Łączna liczba wyświetleń

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą SYMBOLE. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą SYMBOLE. Pokaż wszystkie posty

piątek, 9 grudnia 2022

DZIENNIKI ZBRODNIARZA - Cz. XV

CZYLI OPIS I KOMENTARZ

DO DZIENNIKÓW JOSEPHA GOEBBELSA

 

 
 

1927

 

DZIENNIKI DLA JOSEPHA GOEBBELSA

od 8 LISTOPADA 1926 r.

do 21 LIPCA 1928 r.

Cz. VII

 
 
 

 
 
21 MARCA 1927 r.
 
 
Nie, nie poszło dobrze! Wczoraj wieczorem w Lichterfelde-Ost ciężkie potyczki z czerwonymi. My trzej (Daluege, Goebbels, Schweitzer), 18 ciężko rannych. Ale po kolei! 
 
Sobota wieczorem! Wyjazd na Dworzec Anhalcki. Wszystko gotowe do wymarszu. A więc jazda! My w samochodzie. O godz. 11 przyjazd do Trebbina. Koło młyna wielkie ognisko radości. Daluege i ja przemawiamy. Błogi spokój w połyskliwym blasku księżyca. W nocy opowiadamy sobie ze Schweitzerem historie o rozbójnikach i upiorach. 
 
Niedziela rano! Demonstracja na rynku w Trebbinie. Dobra frekwencja. Po południu odjazd. O godz. 8 (wieczorem) Lichterfelde-Ost. W ogniu walki. Zwyciężamy! Przemawiam do tysięcy przed budynkiem dworca, stojąc na ramionach dwóch SA-manów. Pochód przez miasto. Na każdą prowokację odpowiadamy natychmiast z całą stanowczością. Nasi dzielni młodzieńcy wyciągają z autobusu jakiegoś Żyda. Jak ja lubię tych chłopaków! Wprawiamy w ekscytację cały Berlin. Na ulicach aż czarno od ludzi. Wszyscy nas fetują. To jest długi pochód dumy. Demonstrują nowe Niemcy. Na Wittenbergplatzu przemawiam do 10 000 ludzi. Z bombowym sukcesem. Jest wprost cudownie. Potem robi się gorąco! Do domu! Telefon: stan naszych rannych zadowalający. Dzisiaj nieustanne polowanie z nagonką. Także przesłuchanie: chce się nam przypisać winę. Odwiedziny u rannych. Zadowolony!
 
Panna von Behr rozpoczęła dzisiaj u nas pracę. To jest piękna dziewczyna! Bardzo ją lubię! 
 
Dziś wieczorem 3 sekcje (SA). Mam nadzieję, że wyjdę z tego żywy!
 
 
 
24 MARCA 1927 r.
 
 
Wczoraj wieczorem: ogromne siły policyjne. Zgromadzenie pęka w szwach. Nasi ludzie są w świetnych nastrojach. Fundusz na rzecz rannych powiększył się o 250 marek. Koniec zgromadzenia: 100 zielonych (policjantów) wdziera się na salę, poszukując broni. Wielki, zawstydzający teatr. Trwa to całą godzinę. W tym czasie nasi dzielni chłopcy śpiewają swoje bojowe pieśni. 
 
Godz. 11. Odjeżdżam i docieram zdrów do domu. Żyjemy tu jak na wojnie. Tylko że tę wojnę domową strona przeciwna toczy bardziej tchórzliwie, bardziej podle i nikczemnie, zupełnie bez jakichkolwiek zahamowań. Z jednego powodu jestem niezmiernie szczęśliwy: że w parę osób tak połaskotaliśmy to olbrzymie miasto Berlin, że aż całe podskoczyło do góry. W parę osób. Teraz zasłużyliśmy sobie na odpoczynek. (...)
 
 
 
31 MARCA 1927 r.
 
 
We wtorek rano do Flensburga. Przedtem wysłuchałem pani Ludendorff (Mathilde Ludendorff - druga żona gen. Ericha Ludendorffa - prowadziła w tym czasie swoiste wykłady, będące mieszaniną polityki, feminizmu i volkizmu. Szukała tajnego sprzysiężenia jezuitów, Żydów i masonów, choć zarówno ona jak i jej mąż już w tym okresie oddalali się od Hitlera i nazizmu). O, jakże marnie! Tak mi przykro w związku z generałem. To, co się koło niego kręci, to hołota, nic więcej! To było głęboko zawstydzające! 
 
Dobre przemówienie we Flensburgu. Poznałem dwóch świetnych facetów: Sunkla (Reinhard Sunkel - szef organizacji NSDAP w Kilonii, w 1937 r. usunięty z partii za swoje żydowskie pochodzenie) i dr. Haupta (w NSDAP od 1922 r., szef organizacji studenckiej w Kilonii. W 1935 r. aresztowany oficjalnie z powodu skłonności homoseksualnych, ale należy pamiętać że do 1933 r. jakieś 90 % nazistów, to byli ludzie o "niezdrowych" skłonnościach seksualnych, w tym homoseksualiści, sadyści, pedofile, zoofile etc. etc. W 1938 r. Haupt został oficjalnie usunięty z partii). Przyszłość! 
 
Wczoraj rano wycieczka samochodowa wokół Flensburga i do Glücksburga. Morze! Za nim leży już Dania. Zrabowany kraj! (...) 
 
Wieczorem w Altonie rzeczywiście masowe zgromadzenie. Czerwoni przeszkadzają. Jak jeden z nich krzyknął do mnie: "Ty oszuście!", rozpoczęła się awantura. Obowiązkowa bitwa na nogi od krzeseł. Czerwoni są po pięciu minutach wyrzuceni na zbity pysk. Przemawiam dalej. Przy wtórze nieustannych okrzyków radości. Całkowity sukces! (...) 
 
Ogromne plakaty w Berlinie. Rano przemawiam w Domu Związku Weteranów Wojennych. Temat: "Jacob Goldschmidt (niemiecki bankier żydowskiego pochodzenia, jeden z najbogatszych ludzi w ówczesnych Niemczech, w 1933 r. wyjechał do USA) jako posiadacz kolonii Niemcy”. To będzie święto! Jeśli nam się powiedzie, zrobimy duży krok do przodu. (...) 
 
Żyd zrywa nasze plakaty. Dowód, że jesteśmy na właściwej drodze. Ani kroku w tył! Tylko naprzód!
 
 
 
2 KWIETNIA 1927 r.
 
 
Wczoraj wieczorem w Domu Związku Weteranów Wojennych największe jak dotąd zgromadzenie w Berlinie. Do 2500 osób. Sala wypełniona do ostatniego miejsca. Głowa przy głowie, człowiek przy człowieku. Mówiłem przez 3 godziny. Na koniec bajeczny entuzjazm. Wygraliśmy więc ostatecznie bitwy ostatnich tygodni. Jestem mniej więcej zadowolony.
 
 

 
 
 7 KWIETNIA 1927 r.
 
 
(...) Dzisiaj rano: groźne wiadomości. Partia ma zostać zakazana. Już jest zakazana w Kolonii i Koblencji. Na mnie chce się zwalić winę. Straßer to diabeł! 
 
Odwiedził mnie dzisiaj attaché Antinori (markiz Francesco Antinori) z poselstwa włoskiego. Wymieniliśmy poglądy i skonstatowaliśmy rzadką ich zgodność. Mussolini to geniusz. Sam dokonał tego, że marksizm (we Włoszech) został zgnieciony. Mussolini jest radykalnym antysemitą (akurat faszyzm Mussoliniego nie opierał się na antysemityzmie w przeciwieństwie do niemieckiego nazizmu; Żydzi we Włoszech żyli w spokoju do czasu, aż Niemcy nie zaczęły dominować na frontach II Wojny Światowej deklasując w tym Włochy - co raczej nie było trudne - wówczas Mussolini musiał coraz częściej korygować swoją politykę, dostosowując ją do tej, prowadzonej przez Hitlera. Największy jednak cios na włoskich Żydów spadł z chwilą zajęcia Włoch przez Wehrmacht we wrześniu 1943 r. po upadku Mussoliniego). Obserwuje naszą walkę z gorącym sercem. (...)
 
 
 RE-MUSSOLINI
PARODIA DUCE AUTORSTWA STANISŁAWA SZUKALSKIEGO
(1932)
 
 
 

 
 
8 KWIETNIA 1927 r.
 
 
Wczoraj wieczorem u Fricka i Haakego (Heinrich Haake, w NSDAP od 1922 r. od 1925 r. gauleiter okręgu Nadrenia-Południe, potem ustąpił ze względów zdrowotnych). Na razie jeszcze nie należy się obawiać zakazu (działalności NSDAP - nastąpi to w maju 1927 r.). To wszystko były kloaczne plotki. Z Frickiem jestem teraz znowu w dobrej komitywie. Cieszę się z tego. Mimo wszystko jest on porządnym człowiekiem. Wczorajsza rozmowa była bardzo przyjazna. 
 
Prezydium policji nienawidzi mnie jak zarazy. Dzięki! (...)
 
 
 
 27 KWIETNIA 1927 r.
 
 
(...) Rankiem! Dalej w blasku słońca! Wspaniale! Hameln! Paderborn! W poprzek Westfalii! Piękny kraj! Raduje się moje serce. Grüneberg (?) i inni ze Spandau są wierni jak psy. Bliżej! Bliżej! Bochum! Zatrzymujemy się u Leiperta (?). Wzbudzamy sensację. Potem Essen. Szwed Furugård (Birger Furugård - lider szwedzkiej partii narodowosocjalistycznej, wycofał się z polityki w 1936 r.) już przyjechał. Dobry, stary Szwed. Wieczorem siedzę jeszcze długo z Terbovenem (Joseph Terboven - w partii od 1923 r., w 1927 r. przywódca dystryktu okręgu NSDAP Essen, od października 1928 r. zarządzał dystryktem Ruhry, w 1930 r. jako gauleiter. 24 kwietnia 1940 r. mianowany komisarzem Rzeszy w Norwegii gdzie dopuścił się wielu zbrodni. Popełnił samobójstwo 8 maja 1945 r. w dniu kapitulacji Wehrmachtu - który w historiografii błędnie nazywany jest kapitulacją III Rzeszy, Rzesza bowiem nigdy nie skapitulowała a skapitulował jedynie Wehrmacht).
 
Sobota rano! Z młodymi do Duisburga nad Renem. Wszyscy cieszą się z tego niezmiernie! Po południu! Wszyscy już są. Również Straßerowie (bracia Gregor i Otto Straßerowie, najwięksi przeciwnicy Goebbelsa w NSDAP, przywódcy tzw. "frakcji północnej", starali się odebrać Hitlerowi władzę nad partią i w tym celu założyli tajną wewnętrzną organizację "Czarny Front". Ostatecznie Otto został w 1930 r. wydalony z partii a Gregor zginął podczas Nocy Długich Noży - 30 czerwca 1934 r.). Te świnie opublikowały przeciwko mnie dwa podłe artykuły w swoim rewolwerowym pisemku ("Der Nationale Sozialist"). Już ja im pokażę. Wieczorem przemawiam na zebraniu robotniczym. Dobrze! Następnie z powrotem. Powitanie. Przemawia Straßer. Hipokryta! Siedzę razem z towarzyszami aż do późnej nocy. 
 
Niedziela rano: wyjeżdżam. Masowa demonstracja w Saalbau (Saalbau w Essen). Najpierw przemawia Reventlow (Ernst Graf zu Reventlow - oficer marynarki, zwolennik połączenia ideologii bolszewickiej z nazizmem. Od 1924 r. w Niemieckiej Narodowej Partii Ludowej, od 1927 r. w NSDAP, zbliżył się do frakcji Straßerów; w partii był ignorowany przez Hitlera i nigdy nie otrzymał żadnych ważniejszych stanowisk do swej śmierci w listopadzie 1943 r.). Potem ja. Ogromny sukces! Pochód przez Essen. Przy lejącym jak z cebra deszczu. Burgplatz. Przemarsz. Hitler tam jest. Jest też około 10 000 brunatnych koszul. Potem przemawia Straßer. Deszcz, deszcz! Po południu w hotelu. Hitler wzywa mnie na górę. Przedstawiam skargi na Straßera. Hitler podziela moje zdanie. On nienawidzi dr. Straßera. Sprawa zostanie rozstrzygnięta w Berlinie. (...)
 
 
 
2 MAJA 1927 r.
 
 
Jest Hitler. Wczoraj wygłosił przed audytorium w przepełnionej sali jedno ze swoich największych przemówień. O przestrzeni i narodzie. Rzadko go takim widziałem i słyszałem. On jest wodzem! Chwilami łzy napływały mi do oczu, ale się ich nie wstydziłem. (...) 
 
Kapitan Göring (Hermann Göring - kim był ten koleś raczej nie trzeba nic dodawać). Twarz wyrośniętego niemowlęcia. To ci bohater! Byłem najpierw niewymownie rozczarowany. Potem zyskał on bardzo. Robi mądre, śmiałe uwagi. Nie można mu w ogóle wziąć za złe, że jest bardzo zgorzkniały. (...)
 
 

 
 
5 MAJA 1927 r.
 
 
Dom Związku Weteranów Wojennych przepełniony. Dokonałem rozliczenia z prasą. To była radość mordowania. Bezczelny autor cwiszenrufów wyleciał za drzwi (Goebbels pisze o sprzeczce z duchownym ewangelickim Fritzem Stucke i wyrzuceniem go z sali, co spotkało się z powszechnym oburzeniem prasy w Niemczech). Na koniec 3-4000 ludzi z 2. kompanii Schupo (Policja Ochronna) szukało broni. Konfrontacja z tym obłędem. Dałem z siebie wszystko, aby uchronić ludzi przed nierozważnymi działaniami. Mój odjazd przekształcił się w triumfalny pochód. Dzisiaj gazety wypisują najbardziej wierutne kłamstwa. Jeszcze rzadko kiedy postępuje się wobec nas tak nikczemnie. Już Żyd wrzeszczy: Zakaz! Rozwiązanie! A niemiecki Michael ryczy do wtóru. Czy należałoby poddać się zwątpieniu? Nie i jeszcze raz nie! Pracować! Walczyć! Od zaraz!
 
 
 
 6 MAJA 1927 r.
 
 
Rozwiązani! (5 maja rozwiązany został okręg NSDAP Berlin-Brandenburgia którym zarządzał Goebbels, on sam zaś otrzymał zakaz publicznego przemawiania - choć potem uchylony). Dowód, że jesteśmy na właściwej drodze. Dobrze tak! Prasa asfaltowa wrzeszczy jak oszalała! Wczoraj ledwie uszedłem przed aresztowaniem. Długa rozmowa z Hitlerem. Jest pewien zwycięstwa. Wieczorem aż do nocy praca i jeszcze raz praca. 
 
Dziś rano biuro okręgu. Wszystko w fazie likwidacji. Akcja Schupo (Policji Ochronnej). Na dużą skalę. Tak to powala się pałkami wolność. A niech tam! Pozostaję silny. Nie załamuję się. Dziś wieczorem jazda. Jeśli się to jeszcze uda! Dokąd! Gdziekolwiek! Kto wie, co przyniosą następne dni! Żydostwo domaga się mojego aresztowania! Wszyscy na mnie wrzeszczą i krzyczą. Nasi ludzie stoją z bronią u nogi. Zacisnąć pięść! (...)
 
 
 
 STARAM SIĘ NIE SŁUCHAĆ ANI NIE PREZENTOWAĆ ROSYJSKIEJ MUZYKI
ALE CI WYKONAWCY INTENSYWNIE WSPIERAJĄ POLITYKĘ PUTINA
DLATEGO TEŻ NIEWIELE ICH RÓŻNI OD TEMATU, 
KTÓRY WŁAŚNIE TUTAJ PREZENTUJĘ
 
 
 
  
CDN.
  

wtorek, 14 czerwca 2022

DZIENNIKI ZBRODNIARZA - Cz. XIV

CZYLI OPIS I KOMENTARZ

DO DZIENNIKÓW JOSEPHA GOEBBELSA

 
 
 
 

1927

 

DZIENNIKI DLA JOSEPHA GOEBBELSA

od 8 LISTOPADA 1926 r.

do 21 LIPCA 1928 r.

Cz. VI

 
 
 

 
 
10 STYCZNIA 1927 r.
 
 
Wczoraj od rana aż do południa gadanina. Przedwczoraj wieczorem był u nas w gościach (Gregor)
Straßer, przemówiliśmy mu do rozumu, tak iż myśli on obecnie o parlamencie zupełnie inaczej aniżeli
dotąd. Gregor jest dobry, ale Otto to krętacz. (...)
 
 
 
12 STYCZNIA 1927 r.
 
 
W poniedziałek (9 stycznia) zmarł Chamberlain (Houston Stewart Chamberlain - niemiecki filozof brytyjskiego pochodzenia, zięć Richarda Wagnera). Odszedł od nas wielki Germanin. Stoimy pogrążeni w smutku przy jego katafalku. Chamberlain był drogowskazem ku trzecim Niemcom, również jako Anglik. Ten olbrzym mógł zapomnieć, że jest Anglikiem, i stał się Germaninem. Wraz z nim utraciliśmy nieskończenie wiele.
 
Wczoraj rano przed sądem. Jestem dwukrotnie oskarżony o gloryfikację zamachowców na
republikańskich ministrów. To daje pięć miesięcy. Dałby Bóg! Musimy mieć męczenników. A tam,
gdzie ich nie mamy, musimy takowych stworzyć. (...)
 
 
 
13 STYCZNIA 1927 r.
 
 
(...) Wieczorem ze Schweitzerem do kina. Der heilige Berg (Święta góra), film tak bardzo
odpowiadający naszym upodobaniom. Cóż za imponująca natura i jak ci imponujący ludzie są
wkomponowani w naturę. Byłem szczęśliwy, szczęśliwy. Kobieta, nie, anioł, Leni Riefenstahl ,
tańczyła in natura przed projekcją (w tym filmie Riefenstahl po raz pierwszy wystąpiła jako aktorka, gdyż dotąd była tancerką). Zachwycające zjawisko człowiecze. (...)
 
 
 
25 STYCZNIA 1927 r.
 
 
Dzisiaj tragiczny przypadek: młoda dama, pół-Żydówka, przyjeżdża z Lubeki, bo tak nakazuje jej
sumienie, do mnie i prosi, aby wolno jej było pozostać w partii. Co mam na to powiedzieć? Przedstawię sprawę szefowi. Ja bym ją zatrzymał! Ale tylko chwilowo. (...)
 
 
 
 26 STYCZNIA 1927 r.
 
 
Wczoraj samochodem do Spandau. Najpierw otwieram tam nowy dom miejscowej SA. Spandauczycy to wspaniali faceci. Potem zebranie. Sala pęka w szwach. 2400 osób, w tym 500 z KPD (Komunistyczna Partia Niemiec). Przemawiam jak nigdy dotąd w Berlinie. Czerwoni są całkowicie
oszołomieni. W trakcie dyskusji przychodzi wiadomość, że jednego z naszych pobito na ulicy. Natychmiast przerywam dyskusję, czerwony bonza zostaje poturbowany i wyrzucony, nasi ludzie doprawdy nie dają się powstrzymać: zwycięstwo na całej linii!
 
 
 
"GENIUSZ ZWYCIĘSTWA" - ADOLFA WAMPERA (1940 r.)
(Podobny posąg miał stanąć w nowym Berlinie po zwycięstwie, a miał być co najmniej trzykrotnie większy od Statui Wolności i przedstawiał germańskiego wojownika z obnażonym ku górze mieczem, na którego ramieniu siedział orzeł z uniesionymi skrzydłami)
 
 

 
 
5 LUTEGO 1927 r.
 
 
(...) Do Rheydt. Do domu, o Boże, do domu. Przy stole siedzi Elsbeth i mężczyźni. Jak ja się z tego
cieszę. Bawię się z dziećmi. To jest prawdziwa radość.
 
Wieczorem podróż. Do Essen. Nie widziałem Else. Nie pojawiła się, chociaż wiedziała, że
przyjadę. Tylko dlaczego? Jestem w ponurym nastroju. (...)
 
Potem alkohol. Do łóżka. Śpię do następnego dnia do południa. Później samochodem do Hattingen.
Razem ze mną Terboven (Josef Terboven - późniejszy niemiecki namiestnik Norwegii) i Steiger. Wysiadamy u dyrektora Arnolda (Ernst Arnold - dyrektor Henrichshütte w Hattingen, członek Niemiecko-Narodowej Partii Ludowej - DNVP, a potem NSDAP. Zaprzyjaźniony z Goebbelsem). W Hattingen jest kłótnia. Przemawiam przed obywatelami. Z gorączką 39°. To jest okropne. Potem jeszcze krótko razem z ludźmi. Odjazd samochodem. Do Essen. Żłopię alkohol.
 
Dzisiaj rano jazda. Z wysoką gorączką. Zupełnie nie daję rady. Berlin! Właśnie przybyłem. Mnóstwo gówna. Frick (Wilhelm Frick - szef bawarskiej policji politycznej w latach 1919-1921 i bawarskiej policji kryminalnej w 1923 r. Uczestnik puczu monachijskiego z 8-9 listopada 1923 r., za co został aresztowany i skazany na 15 miesięcy aresztu. W NSDAP od 1925 r., w latach 1933-1943 minister spraw wewnętrznych Niemiec, od 1943 r. protektor Czech i Moraw. Skazany na karę śmierci i stracony 16 października 1946 r.) pisze do mnie grubiański list. W związku z (artykułem) Parlamentaryzm? Co
robić. Stoją naprzeciwko siebie dwa światy. Zaraz nadchodzi Feder (Gottfried Feder - ekonomista, członek partii nazistowskiej od początku jej istnienia i jeden z głównych członków Towarzystwa Thule. Zmarł we wrześniu 1941 r. w Bawarii). To będzie skandal. Powstaję i upadam wraz z tym artykułem. Hitler ma być na mnie wściekły. Stawiaj żagle! (...)
 
 
 
11 LUTEGO 1927 r.
 
 
Wczoraj wieczorem Dietrich (dr. Otto Dietrich - dziennikarz, w NSDAP od 1929 r. Potem odpowiedzialny za prasę w całej Rzeszy. W 1949 r. skazany na 7 lat więzienia, ułaskawiony przez Amerykanów w 1950 r.) składa sprawozdanie ze swojej wizyty u szefa. Szef jest po mojej
stronie i aprobuje wszystko, co robię. Dał mi więc wolną rękę w sprawie volkistów. No to teraz się
zabawimy. Już ja sprawę przeforsuję. Wczoraj wieczorem jeszcze długie posiedzenie z Dietrichem
przy kolacji. To jest karzeł, ale rozumuje prawidłowo. 
 
Z pana Dürra (Dagobert Dürr - dziennikarz, w NSDAP od 1925 r. W 1933 r. rzecznik prasowy Berlina, a w 1939 r. redaktor naczelny "Krakauer Zeitung" w okupowanym Krakowie), nowego dyrektora biura (okręgu NSDAP), jestem nadzwyczaj zadowolony. (...)
 
 
 
 15 LUTEGO 1927 r.
  
 
(...) Dzisiaj przed sądem. Dwa procesy przed Trybunałem Konstytucyjnym, które najprawdopodobniej przegram. Ale co mi tam! To państwo już nie zna prawa. To jest państwo bezprawia i dlatego musi zamykać każdego, kto się o prawo upomina. (...)
 
 

 
 
 
17 LUTEGO 1927 r.
 
 
Wczoraj (...) Wieczorem wymarsz do Helmuta Franke (niemiecki pisarz, współredaktor - wraz z Ernstem Jüngerem czasopisma "Arminius. Kampfblatt für deutsche Nationalisten" - "Arkusz bitewny dla niemieckich nacjonalistów"). Spór z nim i z Ernstem Jüngerem. Jestem bez miary rozczarowany. I to jest ten Pour le mérite Jünger (Ernst Jünger podczas I Wojny Światowej został odznaczony krzyżem za odwagę - Pour le mérite. Był niemieckim nacjonalistą, ale odmówił wejścia w szeregi NSDAP i jako pisarz, dołączenia do Niemieckiej Akademii Poetów zdominowanej przez nazistów. W czasie II Wojny Światowej walczył na Froncie Zachodnim a następnie przebywał w Paryżu. Był przeciwnikiem nazizmu, dlatego też uznał za upokarzające wypełnienie ankiety denazyfikacyjnej, za co brytyjskie władze odebrały mu prawo publikacji. Do pisania powrócił na początku lat 50-tych). Brak mu kośćca. Brak cywilnej odwagi.
 
Do domu. Są tam Straßerowie. Wdajemy się w rozmowę. Lodowato, zimno. I nagle się demaskują."Złotnik stoi tak blisko Boga jak Parsifal" (odniesienie się do postaci z opery "Śpiewacy norymberscy" - Richarda Wagnera). Przemówił Otto Straßer, a Gregor potakiwał (obaj bracia byli członkami partii nazistowskiej od 1925 r. i szybko popadli w konflikt z Goebbelsem. Dążyli też do zorganizowania wewnętrznego puczu w partii i odebrania władzy Hitlerowi. To się nie udało i Otto wydalony został z partii w 1930 r. zaś Gregor zamordowany w czasie "Nocy Długich Noży" - 30 czerwca 1934 r.). Koniec! Kropka! Koniec rozdziału z udziałem Straßerów. To było kiedyś. Jedno rozczarowanie więcej. Teraz jesteśmy jeszcze tylko towarzyszami partyjnymi. Nic więcej. I to już nie boli. (...)
 
 
 
25 LUTEGO 1927 r.
 
 
W środę rano wyjazd. (...) Monachium! Stare Monachium. Heß mnie oczekuje. (Rudolf Hess - członek NSDAP od 1920 r., mianowany zastępcą Hitlera w 1933 r. W maju 1941 r. uciekł do Wielkiej Brytanii, szykując porozumienie z wybranymi brytyjskimi politykami, które miało doprowadzić do zakończenia stanu wojny pomiędzy Niemcami a Zjednoczonym Królestwem. Oficjalnie Hitler - gdy dowiedział się o wyjeździe Hessa, wpadł w szał, ale nieoficjalnie istnieje bardzo duże prawdopodobieństwo, że Hess - prawa ręka Hitlera - działał właśnie na jego oficjalne lub nieoficjalne polecenie. Hess zmarł w więzieniu Spandau w 1987 r.) (...)
 
Nazajutrz rano szef stoi przed drzwiami hotelu. Jestem niezmiernie zadowolony, że go znowu widzę. Jest taki dla mnie dobry. Prawdziwy wódz i przyjaciel! Jedziemy do jego mieszkania. Szczeka Wolf. Potem siedzimy naprzeciw siebie. Najpierw dostaję małą burę, ponieważ starłem się z Frickiem. Znoszę to cierpliwie. I nagle on wstaje, wyciąga do mnie obie dłonie, ściska moje, wilgotnieją mu oczy, a potem mówi: "Miał Pan rację! Kiedy po raz pierwszy słyszałem, jak Pan się śmieje, bardzo Pana polubiłem!". I teraz jesteśmy przyjaciółmi! (gwoli przypomnienia, jeszcze w 1925 r. stosunki Goebbelsa z Hitlerem nie układały się dobrze, a on na pewnym zebraniu nawet krzyknął: "Proponuję, aby ten pozbawiony znaczenia burżuj Adolf Hitler został wyrzucony z partii"). Potem przychodzi Heß. Rozmawiamy o diable i śmierci. Reventlow (Ernst Graf zu Reventlow - oficer marynarki wojennej. Najpierw sympatyk "narodowego komunizmu" a od 1927 r. w NSDAP. Zmarł w listopadzie 1943 r.), Kube (Wilhelm Kube - w NSDAP od 1927 r. próbował połączyć chrześcijaństwo z nazizmem. Usunięty z partii po aferze obyczajowo-korupcyjnej z 1936 r. W lipcu 1941 r. niemiecki zarządca Białorusi, odpowiedzialny za zbrodnie ludobójstwa i zamordowany 22 września 1943 r.), Stöhr (Franz Stöhr - członek NSDAP od 1927 r. Zmarł w 1938 r.). Groch z kapustą. Zgadzamy się ze sobą w stu procentach. Przedstawiam mu (Hitlerowi) swoje wątpliwości w związku ze Straßerami. I wtedy on zwierza mi się ze łzami w oczach ze swoich trosk w tej sprawie. Naprawdę lubię go z całego serca. (...) Pożegnanie! Znowu w tę szarość! "Musi Pan zawsze być przy mnie!". To są jego słowa pożegnania. Wyjął mi je spod serca! (...)
 
 
 
9 MARCA 1927 r.
 
 
Kierownictwo partii i wydawnictwo Eher proponują mi redagowanie "N.S. Monatshefte", które będzie wydawane przez szefa od 1 lipca w Monachium. Z jednej strony bardzo się cieszę, z drugiej potwornie obawiam się intryg, które się z tym będą wiązać.
 
Rodzina Straßerów szaleje. Stopniowo załamują się te ich fatalne marksistowskie wpływy. Schmitz (Paul Schmitz - członek kierownictwa okręgu NSDAP Nadrenia-Północ) z Elberfeldu pisze list, w którym roi się od podejrzeń. Znowu jestem sam. Tylko kochany Schweitzer jest moim dobrym towarzyszem (Hans Herbert Schweitzer - w NSDAP od 1926 r. najsłynniejszy grafik nazistowskich Niemiec i przyjaciel Josepha Goebbelsa). Trzyma mnie tylko przeświadczenie, że Hitler stoi po mojej stronie (Hitler mianował Goebbelsa partyjnym gauleiterem Berlina - 9 listopada 1926 r. Jednak władze niemieckie rozwiązały okręg NSDAP Berlin-Brandenburgia - 5 maja 1927 r. Od tej chwili wszelkie partyjne wystąpienia odbywały się pod fikcyjnymi nazwami najróżniejszych organizacji)  (...)
 
 
 
 
 
CDN.
  

środa, 2 lutego 2022

APOLONIUSZ - POGAŃSKI JEZUS - Cz. IX

KIM BYŁ NAJBARDZIEJ TAJEMNICZY

"RÓWIEŚNIK" JEZUSA?

 



 

ŚWIĄTYNIE APOLONIUSZA z TYANY

Cz. IV





 
 Po opuszczeniu wyspy Lesbos (na której odnowił grób Palamedesa w Metymnie) Apoloniusz wraz z towarzyszącymi mu kompanami, płynął teraz wodami Morza Egejskiego w kierunku Aten. Minęli oni południowy brzeg wyspy Chios, a następnie wpłynęli do przesmyku, który oddzielał od siebie wyspy Andros i Eubeę, wszędzie - pomimo jesiennej pory roku - morze było nadzwyczaj spokojne, co niezwykle dziwiło towarzyszy Apoloniusza. Następnie okręt minął wyspę Keos oraz prawie bezludną małą wyspę Heleny (zakotwiczoną u brzegu Attyki, niczym łódka przy okręcie), zbliżano się ku południowym wybrzeżom Attyki. Pierwsze co ujrzeli towarzysze Apoloniusza, płynąc wzdłuż brzegów tej krainy, to błyszcząca się z oddali białymi kolumnadami, majestatyczna świątynia Posejdona na Przylądku Sunion (najdalej na południe wysunięta ziemia i miasto Attyki). Teraz wpłynięto w Zatokę Sarońską, której pierwszą "bramą" była maleńka wysepka Patrocli Charax, a potem jeszcze mniejsza Elaeussa, aż wreszcie po zachodniej stronie zamajaczyły kontury wyspy Eginy, z widoczną na horyzoncie białą świątynią bogini płodności i urodzaju - Afai (czczonej tylko na samej Eginie). Niegdyś, w czasach przed-rzymskich, Ateny i Egina były wrogimi sobie polis, ale już w V wieku p.n.e. Egineci zostali całkowicie podporządkowani Ateńczykom (potem zaś ta kontrola zelżała). Teraz dawne podziały - jeśli jeszcze istniały - nie miały już takiego znaczenia, gdyż nad wszystkimi owymi krajami Hellady cień swój rzucała nieprzenikniona postać rzymskiej wilczycy. Następnie przed oczyma podróżnych zajaśniał majestatyczny szczyt góry Hymettus, skokami schodzący ku morzu w kierunku miasta Halimus, gdzie nad brzegiem stała sobie, niczym pochodnia dziejów - stara świątynia Apolla. Minąwszy Hymmettus, Apoloniusz i jego towarzysze ujrzeli dolinę Pentelikonu, skąd już było zaledwie parę kroków do Aten. 

Okręt Apoloniusza - minąwszy piaszczysty brzeg Faleronu - wpłynął teraz do portu w Pireusie. Miasto to było głośne i zatłoczone i wydawało się jakoby, przybysz już znalazł się w samych Atenach, ale to był dopiero przedsmak tego, co zaoferować mogło mu jedno z największych miast hellenistycznego świata (opartego wszakże o rzymskie orły). A poza tym Apoloniusz i jego towarzysze trafili wówczas na święto misteriów eleuzyńskich (o których to pisałem tutaj i tutaj). Pojawienie się Apoloniusza (który już wówczas zdobył sobie sporą popularność), spowodowało zgromadzenie u jego boku tłumów Pirejczyków i Ateńczyków, wtajemniczonych w misteria i tych nie wtajemniczonych - w każdym razie ciekawskich pojawienia się człowieka, którego otaczał nimb niezwykłości. Podróżnicy jednak kierowali się w stronę plaży Faleronu, gdyż pora była jeszcze wczesna, a pogada przepiękna. Podziwiano wówczas regularną sieć ulic Pireusu przecinających się pod kątem prostym, a także czystość tego miasta (choć - ze względu na przygotowywanie posiłków na świeżym powietrzu, szczególnie dla przybyłych tam klientów - zapachy też musiały być bardzo różne). Idąc do Faleronu, Apoloniusz i jego towarzysze musieli przejść przez duży, prostokątny, zatopiony w jaworach i białych marmurach świątyń - plac Hippodamosa (przyjaciela Peryklesa i właściwego założyciela Pireusu, choć uważa się że pierwotnym założycielem tego miasta miał być Temistokles). Następnie mijając od południa dawny port wojenny - Ziaję, kierowali się ku świątyni Artemidy, stojącej na niewielkim wzniesieniu w dzielnicy munichijskiej (południowo-wschodnia część Pireusu). Nic nie wiadomo o tym, czy zwiedzono wówczas ów przybytek, wiadomo za to że konsekwentnie podążano ku brzegom piaszczystego Faleronu. Co prawda była jesień, ale nad brzegami Morza Egejskiego, a szczególnie w Attyce jesienna pogoda była równie wyśmienita co letnia. Było bardzo gorąco (jednak dzięki łagodnemu zefirowi - wiejącemu od południowego zachodu, upały nie doskwierały zbytnio mieszkańcom Attyki), nic więc dziwnego że opuszczając Munichię, za cel obrano sobie piaski Faleronu, gdzie można było wypocząć po podróży, delektując się jednocześnie przyjemną kąpielą w morzu (według "Życia Apoloniusza z Tyany" autorstwa Filostratosa, Apoloniusz: "poszedł pospiesznie ze statku do miasta; ale idąc dalej, wpadł na wielu uczniów filozofii w drodze do Faleronu. Niektórzy z nich rozebrali się i cieszyli się upałem, ponieważ jesienią słońce jest gorące nad Ateńczykami, inni studiowali księgi, niektórzy ćwiczyli swoje przemówienia, a inni dyskutowali"). Apoloniusz napotkanych tam ludzi miał pochwalić za studiowanie filozofii w świętym gaju Apollona w Lykeionie (od tej nazwy wzięło się współczesne słowo "liceum". Szkołę filozofii w Lykeionie założył jeszcze Arystoteles, ale równie sławnym - a może nawet sławniejszym - twórcą tej "placówki pod gołym niebem" był jego uczeń - Teofrast, który objął kierownictwo szkoły w 323 r. p.n.e. i sprawował je przez kolejnych prawie pięćdziesiąt lat).

Apoloniusz miał wziąć udział w inicjacji misteriów eleuzyńskich, jednak hierofant (przewodzący misteriom) odmówił mu tego, twierdząc, że Apoloniusz jest czarownikiem (γόης) i szarlatanem, a on nie otworzy rytu eleuzyńskiego ku czci bogini Demeter w obecności człowieka który parał się nieczystymi obrzędami. Misteria te były bowiem dla Greków - a szczególnie Ateńczyków - porównywalne z chrztem, jakiego nad brzegiem rzeki Jordan w Palestynie na osobie Jezusa Chrystusa dokonał Jan Chrzciciel (ponoć miało to miejsce w niedzielę - 13 stycznia 26 r.), dlatego też Apoloniusz pragnął w nich uczestniczyć, a ponieważ hierofant odmówił mu tego przywileju (nie każdy mógł zostać wtajemniczony w misteria), ten rzekł do niego: "Nie wspomniałeś jeszcze o jednym moim przewinieniu, który polega na tym, że posiadam większą niż ty wiedzę o obrzędzie inicjacji, a jednak pomimo tego przyszedłem do ciebie prosząc o inicjację, tak, jakbyś był mądrzejszy ode mnie". Ta odpowiedź spodobała się zebranym tam ludziom i poczęli oni bić brawo Apoloniuszowi za te słowa, a jednocześnie przekonywali hierofanta, by ten ową inicjację przeprowadził. Nie mając innego wyjścia i widząc nieprzychylny sobie tłum, hierofant uległ, lecz od razu dodał, zwracając się do Apoloniusza: "Wtajemniczę cię, skoro już przyszedłeś, mimo że wydaje ci się że jesteś mądrym człowiekiem". Na te słowa Apoloniusz zrezygnował z inicjacji i rzekł: "Zostanę zainicjowany kiedy indziej, a zainicjuje mnie ten oto mąż" - po czym wskazał palcem na stojącego w tłumie mężczyznę, będącego jednym z hierofantów (tak też się stało, cztery lata później - czyli ok. 33 r. - ów mężczyzna dokonał inicjacji Apoloniusza w misteria eleuzyńskie). Potem Apoloniusz wraz ze swymi towarzyszami udał się do Aten (przechodząc wokół ruin dawnych Długich Murów). Wszyscy oni weszli do miasta przez Bramę Itońską do której wiodła droga falerońska (zbudowana już w rzymskich czasach).




Wchodząc do miasta które już wówczas zwano "ogniskiem całej Hellady", oraz "siedzibą mądrości", kontynuował Apoloniusz tutaj swoje nauki, ostro krytykując "zniewieściałość" Ateńczyków okazywaną szczególnie podczas święta Bachanaliów (święto wina, życia i radości - również tej seksualnej - odprawiane ku czci boga Dionizosa), a także ostro potępił walki gladiatorów (będące jeszcze wówczas swoistym novum w Helladzie, ale i tam też coraz bardziej popularne, szczególnie wśród greckiej młodzieży) napominając Hellenów aby ci "nie stawali się Rzymianami". Jako pierwszy wziął jednak za cel odprawianie obrzędów i ceremonii religijnych, gdyż widział że Ateńczycy są "uzależnieni od ofiar". Tak więc na Agorze (choć nie tylko) w podcieniach wzniesionego w V wieku p.n.e. przez Kimona Stoa Poikile z pięknymi freskami na ścianach, przedstawiającymi odwagę Ateńczyków i wielkość Aten - nauczał jak należy oddawać cześć bogom, jak się do nich modlić, jak prosić o łaski, a przede wszystkim Apoloniusz jak należy formułować swoje modlitwy, kierując je do konkretnych bogów. Jednocześnie twierdził że ofiary są potrzebne, ale należy je składać w odpowiednim czasie i dostosować do swojej modlitwy. Jednak kategorycznie sprzeciwiał się składaniu krwawych ofiar na ołtarzach bogów, twierdząc że bogowie nie są demonami i nie potrzebują krwi ofiarnych zwierząt, aby wysłuchać naszych próśb i modlitw. Bogów należy czcić sercem i umysłem a jako ofiary składać na ołtarzach kwiaty, upieczone przez siebie ciasto lub wino. Nauka Apoloniusza z Tyany stała więc w sprzeczności z oskarżeniami jakie wobec niego rzucił ów hierofant, oskarżając go o paranie się nieczystymi obrzędami (a wtajemniczeni w misteria również nie składali krwawych ofiar na ołtarzach, gdyż uważali że jest to właśnie "obrzęd nieczysty" i stanowi dlań przeszkodę na ich dalszej duchowej drodze ku Polom Elizejskim i Wyspom Błogosławionych).

Apoloniusz krytykował też zachowanie Ateńczyków podczas przedstawień teatralnych ku czci Dionizosa organizowanych w miesiącu antesterion (luty-marzec). Sądził bowiem że zebrane tam tłumy, będą słuchać hymnów i rytmicznych kompozycji procesyjnych w ciszy i skupieniu, ale gdy ujrzał jak Ateńczycy zaczęli tańczyć w Odeonie, naśladując wojenny taniec Spartan (a taniec ten w wykonaniu Ateńczyków był niezwykle lubieżny), w takt wykonywanych melodii podczas przedstawienia eposu o Orfeuszu. Wstał wówczas ze swego miejsca i wielce oburzony rzekł: "Nieszczęśni Ateńczycy! Przestańcie tańczyć, niszcząc tym samym reputację swych przodków - zwycięzców spod Salaminy i innych dobrych ludzi, którzy odeszli z tego świata. Gdyby rzeczywiście była to lacedemońska forma tańca, powiedziałbym: "Brawo żołnierze!" Ponieważ jednak jest to taniec miękki i zniewieściały, cóż ja mam rzec Ateńczycy o waszych narodowych trofeach?", i dalej kontynuował: "Pewna kobieta dowodziła statkiem płynąc wraz z Kserksesem z Karii (Apoloniusz miał zapewne na myśli królową Halikarnasu - Artemizję, która brała udział w bitwie pod Salaminą w 480 r. p.n.e., u boku Persów), a wokół niej nie było nic kobiecego, a ona sama nosiła męski strój i zbroję. Teraz, gdy na was patrzę, Ateńczycy, widzę, że jesteście bardziej zniewieściali, niż kobiety z czasów Kserksesa (...) nikt z was nie nosi hełmu, a przebraliście się w kolorowe stroje niczym żeńskie arlekiny". Podobnie postąpił, gdy widział jak Ateńczycy lubowali się w oglądaniu krwawych walk skazywanych na śmierć przestępców, takich jak zabójcy, cudzołożnicy i porywacze. Ci ludzie musieli ze sobą walczyć na rzymski sposób u stóp Akropolu, w Teatrze Dionizosa. Apoloniusz krytykujący zniewieściałość Ateńczyków, jednocześnie pomstował na ich rządzę krwi i śmierci, mówiąc: "Jakże jestem dziw, że wielka bogini nie porzuciła jeszcze Akropolu, gdy pod jej oczyma przelewacie tu tyle krwi" i dodawał, że już wkrótce Ateńczycy podczas procesji panatenajskiej (Wielkie i Małe Panatenaje) na Akropol, nie będą składać w ofierze byka, a ludzi. Wołał też w stronę Dionizosa: "Czy po takim rozlewie krwi, o wielki Dionizosie, wciąż pragniesz jeszcze odwiedzać ten teatr? Nie przychodź tu i pozostań tam, gdzie jesteś, w swym Kitajronie, który jest czystszy od tego plugastwa".




Będąc w Atenach Apoloniusz nie mógł sobie oczywiście odmówić wejścia do ateńskich świątyń na Akropolu, szczególnie zaś do przybytku Dziewiczej Pallady - do Partenonu. O tym jednak jak wyglądały świątynie Akropolu i jak przebiegała dalsza część podróży Apoloniusza po Helladzie (i jakie świątynie tam odwiedził) opowiem w następnej części.  
 
 
 
 CDN.
  

niedziela, 9 stycznia 2022

WIELKA TRWOGA - Cz. V

CZYLI WOJNY GRECKO-PERSKIE,

WIDZIANE OCZYMA

NIE TYLKO ZWYCIĘSKICH

ATEŃCZYKÓW I SPARTAN,

LECZ GŁÓWNIE MIESZKAŃCÓW

ZAGROŻONYCH PRZEZ

PERSÓW GRECKICH WYSP I MIAST



 
 

Ο φόβος των Περσών  

Cz. V


 



 

MIĘDZYWOJNIE

(545-499 p.n.e.)

Cz. II



 
WIĘKSZA SWOBODA HELLENÓW POD PERSKIM PANOWANIEM, WYSYP TYRANÓW I PRÓBA ODBUDOWY ZERWANYCH SZLAKÓW HANDLOWYCH
(545 - 520 p.n.e.)
Cz. I

 
 Lata bezpośrednio po upadku lidyjskiego królestwa Krezusa, nie były dla Greków takie złe i nie doświadczali oni wówczas zbytnio perskiej dominacji. Owszem "Król Królów" - Cyrus Wielki z Pasargadów domagał się corocznych danin i respektowania swojej władzy, ale realnie wpływ Persów na greckie miasta i wyspy w Azji Mniejszej nie był wówczas duży i Hellenowie nie czuli zbytnio nad sobą "medyjskiego bata". Niestety jednak, Grecy nie mogli powiedzieć że żyje im się tak samo, jak wcześniej (czyli przed rokiem 545 p.n.e. upadkiem Lidii i utratą suwerenności na rzecz Persów). Wiele greckich polis znacznie bowiem podupadło, gdyż w wyniku wojen zerwane (lub poszarpane) zostały sieci kontaktów handlowych, szczególnie z takimi krajami jak Cyrenajka, Egipt czy nawet Syria. Co prawda Cyrus otwierał przed wiernymi sobie poddanymi (również Grekami) wielki rynek swojego imperium, ale nie było to jeszcze ani pewne, ani bezpieczne, tym bardziej że wciąż tam toczyły się jakieś wojny lub przemieszczały się wielkie armie (kampania wschodnia Cyrusa z lat 545-540 p.n.e. czy perski podbój Babilonii w 539 r. p.n.e.). Zerwanie szlaków handlowych z Egiptem i Syrią nie nastąpiło od razu, ale po przeoraniu dużej części kontynentu przez armie Cyrusa, nastąpiło to w ciągu kilku następnych lat. Co prawda w Syrii Grecy nigdy nie mieli dobrej pozycji handlowej, a to z powodu silnej konkurencji fenickiej, ale i tutaj założono placówkę handlową w osadzie, którą nazwano Posejdion. Bliskość greckiego Cypru i silna ekonomiczna dominacja Greków w Egipcie stwarzały możliwości utrzymania owej placówki, ale po 545 r. p.n.e. została ona jednak opuszczona. W Egipcie zaś Grecy byli obecni od bardzo dawna, ale ich szczególnie spory napływ nastąpił w latach 90-tych VI wieku p.n.e. Liczna ekspedycja greckich najemników wzięła udział w wyprawie na Nubię, jaką w 593 r. p.n.e. zorganizował faraon Neferibre Psametyk II (na ścianach świątyni w Abu Simbel zachowały się nawet imiona niektórych z owych Greków, jak np.: Arkon i Pyton synowie Amoibikosa, Pelekos "Topór" syn Eudamosa, Anaksanor z Jalysos, czy Psametyk syn Teoklesa), następnie spora ich część osiedliła się w Egipcie nie budząc jednak sympatii wśród Egipcjan. Ponieważ Egipcjanie uważali Greków za barbarzyńców, okazywali im nieustanną wzgardę (nie chcieli nawet w ich obecności spożywać posiłków), a ponieważ były to czasy wielkiego rozwoju ekonomicznego Egiptu i saickiego renesansu kulturalnego (odrodzenia narodowego Egipcjan po dekadach nubijskiej, libijskiej i asyryjskiej niewoli), przeto obcy byli traktowani z niechęcią i z obawą (Egipcjanie wreszcie chcieli poczuć, że są panami własnej ziemi i odkrywając dawne tradycje wyrabiali przekonanie o swym szczególnym znaczeniu dla cywilizacji).

Mniej więcej w tym samym czasie co w Egipcie (druga połowa VII wieku p.n.e.) osiedlili się Grecy również w Cyrenajce (Cyrenie), a pierwszym greckim władcą tej krainy był niejaki Battus syn Polinestosa z Thery (jego rządy rozpoczęły się ok. 630 r. p.n.e.). Jednocześnie w Cyrenajce panowała rodzima dynastia miejscowych królów, ale przez pierwsze kilkadziesiąt lat udawało się utrzymać wzajemną równowagę i pokój pomiędzy nimi. Problem zaczął się ok. 570 r. p.n.e. i związany był ze zwiększoną migracją Greków do Cyreny. Wówczas to rodzimy władca Cyrenajki - Adikran, poprosił faraona Haaibre Apriesa o pomoc i wyparcie z jego ziemi greckich najeźdźców (Grecy bardzo szybko zdominowali lokalny handel, doprowadzając miejscowych, libijskich autochtonów do skrajnej nędzy). Apries sam miał u siebie w kraju sporą liczbę greckich kolonistów na których jednak zarabiał, więc nie zamierzał się ich pozbywać. Służyli oni również w jego armii i stanowili jej fundamentalną część. Nie mógł więc wysłać tych żołnierzy do Cyreny, bo przeszliby oni na stronę tamtych Greków, mógł zatem odmówić pomocy, ale jednak przeważyła w nim chęć roztoczenia swych wpływów na całą Libię, która po wyparciu stamtąd Greków, znalazłaby się w centrum dominacji Egiptu. Ponieważ jednak wojsko egipskie było potrzebne w kraju (w końcu Babilończycy w 573 r. p.n.e. po trzynastu latach zaciekłego oporu zdobyli Tyr, wspierany z morza przez Apriesa i już na dworze Nabuchodonozora II mówiło się głośno o zbrojnej wyprawie na Egipt do której doszło ostatecznie w 568 r. p.n.e.), dlatego też nie można było dopuścić do osłabienia obrony granicy na Synaju. Faraon postanowił więc wysłać na pomoc Adikranowi najemników libijskich (którzy również służyli w jego armii). Sądził że te wojska poradzą sobie z Grekami w obronie rodzimej ziemi, ale się przeliczył. Libijczycy byli dobrymi żołnierzami, ale w starciu ze zdyscyplinowaną grecką falangą byli bez szans. Dlatego też zostali rozbici i zmuszeni do ucieczki. Klęska oddziałów libijskich w Cyrenajce odbiła się szerokim echem wśród ich pobratymców w Egipcie (w obozach w których ci stacjonowali). Oskarżyli oni Apriesa że posłał zbyt małe siły, które łatwo można było pokonać i wszczęli przeciw niemu bunt. Faraon wysłał na nich swego wodza Ahmose z rozkazem radykalnego stłumienia tych rozruchów. Jednak gdy Ahmose przybył na miejsce, okazało się że Libijczycy nie są do niego wrogo nastawieni, a wręcz przeciwnie, postanowili obrać go nowym królem Egiptu. Tak się też stało i Chnumibre Ahmose Sineith II wystąpił teraz przeciw Apriesowi (którego wsparli egipscy Grecy). Wojska egipskie i libijskie zamknęły Greków w twierdzy w Memfis. Zagrożony Apries wezwał na pomoc Nabuchodonozora II, ale babilońska odsiecz nie przybyła na czas i wiosną 569 r. p.n.e. Memfis musiało się poddać, a Apries został zaduszony (choć Ahmose udawał że nie ma z tym nic wspólnego i nawet urządził mu wspaniały pogrzeb w Sais). Nowy władca postanowił też rozwiązać problem Greków w Egipcie, którzy dotąd byli rozsiani po wielu miastach i osadach. Teraz zamierzał zebrać ich razem i osiedlić w jednym miejscu, a do tego celu wybrał port rzeczny w Naukratis na zachodniej odnodze Nilu, położony w połowie drogi między Memfis a wybrzeżem. Tam też nadał im autonomię (czyniąc z osady greckie emporium, nadał prawo wyznawania własnej religii oraz przyznał ulgi podatkowe). Wkrótce potem Naukratis stało się kwitnącym greckim miastem na egipskiej ziemi.

W tym okresie kontakty Greków małoazjatyckich z Naukratis również znacznie osłabły. Był to czas, gdy Grecy z kontynentu i znad Morza Egejskiego skupiali się głównie na sobie, a do tego dochodziła jeszcze perska polityka, wspierania tyranii w poszczególnych miastach i na wyspach. Persowie wychodzili bowiem ze skądinąd słusznego założenia, że łatwiej im będzie kontrolować jednego człowieka niż grupę możnych, dlatego też miejscowe oligarchie zastępowali oni wspieranymi przez siebie, ambitnymi jednostkami, które w takiej lub innej formie godziły się na utrzymanie perskiej kontroli nad swymi ziemiami. Jednym z pierwszych greckich tyranów, którzy zdobyli władzę przy poparciu "Króla Królów" (ale nie przy jego militarnej pomocy), był niejaki Lygdamis z Naksos. Ok. 545 r. p.n.e. zorganizował on na wyspie rewoltę ludności przeciw rządom oligarchów, obalił ich i sam przejął władzę jako tyran (wówczas to określenie nie miało jeszcze pejoratywnego znaczenia, a było raczej odpowiednikiem kogoś w rodzaju dzisiejszego prezydenta). Zyskał on akceptację Cyrusa i sam też postanowił wesprzeć sobie podobnych w innych greckich polis. W 539 r. p.n.e. wsparł on wojskiem oraz srebrem przybywającego do Attyki z obozu w Rajkelos (wówczas było to już spore miasto) leżące nad Zatoką Termajską - Pizystrata z Aten. Ten wygnany tyran, po raz pierwszy zdobył władzę w Atenach w 561 r. p.n.e. Ateny od swych początków były bowiem rządzone przez królów. Gdy ok. 1070 r. p.n.e. Dorowie poczęli oblegać Ateny (wcześniej zdobywszy Korynt i Megarę), królem tego miasta był wówczas niejaki Kodros. Ponoć Dorowie aby zdobyć miasto, zasięgnęli rady wyroczni delfickiej, a ta odpowiedziała że zdobędą Ateny, jeśli nie zabiją ich króla. Wydano więc rozkazy, aby oszczędzić Kodrosa, ale ten również dowiedział się o wyroku Apolla (za sprawą ateńskiego proksenosa - Kleomantysa z Delf) i postanowił poświęcić się dla ojczyzny. Wyszedł za mury w przebraniu żebraka i wdał się w sprzeczkę z dwoma doryjskimi żołnierzami, jednego z nich zabił ciosem motyki ale potem sam zginął. Gdy ateńskie poselstwo udało się do obozu Dorów, prosząc o wydanie ciała ich króla, tamci osłupieli, lecz gdy wyjawiono im co nastąpiło, wydali ciało Kodrosa i zwątpiwszy w dalsze wojenne powodzenie, zwinęli obóz i zawrócili. Tak oto Ateny i Attyka nigdy nie znalazły się pod dominacją Dorów.


ATENY W CZASACH SOLONA I PIZYSTRATA



Właśnie około tego roku (1070 p.n.e.) zniesiono w Atenach monarchię (uznano bowiem że nikt inny po Kodrosie nie jest już godzien nosić tytułu królewskiego) ale dynastia panująca przetrwała, tyle że teraz synowie Kodrosa i ich potomkowie określani byli mianem archontów i swój urząd również pełnili dożywotnio oraz dziedzicznie. Odtąd wyznaczano (z reguły dokonywali tego pełniący wcześniej te funkcje archontowie ofiarowując je swym potomkom) trzech archontów i jednego sędziego. Najważniejszym był archont basileus (sprawujący dawne królewskie funkcje w odniesieniu do bogów), drugim był archont polemarchos - stojący na czele wojska, a ostatnim archont eponymos - zarządzający miastem. Wszyscy oni wybierani byli spośród synów Kodrosa a potem ich kolejnych następców. W 753 r. p.n.e. (gdy nad Tybrem dwaj bracia: Romulus i Remus zakładali nową latyńską osadę, która to otrzymała nazwę Rzym) po śmierci archonta Alkmeona, zniesiono dożywotni archontat i ograniczono jego trwanie do lat dziesięciu. Siedemdziesiąt lat później (683 r. p.n.e.) archontat skrócono już tylko do jednego roku i od tej daty można mówić o całkowitej dominacji ateńskich oligarchów (Eupatrydów - co znaczy "dobrze urodzonych") na życie polityczne tego miasta (choć ona była widoczna także i już wcześniej). Podważyć ich władzę starał się w 632 r. p.n.e. niejaki Kylon (był on zwycięzcą Igrzysk Olimpijskich z 640 r. p.n.e. w biegu na 400 metrów). Żonaty z córką tyrana Megary - Teagenesa, również postanowił zostać tyranem i na czele swoich zwolenników w rocznicę zwycięstwa w Igrzyskach Olimpijskich zajął Akropol. Nie uzyskał jednak ani poparcia ludu, ani pomocy swego teścia i zmuszony został do kapitulacji (nie on sam, lecz jego zwolennicy, gdyż Kylon pod osłoną nocy zbiegł z Akropolu i wszelki ślad po nim zaginął). Buntownicy zgodzili się poddać w zamian za darowanie im życia i uczciwy proces a Eupatrydzi (konkretnie zaś ród Alkmeonidów ustami swego przedstawiciela - Megaklesa) im to obiecali. Kylonowcy jednak nie ufali Eupatrydom (i wice wersa, wcześniej bowiem, bo w 657 r. p.n.e. w Koryncie władzę przejął niejaki Kypselos i brutalnie rozprawił się on z rządzącymi Koryntem oligarchami, dlatego też Eupatrydzi wiedzieli dobrze co ich czeka, jeśli przegrają) i postanowili kłąb wełny przywiązać do ołtarza Pallas-Ateny przy którym Alkmeonidzi zagwarantowali im bezpieczeństwo jeśli się poddadzą - i tak szli jeden za drugim, trzymając się owej nici. Jednak, gdy mijali Areopag i podeszli do jaskini Erynii - nić ta pękła. Widząc to, Megakles zakrzyknął: "Bogini im już nie sprzyja, bierzcie ich!". Szybko ich pochwycono i wyprowadzono poza mury, gdzie większość ukamienowano (ocalono tylko tych, którzy haniebnie błagali o ratunek swe żony, które zakładały im na głowy swe chusty - co uznano za niemęskie). Niestety, lud uznał że w tym przypadku to Alkmeonidzi dopuścili się krzywoprzysięstwa, a co za tym idzie, złamali słowo dane bogom. "Są przeklęci!" - wykrzykiwano, "Wygnać ich, natychmiast!". Za Alkmeonidami nie wstawił się nikt spośród Eupatrydów i postanowiono wypędzić ich z miasta (wykopano nawet szczątki dawnych przedstawicieli tego rodu i wywieziono poza granice Aten). Tym samym w serca Alkmeonidów wlali Ateńczycy nienawiść i chęć pomszczenia własnej krzywdy i wydawało się, że tak się stanie, gdy trzy dekady później na miasto spadła zaraza (ok. 600 r. p.n.e.). Wysłani do Delf posłowie, usłyszeli od pytii słowa: "Oczyśćcie miasto!". Zdziwiono się bardzo, gdyż uznano, że to się już stało poprzez wcześniejsze wygnanie "przeklętego rodu" i dlatego nie wiedziano jak jeszcze inaczej można miasto oczyścić.

Ostatecznie postanowiono odnaleźć męża, który mając błogosławieństwo bogów, zdoła zdjąć z miasta ciężar grzechu i je odnowić, a za radą pewnego starca o imieniu Nikiasz, postanowiono udać się na Kretę, gdzie żył niejaki Epimenides. O tym człeku było głośno, gdy zaczęto powtarzać legendę iż pewnego razu pasł on wraz z młodszym bratem stado swego ojca, ale znużony poszedł do pobliskiej jaskini i w niej zasnął. Gdy się zbudził, stada już nie było, ani też jego brata. Udał się więc do rodzinnego domu, gdzie zastał jakiegoś starca. Okazało się, że owym starcem jest jego młodszy brat, a on sam spał lat pięćdziesiąt (słyszałem o takim przypadku, gdy pewien mężczyzna spacerując po lesie - a było to w Polsce w latach 80-tych XX wieku, czyli w przaśnej komunie i jaruzelskiej zgniliźnie - schronił się przed deszczem do jaskini i tam zasnął. Gdy się zbudził, okazało się że wszystko jest zupełnie inne niż wcześniej, ludzie, pojazdy, budynki, nic nie przypominało tego, co on sam pamiętał. Okazało się bowiem, że cofnął się do początku lat 30-tych XX wieku. Nie mógł w to uwierzyć i starał się powrócić do swoich czasów, zasypiając w tej samej jaskini - nadaremnie, wciąż był w tamtej epoce. Wreszcie to zaakceptował i zaczął sobie tam jakoś układać życie. Znalazł pracę jako mechanik samochodowy, a ponieważ znał się na mechanice to ówczesne pojazdy nie były dla niego niczym szczególnym i szybko wyrobił sobie opinię bardzo dobrego fachowca, a co za tym idzie dobrze zarabiał. Poznał tam też dziewczynę z którą się ożenił i mieli dzieci. Ponieważ jednak pochodził z przyszłości, wiedział co nastąpi i przed wrześniem 1939 r. dobrze się przygotował, choć nie wyjechał z Polski. Znając fakty historyczne, przetrwał wraz z rodziną II Wojnę Światową i gdy zaczął się okres powojenny, on wówczas zauważył że... przypomina własnego dziadka, zaś jego żona jest jego babcią. Synek, który im się narodził, to w przyszłości był zaś jego ojciec. Tak to wyglądało według tej opowieści). Tak więc gdy sprowadzono do Aten starca Epimenidesa, ten stwierdził że bóg nie pragnie odwetu lecz przebaczenia i że Alkmeonidzi dość się już nacierpieli i powinni powrócić do miasta. Radził także Ateńczykom przy skale Areopagu zgromadzić stado czarnych i białych jagniąt, a one miały wziąć na siebie grzechy mieszkańców miasta. Ateńczykom nie wolno było ich jednak zabić i mogły się rozejść w swoje strony. Tam zaś, gdzie padły można było złożyć je na ofiarę bogu. Na pytanie jednak któremu bogu mają poświęcić mięso tych jagniąt, odpowiedź padła: "Ofiarujcie je bogu nieznanemu!". Gdy w 650 lat później do Aten udał się Paweł z Tarsu aby głosić Dobrą Nowinę, przystanął przed ołtarzem "Boga Nieznanego" i rzekł do Ateńczyków: "Widzę, Ateńczycy, że jesteście szczególnie pobożni, bowiem czcicie Boga którego śmierć i Zmartwychwstanie ja wam dopiero zwiastuję".


ATENY W CZASACH PERYKLESA I W IV WIEKU P.N.E.



Pierwsze prawa wprowadził w Atenach niejaki Drakon, a było to ok. 624 r. p.n.e. Wprowadził on bardzo srogie kary (za większość przestępstw lub wykroczeń groziła kara śmierci, oślepienia, ucięcia dłoni lub innego ćwiartowania ciała) stąd jego reformy przeszły do historii pod nazwą "drakońskich" (mówiło się że swoje prawa pisał on krwią). Zlikwidował jednak prawo zemsty rodowej, choć nie poprawiło to wcale położenia najuboższych Ateńczyków. Trzydzieści lat później na arenie dziejów pojawił się Solon prawodawca. Ateny były wówczas rządzone przez kilka arystokratycznych rodów, dzierżących w swych rękach najlepsze ziemie w Attyce. Jednocześnie Ateny nie mogły się rozwijać w stronę handlu morskiego, gdyż przeszkadzała temu Megara, kontrolując wyspę Salaminę (jakikolwiek okręt wypływający z piaszczystego ateńskiego portu w Faleronie, był więc natychmiast blokowany od strony wyspy). Ponieważ Ateny prowadziły z Megarą już dwie wojny o Salaminę i obie przegrały, przeto postanowiono obywatelom zakazać nawoływania do kolejnej wyprawy wojennej i to pod groźbą śmierci. Solon widząc że Ateńczycy "duszą się" w Attyce i potrzebują morza aby rozwinąć swe skrzydła (i przestawić się z rolnictwa na handel), jako pierwszą zdobyć muszą właśnie Salaminę - ale znając prawo, wiedział że nie może tego ot tak po prostu powiedzieć. Postanowił przeto udać szaleńca i w kapeluszu podróżnym oraz płaszczu stanął na środku Agory i począł cytować napisany przez siebie wiersz "Salamina" (potem wiersza tego uczono w ateńskich szkołach), mówiąc że stamtąd właśnie pochodzi. Twierdził w nim, że wyspa pragnie znaleźć się pod ateńskim władztwem i że Megaryjczycy tylko niszczą wszelką wolność. Wzbudził tym taką sensację i spowodował taki przypływ uczuć patriotycznych, że Ateńczycy wymusili na archontach zmianę prawa i postanowiono spróbować szczęścia w trzeciej wojnie z Megarą. Na dowódcę wyprawy, wybrano właśnie Solona. Ten zaś popłynął do przylądka Kolias (północno-zachodnie wybrzeże Attyki) i zastawszy tam kobiety przy składaniu ofiary na cześć Demeter, posłał swojego człowieka na Salaminę, a ten miał przekonać Megarejczyków, że jeśli chcą pojmać możne ateńskie niewiasty, to powinni płynąć do Kolias. Megarejczycy wysłali tam okręt, a w tym właśnie czasie Solon polecił kobietom oddalić się, zaś swoich ludzi (bez zarostu) przebrał w kobiece suknie i mieli tam tańczyć dopóty, dopóki Megarejczycy nie zejdą z okrętu w celu ich uprowadzenia. Gdy tak się stało, najpierw Ateńczycy opanowali okręt, a potem, gdy Megarejczycy podeszli do owych "kobiet", ci wyciągnęli miecze i wszystkich wybili. Następnie na pokładzie megaryjskiego trzydzistowiosłowca i mnóstwa ateńskich łodzi, popłynął Solon na Salaminę i zdobył to miasto. Jednak w pozostałej części wyspy dominowali Megarejczycy, którzy nie zamierzali się poddać, a dodatkowo z Megary już płynęła dla nich odsiecz. Gdy megaryjska odsiecz wysadziła swój desant na przylądku skiradyjskim na Salaminie, Solon kazał swoim ludziom ukryć się w zaroślach i z zaskoczenia uderzył na Megarejczyków. Bitwa ta została wygrana przez Ateńczyków a ci spośród Megarejczyków, którzy nie zginęli w walce i dostali się do niewoli, zostali z niej wpuszczeni na wolność (wszakże pod warunkiem nieuczestniczenia w dalszej walce z Atenami). Wreszcie Megarejczycy, nie mogąc odzyskać miasta Salaminy (choć utrzymali się w zachodniej części wyspy) poprosili Lacedemończyków o wyrok rozejmowy do kogo owa wyspa powinna należeć. Ostatecznie pięciu sędziów ze Sparty (Krytolaidas, Amomfaretos, Hypsychidas, Anaksylas i Kleomenes) wydało wyrok - Salamina powinna należeć do Aten. Sędziowie wzięli pod uwagę szereg argumentów, ale Ateńczycy mieli ich znacznie więcej niż mieszkańcy Megary (za Atenami przemawiał fakt, iż ponoć synowie Ajasa, syna Telamona - króla Salaminy: Filajos i Eurysakes nabyli obywatelstwo ateńskie, oraz że, jak twierdził Homer, Ajas ustawił swoje oddziały tuż przy wojskach ateńskich podczas Wojny Trojańskiej). Wyspa została więc przyznana Atenom (ok. 597 r. p.n.e.).

Wkrótce potem jednak doszło do ostrego konfliktu w Atenach, pomiędzy przywróconymi do miasta "wyklętymi" Alkmeonidami, a potomkami tych, którzy zostali ukamienowani przez zdradę Megaklesa. Jedni i drudzy zamierzali spór ten rozwiązać orężnie, zaś potomkowie Kylonowców otwarcie twierdzili że zamierzają wymordować wszystkich Alkmeonidów. Rozruchy te wykorzystali Megarejczycy, którym udało się znów zdobyć Salaminę (ok. 595 r. p.n.e.), długo jednak nie utrzymali się w mieście i wkrótce potem Ateńczycy ponownie ich stamtąd wyparli (ok. 594 r. p.n.e.). W tymże roku Solon wybrany został archontem i przeprowadził gruntowaną reformę państwa, gdyż nagromadziło się w nim zbyt wiele nieprawości, a najubożsi Ateńczycy, tracąc swoją ojcowiznę pod zastaw pożyczek ofiarowanych im przez możnych, często nie mogąc spłacić ich w terminie, nie tylko tracili swe ziemie i domy, ale również żony i dzieci a również i sami popadali w niewolę. Solon przywrócił wolność chłopom i skasował długi zaciągnięte pod zastaw ziemi, wyzwalając tych, którzy z tego powodu trafili do niewoli. Złagodził prawa Drakona, utrzymując je w mocy jedynie co do najpoważniejszych przestępstw, głównie o zabójstwo, resztę znacznie łagodząc. Wprowadził też podział obywateli na 4 klasy społeczne (fyle), od najbogatszych (posiadających najwięcej ziemi) do najbiedniejszych (wcześniej bowiem Ateńczycy dzielili się na trzy fyle, Solon dodał do tego jeszcze pierwszą klasę). 1 klasę stanowili teraz pentakosiomedimnoi (uzyskujący ponad 500 miar zboża rocznie); 2 klasą byli "rycerze" czyli hippeis posiadający 300 do 500 miar zboża; 3 klasa to hoplici - zeugitai, mający 200 do 300 miar zboża; a 4 klasa to thetes - czyli wyrobnicy. Nie zmieniło to wcale wszechwładzy możnych, ale jednak nieco ulżyło najbiedniejszym. Wciąż bowiem na archontów miano wybierać jedynie tych najbogatszych z pierwszej klasy, ale na pozostałe urzędy mogli już kandydować obywatele trzech pierwszych klas. Przedstawiciele klasy czwartej mieli prawo uczestnictwa w Zgromadzeniu Ludowym i mogli wybierać swoich przedstawicieli do Rady Czterystu (złożonej ze stu wybrańców każdej z czterech klas), ale sami kandydować nie mogli, a jedynie wybierać swoich przedstawicieli spośród obywateli z najwyższej, czyli pierwszej klasy (Rada Czterystu zajmowała się przygotowywaniem wszystkich spraw przedstawianych następnie pod obrady Zgromadzenia Ludowego). Powołał również Solon Sąd Ludowy (heliaia) złożony z sędziów przysięgłych, wybieranych spośród przedstawicieli wszystkich czterech klas. Nad całością zaś nadzór ogólny sprawował Areopag złożony już wówczas z dziewięciu wybieralnych archontów. Po raz pierwszy też prawa zostały spisane (wcześniej obowiązywały bowiem prawa niepisane, przekazywane jedynie z formie tradycji ustnej) na drewnianych tablicach (pryzmatach) i wystawione na widok publiczny na Akropolu oraz na Agorze (594 r. p.n.e.), aby wszyscy Ateńczycy mogli się z nimi zapoznać ("wszyscy" w cudzysłowie, bowiem ogromna większość obywateli, jakieś 80 może nawet 90 proc. ludności nie umiała wówczas ani czytać ani pisać. Zmieniło się to dopiero w V wieku p.n.e. za czasów Peryklesa, gdy proporcja piśmiennych do niepiśmiennych odwróciła się diametralnie i wynosiła teraz 90:10 proc. i bardzo rzadko można było znaleźć kogoś, kto nie potrafi pisać, zaś pisarze publiczni przestali mieć dochodowe zajęcie). Spisane prawa Solona obowiązywały w Atenach bardzo długo, i pierwsza ich kodyfikacja nastąpiła dopiero w 410 r. p.n.e. oraz latach następnych, czyli już po upadku oligarchicznego rządu Pejsandrosa i przywróceniu demokracji.




Reformy Solona nie spotkały się jednak początkowo z zadowoleniem, gdyż każda z grup czuła się tu pokrzywdzona. Najbogatsi mieli do niego żal, że odebrał im niewolników, których pozyskali za długi. Rycerze i hoplici liczyli że ogłosi się tyranem i na nich to właśnie oprze swe rządy, zaś najbiedniejsi czuli się rozczarowani że nie został przeprowadzony podział gruntów i możni wciąż posiadali prawie całą ziemię w kraju. Solon po zakończeniu swej kadencji na urzędzie archonta, pożegnał swych współobywateli, wsiadł na okręt i odpłynął w obce kraje, wcześniej przyjmując przysięgę że Ateńczycy do jego powrotu niczego nie zmienią w nadanych prawach. Ustrój polityczny Aten po reformach Solona nie był już co prawda ustrojem oligarchicznym, ale nie można go też nazwać demokracją, była to raczej klasyczna plutokracja, czyli rządy najbogatszych. Można jeszcze dodać, że za czasów Solona ograniczono wysokość posagów małżeńskich, zabroniono źle mówić o zmarłych, a żywych znieważać przy świątyniach, sądach, urzędach i na igrzyskach (karą za to wykroczenie było pięć drachm - trzy dla obrażonego i dwa na skarb państwa). Ograniczył też Solon wyjścia kobiet z domów aby zapobiec rozwiązłości i zabronił im stroić się w kolorowe suknie, aby tym nie przyciągały męskich spojrzeń. Wprowadził też obowiązek pracy i kazał Radzie Areopagu sprawdzić, kto pobiera środki do życia nie pracując i jeśli nie było ku temu widocznych powodów, tacy mieli teraz być surowo karani. Solon wyjechawszy z kraju, udał się najpierw do Egiptu (gdzie miał toczyć długie dysputy z kapłanami: Psenopisem z Heliopolis i Sonchisem z Sais i od nich też miał usłyszeć informacje o zatopionym przed wiekami tajemniczym lądzie - Atlantydzie). Potem popłynął na Cypr. Następnie dotarł do Lidii, na dwór króla Alyattesa, ojca Krezusa, gdzie też mieszkał przez dłuższy czas. Do ojczyzny powrócił już jako starzec (w czasie pełnienia swego archontatu miał bowiem lat czterdzieści), a było to w latach 60-tych VI wieku p.n.e. Przez ten czas Ateńczycy nie zmienili jego praw, ale nie poprawiło to wcale zaufania między współobywatelami i wszyscy oczekiwali jakiejś zmiany. Wytworzyły się wówczas trzy "partie": na czele najbogatszych obywateli z "Równiny" stał niejaki Likurg z Eupatrydów, tymi z "Wybrzeża" przewodził Megakles z rodu Alkmeonidów (potomek tamtego Megaklesa, przez którego ród ten został wygnany z Aten), zaś przywódcą najbiedniejszych Ateńczyków - "Górali" został Pizystrat. I tutaj dochodzimy właśnie do postaci Pizystrata, który był ponoć młodym i chętnym do pomocy najbiedniejszym, pełnym zapału człowiekiem. Solon często z nim rozmawiał i dostrzegał w tym człowieku ogromną ambicję oraz niepochamowaną chęć władzy (ponoć wspominał o tym w rozmowie z Tespisem - pierwszym ateńskim tragikiem).

Pewnego razu Pizystrat zjawił się na Agorze cały zbroczony krwią, twierdząc że oto uniknął właśnie śmierci z rąk swych wrogów - Alkmeonidów i innych Eupatrydów z "Równiny". Lud się nad nim litował i wzburzał na tych, co go tak poranili, ale w pewnym momencie do Pizystrata podszedł stary Solon, podtrzymując się o lasce. Podszedł bliżej i rzekł do niego: "Nieładnie, synu Hipokratesa, grasz rolę homerowego Odysa. Robisz to oszukując obywateli, podczas gdy tamten tymi sztuczkami raniąc siebie zwodził nieprzyjaciela". Zwołano Zgromadzenie Ludowe, na którym Aryston - stronnik Pizystrata, postawił wniosek, aby przydzielić mu do ochrony 50 ludzi z maczugami jako straż przyboczną. Solon ostro się temu sprzeciwił, mówiąc: "Patrzcie na język, na słowa człowieka, co wam schlebia! Każdy z was krocząc za nim kroczy w ślady lisa! Wszyscy wy macie głupi w głowie mózg". Twierdził też, że Pizystrat jest mądrzejszy i dzielniejszy od wszystkich tu zgromadzonych - mądrzejszy, bo rozumie co się dzieje, a odważniejszy, bo wszyscy inni są tchórzami, obawiającymi sprzeciwić się przyszłej tyranii. Lud jednak przegłosował wszystko, co zaproponował Aryston, twierdząc że jak pięćdziesięciu ludzi będzie mało, to dodadzą mu do ochrony kolejnych pięćdziesięciu lub więcej. Solon opuścił Zgromadzenie nie mogąc nadziwić się nad głupotą współobywateli, a w międzyczasie Megakles i Likurg - widząc co się dzieje - postanowili ze swymi stronnikami uciec z miasta. Solonowi również doradzano, aby uciekał, ale on stwierdził że dość się już najeździł po obcych krajach i życie swe chce zakończyć w ojczyźnie. Jednocześnie wciąż krytykował Ateńczyków za ich głupotę mówiąc im: "Jeśli doznacie smutków, to przez własną głupotę! Nie mówcie, że to winien bogów gniew! Sami ich uzbroiliście dając im broń przeciw sobie,. I przez to będziecie mieli ciężki, niewolniczy los". Solon nie obawiał się zemsty Pizystrata i jego stronników, a gdy pytano go skąd czerpie odwagę, odpowiadał: "ze starości!". Tymczasem Pizystrat objąwszy teraz władzę jako tyran (ok. 561 r. p.n.e.) starał się rządzić sprawiedliwie. O Solonie wypowiadał się tylko pochlebnie, często zapraszając go do siebie i okazując szacunek jego siwej głowie. Przestrzegał też wszystkich praw wprowadzonych przez Solona i nawet gdy został oskarżony o morderstwo, zjawił się osobiście przed Areopagiem, ale sprawa się nie odbyła, gdyż... oskarżyciel nie dotarł obawiając się zemsty Pizystrata. Solon zmarł około 560 r. p.n.e. za archontatu Hegestratosa (560/559 r. p.n.e.) w wieku 75 lat, zaś Pizystrat władał Atenami zaledwie przez lat pięć (561-556 r. p.n.e.), gdy Megakles i Likurg połączyli siły i wspólnie obalili tyrana. Szybko jednak owi "wspólnicy" wzajemnie się pokłócili i Pizystrat zawarł układ z Megaklesem, który umożliwił mu dostanie się do miasta. Powrót Pizystrata był wspaniały, wjechał on bowiem w mury miasta na wozie, na którym stała wysoka kobieta przebrana za boginię Atenę (551 r. p.n.e.). Teraz Pizystrat wraz z Megaklesem rządzili wspólnie, a ten pierwszy poślubił nawet córkę drugiego, lecz aby nie krzywdzić swoich dzieci z pierwszego małżeństwa, nie chciał z nią mieć potomstwa, co ponownie poróżniło Megaklesa z Pizystratem. I znów wspólnie z Likurgiem zmusił on Pizystrata do ucieczki z Aten po zaledwie dwóch latach rządów (ok. 549 r. p.n.e.).




Zbiegły Pizystrat udał się najpierw do Macedonii, a następnie do Tracji, gdzie w Rajkelos założył obóz dla swoich zwolenników. Tam, nad Zatoką Termajską szkolił się i przygotowywał do zbrojnego najazdu na Attykę i odzyskania władzy. Sposobność do tego pojawiła się dopiero po dekadzie, gdy tyran Naksos - Lygdamis obiecał mu swoją pomoc i przysłał pieniądze oraz sam stanął na czele wojska, które wylądowało w Attyce w rejonie Maratonu. Wojska Eupatrydów ruszyły przeciw najeźdźcom, jednak w bitwie pod Pallene poniosły klęskę, a Pizystrat zdobył zamieniony w twierdzę Akropol (539 r. p.n.e.). Tak oto rozpoczęła się dwunastoletnia tyrania Pizystrata w Atenach, która na dobrą sprawę była korzystna dla miasta i jego obywateli. Pizystrat szczególnie wspomagał najuboższych i gdy widział że gospodarstwo jakiegoś obywatela uległo zniszczeniu lub ten popadł w kłopoty nie z własnej woli i nie mógł sprzedać swych plonów, pożyczał mu pieniądze i godził się, aby ten oddał mu je dopiero wtedy, gdy ponownie zacznie zarabiać. Powołał też "sądy wędrowne" dla mieszkańców wsi, aby ci specjalnie nie musieli w sprawach sądowych porzucać pracy i specjalnie udawać się do miasta. W Atenach postawił wodociąg (który służył mieszkańcom... siedemset lat). Rozbudował sieć dróg w Attyce, łącząc poszczególne miasta z Atenami. Zbudował też kilka świątyń, np. nową Świątynię bogini Demeter w Eleuzis (na potrzeby misteriów eleuzyńskich o których trochę już kiedyś pisałem), Świątynię Ateny-Pallady na Akropolu (stojącą w pobliżu jego pałacu) ozdobił kolumnami i rzeźbami tejże bogini. W 538 r. p.n.e. prowadził święto Panatenajów na cześć Ateny (Wielkie Panatenaje z uroczystą procesją na Akropol obchodzono co cztery lata, Małe zaś co rok). W 534 r. p.n.e. ustanowił też święto ku czci boga Dionizjosa - czyli Wielkie Dionizje, ukochane święto rolników, podczas którego wino lało się strumieniami. Pizystrat polecił też spisać księgi homerowe w jedną spójną całość, tak, aby nie stanowiły kilkudziesięciu rozproszonych tekstów. Wzniósł także piękną świątynię Apollonowi na Delos (ponieważ wyrocznia w Delfach nie była mu przychylna), z której to wyspy pragnął uczynić duchowe centrum Attyki i związku państw skupionych wokół Aten, który to związek zamierzał stworzyć, aby uczynić z Aten pierwszą potęgę w greckim świeci (był więc prekursorem późniejszego Związku Morskiego). Innymi słowy, Ateńczykom pod rządami Pizystrata żyło się znacznie lepiej niż wcześniej, w czasach plutokracji stworzonej przez Solona, a wielu starych obywateli, po demokratycznym przewrocie Efialtesa i Peryklesa z 462 r. p.n.e., którzy zapewniani byli że teraz to obywateli czeka wolność i złoty wiek, odpowiadali: "Myśmy swój złoty wiek już mieli za Pizystrata". Oczywiście Pizystrat władzę swą przejął bez poparcia Persów, ale w omawianym okresie byli i inni tyrani, którzy takie poparcie zyskali - o nich to opowiem w kolejnej części.   



 
 CDN.