Łączna liczba wyświetleń

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą KOMUNIZM. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą KOMUNIZM. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 24 kwietnia 2025

POD ROZWAGĘ!

 CZYLI KRÓTKIE POLITYCZNE 

QUI PRO QUO





Dzisiaj dosłownie parę słów odnośnie zbliżających się 18 maja wyborów prezydenckich. Przyznam się szczerze że czekam tego dnia, aby ostatecznie przekonać się na ile mądrość naszego Narodu przetrwała przez te wszystkie potransformacyjne i wszelkie inne zmiany. Ciekawe ile jest Polaka w Polaku? Zadaję sobie to pytanie nie bez przyczyny, gdyż to co obecnie dzieje się w naszym kraju (totalny rozkład aparatu państwowego i próba rozmontowanie również więzów narodowych, a co za tym idzie także społecznych i rodzinnych - bo do tego wszystko zmierza). Poza tym "nasz" tak zwany premier wyjątkowo umiejętnie potrafi stawać na baczność i kłaniać się przed Niemcami. Nie wiem jak Was, ale mnie osobiście to upokarza i dlatego zadaję to pytanie: "Ile w nas jest Polaka?

Za niecały miesiąc wybory prezydenckie które zdecydują tak naprawdę o naszej przyszłości, gdyż będą to wybory o to, czy Polska w ogóle ma istnieć, a nie wybory czy podoba mi się Nawrocki, Trzaskowski, Jakubiak, Mentzen, Biejat czy ktokolwiek inny. Tu już walka toczy się o sprawy fundamentalne o nasze być albo nie być, i o to czy będziemy żyli w kraju bezpiecznym, silnym, stabilnym gospodarczo, czy też staniemy się landem europejskim, nową generalną gubernią, w której w Warszawie, Wrocławiu, Poznaniu, Łodzi i Gdańsku będzie tak samo jak w Paryżu, Londynie, Berlinie czy Mediolanie - brud smród i ubóstwo na ulicach, a wokół ludzie z Trzeciego Świata. 

Niektórzy regionalni prezydenci miast straszą już swoich obywateli że nieprzyjęcie migrantów (a raczej brak zgody na budowę "Centrum Integracji" - cokolwiek by to miało oznaczać, bo wiadomo że z integracją nie ma to nic wspólnego, gdyż tylko idiota może sądzić, że wpuszczając setki tysięcy obcych kulturowo ludzi nie znających języka, kultury kraju do którego zmierzają, ani nie będących w jakikolwiek sposób chętnymi do pracy, że oni się zasymilują z lokalną ludnością. Naprawdę albo trzeba być kompletnym debilem żeby tak sądzić, albo człowiekiem, który z premedytacją i na zimno realizuje pewien plan) że będzie się to wiązało z wstrzymaniem unijnych dotacji. To się pytam - czego!? Od kiedy to Unia Europejska ma swoje pieniądze? Przecież to inne kraje zrzucają się na to  brukselskie pasożytnictwo, które może sobie dzięki temu roić o neo komunistycznej Europie bez państw narodowych i w społeczeństwach wzajemnie wymiksowanych, niezdolnych do podjęcia jakiegokolwiek buntu przeciwko owym panom. 

Polska praktycznie już jest płatnikiem netto, czyli wpłaca do unijnego budżetu więcej niż z niego wyjmuje, ale jeżeli miałbym stawiać na szali bezpieczeństwo mojej kobiety, czy ewentualnie dzieci (których co prawda "jeszcze" nie posiadam) to mówię otwarcie: nie chcemy żadnych "pieniędzy brukselskich", a jednocześnie sami przestaniemy wpłacać do tego komuszego grajdołka i zobaczymy kogo to bardziej zaboli (po wypowiedzeniu ets-ów, zielonego ładu, niebieskiego ładu i oczywiście paktu migracyjnego), a jednocześnie nasi najbliżsi będą bezpieczni, a nasz kraj, nasza piękna Polska nie zostanie zamieniona w chlew, tak jak większość krajów Europy Zachodniej. 

Nigdy nie byłem, nie będę ,nie jestem nawet w tym momencie w którym to piszę - rasistą, moje poglądy są dalekie od jakiegokolwiek uznawania wielkości jednej czy drugiej rasy, ale powiedzmy sobie otwarcie - murzyni są rasą niezwykle agresywną, to po pierwsze; po drugie, rasą która praktycznie nie wytworzyła żadnej cywilizacji (z drobnymi wyjątkami, które jednak były zapożyczeniami z zewnątrz). Natomiast cały rozwój cywilizacyjny naszej Planety odbywał się głównie dzięki rasie białej (kaukaskiej jak kto woli) i rasie azjatyckiej (chińskiej, japońskiej, koreańskiej). To jest smutna prawda, ale tak właśnie jest i nie zmieni tego ani propaganda, ani narzucone nam kalki, które sugerują że "murzyni tworzyli Cywilizację Europejską". Boże kochany, uwierzą w to tylko idioci, albo przerobieni na niewolników ludzie pozbawieni własnych korzeni. To już prędzej uwierzyłbym że taką cywilizację w Europie stworzyli Azjaci.

I właśnie takich ludzi trzeciego świata próbuję się nam tutaj implementować. Problem właśnie polega na tym, że nie mamy polskiego rządu, mamy rząd mianowańców brukselskich i (choć zabrzmi to wyjątkowo mocno) kundli niemieckich. Nie dziwmy się zatem że będziemy broczyć w tej brei, póki ten rząd nie przestanie istnieć. I dlatego tutaj nie chodzi o to czy podoba mi się ten czy tamten kandydat. Chodzi o to, czy my dalej będziemy mogli żyć w naszym kraju i tylko o to chodzi - to jest kluczowa sprawa. Dzisiaj bowiem jak patrzę na Wielką Brytanię i co się zrobiło z tym krajem to mam wręcz przekonanie graniczące z pewnością że to będzie pierwszy w Europie islamski kraj już wkrótce zaraz potem dołączy Francja i Niemcy. A tubylcy? No cóż, albo się dostosują i będą płacić dżizję za to, żeby w ogóle istnieć, albo przejdą na islam, albo... 🔪


MAPA MECZETÓW W EUROPIE 
(Zielony - aktywne meczety 
Czerwony - porzucone meczety 
Biały - brak meczetów)




Zastanówmy się nad tym, bo jest jeszcze czas żeby pewne rzeczy poukładać i zmienić 
w naszym kraju.





wtorek, 18 lutego 2025

"NIE LĘKAJCIE SIĘ...!"

CZYLI MÓJ KOMENTARZ DO OSTATNICH POLITYCZNYCH WYDARZEŃ




 14 lutego na monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa zwołanej do hotelu Bayerischer Hof przez Olafa Scholza i prezydenta Niemiec Franka-Waltera Steinmeiera wydarzyła się rzecz do tej pory niespotykana, niezwykła i wręcz nieprawdopodobna. A mianowicie amerykański wiceprezydent James David Vance, wszystkich jak tam siedzieli po prostu... opierdolił jak bure suki (😂). Po minach zebranych tam władców Europy (którzy mają się za nową arystokrację) było widać, że ewidentnie im to się nie spodobało a wręcz doprowadziło do niezwykle emocjonalnych i niekontrolowanych zachowań (np. rozpłakał się Christoph Heusgen, gość który był prawą ręką Angeli Merkel wówczas, gdy ta przyjmowała do Niemiec i Europy setki tysięcy niekontrolowanych muzułmańskich "kardiochirurgów" i któryś śmiał się z Trumpa podczas jego pierwszej kadencji, gdy ten mówił że Europa powinna więcej płacić na swoje własne bezpieczeństwo i utrzymanie armii). A przecież gość z Ameryki powiedział coś tak oczywistego, że wydaje się iż komentować tego nie ma nawet sensu. Ale to pokazuje do jakiej doszliśmy już paranoi, że powiedzenie o tym, iż są tylko dwie płcie jest doprawdy aktem odwagi, a wręcz bohaterstwem. Ludzie przecierają oczy ze zdumienia: "Patrzcie znowu są dwie płcie! hurra! Vivat Trump, vivat Vance" 🥳✌️👍. Oczywiście można się z tego śmiać, ale to mi od razu nasuwa zupełnie inne wyobrażenie, a mianowicie dopóki nas bezpośrednio to szaleństwo nie dotyka (co oczywiście jest już niemożliwe, bo wszystkie neokomunistyczne szaleństwa Europejskiej biurokracji dotykają nas już bezpośrednio, czy tego chcemy, czy nie) staramy się tego nie dostrzegać, siedzieć cicho i udawać że to nas nie dotyczy. Wiemy że z tym wszystkim jest coś nie tak, że to jest świat postawiony na głowie, że ten świat tak naprawdę nie jest naszym domem, tylko naszym więzieniem, że ma na celu nas kontrolować, inwigilować I mówić nam, jak mamy żyć. A wszystko po to, aby grupka niewybieralnych ludzi z urojeniem wyższościowym mogła zarabiać ogromne pieniądze i posiadać nieograniczoną wprost władzę.

Vance w Monachium wygarnął eurobiurokratom, że Europa którą oni chcą przewodzić, zmierza do tragicznego i nieuniknionego upadku. Stwierdził wszem i wobec do zebranych tam nierobów (klasy próżniaczej) w prostych słowach, mówiąc: (oczywiście przekładam tutaj z dyplomatycznego na normalny język): "Słuchajcie idioci (ten początek bardzo mi się podoba 😂😉) swoimi chorymi, ideologicznymi pomysłami doprowadzacie własne kraje na skraj ekonomicznej wydolności, wasz "zielony ład" powoduje, że Europa zamienia się w skansen, staje się obszarem trzeciego świata. I wy macie czelność jeszcze czegokolwiek oczekiwać, cokolwiek narzucać? Przecież Europy już nie ma, Europa jest totalnym ekonomicznym, politycznym i militarnym skansenem, a bez pomocy USA... nie istnieje. Poza tym Europa to obszar oddziaływania neokomunistycznej ideologii, która manifestuje się nie tylko w postaci chorej, a wręcz zabójczej dla gospodarek państw Unii Europejskiej polityki "zielonego ładu", ale również - a może przede wszystkim - w obszarze cenzury, jaką nakładacie na własne społeczeństwa. Vance przytaczał tutaj przykład tego, jak kraje Europy (i to niekoniecznie te które należą do Unii Europejskiej, bowiem mowa tutaj była o Anglii i Szkocji, choć te kraje są już poza Unią Europejską to jednak sam się dziwię dlaczego ją opuściły, gdyż zamordyzm i neobolszewicka polityka rządu brytyjskiego tego pajaca Keira Startera, jest gorsza niż ta, do której dąży Bruksela) traktują swoich obywateli, jak nakładają kaganiec na społeczeństwa, gdyż obawiają się że wolność słowa i demokracja którymi tak często wycierają sobie swoje mordy, doprowadzą ich do upadku, bo w demokratycznych wyborach nie mają oni większych szans (oczywiście nie mówię że nie mają ich w ogóle, gdyż należy pamiętać że duża część społeczeństw jest totalnie ogłupiona. Ludzie są tak ogłupieni - a nawet tak głupi - że jakby dzisiaj rządy ustami swoich przedstawicieli stwierdziły, że ludzie rodzą się w kapustach, i że jest to fakt bezsporny, to jestem przekonany że co najmniej od 13 do 15-17% {w różnych krajach} społeczeństw uwierzyłaby w to, bo tak mówi rząd. Zresztą w latach 2020-2021 mieliśmy tego próbkę, gdy politycy kazali nam chodzić w kagańcach na twarzy - zwanych maseczkami - które oczywiście nie chroniły przed żadnym wirusem, a miały na celu jedynie wymusić posłuszeństwo. To samo było również ze szczepieniami, gdzie często dochodziło do tego że nawet członkowie rodzin bali się zbliżyć do siebie, żeby się nie zarazić. Jeszcze w grudniu 2021 r. straszono nas powszechnym pomorem, a starszym ludziom wmawiano poprzez środki masowego przekazu, aby nie przyjmowali swoich bliskich na Święta Bożego Narodzenia, bo mogą się zarazić - tym bardziej jeśli się nie zaszczepili. I nagle w lutym 2022 r okazało się że koronawirus... uciekł. Przestraszył się ruskich czołgów atakujących na Ukrainie 🧐🤭😏 (w każdym razie ja nie uległem tej ogłupiającej panice i nigdy się nie zaszczepiłem - podobnie też jak moi bliscy - na wirus którego... nie powiem że nie było, bo był, ale na którego próbowano nas wyszczepić jak zwierzęta niesprawdzonymi środkami, na szybko, na już, bo taki był prikaz rządów idących na pasku Światowej Organizacji Zdrowia zarządzanej przez jawnego komunistę i koncernów farmaceutycznych. W czasie koronawirusa nigdy też nie zachorowałem, a nawet jeśli złapałem koronawirusa - w co wątpię - to o tym nie wiedziałem i miał u mnie przebieg całkowicie niezauważalny). 

Vance stwierdził więc, że stopień kontroli i zamordyzmu w Anglii, Szkocji, w Niemczech ale i w innych krajach Europy jest już tak duży, że obywatele nie mogą nawet pomodlić się przed klinikami aborcyjnymi, ba, nie mogą się modlić nawet w myślach, (co też pokazuje, że ci ludzie boją się nawet naszych myśli i modlitw - i nie jest to wcale żart). Ogólnie rzecz biorąc JD Vance otwarcie stwierdził, że w 35 lat po rozpadzie bloku wschodniego, komunistycznego (skąd ludzie uciekali na Zachód, bo tam był dobrobyt, a przede wszystkim tam była Wolność) Europa zamienia się w nowy Związek Sowiecki. Ideowi (i nie tylko) wyznawcy Altiero Spinelliego (który jest patronem Parlamentu Europejskiego), Adorno, Marcuse, Horkheimera czy Coudenhove-Kalergi, doskonale zdają sobie sprawę i pamiętają to, co napisał Marks, a mianowicie że komunizmu nie można zbudować w systemie demokratycznym gdyż nawet jeśli partia komunistyczna dojdzie do władzy, to wprowadzając swój program musi spotkać się z oporem społecznym, a to spowoduje, że w kolejnych wyborach władzę utraci. Dlatego możliwa jest tylko i wyłącznie rewolucja. Rewolucja mas, którzy dosłownie wymordują dawny świat, a na jego gruzach komuniści zbudują "nowy świat", całkowicie przez siebie kontrolowany. A owe masy (aby nie obróciły się teraz przeciwko samym komunistom) będą wzięte w karby przez tajną policję (jaką - jak zalecał Marks - należy natychmiast stworzyć), słanie donosów (w Związku Sowieckim donos był kluczowym elementem ówczesnego systemu utrzymania władzy przez komunistów mówiło się wręcz "towarzysz donos", a zauważcie że rząd Wielkiej Brytanii wręcz zachęca obywateli do wzajemnego donosicielstwa - ciekawe, prawda? 🧐) i oczywiście represje wymierzone we własne społeczeństwo. Te wszystkie trzy elementy składowe obecnie realizuje Unia Europejska, oraz podległe jej rządy krajowe. Nie godzisz się na masową imigrację muzułmańskich "kardiochirurgów", którzy będą ubogacać kulturowo i genetycznie europejskie kobiety? To znaczy że jesteś faszystą, złym człowiekiem, a tak w ogóle to powinieneś trafić za kratki, gdyż tacy jak ty, są zagrożeniem dla naszego społeczeństwa - taki jest przekaz. To samo jeśli nie chcesz się szczepić, jeśli nie chcesz słuchać władzy odnośnie zakładania na usta kagańców (wyobrażacie sobie gdyby jeszcze 10 lat temu powiedzieć ludziom, że w Europie i na Świecie wszyscy będą zmuszeni do noszenia kagańców, to popukaliby się w czoło i powiedzieli że chyba że uciekłeś ze szpitala dla obłąkanych. A okazało się, że dla rządzących Europę, a raczej dla ludzi o mentalności skomuszałych bydlaków - nic nie jest niemożliwe, jeśli chodzi o utrzymanie przez nich władzy, gdyż demokracja oczywiście jest pięknym hasełkiem który odmieniają przez wszystkie przypadki, ale demokracja ma to do siebie, że w nią wliczona jest zgoda na porażkę. A rządząca Europą (i do niedawna USA) elyta, nie zamierza godzić się na jakiekolwiek porażki. Oni rządzą, ponieważ zostali do tego stworzeni, są wybrańcami bogów, a my mamy się z tym pogodzić i słuchać wszystkiego co od nich wyjdzie. Na tym polega demokracja we współczesnym świecie w rozumieniu komunistów. 




I to wszystko skrupulatnie i konsekwentnie podsumował w Monachium Vance. I cóż się okazało, okazało się że Europa się z tym nie zgadza, że "Makaron" (czyli ten francuski pajacyk) zwołał nagle pilne zebranie do Paryża, bo w Ance powiedział parę słów prawdy i Europa teraz nie wie czy może liczyć na USA, czy nie. I zjechała się banda Juranda (🤭). Podebatowali, poklepali się po pleckach, zapewnili o własnej zajebistości, i w konkluzjach stwierdzili że bardzo źle się stało, jak się stało, oni są bardzo z tego powodu niezadowoleni i wyrażają swoje niezadowolenie poprzez widoczne niezadowolenie 😵‍💫. Innymi słowy to co powiedział Vance - Europy nie ma, nie stanowi żadnej siły, ani politycznej, ani ekonomicznej, ani militarnej, a czy tego chcemy czy nie chcemy i czy nam się to podoba, czy nie, na tym świecie zawsze - Z-A-W-S-Z-E liczy się siła. Tak było, jest i będzie. A jaką ekonomiczną siłę ma obecnie Europa, która zarzyna własne rolnictwo polityką "zielonego wału ładu" i uzależnia się od produktów z Ameryki Południowej i Ukrainy, tylko po to, aby ratować zdychające niemieckie sztrucle (czyli niemiecki przemysł samochodowy). Zobaczcie jak bardzo w ciągu ostatnich 20 lat odjechały nam Stany Zjednoczone (które przecież wcale się jakoś specjalnie dobrze nie rozwijały), a mimo to obecnie rozwój ekonomiczny całej Europy wynosi tylko 50% rozwoju ekonomicznego USA (20 lat temu było to 90%). To pokazuje, że Europa zmierza ku katastrofie i to właśnie powiedział Vance w Monachium tym idiotom, którzy tam siedzieli. Jeśli chodzi zaś o militaria, to tutaj jest jeszcze gorzej, gdyż kraje Unii Europejskiej (czy w ogóle Europy) prezentują się pod tym względem totalnie żałośnie. Obecnie najlepszą armię na kontynencie europejskim ma Turcja - kraj muzułmański. Dobrą, bo ostrzelaną i zaprawioną w bojach, choć mocno przerzedzoną i osłabioną armię ma Ukraina. Potem jesteśmy my, Polska ma drugą najlepszą europejską armię w NATO i to nawet biorąc pod uwagę, jak bardzo nasze magazyny zostały przerzedzone wysyłanym na Ukrainę sprzętem. Dobrą armię ma jeszcze Francja choć jest ona niewielka (nie wiem dokładnie jak jest w Szwecji i Finlandii, ale słyszałem że tam doszło ostatnio do jakichś reform i wzmocnień, ponoć tworzone są nowe jednostki na wypadek rosyjskiej agresji). Wielka Brytania praktycznie nie ma armii lądowej wcale. O Niemczech nawet nie ma co wspominać, bo to jest żałosne jak obecnie wygląda Bundeswehra (ci żołnierze nawet nie potrafią maszerować do taktu, co pokazuje że bardziej nadają się do ochrony dyskontów, niż do realnych działań bojowych). Politycznie zaś Europa upada także, gdyż nie ma żadnej możliwości oddziaływania ani na USA, ani na Rosję, ani na Chiny. Innymi słowy jest niczym i nic sobą nie reprezentuje.

Ale za to ma miliony muzułmańskich kardiochirurgów, których teraz zapragnęłaby się (chociaż w części) pozbyć, gdyż zdaję sobie sprawę że to, do czego doprowadziła Angela Merkel swoją polityką "herzlich willkommen" doprowadza Niemcy (i inne kraje Europy Zachodniej, ale tak naprawdę liczą się tylko Niemcy, a przynajmniej głównie Niemcy) do upadku. No i właśnie dlatego potrzebny był Brukseli, Berlinowi, jak również całej tej elicie postkomuszych suk...ynów, ktoś taki jak Donald Tusk. Ten patologiczny kłamca, (wydaje mi się że ten człowiek jest mocno zaburzony, bo albo przeszedł on jakieś specjalne szkolenie, które powoduje że może z pełną premedytacją kłamać, a na drugi dzień - pomimo obecności kamer - stwierdzić, że on niczego takiego nie mówił; albo jest to właśnie człowiek chory który wymaga interwencji medycznej) godzi się bowiem na wszystko, co wychodzi z Brukseli i z Berlina (albo na odwrót kolejność dowolna). Ten człowiek buduje w Polsce 49 luksusowych ośrodków dla imigrantów, które w zasadzie nie wiadomo po co są budowane, bo przecież Donald Tusk powiedział, że żadnych migrantów do Polski ściągać nie będzie, a jak Donald Tusk coś mówi, to, wiadomo że mówi (🤥). Kanclerz Scholz jasno stwierdził, że obdzwonił wszystkich sąsiadów Niemiec i im polecił (POLECIŁ) że mają przyjąć imigrantów z kraju wujka Adolfa, bo jak nie, to Sztolc się wścieknie (a jak wiadomo Tusk nie lubi wściekłego Sztolca, bo wtedy musi stać na baczność przez godzinę na mrozie (🥶). Oczywiście pośmieszkować można sobie, gdyby sprawa nie wyglądała tak diabelnie poważnie. W obecnych warunkach nie widzę innych możliwości jak rozpisać nowe referendum (dwudniowe, tak jak było w przypadku referendum o wstąpieniu do Unii Europejskiej, bo teraz również ważą się nasze egzystencjalne losy) w sprawie przyjęcia imigrantów, albo po prostu jednorazowo wypowiedzieć pakt migracyjny (najlepiej już po ogłoszeniu wyniku referendum). Niemcy chcieli migrantów, mają migrantów, niech więc się z nimi zajmują. Ale Niemcy, jak to Niemcy, jak nie nasrają do ogródka sąsiada to chodzą chorzy. Po raz trzeci od ponad 100 lat doprowadzili do wielkiej katastrofy europejskiej i zastanawiam się czy jest w ogóle sens istnienia zjednoczonego państwa niemieckiego? Może lepiej dla Europy i dla samych Niemiec byłoby, gdyby to państwo rozpadło się na szereg mniejszych krajów. Krajów które byłyby w ten czy inny sposób kontrolowane z zewnątrz (nie przez Brukselę, bo nie przewiduję aby Unia Europejska w tym kształcie przetrwała zbyt długo, co również można było wyczytać ze słów Vance'a w jego 18-minutowej mowie w Monachium). Europa pod rządami Niemiec zabrnęła w kozi róg i Niemcy nie wiedzą jak z tego wybrnąć (a raczej wiedzą trzeba podzielić się owym nieszczęściem które sprowadzili na własne głowy z innymi sąsiadami, szczególnie z Polakami). To ja powiem otwarcie już na zakończenie tego nazbyt emocjonalnego wpisu, drodzy Niemcy, członkowie narodu z którego pochodziła część mojej dawnej rodziny - jedyne czego od was chcemy, to zadośćuczynienie za zbrodnie, jakich dopuszczały się "wasze matki i wasi ojcowie" w czasie II Wojny Światowej na Polakach i na Żydach (w większości polskiego obywatelstwa). A całą resztę przyjemności związanych z kardiochirurgami którzy mieli zasilić waszą gospodarkę - zostawcie sobie. Za wszystko w życiu trzeba płacić, a wy najwidoczniej lubicie płacić non stop. 😚.





PS: Tytuł jaki zamieściłem, czyli słowa: "Nie lękajcie się" które przytoczył JD Vance, są słowami wypowiadanymi przez papieża Jana Pawła II, dla którego te właśnie słowa stały się jakoby swoistym mottem.







DZIĘKUJĘ ZA UWAGĘ!

wtorek, 5 listopada 2024

GNIEW LUDU!

POWÓDŹ W HISZPANII




 Ciekawe, a zarazem tragiczne wydarzenia dzieją się obecnie w Hiszpanii, gdy kraj ten nawiedziła potworna powódź, która już w tym momencie pochłonęła życie prawie 220 osób. Ogromna tragedia dla tamtejszych mieszkańców, którzy w sposób niezwykle gwałtowny ale jak najbardziej zrozumiały dają wyraz swemu niezadowoleniu wobec obecnie rządzącej partii komunistów Hiszpańskiej Socjalistycznej Partii Robotników (ten ostatni człon mogliby sobie darować, współcześni bowiem komuniści już dawno nie mają nic wspólnego robotnikami czy chłopami, dzisiaj na sztandarach mają lgbt, zielony ład i walkę o klimat, czyli doprowadzanie ludzi do totalnej biedy, a jednocześnie rozciągnięciem nad nimi totalnej kontroli i inwigilacji). Premier Hiszpanii (zwykły komuszy czopek) Pedro Sanchez, gdy przyjechał do prowincji Walencja która najbardziej ucierpiała w czasie powodzi, musiał się stamtąd ewakuować w taki sposób, że ochrona poleciła mu aby leżał w samochodzie na ziemi i się nie ruszał. Notabene na włosach miał odłamki potłuczonego szkła z rozbitej szyby z jego służbowego auta (które zresztą w dużej mierze zostało uszkodzone przez protestujących podobnie jak kilka innych wozów ochrony premiera). 

Wybaczcie, ale od razu mi się tutaj narzuca skojarzenie z sytuacją z roku 1930, gdy poseł Libermann z partii socjalistycznej (ale mocno komunizujący), po usunięciu mu immunitetu, był przewożony przez policję do twierdzy w Brześciu, jako miejsca jego osadzenia. Po drodze jednak policjanci zatrzymali wóz gdzieś w szczerym polu, wyciągnęli pana posła auto, po czym kazali mu uklęknąć i całować oraz przepraszać polską ziemię za jego (często) antypolskie wypowiedzi. Może coś jest ze mną nie tak ale wydaje mi się że w obecnych sytuacji politycznej w kraju jak również na świecie powinniśmy wrócić do tych starych sprawdzonych metod, do ludzi takich jak kostek Biernacki i jemu podobni. Oczywiście nie mówię tutaj o żadnym znęcaniu się czy jakimś maltretowaniu ludzi, ale o tym, że człowiek który szkodzi własnemu krajowi wewnątrz czy na zewnątrz, często nie powstrzyma swojej szkodliwej działalności gdy zostanie o to poproszony i dopiero jak dostanie w ucho, to się zastanowi że musiał zrobić coś złego (jest to wypowiedź Marszałka Piłsudskiego, więc nie miejcie tutaj do mnie pretensji że ja nawołuję do przemocy).

Rząd komunistów Sancheza nie na darmo jest nazywany "rządem morderców", (szczególnie o samym Sanchezie ludzie mówią otwarcie "morderca!" i żądają jego natychmiastowej dymisji, a ten czopek próbował ostatnio zorganizować wspólną konferencję prasową z władzami Walencji - którą notabene rządzi prawicowa Partia Ludowa - gdzie miano wspólnie potępić atak ludzi którzy stracili nie tylko dorobek całego życia w owej powodzi, ale również swoich bliskich, na jego żałosną postać. Władze Walencji się na to nie zgodziły. Swoją drogą to zastanawiające że ci wszyscy premierzy, prezydenci i w ogóle politycy tak bardzo dbają o swoje własne osoby, a jednocześnie w pogardzie mają własny naród, który musi cierpieć przez ich często chore decyzję. A przecież rząd Sancheza wciąż ściąga do Hiszpanii imigrantów z Maghrebu, czyli "ubogacaczy kulturowych"). Jest to bowiem spowodowane tym, że w latach 2021-2022 w ramach "Agendy 2030" i "przywracania naturalnego biegu rzek" (czyli tego, co u nas próbuję zrobić m.in. z Odrą ta cała żałosna koalicja 13 grudnia), zniszczono prawie 260 zapór na rzekach, które obecnie doprowadziły do tej katastrofy. Najciekawsze jest to że to były działania całkowicie pozbawione jakiejkolwiek logiki (zresztą tak samo jak i u nas, wystarczy bowiem posłuchać co wygadują panie Paulina Hennig-Kloska czy Urszula Zielińska), wszystko bowiem było podporządkowane ideologicznemu celowi walki o klimat czyli nowemu marksizmowi. Jak to jest, że zawsze jak do władzy dochodzi lewica (no może nie zawsze, ale w tych 90%) to ludziom żyje się gorzej, niż gdy rządzą partie prawicowe. Zobaczcie ile potoków gnoju było wylane na takiego człowieka jak Francisco Franco. Przytaczam go nie bez powodu, gdyż obecnie Hiszpanie coraz częściej mówią, że za Franco było lepiej i to o niebo lepiej niż obecnie. Natomiast komuniści i wszelkie lewactwo od dekad obrzydzają ludziom tę postać. A wystarczy tylko wczytać się w jego biografię, jaki to był człowiek prywatnie i publicznie (notabene ratował Żydów w czasie II Wojny Światowej, umożliwiając im przedostanie się do Hiszpanii). Dla nas, Polaków też wiele uczynił, znacznie łatwiej bowiem można było znaleźć schronienie po wojnie w Hiszpanii, niż w tych zblazowanych z wujkiem Joe krajach, takich jak Wielka Brytania czy Francja.

Ogólnie rzecz biorąc sytuacja w Hiszpanii jest nieciekawa. Ludzie stracili dorobek całego życia, zginęło mnóstwo ludzi przez głupotę rządu, a osobiście również z samego premiera. Najciekawsze jest jednak to, że media w wielu krajach (widziałem głównie nasze, polskie i anglojęzyczne, więc tylko do nich się odniosę) powtarzają bzdury, że ludzie są również mocno wkurzeni na samego króla Filipa VI i królową Letizię, a to jest nieprawda. Para królewska została wśród ludzi starając się ich pocieszyć i nie sposób w hiszpańskich mediach społecznościowych (ale nawet na filmikach stamtąd) znaleźć jakiegokolwiek negatywnego słowa wobec pary królewskiej. A u nas TVN-y, Polsat-y, TVP (przejęte w bandycki sposób przez bandę ryżego) pieprzą androny że para królewska została obrzucona błotem, a ludzie są co najwyżej niezadowoleni z samego Sancheza itd. itp. Oczywiście koincydencja do ostatnich powodzi, jakie miały miejsce w Polsce jest tutaj bardzo istotna. Rząd Tuska nie zrobił nic żeby pomóc powodzianom, ci ludzie wobec zbliżającej się zimy zostali bez żadnej pomocy i nawet ten błazen z Wielkiej Orkiestry co trzymał transparent "pomagamy" z oczywistym dopiskiem WOŚP, powiedział że pieniądze które obiecał nie zostaną bezpośrednio przekazane powodzianom, tylko będzie tam za to prawdopodobnie (słowo "prawdopodobnie" jest w tym przypadku niezwykle istotne - bo nie wiadomo dokładnie kiedy) coś dla kupione. Zresztą ja się temu nie dziwię, gdzie by miał przykleić swoje serduszko, na czole powodzianina?. Czyżby pojawił się ogólny prikaz że nie należy wydarzeń hiszpańskich łączyć z polskimi, bo jeszcze ktoś by wyciągnął wnioski z indolencji rządu w sprawie powodzią? 

To tyle. Dziś chciałem na szybko tylko przedstawić sytuację powodziową w Hiszpanii (oczywiście w bardzo ogólnych słowach), bo wydaje mi się że żyję w jakimś matriksie informacyjnym, a opierając się tylko na mediach głównego nurtu (również tych prawicowych, bo i "Republika" też powtarza te brednie, nawet im się ku...a nie chce sprawdzić źródeł, a nas traktują jak stado baranów - dziennikarze za dychę) czuję się jakby ktoś mi wmawiał chorobę. Na koniec przytoczę jeszcze tylko słowa, często wypowiadane przez Wojciecha Cejrowskiego: "Precz z komuną!"









niedziela, 4 sierpnia 2024

WALKA Z KOMUNISTAMI W PRZEDWOJENNEJ POLSCE - Cz. XVIII

 CZYLI GDZIE CHOWAŁY SIĘ "SZCZURY"





KOMUNISTYCZNA PARTIA POLSKI
(CZYLI DZIAŁALNOŚĆ SOWIECKIEJ EKSPOZYTURY W POLSCE)
Cz. XVIII






 Istniejący od 22 stycznia 1924 r. lewicowy (laburżystowski) rząd Ramsay'a MacDonalda - 2 lutego nawiązał stosunki dyplomatyczne ze Związkiem Sowieckim. Krok ten nie był zbyt popularny na Wyspach (mimo dość intensywnej w roku 1920 współpracy brytyjsko-sowieckiej za rządów Lloyda George'a) i nawoływania o zerwanie tych stosunków zaczęły z czasem być coraz intensywniejsze wśród brytyjskiej opinii publicznej i polityków, ale w tamtym okresie nawiązanie stosunków dyplomatycznych z pierwszym komunistycznym państwem na świecie było uważane za działanie mogące pozytywnie wpłynąć na brytyjski handel i przemysł.

15 lutego rząd sowiecki, pragnąc powstrzymać galopującą inflację i przeciwdziałać zerwaniu połączeń na linii miasto-wieś (co spowodowane było wybuchem rewolucji bolszewickiej i Wojny Domowej w Rosji, a co do tego momentu nie zostało naprawione) wprowadza obowiązujące od lipca 1922 r. (na równi z innymi "sowznakami" - również starymi carskimi rublami, przemianowanymi jedynie na sowieckie totemy płatnicze) tzw.: "czerwońce" jako jedyny, obowiązujący na terenie Związku Sowieckiego środek płatniczy (z czasem przywróci się również nazwę ruble). Pozwala to nieco zahamować inflację, ale problem tzw. "nożyc" (czyli rozchodzenia się wsi od miasta, tak jak rozwierają się otwarte nożyce, co w sowieckiej terminologii było dosyć często używanym pojęciem) choć powoli zostaje usunięty, wciąż jeszcze trwa. Co prawda w 1924 r. partia bolszewicka wprowadza hasło "Frontem do wsi", a sojusz robotniczo-chłopski zostaje uznany za podstawę polityki państwa (dopiero od roku 1924, wcześniej chłopi byli uważani za taki sam element kontrrewolucyjny, jak arystokraci, kler prawosławny - nie tylko zresztą - oraz dawni oficerowie i policjanci carscy), to mimo wszystko zszywanie wsi z miastem wciąż idzie bardzo opornie. Bucharin co prawda wzywa chłopów w swych apelach: "Bogaćcie się, uprawiajcie swe pola i nie obawiajcie się restrykcji", ale cel tej akcji jest jasny, ponowne uruchomienie dostaw produktów żywnościowych do miast (wcześniej bowiem, zarówno w czasie rewolucji jak i po zakończeniu Wojny Domowej chłopi zaprzestali produkcji rolnej w sowieckiej Rosji, gdyż władze bolszewickie odbierały im owoce ich pracy. Handel zamarł, a co za tym idzie nie było płacących podatki ani kupujących, gdyż chłopi niczego nie produkując, jednocześnie niczego też nie nabywali). Po wprowadzeniu Nowej Ekonomicznej Polityki na X Zjeździe WKP(b) w marcu 1921 r. od lipca tego roku zaczęto wprowadzać wolność gospodarczą rzemieślnikom i małym zakładom przemysłowym - ale wszystkie przedsiębiorstwa, które zatrudniały 20 i więcej pracowników pozostawały w rękach państwa. Zaprzestano też przymusowego ściągania zboża od chłopów, a obowiązek jego dostarczania zamieniono na podatek, który miał dać chłopom poczucie traktowania ich przez państwo sowieckie zgodnie prawem. Chłopi mogli zachować to, co udało im się uzyskać z uprawy ziemi, prowadzić wolny handel i zatrudniać pracowników najemnych. Co prawda rok 1924 nawiązywał jeszcze do najgorszych praktyk z czasów Wojny Domowej (tym bardziej że nieurodzaj jaki ogarnął rosyjską wieś w tymże roku był tak duży, że państwo musiało ponownie konfiskować produkty rolne i nawet Dzierżyński pisał, że taka praktyka nie powoduje polepszenia się wizerunku Partii wśród mas chłopskich, a wręcz przeciwnie, partia znów uważana jest za najgorszego "szatana", gdyż odbiera chłopom wszystko to, co udało im się wytworzyć). Aby zasypać podziały na linii miasto wieś organizowano wypady na wieś z akcją masowego czytania książek chłopom, a po rozpoczęciu leninowskiej elektryfikacji, zaczęto nawet chłopom w chatach montować żarówki, co też budziło ogromną ciekawość ale i niezadowolenie, jako że w elektryfikacji upatrywano "czarciego podstępu" i zdarzało się że niszczono nie tylko żarówki, ale również słupy wysokiego napięcia. Oczywiście to jeszcze była pieśń przyszłości, ale państwo sowieckie postawiło sobie dwa główne cele: "Komunizm to władza sowiecka i elektryfikacja". Poza tym rok 1924 w rosyjskich miastach był związany ze wzrostem bezrobocia i masowymi zwolnieniami setek niewykwalifikowanych pracowników (co powodowało strajki i nowe bunty robotnicze w miastach).




22 lutego 1924 r w Magdeburgu założono social demokratyczne stowarzyszenie weteranów pod nazwą Reichsbanner Schwarz-Rot-Gold ("Czarno-Czerwono-Złoty Sztandar Rzeszy"). Inicjatywa wyszła od Otto Hörsinga i Karła Höltermanna, którzy wciągnęli do współpracy przedstawicieli SPD, DDP (Niemieckiej Partii Demokratycznej) i katolickiej Partii Centrum. Z założenia miała być to formacja apolityczna i bezpartyjna, grupująca weteranów I Wojny Światowej (jednak najczęściej o lewicowych przekonaniach politycznych). Była to też organizacja ściśle męska, kobiet tam nie dopuszczano (tym bardziej że kobiety w czasie I Wojny Światowej w wojsku nie służyły, więc nie mogły być też weteranami). Reichsbanner Schwarz-Rot-Gold miała stać na straży niemieckiej konstytucji (z 11 sierpnia 1919 r.) i Republiki Weimarskiej. Do końca lat 20-tych organizacja ta liczyła ponad 1,5 miliona członków i była bodajże największą organizacją w Niemczech weimarskich, a jej najpoważniejszym przeciwnikiem był "Związek Żołnierzy Frontowych Stahlhelm" - organizacja o nieco bardziej prawicowej barwie politycznej. Po dojściu Hitlera do władzy, w marcu 1933 r. organizacja ta została rozwiązana.

26 lutego w Monachium rozpoczął się proces o zdradę członków i autorów puczu monachijskiego Hitlera (8-9 listopada 1923 r.). Zakończy się on wyrokiem skazującym - 1 kwietnia tego roku (do czego jeszcze wrócimy).

Dwa dni później (28 lutego) prezydent Rzeszy Friedrich Ebert znosi stan wyjątkowy, wprowadzony 26 września 1923 r. na terenie całego kraju, w związku z rewolucyjnymi wystąpieniami zarówno lewicowymi jak i prawicowymi, wybuchającymi na terenie różnych niemieckich krajów. Po wprowadzeniu 15 listopada 1923 r. do obiegu tzw.: marki rentowej (Rentenmark), sytuacja ekonomiczna kraju zaczyna się stabilizować. Dzięki zagranicznym pożyczkom produkcja przemysłowa i handlowa zaczęła bardzo szybko rosnąć, a w roku 1928 dochód narodowy w Niemczech stanowił 150% dochodu narodowego z roku 1913. Prosperita lat 20-tych postępowała, aż do krachu finansowego na Wall Street w październiku 1929 r.




3 marca 1924 r. tureckie Zgromadzenie Narodowe oficjalnie znosi Kalifat i wydala z kraju wszystkich przedstawicieli dynastii Osmanów. Również zostają zamknięte wszystkie muzułmańskie szkoły religijne i sądy. Jest to już ostatni element tworzenia nowego tureckiego państwa, po zniesieniu Sułtanatu (1 listopada 1922) i ogłoszeniu republiki (29 października 1923 r.). Kraj pod rządami Atatürka Mustafy Kemala Paszy (prezydent Turcji od 29 października 1923 r. przewodniczący Wielkiego Zgromadzenia Narodowego od 24 kwietnia 1920 r. Prezydentem pozostanie aż do swej śmierci - 10 listopada 1938 r.) przechodzi niezwykle przyśpieszony kurs modernizacyjny (sam fakt że w Turcji wprowadzono wówczas alfabet łaciński - co spowodowało że Turcy musieli się mentalnie przestawić na naukę zupełnie nowych liter, pokazuje jak silna była to rewolucja i jak głęboko dotknęła wszystkie praktycznie przejawy dotychczasowego życia społeczno-politycznego). Tworzy się zupełnie nowy kraj i... zupełnie nowy naród. 

W marcu odbyło się plenum Komitetu Centralnego Komunistycznej Partii Robotniczej Polski. Miało się ono zająć nową rolą partii po klęsce październikowo-listopadowej rewolucji niemieckiej i wydarzeń krakowskich (z 6 listopada 1923 r.). Dotychczasowe przywództwo partyjne 3W (Warski-Wera-Walecki) starało się tym samym jakoś wytłumaczyć przed Kominternem i Moskwą ze swoich działań. Owe plenum było jednak już ostatnim zjazdem pod tym kierownictwem. Sypano jednak głowy popiołem, deklarując że brak było w partii umiejętności manewrowania politycznego, za wzór niedościgniony stawiając oczywiście partię bolszewicką. Szukano też winnych spośród "lewicy partyjnej", twierdząc że nie trzeba było pisać listów, tylko bardziej mobilizować masy do walki i tego typu pierdolety komunistyczne bez większego znaczenia. W lipcu 1924 r. w  KPRP zajdą zdecydowane zmiany i władzę przejmie dotychczasowo marginalizowana partyjna lewica.




13 marca 1924 r. prezydent Rzeszy Friedrich Ebert przedterminowo rozwiązuje Reichstag. Powodem tego jest krytyka nadzwyczajnych pełnomocnictw rządu Wilhelma Marxa. Marx (kanclerz Rzeszy od 30 listopada 1923 r. po upadku Wielkiej Koalicji Gustawa Stresemanna - który notabene aż do swej śmierci w październiku 1929 r. we wszystkich kolejnych rządach pozostanie realizatorem niemieckiej polityki zagranicznej - o wybitnie antypolskim ostrzu) przewodniczący Partii Centrum, dąży do wprowadzenia dosyć drastycznych finansowych, gospodarczych i społecznych reform, które nie podobają się opozycji (a które związane są właśnie ze zbiciem inflacji i wprowadzeniem nowej niemieckiej waluty - marki rentowej). Dąży więc do uniemożliwienia debaty w parlamencie na ten temat i tutaj prezydent Ebert idzie mu w sukurs, rozwiązując Reichstag i wyznaczając nowe wybory na początek maja 1924 r. 

16 marca w Krakowie odbywa się I Zjazd Związku Niezależnej Młodzieży Socjalistycznej "Życie" - czyli grupy komunizujących działaczy, którzy opuścili ZNMS (będący legalną przybudówką Związku Młodzieży Komunistycznej zakazanej w Polsce).

21 marca prokuratura podczas monachijskiego procesu Adolfa Hitlera żąda dla niego 8 lat więzienia za zdradę stanu. Wszyscy oskarżeni (wraz z Ludendorffem) nie przyznają się do winy i jedynie Hitler oficjalnie twierdzi że - tak - pragnął obalić rząd, gdyż jest on hańbą na powojennym obliczu Niemiec i jeśli sąd skarże go na śmierć, gotów jest zginąć za Niemcy. Zresztą Hitler cały proces wykorzystuje do agitacji politycznej, wygłaszając długie przemowy, które robią ogromne wrażenie nie tylko na zebranych widzach, ale również na samym sędzim. Popularność Hitlera znacznie wzrasta.




24 marca amerykańska Izba Reprezentantów zatwierdza pakiet pomocowy w wysokości 10 milionów dolarów na zakup żywności dla niemieckich kobiet i dzieci. Tym sposobem (jeszcze przed przyjęciem planu Dawesa) kasa wszelkich form pomocowych i pożyczkowych płynie do Niemiec zwartym strumieniem pozwalając im nie tylko stanąć na nogi ale rozwinąć produkcyjną ekspansję.

11 marca 1924 r wraz z listem do rektora Uniwersytetu Wileńskiego - Parczewskiego, Marszałek Józef Piłsudski wysyła mu przyznaną przez rząd rentę w wysokości 2 miliardów marek polskich (oczywiście kwoty sprzed dewaluacji marki i wprowadzenia złotówki). Piłsudski w tym liście pisze: "Stanowi to wypłacane mi teraz miesięcznie coś w rodzaju pensji za uprzednie moje prace w państwie; wobec tego, że nie mogę się pogodzić z myślą, bym taką pensję brał na swe potrzeby - oddaję ją na te czy inne cele publiczne, wybierając te, które z moją poprzednią pracą w państwie najsilniej były związane". Piłsudski od tej chwili żyje tylko z wykładów i z książek (a nie są to zbyt duże dochody, co powoduje że wraz z rodziną żyje bardzo skromnie). Zresztą w kręgu Jego najbliższych współpracowników (Sławek, Prystor) było to dosyć popularne, a pieniądze nie były tam uważane za coś innego niż tylko środek służący do realizacji pewnego celu, natomiast na pewno nie służący do bogacenia się, gdyż bogacenie się nie uważano za najważniejsze w życiu człowieka (oczywiście ten stan rzeczy można zrozumieć i ja go nawet pochwalam, bo i ja nie przywiązuję do pieniędzy zbyt wielkich względów, aczkolwiek należy sobie powiedzieć że bez pieniędzy realnie tracimy swoją wolność i to trzeba sobie uzmysłowić. Choć oczywiście możemy mówić że jesteśmy wolni nie mając pieniędzy i czuć się nawet wolnymi, to realnie niczego nie osiągniemy nie mając nic na tym świecie). 




CDN.

wtorek, 16 lipca 2024

WALKA Z KOMUNISTAMI W PRZEDWOJENNEJ POLSCE - Cz. XVII

CZYLI GDZIE CHOWAŁY SIĘ "SZCZURY"





KOMUNISTYCZNA PARTIA POLSKI
(CZYLI DZIAŁALNOŚĆ SOWIECKIEJ EKSPOZYTURY W POLSCE)
Cz. XVII



 Wraz ze śmiercią Lenina (21 stycznia 1924 r.), i rozpoczęciem walki o władzę w Związku Sowieckim pomiędzy Lwem Trockim a Józefem Stalinem, niepokoje dały się zauważyć również w Komunistycznej Partii Robotniczej Polski. W styczniu 1924 r zmiany zaszły również w Komunistycznej Partii Niemiec. Po niepowodzeniu "niemieckiego października" w Hamburgu i Saksonii, czyli powstania komunistycznego wspieranego przez Moskwę, dotychczasowe kierownictwo Heinricha Brandlera i Augusta Thaiheimera musiało ustąpić na rzecz lewicowej opozycji w niemieckiej partii komunistycznej, czyli Ruth Fischer i Ernsta Thälmanna. Fischer została przewodniczącą, Thälmann wice - czyli ostrze niemieckich komunistów jeszcze bardziej się zradykalizowało. W Berlinie znalazła się też grupa opozycjonistów z KPRP - Julian Leszczyński-Leński, Henryk Stein-Domski, Zofia Unszlicht "Osińska" i Leon Prentski "Damowski". W lutym 1924 r w niemieckiej prasie komunistycznej w Berlinie pojawił się artykuł (napisany zapewne przez Leńskiego), a zatytułowany: "O kryzysie w KPRP i najbliższych zadaniach partii", ostro atakujący dotychczasowe "prawicowe" kierownictwo partii - 3W (czyli Warski-Wera-Walecki). Była to więc rozgrzewka przed zbliżającym się w marcu plenum Komitetu Centralnego Komunistycznej Partii Robotniczej Polski.

W powołanym 19 grudnia 1923 r. rządzie Władysława Grabskiego doszło również do pierwszych poważnych zgrzytów. Premier nie potrafił bowiem porozumieć się z ministrem spraw wojskowych Kazimierzem Sosnkowskim (który nieustannie domagał się przywrócenia Marszałka Piłsudskiego do najwyższych władz wojskowych) i 17 lutego 1924 r. musiał go zdymisjonować, a na jego miejsce powołał Władysława Sikorskiego.

W dniach 16-17 lutego w Warszawie odbyła się konferencja ministrów spraw zagranicznych Polski, Łotwy, Estonii i Finlandii (czyli państw - oprócz Polski - należących do tzw. Związku Bałtyckiego). Na owej konferencji starano się wypracować wspólne stanowisko wobec kwestii rozbrojenia, omawianego wówczas na forum Ligii Narodów, ale nie przyjęto żadnych konkretnych ustaleń. Po tej konferencji nieco ochłodziły się stosunki Polski z owymi państwami, a Sztab Generalny Wojska Polskiego oficjalnie obwiniał Finlandię, Łotwę i Estonię o zamrożenie prac nad sojuszem z Polską.

Na przełomie stycznia i lutego we francuskim Chamonix po raz pierwszy rozegrane zostały zimowe Igrzyska Olimpijskie. Polska reprezentacja po raz pierwszy wzięła w nich udział, jednak nie zdobyła żadnych medali. Najwięcej medali zdobyła Norwegia, Finlandia i Austria, natomiast reprezentacja Niemiec nie została dopuszczona do udziału tej olimpiadzie (za karę za I Wojnę Światową).

Kraj który w tych igrzyskach zajął trzecie miejsce - czyli Austria - rządzona była wówczas przez Partię Chrześcijańsko-Społeczną na której czele stał kanclerz Austrii (od 31 maja 1922 r.) prałat profesor doktor Ignaz Seipel. Ten zwolennik wprowadzenia dla Żydów numerus clausus, z równym zaangażowaniem zwalczał zarówno austromarksizm jak i socjalizm. Dzięki kredytom międzynarodowym (z gwarancjami Ligii Narodów) udało mu się ustabilizować w kraju kryzys finansowy. 1 stycznia 1923 r. utworzono austriacki Bank Narodowy który w miejsce dawnych zdewaluowanych koron zaczął wydawać nowe szylingi. To znacznie poprawiło i ustabilizowało gospodarkę Austrii, chociaż bezrobocie wciąż było na wysokim poziomie. Za jego też rządów 4 października 1922 r. Austria podpisała w Genewie protokół, iż na 20 lat rezygnuje z przystąpienia do Rzeszy. Po wyborach z 1924 r. kierowana przez niego Partia Chrześcijańsko-Społeczna nie uzyskała wymaganej większości i musiała stworzyć rząd koalicyjny z Obozem Wszechniemieckim i Związkiem Chłopskim. Stworzyło to jeszcze bardziej prawicową koalicję niż była ona po roku 22, a jednocześnie na ulicach Wiednia i innych austriackich miast toczyła się utajona wojna domowa pomiędzy paramilitarnymi oddziałami socjalistów a takowymi oddziałami Schutzbundu czy związków kombatanckich, a także Heimwehry. Ale Wiedeń to była przecież stolica walca, tak więc 28 lutego 1924 r. odbyła się tam prapremiera "Hrabiny Maricy" Imrego Kálmána, która odniosła ogromny sukces.


IGNAZ SEIPEL



Kwestia wprowadzenia nowej waluty w Polsce i powołania Banku Polskiego, była co prawda najważniejszą sprawą dla rządu Władysława Grabskiego, ale nie jedyną istotną. Równie ważną było ustabilizowanie sytuacji na Wschodzie, gdzie najróżniejsze bandy przenikały przez granicę polsko-sowiecką i dokonywały tutaj różnych ataków, podpaleń i dywersji. Poza tym w Małopolsce Wschodniej Ukraińcy zajęli wobec państwa polskiego stanowisko nie tylko niechętne, ale wręcz otwarcie wrogie. Cztery główne ukraińskie stronnictwa polityczne utworzyły (po marcu 1923 r. i przeniesieniu powstałego 1 sierpnia 1920 r. rządu Zachodnioukraińskiej Republiki Ludowej na emigracji, z Wiednia do Berlina) Radę Międzypartyjną, kierowaną w Galicji Wschodniej przez Cyryla Studinskiego. Głoszono hasła niepodległościowe, a przyszła z Zachodnioukraińska Republika Ludowa miała się składać z Galicji, Bukowiny i Rusi Przykarpackiej. Polskie rządy we Lwowie i Galicji Wschodniej nazywano "wrogą okupacją". Pomstowano na likwidację lokalnych odrębności, powstałych jeszcze w czasach Monarchii Austro-Węgier i na postępującą polonizację całego regionu. Sprzeciwiano się nazwie Galicja Wschodnia i podziale na województwa. Sprzeciwiano się też poborowi do Wojska Polskiego. Rząd Władysława Grabskiego postanowił w tym przypadku przykręcić śrubę Ukraińcom, jednocześnie zapominając też o przestrogach Piłsudskiego, który jeszcze w 1918 r. mówił że Ukraińcy w Galicji Wschodniej nie mogą mieć praw gorszych od tych, jakie posiadali w Monarchii Cesarsko-Królewskiej. Ale z drugiej też strony Ukraińcy mieli zapewnione zarówno w Galicji Wschodniej i jak i w całej Polsce takie same prawa polityczne jak cała reszta (w tym Polacy), ich prasa mogła się swobodnie ukazywać i podlegała konfiskacie tylko w przypadku nazbyt jaskrawych wystąpień przeciwko państwu polskiemu. Istniała sieć ukraińskich szkół, które (choć nieznacznie to jednak) wzrastały (1923 r. było ich 2470 o 50 więcej niż w 1912). Działały ukraińskie ogniska kulturalno-oświatowe, takie jak: "Ridna szkoła", "Uczytelska Hromada", czy Towarzystwo Naukowe im. Szewczenki i Mogiły. Istniało 81 filii czytelni "Proswita" (z 2 000 czytelni). Istniał spółdzielczy ukraiński związek mleczarski "Masłosojuz" (197 tys. członków). 

Jedynie ślimaczyło się powstanie we Lwowie Uniwersytetu ukraińskiego (miał powstać jeszcze w 1923, ale nie powstał, jako że od studentów tego uniwersytetu wymagano dwóch rzeczy, po pierwsze obywatelstwa polskiego, a po drugie odbycia służby w Wojsku Polskim. To spowodowało że w tymże 1923 Ukraińcy założyli tajny uniwersytet, z 65 katedrami. Rocznie kształciło się w nim ok. 1 500 studentów, którzy na studia uzupełniające wyjeżdżali za granicę (głównie do Czech i do Niemiec). A po powrocie do Polski (jako że w ogromnej większości nie mogli podjąć pracy w administracji) stawali się wylęgarnią ukraińskiego antypolonizmu. Najpierw z Wiednia a potem z Berlina nad Radą Międzypartyjną swoistą "opiekę" sprawowała centrala Jewhena Petruszewycza - ukraińskiego adwokata i byłego prezydenta Zachodnioukraińskiej Republiki Ludowej. Nawiązał on kontakty z Sowietami, którzy na mocy tej umowy mieli finansować rząd ZURL. Poza tym w 1921 r. powstała Ukraińska Organizacja Wojskowa kierowana przez przebywającego na emigracji pułkownika Strzelców Siczowych - Eugeniusza Konowalca, korzystająca ze wsparcia zarówno Czechów jak i Niemców. Pierwszą jej akcją była próba zamachu na Naczelnika Państwa Józefa Piłsudskiego - 25 września 1921 r. czego efektem był postrzał w dłoń i ramiona towarzyszącego Naczelnikowi wojewody Grabowskiego (sprawcą tej próby zamachu był ukraiński bojowiec Teofil Olszański, który następnie zbiegł do Niemiec, gdzie w październiku 1924 r. uzyskał prawo azylu). W roku 1922 przypadku ataków i podpaleń na na dwory i zagrody chłopskie było znacznie więcej (według sprawozdania posła Federowicza z 26 września 1922 r. od początku tej akcji w ciągu siedmiu tygodni odnotowano 470 takich podpaleń). Niszczono nie tylko zagrody i dwory, ale również zboże na polach, a celem tego wszystkiego było zmuszenie Polaków do opuszczenia całej Galicji Wschodniej, lub przynajmniej uzyskania autonomii politycznej dla Ukraińców. 

Po raz pierwszy bowiem w ustawie o wykonaniu reformy rolnej z 15 lipca 1920 r. wprowadzono możliwość nabycia przez weteranów (po zwycięskiej Wojnie z bolszewikami), ziem na Wschodzie po niższych cenach i z prawem pierwszeństwa. Był to bowiem okres gdy Armia Czerwona stała pod Warszawą i również takimi sposobami starano się zmobilizować Polaków do wstępowania w szeregi Wojska Polskiego (potem zostało to potwierdzone w odezwie premiera Witosa z 6 sierpnia 1920 r.). Jednak dopiero po szczęśliwym zakończeniu Wojny ruszyły prace nad kolonizacją wyrwanych bolszewizmowi dawnych ziem Rzeczypospolitej. Po raz pierwszy w swym rozkazie z 18 października 1920 r. Naczelnik Państwa Józef Piłsudski zapisał: "Zaproponowałem już rządowi, by część zdobytej ziemi została własnością tych, co ją polską zrobili, uznoiwszy ją polską krwią i trudem niezmiernym. Ziemia ta, strudzona siewem krwawym wojny, czeka na siew pokoju, czeka na tych, co miecz na lemiesz zamienią, a chciałbym, byście w tej pracy przyszłej tyleż zwycięstw pokojowych odnieśli, ileście jej mieli w pracy bojowej". Podstawą prawną dla tej kolonizacji, były dwie ustawy przyjęte 17 grudnia 1920 r. Pierwsza o przejęciu na własność przez państwo polskie byłych carsko-rosyjskich ziem wraz z budynkami i infrastrukturą, a druga o nadaniu części tych ziem weteranom, inwalidom wojennym i ochotnikom. W ramach wsparcia weterani mieli otrzymywać konie i tabor z demobilu, 80 m.³ materiału budowlanego na gospodarstwo i 2 miliardy marek polskich w postaci kredytów na całe osadnictwo. Powołano też do życia Sekcję Osad Żołnierskich która miała typować żołnierzy wytyczonych na przyszłych osadników. Pierwsi weterani wojskowi przybyli na Kresy (w tym na Wołyń) w kwietniu 1921 r. a byli to w większości młodzi ludzie (w wieku 20-25 lat), żołnierze Wojny z bolszewikami. Według statystyk 43% z nich było odznaczonych Krzyżem Walecznych lub Virtuti Militari. Ich przekrój wojskowy był jednak bardzo różny, byli to zarówno Legioniści Piłsudskiego, jak i żołnierze 1 Korpusu Polskiego, członkowie Polskiej Organizacji Wojskowej, ochotnicy, Powstańcy Śląscy i Wielkopolscy. Oczywiście musieli zaczynać od zera, czyli najpierw pobudować sobie jakieś prowizoryczne ziemianki aby tam zamieszkać przez jakiś czas. Do września 1921 r. otrzymywali żołd, czyli mieli z czego żyć, ale musieli też szybko podjąć jakąś pracę, problem był jednak taki że w większości były to tereny albo wiejskie, albo odległe od miast. Jedynym więc wyjściem było podjęcie prac żniwnych na polu i sprzedaż plonów. Oczywiście pojawienie się tam weteranów spotkało się z niechęcią lokalnej ludności (i to zarówno polskiej, jak i ukraińskiej czy ruskiej). Szczególnie protestowali ziemianie. Jeszcze w lutym 1921 r. prezes Związku Ziemian Wołynia -  Karol Waligórski wystosował ostry sprzeciw wobec osadnictwa wojskowego na tym terenie. Twierdził bowiem że żołnierze zdołali się już skompromitować i to zarówno pod względem politycznym jak i gospodarczym, i że lepiej by było gdyby osadnictwo tworzyli nie żołnierze weterani, a polscy koloniści-włościanie (ach ten nasism, ten stary podział na "panów i chłopów" - żałosne.  Więcej bowiem zaufania miałbym do żołnierza-weterana który wywalczył ziemię własną odwagą i ofiarnością i "polską ją uczynił", niż do zasiedziałego włościanina, który miał wszystko gdzieś czy będzie żył w Polsce, czy w Rosji czy... może gdzieś indziej).






Otwarcie wrogi stosunek wobec weteranów-kolonistów okazywali Ukraińcy, którzy sądzili że byłe ziemie rosyjskie w ramach reformy rolnej przypadną im (oczywiście przy rozdziale ziemi zdarzały się też niestety nadużycia, a przydział w niektórych regionach był robiony w sposób wręcz chaotyczny, zdarzały się też przypadki samowolnego zajmowania ziem przez żołnierzy-osadników i wypędzania stamtąd ludności folwarcznej - głównie ukraińskiej). Przez pierwszy rok osadnicy gospodarowali wspólnie, dopiero potem nastąpił podział na działki (chodź opóźnienia były również spowodowane długim oczekiwaniem na urzędnika, który miał odmierzyć podział gruntu). Najgorzej mieli ci z osadników, którzy przybyli na te ziemie po okresie żniwnym, czyli po wrześniu 1921 r. bo ci naprawdę byli skazani na głodowanie w zimie (chyba że otrzymali jakąś pomoc od wspólnoty osadniczej, lub ewentualnie z administracji, ale na to drugie raczej były marne szanse, a na to pierwsze też znikome). Stałe przydziały drewna dla osadników zaczęto organizować dopiero wiosną 1922 r. iod tego roku położenie osadników znacznie się poprawiło. Zaczęto organizować dla osadników kursy dokształcające (szczególnie z zakresu rolnictwa i gospodarstwa domowego), zaczęto zakładać spółdzielnie osadnicze (pod koniec 1922 r. na Wołyniu było już 13 spółdzielni osadniczych z 3052 członkami). Zaczęto organizować samopomoc osadniczą, sąsiedzi (byli weterani wojenni) zaczęli wzajemnie sobie pomagać, wspierać się i organizować również milicję osadniczą na wypadek ataków band sowieckich czy ukraińskich. W marcu 1922 r. w Warszawie zorganizowano pierwszy zjazd osadników wojskowych, na którym powołano Centralny Związek Osadników Wojskowych (potem przekształcony na Związek Osadników). W marcu 1923 r. dalsza akcja osadnicza na Kresach Wschodnich została wstrzymana, a ostatecznie zlikwidowana po przyjęciu reformy rolnej 28 grudnia 1925 r. (oczywiście nie oznaczało to że dotychczasowi osadnicy przestawali być osadnikami, oni nadal tworzyli własne działki i własne wsie osadnicze, z tym tylko że już więcej weteranów-osadników nie powoływano i nie przyznawano im ziemi).

Terror Ukraińskiej Organizacji Wojskowej dotykał nie tylko siedzib polskich kolonistów i weteranów wojskowych, ale również lojalnych wobec Rzeczpospolitej Ukraińców, takich jak Sydor Twerdochlib - kandydat do Sejmu. Został on zamordowany w Kamionce Strumiłowej. Policja szybko wpadła na trop owej organizacji i UOW z końcem roku 1922 został realnie unieszkodliwiony (aczkolwiek już w roku następnym odrodził się na nowo i chociaż jego akcje były podejmowane na niewielką skalę i nie przynosiły zbyt wielkich strat, to jednak były niezwykle uciążliwe, tak jak uciążliwy potrafi być latający komar lub mucha). Proces polonizacji Kresów też był dosyć powolny. szczególnie dobitnie widać to było na Wołyniu, gdzie ok. 1930 r. Polacy zwarte skupienia tworzyli tylko w sześciu (i to oddalonych od siebie), punktach, a cała reszta rozsypana była po całym Wołyniu, tonąc w ukraińskim morzu nawet nie wysepkami polskości, a pojedynczymi rodzinami. Gorzej też że niewielu było chętnych do przenoszenia się na stałe na Wołyń, gdyż nie widzieli oni swej przyszłości w miastach pozbawionych całkowicie przemysłu, z handlem praktycznie w 100% będącym w rękach Żydów, w zniszczonym przez wojnę regionie. Jak już wspomniałem wyżej koloniści przez pierwszy rok (a być może nawet dłużej) mieszkali w prowizorycznych ziemiankach i aż do otrzymania pomocy materiałowej od państwa, nie byli w stanie zmienić tego położenia. Mimo to miasta na Wołyniu (ok. roku 1930) zaczęły przybierać prawie w 100% charakter polski. Powstawały polskie biblioteki, kina, szkoły, teatry, opery, kluby i restauracje, słuchano lokalnych rozgłośni Polskiego Radia, grano polską muzykę i przeboje, słuchano polskich artystów (potem co prawda we Lwowie, ale jednak popularni byli na Kresach, a nawet w całej Polsce) powstała "Wesoła Lwowska Fala" z Szczepciem i Tońciem jako głównymi jej bohaterami.




Największe pola do niezadowolenia lokalnej ludności ruskiej to były (oprócz akcji kolonizacyjnej): polityka oświatowa i ponowna rewindykacja cerkwi, które kiedyś były kościołami katolickimi przejętymi przez rosyjskiego zaborcę i zamienionymi na cerkwie. Co się tyczy szkolnictwa to biorąc pod uwagę chociażby przykład z powiatu lubomelskiego (charakterystyczny również nie tylko dla Wołynia ale i innych częściach polskich Kresów) było tam 17 polskich szkół 19 mieszanych polsko-ukraińskich i 16 polsko-rosyjskich, jednak według spisu ludności na 59 000 mieszkańców powiatu, było tylko... 37 Rosjan. Tak samo w całym województwie wołyńskim większość szkół wyższych była polska i tylko dwa gimnazja ukraińskie (na 2 miliony ukraińskiej ludności Wołynia) i 10 gimnazjów rosyjskich (chociaż na Wołyniu żyło tylko 15 000 Rosjan). To były takie niewielkie drobiazgi, ale niezwykle uporczywe, które powodowały niechęć lokalnej ludności (głównie ukraińskiej) do odrodzonej Polski. Co się zaś tyczy rewindykacji cerkwi, to w wielu przypadkach ludzie się już do tych miejsc przyzwyczaili, i ponowna zmiana ich na kościoły katolickie była bardzo źle odbierana przez ludność zarówno ukraińską jak i rosyjską. Trzy pierwsze lata bytności polskiej na Kresach nie były dobre. Nie służyły sprawie polskiej, a wręcz przeciwnie -  oddalały lokalną ludność od Polski. Ludność tęskniła do dawnych, rosyjskich rządów, co było bardzo niebezpieczne. Należało więc wiele poprawić, a przede wszystkim trzeba było przywiązać tych ludzi którzy tam przebywali (również jako przedstawiciele administracji) do tamtej ziemi, uczynić ich "apostołami polskości", ale nie na zasadzie tępe go wymuszania działań polonizacyjnych, a ukazywania możliwości jakie lokalnej ludności daje polonizacja. Jednak żeby tak się stało, trzeba było wyrobić w Polakach (którzy przybywali na Kresy) świadomość tego, że te ziemie są już polskie i polskie pozostaną, bowiem ogromna większość z nich przy pierwszej sposobności porzucała służbę państwową na Wschodzie i przenosiła się na Zachód (lub też wyjeżdżała na Pomorze, do budowanej właśnie Gdyni). Do 1924 r. na Wołyniu było aż 11 wojewodów - niesamowite. A im szczebel niżej tym sytuacja była jeszcze gorsza. Poza tym wojenne zniszczenia i powojenna bieda powodowały, że również nie można było budować przywiązania do polskości przez chociażby wygląd urzędów (które w większości były zwykłymi kanciapami pozbawionymi telefonów - czyli odciętymi od świata, z niekompetentnymi urzędnikami i policjantami). Co prawda minęły dopiero cztery lata od kiedy Polska na trwale objąć miała te ziemie w posiadanie, ale jednak to były aż cztery lata, podczas których stosunek do Polski lokalnej ludności zaczął być gorszy, niż przed rokiem 1920, i coś należało z tym fantem zrobić.


CDN.

niedziela, 30 czerwca 2024

WALKA Z KOMUNISTAMI W PRZEDWOJENNEJ POLSCE - Cz. XVI

CZYLI GDZIE CHOWAŁY SIĘ "SZCZURY"





KOMUNISTYCZNA PARTIA POLSKI
(CZYLI DZIAŁALNOŚĆ SOWIECKIEJ EKSPOZYTURY W POLSCE)
Cz. XVI





 Z początkiem 1924 roku inflacja zmienia się w Polsce w hiperinflację, zaś pieniądz (czyli obowiązująca na terenie całego kraju od 24 marca 1920 r. W ramach ujednolicania waluty - marka polska, a pierwotnie funkcjonująca od 26 kwietnia 1917 r.) stawała się realnie pieniądzem bezwartościowym. Tym właśnie czasie wielką popularność na warszawskich salonach zyskała powieść "Romans Teresy Hennert" Zofii Nałkowskiej, w której to autorka pokazywała rzeczywistość odrodzonej Ojczyzny: pazerność spekulantów, biedę społeczeństwa powojennego, środowisko nowych elit rządzących, nuworyszy z rozbitych szlacheckich środowisk pocieszających się blichtrem ułańskiej fantazji i oczywiście wszystko to podlane składnikiem "wiecznej kobiecości". To właśnie w tej powieści ukazane są również paradoksy hiperinflacji na przykładzie postaci generała Chwościka (bez wątpienia bowiem oficerowie stanowili największą grupę społeczną, którą z całą siłą uderzyła hiperinflacja i kryzys gospodarczy). Jest tam bowiem taki fragment: "Proszę panów, to są niesłychane rzeczy. Generał Chwościk przez całą zimę nigdzie nie pokazywał się z żoną - dlaczego? Po prostu nie miał za co kupić jej futra". Istnieją też relacje w których dzieci z rodzin oficerskich po latach wspominali m.in.: "Mój ojciec był wówczas porucznikiem 2 Pułku Strzelców Podhalańskich w Sanoku. Pamiętam, że na śniadanie dostawałem kromkę chleba poprószoną cukrem i skropioną mlekiem. Nie stać nas było na masło. Za to pieniędzy mieliśmy w bród. Bawiłem się nimi. Co parę dni ojciec przynosił wielką torbę banknotów, których wartość topniała w ciągu dnia o połowę". Oficerowie - wczorajsi bohaterowie z kompleksem powojennej niepotrzebności.

Ale kryzys gospodarczy uderzał też oczywiście i w inne grupy społeczne. Ludwik Krzywicki tak oto pisał o społecznych skutkach hiperinflacji: "Rzecz miała się w sposób następujący: W końcu lata roku 1920 jeden z osadników otrzymał od Okręgowego Inspektoratu Pomocy Rolnej we Lwowie 12 koni i wystawił za nie Skarbowi skrypt dłużny na kwotę 1 200 000 marek polskich, co odpowiadało mniej więcej ówczesnej wartości 12 koni na rynku. Dług był niezwaloryzowany i pozostał nim aż to spłaty w grudniu 1923 roku. Osadnik zwrócił Bankowi Rolnemu jak należało: 1 200 000 marek polskich, czyli taką kwotę, za którą w końcu grudnia 1923 roku można było nabyć co najwyżej 1 kg mięsa. A więc za 12 koni 1 kg mięsa! (...) I jakie z tego źródła rodziły się potworności (...) Pewien włościanin w lecie 1923 roku, chcąc kupić konia, sprzedaje krowę i rocznego byczka. Suma uzyskana wystarczała w dniu sprzedaży na kupno konia, jednak nie mogą znaleźć okazu odpowiedniego, chłop odkłada transakcję na inny dzień. W jednym z najbliższych tygodni kwota poprzednia jest już niedostateczna, wobec czego chłop sprzedaje dodatkowo sztukę trzody chlewnej wagi 360 funtów. Jednak i ta suma nie pokrywa ceny konia. A nawet po dodatkowej jeszcze sprzedaży jałówki, kupno konia staje się niedościgłym marzeniem. Zrezygnowany włościanin kupuje za całą sumę - cztery cembrowiny do studni".




Sytuacja staje się naprawdę niepokojąca, dlatego też 19 grudnia 1923 r. powołany został pozaparlamentarny rząd Władysława Grabskiego, którego celem było przede wszystkim stworzenie nowego pieniądza, powołanie do życia Banku Polskiego i maksymalne zbicie inflacji. Stworzenie takiego rządu fachowców było konieczne i akceptowane przez wszystkie strony sceny politycznej, jako że zdawano sobie doskonale sprawę iż przeprowadzenie reformy walutowej byłoby ogromnym osiągnięciem i każdy rząd (czy to prawicowy czy lewicowy) znacznie by zyskał, gdyby tego dokonał. Nikt jednak nie chciał doprowadzić do tego, aby przeciwnicy polityczni osiągnęli taki sukces, dlatego też pozaparlamentarny rząd był w tym momencie jak najbardziej konieczny aby wyprowadzić kraj z odmętów szalejącej inflacji. Grabski zresztą tworzy swój rząd z polityków najróżniejszych opcji i tak resort Spraw Wojskowych otrzymuje związany z Marszałkiem Kazimierz Sosnkowski, Ministerstwo Spraw Zagranicznych wywodzący się z endecji hrabia Maurycy Zamoyski (od 19 stycznia 1924 r.). Zresztą roszad personalnych jest znacznie więcej i przez okres trwania tego rządu (19 grudnia 1923 - 14 listopada 1925) do końca kadencji oprócz samego premiera przetrwało tylko dwóch ministrów. Celem najważniejszym i nie podlegającym dyskusji jest reforma walutowa oraz powołanie do życia Banku Polskiego, to jest najważniejsze, wszelkie inne sprawy schodzą w tym czasie na plan drugo- albo nawet trzeciorzędny. Premier Grabski aby przeprowadzić reformę domaga się od Sejmu specjalnych pełnomocnictw w kwestiach podatkowych i około podatkowych, dzięki którym byłby w stanie (nie oglądając się na sejmowe ugrupowania) przeprowadzić zdecydowane reformy tak bardzo potrzebne wówczas krajowi. Domaga się tych pełnomocnictw na okres jednego roku ale Sejm nie godzi się na tak długi czas, w czasie którego Grabski mógłby dekretami wprowadzać nowe prawa fiskalne. 11 stycznia 1924 r. po krótkiej debacie w Sejmie posłowie godzą się na przyznanie premierowi Grabskiemu specjalnych pełnomocnictw na okres pół roku (do 30 czerwca 1924 r.). Na mocy tej decyzji Grabski uzyskał prawo do dekretowania w kwestiach podnoszenia podatków bezpośrednich, przyspieszenia płatności podatku od kapitałów i rent, wprowadzania zmian stosownie do koniunktury, wprowadzania oszczędności w budżecie, przekazywania niektórych zadań państwa samorządom po zabezpieczeniu odpowiednich środków finansowych, zaciągania pożyczek zagranicznych (do 500 mln. franków w złocie), zatwierdzania zmian w statutach kredytu długoterminowego i przedsiębiorstw państwowych celem wprowadzenia oszczędności, wprowadzenia nowej waluty oraz likwidacji Polskiej Krajowej Kasy Pożyczkowej i utworzenia nowej instytucji emisyjnej - czyli Banku Polskiego.

Nowy rząd czym prędzej zabrał się do pracy. Jeszcze w sierpniu 1923 r. Sejm uchwalił ustawę o podatku majątkowym, której to daniną zostali obciążeni właściciele majątku o wartości przekraczającej 10 000 franków w złocie. Płatnikami nie byli więc drobni rolnicy, właściciele mniejszych przedsiębiorstw oraz kupcy. Dodatkowo jeszcze 30 listopada 1923 r. została uchwalona ustawa o waloryzacji podatków, które teraz zostały teraz oparte o stały miernik czyli złoty frank w przypadku przedsiębiorstw, lub rynkową cenę zboża w przypadku podatku gruntowego. Powołano też do życia urząd Nadzwyczajnego Komisarza Oszczędnościowego, którego celem było szukanie oszczędności w budżecie państwa. Te pierwotne reformy (proto-reformy) zaczęły przynosić rezultaty już z końcem stycznia 1924 r. Gdy nastąpiła stabilizacja marki polskiej, a nawet lekka jej poprawa, gdy cena za dolara spadła z 9 800 000 do 9 350 000 marek polskich. Od 1 lutego zaś wstrzymano druk marki polskiej i od tego czasu dochody miały pokrywać wszelkie wydatki. 19 stycznia ustalono statut Banku Polskiego. Przyjął on postać spółki akcyjnej niezależnej od rządu i otrzymał na 20 lat wyłączne prawo emisji banknotów w Polsce. Wypuszczane przezeń banknoty miały być zabezpieczone w 30% zapasem złota, walut i dewiz, a w 70% wekslami oraz srebrem, bilonem i innymi zobowiązaniami Skarbu Państwa. 26 stycznia zaś rozpoczęto sprzedaż miliona stuzłotowych akcji Banku Polskiego. Co prawda początkowo akcja ta szła bardzo opornie, jako że aby zakupić owe bony należało za nie zapłacić walutami o ustabilizowanym kursie (głównie frankami francuskimi, brytyjskimi funtami lub ewentualnie amerykańskimi dolarami), albo złotem. Takich zaś walut nie posiadała większość społeczeństwa, a również sfery ziemiańskie nie miały ich dużo (poza tym duża część z nich nie wierzyła w powodzenie przedsięwzięcia reformy walutowej rządu Grabskiego). Nie pomagały najróżniejsze rządowe zachęty, a także groźby (jak choćby takie, że osoby nie kupujące akcji nie będą mogły w przyszłości liczyć na uzyskanie kredytu bankowego). Dopiero gdy 3 marca 1924 r. podjęto decyzję o sprzedaży akcji za marki polskie, wyraźnie wzrósł popyt na zakup udziałów, który też przybrał charakter manifestacji patriotycznej. W publicznych odezwach podkreślano bowiem że zakup owych akcji ratuje państwo przed upadkiem, i tak jak cztery lata temu młodzież (jak również inne grupy społeczne) garneły się w szeregi Wojska Polskiego żeby zatrzymać pochód bolszewików, tak i teraz ta sama młodzież (i inne grupy społeczne) działając zgodnie z interesem narodowym, zakupić powinny akcje Banku Polskiego. Rzeczywiście, nagle okazało się że popyt na kupno owych akcji tam był tak duży, że Skarb Państwa zdecydował się na sprzedanie większości swych udziałów. Teraz powstanie Banku Polskiego było już przesądzone.




Przenieśmy się teraz do "Ojczyzny Światowego Proletariatu" (czyli prawdziwej ojczyzny tych wszystkich Warskich, Koszutskich i innych Marchlewskich spod znaku KPRP). 21 stycznia 1924 r. W podmoskiewskich Gorkach (w tamtejszym pałacyku) umiera wódz światowej rewolucji - Włodzimierz Iljicz Lenin. 25 maja 1922 r. Lenin zapadł na paraliż prawej połowy ciała i utratę mowy. W wyniku prowadzonej rehabilitacji na początku października poczuł się na tyle dobrze, że wrócił do pracy, ale na krótko. W grudniu miał drugi atak, który unieruchomił go już definitywnie, zaś 9 marca 1923 r. trzeci, który zrobił z niego żywego trupa. Teraz rozpoczęła się zażarta walka partyjnych buldogów o "kaftan Lenina" (jak zaczęto w Rosji nazywać walkę o władzę w trakcie choroby i po śmierci Lenina). Najpewniejszymi pretendentami do schedy po Leninie byli: Trocki, Stalin, Kamieniew, Zinowiew, w drugiej zaś kolejności: Rykow i Tomski, w trzeciej zaś (która realnie nie liczyła się wcale): Bucharin, Mołotow i Kalinin. 80 ostatnich dni swego w miarę świadomego życia, poświęcił Lenin na naprawie tego, co wcześniej stworzył i czego się bardzo obawiał, a mianowicie przekazania sterów rządów nad partią i państwem w ręce najmniej opowiedniego kandydata. Mówi się dzisiaj że Lenin krytykował w liście do Partii Stalina - to prawda, ale nie wspomina się że również krytykował Trockiego, a także Zinowiewa i Kamieniewa i w zasadzie nie miał żadnego dobrego kandydata na swego następcę. Postulował też zwiększenie liczby członków Komitetu Centralnego Partii z 27 do kilkudziesięciu, a nawet do stu, poprzez dopuszczenie do tego grona głównie robotników (notabene jakby zjadł własny język, gdyż nieco wcześniej - gdy był jeszcze w pełnym zdrowiu, twierdził, że robotnicy nie mają pojęcia jak rządzić państwem, a wiedzą to jedynie "ludzie partyjnej praktyki"). Teraz wszystko się zmieniło, ponieważ wiedział że jego dni są policzone, a schedę po nim może przejąć ktoś, kto doprowadzi Partię do katastrofy, sam zaś stanie się bolszewickim dyktatorem (i podejrzewał o to praktycznie wszystkich swoich wcześniejszych współpracowników). Wcześniej Lenin uważał że nie tylko mała grupka "partyjnej oligarchii" (jak zarzucali mu to na IX Zjeździe Partii {marzec-kwiecień 1920 r.} tzw. "decyści" - czyli demokratyczni centraliści), ale twierdził wręcz że Partią może kierować jedna osoba (mając oczywiście na myśli siebie samego). Teraz zaś - będąc już na łożu śmierci - domagał się demokratyzacji w Partii. Szukał kandydatów na członków komitetu centralnego również wśród mieszkańców najróżniejszych miast gubernialnych, a gdy słuchał raportu Sobakiewicza do Cziczkowa w tej kwestii, usłyszał tylko o przedstawicielach jednego z miast: "Jeden tylko tam jest porządny człowiek, prokurator; ale i ten, prawdę mówiąc, świnia!" Lenin umierał więc ze świadomością że Partię czeka rozłam, albo dyktatura jednego człowieka.

Napisał też (a raczej podyktował, bo pisać już nie mógł i mówił też z wielkim trudem) "List do Zjazdu" na projektowany na maj 1924 r. XIII Zjazd Partii. W liście tym sprzeciwiał się zarówno Stalinowi jak i Trockiemu, twierdząc (oczywiście w zawoalowanym partyjnym słownictwie) że nie są oni godni objąć przewodnictwa nad Partią. Dumwiratu Stalin-Trocki też nie popierał, uważając że obaj mają i tak już zbyt dużą władzę. Stalin był dla niego zbyt "brutalny" i dążący do całkowitego podporządkowania sobie Partii, Trockiemu wypominał jego niekomunistyczną przeszłość, Kamieniewowi i Zinowiewowi zaś "epizod październikowy" czyli ich sprzeciw wobec rewolucji listopadowej 1917 r. Oczywiście twierdził też że nie należy im tego wytykać, ale sam fakt że znalazło się to w liście na zjazd Partii pokazuje, że wódz rewolucji nikomu niczego nie zapomniał, nawet w obliczu śmiertelnej choroby. List ten oczywiście nie został odczytany na XIII Zjeździe Partii. Potem zaś powstała legenda, że niby to Stalin ukrył ów list i tym samym nie dopuścił do realizacji testamentu Lenina. Nie wiadomo czy tak nie było, ale należy pamiętać że upublicznienie tego listu nie leżało w interesie żadnego z potencjalnych następców Lenina i żaden z nich nie chciał aby to, co napisał w nim Lenin, ujrzało światło dzienne (Trocki zresztą - aż do 1927 r. czyli do upublicznienia owego listu najpierw w USA przez Maxa Estmana, a następnie we Francji przez Borysa Souvarine - negował w ogóle samo jego istnienie). A w liście tym Lenin krytykując wszystkich powyższych, twierdził, że po jego śmierci należy wybrać ciało kolegialne które wspólnie będzie zarządzać zarówno Partią, państwem jak i Kominternem. Nikt zaś z nowych "bojarów" partyjnych tego nie pragnął. Ale głosy o demokratyzację Partii zaczęły się pojawiać. Najgłośniejszym jej wyrazicielem był lider petersburskich i uralskich robotników - Gawrił Miasnikow, który zaczął wręcz głosić herezję, twierdząc: "Po tym jak zdławiliśmy opór wyzyskiwaczy i ukonstytuowaliśmy się jako jedyna władza w kraju, powinniśmy ogłosić wolność słowa i druku, jakiej nie miał jeszcze nikt na świecie - od monarchistów do anarchistów włącznie". Nie trwało to długo, jak Miasnikow musiał... uciekać ze Związku Sowieckiego i udało mu się to tylko dzięki temu (co zresztą sam podkreślał) że w swej "bohaterskiej przeszłości" zabił wielkiego księcia Michaiła Romanowa.




Teraz, po śmierci Lenina, Stalin (sprawujący od 3 kwietnia 1922 r. funkcję sekretarza generalnego Wszechzwiązkowej Komunistycznej Partii (bolszewików) - notabene uzyskał to stanowisko właśnie dzięki Leninowi) urządza uroczystości pogrzebowe na swoją własną modłę, nie licząc się ani ze zdaniem starych partyjnych towarzyszy, ani też ze zdaniem wdowy po Leninie - Nadieżdy Krupskiej. Postanawia że ciało Lenina zostanie zabalsamowane (jako ciekawostkę dodam, że aby zapoznać się z technikami balsamowania wysłał on do Egiptu specjalnie dobraną grupę, która miała nauczyć się tej trudnej sztuki) i wystawione na widok publiczny w szklanej trumnie w drewnianym mauzoleum. Tworzy też kult Lenina (który potem ma stać się również kultem jego własnej osoby). Pojawia się hasło: "Lenin żył, Lenin żyje, Lenin będzie żył!" Pojawiają się też (głównie w prasie) takie oto nagłówki: "Pamiętaj! Lenin mówił: Najpierw jestem komunistą, a dopiero potem człowiekiem". 26 stycznia (czyli 5 dni po śmierci Lenina) Petersburg zmienia nazwę na Leningrad. Nadieżda Krupska jest tym zniesmaczona i daje temu wyraz w wywiadzie dla "Prawdy" z 30 stycznia 1924 r. prosząc aby nie wyrażano żałoby po śmierci Lenina jako "pozornego hołdu dla jego osoby" i aby nie urządzono wieców żałobnych i nie nazywano jego imieniem miast, "Jeśli chcecie uczcić imię Włodzimierza Ilijcza, budujecie żłobki, przedszkola, domy, szkoły i tak dalej..." Postępuje się jednak dokładnie odwrotnie, pojawia się coraz więcej miast noszących imię Lenina: Leninsk, Lenino, Uljanowsk - wszystko to potrzebne jest jednak nie tyle zmarłemu Leninowi czy jego rodzinie, a tym nowym bogom którzy zamierzają zająć jego miejsce i potrzebują do tego nowego kultu żeby się wypromować. Zresztą im również woda sodowa uderza do głowy i na śmierci Lenina próbują ugrać swoje, tak więc oprócz mnóstwa miast noszących imię Lenina, pojawiają się i takie jak: Trock, Zinowjewsk, Stalingrad itp. każdy z nich chce stać się nowym bogiem, ale nie po śmierci (jak Lenin) ale jeszcze za życia, aby móc doświadczyć całego tego kultu. Powstaje triumwirat który ma na celu odsunąć Trockiego od objęcia władzy nad partią (a w skład którego wchodzi oczywiście Stalin, Kamieniew i Zinowiew), z tym że Stalin roztropnie nie pcha się na świecznik, wręcz przeciwnie gdy 26 stycznia w Sali Kolumnowej Domu Związków Zawodowych odbywa się konferencja pożegnalna wodza rewolucji, Stalin na pierwsze miejsce wynosi żądnego władzy Zinowiewa, sam występując skromnie na czwartej pozycji. Tam właśnie wygłasza on sławną "Przysięgę" (którą potem uczniowie w całym Związku Sowieckim będą musieli uczyć się na pamięć), oraz wypowiada słowa o wyjątkowości komunistów: "My, komuniści, jesteśmy ludźmi szczególnego pokroju. Skrojeni jesteśmy ze szczególnego materiału (...) Nie ma nic chlubniejszego ponad zaszczyt należenia do tej armii". Twierdził że bolszewicy posiadają wyjątkowe cnoty, odpowiedzialność i męstwo (a także umysły, serca i fallusy - należałoby dodać 😂), że są swoistymi nadludźmi, innymi od całej rzeszy ludzkości (Aron Szolc porównał bolszewików do arystokracji sprzed rewolucji, pisząc: "Dzisiaj to my stanowimy klasę panującą. (...) Obyczaje w naszym kraju będą kształtowały się zgodnie z tym, jak żyjemy, jak się ubieramy i jak postępujemy").




Pogrzeb Lenina miał miejsce 27 stycznia 1924 r. Oczywiście nie był to klasyczny pogrzeb, ciało Lenina umieszczono w szklanej trumnie (niczym relikwię) w drewnianym mauzoleum. Oczywiście obowiązkowo-pielgrzymowano do tej relikwii i urządzano wyprawy nawet z najdalszych obszarów Związku Sowieckiego (to było bowiem podstawa dla każdego komunisty wyznającego "komunistyczną moralność" - bo to było najważniejsze w tym całym popieprzonym państwie). Mózg Lenina został usunięty i oddany do analizy niemieckiemu profesorowi Vogtowi (który wkrótce dopatrzył się tam "szczególnych właściwości w strukturze tak zwanych piramidalnych klatek III warstwy", co miało tłumaczyć geniusz Lenina i jego ponadprzeciętność. Potem "Prawda (jak i inne gazety sowieckie) drukowały te brednie z odpowiednim komentarzem, jakby to wszystko udowadniało "genialność myśli i genialność taktyki" Lenina. W każdym razie jeden czerwony knur już odszedł, teraz zaczęła się walka czerwonych świń pod dywanem. A i jeszcze, zapomniałbym - gdzieś tak od stycznia 1924 r. zaczęło się załamanie gospodarcze w Związku Sowieckim, które skutkowało krytyką leninowskiej Nowej Ekonomicznej Polityki zezwalającej na utrzymanie kapitalistycznych środków produkcji w socjalistycznym (raczej w komunistycznym) kołchozie. Zaczęło w sklepach brakować towarów, a te, które były, znacznie poszły w górę, co jeszcze bardziej rodziło nienawiść w kierunku nepmanów (czyli tych, którzy dorobili się na otwarciu gospodarki i prowadzeniu prywatnych przedsiębiorstw na niewielką skalę). Rząd sowiecki (aby uspokoić ludzi) nakazał zamknięcie ok. 300 000 prywatnych firm.




22 stycznia po raz pierwszy w historii premierem Wielkiej Brytanii zostaje lider Partii Pracy -  Ramsay McDonald. Co prawda wybory z 6 grudnia 1923 r. wygrali konserwatyści Stanleya Baldwina (uzyskując 258 mandatów), to jednak laburżyści McDonalda zdobyli 191 mandatów i w połączeniu z liberałami (158 mandatów) utworzyli rząd (zresztą w rządzie McDonalda było wielu polityków o przekonaniach zarówno konserwatywnych jak i liberalnych jak choćby Philip Snowden czy James Henry Thomas i kilku innych). Liberałowie i laburżyści proponowali wprowadzenie polityki wolnego handlu (konserwatyści zaś prowadzili politykę protekcjonistyczną, wspierającą głównie brytyjski handel). Poza tym zamierzali wdrożyć projekty finansowania z budżetu budownictwa mieszkaniowego, plany ubezpieczeń dla robotników, oraz podwyżki rent i innych świadczeń dla osób starszych i inwalidów. Niewiele się jednak udało uzyskać z tych śmiałych planów McDonaldowi, natomiast z jednego z pewnością został zapamiętany, z nawiązania oficjalnych stosunków ze Związkiem Sowieckim (1 lutego 1924 r.). Potem Brytyjczycy mieli z tym nieco problemów (o czym już też wcześniej pisałem, ale zapewne raz jeszcze powtórzę gdy nadejdzie odpowiedni moment). W każdym razie lewicowy rząd McDonalda oficjalnie uznał Związek Sowiecki, co znacznie umocniło reżim bolszewicki (zresztą Angole robili dile z Sowietami jeszcze w 1920 roku, gdy Armia Czerwona stała pod Warszawą gotowa na podbój całej Europy).

Niepowodzenia nadreńskie i nieumiejętność w wyegzekwowaniu żądanych przez Paryż reparacji, zachwiała również rządem Raymonda Poincaré'go. W każdym razie 25 stycznia Francja podpisuje układ o przyjaźni z Czechosłowacją, która wcześniej zawarła bilateralne pakty z Rumunią (23 kwietnia 1921 r.) i z Królestwem Serbów, Chorwatów i Słoweńców (31 sierpnia 1922 r.) w ramach tzw. Małej Ententy, której ostrze wymierzone było w Węgry (a raczej w węgierskie próby odbudowania dawnych Wielkich Węgier.

12 lutego 1924 r. (co warto odnotować) - jest to data narodzin symfonicznego jazzu. Tego bowiem dnia w Nowym Jorku George Gershwin prezentuje swoją "Błękitną rapsodię". 




A poza tym, na ulicach Warszawy szybkość aut ograniczono do 25 km/h.


CDN.