Łączna liczba wyświetleń

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą WOJSKO POLSKIE. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą WOJSKO POLSKIE. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 8 kwietnia 2025

UMIESZ LICZYĆ, LICZ NA SIEBIE - Cz. III

CZYLI O TYM, JAK POMAGALI NAM W WALCE Z BOLSZEWICKIM NAJAZDEM ZACHODNI SOJUSZNICY W ROKU 1920





"OJCZYZNA MOJA TO PRAOJCÓW SŁAWA, SZCZERBIEC CHROBREGO, CECORSKA BUŁAWA. TO DUCH RYCERSKI, SZLACHETNY A MĘSKI - TO NASZE WIELKIE ZWYCIĘSTWA I KLĘSKI!"


 Nim rozpoczęły się polsko-ukraińskie walki o Lwów i Galicję Wschodnią, na fali Rewolucji Lutowej w Rosji i stworzeniu w Piotrogrodzie Rządu Tymczasowego 15 (2 - data według kalendarza juliańskiego, obowiązującego jeszcze wówczas w Rosji, który był opóźniony w stosunku do kalendarza gregoriańskiego o jakieś 13 dni w wieku XX) marca 1917 r. (najpierw na jego czele stanął Gieorgi Lwow, a potem od 20 (7) lipca 1917 r. Aleksander Kiereński), już 17 (4) marca 1917 r. w Kijowie powstała ukraińska Centralna Rada, stawiająca sobie za cel reprezentowanie narodowych interesów Ukraińców. Zwołała ona w dniach 17-21 kwietnia (odtąd daty przytaczam tylko w kalendarzu gregoriańskim) do Kijowa I Ukraiński Zjazd Narodowy, w którym uczestniczyło przeszło 1000 delegatów reprezentujących różne ukraińskie ugrupowania polityczne, zawodowe i kulturalne. Żądano na nim wyznaczenia granic Ukrainy "zgodnie z wolą ludu" oraz udziału przedstawicielstwa ukraińskiego w przyszłej konferencji pokojowej. Na tym zjeździe wyłoniono tzw. Małą Radę składającą się z prezydenta (Hruszewski), dwóch wiceprezydentów, sekretarzy Rady, oraz po dwóch reprezentantów każdej z ukraińskich partii politycznych. W kolejnych tygodniach maja i czerwca 1917 r. zwoływano inne zjazdy: Wojskowy i Chłopski. Szybko też doszło do konfliktu pomiędzy Centralną Radą a rosyjskim Rządem Tymczasowym, który widział w poczynaniach Ukraińców świadomą akcję zmierzającą do rozbicia Rosji. Coraz więcej głosów na Ukrainie nawoływało do ogłoszenia autonomii i zaprzestania konsultacji z Rządem Tymczasowym (były też głosy jawnie nawołujące do niepodległości). Wiedząc że konflikt jest nieunikniony, Centralna Rada poczęła organizować własne siły zbrojne i jeszcze w kwietniu 1917 r. w miejscowości Zwienihorodka (w guberni kijowskiej) zaczęto formować ochotniczą formację Wolnych Kozaków (w październiku 1917 r. liczyli oni już 60 000 żołnierzy). Atamanem tej formacji został gen. Paweł Skoropadski.

23 czerwca 1917 r. Centralna Rada ogłosiła I Uniwersał w którym proklamowała autonomię Ukrainy i tworzyła rząd autonomiczny - Sekretariat Generalny (od 28 czerwca - a jego czele stanął niejaki Wynnyczenko). Jednak konflikt Centralnej Rady z Rządem tymczasowym został zażegnany już 13 lipca, gdy zawarto ugodę z Kiereńskim, wymierzoną głównie przeciwko bolszewikom działającym na Ukrainie. Kwestia autonomii Ukrainy miała zostać odłożona do czasu zwołania Ogólnorosyjskiego Zgromadzenia Ustawodawczego, choć Centralna Rada stała się przedstawicielką Rządu Tymczasowego w pięciu guberniach (kijowskiej, podolskiej, połtawskiej, wołyńskiej i części czernihowskiej), a składała się z 822 przedstawicieli. Efektem tego porozumienia było wydanie 16 lipca przez Centralną Radę II Uniwersału, w którym informowano o pełnym poparciu dla Rządu Tymczasowego. W dniach 16-20 lipca 1917 r. bolszewicy Włodzimierza Lenina (którzy już od maja byli przygotowani do przejęcia władzy), wzniecili pucz w Piotrogrodzie. Zakończył się on jednak ich klęską, Rząd Tymczasowy dokonał wielu aresztowań działaczy bolszewickich, a sam Lenin musiał uciekać do Finlandii (gdzie żył pod zmienionym nazwiskiem i ogoloną brodą). Te wydarzenia doprowadziły również na Ukrainie do ataków na siedziby miejscowych komitetów Socjaldemokratycznej Partii Robotniczej Rosji (bolszewików). Rozpoczęły się aresztowania w Charkowie, Odessie, Winnicy i oczywiście w Kijowie (oliwy do ognia dolały również niepowodzenia na froncie i załamanie się ofensywy rozpoczętej 30 czerwca, a zakończonej już 11 lipca 1917 r. głównie na Froncie Galicyjskim, ale również w rejonie Wilna. Stracono tam prawie to 60 000 żołnierzy zabitych, rannych i wziętych do niewoli. To też wywołało gniew przeciwko bolszewikom, jako winnym akcjom defetystycznym i poniemieckim).


BOLSZEWICKA PROPAGANDA Z CZASÓW WOJNY DOMOWEJ 
(Na pierwszym planie admirał Kołczak) 



Po upadku "białego" puczu gen. Ławra Korniłowa w Piotrogrodzie (10 - 13 września 1917 r.), dążącego do objęcia władzy w Rosji i obalenia rządu Kiereńskiego, jego echa wystąpiły również i na Ukrainie. W Berdyczowie aresztowano kilku uczestników puczu którzy znaleźli się na Ukrainie, w tym gen. Antona Denikina - bliskiego współpracownika Korniłowa. Jednak gdy 7 listopada (25 października) 1917 r. wybuchła w Piotrogrodzie rewolucja bolszewicka i obalono rząd kiereńskiego wprowadzając bolszewicką dyktaturę, pozycja Sekretariatu Generalnego i Centralnej Rady na Ukrainie również zaczęła się pogarszać. Już 11 listopada 1917 r. komuniści próbowali przejąć władzę w Kijowie i początkowo rzeczywiście udało im się wyeliminować wiele agend Rządu Tymczasowego oraz Centralnej Rady, ale oddziały ochotnicze Wolnych Kozaków szybko sobie z nimi dały radę i już 13 listopada Centralna Rada odzyskała władzę nad miastem. Nawiązano też kontakt z operującym nad Donem gen. Aleksem Kaledinem, mianując go "atamanem wojska dońskiego". Starał się on przywrócić władzę Rządu Tymczasowego na kontrolowanych przez siebie obszarach. W tym czasie zaś zdominowana przez bolszewików Rada Komisarzy Ludowych w Piotrogrodzie, ogłosiła 15 listopada 1917 r. "Deklarację Praw Narodów Rosji" w której uznawała prawo wszystkich narodów zamieszkujących dawną Rosję do swobodnego decydowania o własnym losie (m.in. prawo narodu polskiego, jednak trzeba pamiętać że było to tylko i wyłącznie działanie czysto propagandowe. Tak naprawdę celem bolszewików było wywołanie rewolucji bolszewickiej w Europie, Rosja zaś była tylko odskocznią która miała zanieść żagiew rewolucji na Zachód. Lenin bowiem nigdy nie zamierzał budować komunizmu w samej Rosji, jeśli już to w Niemczech, ale nie w Rosji - którą uważał za zacofaną i niezdolną do realnego stworzenia dyktatury proletariatu).

Pod wpływem tej deklaracji, już 20 listopada Centralna Rada ukraińska wydała swój III Uniwersał, w którym proklamowano utworzenie niezależnego państwa Ukraińskiej Republiki Ludowej, obejmującej ziemie zamieszkane w większości przez Ukraińców (choć jednocześnie deklarowano utrzymanie federacyjnego związku z Rosją). Szybko jednak okazało się że nowe państwo jest ponownie zagrożone przez bolszewików, którzy zyskiwali coraz większą władzę w Radach Delegatów Robotniczych i Żołnierskich na różnych terenach Ukrainy, tym bardziej że wciąż toczyła się wojna z Niemcami i Austro-Węgrami, z której to Centralna Rada nie chciała się wycofać. 16 grudnia 1917 r. bolszewicka Rada Komisarzy Ludowych wydała "Manifest do narodu ukraińskiego", w którym uznawała oficjalnie niepodległość Ukrainy, jednocześnie skierowała do Centralnej Rady ultimatum, domagając się zaprzestania rozbrajania formacji bolszewickich i przepuszczenia przez tereny ukraińskie, oddziałów tworzącej się Armii Czerwonej. Tekst bolszewickiego ultimatum został odrzucony przez Centralną Radę. W grudniu bolszewicy zajęli Charków, gdzie na zorganizowanym w dniach 24-25 grudnia 1917 r. zjeździe stwierdzono, iż: "Od chwili obecnej władza na terytorium Republiki Ukraińskiej należy wyłącznie do Rad Delegatów Robotniczych, Żołnierskich i Chłopskich (...) Ukrainę ogłasza się Republiką Rad!" Już 27 grudnia powołano Sekretariat Ludowy Ukraińskiej Republiki Robotniczo-Chłopskiej, czyli pierwszy rząd Ukrainy sowieckiej. W kolejnych dniach stojący na czele Czerwonej Gwardii - Włodzimierz Antonow-Owsiejenko skierował swe siły z Charkowa przez Połtawę do Czerkas, a stamtąd na południe, ku Jakaterynosławowi. Nie udał się anty-sowiecki pucz, przygotowany przez dowódcę Frontu Rumuńskiego gen. Szczerbakowa. Już w styczniu 1918 r. bolszewicy zajęli po ciężkich walkach Odessę, Mikołajów, Chersoń i Aleksandrowsk. Utworzono też pułk Czerwonych Kozaków, na czele którego stanął Witalij Prymakow.





Front bolszewicki zbliżał się już do Kijowa, padały kolejne miasta, a w samym Kijowie bolszewicy zorganizowali powstanie (15 stycznia 1918 r ). Główne uderzenie szło z dwóch stron, od strony "Arsenału", gdzie podążali zmobilizowani przez bolszewików robotnicy, i ze strony dzielnicy Padoł, gdzie skoncentrowano oddziały czerwonogwardyjskie. Krwawe walki trwały do końca stycznia i początku lutego. Ostatecznie oddziały gen. Semena Petlury zdobyły "Arsenał" i krwawo rozprawiły się z jego obrońcami. Ale 4 lutego do lewobrzeżnej strony Kijowa wkroczyły oddziały Gwardii Czerwonej Antonowa-Owsiejenki, zajmując przedmieście Darnicę i opanowując most na Dnieprze. Wojska ukraińskie (i tym członkowie Centralnej Rady) ewakuowali się do Żytomierza, a do 8 lutego cały Kijów został opanowany przez bolszewików, gdzie 12 lutego zainstalował się rząd Ukrainy Sowieckiej. W styczniu 1918 r. opanowane przez bolszewików zostało również Zagłębie Donieckie (które w marcu Komitet Centralny partii bolszewickiej uznał za "nierozłączną część Ukrainy" - gdyż pojawiły się głosy o włączenie tego obszaru bezpośrednio do Rosyjskiej Republiki Sowieckiej). W tym czasie (1 lutego 1918 r.) Ukraińska Republika Ludowa została uznana przez Niemcy i Austro-Węgry, a 9 lutego podpisany został traktat pokojowy. Jako granicę uznano na południu dotychczasową granicę rosyjsko-austriacką z 1914 r. a na północy przebiegającą od Tarnogrodu przez Biłgoraj, Szczebrzeszyn, Krasnystaw, Puchaczów, Radzyń Podlaski, Międzyrzecz, Mielnik, Kamieniec Litewski i Próżany. Jednocześnie w Brześciu nad Bugiem trwały rozmowy niemiecko-austro-węgiersko-bolszewickie, gdyż od 15 grudnia 1917 r. Rosja Sowiecka zawarła rozejm z Niemcami i Austro-Węgrami na froncie. Mimo to wysłannik sowiecki na rozmowy pokojowe Lew Trocki nie chciał się zgodzić na niemieckie warunki, licząc na szybki wybuch rewolucji bolszewickiej w Europie Zachodniej, szczególnie zaś w Niemczech. Efektem tej odmowy był szybki atak niemiecki na froncie, który do końca lutego posunął front daleko na wschód (Niemcy opanowali całą Estonię i Łotwę, dochodząc do Narwy, podeszli pod Psków, zajęli twierdzę Dyneburg, zdobyli Mińsk i Połock, zajęli Homel, a 1 marca 1918 r. wkroczyli do Kijowa (rząd Ukrainy Sowieckiej uciekł do Jakaterynosławia), Berdyczowa i winnicy. Te sukcesy zmusiły bolszewików do przyjęcia niemieckich warunków pokojowych i 3 marca 1918 r. w Brześciu nad Bugiem podpisano traktat na warunkach narzuconych przez Państwa Centralne.




Wraz z wojskami niemieckimi do Kijowa wróciła Centralna Rada ukraińska. 22 marca na wniosek Dymitra Antonowicza (już pod niemiecką kontrolą) uchwalono ustawę o godle Ukraińskiej Republiki Ludowej którym został stylizowany trójząb (tryzub) w wieńcu laurowym, przejętym z monety księcia kijowskiego - Włodzimierza Wielkiego. Realnie Ukraina stała się niemiecką kolonią i była częścią przygotowywanego planu Mitteleuropy (już w kwietniu Centralna Rada musiała się zgodzić na wysłanie do Niemiec i Austro-Węgier znacznych ilości produktów żywnościowych, w tym przeszło 45 000 ton mięsa, niemal miliona ton zboża, 500 000 sztuk jajek itd, natomiast kraj był totalnie wyczerpany i zniszczony przedłużającą się wojną). Wielu ukraińskich patriotów zaczęło protestować wobec tym nakazom, co doprowadziło (28 kwietnia 1918 r.) do aresztowania przez Niemców na posiedzeniu Centralnej Rady kilku działaczy ukraińskiego ruchu narodowego. Nazajutrz zaś Centralna Rada - jakby nigdy nic - uchwaliła konstytucję Ukraińskiej Republiki Ludowej i wybrała Hruszewskiego prezydentem tejże republiki. Konstytucja deklarowała iż Ukraina jest państwem niepodległym, a jej granice są nienaruszalne, jednocześnie najwyższą władzą ustawodawczą miało być Zgromadzenie Narodowe (Wsenarodni Zbory), wykonawczą - Rada Ministrów Ludowych. Przyznano autonomię polityczną mniejszościom: rosyjskiej, żydowskiej i polskiej. Jednocześnie tego samego dnia (czyli 29 kwietnia) na zjeździe ukraińskiej partii chłopskiej gen. Paweł Skoropadski (przy poparciu Niemców) został okrzyknięty "hetmanem Ukrainy". Ogłosił on powstanie państwa ukraińskiego (Ukrajinśka Derżawa) i proklamował się jego jednowładcą. Dotychczasowy rząd został aresztowany. Przywrócił on przedrewolucyjne porządki (w tym prywatną własność środków produkcji). W tym czasie wojska niemieckie dotarły do Rostowa i Charkowa nad Donem, opanowując praktycznie całą Ukrainę (w tym Krym wraz z Sewastopolem i Kerczem).

W dniach 5-12 lipca 1918 r. w Moskwie odbył się I Zjazd Komunistycznych Organizacji Ukrainy, na którym powołano do życia Komunistyczną Partię (bolszewików) Ukrainy. Przygotowywano się teraz do wywołania na Ukrainie powszechnego powstania ludowego przeciwko rządom "hetmańszczyzny" - czyli proniemieckiej dyktaturze Skoropadskiego. I rzeczywiście, bunty wybuchały już od lata 1918 przeciwko rządom Niemców i ich mianowańca, co doprowadziło do tego, że rządy Skropadskiego utrzymały się tylko w miastach, a wsie praktycznie były poza kontrolą Hetmanatu. W tych warunkach bolszewicy postanowili 5 sierpnia wywołać powstanie na Ukrainie, które jednak zakończyło się katastrofą i już dwa dni później musiano je odwołać. Podpisanie kapitulacji Niemiec na Froncie Zachodnim - 11 listopada 1918 r. doprowadziło również do zakończenia reżimu Skoropadskiego na Ukrainie (choć w samym Kijowie nadal trzymał się mocno). 14 listopada ukonstytuował się w Białej Cerkwi pięcioosobowy Dyrektoriat, na czele którego stanął Wynnyczenko. Tam też stacjonowała 3 500 formacja Strzelców Siczowych dowodzona przez Eugeniusza Konowalca i Andrzeja Melnyka. Dowództwo nad siłami zbrojnymi Dyrektoriatu objął Semen Petlura, który ruszył na Kijów przeciwko Skoropadskiemu i 14 grudnia 1918 r. zdobył miasto, ostatecznie likwidując Hetmanat (sam Skoropadski uciekł do Niemiec).




A tymczasem nocą z czwartku na piątek 31 października na 1 listopada 1918 r. we Lwowie, formacje ukraińskie z koszar przy ul. Jabłonowskich, św. Piotra i Pawła, oraz Zyblikiewicza, obsadziły najważniejsze gmachy miejskie (Magistrat, Policję, Pocztę Kolej), wywieszając tam flagi żółto-niebieskie. Rankiem zdążający na cmentarze ludzie (gdyż był to dzień Wszystkich Świętych), ujrzeli owe flagi, a także porozlepiane na mieście odezwy Ukraińskiej Rady Narodowej, proklamujące powstanie Zachodnioukraińskiej Republiki Ludowej ze stolicą we Lwowie. Atamanem tego tworu państwowego został Dymitr Witowski. Ogłosił on mieszkańcom Lwowa wydanie wszelkiej broni (tej, której jeszcze nie zabrali Rosjanie po 1914 r.), a także wprowadził godzinę policyjną od 18:00 i zakaz zgromadzeń. Ludność polska, która we Lwowie stanowiła znaczną większość, postanowiła zaprotestować wobec tym ukraińskim gwałtom. Jego przejawem było ściągnięcie z wieży ratuszowej żółto-niebieskiej flagi ukraińskiej, a zawieszenie tam flagi miejskiej. Natomiast Polacy chwycili za broń i rozpoczęły się walki o Lwów. Do walki garnęła się głównie młodzież, a nawet dzieci (notabene Aleksandra Bitschan-Zagórska zorganizowała formację wojskową zwaną Ochotniczą Legią Kobiet - OLK-a, która liczyła 17 kobiet z bronią i 410 w służbach pomocniczych). Łącznie do obrony Lwowa zaangażowało się 6022 osoby (chodź nazwa ta też jest myląca, gdyż były to głównie ataki na pozycje ukraińskie, a nie obrona) z czego poległo 439 (w tym 12 kobiet), rannych zostało 760 żołnierzy i 150 cywilów. Ukraińców zginęło 250 a zostało rannych ok. 500 żołnierzy. I tak, najdzielniej biły się dzieci, o dorosłych nie można już tego powiedzieć. Najmłodszy żołnierz z karabinem miał zaledwie 9 lat, dziesięciolatków było pod bronią siedmiu, a dzieciaków do 15 roku życia łącznie 501. Zginęło z nich 30. 16 i 17-latków poległo 84. 




W wydanej w latach 30-tych "Obronie Lwowa" liczącej 3 tomy (najgrubszy liczył 1096 stron) znajduje się taki opis: "(...) małe szkraby drwiąc z niebezpieczeństw, umiały się przyślizgiwać przez najpilniej strzeżone pozycje. (...) W Sokolnikach kilku młodych strzelców, dzieci prawie, zdobyło armatę. (...) Masa podrostków, dzieci nawet, wlot umiała znaleźć się w sytuacji. (...) Znakomici wywiadowcy, łącznicy, noszący meldunki i rozkazy w sposób nieporównanie szybki - tu przynosił amunicję, tam żywność, ówdzie znalazł porzucony karabin. Ukraińcy z zawziętością ścigali tych malców, mszcząc się doraźnie. (...)", a także: "Kobieta wywarła w obronie Lwowa wydatną rolę. (...) Nie tylko w charakterze sanitariuszki i kucharki, także z karabinem. Obecność kobiet na placówkach w podniecający sposób działała na młodego żołnierza". I tutaj w zasadzie słowa pochwały się kończą, ponieważ poza dziećmi, kobietami które zgłosiły się do obrony Lwowa, kadrą Politechniki Lwowskiej i miejskimi dziennikarzami, cała reszta (łącznie z oficerami zawodowymi) wykazała się skrajnym tchórzostwem i niekompetencją. Powiadano że grypa nigdy jeszcze tak ostro nie grasowała we Lwowie jak wówczas. Wielu bowiem tzw "patriotów" kładło się do szpitali obłożnie chorych, aby tylko nie iść walczyć (jeden z oficerów podszedł do grupy walczących wyrostków i zapytał: "Ile macie armat?", "Ani jednej" - usłyszał w odpowiedzi, "A ile karabinów maszynowych?", "Pięć", "Ilu was?", "Dwustu", "To do widzenia" - odparł oficer). Kapitan Antoni Kamiński (mianowany komendantem placu we Lwowie), wspominał później, że czekał na niego goniec ze Szkoły Sienkiewicza z kartką od porucznika Trześniowskiego, na której było zapisane pytanie: "Co mam robić, jak mnie Rusini zaatakują?", kapitan odpisał na odwrocie "Strzelać!" 🥴 Trudno też odpowiedzieć na pytanie dlaczego obecna we Lwowie Polska Organizacja Wojskowa oraz legioniści niestety I i III Brygady Legionów (których było w mieście kilkuset) nie zmobilizowali własnych sił do walki o Lwów? Nie znajduję odpowiedzi na to pytanie i myślę że chyba nie tylko ja. Przypadków porzucania broni i ucieczek też było mnóstwo, jak choćby wśród kolejarzy z dzielnicy Bogdanówka, których zgłosiło się 100 kilkudziesięciu do walki (z 3 000 na których liczono), a po dwóch dniach zostało tylko... trzech.




Gdy zdobyto Dworzec Główny, zaczęły się tam dziać rzeczy... żałosne, bowiem okoliczna ludność rozpoczęła rabunek, a że znaleziono znaczne pokłady alkoholu, to żołnierze którzy zdobyli Dworzec po prostu się popili, co następnie umożliwiło Ukraińcom odzyskanie tego obiektu. Ale oni też lubili wypić i na drugi dzień znowu Polacy zdobyli Dworzec. Teraz do jego obrony wyznaczono harcerzy, żaden się nie upił - dworzec utrzymano. Dochodziło też do kradzieży. Gdy przy ulicy Sykstuskiej oddział podporucznika Adolfa Massara zajął Pocztę, znaleziono tam 6 milionów koron. Mascar uznał to za swój łup i gdy Tadeusz Felsztyn nakazał przekazać zdobycz dowództwu, Massar odrzekł "Moje karabiny mogą strzelać również w drugą stronę!" (Massar został osądzony i skazany za grabież dopiero w roku 1920). Pomimo tych wszystkich przywar, wzajemnych kłótni i niesnastek, Polacy bezwzględnie górowali nad Ukraińcami zarówno wyszkoleniem wojskowym, jak i przewagą liczebną. Armat posiadaliśmy 10, Ukraińcy tylko kilka. Nie posiadali też jazdy, podczas gdy polscy Lwowianie sformowali szwadron kawalerii "Wilki" składający się z 83 szabel, wspierany przez konny pluton ckm-u, zwany "Lotną Maszynką". Ale to nie wszystko był również "oddział samochodów", złożony z 34 pojazdów różnych typów, oraz auto pancerne... domowej roboty 😉 (niestety, zostało użyte tylko do jednej akcji, potem się popsuło 🤭). Był też przebudowany pociąg pancerny z armatą i trzema ckm-ami. Ale to nie wszystko, bowiem Lwowianie posiadali również... lotnictwo, a dokładnie trzy samoloty (jeden austriacki samolot został zarekwirowany, gdy przypadkowo wylądował na Błoniach Janowskich. Te samoloty dokonały łącznie 69 lotów wywiadowczych, łącznikowych i bojowych. Pomimo tej przewagi, szczególnie wśród polityków Magistratu pojawiało się zniechęcenie dalszą walką. Na przykład 13 listopada 1918 r. na posiedzeniu rady wojennej inżynier Stanisław Widomski zgłosił taki oto projekt ugody z Ukraińcami: "Poddajmy miasto, a oni pozwolą się nam wycofać bez broni za San, skąd ewentualnie powrócimy z odsieczą". Przez dłuższy czas zapanowała cisza na sali, aż wreszcie podniósł się dr. Wacław Majbaum i krzyknął: "Judasze, Polskę sprzedajecie, hańba wam i dzieciom waszym!" Pomogło, Widomski już nie wrócił do swego projektu.

Walki obronne o Lwów trwały przez prawie trzy tygodnie. 20 listopada pociągami z Przemyśla przybyła odsiecz, pod dowództwem podpułkownika Michała Karaszewicza-Tokarzewskiego i po krótkich walkach nocą 21 na 22 listopada oddziały ukraińskie pod dowództwem pułkownika Hnata Stefaniwa wycofały się z miasta (podpaliwszy jednocześnie kilka gmachów miejskich). Do godziny 8:00 rano 22 listopada cały Lwów był już w polskich rękach. Ok. godziny 9:00 rozpoczęły się rabunki w dzielnicy żydowskiej, jako że Żydzi w czasie tych walk stanęli po stronie Ukraińców i jak napisał Antoni Jakubski: "Tracąc głowę i występując zbrojnie przeciwko naszym oddziałom, Żydzi sprowadzili sądny dzień na siebie. Zarazem szumowiny zaczęły grabież. Zostali zatem przykładnie ukarani. Wedle relacji żydowskich puszczonych w świat miało być 6000 zamordowanych. A było 60 zabitych, w tym zabitych na linii frontu. O pogromach absolutnie nie słyszałem". Postawa Żydów w czasie tych walk była karygodna, mieszkało ich we Lwowie ponad 60 000, a tylko 20 dołączyło do oddziałów polskich, reszta ochoczo współpracowała z Ukraińcami, brała udział w walkach z Polakami, a także (a może przede wszystkim) wskazywała Ukraińcom kryjówki polskich żołnierzy (jak choćby po zdobyciu Zamarstynowa przez sotnię atamana Dołuda, gdzie Żydzi wskazali mu kryjówki Polaków, których on potem zamordował). Mimo to za udział w akcjach anty-żydowskich następnie aresztowano łącznie 1500 osób (400 żołnierzy i ponad 1000 cywilów). Spośród nich 60 skazano na śmierć przez rozstrzelanie. Ale Lwów już był polski, podobnie jak Wilno.




CDN.

czwartek, 3 kwietnia 2025

UMIESZ LICZYĆ, LICZ NA SIEBIE - Cz. II!

CZYLI O TYM, JAK POMAGALI NAM W WALCE Z BOLSZEWICKIM NAJAZDEM ZACHODNI SOJUSZNICY W ROKU 1920


PIŁSUDSKI POD WILNEM 



 Koniec I Wojny Światowej, wybuch rewolucji bolszewickiej w Rosji, klęska Państw Centralnych (szczególnie zaś Niemiec), a co za tym idzie likwidacja niemieckiego Frontu Wschodniego Ober-Ostu, spowodowała, że zarówno odradzające się państwo polskie, jak i Rosja bolszewików, zaczęły przejmować tereny, które wcześniej albo zajmowali Niemcy, albo też narody odradzające się do niepodległego życia (takie jak Ukraińcy, Łotysze, Estończycy, Finowie czy Litwini). Polska szła z Zachodu na Wschód, Rosja bolszewicka ze Wschodu na Zachód, w tej sytuacji konfrontacja była nieunikniona. I rzeczywiście, do pierwszego starcia w wojnie polsko-bolszewickiej doszło już w styczniu 1919 r. (20 stycznia kawaleria majora Władysława Dąbrowskiego rozbiła w Różanie nad Zelwianką bolszewicki garnizon. 3 lutego polskie formacje ochotnicze stoczyły zwycięskie walki z oddziałami bolszewickimi w okolicach Prużan, 11 lutego grupa gen. Listowskiego zajęła Małoryty i Mokran, 12 lutego po walce z bolszewikami Wojsko Polskie wkroczyło do Kobrynia, 14 lutego batalion kapitana Mienickiego dotarł do Berezy Kartuskiej na Polesiu. Tego też dnia miało miejsce zwycięskie dla Polaków starcie pod Mostami nad Niemnem itd.). W kolejnych dniach i miesiącach Polacy zajmowali coraz większe tereny na Wschodzie, wypierając stamtąd formacje bolszewickie, które jednocześnie toczyły w tym czasie zażarte walki z rosyjską Armią Denikina i Kołczaka, zarówno na wschodzie Rosji, jaki na południu. Jednak należy pamiętać, że Lenin już 12 stycznia 1919 r. nakazał rozpocząć Armii Czerwonej tzw. "Operację Wisła", czyli marsz na Zachód w celu wsparcia rewolucji komunistycznej w Niemczech (rozkaz wydał jednak komandarm Miasznikow). Był to nie tylko atak na Polskę, ile na Europę. Pomimo tych początkowych starć, tak naprawdę ani Lenin, ani bolszewicy nie traktowali konfrontacji z Polską jako czegoś poważnego, ot, po prostu zwykłe starcia, które będzie można przekuć w sukces, gdy ostatecznie front bolszewicki ruszy pełną siłą na Zachód, na podbój Europy.


TERENY ZAJMOWANE PRZEZ WOJSKO POLSKIE I ARMIĘ CZERWONĄ 
NA PRZEŁOMIE 1918 i 1919 



Tymczasem takie miasta jak Słonim, Lida, czy ukochane miasto Naczelnika Państwa Józefa Piłsudskiego - Wilno, były w rękach  bolszewickich. Było to nie do zaakceptowania nie tylko dla Piłsudskiego, ale również dla ogromnej rzeszy Polaków, gdyż Wilno (choć było historyczną stolicą Litwy, to jednak realnie) było polskim miastem, zamieszkałym w ponad 60 % przez Polaków (dwadzieścia kilka procent stanowili Żydzi, Litwini zaś zaledwie kilka procent). Więc 16 kwietnia 1919 r. ruszyła (przygotowana przez Naczelnika Państwa) operacja wileńska, która 19 kwietnia zakończyła się zdobyciem Wilna (odznaczył się tutaj oddziału płk. Beliny-Prażmowskiego - twórcy polskiej kawalerii, który po prostu obszedł Sowietów z boku, wychodząc na ich tyły i zmuszając do panicznej ucieczki. Takie zagony polskiej kawalerii były dość częste w tej wojnie). Należy jednak pamiętać, że Piłsudski nie zdobywał wówczas Wilna dla Polski. To jest błąd w który wpada się z tego względu, że realnie miasto to weszło potem w skład Rzeczpospolitej. Ale Piłsudski myślał w tamtym czasie o Federacji polsko-litewsko-białoruskiej (na kształt dawnej Rzeczpospolitej), a Wilno miało być stolicą sfederowanej z Polską Litwy. Piłsudski dotarł do Wilna dopiero 21 kwietnia (choć na obrazie Ludomira Ślendzińskiego z 1927 r. pt: "Piłsudski pod Wilnem", jest On ukazany w otoczeniu swoich żołnierzy). Mieszkańcy Wilna niezwykle radośnie, wręcz entuzjastycznie powitali swego wybawiciela (tak opisywał to późniejszy marszałek, Edward Rydz-Śmigły: "Naczelny wódz przybył. Jedziemy konno od dworca, pod Ostrą Bramę do miasta. Tłumy śmiejące się, płaczące, rzucające kwiaty, dzieci wbiegające między konie, które denerwują się i ślizgają na nierównym bruku. Spojrzenia nabrzmiałe łzą i pieszczotą, gdyby mogli, rzucaliby serca pod kopyta końskie. Jesteśmy dla nich uosobieniem siły, polotu, dobroci, piękna - wszystko, co jest nasze, jest śliczne").


POWSTANIE FRONTU POLSKO-BOLSZEWICKIEGO 
STYCZEŃ-KWIECIEŃ 1919 



22 kwietnia (czyli dnia następnego po swym przyjeździe do miasta) Naczelnik Państwa Józef Piłsudski wydał odezwę do mieszkańców "byłego Wielkiego Księstwa Litewskiego", w której deklarując, iż od stu kilkudziesięciu lat kraj ten nie zna swobody, ("na tej ziemi, jakby przez Boga zapomnianej, musi zapanować swoboda" - jak brzmiały słowa odezwę - "Wojsko Polskie niesie wam wszystkim wolności i swobodę. Chcę dać wam możność rozwiązania spraw wewnętrznych, narodowościowych i wyznaniowych tak, jak sami sobie tego życzyć będziecie". Odezwę wydrukowano w językach: polskim, litewskim, białoruskim i żydowskim, celowo zaś pominięto rosyjski). Nie wprowadzono więc zarządu wojskowego, lecz cywilny. Miano też przygotować się do wyborów swych przedstawicieli (oczywiście w wyborach mogły wziąć udział również kobiety). To były piękne dni spędzone w Wilnie, a 26 kwietnia o godzinie 21:00 mieszkańcy miasta przygotowali dla Piłsudskiego "Wieczór hołdu" w Sali Miejskiej przy ul. Ostrobramskiej, przygotowany przez Ferdynanda Ruszczyca. Tak opisywał to wydarzenie, obecny wówczas na sali Władysław Zahorski: "Wieczorem w sali miejskiej odbył się raut na cześć Piłsudskiego. (...) O godzinie 20:00 sala przybrana w barwy narodowe była zapełniona przez publiczność. Przez środek dziewczynki i chłopcy tworzyli szpaler. Na gustownie przybranej estradzie, na tle chorągwi polskiej z Orłem i Pogonią, i portretem naczelnika, oczekiwał chór dziewcząt w strojach ludowych. (...) Przemawiali burmistrz, biskup i inni, po czym chór dziewczynek odśpiewał "Boże coś Polskę", "Rotę" i inne pieśni. W czasie tej uroczystości naczelnikowi ofiarowano klucze Wilna pomysłu Ruszczyca - w postaci rysunku wykonanego przez artystę" (do rysunku dołączony był napis wykonany także przez Ruszczyca, a brzmiał on: "Ziemia ojczysta, kraj, który Cię wydał, składa Ci dziękczynienie serc braci Twoich za to, żeś przyszedł wybawić ich z mroków wiekowej niewoli, że zwycięskim swym mieczem rozcinasz to pasmo udręczeń, żeś podniósł wieko trumny, którym byliśmy przywaleni i do nowego przywołujesz nas życia. Przyszedłeś w chwili, kiedy cierpienia nasze doszły do szczytu. W tym dniu Zmartwychwstania wskrzesiłeś hasła nieskalane ojców naszych. W imię tej najdroższej spuścizny przywołujesz ludy zamieszkujące tę ziemię do tworzenia wspólnej rodziny, dołączenia się wolnych z wolnymi. Szczytne przymierze miłości, przed pół tysiącem lat w Horodle zawarte (1413), ofiarą krwi żołnierza polskiego zostało na nowo przypieczętowane. Chcielibyśmy w uścisku bratnim wylać bezmiar uczucia naszego dla poświęcenia i męstwa wybawców naszych. Błogosławiąc imię Polski, błogosławiąc zwiastunów nowego życia w nierozerwalnym związku braterstwa i wolności, pragniemy złożyć Tobie, Wodzu i Opiekunie nasz, wiadomy znak cudu, który się stał. W stolicy Jagiellonów, której bramy Ci się otwarły, przyjm te klucze, a z nimi klucze serc naszych". Wręczenie Piłsudskiemu srebrnych kluczy do miasta, nastąpiło dopiero 18 kwietnia 1922 r.


OPERACJA WILEŃSKA 
KWIECIEŃ-MAJ 1919 



27 kwietnia 1919 r. odbyła się msza dziękczynna pod Ostrą Bramą i obrazem Najświętszej Maryi Panny. Tak widział to Tadeusz Święcicki: "Spojrzałem na Komendanta. Stał twarzą zwróconą do obrazu, oparty na szabli, nasrożony i... spod nasrożonych brwi ciężka łza spływała mu na wąsy. Śmigły za nim miał jakby jakiś nerwowy tik na twarzy. Twarz drgała i też łzy ciekły mu po twarzy. A Belina beczał po prostu jak smarkacz". Już 2 maja Józef Piłsudski udzielił wywiadu francuskiemu dziennikarzowi dla gazety: "Journal des Débats" w którym z całą stanowczością podkreślał, iż ludność powinna sama stanowić o swoim losie. Następnie mówił że Unia z samą Białorusią byłaby łatwiejsza, natomiast z Litwą sprawa jest trudna, choć wierzył że nie niemożliwa. Te poglądy przedstawił raz jeszcze 9 maja w rozmowie z amerykańskim posłem - Hughem Gibsonem. Tymczasem Wojsko Polskie konsekwentnie podążało w kierunku wschodnim, docierając do linii starych okopów niemieckich z I Wojny Światowej (7-10 maja 1919 r ), choć tam Wojsko musiało się zatrzymać i przegrupować na zachód, gdyż w tym właśnie czasie obawiano się niemieckiego ataku na Polskę, tym bardziej że Niemcy mobilizowali swoje wojska i wojna wisiała na ostrzu noża. Nie doszło do niej wówczas tylko dlatego - Niemcy bowiem byli zdeterminowani aby ostatecznie zniszczyć państwo polskie, jako przeszkodę, która odebrała im tereny z roku 1914, czyli ziemie pierwszego i drugiego zaboru pruskiego - że w naszej obronie zdecydowanie interweniowali Francuzi (oczywiście dyplomatycznie, ale to wówczas wystarczyło). Rzesza Niemiecka nie mogła bowiem sobie pozwolić na nową konfrontację z Francją (a być może również z Wielką Brytanią) i musiała zrezygnować z wojny z Polską (niemiecki plan minimum zakładał zajęcie Wielkopolski i Górnego Śląska, plan maksimum zaś, całkowitą eliminację państwa polskiego). Ostatecznie obawy ("dwa miesiące niepokoju") o wybuch wojny z Niemcami przekreślił Traktat Wersalski, podpisany 28 czerwca 1919 r. Na mocy którego Polska odzyskiwała pas Pomorza, a co za tym idzie również dostęp do morza (choć bez Gdańska - które stało się Wolnym Miastem).




1 lipca 1919 r. ruszyła kolejna polska ofensywa na Froncie Litewsko-Białoruskim, zakończona zdobyciem Wilejki (1 lipca) i Mołodeczna (4 lipca). Do 12 lipca wszystkie sowieckie kontrataki zostały rozbite i tereny te (będące w polskich rękach), zostały dodatkowo umocnione. Zaś na Froncie Poleskim ofensywa polska ruszyła 3 lipca. Posuwanie się po podmokłym, bagiennym terenie trwało dosyć długo, zatem Stolin zajęto dopiero 7 lipca, Łuniniec - 8 lipca, Dawidgródek - 9 lipca i Łachwę - 11 lipca. Teraz celem kolejnej polskiej ofensywy (która ruszyła 5 sierpnia) był Mińsk białoruski. W tym czasie Józef Piłsudski odbywał wiele rozmów z przedstawicielami białoruskich delegacji, na temat przyszłego stanu Unii odrodzonej Rzeczypospolitej, (zgadzano się w większości na granice z roku 1772, z tym że  na zasadzie federacyjnej - choć niektórzy białoruscy delegaci, jak Jan Łuckiewicz, Klaudiusz Duszewski czy Paweł Aleksiuk zgadzali się na przyłączenie całej Białorusi do Polski. Notabene te polsko brzmiące nazwiska doskonale pokazują, jak bardzo elity białoruskie były w tamtym czasie spolszczone). Po rozpoczęciu ofensywy 5 sierpnia 1919 r. ponownie nic nie było w stanie zatrzymać Polaków, a bolszewickie oddziały były szybko okrążane, rozbijane lub musiały zawczasu uciekać. Nieśwież zajęto 6 sierpnia, podobnie jak Słuck. 7 sierpnia Wojsko Polskie wkroczyło do Miru i Klecka, a 8 sierpnia 2 Dywizja Piechoty Legionów jako pierwsza wkroczyła do Mińska, a Sowieci na całym odcinku frontu rozpoczęli odwrót aż za Berezynę. Wojsko Polskie dotarło tam 20 sierpnia (północna Berezyna), 21 sierpnia obsadzono środkową Berezynę aż po Świsłocz. 28 sierpnia 1 Dywizja Strzelców Wielkopolskich wkroczyła do Bobrujska, 2 września osiągnięto linię Dźwiny na północy, 11 września wkroczono do Borysowa, a 22 września Polacy stali już na przedmieściach Połocka. Kontrofensywa sowiecka ruszyła w październiku 1919 r. ale szybko się załamała do grudnia 1919 r. praktycznie na północnym i środkowym odcinku frontu nic się nie zmieniło (choć Sowieci podejmowali kolejne natarcia, z tym że ich natężenie w listopadzie i grudniu było znacznie mniejsze niż to z października).



JÓZEF PIŁSUDSKI, EDWARD RYDZ-ŚMIGŁY I WŁADYSŁAW BELINA-PRAŻMOWSKI
POD OSTRĄ BRAMĄ W WILNIE 
(27 kwietnia 1919) 



Józef Piłsudski przybył do zdobytego Mińska dopiero 19 września i wziął udział w uroczystościach związanych z zajęciem miasta. Podobnie jak w Wilnie, również w Mińsku (który to też był polskim miastem, dokładnie nie pamiętam już proporcji ludnościowej, ale z tego co kojarzę, to było  ponad 50 parę procent Polaków mieszkających w Mińsku. Cała miejska elita, władze, oraz śmietanka towarzyska, lekarze, prawnicy, adwokaci, artyści praktycznie w 70 procentach byli Polakami, reszta zaś to Żydzi a miasto mówiło po polsku) mieszkańcy wylegli na ulice na powitanie Naczelnika Państwa. Odbyła się oczywiście msza w kościele, odprawiana przez biskupa Łozińskiego, natomiast w soborze prawosławnym Piłsudskiego przyjął arcybiskup Melchizedek. Po paradzie wojskowej odbyło się przyjęcie 44 delegacji w Domu Szlacheckim. Przemawiali tam przedstawiciele gmin muzułmańskiej i żydowskiej (prezes Narodowego Komitetu Białoruskiego - Aleksander Pruszyński wezwał nawet Piłsudskiego do wyzwolenia całej Białorusi, wraz z Mohylewem, Witebskiem i Smoleńskiem). Piłsudski deklarował szeroką autonomię Białorusi ("dar swobody"), żądał tylko jednego - lojalności wobec Rzeczpospolitej i to otrzymał.




Ale nim ruszyła sowiecka ofensywa na Polskę w lipcu 1920 r. Polska coraz dalej poszerzała swoje panowanie na Wschodzie, odradzając dawne tereny Rzeczpospolitej, jakby zapomniane i pokryte dużą warstwą kurzu. Wielu mieszkańców tej ziemi nie zapomniało tego, kim byli ich przodkowie i kim oni sami się czuli (a czuli się Rzeczpospolitanami, choć tak tego nie nazywali). W każdym razie wraz z postępami na północnym i środkowym odcinku frontu polsko-bolszewickiego, trwały również walki w Galicji Wschodniej z Ukraińcami, zakończone całkowitym zajęciem tej ziemi (o czym krótko opowiem również w kolejnej części, nim przejdę do głównego tematu, jako że będzie to również jeden z pretekstów "polskiego imperializmu", o jaki oskarżać nas będzie  brytyjski premier David Lloyd George).


JEDEN Z ODCINKÓW SERIALU
"WOJNA I MIŁOŚĆ 1920
Z ANGIELSKIM TŁUMACZENIEM



CDN.

czwartek, 13 marca 2025

MOGLIŚMY TO WYGRAĆ! - Cz. XIII

CZYLI, CZY RZECZYWIŚCIE WOJNA ROKU 
1939 BYŁA Z GÓRY SKAZANA NA KLĘSKĘ?





SOWIECI NIE WCHODZĄ 
(TYMOTEUSZ PAWŁOWSKI)



PRZYGOTOWANIA 
DO WOJNY 
Cz. II


UROCZYSTOŚĆ WRĘCZENIA BUŁAWY MARSZAŁKOWSKIEJ JÓZEFOWI PIŁSUDSKIEMU ZA ZWYCIĘSKĄ WOJNĘ Z SOWIETAMI
(PLAC ZAMKOWY W WARSZAWIE)
14 listopada 1920 r.



 (...) Europejskie dywizje piechoty w dwudziestoleciu międzywojennym nie różniły się między sobą. Nie różniły, bo nie mogły, opierały się na trakcji konnej. Zwiększenie "siły uderzeniowej" musiało skutkować drastycznym zmniejszeniem ruchliwości. Wielkość dywizji piechoty oraz jej struktura organizacyjna i stan uzbrojenia - ustaliły się dzięki praktyce: było to nieco więcej niż 15 000 ludzi, ponad setka karabinów maszynowych i około 40 dział artylerii lekkiej. Podjęto jednak próbę skokowego zwiększenia sprawności dywizji piechoty. W 1918 roku bolszewicy podjęli decyzję, że dywizje piechoty Robotniczo-Chłopskiej Armii Czerwonej będą liczniejsze, lepiej uzbrojone i silniejsze od "burżuazyjnych dywizji piechoty". Miały liczyć 27 batalionów strzeleckich, 500 karabinów maszynowych, sześć dywizjonów artylerii, dywizjon kawalerii i eskadrę lotniczą. Było to - bagatela - 38 000 żołnierzy. Rzeczywistość jednak szybko zweryfikowała te plany i w 1920 roku na froncie rosyjska dywizja piechoty liczyła mniej niż 10 000 żołnierzy, czyli mniej niż dywizja piechoty Wojska Polskiego.


SOWIECKI PLAKAT PROPAGANDOWY 
1920



Wojsko Polskie powstało przed około stu laty, w czasie I Wojny Światowej. "Około" gdyż jego geneza była skomplikowana: zdecydowanie się na datę wcześniejszą mogło świadczyć o nie polskich korzeniach polskiego wojska, zdecydowanie się natomiast na datę późniejszą - odbierało honor tym, którzy za ojczyznę walczyli dłużej niż inni. Z pewnością 11 listopada 1918 roku, gdy Polska odzyskiwała niepodległość, jej wojsko było już sprawnym i skutecznym narzędziem - narzędziem, które uratowało jedność kraju, jego granice i niepodległość. Pierwszą prawdziwie podręcznikową bitwą Wojska Polskiego, była ta stoczona nad Niemnem jesienią 1920 roku. W teorii - a praktyka niewiele od niej odbiegała - powinna wyglądać następująco: Po przygotowaniu artyleryjskim rzucona do szturmu piechota przełamywała pierwszą linię oporu wroga, rozbijała kontratakujące odwody nieprzyjaciela i zajmowała pozycje tyłowe broniącej się dywizji. Powinno to być łatwe gdyż stanowiska nieprzyjacielskich karabinów maszynowych - najpoważniejszego narzędzia obrony - mogły być łatwo zniszczone przez artylerię kierowaną przez obserwatorów. Następnie atakująca piechota, wzmocniona kolejnymi batalionami i wsparta ogniem artylerii, włamywała się w ostatnią linią obrony wroga i umożliwiała kawalerii wyjście na przestrzeń operacyjną nieprzyjaciela, co oznaczało przełamanie jego obrony, zniszczenie dowództw i artylerii, a w konsekwencji zrolowanie całego frontu i zmuszenie nieprzyjaciela do ucieczki (pamiętam jak godzinami z kolegami grałem w gry planszowe, m.in. bitwy wojen napoleońskich, jak i roku 1920).


PLAN BITWY NAD NIEMNEM 
(DRUGIEJ I OSTATNIEJ WIELKIEJ BITWY ROKU 1920, KTÓRA OSTATECZNIE PRZYPIECZĘTOWAŁA KLĘSKĘ SOWIECKIEJ ROSJI W WOJNIE Z POLSKĄ)
20-26 września 1920 r.



To, co w teorii przedstawiało się jasno i wyraźnie, w praktyce napotykało wiele trudności. Najpoważniejsza z nich pojawiała się wówczas, gdy atakujące bataliony zajmowały pozycje tyłowe broniącej się dywizji wraz ze stanowiskami ogniowymi artylerii wroga. Oznaczało to wyjście z zasięgu ognia własnej artylerii dywizyjnej. W dodatku współdziałanie między piechotą i artylerią pogarszało się z każdym metrem przebytym przez piechurów. W pewnym momencie boju należało przerwać ogień wspierających atak armat lekkich i przesunąć je do przodu, a przebycie kilku kilometrów i poprawne zajęcie nowych stanowisk ogniowych zajmowało - według regulaminu - kilka godzin. Rozwiązaniem tego problemu były czołgi, bowiem szybko przemieszczały się po polu walki, a wsparcie ogniem piechoty nie wymagało dokładnego - a więc czasochłonnego - zajmowania stanowisk. W razie powodzenia natarcia następował pościg: wówczas bataliony saperów naprawiały drogi, a przede wszystkim budowały mosty zniszczone przez uchodzącego nieprzyjaciela. Saperzy stawiali takie przyprawy, które były potrzebne ich macierzystym jednostkom: w pułku -  mosty dla piechoty i promy dla dział; w dywizji - mosty dla artylerii i lekkiej i promy dla artylerii ciężkiej; w armii - mosty dla artylerii ciężkiej, a nawet czołgów lekkich. Czołgi cięższe niż dziesięciotonowe mogły zostać użyte - ale byłaby to broń nieelastyczna, mało wydajna i nieekonomiczna. Tak samo jak bronią nieelastyczną (...) była artyleria najcięższa. Jednak cele dla potężnych polskich moździerzy 220 mm istniały i były jasno określone: umocnienia dookoła Kijowa i Królewca.


POLSKA PIECHOTA WSIADA 
DO POCIĄGU PANCERNEGO 
1920



Wojsko Polskie osiągnęło "europejski" poziom organizacyjny wiosną 1920 roku. Jego struktura została następnie ujednolicona z armią francuską, z którą Rzeczpospolita pozostawała w - sformalizowanym ostatecznie w 1921 roku - sojuszu wojskowym. Obszar Polski został podzielony na 10 okręgów, w których stacjonowały korpus armijne: trzy dywizje piechoty służące do walki, brygada kawalerii służąca do rozpoznawania i działań rajdowych, pułk artylerii ciężkiej mający ułatwiać przełamywanie pozycji wroga oraz batalion saperów ułatwiający wszelkie manewry. Wnet jednak okazało się, że taką strukturę organizacyjną należy zmodyfikować, bowiem to, co sprawdzało się na zachodzie Europy, było zbyt ciężkie i zbyt mało elastyczne w warunkach Europy Wschodniej (już kiedyś pisałem na temat błędu jaki popełnił Hitler po inwazji na Związek Sowiecki, nie przygotowując znacznych sił kawaleryjskich, które byłyby nieodzowne w warunkach zarówno srogiej rosyjskiej zimy, jak i praktycznego braku tam dróg, gdzie żołnierze w czasie roztopów praktycznie brodzili po kolana w błocie i zapadali się w nim. Większe formacje kawaleryjskie Wehrmachtu były tworzone dopiero od roku 1943, a w ich skład wchodzili przede wszystkim Kozacy, ale również Niemcy. Był to jednak czas, gdy hitlerowskich Niemiec nic już nie było w stanie ocalić. Zresztą o czym my mówimy skoro wojska niemieckie pod Moskwą nie miały nawet ciepłych ubrań ani czapek - co oczywiście nie znaczy że ich nie przygotowano. Owszem, były, stały w transportach kolejowych na dworcu w Warszawie, natomiast na front wschodni przerzucano przede wszystkim najpotrzebniejsze rzeczy, czyli broń i amunicję. Natomiast ciepłych ubrań, czapek i temu podobnych nie uznawano za aż tak istotne, co powodowało że Niemcy wręcz zamarzali we własnych czołgach).


POLSKI PLAKAT PROPAGANDOWY 
1920



Podstawowym problemem było zaopatrzenie. Amunicja, paliwo, jedzenie powinny trafić liniami kolejowymi do magazynów korpuśnych, a stąd dywizyjne tabory miały dowozić je do pułków. Tymczasem w kierunku wschodnim biegło z centralnej Polski jedynie pięć magistrali kolejowych. Nie dało się więc zastosować "zachodnioeuropejskiej" struktury dowodzenia i zaopatrzenia, w którym jedna magistrala służy do zaopatrywania jednego korpusu. Dowództwa okręgów korpusów przestały więc odpowiadać za planowanie wojenne, a zajęły się jedynie organizacją pokojową. Dowódcy okręgów korpusów również stracili na znaczeniu, generał na tym stanowisku określano złośliwym przymiotnikiem "gaciowy". Planowanie operacyjne powierzono zatem wybranej grupie generałów: inspektorom armii. Skoro na wschód prowadziło pięć magistrali kolejowych, zatem istniało jedynie pięć kierunków operacyjnych, stąd też było pięciu inspektorów armii dla przeciwsowieckiego frontu wschodniego (i pięciu inspektorów armii dla przeciwniemieckiego frontu zachodniego). Podjęto też decyzję, że sprawami kwatermistrzowskimi będą zajmowały się sztaby armii, którym będą bezpośrednio podlegały dywizje piechoty I brygady kawalerii. W razie potrzeby można było natomiast zorganizować z kilku dywizji "grupy operacyjne". Bardzo często porównuje się je do znanych z innych armii korpusów, krytykując polskie grupy operacyjne za zbyt małą liczbę oficerów. Tymczasem w czasie wojny liczenie zaopatrzenia - kiedy?, ile?, gdzie? - było najbardziej pracochłonnym zadaniem sztabów, a skoro zajmowały się tym polskie sztaby armijne, to sztaby grup operacyjnych były mniej liczne: zaopatrzenie dowożone było do magazynów armii, a stamtąd trafiało na front (podobna organizacja była - według słów amerykańskiego generała George'a Pattona - kluczem do sukcesu jego 3 Armii w latach 1944 i 1945. Taka sama organizacja funkcjonuje dziś niemal w każdych siłach zbrojnych świata).


TOTALNY ODWRÓT SOWIETÓW 
(TUTAJ ARMII BUDIONNEGO) 
Wrzesień-październik 1920



STANOWISKO POLSKIEGO KARABINU MASZYNOWEGO NA LINII ROZEJMOWEJ 
Październik 1920





CDN.

czwartek, 15 sierpnia 2024

SUŁTANAT KOBIET - Cz. XLVI

HAREMY WYBRANYCH WŁADCÓW
OD MEHMEDA II ZDOBYWCY
DO ABDUL HAMIDA II





SERAJ SULEJMANA WSPANIAŁEGO

Cz. XXXV







ŻONA
SERAJ POD RZĄDAMI
ROKSOLANY/HURREM
(1534-1558)
Cz. XIX






GDZIE TRZECH SIĘ BIJE... - CZYLI WOJNA NA ZACHODZIE
Cz. IV


 Do Nowego Roku 1544 r. cesarz Karol V zdobył już (na północnym odcinku frontu) francuskie twierdze: Saint-Dizier, Épernay Château-Tierry, a lekka kawaleria cesarska znalazła się na przedmieściach Meaux, nieopodal Paryża. Oczywiście celem tej kampanii było zdobycie stolicy Francji i tego właśnie pragnął cesarz, Karol, ale ze względu na nadejście zimy, kampania na razie utknęła w martwym punkcie. Jednak armii cesarskiej (liczącej 40 000 żołnierzy, z czego Hiszpanów było tam jakieś 7 000), zaczęło poważnie brakować prowiantu, a przede wszystkim cesarzowi ogromnie brakowało pieniędzy. Wiosną 1544 r. (zgodnie z traktatem hiszpańsko-angielskim z 31 grudnia 1543 r.) połączone armie cesarska i angielska miały ruszyć na Paryż. Jednak wcześniej zarówno cesarz musiał złagodzić wzburzone nastroje w swojej armii, jak również król Henryk VIII musiał najpierw rozprawić się ze Szkocją, która planowała uderzenie na Anglię w chwili, gdy ten przeprawi się przez Kanał La Manche do Francji. Od 22 czerwca 1543 r. Anglia była w stanie wojny z Hiszpanią, zaś od 20 grudnia również ze Szkocją i teraz znalazła się jakby w potrzasku. Zastój na froncie północnym (jak również włoskim w Piemoncie, oraz pirenejskim) spowodował że Francuzi zaczęli gromadzić swoją armię na wybrzeżu Kanału La Manche, tak jakby szykując się do inwazji na Anglię. Papież Paweł III od dawna namawiał króla Franciszka do inwazji na heretycką Anglię, ale król Franciszek realnie nie zamierzał przeprowadzać inwazji, tym bardziej że nie był do tego przygotowany, jak również obawiał się ataku cesarza z północnego-zachodu na Paryż.

Mimo to świadomość inwazji francuskiej na Wyspę podziałała niezwykle mobilizująco na Anglików. Każdy angielski szlachcic miał za zadanie zmobilizować w danym hrabstwie określoną liczbę ludzi pod broń, ale z tym nie było żadnych kłopotów, gdyż ludzie sami się zgłaszali (mieszkańcy hrabstwa Norfolk wręcz prosili króla: "Najjaśniejszy panie, jeśli Francuzi nadejdą, na miłość boską, postaw nas między nimi a morzem, byśmy każdego mogli zabić, nim zdąży ponownie uciec na swój statek!" - i takie były nastroje w całej Anglii). Ludzie w Anglii chętniej płacą podatki (chociaż te znacznie poszły w górę), a wielu ochotników godzi się walczyć nawet bez żołdu, byle tylko móc zabić Francuza. Co prawda Franciszek w hawrze zgromadził 300 okrętów (ogromna większość z nich to statki transportowe do przewozu żołnierzy i tylko 25 galer wojennych). W Portsmouth Henryk VIII szykuje na powitanie Francuzów 80 okrętów wojennych, a poza tym na morzu jest już 60 okrętów korsarskich, gotowych do atakowania Francuzów gdy tylko ci pojawią się w polu widzenia, oraz połączenia się z flotą królewską jeśli zajdzie taka potrzeba. Cała Europa z zapartym tchem przygląda się przygotowaniom angielskiego Dawida do konfrontacji z francuskim Goliatem, ale atak nie następuje. Tymczasem wiosną 1544 r. król Henryk VIII wysyła swego szwagra Edwarda Seymour'a, hrabiego Hertford z wojskiem do Szkocji, aby spacyfikować ewentualny atak z tej strony. Ten z początkiem maja wkracza do Leith i Edynburga, a następnie pisze w liście do króla, że ten może spokojnie przeprawić się do Francji, gdyż ze strony Szkocji "nic już nam nie grozi".




A tymczasem niepowodzenia francuskie na froncie północnym w wojnie z cesarzem, bez wątpienia miały swoje źródło na królewskim dworze w Paryżu. Jeszcze wówczas nikt o tym nie wiedział, ale wkrótce okazało się, że powodem tych jakże łatwych zwycięstw Karola V była po prostu... zdrada, i to nie byle kogo, bowiem samej głównej metresy króla Franciszka, czyli jasnowłosej piękności Anny de Pisseleu d'Heilly, księżnej d'Étampes. To właśnie ludzie z jej otoczenia dostarczali potajemnie informacje wysłannikom cesarza. Uczyniła to ona z jednego tylko powodu, chęci pogrążenia następcy tronu, delfina Henryka tylko dlatego, że nienawidziła jego kochanki Diany de Poitiers i nie chciała aby tamta triumfowała. Tymczasem na froncie włoskim (11 kwietnia 1544 r.) dowodzący tamtejszą armią francuską - Franciszek de Burbon, pokonał armię hiszpańską dowodzoną przez Alfonsa d'Avalos pod Cérisoles. Zwycięstwo to niewiele jednak zmieniło, gdyż obie armie poniosły w niej znaczne straty i Francuzi nie byli zdolni do ponownego oblężenia Carignano, a poza tym wkrótce potem znaczną część tych sił skierowano na front północny, jeszcze bardziej osłabiając wojska francuskie w Piemoncie. Jednak zwycięstwo pod Cérisoles uświadomiło Francuzom że nie są w stanie pertraktować z cesarzem w kwestii zawarcia pokoju dopóty, dopóki na ich terytorium pozostają Maurowie, czyli turecka flota pod wodzą kapudan paszy Hizir Reisa Barbarossy. Turkom oczywiście w ogóle nie śpieszyło się opuszczać Tulonu (gdzie przebywali), tym bardziej że Francuzi dostarczali im prowiant, zaopatrzenie i wszystko czego potrzebowali, a oni nie musieli nawet walczyć. To wszystko bardzo nadwyrężało królewski skarbiec i Francuzi szukali pretekstu aby jak najszybciej pozbyć się uciążliwego "sojusznika" ze swego kraju, ale jak wspomniałem wyżej, nie było to wcale takie proste.

Najprostszym i najskuteczniejszym więc sposobem na pozbycie się Barbarossy było po prostu... zapłacić mu za to, żeby odpłynął i tak też się stało, wysłannik króla Franciszka I przybył do Tulonu i ofiarował wielkiemu admirałowi tureckiej floty (oraz jego ludziom) 800 000 złotych dukatów, które 34 ludzi ładowało do białych i szkarłatnych sukien przez trzy dni i trzy noce. Dodatkowo Francuzi uwolnili 400 muzułmanów (którzy przebywali jako więźniowie na ich galerach) i 23 maja 1544 r. (po roku czasu) flota Barbarossy opuściła Tulon kierując się do Konstantynopola. Wraz z nimi odpłynął tam również na jednym ze swych pięciu okrętów baron de la Garde, czyli kapitan Polin, aby zdać relację sułtanowi z przeprowadzonej kampanii (chodziło też o to, aby relacja Barbarossa nie była jedyną, jaką wysłucha "wielki Turek"). W ciągu kolejnych miesięcy Turcy spustoszyli takie miejscowości jak Procidę, Ischię, Pozzuoli, Policastro, Lipari, Porto Ercole i Talamone, wszędzie biorąc licznych jeńców (szczególnie młode kobiety, które Barbarossa chciał osobiście wręczyć sułtanowi jako jego osobisty podarunek, aby nieco złagodzić jego gniew za niezbyt udaną kampanię). Gdy flota ta minęła Cieśninę Mesyńską, kapitan Polin uzyskał zgodę Barbarossy na to, aby mógł nieco szybciej popłynąć do Konstantynopola, jeszcze przed dotarciem całej ekspedycji. I tak też się stało, przybył on na dwór sułtana Sulejmana, przedstawił mu swoją wersję wydarzeń, po czym opuścił Konstantynopol nim Barbarossa zdążył tam dopłynąć. Kapudan pasza sądził, że Sulejman będzie z niego niezadowolony, bowiem nie tak miała przebiegać cała kampania przeciwko "hiszpańskiemu Cezarowi", ale jego obawy były bezpodstawne. Sułtan powitał go w Konstantynopolu jak zwycięzcę (Sulejman zresztą był zbyt inteligentny aby zrażać sobie tak dobrego admirała, tym bardziej że zdawał sobie sprawę z faktu, że niepowodzenie tej kampanii wynikało w ogromnej mierze z niewywiązania się Franciszka z zawartej wcześniej umowy i nie udzielenia Barbarossie odpowiedniego wsparcia).




A tymczasem 25 maja inny "Lew Północy" Henryk VIII rozpoczął przeprawę przez Kanał La Manche do Francji z armią liczącą prawie 20 000 żołnierzy (przeprawa ta potrwa do 8 czerwca). Wkrótce potem Hiszpanie rozpoczynają kolejny atak na froncie włoskim i w bitwie pod Seravalle (4 czerwca) pokonują Francuzów. Znów rozpoczyna się seria francuskich porażek na frontach, ale aby dobić Franciszka i zdobyć Paryż, cesarz potrzebuje pieniędzy i nieustannie śle listy do swego syna (obecnie regenta królestwa Hiszpanii) don Felipe, aby przysłał kolejne sumy. 17-letni chłopak (który 12 listopada 1543 r. poślubił córkę króla Portugalii Jana III - domę Marię Manuelę) dwoi się i troi aby uzyskać od kortezów Kastylii i Aragonii pieniądze dla ojca, ale poza tym pierwszym królestwem, Aragonia odmawia kolejnych dotacji, motywując to różnymi względami natury wewnętrznej). Swoją drogą w tym mniej więcej czasie (lato 1544), książę Filip urządził turniej rycerski na wyspie, na rzece Pisuerga w pobliżu Valladolid, który o mało co nie kosztował go utratę życia. Mianowicie doń Felipe w pięknej zbroi, wraz ze swymi towarzyszami (również przyodzianymi w rycerskie zbroje), wyruszył na wyspę na małym stateczku, ale nagle okazało się że statek tonie (pod wpływem ich ciężaru). Co prawda wyłowiono wszystkich niedoszłych uczestników turnieju i raz jeszcze próbowano przeprawić się przez rzekę, ale statek ponownie zaczął tonąć i ostatecznie cały turniej odwołano. 

Oprócz kwestii związanych z nieustannym pozyskiwaniem pieniędzy na potrzeby wojenne, młody hiszpański regent musiał uporać się również z buntem kolonistów w Nowym Świecie (głównie w Meksyku i w Peru), którzy otwarcie zaprotestowali przeciwko wprowadzonej w Nowej Hiszpanii w 1542 r. polityce zakazującej praktykowania encomiendas (czyli polityki eksploatacji ludności indiańskiej, która miała ideologiczną podbudowę twierdzącą że Indianie są na wpół zwierzętami i nie mają duszy, dlatego też nie przysługują im ludzkie prawa). Zniesienie tej polityki (wraz z dołączoną do "Nowych Praw" encykliką papieską "Sublimus Dei" z 1537 r. głoszącą że Indianie są ludźmi takimi jak Europejczycy i że również mają prawo do wolności i własności) wywołał pierwszy (po zniszczeniu państwa Azteków i zdobyciu Tenochtitlanu przez Hérnana Korteza w sierpniu 1521 r.) bunt ludności hiszpańskiej. W "Nowych Prawach" 1542 r. było zapisane że encomiendas ma zostać zniesione po śmierci tych kolonistów, za życia których został on wydany, ale spotkało się to z takim oporem (w Peru doszło nawet do rozlewu krwi, w Meksyku zaś odbyło się to nieco łagodniej), że w 1545 r. cesarz Karol V musiał uchylić Nowe Prawa. Bunt oczywiście spowodowany był tym, że polityka encomiendas przynosiła ogromne zyski kolonistom hiszpańskim, a cierpienie Indian było nieprawdopodobnie wielkie, traktowano ich wręcz gorzej jak niewolników w starożytnym Rzymie, oddzielano od siebie mężczyzn kobiety i pozwalano im się spotykać tylko w określone dni w roku (aby mogli spłodzić nowych niewolników), większość z nich zaś pracowała w fatalnych warunkach, powodujących bardzo szybką utratę zdrowia i życia. Ale cóż, najłatwiej czerpie się zyski z wyzysku innych (niestety to prawda że ten świat zbudowany został w większości na gównie, a historia naszych cywilizacji, to nie jest historia pracy i bogacenia się własnym wysiłkiem, lecz historia najazdów, rabunków, gwałtów i... ludobójstwa. I to tyczy się praktycznie wszystkich cywilizacji na Ziemi - z drobnymi wyjątkami o których teraz nie ma sensu mówić).




A tymczasem w innej części Europy, pewna część magnatów również dążyła do wypowiedzenia wojny Imperium Osmańskiemu. W styczniu 1544 r. w Piotrkowie zebrał się Sejm. Obradował on w atmosferze grozy przed najazdem osmańskim, podsycanym częściowo przez stronnictwo wojenne, na którego czele stał hetman wielki koronny - Jan Amor Tarnowski. Posłowie od Ferdynanda Habsburga (brata cesarza Karola V, który rezydował w Wiedniu) obiecywali wsparcie Czech, Moraw i Śląska w przypadku podjęcia przez Rzeczpospolitą krucjaty antytureckiej. Stronnictwo królowej Bony Sforzy wystąpiło z projektem zamiany przez Izabelę Jagiellonkę (córkę Zygmunta I i Bony) Siedmiogrodu na księstwa opolskie, raciborskie i głogowskie na Śląsku (Ferdynand jednak nie przystał otwarcie na tę propozycję, choć jednocześnie jej nie odrzucił). Na tym Sejmie król Zygmunt przedstawił obszerny projekt reformy wojskowo-skarbowej, polegający na równomiernym obciążeniu finansowym wszystkich stanów (w tym również stanu duchownego), po to, aby wystawić stałą 6 000 armię do obrony granic. Szlachta co prawda otwarcie nie odrzuciła tego projektu (gdyż jak wspomniałem wyżej panowała atmosfera strachu przed najazdem Sulejmana), ale zapowiedziała że podatek ten zostanie wprowadzony dopiero wówczas, gdy przeciwko Polsce "sam cesarz turecki ruszy", a na to się nie zanosiło. Decyzję w tej sprawie odłożono do następnego sejmu (czyli najdalej na dwa lata), natomiast zmobilizowano pospolite ruszenie. Sejm ten zajął się też kwestią psucia monety i zakazał wywozu srebra z Polski.




Warto też dodać już na marginesie, że kilka miesięcy wcześniej, jeszcze w roku 1543 ukazało się - co prawda w Norymberdze - dzieło Mikołaja Kopernika "O obrotach sfer niebieskich" {"De revolutionibus orbium coelestium"}, wykazujące że to nie słońce i gwiazdy krążą wokół Ziemi (jak twierdził chociażby Klaudiusz Ptolemeusz), ale wręcz odwrotnie, Ziemia i inne planety krążą wokół Słońca. Stąd potem utrwaliło się powiedzenie o Koperniku: "Wstrzymał słońce ruszył ziemię..." i na złość Niemcom, którzy twierdzili że był on Niemcem, a nie Polakiem, dodawano "...polskie wydało go plemię". Notabene mało kto wie, ale tym który przywrócił Kopernika Polakom był nie kto inny, ale właśnie sam Cesarz Napoleon Bonaparte, który otwarcie nazywał go Polakiem. Oczywiście Kopernik był pochodzenia niemieckiego, ale... był to Niemiec całkowicie spolonizowany, poddany króla polskiego, uczestnik wojny z Krzyżakami w latach 1519-1521, jego niemieckość jest tak naprawdę symboliczna. Poza tym w owym 1543 r. ukazała się drukiem sławna: "Krótka rozprawa pomiędzy trzema osobami, Panem, Wójtem a Plebanem" Mikołaja Reja, będąca z satyrą na ówczesne niedowład życia publicznego, krytykujący duchowieństwo i biorący w obronę chłopów. W każdym razie wojna z osmanami nie wybuchała, co spowodowało że partia wojenna Tarnowskiego w kolejnych latach musiała przeprowadzić prowokację, aby taką wojnę na osmanach wymusić, ale nim do tego doszło król Henryk VIII przygotowywał się właśnie do oblężenia francuskiej twierdzy Boulogne.




W tym też czasie konflikt Hurrem i księcia Mustafy wszedł na wyższy poziom konfrontacji. Mało tego, okazało się że nie tylko ich frakcja zaczęła ze sobą konkurować. Trzecią (a drugą powstałą sułtańskim Haremie) była frakcja, na czele której stanęła córka Hurrem i Sulejmana - Mihrimah, wraz ze swym mężem Rustemem Paszą. Ale o tym opowiem w kolejnej części.





PS: DZIŚ ŚWIĘTO WOJSKA POLSKIEGO, CZYLI ZWYCIĘSTWA NAD BOLSZEWIKAMI W ROKU 1920. OBY UDAŁO NAM SIĘ POWSTRZYMAĆ WSPÓŁCZESNYCH BOLSZEWIKÓW, KTÓRZY SZYKUJĄ NAM TOTALNY KOŁCHOZ EUROPEJSKI, PODOBNY DO TEGO, JAKIEGO DOŚWIADCZYLI INDIANIE W NOWYM ŚWIECIE. I NAPRAWDĘ WCALE NIE ŻARTUJĘ. 




CDN.

wtorek, 30 lipca 2024

GDYNIA - MIŁE MIASTO...

 CZYLI WAKACJE!



 Jestem już z powrotem (jakby ktoś mnie szukał oczywiście 🤭) po dwudniowym odpoczynku, nad pięknym polskim Bałtykiem w przepięknym mieście Gdyni. Do tego miasta zawsze wracam z wielką sympatią i nostalgią, chociaż tam się nie urodziłem i nigdy tam dłużej nie mieszkałem (poza okresem letnim i to też nie każdego roku). W zasadzie dla mnie jest już po wakacjach (chyba że z moją Panią zrobimy sobie jeszcze taki mały wypadzik jeszcze w sierpniu albo we wrześniu). Z tych dwóch dni w zasadzie tylko drugiego dnia była pogoda, taka, która umożliwiła zeń skorzystanie. Pierwszego dnia niestety padał rzęsisty deszcz i mocno wiało, i chociaż ja wolę zachmurzone niebo podczas morskich kąpieli od palącego słońca, to jednak w taką pogodę nie dało się wejść do wody. Odbiliśmy to sobie drugiego dnia. W każdym razie woda cudowna, piękne nasze polskie morze, piękna Gdynia. Coraz bardziej też zauważam że tak jak dla Marszałka Piłsudskiego szczególnym miastem do którego zawsze wracał było Wilno, tak dla mnie jest właśnie Gdynia - "miłe miasto, jedno z najpiękniejszych miast na świecie".

Poniżej przedstawiam kilka zdjęć które zrobiliśmy pierwszego dnia, przechadzając się bez celu gdyńskimi bulwarami, w Muzeum Marynarki Wojennej (już ładnych kilkanaście lat tam nie byłem, więc tym razem sobie to odbiłem, nie mogą skorzystać z uroków gdyńskiej plaży - zresztą w Redłowie było podobnie 😙). 



MUZEUM MARYNARKI WOJENNEJ w GDYNI
(WYBRANE ZDJĘCIA ZROBIONE OSOBIŚCIE)




DZIAŁA OKRĘTOW Z CZASÓW II RZECZPOSPOLITEJ i II WOJNY ŚWIATOWEJ









POJAZD GŁĘBINOWY 
(ZAPEWNE NA TEGO TYPU POJAZDACH SZKOLONO ZAŁOGI DO AKCJI "ŻYWYCH TORPED" w 1939 r. CZYLI OCHOTNIKÓW SAMOBÓJCÓW KTÓRZY MIELI ATAKOWAĆ NIEMIECKIE OKRĘTY I JE ZATAPIAĆ, DO CZEGO NOTABENE ZGŁASZAŁO SIĘ BARDZO WIELU CHĘTNYCH)



MAKIETY POLSKICH OKRĘTÓW Z CZASÓW II RZECZPOSPOLITEJ i II WOJNY ŚWIATOWEJ
(ZDJĘĆ STOJĄCYCH PRZED MUZEUM PRAWDZIWYCH OKRĘTÓW - OCZYWIŚCIE TYCH MNIEJSZYCH, NIE BĘDĘ PREZENTOWAŁ)





A OTO OKRĘTY Z CZASÓW RZECZPOSPOLITEJ OBOJGA NARODÓW (GŁÓWNIE) z XVII WIEKU (w TYM RÓWNIEŻ z BITWY pod OLIWĄ w 1627 r.)













AREND DICKMANN DOWODZĄCY POLSKĄ FLOTĄ W CZASIE BITWY POD OLIWĄ (w 1627 r.) BYŁ SPOLONIZOWANYM HOLENDREM KTÓRY ZAMIESZKAŁ W GDAŃSKU. BITWA ZE SZWEDAMI POD OLIWĄ BYŁA NAJWIĘKSZYM ZWYCIĘSTWEM JEGO ŻYCIA, ACZKOLWIEK STRACIŁ W NIEJ SWOJE WŁASNE, GDY KULA ARMATNIA WYSTRZELONA Z WROGIEGO OKRĘTU URWAŁA MU NOGĘ I WYKRWAWIŁ SIĘ NA ŚMIERĆ



"ADMIRAŁ DICKMANN LEGŁ W BOJU ZABITY, LECZ FLOTA SPOD ORŁA ZWYCIĘSTWO SWE MA"


  
BATERIA OBRONY WYBRZEŻA z 1939 r.







A na zakończenie ciekawostka, pierwszego dnia naszego pobytu na gdyńskiej plaży wylądował orzeł przedni. Tak zapewne był ranny i nie mógł odlecieć, ale najdziwniejsza była reakcja ludzi którzy do koła otoczyli tego ptaka śmiejąc się i robiąc sobie zdjęcia, a obok tego ptaka biegały dzieci i małe pieski. Zastanawiam się nad ludzką głupotą, gdyż to przecież było dzikie zwierzę i nawet jeśli było ranne, to wciąż stwarzało niebezpieczeństwo. Przecież taki orzeł mógłby porwać dziecko, albo psa i zrobić mu krzywdę, i co wtedy - płacz? Inna sprawa że takie zwierzę czuło się zapewne przestraszone, tym bardziej otoczone było do koła ludźmi i nie znało ich zamiarów, zresztą dzikie zwierzę może zareagować bardzo różnie. Dopiero gdy ludzie się cofnęli i przyjechały służby które zabrały ptaka, tłum ciekawskich się rozszedł.