Łączna liczba wyświetleń

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą MITTELEUROPA. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą MITTELEUROPA. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 16 marca 2025

WOKÓŁ AKTU 5 LISTOPADA - Cz. IV

CZYLI JAK NIEMCY CHCIELI SOBIE 
STWORZYĆ "SWOJĄ" POLSKĘ?





RZECZYWISTOŚCI
KRÓLESTWA POLSKIEGO 
PIERWSZE LATA
"ALEKSANDER BŁOGOSŁAWIONY"
(1815-1820)
Cz. III






DZIECI ROKU 1812 
Cz. III



"NA TRONIE ALEKSANDER! 
RĘKA BOŻA JEST Z NAMI.
ON BĘDZIE NOWYM PIOTREM"

ALEKSANDER SIMONOWICZ SZYSZŁOW



 Zajęcie Wilna (28 czerwca 1812 r.), Grodna -dokąd wkroczył korpus Hieronima Bonapartego (30 czerwca), powołanie przez Sejm Księstwa Warszawskiego Konfederacji Generalnej Królestwa Polskiego - mającej na celu restytucję przedrozbiorowej Rzeczpospolitej (28 czerwca), a także powołanie przez Cesarza Napoleona w Wilnie (1 lipca) Tymczasowego Rządu Litewskiego, mającego wyłonić przyszłe władze odrodzonego Wielkiego Księstwa Litewskiego złączonego na powrót z Koroną Królestwa Polskiego, wszystko to budziło ogromne nadzieję, którymi dawano upust organizując patriotyczne manifestacje, bale, przyjęcia i rauty. Nadzieje na odbudowę dawnej Rzeczypospolitej, były tak wielkie, że udzielały się praktycznie każdemu Polakowi i mało który uważał, że w tych sprzyjających okolicznościach mogłoby do tego nie dojść. Tym bardziej że Armia rosyjska dowodzona przez generałów: Michaiła Barclaya de Tolly (północna), oraz Piotra Bagrationa (południowa) była w ciągłym odwrocie. Napoleon szukał sposobności stoczenia bitwy z każdą z tych armii, jednocześnie uniemożliwiając do ich połączenia się, ale szybkość ich cofania się powodowała, iż stało się to niemożliwe (ani Hieronim Bonaparte, ani też marszałek Davout nie zdołali doścignąć i wydać bitwy armii Bagrationa, która cofała się nieustannie spod Wołkowyska na wschód ku Moskwie). Car Aleksander nie był zbyt przychylny taktyce cofania się i miał ochotę osobiście przejąć dowództwo nad armią (po raz ostatni dowodził Armią rosyjską w bitwie pod Austerlitz i skończyło się to fatalnie) ale plany te wyperswadowała mu jego siostra - Katarzyna (która - podobnie jak królowa Luiza Pruska - wybitnie nienawidziła Napoleona i była zwolenniczką walki z Nim aż do zwycięstwa) pisząc w liście do niego: "Na Boga, nie obejmuj osobiście naczelnego dowództwa! (...) Tam jest niezbędny wódz, do którego wojsko miałoby zaufanie, a ty przecież pod tym względem nie wzbudzasz żadnego (😂) (...) jesteś carem, nie wodzem, więc panuj!". Ostatecznie Aleksander zrezygnował z planów objęcia osobistego dowództwa nad wojskiem zaakceptował plan wycofania się armii na Wschód realizowany przez Barclaya de Tolly (choć tak naprawdę autorem tego planu był francuski emigrant pozostający na rosyjskiej służbie, o nazwisku Allonville).




Patriotyczne uniesienie, jakie było w tych dniach widoczne w Księstwie Warszawskim, oraz odradzającym się Wielkim Księstwie Litewskim (szczególnie w Wilnie i Grodnie) nie dotyczyło niestety całej ludności tych ziem. Szczególnie chłopi byli pod tym względem sceptyczni (lub niekiedy wręcz jawnie niechętni), tym bardziej że musieli cierpieć niewygody związane z utrzymaniem "wyzwolicieli". Częste rabunki, gwałty i kradzieże dokonywane przez żołdactwo, głównie Niemców (najbardziej pod tym względem we znaki dawali chłopom litewskim, ale również polskim Wirtemberczycy, którzy wręcz regularnie wchodzili w konflikty z żołnierzami polskimi. Podczas jednej z takich kłótni, wachmistrz Smulski wyrwał z ręki szablę jednemu z wiertemberskich oficerów, który chciał nią zaatakować polskiego szwoleżera, złamał ją na kolanie, mówiąc doń po niemiecku: "Naucz się jej pan na co innego używać!" Brygada wirtemberska została wkrótce potem na polecenie Napoleona rozwiązana. Ale we znaki ludności wiejskiej Polski i Litwy dawali również Bawarczycy i Westfalczycy), ale także Francuzów. Już wówczas przypadki dezercji były częste, a większość ściągniętych tutaj żołnierzy z wielu krajów Europy, nie uważało Rosjan za swych wrogów, a wręcz przeciwnie, Francuzów i Napoleona uważano za autentycznych ciemiężycieli, natomiast Rosjan za potencjalnych sojuszników. Najbardziej bitnymi formacjami Wielkiej Armii w roku 1812 były bez wątpienia formacje polskie i francuskiej Gwardii Cesarskiej, a cała reszta wydawało się jakoby przyszła tutaj za karę. Nic więc dziwnego że rekwizycje i gwałty były dla nich częstym sposobem rozrywki, a jednocześnie zapełnieniem brakujących produktów żywnościowych (najbardziej cierpiano na brak warzyw, natomiast mięs było pod dostatkiem). Dochodziło do tego, że chłopi, zdając sobie sprawę z częstych kontrybucji, przeganiali własne zwierzęta hodowlane do lasu.


ŻOŁNIERZE GWARDII 
CESARZA NAPOLEONA 



Natomiast car Aleksander, po opuszczeniu swej głównej kwatery w Wilnie (26 czerwca) planował czym prędzej wrócić do Petersburga. Po drodze zatrzymał się jednak w Święcianach, w sztabie Barclaya de Tolly, gdzie radzono nad możliwością zatrzymania wojsk Wielkiej Armii, a jednocześnie z przerażeniem przyjmowano do wiadomości szybkie posuwanie się tych oddziałów na Wschód. Nie widząc innego wyjścia, a pragnąc zyskać na czasie i odzyskać utracone tereny, Aleksander wysłał do Wilna, do sztabu cesarza Napoleona (który w Wilnie rozsiadł się pałacu, w którym wcześniej przebywał Aleksander) swego pełnomocnika, gen. Bałaszowa (29 czerwca), który w rozmowie z Bonapartym żądał wycofania wojsk Wielkiej Armii z Rosji, zaprzestania operacji wojennej i zawarcia rozejmu, grożąc, iż w przeciwnym wypadku Francja ściągnie na siebie piętno nie sprowokowanej napaści. Napoleon spokojnie wysłuchał tych żądań, po czym stwierdził, że wojnę sprowokował Aleksander swymi działaniami wymierzonymi (m. in.) w Księstwo Warszawskie, a następnie zażądał zwrotu Litwy (Wielkiego Księstwa Litewskiego), zgody na odrodzenie Królestwa Polskiego, oraz wypowiedzenia przez Rosję wojny Wielkiej Brytanii. Oczywiście te żądania były nie do zaakceptowania nie tylko dla Aleksandra, ale dla całej ówczesnej elity politycznej Cesarstwa Rosyjskiego i nawet jeśli by car chciał pokoju i zgodził się na te warunki, to realnie nie miałby możliwości ich wyegzekwować, jako że nie pozwoliłby mu na to cały ówczesny establishment polityczny. Napoleon deklarował również, że w otoczeniu cara znajdują się ludzie wrodzy Francji i Jemu samemu i postulował ich usunięcie z najbliższego otoczenia Aleksandra (nazywając ich "małymi ludźmi". Swoją drogą nasuwa się tutaj skojarzenie ze stwierdzeniem "zamilcz mały człowieku", które padło niedawno na Twitterze ze strony Elona Muska do Radosława Sikorskiego). Głównie twierdził Napoleon, iż są to ludzie pochodzenia niemieckiego. Oczywiście nie mogło to doprowadzić do realnego zakończenia wojny, a Bonaparte na zakończenie wizyty Bałaszowa dodał jeszcze, że Moskwa to tak naprawdę duża wieś i sam dziwi się, że w czasach, gdy ludzie odchodzą od religii, jest tam ponad 1000 cerkwi. Po tej deklaracji zakończenie wojny na drodze pokojowej stało się już praktycznie niemożliwe. 

Od 29 czerwca na Litwie zaczęły się częste opady deszczu i burze, które doprowadziły do zamiany tamtejszych dróg w grzęzawiska błotne, a jednocześnie znaczna część żywności szybciej zaczęła się psuć, nie mówiąc już o tym, że pomimo iż było lato (i to niezwykle upalne lato), noce - przez częste opady deszczu - były dosyć mroźne i to do tego stopnia, że konie oddziałów kawaleryjskich zaczęły padać z zimna, zalegając dodatkowo drogi którymi się przemieszczano. Cesarz Napoleon w swym liście do żony z 1 lipca pisał z Wilna: "Pogoda jest bardzo dżdżysta, w tym kraju burze są straszne". Następnie do deklarował że jest zdrowy i dopytywał się o jej zdrowie, a także o ich syna - Napoleona Franciszka Józefa Karola Bonaparte (zwanego też "Orlątkiem"). Napoleon, jako troskliwy tata dopytywał się w liście, czy syn zaczął już mówić, a jeśli tak, to jakie były jego pierwsze słowa. Bonaparte pisywał z Wilna do Marii Ludwiki praktycznie co drugi dzień, ona do Niego też dosyć często, aczkolwiek jej listy nie zachowały się. W każdym razie w listach do swego ojca, cesarza Austrii Franciszka I, Maria Ludwika pisała choćby tak: "Oby Bóg dał, żebym niebawem zobaczyła znów cesarza, bo rozłąka zbytnio mi dolega". Będąc w Wilnie Napoleon przekonywał też tamtejszych Polaków: "Kocham was naród! Przez ostatnie 16 lat widziałem waszych żołnierzy u mego boku na polach bitew we Włoszech i w Hiszpanii. (...) Zasłużyliście na szacunek i ochronę z mojej strony". Ponieważ jednak już w Wilnie zaczęły powstawać plany nie tylko restauracji Rzeczpospolitej z ziem I i II zaboru rosyjskiego, ale również z ziem zaboru austriackiego, czyli przyłączenie do Korony tzw. Galicji, to tutaj Bonaparte studził emocje litewskich Polaków, mówiąc: "Zagwarantowałem Austrii integralność jej państw i nie mogę zezwolić na żadne działania, które zakłócałyby jej spokojne panowanie w pozostałych przy niej prowincjach polskich" (poza tym druga żona Napoleona, Maria Ludwika też była Austriaczką). Mimo to, jeśli chodzi o rozwój Polski i Litwy kosztem ziem zrabowanych przez Rosję i Prusy (którymi Napoleon również gardził, podobnie jak ich królem - Fryderykiem Wilhelmem III) to tutaj nie było żadnych sprzeciwów z Jego strony. Zresztą odrodzona, silna Polska w systemie napoleońskiej Europy była kluczowym elementem i to należy sobie podkreślić. Bez Polski bowiem i bez szachowania przez Nią Prus, Austrii i Rosji od Wschodu, realny pokój nie miał szans nigdy nastać, ponieważ brytyjskie pieniądze nieustannie płynęłyby do owych państw, powodując powstawanie kolejnych koalicji antynapoleońskich, które -niczym fale - wcześniej czy później zalałyby i Francję i Napoleona (ile bowiem można rozbijać kolejne koalicje? tym bardziej że Napoleon nie był już młodzieniaszkiem, miał bowiem 43 lata i chciał spokoju, chciał przebywać z synem, uczyć go i wychowywać na dobrego władcę i dobrego człowieka. A to nie było możliwe w sytuacji kolejnych wojen). 




Tymczasem 5 lipca skończyły się ulewne deszcze i powrócił upał i to niemiłosierny upał, dający żołnierzom tak we znaki, że duża część z nich nie była w stanie zbyt długo maszerować (a niektórzy wręcz gubili własne oddziały, być może celowo, a być może ze zmęczenia i osłabienia). Zaczęło też brakować żywności, doszło też do pierwszych zgonów z głodu (gdy Napoleon się o tym dowiedział, mocno się zdenerwował, stwierdzając że żołnierze mieli zapasy na 20 dni, gdzie one się podziały? Przerażony szef intendentury, który został doń wezwany do Wilna, stwierdził, że ci żołnierze zmarli z przepicia, na co Bonaparte odrzekł: "Jedna wielka bitwa zakończyłaby ten stan chaosu"). Problemem były również konie, które padały notorycznie (wielki koniuszy cesarza Caulaincourt pisał w tych dniach: "Szybkie tempo przemarszów, niedobór luzaków, brak paszy, złe traktowanie - wszystko to razem wzięte zabijało nasze pochodzące przeważnie z zaprzęgów pocztowych konie. Człowiek, sam pozbawiony wszystkiego, nie jest w stanie zatroszczyć się o konie i bez żalu patrzy, jak giną; uwalniając się od powierzonego mu obowiązku, ma nadzieję na zmniejszenie własnych cierpień. Wyobraziwszy sobie to wszystko, zrozumiecie tajemnice naszych pierwszych klęsk i dalsze koleje losu". Problemy piętrzyły się wszędzie, ale bezwzględnie najwięcej było ich w dostarczaniu aprowizacji dla armii. Krytykujący te trudności gen. Kosiński został wówczas zdymisjonowany i w liście do gen. Jana Henryka Dąbrowskiego zapisał takie oto słowa: "Zjedliście, Panowie, swój chleb za rok 13,14 a może i 15 - jest to flota spalona, musicie koniecznie wypędzić Moskali na Lodowe Morze i te trzy lata tam przeżyć, inaczej razem z nami pomżecie głodem". Biorąc to wszystko pod uwagę, nic dziwnego że wielu nie wytrzymywało i rabowało dobytek chłopów, a nawet mieszczan. Mimo to nastroje co do wojny z Rosją i odbudowy Rzeczpospolitej nie zmieniały się zbytnio, chociaż ciekawy przypadek Michała Kleofasa Ogińskiego z wiosny roku 1811 pokazuje, że mogło z tym być różnie, Ogiński pisał bowiem wówczas: "Widziałem w Ostrołęce generała Różnieckiego, Trzecieskiego i kilku innych oficerów, których znałem od dawnego czasu. Wszystko było ożywione najlepszym duchem i pragnęło gorąco wojny; całkiem przeciwnie urzędnicy cywilni i mieszkańcy wsi".

8 lipca 1812 r. korpus marszałka Davout'a zajął Mińsk. Minęły już dokładnie dwa tygodnie, od czasu gdy Cesarz Napoleon na czele swej Wielkiej Armii przekroczył graniczną rzekę Niemen, kierując się w stronę serca Rosji. Dwa tygodnie, a jeszcze nie doszło do żadnych poważniejszych walk, poza niewielkimi potyczkami, które nie miały większego znaczenia. Pomimo trudów Wielka Armia parła cały czas na Wschód, jednocześnie gen. Bagration tego właśnie dnia zmienił dotychczasowy kierunek swego marszu i zamiast na północ, teraz skierował się na południe, w stronę Nieświeża. 9 lipca Cesarz Napoleon dowiedział się, że ścigana przez Niego (a w zasadzie przez Jego generałów, bo On nadal przebywał w Wilnie) I Armia Zachodnia, zamknęła się w dobrze ufortyfikowanej twierdzy Dryssa. Natychmiast posłał tam swą straż przednią, aby wybadała sytuację, w nadziei na przyjęcie bitwy i ostateczne rozwiązanie kwestii tej kampanii. Jednak Barclay de Tolly - widząc spore luki w obronie tej twierdzy, już 16 lipca opuścił ją i ruszył dalej na Wschód. Wysłane przez cesarza Napoleona oddziały, dotarły do Dryssy 17 lipca i nikogo już tam nie zastały, zajmując opustoszałą twierdzę. Do pierwszego poważniejszego starcia tej wojny i tej kampanii doszło w nocy z 9 na 10 lipca. Wówczas to polskie oddziały z korpusu Hieronima Bonapartego starły się pod Mirem z Kozakami gen. Płatowa. Kozacy wyszli z tego starcia zwycięsko, chodź zaraz potem się wycofali na Wschód. Napoleon, niezadowolony z postępów swego brata Hieronima, powierza kontrolę nad jego wojskiem marszałkowi Davout'owi (11 lipca), co powoduje że Hieronim składa dowództwo i obrażony wyjeżdża do Wirtembergii. Jednocześnie Cesarz zakazuje dalszego pościgu z armią Bagrationa.




12 lipca do cara Aleksandra dotarł list, napisany przez gen. Bałaszowa, gen. Arakczejewa i admirała Aleksandra Szyszkowa, z prośbą o opuszczenie wojska i jak najszybsze udanie się do Moskwy, gdzie car powinien - jak napisano "wzorem swych praprzodków z czasów Wielkiej Smuty" zorganizować obronę miasta, obejmującą wszystkie warstwy społeczne ("opołczenija"). Nalegania tych generałów, jak również swojej siostry Katarzyny aby czym prędzej Aleksander przybył do Moskwy (gdzie jest najbardziej potrzebny, w przeciwieństwie do Petersburga) tak też uczynił. 24 lipca wjechał do Moskwy i gdy tylko ukazał się na Czerwonym Podeście na szczycie schodów wiodących na Kreml, widział przed sobą tłumy Moskwiczan (jak potem miał stwierdzić: "Nie widziałem tam poddanych, widziałem za to Rosję zjednoczoną w religijnym uwielbieniu dla swego władcy i we wspólnej walce z najeźdźcą"). Deklaruje im, że nie podpiszę pokoju dopóki choć jeden wróg pozostanie na rosyjskiej ziemi, a udając się do cerkwi Zaśnięcia Najświętszej Marii Panny tamtejszy patriarcha wita go słowami: "Bóg jest z tobą. Twoim głosem wyda rozkaz burzy, a powróci spokój i cofną się fale powodzi". Aleksander wydał w Moskwie dwa manifesty: jeden skierowany do narodu, a drugi do mieszkańców Moskwy. Zwracał się w nich do swego ludu, aby: "bronili sławy i porządku wielkiej Rosji, której żadne siły ludzkie pokonać nie potrafią". Następnie te manifesty zostały przesłane do Senatu, a następnie rozesłane do wszystkich większych miast i guberni Cesarstwa Rosyjskiego (a także przetłumaczone na kilka języków). W tym czasie Rosja nie była już osamotniona w tej wojnie, gdyż 18 lipca w szwedzkim Orebro rosyjski ambasador podpisał traktat pokojowy (i de facto sojusz) z ambasadorem Wielkiej Brytanii (w tym czasie, dokładnie od miesiąca Wielka Brytania była w stanie wojny ze Stanami Zjednoczonymi, gdy Kongres USA 18 czerwca wypowiedział wojnę Wielkiej Brytanii. Wojna została powitana w USA z ogromnymi nadziejami i niezwykłym patriotycznym wzmożeniem.  Było wielu ochotników, szczególnie wśród ludzi młodych, których ojcowie walczyli w wojnie o niepodległość i oni sami chcieli również zapisać się w chwale i przejść do historii. Niestety wojna ta a nie toczyła się tak, jakby Amerykanie tego chcieli. Wkrótce potem Brytyjczycy zdobyli Waszyngton i spalili Biały Dom, ale poświęcenie wielu późniejszych amerykańskich bohaterów (w tym późniejszego prezydenta USA Andrew Jacksona - który dowodził w bitwie pod Nowym Orleanem w 1815 r. i w ogóle był prawdziwym zakapiorem tej wojny, w Polsce praktycznie nieznanym) pozwoliło Amerykanom tej wojny nie przegrać, chodź realnie też jej nie wygrali.


BRYTYJSKI I AMERYKAŃSKI
ŻOŁNIERZ WOJNY 1812 



A jeśli idzie o patriotyczne wzmożenie, to wróćmy do Warszawy. Jak już wcześniej wspomniałem, po ogłoszeniu aktu Konfederacji Generalnej Królestwa Polskiego ("Królestwo Polskie jest przywrócone i naród polski na nowo w jedno ciało jest połączony") zaczęto w całym kraju organizować patriotyczne manifestacje, przyjęcia i bale (choć pewien niesmak wzbudził stary książę Adam Kazimierz Czartoryski, który ogłaszał ten akt będąc w austriackim mundurze). Prym na owych przyjęciach wiodły żona i córka Adama Kazimierza Izabella i Maria Czartoryskie (choć ta druga już wówczas po mężu nosząca nazwisko Würtemberg-Montbéliard). Dało to asumpt niektórym paniom do krytyki zarówno pań Czartoryskich, jak i owych patriotycznych rautów. Na przykład Aneta z Tyszkiewiczów Potocka tak oto pisała: "Niepotrzebne było ani teatralne uniesienie, ani hałaśliwe demonstracje". A Wirydianna Fiszerowa otwarcie krytykowała Izabellę Czartoryską,, nazywając ją wprost "zgrzebłą małżonką księcia Adama Kazimierza". A tymczasem 16 lipca, po 18 dniach odpoczynku, Napoleon wreszcie wyjechał z Wilna.




CDN.

niedziela, 15 grudnia 2024

WOKÓŁ AKTU 5 LISTOPADA - Cz. III

CZYLI JAK NIEMCY CHCIELI SOBIE 

STWORZYĆ "SWOJĄ" POLSKĘ?





RZECZYWISTOŚCI
KRÓLESTWA POLSKIEGO 
PIERWSZE LATA
"ALEKSANDER BŁOGOSŁAWIONY"
(1815-1820)
Cz. II



"KTO POWIEDZIAŁ ŻE MOSKALE 
SĄ TO BRACIA NAS LECHITÓW,
TEMU PIERWSZY W ŁEB WYPALĘ
PRZED KOŚCIOŁEM KARMELITÓW" 






DZIECI ROKU 1812 
Cz. II


 Do inwazji na Rosję w roku 1812 Cesarz Napoleon zgromadził armię liczącą łącznie 672 000 żołnierzy (z czego w samej inwazji wzięło udział ok. 612 000). Najbardziej liczny był oczywiście korpus francuski, liczący 355 000 żołnierzy, zaraz po nich było Wojsko Polskie liczące łącznie ponad 100 000 żołnierzy (83 000 żołnierzy podzielonych pomiędzy różne pułki Wielkiej Armii, oraz 20 000 bezpośrednio wcielonych do Armii Francuskiej). Trzeba też powiedzieć że co prawda wielkość żołnierza była imponująca (bodajże największa jaka do tej pory została zgromadzona w Europie), ale jej jakość pozostawiała wiele do życzenia. Cesarz Napoleon popełnił tutaj wiele błędów i już sam fakt że złamał wcześniej wyznawaną przez siebie zasadę, jakoby "100 marnych żołnierzy było gorszych od 20 żołnierzy bitnych i chętnych do walki", to również poza oparciem we własnych siłach zbrojnych i w Wojsku Polskim, realnie nie miał sojuszników w tej wojnie. Co prawda wiódł ze sobą armię "20 języków" (20 narodów) a byli tam Francuzi, Polacy, Austriacy, Prusacy, Hiszpanie, Portugalczycy, Węgrzy, Belgowie, Sasi, Neapolitańczycy, Lombardowie, Bawarowie, Westfalczycy i wiele innych ludów, to jednak realnie na sukcesie tej operacji wojennej zależało tylko Polakom i Francuzom. Kwestia ilości nad jakością to jest jeden poważny błąd Napoleona w tej batalii z Aleksandrem -  crem Rosji, kolejnym było pozostawienie nie rozwiązanego drugiego frontu w Europie, jakim była Hiszpania. Tam sytuacja rzeczywiście wymykała się spod kontroli i jeżeli Napoleon zdawał sobie sprawę że najpierw musi rozwiązać kwestię Rosji, aby ostatecznie rozprawić się z Hiszpanią i wspierającymi ją Brytyjczykami, to musiał przede wszystkim zakończyć toczącą się tam wojnę - bez względu na warunki, nawet wycofując się z tego kraju. Tam bowiem stacjonowało dodatkowych 300 000 Francuzów (w tym 20 000 Polaków), którzy mieli doskonałe doświadczenie wojenne nabyte w walkach za Pirenejami i byliby bardzo potrzebni w kampanii rosyjskiej. Ale to nie koniec błędów cesarza. Minister spraw zagranicznych i późniejszy kanclerz Austrii - Klemens von Metternich chwalił się potem w swych pamiętnikach, że Napoleon wyjawił mu w Dreźnie swój plan wojny z Rosją, a brzmiał on następująco: "Przekroczę Niemen, zajmę Mińsk i Smoleńsk i tam się zatrzymam, fortyfikując te miasta. W Wilnie utworzę swój sztab i zajmę się organizowaniem Litwy. Jeśli Aleksander nie przyjdzie wówczas do mnie z propozycją pokoju, to posunę się dalej w roku 1813 i będę równie ostrożny jak rok wcześniej". Nawet jeżeli uznamy że pamiętniki Metternicha są naciągane (jak plandeka na żuku 😉) ze względu na fakt, iż stara się on tam często uwypuklić swoją własną rolę (nie ma bowiem pewności czy rzeczywiście Napoleon zwierzał się Metternichowi w Dreźnie), to dokładnie taką samą koncepcję przedstawił Cesarz w rozmowie z gen. Jean'em Rapp'em w Gdańsku 7 czerwca 1812 r. (co tamten odnotował). Była to bardzo rozsądna koncepcja wojny i sądzę że w dużej mierze wychodziła ona z kręgów polskich (najprawdopodobniej od samego księcia Józefa Poniatowskiego "Peppiego", lub kogoś z jego otoczenia). A sprowadzała się ona po prostu do odcięcia Litwy i Ukrainy od Rosji, przygotowania tych ziem i przyłączenia ich do odrodzonej Rzeczpospolitej a także dokonania ta mobilizacji i "poczekania" na przyjście Moskali, którzy w żadnym wypadku nie mogli pozwolić sobie na utratę tych terenów. Wówczas Aleksander mógł nawet uciec na Kamczatkę (jak się odgrażał że ma dokąd się wycofać), nic by mu to nie dało, skoro Rzeczypospolita by się odrodziła a Rosja zostałaby zepchnięta w azjatyckie stepy. Niestety Napoleon nie wdrożył tej zasady w życie w czasie kampanii roku 1812 co było powodem Jego klęski.




Sztab Cesarza mieścił się w litewskiej nadniemeńskiej miejscowości Wyłkowyszki, gdzie 22 czerwca wydał On odezwę o rozpoczęciu "Drugiej wojny polskiej" i tym samym wypowiedział Cesarstwu Rosyjskiemu wojnę (potem datę tę - jako symboliczną - przyjął Hitler do ataku na Związek Sowiecki). Car Aleksander zaś ustanowił sztab w Wilnie na Antokolu, gdzie przebywał tuż przed inwazją i gdzie po prostu lubił przyjeżdżać (mówił bowiem że w Wilnie organizowane są ponoć najlepsze imprezy). Rosja oczywiście też poczyniła ogromne przygotowania wojenne, zmobilizowano jakieś 650 000 żołnierzy (choć większość z nich nie stała przy samej granicy, a jedynie 250 000 było rozlokowanych na kierunku ataku Wielkiej Armii). Przygotowania jakie poczyniono po stronie francuskiej były imponujące, chociaż potem okazało się że tak naprawdę potrzeby znacznie przewyższały osiągnięte cele (dało się potem odczuć szczególnie brak chirurgów i lekarzy, którzy udzielaliby rannym pierwszej pomocy, a także szwankowała aprowizacja co było oczywiste przy takim wydłużeniu linii komunikacyjnych w sytuacji marszu na Moskwę. Dlaczego bowiem Hitler nie zdobył Moskwy w grudniu 1941 r. ponieważ jednostki niemieckie które dotarły na przedpola Moskwy w większości docierały tam bez czołgów i broni ciężkiej, czołgi były bowiem z tyłu, aprowizacja była z tyłu praktycznie wszystko było z tyłu - łącznie z zimowymi mundurami dla żołnierzy Wehrmachtu, które stały na peronach Warszawy 🥳 - co było potrzebne żołnierzowi na pierwszej linii frontu, ale to temat na zupełnie inną serię). Napoleon oczywiście nie próżnował, wstawał już o 2:00 w nocy (a kładł się ok. 23:00), doglądając pozycji i objeżdżając swoje jednostki. Właśnie 23 czerwca o 2:00 nad ranem (jeszcze nim jednostki Wielkiej Armii przekroczyły Niemen) Napoleonowi przydarzyła się dziwna przygoda, która została odebrana jako złowróżbny znak. Otóż objeżdżając swoje oddziały (w polskim mundurze, co symbolicznie pokazywało znaczenie owej wojny o odrodzenie Rzeczypospolitej) nagle przed jego konia wpadł zając, a koń się wystraszył i zrzucił Cesarza ze swego grzbietu. Ktoś wówczas rzekł (nie wiadomo kto?): "Zły to znak. Rzymianin cofnąłby się". W nocy z 23 na 24 czerwca Wielka Armia rozpoczęła forsowanie Niemna, a pierwszymi którzy przekroczyli tę rzekę, byli saperzy, którzy zbudowali trzy mosty na tej rzece. Świtało już, ale mrok jeszcze trzymał ziemię w swej mocy, gdy do stanowisk saperskich podjechał moskiewski jeździec, młody Kozak, który zapytał: "Kto idzie?", padła odpowiedź "Francuzi!", "Czego chcecie, po co przekroczyliście granicę?" - zapytał, "Chcemy się z wami bić, by oswobodzić Polskę", po usłyszeniu tych słów smagnął konia batem i pogalopował w kierunku lasu pod osłoną trwających jeszcze ciemności, mimo posyłanych w jego stronę kul. Tak rozpoczęła się "Druga wojna polska".




Wybuch wojny z Rosją został powitany entuzjastycznie w Warszawie. Tłumy wyległy na ulice, wszędzie było widać białe orły, śpiewano pieśni patriotyczne (w tym Mazurka Dąbrowskiego). Ludzie cieszyli się że wreszcie nastąpi odrodzenie i połączenie z rodakami, którzy wciąż pozostają pod moskiewskim batem. 26 czerwca zebrał się w Warszawie sejm nadzwyczajny, który miał stać się z Sejmem odrodzeniowym. Na jego marszałka wybrano sędziwego już 77-letniego Adama Kazimierza Czartoryskiego, zasłużoną postać z czasów przedrozbiorowej Rzeczpospolitej. Był był to też swoisty ukłon w kierunku familii Czartoryskich, która w swych dziejach miała zarówno pozytywne przykłady pracy dla Ojczyzny, jak i negatywne odcienie zdrady narodowej. Wszystkim ukazała się doniosłość chwili (nawet samemu księciu Józefowi Poniatowskiemu który raczej nie należał do osób łatwo ulegającym nastrojom ulicy), wszyscy wyczekiwali odrodzenia dawnej Rzeczpospolitej, twierdząc otwarcie że zwołany Sejm jest ostatnim sejmem Księstwa Warszawskiego. Ale również i po drugiej stronie granicy car kokietował miejscowych Rzeczpospolitan w Wielkim Księstwie Litewskim (wówczas nieistniejącym pod moskiewskim zaborem), deklarując że również pragnie odrodzenia Polski pod własnym berłem. Doszło nawet do tego, że Michał Ogiński i Ksawery Drucki-Lubecki przygotowywali projekty autonomicznego Wielkiego Księstwa, które z czasem miało być wydzielone z Rosji i połączone z resztą ziem polskich w granicach z... 1772 r. Wszystko oficjalnie za wiedzą oraz aprobatą cara (sprawa była poważna, gdyż dwór berliński realnie obawiał się włączenia Księstwa Warszawskiego do Rosji, a raczej koronowania się cara Aleksandra na króla odrodzonej Polski sprzymierzonej z Rosją i Fryderyk Wilhelm III również zaczął w tym czasie twierdzić, że odrodzenie Polski jest niezbędne i że on również się widzi jako przyszły król tego Państwa. Jako ciekawostkę dodam tylko, że 30 000 korpus jaki Napoleon polecił wystawić Prusom na wojnę z Rosją, spotkał się z masowymi protestami wśród wielu pruskich oficerów; wielu z nich zdezerterowało lub poprosiło o zgodę na opuszczenie wojska. Inni jak choćby Carl von Clausewitz przeszli na służbę Moskali). Co ciekawe, projekt odrodzenia Polski (w jakiejkolwiek formie, nawet w formie kadłubowej, takiej jakim było Księstwo Warszawskie) mocno nie spodobał się ówczesnej moskiewskiej elicie politycznej i intelektualnej. Na jej czele zaś stanął niejaki Michaił Karamzin. Ten sentymentalny autor "Biednej Lizy" i "Listów podróżnika rosyjskiego" w tym czasie przybrał pozę prawdziwego rosyjskiego nacjonalisty. Karamzin chwalił bowiem potęgę Imperium Rosyjskiego, którego granice biegną od "kamczackich lodów, do pięknych Newy brzegów". Stawiał Aleksandrowi za wzór jego babkę, carycę Katarzynę, która potrafiła rozszerzać granice Rosji. Natomiast co się tyczy odrodzenia Polski to Karamzin twierdził, że Rosja w rozbiorach odebrała po prostu to, co jej się należało z kraju anarchii, "tyraństwie i samowoli dumnych wielmożów" (mam wrażenie jakbym słuchał Piotra Napierałę -  chyba tamten też się uczył od najlepszych mistrzów rosyjskiego samodzierżawia, chociaż sam przedstawia się jako "leberał". Mimo wszystko wolę Karamzina, mam bowiem alergię do rodzimych ojkofobów).

Karamzin w tamtym czasie twierdził że koszmar powraca, gdyż jeszcze w 1802 r. (czyli 10 lat wcześniej) mógł całą pewnością pisać iż Polska ostatecznie przepadła na wieki: "Nikt nie żałuje Polski, najbogatsze jej kraje przypadły Rosji. (...) Nie ma Polski, ale buntowniczy i nieszczęśliwi jej mieszkańcy, utraciwszy swe imię, znaleźli pokój pod władzą sprzymierzonych mocarstw". Teraz zaś plany cara odrodzenia Polski były dla niego czymś nie do zaakceptowania. Jeszcze przed wybuchem wojny, w roku 1811 Karamzin przedstawił carowi swój memoriał "O starej i nowej Rosji" w którym pisał otwarcie: "Niech cudzoziemcy potępiają rozbiory Polski; my wzięliśmy swoje!" Jako nadworny historiograf Aleksandra, nie wahał się często pouczać cara że źle uczynił w Tylży w 1807 r. godząc się na powstanie Księstwa Warszawskiego i tym samym otwierając "puszkę Pandory" którą zdawało się na wieczność zamknęła jego babka: "Niezbędnym warunkiem dla naszego bezpieczeństwa jest, (...) aby Polska nie istniała w jakiejkolwiek formie, ani pod jakąkolwiek nazwą. Bezpieczeństwo własne jest najwyższym prawem w polityce: lepiej byłoby się zgodzić, żeby Napoleon zdobył Śląsk, sam Berlin, aniżeli uznać Księstwo Warszawskie". A tymczasem 28 czerwca Sejm Księstwa Warszawskiego zawiązał Konfederację Generalną Królestwa Polskiego, która miała być pierwszym krokiem do restytucji dawnej Rzeczpospolitej. Z tym że ta odrodzona Polska miała być znacznie inna niż tamta, w której tak chroniczną niemożnością było wystawienie większej liczby wojska. Teraz, tak liczna armia Księstwa Warszawskiego - wsparta jeszcze poborami z Litwy i Rusi - miała doprowadzić Rzeczpospolitą do potęgi, jaką nie śniła się przodkom. Z frontu zaś dochodziły same dobre informacje, już w południe 24 czerwca Napoleon wkroczył do Kowna, 28 czerwca zajęto Wilno, 30 czerwca korpus Hieronima Bonaparte wkroczył do Grodna, a wojska rosyjskie na całej długości frontu były w odwrocie. W rosyjskim sztabie też trwał spór o to jaką taktykę podjąć. Gen. Piotr Bagration i skupieni wokół niego oficerowie rosyjscy postulowali zatrzymanie Napoleona i stoczenie wielkiej bitwy na granicy, aby nie dopuścić obcych wojsk w głąb "Świętej Rusi", natomiast oficerowie pochodzenia zagranicznego skupieni wokół głównodowodzącego gen. Barclay de Tolly uważali że należy wciągnąć Napoleona w głąb Rosji. Car Aleksander też tak uważał, dlatego też utrzymał de Tolly na stanowisku głównodowodzącego armią.


BARCLAY DE TOLLY 



Cesarz Napoleon podzielił swoją armię na trzy grupy: lewoskrzydłą - którą dowodził osobiście, centralną - której dowództwo powierzył Eugeniuszowi Beauharnais (synowi swojej pierwszej żony Józefiny), oraz prawoskrzydłą dowodzoną przez Hieronima Bonaparte (w jej skład wchodził 35 000 korpus pod dowództwem księcia Józefa Poniatowskiego). O ile Eugeniusz był dosyć dobrym dowódcą, o tyle Hieronim to kompletny dyletant, który głównie sprawdzał się w organizowaniu orgietek seksualnych i na tym powinien poprzestać. Tymczasem 1 lipca Napoleon powołał w Wilnie Rząd Tymczasowy Litewski, który miał organizować nową polską administrację na terenach Wielkiego Księstwa Litewskiego. Wpuszczenie Francuzów i Polaków (nie licząc oczywiście innych narodowości Wielkiej Armii - które tak naprawdę nie powinny wziąć udziału w tej wojnie, ponieważ były tylko kulą u nogi i dobrze by było gdyby Cesarz poprzestał na francusko-polskim kontyngencie, wniósłby tym samym więcej jakości do niepotrzebnej ilości wojska, która nic nie dawała, natomiast pochłaniała ogromne ilości mięsa, chleba i jarzyn - których tak bardzo brakowało) spotkało się ze sporym niezadowoleniem rosyjskich kół rządowych, które opowiadały się za powstrzymaniem marszu Francuzów w głąb "Świętej Rusi" (i właśnie na to liczył Napoleon oraz Poniatowski, a gdyby Bagration stanął na czele armii rosyjskiej, to Napoleon zniszczyłby ją już na początku kampanii i byłoby po wojnie, nawet jeśli car wystawiłby kolejną armię). Aleksander nawet pisał: "Z początku spodziewam się niepowodzeń, lecz to mnie nie zniechęca. Cofając się stworzę pustynię między armią Napoleona a moją, zabiorę ze sobą mężczyzn, kobiety, dzieci, bydło - wszystko!" Tymczasem 4 lipca jeden z najbliższych przyjaciół i współpracowników cara Aleksandra - książę Adam Jerzy Czartoryski złożył dymisję na jego ręce i udał się na "urlop" do swego majątku w galicyjskiej Sieniawie. Był on co prawda zwolennikiem odrodzenia Polski pod berłem Aleksandra, ale w zmieniającej się sytuacji geopolitycznej, gdy to właśnie pod berłem Napoleona mogła powstać wielka Rzeczpospolita odrodzona, wolał -  przynajmniej na razie - wycofać się do swojej samotni. Jeszcze w czerwcu pisywał do niego minister skarbu Księstwa Warszawskiego - Tadeusz Matuszewicz tymi oto słowy: "Gdzie ojczyzna sama jawnie i głośno woła, tam wszelkie osobiste lub prywatne bądź względy, bądź związki, bądź delikatności ustać i zamilczeć muszą. (...) Nie będzie tu miejsca wybierać między taką Polską lub inną, między tym lub drugim cesarzem, sama ojczyzna wezwie, zostanie jedynie być na ten głos powolnym lub głuchym". Czartoryski odpowiadał Matuszewiczowi że jego orientacja do opcji napoleońskiej jest tylko kwestią czasu, ale jednak nadal pozostawał bierny, oczekując ostatecznego rozstrzygnięcia tej kampanii. Ostatecznie pozostał przy Aleksandrze. 

Napoleon 28 czerwca wkraczał do Wilna niczym wyzwoliciel, witany entuzjastycznie przez mieszkańców miasta: "Nasz wjazd do miasta był triumfalny, ulice były pełne ludzi; wszystkie okna ozdabiały damy, przejawiające żywiołowy entuzjazm" - jak pisał jeden z polskich oficerów Napoleona (nazwiska niestety nie odnalazłem). W defiladzie która poprzedzała zajęcie miasta, jako pierwsi i ostatni kroczyli Polacy. W Katedrze wileńskiej dokonano symbolicznego ponownego zjednoczenia Korony i Wielkiego Księstwa Litewskiego, łącząc ze sobą białego Orła i litewską Pogoń. Nastrój był niezwykle podniosły i jak pisał Mickiewicz: "O wiosno! kto cię widział w tenczas w naszym kraju, pamiętna wiosno wojny, wiosno urodzaju (nie na darmo zostało to tutaj wpisane, gdyż zima 1811/1812 była zimą głodową na większych obszarach Europy, głównie we Francji, Wielkiej Brytanii, na Węgrzech częściowo w państwach niemieckich, w Polsce, na Litwie i w Rosji, natomiast wiosna roku 1812 była piękna i niezwykle bogata w zboża) obfita we zdarzenia, nadzieją brzemienna! Ja ciebie dotąd widzę piękna maro senna! Urodzony w niewoli, okuty w powiciu, ja tylko jedną taką wiosnę miałem w życiu". Natomiast niechęć elit rosyjskich (których reprezentantem był właśnie Michaił Karamzin) do kwestii Niepodległości Polski, uwidoczniła się powtarzanym po roku 1831 wierszyku autorstwa Rajnolda Suchodolskiego, który brzmiał następująco: "Kto powiedział że Moskale są to bracia nas Lechitów, temu pierwszy w łeb wypalę przed kościołem karmelitów" (i tutaj też nie ma przypadków, bowiem Kościół karmelitów na Pradze był świadkiem zbrodni, jakich dopuścili się Moskale podczas rzezi Pragi w roku 1794, gdy mordowano mężczyzn kobiety i dzieci).




CDN.

sobota, 30 listopada 2024

WOKÓŁ AKTU 5 LISTOPADA - Cz. II

CZYLI JAK NIEMCY CHCIELI SOBIE STWORZYĆ "SWOJĄ" POLSKĘ?





RZECZYWISTOŚCI
KRÓLESTWA POLSKIEGO 
PIERWSZE LATA
"ALEKSANDER BŁOGOSŁAWIONY"
(1815-1820)
Cz. I


"Z Bożą pomocą mam nadzieję wskrzesić naród odważny, do którego Pan należy. Dałem uroczystą obietnicę, a dobro narodu polskiego bardzo leży mi na sercu. Okoliczności polityczne stanęły na przeszkodzie ku realizacji moich zamiarów. Przeszkody zostały usunięte w wyniku strasznej, ale zwycięskiej, dwuletniej wojny. Wkrótce Polacy będą mieli Ojczyznę (...) a ja będę rad udowodnić, że człowiek, którego oni uważali za wroga, zapomniał o przeszłości i (...) realizuje ich marzenia"

Fragment listu jaki car Aleksander I wysłał do Tadeusza Kościuszki
 (1814)





DZIECI ROKU 1812
Cz. I


 "Bitwa! gdzie? w której stronie? - pytają młodzieńce, chwytają broń; kobiety wznoszą w niebo ręce; wszyscy, pewni zwycięstwa, wołają ze łzami: "Bóg jest z Napoleonem, Napoleon z nami!" O wiosno! kto cię widział wtenczas w naszym kraju, pamiętna wiosno wojny, wiosno urodzaju! O wiosno! kto cię widział, jak byłaś kwitnąca zbożami i trawami, a ludźmi błyszcząca, obfita we zdarzenia, nadzieją brzemienna! Ja ciebie dotąd widzę, piękna maro senna! Urodzony w niewoli, okuty w powiciu, ja tylko jedną taką wiosnę miałem w życiu" - jak pisał Adam Mickiewicz w "Panu Tadeuszu", pokazujący niezwykle ekspresyjnie atmosferę, jaka wiosną roku 1812 panowała w Księstwie Warszawskim, przygotowującym się do wielkiej wojny z Rosją o odrodzenie Rzeczpospolitej. Tak, była to bowiem wojna o odrodzenie dawnej Rzeczpospolitej, wojna o odrodzenie Polski i choć dzisiaj wielu mędrków twierdzi, że Napoleon nie zamierzał odbudowywać Polski, że nawet sam pisał że tego pragnie ("Nie myślę przywracać Polski" - takie bowiem słowa znalazły się w liście wysłanym przez Napoleona do francuskiego ambasadora w Petersburgu - monsieur Caulaincourta w lipcu 1810 r. {według mnie był on rosyjskim agentem, a nawet jeśli nie, to z całą pewnością był pod ogromnym wrażeniem cara Aleksandra I. Zastanawia mnie tylko czy Napoleon o tym wiedział, czy nie, bo nie odwołał go z petersburskiej placówki aż do początku kampanii rosyjskiej 1812 r.; a jeśli wiedział, to jaki miał cel w pozostawieniu tego człowieka w Rosji?}. Podobnie twierdził de Champagny, książę de Cadore: "Nie chciał podbić Rosji, nie chciał nawet odbudować Polski; żałował że zrywa sojusz z Rosją. Ale Jego celem było zdobycie stolicy. Podpisanie pokoju na własnych warunkach i hermetyczne zamknięcie portów Rosji dla handlu brytyjskiego"; jak i wielu innych, jemu podobnych). A ja powiem otwarcie - Napoleon nie tylko zamierzał przywrócić dawną Polskę, ale był to jeden z Jego najważniejszych celów europejskiej polityki (i wcale w tym momencie nie przesadzam). Wielu przytacza bowiem kilka wyrwanych z kontekstu zdań, napisanych ręką samego Napoleona pokazując - patrzcie, napisał że nie chce przywracać Polski, czyli sprawa zamknięta, bo sam to napisał. A ja zapytam: kiedy to napisał i w jakim kontekście? W roku 1810, gdy Napoleon zdawał już sobie sprawę że Moskale szykują mu nową wojnę, a jednocześnie oba te państwa Francja i Rosja prowadziły co najmniej od roku 1807 tajne gry dyplomatyczno-agenturalne, mające wydobyć najściślej skrywane informacje drugiej strony (przejście na rosyjską stronę Caulaincourta było z pewnością częścią tych planów, jednocześnie agenci Napoleona podsyłali Aleksandrowi urodziwe dziewoje do łoża).

Napoleon nie był idiotą (a wszyscy, którzy deklarują iż Jego celem nie było odbudowanie Polski w dawnej mocy, właśnie to sugerują). Doskonale zdawał sobie sprawę z geopolityki europejskiej i tego, była wcześniej dla Europy (i Francji) dawna Rzeczpospolita, a była po prostu bastionem odgradzającym Zachód, Południe i poniekąd Północ Europy od zalewu barbarzyńców Wschodu (Moskali) i barbarzyńców południowego-wschodu (Turków Osmańskich). Wiedział bowiem, że tylko Polska i to Polska silna i wielka będzie gwarantem stabilizacji i bezpieczeństwa europejskiego (czyli tego status quo, które wytworzyło się po roku 1807, a które były konieczne nie tylko do utrzymania władzy przez Napoleona, ale przede wszystkim do francuskiej dominacji w Europie). Wielokrotnie też powtarzał że bez Polski pokój europejski nie nastanie, gdyż takie państwa jak Austria, Prusy i Rosja zawsze będą mobilizowane i wspierane finansowo przez Wielką Brytanię, aby ponownie rozpętać europejskie piekło wojny i tym samym zapobiec zagrożeniu samej Wyspy, jak również francuski ekspansji na Indie. Kres temu może tylko położyć silna, odrodzona Rzeczpospolita i do tego właśnie dążył. "Nie chcę wszakże zhańbić się wyrokując, iż Królestwo Polskie nigdy przewróconym nie będzie (...) gdyż powiedzieć że Polska nigdy przywróconą nie będzie, byłoby gorzej jeszcze niż uznać jej podział. (...) Nie, nie ogłoszę się wrogiem Polaków!" - była to tylko jedna z deklaracji Napoleona w kwestii polskiej, dlaczego więc raz pisał tak, a raz inaczej? Odpowiedź jest prosta, w liście który wysłał w lipcu 1810 r do "swego" ambasadora w Petersburgu, deklarował jasno że: "Nie myślę przywracać Polski"... "W tej chwili, gdy mam problem w Hiszpanii, a poza tym muszę na razie jeszcze utrzymać pokój z Rosją. Jeszcze, ale przyjdzie na to czas i to już wkrótce" - tak właśnie brzmiałyby słowa Cesarza, gdyby historycy potrafili czytać pomiędzy wierszami, a nie tylko opiniowali suche tło zapisanego tekstu. Żeby zrozumieć bowiem daną postać, trzeba wejść nieco głębiej w psychikę takiego człowieka, poznać go od środka, poznać go od sfery rodzinnej, politycznej, społecznej itd. itp. a Napoleon był człowiekiem który doskonale wiedział że pewnych rzeczy oficjalnie powiedzieć nie można, mało tego lubił wiele spraw załatwiać w sposób nieoficjalny lub półoficjalny (podobnie jak Marszałek Piłsudski, a do dzisiaj pozostały opinie ludzie - na przykład francuskich polityków z lat 30-tych, którzy oficjalnie twierdzą że nie było żadnej polskiej propozycji w kwestii wojny prewencyjnej z Niemcami w roku 1933, bo nic takiego nie zostało oficjalnie przedstawione na piśmie 😄). 




Już sam fakt że Napoleon wojnę z Rosją roku 1812 ogłosił "Drugą Wojną Polską" (pierwszą była kampania z lat 1806-1807) jest niezwykle symboliczna i zadaje kłam wszelkim twierdzeniom, jakoby Cesarz miał gdzieś Polaków i wykorzystywał ich jedynie jako swoiste "mięso armatnie". Jeszcze w 1809 r. wielki marszałek dworu cesarskiego Géraud Duroc przedstawił Cesarzowi tajny memoriał, w którym jasno stwierdzał, iż w interesie Francji i jej bezpieczeństwa jest nie tylko niedopuszczenie do jakiegokolwiek podzielenia Polski, ale wręcz przeciwnie, do Jej odbudowy i wskrzeszenia jako silnej zapory chroniącej Francję od Wschodu. Tak samo myślał Napoleon. Ambasadzie rosyjskiej w Paryżu udało się zdobyć treść tego memoriału i Kurakin wysłał go do Petersburga (już w roku 1810), dając Aleksandrowi jasne rozeznanie w intencjach Napoleona, oraz w tym, że mami go jedynie twierdzeniami o "nie odbudowywaniu Polski". Podczas rozmowy z Caulaincourt'em car zapytał poirytowany: "Jeśli pański cesarz nie nosi się z zamiarem odbudowywania Polski, to czemu codziennie, w publicznych dokumentach wymienia "Polskę" albo "Wielkie księstwo Warszawskie"? (...) Czy może chcecie ją odbudować? Jeżeli tak, to mówcie od razu, dajcie definitywną odpowiedź, chcę bowiem wiedzieć, czego mam się trzymać". 13 grudnia 1810 r. przyszła odpowiedź którą Rosjanie szybko zrozumieli, a mianowicie tego dnia senat Cesarstwa podjął decyzję o przyłączeniu do Francji księstwa Oldenburg, należącego do Wilhelma I z dynastii Holstein-Gottorp (z powodu choroby psychicznej Wilhelma, księstwem zarządzał jego kuzyn Piotr). Regent Piotr zaś był ojcem następcy tronu Oldenburga księcia Jerzego, który był jednocześnie mężem Katarzyny Pawłowny - siostry cara Aleksandra I. Co prawda decyzja Senatu Cesarstwa Francuskiego nie pozbawiła Piotra regencji, a po prostu... wchłonęła go razem z jego księstwem do Francji (🤭). Była to odpowiedź Napoleona dla Aleksandra, ale również dla jego siostry, która odmówiła małżeństwa z Napoleonem w roku 1808. W odpowiedzi car w grudniu 1810 r. otworzył rosyjskie porty na angielskie towary handlowe (tym samym łamiąc napoleońską Blokadę Kontynentalną Wielkiej Brytanii, na co Rosja zgodziła się w Tylży w roku 1807... a potem w Erfurcie w roku 1808), a jednocześnie nałożył car taryfę prohibicyjną na towary francuskie.




Nie dość na tym, bowiem już w styczniu 1811 r. zlecił Aleksander swemu sztabowi generalnemu (Stawka) opracowanie planu wojny z Francją, a raczej wielkiej inwazji rosyjskiej na Zachód która nosiła kryptonim: "Wiellikoje Dieło" (głównym celem tej inwazji było zdobycie Księstwa Warszawskiego). W ramach tego planu do już stojących na granicach Księstwa 100 000 rosyjskich żołnierzy, miało dołączyć drugie tyle. Francja w tym czasie (mocno zaangażowana w Hiszpanii), była zdolna wystawić do walki jedynie 60 000 żołnierzy, co razem z wojskiem Księstwa Warszawskiego (w liczbie również 60 000) i tak nie gwarantowało skutecznego utrzymania Księstwa. Mimo to Aleksander miał obawy. Powiedział otwarcie do swego przyjaciela księcia Adama Jerzego Czartoryskiego: "Jestem zdecydowany nie wszczynać wojny z Francją, dopóki nie zapewnię sobie współdziałania Polski. (...) Jeśli Polacy mnie wesprą, powodzenie sprawy i zwycięstwo jest pewne, gdyż nie polega ono na nadziei przewyższenia talentu Napoleona, lecz na aktualnym braku sił cesarza Francuzów". Innymi słowy zdawał sobie sprawę, że bez udziału "najlepszych żołnierzy na świecie" (za jakich bez wątpienia uważał Polaków), sukces tej operacji którą planował w roku 1811 (atak miał nastąpić w 1812) nie może się powieść. Gdy 15 sierpnia 1811 r. (w urodziny Cesarza Napoleona) ambasador Kurakin wystąpił z propozycją, aby za księstwo Oldenburg, Rosja uzyskała rekompensatę w postaci części ziem Księstwa Warszawskiego, Napoleon odrzekł - wielce zirytowany: "Zostaliście pobici pod Ruszczykiem (w toczonej wówczas przez Rosję wojnie z Imperium Osmańskim) gdyż mieliście za mało wojska, a wie pan dlaczego?! Bo aż pięć dywizji wycofaliście z armii naddunajskiej, by je pchnąć nad granice Polski! Znam wasze podstępy! (...) Caulaincourt może sobie mówić, co chce, a ja wiem dobrze, że car zamierza napaść na mnie! Nie jestem taki głupi, by przypuszczać, że wam chodzi o Oldenburg, o takie coś nikt się bić nie będzie! Wiem dobrze, o co wam chodzi! - o Polskę!!! (...) Przesyłacie mi tu różne plany dotyczące Polski. Otóż wiedzcie, że nie dam tknąć jednej wsi, jednego młyna, jednej piędzi polskiej ziemi, choćby nawet wasze wojska stały na wzgórzach Montmartre!!!" Kurakin wyszedł wówczas z Pałacu cały roztrzęsiony, a były to bowiem jedne z tych wybuchów złości Cesarza, które były niezwykle ekspresyjne. Jednak mocne słowa które padły owego dnia w otoczeniu korpusu dyplomatycznego państw Europy (i częściowo Azji), nie zostały rzucone na wiatr. Już bowiem nazajutrz (16 sierpnia) Napoleon wydał memoriam, w którym jasno określił cel zbliżającej się konfrontacji z Rosją, a sprowadzał się on do jednego: "odbudowy Królestwa Polskiego". Jeśli to jest instrumentalne traktowanie sprawy polskiej i Polaków jako "mięsa armatniego", to doprawdy współczuję tym, którzy tak myślą.




Napoleon nie chciał wojny z Rosją - i to jest fakt. Nie chciał, gdyż front hiszpański się załamywał (tam Francuzom szło tak źle, że już chyba gorzej nie mogło). Było oczywiste że jedynie osobista interwencja Napoleona na czele Wielkiej Armii może odmienić los fatalnej kampanii hiszpańskiej, ale Cesarz nie mógł ruszyć za Pireneje, gdyż miał nie rozwiązaną kwestię rosyjską na Wschodzie. Było bowiem oczywiste że car uderzy, jeśli Napoleon przekroczy granicę francusko-hiszpańską (o kontaktach rosyjsko-hiszpańskich w tej kwestii mógłbym też sporo napisać, ale nie wydaje mi się to w tym momencie istotne). Aby więc można było rozwiązać kwestię hiszpańską, należało najpierw pobić Rosję. Pokonać ją, zepchnąć w azjatyckie stepy i odbudować potężną Rzeczpospolitą na Wschodzie, będącą barierą odgradzającą Francję od ruskiego miru. I dlatego wojna roku 1812 został została nazwana "Drugą Wojną Polską". Rosjanie oczywiście nie pozostali dłużni w wojnie na tajnym froncie i wiedząc że starcie jest nieuniknione, zaczęli przekonywać zarówno Prusaków jak i Austriaków do wsparcia ich działań przeciwko Francji i... Polsce. W Wiedniu przedstawiciele cara twierdzili, iż: "Cele nasze są wspólne. Jeśli Rosja upadnie, Austria stanie osamotniona w obliczu potęgi Bonapartego i nic jej już nie uratuje!" W Berlinie też odżyła miłość rosyjsko-pruska (wielce zakochaną w Aleksandrze była królowa Prus, małżonka Fryderyka Wilhelma III - Luiza z Hanoweru - swoją drogą niezwykle piękna kobieta - która w nim właśnie widziała ocalenie i nadzieję nie tylko dla Prus, ale również dla siebie samej. Zmarła w roku 1810, była prababką ostatniego niemieckiego cesarza - Wilhelma II który abdykował w roku 1918). Oba te państwa zadeklarowały (oczywiście nieoficjalnie) że będą jedynie markować wsparcie dla Napoleona w zbliżającej się wojnie z Rosją. Cesarz wyjechał z Paryża 9 maja 1812 r. (wciąż jednak sądził że uda się przynajmniej opóźnić wojnę, dlatego jeszcze w maju wysłał do Petersburga swego przedstawiciela "ostatniego epigona pięknych dni Wersalu" - hrabiego Ludwika Marię Jakuba Narbonne-Larę (o którym mawiano że był nieślubnym synem Ludwika XV, był również ministrem w czasach Ludwika XVI). Ten 18 maja spotkał się z carem w Petersburgu. Podczas tej rozmowy car (wskazując na mapie Kamczatkę), stwierdził że nie ustąpi, gdyż ma gdzie się wycofać w razie czego. Dodał: "Przypominam sobie, co mówił do mnie cesarz Napoleon w Erfurcie. Że wojnę rozstrzyga upór. No więc ja go teraz przekonam, że zapamiętałem te nauki!" Wojna stała się więc faktem, a jedną największych armii jakie wzięły w niej udział (drugą zaraz po francuskiej) było Wojsko Polskie.




CDN.

piątek, 29 listopada 2024

WOKÓŁ AKTU 5 LISTOPADA - Cz. I

CZYLI JAK NIEMCY CHCIELI SOBIE STWORZYĆ "SWOJĄ" POLSKĘ?




 Jakiś czas temu rozmawiałem na X-ie z pewnym niemieckim doktorem historii (?), który przekonywał mnie że Niemcy w roku 1916 przywrócili niepodległą Polskę do życia po ponad stuletnim okresie zaborów, ogłaszając właśnie ów akt 5 listopada, w którym rzeczywiście miał powstać taki twór jak Polska. Wcześniej bowiem stwierdziłem, że warunkiem sine qua non odrodzenia niepodległej Polski, była klęska wszystkich trzech jej zaborców, czyli Rosji, Niemiec i Austro-Węgier. Ponieważ tamta rozmowa przypomniała mi się teraz, postanowiłem rozpocząć nową serię o tym, jak to Niemcy próbowały stworzyć "swoją" Polskę w roku 1916, jak i na ile im się to udało, oraz jakie były reakcje międzynarodowe (głównie rosyjskie) na ową deklarację. 

Zapraszam zatem do lektury.






RZECZYWISTOŚĆ POLITYCZNA 


"O wojnę powszechną za wolność ludów, 
Prosimy cię Panie.
O broń i orły narodowe, 
Prosimy cię Panie.
(...)
O niepodległość, całość i wolność Ojczyzny naszej, 
Prosimy cię Panie"


 Oto fragment "Litanii pielgrzymskiej" Adama Mickiewicza, w której autor (żyjący w pierwszej połowie XIX wieku - notabene Mickiewicz zmarł w Konstantynopolu w listopadzie 1855 r. po zatruciu się kebabem), doskonale zdawał sobie sprawę, że niepodległość Polski realnie musi być związana po pierwsze z wzajemną wrogością mocarstw zaborczych, a po drugie z wynikającą z niej wojną europejską (a być może nawet światowej) I o to właśnie się modlił w swej litanii - "o wojnę powszechną za wolność ludów". Polacy bowiem (głównie mam tutaj oczywiście na myśli polską szlachtę) za późno otrząsnęli się z marazmu XVIII wieku. Reformy jakie podjęto pod koniec tego stulecia, mające wewnętrznie wzmocnić państwo i stworzyć stałą armię, oraz wzmocnić władzę królewską czyniąc ją odtąd dziedziczną, przyszły za późno. Co prawda uchwalono pierwszą w Europie i drugą na świecie Konstytucję - 3 maja 1791 r. Ale już nie zdołano obronić tych reform w konfrontacji zarówno z agresją rosyjską (1792 r.) jak i rosyjsko-pruską (1794 r.). W każdym razie przetrwało to pocieszenie, że Polacy - wbrew innym narodom (jak choćby Hiszpanom, u których pierwsze reformy zainicjowały dopiero interwencyjne wojska francuskie po roku 1808), potrafili własnym działaniem politycznym (w obliczu pewnego rozpadu państwa trapionego wewnętrzną anarchią) zdobyć się na taką jedność, która pozwoliła zreformować kraj. Ocalić go już jednak nie była w stanie, gdyż zaborcy okazali się wyjątkowo zgodni w dziele zniszczenia Rzeczypospolitej. Ale upadek państwa był niczym kubeł zimnej wody na te wszystkie dotychczas zaślepione umysły, na tych wszystkich małych paniczyków którzy nie widzieli dalej niż koniec własnego nosa i tylko powtarzali "złota wolność, złota wolność", a prysła ona niczym sen złoty po utracie państwa.




Potrzeba odrodzenia tak świetnego państwa, pełnego wielkich tradycji i wspaniałej historii, stała się odtąd motorem działań przede wszystkim szlachty, która żyła odtąd pod zaborami w cieniu pamięci dawnych wieków. Jak pisał już w XX wieku Władysław Kamieniecki herbu Pilawa: "Dziesiątki senatorskich pokoleń, hetmańskie buławy i marszałkowskie laski, wielkie bogactwa, wspomnienia wielkich cnót i jeszcze większych zbrodni kształtowały od dziecka psychikę tych potomków najmożniejszych rodów dawnej Rzeczypospolitej. Literatura historyczna, a jeszcze bardziej tradycja domowa uczyła ich o zasługach i występach przodków. Zdrada Janusza Radziwiłła czy warcholstwo Jerzego Lubomirskiego było im wskazywane jako odstraszający przykład - wiedzieli, czego się mają wystrzegać. A jednocześnie budziło się w nich przeświadczenie, że w odrodzonej Ojczyźnie przypaść im winna rola pierwszoplanowa". Nie od razu, ale również wśród chłopów zaczęło kształtować się poczucie przynależności narodowej, przejawiające się odmiennością religijną, językową i obyczajową w stosunku do zaborców. Ale poczucie przynależności narodowej (lub też odrębności w stosunku do zaborców), nie oznaczało automatycznie poczucia świadomości narodowej. Można bowiem społeczeństwo polskie w czasach rozbiorów (poniekąd i wcześniej też, ale tamten okres nas nie interesuje) opisać na zasadzie czterech kręgów. Krąg pierwszy (zewnętrzny), to ludzie uważający się za "tutejszych" (głównie chłopi, często Rusini, Żydzi, lub Niemcy wyznania luterańskiego, a także polscy chłopi z bardzo słabym poczuciem przynależności narodowej). Krąg wyższy, to ludzie którzy posiadali już świadomość narodową (częściowo byli to chłopi, częściowo mieszczanie, a częściowo szlachta ze wschodnich rubieży Rzeczypospolitej o rusińskich korzeniach). Trzeci krąg, to obszar Polaków ożywionych świadomością polityczną, a ostatni czwarty a jednocześnie pierwszy krąg wewnętrzny) to krąg ludzi gotowych działać aktywnie w kwestii odzyskania niepodległości i zrzucenia jarzma niewoli.




Dla tych wszystkich ludzi odrodzona, niepodległa Polska, miała być krajem takim, jakim została wcześniej rozszarpana, czyli w najmniejszych granicach z roku 1771 (a były również plany odtworzenia wielkiej Rzeczpospolitej z XV, XVI i XVII wieku). Polska etnograficzna, Polska mała, nigdy - powtarzam to raz jeszcze: NIGDY! - nie wchodziła w zakres jakichkolwiek politycznych kalkulacji, a jeśli już, to tylko jako etap początkowy odrodzenia Państwa (tak, jak miało to miejsce chociażby w roku 1918). Dla polityków zachodnich, polityków brytyjskich, amerykańskich, częściowo również francuskich, włoskich, nie mówiąc już o Niemcach czy Moskalach - był to jasny dowód na polską zaborczość i imperializm. Oni bowiem tworząc państwa (jak choćby w Afryce) po prostu rysowali linie etnograficzne (linia Curzona z 1919 r.) lub tak jak w roku 1884/1885 na kongresie berlińskim, po prostu podzielono Afrykę wzdłuż linii narysowanych na mapie, w ogóle nie zaprzątając sobie głowy lokalnymi stosunkami tamtejszych plemion (i tak pozostało do dzisiaj, gdzie np. w jednym państwie afrykańskim są plemiona wzajemnie się nienawidzące, natomiast w państwach sąsiednich, plemiona ze sobą spokrewnione i bliskie). Świadomość narodowa bowiem Litwinów, Ukraińców czy Białorusinów tak naprawdę w wieku XIX była świadomością narodową Rzeczpospolitan (oczywiście mam tutaj na myśli głównie tamtejszą szlachtę, gdyż chłopstwo żyło jakby obok tego wszystkiego, w opisanym wyżej kręgu czwartym). A świadomość Rzeczpospolitan była nieodzownie zjednoczona ze świadomością bycia Polakiem (niekoniecznie w rozumieniu narodowościowym, ale politycznym). Losy tej walki o niepodległość układały się bardzo różnie na przestrzeni całego wieku XIX. Można powiedzieć że pomimo utraty państwowości w roku 1795, polska elita polityczna przetrwała na ziemiach polskich i ziemiach dawnej Rzeczpospolitej. Odrodzenie w roku 1807 małego, stworzonego przez cesarza Napoleona Wielkiego Księstwa Warszawskiego, było jedynie wstępem do odtworzenia dawnej Rzeczypospolitej (do czego dążył Cesarz w roku 1812, rozpoczynając "wojnę polską" z Rosją). Ale potem również w epoce podporządkowanego Rosji Królestwa Polskiego z lat 1815-1830, polska elita polityczna nie miała powodu aby opuszczać polskie ziemie i pozostała tutaj, nadal będąc siłą z którą należało się liczyć.




Dopiero po zakończeniu Powstania Listopadowego (1830-1831) i rozpoczęciu Wielkiej Emigracji (głównie na zachód Europy, ale również do USA) to był pierwszy taki czas w dziejach Narodu, w którym elita polityczna musiała opuścić swój własny kraj (to było zupełnie coś nowego, wcześniej niespotykanego na żadnym etapie polskiej historii). Emigranci jako punkt najważniejszy swego nowego osiedlenia wybierali Francję (z którą większość z nich była mocno związana jeszcze w czasach wojen napoleońskich, ale i później uważano Francję za "wyzwolicielkę ludów"). Sporo emigrantów (szczególnie na pierwszym etapie podróży) schronienie znalazło w państwach niemieckich, gdzie byli witani jak bohaterowie (w Niemczech bowiem odradzał się wówczas narodowy patriotyzm dążący do zjednoczenia ziem niemieckich i wszelkie ruchy rewolucyjne, powstańcze przeciwko dotychczasowym konserwatywnym władcom i zastanemu ancient regime uważano za pozytywne i dające nadzieję na zmianę rzeczywistości politycznej również w Niemczech i innych państwach Europy). Jedną z najbardziej znanych w Niemczech reakcji artystycznych na ówczesne wydarzenia w Polsce, stał się obraz "Finis Poloniae 1831" namalowany przez Dietricha Montena, na którym twórca przedstawił grupę przygnębionych, lecz dumnych polskich żołnierzy, którzy zgromadzili się obok słupa granicznego z napisem stanowiącym jednocześnie tytuł dzieła (swoją drogą zasługuje na uznanie wybitne znawstwo tego malarza w kwestiach polskich, gdyż słowa "Finis Poloniae" ponoć miał wypowiedzieć Tadeusz Kościuszko po klęsce pod Maciejowicami w roku 1794, natomiast na obrazie znajdował się również książę Józef Poniatowski na białym koniu, który utonął w nurtach Elstery podczas odwrotu spod Lipska w roku 1813, czyli w Powstaniu udziału brać nie mógł, ale autor i tak umieścił go na obrazie). 




Ostatnio w jednym ze swoich tweetów przywołany wcześniej przeze mnie niemiecki doktor historii stwierdził, że to nieprawda iż niemieckie państwo istnieje dopiero od roku 1871, gdyż przecież już na zamku Hambach w roku 1832 powiewano trójkolorową flagą niemiecką czarno-czerwono-złotą, nawołując do zjednoczenia Niemiec. To prawda, ale jak przystało na zwolennika AfD zapomniał on dodać, że podczas tej imprezy na zamku Hambach w Palatynacie było wielu Polaków, byłych powstańców listopadowych. Zapomniał też że powiewały tam biało-czerwone flagi, a także flagi z białym orłem, a podczas przemówienia niemiecki adwokat Johann Wirth stwierdził: "Tylko Niemcy są w stanie przyczynić się do odzyskania przez Polskę niepodległości. Nasz naród jest pod względem prawnym, jak i moralnym zobligowany do odpokutowania za ciężki grzech zniszczenia Polski. Nasz naród musi wreszcie przyjąć do wiadomości, że przywrócenie niepodległości Polski jest jego najpilniejszym, podstawowym zadaniem i leży w jego własnym interesie". Od tego też czasu zaczęto w Niemczech powtarzać często słowa polskiego hymnu narodowego: "Noch ist Polen nicht verloren" czyli "Jeszcze Polska nie zginęła" (w znaczeniu że nie wszystko stracone i wcześniej czy później dojdzie do zjednoczenia Niemiec). Podobnie było w marcu roku 1848, gdy w Berlinie tłumy mieszkańców przywitały owacyjnie wjeżdżającego tam Ludwika Mierosławskiego (zwolnionego z pruskiego więzienia, gdzie oczekiwał wyroku śmierci za próbę wywołania powstania w Wielkopolsce - czyli w ówczesnym Wielkim Księstwie Poznańskim). Gdy jednak Mierosławski wrócił do Wielkopolski i ponownie sformował oddział, który starł się w walkach z wojskiem pruskim, nastroje w Berlinie szybko się zmieniły. Zaczęto teraz Polaków, polskich powstańców przedstawiać w prasie i literaturze (głównie pruskiej) jako brutalnych oprawców Niemców i Żydów, podstępnych strzelców zza węgła. Już nie byli bohaterami jak w roku 1832, teraz twierdzono że Polacy stanowią zagrożenie dla państwa pruskiego i są niczym spiskowcy, którzy potajemnie przygotowują Niemcom istne nieszpory sycylijskie (było to krwawe powstanie antyfrancuskie na Sycylii, które wybuchło 30 marca 1282 r. i doprowadziło do obalenia rządzących wyspą od 1266 r. Andegawenów. Niektórzy historycy twierdzą też, że od tego właśnie momentu datuje się pojawienie w południowej Italii włoskiej mafii). 

Przychylność dla Polaków w Niemczech (a szczególnie w Prusach) zaczęła słabnąć. Prusacy uznali oni bowiem (podobnie zresztą jak pierwszy kanclerz Rzeszy Niemieckiej - Otto von Bismarck), że Polacy stanowią realne zagrożenie dla stabilności i bezpieczeństwa państwa. Przykładem tego było chociażby stanowisko niemieckiego poety Wilhelma Jordana, który zabrał głos podczas obrad parlamentu frankfurckiego w lipcu 1848 r. Stwierdził on bowiem że wszyscy ci Niemcy, którzy popierają odrodzenie Polski, to "sentymentalni głupcy"i mówił: "Polityka która apeluje do nas "oddajcie Polsce wolność, bez względu na koszty", jest polityką krótkowzroczną, polityką słabości, zapominającą o własnych interesach, polityką strachu i tchórzostwa. Przyszedł już chyba czas, aby ocknąć się z tego idealistycznego marzycielstwa, w którym zachwycaliśmy się sprawami wszystkich narodowości, pozostając sami w okowach haniebnego zniewolenia. Czas zbudzić się do życia w zdrowym narodowym egoizmie". Wtórował mu również historyk Rudolf Haym, który stwierdzał iż rozbiór Rzeczpospolitej "był sprawiedliwym sądem nad zepsutym do imentu narodem, który nie miał na tyle siły, aby samodzielnie obalić feudalizm" (co oczywiście jest bzdurą, gdyż Konstytucja 3 Maja stwarzała zupełnie nową rzeczywistość polityczno-społeczną). Co prawda sympatia dla Polski i Polaków pojawiła się w Niemczech jeszcze na krótko w czasie Powstania Styczniowego 1863-1864, ale coraz częściej w świadomości Niemców (zarówno tej politycznej, literackiej jak i codziennej-prasowej) wdzierał się nacjonalizm i "zdrowy narodowy egoizm". Otto von Bismarck bardzo obawiał się Polaków jako "wewnętrznego wroga Rzeszy" (i to w sytuacji kiedy Niemcy rosły w siłę, a Polski nie było nawet na mapach i nie było żadnych nadziei na jakiekolwiek odrodzenie naszego kraju w przyszłości). Jeszcze nim został kanclerzem Rzeszy, a nawet premierem Prus, w swym liście do siostry w roku 1861 tak pisał o Polakach w Rzeszy: "Bijcie Polaków tak długo, dopóki nie utracą wiary w sens życia; współczuję im ich sytuacji, ale jeżeli chcemy przetrwać, nie możemy zrobić nic innego, jak tylko ich wytępić. Wilk nic nie poradzi na to, że Bóg go stworzył jakim jest, a jednak do wilka strzela się, kiedy tylko można".




Rzeczywistość polityczna Polaków po upadku Cesarza Napoleona w roku 1815 była następująca: na ziemiach dawnej Rzeczpospolitej trzy mocarstwa rozbiorowe (Rosja Prusy i Austria) były teraz zespolone ze sobą wspólnym celem politycznym, który sprowadzał się do jednego, uniemożliwienia odrodzenia państwa Polskiego w przyszłości, a także w powołanym również ku temu celowi (czyli zakonserwowania decyzji traktatu wiedeńskiego) we wrześniu 1815 r. Świętym Przymierzu. Był to notabene pierwotnie pomysł Adama Jerzego Czartoryskiego - przyjaciela i doradcy młodego cara Aleksandra I z pierwszych lat jego panowania - z roku 1804. Czartoryskim jednak kierowała chęć zwiększenia swobód Polakom, żyjącym teraz w państwie moskiewskim jak reszta niewolników cara (inną sprawą była również jego niechęć do rewolucji francuskiej i obawa przed wpływami rewolucyjnymi w Polsce i w Rosji). To właśnie ten projekt stał się podstawą zawiązania sojuszu czterech mocarstw (Rosji, Prus Austrii i Wielkiej Brytanii) na zjeździe w Chaumont w marcu 1814 r. który (w założeniach) miał przetrwać również po pokonaniu Napoleona i stać się podstawą nowego układu sił w Europie. Jednak w roku 1815 na konferencji w Wiedniu Aleksander I postanowił nadać temu sojuszowi nieco inną, bardziej mistyczną podbudowę. Zafascynowany bowiem mistycyzmem (szczególnie po roku 1812 i zmuszeniu Wielkiej Armii napoleońskiej do odwrotu z Rosji) a także po spotkaniu z mistyczką Barbarą Julią Krüdener w roku 1815, carowi marzyła się federacja chrześcijańskich państw, kierujących się etyką (tę kwestię pewnie zaczerpnął od Franciszka Baadera - monachijskiego teozofa) i dlatego 10 września 1815 r zaproponował cesarzowi austriackiemu Franciszkowi I (jako cesarz byłego Świętego Cesarstwa Rzymskiego "narodu niemieckiego" - nad którym obecnie rozpaczają niemieccy zwolennicy teorii o istnieniu niemieckiego państwa przed rokiem 1871, a co według mnie słusznie zlikwidował Napoleon Wielki w 1806 r., bo był to konglomerat różnych, często skłóconych ze sobą krajów, zupełnie do siebie nie pasujących - występował jako II) i królowi Prus - Fryderykowi Wilhelmowi III, właśnie projekt Świętego przymierza, w którym kanclerz Metternich poczynił pewne zmiany i przyjęto go dopiero 26 września. W układzie tym trzej monarchowie deklarowali, że będą złączeni węzłami braterstwa i wzajemnie okazywać będą sobie pomoc, że w rządach wewnętrznych i zewnętrznych kierować się będą nakazami religii chrześcijańskiej, sprawiedliwości, miłości i pokoju. Do udziału w Świętym Przymierzu zaproszono wszystkie państwa europejskie z wyjątkiem muzułmańskiej Turcji (ale jej przedstawiciela zapewniono, że układ ten nie jest skierowany przeciwko Imperium Osmańskiemu). Bezpośrednio udział odmówił tylko papież Pius VII (ale to dlatego, że do tego układu dołączyć miały narody różnych wyznań), a także brytyjski następca tronu i regent Królestwa - książę Jerzy (który jednak zapewnił, że wszystkie zawarte w tym układzie kwestie są mu drogie). Do roku 1817 akt Świętego Przymierza podpisało łącznie 16 dużych państw (nie licząc drobnych niemieckich krajów). Aleksander I w 1820 r. zaproponował uczestnictwo w tym sojuszu również Stanom Zjednoczonym, ale ich przedstawiciel stwierdził, że USA nie miesza się do spraw europejskich.




Sojusz Świętego Przymierza stał się odtąd niewidzialnym łańcuchem, spajającym ze sobą przede wszystkim Rosję, Prusy i Austrię - czyli państwa rozbiorowe Rzeczpospolitej), chociaż tak na serio traktował ten układ jedynie Aleksander I, a wszyscy inni przywódcy mniej lub bardziej drwili z niego i nie uważali jego zapisów za w jakikolwiek sposób ważne, ale ponieważ Rosja odniosła wówczas wielki sukces militarny i polityczny, nikt nie miał odwagi aby sprzeciwić się carowi. Sojusz ten przetrwał długo, nawet wówczas, gdy samo Święte Przymierze rozpadło się (lub raczej po prostu przestało istnieć, gdyż nie było żadnego oficjalnego aktu odwołującego ten sojusz i jedynie można przyjąć, że nastąpiło to po roku 1822, gdy zaprzestano już zjazdów Świętego Przymierza - do tej pory było ich pięć, w 1818 w Akwizgranie, w 1819 Karlsbadzie, w 1820 w Opawie, w 1821 w Lublanie i w 1822 w Weronie). Pomimo dzielących państwa zaborcze różnic. Austria i Prusy wręcz się nie znosiły (czego przykładem niech będzie nieoficjalna radość, jaka zapanowała w Berlinie, gdy w roku 1805 Napoleon rozbił pod Austerlitz armię austriacko-rosyjską, podobnie choć już z mniejszą sympatią reagowano na klęskę Austrii w roku 1809). W Wiedniu żywiono obawę, że Berlin planuje odebrać Austrii pierwszoplanową pozycję w Związku Niemieckim i rzucić jej wyzwanie na tym polu. Natomiast Prusy i Austrię niepokoiła również mocarstwowa polityka rosyjska, gdzie z Austrią rysowały się już punkty konfliktowe (szczególnie na Bałkanach). Mimo to spajał te wszystkie trzy państwa niewidzialny łańcuch uzyskanych po roku 1815 zdobyczy, ale przede wszystkim najważniejszym powodem dla którego te państwa wzajemnie przeciwko sobie nie występowały zbrojnie przez całe dekady, była obawa przed ponownym odrodzeniem dawnej Rzeczpospolitej - i to była rzecz kluczowa.




CDN.

sobota, 23 listopada 2024

MOGLIŚMY TO WYGRAĆ! - Cz. VIII

CZYLI, CZY RZECZYWIŚCIE WOJNA ROKU 
1939 BYŁA Z GÓRY SKAZANA NA KLĘSKĘ?





SOWIECI NIE WCHODZĄ 
(TYMOTEUSZ PAWŁOWSKI)


DLACZEGO DOSZŁO DO WOJNY? 
Cz. IV





 Nikt, kto trwał w sojuszu z Niemcami, nie wychodził na tym dobrze (ja w ogóle zastanawiam się jaki sens mają te wszystkie dywagacje Zychowicza i jemu podobnych - a można takie odnaleźć również na YouTubie - które zadają "filozoficzne" pytanie: "A co by było gdyby w 1939 r. Polska sprzymierzyła się z Niemcami?". Przyznam się szczerze że coraz częściej doprowadzają mnie one do pasji, gdyż geopolityczne pojęcie tych ludzi jest tak mierne że szkoda gadać, szkoda strzępić języka. Nawet bowiem człowiek z niedorozwojem umysłowym zdawałby sobie sprawę z podstawowego faktu, iż na linii zgniotu, czyli na linii która najbardziej interesowała Niemcy hitlerowskie linii Moskwa - Warszawa -  Berlin - Paryż żaden kraj nie był w stanie przetrwać, choćby nie wiem jak dobrze wysługiwał się Niemcom, jego istnienie było skazane na zagładę. Hitler nie miał bowiem najmniejszego zamiaru zostawiać nawet kadłubowego państwa polskiego na tym terenie i choć oczywiście na początku bylibyśmy mu w jakiś tam sposób potrzebni - ale to też zależałoby od tego, jak bardzo bylibyśmy posłuszni i wykonywalibyśmy polecenia płynące z Berlina - jednak i tak wcześniej czy później nasz los był przesądzony. Ostatnio widziałem na jednej z niemieckich stron związanych z AFD ciekawą mapę, która pokazywała rozmieszczenie ludności polskiej i niemieckiej w roku 1939, a niżej taką, która powstałaby już po niemieckim zwycięstwie w II Wojnie Światowej. Tam kolor czerwony - czyli obszar zasiedlony przez Polaków - ograniczony był jedynie do niewielkiego terenu wokół Krakowa, cała reszta ziem polskich była niebieska, czyli niemiecka. I taka jest rzeczywistość, a nie jakieś pierdy Zychowicza i jego popleczników. Rzygać się chce jak się to czyta czy ogląda). Co więcej, państwo niemieckie w każdej formie - a szczególnie narodowosocjalistyczne - było państwem irracjonalnym. Pod każdym względem.

W 1914 roku rozpoczęło wojnę z Rosją od uderzenia na Francję (i to przez terytorium neutralnej Belgii) (w ogóle wojna z Rosją w koncepcji Bismarcka zawsze oznaczała niemiecką klęskę, bez względu na wynik wojny na froncie. Jeśli bowiem Niemcy taką wojnę militarnie by przegrały, utraciłyby znaczne tereny na wschodzie i realnie przestałyby być liczącym się graczem europejskim i światowym; natomiast gdyby taką wojnę wygrały, to również spowodowałoby to problemy, które mogły zakończyć się katastrofalnie dla Niemiec. A mianowicie Bismarck mówił wprost że tym problemem byliby po prostu Słowianie, którzy nagle w ogromnej liczbie znaleźliby się w granicach Rzeszy. Szczególnie zaś - i podkreślał to bardzo stanowczo - problem taki stanowiliby Polacy, którzy już wcześniej - jako poddani niemieckiego cesarza, sprawiali wiele kłopotów w niemieckiej polityce wewnętrznej. Teraz zaś pojawienie się tak wielkiej liczby Polaków byłoby dla Niemiec katastrofalne. Pewnym wyjściem z tej pułapki była naumannowska koncepcja mitteleuropy z roku 1915, choć tak naprawdę nie była ona pierwszą, bo już wcześniej powstawały podobne projekty. Jednak jej wyjątkowość polegała na tym, że Naumann całkowicie odrzucał jakąkolwiek przymusową formę germanizacji ludności słowiańskiej - głównie zaś Polaków. Pisał bowiem otwarcie że Polak który mieszka w Rzeszy, który nauczył się języka niemieckiego i pracuje wśród Niemców nie przestaje być Polakiem. Ma zupełnie inne problemy, cele i plany niż jego niemiecki współpracownik czy szef i tak będzie i tego się nie zmieni i nie warto nawet próbować tego zmieniać. Dlatego uważał politykę germanizacyjną Polaków za całkowicie błędną i skazaną na porażkę. On postanowił bowiem w inny sposób podporządkować sobie narody Europy Wschodniej, wychodząc z założenia że w zmieniającym się świecie istnienie państw małych (a za takowe uważał nie tylko Serbię, Belgię czy Rumunię, ale również Niemcy i Austro-Węgry) dobiegło kresu, że czas małych księstewek średniowiecznych już minął i teraz będą liczyły się tylko ogromne kolosy - taki jak choćby Rosja. Dlatego też projekt mitteleuropy miał być projektem "Wielkich Niemiec", bo nie chodziło tam o to, że byłby to jakiś konglomerat różnych narodów które by sobie tam jakoś gospodarowały w jednym związku, a po prostu Niemcy do kwadratu, a raczej do sześcianu. Oczywiście powstałyby lokalne królestwa czy księstwa takie jak Litwa, "państwo Niemców bałtyckich" czyli Łotwa i Estonia, Białoruś, Ukraina i oczywiście Polska, ale byłyby to twory całkowicie podporządkowane Niemcom we wszystkich aspektach gospodarczych, politycznych i militarnych. Oczywiście kulturowo mogły rozwijać własną tradycję, język i tak dalej i tym podobnie, ale kultura mitteleuropy byłaby zbudowana na kulturze niemieckiej - i on o tym pisał otwarcie. Gospodarka, a także wojskowość tych państw byłaby albo w rękach niemieckich bezpośrednio, albo też całkowicie kontrolowana przez Berlin za pomocą np obserwatorów czy doradców, gdyż wojska poszczególnych państw miały służyć tylko i wyłącznie na potrzeby mitteleuropy {swoją drogą, czy projekt scentralizowanej Unii Europejskiej z armią europejską nie przypomina tej właśnie koncepcji Naumanna z 1915 r.? Według mnie to jest praktycznie 1:1}. Twierdził też, że np. Polska nie może posiadać żadnego portu morskiego, aby nie była w stanie prowadzić samodzielnej polityki gospodarczej, gdyż polityka Polski - jak również innych satelit niemieckich - miała być podporządkowana tylko i wyłącznie... mitteleuropie).




W latach 20-tych i 30-tych - w chwili gdy elektronika stawała się najważniejszą z nauk - ograniczono ruch niemieckich radioamatorów. W tym samym czasie doprowadzono do emigracji olbrzymią liczbę naukowców. Gdy trwała walka o nowy kształt Europy, Niemcy masowo zarażali do siebie swych sąsiadów: gwałcąc, mordując, rabując, paląc. W czasie II Wojny Światowej Niemcy napadły zbrojnie na niemal wszystkich swoich sojuszników (jest taka anegdotka, której co prawda już dokładnie nie pamiętam, ale chodziło o to, że w roku 1944 Joachim von Ribbentrop - minister spraw zagranicznych Rzeszy, chcąc zrobić prezent führerowi, postanowił przekazać mu pięknie wydany zbiór wszystkich umów, zawartych przez III Rzeszę od początku wojny i okazało się, że nie mógł znaleźć żadnej takowej, której Niemcy do tej pory by nie złamali 🤭). Zaczęło się od Włoch w 1943 roku, w kolejnym roku przyszła kolej na Słowację i Węgry. Finlandię zaatakowano w 1944 roku pomimo znacznego oddalenia, a Rumunia nie miała nawet wspólnej morskiej granicy - jak Finowie - ale i tak stała się obiektem niemieckiej agresji. Jedynym wyjątkiem była Chorwacja, bo jej wierność zagwarantowano sobie innymi metodami - skłóceniem Chorwatów z Serbami (notabene rozpad Jugosławii i późniejsza wojna w tym kraju w roku 1991, był ściśle inspirowany przez zachodnio-niemiecki wywiad, gdyż w interesie jednoczących się Niemiec nie było aby na terenie tzw. mitteleuropy -  którą oni uważali za swój obszar wpływów - powstało coś na kształt projektowanego już wówczas (w roku 1989) przez państwa takie jak Polska, Węgry, Czechosłowacja czy Jugosławia -  kiełkującego Międzymorza w postaci projektu Inicjatywy Środkowoeuropejskiej). Stosunki pomiędzy tymi bliskimi niegdyś narodami do dziś pozostają największym chyba "dziedzictwem kulturowym" Niemców na Bałkanach. Sojusz pomiędzy Warszawą a Berlinem może wydawać się racjonalny - ale wszelkie analogie wskazują na to, że prędzej czy później jakiś Niemiec pokazałby swoje prawdziwe oblicze i okradł Muzeum Narodowe, rozstrzelał marszałka sejmu, wymordował polską inteligencję, zabił polskich Żydów, spalił Warszawę...



ZABAWNE ODNIESIENIE DO ZNISZCZENIA WARSZAWY PRZEDSTAWIONE W TEATRZE TELEWIZJI pt.: "19 POŁUDNIK"

3:33 - "Jesteśmy sojusznikami, przyjaciółmi na śmierć i życie? Jeżeli więc przyjaciel, sąsiad zrobi drugiemu coś brzydkiego... To co powinien zrobić? Przeprosić i naprawić winę albo szkodę... Klaus, mój przyjacielu z NATO, który wyrządziłeś mi krzywdę, no co ty jeszcze czekasz? Kiedy zamierzasz odbudować nam Warszawę?... Twoi koledzy swego czasu zburzyli nam Warszawę"

"Moi koledzy?"

"A co, moi?"

"To nie tak"

"A jak, sama się rozpadła?" 🤭

"Ja z tym nie mam nic wspólnego, ja się urodziłem w 1945 roku"

"To bardzo dobrze, czyli jesteś w pełni sił i masz bardzo dobry powód żeby ją odbudować..."




Czy Polska mogła zaakceptować sojusz z Niemcami? Technicznie nic nie stało na przeszkodzie. Moralnie nie byłoby to działanie hańbiące. Doświadczenie -  częściowo obecne w świadomości Polaków lat 30-tych - przemawiało raczej przeciwko takim związkom, ale być może Niemcy zachowywaliby się racjonalnie. Najważniejsza jednak była polska racja stanu. Polską racją stanu było utrzymanie suwerenności. To był jedyny cel istnienia Rzeczypospolitej od 1918 roku. Niemcy zaś proponowali, aby Rzeczpospolita z tej suwerenności zrezygnowała, wniwecz obracając poprzednie 20 lat pracy. Współczesnym odpowiednikiem niemieckich propozycji z 1939 roku byłoby zaproszenie Polski do Związku Białorusi i Rosji. Teoretycznie nic nie stoi na przeszkodzie... (Notabene na jednym z kanałów na YouTube Rosjanin który zamieszkał w Polsce jeszcze przed wybuchem wojny na Ukrainie, publikuje ciekawe filmiki, nazywa się Viacheslav Zarutskii - w jednym z ostatnich swoich internetowych felietonów stwierdził, że Rosjanie nie są w stanie zrozumieć dlaczego Polacy nie uczą się już języka rosyjskiego. Bo przecież rozumieją ten język i w ogóle powinni się go uczyć, bo jak inaczej nasze dzieci dogadają się z dziećmi polskimi? Odpowiedź jest bardzo prosta - uczcie się języka polskiego Moskale, języka przyszłości 👍. Polacy nigdy nie używali przecież cyrylicy, a Rosjanie naprawdę wierzą w to, że było inaczej? Odkąd Mieszko I w roku 966 przyjął chrzest z Rzymu a nie z Konstantynopola, związaliśmy się na trwałe ze światem Zachodu i jakkolwiek żałośnie by on dzisiaj nie wyglądał, to jednak tak było. Natomiast indolencja niektórych polityków zachodnich również rozbraja. Pamiętam taką ciekawostkę jak na początku lat 90-tych jakiś polityk z Francji przyjechał do Polski i był pod ogromnym wrażeniem że Polacy w ciągu kilku dosłownie lat przeszli z cyrylicy na alfabet łaciński. Był zdziwiony że to się nam udało tak szybko 😂. Głupiutki Francuzik 🤭).






Decyzja Warszawy, żeby nie wchodzić w sojusz z III Rzeszą, była decyzją jedną możliwą. Ryzyko, które ten wybór niósł ze sobą, nie było większe od tego, które pojawiało się przy każdej walce o suwerenność. Można porównać je do tego, jakie pojawiło się gdy - wraz z wygaśnięciem klauzuli najwyższego uprzywilejowania w początkach 1925 roku - Niemcy postanowili wymusić na Polakach ustępstwa poprzez wstrzymanie importu surowców z Rzeczpospolitej i zwiększenie cła eksportowego. Warszawa podjęła rzuconą rękawicę i - chociaż wojna celna przyniosła większe straty Polsce - to jednak suwerenność została obroniona. W 1939 roku stawka była niemal taka sama jak 14 lat wcześniej, choć sytuacja obu państw nieco inna. Niemcy były na pewno potężniejsze militarnie niż w roku 1925. Polska okrzepła z kolei gospodarczo, a jej sytuacja militarna poprawiła się o tyle, że przestała być zależna w tak dużym stopniu od dostaw sojuszniczych jak w latach 20-tych. Odmienna była również sytuacja polityczna. O ile czynnik sowiecki miał niemal taką samą wagę w roku 1925, co w 1939, to zmieniło się położenie samych Niemiec. W pierwszej połowie lat 20-tych izolowano je politycznie, a ich adwokatem była Wielka Brytania. Wynikało to przede wszystkim z zasady równowagi sił i niechęci Londynu wobec Francji i jej sojuszników - a więc Polski. W 1939 roku izolacja Niemiec należała do przeszłości, ale Brytyjczycy występowali przeciwko Rzeszy. Rzeczywistych sojuszników III Rzesza nie miała zbyt wielu. Sympatyzujące z Berlinem Rzym i Tokio, sympatią darzyły również Warszawę, a problemy łatwiej było rozwiązać wbrew Niemcom niż wraz z nimi. Czecho-Słowacja, będąca jedynym oficjalnym aliantem Niemców, w marcu 1939 roku - podczas wydarzeń zwanych czasem idami marcowymi - została uznana za niegodną zaufania i rozmieniona na drobne. Czechy i Morawy stały się państwem niemal zupełnie pozbawionym armii, Słowacja miała armię nieliczną i słabo dowodzoną (w armii czechosłowackiej nie powierzano funkcji dowódczych Słowakom), a Zakarpacie zostało zajęte przez Węgrów. Oczywiście związanie Czech i Słowacji z III Rzeszą miało dla Niemców skutki pozytywne: znacznie zwiększyło potencjał gospodarczy oraz powiększyło głębię operacyjną śląskiego place d'armes. Jednak berlińscy politycy popełnili wiele błędów, mogli bowiem doprowadzić do rzeczywistego okrążenia Rzeczypospolitej, a nie tylko połowicznego oskrzydlenia.

Niemiecka decyzja popierająca rozpad Czecho-Słowacji była - z punktu widzenia Warszawy - bardzo dla nas korzystna. Rząd w Pradze był wobec Polski nastawiony bardzo agresywnie i atakował Rzeczpospolitą za każdym razem, gdy miał ku temu okazję. To znaczy: za każdym razem, gdy Rzeczpospolita była osłabiona. Praga wysyłała swoje jednostki wojskowe za linię graniczną w roku 1919, 1920 i 1945. Duetowi Masaryk-Beneš, a po 1945 Beneš-Masaryk junior - w ataku na Polskę ani razu nie przeszkodził fakt, że oba państwa należały do tej samej konstelacji politycznej. Skoro Czesi nie wahali się uderzać na Polskę, gdy odbierali dyrektywy płynące z - zaprzyjaźnionych faktycznie lub formalnie z Warszawą - Paryża i Moskwy, to wątpliwe jest, żeby zawahali się uderzyć, gdyby dyrektywy odbierali z Berlina. Najprawdopodobniej kilkanaście doskonale wyposażonych dywizji czechosłowackich uderzyłoby wraz z Wehrmachtem na Rzeczpospolitą - i to uderzyłoby bardzo chętnie. Mogłoby jednak nie dojść do bezpośredniej agresji Czechów na Polskę (tak samo jak w 1942 i 1943 roku, gdy Adolf Hitler - pomimo próśb prezydenta Emila Hachy - uznał sprzymierzone z III Rzeszą wojska czeskie za niegodne wzięcia udziału w walkach przeciwko bolszewikom na froncie wschodnim). Jednak nawet wówczas mógłby skorzystać z linii komunikacyjnych biegnących wzdłuż Czecho-Słowacji i skierować swoje wojska do głębokiego oskrzydlenia Rzeczypospolitej od południa - ze Słowacji lub Rusi Zakarpackiej (stamtąd mogli też zneutralizować linie komunikacyjne biegnące przez Rumunię). Niemcy stopniowo tracili te szanse - tak zgodnie ze staraniami Warszawy, jak i nieco obok nich. Wyzwolenie Śląska Cieszyńskiego w 1938 roku spowodowało przerwanie północnej linii kolejowej biegnącej ze wschodu na zachód. Miesiąc później Niemcy oddali Węgrom - podczas arbitrażu wiedeńskiego - południową linię kolejową biegnącą ze wschodu na zachód Czecho-Słowacji. Wreszcie w marcu 1939 roku Madziarzy inkorporowali Zakarpacie, uzyskując w ten sposób wspólną z Polską granicę. 




Trudno zgodzić się z lansowaną powszechnie tezą, że "głębokiego oskrzydlenia od południa w żadnej mierze nie mogło zrekompensować zajęcie Ukrainy Zakarpackiej przez Węgrów". "Głębokiego oskrzydlenia" po prostu nie było, zapobiegło mu skuteczne działanie polityczne i militarne Warszawy. O "głębokim oskrzydleniu" nie decyduje przebieg granic, ale dostępność linii komunikacyjnych: te zaś - dzięki wyzwoleniu Zaolzia - kończyły się w 1939 roku w tym samym miejscu, co w roku 1938 (a nawet kilkanaście kilometrów dalej na zachód). Polska wykorzystała też doskonale błędy niemieckiej polityki nadbałtyckiej. Najpierw - korzystając z zamieszania wywołanego anszlusem - udało się Rzeczypospolitej unormować stosunki z Litwą kowieńską. Państwo to przez większą część lat 20-tych i 30-tych było najbardziej agresywnym polskim sąsiadem, chętnym do ataku na Polskę jeszcze bardziej niż Czesi czy Rosjanie. Nawet po nawiązaniu w 1938 roku stosunków dyplomatycznych pomiędzy Kownem a Warszawą nienawiść północnych sąsiadów do Polski była tak wielka, że potrzeba by wielkich starań, żeby zniechęcić Litwę kowieńską do agresji na Polskę. A jednak Niemcy dokonali niemożliwego! 23 marca 1939 roku niemieckie siły zbrojne zajęły okręg Kłajpedy, "przywróciły do macierzy" kilkadziesiąt tysięcy Prusaków i skutecznie zmieniły antypolskie resentymenty w Kownie na resentymenty antyniemieckie. 9 maja 1939 roku do Warszawy przybył generał Stasys Raštikis - wódz naczelny litewskich sił zbrojnych - i zaoferował Polsce życzliwą neutralność w nadchodzącym konflikcie polsko-niemieckim. Jak mogłaby wyglądać wojna pomiędzy Polską a Niemcami, gdyby Berlin zimą 1939 roku podjął inne decyzje polityczne? Gdyby nie dokonał agresji ani na czecho-Słowację, ani na Litwę kowieńską? Gdyby nie zalarmował Rzeczypospolitej - i jej sojuszników - z tak dużym wyprzedzeniem? (Oczywistym jest że zwycięstwo nad Niemcami w roku 1939 czy 1940 mogło zostać odniesione jedynie wspólnym wysiłkiem wszystkich członków sojuszu, czyli Polski, Francji i Wielkiej Brytanii, gdyż Hitler uczynił z Wehrmachtu prawdziwą maszynkę do zabijania, której realnie (ani w roku 1939 ani w 1940 w krótkich kampaniach nie była w stanie sprostać żadna ówczesna armia europejska. Jedynie morze gwarantowało tymczasowe bezpieczeństwo, co pokazała paniczna ewakuacja Brytyjczyków spod Dunkierki. Ale wspólna akcja zbrojna, taka, która trwałaby kilka, kilkanaście miesięcy, doprowadziłaby Wehrmacht na skraj upadku, gdyż realnie zacząłby tracić w walkach sprzęt i amunicję, których zastępowalność byłaby mniejsza niż potrzeby wojenne. Tak naprawdę Wehrmacht zaczął powoli odczuwać problemy z tym związane niestety dopiero w drugiej połowie 1940 r. w chwili rozpoczęcia bitwy o Anglię. Dlatego wcześniej spokojnie łamał czy to Polskę czy Francję, bo państwa te działały samodzielnie przeciwko militarnemu potworowi, którego stworzył Hitler na potrzeby podboju Europy i Świata).




CDN.