Łączna liczba wyświetleń

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą NEW WORLD ORDER. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą NEW WORLD ORDER. Pokaż wszystkie posty

sobota, 22 stycznia 2022

PRZYSZŁOŚĆ CZY TERAŹNIEJSZOŚĆ?

 JEDNO JEST PEWNE I NIEPODWAŻALNE:

ABY ZŁO ZATRIUMFOWAŁO, 

WYSTARCZY ŻE DOBRZY LUDZIE

POZOSTANĄ BIERNI

 
 
 
Dziś chciałbym zaprezentować futurystyczną wizję przyszłości, opowiedzianą z perspektywy przeszłości, która jednak doskonale wpasowuje się w tę naszą teraźniejszą covidową rzeczywistość. Ostatnio bowiem po głowie chodził mi fenomenalny film z czasów, gdy ja przychodziłem na ten świat i gdy łapałem pierwszy wdech na tym łez padole. Film jest niesamowity i doskonale ukazuje świat przyszłości, który z naszej perspektywy wcale nie jest już futurystyczny, a realny. Rzeczywistość ukazana w filmie o którym zaraz opowiem, jest częścią naszego życia od ponad dwóch lat. Oczywiście mam tu na myśli całe to pandemiczne szaleństwo (od razu pragnę wyjaśnić: co innego wirus SARS-CoV2 który rzeczywiście istnieje, a co innego restrykcje pandemiczne, które nie służą leczeniu ludzi, tylko uczeniu posłuszeństwa i wymuszaniu na ludziach "dobrowolnych" szczepień preparatami, które nie do końca są przebadane i nie wiadomo jak w przyszłości oddziaływać będą na nasz organizm. I jeszcze jedno - nie jestem i nigdy nie byłem antyszczepionkowcem, mam bowiem wykonany pełny komplet szczepień na najróżniejsze choroby, ale tego preparatu nie przyjmę choćby skały sr...y i morze się rozstąpiło), jakie zgotowali nam sprzedajni politycy i koncerny farmaceutyczne, których celem nie jest wcale dbanie o nasze zdrowie i życie, a wyszarpanie od nas naszych pieniędzy, podporządkowanie i ostateczne zniewolenie za pomocą restrykcji oraz... certyfikatów. Te ostanie bez wątpienia posłużą do zniewolenia ogromnych rzesz ludzi (choćby poprzez likwidację gotówki i zastąpienie jej odnawialnymi co miesiąc kredytami, które będą się początkowo wyświetlały na naszych rozszerzonych certyfikatach, gdzie znajdą się kompletne dane o naszej osobie. Brak gotówki i odnawialne kredyty to również brak oszczędności, a to właśnie one są podstawą naszej wolności, gdyż człowiek pozbawiony środków do życia ma tylko dwie drogi, którymi podążyć może aby nie umarł marnie - kradzież lub też pokorne oczekiwanie na państwowe dotacje i social. Nikt mi więc nie powie, że na tym świecie może istnieć jakakolwiek wolność bez pieniędzy, tak więc odebranie nam oszczędności to nasza całkowita niewola).
 
Taka rzeczywistość już jest wdrażana w życie na naszych oczach (i jedynie najwięksi głupcy, lub też ci, którzy zamykają oczy, zasłaniają uszy i zatykają usta, starając się tym samym nie dostrzegać rzeczywistości, mogą myśleć dziś inaczej). Jesteśmy balastem dla wielkich tego świata, niepotrzebni i niebezpieczni dla elit, bowiem demokracja i wolność kapitału powodują, że stajemy się "krnąbrni" i nieposłuszni (jak mówią niektórzy z "Władców" tego świata). A żaden władca nie chce (szczególnie taki władca, który dysponuje ogromnymi środkami finansowymi) nie chce, aby jego poddani mieli własne zdanie. Oni mają być posłuszni i wykonywać polecenia - demokracja więc już dzisiaj jest w odwrocie (spójrzmy bowiem co dzieje się obecnie w Unii Europejskiej i w Stanach Zjednoczonych, które to pod światłymi rządami "Brandona" i skrzeczącej Harris, kompromitują się w tempie szybkości światła). Tym bardziej, że ci "wielcy" ludzie, którzy władają światem, kontrolując nieprzebrane środki finansowe naprawdę uwierzyli w to, że są bogami. A bogowie to bogowie, ze śmiertelnikami nie chcą się w żaden sposób dzielić czymkolwiek (o władzy i pieniądzach nawet nie wspominając). Dlatego też demokracja jest dla nich niebezpiecznym ustrojem, bowiem przez przypadek (niedopatrzenie lub "błąd systemu") do władzy może dojść jakaś organizacja lub partia, która się "wielkim" nie spodoba. Plan jest już bowiem rozpisany dawno - wymieszanie kulturowe społeczeństw, zalanie Europy i Ameryki obcymi kulturowo i religijnie ludami, restrykcje pandemiczne, wzrost liczby certyfikatów i przyzwyczajanie do nich społeczeństw (początkowo dobrowolne wraz z wykazaniem zysków, jakie można będzie odnieść z ich posiadania, a potem już obowiązkowe). Z czasem i certyfikaty przestaną być potrzebne, bo wejdą chipy lub skanowanie twarzy (twarzą będziemy płacić w sklepie za towary, a właściwie nie "płacić" tylko będą nam one odliczane z naszej comiesięcznej puli kredytów). To może wydawać się zabawne lub nawet interesujące, ale realnie prowadzi do ciężkich, choć niewidzialnych kajdan, jakie zostaną wówczas założone na nasze ręce, nogi i szyję. Staniemy się własnością - skanowaną, kontrolowaną, podglądaną (już dziś większość tych "dobrodziejstw" jest wdrażana w życie). A wielcy lubią wiedzieć co ich "zwierzątka" porabiają (o tak będziemy traktowani, jak zwierzątka) i czy przypadkiem nie posługują się mowo-zbrodnią lub myślo-zbrodnią, bo wtedy trzeba będzie (profilaktycznie, na jakiś czas) wyłączyć im certyfikaty, chipy lub skaner twarzy, co realnie doprowadzi do tego, że albo ci ludzie umrą z głodu (gotówki już nie będzie), albo złożą samokrytykę i na kolanach przeproszą swoich "władców" że oto ośmielili się pomyśleć coś, co mogłoby im się nie spodobać.
 
Co prawda widać już coraz wyraźniej, że covidowe szaleństwo jest już w odwrocie (są kraje, gdzie jeszcze stosuje się poważne restrykcje, ale i tam z czasem nastąpi odwrót), szczególnie widać to w naszym kraju, gdzie rząd i opozycja idą równym, wspólnym krokiem w kierunku pandemicznego zniewolenia i zamordyzmu, ale nie są w stanie przegłosować nawet najprostszych ustaw do tego prowadzących (jak chociażby ta - praktycznie całkowicie już bezzębna ustawa, o możliwości szczepionkowej weryfikacji pracownika przez pracodawcę i ewentualnie powierzenie mu innych zadań, nie związanych z kontaktem z drugą osobą. Sam jestem pracodawcą i wiem, że to jest wydmuszka i nikt normalny - żaden normalny pracodawca - nie będzie narażał swojej reputacji, stabilności firmy i własnych finansów, bawiąc się w jakieś pseudo-obostrzenia). A to jest jedyna rzecz, jaką nasz rząd jest w stanie przegłosować, choć (pomimo całkowitej nieszkodliwości tej ustawy) i tak nie udaje mu się tego przegłosować od kilku miesięcy. Ludzie bowiem mają już dosyć tego całego tałatajstwa (żeby nie użyć mocniejszych słów). Dość sprzedajnych lekarzy, siedzących w kieszeniach wielkich koncernów, dość polityków, którzy również ubijają swoje interesy na tej pandemii, wreszcie dość bezczelności koncernów farmaceutycznych, które jasno deklarują że to jest "eksperyment medyczny" i że produkt nie został jeszcze dokładnie przebadany, a jednocześnie zrzucają z siebie wszelką odpowiedzialność prawną, za ewentualne powikłania poszczepienne teraz i w przyszłości. W Wielkiej Brytanii Borys Johnson też ogłosił zakończenie pandemii i wkrótce tak się stanie również i w innych krajach, ale wcale się nie cieszmy. Pandemia się skończy, zacznie się coś innego - bowiem do 2030 roku ma być "pozamiatane" (według tego co głosi Agenda 2030, która jest przecież rezolucją Zgromadzenia Ogólnego ONZ, a nie wytworem jakichś "szurów", "płaskoziemców" i "antyszczepionkowców"). Do 2030 r. większość społeczeństw ma zostać pozbawiona własności (inflacja i wykupywanie nieruchomości przez rządy, certyfikaty, likwidacja gotówki) i jak głoszą autorzy owej agendy: Ludzkość ma z tego powodu być prze-szczęśliwa ("Nie będziesz nic posiadał i będziesz szczęśliwy" - jak głoszą), czyli pełen komunizm. Oczywiście wiadomo że Nowego Świata nie da się stworzyć bez silnego aparatu restrykcji który zapewne powstanie (musi powstać, inaczej wszystkie te cele pozbawione byłyby sensu, a tak nie jest).

Zastanawiam się jednak, co przyjdzie po pandemii? Czy kolejny, znacznie śmiercionośny wirus (niedługo przecież mają mieć miejsce Zimowe Igrzyska w Chinach, a czytałem już o pojawieniu się tam jakiegoś nowego szczepu wirusa, który nie jest związany z SARS-CoV2, dlatego uważam że powinno się zbojkotować Igrzyska w Pekinie, do czasu wyjaśnienia sprawy rozprowadzenia Covid-19 po świecie, bo możemy zgotować sobie nową "niespodziankę", która ujawni się w kilka miesięcy po zakończeniu owych Igrzysk). A może to będzie zupełnie co innego, np. pozorowany atak kosmitów? To tylko na pierwszy rzut oka wydaje się nieprawdopodobne, bowiem czy ktoś jeszcze trzy lata temu spodziewał się, że wkrótce ludzie zostaną pozamykani w domach, że nakaże im się nosić na twarzy kagańce (zwane maseczkami) niczym zwierzętom, że zacznie się masowe testowanie ludzi (niczym królików doświadczalnych) nieprzebadanymi preparatami? Że ludzie zaczną od siebie stronić, a media będą uprawiać nagonkę na tych, którzy nie przyjęli nieznanego preparatu, podobną do tej, jaką uprawiano w III Rzeszy w stosunku do Żydów? Wydaje mi się, że trzy lata temu, gdyby ktoś o tym powiedział, został by w najlepszym przypadku potraktowany ironicznym uśmiechem, lub po prostu wyśmiany. A jednak tak się stało! Skąd zatem możemy założyć, że "Władcom" nie przyjdzie do głowy przestraszyć nas w inny sposób, np. właśnie mówiąc o jakimś możliwym ataku obcych z Kosmosu na Ziemię, po to aby całkowicie oddać im władzę (międzynarodowym gremiom które kontrolują) i ostatecznie zrezygnować z demokracji - oczywiście w celu obrony naszej planety. Tego nie możemy być już pewni. A oni z tej drogi nie zrezygnują, bo celem jest nie tylko władza równa boskiej, lecz również (a może przede wszystkim) o ich przyszłość, bowiem jeśli nie uda im się nas podporządkować i stłamsić, to wcześniej czy później ich pozycja dobiegnie końca, tym bardziej że demokracja i wolność są wartościami do których (tak czy inaczej) Ludzkość będzie dążyć.
 
W każdym razie cel jest jasny i "Oni" nawet się z tym zbytnio nie kryją, to raczej "My" mamy klapki na oczach, starając się nie dostrzegać faktów i żyjąc w świecie własnych marzeń. A fakty są chociażby takie, że w pandemii zarabiają najbogatsi, traci zaś klasa średnia i najubożsi. A po co tym najbogatszym pieniądze, którym ani oni, ani ich potomkowie przez kilka pokoleń nie będą w stanie zużyć? Odpowiedź jest prosta - ten kto ma nieograniczone środki, a tym samym posiada nieograniczoną wolność - jest... bogiem (a przynajmniej za takiego się uważa i nie zamierza dzielić się swą "boskością" z całą resztą "ludzkiego zwierzyńca"). Mam nadzieję, że tym przydługim wstępem jasno sprecyzowałem temat, który jednak miał być jedynie wstępem, bowiem celem moim było pokazanie filmu (o którym wspomniałem na samym początku), gdzie wszystkie te totalitarystyczne, antyludzkie i antyspołeczne tendencje zostały pokazane w wyśmienity sposób. A mam tutaj na myśli polski film fantastycznonaukowy z 1981 r. pt.: "Wojna Światów - Następne Stulecie". Ten film bowiem - z niesamowitą rolę Romana Wilhelmiego - niczym w soczewce pokazuje naszą dzisiejszą teraźniejszość, w której żyjemy. Czterdzieści lat temu, w czasach siermiężnej komuny (jeszcze przed wprowadzeniem Stanu Wojennego, choć cenzura zabroniła jego wyświetlania przed 1983 r.) powstał film, który dokładnie przewidział przyszłość i nakreślił piękną opowieść naszej współczesnej rzeczywistości. Warty więc jest obejrzenia, ale dla kontekstu pozwolę sobie nieco opisać jego fabułę, aby udowodnić, że film ten jest niezwykle dziś aktualny.
 
Otóż, rzecz dzieje się w futurystycznej rzeczywistości, w pewnym nieokreślonym państwie, do którego przybywają Marsjanie. Głównym (i tragicznym) bohaterem tej opowieści, jest niejaki - Iron Idem, mający swój program w telewizji pod nazwą "Iron Idem's Independent News". Pewnego dnia, gdy przygotowuje się do programu, pewien tajniak przynosi mu nowy tekst z propagandową wersją do odczytania, gdyż rząd ogłasza że przybyli Marsjanie są naszymi przyjaciółmi i jednocześnie zaraz powstają w całym kraju punkty poboru krwi, gdzie ludzie - oczywiście dobrowolnie - mają oddawać krew na potrzeby przybyszów, gdyż ci właśnie przybyli na Ziemię po ludzką krew. Wszystko jest dobrowolne, ale kto nie odda krwi, zostanie poddany szykanom, tak więc "dobrowolnie" każdy obywatel zmuszony jest zarejestrować swoją grupę krwi i oddać ją w specjalnych placówkach, w których krew ta jest pobierana. Iron Idem początkowo się buntuje i składa skargę u prezesa telewizji, ale jego zapowiedz że zerwie program, gdy raz jeszcze przyniosą mu do odczytania inny tekst, zostaje zauważona. Następnego dnia do jego mieszkania wdziera się tajna policja (przy której są Marsjanie - niewielkiego wzrostu krasnale), która demoluje mu dom, porywa żonę, a jego samego znakuje "dowodem przyjaźni" z Marsjanami, przekuwając mu ucho. Policja daje mu ultimatum - nie zobaczy żony, jeśli nie będzie posłuszny i nie będzie przekonywał ludzi do konieczności szczepień na covid-19 oddawania krwi dla Marsjan. Tajniacy żądają też, aby zarejestrował się jako przyjaciel Marsjan, co ten zmuszony jest uczynić - mając nadzieję, że w ten sposób odzyska żonę. Rządowa propaganda wszędzie podkreśla że Marsjanie są przyjaciółmi i oddawanie dla nich krwi jest symbolem przyjaźni. Organizowane są spotkania na których ludzie zmuszeni są powtarzać, jak bardzo kochają Marsjan i jacy oni są wspaniali.
 
Idem zostaje wyrzucony z mieszkania i musi odtąd zamieszkiwać w noclegowni dla bezdomnych. Tam poznaje pewnego starca, który szykuje się do wysadzenia całej telewizji, jako symbolu ogólnego okłamania i ogłupiania społeczeństwa. W noclegowni panuje obowiązek "dobrowolnego" pobierania krwi ("Krew dajecie dobrowolnie. Kto nie da, nie dostanie śniadania. Kto nie je, nie może dać krwi. Kto nie może dać krwi, traci miejsce w noclegowni"). Idem zostaje tam pobity - bo nie chce ćwiczyć wraz z innymi przed pobraniem krwi - i wyrzucony z noclegowni. Na ulicach rządowe "szczekaczki" informują że "wszystko jest dobrze", oraz by ludzie ustawiali się przed punktami poboru krwi, grożąc srogimi konsekwencjami za uniknięcie "dobrowolnego" oddania krwi. Organizowane są najróżniejsze konkursy, aby zmobilizować ludzi do posłuszeństwa, a dla tych, którzy oddadzą ponad miarowo więcej krwi, przyznawane są darmowe wejściówki na koncerty i zabawy. Zaś nieposłuszni i ci, którzy uciekają, są całkowicie pozbawiani krwi. Iron Idem udaje się do telewizji, gdzie w ubikacji zabija Marsjanina i przybywa na koncert, organizowany z okazji pożegnania Marsjan - którzy wkrótce mają odlecieć do siebie. Wchodzi na scenę i wygłasza do tłumów przemowę. Mówi np. : "Z telewizyjnego chaosu wybieracie prawdy, które uznajecie za wygodne. Przyswajacie sobie tylko to, co utwierdza was w przekonaniu że bierność jest cnotą i koniecznością. Bo to jest właśnie to, w co chcecie wierzyć. (...) Siadacie przed telewizorem (....) czujecie się bardziej ludzcy od tych, na których patrzycie, a przecież oglądacie takich samych, jak wy; tak samo zakłamanych, tak samo słabych, tak samo uległych. Telewizja jest stworzona na wasze podobieństwo. (...) Jesteście ogłupiani, bezwolni. Każą wam oddać krew - oddajecie, każą wam chodzić na czworakach - zrobicie to. Sprzedacie godność, sprzedacie uczciwość - bu kupić większy telewizor, by dostać jakiś marny ochłap władzy. Każdy z was chce rządzić i sam jest niewolnikiem. Każdy z was jest gwałcony, ale jedyne czego pragnie, to gwałcić innych". 

Idem zostaje wyrzucony ze sceny, a prezes telewizji wyjaśnia mu, że ludzie i tak jego przesłania nie zapamiętają, po czym inscenizuje pokaz mordu, jakiego mieli dokonać Marsjanie. Idem następnie spotyka starca, którego poznał w noclegowni, a planuje on wysadzenie telewizji w powietrze, za pomocą dynamitu. Idem jednak odmawia wzięcia w tym udziału, gdyż jak mówi: "Telewizji to ludzie" a nie tylko zimne mury. Starzec postanawia mimo wszystko dokończyć dzieła, ale nie wie, że jest obserwowany przez tajną policję (która przez pośredników sprzedała mu dynamit). Wszystko jest też kamerowane i ma posłużyć w rządowej propagandzie. Idem domyśla się w czym rzecz i stara się ocalić starca, ale ten nie daje za wygraną i ginie wysadzony w powietrze przez tajniaków. Idem ląduje w areszcie, gdzie obserwuje nowy program telewizyjny, w którym następuje całkowita zmiana narracji. Marsjanie odlatują, a rząd, który do tej pory im się wysługiwał i przymuszał ludzi do "dobrowolnego" oddawania krwi, staje na czele ruchu oporu wobec marsjańskiej inwazji, zaś Iron Idem zostaje pokazany jako ten, który namawiał do uległości wobec Marsjan (wycięto jego słowa, gdy mówił "bierność jest cnotą i koniecznością". Iron Idem staje przed sądem, gdzie skazany zostaje na śmierć za kolaborację z Marsjanami i namawianie społeczeństwa do bierności i uległości.Nim jednak wyrok zostaje wykonany, do jego celu strażnicy wprowadzają worek, w którym jest jego żona. Okazuje się jednak, że została ona całkowicie pozbawiona krwi i przynoszą mu jej trupa. Na drugi dzień Iron Idem staje przed plutonem egzekucyjnym, a jego śmierć jest transmitowana w telewizji. W rzeczywistości jednak Idem nie zostaje rozstrzelany, lecz dla milionów widzów jego śmierć jest oczywista, gdyż tak to pokazała telewizja. Idem opuszcza miejsce "egzekucji" i wychodzi, a ludzie i tak wierzą w to, w co chcą wierzyć dzięki potędze telewizyjnej propagandy.



Film bezwzględnie wart obejrzenia, przede wszystkim jako retrospekcja naszej rzeczywistości.
 
 
 
 
  

poniedziałek, 5 kwietnia 2021

CZAS Z TYM SKOŃCZYĆ!!!

 JAK POWINNIŚMY REAGOWAĆ NA

NADCHODZĄCY WIELKIMI KROKAMI

ZAMORDYZM?!

 
 
 
 
 Dziś krótko, dosłownie kilka słów na temat tego całego covidowego szaleństwa, jakie nas otacza i któremu zostaliśmy poddani, oraz przykład jak powinno się podchodzić do narzucanych nam (coraz częściej siłą) restrykcji "epidemiologicznych", mających (oczywiście, jakże by inaczej) ratować nasze zdrowie. Krótko, ponieważ wciąż trwają święta i należy nam się odpoczynek od "dbających o nasze zdrowie" polityków, lekarzy (szczególnie tych koncesjonowanych, którzy siedzą w kieszeniach wielkich korporacji), czy innych pismaków straszących nas masowym pomorem. Przyznam się szczerze, że ja osobiście nie jestem już w stanie słuchać tych wiadomości i gdy tylko cokolwiek takiego się pojawia, natychmiast - albo jeszcze szybciej - zmieniam kanał. Szczególnie zaś w święta chcielibyśmy trochę odpoczynku od polityki, pandemii, zafajdanych autorytetów z wypchanymi portfelami i niedojedzoną pizzą i całego tego szlamu. Dlatego też dziś będzie krótko i optymistycznie. Zresztą, patrząc na to co się dzieje, ja w ogóle jestem pełen optymizmu, gdyż co prawda ludzi można przez jakiś czas skutecznie ogłupiać i nimi manipulować (szczególnie jak ma się wielkie media i władzę w postaci zablokowania twojego konta na Facebooku, YouTube, Instagramie, Twitter'ze etc. etc. A wielu ludzi niestety jest od tych komunikatorów mocno uzależnionych), ale nie da się manipulować wszystkimi ludźmi, ani też nie można ogłupiać ludzi w nieskończoność. Czy dlatego właśnie tak się spieszą? 
 
Szczepionki - zaszczepmy się wszyscy... najlepiej przeciwko własnej głupocie! Jak wiele osób dało się podpuścić temu hasłu, jak wielu mocno  wierzy że szczepionka im pomoże? Ja oczywiście życzę im, aby rzeczywiście tak się stało, ale boli mnie to, że tak wiele osób daje się prowadzić na krótkiej smyczy, niczym zwierzątka i robić z siebie króliczki doświadczalne. Zauważcie przecież, że szczepią nas jak zwierzęta, nie jak ludzi i nie ma znaczenia że szczepionka z pewnością obniży naturalny układ odpornościowy człowieka - ważne żeby się szczepić na potęgę i nosić maseczki (a większość z nich nie ochroni nas przed covid-19), w których ludzie się duszą - to nie ma znaczenia. Mamy słuchać naszych panów (którymi mienią się dla nas politycy, ale oni nie są żadnymi panami - to potrząsane kukiełki, którymi się steruje po to, by ci, którym marzy się świat bez ludzi - wreszcie urzeczywistnili swój plan: władzy-kontroli-posłuszeństwa). A na przeszkodzie temu stoi wszystko, co może się w jakikolwiek sposób wyłamać z tego schematu, a tym jest chociażby wiara i modlitwa. Ale nie wolno! Nie wolno chodzić do kościoła, nie wolno otwierać hoteli, nie wolno wychodzić nam na basen, nic nie wolno. Wolno w zasadzie tylko siedzieć w domach i czekać na śmierć dalsze dyrektywy od "naszych panów". To nam wolno i tylko to. Zamknięci w domach, nie kontaktujący się z bliskimi i obserwowani przez nasze urządzenia mobilne, - to właśnie świat, jaki szykują nam ci, którym się marzy świat bez ludzi. To oni wprowadzali wcześniej tematy typu: ekologia, gender, feminizm, lgbt, a potem masową migrację "pigmentalnie uposażonych" (bo słowo "Murzyn" jest już rasistowskie 😲) hord "proroka". Teraz zaś wpadli na pomysł pandemii. Chiny oczywiście służą tu pomocą i wraz z WHO (notabene, ostatni plakat tej organizacji, w której nawołuje ona do wirtualnego uczestnictwa w uroczystościach religijnych i prezentuje symbole islamu i judaizmu, przy całkowitym braku krzyża - symbolu chrześcijaństwa - jest niezwykle dobitny i jasno pokazuje czym dziś jest Światowa Organizacja Zdrowia i do czego ów marksizm/satanizm współcześnie dąży. Jego celem nie tyle jest walka z religią jako taką, a właśnie... walka i całkowite zniszczenie chrześcijaństwa, które uważa - zgodnie z prawdą - za największe dla siebie zagrożenie).

Postaram się ten temat jakoś jeszcze rozwinąć po świętach, ale przyznam się szczerze że ani nie chcę, ani nie lubię o tym pisać. Boli mnie bowiem, jak widzę (szczególnie starsze, ale nie tylko) osoby, które tak łatwo dają sobą manipulować i nie chodzi mi o to, że "wirusa nie ma" - bo jest! Ale o to, że nikt nie chce nas leczyć, nikt nie próbuje nawet udawać że cokolwiek w tym temacie robi, natomiast wszyscy chcą nas szczepić, szczepić na potęgę, szczepić szczepionką, która nie przeszła wszystkich badań (normalnie takie szczepionki testuje się od pięciu, do siedmiu lat, a tutaj wyprodukowali ją - bez znaczenia czy to Pfizer, czy AstraZeneca - w kilka miesięcy i każą nam się nimi szczepić) a o której niepożądanych powikłaniach poszczepiennych dokładnie nie wiedzą nawet ci, którzy tę szczepionkę wyprodukowali. Ale my wszyscy - całe ludzkie bydło - ma się koniecznie zaszczepić, bo taki jest odgórny prikaz? Otóż ja deklaruję wszem i wobec, że NIE ZAMIERZAM I NIGDY NIE ZASZCZEPIĘ SIĘ na modnego obecnie koronawirusa. Ale też nikomu tego nie odradzam, każdy bowiem ma swój własny rozum i jeśli sam nie myśli, to nikt inny za niego już nie pomyśli. Każdy ma swoje życie, szkoda tylko że niektórzy tak konsekwentnie je sobie niszczą.

I teraz właśnie dochodzimy do sedna tematu, a mianowicie do reakcji polskiego pastora - Artura Pawłowskiego z Calgary w Kanadzie, który w sposób konsekwentny rozprawił się z policją, próbującą narzucić mu "covid'owy obowiązek" zaprzestania udzielania mszy. Oczywiście trudno też mieć pretensje do kanadyjskiej policji - oni tylko wykonują polecenia swoich przełożonych, którzy wykonują polecenia swoich przełożonych, a ci swoich. I tak po nitce do kłębka doszlibyśmy do prawdziwego autora tych wszystkich "pandemicznych" zakazów i obostrzeń. Ale, postaram się jeszcze kiedyś więcej o tym napisać, a teraz - aby nie psuć świątecznego nastroju - zapraszam na film (warto też zastanowić się nad słowami, które ów pastor wypowiada):
 
 
 

 
  

wtorek, 10 listopada 2020

JAKA PIĘKNA... PATOLOGIA! Cz. VIII

 VIVAT AMERYKA!!!

 
 

 
 
 Przez dłuższy czas unikałem podjęcia tego tematu, jako że chciałem poczekać i bardziej rozeznać się w tym, co obecnie dzieje się w Stanach Zjednoczonych Ameryki. Mam tu oczywiście na myśli niedawne "wybory" prezydenckie w tym kraju i owe błyskawiczne i zupełnie niespodziewane zwycięstwo "śpiącego Joe" nad Donaldem Trumpem. Teraz jednak uważam że popełniłem błąd nie zajmując się tym tematem wcześniej, jako że obecnie widać już jak naprawdę wyglądały te wybory i dlaczego zwycięstwo Bidena ogłoszono w mediach tak szybko. Zwycięstwo - które tak naprawdę wciąż nie jest pewne, gdyż żaden ze stanów nie potwierdził oficjalnie głosów oddanych na Bidena i Trumpa, jak również wciąż w niektórych stanach trwa liczenie głosów wyborczych, tak więc wszystko to jak na razie to są zwykłe medialne dywagacje. A mimo to Biden już ogłosił się 46 prezydentem USA, a Kamala Harris pierwszą, ale nie ostatnią wiceprezydent (😑). Szybko też zaczęły spływać gratulacje dla nowego prezydenta elekta, i to pomimo faktu że głosy wciąż są liczone i zapewne będą jeszcze raz sprawdzane przy udziale sądów federalnych, a najprawdopodobniej również i Sądu Najwyższego. Oto bowiem Donald Trump, ten pogardzany i wyśmiewany "faszysta" i "mizogin", zebrał w tych wyborach ponad 4 miliony głosów więcej niż w 2016 r., a przecież jego porażka miała być oczywistością i totalną kompromitacją. Miał przegrać z kretesem, gdyż ponoć niechęć Amerykanów wobec jego osoby sięgnęła już zenitu. A tu okazuje się że zdobył on aż 4 miliony głosów więcej niż w poprzednich wyborach i że bardzo chętnie głosują na niego nie tylko mniejszości etniczne (głównie Latynosi czyli Kubańczycy z Florydy, ale przecież także Meksykanie, choć i wśród czarnoskórych zebrał - wbrew lewicowej propagandzie - imponujący wynik ) a także i kobiety (znów wbrew feministycznej propagandzie), choć należy przyznać że głównie te, będące w związkach małżeńskich. Zdobył też spore poparcie wśród katolików (co mogło być też spowodowane ostatnią nominacją Amy Coney Barret na sędzię Sądu Najwyższego USA, ale zapewne nie tylko), szczególnie zaś Polonii, która przez długi czas była naturalnym elektoratem demokratów (Biden ostatnio nawet stwierdził że przestał chodzić do polsko-amerykańskiego klubu, gdyż teraz kontaktuje się tylko z "mądrymi ludźmi" 😏). 
 
Donald Trump budził bardzo żywe emocje (był kochany i nienawidzony) i tym samym przyciągał wielkie tłumy w czasie swojej kampanii wyborczej, a ludzie wprost wykrzykiwali w jego stronę: "Kochamy Cię!" Takich przypadków nie było po stronie Bidena i Harris, a "zwiędły staruszek Joe" często przemawiał do na wpół pustych krzeseł, lub... do pustych samochodów 😄. Często popełniał też tak potworne faux pas, że nawet jego otoczenie było tym zażenowane (np. nawoływał aby... na niego nie głosowano 😂, pomylił swoją wnuczkę ze zmarłym synem, twierdził że na Covid-19 zmarło dotąd 200 milionów Amerykanów 😬, oraz że jego siostra jest jego żoną, a on sam jest mężem siebie samego 👍). I nagle okazuje się że taki człowiek zwycięża w wyborach prezydenckich i pokonuje jednego z najbardziej rozpoznawalnych i najbardziej popularnych prezydentów w historii Stanów Zjednoczonych? I to w sytuacji, gdy w odbywających się symultanicznie wyborach do Kongresu (zarówno Izby Reprezentantów jak i Senatu) demokraci uzyskali marny wynik, przegrywając kilka kolejnych głosowań. I nagle okazało się, że ci sami ludzie (a raczej te same hrabstwa), którzy nie głosowali na demokratów w wyborach do Kongresu, gremialnie wręcz poparli Bidena w walce o fotel prezydenta USA. Ktoś tu chyba z kogoś robi większego kretyna niż sam jest i nic dziwnego że Trump nawoływał do zaprzestania liczenia głosów (które dostarczane hurtowo, z minuty na minutę w kilku stanach lawinowo wręcz zwiększały przewagę Bidena) oraz twierdził że: "Ukradziono nam zwycięstwo!" Trudno dziwić się jego słowom, jako że powodów ku temu było mnóstwo i nawet jeśli założymy że każde wybory niosą ze sobą jakieś niewielkie przypadki fałszerstw (przypomnijmy sobie wybory samorządowe w Polsce z 2014 r., w których to PSL zdobył ogromne jak na tę partię poparcie w miastach, a potem okazało się że wszystko jest ok. i inaczej być nie mogło. I nikt nie protestował, nikt nie donosił do Brukseli czy Berlina w walce o "praworządność" i "demokrację". Balon próbny został odpalony, softwary sprawdzone więc o co ci chodzi ziom? O co ci chodzi?), to jednak w tych wyborach w USA po stronie Bidena zaangażowane były nie tylko wszystkie wielkie media (może poza w miarę neutralnym Fox News) ale całe Deep State (i stąd też brał się grobowy spokój "śpiącego Joe" o wynik tych wyborów) a wszyscy oni poszli już na całość, zupełnie nie zwracając uwagi na takie szczegóły, jak społeczny odbiór jawnych wprost wyborczych przekrętów.
 
 

 
Bo nikt mi nie powie że do oszustw wyborczych na ogromną skalę nie dochodziło, skoro na Bidena głosowały osoby, które nie żyły już od kilku, kilkunastu a nawet kilkudziesięciu lat (najstarszą zwolenniczką Joe Bidena była bowiem kobieta urodzona w... 1823 r. 😂). Dochodziło też do rejestracji zwierząt w komisjach wyborczych (wszystkie one głosowały oczywiście na Bidena 😅) do oddawania głosów korespondencyjnych za osoby które chciały zagłosować w sposób tradycyjny, do próby wywiezienia kilkuset głosów oddanych w formie korespondencyjnej za granicę, do wypełniania kart do głosowania przez urzędników administracji stanowej, oraz oczywiście do zliczania głosów oddanych na Donalda Trumpa i przypisywania ich Joe Bidenowi (tak zliczał głosy software firmy Dominion Voting Systems, używany w... 30 stanach), oraz do odnajdywania wciąż nowych głosów, znajdowanych albo na pendrivie, albo też wśród głosów "kopertowych". Nagle, w środę rano (4 listopada) okazało się że lawinowo przybywa głosów oddanych na Bidena i to w stu procentach (TYLKO) na niego, natomiast nikt nie głosuje już na Trumpa. W kluczowych do zwycięstwa stanach, w których dotąd prowadził Trump (Michigan, Wisconsin, Pensylwania), nagle w ciągu jednej nocy zaczął zyskiwać Biden i to zyskiwać zdecydowanie. Wszystkie głosy wówczas zliczone, oddane zostały na Bidena (kilkaset tysięcy) a ani jeden nie został oddany na Donalda Trumpa. Już sam ten fakt (bez odnoszenia się do wcześniej wymienionych), powinien spowodować unieważnienie tych wyborów i rozpisanie nowych, gdyż skala nieprawidłowości (tak to nazwijmy, choć na język ciśnie się znacznie dosadniejsze słowo) jest tak duża, iż nie sposób mówić o jakichkolwiek standardach demokratycznych (nawet w krajach o ustrojach totalitarnych, rządzący tam dyktatorzy nigdy nie przyznają sobie w wyborach 100 % poparcia. Kim Dzong Un zdobywa "zaledwie" 97 % , Fidel Castro - gdy jeszcze żył - od ok. 87 - 94 %, ale trzeba być wyjątkowo bezczelnym totalniackim zamordystą, aby przyznać sobie aż 100 % oddanych głosów. Oczywiście ja rozumiem dlaczego tak postąpiono - i choć przyznanie Trumpowi "kilku" procent głosów mogłoby ich bardziej uwiarygodnić - ale gdy w grę wchodzi walka o każdy głos i nie ma się żadnej pewności wygranej, to nie można bawić się w takie układanki i trzeba iść na rympał. I tak się właśnie stało Biden, Harris i stojące za nimi Deep State poszli więc na całość, zgarniając sto procent głosów oddanych korespondencyjnie w owych trzech stanach). 
 
 
 
 
A co ciekawe, nasze "wolne media" (podobnie zresztą jak i te amerykańskie, niemieckie czy francuskie) a szczególnie TVN zaraz po zgarnięciu przez Bidena 279 głosów elektorskich (mimo że poszczególne stany jeszcze nie ogłosiły oficjalnych wyników, a elektorzy nie oddali swych głosów) ogłosili wszem i wobec pełne zwycięstwo Joe Bidena, w ogóle nawet nie zastanawiając się nad skalą i formą jawnych nieprawidłowości które zostały popełnione w tych wyborach. Okazuje się (oczywiście według TVN i innych mainstreamowych mediów) że amerykańskie wybory korespondencyjne były przeprowadzone w sposób właściwy, ale pamiętam jak w maju tego roku miały również u nas odbyć się wybory korespondencyjne i wtedy TVN, PO-KO i wszystkie inne liberalno-lewicowe trutnie postkomunistycznego systemu, piały z oburzenia na całą Europę że "wybory kopertowe" to ogromne niebezpieczeństwo, gdyż - ze względu na Covid-19 - spowoduje to masowe zgony ludzi przy urnach wyborczych, a poza tym rząd i tak sfałszuje te wybory, więc w żaden sposób nie można do nich doprowadzić. Uruchomiono w tej sprawie nawet Brukselę, gdyż Kaczyński miał dążyć do władzy po trupach wbrew głosom opozycji, która tak bardzo martwiła się o los obywateli (mosowo umierających przy urnach 😷), że teraz sami nawołują do kontynuacji protestów feministek i aborcjonistek. O naszej "rodzimej" opozycji nie ma co się nawet wypowiadać, bo przyzwoity człowiek nie zajmuje się g...em (💩), ale od telewizji, która uważa się za obiektywną, wymagałbym już nieco innego podejścia. Jednak gdy człowiek próbuje czegokolwiek dowiedzieć się z mediów tzw. mainstreamowych, to te jego próby już na samym początku skazane są na niepowodzenie, gdyż współczesne media nie są po to, aby czerpać z nich informacje, ale po to aby kształtować poglądy i postawy ludzi (tłumów) według linii która jest korzystna dla ich mocodawców. A każdy człowiek ma pewien określony próg odporności na propagandę, u mnie ten próg kończy się z chwilą gdy odpalam TVN.
 
 

 
Podsumowując, teraz sztab Donalda Trumpa musi walczyć do końca (i nie wolno mu się poddać, a temu już służą nowe medialne wrzutki, typu "informacje" że żona i zięć Trumpa przekonywali go by uznał swoją wyborczą porażkę), zbierając wszelkie relacje o nieprawidłowościach wyborczych i raz jeszcze zliczając głosy. Sądzę jednak że cała ta afera nie ominie Sądu Najwyższego i ponownie (jak w 2000 r. - z tym że wówczas stopień jawnych oszustw wyborczych był niewspółmiernie mniejszy) to sędziowie zadecydują o sukcesie wyborczym jednego bądź drugiego kandydata. W każdym razie nie można się poddawać, gdyż w przeciwnym wypadku kolejne wybory nie będą miały już żadnego sensu, skoro można dowolnie dodrukować karty z nowymi głosami, skoro zagłosować mogą zmarli (zombi?), lub choćby zwierzęta. Po co więc takie wybory? Może więc od razu wprowadźmy totalitarny ustrój marksistowski, oddajmy całą władzę w ręce korporacji i i międzynarodowych spółek, które to dowolnie będą już blokować (np. na Twitterze, Facebooku etc. etc.) opinie uznawane za "nieprawomyślne?" Komuś jeszcze potrzebna jest demokracja? Jeśli Amerykanie się nie obudzą i nie zobaczą że są już jawnie sprowadzani do roli podludzi, których jedynym obowiązkiem jest pracować do śmierci na całkowicie wynarodowione i odrealnione (żyjące w zupełnie innym świecie) elity, które już uważają się za arystokrację Nowego Wspaniałego Świata - to wówczas każde następne wybory (nie tylko w USA) tak naprawdę nie będą miały żadnego sensu, a obywatele zostaną zamienieni w poddanych. Bowiem największym sprzymierzeńcem wszelkiego zła, jest po prostu zwykła bierność dobrych ludzi.              
 
 
 

 
 
 
PS: Przepraszam za nieco chaotyczną i przykrótką formę tego tekstu, 
ale pisałem go na szybko w warunkach niezbyt swobodnych. 
 
 
 

czwartek, 29 października 2020

ABORCJA - TEMAT ZASTĘPCZY I CO DALEJ?!

 CZY SZYKUJĄ NAM KOLEJNY

LOCKDOWN?

 
 

 
 W meandrach internetu odnalazłem dwa ciekawe głosy, które w dużej mierze potwierdzają moje przypuszczenia odnośnie owych "protestów wściekłych macic" w sprawie aborcji eugenicznej w naszym kraju. Twierdziłem bowiem że zarówno same protesty - wspierane przez lewicę - są bardzo na rękę rządowi, dlatego też nie ma zdecydowanej interwencji rządzących, a policja praktycznie pozostaje bierna na wszelkie akty lewicowego wandalizmu. Pisałem też że PiS mocno na tym zyska i wszelkie gadanie o upadku rządu można włożyć między bajki. Mało tego, Jarosław Kaczyński wezwał ostatnio członków i zwolenników swojej partii do ochrony świątyń - po co to zrobił, skoro wystarczyłoby posłać tam kilku, może kilkunastu policjantów i sprawa byłaby załatwiona? Czyżby rządowi bardzo zależało na eskalacji konfliktu, aby dzięki temu móc realizować własne plany tyczące Covid-19 i ponownego zamrożenia gospodarki? Wszystko jak dotąd na to wskazuje, tym bardziej że w Niemczech i we Francji też już wprowadzono lockdown, zatem i nasi "władcy" również pójdą (jestem przekonany że taki jest właśnie cel tych wszystkich protestów i atakowania świątyń przez lewackich ćwierćinteligentów, majaczących o jakiejś rewolucji) tą właśnie drogą, a protesty będą służyły nie tylko do propagandowego "sprzedania" społeczeństwu konieczności wprowadzenia nowego lockdownu (większe manifestacje - więcej zakażeń - więcej testów - kolejny zamrożenie gospodarki wprowadzone oczywiście w "obronie zdrowia i życia obywateli"), ale również do przymusowego zamknięcia nas w domach (a nawet wprowadzenia kontroli liczby osób tam przebywających) oraz (kto wie) również zorganizowania poboru mężczyzn do wojska, aby ograniczyć lub wręcz zlikwidować niebezpieczeństwo masowych protestów, które już pojawiają się choćby w Niemczech czy we Francji.
 
Pierwszy materiał pochodzi z youtubowego kanału "Wideoprezentacje" Krzysztofa "Atora" Woźniaka, drugi zaś z kanału "Dziki Trener". Posłuchajcie proszę i zastanówcie się czemu ma służyć wzajemne antagonizowanie społeczeństwa i celowe wyprowadzanie ludzi na ulice. Jedynym zwycięzcą tego wszystkiego będzie rząd (i stojące za nim grupy interesu), a my wszyscy (bez względu na to czy z lewej, czy z prawej strony) zostaniemy zamknięci we własnych domach, przy całkowicie sparaliżowanej gospodarce i bez możliwości jakiejkolwiek krytyki tego stanu rzeczy. Nie wiem oczywiście czy tak się realnie stanie, ale jak na razie wszystko na to wskazuje i poszczególne elementy tej układanki pasują do siebie jak ulał (wrzucenie zastępczego tematu aborcji, co spowodowało emocjonalne rozedrganie lewicy i zaowocowało "wkurwem wściekłych macic", potem ataki na świątynie - idealny temat zastępczy, czyli odwrócenie uwagi od rządzących i przekierowanie jej na świątynie i księży, to zaś spowodowało kontrakcję narodowców i kibiców - wspieraną przez partię rządzącą - organizujących obronę kościołów. Policja zaś stoi z boku i co najwyżej oddziela obie grupy od siebie. A wkrótce potem okaże się że wskaźniki zakażeń skoczyły nieprawdopodobnie w górę i zacznie się "tłumaczenie" konieczności wprowadzenia nowego lockdownu oraz pozamykania nas wszystkich w domach). Mam nadzieję że się mylę, ale jak na razie wszystko wskazuje na to, że PiS celowo wrzucił tego aborcyjnego "gorącego kartofla", aby przygotować dla nas wygodne domowe więzienia i jednocześnie doprowadzić do upadku istniejącej jeszcze klasy średniej. Zatem uważam że obecne demonstracje służą partii rządzącej (i dlatego nie wprowadzają żadnych środków przymusu bezpośredniego), ale jeśli będą chcieli nas wszystkich pozamykać i zamrozić gospodarkę i gdy na ulicę wyjdzie prawdziwie wkur...y naród, wtedy dopiero pokażą co potrafią i zapewne będą próbowali również wyprowadzić wojsko na ulicę. Mam wielką nadzieję że się mylę, bo w przeciwnym wypadku czasy w których żyjemy naprawdę będą rewolucyjne. 
 
 
MATERIAŁ Z KANAŁU KRZYSZTOFA WOŹNIAKA
 
 

 
 
MATERIAŁ Z KANAŁU "DZIKI TRENER"
 
 

 
 

 

czwartek, 15 października 2020

JAKA PIĘKNA... PATOLOGIA! Cz. VII

CZYLI ROZWAŻANIA NAD

WSPÓŁCZESNOŚCIĄ

 
 
 
 
 

 STREFY WOLNE OD LGBT!

 
 
 Dziś na spokojnie, zacznę od tematu który przez jakiś czas (a być może nawet i po dziś dzień) rozgrzewał do czerwoności wszelkie globalne instytucje marksistowskiej międzynarodówki (zwanej w skrócie lewactwem). Chodzi oczywiście o tak zwane "strefy wolne od lgbt", których to powstanie stało się kolejnym powodem do lewicowego wypróżniania się na Polskę. Nawet sama ambasador USA, pani Georgette Mosbacher raczyła stwierdzić, że Polska w tej kwestii znajduje się po: "złej stronie historii!". W Parlamencie Europejskim jakieś feministyczno-genderowe czarownice, odprawiają swe rytualne szabaty nad zaściankowością naszego społeczeństwa, sugerując nam że "prawa osób lgbt to prawa człowieka". Obserwując z boku cały ten ideologicznie motywowany cyrk i nie mając żadnej wiedzy o tym, jak rzeczywiście wygląda prawda - można by było sądzić że coś w tym jest i że wprowadzając strefy godzące w osoby lgbt, tak naprawdę rzeczywiście jesteśmy jakimś cywilizacyjnym zaściankiem i wypisujemy się z "europejskiej cywilizacji". Tak można by sądzić, będąc zupełnie nieświadomym zarówno formy lingwistycznej i logicznej zgłaszanej krytyki pod naszym adresem, jak i rzeczywistych aspektów prawdy i fałszu. 
 
Zacznijmy może od tego pierwszego, czyli formy lingwistyczno-logicznej. Bowiem od jakiegoś czasu w mediach wciąż pojawia się pojęcie (forsowane oczywiście przez antykulturowych neomarksistów) "Ludzi LGBT". Na pierwszy rzut oka, niby wszystko wygląda poprawnie i nie ma się do czego przyczepić. Doprawdy? Z nowomową i teoriami lewicy jest już tak, że rzeczywiście na pierwszy rzut oka (patrząc z dala) wyglądają one bardzo pięknie i siłą swych pojęć mogą przyciągać (wabić) do siebie nieświadome lub naiwne jednostki (jak owady do światła które może je spalić), ale gdy tylko przyjrzeć się im z bliska, a (nie daj Boże) poskrobać nieco farbę, jaka została nałożona by można było XIX-wieczne starocie sprzedać w nowym opakowaniu i pod inną nazwą, nazywając to "postępem" - to wówczas bardzo szybko uświadomimy sobie że to, co z daleka wydawało nam się ładne i pociągające, w rzeczywistości jest spróchniałą i rozlatującą się konstrukcją, która prócz nowej farby, nie została w żaden sposób odnowiona. I tak właśnie jest choćby z pojęciem "Ludzie LGBT". Przewrotne pytanie (po zadaniu którego z trudem podtrzymywana konstrukcja zaczęłaby się chwiać) brzmiałoby: czy istnieją w ogóle ludzie lgbt? Zapewne skoro lewica mówi że istnieją, to istnieją i koniec dyskusji, ale podchodząc do tego problemu w sposób logiczny (a należy pamiętać że lewica, w szczególności zaś jej rewolucyjny, marksistowski odłam z logiką nie ma NIC wspólnego), należałoby zapytać - skoro tak, to proszę wskażcie mi choć jedną (powtarzam - JEDNĄ!!!) osobę lgbt, a wówczas rzeczywiście przyznam wam rację i nie będę w tej sprawie zabierał głosu. Lewicowa jaczejko - wskaż więc choć jedną osobę lgbt, a wówczas zamilknę w tym temacie. Zastanawiam się dlaczego ludzie nie myślą logicznie, a tym samym powielają szkodliwą nowomowę, która wdziera się do języka i przez to całkowicie przemeblowuje naszą rzeczywistość (a w tej kwestii rzeczywiście przyznaję rację lewicy - język jest bronią, poprzez którą możemy kształtować i opisywać świat, dlatego tak ważne jest wiedzieć co i o czym się mówi, aby nie wpaść w lingwistyczne pułapki, które następnie zakodowane w naszej głowie, staną się - narzuconymi, aczkolwiek przez nas potem już akceptowalnymi formami opisywania naszej rzeczywistości). 
 
Wielokrotnie podawałem już podobne przykłady używania narzuconego języka, który z czasem stał się naturalną i akceptowalną formą wyrażania naszych myśli (przykładem niech będzie choćby słowo: "radziecki" - któż dziś bowiem pamięta, że słowo to również przyjechało do nas po 1944 r. na sowieckich tankach, wraz z Armią Radziecką - a jak w szkołach uczono naszych rodziców i dziadków - Armia Radziecka z nami od dziecka. Przed II Wojną nie istniało słowo "radziecki" - a jeśli już to tylko w środowisku agentów z KPP czy innych tego typu przybudówek Kremla. Wcześniej używano po prostu słowa "Sowiety", "Czerwoni", "Komuniści", "Bolszewicy" ewentualnie "Ruskie" lub "Moskale". A dziś słowo "radziecki" jest poprawnym określeniem, odnoszącym się do państwa bolszewickiego. Praktyka wtłaczania tego lingwistycznego potworka w głowy Polaków - który w żaden sposób się nie odmienia, np. nie nożna użyć tego słowa na opisanie Sowietów, gdyż wyszłoby to jakoś karykaturalnie np. "Radziety"? - zrobiła swoje i nowomowa stała się akceptowalną formą nowego opisywania rzeczywistości). I tak właśnie jest też z pojęciem "Ludzie LGBT", choć nikt nigdy nie widział na oczy "człowieka lgbt", to wielu bezrozumnie powtarza wciąż tę lingwistyczną papkę dla idiotów, nie zastanawiając się nawet nad własną bezmyślnością. O co mi chodzi (tłumaczę tym, którzy jeszcze nie załapali), określenie: "człowiek lgbt" jest wzajemnie sprzeczne i wykluczające się, bowiem nikt taki nie może istnieć w rzeczywistości, a gdyby nawet istniał to byłyby chodzącym kuriozum, którego można by było pokazywać w cyrku, lub jako obwoźną atrakcję. Słowo LGBT, znaczy bowiem: "Lesbijki-Geje- Biseksualiści i Transwestyci", tak więc gdyby istniał człowiek lgbt, musiałby on być zarówno gejem, jak i lesbijską (co by oznaczało że byłby zarówno kobietą jak i mężczyzną), a do tego być biseksualny (co automatycznie oznacza że nie mógłby być już ani gejem, ani też lesbijską), a dodatkowo miałby być i transwestytą (co jak wiadomo nie jest wcale równoznaczne z byciem gejem czy biseksualistą). Stąd właśnie kuriozum samej nazwy, jak i głupota tych, którzy bezmyślnie powtarzają (nawet w dobrej sprawie) to określenie. Tak więc raz jeszcze trzeba powtórzyć (dla utrwalenia): NIE ISTNIEJE CZŁOWIEK LGBT! Co oczywiście nie znaczy że nie istnieją aktywiści ideologii lgbt (zwanej również ideologią gender), bo tacy rzeczywiście są dość aktywni (szczególnie gdy są "zraszani" pieniędzmi z najróżniejszych NGO-ów) i jedynie w takim kontekście należy stosować to słowo.
 
 
JAK ŁATWO MOŻNA SIĘ ZDEKONSPIROWAĆ, GDY SIĘ NIE ZNA DOBRZE NARODOWYCH KODÓW JĘZYKOWYCH I KULTUROWYCH
FRAGMENT "CZASU HONORU":
 
"NIKT Z NAS NIE MÓWI RADZIECKIE!"
 
 

 
Druga sprawa jest taka, że w Polsce nie ma żadnych stref wolnych od lgbt. Oczywiście w narracji dla Zachodu, nasza piąta kolumna (czyli cała ta targowica i volksdojczeria o której nawet nie chce mi się wspominać, aby nie psuć sobie humoru) przedstawia sytuację wprost katastroficznie, jakoby rzeczywiście istniały jakieś miejsca, gdzie nie ma wstępu dla homoseksualistów czy transwestytów. Próbuje się dorobić Polsce "gębę" powielając fake news o "strefach wolnych od lgbt" i okrutnych zniewag a nawet samosądów - jakimi mają padać homoseksualiści. I znów, jeżeli człowiek nie ma pojęcia o rzeczywistości i nie szuka prawdy, to może poprzestać na tej papce, jaką serwują nam współczesne globalistyczne media - pierwsze szczekaczki "Nowego Wspaniałego Świata". Dopiero wówczas, gdy zaczyna się intensywnie poszukiwać prawdy i ją odkrywać, można uzyskać realne informacje na każdy temat podawany nam przez media (trzeba tylko poświęcić nieco czasu na poszukiwanie innych, niż te establishmentowe źródeł - a na to niestety większość ludzi nie ma po prostu czasu, a często i chęci). Należy bowiem od razu wyjaśnić, że w Polsce homoseksualizm NIGDY nie był penalizowany - w przeciwieństwie do krajów Europy Zachodniej i USA, gdzie za takowe stosunki można było trafić do więzienia. W Polsce nikt nigdy nikomu nie zaglądał do łóżka i nie oceniał kto co i z kim robi. Mnie osobiście (a myślę że tak sądzi jakieś 99.9 % polskiego społeczeństwa) zupełnie nie interesuje czy ktoś jest homo czy hetero i co robi ze swoim partnerem (lub partnerką) prywatnie. Jeśli tylko nie łamie prawa (pedofilia-zoofilia-nekrofilia) to po pierwsze nie interesuje mnie nie tylko z kim śpi, ale również co ma w majtkach - mnie interesują tylko kompetencje i doświadczenie oraz umiejętności danej osoby. Ale to jest tak oczywista rzecz, że aż mi głupio gdy muszę o tym pisać. 
 
Natomiast została wytworzona atmosfera, jakoby w Polsce dochodziło do jakichś pogromów lub jawnej dyskryminacji osób homoseksualnych w sferze publicznej. Czym bowiem są tzw.: "strefy wolne od lgbt", przyjęte przez część samorządów w południowo-wschodniej części naszego kraju i czemu mają służyć? Dyskryminacji gejów, lesbijek i osób transseksualnych? Nie, mają przede wszystkim służyć ochronie rodziny i braku przyzwolenia na agresywną propagandę środowisk lgbt i gender - która już próbuje wedrzeć się do szkół i zmuszać dzieci na przykład do... nakładania prezerwatyw na sztuczne penisy w ramach zajęć lekcyjnych (bowiem nie tylko takie rzeczy dzieją się dziś w szkołach w Niemczech, we Francji czy Wielkiej Brytanii). Samorządowa Karta Praw Rodziny (a nie żadna propagandowo wtłaczana do głów "strefa wolna od lgbt"), jest jedynie deklaracją ideową, bez formalnie sprecyzowanych konsekwencji prawnych, która jest jawnym sprzeciwem lokalnych mieszkańców przeciwko zmasowanej, agresywnej polityce niszczenia podstaw naszego społecznego bytu, poprzez podkopywanie fundamentów na których powstała nasza cywilizacja (część kobiet zakażono na przykład feminizmem i wmówiono im że "samiec twój wróg", idź i z nim walcz). Poza tym uznano mordowanie nienarodzonych ludzkich istnień za... prawo wyboru kobiety (czyli zabójstwo dziecka jest prawem kobiety?), a ostatecznie zabrano się za już narodzone dzieci, dążąc do ich seksualizacji już od najmłodszych lat. I właśnie przeciwko temu protestują w tej uchwale samorządy. Żeby jednak być dosłownym, oto co jest zapisane we wstępie Samorządowej Karty Praw Rodziny:
 
 
 





A powodem tego całego zamieszania (i ataku na Polskę) jest jeden człowiek - Bartosz Staszewski, który jako aktywista lgbt (można wręcz napisać że funkcjonariusz, gdyż pobiera sute dotacje z NGO-sów za plucie na Polskę i robienie z siebie męczennika za lgbt), jeździ po gminach i przykręca tabliczki (specjalnie stworzone na tę okazję) z hasłem: "Strefa wolna od LGBT", następnie robi zdjęcia, wrzuca je do sieci i szybko odkręca tabliczkę, po czym udaje się do innego miasta i tam robi to samo od początku. To tyle jeśli chodzi o całą tę napompowaną histerię lewactwa na temat "stref wolnych od lgbt" w Polsce, stoi za nimi jeden człowiek (prowokator), którego - jak się okazuje - coraz więcej gmin (wciąż dołączają kolejne) pozywa do sądu o ochronę dóbr osobistych. I przynajmniej to - w tym naszym coraz bardziej zwariowanym i dążącym do permanentnej inwigilacji świecie - można uznać za pozytywne światełko w tunelu. Zaś filmik, który jeszcze lepiej pozwoliłby zrozumieć zakłamanie, jakie jest powielane w światowych mediach głównego nurtu na temat polskiej uchwały o ochronie rodziny - właśnie został usunięty przez YouTube. Wiadomo że dla totalitarystów prawda musi być pierwszą ofiarą w ich walce o zniewolenie społeczeństw. Aleśmy ku...a dożyli perfidnych czasów.  
 
 
 
ZATEM NA KONIEC MAŁY REBUS:
 
JAK SPOWODOWAĆ ROZDYGOTANIE EMOCJONALNE U FEMINISTKI?
 
POWIEDZIEĆ JEJ PARĘ SŁÓW PRAWDY
 
 

 
 

sobota, 12 września 2020

JOSEPH McCARTHY - MŁOT NA MARKSIZM - Cz. I

WALKA Z CZERWONĄ 

PIĄTĄ KOLUMNĄ W USA 



"W KOMUNIZMIE NIE BĘDZIE 
WYPADKÓW TRAMWAJOWYCH"




 
 Obserwując poziom postępującej neomarksistowskiej rewolucji w USA, jawnych już prób przerobienia Amerykanów na lewicową modłę (czego dobitnym przykładem jest choćby ostatni nakaz Amerykańskiej Akademii Sztuki Filmowej wprowadzający nowe zasady ubiegania się twórców filmowych o Oscara, zmuszając wszystkich do obowiązkowego wprowadzenia parytetów względem kobiet, mniejszości rasowych, mniejszości seksualnych a także osób niepełnosprawnych - swoją drogą kreatorzy "Nowego Wspaniałego Świata", nie widzą nic niestosownego w umieszczaniu kobiet i przedstawicieli innych ras obok osób z niepełnosprawnością [fizyczną lub umysłową], tak jakby płeć żeńska czy inny niż biały kolor skóry, miały świadczyć o ułomności tych osób 😒. Tak oto morduje się sztukę i nakłada kaganiec cenzury, wymuszając na obywatelach jego akceptację). Gdy nawoływania do fizycznego zamordowania prezydenta Donalda Trumpa, padają już nie tylko z ust celebrytów czy pospolitej lewackiej hołoty, ale wręcz wpływowych polityków partii demokratycznej (swoją drogą zastanawiam się do czego oni jeszcze się posuną i co się stanie w przypadku wygranej Trumpa w tych wyborach? Można jednak być pewnym że dojdzie do kolejnych prób destabilizacji kraju, a nawet... secesji typowo zlewaczałych stanów Wschodniego i Zachodniego Wybrzeża, takich jak np. Kalifornia. Czyli druga Wojna Secesyjna), wówczas powracam myślą do lat 50-tych (należy bowiem pamiętać że lata po zakończeniu II Wojny Światowej, a szczególnie 50-te i pierwsza połowa lat 60-tych, to był najwspanialszy okres dziejów w całej historii USA. Rozpędzona gospodarka pracowała na pełnych obrotach, bezrobocie było marginalne, powstawały nowe osiedla domów jednorodzinnych, wznoszone przez przyzwoicie zarabiających przedstawicieli amerykańskiej middle class, gdzie samotnie pracujący mężczyzna był w stanie spokojnie utrzymać całą swoją rodzinę, co dziś już jest praktycznie niemożliwe), czyli do epoki senatora (który miał jaja ze stali) Josepha McCarthy'ego, z którego amerykańska lewica uczyniła potem przykład inkwizytora i faszysty, urządzającego pogromy i rozpalającego stosy, na których płonęły niewinne "czarownice".

Ameryka miała dwa takie "przebudzenia mocy" w swej historii. Pierwszy to okres wspomnianego wyżej boomu gospodarczego lat 50-tych i 60-tych, a drugi miał miejsce z końcem lat 70-tych, czyli z chwilą zwycięstwa wyborczego prezydenta Ronalda Reagana i działalności Phyllis Schalfly (znanej chociażby z filmu "Mrs. America"), której feministki wprost nienawidziły (ze względu na jej polityczną skuteczność). O amerykańskiej kontrrewolucji konserwatywnej lat 80-tych postaram się jeszcze napisać nieco więcej, od siebie jednak dodam że bardzo lubię ten okres w historii USA, okres w którym kobiety znów zaczęły być kobiece (i jak śpiewał Merle Haggard w 1982 r.: "Czy stare czasy na dobre odeszły (...) Czasy, gdy kraj nasz był silny (...) przed Beatlesami i przed Yesterday. Chciałbym, żeby Ford i Chevrolet znów lat dziesięć jeździły, by Coca Cola nie zwała się Coke. Tak było przed piecami mikrofalowymi, kiedy dziewczyny jeszcze gotowały (...) Przestańmy staczać się z górki, powstańmy, by cześć oddać sztandarowi (...) Najlepsze z życia w wolności jest jeszcze przed nami, stare czasy jeszcze nie odeszły"), a wśród mężczyzn ponownie (po zakończeniu wojny w Wietnamie i marksistowskiej rewolucji drugiej połowy lat 60-tych) zaczęto propagować takie wartości jak patriotyzm i poświęcenie w obronie słabszych. Te wszystkie filmy na których (poniekąd) się wychowałem: Rambo, Rocky, Drużyna A, Amerykański Ninja, Szklana Pułapka, Terminator i wiele innych - były przykładem odrodzenia tradycji tej prawdziwej Ameryki, tej Ameryki z czasów "Najwspanialszego Pokolenia" lat 50-tych. To właśnie tamto pokolenie wypracowało bowiem dobrobyt Ameryki, który obecnie jest przejadany przez pokolenie nierobów, nie wiedzących dokładnie ile jest płci i wrażliwych jak płatki śniegu na wszelkie przejawy wolności słowa (definiowanej jako "mowa nienawiści"). Ale czas dobrobytu dobiega końca i przyjdzie taki moment że ci młodzi, ogłupieni wszechobecną propagandą i lewicową ideologią - czyniącą w ich głowach prawdziwą sieczkę - pewnego pięknego dnia obudzą się bez środków do życia. I nie będzie już mowy o tym czy kupić sobie nowego Iphone, czy nowe Adidasy, ale jak zdobyć chleb aby nie umrzeć z głodu. A niestety dobrobyt bierze się z pracy ludzkich rąk i z tego, co jesteśmy w stanie wyprodukować i dać innym ludziom za to, aby ci inni dali nam wyroby własnej pracy. Donald Trump - do którego można mieć wiele zastrzeżeń - zdaje się to rozumieć i widzi że polityka wielkich koncernów, które przenoszą produkcję do krajów Trzeciego Świata lub Chin (gdzie pracownikom płaci się głodowe pensje lub wręcz dostają jedynie przysłowiową miskę ryżu), jednocześnie zwalniając pracowników we własnych krajach i potęgując tym bezrobocie - jest drogą donikąd. Ta droga prowadzi do katastrofy i Trump doskonale zdaje sobie z tego sprawę, starając się na powrót ściągnąć produkcję do USA (pytanie tylko brzmi, czy Amerykanie - wyrośli na ideologii "płynnej płci" gender, feminizmu i lgbt - są jeszcze zdolni do podjęcia efektywnej pracy, tak jak czynili to ich ojcowie lub dziadowie). I to właśnie powoduje wręcz histeryczny wrzask establishmentu, który w Trumpie upatruje swego największego wroga i będzie się starał wyeliminować go z tych wyborów.




A to wszystko jest pokłosiem bardzo silnych w USA (szczególnie w establishmencie politycznym, wielkim biznesie spekulacyjnym i tzw. szeroko rozumianej pop-kulturze) sympatii komunistycznych. To jest proces dość odległy, sięgający jeszcze czasów sprzed wybuchu I Wojny Światowej. Przecież to finansiści z Wall Street dawali pieniądze na rozwój ruchu komunistycznego w ogarniętej rewolucją Rosji, to oni finansowali Lenina, Trockiego, Stalina a nawet Hitlera. Co prawda dla jednych komunizm był pewnym eksperymentem, który chcieli jedynie przetestować (a wiadomo, jak się ma gigantyczne pieniądze, to czasem "czacha dymi" i człowiek zaczyna wierzyć że jest Bogiem i może czynić co mu się żywnie podoba i tak sterować "historycznymi precedensami", aby jedynie sprawdzić jakie to może mieć konsekwencje. Amerykańska komedia z lat 80-tych pt.: "Nieoczekiwana zmiana miejsc" z Danem Aykroyd'em i Eddie Murphy'm, świetnie pokazuje te mechanizmy, gdzie ludzkie życie nie ma żadnego znaczenia wobec kaprysu "ludzi trzymających kasę"). Inni jednak albo realnie w to uwierzyli, albo też cynicznie wykorzystywali tę zbrodniczą ideologię - jaką był i jaką jest marksizm - w celu realizacji własnych interesów, oraz umocnienia swojej pozycji i władzy. Już w latach 20-tych i 30-tych w amerykańskiej polityce, wielu było takich, którzy wierzyli że na Ziemi rządzonej przez komunistów, Stany Zjednoczone również odnajdą własne szczęście i swoją drogę w tym "komunistycznym raju" - jak go określano. Biorąc bowiem pod uwagę same szczytne hasła (oderwane od ideologii) to należy powiedzieć że komunizm był wspaniałą ideą, dążącą do szczęścia ludzkości i wprowadzenia prawdziwego "Raju na Ziemi". Przecież te wszystkie szczytne hasła i zapowiedzi odnoszące się do marksizmu, te wizje świata pełnego sprawiedliwości, równości i braterstwa - są tak piękne, że aż przesłodzone. Bowiem ludzka natura jest niezwykle drapieżna i podporządkowana temu światu na zasadzie siły i sprytu (wygrywa najsilniejszy) i w takiej komunistycznej utopii wcale nie doszłoby do powszechnego szczęścia wszystkich ludzi, ale do powszechnej anarchii, w której zwycięzcami okazaliby się jedynie najsilniejsi, czyli ci, którzy jednocześnie narzuciliby swoją wolę całej reszcie. Raj polegałby więc na tym, że ci, którzy mieliby ku temu możliwości, stworzyliby sobie własne dominia, a ponieważ komuniści doskonale zdawali sobie z tego sprawę, dlatego też podstawowym ich celem zaraz po rewolucji (co zresztą podkreślał Karol Marks) było stworzenie policji bezpieczeństwa, która stałaby się zbrojnym ramieniem nowej, komunistycznej władzy i mogłaby krwawo spacyfikować wszelkie niepokoje.

Ponieważ więc ludzka natura jest naturą drapieżnika, przeto doprowadzenie do rewolucji i próba wprowadzenia komunistycznego "Raju na Ziemi" w pierwotnym okresie sprowadzałaby się do bezmyślnego mordowania "wrogów ludu" ("faszystów" - wrogów rewolucji, czyli wszystkich zdroworozsądkowo myślących ludzi), a w drugim etapie do wzięcia tego wszystkiego za pysk, przez odpowiednio dobrane szwadrony "obrońców rewolucji" i ustanowienia totalitarnie rządzonego społeczeństwa, podobnego do tego, jaki panuje np. w Korei Północnej. I to jest rzecz oczywista, a jedynie ludzie o "bardzo małym rozumku" mogą myśleć, że kiedykolwiek uda się zbudować powszechne szczęście ludzkości i wprowadzić równość (płci, ras etc.). W całej historii ludzkości nigdy nikt nie zdołał zbudować społeczeństwa opartego na równości wszystkich ludzi. W takim razie jakim należy być "geniuszem" aby sądzić że kiedykolwiek udałoby się to w przyszłości? Przecież gdyby było to możliwe, to w jakiejś części świata, w jakiejś społeczności ktoś mądry i sprawiedliwy wprowadziłby taki wspaniały system . A jeśli nikt taki się nie pojawił i nikt nie zdołał tego urzeczywistnić, to dzisiejsi lewaccy bojówkarze spod znaku Antify czy Black Lives Matter i wspierający ich "pożyteczni idioci" z całą pewnością również tego nie dokonają. Dlatego m.in. coraz rzadziej feministki mówią już o "równości płci" (to znaczy, wciąż się do tego odwołują, ale jedynie w chwili gdy zabraknie im argumentów i przyparte do muru nie wiedzą co odpowiedzieć, mogą wówczas rzec: "to ty jesteś wrogiem równości?"). Zresztą feminizm od swych początków nigdy nie był ideologią równości, a jedynie ideologią bezwzględnej przemocy i marksistowskiego Nowego Wspaniałego Świata. Jednak przez dekady udawało się feministkom prać mózgi (głównie młodych dziewczyn) że feminizm to walka o prawa kobiet i dążenie do równości płci. Teraz już jednak prawie o tym nie wspominają, gdyż jest coraz bardziej oczywiste, że feminizm to ruch, powstały w celu upokarzania i niszczenia mężczyzn, oraz podburzania kobiet i czynienia z nich "mięsa armatniego" w walce płci. A wszystko po to, aby feministki (bo nie chodzi tu o wszystkie kobiety, gdyż jeśli kobieta nie wyznaje feministycznej ideologii to nie jest godna zasiadać w tym matriarchalnym-marksistowskim gronie) dostały się do władzy i wykopały stamtąd tych podłych samców ("Samiec twój wróg" - spójrzcie, tyle lat minęło od Seksmisji, a jakże to jest aktualne). Feminizm jest więc ideologią niszczącą mężczyzn, podgrzewającą "wojnę płci" i potęgującą piekło kobiet (jeden szczególny fakt, który przyznają już nawet osoby o mocno lewicowych poglądach - otóż w tych krajach, w których feminizm zwyciężył, stając się poniekąd oficjalną ideologią państwową - a mam tutaj na myśli kraje skandynawskie, czyli Szwecję, Danię, Norwegię czy Finlandię - poziom gwałtów na kobietach i agresji wobec kobiet jest największy z możliwych. Niektóre feministki nazywają to "paradoksem" gdyż nie są w stanie zrozumieć dlaczego tam, gdzie zwycięża feminizm, tam poziom bezpieczeństwa kobiet drastycznie spada, a one same stają się ofiarami gwałtów, pobić czy zabójstw. I nie mam tutaj na myśli molestowania seksualnego, bowiem w feministycznym kraju, w którym brutalny gwałt jest codziennością kobiety, molestowanie seksualne stało się najlżejszą niedogodnością o której nawet się nie wspomina. I teraz chciałbym zadać feministkom pytanie - jak sądzicie, dlaczego tam, gdzie zwycięża feminizm, poziom bezpieczeństwa kobiet drastycznie spada? Aby wam ułatwić odpowiedź, przytoczę małą podpowiedź w formie pytania, które brzmi: jak to możliwe, że w komunistycznym raju stworzonym przez bolszewików dla robotników i chłopów, pozycja tychże środowisk spadła poniżej wszelkich ludzkich norm, a czasy caratu były wspominane z rozrzewnieniem, jako okres prawdziwej chłopskiej czy robotniczej wolności. Mam nadzieję że podpowiedź okaże się przydatna, choć wątpię aby kojarzenie faktów było mocną stroną feministek).


O CZYM TA KOBIETA OPOWIADA? O TYM "PŁYNNOŚCI PŁCI" I WYCHOWANIU DO ROLI KOBIET I MĘŻCZYZN. GWOLI PRZYPOMNIENIA - NAWET SAMICE MAŁP ZAMKNIĘTE W KLATCE Z ZABAWKAMI - WYBIERAJĄ LALKI I KOŁYSKI, A SAMCE SAMOCHODZIKI, PISTOLETY-ZABAWKI I KIJE. TO TEŻ OZNACZA ŻE MAŁPY SĄ ZDOMINOWANE PRZEZ "OPRESYJNĄ" KULTURĘ? A MOŻE TO DOWÓD EWOLUCJI I DOBITNY PRZYKŁAD FAKTU, IŻ MAŁPY SĄ ZNACZNIE INTELIGENTNIEJSZE OD NIEJEDNEJ FEMINISTKI 😄

 
 

Zatem człowiek o naturze zwierzęcia (a tak wygląda nasza prawdziwa natura w stanie czystym i pozbawionym wszelkich "opresyjnych" elementów kultury, takich jak prawo, tradycja, rodzina, wiara), jest zdolny do wszystkiego aby tylko przetrwać (w czasie Wielkiego Głodu na Ukrainie w latach 1932-1933 - gdy Stalin uczynił z tego kraju prawdziwą pustynię, zakazując jednocześnie migracji wygłodzonych ludzi ze wsi do miast - aby przetrwać, rodzice zjadali własne dzieci, mężowie żony - a wszędzie dominowała brutalna siła i chęć przetrwania. Oto jest prawdziwa ludzka natura w stanie czystym czyli cofniętym do pozycji "szlachetnego dzikusa"). I dlatego tak niezwykle ważne są te wszystkie filary bezpieczeństwa, które - co prawda - są oczywiście formą zinstytucjonalizowanej przemocy, ale przemocy koniecznej aby wykształcił się model człowieka, opartego na pewnych moralnych podstawach. I w tym celu tak niezbędne są zarówno elementy przymusu prawnego (np. kary za popełnione przestępstwa), jak również przymusu religijnego (kwestie "dobra" i "zła", "prawdy" i "kłamstwa" i tutaj nie ma nic płynnego czy relatywnego, tu jest jasno i prosto wyłożone: to albo tamto, czyli albo piekło, albo raj). Jest to szczególnie widoczne chociażby w kwestii samobójstw (choć często motywy ku temu wiodące mogą być bardzo złożone), gdzie religia (szczególnie religie chrześcijańskie, choć nie tylko) jasno definiują że samobójstwo to grzech śmiertelny, po popełnieniu którego człowiek pójdzie do piekła. I nawet jeśli uznamy że to pewna forma nadinterpretacji, to jednak cel, jaki jej przyświeca - jest wzniosły. Człowiek bowiem nie rodzi się po to, aby jadł, pił, kopulował, gonił za błahostkami, żył jak zwierzę oraz niszczył życie swoje i innych, by ostatecznie popełnić samobójstwo. Nasze istnienie na tym świecie jest zgoła odmienne i choć czasem trudno jest nam to pojąć - tak właśnie jest! Dlaczego bowiem potępiony został Judasz Iskariota? Czy dlatego że wydał Jezusa w ręce kapłanów Świątyni i Rzymian? Ależ nie! Judasz został potępiony za to, że dokonawszy takiego czynu, przestał wierzyć w Boże miłosierdzie i z żalu za swój postępek popełnił samobójstwo, nie starając się uzyskać przebaczenia i odmienić swego życia. 

Człowiek bowiem w życiu ma do spełnienia pewne cele, których my sami często nawet nie jesteśmy w stanie pojąć, nie mówiąc już o akceptacji. Uważamy że życie się kończy, gdy spadają na nas ciosy, które wydają się tak mocne, że nie jesteśmy w stanie się podnieść. Lecz nie ma takiego nieszczęścia, którego nie będzie można naprawić i takiej życiowej katastrofy, z której nie można wyjść (a wiem to na przykładzie mojego znajomego, o którym już kiedyś wspominałem. Ów były aktor, który stoczył się na dno tak, iż stracił dom, rodzinę - żona od niego odeszła - a on sam wylądował na ulicy, racząc się najgorszymi możliwymi trunkami i popadając w alkoholizm. Był wrakiem człowieka - a ponieważ pił głównie denaturat i temu podobne, to z czasem nawet chodzić zaczął jak robot, gdyż nogi przestały już odmawiać mu posłuszeństwa. Co ciekawe - nie chciał pomocy od nikogo, żył w swoim świecie przez prawie dwa lata, w zimie sypiając w piwnicach lub po klatkach schodowych. Jednak po pewnym czasie dotarło do niego że to droga donikąd i ostatecznie pozwolił sobie pomóc. Trafił do szpitala, po którego wyjściu stał się innym człowiekiem. Przestał pić - nie pije już ponad pięć lat - ma pracę, ma własny dom, znalazł sobie kobietę z którą założył rodzinę. Innymi słowy - odrodził się na nowo. Bo nic na tym świecie nie jest przesądzone i droga do ponownego odrodzenia jest otwarta przed każdym człowiekiem, bez względu na czyn, jakiego się wcześniej dopuścił). Natomiast marksiści lubią łatwe opowieści, które nie mają żadnego odwzorowania w rzeczywistości. Przytoczę tutaj pewną historyjkę z 1921 r. gdy podczas komunistycznego zebrania partyjnego w sowieckiej Rosji, jeden z mówców zaczął opowiadać jaki to już wkrótce zapanuje Raj na Ziemi, gdy tylko komunizm ostatecznie zwycięży na Świecie. Wszyscy będą szczęśliwi, nie będzie głodu, chłodu ani niesprawiedliwości. Tak pięknie opowiadał, aż wreszcie ktoś zapytał czy będzie się szczęśliwym nawet wówczas, gdy własna żona wpadnie pod tramwaj? Na co tamten odparł: "W komunizmie nie będzie wypadków tramwajowych". Pozostawmy to więc bez komentarza.




Kończąc jednak ten przydługi wstęp i wracając do tematu, chciałbym zaprezentować tutaj zarówno sylwetkę, jak i działalność senatora McCarthy'ego, człowieka, który opierając się pogróżkom (wysyłanym do niego prawie codziennie, w tym groźbom zamordowania jego żony i dzieci), konsekwentnie demaskował ukrytych w amerykańskiej polityce agentów Kremla i innych sympatyków komunizmu w establishmencie politycznym, biznesie oraz kulturze. O tym jednak opowiem już w kolejnej części.


 



CDN.
 

piątek, 5 czerwca 2020

JAKA PIĘKNA... PATOLOGIA! Cz. VI

CZYLI ROZWAŻANIA NAD

WSPÓŁCZESNOŚCIĄ


ANTIFA - ŁOWCY SYFA

CZYLI MÓJ KOMENTARZ 

DO WYDARZEŃ W USA





 
 Dnia 25 maja 2020 r. w Minneapolis w stanie Minnesota policjant o imieniu Derek Chauvin dopuścił się brutalnej interwencji, w wyniku której doszło do śmierci czarnoskórego 46-letniego George'a Floyda. Interwencja policji była brutalna, gdyż wspomniany policjant dociskał do ziemi kolanem szyję zatrzymanego mężczyznę i nie reagował na słowa Floyda o niemożności złapania tchu, czym też doprowadził do jego zgonu. Relacja z tego zatrzymania (nagrana z kilku kamer) i umieszczona w internecie, bardzo szybko sprowokowała wybuch zamieszek na tle rasowym, najpierw w samym Minneapolis, a następnie również i w innych miastach USA. Zamieszki wybuchły na tle rasowym właśnie dlatego że doszło do śmierci czarnoskórego Amerykanina, a tym, który do tego doprowadził, był biały policjant - Derek Chauvin. Bardzo szybko po śmierci Floyda zaczęły powstawać peany na jego cześć, sławiące go jako obywatela, który co prawda nie zawsze postępował właściwie, ale chciał się zmienić, chciał naprawić swoje życie. Wszyscy pytani o Floyda zgodnie podkreślali że był on dobrym człowiekiem i że dla wszystkich chciał dobrze, tylko nie dano mu szansy wcielenia tego w życie (a w domyśle: "przez tego rasistowskiego białasa, zginął nasz brat, nasz ziomal"). Piękne, łapiące za serce obrazki z córką zmarłego mężczyzny, której wręczono tabliczki z napisem jak bardzo to przeżyła i jak boleje nad stratą ojca (nie żebym trywializował - śmierć rodzica to dla dziecka z pewnością ogromny wstrząs, rozpacz i ból, gdyż nagle traci osobę która dała jej życie i którą z pewnością kochała - problem pojawia się jednak wtedy, gdy takie emocje próbuje się odpowiednio wykorzystać do całkiem innych celów, niż realna pomoc dla osieroconego dziecka). Nikt jednak (z owych świętych moralistów), nie próbuje zadać sobie podstawowego pytania - co właściwie było powodem zatrzymania George'a Floyda?

Otóż ów czarnoskóry mężczyzna został zatrzymany po nieudanej próbie zapłacenia w sklepie, za pomocą sfałszowanego czeku bankowego. George Floyd próbował wyłudzić towar ze sklepu i zapłacić za niego lipnym czekiem, co akurat się nie udało wskutek przytomności kasjera, który zaraz potem zawiadomił policję. Na interwencję przyjechało czterech policjantów (3 białych i 1 Azjata) i wówczas doszło do owego feralnego zatrzymania Floyda, które zakończyło się jego zgonem. I chciałbym od razu aby było jasne - nie pochwalam ani brutalnej formy zatrzymania tego mężczyzny, ani też głupoty policjanta, który słysząc że zatrzymany nie może oddychać, nic sobie z tego nie robił i dalej dociskał mu twarz do ziemi (uciskając szyję, chociaż - co ciekawe - amerykańscy patolodzy stwierdzili że Floyd nie miał uszkodzonej tchawicy, czyli że zgon mógł również być spowodowany czymś innym). Taki policjant powinien ponieść karę i zostać osądzony za swój bezmyślny czyn - i to nie podlega żadnym komentarzom. Problem pojawia się jednak wówczas, gdy okazuje się że ów zatrzymany George Floyd wcale nie był aniołkiem i że jego policyjna kartoteka była niezwykle długa i bogata. Policjant w takiej sytuacji musi również brać po uwagę fakt, że zatrzymany może po pierwsze - konfabulować, po drugie, próbować uciec, a po trzecie zaatakować stróża prawa. Ma więc prawo obawiać się o swoje życie i może użyć do tego środków, które uważa za stosowne, aby taką osobę unieszkodliwić. W tym akurat przypadku Derek Chauvin postąpił jednak bezmyślnie. Nic by bowiem się nie stało, gdyby zdjął kolano z szyi Floyda, mógłby wówczas go spokojnie aresztować (tym bardziej że Floyd miał już wówczas założone kajdanki) i zamknąć w radiowozie. Nie wiadomo dlaczego tak nie postąpił, natomiast ciekawym jest zupełnie inny fakt, który dzisiejsze lewicowe media w USA (i nie tylko tam zresztą) zupełnie pomijają. A mianowicie to, że panowie Chauvin i Floyd znali się, gdyż wcześniej pracowali ze sobą w jednym klubie. Być może więc w grę wchodziły również jakieś animozje prywatne.

Faktem jest jednak, że George Floyd przestał oddychać, w wyniku czego nastąpił jego zgon. Faktem również jest (o czym także media milczą) że był przestępcą, który kilkakrotnie dokonywał włamań i kradzieży - również z bronią w ręku (np. raz terroryzował pistoletem starszą kobietę, którą też chciał obrabować). Ja rozumiem że są różne "aniołki" - większe i mniejsze (jak to teraz media i cała ta lewicowa jaczejka - próbuje usprawiedliwiać, że co prawda nieco zbłądził, ale przecież chciał dobrze - komu dobrze, należałoby zapytać, ale pomińmy to milczeniem), jednak fakt pozostaje faktem, George Floyd nie był wcale miłym gościem i policjanci mieli pełne prawo obawiać się z jego strony wszystkiego najgorszego. Mało tego, teraz okazuje się że Floyd był pod wpływem narkotyków (czyli był naćpany i policjanci zapewne to widzieli), oraz pod wpływem alkoholu. Nikt mi nie powie, że naćpany człowiek od którego czuć alkohol, z policyjną kartoteką wielkości dzieł Szekspira - może nie stanowić zagrożenia. Każdy policjant (a przynajmniej znaczna ich część) codziennie podejmując służbę, naraża się na niebezpieczeństwo, które co prawda nieodzownie łączy się z rodzajem wykonywanej pracy, ale jednocześnie nie może stanowić usprawiedliwienia dla bandyty, który próbując wymknąć się z łupem, weźmie sobie takiego policjanta za cel. Ja osobiście mam ogromny szacunek do munduru - moi dwaj stryjowie byli policjantami (już są na emeryturze), kuzyn jest policjantem, a kolejny wuj wojskowym w stopniu pułkownika (w stanie spoczynku). Nasłuchałem się też najróżniejszych informacji z policyjnych interwencji i mógłbym z tych opowieści spisać prawdziwą litanię i wiem z jak dziwnymi, nieprzyjemnymi i odchylonymi od normy osobnikami mają często policjanci do czynienia. Dlatego też niekiedy brutalne interwencje policyjne są dopuszczalne, ale w przypadku Chauvina i Folyda ta prawidłowość nie występuje, gdyż nic nie tłumaczy bezmyślnej brutalności (Floyd już był skuty i leżał na ziemi, nie było więc najmniejszej potrzeby uciskać mu szyj i dociskać do ziemi). Dlatego też Chauvin powinien ponieść zasłużoną karę (głównie za swoją głupotę) i tak zapewne się stanie (tym bardziej teraz, pod wpływem "społecznego oburzenia" na "biały rasizm").




Jednak śmierć Floyda, doprowadziła do wybuchu zamieszek na tle etnicznym, które po raz ostatni na taką skalę pojawiły się w maju 1992 r. po brutalnym pobiciu innego czarnoskórego Amerykanina - Rodney'a Kinga. Tutaj jednak mamy do czynienia z czymś jeszcze, a mianowicie z projektowaniem (tak, właśnie z projektowaniem) zamieszek przez najróżniejsze (głównie lewicowe) środowiska, które jako swoje zbrojne ramię wyprowadziły na ulicę amerykańską Antifę. Ta przestępcza paramilitarna organizacja o charakterze terrorystycznym - która powinna być za takową uznana w każdym kraju na świecie - doprowadza do wzniecania burd, stymulowania (i kierowania) ataków na policję oraz zwykłych obywateli USA i dokonywania masowych przestępstw oraz kradzieży w imię walki z kapitalizmem. Nic dziwnego że wreszcie (bowiem obiecywał to zrobić znacznie wcześniej, ale opór "Deep State" chroniący tych bandytów był z pewnością zbyt silny) prezydent USA Donald Trump zaliczył Antifę do organizacji terrorystycznych. To co dzieje się obecnie w USA, przypomina preludium do wojny domowej, na której czele staną marksiści z Antify i wszyscy wspierający ich, opętani marksistowską ideologią idioci oraz degeneraci społeczni. Antifa to oczywiście nie wszystko. Inną neomarksistowską, skrajnie rasistowską i niebezpieczną organizacją, jest "Black Lives Matter". Jedni i drudzy wchodzą w skład lewicowych bojówek, które zostały zmobilizowane, aby dokonać siłowego "impeachmentu" prezydenta Trumpa. W wielu miastach USA dochodzi do masowych kradzieży, podpaleń i rozbojów na ogromną skalę, zaś policja jest namawiana (przez lewicowych gubernatorów stanów) do nieinterwencji, lub opieszałości w wykonywaniu swoich czynności. W efekcie dochodzi do ogromnych rozbojów i demolki sklepów, ulic, podpalania samochodów i ataków na zwykłych obywateli Stanów Zjednoczonych. To, z czym obecnie mamy do czynienia w USA, to marksizm w swej czystej postaci (pozbawiony tych wszystkich pięknych hasełek, w które się przebiera dla niepoznaki i prania ludziom mózgów) - to zło, które wypełzło ze swych nor i które niszczy nie tylko dorobek życia tysięcy ludzi, ale przede wszystkim podstawy naszej cywilizacji - czyli tego, o czym już wcześniej wielokrotnie pisałem. Spójrzmy teraz, gdyby zniknęło prawo, kultura, cały dorobek cywilizacji - do czego nawołują dziś marksiści - mielibyśmy "stan naturalny" i "dobrego dzikusa" w swej pierwotnej formie, czyli takiej, jaką obecnie można spotkać na ulicach wielu amerykańskich miast.

Józef Mackiewicz - człowiek który widział jak wygląda marksizm w samej swej naturze, powtarzał wielokrotnie - "Z komunistami się nie rozmawia, do komunistów się strzela!". I to jest jedyna prawda jaką należy sobie przyswoić, gdyż jakakolwiek próba wejścia w polemikę z tymi ludźmi skończy się tragicznie. To co dzieje się obecnie w USA to czyste zło, to czysty marksizm i mam nadzieję że wreszcie prezydent Donald Trump ostatecznie przywróci porządek w kraju i spacyfikuje wszelkie komunistyczne mendy (inaczej tego nazwać po prostu nie można), niszczące dorobek ludzi, którzy własną pracą zarabiają na życie (90% tych ataków skierowana jest przeciwko drobnym, często czarnoskórym przedsiębiorcom, bowiem wielkie koncerny stać na utrzymanie ochrony i odpowiednie zabezpieczenie własnych sklepów). A tutaj nie ma na co czekać, marksizm, który nie zostanie powstrzymany silnym ciosem pięści, zacznie się plenić jeszcze bardziej, powodując więcej cierpienia dla milionów zwykłych, spokojnych obywateli Stanów Zjednoczonych Ameryki (jak i w ogóle całego świata), którzy to wyczekują jakiegoś zdecydowanego działania ze strony prezydenta. A Trump ma taką możliwość bezpośredniego działania (wyprowadzenia na ulice Gwardii Narodowej lub nawet US Army), dają mu do tego prawo jeszcze przepisy z 1807 r. przyznane prezydentowi przez Kongres dla zapewnienia bezpieczeństwa w kraju (gdy ktoś jednak zapyta: chwila, chwila, to amerykańscy koloniści podnieśli bunt przeciwko Brytyjczykom, bo nie godzili się na drenaż ich portfeli przez Koronę, a potem nowy, amerykański rząd wprowadził ustawę, która uniemożliwia obywatelom podjęcie buntu przeciwko polityce rządu. Otóż wcale nie, w USA każdy ma prawo protestować, zakładać związki, organizacje i grupy wpływów, które mogą działać w imieniu danych grup lub społeczności i przekonywać senatorów oraz kongresmenów do swych racji. Wiele jest takich organizacji w USA, które w taki właśnie sposób działają, ale do tego trzeba się zjednoczyć w ramach jakiejś grupy, która niestety musi mieć poparcie również w sile kapitału. Natomiast wszelkie próby podważania ustroju, niszczenia miast i dobytku obywateli oraz wywoływania powstań i nawoływania do agresji i nienawiści - mają prawo i obowiązek spotkać się ze zdecydowaną reakcją ze strony rządu USA i samego prezydenta. Po to właśnie wprowadzono tę ustawę).

Ja oczekuję zdecydowanego działania Trumpa, nie może być bowiem tak, że bandy, które wypełzły ze swoich zatęchłych nor (często naćpane i pod wpływem alkoholu), demolują wszystko wokół niczym prawdziwe robactwo (rzeczywiście, takie myśli mogą się niestety nasuwać gdy tylko obejrzy się te wszystkie rozróby, które obecnie dzieją się w USA). Jestem też przekonany, że wielu z nich jest celowo zwożonych w pewne dzielnice, gdzie mają doprowadzić do zamętu i zniszczeń, tak aby w świat poszedł przekaz że USA płonie i pogłębia się w wewnętrznej anarchii, zaś prezydent Trump nie radzi sobie z zaistniałą sytuacją i potrafi tylko "grozić własnemu narodowi" (bo taki właśnie przekaz już jest powielany przez te wszystkie lewackie jaczejki). Walka z Donaldem Trumpem stała się życiowym mottem nie tylko polityków Partii Demokratycznej (i częściowo Republikańskiej), ale wręcz stanowi główny cel dla ludzi wchodzących w skład tzw.: "Głębokiego Państwa". Bowiem dotąd tak pięknie wszystko się układało od owego 2009 r. gdy prezydentem USA został Barak Obama. Zaraz też dokonał "resetu" z Moskwą (17 września - czego Obamie nie zapomnę), a w wyniku tego resetu doszło do skumulowanej pracy wywiadów, czego efektem była 10 kwietnia 2010 r. katastrofa samolotu prezydenta Rzeczpospolitej Polski pod Smoleńskiem. A potem już poszło z górki. W 2011 r. miała miejsce "Arabska Wiosna" (dokonana głównie rękami Francuzów i Włochów, ale przy bezpośrednim wsparciu innych wywiadów, w tym niemieckiego BND, izraelskiego Mosadu i oczywiście amerykańskiego CIA), która polegała na obaleniu dotychczasowych dyktatorów z muzułmańskich państw Północnej Afryki i Bliskiego Wschodu. Była ona zapowiedzią projektowanej już wówczas innej operacji o kryptonimie: "Zalew", która rozpoczęła się dopiero w 2015 r. otwarciem Europy dla muzułmańskich uchodźców z Lewantu i Bliskiego Wschodu, a której to symbolem stało się "zaproszenie" do Niemiec imigrantów przez Angelę Makrelę Merkel i danie zielonego światła dla polityki: "refugees willkommen". W 2013 r. przeprowadzono operację "wymiana papieża", aby łatwiej było zaakceptować imigrację, a przy konserwatywnym i zdroworozsądkowym papieżu Benedykcie XVI nie byłoby to możliwe w takiej formie. Wprowadzono więc pana Bergolio, jako pełniącego obowiązki papieża (za życia poprzedniego papieża, który co prawda został zmuszony do przejścia na emeryturę, ale przecież nie zrezygnował z pełnienia swej funkcji). Wszystko po kolei układało się więc wyśmienicie i choć w 2014 r. pojawiły się pierwsze rysy w owych globalnych planach stworzenia najprawdopodobniej jednego światowego rządu (doszło wówczas do zakończenia "resetu" z Rosją - gdyż interesy amerykańskie na Ukrainie były silne, a Rosja wkraczała do Syrii, czemu sprzeciwiali się Amerykanie - więc Moskwa zajęła Krym i rozpoczęła wojnę hybrydową na wschodniej Ukrainie), mimo to pierwotne plany nadal kontynuowano.




I stało się prawdziwe nieszczęście. W wyborach prezydenckich w USA w listopadzie 2016 r. zwyciężył niejaki Donald Trump (miliarder, który co prawda miewał wcześniej różne kontakty z politykami i przedstawicielami "Deep State", ale ogólnie był traktowany jako nuworysz i w żadnym wypadku nie był uważany za "swojego"), który pokonał kandydatkę globalistów, lady Clinton (pamiętam że wówczas do końca śledziłem wyniki wyborów w USA i ze względu na różnicę czasu położyłem się spać dopiero nad ranem, gdy już wiedziałem że Trump został wybrany na prezydenta). I wtedy się zaczęło: oskarżenia o kontakty z Rosją, o rosyjskie wpływy w Waszyngtonie (a służby kopały dogłębnie, a mimo to niczego nie udało im się wykopać, choć lewica do dziś powtarza bzdury o tym, że Trump jest sojusznikiem Putina i że został wybrany z jego pomocą. Natomiast należałoby pokopać po stronie Clintonów, bo tam jest rzeczywiście wiele wspólnych, niewyjaśnionych interesów zażyłości oraz wzajemnej "samopomocy" i to zarówno z Moskwą, jak i z Pekinem). Potem była próba obalenia prezydenta w trakcie trwania kadencji (impeachment), która również zakończyła się dla lewicy klęską. Wreszcie wybuchła "pandemia" koronawirusa i wówczas pojawiła się nadzieja, że ów wirus doprowadzi do upadku Trumpa, gdy USA nie poradzą sobie z rozprzestrzenianiem się zarazy (notabene, aby jeszcze bardziej podgrzać nastroje dr. Anthony Fauci zarządził wprowadzenie obowiązku noszenia maseczek w miejscach publicznych). Okazało się jednak, że pomimo tych wszystkich apokaliptycznych nawoływań (pamiętam jak pisano w lisowym portalu "naTemat" o pandemii w USA i Polsce - zawsze tylko źle, zaś o Niemczech jedynie dobrze lub neutralnie - i tylko idiota by się wówczas nie domyślił "gdzie są nóżki tej kaczuszki") Stany Zjednoczone poradziły sobie z "pandemią" i nie doszło z tego powodu do znacznego spadku poparcia dla Trumpa. Wszystko więc już wykorzystano, całą prawną i polityczną procedurę, mającą doprowadzić do impeachmentu i to się nie udało. Trump zwyciężył. Co więc im pozostało (tym, którzy pragną doprowadzić do uniemożliwienia Donaldowi Trumpowi startu w kolejnych wyborach, bowiem obawiają się że ponownie może je wygrać). Jedynie wariant uliczny i wyprowadzenie ludzi na ulice miast, którzy zaczną wszystko demolować, a potem spreparuje się narrację że Trump sobie nie radzi, że jest "obrzydliwym, białym, rasistą" i to on z pewnością wysłał Chauvina, by celowo udusił Floyda. Taka (mniej-więcej) byłaby narracja w lewicowych mediach typu CNN czy CNBC. Dlatego też uważam, że prezydent Trump powinien zdecydowanie odpowiedzieć na potęgujące się akty wandalizmu i spacyfikować całe to marksistowskie (naćpane i zapijaczone) bydło i pokazać wreszcie siłę Stanów Zjednoczonych Ameryki.




To bydło, zniszczyło również waszyngtoński pomnik Tadeusza Kościuszki, bohatera walk o Niepodległość Polski i USA, któremu za zwycięstwo w bitwie z Moskalami pod Dubienką w lipcu 1792 r., Francuzi przyznali honorowe obywatelstwo swego kraju, zaś w 1777 r. zwycięstwo w bitwie z Brytyjczykami pod Saratogą, odniesione zostało głównie dzięki doskonałym umocnieniom wzniesionym przez Kościuszkę, których Brytyjczycy nie byli w stanie sforsować. To Kościuszko zbudował umocnienia West Point. Za swoje zasługi, otrzymał on nadane przez Kongres obywatelstwo amerykańskie, stopień generała brygady armii amerykańskiej i ziemię (250 ha). Łącznie Tadeusz Kościuszko spędził w Ameryce osiem lat (od sierpnia 1776 r. do lipca 1784 r.), po czym (po krótkim pobycie we Francji) powrócił do kraju. Miał wówczas 38 lat i opuszczał Amerykę, przekonany o tym że jest możliwe prowadzenie zwycięskiej walki przez zaimprowizowaną armię i że wyszkolony i świadomy swych celów obywatel, jest również w stanie pokonać wyszkolonego żołnierza zawodowego. Swoje plany wojskowe zaczął wdrażać w życie w latach 1788-1792, a szczególnie podczas wojny z Moskwą. Co ciekawe, Kościuszko - choć miał problemy finansowe, to pieniądze które przyznał mu Kongres w 1798 r. (czyli 12 280 dolarów - wówczas była to olbrzymia suma), przeznaczył na... wyzwolenie i wykształcenie Murzynów (w swych listach do Jeffersona pisał, że pieniądze przeznacza na wykupienie takiej ilości czarnoskórych niewolników, aby potem starczyło jeszcze na ich wykształcenie i wychowanie), czyli był zwolennikiem równości ludności murzyńskiej i chciał aby się kształcili oraz budowali pomyślność swoich rodzin i swojego kraju (a nie - jak dziś - ulegali marksistowskiej ideologii i wszczynali rozróby, palili auta i okradali sklepy - gdyż nic innego widać nie potrafią). Taka właśnie hołota (głównie czarnoskóra, choć nie tylko bowiem sporo też jest białej hołoty spod znaku Antify) zniszczyła pomnik Tadeusza Kościuszki w Waszyngtonie.





W czasach zaborów o Tadeuszu Kościuszce krążył taki oto wiersz: "Co to za obraz wisi na ścianie? Rycerz z pałaszem w chłopskiej sukmanie, czworograniasta czapka na głowie, powiedz mi mamo, jak on się zowie? Zaraz ci powiem, moje serduszko - jest to nasz rodak sławny Kościuszko. Czy żyje jeszcze? Umarł od dawna, ale cześć jego jest taka sławna, że dziś w obrazach ozdabia ściany. Panom i kmieciom jest tak kochany, że żaden Polak dziś bez wzruszenia nie wypowie jego imienia. Jakie ma imię? On - Tadeusza, piękne imię nosiła ta dusza, a odważny był jak rzadko który, bił się za Polskę, tłukł wrogów z góry, aż sam spadł z konia krwią swą zalany. Oto wiesz teraz synu kochany. A jak się więcej o nim nie dowiesz... na dziś wystarczy, jutro ci powiem". Warto też tutaj odnotować, co o Kościuszce mówił wódz amerykańskiej Armii Południowej - gen. Nathaniel Greene, oto jego opinia: "Jednym z najbardziej użytecznych moich towarzyszy broni był pułkownik Kościuszko. Nic nie było w stanie przewyższyć jego zapału do służby publicznej ani też nic nie mogło być użyteczniejsze nad jego uwagę, czujność i pilność w prowadzeniu różnych przedsięwzięć, których dostarczała nasza mała, ale ruchliwa wojaczka. Skierowany do jakiego­kolwiek rodzaju służby był on zawsze chętnym i zdolnym pomocnikiem w wykonywaniu moich zamiarów. Słowem ­jednym z tych, których ani przyjemność nie może uwieść ani praca znużyć, ani niebezpieczeństwo odstraszyć. Co zaś go ponadto wielce wyróżniało, to niezrównana skromność i zu­pełna nieświadomość, że dokonał czegoś niezwykłego. Nigdy nie występował z roszczeniami lub pretensjami dotyczącymi jego osoby, a nigdy nie pominął sposobności wyróżnienia i polecenia zasług innych. Ten zdolny i dzielny żołnierz opuścił nas teraz, udając się na północ w zamiarze niezłom­nego powrotu do swej własnej ojczyzny, gdzie niezawodnie wkrótce się wyróżni". 






 

PS: Ostatnio pojawił się taki trend, aby biali przepraszali (klękali, całowali buty) czarnoskórych za to że są biali. Ja nie będę nawet tego komentować, bowiem już na samą myśl o takim upokorzeniu robi mi się niedobrze. I jednocześnie coraz częściej sądzę że dużo prawdy jest w tym zabawnym monologu z "Chłopaki nie płaczą", gdy gangster Fred (grany przez Cezarego Pazurę), tłumaczy Bolcowi (Michał Milowicz) skąd się wzięli Murzyni w USA. Przytoczę może ten fragment, bowiem jest wyjątkowo "na czasie": "Wiesz skąd przyjechali czarni do Ameryki? Handlarze niewolników przywieźli ich z Afryki. A myślisz że to taka prosta sprawa wysiąść na plaży w Afryce, złapać w siatkę zwinnego, silnego Murzyna i wywieźć go za Ocean? Jasne że nie! Udało im się to, ponieważ wywozili tylko takich, co albo nie potrafili spierdolić przed siatką, albo byli największymi głąbami w plemieniu i wódz sprzedawał ich za paczkę fajek bo i tak nie miałby z nich pożytku. I ci wszyscy nieudacznicy pojechali do Ameryki, pożenili się, porobili dzieci. Świat poszedł do przodu, pojawiły się komputery, amfetamina, samoloty, ale co z tego, jeżeli ich serca pompują tę samą krew, są potomkami człowieka, który na własnym podwórku dał się złapać w siatkę". I tyle w temacie.




 
PS2: Ostatnio nastąpiła zmiana na stanowisku ambasadora Niemiec w Polsce i pana Rolfa Wilhelma Nikela ma zastąpić pan Arndt Freytag von Loringhofen. To bardzo ciekawa postać - wiceszef BND i były zastępca sekretarza generalnego NATO. Ale ciekawsze jest to, kim był jego tatuś. Otóż Bern Freiherr Freytag von Loringhofen - bo tak właśnie nazywał się tatuś nowego ambasadora Niemiec, należał do grona wysokich oficerów Wehrmachtu i praktycznie do końca, do 29 kwietnia 1945 r. przebywał wraz z Hitlerem w jego berlińskim bunkrze. Otrzymał też Krzyż Żelazny za kampanię w Polsce w 1939 r. i za Bitwę pod Stalingradem (1942/43). Tak się zastanawiam - jak należałoby przywitać nowego pana ambasadora - który ma przejąć pieczę nad rodzimą partią volksdeutschów pruską? Może tak, jak to zostało pokazane w tym filmiku w sztuce "19 Południk" 😉.