Mali chłopcy zawsze chcą być żołnierzami,Indianami,
policjantami, strażakami albo prezydentami - rosną, starzeją się, bywają żołnierzami, Indianami, strażakami, policjantami, prezydentami. Miewają już swoje komże, psy i okręty - a jednak tak naprawdę chcą jedynie być kimś innym i zadręczają się tym do śmierci.
Nieszczęśliwy kto nie jest takim małym chłopcem, dorosłym małym chłopcem, który gdzieś w zakamarku duszy hołubi wielkie marzenie, tęsknotę za czymś innym, odległym, lepszym...
Dziś dosłownie zaledwie parę słów komentarza na temat ostatnich wydarzeń, związanych ze śmiercią w rosyjskim obozie karnym Aleksieja Nawalnego.
Zapewne nie pisałbym tego komentarza, gdyby nie jeden fakt który ostatnio zauważyłem szczególnie na Twitterze (czy też na X-ie, jak to się teraz mówi). Mianowicie zauważyłem że ogromna rzesza tych tak zwanych tuskowych demokratów, tych jebaćpisów od ośmiu gwiazdek i tych, co wszędzie gdzie tylko mogli przylepiali sobie znaczki kod-u, oni wszyscy teraz w sposób nieprawdopodobny (na pierwszy rzut oka) składają hołd człowiekowi, który z wyznawanymi przez nich tzw. "wartościami" nie miał nic wspólnego, a którego oni sami wrzucili do swojego wora bo chcieli mieć jakiegoś swojego Kiereńskiego. Jest dla mnie niesamowite widzieć, jak ci ludzie masowo się kompromitują. Owszem Nawalny zapewne był konkurentem Putina (a przynajmniej Putin od pewnego czasu zaczął go za takowego uważać, choć nie sądzę aby sam Nawalny mógł zagrozić Putinowi. Chyba jedynie wówczas, gdyby ludzie z otoczenia KGB uznali, że przyszedł czas wymiany kadry, to wówczas Nawalny mógł być jednym z kandydatów na nowego cara - być może nawet najpoważniejszym kandydatem), ale twierdzenie że Nawalny to jakiś euroliberał, który powiedzie Rosję na drogę demokracji, praworządności i... trwałego zbliżenia Moskwy z Berlinem oraz Brukselą - to były jakieś mrzonki chorego umysłu. Oczywiście Nawalny mógłby w przypadku objęcia władzy mamić Zachód pewnymi posunięciami, które szczególnie we Francji i w Niemczech (ale również w krajach takich jak Holandia, Belgia, Włochy) przyjęte zostałyby wręcz spazmami ekstazy, podobnymi do tych, jakie w latach 2002-2003 wygłaszał Putin w Berlinie i w Paryżu, mając wszystkich Europą od Władywostoku po Brest (czy też po Lizbonę). Przecież w Niemczech i we Francji z niecierpliwością czekają na nowego cara, który da impuls pod nowe otwarcie dla projektu zjednoczonej Eurazji (tak, Eurazji!), a Nawalny do tej roli nadawał się wyśmienicie.
Problem polegał tylko na tym że Nawalny to był zwykły ruski nacjonalista, zwolennik wielkiej Rosji, a nie Rosji liberalnej, zwolennik Rosji imperialnej, zwolennik rosyjskiego Krymu i ten, który również pragnął podporządkować Małorusów Wielkorusom (jak pragną to widzieć na Kremlu), tylko może nieco innymi metodami niż uczynił to Putin (być może nawet skuteczniejszymi). Zatem jak to jest, że tak brutalnego a jednocześnie jawnego nacjonalistę celebrują dzisiaj zwolennicy otwartej Europy, zwolennicy nowej eurokomuny zwanej "lyberalną demokracją" (chodź z liberalizmem ma to tyle wspólnego, co ja z endecją - nigdy bowiem nie ukrywałem, że część ludzi związanych z tym ugrupowaniem cenię i ceniłem, ale na litość Boską, nigdy, przenigdy nie nazwałbym się endekiem 🥴). Natomiast ci, którzy jawnie krytykują polski patriotyzm, którzy piszą i mówią że Marsz Niepodległości, to marsz jakichś faszystów, nacjonalistów etc., etc., jednocześnie na drugim wdechu twierdzą, że Nawalny to wspaniały patriota rosyjski, liberał, człowiek który mógłby uczynić Rosję wielką (oczywiście tak wielką jak chcieliby to widzieć w Berlinie i w Paryżu, a co za tym idzie również w tym nadwiślańskim bantustanie i mam tutaj na myśli Polski - żeby nie było - a ów ludek o mentalności jebaćpisów, który zachowuje się jak jakaś żałosna bezmózga masa żywych trupów). Dziś bowiem wszyscy - począwszy od Tomasza Lisa i innych miłośników uśmiechniętej Polski o zakrzywionym w nienawiści ryju - traktuje Nawalnego jak jakiegoś liberalnego pomazańca, a mnie od tego wszystkiego zbiera się na wymioty - dlatego też musiałem dać temu upust.
Ale o czym my w ogóle mówimy, skoro zwolennicy obecnego rządu niszczą cały dorobek Polski, jaki wypracowany został w ciągu ośmiu ostatnich lat (oczywiście mniej lub bardziej ten pisowski rząd się starał, ale jednak - jak mówi Marek Jakubiak i ja podpisuję się pod jego słowami oboma rękoma - kładłem się spać w Polsce i budziłem się w Polsce! A teraz? nie wiem, naprawdę nie wiem kiedy i gdzie się obudzę). Jak to jest że ci, którzy dziś chcą przeprowadzać jakąś zemstę polityczną, uprawiać jakiś terror praworządności, tworzyć jakieś sądy skorupkowe i trybunały rewolucyjne - jakoś wcześniej, przy tej wielkiej zmianie roku 89 pierwsi twierdzili że dość rozliczeń, że nie ma co prowokować wojnę domowej, że należy uznać komunistów - którzy teraz przepoczwarzyli się w jakąś postkomunę, czy socjalistów. Jakoś Adam Michnik wówczas nie nawoływał do rozliczeń, a wręcz przeciwnie. Wszędzie mówiono o grubej kresce o oddzieleniu tego, co było i budowaniu nowego państwa (pamiętam to dobrze chociaż byłem wtedy kilkuletnim dzieciakiem). Ale na czym chcieliście budować to "nowe" państwo - na piasku? A może na gównie, bo to jest bardziej zbieżne z tym co reprezentowała postkomuna i tak zwana solidarność "dogadana", wywodząca się zarówno genetycznie jak ideowo z tego samego środowiska. Kto przez wszystkie te lata tak zwanej wolnej Polski zwalczał pamięć Żołnierzy Wyklętych (ba, zwalczali również - choć w o wiele mniejszej formie ale jednak - tradycję Armii Krajowej). Jakie nam żeście państwo stworzyli przez te wszystkie lata po 89 r. Wy, którzy dzisiaj śmiecie rozliczać ludzi za poglądy i którzy bez własnego protektora jesteście niczym - wcześniej była Moskwa, teraz Bruksela Berlin, a może Waszyngton (ale na pewno nie ten trumpowy, prawda?!). Żałosna masa upadłościowa którą można porównać do gnijącego systemu Świętego Przymierza.
Jakże dziś prawdziwe zdają się być słowa Stefana Ossowieckiego - najsławniejszego jasnowidza II Rzeczpospolitej - który na parę dni przed wybuchem II Wojny Światowej w końcu sierpnia 1939 r. powiedział do swojego współpracownika, odpowiadając na jego pytanie co dalej będzie z Polską: "Polska będzie, najpierw będą nią rządzić komuniści, a potem szubrawcy i świnie. Na koniec powstanie jeszcze większa niż za naszych czasów, ale nikt z nas tego nie dożyje, dopiero wnukowie". Patrząc więc na to całe żałosne środowisko, wywodzące się pierwotnie od ludzi związanych z Adamem Michnikiem i Gazetą Wyborczą, dochodzę do wniosku, że to, iż po 1989 r. zapanowała demokracja, to jest jedno wielkie żałosne kłamstwo. Demokracja była bowiem tylko wtedy, gdy rządzili odpowiednio wybrali ludzie, czyli ci, których wspierali albo postkomuniści, albo środowisko Wyborczej - czyli tak naprawdę jedno i to samo. Jeżeli dochodziło do realnej zmiany światopoglądowej (bo oczywiście ludzie związani z PiS-em, to też byli ludzie którzy zasiadali przy Okrągłym Stole i o tym też należy mówić), ale gdy tylko pojawiła się jakaś inna narracja, niezależna od nich, narracja, która mówiła że to nie Kuroń, Modzelewski czy Michnik pierwsi rzucili rękawice komunię, tylko z komuną walczyli ludzie, którzy dla owych walterowców byli śmiertelnymi wrogami. I przecież nie tylko mowa jest tutaj o Żołnierzach Niezłomnych, ale również o tych bohaterach, którzy we wrześniu 39 i później - w czasie okupacji - bili się z czerwoną zarazą. Ale to już nie była ta sama tradycja, to co powstało po 89 roku to były rządy szubrawców i świń i powiedzmy sobie otwarcie - stworzona została świnińska tradycja sprzedajnych szmalcowników i jurgielników, szukających sobie pana za granicą, bo bez pana życie traci sens (a przede wszystkim nie można bezpiecznie robić wszelkiej maści geszeftów). Człowiek z moją mentalnością, a także z moją wiedzą na temat prawa istnienia, nigdy nie zgodziłby się na coś takiego i gdybym w jakiejkolwiek formie poparł takie rządy, nie byłbym w stanie spojrzeć sobie na siebie w lustrze.
Dziś rozmawiałem z jednym Ukraińcem który od prawie dwóch tygodni pracuje u mnie i była to dosyć ciekawa rozmowa muszę przyznać, bo człowiek ten jasno zadeklarował że po pierwsze, nie zamierza ginąć w ukraińskich błotach, po drugie Ukraina jest już sprzedana i była taka zanim wybuchła ta wojna więc tak naprawdę nie ma za co ginąć, bo wszystko co zostaje to tylko oligarchowie i to często - jak twierdził - o żydowskich korzeniach. Opowiadał też, że chciał również sprowadzić do Polski swoją córkę która mieszka na Ukrainie, ale ta nie chce tutaj przyjeżdżać. Wierzy w Ukrainę, wierzy w zwycięstwo i nie chce opuszczać swojego kraju. On nie wierzy! Twierdzi że kiedyś też myślał inaczej, ale wyleczył się z tego przekonania o potrzebie walki za własny kraj. Teraz pragnie tylko uzyskać obywatelstwo polskie i pozostać w naszym kraju wraz z żoną. Mówi też, że gotów byłby znacznie bardziej walczyć za Polskę, niż za Ukrainę. Cóż, biorąc pod uwagę te słowa które przytoczyłem na początku, muszę stwierdzić że Ukraińcy mają znacznie bardziej przerąbane niż my, bo tam rzeczywiście ten kraj od dekad (a w zasadzie od setek lat) nigdy nie był podmiotem polityki międzynarodowej, a tamtejsze elity (jeżeli takowe były) zawsze myślały tylko w kategoriach podporządkowania się zewnętrznemu panu i to już od czasów Chmielnickiego, który pierwszy sprowadził na Ukraińców moskiewską zarazę. Nie wytworzono tam nigdy elity takiej, jaką stworzono w II Rzeczpospolitej.
Gdyby w 1920 r. Polska przegrała i Lenin zainstalowałby tutaj swoje rządy, mielibyśmy dokładnie taką samą sytuację jaka jest obecnie na Ukrainie czy na Białorusi. Oczywiście nasza elita też została zniszczona, została wymordowana w Katyniu, w Palmirach i w innych miejscach masowej zagłady (patrzcie, a dzisiaj Niemcy mówią ok. nic nie jesteśmy wam winni, nic się nie stało! To że mordowaliśmy was na potęgę, że zniszczyliśmy wam kraj doszczętnie i cofnęliśmy was do XIX wieku - o tym zapomnijmy. Stwórzmy teraz sobie IV Rzeszę Europejską (w końcu Hitler też walczył o Europę, nie tylko o Niemcy, a Joseph Goebbels na zjeździe w Monachium we wrześniu 1940 r. stwierdził wprost, że za 50 lat ludzie przestaną myśleć w kategoriach państw narodowych i będzie liczyć się tylko Europa - tak, tak właśnie powiedział Goebbels). A teraz zaśpiewajmy kumbaya idąc ku przepaści wraz z muzułmańskimi imigrantami których Niemcy sami sobie i Europie sprowadzili).
To tyle co miałem do przekazania w dzisiejszym komentarzu. Mam nadzieję że przynajmniej niektórzy z moich Rodaków opamiętają się, bo "trzecia droga" to nie jest i nie było nic nowego, nic świeżego. To zwykłe zatęchłe przydupasy człowieka który za nic ma przyszłość mojego kraju. I na to nie ma mojej zgody!
A NA KONIEC JESZCZE KOMENTARZ RAFAŁA ZIEMKIEWICZA KTÓRY WYDAJE MI SIĘ W TYM MOMENCIE NIEZWYKLE TRAFNY
PONIŻEJ PRAGNĘ ZAPREZENTOWAĆ WYWIAD, JAKIEGO UDZIELIŁ NIEMIECKIEMU DZIENNIKARZOWI - MICHAELOWI VOGTOWI, WICEPRZEWODNICZĄCY ROSYJSKIEJ DUMY I SZEF LIBERALNO-DEMOKRATYCZNEJ PARTII ROSJI - WŁADIMIR ŻYRINOWSKI. CZYLI INNYMI SŁOWY, TAKI RUSKI BŁAZEN, KTÓREGO WYPUSZCZAJĄ, ABY MOŻNA BYŁO SIĘ TROCHĘ POŚMIAĆ. JA PRZYZNAM SIĘ SZCZERZE ŻE GDY SŁUCHAŁEM TYCH JEGO EUROAZJATYCKICH DYWAGACJI NA MIARĘ DUGINA (KOLEJNY MÓJ RUSKI ULUBIENIEC), NIE MOGŁEM POWSTRZYMAĆ ŚMIECHU, PODOBNIE JAK NIEGDYŚ ERICH HARTMAN W PROGRAMIE NIEMIECKIEJ TELEWIZJI "BOEMERANG" ("BUMERANG")
PONIŻEJ WYWIAD WRAZ Z TŁUMACZENIEM:
Vogt: Chciałbym zacząć od aneksji Krymu. W Niemczech opowiada się dużo głupot o decyzji Krymu w kontekście Prawa Narodów - atak, aneksja. Jak wygląda sytuacja na Krymie w kontekście Prawa Narodów z rosyjskiej perspektywy?
Żyrinowski: Krym to rosyjska ziemia i zawsze należał do Imperium Rosyjskiego lub Związku Sowieckiego i absolutna większość mieszkańców Krymu powróciła z radością do struktur Rosji. Nie ma żadnej aneksji, nie podbiliśmy obcego kraju i od momentu legalnego podziału Związku Sowieckiego, zawsze deklarowali swoją niezależność i zawsze żądali powrotu do Rosji. Trwało to przez 26 lat, nie było żadnych zbrojnych działań podczas przyłączenia Krymu, a teraz panuje tam radosny nastrój. Wszyscy są zadowoleni i to wszystko odpowiada woli mieszkańców Krymu i mieszkańców Rosji.
Vogt: Całkiem normalny, demokratyczny proces.
Żyrinowski: Wszystko w ramach demokracji, wydawane są różne gazety, telewizja, używa się trzech języków. Do czasu gdy Krym należał do Ukrainy, obowiązywał tam tylko jeden język - ukraiński, a teraz rosyjski, ukraiński i krymsko-tatarski.
Vogt: Jeśli chodzi o dalsze losy Ukrainy, nielegalny rząd praktycznie upadł, co stanie się z Ukrainą, co będzie z Donbasem?
Żyrinowski: Według mojej opinii Ukraina powinna powrócić w skład Rosji. Jeden rząd, tak jak to było za czasów cara. Jeśli Ukraińcy tego nie zechcą, to kraj stanie się jak w Afryce, rodzajem Somalii - wojna, wewnętrzne napięcia, prowokacje - nic dobrego ani dla Rosji ani dla Europy.
Vogt: Oznacza to, że Donbas się odłączy i w podobnym procesie dołączy do Rosji?
Żyrinowski: Tak, W historii Donbas zawsze był częścią Rosji, nigdy nie należał do Ukrainy. Ukraina została stworzona przez Lenina, Stalina i Chruszczowa. Ukraińska jest tylko jedna trzecia, w pobliżu Zachodu, wszystko pozostałe dała im Moskwa i to nie dlatego że jest odrębnym państwem, tylko po prostu ot tak, podobnie jak komuniści sobie robili prezenty.
Vogt: Chciałbym zapytać o temat państw sąsiadujących: Ukraina, Macedonia, Białoruś, wszędzie są tak zwane ONG, organizacje pozarządowe które podżegają tam do niepokojów. Chcą zmienić system polityczny, jak Rosja zamierza obchodzić te prowokacje.
Żyrinowski: Z Macedonią nie graniczymy, Grecja i Bułgaria z nią graniczą, to jest bardzo daleko od nas. W Macedonii są ciągle demonstracje przeciwko panowaniu Albańczyków. Celem Albańczyków jest podbicie całej Macedonii i włączenie jej do Albanii, podobnie jak to było z Kosowem, próbują podbić jeszcze jakieś terytoria i stworzyć Wielką Albanię. Na Białorusi mogą też być jakieś demonstracje, podobnie jak na całym świecie - we Francji wychodzą ludzie na ulice, podobnie jak w Ameryce. Ludzie są z czegoś niezadowoleni więc protestują.
Vogt: Czy Rosja postrzega aktywność NATO w krajach bałtyckich i w Polsce, jako wzrastające niebezpieczeństwo dla Rosji? Czy Rosja patrzy na to ze spokojem, czy też jak na sytuację krytyczną?
Żyrinowski: NATO robi to, co Hitler przed wybuchem II Wojny Światowej, weźmy Polskę. Hitler wprowadził tam wojsko, kraje bałtyckie zdążyliśmy wcześniej przygarnąć. On chciał wysłać i tam niemieckie wojska, aby być bliżej Moskwy. 22 czerwca 1941 roku podczas wojny którą rozpoczął, niemiecka armia byłaby w korzystnej sytuacji. Hitler nie mógł podbić państw bałtyckich ponieważ były w naszych rękach, a teraz stacjonują tam jednostki NATO. To jest dla nas zagrożenie i my podejmujemy odpowiednie działania, w Kaliningradzie i w innych miejscach. To jest błąd krajów bałtyckich, wkraczają w strefę wielkiego ryzyka, a ten błąd oznacza również dla Niemiec i całej Europy wielkie zagrożenie, bo wojna może się zacząć gdy jakiś pojedynczy żołnierz przez pomyłkę coś zrobi, np. w Estonii. Wojna wówczas rozpali się w całej Europie, a po co to Europejczykom?
Vogt: Czyli dość niebezpieczna sytuacja w której NATO igra z ogniem?
Żyrinowski: Po co oni to robią? My rozwiązaliśmy Układ Warszawski a NATO się umacnia, przyjmuje coraz więcej państw i podchodzi pod nasze granice. To jest bezpośredni komunikat że przygotowują jakieś działania militarne przeciwko nam. My się zewsząd wycofaliśmy a NATO tam wkracza. Oni prowokują przyszłą wojnę i to również ze strony Brukseli. Niektórzy przedstawiciele Niemiec mówią o tym, że istnieje scenariusz, według którego dojdzie do wojny pomiędzy Niemcami a Rosją na terenie Ukrainy, i to z powodu Ukrainy - istnieje taki plan. Ta wojna miała rozpocząć się latem 2016 r. ale się nie rozpoczęła, teraz planują ją na rok 2017. To jest scenariusz który oni rozgrywają, to nie jest nasz scenariusz.
Vogt: Chciałbym porozmawiać na temat jednego punktu - wschodnie rozszerzenie NATO, również o tym w Niemczech mówi się bardzo wiele kłamstw, istniała przecież konkretna obietnica Zachodu, że NATO nie będzie się rozszerzać na Wschód.
Żyrinowski: To błąd! Po co to się robi? Przecież obiecano nam to przy zjednoczeniu Niemiec. My prosiliśmy Niemcy aby wystąpiły z NATO i istniałyby Wielkie Niemcy bez sił okupacyjnych, najbardziej demokratyczne w Europie. Ale nie, i NRD zostało wcielone i wszyscy razem są teraz w NATO, a niemieccy żołnierze są teraz w krajach bałtyckich. Po co oni to robią, ta wojna będzie ostatnią, wszystko zostanie zniszczone, cała Europa zostanie zniszczona. Powinno się to przemyśleć, bo Ameryka jest daleko, a my mamy jeszcze za Uralem dużo ziem, a co zostanie z Europy po wojnie?
Vogt: Pan może być pewny, że mieszkańcy Niemiec, naród niemiecki z taką polityką nie chcą mieć nic wspólnego. To jest samowola Merkel i innych.
Żyrinowski: Oczywiście że takie rzeczy zawsze robi elita, kilku urzędników, prawdopodobnie 10 ludzi, a miliony zwykłych Niemców cierpią, podobnie jak zwykli Rosjanie i zwykli Francuzi. Powinniśmy to dziś zatrzymać i nigdy więcej nie dopuścić do wojny.
Vogt: Inny temat. Istnieje projekt Jedwabnego Szlaku, połączenia pomiędzy Chinami, Rosją i Niemcami, nowy-stary szlak handlowy. Czy taka współpraca jest przyszłością dla naszych krajów?
Żyrinowski: Najpewniejsza droga jest od Władywostoku przez całą Rosję do Hamburga, a Niemcy obiecali od Hamburga do Brestu połączenie szerokotorowe, i pociągi będą mogły bez przerwy, w ciągu dziesięciu dni dostarczać wszelkie towary do Europy i dalej do Ameryki - to powinno powstać. Chiny, Jedwabny Szlak i Azja nie są godne zaufania, tam są terroryści, tam jest Azja itd. Przez Rosję jest najspokojniejsza droga, żadnych gór, prosto do Hamburga, to przyniosłoby Niemcom duży profit. Istnieje taki projekt, rura próżniowa jako droga transportu. Kontenery będą jechać pod ciśnieniem z prędkością 5000 km/h do Moskwy i dalsze półtorej godziny do Hamburga. Trzy do czterech godzin i wszystkie towary będą w Niemczech. To można urzeczywistnić, istnieją już gotowe projekty.
Vogt: Czy taki projekt i takie zbliżenie Rosji z Niemcami nie jest koszmarem Stanów Zjednoczonych? Czy nie jest to to, o czym mówił George Friedman, to co od ponad stu lat blokowali, blokują i mają zamiar blokować w przyszłości?
Żyrinowski: To trwa już 200 lat. Wielka Brytania, Francja, Ameryka, oni boją się dobrych relacji pomiędzy Rosją a Niemcami. Wtedy zapanowałby pokój, a Rosja i Niemcy stałyby się najbogatsze. Oni boją się właśnie tego, że mogłyby powstać dwie superpotęgi i Ameryka stanie się niepotrzebna, podobnie jak Anglia i Francja. Co robić? Niemcy powinny się zdecydować, my jesteśmy gotowi, mieliśmy umowę w roku 1890, ale Niemcy zdecydowały się to zmienić i sprzymierzyły się z Francją, a nasz car sprzymierzył się z Austrią i stworzyliśmy koalicję z Francją i Wielką Brytanią. A one nam ciągle przeszkadzały, one zainicjowały już dwie wojny światowe. Za każdym razem Rosjanie i Niemcy stawali przeciwko sobie. Zawsze było to tak robione i teraz też próbuje się doprowadzić do zderzenia Rosji i Niemiec z powodu Ukrainy.
Vogt: Czy to jest powód z pańskiej perspektywy, dla którego my Niemcy jesteśmy zmuszani do zupełnie bezsensownych sankcji wobec Rosji, które tylko nam szkodzą?
Żyrinowski: Próbuje się zablokować bezpośrednie kontakty pomiędzy komercyjnymi strukturami, próbuje się zablokować przepływ pieniędzy i kredytów oraz wszelkich innych rzeczy, inaczej Rosja i Niemcy w XXI wieku mogłyby się wspiąć bardzo wysoko, dlatego prowokowane są te blokady i wszystko się zakłóca i tworzone są konflikty.
Vogt: A ci, którzy cierpią to oczywiście narody i ich gospodarki?
Żyrinowski: Oczywiście, Niemcy tracą na tym mnóstwo pieniędzy, podobnie jak Rosja. A kto się bogaci? Wychodzi że ten trzeci, czyli Ameryka i prawdopodobnie też Wielka Brytania. Należy temu położyć kres, Niemcy to przecież mądry naród, nadszedł czas aby się wyzwolić z pułapki, do której niemiecki naród jest od 150 do 200 lat wpędzany i zacząć wreszcie z Rosją normalnie współpracować. My się nie mieszamy do wewnętrznych spraw Niemiec, po pierwsze Niemcy powinny przestać być okupowanym krajem i jeździć do Waszyngtonu po pozwolenia, powinny być całkowicie samodzielne. Jestem pewien że większość Niemców jest za koalicją z Rosją miast ze Stanami Zjednoczonymi. Wy macie tylko węgiel brunatny a my mamy rezerwy całej planety, wy nie macie możliwości swobodnie się poruszać, Europejczykom brakuje miejsca a my mamy dużo miejsca. Kto odmawia Europejczykom z tego korzystać w pokojowy i demokratyczny sposób?
Vogt: Czy postrzega pan dotychczasową politykę w sprawie uchodźców, jako destabilizację Europy, a w szczególności Niemiec, która służy tylko i wyłącznie Ameryce?
Żyrinowski: Oczywiście, Niemcy rozwijają się nawet mimo amerykańskiej okupacji, dlatego starają się to zahamować. Zawsze będzie dużo uchodźców z Afryki i Azji, na Bliskim Wschodzie wybuchła wojna i miliony uchodźców przyszły do was, a Turcy przy każdej okazji dokładają wam kolejnych, aby Niemcom działo się coraz gorzej.
Vogt: Słowo klucz - Turcja. Jak wygląda aktualna polityka i zmiany jakie obecnie dzieją się w Turcji z rosyjskiej perspektywy?
Żyrinowski: Turcja nie została przyjęta do Unii Europejskiej, dlatego też Turcja zmienia teraz swoją politykę i odwraca się od Zachodu, oraz zaczyna spoglądać ku Północy, ku Moskwie i zaczyna wzmacniać współpracę z nami. Moglibyśmy stworzyć koalicję trzech państw: Moskwa, Berlin, Ankara. Na rosyjskim terytorium są ogromne powierzchnie, niemieccy inżynierowie, tureccy robotnicy i rosyjskie zasoby naturalne, bylibyśmy najsilniejszymi i najbogatszymi państwami na świecie.
Vogt: Ostatnie pytanie dotyczy próby zmiany rosyjskiej polityki w Syrii. Próba Zachodu przygnieść Syrię okazała się porażką. Dzięki rosyjskiej interwencji panuje tam na razie pokój i spokój. Jak wyglądają perspektywy tego kraju?
Żyrinowski: Jeśli Amerykanie nie będą się tam mieszać, uda się nam zaprowadzić tam pokój. Ale Amerykanie się tam wtrącają, usiłują stworzyć tam kurdyjskie państwo. Przeciwko temu jest Syria, Turcja, Irak i Iran dlatego napięcie będą tam trwały jeszcze przez dekady, a winę za to ponoszą Amerykanie. Chcą tam pozostać i rządzić, dlatego prowokują tworzenie nowego państwa jak w Kosowie na terytorium Serbii. Chcą stworzyć Kurdystan na terytorium Syrii, Iraku, Turcji i Iranu. To nie będzie dobre dla Niemiec. Niemcy mają Turków, Kurdów i Arabów jako imigrantów, wszędzie będą Niemcy i Rosja cierpieć a Ameryka będzie zawsze wygrywać. Co jest w tym dobrego? Dlaczego trzeba dokarmiać biedne części Europy - Grecja, Portugalia, Bułgaria i Rumunia. Wszyscy żyją na koszt Niemiec, zasoby Niemiec powinny zostać w Niemczech a nadwyżka może chętnie powędrować do Rosji. Niemcy nie potrzebują robotników, oni mogą przyjść do nas, ci Turcy niech pracują u nas.
Vogt: W Syrii, naród syryjski poprosił Rosję o pomoc, aby zwalczyć terroryzm Państwa Islamskiego. Rosja pomogła. Teraz istnieje przynajmniej pozytywna perspektywa. A takie heretyckie pytanie: gdyby również naród niemiecki poprosił o pomoc, jak zareagowałaby Rosja?
Żyrinowski: Pomoc, dla Niemiec? Tu, w Europie? My udzielamy wszelkiej pomocy, jedynie Rosja może dziś pomóc, nikt inny. Amerykanie nie potrafią walczyć, używają Kurdów zamiast walczyć samemu a w Europie używają Ukraińców. My pomożemy wszystkim, tutaj jest potęga i tutaj jest broń. To jest powołanie Rosji, udzielać pomocy w krytycznych momentach, przy militarnym rozwiązaniu każdego problemu i każdego pytania. My zabraliśmy Niemcom wschodnie tereny i daliśmy Polakom. Z jakiego powodu znajdują się Polacy dziś na niemieckich ziemiach? Można wszystko oddać Niemcom, w tym możemy pomóc. Przy niemieckich portach Memel i Kłajpeda, my możemy pomóc Niemcom odtworzyć całe Prusy, nikt nie pomaga tylko my.
Vogt: Serdecznie dziękuję za pański czas i wszystkiego dobrego.
MÓJ DO TEGO KOMENTARZ
"My pomożemy wszystkim", Rosja wszystkim pomoże, o każdej porze - mój Boże! Totalny odlot, choroba turanizmu, niszcząca ten kraj uwidoczniona w osobie Żyrinowskiego powoduje że trudno mi było powstrzymać się od śmiechu. No tak, jak tylko pamięcią sięgnąć to przecież Rosja rzeczywiście nic innego w swych dziejach nie czyniła, jak tylko pomagała i wyzwalała. I to wszystkich ze wszystkiego, z majątku, z ojczyzny, oraz z życia. Ten kraj nic innego nie robił, tylko zawsze "wyzwalał". Albo ten fragment wypowiedzi Żyrinowskiego szczególnie przypadł mi do gustu: "NATO robi to, co Hitler przed wybuchem II Wojny
Światowej, weźmy Polskę. Hitler wprowadził tam wojsko, kraje bałtyckie
zdążyliśmy wcześniej przygarnąć" - wyzwolili je z tej niepotrzebnej i głupiej niepodległości. A gdzie Hitler wprowadził wojsko przed wybuchem wojny - do Polski? Kiedy to było panie Żyrinowski? Czy wtedy, gdyście się wzajemnie umówili na podział Polski i Europy, cz wtedy go 1 września ruszyła na nas "czarna śmierć" a 17 września ze wschodu uderzyła "czerwona zaraza?" Co pan za farmazony pieprzysz. Hitlera stworzył Stalin, pomimo polskich prób (Marszałka Piłsudskiego choć nie tylko), jego obalenia, aby wywołał wojnę w Europie, której z "wyzwoleńczą odsieczą" przyjdzie oczywiście Rosja (wówczas Związek Sowiecki) i zajmie ją aż po Atlantyk.
Polska jako pierwszy kraj oparł się tej barbarzyńskiej polityce dwóch tyranów i pozostawiona samą sobie przez naszych zachodnich "sojuszników" (Francję i Anglię), poniosła klęskę, ale mimo to nie zginęła. Stworzyliśmy największą podziemną armię świata i jedyne takie podziemne państwo w dziejach, które skutecznie walczyło nie tylko z niemieckim okupantem, ale potem również i z sowieckim "wyzwolicielem". Byliśmy już jednak wówczas zbyt słabi, aby oprzeć się jednemu i drugiemu bandycie, czekaliśmy wiec jak na boskie zmiłowanie na czołgi gen. Pattona, których pojawienie się na polskich ziemiach, spowodowałoby wybuch ogólnonarodowego powstania antysowieckiego i ponowne skopanie sowieckich dup, tak jak to było w 1920 r. A tak na marginesie - z czym wy do ludzi, pokażcie mi chociaż jedną wojnę, którą samodzielnie wygrała Rosja, choć jedną. Wszystkie ostro przegrywaliście, a już największy łomot dostaliście właśnie podczas waszego "wyzwolicielskiego" marszu na Zachód w 1920 r. II Wojnę Światową (czy raczej jak ją określacie: "Wielką Wojnę Ojczyźnianą" również byście przegrali z kretesem. Pomijając już nawet ot, że Hitler był idiotą i nie wykorzystał sytuacji, jaka się wręcz prosiła aby rozwalić Sowiety i podbić Rosję, to jednak bez wsparcia Zachodu, a szczególnie tych znienawidzonych teraz przez was Amerykanów - nie mielibyście szans. Może jeszcze opieralibyście się gdzieś tam na Syberii, ale cała europejska część Rosji, z Moskwą na czele zostałaby podbita przez Niemcy.
Także ta wasza legenda nie jest wcale tak piękna, jak by się mogło wydawać. Przegrywaliście wszystkie współczesne wojny i choć wasz kraj jest wielki, to jesteście kolosem na glinianych nogach. Krym nigdy też nie należał do Rosji, panie Żyrinowski, został podstępnie zaanektowany przez Katarzynę Wielką dopiero w 1783 r. Wcześniej był ziemią Tatarów, więc nie pleć pan takich bzdur. Zresztą Rosja już się kończy, rozpada się. Nie wiem czy zdoła pan ów proces rozpadu ujrzeć jeszcze na własne oczy (mam nadzieję że pan dożyje tej pięknej chwili), ale jest to nieuchronne. Za wszystko w życiu trzeba zapłacić, a kraje które napędzały kłamstwo, przemoc i śmierć wcześniej czy później zostaną ukarane. Mam nadzieję że (jak w przypadku Niemiec i Rosji) skończy się tylko na rozpadzie, a nie na czymś znacznie gorszym. Ale z drugiej strony należy też zadać sobie pytanie, bo mówi pan o pokoju z Niemcami i tworzeniu nowej siły i nowego bogactwa tych narodów - czy wojna zawsze jest zła. Nie, ja tak nie uważam, wojna nie musi być zła, może z niej również wypłynąć dobro. Gdyby bowiem nie wybuchła I Wojna Światowa, najprawdopodobniej po dziś dzień nie byłoby Polski i innych krajów Europy Środkowo-Wschodniej. W tamtych latach oczekiwano w Polsce wojny światowej niczym życiodajnego deszczu, a Józef Piłsudski, wówczas dowódca organizacji strzeleckich i twórca Legionów mawiał do swych współpracowników: "Nie martwcie się, wojna będzie". Podobnie II Wojna Światowa, też nie byłaby niczym złym, tylko... wybuchła nie w tym momencie, kiedy powinna. A powinna wybuchnąć w 1933 r. ewentualnie w 1936 podczas remilitaryzacji przez Niemcy Nadrenii. Taka wojna jest nie tylko potrzebna, ale wręcz korzystna, bowiem jednocześnie eliminuje bandytów, których powołaniem jest podbój i utopienie kontynentu we krwi jego mieszkańców. Dlatego też uważam, że nie każda wojna jest nieszczęściem.
Co się zaś tyczy współpracy niemiecko-rosyjskiej to należy jej zdecydowanie przeciwdziałać. Tworzyć wszelkie projekty, które będą przebiegały w poprzek tych planów. Dlatego też należy odtworzyć Międzymorze w każdej możliwej formie, nie tylko politycznej i militarnej, ale również społecznej, kulturowej i duchowej. Należy odtworzyć dawną Sarmatię, duchową jedność Rzeczpospolitan, narodów wchodzących niegdyś w skład potężnego tworu Rzeczypospolitej Obojga Narodów, który był gwarantem bezpieczeństwa i rozwoju dla Europy. Dotyczy to również projektów geopolitycznych. Należy więc porzucić szkodliwy projekt Jedwabnego Szlaku, z prostej przyczyny - Polsce i Europie Środkowo-Wschodniej nie służy to, co płynie do nas z Zachodu na Wschód i ze Wschodu na Zachód, ale to, co idzie z Północy na Południe. To właśnie ten szlak musi być kluczowy dla państw Międzymorza, dla owych Rzeczpospolitan. Rozwój handlu rzecznego (dzięki któremu dawna Rzeczpospolita bogaciła się), przekopanie mierzei wiślanej i uwolnienie portu w Elblągu. Musimy ponownie zdominować handel Północ-Południe, jedyny dla nas korzystny i jedyny sensowny dla wytworzenia się przyszłej potęgi Międzymorza.
A co się tyczy Stanów Zjednoczonych, to powiem tylko tyle. Dla nas Polaków, Stany zawsze były pewnego rodzaju wymarzonym krajem, taką wyspą wolności, gdzie wiele można zdziałać dzięki swej przedsiębiorczości i pracowitości. Ameryka była dla nas taką większą Polską, krajem naszych marzeń. Nic więc dziwnego że największa liczba Polonii na świecie jest zgrupowana właśnie w Ameryce. A wie pan, panie Żyrinowski dlaczego Polacy tak kochają Amerykę (szczególnie tę obecną, pod rządami Donalda Trumpa), ponieważ myśmy współtworzyli ten kraj, i co najważniejsze, znaleźliśmy się tam całkowicie dobrowolnie, a nie byliśmy odwożeni w bydlęcych wagonach, jak to miało miejsce chociażby w Rosji, kraju marazmu i śmierci. Stany Zjednoczone może nie zawsze będą strażnikiem świata (dziś kraj ten też zmaga się z poważną chorobą, jaką jest tamtejsze lewactwo, które zżera ten kraj od wewnątrz), ale przynajmniej na razie muszą być stabilizatorem pokoju i muszą walić w zęby wszystkich, którzy próbują tę ich rolę podważyć. Muszą być jak John Wayne i Gary Cooper, jak Wilson, Patton, MacArthur czy Reagan (który swoją polityką doprowadził do upadku owo więzienie ludów, jakim był Związek Sowiecki), muszą być niczym bohaterowie amerykańskich filmów, na których wyrosłem, którzy nie dadzą sobie w kaszę dmuchać i walą prosto z mostu. Jak bohaterowie Bonanzy, czy Rio Bravo, jak członkowie Drużyny A, jak John Rambo i Rocky Balboa i jak wielu innych filmowych i nie tylko bohaterów, jakich w swych dziejach stworzyła Ameryka. Czy Rosja stworzyła kiedykolwiek coś podobnego, co by ku niej przyciągało inne narody, prócz "ideologii wyzwolenia" polegającej na rabunku, wywózkach i mordach? Na zakończenie powiem to, co mawiali ludzie po wkroczeniu Sowietów na polskie ziemie: "bierzcie czasy i rowery, idźcie sobie do cholery".
No i stało się - Donald Trump został zaprzysiężony jako 45-ty prezydent Stanów Zjednoczonych Ameryki. Wiele osób stawia sobie jednak pytanie, czy to dobrze czy źle? No cóż, trudno przewidzieć jego polityczne ruchy, ale jedno już wiadomo na pewno - oto swą kandydaturą, zwycięstwem i nawet ceremonią zaprzysiężenia, spowodował potworny ból dupy u wszelkiej maści lewaków, anty-faszystów (czyli po prostu faszystów) i kryptokomunistów. Rozległ się potworny, rozpaczliwy okrzyk lewackiej bezsilności:
Was też to rozśmieszyło? Przyznam się szczerze że choć nie jestem człowiekiem złośliwym, to jednak w jakiś sposób czuję radość, patrząc na tych wszystkich anty-trumpowych idiotów. Trzeba mieć bowiem porządnie zrypany czerep, aby reagować w ten właśnie sposób. A co najśmieszniejsze, to ci ludzie uważają że są lepsi od innych (np. bardziej wykształceni, co oczywiście nie jest prawdą, bo wystarczy popatrzeć sobie na statystyki osób dobrze wykształconych, głosujących na Donalda Trumpa, a po drugie - pragnę przypomnieć że wykształcenie wcale nie jest tożsame z inteligencją, jak zapewne wielu dzisiejszych "młodych wykształconych lewaków z amerykańskich miast" sądzi), oraz bardziej "postępowi" (w takim znaczeniu że nie są rasistami, lub propagują homo-związki). Tylko że jak się przegląda facebookowe profile niektórych z tych anty-trumpowców, to wychodzi pełna paleta rasisty, ksenofoba a nawet są i tacy, którzy domagają się fizycznego zamordowania Trumpa i wiceprezydenta Mikea Pence'a. Czyli po prostu wśród tych tak zwanych tolerastów i bojowników o "wolność i demokrację", wychodzi cała prawda, która nie różni ich od ideowych prekursorów (o których pisałem w poprzednim temacie) - twórców ideologii komunistycznej, nazistowskiej, feministycznej, genderowej itd. itp. Oni są owszem "postępowi" i tolerancyjni, ale tylko w odniesieniu do osób ze swojego środowiska, natomiast przeciwnicy ich chorych pomysłów, są z góry traktowani jako śmiertelni wrogowie, znacznie gorsi od islamistów (o przepraszam - takie słowo w elementarzu lewaka nie istnieje - zatem miast islamista, powie on po prostu terrorysta), i napływowych muzułmańskich nachodźców z opuchniętymi jądrami, na których czeka ogromna część (lewackiej) kobiecej populacji (bo przecież ich koledzy w rurkach, koturnach czy innych elementach kobiecej garderoby, nie są dla nich nawet mężczyznami).
Także ja się bawiłem wyśmienicie na inauguracji prezydenta Trumpa. Chciałbym też (jeśli oczywiście mogę) poradzić ludziom, którzy w sposób tak żywiołowy i nienawistny reagują na swojego nowego prezydenta, aby uświadomili sobie że czas lewackich eksperymentów socjotechnicznych właśnie dobiega końca. Nadchodzi nowa era dawno zapomnianego amerykańskiego progresywizmu, oczywiście nie będzie to taka sama polityka jak ta z czasów Johna Fitzgeralda Kennedy'ego czy jego poprzedników (począwszy od prezydenta Woodrowa Wilsona), ale czas komunistycznej (a raczej kryptokomunistycznej bo to jest komunizm ukryty, zawoalowany, który - co też należy pamiętać - nigdy nie był jednorodny. Istniał bowiem komunizm leninowski, stalinowski, luksemburgizm, feministyczny, spinellistyczny itd. Zdarzało się nawet że koncepcje ze sobą walczyły, ale zasada zawsze podostawała jedna - gruntowna przebudowa świata i człowieka i stworzenie "Nowego Wspaniałego Świata"), inżynierii społecznej właśnie dobiega końca (choć może w niektórych móżdżkach jeszcze tli się nadzieja, że "nie da się zatrzymać postępu". Otóż drodzy panowie i panie (a także ci, którzy nie wiecie kim właściwie jesteście) - to już się zaczęło i tego powstrzymać się nie da. Ten proces będzie już tylko narastał, bowiem ludzie wreszcie zobaczyli że coś mogą realnie zmienić, że ktoś wreszcie zacznie (przynajmniej) mówić o ich biedzie, wykluczeniu i upokorzeniach (lewactwo folguje sobie nazywając tych ludzi "white trash" - "białe śmieci", zapominając że lewica przecież zawsze stawała w obronie najbiedniejszych. Tylko że od ładnych kilkudziesięciu lat to już nie jest żadna lewica - to jest zwykłe, prymitywne lewactwo, zaszczepione w komunistycznej wylęgarni i przerzucone na amerykański czy zachodnioeuropejski grunt. Lewactwo zapomina że to właśnie głownie biali ciemiężeni ludzie, zmiatali we wszystkich wielkich rewolucjach swoich dotychczasowych panów).
To co mnie naprawdę (lekko) niepokoi, to kwestia tzw.: "sojuszy ekstremów" - czyli czegoś, co jest majstersztykiem kremlowskich służb, w celu promocji własnej ideologii euroazjatyzmu. Zauważmy bowiem że w sytuacji totalnego wręcz opanowania polityki i mediów w krajach Europy Zachodniej i Stanów Zjednoczonych, przez lewicowo-liberalne lewactwo (bliskie komunizmowi spinello-luksemburgskiemu), siły konserwatywne, prawicowe i patriotyczne w tych państwach, zostały wyrzucone na margines. Cała Europa Zachodnia, USA, oraz (po rozszerzeniu Unii Europejskiej w 2004 r.) Europa Środkowa, zdominowane były albo przez partie lewicowe, albo liberalne (bardzo sobie bliskie co do ogólnie wyznaczonego celu i różniące się jedynie w detalach, głównie personalnych), które co kilka lat wzajemnie się zastępowały u władzy. Nie było możliwości realnej zmiany, bowiem totalna kontrola mediów przez mainstream, po prostu to uniemożliwiała. Media więc zaczęły mówić to, co władzy było na rękę, zupełnie ignorując potrzeby własnych obywateli. Wszelkie media (czy to elektroniczne czy papierowe), wydawane przez organizacje prawicowo-konserwatywne, były albo niszowe i trafiające do garstki czytelników, albo też w ogóle ich nie było. Była totalna kontrola informacyjna (z pewnym wentylem, dającym ujść rozbuchanym emocjom prawicy).
I zauważcie co się stało? Nagle okazało się, że jedynym państwem w którym tradycja i konserwatyzm trzymają się mocno, w którym nie ma parad na wpółnagich zboczeńców (obcałowujących się wzajemnie po najróżniejszych częściach ciała i nazywających to "paradami równości" - "tolerancji" itd.), w którym przywódca tego kraju jasno opowiada się po stronie tradycji i przeciwko wszelkim lewackim eksperymentom - to jest właśnie Rosja. Rosja stała się więc ową opoką, wymarzonym przykładem do którego należy się odwoływać, aby skutecznie podjąć walkę z rodzimą ideologiczną lewicową ekstremą. Piękne - prawda? Po prostu mistrzostwo świata, jak Kreml potrafił to wszystko przedstawić. Ale to jest właśnie "sojusz ekstremów" (mocno wspierany przez Dugina), gdzie najpierw zaraża się dane społeczeństwo własną choroba, przenosząc na jego terytorium sterowane przez siebie robactwo, aby stopniowo, lecz konsekwentnie zarażało namawiało społeczeństwa owych krajów do "postępu". A następnie, gdy ten "postęp" stanie się tak silny, że walka z lewacką chorobą będzie praktycznie niemożliwa bez jakiegoś wsparcia - powiemy wam: "Patrzcie, my jesteśmy zdrowi, u nas nie ma żadnego lewactwa, żadnych oznak owej choroby, która tak przeżarła wasze kraje. Bierzcie z nas przykład, słuchajcie nas - bo to my właśnie jesteśmy prawdziwymi konserwatystami, my jedynie potrafimy uwolnić was od tego, co was trapi.
Przekaz jest więc jasny - Rosja jest krajem konserwatywnym, stabilnym i spokojnym. Rosja jest więc naszą nauczycielką, pomoże nam w naszej walce, tu w kraju. A to jest najzwyklejsza ruska maskirowka (czyli sztuka wprowadzania w błąd, którą sowieckie a teraz rosyjskie służby opracowały do perfekcji), która ma za zadanie doprowadzić do nowej pieriekowki (czyli przemiany społeczeństw Zachodu, na nową, ruską modłę). Bowiem trzeba być doprawdy człowiekiem z małym rozumkiem, aby (w jakikolwiek sposób uznać) że dzisiejsza Rosja, Putin jego otoczenie, służby specjalne i elity, które od dziesięcioleci władają tym krajem, mają COKOLWIEK wspólnego z konserwatyzmem, demokracją czy prawicowością. Drodzy-Kochani, ci ludzie współtworzyli komunizm, ci ludzie wyrośli w rodzinach, w których komuniści w niezwykle krwawy sposób rozprawiali się ze swymi przeciwnikami (prawdziwymi patriotami) - ci ludzie dziś wmawiają Wam, że mają coś wspólnego z czymkolwiek co nie jest kolejną lewacką próbą przemiany świata - z tym tylko że teraz na trochę inną modłę, ale wciąż kontrolowaną przez ludzi z Kremla.
Proszę Was, nie dajcie się złapać na ich lep. Dziś prawdziwy konserwatyzm MUSI opierać się na kilku podstawowych elementach. Po pierwsze całkowity i zdecydowany antykomunizm - całkowity i definitywny. Po drugie - odrzucenie ruskiego mesjanizmu typu duginowski neoeuroazjatyzm - Kochani, nic co przyszło z Rosji - NIC - nigdy nie przysłużyło się ani Polsce, ani Europie, ani tym bardziej Stanom Zjednoczonym. Ten kraj to patologiczny czyrak na mapie świata, z którym nie da się nic zrobić, póki wcześniej nie nastąpi jego usunięcie - rozbicie. Rosja MUSI ponownie zostać podzielona na szereg mniejszych państewek - tylko w ten sposób ocalimy Europę i Świat, od kolejnych maskirowek i pieriekowek z tamtej strony. Ale nie koniec na tym. Rozbite powinny zostać także Niemcy (pod przewodem Brandenburgii-Prus) - które ja uważam za Moskwicynów Zachodu. Niemcy (choć mam niemieckie korzenie, rodzinę i przyjaciół w tym kraju), wciąż pozostają dla mnie wielką zagadką. Naród ten zachowuje się bowiem jak jakieś nakręcane roboty, które zawsze działają na przekór wszystkiemu co logiczne. Rozpętali dwie wojny światowe aby zdobyć dominację na świecie, podczas gdy mogliby tę dominację powoli wykuwać siłą swej gospodarki, handlu i nawet kultury. Woleli jednak pójść na całość - rozpętać w dużej części świata nieprawdopodobne wręcz rzezie, w inię swych lewackich ideologii "walki ras".
Efekt - nie tylko utracili dużą część swych dawnych granic, ale jeszcze stali się krajem podporządkowanym (jeśli ktoś myśli że BND - czyli niemiecki wywiad, który kieruje całym krajem wraz z mediami, nie jest całkowicie zależny od CIA - jeszcze tego lewackiego, stąd ataki na Trumpa z ust niemieckich polityków - jest "doprawdy, beztroskim i szczęśliwym człowiekiem", żyjącym we własnym świecie). Dziś zaś Niemcy przyjmują do siebie setki tysięcy nachodźców, ponownie całkowicie demolując (na rozkaz CIA i dawnej administracji Białego Domu) Europę. Tak więć zarówno Rosja jak i Niemcy powinny zostać rozbite na mniejsze państewka i powrócić do dawnych tradycji kształtowania muzyki i kultury - bowiem Niemcy zjednoczone głupieją (a zjednoczona Rosja - stanowi ogromne niebezpieczeństwo zarówno dla świata, jak i siebie samej). Mógłbym jeszcze trochę napisać, zarówno o niemieckim uzależnieniu od USA, jak i o środkach kontroli i manipulacji jakie stosuje rosyjska agentura w państwach Europy i Stanach Zjednoczonych (sam fakt że pojawiły się pogłoski o tym że Rosjanie "maczali palce" w amerykańskich wyborach prezydenckich - powinien dać sporo do myślenia), ale nie jest to temat na dzisiejszy post.
Dziś jest wielki dzień prezydenta Donalda Trumpa i jego małżonki w pięknej białej kreacji. Mogę więc na zakończenie napisać tylko tyle - GOD BLESS AMERICA! Obódż w Nas wszystkich znów takie nadzieje, jakie rozbudzały wojska gen. Pattona, który chciał wyzwolić całą Europę zarówno z rąk "tego skurwysyna-tapeciarza Hitlera", jak i owych "Hunów", których zamierzał odepchnąć z powrotem pod Moskwę "gdzie ich miejsce". Tysiące walczących z komuną w konspiracji żołnierzy polskich (i nie tylko), czekało amerykańskich czołgów Pattona, niczym życiodajnej wody, dzięki której użyźnić można pola.
Tak się jednak wówczas nie stało. Patton został zabity przez Sowietów (przy wsparciu Amerykanów, którzy wówczas myśleli że zrobią z Ruskimi "deal na wieczność i "America-Russia forever"). Szybko jednak okazało się że Stalin skutecznie rozgrywał amerykańską administrację tego umysłowego kalekę Roosevelta - również zadeklarowanego zwolennika komunizmu - i wkrótce Amerykanie musieli ginąć na polach wielu innych wojen, z których największe i najważniejsze toczyły się w Korei i Wietnamie. Dziś (miejmy nadzieję - a jak wiadomo nadzieja umiera ostatnia), Donald Trump ponownie rozbudził te nadzieje. Niech więc Ameryka powróci do swych chrześcijańskich, patriotycznych i konserwatywnych wartości i wciąż przewodzi Wolnemu Światu.
Jakiś czas temu powróciłem do tematu przepowiedni, jakie wielu jasnowidzów i mistyków (często z odległej przeszłości) wygłaszało na temat tego, co czeka nas wszystkich - całą ludzkość w najbliższym czasie. Przygnębiły mnie te wiadomości, bowiem najłagodniejsza z nich brzmiała: "I i II Wojna razem wzięte, to były jedynie dziecięce zabawy, przed tym co nadchodzi". Przepowiednie te, są tak przygnębiające, że można by wręcz sądzić że nie mogą być prawdziwe, ale znajdują one potwierdzenie wśród tych z mistyków, co do których nie mam wątpliwości, jeśli chodzi o ich "sprawdzalność". Jednym z takich jasnowidzów jest ojciec Czesław Klimuszko, u którego to właśnie odnalazłem (nie wiem jak to nazwać? Sposób?) możliwość załagodzenia temu, co nas czeka w przyszłości. Ludzkość już nie jest w stanie zatrzymać tych procesów, które spowodują ogromną (niespotykaną wcześniej, w znanej nam historii - choć stosunkowo krótkotrwałą) liczbę zniszczeń i śmierci. Będzie dochodzić do dantejskich wręcz scen, bowiem każdy będzie chciał zachować życie, a mimo to śmierć zbierać będzie okrutne żniwo, ludzie będą ginąć jak mrówki, znoszone pędem wody.
Jest jednak (niewielka co prawda, ale wypowiedziana w proroctwach ojca Klimuszko), możliwość załagodzenia tych procesów (bo na pewno nie ich likwidacji, bowiem każdy dostanie to, na co zasłużył, również tyczy się to państw i narodów). Sposób na to jest stosunkowo prosty i możliwy do realizacji przez każdego z nas, a polega on na ... modlitwie do Boga, modlitwie z prośbą o ocalenie. Takie modlitwy (według ojca Klimuszko), nie są wcale bagatelizowane, więcej stanowią rękojmię pewnego rodzaju oddalania (lub ułagodzenia) zbliżającego się nieszczęścia. Ojciec Klimuszko (i nie tylko on zresztą), twierdzi że gdy te wszystkie "procesy zagłady" zostaną już wdrożone w życie, będzie za próżno, a ludzie (ci którzy przeżyją), będą uciekać przez niechybną śmiercią ze swoich dawniej bogatych i zasobnych krajów, do państw ubogich (prawdopodobnie również do Afryki, która nie ucierpi aż tak bardzo, jak inne kontynenty), ale tam będą traktowani gorzej niż dawni niewolnicy - będą ... podludźmi. Innym kierunkiem masowej migracji ludności Zachodu, będzie Europa Środkowo-Wschodnia, a szczególnie Polska, która stanie się prawdziwym domem dla wielu uchodźców i będzie to (jak mówi ojciec Klimuszko): "szczęśliwe miejsce (...) Tu się im nic nie stanie" (co ciekawe, Żydzi już zaczynają uciekać z Europy Zachodniej, a głównie z Francji i coraz częściej przenoszą się albo do Izraela albo właśnie do ... Polski. Ciekawe prawda?).
Należy więc zwrócić się ponownie do Boga, nie tylko po to by prosić o ocalenie (a każda taka prośba nie pozostanie zbagatelizowana). Według ojca Klimuszko właśnie dlatego jeszcze nie doszło do poważniejszych katastrof i nieszczęść (choć było już ku temu kilka powodów), że ludzie proszą Boga w swych modlitwach o ocalenie, o to by nie spotkało ich nic złego. A zło które nadchodzi, nie pochodzi od Boga i nie On jest jego sprawcą (choć nasze modlitwy i ... myśli, są w stanie odsuwać ten moment w czasie oraz znacznie go łagodzić), tylko wynika z prostego założenia, które można określić: "Zasadą Domina", czyli: "To co sam zasiejesz, to zbierzesz", i dotyczy ona wszystkich istot żyjących w tym naszym materialistycznym piekle. Wszystko musi bowiem się wyzerować (jak w grze komputerowej), aby poprzez najróżniejsze doświadczenia, móc spokojnie wrócić do Domu. Nasze prośby, modlitwy i myśli nie zapobiegną więc katastrofie, ale mogą ją oddalić, osłabić lub przynajmniej dopomóc nam samym przetrwać ten ciężki okres. Jak jednak będzie wyglądał ten "czas Apokalipsy" i kiedy (mniej więcej) możemy się go spodziewać. Postaram się odpowiedzieć na to pytanie, biorąc pod uwagę kilka razem wziętych przepowiedni wybranych jasnowidzów. Tak więc:
2017-2018
W tych latach dojdzie do pogłębienia się kryzysu gospodarczego (który trwa już od 2008 r.). Nastąpi inflacja i poważny kryzys strefy euro. Europejski Bank Centralny zacznie dodrukowywać pieniądz, czym jedynie spotęguje inflację. W tym czasie jeszcze stabilną walutą świata pozostanie dolar (oraz wzrastający na znaczeniu juan) i złoto - które zawsze jest najbardziej stabilną walutą. Pogorszy się również pozycja złotówki. Proces pauperyzacji społeczeństwa (szczególnie w Europie Zachodniej i USA - choć tam w mniejszym stopniu), będzie się pogłębiał, ludziom w ogóle będzie się żyć znacznie gorzej niż w latach poprzednich. Znacznie pogłębi się również problem z muzułmańskimi imigrantami. Unia Europejska zacznie się rozpadać (najprawdopodobniej pod wpływem zmiany, jaka zaistnieje w niektórych państwach Europy Zachodniej po wyborach z 2017 r. oraz rozpoczęcia wdrażania procedury Brexitu przez Wielką Brytanię). Dojdzie do kolejnych islamistycznych zamachów na taką skalę, że Europa się podzieli (2017 ma być początkiem tego procesu). Co się tyczy Polski, z przepowiedni można wnioskować jedynie tyle, że PiS się jeszcze bardziej umocni, natomiast opozycja (tzw.: "totalna"), coraz bardziej będzie traciła poparcie społeczne. Będzie też kilka wstrząsów w gospodarce i ... zupełne nieprzygotowanie Warszawy na proces rozpadu Unii Europejskiej, który rozpocznie się właśnie w 2017 r. Poza tym w kraju będzie bezpiecznie.
2019-2022
Bardzo niebezpieczny okres. Ok. 2020 r. dojdzie do ogólnoświatowego krachu i załamania gospodarczego. Pojawi się hiperinflacja, pieniądze w dużej mierze stracą swą wartość i ... będzie można nimi palić w piecu (tak jak było po zakończeniu I Wojny Światowej w Niemczech, gdzie całe walizki wypychano banknotami, za które razem wzięte nie można było kupić nawet butelki mleka dla dziecka). Kraje, które na tym najbardziej ucierpią to będą przede wszystkim Niemcy, Stany Zjednoczone i Japonia, w mniejszej zaś części ucierpi na tym Wielka Brytania, Francja, Polska, Rosja i Chiny. Islamistyczna imigracja będzie już tak wielkim problemem w wielu krajach Europy Zachodniej, że zacznie dochodzić do krwawego przejmowania dzielnic, a nawet całych (mniejszych) miast przez muzułmanów, skąd będą uciekać dotychczasowi mieszkańcy tych terenów. Problemy gospodarcze, etniczne i religijne tak się skumulują, że władze oraz poszczególne koncerny (aby się ratować), będą wycofywały swój kapitał z innych krajów (np. właśnie z Polski). Zacznie się nacisk na niektóre państwa (w tym na Polskę) aby spłaciły swe długi (w które władowały nas poprzednie rządy). W 2019 r. Prawo i Sprawiedliwość ponownie wygra wybory w Polsce (choć nie uzyska większości i będzie musiała stworzyć koalicję), opozycja będzie osłabiona (najczęściej swymi własnymi działaniami z lat poprzednich) i niezdolna do jakiejkolwiek akcji.
Nacisk na Polskę jednak będzie się pogłębiał (szczególnie ze strony Niemiec). Ok. 2020 r. (przed wyborami prezydenckimi) ma w Polsce wybuchnąć ogromny skandal polityczny, najprawdopodobniej związany ze Smoleńskiem. Podzieli on znacznie społeczeństwo, bowiem (prawdopodobnie dzięki opublikowaniu), tajnych nagrań i informacji na ten temat, okaże się że w ten zamach zaangażowane były służby specjalne Rosji i Niemiec, przy współdziałaniu Donalda Tuska - wówczas premiera Polski i administracji amerykańskiej Baracka Obamy). Dojdzie do nowych wystąpień i protestów opozycji (tych związanych z dzisiejszą Nowoczesną i PO - jeśli nadal wówczas będą ona jeszcze istniały), mających na celu destabilizację kraju i upadek rządu. Proces ten zakończy się jednak klęską tych sił, co spowoduje jeszcze większe pogorszenie stosunków na linii Berlin-Warszawa, tym bardziej że będzie się nasilała niemiecka presja na szybszą spłatę zadłużenia. W Polsce, nastąpi masowy szturm obywateli na banki. Obcy kapitał zacznie się wycofywać z Polski pod wpływem pogłębiającego się kryzysu w ich państwach. W 2021 r. kryzys ekonomiczny dotrze do Polski (styczeń-luty - krach na giełdzie). Znacznie podrożeje paliwo, leki i żywność. Tymczasem w Niemczech lata 2021-2022 mają się okazać lepsze od poprzednich pod względem gospodarczym (choć kolejne ataki islamistów spowodują że kraj będzie stał na granicy wewnętrznej destabilizacji).
Na Ukrainie dojdzie do takiej destabilizacji, że dużą część kraju Rosja wchłonie zupełnie pokojowo (a nawet na życzenie mieszkańców). Będzie to zapewne rejon tzw.: "Noworosji" (2018-2019?). Ok. 2020 r. Rosja wkroczy zbrojnie do Iranu (lub Iraku), co ciekawe w ostatnim numerze "DoRzeczy", jest wywiad z moim "ulubieńcem" - rosyjskim (mesjańskim wręcz) propagatorem euroazjatyzmu i w dużej mierze autorem części koncepcji geopolitycznych Kremla - Aleksandrem Duginem, który tak oto mówi o tych terenach: "Trzeba stworzyć sojusz z konserwatywny ze wszystkimi narodami, wzmocnić związki z Turcją i Iranem, ale nie na korzyść Turcji ani Iranu, ale na korzyść Eurazji" (notabene śmieszy mnie to co on mówi na temat konserwatyzmu i Rosji, a mianowicie: "Oczywiście "rosyjskie" i "konserwatywne" to już niemal synonimy", oraz: "Chodzi o Rosję jako nośnik prawdy, konserwatywnej ideologii. Polska będzie rosyjska, jeśli będzie konserwatywna" - większej głupoty to ja nie słyszałem, choć zdaję sobie sprawę że wiele umysłów jest podatnych na tę propagandę., szczególnie gdy mówi takie rzeczy na pytanie dziennikarz o "sojusz bałtycko-czarnomorski od Estonii do Ukrainy", czyli Międzymorze: "Nie, to jest właśnie kordon sanitarny, który trzeba zniszczyć, bo jest antyrosyjski. Rosja jest specyficznym, imperialnym, konserwatywnym (ha-ha-ha) państwem (...) Co z tym faktem mają począć Polacy (...) To pytanie jest otwarte. Oddajcie głos patriotom, którzy nie chcą służyć atlantystom" - czyli ... panie Jabłonowski, panie Braun, śmielej wychodzić, moje wy tituszki "Matuszki Rosij", jest możliwość odegrania roli w kolaboracji).
Natomiast Stany Zjednoczone wkroczą do Arabii Saudyjskiej lub też ... Iranu (być może będzie to miało związek z atakiem Izraela na Iran i zmową paliwową" krajów OPEC, aby nie sprzedawać ropy do państw wspierających Izrael, w tym oczywiście do USA). To będą jedynie preludia, przed tym, co ma nastąpić w latach następnych. Lata 2019-2021 to również okres poważnych walk wewnętrznych we Włoszech (będzie to też czas upadku znaczenia Watykanu), głównie na linii lewactwo-prawica, które ma doprowadzić do zniszczenia kraju i jego całkowitej destabilizacji. W Niemczech dojdzie do bardzo podobnych wydarzeń, z tym że po ulicach niemieckich miast płynąć będzie nie tylko krew walczących ze sobą lewaków i prawicowców (czy raczej ludzi, którzy będą chcieli utrzymać ten kraj), ale także dojdzie do pierwszych bitew z muzułmanami, kraj zacznie się pogrążać w odmętach islamizacji, wewnętrznego terroru, krwawych zamachów i ogólnej destabilizacji. W tym okresie zginie też wielu Polaków, mieszkających w Niemczech (pierwsze próby zostały już zainicjowane - śmierć polskiego bohatera - Łukasza Urbana, którego teraz niemieckie media - co ciekawe, patrzcie jak to ładnie wykoncypowali - uznały że jednak nie był bohaterem. No pewnie że nie był bohaterem, nie mógł nim być, skoro miał być sprawcą. A ponieważ się ten myk nie udał, należy przynajmniej odebrać Polakowi męczeństwo w glorii bohatera. No bo przecież nie był ani muzułmaninem, ani też wyznawcą multi-kulti, był TYLKO Polakiem, czyli nie ważne czego dokonał ratując bezbronnych Niemców, zgromadzonych na jarmarku bożonarodzeniowym w Berlinie - ważne jest tylko jedno - BOHATEREM ŻADEN POLAK W NIEMCZECH BYĆ NIE MOŻE, i kropka. Drugim przykładem jest oczywiście niedawna próba podpalenia bezdomnego Polaka, przez ... grupkę muzułmańskich wyrostków). Podobne walki z muzułmanami (i wspierającym je lewactwem), będą miały wówczas miejsce we Francji.
W tym czasie pojawią się i bardzo szybko rozprzestrzenią nowe epidemie, które zbiorą równie śmiertelne żniwo, co "hiszpanka" po zakończeniu I Wojny Światowej. Najpoważniejsza z nich wybuchnie w Europie - we Francji (ale następnie przeniesie się szybko również za Ocean Atlantycki). Będzie to straszna choroba, a zarażeni nią nie będą mieli żadnych szans na przeżycie, jej przyczyna będzie tkwiła w mięsie, serwowanym głównie w fast-foodach, a oznakami jej będzie początkowo ślepota, a następnie rozkład ciała za życia człowieka (ciało będzie gniło i odpadało od kości, mimo że człowiek wciąż jeszcze będzie żył). Jedynym pocieszeniem będzie to, że zarażeni nią nie pożyją długo i tym samym nie będą musieli długo cierpieć tych fizycznych katuszy. Do tego wszystkiego dojdą klęski naturalne, takie jak tajfun, który zniszczy USA (prawdopodobnie ok. 2020/2021 r.), trzęsienie ziemi w Chinach (które pogrąży miliony ludzi). Ale i tak to wszystko razem wzięte będzie jedynie preludium, do tego co czeka Europę i Świat po roku 2022.
"WŚRÓD ROSJAN PANUJE DZIWNY PRZESĄD, MÓWIĄCY, ŻE ICH PRZEZNACZENIEM JEST WŁADAĆ ŚWIATEM. MODLITWY DUCHOWNYCH W KOŚCIELE PRZEPLATAJĄ SIĘ Z ŻĄDANIEM RYCHŁEGO SPEŁNIENIA TEJ "BOŻEJ MISJI"
NEILL S. BROWN
Ambasador USA w Rosji
28 stycznia 1852 r.
Nim przejdę do tematu, mała dygresja dotycząca osoby niejakiego pana Jabłonowskiego (a w rzeczywistości Wojciecha Olszańskiego). Jakiś czas temu, w jednym z moich poprzednich tematów, napisałem że (według mnie) pan Aleksander Jabłonowski vel Wojciech Olszański to (być może zupełnie nieświadomie), najzwyklejszy ruski agent wpływu w naszym kraju - oto ów post. Obecnie na YouTubie pojawia się coraz więcej filmików z udziałem tego pana, których ja co prawda nie oglądam w całości, choć mniej więcej przysłuchuję się temu, co ma on do powiedzenia. I ostatnio właśnie naszła mnie taka refleksja, mówię sobie - Facet mówi całkiem logicznie, nawet pod niektórymi z jego postulatów sam mógłbym się podpisać, dlaczego więc uznałem go za ruskiego agenta wpływu? Przecież do cholery - myślę sobie, nie każdy jest jednakowy i nie każdy tak samo musi wyrażać swe przekonania, dlaczego w tak niesprawiedliwy sposób potraktowałem pana Jabłonowskiego vel Olszańskiego? Może najpierw powinienem dać mu szansę, może powinienem bardziej się wsłuchać w to co mówi, może ja tego nie rozumiem, może to właśnie ze mną jest coś nie tak, a nie z panem Jabłonowskim. I gdy te wszystkie myśli już ogarnęły mnie na dobre, postanowiłem sobie obejrzeć ostatni (lub jeden z ostatnich), filmików, które portal "Sumienie Narodu" wrzucają na YouTube. Każdemu bowiem należy dać szansę, tym bardziej że facet naprawdę nie mówi głupio.
No i co? No i nie dałem rady, mówcie co chcecie, ale wytrzymałem jedynie niecałe pięć minut, potem musiałem to wyłączyć. Nie dlatego że Jabłonowski/Olszański mówił rzeczy głupie (na przykład jego postulat, odnośnie obywatelskiego jednoczenia się społeczeństwa, jest nie tylko słuszny, ale niezwykle potrzebny, elity polityczne powinny bowiem zostać wyłonione oddolnie, ze społeczeństwa, a nie dziedziczyć "zasługi" mamusiów i tatusiów, niejednokrotnie komunistycznych kapusiów w nowej rzeczywistości), tylko dlatego że rusofilizm, jaki od niego płynie, wylewa się już nie tylko z jego ust, ale i z ... uszu. A wiecie co w tym wszystkim jest najdziwniejsze? Że Jabłonowski prawie w ogóle nie wspomniał o Rosji, raz tylko mówiąc że elity rządzące chcą nas przygotować na wojnę z Rosją. Pomimo tego, że ja bardzo nie lubię jak w mediach straszy się społeczeństwo wizją wojny z Rosją (co ostatnio stało się nawet udziałem gen. Romana Polko, byłego dowódcy elitarnej jednostki bojowej "Grom", którego bardzo szanuję), to jednak to co mówi pan Jabłonowski (a może raczej to czego ... nie mówi, a co można wyczytać między wierszami), sprawia bardzo dziwne (podejrzane) wrażenie. Ja, pomimo najszczerszych chęci, nie byłem w stanie (choć raz jeszcze powtórzę, uważam część jego postulatów za słuszne), wytrzymać do końca tego, co ona tam mówił w tym filmiku. Dla mnie pan Jabłonowski vel Olszański, to taki trochę fircyk, który jednak ma ku sobie przyciągnąć (i spróbować "zagospodarować"?), patriotycznie nastawioną młodzież, szczególnie młodych narodowców, którzy jak dla mnie zawsze stanowili łatwą przynętę dla wszystkich rosyjskich i sowieckich akcji dywersyjno-dezinformacyjnych (tzw.: "miękkie podbrzusze").
A WRACAJĄC JUŻ DO TEMATU
Pragnę zaprezentować poglądy geopolityczne najważniejszego bodajże politycznego mentora Aleksandra Dugina - Mikołaja Danilewskiego. Zacznijmy więc od krótkiej noty biograficznej owego pana
MIKOŁAJ DANILEWSKI
1822-1885
Mikołaj
Jakowlewicz Danilewski urodził się 28 listopada 1822 r. w wiosce Oberec w Cesarstwie Rosyjskim. Pochodził z rodziny wojskowej, jego ojciec - Jakow Iwanowicz
Danilewski był najpierw pułkownikiem huzarów carskich, a potem
generałem brygady. Jakow rozpoczął studia medyczne na Uniwersytecie
Moskiewskim w 1812 r. które zaraz potem musiał przerwać, jako że
rozpoczęła się inwazja Cesarza Napoleona na Rosję, więc zaciągnął się do armii. Brał
udział w wielu kampaniach i bitwach, łącznie z przegraną dla Rosji wojną
krymską 1853-1856. W czasie tej kampanii w 1855 r. Jakow Danilewski
zmarł na cholerę. Jego syn, młody Mikołaj też od najmłodszych lat
przejawiał pasje żołnierskie, w latach 1826-1832, podróżował wraz z
ojcem w jego pułku. W 1837 r. rozpoczął studia w renomowanym liceum w
Carskim Siole. Odebrał tam bardzo gruntowne wykształcenie, w skład
którego wchodziło: prawo (w tym historia prawa rzymskiego i
rosyjskiego), nauki polityczne (ekonomia polityczna, dyplomacja,
historia, geografia i statystyka), języki obce: niemiecki, francuski,
angielski i łacinę, oraz etyka i filozofia. Szkoła bardzo
duży nacisk kładła również na wychowanie patriotyczno-religijne
młodzieży, dlatego też młody Danilewski studiował tam również Pismo Święte oraz
historię Cerkwi prawosławnej.
Szkoła oprócz bardzo dobrego przygotowania praktycznego w naukach
ścisłych i religijnych, dość swobodnie jednak traktowała nauki
humanistyczne - np. nauka historii kończyła się na Ludwiku XVI i nie
omawiano już zagadnień związanych z Rewolucją Francuską, by: "niepotrzebnie nie mącić młodzieży w głowach".
W szkole był stały rygor i wojskowy dryl, stosowano też za
najdrobniejsze przewinienia kary cielesne. Zaś gen. Glotgoer, jeden z
wykładowców - osobiście namawiał uczniów do wzajemnego szpiegowania i
donosicielstwa. Mimo to Danilewski zawiązał tam pierwsze przyjaźnie z
późniejszymi rosyjskimi filozofami politycznymi m.in. z: Butaszewiczem,
Pietraszewskim, braćmi Kajdanow, Kanykowem i Beklemiszewem. Danilewski
był dobrym uczniem, jako jeden z najlepszych w szkole zaliczał
poszczególne egzaminy i z wynikiem bardzo dobrym ukończył liceum w
1842 r. Danilewski miał wielką pasję, którą było zamiłowanie do nauk
przyrodniczych i temu właśnie pragnął on się poświecić. W 1843 r.
rozpoczął więc studia na Uniwersytecie Petersburskim, na którym podobnie
jak wcześniej, zaliczał się do najlepszych uczniów.
Danilewski studiował zoologię, paleontologię i anatomię porównawczą, a
jego wykładowcami byli sławni rosyjscy profesorowie: Iwan Szikowski i
Stiepan Kutorga. Zaprzyjaźnił się tam z niejakim Piotrem Siemionowem,
który stał się jego najlepszym przyjacielem. Razem wstąpili w 1848 r. do
powołanego trzy lata wcześniej Rosyjskiego Towarzystwa Geograficznego. W
1849 r. zdał ostatnie egzaminy i z tytułem magistra botaniki zakończył
naukę na Uniwersytecie Petersburskim. W tym też roku wraz z Siemionowem
zaczął swoje pierwsze badania naukowe w guberni tulskiej. Ale jeszcze w tym
samym roku został aresztowany i oskarżony o udział w tajnej,
antypaństwowej organizacji pietraszewców (której przywódcą był jego
szkolny kolega Michaił Pietraszewski). Owszem, Mikołaj brał udział w
spotkaniach tej grupy, ale omawiano na nich nie tylko wydarzenia
polityczne, lecz przede wszystkim naukowo-badawcze i to głównie dla nich
Danilewski uczęszczał w tych spotkaniach. Śledztwo w jego sprawie
rozpoczęło się 25 maja 1849 r. a aresztowano go po prawie miesiącu 22
czerwca tego roku. Przebywał w więzieniu do 10 listopada, gdy minister
Czernyszew (na prośbę ojca) wyraził zgodę na jego uwolnienie (wcześniej jednak Danilewski
musiał skrupulatnie wyjaśnić pisemnie swe związki z pietraszewcami).
Po podpisaniu dokumentu, w którym zobowiązywał się "nigdy więcej nie
uczestniczyć w działalności jakichkolwiek tajnych kółek", oraz
podpisaniu zobowiązania w którym obiecywał zachować w tajemnicy
szczegóły śledztwa - jeszcze tego samego 10 listopada, opuścił mury
więzienia. Już w 1850 r. został skierowany do pracy w kancelarii
gubernatora wołogodzkiego, otrzymał też państwową pensję. W 1852 r.
przeniósł się do kancelarii gubernatora Samarii. W tym też roku we
wrześniu, poślubił młodziutką Wierę Nikołajewnę, w której zakochał się
na zabój. Jego szczęście nie trwało jednak długo, już bowiem w lipcu 1853 r. młoda małżonka zmarła na cholerę. Danilewski po tej śmierci długo
nie mógł się otrząsnąć, wkrótce został jednak wysłany na wyprawę
naukowo-badawczą w rejon rzeki Wołgi i okolic Morza Kaspijskiego, miał
tam zbadać stan rybołówstwa. Ekspedycja trwała trzy lata (do 1856 r.), a
Danilewskiego w tym czasie spotkała zarówno dobra jak i przykra
wiadomość. Dobra, gdyż został mianowany głównym pomocnikiem kierownika
wyprawy prof. Karla Ernsta von Baera (co równało się zwiększeniem
państwowej pensji), a przykra, gdy w 1855 r. zmarł także na cholerę jego
ojciec - gen. Jakow Danilewski.
W 1857 r. otrzymał on stałą państwową posadę, jako pracownik Departamentu
Gospodarki Rolnej. W roku następnym kierował swą pierwszą wyprawą nad
Morze Białe i Lodowate. Ta ekspedycja, mająca także ustalić stan
rybołówstwa, trwała również trzy lata (do 1861 r.). W listopadzie 1860 r. Mikołaj
poślubił siostrę swego przyjaciela - Olgę Mieżakową. W 1861 r. po
zakończeniu pierwszej wyprawy, wyruszył na drugą do Norwegii (była to
pierwsza zagraniczna podróż Danilewskiego), lecz już w październiku tego
roku odbył trzecią podróż badawczą do Astrachania. W 1862 r. nastąpiły
kolejne wyprawy nad jezioro Czudzkie i Pskowskie, a w 1863 r. podróż nad
Morze Azowskie i Czarne, która trwała aż pięć lat. W wolnym czasie
Mikołaj poświęcał się swej drugiej pasji, jaką były zagadnienia
polityczne, a w zasadzie geopolityczne. Zbierał materiały, notował,
pisał. W 1869 r. ukazało się jego największe dzieło, zatytułowane "Rosja i Europa", w którym przedstawił dokładną koncepcję euroazjatycyzmu, choć on używał określenia "panslawizm"
(ową książkę pisał przez cztery ostatnie lata). W 1870 r. Danilewski
wyruszył w kolejną już podróż badawczą na północno-zachodnie rejony kraju.
Była to już jego ostatnia wyprawa. Zmarł 7 listopada 1885 r. A teraz skupmy się na jego poglądach geopolitycznych.
IDEA PANSLAWIZMU
Oto poglądy geopolityczne Mikołaja Danilewskiego, które zebrał w swym dziele, liczącym ponad 500 stron - "Rosja i Europa",
wydanej w całości drukiem w 1871 r. (wcześniej w 1869 r. drukowanej w
częściach w czasopiśmie "Świt"). Najważniejszą koncepcją polityczną
Danilewskiego, było stworzenie imperium słowiańskiego pod przewodnictwem
Rosji. Miało to być wielkie związkowe państwo, grupujące w swych
granicach wszystkie narody słowiańskie, które jednocześnie miało być odpowiedzią na romańsko-germańską kulturę Europy Zachodniej. Przewidywał on nieuchronną
konfrontację tych dwóch światów - Słowiańszczyzny i świata Zachodniego.
Twierdził że Rosja powinna darować sobie wszelkie próby przyłączenia się
do kultury romańsko-germańskiej, gdyż wywodzi się ona z innego pnia
kulturowego, a Rosja w takiej wspólnocie byłaby wykorzystywana i
pogardzana - jako odmieniec. Uważał że jest tylko jedna droga -
utworzenie zjednoczonego Związku Wszechsłowiańskiego. Idea ta, jak
twierdził, dla wszystkich narodów słowiańskich, powinna być
najważniejszą ideą: "Zaraz po Bogu i Jego Świętej Cerkwi".
W skład tego imperium miały wejść mniejsze słowiańskie narody, takie jak
Grecja (mimo że obecnie ze słowiańskością nie ma ona nic wspólnego), tutaj
jednak miało zaważyć jej strategiczne położenie. Królestwo Greckie z
przyłączonym do niej terytorium Epiru, Tesalii i południowo-zachodniej
Macedonii, oraz Cyprem, Rodos, Kretą i innymi wyspami w archipelagu
Morza Egejskiego (te wszystkie tereny należą do obecnej Grecji, lecz w
czasach Danilewskiego w 1869 r. Grecja była o wiele mniejszym krajem).
Łącznie miała liczyć ok. 4 milionów mieszkańców. Kolejną częścią
składową Imperium Słowiańskiego - była wyzwolona spod tureckiej niewoli i odbudowana
Bułgaria wraz z Rumelią i pozostała częścią Macedonii. Carstwo
Bułgarii miało liczyć do 6 milionów mieszkańców. Mołdawia i Wołoszczyzna
zjednoczone w Królestwo Rumunii, w skład którego weszłaby dodatkowo
część Bukowiny, oraz ogromna część Transylwanii, odebranej Węgrom (czyli mniej
więcej dzisiejsza Rumunia), państwo to miało liczyć do 7 milionów
mieszkańców. Królestwo Serbo-Chorwacko-Słoweńskie, czyli Serbia,
Czarnogóra, Bośnia i Hercegowina, Banat i północna Albania - 9 milionów
mieszkańców. Królestwo Czesko-Morawsko-Słowackie liczące też 9 milionów
mieszkańców. Królestwo Węgierskie (Węgrzy nie są Słowianami sensu stricte), podzielone
pomiędzy Rumunię, Serbię i Rosję - liczące 7 milionów mieszkańców
(swoją drogą ciekawe czy Węgrzy po takim okrojeniu chciałyby wchodzić w
jakiekolwiek związki z Rosją i innymi państwami regionu). Ostatnim
ogniwem był Okręg Carogrodzki (konstantynopolitański), pod kontrolą
Rosji, liczący 2 miliony mieszkańców, z cieśninami Bosforem,
Dardanelami, półwyspem Gallipoli i Morzem Marmara.
Najważniejszą część tego systemu miała oczywiście stanowić Rosja.
Ciekawym jest że pisząc o słowiańskich narodach Europy, Danilewski nawet
słówkiem nie wspomina Ukraińców, Białorusinów, niesłowiańskich Litwinów, Łotyszy,
Estończyków, Finów, czy narodów Kaukazu, które wchodziły
w skład państwa rosyjskiego. Uważa je bowiem za integralną część
imperium rosyjskiego. Ale najwięcej miejsca poświęca Danilewski
oczywiście ... Polakom (swoją drogą to jakiś prawdziwy rosyjski kompleks
czy co?).
Otóż to, w tych krótkich, żartobliwych słowach zamknięta jest cała logika Eurazjatyzmu, ideologii politycznej, której głównym orędownikiem w obecnych czasach w Rosji pozostaje niejaki pan Aleksandr Dugin. Aleksandr Dugin, człowiek o nieprzeciętnej inteligencji, profesor
Uniwersytetu Państwowego, w niczym nie przypomina rosyjskich
pokrzykiwaczy politycznych typu Władymira Żyrinowskiego czy Giennadija
Ziuganowa. Jest człowiekiem który konsekwentnie od początku lat 90-tych
wpaja swą wizję świata (która nie wiele różni się od
idei leninowskich, dążących do narzucenia całemu światu komunizmu). Choć
Dugin nie jest ani idealistą ani też piewcą określonej ideologii. Odnosi
się co prawda w swych pismach, do tradycji Związku Sowieckiego, ale jedynie na zasadzie
jego wizji mocarstwowej pozycji i wpływów jakie wówczas osiągnął, a nie
na zasadzie pochwały komunizmu jako systemu społeczno-politycznego
(czego dowodem jest, zerwanie przez Dugina współpracy z Partią
Narodowo-Radykalną, a powodem tego było ponoć lewicowe odchylenie tej
partii).
Działalność Dugina śledzę już od końca lat 90-tych. Kilkakrotnie udało mi się także z nim skontaktować na pośrednictwem Facebooka, lecz kontakt ten dość szybko uległ przerwaniu (nie z mojej winy). Dzięki dość szczegółowemu śledzeniu koncepcji i filozofii politycznej (a przede wszystkim geopolitycznej) Aleksandra Dugina, wyrobiłem sobie dość dobre przekonanie na temat nie tylko jego politycznych celów (bo o nich mówi dość jawnie), ale przede wszystkim etapów działań, które miałyby te cele zrealizować. Znam jego sposób myślenia (choć oczywiście nie siedzę w jego głowie) i uważam go za człowieka bardzo niebezpiecznego, którego koncepcje (jeśli
zostaną wprowadzone w życie), mogą naprawdę
"podpalić Europę", a być może nie tylko ten kontynent. A koncepcje te (jeśli się im dokładniej przyjrzeć), to jedno wielkie
barbarzyństwo, podlane wielkoruskim, słowianofilskim i
carsko-radziecko-mocarstwowym sosem. Jego ideą jest bowiem odnowienie rosyjskiego imperium w Europie i Azji, już nawet nie
tyle wzrost rosyjskiej mocarstwowości, ale właśnie powstanie IMPERIUM!
Twierdzi konsekwentnie że.:
"Rosja musi panować nad innymi ludami, bo
inaczej jej państwowość straci sens". Najciekawsze dla nas, są jego
poglądy dotyczące Polski i państw naszego regionu: "Rosja w
swoim geopolitycznym oraz sakralno-geograficznym rozwoju nie jest
zainteresowana w istnieniu niepodległego państwa polskiego w żadnej
formie. Nie jest też zainteresowana istnieniem
Ukrainy. Nie dlatego, że nie lubimy Polaków czy Ukraińców, ale dlatego,
że takie są prawa geografii sakralnej i geopolityk (...) Polska znajduje
się w tragicznej sytuacji geopolitycznej (...) Nasza oferta jest jednak
lepsza, ponieważ przy nas będziecie mogli przynajmniej rozwijać i
realizować swoją słowiańską tożsamość (...) Nie ma miejsca dla krajów leżących pośrodku.
O Polsce już mówiłem. A Niemcy? Co mogą zrobić Niemcy? Przecież to kraj
okupowany. Niemcy zaprzepaścili swoją szansę podczas wojny. Trzeba było
razem z nami walczyć przeciwko Anglii, obrócić pakt Ribbentrop-Mołotow
na Zachód, a wtedy Hitler-Stalin forever. Dziś, zamiast po angielsku,
wszędzie by mówiono po rosyjsku i niemiecku. Niemcy nie poszli na to i
przegrali. Teraz panuje tam okupacja amerykańska i taki "zamordyzm", że
nawet ust nie można otworzyć. Mam jednak nadzieję, że Niemcy otrząsną
się z tego stanu i wcześniej czy później zrzucą zależność. Jestem
przekonany, że we wspólnym eurazjatyckim domu znajdzie się miejsce i dla
Niemców, i dla Polaków, i dla Francuzów, i dla Włochów. My Rosjanie
narzucimy całej Eurazji jedynie barbarzyński, sakralny stosunek do
życia, a jak się on będzie przejawiał w przypadku konkretnej nacji, to
zależeć będzie od własnych predyspozycji narodowych. Polaków widzę np.
jako obrońców słowiańskiego rasizmu. Element słowiański zawsze rozsadza
ramy indywidualizmu, dąży do wspólnotowości.(...) Zachód to martwa
ziemia. Odżyje dopiero, kiedy zasiedlą go Kozacy, Tadżycy, Kazachowie.
Oni przyniosą z sobą życie.
Ciekawe prawda? Dugin konsekwentnie zwalcza także katolicyzm i dąży do narzucenia "opanowanym
przez Rosję" ludom (i nie chodzi tutaj tylko o ludy Europy Środkowo-Wschodniej, ale całego ogromnego kontynentu, od Kamczatki do Atlantyku i Morza Śródziemnego), albo prawosławia, albo mistycyzmu, albo powrotu do
słowiańskiego pogaństwa: "Sytuacja Polski jest sytuacją graniczną.
Ona nie może zjednoczyć się ze światem wschodnim religijnie, a z
zachodnim etnicznie (...) Polska nie może w pełni zrealizować swej
eurazjatycko-słowiańskiej istoty, gdyż przeszkadza jej w tym katolicyzm,
ani swej zachodnioeuropejskiej tożsamości, gdyż przeszkadza jej własna
słowiańskość, tzn. język, zwyczaje, archetypy, klimat miejsc itd. Na
skutek tej dwoistości, tej graniczności sytuacji Polska zawsze pada
ofiarą trzeciej siły, tak jak dziś mondializmu czy atlantyzmu. To
położenie na granicy między Rosją a Niemcami sprawia, że zawsze w
historii będzie występował problem rozbiorów Polski między Wschód i
Zachód (...) Myślę, że to, co najlepsze w polskiej historii, to tradycja
żydowska w małych miasteczkach wschodniej Polski. Właściwie interesuje
mnie w Polsce wszystko, co było antykatolickie: polska masoneria i
okultyści, Jan Potocki i Hoene-Wroński, Mienżyński i Dzierżyński ... Oni
wszyscy wybrali drogę eurazjatycką".
To jedynie "garść" poglądów tego człowieka, którego koncepcje mogą stać
się zarzewiem wybuchu kolejnej wojny w Europie. Nim jednak przejdę bezpośrednio do politycznej koncepcji Aleksandra Dugina (i wpływu jaki ma
ona na dzisiejszą politykę zagraniczną Federacji Rosyjskiej, oraz doktrynę państwa
rosyjskiego), najpierw zaprezentuję poglądy jednego z jego głównych
mentorów (jeśli nie najważniejszego z geopolitycznych nauczycieli Dugina). Mam tu oczywiście na myśli - Mikołaja
Danilewskiego. Ale, jeszcze wcześniej pragnę zaprezentować wywiad, jakiego udzielił Dugin w marcu 2013 r. (więc stosunkowo niedawno), niemieckiemu dziennikarzowi (naczelnemu redaktorowi) miesięcznika "Zuerst" Manuelowi Ochsenreiterowi. Oto on:
"Manuel Ochsenreiter: Panie
Profesorze, świat stoi teraz w Syrii przed największym kryzysem
międzynarodowym od czasu upadku Bloku Wschodniego w 1989/90. Waszyngton i
Moskwa znalazły się w pośredniej konfrontacji na syryjskiej ziemi. Czy
jest to nowa sytuacja?
Aleksandr Dugin: Musimy
patrzeć na walkę o władzę geopolityczną jako stary konflikt pomiędzy
siłami lądu reprezentowanymi przez Rosję i siłami morza reprezentowanymi
przez USA i jego partnerów z NATO. Nie jest to nowy fenomen; jest to
kontynuacja starej geopolitycznej i geostrategicznej walki. Lata 90-te
były czasem wielkiej porażki sił lądu reprezentowanych przez ZSRR.
Michaił Gorbaczow odmówił kontynuacji tej walki. Był to rodzaj zdrady i
rezygnacji w obliczu świata jednobiegunowego. Ale z prezydentem
Władimirem Putinem po roku 2000 nadeszła reaktywacja geopolitycznej
tożsamości Rosji jako siły lądu.
Jak rozpoczęła się ta reaktywacja?
Zaczęła się wraz z drugą wojną czeczeńską
(1999-2009). Rosja w tym czasie była pod presją czeczeńskich ataków
terrorystycznych i możliwego oddzielenia się północnego Kaukazu. Putin
musiał uświadomić sobie, że cały Zachód, USA i Unia Europejska stanęły
po stronie czeczeńskich separatystów i muzułmańskich terrorystów
walczących przeciw rosyjskiej armii. To jest ten sam scenariusz, który
widzimy dziś w Syrii lub wczoraj w Libii. Zachód dał wsparcie
czeczeńskiej partyzantce, i to był moment objawienia nowego konfliktu
pomiędzy siłami lądu i morza. Z Putinem, siły lądu potwierdziły swoją
istotę. Drugim momentem objawienia był sierpień 2008 roku, gdy gruziński
pro-zachodni reżim Sakaszwilego zaatakował Cchinwali w Południowej
Osetii. Wojna pomiędzy Rosją i Gruzją była drugim momentem objawienia.
Syryjski kryzys jest trzecim takim momentem?
Dokładnie. Być może jest też ostatecznym,
ponieważ teraz wszystko jest na szali. Jeżeli Waszyngton nie
interweniuje i zaakceptuje pozycję Rosji i Chin, to byłby koniec USA
jako pewnego rodzaju kandydata o wyjątkowej superpotędze. To jest powód,
dlaczego myślę, że Obama posunie się daleko w Syrii. Ale jeżeli Rosja
odsunie się na bok i zaakceptuje amerykańską interwencję, i jeżeli Rosja
ostatecznie zdradzi Baszara al-Assada, będzie to natychmiastowo
poważnym ciosem w rosyjską tożsamość polityczną. To będzie znaczyło
wielką porażkę siły lądu. Po tym nastąpiłby atak na Iran, i także na
północny Kaukaz. Pośród ugrupowań separatystów w północnym Kaukazie
znajduje się wiele osób, które są wspierane przez anglosaskie,
izraelskie i saudyjskie siły. Jeżeli Syria upadnie, natychmiastowo
rozpoczną wojnę w Rosji, naszym kraju. Oznacza to: Putin nie może
ustąpić; nie może opuścić Assada, ponieważ oznaczałoby to geopolityczne
samobójstwo Rosji. Być może jesteśmy teraz w jednym z największych
kryzysów współczesnej historii geopolitycznej.
Tak więc teraz dominujące potęgi światowe, USA i Rosja, toczą walkę o swoją przyszłą egzystencję …
W rzeczy samej. W tym momencie nie ma
innej możliwości. Nie możemy znaleźć kompromisu. W tej sytuacji nie ma
rozwiązania, które by zadowoliło obie strony. Znamy to z innych
konfliktów jak Armeńsko-Azerskiego czy Izraelsko-Palestyńskiego. Jest
niemożliwe znalezienie rozwiązania dla obu stron. Jesteśmy świadkami
teraz tego samego w Syrii, ale na większą skalę. Wojna jest jedynym
sposobem by powiedzieć ‚sprawdzam.
Dlaczego?
Musimy wyobrazić sobie ten konflikt jako
rodzaj gry karcianej, jako pokera. Gracze mają możliwość ukrycia swoich
atutów, mają możliwość różnych sztuczek psychologicznych, ale gdy
rozpoczyna się wojna wszystkie karty są w grze. Jesteśmy świadkami
momentu końca gry, zanim karty zostaną rzucone na stół. Jest to bardzo
poważny moment, ponieważ na szali jest miejsce potęgi światowej. Jeżeli
Ameryce się powiedzie, mogłaby sobie zapewnić na jakiś czas absolutnie
dominującą pozycję. Będzie to kontynuacja jednobiegunowości i
amerykańskiego globalnego liberalizmu. Jest to bardzo ważny moment
ponieważ do teraz USA nie mogły zapewnić sobie stabilnej dominacji, ale w
momencie wygrania wojny to nastąpi. Ale jeżeli Zachód przegra trzecią
bitwę (pierwszą była wojna czeczeńska, drugą wojna w Gruzji), byłby to
koniec USA i jego dominacji. Tak więc widzimy: ani USA ani Rosja nie
mogą w tej sytuacji zrezygnować. To zwyczajnie nie jest możliwe by obie
strony nie zareagowały.
Dlaczego amerykański prezydent
Barack Obama waha się z agresją na Syrię? Dlaczego apeluje o decyzję do
amerykańskiego kongresu? Dlaczego pyta o pozwolenie na atak, którego nie
potrzebuje?
Nie powinniśmy popełniać błędu i
rozpoczynać analizy psychologicznej Obamy. Główna wojna teraz toczy się
za kulisami. I ta wojna toczy się wokół Władimira Putina. Jest pod
wielką presją pro-amerykańskich, pro-izraelskich, liberalnych
funkcjonariuszy wokół niego. Starają się go przekonać by ustąpił.
Sytuacja w Rosji jest kompletnie inna od sytuacji w USA. Jeden człowiek,
Władimir Putin, i zdecydowana większość rosyjskiej populacji jest po
jednej stronie, a ludzie dookoła Putina są piątą kolumną Zachodu. To
oznacza, że Putin jest sam. Ma za sobą ludność, ale nie elity
polityczne. Tak więc zapytanie Obamy do kongresu jest rodzajem
oczekiwania. Próbują naciskać na Putina. Używają wszystkich swoich sieci
powiązań w rosyjskich elitach politycznych by wpłynąć na jego decyzje.
To jest niewidzialna wojna, która się teraz toczy.
Czy jest to nowy fenomen?
(śmiech) W żadnym razie! To współczesna
forma archaicznych plemion próbujących wpłynąć na wodza wroga przez
głośne dźwięki, płacze i bębny wojenne. Uderzają się w piersi próbując
wywołać strach we wrogu. Myślę, że próby USA wpłynięcia na Putina są
współczesną formą takiej psychologicznej wojny zanim zacznie się
prawdziwa bitwa. Administracja USA będzie próbowała wygrać tę wojnę bez
rosyjskiego przeciwnika na polu. Do tego muszą przekonać Putina by się
nie wtrącał. Mają ku temu wiele narzędzi.
Ale ponownie: co z pozycją Baracka Obamy?
Myślę, że te aspekty personalne po
stronie amerykańskiej są mniej istotne niż po stronie rosyjskiej. W
Rosji jedna osoba decyduje teraz o wojnie lub pokoju. W USA Obama jest
rodzajem biurokratycznego zarządcy. Obama jest dużo bardziej
przewidywalny. Nie działa we własnym imieniu; on zwyczajnie podąża za
środkiem linii amerykańskiej polityki zagranicznej. Musimy zdać sobie
sprawę, że Obama nie decyduje o niczym. Jest postacią systemu
politycznego, który podejmuje prawdziwie ważne decyzje. To elity
polityczne podejmują decyzje, Obama podąża za scenariuszem napisanym dla
niego. By powiedzieć to wyraźnie: Obama jest niczym, Putin jest
wszystkim.
Powiedział Pan, że Władimir Putin
ma większość społeczności po swojej stronie. Ale teraz jest czas
pokoju. Czy poparliby go także w trakcie wojny w Syrii?
To bardzo dobre pytanie. Przede
wszystkim, Putin straciłby dużo poparcia jeżeli nie zareagowałby na
zachodnią interwencję w Syrii. Jego pozycja byłaby osłabiona przez
odejście na bok. Ludzie, którzy wspierają Putina robią to ponieważ chcą
wspierać silnego przywódcę. Jeżeli nie zareaguje i ustąpi z powodu
nacisków USA, będzie oznaczało to w oczach większości społeczeństwa jako
osobistą porażkę Putina.Tak więc jak widzisz jest to znacznie bardziej
wojna Putina niż Obamy. Ale jeżeli interweniuje w Syrii natknie się na
dwa problemy: rosyjskie społeczeństwo chce silnej potęgi światowej, ale
nie jest gotowe płacić wydatki. Gdy skala tych kosztów stanie się jasna,
będzie to rodzaj szoku dla społeczeństwa. Drugi problem jest tym o czym
wcześniej mówiliśmy, że większość elit politycznych jest prozachodnia.
Natychmiastowo sprzeciwiliby się wojnie i rozpoczęli swoją propagandę
krytykując decyzje Putina. To mogłoby wywołać wewnętrzny kryzys. Myślę,
że Putin jest świadomy tych dwóch problemów.
Gdy mówi Pan, że Rosjanie mogą
być zaszokowani kosztami takiej wojny, czy nie istnieje
niebezpieczeństwo, że mogliby nie poprzeć Putina z tego powodu.
Myślę, że nie. Nasi ludzie są bardzo
bohaterscy. Spójrzmy wstecz historii. Nasi ludzie nigdzie nie byli
gotowi do wojny, ale gdy byli, wygrywali wojnę mimo kosztów i
poświęceń. Spójrzmy na wojny napoleońskie czy II wojnę światową. My
Rosjanie przegraliśmy wiele bitew, ale ostatecznie wygrywaliśmy tamte
wojny. Tak więc nigdy nie jesteśmy przygotowani, ale zawsze wygrywamy."
Chciałbym się tutaj jeszcze skupić na ostatnim zdaniu, wypowiedzianym przez pana
Dugina. Mianowicie na zakończenie wywiadu, miał on powiedzieć: "Nasi
ludzie są bardzo bohaterscy. Spójrzmy wstecz historii. Nasi ludzie
nigdzie nie byli gotowi do wojny, ale gdy byli, wygrywali wojnę mimo
kosztów i poświęceń. Spójrzmy na wojny napoleońskie czy II wojnę
światową/ My Rosjanie przegraliśmy wiele bitew, ale ostatecznie
wygrywaliśmy tamte wojny. Tak więc nigdy nie jesteśmy przygotowani, ale
zawsze wygrywamy". W żadnym razie nie przeczę tutaj bohaterstwu Rosjan, ale z tym "zawsze wygrywamy", to pan
się grubo myli panie Dugin. I nie mam na myśli jakiś odległych w czasie
przykładów rosyjskich klęsk, podam tylko jeden przykład, za to znamienny
i niezwykle waży. Mianowicie w całej swej 74-letniej historii, Związek
Sowiecki i Rosja Sowiecka nie przegrała żadnej wojny. Jakiekolwiek ataki
zawsze kończyły się dla Rosjan zwycięstwem (nie licząc wojny w
Afganistanie, która była dla Związku Sowieckiego czymś w rodzaju poligonu
doświadczalnego). Jedyną klęskę Sowiecka Rosja poniosła z rąk ... Polaków.
W 1920 r. daliśmy im takiego łupnia i sprawiliśmy taką młóckę, że
zwiewali gdzie pieprz rośnie nie oglądając się za siebie.
Benedykt Hertz tak pisał w swym wierszu:
"CUD NAD WISŁĄ, czyli polska młócka"
"ZAPĘDZIŁY SIĘ PSIE JUCHY POD SAMĄ WARSZAWĘ,
LECZ IM NASZE BRACTWO DAŁO GALANTĄ ODPRAWĘ
DALEJ, DO DZIEŁA!
JESZCZE, NIE ZGINĘŁA!
POKÓJ Z SOWIETAMI
SPISZEM BAGNETAMI"
PS: Wiem że pan tego nie przeczyta, panie Dugin, ale skoro zablokował mi pan możliwość komentowania pańskich poczynań na Facebooku, napiszę przynajmniej tutaj: Nie ma co się denerwować na kilka słów prawdy - nie zawsze zwyciężaliście, a idea euratlantycka nie ma na dłuższą metę prawa zaistnieć, byłaby ona bowiem dla narodów Europy, niczym ów pocałunek mongolskiego księcia na lodowej pustyni, tym bardziej że prócz atlantycyzmu i eurazjatyzmu istnieje jeszcze trzeci kierunek, który może, podobnie jak w 1920 r. pokrzyżować pańskie plany. Ten kierunek, to:
MIĘDZYMORZE!!!
Bez względu więc na pańskie przekonania i to co pan myśli o tej idei, napiszę raz jeszcze, to co spowodowało że przestał pan ze mną konwersować - Pan się więc myli, panie Dugin.
PS2: W kolejnym temacie przechodzę już bezpośrednio do samej ideologii Euazjatyckiej w wykonaniu mentora pana Dugina - Mikołaja Danilewskiego