestwa, trzykrotnie rozbiła siły które one wystawił i zajęła ich stolicę, a mimo to ja przegrałem tę wojnę. Jak to się stało? A mianowicie pochowały wszystkie najcenniejsze rzeczy - w tym złoto i inne tego typu materialne środki w portach, a ponieważ miały silniejszą flotę od mojej, wyprawiły się przeciwko mojej flocie, rozbiły ją i zdobyły moją stolicę, pozbawiając mnie jakichkolwiek możliwości przeprowadzenia poborów a nawet uzupełniania aprowizacji, gdyż ich kraj został totalnie zniszczony - najpierw przez politykę spalonej ziemi, a potem ja zostałem tam zamknięty niczym w klatce i musiałem się poddać 😂 Była to bodajże jedyna taka kampania, którą tak głupio przegrałem, chociaż byłem pewien całkowitego zwycięstwa).

Zwycięstwo Asyryjczyków pod Ulai i zajęcie wielu miast oraz twierdz elamickich (łącznie z Suzą), oznaczałoby całkowite zwycięstwo i koniec wojny oraz realny upadek Elamu. Ale podobnie jak moja wyżej wymieniona batalia, tak również król Elamu - Hulluszuinszuszinak wycofał się z miasta z głównymi siłami, złotem i swoim haremem, a następnie pomimo asyryjskich zwycięstw i okupacji większości południowego Elamu przez Sannaheriba, postanowił on... przejść do ofensywy na ziemiach Babilonii, bezpośrednio kontrolowanych przez Asyryjczyków. Z końcem miesiąca tiszri (początek października 694 r. p.n.e.) 
Hulluszuinszuszinak wkroczył do Babilonii, obległ i zdobył miasto Sippar, a jego mieszkańców (w większości) wymordował. Przerażeni tym co stało się w Sippar Babilończycy, poddali swoje miasto zbliżającej się armii Elamu. Król Hulluszuinszuszinak obalił dotychczasowego władcę Babelu - Aszur-nadin-szumiego (syna Sannaheriba) i uprowadził go do niewoli. Natomiast nowym królem wyznaczył rodowitego Babilończyka - Nergaluszeziba. Nagle więc okazało się że zdobycze Sannaheriba w Elamie miały się nijak do jego strat w Babilonii (podobnie zresztą jak w moim przypadku). Nagle okazało się że Sannaherib znajduje się w środku obcego, wrogiego kraju, który co prawda kontroluje, ale jednocześnie został całkowicie odcięty od swoich rezerw. Wszystkie szlaki wiodące do Asyrii i Babilonii zostały przerwane, a cały Elam wrzał niczym gotowany w gorącym oleju. Poza tym syn Sannaheriba (który w Babilonii miał zdobywać doświadczenie do rządzenia Imperium), trafił do niewoli i został uprowadzony gdzieś do kraju Anszan (czyli daleko w góry). Sannaherib nie miał więc wyjścia, musiał czym prędzej wracać do swego kraju, jeśli nie chciał aby jego armia została nagle zaatakowana z dwóch stron. Gdyż wkrótce cały Elam powstał przeciwko asyryjskiej okupacji i wojska Sannaheriba mogły utrzymać się jedynie w miastach i twierdzach Elamu. Pozostawiwszy wybrane garnizony, zarządził więc odwrót na północ, trudną i męczącą drogą lądową (wciąż możliwa była trasa przemarszu przez Kraj Nadmorski i dawne miasta Sumeru, niekontrolowane przez Elamitów. Ale albo były to tereny bagienne i podmokłe, albo też twierdzę której jeszcze pozostały w rękach asyryjczyków mogły szybko przejść we władanie nowego króla Babelu. Należało się więc śpieszyć, ale niestety Sannaherib nie mógł ruszyć od razu. Najpierw musiał zabezpieczyć zdobycze w Elamie i zapewnić aprowizację swoim oddziałom które pozostawił w elamickich twierdzach, a następnie mógł rozpocząć walkę o umocnienie już dokonanych zwycięstw, a być może również o uwolnienie syna z niewoli. Los chciał inaczej, a wielki król Assuru nigdy ponownie nie zobaczy już syna. Ojcowska rozpacz musiała jednak ustąpić miejsca militarnej rzeczywistości, a ta sprowadzała się do jak najszybszego zapewnienia armii aprowizacji (to właśnie bowiem głód doprowadził moje wojska - w grze o której wspomniałem wyżej - do klęski, gdyż nie byłem w stanie nie tylko uzupełniać własnych rezerw, ale przede wszystkim zdobywać żywności w zniszczonym kraju).


ASYRYJSKI WŁADCA W OTOCZENIU SWEGO DWORU U STÓP BOGA ASSURA 



CDN.

piątek, 11 kwietnia 2025

ZJEDNOCZENIE PRUS I INFLANT Z POLSKĄ - Cz. XIX

POCZĄWSZY OD PIERWSZEGO SPORU POLSKO-KRZYŻACKIEGO (1309-1310), AŻ PO WŁĄCZENIE INFLANT DO RZECZPOSPOLITEJ (1558-1561)





KONRAD I MAZOWIECKI 
Cz. XIX
(RETROSPEKCJA)





 Coraz bardziej tracący popularność wśród swych poddanych Karol II "Łysy", zmuszony był do podjęcia zdecydowanych działań przeciwko zagrażającym jego królestwu wikingom, osiadłym na wyspie Oissel na Sekwanie i latem 858 r. wyruszył przeciwko nim z zebraną przez siebie armią. Pokonał ich w jednym ze starć i zamknął w okrążeniu na wyspie, nie był jednak w stanie przepuścić frontalnego ataku i zdobyć Oissel szturmem. W tym samym czasie jego starszy brat Ludwik II "Niemiec" przygotowywał przy arnie do jednoczesnego ataku na słowiańskie plemiona Morawian, Serbów, Obodrytów i Linianów. Przeciw Wielkim Morawom wyruszał najstarszy syn Ludwika "Niemca" - Karloman, na północ, ku plemionom Obodrytów skierował się młodszy syn - Ludwik, zaś przeciwko Serbom wyruszył jeden z wodzów króla Ludwika - Takulfa. Miała to być kampania zarówno karna, jak i zdobywcza. Miano posiąść ogromne łupy i nowych słowiańskich niewolników, a jednocześnie przymusić lokalnych książąt do całkowitej uległości wobec zachodniofrankijskiego władcy. Niepowodzenia poprzednich lat miały zostać zmazane tą jedną, zwycięską kampanią. Jednak nim jeszcze te wyprawy ruszyły, na dwór Ludwika "Niemca" przybyli poddani jego brata Karola "Łysego", prosząc go, aby ukrócił samowolę ich władcy, obalił go i sam zasiadł na tronie Franków Zachodnich, albo wyznaczył tam jednego ze swych synów, gdyż oni nie mogą już dłużej zdzierżyć samowoli i okrucieństwa Karola. Ludwik przyjął ich życzliwie i obiecał "z Bożą pomocą" wesprzeć ich czym prędzej w kolejnych miesiącach. Tymczasem ruszyła wyprawa przeciwko Słowianom i choć "Kroniki Fuldajskie" nie opisują jej dokładnego przebiegu, wiadomo o pewnych jej osiągnięciach. Na odcinku południowym przeciwko Serbom Takulf odniósł sukcesy, zmuszając tamtejsze plemiona do uległości wobec Franków i zakładając nową marchię - "Sorabici limitis", która miała pilnować owej zależności i nie dopuścić do ponownego oderwania się Serbów od zwierzchnictwa Ludwika. Kampania Północna przeciwko Obodrytom zakończyła się połowicznym sukcesem, wzięciem zakładników i uznaniem nominalnej zwierzchności Franków Wschodnich. Najgorzej poszło Karlomanowi w kampanii przeciwko Morawianom, która to zakończyła się porażką, choć nie odnotowano zbyt intensywnych walk. W zasadzie można powiedzieć że Karloman został stamtąd wycofany na polecenie ojca i skierowany na Zachód, w celu obalenia Karola "Łysego".

Był początek sierpnia 858 r. W Królestwie Franków Zachodnich wrzało już na dobre,  przeciwko Karolowi zbuntowali się (m.in.) opat Adalhard z St. Bertin, hrabia Otton i opat klasztoru Marmourier, hrabia Andegawenii i Turenii - Robert Mocny (protoplasta dynastii Kapetyngów, która obejmie władzę w Królestwie Franków Zachodnich w roku 987 i tak naprawdę panować będzie - a przynajmniej jej różne linie dynastyczne - aż do czasów Ludwika XVI, XVIII, Karola X i Ludwika Filipa Orleańskiego, czyli do 1848 r. Nic dziwnego że rewolucjoniści francuscy po obaleniu monarchii w 1792 r. nazwali króla Ludwika XVI "obywatelem Kapetem"). Spora część możnowładztwa zachodniofrankijskiego opowiedziała się przeciwko Karolowi, zdecydowanie wsparł go bodajże jedynie biskup Reims Hinkmar (był to bez wątpienia jeden z najwybitniejszych metropolitów duchownych i jeden z najbardziej płodnych pisarzy swych czasów. Wspierał Karola "Łysego" od czas objęcia arcybiskupstwa w Reims (845 r.). Często wchodził też w konflikty z papieżami, biskupami i teologami, ale wiernie stawał po stronie swego króla). Wystosował on wobec Ludwika "Niemca" ostrzeżenie, że atakując brata "kroczy ku potępieniu". Zabronił też innym biskupom przyłączania się do buntu możnych przeciwko Karolowi. Tymczasem Ludwik "Niemiec" osobiście stanął na czele wyprawy, która miała obalić jego brata w Królestwie zachodniofrankijskim i wkroczył tam od strony Alzacji. Wojska jego posuwały się bardzo wolno, starając się bardziej zyskać poparcie możnych i biskupów, niż od razu uderzyć na armię Karola. Ten zaś cały czas oblegał Wikingów na wyspie Oissel, jednak gdy dowiedział się iż zdradził go biskup Wenilo z Sens (który dziesięć lat wcześniej w Orleanie koronował go na króla Akwitanii), postanowił zwinąć oblężenie Oissel i wyruszyć przeciwko bratu. Do spotkania obu armii doszło 12 listopada 858 r. w okolicach Brienne nad rzeką Aube. Karol pragnął przed bitwą rozmówić się z bratem, ale ten odmówił. Potem starał się przekonać "swoich" biskupów do rzucenia klątwy na Ludwika, ale ci nie byli skorzy aby to uczynić. W tej sytuacji - wraz z najbliższymi współpracownikami - opuścił obóz nocą, pozostawiając swą armię na pastwę losu. Żołnierze, gdy uświadomili sobie że król ich zostawił, przyłączyli się do Ludwika. Stał się on więc zwycięzcą bitwy, bez bitwy. W tej sytuacji sprzymierzony z Karolem jego bratanek Lotar II - władca Lotaryngii, również przyłączył się do Ludwika.




Cały kraj wydawał się teraz uznawać zwierzchność nowego króla Ludwika, a ten triumfalnie kroczył od miasta do miasta, przyjmując hołdy poddanych, obdarowując ich ziemią i domenami, zwalniając klasztory z dziesięcin i nadając nowe hrabstwa swym zwolennikom. Gdy wkroczył do Reims, arcybiskup Hinkmar powitał go bardzo ozięble. Zamknął przed nim katedrę i zagroził że występując przeciwko bratu, tak naprawdę występuje przeciwko woli Boga, który to powołał Karola jako jednego z królów. Ludwik jednak nie przejął się tymi ostrzeżeniami i ruszył dalej do St. Quentin, gdzie hucznie spędził Boże Narodzenie w klasztorze św. Kwintusa męczennika. Ludwik już czuł się królem Franków Zachodnich i przygotowywał się do swej koronacji, ale ani arcybiskup Reims, ani też biskup Rouen nie zamierzali mu jej udzielić. Wręcz przeciwnie,  Hinkmar przybył do St. Quentin i napominał Ludwika, że to co czyni jest niemiłe Bogu, gdyż występuje przeciwko chrześcijanom, swym braciom i tym samym postępuje niczym poganin. A poza tym Królestwo jest rozdarte, poganie wciąż okupują Oissel dokonując gwałtów i grabieży, jak więc nowy król zamierza temu sprostać? Tym bardziej że pewny siebie Ludwik, na wiosnę 859 r. rozpuścił swoją armię, wierząc że ma oparcie w możnych i poddanych Królestwa. Jeszcze latem 858 r. inna grupa normańskich najeźdźców pustoszy klasztor Saint-Martin w Tours. Ludzie są przerażeni, opuszczają obszary wielkich rzek i zbiegają na tereny położone dalej. W kościołach trwają modlitwy: "Od okrutnego ludu, od Normanów, którzy pustoszą nasz kraj, wybaw nas Panie!" Ludwik nie podejmuje żadnych przeciwko nim działań. Mało tego, Wikingowie z Oissel domagają się "upominków" i Ludwik musi im zapłacić aby nie dokonali kolejnych gwałtów. Hinkmar zapytuje się Ludwika: "Co czynisz, występując przeciwko bożemu pomazańcowi, występujesz przeciwko Chrystusowi, królowi wszystkich pomazańców!" Nawołuje go aby opuścił Królestwo Franków Zachodnich i zwołał synod, który zadecyduje o przyszłości tych ziem. W tym czasie Wikingowie (którzy zdobyli Tours) porwali również opata Saint-Denis Ludwika (858), którego matka Rotruda była córką Karola Wielkiego. Ludwik musi więc wyłożyć złoto i kosztowności na jego uwolnienie z rąk morskich piratów, władców Muchomorza.




Tymczasem w brytańskim Królestwie Wessexu 13 stycznia 858 r. zmarł król Æthelwulf. W testamencie podzielił cały kraj pomiędzy swoich synów, lecz głównym następcą został Ethelbald. Æthelwulf ofiarował również 12,5 funtów srebra na zakup olejów do świateł św. Piotra w Rzymie, oraz taką samą sumę na zakup olejów do świateł św. Pawła (poza Rzymem), aby "Wieczne Miasto" było (w najważniejszych jego częściach) nocą oświetlone. Ofiarował również 100 funtów srebra na prywatny użytek papieża, a poza tym nakazał swym następcom aby wybrali jednego człowieka w swoim Królestwie (bez znaczenia na to, czy ich poddanego czy obcokrajowca) i aż do "Dnia Sądu" (czyli do końca jego życia) zapewnili mu darmowe mięso, napoje i ubrania. A po jego śmierci aby wybrali kolejną taką osobę, i tak dalej, i tak dalej. Ot, taka ciekawostka z Królestwa Wessexu. A w italskim Królestwie Ludwika II (syna zmarłego Lotara I) pierwsze miesiące 858 r. przyniosły śmierć papieża Benedykta III, po jego krótkim, zaledwie trzyletnim pontyfikacie. Nowym papieżem (z poparciem cesarza Ludwika II) zostaje syn znanego urzędnika, miłośnik literatury, człowiek gruntownie wykształcony, niespełna 40-letni Mikołaj I. Ludwikowi wydaje się że będzie mógł go łatwo kontrolować, ale tylko tak mu się wydaje, gdyż Mikołaj I będzie wyjątkowo niezależnym papieżem. Stało się to jasne już w kolejnych miesiącach po jego konsekracji (24 kwietnia 858 r.). Mimo to spokojne panowanie cesarza Ludwika II, jego częste inspekcyjne podróże po Italii (związane z kontrolą poczynań możnych oraz opatów), zapewniły bodajże w tamtym czasie najlepszą władzę dla poddanych Cesarstwa, ze wszystkich ziem podzielonych pomiędzy potomków Ludwika I Pobożnego. Bezwzględnie młody Ludwik II italskim był tym, któremu się chciało coś uczynić dla swych poddanych, a nie tylko przebywać na zamku wśród dworaków lub też podejmować kolejne kampanie (czy to przeciwko wrogom zewnętrznym, czy też pomiędzy braćmi).




Latem 859 r. w Savonniéres niedaleko Toul Ludwik "Niemiec" zwołuje synod biskupi. Przybywa 45 prałatów Neustrii, Akwitanii, Lotaryngii i Prowansji, aby zadecydować nad przeszłością Królestwa Franków Zachodnich. Obecny tam Lotar II z Lotaryngii (młodszy syn Lotara I i brat Ludwika II italskiego) stara się przekonać swego wuja Ludwika "Niemca", aby spotkał się z Karolem "Łysym" i przynajmniej z nim porozmawiał. Arcybiskup Reims Hinkmar namawia jednocześnie Ludwika aby opuścił Królestwo Franków Zachodnich i wrócił do siebie, na co ten ostatecznie - pod wpływem wielu głosów wspierających to Hinkmara, to Lotara - ostatecznie się godzi. Ale przez kilka kolejnych miesięcy do tego spotkania jeszcze nie dochodzi. Ludwik jednak ewidentnie nie radzi sobie z problemami Zachodnich Franków. Wikingowie robią w zasadzie co chcą (ci z Oissel dokonują kolejnych rabunków, żądając jednocześnie kolejnych "upominków"). Ludwik jednak coraz mniej przejmuje się tymi sprawami, głównie skupiając się na modlitwie i kontemplacji. Ale również obecny w Savonniéres Lotar II ma też i swoje kłopoty. W poprzedniej części pisałem o jego nieudanym małżeństwie z Teutbergą, którą konsekwentnie chciał się pozbyć, aby poślubić swą kochankę Waldradę (która urodziła mu jednego, lecz nieślubnego syna - Hugona, a on pragnął uczynić go swym następcą). Starał się więc prośbą i groźbą przekonać małżonkę, aby zgodziła się na rozwód i pozwoliła mu poślubić kobietę, którą kochał. Ta jednak była uparta, a poza tym miała wsparcie tej rodziny, szczególnie zaś swego brata, opata klasztoru św. Maurycego w Valais - Huberta. Był on opatem tylko z nazwy, tak naprawdę był zwykłym rzezimieszkiem, gdyż napadał na podróżnych, rabował ich, a kosztowności znosił do swego opactwa. Nie wahał się również przed popełnianiem najróżniejszych zbrodni i gwałtów, był więc swoistym utrapieniem dla Lotara. Ten, nie wiedząc jak przekonać żonę do rozwodu, uległ namowom biskupa Kolonii - Gunthara, który zaproponował takie rozwiązanie: Teutberga miała zostać jeszcze przed ślubem z Lotarem (855 r.) zgwałcona przez swego brata Huberta i wystarczyło aby kobieta to potwierdziła. Ta jednak kategorycznie zaprzeczyła by doszło do  gwałtu ze strony jej brata. Lotar jednak nie ustępował, ofiarowywał Teutberdze "złote góry" jeśli tylko zgodzi się na rozwód i potwierdzi że została zgwałcona przez brata. Odmówiła. 

Jednak zakochany mężczyzna jest zdolny do wszystkiego i nie patrząc na zdanie żony, oskarżył Huberta o gwałt na siostrze. Ten został aresztowany i wtrącony do lochu, ale przysięgał że jest niewinny i na potwierdzenie tych słów zgodził się na "Sąd boży". Polegało to na tym że przywiązanego do kija obwinionego, wrzucano do wcześniej poświęconej przez księdza rzeki lub jeziora i jeśli nie tonął, oznaczało to że jest winny, bowiem woda - żywioł czysty stworzony przez Boga - nie przyjmie przestępcy. Jeśli zaś tonął, uznawano go za niewinnego i wyciągano z wody za przywiązany w pasie powróz. Jak się można domyśleć Hubert zaczął tonąć, przez co uznano go... niewinnym. Werdykt Sądu Bożego nie spodobał się Lotarowi i zaczął on jeszcze bardziej dojeżdżać swoją małżonkę, aby ta przyznała się do popełnionego na niej przez Huberta gwałtu. Zaczął ją publicznie upokarzać, twierdząc że chroni brata ze wstydu i dodawał że nigdy nie będzie z nią dzielił łoża, gdyż go okłamuje. Presja jaką na nią wywierał ostatecznie poskutkowała i w początkach 860 r. młoda dziewczyna przyznała się do popełnionego na niej gwałtu. Zadowolony Lotar wezwał biskupów na sąd, aby oficjalnie to potwierdziła, co też uczyniła, a następnie wysłał ją do jednego z klasztorów, ciesząc się że wreszcie ma rozwiązane ręce. Gdy trwały przygotowania do ślubu z Waldradą, okazało się że nic z tego nie będzie, gdyż Teutberga (będąc już w klasztorze) odwołała swoje wcześniejsze zeznania (860 r.),  na niej wymuszone. Aby zapewnić o swej i brata swego niewinności, stwierdziła że nie mogła zostać zgwałcona, skoro nadal jest dziewicą. Aby to udowodnić wezwano zakonnice które miały potwierdzić lub zaprzeczyć jej słowom. Potwierdziły, mówiąc że królowa Teutberga rzeczywiście jest dziewicą. Lotar wpadł w szał, zabronił żonie powrotu na dwór, a jej bracia (w tym Hubert) przedłożyli sprawę papieżowi Mikołajowi I pod jego osąd (Teutberga zaś wyjechała na dwór Karola "Łysego" gdzie znalazła schronienie). Sprawa ta toczyła się jeszcze kilka kolejnych lat i ostatecznie Lotar nie mógł się rozwieść, ani też zapewnić swemu nieślubnemu synkowi następstwa tronu.




Wiosną 860 r. w Warq koło Mezierés spotkali się ze sobą Lotar II i Karol "Łysy" (był to wstęp do późniejszego spotkania Karola z Ludwikiem "Niemcem"). Potwierdzono wcześniejszy sojusz pomiędzy oboma częściami cesarstwa (Lotaryngią i Neustrią oraz Akwitanią). W czerwcu 860 r. w Koblencji, w kościele św. Kastora wreszcie spotkali się (będący ze sobą w stanie wojny od dwóch lat) bracia Ludwik i Karol. Ludwik zgadza się opuścić Królestwo Franków Zachodnich i oddać je ponownie w ręce brata, a 7 czerwca składają oni przysięgę (podobną do tej z Mersen sprzed dziewięciu lat), wzajemnie potwierdzając swoje dominia i obiecując że każdemu z poddanych w swych królestwach zapewnią prawo, sprawiedliwość i bezpieczeństwo. Tym razem (w przeciwieństwie do tego co było w Mersen) Ludwik zwraca się do swych poddanych w języku germańskim, a Karol w romańskim. Ludwik wyjeżdża do siebie, tym bardziej że od czasu gdy bezczynnie przebywał na Zachodzie, cały wasalny system plemion słowiańskich na Wschodzie ponownie się posypał. Jeszcze bowiem w 858 r. zaraz po odwrocie Franków, zamordowany został książę serbski - Cieścibor, który został wprowadzony na tron jako lennik Franków. Wkrótce potem Serbowie zrzucili zależność od Franków i sprzymierzyli się z księciem Rościsławem I -  władcą Wielkich Moraw (859 r.). Powoli przybliżamy się do roku 864, gdy dwaj bracia-misjonarze wysłani z Konstantynopola do Wielkich Moraw: Cyryl (Konstantyn) i Metody, staną się następnie apostołami Słowian i twórcami prawosławnej liturgii słowiańskiej. Jednocześnie będziemy mogli opuścić ziemię Franków i ponownie przenieść się nad Bosfor. Tymczasem powrót Ludwika do kraju nie był przyjemny, szybko bowiem przekonał się, że nie jest już tam mile widziany.


CDN.

niedziela, 30 marca 2025

ZJEDNOCZENIE PRUS I INFLANT Z POLSKĄ - Cz. XVIII

POCZĄWSZY OD PIERWSZEGO SPORU POLSKO-KRZYŻACKIEGO (1309-1310), AŻ PO WŁĄCZENIE INFLANT DO RZECZPOSPOLITEJ (1558-1561)





KONRAD I MAZOWIECKI 
Cz. XVIII
(RETROSPEKCJA)





 Wracając ze swej rzymskiej pielgrzymki, władca Wessexu - Æthelwulf zatrzymał się jeszcze na frankijskim dworze Karola II Łysego. Ten ponownie powitał go bardzo serdecznie i od razu zaproponował małżeństwo ze swą 13-letnią córką Judytą, na co (dobiegający pięćdziesiątki) Æthelwulf ochoczo wyraził zgodę. Jeszcze w Paryżu została ona koronowana (855 r.) na królową Wessexu (i to pomimo faktu posiadania złych doświadczeń kobiecych rządów w królestwie, z małżonką króla Beorhtrika - Eadburh - o której pisałem w poprzednich częściach). Æthelwulf był jednak zafascynowany swą młodą żoną i to do tego stopnia, że po powrocie do kraju, pozwolił jej siedzieć obok siebie na tronie, co wywołało niechęć, szczególnie wśród jego synów z pierwszego małżeństwa. Szczególnie silnie zaprotestował jego syn, który pod nieobecność ojca pełnił funkcję regenta w królestwie Wessexu- Ethelbald. Był on co najmniej o kilka lat starszy od swojej nowej macochy i nie uśmiechało mu się tolerować kobiety, która mogła sprowadzić na świat ewentualnego syna, a co za tym idzie kolejnego rywala w walce o tron królestwa. Wsparł go w tym energiczny biskup Ealhstan i pewien ealdorman z Somerset. Wydawało się że ze sprzeciwu tego zrodzi się jawny bunt syna przeciwko ojcu (zresztą takowy powoli dojrzewał i otoczenie króla Æthelwulfa bacznie się temu przyglądało, nawołując władcę by ostatecznie poskromił ambitnego potomka i odebrał mu wszelkie możliwości dalszego podburzania poddanych przeciwko prawowitemu królowi). Æthelwulf jednak nie zamierzał nic robić. Jednocześnie korzystał z uroków w swej młodej żony w alkowie, z drugiej zaś strony nie chciał karać syna, dlatego też zaproponował ugodę. Wiosną 856 r. podzielił swe królestwo na dwie części: zachodnią część (wraz z podbitą Kornwalią), przekazał Ealhstanowi, wschodnią zaś (wraz z miastem Winchester) pozostawił sobie i swej młodej żonie, jednocześnie czyniąc Ealhstana swym następcą (w tym też czasie pisał testament, który miał oddawać sprawiedliwość wszystkim jego synom). Takie warunki ugody młody człowiek zaakceptował i zgodził się na podział królestwa.




A tymczasem Karol Łysy w Królestwie Zachodniofrankijskim ponownie miał kłopoty. Co prawda zdołał wydać swą córkę Judytę za mąż za potężnego władcę Brytanii z Wessexu, a jednocześnie zaręczył swego 10-letniego syna Ludwika, z córką władcy Bretanii - Erispoë (jest to nazwa króla Bretanii, a nie jego córki, co może wydawać się mylące), mimo to nie miał powodów do zadowolenia. Jego najstarszy syn Ludwik, (który jednocześnie miał zostać jego następcą), jąkał się, co nie przysparzało mu szacunku i atencji nie tylko poddanych, ale nawet dworaków. Był też słaby fizycznie i bardzo chorowity i choć był jeszcze chłopcem i ojciec starał się wychować syna na dobrego króla i wojownika, to jednak nie udawała mu się ta sztuka. A jego bracia wcale nie być lepsi. Młodsi od Ludwika zaledwie o kilkanaście miesięcy: 9-letni Karol zwany "Dziecięciem" był chory umysłowo, natomiast jego brat, 8-letni Lotar od młodości był sparaliżowany. Ludwik był więc jedyną nadzieją Karola na utrwalenie swego dziedzictwa w kraju Zachodnich Franków, a nie było to wcale łatwe. Największy problem był bowiem z Akwitanią, która wciąż się buntowała. Po spacyfikowaniu i umieszczeniu w klasztorach swych bratanków Pepina i Karola, wydawało się że Akwitania wreszcie zaakceptuje rządy Karola Łysego, ale okazało się to mrzonką. Tym bardziej że w roku 854 po najeździe na Akwitanię syna Ludwika Niemca (władcę Wschodnich Franków) Ludwika Młodszego, Karol nakazał wypuścić Pepina z klasztoru, aby przeciągnąć Akwitańczyków na jego stronę. I to się udało, przerażony rosnącym poparciem Pepina Ludwik Młodszy wycofał się z Akwitanii i wrócił do domeny swego ojca, ale Pepin nie zamierzał już powracać do klasztoru. Nie chciał być marionetką w rękach swego wuja, ponownie zamierzał bowiem zawalczyć o władzę w domenie przyznanej przez dziadka (Ludwika I Pobożnego) swemu ojcu - Pepinowi Akwitańskiemu. Karol nie zamierzał jednak tolerować tej niesubordynacji i jesienią 855 r. ponownie uderzył na Akwitanię, zajął ją i wypędził stamtąd swego bratanka, a dodatkowo w Limoges kazał namaścić na wicekróla Akwitanii swego syna - Karola Dziecię, co spotkało się ze sprzeciwem mieszkańców tej ziemi. Nie chcieli oni bowiem nie tylko mieć jako swego pana, dziecka, które uważane było za niespełna rozumu, ale przede wszystkim nie podobały im się rządy Karola, którego uważali za tyrana, okrutnika i tchórza. Pozostali więc wierni zbiegłemu do Bretanii Pepinowi.

A tymczasem dobiegał kres życia najstarszego z braci - Lotara, który coraz mniej zajęty sprawami doczesnymi, coraz bardziej skupiał się ku religii i zbawieniu duszy (jedyną jego pasją tak naprawdę było jeszcze dzielenie łoża z jego dwoma nałożnicami, ale nie istnieją żadne przekazy czy cokolwiek zdołał jeszcze zdziałać jako mężczyzna, czy też służyły mu one po prostu za "poduszki do snu", tak jak staremu królowi Izraela - Dawidowi, któremu jego żona Batszeba sprowadzała na starość młode dziewice, które miały jedynie grzać jej męża w nocy, "aby nie zmarzł"). Lotara nie interesowały już konflikty pomiędzy braćmi, walka o koronę i zjednoczenie Cesarstwa, interesowało go już tylko jedno - oddanie się Bogu. W tym celu wspierał klasztor w Prüm, leżący na południu gór Eifel. Założony został jeszcze w czasach Merowingów, a dokument fundacyjny klasztoru pochodzi z roku 721, zaś jego fundatorką była frankijska szlachcianka o imieniu Bertrada. Prowadząc bowiem dosyć "swobodne" życie (co było mimo wszystko trudne dla kobiet w tamtych czasach, aczkolwiek wszystko też zależało od pozycji społecznej i posiadanego majątku) Bertrada założyła klasztor w Prüm, gdzie jak stwierdzała w akcie fundacyjnym: miano dzień i noc błagać Boga o odpuszczenie jej grzechów (swoją drogą co mieli powiedzieć zwykli ludzie, których nie stać było na takie fundacje?). We wrześniu 855 r. (dokładnie na tydzień przed swą śmiercią) cesarz Lotar zrezygnował z korony (oddając ją w ręce swego najstarszego syna - Ludwika II, władającego wówczas Italią) i usunął się jako zwykły mnich właśnie do klasztoru w Prüm. Zmarł tam 29 września 855 r. w wieku lat 60). Jego szczątki zostały ponownie odkryte w roku 1721 i przeniesione do dwóch osobnych relikwiarzy, a w roku 1878 cesarz Niemiec i król Prus (notabene jako ciekawostkę dodam, że gardził on tytułem cesarza Niemiec i znacznie wyżej cenił swoją pruską koronę, jako dziedziczną) Wilhelm I, ufundował Lotarowi marmurowy sarkofag. Natomiast rezygnacja z władzy i wstąpienie do klasztoru Lotara, stworzało potem okazję do powstania różnych opowieści, które sprowadzały się do twierdzenia iż o jego duszę walczyły anioły i demony, i ostatecznie anioły zwyciężyły. Jego syn i następca Ludwik II, nakazał wykonać dla ojca cenny, wykładany kamieniami szlachetnymi krzyż zwany potem "Krzyżem Lotara"), który na przedniej swej stronie miał gemmę z podobizną cesarza Augusta, a na tylnej ukrzyżowanego Chrystusa w aureoli.




Lotar w testamencie, podzielił domenę (nad którą sprawował władzę po traktacie w Verdun w 843 r.) pomiędzy swych trzech synów. Ludwik II otrzymał tytuł cesarski (z czym nie zgadzali się jego wujowie: Ludwik II Niemiec i Karol II Łysy, choć koronowany został w Rzymie już w 850 r. - o czym pisałem) oraz władzę nad Italią. Jego młodszy brat - Lotar II przejął Fryzję i część Austrazji (czyli Lotaryngię), a Karol stał się władcą Prowansji i Burgundii. Podział ten wprowadził (jak zawsze) wzajemne niesnaski pomiędzy rodzeństwem, szczególnie zaś dwaj starsi synowie Lotara, dążyli do pozbawienia najmłodszego z braci jego burgundzkiego królestwa, tym bardziej że Karol miał wówczas zaledwie 10 lat, więc starsi bracia chcieli umieścić go w klasztorze, a jego ziemie podzielić pomiędzy siebie. Nie udało im się to tylko dlatego, że możni burgundzcy (którzy pragnęli autonomii), sprzeciwili się temu otwarcie. Ale to nie Karol był w tym czasie na językach całej ówczesnej zachodniej społeczności chrześcijańskiej, tylko jego starszy brat Lotar II, który zamierzał rozwieść się z niedawno co poślubioną (855 r.) żoną - Teutbergą, córkę hrabiego Genewy - Bosona i siostrę opata Huberta z klasztoru świętego Maurycego w Valais. Małżeństwo z Teutbergą było czysto polityczne, wymuszone przez ojca, Lotar bowiem nie kochał jej, a gdy okazało się że nie może zajść w ciążę, zapragnął czym prędzej się jej pozbyć. Tym bardziej że miał już miłość swojego życia - Waldradę (która nie była zwykłą nałożnicą, ani też służebną dziewką, a dostojną damą), dała mu ona syna - Hugona (urodzonego jeszcze w 855 r.) i darzył ją prawdziwym uczuciem. Ale czasy, gdy jego pradziad Karol Wielki, mógł swobodnie oddalać swoje małżonki i poślubiać kolejne - już minęły, teraz bez zgody papieża oddalenie małżonki, czy też wzięcie z nią rozwodu nie było już możliwe. Co prawda Lotar argumentował że Teutberga jest bezpłodna, ale ona sama podważała te słowa, mówiąc że mąż nie odwiedzał jej w alkowie, tylko chodził do kochanki, a ona wciąż jest dziewicą, nie może więc być bezpłodna. Możni królestwa poparli Teutbergę w tym sporze. Na razie jednak spór ten musiał zostać odłożony, a Lotar przez kolejne lata całkowicie zaniedbywał swą małżonkę, spędzając czas praktycznie tylko w towarzystwie Waldrady i swego synka, którego pragnął uczynić następcą. Teutberga spędzała zaś samotne noce, ale nie zamierzała się poddawać i postanowiła zawalczyć o prawo do bycia żoną i królową u boku Lotara II.

Tymczasem rządy Karola Łysego w Akwitanii znów zaczęły się chwiać, tym bardziej, gdy z Bretanii powrócił książę Pepin i już wiosną 856 r. ponownie odzyskał cały kraj. Wszystko znów zaczęło się sypać. To, co z takim poświęceniem udało się wywalczyć, nagle zamieniało się w perzynę i znów trzeba było podejmować kolejne wyprawy w celu przywrócenia status quo. 1 marca 856 r. w St. Quentin Karol Łysy spotkał się ze swym bratankiem Lotarem II i zawiązano tam wzajemny sojusz wymierzony nie tylko przeciwko Pepinowi Akwitańskiemu, ale również (a może przede wszystkim) przeciw Ludwikowi Niemcowi i cesarzowi Ludwikowi II (Karola z Burgundii pomijano jako najmłodszego, gdyż nie widziano w nim realnego konkurenta w walce o władzę i przewodzenie zachodniemu Cesarstwu). Warto w tym miejscu słów parę powiedzieć o synach zmarłego Lotara I, jakimi byli władcami, jak rządzili swymi domenami, i... jakimi też mogli być ludźmi. Zacznijmy od najstarszego, czyli cesarza Ludwika II - władającego Italią. Był to człowiek bez wątpienia żywo interesujący się problemami swych poddanych. Dosyć bogata korespondencja tych czasów, ukazuje dobitnie że ten właśnie władca zajmował się najdrobniejszymi problemami swego królestwa, począwszy od naprawy lub budowy zwalonych i uszkodzonych mostów, a skończywszy na kwestiach bezprawia, dokonywanego na najuboższych ze strony hrabiów i wielmożów królestwa. Jego zainteresowanie problemami poddanych spowodowało, że w ciągu swych trzydziestoletnich rządów (844-875) tylko trzy razy wyjechał z Italii i to na krótko. Jego reformy znacznie wzmocniły kraj, wszędzie też zaprowadzał "karoliński porządek", każąc tych, którzy nadużywali swej władzy przeciwko najsłabszym. Jego rajdy "od pałacu do pałacu", były jednocześnie podróżami inspekcyjnymi po królestwie. Fundował też licznie nowe opactwa i klasztory (często odwiedzając opactwo Saint-Sauveur w Brescii, którego opatką była jego siostra Berta). Żoną Ludwika była Engelberga z rodu Supponidów, która jednak daje mu tylko dwie córki: Gizelę i Ermengardę. Ponieważ Ludwik nie doczeka się syna, przeto znacznymi względami obdarza swego siostrzeńca (syna Berty) Kunitarda, który wychowuje się na jego dworze w Pawii (nigdy jednak nie zostanie następcą Ludwika).




Lotar II - ten zakochany po uszy w damie swego serca Waldradzie, jest zupełnym przeciwieństwem swego starszego brata. Panuje i mieszka w Akwizgranie, cesarskiej stolicy Karola Wielkiego, ale tak naprawdę interesują go tylko sprawy następstwa tronu i spędzanie czasu ze swą ukochaną. Królestwem realnie więc rządzi dwójka arcybiskupów: Gunther z Kolonii i Theutgard z Trewiru. Król zaś uwielbia podróże (choć oczywiście niezbyt dalekie) na które udaje się w towarzystwie kochanki i swego synka, poświęcając się prawie w 100 % rodzinie i myśląc tylko o tym, jak uczynić z małego Hugona swego prawnego następcę. Teutberga zaś - jego małżonka - jest zaniedbywana, a często upokarzana w taki sposób, że przy królewskim stole, obok Lotara siedzi jego kochanka, żona zaś zajmuje dalszą pozycję. Państwem rządzi więc grupa biskupów i możnych świeckich (pod przywództwem Liutfryda - hrabiego Alzacji), którzy dzielą między siebie opactwa, włości i ziemie wedle własnego uznania. Stan ten praktycznie nie zmieni się aż do śmierci Lotara w roku 869 (chociaż nigdy nie uda mu się doprowadzić do anulowania małżeństwa i uznania Hugona za prawowitego dziedzica). Najmłodszy z braci - Karol z Prowansji i Burgundii, również nie włada samodzielnie swym królestwem. Czyni to w jego imieniu hrabia Vienne, regent Girard (dawny hrabia Paryża, który jednak opuścił miasto w roku 843 - jeszcze przed atakiem Wikingów - i przyniósł się do obozu Lotara I). Jest to wielki możnowładca, właściciel licznych ziem, fundator opactw i klasztorów. Jego żoną jest Berta, córka Hugona Trwożliwego z rodu Eutychonidów. To on realnie (z grupą dobranych sobie możnowładców świeckich i duchowych) włada Prowansją. On stoi na czele niezależności królestwa i broni praw młodego króla do ojcowizny (której pragną pozbawić go bracia). Sam Karol jest zresztą za młody aby mógł o czymkolwiek decydować, jednak oparcie się na Girardzie, umożliwia mu bezpieczne dorastanie w cieniu swych braci.




Latem 856 r. "smocze łodzie" o czarnych, prostokątnych żaglach znów wpływają do Sekwany. Paryż płonie Tak samo, jak miało to miejsce 11 lat wcześniej, a Wikingowie nie mają litości dla nikogo (szczególnie zaś dla biskupów, opatów i zakonnic). To samo dzieje się nad Loarą, gdzie również w tym samym czasie zjawiają się normańscy piraci - władcy Muchomorza. Tereny nad Loarą i Sekwaną płoną, ludność albo ucieka, albo ginie, albo trafia do niewoli. Ten atak jeszcze bardziej podkopuje pozycję Karola Łysego w jego królestwie, gdyż teraz przeciwników jego władzy można znaleźć nie tylko w Akwitanii, ale również dalej na północy, w Neustrii która dotąd była jego domeną. Jednak dwukrotne zniszczenie największego neustryjskiego miasta - Paryża, przelało czarę goryczy nawet możnych. Zaczynają się więc próby usunięcia Karola, poprzez nakłonięcie do interwencji jego starszego brata - Ludwika II Niemca. Ale problem jest jeszcze poważniejszy, a mianowicie taki, że Wikingowie którzy spalili Paryż, nie odpłynęli do siebie, tylko osiedlili się na wyspie Oissel na Sekwanie, powodując stałe zagrożenie w tym regionie. Powolne zbieranie wojska przez Karola, czyni jeszcze większe skazy na jego wizerunku jak władcy, tym bardziej że wiosną i latem 857 r. Wikingowie z Oissel ponownie plądrują okolicę, docierając aż do Langres na wschodzie kraju. Karol ma doprawdy nie ciekawą pozycję: Akwitania ponownie stracona na rzecz Pepina, Neustria zaś krwawiąca i gotowa do buntu. Karol aby utrzymać władzę nie ma wyjścia, w ruch musi pójść katowski topór i pracuje on niezwykle intensywnie w tym okresie, każąc wszelkich "buntowników i zdrajców". Jednocześnie Karol gromadzi wojsko które ma wypędzić Normanów z Oissel i przywrócić porządek (pisząc o spaleniu Paryża, mam na myśli tereny leżące na północ i południe od wyspy Ile de Cité, której Wikingowie ponownie nie zdobyli i gdzie chroniła się ludność z pozostałych rejonów miasta).

Coś mało dzisiaj było o Ludwiku Niemcu, dlatego też szybko naprawiam ten błąd. Nieudana inwazja na państwo wielkomorawskie Rościsława I (855 r.) o której pisałem w poprzedniej części, pobudziło inne słowiańskie ludy do próby buntu przeciwko Cesarstwu. W sierpniu 856 r. Ludwik Niemiec wyruszył na Połabie przeciwko plemieniu Dalemińców. Spustoszył ich ziemie, a następnie ruszył na Czechów. "Roczniki Bertyńskie" pod tą właśnie datą piszą o znacznych stratach wśród rycerstwa wschodniofrankijskiego, (szczególnie wielu poległo hrabiów), ale udało się kilku czeskich wodzów zmusić do złożenia przysięgi na wierność Ludwikowi (po wycofaniu się Franków natychmiast zapomną o tej przysiędze). Wyprawa ta więc zakończyła się połowicznym sukcesem, a może nawet ponowną porażką, gdyż wyprawy przeciwko Czechom trzeba było powtarzać w kolejnych latach. Jednocześnie "Kroniki Salzburskie" pod datą 856 r. odnotowują wyprawę najstarszego syna Ludwika - Karlomana przeciwko niezidentyfikowanym plemionom Słowian (prawdopodobnie była to kolejna wyprawa przeciwko Morawianom), ale nic więcej na ten temat nie wiadomo, nawet jak ona się zakończyła (zapewne również porażką, gdyż inaczej pochwalono by się sukcesem). Trzeba też dodać, że Słowianie, którzy w tamtym czasie byli porywani (czy też kupowani jako niewolnicy) a następnie wysyłani (szczególnie) do krajów muzułmańskich, do Damaszku, Bagdadu, Samary czy Kordoby (często robiąc tam niesamowite kariery, jako nadworni lekarze, żołnierze czy - w późniejszym okresie - władcy tych krain, szczególnie na Półwyspie Iberyjskim, gdzie Słowianie realnie rządzili znacznymi terenami Hiszpanii), już wówczas byli traktowani przez Wschodnich Franków jak... podludzie. Określenia takie jak: "Wspólnicy szatana, których należy zniszczyć wszelkimi środkami, jeśli się nie nawrócą do sprawy Bożej", czy też nazwani "robactwem" i przeznaczeni do wycięcia "jak trawa na łące" - wcale nie są już w tym okresie wyjątkiem. Mnich Notker z St. Gallen (a jednocześnie wojownik, sprawnie posługujący się mieczem i włócznią) mówi chociażby takie oto słowa: "Cóż wy mi tu z tymi płazami? Siedmiu czy ośmiu, a nawet dziewięciu nadziewałem na mą włócznię i ciągnąłem ze sobą, nucąc pod nosem". Słowianie są "źli" i to wszyscy, bez względu na wiek i płeć, a jeśli się nie ochrzczą, należy ich wszystkich wybić. Żyjący w tym czasie poeta Otfryd z Weissenburga (zmarły w 870 r.) pierwszy znany pisarz, piszący w języku staro-górnoniemieckim, otwarcie przekonuje zaś iż: "Frankowie są narodem bogobojnym, a Bóg jest z nimi wszędzie: wszystko co myślą i czynią, myślą i czynią z Bogiem" - czyli innymi słowy: naród panów, Hitler nie był wcale wyjątkiem, był konsekwencją ponad tysiąca lat frankijsko-germańskiego szowinizmu wobec Słowian, szczególnie zaś Polaków, jako najpotężniejszej nacji, która blokowała ekspansję niemczyzny na Wschód.


OGROMNĄ ROLĘ W HANDLU SŁOWIAŃSKIMI NIEWOLNIKAMI ODGRYWALI KUPCY ŻYDOWSCY 



Nieudane wyprawy z roku 856, zostały powtórzone w roku 857. Czechy ponownie zostały najechane, tym razem Wschodnimi Frankami dowodził biskup Otgar z Eichstatt, palatyn Rudolf i hrabia Ernest. Czechami władał wówczas książę Sławociech, ale frankijska wyprawa skierowała się na północ kraju, docierając do (nie wymienionego z nazwy) grodu, gdzie zamknął się syn Sławociecha - Wiztrach. Gród ten został zdobyty przez Franków. Nic natomiast nie wiadomo na temat jakiegokolwiek wsparcia, czy też pomocy, udzielonej Czechom z kraju Lechitów. W tym czasie na tych terenach panował król Koszyszko/Piast (choć niektórzy twierdzą że nie istniał, jestem innego zdania). Znane jest też imię jego hetmana: Nawoy Starża herbu Topór, który stał na czele lechickiego wojska (wojownikiem był w tym czasie również syn i następca Koszyszko/Piasta - książę Ziemowit). Ale historia milczy na temat jakichkolwiek wypraw Lechitów przeciwko Frankom, czy też Franków na ziemie Lechitów w tym okresie. Cóż, przejdźmy więc dalej i wróćmy nad Sekwanę, bo Karol Łysy właśnie zgromadził armię i wiosną roku 858 wyprawił się przeciwko Wikingom z Oissel.


GRÓD KSIĄŻĘCY W GNIEŹNIE Z CZASÓW PIASTA KOŁODZIEJA (KOSZYSZKO)



CDN.

środa, 26 marca 2025

HISTORIA ŻYCIA WSZECHŚWIATA - WSZELKIEJ CYWILIZACJI - Cz. CXCIV

TWÓRCY EUROPEJSKICH CYWILIZACJI 
SŁOWIANIE I CELTOWIE





PIERWSZE EUROPEJSKIE CYWILIZACJE

SŁOWIANIE

(POD SKRZYDŁAMI ASYRII - UPADEK IZRAELA)

(ok. 738 r. p.n.e. - ok. 635 r. p.n.e.)

Cz. XIV







FILISTEA
PONOWNE ODRODZENIE
(738 r. p.n.e. - ok. 635 r. p.n.e.)
Cz. XIV


DEWARIM
(738 r. p.n.e. - 586 r. p.n.e.)
Cz. XVI


 Władca Asyrii Sannaherib był zdeterminowany w trakcie tej kampanii (700 r. p.n.e.) aby ostatecznie pochwycić i ukarać Merodach-Baladana, sprawcę tylu problemów trapiących Babilonię, dlatego też podążał za nim do Kraju Nadmorskiego, gdzie ten miał się ukrywać - "na bagna". Najpierw dotarł Sannaherib do miasta Bitutu - znajdującego się "na środku bagna", którym władał lokalny szejk Szuzubu (Chaldejczyk z pochodzenia, zresztą Kraj Nadmorski był opanowany przez plemiona chaldejskie, stanowiące nieustanny ból głowy nie tylko w Babilonie, ale również w Kalchu i Niniwie). Szuzubu sądził, że bagienne rejony umożliwią mu schronienie i bezpieczeństwo, pomylił się bardzo nie doceniając asyryjskiej armii. Został pochwycony, okrutnie zamordowany, a Bitutu przestało istnieć (zaś ludność tego plemienia została uprowadzona, a następnie przesiedlona w inne miejsce). Teraz dopiero król Assuru skierował się przeciwko plemieniu Bit-Jakini, z którego wywodził się Merodach-Baladan. Ten jednak szybko zbiegł i jak opisuje to Sannaherib na swej steli zwycięstwa: "Szczęk mego potężnego oręża sprawił, że (...) przelągł się, zebrał (w tym miejscu ponownie brak tekstu, zapewne powinno być "posągi swych") bóstw z całej swej krainy, załadował na statki i połknął niczym ptak do miasta Nagite-rakki, które znajduje się na środku morza. Jego brata, którego zostawił nad brzegiem, wraz z całą resztą ludu wywiozłem z ziemi Bit-Jakini, ze środka bagien i trzcinowisk, uznając ich za łup wojenny. Jego miasta zniszczyłem, obróciłem w perzynę, przemieniłem w ruiny. W sercu jego sojusznika, króla Elamu, zasiałem przerażenie". Co prawda Sannaheribowi nie udało się pochwycić Merodach-Baladana, ale człowiek ten już więcej nie zagrażał asyryjskim interesom w Babilonii i Kraju Nadmorskim. Dokończył swego żywota na jakiejś wysepce w dzisiejszej Zatoce Perskiej. Być może jego osoba z dzisiejszego punktu widzenia nic nikomu nie powie, nic też już nie znaczy, ale trzeba pamiętać, że w tamtym czasie stanowił on poważne zagrożenie dla utrzymania Babilonii pod asyryjską kontrolą. Dwukrotnie był królem Babelu (710-705 r. p.n.e. i w 703 r. p.n.e. przez 9 miesięcy). Na jednym z kudurru (kamieniu granicznym z królewską inskrypcją dotyczącą nadania ziemi) został pokazany jako wysoki, choć nieco otyły mężczyzna, postawny i o pogodnym spojrzeniu. Był bardziej dyplomatą niż wojownikiem, ale napsuł wiele krwi asyryjskim królom.




Kampania roku 700 p.n.e. okazała się całkowitym sukcesem z punktu widzenia Asyrii. Niebezpieczne ludy (szczególnie zaś Bit-Jakini) zostały przesiedlone w inne rejony Imperium. Asyryjczycy bowiem na masową skalę stosowali nie tylko politykę bezwzględnych zniszczeń i mordów, mających na celu zastraszenie ewentualnych dalszych buntowników, ale przede wszystkim organizowali masowe przesiedlenia ludności, coś, co stało się popularne w czasach Związku Sowieckiego - szczególnie zaś w epoce Stalina (na przykład wysiedlenie Tatarów krymskich). Była to polityka ludobójstwa kulturowego, wykorzenienia danego plemienia (lub ludu) z jego ziemi, tradycji, przodków, a często również religii. Celem tego wszystkiego była oczywiście asymilacja, uczynienie z różnych ludów jednego ludu Asyryjczyków (pisał o tym Sargon II - ojciec Sannaheriba, na swej steli: "Ludy z czterech części świata, o odmiennych językach i nieporównywalnych dialektach, mieszkańców gór i równin, wszystkich podlegających światłu bogów i panu wszystkiego, przyniosłem na rozkaz Aszura mego pana, a dzięki potędze mego berła. Sprawiłem, że stali się (ludźmi) jednego języka i osadziłem ich tam. Posłałem im Asyryjczyków jako pisarzy i nadzorców, potrafiących nauczyć ich lęku przed bogiem i królem"). Takie przesiedlenia oznaczały całkowite wykorzenienie kulturowe, gdyż ludy,  które do tej pory zasiedlały bogate, pełne życia, słynące z handlu, rozwijające własne pismo, a także czczące swych własnych bogów miasta, jak choćby Damaszek, Hamat czy Samaria, teraz zamieniły się w ośrodki asyryjskiej władzy. Co prawda zniszczenia dokonane przez wojsko zostały szybko usunięte, a pałace królewskie (jeśli uległy zniszczeniu) odbudowane, ale mieszkał tam już asyryjski gubernator, a ludność była inna, sprowadzona na to miejsce z innych terenów Imperium, zasymilowana i nie skora już do buntu. Natomiast ludność przesiedlana, przybywała na teren którego nie znała, gdzie była otoczona przez ludy sobie wrogie, a wierne władcy Asyrii, więc aby przetrwać wolała siedzieć cicho, nie buntować się, a z czasem następowała asymilacja (oczywiście wymuszana, ale jednak). Wiele też miast zostało zmienionych przez Asyryjczyków, jak choćby Tell Keisan (gdzie wytyczono nową siatkę ulic), w Megiddo (odbudowa miasta według nowych planów, nowa siatka ulic, nowy dziedziniec miejski i dwa wielkie budynki administracyjne asyryjskiej władzy), inne zaś miasta zyskały rolę lokalnych ośrodków administracji, co też wiązało się z pewnymi przywilejami (Gezer, Hazor, Tell Kinneret - asyryjski fort, w którym znajdował się wygodny pałac gubernatora). Można by wymieniać tych miast wiele (gdyż mam ich znaczną listę), ale myślę że na tym skończymy. Warto tylko powiedzieć, że językiem urzędowym Imperium Asyryjskiego był aramejski, a polityka przesiedleń była niezwykle skuteczna, wręcz... zabójczo. 




Ponieważ jednak w kraju, w którym władał okrutny bóg Aszur, przez kolejne sześć lat po kampanii nadmorskiej Sannaheriba nic specjalnego się nie wydarzyło (a trwało spokojne konsumowanie dokonanych podbojów), przenieśmy się zatem w inne rejony Bliskiego Wschodu, które wydają się bardziej interesujące. Jeruzalem! Pomimo zniszczeń jakie dokonała w Judzie armia asyryjska, pomimo kontrybucji narzuconej na Judę i na króla Ezechiasza przez zwycięskiego Sannaheriba, wydaje się, że okres tuż po zakończeniu wojny (701 roku), był niezwykle korzystny nie tylko dla odbudowy judejskiej gospodarki, ale również dla całkowitego zwycięstwa jahwizmu (nie chcę być tutaj źle zrozumiany, gdyż za czasów syna i następcy Ezechiasza - Manassesa, obce kulty ponownie powrócą do Judy, również do Jerozolimy, ale będzie to już znacznie słabsze oddziaływanie, niż miało to miejsce wcześniej). Sama Jerozolima rozrosła się w ciągu rządów króla Ezechiasza (który wstąpił na tron w roku 715 p.n.e., zmarł zaś w roku 686 p.n.e.) z miasta leżącego na 5 hektarach (w dużej mierze zajmowanego przez Świątynię i Pałac) do 60 ha. Postawiono nowy mur obronny (który ocalił Jerozolimę przed Asyryjczykami, choć tak naprawdę ocaliła ich epidemia, jaka wybuchła w armii asyryjskiej, co potem było interpretowane jako boża pomoc dla "ludu wybranego"). Aby Ezechiasz mógł wznieść ten mur, musiano przedtem wyburzyć wiele prywatnych domów (opłakiwane to jest w Księdze Izajasza 22,10), ale dzięki temu powstały w Jerozolimie dwie nowe dzielnice (Mišneh - "Nowe Miasto" i Makteš - "Tłuczek"). Poza tym miasto zostało zaopatrzone w nowy, duży zbiornik na wodę, zwany Siloe (zasilany przez kanał Ezechiasza, transportujący wodę ze źródła Gihon). Odbudowano także (zniszczony przez Asyryjczyków) Lachisz (największe miasto Szefeli), który z ok. 4-5 hektarów rozrósł się do 10. Ezechiasz wzniósł też całą listę nowych fortec (które w większości zostały zdobyte przez Asyryjczyków w czasie kampanii 701 r. p.n.e., ale potem ponownie odbudowane), takich jak: Rujm Abu Mukhayr, Khirbet Marjama, Tell el-Hesi, Tell Judeide, Tell Zakarya czy Khirbet Rabut (ta ostatnia była na granicy południowej, wszystkie pozostałe na północnej, od strony Syrii). Asyryjskie zniszczenia szybko zostały naprawione nie tylko w dziedzinie umocnień i urbanizacji, ale również kwestii gospodarki. Przykładem niech będzie szybki rozwój winnic w rejonie Gibeon (amfory z tego regionu po roku 700 p.n.e. były sprzedawane nie tylko w Filistei, ale również w Egipcie). Postępowała również produkcja i sprzedaż oliwy, (pomimo że filistyński Ekron stanowił pod tym względem znaczną konkurencję, to jednak oliwa w amforach z jahwistyczną ornamentyką, znajdowana jest w tym okresie nie tylko w Filistej, ale również w Asyrii, a nawet w Babilonii). Poza tym handlowano judzkimi pomarańczami i innymi owocami. Symbolem zaś Judy (a raczej domu panującego) stał się skarabeusz o czterech skrzydłach (wymiennie z uskrzydlonym słońcem), co oznaczało że ewidentnie skopiowano tutaj motywy egipskie.




Największe jednak zmiany poczyniono w kwestii religii. Ponoć reformy religijne Ezechiasza rozpoczęły się jeszcze przed asyryjską inwazją, ale jeśli to prawda, to były one dopiero zapoczątkowane, gdyż realnie nastąpiły po wycofaniu się Asyryjczyków z ziemi Judy. Tradycja biblijna przypisuje rozpoczęcie tych reform na 18 rok panowania Ezechiasza (wypadałoby wówczas na ok. 698/697 r. p.n.e.). Ich autorem w dużej mierze był (urodzony ok. 765 r. p.n.e.) prorok Izajasz. A zmiany te były gruntowne, wręcz dotykały podstaw jahwizmu, w tym również tego, co nazywano "religią mojżeszową" (czyli głównie religią agrarną). Za radą Izajasza zaczęto bowiem niszczyć wszelkie widoczne (czyli agrarne, ludowe) formy kultu Jahwe, w tym style stojące w miastach i na wsiach, wycinano drzewa, wyrywano pnie, zniszczono nawet owego biblijnego węża z brązu, który miał w czasach Mojżesza ocalić Izraelitów od plagi węży. Konsekwentnie niszczono wszystko, gdzie lud przychodził, składał ofiary i palił kadzidła. Izajasz bezwzględnie walczył z tymi pozostałościami obcych kultów, tak bardzo zakorzenionymi w tradycji ludu Izraela, że wręcz niechętnie przezeń usuwanymi. Po prostu Żydzi w tamtym czasie tak bardzo przyzwyczaili się do religii agrarnej (w której Jahwe co prawda jest bogiem narodowym, ale nie jedynym, co bardzo ważne - NIE JEDYNYM!), natomiast reformy Izajasza i Ezechiasza szły w kierunku stworzenia z Jahwe nie tyle boga narodowego, co boga jedynego. Z Jerozolimy, z tamtejszej Świątyni zamierzał Ezechiasz uczynić centrum jahwicznego monoteizmu, dlatego też słał zaproszenia do Żydów mieszkających w podbitym przez Asyrię Izraelu (Królestwie Północnym), aby przybywali do Jerozolimy, tu się modlili, a nawet tu się osiedlali. Oczywiście król i prorok Izajasz nie byli jedynymi, którzy wówczas propagowali nową reformę religijną, znacznie wsparli ich tzw. dworscy wieszcze, spośród których należy wymienić choćby: Ozeasza czy Micheasza. Co prawda najazd asyryjski, wielkie zniszczenia i asyryjskie okrucieństwo mocno nadwyrężyło poparcie ludu dla monarchii, kasty kapłańskiej, a nawet dla boga Jahwe, który nie chronił swojego "ludu wybranego", ale Izajasz i to postanowił przekuć w sukces nowej reformy religijnej, twierdząc że przecież Jahwe zesłał na Asyryjczyków zarazę, dzięki której "lud wybrany" ocalał. Była więc nadzieja, gdyż Pan zesłał na Izraelitów karę za ich bałwochwalstwo, ale dał im również szansę odrodzić się na nowo, w nowej religijnej tradycji i nowej czci dla swego boga (swoją drogą, ci wszyscy bogowie, którzy tak bardzo wymagają atencji, ludzkiej czci i składania darów - jak myślicie kim są? Kiedyś chyba już pisałem co na ten temat myślę, ale wydaje mi się - i wcale nie sądzę że dużo się mylę - iż są to byty pochodzące z innych rejonów Wszechświata. Niektóre z tych bytów być może opanowały do perfekcji poziom niematerialny, co nie oznacza że mają one cokolwiek wspólnego z rozwojem duchowym. Raczej są czymś w rodzaju kosmicznych piratów, którzy najeżdżają światy {w ten lub inny sposób}, wymagają czci i uwielbienia, a jednocześnie wysysają duchową energię z tych, którzy oddają im cześć).

Izajasz, Ozeasza i Micheasz (a co za tym idzie również król Ezechiasz) opowiadają się bowiem za koncepcją bezwarunkowej wierności Jahwe, jako jedynej formy wybawienia dla "ludu wybranego". Jednocześnie burzą wszelkie jego ludowe formy, tak aby nakierować lud Izraela na bardziej duchowe tory jego kultu. Od chwili gdy reforma zaczyna wchodzić w życie (a nawet wcześniej, jeszcze przed inwazją asyryjską), widać ewidentnie różnice zdań Izajasza i wieszczów, a oficerów i dworaków króla Ezechiasza. Izajasz mocno krytykuje chociażby wyburzenie domów prywatnych pod budowę murów obronnych Jerozolimy, tak jakby nie rozumiał że umocnienia pomogą w odparciu inwazji asyryjskiej (on jednak stwierdza, że tylko bezwarunkowa wiara w pomoc i łaskę Jahwe ocali Judejczyków). Krytykuje również sojusz z Egiptem, deklarując iż pogańskie wojska nie mogą ocalić "ludu wybranego", jeśli nie zechce tego Jahwe. Tutaj dochodzi do ostrego sporu między Izajaszem, a królewskim sekretarzem Szebną i prefektem pałacu Eliakimem. Izajasz co prawda najpierw widzi w Asyrii narzędzie w ręku Jahwe, którym ten zamierza ukarać swój lud, potem jednak (po inwazji i po tylu zniszczeniach oraz mordach, dokonanych przez asyryjskie wojska) oficjalnie potępia Asyrię i wszystkich sąsiadów Izraela, którzy wykorzystali najazd dla własnych celów (Ammonitów i Moabitów). Jednocześnie przeciwny jest zbyt rozbudowanej militarnej obronie, deklarując całkowitą ufność Jahwe. Co ciekawe Izajasz jednocześnie ostro krytykuje (a nawet zwalcza) te wszystkie kraje i miasta, które stanowią konkurencję dla Judy, ale nie stanowią bezpośredniego zagrożenia militarnego. Ciekawym jest jego stosunek do zdobytego przez Asyryjczyków fenickiego z Sydonu (o którym opowiadałem w poprzedniej części i którego król uciekł na Cypr), a żeby się nie rozpisywać po próżnicy, zanotuję ten fragment w całości: "Wyjcie, okręty tertezyjskie, gdyż zburzona jest wasza twierdza. Oznajmiono im o tym, gdy wracali z ziemi Kittim. Zamilknijcie, mieszkańcy wybrzeża, kupcy sydońscy, którzy jeździcie morzem i których wysłańcy są na wielu wodach. Ich zbiorami są zasiewy Sychoru, a bogactwem dochody narodów. Wstydź się, Sydonie, gdyż morze twierdza nadmorska, rzekła: "Ja nie wiłam się z bólu ani nie rodziłam, nie wychowałam młodzieńców, lecz jedynie wypiastowałam dziewczęta. (...) Już nie będziesz się weselić, zhańbiona córko Sydonu, powstań, przepraw się do Kittim (czyli na Cypr). Lecz i tam nie zaznasz spokoju" (Księga Izajasza 23,1-4,11). Reforma Izajasza i Ezechiasza zaczęła powoli, acz systematycznie nabierać tempa, aż oficjalnie przyjęła taki obraz, jaki zastał ją Syn Boży Jezus Chrystus, który przybył na Ziemię (swoją drogą w wielu przekazach channalingowych można spotkać się z określeniem Ziemi jako planety "Sol-3") z misją "Syna Człowieczego" (swoją drogą - i nie chcę tutaj być źle odebrany, a być może nawet niezrozumiany - ale wydaje mi się i staje się to dla mnie coraz bardziej oczywiste, że tam gdzie nie ma Chrystusa, we wszystkich narodach, we wszystkich ludach, które są daleko od Chrystusa, tam człowieczeństwo jest na bardzo niskim poziomie, a okrucieństwo - szczególnie wobec słabszych - święci swoje triumfy).





Ten moment, w którym grający Chrystusa aktor wpatruje się w Barabasza, jest niezwykle przyjmujący. Aktor który grał Barabasza Piętro Sarubbi stwierdził później, że ten wzrok, nie był wzrokiem jego kolegi z planu Jamesa Caviezela, z którym wielokrotnie się znali. Powiedział wręcz że ten wzrok wbił go w ziemię, był jakby nie z tego świata, jak dodał na pewno nie należał do Caviezela.



CDN.