Łączna liczba wyświetleń

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą RELIGIA. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą RELIGIA. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 17 kwietnia 2025

HISTORIA ŻYCIA WSZECHŚWIATA - WSZELKIEJ CYWILIZACJI - Cz. CXCV

TWÓRCY EUROPEJSKICH CYWILIZACJI 
SŁOWIANIE I CELTOWIE





PIERWSZE EUROPEJSKIE CYWILIZACJE

SŁOWIANIE

(POD SKRZYDŁAMI ASYRII - UPADEK IZRAELA)

(ok. 738 r. p.n.e. - ok. 635 r. p.n.e.)

Cz. XV







FILISTEA
PONOWNE ODRODZENIE
(738 r. p.n.e. - ok. 635 r. p.n.e.)
Cz. XV



DEWARIM
(738 r. p.n.e. - 586 r. p.n.e.)
Cz. XVII



 Opuszczając ziemie wojowniczej Asyrii i obszar Judei, przenieśmy się zatem ponownie nad Nil, gdzie w roku 698 p.n.e. (w którym to król Ezechiasz pod okiem proroka Izajasza rozpoczął wielkie reformy religijne, w celu wzmocnienia jahwizmu w kraju i uczynienia z Jahwe nie tylko boga narodowego Judejczyków, ale przede wszystkim jedynego boga państwowego) faraon Neferkare Szabaka wydał w Tebach swe ostatnie tchnienie. Podczas 15-letnich rządów tego czarnoskórego władcy, egipcjanom żyło się naprawdę dobrze, spokojnie, bezpiecznie i dostatnio, i to do tego stopnia, że jako jedyny nubijski władca został on upamiętniony w czasach narodowego odrodzenia za rządów XXVI Dynastii, założonej przez Uahibre Psametyka I z Sais w 664 r. p.n.e. Jego naturalnym następcą (chociaż Szabaka miał syna - Taharkę, który wydaje się jednak był jeszcze za młody aby przejąć władzę) został bratanek i jednocześnie od trzech lat współwładca - Dżedkaure Szabataka. Jeśli mówimy o narodowym odrodzeniu egipskiego (antycznego) patriotyzmu w czasach XXVI Dynastii, to bez wątpienia rozpoczął się on już za XXV Dynastii kuszyckiej, a przede wszystkim za tych trzech ostatnich czarnoskórych władców: Szabaki, Szabataki i Taharki (oczywiście nie przybrał on jeszcze rozmiarów takiego szowinizmu, z jakim można było się spotkać później, gdy Egipcjanie - uważając siebie samych za najlepszy naród na świecie -  czuli wstręt nawet do tego, żeby spożywać posiłek w jednym pomieszczeniu np. z Grekami, nie mówiąc już o takich ludach jak Syryjczycy, Nubijczycy, Babilończycy, Asyryjczycy czy Żydzi. Od razu jednak należy dodać, że w egipskiej kulturze przejaw takiego szowinizmu wystąpił bodajże pierwszy i ostatni raz, bowiem nigdy wcześniej z czymś takim się nie spotkałem w historii tego kraju, a i później nie przypominam sobie takich praktyk, Co nie oznacza że Egipcjanie zawsze uważali się za lepszych od chociażby czarnoskórych Kuszytów/Nubijczyków, z którego to narodu wywodzili się faraonowie XXV Dynastii).






Szabataka również pozostał w Tebach, chociaż znacznie częściej podróżował na południe, do Napaty (stolicy swego nubijskiego Królestwa), niż czynił to jego wuj. Natomiast gdy opuszczał Egipt (a często jego nieobecność trwała nawet kilka lat) pozostawiał swego zarządcę nad "Północnym Królestwem" (jakkolwiek byśmy to dzisiaj tłumaczyli, dla Nubijczyków określenie to znaczyło zupełnie co innego, niż dla Egipcjan. Dla tych pierwszych bowiem Północne Królestwo było po prostu Egiptem, natomiast dla tych drugich obszarem Delty - Dolnym Egiptem. Dlatego też określenie "Pan Dwóch Krajów" dla jednych i drugich znaczyło co innego). Na zarządcę Egiptu podczas nieobecności króla na północy, wybierano zawsze rodowitego Egipcjanina, a do roku 695 p.n.e. był nim niejaki Ammeris rezydujący w Sais. Jego śmierć w tymże czasie spowodowała, że Szabataka na nowego namiestnika wyznaczył człowieka o imieniu Stefinates. Był on protoplastą XXVI Dynastii saickiej i (prawdopodobnie) ojcem (albo dziadkiem, ewentualnie stryjem) Uahibre Psametyka I. Niestety nie wiadomo czy Stefinates był synem ostatniego władcy Sais - Uahkare Bakenranefa (zwanym też z grecka Bokchorisem, pojmanym a następnie spalonym żywcem w 712 r. p.n.e. z rozkazu pierwszego czarnoskórego władcy Egiptu, brata Szabaki, faraona Pianchiego - o czym pisałem w poprzednich częściach). W każdym razie podczas swoich siedmioletnich rządów nad Sais, odwoływał się właśnie do jego panowania, jakoby celowo pomijając Szabatakę. Jeśli jednak w jakimś stopniu Stefinates był spokrewniony z Bakchorisem, oznacza to że wywodził się z dynastii założonej w Sais jeszcze przez Szepsesre Tefnachta w roku 740 p.n.e. Dodawszy zaś do tego fakt, że historycy często nazywają go Tefnachtem II, być może coś było na rzeczy i XXVI Dynastia nie wypadła przysłowiowej sroce spod ogona.


AMENARDIS I 



Wydarzenia w Sais niewiele jednak zaprzątały głowę Szabataki, tym bardziej że (oficjalnie) Stefinates pełnił władzę z jego nadania i był mu wierny. Egipcjanie zaś przyzwyczaili się już do czarnoskórego władcy, który przyniósł im pokój, bowiem krótka, acz nieszczęsna wyprawa do Palestyny (zakończona klęską w bitwie z Asyryjczykami pod Eltekech w 701 r. p.n.e. co jednak nie sprowokowało asyryjskiej inwazji na Egipt, a Szabaka szybko wycofał się z koalicji palestyńskich miast-państw {co dało potem pretekst Sannaheribowi aby przestrzegać wszystkich "małych królów" przed egipską pomocą, która przypomina "złamaną strzałą, boleśnie raniącą dłoń która ją trzyma"}. Pomimo tego jedynego niefortunnego wydarzenia w polityce zagranicznej, kraj rozkwitał. Gospodarka Egiptu przeżywała ponownie złoty okres: handlowano daktylami, nenufarami znad Nilu (zbieranymi najczęściej przez młode dziewczęta, a kwiaty te potem dekorowały pałace i rezydencje faraonów oraz wielmożów), budowano nowe magazyny zbożowe na prowincji (dzięki czemu ludność miast i wiosek nie musiała obawiać się głodu, nawet w przypadku katastrof naturalnych, czy też wszelkiego rodzaju zarazy która w Egipcie zdarzała się dosyć często). Po prostu trwało normalne, dostatnie życie, do którego zaczęto się coraz bardziej przyzwyczajać i zapominać o latach wojen, klęsk żywnościowych i związanego z tym głodu). Wiele też budowano (głównie świątyń, ale również pałaców, rezydencji, magazynów i arsenałów). Chodź w polityce zewnętrznej Egipt nazywany był "złamaną strzałą" i przestrzegano przed wchodzeniem z nim w sojusze (szczególnie mocno optował przeciwko temu prorok Izajasz), to jednak wielu mieszkańców Syro-Palestyny zapewne chciałaby przeprowadzić się wówczas do Egiptu. Południem, z Teb (pod nieobecność w Egipcie faraona) zarządzała Boska Małżonka Amona-Re, którą w tym czasie była siostra Szabaki i ciotka Szabataki - Amenardis I - która kazała dla siebie wznieść kaplicę grobową w okręgu świątynnym w Tebach Królewskich. Amenardis (od 710 r. p.n.e.) przygotowywała do roli swej następczyni, swą bratanicę - Szepuseneb II (która wkrótce obejmie niepodzielne rządy). I tak właśnie rozkwitał Egipt pod rządami XXV kuszyckiej Dynastii z Napaty.




Tymczasem w Niniwie, pomimo zakończonej sukcesem kampanii 700 r. p.n.e., osadzeniu na tronie Babilonu syna Sannaheriba - Aszur-nadin-szumiego, ucieczce (na wyspę na Zatoce Perskiej) Merodach-Baladana i spustoszeniu Kraju Nadmorskiego, Sannaherib nie mógł spać spokojnie. Co prawda wszyscy lokalni "mali królowie" okazywali wierność i lojalnie przesyłali daniny władca Asyrii, to jednak bliskie sąsiedztwo z Elamem (gdzie przecież wcześniej schronił się Merodach-Baladan) powodowało, że nigdy nie można było być pewnym, że ten stan utrzyma się długo. W głowie Sannaheriba powstał więc plan całkowitej neutralizacji wschodniego sąsiada. Oczywiście ta imperialna polityka asyryjska zawsze, ale to zawsze miała nadbudowę religijną i wszystko co czynił władca Asyrii (łącznie z nabijaniem na pal swych królewskich przeciwników), czynił w imieniu i z woli "wielkiego boga Assura". Nawet podczas oblężenia Jerozolimy w 701 r. po.n.e. gdy posłowie asyryjscy udali się do miasta w celu wymuszenia na królu Ezechiaszu i elitom profetyczno-populistycznym kapitulacji miasta, zwracali się owi posłowie w języku hebrajskim, a nie aramejskim. Był to oczywiście celowy zabieg propagandy asyryjskiej, dążącej do poróżnienia nieświadomego ludu, z winnymi całemu nieszczęściu elitami religijno-politycznymi Jerozolimy. Chodziło o wywołanie wrażenia, że Asyryjczycy przybyli tutaj jako kara boska, wysłani bezpośrednio przez samego Jahwe i taka właśnie była narracja - zresztą nie pierwsza i nie ostatnia w dziejach politycznej propagandy Asyryjczyków. Dzisiaj w wielu opracowaniach historycznych można przeczytać stwierdzenie, że Asyryjczycy (podobnie zresztą jak Persowie) byli tolerancyjni wobec odmiennych kultów i religii - i to prawda. Tylko że nie w tym rzecz, gdyż oni obce kulty i religijne odwołania wykorzystywali w swojej własnej propagandzie, która miała przynieść im konkretny cel polityczny. Z tego powodu władcy Asyrii często po kilka razy zwracali się do obleganych przez nich nieprzyjaciół, z żądaniem kapitulacji, siebie samych w tym momencie traktując jako narzędzie woli "wielkiego Assura" i innych bogów (np. podczas oblężenia judzkiej twierdzy Szubria Sannaherib miał zwrócić się do mieszkańców takimi oto słowy: "Czy kiedykolwiek zdarzyło wam się słyszeć rozkaz potężnego króla powtarzany dwa razy? Ja zaś, który jestem królem najpotężniejszym, trzy razy do was mówiłem, ale wy nie słuchaliście słów z ust moich. Nie przeląkliście się mojej osoby, nie zaniepokoiliście. To wy mnie zmusiliście do rozpętania bitwy, wy wywołaliście dzikie armie Assura z ich stanowisk!").




Tak więc przygotowując inwazję na Elam, Sannaherib zadbał o odpowiednie religijne przesłanie całej kampanii, które brzmiało: "W imię Assura i innych wielkich bogów". Ale Asyryjczycy byli przede wszystkim pragmatykami, dlatego też do każdej wojny przygotowywali się skrupulatnie i to w najdrobniejszych szczegółach. Pomimo posiadania wspólnej granicy lądowej z Elamem, Sannaherib postanowił uderzyć na ten kraj od nieoczekiwanej strony, a mianowicie drogą morską na tereny, na których Elamici nie byliby przygotowani do obrony, gdyż nie spodziewaliby się stamtąd ataku. Polecił więc przesiedlonym przez siebie do Niniwy syryjskim rzemieślnikom, skonstruowanie silnej floty, która zapełniona doświadczonymi marynarzami z Tyru, Sydonu i Cypru (czyli obszarów będących pod dominacją Asyrii), przewiozłaby asyryjską armię na elamicką ziemię, co doprowadziłoby do szybkiego zdobycia Suzy i załamania obrony tego kraju. Plan Sannaheriba był bardzo dobry, można nawet powiedzieć że genialny w swojej prostocie, ale jak to zawsze bywa diabeł tkwi w szczegółach - co innego plan, a co innego jego wykonanie. Gdy flota była już gotowa, ruszono na południe rzeką Tygrys. Następnie pod miejscowością Opis rozebrano okręty na części i przeniesiono w pobliże kanału łączącego Tygrys z Eufratem, gdzie je ponownie złożono. W tym samym czasie asyryjska armia maszerowała lądem do Kraju Nadmorskiego, gdzie wraz z końmi i zaopatrzeniem została załadowana na okręty (694 r. p.n.e.). Aby inwazja się powiodła, przed wyprawą Sannaherib złożył bogate ofiary bogu EA (bóg wody, mądrości i rzemiosł), w tym okręt w wyładowany złotem. Element zaskoczenia jednak nie udał się, gdyż nie mógł się udać. Mimo wszystko że w tamtych czasach nie było internetu, telefonów i innych tego typu gadżetów, to jednak wiadomości rozchodziły się bardzo szybko, tym bardziej te, które mówiły o inwazji. Dlatego też Elamici w różnych punktach swego kraju byli gotowi do obrony. Co prawda sam desant zakończył się szczęśliwie dla Asyryjczyków, to jednak nie udało się z marszu zająć Suzu, a tamtejszego króla (oczywiście w imię boga Assura) nabić na pal i wkrótce pod miejscowością Ulai (dziś Karun) drogę zastąpiła im gotowa do bitwy elamicka armia (ten desant przypomniał mi pewne wydarzenie, a mianowicie przypomniało mi się, jak w młodości toczyłem planszowe batalie z moją siostrą i kuzynką - które to wszystko traktowały jako dobrą zabawę, a tylko ja podchodziłem do tego  poważnie 🤭. W ich wyniku moja armia przeprawiła się przez cieśninę dzielącą nasze królestwa, trzykrotnie rozbiła siły które one wystawił i zajęła ich stolicę, a mimo to ja przegrałem tę wojnę. Jak to się stało? A mianowicie pochowały wszystkie najcenniejsze rzeczy - w tym złoto i inne tego typu materialne środki w portach, a ponieważ miały silniejszą flotę od mojej, wyprawiły się przeciwko mojej flocie, rozbiły ją i zdobyły moją stolicę, pozbawiając mnie jakichkolwiek możliwości przeprowadzenia poborów a nawet uzupełniania aprowizacji, gdyż ich kraj został totalnie zniszczony - najpierw przez politykę spalonej ziemi, a potem ja zostałem tam zamknięty niczym w klatce i musiałem się poddać 😂 Była to bodajże jedyna taka kampania, którą tak głupio przegrałem, chociaż byłem pewien całkowitego zwycięstwa).

Zwycięstwo Asyryjczyków pod Ulai i zajęcie wielu miast oraz twierdz elamickich (łącznie z Suzą), oznaczałoby całkowite zwycięstwo i koniec wojny oraz realny upadek Elamu. Ale podobnie jak moja wyżej wymieniona batalia, tak również król Elamu - Hulluszuinszuszinak wycofał się z miasta z głównymi siłami, złotem i swoim haremem, a następnie pomimo asyryjskich zwycięstw i okupacji większości południowego Elamu przez Sannaheriba, postanowił on... przejść do ofensywy na ziemiach Babilonii, bezpośrednio kontrolowanych przez Asyryjczyków. Z końcem miesiąca tiszri (początek października 694 r. p.n.e.) 
Hulluszuinszuszinak wkroczył do Babilonii, obległ i zdobył miasto Sippar, a jego mieszkańców (w większości) wymordował. Przerażeni tym co stało się w Sippar Babilończycy, poddali swoje miasto zbliżającej się armii Elamu. Król Hulluszuinszuszinak obalił dotychczasowego władcę Babelu - Aszur-nadin-szumiego (syna Sannaheriba) i uprowadził go do niewoli. Natomiast nowym królem wyznaczył rodowitego Babilończyka - Nergaluszeziba. Nagle więc okazało się że zdobycze Sannaheriba w Elamie miały się nijak do jego strat w Babilonii (podobnie zresztą jak w moim przypadku). Nagle okazało się że Sannaherib znajduje się w środku obcego, wrogiego kraju, który co prawda kontroluje, ale jednocześnie został całkowicie odcięty od swoich rezerw. Wszystkie szlaki wiodące do Asyrii i Babilonii zostały przerwane, a cały Elam wrzał niczym gotowany w gorącym oleju. Poza tym syn Sannaheriba (który w Babilonii miał zdobywać doświadczenie do rządzenia Imperium), trafił do niewoli i został uprowadzony gdzieś do kraju Anszan (czyli daleko w góry). Sannaherib nie miał więc wyjścia, musiał czym prędzej wracać do swego kraju, jeśli nie chciał aby jego armia została nagle zaatakowana z dwóch stron. Gdyż wkrótce cały Elam powstał przeciwko asyryjskiej okupacji i wojska Sannaheriba mogły utrzymać się jedynie w miastach i twierdzach Elamu. Pozostawiwszy wybrane garnizony, zarządził więc odwrót na północ, trudną i męczącą drogą lądową (wciąż możliwa była trasa przemarszu przez Kraj Nadmorski i dawne miasta Sumeru, niekontrolowane przez Elamitów. Ale albo były to tereny bagienne i podmokłe, albo też twierdzę której jeszcze pozostały w rękach asyryjczyków mogły szybko przejść we władanie nowego króla Babelu. Należało się więc śpieszyć, ale niestety Sannaherib nie mógł ruszyć od razu. Najpierw musiał zabezpieczyć zdobycze w Elamie i zapewnić aprowizację swoim oddziałom które pozostawił w elamickich twierdzach, a następnie mógł rozpocząć walkę o umocnienie już dokonanych zwycięstw, a być może również o uwolnienie syna z niewoli. Los chciał inaczej, a wielki król Assuru nigdy ponownie nie zobaczy już syna. Ojcowska rozpacz musiała jednak ustąpić miejsca militarnej rzeczywistości, a ta sprowadzała się do jak najszybszego zapewnienia armii aprowizacji (to właśnie bowiem głód doprowadził moje wojska - w grze o której wspomniałem wyżej - do klęski, gdyż nie byłem w stanie nie tylko uzupełniać własnych rezerw, ale przede wszystkim zdobywać żywności w zniszczonym kraju).


ASYRYJSKI WŁADCA W OTOCZENIU SWEGO DWORU U STÓP BOGA ASSURA 



CDN.

środa, 26 marca 2025

HISTORIA ŻYCIA WSZECHŚWIATA - WSZELKIEJ CYWILIZACJI - Cz. CXCIV

TWÓRCY EUROPEJSKICH CYWILIZACJI 
SŁOWIANIE I CELTOWIE





PIERWSZE EUROPEJSKIE CYWILIZACJE

SŁOWIANIE

(POD SKRZYDŁAMI ASYRII - UPADEK IZRAELA)

(ok. 738 r. p.n.e. - ok. 635 r. p.n.e.)

Cz. XIV







FILISTEA
PONOWNE ODRODZENIE
(738 r. p.n.e. - ok. 635 r. p.n.e.)
Cz. XIV


DEWARIM
(738 r. p.n.e. - 586 r. p.n.e.)
Cz. XVI


 Władca Asyrii Sannaherib był zdeterminowany w trakcie tej kampanii (700 r. p.n.e.) aby ostatecznie pochwycić i ukarać Merodach-Baladana, sprawcę tylu problemów trapiących Babilonię, dlatego też podążał za nim do Kraju Nadmorskiego, gdzie ten miał się ukrywać - "na bagna". Najpierw dotarł Sannaherib do miasta Bitutu - znajdującego się "na środku bagna", którym władał lokalny szejk Szuzubu (Chaldejczyk z pochodzenia, zresztą Kraj Nadmorski był opanowany przez plemiona chaldejskie, stanowiące nieustanny ból głowy nie tylko w Babilonie, ale również w Kalchu i Niniwie). Szuzubu sądził, że bagienne rejony umożliwią mu schronienie i bezpieczeństwo, pomylił się bardzo nie doceniając asyryjskiej armii. Został pochwycony, okrutnie zamordowany, a Bitutu przestało istnieć (zaś ludność tego plemienia została uprowadzona, a następnie przesiedlona w inne miejsce). Teraz dopiero król Assuru skierował się przeciwko plemieniu Bit-Jakini, z którego wywodził się Merodach-Baladan. Ten jednak szybko zbiegł i jak opisuje to Sannaherib na swej steli zwycięstwa: "Szczęk mego potężnego oręża sprawił, że (...) przelągł się, zebrał (w tym miejscu ponownie brak tekstu, zapewne powinno być "posągi swych") bóstw z całej swej krainy, załadował na statki i połknął niczym ptak do miasta Nagite-rakki, które znajduje się na środku morza. Jego brata, którego zostawił nad brzegiem, wraz z całą resztą ludu wywiozłem z ziemi Bit-Jakini, ze środka bagien i trzcinowisk, uznając ich za łup wojenny. Jego miasta zniszczyłem, obróciłem w perzynę, przemieniłem w ruiny. W sercu jego sojusznika, króla Elamu, zasiałem przerażenie". Co prawda Sannaheribowi nie udało się pochwycić Merodach-Baladana, ale człowiek ten już więcej nie zagrażał asyryjskim interesom w Babilonii i Kraju Nadmorskim. Dokończył swego żywota na jakiejś wysepce w dzisiejszej Zatoce Perskiej. Być może jego osoba z dzisiejszego punktu widzenia nic nikomu nie powie, nic też już nie znaczy, ale trzeba pamiętać, że w tamtym czasie stanowił on poważne zagrożenie dla utrzymania Babilonii pod asyryjską kontrolą. Dwukrotnie był królem Babelu (710-705 r. p.n.e. i w 703 r. p.n.e. przez 9 miesięcy). Na jednym z kudurru (kamieniu granicznym z królewską inskrypcją dotyczącą nadania ziemi) został pokazany jako wysoki, choć nieco otyły mężczyzna, postawny i o pogodnym spojrzeniu. Był bardziej dyplomatą niż wojownikiem, ale napsuł wiele krwi asyryjskim królom.




Kampania roku 700 p.n.e. okazała się całkowitym sukcesem z punktu widzenia Asyrii. Niebezpieczne ludy (szczególnie zaś Bit-Jakini) zostały przesiedlone w inne rejony Imperium. Asyryjczycy bowiem na masową skalę stosowali nie tylko politykę bezwzględnych zniszczeń i mordów, mających na celu zastraszenie ewentualnych dalszych buntowników, ale przede wszystkim organizowali masowe przesiedlenia ludności, coś, co stało się popularne w czasach Związku Sowieckiego - szczególnie zaś w epoce Stalina (na przykład wysiedlenie Tatarów krymskich). Była to polityka ludobójstwa kulturowego, wykorzenienia danego plemienia (lub ludu) z jego ziemi, tradycji, przodków, a często również religii. Celem tego wszystkiego była oczywiście asymilacja, uczynienie z różnych ludów jednego ludu Asyryjczyków (pisał o tym Sargon II - ojciec Sannaheriba, na swej steli: "Ludy z czterech części świata, o odmiennych językach i nieporównywalnych dialektach, mieszkańców gór i równin, wszystkich podlegających światłu bogów i panu wszystkiego, przyniosłem na rozkaz Aszura mego pana, a dzięki potędze mego berła. Sprawiłem, że stali się (ludźmi) jednego języka i osadziłem ich tam. Posłałem im Asyryjczyków jako pisarzy i nadzorców, potrafiących nauczyć ich lęku przed bogiem i królem"). Takie przesiedlenia oznaczały całkowite wykorzenienie kulturowe, gdyż ludy,  które do tej pory zasiedlały bogate, pełne życia, słynące z handlu, rozwijające własne pismo, a także czczące swych własnych bogów miasta, jak choćby Damaszek, Hamat czy Samaria, teraz zamieniły się w ośrodki asyryjskiej władzy. Co prawda zniszczenia dokonane przez wojsko zostały szybko usunięte, a pałace królewskie (jeśli uległy zniszczeniu) odbudowane, ale mieszkał tam już asyryjski gubernator, a ludność była inna, sprowadzona na to miejsce z innych terenów Imperium, zasymilowana i nie skora już do buntu. Natomiast ludność przesiedlana, przybywała na teren którego nie znała, gdzie była otoczona przez ludy sobie wrogie, a wierne władcy Asyrii, więc aby przetrwać wolała siedzieć cicho, nie buntować się, a z czasem następowała asymilacja (oczywiście wymuszana, ale jednak). Wiele też miast zostało zmienionych przez Asyryjczyków, jak choćby Tell Keisan (gdzie wytyczono nową siatkę ulic), w Megiddo (odbudowa miasta według nowych planów, nowa siatka ulic, nowy dziedziniec miejski i dwa wielkie budynki administracyjne asyryjskiej władzy), inne zaś miasta zyskały rolę lokalnych ośrodków administracji, co też wiązało się z pewnymi przywilejami (Gezer, Hazor, Tell Kinneret - asyryjski fort, w którym znajdował się wygodny pałac gubernatora). Można by wymieniać tych miast wiele (gdyż mam ich znaczną listę), ale myślę że na tym skończymy. Warto tylko powiedzieć, że językiem urzędowym Imperium Asyryjskiego był aramejski, a polityka przesiedleń była niezwykle skuteczna, wręcz... zabójczo. 




Ponieważ jednak w kraju, w którym władał okrutny bóg Aszur, przez kolejne sześć lat po kampanii nadmorskiej Sannaheriba nic specjalnego się nie wydarzyło (a trwało spokojne konsumowanie dokonanych podbojów), przenieśmy się zatem w inne rejony Bliskiego Wschodu, które wydają się bardziej interesujące. Jeruzalem! Pomimo zniszczeń jakie dokonała w Judzie armia asyryjska, pomimo kontrybucji narzuconej na Judę i na króla Ezechiasza przez zwycięskiego Sannaheriba, wydaje się, że okres tuż po zakończeniu wojny (701 roku), był niezwykle korzystny nie tylko dla odbudowy judejskiej gospodarki, ale również dla całkowitego zwycięstwa jahwizmu (nie chcę być tutaj źle zrozumiany, gdyż za czasów syna i następcy Ezechiasza - Manassesa, obce kulty ponownie powrócą do Judy, również do Jerozolimy, ale będzie to już znacznie słabsze oddziaływanie, niż miało to miejsce wcześniej). Sama Jerozolima rozrosła się w ciągu rządów króla Ezechiasza (który wstąpił na tron w roku 715 p.n.e., zmarł zaś w roku 686 p.n.e.) z miasta leżącego na 5 hektarach (w dużej mierze zajmowanego przez Świątynię i Pałac) do 60 ha. Postawiono nowy mur obronny (który ocalił Jerozolimę przed Asyryjczykami, choć tak naprawdę ocaliła ich epidemia, jaka wybuchła w armii asyryjskiej, co potem było interpretowane jako boża pomoc dla "ludu wybranego"). Aby Ezechiasz mógł wznieść ten mur, musiano przedtem wyburzyć wiele prywatnych domów (opłakiwane to jest w Księdze Izajasza 22,10), ale dzięki temu powstały w Jerozolimie dwie nowe dzielnice (Mišneh - "Nowe Miasto" i Makteš - "Tłuczek"). Poza tym miasto zostało zaopatrzone w nowy, duży zbiornik na wodę, zwany Siloe (zasilany przez kanał Ezechiasza, transportujący wodę ze źródła Gihon). Odbudowano także (zniszczony przez Asyryjczyków) Lachisz (największe miasto Szefeli), który z ok. 4-5 hektarów rozrósł się do 10. Ezechiasz wzniósł też całą listę nowych fortec (które w większości zostały zdobyte przez Asyryjczyków w czasie kampanii 701 r. p.n.e., ale potem ponownie odbudowane), takich jak: Rujm Abu Mukhayr, Khirbet Marjama, Tell el-Hesi, Tell Judeide, Tell Zakarya czy Khirbet Rabut (ta ostatnia była na granicy południowej, wszystkie pozostałe na północnej, od strony Syrii). Asyryjskie zniszczenia szybko zostały naprawione nie tylko w dziedzinie umocnień i urbanizacji, ale również kwestii gospodarki. Przykładem niech będzie szybki rozwój winnic w rejonie Gibeon (amfory z tego regionu po roku 700 p.n.e. były sprzedawane nie tylko w Filistei, ale również w Egipcie). Postępowała również produkcja i sprzedaż oliwy, (pomimo że filistyński Ekron stanowił pod tym względem znaczną konkurencję, to jednak oliwa w amforach z jahwistyczną ornamentyką, znajdowana jest w tym okresie nie tylko w Filistej, ale również w Asyrii, a nawet w Babilonii). Poza tym handlowano judzkimi pomarańczami i innymi owocami. Symbolem zaś Judy (a raczej domu panującego) stał się skarabeusz o czterech skrzydłach (wymiennie z uskrzydlonym słońcem), co oznaczało że ewidentnie skopiowano tutaj motywy egipskie.




Największe jednak zmiany poczyniono w kwestii religii. Ponoć reformy religijne Ezechiasza rozpoczęły się jeszcze przed asyryjską inwazją, ale jeśli to prawda, to były one dopiero zapoczątkowane, gdyż realnie nastąpiły po wycofaniu się Asyryjczyków z ziemi Judy. Tradycja biblijna przypisuje rozpoczęcie tych reform na 18 rok panowania Ezechiasza (wypadałoby wówczas na ok. 698/697 r. p.n.e.). Ich autorem w dużej mierze był (urodzony ok. 765 r. p.n.e.) prorok Izajasz. A zmiany te były gruntowne, wręcz dotykały podstaw jahwizmu, w tym również tego, co nazywano "religią mojżeszową" (czyli głównie religią agrarną). Za radą Izajasza zaczęto bowiem niszczyć wszelkie widoczne (czyli agrarne, ludowe) formy kultu Jahwe, w tym style stojące w miastach i na wsiach, wycinano drzewa, wyrywano pnie, zniszczono nawet owego biblijnego węża z brązu, który miał w czasach Mojżesza ocalić Izraelitów od plagi węży. Konsekwentnie niszczono wszystko, gdzie lud przychodził, składał ofiary i palił kadzidła. Izajasz bezwzględnie walczył z tymi pozostałościami obcych kultów, tak bardzo zakorzenionymi w tradycji ludu Izraela, że wręcz niechętnie przezeń usuwanymi. Po prostu Żydzi w tamtym czasie tak bardzo przyzwyczaili się do religii agrarnej (w której Jahwe co prawda jest bogiem narodowym, ale nie jedynym, co bardzo ważne - NIE JEDYNYM!), natomiast reformy Izajasza i Ezechiasza szły w kierunku stworzenia z Jahwe nie tyle boga narodowego, co boga jedynego. Z Jerozolimy, z tamtejszej Świątyni zamierzał Ezechiasz uczynić centrum jahwicznego monoteizmu, dlatego też słał zaproszenia do Żydów mieszkających w podbitym przez Asyrię Izraelu (Królestwie Północnym), aby przybywali do Jerozolimy, tu się modlili, a nawet tu się osiedlali. Oczywiście król i prorok Izajasz nie byli jedynymi, którzy wówczas propagowali nową reformę religijną, znacznie wsparli ich tzw. dworscy wieszcze, spośród których należy wymienić choćby: Ozeasza czy Micheasza. Co prawda najazd asyryjski, wielkie zniszczenia i asyryjskie okrucieństwo mocno nadwyrężyło poparcie ludu dla monarchii, kasty kapłańskiej, a nawet dla boga Jahwe, który nie chronił swojego "ludu wybranego", ale Izajasz i to postanowił przekuć w sukces nowej reformy religijnej, twierdząc że przecież Jahwe zesłał na Asyryjczyków zarazę, dzięki której "lud wybrany" ocalał. Była więc nadzieja, gdyż Pan zesłał na Izraelitów karę za ich bałwochwalstwo, ale dał im również szansę odrodzić się na nowo, w nowej religijnej tradycji i nowej czci dla swego boga (swoją drogą, ci wszyscy bogowie, którzy tak bardzo wymagają atencji, ludzkiej czci i składania darów - jak myślicie kim są? Kiedyś chyba już pisałem co na ten temat myślę, ale wydaje mi się - i wcale nie sądzę że dużo się mylę - iż są to byty pochodzące z innych rejonów Wszechświata. Niektóre z tych bytów być może opanowały do perfekcji poziom niematerialny, co nie oznacza że mają one cokolwiek wspólnego z rozwojem duchowym. Raczej są czymś w rodzaju kosmicznych piratów, którzy najeżdżają światy {w ten lub inny sposób}, wymagają czci i uwielbienia, a jednocześnie wysysają duchową energię z tych, którzy oddają im cześć).

Izajasz, Ozeasza i Micheasz (a co za tym idzie również król Ezechiasz) opowiadają się bowiem za koncepcją bezwarunkowej wierności Jahwe, jako jedynej formy wybawienia dla "ludu wybranego". Jednocześnie burzą wszelkie jego ludowe formy, tak aby nakierować lud Izraela na bardziej duchowe tory jego kultu. Od chwili gdy reforma zaczyna wchodzić w życie (a nawet wcześniej, jeszcze przed inwazją asyryjską), widać ewidentnie różnice zdań Izajasza i wieszczów, a oficerów i dworaków króla Ezechiasza. Izajasz mocno krytykuje chociażby wyburzenie domów prywatnych pod budowę murów obronnych Jerozolimy, tak jakby nie rozumiał że umocnienia pomogą w odparciu inwazji asyryjskiej (on jednak stwierdza, że tylko bezwarunkowa wiara w pomoc i łaskę Jahwe ocali Judejczyków). Krytykuje również sojusz z Egiptem, deklarując iż pogańskie wojska nie mogą ocalić "ludu wybranego", jeśli nie zechce tego Jahwe. Tutaj dochodzi do ostrego sporu między Izajaszem, a królewskim sekretarzem Szebną i prefektem pałacu Eliakimem. Izajasz co prawda najpierw widzi w Asyrii narzędzie w ręku Jahwe, którym ten zamierza ukarać swój lud, potem jednak (po inwazji i po tylu zniszczeniach oraz mordach, dokonanych przez asyryjskie wojska) oficjalnie potępia Asyrię i wszystkich sąsiadów Izraela, którzy wykorzystali najazd dla własnych celów (Ammonitów i Moabitów). Jednocześnie przeciwny jest zbyt rozbudowanej militarnej obronie, deklarując całkowitą ufność Jahwe. Co ciekawe Izajasz jednocześnie ostro krytykuje (a nawet zwalcza) te wszystkie kraje i miasta, które stanowią konkurencję dla Judy, ale nie stanowią bezpośredniego zagrożenia militarnego. Ciekawym jest jego stosunek do zdobytego przez Asyryjczyków fenickiego z Sydonu (o którym opowiadałem w poprzedniej części i którego król uciekł na Cypr), a żeby się nie rozpisywać po próżnicy, zanotuję ten fragment w całości: "Wyjcie, okręty tertezyjskie, gdyż zburzona jest wasza twierdza. Oznajmiono im o tym, gdy wracali z ziemi Kittim. Zamilknijcie, mieszkańcy wybrzeża, kupcy sydońscy, którzy jeździcie morzem i których wysłańcy są na wielu wodach. Ich zbiorami są zasiewy Sychoru, a bogactwem dochody narodów. Wstydź się, Sydonie, gdyż morze twierdza nadmorska, rzekła: "Ja nie wiłam się z bólu ani nie rodziłam, nie wychowałam młodzieńców, lecz jedynie wypiastowałam dziewczęta. (...) Już nie będziesz się weselić, zhańbiona córko Sydonu, powstań, przepraw się do Kittim (czyli na Cypr). Lecz i tam nie zaznasz spokoju" (Księga Izajasza 23,1-4,11). Reforma Izajasza i Ezechiasza zaczęła powoli, acz systematycznie nabierać tempa, aż oficjalnie przyjęła taki obraz, jaki zastał ją Syn Boży Jezus Chrystus, który przybył na Ziemię (swoją drogą w wielu przekazach channalingowych można spotkać się z określeniem Ziemi jako planety "Sol-3") z misją "Syna Człowieczego" (swoją drogą - i nie chcę tutaj być źle odebrany, a być może nawet niezrozumiany - ale wydaje mi się i staje się to dla mnie coraz bardziej oczywiste, że tam gdzie nie ma Chrystusa, we wszystkich narodach, we wszystkich ludach, które są daleko od Chrystusa, tam człowieczeństwo jest na bardzo niskim poziomie, a okrucieństwo - szczególnie wobec słabszych - święci swoje triumfy).





Ten moment, w którym grający Chrystusa aktor wpatruje się w Barabasza, jest niezwykle przyjmujący. Aktor który grał Barabasza Piętro Sarubbi stwierdził później, że ten wzrok, nie był wzrokiem jego kolegi z planu Jamesa Caviezela, z którym wielokrotnie się znali. Powiedział wręcz że ten wzrok wbił go w ziemię, był jakby nie z tego świata, jak dodał na pewno nie należał do Caviezela.



CDN.

czwartek, 20 marca 2025

ZJEDNOCZENIE PRUS I INFLANT Z POLSKĄ - Cz. XVII

POCZĄWSZY OD PIERWSZEGO SPORU POLSKO-KRZYŻACKIEGO (1309-1310), AŻ PO WŁĄCZENIE INFLANT DO RZECZPOSPOLITEJ (1558-1561)





KONRAD I MAZOWIECKI 
Cz. XVII
(RETROSPEKCJA)






 Gdy w 829 r. król Egbert z Wessexu zajął Mercję i wypędził stamtąd dotychczasowego władcę Wilglafa, dzierżył w swych rękach znaczny obszar południowej, wschodniej i zachodniej Anglii, poza północnym królestwem Northumbrii (której król Eanred uznał jego władzę na południu). Prócz Wessexu i zdobytej Kornwalii (815 r. choć ostatni wojownicy Królestwa Dumnonii poddali się dopiero w 825 r.) bezpośrednio kontrolował również Essex wraz z Londynem. Syn Egberta - Æthelwulf był już królem Kentu (825 r.) i kontrolował też Sussex, natomiast we wschodniej Anglii panował jego syn Æthelstan. Teraz zaś, gdy Egbert przejął Mercję (i został uznany przez Northumbrię), wydawało się że nic już nie stanie na przeszkodzie do zjednoczenia przez niego Anglii. Ale wypędzony Wilglaf zebrał swoich stronników i powrócił już w następnym (830 r.) odzyskując tron w Mercji. Zdobył również władzę nad obszarem Berkshire na południe od Tamizy. Znów zatem było trzech kandydatów do dominacji nad całą Anglią, z czego Egbert wydawał się jednak najsilniejszym. Po roku 830 przez następne pięć lat Egbert panował w pokoju, w swoim Winchester, ale w 835 r. otrzymał wiadomość o najeździe Wikingów na wyspę Sheppey w Kent i od dokonywanych tam gwałtach. Natychmiast zebrał wojsko i wyruszył aby wesprzeć swego syna Æthelwulfa, ale nim tam dotarł, Wikingów już nie było. Ograbili wyspę, porwali kobiety i dzieci, a mężczyzn wybili. Następnym roku znów się pojawili, tyle tylko że bezpośrednio uderzyli już na Zachodni Dorset (czyli w Królestwie Wessexu). 35 okrętów z czarnymi prostokątnymi żaglami, wiozących wojowników skorych do grabieży i walki, pojawiło się nagle w okolicach Charmouth. Egbert zebrał więc swych wojowników i ruszył tam, aby wydać Wikingom bitwę. Była ona niezwykle krwawa, poległo w niej aż dwóch biskupów i dwóch eldormenów (była to nazwa saskich zarządców prowincji, lub danej ziemi) i zakończyło się porażką, oraz odwrotem Egberta. Jednak pomimo tego że "Duńczycy zajęli pole rzezi" (jak pisze angielski kronikarz), nie mieli już sił, aby dokonać wielkich grabieży i wkrótce odpłynęli.




Dwa lata później (838 r.) Wikingowie z Danii ponownie pojawili się w Kanale La Manche i dopłynęli do zachodniej Kornwalii. Tam zjednoczyli się ze zbuntowanymi (przeciw Egbertowi) Kornwalijczykami i z dużymi siłami ruszyli na Winchester. Egbert ze swym wojskiem zastąpił im drogę pod Hengestdune a bitwa która się wówczas wywiązała, zakończyła się zwycięstwem króla Wessexu. Było to już ostatnie starcie zbrojne, w jakim uczestniczył sędziwy Egbert, który zmarł w kilka miesięcy później (839 r.). Panował przez 37 lat, a teraz na tron Wessexu wstąpił jego syn (i jednocześnie bohater tej części naszej serii) Æthelwulf (władzę nad Kentem i Sussex powierzając swemu synowi Æthelstanowi). Nowy król Wessexu nie miał wojowniczej natury swego ojca, raczej był mężczyzną o naturze łagodnej, nieco melancholijnej (a William z Malesbury, XII-wieczny angielski kronikarz, nazywa go wręcz "otępiałym i ospałym"). Tego też powodu miał przy sobie dwóch doradców. Pierwszym z nich był jego nauczyciel z młodości, późniejszy biskup Winchester - Swithun (potem uznany świętym). To on wyrobił w młodym Æthelwulfie nie tylko zamiłowanie do ksiąg, ale również do gwiazd (jako że Swithun układał horoskopy, a także zajmował się astrologią). Drugim nauczycielem był prałat Ealhstan, z tym że jego powołanie niewiele miało wspólnego z jego realnym życiem. Człowiek ten bowiem posługiwał się mieczem równie sprawnie co najlepsi wojownicy i był skory do bitew, w których wielokrotnie osobiście brał udział, przelewając mnóstwo krwi. On to uczył Æthelwulfa nie tylko sztuki posługiwania się bronią, ale przede wszystkim sztuki rządzenia (jeszcze gdy byli w Kencie). O ile Swithun nauczał króla jak być miłym Bogu i postępować zgodnie z przykazaniami "Pana naszego, Jezusa Chrystusa", o tyle Ealhstan namawiał go do bitew i wojen (głównie z Wikingami). Był też tak sprawny, że osobiście zajmował się pobieraniem podatków dla królewskiego skarbca, tak, aby król miał z czego opłacić swoich wojowników (wielokrotnie dokonywał w tej kwestii wymuszeń, również na klasztorach, zaś klasztor w Malmesbury został szczególnie mocno doświadczony jego działalnością).

Jednak wojowniczy zapał Ealhstana da się łatwo wytłumaczyć tym, co w czasach panowania Æthelwulfa robili Wikingowie w Anglii, szczególnie zaś w Wessexie, który był notorycznie plądrowany, praktycznie rok do roku. W 840 r. splądrowali oni Portland i Southampton, a w 843 Charmouth. W pozostałych królestwach Anglii Wikingowie uderzyli: na Wschodnią Anglię, w Lindsey (841 r.) dokonując potwornej rzezi mieszkańców (wybito wszystkich, łącznie z kobietami i dziećmi), a w 844 r. Redwulf - król Northumbrii poległ w przegranej bitwie z Wikingami na własnej ziemi. Zagrożenie było więc oczywiste i bardzo niebezpieczne, dlatego też król Æthelwulf musiał pod tym względem wykazać zdecydowanie i do tego właśnie namawiał go prałat Ealhstan. Zdobycie Paryża przez Ragnara Lodbroka, jego syna Bjorna Żelaznobokiego i innych Wikingów w 845 r. praktycznie nie zostało odnotowane na Wyspach, nieco więcej wiadomości dotarło na temat zdobycia Rzymu przez Saracenów w 846 r., ale i tak Anglowie i Sasowie mieli swoje własne sprawy, z którymi musieli się uporać. W roku 848 spora eskadra Wikingów pojawiła się u ujścia rzeki Parret w zatoce Bridgwater. Król Æthelwulf wysłał tam właśnie Ealhstana na czele swej armii, który wydał Wikingom bitwę i wygrał ją, zmuszając ich do odwrotu (notabene Ealhstan walczył w tej bitwie osobiście i to w stroju mnicha 😚, a po bitwie jego miecz i szata ociekały krwią pokonanych wrogów). Ale te wszystkie zwycięstwa były zaledwie kroplą w morzu wciąż ponawianych normańskich wypraw. Należy zaś pamiętać, że jak na razie Wikingowie tylko rabowali, a wkrótce zaczną się w Anglii osiedlać i nie pomoże ani miecz, ani krzyż. Rok 851 był pod tym względem symboliczny, gdyż właśnie wówczas 350 "smoczych" okrętów wpłynęło do ujścia Tamizy. Była to ogromna siła, dlatego też szybko zdobyli oni Londyn i Canterbury. Przywołany na pomoc król Mercji - Beorhtwulf, ujrzawszy wielką liczbę pogan, po prostu uciekł, modląc się aby nie dotarli oni do jego królestwa. Wikingowie dokonywali ogromnych zniszczeń, palili miasta i wioski, gwałcili i porywali kobiety, mordowali mężczyzn i mnichów (niektórych krzyżowali, albo też urządzali sobie konkurs strzelniczy, celując do nich z łuków jak do tarcz). Wydawali się niepokonani. Przekraczając Tamizę i kierując się do Surrey, pod Ockley napotkali jednak armię Æthelwulfa, jego starszego syna Ethelbalda i oczywiście prałata Ealhstana. Bitwa, która rozegrała się pod Ockley (tuż nad granicą z Sussex) zakończyła się ogromnym zwycięstwem Wessexu. Wielu Wikingów zostało zginęło w bitwie (niektórzy z nich zaś, będąc otoczonymi i nie mając szans na wycofanie się, popełnili samobójstwo, przebijając się własnymi mieczami - dzięki temu wierzyli że ich dusze pojawią się w Walhalli, gdzie w Pałacu Odyna będą mogli jeść i pić do woli, by następnie pojedynkować się z innymi  poległymi z mieczem w dłoni, których z pola walki zbierały boskie córy Odyna -  Walkirie).




Zwycięstwo w bitwie pod Ockley było rzeczywiście imponujące, ale rok 851 był również rokiem pewnego wydarzenia, które zmieniło dotychczasowe działania Wikingów, a mianowicie druga ich grupa (która zaatakowała Kent) zamiast po najeździe i rabunkach powrócić na okręty i odpłynąć do siebie, osiadła na zimę na wyspie Thanet, gdzie założyła obozowisko. Osiedlenie się akurat na tej wyspie, było niezwykle symboliczne, szczególnie dla Kentejczyków. Bowiem 400 lat wcześniej (449 r.) na tej właśnie wyspie osiedlili się pierwsi władcy z plemienia Jutów Hengist i Horsta (również przybyli z ziem duńskich). Przybyli oni wówczas na wezwanie wodza Brytów Wortigerna, który walczył z Piktami i Szkotami. Pomogli mu, pokonali jego wrogów, ale osiedli na ziemiach Kentu, a Hengist w 467 r. założył tam swoje królestwo. Teraz osiedlenie się na owej wyspie Wikingów było bardzo złym znakiem, dla panowania Anglów, Sasów i Jutów w Brytanii, a rok ten uważa się za początek normańskiego (stałego) osadnictwa w Anglii. Natomiast w nagrodę za zwycięstwo (i wykazane w bitwie męstwo) Ealhstan został nagrodzony przez Æthelwulfa biskupstwem Sherborne (hrabstwa Somerset i Dorset), zaś św. Swithun w 852 r. został biskupem Winchester. Jednak ataki Wikingów nie były jedynym problemem, jaki w tamtym czasie trapił królestwa Sasów. W 844 r. królem i wodzem Walijczyków został bowiem niejaki Rhodi Mawra (zwany po prostu Roderykiem Wielkim). Był to wojowniczy król, który zaczął od zachodu najeżdżać, szczególnie Królestwo Mercji (które było pod tym względem najbardziej narażone). Rów Offy (ziemne umocnienia zbudowane na zachodnich rubieżach Mercji) okazał się już niewystarczający, tym bardziej że Walijczykom wiatru w skrzydła dodawały ataki Wikingów na Brytanię od wschodu i południa. W 853 r. król Mercji Burgred, za radą swego witana (rady królewskiej), zwrócił się do Æthelwulfa z oficjalną prośbą i wezwaniem o pomoc przeciwko Cymri ("Ludziom północnej Walii"). Sojusz ten miał zostać z scementowany małżeństwem Burgreda z córką Æthelwulfa (do czego doszło na Wielkanoc 853 r.). Jednak nim Æthelwulf mógł udzielić wsparcia burgredowi, najpierw musiał rozprawić się z Wikingami z wyspy Thanet, którzy jeszcze w 852 r. pokonali w bitwie stoczonej w Surrey i zabili jego młodszego syna, władcę Kentu - Æthelstana.




Ponownie jak w czasie bitwy pod Ockley, do kentu przybyła owa trójca (Æthelwulf, jego syn Ethelbald i biskup Ealhstan - notabene ten był już biskupem, więc nie wypadało mu nie tylko uczestniczyć w walkach, ale również nosić miecza przy boku, mimo to nie zważał na te konwenanse epoki i postępował nadal jak zwykły wojownik ⚔️). Eldormeni również prowadzili swoich ludzi, i choć często byli to ludzie odważni, to jednak o bardzo małym, lub wręcz niewielkim doświadczeniu wojskowym. Przeciwko sobie zaś mieli drapieżne "kruki Odyna", ludzi zahartowanych w walkach, którzy na najazdach i rabunkach zjedli często swoje zęby (😉). W trakcie tych bitew sama odwaga niestety nie wystarczała, a często jedynie pozwalała na to, aby... pięknie zginąć. Æthelwulf aby zdobyć Thanet, ściągnął jakieś okręty i obsadził je swoimi wojownikami, ale nie wyglądało to dobrze. Wikingowie zresztą zdążyli już się przeprawić na ląd stały i rozpoczęła się bitwa, zarówno lądowa, jak i morska. Na lądzie początkowo wojska Wessexu wzięły górę, ale gdy okręty (które przyprowadził Æthelwulf) zostały zdobyte lub spalone przez Wikingów, sytuacja zaczęła wymykać się spod kontroli. Po pokonaniu sił Wessexu na wodzie, Wikingowie zaczęli zdobywać przewagę również na lądzie i ostatecznie wyparli Æthelwulfa, zmuszając go do ucieczki (w tej bitwie poważnie ranny został biskup Ealhstan, który osobiście uczestniczył w walkach i którego ledwie co ocalono od niechybnej śmierci). Straty sił Wessexu były znaczne, poległo bowiem wielu wojowników (straty Wikingów też musiały być spore, choć zapewne znacznie mniejsze niż Sasów), a Thanet pozostała w rękach Normanów. Wikingowie postanowili odpłacić się Æthelwulfowi za ten atak i już w następnym - 854 r. spalili Wembury. Wydawałoby się że po takich batach, Æthelwulf będzie starał się ponownie zebrać armię i uporać z Wikingami, którzy teraz na dobre rozsiedli się w Brytanii. Ale wiosną 855 r. postanowił on udać się na pielgrzymkę do Rzymu i właśnie wówczas spotykamy go w Paryżu, na przyjęciu u Karola Łysego, który już wówczas zaczął stręczyć mu swoją córkę Judytę.




Do Rzymu Æthelwulf zabrał również swego najmłodszego, prawie sześcioletniego syna Alfreda (późniejszego króla Alfreda Wielkiego, pierwszego króla zjednoczonej Anglii od roku 886), który pomimo młodego wieku, dwa lata wcześniej też udał się na taką pielgrzymkę (oczywiście w towarzystwie opiekunów), była to więc jego druga wizyta w Rzymie i wydaje się że pierwsza, którą mógł lepiej zapamiętać. Będąc w królestwie Karola II Łysego, był Æthelwulf przyjmowany z najwyższym dostojeństwem, a w Paryżu organizowano na jego cześć liczne uczty i bale. Karol odprowadził go również do granicy swego Królestwa. Następnie przez Italię ojciec, syn (i liczna grupa towarzyszących im wojowników oraz mnichów), przybyli wreszcie do Rzymu. Papież Leon IV (sprawujący swój pontyfikat od roku 847), autor nowych, silnych murów Watykanu (konsekrowanych 27 czerwca 852 r.) był w tym czasie już umierający. Ów papież, który 2 lata wcześniej położył swoje ręce w geście błogosławieństwa na główce małego Alfreda, teraz praktycznie już nie mówił i kontakt z nim był bardzo utrudniony. Zmarł 17 lipca 855 r. wkrótce po tym, jak Æthelwulf wraz z synem przybyli do Rzymu. To, co się działo w kolejnych miesiącach, było bez wątpienia burzliwymi wydarzeniami, których świadkami musieli być Æthelwulf i Alfred. Należy od razu dodać, że po śmierci Leona IV miała pełnić pontyfikat tzw. papieżyca Joanna, czyli papież Jan Anglicus, ale jest to XIII-wieczny wymysł, a raczej nieco bajkowa opowiastka, nie mająca nic wspólnego z prawdą. Tak naprawdę między lipcem a wrześniem 855 r. (czyli okresem gdy król Wessexu przebywał w Rzymie), działy się tam rzeczy przypominające wojnę domową, pomiędzy Lateranem, a Bazyliką Świętego Piotra. Spora część kardynałów opowiedziała się za niejakim Anastazym, kierownikiem papieskiej Biblioteki i stąd zwanym po prostu "Bibliotekarzem" (był on zwolennikiem bizantyjskiego ikonoklazmu, stąd był mało popularny w Rzymie). Dochodziło do walk ulicznych i krwawych rozruchów, ale ostatecznie nie udało się zwolennikom Anastazego, konsekrować go na papieża. We wrześniu nowym papieżem został ostatecznie obrany Benedykt III. Natomiast kronikarz papieski (który miał jednak problem z zapisem nieco barbarzyńskiego imienia Æthelwulfa, stąd to miejsce pozostawił puste 🤭) Tak oto odnotował wizytę króla Wessexu w Rzymie: "W tym czasie król Sasów o imieniu ... pozostawiwszy swoje dobra i własne królestwo, przybył na modlitwę z mnóstwem zwolenników do progów Apostołów Piotra i Pawła w Rzymie. I dał św. Piotrowi koronę z czystego złota ważącą cztery funty; naczynia z czystego złota ważące dwa funty; miecz oprawiony w czyste złoto; dwa mniejsze obrazy z czystego złota; patenę ze srebra złoconego saksońskiej roboty, ważącej cztery funty; szatę purpurową ze złotą obwódką; białą komżę całą z jedwabiu (...) Wtedy król Sasów, na prośbę papieża Benedykta (...) rozdał złoto biskupom, prezbiterom, 270 diakonom i całej reszcie duchowieństwa, oraz przywódcą Rzymu. Dał też drobne, srebrne monety zwykłym ludziom".

Ponoć Æthelwulf w czasie swojego pobytu w Rzymie miał również założyć Schola Saxonum - czyli miejsce (coś pomiędzy klasztorem a akademickim hostelem), gdzie młodzi Anglosasi, przeznaczeni do zawodu duchownego, mieszkali miesiącami a nawet latami, ucząc się łaciny, mszału i śpiewów gregoriańskich (nie ma jednak pewności czy to rzeczywiście Æthelwulf założył to miejsce, bo wiem niektóre źródła mówią również o królu Mercji - Offie, chociaż wydaje mi się że można to pogodzić ze sobą, gdyż znalazłem informację, że na rok przed wizytą Æthelwulfa w Rzymie owa Schola spłonęła i zapewne król Wessexu po prostu ją odbudował). Æthelwulf spędził w Rzymie rok, po czym ponownie przez kraj Franków Zachodnich wrócił do Brytanii, ale teraz niby już sam, bowiem zabrał ze sobą 13-letnią żonę, córkę Karola Łysego - Judytę.


ALFRED WIELKI



CDN.

niedziela, 2 marca 2025

ZJEDNOCZENIE PRUS I INFLANT Z POLSKĄ - Cz. XVI

POCZĄWSZY OD PIERWSZEGO SPORU POLSKO-KRZYŻACKIEGO (1309-1310), AŻ PO WŁĄCZENIE INFLANT DO RZECZPOSPOLITEJ (1558-1561)





KONRAD I MAZOWIECKI 
Cz. XVI
(RETROSPEKCJA)


 Wiosną 855 r. na dwór Karola II Łysego (który coraz częściej przebywał w Paryżu) przybył władca z nieodległej Brytanii, a konkretnie z królestwa Wessexu (czyli królestwa Zachodnich Sasów) - Æthelwulf. Zdążał on bowiem na pielgrzymkę do Rzymu i po prostu drodze po drodze zatrzymał się na frankijskim dworze Karola II, gdzie został niezwykle dobrze przyjęty, a na jego cześć wyprawiano liczne uczty i bale. Zapewne już wtedy w głowie Karola zrodziła się myśl, aby swą 12-letnią córkę Judytę, wydać za mąż właśnie z owego Brytola. Tym bardziej że nie był on wcale ubogim władcą zamorskiego kraju (jak powszechnie postrzegano wówczas Brytanię i zasiedlających ją Anglów, Sasów, Jutów i Celtów), a królem potężnego Wessexu, który po pokonaniu Mercji (w 825 r.) stał się najpotężniejszym anglosaskim królestwem Brytanii. Oczywiście królestwo to (podobnie jak inne królestwa na Wyspie) było regularnie najeżdżane przez Wikingów i potwornie łupione, ale mimo to Æthelwulf był już uważany za jednego z potężnych chrześcijańskich władców. Wessex założony został w roku 519 przez niejakiego Cerdyka (inne królestwa anglosaskie powstawały na przestrzeni 150 lat od pierwszego lądowania Anglów, Sasów i Jutów w Brytanii w roku 449. I tak, królestwo Kent założone zostało jako pierwsze anglosaskie państwo w roku 467 przez wodza plemienia Jutów - Hengista. Sussex powstał w 490 r. założony przez króla Ellę. Essex założył Erkenwin w 527 r. W 547 r. król Ida zakłada Bernicję. Deirę założył Ella w 560 r. W 571 r. powstaje Wschodnia Anglia {Norfolk, Suffolk, Cambridge} króla Uffy. W 586 r. Krida założył Mercję, a w 617 r. król Edwin połączył ze sobą Bernicję i Dejrę, tworząc królestwo Northumbrii. Królestwo to też - jako pierwsze z królestw w Brytanii - przyjęło w 627 r. wiarę chrześcijańską {odbyło się to na zasadzie pojedynku na argumenty religijne, jaki zorganizował król Edwin na swym dworze. Z jednej strony stanął bowiem misjonarz z zakonu paulinów, z drugiej pogański arcykapłan i obaj mieli przekonać króla oraz innych możnych Northumbrii która religia będzie lepsza dla królestwa. Zdaniem zebranych lepszy okazał się zakonnik}).




Druga połowa V wieku, to był czas okrutnych walk pomiędzy Anglosasami, a spychanymi coraz bardziej na zachód Celto-Rzymianami (czyli zromanizowanymi Celtami). W tym czasie bohaterem tych ostatnich stał się nijaki Arthorius, Celto-Rzymianin który przez długi czas odnosił zwycięstwa nad Anglosasami (a największe z tych zwycięstw miało miejsce w roku 520 w bitwie pod górą Badon). Zapewne jest to postać realnie istniejąca, ale na jej kanwie zbudowano późniejszą legendę, która przetrwała w celtyckiej tradycji o królu Arturze i rycerzach Okrągłego Stołu. Arthorius musiał rzeczywiście dawać Anglosasom we znaki, jako że przez dłuższy czas (aż do jego śmierci) nie byli oni w stanie posunąć się na północ od Tamizy i od Colchester (według tej tradycji Arthorius miał zostać zamordowany przez swego siostrzeńca w roku 542). Nic więc dziwnego że tradycja o królu Arturze stała się potem tak popularną, gdyż wojownik który zapewne stał się przywódcą lokalnej porzuconej przez Rzym bryto-rzymskiej społeczności (legiony po raz pierwszy wycofały się z Brytanii w roku 407, ale wkrótce potem wróciły, chodź na krótko, bowiem już 410 ponownie wycofały się z stamtąd na stałe, a cesarz Honoriusz poinformował wówczas Brytów, że odtąd muszą sami zadbać o swoją ochronę, gdyż granica na Renie pruła się jak "stare galoty" a do Zachodniego Imperium wchodziły poszczególne ludy zza Renu praktycznie jak do siebie. Przez pierwsze 40 lat Brytowie jakoś sobie radzili, ale najazd Anglosasów spowodował, że zaczęli przegrywać i musieli się cofać coraz bardziej na zachód i coraz bardziej na północ, natomiast okres rządów Arthoriusa był jednym z bodajże nielicznych, podczas których Brytowie wygrywali).


31 grudnia 406 r. hordy Wandalów, Swebów, Alanów i Burgundów przekraczają zamarznięty Ren, kierując się w stronę rzymskiej Galii, jak wielokrotnie w przeszłości, z tym że teraz już nie zawrócą. Rzymski posterunek w niedalekiej Moguncji nawet nie próbuje interweniować. Mróz jest bowiem tak wielki, że żołnierzom nie chce się walczyć, a poza tym liczba barbarzyńców którzy wdzierają się przez Ren, napawa ich przerażeniem



W 789 r. właśnie do brzegów Wessexu (południowo-środkowa Brytania) dobiły pierwsze trzy okręty Wikingów (już kiedyś o tym pisałem, więc nie będę się powtarzał). Zabili oni lokalnego wójta i spalili wioskę, w każdym razie było to pierwsze spotkanie Anglosasów z Normanami. Potem był niesławny atak Wikingów na klasztor Lindisfarne w Northumbrii (793) który przeraził mieszkańców wyspy swym okrucieństwem. Po tej tragedii Alkuin z Yorku - dworski kronikarz Karola Wielkiego pochodzący właśnie z Northumbrii - zapisał w liście (będącym swoistymi kondolencjami) do króla Ethelreda: "To już około 350 lat, odkąd my i nasi ojcowie mieszkamy w tym najpiękniejszym kraju, i nigdy wcześniej nie spotkało Brytanii tak straszne wydarzenie, jak to, którego doświadczyliśmy ze strony pogan. Nie uważano też za możliwe, aby taka podróż mogła się kiedykolwiek powieść (Alkuin ma tutaj na myśli atak Normanów na Brytanię ze Skandynawii, chociaż doprawdy trudno zrozumieć jego tok myślenia, skoro sam wcześniej stwierdził, że jego przodkowie przybyli tutaj 350 lat wcześniej również drogą morską z Danii i północnych Niemiec. Może uważał że owi poganie nie są już do tego zdolni 🥴 To tak samo jak w jednym z programów "Matura to bzdura" pewien młodzieniec odpowiadając na pytanie w którym wieku odkryto Amerykę, stwierdził że w XX wieku, bo "wcześniej ludzie bali się wody", i dodał z takim wzrokiem pytający o rozum: "Ale jakąś łódkę to chyba zrobili, co?" 🤭😂 Wydaje mi się że jako społeczeństwa cofamy się w rozwoju i niedługo rozpocznie się proces dewolucji, bo trudno inaczej to zinterpretować, słuchając takich bredni). Dalej Alkuin pisał w swym liście: "Oto kościół św. Cuthberta splamiony jest krwią kapłanów Boga. Został ograbiony ze wszystkich ozdób. Najbardziej czcigodne miejsce w Brytanii zostało oddane pogańskim ludom na łup". A potem dopiero się zaczęło. Nie ma jednak sensu teraz opisywać wszystkich najazdów normańskich na Brytanię, dlatego pominę to. Natomiast warto sobie uświadomić, że ataki Wikingów na Brytanię dzielą się na trzy okres. Pierwszy okres, to okres grabieży, trwający od 793 do 851 r. Drugi to czas osadnictwa, trwający od 851 do 897 r. Ostatni okres, to - po prawie stuletniej przerwie - okres podboju, trwający od 980 do 1042 r. Powrót na tron Anglii Edwarda Wyznawcy w roku 1042 oznacza kres rządów Wikingów w tym kraju, aczkolwiek Edward Wyznawca był też przedostatnim anglosaskim królem, a jego syn  -Harold II 24 lata później poniósł klęskę w bitwie z Wilhelmem Zdobywcą pod Hastings. Normańska dynastia z północnej Francji, która od 1066 przejęła władzę, tak naprawdę rządzi po dziś dzień w Wielkiej Brytanii.

Æthelwulf był synem Egberta (syna Ealhmunda - króla Kentu, ale po kądzieli spokrewnionego również z władcami Wessexu). Egbert objął władzę w Wessexie w roku 802, gdy od prawie dwóch lat cesarzem reaktywowanego Cesarstwa Rzymskiego na Zachodzie był Karol zwany Wielkim, a w Konstantynopolu minister finansów cesarzowej Ireny - Nicefor obalił ją, wtrącił do lochu, gdzie zmarła, a sam objął władzę, zaś jeszcze bardziej na południe, Kalifacie Abbasydów w Bagdadzie władał najsławniejszy bodajże kalif - Harun ar-Raszid (taka mała retrospekcja ówczesnych głównie europejskich potęg). Egbert został królem gdy żona poprzedniego władcy Wessexu Beorhtrika - Eadburh otruła go (stało się to przez przypadek, po prostu trucizna była przeznaczona dla kogoś innego, ale niefortunnie wypił ją sam król Beorhtrik). Jej tak naprawdę niepodzielne rządy w Wessexie trwały 13 lat, gdyż to ona realnie rządziła za kulis, wykorzystując jedynie swego męża, jako swoisty parawan dla swych wpływów (gdyż kobieta nie mogła objąć władzy w krajach Anglosasów czy Franków). Ta córka króla Offy z Northumbrii była (podobnie jak jej tatuś) bezwzględna w dążeniu do utrzymania władzy. Na potęgę stosowała truciznę, usuwając niechętnych jej wielmożów, ale jej ludzie dokonywali również porwań i tortur na przeciwnikach politycznych królowej Eadburh. Gdy więc w 802 r. przez przypadek Beorhtrik wypił kielich z trucizną przeznaczony dla kogoś innego i zakończył swą ziemską wędrówkę, jej władza w Wessexie również dobiegła końca. Znając nienawiść wielu wielmożów do siebie, postanowiła opuścić kraj i udać się do Franków, na dwór Karola Wielkiego do Akwizgranu, wioząc ze sobą bogate dary dla cesarza (mające być łapówką, aby ten pozwolił jej zostać i zapewnił bezpieczeństwo, oraz spokojne i dostatnie dożywocie). Istnieje pewna anegdota, która twierdzi, że Karol Wielki siedząc wówczas na tronie, zadał jej pytanie podczas audiencji: "Kogo wolisz, mnie, czy mojego syna" który był tam również obecny. Ona odparła że wolałaby syna, gdyż jest młodszy, na co cesarz miał odpowiedzieć: "Gdybyś wybrała mnie, miałabyś również mojego syna, a tak nie będziesz miała nikogo z nas!". Ostatecznie pozwolił jej osiąść w jednym z opactw, którym władała jako przeorysza. Dysponowała również znacznymi ziemiami przypisanymi do opactwa, które realnie (choć nie oficjalnie) były jej własnością, ale nie potrafiła docenić tego, co otrzymała od losu. Bardzo szybko zaczęła sprowadzać do siebie mężczyzn (najczęściej byli to chłopi, pracujący na terenach przyklasztornych), z którymi figlowała, jednocześnie zakazując im (pod groźbą pozbawienia życia, jako że kara za spółkowanie z mniszką była surowa) mówić o tym głośno. Ale niestety jak to w życiu bywa pewien młody mężczyzna którego ona uwiodła, zaczął się tym publicznie chwalić. Jego los jest nieznany, natomiast ona straciła opactwo, stanęła przed sądem biskupim i została wygnana. Od tej pory błąkała się po Europie żebrząc o chleb. Ostatecznie zmarła w nędzy na ulicy w Pawii. Była królowa Wessexu która tak bardzo pragnęła władzy, skończyła łagodnie mówiąc - nieciekawie (ponoć przykład Eadburh był tak odstręczający dla kolejnych królów Wessexu, że odtąd nie pozwalali oni swym małżonkom tytułować się królowymi, tylko żonami króla).




Jednak podczas tej audiencji obecny był również Egbert, jako że wcześniej uciekł on do państwa Franków, gdyż król Beorhtrik (obawiając się jego praw do tronu Wessexu) ścigał go i zamierzał zgładzić. Teraz, gdy niebezpieczeństwo minęło, wrócił on do Brytanii i przez wielmożów królestwa został wybrany nowym królem. Skończyła się dynastia Bretwaldów z Wessexu, natomiast zaczęła się dynastia... królów Anglii, gdyż Egbert jest (nieoficjalnie) uznawany za pierwszego króla Anglii, jako że poczynił ogromne kroki ku zjednoczeniu królestw Brytanii (choć wydaje się że katalizatorem zjednoczenia nie był ani on, ani żaden inny Anglosas, tylko właśnie Wikingowie, przeciwko którym Brytowie jednoczyli się aby przetrwać, gdyż ich ataki były nie tylko niszczycielskie, ale przede wszystkim barbarzyńskie, jako że nie oszczędzali ani kobiet, ani dzieci. Innymi słowy ciężkie i okrutne były uderzenia zadane młotem Tora, ale prowadziły one do zjednoczenia plemion Anglów, Jutów i Sasów w jeden lud). Po przejęciu władzy w Wessexie Egbert musiał liczyć się z rzeczywistością polityczną, a ta sprowadzała się do faktu, że najsilniejszym królestwem wówczas w Brytanii była Mercja, którą od 796 r władał niejaki Cenwulf. Mercja była na tyle potężna, że kontrolowała również Kent (królestwo ojca Egberta) i Wschodnią Anglię (co prawda gdy Cenwulf wstąpił na tron, na krótko ta kontrola uległa rozluźnieniu, ale już w 798 r. Mercja ponownie odzyskała Kent). Zatem w razie wojny atak szedłby z dwóch stron, z północy i ze wschodu, należało zatem mieć się na baczności i nie prowokować konfliktu. Pierwsze 13 lat panowania Egberta upłynęło w pokoju. Prowokowanie Cenwulfa, który zawarł sojusz z Northumbrią i kontrolował praktycznie wszystkie kraje we wschodniej Anglii - byłoby wówczas szaleństwem, zresztą Cenwulf nie miał aspiracji podboju Wessexu. Dopiero w roku 815 doszło do pierwszej wojny Wessexu z królestwem Dumnonii (Kornwalia). Jej efektem był podbój Kornwalii i przyłączenie tego kraju do Wessexu. Od tej pory Wessex sięgał najdalej na Zachód ze wszystkich anglosaskich królestw Brytanii. Jedynie Wikingowie stali się prawdziwym utrapieniem zarówno Egberta, jak i innych anglosaskich królów.




Bez wątpienia podbój Kornwalii, nieco zmienił dotychczasowy układ sił w Brytanii. Potężny Cenwulf (który kontrolował również Londyn, należący do Essexu) również miał pragnienie podboju Zachodu, chcąc zdobyć Walię, ale pomimo najazdów prowadzonych na zachód od "rowu Offy" (wał ziemnego wykopanego przez króla  Offę, który miał chronić Mercję przed atakami Walijczyków), realnie nie doszło do żadnej większej kampanii wymierzonej przeciw Walii. Zresztą w ostatnich latach swego życia Cenwulf - pragnąc ukoronować swoją władzę - wdał się w konflikt z arcybiskupem Canterbury - Wulfredem, który pragnął zreformować diecezję na wzór karoliński i nie odpowiadała mu kontrola świeckiego księcia. Ostatecznie doszło do tego, że Cenwulf zawiesił Wulfreda w obowiązkach w 819 r. i aż do swej śmierci w Basingwerk we Flintshire (821 r.) już go nie przewrócił. Tymczasem Mercję ogarnęła swoista wojna domowa (a raczej wojna frakcji i koterii) których siedliskiem był pałac w Lichfield. Po śmierci Cenwulfa jego brat Ceolwulf I nakazał zamordować jego 7-letniego synka, po czym sam ogłosił się nowym królem. Napotykając jednak sprzeciw i rosnące wewnętrzne problemy, starał się porozumieć z klerem, zdając sobie sprawę, że musi mieć "dobre układy" zarówno z Rzymem jak "z Bogiem", aby spacyfikować opozycję. We wrześniu 822 r. Wulfred został więc przywrócony na arcybiskupstwo Canterbury. Niewiele mu to jednak pomogło, gdyż już kilka miesięcy później (823) został obalony w zamachu stanu przez niejakiego Beornwulfa (a stało się to z poparciem arcybiskupa Wulfreda, któremu wcześniej Beornwulf pomógł przejąć kontrolę nad kentyjskimi klasztorami - zarządzanymi wcześniej przez córkę Cenwulfa - Cwenthryth). Widząc teraz swoją sposobność do ataku, w sytuacji wewnętrznego chaosu w Mercji, Egbert ruszył na wschód i w bitwie pod Ellandun (Wiltshire) pokonał armię mercyjską i zdobył kontrolę nad Kentem, Wschodnią Anglią, Essexem i Londynem (825 r.). Od razu też Egbert uczynił swego syna - Æthelwulfa władcą Kentu (wcześniej wypędzając stamtąd wasala Mercji - Baldreda). Tak oto tron Kentu, należący wcześniej do ojca Egberta, wrócił ponownie do jego rodu.




Oczywiście Beornwulf nie pogodził się z tymi stratami i już w roku 826 najechał Wschodnią Anglię, ale zginął w jednej z potyczek, a jego wojsko zawróciło. Jego następca - Ludeka (wcześniej pełnił urząd eldormana - czyli zarządcy prowincji) powrócił już wiosną roku następnego, ale również zginął z rąk Wschodnich Anglów, niczego nie zyskując. Teraz sytuacja polityczna zmieniła się i najpotężniejszym krajem Brytanii stał się Wessex. Szczególnie zaś w roku 829 - gdy Egbert najechał Mercję i wypędził stamtąd króla Wilglafa i samemu ogłosił się władcą Mercji - wydawało się, że nic już nie stoi na przeszkodzie aby Wessex zjednoczył całą Brytanię. Okazało się jednak, że to jeszcze nie jest ten czas...








A NA ZAKOŃCZENIE TROCHĘ HUMORU: 



CDN.

sobota, 15 lutego 2025

ZJEDNOCZENIE PRUS I INFLANT Z POLSKĄ - Cz. XV

POCZĄWSZY OD PIERWSZEGO SPORU POLSKO-KRZYŻACKIEGO (1309-1310), AŻ PO WŁĄCZENIE INFLANT DO RZECZPOSPOLITEJ (1558-1561)





KONRAD I MAZOWIECKI 
Cz. XV
(RETROSPEKCJA)





 W październiku 852 r. król Ludwik "Niemiecki" zwołał synod do Moguncji. Powodem jego zwołania była próba rozwiązania dwóch naglących spraw, które tak naprawdę sprowadzały się do jednego: ponownego podporządkowania wschodnim Frankom Moraw. Uznano bowiem że w tym kraju proces chrystianizacji przebiega bardzo opornie, powoli i że Morawianie (podobnie zresztą jak Czesi) nie chcą się podporządkować arcybiskupstwu w Ratyzbonie. Drugim powodem zwołania synodu, była ucieczka na Morawy pewnego możnego rycerza o imieniu Albgis, który zbiegł tam z żoną innego możnego rycerza - Patryka i uzyskał schronienie w państwie Rościsława. Było to jawne złamanie feudalnej zasady wierności księcia wasalnego wobec jego przełożonego i patrona (czyli króla lub cesarza), a za takiego bez wątpienia uważano Rościsława I, któremu Ludwik oddał władzę (po swej inwazji na Morawy w roku 846 i obaleniu księcia Mojmira). Zastanawiano się tam, czy postępek Rościsława nie ma związku z niedawną haniebną klęską rycerstwa wschodniofrankijskiego (uciekano bowiem stamtąd tak szybko, że nawet biografowie tej bitwy uznali to za haniebny czyn, niegodny rycerzy) w bitwie z Czechami (849 r.). Danie zaś schronienia z biegłemu Albgisowi, było policzkiem wymierzonym królowi Ludwikowi i całemu wschodniofrankijskiemu możnowładztwu oraz duchowieństwu. Uwiedzenie żony rycerza Patryka i późniejsza ucieczka Albgisa szybko stała się sprawą nie tylko polityczną, ale wręcz religijną, a to oznaczało bezpośrednie zaangażowanie kleru w tą sprawę. Synod prowadzony był przez arcybiskupa Moguncji Hrabana (zwanego Rabanem Maurem). Był to ten sam przedstawiciel Kościoła, o którym w annałach (Kronika Fuldajska) pisano, iż "jadał więcej niż 300 chłopów", mieszkał na zamku arcybiskupim i otaczał się luksusowymi dobrami. Dwa lata wcześniej (850 r.) a do jego pałacu przyszła (nie wiadomo dlaczego i jak została wpuszczona) wygłodzona matka z maleńkim dzieckiem przy piersi. W tym czasie arcybiskup Hraban akurat jadł posiłek w towarzystwie innych możnych. Ona poprosiła go o trochę strawy lub kawałek chleba do zjedzenia, gdyż tak była głodna, ale gdy tylko to powiedziała upadła bez siły na ziemię i straciła przytomność (lub zmarła - nie zostało to wyjaśnione). Natomiast maleńkie dziecko które miała przy sobie, zaczęło w tym momencie chłeptać mleko z jej piersi. Według Kroniki Fuldajskiej - wywołało to wśród biesiadników mnóstwo westchnień i płaczu (nie wiadomo jednak co stało się dalej z ową kobietą i jej dzieckiem).

Na synodzie mogunckim arcybiskup Hraban i inni duchowni uznali postępek Albgisa za grzech publiczny wymierzony przeciwko Kościołowi i obłożyli go anatemą, która zostałaby zdjęta z niego tylko wówczas, gdyby ów grzesznik powrócił do kraju, poddał się długoletniej pokucie, zgodziłby się na utratę pasa rycerskiego (czyli przestałby być rycerzem), oraz miałby pozostać w stanie bezżennym do końca życia (a w tamtych czasach oznaczało to, że nie mógł przedłużyć swojego rodu zgodnie z prawem). W dalszym tekście synodu jest również zaznaczone, że Albgis zbiegł do "najodleglejszych stron królestwa" - co oznacza że uznawano księstwo Wielkich Moraw za część wielkiego królestwa Franków, a co za tym idzie uniwersalną część składową Cesarstwa (taką Unię Europejską 😝), chociaż ewidentnie ziemie Mojmira i Rościsława były w ogromnej mierze niezależne. Dokładnie nie wiadomo jak ostatecznie zakończyła się historia Albgisa i jego damy, wiadomo tylko że kilka miesiące później został on uznany na stałe banitą. Ten przypadek jednak pokazywał, że Ludwik II nie miał realnej władzy na północ i wschód od ziem dzisiejszej Austrii i Bawarii (w "Annales Bertiniani" pod rokiem 855 zapisane jest: "Ludwik, król Germanów, cierpiał z powodu częstych odstępstw Słowian"). Ludwik bowiem miał w tym czasie pragnienie prowadzenia samodzielnej polityki, która nie będzie w żaden sposób powiązana z polityką jego braci. Dlatego też odmówił spotkania z braćmi (Lotarem i Karolem) zarówno w roku 852 jak i 853 (i 854 też), chociaż ci deklarowali, że powodem kolejnego zjazdu jest przede wszystkim wypracowanie wspólnej taktyki przeciwko Wikingom, którzy stali się utrapieniem mieszkańców królestw frankońskich (kronikarz Adrevald pisał: "Nie było zamku, miasta, wsi, które by nie padły pod śmiertelnym ciosem pogan. Świadczy o tym Poitiers, ongiś jedno z najbogatszych miast Akwitanii, oraz Saintes, Angouleme, Perigueux, Limoges, Clermont, Bourges. Wszystkie one głoszą, że zostały ciężko dotknięte przez wroga, jako że żadne wojsko nie zerwało się do obrony".




W roku 853 ten tragiczny los dotknął miasta Loary, szczególnie zaś Orlean, który został spalony przez rajd łodzi z czarnymi żaglami i wizerunkami smoków na dziobach. Normanowie pochwycili tam wielu jeńców (szczególnie kobiet i dzieci), ale równie wielu zabili. Lokalnemu biskupowi obcięto ręce i nogi i tak pozwolono mu się wykrwawić. Nie był to jednak jedyny problem Karola II "Łysego" gdyż w jego królestwie znów źle się działo. Pięć lat wcześniej koronował się on w Orleanie na króla Akwitanii przy poparciu możnych tej ziemi (którzy wówczas obalili Pepina II, a w roku 852 Pepin wpadł w ręce Karola i został zmuszony do przyjęcia ślubów zakonnych, oraz zamknięty w klasztorze św. Medarda). Teraz jednak wszystko się odwróciło, Karol nie okazał się władcą tak silnym, jak sądzono, nie był w stanie ochronić ludu Akwitanii przed Wikingami, a poza tym jego cechami charakteru były niechęć do bezpośredniej walki (co poczytywano za tchórzostwo) a także spore inklinacje do okrucieństwa. Właśnie w roku 853 kazał Karol ściąć hrabiego Gozberta z Maine, członka wpływowego akwitańskiego rodu. Gozbert był przez cały ten czas wiernym wasalem Karola, ale doszło między nimi do sporu ("Nic wielkiego, ale kazałem go poćwiartować" - jak mówił Brutus w "Asteriks na Olimpiadzie" 😂) który zakończył się tragicznie dla Gozberta. Wówczas członkowie jego rodu, jego krewniacy, udali się na dwór Ludwika "Niemca" do Frankfurtu, prosząc go, aby ten interweniował i usunął Karola z tronu Akwitanii. Prosili Ludwika aby wysłał im jako nowego króla swego syna Ludwika młodszego i jednocześnie twierdzili, że pragną służyć tylko prawowitym panom, ale jeśli zostaną zmuszeni, to zwrócą się nawet do obcych, nawet do wrogów wiary, aby wypędzili stąd Karola, gdyż okazał się tyranem niegodnym korony. Ludwik nie miał ochoty angażować się zbrojnie przeciwko bratu w odległej Akwitanii, tym bardziej że wówczas przygotowywał się do ponownej interwencji zbrojnej przeciwko Rościsławowi na Morawach i raczej nie "leżała mu" wyprawa jego syna na południowy-zachód, gdyż osłabiała jego własne siły. Ale argument Akwitańczyków o zwróceniu się do "wrogów wiary", oraz fakt, że papież Leon IV nie uznał synodu zwołanego przez Karola w Soissons (jako że tamten nie zapytał się papieża o pozwolenie) w 853 r., spowodował że zgodził się na tę interwencję. 

Tymczasem minęło Boże Narodzenie i zaczął się nowy 854 r. Lotar i Karol ponownie zawiadomili Ludwika, że spotkają się w lutym w Leodium (dziś Liegé w Belgii) i że jego także zapraszają na owe spotkanie. Pomysłodawcą tych zjazdów (szczególnie od roku 852, ale trzeba pamiętać że ostatni po czteroletniej przerwie zjazd trzech braci miał miejsce w Mersen w 851, a od tego czasu spotykali się już tylko Karol z Lotarem) był właśnie Lotar. Miał on już prawie 60 lat i czuł że powoli zbliża się koniec jego wędrówki po tym świecie. Jego ciało coraz bardziej odmawiało mu posłuszeństwa, bolały go nogi, miał też trudności z chodzeniem i inne dolegliwości. Dlatego też pragnął, aby kontakty z braćmi odbywały się przynajmniej raz do roku. Mało tego, ten człowiek który przez większość swego życia toczył walkę o prawo do tytułu cesarskiego ze swym ojcem Ludwikiem I Pobożnym, teraz jakby tracił zainteresowanie sprawami władzy, korony i majętności. Przeczuwając swój koniec, coraz częściej wyrzekał się przyjemności, jakie daje władza doczesna, natomiast skupiał się głównie na sprawach duchowych, modlitwie i kontemplacji. Karol II zaś, był dużo młodszy, miał bowiem 31 lat, był więc mężczyzną w sile wieku (chociaż wybitnie nieporadnym jeśli chodzi o władzę). Natomiast Ludwik "Niemiec" (prawie 50-letni) wiódł po części życie zakonnika i władcy (można go było np. spotkać podczas świąt, gdy szedł po ulicach Frankfurtu z wielkim krzyżem w rękach i boso. Jednocześnie jego głowę wciąż zaplątały myśli o podbojach na Wschodzie, które miały doprowadzić do chrystianizacji tamtych ludów. Ludwik jednak wolał aby owa chrystianizacja odbywała się drogą pokojową, niż za pomocą miecza, ale tego drugiego środka nie wykluczał, a nawet uważał za niezwykle istotny. Inna sprawa że jego poddani, możni wschodniofrankońscy nie chcieli chrystianizacji ludów słowiańskich, gdyż powodowało to koniec wypraw zbrojnych na Wschód - gdzie można było zdobyć łupy - oraz koniec intratnego handlu słowiańskimi niewolnikami). Poza tym Ludwik bardzo kochał swoją żonę Emmę z Altdorfu, ale ta miłość (w tym okresie) było już miłością czysto platoniczną (należy jednak dodać, co wydaje się ważne, że Ludwik - w przeciwieństwie do swych braci - nigdy nie zdradził swojej żony, pomimo obecności na jego dworze wielu pięknych kobiet). Ludwik jednak ponownie odmówił przybycia do Leodium (tym bardziej że już szykował wyprawę zbrojną przeciw Karolowi).




Na zjeździe w Leodium obaj bracia (Lotar i Karol) zawiązują przymierze, które (nieoficjalnie) wymierzone jest przeciw Ludwikowi. A tymczasem wiosną 854 r. wojska wschodniofrankijskie dowodzone przez młodszego syna Ludwika II "Niemca" - Ludwika Młodszego, przekroczyły Loarę i weszły do Akwitanii. Tam Ludwik został powitany jako przyszły król Akwitańczyków, już widział się w koronie i na tronie, ale Karol (któremu władza na Południu ponownie wymykała się z rąk) rzucił teraz wszystko na jedną kartę i postanowił zrobić coś, czego nikt by się po nim nie spodziewał, a mianowicie polecił uwolnić z klasztoru św. Medarda Pepina II, który szybko przybył do Akwitanii i przez miejscową ludność został ponownie uznany królem. Na wiadomość o tym Ludwik Młodszy nie próbował podejmować walki (chociaż jego siły były liczniejsze niż zwolennicy Pepina) i natychmiast zawrócił. Karol więc wygrał, ale czy na pewno? W końcu ponownie jego wieloletni wróg (a jednocześnie bratanek) Pepin II znów został królem Akwitanii. Karol jednak uważał że uda mu się ponownie pochwycić Pepina i znów zamknąć go w klasztorze, natomiast starcie z Ludwikiem Niemcem i jego synem uważał za znacznie trudniejsze zadanie. Pepin co prawda odzyskał znaczne obszary Akwitanii, nie wszystkie jednak i to było nadzieją dla Karola, że nie cała ludność tego kraju opowiedziała się za jego bratankiem. Szykował się też do kolejnej zbrojnej inwazji na południe (wcześniej starał się przekonać bratanka by dobrowolnie wrócił do klasztoru, ale oczywiście było to czynione bardziej proforma, niż naprawdę). Jednak Ludwik Niemiec, pomny głosów Akwitańczyków (jako człowiek niezwykle pobożny, zapewne obawiał się tego, że mieszkańcy owej prowincji mogą zwrócić się o pomoc do Maurów z Hiszpanii, co byłoby katastrofą wizerunkową dla Cesarstwa i ogromnym ciosem dla Kościoła, a przede wszystkim - jak sądzono - dla zbawienia duszy mieszkańców Akwitanii), starał się wpłynąć jakoś na Karola aby ten nie odbierał władzy w Akwitanii Pepinowi i w tym celu (jeszcze w 854 r.) nawiązał kontakt z Lotarem. Ten (jak już wspomniałem) był coraz dalej od spraw przyziemnych. Nie imponowało mu już ani bogactwo, ani władza, ani tytuł cesarski o który walczył prawie całe swoje życie. Było jednak coś, z czego Lotar nie potrafił zrezygnować i nie umiał się odzwyczaić, tym czymś były... kobiety. Nie potrafił bowiem (choć jego ciało coraz rzadziej mu służyło) zrezygnować z miłości, a w roku 854 miał aktualnie dwie nałożnice (aby udowodnić poddanym swoją męskość i witalność, często sypiał z nimi w jednym łożu - z obiema). 


"JA MAM AKTUALNIE CZTERY NARZECZONE"

"CZTERY NARZECZONE, A JA KTÓRĄ JESTEM TRZECIĄ, CZWARTĄ?"

"TAMTE CZTERY NIC DLA MNIE NIE ZNACZĄ" 💘 😄



Ponieważ jednak Lotar wyznawał zasadę "memento mori" ("pamiętaj o śmierci" - która to zasada w średniowieczu była niezwykle popularna), to spowiadał się czym prędzej z owych grzechów, a jednocześnie argumenty Ludwika również do niego przemawiały. Dlatego też nakłonił Karola, aby ten nie interweniował zbrojnie przeciwko Pepinowi (udało mu się to w roku 854, rok później już mu się to nie uda, jako że nie będzie go już wśród śmiertelników na tym łez padole). Ludwik co prawda interweniował w kwestii Akwitanii, ale sam szykował się do ataku na księstwo Wielkich Moraw, chodź na razie jeszcze nie był na to gotowy. Przedsięwziął już jednak (w roku 854) pewne przygotowania do ataku, a mianowicie usunął ze stanowiska zarządzającego Marchią Wschodnią (czyli dzisiejszą Austrią) komesa Ratboda (który władał tam 20 lat). Nie wiadomo jakie były powody jego usunięcia, prawdopodobnie nieskuteczność w ujarzmieniu Morawian, ale powody mogły być również i inne. W dokumencie wystawionym w roku 859 z okazji nadania majętności klasztorowi św. Emmerama w Ratyzbonie, król Ludwik II pisze wprost, że komes Ratbot nie dochował mu wierności. Cóż znaczy to zdanie? Czyżby Ratbot sprzymierzył się z Morawianami przeciwko Ludwikowi? Nic więcej na ten temat nie wiadomo, poza owymi skrawkami informacji, które tak naprawdę powodują więcej pytań niż odpowiedzi. W każdym razie komes Ratbot został usunięty, a następnie Ludwik polecił hrabiemu Ernestowi (zarządzającemu marchią stworzoną z ziem czeskich, przyłączonych do królestwa wschodnich Franków) aby prewencyjnie najechał Czechów (po to, by ci następnie nie udzielili wsparcia i pomocy Morawianom). Co jednak było głównym powodem ataku Ludwika na księstwo Wielkich Moraw? Czy tylko udzielenie przez Rościsława azylu politycznego zbiegłemu tam Albgisowi? Wydaje się że nie. Bowiem z chwilą gdy Ludwik posłał swego syna do Akwitanii, jego brat Karol II nawiązał sojusz z Bułgarami i zaprosił ich do ataku na Królestwo Franków wschodnich, czyli dzielnicę swego starszego brata Ludwika. Bułgarzy rzeczywiście zaatakowali, spalili kilka wiosek i wrócili do siebie, ale ów atak byłby niemożliwy, gdyby nie zgoda Rościsława na przejście Bułgarów przez jego ziemie. Oczywiście nie ma żadnych dowodów aby władca Wielkich Moraw w jakiś sposób sprzymierzył się z Bułgarami, ale nie należy być naiwnym. Skoro zaatakowali oni Franków wschodnich i nie ma żadnych relacji walk Rościsława z Bułgarami, to znaczy że pozwolił im on przejść bezpiecznie przez własne ziemie, a to oznaczało jawne wypowiedzenie poddaństwa (tym bardziej że Rościsław zaczął nazywać się królem). Tego więc Ludwik nie mógł już darować. 




Minęła zima i nadeszła wiosna roku 855, a z nią przydarzyło się coś, co nie zapowiadało sukcesu Ludwika w zbliżającym się konflikcie. Mianowicie w okolicach Moguncji doszło do kilku silnych trzęsień ziemi, a także w samym mieście z tego powodu wybuchły pożary, które strawiły sporą część domostw. Do tego trafiony piorunem został kościół św. Kiliana i spłonął - co poczytywano jako zły znak. Ale Ludwik nie przejmował się tymi głosami i wiosną 855 r. wyruszył zbrojnie przeciwko Rościsławowi na Morawy. Kampania przybrała charakter wojny szarpanej, partyzanckiej, Morawianie bowiem atakowali znienacka, natomiast nie doszło do żadnej większej bitwy. Sam Rościsław schronił się w jednym ze swych grodów (o nieznanej nazwie, prawdopodobnie na południu kraju), lecz Ludwik zrezygnował z planów zdobycia owego grodu, gdyż był on zbyt silnie umocniony i należało się spodziewać dużych strat. Jedynym tak naprawdę efektem owej kampanii, było spalenie większości kraju przez Franków wschodnich, zniszczenie pól i sadów. Ale nie udało się nigdzie pokonać w bitwie Morawian, tym bardziej że prowadzili oni wojnę partyzancką. Ludwik liczył jeszcze na wsparcie Trpimira I - księcia Chorwacji (z którym zawarł sojusz), ale ten ograniczył się jedynie do ochrony wschodnich granic Cesarstwa przed najazdem Bułgarów, natomiast nie pomógł on w spacyfikowaniu Moraw. Efekt kampanii był więc wybitnie niesatysfakcjonujący, tym bardziej że na wycofujące się oddziały rycerstwa wschodnio-frankijskiego ruszyli Morawianie pod dowództwem swego księcia i jako odwet za zniszczenie ich kraju, spalili znaczne połacie wschodniej Bawarii. Ostatecznie nie udało się ponownie przywrócić do uległości Rościsława. Okazał się on zbyt silnym władcą, a wewnętrzna konsolidacja Wielkich Moraw pokazała, że nie jest to kraj, który łatwo będzie pokonać w czasie jednej kampanii. Najgorsze było jednak to, że po tej nieudanej wyprawie, przeciwko Frankom powstały teraz i inne słowiańskie plemiona, szczególnie te po wschodniej stronie Łaby.

Tymczasem stan zdrowia Lotara znacznie się pogorszył, a to spowodowało że zarówno Ludwik jak i Karol doszli do porozumienia, czekając teraz niczym sępy na śmierć swego najstarszego brata, po to, aby jego domenę podzielić między siebie. Nic teraz nie stało już na przeszkodzie wyprawie Karola do Akwitanii przeciw Pepinowi, ale jego uwagę zaprzątała jeszcze jedna sprawa, a mianowicie wydanie swojej córki Judyty za jednego z książąt królestw Brytanii (w ciągu pięciu lat Judyta będzie tam miała dwóch mężów, a ostatecznie ucieknie z tamtą z hrabią Flandrii - Baldwinem I, a ojciec będzie miał z nią sporo problemów, gdyż ta ucieczka doprowadzi do interwencji papieskiej... ale o tym opowiem w kolejnej części.




CDN.