Łączna liczba wyświetleń

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą GAZETA WYBORCZA. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą GAZETA WYBORCZA. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 10 lutego 2020

OKRĄGŁY STÓŁ - CZYLI TRANSFORMACJA KONTROLOWANA - Cz. I

ABY BYŁO TAK JAK BYŁO




 
 Już od dłuższego czasu zamierzałem podjąć się tego tematu, ale zawsze się wycofywałem, gdyż czułem że temat ten mi po prostu "nie podchodzi". Nie dlatego żebym się czegoś obawiał, ale dlatego że miałem takie wrażenie iż mogę coś pominąć, czegoś nie napisać, o czymś nie wspomnieć co bez wątpienia mogło być istotne dla całego tego procesu, który zarówno w Polsce, Rosji jak i w innych krajach Europy Środkowo-Wschodniej, nosił nazwę "transformacji ustrojowej" z lat 1989-1991. Oczywiście wspomniane obawy pozostały dalej, ale chęć dokopania się do fundamentów tej III Rzeczpospolitej, której dzisiaj tak zaciekle i z taką determinacją bronią zarówno zmurszałe kasty sędziowskie (pisząc "kasty sędziowskie" oczywiście nie mam na myśli wszystkich sędziów, a raczej niewielką, ale bardzo wpływową i obecnie niezwykle aktywną grupę sędziów-celebrytów), jak i wspierająca ich oczywiście nasza stara, sprawdzona w bojach rodzima Targowica. Co się tyczy tych ostatnich, to czasem zastanawiałem się nad ciekawą refleksją - jak to jest, czy ci ludzie nie widzą że robią z siebie pośmiewisko na oczach całej Europy, prosząc o wsparcie i protekcję w Parlamencie Europejskim, Komisji Europejskiej, Trybunale Sprawiedliwości Unii Europejskiej, Radzie Europy i Komisji Weneckiej? Przecież, na Boga, to że Polacy są podzieleni to jest fakt, ale nasze wzajemne podziały polityczne i tak są niewiele znaczące w porównaniu z tym, jak wewnętrznie rozbici są obecnie Francuzi, Hiszpanie, Anglicy, nawet Niemcy (choć oni raczej wolą publicznie nie rozmawiać na takie tematy i dyskutują jedynie w "sprawdzonym i bezpiecznym" gronie znajomych, podobnie jak Holendrzy). Do tego dochodzą podziały wewnętrzne pomiędzy poszczególnymi narodowościami, jak choćby między Hiszpanami (Kastylijczykami) a Katalończykami (bardzo silne są też tendencje separatystyczne w hiszpańskiej Galicji - wiem bo byłem i rozmawiałem z tymi ludźmi), między Anglikami a Szkotami, Włochami Południowymi i Północnymi, Francją Południową, Północną i Zachodnią, a na to wszystko nakłada się jeszcze islamska imigracja i prawdziwe zagrożenie, jakim jest i pozostanie dla Europy islam.

A należy pamiętać że tamtejsze konflikty były i są niezwykle ostre i można powiedzieć że walka tam wręcz idzie na noże. A w Polsce? Gdyby nie reforma sądów, o czym moglibyśmy mówić i z jakiego powodu się wzajemnie spierać? O tym że nowy przewodniczący Platformy Obywatelskiej, pan Borys Dupka Budka włożył już spodnie, czy nie włożył, czy może haratał w gałę w krótkich spodenkach czy też nie? Że pani kandydatka na kandydatkę na prezydenta Małgorzata Kidawa-Błońska znów powiedziała coś od siebie, nie czytając z promptera i wyszło jak zawsze (swoją drogą ja się wcale nie dziwię sztabowcom PO że poradzili jej by nie uczestniczyła w żadnych debatach przed drugą turą wyborów prezydenckich, oni doskonale wiedzą że najlepiej będzie aby pani Małgosia nic nie mówiła, a tylko "stała i pachniała", gdy tylko bowiem się odezwie to nie wiadomo jak to potem odkręcać i czy w ogóle jest sens?). Przyznam się szczerze że gdy tak na nich patrzę, to tak po ludzki ogarnia mnie żałość i żal przepełnia moje serce do tego stopnia że wręcz płakać mi się chce. Z jakiego więc innego (niż sądy) powodu mielibyśmy się tu w Polsce wzajemnie spierać, nawet pani Klaudia Jachira ostatnio całkiem ucichła (czyżby znormalniała?), choć w jej akurat przypadku niczego nie można być pewnym do końca. Życie w Polsce biegnie tak spokojnie, jak w owym tolkienowskim Shire - o co więc mielibyśmy się ze sobą spierać? Oczywiście znalazłoby się kilka zastępczych tematów konfliktowych, bowiem jeżeli myślimy o realnym, a nie tylko kosmetycznym odrodzeniu polskiej suwerenności, to bez wątpienia należy pozbyć się z przestrzeni politycznej i medialnej wyrosłej tu przez dekady i doskonale sobie poczynającej rodzimej Targowicy, gdyż to właśnie ona stanowi ciekawą zagwozdkę i swoisty ewenement zapewne nie tylko w skali europejskiej, ale wręcz światowej. Otóż oderwani od koryta politycy Targowicy, na forum europejskim są gotowi na naprawdę wiele (w tym na realną zdradę własnego kraju), aby tylko uzyskać jakąkolwiek realną pomoc w swej walce z "pisowskim zagrożeniem". Musi to doprawdy wyglądać komicznie, gdy politycy z innych krajów w Parlamencie Europejskim zmuszeni są obserwować kolejną komedię i gdy posłowie partii opozycyjnych (głównie Platformy i Lewicy) w sposób wręcz urągający wszelkiej godności proszą o wsparcie Komisję oraz Parlament Europejski.




Nikt inny nigdy (bez względu na wzajemne animozje i konflikty) nie wynosi spraw krajowych na forum publiczne i nie prosi o żadne wsparcie obcych państw czy polityków, a tak czyni tylko "polska" opozycja, którą z pełną premedytacją można właśnie nazywać Targowicą (i ja tak czynię). Nikt nie wynosi konfliktów dziejących się we własnym domu na ulicę i nie prosi sąsiadów o rozstrzyganie wzajemnych waśni, gdyż byłby to krok co najmniej nierozważny, aby nie powiedzieć głupi. Co trzeba mieć w głowie, by myśleć że obcy - kierując się całkowitą bezinteresownością - pomogą nam w uporządkowaniu naszego własnego domu (tak jak my to sobie wyobrażamy), a potem pójdą sobie grzecznie, niczego za ową "pomoc" nie żądając. Trzeba być bardzo mocno upośledzonym umysłowo aby wierzyć w coś takiego. Chyba że sprawa jest jeszcze inna. Że cała ta Targowica swoje największe niebezpieczeństwo upatruje nie we wzajemnej konfrontacji państw (także i w ramach Unii Europejskiej, gdyż jest ona takim samym polem wzajemnej konfrontacji i walki o własne interesy), ale w aspiracjach własnego narodu. I wówczas już mamy problem, bo to oznacza że tym ludziom znacznie bliżej jest do polityków (i możnych) tego świata (a szczególnie głównych państw Unii - czyli Niemiec i Francji) jak do identyfikacji z własnym narodem. Tak podejrzewam że spora część z nich swoje największe zagrożenie upatruje właśnie w aspiracjach i celach Polaków, a to oznacza że nie ma dla nich nic gorszego, niż powstrzymanie tej plagi "polskiego chamstwa" i każda pomoc jest tu mile widziana. Jeżeli spojrzymy sobie bowiem na biografie wielu spośród tych ludzi, to dostrzeżemy powód takiego myślenia i takich właśnie działań. Ogromna większość ojców i dziadów dzisiejszych "polskich" polityków - została tu albo zwieziona na sowieckich tankach, albo (jak choćby rodzice Adama Michnika) już działała na tym odcinku, walcząc i wprowadzając komunizm. Oczywiście piszę posługując się ogólnikami, ponieważ dopiero w kolejnych częściach chciałbym przejść do konkretów i poszczególnych biografii (swoją drogą jak to jest, że gdy jakiś współczesny polski polityk domaga się wyprowadzania religii ze szkół, to zawsze w jego życiorysie jest jakiś komuszy podtekst. Czy to wychowanie w "wiadomej rodzinie", czy odpowiednie "resortowe" wsparcie, zawsze jest jakiś powód takiego zachowania i jakby nieco pogrzebać, to by z każdego farba odpadła i wyszła podła czerwona pleśń. Na przykład jakiś czas temu mnie osobiście zdziwiło - o czym doprawdy nie miałem pojęcia - że sławna piosenkarka z lat 70-tych Anna Jantar [zginęła w katastrofie samolotowej w 1980 r.], ponoć nie znosiła Świąt Bożego Narodzenia. Tłumaczono to tym, że nie lubiła świątecznych przygotowań i całego tego świątecznego szału itp. itd. Dopiero niedawno się dowiedziałem dlaczego tak naprawdę nie znosiła święta w czasie którego narodził się światu Zbawiciel. Otóż Anna Jantar urodziła się w rodzinie żydowskiej, a jak wiadomo Żydzi nie pałają wielką miłością do Jezusa Chrystusa, a co za tym idzie całego chrześcijaństwa. Szczególnie jeżeli są to też Żydzi laiccy, wyrośli w rodzinach komunistycznych. Rodzice więc od młodości zadbali by mała Ania "znielubiła" święta).




Oczywiście nie krytykuję tu pochodzenia, bo nie ono jest najważniejsze. Ja sam też nie pochodzę z rodziny arystokratycznej, a wręcz przeciwnie. W moich korzeniach nie brakuje zarówno Niemców (a raczej Prusaków - choć przyszywanych, gdyż rodzina ojca pochodziła z północno-zachodnich Niemiec a nie z Brandenburgii), jak i Ukraińców (w tym niestety banderowców), nie brakuje też komunistów (ojciec mojej babci od strony mamy, był oddanym komunistą przed wybuchem II Wojny Światowej. Zginął, zamęczony w niemieckim obozie koncentracyjnym w Gross-Rosen w 1943 r.), myślę (choć rodzice o tym nie chcieli wspominać, ale też nie zaprzeczali gdy pytałem) że również nie zabrakło i... Żydów. Sami widzicie że jest to iście wybuchowa mieszanka genetyczna, która raczej niewiele mogłaby mieć ze sobą wspólnego. Ale to wszystko samo w sobie nie ma przecież żadnego znaczenia - liczy się bowiem wychowanie, a moi rodzice od młodości uczyli mnie zarówno modlitwy "Ojcze Nasz", jak i kultywowali tradycje, takie jak np. chodzenie na pasterkę (rzadko bo rzadko, ale zawsze) czy na procesje Bożego Ciała. I doprawdy nie czynili tego dlatego, że byli tacy religijni, bo... nie byli. Czynili tak, ponieważ chcieli nam (mnie i mojej siostrze) przekazać pewne tradycje, nauczyć i wpoić zwyczaje (do dziś pamiętam słowa mojej mamy, gdy mówiła: "Co wy przekażecie swoim dzieciom", gdy np. celowo - dla zabawy - myliłem święta lub nie chciało mi się iść na procesję. Pamiętam też że kiedyś mama chciała abyśmy poszli na pielgrzymkę do Częstochowy, ale mnie, jako dziecku niezbyt podobał się wówczas ten pomysł i odparłem: "Gdzie ja tam będę chodził i po co?"). I chociaż dziś nie uważam się za aktywnego katolika (do kościoła chodzę tylko od święta i to gdy jest rodzinna okazja), to jednak nigdy nie wyrzekłem się tej wiary, na której zbudowano fundamenty naszej cywilizacji. Kościół więc (ja osobiście) traktuję w kategoriach nie tyle dogmatycznej wiary, ile w kategoriach tradycji i kultury, którą - jeśli utracimy - zastąpi znacznie bardziej agresywna i odhumanizowana religia pasterzy kóz z Bliskiego Wschodu. Tak więc wychowanie i wpojenie dziecku określonych wartości, jest niezwykle ważne i często (choć nie zawsze) determinuje jego późniejsze wybory. Może dlatego na polskiej Wikipedii w biografiach polityków, dziennikarzy, artystów, piosenkarzy etc. etc. tak rzadko pisze się o tym z jakiego domu wyszli, a zaczyna się od razu od szkoły i kariery zawodowej, tak jakby wszystko co było wcześniej, nie miało żadnego znaczenia. Dla pana Michnika też nie miało znaczenia? (Swoją drogą proszę pozdrowić brata panie Adamie). 




Dziś niestety jedynie zapodaję temat, czyniąc ów wstęp. Tematem tym jednak chciałbym objąć nie tylko biografie co poniektórych polskich polityków, ale i prześledzić jak naprawdę wyglądała ta polska transformacja ustrojowa z lat 1989-1991. III Rzeczpospolita jest dla mnie swoistą hybrydą, ciałem obcym - które wykluło się z narzuconego nam miotu z okresu komunizmu - rządzona przez (jak to powiedział Stefan Ossendowski) szubrawców i świnie. To właśnie korzenie rodzinne i świadomość utraty dotychczasowych wpływów oraz odepchnięcie od koryta władzy, stanowi dla tych ludzi - którzy na zewnątrz szukają wsparcia przeciwko własnemu narodowi - determinację i chęć do dalszego wypróżniania się na własny kraj (załóżmy bowiem że to jest również i ich kraj, chociaż pewnie bliżej im jest do jakiejś ponadnarodowej i ponadpaństwowej "wspólnoty ludów" w stylu Związku Sowieckiego czy obecnie Unii Europejskiej, która stać się ma jednorodnym państwem totalitarnym). Już Stefan Żeromski powiedział o Polakach - którzy w 1920 r. wraz z Armią Czerwoną szli na podbój własnego kraju: "Kto na ziemię ojczystą, chociażby grzeszną i złą, wroga odwiecznego naprowadził, zdeptał ją, splądrował, spalił, złupił rękoma cudzoziemskiego żołdactwa, ten się wyzuł z ojczyzny. Nie może ona być dla niego już nigdy domem, ni miejscem spoczynku. Na ziemi polskiej nie ma dla tych ludzi już ani tyle miejsca, ile zajmą stopy człowieka, ani tyle, ile zajmie mogiła". I to nie są słowa odnoszące się do historii, to są słowa jak najbardziej aktualne, dotyczące ludzi i spraw nam współczesnych, gdyż sytuacja jest analogiczna do tego, która była sto lat temu. Teraz i wówczas pojawiły się swoiste czerwie (nie przepadam za tymi owadzimi odniesieniami, aczkolwiek są one w tym znaczeniu niezwykle trafne), które za pomocą innych, obcych sił, pragną/eły stłamsić nasze siły i chęci twórcze całego narodu. Żeromski pisał że: "Trzeba ruszyć z posad Polskę starą, strupieszałą, gnijącą w jadach, którymi ją nasycili najeźdźcy" i można słowa te odnieść w całości do czasów nam współczesnych. Gdyby bowiem wrogowie Polski zostawili nas w spokoju i pozwolili się rozwijać, bardzo szybko pokazalibyśmy całej Europie i Światu naszą siłę, a nasza rozpędzona gospodarka stanowiłaby poważną przeszkodę dla gospodarek innych krajów (w tym Niemiec i Francji). Zauważmy bowiem kiedy nas atakowano, czy wtedy, gdy byliśmy słabi i nic nie mogliśmy uczynić, czy też wtedy jak zaczynaliśmy wybijać się na lokalne a nawet regionalne mocarstwo? Dlaczego atak na Polskę nastąpił w 1939 r. gdy opracowano śmiałe plany rozwoju gospodarczego do 1954 r., gdy powstał Centralny Okręg Przemysłowy a port w Gdyni stał się największym i najnowocześniejszym portem na Bałtyku, gdy Polska wysłała największy na świecie balon stratosferyczny (1938 r.), a jego zniszczenie związane było z działaniami sąsiednich wywiadów. Dlaczego Polskę zaatakowano po 1791 r. gdy opracowaliśmy pierwszą w Europie, nowoczesną Konstytucję (i drugą na świecie po amerykańskiej) i gdy Rzeczpospolita zaczęła wychodzić z marazmu, w jakim trwała od początku XVIII wieku? Dlaczego dziś próbuje się Polskę przywoływać do porządku i ustawiać w roli (jak to lubi podkreślać Targowica:) "prymusa" którym dotąd byliśmy w Unii.

Polska się niesamowicie rozwija a nasze postępy widać nie tylko na Wschodzie (gdzie jak ktoś przyjedzie z Rosji, Ukrainy czy z Białorusi to mówi: "Inny świat"), ale również na Zachodzie i to w wielu dziedzinach. W zasadzie nie istnieje już różnica w rozwoju ekonomicznym Polski i krajów tzw.: Zachodu, wystarczy sprawdzić - ci, którzy tu przyjechali, wiedzą o czym mówię. Ale wciąż postuluje przekonanie (zarówno w Polsce jak i na Zachodzie) że to Unia nam dała pieniądze, a głównie Niemcy i że bez tego Polska nie odniosłaby takiego sukcesu. Ja jestem człowiekiem który nie znosi głupoty (nie wiem - ale chyba mam na to alergię) i gdy słyszę takie brednie, że Unia nam coś "dała" za darmo, bo nas tak lubi i w ogóle, to od razu robi mi się niedobrze. Aby zrozumieć o co mi chodzi, należy najpierw odpowiedzieć sobie na pytanie - czy kiedykolwiek dostaliśmy od obcej nam osoby duże pieniądze za nic? Za nic zupełnie, ot tak, dała wam, bo was lubi? Nie?! A teraz odpowiedzmy sobie na pytanie - skąd zatem przekonanie że w takim razie Unia (która jest biurokratycznym molochem, w którym silni "dymają" słabych jak i gdzie chcą, na każde możliwe sposoby) dałaby Polsce cokolwiek za damo, tylko po to abyśmy rozwijali gospodarkę i... stali się konkurentem dla firm niemieckich, francuskich, włoskich czy hiszpańskich na europejskim rynku? Przecież to oczywiste, że każde pieniądze które "otrzymaliśmy" z Unii, służyły jednocześnie celom samej Unii i największych krajów, takich jak Niemcy. Na przykład autostrady na linii Wschód-Zachód, które miały służyć zachodnim koncernom w rozwoju handlu z Rosją. Poza tym Polska również płaci składki do Unii, więc niczego nie dostaliśmy "za darmo", a obecnie już więcej płacimy jak otrzymujemy - to jedna sprawa. A przecież cały czas pod stołem szły ogromne przetargi i korupcyjne deale wyprowadzające z Polski setki miliardów euro, a mimo to polski budżet nawet tego nie odczuł. Zobaczcie więc jak bogatym krajem była i jest Polska i ile tutaj można wyprowadzić kasy, gdy się tylko ma posłusznych polityków, którzy będą (z wdzięczności) skorzy do wszelakich ułatwień dla swych dobroczyńców. Pojawiają się też głosy że Polska może wystąpić z Unii Europejskiej i że wielce prawdopodobny jest Polexit. Większych bzdur doprawdy nie słyszałem i to nie dlatego że Polska tak bardzo kocha Unię i chce w niej zostać, ale dlatego że nikt nam nie pozwoli tej Unii opuścić i musimy to sobie uświadomić (choć akurat Polacy i tak w większości są zwolennikami obecności naszego kraju w strukturach unijnych). Nikt na to nie pozwoli, a to dlatego, że w obecnej sytuacji geopolitycznej wyjście Polski z Unii Europejskiej oznaczałoby automatyczny... rozpad całej Unii, całej Wspólnoty. Polska bowiem (zarówno ze względu na nasze położenie geograficzne jak i naszą siłę demograficzną i ekonomiczną) jest fundamentem, który jeśli się tylko usunie - cały budynek natychmiast rozpadnie się. 








Musimy to sobie uświadomić i przestać myśleć starymi i już nieaktualnymi kliszami pojęciowymi, które z Polski czyniły "brzydką pannę bez posagu" zdaną na łaskę i niełaskę obcych mocarstw. Polska obecnie staje się jednym z kluczowych państw europejskich i zaczyna (choć jeszcze nieśmiało - gdyż pedagogika wstydu - wpajana nam od dziesięcioleci - nadal jeszcze robi swoje) rozpychać się łokciami na europejskim i światowym rynku. Stąd biorą się te wszystkie ataki, stąd oskarżenia że "mordowaliśmy Żydów" i dziennikarskie "pomyłki" w stylu: "Polskich obozów zagłady". Należy pamiętać bowiem że na słabego nie traci się energii aby go atakować, atakuje się tylko tego, który może stać się realnym zagrożeniem i wszelkie możliwe środki, mogące osłabić Polskę będą wykorzystane przez naszych wrogów (lub można - aby nie zabrzmiało to tak jednoznacznie - napisać przeciwników), szczególnie zaś Niemcy i Rosję, ale nie tylko. Gra bowiem toczy się zarówno o władzę i nowy geopolityczny układ światowy jak i o gigantyczne pieniądze, a przy tym nie ma żadnych skrupułów i nie bierze się jeńców - tu się po prostu w siebie wali z całej pety - i tyle. A nasza rodzima Targowica to doskonale rozumie, a mimo to zwraca się z prośbą o "braterskie wsparcie" do polityków z obcych państw - jak to więc odebrać i jak nazwać inaczej jeśli nie Targowicą? Pozostawiam czytelników z tymi przemyśleniami, a ja ze swojej strony obiecuję że temat ten w kolejnych częściach skrupulatnie będę rozwijał, wychodząc od korzeni ludzi i sojuszy, jakie były zawierane na początku "transformacji ustrojowej" w Polsce, w celu doprowadzenia do takich zmian... aby wszystko zostało po staremu. 

 



PS: Ostatnio słuchałem jak pan Robert Biedroń mówił coś o trzech pokoleniach polskiej lewicy. A ja pokusiłem się o podsumowanie owych trzech pokoleń w trzech, krótkich i zwięzłych słowach, oto one:


ORMO - ZOMO i HOMO


DOBRANOC!

       

piątek, 10 czerwca 2016

GODNOŚĆ - MIT - PAMIĘĆ GENETYCZNA - Cz. II

CZYLI CO NAS SPAJA?





Tak więc Godność Ludzka, to jeden z podstawowych aspektów spajających daną wspólnotę i czyniących ją silną. Zauważmy, że nic tak nie demotywuje ludzi do działania, jak wszechobecna beznadzieja i brak widoków poprawy swego stanu położenia. Człowiek który dostaje 700 (a może nawet 500), zł. zapomogi, szczególnie w małych miasteczkach, nie ma bodźca który mógłby go zmobilizować do działania na rzecz poprawy własnego losu. Po co bowiem ma iść do jakiejś nisko-płatnej pracy i tyrać od rana do wieczora, skoro ten dzień może poświęcić na spożywanie "napojów wyskokowych", na ławeczce przed sklepem, albo dokonując napadów lub włamań. Świadomość beznadziei demotywuje do podejmowania jakichkolwiek konstruktywnych działań, bowiem ta świadomość niszczy człowieka od wewnątrz i wypala w nim jakiekolwiek uczucia - w tym również uczucia patriotyczne. Czy człowiek, który doświadcza od państwa odrzucenia i zniewag (nieuki, nieudacznicy, wózkowe etc. etc.), może się czuć pełnoprawnym obywatelem danej społeczności, może chcieć bronić TEJ Polski, która wcale nie jest jego Matką a jedynie przyszywaną macochą?

Nie ma takiej możliwości, dlatego też jeśli pomożemy ludziom najuboższym, chociażby właśnie poprzez program 500+ lub Mieszkanie +, to tacy ludzie nie pójdą do monopolowego i nie przepiją tych pieniędzy, tylko będą na nie chuchać i dmuchać, mieszkania zaś nie zamienią w melinę, tylko będą się starali uczynić go swym nowym domem - w pełnym tego słowa znaczeniu. Tu bowiem wcale nie chodzi o sam fakt ofiarowania takim ludziom pieniędzy, lecz o danie im po prostu Nadziei, o zapalenie tego światełka na końcu tunelu którym kroczą, widząc przed sobą jedynie ciemność. Każdy bowiem człowiek widząc takie światełko w tunelu, zaczyna wierzyć że mu się uda dotrzeć do tego Światła, że uda mu się wyjść na swoje, stanąć na nogi. 

Dlatego też, jeśli dziś wszelkiego typu lewackio-liberalne "elyty" i "altorytety" (jak na przykład środowisko skupione wokół Gazety Wyborczej czy Krytyki Politycznej), twierdzą że program 500+ demotywuje kobiety do podejmowania pracy i jest to zwykły powrót "kobiet do garów i pieluch", to ja pytam, drogie "altorytety mineralne", czy lepszą sytuacją dla kobiety jest praca w np. Biedronce, Tesco lub Auchanie czy jakimś innym zagranicznym dyskoncie, za parę groszy, przy czym tam musi się niejednokrotnie nadźwigać ciężkich palet, nasłuchać wynurzeń i obelg klientów, a do tego wszystkiego musi być zawsze uśmiechnięta i każdemu życzyć "Miłego dnia". No ku...a, mnie by to od razu wk...o, gdyż choć jestem spokojnym człowiekiem, stroniącym od wszelkich konfrontacyjnych sytuacji, to jednak istnieje coś takiego jak "cienka czerwona linia", po której przekroczeniu przez danego agresora (nazwijmy to w taki sposób), nie dam sobie w "kaszę dmuchać". A co jest w tym wszystkim najdziwniejsze, to to, że zauważyłem iż klienci zachowują się zupełnie inaczej w dyskontach czy supermarketach, niż choćby w lokalnych małych sklepikach, czy na targach, gdzie są mili i grzeczni, choć sprzedawcy tam ani nie mówią im: "Dzień Dobry", ani też nie życzą: "Miłego Dnia". Za to potem mszczą się na bogu ducha winnych kobietach, siedzących za kasą.

Ludzie są też bardzo egocentryczni - BARDZO. Nawet w owych supermarketach, gdy idziesz z wózkiem, niektórzy się pchają przed ciebie, bo tam "cóś" zauważył i idzie nie patrzy że obija się o ciebie lub cię szturcha. Każdy ku...a myśli tylko o sobie, nikt nie patrzy ponad koniuszek własnego krótkiego noska - ja tak nie umiem, ja nie umiem przepychać się na siłę i nie powiedzieć głośno i dobitnie: "Przepraszam Panią/Pana", jeśli zaś kogoś szturchnę lub zdarzy się że w tłoku popchnę, to również za to przepraszam - bo to nie tylko kultura osobista, jaką mi wpojono, ale również świadomość że - nie jesteś na tym świecie sam człowieku, nie tylko twoje problemy są najważniejsze, obejrzyj się dookoła a zobaczysz że wielu ma znacznie gorzej niż ty. Nie potrafię pewnych rzeczy zrozumieć (zresztą nie znoszę też robić zakupów w takich miejscach, gdyż tam praca polega na akordzie, a co ciekawe, ten akord uskutecznia się też klientom, np. w postaci błyskawicznego pakowania produktów do torebek po dokonaniu za nie zapłaty, bo już za tobą stoi zniecierpliwiony inny klient).

W każdym razie Gazeta Wyborcza (której akcje ostatnio zakupił znany i poszukiwany w wielu krajach międzynarodowym listem gończym, spekulant finansowy pochodzenia "węgierskiego", bo przecież nie żydowskiego prawda? - George Soros), ostatnio wylewa krokodyle łzy nad polskimi kobietami, które nie garną się do pracy za półdarmo i wolą zostać w domu z dzieckiem, pobierając od państwa (w domyśle od nich samych, ciężko pracujących redaktorków i tego całego ich "establyshmentowego" środowiska), jakieś zupełnie im nienależne (według tych elit), pieniądze. Do takich ludzi nie przemawiają rozsądne i logiczne argumenty, które mówią że w pierwszych latach życia dziecka najważniejsza dla niego jest właśnie bliskość matki, że dziecko rozwija się dobrze, pijąc mleko matki (a nie mleko kupowane w supermarkecie), że ów program 500+, nie jest wcale niczym szczególnym (to znaczy nie może realnie odmienić bytu wielu rodzin, gdyż nie są to jednak duże pieniądze), ale daje im to co najcenniejsze: Nadzieję i możliwość spędzenia najlepszych, pierwszych lat życia dziecka w bliskości z jego mamą. 

Ale o czym ja mówię, o jakiej logice w stosunku do Wyborczej, której naczelny Adam Michnik do dziś broni swego braciszka, komunistycznego zbrodniarza sądowego - Stefana Michnika, który skazywał na śmierć wielu polskich patriotów w okresie powojennym, a który teraz mieszka sobie do Szwecji (polscy kibice co jakiś czas organizują demonstracje pod jego domem w Göteborgu, a kilka lat temu wywiesili transparent skierowany do Adama Michnika, który brzmiał: "Szechter, przeproś za brata". Szechter to oczywiście nazwisko ojca Adama Michnika - Ozjasza Szechtera, komunistycznego wywrotowca i członka Komunistycznej Partii Zachodniej Ukrainy, działającego w II Rzeczypospolitej i nawołującego m.in.: do oderwania polskich Kresów Wschodnich od Macierzy i przyłączenia ich do Związku Sowieckiego. Michnik zaś, to nazwisko matki obu braciszków - Heleny Michnik, również zagorzałej komunistki). 




Ale Godność nie sprowadza się tylko do więzi międzyludzkich, lecz również do stosunków międzypaństwowych. Weźmy na przykład obecną nagonkę na Polskę (głównie) w niemieckich mediach w Niemczech i w niemieckich mediach w Polsce (przyznać się tutaj od razu muszę, że ja w ogóle nie czytam ani też nie odwiedzam portali czy gazet wydawanych przez niemieckie spółki prasowe w Polsce. Wiecie dlaczego? Dlatego, że jeśli chciałbym sobie poczytać niemiecką prasę, to sięgam po "Frankfurter Allgemeine Zeitung", "Die Welt" (tej gazety akurat nie znoszę, więc rzadko ją przeglądam), czy "Der Tagesspiegel", bo to są gazety wydawane w Niemczech dla Niemców. Nie mam więc żadnej przyjemności w kupowaniu i czytaniu niemieckich gazet wydawanych w Polsce dla Polaków (podczas II Wojny mówiło się o takich gazetach: "gadzinówki"). Nie ma to bowiem żadnego sensu, gdyż jeślibym chciał poznać opinię niemieckiej prasy, to czytam niemieckie gazety dla Niemców, a jeśli do jasnej cholery chcę poznać opinię prasy polskiej, to chcę przeczytać (bez względu na to czy to jest prasa lewicowa, prawicowa czy jakakolwiek inna), w niej jasną obronę narodowych polskich interesów, a nie polskojęzyczną kalkę prasy niemieckiej (mam nadzieję że rząd PiS-u zrobi z tym porządek i doprowadzi do repolonizacji rynku medialnego w Polsce, gdyż jest to silna broń propagandowa kształtująca opinie i wartościująca kierunki wrażliwości społecznej).

A wiecie co jeszcze mnie zadziwia? Zobaczcie, do tej pory (to znaczy do wyborczego zwycięstwa PiS-u w wyborach prezydenckich i parlamentarnych), Polska za granicą (też gównie w Niemczech), miała prasę wprost wyśmienitą, była chwalona, stawiana za wzór etc. etc. Niczym przysłowiowy prymus, którego pani nauczycielka (np. Angela Merkel) stawia przed klasą i głaszcząc po główce, opowiada jaki to miły i grzeczny chłopiec z niego. I nagle co się stało? Do władzy dochodzi PiS, który stawia sprawę jasno, będziemy dbać przede wszystkim o narodowy interes Polski (tak jak czynią to Niemcy i każdy duży, liczący się w Europie kraj, tylko zawijają te swoje nacjonalistyczne interesy w opakowanie Unii Europejskiej). No i się zaczęło. Dziś nie ma dnia, by któraś z niemieckich gazet nie napisała czegoś negatywnego na temat Kaczyńskiego, PiS-u, Polski a pośrednio również Polaków, hasła typu: "Musimy zdusić Polskę" są w niemieckich mediach i wśród niemieckich polityków niższego szczebla, mówione zupełnie otwarcie. 

Jeśli nie wiadomo o co chodzi to wiadomo że chodzi o pieniądze i wpływy. Polska do tej pory miała status takiej quasi niemieckiej kolonii gospodarczej, rynku zbytu dla niemieckich towarów i rezerwuaru taniej siły roboczej (stąd krokodyle łzy Wyborczej nad Polkami odmawiającymi pracy za półdarmo i pobierającymi 500+). To wszystko było przed nami (przed opinią publiczną), skutecznie ukryte. Można było się czegoś domyślać, ale nie było realnych dowodów takiego stanu rzeczy. Dowody bardzo szybko się same uaktywniły wraz ze zwycięstwem PiS-u. Nagle okazało się że Polska przyjmuje jakieś dyrektywy od Komisji Europejskiej (tworu zupełnie niedemokratycznego i niekontrolowanego), że przyjeżdża jakaś Komisja Wenecka, że wydaje jakieś oświadczenie, że w Parlamencie Europejskim toczy się debata na temat "praworządności w Polsce" itd. itp. No i co? Jakim krajem byliśmy przez te osiem poprzednich lat rządów PO-PSL? Tamten rząd w ogóle nawet nie próbował prowadzić jakikolwiek podmiotowej polityki, dlatego właśnie był tak chwalony i uwielbiany na brukselskich i berlińskich salonach. 

PiS zaczyna to powoli zmieniać, ale ani ta partia, ani żadna inna niewiele by wskórała, gdyby nie zmieniła się mentalność samych Polaków. Zawsze bowiem dążyliśmy ku Zachodowi (kulturowo oczywiście), bo Wschód znaliśmy dobrze z jego turańską kulturą niszczenia ludzkiej wolności, która została wzmocniona w sposób niewspółmierny po zwycięstwie w Rosji ideologii komunistycznej, zamieniającej kraj w jeden wielki krwawy Mordor. Nic co przychodziło ze Wschodu nie mogło nas cieszyć, wszystko bowiem miało na sobie woń przemocy knuta i stęchlizny śmierci, wszystko było niewolą. Ale, ale - my tu sobie żyliśmy pod komunistyczną władzą, zakonserwowani niczym w formalinie, a na Zachodzie począwszy od lat 60-tych zaczęły tworzyć się zmiany, o których normalny Polak (tęskniący za wolnością Zachodu), nie miał po prostu pojęcia. Do głosu w Europie Zachodniej i Stanach Zjednoczonych, zaczęły dochodzić grupy skrajnie lewicowe, żeby nie powiedzieć lewackie. Zaczęto powoli wymuszać akceptację feminizmu i nie chodziło tutaj o żadne tam prawa kobiet, to wszystko było wtórne, liczyła się ideologia, a ta była nierozerwalnie związana z lewicą, a wręcz z komunizującą lewicą (choćby twórczyni biblii feminizmu - "Drugiej Płci" - Simone de Beauvoir, związana z Jeanem-Paulem Sartre, radykalnym zwolennikiem komunizmu, sama stała się komunistką i właśnie ta ideologia pchnęła ją do napisania "Drugiej Płci".). Potem przyszła zupełna demoralizacja społeczna w postaci promowania nieskrępowanego seksu a jeszcze potem agresywna promocja homoseksualizmu.

My Polacy, nie zdawaliśmy sobie sprawy, że choć komunizm dogorywał w Europie Środkowo-Wschodniej, to w Zachodniej miał się znakomicie. Dziś Europa Zachodnia (a szczególnie Unia Europejska), jest ... komunistyczna. Niesamowite co? Otóż Unia Europejska nie jest już tym tworem jaki pierwotnie zakładali tzw.: "Ojcowie Założyciele" (Schumann, de Gasperi, Monnet, Adenauer i inni). Ba, Unia Europejska jest dziś zupełnie innym tworem, niż była jeszcze w roku 2004, gdy Polska i kilka innych państw Europy Środkowej i Południowej weszło do tej wspólnoty. Dzisiejsza Unia Europejska powstała w 2007 r. (a realnie jej zmiana nastąpiła 1 grudnia 2009 r. gdy wszedł w życie Traktat Lizboński). To nie Schumann i jego koncepcje dziś kształtują rozwój Unii, lecz komunistyczny działacz włoski - Altiero Spinelli, twórca tzw.: "Manifestu z Ventotene". Dziś na europejskich uniwersytetach o tym się w ogóle nie mówi, nie uczy się tego, gdyż ta wiedza jest zakazana (któż chciałby bowiem oficjalnie się przyznać, że realizuje program upadłego komunizmu?). Oczywiście, dzisiejszy komunizm różni się od tego dawnego, marksistowskiego, chociażby tym, że wyklucza działania rewolucyjne, a kładzie nacisk na ewolucyjne (jak to się mówi?) "edukowanie społeczeństw". Poza tym środki skupione są na trochę innych pryncypiach, ale cel jest taki sam - zmiana dotychczasowego modelu człowieka i stworzenie "człowieka nowego typu". 

No cóż, próbowali to zrobić już zarówno komuniści, jak i naziści (którzy też byli lewakami, twierdzenie że Adolf Hitler i stworzona przez niego ideologia śmierci miała cokolwiek wspólnego z prawicą, jest perfidnym kłamstwem, zważywszy że sami naziści nie kryli się ze swoimi lewackimi poglądami. Rożnica polegała tylko na tym, że Hitler nie chcąc być bolszewikiem podporządkowanym Stalinowi - chociaż ten wspierał go politycznie w drodze ku władzy - postanowił zmienić "coś", co mogłoby go odróżnić i wypromować jako "nową jakość". Tym czymś była właśnie zamiana pryncypiów, tam gdzie bolszewicy głosili "walkę klas", tam Hitler i jego naziści zaczęli głosić: "walkę ras". Można? Pewnie że można, ale niech nikt mi nie mówi bredni że ideologia nazistowska miała cokolwiek wspólnego np. z konserwatyzmem czy nawet z liberalizmem). Wszelkie próby "stworzenia nowego człowieka" - ZAWSZE kończyły się powszechnymi rzeziami i rzekami krwi. Bowiem filozofia jest piękną dziedziną nauki, ale filozofowie u władzy (a szczególnie filozofowie lewicujący lub lewaccy), to pewna śmierć i cierpienie milionów ludzi. I komu to służy?






PS: W kolejnym poście z tego tematu, przejdę już do opisywania mitów narodowych i tzw.: pamięci genetycznej narodów i ludów, które to są jednymi z kolejnych go Godności osobistej i międzypaństwowej - czynników spajających ludzi w jeden naród i jedną siłę. 
  


CDN. 

czwartek, 3 marca 2016

O ANTYPOLONIZMIE SŁÓW PARĘ - Cz. I

"HEIMKEHR" - "PIERWAJA KONNAJA" -

"LIŚCIE CZERWONE" - "NASZE MATKI,

NASI OJCOWIE" i inne ...





Po co właściwie taki temat? Sam nie wiem, tak po prostu przyszło mi to na myśl, gdy dziś zawitałem do jednego stoiska z prasą w pewnej galerii. Przede mną stała pewna pani, w wieku powiem co najmniej senioralnym i w zasadzie nie przyciągnęłaby mojej uwagi, gdyby nie jeden mały szczegół. Otóż ta pani, zakupiła w owym sklepiku ... Gazetę Wyborczą. Cóż z tego można by zapytać, każdy ma prawo kupować to, na co ma ochotę. Oczywiście, prawo ma każdy, nie ma co do tego żadnych wątpliwości, tylko od razu naszła mnie taka myśl: "Jak to jest, żyję już jakiś czas na tym świecie i jeszcze nie widziałem (dosłownie, nie widziałem), aby ktoś poniżej 30 roku życia kupował przy mnie tę gazetę, natomiast osoby w wieku 50 +, bardzo często. Oczywiście może się wygłupiam, pisząc takie rzeczy, ale sądzę że coś jest na rzeczy, i nie chodzi mi tylko o ot, że młodzież rzadko czyta gazety (czy książki w ogóle), a bardziej skupia się na elektronicznych formach przekazu informacji (telefon, laptop, smartfon, tablet itd.). Raczej chodzi mi o to, że Gazeta Wyborcza, stała się już gazetą prenumerowaną i kupowaną (w ogromnej większości, jeśli nie w całkowitej zupełności), przez ludzi, z pokolenia naszych ojców i dziadków. 

Oczywiście dlaczego tak się dzieje i czemu Wyborcza oraz redaktor Michnik, nie stali się "narodowymi autorytetami", wśród młodych ludzi, wyjaśniać zapewne nie muszę? Wystarczy tylko przejrzeć sobie pobieżnie tytuły, jakie się w tej gazecie ukazywały 1 marca, z okazji Narodowego Dnia Pamięci Żołnierzy Niezłomnych, przytoczę kilka: "Zostawcie tych żołnierzy" - Seweryna Blumsztajna, "Żołnierze przeklęci, czyli napad na szkołę ..." - Witolda Gadomskiego, "Wyklęci i ich czciciele" - Jarosława Kurskiego, "Ulica Żołnierzy Wyklętych? Horror i dziwactwo" - Jarosława Osowskiego, "Żołnierze wyklęci czy raczej, jak polscy chłopi zabijali polskich chłopów" - Rafała Zasunia, "Polska nie tylko Polaków" - Mirosława Czecha itd. itp. . Ciekawy był też panel dyskusyjny, jaki zorganizowała sobie Wyborcza (oczywiście zapraszając odpowiednio dobrane "autorytety", które w odpowiedni sposób, miały wytłumaczyć temu ciemnemu, polskiemu ludkowi, kim tak naprawdę byli ci "Wyklęci"). Debata nosiła tytuł: "Wyklęci - pogubieni bohaterowie. Męczennicy wolnej Polski czy zdemoralizowane wyrzutki?" I wszystko, i na tym w zasadzie temat mógłby zostać skończony.




Adamowi Michnikowi i jego akolitom z Czerskiej, naprawdę wydawało się, że uda im się "przestawić wajchę" w taki sposób, by Polacy zaczęli czcić tych "bohaterów", których wskaże on sam, lub jego ludzie z Gazety Wybiórczej (przepraszam: Wyborczej). A kim byli ci "bohaterowie" z Czerskiej? No to oczywiście, na pierwszym miejscu nie mogło zabraknąć majora Zygmunta Baumana, pseudonim "Semjon", gloryfikującego swój młodzieńczy zapał i pracę w Korpusie Bezpieczeństwa Wewnętrznego, który był katownią Żołnierzy Niezłomnych (Wyklętych) i polskich patriotów. Kolejnym "bohaterem" tego gazetoidu, stał się filozof, prof. Leszek Kołakowski, który szczycił się tym (już w Wolnej Polsce, gdyż zmarł w 2009 r.), że on tuż po wojnie z kolegami z grup operacyjnych Urzędu Bezpieczeństwa - jeździł "Na bandy". "Oni do nas strzelali, to co my mieliśmy zrobić?" - mówił po latach. Oni czyli kto? Zapewne owe "bandy" (tak już na marginesie, należałoby zapytać pana profesora kto tu był prawdziwym bandytą, czy ci którzy byli u siebie, którzy bronili swojej wolności, swojej godności, swojej własności, swojej NIEPODLEGŁOŚCI, czy też koledzy pana profesora, z Urzędu Bezpieczeństwa i KBW? Są przecież zapiski, protokoły konfiskat UB, z najróżniejszych wiosek i mniejszych miasteczek. W tych protokołach stoi jak byk napisane co chłopom zrabowano - można to określić jednym słowem - rabowano wszystko, cały dobytek, nawet dziecięce ubranka, wózki i pościel - mówiło się, że nie brali tylko "płynnej smoły, rzadkiego gówna i kamieni młyńskich", bo były za ciężkie. Oto koledzy profesora Kołakowskiego - prawdziwi bandyci). 

Następnie w kolejce czekają tacy "bohaterowie", jak Jacek Kuroń, Karol Modzelewski czy Jan Tomasz Gross. Co się tyczy tych dwóch pierwszych, to w 1964 r. wysłali oni swój sławetny "List otwarty do Partii", krytykujący komunistyczne porządki w Polsce. Prezydent Aleksander Kwaśniewski, wręczając im order Orła Białego w 1998 r. powiedział wówczas: "To wy pierwsi, zaczęliście walkę z systemem komunistycznym". To oczywiście znamienne dla tego lewicowego środowiska, dające jednocześnie wyraźny sygnał, że przed wysłaniem owego listu "do Partii", nie było nic, zupełna pustka, którą dopiero wypełnili Kuroń, Modzelewski i Michnik? Nie było żadnych Żołnierzy Niezłomnych, nic - Kuroń, Modzelewski i Michnik - oni pierwsi. Swoją drogą to ciekawe że Kwaśniewski rozpoczął swoją narrację, początków walki z komuną, od roku 1964. Ostatni bowiem Żołnierz Niezłomny - Józef Franczak ps. "Lalek", został zabity przez komunistycznych oprawców, podczas obławy w Majdanie Kozic Górnych 21 października 1963 r. 




Tak więc z Kuronia i Modzelewskiego, uczyniono pierwszych bohaterów walki z komuną i taki właśnie przekaz poszedł w kraj. Ludzie, nie mający czasu, czy chęci do tego by bliżej przyjrzeć się sprawie, "łykali" wszystko tak, jak leci - jak Wyborcza mówi że bohaterowie, to pewnie bohaterowie, jak Kwaśniewski mówi że "oni pierwsi rozpoczęli walkę z komuną", to chyba prawda, no bo kto chce się kopać z koniem? Niewiele osób zapewne w ogóle zaglądało do treści owego listu, bo skoro "tamci byli pierwsi", to musieli ostro pojechać po władzy, wytknąć jej wszelkie przywary i zapewne skrytykować narzucony Polsce siłą nieludzki ustrój, w którym (jak pisał Janusz Szpotański), dobrze prosperować może gnida, cwaniak, kurwa, łotr i donosiciel? Musieli więc mocno skrytykować władzę komunistyczną w Polsce, skoro "byli pierwsi".


"O JAKŻE SZYBKO NASTRÓJ PRYSNĄŁ WZNIOSŁY, ALBOWIEM W KRAJU TYM ZACZAROWANYM, GDZIE JAK W ZŁEJ BAJCE LUDŹMI RZĄDZĄ OSŁY - JAKIEŻ TU MOGĄ BYĆ WŁAŚCIWIE ZMIANY. TU TYLKO SZPICLOM CORAZ WIĘKSZE USZY ROSNĄ, MILICJI CORAZ DŁUŻSZE PAŁKI I CORAZ BARDZIEJ PUSTKA ROŚNIE W DUSZY I CORAZ BARDZIEJ MÓZG SIĘ ROBI MIAŁKI. TU TYLKO MOŻE PROSPEROWAĆ GNIDA, CWANIAK I KURWA, ŁOTR I DONOSICIEL - NIEWIELKI WYBÓR, JAK SAMI WIDZICIE, CHOĆ NIEJEDNEMU KUSZĄCYM SIĘ WYDA"

 JANUSZ SZPOTAŃSKI - "GNOMIADA"


A jak z owym "listem do Partii", było naprawdę? Owszem, list ten jest jawną krytyką systemu politycznego, panującego wówczas w Polsce, ale ... zwróconego stricte personalnie. Kuroń i Modzelewski krytykowali w nim bezpośrednio Władysława Gomułkę za to że ... jego polityka powoduje odwrót od komunizmu. Oni bowiem krytykowali zbyt wolne przechodzenie do systemu jaki panował w ZSRS w najczarniejszych latach Stalina. Pisali że należy jak najszybciej rozkułaczyć chłopów, odebrać im ziemię i stworzyć kołchozy na wzór sowiecki, należny czym prędzej zlikwidować jakąkolwiek prywatną własność i stworzyć prawdziwy system komunistyczny (komunizm Gomułki bardzo im się nie podobał ze względu na marne efekty zbolszewizowania państwa i narodu). Takie to tuzy antykomunizmu budowały nam III Rzeczpospolitą i takie właśnie są symbolami "bohaterstwa", dla gazety, o której powiedzieć że nadaje się jedynie do podtarcia zadka, to tak, jakby nie powiedzieć o niej nic. 

Dalej symbolami tego "piśmidła", są Helena Wolińska, zbrodniarka sądowa, komunistyczna prokurator, oskarżająca w procesach politycznych lat 1949 - 1954, w których skazano na śmierć (z jej współudziałem), m.in.: gen. Augusta Emila Filedorfa ps. "Nil", głównego organizatora i dowódcę Kedywu (Kierownictwa Dywersji) Armii Krajowej, który przeprowadził kilka udanych akcji sabotażowo-likwidacyjnych na niemieckich okupantach, m.in.: 1 lutego 1944 r. kierował akcją likwidacji dowódcy SS i Policji w Warszawie - "Kata Polaków" (organizatora licznych łapanek i egzekucji ulicznych) - Franza Kutschery (Niemcy ponoć bali się go jak ognia). To właśnie Wolińska stała za oskarżeniem i skazaniem na śmierć w ludowej Polsce gen. Fieldorfa-Nila. Po 1968 r. Helena Wolińska wyjechała z Polski i osiadła w Wielkiej Brytanii, której to władze odmówiły jej ekstradycji do Polski w 2006 r. (ona sama podkreślała że jako Żydówce, czeka ją proces i kara śmierci w "antysemickiej Polsce"). Swoją drogą zastanawiam się, czy nie można by było zorganizować takich samych oddziałów, które zorganizowali Żydzi z Izraela, w latach 50-tych i 60-tych, a które zajmowały się wyszukiwaniem i ... porywaniem ukrywających się zbrodniarzy hitlerowskich na całym świecie. Tak samo można by było ścigać i porywać żyjących jeszcze (choć nieukrywających się, bo przecież jak wielu ludzi sądzi - komunizm to nie to samo co nazizm), zbrodniarzy komunistycznych i wytaczać im procesy w Polsce. 




Tacy oto są "bohaterowie" zarówno samej Gazety Wyborczej, jak i Adama Michnika, który nie potrafi pojąć tego, co nastąpiło w Polsce po maju i październiku 2015 r. Nie rozumie, że młodzi ludzie, nie tylko nie identyfikują się z wyżej wymienionymi postaciami, ale wprost uważają ich albo za najzwyklejszych zbrodniarzy, albo też za hochsztaplerów politycznych i cwaniaków, którzy dogadując się z komunistami, stworzyli Nam wszystkim prawdziwą karykaturę państwa, pod nazwą III Rzeczypospolitej. Nie rozumieją i nie potrafią oni pojąć, że dla młodych bohaterami są tacy ludzie jak rotmistrz Witold Pilecki, żołnierz Wojska Polskiego, a potem Armii Krajowej, uczestnik i organizator ruchu oporu w obozie koncentracyjnym Auschwitz (do którego ... zgłosił się na ochotnika, właśnie po to, by ratować zamkniętych w nim ludzi). 


ROTMISTRZ WITOLD PILECKI



Był autorem raportów z Auschwitz, które potem dotarły na Zachód, lecz ani premier Wlk. Brytanii Winston Churchill, ani też prezydent USA Franklin Delano Roosevelt, nie kiwnęli nawet palcem, aby przynajmniej zbombardować obóz (co sugerował Pilecki), umożliwiłoby to bowiem atak na obóz Armii Krajowej i ucieczkę więźniów. Gdy Witold Pilecki zobaczył, że jego raporty nie dają żadnego efektu i gdy Niemcy rozpracowywali jego siatkę konspiracyjną, postanowił (wraz z dwoma innymi więźniami), uciec z Auschwitz. Potem walczył w Powstaniu Warszawskim, po czym trafił do niewoli niemieckiej, skąd przedostał się do Armii Polskiej na Zachodzie. Po wojnie jednak postanowił wrócić do okupowanego (tym razem przez Sowietów), kraju, by organizować sieć informacyjną dla Rządu RP na Uchodźstwie w Londynie. Został aresztowany (8 maja 1947 r.) i po brutalnym śledztwie i pokazowym procesie sądowym, skazany na karę śmierci. Rozstrzelany został (strzałem w tył głowy), w więzieniu mokotowskim w Warszawie - 15 marca 1948 r. 




Kolejnym bohaterem dla młodych, jest chociażby Danuta Siedzikówna ps. "Inka", sanitariuszka 4 szwadronu 5 Wileńskiej Brygady Armii Krajowej (której dowódcą był sławny major Wojska Polskiego - Zygmunt Szendzielarz ps. "Łupaszko"). Wstąpiła ona w szeregi Armii Krajowej, w październiku 1943 r. w wieku ... 15 lat (przysięgę złożyła w grudniu tego roku). W konspiracji przeszła szkolenie medyczne. Po zakończeniu wojny, podjęła pracę, jako kancelistka w nadleśnictwie Hajnówka. Została aresztowana przez NKWD i Urząd Bezpieczeństwa w czerwcu 1945 r. Wkrótce jednak, została uwolniona, po rozbiciu sowieckiego konwoju, przez operującą w rejonie Podlasia, grupę wileńskiej Armii Krajowej pod dowództwem Stanisława Wołoncieja "Konusa". Od tej chwili pozostała z "Leśnymi" - jak nazywano ukrywających się w lasach, żołnierzy polskich walczących z komunistami, a wkrótce została sanitariuszką w 5 Wileńskiej Brygadzie Armii Krajowej, "u Łupaszki" (swoją drogą komuniści, nie mogąc pokonać Żołnierzy Podziemia Niepodległościowego, co jakiś czas ogłaszali tzw.: amnestie, które miały doprowadzić do ujawnienia się żołnierzy i złożenia przez nich broni - większość z nich i tak po ujawnieniu wkrótce zapełniła więzienia NKWD-UB. Pięknie jednak odpowiedział na ów "akt łaski" major Hieronim Dekutowski ps. "Zapora" - o którym już też kiedyś pisałem. Stwierdził on w prostych, żołnierskich słowach: "Amnestia to jest dla złodziei, a my to jesteśmy Wojsko Polskie"). 


DANUTA SIEDZIKÓWNA "INKA"



20 lipca 1946 r. "Inka" została ponownie aresztowana przez Urząd Bezpieczeństwa i zamknięta w V pawilonie gdańskiego więzienia. W śledztwie była bita i poniżana, pozbawiano ją snu i maltretowano (bito ją w twarz i żołądek, a gdy mdlała, polewano wodą, używając przy tym najbardziej chamskich wyrażeń, jak choćby: "Wstawaj kurwo, to nie wakacje"). Została skazana na śmierć, 3 sierpnia 1946 r. (odmówiła złożenia prośby o łaskę do ówczesnego sowieckiego rezydenta, pełniącego funkcję prezydenta Polski - Bolesława Bieruta, mówiąc że "nie potrzebuję łaski od komunistycznego agenta". Wyrok śmierci został wykonany 28 sierpnia 1946 r. (zginęła razem z "Zagończykiem" czyli Feliksem Selmanowiczem, innym żołnierzem 5 Wileńskiej Brygady Armii Krajowej). Jej ostatnie słowa brzmiały: "Niech żyje Polska! niech żyje Łupaszko!". Oto bohaterowie współczesnej polskiej młodzieży (oczywiście wymieniona dwójka to tylko przysłowiowa "kropla w morzu", takich ludzi było znacznie więcej).




A wracając jeszcze do kwestii komunistów i komunizmu w czasie II Wojny Światowej, to należy dodać że komuniści polscy mieli gdzieś ochronę ludności przed napadami niemieckiego okupanta, przed paleniem przez Niemców wiosek, mordami i wysiedleniami Polaków. Im było ganc egal co Niemcy tu robią, im chodziło głównie o władzę i rozbicie Armii Krajowej, Narodowych Sił Zbrojnych oraz Batalionów Chłopskich. Natomiast "podziemne" Wojsko Polskie (AK, NSZ, BCH), za główny swój cel brało właśnie ochronę ludności cywilnej. Chodziło o to, by niepotrzebnie nie narażać chłopów i w ogóle polskiej ludności na niemiecką zemstę, innymi słowy - chodziło o utrzymanie żywotnego potencjału Narodu, po to, by w sprzyjających okolicznościach, opanowywać kolejne miasta i miasteczka. Powstanie miało wybuchnąć dopiero wówczas, gdy Niemcy będą już bardzo poważnie osłabione. Chodziło o jak najdłuższe oszczędzanie polskiej krwi. 

Tyle się dziś krytykuje Powstanie Warszawskie (szczególnie na łamach Gazety Wyborczej), jego motywy i przywódców. Podobnie jak dawniej czynili to komuniści, dziś właśnie robią to ich ideowi lub rodowi potomkowie. Polscy komuniści jednak nigdy się nie przyznali do faktu, że też mieli w planach wybuch powszechnego powstania polskiego, tylko że już w ... 1942 r. Dlaczego właśnie wtedy? Dlaczego wówczas, gdy Niemcy byli o wiele silniejsi niż w 1944 r. i mogli całe to powstanie utopić w morzu krwi, jednocześnie eksterminując kilka lub kilkanaście milionów Polaków? A by odpowiedzieć na to pytanie,należy uświadomić sobie co się właściwie działo w 1942 r.? Niemcy szli naprzód na froncie wschodnim, Stalin był w bardzo poważnych tarapatach, istnienie Związku Sowieckiego ponownie stanęło na włosku, co więc należało zrobić? Wszystko, byle tylko dać Stalinowi odetchnąć, pozwolić mu zebrać siły. Temu celowi można było poświęcić wszystko, poświęcić nawet własny naród, byle tylko uratować umiłowanego wodza i ukochany ustrój. Tacy właśnie byli (polscy) komuniści, gotowi wywołać w kraju masakrę wojenną, byle tylko Związek Sowiecki i Stalin mieli się dobrze, byle zwyciężyli, nawet po trupie wykrwawionej Polski.

Wracając jeszcze do Gazety Wyborczej, tego paszkwilanckiego gazetoidu, pozwolę sobie zamieścić screeny wybranych miesięcznych artykułów z Wybiórczej, znaczy ... z Wyborczej. Wszystkie screeny (wybrałem trzy ostatnie), pochodzą ze strony Anty Biały Rasizm:


ANTYPOLSKA GAZETA DLA ĆWIERĆ I PÓŁ-INTELIGENTÓW


 LUTY 2016





STYCZEŃ 2016



LISTOPAD 2015




 W KOLEJNYM POŚCIE, PRZEDSTAWIĘ INNE PRZYPADKI ANTYPOLONIZMU, ZE SZCZEGÓLNYM UWZGLĘDNIENIEM NIEMIECKIEGO FILMU PROPAGANDOWEGO:
"UNSERE MÜTTER, UNSERE VÄTER" 
("NASZE MATKI, NASI OJCOWIE")
 I INNYCH SZKALUJĄCYCH POLAKÓW PROPAGANDÓWEK



 CDN.